Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj.

Aktualności: Małe zmiany w przywilejach użytkowników <CZYTAJ> Nie możesz się zalogować? Wyczyść w przeglądarce ciasteczka i aktywne zalogowania (wszystkie).
W razie czego jesteśmy na FB(link). Pozdrawiamy Ekipa

Autor Wątek: Jak wychować paranoika  (Przeczytany 677 razy)

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • *
  • Wiadomości: 2 542
  • Reputacja: +12/-0
Jak wychować paranoika
« dnia: (Sob) 20.09.2014, 21:30:14 »
Jak wychować paranoika

Fragment z książki "Konieczne kłamstwa, proste prawdy" - Daniela Golemana

Paranoja Detektywa wyrasta z sytuacji zbliżonych do tych, które opisywał doktor Stern. W pełni wykształcone wzorce postrzegania człowieka dorosłego mają początki w dzieciństwie. W powtarzających się mikrozajściach dziecko uczy się konkretnego zestawu schematów - i manipulacji obronnych - na których opiera się, kiedy zagraża lęk.
Jednym z najsłynniejszych paranoików w annałach psychiatrii jest Daniel Schreber, niemiecki sędzia, który popadł w obłęd w wieku czterdziestu dwu lat i którego przypadek został później wykorzystany przez Freuda jako podstawa do sformułowania teorii paranoi. Wygląda jednak na to, że zaproponowany przez Freuda skomplikowany model wewnątrzpsychiczny, odwołujący się do wewnętrznych sił, z których rodzi się choroba, pominął pewne przekonywające dowody, iż to panujące w dzieciństwie stosunki pomiędzy Schreberem a jego ojcem były bezpośrednią przyczyną późniejszego obłędu. Związek przyczynowo- -skutkowy wydaje się w tym wypadku tak jasny, że wielu naukowców twierdzi, iż wyszukana teoria paranoi Freuda jest zupełnie zbędnym gmatwaniem sprawy.
Schreber senior był kimś w rodzaju dziewiętnastowiecznego doktora Spocka [Benjamin Spock (ur. 1903), lekarz amerykański, autor poradników na temat pielęgnacji niemowląt i opieki nad dziećmi. Sugerował w nich rodzicom, aby dawali dzieciom więcej swobody, niż było to powszechnie przyjmowane w tamtym okresie (lata 50.-60.). Z książek Spocka pochodzi np. zasada, że niemowlę należy karmić „na żądanie", a nie o sztywnych porach doby. W Stanach Zjednoczonych doktor Spock jest też pamiętany jako wyraziciel ostrych protestów przeciwko wojnie wietnamskiej. W Polsce wydano kilka jego książek, m. in. podstawowe dzieło pt : Dziecko: pielęgnowanie i wychowanie, przełożyli Andrzej Piotrowski i Elżbieta Piotrowska, PZWL, Warszawa 1979 (wznawiane wielokrotnie, ostatnio w 1997 r.).] , napisał serię książek o wychowywaniu dzieci, tak popularnych, że niektóre z nich doczekały się czterdziestu wydań i zostały przetłumaczone na wiele języków. Metody wychowawcze zalecane w tych książkach czyta się dziś jak receptę na wywoływanie zaburzeń psychicznych, prowadzących właśnie do paranoi. I wygląda na to, że była to recepta rzeczywiście skuteczna, przynajmniej jeśli chodzi o syna autora.
W książce pod tytułem Soul Murder (Morderstwo duszy) Morton Schatzman szczegółowo dokumentuje metody wychowawcze, za pomocą których Schreber senior przygotował grunt pod późniejszą psychozę swojego syna ". Należał do nich koszmarny repertuar urządzeń do fizycznego krępowania, podobno wymyślony po to, by wyrobić u dziecka wyprostowaną postawę, co pan Schreber uważał za nadzwyczaj ważne. Kiedy sędzia Schreber oszalał po wielu latach, echa tych wynalazków znajdowały wyraz w jego psychotycznych rojeniach.
Równolegle z narzucaniem ograniczeń fizycznych Schreber senior krępował syna psychicznie. Uzasadniał tę tyranię psychiczną koniecznością rozwijania samokontroli u dziecka. W samym zamyśle nauki samokontroli nie ma nic złego, rodzice powinni wyznaczać dziecku granice i narzucać pewną dyscyplinę; jest to naturalna rola rodziców. Ale sposób, w jaki Schreber senior wykonywał to zadanie, miał tragiczny wpływ na psychiczną równowagę jego syna. Na przykład ojciec Schrebera pisze:
Cytuj
Każde zakazane pragnienie - niezależnie od tego, czy korzystne dla dziecka, czy nie - musi się spotykać z konsekwentną i bezwarunkową odmową. Sama jednak odmowa zaspokojenia pragnienia nie wystarczy, trzeba zmusić dziecko do przyjęcia tej odmowy ze spokojem. Jeśli okaże się konieczne, należy za pomocą surowych słów i groźby nauczyć dziecko spokojnego przyjmowania odmowy. Od tego nie może być żadnego wyjątku. (...) Tylko w ten sposób dziecko wyrobi w sobie karność i będzie umiało panować nad sobą, co jest reakcją zdrową i niezbędną.
W ostatecznym rachunku taki reżim nakładał podwójne restrykcje: dziecko musiało się powstrzymywać od wyrażania swoich naturalnych potrzeb i popędów, a na dodatek zmuszone było przezwyciężać swoją reakcję na odmowę ich zaspokojenia. Nie mogło płakać, obrazić się czy rozzłościć, miało przyjmować rozczarowania ze spokojem. Milczenie pełne rezygnacji było jedyną dopuszczalną reakcją. I wymagano tego od dzieci nie mających nawet dwóch lat.
Jeśli nie ma żadnego sposobu, by zaprotestować przeciwko niesprawiedliwości, którą stanowią rygory, pozostaje tylko stłumić poczucie krzywdy, wyrzucić tego rodzaju uczucia ze swojego przeżywania. To pierwszy stopień do paranoi - wytrenować człowieka tak, żeby nie przyznawał się sam przed sobą do uczuć wściekłości i krzywdy, skierowanych przeciwko ojcu czy matce.
Takie podwójne spętanie - ukrywanie uczuć i ukrywanie faktu, że się je ukrywa - może spowodować wiele odkształceń uwagi. Paranoidalny styl samoobrony psychicznej oferuje jedno łatwe rozwiązanie. Zacznijmy od rodzica, który wymaga, by dziecko tłumiło swój gniew wywołany brutalnością rodzicielską. Dziecko nie może pokazać gniewu ani też przyznać przed sobą, że to postępowanie rodzica wywołało gniew. Musi ochronić rodziców, więc nie może uznać ich winy. Ukryć tę zasadniczą prawdę pozwolą sztuczki z uwagą.
Jakiż może być lepszy sposób niż zaprzeczenie wszystkiemu przed samym sobą? A jeszcze na wszelki wypadek można dokonać przemieszczenia. Złość nie wyparuje, ale może wydawać się, że wyparowała albo że wywołały ją całkiem inne przyczyny. Jeżeli i to nie pomaga, można ją uznać za coś innego. Można skierować ją przeciwko sobie; w ten sposób tworzą się trwałe przekonania o własnej bezwartościowości. Można też skierować złość gdzie indziej, nie przeciwko rodzicom, lecz przeciw komuś innemu. Zaprzeczanie i przemieszczenie - oba rozwiązania wynikają z miłości i przywiązania dziecka do rodziców - rodzice zostają bez winy, dzieciństwo można pamiętać jako najszczęśliwszy okres w życiu.

Przyjrzyjmy się teraz dla kontrastu dziecku, które nie musiało dokonywać handlu wymiennego „lęk-uwaga"; które nie musiało oszukiwać samo siebie; które mogło świadomie doświadczyć swojego gniewu wywołanego bólem, krzywdami i zwyczajnymi ograniczeniami narzuconymi mu w dzieciństwie. Skoro nie musiało odwracać swojej uwagi od tych uczuć, to zna je i umie się poruszać „na ich terenie". Jako człowiek dorosły potrafi otwarcie wyrazić gniew, gdy jest krzywdzony. Nie dźwiga na sobie brzemienia złości tamowanej przez blokadę w postrzeganiu.
Na dodatek jeszcze ludzie, którzy musieli tłumić złość od dzieciństwa, chować ją przed sobą, boją się, co się stanie, jeśli tamy zostaną przerwane. Wtedy nie da się już opanować - a wściekłość potrafi zabić. Więc przebierają złość za coś innego, żeby dać jej upust. Często tacy ludzie odcinają się od innych uczuć, każda spontaniczność wydaje się im czymś niebezpiecznym, zagraża wybuchowi emocji, które się nie dadzą opanować.
Doniesienie na temat dzieci z Denver, które poddawano terapii, ponieważ były obiektami przemocy ze strony rodziców, ukazuje właśnie taki obraz dzieciństwa pokonanego. Kiedy obcowało się z tymi dziećmi, rzucała się w oczy uderzająca cecha - ich smutek. Niektóre nigdy się nie śmiały. Jeśli psychoterapeuta zorganizował zabawę, uczestniczyły w niej pilnie, lecz z obowiązku, bez radości. Większość uważała się za „złych" albo „głupich" i niechętnie próbowały jakichkolwiek nowych zachowań, obawiając się, że wypadną w nich źle.
Ich poczucie zła i dobra było niezwykle sztywne i wiązało się z oczekiwaniem kar - oczywisty spadek po rodzicach. Reguły określające, co złe, a co dobre, były święte. Kiedy inne dzieci je przekraczały - te wpadały we wściekłość. Ale nie potrafiły okazać żadnego gniewu w stosunku do osób dorosłych. Można było obserwować rozwój mechanizmów paranoidalnych: dzieci nauczyły się zaprzeczać złości, którą odczuwały do rodziców (co rozciągały na wszystkich dorosłych), natomiast gorliwie przemieszczały ją na cele łatwiej dostępne - inne dzieci.
Wprawdzie nie potrafiły wyrazić złości wobec dorosłych, lecz wewnętrznie kipiały nią. Ich opowieści i zabawy pełne były brutalnej agresji".
Cytuj
Nieustannie biły, tarmosiły i niszczyły lalki. Wiele dzieci odtwarzało w zabawach sceny przemocy, której były ofiarami. Dziecko, które w okresie niemowlęcym trzykrotnie doznało pęknięcia czaszki, zawsze wymyślało historie o ludziach lub zwierzętach mających urazy głowy. Inne dziecko, którego matka próbowała je utopić, gdy było maleńkie, zaczynało w trakcie terapii zabawę od topienia lalki w wannie. (...) Żadne z dzieci nie umiało wyrazić swoich niepokojów werbalnie, lecz - jak się okazywało - gniotły w sobie wściekłość i silne pragnienie zemsty, a przeżyciom ich towarzyszył ogromny lęk przed konsekwencjami ujawniania tych uczuć.

Dzieci te miały już w pełni rozwinięte podstawowe mechanizmy stylu paranoidalnego - zaprzeczanie i przemieszczenie. Predyspozycje do paranoi nie muszą jednak wynikać z tak gwałtownych zajść jak brutalna przemoc domowa; te same tendencje mogą się wytworzyć w psychice wskutek mniej oczywistych form despotyzmu. Przemoc może przybierać postać bardziej subtelną - spojrzenia pełnego dezaprobaty, milczącej nagany, upokorzenia lub nieokazywania miłości za karę. W ostatecznym rachunku skutek bywa ten sam - przy założeniu, że w psychikę dziecka została wpojona podstawowa zasada: rodzice nie są winni poczuciu krzywdy i złości odczuwanej przez niego.
Dziecko, które się boi, że zostanie odrzucone przez rodziców, może stać się przewrażliwione na analogiczne sygnały ze strony rówieśników. Takie dziecko będzie nawet niewinne uwagi interpretowało jako wrogie. W przewidywaniu wrogości przyjmie dla obrony chłodną, nieprzystępną postawę i będzie się zaczepnie odzywało. To z kolei wywoła dokładnie taką reakcję, jakiej się obawiało: stanie się obiektem rzeczywistej już, a nie wymyślonej wrogości ze strony rówieśników. Tego rodzaju podejrzliwość ma charakter samospełniającej się przepowiedni. Dziecko stwierdza, że rówieśnicy je odrzucają, tak samo jak rodzice, co z kolei usprawiedliwia jeszcze większą podejrzliwość i niechęć. Rozpoczyna się błędne koło, które zaowocuje w pełni rozwiniętą podejrzliwością Detektywa.

Podstawowa recepta na ukształtowanie paranoidalnego typu uwagi przedstawia się w skrócie następująco:
1.   Doznanie krzywdy we wczesnym dzieciństwie, przy czym nie ma nikogo, kto otwarcie określiłby sytuację jako krzywdzącą.
2.   Niemożność zareagowania na doznaną krzywdę złością i w związku z tym zaprzeczanie własnym uczuciom.
3.   Okazywanie wdzięczności rodzicom za ich dobrą wolę.
4.   Zapomnienie o wszystkim.
5.   W wieku dorosłym przemieszczenie nagromadzonej złości na innych i niedostrzeganie, że to, co wydaje się ich złością, jest złością własną.

Człowiek, który w dzieciństwie musiał przekształcić swój wzorzec postrzegania na paranoidalny, kiedy sam zostanie rodzicem, najprawdopodobniej odtworzy to samo z własnymi dziećmi. Walkę, którą przegrał jako dziecko, może teraz powtórzyć, lecz tym razem jako zwycięzca - rodzic narzucający twardy reżim wychowawczy.
Oczywiście proces ten może mieć niezliczoną ilość odmian. Najlepiej poznane są te warianty, które kończą się poważnymi zaburzeniami, takimi jak paranoja - dlatego że badania kliniczne na nich właśnie się skupiały. Najbardziej znaną metodą kształtowania patologicznego stylu postrzegania jest „podwójne wiązanie", opisane przez Gregory'ego Batesona i jego zespół w latach pięćdziesiątych. Podwójne wiązanie to typ porozumiewania się między dzieckiem a rodzicem, prowadzący do schizofrenii.
Sednem podwójnego wiązania jest dwuznaczny komunikat wysyłany przez rodzica, w którym otwarte, jawne znaczenie jest wręcz przeciwne do znaczenia ukrytego. Jawny przekaz wiąże się z wymazywaniem z postrzegania, które zasłania przeciwny przekaz przed świadomością. Rezultatem jest paraliż: nie można podporządkować się obydwóm przekazom jednocześnie, ale człowiek nie wie dlaczego, co więcej, w ogóle nie wie, że znalazł się w takiej sytuacji. Ukryty przekaz jest zwykle pozawerbalny: przekazywany za pomocą postawy, tonu głosu, gestu, napięcia mięśni i tak dalej. R. D. Laing podaje następujący przykład:

Matka odwiedza syna, który właśnie wyszedł z załamania psychicznego. Gdy on zmierza w jej stronę:
a)   ona otwiera ramiona, by mógł ją objąć i/lub
b)   by ona mogła go objąć.
c)   A jednak, kiedy on podchodzi bliżej [ona zamiera w bezruchu i sztywnieje].
d)   On zatrzymuje się, niezdecydowany.
e)   Ona mówi: „Nie chcesz pocałować swojej mamusi?". A gdy on wciąż pozostaje niezdecydowany w miejscu,
f)   dodaje: „Ależ mój drogi, nie powinieneś się bać swoich uczuć".
On reaguje na zaproszenie do pocałowania jej, ale postawa matki [znieruchomienie] i napięcie jednocześnie mówią mu, żeby tego nie robił. Ona nie może dopuścić do siebie wiedzy o tym, że obawia się bliskich z nim relacji albo że z jakichś innych powodów nie chce, by faktycznie uczynił to, do czego go zachęca, dlatego pozostaje to dla niej i dla syna nie wypowiedziane. On jednak reaguje na nie wypowiedziany przekaz: „Chociaż trzymam moje ramiona otwarte dla ciebie, abyś podszedł i pocałował mnie, to jednak w rzeczywistości boję się tego. Skoro zaś nie jestem w stanie dopuścić tej myśli do siebie ani powiedzieć ci tego wprost, mam nadzieję, że jesteś zbyt «chory», by to zrobić". (...) Matka (...) przekazuje informację: „Nie obejmuj mnie, bo cię ukarzę" i, Jeśli mnie nie obejmiesz, ukarzę cię".

Teoria podwójnego wiązania zakłada, że powtarzające się przekazy w rodzaju „Nie słuchaj moich poleceń" - czyli takie, których nie sposób wypełnić - tworzą deformację w sposobie postrzegania świata przez odbiorcę. Zgodnie z tą teorią rezultatem mogą być zaburzenia myślenia prowadzące do schizofrenii. Teoria podwójnego wiązania stała się podstawą bardziej ogólnego podejścia do komunikacji w rodzinie, w której dziecku wpajano charakterystyczne wypaczenia postrzegania.

Wzorzec paranoidalny jest tylko jedną z wielu strategii łagodzenia bólu. Jakie konkretnie przeżycia we wczesnym dzieciństwie kształtują na całe życie dany styl postrzegania, w zasadzie nie wiadomo. Naukowcy dopiero zaczęli pracować nad ogólnymi wyznacznikami tego procesu, obejmując badaniami nieliczne skrajności: schizofrenię, paranoję, zachowania kompulsywne. Wachlarz stylów postrzegania jest jednak znacznie szerszy i obejmuje ich znacznie więcej niż tylko tych kilka patologicznych.
O strategiach kierowania uwagą, nie wykraczających poza ramy normalności, wiemy bardzo niewiele, a o tym, jakie konkretnie przeżycia je kształtują - jeszcze mniej. Jak dotąd potrafimy wskazać zaledwie parę ogólnych sił w ramach rodziny, stanowiących o jej wyjątkowej roli w kształtowaniu nawyków postrzegania, a zatem indywidualnych rzeczywistości.
Tymi siłami zajmiemy się w następnej części. Zobaczymy w niej, że rodzina stanowi pierwszy - z jakim spotykamy się w życiu - model funkcjonowania we wspólnej rzeczywistości, a także model, który uczy, jak trzymać na wodzy lęk poprzez uprawianie sztuczek z uwagą. Ucząc się tego wejścia w przeżywanie zbiorowe przejmujemy wszystkie wypaczenia wchodzące w skład tego konkretnego wzorca postrzegania: samooszukiwanie się działa zarówno między nami, jak i wewnątrz nas.
Przechodzimy teraz na wyższy poziom. Dotąd zajmowaliśmy się sposobem, w jaki handel wymienny między uwagą a lękiem jest odpowiedzialny za „białe plamy" w psychice jednostki. Odtąd zajmiemy się tym, w jaki sposób dochodzi do tego, że takie samooszukiwanie się zaczyna być wspólne. Przejście na ten poziom wymaga tylko założenia, że istnieje pewna możliwość wzajemnego synchronizowania schematów poznawczych, to znaczy dochodzenia do wspólnego rozumienia określonych zdarzeń.

Nie jest to zbyt daleko idące założenie. W pewnym sensie każda komunikacja międzyludzka jest próbą takiego uzgodnienia. Żeby nawiązać nić porozumienia, dwa umysły muszą „pracować na tych samych falach", a to znaczy, że ich schematy muszą być do pewnego stopnia podobne i funkcjonować mniej więcej analogicznie.
Rozmowa jest właśnie takim „dopasowywaniem". Jak to mi przedstawił Seely Brown, psycholog poznawczy: „Kiedy rozmawiamy, ja powoli dostosowuję twój model psychiczny do mnie, a ty dostrajasz mój model do siebie. Kiedy zadajesz pytanie, istnieje możliwość korekty jakichś drobnych nieporozumień. Pytając robisz przegląd własnego rozumienia wielu rzeczy. To daje mi szansę zdiagnozowania przyczyny nieporozumienia i naprawienia go. Komunikacja zatem to przede wszystkim proces naprawczy".
„Naprawiane" są schematy poznawcze czynne w danym momencie. Gdy dochodzimy do porozumienia, ja pojmuję twoje schematy, a ty moje. Być może nie są one identyczne, ale stają się bliższe niż przedtem. W długotrwałym związku schematy mają szansę dokładnie się dopasować, tak że do porozumienia wystarczy jedno słowo, gest, wyraz twarzy. Im więcej mamy wspólnych schematów, tym mniej trzeba mówić.
W naszych długotrwałych, bliskich związkach - z małżonkiem, kochankiem, kolegą - najczęściej dochodzimy do wspólnych schematów obronnych. Ponieważ bliskie związki mają kluczowe znaczenie w życiu psychicznym, mogą więc również powodować więcej lęków - takich jak lęk przed utratą - niż luźniejsze związki. A im więcej lęków, tym więcej wymazywania, które je uśmierza.
A zatem, jeśli oboje partnerzy w związku wyczuwają te same „drażliwe obszary", mogą radzić sobie z zagrożeniem, umawiając się bez słów, że będą odwracać uwagę od tych miejsc, że nie będą wkraczać na grząski grunt. Kiedy takie wypaczenie uwagi jest wspólne, zsynchronizowane, tworzy się wspólne wymazywanie. W ten sposób każdy związek jest podatny na wytworzenie uzgodnionego repertuaru wspólnych urojeń. Dochodzi do tego moim zdaniem automatycznie, w wyniku takich samych „mikrozajść", jak te między rodzicem a dzieckiem, opisanych przez Sterna.
Nie każde wymazywanie w związku dwojga ludzi musi być wspólne. Psychoanalityk Ernest Schachtel opisuje mechanizm wymazywania u jednej ze swoich pacjentek. Kobieta ta podczas psychoterapii uskarżała się, że
Cytuj
„nigdy naprawdę nie patrzyła na swojego chłopaka".
Wprawdzie mogła kierować na niego spojrzenie, ale miała wyraźne poczucie, że nigdy go naprawdę nie widziała.
W trakcie terapii okazało się, że stosunek kobiety do partnera sprowadzał się do kurczowego trzymania się go i do wysiłku, żeby go zadowolić, cały czas w lęku, że jeśli zrobi coś źle, to go utraci. Kiedy przebywała w jego towarzystwie, cały czas się bała, że jeżeli na niego spojrzy, zobaczy na jego twarzy wyraz dezaprobaty. Dlatego też, gdy na niego patrzyła, jej uwaga była w najwyższym stopniu wybiórcza: patrzyła nie na jego twarz jako taką, lecz wypatrywała wyłącznie oznak dezaprobaty, miłości lub gniewu. Ten mechanizm doprowadził do istnienia „ślepej plamki": wprawdzie wielokrotnie widziała twarz swojego chłopaka, lecz tak naprawdę pozostawała ona dla niej nieznana.
Lęki, doznawane przez tę kobietę, mogą być wspólne z partnerem albo mogą im odpowiadać analogiczne u partnera - różne, ale równie silne - lęki i „ślepe plamki". Więzi w relacji partnerskiej są do pewnego stopnia wzmacniane - jak zauważa socjolog Erving Goffman - przez milcząco uzgodnione „ślepe plamki". „W dobrze dopasowanych małżeństwach każdy z partnerów może utrzymywać przed drugim pewne tajemnice, związane ze sprawami finansowymi, z doświadczeniami przeszłości, aktualnymi flirtami, z oddawaniem się «złym» czy kosztownym nałogom, z osobistymi aspiracjami i troskami, z zachowaniem dzieci, prawdziwymi opiniami na temat krewnych i wspólnych znajomych i tak dalej".
Takie ulokowane strategicznie punkty, objęte „zmową milczenia", mają za zadanie - według Goffmana - podtrzymywanie pożądanego status quo. Taką zmowę umożliwia zasada: „ty nie mówisz, ja o nic nie pytam". Jest to możliwe oczywiście tylko wtedy, gdy obie strony domyślają się jakoś, czego mają unikać.
Terapeuci rodzinni Lilly Pincus i Christopher Dare stwierdzili, że rzeczywiście, w miarę jak bliżej poznają parę małżeńską z którą pracują są w stanie określić rodzaj niepisanej „umowy małżeńskiej", jaką zawierają ze sobą partnerzy. Jest to umowa - jak twierdzą terapeuci - pomiędzy nieświadomościami obojga, umowa obejmująca wzajemne zobowiązania do spełniania pewnych niewypowiedzianych pragnień drugiej strony, do łagodzenia lęków, o których się nie wspomina. Najogólniej mówiąc, wygląda ona następująco:
„Postaram się zapewnić ci te ważne rzeczy, których po mnie oczekujesz, jeśli nawet pewne z nich są niemożliwe do osiągnięcia, nierozsądne albo wręcz szalone, pod warunkiem że ty zapewnisz mi te ważne rzeczy, których ja po tobie oczekuję, jeśli nawet pewne z nich są niemożliwe do osiągnięcia, nierozsądne albo wręcz szalone. Żadne z nas nie powie drugiemu, o jakie rzeczy chodzi, ale będziemy się obrażać, dąsać, wpadać w przygnębienie albo się kłócić, jeżeli nie będziemy dotrzymywać tej umowy".
Te umowy, a raczej „zmowy" działają poza świadomością. W związku z tym nie można na nie zwrócić uwagi, gdyż manifestują się wyłącznie w postaci ochronnego wymazywania. Ponieważ do wymazywania doprowadziły podstawowe potrzeby psychologiczne, istnieje głęboki nakaz utrzymywania tych „zmów" poza aktualnym polem świadomości. Każde zerwanie takiej kurtyny to obnażenie najwrażliwszych, głęboko osobistych potrzeb. Może ono częściowo wyjaśniać, dlaczego rozwody są takie okropne.
Każdy z partnerów związku ignoruje pewne obszary wspólnego przeżywania, te, które zagrażałyby poczuciu bezpieczeństwa obojga. Ona nie komentuje, że on ogląda się na plaży za młodszymi kobietami; on nigdy nie wspomina o swoich podejrzeniach, że ona udaje orgazm. Z czasem takie przemilczenia stają się prawdziwym wymazywaniem: oboje nie zauważają go i nie zauważają też, że coś pozostaje niezauważone.
Pod powierzchnią takiej niełatwej wspólnej nieuwagi mogą się kryć pokłady złości, urazy, krzywdy - nie wypowiedziane, a nawet nie zauważane. Jeśli związek rozpada się, umowa podtrzymywania status quo kosztem uwagi przestaje obowiązywać. Złe uczucia wypływają na powierzchnię z pełną siłą, odkąd partnerzy przestają wkładać wysiłki w utrzymywanie wspólnego „paktu o nieuwadze".
Takie milczące sojusze w związkach typu małżeńskiego można uważać za pierwowzór sposobu funkcjonowania charakterystycznego dla wszelkich grup. Jestem przekonany, że ludzie w grupach na ogół „uwspólniają" znaczną liczbę schematów, co następuje w sposób pośredni, bez mówienia o nich. Najważniejsze wśród tych wspólnych, choć nie uzgadnianych jawnie schematów, są te, które określają na co warto zwracać uwagę i w jaki sposób, a także, co postanawiamy ignorować i czemu zaprzeczać. Kiedy taki wybór zostanie dokonany (co ignorować i czemu zaprzeczać) po to, by stłumić lęk, wówczas zaczynają działać wspólne mechanizmy obronne.
W następnej części zajmiemy się metodami, za pomocą których ludzie ucząc się widzieć rzeczy w ten sam sposób - uczą się też, czego zbiorowo nie widzieć, które aspekty wspólnego przeżywania objąć razem kurtyną samooszukiwania się.


Zobacz na:
Konieczne kłamstwa, proste prawdy
https://forum.wybudzeni.com/index.php/topic,1578.0.html
“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • *
  • Wiadomości: 2 542
  • Reputacja: +12/-0
Odp: Jak wychować paranoika
« Odpowiedź #1 dnia: (Pią) 08.04.2016, 11:46:05 »
Studio alternatywne - Mit dzieciństwa


Wbrew temu w co chcemy wierzyć idealizując dzieciństwo, jest to czas trudny i bolesny. Samo dzieciństwo - wyjątkowe traktowanie pierwszych lat życia to konstrukcja mentalna powstała w XVIII wieku w epoce Oświecenia. Dzieciństwo jako czas wyjątkowy nie skażony grzechem dorosłości odkrył Jan Jakub Rousseau. Wcześniej dzieci nie cieszyły się taką admiracją, były traktowane jak normalni ludzie, a nie istoty wyjątkowe z racji wieku. Co jest przyczyną takiego wyróżnienia dzieciństwa przez naszą kulturę? Na te i inne pytania związane z tym problemem odpowiedzi udzielą goście zaproszeni do Studia. Program prowadzi Tomasz Stawiszyński.
“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje