Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj.

Aktualności: Małe zmiany w przywilejach użytkowników <CZYTAJ> Nie możesz się zalogować? Wyczyść w przeglądarce ciasteczka i aktywne zalogowania (wszystkie).
W razie czego jesteśmy na FB(link). Pozdrawiamy Ekipa

Autor Wątek: Wpływ totalnej wojny informacynej na dzieje PRL - Józef Kossecki  (Przeczytany 937 razy)

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • *
  • Wiadomości: 2 538
  • Reputacja: +12/-0
WPŁYW TOTALNEJ WOJNY INFORMACYJNEJ NA DZIEJE PRL - Józef Kossecki

W czterdziestą rocznicę założenia Ligi Narodowo-Demokratycznej
wszystkim jej działaczom i cichym współpracownikom
książkę tę dedykuję



PRZEDMOWA

W naszej opinii publicznej dominują pewne stereotypy upowszechnione przez
propagandę (stanowiącą jeden z zasadniczych elementów wojny informacyjnej), według
których bohaterska walka najpierw tzw. opozycji demokratycznej - która swoje
działania rozpoczęła w latach sześćdziesiątych, a następnie utworzonej w 1980 roku
„Solidarności, doprowadziła do obalenia komunizmu. Wspomina się też przy tym pomoc
okazywaną opozycji przez Zachód.
Prawda jest znacznie bardziej skomplikowana. Przede wszystkim trzeba
stwierdzić, że zasadnicze znaczenie dla procesu upadku systemu komunistycznego w
naszym kraju i całym bloku sterowanym przez Związek Radziecki, miała ostra walka o
władzę tocząca się między aparatem partyjnym i policyjnym - to ona właśnie rozsadzała
system od środka, przyczyniając się walnie do jego erozji. Ta walka była
wykorzystywana, a czasami nawet stymulowana przez ośrodki zachodnie zajmujące się
prowadzeniem wojny informacyjnej, a także przez opozycję działającą wewnątrz Polski.
Oprócz tego oczywiście działały inne czynniki - nie tylko polityczne, ale przede
wszystkim społeczne i gospodarcze.
Książka niniejsza stanowi dalszy ciąg mojej poprzedniej pracy pt. „Totalna
wojna informacyjna XX wieku a II RP, wydanej w 1997 roku w Kielcach. W oddawanej
obecnie do rąk czytelnika nowej książce przedstawiam te elementy toczącej się totalnej
wojny informacyjnej między dwoma wielkimi blokami, walczącymi w okresie 1945-
1990 r. o dominację nad światem, które miały wpływ na losy PRL - stanowią one tło, na
którym staram się ukazać ostrą, bezwzględną walkę informacyjną o władzę, która
toczyła się wewnątrz naszego kraju,  rolę jaką w tej walce odgrywały służby specjalne i
propaganda, a także opozycja.
W ostatnich latach ukazało się sporo źródłowych opracowań dotyczących
historii najnowszej, zwłaszcza historii PRL, w tym również problematyki poruszanej w
niniejszej książce, najpoważniejsze z nich starałem się wykorzystać. Nie wszystkie
jednak archiwa (nie tylko państwowe) stoją dla badaczy otworem. Bez znajomości tych
archiwów i zawartych w nich materiałów źródłowych, znajomość historii w ogóle,
zwłaszcza zaś historii takiej dziedziny jak walka informacyjna, w której dezinformacja
stosowana jest bardzo szeroko, musi być wypaczona.

Osobiście brałem udział w walce informacyjnej, która toczyła się w Polsce, od
1958 roku, gdy powstała tajna organizacja narodowa o nazwie Liga Narodowo-
Dcmokratyczna, do której należałem i której działaniami kierowałem. Jej działalność
praktycznie jest nieznana opinii publicznej, prawie nikt jej nie zna poza nielicznym
gronem wtajemniczonych działaczy LND, co najwyżej krążą o niej różne legendy czy
wręcz dezinformacje (a i to bardzo rzadko).
Milczenie na temat działalności Ligi Narodowo-Demokratyczncj ma dwie
przyczyny. Pierwszą z nich jest to, że jej działalność, a nawet samo istnienie całkowicie
nic pasuje do obowiązujących dziś stereotypów związanych z historią PRL (i nie tylko
PRL). Drugą z nich - jeszcze ważniejszą - był ściśle konspiracyjny charakter LND. Z
dzisiejszej perspektywy, gdy sporo już wiemy zarówno o działalności PRL-owskich
służb walki informacyjnej, jak i działalności opozycji, można stwierdzić, że była to
chyba jedyna naprawdę konspiracyjna organizacja, o której funkcjonowaniu w ostatnich
dwu dziesięcioleciach istnienia PRL, nikt poza wąskim gronem wtajemniczonych nic
wiedział. Tylko w początkowym okresie istnienia LND, udało się Służbie
Bezpieczeństwa rozpracować i aresztować w 1960 r. jej organizację warszawską, ale
nawet wówczas do wyższych szczebli wtajemniczenia bezpieka nic dotarła, aresztując
niejako zastępczo dwu zacnych i zasłużonych działaczy ruchu narodowego - mecenasa
Leona Mirekicgo i profesora Jana Bogdanowicza, którzy o istnieniu i programie LND
dowiedzieli się dopiero w trakcie śledztwa od oficera, który ich przesłuchiwał; po
długiej rozprawie sąd musiał ich obu uniewinnić. Rzeczywistego przywódcy LND -
wybitnego działacza katolicko-narodowcgo Walentego Majdańskiego nic udało się
bezpiece rozpracować i aresztować.
LND była organizacją, która stanowiła konspiracyjną klamrę spinającą i
koordynującą jej elementy działające w podziemiu z tymi, które infiltrowały PRL-owski
aparat władzy - partię i aparat państwowy łącznie z wojskiem i MSW - programując
ideologicznie i organizując w nich polskie narodowe skrzydło, które w pewnym okresie
stało się silne. Bez tego skrzydła i jego działań prowadzonych na długo przed
przełomem 1989 roku, odzyskanie niepodległości przez Polskę byłoby niezwykle trudne
a być może wręcz niemożliwe. Działalność tych drugich elementów LND zadaje kłam
stereotypom w myśl których np. wszyscy członkowie PZPR to byli zdrajcy, zaś aparat
państwowy PRL stanowił li tylko narzędzie ucisku całkowicie dyspozycyjne wobec
ZSRR. LND była też jedyną całkowicie niezależną od zagranicy polską organizacją i
jedyną posiadającą swój kontrwywiad z prawdziwego zdarzenia.
Po raz pierwszy ujawniłem publicznie trochę nieznanych faktów z działalności
LND, podczas naszej rozprawy rehabilitacyjnej w Sądzie Najwyższym w dniu 19 lutego
1992 r. W niniejszej książce po raz pierwszy ujawniam ogólny zarys naszej działalności
w ramach całościowego obrazu totalnej walki informacyjnej, która toczyła się w PRL i
toczy dalej - choć w innej formie. Ujawniam jednak nie wszystkie informacje o
działalności LND: przede wszystkim podaję tylko te nazwiska działaczy Ligi i jej
cichych współpracowników, których związek z nią jest już znany - z materiałów
procesowych lub z publikacji (tych nic musiałem pytać o zgodę) - oraz tych, którzy
wyrazili na to zgodę. Pomijam natomiast wszystkie nazwiska naszych działaczy i
współpracowników, których związki z Ligą nie są znane, a zgody na umieszczenie ich
nazwisk w książce nie uzyskałem. Nie podaję też niektórych elementów socjotechniki
działania stosowanych przez Ligę, opartych na metodach cybernetyki społecznej -
czytelnik może je znaleźć w moich książkach: Cybernetyka społeczna, Tajniki
sterowania ludźmi. Tajemnice mafii politycznych oraz Cybernetyczna analiza systemów
i procesów społecznych. Pomijam też informacje o pewnych działaniach LND, których
opublikowanie mogłoby prowadzić do ujawnienia naszych działaczy lub
współpracowników, którzy na to nie wyrazili zgody.
Ogólnie mogę stwierdzić, że zdecydowałem się podać te informacje, które
mogę udokumentować materiałami publikowanymi, lub zawartymi w archiwach, do
których miałem dostęp - a wśród nich w archiwum Ligi Narodowo-Demokratycznej.


Reszta dostępna pod linkiem
https://socjocybernetyka.files.wordpress.com/2010/09/wojinf2.pdf



Zobacz na:
Wojna Informacyjna
https://forum.wybudzeni.com/index.php/topic,288.0.html
Jak napaść na państwo (1983)
https://forum.wybudzeni.com/index.php/topic,286.0.html
Kaizen – filozofia małych kroków
https://forum.wybudzeni.com/index.php/topic,1612.0.html
« Ostatnia zmiana: (Pią) 07.11.2014, 12:40:50 wysłana przez BladyMamut »
“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • *
  • Wiadomości: 2 538
  • Reputacja: +12/-0
Odp: Wpływ totalnej wojny informacynej na dzieje PRL - Józef Kossecki
« Odpowiedź #1 dnia: (Pią) 07.11.2014, 13:20:32 »
3. SOCJOTECHNIKA WALKI INFORMACYJNEJ I DYWERSJI W OKRESIE
ZIMNEJ WOJNY


3.1. Elementy socjotechniki walki informacyjnej w epoce rewolucji naukowo-technicznej

W epoce rewolucji naukowo-technicznej - której zasadniczą część stanowi rewolucja informacyjna - pozycja międzynarodowa poszczególnych krajów zależy w coraz większym stopniu od szybkości produkcji informacji (głównie w postaci wynalazków, usprawnień i podejmowania optymalnych decyzji) oraz szybkości praktycznego wdrażania tych informacji.
Procesy informacyjne decydują dziś o wynikach współzawodnictwa międzynarodowego. O ile dla rywalizacji społeczeństw epoki przemysłowej podstawowe strategiczne znaczenie miał przemysł (zwłaszcza ciężki), o tyle dla rywalizacji społeczeństw w epoce rewolucji informacyjnej zasadnicze strategiczne znaczenie mają środki produkcji i rozpowszechniania informacji oraz system wdrożeń innowacji. Państwo, które nie ma odpowiednio wydajnych środków produkcji, przetwarzania i rozpowszechniania informacji oraz sprawnego systemu wdrożeń, znajduje się w analogicznej sytuacji, jak w okresie rewolucji przemysłowej znajdował się kraj nie posiadający własnego przemysłu ciężkiego, tzn. grozi mu status neokoloniin Socjotechnika walki informacyjnej musiała zostać dostosowana do nowej sytuacji. Tradycyjne metody ochrony własnych informacji stosowane przez kontrwywiad i analogiczne metody zdobywania informacji przez wywiad już nie wystarczą. Jeżeli tylko własne procesy produkcji informacji są dostatecznie wydajne, ewentualna - zdobyta przez nieprzyjacielski wywiad informacja, szybko się zdezaktualizuje. W tej sytuacji ważniejsze od wykradania przeciwnikowi informacji przez wywiad i zabezpieczania przed wykradaniem informacji przez wywiad przeciwnika, jest dezorganizowanie procesów informacyjnych nieprzyjaciela oraz dobre organizowanie analogicznych własnych procesów.

Zasadniczego znaczenia nabierają w związku z tym dwie metody walki informacyjnej:
1. Popieranie i ewentualne inspirowanie działalności organizacji, które bynajmniej nie muszą być formalnie związane z wywiadem lub innymi organami walki informacyjnej, ale zamierzają prowadzić lub już prowadzą działalność dezorganizującą procesy informacyjne przeciwnika - w sferze kadrowej, w dziedzinie produkcji i wdrażania informacji lub w sferze masowego rozpowszechniania informacji - albo też prowadzą inną działalność korzystną z punktu widzenia interesów kraju wspierającego ich poczynania.
2. Inspirowanie u przeciwnika błędnych decyzji.
Obie powyższe metody mają już swoją tradycję. Klasycznym przykładem zastosowania pierwszej z nich może być pomoc okazana Leninowi i jego współpracownikom w 1917 r. przez niemieckie władze wojskowe, a w szczególności niemieckie organy walki informacyjnej. Z kolei jako przykład zastosowania drugiej z wymienionych metod walki informacyjnej może służyć prowokacja wywiadu niemieckiego inspirująca Stalina do wielkich czystek pod koniec lat trzydziestych, w wyniku których Armia Czerwona w przededniu wojny została pozbawiona większej części swych wyższych kadr dowódczych. Powyższe operacje mieściły się jednak jeszcze w ramach tradycyjnych metod działania wywiadu. Natomiast w okresie rewolucji informacyjnej inspiracja błędnych decyzji przeciwnika przybrała totalny charakter i specyficzne formy.
Dla rywalizacji międzynarodowej w epoce rewolucji naukowo-technicznej, podstawowe znaczenie ma problem doganiania i prześcigania krajów wysoko rozwiniętych przez te kraje, które z różnych przyczyn pozostawały dotychczas w tyle; można go nazwać problemem pościgu.

Jeżeli w chwili t1 kraj wysoko rozwinięty A znajduje się w położeniu A(t1), zaś kraj B, który ma zamiar go dogonić, znajduje się w tej samej chwili w położeniu B(t1), wówczas kraj B może powtarzać wszystkie te etapy, które przechodził kraj A . Na rysunku 1 etapy rozwoju kraju A symbolizuje linia krzywa. W chwili jednak t2, gdy kraj B osiągnie położenie, które zajmował kraj A w chwili t1, ten już znajdzie się w nowym położeniu A(t2) itd. Jeżeli więc kraj B będzie powtarzał wszystkie etapy rozwoju, które przebył kraj A, nie będzie go mógł dogonić, z wyjątkiem dwu szczególnych przypadków:
1. gdy tempo rozwoju kraju A odpowiednio zmaleje;
2. gdy kosztem wielkiego wysiłku społeczeństwa tempo rozwoju kraju B odpowiednio się zwiększy.



Można jednak rozwiązać problem pościgu w inny sposób: przewidzieć następne etapy rozwoju kraju wysoko rozwiniętego (tzn. kraju A) i opuszczając pewne zbędne (czy błędne) etapy, które przebył ten kraj, niejako pójść na skróty - na rysunku 1 tę skróconą drogę rozwoju symbolizuje linia prosta przerywana łącząca położenie B (t1) z położeniem A(t2). Kraj, który pierwszy przebywa pewną drogę rozwoju musi nieuchronnie popełniać pewne błędy, których uniknąć może kraj doganiający go w rozwoju; błędy te na rysunku 1 symbolizuje krzywizna linii łączącej położenia B(t1)- A(t1)- A(t2).
W takim przypadku wysiłek społeczeństwa kraju B może być znacznie mniejszy, a rozwiązanie problemu pościgu może się dokonać w sposób bardziej ekonomiczny, niż w przypadku powtarzania przez kraj B wszystkich tych etapów rozwoju (wraz z błędami), które przechodził kraj A.
Ta druga, krótsza, droga pościgu (bez powtarzania błędów, które zdarzyły się w kraju ściganym) wymaga umiejętności przewidywania, w jakim położeniu znajdzie się kraj wyżej rozwinięty (ścigany) w przyszłości, a to z kolei jest niemożliwe bez zdobywania lub produkowania informacji o określonej wartości społecznej.
Nic więc dziwnego, że walka o odpowiednie zorganizowanie procesów produkcji informacji we własnym kraju oraz hamowanie i dezorganizowanie tych procesów u przeciwników lub potencjalnych konkurentów, stały się w epoce rewolucji naukowo-technicznej zasadniczym elementem współzawodnictwa międzynarodowego i walki informacyjnej.
Spróbujmy przeanalizować na czym polega tego rodzaju walka na przykładzie jakiegoś jednego produktu, posługując się prezentacją graficzną, przedstawioną na rysunku 2. Na osi poziomej tego rysunku odcinamy czas t, zaś na osi pionowej W wartość rynkową pewnego produktu wyrażoną w pieniądzach oraz wielkość kosztów jego produkcji (nakładów).
W wypadku wyrobów o kluczowym dla rozwoju społeczno-gospodarczego znaczeniu (np. komputerów lub innych wyrobów przemysłu elektronicznego), wskutek szybkich postępów techniki, w miarę upływu czasu wartość konkretnych produktów spada (produkty te stosunkowo szybko się starzeją). Tą spadkową tendencję wartości, jako funkcji czasu t, w przybliżeniu liniowym, przedstawia na rysunku 2 gruba linia prosta ciągła opadająca w dół.
Jeżeli produkcja ma przynosić zysk, wówczas nakłady na wytwarzanie określonego wyrobu muszą być niższe, niż jego rynkowa wartość. Zysk równy jest różnicy między wartością sprzedanej produkcji a jej kosztem (nakładami).
W prawidłowo funkcjonującej gospodarce nakłady powinny maleć, ale w praktyce szybkość obniżania kosztów produkcji (nakładów) nowoczesnych produktów o kluczowym dla rozwoju społeczno-gospodarczego znaczeniu jest najczęściej znacznie mniejsza niż szybkość spadku wartości rynkowej danego produktu. Tę spadkową tendencję wartości kosztów produkcji (nakładów) jako funkcji czasu, w przybliżeniu liniowym, przedstawia na rysunku 2 łagodnie opadająca linia prosta przerywana.
Produkcja danego wyrobu opłaca się teoretycznie do chwili t4, w której jego wartość rynkowa spadnie do poziomu równego kosztom produkcji (nakładom) tego wyrobu, od tego momentu produkcja staje się deficytowa i przynosi straty. Całkowity zysk, możliwy do uzyskania w wyniku produkcji i sprzedaży danego wyrobu
przedstawia na rysunku 2 zakreskowane pole trójkąta, którego jeden bok wyznacza linia spadku jego wartości rynkowej, drugi linia spadku kosztów jego produkcji (nakładów), zaś trzeci współrzędna t1, przy czym tj oznacza chwilę rozpoczęcia produkcji i sprzedaży rozpatrywanego wyrobu - czyli chwilę jego promocji, w której jego wartość rynkowa jest najwyższa; wierzchołek tego trójkąta wyznacza współrzędna t4, dla t > t4 produkcja jest już nieopłacalna.

http://i.imgur.com/Hpa219v.jpg
Wpływ totalnej wojny informacynej na dzieje PRL - Józef Kossecki
Wpływ totalnej wojny informacynej na dzieje PRL - Józef Kossecki

Rys. 2. Schemat zysku osiąganego w wyniku produkcji i sprzedaży nowego towaru

Okres t1 - t0 to czas niezbędny do opracowania koncepcji i technologii produkcji danego wyrobu, zaś okres t4 - tj to czas, gdy teoretycznie opłaca się jej eksploatacja. Najpóźniej w chwili t4 powinna być uruchomiona (przygotowana wcześniej) produkcja nowego wyrobu lub co najmniej udoskonalonej wersji starego. Jednakże w praktyce nie opłaca się produkować danego wyrobu aż do chwili t4, gdyż zysk z jego sprzedaży jest w okresie t4 - tj rozłożony nierównomiernie. Wykorzystując nasze liniowe przybliżenie możemy łatwo wykazać, że na pierwszą połowę okresu t4 - tj przypada 75% całego zysku możliwego do uzyskania z produkcji i sprzedaży danego wyrobu. W związku z tym, dobrze zorganizowane firmy już po rozpoczęciu produkcji danego wyrobu przystąpić powinny do opracowania technologii nowego produktu, aby móc przystąpić do jego promocji na rynku i masowej produkcji mniej więcej w połowie okresu t4 - tj ; w tym też okresie firmy te starać się powinny sprzedać technologię produkcji (w formie licencji) starego wyrobu, samemu rezygnując z jej eksploatowania.
Można również doskonalić technologię w okresie jej stosowania, obniżając tym samym koszty produkcji (nakłady) i wydłużając okres, w którym przynosi ona zyski, równocześnie te zyski zwiększając.
Jeżeli licencja zostanie sprzedana w połowie okresu t4 - t1, wówczas nowonabywca, gdyby nawet natychmiast uruchomił produkcję licencyjną, będzie mógł uzyskać co najwyżej 25% zysku możliwego do otrzymania w całym okresie opłacalności produkcji danego wyrobu. W praktyce jednak zysk ten może być znacznie mniejszy.
Jeżeli przez t2 oznaczymy chwilę nabycia licencji przez nowonabywcę, zaś przez t3 chwilę uruchomienia przez niego produkcji licencyjnej, wówczas okres t3 - t2 oznaczać będzie czas potrzebny na praktyczne wdrożenie licencji przez nowonabywcę. Na rysunku 2 zakreskowana powierzchnia między linią prezentującą funkcję wartości rynkowej wyrobu, linią prezentującą funkcję kosztów jego produkcji (nakładów) oraz współrzędnymi t3 i 14, symbolizuje zysk całkowity, który może otrzymać nowonabywca licencji, który nabył ją w chwili t2, zaś rozpoczął eksploatację w chwili t3. Jeżeli zatem nowonabywca zakupi licencję w połowie okresu opłacalności jej eksploatacji t4 - t1 (a więc niejako kupi licencję już sprawdzoną), zaś na jej wdrożenie zużyje tylko okres równy jednej dziesiątej części całego okresu t4 - t1, wówczas - jak łatwo wykazać posługując się naszym liniowym przybliżeniem - otrzymać on może co najwyżej 16% całkowitego zysku, który można teoretycznie otrzymać w wypadku eksploatacji danej licencji przez cały okres t4 - t1. Gdyby zaś okres wdrażania licencji przez nowonabywcę przeciągnął się nadmiernie, tak że np. chwila uruchomienia produkcji t3 pokryłaby się z chwilą t4, wówczas zamiast zysku przynosiłaby ona straty.
Jak z tego wynika, kupowanie licencji wyeksploatowanych (już sprawdzonych) nie jest opłacalne, a kraj, który opiera swą gospodarkę na wykorzystywaniu takich licencji, ma gwarancję stałego zacofania w stosunku do kraju, od którego licencje kupuje - jest to właśnie podążanie po linii krzywej z rysunku 1, czyli powtarzanie etapów rozwoju kraju przodującego, w dodatku ze stałym opóźnieniem.
Może również zaistnieć inna sytuacja: opracowana technologia produkcji nowego wyrobu, który ma szanse wejść na rynek przynosząc duży zysk, zanim zostanie wdrożona i wyeksploatowana we własnej firmie, zostanie sprzedana firmie obcej, która ją wykorzysta w pełni wchodząc na rynek pierwsza - w chwili t1 - i uzyskując dzięki temu maksymalny zysk, który na rysunku 2 przedstawia zakreskowane pole między linią prezentującą funkcję wartości rynkowej, linią prezentującą funkcję kosztów produkcji (nakładów) oraz współrzędnymi t1 i t4.
Z powyższych rozważań wynikają następujące wnioski dotyczące socjotechniki walki informacyjnej w epoce rewolucji naukowo-technicznej:
1)   zadaniem służb prowadzących walkę informacyjną jest przeciwdziałanie zakupowi przez własny kraj (własną firmę) wyeksploatowanych licencji oraz ewentualne dążenie do sprzedawania innym krajom tego rodzaju licencji swoich, a ponadto obrona własnego kraju (własnej firmy) przed sprzedażą swoich nowych licencji przed wyeksploatowaniem ich we własnym kraju (własnej firmie), jak również walka z wydłużaniem czasu wdrażania licencji (zwłaszcza swoich).
2)   Powyższe zadania można realizować skutecznie tylko wówczas, gdy posiada się dobre rozpoznanie i odpowiednie wpływy na system przeciwnika, do tego zaś potrzebna jest własna agentura nie tylko informacyjna ale przede wszystkim wpływowa w ośrodkach decyzyjnych przeciwnika oraz skuteczna ochrona własnych ośrodków decyzyjnych przed działalnością analogicznej obcej agentury - nie wystarczają tu jednak klasyczne działania kontrwywiadowcze, lecz potrzebne jest rozpoznanie prowadzone przez odpowiednie zespoły fachowców, którzy potrafią opracowywać dobre prognozy.

W tej sytuacji działalność tradycyjnej agentury, nastawionej na zdobywanie informacji, zeszła na plan dalszy, chociaż oczywiście jest kontynuowana. Bardzo często nawet rozbudowuje się dość szeroko agenturę informacyjną głównie po to, aby absorbowała ona służby kontrwywiadu przeciwnika, odwracając ich uwagę od działań głównej agentury wpływowej, tkwiącej w ośrodkach decyzyjnych przeciwnika (czyli w centrach i aparacie władzy).
Od agentów wpływowych w pierwszym okresie ich działalności nie wymaga się nic więcej poza tym, by robili oni karierę pozyskując wpływ na ośrodki decyzyjne - bezpośrednio lub pośrednio (np. jako doradcy czy eksperci). Dopiero gdy zdobędą oni odpowiednią pozycję, stawia się przed nimi główne zadanie - inspirowanie błędnych decyzji i blokowanie decyzji optymalnych.
Agenci wpływu nie są wyposażeni w żadne tradycyjne akcesoria szpiegowskie, są prawomyślni, lojalni, starają się wkraść w łaski decydentów i w ogóle osób wpływowych, a nawet jeśli to tylko możliwe - uzależnić te osoby od siebie (najczęściej drogą pochlebstwa, intryg lub zwykłej korupcji czy nawet szantażu), by następnie wywierać wpływ na te osoby, a zwłaszcza na ich decyzje. Agenci wpływu starają się też odcinać decydentów i inne wpływowe osoby od kontaktu z fachowcami i ludźmi uczciwymi, którzy mogliby im sugerować słuszne decyzje lub przestrzegać przed decyzjami błędnymi. Często stosowaną przy tym metodą jest oczernianie takich osób, pisanie na nich (osobiście lub za pośrednictwem osób trzecich) donosów do władz itp.
Aby ułatwić karierę agentom wpływowym bardzo często reklamuje się ich jako wybitnych naukowców, wybitnych specjalistów, którzy mają .światową pozycję itp., przy czym reklamą tą zajmują się różne rzekomo niezależne ośrodki lub osoby, które często mogą być manipulowane nie zdając sobie sprawy z właściwych celów swej działalności. Używa się też przy tym metod propagandy socjologicznej.
Wśród błędnych decyzji inspirowanych przez agenturę wpływową poczesne miejsce zajmują sprawy wymienione wyżej w punkcie 1), a także inne problemy związane z procesami informacyjnymi - nauką, oświatą, propagandą itp. Odrębny rodzaj błędnych decyzji inspirowanych przez omawianą agenturę - to decyzje personalne; chodzi tu mianowicie o ułatwianie kariery innych agentów wpływowych, a także ludzi niekompetentnych i zdemoralizowanych, których łatwo można uzależnić i manipulować nimi, a także wszelkiego rodzaju miernot; z drugiej strony chodzi o blokowanie karier i odsuwanie od wpływu na decyzje ludzi zdolnych, kompetentnych i uczciwych, przy pomocy chwytów, o których była mowa wyżej.
Ludzie niekompetentni lub będący maniakami pewnych koncepcji (np. monetarystycznych), mogą często poczynić więcej szkód niż regularna agentura, mają bowiem oni czyste sumienie (zarówno w sensie subiektywnym - bezkrytyczne przekonanie o własnej słuszności, jak i formalnym - nie są bowiem żadnymi agentami i wskutek tego nie czują strachu przed zdemaskowaniem, które towarzyszy zawsze regularnym agentom) i w związku z tym w swej działalności nie mają żadnych ograniczeń związanych z obawą przed zdemaskowaniem, które w pewnym stopniu mogą hamować działalność prawdziwych agentów. Jeżeli ośrodki decyzyjne przeciwnika zostaną zdominowane przez niekompetentnych maniaków nie będących niczyimi agentami, wówczas działalność agentury wpływowej może się ograniczyć do minimum - np. tylko do popierania wspomnianych maniaków. Przykładów tego rodzaju działań można znaleźć wiele zarówno w historii PRL, jak i w okresie III RP.
128
 
Wymienione wyżej metody walki informacyjnej są stosowane nie tylko przez wyspecjalizowane służby państwowe, ale w gospodarce rynkowej stosują je również firmy prywatne - zwłaszcza duże koncerny, prowadzące swoją politykę w skali międzynarodowej i posiadające własne (niezależne od państwowych) wyspecjalizowane służby zajmujące się walką informacyjną.
PRL funkcjonowała jako jeden wielki kwasikoncern i posiadała własne organy walki informacyjnej, zajmujące się nie tylko problematyką społeczo-polityczną, ale również i gospodarczą. W początkowym okresie III RP wspomniane służby zostały najpierw rozwiązane (zarówno Służba Bezpieczeństwa jak i pion gospodarczy Milicji Obywatelskiej), a w następnym okresie odbudowane w znacznie zmniejszonej w stosunku do okresu PRL skali, natomiast polskie firmy prywatne były pozbawione służb walki informacyjnej, a nawet nie dysponowały personelem znającym problematykę tej walki. Rezultaty nie kazały na siebie długo czekać.
W ramach walki informacyjnej może też wchodzić w grę popieranie całych organizacji, które chcą podejmować i realizować błędne decyzje i całe błędne programy działania, nawet wówczas gdy te organizacje nie są związane z wywiadem ani nawet kierowane przez agentów wpływowych. W tych wypadkach tradycyjne metody kontrwywiadowcze nie mogą być skuteczne w zwalczaniu wspomnianych organizacji - nie można im bowiem zarzucić, ani tem bardziej metodami procesowymi udowodnić, działania na rzecz obcego wywiadu.
Oprócz omówionej wyżej działalności agenturalnej, socjotechnika walki informacyjnej w epoce rewolucji naukowo-technicznej, obejmuje również inne metody działań, mających na celu zmuszenie przeciwników i konkurentów, do przebywania dłuższej drogi postępu społeczno-gospodarczego. Łączą się one z ochroną własnych najbardziej wartościowych i najnowszych informacji, przy równoczesnym serwowaniu przeciwnikowi informacji małowartościowych lub przestarzałych - dotyczących dawniejszych etapów własnego rozwoju, przy czym chodzi tu nie tylko o sprawę licencji, którą omawialiśmy wyżej, lecz także o informacje naukowe, prognozy społeczno-gospodarcze itp. W efekcie nie tylko zmusza się kraj poddany tego rodzaju manipulacjom, do powtarzania wszystkich, często zbędnych, etapów rozwoju, które przebył kraj wysoko rozwinięty, uniemożliwiając opuszczenie niektórych z nich i skrócenie tym samym drogi pościgu, ale ponadto uzależnia się tenże kraj od spływu następnych informacji. Np. kraj (lub przedsiębiorstwo), który kupił licencję od określonej firmy, uzależnia się od stosowanej przez nią technologii i wskutek tego musi najczęściej kupować następne licencje tejże firmy (jako przykład może tu służyć zakup przez Polskę licencji od firmy Fiat). Ponadto można tą metodą zablokować przeciwnikowi jego potencjał naukowo-badawczy, który nie będzie już w tych warunkach w pełni wykorzystany. Np. Polska po zakupie wielu zagranicznych licencji zaprzestawała prowadzenia analogicznych badań własnych.
Istnieją jednak pewne możliwości przezwyciężenia wspomnianego uzależnienia. Jeżeli kraj (lub firma) nie posiada jeszcze żadnych własnych rozwiązań w danej dziedzinie, wówczas może mu się opłacać zakup licencji, ale tylko wówczas, gdy po jej rozpracowaniu, wykorzystując licencyjną technologię jako bazę, rozpocznie opracowywanie własnej, doskonalszej technologii, którą szybko wdroży i potem ewentualnie sprzeda po wyeksploatowaniu - tak właśnie postąpili Japończycy.
Aby utrudnić przeciwnikowi stosowanie omówionej wyżej metody i w ogóle zdezorganizować jego procesy produkcji i wdrażania nowych informacji (w postaci
129
 
wynalazków, usprawnień itp.), kraje (i firmy) wysoko rozwinięte stosują dwie metody: drenaż mózgów i sugerowanie przeciwnikowi odpowiedniej tematyki badawczej. Sprawa drenażu mózgów jest powszechnie znana, mniej znana jest sprawa sugerowania tematyki badań. Chodzi tu mianowicie o dwa rodzaje tematów: po pierwsze tematy mało istotne, a bardzo pracochłonne, które niejako zamulają ośrodki badawcze (czyli środki produkcji informacji) przeciwnika, po drugie tematy przyczynkarskie, których wyniki mogą być wykorzystane przez kraj (lub firmę) wysoko rozwinięty, ale są bezużyteczne dla kraju (firmy) mniej rozwiniętego, który w rezultacie takich operacji - mimo posiadania własnego potencjału badawczego - może być zmuszony do stałego importu informacji, uzależniając się od kraju (firmy), który je eksportuje - oczywiście z odpowiednim opóźnieniem.
Do omówionych wyżej manipulacji służyć może cały, odpowiednio sterowany, system stypendiów, kontaktów, zaproszeń, kontraktów, a także reklama odpowiednich ludzi, ośrodków naukowych, tematów badawczych, firm itp. Wchodzić też może przy tym w grę opracowywanie i propagowanie (reklamowanie) odpowiednio spreparowanych prognoz.
Opisane wyżej manipulacje były (i są) przez długie lata stosowane w stosunku do polskiej nauki i gospodarki. Wykorzystując międzynarodowe kontakty naukowe podsuwano nam najczęściej dwa rodzaje tematów badawczych - po pierwsze tematy, które były potrzebne naszym partnerom (oczywiście tylko jako przyczynki), natomiast miały małą wartość dla rozwoju naszej nauki i gospodarki - przykładem mogą tu być niektóre problemy z fizyki cząstek elementarnych lub mechaniki teoretycznej; po drugie tematy, które dla nikogo nie miały istotnej wartości, natomiast były bardzo pracochłonne i absorbowały kadrę o bardzo wysokich kwalifikacjach - np. abstrakcyjne i skomplikowane problemy tzw. mechaniki racjonalnej. Sprzedawano nam też przestarzałe lub nie najlepsze licencje i rozwiązania - przykładem może tu być licencja na ciągnik zakupiona od firm Massey-Ferguson-Perkins.
Jeżeli chodzi o działalność prognostyczną, to najwymowniejszy jest przykład przewidywań demograficznych. Przed r. 1956 nie opracowywano w Polsce prognoz rozwoju ludności dla potrzeb planowania gospodarczego. Tymczasem na Zachodzie opracowano takie prognozy dla krajów socjalistycznych. Przewidywania te - jak się potem okazało - były znacznie zawyżone (por. np. Economic Survey of Europe in 1957, Genewa 1958), ale zasugerowani nimi niektórzy nasi demografowie opracowali analogiczne prognozy (por. np. J. Z. Holzer, Prognoza demograficzna Polski do roku 1975, Warszawa 1959).
W 1970 r. - jak wykazał Narodowy Spis Powszechny - rzeczywista liczba ludności Polski okazała się o ok. 2 mln mniejsza niż przewidywano (nawet wariant minimalny prognozy J. Z. Holzera w 1970 r. okazał się za wysoki o ok. 1 mln 300 tys.), przy czym, rzecz godna uwagi, liczba ludności miejskiej przewidywana na r. 1970 była o ok. 2 mln 200 tys. mniejsza od rzeczywistej, przewidywana zaś liczba ludności wiejskiej większa od rzeczywistej o ok. 4 mln 200 tys. Prognozy te przeznaczone były dla celów planowania gospodarczego, nie należy się więc dziwić, że w latach siedemdziesiątych w polskich miastach wystąpiły poważne trudności mieszkaniowe, natomiast na wsi brak rąk do pracy.
Warto w tym miejscu zaznaczyć, że w 1970 r. w miastach oczekiwało na mieszkania ponad 2 miliony ludzi - tzn. mniej więcej tyle, ile wynosił błąd wspomnianych prognoz. Nie trzeba wielkiej wyobraźni żeby zrozumieć, jakie napięcia społeczne - zwłaszcza wśród młodzieży - musiała spowodować taka sytuacja.
Sprzedaż informacji jest dziś najlepszym, najbardziej opłacalnym interesem. Przy pomocy propagandy i reklamy manipuluje się potrzebami ludzi w skali międzynarodowej, a następnie dokonuje się transakcji. Klient płaci nie tylko za towar, ale i za obraz tego towaru wytworzony przez reklamę, płacąc zresztą najwięcej za ten obraz. Nawet podwyżka cen surowców i energii nie jest w stanie radykalnie zmienić tej sytuacji, bowiem wielkie mocarstwa informacyjne (przede wszystkim USA) odbijają sobie na transakcjach informacyjnych to, co tracą na surowcowo-energetycznych®
Najistotniejszym elementem współczesnych manipulacji neokolonialnych jest przede wszystkim odpowiednie operowanie informacjami. Stają się one głównym narzędziem walki i rywalizacji międzynarodowej, w trakcie której silniejsi partnerzy starają się uzależnić od siebie słabszych.
Przy tych manipulacjach chodzi głównie o to, aby do kraju ustawianego w pozycji neokolonii wwozić jak najwięcej informacji, zarówno w postaci czystej (licencji, ciągów technologicznych, wytworów kultury itp.), jak i w postaci zmaterializowanej - w takich towarach, do wyprodukowania których konieczne jest przetworzenie dużej ilości informacji (myśli ludzkiej), a niewiele materiałów i energii. Neokolonialne metropolie w zamian chcą importować surowce, energię lub towary materiałochłonne, energochłonne, pracochłonne o niewielkiej zawartości informacji.
Dzięki takim manipulacjom mocarstwa neokolonialne mogą zajmować się pracą koncepcyjną, przetwarzaniem informacji, oszczędzać własne surowce, energię, przeciwdziałać niszczeniu własnego środowiska naturalnego, przerzucając brudną robotę materiałochłonną i energochłonną na swych partnerów ustawianych w pozycji zależności neokolonialnej.
W Stanach Zjednoczonych już od wielu lat mówi się o przechodzeniu ze społeczeństwa przemysłowego w społeczeństwo informacyjne. Longin Pastusiak kilkanaście lat temu pisał:
W 1950 r. 65% amerykańskiej siły roboczej zatrudnione było w przemyśle. Dziś odsetek ten spadł do około 30%. Jest to zmiana zasadnicza. W 1950 r. w sektorze informacyjnym pracowało 17% ogółu siły roboczej. Obecnie - 55%. Pod pojęciem sektora informacyjnego lub zawodów informacyjnych rozumie się te zawody, które wiążą się z tworzeniem, przetwarzaniem i dystrybucją informacji, włącznie z bankami, giełdami, towarzystwami ubezpieczeniowymi, oświatą i administracją państwową!®
Walka o właściwe zorganizowanie procesów produkcji informacji oraz o jej odpowiednio sprawne rozpowszechnianie i wdrażanie, stała się w epoce rewolucji informacyjnej zasadniczym elementem współzawodnictwa międzynarodowego.
Zrozumiały to kraje wysoko rozwinięte, najwcześniej Stany Zjednoczone, starając się nie tylko optymalnie zorganizować własne procesy produkcji, rozpowszechniania i wdrażania informacji, ale również hamować rozwój tych procesów u potencjalnych konkurentów i przeciwników. Działania te pogłębiają lukę technologiczną między gospodarką własną a gospodarką reszty świata. Tę lukę wykorzystuje się jako narzędzie dominacji neokolonialnej.
Koła kierownicze USA zrozumiały dobrze rolę, jaką potencjał naukowy odgrywać musi w epoce rewolucji naukowo-technicznej, i już w latach czterdziestych zaczęły przeprowadzać (głównie w Europie) słynny drenaż mózgów, dzięki któremu sprowadzono do Ameryki wiele talentów twórczych w różnych dziedzinach. Umożliwiło to z jednej strony intensyfikację procesów informacyjnych w Stanach Zjednoczonych, a z drugiej zahamowanie analogicznych procesów u ewentualnych - głównie europejskich - konkurentów.
W latach sześćdziesiątych wzrósł też znacznie udział amerykańskiego kapitału w nowoczesnym przemyśle krajów europejskich. Na terenie Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej firmy amerykańskie opanowały 95% produkcji obwodów scalonych, 80% aparatury elektronicznej do przetwarzania danych, 50% produkcji półprzewodników. Oznaczało to kontrolę kapitału amerykańskiego nad większą częścią wiodących gałęzi przemysłu EWG
Harold Wilson na łamach New York Herald Tribune 1967 roku stwierdził:
Cytuj
Fakt, że w Europie produkujemy jedynie konwencjonalny sprzęt nowoczesnej gospodarki, gdy jednocześnie coraz bardziej stajemy się zależni od dostaw amerykańskiego ultranowoczesnego sprzętu, jaki będzie nadawał ton przemysłowi w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych - stwarza dla nas sytuację przemysłowego niewolnictwa
Natomiast francuski minister Alain Peyrefitte wyraził zdanie:
Cytuj
Ewolucja postępu naukowego i technicznego w Stanach Zjednoczonych jest tak szybka, tak ogromna, że grozi nam ryzyko pozostania w tyle za Ameryką tak daleko, jak dzisiaj nierozwinięte państwa znajdują się za Europą.
Podobny pogląd głosi Robert Marjolin (jeden z najwyższych funkcjonariuszy w EWG):
Cytuj
Jeżeli sześć państw Wspólnego Rynku będzie nadal światowym importerem wynalazków, a jednocześnie eksporterem mózgów - skażą się one na pogłębienie niedorozwoju, co wkrótce doprowadzi je do nieuniknionego upadku.
W tym samym czasie, gdy publikowane były powyższe alarmistyczne prognozy, w Azji wyrastała już nowa potęga informacyjna - Japonia.
JNapońska gospodarka, która zaraz po wojnie przeżywała pewną stagnację, już w latach pięćdziesiątych zaczęła się znowu rozwijać, a w sześćdziesiątych nabrała dużego przyspieszenia. (...) W niektórych gałęziach produkcji Japonia wysunęła się na pierwsze miejsce w świecie - na przykład w dziedzinie budowy okrętów, osiągając w 1970 r. 48,3% produkcji światowej, również pierwsze miejsce w świecie miała wówczas Japonia w zakresie produkcji odbiorników radiowych i telewizyjnych, lamp elektronowych i tranzystorów, dystansując nawet Stany Zjednoczone.
Zaczęła też Japonia zyskiwać nowe rynki zbytu, konkurując skutecznie z wyrobami amerykańskimi i zachodnioeuropejskimi. Równocześnie zdobywała sobie stopniowo niezależną pozycję polityczną.
Japonia w strategii swego rozwoju gospodarczego postawiła przede wszystkim na najbardziej nowoczesne rozwiązania i na te dziedziny produkcji, które mają kluczowe znaczenie w epoce rewolucji naukowo-technicznej. Przy tym robotnik japoński był znacznie tańszy niż amerykański, a nawet zachodnioeuropejski, wykazywał też duże zdolności techniczne oraz wysoki poziom etyki zawodowej.
Nic więc dziwnego, że w stosunkowo krótkim czasie przemysł japoński stał się groźnym konkurentem Stanów Zjednoczonych. Doprowadziło to nawet do swego rodzaju wojny handlowej między USA a Japonią. Japończycy zaczęli zalewać rynek amerykański swoimi telewizorami, sprzętem elektronicznym, maszynami do szycia itp. Na przykład w 1969 r. Japonia sprzedała USA 280 tys. pojazdów mechanicznych, podczas gdy Stanom Zjednoczonym udało się ulokować na rynku japońskim zaledwie 4 tys. samochodów (a przecież produkcja samochodów jest czymś w rodzaju narodowego przemysłu Stanów Zjednoczonych). Wyroby japońskie były stosunkowo tanie, a przy tym bardzo nowoczesne, dlatego też konkurowanie z nimi było dla wyrobów amerykańskich, nawet na własnym rynku, bardzo trudne. Jeszcze w roku 1960 Stany Zjednoczone miały w handlu z Japonią nadwyżkę wysokości 303 mln dolarów, natomiast już w roku 1969 Amerykanie doczekali się deficytu 1,4 mld dolarów. USA zaczęły uciekać się do protekcjonizmu celnego, wydatnie ograniczając import do Stanów Zjednoczonych. (A przecież jeszcze na początku lat sześćdziesiątych USA były czołowym orędownikiem wolnego handlu. W 1962 r. Kongres przyjął ustawę o liberalizacji handlu, upoważniającą prezydenta do redukcji amerykańskich ceł importowych do 50%)®.
Początkowo Japończycy nie mając jeszcze własnych rozwiązań w dziedzinie nowoczesnej technologii, kupowali licencje (głównie od Amerykanów). Jak już wspominaliśmy, nie poprzestawali jednak na tym. Kupione licencje rozpracowywali i na ich bazie opracowywali swoje, lepsze od amerykańskich czy zachodnioeuropejskich, wykorzystując je samemu i ewentualnie sprzedając za granicę - w tym również do USA.
Pod koniec lat osiemdziesiątych Japonia była nie tylko największym światowym producentem statków i kolorowych telewizorów, ale nawet samochodów - prześcigając w tej dziedzinie nawet Stany Zjednoczone. Swoją pozycję utrzymała również w latach dziewięćdziesiątych.
W latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych Europa Zachodnia zrobiła istotny krok w kierunku przezwyciężenia dystansu dzielącego ją od Stanów Zjednoczonych, ale w sferze nowoczesnej technologii komputerowej nie może się jednak równać z Japonią.
Po podpisaniu w dniu 12 sierpnia 1978 r. w Pekinie układu między Chinami i Japonią, również w ChRL można zaobserwować dążenie do przezwyciężenia luki technologicznej, przy wydatnej japońskiej pomocy. Chiny - podobnie jak kiedyś Japonia - starają się rozwijać nowoczesne gałęzie gospodarki związane z elektroniką. Np. w 1987 r. Chiny wysunęły się na pierwsze miejsce w świecie w produkcji odbiorników telewizyjnych (chociaż w produkcji telewizorów kolorowych pierwsze miejsce zachowała jeszcze Japonia), zaś w produkcji odbiorników radiowych w latach osiemdziesiątych zajęły drugie miejsce na świecie.
Jeżeli weźmiemy pod uwagę, że w przemyśle elektronicznym poczesne miejsce zajmują również takie kraje jak Korea Południowa, Singapur czy wreszcie Hongkong - który zresztą ostatnio stał się integralną częścią Chin, wówczas możemy stwierdzić, że na obszarach Wschodniej Azji powstaje silny ośrodek współczesnego, opartego na nowoczesnej elektronice i informatyce, przemysłu, który w przyszłości będzie się nadal szybko rozwijał. Kryzys gospodarczy, który wystąpił w tym regionie na przełomie 1997 i 1998 roku, osłabił pozycję gospodarczą niektórych wymienionych wyżej krajów azjatyckich, ale jak na razie nie zachwiał poważnie pozycją Chin.
W latach 60-tych i 70-tych powstało wiele nowych państw postkolonialnych, które zaliczano do tzw. Trzeciego Świata (dzisiaj raczej nazywa się je krajami rozwijającymi się). Kraje te do dzisiaj nie osiągnęły rzeczywistej niezależności politycznej, militarnej ani gospodarczej, gdyż nie rozwinęły własnych badań naukowych (zarówno podstawowych jak i stosowanych), które we współczesnym świecie stanowią fundament samodzielnego rozwoju.
W ostatnim czasie eksperci z francuskiego Instytutu Badań Naukowych na rzecz Rozwoju i Współpracy oraz indyjskiego Państwowego Instytutu Nauki, na zlecenie UNESCO opracowali raport o sytuacji nauki w krajach rozwijających się. Od momentu dekolonizacji - zwłaszcza zaś w latach 70-tych i 80-tych - w krajach afrykańskich, które niedawno uzyskały niepodległość, liczba naukowców wzrastała bardzo szybko - o blisko 10% rocznie. Natomiast ich poziom nie wyglądał imponująco. Według danych zawartych we wspomnianym raporcie w 1985 r. tylko 0,5% bibliograficznych pozycji naukowych na świecie było dziełem uczonych z niepodległych państw afrykańskich leżących na południe od Sahary (nie licząc RPA). Co więcej po upływie dziesięciu lat - w 1995 roku - wskaźnik ten spadł do zaledwie 0,3%. Zatem nie może być tłumaczony wyłącznie wpływem dawnego kolonializmu. Np. w Nigerii w latach 1987-1991 wskaźniki charakteryzujące działalność naukową spadły o połowę. W innych postkolonialnych krajach afrykańskich sytuacja wygląda podobnie, ich rządy przestają łożyć na wyższe uczelnie. Z tej sytuacji skorzystały światowe koncerny, które zatrudniają afrykańskich naukowców w swoich laboratoriach, aby pracowali nad zagadnieniami potrzebnymi tym koncernom, nie zaś własnym krajom.
W latach 60-tych, 70-tych i 80-tych wielu studentów z afrykańskich państw postkolonialnych wyjeżdżało studiować za granicą. Bardzo wielu z nich po studiach nie wracało do swych krajów. W okresie 1960-1990 r. liczba osób z wyższym wykształceniem pozostających za granicą wzrosła z 245 tys. do 1 mln 180 tys. rocznie. To oczywiście pogłębia zacofanie krajów postkolonialnych.
Słynny azjatycki cud gospodarczy opierał się na tym, że przemysł takich krajów jak Tajwan, Korea Południowa, Singapur, Tajlandia, Malezja, Indonezja czy ChRL, okazał się zdolny do taniej produkcji opartej na amerykańskiej lub europejskiej technologii. Kraje te oprócz taniej siły roboczej dysponowały kadrą inżynierską wykształconą u siebie lub za granicą. Kryzys azjatycki wykazał jednak, że na dłuższą metę nawet najlepsza, zdyscyplinowana, pracowita kadra inżynierska nie wystarcza by zapewnić krajowi odpowiedni rozwój w epoce rewolucji naukowo-technicznej, konieczne są również odpowiednie badania naukowe - w tym także podstawowe - które tworzą bazę wszelkich innowacji.
Azjatyckie tygrysy nie wykazały odpowiednich zdolności do szybkiego tworzenia własnych innowacji, były zdolne głównie do powielania, a co najwyżej ulepszania innowacji cudzych - inaczej mówiąc okazały zdolności odtwórcze nie zaś twórcze. Nie miały i nie mają też one odpowiednio rozwiniętych badań podstawowych, które stanowiłyby bazę do opracowywania innowacji. W rezultacie wyroby azjatyckie są wprawdzie tańsze ale spóźnione w stosunku do amerykańskich czy zachodnioeuropejskich, a tym samym nie są najnowocześniejsze i najlepsze.
Według ekspertów z UNESCO kraje azjatyckie mogą wyjść z kryzysu dopiero wówczas gdy stworzą własną naukę na poziomie takim jak USA lub Europa Zachodnia11.
Słabą stroną społeczeństw azjatyckich jest występująca w nich bardzo silna tendencja do podporządkowywania jednostki społeczeństwu - szczególnie mocno występująca w Chinach - która hamuje rozwój zdolności twórczych. W rezultacie społeczeństwa te wykazują znacznie mniejsze niż europejskie czy północnoamerykańskie, zdolności twórcze, nie dokonując własnych wielkich odkryć, lecz ulepszając wynalazki importowane, w czym jednak potrafią dochodzić do doskonałości. Wskutek tego nowoczesny potencjał gospodarczy powstający na Dalekim Wschodzie nie jest w pełni samodzielny w sferze produkcji informacji, bazując głównie na wdrażaniu i udoskonalaniu wynalazków amerykańskich i europejskich. Dzięki jednak taniej sile roboczej, a także perfekcji w dokonywaniu udoskonaleń i szybkim ich wdrażaniu, potencjał ten może być poważną konkurencją dla USA i Europy Zachodniej, nie jest on jednak w stanie zagrozić dominacji informacyjno-innowacyjnej Zachodu, a wskutek tego Sjatyckim tygrysomDtrudno jest skorzystać z krótszej drogi rozwoju wskazanej na rysunku 1.
Ustrój społeczno-gospodarczy (zwany dawniej realnym socjalizmem, a obecnie komunizmem), który zapanował po II wojnie światowej w krajach Europy Środkowej i Wschodniej, nie sprzyjał szybkiemu rozwojowi procesów produkcji, rozpowszechniania i wdrażania informacji, wskutek tego kraje te musiały głównie bazować na imporcie informacji z Zachodu - podążając dłuższą drogą rozwoju wskazaną na rysunku 1. Uzależnienie technologiczne od Zachodu w połączeniu z zachodnią propagandą socjologiczną stworzyło grunt, na którym mogły się rozwijać nastroje, a w drugiej połowie lat siedemdziesiątych nawet różne organizacje prozachodnie, dążące do wprowadzenia w Europie Środkowej i Wschodniej zachodniego systemu społeczno- gospodarczego i politycznego. Organizacje te były oczywiście popierane propagandowo i materialnie przez różne ośrodki na Zachodzie - w tym również instytucje zajmujące się walką informacyjną (z czego bynajmniej nie musi wynikać, że były one agenturami zachodnich wywiadów). Walka prowadzona przez te organizacje została uwieńczona pełnym sukcesem w 1989 roku. Wkrótce potem rozpadł się zarówno Układ Warszawski jak i Rada Wzajemnej Pomocy Gospodarczej. Był to również niewątpliwy dowód skuteczności zachodniej socjotechniki walki informacyjnej.
Po rozpadzie ZSRR i jego imperium powstały jednak nowe zagrożenia, z których najważniejsze w sferze walki informacyjnej to szpiegostwo gospodarcze i cyberterroryzm.
Federalne Biuro Śledcze USA i Amerykańska Izba Handlu podjęły w 1999 roku wspólną walkę ze szpiegostwem gospodarczym, traktując je jako główne
11 Por. K. Kowalski, Laboratorium i polityka, HzeczpospolitaJ□26. 10. 1998 r. Por. także J. Kossecki, Podstawy nauki porównawczej o cywilizacjach, Kielce 1996.
135
 
zagrożenie dla konkurencyjności firm amerykańskich w skali światowej. Źródłem przecieków informacji są głównie niezadowoleni lub zwolnieni pracownicy.
N) Według FBI, ponad 20 krajów systematycznie wykrada tajemnice handlowe i inne koncernów amerykańskich o wartości 24 mld USD rocznie - podał Donohue (z Amerykańskiej Izby Handlu - przyp. J. K.). Na przykład francuski wywiad instalował urządzenia podsłuchowe w przedziałach I klasy samolotów Air France latających do USA - podał Michael Hershman, b. oficer wywiadu wojskowego □ Postanowiono opracować program ostrzegania biznesmenów i odpowiedniego szkolenia pracowników sektora prywatnego12.
Oprócz szpiegostwa gospodarczego drugim wielkim zagrożeniem w sferze procesów wymiany informacji jest cyberterroryzm. O skali zagrożenia świadczyć może to, że w 1999 roku Stany Zjednoczone przeznaczyły ok. 1,5 mld dolarów na obronę przed atakami hackerów i cyberterrorystów, którzy zagrażają funkcjonowaniu sieci komputerowych.
Na zlecenie amerykańskiego Centrum Studiów Międzynarodowych i Strategicznych opracowany został raport o cyberterroryzmie. Jeden z autorów tego raportu Arnoud de Borchgrave stwierdził m.in.: Żadne państwo nie może nam stawić czoła na konwencjonalnym polu walki. Ale nowe zagrożenia pojawiają się ze strony tych, którzy atakują cywilne i militarne struktury, w wielu miejscach stanowiące jedność. Cyberterroryści penetrują służby cywilne, przedsiębiorstwa, banki, dobierają się do wojskowych systemów informatycznych. Według amerykańskiego General Accounting Office (GAO), co roku hackerzy podejmują ok. 250 tys. prób włamania do komputerów Pentagonu. Zdaniem amerykańskich ekspertów wojskowych, m.in. Irak, Iran i Libia zatrudniają cyberterrorystów, których zadaniem jest penetrowanie i niszczenie sieci komputerowych należących do wojska i służb cywilnych. Hackerzy wykradli i zniszczyli istotne dane i oprogramowanie. Zainstalowali «tylne drzwi» w naszych systemach komputerowych, które pozwalają im na potajemne wchodzenie do ważnych systemów obronnych. Zniszczyli cały system i sieci, sprawiając, że użytkownicy nie mogli korzystać ze swoich komputerów, a pracownicy nie mogli wypełniać swoich obowiązków twierdzi Jack Brock z GAO.


3.2. Socjotechnika dywersji

Mówiąc o historii działań dywersyjnych w prowadzeniu wojen, należy podkreślić, że aż do drugiej wojny światowej dywersja była stosowana jako uzupełnienie wojny konwencjonalnej, tej, którą prowadzi się i rozstrzyga na froncie, za pomocą broni.
Tymczasem od jakichś dwudziestu lat (cytat pochodzi z pracy pisanej w 1971 r. przyp. J. K.) nastąpiła zasadnicza zmiana: nowa koncepcja wojny zaciera stopniowo tradycyjną jej koncepcję i w tej nowej formie wojny dywersja stała się podstawową bronią. (...)
Klasyczna koncepcja traktowała dywersję i wojnę psychologiczną jako jedno
spośród wielu narzędzi prowadzenia wojny i rezygnowała z nich w momencie jej zakończenia. Państwa zachodnie, skrępowane tym archaicznym podziałem, nie zrozumiały, że wojna psychologiczna burzy klasyczny podział między wojną a pokojem. Jest to wojna niekonwencjonalna, nie mająca nic wspólnego z normami prawa międzynarodowego i prawami wojny; jest to wojna totalna wprawiająca w osłupienie jurystów i dążąca do osiągnięcia swych celów poza ramami wypracowanych przez nich norm prawnych. Jak mówi Megret: "Klasyczne rozróżnienie między wojną a pokojem zostało zatarte przez wojnę psychologiczną, uwolnioną od barier czasu, miejsca i konwencji, niematerialną - i z tego tytułu nieuchwytną, zdolną do przybierania wszelkich postaci i metamorfoz - siłę".
Cel wojny pozostaje taki sam: ekspansja terytorialna i zabór innego kraju lub zainstalowanie w tym kraju sojuszniczego albo podporządkowanego sobie rządu, ale zmieniły się metody. Dziecko von Clausewitza i Hitlera, doprowadzone do dojrzałości przez Mao Tse-tunga, wojna współczesna jest przede wszystkim wojną psychologiczną, a stosunek między nią a klasycznymi działaniami zbrojnymi uległ odwróceniu. Dziś bowiem, to działania bojowe (partyzantka) stały się tylko uzupełnieniem dywersjiD
Skonstatować należy, że społeczno-ekonomiczne uwarunkowania rewolucji (wyzysk, nędza, bezrobocie, wyalienowanie władzy troszczącej się jedynie o interesy uprzywilejowanej mniejszości, itd.), a nawet uwarunkowania polityczne (pozbawienie praw politycznych, terror, narzucona ideologia, pozbawienie praw obywatelskich, itp.) stają się motorem rewolucji tylko wtedy, gdy istnieją rewolucyjne nastroje, wola walki. To właśnie "stan umysłów" wywołuje rewolucję; w przeciwnym razie mamy do czynienia z rezygnacją płynącą ze strachu lub poszanowania władzy. Można więc i trzeba działać na płaszczyźnie psychologicznej, przełamywać strach i poszanowanie, wywoływać u jednych agresywność, u innych - świadome współdziałanie.
Otóż uczucia takie i takie zachowania mogą zostać zaszczepione z zewnątrz lub całkowicie sfabrykowane, chodzi tylko o to, żeby umiejętnie zastosować odpowiednie prawa psychologiczne i psychosocjologiczne. Liczą się nie realne fakty, ale to, w co ludzie wierzą. "Właściwy moment" do rewolucji nie wynika już z tego, co marksistowscy ortodoksyjni komuniści nazywają "obiektywnymi okolicznościami, określanymi na podstawie analizy socjo-ekonomiczno-politycznej", ale należy go ustalić jako pochodną określonej strategii psychologicznej, za punkt wyjścia przyjmując wolę rewolucyjnego działania.
Co więcej, analiza historyczna rewolucji dowodzi, że są one dziełem bardzo nielicznej aktywnej mniejszości. (...)
I wreszcie skonstatować trzeba, że motywacje mobilizujące serca i umysły nie mają nic wspólnego z obiektywną rzeczywistością; to mity sprawiają, że ludzie zrywając się do czynu i maszerując naprzód, narażają się i giną lub przeciwnie - zatrzymują się i kryją. Mity są tym, co rozbudza zbiorową wyobraźnię, co może zafascynować umysły grup czy mas ludzkich, dlatego, że znajdują one w nich zaspokojenie swych potrzeb lub dowartościowanie. "Rasa niemiecka" była mitem, który kosztował życie 6 milionów Żydów. "Rewolucja światowa" jest mitem, podobnie jak "lud" czy "ludowa sprawiedliwość"... Znalezienie nośnych słów jest ważniejsze od analizy obiektywnych danych.
Obiektem działań wywrotowych jest opinia publiczna.
Z tego punktu widzenia działania wywrotowe biegną trzema torami przy czym rozróżnienie to ma czysto dydaktyczny charakter, gdyż w rzeczywistości są one powiązane ze sobą i wzajemnie się wzmacniają. Oto one:
-   demoralizacja narodu, przeciw któremu działania są wymierzone, oraz dezintegracja tworzących go grup;
-   demoralizacja władzy, jej obrońców, funkcjonariuszy, przedstawicieli;
-   neutralizacja mas, aby uniemożliwić jakiekolwiek powszechne spontaniczne wystąpienie w obronie istniejącego porządku w momencie pokojowego przejęcia władzy przez nieliczną mniejszość.
Cele te można osiągnąć, wykorzystując mass media; bez prasy, radia i telewizji dywersja jest bezsilna. Bez specjalistów od psychologii społecznej, jak się przekonamy, analizując dalej metody działania, jest ona niespójna. (...)
Jak powiada Reguert, "zwycięzcą jest ten, kto może i chce dalej walczyć, podczas gdy przeciwnik już nie chce i nie może". Podobnie von der Goltz zauważa, że «w bitwie chodzi nie tyle o unicestwienie nieprzyjacielskich żołnierzy, co o unicestwienie ich odwagi».
Demoralizacja, to unicestwienie odwagi, podkopanie siły duchowej, wynikającej z wiary w wartości narodowe i w przyszłość.
Bardzo rozbudowana przez współczesną socjaldemokrację analiza «morale» pozwala wyodrębnić czynniki demoralizacji. Wymieńmy tu przede wszystkim:
-   podważanie wartości, o które walczy nieprzyjaciel, zasiewanie wątpliwości;
-   podważanie wiary w siebie, każdego nieprzyjacielskiego żołnierza, zaszczepianie mu zwątpienia w siebie i zwątpienia w to, w co wierzył;
-   zaszczepienie poczucia winy. "Należy doprowadzić do tego - mówi Ellul a propos propagandy, ale dotyczy to i dywersji - żeby nieprzyjaciel utracił wiarę w słuszność własnej sprawy, własnej ojczyzny, własnej armii, własnej grupy. Człowiek, który czuje się winny, traci poczucie sensu swej walki a tym samym - swą wartość bojową. Przekonać człowieka, że jeśli nawet nie on sam, to przynajmniej ci, co walczą po tej samej co on stronie, dokonują czynów niemoralnych i niesprawiedliwych, to zdezintegrować grupę, do której on należy"!
-   przekonanie nieprzyjaciela o jego osamotnieniu i powszechnej dezaprobacie opinii publicznej wobec niego, a jeszcze lepiej - opinii światowej;
-   ośmieszanie, wytykanie braku logiki, wyszydzanie;
-   podważanie zaufania nieprzyjaciela do jego środków obrony i ataku;
-   przekonanie o bezcelowym przedłużaniu walk;
-   przekonanie, że ma się przeciw sobie przeciwnika twardego, pewnego swego zwycięstwa i zdecydowanego na wszystko.
-   Tak więc, działania dywersyjne, posługując się wyrafinowanymi metodami, mają na celu demoralizację przeciwnika. Zmierzają też do jego rozbicia i dezintegracji. W tym sensie dywersja jest sztuką zasiewania niezgody. I w tym wypadku również analiza psychologiczna czynników spajających i jednoczących grupę pozwala wyodrębnić elementy rozbicia i niezgody, a następnie wpoić je narodowi lub grupie, które pragnie się zniszczyćń
Autorytet władzy zasadza się z jednej strony na consensusie wśród narodu, który uosabia (a przynajmniej jego większości), z drugiej zaś na systemie uprawnień, jakimi rozporządza z mocy konstytucji oraz ustaw, wspartym przez siły porządkowe i system sankcji prawnych, a także - pewnych kluczowych instytucjach i wreszcie -
14 R. Mucchielli, La Subwersjon, 1971; cyt. wg. V. Volkoff, DEZINFORMACJA ORĘŻ WOJNY, Warszawa 1991, s. 94-97.
138
 
szacunku społecznym, jakim cieszą się jego przedstawiciele oraz "osobistości" zapewniające w tej czy innej formie funkcjonowanie społeczeństwa. Dywersja dąży więc do zdestabilizowania wszystkich tych kluczowych elementów funkcjonowania społeczeństwa.
Podważając obraz władzy w oczach społeczeństwa dąży się więc do obniżenia autorytetu moralnego państwa. To obniżenie autorytetu jest z kolei wykorzystywane jako świadectwo nieudolności rządzących i zachęta do wypowiedzenia im posłuszeństwa. Mocna i ścisła sieć powszechnego braku szacunku i zaufania paraliżuje jednocześnie władzę i opinię publiczną.
(...) Wiele się mówiło i nadal mówi o "milczącej większości", to znaczy przytłaczającej większości obywateli każdego z krajów "obrabianych" przez dywersję, i dziwi się jej obojętności. Stanowi to mityczną nadzieję rządów wystawionych na próby destabilizacji.
Tymczasem milcząca większość jest wytworem dywersji. Jednym bowiem z celów i działań dywersyjnych jest właśnie sparaliżowanie i spowodowanie zobojętnienia mas. (...) Zdobycie władzy będzie dziełem małej grupki, nielicznej mniejszości, tej, która wie, czego chce i co robi (nawiasem mówiąc - tylko ona jedna to wie). Sprawą zasadniczej wagi jest więc, żeby w momencie przejmowania władzy nie doszło do żadnej przeciwstawnej interwencji. Co za tym idzie, działania wywrotowe implikują narzucenie większości milczenia; milczenia równoznacznego z apatią, a nie dezaprobatą dla wywrotowców, jak się to zbyt często pochopnie sądzi.
Ale jak ubezwłasnowolnić opinię publiczną?.
Tylko mass media (...) są zdolne do wykreowania określonej opinii publicznej, wywoływania psychozy zbiorowej bez konieczności zgromadzenia w tym celu tłumów. Jest to właśnie jedna z cech informacji. Oddziałują one na każdego z osobna i oddzielnie, kreując jednocześnie zjawiska zbiorowe.
Mass media muszą jednak otrzymać odpowiednią pożywkę (Podstawowy materiał, który stanowi ową (Pożywkę dla środków masowego przekazu wykorzystywanych w działaniach dywersyjnych pochodzić może z następujących źródeł:
-   gwałtowne działania małych grupek stosujących przemoc (dzikie strajki, demonstracje, zamachy, akcje partyzantki leśnej i miejskiej) na terytorium danego kraju;
-   informacje na temat analogicznych gwałtownych działań zaprzyjaźnionych grup bojowych działających poza terytorium danego kraju;
-   wszelkie pomyłki i błędy przeciwnika oraz jego propagandy, jak również wszelkie posunięcia władz i wypowiedzi ich przedstawicieli oraz sojuszników na terenie danego kraju, a także w innych krajach - jeżeli są one również obiektem działań wywrotowych;
-   konkretne wydarzenia i tzw. informacje bieżące dotyczące zarówno danego kraju jak i innych krajów18.
Środki masowego przekazu (radio, telewizja, film, prasa wielonakładowa) można podzielić na dwie tendencje: te, które stanowią wsparcie, oficjalne lub utajone, działań destabilizujących i te, które nie są nim bezpośrednio. Chodzi o to, żeby wykorzystywać obydwa te rodzaje mass mediów, oczywiście każdy inaczej, jako urządzenia nagłaśniające i rozpowszechniające "podstawowe surowce".
(...) Innymi słowy - i to właśnie stanowi sedno naszej koncepcji dywersji - różne działania bezpośrednie z użyciem przemocy nie stanowią awangardy ruchu, który rozwijając się i rozszerzając, przerodziłby się w naprawdę masowy ruch rewolucyjny. Takie postrzeganie zjawiska jest archaiczne i już nieaktualne. Działania bezpośrednie służą jedynie zasilaniu prawdziwej operacji "rewolucyjnej", zasadzającej się całkowicie na destabilizacji. Ta destabilizacja mas w celu całkowitego ich oderwania od zdyskredytowanej władzy, uczynienia ich biernymi i pozbawionymi inicjatywy (sterroryzowanymi lub w jakimś stopniu aprobującymi, albo i jedno i drugie) zostanie dokonana za pomocą mass mediów, ponieważ mass media są idealnym nowoczesnym narzędziem manipulowania opinią publiczną.
Hez mass mediów żaden woluntaryzm rewolucyjny nie miałby najmniejszych szans powodzenia. Stąd też możemy skonstatować wyjątkową «chrapkę» na mass media we wszystkich grupach stosujących bezpośrednią przemoc.
Dowodów na to dostarcza nam codziennie w sposób pośredni prasa; otóż godne jest szczególnej uwagi, że wśród żądań grup stosujących przemoc i dysponujących jakimkolwiek środkiem nacisku (okupacja lokalu, przetrzymywanie jakiejś osobistości lub zakładników) figuruje zawsze odczytanie w telewizji proklamacji albo komunikatu i opublikowanie go w prasie, bez względu na komentarze towarzyszące tej publikacji.
Z punktu widzenia działań destabilizujących, Roger Mucchielli dzieli mass media na cztery następujące kategorie:

I.   Pisma wydawane przez grupy bezpośredniego działania, które spełniają dwa zadania:
a) służą jako nośnik propagandy wśród grup, które chce się przeciągnąć na swoją stronę;
b) dostarczają organom prasowym docierającym do szerokiej opinii publicznej "informacje", którym te nadadzą rozgłos; do tej kategorii należą również "pirackie audycje" propagandowe w radiu i telewizji oraz tzw. filmy zaangażowane.

II.   Dzienniki i czasopisma przeznaczone dla masowego odbiorcy bezpośrednio i świadomie uczestniczące w działaniach destabilizujących.
Odgrywają one kolosalną rolę w tego rodzaju działaniach, stosując jednak bardziej subtelne metody i starając się zachować pozory dobrej woli i obiektywizmu, aby nie tylko zachowywać ale i rozszerzać swoją poczytność, wpływając na odpowiednio rozległe sektory opinii publicznej. Mimo pozorów obiektywizmu zarówno artykuły polityczne, jak informacje, a nawet reportaże kulturalne są w nich przesiąknięte dywersją ideologiczną mniej lub bardziej dosłowną. Podobny charakter mają audycje w oficjalnym radiu i telewizji, których autorami są dziennikarze będący w służbie dywersji. Tę metodę można zaliczyć do kategorii tzw. informacji tendencyjnej, której metody są następujące:
A. Zasady ogólne. Informacja tendencyjna musi być przede wszystkim "wiarygodna", co zapewnia się bądź przez osobę informatora, sposób zaprezentowania go i zatarcie jego rzeczywistych intencji... bądź przez samą informację, która powinna odpowiadać mentalności grupy, do której jest adresowana, zawierać konkretne dowody (zdjęcia, listy, nagrania, itd.), albo też źródło jej pochodzenia powinno być niemożliwe do wykrycia przez adresatów, albo - wreszcie - powinna ona zaspokajać potrzebę logicznego wytłumaczenia określonych faktów. Niebezpieczeństwo numer 1, to w tym wypadku "efekt bumerangu", polegający na tym, że przejaskrawienie tendencyjnego charakteru informacji może spowodować u odbiorcy skutek odwrotny do zamierzonego: rodzi się w nim przekonanie przeciwne niż usiłowano mu "zasugerować".
B. Kilka praktycznych metod działania.
1.   Wiadomość całkowicie fałszywa, ale w wypadku której odbiorca nie dysponuje żadnymi możliwościami jej weryfikacji.. Można zresztą później ją zdementować, co w niczym już nie zmieni jej pierwotnego działania.
2.   Dobór informacji, z których każda z oddzielna jest prawdziwa, ale są zebrane razem w określonej intencji.
3.   Mieszanka informacji prawdziwych i fałszywych.
4.   Po prawdziwej informacji "ukierunkowany" komentarz.
5.   Umieszczenie prawdziwej informacji w kontekście wypaczającym jej sens.
6.   Wtrącenie "mimochodem" tendencyjnej informacji do informacji prawdziwej, traktującej o czymś całkiem innym.
7.   Nadanie nieproporcjonalnie dużej rangi lub zniekształcenie prawdziwej informacji tak, żeby wywołać u odbiorcy gwałtowne emocje.
8.   Zakłócenie równowagi zarówno pod względem objętości jak jakości "podania" między informacjami pro i contra, na korzyść aspektu mającego wpłynąć na odbiorcę (np. nadanie szerokiego rozgłosu represjom, nikłego natomiast - poprzedzającym je prowokacjom).
9.   "Obleczenie" dywersyjnej informacji w szatki rzeczywistego faktu.
10.   Informacja podana bez żadnych wniosków, ale tak, że odbiorca sam wyciągnie "właściwe wnioski".
"Wiadomości, starannie wybrane i umiejętnie podane, stanowią najpotężniejszą broń dywersyjną, jaka tylko istnieje" - powiada Sefton Delmer, który znał się na tym jak mało kto.

III. Dzienniki, czasopisma, audycje radiowe i telewizyjne przeznaczone dla masowego odbiorcy, pozornie "neutralne". Prezentując z ostentacyjną bezstronnością informacje pochodzące z wszelkich źródeł, nigdy nie zapominają one umieścić na jednej płaszczyźnie na przykład wywiadu z jakimś ministrem czy inną osobą oficjalną oraz wywiadu z dowódcą bandy terrorystów, wyjaśniającym, jakie to powszechne humanistyczne wartości nadają sens jego brutalnym działaniom, albo też - wyroku wydanego przez sąd oraz tekstu ulotki rozdawanej u wyjścia z niego przez towarzyszy skazanych.
Poświęcanie "różnorodnym nurtom opinii publicznej" "równej uwagi", zaciera dyskretnie fakt, że jeden nurt reprezentuje 95% obywateli, podczas kiedy inny - jednego na tysiąc. Ci ostatni spotykają się we wspomnianych pismach i audycjach z gorącym przyjęciem.
Inna rzecz nie do pogardzenia - pisma te pozwalają grupom rewolucyjnym dać się poznać i rozpoznać przez inne im pokrewne.

IV. Dzienniki, czasopisma, audycje przeznaczone dla masowego odbiorcy, "przeciwne" rewolucyjnym przedsięwzięciom. Oczywiście mamy do czynienia z różnymi stopniami tego sprzeciwu, ale pozostawmy na boku publikacje występujące przeciw rewolucji równie gwałtownie jak jej propagatorzy - w jej obronie. Te pisma bowiem są i będą obiektem "działań bezpośrednich" (zamachy bombowe, zamachy na dziennikarzy i ich domy itp.) ze strony grup rewolucyjnych.
Nas interesują tu pisma, które wyrażając otwarcie odczucia swych czytelników, oburzają się na wywrotowe i dywersyjne działania i potępiają je. I tu występuje zjawisko, które w swoim czasie dostrzegł już i przeanalizował Tchakhotine: aby wykazać jak groźne są różne działania wywrotowe i terrorystyczne, pisma te poświęcają im wiele miejsca, odnotowują je, komentują z odrazą i oburzeniem oraz energicznie protestują przeciw bierności, słabości czy nawet pobłażliwości władz, które powinny je zwalczać.
Otóż postępując w ten sposób, wywołują one u swych czytelników nieprzewidzianą reakcję, a mianowicie z jednej strony przekonanie, że grupy partyzanckie czy akcji bezpośrednich dysponują wielką siłą i że nie cofają się przed niczym, z drugiej zaś, że władze i "siły porządku" są słabe i bezradne. Te dwie "klisze", które zakorzenią się i utrwalą w umysłach tym silniej, im więcej się o tym pisze, są tymi kliszami, które agenci dywersji pragną uwiarygodnić.
Łatwo zrozumieć niebezpieczeństwo takiego przedstawiania spraw, które dyskredytuje władze i przekonuje o sile ugrupowań rewolucyjnych, wywołując skutek przeciwny do zamierzonego przez dziennikarza i zasiewa w podświadomości czytelnika niemą panikę i paraliż, co jest właśnie celem wspomnianych ugrupowań.
Tak więc, dokonując spektakularnych (i to jest najważniejsze) akcji, małe grupki stosujące przemoc muszą jedynie pozostawić później pole do działania środkom masowego przekazu, żeby wszystkie kategorie społeczeństwa zostały poinformowane tak, jak one sobie tego życzą i w duchu, w jakim sobie życzą. Ich propaganda jest prowadzona przy użyciu minimalnej liczby aktywistów (wystarczy na przykład cztery współdziałające ze sobą osoby, aby dokonać zamachów w La Courneuve i w Saint- Etienne, podobnie jak wystarczy 300 studentów na 30 000, których liczy Grenoble, żeby przekonać, że miasto jest "w rękach terrorystów") i to bez specjalnego wysiłku (co prawda, trzeba zaplanować akcje tak, żeby osiągnąć zamierzone cele psychologiczne i mieć kilku agentów na eksponowanych stanowiskach w aparacie uniwersyteckim), ponieważ ogromna machina mass mediów rozkręca się własnym rozpędem. Opinia publiczna danego kraju zaczyna się chwiać i pewnego dnia przechyli się na stronę niemej paniki, zamknięcia się w sobie i lekceważenia.
Analogicznie wpływa się na światową opinię publiczną. "Spontaniczne" manifestacje solidarności z tą czy inną akcją rewolucyjną wybuchają tysiące kilometrów jedne od drugich i mass media na całym świecie informują o tym ze zdjęciami, wywiadami przywódców, przytaczają proklamacje, tworząc w ten sposób i nasilając "klimat" psychologiczny, o który właśnie chodziło. A tymczasem jakiś wywrotowy agent, przerywając na chwilę homerycki śmiech, jaki ogarnął go wraz z nieliczną grupką wspólników na widok takiego powodzenia zainspirowanych przez niego działań, oświadcza w państwowej telewizji z całą głęboką powagą mędrca (na co jego oficjalny
rozmówca przytakuje ze zrozumieniem): "Moim zdaniem, wkraczamy w okres rewolucyjny"!.
Roger Mucchielli omawia techniki oddziaływania małych grup na większe. Na wstępie przedstawiając trzy następujące punkty, konieczne dla zrozumienia ducha proponowanych metod:
Trzeba stale pamiętać, że absolutnie nie chodzi o «mobilizację mas ludowych» lecz, przeciwnie, o ich demobilizację. Rewolucyjnemu woluntaryzmowi nie jest potrzebne powszechne powstanie. Jego «odwoływanie się do ludu» jest jedynie werbalną formułką propagandową, przydatną tylko wówczas, kiedy lud trzyma się na uboczu. Stąd bezwzględne odrzucanie konsultacji wyborczych.
2.   Działania zmierzające do dezintegracji ukonstytuowanych grup są absolutnie niezbędne, bo jak wiadomo na podstawie badań w dziedzinie psychologii społecznej, im więcej osób przynależy do spójnych grup, tym mniej są one podatne na propagandę i destabilizację. Należy więc rozbić lub zneutralizować wspomniane grupy, żeby zindywidualizować jednostki i pojedynczo odseparować je od ich zbiorowych wartości.
3.   W każdym systemie istnieją natomiast kluczowe dla niego grupy społeczne, gospodarcze, kulturalne, polityczne itp., które należy «spenetrować» tak, żeby - kiedy zajdzie potrzeba - zneutralizować cały system, oddziaływując na te właśnie grupy.
Tak więc, to właśnie pod kątem strategii wobec wymienionych grup należy ustalać taktykę każdej konkretnej akcji, czy też działań zakrojonych na szerszą skalę!.
Aktywiści wojny psychologicznej posługują się często hasłem: Wybory, to oszustwoDChodzi im o neutralizację głosu wyborców poprzez bojkot każdej formy wolnych wyborów.
Racjonalizowana za pomocą różnych argumentów nieufność do powszechnego głosowania jest logicznym następstwem woluntarystycznej koncepcji rewolucji
R. Mucchielli zwraca przy tym uwagę, że niesłuszny jest zarzut, jakoby działania aktywistów wojny psychologicznej obiektywnie dopomagały rządowi, gdyż ludzie zaniepokojeni działaniami wywrotowymi, skłonni są głosować na istniejące władze. N) Jest to zarzut chybiony z dwóch powodów:
-   z jednej strony, zawarte w domyśle oskarżenie posłów większości - «zostaliście wybrani dzięki powszechnemu strachowi, a więc w nienormalnych okolicznościach i nie jesteście reprezentatywni» - osiąga cel zamierzony przez wrogów systemu, podważając go. Reprezentanci większości mają kompleks winy i nie odważą się podejmować żadnych radykalnych kroków w obronie państwa. Nie przychodzi im do głowy, że ich wybór w takich właśnie warunkach był swoistym ogólnonarodowym referendum na rzecz zachowania dotychczasowego porządku;
-   z drugiej strony, udział w wyborach, mimo warunków, w jakich przebiegały, świadczy wymownie, że grupki rewolucyjne stanowiące emanację przedsięwzięcia destabilizacyjnego nie zdołały zastraszyć głosujących. Organizując lepiej destabilizację i terror, rzeczywiście uniemożliwią wybory, jak to obiecywał Front Rewolucyjny w Wenezueli, sparaliżują masy i większość stanie się definitywnie milcząca.
System opinii jednostkowych jest bardziej odporny na propagandę, gdy jest podparty poczuciem bezpieczeństwa wynikającym z przynależności do grupy i stale umacniany poprzez kontakty socjo-emocjonalne. Dzięki temu przynależność do spójnych grup stanowi ochronę przed propagandą. Ohtóż grupy te, zintegrowane w społeczeństwie (tym właśnie, które dywersja zamierza obalić), odgrywają rolę podpór tego społeczeństwa.
Rozbicie tych grup staje się więc imperatywem w ogólnej strategii dezintegracji. Do tej kategorii można zaliczyć: wspólnoty narodowe lub regionalne, grupy wyznaniowe, partie polityczne, grupy zawodowe, ugrupowania społeczno- zawodowe, związki zawodowe, wspólnoty sąsiedzkie, przeróżne zgromadzenia, rady i komitety rodziny.
Z samego założenia chodzi o wywołanie w tych grupach rozdźwięków i rozłamów, anarchii, po to, żeby doprowadzić do dezintegracji «muru» chroniącego jednostki i aby grupa nie mogła skutecznie pełnić swej roli podpory otaczającego ją społeczeństwa.
W ramach tej ogólnej strategii, w zależności od funkcji i rozmiarów grupy oraz jej roli społecznej, dywersja posłuży się którąś z wymienionych niżej technik działania. Jest bowiem rzeczą oczywistą, że manipulowanie grupą na kameralnych spotkaniach - technika zakładająca uprzednie wprowadzenie do grupy agenta destabilizacji oraz zastosowanie «dynamiki grupowej» - będzie wyglądać inaczej niż dezintegracja większych grup, takich jak Kościół katolicki, gdyż w tym wypadku trzeba stworzyć «ogniska kontestacji» i wesprzeć je ideologicznie, a jeszcze inaczej - w wypadku manipulowania wspólnotami lokalnymi, zajmującymi się obroną lokalnych interesów.
W dalszym ciągu R. Mucchielli omawia metody dezintegracji dużych grup lub grup zorganizowanych mogących oprzeć się destabilizacji.
Pierwsza z nich polega na tym, by w obozie nieprzyjacielskim wprowadzić rozróżnienie między przywódcą a jego podwładnym: atakować przywódcę, okazywać wspaniałomyślność członkom jego grupy.
Jest to najprostsza forma dokonania podziału w łonie nieprzyjacielskich grup; proceder bardzo stary, mający wiele wspólnego z metodą odsądzania od czci i wiary lidera, żeby w ten sposób zdemoralizować całą grupę.
W «Le Monde» z 27 kwietnia 1971 można było przeczytać: «Premier Chin Czou En-Lai przekazał 25 kwietnia wyrazy zdecydowanego poparcia ze strony Chin Ludowych dla narodu amerykańskiego w jego sprawiedliwej walce z polityką agresji i wojny, jak również dyskryminacji rasowej, prowadzoną przez rząd USA. Szef rządu chińskiego wygłosił to oświadczenie na bankiecie wydanym przez księcia Sihanouka».
Dzień później, 26 kwietnia («Le Monde» z 28 kwietnia) «rzecznik delegacji rządowej Wietnamskiej Republiki Ludowej przedstawił podczas konferencji prasowej rozkaz dzienny Frontu Wyzwolenia Narodowego. W dokumencie tym zapewnia się, że FWN nie będzie atakować tych żołnierzy amerykańskich, którzy indywidualnie lub całymi oddziałami odrzucą politykę Waszyngtonu i odmówią walczenia przeciw FWN».
«Le Monde» komentując ten «dokument» pisze, że propozycja ta «co najmniej w trzech punktach wiąże się z aktualną sytuacją:
1) została wysunięta w momencie, gdy w Stanach Zjednoczonych zaczyna narastać fala demonstracji przeciw kontynuowaniu wojny; demonstracji, które FWN popiera. Rozkaz z 26 kwietnia daje do ręki tym
ruchom protestacyjnym w USA nowe argumenty: argumenty polityczne (Vietkong nie odnosi się wrogo do wszystkich Amerykanów, ale tylko do tych, którzy popierają Nixona), argumenty bardziej bezpośrednie w tym sensie, że są one podchwytywane przez amerykańskie gazety przeciwne wojnie, regularnie czytane przez żołnierzy korpusu ekspedycyjnego USA;
2) FWN wziął pod uwagę niskie morale sił amerykańskich w Wietnamie, a jego rzecznik odnotował nową sytuację spowodowaną mnożącymi się incydentami między żołnierzami a oficerami;
3) w dokumencie stwierdza się, że nie będą atakowani żołnierze nie popierający kliki, która rządzi w Sajgonie».
Z tego artykułu w «Le Monde» czytelnicy dowiedzieli się, że «wielu Amerykanów walczy już w szeregach FWN» i że rząd Wietnamskiej Republiki Ludowej zamierza już teraz «nawiązać stosunki między narodem wietnamskim a narodem amerykańskim» mimo, że trwa jeszcze wojna.
Ten cytat świadczy o doskonałym zgraniu działań destabilizacyjnych wymierzonych przeciw wielkiej zorganizowanej grupie.
Następna z omawianych metod to wykorzystanie na korzyść działań rewolucyjnych niektórych oficjalnych wartości wyznawanych przez grupę będącą obiektem tych działań.
Ściślej, chodzi tu o utworzenie wewnątrz istniejących grup ideologicznych małych grupek, które wychodząc od pewnych wartości wyznawanych przez wielką grupę, wyprowadzają z nich zasady postępowania w praktyce tożsame z zasadami destabilizacji.
Przykłady możemy zaczerpnąć z działań zmierzających do destabilizacji środowisk katolickich we Francji. W katalogu wspólnych wartości wyznawanych w tych środowiskach figuruje aktywność społeczna («Czy wiara, która przejawia się w czynach, jest szczerą wiarą?» - zapytywał już Polieuktos), równość wszystkich ludzi, naprawianie niesprawiedliwości społeczeństwa świeckiego - obok innych wartości, takich jak poszanowanie osoby ludzkiej, miłość bliźniego, nie zabijanie, ewangelizacja, itd. W tym wypadku chodzi o szczególne zaakcentowanie jednych a zneutralizowanie innych wartości. Dzięki temu agenci destabilizacji doprowadzają do zajmowania przez podgrupy katolików pozycji, które znakomicie służą ich planom.
Na przykład w komunikacie wydanym po ogólnokrajowym spotkaniu Katolickiej Akcji Uniwersyteckiej w Dijon (15-18 kwietnia 1971) czytamy: «Uważamy dziś, że uniwersytet i społeczeństwo są niereformowalne; każda walka i każdy projekt nie kwestionujący globalnie systemu kapitalistycznego umacnia logikę tego systemu, z natury swojej alienującego». Tym samym zachęca się więc członków do zaangażowania się w rewolucyjną działalność w celu obalenia kapitalizmu!.
Ojciec Joseph Comblin w swojej książce pt. Teologia rewolucji wyjaśnia, że chrześcijaństwo jest z natury rewolucyjne, N.) a na zakończenie zapowiada następną swoją pracę dotyczącą trzech etapów działań rewolucyjnych: przygotowanie rewolucji, zdobycie władzy, budowa nowego społeczeństwa.
Wiadomo też, że wykorzystywanie animozji szeregowego kleru do hierarchii stanowi skuteczny środek wywoływania osławionego «fermentu» w środowiskach katolickich.
W środowisku nauczycielskim - by uciec się do innego przykładu - agenci destabilizacji będą wykorzystywać uznane wartości, jak: swobodny rozwój osobowości ucznia, rozwijanie twórczej wyobraźni, walka z represywną dyscypliną, powiązanie szkoły z życiem, aby przeciwstawić pewną podgrupę nauczycieli reszcie grupy, która tonuje wspomniane wartości innymi, takimi jak: potrzeba poczucia bezpieczeństwa u uczniów, potrzeba ładu, przekazanie pewnego podstawowego zasobu wiadomości, jako podstawy samodzielnego myślenia i działalności twórczej itd. W każdym środowisku będącym obiektem destabilizacji rozdzielenie wartości w celu lansowania tych tylko, które służą celom agentów destabilizacji, odbywać się będzie według innego, oryginalnego schematu.
Przydatność tej techniki polega na tym, że lojalni członkowie grupy nie mogą nie przyznawać się do lansowanych wartości, gdyż są to rzeczywiście te wartości, które oni wyznają. Rzecz w tym, że w praktyce akcentowanie jednych z nich odbywa się kosztem innych i cały spójny system ulega dezorganizacji. Grupa jako całość odczuwa "niepokój", oznakę dezorientacji i dezintegracji.
Kolejną metodą stosowaną w celu destabilizacji jest rozkład moralny grup przewidzianych do rozbicia.
Warto zwrócić uwagę, że mass media utożsamiające się z rewolucją i goszyzmem (publikacje, filmy, audycje) regularnie i konsekwentnie prowadzą propagandę na rzecz tego, co potocznie nazywa się niemoralnością, a my moglibyśmy nazwać rozprzężeniem obyczajów (R. Mucchielli pisał to w 1971 r. - przyp. J. K.).
Przedsięwzięcie to zmierza do osiągnięcia trzech celów: po pierwsze -zdemoralizowania pewnych środowisk, po drugie - rozbicia ich przez wywołanie niezgody i konfliktów związanych z demoralizacją pewnych ich elementów (chodzi tu przede wszystkim o grupy rodzinne) i wreszcie, przedstawienie w tym kontekście norm obowiązujących w tych grupach, jako ograniczających wolność jednostki i represyjnych, co jest tym łatwiejsze, że rzeczywiście są to bariery lub zakazy zapobiegające rozprzężeniu obyczajów ich członków.
Weźmy taki oto przykład. W «Le Monde» z 6 marca (pisane w 1971 r. - przyp. J. K.) znajdujemy następującą wiadomość: «We Francji zakazano rozpowszechniania Małej czerwonej książeczki ucznia. W Dzienniku urzędowym z 5 marca opublikowano rozporządzenie ministra spraw wewnętrznych zakazujące rozpowszechniania i sprzedaży tej publikacji na terenie Francji. (...) Mała czerwona książeczka została napisana w Danii przez dwóch pedagogów i jednego psychologa, a następnie przetłumaczona na francuski. W Szwajcarii książka wywołała wiele nieprzychylnych reakcji ze strony środowisk szczególnie "zaszokowanych" fragmentami dotyczącymi uświadomienia seksualnego. We Francji była ona wydana i rozpowszechniana przez lewicowego wydawcę».
Związek, o którym tu wspomniano odnajdujemy we wszystkich formach tego przedsięwzięcia. W publikacjach, audycjach i filmach o zabarwieniu propagandowo- politycznym (maoistowskim, trockistowskim czy castrowskim) stale mamy do czynienia z propagandą i reklamą wymierzoną przeciw temu, co nazywa się moralnością, i ten związek jest zbyt systematyczny, aby mógł być dziełem przypadku. Ponieważ jednocześnie ta sama propaganda rozprzężenia obyczajów jest zakazana w Chinach, na Kubie czy w Albanii, łatwo wydedukować, że jest to jedna z metod destabilizacji społeczeństw zachodnich.
«Przedstawianie marihuany jako niewielkiej używki, nie groźniejszej niż tytoń, (...) targów seksu w Kopenhadze jako pochwały godnej ewolucji obyczajów, (...) porno- shopów jako świątyń współczesnej kultury, (...) zbiorowych orgii jako najdoskonalszego wyrazu miłości fizycznej, (...)», to - zdaniem pisma «Valeurs Actuelles» - kampania propagandowa prowadzona w ścisłym związku z gwałtownymi działaniami politycznymi ugrupowań rewolucyjnych.
Nie posuwając się nawet jednak do hipotezy jakiejś dwutorowej «operacji kombinowanej», można sądzić, że zachęcanie do pełnej realizacji form buntu przeciw temu, co stoi na przeszkodzie do pełnej realizacji wszystkich egocentrycznych potrzeb i pragnień («wyzwolenie» utożsamiane ze spontanicznością, nieograniczoną swobodą twórczą i moralną), przyczynia się do dezintegracji grup i umocnienia imagetH społeczeństwa jako ograniczającego wolność jednostek i represyjnego!.
Kolejną metodą destabilizacji jest budzenie i podsycanie wzajemnej nieufności wewnątrz zorganizowanych grup mogących przeciwstawić się destabilizacji.
Wzajemna nieufność demoralizuje, paraliżuje i w końcu rozsadza grupy.
Jest wiele skutecznych metod osiągania tego celu, a wszystkie one zostały z powodzeniem wypróbowane przez Seftona Delmera:
-   Zaszczepienie przekonania, że «zdrajcy są wśród nas». Przekonanie takie można tylko zasugerować (gdyż zgodnie z zasadami psychologii powinno to być własnym «odkryciem» tych, którzy mają na tym ucierpieć). Dokona się tego za pomocą tendencyjnych informacji, «dokumentów» pochodzących od nieprzyjaciela, a świadczących, że znane mu są plany i tajemnice grupy, podwójnej gry - zorganizowanego «przecieku» i po jego ujawnieniu - zasugerowaniu sprawcy.
-   Insynuacja (i, o ile to możliwe, «udowodnienie» za pomocą sfabrykowanych dowodów czy faktów), że przywódcy dążą do osiągnięcia własnych korzyści i wykorzystują w tym celu grupę.
-   Podsycanie odmiennych potrzeb i interesów podgrup wewnątrz grupy. Akcentowanie i dramatyzowanie normalnej walki o władzę w celu rozbicia grupy.
-   Rozpowszechnianie wiadomości na temat osobistych (rodzinnych, zawodowych, sąsiedzkich, towarzyskich, itp.) powiązań poszczególnych wpływowych członków grupy z jej wrogami. Prawdziwą kopalnię wiadomości do wykorzystania w tym celu stanowią badania życia prywatnego i przeszłości członków grupy, prowadzone metodami śledztwa policyjnego.
-   Podkreślanie każdego niepowodzenia grupy, z jednoczesnym zasugerowaniem, że jest to spowodowane świadomą działalnością któregoś z jej członków lub następstwem decyzji, o której wiedział z góry, że jest zła. Ta submetoda jest szczególnie interesująca, ponieważ w wypadku niepowodzenia każda grupa jest zdemoralizowana i skłonna do przeróżnych dywagacji na temat jego przyczyn. Tendencyjna informacja trafia więc na bardzo podatny grunt.
A. Sytuacja, kiedy agent destabilizacji pozostaje na zewnątrz grupy. Problemy, z jakimi zetknął się i rozwiązał Sefton Delmer, pozwalają sformułować warunki skutecznego działania, manipulowania w takiej sytuacji. Sukcesy propagandy Vietcongu skierowanej przeciw wojskom francuskim a potem amerykańskim w Indochinach pozwalają uzupełnić tę listę.
Powodzenie wymaga świetnej organizacji, precyzji, czasu, «informatorów» i wielkich umiejętności psychologicznych. Przede wszystkim niezbędna jest doskonała znajomość mentalności, zwyczajów, norm, wartości, języka osób tworzących grupę. Wiadomo, że Delmer, który sam przyznał, iż zanim podjął swą działalność przez dwa lata uważnie słuchał wszystkich przemówień radiowych Goebbelsa, oprócz tego znał świetnie środowiska, którymi chciał manipulować. Co się tyczy jego samego, to jak pisze:
Cytuj
Mówiłem po niemiecku jak Niemiec. Chodziłem do szkoły w Berlinie, samotny angielski chłopak w stolicy, w której przymierano głodem podczas pierwszej wojny światowej. Jako dziennikarz objechałem całe Niemcy, towarzysząc Hitlerowi i jego świcie podczas marszu nazistów ku władzy. Znałem osobiście Goeringa, Goebbelsa, Hessa, Himmlera i wielu innych przywódców. Znałem ich sposób myślenia. W dodatku na początku drugiej wojny światowej przebywałem czas jakiś na Bałkanach, gdzie miałem okazję obserwować agentów niemieckich przy pracy...
Później, w trakcie rozszerzenia «czarnej» propagandy radiowej, Delmer zwerbował do swej ekipy autentycznego oficera Waffen SS - dezertera, oraz niemieckiego pisarza powieści kryminalnych i niemieckiego dziennikarza; wykorzystywał zawartość listów, jakie niemieccy jeńcy wojenni wysyłali lub otrzymywali przez Czerwony Krzyż; przechwytywał rozmowy telefoniczne i depesze wymieniane między niemieckimi cywilami i wojskami; starannie przesiewał raporty angielskich agentów działających w Niemczech, i wreszcie - dzięki znakomicie rozbudowanej sieci podsłuchu - rejestrował i wykorzystywał wszystkie rozmowy jeńców niemieckich w obozach między sobą.
Widzimy więc, na jak wielką skalę jest to zakrojone działanie. Niezbędne informacje nie mają nic wspólnego z tajnymi planami wojskowymi; agent destabilizacji potrzebuje informacji dotyczących życia prywatnego ludzi, ich słabostek, tajemnic osobistych, słabych miejsc i tego wszystkiego, co stanowi ich indywidualne cechy, a jednocześnie - wiadomości dotyczących całej grupy, jej problemów, napięć wewnętrznych, dyskusji, nadziei, obaw i mitów.
Nie ma mowy o skutecznej manipulacji bez doskonałej znajomości (intelektualnej, psychologicznej i emocjonalnej) grupy, i jej członków, którą zamierza się zdestabilizować. To dopiero, oczywiście w połączeniu ze znajomością i opanowaniem technik manipulacji, pozwala uwiarygodnić to, w co obiekt manipulacji ma uwierzyć.
B. Sytuacja, kiedy agent destabilizacji działa wewnątrz grupy. W tym
wypadku zakładamy, że agent zdołał się dostać do grupy nie budząc podejrzeń, że został przez nią zaakceptowany i że dysponuje równie doskonałą znajomością grupy (i jej członków) jak w poprzednim przypadku.
Technikę dostania się w szeregi grupy, którą zamierza się rozbić, nazywamy infiltracją. Wymaga ona uprzedniej znajomości norm (akceptacji) «nowego» przez grupę, jej formalnych i nieformalnych kryteriów oceny. Wymaga też w niektórych wypadkach przygotowania czysto fachowego (na przykład, żeby dostać się do jakiejś grupy zawodowej), co wymaga czasu i odpowiednich zdolności. Wreszcie, wymaga to, - i to bezwzględnie - żeby infiltrujący nie mógł być podejrzany, a więc nie może być zauważony już wcześniej i musi zostać wprowadzony normalną drogą (na przykład przechodząc z innej grupy, stanowiącej naturalne zaplecze infiltrowanej lub
zarekomendowany przez jakiegoś starego i cenionego członka grupy) na co potrzeba odpowiedniego przygotowania «terenu», mogącego w wypadku grup bardzo hermetycznych potrwać kilka lat.
Po dostaniu się wewnątrz grupy agent początkowo zapoznaje się z życiem codziennym grupy we wszystkich jej formach, posługując się przy tym technikami psychospołecznymi obserwacji-współuczestnictwa i dopiero po tym może rozpocząć swą działalność destabilizacyjną, analogiczną, jeśli chodzi o cechy charakterystyczne i ryzyko, z pracą podwójnego agenta.
Infiltracja wiąże się z wieloma późniejszymi operacjami, których obiektem jest grupa (propaganda, rozbicie, manipulacja, wykorzystanie grupy do przedsięwzięć, których sens jej umyka) i oczywiście jest warunkiem wstępnym wszelkich działań dotyczących grup kluczowych, działań, o których powiemy teraz kilka słów!!.
W dalszym ciągu R. Mucchielli omawia oddziaływanie na grupy kluczowe.
Grupami kluczowymi nazywamy grupy społeczne mające szczególne znaczenie strategiczne lub taktyczne dla agentów destabilizacji. W tym wypadku nie chodzi wcale o rozbicie tych grup albo ich sparaliżowanie lecz przeciwnie - organizowanie ich, strukturyzację, zdynamizowanie i uczynienie z nich grup-taranów, czy też grup-zapłonów przy niektórych operacjach o zasięgu ogólnokrajowym.
Żeby zilustrować to, co powiedziano, weźmy trzy problemy strategiczne różnego szczebla:
1.   Co jest żywotnym ośrodkiem danej fabryki czy przedsiębiorstwa, które - jeśli się zatrzyma - nieuchronnie powoduje zatrzymanie całego przedsiębiorstwa? Na pytanie to menadżerowie i dyrektorzy (zakładając, że je sobie w ogóle zadają) odpowiadają z właściwą im zadufaną ignorancją, że jedynym żywotnym centrum przedsiębiorstwa jest ich własny mózg. Agenci destabilizacji, inteligentniejsi od nich, posługując się precyzyjnymi metodami, ustalają najbardziej newralgiczne miejsce, stanowiące punkt węzłowy obiegu produktów lub informacji; punkt, w którym strajk lub sabotaż powoduje nieuchronnie przestój techniczny wszystkich innych wydziałów. W tym więc wypadku będzie chodziło o zinfiltrowanie tak wyodrębnionej małej grupki pracowników.
2.   Która spośród sieci ogólnokrajowych (koleje, poczta, sieć elektryczna, drogi, administracja, itp.) - a wewnątrz tej sieci, jaki ośrodek operacyjny - jest punktem newralgicznym, którego sparaliżowanie lub zniszczenie pociągnie za sobą paraliż kraju? Analiza komputerowa systemu może na przykład wykazać, że strajk jakiejś peryferyjnej lokomotywowni czy związku marynarzy może w krótkim czasie spowodować sparaliżowanie tego systemu. Podobnie jak stratedzy w tradycyjnej wojnie kalkulują jakie bombardowanie najbardziej lub najdłużej sparaliżuje ruchy przeciwnika (węzeł kolejowy, mosty, składy paliwa, zakłady produkujące części zamienne, itp.), stratedzy destabilizacji systematycznie lokalizują ośrodki gospodarki, administracji, dystrybucji... po to, żeby je infiltrować i koncentrować na nich swą działalność.
Wspomniane ośrodki o żywotnym znaczeniu, jeżeli nie zostały za takie uznane przez tak zwane kompetentne służby resortu obrony, nie są przez nie strzeżone, co ułatwia działania dywersyjne.
3.   W danym społeczeństwie, opanowanie jakiejś grupy umożliwi zniszczenie całego systemu społecznego? Wiadomo, że według Julesa Monnerota, za grupę kluczową z tego punktu widzenia uznano środowisko uniwersyteckie. W każdym razie ewentualna wielość grup kluczowych nie stanowi żadnej przeszkody w realizowaniu tej strategii, ponieważ polega ona na identyfikacji wszystkich takich grup i zinfiltrowaniu tych wszystkich, które mogą okazać się przydatne do zrealizowania programu destabilizacji. A posteriori można by dokonać bardzo pouczającej analizy (ale nie interesuje to rządzących) mechanizmu paraliżu życia ogólnonarodowego na skutek tego czy innego «dzikiego strajku», który wybuchł znienacka lub «spontanicznie» w tym lub innym peryferyjnym na pozór punkcie systemu.
R. Mucchielli omawia dalej rodzaje działań manipulacyjnych, których obiektem są grupy kluczowe.
Dhziałania ukierunkowane na grupy kluczowe, a następnie prowadzone już przez nie same, można sprowadzić do czterech rodzajów:
-   Podsycanie i wykorzystywanie nastrojów zbiorowych, uzasadnionych żądań, potrzeb lub ideologii wymienionych grup. Tego rodzaju działania pokrywają się częściowo z tym, co nazwaliśmy agitacją i różnią się one od działań rozłamowych, podejmowanych gdzie indziej, chociaż i jedne i drugie należą do tego samego arsenału dywersji. Do tego samego gatunku działań należy kultywowanie uczuć negatywnych: oburzenia, gniewu, resentymentów, rozczarowań. Agent destabilizacji powinien być wszędzie tam, gdzie istnieje jakaś gniewna grupa.
-   Bezpośrednie i gwałtowne działanie podgrupy stanowiącej część zinfiltrowanej grupy i przedstawiającej się jako rzecznik interesów całej grupy.
Jest to technika bardzo skuteczna, ale wymagająca dość długiego okresu przygotowań po zinfiltrowaniu grupy. Z jednej strony grupa musi zostać zinfiltrowana przez większą liczbę agentów destabilizacji, pozornie izolowanych i nie znających się między sobą, z drugiej - podgrupa musi uformować się «spontanicznie», przy okazji jakichś rewindykacji grupowych i wówczas pociągnąć za sobą resztę dzięki «prawdzie» i wartości proponowanych sformułowań. Mając w ten sposób pewność, że jest uważana za "dynamiczną, zdecydowaną i odważną", podgrupa wywrotowa rzuca się w wir działań w imieniu całej grupy. W ten sposób cała grupa nieuchronnie i automatycznie pójdzie w ich ślady. Przy okazji agenci destabilizacji działający w ramach podgrupy zwerbują doskonałych pomocników, za których plecami będą mogli się skryć.
-   Gwałtowna mobilizacja grupy przy okazji bezpośredniego ataku na nią lub na jakąś grupę sojuszniczą. Równie skuteczne jest wezwanie do zemsty, jak i do solidarności. Wiadomo, że jeśli policja zatrzyma jakiegoś profesora z powodu jego opinii politycznych, to całe ciało profesorskie uzna za swój obowiązek zastrajkować. W takim wypadku wiodąca podgrupa może pociągnąć całość do działań bardziej gwałtownych niżby tego pragnęła większość. Strach przed tym, żeby nie uchodzić za tchórzy, małostkowych lub obiektywnych sojuszników napastnika z zewnątrz - a także całkowita ignorancja metod działania podgrupy «aktywistów» - wciąga całą społeczność w wir działań. Technikę tę można bardzo łatwo łączyć z poprzednią i usystematyzować w czystej formie w ramach następnej, a mianowicie:
-   Technika prowokacja-represje-wezwanie do jedności przeciw represjom. Aby z powodzeniem przeprowadzić operacje przewidziane przez tę technikę - nawet nie znając praw psychospołecznych rządzących całością zjawisk - trzeba zadbać o metodyczną realizację pięciu następujących po sobie podstawowych warunków:
1.   Akty "zbójectwa" (by użyć określenia Sartrefi), jak zamachy terrorystyczne, przeróżne prowokacje wobec władzy, będące dziełem podgrupy stanowiącej oficjalnie (zgodnie z techniką opisaną wyżej) część większej grupy społecznej i systematycznie kontynuowane aż do momentu, kiedy zorganizuje się i zacznie działać aparat represji. Należy zaostrzać te akty tak, aby władza, czy też jej przedstawiciele nie mogli ich dłużej tolerować. W okresie początkowym, kiedy władze jeszcze nie reagują, należy kłaść nacisk na bezkarność, żeby zachęcić innych do analogicznych czynów, zachowywać zimną krew i nawet (by użyć innego określenia Sartre'a) "śmiać się do rozpuku" z bezsilności władz. Zachęcać do wszelkich działań podobnej natury.
2.   Kiedy tylko władze uruchomią system represyjny, należy niezwłocznie rozpowszechnić tę wiadomość wśród wielkiej grupy, którą zamierza się pociągnąć za sobą, przedstawiając wspomniany system, jako zagrożenie zbiorowe. Bardzo ważne: położyć nacisk na zbiorowy charakter zagrożenia; w razie potrzeby potwierdzić go za pomocą "informacji" na temat represji przeciwko niezaangażowanym członkom grupy, albo nawet nie należącym do niej zwykłym sympatykom. Jest to tak ważne, że w wypadku, kiedy odpowiedzialni za zachowanie porządku oświadczą expressis verbis, iż ograniczają swe przeciwdziałania do osób wywołujących zamieszki lub popełniających przestępstwa, należy niezwłocznie "potępić" takie oświadczenie, jako "manewr zmierzający do rozbicia grupy". Dlaczego ta właśnie sprawa ma tak zasadnicze znaczenie? Dlatego, że jeśli wielka grupa nie czuje się zbiorowo zagrożona, będzie współdziałać w unieszkodliwieniu terrorystów. Należyte zastosowanie tego procederu wymaga nieustannego przypisywania jak najgorszych intencji organizatorom represji.
3.   Tworzenie i podsycanie wszelkimi możliwymi sposobami (ulotki, propaganda za pomocą głośników, plakaty, masowe taktyczne wsparcie ze strony sojuszniczej prasy drukowanej oraz przychylnych lub zaprzyjaźnionych komentatorów radiowych...) klimatu buntu i oburzenia wśród grupy, którą chce się zmobilizować. Jednocześnie gra na dwóch klawiaturach: strachu i gniewu. Ten warunek jest również bardzo istotny. Umożliwia on to, co Sartre nazywa "przejściem od zbiorowości praktyczno-biernej do grupy w stanie wrzenia". Zmusza to siły represji do zmiany zamiarów i objęcia represjami całej wielkiej grupy, co podgrupa prowokatorska przedstawia jako "dowód" na prawdziwość jej wcześniejszych twierdzeń o charakterze represji. Ta zmiana zasięgu represji umacnia solidarność wielkiej grupy z podgrupą prowokatorską. W ten sposób osiąga ona zamierzony cel - zapewnienie sobie solidarności reszty grupy.
4.   Różne i różnorakie działania w celu sprowokowania represji. W tym wypadku prowokacje mają wywoływać represje lub akty represji (szarże i kontrataki sił porządkowych, aresztowania podejrzanych). Incydenty mnożą się. Przy odrobinie szczęścia, agenci destabilizacji mogą mieć w niektórych wypadkach okazję do wyrażenia bólu z powodu ofiar śmiertelnych w szeregach grupy. Kiedy represje są prowadzone na oślep, ich ofiarą padają na ogół niewinni, co z naszego punktu widzenia jest rzeczą ze wszechmiar korzystną. Sprawa istotna: pozwolić nasilać się represjom aż do pewnego progu krytycznego.
5.   Wezwanie do utworzenia "wspólnego frontu przeciw represjom". Jest to zasadnicza faza całego procesu, z akompaniamentem mass mediów, w celu podsycania oburzenia, gniewu oraz poczucia działania w obronie własnej, oraz - z jednej strony - obciążenie wszelką winą autorów represji, z drugiej natomiast -
rozgrzeszenie z góry wszelkich aktów przemocy ze strony zmobilizowanej grupy. Wykorzystanie zasady "świętego przymierza" przeciw wspólnemu wrogowi. Organizowanie wspólnego frontu w celu "jedności działania". W tym momencie zostaje zapoczątkowany proces, który już potem samoczynnie zmierza w kierunku zaostrzenia sytuacji. «Grupa - pisze Sartre - dokonała pewnego aktu i zbiorowość odbiera to z zaskoczeniem jako pewien moment swej działalności; utożsamia się z grupą, a ta grupa samookreśliła się za pomocą rewolucyjnego działania, które uczyniło proces nieodwracalnym». Od tego momentu pojawia się coś, co nie jest ani grupą, ani serią wydarzeń, lecz tym, co Malraux w Nadziei nazwał "Apokalipsą". Grupa lub grupy dotknięte represją odkrywają jednocześnie wolność, przemoc i pilną potrzebę praktycznej organizacji. Integracja dokonuje się poprzez praxis. Oczywiście, konieczne jest, żeby te umysły złączone jedną myślą były przekonane, że zamiarem sił represyjnych jest zabijać i że represja nie będzie wybierać ofiar.
Podnieśmy na wyższy szczebel ostatnią z opisanych technik, prowokacja- represje, wezwanie do jedności przeciw represjom i spójrzmy na nią w kontekście ogólnonarodowym i międzynarodowym.
Z tego punktu widzenia akcje gerylli jawią się nie jako bezpośredni wyraz rewolty ludowej (widzieliśmy już, że z punktu widzenia rewolucyjnego woluntaryzmu neguje się znaczenie racjonalnych społeczno-gospodarczych czy historycznych, nazwijmy to materialistycznych uwarunkowań rewolucji) lecz działania małych grupek prowokatorów zmierzające do wywołania masowych represji (zbyt często stosowanych na oślep). Represje te z kolei są wykorzystywane do mobilizacji grup kluczowych, do wpojenia władzy i jej obrońcom poczucia winy po to, żeby w końcu oderwać od istniejącego systemu znaczną większość ludności.
W skrajnych przypadkach zdarzało się rewolucjonistom przykładającym szczególną wagę do tego psychologicznego aspektu sprawy powiedzieć, że rzeczą użyteczną byłoby sprowokowanie za pomocą niepokojów i zamachów wprowadzenia wojskowej władzy dyktatorskiej i represyjnej tak, aby następnie łatwiej można było oderwać od takiej władzy społeczeństwo i dokonać rewolucji. Jest to teoria ryzykowna (ponieważ silna władza może zrealizować swoje cele i zlikwidować agentów destabilizacji, podobnie jak i manipulowane przez nich bardzo nieliczne grupki); jest to też w pewnym sensie zanegowanie samego rewolucyjnego woluntaryzmu, jako takiego, gdyż działanie takie zmierza do zapewnienia autentycznego poparcia społecznego, podczas gdy sama koncepcja woluntaryzmu rewolucyjnego została wypracowana po to, żeby się bez niego obejść.
W każdym razie metoda wykorzystania do destabilizacji sprowokowanych represji jest niewątpliwie w znacznym stopniu skuteczna, podobnie jak inne techniki oddziaływania na grupy. Dzięki tym technikom, trzy typy grup, jakie są przedmiotem ich oddziaływania, każda na inny sposób (zależnie od tego, czy chodzi o zneutralizowanie, rozbicie czy też wciągnięcie do działań, w których będą odgrywać rolę "siły uderzeniowej"), najczęściej wpadają w pułapkę zgotowaną im przez siły destabilizacji.
Przytoczyliśmy wyżej obszerne fragmenty pracy R. Mucchielli na temat dywersji, omawia ona bowiem szczegółowo metody zastosowane najpierw na Zachodzie i w krajach Trzeciego Świata przez ruchy lewackie, a następnie w PRL przez grupy, które w latach sześćdziesiątych, siedemdziesiątych i wreszcie osiemdziesiątych dążyły do destabilizacji systemu tzw. realnego socjalizmu, a następnie przejęcia władzy. Zaczęły one od oddziaływania na środowisko akademickie - które uznały za grupę kluczową!Na przełomie lat 1967 i 1968 sprowokowały represje władz skierowane przeciw temu środowisku - w dużej mierze stosowane na oślep.
Potem zaczęły infiltrację innej grupy kluczowej!- robotników w wielkich zakładach pracy, ze szczególnym uwzględnieniem Wybrzeża i Śląska, następnie doprowadziły do ostrych konfrontacji z aparatem władzy PRL. Gdy władze polityczne PRL, znajdujące się pod podwójną presją - z jednej strony opozycji skupionej wokół Solidarności, a z drugiej strony Moskwy - zdecydowały się na wprowadzenie stanu wojennego i stosowanie represji w dużej skali - w znacznym stopniu na oślep, wykorzystały tę sytuację tworząc wspólny front przeciw represjom,! do którego wciągnięto również Kościół. Akcja doprowadziła do stopniowego rozkładu systemu komunistycznego.
Na dłuższą metę metoda ta okazała się bardzo skuteczna, doprowadzając do przekazania władzy opozycji, która potrafiła zdestabilizować sytuację w PRL. Po przejęciu władzy dawna opozycja doprowadziła stopniowo do uspokojenia, neutralizacji mas i wreszcie - wspólnie z grupami wywodzącymi się ze środowisk władających naszym krajem w okresie PRL - udało się jej ubezwłasnowolnić opinię publiczną, w konsekwencji zapewniając sobie bierność szerokich mas społeczeństwa (o czym najlepiej świadczyć mogą takie fakty jak np. 52-procentowa absencja podczas wyborów parlamentarnych w 1997 r.) i możliwość pełnej manipulacji tymi masami.
« Ostatnia zmiana: (Pią) 07.11.2014, 13:28:22 wysłana przez BladyMamut »
“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje