Author Topic: Niemiecka policja i nazistowskie bagno  (Read 837 times)

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • WyBudzony
  • *
  • Posts: 2 554
  • Reputacja: +12/-0
Niemiecka policja i nazistowskie bagno
« on: (Sat) 06.09.2014, 18:07:04 »
Niemiecka policja i nazistowskie bagno

Szef niemieckiej policji przyznał wreszcie, że po wojnie zatrudniono w niej zbrodniarzy wojennych z SS czy gestapo.

To, że byli naziści uczestniczyli w życiu publicznym powojennych Niemiec, nie jest tajemnicą. W końcu za czasów III Rzeszy w NSDAP i innych nazistowskich organizacjach byli niemal wszyscy obywatele i to oni budowali Republikę Federalną. Wątpliwości zaczynają się, gdy okazuje się, że do władzy dopuszczano zbrodniarzy wojennych. A tak właśnie było w przypadku powstałego w 1951 r. BKA, czyli Federalnego Urzędu Kryminalnego, odpowiednika polskiego ABW i CBŚ.

"Fundamenty BKA tkwią w brunatnym bagnie"

O sprawie mówiono od dawna, ale dopiero niedawno urząd przyznał to publicznie. Jörg Ziercke, obecny szef BKA, powołał grupę naukowców i poprosił ich o prześwietlenie historii i kadr policji federalnej. Rezultaty pracy zaprezentowano w zeszły czwartek na konferencji naukowej w Wiesbaden.

- Fundamenty BKA tkwią w brunatnym bagnie - podsumowuje "Frankfurter Allgemeine Zeitung" i wylicza, że do końca lat 60. policję federalną w zachodnich Niemczech tworzyli w dużej mierze esesmani, gestapowcy i członkowie tajnej żandarmerii polowej. Wszystkie te trzy formacje uznano za zbrodnicze, a mimo to ich dawni członkowie dostawali w szeregach BKA awanse i nagrody. Gdy 40 lat temu odchodzili na emerytury, żegnano ich z honorami.

Wiadomo np., że w 1951 r. do BKA trafił Hauptsturmführer Theo Saevecke. Podczas wojny kierował policją w okupowanym Mediolanie, skąd deportował Żydów i nakazywał egzekucje mieszkańców. Zyskał tam przydomek "kata Mediolanu". Po wojnie w BKA dorobił się wysokiej szarży radcy kryminalnego.

Mieli na sumieniu setki tysięcy ludzi

Gestapowiec Kurt Amend zajmował się ściganiem dezerterów i wyszukiwaniem ukrywanych Żydów, co nie przeszkodziło mu w latach 50. być w BKA jednym z głównych śledczych. Dieter Schenk, autor wydanej cztery lata temu książki pt. "Brunatne korzenie BKA", twierdzi, że Amend ma na sumieniu setki tysięcy ludzi. Po wojnie przeszłości Amenda nie rozliczano.

Podobnie jak szefów rozmaitych wydziałów BKA, z których każdy miał brunatną plamę w życiorysie, a na sumieniu życie setek, jeśli nie tysięcy zamordowanych przez gestapo czy SS. - Tacy ludzie nie byli wyjątkami w BKA, tylko regułą - pisze "FAZ".

Federalny Urząd Kryminalny czerpał garściami nie tylko kadry, ale i doświadczenia swojego nazistowskiego odpowiednika - Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy. To powstała pod kuratelą Heinricha Himmlera instytucja kontrolująca wszystkie służby i śledczych w III Rzeszy, a także nadzorująca postępy w "rozwiązywaniu kwestii żydowskiej".

BKA przejęło od urzędu Himmlera sposób patrzenia na przestępców

BKA przejęło od niego sposób patrzenia na przestępców. Widać to najlepiej na przykładzie Romów, których do lat 70. określano zgodnie z nazistowską terminologią jako ludzi, którzy brzydzą się pracą i są "plagą". Tak jak w III Rzeszy zakładano im kartoteki albo prowadzono dalej teczki założone jeszcze za Hitlera. A szefem wydziału cygańskiego w bawarskim urzędzie kryminalnym był Josef Eichberger, który kierował deportacjami Romów do obozów koncentracyjnych.

Gestapowcy, którzy podczas wojny ścigali Żydów, w szeregach BKA zajmowali się rozpracowywaniem zachodnioniemieckich środowisk sympatyzujących z ZSRR. Jeszcze w 1973 r. wskazówki dla funkcjonariuszy opracował Bernhard Niggemeyer, absolwent kuźni kadr SS, który podczas wojny jako szef żandarmerii grupy armii "Środek" zarządzał tysiące egzekucji niemieckich dezerterów, sowieckich partyzantów i cywilów.

Inne urzędy RFN też zatrudniały zbrodniarzy

BKA nie jest jedyną zachodnioniemiecką instytucją, która zatrudniała nazistów. Tych bez liku można odnaleźć w szeregach niemieckiego wywiadu BND i urzędu ds. ochrony konstytucji, na wysokich szczeblach w niemieckiej dyplomacji czy administracji państwowej.

Rozliczeń nie było - w czasach zimnej wojny Niemcy woleli mieć sprawne służby specjalne i policję. A byli gestapowcy czy esesmani byli fachowcami, zaś ich szefom w RFN oraz amerykańskim sojusznikom wystarczało, że nie torturują i nie zabijają więźniów .

- Nie chodzi nam teraz o to, by przyznać się do winy, ale o to, by ocenić, jakie szkody wyrządzili urzędowi byli pracownicy nazistowskich struktur. Urząd wypełni swoją rolę w państwie prawa tylko wtedy, gdy weźmie odpowiedzialność za swoją historię - oświadczył szef BKA.

Jego słowa nie zmienią jednak tego, że dziś do tematu wraca się niechętnie - nazistowskie piętno nie pasuje do wizerunku służb specjalnych, które od 50 lat bronią w Niemczech demokracji.

Źródło: http://wyborcza.pl/dziennikarze/1,110631,4513030.html
“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje