Author Topic: Płeć mózgu - Anne Moir  (Read 1539 times)

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • WyBudzony
  • *
  • Posts: 2 554
  • Reputacja: +12/-0
Płeć mózgu - Anne Moir
« on: (Sat) 05.04.2014, 21:30:10 »
Płeć mózgu - Anne Moir

Poniżej fragment książki

4. ODMIENNOŚCI DZIECIŃSTWA

Każda z płci ma właściwą sobie umysłowość już w momencie naro­dzin. Wrodzone różnice w strukturze mózgu oznaczają, że od nie­mowlęctwa przez całe dzieciństwo drogi mężczyzny i kobiety rozcho­dzą się coraz bardziej. Biologia - wzmacniana przez postawy spo­łeczne, które skądinąd mogą mieć biologiczne podłoże - sprawia, że los kobiet i mężczyzn jest odmienny; wyposaża ich w odmienne dą­żenia, ambicje i zachowania.
Jak już widzieliśmy, niemowlę przychodzi na świat z mózgiem o określonych dla jego płci skłonnościach. Choć mózg ten ma przed sobą długi okres wzrostu, jego zasadniczy schemat budowy został już zaplanowany, podstawowa sieć połączeń ustalona.
On lub ona przychodzą na świat z właściwymi sobie, genetyczny­mi i hormonalnie zapośredniczonymi [...] skłonnościami behawio­ralnymi i z wrodzonymi wzorami zachowań [...].'
Wrodzone predyspozycje ulegają wzmocnieniu w miarę jak mózg reaguje na otaczający go świat. Kiedy dorastamy, interakcja między odbieranymi przez nas wrażeniami a myślącym „mięśniem" mózgu wpływa na strukturę mózgu, tak samo jak ćwiczenia wpływają na kształt każdego mięśnia.


Szczury wykształcają większy i bardziej złożony system nerwowy, gdy trzyma się je w klatkach wyposażonych w różnorodne zabawki: kołowrotki i labirynty. W mózgach szczurów, które przebywały w bardziej spartańskich warunkach albo pozbawione były bodźców zmysłowych, nie stwierdzono takiego stopnia złożoności połączeń nerwowych.
I odwrotnie - niećwiczone funkcje mózgu stają się słabe i zanika­ją, jak nieużywane mięśnie. Brak pobudzenia zmysłowego w krytycz­nym momencie rozwoju mózgu prowadzi do trwałych szkód. Chowa­ne w ciemności kocięta po upływie określonego czasu nie nauczą się już nigdy widzieć.

Także u ludzi struktura mózgu po urodzeniu nadal się rozwija. Wszystkie podstawowe komórki istnieją od początku, ale w ciągu pierwszych trzech lat życia tworzą się nowe ich połączenia, powstają nowe sieci komórek. Rosnące dziecko potrzebuje odpowiedniej sty­mulacji, aby wspomóc rozwijające sie funkcje mózgu takie jak mowa i język. Ilustruje to smutny przypadek ze Stanów Zjednoczonych.

Przypadek Genie
Quote
Historia tej dwunastoletniej dziewczynki z Kalifornii ukazuje, że choć funkcje mózgu są wrodzone, wymagają one stymulacji i ćwi­czeń - innymi słowy, że zachodzi relacja między biologią i środo­wiskiem, a żadne z nich z osobna nie determinuje zachowania.
Genie spędziła całe dzieciństwo zamknięta w sypialni w Los Angeles. W tym czasie nie słyszała w ogóle ludzkiej mowy. Mimo wielu lat ćwiczeń prowadzonych po uwolnieniu jej z izolacji, nigdy nie nauczyła się poprawnie mówić. W krytycznym momencie roz­woju mózgu wrodzony mechanizm mowy nie rozwinął się normal­nie z braku koniecznego pobudzenia.
Nasze mózgi rozwijają się w sposób aktywny w reakcji na to, cze­go doświadczają. Nie są one pustymi szafkami katalogowymi oczeku­jącymi, że doświadczenia wypełnią je same.

Cóż to wszystko ma wspólnego z wrodzonymi różnicami w struk­turze mózgu dziewcząt i chłopców?
Fakt, że różnice między płciami ujawniają się w bardzo wczesnym wieku - w przypadku niektórych doznań zmysłowych w ciągu zaledwie kilku godzin po urodzeniu - oznacza, że musi istnieć w mózgu wrodzona odmienność, ukryta różnica, która powoduje, że dziew­czynki i chłopcy widzą, odczuwają różne rzeczy w odmienny sposób i odmiennie na nie reagują. W pewnym sensie świat oznacza dla każ­dej płci co innego. Zjawisko to można zaobserwować w tak wcze­snym okresie i bywa ono tak oczywiste, że stanowi dodatkowy argu­ment przeciwko twierdzeniu o warunkowaniu tych immanentnych skłonności raczej przez społeczeństwo niż przez płeć.

NIEMOWLĘTA

Annie i Andrew
Kiedy Gillian dowiedziała się, że będzie miała bliźnięta, była zde­cydowana oprzeć się stereotypizacji dzieci zgodnie z płcią. Będzie je wychowywać dokładnie tak samo, bez tych wszystkich głupstw na temat różowego i niebieskiego, słodkich sukieneczek i połata­nych spodni.

W ciągu pierwszych minut życia dzieci decyzja ta została wysta­wiona na próbę.
Quote
„Urodziły się w odstępie trzech minut. Ale już ja­ko niemowlęta mogły równie dobrze pochodzić z różnych planet. Andrew nie dawał się w żaden sposób uśpić. Annie zasypiała ła­two, ale budził ją najmniejszy hałas. Nad każdym łóżeczkiem powiesiliśmy ruchomą zabawkę, bo wiedzieliśmy, jak ważne jest sty­mulowanie dzieci. Andrew uwielbiał swoją i leżał, wpatrując się w nią godzinami, nawet kiedy zmieniałam mu pieluszkę. Annie na­tomiast była znacznie bardziej komunikatywna, gaworzyła, ilekroć weszłam do jej pokoju [...]."

Już kilka godzin po urodzeniu dziewczynki są bardziej wrażliwe na dotyk. Testy badające wrażliwość dotykową rąk i palców u obu płci ujawniają różnice tak uderzające, że czasem wyniki mężczyzn i kobiet nawet nie zachodzą na siebie, ponieważ najwrażliwszy chłopiec jest mniej wrażliwy od najmniej wrażliwej dziewczynki. Jeśli chodzi o dżwięk, to dziewczynki są znacznie mniej tolerancyjne - jeden z naukowców uważa, że mogą one „słyszeć" dźwięki jako dwa raz głośniejsze, niż odbierają to chłopcy. Niemowlęta dziewczynki stają się podenerwowane i niespokojne z powodu hałasu, bólu i niewygody znacznie łatwiej niż chłopcy.

Niemowlęta dziewczynki dużo łatwiej pocieszyć uspokajającymi słowami czy śpiewaniem. Dziewczynki zdają się rozpoznawać emocjonalną treść naszych słów, nawet zanim zaczną je rozumieć.

Od pierwszych dni dziewczynki okazują większe zainteresowanie porozumiewaniem się z innymi ludźmi. Jedno z badań przeprowadzo­no z dziećmi mającymi zaledwie dwa do czterech dni. Wykazało ono. że dziewczynki spędzają prawie dwa razy więcej czasu niż chłopcy na utrzymywaniu kontaktu wzrokowego z milczącym dorosłym, przy­glądają się także dłużej niż chłopcy, kiedy dorosły mówi. U chłopców okres napięcia uwagi był taki sam, niezależnie od tego, czy dorosły mówił, czy też nie, co wskazuje na pierwszeństwo tego, co widzą, przed tym, co słyszą. Dziewczynki od kołyski lubią gaworzyć dc człowieka. Większość chłopców jest równie rozmowna, ale są nie mniej szczęśliwi, gdy paplają do leżących obok zabawek albo przy­glądają się abstrakcyjnemu geometrycznemu wzorowi. Chłopcy są żywsi i śpią mniej niż dziewczynki - aktywny, męski mózg w działa­niu. Owo zainteresowanie dziewczynek ludźmi przejawia się także w inny sposób. W wieku czterech miesięcy dziewczynki są zdolne od­różnić fotografie znanych im osób od fotografii nieznajomych; chłop­cy zazwyczaj tego nie umieją. Jedno-tygodniowa dziewczynka może wyróżnić płacz dziecka na tle ogólnego hałasu o podobnej sile Chłopcy w wieku niemowlęcym tego nie potrafią.

Te dające się wyodrębnić i zmierzyć różnice w zachowaniu zosta­ły wdrukowane na długo przedtem, nim mogły zadziałać wpływy ze­wnętrzne. Odbijają one znaną nam już podstawową różnicę między mózgami nowo narodzonych dzieci: przewagę chłopców pod wzglę­dem orientacji przestrzennej, większą sprawność dziewcząt w mowie.

Ale nawet ci, którzy skłonni są zaakceptować naukowe dowody na istnienie różnic między mózgami mężczyzn i kobiet, mogą utrzy­mywać, że wpływ uczenia się, wychowania i środowiska społeczne­go jest silniejszy niż odmienności w ich budowie. Wskażą oni na fakt, że matki mają zwyczaj bawić się gwałtowniej z synami niż z córka­mi, że z dziewczynkami spędzają więcej czasu na czułym gruchaniu i mówieniu. Trudno się dziwić - dochodzą do wniosku - że chłopcy i dziewczynki od początku, już w wieku niemowlęcym, zachowują się  w różny sposób.

Spójrzmy jednak na to z innej strony. Czy jest możliwe, że matka nie tyle kształtuje dziecko zgodnie ze stereotypową rolą płciową, ile raczej odpowiada na wrodzone potrzeby niemowlęcia? Wie, że naj­lepszą reakcję dziewczynki uzyska pieszczotami, a reakcję chłopca energiczniejszym zachowaniem, i chce po prostu zaspokoić ich po­trzeby. Akceptuje ona te skłonności behawioralne dziecięcego mózgu, które predysponują dziewczynkę do silniejszej reakcji na łagodne dźwięki i bliskie, miłe twarze. Dziecko egzekwuje swoją Niemowlę­cą Władzę - w gruncie rzeczy to ono manipuluje matką, aby zaspo­koić swoje wrodzone potrzeby.
Ile matek zaobserwowało u niektórych swoich dzieci znaczną do­zę determinacji od pierwszych dni życia? Nikt nie uczył noworodka determinacji. I nikt nie uczy typowej dziewczynki w wieku niemow­lęcym charakterystycznej dla niej względnej powściągliwości.


MIĘDZY NIEMOWLAKIEM A PRZEDSZKOLAKIEM

Quote
Andrew bardzo nas niepokoił. Jeżeli się go cały czas nie obserwo­wało, właził do szafek i wyłaził, bawił się kurkami od kuchenki. [...] Nie był także bardzo rozmowny, chociaż Annie paplała cały czas. Sądziliśmy, że może być opóźniony albo coś w tym rodzaju [...].

Skłonności umysłu utrzymują się i pogłębiają, gdy dziecko rośnie; „widzi" ono świat przez ten akurat filtr mózgu, którego użycie wyda­je mu się łatwiejsze i bardziej naturalne. W eksperymentach ujawnia się, na przykład, skłonność dziewcząt do skupiania uwagi na lu­dziach. Grupę dzieci poddano dość szczególnemu testowi wzroku. Patrzyły one przez dziwne urządzenie przypominające lornetkę, w którym każdemu oku ukazywał się w tym samym czasie inny obraz. Jedno oko widziało przedmiot, drugie osobę. Dzieciom poka­zano dokładnie te same obrazy, ale zapytane, co widziały, dawały in­ne odpowiedzi. Z przekazów dzieci wynikało, że chłopcy widzieli znacznie więcej przedmiotów niż osób, a dziewczynki znacznie wię­cej osób niż przedmiotów.

Dziewczynki wcześniej uczą się mówić, ponieważ ich mózg jest do tego celu lepiej zorganizowany. Funkcja mowy jest umieszczona z przodu lewej półkuli, podczas gdy u mężczyzn mieści się ona za­równo z przodu, jak i z tyłu - jest to układ mniej efektywny. Mając w mózgu bardziej wyspecjalizowane ośrodki mowy, dziewczynki wy­powiadają pierwsze słowa we wcześniejszym wieku niż chłopcy i ma­ją bogatsze słownictwo. Badania dzieci od dwóch do czterech lat wy­kazały, że dziewczynki częściej potrafią poradzić sobie z subtelno­ściami gramatyki. Łatwiej im określić różnicę między I did this a I've done this, czy też użyć strony biernej zamiast czynnej: I'm being teased by Jimmy zamiast Jimmy's teasing me,

Kiedy dziewczynka osiąga trzy lata, 99% jej mowy jest zrozumia­łe dla otoczenia; chłopcom zabiera to przeciętnie o rok więcej. (Ein­stein miał pięć lat, kiedy zaczął mówić.) Dziewczynki budują zdania dłuższe i bardziej skomplikowane, robią mniej błędów gramatycz­nych i osiągają lepsze wyniki w testach, w których trzeba wymyślić jak najwięcej słów zawierających określoną literę alfabetu.

Po upływie miesięcy, kiedy dziecko zaczyna samodzielnie chodzić, chłopcy wykazują większe zainteresowanie odkrywaniem zakamar­ków swego niewielkiego świata. Większa masa mięśniowa pozwala im wędrować dalej i odkrywać więcej niż ich siostrom. Rzadziej też wędrują z powrotem do matki szukać uspokojenia. Naukowcy wymy­ślili test, w którym przez środek dziecięcego pokoju biegnie bariera oddzielająca dziecko od matki. Dziewczynki częściej stawały przy środku przeszkody i płakały. Chłopcy podejmowali małe wyprawy do krańca przeszkody, aby zobaczyć, czy nie ma drogi naokoło.

Dzieci odkrywają świat w taki sposób, do jakiego predysponuje je ich mózg. Odwołują się przy tym do mocnych stron swojego umysłu, przez co wzmacniają je jeszcze bardziej; przypominają w tym cie­kawskie szczury, które eksplorując otoczenie podnoszą sprawność swoich mózgów. Większość dzieci przystosowuje się umysłowo do stereotypów płciowych, nie przystosowuje się natomiast do stereoty­pów ustanawianych przez liberalne społeczeństwo. W gruncie rzeczy dzieci słuchają samych siebie, wsłuchują się w swój świat wewnętrz­ny, uznają za ważne to, co ich mózg jako ważne im przedstawia. I w miarę posługiwania się przyswojonymi umiejętnościami, wskutek wielokrotnych odwołań do naturalnych i preferowanych sposobów patrzenia na świat, cechy właściwe danej płci ulegają wzmocnieniu.
Chłopiec bardziej spontanicznie angażuje się w zadania doskonalą­ce umiejętności przestrzenne, dziewczynka częściej się włącza w doświadczenia wzmacniające zdolności interpersonalne.
Chłopcy chcą badać teren, przestrzeń i przedmioty, ponieważ ukształtowanie mózgu ukierunkowuje ich na te właśnie aspekty śro­dowiska. Dziewczynki lubią mówić i słuchać, ponieważ ich mózgi są zaprojektowane do lepszego wykonywania tych właśnie czynności.


PRZEDSZKOLE

Quote
W pewnym okresie sądziłam, że nie byłoby bezpiecznie wysłać Andrew di przedszkola. Nie byłoby to także w porządku wobec wychowawców i innych dzieci. Był taki destruktywny. Czasem bo­lało mnie bardzo, że wydawał się nie mieć dla mnie - swojej mat­ki - ani chwili czasu. Gotowa jestem przysiąc, że były takie chwi­le, kiedy z radością wymieniłby mnie na jeszcze jedną ciężarówkę do zabawy.

W okresie wczesnego dzieciństwa sposób zabawy jest u obu płci odmienny. Według jednej z angielskich prac, chłopcy znikają na pla­cu zabaw, gdy tylko powiedzą matce „do widzenia" w drzwiach przedszkola (co zajmuje dziewczynkom przeciętnie 92,5 sekundy, a chłopcom 36 sekund). Tam bawią się energiczniej i zajmują znacz- ( nie większą przestrzeń do zabawy niż dziewczynki. W sali przed­szkolnej chłopcy znacznie chętniej budują konstrukcje z klocków, ba­wią się wszelkimi rodzajami pojazdów - w gruncie rzeczy wszyst­kim, co działa, obojętne, czy jest to klamka do drzwi, czy kontakt elektryczny. Dziewczynki chętniej wybierają zabawy na siedząco, a jeśli już coś budują, to raczej konstrukcje długie i niskie, podczas gdy chłopcy decydują się zazwyczaj na wywrotne wieże.
Dziewczynki powitają nowo przybyłe do grupy dziecko - niezależ­nie od jego płci - najprawdopodobniej przyjaźnie i z ciekawością;  chłopcy z obojętnością. Jeżeli „nowy" przyłączy się do zabaw grupy chłopców, wywoła to ich irytację; w grupie dziewcząt będzie on za­pewne mile widziany.

W wieku lat czterech chłopcy i dziewczynki na ogół bawią się już oddzielnie, ustanowiwszy własną formę dziecięcej segregacji płcio­wej. Chłopcy zazwyczaj nie przejmują się tym, czy lubią każdego z osobna członka bandy - przyjmuje się go, jeśli jest z niego w zaba­wie pożytek. Dziewczynki wykluczają swoje koleżanki, bo „one są niemiłe". Dziewczynki przyjmują do swojej grupy młodsze dzieci; chłopcy próbują przyłączyć się do grup dzieci starszych. Dziewczyn­ki znają i pamiętają imiona towarzyszy zabawy, chłopcy często ich nie znają lub nie pamiętają.
Chłopcy wymyślają opowiadania pełne walki, napięcia i czarnych charakterów. Opowieści dziewczynek osnute są wokół spraw domo­wych, przyjaźni, emocji. Chłopiec opowie historię o rabusiu, dziew­czynki natomiast opowiedzą tę samą historię z punktu widzenia ofiary.


Zabawy chłopców są brutalne i gwałtowne, cechują je: kontakt cie­lesny, nieprzerwani aktywność, konflikty, potrzeba większej prze­strzeni, dłuższy czas zaangażowania, przy czym miarą sukcesu zaba­wy jest aktywny kontakt z pozostałymi uczestnikami, rezultat jest ja­sno określony i wyraźnie wiadomo, kto wygrał, a kto przegrał. Ty­powe zabawy dziewczynek opierają się na kolejności uczestnictwa, ściśle zdefiniowanych etapach gry i współzawodnictwie pośrednim. Gra w klasy to idealna zabawa dla dziewczynek, chłopcom natomiast odpowiada berek.
Oczywiście, każdy z nas pamięta z placu zabaw chłopców i dziew­czynki, którzy nie podporządkowywali się temu wzorowi zachowań. Właśnie dlatego ich pamiętamy, że byli tak odmienni od innych dziewczynek i chłopców. Jest niemal pewne, że te odstępstwa od wzorów zachowań płciowych miały źródła hormonalne.


Przypadek Mandy
Quote
Mandy to śliczna sześcioletnia dziewczynka, która w gruncie rze­czy była zawsze nieprzystosowana. Szybko znudziła się skompli­kowanymi rytuałami skakania przez skakankę i próbowała przyłą­czyć się do chłopców grających w amerykański futbol. Niechętnie, ale zgodzili się W końcu, aby liczyła punkty, bo była dobra w ra­chunkach. Ale Mandy chciała dla siebie roli bardziej aktywnej.
Podobnie jak Jane, której przypadek omawialiśmy w rozdziale dru­gim, Mandy cierpiała na zespół nadnerczowo-płciowy, chorobę spo­wodowaną zakłóceniem w funkcjonowaniu nadnerczy, które w efek­cie prowadzi do nadmiernego wydzielania substancji chemicznie bar­dzo podobnej do hormonu męskiego. Wpływ tego hormonu w okreś­lonym momencie rozwoju mózgu uformował mózg Mandy zgodnie z modelem mózgu chłopca.

Dziewczynki na ogół znacznie częściej wybierają zabawy polega­jące na opiekowaniu się lalkami; chłopcy mogą przekształcić swoje lalki w wyimaginowane nurkujące bombowce w ludzkiej postaci albo w supermanów czy innych niezwykłych bohaterów. Zaobserwowano, że w zetknięciu nową zabawką chłopcy znajdują dla niej więcej zastosowań przy czym kluczowym słowem jest tu „stosować". Chłop­cy są zainteresowani funkcją przedmiotów i ich działaniem. To dlate­go rozkładają je na części z irytującą regularnością.
Zainteresowanie dla nowej zabawki, ale nie dla nowego uczestni­ka grupy - można przytoczyć setki obserwacji na poparcie wniosku jednego z pierwszych badaczy różnic między płciami, że „chłopcy są przede wszystkim zainteresowani przedmiotami i czynnościami, pod­czas gdy dziewczynki interesują się ludźmi". W jednym z badań prze­prowadzonych z dziećmi w żłobku wielu chłopców rozbierało zabaw­ki na części; nie robiła tego żadna z dziewczynek. Umiejętność ta to coś więcej niż zwykła destruktywność - chłopcy dwa razy szybciej i z dwukrotnie mniejszą liczbą błędów układali puzzle i składali roz­maite przedmioty trójwymiarowe.
Nawet w izraelskich kibucach, gdzie podejmowano specjalne wy­siłki, aby zniwelować różnice między płciami, i gdzie świadomie kształtowane życie społeczne opiera się na zasadzie identyczności płci, stwierdzono, że we wszystkich grupach wiekowych dziewczyn­ki współpracowały ze sobą, dzieliły się ze sobą i okazywały sobie czułość, natomiast chłopcy częściej uczestniczyli w konfliktach, za­bierając na przykład zabawki innym dzieciom. We wszystkich gru­pach wiekowych (prócz jednej) uczestniczyli oni w działaniach agre­sywnych, takich jak nieposłuszeństwo, przemoc i obraza słowna.
Dla chłopca świat to coś, co należy zakwestionować, sprawdzać i od­krywać.
Dyscyplina szkolna jest dla chłopców czymś głęboko nienatural­nym...

SZKOŁA

Quote
Bardzo długo trwało, zanim Andrew nauczył się czytać. Być może powinniśmy byli wcześniej zauważyć, że ma z tym kłopoty W każdym razie teraz na szczęście już wiemy, na czym polegają je­go trudności w nauce. Ale chciałabym, żeby radził sobie sam, żeby był uważniejszy i lepiej się koncentrował. Jaki, do cholery, sens miała rewolucja seksualna, skoro nasze dzieci są seksualnymi kontrrewolucjonistami [...].

Dziewczynki szybciej uczą się czytać niż chłopcy, co - zgodnie z przyjętą wiedzą potoczną - powinno podważać tezę o większych możliwościach wizualnych chłopców. Przez lata uważano, że czyta­nie polega przede wszystkim na rozpoznawaniu symboli wizualnych. Ale w końcu nielicznym samotnym pionierom badań z zakresu edu­kacji udało się ustalić, że podstawę nauki czytania stanowi nie widze­nie, lecz słyszenie.
W tej dziedzinie, tak samo jak w nauce mówienia, struktura kobie­cego mózgu daje dziewczynkom przewagę. Ośrodek odpowiedzialny za słyszenie i naukę czytania ulokowany jest w lewej półkuli mózgo­wej, która u kobiet jest lepiej rozwinięta biologicznie i do której od­wołują się one w swojej „preferowanej strategii poznawczej". Toteż silniej rozwiniętą zdolnością umysłową kobiet jest słyszenie, a nie wi­dzenie.

Quote
Badania nad odmiennością płci dowodzą, że kobiety wykazują większą zdolność do rozwijania tych umiejętności słuchowych i motorycznych, które mają znaczenie w nauce czytania.

Badania słuchu ujawniają jednak intrygujący wyjątek od tej gene­ralnej zasady wyższości kobiet pod względem zdolności słyszenia. Otóż chłopcy lepiej rozpoznają dźwięki zwierzęce - być może jest to umiejętność ewolucyjnie wykształcona przez tysiąclecia polowań. Chłopcy są tak samo gadatliwi jak dziewczynki, ale - podobnie jak w odniesieniu do tego, co słyszą - wolą naśladować dźwięki zwie­rząt lub samochodów. Dziewczynki natomiast wybierają komuni­kację werbalną, społeczną, międzyludzką. Spójrzmy na plac zabaw - chłopcy, z rozpostartymi ramionami, to samoloty, ich silniki wyją w momencie wychodzenia z wyimaginowanych chmur; dziewczyn­ki zebrały się w kącie, być może komentują, jak głupio wyglądają chłopcy.
Powodem tego, że - jak podaje jedno z opracowań - czworo z każdej piątki dzieci z trudnościami w czytaniu, takimi jak dysleksja, to chłopcy, wcale nie jest ich relatywna niedojrzałość. Nie są też opóźnieni w rozwoju, choć przyjęcie założenia, że przyczyną opóźnienia w nauce czytania u chłopca musi być jego głupota lub lenistwo, wyrządziło w przeszłości wiele szkód. Rzecz polega na tym, że to dziewczynki używają odpowiedniego narzędzia do tej pracy - zdolności słuchowych - podczas gdy chłopcy są do tego zadania gorzej wyposażeni, jako że lepiej widzą, niż słyszą. A jak mówi amerykański psycholog Dianne RcGuinness, nie jest to najlepsza droga do na­uczenia się czytania:
Quote
Jasne jest, że przetwarzanie wizualne ma niewiele wspólnego z czytaniem; w gruncie rzeczy posługiwanie się w znacznym zakresie środkami wizualnymi często przeciwdziała postępom w nauce czytania.

Chłopcy osiągają lepsze wyniki w testach, w których otrzymują polecenie obrysowania kółkiem lub podkreślenia wszystkich liter al­fabetu o określonym kształcie - na przykład, wyłapania wszystkich znaków o kształcie S w danym akapicie - ponieważ jest to zadanie wizualne, a mózg chłopców jest do tego odpowiednio ukształtowany. Dziewczynki natomiast osiągną lepsze wyniki w takim teście, w któ­rym odczytana zostanie lista słów, a grupa dzieci zostanie poproszo­na o rozpoznanie słów zawierających S, ponieważ jest to zadanie słu­chowe, co bardziej odpowiada strukturze mózgu dziewczynki. Trud­no znaleźć dla tego zjawiska wyjaśnienie socjologiczne.
Tak długo, jak nauczanie opiera się przede wszystkim na zasadzie „Ja mówię - ty słuchasz", odwołuje się ono do techniki uczenia się bardziej odpowiadającej mózgowi kobiecemu (do określonego wie­ku). Małe dziewczynki lepiej się także czują w takiej sytuacji edukacyjnej, w której otrzymują informacje z drugiej ręki, poprzez kontakt z nauczycielami. Zadają one pytania - należy to przecież do ich umie­jętności językowych - i przyjmują odpowiedzi. Mali chłopcy natomiast, jak te ciekawskie szczury w labiryncie, chcą wykorzystać swoją przewagę w widzeniu i kojarzeniu. Mniej są zainteresowani swoimi stosunkami z nauczycielem - podobnie jak byli mniej zainteresowani ludźmi w pierwszym dniu po urodzeniu - a ich umysł jest jak skonstruowany, że ciekawi ich odkrywanie i samodzielne dowiady­wanie się czegoś nowego.

Niemowlęca skłonność dziewczynek do gaworzenia przekłada się w wieku dziecięcym na lepsze wyniki w testach inteligencji badają­cych zdolności werbalne. Dziewczynka odkrywa zalety płynące z większych uzdolnień w posługiwaniu się językiem, znajduje w tym przyjemność i rozwija te umiejętności jeszcze bardziej. W tym czasie chłopca nadal pochłania bardziej mechaniczny świat rzeczy - ich kształty, przestrzeń, w której się znajdują, i sposób działania.
Chłopiec nadrabia z czasem mniejsze zdolności werbalne właściwą wszystkim ssakom wyraźną męską wyższością pod względem zdol­ności przestrzennych - nadając kształt przedmiotom czy wybierając właściwą drogę. W przedziale wieku od lat sześciu do dziewiętnastu mężczyźni lepiej trafiają wiązką światła w ruchomy cel.
Badania nad dziewięcio i dziesięciolatkami wykazały, że chłopcy z większą biegłością odtwarzają wzór krokami na podłodze. W amerykańskim teście na składanie chłopcy znacznie wyprzedzili dziewczynki w montowaniu takich przedmiotów jak świece zapłonowe czy korki do butelek. Już we wczesnym dzieciństwie chłopca rodzice dostrze­li, gają ich zainteresowanie mechanizmami.
Tymczasem wyjdźmy znów na plac zabaw, aby popatrzeć, jak na­sze dzieci, teraz już niemal dziesięcioletnie, stają się coraz bardziej różne, w miarę jak stosują w praktyce, ćwiczą i wzmacniają te płcio­wo zróżnicowane uzdolnienia, którymi zostały obdarzone na sześć miesięcy przed narodzeniem.
Dziewczynki gromadzą się z boku, rozmawiają z przyjaciółkami, wymieniają sekrety, słuchają. Jeśli się kłócą - a kłócą się rzadziej niż chłopcy - spory rozwiązują za pomocą argumentacji słownej, a nie popychania i poszturchiwania. Zapewne jedna z nich lubi się trochę rządzić - jej odpowiednik wśród chłopców rządzi pięścią. Ale więk­szość czasu zajmują dziewczynkom zabawy polegające na współpra­cy i współdziałaniu, pozbawione rywalizacji. W domu dziewczynki często zajmują się pisaniem szczegółowych pamiętników dotyczą­cych ich samych i ich przyjaciółek. Wzrastają w swojskim dla nich świecie komunikacji i związków z ludźmi.
Chłopcy są w bezustannym ruchu, a ich hormonalnie zdetermino­wana skłonność do agresji wyraża się w zabawach opartych na dzia­łaniu, współzawodnictwie, dominacji i przywództwie. Zapuszczający się dalej w teren, bardziej niezależny i zainteresowany przestrzenią, którą zamieszkuje, oraz rozmieszczonymi w niej przedmiotami, chło­piec jako dziecko chciał dotykać, składać, rozkładać. A gdy tylko od­krył dla siebie - za pośrednictwem swojej wyspecjalizowanej prawej półkuli mózgowej - świat rzeczy, ręce stały się dla niego przedłuże­niem oczu. Tę dominację prawej półkuli daje się eksperymentalnie rozpoznać już w wieku sześciu lat - chłopcu znacznie łatwiej rozróż­niać kształty lewą ręką (kontrolowaną przez prawą półkulę) niż pra­wą. Buduje on szałasy, twierdze i stacje kosmiczne. A co robi po po­wrocie do domu? Jeśli prowadzi pamiętnik, to tylko bardzo lakonicz­ny, zawierający informacje o stracie scyzoryka albo o wyniku meczu. Prawdopodobnie zajmuje się grami komputerowymi. Po dniu frustra­cji spowodowanej ortografią i pisaniem, trudno mu doczekać się chwili, kiedy będzie mógł wykorzystać swoje umysłowe uzdolnienia i rozwalić statek kosmiczny Marsjan.


Jego świat to świat działania, eksploracji, świat przedmiotów. W szkole każą mu siedzieć spokojnie, słuchać, nie wiercić się i sku­pić się na myśleniu, natomiast jego ciało i mózg przed tym wszystkim właśnie się wzbraniają. Wskazywaliśmy już na to, jak koncepcie edu­kacyjne faworyzują skłonności umysłu kobiecego - bierna akceptacja informacji przekazywanych werbalnie, oceniana na podstawie pytań i odpowiedzi, odpowiada  umysłowości kobiety. Nawet szkolne czyn­ności manualne, takie jak pisanie, przychodzą z większą łatwością dziewczynkom z ich subtelnymi zdolnościami motorycznymi niż chłopcom z ich zamaszystymi ruchami.

Według Dianne McGuinness edukacja szkolna jest niemalże zmową przeciwko uzdolnieniom i skłonnościom chłopca w wieku szkolnym:
Quote
We wczesnych latach szkolnych dzieci zajmują się przede wszystkim czytaniem i pisaniem, a są to umiejętności faworyzujące w znacznym stopniu dziewczynki. Rezultat jest taki, że chłopcy za­pełniają komplety wyrównawcze w czytaniu, nie umieją pisać ortograficznie i są uznawani za dyslektyków albo dzieci z trudnościami w nauce czterokrotnie częściej niż dziewczynki.
Gdyby te dys­kryminujące kategorie istniały wcześniej, zaliczono by do nich Fa­radaya, Edisona i Einsteina.
Ponad 95% dzieci diagnozowanych jako nadaktywne to chłopcy. Stan ten wśród dziewczynek niemal nie występuje. Biorąc pod uwa­gę to, co teraz wiemy o mózgu mężczyzny i nastawieniu edukacji na uzdolnienia kobiece, nie powinniśmy być zaskoczeni statystyką fru­stracji.

Dr Dianne McGuinness utrzymuje, że zbyt długo stanowiło to tajemnicę zawodową pedagogów:
Quote
Ukrywanie wiedzy na temat naturalnych zdolności do uczenia się właściwych dla każdej z płci spowodowało więcej szkody niż po­żytku. [...] Stało się przyczyną cierpień wielu chłopców, którzy z zasady w porównaniu z dziewczynkami uczą się czytać wolniej. Jeszcze więcej szkody przynosi podawanie chłopcom lekarstw na „chorobę" niepotwierdzoną żadną uzasadnioną diag­nozą.

Chłopcy w końcu „doganiają" dziewczynki pod względem podsta­wowych umiejętności werbalnych, choć nigdy nie będą tak samo wy­mowni. Umiejętności werbalne zajmują teraz jednak swoje miejsce obok w pełni rozwiniętych umiejętności wizualnych i przestrzennych.  Wprzęgnąwszy już do codziennej pracy język i matematykę, chłopiec może skutecznie odwołać się do swych większych zdolności pojmo­wania abstrakcyjnych pojęć i relacji między nimi.

Co w tym czasie stało się z dziewczynką? Nie zachęcano jej do rozwijania umiejętności wizualno-przestrzennych i nie miała ona żad­nego powodu odwoływać się do nich. Jak przekonamy się w następ­nym rozdziale, kiedy matematyka staje się czymś więcej niż tylko sprawnością rachunkową, a zaczyna się wiązać z rozpoznawaniem abstrakcyjnych schematów teoretycznych, dziewczynka musi ulec wrodzonej przewadze siedzących obok niej chłopców. Pod względem umiejętności językowych właściwie już ją dogonili. Natomiast może się zdarzyć, że jej zdolności do abstrakcyjnego myślenia zanikną - jak zdolność widzenia u kociąt trzymanych w ciemności.
Tak więc system edukacyjny, który przez stosowane w okresie po­czątkowym metody nauczania dyskryminuje chłopców w okresie późniejszym zwraca się przeciw dziewczynkom. Wszystko to wystar­czy, by doprowadzić inżynierów życia społecznego do rozpaczy - choć wielu z nich zapewne woli odrzucić wszystkie dowody i wią­żące się z nimi konsekwencje. Ale w jakim stopniu możemy te sche­maty zachowań zmienić i jak daleko wolno nam się w tym posunąć? Teoretycznie - moglibyśmy je zmienić całkowicie, manipulując hor­monami płodu: nie ma takiego małego chłopczyka, którego nie mo­glibyśmy zmusić, by zachowywał się jak mała dziewczynka, i vice versa, jeśli tylko użyjemy strzykawki z odpowiednią zawartością. Do technologii biochemicznej końca XX wieku wystarczy zastosować nazistowskie zasady.
Reforma metod nauczania może częściowo zrekompensować te różnice między płciami. Może nawet spowodować, że będziemy mie­li więcej kobiet architektów czy mężczyzn pracowników socjalnych. Ale wiązałoby się to z uznaniem różnic, których istnienie pedagodzy przyznawali niechętnie, oraz z pewną dozą „pozytywnej dyskrymina­cji", a to niesie ze sobą dodatkowe problemy filozoficzne i polityczne.
Nie zmienimy istoty chłopakowatości chłopców i dziewczęcości dziewcząt. Każda z płci ćwiczy swoisty dla niej „mięsień" urucha­miający jej zdolności umysłowe. Dziewczęta i chłopcy wkroczą w świat, który nie jest zaprojektowany zgodnie z politycznie uzasad­nioną teorią społeczną, ale wynika z historii i doświadczeń pokoleń ludzi, którzy byli mężczyznami i kobietami przed nimi. Jeżeli nasz świat jest seksistowski, to stało się tak dlatego, że kobiety i mężczyź­ni, którzy go tworzyli przed nami, zachowywali się w sposób, który nazwalibyśmy seksistowskim. Przebudowanie go według zasad nie- seksistowskich wymaga aktywnego wysiłku, ponieważ jest to działa­nie niezgodne z naturą. Może to być nakaz polityczny i społeczny, ale takie nakazy nie decydują o budowie mózgów. Zdecydować o niej mogą jedynie hormony.

Jesteśmy dopiero u bram szkoły, a dzieci już są małymi kobietami i małymi mężczyznami - już, choć najistotniejsze mechanizmy orga­nizmu dopiero zostaną uruchomione. Bo dojrzewanie, a wraz z nim wydzielanie i rozchodzenie się hormonów, stanowi na razie odległą perspektywę. Do tej pory przyglądaliśmy się projektowaniu i rozwo­jowi dwu odrębnych silników; teraz zobaczymy, co się dzieje po do­starczeniu paliwa i włączeniu zapłonu. Bo choć różnice między chłopcami a dziewczynkami w wieku szkolnym są ogromne, znaczą­ce i nieodwracalne, to największa zmiana dopiero nadchodzi.
**************************

Charakter związku między różnicami w strukturach mózgu a róż­nicami, jakie wykrywa się w zachowaniach i uzdolnieniach obu płci, stanowi przedmiot gorących dyskusji wśród naukowców. Rozmowy z najwybitniejszymi specjalistami pozwoliły nam następująco sfor­mułować ich aktualną hipotezę roboczą.
Sprawność w określonej dziedzinie wydaje się zależeć od tego, w jakim stopniu odpowiedni obszar mózgu jest wyraźnie przeznaczo­ny do pełnienia określonej funkcji. Innymi słowy - czy funkcja ta jest w mózgu skupiona, czy rozproszona. I kobiety, i mężczyźni osiągają lepsze wyniki w umiejętnościach, które kontrolowane są przez specy­ficzny obszar mózgu - ale w mózgach każdej z płci odmienne obsza­ry przeznaczone są dla poszczególnych dziedzin aktywności. A zatem schemat organizacji mózgu właściwy każdej płci ma dla niej zarów­no zalety, jak i wady. Schemat męski, w którym więcej funkcji mózgu kontrolowanych jest przez specyficzny tylko dla danej funkcji obszar, powoduje, że mężczyźni nie dają się tak łatwo rozpraszać zbytecznymi informacjami.

Jednakże mózg ludzki - męski czy kobiecy - nie poradzi sobie ze zbyt wielkim napływem informacji. Skutecznie wykorzystać możemy tylko ograniczoną część pojemności mózgu. Badania przeprowadzo­ne wśród pianistów koncertowych wykazały, że mogą oni grać precy­zyjnie dwie różne melodie, po jednej każdą ręką. Gdy próbowali rów­nocześnie nucić, zmniejszała się precyzja ich prawej ręki. Dzieje się tak, dlatego że zarówno nucenie, jak i ruchy prawej ręki kontrolowa­ne są przez lewą półkulę. Jeśli jednocześnie wykonuje się zbyt wiele czynności kontrolowanych przez tę półkulę, jej możliwości zostają przekroczone, a w efekcie czynności te wykonywane są mniej spraw­nie. To samo odnosi się do innych czynności, co oznacza, że różnice w strukturze mózgu u kobiet i mężczyzn prowadzą do różnic w sprawności wykonywania przez nich określonych czynności.

Znana kanadyjska badaczka płci mózgu, Sandra Witleson, sądzi, że te właśnie różnice mogą powodować, iż mężczyznom łatwiej wyko­nywać dwie różne czynności jednocześnie. W jej opinii mężczyzna z większą niż kobieta łatwością może, na przykład, jednocześnie mó­wić i odczytywać mapę, każda z tych czynności kontrolowana jest bo­wiem przez inną półkulę mózgową. U kobiety te same czynności kon­trolowane są przez obszary w obu półkulach. Mogą one z sobą koli­dować i kobieta nie zdoła jednocześnie równie dobrze mówić i odczy­tywać mapy.
Według wielu badaczy różnice w organizacji mózgu pozwalają tak­że wyjaśnić przewagę mężczyzn pod względem orientacji przestrzen­nej. Orientacja przestrzenna u kobiety kontrolowana jest przez obie półkule. Kontrolujące ją obszary pokrywają się częściowo z obszara­mi kontrolującymi inne czynności. Kobieta próbuje wykonać dwie czynności naraz, posługując się tym samym obszarem mózgu, co pro­wadzi do osłabienia jej funkcji przestrzennych. U mężczyzny orienta­cja przestrzenna kontrolowana jest przez bardziej wyodrębniony ob­szar mózgu, a więc możliwość kolizji z innymi czynnościami jest znacznie mniejsza.
Inna różnica polega na tym, że do rozwiązywania abstrakcyjnych zadań matematycznych kobiety często używają metod werbalnych. Nie jest to tak skuteczne, jak u mężczyzn używających prawej, odpo­wiedzialnej za funkcje wizualne półkuli mózgowej. Takie zadania rozwiązuje się o wiele szybciej i prościej za pomocą prawej półkuli niż za pomocą odpowiedzialnej za funkcje werbalne półkuli lewej.


Także przewagę kobiet w testach językowych można wyjaśnić róż­nicami w budowie mózgu. Wszystkie umiejętności językowe związa­ne z gramatyką, ortografią i pisaniem mieszczą się u kobiety w wy­raźnie wyodrębnionym obszarze lewej półkuli. U mężczyzny są one rozłożone w przedniej i tylnej części mózgu, a więc musi on włożyć więcej wysiłku w zdobycie tych umiejętności.
Do tej pory rozważaliśmy przede wszystkim umiejętności języko­we i przestrzenne. Ale mózg to coś więcej niż tylko maszyna licząca. Determinuje on nasze uczucia, naszą zdolność do reagowania na nie i do ich wyrażania. Sandra Witleson badała, jak ludzie reagują na in­formacje emocjonalne przekazywane do prawej półkuli, a jak na te przekazywane do lewej. Oparła to badanie na znanym fakcie, że wy­obrażenia wizualne ograniczone do prawostronnego pola widzenia przekazywane są do lewej półkuli, natomiast obrazy pojawiające się jedynie w lewostronnym polu widzenia - do prawej.
Wyobrażenia wzrokowe, którymi się posłużyła, były naładowane emocjonalnie. Stwierdziła, że kobiety rozpoznawały emocjonalną treść niezależnie od tego, do której półkuli mózgowej obraz byt prze­kazywany. Mężczyźni rozpoznawali treści emocjonalne tylko wów­czas, gdy obraz przekazywany był do półkuli prawej.
U kobiet reakcje emocjonalne występują w obu półkulach mózgo­wych. U mężczyzn funkcje emocjonalne skoncentrowane są w półku­li prawej.
Dopiero w świetle ostatnich odkryć dotyczących różnic między mózgami obu płci staje się jasne, jak ważne są różnice w rozmiesz­czeniu w mózgu obszarów kontrolujących emocje.


Różnice te dotyczą ciała modzelowatego, wiązki włókien łączą­cych lewą i prawą połowę mózgu. Te właśnie włókna nerwowe za­pewniają wymianę informacji między obiema półkulami mózgowy­mi. Ciało modzelowate jest odmienne u kobiet i u mężczyzn.

W ślepych próbach przeprowadzonych na czternastu mózgach otrzymanych w wyniku sekcji zwłok naukowcy stwierdzili, że pewien istotny obszar ciała modzelowatego jest u kobiet grubszy i bardziej bulwiasty niż u mężczyzn. Jako całość, to podstawowe centrum wy­miany informacji jest, w proporcji do całkowitej wagi mózgu, więk­sze u kobiet niż u mężczyzn. A jego odmienność u obu płci daje się precyzyjnie zaobserwować.
Kobiety mają większą liczbę połączeń tworzących ciało modzelowate, łącznik między obiema półkulami. Oznacza to, że między pra­wą i lewą stroną kobiecego mózgu następuje wymiana większej ilości informacji.


Ostatnie badania wykazały natomiast, że im więcej ludzie mają po­łączeń między lewą i prawą półkulą, tym płynniej i lepiej mówią.
Odkrycie to stanowi dodatkowe wyjaśnienie werbalnej sprawności kobiet. Ale czy ciało modzelowate nie wyjaśnia jeszcze jednej tajem­nicy, czy nie dostarcza ono cokolwiek prozaicznego rozwiązania za­gadki kobiecej intuicji? Czyżby właściwa kobiecie zdolność do łącze­nia i wiązania z sobą większej ilości informacji, niż może to zrobić mężczyzna, wynikała nie z jej sił czarnoksięskich, lecz jedynie z lep- szego systemu łączy? Ponieważ kobiety na ogół lepiej rozpoznają emocjonalne odcienie głosu, gestykulacji i mimiki twarzy, krótko mó­wiąc - całą gamę informacji zmysłowych, mogą one jednocześnie więcej wywnioskować na ich podstawie, bo zarazem mają większą niż mężczyźni umiejętność łączenia i kojarzenia ze sobą informacji werbalnych i wizualnych.

Niektórzy naukowcy sugerują, że różnice w reakcjach emocjonal­nych kobiet i mężczyzn można wytłumaczyć różnicami w strukturze i organizacji ich mózgów.
Mężczyzna zachowuje emocje tam, gdzie ich miejsce - a miejsce to znajduje się w prawej półkuli - podczas gdy zdolność wyrażania ich w mowie znajduje się po drugiej stronie. Ponieważ obie półkule połączone są mniejszą liczbą włókien nerwowych niż u kobiety, prze­pływ informacji między nimi jest bardziej ograniczony. A więc męż­czyźnie trudniej wyrazić uczucia, bo informacje przepływają u niego do werbalnej, lewej półkuli z większym oporem.

Kobiecie może być trudniej oddzielić emocje od rozumowania ze względu na sposób, w jaki zorganizowany jest jej mózg. Funkcje emocjonalne umieszczone są u kobiety w obu półkulach, a w dodat­ku większy jest przepływ informacji między półkulami. Strona emo­cjonalna mózgu jest lepiej połączona ze stroną werbalną. Kobieta mo­że wyrazić swoje uczucia słowami, ponieważ to, co czuje, jest efek­tywniej przekazywane do werbalnej strony mózgu.
Różnice w strukturze mózgu i wynikające z nich różnice w możli­wościach powodują, że kobiety i mężczyźni wykorzystują przy roz­wiązywaniu problemów swoje najsilniejsze atuty. Sandra Witleson na­zywa to „preferowaną strategią poznawczą". Najogólniej mówiąc oznacza to odwoływanie się do mocnych stron swojego umysłu. San­dra Witleson przypuszcza, że fakt, iż mniej jest kobiet architektów (a także matematyków czy w ogóle naukowców), wynikać może z te­go, że mając zmysł przestrzenny słabszy, kobiety stosują inną strategię poznawczą - używają drugiej, silniejszej połowy swego mózgu. Może to także stanowić wyjaśnienie zagadki, dlaczego wśród kobiet muzy­ków tyle kroć więcej jest wirtuozów niż kompozytorów - wykorzystu­ją one mocne strony kobiecego mózgu, takie jak zdolność do kontroli precyzyjnych ruchów rąk i głosu. Komponowanie muzyki wymaga zdolności do postrzegania schematów i łączy się ze zdolnością do ab­strakcyjnego matematycznego myślenia, która jest funkcją prawej pół­kuli mózgowej. Oczywiste jest, że nasza kultura i nasza historia mają na nas wpływ. Ale niewątpliwie ma go także nasza biologia. wanych i mających odmienne układy połączeń nerwowych. Wiedza na ten temat powiększa się z dnia na dzień, wraz z pojawianiem się nowych artykułów i monografii w czasopismach naukowych. Są to informacje zbyt istotne, aby pozwolić im zatonąć w oceanie zwanym wiedzą naukową, ponieważ dotyczą one nas samych. Ukazują, jak od­mienni jesteśmy z powodu różnic między naszymi mózgami.
A różnice te zaczynają się ujawniać od najwcześniejszych lat.


RÓŻNICE W ORGANIZACJI MÓZGU FUNKCJA[/b]
mechanizmy języka (mowa, gramatyka itp.'
słownictwo definiowanie słów
postrzeganie wzrokowo-przestrzenne
emocje
LOKALIZACJA W MÓZGU
M: przód i tył lewej półkuli K: przód lewej półkuli
M: przód i tył lewej półkuli K: przód i tył obu półkul
M: prawa półkula
K: obie półkule
M: prawa półkula K: obie półkule
EFEKT
większe rozproszenie ośrodków
większe skupienie ośrodków
większe skupienie ośrodków większe rozproszenie ośrodków
większe skupienie ośrodków większe rozproszenie ośrodków
większe skupienie ośrodków większe rozproszenie ośrodków
M: mężczyźni K: kobiety

TEST NA PŁEĆ MÓZGU Wprowadzenie

Można sprawdzić, w jakiej mierze męski lub kobiecy jest twój umysł. To, w jakim stopniu zachowanie kobiet i mężczyzn jest kobiece lub mę­skie, zależy od modelu, według którego uformowany jest ich mózg.
Można być kobietą i mieć pewne męskie cechy umysłu, a zależy to po prostu od obecności lub nieobecności hormonów męskich w określonych stadiach ciąży.
1.Słyszysz niewyraźne miauczenie. Jak łatwo możesz zlokalizować kota bez rozglądania się wokoło?
a)Jeśli się zastanowisz, możesz go wskazać.
b)Możesz go wskazać bez zastanowienia.
c)Nie jesteś pewien/pewna, czy mógłbyś/mogłabyś go wskazać.
2.Jak łatwo możesz zapamiętać piosenkę, którą przed chwilą usłysza­łeś/usłyszałaś?
a)Jest to bardzo łatwe; możesz zaśpiewać jej kawałek czysto.
b)Możesz ją zaśpiewać czysto pod warunkiem, że jest prosta i rytmiczna. 
c) Sprawia ci to trudność.
3.Dzwoni do ciebie osoba, którą spotkałeś/spotkałaś kilka razy. Czy łatwo ci rozpoznać jej głos w ciągu kilku sekund, zanim się przedstawi?
a)Jest to dla ciebie łatwe.
b)Rozpoznałbyś/Rozpoznałabyś głos przynajmniej w połowie przypad­ków.
c) Sprawia ci to trudność.
4.Jesteś w towarzystwie zaprzyjaźnionych z tobą małżeństw. Dwie oso­by spośród obecnych mają potajemny romans. Czy wykryłbyś/wykryłabyś ich związek?
a) Niemal zawsze,
b) W połowie przypadków,
c) Rzadko.
5.Jesteś na dużym, czysto towarzyskim spotkaniu. Zostajesz przedsta­wiony/przedstawiona pięciu nieznanym ci osobom. Czy łatwo będzie ci przypomnieć sobie ich twarze na wspomnienie ich nazwisk następnego dnia?
a)Będziesz pamiętać większość z nich.
b)Będziesz pamiętać tylko niektóre.
c) Rzadko zapamiętasz którekolwiek z nich.
6.Czy łatwe były dla ciebie ortografia i pisanie wypracowań we wcze­snych latach szkolnych?
a)Obie rzeczy były dość łatwe.
b)Jedna z nich była łatwa.
c) Żadna nie była łatwa.
7.Spostrzegasz miejsce na parkingu, ale musisz wjechać na nie tyłem, a miejsce jest dość wąskie:
a)Szukasz innego miejsca.
b)Wjeżdżasz tyłem... ale uważnie.
 c) Nie myśląc wiele, wjeżdżasz tyłem.
8.Po trzech dniach spędzonych w nieznanej ci miejscowości ktoś cię py­ta, gdzie jest północ:
a) Jest mało prawdopodobne, żebyś umiał/umiała ja wskazać.
b) Nie jesteś pewien/pewna, ale mając chwilę czasu zorientujesz się.
c)Wskazujesz północ.
9.Jesteś w poczekalni u dentysty z paroma osobami tej samej co ty płci. Jak blisko którejś z nich możesz usiąść nie czując się niezręcznie?
a) Mniej niż 15 cm.
b) 15 do 60 cm.
 c) Ponad 60 cm.
10.Odwiedzasz nowego sąsiada/sąsiadkę i prowadzicie rozmowę. W tle słychać kapanie z kranu. Poza tym w pokoju jest cicho.
a)Zwróciłbyś/Zwróciłabyś uwagę na ten dźwięk natychmiast i próbo­wał/próbowała go ignorować.
b)Gdybyś zwrócił/zwróciła na niego uwagę, prawdopodobnie byś o tym wspomniał/wspomniała.
 c) W ogóle by ci ten dźwięk nie przeszkadzał.

Punktacja
Mężczyźni a) 10 punktów
b)   5 punktów
c)   -5 punktów
Kobiety: a) 15 punktów
b)   5 punktów
c)   -5 punktów
Brak odpowiedzi liczy się za 5 punktów.
Większość mężczyzn osiąga od 0 do 60 punktów.
Większość kobiet osiąga od 50 do 100 punktów.

Wyniki pokrywające się, to znaczy między 50 a 60 punktami, ozna­czają zgodność w myśleniu obu płci. Wyniki mężczyzny poniżej 0 i kobiety powyżej 100 punktów wskazują na mózgi uformowane skrajnie odmiennie od mózgów płci przeciwnej... ale różnice też są atrakcyjne.
Wyniki mężczyzny powyżej 60 punktów mogą wskazywać na kobiece skłonności jego umysłu. Wyniki kobiety poniżej 50 punktów mogą wskazywać na męskie skłonności jej umysłu.
Jednakże wszystkie te porównania odnoszą się do wartości prze­ciętnych. Mężczyzna może uzyskać wynik powyżej 60 punktów, a mimo to mieć mózg męski. Kobieta może uzyskać poniżej 50 punk­tów, a mimo to mieć mózg kobiecy. Istnieją różnice głębsze niż te, które ujawniają się w tak prostym teście. I te właśnie różnice musimy zbadać.
(...)
Testosteron, hormon agresji i dominacji, jest także hormonem sek­su - zarówno u mężczyzn, jak i u kobiet. Kobiety, którym usunięto jajniki - produkujące hormony kobiece - zachowują mimo to pełną zdolność do pobudzenia seksualnego. W okresie menopauzy, kiedy ustaje wydzielanie hormonów żeńskich, kobiety nie tracą ochoty na seks. Ale jeżeli utracą gruczoły nadnerczy - wytwarzające testosteron kontrolujące jego przepływ - ich libido gwałtownie spada. Można je odbudować zastrzykami testosteronu, którego używa się także w leczeniu oziębłości. Testosteron jest podstawowym katalizatorem sek­sualnym dla obu płci.
Między płciami występują jednak dwie istotne różnice. Po pierwsze, mózg mężczyzny jest lepiej przystosowany do oddziaływania testoste­ronu, ponieważ tak został - przez testosteron - ukształtowany w łonie matki. Po drugie zaś, po okresie dojrzewania mężczyzna ma w organi­zmie dwadzieścia razy więcej tej substancji niż kobieta.
Jak można się spodziewać, stanowi to o poważnej różnicy
Oznacza to, że mieszanka agresji, dominacji i seksualności jest u mężczyzn gwałtowniejsza niż u kobiet. Im więcej testosteronu, tym większe potrzeby seksualne, tak homoseksualne, jak heteroseksualne,
zarówno normalne, jak i dewiacyjne.
W cyklu menstruacyjnym kobiety libido osiąga swój szczyt, kiedy poziom testosteronu jest najwyższy, co zbiega się z okresem najwięk­szej płodności. To jeden z zabiegów natury wspomagających przeży­cie gatunku.
U mężczyzn wydzielanie testosteronu ma specyficzny rytm i osią­ga najwyższy poziom sześć albo siedem razy dziennie. Poziom testo­steronu jest wysoki rano, a przeciętnie o 25% niższy wieczorem. W czasie snu wysoki poziom testosteronu odpowiada fazie snu „ak­tywnego" i fazie szybkich ruchów oczu {REM, czyli rapid eye move­ments). Poziom testosteronu ulega także zmianom zależnie od pory roku. Najniższy jest wiosną, a maksimum osiąga wczesną jesienią.8 Być może na nowo napisać trzeba zbiorki poezji, porzucając wszyst­kie metafory o przypływie pożądania wraz z budzeniem się przyrody. Ale w takim razie wiele z folkloru związanego z seksem oczekuje re­wizji.
Świadomość seksualna wcześniej pojawia się u chłopców i niemal zawsze jest dla nich ważniejsza niż dla dziewcząt I - podobnie jak u kobiet - mózg mężczyzn odgrywa znaczącą rolę w ich seksualno­ści, na równi z narządami płciowymi. Jak już powiedzieliśmy, chłop­cy mogą osiągać orgazm wskutek snucia fantazji seksualnych, nawet bez prawdziwego kontaktu fizycznego. Mają erotyczne, prowadzące do polucji sny. Większość dziewcząt nie ma snów erotycznych. Moż­na to oczywiście wytłumaczyć kulturą, warunkowaniem i psycholo­gią porównawczą. Jednakże niektóre dziewczynki, a mianowicie te obdarzone męskim modelem mózgu, śnią erotycznie. To właśnie te dziewczynki, które - jak to widzieliśmy wcześniej - poddane zostały działaniu większych dawek hormonu męskiego w okresie płodowym i dlatego układ połączeń w ich mózgach bliższy jest wzorcowi mę­skiemu.
Ośrodkiem seksu jest w znacznym stopniu mózg.
Wysokie stężenie hormonu męskiego, oddziaływającego - za po­średnictwem podwzgórza - na męski mózg, oznacza, że chłopcy są znacznie bardziej aktywni seksualnie niż dziewczęta. Częściej upra­wiają masturbację, z większym uporem dążą do zaspokojenia seksu­alnego i, choć dojrzewają później, wcześniej rozpoczynają współży­cie płciowe. Ten model utrzymuje się przez całe życie - aż do mo­mentu kiedy, w wieku lat pięćdziesięciu, poziom hormonów u męż­czyzn zaczyna opadać."
Chór męski stanowi pouczającą grupę kontrolną. Testosteron jest podstawowym czynnikiem rozstrzygającym o budowie ciała i reje­strze głosu. Basy mają więcej wytrysków tygodniowo niż tenory
.

Testosteron można spalić w czasie energicznych ćwiczeń fizycznych, takich jak trening wojskowy jeszcze jeden związek między seksem i agresją. Stąd tradycyjna (i biologicznie uzasadniona) rada wychowawcy dla małego Jonesa, aby porządnie się wybiegał, by się pozbyć brudnych myśli. Ale tu ostrzeżenie: ćwiczenie musi być ściśle określone, ponieważ wydatkowanie energii w krótkich zrywach w rzeczywistości podnosi poziom testosteronu, podobnie jak uczest­nictwo w krótkich i energicznych akcjach podczas meczu hokejowe­go podnosi poziom agresji pod koniec meczu.13 Mały Jones nie powi­nien uprawiać stumetrowych sprintów. Potrzeba mu biegu na długim dystansie... bardzo długim.
Różnica pod względem zasobów energii seksualnej to nie jedyna różnica w seksualności kobiet i mężczyzn. Mężczyźni rodzą się ze skłonnością do większego promiskuityzmu.

Nie ma, jak się wydaje, wątpliwości, że samiec człowieka przez ca­łe życie zmieniałby partnerów seksualnych, gdyby nie restrykcje społeczne. [...] Samica człowieka jest znacznie mniej zaintereso­wana rozmaitością partnerów.14
Matki od niepamiętnych czasów ostrzegają swoje córki, że męż­czyźnie chodzi tylko o jedno, i zazwyczaj mają rację. Mózg, ciało i hormony spiskują, aby uczynić samca seksualnie agresywnym. W amerykańskiej ankiecie15 większość chłopców stwierdziła, że chcieliby wziąć udział w orgii, że „wierzą w czerpanie rozkoszy, gdziekolwiek ją znajdą", i że „nie trzeba wiele, by mnie podniecić seksualnie". Większość badanych dziewcząt oświadczyła, że sama idea orgii jest wstrętna, nagość ich nie interesuje, a seks bez miłości - bezosobowy, mechaniczny - jest w najwyższym stopniu niesatys- fakcjonujący.

Mężczyźni pozbawieni seksu częściej stają się ponurzy i drażli­wi.16 Kobiety rzadko doświadczają w stanie celibatu tego samego uczucia deprywacji. Czego im brak, to tego, co seksowi towarzyszy. Mężczyznom brak po prostu seksu.
Mimo swej silniejszej seksualności mężczyźni wcale nie żyją w stanie permanentnej erekcji. To, co ich podnieca, zależy od przebie­gu percepcji - przetwarzania informacji zmysłowych przez mózg.

U mężczyzn najważniejszym zmysłem jest wzrok. Więcej męż­czyzn niż kobiet lubi odbywać akt miłosny przy zapalonym świetle - patrzenie na seks podnieca ich. Pornografia - graficzne zobrazowa­nie seksu odebrane przez oko i przekazane do mózgu - to w zasadzie przemysł męski.
Kobiet przeważnie nie podniecają obrazy nagości.18 A jeżeli już tak się dzieje, to płeć nagiej osoby wydaje się bez znaczenia - obraz in­teresuje je ze względu na swe piękno albo przez identyfikację z przed­stawioną postacią. Kobietę pobudzić może obraz kopulującej pary, ponieważ to, co w nim dostrzega - niezależnie od tego, jak sterylny seksualnie jest kontekst - to związek międzyludzki w działaniu. Ko­biet nie podnieca wizerunek penisa, podczas gdy mężczyzn zbliżenia kobiecych genitaliów podniecają.

Kobiety słusznie skarżą się, że mężczyźni postrzegają je jedynie ja­ko obiekty zainteresowania seksualnego. Słusznie, ponieważ dla męż­czyzn seks to kwestia rzeczy obiektywnych i działań. Cały ich świat, od niemowlęctwa, był światem rzeczy. Leżąc w łóżeczku, z równą go­towością gaworzą na widok balonu jak i ludzkiej twarzy. Podczas za­bawy wolą zabawki niż kontakty z ludźmi. Później satysfakcję daje im budowanie modeli okrętów wojennych czy naprawianie samocho­dów. Mężczyźni o postawie macho mawiają o sobie, pełni dumy, że są „maszynami seksu" - całkowicie tracąc z oczu fakt, że bezosobo­wy seks jest dla kobiet skrajnie odpychający. Mężczyźni lubią zbliże­nia genitaliów w czasopiśmie pornograficznym, ponieważ jest to rzecz, i mogą sobie wyobrazić, że coś z nią robią. Dla mężczyzn seks jest znacznie bardziej bezosobowy - pornografia jest po prostu prze­znaczona dla mężczyzn. Czy oni się kiedykolwiek zastanawiają, kim jest naga kobieta? Ani przez chwilę - rozważają tylko, co by z nią zrobili.
Dwa czasopisma przeznaczone przede wszystkim dla kobiet prze­prowadziły ciekawą ankietę po zamieszczeniu wkładki z nagim męż­czyzną. „Playgirl" i „Viva" odkryły, że ich czytelniczki nie były tą wkładką specjalnie zainteresowane. „Viva" zarzuciła ten pomysł. „Playgirl" kontynuowała go, ponieważ dużą część jej czytelników stanowią homoseksualni mężczyźni.
Takie same wyniki przynoszą badania w salonach masażu erotycz­nego. Kobiety, które masowały (aż do orgazmu) swoich klientów, po­wiadają, że rzadko podnieca je to seksualnie. A jeśli już pobudzenie występuje, wystarczy zazwyczaj rzut oka na mężczyznę, aby ono zni­kło. Nie chodzi o to, że klient jest nieatrakcyjny - zniechęca je seks jako cel sam w sobie.

Kobietę bardziej podniecają te wrażenia zmysłowe, do których odbioru predysponują ją skłonności jej mózgu. Woli ona akt miłosny
w ciemnościach, ponieważ brak rozpraszających wrażeń wzrokowych wzmacnia jej inne, doskonalsze zmysły - smaku, węchu, dotyku i słuchu. Warto tutaj przypomnieć, że kobiety słyszą znacznie lepiej niż" mężczyźni. To pozwala zrozumieć mądrość powiedzenia, że najlep­sza droga do serca kobiety wiedzie przez jej uszy. Rozmowy do po­duszki połączone z delikatnymi pieszczotami ciała, znacznie bardziej wrażliwego na doznania dotykowe, przynoszą mężczyźnie korzyści w sferze seksu.
Podczas gdy mężczyznę podnieca błyszcząca reprodukcja narzą­dów płciowych bezosobowej dziewczyny z kalendarza, kobieta uzy­skuje umiarkowaną stymulację erotyczną z zupełnie innego bodźca - z wyobrażenia związku o charakterze seksualnym.
Tak jak bardziej jest prawdopodobne, że pobudzi ją pornograficzne przedstawienie kopulującej pary, podobnie dają jej zadowolenie - czytane przeważnie przez kobiety - brukowe romanse o kobiecie ulegającej mężczyźnie. Wydawcy mogliby zrobić majątek, gdyby im się udało znaleźć taki typ literatury, który byłby jednakowo podniecający dla czytelniczek i czy­telników. Ale nigdy go nie znajdą, bo czegoś takiego po prostu nie ma.

Mężczyźni chcą seksu, kobiety chcą związków między ludźmi. Mężczyźni chcą ciała, kobiety chcą miłości. Tak samo jak chłopcy chcieli balonów, zabawek i gaźników, a dziewczynki kontaktu, obco­wania duchowego i towarzystwa.
Wszystko to, zapewniają nas popularne czasopisma, nie jest już prawdą. Nastała epoka nowej kobiety, równie zdolnej do korzystania z bezosobowych przyjemności, gdziekolwiek je znajdzie i kiedykolwiek ich potrzebuje. Jednocześnie zaś nowy mężczyzna dokonał zwrotu i, oczarowany bardziej umysłem swojej ukochanej niż jej biustem, poświęcił swą zwierzęcą seksualność na ołtarzu większej wrażliwości.
Ani nowa epoka, ani nowy mężczyzna najprawdopodobniej nie przetrwają długo.

Rewolucja seksualna jest w znacznym stopniu oparta na błędnym przekonaniu, że obie płcie mają takie same upodobania i są równie wrażliwe. Będzie ona postrzegana jako krótki moment społecznej mody w dziejach ewolucji naszej osobowości. Tak się składa, że ży­jemy w czasach, kiedy większa swoboda ekspresji doprowadziła do większej świadomości różnic między nami i społecznej potrzeby stłu­mienia ich. Ale ile jeszcze czasu upłynie, zanim powrócimy do pier­wotnego modelu, zanim te same czasopisma mówić będą o Nowym Romantyzmie - „w końcu możemy znów być kobiece" - i drukować artykuły o „Powrocie macho"?
Ponieważ kształt i forma zajmują mężczyzn od narodzin, leży także w ich naturze i to, że przywiązują więcej znaczenia do piękna i kształ­tu płci przeciwnej niż kobiety. Konkursy Mister Universum nigdy nie wzbudzały u kobiet takiego zainteresowania, jak konkursy Miss Świa­ta u męskiej części populacji. Preferencje estetyczne wydają się powią­zane z testosteronem - mężczyźni ulegli, o niższym poziomie hormonu męskiego, wolą kobiety o małych piersiach, natomiast mężczyźni do­minujący wybierają te z większymi biustami.
Taki ogólny model potwierdza się, jak się zdaje, we wszystkich kulturach.

W większości społeczeństw częściej rozważa się otwarcie piękno fizyczne kobiety niż urodę mężczyzny. Atrakcyjność mężczyzny zależy zazwyczaj w większym stopniu od jego zręczności i dziel­ności niż od jego wyglądu fizycznego.

9. MAŁŻEŃSTWO DWÓCH UMYSŁÓW
Małżeństwo, powiadali dawni humoryści, to wspaniała instytucja. Ale któż chciałby żyć w instytucji?
W rzeczywistości większość z nas w niej żyje. Mimo ogromnego wzrostu liczby rozwodów - spowodowanego w znacznym stopniu no­woczesną legislacją i finansową niezależnością kobiet - na Zachodzie 93% z nas, przejawiając różny stopień optymizmu, składa przysięgę małżeńską wiążącą nas z ukochanym nieznajomym. Siedemdziesiąt pięć procent małżeństw okazuje trwałość, a nawet pośród tych, którzy przeszli przez katastrofę małżeńską, większość opowiada się za na­dzieją, a przeciw doświadczeniu, i ponownie wchodzi w związki mał­żeńskie.
Nasza nowo nabyta wiedza o tym, co kieruje naszymi zachowania­mi i decyduje o takiej ich zmienności, sama z siebie nie odmieni tego skomplikowanego układu, jakim jest małżeństwo - nie zaprezentuje­my tu nowego jego wzorca. Ale jesteśmy przekonani, że wiele napięć w tym najważniejszym ze związków między ludźmi wynika z błędne­go przekonania, że mężczyźni i kobiety to istoty identyczne. Sprzeczność pomiędzy tym założeniem a rzeczywistością prowadzić może do rozgoryczenia, zaciekłości i wzajemnych oskarżeń.

Wszystko mogłoby się stać nieco łatwiejsze, gdybyśmy przyznali, jak bardzo się od siebie różnimy. Może nawet bylibyśmy nieco szczę­śliwsi. W końcu niewiele jest dowodów na to, że feministyczna wia­ra i negowanie różnic między płciami przyniosło choć trochę małżeń­skiego szczęścia czy to kobietom, czy mężczyznom.
Quote
Jest bardziej prawdopodobne, że właśnie uznanie różnic mię­dzy płciami doprowadzi do zawieszenia broni w wojnie płci, niż że doprowadzą do tego naiwne deklaracje o braku istotnych różnic.
Jeden z problemów polega na tym, że w naszej epoce po raz pierwszy w historii kształcimy chłopców i dziewczęta w zupełnie ten sam sposób. Program szkolny odzwierciedla przekonanie o naszej iden­tyczności i zachęca młodzież, by w to uwierzyła. W tej sytuacji mał­żeństwo staje się szokiem.
Quote
„Nie wydaje się, abyśmy wychowywali obie płcie do zawarcia małżeństwa - pisze autor pewnej pracy o małżeństwie. - Dzisiaj najtrudniej wszystkim nam przyznać, że obie płcie wchodzą w związek małżeński z bardzo odmiennymi oczekiwaniami, talentami i przygotowaniem emocjonalnym?

Zobacz na:
Model czworga uszu
https://forum.wybudzeni.com/index.php/topic,599.0.html
« Last Edit: (Tue) 24.02.2015, 17:20:45 by BladyMamut »
“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • WyBudzony
  • *
  • Posts: 2 554
  • Reputacja: +12/-0
Re: Płeć mózgu - Anne Moir
« Reply #1 on: (Sat) 05.04.2014, 21:32:00 »
Kobieta wnosi do związku wrażliwość emocjonalną, skłonność do wzajemnej współzależności, tęsknotę za bliskością uczuciową i za seksem jako wyrazem tej emocjonalnej intymności. Mężczyzna jest w dziedzinie uczuć znacznie mniej wymagający, a bywa nawet zupeł­nie ślepy na ich wagę. Skłonny jest do niezależności i swoje obowiąz­ki w ramach kontraktu małżeńskiego postrzega przede wszystkim w kategoriach zapewnienia bezpieczeństwa finansowego. Chce „uda­nego" życia seksualnego, w którego rezultacie jego żona „zaludni ma­łe rodzinne państwo, na którego czele on stoi, [...] i zbuduje solidny fundament dla jego życia". Mężczyzna prawdopodobnie nie wie, że  biologia kobiety spowoduje u niej niezrozumiałe i nieracjonalne zmiany nastroju. Ona nie zdaje sobie sprawy, że jego biologia niesie z sobą niższy próg gniewu i frustracji. W rezultacie zagrożona jest przynajmniej domowa zastawa - jeśli nie coś więcej.

Odpowiedzialnością za tę sytuację obarcza się zazwyczaj męż­czyzn. „To nie my - stwierdziła Shere Hite po rozważeniu wniosków z badań ankietowych 4500 amerykańskich kobiet - to stosunek męż­czyzn do kobiet powoduje problem." Problem ujawnia się w odpo­wiedziach 95% respondentek twierdzących, że cierpią z powodu „emocjonalnego i psychologicznego znęcania się", 98% sfrustrowa­nych brakiem „werbalnej bliskości" z partnerem, 79% wątpiących, czy nadal powinny wkładać tak wiele energii w związek miłosny, i 87% przyznających, że najgłębszy związek emocjonalny łączy je z inną kobietą.

Wartość pracy Shere Hite została zakwestionowana ze względu na technikę badań. Istnieje podejrzenie o niereprezentatywność próbki wskutek braku obiektywizmu autorki. Ale jej ustalenia w najmniej­szym stopniu nas nie zaskakują. Zaskoczeni jesteśmy jedynie tym, że ktokolwiek uważał, iż warto nadać taki rozgłos stwierdzeniu biolo­gicznej oczywistości. Brak porozumienia to jedno z podstawowych zjawisk w życiu.
W świetle naszego nowego pojmowania płci wyda­je się absolutnie przewidywalne, że kobiety zadręczać się będą niekomunikatywnością mężczyzn - bo przecież mózgi mężczyzn nie są przystosowane do tego celu.
Wydaje się nam zupełnie naturalne, że najbliższym przyjacielem większości kobiet jest inna kobieta, bo bio­logia kobiety ogromne znaczenie nadaje związkom między ludźmi, a podobieństwa przyciągają się. Nie dziwi nas częsta skarga, że męż­czyźni chcą w związku objąć rolę „gwiazdy", że najważniejszą spra­wą jest dla nich „być", podczas gdy dla kobiety - „dawać".

Reagowanie z furią na wrodzoną męskość mężczyzn jest równie skuteczne jak wściekanie się na pogodę czy na istnienie Himalajów. Sensowniejsze wydaje nam się założenie płaszcza przeciwdeszczo­wego i porzucenie planów zrównania Mount Everestu z ziemią.
Nie­które kobiety przekonane są jednak, że droga do zbawienia leży wy­łącznie w całkowitym przekształceniu społecznego i seksualnego kra­jobrazu naszej planety. Jak twierdzą ekstremistki, dysponujemy dziś technologią pozwalającą zniwelować biologiczne różnice między płciami.
Aborcja metodą próżniową, zapłodnienie in vitro, dzieci z probówki uczynią ciążę, seks i małżeństwo czymś zbędnym - męż­czyzn zresztą także. Pozostanie im jedynie rola trzymanego w zagro­dzie stada rodowodowych dostarczycieli spermy, choć technika za­mrażania może i z tym dać sobie radę.

Wszystko to świetnie - dopóty, dopóki zadowalamy się sprowa­dzaniem różnic biologicznych do tego, że kobiety rodzą dzieci i kar­mią je piersią, a mężczyźni nie. Ale różnice te, jak teraz wiemy ponad wszelką wątpliwość, sięgają znacznie głębiej. Dotyczą one mózgu -jego struktury i strategii. Te z kolei determinują nasze nadzieje, am­bicje, umiejętności i zdolności. Stanowią o istocie naszej osobowości. Redukując różnice między płciami do różnic reprodukcyjnych, negu­je się nie tylko prawdę naukową, ale także istotę naszego człowie­czeństwa, zarówno męskiego, jak i kobiecego.

Problem polega na tym, że to apostołowie identyczności płci nada­ją ton. To oni, w daremnym usiłowaniu odebrania dzieciom ich natu­ralnej tożsamości płciowej, wprowadzają prawa i zakazują seksistowskich książek. Ale myśl, że wszyscy przychodzimy na świat z umysłem w postaci czystej karty, w formie tabula rasa gotowej do przy­jęcia przekazu, który zechce na niej odcisnąć społeczeństwo, to tylko marzenie totalitarysty. Ostatecznie, skoro to za przyczyną naszej bio­logii jesteśmy, kim jesteśmy, czy dążenie do wyeliminowania różnic między nami nie jest zadaniem równie potwornym i beznadziejnym co dążenie do stworzenia rasy panów?
Założenia i zalecenia propaga­torów neutralności płciowej niepokojąco tchną seksualnym faszy­zmem.
Postawa obojętności wobec biologii płci spowodowała, że choć o małżeństwie napisano tysiące książek, uchwalono tysiące ustaw i podjęto tysiące badań - ignorowano podstawową w tej kwestii rolę różnic między płciami.

Dr Alice Rossi, Amerykanka, jedna z niewie­lu socjologów akceptujących biologiczne korzenie społeczeństwa, próbuje wykorzystywać tę wiedzę we własnej pracy. Ostrzegła ona swoich kolegów socjologów, że bez tej perspektywy ich teorie
Quote
„mogą okazać się nieistotne wobec dowodów dymorfizmu płciowego, do­starczanych wciąż przez nauki neurologiczne i biologiczne".
Problem rodzi się z nieporozumienia wokół kwestii płci i ich rów­ności. W przypadku płci - pisze Alice Rossi -
Quote
Różnorodność jest faktem biologicznym, podczas gdy równość jest zasadą polityczną, etyczną i społeczną."

Na przełomie wieku XIX i XX, a nawet później, zaledwie jedno pokolenie wstecz, kobiety nie były tak zagubione. Zaczęły wówczas akceptować swoją seksualność, a jeśli chodzi o równość, to rozumia­ły, że władza może mieć rozmaite postaci. Dla mężczyzn wyraża się ona tradycyjnie w dominacji i agresji - na tych pojęciach opiera się mę­ska definicja pozycji społecznej, bezkrytycznie przyjęta przez niektó­re uczestniczki ruchu wyzwolenia kobiet. Władza kobiet polega na czymś subtelniejszym. To siła, która tworzy związki między ludźmi, spaja rodziny i buduje społeczeństwa. Kobiety, które to rozumieją, które nie negują wartości i siły tej nieodłącznej, nieocenionej, zasad­niczej zalety swojej płci, mniej mają niepokojów związanych ze swo­ją pozycją. Nie należy przez to rozumieć, że kobiety te akceptują uprzedzenia, z jakimi często spotykają się w domu czy w pracy - do tej kwestii wrócimy szczegółowo później - ale zdają one sobie sprawę z tego, że mają pewne umiejętności, których brak mężczyznom.

Ta odmienna dla każdej płci definicja władzy to tylko jeden z aspektów ogólnej odmienności postaw kobiet i mężczyzn wobec ży­cia. Wiele prac pokazuje, w jaki sposób kobiety i mężczyźni postrze­gają i wartościują swoje życie, i wszystkie one odnotowują różnicę między płciami pod tym względem. W badaniach nad sześcioma współczesnymi kulturami.
Kobiety wykazują większą od mężczyzn wrażliwość na bodźce emocjonalne." Są też z natury troskliwsze, co przejawiały już jako dziewczynki, ciepło witając nowego uczestnika zabaw. „Wydaje się, że pojmowanie prawości jest u kobiet ściśle powiązane z etyką troski, toteż myśląc o sobie jako o kobietach, myślą o sobie w związkach z innymi ludźmi."

Czy te obserwacje potwierdzają jedynie, że jesteśmy kulturowymi ofiarami społecznych stereotypów, czy też można dać prostszą odpo­wiedź - że każda z płci jest produktem swojej specyficznej biologii? Niemal powszechna, by nie powiedzieć wieczna, natura tych odmien­ności przemawia za biologią. W wyniku tego, jak, ukształtowane są nasze mózgi, „widzimy" świat odmiennie, przypisując inną wartość odmiennie postrzeganym sprawom.[/color]

Tym, którzy popierają status quo w sprawie płci - a są to przeważ­nie mężczyźni - analiza ta przyniesie znaczną ulgę, natomiast zwo­lennicy rewolucji seksualnej - przeważnie kobiety - będą niezado­woleni. Będą argumentować, że akceptacja różnic wynikających z biologii skazuje kobiety na ich tradycyjne role, na służenie rodzi­nie, podporządkowanie się dominującym mężom, którym świadczą owe „usługi", poświęcanie kariery dla domu, przyjmowanie bez skargi ról i wartości, które skazane są na niższość wobec ról i warto­ści męskich.

Skazane na niższość - ale przez kogo? Przez mężczyzn oczywi­ście, choć jak na to wskazują wyniki badań, kobiety i mężczyźni róż­nią się od siebie i mają różne wartości. Problem powstaje dopiero wówczas, gdy kobiety oceniają własną wartość według męskiej skali. Kobieta nie przywiązuje takiej wagi do statusu i hierarchii władzy. To obsesja mężczyzny. A więc - zaryzykujmy brak elegancji stylistycz­nej - dlaczego jakakolwiek kobieta miałaby świadomie przyjmować męski system wartości pozbawiający wartości jej własne kobiece wartości? Jeśli kobieta próbuje być „bardziej podobna do mężczy­zny", to - niemal z definicji - staje się mniej szczęśliwą kobietą.

Teraz, kiedy dążymy do większego wzajemnego zrozumienia mię­dzy płciami poprzez uświadomienie sobie różnic między nimi, prze­szłość udzielić może odpowiedzi na niektóre pytania - skąd pochodzą różnice między nami, w jaki sposób historia wzmocniła nasze z natu­ry odmienne postawy i zaostrzyła problemy związane z przystosowa­niem tych postaw do warunków współczesnych.

Żyjemy w świecie technologii, ale nadal jesteśmy
genetycznie wyposażeni jedynie w dziedzictwo po dawnych ssa­kach naczelnych, dziedzictwo powstałe przede wszystkim w efek­cie adaptacji odpowiednich dla epok znacznie wcześniejszych.

Dwa ostatnie stulecia - okres społeczeństwa industrialnego - to za­ledwie maleńki punkcik w naszym rozwoju ewolucyjnym. Przez większą część naszej przeszłości żyliśmy w społecznościach, których przeżycie opierało się na polowaniu na zwierzęta i zbieraniu pożywie­nia roślinnego. Mężczyźni obdarzeni większą siłą i wytrzymałością, skłonnością do włóczęgi i większą sprawnością w określaniu położe­nia w przestrzeni dzidy wobec zdobyczy, trudnili się polowaniem, za­jęciem nieprzewidywalnym i niebezpiecznym. Kobiety zbierały orze­chy, ziarno i to wszystko, co da się wygrzebać z ziemi - miały zajęcie bezpieczniejsze i pewniejsze. Byt to podział pracy wyjątkowy wśród wyższych ssaków i dość sprawiedliwy - kobiece zbieractwo zapewniało około połowy spożywanych kalorii, a dwie trzecie spożywanej masy.

Podział ten był sensowny, ponieważ kobieta pozostawała bliżej do­mu i mogła karmić piersią dzieci, które u ludzi są wyjątkowo zależne od matek. Szympans osierocony w wieku sześciu miesięcy przeżyje; niemowlę ludzkie nie zdoła przejść nawet paru kroków przed upły­wem pierwszego roku życia.
Trudno się dziwić, że przy takiej zależności dziecka od matki i przy tak całkowitym pochłonięciu matki zajęciami przy dziecku (nawet dzisiaj, mimo milionów lat ewolucji, kobiety często są zaskoczone mnóstwem pracy związanej z wychowaniem niemowlęcia) zarówno matka, jak i dziecko wykształciły w sobie poczucie zależności od mężczyzny-myśliwego.


Innymi słowy, przez miliony lat żyliśmy w społeczeństwie seksistowskim. Nie możemy odrzucić dziedzictwa naszej ewolucji z dnia na dzień.
Męski promiskuityzm ma rodowód ewolucyjny. Zrozumiałe jest, że należało wykorzystać każdą okazję, by powiększyć stado. Im wię­cej potomków, tym większa szansa, że mężczyzna przekaże swoje ge­ny następnemu pokoleniu.
Swoboda seksualna jest zakodowana w męskich genach i wpisana w sieć połączeń nerwowych w męskim mózgu.
Każdy farmer wie, że za każdym razem, kiedy byk kończy kopulację z krową, jego zainteresowanie może być ponownie - i to natychmiast - pobudzone przez wprowadzenie nowej krowy, przy czym reakcja na siódmą krowę będzie tak samo silna jak na pierwszą. Baran, mając do czynienia z tą samą owcą, nie może mieć ejakulacji więcej niż pięć razy - ale jeśli zastąpi ją nowa owca, przystępuje do aktu kopulacji z taką samą lubością jak poprzednio. Ani byka, ani ba­rana nie da się też wprowadzić w błąd - jeśli na łby ich wcześniej­ szych partnerek założy się worki albo zamaskuje je w jakiś inny spo­sób, i barany, i byki najprawdopodobniej odwrócą się z niechęcią.

Zjawisko to z satysfakcją opisano pod nazwą efektu Coolidge'a, a to z powodu uwag, jakie padły, gdy prezydent Stanów Zjednoczo­nych i jego żona zwiedzali rządową farmę. Mijając kurniki, pani Coolidge zapytała, ile razy dziennie kopuluje kogut.
Quote
„Dziesiątki razy" - brzmiała odpowiedź. „Proszę powiedzieć to prezydentowi" - zażyczyła sobie pani Coolidge. Kiedy prezydent mijał zagrody i powiedziano mu o kogucie, zapytał: „Za każdym razem z tą samą kurą?" - „Och, nie, panie prezydencie, za każdym razem z inną." Prezydent pokiwał powoli głową, a potem rzekł: „Proszę powiedzieć to pani Coolidge..."

Pragnienie seksualnej nowości jest wrodzoną cechą mózgu męskie­go i stanowi kombinację owego dążenia do eksploracji, które widzie­liśmy u przedszkolaków, poziomu testosteronu, dążenia do dominacji i mniejszego znaczenia przywiązywanego do długotrwałych, satysfak­cjonujących związków, co stanowi jedną z jego skłonności. Przystojny kochanek pani Bovary rozmyślał nad „wieczną monotonią namiętno­ści, której formy i frazy są zawsze takie same". Jedynie różnorodność seksualna może zapewnić spełnienie na jałowej pustyni żądzy.
Wszystkie badania wykazują, że mężczyźni pragną w dziedzinie seksu różnorodności. Kinsey dochodzi do wniosku, że gdyby nie za­kazy społeczne, mężczyzna korzystałby całe życie ze swobody sek­sualnej. Inny autor zauważa: „W małżeństwach opierających się na miłości kobiety mogą podarować seks w zamian za miłość, podczas gdy mężczyźni mogą rezygnować z seksu dla miłości."
Co roku w okolicy Bożego Narodzenia widać skutki męskiego pę­du do nowości w działach z bielizną damską. Mężczyźni wstydliwie przebierają wśród przezroczystej i egzotycznej nocnej bielizny. Wi­docznie bardziej są skłonni sami siebie oszukać, uciekając się do ma­skarady, niż owe byki i barany, których nie zdołały zwieść worki na głowach ich partnerek. Mózg męski wiąże podniecenie seksualne przede wszystkim z bodźcami wzrokowymi.
Przychodzi Nowy Rok i te same działy z bielizną oblegane są przez kobiety zwracające owe symbole miłości. „To po prostu nie w moim stylu" - mówią, oddając szkarłatne satynowe podwiązki czy wyrafinowane erotyczne negliże. Uważają je za krępujące, a może nawet głupawe.
Zapewne wolałyby, aby ich mężczyźni wybrali prezenty odpowiadające odmiennym preferencjom zmysłowym kobiet - na przykład aromatyczne olejki pod­kreślające ich większą wrażliwość na dotyk i zapach.
Potrzeby mężczyzn i kobiet w długotrwałym związku są tak od­mienne, twierdzi jeden z amerykańskich antropologów, że koniecz­ny jest świadomy wysiłek obojga partnerów, aby te różnice zaakcep­tować, dostosować się do nich i odpowiednio na nie zareagować. Oznacza to, że kobiety powinny się chwilę zastanowić, zanim zwrócą tę okropną bieliznę, a mężczyźni powinni zdać sobie sprawę, że bliskość i czułość są zapewne dla kobiet ważniejsze od samego wy­czynu seksualnego. Jak to już zauważyliśmy w jednym z wcześniej­szych rozdziałów, bliskość, poczucie bezpieczeństwa i wierność sta­nowią dla kobiet bodźce erotyczne, czego dowodzi pięciokrotnie wyższy wskaźnik osiągania przez nie orgazmu w związku małżeń­skim.


Tabletka i inne środki antykoncepcyjne dla kobiet zmieniły, być może, socjologię i politykę seksu, ale nie zlikwidowały zasadniczo odmiennej filozofii seksu, wyznawanej przez każdą z płci. Mimo to jednak nadal jest prawdą - jak utrzymuje psycholog brytyjski Glen Wilson - że „kobiety pragną dużo seksu z mężczyzną, którego kocha­ją, natomiast mężczyźni chcą dużo seksu". Mężczyźni umieją od­dzielić seks od miłości - znów te ich schludne mózgi, porządnie po­dzielone na przegródki! To właśnie zjawisko w sposób nieunikniony prowadzi do rozbieżności pomiędzy uczuciami żonatego mężczyzny i jego kochanki. Kobiety niemal zawsze traktują przygodę miłosną z żonatym mężczyzną poważniej niż mężczyzna, niezależnie od tego, jak gwałtownie on temu zaprzecza.
Rzadko zdarza się, aby kobieta szczęśliwa w małżeństwie miała ro­mans. Natomiast mężczyznom szczęśliwym w małżeństwie zdarza się to znacznie częściej. Jest trzy razy bardziej prawdopodobne, że miłos­ną przygodę zainicjuje mężczyzna niż kobieta.

Wyzwolenie seksualne bez wątpienia prowadzi do wzrostu liczby kobiet poszukujących takiego samego rodzaju przypadkowych związ­ków seksualnych. Można zrozumieć, że w okresie je poprzedzającym musiało się nagromadzić całe morze kobiecej frustracji seksualnej i niezaspokojonego apetytu na swobodę w tej dziedzinie. Ale nie jest to morze bez dna - odwrotnie niż u mężczyzn. Kobiece pożądanie niepomnej na nic rozwiązłości ma swoje granice. W przytłaczającej większości badania wykazują, że kobiety chcą seksu z uczuciem, a nie seksu dla seksu. Dlaczego, w imię wyzwolenia, miałyby naśla­dować męskie postępowanie, iść za męskim scenariuszem?

Ruch wyzwolenia kobiet potępia podwójne standardy w dziedzinie seksu - dlaczego seks pozamałżeński jest „w porządku" w przypadku mężczyzn, a w przypadku kobiet nie? Standardy są rzeczywiście po- c dwójne w tym sensie, że stosunek pozamałżeński ma dla mężczyzn i kobiet inne znaczenie i inną przywiązują do niego wagę. „To było bez znaczenia" - mamrocze mężczyzna, gdy jego niewierność zosta­nie odkryta. I można być niemal pewnym, że tak było. Mówi, że ko­cha ją tak bardzo jak zawsze, i zapewne tak jest. Ale jego żona po­strzega tę przygodę jako napaść na najcenniejsze dla niej wartości - bliskość i wierność. Gdyby to ona zdecydowała się na romans, moż­na się założyć, że „znaczyłoby" to dla niej bardzo wiele. Nie może mu zatem przebaczyć, bo nie może go nawet zrozumieć. Ich mózgi i hor­mony sprawiły, że są sobie obcy.

Nawet w małżeństwie zrozumienie odmiennych potrzeb seksual­nych każdego z partnerów mogłoby uspokoić wzburzone wody. Kinsey uważa odmienności popędu seksualnego u kobiet i mężczyzn za jedną z głównych przyczyn braku szczęścia. U niego popęd jest silniejszy we wczesnym okresie życia - stąd jej skarga, że on zbyt czę­sto ją „wykorzystuje". W późniejszym okresie, kiedy jego popęd słab­nie, opada niekiedy poniżej niższego, ale stałego, poziomu jej pożą­dania - i problem pozostaje ten sam, choć odwrócony. Teraz on czu­je się dotknięty, że musi się dla niej „wykazać".

Mimo wszystko 70% badanych małżeństw twierdzi, że ich związek jest szczęśliwy. Powiada się, że nad szczęśliwym małżeństwem trzeba „popracować". Chcemy po prostu zasugerować, że praca ta by­łaby łatwiejsza, gdybyśmy w pełni zrozumieli istotę zadania i różni­ce, które trzeba przezwyciężyć, a nie wychowywali nasze dzieci w nieznajomości tych różnic lub w błędnym przekonaniu, że żadnych różnic nie ma.
Największym oprócz seksu - choć w ścisłym z nim związku - za­grożeniem małżeństwa jest nierówność kontraktu w sferze uczuć. Ze względu na odmienną hierarchię ważności w mózgu każdego z partnerów, umowa jest niesprawiedliwa. Jak czytamy w pewnej amerykańskiej pracy, dziewięćdziesiąt osiem kobiet na sto chce, aby mężczyźni więcej z nimi  rozmawiali o swoich osobistych przemyśleniach, wrażeniach, planach, emocjach, wątpliwościach - i żeby je pytali o to samo.

 Osiemdziesiąt jeden procent kobiet twierdzi, że to one inicjują większość poważnych rozmów, wkładając wiele wysiłku w skłonienie mężczyzn do wyrażania ich najskrytszych myśli i uczuć. Ale większość żon napotyka silny opór, kiedy starają się zmusić mał­żonka do rozmowy o uczuciach. Dochodzą one do wniosku, że ich partnerzy obawiają się wyrażania uczuć. Blisko trzy czwarte kobiet pozostających w związkach trwałych lub w małżeństwie zrezygnowa­ło w końcu z osiągnięcia bliskich związków emocjonalnych z partne­rem. Osiem kobiet na dziesięć mówi, że mężczyzna często nie słucha naprawdę, a mniej więcej połowa tej liczby twierdzi, że ich partner często zaleca im nie odczuwać tego, co odczuwają, albo przynajmniej tego nie ujawniać.

Tradycyjnie wyjaśnia się to tym, że mężczyzn uczy się, aby nie ujawniali swych uczuć - syndrom „taki duży chłopiec, a płacze!" Ale teraz już wiemy, że przejawiany przez mężczyzn dystans wobec uczuć i niechęć do ich komunikowania ma korzenie biologiczne.

Zdolność do odczuwania emocji jest u mężczyzn, w większym stop­niu niż u kobiet, fizycznie oddzielona od ich zdolności do artykuło­wania. W dodatku ośrodki emocji w mózgu męskim są bardziej roz­rzucone niż u kobiety. Nie polega to na tym, że mężczyzna „dusi wszystko w sobie", tylko na tym, że jego emocje umiejscowione są w osobnym pudełku, w osobnym pokoju, którego w dodatku zazwy­czaj się nie odwiedza. Język mężczyzny wyraża się raczej w słowni­ku działania - wykonanie czegoś, wspólne zajęcia, wyrażanie uczuć poprzez podarunki, uprzejmość i fizyczną pomoc. Przytrzymanie otwartych drzwi albo niesienie zakupów to nie tylko społeczny oby­czaj. To męski odpowiednik wyznania „zależy mi na tobie". Nato­miast werbalne samoobnażenie, dzielenie się zwierzeniami i odczu­ciami to ta część bliskości, której pragnie jedynie kobieta.

Spójrzmy na tę różnicę z innej perspektywy biologicznej, a pro­blem stanie się jeszcze wyraźniejszy. Z powodu cyklicznych zmian hormonalnych kobiety mogą przejawiać skłonność do skrajności w wyrażaniu uczuć, co męskiemu umysłowi może wydawać się „irra­cjonalne".


Waga, jaką kobiety przykładają do uczuć, zależy też w jeszcze in­ny sposób od odmiennej konstrukcji kobiecego mózgu. Analizowali­śmy wcześniej pierwszorzędną rolę, jaką mózg kobiety przypisuje osobistym związkom między ludźmi. Kobiety są bardziej emocjonal­ne, ponieważ specjalnie zostały tak ukształtowane, by troszczyły się o ludzi. Odczuwają cierpienie innych jak swoje własne.

Mężczyźni. z mózgami nastawionymi na działanie, odpowiadają na cierpienie drugiego człowieka poszukiwaniem dla niego praktycznego rozwiązania. Płacz dziecka trafia wprost do serca matki. Ojciec idzie po książkę o opiece nad niemowlęciem, by przeszukać katalog możli­wych przyczyn i środków zaradczych: mokra pielucha - zmienić ją, głodne - nakarmić dziecko, gazy - dać mu odbeknąć, zmęczone, pohuśtać je. Mężczyźni często wyrażają swoją opiekuńczość, bawiąc się z dziećmi, to znaczy znów coś robiąc.

Połączenia nerwowe w męskim mózgu zaprogramowane są bar­dziej do działania niż do zainteresowania ludźmi. Mózg mężczyzny ignoruje całe megabajty informacji o ludziach, powiedzmy - te za­warte w subtelnych sygnałach wizualnych, na które kobiety reagują w rozmowie ze znacznie większą łatwością. Mężczyzna musi na przykład zapytać: „Czy cię nudzę?" Kobieta to wie. Męski sposób po­strzegania daje mężczyźnie mniej informacji do dalszego działania. Mężczyźni uważają, że łatwiej dać sobie radę z rzeczami niż z ludź­mi: samochód staje - zatkał się gaźnik. Przenosi on tę postawę na sfe­rę spraw międzyludzkich: niemowlę płacze - trzeba mu zmienić pie­luchę. Mężczyzna nie może zrozumieć, dlaczego kobieta tak wiele czasu spędza, zadręczając się charakterem ich związku. Tak samo jak ona nie może pojąć, dlaczego on spędza tyle czasu, dłubiąc przy sa­mochodzie.

Kobiety rzadko dostrzegają inną jeszcze przyczynę tej ucieczki mężczyzn od bliskości. Mężczyźni po prostu potrzebują więcej „prze­strzeni" - w każdym sensie. Na statkach na morzu istnieje niewypo­wiedziana (i musi być niewypowiedziana) zasada, że każdy marynarz ma „swój" malutki kącik wyłącznie dla siebie. To jest jego terytorium, miejsce, o którym wiadomo, że ma tam prawo przebywać, rozmyślać, palić lub czynić cokolwiek innego - samotnie.
To nieprzypadkowy zbieg okoliczności, że ulubiona rozrywka mężczyzn - chodzenie na ryby - wiąże się z samotnością, przestrzenią i wolnością od wszelkich kontaktów z ludźmi.

Na Uniwersytecie Bostońskim 48 studentów i tyle samo studentek wzięło udział w eksperymencie. Powiedziano im, ale nie zachęcająco, by „weszli ze sobą nawzajem w kontakt". Obserwatorzy stwier­dzili, że kontakt wzrokowy był najlepszy, gdy obie strony były kobie­tami, a najgorszy, gdy byli to dwaj mężczyźni. Mężczyźni stawali też w większym oddaleniu od siebie i bardziej odchylali się do tyłu na krzesłach niż kobiety. Wszystkim pozwolono przesuwać krzesła. Ko­biety przysuwały krzesła bliżej do siebie niż mężczyźni.
Jedno z wyjaśnień tej męskiej potrzeby większej przestrzeni odwo­łuje się do męskiej potrzeby dominacji - przestrzeń jako symbol sta­tusu. Bardziej prawdopodobne jest jednak, że męski mózg nie jest przystosowany do intymności, przed którą mężczyzna fizycznie się wzdraga. Natomiast mózg kobiety jest do tego przystosowany, czego odzwierciedleniem jest jej pragnienie bliskości.
Tak więc kobiety widzą, słyszą i odczuwają więcej, a to, co widzą, słyszą i odczuwają, więcej dla nich znaczy. Kobiety również płaczą częściej niż mężczyźni, może dlatego, że mają więcej powodów do płaczu - dociera do nich więcej sygnałów emocjonalnych, mocniej na nie reagują i wyrażają to z większą siłą. Być może mężczyzna nie dla­tego płacze mniej, że nauczono go nie okazywać w takim stopniu swoich uczuć, tylko dlatego, że w gruncie rzeczy nie dostrzega krzywdy czy obrazy - albo w ogóle, albo przynajmniej nie w takiej mierze jak kobieta. Dosłownie - mniej to dla niego znaczy.

Jeśli mężczyzna naprawdę płacze, musi mieć po temu jakiś istotny i ważny powód, podczas gdy kobiecy wyraz uczuć, czy to fizyczny, czy werbalny, często odznacza się pewną przesadą. Kobiety z przesa­dą wybierają i akcentują słowa:
 „Jeżeli okaże się, że kot jest chory, ja po prostu umrę", albo:
„Nie ma nic gorszego niż nieudolny fryzjer." Mężczyznę może to rozdrażnić:
„Nie, nie umrzesz, to tylko będzie dość męczące", i:
„Istnieją gorsze rzeczy, głód w Etiopii jest gorszy od nieudanego uczesania."
Kobiety z kolei traktują te męskie odpowiedzi jako sarkastyczne „oblanie zimną wodą", co doprowadza je do szału.
W rzeczywistości jest to nieporadna reakcja na dzielącą ich otchłań percepcji i komunikacji. Dlaczego ona nie sprowadzi rzeczy do wła­ściwej skali? Ponieważ jej pojęcie właściwej skali jest inne niż jego. Jego jest dosłowne i obiektywne. Jej jest przybliżone i subiektywne.
Ale czy te cechy nie są sprzeczne z ową specyficznie męską irracjonalnością, z łatwością popadania w gniew? Gniew ten jest efektem wysokiego poziomu testosteronu. Podobnie jak łatwiej jest pobudzić seksualnie mężczyznę niż kobietę, tak samo łatwiej pobudzić w nim frustrację i złość. I, podobnie jak z namiętnością, daje on tej złości szybko upust w formie wybuchu.

Gniew odzwierciedla też inną jeszcze skłonność męskiego umysłu. Przejawianie gniewu wymaga pewnej depersonalizacji obiektu naszej wściekłości - w gruncie rzeczy osoba taka staje się „przedmiotem" i wskutek tego bardziej odpowiada nastawieniu męskiego umysłu. Gniew i przemoc wymagają bardziej abstrakcyjnego, bezosobowego spojrzenia na świat - inni ludzie stają się wówczas rzeczami, na któ­re można krzyczeć i wrzeszczeć. Kobieca wizja świata, oparta przede wszystkim na ludziach i stosunkach z nimi, oznacza, że depersonali­zacja konieczna do napadów wściekłości nie przychodzi kobiecie w sposób naturalny.

Sam fakt, że na całym świecie małżeństwo jest dla ludzi normą -choć jak wiemy, mężczyźni są z natury niechętni tej instytucji - oznacza niezwykły triumf kobiecego mózgu i woli. Jest to doprawdy oszałamiające zwycięstwo kobiecej siły i jej kontroli nad z natury skłonną do promiskuityzmu biologią mężczyzny. Jeżeli rozważać tę kwestię w kategoriach czysto płciowych (i ewolucyjnych), małżeń­stwo nic mężczyznom nie daje - ze względu na ich samcze pragnie­nie nowości i dążenie do możliwie najszerszego rozpowszechnienia swojego nasienia. A jednak większość mężczyzn znajduje przyjem­ność w małżeństwie i wierności i szanuje je. Częściowo dzieje się tak dlatego, że przewidują oni, jakie spustoszenia spowodowałaby po­wszechna swoboda seksualna. W końcu ich własne żony mogłyby zo­stać uwiedzione przez innych mężczyzn, a od zarania dziejów męż­czyźni panicznie się boją publicznej kpiny z przyprawionych im ro­gów. Może też dziać się tak dlatego, że małżeństwo jest umową, a umysł mężczyzny pierwszorzędną wagę przywiązuje do reguł.

Może również tkwić w tym pewien element bezpośredniej korzyści - dom jest zazwyczaj miejscem bezpieczniejszym i wygodniejszym.
Kobiety, specjalistki od osobowości, są ekspertami w dziedzinie
polityki małżeńskiej i więzi społecznych. Ich umiejętności dyploma­tyczne i społeczne dają im decydującą przewagę w dążeniu do utrzy­mania tej nienaturalnej - dla mężczyzn - instytucji. Wspomnieliśmy już o większej wrażliwości kobiet na niewerbalne sygnały behawio­ralne. Kobiety uważniej obserwują twarze. Badania wykazują na­wet, że mają lepszą pamięć do twarzy.
Władza, w każdym państwie, zależy od dostępu do informacji. W państwie małżeńskim kobiety mają ich więcej.
Zdradzający żonę mężczyzna jest zaskoczony, jak to się dzieje, że jego żona zdaje się „intuicyjnie" wiedzieć, co się z nim dzieje. Intui­cja nie ma z tym nic wspólnego. Kobiety po prostu więcej dostrzega­ją. I nie chodzi tu ani o ów blond włos, ani o to, że mężczyzna zwra­ca więcej uwagi niż zwykle na swoją higienę osobistą (choć mężczy­zna nigdy by nie odebrał takich sygnałów od kobiety). Kobieta widzi z zachowania mężczyzny, z tego, jak on wygląda, mówi i stoi, że coś się dzieje. Mężowie są dla swoich żon otwartą księgą nie za sprawą magii czy sił tajemnych, tylko dzięki właściwej kobietom większej bystrości w postrzeganiu. Mężczyźni często nie zdają sobie sprawy, co kobiety dostrzegają - wytarcie szybkim ruchem śladu szminki wy­daje im się dostatecznym wybiegiem. Ale nie jest.

Małżeństwa trwają - wbrew wszelkim oczekiwaniom - nie dlate­go, że kobiety są uległe i dostosowują się do swoich dominujących samców. Małżeństwa trwają, ponieważ wrodzone uzdolnienia spo­łeczne kobiet - nazywa się je „inteligencją społeczną" - pozwalają im kierować związkiem znacznie lepiej niż mężczyznom. Kobiety lepiej niż mężczyźni potrafią przewidzieć i zrozumieć zachowania ludzkie, wyczuć motywy kryjące się za wypowiedzią czy zachowaniem. Jeśli więc on jest silnikiem okrętu, ona jest jego sterem. Jest także nawiga­torem, bo tylko ona ma mapę i wie, gdzie są skały. Jeżeli kobieta jest zaniepokojona swoją pozycją w związku albo nawet w życiu, może przywołać i wykorzystać te umiejętności właściwe tylko jej płci.
W małżeństwie źle się dzieje wówczas, gdy kobieta i mężczyzna nie uznają swoich komplementarnych odmienności albo zaczynają mieć do siebie o nie pretensje.

10. DLACZEGO MATKI NIE SĄ OJCAMI

Mówi się, że nic nie zbliża kobiet i mężczyzn bardziej niż wspólne doświadczenie rodzicielstwa. W rzeczywistości okazuje się zazwy­czaj, że - ze względu na odmienne spojrzenie każdego z partnerów na to doświadczenie - niewiele spraw dramatyczniej ujawnia różnicę między kobietami a mężczyznami.
Niezależnie od tego, jakie może to przynieść rozczarowanie odda­nemu ojcu, w związku matki i niemowlęcia jest coś wyjątkowego. Żadne ze znanych nam społeczeństw nie pozbawia matki roli najważ­niejszego opiekuna. Socjologowie przeprowadzili eksperymenty, w których ojców zachęcano do aktywniejszego udziału w zajęciach szkół naturalnego rodzenia. W innych doświadczeniach niemowlęta miały kontakt z wieloma opiekunami. W pierwszym wypadku oka­zało się po paru tygodniach, że mimo większego zaangażowania oj­ców, jednak to matki były znacznie bliższe dzieciom. W drugim - dzieci były zagubione i domagały się powrotu swoich naturalnych matek.
Przywiązanie kobiety do niemowlęcia jest, jak się wydaje, wrodzo­ne, natomiast przywiązanie mężczyzny jest wynikiem społecznego uczenia się. Matki są rodzicami naturalnymi; mężczyźni, przy najlep­szej woli, nie.


Tę skłonność umysłu samicy do opiekuńczości można wykazać dzię­ki eksperymentom ze zwierzętami; potwierdzają to obserwacje rozma­itych anomalii natury ludzkiej. U zwierząt instynkt macierzyński mo­że zostać wzmocniony zastrzykami hormonu żeńskiego. U kobiet nor­malny poziom progesteronu wzrasta stukrotnie w okresie ciąży. Jeże­li samiec szczura we wczesnym okresie życia, zanim jego mózg zosta­nie ukształtowany płciowo, otrzyma hormon żeński, spowoduje to ty­powo kobiece zachowania rodzicielskie. I przeciwnie, jeśli pomajstru­je się w mózgu szczura, który genetycznie jest samicą, podając mu hor­mony męskie, szczur przejawi niewiele zachowań macierzyńskich.
U większości ssaków naczelnych opieka rodzicielska jest wyłącz­nie zajęciem samic. Model opiekuńczości samic wobec młodych po­jawia się wcześnie. Już przed okresem dojrzewania w reakcji samców i samic na nowo narodzonych przedstawicieli gatunku ujawniają się znaczące różnice. Młode samice okazują noworodkom wyraźną czu­łość, natomiast młode samce są wobec nich albo obojętne, albo wręcz otwarcie agresywne. Te rzadkie gatunki, u których samce uczestniczą w rodzicielskich obowiązkach, charakteryzują się także podobień­stwem obu płci pod względem fizycznym oraz w zachowaniu. Podob­nie jest u ludzi - im mężczyzna jest bardziej kobiecy zewnętrznie, w wyniku działania hormonów kobiecych w okresie płodowym, tym bardziej jest zaangażowany w opiekę nad niemowlęciem.
Potrzeba fizycznej bliskości, która również - jak stwierdziliśmy - jest cechą kobiecą, ma podstawowe znaczenie dla więzi z dziec­kiem. Małpkom-niemowlętom zaproponowano dwie matki „zastęp­cze" w postaci mechanicznych urządzeń do karmienia. Jedno było wykonane z drutu, a drugie z materiału. Maluchy „wychowane" przez urządzenie z miękkiego tworzywa okazały się lepiej przystosowane niż te chowane przez maszynę o bardziej spartańskiej konstrukcji. „Dowodzi to - zdaniem brytyjskiego psychologa - że w roli matki ważniejsze od karmienia są pieszczoty."
Ojcowie zaczynają się w końcu uczyć, jak ważna jest bliskość fi­zyczna, ale „uczyć się" to w tym wypadku słowo kluczowe. Schemat ich mózgu nie predysponuje ich z natury do takiej intymności. Nie mogą oni „uruchomić" dodatkowego strumienia hormonu kobiecego, a zresztą miałoby to niewielki wpływ na mózg, którego struktura zo­stała wcześniej tak ukształtowana, że nie poddaje się już wpływom hormonalnym. Mężczyźni mogą jedynie uruchomić świadome zacho­wania opiekuńcze - i mogą je również wyłączyć.

Po urodzeniu dziecka poziom hormonu żeńskiego, progesteronu, u matki spada gwałtownie. Nagłe odcięcie jego dopływu po porodzie może okresowo zakłócić naturalny model kobiecej opiekuńczości, a skutki tego zjawiska mogą czasem wprawić mężczyznę w zdumie­nie. Powinien to być, rozumuje on, okres szczęśliwy dla kobiety. Tymczasem, zgodnie z ostatnimi badaniami, 84% młodych matek przeżywa natychmiast po porodzie baby blues - depresję poporodo­wą wskutek nagłego zahamowania uspokajającego dopływu proge­steronu.
Niemal jedna czwarta kobiet przechodzi „depresję kliniczną". Dla pełnego dumy ojca noworodek to ekscytujące nowe „zadanie" - nie może on zrozumieć, dlaczego matka zaczyna nagle rozpaczać, że nie poradzi sobie z nowym przybyszem, albo przejawia emocjonalną nie­stabilność, podczas gdy jej ciało ponownie przyzwyczaja się do nor­malnego poziomu hormonów.

Dla każdej z płci rodzicielstwo oznacza co innego, a ta różnica jest odzwierciedleniem zróżnicowanych płciowo skłonności mózgu. Cztery małżeństwa na pięć przechodzą poważny kryzys wraz z naro­dzinami pierwszego dziecka. Cała fachowa literatura naukowa suge­ruje, że kiedy z czasem noworodek traci aurę nowości, ojciec staje mu się w większym lub mniejszym stopniu niechętny. Jego mózg uczy go postrzegać świat w kategoriach współzawodnictwa i dominacji, a więc w swoim odczuciu przegrywa w jakimś sensie rywalizację o uczucie matki/żony i zostaje zastąpiony w hierarchii społecznej przez owego wymagającego młodego pretendenta. Badania przepro­wadzone po obu stronach Atlantyku wykazują stały spadek „satysfak­cji małżeńskiej" w okresie od narodzin dzieci po ich wejście w okres dojrzewania. Satysfakcja powraca po opuszczeniu przez dzieci domu, kiedy, jak można sądzić, mężczyzna czuje, że odzyskał należne mu miejsce. Natomiast kobiecie większa skłonność jej mózgu do tego, co oso­biste i emocjonalne, pozwala budować różnorodne związki z ludźmi, nie niszcząc ani nie osłabiając intensywności żadnego z nich. Jej mi­łość do dziecka nie rozwija się niczyim „kosztem". Tylko mężczyźni mogą traktować uczucie jako towar, którego ilość jest ograniczona. W rzeczywistości miłość macierzyńską postrzegać można niejako al­ternatywę w stosunku do miłości płciowej, tylko jako jej rozszerzenie. Kochankowie w okresie zalotów gruchają i oddają się „gaworzeniu", a całowanie może być echem prymitywnego karmienia „z ust do ust". Zarówno kobiety, jak i mężczyźni muszą zrozumieć i zaakceptować swe odmienne postawy, jeśli kołyska nie ma być polem walki płci - tak jak to się stało z łożem małżeńskim.
Związek między hormonami kobiety a potrzebą opieki nad dziec­kiem jest ścisły i nierozerwalny. Wysoki poziom hormonu żeńskie­go w momencie porodu ma zasadniczy wpływ na więź matki z nie­mowlęciem. Reakcja matki na te hormony zależy od tego, czy sieć połączeń w jej mózgu ma charakter kobiecy, czy też nie. Jak opisali­śmy to w rozdziale drugim, kształtujący się w łonie matki mózg dziecka przybiera strukturę kobiecą pod warunkiem, że nie otrzymu­je w tym czasie hormonów męskich. Kobiecy mózg jest tym czynni­kiem, który determinuje określone macierzyńskie zachowania osoby dorosłej.

Dowodów na to - tak jak w wypadku szczurów - dostarczają opi­sane w rozdziale drugim badania nad kobietami poddanymi w okresie płodowym działaniu wysokich dawek hormonu męskiego." Stało się tak albo dlatego, że ich matki otrzymywały podczas ciąży hormony męskie, albo dlatego, że sam płód wykazywał anomalie i produkował hormon męski. Takie kobiety nie przejawiają zachowań macierzyń­skich alba przejawiają je w niewielkim tylko stopniu - jako dzieci odmawiają zabawy lalkami, jako nastolatki nie interesują się doglądaniem cudzych niemowląt i małych dzieci, a w wieku dorosłym nie przejawiają troski o dzieci własne. Natomiast dziewczynki z zespo­łem Turnera, wyposażone w dodatkowy chromosom żeński i w ogóle niepoddane działaniu hormonów męskich, wykazują przesadne zainteresowanie lalkami, niemowlętami i macierzyństwem.

Zarówno rola hormonów, jak i rola kobiecego mózgu ulegają wzmocnieniu wskutek wzajemnego oddziaływania anatomii i ewolu­cji. Płacz niemowlęcia, na przykład, stymuluje u kobiet wydzielanie substancji zwanej oksytocyną, co wywołuje nabrzmienie brodawek, stanowiące wstęp do karmienia.

Różnica między kobietami a mężczyznami pod względem zaanga­żowania i sprawności rodzicielskiej to jeszcze jedno odzwierciedlenie podstawowych odmienności ich mózgów. W tym najintymniejszym z łączących ludzi związków, w związku między rodzicielem a dziec­kiem, to właśnie matka jest bardziej wyczulona na niuanse i wska­zówki niewerbalne, bardziej z natury wrażliwa na potrzeby niemow­lęcia. Wszystkie zmysły kobiety stanowią o lepszym jej wyposażeniu  do zadania wychowania dzieci - potrafi ona lepiej usłyszeć i zidenty­fikować płacz dziecka, jest wrażliwsza na dotyk, dźwięk i zapach. Siedząc w restauracji lub w kinie podczas jednego z niewielu rzad­kich wolnych wieczorów w pierwszych miesiącach życia dziecka, matka czuje, że pozostawiła w domu cząstkę siebie, Ojciec, najbar­dziej nawet oddany, odczuje ulgę, że udało mu się choć na chwilę uciec od domowego kieratu.

Mężczyzn może drażnić, że zostali biologicznie wyłączeni z najintymniejszych tajemnic rodzicielstwa. Ale muszą pogodzić się z fak­tem, że matczyna więź z dzieckiem jest wrodzona. Większe poświę­cenie, z jakim matki opiekują się niemowlętami, zostało dowiedzione empirycznie i nie można tego zjawiska wyjaśniać jedynie socjaliza­cją. Oczywiście, ma w tym udział również ewolucja - obóz plemien­ny byłby zagrożony, gdyby żołnierze wiecznie uchylali się od warty, aby pohuśtać na kolanach swoje potomstwo - ale odmienność ta ma swoje korzenie w fakcie biologicznym.

Nawet w rodzinach najbardziej świadomie dążących do partner­skiego podziału obowiązków domowych matka spostrzeże - jak pisze brytyjski ekspert - że ojciec nie jest tak dobrze dostrojony do potrzeb dziecka jak ona. Zaczyna on zabawiać niemowlę akurat w momencie, kiedy jest ono w końcu gotowe zapaść w sen. Nie działa u niego syn­chronizacja w czasie... Nie udaje mu się, tak łatwo jak matce, uchwy­cić subtelności nastroju ani dostosować swoich zachowań do zmien­nych stanów dziecięcej duszy.

Ojcowie odnajdują swoje miejsce, kiedy dziecko zaczyna rosnąć. Albo może dokładniej - dzieci odnajdują swoje miejsce wówczas, gdy stają się na tyle duże, że ojcowie mogą z nimi różne rzeczy „ro­bić". Interakcja ojca z niemowlęciem od samego początku polega na „robieniu" czegoś - ciągnięciu za nos, pedałowaniu nóżkami, podrzu­caniu małego zawiniątka w niemowlęcej akrobatyce powietrznej. Podczas gdy matki zajmują się dzieckiem takim, jakie ono jest, ojców interesuje dziecko takie, jakie będzie. Poprzez odbywane na dywanie igraszki na ojcowskim grzbiecie przygotowują je więc do surfingu na oceanie i jazdy konnej, obdarowują je pierwszą, ogromną koszulką do futbolu, zachęcają do imitacji bokserskich walk o tytuł mistrza świa­ta w wadze niemowlęcej.

Socjolog amerykańska dr Alice Rossi pisze o badaniach ukazujących, że ojcowie zachowują się wobec niemow­ląt, jakby były one raczej rzeczami niż osobami, z którymi mogliby wejść w kontakt. W najlepszym razie komunikacja z ojcem opiera się na jego potrzebie nauczania.

Podaję mu butelkę. Właśnie uczy się trzymać ją samodzielnie. Bę­dę go wciąż czegoś uczył albo przynajmniej próbował to robić: jak trzymać butelkę, jak ją podnieść, jeśli spadnie na krórąś stronę.
W tej chwili uczę go, jak przewracać się na plecy. Będę także [...] na niego oddziaływał wypróbowując nowe zabawki [...].

Proszę porównać ten opis ojcowski z opisem spokojnego, a w każ­dym razie niewerbalnego obcowania matki z niemowlęciem:
Quote
W czasie karmienia zachodzą dziesiątki wydarzeń. Dziecko ssie, marszczy się, wierci, uspokaja, puszcza brodawkę, odbija mu się, zasypia, czka, śmieje się, nieruchomieje, płacze, otwiera oczy, je­go buzia wyraża napięcie albo odprężenie. Matka huśta je, siedzi spokojnie, nuci, milczy, poprawia się, napina, odpręża, wpatruje w nie, uśmiecha, mówi, poklepuje, głaszcze, podnosi dziecko i opuszcza je. Każde z wydarzeń jest aktem komunikacji. [...] Po­przez taki dialog matka i dziecko dochodzą do porozumienia na te­mat karmienia, a każde z nich stara się przystosować do stylu dru­giego [...].

Jak mówi dr Alice Rossi, mężczyźni wnoszą do rodzicielstwa swo­ją męskość, analogicznie jak kobiety swoją kobiecość. Mężczyźni biorą dzieci na ręce, by się z nimi bawić, kobiety, by je utulić. Jeżeli dzieci nie reagują na propozycje męskich zabaw, to ojciec, nig nie­mowlę, zaczyna się nudzić. A kiedy on się znudzi i chce poczytać ga­zetę, dziecko zostaje z powrotem oddane stale obecnej niezawodnej matce, która być może nie ma w zanadrzu tylu zabaw - ale też nie od­czuwa takiej potrzeby, by się wciąż bawić. Ona zna swoje dziecko i jego potrzeby, natomiast ojciec po prostu włącza i wyłącza ojcostwo w zależności od własnych potrzeb, którymi się kieruje tak w przypad­ku rodzicielstwa, jak i seksu.

Pewna znana nam rozwiedziona matka odczuwa obawy i niechęć wobec sądownie ustalonych odwiedzin ojca u ich dziecka.
„On na­tychmiast zakłada, że jest Gwiazdą, Rozkoszą, Czarodziejem. Nie zauważa, że Jimmy jest zmęczony, przeziębiony, albo że chciałby być pozostawiony samemu sobie. Konieczne jest dziesięć żywioło­wych kolejek zabawy w ciuciubabkę, a potem wielokrotne powtarza­nie karambolu samochodzików na autostradzie, a także «Dlaczego on musi iść do łóżeczka właśnie teraz, kiedy najwyraźniej świetnie się bawi?» Kiedy Jimmy nie chce się bawić, jego tata wpada w zły humor albo udaje, że płacze, lub też zarzuca go gwałtownymi wybu­chami uczucia, zabawkami, słodyczami, czym się da. Podważa to podstawy moich stosunków z Jimmym i trzeba dni, by sprawy po­wróciły do normy."

Styl zachowań małżeńskich można zmienić tak, by dostosować go do różnic w osobowościach dwojga dorosłych. Role rodzicielskie są mniej plastyczne. Jest to dla mężczyzny praca trudniejsza, z wyjąt­kiem, co ciekawe, roli dziadka - związki dziadków z wnukami są w widoczny sposób czulsze i bardziej kobiece niż były z własnymi dziećmi. To także zbiega się ze związanym z wiekiem spadkiem po­ziomu hormonów męskich.

Rodzicielstwo nie jest dla matki sprawą prostą, ale ma ona przynaj­mniej konieczne do tego wyposażenie - tak percepcyjne, poznawcze i emocjonalne, jak i anatomiczne. I niezależnie od tego, czego nau­czają ją współcześni zwolennicy wyzwolenia kobiet, zazwyczaj chce być matką.

Jednakże właśnie teraz, kiedy kobiety mają całkowitą swobodę, by cieszyć się swoimi naturalnymi, znakomitymi umiejętnościami ma cierzyńskimi i by je wykorzystywać, surowe zasady feminizmu mó­wią im że jest to rola zbędna, o małej wartości, przyczyniająca się do społecznego zacofania, i przepowiadają, że w przyszłości tradycyjne role rodziców zostaną zlikwidowane, a zastąpi je utopia wspólnoto­wa, jak ta opisana poniżej:

Quote
Mając zawsze jakieś dzieci w naszej grupie, będziemy przyjmować role rodzicielskie wtedy i na tak długo, jak będziemy chcieli. [...] Nasze dzieci będą miały tę korzyść, że będą mogły spośród doro- <r słych wybrać sobie rodziców, braci, siostry, przyjaciół. [...] Wyjąt­kowe więzi między nami nie będą wymuszone ani poddane presji nakazów pokrewieństwa czy zobowiązań małżeńskich [...].

No tak, widzieliśmy już, co z tego wynikło, i wiemy, że to nie dzia­ła, jak należy.
Izraelski kibuc nie został zaprojektowany specjalnie po to, by zni­kło pojęcie „żydowskiej [nadopiekuńczej] matki". Ale w tych hodow­lach nowych form społecznych chłopcy i dziewczęta wyrastali w at­mosferze całkowitej wymienności ról. Dzieci były wychowywane wspólnie, a za obowiązki domowe, takie jak gotowanie czy pranie, odpowiadała nie rodzina, tylko społeczność. Oczekiwano, że kiedy przeminie kilka tak wychowanych generacji, zróżnicowanie płciowe zniknie, a stereotypizacja płciowa stanie się wspomnieniem tak odle­głym, jak niewolnictwo dla najmłodszych pokoleń Murzynów amery­kańskich.

Tak się jednak nie stało. Trzy czy cztery generacje później kibucowe dzieci wciąż uparcie trwają przy swoich tradycyjnych rolach. Kobiety powracają do roli matki.
Quote
„Działały wbrew zasadom wpojonym im w procesie socjalizacji i wbrew przyjętej ideologii - piszą au­torzy studium poświęconego kobietom w kibucu - wbrew życzeniom mężczyzn swojej społeczności, wbrew ekonomicznym interesom ki­bucu, żeby móc poświęcić więcej czasu i energii swoim prywatnym zajęciom macierzyńskim zamiast publicznej aktywności ekonomicz­nej czy politycznej."

W ten sposób kobiety same się utwierdzają w swojej fundamentalnej, wrodzonej biogramatyce, przeciwstawiając się systemowi, który - podobnie jak większość utopii - stworzony zo­stał przez mężczyzn.

Psychologowie mogą starać się wyjaśnić ten zachodzący w kibucach zwrot podświadomą rebelią kobiet wobec ich własnych nie macierzyńskich matek, które odmówiły swoim dzieciom tradycyjnej ko­biecej opieki i troski. Ale gdyby rzeczywiście o to chodziło, gdzież by się te nowe kobiety uczyły swoich macierzyńskich umiejętności, skąd nabrałyby macierzyńskich ambicji? Nie, wydaje się, że ta zmiana to raczej skutek wrodzonego, biologicznego imperatywu.
Quote
Z większym prawdopodobieństwem i z większym szacunkiem dla godności tych kobiet powiedzieć można, że znają one swoją psychikę i zgodnie z nią się zachowują."
Inne badania nad dziećmi wychowywanymi neutralnie wobec ról płciowych sugerują, że sztuczne eliminowanie więzi matki z dziec­kiem ani nie redukuje różnic między płciami, ani nie sprzyja zdrowe­ mu rozwojowi dziecka. W społecznościach, w których obowiązki rodzicielskie wykonywane są kolejno przez wszystkich, dziecko tra­ci orientację.
Quote
Dzieci wychowywane przez wspólnotę, zamiast czuć się wyzwolone, są często istotami zaniedbanymi i pozbawionymi ra­dości."

„Nowoczesne" macierzyństwo - skutek nacisków społecznych, politycznych i ekonomicznych na kobietę, by aktywniej uczestniczy­ła w życiu publicznym - może wywoływać u niemowlęcia oznaki stresu „spowodowane oczekiwaniami otoczenia obcymi naszym bio­logicznym potrzebom". Alice Rossi zdaje sobie sprawę, że taka ana­liza może być postrzegana jako konserwatywne usprawiedliwienie status quo, tradycyjnego podziału ról domowych i zawodowych mię­dzy kobiety i mężczyzn. Mimo to jest ona jednak przekonana, że wszelkie zmiany w „karcie praw płci" powinny opierać się raczej na fundamentalnej, biologicznej zasadzie rodzicielstwa niż na „chwiej­nej konstrukcji stworzonej przez mężczyzn w tym ułamku czasu, od kiedy istnieją społeczeństwa industrialne".

Ale tak jak nie możemy opierać się naszej biologii, nie możemy też ignorować faktu, że jako kobiety i mężczyźni żyjemy rzeczywiście w nowych czasach - i to takich, w których czas jest w cenie. Badania nad ludami prymitywnymi wykazują, że kobieta spędza 70% dnia w bliskim fizycznym kontakcie z niemowlęciem, podczas gdy w spo­łeczeństwach nowoczesnych liczba ta bliższa jest 25%.

Nigdy dotąd w całych naszych dziejach nie pragnęliśmy tak gorą­co zniszczyć naszej matrycy biologicznej i na nowo zdefiniować na­szych ról kobiet i mężczyzn, matek i ojców. Dziwne to czasy, kiedy płcie walczą z odmiennościami swojego mentalnego wizerunku, ne­gując zarazem samo istnienie tych odmienności. Powiada się, że męż­czyźni czują się zagrożeni przez „nową" kobietę, natomiast wiele ko­biet odczuwa, że wypełniając swoje role zgodnie z tradycją w pew­nym sensie sprawiają zawód własnej płci.

To kobiece poczucie winy ujawnia się u czterdziestoletniej, niepra­cującej - a może należałoby powiedzieć: „nieopłacanej" - matki dwojga dzieci. Wie ona, że to przede wszystkim dzięki jej wysiłkom życie rodzinne toczy się gładko - to ona odbiera dzieci ze szkoły, or­ganizuje życie społeczne rodziny, gotuje, sprząta, pierze, prasuje. A jednak...
Quote
„Czasami myślę, że jestem kompletnie do niczego. Mam odczucie, że nic rodzinie nie daję. Czuję się bezradna, kiedy mój mąż niepokoi się wysokością rachunków do zapłacenia, bo w żaden spo­sób finansów rodzinnych nie wspomagam. Wydaję tylko jego pienią­dze w sklepach najedzenie, na ubranka szkolne dla dzieci, na napra­wę odkurzacza. Przyglądam się innym matkom, które chodzą do pra­cy, i widzę, jakie to ma znaczenie dla ich poczucia własnej wartości. Zgoda, być może nie zarabiają tyle co ich mężowie, ale przynajmniej mogą sobie kupić nową sukienkę bez poczucia winy [...]."

Wiele kobiet zapytanych, „co robią" - typowo męskie pytanie określające charakter i wartość człowieka jego pozycją zawodową - ze wstydem wyznaje, że są „tylko żonami". Większość kobiet nadal wykonuje gros prac domowych - na każde dwie godziny, jakie męż­czyzna poświęca obowiązkom domowym, przypada pięć godzin pra­cy kobiety. Nawet kobiety pracujące zawodowo na pełnym etacie mó­wią, że mężowie „pomagają" im w domu, przyznając w ten sposób, że to one przede wszystkim są odpowiedzialne za organizację domu i rozdział obowiązków pomiędzy domowników. Także w tych mał­żeństwach, które świadomie przyjmują zasadę równego podziału obo­wiązków, okazuje się jednak, że kobiety zajmują stanowisko kierow­nicze - muszą przypominać mężom o ich zadaniach. Nawet w krajach skandynawskich, w których role płciowe uległy zatarciu, takie zada­nia, jak żywienie rodziny, pranie, sprzątanie, opieka nad dzieckiem, w 70% rodzin należą do kobiet, natomiast mężczyźni płacą rachunki i zajmują się utrzymywaniem gospodarstwa domowego w dobrym stanie technicznym.

W świadomie neutralnym wobec spraw płci modelu życia w kibu- cu pojęcie „prac kobiecych" uparcie trwa - a jego zakres definiowa­ny jest przez same kobiety. Więcej niż dziewięć na dziesięć kobiet pierwotnie wykonujących pracę typowo męską powróciło do zajęć bliższych kobiecego modelu. „Obie płcie wykazują zainteresowanie zajęciami typowymi dla swojej płci - dochodzą do wniosku autorzy pracy z ostatnich lat - a odnosi się to szczególnie do kobiet. [...] Ko­biety dążą do większej polaryzacji, a mężczyźni do mniejszej polary­zacji" zestereotypizowanych ról płciowych.

Wydaje się, że to „dążenie kobiet" pozostaje w konflikcie z dąże­niami ruchu wyzwolenia kobiet. Co więcej, pragnienie, by powrócić do kobiecych zajęć, wydaje się silniejsze wśród kobiet młodych.
 
Quote
„Ja­kaś potężna siła (czy też wiele sił) wkracza między ideologię kibucu a rzeczywistość jego struktury społecznej [...]."

Ta „potężna siła" pochodzi z samej natury męskiego i kobiecego mózgu.
Mężczyźni rzeczywiście „nie widzą" brudnej szklanki - czę­ściowo dlatego, że ich oko gorzej postrzega detale, ale przede wszyst­kim dlatego, że czyste szklanki zajmują dość daleką pozycję w ich wi­zji świata. Dla kobiety, dla której dom jest nie tyle hotelem, co raczej tłem dla ważnych z jej punktu widzenia związków z ludźmi, brudna szklanka stanowi pośrednio milczący wyrzut wobec cenionych przez nią wartości.
Możliwe, że zamieszczona tu wypowiedź to tylko kobieca skarga na męskie postawy, ale może też ona stanowić ilustrację różnicy mię­dzy męską a kobiecą percepcją:
Quote
Jego stosunek do domu odbieram jako osobistą zniewagę. On twierdzi, że mam „bzika" na punkcie czystości, ale sam doprowa­dziłby cały dom do takiego zaniedbania, że karaluchy biegałyby po stosach brudnej bielizny obok łóżka [...].

W kibucu sprzątaniem zajmują się przede wszystkim kobiety, bo nie są one zadowolone z umiejętności swoich mężów w tej dziedzi­nie. Jeden z mężów przyznaje:
Quote
„Robię, co mogę, ale ona ma zbyt wy­sokie wymagania. Robiłbym więcej, ale jej zdaniem nie jest to dosta­tecznie dobrze zrobione. Mówi, że nawet jeśli posprzątam, ona i tak będzie musiała zrobić to po mnie jeszcze raz."

Być może wyjaśnia to, dlaczego, mimo najlepszych intencji, mąż, który stara się „pora­dzić sobie" z „irracjonalnym" zachowaniem swojej żony w czasie menstruacji, biorąc na siebie obowiązki domowe, popada w kłopoty, niewłaściwie (choćby tylko minimalnie) wkładając naczynia do zmy­warki lub źle składając obrus. Hormony uwydatniają zasadniczą od­mienność postaw i postrzegania między płciami.

„Kobiece zajęcia" to zajęcia gorsze jedynie w męskim systemie wartości, a różnica w hierarchii wartości wynika z odmiennych skłon­ności mózgów. Dla kobiety istotne jest, czyjej dom to miejsce, w któ­rym przebywać jest przyjemnie i zdrowo, bo to, co jest dla kobiety ważne - miłość, czułość, związki uczuciowe, bezpieczeństwo - naj­częściej rozgrywa się w domu. Dla mężczyzny biuro czy hala fa­bryczna są równie ważne jak dom - a miejsce pracy jest utrzymywa­ne w czystości w sposób magiczny, tajemniczy i niewidoczny przez anonimowych sprzątaczy, zanim przyjdzie on do pracy. Podział obo­wiązków, jedna z podstawowych zasad deklaracji programowej rów­nouprawnienia, nie rozwiązuje tego problemu, ponieważ większość mężczyzn przykłada znacznie mniej wagi do prac domowych i ma wobec nich mniejsze wymagania - po cichu deprecjonują więc te za­jęcia i odczuwają do kobiety urazę za jej wieczne niezadowolenie.

Całkiem podobnie mężczyzna przywiązuje też mniejszą wagę do wyglądu - tak żony, jak i własnego - nie zauważając jej nowej su­kienki czy też uparcie opierając się jej żądaniom, by kupił sobie no­we spodnie.
To jeszcze jeden przykład zasadniczych różnic w sposobie, w jaki my, kobiety i mężczyźni, widzimy świat i siebie nawzajem. Wrodzo­ny nam jest odmienny stosunek do siebie nawzajem, do naszych dzie­ci, naszej pracy i do wartości, które temu wszystkiemu przypisujemy. Odmienność percepcji, ujawniona czy to w kontaktach z dzieckiem, czy też w kwestii zmywania naczyń, może spowodować napięcia i spory. Zaprzeczanie istnieniu tych różnic powoduje dalsze narasta­nie konfliktu. „Aha, w porządku, jeśli to jest dla ciebie tak cholernie ważne, zrobię to tak, jak chcesz" - jest denerwujące, bo opiera się na założeniu, że to ,jak chcesz" jest nieważne.

Tak jak w wypadku większości różnic między płciami opisanych w tym i w innych rozdziałach, kluczem do pokojowej koegzystencji, podobnie jak w polityce, jest dyplomacja i, w mniejszym stopniu, negocjacje. W mniejszym stopniu, ponieważ negocjacje mogą doprowa­dzić do zmniejszenia zapasów broni nuklearnej, ale nie mogą wyma­zać podstawowych różnic ideologicznych. Nie ma wojny płci, nawet zimnej wojny. Ale pod pewnymi zasadniczymi względami występuje między płciami podstawowa niezgodność. Wiele udanych małżeństw stanowi hołd dla przewagi kobiet w sferze dyplomacji społecznej. Być może więcej byłoby małżeństw udanych pod każdym względem, gdyby mężczyźni nabyli choćby tę jedną kobiecą umiejętność.


12. Uprzedzenia w pracy

(...)
Mężczyźni i kobiety mają odmienny stosunek do podejmowania decyzji. Dla kobiety jest to zadanie bardziej skomplikowane, ponie­waż wchłania ona więcej informacji i bierze pod uwagę więcej czyn­ników niż mężczyzna. Siłą kobiety i jej słabością jest zdolność do do­strzegania, na przykład, ludzkiego wymiaru decyzji dotyczącej intere­sów. Jej umysł, wrażliwszy na ludzkie i moralne aspekty, mający większą łatwość łączenia tych czynników, które muszą być wzięte pod uwagę, sprawia, że podjęcie decyzji jest dla niej czymś znacznie bardziej skomplikowanym niż dla mężczyzny, który odwołuje się częściej do metod opartych na obliczeniach, regułach i dedukcji.
Różnice między płciami w rozwiązywaniu problemów badano, sta­wiając kobiety i mężczyzn wobec następującego dylematu moralne­go: żona pewnego mężczyzny jest umierająca i małżonków nie stać na kupienie lekarstwa ratującego życie - czy mężczyzna powinien to lekarstwo ukraść?

Natychmiastowa odpowiedź brzmi: „tak" - życie powinno być za­wsze ważniejsze od własności. Ale ciekawe, że kobiety i mężczyźni zabierali się do problemu według dwu odmiennych strategii. Męż­czyźni patrzyli na sprawę jako na prostą kwestię sprawiedliwości - jak należy postąpić. Kobiety zadawały inne pytania wynikające z zasady troski - jak postąpić odpowiedzialnie. Czy mężczyzna nie mógłby omówić sprawy z aptekarzem? Czy nie mógłby pożyczyć pie­niędzy? Co stałoby się z jego żoną, gdyby przyłapano go na kradzie­ży lekarstwa i wsadzono do więzienia?

Pytania stawiane przez kobiety wskazywały na to, że dostrzegają one inne wymiary problemu, w tym także aspekt moralny, kradzież. Udzielona przez nie odpowiedź może być nie tak błyskawiczna, ale z pewnością będzie to odpowiedź pełniejsza.
Jednakże „męski" etos zarządzania wymaga natychmiastowych de­cyzji - co jest odbiciem linearnej organizacji procesów intelektual­nych u mężczyzn. Trzeba mieć odwagę, żeby podjąć trudną decyzję. Czasem jednak potrzebny jest rozum, by zdać sobie sprawę, że decy­zji nie trzeba podejmować, albo że problem w rzeczywistości nie ist­nieje - i jest bardziej prawdopodobne, że będzie to rozum kobiecy.
Spójrzmy, na przykład, na słynne menedżerskie powiedzenie:
„Jeśli nie możesz znieść gorąca, trzymaj się z dala od kuchni."
Chwila zasta­nowienia wystarczy, by uznać, że jest ono głupie. Biorąc rzecz logicz­nie - oznacza, że należy zatrudniać tylko takich szefów kuchni, którzy nie mają nic przeciwko roztopieniu się z gorąca. Znacznie rozsądniej - choć być może nieco mniej macho - byłoby zasugerować, że jeżeli ktoś nie może znieść gorąca w kuchni, to kierownictwo powinno zain­stalować wyciąg kuchenny albo urządzenia klimatyzacyjne.

Jednakże w życiu zawodowym mężczyźni często fałszywie - jako brak zdecydowania - interpretują proces, w efekcie którego kobiety dochodzą do swoich wniosków albo żądają zmiany pytania. I czasem oceniają oni decyzje kobiet jako podjęte pod wpływem irracjonalnych emocji. Męskiemu umysłowi trudno pojąć, że w rezultacie pochłania­nia większej liczby danych - tak faktograficznych, jak i emocjonal­nych - proces podejmowania decyzji przez kobiety staje się dłuższy, bardziej skomplikowany i wyważony. Dla mężczyzn podejmowanie decyzji to w gruncie rzeczy dość prosta sprawa, ponieważ obce są im liczne ludzkie i osobiste aspekty wyboru. A łatwiej jest uporządkować mniejszą liczbę elementów niż większą.
Różnica w podejściu do problemu czy do decyzji stanowi część ogólnej różnicy między procesami myślowymi obu płci. Mężczyźni częściej są bardziej analityczni, wydobywają to, co najistotniejsze, spośród przypadkowych szczegółów. Kobiety odbierają pełniejszy obraz.

Quote
„Kobiety zainteresowane są kontekstem sytuacyjnym; męż­czyźni zawsze próbują go ignorować na rzecz tego, co mogą z niego wyabstrahować."
« Last Edit: (Mon) 28.07.2014, 13:59:01 by BladyMamut »
“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje