Author Topic: BIOPALIWA: Złodziejski geszeft  (Read 948 times)

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • WyBudzony
  • *
  • Posts: 2 554
  • Reputacja: +12/-0
BIOPALIWA: Złodziejski geszeft
« on: (Mon) 26.05.2014, 01:04:52 »
BIOPALIWA: Złodziejski geszeft

Żydokomuna w realiach polskich

W INTERESIE MAFII

Na przełomie lat 2002/2003 byliśmy jedynym magazynem motoryzacyjnym w Polsce, które jednoznacznie, z podaniem argumentów technicznych, ekonomicznych i ekologicznych broniło idei dodawania do paliw minimalnych ilości tzw. ekokomponentów; etanolu do benzyny lub estrów oleju rzepakowego do oleju napędowego. W obszernym tekście pt. "Oczy szeroko zaropiałe" (patrz: CTTTRLKOQ -->http://www.moto.gda.pl/strona.htm?id=269) odwoływaliśmy się do pozytywnych wyników badań prowadzonych przez wyspecjalizowane instytuty, informowaliśmy o nagminnych praktykach stosowania biokomponentów w produkcji paliw przez nasze rafinerie oraz importowania np. oleju napędowego z Czech zawierającego nawet 30 proc. rzepakowej domieszki, wreszcie - ujawniliśmy prawdziwe kulisy medialnej wrzawy o biopaliwa; bezwzględne zabiegi importerów ropy naftowej i krajowych "przetwarzaczy" tejże ropy (głównie PKN "Orlen") mające na celu zachowanie dotychczasowego monopolu w tej branży.

Niestety, lobby "zaropiałe" miało potężnego sojusznika w "Gazecie Wyborczej" oraz jej autorze, niejakim Andrzeju Kubliku, który zręcznie pogodził rolę agitatora i akwizytora w jednej osobie. W ślad za medialnym "autorytetem", za jaki ciągle uchodzi organ Michnika vel Szechtera podążyła cała armia tzw. pożytecznych idiotów; od tępych propagandzistów udających dziennikarzy (niestety, z motoryzacyjnymi włącznie), poprzez przedstawicieli firm importujących samochody aż do niejakiej Małgorzaty Niepokulczyckiej, robiącej za prezeskę Federacji Konsumentów.

Na efekty tej hecy nie trzeba było długo czekać. Zamiast pierwotnej ustawy o biopaliwach zaakceptowanej 13 listopada 2002 roku przez 353 posłów i stwarzającej poważną szansę rozwojową polskiej wsi (rolnikom, gorzelnikom i producentom rzepaku), mamy ustawę spreparowaną przez podopiecznych marszałka Marka Borowskiego vel Bermana w taki sposób, że z jej dobrodziejstw mogą skorzystać niemal wyłącznie "biznesmeni" pozostający w szemranych układach z władzą. Przeciętny chłop nie pokona barier w postaci zezwoleń, limitów, certyfikatów, cen minimalnych, umów kontraktacyjnych itd. Przy okazji pożyteczni idioci też dostali swoje - mogą nadal pastwić się nad "biopaliwami" wykazując np. brak przepisów wykonawczych do ustawy im poświęconej, a jednocześnie nie wchodząc głębiej (bo to wymaga odrobiny inteligencji) w istotę sprawy.

Mimo wszystko, odnotowujemy pewną analogię między biopaliwami, a akcesją Polski do unijnego kołchozu. Gdy już sprawa została przesądzona (tu - ustawa, tam - wynik referendum), w niektórych mediach pojawiają się głosy przyznające rację adwersarzom. Gorzka to wprawdzie satysfakcja lecz dla potwierdzenia zasadności tego, o czym pisaliśmy ponad rok wcześniej, publikujemy poniżej obszerne fragmenty rozmowy Zbigniewa D. Skoczka z prof. dr. hab. Mirosławem Dakowskim, fizykiem jądrowym i międzynarodowym ekspertem od paliw odnawialnych, zamieszczonej na łamach miesięcznika "Świat Motoryzacji" z marca 2004 roku.

Henryk Jezierski


"... Na szeroką skalę biopaliwa do motoryzacji wprowadził mój dobry kolega, swego czasu minister energetyki Brazylii, Jose Goldemberg. Aby zmniejszyć uzależnienie kraju do importu ropy naftowej, której ceny gwałtownie rosły ("oil shock" z lat 1974 i 1979), przestawił prawie całą motoryzację Brazylii na spirytus bezwodny. Najtańszym źródłem tego alkoholu była trzcina cukrowa, masowo uprawiana w Brazylii. Wszystkie tamtejsze Fiaty i Volkswageny pojono stuprocentowym alkoholem i to było rozwiązanie znakomite, bo dość tanie i uwalniające od importu.

- Ale utyskiwano nieco na mniejsze osiągi aut.

- Czysty alkohol ma o paręnaście procent niższą wartość energetyczną, co przekłada się także na zmniejszenie osiągów i zasięgów. Chodziło jednak o uniezależnienie się od kosztownego importu paliw, a alkohol był najtańszy.

- Jaki jest koszt produkcji bezwodnego alkoholu?

- Zależy gdzie i z czego. W Polsce bez podatków, z ziemniaków jeden litr można wyprodukować za ok. 1,50 zł.

- Jaki jest próg, do którego dodatek alkoholu do benzyny jest praktycznie nieodczuwalny?

- Domieszka 5% zupełnie wystarczy, bo nie mamy tyle alkoholi. Ale badania pokazują dobrą pracę silników także przy 10%.

- Dlaczego wzorem Brazylii nie poszły inne kraje?

- Bo ropa zaczęła tanieć. Zresztą kiedy Brazylia przestawiła się na alkohol bezwodny, natychmiast zaoferowano jej ropę na preferencyjnych warunkach.

Ale tu trzeba powiedzieć, że chociaż Europa i Polska nie przeszły w czasie kryzysu paliwowego na alkohol bezwodny, to od bardzo dawna stosuje się kilkuprocentową domieszkę alkoholu do benzyn. Podkreślam - stosuje się od bardzo dawna, nie informując klientów o tym i nie było to przez użytkowników zauważalne w osiągach samochodu. A alkohol dolewa się dlatego, że zmieszany z benzyną w 5% poprawia jej jakość.

I tu trzeba od razu powiedzieć, że obecny mętlik wokół biopaliw tworzą ci dziennikarze, którzy nie mają zielonego pojęcia o czym mówią i piszą. Nie odróżniają dodatków w postaci bezwodnego alkoholu etylowego czy metylowego do benzyny, od dodatków w postaci estrów olejów roślinnych do oleju napędowego. A są to rzeczy zupełnie różne. Co włączę telewizor, to tam bredzi jakaś pańcia o "biokomponentach", nie wiedząc, co to znaczy.

Alkohol jako dodatek do benzyny działa przeciwstukowo i zastępuje stosowany dawniej czteroetylek ołowiu. Jest dodatkiem sprawdzonym technologicznie i bardzo dobrym. Wymaga tylko, żeby go nie "chrzcić"; alkohol ma być bezwodny. Technologia jego produkcji jest nieco skomplikowana, nie da się go pędzić tak jak bimber - w domowej gorzelni. Za to o wiele prostsza sprawa jest z estrami.

- Z estrami olejów roślinnych?

- Tak. Proces ich produkcji nazywa się transestryfikacją i może pan to robić w stodole. Przypomnijmy, że pierwsze silniki wysokoprężne Rudolfa Diesla zasilane były olejem roślinnym, rzepakowym właśnie. Okazało się jednak, że olej ten jest zbyt lepki i pompy wtryskowe dość szybko się zatykają. Z tego względu konstruktor poszukał innego paliwa, a mianowicie oleju z ropy naftowej. I tak zostało. Ale może inaczej by się potoczyło, gdyby znano wówczas technologię transestryfikacji olejów roślinnych. Tę odkryto jakieś 50 lat temu. Zauważono mianowicie, że jeśli do jakichkolwiek olejów, szczególnie roślinnych, ale też do tłuszczy zwierzęcych, dodamy alkohol, to następuje reakcja tzw. zmydlenia. Wskutek niej uzyskujemy dwie frakcje: glicerynę i estry, które już mają odpowiednią lepkość, aby je spalać w silniku Diesla. I to lepkość lepszą o kilkadziesiąt procent od lepkości oleju napędowego.

- W Polsce produkowano już estry oleju rzepakowego na skalę przemysłową. Napędzały one w latach 90. Jakiś czas silniki autobusów komunikacji miejskiej na Śląsku. Potem produkcję zarzucono, bo rząd nie chciał zwolnić biopaliw z akcyzy i były one za drogie.

- Oczywiście. Metoda produkcji paliwa rzepakowego znana jest w Polsce od lat kilkunastu. Pionierami we wprowadzaniu tej technologii byli inżynierowie Andrzej Adamczyk i Jan Piotrowski, którzy mieli doskonałe wyniki. Według ich pomysłu działała pierwsza w kraju agrorafineria w Mochełku. Niestety, z całym bagażem podatków... Więc splajtowała.

Cały kłopot z produkcją biopaliw w Polsce (i to zarówno alkoholu bezwodnego, jak i estrów olejów roślinnych) polega na tym, że kolejne ekipy rządzące nie mają na widoku ani polskiego kierowcy, ani polskiego producenta i rolnika. Ustawa o biopaliwach, przy której wstępnym formułowaniu brałem udział jako ekspert sejmowy, od początku była obiektem nacisku dwóch grup potwornie silnych ekonomicznie.

Pierwsza chciałaby zmusić Polaków do kupowania jak najdroższych paliw importowanych lub wytwarzanych ze sprowadzonych zza granicy surowców, na które państwo nakłada ogromne podatki i opłaty graniczne. Druga związana jest z nuworyszami, którzy zdobyli dziesiątki tysięcy hektarów ziemi i jako nowi obszarnicy chcą mieć z tej ziemi pewny zysk przy małym wysiłku. Ma ona jednocześnie koneksje z partiami chłopskimi i agencjami "upłynniającymi" ziemię. I te dwie grupy skoczyły sobie do gardeł. Dlatego przez ostatnie 10 lat nie mogła przez Sejm przejść ustawa, która byłaby korzystna dla kierowców i dla rolników gospodarzących na kilku czy kilkunastu hektarach.

- Ta która przeszła jest korzystna dla kogo?

- Dla wymienionych wyżej "trzymających władzę". Zrobiono wszystko, żeby rolników do tego biznesu nie dopuścić. Proszę tylko przeczytać tytuły rozdziałów ustawy o biopaliwach, a sam się pan przekona, że jest to ustawa restrykcyjna, by nikt niepowołany, a więc spoza układu, nie mógł zaimportować ziarna rzepakowego, nie mógł wyprodukować paliwa, jeśli ma tańszą technologię itp. Bo konieczne są zezwolenia, wprowadza się ceny minimalne i umowy kontraktacji, limity, jest komisja porozumiewawcza, jednostka certyfikująca, a na końcu są przepisy karne! Ustawa mówi nie ok. konkretnych produktach, jak alkohol czy estry olejowe, a o jakichś "biokomponentach", co jest pojęciem szerokim i niejasnym.
To wszystko powala łowić wielką masę ryb w mętnej wodzie. Powstał rakowaty wytwór biurokracji, a przecież w założeniach miało powstać prawo, które umożliwiałoby małemu rolnikowi zbyt ziarna, ziemniaków, nasion oleistych czy oleju przez niego wytłoczonego, a kierowcom zapewniło tańsze paliwo. Bo ono może być tańsze od paliw ropopochodnych.

- Przeczy pan oficjalnej rządowej wersji, która mówiła niedawno o cenie 5 zł za litr.

- W moim Zakładzie Energii Odnawialnej magistranci wyliczyli, że gdyby estrów oleju rzepakowego nie obciążać tymi wszystkimi podatkami, narzutami i innymi restrykcjami, i gdyby je produkowali rolnicy, co zresztą robią pokątnie dla swoich traktorów, to litr kosztowałby ok. 1,20 zł.

A weźmy pod uwagę, że w Polsce jest do zagospodarowania jeszcze cała masa odpadowych tłuszczów zwierzęcych, cała masa przepracowanych olejów z najprzeróżniejszych smażalni, mcdonaldsów itd., które też można doskonale przetworzyć na bioestry. A te surowce są do kupienia już po 10 groszy za litr. Włączając je do produkcji razem z wszelkimi kwasami tłuszczowymi, możemy mieć dobrej jakości napęd do diesli po 63 grosze za litr. To są precyzyjne wyliczenia. Ale czy władza na to pozwoli, aby tanio produkować paliwa?

- Rafinerie by tego nie przeżyły.

- Co pan opowiada! Gdyby rafinerie między sobą konkurowały, tak jak nie konkurują, to rywalizacja między nimi spowodowałaby, że prześcigałyby się w dodawaniu do benzyny tanich krajowych alkoholi, a do oleju napędowego - tanich krajowych bioestrów. Tak się dzieje w państwach, które też wyszły z komunizmu, jak Czechy czy Słowacja. Zresztą szmuglowano kiedyś do Polski estry z tych krajów i mieszano je z olejem opałowym, była taka głośna afera w latach 90, chyba m.in. na lotnisku w Nowym Targu... Teraz już się estrów nie szmugluje, tylko produkuje na miejscu w nielegalnych agrorafineriach, mieszając w wielkich zbiornikach polski olej rzepakowy z polskim alkoholem.

Domowym sposobem można uzyskać świetne paliwo dieslowskie. Sam je wypróbowywałem we własnym Golfie. Nie odczuwałem żadnej różnicy w mocy, strat prędkości czy zwiększonego zużycia części. Z wyliczeń wynika, że spalanie może być nieco większe. Jedynie wyraźnie zauważalna różnica to taka, że spaliny nie śmierdziały, a wydzielały woń smażonych placków ziemniaczanych.

- Silnik się nie rozwalił? Przecież to jest główny argument przeciwników biopaliw - że mają one zły wpływ na silniki.

- Ci, co to głoszą, kłamią. Jest to kłamstwo ewidentne, bo przecież precyzyjne badania (u nas przeprowadzał je doskonały Instytut Lotnictwa) wskazują, że nie ma najmniejszego zagrożenia dla silników napędzanych biopaliwami, a estry oleju rzepakowego są nawet lepsze niż olej napędowy. Tylko, że te informacje nie mogą się z jakiś dziwnych powodów przebić do wielkich mediów, ukazują się jedynie w niskonakładowej prasie fachowej.

Nie mówi się i nie pisze także o tym, że na Zachodzie biopaliwa stosuje się powszechnie, tankuje się je do nowych samochodów tych samych producentów, których reprezentanci u nas protestują przeciw biopaliwom. O ile pamiętam, tylko Daewoo-FSO stwierdziło, że biopaliwa nie są groźne dla Polonezów, Matizów i Lanosów, co zresztą przeszło bez echa, bo firma straciła już znaczenie na polskim rynku. Taka jest prawda o biopaliwach.

- Jaki procent zapotrzebowania na paliwa dla motoryzacji mogą zaspokoić biopaliwa (w rozbiciu na estry i alkohol)?

- Sądzę, że realnie z 10-20% zapotrzebowania. To luźna ocena ale wynik zależy od polityki rolnej rządów. Można by więcej przy zmianie tej polityki. Ale nawet o 10 czy 20% mniejszy import paliw to przecież wielkie osiągnięcie.

- Co z normami jakościowymi dla paliw z dodatkiem biokomponentów lub czystych biopaliw? Kto powinien je stworzyć, jakie powinny być, kto powinien kontrolować ich przestrzegania?

- Takie normy są, powinni pilnować ci sami, którzy niby "pilnują jakości paliw" obecnie. Ale to problem antykorupcji, nie techniczny. Chłop produkujący dla siebie jest zainteresowany wynajęciem technologa, żeby pilnował jakości paliwa. Przy metodzie przemysłowej jakość można technologicznie narzucić. Nie tylko alkohol bezwodny, ale i estry na skalę masową wytwarza się z zastosowaniem najnowocześniejszych technologii. Miesza się tłuszcze i zgazowany alkohol metodą wtryskową, bardzo wydajną, z użyciem katalizatorów, a więc proces przebiega szybko.

Nowoczesna agrorafineria do produkcji 10 tys. ton bioestrów mieści się w dwóch kontenerach. Każda gmina może sobie taką zafundować, albo kilku bogatych chłopów, którzy się skrzykną. Mam nadzieję, że tak się stanie i na tę całą rakowatą, restrykcyjną ustawę o biopaliwach będzie się można wypiąć gołą chłopską dupą..."



KOMENTARZE, SPROSTOWANIA, UZUPEŁNIENIA

Niezupełnie jest to ścisłe co podano w powyższym artykule. W warunkach polskich koszt uzyskania jednego litra spirytusu ze zboża wynosi bowiem ok. 50 groszy, czyli ponad 7 razy taniej aniżeli sprzedawana dzisiaj benzyna. Jest to spowodowane małą zawartością wody w ziarnie a więc tanim przewozem ziarna w stosunku do np. ziemniaków. Mamy ok. 2 miliony ha ziemi leżącej odłogiem i nic nie stoi na przeszkodzie, aby je zasiać, a potem przerobić na paliwo. Dodatkowo zatrudnienie znalazłoby ok. 600 000 ludzi. Ale...

Po pierwsze:
Obecnie 95 % ropy bierzemy od Rosji. Innymi słowy musimy za to płacić w dolarach. A Rosja nie po to nas okupuje od 200 lat, aby teraz zrezygnować z tego haraczu. Przecież gdybyśmy zmniejszyli zakupy o - powiedzmy - 1/3 to Rosja dostałaby mniej o te parę miliardów dolarów.

O tym się mówiło w 1990 roku. Pamięć ludzka jest niestety bardzo zawodna. Proszę zauważyć, że podpisany bodajże przez Marka Pola (czyżby agent wpływów?) kontrakt z Rosją na gaz mówi, że czy bierzemy gaz czy też nie to płacić musimy za całość zakontraktowaną i ani sprzedać, ani magazynować nam tego gazu nie wolno. Innymi słowy - zwykły haracz... Warto przy tej okazji przypomnieć, że ministrem spraw zagranicznych w suwerennej ponoć III RP był Andrzej Olechowski, bodajże agent WSI, a te były nierozerwalnie związane z sowieckim GRU.

Po drugie:
Wszelkie dyskusje o norweskim gazie są fikcją. Można było ten gaz z Norwegii brać ale w 1990 roku. Potem okazało się, że Łukoil wykupił akcje norweskie i teraz już nie będzie wiadomo czy bierzemy gaz ruski czy też norweski. Całość sprawy zawalił nie Jerzy Buzek czy też Leszek Miller ale - już w 1992 roku - Włodzimierz Cimoszewicz i Jan Olszewski.

Po trzecie:
Można tłoczyć olej z rzepaku ale prawo pozwala to robić tylko na własny użytek. Dlaczego? Ponieważ płacimy VAT. A Unia zwana Europejską bierze procent od VAT-u. I nigdy nie pozwoli na obniżenie płaconego haraczu. Po to tam zresztą siedzi niejaki Janusz Lewandowski vel ..... i cała reszta.

Po czwarte:
Na Śląsku w kilku wsiach działają lokalne wytwórnie oleju z rzepaku, oczywiście na potrzeby własne.

Po piąte:
Pomorze są to wsie popegeerowskie, ziemia leży odłogiem, a bezrobocie sięga ponad 20 % (np. w powiecie Nowy Dwór Gdański ponad 47 %). Dlaczego nie można lokalnie produkować spirytusu czy też oleju? Proszę zobaczyć co się dzieje w Słupskiem? Cały błąd poszczególnych tzw. polityków polega na tym, że im się zdaje, że działają w próżni nie patrząc na otaczających nas sąsiadów i ich strefy wpływów. Podział dokonany po III rozbiorze nadal obowiązuje. Rosja bierze swoje, a reszta też. Dołączyli się ci sami z Ameryki - emigranci z 1905 i potem z 1917 roku.

Proszę sobie przypomnieć, że już w latach 1994-1995 amerykańscy specjaliści badali
możliwości wydobycia gazu z Wielkopolski i Pomorza. Po dwu latach zaślepili odwierty i przez dziesięć lat sprawa jest wymazywana z akt. Ani jednego raportu nie opublikowano. Można doraźnie zwiększyć wydobycie gazu o 50 % ale się tego nie robi tylko płaci za dostawy ruskie. Dlaczego?

Z pozdrowieniami -
dr Jerzy Jaśkowski
Gdańsk
(14 stycznia 2006)

Źródło: jezierski.pl
« Last Edit: (Thu) 01.01.1970, 02:00:00 by Guest »
“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje