Author Topic: Malthus Thomas Robert  (Read 2542 times)

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • WyBudzony
  • *
  • Posts: 2 554
  • Reputacja: +12/-0
Malthus Thomas Robert
« on: (Wed) 13.08.2014, 23:03:31 »
Malthus Thomas Robert

Malthus Thomas Robert (1766-1834), ekonomista angielski, przedstawiciel klasycznej szkoły angielskiej, absolwent, a następnie wykładowca uniwersytetu w Cambridge, od 1805 aż do śmierci profesor ekonomii politycznej i historii współczesnej w College'u Haileybury, duchowny anglikański. Twórca teorii niedostatecznego, z uwagi na ograniczoną (stałą) podaż ziemi, wzrostu produkcji żywności w stosunku do wzrostu liczby ludności, zwanej teorią przeludnienia (maltuzjanizm).

Przedmiotem jego zainteresowań były ponadto problemy renty gruntowej - wprowadził rozróżnienie renty absolutnej i różniczkowej, płac, kryzysów. Zwrócił uwagę na problem efektywnego popytu i jego pobudzania przez państwo poprzez roboty publiczne i popieranie prywatnej działalności budowlanej. Był zwolennikiem protekcjonizmu celnego w odniesieniu do produktów rolnych.

Jego główne dzieła to: Rozprawa o prawie ludności i jego oddziaływaniu na przyszły postęp społeczeństwa... (1798), Obserwacje na temat skutków ustaw zbożowych (1814), Badania nad istotą i rozwojem renty (1815) i Zasady ekonomii politycznej... (1820).

http://portalwiedzy.onet.pl/26241,,,,malthus_thomas_robert,haslo.html



Prawo Malthusa – czy grozi nam przeludnienie?

Thomas Malthus, brytyjski ekonomista i demograf zasłynął w świecie nauki stworzeniem tzw. teorii przeludnienia, zwanej powszechnie od jego nazwiska maltuzjanizmem. Statyczna teoria zasobów, bo tak zwie się koncepcja Malthusa, twierdzi, że liczba ludności na świecie rośnie w postępie geometrycznym, natomiast produkcja żywności postępuje w ujęciu arytmetycznym. Taka zależność według Malthusa musi więc prowadzić do przeludnienia.

Malthus stwierdził, że wzrost populacji organizmów występujących w przyrodzie jest wprost proporcjonalny do aktualnej liczebności danego gatunku. Mówiąc potocznie im więcej rodziców tym więcej dzieci. Taki proces musi więc z definicji i matematycznych prawideł prowadzić do zwiększania się liczebności danej populacji, w konsekwencji dążąc do nieskończoności. Wynik Malthusa prowadzi do funkcji wykładniczej – oznacza to, że wartość podwaja się w równych odstępach czasu zmierzając ku nieskończoności.

Funkcje wykładniczą określa się wzorem  f(x) = a^x



Na świecie rzeczywiście obserwujemy wzrost liczby ludności, co widać na poniższym diagramie:



Taki model wzrostu liczby populacji doprowadził Malthusa do przerażającego wniosku, że za jakiś czas ludzi będzie po prostu zbyt dużo, a skoro żywność rośnie  w matematycznym ujęciu liniowo to nie wystarczy jej [żywności] do tego aby wszystkich ludzi wyżywić. W pewnym momencie dochodzi więc do tzw. punktu krytycznego, kolizja pomiędzy dostępnością zasobów a liczebnością populacji. Synteza dwóch powyższych zależności daje nam pewien obraz.



Malthus nie zauważył jednak pewnej istotnej rzeczy, że w przyrodzie mamy do czynienia z równowagą. To equilibrium występujące w przyrodzie wynika z faktu, że samo rozmnażanie nie determinuje zwiększania populacji. Aby to zrozumieć trzeba przypomnieć sobie działanie darwinowskiej zasady przeżywania najlepiej przystosowanych, mówiąc wprost nie każde nowonarodzone dziecko będzie miało w późniejszym czasie potomstwo. Rodzi się więcej młodych niż de facto może przeżyć, nie każdy przekaże swoje geny dalej. Z reguły dzieci mają te osobniki, które lepiej i sprawniej potrafią wykorzystać dane im zasoby.

Prawo Malthusa w przyrodzie zdaje się nie działać. Jednym z argumentów przeczących teorii Malthusa jest fakt, że zasoby, z których korzysta społeczeństwo nie są stałe, są zmienne. Można wysunąć śmiałą hipotezę, że skoro w przyrodzie są mechanizmy stabilizujące to i w ekonomii takie też pojawić się muszą. Rozwiązanie problemu przyniósł francuski matematyk Pierre Francis Verhulst, który dokonał analizy założeń Malthusa i dorzucił swoje tzw. kilka groszy. Jeśli jakiegoś zasobu zacznie brakować to nie nastąpi, jak sądził Malthus, nagły krach czy załamanie. Wyczerpujące się zasoby zawsze są widoczne zanim całkowicie się wyczerpią. Kończące się zasoby powodują wzrost cen pożądanych towarów, rynek będzie zmuszony do znalezienia źródła alternatywnego, tańszego i bardziej konkurencyjnego dla obecnej drożyzny. Z pomocą ludziom przyjść może zdobyta technologia i wiedza. Pytanie tylko na ile rozwój technologii wytrzyma w tej konkurencji ?  Czy technologia jest w stanie poradzić sobie z nieodnawialnymi zasobami naturalnymi?

Na chwilę obecną można spokojnie patrzeć w przyszłość, nie grozi nam drastyczne przeludnienie ani tym bardziej jakiś głód czy bieda. Wiele jednak czynników może wpłynąć na destabilizację obecnej sytuacji. Takim czynnikiem niewątpliwie mogą być socjalistyczne rozwiązania proponowane przez polityków, mam tu na myśli wszelkiego rodzaju pro-socjalne pomoce ubogim, wyrównywanie szans itp. złowieszcze stworki próbujące wszystkich na siłę uszczęśliwić. W konsekwencji te rozwiązania czyli tzw. redystrybucja dóbr będzie po prostu oznaczała zwyczajną redystrybucję biedy, czyli to co doskonale znają narody będące niegdyś pod wpływem Związku Sowieckiego i ideologii komunistycznej. A tam ludzie przymierali głodem i nikogo to nie obchodziło.

Wszystkich zainteresowanych matematyką populacyjną – modelem Malthusa i Verhulsta odsyłam do strony :
Modele matematyczne populacji

Źródło: prokapitalizm.pl


Zobacz na:
Ostateczne rozwiązanie kwestii polskiej
https://forum.wybudzeni.com/index.php/topic,784.0.html
Dlaczego Polaków ma być 15 mln?
https://forum.wybudzeni.com/index.php/topic,1074.0.html
Jednostronne teorie rozwoju społecznego
https://forum.wybudzeni.com/index.php?topic=1430.0
« Last Edit: (Tue) 22.09.2015, 12:45:24 by BladyMamut »
“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • WyBudzony
  • *
  • Posts: 2 554
  • Reputacja: +12/-0
Odp: Malthus Thomas Robert
« Reply #1 on: (Wed) 13.08.2014, 23:07:40 »
Tu nie ma sie co piescic. To sie musi zmiescic...






Dla odprężenia powróćmy do poruszonych uprzednio problemow demograficzno-epidemologicznych. Jak niektorym wiadomo demografowie pokladaja pewna wiare w obserwacje Malthusa mówiąca, ze liczba ludności na Ziemi rośnie w postępie geometrycznym natomiast zasoby żywności tylko w postepie arytmetycznym. Stad zas wynika wniosek, ze predzej czy pozniej zasoby zywnosci oraz innych surowcow ulegna wyczerpaniu co bedzie oznaczalo koniec zdolnosci Naszej Drogiej Planety do podtrzymywania zycia. Takie opinie wyrazaja na przyklad autorzy ksiazki "Limits to Growth- The 30-Year Update", Donella Meadows, Jorgen Randers i Dennis Meadows (2004), czy broszura WWF "The Ecological Footprint- Europe 2005". Jest zatem interesujace aby zobaczyc co na temat przeludnienia moze nam powiedziec podane uprzednio rownanie kinetyki wzrostu populacji ludzkiej . Chwilowo opuscimy w nim czlon odpowiedzialny za rozpowszechnianie sie epidemii AIDS. Rozwiazanie rownania oraz jego konsekwencje przedstawione sa na rysunku pierwszym. Aby przewidziec rozwoj sytuacji staralem sie dopasowac poczatkowy przebieg krzywej do danych demograficznych dostepnych na internecie (http://en.wikipedia.org/wiki/World_population) . Sa to dane, moim zdaniem z reguly zanizone, ze wzgledu na to, ze systematyczne pomiary liczby ludnosci sa prowadzone od niedawna a i te nie sa calkowicie pewne. Cale obszary kontynentu azjatyckiego i afrykanskiego sa absolutnie demograficzna biala plama tak jak byly nia zreszta w latach poprzedzajacych odkrycie odpowiednich terytoriow. Jak widac krzywa dolna reprezentujaca dane z Wikipedi odstaje nieco od krzywej teoretycznej a dobor wspolczynnikow kinetycznych tak aby obie krzywe sie pokrywaly w calym dostepnym zakresie byl niemozliwy. Byc moze totalny model jakiego uzywam jest zbyt nieprecyzyjny do opisu dwuplciowej populacji. Moze tez wspolczynniki kinetyczne zmieniaja sie w czasie dzieki poprawie opieki medycznej oraz zmianie obyczajow prokreacyjnych. Tak czy inaczej warto jest spytac jaka jest oczekiwana pojemnosc mieszkalna Ziemi i jak nam daleko do stanu nasycenia. Jak wiadomo, calkowita powierzchnia Naszej Drogiej Planety wynosi 510 072 000 km^2. Z tego jednak tylko 1/8 nadaje sie do zamieszkania. Reszta to gory, pustynie i oceany. Mozna sobie wyobrazic, ze przy duzym nakladzie kosztow i samozaparciu czesc tych "nieuzytkow" bedzie mogla byc uzyta dla pomieszczenia populacji. Mozna tez myslec o zasiedlaniu Ksiezyca itp. Nie mniej beda to przedsiewziecia kosztowne i prawdopodobnie o malej zdolnosci do zaabsorbowania nadwyzek ludnosciowych. Tak wiec z calej planety pozostaje nam tylko do zagospodarowania okolo 63 759 000 km^2 na ktorej to powierzchni musi sie zmiescic cala populacja oraz powierzchnie agrorolnicze i wytworcze ja obslugujace. Spojrzmy na to jakie maksymalne gestosci posiadaja obecnie powierzchnie gesto zasiedlone. Rekordzista jest Macao o gestosci powierzchniowej 16 921 ludzi na km^2 tuz za nim jest Hong Kong z gestoscia 16 000 ludzi na km^2 . Sa to gestosci reprezentujace zapewne kres wytrzymalosci populacji na zageszczenie. Zauwazmy jednak, ze jest prawdopodobne, ze miasta te nie sa samowystarczalne pod wzgledem produkcji zywnosci oraz innych niezbednikow zycia codziennego. Mozna wiec przyjac, ze aby populacja byla samopodtrzymywalna co najmniej polowa powierzchni nadajacej sie do zycia powinna byc poswiecona produkcji na biezace potrzeby tejze populacji. Tak wiec granica maksymalnej gestosci powierzchniowej nie powinna przekraczac okolo 800 ludzi na km^2. Jest to bliskie obecnej gestosci zaludnienia Pekinu ( 888 ludzi/km^2). Jak przewiduje teoria populacja ziemska bedzie zblizac sie do granicy okolo 90 mld (10^9) ludzi za okolo 600 lat co bedzie odpowiadalo gestosci zaludnienia 1412 ludzi/km^2 czyli mniej niz wynosi obecna gestosc zaludnienia miasta Tokyo.
Mamy wiec jeszcze sporo czasu aby skorygowac jej wzrost. Oczywiscie o ile nie zrobi tego za nas epidemia AIDS lub ped do masowego samobojstwa wywolanago zbyt duza liczba sasiadow (tak jak to sie dziele na przyklad u lemmingow). Czynnikiem stabilizujacym populacje na nizszym poziomie moze byc te wyczerpywanie sie nieodnawialnych zasobow materialowych oraz wzrost liczby ludzi z dziedzicznymi defektami genetycznymi nieracjonalnie utrzymywanych przy zyciu przez postep medycyny. Defekty te moga doprowadzic do degeneracji populacji ludzkiej i jej szybszego zaniku. Jak jednak widac to nie brak powierzchni a zapewne tez i nie brak zywnosci bedzie przyczyna katastrofy populacyjnej (jesli taka nastapi). Bardziej prawopodobne jest wyczerpanie sie ktoregos z niezbednych surowcow albo zatrucie srodowiska odchodami i nierecklizowalnymi odpadkami.

Źródło: bobolowisko.blogspot.co.uk
“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • WyBudzony
  • *
  • Posts: 2 554
  • Reputacja: +12/-0
Odp: Malthus Thomas Robert
« Reply #2 on: (Tue) 19.08.2014, 12:22:39 »
Maltuzjanizm, a rozwój gospodarczy - doc. Józef Kossecki
https://vimeo.com/38702070

Warto zapoznać się z książką Zofii Daszyńskiej-Golińskiej, Zarys ekonomii społecznej, Lwów, 1898 r.
Zwłaszcza strony 59-62 (paragrafy 25 i 26) - teoria Malthusa, krytyka teorii Malthusa
winntbg.bg.agh.edu.pl/skrypty3/0353/


Strona 59-62 z powyższej książki:
Kwestia przyrostu ludności powołała do życia mnóstwo teoryj, które opierając sie na czysto przyrodniczych przesłankach powinny by już wraz z innemi prawami ekonomicznemi utracić znaczenie dziś, gdy znamy działanie czynników psycholugiczno-spolecznych. Pomimo to większość ekonomistów stoi jeszcze na stanowisku zajetein przez Maltusa, którego teoryi wskutek tego baczniejszą poświecić należy uwagę
§ 25. W 1798 r. ukazało sie dzieło: An Essay on the Principle of Population; którego autor Robert Maltus wypowiadał obawę przeludnienia. Ze szkicu, jakiem były w pierwszem wydaniu „Zasady ludności" przekształciły się wkrótce w ogromną prace o kilkuset stronicach. Autor przy pomocy historii, przykładów z dziedziny współczesnych stosunków gospodarczych, wreszcie na podstawie taktów z życia zwierząt dochodził do wniosku, że „ludność ma stałą dążność do pomnażania sie szybszego, niż wzrost środków utrzymania". Prawo
to opierało sie na uznaniu potężnego instynktu rozrodczego wśród ludzi, którzy przecież jako istoty rozumne, pojąć powinni jakiemi klęskami zagraża zbyt szybki wzrost ludności, oraz idące za nim przeludnienie. Gdyby zaś głos rozsądku nie był dość silnym, aby zapobiec wydawaniu na świat istot, dla których nie ma środków utrzymania, człowiek poczuje niszczącą siłe natury. Ponieważ ludność przerastać nie może
najniższej normy środków utrzymania, najsilniejszą przeszkodą w jej wzroście będzie trudność zdobycia żywności, wyrażająca się jako nędza, albo obawa przed nią. W świecie współczesnym Maltusowi same warunki bytu zażegnywały tedy widmo przeludnienia. Do czego jednak dojść by mogło, gdyby człowiek nie był skazany na ciągłą walkę o środki żywności, a wiec gdyby masy ludności, dzięki odmiennemu podziałowi dóbr lub wyższej produkcji, nie potrzebowały walczyć bezustannie z biedą?
Wśród istniejących społeczeństw przykładu dostarczają Stany Zjednoczone A. P., gdzie dzięki lepszym warunkom ekonomicznym i moralnym ludność w ciągu ostatniego 11/2 stulecia podwajała się co lat 25, nie byłoby zaś nie możebnem zdwojenie w ciągu lat 10 i 15-stu.
Aby nie powracać już do tego rachunku zauważmy, że twierdzenie takie jest gołosłownym, gdyż pierwszy cenzus amerykański dokonany został w 1790 r., dzieło Maltusa zaś ukazało się w powiększonym wydaniu już w 1803 w, a więc obliczenia dokonać można było tylko za lat 13. Nie jest tu również braną pod uwagę imigracja, której cyfry notować poczęto od 1820 r.
Na podstawie tych dowolnych obliczeń Maltus stawia matematyczną formułę, jakoby ludność i środki żywności
wzrastały tak, jak postęp arytmetyczny i geometryczny. Jeżeli więc przyjmujemy w danym okresie czasu ludność i środki utrzymania za jednostkę, to wzrost ich unaoczniać mają dwa szeregi:

12 3 4 5 6 7 . . . .
1 2 4 16 . . . . 343 . . .

Czyli, że rozdżwięk między zaludnieniem i utrzymaniem musi nieustannie wzrastać, a nędza i przeludnienie
grożą społeczeństwu pozostawionemu własnym instynktom.
Maltus ostrzega przed wszelką bezpośrednią lub pośrednią zachętą do powiększania sic ludności, i radzi znieść prawa o ubogich, których w Anglii wspierały gminy, aby ci, »dla których przyroda nie położyła nakrycia u swego stołu«, nauczyli się znosić konsekwencje swego postępowania, służąc odstraszającym przykładem dla innych.
§ 26 Teorya Maltusa, uznawszy za zasadniczą właściwość natury ludzkiej dążności rozrodcze wypowiadała zdanie, że istnieje stosunek między zaludnieniem, a środkami utrzymania.
Matematyczna formuła, zdawała się w ściśle naukowej formie wyrażać niezbite prawo przyrody. W poprzednich paragrafach wykazywaliśmy już w jaki sposób życie społeczne wpływa na działanie praw przyrody. Wola ludzka zaś bez zakazów i ograniczeń w rozwoju cywilizacyjnym znajduje powody dla otamowania instynktów rozrodczych. Nie nędza i wynikające z niej klęski stanowią dla nich hamulec, ale dobrobyt, rozwój indywidualizmu, dążności humanitarnych jak np. emancypacja kobiet, oraz podniesienie społecznego ich położenia.
Znany badacz francuski Piotr Leroy-Beaulieu, stanowczy przeciwnik teorii Maltusa, stawia następujące prawo dla przyrostu ludności we współczesnym nam świecie:
Jest on zupełnie różnym od zasady postawionej przez Maltusa: prawo ludnościowe naszych czasów wyraża się
w dążności do pomniejszenia siły rozrodczej. Cywilizacja, doszedłszy do pewnego stopnia dobrobytu, pojęć i uczuć demokratycznych, dąży do powstrzymania wzrostu ludności. Tylko przez stopniowe zmniejszenie liczby zgonów utrzymać można wzrost ludności. Niebezpieczeństwo, grożące ludom cywilizowanym polega raczej na zmniejszaniu się liczby urodzeń, niż na przeludnieniu.

Teorya Maltusa według której przeludnienie byłoby przyczyną niesprawiedliwego podziału dóbr, nie stanowi jego oryginalnej własności. Nie mówiąc już o greckich filozofach, którzy zwracali uwagę, że nie należy dopuszczać szybszego powiększania się ludności, niż środków utrzymania, teorię tę spotykamy w XVI. stuleciu u Włocha Giovanni Rotero, w sto lat później u Antonio Genovesi i Giammaria Ortes. Ostatni oblicza nawet wzrost ludności według geometrycznego postępu.
Podobne zdania wypowiadają współcześni Maltusowi Anglicy Sir Walter Rałeigh, Sir Matthew Hale, Sir Josiah Child, Benjamin Franklin, James Stewart i inni. Być może, że za twórcę teorii uważać należy nie tego,
co po raz pierwszy wypowiedział myśl zasadniczą, lecz tego, co ją we wszystkich szczegółach i konsekwencjach opracował. Pomimo to Maltus długotrwałe laury swoje przypisać musi więcej szczęśliwemu momentowi, w którym ukazała się jego książka, niż własnej zasłudze. Poprzednicy bowiem, zwłaszcza Stewart (w 1767 r.) i Franklin (w 1751 r.) stworzyli również całkowite teorie, wyprowadzając z nich naukowe wnioski. Maltus przecież do czysto naukowych rezultatów dodał jeszcze prawidła postępowania dla społeczeństwa, o ile zechce ono uniknąć przeludnienia i jego następstw, a teorie swoją związał z całym mechanizmem społecznym, jako prawo natury, działające z żelazną konsekwencją nie kiedyś, w dalekiej przyszłości, ale dziś, bezpośrednio. Widmo przeludnienia i związanej z niem nędzy prześladuje aż dotąd umysły prostaczków, którzy szarą dolę swoją tłumaczą zbyt wielką liczbą ludzi na świecie.

Teoria Maltusa przyjęła się tym łacniej, i przetrwała dłużej dzięki.:
1.   ekonomicznemu przeobrażeniu przemysłów drobnych w fabryczny, przyczym dziesiątki tysięcy ludzi zostało bez chleba. Wytworzyło to stosunki, których przyczynę koniecznie należało odnaleźć.
2.   Szybki przyrost ludności w naszym stuleciu zdawał się* potwierdzać teorię, jakkolwiek ludność nigdy i nigdzie nie podwoiła się w ciągu lat 25, a tym mniej w ciągu lat 15 lub 10.

Stosunki ludnościowe Galicji pozornie potwierdzają prawo Maltusa. Jakkolwiek środki utrzymania obliczone
nie są, a więc nie można zestawić z niemi przyrostu ludności, wiadomym jest, że ludność ta wzrasta w ostatnim dziesięcioleciu np. szybciej, niż w którymkolwiek z krajów austriackich. Jednocześnie zaś pojawia się nędza, proletaryzowanie ludności przemysłowej i rolnej, oraz emigracja. Są to przecież tylko zjawiska współistniejące, które nie stoją ze sobą w przyczynowym związku. Ludność Galicji wynosiła w 1810 roku 3,086.226 w 1890 roku  6,607.816 mieszkańców
Podwoiła się tedy w ciągu 80, a nie 25 lat.
Roczny przyrost stanowił w latach:
1830—1850 r. . . . 0.5 %
1850--1869 r. . .  1 %
1869--1880 r . . .  0.78 %
1880—1890 r . . .  1,08 %
Nie możemy szybkiego przyrostu ludności uważać za przyczynę galicyjskiej nędzy, bo na jej wytłumaczenie
jest dosyć innych warunków, raczej odwrotnie nędzę galicyjską i ciemnotę uważać należy za jedną z pobudek
szybkiego mnożenia się ludności. Nie działa tu żadna z przyczyn otamowujących: społecznych i psychicznych,
a prawodawstwo ani zwyczaj nie zabrania dzielić własności rolnej między dzieci, wskutek tego też rodziny rosną, a własność się proszkuje.

http://winntbg.bg.agh.edu.pl/skrypty3/0353/
« Last Edit: (Tue) 19.08.2014, 13:17:50 by BladyMamut »
“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje