Author Topic: O fantastycznych programach edukacyjnych  (Read 1005 times)

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • WyBudzony
  • *
  • Posts: 2 554
  • Reputacja: +12/-0
O fantastycznych programach edukacyjnych
« on: (Sat) 09.08.2014, 17:09:31 »
O fantastycznych programach edukacyjnych

Tak się składa, że stoi tu obok telewizor, a ja jak zwykle oglądam tak zwane programy edukacyjne. Jest dużo gorzej niż ostatnim razem. Naprawdę. Nie spodziewałem się, że to postępuje tak szybko. Na naszych oczach zdemaskowana zostaje idea oświecenia publicznego i to się w dodatku odbywa w sposób nieodwołalny i ostateczny. Mamy czarno na białym pokazane, że edukacja, każda poza religijną to po prostu propaganda i handel. Nic więcej. Jak się zapewne domyślacie oglądam Discovery Channel. Tam od dawna już nic nie ma, ale to co jest upadla nas w sposób krańcowy. W kanale tym pozostały już tylko w zasadzie programy o handlarzach starzyzną, a jak się reklamuje coś nowego to jest to albo program o striptizerkach, albo przeniesiony z Animal Planet magazyn wędkarski, prowadzony przez jakiegoś siwego oszusta.

No i jest jeszcze cała seria programów o tym, jak ludzie poszukują złota na Alasce. Tego złota może już w zasadzie poszukiwać każdy, nawet sprzedawczynie z supermarketów. Chodzi więc o to, by po raz kolejny pokazać wielkość Ameryki i możliwości jakie mają tam ludzie. I to jest moim zdaniem najbardziej upokarzające. Mamy oto program o ekipie, która jeździ po prywatnych posesjach i szuka tam różnych skarbów. Rozkupuje działki, penetruje piwnice wykrywaczami metali i coś tam znajduje. Ludzie nie chcą się na to godzić, ale kiedy usłyszą, że dostaną pieniądze zwykle przystają na układ. Cały program jest dęty od początku do końca, a jego główny bohater Ric Savage z trudem maskuje komizm tej hucpy. Myślę, że ci wszyscy ludzie są wynajętymi z agencji aktorami, no ale mają jednak coś czego my nie mamy. Mogą prowadzić wykopaliska na prywatnym gruncie, a to co wykopią mogą sprzedać legalnie na rynku, który ma różne segmenty i zatrudnia fachowców od wyceny. To też jest trochę oszukane, no, ale chodzi mi o tę możliwość korzystania z wolności i własności. W Polsce nie ma mowy o prowadzeniu wykopalisk na swoim gruncie, a jeśli już do tego dojdzie, to właściciel działki traci wszystko. Państwowa archeologia zajmuje jego teren i użytkuje go przez kilka sezonów. On zaś może tylko patrzeć bezradnie, jak ci faceci czekają na kolejne granty z Unii, które umożliwią im dalszą pracę. Potem zaś napiszą kilka nic nie znaczących dysertacji, które utoną w powodzi innych. Tam jest inaczej, bez względu na to czy Ric Savage jest postacią autentyczną czy wynajętym aktorem, tam właściciel ciągle jest właścicielem. No i tam jest rynek. U nas za sprzedaż rzeczy wykopanych z ziemi można co najwyżej zaliczyć wizytę w sądzie, poprzedzoną wizytą w prokuraturze. Nazywa się to ochroną dziedzictwa. Nie wiem przed kim, bo nikt się tym dziedzictwem nie zajmuje, ponieważ nie ma na to pieniędzy leży więc ono w ziemi i czeka aż ktoś przejmie ten cały interes i uczyni te zakopane przedmioty częścią swojego dziedzictwa. Nauka bowiem, szczególnie taka jak archeologia to propaganda. Wszyscy o tym wiedzą, ale nikt tego nie mówi.
Ric Savage rozkopuje ludziom działki zainspirowany zwykle jakąś ideą. To jest niesłychanie komiczne, bo od tego co to za idea zależy potem wycena przedmiotów znalezionych podczas tych prac. Zwykle wykopuje jakieś rzeczy, które w sumie wyceniane są na około 1000 dolarów. To nie może być prawda, bo stary rewolwer, bańka po bimbrze i lufa od Springfielda nie dadzą w sumie 1000 dolców, chyba, że będą to dolary liberyjskie. Najśmieszniej było jednak kiedy Ric przyjechał na plantację bawełny, starą plantację, dawno nie uprawianą. Poszukiwał tam śladów po czasach niewolnictwa, znalazł tam zardzewiałą siekierę, zardzewiałą motykę i blaszkę, którą uznał za taki niewolniczy nieśmiertelnik. Wziął to wszystko poszedł do eksperta, a tamten go pyta – ile chcesz? Na co Ric – siedem kawałków. - Zwariowałeś – mówi sprzedawca – najwyżej pięć.

Nie mogłem uwierzyć, że widzę to na własne oczy, ten program edukacyjny, w którym za dwa kawałki zardzewiałego żelaza i blaszkę płacą pięć tysięcy dolców. No, ale tak było, możecie mi wierzyć. Potem Ric szukał pamiątek po prohibicji, znalazł różne gadżety w piwnicy u pewnej pani, ale nie wyceniono ich tak wysoko. Za rozmieniarkę do drobnych, rewolwer i słoik starych banknotów dolarowych dostał ledwie 4 tysiące. Pamiątki po niewolnictwie to nie to samo co pamiątki po prohibicji.
Kiedy skończą się występy Rica, pokazują taką bandę, która kupuje w ciemno pozostawione na lotniskach bagaże. No i jeden gość kupił tam kuferek, w tym kuferku zaś znalazł cały zestaw soczewek do badania wzroku wraz z instrukcją i okularami, był to warsztat pracy okulisty z początku XX wieku. Do tego w kuferku była jeszcze maszyna do leczenia elektrowstrząsami, także z początku XX wieku. Jedno i drugie wycenili na 300 dolców. Najlepsze było jednak dopiero potem, para świrów, on siwy hippis, ona gruba okularnica, kupili sobie torbę, a w niej znaleźli dziwny, drewniany przedmiot, takie zagadkowe pudełeczko. Nie wiadomo co właściwie, było to mniej więcej tak szerokie jak pudełko zapałek i ze trzy razy dłuższe. Poszli od razu do właściwego eksperta, czyli do sklepu myśliwskiego i tam pan sprzedawca orzekł, że jest to wabik na indyki wart 1000 dolarów. Tysiąc baksów za wabik na indyki?!
Można oczywiście ze mnie szydzić, że ja się tym tak ekscytuje, bo przecież każdy widzi, że to są inscenizacje. No, ale mnie to jednak dziwi, że na jednym kanale, który ma w dodatku programową misję, mamy takie auto-demaskacje. Normalnie jak za towarzysza Gomułki w teleferiach, albo nawet gorzej. 300 dolarów za kompletny zestaw szkieł do badania wzroku, zapakowany w elegancki kuferek i 7 tysięcy za dwa kawałki stali i blaszkę, która nie wiadomo czym jest. Ten cały Ric Savage nie potrafił zachować powagi kiedy mówił – siedem tysięcy. Naprawdę. O mało nie wybuchnął śmiechem.
Tak wyglądają dziś amerykańskie programy edukacyjne, plus dziwki i wędkarstwo oczywiście. Nie ma już nawet tych audycji demaskujących podłość Kościoła Katolickiego, nie ma bo to nikogo nie interesuje. Wszyscy ci spasieni lenie na zasiłkach, wszyscy ci złodzieje z przedmieść siedzący przed telewizorami i obżerający się pizzą chcą bowiem tylko jednego, chcą dowiedzieć się ile im podobni mogą dostać za znalezione gdzieś w polu śmieci, albo za fanty z lotniska. I nie chodzi tu o sam moment zarabiania, ale o wskazanie możliwości. To wystarczy, żeby stymulować emocje i skłaniać tych ludzi do klikania pilotem. Wiem to na pewno, bo sam te programy oglądam. Tak wygląda upadek, tak wyglądają konsekwencje masowej edukacji dla wszystkich. Kończy się to okrawaniem oferty i kokietowaniem największych durniów w klasie. Takich co tylko żrą i liczą drobne w kieszeni. I my także zmierzamy w tym kierunku. Moja żona czyta akurat książkę Teresy Hołówki pod tytułem „Delicje ciotki Dee”. To jest opowieść o amerykańskiej edukacji. Ja tę książkę czytałem może ze 20 lat temu i byłem pod wielkim wrażeniem, myślałem, że u nas tak nigdy nie będzie, że u nas mimo tej komuny, jest jeszcze normalnie. Otóż nie jest i już nie będzie, śluzy zostały otwarte, teraz ten cały, opisany w tej książce obłęd wlewa się na nasze podwórko. Tyle, że jest jeszcze bardziej żrący, to bowiem co dawno temu opisywała pani Hołówka jest niczym w porównaniu z Rikiem Savage i jego wykopaliskami. Najgorsze jednak jest to, że mimo tego całego głupstwa oni są jednak ciągle właścicielami swojej ziemi, Ric za każdym razem pyta czy może kopać. Kiedy ktoś wpadnie na pomysł, by u nas nakręcić taki program nie będzie nikogo o nic pytał. Wejdą, rozkopią działkę i wyjdą zadowoleni. Tak to będzie wyglądało. Pozostaję wstrząśnięty....zapraszam na stronę www.coryllus.pl gdzie trwa wielka sierpniowa promocja Baśni, dwa tomy w cenie jednego. 


Źródło: http://coryllus.pl/?p=1592
“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje