Author Topic: Abecadło Wolnorynkowej Ekonomii  (Read 648 times)

Ardek

  • Guest
Abecadło Wolnorynkowej Ekonomii
« on: (Thu) 27.02.2014, 15:03:46 »
Abecadło Wolnorynkowej Ekonomii

od 15 sekundy
http://www.youtube.com/watch?v=lrys79LivoA

Podstawą rozwoju gospodarczego jest prywatna przedsiębiorczość, ponieważ nie można ot tak zadekretować dobrobytu, i ani z pustego Salomon nie naleje, ani manna z nieba nie spadnie. Dobrobyt bierze się z pracy, oszczędności, akumulacji kapitału i zaspokajania najpilniejszych potrzeb konsumentów - a skoordynowanie tych procesów umożliwia tylko wolny od przymusu rynek. To takie abecadło ekonomii. Nie można tych etapów przeskoczyć górnolotnymi hasłami, sloganami o "sprawiedliwości społecznej", "demokracji partycypującej", "radach robotniczych" czy innymi bzdetami bez konkretnego pokrycia w rzeczywistości ekonomicznej. Nie można też zmusić ludzi do pracy za mniej, niż chcą otrzymać - a do tego sprowadza się doktryna "bij bogatych".
Różnica między biedotą a bogatymi będzie zawsze, ponieważ ludzie z naturalnych przyczyn nie są równi - jedni są bardziej przedsiębiorczy i pracowitsi od innych, i to ci będą się bogacić szybciej, niż tamci. Próba siłowego przeciwdziałania temu naturalnemu procesowi uderza we wszystkich - ponieważ w normalnej gospodarce to przedsiębiorcze osoby tworzą dobrobyt i miejsca pracy, realizując swoją (tak pogardzaną!) żądzę zysku. Chcecie odebrać bogatym to, co uczciwie wypracowali swoją pracą i przemysłem? To pozbawicie gospodarkę fundamentów jej rozwoju, i skażecie miliony mniej pracowitych i przedsiębiorczych na nędzę. Urzędnik nie zastąpi prywatnego przedsiębiorcy - urzędnik nie kieruje się żądaniami konsumentów, tylko własnym widzimisię, i jest finansowany z pieniędzy pod przymusem zdartych podatnikom. Jak taki system może działać? Otóż nie może.
Im gospodarka bardziej wolna, im mniej państwa i urzędniczej pychy - tym przedsiębiorcy mogą lepiej zaspokajać żądania konsumentów, i poziom życia szybciej wzrasta. Różnica między bogatymi a biedotą nadal istnieje, ale biedni żyją na poziomie, na jakim żyli bogaci pokolenie wcześniej, i tak to się toczy.
Są to obiektywne prawa ekonomii, a próba zaprzeczenia im - to pokaz niezwykłej ignorancji, arogancji - ale również bezprzykładnej nienawiści wobec zwykłego człowieka

To, co opisałem, to obiektywne prawa rządzące światem ludzkiego działania. Możesz to zignorować, i dalej wierzyć w idiotyczny, wydumany przez socjopatów system, gdzie przemoc i wyzysk człowieka przez urzędnika daje korzyść temu wyzyskiwanemu. Jednak świat realny działa inaczej. Gdy człowiek idzie do pracy, to znaczy, że bardziej ceni ten mityczny "wyzysk" u prywaciarza, niż życie w nędzy - bo wie, że swoją ciężką pracą się z biegiem czasu wzbogaci, oszczędzi wystarczająco - i założy własną firmę, gdzie on będzie sobie szefem, i nie będzie pracował dla innego. Jedyną instytucją, która powstrzymuje miliardy ludzi przed drogą wolności - jest PAŃSTWO i jego czereda siepaczy, zwanych biurokratami i politykami: nakładającymi podatki zarówno na pracodawców, jak i pracobiorców, które niszczą wysiłek tych ludzi i marnotrawią ogromne kwoty, które mogłyby zostać w naszej kieszeni, byśmy mogli je wydać tak, jak sobie tego życzymy.
Żądzę zysku człowiek na wolnym rynku jest w stanie zrealizować tylko w jeden sposób - spełniając życzenia konsumentów, inaczej nikt mu nie zapłaci. Natomiast w obecnym systemie żądza zysków armii socjopatów na utrzymaniu podatnika nie ma granic - wykorzystują nas jak dojne krowy na każdym kroku, nie dając NIC w zamian! Wymiar sprawiedliwości - porażka; "darmowa" edukacja - wychowuje pokolenia analfabetów; "darmowa" służba zdrowia - pół roku w kolejce na wizytę; PKP - brud, syf, brak bezpieczeństwa; wszelkie urzędy - niekompetencja, korupcja, niewydajność. I są to przyrodzone cechy tych instytucji, ponieważ jako twory oderwane od rynku (a więc od presji konsumenta) i finansowane przez przymusowe zdzieranie z ludzi pieniędzy - mają wolną rękę właśnie w prawdziwym wyzysku - wyzysku poddanego przez jego pana i władcę. Urzędas - jest gorszy niż najgorszy feudał w średniowieczu.
Przejrzyj na oczy, przestań wierzyć w antykapitalistyczne slogany życiowych nieudaczników. I najważniejsze - idź wreszcie do pracy.

Powtarzam, że "wyzysk" robotnika przez przedsiębiorcę, to kompletny mit. Jeśli robotnik się godzi pracować za daną płacę, w danych warunkach, na danych zasadach i zawiera dobrowolnie umowę - to nie jest to wyzysk, tylko transakcja obustronnie korzystna. To po pierwsze.
Po drugie, przedsiębiorca jest sługą konsumenta - a nie panem i władcą łaskawie coś tam robiącym. Innymi słowy - to ty, jako konsument, domagając się tanich i dobrych towarów, wyzyskujesz tego robotnika, zmuszasz go do pracowania sumiennie, dokładnie, i wystarczająco długo, by towary były tanie - bo jak nie będą tanie i dobre, to kupisz od konkurencji - czyli od innego przedsiębiorcy, któremu się udało lepiej "wyzyskać" swoich robotników.
Po trzecie, robotnik, dostając płacę za wykonanie zakontraktowanej w umowie pracy - dostaje ją Z WYPRZEDZENIEM w stosunku do przychodów ze sprzedaży produktu, nad którym pracował, i dostaje ją bez względu na to, ile faktycznie wyniosła sprzedaż danego produktu na rynku. Co to oznacza? Że robotnik, pracując u kapitalisty, jest zwolniony z ponoszenia ryzyka za porażkę rynkową danego produktu - on będzie miał zapłacone tyle, na ile opiewa umowa. Przedsiębiorca jednak ryzykuje, że poniesie stratę - ryzykuje swoim majątkiem, hipoteką, reputacją. A skoro ponosi takie ryzyko - ma też prawo do swoich zysków.

Najlepszym sprzymierzeńcem robotnika jest konkurencja i wolny rynek, który ją zapewnia. Nie państwo i nie związki zawodowe. One akurat są dobre do ochrony przywilejów, nieuczciwie nadanych starym, skostniałym branżom, które wyzyskując konsumentów, przedsiębiorców i młodych robotników, siedzą na nienaruszalnych posadach. Na wolnym rynku nie byłoby miejsca na takich pasożytów, a zdolny robotnik zawsze znalazłby pracę w wielu konkurujących firmach. Obecnie małe i średnie przedsiębiorstwa - koło zamachowe gospodarki - są nieuczciwie tępione przez system podatkowy i regulacje, jakie nakłada państwo i jego biurokracja, i służy to również interesom wielkich koncernów, które w ten sposób pozbywają się niebezpiecznej konkurencji. Innymi słowy - monopole wielkich korporacji są możliwe tylko i wyłącznie przy współudziale państwa, które niszczy wolny rynek.
Albowiem wolny rynek jest dla wielkich korporacji największym wrogiem - w tym tkwi sekret tego sojuszu wielkiego rządu i wielkiego biznesu. Dzięki systemowi podatkowemu i tzw. własności publicznej, wielkie korporacje mogą wyzyskiwać konsumenta bezkarnie, ponieważ eksternalizują część kosztów funkcjonowania (wynikających z gargantuicznych rozmiarów firmy) na podatnika za pośrednictwem infrastruktury publicznej, czyli np. "darmowych" publicznych dróg i ulic, które umożliwiają korporacjom bezpłatny transport, a koszty pokrywa konsument/podatnik. I tak dalej, i tym podobnie. Wielkie korporacje zawsze popierają wszelkie ustawodawstwo uderzające w wolność gospodarowania, zwiększające regulacje, wyższe podatki, walkę z "monopolami" - ponieważ one dysponują armią prawników, a mały czy średni przedsiębiorca - nie, i jego nie stać na zafundowanie sobie takiej obsługi prawnej, by ogarnąć cały chaos związany z ustawodawstwem gospodarczym. Małego przedsiębiorcy nie stać na płacenie wysokich podatków - dużą korporację owszem, a po wyeliminowaniu konkurencji, duża korporacja straty z tytułu wyższych podatków natychmiast odbije sobie podnosząc ceny swoich produktów - konkurencja już jej nie zagrozi. Na wolnym rynku coś takiego byłoby niemożliwe.
Walka z "monopolami", to kolejny sprytny pomysł na niszczenie sprawnych firm przez duże korporacje, które w ten sposób po prostu są w stanie z powodzeniem zbudować kartel pod parasolem ochronnym państwa. Jeśli jakaś firma chciałaby się wyrwać z kartelu, i działać sprawniej (zaspokajać życzenia konsumentów taniej i lepiej, niż kartel) - to natychmiast (za łapówkę) urzędnik korzystając z ustawodawstwa antytrustowego/antymonopolowego oznajmia, że firma stosuje praktyki "monopolistyczne", chce zawłaszczyć rynek - i jest rozbijana, lub dostaje karę finansową, która uniemożliwia jej dalej sprzedaż produktów po niższej niż ustalona przez kartel, cenie. Sprytne, nie?
W ten sposób wielki rząd/wielki biznes, niewolą nas od wieków.
Nadgodziny w fabryce mebli, by sprostać dużej liczbie zamówień - to naprawdę pikuś, a nie żaden "wyzysk".
« Last Edit: (Tue) 12.08.2014, 14:36:20 by BladyMamut »