Author Topic: Pszczoły i ludzie - Irena gumowska - fragment  (Read 3543 times)

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • WyBudzony
  • *
  • Posts: 2 560
  • Reputacja: +12/-0
Pszczoły i ludzie - Irena gumowska - fragment
« on: (Thu) 17.04.2014, 13:33:10 »
Pszczoły i ludzie - Irena gumowska - fragment

Kochajmy pszczoły

Wszystko, co pochodzi od pszczół, jest przydatne, a najczęściej niezmiernie korzystne dla człowieka. Zwykle myślimy tylko o miodzie, a wielu z nas aż ślinka napływa do ust na jego wspomnienie. Tymczasem... może pszczoły dostarczają o wiele cenniejszych rzeczy? W tej książeczce będzie mowa nie tylko o miodzie, ale także o pyłku kwiatowym, zwanym pierzgą, o mleczku pszczelim, tak jeszcze do niedawna „modnym", o jadzie pszczelim i kicie pszczelim — najgłośniejszym bestsellerze wśród leków naturalnych. A także o wosku i o tym, co niektórzy znawcy uważają za największy pożytek z pszczół, czyli o zapylaniu przez nie roślin i dzięki temu pomnażaniu plonów. Wreszcie na koniec — może kogoś zainteresuje nieco historii pszczelarstwa i bartnictwa oraz trochę innych aktualnych pszczelich spraw.

Nie można sobie naturalnie darować choćby troszkę opisów, „jak pszczoły to robią"?, bo dla zainteresowanych są to fakty fascynujące. Ale nie jest to „poradnik pszczelarza". Nie uczy jak hodować te owady, zakładać pasieki itp.

Celem tej pracy jest... wzbudzenie podziwu, szacunku i miłości do pszczół. Zagraża im tyle niebezpieczeństw: od nieuctwa do Wielkiej Chemii. A kto wie? — może bez nich i my zginiemy? Jak dotąd, ratują nas nieomal bezinteresownie wszystkim czym mogą, ale czy my się im odpowiednio odwdzięczamy? Ponoć „tylko szlachetni potrafią być wdzięczni". Bądźmy szlachetni chociaż wobec pszczół. „Kochajmy pszczoły!"

Takim tytułem, zgodnym zresztą z powszechnym odczuciem, opatrzyła swój artykuł red. Anna Ostrzycka w „Kurierze Polskim" (3 LXII. 1980 r.). Trzeba przyznać, że niewiele istot latających ma tak bogatą literaturę, jak pszczoły. Ileż to legend krąży wokół nich i ich miodu. Są lekarstwem na długowieczność, co mają potwierdzać nie tylko współcześni pszczelarze, ale wiele sławnych, historycznych postaci. Na przykład, według Hipokra-tesa, poeta Anakreon z Teos (Grecja — VI w. p.n.e.), piewca miłości, wina i radości — swoją ogromną żywotność i długowieczność zawdzięczał właśnie jadaniu i piciu miodu. Żył ponoć 85 lat, a zmarł przypadkiem, zakrztusiwszy się suchymi winogronami. Zresztą sam Hipokrates, „ojciec medycyny", dożył według niektórych 111 lat, choć encyklopedie podają, że urodził się w 460, a zmarł w 377 r. p.n.e. Czy więc żył 111 lat, czy „tylko" 83, to i tak nieźle, a podobno też bardzo lubił miodek i w jego zalety wierzył. Zresztą i Pitagoras — który do dziś męczy dzieci w szkole swoim „twierdzeniem" — uważał, że siły i zdrowie zawdzięcza pszczołom i miodom. I jego daty urodzenia, i śmierci nie są pewne. Według jednych — żył 90 lat, ale zgodnie z encyklopediami 75 (572 do 497 p.n.e.). Czy rzeczywiście miód jest tak korzystny dla zdrowia? Czy to tylko legenda?

Jak powstaje miód?

Złośliwi przeciwnicy miodu twierdzą po prostu, że są to „wymioty pszczół". Ale to jednak wcale nie takie proste. Powstawanie miodu to proces bardzo skomplikowany.

Co jest surowcem koniecznym do powstania miodu ? Tak zwany nektar, który produkują rośliny w specjalnych gruczołach, zwanych miodnikami lub nektarnikami. Te gruczoły, wbrew mniemaniu, nie zawsze mieszczą się w koronach kwiatowych roślin. Bywa, że są np. u nasady przylistków, na spodniej stronie liści, a także w ich wycięciach. Innym i to bogatym źródłem surowca do wyrobu miodu jest spadź.

Cóż to jest spadź?

Mówiąc bez ogródek: „rozwolnienie" mszyc. Każdy z nas nieraz na pewno spotkał się ze spadzią. Występuje ona na igłach i gałązkach jodeł, świerka oraz modrzewia, a z drzew liściastych powleka Wierzchnią stronę liści dębu, leszczyny czy lipy. Takie liście lub igły są wówczas pokryte lśniącą, lepką, słodką, dość gęstą cieczą, niby ciasto — przeźroczystym lukrem. Ten niby-lukier wydalają głównie mszyce, a rzadziej — czerwce. Nakłuwają one za pomocą kłujek (czasem dwa razy dłuższych od nich samych) maleńkie, niewidoczne dla. oka dziurki w liściach drzew i wysysają z nich sok. Sok ten składa się głównie z wody, ale ma i nieco cukru, ślady białka, a właśnie ono jest mszycom najbardziej potrzebne. Cukru nie lubią, nie przyswajają, tylko natychmiast po przerobieniu z enzymami wydalają go w formie słodkich, lepkich odchodów (ładniej zabrzmi wydzielin). Do tego jeszcze dołącza się odrobinka soku z liścia, który — można by powiedzieć — kapie po brodzie owadom i razem tworzy spadź.

Niby wszystko to zdaje się być ilością minimalną. Bo ile taka mszyca potrafi wydalić? Jest przecież mniejsza od ziarenka maku. Obliczono więc całą sprawę i to skrupulatnie. Otóż w ciągu doby jedna mszyca wydala 19 kropli, każdą o średnicy 1 mm. Co prawda, tylko wtedy, jeśli żeruje na liściach lipy, bo na klonie potrafi wytworzyć aż 48 kropli spadzi. Jedna mszyca to byłoby nic. Ale na każdym drzewie są ich miliony. A działalność gromady—jak to bywa —miewa skutki wprost nieobliczalne. Z jednej lipy np. mszyce potrafią „wyprodukować" ok. 25 kg spadzi w ciągu 2—3 tygodni. Podobnie wydajne są czerwce, które razem z mszycami „doją" zwykle drzewa iglaste.

Mrówki też przepadają za spadzią i wprost hodują mszyce, aby mogły z nich pozyskiwać spadź. Zwykłe zresztą wykorzystują więcej spadzi niż pszczoły. Badania Wałłensteina (RFN, 1965)* wykazały, że w sprzyjających warunkach klimatycznych mszyce występują masowo i wówczas pszczelarze mogą liczyć nawet na 50 kg miodu spadziowego z każdego ula ustawionego w lesie. Ale muszą to być tzw. lata spadziowe, które zdarzają się co kilka lat. I tak np., świerk „mioduje" co 2—3 lata, jodła — rzadziej, bo co 5—7 lat, a sosna w ogóle bardzo rzadko.

Obliczono, że w „spadziowych latach" z 1 ha powierzchni lasu mszyce potrafią wytworzyć 400—700 kg spadzi, z czego pszczoły wykorzystują tylko 1—3%. Walłenstein wyliczył, że tam, gdzie są mrówki, miodu jest 1,4 raza więcej, niż w lasach, gdzie mrówek nie ma lub jest ich niewiele.

Miód spadziowy w wielu krajach jest. dużo droższy od nektarowego. Uważa się, że ma więcej makro- i mikroelementów, a ponadto jeszcze dotąd niezbyt poznane składniki, dzięki którym wykazuje lepsze właściwości lecznicze, m. in. w gruźlicy, przy przemianie materii, chorobach krążeniowych itp. Pszczoły bardzo chętnie przerabiają spadź na miód. Zresztą bywa, że prócz spadzi niewiele więcej mogą dla siebie znaleźć. A jak ten proces przeróbki przebiega — również przebadano skrupulatnie.

Fascynująca historia kropli miodu

Najpierw przy łykaniu kropli spadzi lub nektaru do wola zbieraczki dostaje się też odrobina śliny. Enzym tejże śliny — inwertaza — rozkłada cukier nektaru czy spadzi na cukry proste: cukier gronowy, czyli glukozę, i owocowy, czyli fruktozę. Działanie enzymu musi trochę potrwać. W każdym razie, gdy zbieraczka przekazuje kropelkę słodkiej cieczy młodej robotnicy, to można stwierdzić, że działanie enzymu jeszcze trwa. Robot-nica-magazynierka dalej pracuje nad otrzymaną kroplą. Przewraca ją języczkiem, obrabia, wzbogaca swoją śliną. Aż w pewnym momencie kropelkę łyka, czyli wpuszcza do wola, by znowu ją wypluć na języczek i zaczynać całą pracę od nowa. To trwa długo. Enzymów wciąż przybywa i dopiero po 15—20 minutach magazynierka uznaje kropelkę za gotową do schowania w komórce. Ponieważ jest jeszcze półpłynna, wodnista, więc ją pszczoła przylepia do bocznej ściany komórki, aby się wietrzyła, odparowywała. A inne pszczoły bez ustanku wietrzą ul.

Gdy magazynierki uznają, że krople słodyczy już odparowały, przenoszą je do górnej części plastra, ale jeszcze nie zapełniają w pełni komórek. Miód musi przecież dojrzeć. Trwa to w dobrych warunkach A—5 dni. Wtedy komórki napełnia się prawie całkowicie i zamyka je woskowymi, cieniutkimi wieczkami. Dopiero teraz pszczoły — a ludnie również — uznają, że miód jest pełnowartościowy.

To zresztą wcale nie znaczy, że w miodzie nie zachodzą dalsze zmiany. Otóż, cukry złożone pod wpływem enzymów dalej rozkładają się na cukry proste, zwane inwertowanymi. Toteż im miód dojrzalszy, tym więcej ma cukrów inwertowanych. Dobrze przechowywany miód nie starzeje się, a wprost przeciwnie: im starszy, tym lepszy, tym bardziej wartościowy.

Wartość miodu

Na czym polega rzeczywista wartość miodu? Na ten temat opinie są. tak rozbieżne, że ... nie bardzo wiadomo co o tym wszystkim sądzić. ;

Spójrzmy najpierw na tabelkę przedstawiającą, jakim warunkom powinien odpowiadać miód pszczeli nektarowy i spadziowy, według norm polskich (Polska Norma Miód pszczeli PN-67/A-77626. Produkt spożywczy węglowodanowy, wytworzony przez pszczoły z nektaru roślin lub spadzi).


* Sacharoza, czyli cukier trzcinowy, jest dwucukrem i rozszczepia się na glukozę, czyli dekstrozę, oraz na lewulozę, czyli fruktozę. I to jest właśnie tzw. inwersja. Z łaciny invertare znaczy odwracać. Dlaczego „odwracać"? Otóż glukoza, czyli cukier gronowy, poddana światłu spolaryzowanemu skręca płaszczyznę światła na prawo (po łacinie — dexter) i stąd ten cukier zwie się też dekstrozą. Fruktoza skręca światło na iewo i stąd lewuloza. A więc, następuje „odwracanie", czyli inwersja.

To jest norma ustalająca, jaki miód powinien być w sprzedaży. Ale — wiadomo — że skład miodu się wciąż zmienia, bo enzymy, kwasy i inne związki stale w nim działają. Zmienia się nawet jego wygląd, nie mówiąc już o tym, że nieomal każdy miód może być inny, zależnie od tego, z czego powstawał.

O cukrach w miodzie

Miód jest „żywy". Na przykład, krystalizuje tym szybciej, im więcej zawiera glukozy, a tym wolniej, im więcej w nim dekstryn i innych ciał koloidalnych. Najłatwiej krystalizuje glukoza, a już trudniej fruktoza. Miód wciąż „pracuje", jak żywy organizm, jak ... wino. W miodzie pochodzenia spadziowego jest przewaga glukozy nad fruktozą.

Prócz tych dwóch cukrów może być jeszcze sacharoza, a raczej jej resztki, które w dobrze dojrzałym miodzie nie powinny przekraczać 5%. Ponieważ sacharoza znajduje się głównie w nektarze, gdzie jej jest ok. 70%, więc jakiej to pracy musiały dokonać pszczoły i... enzymy, by ją rozszczepić na dekstrozę i lewulozę i by jej zostało te mniej niż 5% w miodzie nektarowym i do 10% w spadziowym.

Rzadko, ale zdarza się, że w miodzie można też znaleźć maltozę. To też jest dwueukier, zwany cukrem słodowym, bo największe jego ilości występują w słodzie (zacier, brzeczka i in.). Związek ten składa się z 2 cząsteczek glukozy i powstaje z rozkładu skrobi i glikogenu pod wpływem enzymu amylazy. W miodzie znajduje się nie tylko rzadko, ale jest go bardzo mało. Wspomnieć o nim wypada tylko dla porządku.

Dekstryny, czyli wielocukry (polisacharydy), występują w miodzie nektarowym w minimalnych ilościach, najwyżej do 3%; w miodzie spadziowym jest ich dużo więcej, bo do 10%. Są one produktem niezupełnego rozkładu skrobi lub glikogenu. Tu też działają enzymy, m. in. także i amylazy. Dekstryny występują nieraz obok maltozy, a na co dzień spotykamy się z nimi wszędzie tam, gdzie mamy do czynienia np. z pieczoną skrobią (mąką), a więc choćby w skórce chleba.

Z innych cukrów można nieraz spotkać w miodzie melezitozę — trój-cukier, występujący głównie w miodzie spadziowym, szczególnie — modrzewiowym*. Związek ten przyśpiesza krystalizację miodu.

Witaminy

Z witaminami sprawa wygląda chyba jeszcze gorzej. W niektórych tylko miodach, np. wrzosowym i spadziowym z modrzewia i jodły, wykryto maleńkie ilości witamin: A, B[sub:2emj0qzf]2[/sub:2emj0qzf], C i PP. Bywają miody, które zawierają biotynę (witaminę H), tiaminę (witamina B[sub:2emj0qzf]1[/sub:2emj0qzf]), witaminę K czy kwas pantotenowy, ale — ilości tych związków są tak małe, że praktycznie znaczenia nie mają. Ponoć miód macierzankowy—jak twierdzą niektórzy—jest stosunkowo najbogatszy w witaminy.

Woda

Wody w miodzie powinno być 16 do najwyżej 20%. Gdy jest jej więcej uważa się miód za niedojrzały, czyli mniej wartościowy. Zawartość wody zależy głównie od ... człowieka. To jest od tego, kiedy on podbierze miód pszczołom. Jeśli za. wcześnie, gdy jeszcze nie zdążył odparować, czyli nie dojrzał, to może zawierać np. 22% wody, więc jest rzadki, mniej wartościowy.

Czynnik bakteriobójczy

Inhibina jest tą substancją, która co nieco ratuje opinię miodu w oczach jego przeciwników. Otóż związek ten (inhibitio — po łacinie — zahamowanie, opóźnienie), wyodrębniony dopiero w 1938 r., ma własności bakteriobójcze, a pochodzi z organizmu pszczół. Kiedyś medycyna ludowa używała miodu do leczenia ropiejących, „śmierdzących" ran. Ale wiedziano, że miód taki musi być świeży, prosto z plastra. Dziś wiemy, że bakteriobójcza inhibina jest bardzo wrażliwa na światło i podwyższoną temperaturę. W podgrzewanym miodzie, wystawianym na słońce w oknach sklepowych itp. już jej nie ma. Dlatego powtarza się nieraz aż do znudzenia, żeby miód przechowywać w ciemnych, suchych i chłodnych pomieszczeniach.

Inhibiny jest w ogóle w miodach niewiele, jej działanie też nie jest specjalnie silne, ale mimo to odkrycie tego związku spowodowało serię doświadczeń przeprowadzanych przez różnych badaczy w wielu krajach. Przecież już Hipokrates leczył rany miodem. Wyniki doświadczeń wykazały, że — owszem, rany goją się dość szybko, miód z inhibina powoli zniszczy bakterie, ale ... dzisiejsza medycyna rozporządza o wiele skuteczniejszymi lekami.

Miód z 1000 m

Zaczęło się od tego, że pewien badacz szwajcarski (Schlappi) zaobserwował następującą prawidłowość: mleko od krów hodowanych w górach lub pasących się dłuższy czas na pastwiskach, położonych powyżej 1000 m nad poziomem morza hamuje rozwój bakterii o wiele silniej, niż pochodzące od krów żyjących na nizinach. To odkrycie zaintrygowało innego naukowca szwajcarskiego, o nazwisku Piachy, który interesował się pszczołami i miodem. Wobec czego zbadał on miód pochodzący z okolic górskich. I oto wszystkie miody z pasiek, położonych na terenach powyżej 1000 m n.p.m., wykazywały niemal dwukrotnie silniejsze działanie bakteriobójcze od miodów pochodzących z niższych okolic. Piachy uważał, że jest to zasługa spadzi. W górskich lasach jest jej więcej, więc pszczoły z niej przede wszystkim produkują miód. Wobec czego zbadał jodłowy miód spadziowy, pochodzący ze Schwarzwaldu i stwierdził, że był on czterokrotnie silniejszy pod względem bakteriobójczym od miodu z pasiek znajdujących się w dolinach.

Początkowo myślano, że miód zawdzięcza te właściwości kwasowi mrówkowemu, ale po wyodrębnieniu w 1938 r. bakteriobójczej inhibiny zmieniono zdanie. Pochodzi ona nie ze spadzi, nie z nektarów, ale z organizmu pszczół. Niemniej jednak do tej pory nie bardzo wiadomo, dlaczego pszczoły więcej tej substancji dodają do miodu, który produkują w górach, niż do miodu, który gromadzą w dolinach.

Inhibiny są substancjami termo- i fitolabilnymi. Niszczą bakterie gram-dodatnie i gram-ujemne, na pleśnie i drożdże natomiast nie mają wpływu. Okazało się również, że nawet godzinne gotowanie miodu oraz jego rozcieńczanie nie powoduje pozbawiania go antybakteryjnych właściwości, choć je zmniejsza. Zaczęto więc doszukiwać się w miodzie jakiegoś innego związki! anty bakteryjnego oprócz inhibiny. I taki znaleziono. Dokonali tego Mohring i Messer z NRD w 1968 r. Odkryli bowiem w miodzie substancję, posiadającą cechy lizożymu, który jest antybakteryjny. Co prawda, badacz amerykański White przypisuje własności antybakteryjne miodu obecności w nim nadtlenku wodoru, a ten razem z kwasem glukonowym, powstaje z glukozy, dzięki działaniu enzymów.

W naszym kraju antybakteryjne właściwości miodu badali: Izdebska, Gubański, Rychlik, Doleżal i Chwastek. Wykazali oni m, in., że po 3—4 dniach od chwili dodania miodu do pożywek dla bakterii — wszystkie one giną. Jakie bakterie nie znoszą miodu? Streptokoki, stapylokoki, pałeczki tyfusu brzusznego, pałeczki jelitowe i niektóre inne.

Wszystkie badane miody, niezależnie od ich rodzaju i pochodzenia, wykazywały znacznie słabsze działanie wobec gram-ujemnej pałeczki okręż-nicy, niż wobec gram-dodatniego gronkowca złocistego. Tego miód niszczy najskuteczniej. Najaktywniejsze są tu miody spadziowe z drzew szpilkowych, miody lipowe i grykowe. Najmniej aktywne w stosunku do bakterii (czyli ich „mordowania") są miody rzepakowe, ognichowe i wrzosowe. Miody wielokwiatowe i spadziowe z drzew liściastych są biologicznie średnio aktywne.

Inne składniki

W miodzie można jeszcze znajdować wioski pszczół, jakieś maleńkie zanieczyszczenia i to, co jest w nim ponoć najcenniejsze: pyłek kwiatowy. W niektórych miodach może być go sporo. Na przykład obliczono, że w 1 kg można znaleźć ok. cztery miliony pyłków. Ale ... pyłek, to naprawdę pyłek, czyli coś niesłychanie małego. Powiemy o nim więcej w innym miejscu tej książeczki.

I jeszcze kilka słów o białkach w miodzie. W miodach europejskich bywa go od 0,03 do'2,67%, zależnie od odmiany. Są to albuminy i globuliny oraz wolne aminokwasy. Dotąd zidentyfikowano ich 19. Niektórzy badacze uważają, że więcej białka znajduje się w miodach wytwarzanych późnym latem i jesienią niż wiosną.

Są też w miodach estry, garbniki, woski i olejki eteryczne. Wszystko to razem nadaje miodom specyficzny smak i aromat.

Co jeszcze jest w miodzie?


W miodzie spadziowym z jodły znajdowano też gwajakol — który produkuje przemysł farmaceutyczny, jako lek wykrztuśny. Stąd też medycyna ludowa od wieków właśnie ten miód polecała przy chorobach dróg oddechowych. Wprawdzie nie należy on do najsmaczniejszych, jest cierpka-

wy, niezbyt słodki, a barwę ma brudno żółtozieloną, ale... jest skuteczny. Zawiera również sporo inhibiny.

Złe i dobre opinie

Zestawmy teraz jak najkrócej to, o czym pisaliśmy obszernie dotąd. Otóż, w miodzie, prócz ok. 20% wody, jest 68—82% cukrów, a reszta to minimalne dodatki. Czy więc miód jest coś wart?

Arnold Bender

Prof. dr Arnold Bender, światowej sławy angielski żywieniowiec, konsultant FAO (Organizacji do Spraw Wyżywienia i Rolnictwa przy ONZ), w swojej książce Człowiek i żywność (B.P. 1980) tak pisze o miodzie. Cytuję dosłownie, żeby nie było na mnie, a to ze względu na entuzjastów jadania miodu.

„Ponieważ miód ma długą historię, roztoczył swą magię również na wiek XX i stał się lekiem dobrym na wszystko. W rzeczywistości zaś skład jego jest bardzo podobny do składu zwykłego cukru. Ten ostatni jest chemicznym połączeniem glukozy i fruktozy, a miód stanowi roztwór tych dwóch oddzielnych cukrów. Miód zawiera drobne ślady kilku innych związków chemicznych i tylko ślady witamin. Miód, skonsumowany w ilości, która nie grozi mdłościami, nie ma praktycznego znaczenia w diecie, chyba tylko jako źródło pustych kalorii, podobnie jak cukier. ... Ślady zanieczyszczeń w miodzie i cukrze brunatnym nadają im przyjemny smak, ale nie dostarczają znaczących ilości czynników odżywczych. Masę przeciwnych argumentów dostarczają popularne czasopisma i literatura na temat zdrowotnej żywności, ale nie odpowiadają one prawdzie".

Tyle Bender (w tłumaczeniu dr T. Rożniatowskiego). No cóż? Trzeba się z tym pogodzić, że miód to nie cudowne panaceum, ale smakołyk, jak cukier, który dla zdrowia nic nie daje prócz pustych kalorii na przytycie. 100 gramów cukru dostarcza 399 kcal (1669 kJ), a ta sama ilość miodu 319 kcal (1335 kJ).

Inni wrogowie miodu

Prócz prof. Bendera jest sporo -innych zaprzysiężonych wrogów cukru i miodu — traktujących obie te słodkości właściwie na równi. Twierdzą oni m. in., że gdyby ludzie wiedzieli, ile szkody dla ich organizmu przynosi cukier — w każdej formie — to by od niego uciekali jak od trucizny. Przede wszystkim już w dzieciństwie i młodości niszczy uzębienie. Wszystkie nieomal choroby zębów, od próchnicy do paradentozy, przypisują oni zasadniczo jadaniu tychże słodkości. Zresztą, jeśli chodzi o zęby, sprawa została udowodniona. Toteż np. postępowe matki w wielu krajach tak karmią dzieci, aby przynajmniej do 7 roku życia nie znały smaku cukru czy miodu. I rzeczywiście — okazuje się, że takie dzieci mają na ogół zdrowe zęby. Inna sprawa, że—jak to wykazali inni uczeni — na zęby duży wpływ ma dziedziczność, a także ... prawidłowe odżywianie się matki już w pierwszych trzech tygodniach ciąży, czyli wtedy, gdy pierwsze zawiązki zębów dopiero się formują.

Wrogowie cukru i miodu twierdzą też — i to słusznie — że dziecko opchane słodyczami traci apetyt na produkty dla jego organizmu wielokrotnie ważniejsze. Kaloryczny miód nasyca i kto by tam potem chciał jeść warzywa, owoce, surówki, twarogi itp.

Ponadto słodycze tuczą, a wiadomo, że „otyli żyją krócej", że czepiają się ich najrozmaitsze choroby, że leczenie otyłych jest utrudnione itd. Makrobiotycy w ogóle wykreślają cukier i miód ze swojej diety. Tu mała dygresja: makrobiotyka to ruch żywieniowy, który pochodzi z Japonii i już od ok. 70 lat rozprzestrzenia się po świecie. Jego zwolennicy leczą odżywianiem, prowadząc specjalne kliniki, i osiągają na ogół dobre wyniki w „nieuleczalnych" przypadkach.

Tak żywieniowcy wrogo nastawieni do cukru i miodu, jak makrobiotycy, nie odrzucają cukrów w ogóle, ale uznają go jedynie w stanie naturalnym, w jakim występuje w owocach czy warzywach. Rodzynki są przecież słodkie, buraczki czy pomidory również zawierają sporo cukru, jak i wiele innych owoców i warzyw, i to według nich powinno człowiekowi w każdym wieku zupełnie wystarczać.

Wśród „wrogów" miodu — dodajmy sprawiedliwie — są też entuzjaści innych produktów pszczelich, jak choćby pyłku kwiatowego, jadu po użądleniu, wosku, propolisu... Tylko miód im nie odpowiada.

Zwolennicy miodu

Trzeba przyznać, że tych jest wielokrotnie więcej. Należy do nich nieomal każdy z nas. Po prostu: lubimy miód i wcale nie chcemy go wykreślać z naszego jadłospisu. Najczęściej też nie zastanawiamy się nad tym, czy jest „zdrowy", czy nie, tylko czy nam smakuje. Raczej boimy się, by nas nie oszukano przy zakupie, by nie był to miód zafałszowany.

Jest też mnóstwo osób, które wierzą w lecznicze właściwości miodu, niezależnie od tego, że np. przepadają za nugatami czy piernikami. A przy przyrządzaniu tych smakołyków — wie to każda gospodyni — nic nie zastąpi miodu, żaden cukier czy inny składnik, np. miód sztuczny. To już będzie nie to.

Prof. dr.N.P. Jojrisz i inni

Jeśli prof. dr A. Bender zaczął krytykę miodu, to niechże w jego obronie wystąpi inna powaga naukowa, z drugiej strony światą, bo z ZSRR — prof. dr N. B. Jojrisz, autor książki Pszczoły i medycyna (Wyd. „Medycyna", Uzbecka SSR Taszkient 1974). W rozdziale pt. „Miód jako ważny środek leczniczy medycyny ludowej" Jojrisz pisze o leczeniu miodem chorób żołądkowo-jelitowych, wątroby, nerek, chorób płucnych, niektórych chorób skóry, a nawet cukrzycy, co trudniej zrozumieć.

Jojrisz podaje wskazówki, jakim miodem i jak pomagać w leczeniu tychże chorób i jakie na ogół bywają tego leczenia skutki. Ale o tym szczegółowiej powiemy później. A teraz jeszcze coś na temat miodu i długowieczności, bo faktem jest, że pszczelarze na ogół żyją dłużej, a przynajmniej taka jest opinia od prawie tysiącleci. Najstarszy dokument pisany, który zachował się, traktujący o właściwościach leczniczych miodu, pochodzi sprzed ok. 4000—5000 lat.

Dlaczego bartnicy byli zdrowsi i bardziej długowieczni od innych śmiertelników? Entuzjaści miodu twierdzą, że to niezaprzeczalna zasługa jadania tego produktu, ale sceptycy uważają, że to nie miód działa, tylko przebywanie w pasiece na świeżym powietrzu, przymusowy spokój i opanowanie (niespokojnych, zbyt ruchliwych pszczoły bardziej atakują). Nie ma ponadto pszczelarza nie pożądlonego, więc raczej to jad dostarcza zdrowia i przedłuża życie pszczelarzom, a nie miód.

Radziecki uczony, N. W. Cicin zauważył, że wśród ludzi żyjących ponad 100 lat większość wywodzi się z pszczelarzy lub jest z nimi w jakiś sposób powiązana i jada przez cale życie sporo miodu nieoczyszczanego, czyli... nieomal prosto z plastrów.

Miodowe urozmaicenia

Można by powiedzieć, że tyle jest miodów, ile — kwiatów i drzew ze spadzią. Ale bywają też przecież miody mieszane. Kupując u nas miód w sklepach, mamy zwykle właśnie z takimi do czynienia. Kupując prosto od pszczelarza (uczciwego!), możemy natrafić na miody gatunkowe.

Najsławniejsze miody świata

Do takich należą m. in. miody tymiankowe, pochodzące z wzgórz w Grecji, gęsto porosłych tym aromatycznym zielem. Słońce tamtejsze wydobywa z kwiatów ponoć najwspanialszy'nektar, a pszczoły z niesłabnącym entuzjazmem zmieniają go w najlepszy miód świata. Zresztą w ogóle do najwonniejszych miodów w Europie należą powstałe na bazie nektarów, zbieranych z roślin wargowych, a więc właśnie takich, jak tymianek, macierzanka, lawenda, szałwia, mięta (u nas jest jej 13 gatunków i wiele mieszańców).

Na Kubie do najwonniejszych należy miód z nektaru kwiatów pomarańczy. Słodki i aromatyczny zapach ma też miód z kwiatów rozmarynu. Miód z Sawoi „zalatuje" jednak zapachem terpentyny. Miód hiszpański ma smak jałowca, a o miodzie z Sardynii mówi się, że jest gorzkawy.

U nas za najlepszy uchodzi miód lipowy i esparcetowy. Miód gryczany i wrzosowy są chętnie używane do wypieków i przetworów, jak np. na pierniki, wino, miody pitne itp.

Do koloru, do wyboru

Wprawdzie zawsze w szklanym słoiku poznamy miód po jego barwie, ale wiemy też dobrze, że barwa ta może być najrozmaitsza. Od jasnej do niemal czarnej, od zielonawej do brunatnej i we wszystkich prawie odcieniach żółci.

Kolor miodu zależy od pochodzenia nektaru i spadzi. Miody spadziowe są na ogół ciemne, brunatne, ale i zielonożółte. Jasne miody żółtawe zwykle pochodzą Ze zbioru nektarów z kwiatów roślin łąkowych, krzewów owocowych, jak maliny, jeżyny itp., z drzew owocowych i z lip. Na przykład, miód z gorczycy jasnej, czyli białej, początkowo jest jasnożółty, potem kremowy, zimą ulega krystalizacji, smak ma pikantny i miły aromat. Warto wspomnieć, że gorczyca biała należy do tych nielicznych roślin, które nektar dla pszczół wydzielają wieczorem.

Do wyjątkowo smacznych miodów, tych „najlepszych", należy również miód hyzopowy. Hyzop—-ziele przyprawowe—jest półkrzewem, byliną. Tiumeńska Stacja Agrobiologiczna (ZSRR) obliczyła, że z 1 ha hyzopu zawartość cukru w nektarze roślin dwuletnich wynosiła 277 kg, trzyletnich— 405 kg, a czteroletnich 789 kg. Sporo wiadomości na ten temat znajduje się w rozdziale: „Rośliny miododąjne".

Tabelka miodów

Oto tabelka, która podaje charakterystyczne cechy organoleptyczne pszczelich miodów, czyli patoki (wg J. Szymusik: Analiza miodu).


Czy miód leczy?

Jak tu pogodzić Bendera z Jojriszem? Pierwszy twierdzi, że miód, tak jak cukier, dostarcza tylko „pustych" kalorii i nic więcej, a drugi z całą powagą omawia lecznicze właściwości tego produktu. Patrząc z punktu widzenia chemii czy — powiedzmy—-'składu chemicznego miodu, rzeczywiście trzeba wierzyć prof. Benderowi. Miód zawiera przede wszystkim cukry proste i jeśli zgodzić się z najnowszą teorią, że „cukier to trucizna dla organizmu", powinno się po prostu zakazać jadania miodu.

Z drugiej strony prof. Jojrisz i setki tysięcy ludzi przed nim stwierdzało( że im miód „robił doskonale". No cóż? Każdy żywienowiec przyzna, że w pewnych warunkach nawet te słodkości są człowiekowi potrzebne. Na przykład, gdy męczy bezsenność, to kostka cukru lub łyżeczka miodu — najczęściej przywracają sen. Gdy umysł jest zmęczony i człowiek zapomina najprostszych rzeczy, to łyżeczka miodu w szklance wody ożywia mózg i ... wszystko wraca do normy. Podobnie miód potrafi pomóc sercu i krążeniu.

Najbogatsze w rutynę, czyli w witaminę P są kwiaty gryki. Witamina P to nazwa 11 substancji witaminowych, z których najbardziej znana jest właśnie rutyna. A ta nie tylko pomaga w przyswajaniu witaminy C, ale reguluje przepuszczalność ścianek włosowatych naczyń krwionośnych, a tym samym przeciwdziała miażdżycy. Nawet dzięki temu zyskała sobie miano „witaminy młodości". I otóż właśnie w miodzie gryczanym występuje ona w stosunkowo sporej ilości. Może to jej zawdzięcza miód opinię „przedłużacza" życia?

Miód jest łatwo strawny. Czas jego strawienia i przyswojenia trwa mniej niż 2 godz. (na strawienie szynki potrzeba 4 godz.). Samą zaś glukozę wchłania się omal natychmiast, bo nie wymaga żadnej „przeróbki". Stąd tak szybkie działanie miodu na zmęczony mózg, serce itd. Ale wróćmy do doświadczeń prof. Jojrisza.

Miód i żołądek

Według Jojrisza, miód okazuje się cennym środkiem dietetycznym w chorobie wrzodowej żołądka i dwunastnicy. W czasie leczenia znikają bóle, zgagi, mdłości, podwyższa się poziom hemoglobiny we krwi i polepsza się samopoczucie chorych. Czyżby to miód działał, czy tylko autosugestia?

Jojrisz zaleca, by w czasie leczenia choroby wrzodowej podawać choremu  miód na 1,5—2 godz. przed posiłkami lub w 3 godz. po nich. Na przykład, 1,5—2 godz. przed śniadaniem i obiadem i 2—3 godz. po kolacji. Twierdzi przy tym, że picie ciepłego roztworu miodu powoduje rozrzedzenie śluzu w żołądku i przyśpiesza wsysanie, nie drażni jelit i obniża kwasowość. Natomiast zimny roztwór miodu podwyższa kwasowość, zatrzymuje zawartość żołądka i drażni jelita.

Są jednak tacy, którzy twierdzą, że słodki miód powoduje niepożądane fermentacje w żołądku i raczej mu szkodzi, niż pomaga.

Ksiądz Kneipp i miód

Młodzi mogli w ogóle nie zetknąć się z nazwiskiem księdza Kneippa, ale dla naszych prababek był on nieomal wyrocznią. Wszystko co powiedział na temat zdrowia — było święte i święcie przestrzegane.

Ks. Sebastian Kneipp (1821—1897) był niemieckim księdzem, kapelanem klasztoru w Worishofen. Zalecał—jak byśmy dziś powiedzieli — „powrót do natury". A więc, chodzenie boso po trawie, ruch na świeżym powietrzu, wodolecznictwo, jadanie dużych ilości warzyw i owoców, pijanie ziół, unikanie mięsa itp. Gardził medycyną oficjalną, a do własnych metod miał stosunek bezkrytyczny. Ale... wielu ludzi wyleczył i to z przewlekłych chorób, wielu bardzo pomógł, choć nie zawsze i zdarzało się nawet, że zaszkodził. Niemniej jego sława była niezaprzeczalna. Napisał kilka książek o swoich metodach leczenia, a te zyskały nie tylko wielki rozgłos, ale i miały wiele wydań, ńp. Moje leczenie wodą czy Tak powinno się żyć. Ponoć moja prababcia, która jeździła co roku do Worishofen na kurację, nauczyła moją babcię, aby zimą, każdćgo roku przeprowadzała kurację zdrowotną, polegającą na codziennym zjadaniu szyszkojagody jałowca. Zaczynało się od jednej, codziennie gryzło o jedną więcej aż do 12 i z powrotem — codziennie o jedną mniej. Babcia tego bardzo przestrzegała twierdząc, że jej to świetnie robi i odmładza.

Ale wracajmy do miodu. Otóż ksiądz Kneipp był jednym z pierwszych, którzy w owym czasie zwrócili uwagę na miód, jako środek leczniczy, opierając się na... doświadczeniach starożytnych Egipcjan. A ci od niepamiętnych lat zajmowali się pszczołami i używali miodu (zresztą świętego, od świętych pszczół) jako środka leczniczego, stosowanego wewnętrznie i zewnętrznie: do leczenia przewodu pokarmowego, naczyń krwionośnych, do płukania gardła, przeciwko kaszlowi, do przemywania ran itd.

Od nich Rzymianie, a także Grecy nauczyli się leczyć miodem nie tylko te choroby, ale i zatrucia pokarmowe, zakaźne choroby przewodu pokarmowego, przetoki itp. Miód—jako środek leczniczy — cieszył się długo dobrą, sławą, aż go zdetronizowała chemia i znowu na świat boży wydobył ksiądz Kneipp.

Między innymi pisał: „ludzie na wsi dobrze wiedzą jak leczyć wrzody i ropiejące rany miodem. Przygotowanie leku jest proste: bierze się pół na pół miodu i mąki, dodaje nieco wody, aby powstała odpowiednia mieszanina. Nie może być zbyt wodnista, płynna, ani zbyt zbita, ale jak ciasto... No i tę mieszaninę używa się jako kompresu leczącego".

A oto inna recepta: „łyżeczkę do kawy miodu zagotować przez 5 minut w 1/4 litrze wody i tym płukać zapalone gardło". Ks. Kneipp taką płu-kankę polecał specjalnie śpiewakom. A ponadto radził, aby z tego płynu robić okłady lub przemywać oczy 3 razy dziennie, a na noc robić kompresy.

Polecał także okłady z miodu na boiące miejsca zreumatyzowane. Nałożyć miodu na czyste płócienko i przykładać, obwiązując płótnem lub bandażem. Zmieniać taki okład co 2 godziny. (Czy nie szkoda miodu?).

Dr Jarvis

Po księdzu Kneippie dr Jarvis chyba najbardziej przyczynił się do rehabilitacji miodu —jako leku. Od 1909 r. był lekarzem wiejskim w Vermont, na granicy Stanów Zjednoczonych i Kanady, gdzie zwrócił uwagę na tzw. medycynę ludową. Jego pasją i ambicją było odkrywanie i badanie wszystkiego, czego ludzkość przez wieki używała do leczenia. Oczyszczał tę wiedzę z naleciałości przesądów i wierzeń oraz „prześwietlał" — medycyną nowoczesną. Jego książka Stare leki, które uzdrawiają była tłumaczona na wiele języków, a w samych Stanach Zjednoczonych rozeszło się ponad milion dwieście tysięcy egzemplarzy.

Dr Jarvis rozsławił ocet z jabłek i miód. Twierdził, że w tych dwóch produktach jest akurat wystarczająca ilość soli mineralnych i witamin, a ponadto stwierdzał, że miód niszczy bakterie i wirusy.

Pisał: „efekt jest zdumiewający! W ciągu kilku dni, a często kilku godzin wszystkie mikroby są martwe. Wirus tyfusu ginie po 48 godzinach, para-tyfusu A i B po 24 godzinach. Mikroby bronchitu i płucne zginęły na czwarty dzień..." Doświadczenia przeprowadzał w probówkach.

Podobne eksperymenty z drobnoustrojami robił też wspominany już prof. Jojrisz w ZSRR. Przy tym „stworzył" on miód sztuczny, w którym były wszystkie te składniki, co w miodzie prawdziwym. Można powiedzieć, że te dwie substancje chemicznie się nie różniły. A teraz do probówek z tymi miodami Jojrisz wkładał ziarna i kawałeczki mięsa. W miodzie pszczelim — zakonserwowały się one doskonale, choć trzymano je tam kilka lat. Tymczasem w miodzie sztucznym — szczególnie mięso zepsuło się już piątego dnia.

Dr Jarvis poleca miód specjalnie ludziom nerwowym, twierdząc, że nie ma lepszego środka na trwałe uspokojenie. Poza tym radzi też osobom starszym i dzieciom, szczególnie przed snem, spożyć małą łyżeczkę miodu, aby dobrze spali.

Na bezsenność dr Jarvis poleca zjedzenie łyżeczki miodu przy kolacji. Jeśli to nie pomaga, radzi 2 łyżeczki do kawy miodu wymieszać ze szklanką octu z jabłek i łyknąć 2 łyżeczki do kawy tej mieszaniny tuż przed spaniem. Gdyby i to nie pomogło, zaaplikować sobie powtórnie dawkę tego „leku", ale, jak pisze: „bardzo rzadko zdarza się potrzeba powtarzania takiego picia, więcej niż 2—3 razy".

Na kaszel dr Jarvis poleca taką miksturkę: do szklanki wcisnąć sok z jednej dużej cytryny, dodać 2 łyżeczki gliceryny, rozmieszać i uzupełnić szklankę miodem. Potem zjadać po 1 łyżeczce do kawy syropu 3 razy dziennie: po wstaniu z łóżka, kolo obiadu i przed spaniem.

Na kurcze, np. w łydkach, drgania powiek lub warg: 2 łyżeczki do kawy miodu przy każdym posiłku. W ciągu tygodnia powinny te dolegliwości minąć. Dodajmy, że na ogół w tych wypadkach pomaga magnez albo witamina E.

Oparzenia — wg dr Janasa — mniej bolą i szybciej się goją po okładach z miodu. Dr Jarvis podkreśla, że miód tylko wtedy będzie skuteczny, jeśli jest młody, biologicznie „żywy" i nie fałszowany.

Katar — według dr Jarvisa — może minąć w ciągu 5 minut, jeśli się będzie żuło jak gumę kawałek plastra miodu. Ale jeśli są zaatakowane zatoki, to takie żucie trzeba powtarzać co godzinę i żuć przez 15 minut. Zapewnia, że najgorsze „zatoki" można w ten sposób wyleczyć w ciągu — najszybciej—jednego dnia, najdłużej — tygodnia i to bez nawrotów.

Na katar sienny -— choć wiadomo, że jest pochodzenia alergicznego •— dr Jarvis ma skuteczny sposób. Otóż radzi profilaktycznie żuć kawałek plastra miodu 1—2 razy dziennie w ciągu 2 miesięcy poprzedzających zwykle okres pojawiania się tego kataru. Dzięki temu albo się on nie pojawi, albo będzie przebiegał bardzo lekko.

Jeśli kogoś katar sienny zaatakuje, to trzeba będzie żuć plasterki miodu 5 razy dziennie przez pierwsze 2 dni. Potem 3 razy dziennie, dopóki w ogóle nie zniknie. Na ostatku można miód w plastrach zastąpić płynnym miodem świeżym.

Dr Jarvis stwierdza, że po 3 minutach przestaje cieknąć z nosa; 5—6 minut żucia wystarcza do oczyszczenia nozdrzy, po czym dolegliwości w gardle również znikną.

Swoją metodę dr Jarvis wypróbował między innymi w szpitalu wojskowym w Teksasie, który potem, w maju 1937 r. wydał taki komentarz: „Ze wszystkich środków proponowanych do leczenia kataru siennego ten jedyny okazał się rzeczywiście skuteczny".

Miód i wątroba

Prof. Jojrisz twierdzi, że w medycynie ludowej miód jest często stosowany jako lek przy chorobach wątroby. Zawarta w nim glukoza—jak wiadomo—jest nie tylko produktem odżywczym łatwo przyswajalnym, ale podnosi zapasy glikogenu w wątrobie i przyspiesza procesy przemiany tkankowej. Wątroba—jako centralne laboratorium organizmu — bierze udział w wielu życiowo bardzo ważnych procesach, np. w przemianie węglowodanów, białek, tłuszczów, witamin, hormonów itd. W wątrobie produkowane są enzymy, karoten zmienia się w witaminę A, tu powstaje żółć itd.

Wielu lekarzy w ZSRR, i w ogóle w świecie zaleca przy chorobach wątroby picie rano i wieczorem malej filiżanki herbaty z miodem. W niektórych dolegliwościach lekarze zalecają np. picie miodu z sokiem z cytryny i oliwą, a potem położenie się na 25—30 minut na prawym boku.

Prof. Jojrisz przytacza też w swojej pracy dane z XX-ego Jubileuszowego Międzynarodowego Kongresu Pszczelarzy w Bukareszcie w 1965 r. Otóż na tym Kongresie jeden z lekarzy rumuńskich (Walter Stambolin, vice-prezydent Stowarzyszenia Pszczelarzy Rejonu Timisoary) przedstawił w swoim referacie ciekawe clane. Przez 3 lata obserwował 4169 chorych z rozmaitymi dolegliwościami wątroby, głównie z epidemicznym i chronicznym zapaleniem tego organu. Chorzy ci otrzymywali po wyleczeniu (poza dietą) takie wskazania: codziennie rano jeść po ok. 50 g miodu i po maleńkiej łyżeczce mleczka pszczelego. Po obiedzie — 1 łyżkę miodu z pyłkiem pszczelim, przy czym wszystkie słodkie substancje w żywieniu zastępowano miodem. Dr Stambolin dowodził, że taka kuracja daje nieoczekiwanie dobre wyniki i to w rozlicznych niedomaganiach wątroby.

Miód i choroby płuc

Prof. Jojrisz powołuje się na... Hipokratesa. To on przecież twierdził, że ... „miodowy napój gubi flegmę i uspokaja kaszel"... W bardzo starej i znakomitej księdze hinduskiej Ajur-Weda, czyli Księga życia, można znaleźć polecenie leczenia gruźlicy płuc miodem z mlekiem. Abu Ali al-Husayn ibn Abd Allah inn Sina — słynny uczony, zwany Awicenną, uważał, że w początkowych stadiach tej choroby doskonałym lekiem jest miód utarty z płatkami róż. W medycynie ludowej od wieków stosowano miód z mlekiem kozim i z sadłem niektórych zwierząt (borsuków, psów i in.) w leczeniu gruźlicy. Uważano też, Że pomaga miód z wywarem korzenia omanu albo z sokiem chrzanu — pity w ciągu 5—7 tygodni. Leczenie trzeba przerwać, jeśli pojawi się biegunka lub nocne poty.

Przy zastarzałych bronchitach niektórzy (także i lekarze) polecają picie herbatki z kwiatów czerwonej koniczyny z miodem. Ponoć pomaga to przy uporczywym kaszlu. W gruźlicy ma być pomocne codzienne picie herbaty z ziela podbiału z miodem. Leczono również z zadowalającym skutkiem chorych na gruźlicę i wrzód płuc podawaniem im po 10—15 dag miodu dziennie.

U nas znane jest tzw. babskie lub domowe leczenie wszelkich przeziębień podawaniem choremu kwiatu lipowego z miodem lub z żółtkiem utartym ze świeżym miodem. Takie gorące ziółka ułatwiają odkaszliwanie flegmy, zmniejszają kaszel, polepszają samopoczucie i rozgrzewają wewnętrznie.

To nie prof. Jojrisz, ale prof. dr Tabershow z amerykańskiego uniwersytetu w Georgia, stwierdził po długoletnich badaniach, że narażeni na pylicę robotnicy zapadają na nią 8—10 łat później, jeśli systematycznie jadają miód.

Miód i choroby nerek

Prof. Jojrisz stwierdza, że w chorobach nerek, dróg moczowych i pęcherza nie tylko lecznictwo ludowe, ale i dzisiejsza medycyna oficjalna zalecają miód. Miód praktycznie nie ma białka i zawiera minimalne ilości soli, a więc nie może w tych chorobach szkodzić. A przy tym jest wysoko kaloryczny i lekko strawny, czyli dodaje energii i wzmacnia cały organizm. Naturalnie, że dawki musi określać lekarz, ale na ogół nie podaje się dziennie więcej, jak 50 do najwyżej 100 g miodu.

Rozmaici lekarze polecają nieraz w chorobach nerek herbatkę 7 owoców dzikiej róży z miodem albo pół do całej'szklanki dziennie soku z rzodkiewek, osłodzonego miodem. A przy piasku w nerkach radzą: oliwę z oliwek z sokiem cytrynowym i miodem, po jednej łyżce, 3 razy dziennie. Albo też przeciw kamieniom pęcherza herbatę z biedrzeńca (Pimpinella), owoców dzikiej róży i miodu. Parzyć to wszystko przez 15 minut i pić na ciepło po 1—2 filiżanki dziennie. Niektórzy lekarze zalecają też jadanie lub picie miodu starszym osobom przy nietrzymaniu moczu i słabym pęcherzu.

Miód i różne choroby

Wielu ludzi wierzy, że miód „robi dobrze na serce". Przy niektórych schorzeniach, tj. wtedy, gdy trzeba ten organ szybko „odżywić", także i lekarze polecają miód, jako że jego glukozą jest najszybciej przyswajalna. Miód więc wzmacnia mięsień sercowy i zwiększa jego wydolność. We Włoszech i w RFN produkuje się 20 i 40-procentowe preparaty miodowe do zastrzyków dożylnych.

Stwierdzono, że u dzieci chorujących na odrę i świnkę choroby te przebiegały łagodniej, gdy mali pacjenci jadali miód. Jest nawet i takie doniesienie, że dzieci cierpiące na biegunkę zakaźną, leczone specjalnym preparatem „w obstawie" miodu, pięć razy szybciej likwidowały zarazki niż zwykle.

Uważa się też, że miód jest dobrym dodatkiem profilaktycznym przy różnych chorobach zawodowych. W RFN np. podaje się miód spadziowy robotnikom zatrudnionym w kopalniach uranu. Ponoć ma w pewnym stopniu przeciwdziałać skutkom napromieniowania.

Podczas ostatniej wojny lekarze radzieccy zauważyli, że pacjenci ciężko ranni powracali do zdrowia szybciej, a także poziom hemoglobiny w ich krwi wyraźnie wzrastał, gdy jadali miód.

Wielu lekarzy europejskich doszło do wniosku, że miód zmniejsza toksyczne działanie takich „codziennych" używek, jak kawa, mocna herbata, tytoń czy alkohol. Ponadto „łagodzi" skutki stressów, wstrząsów, przemęczeń itp. Wprost mobilizuje siły psychiczne i pomaga w walce z chorobami nerwowymi. W Hiszpanii, Szwecji i Belgii stosuje się dość często miodowe kuracje w stanach apatii, wyczerpania psychicznego itp. Znany psychiatra francuski, Pierre Renauld uznaje miód jako ważny czynnik regenerujący siły psychiczne, o czym się przekonał lecząc nim swoich pacjentów przez wiele lat.

Może warto wspomnieć, że w Stanach Zjednoczonych (gdzieżby?) można nabywać tzw. miód suchy-instant. Otrzymuje się go, podobnie jak kawę-instant oraz herbatę-instant, czyli metodą rozpyłowego suszenia. Ma on coraz większe powodzenie, przynajmniej w USA, gdzie podobnie jak „nie lubi się" niepotrzebnej, dodatkowej pracy z paleniem, mieleniem i parzeniem kawy ziarnistej, gdy jest po prostu łatwa w obsłudze „Nesca", tak i miód „żywy" jest o wiele kłopotliwszy od miodu-instant. Przy tym można go z łatwością używać przy domowym wyrobie ulubionych dżemów, marmolad, a także i wypieków, po prostu zamiast cukru. Wprawdzie jest od niego dużo droższy, ale wyroby nabierają specyficznego, miodowego smaku.

Przez dłuższy czas uważano, że miód można podawać cukrzykom, jako że lewuloza (fruktoza) jest lepiej przyswajana przez organizm chorych na cukrzycę, niż glukoza. Nawet jej działanie porównywano z działaniem insuliny, choć naturalnie, mogłaby być stosowana równocześnie z terapią insulinową. Proponowano też miód poliwitaminowy. Recepta na taki miód, według Jojrisza, wygląda następująco: 100 g miodu pszczelego, 8 mg wit. B[sub:2emj0qzf]1[/sub:2emj0qzf], 80 mg wit. PP i 30 mg wit. C. Przy tym podaje się chorym odpowiednio obliczone małe jego dawki.

Naturalnie, że—jak zastrzega Jojrisz — można to stosować tylko w klinikach, szpitalach i ambulatoriach, pod ścisłą opieką lekarza, jako część węglowodanów, podawanych diabetykom. Na przykład, zamiast 50 g węglowodanów może lekarz polecić 50 g witaminizowanego miodu, który by zawierał ok. 40% lewulozy, ok. 33% glukozy i ok. 20% wody. Do tego celu nadawałby się najlepiej miód gryczany lub ewentualnie lipowy z białej akacji, białej koniczyny, lucerny, malin, lnu i jabłoni.

W moskiewskiej fabryce witaminowo-cukierniczej, według receptury Jojrisza, wyrabiane są poliwitaminizowane miody dla diabetyków z dodatkiem czarnej porzeczki (w stosunku 2 : 1) lub masy arachidowej (w stosunku również 2:1). Uzyskały one wysoką ocenę Instytutu Odżywiania Akademii Nauk Medycznych ZSRR i polecano je nie tylko dla diabetyków, ale dla dzieci, młodzieży, chorych i rekonwalescentów. Równocześnie w prasie szeroko omawiano zażywanie tego miodu przez chorych na cukrzycę, usilnie podkreślając ostrożność, trzymanie się wskazówek lekarza i niezastępowanie przypadkiem tym miodem — insuliny.

W wielu krajach badacze są jednak mimo wszystko przeciwni podawaniu miodu cukrzykom, gdyż na ogół zawsze można jeszcze w nim znaleźć nieco sacharozy. Uczeni szwajcarscy stwierdzali podnoszenie się poziomu cukru we krwi i w moczu po zjedzeniu miodu. Ale jeśli lekarz wszystko obliczy i pozwoli...

Stwierdzono, że dzieci mniej chorują, nawet podczas epidemii dyfterytu, jeżeli jadają chleb z miodem*. Potwierdza to znane od wieków w medycynie ludowej bakteriobójcze działanie miodu. Leczono nim przecież rany i rzeczywiście szybciej i bez ropienia się wówczas goiły.

Są lekarze, którzy twierdzą, że każdy człowiek po 70 roku życia powinien jadać dziennie na czczo 2 łyżeczki miodu, np. w szklance przegotowanej wody. Tę konieczność uzasadniają tym, że stary ustrój nie produkuje inwertazy, a ta występuje tylko w miodzie nieogrzewanym. Twierdzą też, że ranne spożywanie miodu zastępuje dożylne wstrzyknięcie glukozy.

Przypomnijmy jeszcze, że inwertaza jest enzymem, dzięki któremu cukier trzcinowy (sacharoza) ulega inwersji na cząsteczki glukozy i fruktozy. Powstała równocząsteczkowa mieszanina tych dwóch cukrów zwie się cukrem inwertowanym, a ten jest — jak wiadomo — podstawowym składnikiem miodu pszczelego. Cukier inwertowany otrzymywany sztucznie jest stosowany przy produkcji miodu sztucznego, pewnych wyrobów cukierniczych, bo trudniej krystalizuje, oraz w lecznictwie — zamiast glukozy. Zbadano na królikach, że cukry z miodu są o 43% szybciej i lepiej wchłaniane niż np. sztuczna mieszanina glukozy i fruktozy.

Ciekawostką jest, że mrówki zjadające miód, a bardzo go lubią, wybierają mocno higroskopijną fruktozę, zostawiając glukozę.

Badania wykazały, że żelazo z miodu jest przez nasz organizm wykorzystywane do regeneracji hemoglobiny w 62,5%, a to jest ogromnie dużo. Przeważnie ustrój człowieka wykorzystuje ten składnik ze źródeł roślinnych w 10—15%, a ze źródeł zwierzęcych w 20—25%. Więc, choć w miodzie żelaza nie jest wiele, bo ok. 0,9 mg w 100 g (fosforu 16, wapnia 5 i magnezu też 5 mg%), to jednak... są to ilości liczące się.

Ile miodu dziennie może przeciętnie zjadać zdrowy, dorosły człowiek? Badacze szwajcarscy, którzy zajmowali się tym problemem, doszli do wniosku, że maksimum 300 g, a najlepiej 1—2 łyżeczki w pół szklanki ciepłej wody rano na czczo i ewentualnie wieczorem przed snem. Zamiast wody może być ciepła herbata z cytryną. Dawki większe mogą powodować tak zwany cukromocz pokarmowy.

inna sprawa, że wielu lekarzy i żywieniowców ostatnio doszło do wniosku, że normalnemu, zdrowemu człowiekowi wystarczą 1—2 łyżeczki miodu tygodniowo. Dawki tej lepiej nie zwiększać, chyba że miodem zastępujemy cukier, którego również raczej należy unikać lub co najmniej go ograniczać.

Co prawda i tu nie można powiedzieć niczego absolutnie pewnego. Bo oto doświadczenie, przeprowadzone w grupie 60 dzieci w podmoskiewskim sanatorium, wykazało co innego. Przed „kuracją miodową" i po niej dokonano u dzieci analizy krwi. I te z nich, które oprócz normalnego żywienia otrzymywały rano i wieczorem trochę miodu, wykazały wzrost hemoglobiny we krwi o 11,5%, a w grupie kontrolnej (bez miodu) wzrost wyniósł 4%. Poza tym u dzieci jadających miód stwierdzono zwiększenie wagi, siły mięśni i liczby krwinek.

Miód i nasza skóra

Jojrisz podaje, że w starych, ruskich rękopisach można znaleźć rady, jak leczyć świerzb, krosty i inne „nieczystości" skóry. Otóż, należy je smarować lub nakładać na nie maść zrobioną z popiołu, czosnku, miodu przaśnego i świeżego masła. Przy czym zastrzega się, że przed użyciem takiej maści trzeba ciało dokładnie umyć gorącą wodą, a najlepiej wziąć kąpiel parową w łaźni. Po oczyszczeniu skóry nakładać maść i dalej posiedzieć w parówce.

Mniej więcej 100 lat temu dr med. Czarnkowski w swojej książce Medycyna ludów i jej zastosowanie radził, aby wrzody i ropnie „gruboskórne" na podeszwach i dłoniach leczyć miodem zmieszanym z mąką na rodzaj ciasta.   , • v

W Moskiewskiej Klinice Dermatologicznej lecźono z doskonałym skutkiem chorych na czyraki i czyraki mnogie oraz na gruźlicę skóry twarzy z dużą ilością gruzłów — okładami z miodu. Pod jego wpływem gruzły szybko pozbywały się rdzeni martwiczych i zabliźniały się. Chorzy — poza okładami — zjadali po 60 g miodu dziennie w ciągu 12 dni. Znane są też wyleczenia miodem liszai głowy i chronicznych chorób skóry. Miód zmiękcza skórę, wzmacnia ją i wzbogaca mięśnie w glikogen.

Miód w kosmetyce

To już nie prof. Jojrisz, ale inne źródła dawne i obecne podają, że miód należy do świetnych środków kosmetycznych. I u nas jest bardzo stara piosenka, która.stwierdza, że: „... smarowała buzię miodem, żeby miała słodką...". Wystarczy też sięgnąć do starożytności, żeby się dowiedzieć tego samego. .Tuż ponoć 5 tysięcy lat przed naszą erą w Mezopotamii pięknotki „smarowały buzię miodem". Słynna z urody Poppea, żona Nerona nie tylko kąpała się w mleku oślic, których 100 sztuk dostarczało codziennie mleka dla cesarzowej, aie i twarz smarowała maseczką z miodu zmieszanego z tymże mlekiem.

Słynna z urody pani du Barry, metresa króla Francji, Ludwika XV, również używała miodu do pielęgnacji urody, a w ślad za nią bardzo wiele innych ówczesnych dam sięgało do tego „archaicznego" kosmetyku. A my dziś nie sięgamy? Nawet nasza Pollena, nie tylko paryskie instytuty piękności, produkuje i poleca najróżniejsze kremy na bazie miodu lub wprost „miodowe". Słynne z pięknych rączek Japonki ponoć przez całe nieomal życie używają do pielęgnacji rąk mikstury z olejku wyciskanego z migdałów słodkich i gorzkich lub z jąder pestek brzoskwiń, który to olejek uciera się z miodem i żółtkiem jaja i wciera w skórę dłoni. Chinki przygotowują ten krem nieco inaczej. Biorą rozgniecione na miazgę pestki pomarańczy i ucierają je z miodem. Taki krem rozjaśnia cerę, przeciwdziała pryszczom i innym skazom skóry. A na ręce przygotowują smarowidło z rozmiażdżonych „migdałów" brzoskwiń i moreli z dodatkiem miodu. Tak pielęgnowane rączki są ponoć wprost nieprawdopodobnie jasne, gładkie, jedwabiste, miękkie...

W Ameryce Środkowej piękne Kreolki całe ciało nacierają płynem z wyciągów różnych korzeni, zmieszanych z miodem i wodą. Nie tylko dodaje to urody, ale działa podniecająco i rozweselająco.
Egipcjanki lubią żuć rodzaj cukiereczków z miodu i korzeni, aby przy pocałunku mieć miły oddech.

Dbające o siebie żony pszczelarzy nieraz używają miodu — jako kosmetyku, Świeżym, prosto z plastrów, smarują twarz i szyję, zmywając tę cieniutką warstwę słodyczy dopiero po 15 minutach. Doświadczone twierdzą jednak, że może skuteczniejsza od miodu jest maść propolisowa.

Starożytni Grecy używali też miodu do utrwalania barw pięknych tkanin, którymi zdobiły się kobiety, układając je w rodzaj drapowanych na ciele tunik.

Gdy miód szkodzi

Prawdę mówiąc, nadmiar wszystkiego może szkodzić, a więc miodu także. Zdarzają się po tym nudności, rozstrój żołądka, mdłości...

Nie o to jednak chodzi. Bywają ludzie uczuleni na miód, którzy przykre objawy mają nawet wtedy, gdy zjedzą tylko jego odrobinkę. Niektórzy lekarze twierdzą, że jest to uczulenie nie tyle na miód, co właśnie na zawarty w nim pyłek, ale badania wykazały, że nie zawsze pyłek jest winien.

Wszędobylskie rozkruszki

Zdarza się, że miód, tak samo jak i wiele innych produktów spożywczych, jest zarażony rozkruszkami*. Szkodniki te, należące do gromady pajęczaków, są prawie niewidoczne gołym okiem; ich wymiary wynoszą 0,3— 0,7 mm (maximum do 1 mm). Jeśli rozkruszków jest w żywności dużo, to ich chitynowy naskórek, jak i ostre szczecinki, mogą uszkadzać ścianki jelit, powodować biegunki i stany zapalne przewodu pokarmowego, szczególnie u dzieci. Znane są przypadki akarozy płuc i odczyny alergiczne, bo rozkruszki potrafią wnikać przez drogi oddechowe do płuc.

W latach 1966—1970 przeprowadzono badania nad porażeniem środków spożywczych rozkruszkami. Okazało się, że w województwie poznańskim na 138 pobranych próbek miodu 33 próbki były porażone tymi szkodnikami. Co prawda w województwie warszawskim na 10 próbek nie znaleziono rozkruszków w ogóle, ale ... może badania były zbyt mało reprezentatywne.

Rozkruszki towarzyszą nam nieomal wszędzie. Wykryto je np. w kurzu, unoszącym się w mieszkaniach. Zresztą różnych gatunków tych pajęczaków jest mnóstwo. Do od dawna u nas zadomowionych przybyły dotąd nieznane, które przywędrowały do Polski wraz z żywnością sprowadzaną z różnych części świata.

Czy więc nie ma przed rozkruszkami ratunku? Walka z nimi to: idealna czystość i porządek, wietrzenie i dopuszczanie światła słonecznego, którego nie znoszą. Jeśli w pasiece będziemy się posługiwać brudnym, nie wyszorowanym sprzętem, możemy bardzo łatwo zakazić miód rozkruszkami. Trzeba więc usuwać i palić wszelkie zmiotki, śmieci, resztki produktów, prać i prasować ubrania robocze, czyścić z kurzu buty bo właśnie na obuwiu mogły się znajdować przyniesione do pasieki szkodniki.

Miody trujące

Czyżby były i takie? Owszem, choć bardzo rzadko. Jedną z pierwszych wzmianek na ten temat znaleźć można w pismach Ksenofonta (ok. 430 — ok. 355 p.n.e.). Opisuje on masowe zatrucie wśród żołnierzy greckich miodem, pochodzącym z kwiatów rododendronów lub azalii. W obecnych czasach zbadano, że rzeczywiście nektar z kwiatów rodziny różaneczników zawiera glikozyd o trującym działaniu andromedotoksynę, ale miody pochodzące z tych pięknych kwiatów nie zawsze są toksyczne. Może do tamtego miodu dodano trucizny? Bo przecież niezaprzeczalnie trujące są takie rośliny, jak tojad, bieluń, naparstnica czy wilcza jagoda, a tymczasem miody pochodzące z ich nektarów nie tylko nie szkodzą, ale nie wykazują w ogóle właściwości toksycznych.

A jednak bywa, że miód truje. Rzadkie to wypadki i raczej zdarzają się w okolicach Morza Czarnego, na Kaukazie i w innych stronach świata, ale nie u nas. Przy tym miody pochodzące od trujących roślin bywają toksyczne tylko w pewnych latach, a nie co roku.

Stwierdzono np. na Syberii zatrucia miodem zbieranym przez pszczoły z okolic, gdzie rośnie dużo bagna. Ta antymolowa roślina psuje opinię miodom z niej zbieranym, które nazwano „miodem pijanym". Otóż pyłek bagna podczas cichej i upalnej pogody unosi się w powietrzu i opada na wszystko, co jest wokoło. Pszczoły zbierając miód z bagna znoszą do ula i ten pyłek. A ma on właściwości wywoływania objawów podobnych do nadużycia alkoholu. Powoduje zawroty głowy, oszołomienie, wymioty, a nawet częściową utratę przytomności. Człowiek nimi zatruty czuje się jak pijany i robi wrażenie pijanego. Podobnego odczucia można doznać po zjedzeniu większej ilości „pijanego miodu".

Taki miód trzeba podgrzać do temperatury 80—90°C i zostawić na gorącej płycie kuchennej przez 3 godziny. Zniszczy to substancje toksyczne, ale... warto pamiętać, że niestety także różne inne cenne składniki...

Miód gotowany nie jest miodem!

Naturalnie, że gdy mamy do czynienia z „miodem pijanym", to musimy go podgrzewać, aby się pozbyć trucizny. Ale w normalnych warunkach miodu nie wolno gotować. Już w temperaturze powyżej 50CC słabnie działanie większości zawartych w nim enzymów, a temperatura ok. 80°C niszczy je całkowicie. W temperaturze powyżej 60°C ulega zniszczeniu całkowicie witamin, np. witamina C, a także cholina, cenna bakteriobójcza inhibina, różne inne ciała czynne, część witamin z grupy B itd. Miód zbyt silnie podgrzewany traci cenne właściwości i nie jest niczym innym, jak mieszaniną cukrów.

Jeśli miód bardzo skrystalizował, to praktyczne gospodynie wkładają go w naczyniu do garnka z dość ciepłą wodą i czekają, aż się rozpuści. Naturalnie, że miód w wypiekach, np. piernikach, już stracił wiele ze swoich wartości odżywczych, ale „za to" nic, tak jak ten dodatek, nie potrafi utrzymać w cieście świeżości, pewnej wilgotności i jakby lepkości. Żaden cukier go w tym nie zastąpi.


Miód — kontrolerem środowiska

Najnowsze badania wykazały, że pszczoły dość „lekkomyślnie" zbierają nektar. Tak jak do propolisu potrafią dodawać —jak będzie o tym mowa dalej — czerwony, nie zeschnięty lakier z samochodów, tak z kwiatów skażonych „chemią" również bezkrytycznie (o ile same nie zginą) zbierają zatruty nektar i pyłek.

Na ogół ilości toksycznych pierwiastków czy związków zawartych w miodzie są tak niewielkie, że nie mogą zaszkodzić człowiekowi, ale... jak sejsmograf wskazują, gdzie i czym zatruwane są rośliny Naturalnie, że tylko bardzo czułe aparaty i bardzo wrażliwe metody analityczne potrafią wykrywać nawet śladowe ilości trucizn. Takie badania prowadzono m. in. w NRD, gdzie zidentyfikowano w miodzie ponad 50 makro- i mikroelementów oraz związków chemicznych, wśród których część —tam, gdzie było skażenie — wskazywała na nie.

Przechowywanie miodu

Jak już wspomniano, nie wolno miodu trzymać na świetle ani w zbyt ciepłym miejscu, bo zniknie substancja bakteriobójcza, zwana inhibiną. Miód najlepiej przechowywać w temperaturze 10—20°C. Im wyższa temperatura oraz ilość wody, tym miód jest rzadszy.

Każdy miód po pewnym czasie przechodzi ze stanu ciekłego w stan stały, co zwie się •— krystalizacją. Aby ją przyśpieszyć, stosuje się kilka metod. Przede wszystkim trzeba odbierać pszczołom miód w pełni dojrzały, czyli zasklepiony w komórkach. Przechowywać go właśnie w temperaturze 10—20CC, zaszczepiać miodem już skrystalizowanym i ewentualnie mieszać aż do rozpoczęcia krystalizacji 2 razy dziennie. Gdy zaczyna mętnieć, mieszamy miód raz dziennie, dopóki się nie zestali.

Czasem skrystalizowany miód trzeba podgrzać, aby stał się płynny, ale nie powyżej 50°C i bardzo powoli. Przy dłuższym przechowywaniu miód ciemnieje. Ale stać może latami. 1 1 miodu całkowicie dojrzałego waży 1,42 do 1,44 kg.

Fałszowany czy nie ?

Nie jest łatwo domowymi środkami zbadać, czy miód jest fałszowany, czy nie. Już jednak waga 1 1 może nam coś o tym powiedzieć. Niektórzy twierdzą, że gdy miód „drapie" w gardle, to znaczy, że jest prawdziwy. Ale nie wszystkie gatunki są tak samo ostre w smaku. Kolor nie jest żadnym wskaźnikiem, bo miody mają całe bogactwo barw,

Kropla miodu prawdziwego — w przeciwieństwie do fałszywego, nie powinna toczyć się po gładkiej powierzchni. Znana jest też metoda z jajkiem kurzym, które nie powinno zanurzać się w miodzie o średniej gęstości, ale... kto by taką próbę robił! To już łatwiej poddać go próbie „przelewania". Nabiera się ze słoja łyżkę miodu i powoli z dużej wysokości wlewa z powrotem na miód w słoju. Jeśli powstaje z niego „górka", to miód jest dobry, jeśli dołek-lejek — niepełnowartościowy, gdyż zawiera za dużo wody.

Miód o mdłym smaku i słabym zapachu, ciągnący się „do nitki" — jak syrop, jest zafałszowany syropem cukrowym lub ziemniaczanym. Smak miodu powinien być charakterystyczny dla danego gatunku (patrz tabelka na str. 17), słodki, korzenny, gorzkawy itp.

Czystość miodu można badać w następujący sposób. Nabiera się go na łyżkę, przekłada do naczynia i miesza dokładnie, a potem wylewa na biały porcelanowy talerz cieniutką warstwą. „Gołym okiem" można wówczas zauważyć wszystkie zanieczyszczenia: ułamki wosku, pierzgę, części ciałek pszczelich itd.

Można podejrzany miód poddać próbie na zafałszowanie skrobią (co niekiedy nieuczciwi sprzedawcy stosują, aby był cięższy). Łyżeczkę miodu gotuje się w połowie szklanki wody przez 5 minut. Gdy ostygnie, dolewa się 1—2 krople-jodu (jodyny). Jeśli roztwór zmieni barwę na czarną lub niebieską, to znaczy że dodano do niego skrobi, czyli mąki.

Znanych jest jeszcze kilka innych sposobów badania czy w miodzie nie ma sztucznej glukozy lub innych obcych substancji dodawanych przy fałszowaniu. Metody badań jednak, które mogą to stwierdzić z całą pewnością, wymagają różnych odczynników chemicznych, tygielków platynowych itp., a o nie w warunkach domowych trudno.

Po prostu trzeba znać pszczelarza lub zawierzyć państwowemu handlowi i nie kupować miodu od pokątnych sprzedawców. W dawnych czasach, w obawie przed zafałszowaniem, nie chciano kupować miodu innego, niż w plastrach. Taki zawsze daje gwarancję, że przyrządzały go pszczoły.
« Last Edit: (Thu) 01.01.1970, 02:00:00 by Guest »
“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • WyBudzony
  • *
  • Posts: 2 560
  • Reputacja: +12/-0
Re: Pszczoły i ludzie - Irena gumowska - fragment
« Reply #1 on: (Thu) 17.04.2014, 13:33:34 »
Miody "oszukane"

Człowiek bardzo lubi „ulepszać" naturę. A że mu się to udaje, szczególnie w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat, więc próbował też „ulepszać pszczeli miód". To znaczy, oduczał pszczoły od samodzielnego latania i zbierania darów natury (przy równoczesnym zapylaniu kwiatów), a w zamian podawał im półprodukty, przede wszystkim słodkie soki z przeróżnych owoców.

Pszczółki nie są wcale tak pracowite, jak nam się wydaje, i wolą czerpać z podstawionego im „pod nos" jadła, niż oblatywać dalekie rejony. I w ten sposób powstawały miody owocowe, warzywne, korzenne, ziołowe i inne, przez jakiś czas w ostatnich latach bardzo reklamowane. Nadano im nazwę „syropy pszczele sokowe". Ich „wynalazcą", producentem i propagatorem jest u nas pan Władysław Grabowski — pszczelarz i cukiernik. Swoje pszczoły karmi on sokami z jagód, warzyw, bylin, chwastów, młodych pędów drzew i najrozmaitszych ziół. Uważa, że w ten sposób utrwalają one w miodzie cenne właściwości lecznicze tych roślin. .Tako entuzjasta pszczelich syropów — propaguje mnóstwo informacji o tych produktach, które bulwersują laików, a doprowadzają wprost do rozpaczy niektórych pszczelarzy.

Aż wreszcie naukowcy wypowiedzieli się na ten temat. Dr Jan Curyło z Puław ogłosił w „Pszczelniczych Zeszytach Naukowych" wyniki swoich badań i szczegółowych analiz nad składem miodu i syropów pszczelich sokowych. Wynika z nich, że syropy „przypominają bardziej dżem niż miód", nie można ich w żadnym wypadku traktować jako miodu, a nazwa „miód pszczeli sokowy", którą niektórzy proponowali, byłaby rodzajem fałszerstwa, a do tego nie wolno dopuścić.

Nie obyło się naturalnie bez polemiki, gdyż wiele osób, też z tytułami naukowymi, broni miodu sokowego. Twierdzą oni, że — wobec zatrucia środowiska — karmienie pszczół zdrowymi, słodzonymi sokami daje same tylko korzyści. Uważają też, że takie „miody" można będzie eksportować i zdobywać cenne dewizy.

Pan Grabowski twierdzi, że pszczelarstwo jest nie tylko trudną sztuką, wymagającą specjalnej wiedzy, ale także ciężką pracą, w naszych warunkach nieopłacalną, a przy metodzie przez niego opatentowanej pasieki stają się naprawdę rentowne. Miody sokowe przecież pszczoły produkują przy każdej pogodzie, nie chorują przy tym, nie muszą szukać nektaru i innych pożytków. Wszystko mają gotowe do produkcji i odwdzięczają się obfitymi, opłacalnymi miodami sokowymi.

Na podobny pomysł wpadli też niektórzy pszczelarze w ZSRR. W Woroneżu np. produkowano soki miodowe, podobne do tych, które „wynalazł" pan Grabowski. Ale tam nie znalazły one uznania, a nawet ich produkcję uważano za wprost szkodliwą. Argumentowano to tym, że pszczoły powinny zbierać nektar i pyłek, zapylając jednocześnie rośliny, co jest ich najważniejszą funkcją. Nie należy więc wbrew naturze robić z nich producentów „oszukańczych miodów", między innymi dlatego, żeby pszczelarze mieli większy dochód.

Zresztą i u nas polemika nad miodowymi sokami skończyła się podobnie. Wprawdzie byli i są tacy, którzy twierdzą, że jeśli potrafiliśmy z kur zrobić producentki jaj, zamknąwszy je w wielopiętrowych klatkach, gdzie są automatycznie karmione, to niby dlaczego pszczoły mamy „puszczać na żywioł?" Niech robią to, co im pszczelarz każe, a nie to, co robiły setki tysięcy lat temu. Przy czym —jeśli miód — z punktu widzenia żywienia — jest wart nieomal tyle co cukier, to czy warto tak o niego dbać? Soki miodowe przecież też są słodkie i smaćzne.

Cóż? Znaleźli się pszczelarze, którzy podjęli inicjatywę pana Grabowskiego i póki trwała reklama i... polemiki, robili kokosy. Ule obstawiano kadziami i korytami ze słodkimi sokami z najtańszych owoców, ziół czy  warzyw i z kilkudziesięciu pni otrzymywano wprost tony soków miodowych. Brak w nich enzymów lub jest ich bardzo mało, dużo natomiast sacharozy. A już o reklamowanych właściwościach leczniczych tych produktów nie ma co mówić.

W każdym razie opatentowany wynalazek pana Grabowskiego nie przyjął się tak, jak on to sobie wymarzył. Polski Związek Pszczelarski ogłosił komunikat, że produkcja syropów pszczelich jest jednym ze sposobów fałszowania miodu. Stwierdzono: „Produkt ten nie może podszywać się pod nazwę miód, ponieważ produkowany jest z innego niż miód surowca, nie posiada jego wartości odżywczych, a rola pszczoły jest problematyczna, ponieważ przy tak wielkim przerobie nie jest ona w stanie zaprawić masy syropu enzymami, które stanowią element istotny miodu.

Analizy tak uzyskanego produktu wykazują wysoką zawartość sacharozy, małą ilość soli mineralnych i enzymów. Produkt ten posiada wartość prawie wyłącznie kaloryczną, taką jak cukier buraczany. Jeszcze i tym razem uratowano miód prawdziwy*.

A i tak prawdziwy miód jest nieraz przez nieuczciwych pszczelarzy „fałszowany", bo dokarmiają oni pszczoły cukrem, aby uzyskać więcej miodu i ... więcej pieniędzy. Tylko że wykryć sacharozę w miodzie jest dość łatwo, ale i na to pszczelarze mają sposób. Przecież miód dojrzewa, a wtedy sacharoza zmienia się na cukry proste. Wystarczy więc go dłużej przechować, by przy kupnie nikt nie grymasił.

Simil-miody

Mówi się o nich „miody przyszłości", „miody kolorowe", „miody lecznicze". I ostatnio stają się — trzeba to przyznać — wprost sensacją.
Simil-miody powstały w krakowskiej Akademii Rolniczej. Otóż zbadano tam, że okres bezrobocia pszczół trwa z reguły 1,5 miesiąca i w tym właśnie czasie należy wstawiać do wnętrza ula specjalne pożywki. Są one odpowiednio spreparowane w sterylnych słoikach, po skrupulatnym badaniu laboratoryjnym, aby pszczoły przerabiały je na simil-miody, co zresztą robią niezwykle chętnie.

Te pożywki, produkowane przez firmę polonijną o nazwie Marbet — według skrzętnie strzeżonego przepisu — to wyciągi z różnych roślin: pokrzywy, świerka, koperku, rumianku i wielu innych. Mówi się, np. że simil-miód pokrzywowy ma wartości lecznicze pokrzywy, a więc m. in. obniża ciśnienie tętnicze, chroni przed zawałem, wpływa na zahamowanie przerostu gruczołu krokowego (prostaty) itd.
Na te uczty pożywkowe zaprasza się pszczoły głównie nocą, a one „za to" dają pszczelarzowi simil-miód. On oddaje go firmie Marbet, która pakuje ten produkt w słoiczki 500- i 250-gramowe i rozsyła po sklepach. Zresztą nie tylko krajowych, bo i zagranica bardzo się zainteresowała, simil-miodami.

Firma jest w stałym kontakcie z krakowską Akademią Rolniczą, a także z Polskim Związkiem Pszczelarskim, przy którym nawet powstała specjalna sekcja. Tajemnica produkcji pożywek jest sekretem Marbetu, który pilnie też przestrzega, aby właściciele pasiek stosowali się do wszystkich wskazówek i warunków powstawania simil-miodów.

Miód w piwniczce i w kuchni

Kiedy odwiedzają nas goście zagraniczni, warto ich przyjąć „tradycyjnymi polskimi" smakołykami, a więc miodem pitnym i piernikami. Takie przyjęcie prawie zawsze wywołuje bardzo sympatyczną atmosferę. Przybysze tych potraw nie znają, a smakują im najczęściej tak, że najchętniej wzięliby je ze sobą, aby pokazać i dać do spróbowania swoim bliskim. Miód podaje się w specjalnych, kamionkowych czy fajansowych kielisz-kach-kubeczkach, a piernik układa np. na pięknym polskim krysztale, fajansie włocławskim lub ciemnym porcelicie pruszkowskim.

Miody pitne

Z miodu można otrzymywać różne rodzaje napojów na ogół dwoma sposobami: bez gotowania i przez warzenie. Nie gotuje się miodu, jeśli chce się otrzymać wina miodowo-owocowe, np. jabłkowe, porzeczkowe, agrestowe. Ale w domowych warunkach nie jest to łatwe.

Miód rozcieńczony wodą nie gotowany, czyli nie warzony, zwany nie-syconym, może podczas fermentacji chorować, mieć rozmaite wady, gdyż przecież na tym słodkim podłożu łatwo się rozwijają niepożądane drobnoustroje. Ale nieraz, gdy mamy do czynienia z miodem najwyższej jakości, lipowym czy akacjowym, o wspaniałym aromacie — to się go specjalnie nie gotuje, aby ten aromat zachować. Trzeba przy tym niezwykłe uważać na fermentację. Jest ona podobna jak przy wyrobie zwykłych win owocowych, tylko — zamiast rozpuszczonego cukru — dajemy rozpuszczony w zimnej łub letniej wodzie miód.

W warunkach domowych raczej robi się miody na miodzie syconym, czyli gotowanym. To znaczy, patokę (miód świeży, płynny) lub miód stały zalewa się ciepłą wodą w dużym garncu czy kotle i doprowadza do wrzenia. Zbiera się z tak otrzymanej brzeczki szumowiny, oziębia i dalej postępuje podobnie jak z winami, tj. dodaje drożdży czystej kultury i ewentualnie soków owocowych. Jak przy winach — czeka się na efekt fermentacji. I oto w zależności od tego, ile jest miodu i wody w brzeczce, otrzymujemy różne typy miodów pitnych. Są to:

—   półtorak, do którego używa się 1 1 miodu (1,4 kg) i 1/21 wody;
—   dwójniak, gdy do 1 1 miodu dodaje się 1 1 wody;
—   trójniak — gdy do 1 1 miodu dodaje się 2 1 wody;
—   czwórniak lub czwartak, gdy do 1 1 miodu dodaje się .3 1 wody

Jak wiemy z obserwacji lub doświadczenia, najczęściej spotykamy miody trójniaki.
Brzeczki półtoraka i dwójniaka zawierają bardzo dużo cukru (45—-60%) i żadne, nawet najsilniejsze, drożdże nie zdołają tej ilości całkowicie przerobić. Toteż takie trunki są nie tylko bardzo słodkie, ale fermentują ciężko i powoli, a następnie wymagają nawet 10-letniego leżakowania. Inna sprawa, że wtedy są bardzo cenne. Tak właśnie kiedyś powstawały sławne „miody królewskie".

Brzeczkę można różnie doprawiać i w ten sposób otrzymywać rozmaite napoje. A więc, miody naturalne, nazwane tak dlatego, że w ich skład wchodzą tylko: miód, woda, troszkę kwasku cytrynowego, matka drożdżowa i pożywka dla drożdży. Mogą też być miody chmielowe, gdy do brzeczki dodaje się chmielu. Dodatek ten musi być niewielki, bo zbyt duża ilość potrafi zupełnie zepsuć smak. Daje się więc 5—10 g chmielu na 10 1 brzeczki. Czasem przygotowuje się miody korzenno-ziolowe, zaprawiając brzeczkę różnymi korzeniami, ziołami itp., np. cynamonem, goździkami, imbirem, pieprzem, wanilią, jałowcem, migdałami, płatkami róży, liśćmi mięty, melisy, skórką pomarańczową, cytrynową itp. Na ogół wtedy dodaje się też nieco chmielu (3,5 g na 10 1 brzeczki), choę niektórzy tego dodatku nie uznają.

Są wreszcie miody owocowe — na ogół bardzo lubiane, w których do brzeczki dodaje się soku z owoców, np. malin, derenia, agrestu, jabłek, jarzębiny, wiśni. Czasem dodaje się całą kompozycję smakowo-owocową, złożoną z soków otrzymanych z różnych owoców, czasem daje się tylko sok z jednego owocu. I tak powstaje „maliniak", „miód-wiśniak" itd. Przy tym na brzeczce czwórniaka czy trójniaka taki miód owocowy jest gotowy do spożycia już po roku lub półtora i jest doskonały.

Czasem wina miodowe otrzymuje się po prostu z wina owocowego, do którego dodano miodu w chwili sporządzania nastawu albo do już otrzymanego młodego wina dodano miodu pitnego.

Wyrób miodów pitnych dzieli się na cztery etapy:
Przygotowanie brzeczki: na 10 1 brzeczki potrzeba 2,5—3 1, czyli 3,5— 4,2 kg miodu, a resztę stanowi woda. To znaczy, najpierw do 20-litrowego kociołka wlewa się 5—6 l wody, podgrzewa ją do ok. 50°C, dodaje odmierzoną lub odważoną ilość miodu i miesza, aby się rozpuścił. Jeśli mamy miód płynny, czyli patokę, to brzeczkę zakwaszamy, dodając 30—50 g kwasku cytrynowego, rozpuszczonego w małej ilości ciepłej wody. A teraz dopełnia się brzeczkę do 10 l wodą. Wkłada się do niej prostopadle do dna czysty patyk i na nim zaznacza wysokość poziomu brzeczki. Jest to potrzebne, ponieważ podczas warzenia powstaje masa szumowin (piany) i poziom płynu znacznie się podnosi, musimy więc wiedzieć, jaką wysokość zajmuje brzeczka, a gdzie zaczyna się piana. Dlatego też przygotowując 10 l brzeczki, potrzebujemy kociołka o pojemności 20 l.

Warzenie. Powstającą pianę trzeba wybierać łyżką cedzakową do osobnego wiadra. Powstanie z niej tzw. barwica, czyli miód — kopiec, miernej jakości, ale słodki i ciemny. Wstawiamy na mały ogień i gotujemy. Gdy już piany będzie bardzo niewiele, zmniejszamy ogień jeszcze bardziej i pozwalamy brzeczce „pyrczeć", czyli falować, przez ok. pół godziny.

Po zszumowaniu można dodawać do brzeczki wspomniane już dodatki (chmiel, korzenie i inne przyprawy), najlepiej w woreczku z gazy, spranego płótna itp. aby łatwo było je wyjąć. Teraz znów płyn pieni się, więc go szumujemy, gotując przez dalsze pół godziny, po których można już woreczek usunąć, wyciskając go dokładnie. Tzw. warka jest skończona. Jeśli chcemy otrzymać miód owocowy, to moszcz otrzymany z owoców najpierw pasteryzujemy osobno przez 30 minut w temperaturze 70—75°C i w tym momencie dodajemy go do już uwarzonej brzeczki.

Fermentacja to trzecia czynność przy wyrobie miodów. Podczas warzenia część wody odparowała, więc brzeczkę trzeba uzupełnić przegotowaną wodą znów do 10 1. Ostudzić, przelać do gąsiora (na 15 1) i dodać matkę drożdżową (np. Tokay) oraz pożywkę dla drożdży — jak przy winach. Dalej też postępuje się jak przy wyrobie win, to znaczy szczelnie korkuje, w korek wstawia rurkę fermentacyjną i zostawia gąsior w temperaturze pokojowej. Pożywka w tym wypadku jest konieczna! Na 10 1 brzeczki dodaje się zwykle 3—5 g fosforanu amonowego lub 2—3 g węglanu czy też chlorku amonowego. Miód jest tak rozcieńczony, że zawiera za mało azotu — koniecznego dla drożdży.

Okres dojrzewania miodu. U czwórniaka trwa on 6—8 miesięcy od czasu zakończenia fermentacji. Przy trójniaku — nieco dłużej, bo rok do półtora. Ściąganie znad osadu przyśpiesza dojrzewanie. Inne miody dojrzewają jeszcze dłużej, np. na wypicie trójniaka trzeba czekać 2—3 lat, a półtoraka — warto przypomnieć — ok. 10 lat.

Po tym wywodzie podajemy najkrótsze przepisy.

Czwórniak
2,5 1 miodu pszczelego płynnego, czyli patoki, 7,5 1 wody (przegotowana, ostudzona),
35 g kwasku cytrynowego (rozpuszczony W kilku łyżeczkach wody), 5 g fosforanu amonowego, czyli pożywki dla drożdży, 1 opakowanie drożdży winnych.
Jeśli ktoś musi kupować miód, bo nie ma własnej pasieki, to może trochę „zafałszować" napój i dać połowę miodu w postaci cukru.

Trójniak

3,3 l miodu — patoki lub 2,5 1 patoki i 0,8 kg cukru, 6,1 1 wody,
40 g kwasku cytrynowego,
4,5 g fosforanu amonowego, czyli pożywki dla drożdży, 1 opakowanie drożdży winnych.

Przez dodanie na 1 1 miodu pitnego 0,5—11 wina, np. z rodzynków, agrestu lub tp. (jest to tzw. kupażówanie), można otrzymać po półrocznym lub rocznym leżakowaniu trunki, przypominające doskonałe wina' węgierskie.

Miód pitny Litewski

2,5 l miodu płynnego (patoki), 7,5 l wody,
10 g suszonych jagód jałowca, 5 g kwiatu bzu czarnego, 35 g kwasku cytrynowego, 5 g fosforanu amonowego, 1 opakowanie drożdży winnych.

Jest to miód wytrawny, korzenny, typu czwórniak.

Miód Bernardyński

3,3 l miodu — patoki,
6,7 l wody,
2—3 g chmielu,
0,5 g korzenia fiołkowego,
2—3 g konfitury z róży, lub 2 krople olejku różanego, rozpuszczonego w 5 ml spirytusu, 40 g kwasku cytrynowego, 4,5 g fosforanu amonowego, 1 opakowanie drożdży winnych.

Jest to miód półsłodki, typu trójniak.

Miód Kapucyński
5 l patoki,
5 l wody,
5 g chmielu
1 g imbiru,
1 g cynamonu,
1/4—1/2 strąka wanilii,
40 g kwasku cytrynowego,
4 g fosforanu amonowego,
1 opakowanie drożdży winnych.

Jest to miód słodki — dwójniak, który musi przez kilka lat dojrzewać*.

Miód owocowy wytrawny tzw. Agrestniak (czwórniak)

2,5 l patoki, 6 l wody,
1,5 l moszczu agrestowego,
5—10 g kwasku cytrynowego,
4 g pożywki dla drożdży, tj. fosforanu amonowego,
1 opakowanie drożdży winnych.

Miód owocowy półsłodki, tzw. Maliniak (trójniak)

3,3 l patoki,
4,7 l wody,
2 l moszczu malinowego,
15—20 g kwasku cytrynowego,
3,5 g fosforanu amonowego,
1 opakowanie drożdży winnych.

Miód owocowy słodki, tzw. Wiśniak

3,3 l patoki,
4,2 l wody,
2,5 l moszczu wiśniowego,
15—20 g kwasku cytrynowego,
3,5 g fosforanu amonowego, czyli pożywki dla drożdży,
1 opakowanie drożdży winnych.

Do miodu dodać 1—1,5 kg cukru w formie syropu. A jeśli chcemy go dłużej przechować — to i 1/4 1 spirytusu.

Królowa Słońca
https://vimeo.com/56870151

W 1923 roku słynny naukowiec, filozof i wynalazca - Rudolf Steiner przewidział wyginięcie populacji pszczół za około 80 do 100 lat. Jego przepowiednie powoli zaczynają się sprawdzać. Na jesieni 2006 roku amerykańscy naukowcy, a za nimi i media, oficjalnie potwierdzili, że liczba pszczół na świecie masowo się zmniejsza. Brakuje wyraźnego, jasnego i zrozumiałego powodu. W niektórych hodowlach straty sięgnęły aż 90 % całej populacji pszczół.

Film pokazuje szczegółowe i różnorodne oblicze tego globalnego, biologicznego, czy wręcz ekologicznego, problemu. Jak się okazuje, zagraża on nie tylko pszczołom, lecz również całemu dotychczasowemu porządkowi natury. Odwołując się do biologii, biodynamiki, rolnictwa, a nawet filozofii reżyser przedstawia 10000 – letnią historię pszczół, obrazując w jaki sposób ludzka, historyczna i duchowa więź z pszczołami uległa zatraceniu na skutek zbytniej mechanizacji i uprzemysłowienia środowiska.

Film pokazuje najbardziej znanych i zaangażowanych w ochronę pszczół światowych hodowców, w tym: Michaela Pollana, Vandanę Shivę i Gunthera Hauka. Za wszelka cenę starają się oni uratować te owady przed wymarciem, stosując naturalne i holistyczne metody hodowli. Każdy z nich ma nie tylko indywidualne i duchowe podejście do owadów, lecz stara się również ustrzec je przed wpływem sztucznych nawozów i pestycydów.

Albert Einstein mawiał, że jeśli pszczoły znikną z ziemi, ludziom zostanie zaledwie 4 lata życia. Film pokazuje nam metody, dzięki którym można zapobiec tej globalnej katastrofie.



Wosk pszczeli – Cera apium (wax) jest to wydzielina gruczołów odwłokowych pszczół. Pszczoły używają wosk do budowy plastrów. Gruczoły woskowe mieszczą się na odwłoku po stronie brzusznej. W plastrach pszczoły przechowują także chleb pszczeli, złożony z miodu, śliny pszczelej i pyłku kwiatowego.

Surowy wosk pszczeli jest żółty – Cera flava. Wosk żółty zawiera 70-75% estrów kwasów tłuszczowych oraz alkoholi alifatycznych, ok. 13% wolnych kwasów woskowych i 11-13% węglowodorów. Głównymi składnikami wosku pszczelego są: alkohol mirycylowy, alkohol cerylowy, alkohol cetylowy, alkohol lignocerynowy; kwas palmitynowy, kwas lignocerynowy, kwas cerotynowy. Pochodne (estry, aldehydy, ketony) kwasu walerianowego, masłowego, propionowego nadają charakterystyczny zapach. Wosk rozpuszcza się w temperaturze ponad 61[sup:mgmmapnn]o[/sup:mgmmapnn] C. Wosk żółty poddany działaniu słońca lub substancji utleniających bieleje. W ten sposób uzyskiwany jest wosk biały Cera alba.

Wosk pszczeli ma właściwości ochraniające (zapobiega wysychaniu i działaniu czynników atmosferycznych), przeciwzapalne, wygładzające, przyśpieszające regenerację naskórka. Stosowany jest jako podłoże do kremów, maści, past dermatologicznych, pomadek, wosków depilacyjnych, brylantyny. Dodawany jest również do kremów matujących (podwyższa temperaturę rozpuszczania kremu na skórze), mleczek i śmietanek kosmetycznych. W farmacji służy do wyrobu plastrów i czopków. Ponadto do wytwarzania naturalnych i aromatoterapeutycznych świec. Dodatek wosku do kosmetyków utrzymuje ich odpowiednią konsystencję i twardość, np. w sztyftach.
« Last Edit: (Wed) 15.04.2015, 22:27:32 by BladyMamut »
“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • WyBudzony
  • *
  • Posts: 2 560
  • Reputacja: +12/-0
Odp: Pszczoły i ludzie - Irena gumowska - fragment
« Reply #2 on: (Sun) 24.05.2015, 19:18:19 »
W poprzednim roku w USA wymarło więcej niż 40% kolonii pszczół.

ap.org
USA
2015-05-18



Według federalnego sondażu w ubiegłym roku wymarło ponad 40% amerykańskich pszczelich koloni, i zaskakująco najgorsze wymieranie miało miejsce w lecie.

Zgodnie z corocznym badaniem przeprowadzanym przez partnerstwo pszczelarzy, które obejmuje Departamentu Rolnictwa USA, od kwietnia 2014 roku pszczelarze stracili 42,1 procent swoich kolonii, co jest drugą najwyższą stratą od dziewięciu lat,

"To co widzimy z problemem pszczół jest głośnym sygnałem, że z naszym agroekosystemem dzieją się złe rzeczy", powiedział współautor badania Keith Delaplane na Uniwersytecie w Georgii. "Po prostu zauważyliśmy to z pszczołami ponieważ można je tak łatwo policzyć."

Nie jest to jednak tak straszne jak się wydaje. Po śmierci kolonii, pszczelarze dzielą swoje kolonie, które przeżyły, tworząc nowe, powiedział Delaplane i współautor badania Dennis van Engelsdorp z Uniwersytetu Maryland.

http://hosted.ap.org/dynamic/stories/U/US_SCI_BEE_DEATHS?SITE=AP&SECTION=HOME&TEMPLATE=DEFAULT&CTIME=2015-05-13-09-15-22
Źródło: http://www.prisonplanet.pl/nauka_i_technologia/w_poprzednim_roku_w_usa,p38939452
“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje