Author Topic: Memy i wirusy umysłu = niewola wyobrażeń i myślokształów.  (Read 2595 times)

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • WyBudzony
  • *
  • Posts: 2 560
  • Reputacja: +12/-0
Memy i wirusy umysłu = niewola wyobrażeń i myślokształów.



„Nie istnieją prawdy absolutne, a jedynie półprawdy. Próby traktowania ich jako ostatecznych prawd cieszą tylko diabła.”
Alfred North Whitehead

DEFINICJA MEMU
Termin mem wprowadził w roku 1976 Richard Dawkins, biolog z Oxfordu, w książce Samolubny gen.
Mem jest analogiczną do genu jednostką spuścizny kulturowej, wewnętrzną reprezentacją wiedzy. [...]
Gdy przyrównamy umysł do komputera, to memy będą oprogramowaniem (software), a geny sprzętem (hardware).

Siedliskiem memów są nie tyle zewnętrzne atrybuty kultury, ile sam umysł.
[...] „Wózek na kołach ze szprychami służy nie tylko do przewozu ziarna albo innego ładunku; przenosi także samą ideę kół ze szprychami od jednego umysłu do drugiego.”
Załóżmy, że osoba, w której umyśle pojawi się mem kół ze szprychami, zrobi wózek wyposażony w takie koła. Gdy ktoś inny go ujrzy, może „zarazić się” tym memem i zmontować taki sam pojazd.
Sytuacja ma prawo powtórzyć się niezliczoną ilość razy. Sugeruje to, w przeciwieństwie do definicji biologicznej, że memy należą do niewidzialnego świata – oprogramowania umysłu – w którym oczekują na sposobność materializacji: przybrania takiej postaci, która poniesie ich zarodki do innych ludzi.

Mem jest zawartą w umyśle jednostką informacji, która wpływając na przebieg określonych wydarzeń, przyczynia się do powstawania swoich kopii w innych umysłach. [...]

Wszystkie określenia, jakie mamy dla rzeczy, nie są Prawdą, a tylko memami.


Bolączki społeczne, które tak uparcie trapią ludzką kulturę, wcale nie zbierają się do odejścia – przeciwnie, chociaż niepożądane, nadal się szerzą po całym świecie.
Memetyka upatruje przyczynę tych problemów w wirusach umysłu, dając nam, chyba po raz pierwszy w historii, potężne narzędzie ich zwalczania.

Chociaż memy, jak widać, mogą rozprzestrzeniać się prostymi drogami, to jednak często szerzą się dzięki zawiłym, niemal przypadkowym łańcuchom przyczyn i skutków. Z tego chaosu czasem wyłania się stabilna sieć przyczynowo-skutkowa: rodzi się coś, co zaraża ludzi memami prowadzącymi do takiego zachowania, wskutek którego to coś powtarza się i rozprzestrzenia. To coś jest wirusem umysłu.

W hitlerowskich Niemczech narodowo-socjalistyczne przekonania’ szybko zyskały popularność. Stało się tak, ponieważ uwolniony został wirus umysłu, który skutecznie zarażał społeczeństwo nazistowskimi memami.

Wirus umysłu jest to element świata zewnętrznego zarażający ludzi takimi memami, które wywołują w ich zachowaniu zmiany prowadzące do utrwalenia i rozpowszechnienia wirusa.

Najbardziej interesujące w memach jest nie to, czy są prawdziwe czy fałszywe, ale to, że z nich właśnie składa się umysł.

Memetyka umożliwia zrozumienie bardzo interesującego aspektu świata: co powoduje, że myślimy i zachowujemy się tak, a nie inaczej.

Programy

Czynności, które nie są instynktowne, wynikają z programów. Każdy z nas został zaprogramowany przez jakieś memy.
Jeśli, dajmy na to, poszedłeś na studia, prawdopodobnie chciałeś zdobyć wykształcenie, to znaczy pragnąłeś zaprogramować się zbiorem memów, który zapewniłby Ci powodzenie w życiu.
Większość programujących nas memów nie pyta o zgodę na wejście do umysłów; po prostu zarażają i kierują naszym życiem. Oto niektóre z tych programów:
- wychowanie w duchu religijnym bądź ateistycznym;
- narzucone przez rodziców wzorce funkcjonowania w związkach z innymi;
- oglądane programy i reklamy telewizyjne.


Świat jest pełen najrozmaitszych rzeczy. Wszystko, co o tych rzeczach mówimy, jest tylko pojęciem – zbiorem memów – stworzonym przez ludzi. Pojęcia składają się z memów.
Na przykład Stany Zjednoczone są tym, czym są, ponieważ wymyśliliśmy pięćdziesiąt memów, za ich pomocą przywłaszczając sobie to terytorium. Tego, co nazywamy Alabamą, w rzeczywistości wcale nie ma; mówimy, że ten stan istnieje, ponieważ zostaliśmy zaprogramowani jego memem. Gdyby nie mem, byłaby to dla nas zwykła ziemia.
Cała planeta też jest tylko wymyśloną przez ludzi kategorią – memem, który ułatwia ustalenie granic naszego miejsca we Wszechświecie, a przez to odróżnienie go od całej reszty. Tymczasem Wszechświat nie dba wcale o nasze
kategorie.
Mógłbyś zaprotestować: „Ale przecież granice naprawdę istnieją!
W końcu ziemia styka się w pewnym miejscu z powietrzem, a atmosfera przechodzi w przestrzeń kosmiczną”. Tak sądzisz? Ziemia, atmosfera, przestrzeń – to tylko memy. Jeśli uważasz, że ziemia jest naprawdę ziemią, a nie
stworzonym dla wygody memem, jesteś już w tej ziemi pogrzebany. Kiedy zrozumiesz, że to mem, a nie Prawda, otworzysz drogę innym memom opisującym to samo: elementom, kryształom, cząstkom subatomowym. Pamiętaj, że ziemia oglądana pod mikroskopem elektronowym jest właściwie pusta w środku.

A co powiesz na to: Ty sam jesteś jedynie stworzoną dla wygody kategorią – memem ułatwiającym opis części Wszechświata, odczuwających ból przy uderzeniu młotkiem. Wszechświat nie odróżnia Ciebie od innych ludzi,
żyraf, układów słonecznych ani galaktyk
. To wszystko są wymyślone przez ludzi kategorie – memy.

I jeszcze jedno: wszystko, co właśnie powiedziałem – o różnicy między obiektywną rzeczywistością a pojęciami – jest jeszcze jednym pojęciem, memem.
Wszechświat nie zna pojęć. Dokonałem tego rozróżnienia, aby ułatwić sobie omówienie podstaw memetyki.
Kategorie to memy, którymi kroimy świat na kawałki, klasyfikując i nazywając rzeczy.
Narzucenie Ci pewnych kategorii leży w interesie speców od reklamy, polityków i pozostałych spragnionych Twoich pieniędzy lub wsparcia.

Memy są siłą napędową Twojego życia – zapewne w większym stopniu, niż się spodziewasz.
W jaki sposób można stać się własnością memu? Najprostszą drogą do tego są prawa i zwyczaje naszego społeczeństwa. Na przykład sto lat temu społeczne role kobiet i mężczyzn były wyznaczane przez memy, które dzisiaj uznano by za dziwaczne, obraźliwe, a może śmieszne: miejsce kobiety jest w domu, kobieta najlepszym przyjacielem człowieka, kobieta powinna siedzieć cicho itd.
Te memy ograniczały możliwości zarówno kobiet, jak i mężczyzn.
Sytuacja zmieniła się dopiero wtedy, gdy garstka zapaleńców postanowiła odżegnać się od starych memów i zaczęła zastępować je nowymi: równouprawnienie; kobieta może być, kim zechce; kobieta może obejść się bez mężczyzny itd. Dawne szowinistyczne memy dopóty ograniczały życiowe możliwości kobiet, dopóki tkwiły w oprogramowaniu większości ludzi.

Niewolnicy memów

Jesteśmy niewolnikami memów o różnym zasięgu. Ludzie kontaktujący się z innymi poddani są presji otoczenia: naciskowi prowadzącemu do zachowania się i myślenia tak samo, jak reszta. To właśnie ona powoduje na ogół, że dzieci zaczynają palić, zażywać narkotyki i wstępować do gangów; dorośli również znajdują się pod wpływem tej presji.
Bywa, że alkoholicy walczący z nałogiem decydują się zerwać z pijącymi kolegami, by uciec od miażdżącej presji otoczenia, a jednocześnie dołączają do Anonimowych Alkoholików i świadomie poddają się bardziej konstruktywnemu naciskowi.

Samosprawdzająca się przepowiednia.

Programujące Cię memy wpływają na Twoją przyszłość. Jedną z metod wywierania wpływu jest samosprawdzająca się przepowiednia.
Jeśli wierzysz, że coś się wydarzy, na ogół staje się to bardziej prawdopodobne niż byłoby wtedy, gdybyś nie wierzył. Dziecko, któremu ciągle powtarzano, że może osiągnąć wszystko, czego zapragnie, jest zaprogramowane na
sukces (w każdym razie w rozumieniu rodziców), podczas gdy sierota ze slumsów, nie doznawszy niczego poza klęską i rozpaczą, jest zaprogramowana na niepowodzenie. Wirusy umysłu często zarażają ludzi sabotującymi ich poczynania
postawami – memami nie pozwalającymi wykorzystać w pełni możliwości życiowych.

Odsiewająca rola memów

Memy-kategorie nie tylko kierują przyszłością, ale także tworzą tak zwany filtr percepcji, przesiewający doznania. Potrafimy przyswoić sobie zaledwie cząstkę informacji, które w każdej sekundzie bombardują zmysły.
Jakie informacje przyjmujemy, a jakie odrzucamy? Decyduje o tym nasz nieświadomy umysł na podstawie kategorii, którymi jesteśmy programowani.
Programujące nas memy-kategorie decydują o tym, jakie informacje przyjmujemy, zniekształcając w ten sposób obraz rzeczywistości.

Tylko niewielu ludzi ma za sobą świadomy trening wyszukiwania istotnych dla siebie informacji – większość zdana jest na przypadek i wpływ wirusów umysłu.
Jeśli sami nie wybierzemy programujących nas memów ani nie postanowimy, które memy powinniśmy rozpowszechniać w społeczeństwie, musimy pogodzić się z myślą, że nie znajdziemy szczęścia ani nie naprawimy świata.

Jak powiedział Thoreau, ludzie żyją w niemej rozpaczy. Dlaczego? No właśnie, jaki to ma sens? W każdej knajpie znajdziesz
filozofa, który powie Ci, że żyje się tylko raz, a życie trzeba rwać jak świeże wiśnie! Czemu więc tak nie postępujemy?
- Dlatego, że ludzie czują, iż muszą realizować programy narzucone im przez wirusy umysłu! Dopóki się nie wyzwolą, trudno im zrozumieć, że można żyć inaczej, że nie ma przeszkód, by samodzielnie zastanowili się nad swoim życiowym celem i wybrali własną drogę.
Wyleczenie tej infekcji, choroby trawiącej nas i wszystkich innych, będzie wymagało wysiłku. Jeśli będziemy wiecznie siedzieć na kanapie zapatrzeni w telewizor, sprawy potoczą się torem, który może nam się nie spodobać. W takim przypadku przyszłość nie przedstawia się różowo. [...]

ZEN I SZTUKA POZBYWANIA SIĘ WIRUSÓW

Mistrzowie zenu z pewnością nie słyszeli nigdy słowa mem. Mimo to istotą ich nauk jest uświadomienie sobie programujących memów. Trudno przecenić wartość metody, dzięki której możemy świadomie wydostać się z niewoli myśli i programów umysłu.

Temu celowi służy praktyka zenu: medytacja i rozwiązywanie zadań-zagadek, zwanych koanami. Adepci uczą się widzieć rzeczy takie, jakimi są, oraz odrzucać sztuczne memy-kategorie, czyli idee i pojęcia. Każdy, kto praktykował zen, może zaświadczyć, że właściwie nie da się tego zrozumieć – trzeba to przeżyć.
[...]
Jeśli zastanawiasz się, czy mógłbyś odnieść korzyści, praktykując zen albo uświadamiając sobie dogłębniej własne myśli, spróbuj wykonać prosty test. Czy potrafisz bez trudu przerwać wewnętrzną rozmowę z samym sobą
i zwyczajnie być? Odłóż książkę i postaraj się przez minutę nie myśleć o niczym.

Tak, zrób to teraz.

No i jak? Jeżeli miałeś z tym trudności – prowadziłeś bezgłośny dialog albo napływające myśli nie pozwalały dostrzec otaczającego świata – prawdopodobnie dobrze by było, gdybyś nauczył się sztuki zauważania myśli. Gdy zaczniesz
się nudzić i będziesz miał ochotę włączyć telewizor, spróbuj metody, która mnie osobiście oddaje cenne usługi – formy medytacji nie mającej w sobie nic mistycznego.

Po prostu usiądź wygodnie i oczyść umysł z wszelkich myśli. Jeżeli zaczną napływać, nie reaguj na nie, a tylko zauważ ich obecność i pozwól im odejść. Jeśli zdołasz, poświęć temu ćwiczeniu pięć minut. Obserwuj swoje samopoczucie.
Kiedy nauczysz się przerywać wewnętrzny dialog, zrobisz pierwszy krok do uwolnienia się spod tyranii wirusów umysłu. Nie znaczy to, że od razu rozpoznasz, które z wykonywanych programów służą Twoim zamierzeniom, a które zaszczepione zostały przez wirusy umysłu. Tak czy owak, będziesz umiał je świadomie wyłączać.

Poza tym, kiedy uciszysz umysł, dasz pole do popisu intuicji, dzięki której możesz pozbyć się utartych nawyków i dojść tam, dokąd nie śmiałeś iść.

Sztuka zen to nie tylko nauka przerywania wewnętrznego dialogu.


Uczeń próbuje patrzeć na życie z różnych punktów widzenia, przedstawionych mu przez mistrza w formie koanów.
Spoglądając na życie z różnych punktów widzenia uczeń w końcu pojmuje, jak nierealne są jego przekonania dotyczące natury rzeczywistości. Entuzjaści zenu uważają, że pozwala on unieważnić wszystkie narzucone przekonania oraz patrzeć na świat całkiem inaczej.

[...] najwięcej nauczyłem się w dorosłym życiu, kiedy patrzyłem na sprawy z różnych stron i szukałem błędu w uparcie wyznawanych przekonaniach. Kiedy wreszcie je porzucałem, znajomi wyrastali jak spod ziemi i gratulowali mi,
ciesząc się, że coś w sobie zmieniłem. „Dlaczego mi o tym nie powiedzieliście wcześniej?” – pytałem. „Próbowaliśmy, ale nic to nie dawało” – odpowiadali chórem.
Uelastycznieniu przekonań mogą służyć nawet kłótnie.
Zamiast starać się wykazać, że masz rację albo wycofywać się z pola walki, spróbuj spojrzeć na sprawy z punktu widzenia oponenta. Kiedy rozmówca powie: „To właśnie miałem na myśli!”- okaże się, że dokonałeś tej trudnej sztuki. Może być i tak, że „przeciwnik” wcale nie miał zamiaru się z Tobą spierać; pragnął jedynie, abyś go dobrze zrozumiał.

Po nauczeniu się nowego punktu widzenia, postaraj się parę razy spojrzeć tak właśnie na problemy najbliższych dni. Zobacz, jak się z tym czujesz. Nawet jeśli nie zaakceptujesz jakiegoś przekonania, zrozumiesz przynajmniej, skąd biorą się odmienne reakcje ludzi na pewne sprawy. Ta umiejętność przyda Ci się niezależnie od tego, co pragniesz zrobić ze swym życiem.
Oprogramowanie, którym się zaraziliśmy, do tego stopnia przepełnia umysły, że nie potrafimy znaleźć czasu ani wykrzesać dość energii, aby realizować swoje życiowe pragnienia.

W gruncie rzeczy większość ludzi nie wie, czego chce od życia. Dostrzeganie własnych myśli i uelastycznianie przekonań jest w każdym razie najlepszą ze znanych mi dróg do zrozumienia, gdzie kończy się własne Ja,
a zaczyna cudze oprogramowanie. Tą drogą warto pójść!

[ Memetyka , teoria memów - bada działanie memów: ich interakcję, replikację i rozwój]

Fragmenty pochodzą z : R. Brodie, „Wirus umysłu”

Uwaga od autorki bloga : teoria memów nosi cechy podobne do kahuńskiego (huna) przekonania mówiącego o zasilanych przez nasze umysły formach myślowych, które stają sie tak silne i obsesyjne, że wydają się niemal materializować i kreować/sabotować nasze życie.
Jutro umieszczę artykuł w tym temacie , zapraszam!

Źródło: zenforest.wordpress.com
« Last Edit: (Mon) 28.07.2014, 13:40:56 by BladyMamut »
“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje

czesio

  • Guest
Re: Memy i wirusy umysłu = niewola wyobrażeń i myślokształów
« Reply #1 on: (Sat) 21.06.2014, 12:32:21 »
Świetny artykuł. Mogę potwierdzić to własnymi doświadczeniami związanymi z medytacją, że posiada to ogromną moc. Wygląda to tak jak byś odcinał wewnętrznego robaka od pożywki jaką jest nieustanny ruch, wgląd i ocena rzeczywistości, która jest naprawdę iluzją. Można to też nazwać pozycjonowaniem uwagi, koncentracji w dzisiejszych czasach, kiedy ilość informacji wprost zalewa nasze umysły bardzo gorąco polecam medytacje i wyłączanie myśli.
« Last Edit: (Thu) 01.01.1970, 02:00:00 by Guest »

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • WyBudzony
  • *
  • Posts: 2 560
  • Reputacja: +12/-0
Re: Memy i wirusy umysłu = niewola wyobrażeń i myślokształów
« Reply #2 on: (Sat) 21.06.2014, 16:57:02 »
Religia jako wirus umysłu

Jak wyjaśnić niezwykłą trwałość światopoglądu pochodzącego sprzed 2 tysięcy lat pomimo tego, że współczesna wiedza jest zdecydowanie z nim sprzeczna? Dzisiaj potrafimy znaleźć już jasną odpowiedź na to pytanie.

Ciągłość, a nawet nieśmiertelność człowieczej kultury można obecnie wyjaśnić przy pomocy memów - genów ewolucji kulturowej. Powstała nawet nowa dziedzina nauki - memetyka. Jak obrazowo pisze L. Borkman, memy, tak jak geny, różnią się swoim przystosowaniem do przetrwania w środowisku ludzkim. Niektóre rozmnażają się jak króliki, ale mają bardzo krótki żywot (tak jest np. w modzie), podczas gdy inne reprodukują się wolno, ale utrzymują się przez wieki, jak w przypadku religii.

Przystosowanie memu nie musi być powiązane z przystosowaniem organizmu do środowiska. Np. mem w formie hasła: "Palenie jest OK" jest bardzo dobry dla samego siebie, ale w dużym stopniu zabójczy dla swego gospodarza. Pojedyncze hasła, melodie, ikony, wynalazki i mody są typowymi memami. Ale idea, czy po prostu jakaś informacja nie jest memem, dopóki nie spowoduje, że ktoś go powieli, przekaże innym ludziom, tak jak przekazuje np. katar. Memom można przypisać postać wirusa umysłu: to może być dowolny mem, który zawiera w sobie nakaz powielania się, a najlepszymi przykładami takich memów jest właśnie religia, bo to ona zawiera jednoznaczny i zdecydowany nakaz głoszenia danej wiary wśród niewierzących i innowierców. A czyni się to nawet ogniem i mieczem, rzeziami innowierców, a dzisiaj np. przy pomocy państwa wyznaniowego lub aparatu państwowego, który łamie własną konstytucyjną zasadę rozdziału kościoła i państwa.

Z tych samych pobudek poleca się dzisiaj aktywnych ateistów egzorcystom, którzy po wiekach i totalnej kompromitacji w najlepsze wrócili do Polski. Dlatego trzeba zauważyć i dobrze zrozumieć, że religia może trwać tysiąc lat nie z powodu cynicznej manipulacji księży ani nie z powodu prawdziwości głoszonej doktryny, ponieważ różne sprzeczne ze sobą religie trwają równie długo jako jedyne prawdziwe, a dzisiaj czynnych jest przynajmniej 2500 religii. Doktryny religijne trwają, ponieważ wpaja się je dzieciom w wieku, gdy są podatne na wszelkie sugestie i autorytety, którym tak bardzo ufają.

Gdy dzieci dorosną wpajają je z kolei własnym dzieciom. Inaczej mówiąc, zdaniem Dawkinsa - guru wszystkich ateistów, agnostyków i wolnomyślicieli, wiara utrzymuje się z powodów epidemiologicznych.

Przekonania religijne nie rozprzestrzeniają się z powodu wspierających je dowodów, ale zwykle odbywa się to na drodze sprytnych replikatorów kulturowych. Dlatego dopiero wtedy, gdy - jak pisał A. Schopenhauer - świat będzie na tyle uczciwy, aby nie nauczać dzieci religii będziemy mieli nadzieję na lepszą przyszłość. Nikt nie ma moralnego prawa wpajać, nawet swojemu dziecku, religijnego obrazu świata, który odpowiada mentalności pasterzy na Bliskim Wschodzie 2 tys. lat temu. To nie tylko pójście na łatwiznę przez rodziców, to przede wszystkim chytra pułapka księży, z której można nie wyjść do końca życia nie tylko swego, ale także swoich dzieci i wnuków.

Wdrukowanie

Zjawisko nie ogranicza się tylko do tezy Dawkinsa. W religii mamy do czynienia z kolejną analogią do biologii na poziomie kultury: w sferze psychicznej i duchowej. W niej to świat zbiorowo kreujemy za pomocą języka, a dokładniej za pomocą pojęć i terminów do tego języka wprowadzonych świat spostrzegamy i interpretujemy. To, co nie nazwane niemal nie istnieje (por. relatywizm językowy w koncepcji Sapira-Whorfa). To na tej zasadzie dzisiaj internetowi pasjonaci przekornie głoszą, że to czego nie ma w internecie - nie istnieje. Żyjemy w coraz to wyższym stopniu w świecie wirtualnym, pierwszym bytem wirtualnym był Bóg wymyślony kilka tysięcy lat temu. To naprawdę genialny wynalazek, lepiej lub gorzej organizujący życie ludzi przestraszonych tym, czego nie rozumieją w świecie, w którym żyją.

Jeśli wprowadzimy do umysłu dziecka podstawowe pojęcia dotyczące objaśniania świata, to one później systematycznie rozwijają się
z zgodnie ich pierwotną treścią jako wzorcem spostrzegania i myślenia. Na poziomie biologicznym istnieje zjawisko wdrukowania (imprintingu), które ułatwia przystosowanie się do środowiska w pierwszym okresie życia. Otóż wczesne wprowadzanie religii do umysłu dziecka to swoiste wpisanie (wdrukowanie) pojęć światopoglądowych bez udziału świadomości i akceptacji, które umiejętnie podsycane utrzymują się przez całe życie. Czynią ludzi nie w pełni zdolnymi do posługiwania się zdobyczami nauki lub/i rozwijają u nich światopoglądową schizofrenię: światopogląd religijny i naukowy funkcjonują obok siebie i nie dostrzegane są rażące sprzeczności między nimi. Taką sytuację stwierdza się w badaniach społecznych w Polsce od dawna.

A więc to celowo wprowadzony do umysłu dziecka wirus - zaprogramowanie na religię, zapewnia odwieczne trwanie religii i pasożytującego na niej hierarchicznego kościoła. Oto cała tajemnica jego sukcesu.

Każda religia jest dobra, ale najgłupsza jest najlepsza - powiedział papież Aleksander VI. Jest tajemnicą poliszynela, że wśród kleru odsetek niewierzących w Boga ciągle jest dość duży i ze względu na kryzys pewnie będzie wzrastał. Natomiast biskupi nieoficjalnie stwierdzają, że z takimi księżmi lepiej im się pracuje. Ksiądz niewierzący nie ma rozterek, gdy ujrzy zepsucie swego kościoła w całej okazałości, zapewni dobrobyt sobie, a jeszcze kurii przekaże co trzeba. To potwierdza, że religia jest złem dla wszystkich, wyjaśnia dlaczego religia jest tak wielkim złem, mimo, że oficjalnie głosi same dobre rzeczy. To wypowiedź człowieka o wielkim autorytecie moralnym i zasługach: Toma Paine'a, współtwórcy USA z 1793 roku.

Chyba nie ma kraju w Europie, do którego w sposób bardziej aktualny i dramatyczny, bo powszechny, odnoszą się te słowa. Uniknięcie dalszego przenoszenia się zła przez wirusa religii z pokolenia na pokolenie leży w edukacji oraz wychowaniu dzieci i młodzieży. To powiedziałbym elementarna higiena umysłu.

Uczy się przecież małe dzieci mycia rączek, buzi, szyi i ząbków, a bezkrytycznie pozwala się na instalowanie im w mózgach infantylnych i zupełnie błędnych dzisiaj pojęć i idei. Te dzieci na ogół nieźle sobie radzą, ale pomyślmy jakie byłyby wspaniałe, mądre i twórcze, gdyby nie musiały przebijać się przez ciemny las dogmatów i stereotypów osadzonych w tych dopiero rozwijających się i bardzo chłonnych umysłach.
Tak jak u zarania dziejów dla oswojenia niezrozumiałego i groźnego świata były potrzebne np kosmogeniczne metafory językowe i mity, tak dzisiaj myślimy przy użyciu pojęć językowych. Trzeba jednak zauważyć, że jesteśmy istotami tworzącymi całość - zbiorowość kulturową
i dlatego to nie ludzie myślą mitami, ale mity ludźmi. Podobnie jest z językiem: to nie człowiek myśli, tylko myśli myślą ludźmi. Brzmi to paradoksalnie, ale specjaliści potwierdzą faktyczność takich procesów.

Tymczasem pozwalamy niemal dosłownie wbijać w mózg swoim dzieciom i wnukom elektrody, z których sączą się perfidnie zaplanowane od wielu pokoleń polecenia religijne zanim jeszcze to dziecko cokolwiek zrozumie. W ten sposób zostaje ono na długo okaleczone i zniewolone. To potworność. Dlatego, moim zdaniem, Schopenhauer napisał zdanie, które wcześniej zacytowałem. Stanowi ono przestrogę i wskazówkę na przyszłość.

Jak można u progu XXI wieku być tak naiwnym, bezrefleksyjnym i niesamodzielnym w sprawach światopoglądowych, które ukierunkowują każdego człowieka na całe życie?
Tak się dzieje w Polsce od tysiąca lat, a w religii chrześcijańskiej od dwóch tysięcy, od czasów Pawła z Tarsu jako twórcy i eksportera religii zdolnej od środka rozłożyć każde państwo, od wiecznego, zdawałoby się, Rzymu zaczynając. Głosił on, powiedzielibyśmy dzisiaj, pacyfizm i socjalizm. I nie jest to jakaś spiskowa teoria dziejów. Ten demagogiczny chwyt stosują ci, którzy boją się dopuścić do świadomości myśli niezgodne z zaszczepionymi im schematami myślenia.

Naturalne i prawdziwe, podobnie jak instynkty, odczucia rzeczywistości w nas wszystkich istnieją, są tylko w różnym stopniu wygaszone, czy stłumione.

Tłumienie prawdziwej natury w sobie nie może pozostać bezkarne. Dlatego ludzie religijni, mający żywy temperament często są nietolerancyjni, a nawet agresywni wobec otoczenia, w którym przyjmowane są inne postawy i wartości.

Osoby ze słabszym układem nerwowym, mniej dynamiczne są spokojniejsze, ale zapewne cierpią w milczeniu i godzą się ze swoją sytuacją, której nie są w stanie zmienić. A dzieci jak zaprogramowane roboty spełniają zaszczepione i potem wyćwiczone role.

Dla wszelkich ośrodków władzy taki kształt duchowości znormalizowanej jednostki jest najbardziej pożądany. Dlaczego takie filmy jak „Easy rider”, ale przede wszystkim późniejsze, jak: „Lot nad kukułczym gniazdem” i „Matrix” braci Wachowskich stały się kultowe dla młodzieży? To jest możliwe tylko wtedy, gdy przedstawione w nich idee trafią w ukryte odczucia, których żaden manipulator piorący mózgi nie jest w stanie całkowicie wykorzenić, czy stłumić. Wystarczy więc młodzieży nie przeszkadzać, nie twierdzić o jej powszechnym zepsuciu i konieczności stosowania rozmaitych rygorów, ponieważ ona jest w stanie sama sobie poradzić z religijnym i każdym innym zniewoleniem umysłu.

Można by powiedzieć, że rodzice i dziadkowie, którzy nie chcą pozwolić na samodzielność swym potomkom nie tylko obawiają się zbytniego rozluźnienia obyczajów itp., ale nieświadomie biorą też odwet za swoje własne zaślepienie. Dlaczego pozwalamy na to, by dziadkowie i rodzice, którzy często nie mają odpowiedniej wiedzy tłumaczyli dziecku jak wygląda świat, jak powstał, do czego zmierza i utrwalają u niego absurdalne pojęcia silnie skojarzone z pozytywnymi emocjami i autorytetem osób najbliższych.

Kiedy do takich ludzi docieram ze swoimi argumentami to słyszę w odpowiedzi w rodzaju: "Moja wiara jest tak silna, że nic nie w stanie jej zachwiać". Wiedza takich ludzi zwykle jest encyklopedyczna, fragmentaryczna, co można wyjaśnić utajoną obawą o jej zintegrowanie, scalenie, bo wtedy okaże się, że przez religię jest ona infantylna, niespójna i płytka. Zauważyłem, że uświadomienie sobie tej zależności robi na nich wyraźnie wrażenie. Ala na tym dialog się kończy. Musimy więc zdawać sobie sprawę jak trudna jest transformacja światopoglądowa człowieka dorosłego, a starszego chyba wręcz niemożliwa. Stawiajmy więc na dzieci i wnuki.

Jeszcze słowo o jednym ważnym składniku religii jako namiastki prawdziwej duchowości, o której będzie traktował mój następny artykuł. Zupełnie słusznie mówi się, że nauka i religia to oddzielne sprawy, dwa nie nakładające się magisteria. To prawda. Prawdą też jest to, że religia odwołuje się do emocji i uczuć, a więc jej przedmiot nie musi być rzeczywisty i realny - tak jak baśń, czy mit pełniące przecież ogromnie ważne funkcje rozwojowe. Te sprawy w kilku dyscyplinach nauki są dość dobrze wyjaśnione.

Skąd tak liczne problemy, napięcia i nieustające potyczki po obu stronach barykady utworzonej z religii?

Otóż religia, jak wiemy, dawno się już wynaturzyła i zdegenerowała, co dobrze skrótowo ujmuje w swej sentencji Seneka Młodszy (4r p.n.e. - 65 r. n.e.): "Religia jest dla ludu prawdą, dla mędrców fałszem, a dla władców jest po prostu użyteczna." Co one oznaczają w praktyce, a więc głównie w pełnieniu tej trzeciej funkcji?

Religia jest wykorzystywana jako użyteczne narzędzie do sprawowania władzy, do podporządkowania narodu swoim władcom.

Upraszczając sprawę można powiedzieć, że lud pod jej wpływem staje się posłusznym stadem, które dostarcza wszelakiego dobra jego pasterzom tworzących sojusz korony z tiarą, czyli władzy świeckiej z kościelną. Ważne jest tu wczesne wszczepienie odpowiednich zasad tej wiary, by zniewoleni ludzie nie rozumieli swojej sytuacji, znali swe miejsce w szeregu i nie buntowali się. Co więcej, ludzie opanowani przez dogmaty religijne są zwykle zadowoleni z własnego losu lub przynajmniej z obietnicy, że w niebie spotka ich sprawiedliwość i zasłużona wieczna szczęśliwość. W islamie np każdy ginący za wiarę w raju otrzymuje 72 dziewicy i 80 tys. niewolników. Zadowoleni wierzący w tego typu niesprawdzalne obietnice pracują wydajniej, niewolnik pod batem ekonoma zawsze był leniwy i oporny.

Zniewoleni przez religię dogłębnie tego nie rozumieją, na wyjaśnienia reagują najczęściej irracjonalnymi argumentami, potępieniem i inwektywami. Takie reakcje biorą się stąd, że prawdziwa natura człowieczeństwa nie jest u nich do końca stłumiona, czy wymazana, więc miotają się w stanie frustracji. Na osobie patrzącej z zewnątrz robi to duże wrażenie, przypomina sytuację, w której dwóch ludzi mówi zupełnie różnymi językami, a jeden z nich twierdzi, że tylko jego język jest prawdziwy. Dopiero wtedy, gdy dzieci będą uczone obu języków, lub gdy język zmanipulowanej religii przejdzie do lamusa, można będzie uwolnić ludzi od niewidzialnych kajdan religii.

Religia pełniąc taką funkcję społeczną wypycha naukę nawet z terenu, który do niej należy, a naukowcy tchórzliwie z niego się wycofują lub nakazuje się im wycofać. Tymczasem obecnie istnieje cybernetyka i teoria systemów wraz z nowoczesnymi metodami matematycznymi i informatycznymi w wysoce zaawansowanej postaci samodzielnie lub w innych dziedzinach i naukach interdyscyplinarnych, które przez to stają się zdolne do podejmowania problemów egzystencjalnych, problemów jakościowych oraz kulturowych jako zjawisk niepowtarzalnych.

Lada moment nasi studenci politechniki będą lepiej w symulacjach komputerowych np struktur sieciowych, rozwiązywać poważne problemy cywilizacyjne niż wszyscy pozostali, szczególnie tzw. humaniści na najwyższych stanowiskach kierowniczych w branżach i w całej nawie państwowej.

Czego więc brakuje by z nich, zdobyczy i osiągnięć najnowszej nauki w naukach społecznych i religii w pełni skorzystać?
Odwagi i rzetelności.
Musimy zdawać sobie sprawę, że całość, sprawy społeczne, gospodarcze, polityczne, ekonomiczne i finansowe dzisiaj są zorganizowane w państwowe, międzynarodowe i globalne korporacje w swej głębokiej istocie podobnie jak religia i kościół (!). One wszystkie bronią i będą bronić swych pozycji bardziej zaciekle niż kiedyś PZPR broniła niepodległości i komunizmu. I to wbrew elementarnym potrzebom wszystkich ludzi, zarówno religiantów, agnostyków, wolnomyślicieli i ateistów. Podziały religijne temu sprzyjają.
Dlatego trzeba się zgodzić z tezą K. Wilbera:
Quote
jeśli religia ma przetrwać w zdolnej do życia formie we współczesnym świecie , musi być gotowa pozbyć się swych nieprawdziwych twierdzeń, tak samo jak wąska nauka musi być gotowa pozbyć się swego redukcjonistycznego imperializmu. Walka toczy się między prawdziwą nauką i religią a nieprawdziwą nauką i religią.

Źróddło: <!-- w -->[url=http://www.eioba.pl/" onclick="window.open(this.href);return false;]www.eioba.pl/<!-- w -->[/url]


komentarz pod tekstem:

Dla mnie jeśli religia – to tylko miłości, gdzie słowo „religia” rozumiane jest jako „odnowiona więź”. Tymczasem od zarania jest jak w tekście - "Religia jest dla ludu prawdą, dla mędrców fałszem, a dla władców jest po prostu użyteczna."
Dodam, że nie należy mylić dwóch pojęć – WIARY w Boga (i tu należałoby określić, co mamy na myśli mówiąc „BÓG”) oraz RELIGII. Inaczej dochodzi do kompletnego nieporozumienia. Tymczasem zazwyczaj w dyskusjach światopoglądowych traktuje się wiarę i religię jako synonimy.
Religia – to sprawa przekonań, a więc umysłu. I tu może dochodzić do wielkich niebezpieczeństw: „Jeśli nie umiemy panować nad naszym umysłem, pozwalamy, aby to on nad nami panował. To błąd: umysł jest zbyt szalony, aby powierzyć mu nasze życie! Możemy dać mu pewną kontrolę nad naszymi interesami, ale nie nad życiem.” („Wewnętrzni cudotwórcy”, Victor-M. Amela, „LaVanguardia, 20.05.2008 r.).
Religii nie należy też mylić z duchowością: „(…) stopień duchowości człowieka nie ma nic wspólnego z jego przekonaniami, lecz ściśle wiąże się z jego stanem świadomości. To z kolei decyduje o jego stosunku do świata i o interakcji z innymi ludźmi.” („Nowa Ziemia”, Eckhart Tolle).
Religia – to sprawowanie rządów dusz. Mechanizm jest prosty: wystarczy stworzyć panteon bożków i znaleźć wyznawców. Później skutecznie straszyć ich wszelkimi karami zsyłanymi przez tych bożków za nieposłuszeństwo i przesycić wyznawców ciągłym poczuciem winy i grzechu – najlepiej już od kołyski. I to jest już bałwochwalstwo i kłamstwo.
I na koniec mojej wypowiedzi kilka cytatów…
„Religię możemy przyrównać do przewodnika, który prowadzi ślepego – chodzi tylko o to, aby ślepy doszedł do celu, a nie o to, aby wszystko widział.” (Artur Schopenhauer)
„Żaden kościół nie ma na własność jedynej prawdy. Wszystkie religie zawierają tylko jej cząstkę. To idiotyczne zabijać lub dać się zabić po to, by innym narzucić własną wiarę. (…) Watykan utrzymuje, że bez Kościoła nie ma zbawienia, a to jest arogancja rodem ze średniowiecza. Duch Boży jest wszędzie, a Bóg patrząc na ludzkość, widzi wszystkie swoje dzieci, nie patrzy tylko na Watykan.” (Leonardo Boff, franciszkanin, twórca teologii wyzwolenia).
„W religii, aby być posłusznym, trzeba najpierw być wolnym. Wiara w fatum sprowadza na ziemię fatum. A wiara w wolność sprowadza na ziemię wolność.”( ks. Józef Stanisław Tischner)
„Religia jako źródło pociechy jest przeszkodą do prawdziwej wiary.” (Simone Weil)
„Moralność człowieka zależy od współodczuwania z innymi ludźmi, wykształcenia oraz więzi i potrzeb społecznych; żadna religia nie jest do tego potrzebna. Człowiek byłby, zaiste, żałosną istotą, gdyby kierował się w życiu wyłącznie strachem przed karą i nadzieją na nagrodę po śmierci.” (Albert Einstein).
« Last Edit: (Mon) 28.07.2014, 13:41:12 by BladyMamut »
“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • WyBudzony
  • *
  • Posts: 2 560
  • Reputacja: +12/-0
Re: Memy i wirusy umysłu = niewola wyobrażeń i myślokształów
« Reply #3 on: (Sat) 21.06.2014, 17:04:16 »
Wirusy umysłu – spojrzenie na religię przez pryzmat memetyki [2]

Powyższy tytuł pochodzi z eseju[1] , napisanego przez Richarda Dawkinsa, prekursora memetyki – nauki zajmującej się ewolucją kultury. Choć pojęcie memu Dawkins zaproponował już w roku 1976, koncepcja ta zyskuje na popularności dopiero w latach 90. Wtedy to właśnie powstaje wspomniany wyżej esej, a także książka Richarda Brodiego o prawie identycznym tytule — „Wirus umysłu”. Co sprawiło, że Dawkins, znany biolog ewolucjonista, oraz Brodie, informatyk i były pracownik Microsoftu, zainteresowali się tym samym zagadnieniem? Złośliwi uważają, że stoi za tym ateizm – gdyż obaj zgodnie jako przykład wirusa umysłu wymieniają religię. Jest to jednak zbytnie uproszczenie zagadnienia. Jaki jest zatem prawdziwy powód?

 
Po lekturze obu wspomnianych przeze mnie pozycji można się przekonać, jak duże znaczenie ma świadomość istnienia czegoś takiego jak wirus umysłu. Brodie we wprowadzeniu do swojej książki pisze: „Ci z nas, którzy pragną pojąć sami siebie, mogą dzięki poznaniu memetyki wiele zyskać. […] Jeśli lepiej poznamy funkcjonowanie umysłu, sprawniej będziemy się poruszać w świecie, w którym coraz częściej — aczkolwiek subtelnie – ktoś nami manipuluje. ”[2] Zainteresowanie memetyką świadczy o tym, że wchodzimy (czy też już weszliśmy) w nową fazę rozwoju intelektualnego, do czego przyczynił się między innymi powszechny dostęp do Internetu. Nie sposób też pominąć roli mediów masowych w rozprzestrzenianiu się memów. Jak zauważa Brodie: „Wirusy umysłu […] przenoszą się po prostu dzięki temu, że ludzie się ze sobą komunikują. Im większa łatwość porozumiewania się w danym środowisku, tym większa jego podatność na zakażenie wirusami umysłu.[…] Czytasz gazety? Łapiesz wirusy umysłu. Słuchasz radia? Także zarażasz się wirusami. Obijasz się i gadasz z kumplami? Łapiesz wirusa za wirusem .”[3] Czym są zatem owe memetyczne wirusy? By szerzej opisać to pojęcie, odwoływać się będę głównie do teorii Dawkinsa.
Jak dotąd mieliśmy do czynienia z wirusami w dwóch dziedzinach – najpierw w biologii, następnie w informatyce. Łatwo się domyślić, że analogie między wirusami komputerowymi i biologicznymi można rozciągnąć także na metody działania pewnych memów – podstawowych jednostek informacji kulturowej. Są oczywiście drobne różnice w zasadach funkcjonowania, jednak główna zasada zostaje taka sama. Najprościej wirus umysłu można zdefiniować jako „dowolny mem, który zawiera w sobie nakaz powielania się ”[4] . Bo choć wszystkie memy się kopiują, niczym kod genetyczny, to nie każda informacja zawiera polecenie samoreplikacji. Żadna natomiast informacja nie jest memem, dopóki nie dojdzie do jej powielenia. Proces ten zachodzi poprzez naśladownictwo, w trakcie procesu komunikacji. Przykładem może być melodia, która nucona pod nosem „zaraża” mimowolnie osoby wokół nas. Memem staje się dopiero w momencie przekazania jej dalej. Nie zawiera jednak w sobie nakazu „zaraź mną jak najwięcej osób”. Przekazywana jest nieświadomie, jak wiele różnych informacji w trakcie procesu komunikacji. Niektóre memy rozpowszechniamy z własnej woli, bo są nam przydatne. Można tu wymienić np. przysłowia, idee, obiegowe zwroty, fasony ubrań czy metody lepienia garnków. Ale w naszym przekazie może też czaić się wirus. Jakie znaczenie ma różnica między zwykłym memem a wirusem? Otóż memy rywalizują między sobą o miejsce w naszym umyśle. Nasza pamięć ma ograniczoną pojemność, podobnie jak ograniczone możliwości mają nasze organizmy czy komputery. Odpowiednio złośliwy wirus komputerowy jest w stanie skutecznie unieruchomić nasz komputer, zajmując całą dostępną pamięć operacyjną i wykorzystując 100% możliwości procesora, uruchamiając setki swoich kopii. O możliwościach biologicznych wirusów chyba nie trzeba się rozpisywać. Wystarczy przywołać obraz epidemii żółtej febry czy ospy prawdziwej. Często w stosunku do wirusów używamy określenia „złośliwe”, jednak o ile programy komputerowe tworzone są z premedytacją, o tyle ciężko w chorobach wirusowych szukać jakiegoś celu. Jak uważa Richard Dawkins[5] , kod genetyczny, zarówno ten zawarty w naszym DNA, jak i ten w wirionach, jest egoistyczny i jego istnienie ogranicza się tylko do reprodukcji, czyli przetrwania. To dobór naturalny, siła napędowa ewolucji sprawia, że przypisujemy niektórym replikatorom złośliwość, egoizm czy celowość. W jaki sposób więc „konkurują” między sobą memy? Otóż nie wszystkie informacje rozprzestrzeniają się tak samo, z równą łatwością. Te najlepiej przystosowane przetrwają, a więc rozmnożą się i będą przekazywane dalej. Wirusy umysłu są w tej kwestii niebywale skuteczne. Dawkins wymienia trzy cechy dobrego replikatora – płodność, długowieczność i wierność przekazu[6] . Nawet jeśli przyjąć, że każdy wirus może zarazić tylko dwa kolejne umysły, łatwo obliczyć, że tempo jego rozprzestrzeniania się i tak jest zawrotne. Po dziesięciu „pokoleniach” wirus pomnaża się tysiąckrotnie! Odpowiednio długi czas życia pojedynczego memu nie jest aż tak bardzo istotny, choć daje większą szansę na przekazanie dalej złośliwego kodu. Melodia np. „Arii na strunie G” Jana Sebastiana Bacha w mojej głowie może istnieć zaledwie kilkadziesiąt lat, ale wystarczy, że kiedyś zarażę nią moje dzieci, by zapewnić jej o wiele dłuższą egzystencję. Eliminowanie mutacji natomiast pozwala mieć pewność, że po kilkukrotnym kopiowaniu przekaz jest wciąż tym samym przekazem. Nie wyklucza to jednak drobnych ulepszeń, bo to przecież dzięki drobnym mutacjom zachodzi ewolucja.

Jak napisałem we wstępie, zarówno Dawkins, jak i Brodie jako przykłady wirusów umysłu wymieniają religie. Spróbujmy przyjrzeć się, w jakim stopniu religia pasuje do podanej poprzednim akapicie charakterystyki. Zgodnie z definicją wirus musi mieć wbudowaną instrukcję replikacji. W samym tylko Starym Testamencie można znaleźć kilkadziesiąt nakazów głoszenia, idea chrześcijańskiego misjonarstwa opiera natomiast się na poleceniu Jezusa: „Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię! ”[7] . O wadze tego polecenia świadczy chociażby fakt, że religie, które nie przywiązywały wagi do głoszenia, już nie istnieją. Dobór naturalny jest w tym przypadku bezlitosny. Memy przestają istnieć, gdy przestaje istnieć ostatni nośnik, na którym są zapisane. Dlatego też religie umierają razem z ich ostatnimi wyznawcami. Niektóre odchodzą całkiem w zapomnienie, inne stają się martwe, bo choć ich memy zapisane są na kartach ksiąg, wyryte na ścianach świątyń, to nie funkcjonują już w ludzkiej świadomości. Ich miejsce zajęły memy bardziej ekspansywne, łatwiej przyswajalne, prostsze, jednym słowem – skuteczniejsze. Dobry wirus zatem to taki, który replikuje się jak największą ilość razy. Każda bowiem kolejna kopia zwiększa szansę przetrwania. Wszystkie memy, z którymi mamy dziś kontakt (pomijając te nowopowstałe), były skuteczne. To nie znaczy, że zawsze takie będą. Ewolucja jest procesem stałym, więc wśród memetycznych wirusów panuje nieustanny wyścig zbrojeń. Od kilkuset lat wirusy do dyspozycji mają działo najcięższego kalibru – środki masowego przekazu. Wynalazek druku miał ogromne znaczenie dla rozpowszechniania Biblii. Ulotki, czasopisma, książki o tematyce religijnej, rozgłośnie radiowe i telewizyjne rozsiewają memy religii skuteczniej niż kiedykolwiek. Jako przykład może tu posłużyć dwutygodnik Świadków Jehowy „Strażnica”, wydawany w 173 językach w nakładzie 37 252 000 egzemplarzy[8] . Jak można się domyślić, konkurencja w tej dziedzinie jest dość duża, biorąc pod uwagę liczbę wszystkich religii, grup wyznaniowych i sekt. Najistotniejszym czynnikiem, warunkującym sukces danego wirusa umysłu, jest jego płodność. Ciekawym zjawiskiem jest połączenie „podatności na rozmnażanie” wirusa z taką samą podatnością ich nośników. Mam tutaj na myśli np. „islamską bombę demograficzną”[9] czy politykę prorodzinną Kościoła Katolickiego. Egipcjanie, którzy zniewolili Izraelitów, byli zaniepokojeni ich wysokim przyrostem naturalnym[10] . Nie bez przyczyny zresztą Stary Testament reguluje tak szczegółowo sprawy związane z seksualnością – jak zauważa Richard Brodie, memy dotyczące seksu rozprzestrzeniają się szybciej, bo „z natury jesteśmy na nie wyczuleni ”[11] . Rytuały przejścia, religijne obrzędy zaślubin – to niejako przepustka do prokreacji, a „dostęp do seksu jest ukrytą siłą, rzutującą na wiele aspektów kultury. [12] W skrócie – kto reguluje dostęp do seksu, ten ma władzę. A władza bardzo ułatwia życie wirusom, np. poprzez eliminowanie konkurencyjnych memów. Jak już wspominałem, pojemność naszego umysłu jest ograniczona, przez co wirusy muszą o nią między sobą walczyć. W konsekwencji religie stały się bardzo zachłanne, wykluczając się wzajemnie. Znamienny jest fakt, że przykazanie „Nie będziesz miał cudzych bogów obok Mnie!” [13] znajduje się w Dekalogu na pierwszym miejscu. Tak więc dobry wirus nie tylko szybko się rozmnaża, ale także utrudnia rozmnażanie innych wirusów, czego efektem są wojny religijne czy cenzura kościelna.

Religie o scentralizowanym przywództwie i dużym autorytecie starają się sprawować kontrolę także nad zgodnością kopiowanych memów z oryginałem. W Biblii czytamy: Ja świadczę każdemu, kto słucha słów proroctwa tej księgi: jeśliby ktoś do nich cokolwiek dołożył, Bóg mu dołoży plag zapisanych w tej księdze. A jeśliby ktoś odjął co ze słów księgi tego proroctwa, to Bóg odejmie jego udział w drzewie życia i w Mieście Świętym — które są opisane w tej księdze [14] . Dogmaty, ogłaszane przez hierarchów Kościoła Katolickiego, to zazwyczaj odpowiedź na szerzące się herezje, to oficjalne ustalenie „jedynej właściwej” wersji. Imprimatur, czyli pozwolenie na druk wydawane przez Kościół, to z łaciny „niech będzie odbite”, a więc mamy tu kolejny nakaz replikacji. Co ciekawe, pozwolenia takiego nie miała niegdyś Biblia, która razem z wieloma innymi dziełami znalazła się na Indeksie ksiąg zakazanych. Powód był prosty – samodzielna interpretacja i niedokładne przekłady na języki narodowe sprzyjały powstawaniu mutacji. I tu znów trzeba odnieść się do koncepcji doboru naturalnego – słabsze mutacje wyginęły, często „przy pomocy” Inkwizycji, natomiast te lepiej przystosowane łatwiej się rozprzestrzeniały i utrwaliły się w postaci np. schizmy czy reformacji. Dziecięca zabawa w głuchy telefon obrazuje, jak zabójcze dla wierności przekazu są wielokrotne i kumulatywne modyfikacje. Zdaniem Dawkinsa (który powołuje się na opinie biblistów), wiara w dziewicze poczęcie Jezusa powstała przez błędne przetłumaczenie hebrajskiego słowa almah (młoda kobieta) na greckie parthenos ( dziewica) w proroctwie Izajasza. [15] Ta mutacja pojawiła się w Septuagincie, którą później zacytował w swojej Ewangelii Mateusz: „Oto Dziewica pocznie i porodzi Syna ”.[16] Modyfikacja ta, choć na pierwszy rzut oka jest nielogiczna, przetrwała, bo utrwalona została autorytetem „Ojców Kościoła.

Historia chrześcijaństwa pokazuje, że choć „rozwój religii zmierza nie w stronę prawdy ani nawet dobra wyznawców, ale w stronę bardziej skutecznych memów” [17] , to można jednak na ewolucję tychże memów świadomie wpływać. W tym wypadku praktyczna wiedza z zakresu memetyki może być bardzo potężnym narzędziem wpływania na ludzkie umysły. Brodie zauważa, że człowiek szczególnie zwraca uwagę na memy dotyczące pożywienia, niebezpieczeństwa i seksu[18] , gdyż to właśnie w toku ewolucji zwiększało naszą szansę na przeżycie i przekazanie genów. Znajduje to swoje odzwierciedlenie w mediach, a szczególnie w reklamie, która coraz częściej używa np. erotyki jako haczyka, mającego przyciągnąć uwagę potencjalnego konsumenta. Religie także wykorzystują tego typu „memetyczne konie trojańskie”. Zagrożenie Armagedonem, nagroda w Królestwie Niebieskim albo „gastronomiczne cuda” (wino z wody, manna na pustyni) trafiają w najczulsze punkty. Oprócz tego wykorzystywane są memy pomocnicze, takie jak tradycja, nakazująca utrwalać towarzyszący jej zestaw memów bez względu na to, czy są one słuszne albo przydatne. Mem powtarzania, pokrewny tradycji, to jedna z najskuteczniejszych metod przyswajania i utrwalania informacji. Różaniec, cotygodniowa msza niedzielna to pierwsze z brzegu rytuały, których mnóstwo jest w każdej religii. Powodem, dla którego mity religijne wciąż wygrywają z nauką, jest mem sensowności, który każe nam przyswajać to, co w naszym odczuciu brzmi bardziej sensownie i logicznie. Trudno sobie wyobrazić miliony lat ewolucji, dlatego np. w USA wciąż wraca problem włączenia kreacjonizmu do szkolnych podręczników. Jest to też zasługa memu „ślepej wiary”, który każe z góry odrzucać wszystko, co sprzeczne z religią i wierzyć mimo braku dowodów. Mem autorytetu nakazuje słuchać osób starszych, bardziej poważanych. W zasadzie każda religia ma swoje początki u jakiegoś charyzmatycznego guru, skupiającego wokół siebie grupkę ludzi, która z czasem się rozrasta. Z tym z kolei wiąże się mem przynależności, wykorzystujący jedną z naszych podstawowych potrzeb. Brodie wspomina o osobach, które „właściwie nie wierzą w Boga – po prostu lubią chodzić do kościoła .”[19] . W tym wypadku czynnik społecznościowy jest wartością samą w sobie, zazwyczaj jednak występuje jako element pełnego „pakietu” memów religii, na dodatek serwowany jest w dwóch etapach – jako integracja wewnątrz grupy, oparta na wzajemnym podobieństwie i relacjach jej członków, oraz jako izolacja wobec reszty społeczeństwa, podkreślająca różnice i wykorzystująca często mem zagrożenia, co bardzo dobrze widać na przykładzie toruńskiego Radia Maryja. Słuchacze tej rozgłośni, tworzący tak zwaną Rodzinę Radia Maryja, systematycznie raczeni są absurdalnymi teoriami spiskowymi, wg których światem rządzą „Żydzi i masoneria”, a Polsce szkodzą homoseksualiści i Gazeta Wyborcza.[20]

Muszę przyznać, że wizerunek religii, jaki wyłania się z tej analizy, nie jest zbyt optymistyczny. Richard Dawkins, we wspomnianym przeze mnie na wstępie eseju, tworzy pojęcie faith-sufferer, które znaczy: „cierpiący na wiarę”. Jako zadeklarowany antyteista, wielokrotnie wypowiadał się przeciw religii, uważając ją za zjawisko oduczające ludzi myślenia. Nie o to jednak chodzi, by oceniać. Richard Brodie uważa, że „chociaż stanowisko memetyki w sprawie pochodzenia wierzeń jest jasne, nie upoważnia to nas do potępiania religii ”[21] . Religia jest w jego opinii samospełniającą się przepowiednią, która dodaje nam otuchy – memy programują nasze umysły, byśmy wierzyli w to, że nasze życie ma sens i starali się do niego dążyć. Jego zdaniem memetyka „może przyczynić się do ponownego zbliżenia nauki i religii po trwającej wieki separacji” [22] , jako że racjonalnie tłumaczy powstawanie wierzeń i kultów. Religie mają jednak swoje własne wersje tego, jak powstały i wydaje mi się, że te memy są dużo bardziej skuteczne.

[1] http://cscs.umich.edu/~crshalizi/Dawkin ... -mind.html
[2] Richard Brodie, Wirus umysłu , tł. Piotr Turski, Łódź 1997, s. 11.
[3] Ibidem, s. 14.
[4] http://pl.wikipedia.org/wiki/Wirus_umys%C5%82u
[5] Zob. Richard Dawkins, Samolubny Gen, tł. Marek Skoneczny, Warszawa 1996, s. 274.
[6] Por. ibidem, s. 37.
[7] Biblia Tysiąclecia , Mr 16:15.
[8] Zob. <!-- m -->http://pl.wikipedia.org/wiki/Stra%C5%BC ... two_Jehowy<!-- m -->
[9] Zob. http://www.dziennik.pl/dziennik/europa/article46094.ece
[10] Biblia Tysiąclecia , Wj 1:15-22.
[11] Richard Brodie, Wirus umysłu… , s. 81.
[12] Ibidem, s. 109.
[13] Biblia Tysiąclecia , Wj 20:3.
[14] Ibidem, Ap 22:18-19.
[15] Por. Richard Dawkins, Samolubny Gen…, s. 273.
[16] Biblia Tysiąclecia , Mt 1:23.
[17] Richard Brodie, Wirus umysłu… , s. 175.
[18] Ibidem, s. 81.
[19] Ibidem, s. 180.
[20] Zob. http://www.radiomaryja.pl.eu.org/nagrania/
[21] Ibidem, s. 180.
[22] Ibidem, s. 180.


Źródło: [url=http://www.racjonalista.pl" onclick="window.open(this.href);return false;]www.racjonalista.pl
« Last Edit: (Mon) 28.07.2014, 13:42:03 by BladyMamut »
“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • WyBudzony
  • *
  • Posts: 2 560
  • Reputacja: +12/-0
Re: Memy i wirusy umysłu = niewola wyobrażeń i myślokształów
« Reply #4 on: (Sat) 21.06.2014, 17:07:34 »
Memetyczna zaraza

Richard Brodie, WIRUS UMYSŁU, tłum. Piotr Turski, TeTa Publishing 17, ss. 216

Biorąc do ręki książkę Richarda Brodiego, nie trzeba oczywiście zaopatrywać się w sterylne rękawiczki, choć zapowiada ona kontakt ze światem wirusów. Na pewno zaś warto rozpocząć jej lekturę od ostatniej strony (s. 216), gdzie znajduje się notka o autorze. Nie jest ona zbyt długa, ale w perspektywie doświadczeń życiowych autora łatwiej będzie zrozumieć treści, jakie stara się on upowszechnić. Na wspomniany przekaz wpływa bowiem zasadniczo fakt, że kiedyś, po porzuceniu Harvardu, Mr Brodie zasłynął jako bliski współpracownik szefa Microsoftu, autor edytora tekstu "Word" i człowiek sukcesu. Po metanoi Mr Brodie uznał jednak, iż "sława i bogactwo nie dają szczęścia" (s. 216), dlatego postanowił zrobić coś dla ludzkości. Owocem jego poszukiwań i częstych zmian zainteresowań stał się po pierwsze podręcznik ukazujący, jak można zmienić swoje życie, a po drugie książka o memetyce, czyli Wirus umysłu.

Dla genezy książki Brodiego zasadniczą datą pozostaje rok 1976, kiedy to Richard Dawkins w książce The Selfish Gene wprowadził termin "mem", określając go jako "podstawową jednostkę transmisji kulturowej, czyli imitacji" (s. 24). Był to skromny początek memetyki, nauki łączącej biologię, psychologię i naukę o poznawaniu. Po dwudziestu latach, głównie dzięki boomowi informatycznemu, rozwinęła się ona jednak już na tyle, by, zdaniem Brodiego, zmienić nasze życie i nas samych.

Istnienie memów uświadomiło Brodiemu przede wszystkim, że ewolucja jako proces biologiczny ma swój odpowiednik, który funkcjonuje w warstwie kulturowej. Analogia pozostaje być może odległa, ale ważne, iż same mechanizmy są w obu przypadkach podobne. Tak jak podstawową cegiełką dla ewolucji pozostaje zmieniający się gen, tak w memetyce jego analogat stanowi mem, będący "myślą, przekonaniem albo nastawieniem, szerzącym się od jednego umysłu do drugiego" (s. 127). "Odkrycie" Brodiego trudno jednak uznać za przełomowe, czy nawet oryginalne. Zbieżności między biologiczną i kulturową ewolucją starali się bowiem wykazać już Charles J. Lumsden i Edward O. Wilson w swojej pracy Genes, Mind, and Culture. The Coevolutionary Process (Harvard University Press, Cambridge Ma., London 1981). Odpowiednikiem memu w ich ujęciu stał się kulturogen (culturgen), do którego utworzenia skłoniły ich jednak implikacje zawarte nie tylko w pracach Dawkinsa, ale sugestie takich autorów jak: D.L. Clarke, H.F. Blum, J.S. Huxlley, L.L. Cavalli-Sforza, C.P. Swanson i innych. W tym kontekście propozycje Brodiego wydają się jedynie odgrzewaniem idei, które wybrzmiały już w przeszłości. Autor Wirusa umysłu sugeruje, co prawda, że nowy impuls dla przeprowadzenia podobnie ukierunkowanych analiz stanowi przełom informatyczny, sama idea w jego ujęciu nie zmienia się jednak na tyle, by zaszokować swoją odmiennością.

Szokować mogą natomiast futurystyczne wyprawy Brodiego, który kreśli przed nami współczesną wersję Walki o ogień. Podobnie jak w przeszłości nasi protoplaści starali się przeżyć, zdobyć dominację i atrakcyjne partnerki, tak i my stajemy przed identycznymi wyzwaniami, tyle że wyposażeni w nowe "narzędzia". Na nic się już bowiem dziś zda tylko siła mięśni i urok osobisty, ważniejszy stał się natomiast dostęp do informacji i stosowanie strategii socjotechnicznych. Skuteczniejsze okazuje się również upowszechnianie z ich pomocą raczej swoich memów niż genów (s. 73). Preferencyjne potraktowanie replikatorów umysłu, czyli memów, nawet kosztem własnego DNA, przynosi bowiem nie tylko szybkie i widoczne efekty, ale może stać się źródłem profitów (pieniądze, władza, sława). Ze strategii tej nagminnie korzystają producenci reklam, zdolni wmówić ludziom cokolwiek na dowolny temat, oraz politycy wyspecjalizowani w kreowaniu fikcyjnych obrazów rzeczywistości (s. 145-172).

Memetyczne powielanie samego siebie (tzn. własnych idei) przypomina zdaniem Brodiego zachowanie organizmu w wypadku infekcji wirusowej. Walczy on z intruzami, odnosi sukcesy bądź chwilowe porażki. Sytuacja umysłu zainfekowanego przez wirusy kulturowe wydaje się jednak o wiele gorsza. Podstawową zasadą działania takich wirusów jest bowiem ich niesamowita zdolność do reprodukcji (s. 52). Tymczasem umysł nie dysponuje odpowiednikiem biologicznych antyciał, które pojawiają się w organizmie na zasadzie zaprogramowanej ewolucyjnie samoobrony. Aby skutecznie mógł się zatem przeciwstawić niekorzystnym mutacjom zaaplikowanego wirusa, umysł musi, według Brodiego, zostać przeprogramowany.

Zmiana oprogramowania wydaje się Brodiemu tym pilniejsza, iż wirusów, które czyhają na nasze "bezbronne" umysły, jest więcej, niż nam się wydaje. Zdajemy sobie wszyscy sprawę z potęgi reklamy, roli telewizji w upowszechnianiu stereotypów czy z żenujących swoją pretensjonalnością obietnic polityków. Mimo to zgadzamy się funkcjonować w ramach społeczeństwa, które rządzi się podobnymi konwenansami. Znacznie gorzej wygląda sytuacja w przypadku, gdy spotykamy się z nową odmianą wirusa, którego nie potrafimy na czas zneutralizować. Przed takimi wirusami-wynalazkami niełatwo się zabezpieczyć, ze względu na ich sugestywność i ukryte w nich mechanizmy werbujące. Wirusami-wynalazkami posługiwali się na przykład oszuści wciągający w swoje machinacje setki tysięcy ludzi. Klasycznym przykładem działania podobnego wirusa pozostaje zasada funkcjonowania piramid finansowych (s. 183-188). Co gorsza, właśnie ten nowy typ wirusów-wynalazków zastąpi w przyszłości dominujące do tej pory wirusy kulturowe, takie jak choćby religia, zmuszając do modyfikacji przekonań i zachowań według nowych standardów.

Jak uratować się zatem przed informatyczną zarazą końca XX wieku? Zdaniem Brodiego trzeba przede wszystkim aktywnie włączyć się w proces ewolucji memów. Uczestnictwo w nim zakłada zapoznawanie się z zasadami, zgodnie z którymi dochodzi do reprodukcji memów, eliminację memów niekorzystnych, a przede wszystkim wymaga umiejętności rozpowszechniania swoich własnych memów. Nie można przy tym nastawiać się na odkrywanie ostatecznych prawd lub przywiązywanie się do raz na zawsze ustalonych przekonań. Tylko poszukiwanie nowych punktów widzenia, relatywizacja dotychczasowych ocen i zapatrywań na rzeczywistość, zdolność do samodzielnego myślenia stanowią sposób na wyzbywanie się zaaplikowanych przez świat wirusów oraz samodzielne kreowanie rzeczywistości, w której żyjemy (s. 209).

Brodie zapewnia, że po przeczytaniu jego książki można zacząć nowe życie - życie człowieka wyzwolonego. Tak naprawdę jednak niełatwo ocenić, czy autorowi Wirusa umysłu chodziło o to, by pomóc ludziom poddającym się bezwiednie kulturowemu "praniu mózgu". Lektura jego książki nie zaszkodzi bowiem również wszystkim kandydatom na pseudoprzewodników duchowych współczesnej cywilizacji. Bowiem jeżeli najważniejszym argumentem za szerzeniem swoich własnych memów pozostaje pewność, iż są "rzeczywiście zgodne z (naszymi) celami" (s. 143), to najwyraźniej mamy do czynienia z zachętą do działania według zasady: "nieważne co, byle skutecznie". Być może Brodie zdziwiłby się, gdyby spotkał się z naszymi rodzimymi specjalistami od memetyki. Niedawno rozmawiałem z przedstawicielem jednej z rozgłośni radiowych, który z nutą zazdrości mówił o konkurencji: oni to wiedzą, jak się robi radio, bo tak "sformatowali" słuchaczy, że już nie ważą się słuchać żadnej innej stacji. "Etyka" Brodiego nie pozwala jasno ocenić, czy podobne "formatowanie" można zaklasyfikować jako negatywny wpływ wirusa, czy też należy chwalić autorów podobnych działań za skuteczność rozpowszechniania swoich memów. Cóż, Brodie w swoim relatywizmie posunął się chyba już tak daleko, iż sam stał się ofiarą opisywanego przez siebie wirusa. Uwierzył, iż kultura to skomplikowany, ale jednak podatny na manipulacje algorytm, który można dowolnie zaaplikować dowolnemu umysłowi w tej czy innej formie. Pozycja człowieka z jego wolną wolą, świadomością, przekonaniami itd. o tyle lepsza jest od nie mającego wpływu na swoje oprogramowanie komputera, iż nasz software zależy po części także i od nas samych. Prosta formuła na szczęście polega, zdaniem Brodiego, na realizacji software’owego zapisu: dominuj, korzystaj z okazji, inwestuj (najlepiej zarówno w geny, jak i memy).

Czy świat będzie inny dzięki Brodiemu? Z pewnością byłoby to potwierdzeniem, iż jego własne memy rozprzestrzeniły się i zaczęły dominować. Niestety, poza fragmentami omawianej pozycji, które można by potraktować jako zabawne (np. ustępy poświęcone ewolucji i przyszłości seksu, s. 95-113), reszta okazuje się powtarzaniem powszechnie znanych opinii. Nie pierwszy Brodie wpadł bowiem na pomysł, by uszczęśliwiać ludzkość przez kontestację wyrażaną w formie agnostycyzmu, relatywizmu czy nieufności wobec jakiejkolwiek władzy (istniejącej jako monopol państwowy, religijny bądź edukacyjny). Wielu współczesnych kreatorów kultury osią swoich poczynań czyni bowiem tej właśnie kultury dekonstrukcję. Brodie stosuje podobną sofistykę, kiedy odrzuca utrwalone przez kulturę tradycje w imię "dobra" tejże samej, tyle że memetycznie zinterpretowanej, kultury.

Wspomniane mankamenty nie przeszkodziły wydawcy Wirusa umysłu w stwierdzeniu, iż lektura tej, powstałej dla dobra ludzkości, książki stwarza nam możliwość wyzwolenia się z okowów cywilizacji po rewolucji informatyczno-intelektualnej (s. 11). Podejmując modne zagadnienia dotyczące funkcjonowania umysłu i jego wpływu na uwarunkowania społeczne, Brodie niewątpliwie dokonuje ich przystępnej analizy. W swobodnym przekazie treści merytorycznych pomagają mu szczególnie autobiograficzne wtręty i liczne aforyzmy. Zapowiadany przez wydawcę "dynamit", jakim miałoby się stać dzieło Brodiego, pozostaje jednak tylko eklektyczną interpretacją, w której autor zamiast opisywać rzeczywistość "formatuje" ją zgodnie ze standardami swojej wyobraźni. Wyobraźni, którą ukształtowały zarówno kontestacyjne otoczenie autora, jak i "środowiska" jego programów komputerowych. Broniąc się więc przed wpływem niepożądanych memów, Brodie sam uległ ostatecznie zakażeniu, którego konsekwencją pozostaje utopijna wizja epoki memu "łupanego".

KS. BOGUSŁAW WÓJCIK, ur. 1967, kapłan diecezji tarnowskiej. Kieruje działem publicystyki Radia Dobra Nowina.

Źródło: [url=http://www.opoka.org.pl" onclick="window.open(this.href);return false;]www.opoka.org.pl
« Last Edit: (Mon) 28.07.2014, 13:42:26 by BladyMamut »
“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • WyBudzony
  • *
  • Posts: 2 560
  • Reputacja: +12/-0
Odp: Memy i wirusy umysłu = niewola wyobrażeń i myślokształów.
« Reply #5 on: (Thu) 18.09.2014, 11:16:34 »
Świadkowie Jehowy - sekta jehowych
https://www.youtube.com/watch?v=UTeC76ZvNLg

“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje