Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj.

Aktualności: Małe zmiany w przywilejach użytkowników <CZYTAJ> Nie możesz się zalogować? Wyczyść w przeglądarce ciasteczka i aktywne zalogowania (wszystkie).
W razie czego jesteśmy na FB(link). Pozdrawiamy Ekipa

Autor Wątek: Demografia. Plan depopulacyjny dla Polski (13-20 mln) - doc. Józef Kossecki  (Przeczytany 2183 razy)

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • *
  • Wiadomości: 2 542
  • Reputacja: +12/-0
Plan depopulacyjny dla Polski (13-20 mln) - doc. Józef Kossecki

"Korzystać trzeba z różnych źródeł, kryterium jest jedno czy są tam informacje czy hasła, jak hasła to szkoda czasu, jak informacje to pilnie studiować i z róźnych najlepiej przeciwstawnych źródeł" - Józef Kossecki


Plan depopulacyjny dla Polski (13-20 mln) - doc. Józef Kossecki


Dzieci do Śmieci

Róbcie studia zamiast bachorów.

Tylko zwolennicy teorii płaskiej Ziemi mogą twierdzić, że problem przeludnienia nie istnieje - oświadczył ostatnio w BBC sir David Attenborough, legendarny brytyjski twórca programów popularnonaukowych, w 1985 r. nagrodzony za swoją działalność tytułem szlacheckim. Attenborough jest patronem i twarzą organizacji Optimum Population Trust, która stawia sobie za cel przełamanie tabu związanego z kontrolą populacji ludzkiej. Na stronie organizacji można złożyć ślubowanie "Postaram się mieć nie więcej niż dwoje dzieci!" i znaleźć wyliczenie wskazujące, że bez podobnych postanowień w 2050 r. ludzi będzie 9,1 miliarda, co, zdaniem niektórych badaczy, 5-krotnie przekracza optymalną populację Ziemian. Optymalną - czyli taką, która jest w stanie funkcjonować w nieskończoność w oparciu o odnawiające się dobra naturalne, nie zaburzając równowagi ekologicznej i nie zmierzając do pewnej katastrofy. Gdziekolwiek kobiety mają prawa polityczne i wykształcenie, gdzie istnieje dostęp do nowoczesnych sposobów kontroli urodzin - poziom dzietności spada. Wszystkie te przejawy cywilizacji obecne są w południowoindyjskim stanie Kerala. I tam dzietność wynosi 1,1, podczas gdy w Indiach 2,8. W buddyjskiej Tajlandii 1,8, w katolickich Filipinach 3,3 - mówi Attenborough. Zjawisko prowokowanego i wspieranego przez katolicyzm nieopanowanego "rozmnażactwa", które prowadzi do dewastacji Ziemi, Attenborough nazywa słoniem w salonie - czyli problemem, który mimo jego oczywistości wszyscy starają się ignorować. W tym wypadku uparte przemilczanie niebezpieczeństw związanych z przeludnieniem Ziemi, także przez organizacje ekologiczne, to efekt nie najlepszych skojarzeń historycznych, jakie wywołuje idea kontroli populacji: na myśl przychodzą naziści i ich koncepcje eugeniczne czy totalitarne Chiny. Zwolennicy ograniczania rozrostu populacji odpowiadają, że nie zamierzają zakazywać posiadania dzieci, lecz chcą namówić ludzi do refleksji nad tym, jak ich niepohamowany pęd do rodzicielstwa wpływa na losy planety - a więc także na losy ich własnych dzieci. Trudno jednak nie zauważyć, iż brytyjscy zwolennicy promocji kontroli urodzin są w dość komfortowej sytuacji - wedle badań opinii publicznej 33 procent wyspiarzy uważa wysoki przyrost naturalny za najważniejszy problem zagrażający przyszłości Królestwa. W Polsce, gdzie przyrost naturalny jest minimalny - co jest jedną z niewielu dobrych rzeczy, które o naszym kraju można powiedzieć - każdego dnia jesteśmy przekonywani, że to prawdziwe nieszczęście, które doprowadzi ojczyznę do ruiny. I że obowiązkiem każdego Polaka katolika jest produkować progeniturę w maksymalnej liczbie. Kościół katolicki ma nawet specjalne święto dedykowane tej idei, które wypada w najbliższy piątek. 25 marca decyzją J. P. 2 Kościół kat. obchodzi Dzień Świętości Życia. Z tej okazji w całym kraju odbędą się marsze i parady, z których największa - warszawski Marsz Świętości Życia Światło dla Życia - zacznie się nie jedną, ale dwoma mszami celebrowanymi przez dwóch biskupów w dwóch różnych katedrach. Jedną odprawiać będzie abp Hoser, drugą - bp Pikus; ten sam, który 1 maja będzie celebrował warszawską imprezę z okazji beatyfikacji papieża. Potem domniemane tłumy entuzjastów życia uczestniczące w nabożeństwach na Pradze i Starym Mieście wyruszą pieszo ulicami Warszawy, aby spotkać się pod kolumną Zygmunta, skąd z pochodniami - taka nowa stołeczna tradycja - przejdą na plac Piłsudskiego, gdzie pod tzw. krzyżem papieskim wypuszczą w niebo baloniki symbolizujące dzieci poczęte i te, które dopiero się poczną. Bardziej zaangażowani w sprawę świętości życia mogą - korzystając z pośrednictwa strony internetowej Marszu Świętości Życia - zorganizować własny nastrojowy koncert Oli Nieśpielak, profesjonalnie i bez zbędnych kłopotów. Jak dowiadujemy się od organizatorów marszu, piosenki mają pozytywny wydźwięk, mówią o miłości, radości życia, nadziei, a ponadto pomiędzy piosenkami Ola recytuje wiersze Ojca Świętego Jana Pawła II - przypominając publiczności o Jego szacunku dla każdego życia. Ile trzeba zapłacić za ten cykl radosnych uniesień, nie wiadomo, ale pozwalam sobie domniemywać, że za darmo nie jest, wziąwszy pod uwagę stopień zaangażowania artystycznego, którego wymaga. Jeszcze bardziej w krzewienie daru życia zaangażowała się Zielona Góra, gdzie odbywa się nie jeden marsz, ale cały Festiwal Życia, w ramach którego mieszkańcy miasta mogą uczestniczyć w imprezie o intrygującej nazwie "Nieszpory za miasto - Modlitwa 0 cud poczęcia", a także obejrzeć sztukę "Oskar i pani Róża" w wykonaniu kleryków seminarium duchownego. (Ciekawe, jak klerycy rozwiążą zagadnienie obsady, zważywszy, że "Oskar 1 pani Róża" to historia umierającego na raka 10-latka i staruszki wolontariuszki). Ponadto zielonogórzan czeka koncert muzyczny "Cuda Jana Pawła II" oraz msza, podczas której zgromadzeni będą mogli podjąć trud duchowej adopcji dziecka poczętego zagrożonego zagładą, składając przyrzeczenie: Święta Boża Rodzicielko i Matko Dobrej Rady! Przyrzekamy Ci, z oczyma utkwionymi w żłóbek betlejemski, że odtąd wszyscy staniemy na straży budzącego się życia. Walczyć będziemy w obronie każdego dziecięcia i każdej kołyski równie mężnie, jak Ojcowie nasi walczyli 0 byt i wolność Narodu, płacąc krwią własną. Gotowi jesteśmy raczej śmierć ponieść, aniżeli śmierć zadać bezbronnym. Dar życia uważać będziemy za największą Łaskę Ojca wszelkiego Życia 1 za najcenniejszy skarb Narodu. Wedle raportu Living Planet Report opracowywanego przez naukowców różnych dziedzin na polecenie światowego potentata ekologii organizacji WWF, "pojemność" Polski wynosi między 13 a 20 milionami ludzi. 39 milionów Polaków co roku zużywa dwa razy więcej dóbr naturalnych niż piękna nasza Polska cała jest w stanie z siebie wydać.

Dlaczego Polaków ma być 15 mln?
https://forum.wybudzeni.com/?topic=1074.0


J. Kossecki o Marszu Niepodległości oraz katastrofie demograficznej w kontekście debaty sejmowej


Cytuj
Otóż to będzie cytat z 2 dokumentów pierwszy z nich z dnia 25 listopada 1939 – został zatytułowany sprawa traktowania ludności byłych polskich obszarów z rasowo politycznego punktu widzenia. Dokument został opracowany na zlecenie urzędu do spraw rasowo-politycznych narodowo-socjalistyczynej niemieckiej partii robotniczej którego autorami byli dr. Wecel kierownik centrali doradczej tego urzędu oraz dr Hecht Kierownik oddziału ?? dojczów?? I mniejszości w powyższym urzędzie. Cytuje za zeszytami oświęcimskimi nr 2 1958: „Opieka lekarska z naszej strony ma się ograniczyć wyłącznie do zapobieżenia przenoszeniu chorób zakaźnych na teren rzeszy. Wszystkie środki które służą ograniczaniu rozrodczości powinny być tolerowane albo popierane spędzanie płodu musi być na pozostałym obszarze polski nie karalne. Środki służące spędzaniu płodu i środki zapobiegawcze mogą być w każdej formie publicznie oferowane, przy czym nie może to pociągać za sobą jakichkolwiek policyjnych konsekwencji. Homoseksualizm należy uznać za nie karalny. Przeciwko instytucjom i osobom które trudnią się zawodowo spędzaniem płodu nie powinny być wszczynane policyjne dochodzenia „
Proszę państwa no dalej mogę powiedzieć tu będę cytował książkę prof. Rosseta . Demografia polska w służbie postępu społecznego 1946-1971. I on tutaj zwraca uwagę że” Hitlerowski plan depopulacji przewidywał redukcje świadczeń chorobowych z tytułu ubezpieczenia społecznego, ograniczenie lecznictwa szpitalnego, zawieszenie zasiłków rodzinnych i świadczeń z tytułu macierzyństwa , obowiązujący na terenach włączonych do rzeszy niemieckiej zakaz zawierania małżeństw przez mężczyzn w wieku poniżej 28 lat i przez kobiety w wieku poniżej 24 lat. Całkowity zakaz zawierania małżeństw przez osoby wywiezione do Niemiec na roboty. „
Proszę państwa tak tutaj dla informacji dodam że swego czasu w 71 roku uczestniczyłem w interdyscyplinarnej konferencji demograficznej w której również uczestniczył ówczesny krajowy specjalista do spraw ginekologii i położnictwa który wyraźnie powiedział że optymalny wiek do pierwszej ciąży to jest 20-24 lata, a reszta to już mogą być nawet do 50. Jeżeli ta pierwsza ciąża nie nastąpi miedzy 20 a 24, to potem prawdopodobieństwo różnych komplikacji rośnie, no w ostateczności 25- 29 . Mówimy o pierwszej ciąży no więc jak widzimy specjaliści niemieccy III rzeszy znali się na ginekologii i położnictwie i bardzo precyzyjnie planowali politykę depopulacyjną w stosunku do ludności Polski.



Zeszyty Oświęcimskie
https://socjocybernetyka.files.wordpress.com/2010/01/zeszytyoswiecimskie2.pdf
« Ostatnia zmiana: (Śro) 29.07.2015, 12:56:53 wysłana przez BladyMamut »
“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • *
  • Wiadomości: 2 542
  • Reputacja: +12/-0
Re: Plan depopulacyjny dla Polski (13-20 mln) - doc. Józef Kossecki
« Odpowiedź #1 dnia: (Sob) 19.04.2014, 20:14:26 »
Wojna informacyjna a demografia


"Przytaczamy Państwu bardzo ciekawy wywiad z p. doc. Józefem Kosseckim, dający asumpt do zastanowienia się nad narzędziami walki z polskością i Słowiańszczyzną oraz odsłaniającymi zwyrodniały charakter 'liberalnego' globalizmu." dr Paweł Ziemiński

Wywiad z docentem Józefem Marią Kosseckim m.in nt. jego książki pt. Cybernetyka kultury, i kwestii aborcji.
« Ostatnia zmiana: (Wto) 31.03.2015, 12:17:42 wysłana przez BladyMamut »
“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • *
  • Wiadomości: 2 542
  • Reputacja: +12/-0
Demografia Polski - Trendy demograficzne w Polsce
« Odpowiedź #2 dnia: (Sob) 13.06.2015, 23:33:58 »
Trendy demograficzne w Polsce - wykład Józefa Kosseckiego


Agresja demograficzna a Plan Himmlera - doc. Józef Kossecki


Zobacz na:
Globalizm, a polski interes narodowy - Andrzej Wronka
https://forum.wybudzeni.com/index.php?topic=1076.0
Porodowy Biznes
https://forum.wybudzeni.com/index.php?topic=426.0.
Kopacz wykonawcą starych planów Hitlera wyludnienia Polski
https://forum.wybudzeni.com/index.php?topic=1673.0
Ostateczne rozwiązanie kwestii polskiej
https://forum.wybudzeni.com/index.php/topic,784.0.html
« Ostatnia zmiana: (Pią) 25.09.2015, 14:41:35 wysłana przez BladyMamut »
“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • *
  • Wiadomości: 2 542
  • Reputacja: +12/-0
Odp: Demografia. Plan depopulacyjny dla Polski (13-20 mln) - doc. Józef Kossecki
« Odpowiedź #3 dnia: (Wto) 16.06.2015, 21:32:34 »
Demografia i jej fundamentalne znaczenie dla Kościoła i narodu

Współczesne społeczeństwo dotykają różne problemy ekonomiczne, polityczne, zdrowotne, socjalne itp. Obojętnie czy pod tym słowem społeczeństwo, społeczność będziemy rozumieli naród, Kościół, społeczność lokalną czy bardziej globalną (np. mieszkańców Europy). Wśród tych problemów społecznych na wiele się dyskutuje, jednakże nie słychać by poważnie i rzeczowo poświęcano uwagę problemowi demografii. A przecież nie ma Kościoła, narodu, partii, stowarzyszenia, fundacji itp. gdy nie ma fizycznego człowieka. I właśnie problem demograficzny (wzrostu lub ubywania osób ludzkich) stanowi fundamentalny, choć zasadniczo przemilczany, problem społeczny.

            Już czasach Starego Testamentu, a więc kilka tysięcy lat temu, zdawano sobie doskonale sprawę z fundamentalnego znaczenia posiadani dzieci i problemu demograficznego. Dla Izraelczyków posiadanie wielu dzieci było przejawem Bożego błogosławieństwa, było wręcz powinnością wobec Boga Jahwe i narodu.

            W przypadku gdy chciało się zniszczyć jakiś naród należało albo całkowicie wyniszczyć, zabić jego członków, co w zasadzie jest niewykonalne, lub też – za pomocą specjalnej polityki – uruchomić mechanizmy, tak by naród ten zaczął liczebnie się kurczyć. Jest to proces dłuższy, ale o wiele skuteczniejszy od mordowania, obozów koncentracyjnych itp. Nie powoduje sprzeciwów, protestów i oburzenia opinii światowej.

            W wyniku realizowania w Polsce polityki depopulacyjnej liczba Polaków zmniejsza się systematycznie. Realizowana przez lata polityka nosi wszelkie znamiona kontynuacji polityki hitlerowskiej wobec narodu polskiego i narodów słowiańskich z okresu II wojny światowej. Czy nie są to aby słowa przesadzone – ktoś zapyta. Czy nie jest to kolejna teoria spiskowa dziejów?

            Oddajmy więc głos faktom i materiałom źródłowym, na podstawie których Czytelnik będzie mógł wyrobić sobie opinię.

            Przygotowując agresję na Polskę specjaliści III Rzeszy dokonywali bardzo wnikliwych analiz i opracowań mówiących jak postępować, jaką przybrać politykę, by zniszczyć naród Polski. Najbardziej znaną formą jest fizyczne niszczenie, egzekucje, obozy koncentracyjne. Zauważmy tutaj, iż dotyczyło to głównie inteligencji. Okupant (sowiecki także) zdawał sobie sprawę, iż kierunek rozwoju narodu nadaje inteligencja. Można użyć pewnego porównania. Wielkie stado owieczek idzie za przewodnikiem, za pasterzem. Od niego w głównej mierze zależy, w jakim kierunku pójdzie stadko. Więc logicznym jest, iż zamiast starać się przeprogramować miliony obywateli lepiej jest przeprogramować, przeciągnąć na swoją stronę inteligencję (elitę) tak, by poprowadziła resztę narodu w kierunku i w ideologii narzuconej przez okupanta. Jest jednak warunek, iż ta elita da się kupić, zmanipulować, przeprogramować itd. Rodzi się pytanie: A co w sytuacji kiedy ten proces się nie uda? Wówczas istnieje tylko jedno rozwiązanie: Tę elitę należy wyeliminować (wyjazdy za granicę, zsyłki, wyniszczenie fizyczne (wymordowanie). To do elity, a do mas należy zastosować politykę, która spowodowała by ograniczenia ilościowe (np. z 30milionów obywateli po latach prowadzenia tej polityki, ludność zmniejsza się do 15 milionów czy jeszcze mniej).

            Zauważmy, iż obaj okupanci podczas II wojny światowej głównie niszczyli inteligencję (księża, policjanci, nauczyciele, lekarze, urzędnicy państwowi, profesorowie, naukowcy, ziemianie…). Ludność wiejska była potrzebna by dostarczała kontyngenty żywnościowe, materialne czy stanowiła niewolniczą siłę robotniczą w miejsce milionów mężczyzn niemieckich będących na wojnie. Jak zauważa Krosocki
Cytuj
„[…]z rąk okupanta hitlerowskiego zginęło w Polsce niemal 50% ogółu ludności miejskiej, podczas gdy straty ludności wiejskiej wynosiły niewiele ponad 5%.”[1]
Zagadnienie wyniszczenia polskiej inteligencji narodowej i katolickiej oraz niezmiernie ważny problem jej odbudowy na wysokim poziomie moralnym i naukowym będzie naszym oddzielnym zagadnieniem. Tu wróćmy do polityki demograficznej.

            Polityka niemiecka dokładnie podawała za pomocą jakich rozporządzeń prawnych i socjotechnicznych należy skutecznie wyniszczać demograficznie naród polski (i inne narody słowiańskie). Warto przytoczyć dokumenty źródłowe, które są nagminnie ignorowane i przemilczane przez polskie (?) media i badaczy. Proszę zwrócić uwagę na dokładność wytycznych, ich precyzję oraz – co najważniejsze – odnieść to do współczesnej sytuacji Polski w dziedzinie moralności, służby zdrowia, zasiłków, zawierania małżeństw, pracy za granicą itp.

            Niemiecki dokumentu z dnia 25.XI.1939 r., zatytułowany Sprawa traktowania ludności byłych polskich obszarów z rasowo politycznego punktu widzenia, opracowany na zlecenie Urzędu ds. Rasowo-Politycznych NSDAP, autorstwa dr E. Wetzela (kierownika centrali doradczej tego Urzędu) oraz dr G. Hechta (kierownika Oddziału dla Volksduetschów i Mniejszości w powyższym Urzędzie):
Cytuj
„Opieka lekarska z naszej strony ma się ograniczyć wyłącznie do zapobieżenia przenoszeniu chorób zakaźnych na teren Rzeszy. (...) Wszystkie środki, które służą ograniczaniu rozrodczości, powinny być tolerowane albo popierane. Spędzanie płodu musi być na pozostałym obszarze Polski niekaralne. Środki służące spędzaniu płodu i środki zapobiegawcze mogą być w każdej formie publicznie oferowane, przy czym nie może to pociągać za sobą jakichkolwiek policyjnych konsekwencji. Homoseksualizm należy uznać za niekaralny. Przeciwko instytucjom i osobom, które trudnią się zawodowo spędzaniem płodu, nie powinny być wszczynane policyjne dochodzenia” [2].

            Porównajmy to z dzisiejszą sytuacją. O chorobach zakaźnych mówi się dużo i przeznacza się środki na jej zwalczanie (np. ptasia grypa), a o poziomie służby zdrowia w Polsce mówi się, iż działa jak eutanazja w białych rękawiczkach. Nie ma środków, karetka nie zdąży dojechać. Setki tysięcy biednych ludzi nie przeprowadza profilaktycznych badań, nie wykupuje leków, słowem umiera wcześniej. Ogromne propagowanie środków antykoncepcyjnych, z propozycją, by je nawet refundować z budżetu państwa. Aborcja na życzenie, brak karalności za jej przeprowadzanie; propagowanie homoseksualizmu… skąd my to znamy? Czyja więc polityka depopulacyjna w Polsce jest realizowana? Niestety na tym nie koniec.

            Hitlerowski plan polityki depopulacyjnej w stosunku do ludności polskiej przewidywał takie środki jak:
Cytuj
-          „redukcje świadczeń chorobowych z tytułu ubezpieczenia społecznego;
-          ograniczenie lecznictwa szpitalnego;
-          zawieszenie zasiłków rodzinnych i świadczeń z tytułu macierzyństwa;
-          obowiązujący na terenach włączonych do Rzeszy Niemieckiej zakaz zawierania małżeństw przez mężczyzn w wieku poniżej 28 lat i przez kobiety w wieku poniżej 24 lat;
-          całkowity zakaz zawierania małżeństw przez osoby wywiezione do Niemiec na roboty”[3].

Odnieśmy to do współczesności. O służbie zdrowia już mówiliśmy. Przypomnijmy tylko, że rząd Leszka Millera zlikwidował zasiłki wypłacane matce po urodzeniu dziecka (?) oraz skrócił urlopy macierzyńskie, jakie przysługują po takim porodzie. A praca i małżeństwo? Zauważmy, iż najlepszym okresem na posiadanie pierwszego dziecka dla kobiety jest czas do 24 roku życia, szczególnie jeśli pragnie mieć więcej dzieci. Dziś oczywiście nie może być administracyjnego zakazu zawierania małżeństw, ale ten sam (może „lepszy”) efekt uzyskuje się metodami ekonomicznymi. Dziś nie wywozi się pod przymusem na roboty do Niemieć (czy innej części zjednoczonej Europy), lecz kierowani brakiem perspektyw i środków setki tysięcy wyjeżdża dobrowolnie. Jak pokazuje doświadczenie, mało która dziewczyna zawiera związek małżeński i posiada dziecko przed 24 rokiem życia. Praca, praca, nauka i praca. Z tych co posiadają, często jest to pierwsze i ostatnie dziecko. By nie być posądzanym o emocjonalizm, brak obiektywizmu, urojenia przytoczmy fakty opublikowane przez Główny Urząd Statystyczny:

„W latach 90-tych nastąpiło przesunięcie najwyższej płodności kobiet z grupy wieku 20-24 lata do grupy 25-29 lat. Jest to wynikiem wyboru, jakiego coraz częściej dokonują ludzie młodzi decydując się najpierw na osiągnięcie określonego poziomu wykształcenia oraz stabilizacji ekonomicznej, a dopiero potem na założenie rodziny oraz jej powiększenie. Przeciętny wiek kobiet, które w 2002 r. urodziły dziecko wynosił 27,2 lat – niewiele więcej niż w latach 90-tych, natomiast wzrósł o 1 rok - do 24,6 lat - wiek kobiet rodzących pierwsze dziecko. W 2002 r. współczynnik dzietności wynosił 1,25 i był najniższy od ponad 50 lat.” (www.gus.pl)

            Efekt i smutną skuteczność współczesnej polityki depopulacyjnej wobec Polaków ilustrują następujące dane (wybór: J. Kossecki). Depresyjny poziom, jaki dziś mamy dorównuje skutecznością poziomowi z pierwszych lat okupacji. To już niestety nie są prognozy tylko fakty. Aż dziw bierze, że w różnych mediach, środowiskach (także w tych zdawałoby się patriotycznych, narodowych, katolickich) jest to wciąż nie zauważony problem, przemilczane fakty. Oto dane.

Tabela. Wybrane elementy demografii Polski w okresie Generalnego Gubernatorstwa (GG) oraz okresu powojennego.


 W swej książce Totalna wojna informacyjna XX wieku a II RP, (Kielce 1997) doc. Józef Kossecki przytacza materiały źródłowe i ukazuje aktualność niemieckiej polityki w dziedzinie walki demograficznej z Polakami. Oto obszerny cytat z tego dzieła (dodajmy, iż jego zdobycie w Polsce graniczy z cudem):

            „Niezależnie od fizycznej eksterminacji poszczególnych grup obywateli RP - przede wszystkim ludności żydowskiej, a także elity polskiej zwłaszcza na terenach wcielonych do Rzeszy, hitlerowcy starali się niszczyć polski potencjał biologiczny również metodami bardziej wyrafinowanymi - wchodzącymi częściowo w zakres totalnej wojny informacyjnej. Dowody na to znaleźć można w dokumentach sprawy SS-Brigadefhrera Carla Clauberga. Jeden z tych dokumentów dotyczy Genralnego Planu Wschodniego Reichsfhrera SS, omawia politykę demograficzną nie tylko w stosunku do ludności polskiej, ale również rosyjskiej, ukraińskiej, a nawet narodów kaukaskich, opracowany został przez dr Erhardta Wetzela - radcę w Urzędzie dla Spraw Rasowo-Politycznych NSDAP. Pochodzi on z 1942 r., a więc z okresu gdy hitlerowcy odnosili sukcesy na froncie wschodnim i wydawało im się, że wygrają wojnę, a w związku z tym będą mieli dość czasu i możliwości, by w pełni zrealizować swe plany. W dokumencie tym czytamy m. in.[4]:

   
Cytuj
Powinno być oczywiste, że polskiej kwestii nie można rozwiązać w ten sposób, że zlikwiduje się Polaków, podobnie jak Żydów. Tego rodzaju rozwiązanie kwestii polskiej obciążyłoby naród niemiecki na daleką przyszłość i odebrałoby nam wszędzie sympatię, zwłaszcza że inne sąsiednie narody musiałyby się liczyć z możliwością, iż w odpowiednim czasie potraktowane zostaną podobnie. Moim zdaniem, musi zostać znaleziony taki sposób rozwiązania kwestii polskiej, ażeby wyżej wskazane polityczne niebezpieczeństwa zostały sprowadzone do możliwie najmniejszych rozmiarów. (...)

   Celem niemieckiej polityki ludnościowej na rosyjskim terenie będzie musiało być sprowadzenie liczby urodzin do poziomu leżącego poniżej liczby niemieckiej. To samo zresztą powinno odnosić się także do szczególnie płodnej ludności kaukaskiego terenu, a później częściowo także do Ukrainy. Na razie leży w naszym interesie powiększenie liczby Ukraińców jako przeciwwagi w stosunku do Rosjan. Nie powinno to jednak doprowadzić do tego, ażeby Ukraińcy zajęli później miejsce Rosjan.

Aby doprowadzić na wschodnich terenach do znośnego dla nas rozmnażania się ludności, jest nagląco konieczne zaniechanie na wschodzie tych wszystkich środków, które zastosowaliśmy w Rzeszy celem podwyższenia liczby urodzin. Na terenach tych musimy świadomie prowadzić negatywną politykę ludnościową. Poprzez środki propagandowe, a w szczególności przez prasę, radio, kino, ulotki, krótkie broszury, odczyty uświadamiające itp. należy stale wpajać w ludność myśl, jak szkodliwą rzeczą jest posiadanie wielu dzieci. Powinno się wskazywać koszty, jakie dzieci powodują, na to, co można by zdobyć dla siebie za te wydatki. Można wskazywać na wielkie niebezpieczeństwa dla zdrowia, które mogą grozić kobiecie przy porodzie itp. Obok tej propagandy powinna być prowadzona na wielką skalę propaganda środków zapobiegawczych. Przemysł produkujący tego rodzaju środki musi zostać specjalnie stworzony. Nie może być karalne zachwalanie i rozpowszechnianie środków zapobiegawczych ani też spędzanie płodu. Należy też w pełni popierać powstawanie zakładów dla spędzania płodu. Można wykształcić np. akuszerki lub felczerki w robieniu sztucznych poronień. Im bardziej fachowo będą przeprowadzane poronienia, tym większego zaufania nabierze do nich ludność. Rozumie się samo przez się, że i lekarz musi być upoważniony do robienia tych zabiegów, przy czym nie może tu wchodzić w rachubę uchybienie zawodowej lekarskiej godności. Należy również propagować dobrowolną sterylizację. Nie powinno się zwalczać śmiertelności niemowląt. Nie może mieć miejsca również uświadamianie matek w zakresie pielęgnacji niemowląt i chorób dziecięcych. Trzeba się starać o to, aby wykształcenie rosyjskich lekarzy w tych dziedzinach wiedzy było możliwie jak najmniejsze. Nie wolno popierać domów dziecka itp. instytucji. (...) W każdym razie całkowite biologiczne wyniszczenie Rosjan nie może tak długo leżeć w naszym interesie, jak długo nie jesteśmy sami w stanie zapełnić tego terenu naszymi ludźmi. W przeciwnym bowiem razie inne narody objęłyby ten obszar, co również nie leżałoby w naszym interesie. Naszym celem przy wprowadzaniu tych środków jest tylko, ażeby Rosjan o tyle osłabić, ażeby nie mogli nas przytłaczać masą swoich ludzi. (...) Nam Niemcom chodzi tylko o to, ażeby naród rosyjski osłabić do tego stopnia, aby nigdy nie był on w stanie zagrażać niemieckiemu przewodnictwu na europejskim terenie. Do tego celu przybliżają nas wyżej wskazane drogi. Należy pamiętać również o tym, że stłoczenie mas ludzkich w miastach fabrycznych jest niewątpliwie najodpowiedniejszym środkiem ograniczenia rozmnażania się ludności. Powyżej omawiana propaganda i uświadamianie da się bowiem w miastach o wiele łatwiej przeprowadzić niż na wsi, zwłaszcza gdy chodzi o rozległe przestrzenie wschodu. (...)[5]

            Omawiany wyżej plan zalecał również, by na roboty przymusowe do Niemiec wywozić przede wszystkim mężczyzn żonatych i kobiety zamężne, gdyż w ten sposób rozbija się rodziny, co wpłynie na zmniejszenie przyrostu naturalnego.

            Zgodnie z powyższym planem Verordnung (Rozporządzenie) Generalnego Gubernatora Franka z dnia 9 marca 1943 r. wprowadziło pełną niekaralność aborcji dokonywanych przez Polki i przedstawicielki innych niższych narodów, zwiększono natomiast kary za aborcję dzieci niemieckich - aż do kary śmierci włącznie.

            W 1942 r. na terenie Generalnego Gubernatorstwa stopa urodzeń wynosiła 18,6 promil, w 2003 r. w III RP wyniosła ona zaledwie 9,2 promil – czyli niecałą połowę tego co w podczas wojny i okupacji. Stopa urodzeń w Polsce od 1989 roku nie zapewnia już zastępowalności pokoleń, zaś jej poziom w 2003 r. oznacza, że populacja odtwarza się zaledwie w 60 procentach.

Komentowanie tych faktów jest chyba zbędne. Czytelnik może sobie sam odpowiedzieć na pytanie: Czy Polska (i nie tylko Polska) współczesna jest przedmiotem agresji demograficznej, w której wykorzystywane są metody zalecane przez hitlerowskich ekspertów.” (J. Kossecki).

            Skąd to dążenie do wynarodowienia Polaków?

            Przecież silna, niezależna Polska jest niewygodna, wręcz niebezpieczna dla Niemiec czy innych mocarstw. Do tego dochodzi jeszcze masońska fobia przed przeludnieniem i jego groźbą, którą od lat straszy się w Europie. Jaki jest efekt? Europejczycy ulegają arabom, Turkom, algierczykom demograficznie.

            W wielu środowiskach słyszy się głos, że ktoś kiedyś, jakiś Klub Rzymski wyznaczył, iż Polaków ma być 15 milionów i ta polityka jest teraz realizowana. Skąd to wiadomo? Wielu o tym mówi, profesorowie o tym piszą w swych książkach, ale niewielu przytacza rzeczowe źródła. Poniżej przedstawmy wywiad, jaki przeprowadzono z prof. Meadowsem w socjalistycznej „Kulturze” w 1975 r. Wspomniany profesor były w ścisłym gronie Klubu Rzymskiego, który opracował raport „Granice wzrostu”. Ciężko o bardziej źródłową wypowiedź. On to bardzo wyraźnie podaje konkretną liczbę ludności dla Polski – 15 milionów obywateli, która według niego jest wielkością optymalną. Ze względu na źródłową treść owego wywiadu przytoczmy go w całości.


„Granice prognozy

Wywiad z profesorem Dennisem L. Meadows                                       
 [2 „Kultura” 12 stycznia 1975r., s.7]

         Amerykanin Dennis L. Meadows z Dartmouth, College (Manover[?], USA) jest jenym z autorów futurologicznego opracowania, znanego pod nazwą bądź to „Raportu Rzymskiego”, bądź „Granice Wzrostu”. „Raport” wywołał w swoim czasie falę dyskusji, kontrowersji, nieporozumień.

         Z polskiego punktu widzenia, wiele tez i koncepcji rozwiniętych w „Raporcie”, a zwłaszcza jego konkluzje, mają charakter co najmniej problematyczny.

         Dzięki za wszystko współpracy UNESCO z Ministerstwem Nauki, Szkolnictwa Wyższego i Techniki oraz Instytutem Organizacji i Kierowania PAN, w grudniu 1974 roku odbyło się w Jabłonnie pod Warszawą drugie międzynarodowe seminarium, poświęcone kierunkom modelowania matematycznego.

         Na seminarium to przybył również prof. D. L. Meandows.

ANDRZEJ BONARSKI: Od czasu wydania „Granic wzrostu”, czy też „Raportu Rzymskiego” jak niekiedy inaczej nazywa się tę prognozę dla świata, minęło prawie 3 lata. Jak dzisiaj odnosi się Pan do podstawowej konkluzji „Raportu” – do konkluzji i postulatu […]: „zerowa stopa wzrostu”?

PROF. DENNIS L. MEADOWS: Jeżeli czytał Pan książkę, to wie Pan, co postulowaliśmy po wykonaniu badań. Uznaliśmy, że rozwój związany jst z pięcioma podstawowymi czynnikami: liczba ludności, produkcja żywności, wykorzystywaniem zasobów naturalnych, produkcją przemysłową i zanieczyszczeniem środowiska.

                W naszej grupie, której trzon stanowi 15 osób tak czy inaczej związanych z Massachusetts Institute of Technology, udało się stworzyć stymulacyjny model świata. Jak Pan pewnie wie, oparliśmy się na koncepcjach rozwiniętych przez Jay W. Farresiera i jego Zespołu Dynamiki Systemów. W początkach roku 1972 mieliśmy już wyniki. Uważam, że nie utraciły swojej aktualności.

A. B.: To znaczy nadal „wzrost zerowy”?

D. L. M.: Tak. Dalszy przyrost ludności, wzrost produkcji przemysłowej, coraz większe zużycie energii i zasobów naturalnych, zanieczyszczenie środowiska i coraz większy niedobór żywności – wszystko to jest niestety faktem.

                Należy zmienić politykę wzrostu. Obecnie już ludność i zużycie – w najszerszym sensie znaczenia tego słowa – przewyższają zapasy. Grozi nam zawał.

                I stąd: państwa powinny prowadzić taką politykę, która zagwarantowałaby stan stały – równowagę ludności, zużycia materiałów i surowców, energii i żywności.

                Obserwujemy głód w Azji i dwukrotny wzrost kosztów utrzymania w krajach rozwiniętych. Obserwujemy zanieczyszczenie oceanu światowego, atmosfery i ziemi. Bezpośrednio głoduje kilkadziesiąt milionów ludzi. To chyba wystarczy.

                Zdaje Pan sobie sprawę, iż obecnie, zmienność żadnego z pięciu istniejących parametrów modelu świata nie rokuje zmiany na lepsze. Więc nie zmieniłem swoich poglądów – myślę, że tylko „wzrost zerowy” może nas doprowadzić do stanu równowagi światowej. Owszem, mogę dodać, że obecnie bardziej niż poprzednio liczę się z czynnikami o charakterze polityczno-społecznym.

A. B.: Jak to należy rozumieć?

D. L. M.: Między innymi mam na przykład na myśli nierównomierną dystrybucję żywności, inwestycji, kapitału i tak dalej. Te czynniki o charakterze społeczno-politycznym jeszcze pogarszają sytuację.

A. B.: Zrobiliście – mówię o Panu i Pana kolegach  - „Raport” nie dla bogatych. Dla bidnych i biedniejszych wydaje mi się czymś w rodzaju usprawiedliwienia koncepcji i praktyki, wybaczy Pan, neokolonializmu.

D. L. M.: To Pan powiedział. Zrobiliśmy „Raport” dla wszystkich. Również dla Bangladeszu. I Bangladesz upada, bez względu na humanitarne chęci i poglądy tych czy innych.

A. B.: Dlaczego?

D. L. M.: Bowiem ludność Bangladeszu wzrasta poza granice możliwości tego kraju. Ale dlaczego mamy mówić tylko o Bangladeszu? Innym krajom również grozi upadek. Mogą się trzymać trochę dłużej, ale kryzys tak czy inaczej przyjdzie, o ile będzie się lekceważyć fakty, o których staraliśmy się mówić możliwie dobitnie. O ile upadek Bangladeszu związany jest z czynnikiem ludnościowym, o tyle kryzys krajów rozwiniętych związany będzie z czynnikiem energetycznym i surowcowym. Może mi Pan odpowiedzieć, że np. RFN dobrze się trzyma. Czy wierzy Pan w wieczny wzrost?

A. B.: A czy Pan nie wierzy w postęp?

D. L. M.: W swoim czasie opracowanie, które sporządziliśmy na potrzeby Klubu Rzymskiego, nazwano ślepą opozycję wobec postępu, myślę, że jest to raczej opozycja wobec ślepego postępu.

A. B.: Wydaje mi się, że „Granice Wzrostu” nie uwzględniają różnic między typem gospodarki socjalistycznej i kapitalistycznej, że nie uwzględniają tępa, pomoglibyśmy nazwać socjalistyczną teorią wzrostu.

D. L. M.: Wolałbym odpowiedzieć nie bezpośrednio. Na przykład, jeżeli chodzi o Polskę, to sądzę, że macie zbyt duży przyrost ludności. 15 milionów ludności gwarantowałoby równowagę [podkreślenie – A. W.]. Dalej: jeżeli chodzi o Polskę, widzę takie problemy – po pierwsze: właśnie zahamowanie eksplozji demograficznej, po drugie: rozwijanie długofalowej polityki energetycznej, opartej o własne surowce – w tym przypadku węgiel – z uwzględnieniem problemu ochrony środowiska.

A. B.: Jak wyobraża sobie Pan drastyczne zahamowanie rozrodczości?

D. L. M.: Państwo o ustroju socjalistycznym ma w tej mierze szczególne możliwości. Aparat administracyjny i społeczny może stworzyć warunki przeciwdziałające nadmiernemu przyrostowi ludności.

A. B.: Czy nie wydaje się Panu, że każda rodzina może chcieć kiedyś mieć dzieci i ma do tego prawo?

D. L. M.: Absurd.

A. B.: Nie sądzę, by dało się tak całkowicie lekceważyć tradycję i biologię.

D. L. M.: Łatwo ją zmienić.

A. B.: A więc odmawia Pan ludziom prawa wolności posiadania potomstwa.

D. L. M.: Sądzę, że społeczeństwo – zwłaszcza wasze – winno rządzić się logiką. Społeczeństwo winno mieć wpływ na siebie samo. Choćby przez podatki, poprzez utrudnianie nadmiernego wzrostu ludności środkami administracyjnymi. Można stworzyć całą politykę sterującą rozrodczością.

A. B.: Wciąż mi się zdaje, że nie chce Pan widzieć, czy też, ze nie widzi Pan różnic między tym, co […] wspólnie nazywamy kapitalizmem i socjalizmem.

D. L. M.: W sprawie granic wzrostu nie. Są oczywiście pewne różnice. W ustroju socjalistycznym może działać więcej skutecznych mechanizmów hamujących nadmierny wzrost. Mogą działać mechanizmy sprzyjające równomiernemu podziałowi dóbr. W państwach kapitalistycznych po prostu dyskryminuje się biednych. Ale społeczeństwa – także wasze – przywiązują coraz większą wagę do konsumpcji indywidualnej. W jakiej mierze jest pobliskie ideologicznemu pierwowzorowi pozostaje waszą sprawą. Na przykład uważam, że rozwijanie w Polsce przemysłu samochodowego i motoryzacji spowoduje – poza innymi szkodliwymi środkami- podział na bogatych i biedniejszych.

A. B.: Wybaczy Pan, ale mówi Pan z pozycji człowieka bogatego. „samochód” nie wydaje mi się „grzechem socjalizmu”, po prostu daje człowiekowi swobodę poruszania się.

D. L. M.: Bardzo łatwo jest ignorować konkluzję „wzrostu zerowego”. Zwłaszcza łatwo czyni się to przed wzbogaceniem się, które wiedzie do kryzysu. Jeżeli Polska w ciągu najbliższych pięcioleci wzbogaci się drogą niekontrolowanego wzrostu, znajdzie się w tych samych kłopotach co dzisiaj najbogatsi.

A. B.: „Raportowi”  i chyba nie bez kozery, zarzucano to, że nie uwzględnia czynnika ludzkiego, humanistycznego. Czy sądzi Pan, ze „wzrost zerowy” przyniósłby człowiekowi szczęście, albo wrażając się minimalistycznie: mniej nieszczęść?

D. L. M.: Wierzę, że „wzrost zerowy” wcześniej czy później stanie się faktem. Wynika to analizy modelu świata. Może ten model jest jeszcze niedoskonały, ale nie jest zupełnie zły. „Zerowy wzrost” da człowiekowi satysfakcję, to pewne. Jeżeli zignorujemy to, czegośmy się już dowiedzieli, czeka nas świat nierówności i centralizacji. Czy sądzi Pan, że byłby to świat szczęśliwy?

A. B.: W tych zagadnieniach jestem o wiele mniej kompetentny od Pana, nie mniej wydaje mi się, że społeczeństwa, oparte na innych niż zachodnie, fundamentach ekonomicznych i społecznych. Inaczej będą rozwiązywać swoje dylematy wzrostu i jego kontroli.

D. L. M.: Czułbym się źle, gdybym kurtuazyjnie, jako wasz gość, zgodził się z Panem. Nie mniej żadne prognoza nie jest pewna.

Rozmawiał: ANDRZEJ BONARSKI”


Warto zachować te materiały, szczególnie chociażby dla tych, którzy będą nam zarzucali spiskową teorię świata itp.

 

            Oddając głos faktom i źródłom zobaczmy, jak prowadzona polityka depopulacyjna (co ciekawe najbardziej widoczna od czasów tzw. upadku komuny, a nie za czasów gierkowskich czy pogierkowskich, gdzie przyrost naturalny był bardzo duży). Jako źródła posłużą nam oficjalne dane publikowane przez Główny Urząd Statystyczny (www.gus.pl). W najnowszych danych omawiających np. pierwsze półrocze 2005 r. czytamy np. o następujących negatywnych zjawiska jak zmniejszanie się liczby ludności, wzrost rozwodów…

            „W końcu czerwca 2005 r. ludność Polski liczyła ok. 38161,3 tys. osób, tj. o prawie 19 tys. mniej niż przed rokiem i o 12,5 tys. mniej niż w końcu roku 2004. W I półroczu br. stopa przyrostu rzeczywistego była ujemna i podobnie jak przed rokiem wyniosła -0,03% (liczba ludności zmniejszyła się wówczas o 10 tys.). W dniu 30 czerwca br. w miastach mieszkało 23450,6 tys. ludności (61,5%), na wsi 14710,7 tys. Współczynnik feminizacji wynosił 106,7.

            Liczba ludności Polski zmniejsza się od 1999 roku. Przyczyną jest ujemne – praktycznie w całym okresie powojennymi – saldo migracji zagranicznych na pobyt stały oraz – obserwowany od 2002 roku – ujemny przyrost naturalny (ubytek naturalny), tj. rejestrowana jest większa liczba zgonów niż liczba urodzeń.

            W okresie styczeń-czerwiec br. [2005] zarejestrowano 183,2 tys. urodzeń żywych, co oznacza wzrost o 5,7 tys. w stosunku do wielkości w analogicznym okresie ub. roku. Należy podkreślić, że po trwającym od 1984 roku spadku liczby urodzeń – bieżący rok jest drugim z kolei, w którym odnotowuje się zwiększoną ich liczbę. Współczynnik urodzeń wzrósł o 0,3 pkt do poziomu 9,6‰. Ludność wiejska charakteryzuje się większą rozrodczością; współczynnik urodzeń kształtował się tam na poziomie 10,5‰, w miastach 9,0‰.

            W stosunku do wielkości rejestrowanych w I półroczu ub. roku zwiększyła się także – o 6,3 tys. – liczba zgonów, zmarło 190,4 tys. osób; wzrósł także (o ponad 0,3 pkt) współczynnik zgonów i wyniósł 10,0‰. Wśród ludności mieszkającej na wsi obserwuje się wyższą umieralność; współczynnik zgonów wyniósł tam 10,5‰, w miastach 9,6‰.

            Różnica między liczbą urodzeń i zgonów, tj. przyrost naturalny – pozostał ujemny. W stosunku do liczby urodzeń odnotowano o 7,2 tys. więcej zgonów (przed rokiem ubytek naturalny wyniósł 6,6 tys.). Współczynnik przyrostu naturalnego kształtował się na poziomie minus 0,4‰ (przed rokiem -0,3‰); w miastach był także ujemny (-0,6‰), na wsi – dodatni, ale bliski zeru. […]

            W okresie minionych 6 miesięcy zawarto 72,3 tys. związków małżeńskich – niewiele więcej (o 0,3 tys.) niż w I półroczu 2004 r. Z liczby tej prawie 70% stanowiły małżeństwa wyznaniowe, tj. zawarte w kościele (związku wyznaniowym) i zarejestrowane w urzędzie stanu cywilnego. Współczynnik małżeństw pozostał na poziomie sprzed roku i wyniósł 3,8‰. – podobnie w miastach i na wsi.

            Istotnie, bo o ponad 6 tys. (tj. o ¼ w stosunku do ub. roku) zwiększyła się liczba orzeczonych rozwodów. Rozwiodło się 29,6 tys. par małżeńskich, a w przypadku kolejnych ponad 5 tys. małżeństw orzeczono separację (w I półroczu ub. roku 1,6 tys.). Liczba rozwodów w miastach (23,4 tys.) była prawie 4-krotnie wyższa niż na wsi, w przypadku separacji (3,3 tys.) – prawie 2-krotnie wyższa. Współczynnik rozwodów wzrósł o 0,4 pkt i wyniósł 1,6‰.

Podstawowe dane demograficzne prezentuje poniższa tablica:

a) Począwszy od 2000 r. dane o liczbie ludności oraz dotyczące współczynników na 1000 ludności zostały opracowane w oparciu o wyniki NSP’2002 r.” (Źródło: www.gus.pl/ludnosc)

            Bardzo ciekawe dane demograficzne znajdujmy w opracowaniach GUSu dotyczących roku 2003 i tendencji demograficznych występujących do tego roku. Już pobieżna analiza tych danych powinna budzić wielki niepokój o kondycję demograficzną Polski. Poniżej obszerne fragmenty opracowania Głównego Urzędu Statystycznego noszącego tytuł: Podstawowe informacje o rozwoju demograficznym Polski do 2003 roku.

„Stan ludności i dynamika przyrostu



DOKONCZYC
http://www.awronka.nazwa.pl/bazya/archiwumtxt/demografiadawniej.htm
« Ostatnia zmiana: (Śro) 17.06.2015, 14:19:58 wysłana przez BladyMamut »
“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • *
  • Wiadomości: 2 542
  • Reputacja: +12/-0
Odp: Demografia. Plan depopulacyjny dla Polski (13-20 mln) - doc. Józef Kossecki
« Odpowiedź #4 dnia: (Pon) 05.09.2016, 14:04:57 »
Szokujące dokumenty! Plan Hitlera dla Polski wciąż aktualny



Już w okresie drugiej wojny światowej Niemcy opracowali dokładny plan podporządkowania sobie terenów położonych za ich wschodnią granicą. Brutalna, masowa eksterminacja Polaków, Ukraińców czy Rosjan nie wchodziła w grę. Trzeba było poszukać „miękkich” rozwiązań, skutecznie wspomagających pomniejszenie niechcianych populacji. Postawiono zatem na promocję aborcji, rozdzielanie rodzin wskutek emigracji ekonomicznej, stłoczenie ludzi w miastach i „cichą sterylizację”. Tak osłabiane, niechciane narody miały się degradować do czasu, gdy pleniący się Niemcy będą mogli zastąpić „słabe” populacje.
 
Politykę Niemiec wobec ludności na okupowanych ziemiach polskich najlepiej opisują dokumenty wytworzone w czasie drugiej wojny światowej przez wysokich niemieckich funkcjonariuszy. Nie do przecenienia jest w tej kwestii memoriał Traktowanie ludności byłych obszarów Polski z punktu widzenia polityki rasowej autorstwa doktora Erharda Wetzela i Günthera Hechta opublikowany na łamach „Zeszytów Oświęcimskich”.
 
Niemcy zakładali, że Polska – zamieszkana przez Polaków i Żydów – będzie w przyszłości pod dominującym wpływem Niemiec. Przy czym nie było wątpliwości, że są to nacje rodzajowo obce i nienadające się do zasymilowania. Stąd też uznano, że niemieckie państwo nie ma żadnego interesu w narodowym i kulturalnym podniesieniu i wychowaniu ani polskiej, ani żydowskiej ludności pozostałego polskiego obszaru.
 
Zaproponowano dwa schematy działań, bazujące na tym samym założeniu: utrzymaniu Polaków i Żydów w jednakowy sposób na niskim poziomie życiowym i pozbawieniu ich wszelkich praw zarówno pod względem politycznym, jak narodowym i kulturalnym.
 
Niemców nie interesował standard życia podbijanych nacji – byleby tylko był on na odpowiednio niskim poziomie, a ewentualne choroby nie przenosiły się na teren Rzeszy. Nie znaczy to, że Niemcy nie byli zainteresowani stroną medyczną. Ich plan zakładał szeroki dostęp i promocję wszelkich środków ograniczających rozrodczość.
 
Spędzenie płodu musi być na pozostałym obszarze Polski niekaralne. Środki służące do spędzania płodu i środki zapobiegawcze mogą być w każdej formie publicznie oferowane, przy czym nie może to pociągać za sobą jakichkolwiek policyjnych konsekwencji. Homoseksualizm należy uznać za niekaralny. Przeciwko instytucjom i osobom, które trudnią się zawodowo spędzaniem płodu, nie powinny być wszczynane policyjne dochodzenia. Rasowo‑higienicznych zarządzeń w żadnym razie nie należy popierać. Podobna polityka miała dotyczyć Żydów.
 
Niemcy pracowali też nad metodami cichej sterylizacji. Doświadczenia w zakresie wykorzystania do tego celu promieni rentgenowskich prowadzone były w obozach koncentracyjnych. Metoda ta miała być skrycie wykorzystywana na masową skalę, ale wyniki eksperymentów uznano za mało satysfakcjonujące, szczególnie z uwagi na liczne skutki uboczne spowodowane przyjęciem nadmiernych dawek promieniowania. Jak w marcu 1942 roku pisał odpowiedzialny za wszelakie niemieckie programy masowej zagłady Victor Brack, te niedoskonałości eksperymentowanej metody narażały ją na dekonspirację.
 
Jako, że plany te nie były możliwe do przeprowadzenia w praktyce, Himmler – jak zeznał Rudolf Höss, komendant niemieckiego obozu koncentracyjnego Auschwitz‑Birkenau w czasie swojego procesu, godził się z tym, że Polacy i Czesi pozostaną w ramach niemieckiej przestrzeni życiowej, zorganizowani w formie zależnych od Rzeszy krajów wasalnych.
 
Kolejne ciekawe zapiski dotyczące polityki wschodniej Niemiec pochodzą z 2 października 1940 roku i zostały zawarte w tajnej notatce sygnowanej przez Martina Bormanna, przybocznego Führera. Sygnalizował on, iż Adolf Hitler zainteresowany jest pozyskiwaniem dla Rzeszy własności ziemskich. Chodziło o zapewnienie wyżywienia wielkim miastom. Prócz ziemi potrzebna była tania – i co ważne, sezonowa – siła robocza. Oczywiście robotnicy ściągani byliby z Polski, a po zakończeniu zbiorów – odsyłani z powrotem. Bezwarunkowo należy baczyć, aby nie było żadnych polskich panów. Tam, gdzie istnieją, powinni – jakkolwiek może to brzmieć twardo – zostać wytępieni – pisał Bormann. Jak określił, Generalna Gubernia jest polskim rezerwatem, wielkim polskim obozem pracy. Polacy mają z tego korzyść, ponieważ utrzymujemy ich w zdrowiu, dbamy o to, ażeby nie wyginęli z głodu itd. Nigdy jednak nie wolno nam podnieść ich na wyższy poziom, gdyż wówczas staliby się anarchistami i komunistami – ostrzegał.
 
Wizja Polaka – jako najemnego, słabo opłacanego robotnika – znakomicie łączyła się z polityką osłabiania polskiej populacji. Jej tezy w piśmie z 12 grudnia 1941 roku do Centrali Przesiedleńczej w Łodzi wyłożył Ernst Damzog, rezydujący w Poznaniu inspektor niemieckiej policji bezpieczeństwa, który zasłynął z masowych wysiedleń Polaków z Wielkopolski do Generalnego Gubernatorstwa. Damzog wskazywał, iż celem polityki państwa jest niszczenie odrębności życiowej obcych narodowości za pomocą odpowiednich środków stosownych do panującego ducha czasów. Rozwiązania były zasadniczo dwa: asymilacja lub eliminacja. Ludy pierwotne stosowały najczęściej tę ostatnią metodę. Jest to wprawdzie metoda twarda i brutalna, jednakże w ostatecznej konsekwencji prowadzi do naturalnego wyniku, polegającego na tym, że biologicznie silniejszy wchodzi w posiadanie większej przestrzeni życiowej – pisał Ernst Damzog.
 
Wróćmy jednak do bardziej „cywilizowanych” metod. To na przykład planowe wysyłanie na roboty do Rzeszy w pierwszej kolejności żonatych Polaków i zamężnych Polek. Przez to bowiem rozrywa się rodziny, co spowoduje, przy dłuższym tam zatrudnieniu, wydatne zmniejszenie liczby urodzeń. Kolejną metodą była sterylizacja polskich warstw prymitywnych. Choć jak wskazano, postulatu tego oraz jego rezultatów nie można w żadnym wypadku porównywać ze skutkami metod eugeniki. Jak bowiem zauważono, ucisk gospodarczy, stosowany wobec prymitywnych warstw, nie przeszkodzi im w produkowaniu licznego potomstwa. Można więc położyć temu kres jedynie przez środki wypleniające. Ponieważ zaś warstwa ta najczęściej nie przedstawia w procesie pracy zbyt wielkiej wartości, można by, również z gospodarczego punktu widzenia patrząc, przyjąć odpowiedzialność za tę metodę. Oczywiście należałoby, stosując ją, zrobić szeroki użytek z pojęcia „chory dziedzicznie” względnie „społecznie niepotrzebny”. Rozchodzi się tutaj nie o negatywną metodę eugeniczną, lecz po prostu o sposób wyplenienia narodu.
 
Zakładano, że warstwy wyższe, społecznie wartościowe można znacznie osłabić już w przeciągu kilku pokoleń, gdyż na skutek zarządzeń godzących w rodzinę i jej sytuację gospodarczą, warstwy te zawierałyby małżeństwa dopiero bardzo późno, a i potem zmuszone by były świadomie ograniczyć liczbę potomstwa.
Osobą odpowiedzialną za realizację zagadnień rasowych i narodowościowo-biologicznych miał być lekarz urzędowy. Jak podkreślano, walka narodowościowa nie jest politycznym, lecz biologicznym zmaganiem, z którego zawsze wychodzi zwycięsko naród biologicznie silniejszy i życiowo dzielniejszy. Walka narodowościowa oznacza w swojej ostatecznej konsekwencji alternatywę: ty albo ja, a tym razem chcemy być tymi, którzy walkę poprowadzili lepiej.
 
Niemcy oczywiście nie skupiali się tylko na sprawie polskiej, bo plan wschodni był znacznie szerszy. Pisał o nim doktor Wetzel w piśmie z 27 kwietnia 1942 roku. Polacy postrzegani byli jednak jako najbardziej wrogo usposobieni w stosunku do Niemców, liczebnie najsilniejsi, a wskutek tego najniebezpieczniejsi ze wszystkich obcoplemieńców, których wysiedlenie plan przewiduje – diagnozował Wetzel. Jego zdaniem, Polacy są też narodem, który najbardziej skłania się do konspiracji. Niemniej Wetzel odżegnywał się od rozwiązania kwestii polskiej w sposób ostateczny, czyli poprzez masową eliminację. Tego rodzaju rozwiązanie kwestii polskiej obciążyłoby naród niemiecki na daleką przyszłość i odebrałoby nam wszędzie sympatię, zwłaszcza, że inne sąsiednie narody musiałyby się liczyć z możliwością, iż w odpowiednim czasie potraktowane zostaną podobnie. Moim zdaniem, musi zostać znaleziony taki sposób rozwiązania kwestii polskiej, ażeby wyżej wskazane polityczne niebezpieczeństwa zostały sprowadzone do możliwie najmniejszych rozmiarów – postulował.
 
Wetzel pisał też o rozwiązaniu problemu Rosjan i Ukraińców poprzez stosowanie metod zmniejszających i osłabiających populację oraz sprowadzenie liczby urodzin do poziomu leżącego poniżej liczby niemieckiej. Niemcy chcieli utrzymywać w lepszej kondycji społeczeństwo ukraińskie, które miało być przeciwwagą dla Rosjan. Tu Wetzel postulował jednak ostrożność, aby nie doprowadzić do sytuacji, w której to Ukraińcy zajmą miejsce Rosjan. Chodziło o „znośny” poziom rozmnażania. Aby ten cel osiągnąć, Wetzel postulował zaniechanie na terenach wschodnich wszelkich zachęt (stosowanych w Rzeszy) mających na celu zwiększenie liczby narodzin.
 
Zniechęcać też miały koszty, jakie powoduje posiadanie dzieci. Rozwijane miały być bowiem postawy konsumpcyjne, w myśl: ile więcej mogę mieć dla siebie, nie mając dzieci. Kobiety od ciąż miała odstraszać propaganda groźnych dla zdrowia porodów, która przy okazji napędzałaby zapotrzebowanie na środki zapobiegawcze. Przemysł produkujący tego rodzaju środki musi zostać specjalnie stworzony. Nie może być karalne zachwalanie i rozpowszechnianie środków zapobiegawczych ani też spędzenie płodu. Należy też w pełni popierać powstawanie zakładów dla spędzania płodu.
 
Postulowano też kształcenie akuszerek i felczerek specjalizujących się w przeprowadzaniu sztucznych poronień. Ich wysoka fachowość miała wzbudzać zaufanie. Rozumie się samo przez się, że i lekarz musi być upoważniony do robienia tych zabiegów, przy czym nie może tu wchodzić w rachubę uchybienie zawodowej lekarskiej godności – wskazywano. Stawiano też na propagowanie dobrowolnej sterylizacji, niezapobieganie śmiertelności niemowląt – ba, wręcz postulowano, aby nie edukować matek w zakresie pielęgnacji niemowląt.
 
Niemcy chcieli utrzymywać taką politykę do czasu, w którym oni sami byliby w stanie zasiedlić tereny wschodnie. Całkowite biologiczne wyniszczenie Rosjan nie może tak długo leżeć w naszym interesie, jak długo nie jesteśmy sami w stanie zapełnić tego terenu naszymi ludźmi. W przeciwnym bowiem razie inne narody objęłyby ten obszar, co również nie leżałoby w naszym interesie. Naszym celem przy wprowadzeniu tych środków jest tylko to, ażeby Rosjan o tyle osłabić, ażeby nie mogli nas przytłaczać masą swoich ludzi.
Niemcy dążyli bowiem do niezagrożonego przewodnictwa na kontynencie europejskim.
 
Marcin Austyn
 
Wykorzystane archiwalne fragmenty dokumentów pochodzą z opracowania zawartego w „Zeszytach Oświęcimskich” nr 2 (1958), s. 43–50, publikowanych przez Wydawnictwo Państwowego Muzeum w Oświęcimiu.

Pełny tekst ukazał się w 52 numerze magazynu „Polonia Christiana”, który tym razem pomaga w zrozumieniu polityki Niemiec i postrzeganiu przez ten naród swojej roli w świecie.
Zachęcamy do zakupu!

Źródło: http://www.m.pch24.pl/szokujace-dokumenty--plan-hitlera-dla-polski-wciaz-aktualny,45601,i.html
“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje