Author Topic: Szum wokół tolerancji  (Read 1737 times)

Ardek

  • Guest
Szum wokół tolerancji
« on: (Sat) 26.07.2014, 23:26:11 »
Szum wokół tolerancji

Ostatnio słowo „tolerancja” dosyć często pada w mediach. Z pewnością to bardzo ważna sprawa, skoro się tyle o tym mówi, ale o co właściwie chodzi? We wstępie warto zaznaczyć, że możemy rozróżnić 2 typy takich „njusów”. Pierwszy to twierdzenie, że trzeba być tolerancyjnym, a drugi to informacja o czyjejś nietolerancji. Jak to się ma do rzeczywistości?

Zacznijmy od wyjaśnienia słowa „tolerancja”. By jak najbardziej zbliżyć się do prawdy, sięgnijmy najpierw po etymologię: łac. tolerantia – „cierpliwa wytrwałość” (od łac. czasownika tolerare – „wytrzymywać”, „znosić”, „przecierpieć”, „ścierpieć”). Czyli pierwotnie chodziło o wytrzymywanie cierpienia. Okrutnie się to mija ze słownikiem lewackim (słowo lewak to uproszczenie): lew. tolerancja- akceptacja szerokiej gamy wynaturzeń jako równych wszelkim innym postawom i poglądom oraz wykluczajenie krytyki owych odstępstw od normy, pod groźbą otrzymania łatki homofoba, rasisty, antysemity, prawicowego oszołoma (cokolwiek przymiotnik prawicowy oznacza).

Bardzo istotną rzeczą jest zaznaczenie, że tolerancja nie równa się akceptacji! Czy jak złodziej uzna, że ma prawo okraść mi dom, to ja, będąc tolerancyjnym, mam zaakceptować jego opinię i dać się okraść? Absurd? No właśnie. A jednak lewactwo wymaga powszechnego akceptowania pewnych odstępstw od normy, jak np. udawanie kobiety przez dorosłego faceta, który zdążył już nawet syna wychować i stwierdził, że źle się czuje w swoim ciele (skoro on sam siebie nie akceptuje, to czemu ja mam go akceptować?). Nie mnie decydować co p. Bęgowski robi ze swoim ciałem i niczego mu nie zabronię, ale nie uznam tego za normę! I wbrew temu co pewne środowiska będą twierdzić- jestem tolerancyjny. „Cierpliwie wytrzymuję”, sprzeczne z moimi przekonaniami, działania Bęgowskiego, nie odmawiając mu prawa do robienia co dusza zapragnie (w ramach wolności jego pięści, ograniczonej tylko bliskością mojego nosa), ale nie stwierdzę, że to, co robi, to coś normalnego. Co więcej- będę to jawnie krytykował, bo mam do tego prawo. Niereagowanie na nieakceptowaną postawę oznaczałoby zaprzestanie wymiany sprzecznych poglądów w ogóle, więc gdy ktoś mówi nam o mowie nienawiści, podczas gdy coś lub kogoś krytykujemy, to należy się popukać w czoło i kontynuować.

No dobra, to czemu fałszywa definicja tolerancji ma taką popularność? Bo bazuje na postmodernistycznym relatywizmie. Nie istnieje prawda obiektywna, więc nie masz prawa twierdzić, że obcinanie sobie genitaliów jest nienormalne! Czyżby? A więc nie ma prawdy? Wszystko jest przedmiotem płynnego konsensusu? Jestem za tym, by postmoderniści mieszkali tylko w budynkach, wybudowanych przez inżynierów-postmodernistów. Skoro 2+2 nie równa się 4, a 5, a jeszcze innym razem 6, to „relatywna” rzeczywistość szybko zwali im sufit na łeb i skończy się filozofowanie.

Znamy definicję tolerancji i jesteśmy skłonni przyznać, że istnieje „prawda obiektywna”. Skąd jednak pewność, że leży ona po stronie ludzi z bardziej konserwatywnymi obyczajowo poglądami? No cóż. Dowodów dostarcza nam natura i tysiące lat doświadczenia. Oczywiście pojawią się głosy „homoseksualizm w starożytnej Grecji”, „homoseksualizm u zwierząt”. Pragnę jednak zaznaczyć, że o ile grecki mężczyzna uprawiał seks z mężczyzną dla przyjemności, to jednak wiedział, że dziecka z tego nie będzie. Homoseksualne zwierzęta też nie będą mieć dzieci, choćbym nie wiem jak się wysilały. Jestem wielbicielem i praktykiem podchodzenia do spraw z otwartym umysłem, ale jeśli chodzi o kwestie obyczajowe i moralne, to jednak lepiej nie startować z pozycji kulturowego marksisty, bo wiąże się to z emanowaniem błędami, które zostały już dawno wyeliminowane.

Warto jeszcze wspomnieć o pewnym absurdzie, który ma status zaoranego dzięki uznaniu prawdy obiektywnej. Chodzi o rzekomą równość wszystkich ludzi. To jest dopiero robienie kurwy z logiki. Wiadomo, że każdy jest inny i nie będziemy się nad moją myślozbrodnią/mową nienawiści rozwodzić, ale co tu tolerować, zakładając, że każdy jest taki sam? Brak różnic wyklucza w ogóle istnienie tolerancji, a skoro lewactwo się tym terminem posługuje, to o czymś to chyba świadczy, nie?

Skoro omówiliśmy współczesne posługiwanie się słowem „tolerancja” to pozostaje nam tylko zadać pytanie- skąd to całe zamieszanie? Jak można na co dzień jeść truskawki i nagle stwierdzić, że te czerwone owoce to gruszki? Jak ktoś nieświadomy nazwie truskawkę gruszką, no to wyrozumiali i mądrzejsi ludzie wyjaśnią, że to truskawka i po kłopocie. Jednakże gdy ktoś dobrze wie, że truskawka to truskawka, a z uporem maniaka będzie twierdzić, że to gruszka i opłaci w tym celu media oraz będzie to wpychać do szkół, to z czasem wszyscy będą zajadać czerwonymi gruszkami. Źródło tego procesu jest znane, ale to rzecz wymagająca dużo szerszego objaśnienia i minęłaby się z tym artykułem, więc jej tu nie zamieszczę.

Podsumowując, wbrew temu, co nam wmawiają, tolerancja nie oznacza akceptacji, tylko szanowanie poglądów i postaw niewłaściwych z naszego punktu widzenia. Wypaczanie tego terminu tego terminu przypomina orwellowską nowomowę i stanowi zagrożenie dla wolności słowa i przekonań. Dlatego zawsze warto zwrócić uwagę, czy rozmówca aby na pewno rozumie słowa, którymi się posługuje.

Źródło:
http://jasnastronainternetu.wordpress.com/2014/07/26/szum-wokol-tolerancji/
« Last Edit: (Sat) 07.03.2015, 23:31:46 by Ardek »

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • WyBudzony
  • *
  • Posts: 2 554
  • Reputacja: +12/-0
Odp: Szum wokół tolerancji
« Reply #1 on: (Sat) 03.10.2015, 21:46:06 »
Terror tolerancji - jak tolerancja służy do manipulowania ludźmi.
https://vimeo.com/139980316
“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • WyBudzony
  • *
  • Posts: 2 554
  • Reputacja: +12/-0
Odp: Szum wokół tolerancji
« Reply #2 on: (Sun) 01.11.2015, 00:47:26 »
Metaideologia i język polityczny RFN (Głosy zza Odry)



W ostatnich latach na czoło niezależnych, konserwatywno-narodowych politologów w Niemczech wysforował się Manfred Kleine-Hartlage. W latach 1981-1996 był członkiem SPD, jednak porzucił „zielono-czerwoną” lewicę, kiedy – jak sam wyznał – uświadomił sobie, że lewicowa ideologia oznacza destrukcję samych fundamentów społecznych i jest zagrożeniem dla historycznej i kulturalnej tożsamości narodu. Obecnie jest wszystkim tym, co lewica określa za pomocą słów kończących się na –fob.

Oprócz licznych tekstów publicystycznych poświęconym aktualnej sytuacji politycznej i kulturalnej w Niemczech opublikował następujące książki: Das Dschihadsystem. Wie der Islam funktioniert (System dżihadu. Jak funkcjonuje islam, 2010), „Neue Weltordnung“. Zukunftsplan oder Verschwörungstheorie? („Nowy Porządek Światowy”. Plan na przyszłość czy teoria spiskowa, 2011), Warum ich kein Linker mehr bin (Dlaczego nie jestem już lewicowcem, 2012), Die liberale Gesellschaft und ihr Ende. Über den Selbstmord eines Systems (Społeczeństwo liberalne i jego koniec. O samobójstwie pewnego systemu, 2013). Zredagował także tom Europa verteidigen. Zehn Texte (Bronić Europy. Dziesięć tekstów, 2011). W tym roku opublikował książkę Die Sprache der BRD. Unwörter und ihre politische Bedeutung (Język RFN-u. Antysowa i ich polityczne znaczenie, 2015)

Metaideologia panująca jako narzędzie w rękach kartelu władzy

W swoich książkach Kleine-Hartlage dokonuje fundamentalnej krytyki systemu politycznego w RFN, czyli rządzącego kartelu władzy, w skład którego wchodzą partie polityczne, organizacje i związki różnego rodzaju, wielkie fundacje, konglomeraty medialne etc., oraz dominującej w tym kraju metaideologii, która wyklucza wszystkie nie-demokratyczno-liberalne i nie-socjalistyczne, czyli nie utopistyczne stanowiska polityczne. Niemcy współczesne są oczywiście tylko specyficznym przypadkiem, ponieważ analizowana przez niego metaideologia panuje w całej Europie. Krytyka systemu władzy i panującej metaideologii jest, jego zdaniem, możliwa dziś tylko „z prawa”, ponieważ lewica jest częścią systemu, jej ideologia została wessana w system, utraciła cały swój krytyczny potencjał, Lewica nie jest w stanie dostrzec rzeczywistego charakteru społecznych relacji, z tego prostego powodu, ponieważ sama jest jednym z jego konstruktorów, sama jest elementem panującej metaideologii.

Przytoczmy poniżej (częściowo w dosłownym tłumaczeniu) główne wątki analizy niemieckiego politologa.

Polityczne, medialne i „naukowe” elity (funkcjonalne) praktycznie wszystkich państw europejskich są zwolennikami utopii „Jednego Świata”, która przez ideologów sprzedawana jest masom jako raj harmonii, pokoju, sprawiedliwości i tolerancji. Realizacja tej utopii wiedzie poprzez zniszczenie integralności narodów, indywidualnej wolności, organicznie wzrastających kultur. Nie jest żadna zwariowana prawicowa teoria spiskowa, ale oficjalna polityka, wystarczy przeanalizować wypowiedzi polityków, odegnać mgłę ideologicznych frazesów, i sprowadzić do racjonalnego jądra, aby to dostrzec.

Oczywiście dzieje się to wyłącznie w imię „Dobra“, a ten kto się przeciwstawia „Dobru“, siłą rzeczy musi być „Zły“, stąd ta ideologia i jej zwolennicy nie znają tolerancji wobec inaczej myślących. Ponieważ wielu ludzi widzi, że realizacja tej utopii musi zakończyć się rozkładem społecznym, chaosem i przemocą, to ich opór musi być złamany: stąd zakazy mówienia i myślenia, wszechobecna propaganda, cenzura, przemoc, orgia nietolerancji, systematyczne pozbawianie praw inaczej myślących, katarakta kłamstw, podejrzeń i oszczerstw. Oficjalne media, partie, wszystkie wielkie organizacje społeczne i fabryka ideologii błędnie nazywana „naukami społecznymi” i „naukami politycznymi” itp. głoszą ideę demokracji. Kto jednak głosi demokratyczne reguły, a sam ich nie przestrzega, ten zbierze burzę przemocy. Kiedyś lewica to wiedziała, ale było to wtedy, kiedy sama była dotknięta represywnymi praktykami, dziś to ona je stosuje.

Wieloletni konflikt systemów pomiędzy Wschodem i Zachodem był jednocześnie ideologicznym przeciwieństwem pomiędzy demokratycznym liberalizmem a marksizmem, i sprawił, że tematy tego ideologicznego starcia były równoznaczne z tematami polityki. Spowodowało to, że konserwatywna prawica utraciła swoją polityczną samodzielność. Marksizm (socjalizm) i demokratyczny liberalizm tworzyły oligopol ideologiczny, co sprawiało, że określone społeczne rzeczywistości były nieopisywalne we właściwym im języku teoretycznym. Mimo wszelkich przeciwieństw nie są one od siebie niezależne, jeden jest krytyką drugiego, jeden żywi się drugim – u ich podłoża leży wspólna metaideologia. Wszystkie założenia, w stosunku do których nie istniała między nimi niezgoda, stały się akceptowanymi bezkrytycznie oczywistościami. Oczywiście Marks nie był empirykiem i analitykiem, ale ideologiem budującym wizję przyszłego społeczeństwa, to ona była punktem wyjścia, założeniem a nie wnioskiem. Marks był niezadowolonym kontynuatorem demokratyczno-liberalnej emancypacji, ona się zatrzymała, a trzeba pójść dalej. Kolektywizm i indywidualizm to jedyny istotny punkt różniący oba nurty. Emancypacyjne założenia aksjologiczne są wspólne im obu. Różnice dotyczyły sposobów i metod ich realizacji. Marksizm jedynie rozwija potencjał emancypacyjny zawarty w demokratycznym liberalizmie. Oba patrzą na społeczeństwo z punktu widzenia utopii, wyobrażonego stanu idealnego.

Założenia marksizmu (socjalizmu) i demokratycznego liberalizmu stały się zrozumiałymi same przez się założeniami politycznego myślenia, ich nikt już nie kwestionuj, o ich zasadność nikt nie pyta, bo są oczywiste, wspólnie tworzą metaideologię, która definiuje co w ogóle może być dopuszczalną ideologią, o co wolno się sensownie spierać, co jest normalne i rozsądne a co ekscentryczne i nienormalne, co przeznaczone do wyrzucenia poza ramy uznanego za poważny oficjalnego dyskursu.

To, że tradycyjne wartości, normy, instytucje, dogmaty istniały przez wieki, przemawiało na ich korzyść, ludzie sądzili, że przypuszczalnie są prawdziwe, sprawiedliwe i pożyteczne. Obecnie znajdują się w permanentnej defensywie, pod presją nowej metaideologii, której cele i ideały mierzy się świetnością utopii. Utopia nie ma przymusu usprawiedliwiania się, nie musi się dać mierzyć swoją wykonalnością, ponieważ nie występuje jako projekt do urzeczywistnienia a nawet nie jako konkretnie sformułowany ideał, ale wyłącznie jako system norm tworzący ramę referencyjną, w której społeczna rzeczywistość jest interpretowana i krytykowana. Utopia jest w tym systemie norm zawarta implicite a nie explicite, ponieważ rama referencyjna jako taka stanowi oczywistość i dlatego jest w dużej mierze nieświadoma, nie potrzebuje przymusu legitymizacji.

Myśl, że to co przekazano nam z przeszłości, może stanowić specyficzne w sensie kulturowym i społecznym wypróbowane rozwiązanie egzystencjalnego problemu, zapewnić pokojowe i uporządkowane współżycie ludzi, jest w wewnątrz ram utopii w ogóle nie do pomyślenia – kto się orientuje na utopię, ten zakłada z góry, że taki problem nie istnieje, że cywilizacja jako taka jest oczywistością i dlatego miarodajną alternatywą nie jest „cywilizacja albo barbarzyństwo” lecz „cywilizacja albo raj”. Mierzona taką miarą każda tradycyjna cywilizacja źle wypadnie.

Utopijny globalizm obu ideologii pozbawia gruntu wszystkie wyobrażenia ładu, które obowiązywałyby tylko dla określonych kultur i społeczeństw. Jeśli cywilizacja jako taka jest czymś kruchym, co może egzystować tylko na podłożu historycznie urosłego, niezwykle skomplikowanego systemu norm, wartości i struktur, które są zinternalizowane jako oczywistości, to implikuje to, że takie systemy nie mogą zostać po prostu przeflancowane lub globalnie rozpowszechnione. Idee polityczne uwzględniające ten stan rzeczy, przykrojone dla określonych narodów i kultur, z konieczności wchodzą w kolizję z panującą społecznie metaideologią, dla której system idei albo obowiązuje uniwersalnie albo w ogóle.

Panująca metaideologia implikuje również określone pojmowanie istoty polityki: polityka ma na celu urzeczywistnienie pewnego abstrakcyjnego porządku, abstrakcyjnego w tym sensie, że niezwiązanego z określonym narodem, określonym państwem lub w ogóle z jakąś polityczną całością. Idee polityczne, które nie widzą celu w urzeczywistnieniu uniwersalnego porządku, który jest dobry jako taki, ale maja na oku interesy konkretnego narodu (jak się nie jest pewnym czyjego, to najlepiej własnego), nie tylko dlatego są zniesławiane jako „nacjonalistyczne” czy „faszystowskie”, bo demagogia należy do brudnych środków polityki, lecz także dlatego, że z punktu widzenia metaideologii po prostu niepojęte, że inaczej myślący mogliby nie myśleć w pojęciach abstrakcyjnego porządku. Partykularny, wywiedziony z partykularnego interesu, punkt widzenia uwzględniający konkretny w sensie narodowym i kulturalnym porządek społeczny i polityczny, uważany jest z tej perspektywy nie tylko za – właśnie ze względu na swój partykularyzm – niemoralny lub w najlepszym razie zaściankowy, ale jest interpretowany jako zakamuflowany „zły” uniwersalizm: kiedy na przykład ktoś argumentuje z partykularnego punktu widzenia, na przykład narodu, ten – jak mu się insynuuje – „w rzeczywistości” propaguje ideologię, zgodnie z którą tylko interesy narodów są godne aprobaty i troski, ale już nie interesy jednostki. Ma on postępować według hasła „Ty jesteś niczym, twój naród wszystkim” – co rzeczywiście jest – w szerokim sensie tego pojęcia – ideą faszystowską. Myśl, że nie idzie o to, żeby interesowi narodu dawać pierwszeństwo przed interesami jednostki, ale o to, żeby interesom własnego narodu dawać pierwszeństwo przed interesami innych narodów, nie może być w ogóle sformułowana na gruncie panującej metaideologii, ponieważ nie zawiera abstrakcyjnego ideału uniwersalnego porządku.

Metaideologia nie zna żadnych partykularnych grupowych lojalności poniżej poziomu ludzkości, chyba że odnoszą się do abstrakcyjnego ideału porządku np. „zachodnia wspólnota wartości”. W ramach metaideologii jedynym rodzajem patriotyzmu jest „patriotyzm konstytucyjny”, czyli uczucie nie odniesione do konkretnej ojczyzny, lecz do abstrakcyjnego ideału. Jeśli patriotyzm jako taki jest dopuszczalny to wyłącznie jako cnota drugiego stopnia, ponieważ sam naród jest czymś sekundarnym – stanowi jedynie podzbiór „wspólnoty wartości”. Metaideologia nie zna rozróżnienia „my” i „oni”, chyba że według kryteriów ideologicznych. Ponieważ abstrakcyjny ład jest dla ważniejszy niż naród, to nawet, gdyby za sto lat nie żył już żaden Niemiec, gdyby na miejscu Niemców żyło 80 mln ludzi z innych narodów, to byłoby to punktu widzenia metaideologii całkowicie bez znaczenia, byleby ci nowi mieszkańcy żyli zgodnie z zasadami tego ładu.

Metaideologia zakłada uniwersalizm nie tylko w sensie przestrzennym (dla całej planety), ale również treściowy tzn. dla wszystkich dziedzin życia. Jeśli więzi, które jednostka zastaje tzn. nie wybiera ich świadomym aktem woli, są złe ze swej natury albo co najmniej zasługują na permanentną krytykę, i trzeba od nich człowieka „wyzwolić”, wówczas brak jest kryterium, na podstawie którego można by zdefiniować dziedziny, w których zasada „wyzwolenia” nie obowiązuje.

To, że Społeczeństwo Otwarte może istnieć tylko tam, gdzie różne zasady stoją wobec siebie w relacji napięcia, jest na bazie ideologii, która dopuszcza tylko jedną zasadę – mianowicie wyzwolenie od zastanych więzi – nieuzasadanialne i nietolerowalne. Metaideologia kieruje się binarną logiką, zgodnie z którą wszystkie instytucje społeczne muszą odpowiadać emancypacyjnym ideałom a jeśli nie – muszą zniknąć. Paradoksalnie tę binarną logikę metaidelogia przypisuje tym, których identyfikuje jako swoich wrogów: ten kto wyznaje zwyczajny patriotyzm, ten musi na końcu popierać faszyzm, kto opowiada się za integralnością teologiczną chrześcijaństwa, ten chce teokracji, kto ceni tradycyjną rodzinę, musi chcieć zniewolenia kobiet, kto krytykuje wielokulturowość, musi chcieć społeczeństwa ujednoliconego, kto nie uważa że homoseksualizm jest równoprawną wobec związku kobiety i mężczyzny formą życia, ten musi być „homofobem” lub chce zamknąć homoseksualistów w obozie koncentracyjnym. Taka jest żelazna logika meta ideologii.

W tej mierze, w jakiej metaideologia umacnia swój monopol, jej zwolennicy są po prostu niezdolni do wyobrażenia sobie, że mogą istnieć ideologie polityczne, które nie zmierzają ku realizacji utopijnego projektu, który ma cale społeczeństwo podporządkować jednej jedynej wiodącej idei. W dłuższej perspektywie pod panowaniem metaideologii wszystkie dziedziny życia zostaną podporządkowane jednej zasadzie. Zatem, przynajmniej teoretycznie, nie istnieje żadne strefa wolna od ideologii, żadna nisza wolna od polityki, żadnego miejsca, w którym rzeczy mogłyby pozostać takimi, jakimi zawsze były, żadna wyspa, którą rewolucja by oszczędziła. Już na płaszczyźnie teoretycznej ten porządek wydziela specyficzny totalitarny aromat, także wówczas kiedy nie konkretyzuje się w wariancie marksistowskim, lecz demokratyczno-liberalnym.

Dominacja metaidologii ma ten skutek, że wszystkie stanowiska filozoficzne, ideowe, religijne, ale również naukowe, które w sposób zasadniczy podważają możliwość zrealizowania demokratyczno-liberalnej lub socjalistycznej utopii, nie tylko muszą się usprawiedliwiać z tego, ze w ogóle istnieją, ale w tej mierze w jakiej panowanie metaideologii się rozszerza, zostają wykluczone z zakresu tego co w ogóle może podlegać dyskusji. Uznaje się je za „nieprawdy” nie dlatego, że są w sensie empirycznym nieprawdziwe, ale dlatego, że utopia, wyobrażenie jaki świat powinien być, jeśli zostają podniesione do rangi dogmatów, a priori nie mogą zaakceptować tez o faktach, które wykazują ich absurdalność.

Utopijny obraz świata, ufundowany normatywnie, może co najwyżej przypadkowo i w pojedynczych przypadkach korespondować z empirycznymi faktami; im bardziej demokratyczno-liberalny czy socjalistyczny obraz świata dominuje społecznie, tym lepiej funkcjonuje jako filtr, który usuwa niewygodne fakty ze społecznie obowiązującego opisu rzeczywistości, tym bardziej wyprowadza swoje roszczenia do prawdy nie z obserwacji empirycznej rzeczywistości, ale bezpośrednio z metaideologii. Pomieszanie norm i faktów nie jest tylko błędem logicznym, ale automatyczną konsekwencją wypływającą z obrazu świata, który każdą daną rzeczywistość może ujmować tylko jako stację przejściową do ziemskiego raju. Pojecie „postępu”, nie oznacza jakiejś zmiany, ale wyłącznie zmianę oznaczającą proces egalitaryzacji, demokratyzacji, emancypacji, liberalizacji. Kto nie podziela wizji historii dążącej do postępu jest z punktu widzenia metaideologii „reakcjonistą”; nie ma powrotu do tego co złe, przezwyciężone dzięki egalitaryzacji, liberalizacji, emancypacji i demokratyzacji Ludziom inaczej myślącym, „reakcjonistom“, nie przyznaje się nawet prawa do błędu; jeśli nie uznają meta ideologii mogą być tylko złymi ludźmi, kłamcami lub psychopatami.

To wyjaśnia dlaczego opiniotwórcze elity odmawiają mierzenia lewicowego ekstremizmu tą sama miarą co ekstremizmu prawicowego, dlaczego konserwatywnych patriotów rutynowo traktuje się jak prawicowych ekstremistów, dlaczego pojęcie „fundamentalizm“ – z reguły oznaczające konserwatywne chrześcijaństwo- jest tak samo pejoratywnie używane jak „faszyzm”. Lewicowy ekstremizm mieści się bowiem w metaideologii, natomiast konserwatywne poglądy – nie. Te ostatnie są z perspektywy metaideologii per se ekstremistyczne, nawet jeśli nie podważają konstytucji; nie konstytucja jest bowiem miernikiem, ale akceptacja demokratyczno-liberalnej lub socjalistycznej utopii.

Wiele mówi niezwykła kariera słowa „fobia”, które wcześniej odnosiło się tylko do chorobliwych stanów lęku, dzisiaj do takich osobliwych chorób jak „homofobia”, „ksenofobia” czy „islamofobia”. To, ze psychiatryczny specjalistyczny termin, używany jest przez socjologów czy politologów, świadczy o oddziaływaniu ideologicznie motywowanych uprzedzeń na dyskurs naukowy. Więcej nawet: obraz człowieka zaczerpnięty z metaideologii jest założeniem pracy badawczej w naukach społecznych i politycznych. Stąd niepotrzebna jest psychiatryczna ekspertyza, aby rozstrzygnąć, czy mamy do czynienia z „fobią”, metaideologia sama dostarcza „psychiatrycznej” diagnozy; ideologiczni nonkonformiści są na mocy jej wewnętrznej logiki uznawani za niezrównoważonych umysłowo (cierpiących na fobie).

Ale jak nazwać ideologię opartą na utopijnym ideale i wysuwającą roszczenie do posiadania absolutnej prawdy, ideologię, która uważa, że wie dokąd zmierza historia, swoich krytyków zniesławia jako złych w moralnym i chorych w medycznym sensie i propaguje reedukację narodów? I której ostatecznym rezultatem jest przeniknięcie i kontrola wszystkich dziedzin życia oraz ich transformacja? Jedno jest pewne, obecny tragiczny stan Europy nie jest jakąś historyczną aberracją, ale logicznym następstwem realizowania przez obecne elity demokratyczno-liberalnej lub socjalistycznej utopii.

Żargon erefenowskiej demokracji

W tym roku Manfred Kleine-Hartlage opublikował, będącą owocem kilkuletniego zbierania i przeglądania materiałów, książkę Die Sprache der BRD. Unwörter und ihre politische Bedeutung (Język RFN-u. Antysłowa i ich polityczne znaczenie, 2015). Wyjaśnijmy, że w Niemczech Unwort, antysłowo oznacza używane w języku publicznym pojęcia i słowa, które zaciemniają i fałszują rzeczywisty stanu rzeczy.

Język RFN-u wpisuje się ona w tradycję krytycznych analiz przemian języka politycznego obowiązującego w RFN, by wymienić klasyczną pozycję Caspara von Schrenck-Notzinga Charakterwäsche. Die Re-education der Deutschen und ihre Auswirkungen (Pranie charakterów. Reedukacja Niemców i jej skutki) czy wydane w połowie lat 90. XX w. książki Klausa Rainera Röhla Deutsches Phrasenlexikon – Lehrbuch der Politischen Korrektheit für Anfänger und Fortgeschrittene (Niemiecki leksykon frazesów. Podręcznik poprawności politycznej dla początkujących i zaawansowanych, 1995) oraz Arne Hoffmanna Politische Korrektheit in Deutschland — Zwischen Sprachzensur und Minderheitenschutz (Poprawność polityczna w Niemczech – między cenzurą językową a ochroną mniejszości, 1996). W ostatnich latach tematykę tę podjęli Michael Brückner i Udo Ulfkotte w książce Politische Korrektheit. Von Gesinnungspolizisten und Meinungsdikatatoren (Poprawność polityczna. O policjantach poglądów i dyktatorach opinii, 2013) oraz turecko-niemiecki pisarz Akif Pirinçci w pamflecie Deutschland von Sinnen. Der irre Kult um Frauen, Homosexuelle und Zuwanderer (Nieprzytomne Niemcy. Obłąkańczy kult kobiet, homoseksualistów i imigrantów, 2014).

Kleine-Hartlage stworzył swego rodzaju leksykon wyjaśniający prawdziwe znaczenie i funkcję słów, określeń, zwrotów i sformułowań, politycznych pojęć, frazesów, sloganów, komunałów, eufemizmów wszechobecnych w standardowym, obowiązującym „żargonie erefenowskiej demokracji” (Lingua Secundae Republicae). Jego celem jest deszyfrowanie bezustannie powtarzanych i przesączających się do świadomości odbiorcy słów i zwrotów, które zaciemniają rzeczywistość, wyciągniecie na powierzchnię prawdziwych intencji kryjących się za użyciem danego słowa czy wrażenia, odsłonięcie mechanizmów językowych manipulacji i sposobów posługiwania się językiem jako narzędziem panowania, pozwalającym kartelowi władzy ukryć własne interesy i przyjęte milcząco założenia ideologiczne. Pragnie pokazać, że nie należy patrzeć na znaczenia słów sugerowane przez władzę, lecz dostrzegać ich rzeczywistą funkcję jaką pełnią w ramach zwalczania przez nią opozycjonistów, dysydentów i inaczej myślących. Chce też nauczyć mieszkańców RFN-u czytania między wierszami (wielu z nich już to potrafi, ale jeszcze nie tak dobrze jak obywatele NRD).

Autor poddaje wiwisekcji łącznie 131 haseł m.in. wyzwolenie, anyfaszyzm, ludność, brunatny, Niemiec, diversity management, dialog z islamem, kultura pamięci, bezalternatywny, ekstremista, homofobia, islamofobia, teorie spiskowe, integracja, „w naszym społeczeństwie nie ma miejsca dla…“, otwartość, otwartość na świat, lepszy świat, zachodnia wspólnota wartości, pojednanie, wartości konstytucyjne, dialog, wrogość wobec kobiet, wrogość wobec obcych, dojrzały obywatel, demokracja, polityka pamięci, szeroka koalicja, nienawiść, fundamentalista, gender, szeroka koalicja, różnorodność, gender mainstreaming, globalne wyzwania, wspólnota międzynarodowa, ludzie, prawicowy populizm, imigracja, „musimy poważnie potraktować lęki obywateli”, odwaga cywilna, tolerancja, kolorowy, różnorodność.

To ostatnie słowo należy do najczęściej występujących w języku erefenowskim. Wydawałoby się więc – pisze Kleine-Hartlage – że odnosi się ono również do różnorodności politycznej, ideowej i intelektualnej, której odpowiada wielość języków, wielość idiomów, wielość słowników w kwestiach społecznych, politycznych, kulturalnych. Tymczasem dzieje się dokładnie na odwrót. Publiczny język RFN od lat wykazuje wyraźną tendencję do stałego wzrostu stereotypowych frazesów, zakrzepłych sloganów, i – najczęściej nie-urzędowych – regulacji językowych, proces, na którym odczytać można coraz silniejsze zawężanie ideologicznego spektrum, które tworzące opinie elity uznają za akceptowalne. Nieważne czy polityk należy do CDU czy SPD, czy dziennikarz pisze dla „Frankfurter Allgemeine Zeitung” czy dla „Süddeutsche Zeitung”, czy biskup jest katolicki czy ewangelicki, czy ktoś jest funkcjonariuszem związku pracodawców czy związków zawodowych: pojęcia, którymi się posługują, są wymienialne, a te nieliczne pozostałe jeszcze różnice poglądów, które się w tych pojęciach wyrażają, można rozpoznać wyłącznie jako warianty jednego i tego samego ideologicznego uniwersum.

Istnieją wprawdzie różne frakcje funkcjonalnej elity władzy, ale w jej obrębie panuje meta-ideologiczna zgoda. Każdy członek elity lub ktoś aspirujący do elity musi demonstrować na zewnątrz swoją akceptację dla języka i ideologii (w tym punkcie RFN i NRD niewiele się różnią). Nieważne czy ktoś w to wierzy czy nie, musi tak mówić bo to jest oznaka przynależności. Jeśli zamiast „Cyganie” ma się mówić „ Romowie“, to chodzi o wprowadzenie pewnej normy, której przestrzeganie jest warunkiem przynależności lub aspirowania do klasy rządzącej – kontrola nad językiem jest jednocześnie kontrolą zachowań i kontrolą polityczną.

Panująca ideologia zawdzięcza swoją monopolistyczną pozycją wykluczeniu z publicznego dyskursu poglądów nonkonformistycznych. Język jakim posługuje się kartel władzy i jego media jest językiem walki politycznej, ma charakter polemiczny. Polemiczny nie znaczy, że jest narzędziem rzeczowej polemiki, na odwrót, nie odnosi się do rzeczywistości, a jego istotą jest to, że nie próbuje się poddać rzeczowej krytyce poglądu inaczej myślącego, ale chce mu się w ogóle zablokować możliwość artykulacji poglądów.

Cała debata polega na wykazaniu, że dany pogląd odbiega od panującej ideologii i już samo to go kompromituje; u inaczej myślących diagnozuje się deficyty umysłowe („ciemny”,,,zaściankowy”), psychiczne (cierpiący na fobie) lub moralne („nienawiść“, „wrogość wobec…“, „pogarda dla człowieka”), aby go zawstydzić, zmusić do milczenia, napiętnować go jako wroga publicznego i w ten sposób usprawiedliwić jego wykluczenie z publicznego dyskursu. Kartel władzy pomoc otrzymuje od „partyjnych” nauk społecznych i politycznych, rozwijających nowy „język fachowy“, w którym immanentnie zawarte są (meta)ideologiczne przedzałożenia. Od tych „nauk“ przejmują go media i karmią nim publiczność.

Kleine-Hartlage opisuje jak manipuluje się językiem, poprzez tworzenie nowych pojęć, niekiedy, dla lepszego maskowania, w formie anglicyzmów (gender mainstreaming), zachowywanie starych słów i nadawanie im nowych znaczeń, zmianę ramy odniesienia, eufemizację, infantylizację itp. Zamiast „unijna biurokracja” mówi się „Europa”, przeciwnicy masowej imigracji z innych kontynentów staja się „rasistami”, ludzie, którzy przybywają za lepszą pracą i socjalem itp. nagle stają „uchodźcami”, „tolerancja“ = niedopuszczenie do głosu inaczej myślących i posłuszeństwo wobec odgórnych wytycznych, które mówią kogo „tolerować” a kogo nie.

Jednym z ogromnie rozpowszechnionych określeń, mających konotować coś radosnego, wesołego, jest słowo „kolorowy” (bunt). Uczniowie wraz dyrekcją ogłaszają, że ich szkoła jest „kolorowa”, inni, że ich miasto, dzielnica, kraj są „kolorowe”. Jest to przejaw niesłychanej wręcz infantylizacji. Takim usypiającym, słodziutkim, milutkim „językiem ciotuni“, takim dziecinnym kiczowatym językiem mówią przedstawiciele państwa z prezydentem włącznie.

Słowo „obcokrajowiec” zostało zastąpione „migrantem“ – jest to wyraz obcego pochodzenia, co wprowadza pewien dystans, a także jest nieobowiązujące, ot, to tylko tacy, co podróżują, wędrują. Na okreslenie „imigracji” używano normalnie słowa Einwanderung, obecnie Einwanderung jest wypierane przez Zuwanderung. Chodzi o to, że przedrostek „ein” sugeruje wejście do środka, do wewnątrz danej grupy, ma pewien odcień wtargnięcia, natomiast przedrostek „zu” w zuwandern sugeruje, że do grupy po prostu dołączają inni ludzie, dzieje się to niejako bezszmerowo, przybysze nikomu nie przeszkadzają, ich przybycie jest prawie niezauważalne. W tej semantycznej manipulacji chodzi więc o to, żeby użyć eufemizmu, aby z góry, w samej formie słowa założyć, że imigracja, nawet milionów ludzi spoza Europy, z innych kontynentów, innych religii, ras i cywilizacji, nie przynosi żadnych konfliktów, sprzeczności interesów, nie ma negatywnych skutków. W tym kontekście funkcjonuje inne Unwort „kultura gościnności”. Kartel władzy apeluje do tubylców, aby wykazali się „kulturą gościnności” to znaczy nie myśleli, nie pytali o koszty, o ewentualne negatywne skutki, ale po prostu byli gościnni i życzliwie witali przybyszów.

Jeśli słyszymy, że nie wolno nikogo „dyskryminować”, i dlatego władza prowadzi politykę antydyskryminacyjną, to wiedzmy, że oznacza to właśnie dyskryminację inaczej myślących. Nowego znaczenia nabrało określenie „odwaga cywilna”. Nie jest to już „odwaga w obliczu potężnych“, ale tchórzliwe, bezmyślne powtarzanie odgórnych interpretacji i posłuszne odpowiadanie na apele władzy czy innych ośrodków politycznego i społecznego wpływu np. „odwagę cywilną“ okazują ci, którzy biorą udział w demonstracjach i wiecach zorganizowanych przez establishmentowe partie i organizacje polityczne. „Odwaga cywilna“ w „żargonie erefenowskiej demokracji” to manifestowanie konformizmu.

Politycy wszystkich barw z lubością używają zwrotu „traktować poważnie lęki obywateli“. Kleine-Hartlage wyjaśnia, że kto mówi o „lękach” ludzi, ten jednocześnie daje do zrozumienia, że nie zamierza brać pod uwagę ich zastrzeżeń, interesów, racji i argumentów, których nieistnienie lub bezprzedmiotowość insynuuje jak coś co się rozumie samo przez się. Zanim jakkolwiek debata się zaczęła, wyznaczył jej założenia: za jego stanowiskiem stoją racjonalne przesłanki, a po stronie obywateli wyłącznie „lęki”.

Pokojowe, przebiegające spokojnie demonstracje, mające w niektórych przypadkach charakter spacerów, media nazywały „przemarszami” – Aufmarsch to nie tylko przemarsz, ale „koncentracja wojsk przed atakiem”; z tłumu spokojnie demonstrujących lub spacerujących zwykłych obywateli zrobiono niemal uzbrojone bojówki szykujące się do ataku. Ci pokojowo demonstrujący obywatele zostali nazwani „prawicowymi populistami“, „brunatnymi koszulami“ a nawet „hańbą dla republiki“. Oskarżono ich też o „islamofobię”. Sens słowa „islamofobia” to chorobliwy lęk przed islamem; to pojęcie zawiera zatem rutynowe demagogiczne nadużycie słowa „fobia“ w celu spatologizowania krytycznego nastawienia lub odrzucenia przedmiotu, czyli w tym przypadku islamu. Fakt, że mogą istnieć powody dla tej krytyki lub odrzucenia, zostaje już poprzez samo użycie tego słowa wykluczony, nawet jeśli te powody widać jak na dłoni, ich uzasadnienie wypełnia całe biblioteki i nie ma literalnie ani jednej europejskiej tradycji duchowej, z której nie wynikałaby krytyczna postawa wobec islamu.

Przedstawiciele kartelu władzy nawołują obywateli do „otwartości”, czyli szczerego swobodnego wypowiadania swojej opinii. Jednakże – zauważa Manfred Kleine-Hartlage – otwarte wyrażanie poglądów to ostatnia rzecz jaka w Niemczech jest pożądana, co stwierdzić może każdy kto otwarcie mówi co myśli, o ile oczywiście poprzez swoją wypowiedź opuszcza „ideologiczny kojec RFN“. Kto otwarcie wypowiada swoją opinię, ten staje się celem ataków mediów, polityków, naukowców, duchownych i wszystkich innych realizatorów wielkiego projektu społeczeństwa wielokulturowego.

Zdaniem niemieckiego politologa im bardziej ideologia panującej elity oddala się od języka i interesów „ludu“, im silniej „odkleja” się od rzeczywistości, im większy jest rozziew pomiędzy deklarowanymi oficjalnie wartościami i ideałami a prawdziwym stanem rzeczy, tym bardziej rośnie zakres i intensywność ideologicznej instrumentalizacji języka, tym agresywniejsze staja się polemiki i ataki na ideologicznego przeciwnika spoza elity funkcjonalnej lub na tego, kto odszedł od panującego języka. Coraz drobniejsze odchylenie od utrwalonych regulacji językowo-ideologicznych staje się powodem skandalu, coraz bardziej represywne prawo ogranicza wolność słowa, system używa coraz więcej formalnych i pozaformalnych instrumentów wykluczenia, przybierając charakter „ideologicznego apartheidu“. Jeśli w mediach i w wypowiedziach polityków pojawia się określenie „szeroka koalicja“ przeciw czemuś lub komuś, to można być pewnym, że w większości przypadków taka koalicja ma zapobiec wyrażaniu poglądów przez inaczej myślących. Prawo do odmiennego zdania zostaje zawieszone przez sfingowaną i uzurpowaną „wolę powszechną” (volonté génerérale). Jest to, jak wiemy, jakobińskie lub bolszewickie rozumienie demokracji. I w tym właśnie kierunku – twierdzi Manfred Kleine-Harlage – przebiega ewolucja obecnego systemu polityczno-ideologicznego w Niemczech i w całej Europie.

Tomasz Gabiś

Źródło: http://nowadebata.pl/2015/10/25/metaideologia-i-jezyk-polityczny-rfn-glosy-zza-odry/
“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • WyBudzony
  • *
  • Posts: 2 554
  • Reputacja: +12/-0
Odp: Szum wokół tolerancji
« Reply #3 on: (Fri) 06.11.2015, 11:02:34 »
Z książki Romana Dmowskiego - Myśli nowoczesnego Polaka

Nie ma chyba człowieka, który by pewnych wad swego charakteru nie uważał za przymioty i nie upatrywał w nich dowodu swej wyższości nad innymi ludźmi. To samo dzieje się, tylko w większym jeszcze stopniu, z narodami, a nasz wśród nich nie stanowi wyjątku.
Do wad, uważanych przez nas za nadzwyczajne zalety, należy właśnie ta nasza tradycyjna bierność, którą się w ostatnich właśnie czasach przy każdej sposobności szczycimy. Nie nazywamy jej po imieniu, bo to brzmi brzydko, ale produkujemy ją publicznie pod gładkimi imionami wspaniałomyślności, bezinteresowności, tolerancji, humanitaryzmu itd. Wbiliśmy sobie w głowę fikcję, że te właśnie piękne przymioty były najdodatniejszymi czynnikami naszej historii, i to nam przede wszystkim przeszkadza historię własną rozumieć. To, co świadczyło o naszej słabości, najczęściej podajemy za główną naszą siłę, tak dziś, jak dawniej.
Pozwoliliśmy u siebie osiedlić się w ogromnych masach Żydom, z nadanymi przywilejami zawarowaliśmy im takie prawa, jakich pod wielu względami nie miała rdzennie polska ludność miast naszych, zrobiliśmy to, bo nasi panujący potrzebowali żydowskich pieniędzy. Nie ograniczaliśmy przybyszów, nie prześladowali, nie buntowaliśmy się przeciw ich rozpanoszeniu, bo szlachta nasza miała interes w ich popieraniu przeciw mieszczaństwu ze szkodą dla kraju, a mieszczaństwo było zbyt słabe, za mało jednolite, zbyt bierne wreszcie wobec zła widocznego. To nie przeszkadza, że politykę naszą względem Żydów podajemy za jeden z najświetniejszych przykładów naszego humanitaryzmu i tolerancji.
Połączyliśmy się z Litwą, stworzyliśmy szlachtę litewską i ruską, zanim zdołała się ona ucywilizować należycie, zdobyć odpowiednią kulturę polityczną, zrównaliśmy ją z Polakami we wpływie na politykę Rzeczypospolitej, dzięki czemu wkrótce zdobyła ona przewagę i zwróciła nas frontem ku wschodowi, ku stepom, odciągając od zachodu i od morza. Zrobiliśmy to, bo nam więcej chodziło o spokój, o wygodną osłonę od niepokojącego nas ciągle Wschodu, niż o władzę, o jednolitość i o potęgę Rzeczypospolitej. Dla tej samej przyczyny pozwoliliśmy się rozrosnąć i rozhulać kozaczyźnie. Wszystko to uważamy za szczyt mądrej i szlachetnej
polityki, za najlepszy przykład do naśladownictwa.
Stworzyliśmy Unię kościelną, czyli fikcyjny katolicyzm, tam, gdzie jedynie utwierdzenie istotnego katolicyzmu mogło nasz wpływ utrwalić, gdzie wreszcie schizma byłaby dla nas korzystniejsza, gdybyśmy ją byli zechcieli i umieli dla siebie upaństwowić. Zrobiliśmy to, bo bierność lubi połowiczne środki, bośmy nie umieli się zdobyć na wprowadzenie w grę interesu narodowo-państwowego tam, gdzie wbrew niemu tylko kościelny załatwiano. Ale i tym się chlubimy, jako jednym z pięknych dzieł naszych w historii.
Gdy dziś powstaje kwestia stanowiska naszego wobec żywiołów obcoplemiennych w Polsce, powołujemy się na te wątpliwe humanitarne przykłady i żądamy ich naśladowania. Wprawdzie Polska upadła, wprawdzie - że użyjemy trywialnego porównania - nie naśladuje się bezwzględnie przedsiębiorstw, które zbankrutowały, ale takie refleksje mogą przychodzić tylko ludziom, którzy istotnie myślą o budowaniu na powrót realnej Polski, gdy my na ogół uważamy za wygodniejsze tylko w sercach swoich ją budować.
“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • WyBudzony
  • *
  • Posts: 2 554
  • Reputacja: +12/-0
Odp: Szum wokół tolerancji
« Reply #4 on: (Mon) 21.03.2016, 15:09:02 »
Muhammad Ali w temacie multi-kulti. Wywiad dla BBC z 1971r.
https://www.youtube.com/watch?v=2y-qocq-M4Y
“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • WyBudzony
  • *
  • Posts: 2 554
  • Reputacja: +12/-0
Odp: Szum wokół tolerancji
« Reply #5 on: (Wed) 27.07.2016, 15:17:25 »
TOLERANCJA REPRESYWNA HERBERTA MARCUSE
https://www.youtube.com/watch?v=6zoXwWQo8bk

"Tolerancja represywna" to uzasadnienie dominacji niewielkiej, świadomej swoich celów i dobrze zorganizowanej mniejszości nad rozbitym, upokorzonym, nie potrafiącym bronić własnego systemu wartości społeczeństwem. Esej pod takim tytułem napisał w 1965 r. ideolog Nowej Lewicy, niemiecki komunista Herbert Marcuse. Film omawia ten niezwykle ważny, a niemal nieznany tekst, oraz historię i cel jego powstania.

Jeśli środowiska lewicowe używają pojęcia tolerancja to trzeba wiedzieć i pamiętać o tym, że nie mają one na myśli tradycyjnie rozumianej tolerancji polegającej na tolerowaniu odmienności i uznawaniu praw mniejszości do życia według własnych upodobań, bo jest właściwe ludziom wychowanym w tradycyjnej kulturze, ale chodzi im o tolerancję represywną, czyli prawo mniejszości do narzucania większości swoich zasad życia społecznego i egzekwowania posłuszeństwa tej większości wszelkimi środkami, mieszczącymi się w bardzo szerokich pojęcia represyjności z fizycznym terrorem włącznie.
Taka coraz częściej powszechniejsza interpretacja pojęcia tolerancja, nie jest stosowana świadomie, jest bowiem wynikiem wynikiem bardzo długiego procesu indoktrynacji, której sens odsłania esej Herberta Marcuse.

http://www.historiasztuki.com.pl/
“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje