Author Topic: Dlaczego Polaków ma być 15 mln?  (Read 1782 times)

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • WyBudzony
  • *
  • Posts: 2 554
  • Reputacja: +12/-0
Dlaczego Polaków ma być 15 mln?
« on: (Sat) 19.04.2014, 20:10:54 »
Dlaczego Polaków ma być 15 mln?

Źródło: mech.nowyekran.pl

Bo dzieci są dla państwa zbyt drogie...
 
Quote
„Dla państwa najtańsza jest rodzina bez dzieci”
– Premier Donald Tusk
 
Jakiego państwa? Dziennikarze naśmiewają się z premiera Jarosława Kaczyńskiego za jego głośno wyrażoną opinię o działaniach prowadzących do „likwidowania Narodu”, a przecież nasila się proces „europeizowania” Polaków, wycofywania lekcji historii ze szkół, a i działania gospodarczo-polityczne to również „samo pasmo nieszczęść”.

Słuchając czytań Starego Testamentu zauważamy że oznaką Bożego błogosławieństwa było posiadanie wielu dzieci, w sytuacji gdyż wszyscy doskonale zdawali sobie sprawę z konieczności posiadania dzieci przez rodziny i naród. A metody osłabienia potencjału demograficznego przeciwnika znane były od dawna i polegały nie tylko na jego fizycznej eksterminacji. Dlatego patrząc na to co się dzieje w ostatnim dwudziestoleciu powinniśmy się zastanowić czy my sami obecnie nie realizujemy scenariusza wyludnienia naszego kraju którego nie udało się wprowadzić naszym wrogom.
Często cytowane jest przekonanie że już w połowie lat 70-tych Klub Rzymski uznał że Polaków powinno być zaledwie 15 milionów. Jako głównego ideologa tych działań podaje się prace duchownego anglikańskiego T. Malthusa który usilnie przestrzegał przed groźbą przeludnienia, zapominając że mógł on być silnie zainteresowany głoszeniem właśnie takich depopulacyjnych opinii. Gdyż mało kto z cytujących jego pomysły wie, że był on finansowany przez Kompanię Wschodnioindyjską w której uczelni w Haileybury pracował na etacie profesora ekonomii politycznej. Był takim dzisiejszym „głównym ekonomistą” instytucji która stanowiła symbol brytyjskiego imperializmu, zainteresowanego ograniczeniem potencjału demograficznego Indii względem Wlk. Brytanii. Również jego personalny poważny wpływ na politykę względem Indii, mógł być efektem użyteczności głoszonych teorii. Zwłaszcza, że jego koncepcje były „eksportowane” na kontynent - przede wszystkim do Francji, która na przełomie XVIII i XIX wieku stanowiła główną konkurentkę Wielkiej Brytanii, a który to kraj w sytuacji kiedy zauważył że spada mu ilość poborowych do wojska, to na serio wprowadził silne zachęty pronatalistyczne.
Gdy chodzi o Klub Rzymski to rzeczywiście w wywiadzie Andrzeja Bonarskiego z prof. Dennisem L. Meadowsem, który współopracowywał raport „Granice wzrostu”, zamieszczonym w „Kulturze” w styczniu 1975 r., pada często cytowana cyfra 15 milionów obywateli Polski, która według niego jest wielkością optymalną: „Na przykład, jeżeli chodzi o Polskę, to sądzę, że macie zbyt duży przyrost ludności. 15 milionów ludności gwarantowałoby równowagę. Dalej: jeżeli chodzi o Polskę, widzę takie problemy – po pierwsze: właśnie zahamowanie eksplozji demograficznej[… s. 7]”.

Potrzebę demograficznej eksterminacji dostrzegali najwięksi wrogowie Polski i nie jest przypadkiem że zarówno okupanci sowieccy jak i niemieccy byli prekursorami wprowadzenia u nas aborcji. Już w pierwszych miesiącach okupacji niemieckiej 25 listopada 1939 r. na zlecenie Urzędu dla Spraw Rasowo-Politycznych NSDAP kierownik Centrali Doradczej Urzędu dla Spraw Rasowo-Politycznych dr E. Wetzla, oraz kierownik Oddziału dla Volksdeutschów i mniejszości w Urzędzie dla Spraw Rasowo-Politycznych dr G. Hechta, opracowali dokument: „Sprawa traktowania ludności byłych polskich obszarów z rasowo-politycznego punktu widzenia”. Zawarto w nim twarde dyspozycje: „Wszystkie środki, które służą ograniczeniu rozrodczości, powinny być tolerowane albo popierane. Spędzanie płodu musi być na pozostałym obszarze Polski niekaralne. Środki służące do spędzania płodu i środki zapobiegawcze mogą być w każdej formie publicznie oferowane, przy czym nie może to pociągać za sobą jakichkolwiek policyjnych konsekwencji. Homoseksualizm należy uznać za niekaralny. Przeciwko instytucjom i osobom, które trudnią się zawodowo spędzaniem płodu, nie powinny być wszczynane policyjne dochodzenia”. (W. Głębocki, K. Mórawski, Kultura walcząca 1939-1945. Z dziejów kultury polskiej w okresie wojny i okupacji Warszawa 1985, s. 294). Zgodnie z powyższym planem Verordnung (Rozporządzenie) Generalnego Gubernatora Franka z dnia 9 marca 1943 r. wprowadziło pełną niekaralność aborcji dokonywanych przez Polki, zwiększono natomiast kary za aborcję dzieci niemieckich - aż do kary śmierci włącznie.
 
Obecnie dziennikarze naśmiewają się z premiera Jarosława Kaczyńskiego za jego głośno wyrażoną opinię o działaniach prowadzących do "likwidacji narodu polskiego”. „[P]rof. Tomasz Nałęcz, doradca prezydenta ds. historii i dziedzictwa narodowego […p]rzypomina, że najbardziej realne zagrożenie likwidacją groziło Polakom w czasie II wojny światowej, kiedy hitlerowcy i sowieci prowadzili przeciw nam politykę eksterminacji zakrojoną na szeroką skalę.” „Gdy jednak rozejrzymy się dokoła, próżno szukać okupanta.” A przecież cytowany przez prof. Tomasza Nałęcza niemiecki plan polityki depopulacyjnej w stosunku do ludności polskiej przewidywał takie oto środki:
- „redukcje świadczeń chorobowych z tytułu ubezpieczenia społecznego;
-  ograniczenie lecznictwa szpitalnego;
- zawieszenie zasiłków rodzinnych i świadczeń z tytułu macierzyństwa;
- obowiązujący na terenach włączonych do Rzeszy Niemieckiej zakaz zawierania małżeństw przez mężczyzn w wieku poniżej 28 lat i przez kobiety w wieku poniżej 24 lat;
- całkowity zakaz zawierania małżeństw przez osoby wywiezione do Niemiec na roboty”. (J. Kossecki Totalna wojna informacyjna XX wieku a II RP, Kielce 1997 s. 133.)
Musi to brzmieć szokująco bo przecież zarówno co do rozpadu rodzin z powodu emigracji i stałej redukcji świadczeń to już jesteśmy przyzwyczajeni, a i oczekujemy na dalsze pogorszenie sytuacji. Jesteśmy świadkami nie tylko utraty uprawnień do zasiłków rodzinnych, ale wprost zamachu na ulgi podatkowe przysługujące rodzinom. Zauważmy również że na naszych oczach nastąpiło już przesunięcie najwyższej płodności kobiet z grupy wieku 20-24 lata do grupy 25-29 lat. Jest to wynikiem między innymi tego, że mediana wieku kobiet zawierających związek małżeński znacznie przekroczyła, a w przypadku mężczyzn osiągnęła granicę wyznaczoną dla Polaków włączonych do Rzeszy Niemieckiej. Podobnie przeciętny wiek kobiet, które w 2007 r. urodziły dziecko był bardzo wysoki i wynosił 28,4 lat.
 
Analogicznie tym podśmiewającym się z premiera Kaczyńskiego dziennikarzom którzy mówią: „Bo słysząc "likwidacja narodu" natychmiast przed oczami większości z nas pojawiają się właśnie takie obrazy. Likwidować Polaków, Żydów, Romów chciał przecież Adolf Hitler” warto zacytować dokumenty tzw. Generalnego Planu Wschodniego w materiałach SS-Brigadefhrera Carla Clauberga. Omawiają one w 1942 r. politykę demograficzną opracowaną przez dr Erhardta Wetzela - radcę w Urzędzie dla Spraw Rasowo-Politycznych NSDAP nie tylko w stosunku do ludności polskiej, ale również rosyjskiej, ukraińskiej, a nawet narodów kaukaskich. Otóż niezależnie od fizycznej eksterminacji poszczególnych grup zwłaszcza księży i intelektualnych elit polskich Niemcy starali się niszczyć nasz potencjał demograficzny metodami bardziej wyrafinowanymi w ramach tzw. „totalnej wojny informacyjnej”. W cytowanym dokumencie czytamy m. in.: „Powinno być oczywiste, że polskiej kwestii nie można rozwiązać w ten sposób, że zlikwiduje się Polaków, podobnie jak Żydów. Tego rodzaju rozwiązanie kwestii polskiej obciążyłoby naród niemiecki […] zwłaszcza że inne sąsiednie narody musiałyby się liczyć z możliwością, iż w odpowiednim czasie potraktowane zostaną podobnie. Moim zdaniem, musi zostać znaleziony taki sposób rozwiązania kwestii polskiej, ażeby wyżej wskazane polityczne niebezpieczeństwa zostały sprowadzone do możliwie najmniejszych rozmiarów. […] Celem niemieckiej polityki ludnościowej […] będzie musiało być sprowadzenie liczby urodzin do poziomu leżącego poniżej liczby niemieckiej. […] Aby doprowadzić na wschodnich terenach do znośnego dla nas rozmnażania się ludności, jest nagląco konieczne zaniechanie na wschodzie tych wszystkich środków, które zastosowaliśmy w Rzeszy celem podwyższenia liczby urodzin. Na terenach tych musimy świadomie prowadzić negatywną politykę ludnościową. Poprzez środki propagandowe, a w szczególności przez prasę, radio, kino, ulotki, krótkie broszury, odczyty uświadamiające itp. należy stale wpajać w ludność myśl, jak szkodliwą rzeczą jest posiadanie wielu dzieci. [sic!-cm] Powinno się wskazywać koszty, jakie dzieci powodują, na to, co można by zdobyć dla siebie za te wydatki.[!] Można wskazywać na wielkie niebezpieczeństwa dla zdrowia, które mogą grozić kobiecie przy porodzie itp. Obok tej propagandy powinna być prowadzona na wielką skalę propaganda środków zapobiegawczych. Przemysł produkujący tego rodzaju środki musi zostać specjalnie stworzony.[!] Nie może być karalne zachwalanie i rozpowszechnianie środków zapobiegawczych ani też spędzanie płodu. Należy też w pełni popierać powstawanie zakładów dla spędzania płodu. Można wykształcić np. akuszerki lub felczerki w robieniu sztucznych poronień. Im bardziej fachowo będą przeprowadzane poronienia, tym większego zaufania nabierze do nich ludność.[!] Rozumie się samo przez się, że i lekarz musi być upoważniony do robienia tych zabiegów, przy czym nie może tu wchodzić w rachubę uchybienie zawodowej lekarskiej godności. Należy również propagować dobrowolną sterylizację. […dalej cel-cm] Nam Niemcom chodzi tylko o to, ażeby naród rosyjski [Polaków już w tych rozważaniach nie trzeba było uwzględniać-cm] osłabić do tego stopnia, aby nigdy nie był on w stanie zagrażać niemieckiemu przewodnictwu na europejskim terenie. Do tego celu przybliżają nas wyżej wskazane drogi. Należy pamiętać również o tym, że stłoczenie mas ludzkich w miastach fabrycznych jest niewątpliwie najodpowiedniejszym środkiem ograniczenia rozmnażania się ludności. Powyżej omawiana propaganda i uświadamianie da się bowiem w miastach o wiele łatwiej przeprowadzić”. (Zeszyty Oświęcimskie, nr 2, 1958 r., s. 49-50). Omawiany wyżej plan zalecał również, by na roboty przymusowe do Niemiec wywozić przede wszystkim mężczyzn żonatych i kobiety zamężne, gdyż w ten sposób rozbija się rodziny, co wpłynie na zmniejszenie przyrostu naturalnego. Oj, teraz to na pewno nikomu nie powinno być do śmiechu w sytuacji gdy pomyślimy jak daleko w autodestrukcji doszliśmy.
 
O ile nie dziwimy się że w efekcie powyższych niemieckich działań na terenie Generalnego Gubernatorstwa już w 1942 r. stopa urodzeń spadła o 1/3 z 24,9‰ w 1938 r. do 18,6‰, powodując powstanie ujemnego przyrostu demograficznego. Bardziej szokujące okazuje się, że według wydawanego przez CIA Factbooka  w 2012 r. stopa urodzeń w Polsce będzie na rekordowo niskim poziomie - zaledwie 9,96‰ – czyli wyniesie zaledwie połowę tego co w podczas wojny i okupacji[sic!] sytuując nasz kraj na ostatnich („likwidacyjnych”) miejscach w świecie, dokładnie na 194 miejscu na 228 krajów. Czy w świetle tych statystyk nie jest uprawnione wyrażone przez premiera Kaczyńskiego podejrzenie że tego typu działania oparte na zasadach postulowanych już dawniej przez naszych nieprzyjaciół doprowadzą do „likwidowania Narodu” naszymi własnymi rękami.

A przecież już kilkadziesiąt lat temu tak chwalony przez Karola Wojtyłę, a o którego naukach zwłaszcza w dniu dzisiejszym szczególnie powinniśmy pamiętać, Walenty Maliński ostrzegał: „Groza niebezpieczeństwa ograniczania urodzeń polega na tym, że społeczeństwo, regulujące dzieci, przestaje naraz planować umiarkowanie i wymiera – bynajmniej nie z braku żywności, ale z planowania zbyt oszczędnej liczby dzieci […]. Popłoch ludnościowy tym więcej dziwi, że żaden naród nie zginął z przeludnienia, natomiast z regulacji potomstwa skończył niejeden, i tym właśnie góruje przeludnienie nad wyludnieniem oraz „bezmyślna” instynktowna płodność nad regulowaną.”

----------------------

Plan depopulacyjny dla Polski (13-20 mln) - doc. Józef Kossecki
https://www.youtube.com/watch?v=OOVWZG7BFEw


Zobacz na:
Ostateczne rozwiązanie kwestii polskiej
https://forum.wybudzeni.com/index.php/topic,784.0.html
Demografia. Plan depopulacyjny dla Polski (13-20 mln) - doc. Józef Kossecki
https://forum.wybudzeni.com/index.php?topic=1075.0
Zeszyty Oświęcimskie
https://socjocybernetyka.files.wordpress.com/2010/01/zeszytyoswiecimskie2.pdf
« Last Edit: (Wed) 08.07.2015, 14:12:19 by BladyMamut »
“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • WyBudzony
  • *
  • Posts: 2 554
  • Reputacja: +12/-0
Odp: Dlaczego Polaków ma być 15 mln?
« Reply #1 on: (Wed) 29.07.2015, 12:59:07 »
Fakty i mity kryzysu demograficznego. Polemika z tekstem Karola Kilijanka pt. „Błędne założenia, błędne wnioski: tzw. polityka prorodzinna”



Na tekst Karola Kilijanka prawdopodobnie nie zwróciłabym większej uwagi, gdyby nie fakt, że od kilku tygodni uczestniczę w dyskusji, toczącej się na kilku portalach i na Facebooku, na temat „kwestii kobiecej”. W dyskusji tej, niestety, padają prawie wyłącznie religijne i pseudo-empiryczne argumenty, brakuje w niej natomiast racjonalnego spojrzenia na rzeczywistość. Niestety, tekst Kilijanka dokładnie wpisuje się w tę właśnie manierę wielu dyskutantów przedstawiających się jako „prawicowi” i „katoliccy”. W swoim tekście posługuje się kilkoma figurami retorycznymi, które notorycznie pojawiają się w konserwatywnej publicystyce, a które zamiast wyjaśniać „zaczarowują rzeczywistość”.

Główne tezy Kilijanka są następujące: Autor wskazuje na problem kryzysu demograficznego, który jest faktem. Przedstawia i krytykuje pomysł państwa polskiego na przezwyciężenie tego kryzysu, czyli przyznawanie zasiłków na dziecko. Kilijanek uważa, że przyczyną obniżającej się dzietności nie są problemy materialne ludności, lecz kwestie duchowe. Jego zdaniem, problem demograficzny może zostać rozwiązany poprzez odnowienie duchowe, dzięki któremu „skromne, ciche i czyste” kobiety zaczną rodzić więcej dzieci.

Przyjrzyjmy się teraz bliżej jego tezom. Kilijanek słusznie wskazuje, że wzrost dobrobytu nie idzie w parze ze wzrostem dzietności, tylko dokładnie odwrotnie – obniża ją. Przyczyn takiego stanu rzeczy upatruje w „ideologii, która zamyka łona”, czyli w szalejącym materializmie, wygodnictwie i indywidualizmie. Ta „panująca ideologia ubezpładnia Polki”. I dalej: „Zaczęło się od upadku ducha i tylko na jego podniesieniu może się to zakończyć. Nawet mając w perspektywie pomoc finansową, małżeństwo nie zdecyduje się na kolejne dzieci, bo to nie jest modne, bo to przeszkadza w tzw. spełnieniu się, bo kobieta stanie się kurą domową” (na marginesie można zadać pytanie, czy upadek ducha nie przejawia się także w upadku języka, bo czy ideologia może kogokolwiek „ubezpładniać”? (sic!)). Środkiem zaradczym ma być „siła Kościoła, wycofanie się państwa ze sfery rodzinnej i powrót do wartości chrześcijańskich w życiu społecznym”, „silna rodzina pod władzą ojca, z którego należy zdjąć chomąto podatkowe” oraz „skromna, cicha i czysta kobieta, która zobaczy, że jej wartość to nie obnażone przesadnym dekoltem piersi i powabny makijaż, ale wianuszek dzieci dookoła jej nóg”.

Kilijanek bez wątpienia rysuje uproszczony, wręcz sprymitywizowany obraz współczesnego społeczeństwa . Posiadam w kręgu swoich znajomych wiele bezdzietnych kobiet i żadna z nich ani nie afiszuje się „przesadnym dekoltem”, ani nie charakteryzuje się szczególnie wybujałym materializmem. Przyczyny bezdzietności leżą dużo głębiej – dostrzeżenie ich oraz zrozumienie i zanalizowanie wymaga jednak kierowania się motywacjami poznawczymi, a te, niestety, są z zasady zbyt słabo rozwinięte u osób posiadających silne motywacje ideologiczne (motywacje ideologiczne w znaczeniu socjocybernetycznym obejmują także motywacje religijne).

Na pewno zgadzam się z tezą Autora w tej części, która mówi, że problemów demograficznych nie można sprowadzić do kwestii energetycznych (w pojęciu socjocybernetycznym), czyli finansowych. Nie zgadzam się jednakże z tezą zakładającą, że problem leży wyłącznie na płaszczyźnie duchowej (informacyjnej). Błąd ten popełnia wielu konserwatystów nierozumiejących istoty zjawiska modernizacji ekonomicznej, technicznej i społecznej, która dokonała się w ostatnich stuleciach. Kijanek nie jest tu żadnym wyjątkiem – jego niezrozumienie współczesnego świata nie jest więc niczym wyjątkowym.

Zacznijmy od przypomnienia, że już Malthus dobrze zdawał sobie sprawę z tego, że postęp techniczny, ekonomiczny i społeczny prowadzi do ograniczenia dzietności. Malthus wskazał, że warstwy bardziej „ucywilizowane” rozmnażają się wolniej od warstw niższych, co stanowi poważny problem dla zapewnienia ciągłego postępu społecznego. A ponieważ był zwolennikiem takiego postępu, proponował, aby poprzez środki eugeniczne ograniczać dzietność warstw niższych. Jak wiemy z historii, jego teorie znalazły licznych zwolenników, i ciągle znajdują.

Kilijanek przyjmuje w punkcie wyjścia dokładnie to samo założenie co Malthus, ale oczywiście proponuje diametralnie inne rozwiązania. Ponieważ postęp społeczny sprowadza wyłącznie do rozbuchanego hedonizmu, środkiem zaradczym ma być zmiana wartości duchowych.

Paradoks polega jednak na tym, że wzrost ilości ludzi ściśle zależy od tegoż właśnie postępu. Wszyscy dobrze wiemy, że 6 miliardów ludzi nie dałoby się wyżywić w ramach struktur gospodarczych z epoki kamienia łupanego lub średniowiecznego społeczeństwa agrarnego. A teraz się da i, moim zdaniem, wbrew współczesnemu maltuzjanizmowi, można wyżywić jeszcze dużo więcej ludzi.

Rzecz jednak w tym, że nowoczesna struktura gospodarcza ściśle powiązana jest nie tylko z rozwojem techniki, ale także i stosunków społecznych. Patriarchalne, hierarchiczne, homogeniczne i statyczne struktury społeczne, które są tak bliskie sercu Karola Kilijanka, były ściśle związane z energetycznym metabolizmem średniowiecznych społeczeństw agrarnych. Biologiczne przetrwanie ludzi zależało od efektywnego wykorzystania ziemi, co wymuszało taką a nie inną organizację społeczną. Postęp, który dokonał się w nowożytności, w gruncie rzeczy sprowadza się do tego, że człowiek nauczył się pozyskiwać i odpowiednio wykorzystywać nowe źródła energii, co nie tylko służy jego przetrwaniu biologicznemu (energia jałowa i robocza), ale także wyzwoliło ogromne pokłady energii swobodnej, którą może wykorzystywać w różnoraki sposób. I to właśnie ta wyzwolona energia swobodna jest tym, czego współczesny człowiek za żadne skarby nie odda. I oczywiście, wiele osób używa jej na hedonistyczną konsumpcję, ale równie wiele osób rozwija swoje talenty, szuka dostępu do wiedzy, angażuje się społecznie itd. Zwiększenie indywidualnych zasobów energii swobodnej umożliwia każdemu rozwój „wyższych części duszy” – jedni z tego korzystają lepiej, inni gorzej, ale prawie każdy w naszym kręgu cywilizacyjnym ma większe możliwości np. studiowania filozofii i teologii, niż w tzw. krajach trzeciego świata. Zwiększanie się indywidualnych zasobów energii swobodnej budzi w ludziach „wyższe aspiracje”, co oczywiście przekłada się także na „kulturę rozrodczości”: przestaje ona podlegać wyłącznie czystej biologii, lecz staje się częścią kultury. Jednym słowem: coś za coś.

Czy należy jednak ludzi oskarżać o to, że chcą być istotami bardziej świadomymi i chcą mieć więcej kontroli nad własnym życiem? Przecież najprostszym sposobem na zwiększenie rozrodczości byłoby wyrzucenie biologii z programów szkolnych, a najlepiej w ogóle pozostawienie ludzie w stanie analfabetyzmu i wmawianie im, że dzieci przynoszą bociany. Takie istoty człekokształtne, które nie rozumiałyby związków przyczynowo-skutkowych między stosunkiem płciowym a pojawieniem się dziecka, na pewno nie próbowałyby ograniczać swojej płodności, a co najwyżej mogłyby mordować noworodki jak to czyniono w starożytnej Grecji.

„Wiedza to władza” mawiał F. Bacon. I tak dokładnie jest. Człowiek posiada coraz większą władzę nad samym sobą i dzięki temu może się rozwijać. To samo dotyczy kobiet. Także kobiety, jako byty wolne i rozumne, pragną zwiększać swoją energię swobodną a tym samym zwiększać kontrolę nad własnym życiem. Niestety, wielu mężczyzn prezentujących się jako „katoliccy konserwatyści” chętnie korzysta z dobrodziejstw postępu (nie słyszę pośród nich żadnych głosów postulujących przywrócenie pańszczyzny czy masowego powrotu na rolę), nie chce ich jednak przyznać kobietom. Wyemancypowany chłop pańszczyźniany, który zrzucił z siebie jarzmo pługa, chce intensywnie korzystać ze swojej energii swobodnej, i to na koszt kobiety, której energią swobodną chce dysponować on sam! A jeśli ona stawia mu opór, to obarcza się ją moralną odpowiedzialnością za wymieranie gatunku. Jakie to perfidne – zajadła feministka rzekłaby: jakie to męskie…

Niestety, większość katolickich antyfeministów nie chce dostrzec, że zdecydowana większość kobiet chce kontrolować swoją rozrodczość nie po to, by cały dzień leżeć na sofie i oglądać swoje paznokcie, tylko dlatego, że chce korzystać ze swojej energii swobodnej na dokładnie tych samych zasadach, co mężczyźni. Część z nich – dokładnie tak jak mężczyźni – spożytkuje swoją energię swobodną na rozrywkę, część na działalność społeczną, ale część będzie rozwijać „wyższe części swojej duszy”. Tak, kobiety nie chcą utonąć w pieluchach, tylko jako osoby wolne i rozumne chcą poznawać i zmieniać świat. A tę właśnie chęć wy mężczyźni świetnie rozumiecie, nieprawdaż?

Jeśli więc mężczyźni chcą, aby kobiety mogły zgodnie ze swoją ludzką naturą rozwijać wszystko to, co także u siebie chcą rozwijać oni sami, niech się zastanowią nad stworzeniem takiej nowoczesnej „kultury rozrodczości”, która pozwoli kobietom w równy sposób korzystać ze swojej energii swobodnej. Jak na razie nie widzę nawet zaczątków takiego myślenia u wielu przedstawicieli płci rzekomo bardziej racjonalnej, co świadczy o faktycznej dominacji u tych osobników motywacji witalnych (pozycji w stadzie, pozycji dla stada) albo ideologicznych (religijnych), a nie poznawczych.

Aby uniknąć możliwych nieporozumień pragnę podkreślić, że rozwój nauki i techniki zmusza nas do refleksji na temat moralnych aspektów ich zastosowania. W kontekście kwestii demograficznej dotyczy to między innymi problemu antykoncepcji. Kościół odrzuca antykoncepcję „sztuczną”, zezwalając na stosowanie tzw. naturalnych metod planowania rodziny. Istnieje jednak grupa radykalnych katolików, która odrzuca stosowanie nawet tych ostatnich metod, uznając, że jakakolwiek kontrola swojej rozrodczości jest już grzechem. Ich zdaniem, grzechem jest stosunek płciowy, którego celem nie jest spłodzenie dziecka. Jeśli więc małżonkowie podejmują współżycie mając pełną świadomość tego, że odbywa się ono w czasie tzw. dni niepłodnych, grzeszą. Nie zamierzam wnikać w teologiczne spory na temat tego, czy aktualne stanowisko Kościoła w tej sprawie jest spójne czy nie.

Podsumowując, chciałabym zwrócić uwagę, że zarówno wielu przedstawicieli hierarchii kościelnej, jak i wielu wiernych, jak np. Karol Kilijanek, nie wykazuje zbyt dużego zainteresowania pytaniem o miejsce postępu technicznego, naukowego, społecznego i ekonomicznego w Bożym dziele stworzenia. Tym samym nie zadają sobie pytania o przełożenie tegoż postępu na kwestię relacji między przedstawicielami obydwu płci. Tak długo jak będą posługiwać się anachronicznymi stereotypami dotyczącymi ról społecznych, nie będą w stanie wywierać skutecznego wpływu na kształt tegoż postępu.

Magdalena Ziętek

Źródło: http://myslkonserwatywna.pl/fakty-i-mity-kryzysu-demograficznego-polemika-z-tekstem-karola-kilijanka-pt-bledne-zalozenia-bledne-wnioski-tzw-polityka-prorodzinna/
“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje