Author Topic: Bitwa Warszawska 1920 - relacje świadków  (Read 1353 times)

Ardek

  • Guest
Bitwa Warszawska 1920 - relacje świadków
« on: (Sat) 19.04.2014, 15:22:48 »
Bitwa Warszawska 1920 - relacje świadków

Motto
"Prawdę mówić, prawdą się kierować,
Prawdy dochodzić, prawdy żądać..."
Wincenty Witos


"Piłsudski w najwyższym stopniu zirytowany przemówieniem Dmowskiego: W łeb można sobie strzelić”. „Chwila była istotnie tragiczna. Oczekiwałem i nie tylko ja, «iż lada moment usłyszymy z drugiego pokoju strzał w łeb”.
(Maciej Rataj „Pamiętniki”, ROP 19 lipiec )

"Gdy więc zostałem wezwany do Belwederu, mogłem przeprowadzić rozmowę mając dobrze uformowaną opinię o faktycznym stanie tak na froncie jak i w kraju. Jeszcze nigdy nie widziałem Piłsudskiego w tak wielkim rozstroju i depresji jak wtedy. Nie mógł się opanować, widocznie wstrząśnięty niepowodzeniem na froncie Rydza-Śmigłego, jak również z powodu załamania się frontu północnego, że aż powiedział:" Pozostało mi chyba w łeb sobie strzelić". Moja odpowiedź była: "Po co się z tym spieszyć. I co komu z tego przyjdzie? Zdaje się, że lepiej zastanowić się nad możliwością opanowania sytuacji."
(J.Haller pamiętniki)

„W sierpniu 1920 roku byłem świadkiem zupełnego załamania się marszałka Piłsudskiego w gabinecie gen. Rozwadowskiego, w którego obecności chciał popełnić samobójstwo. Muszę opisać to szczegółowo przy innej okazji. Na razie powiem tyle. Byłem w najbliższej gabinetu gen. Rozwadowskiego sali, generał nagle mnie wezwał i zobaczyłem marszałka wyraźnie załamanego. Na stole leżał rewolwer. Gen. Rozwadowski wziął go w ramiona i powiedział:
- Naczelniku, wszystko będzie dobrze. Czeka nas nie tylko poprawa sytuacji, ale i wielkie zwycięstwo. Marszałek uspokoił się i usiadł. Prosił o adiutanta, po czym z nim wyszedł do samochodu, odprowadzony przez gen. Rozwadowskiego.Wyjechał zapewne do Belwederu. Gen. Rozwadowski w jakąś godzinę później wyjechał do Belwederu . Byłem z nim, lecz na ten temat nie chciał nic więcej mówić. Był jednak przejęty tym faktem.Później, kiedy wróciliśmy do Sztabu i następnie do hotelu, opowiedział mi pokrótce co zaszło, lecz prosił, bym nikomu o tym nie mówił.Gen. Rozwadowski uważał, że faktycznie to on jest odpowiedzialny za planowanie operacji i za jej wykonanie, a nie marszałek Piłsudski"
(Marceli Kycia „Notatki z pamiętnika: o bitwie warszawskiej”)

'"Generał Rozwadowski opuścił posiedzenie wcześniej, wywołany do sztabu dla jakiejś ważnej sprawy, a późnym wieczorem przyszedł znowu do mnie. Zauważyłem, że był nieco zmieniony. Okazywał znacznie mniej optymizmu, choć nie tracił wiary w zwycięstwo, a ostatnie niepowodzenia przypisywał rozkazom Piłsudskiego, które niweczyły jego zamierzenia, a którym się musiał podporządkować. - Nie mogę taić przed panem-mówił-że wojska bolszewickie postępują wciąż jeszcze bardzo szybko naprzód, nie trafiając przy tym na poważniejszy opór, gdyż nieraz uciekają przed nimi całe nasze nawet silne oddziały, rzucając broń z takim trudem nabytą, nie chcąc stawić czoła nieprzyjacielowi. Wielu nawet wyższych oficerów całkowicie zawiodło".(...).Skarżył się znowu szeroko, że p. Piłsudski, nie mając ani nauki, ani potrzebnego doświadczenia, a uważając się za wszystko wiedzącego, przeszkadza celowej akcji. Bolszewicy nauczyli się bardzo wiele i stali się groźnymi przeciwnikami. Twierdził, że z winy Piłsudskiego bitwa pod Brodami z Budionnym nie przyniosła pełnego zwycięstwa, gdyż na wiadomość o
upadku Brześcia kazał ją przerwać zupełnie niepotrzebnie. Siły wycofane stamtąd nie mogą już zdążyć, żeby wziąć udział w walce nad Bugiem, a Budionny pozostaje w dalszym ciągu dla nas groźną potęgą, mając możność odpoczynku i przegrupowania. W końcu zaznaczył, że jakkolwiek się dzieje, to on jest pewny zwycięstwa."
( W. Witos "Moje wspomnienia" cz.2 wyd. LSW 1990 str. 86)

"W rządzie panowało ogólne przekonanie, że cały plan operacyjny, mający się przeciw bolszewikom przeprowadzić, zostanie opracowany wspólnie przez Piłsudskiego, gen. Rozwadowskiego i gen. Weyganda. Czy był on dziełem ich wspólnej pracy, czy jednego z nich, nie wiedział nikt z nas dokładnie. Wiem, że tak Piłsudski, jak i Rozwadowski przypisywali sobie jego autorstwo i o tym nieraz mówili, natomiast gen. Weygand uparcie milczał".
(W. Witos "Moje wspomnienia" cz.2 wyd. LSW 1990 str. 88)

" Z ciężarem tym najwięcej miałem do czynienia, gdy wieczorem 5 sierpnia i w nocy na 6 sierpnia nie na jakiejś naradzie, lecz w samotnym pokoju w Belwederze, przepracowywałem siebie samego dla wydobycia decyzji." (...) "Warszawę skazywałem z góry na pasywną rolę, na wytrzymanie nacisku, który szedł na nią. Lecz wtedy z pasywną rolą wiązać nie chciałem ogromnej większości sił swoich. Gdy znowu myślałem o zmniejszeniu obsady pasywnej, to bać się zaczynałem o to, czy Warszawa wytrzyma i czy sam fakt wymarszu jakiejś części wojska, już do niej wciągniętej, nie wywoła zmniejszenia słabych sił moralnych i braku zaufania do możliwości obrony."(...) "Wszystko wyglądało mi w czarnych kolorach i beznadziejnie"(...)" Gdy 6 sierpnia rano zameldował się u mnie po rozkazy gen. Rozwadowski, wszedł do mego gabinetu ze szkicem, jako jeszcze jedną propozycją czy kombinacją."(...)" Po krótkiej dyskusji wybraliśmy jako miejsce koncentracji okolice przykryte względnie szeroką rzeką Wieprzem z oparciem lewego skrzydła o Dęblin i przykryciem w ten sposób mostów zarówno przez Wisłę jak i przez Wieprz. Na tej podstawie wypracowany został rozkaz 6 sierpnia, regulujący rozkład strategiczny dla wojsk do bitwy pod Warszawą."
(J. Piłsudski "rok1920" str.84-85).Dodam, że chodzi o rozkaz nr 8358/III- mój dopis

" Tam, przez całą noc pracował nad planem kontrofensywy.(...).Rano plan uderzenia był gotów i mimo powątpiewań oraz wręcz niewiary w jego skuteczność ze strony niejednego ze sztabowców, Piłsudski nie pozwolił na wprowadzenie żadnych zmian. Uważał, że wahanie byłoby fatalnym błędem. Plan jest i - zły czy dobry - musi być wykonany"(...)" On jednak wierzył w swój plan i jeżeli lękał się czegokolwiek to, jak potem pisał, tylko szczupłości sił, z jakimi miał dokonać uderzenia. Dla podtrzymania zesłabłego ducha stolicy, Piłsudski musiał pozostawić niewspółmiernie dużą część sił dla stolicy.
(A. Piłsudska "Wspomnienia" str.192)

"(...)przybył do mnie szef sztabu głównego gen. Rozwadowski wręczając mi przez niego napisany rozkaz 10.000 z żądaniem, abym go podpisał, jak to uczynili już inni , wskazując podpis Naczelnego Wodza , dowódcy V armii i innych."
(J. Haller pamiętniki). Miało to miejsce 10 sierpień - mój dopis

"W dniu 10 lub 11 sierpnia 1920 roku, na kilka dni przed rozpoczęciem ofensywy przeciw bolszewikom, p. Piłsudski zaprosił mnie, wicepremiera p. Daszyńskiego i ministra Skulskiego na osobną, a jak mówił, bardzo ważną i poufną konferencję. Odbyła się ona w prezydium Rady Ministrów. Naczelny Wódz był mocno skupiony i poważny, a jak mi się wydawało, przybity, niepewny, wahający się i silnie zdenerwowany (...). W ciągu rozmowy wyjął z kieszeni nie zapieczętowany list i odczytał go głosem ogromnie niewyraźnym i zmienionym. Na czterech kartkach małego formatu mieściła się dość obszernie umotywowana jego dymisja ze stanowiska Naczelnika Państwa. W piśmie tym zaznaczył, że nie wiedząc, czy i kiedy będzie mu dane wrócić z placu boju, gdyż losy jego uważa za niepewne, mnie prosi i upoważnia do zastępowania go na jego urzędzie. Co zaś do samej rzeczy i pisma, prosi o zachowanie bezwzględnej tajemnicy tak długo, jak tego będą wymagały stosunki, i ja sam uznam za potrzebne".
(...)" Nigdy nie miałem zupełnego zaufania do p. Piłsudskiego, czułem jakieś niezrozumiałe może nawet uprzedzenie, byłem zadowolony, jak nie musiałem się z nim stykać. Poza tym uprzedzeniem nie mogłem się pogodzić z jego posunięciami politycznymi, szczególnie z okresu rządów Moraczewskiego, musiało mnie razić jego stanowisko w sprawie obrony Małopolski wschodniej, upór przy swoim sposobie tworzenia armii, stare, częste bardzo niesympatyczne praktyki z Legionów, błędy szczególnie w czasach ostatnich popełnione, tak wyraźne i tak bardzo kosztowne - to jednak wtenczas widząc u niego wielką troskę odbijającą się wprost na twarzy, szczerosć w rozmowie, wielką obawę o wolność i całość Ojczyzny, miałem wrażenie, że się grubo mylą ci wszyscy, którzy mu robią zarzuty lekkomyślności, a nawet zdrady i że ja sam byłem także czasem w błędzie, posądzając go o osobiste ambicje i brak dobrej woli. Prawda, że pod ciężarem tych wielkich wypadków trudno było nieraz należycie zebrać biegające myśli. Jeszcze w obecności p. Piłsudskiego pismo jego zamknąłem do kasy ogniotrwałej w Prezydium Rady Ministrów, zaglądając codziennie czy go kto rzypadkiem nie ukradł albo nie naruszył. Kiedy zaś minęły ciężkie dniwojenne, pojechałem do Belwederu i oddałem pismo jego autorowi, będącemu wówczas w innym zupełnie nastroju. Biorąc je ode mnie i dziękując za solidne, jak mówił, postępowanie, twierdził, że sobie o tym zupełnie zapomniał. Opiekując się troskliwie tym dokumentem przez parę tygodni, miałem pewne skrupuły co do zrobienia sobie z niego odpisu. Ciekawość jednak zwyciężyła, odpisu dokonałem. Niewiele mi jednak z niego przyszło, gdyż w czasie wypadków majowych w roku 1926 nieznani sprawcy ukradli mi go, zabierając przy tym i inne dokumenty. Moje zachowanie się wobec Piłsudskiego było chyba zupełnie bez zarzutu, niestety, pan Naczelnik wcale się wobec mnie dżentelmenem nie okazał. Mimo wszystko swojego postępowania nie żałuję, choć nieraz gorycz przychodzi."
( W. Witos "Moje wspomnienia" cz.2 wyd. LSW 1990 str. 90-91)

" (...)12 sierpnia wieczorem wyjechałem z Warszawy. Wyjeżdżałem pełen poczucia nonsensu i nawet pewnego wstrętu do siebie, że dla tchórzostwa i niemocy polskiej musiałem zaprzeczyć wszelkiej logice i wszelkim zdrowym prawom wojny. Natomiast - wyznaję - odczuwałem bardzo silną ulgę, gdy opuszczałem środowisko, gdzie minuta znaczy więcej niż godzina, godzina więcej niż doba, a doba więcej niż tydzień"
(J. Piłsudski "rok 1920" str.89)

"Gdy żegnał się z nami, przed wyjazdem do Puław, był zmęczony i posępny. Ciężar olbrzymiej odpowiedzialności za losy kraju, przygniatał go i sprawiał mękę. Ja w tym czasie znajdowałam się w okolicy Krakowa, dokąd mnie wyćwakuowano razem z Wandą i Jagodą, która kilka miesięcy przedtem przyszła na świat. Mąż przyjechał z Aleksandrem Prystorem, pożegnał się z dziećmi i ze mną, tak jak gdyby szedł na śmierć. Niecierpliwiła go moja absolutna pewność, że bitwa skończy się naszym zwycięstwem, a jemu nic się nie stanie. Nie wiem jak to nazwać: może przeczuciem, może instynktem, może intuicją, ale tak było rzeczywiście.(...) A teraz nie miałam najmniejszych wątpliwości, że wszystko będzie dobrze. "Rezultat każdej wojny - powiedział do mnie mąż przed rozstaniem jest niepewny aż do jej skończenia. Wszystko jest w ręku Boga".
(Aleksandra Piłsudska "Wspomnienia" str.193) Moje wtrącenie: Aleksandra jeszcze wtedy nosiła nazwisko Szczerbińska. Żoną Piłsudskiego w ten czas była Maria, z którą kontaktów już nie utrzymywał.

"Po przybyciu do Puław, jako do swojej kwatery, i rozejrzeniu się w sytuacji skonstatowałem od razu kilka rzeczy. Przede wszystkim, że stan moralny wszystkich dywizji, a było ich zebranych cztery, nie był tak zły, jak poprzednio przypuszczałem." (...)." Oprócz tego zaobserwowałem niesłychane wprost braki w wyekwipowaniu i umundurowaniu' żołnierzy. Takich dziadów, jak ich nazywałem, dotąd w ciągu całej wojny nie widziałem. W 21 Dywizji prawie połowa ludzi defilowała przede mną w Firleju - boso. Przypominałem sobie, ile to razy i ilu z moich podwładnych w ciągu wojny przypisywało porażki, które ponieśli, nie czemu innemu, jak złemu wyekwipowaniu żołnierza."
( J. Piłsudski "rok 1920" str. 90)

"Na drugi dzień gen. Rozwadowski oznajmił Radzie Ministrów, że bolszewicy, napierając coraz mocniej na stolicę, zajęli już Radzymin i zbliżają się do miejscowości Marki, położonej zaledwie 12 kilometrów od Warszawy. Przeszli też bez dużego oporu naszych wojsk przez dwie linie obronne, świeżo zbudowane i niesłychanie słabe. Dalej przyznał, że i na innych frontach nie jest dobrze, gdyż doszli oni prawie pod Toruń, zajęli Płock i kilka innych miejscowości bardzo ważnych pod względem wojskowym. Na froncie południowym posunęli się pod Zamość i Lwów. Trzymający się najmocniej odcinek frontu pod dowództwem gen. Sikorskiego zmuszony był się cofnąć i przejść na inne pozycje. Niespodziewane przez nikogo te wiadomości wywołały w Radzie Ministrów chwilowo przygnębiające wrażenie.(...) " Generał Rozwadowski, jakby o wszystkim zapomniał, co dopiero mówił, z zupełną pewnością siebie odpowiadał, że on wykonuje swój plan sprowadzenia bolszewików pod Warszawę i rozprawienia się z nimi przy bramach stolicy. Gdy to jego oświadczenie w przerażoną Radę Ministrów uderzyło jak piorun, on śmiejąc się dodał, że wszystkich bolszewików wystrzela ..na sztrece". Ten jego optymizm trudno już było zrozumieć."
(...)"Nie tracąc ani chwili, wybrałem się w ten sam dzień po południu na front w okolicę Radzymina. "
( W. Witos "Moje wspomnienia" cz.2 wyd. LSW1990 str. 95-96)

"Przyjechał też na front premier rządu Wincenty Witos, zagrzewając młodych ochotników wiejskich, którzy zasilili szeregi 11 dywizji." (gen. J. Haller, pamiętnik )

"Zostawiwszy szofera i auto w trochę gęściejszym zaroślu, wyszliśmy z p. Skulskim kilkadziesiąt kroków poza druty na polanę. Za maleńką chwilę posypały się gęste strzały karabinowe pochodzące od strony Radzymina. Napędziły one nam sporo strachu, ale nie chcieliśmy się zaraz wycofywać,ażeby nie dawać gorszącego przykładu owym przerażonym wojakom. Ponieważ jednak ogień stawał się coraz gwałtowniejszy, zawróciliśmy, kierując się w stronę okopów(...)"
( W. Witos "Moje wspomnienia" cz.2 wyd. LSW 1990 str. str97)

" Do Warszawy powracaliśmy w ciężkim nastroju już późnym wieczorem nie wiedząc, jak jest gdzie indziej i co jutro przyniesie. Oczekujący na mnie gen. Rozwadowski miał natomiast twarz rozpromienioną, dowodząc mi dość długo, że najgroźniejsze niebezpieczeństwo minęło, jeżeli ono w ogóle istniało, a pełne zwycięstwo nad bolszewikami jest co godzina bliższe."(...)"Stosunek sił w okolicy Warszawy jest dla naszych wojsk bardzo korzystny, a można by bolszewików zupełnie połamać, gdyby Piłsudski był już uderzył znad Wieprza. Skutkiem jego zwlekania stan wytworzył się taki, że ofensywa Piłsudskiego ma zapewnione zupełne powodzenie, gdyż przed nią stoją bardzo słabe siły bolszewickie. Niesłusznie też, jego zdaniem, zaniepokoiło się Naczelne Dowództwo i gen. Weygand, gdyż do zajęcia Warszawy przez bolszewików on bezwarunkowo nie dopuści, mając do tego potrzebną siłę i ducha w narodzie. W wojsku następuje także bardzo korzystna zmiana. Jeżeli Piłsudski uderzy ze swoją armią na bolszewików dopiero dnia 17 sierpnia, jak to zamierza, to przed sobą prawie nic mieć nie będzie, bo całe siły bolszewickie zwalą się na Warszawę, a w tenczas dopiero mogłoby być źle. Spodziewając się tego tak on, jak i gen. Weygand starają się nakłonić Piłsudskiego do wcześniejszego wystąpienia i mają nadzieję, że jego
niezrozumiały upór uda się przełamać".
( W. Witos "Moje wspomnienia" cz.2 wyd. LSW 1990 str. 98)

"Z Warszawy nadeszły trwożne depesze. W pierwszym ataku Sowietów został złamany nasz opór i Radzymin wraz z okolicą został szturmem zdobyty. Depesze brzmiały trwożliwie, oddając nastrój, który musiał w stolicy panować. (...) Była w tym jakaś zagadka, której rozwiązać nie mogłem, gdyż przewracało to w pewnej mierze moje dotychczasowe pojęcie, że p.Tuchaczewski koncentrował wszystkie swoje siły na Warszawę. Lecz w trwożnych depeszach, idących z Warszawy, próbowano robić wyraźny nacisk na mnie, abym spieszył z pomocą i zgodził się, chociaż nie przygotowany, iść natychmiast naprzód. Pomimo, iż cały ten nacisk i trwoga wydawały się absolutnym nonsensem, to jednak gdy, jak wykazałem wyżej, zrobiłem ustępstwo dla trwogi z sensu i rozumu wojennego, po pewnym wahaniu przesunąłem datę wymarszu o jeden dzień i zawiadomiłem Warszawę, że zaczynam uderzenie 16 sierpnia"
( J. Piłsudski "rok 1920" str.90 )

"Na drugi dzień o godzinie dziewiątej rano rozpoczęła Rada Ministrów swoje posiedzenie. Generał Rozwadowski złożył krótkie sprawozdanie o wytworzonej sytuacji wojskowej, nie tając, że jest ona bardzo ciężka, jednak nie ma powodu do obaw, bo zmieni się ona na lepsze, może nawet w najbliższych godzinach. Gorąco przemawiał w obronie Piłsudskiego, usprawiedliwiając spóźnienie jego ofensywy."
( W. Witos "Moje wspomnienia" cz.2 wyd. LSW 1990 str. 99)

"16 rozpocząłem atak, o ile w ogóle atakiem nazwać to można. (...). Cały dzień spędziłem w samochodzie głównie przy lewoskrzydłowej 14 Dywizji, bierając ciągle dane i wrażenia swoje oraz mych podwładnych.(...), główną zagadką, którą chciałem sobie rozstrzygnąć, była tajemnica tak zwanej Grupy Mozyrskiej. Właściwie nie było jej wcale, (..)lecz taki wynik rozumowań przeczył najzupełniej dotychczasowym przez miesiąc całym wykuwanym z dnia na dzień wrażeniom, jakie posiadałem. Przecież była to jakaś apokaliptyczna bestia, przed którą cofały się przez miesiąc liczne dywizje. Wydawało mi się, że śnię. Jako wynik, do którego doszedłem, był pogląd, że czeka mnie gdzieś jakaś zasadzka.(...). A nieprzyjaciela nie było! Kazałem wieczorem całej 2 Dywizji Legionowej, oswobodzonej od zadania, skupić się natychmiast w Dęblinie i być jakąś rezerwą przy tylu tajemnicach, grożących zewsząd jakimiś zasadzkami. Gdzieś jednak musiała być mozyrska, dotąd zwycięska grupa, gdzieś także 16 Armia, atakująca Warszawę." ( J.Piłsudski "rok 1920 str.91)

"Zaraz po moim powrocie [do Warszawy] przybył gen. Rozwadowski. Obawiając się znowu nowych niepomyślnych wiadomości, patrzyłem na niego z dużym niepokojem, starając się to poznać po jego twarzy. Był jak zawsze pewny siebie, uśmiechnięty. Zaznaczył szybko, że dziś przynosi mi same dobre wiadomości. A to: Piłsudski, nalegany przez niego, gen. Weyganda i innych zdecydował się na rozpoczęcie ofensywy o jeden dzień wcześniej i już jest w pełni akcji, która postępuje nadzwyczaj szczęśliwie. Gen. Sikorski po bardzo ciężkich walkach z ogromną przewagą nieprzyjacielską nie tylko zdołał przerwać otaczającą go już obręcz sił bolszewickich, ale zmusił je do opuszczenia zajętych stanowisk i zupełnej zmiany pierwotnych planów. Wielkie odciążenie nastąpiło także na froncie gen. Hallera. Obecnie p. Rozwadowski ma tylko jedno zmartwienie, ażeby bolszewicy zbyt szybko nie uciekali. Ja tego zmartwienia nie miałem".
( W. Witos "Moje wspomnienia" cz.2 wyd. LSW 1990 str. str.109)

"Dnia 16 sierpnia grupa uderzeniowa Naczelnego Wodza wyruszyła zza rzeki Wieprz w kierunku na Mińsk Mazowiecki , gdzie spotkało się prawe skrzydło mojego frontu(15 dyw.gen. Junga) z lewym skrzydłem grupy uderzeniowej(14 dyw.gen Konarzewskiego) W już zajętym przeze mnie Mińsku Mazowieckim"( gen.J. Haller wspomnienia)

" Dzień 17 sierpnianie przyniósł mi żadnego wyjaśnienia tych zagadek. Szukałem go teraz na prawym skrzydle. Spędziłem znowu dzień cały w samochodzie, szukając śladów tajemnicy i choć pozoru zasadzek. (...)wydawało mi się, że jestem gdzieś we śnie, (...)czy śnię teraz, gdy pięć dywizji swobodnie i bez oporu przebiega śmiało te same przestrzenie, które jeszcze tak niedawno w śmiertelnej trwodze odwrotu oddawały nieprzyjacielowi? Pomimo, iż sen mógł być radosny, nie mógł się wydawać wtedy realnym. Miesiąc cały sugestii, sugestii przemocy, nie chciał mijać. Sen radości nie mógł być realnym! Pod tymi wrażeniami przyjechałem wieczorem do Garwolina. Pamiętam, jak dziś, tę chwilę, gdy pijąc herbatę obok przygotowanego do snu łóżka, zerwałem się na równe nogi, gdy wreszcie usłyszałem odgłos życia, odgłos realności, głuchy grzmot armat, dolatujący gdzieś z północy. Więc nieprzyjaciel jest! Więc nie jest on jakąś ułudą! Wstyd mi za lęk i strach, który miałem ongiś przed potworną zmorą, co zaczęła mi się wydawać jakąś dziką tylko fantasmagorią, nie był nieracjonalnym i bez powodów! Nieprzyjaciel był i świadczyła o nim muzyka .Jeszcze ułożywszy się do snu, raz po raz głowę z poduszki unosiłem, by sprawdzić swoje wrażenie. Głuchy odgłos armat miarowo, z wolna wstrząsał powietrze, mówiąc mi o boju prowadzonym bez nerwów, spokojnie, ze spokojnie odbijanym taktem. Gdzieś koło Kołbieli, czy trochę dalej, biła się w nocy moja 14 Dywizja. Obliczyłem sobie szybko, że nawet jeśli bój nie będzie miał chwilowego powodzenia i może 14 Dywizja się cofnie,
odciąży jednak swym bojem zagrożoną Warszawę, a ja nazajutrz zdążę podciągnąć do miejsca boju 2 Dywizję Legionową z Dęblina i sąsiednią 16 Dywizję od wschodu. 18 sierpnia, gdy rano zerwałem się ze snu, armaty już nie grały; była zupełna cisza." ( J. Piłsudski "rok 1920" str. 92 ).

"Przybywszy do Warszawy, zastałem znacznie zmienione położenie. Gen. Rozwadowski zakomunikował mi, że według umówionego planu pomiędzy nim a Piłsudskim i gen. Weygandem, rano w dniu 17 sierpnia wyszło spod Warszawy uderzenie kilku batalionów zaopatrzonych w pociągi pancerne i czołgi w stronę Mińska Mazowieckiego, który też wieczorem został zajęty. Gen. Haller wszedł do Mińska z czołowymi oddziałami. Wojska frontu środkowego już w pierwszym dniu walki pod komendą Piłsudskiego rozbiły grupę mozyrską, która im stanęła na drodze, a następnie znosząc liczne mniejsze oddziały bolszewickie, postępowały z niesłychaną szybkością tak, że już dnia 17 sierpnia, w walce z 16 armią bolszewicką, prawie równocześnie z gen. Hallerem dotarły do Mińska. Opowiadając mi to wesołe i wielkie zdarzenie, gen. Rozwadowski z miną triumfującą nie omieszkał mi przypomnieć, że on przecież miał rację. Nie mogłem mu tego rzecz oczywista odmówić. Wypadki postępowały z coraz większą szybkością. W nocy na 18 sierpnia armia bolszewicka rozpoczęła ogólny odwrót spod Warszawy, inne jej części cofały się już wcześniej pod naporem wojsk gen. Sikorskiego. Losy przeważyły się w sposób już widoczny"( W. Witos "Moje wspomnienia" cz.2 wyd. LSW 1990 str. str.114)


Hstorycy są zgodni co do faktu, że w nocy 18 sierpnia płk. Tuchaczewski zarządził generalny odwrót. Walki jeszcze trwały kilka dni. By być uczciwym, trzeba napomknąć że Piłsudski będąc już wtedy w Warszawie zorganizował grupę pościgową i nawet z sukcesami ganił potem bolszewików, nie dopuszczając do prób reorganizacji wojsk Tuchaczewskiego.


Dodatek 1: akt chrztu z 15 sierpnia 1920 r w Puławach, na którym wśród obecnych
widnieje podpis Józefa Piłsudskieg: CTTTRLKOQ -->http://4.bp.blogspot.com/-en9ka5I6nXU/Ua...G_0311.jpg


Dodatek 2: stosunek Zydów do tego wydarzenia.

"W Siedlcach zaraz na wstępie uderzyło mnie dziwnie, że obowiązki straży obywatelskiej spełniali prawie że wyłącznie Żydzi. Nosili oni biało-czerwone opaski na rękach i kłaniali się do pasa każdemu, kogo spotkali na ulicy. Miasto przedstawiało dość przykry widok. Ulice były w najwyższym stopniu zaśmiecone, domy odrapane, sklepy pozamykane. Z mieszkań nieśmiało wyglądali Żydzi, zaczynając zbierać się w drobne gromadki. Wszystkie domy żydowskie były gęsto udekorowane flagami polskimi. To nie przeszkadzało, że przed paru dniami zaledwie na tych samych domach powiewały czerwone, bolszewickie sztandary. Od prezydenta miasta Siedlec, p. Koślacza, dowiedziałem się tej smutnej prawdy, że prawie cała ludność żydowska Siedlec nie tylko stanęła po stronie bolszewików, ale razem z nimi zaczęła nękać ludność polską. Wojska bolszewickie zaopatrywała we wszystko, przeważnie nie żądając żadnej zapłaty. Wielka zaś jej część wobec Polski ujawniła stanowisko wyraźnie wrogie. władze wojskowe po wejsciu do miasta uwięziły w Siedlcach znaczną ilość Żydów i oddały ich pod sąd. Kilka wyroków wydano i wykonano, ale bardzo wielu Żydów uniknęło wymiaru sprawiedliwości, gdyż sądy, podobno na życzenie p. Piłsudskiego, prowadziły przewlekłe dochodzenia, a zanim je ukończyły przybyła komisja międzynarodowa, z nią umorzenie sprawy. Winowajcy Żydzi wyszli więc wolno."
( W. Witos "Moje wspomnienia" cz.2 wyd. LSW 1990 str. 116)

Geneza Bitwy Warszawskiej - czyli dlaczego Piłsudski chciał sobie "strzelać w łeb"?

Odpowiedzi na to pytanie udzielę od razu. Miał powody. Naczelnik Państwa był bezpośrednio odpowiedzialny za sprowadzenie najazdu bolszewików pod Warszawę, zagrażając nie tylko zrodzonej co dopiero niepodległości Polskiej, ale także całej zmęczonej wojną zachodniej Europie! I nie jest to pusta polityczna odpowiedzialność, a odpowiedzialność rzeczywista poparta konkretnymi działaniami, lub ich brakiem.
Piłsudski miał szczęście, że o jego nieudolności i nieodpowiedzialnym zachowaniu mówiono wtedy jedynie za kulisami i to nie wiele, by w chwilii czychającej groźby skupić się głównie na ważnych jednolitych decyzjach, gdzie jawna krytyka mogła by tylko doprowadzić do wewnętrznych sporów i upadku morale armii.

"Na skutek bardzo poważnych zarzutów podnoszonych przeciw p. Piłsudskiemu, odbyło się kilka poufnych konferencji, ale znaczna większość przedstawicieli stronnictw oświadczyła się za utrzymaniem go na dotychczasowym stanowisku, żeby nie drażnić jego dość licznych i zaciętych zwolenników, a przy tym uniknąć walki kandydatów na stanowisko po nim"

Oczywiście wielu powie, że nawet jeśli to każdy popełnia błędy, nie wszystko można przewidzieć. Ostatecznie i tak naprawił je w bitwie Warszawskiej. O jego wpływie na losy bitwy napisałem( w zasadzie cytując) na początku. Świadomie, w przeciwieństwie do systemu nauczania historii, gdzie uczy się interpretacji nie podając źródeł. Ja podałem źródła bez interpretacji i nic więcej nie w tym zakresie od siebie nie dodam. Mówiąc o przyczynach, zachowam zbliżoną formę, dodając jednak od siebie trochę więcej

Oto co przeczytamy z dzienników W. Witosa

"(...)w pierwszych dniach lipca 1920 roku, w gabinecie marszałka Sejmu p. Trąmpczyńskiego, odbyła się poufna konferencja przewodniczących polskich stronnict."
W konferencji wziął udział Naczelnik Państwa i Naczelny Wódz, Józef Piłsudski, i szef Sztabu Generalnego, gen. Stanisław Haller. Złożył on długie sprawozdanie dotyczące sytuacji wojskowej, wytworzonej na froncie. Było ono nie tylko zupełnym potwierdzeniem głoszonych wiadomości, ale [tchnęło] także kompletną beznadziejnością, gdyż nie postawił nawet żadnego wniosku. Ze sprawozdania jego wynikało, że armia polska odnosiła łatwe zwycięstwa dopóki bolszewicy byli zaangażowani w walce z białymi armiami. Po zwycięstwie nad nimi przerzucili na nasze fronty ogromne siły przeciw słabej liczebnie armii polskiej. Nasza ofensywa kwietniowa doprowadziła do wzięcia Kijowa. Nie mając jednak dostatecznych rezerw potrzebnych do odparcia silnego przeciwnika i utrzymania zdobytego kraju, musieliśmy się cofać. Rachuby na powstanie ludności ukraińskiej przeciw Sowietom prawie zupełnie zawiodły"

Dlaczego rezerwy w liczbie żołnierzy okazały się niewystarczające ?

"Po wyjściu Korfantego i Seydy, p. Kędzior zwrócił się do Piłsudskiego w sprawie obrony Lwowa i Małopolski wschodniej, domagając się od niego jako Naczelnika Państwa wydania dekretu, powołującego pod broń kilka roczników młodych ludzi w Królestwie. Z kolei ja postawiłem żądanie rozwiązania Polskiej Organizacji Wojskowej i innych mających charakter partyjny, a utworzenia jednolitej armii polskiej. Odpowiedział nam, że nie jest w stanie nic uczynić z powodu braku umundurowania, Kiedy mu na to oświadczyliśmy, że w samym Krakowie znajduje się przeszło sto tysięcy kompletnych mundurów, odrzekł, że ich nie ma czym przewieźć, a gdy mu poseł Kędzior, śmiejąc się, przedstawił, że to żadnej trudności nie stanowi, odpowiedział silnie rozdrażniony, że on jest w okresie tworzenia armii, dla której POW musi stanowić kadry.
(...)Oburzenie swoje wyładował tez zaraz za drzwiami, odzywając się głośno do mnie: - Panie, przeciez ten uwielbiany Piłsudski to zaślepiony socjalista i jakiś dziki człowiek."

Czytamy dalej w temacie konferencji

"(...)skończył gen. Haller głosem przyciszonym, a nuta jego : dla nas nie ma już żadnego ratunku. Uczestnicy konferencji siedzieli jak przykuci do stołków, wydając czasami ciężkie, przytłumione oddechy. Nastrój na sali panował zupełnie grobowy. Piłsudski milczał, siedząc ze spuszczoną głową i oczyma utkwionymi w ziemię, mimo że oczy wszystkich uczestników były na niego zwrócone. Każdy zaś z nich pamiętał dobrze niedawne jeszcze przechwałki Piłsudskiego, jego upór, niechęć do zawarcia pokoju i lekceważenie przeciwnika i uważał go słusznie za sprawcę klęsk i nieszczęścia."

O lekceważeniu.

"W polskich sferach wojskowych, grupujących się koło Piłsudskiego, a częściowo także i politycznych, panowało ogólne przekonanie, że wojna z bolszewikami będzie sobie zwyczajnym spacerem, bowiem armia bolszewicka nie przedstawia żadnej prawie wartości bojowej, gdyż została nie tylko że zdemoralizowana przez samych bolszewików, rozbijających front rosyjski i wzywających żołnierzy do porzucenia broni oraz głoszących pokój na zawsze i za wszelką cenę. Poza tym miała ona być źle uzbrojona, głodna i niekarna, niezdolna więc do żadnego oporu, a na dobitek złego zmuszona walczyć z armiami gen. Wrangla, Judenicza, Denikina, wspieranych przez państwa koalicyjne. Piłsudski, postępując wciąż naprzód za uciekającymi wojskami bolszewickimi nie tylko że dogadzał swojej próżności i grał na ambicji wielu Polaków, ale torował sobie drogę do wykonania swoich planów federacyjnych, dla których trzeba było zdobyć na bolszewikach ziemie białoruskie i ukraińskie. Przedsięwzięcie to mogło być dokonane tylko polską krwią i ofiarami, bo siły, jakie zgromadził ataman ukraiński Petlura, były niepomiernie małe."

O możliwości pokoju.

"Nie wszytkim było wiadomo, że jeszcze dnia 22 grudnia 1919 roku rząd sowiecki zwrócił się do rządu polskiego osobną notą, prosząc o wyznaczenie miejsca i terminu do rokowań pokojowych. Gdy rząd polski na tę propozycję nie dał żadnej odpowiedzi, Rada Komisarzy Ludowych wystąpiła z publiczną deklaracją do rządu i narodu polskiego, w której poręczała niepodległość Polski i zapowiedziała, że wojska sowieckie nie przekroczą linii: Drysy, Połocka, Borysowa, Cudnowa, Baru i zadeklarowała, iż ,,nie ma żadnej kwestii, której by się nie dało załatwić drogą porozumienia". Komisja zagraniczna Sejmu polskiego stwierdziła gotowość rozpoczęcia rokowań w porozumieniu z mocarstwami sprzymierzonymi i zainteresowanymi. Ludność ziem leżących poza granicami obecnej Polski miała się oświadczyć w plebiscycie co do swojej państwowej przynależności. Rząd mimo to wciąż zwlekał, a Piłsudski odnosił tanie zwycięstwa nad cofającymi się rozmyślnie bolszewikami. Dopiero 27 marca 1920 roku minister Patek zaproponował rządowi sowieckiemu rozpoczęcie rokowań pokojowych w dniu 10 kwietnia 1920 roku w Borysowie i to pod warunkiem, że jedynie na tym odcinku zostaną wstrzymane działania wojenne. Rząd sowiecki na to się nie zgodził, domagając się całkowitego rozejmu i wyznaczenia jakiejkowiek innej miejscowości dla rokowań pokojowych, jednak dalej od frontu bojowego położonej. Wymienił też Londyn, Paryż, Moskwę, a nawet Warszawę. Piłsudski wiedząc, że bolszewicy znajdują się w ciężkim położeniu z powodu walki na kilku frontach równocześnie, zwłóczył bezustannie, upierając się tak przy lokalnym zawieszeniu broni, jak też i przy Borysowie. O ten Borysów rozbiły się ostatecznie w połowie kwietnia rokowania pokojowe. Piłsudski postawił na swoim. Było w tym bardzo wiele winy premiera p. Skulskiego, który nie tylko że się na postępowanie Naczelnego Wodza zgadzał, plany jego gorliwie popierał, ale się starał do żadnej krytyki nie dopuścić. Komisję Spraw Zagranicznych terroryzował, a przewodniczącemu p. Grabskiemu groził, traktując go jako zdrajcę owej nowej, powiększyć się mającej, Ojczyzny. "
Ten zaś przewodniczący Komisji Spraw Zagranicznych, prof. Stanisław Grabski, będący także zwolennikiem jak największej Polski, opowiadał mi kilka razy z przerażeniem o postępowaniu p. Piłsudskiego, które nazywał szaleństwem, i Skulskiego, który - jego zdaniem - w tym czasie nie tylko że się wyzbył wszelkiej woli, ale także i rozsądku. Przepowiadał z goryczą, że obaj ci ludzie będą Polskę kosztować wiele krwi i ofiar"

Oczywiście ile warte są deklaracje bolszewików?. Ale skoro są mało wiarygodne to może należało iść z Antonem Denikinem, rosyjskim generałem "białych" walczącym z bolszewikami, którego matką była polka, miał żonę polkę, i płynnie mówił po polsku.

"Gdyby rząd polski umiał porozumieć się z Denikinem przed jego klęską, gdyby nie bał się hasła imperialistycznego: ,,jedna, niepodzielna, wielka Rosja", wówczas uderzenie Denikina na Moskwę, posiłkowane przez ofensywę polską z zachodu, mogłoby skończyć się dla nas znacznie gorzej i trudno nawet zdać sobie sprawę z możliwości ostatecznych wyników. Ale złożony splot interesów kapitalistycznych i narodowych nic pozwolił zrodzić się temu sojuszowi i Armii Czerwonej wypadło potykać się z wrogami po kolei, co w znacznej mierze ułatwiło jej zadanie
Michaił Tuchaczewski. "Pochód za Wisłę"

"Proponowałem polskiemu dowództwu, by posunęło swoje wojska do górnego Dniepru, w ogólnym kierunku na Mozyrz. Ta jedna dywersja, jak widoczne jest ze schematu, wiodąca do unicestwienia XII armii sowieckiej, nie przedstawiała dla Polaków żadnej trudności i nie wymagała żadnych niezwykłych ofiar”.
Denikin „Kto spas sowietskuju włast od gibieli”,( "kto uratował władzę radziecką od upadku")

Tymczasem...

Cytując za CTTTRLKOQ -->http://tylkoprawda.akcja.pl/ojm063.html
"Kto uratował sowiecką władzę od zguby? – pierwszy raz pytanie to, skierowane retorycznie przeciw Piłsudskiemu, padło 29 listopada 1919 roku. W liście skierowanym w tym dniu do polskiego Naczelnika Państwa przez pobitego właśnie przez bolszewików generała Antona Denikina, dowódcę sił zbrojnych Południa Rosji (czyli głównej części armii "białej" Rosji) pojawia się ten właśnie zarzut: Piłsudski świadomie wstrzymał działania Wojska Polskiego na przeciwbolszewickim froncie na przełomie lata i jesieni roku 1919, kiedy wojska "białych" szły na Moskwę. Wstrzymał, bo chciał, żeby "czerwoni" pobili "białych" – bo uznał "czerwonych" za mniejsze zło, z punktu widzenia polskiego interesu narodowego. I stało się, stwierdzał Denikin. Bolszewicy mogli przesunąć z uspokojonego w ten sposób frontu przeciwpolskiego 43 tysiące "bagnetów i szabel" – poważną siłę uderzeniową, którą przetrącili kręgosłup ofensywie "białych", a następnie zepchnęli ich na brzeg Czarnego Morza. Lenin wygrał wojnę domową dzięki krótkowzrocznej decyzji Piłsudskiego. Polska zapłaci za to kiedyś, dodawał złowieszczo Denikin: zapłacą jej za to bolszewicy lub rosyjsko-niemieckie przymierze."

Prorocze?

Wracając do zapisków W. Witosa...

"Pan Piłsudski zaś, rozpętawszy wojnę, nie chciał w chwili odpowiedniej zawrzeć pokoju, a zapowiedziawszy, że może bolszewików bić, gdzie zechce i ile zechce, wcale tego nie dotrzymał, dając się natomiast bić bolszewikom na każdym kroku."

"(...)Rozpoczęły więc odwrót, i to na całym froncie. Odwrót ten przemienił się w wielu wypadkach w paniczną ucieczkę, powodującą niesłychane wprost straty tak w ludziach, jak i w materiale. Kiedy nieco później zapytałem o szczegóły tej nieszczęsnej wyprawy ( wyprawa kijowska) jednego z generałów, odpowiedział mi, że nie wie, czy tam poniesiono większą hańbę, czy szkodę, woli zamilczeć, bo bez żalu i oburzenia nie może o tym mówić."

Tym generałem jest prawdopodbnie St. Haller, który wiedział o wcześniejszej .możliwości "połączenia" sił z Deninkinem, a także w efekcie o zaniechaniu działań do czasu rozwiązania sytuacji wewnątrz Rosji.

"Powszechnie robiono Piłsudskiemu wyrzuty, że tę całą wyprawę przygotował i poprowadził niesłychanie lekkomyślnie, nie mając prawie żadnych rezerw, że ponadto dał się bolszewikom wciągnąć w zastawioną pułapkę, nie wiedząc o niczym, a idąc ślepo naprzód."


I właśnie dlatego Piłsudski chciał "strzelać sobie w łeb" a ostatecznie złożył później "tylko" dymisję.

Żródło: montezuma z OU
« Last Edit: (Thu) 01.01.1970, 02:00:00 by Guest »