Author Topic: Witaminy i substancje witaminopodobne  (Read 3214 times)

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • WyBudzony
  • *
  • Posts: 2 554
  • Reputacja: +12/-0
Witaminy i substancje witaminopodobne
« on: (Sun) 14.12.2014, 18:30:19 »
Witaminy i substancje witaminopodobne

Chcąc wyjaśnić czym są witaminy, trzeba najpierw wyjaśnić, czym one nie są. W odróżnieniu od substancji budulcowych, witaminy nie wchodzą w skład komórek organizmu. W odróżnieniu od substancji energetycznych, witaminy nie dostarczają organizmowi energii.

Specyficzna rola witamin

Witaminy są substancjami organicznymi, biorącymi udział w organizacji funkcjonowania każdej komórki żywego organizmu oraz w komunikowaniu się komórek między sobą. Nie oznacza to bynajmniej, że jest jakiś konkretny podział ról: ta witamina robi to, inna tamto – w ogóle wszystkie substancje odżywcze działają grupowo i żadna z nich nie funkcjonuje w odosobnieniu. Na przykład:

*przy budowie kości niezbędny jest nie tylko wapń, ale także magnez i fosfor,
*do wytworzenia impulsu nerwowego potrzeba odpowiednich ilości sodu, potasu, chloru, wapnia i witaminy B12,
*przy tworzeniu czerwonych krwinek niezbędne jest nie tylko żelazo, ale także miedź, witaminy C, B6, B9 i B12 oraz białko,
*dla zachowania zdrowej skóry potrzebujemy o wiele większą różnorodność substancji, między innymi witaminy A, B2, B3, B9 i E, kwas linolowy (omega-6), lecytynę, a także krzem i żelazo.

Konsekwencje niedoboru witamin

Ponieważ witaminy są niezbędne dla prawidłowego funkcjonowania organizmu, ich niedobór musi negatywnie odbić się na naszym zdrowiu, wywołując specyficzne objawy niedoboru. Nie znaczy to bynajmniej, że gdy na krótki czas zabraknie nam którejś z witamin, to natychmiast wystąpią chorobowe objawy tego niedoboru. Tak nie jest, bowiem zmiany spowodowane niedoborem witamin na początku są niezauważalne, ale z czasem przybierają na sile, aż do zagrażającego życiu stanu chorobowego. Proces narastania objawów niedoboru witamin można podzielić na pięć etapów:

Faza wstępna. Wczesnym sygnałem wyczerpania zapasów tkankowych witaminy lub grupy witamin jest tak zwany głód komórkowy, który objawia się nieustanną ochotą zjedzenia czegoś, ale nie wiadomo, co by to miało być. Wydalanie brakującej witaminy z moczem zmniejsza się. W tym okresie powstają uszkodzenia pojedynczych komórek, które, po uzupełnieniu niedoboru, zostają szybko naprawione albo wymienione, nie pozostawiając istotnych ubytków w tkankach.

Faza biochemiczna. Notuje się spadek aktywności enzymów, spowodowany brakiem witamin, i bardzo małą ilość witamin wydalanych z moczem. Pogłębiający się niedobór witamin nie daje jeszcze objawów specyficznych, lecz istnieje duże prawdopodobieństwo, że uszkodzona w okresie niedoboru duża ilość komórek pozostawi trwałe ubytki w tkankach, zwłaszcza zębów i kości. Zauważalnym dowodem osiągnięcia fazy biochemicznej niedoboru witamin są poprzeczne karby na paznokciach, pojawiające się w trakcie ich wzrostu. Uczucie bezustannego głodu pogłębia się, wymuszając częste zajadanie obfitych posiłków, co siłą rzeczy skutkuje przybieraniem na wadze.

Faza fizjologiczna. Witaminy w moczu pojawiają się jedynie sporadycznie, w bardzo małych ilościach. Wyraźnie manifestują się specyficzne objawy niedoboru danej witaminy lub grupy witamin. Występuje utrata apetytu i związana z nią utrata wagi. Pojawia się bezsenność lub nadmierna senność, skłonność do irytowania się, a nawet zmiany osobowości.

Faza kliniczna. Witaminy w moczu nie pojawiają się w ogóle. Objawy niedoboru witamin zamieniają się w stan chorobowy. Na skutek uszkodzenia nabłonka jelitowego, dotychczasowy brak apetytu przeradza się w jadłowstręt (anoreksję) i, połączony z częstymi wymiotami, prowadzi do utraty masy mięśniowej, z charakterystycznym sterczeniem kości.

Faza anatomiczna. Pojawiają się wyraźne uszkodzenia tkanek, jako charakterystyczne objawy permanentnego niedoboru witamin. Niepodjęcie leczenia grozi poważnymi powikłaniami, prowadzącymi w skrajnych przypadkach nawet do śmierci.

Funkcje witamin i ich naturalne źródła

Wszystko zaczęło się w roku 1913, gdyż wtedy właśnie odkryto jakąś substancję, która wprawdzie nie wchodzi w skład żadnej z komórek organizmu, ani nie daje energii, ale jej brak powoduje zapalenie i infekcję oczu u zwierząt. W następnych latach okazało się, że substancji o podobnych cechach jest więcej. Ponieważ nie wiadomo było, co z tym fantem zrobić, nazwano je witaminami – od łacińskiego vita (życie) i aminy (związki organiczne) i, dla odróżnienia, nazywano pierwszymi literami alfabetu, rozpoczynając od A, bo tę właśnie witaminę odkryto jako pierwszą. Do dziś poznano 13 substancji o podobnych właściwościach, bowiem ich niedobór wywołuje specyficzne objawy niedoboru, przypominające objawy chorobowe.

Witamina A występuje w dwóch formach – jako witamina A, zwana retinolem, i jako prowitamina A, zwana beta-karotenem.

Retinol znajduje się w produktach pochodzenia zwierzęcego i jest niejako właściwą witaminą A.
Beta-karoten pochodzi z produktów roślinnych i w organizmie ludzkim pełni rolę silnego przeciwutleniacza. W wypadku diety ubogiej w pożywienie pochodzenia zwierzęcego, będącego naturalnym źródłem witaminy A, organizm do jej wytworzenia wykorzystuje beta-karoten. Z tego względu beta-karoten nazywany jest prowitaminą A.

Witamina A jest niezbędna do utrzymania w dobrym stanie wszystkich błon śluzowych przewodu pokarmowego, oddechowego, moczowego i układu rozrodczego. Ma istotne znaczenie dla kondycji skóry. Jest niezbędna dla normalnego widzenia, gdyż bierze udział w tworzeniu rodopsyny, decydującej o możliwości widzenia o zmierzchu, przy słabym oświetleniu. W okresie wzrostu organizmu, witamina A bierze udział w tworzeniu szkliwa nazębnego, właściwego rozstawienia uzębienia, co ma istotne znaczenie dla wytworzenia się i utrwalenia prawidłowego zgryzu.

Organizm nie wydala nadmiaru witaminy A i z tego względu, przy nadmiernej podaży, istnieje niebezpieczeństwo jej przedawkowania, wywołującego zatrucie, zwane hiperwitaminozą witaminy A, objawiającą się pękaniem i krwawieniem warg, odstawaniem naskórka, zażółceniem skóry, swędzeniem skóry, drażliwością, suchością włosów, powiększeniem wątroby i śledziony, bolesnym obrzmieniem w okolicy kości długich. U kobiet ciężarnych hiperwitaminoza witaminy A może być przyczyną uszkodzenia płodu.

Najbardziej spektakularnym objawem niedoboru witaminy A jest tzw. kurza ślepota, która daje znać o sobie w przypadku przejścia z jasnego pomieszczenia do ciemnego. Wzrok osób z dostatecznym poziomem witaminy A powinien dostosować się do takiej zmiany oświetlenia w czasie krótszym niż 5 sekund. Dłuższy czas dostosowania wzroku do zmiany oświetlenia świadczy o niedoborze tej ważnej witaminy wzroku.

Inne, dające się zauważyć gołym okiem objawy niedoboru witaminy A, to kruche, wolno rosnące paznokcie, z podłużnym bruzdowaniem, suche, łamliwe włosy, szorstka, sucha skóra z charakterystyczną pokrzywką i wysypką, suche spojówki oraz zmiany chorobowe na rogówce, wrażliwe dziąsła, brak apetytu, zmniejszona odpor­ność na zakażenia, zaburzenia widzenia, a u dzieci zahamowanie wzrostu.

Chroniczny niedobór witaminy A prowadzi do owrzodzenia oraz zniekształcenia rogówki oka i ślepoty. Wstępne objawy tej choroby, zwanej kseroftalmią, to wysychanie, zgrubienie oraz zmarszczenie spojówki – błony pokrywającej oko. Jeżeli podaż witaminy A nie wzrasta, to stan pogarsza się – na oku pojawiają się stwardniałe obszary (plamki Biota), wywołujące wrażenie widzenia przez mgłę. Dalszym następstwem kseroftalmii jest zakażenie tęczówki oka, w wyniku czego powstaje blizna powodująca ślepotę.

Dobrym źródłem witaminy A są produkty pochodzenia zwierzęcego:
wołowa i wieprzowa wątroba, mięso, śmietana, masło, tłuste sery dojrzewające, żółtka jaj, niektóre tłuste ryby i tran.

Dobrym źródłem beta-karotenu są: marchew, dynia, szpinak, sałata, zielony groszek, szczypior, koper, pietruszka, pomidory, jarmuż, fasolka szparagowa, morele, wiśnie, śliwki, pomarańcze.

Witamina B1 (tiamina). Inne używane nazwy to aneuryna, czynnik przeciw beri-beri, czynnik antyneurotyczny. Witamina B1 odgrywa zasadniczą rolę w procesach oddychania tkankowego, głównie w przemianie cukrów, pobudza wydzielanie hormonów, przyspiesza gojenie się ran oraz wykazuje działanie uśmierzające ból i sprzyjające dobremu samopoczuciu.

Przedawkowanie witaminy B1 występuje rzadko. Objawia się zawrotami głowy, nadwrażliwością, drżeniami mięśni, zaburzeniami rytmu serca i reakcjami alergicznymi.

Stany niedoboru witaminy B1 zdarzają się najczęściej u osób jedzących ugotowane warzywa (wysoka temperatura niszczy tę witaminę) i białe pieczywo. Do objawów niedoboru witaminy B1 należą: zaburzenia czynności centralnego układu nerwowego, uczucie osłabienia i zmęczenia, oczopląs, zaburzenia pamięci i koncentracji, depresja, niewydolność krążenia (przyspieszona akcja serca, powiększenie mięśnia serca, obrzęki kończyn), zaburzenia ze strony przewodu pokarmowego (bóle brzucha, utrata łaknienia, nudności, wymioty, biegunki i, w konsekwencji, spadek wagi).

Ostrą postać niedoboru witaminy B1, zwaną chorobą beri-beri, spotyka się w stanach głodowych oraz u dzieci odżywiających się tylko jednym rodzajem pożywienia, na przykład samym ryżem. Charakteryzuje się ona zaburzeniami czucia, osłabieniem mięśni nóg, uogólnionymi obrzękami do jam ciała.

Do najobfitszych źródeł witaminy B1 należą drożdże piwne i mięso wieprzowe. Ponadto wystarczające ilości witaminy B1 znajdują się w nasionach słonecznika i sezamu, mięsie drobiowym, chlebie razowym, kaszach, fasoli, grochu, wszystkich surowych, świeżych warzywach oraz większości owoców.

Witamina B2 (ryboflawina). Inne używane nazwy to laktoflawina, hepatoflawina, owoflawina, witamina G. Witamina B2 wpływa na syntezę kwasów tłuszczowych z białek i cukrów. Odgrywa ważną rolę w biochemicznych przemianach siatkówki oka, przez co warunkuje prawidłowe funkcjonowanie wzroku. Eliminując z organizmu człowieka trujące substancje, zawarte w alkoholu i tytoniu, witamina B2 zapobiega nowotworom przełyku. Współdziała z witaminą A w prawidłowym funkcjonowaniu skóry, śluzówki dróg oddechowych i przewodu pokarmowego oraz nabłonka naczyń krwionośnych.

Nadmiar witaminy B2 w organizmie występuje rzadko. Przy dużym przedawkowaniu mogą wystąpić nudności i wymioty.

Objawy niedoboru witaminy B2 w organizmie to uszkodzenie rogówki gałki ocznej, pogorszenie ostrości wzroku, światłowstręt, łzawienie, łatwe męczenie się oczu i okołorogówkowe wrastanie naczyń, wypadanie włosów, brak koncentracji, zawroty głowy, bezsenność, zaburzenia oddechowe, zajady w kącikach ust, zapalenie czerwieni warg, języka lub błon śluzowych, łojotok, pelagra (rumień lombardzki), choroby układu nerwowego, dystrofia mięśni, łuszczenie się skóry w okolicach nosa i ust oraz czoła i uszu. U dzieci niedobór witaminy B2 może opóźnić wzrost, zaś u kobiet wywołać swędzenie w okolicy ujścia pochwy.

W sporych ilościach witamina B2 znajduje się w drożdżach, wątrobie i innych podrobach, mięsie jajach, rybach, mleku wiejskim i jego przetworach, razowym pieczywie, jarzynach, grochu, fasoli.

Witamina B3 (niacyna). Inne używane nazwy to kwas nikotynowy, witamina PP, nikotynamid, niacynamid, pelagranina. Witamina B3 uczestniczy w procesach regulacji poziomu cukru i cholesterolu we krwi, przepływu krwi w naczyniach oraz w utrzymaniu odpowiedniego stanu skóry. Współdziała w wytwarzaniu hormonów płciowych (estrogenów i progesteronu).

Stosowanie przez dłuższy czas dużych dawek witaminy B3 może spowodować uszkodzenie wątroby, niemiarowość pracy serca, dolegliwości skórne (pieczenie i swędzenie), podniesienie poziomu glukozy we krwi.

Długotrwały niedobór witaminy B3 prowadzi do wystąpienia pelagry (rumienia lombardzkiego) – choroby objawiającej się zaczerwienieniem skóry, z czasem przemieniającym się w pęcherze, a potem owrzodzenia. Typowymi objawami pelagry są także częste biegunki, wymioty, odwodnienie organizmu i otępienie. Łagodniejsze objawy niedoboru witaminy B3 to:

*szorstkość oraz zaczerwienienie skóry,
*dysfunkcja układu trawiennego (częste biegunki, a w ich efekcie osłabienie i spadek masy mięśniowej),
*zakłócenia w funkcjonowaniu układu nerwowego (bezsenność, zawroty głowy, bóle głowy, częste zapalenia nerwów obwodowych, zaburzenia pamięci).

Najobficiej witamina B3 występuje w drożdżach piwnych oraz wszystkich rodzajach mięs. Poza tym, witamina B3 w sporych ilościach znajduje się w nasionach słonecznika, orzeszkach ziemnych, pełnych ziarnach zbóż oraz suchych nasionach fasoli i grochu.

Witamina B5 (kwas pantotenowy). Inne używane nazwy to czynnik wzrostowy drożdży, Bios II, czynnik przesączalny II. Witamina B5 należy do najmniej trwałych witamin z grupy B. Jest jednym z elementów składowych koenzymu A, którego synteza jest uzależniona właśnie od podaży witaminy B5 w żywności. Jako składnik koenzymu A, witamina B5 wpływa na przemiany tłuszczowo-białkowe, obniżając znacznie poziom cholesterolu, a także – wspomagając proces pigmentacji włosów – zapobiega siwieniu. Bierze także udział w syntezie hormonów sterydowych i innych związków chemicznych, powstających w organizmie. Uczestniczy w syntezie hemu do hemoglobiny, w wytwarzaniu przeciwciał oraz bierze udział w regeneracji komórek skóry i błon śluzowych.

Podawana w nadmiernych ilościach, witamina B5 może wywołać uczulenia.

Najbardziej typowym objawem niedoboru witaminy B5 są zaburzenia czucia. Inne objawy niedoboru witaminy B5 to:

*zespół piekących stóp,
*zmęczenie,
*osłabienie,
*bóle głowy i brzucha,
*nudności i wymioty,
*zmniejszenie odporności,
*zmiany skórne.

Efektem niedoboru witaminy B5 bywają także zaburzenia pigmentacji włosów, objawiające się przedwczesnym siwieniem.

Największe ilości witaminy B5 zawierają drożdże oraz wątroba cielęca. Dobre źródła witaminy B5 to:

*wątroba wieprzowa,
*żółtka jaj,
*wieprzowe i wołowe mięso,
*płatki owsiane,
*pełnoziarnisty chleb,
*ziemniaki w mundurkach,
*szpinak,
*marchew,
*kapusta.

Witamina B6 (pirydoksyna, pirydoksal i pirydoksamina). Inna używana nazwa to adermina. Witamina B6 obejmuje grupę trzech naturalnych związków pirydynowych, ulegających w organizmie wzajemnym przekształceniom i wykazujących podobne działanie biologiczne. Pirydoksyna, pirydoksal i pirydoksamina są koenzymami dla ponad 50 różnych enzymów. Witamina B6 bierze ważny udział w syntezie białek i kwasów nukleinowych (DNA i RNA). Jest także niezbędna do produkcji hemoglobiny. Uczestnicząc w tworzeniu przeciwciał, witamina B6 podnosi odporność immunologiczną.

Organizm stosunkowo dobrze toleruje duże dawki witaminy B6. Przy długotrwałym nadmiarze, mogą wystąpić zaburzenia neurologiczne i uczucie zmęczenia.

Do najczęściej spotykanych objawów niedoboru witaminy B6 należą:

*stany zapalne skóry (łojotokowe zmiany na twarzy),
*zapalenie błony śluzowej jamy ustnej, języka, kącików warg,
*zmiany w ośrodkowym układzie nerwowym (apatia, bezsenność, nadwrażliwość, napady drgawek),
*zwiększona podatność na infekcje, szczególnie wirusowe.

Głównym źródłem witaminy B6 są drożdże, produkty zbożowe i ziemniaki oraz mięso i wędliny, a także orzechy włoskie i laskowe, ryby, banany, szpinak.

Witamina B7 (biotyna). Inne używane nazwy to witamina H i koenzym R. Witamina B7 pełni rolę przenośnika dwutlenku węgla, w różnych procesach przemiany materii, bierze udział w metabolizmie białek i tłuszczów oraz we wchłanianiu witaminy C. Współdziała w przemianie aminokwasów i cukrów, jak również uczestniczy wraz z witaminą K w syntezie protrombiny – białka odpowiedzialnego za prawidłowe krzepnięcie krwi. Wpływa na właściwe funkcjonowanie skóry oraz włosów, zapobiega łysieniu.

Nadmiar witaminy B7 nie wywiera toksycznego wpływu na organizm ludzki.

Niedobór witaminy B7 może powodować bóle mięśniowe, osłabienie i apatię, łysienie, charakterystyczne łuszczące się zmiany skóry na dłoniach, nogach i ramionach, wysuszenie i przebarwienie skóry oraz błon śluzowych, wypryski skórne, pogorszenie metabolizmu tłuszczów, podwyższenie poziomu cholesterolu i barwników żółciowych we krwi, a także depresję.

W większych ilościach witamina B7 występuje w drożdżach, wątrobie i wieprzowym oraz króliczym mięsie. Dobrym źródłem witaminy B7 są także:

*gorzka czekolada,
*migdały
*grzyby,
*kalafior,
*fasola,
*groch,
*orzechy laskowe i włoskie.

Witamina B9 (kwas foliowy). Inne używane nazwy to folan, folacyna, kwas pteroiloglutaminowy, witamina B11. Witamina B9 jest głównym czynnikiem biorącym udział w procesie podziału komórek organizmu, reguluje różne procesy metaboliczne, uczestniczy w syntezie białek i niektórych aminokwasów. Wraz z witaminą B12 uczestniczy w procesie tworzenia i dojrzewania czerwonych krwinek.

Przy nadmiernej podaży witaminy B9, u niektórych osób mogą tworzyć się szkodliwe kryształy folacyny w moczu. Mogą również wystąpić alergiczne odczyny skórne. Spożycie dziennie ponad 15 mg witaminy B9 może spowodować zaburzenia funkcjonowania układu nerwowego i pokarmowego.

Największe niebezpieczeństwo niedoboru witaminy B9 dotyczy kobiet ciężarnych, bowiem wiąże się z możliwością zaburzeń rozwojowych płodu, w następstwie uszkodzenia cewy nerwowej. Ponadto, najczęściej obserwowane objawy niedoboru witaminy B9 to:

*niedokrwistość megaloblastyczna (choroba Addisona-Biermera),
*trudności w zasypianiu,
*problemy z trawieniem,
*biegunki,
*utrata apetytu,
*rozdrażnienie,
*bóle głowy,
*słaby wzrost u dzieci.

Już sama nazwa: kwas foliowy (łac. folium – liść) wskazuje, gdzie należy jej szukać, bowiem największe ilości witaminy B9 występują w liściach roślin. Z tego względu najbogatszym źródłem witaminy B9 jest surowe mleko wiejskie pochodzące od krowy pasącej się na pastwisku bogatym w zielone trawy, które zawierają olbrzymie ilości witaminy B9. Jeśli ktoś słyszał kiedyś o odtruwających właściwościach mleka, to chodzi właśnie o tę olbrzymią ilość witaminy B9, którą ono zawiera. Obfitym źródłem witaminy B9 jest także wątroba cielęca, którą należy przyrządzić jako krwistą, czyli krótko obsmażyć z obu stron na dużym ogniu. Jedzona 2 - 3 razy w tygodniu krwista wątroba cielęca, w krótkim czasie potrafi poprawić poziom hemoglobiny we krwi, co ma istotne znaczenie dla kobiet ciężarnych. Wątroba wieprzowa i innych zwierząt także magazynuje witaminę B9 i jest dobrym źródłem tej witaminy, ale już nie tak obfitym, jak krwista wątroba cielęca. Spore ilości witaminy B9 zawierają drożdże, brokuły, orzechy, ziarna słonecznika i owoce. Jak zatem widzimy, witamina B9 w naturze występuje powszechnie.

Mimo powszechności występowania, B9 jest tą witaminą, której najczęściej brakuje współczesnemu człowiekowi. Dzieje się tak dlatego, że z jednej strony jest ona najważniejszą odtrutką organizmu, więc – ze względu na postępujące zatrucie środowiska, przy powszechnym występowaniu nadżerek nabłonka jelitowego – organizm jest zmuszony coraz częściej i w coraz większych ilościach zużywać witaminę B9 w procesie dezaktywacji toksyn. Z drugiej strony, witamina B9 jest substancją bardzo nietrwałą i każda obróbka – gotowanie, pasteryzowanie, zamrażanie, a nawet dokładne mycie – niszczy tę substancję. Z tego względu, kupowane w sklepie mleko pasteryzowane (nie mówiąc już o UHT) nie ma żadnych właściwości odtruwających. Wręcz przeciwnie – do zneutralizowania produktów przemiany materii powstających w metabolizmie kazeiny, organizm jest zmuszony zużywać witaminę B9 z zapasów tkankowych.

Witamina B12 (kobalamina). Inne używane nazwy to cyjanokobalamina, czynnik przeciwanemiczny, czynnik wątrobowy, factor Castle’ a. Witamina B12 jest krwiotwórczym czynnikiem wątroby, łącznie z witaminą B9 jest niezbędna w tworzeniu krwinek czerwonych i białych. Ponadto uczestniczy w dojrzewaniu komórek nabłonkowych, wykazuje właściwości ochraniające miąższ wątroby, bierze udział w syntezie aminokwasów i kwasów nukleinowych, uczestniczy w syntezie metioniny.

Nie są znane objawy przedawkowania witaminy B12. Przy stosowaniu przez dłuższy czas dużych jej dawek, u niektórych ludzi zaobserwowano objawy uczuleniowe.

Najczęściej niedobór witaminy B12 powoduje zaburzenia w powstawaniu czerwonych ciałek krwi, co prowadzi do niedokrwistości złośliwej albo niedokrwistości megaloblastycznej (choroby Addisona-Biermera). Równocześnie, albo wcześniej, pojawiają się objawy neurologiczne niedoboru witaminy B12 – zaburzenia czucia (parestezje) palców dłoni i stóp, ogólne osłabienie, niepewność chodu, osłabienie siły mięśni, wzrost spastycznego napięcia mięśniowego. Głęboki niedobór witaminy B12 może wywołać choroby psychiatryczne, na przykład tak zwane szaleństwo megaloblastyczne – zespół urojeniowy, przypominający schizofrenię.

Witaminy B12 nie wytwarzają ani zwierzęta, ani rośliny wyższe. Jest ona wytwarzana wyłącznie przez drobnoustroje bytujące w przewodach pokarmowych zwierząt. Człowiek witaminę B12 musi otrzymywać z pożywieniem. Dla stojącego na samym szczycie łańcucha pokarmowego człowieka, źródłem witaminy B12 jest mięso zwierząt, gdyż w ich organizmach występuje kumulacja tej substancji. Najwięcej witaminy B12 zawiera mięso ryb (zwłaszcza szczupaków), a także wieprzowe, wołowe, cielęce i drobiowe wątroby oraz nerki. Pewne ilości witaminy B12 zawierają także drożdże oraz wszystkie rodzaje mięsa.

Obecność witaminy B12 w pożywieniu nie jest jednoznaczna z jej wchłonięciem i wykorzystaniem przez organizm, bowiem w tym wypadku istnieje dodatkowy niezbędny warunek – czynnik krwiotwórczy wewnętrzny, zwany czynnikiem Castle’ a (stąd jedna z nazw witaminy B12 – faktor Castle’ a). Jest to specjalne białko, wydzielane przez komórki okładzinowe żołądka, które w przewodzie pokarmowym łączy się z witaminą B12 w kompleksy, i jedynie w postaci tych kompleksów witamina B12 może być wchłonięta w jelicie cienkim, toteż pewne choroby żołądka powodują niedobór witaminy B12.

Niewielką ilość witaminy B12 wytwarzają bakterie jelita grubego, ale jest ona bezużyteczna, ponieważ nie może być wchłonięta.

Witamina C (kwas askorbinowy), zwana także kwasem dehydroaskorbinowym. Witamina C jest nieodzowna w prawidłowym funkcjonowaniu tkanki łącznej, gdzie uczestniczy w syntezie kwasu hialuronowego, niezbędnego do syntezy kolagenu, oraz w procesach kostnienia. Bierze udział w przyswajaniu żelaza i syntezie hemoglobiny. Odgrywa ważną rolę w procesach odpornościowych, działa odtruwająco. Witamina C wpływa też na wzrost i rozwój komórek organizmu i utrudnia przenikanie do nich wirusów. Przyśpiesza procesy gojenia, uczestniczy w regeneracji witaminy E. Neutralizowanie przez witaminę C szkodliwego wpływu wolnych rodników chroni organizm przed zmianami nowotworowymi. Przypuszcza się, że witamina C ogranicza produkcję rakotwórczych nitrozoamin, powstających z połączenia azotynów, dodawanych do żywności jako konserwanty, z substancjami znajdującymi się w żołądku.

Spośród 4.000 gatunków ssaków, tylko organizmy ludzi, większość małp naczelnych, świnek morskich oraz niektórych gatunków nietoperzy nie syntetyzują kwasu askorbinowego. Do niedawna sądzono, że jest to wadą (jakimś błędem ewolucyjnym), co było argumentem uzasadniającym „poprawianie” natury poprzez suplementację witaminy C, i to w bardzo dużych ilościach.

Zwolennikiem stosowania dużych dawek witaminy C był Linus Pauling, amerykański fizyk i chemik, dwukrotny laureat nagrody Nobla (1954 w dziedzinie chemii, za badania fundamentalnych właściwości wiązań chemicznych, 1962 – nagroda pokojowa Nobla za wkład w kampanię przeciwko próbom z bronią jądrową). Sam Pauling zażywał 18 g witaminy C dziennie, co miało uchronić przed rakiem, a za jego przykładem nastała moda na zażywanie olbrzymich ilości witaminy C. Entuzjazm Paulinga dla witaminy C nie znalazł potwierdzenia w faktach, gdyż sam zmarł na raka prostaty, więc moda na ten sposób łatania zdrowia na jakiś czas zanikła, aż do teraz, gdyż producenci tzw. naturalnych suplementów diety, znowu ożywiają tego trupa próbując na ludzkiej niewiedzy robić interes. By jakoś uzasadnić fiasko poprzedniej mody na witaminę C, pada argument, że Pauling zalecał i sam stosował witaminę C syntetyczną, oni zaś proponują naturalną, rzekomo lepszą. W rzeczywistości nie ma to istotnego znaczenia, gdyż nadmiaru witaminy C organizm i tak nie przyswaja (nie wykorzystuje na potrzeby metabolizmu) lecz ją wydala. A więc czy wydali sztuczną witaminę C, czy naturalną – jaka to różnica? To zwyczajna ściema, bo cóż z tego, że wskutek zażywania dużych dawek witaminy C, kilkusetkrotnie przewyższających zapotrzebowanie organizmu, spadnie stężenie cholesterolu LDL albo poczujemy się lepiej? Albo zakłócimy funkcjonowanie systemu odpornościowego do tego stopnia, że przestaniemy zapadać na mające charakter prozdrowotny choroby infekcyjne? Czy usunie to przyczynę choroby, czy tylko zamaskuje faktyczną kondycję naszego organizmu atrapą zdrowia? Bo czymże innym jest gorączka, kaszel, katar, osłabienie, jeśli nie ewidentnym przejawem aktywności systemu odpornościowego? Te argumenty należy wziąć pod uwagą, zanim zaczniemy „poprawiać” naturę.

Odkrycie naukowców z francuskiego Uniwersytetu w Montpellier rzuca zupełnie inne światło na ewolucyjną wyższość gatunków, których organizmy nie syntetyzują witaminy C. Otóż okazuje się, że w toku ewolucji, nasze gatunki wypracowały niezwykle wydajny mechanizm, znakomicie kompensujący tę rzekomą ułomność. Otóż w organizmach pozbawionych zdolności syntezy kwasu askorbinowego występuje bardzo wydajny mechanizm wychwytu utlenionej formy witaminy C, czyli kwasu dehydroaskorbinowego (DHA). Związek ten powstaje w wyniku reakcji witaminy C z wolnymi rodnikami tlenowymi, kiedy to cząsteczki kwasu askorbinowego są niejako poświęcane w obronie innych związków, krytycznych dla przeżycia. W efekcie tej reakcji powstaje utleniona forma kwasu askorbinowego, czyli kwas dehydroaskorbinowy (DHA).

Organizmy ssaków wyposażonych przez naturę w zdolność syntetyzowania kwasu askorbinowego traktują DHA jako związek zużyty, a więc nadający się tylko do wydalenia. Zgoła inaczej DHA traktują organizmy ssaków, które nie syntetyzują kwasu askorbinowego, do których należy człowiek. Otóż w naszych organizmach kwas dehydroaskorbinowy nie jest wydalany, lecz zostaje pochłonięty przez czerwone krwinki (erytrocyty zajmujące się m.in. przenoszeniem tlenu), a następnie na powrót zredukowany do aktywnej formy i wydzielony do krwi, skąd jako witamina C trafia do innych tkanek. Czy ma to coś wspólnego z defektem ewolucyjnym?

Warto zaznaczyć, że te niby ewolucyjnie lepiej dostosowane organizmy, muszą produkować ogromne ilości witaminy C, zużywając na to mnóstwo energii. Na przykład kozły we własnym ciele muszą wytwarzać każdej doby 200 mg witaminy C na kilogram masy ciała, podczas gdy organizmowi ludzkiemu wystarczy pobranie z pożywienia zaledwie 1 mg na kilogram masy ciała w ciągu doby. Jak widać, w naturze samowystarczalność nie zawsze jest korzystna, zwłaszcza gdy się stoi na samym szczycie łańcucha pokarmowego.

Nadmiar witaminy C powoduje zakwaszenie moczu, upośledzając wydalanie kwasów i zasad. Kwaśny odczyn moczu może powodować wytrącanie się moczanów oraz cystynianów i w rezultacie tworzenie się kamieni w drogach moczowych.

Niedobór witaminy C manifestuje się ogólnym osłabieniem, bólami mięśniowymi, apatią, brakiem apetytu, bladością skóry i błon śluzowych, pękaniem drobnych naczyniek krwionośnych, dużą podatnością na choroby zakaźne, zwiększoną łamliwością kości, wolniejszym gojeniem się ran. Niedobór witaminy C w pożywieniu kobiety ciężarnej stwarza zagrożenie teratogenne, tj. przyczyniające się do powstania wad rozwojowych płodu.

Charakterystycznym objawem głębokiego niedoboru witaminy C jest pojawienie się grubych czerwonych linii pod językiem, z którymi zazwyczaj współistnieją grupki małych, czerwonych cętek albo łusek na skórze tylnej części ramion. Kolejną fazą objawów jest wystąpienie charakterystycznych obrzęków i krwawień z dziąseł – przy myciu zębów, gryzieniu czegoś twardego albo samoistnie, co najczęściej prowadzi do ruszania się zębów, a w końcu do ich wypadania.

Ekstremalnym przypadkiem permanentnego niedoboru witaminy C jest szkorbut, zwany też gnilcem, w którym do typowych objawów głębokiego niedoboru witaminy C dochodzi dodatkowo kruchość i w konsekwencji pękanie naczyń krwionośnych, co prowadzi do podskórnych i podokostnowych wylewów. W dawnych czasach na szkorbut zapadali głównie marynarze odbywający wielomiesięczne podróże morskie, mieszkańcy miesiącami obleganych twierdz, a także więźniowie odbywający wieloletnie wyroki w ciemnych lochach. Istotny wpływ na wystąpienie szkorbutu, prócz niedoboru witaminy C w pożywieniu, miało zapewne zwiększone zapotrzebowanie na witaminę C w wyniku konieczności spożywania nieświeżego pożywienia, a nade wszystko picia stęchłej wody.

Obecnie przypadki szkorbutu zdarzają się bardzo rzadko, niemal wyłącznie wśród dzieci, które w okresie zwiększonego zapotrzebowania na witaminę C przebywają na monotematycznej diecie, np. trzy razy dziennie płatki kukurydziane zalane mlekiem UHT.

Najbogatszym źródłem witaminy C są owoce dzikiej róży, ale zawierają ją w zasadzie wszystkie świeże owoce i warzywa – kalafiory, kapusta (zwłaszcza kiszona), kiszone ogórki, nać pietruszki, chrzan, papryka, pomidory, jagody, jabłka, owoce czarnej porzeczki i głogu, a także owoce cytrusowe.

Specyficznym źródłem witaminy C jest cytryna. Wprawdzie nie zawiera ona dużych ilości tej witaminy, ale zawiera bioflawonoidy, zwane witaminą P (najwięcej w albedo – białej warstwie tuż pod żółtą skórką owocu), które ułatwiają wchłanianie witaminy C. I oto mamy kolejny dowód, że równie ważne jak jedzenie witamin, jest ich wchłanianie z przewodu pokarmowego.

Witamina D (kalcyferol) pobudza wchłanianie wapnia i fosforu, a także zapobiega nadmiernemu wydalaniu tych pierwiastków z moczem, przez co ma wpływ na prawidłowe kształtowanie się kości u dzieci i dorosłych, ich odpowiednią gęstość oraz stan uzębienia. Jej obecność we krwi wpływa korzystnie na system nerwowy i skurcze mięśni, w tym mięsień serca. Witamina D zapobiega stanom zapalnym skóry i łagodzi już istniejące, reguluje wydzielanie insuliny, a tym samym wpływa na utrzymanie odpowiedniego poziomu cukru w organizmie. Wpływa też na słuch, gdyż decyduje o dobrym stanie kostek ucha wewnętrznego.

Witamina D w dużych ilościach jest toksyczna. Objawem nadmiaru tej witaminy mogą być nudności, biegunki, spadek masy ciała, łatwe męczenie się, nadmierne pocenie się, utrata łaknienia, senność, opóźnienie w rozwoju dziecka, zaburzenia rytmu pracy serca, wzmożone oddawanie moczu, ból oczu, bóle szczęk, stawów i mięśni, bóle głowy, dokuczliwy świąd skóry.

Niedobór witaminy D jest przyczyną występowania krzywicy u dzieci i młodzieży (krzywica dziecięca), a także u dorosłych (krzywica późna). W przebiegu krzywicy dziecięcej, kości ulegają osłabieniu i wykrzywiają się pod wpływem ciężaru ciała szybko rosnącego dziecka. Kości w okolicy nadgarstków stają się powiększone, klatka piersiowa zaczyna przypominać pierś gołębia, powstają opóźnienia we wzroście zębów. Dziecko często poci się i staje się nadmiernie aktywne, pojawiają się trudności ze skupieniem uwagi.

U dorosłych, mających utrudniony dostęp do słońca, jednocześnie spożywających produkty pozbawione witaminy D, pojawia się rozmiękczenie kości, zwane osteomalacją lub krzywicą dorosłych, przyczyniające się do krzywicy odcinka piersiowego kręgosłupa (kifotyzacji) oraz szpotawości – deformacji miednicy i kolan.

Niedobór witaminy D sprzyja powstawaniu osteoporozy – choroby, w przebiegu której zmniejsza się masa i gęstości kość, które stają się porowate, kruche i łamliwe. Niedobór witaminy D może także powodować zapalenie spojówek oraz stany zapalne skóry. Na skutek niedoboru witaminy D, często dochodzi do osłabienia systemu odpornościowego, co prowadzi do zmniejszonej odporności na zaziębienia i wpływa na wydłużenie okresu zdrowienia. Ponieważ niedobór witaminy D ma wpływ na stan kości, a słyszane dźwięki są przenoszone przez kosteczki ucha wewnętrznego, to objawem niedoboru witaminy D bywa także pogorszenie słuchu.

Witamina D obejmuje trzy związki, mające zupełnie inne źródła pochodzenia:

Witamina D1 (kalcyferol) jest wytwarzana przez organizmy zwierząt. Najbogatszym źródłem tej witaminy jest tran oraz tłuszcze ryb, takich jak łosoś, tuńczyk, śledź, makrela czy sardynki. Można ją także znaleźć w wieprzowej i wołowej wątrobie, wiejskim mleku i jego przetworach oraz w białku jaj pochodzących od kur mających kontakt z promieniami słonecznymi.
Witamina D2 (ergokalcyferol) jest wytwarzana w roślinach pod wpływem promieni słonecznych. W niewielkich ilościach znajduje się w zielonych częściach roślin oraz owocach wystawionych na intensywne działanie słońca.
Witamina D3 (cholekalcyferol) powstaje w naszej skórze (pod wpływem światła ultrafioletowego) z prowitaminy D, która jest pochodną cholesterolu. Uważa się, że już dziesięć minut słonecznej kąpieli codziennie w czasie letnich miesięcy zapewnia dostateczną dawkę tej witaminy na cały rok.

Witamina E (tokoferol). Inna używana nazwa to tokotrienole. Istnieje co najmniej osiem postaci witaminy E, zwanych tokoferolami, które są rozpuszczalne w tłuszczach. Witamina E jest związana z przemianą azotową i oddychaniem komórkowym. Bierze udział w przemianie materii. Jako ważny przeciwutleniacz, zapobiega utlenianiu witaminy A i nienasyconych kwasów tłuszczowych, przez co zapobiega rozwojowi miażdżycy naczyń krwionośnych. Witamina E obniża podwyższony poziom tłuszczów w surowicy krwi. Aktywując układy enzymatyczne oddychania tkankowego, uczestniczy w procesach odtruwania, chroni komórki przed stłuszczeniem, podtrzymuje czynność tkanki mięśniowej, ułatwia przyswajanie tlenu przez erytrocyty, pobudza produkcję substancji przeciwzakrzepowych. Witamina E jest niezbędna u mężczyzn do prawidłowej produkcji spermy, dlatego jej niedobór może prowadzić do bezpłodności. Witamina E współdziała z witaminami A i C oraz karotenoidami, zmniejszając ryzyko rozwoju chorób nowotworowych.

Witamina E, spożywana przez dłuższy czas w dużych dawkach, może powodować zmęczenie, bóle i zawroty głowy, osłabienie mięśni, zaburzenia widzenia, reakcje uczuleniowe w postaci wodnistych pęcherzy, występujących na wewnętrznej powierzchni dłoni.

Niedobór witaminy E objawia się rozdrażnieniem i osłabieniem zdolności koncentracji. Długotrwały niedobór witaminy E powoduje zaburzenia funkcjonowania i osłabienie mięśni szkieletowych, rogowacenie i wczesne starzenie się skóry, gorsze gojenie się ran, pogorszenie wzroku, niedokrwistość, bezpłodność, zwiększone ryzyko wystąpienia chorób sercowo-naczyniowych.

Witamina E powstaje tylko w roślinach, więc jej naturalnym dostawcą jest wiele produktów roślinnych. Najwięcej witaminy E zawierają ziarna roślin oleistych – orzechy, pestki dyni i słonecznika, siemię lniane. Występuje także w ziarnach zbóż i świeżych, zielonych warzywach liściastych – sałacie, szpinaku, kapuście.

Witamina K (filochinon). Inne używane nazwy to menachinon, witamina przeciwkrwotoczna. Witamina K jest koenzymem syntezy w wątrobie protrombiny, czyli białka osocza, które bierze udział w procesie krzepnięcia krwi. Witamina K uszczelnia śródbłonki naczyń krwionośnych, zapobiegając krwawieniom wewnętrznym oraz krwotokom, jest czynnikiem zmniejszającym nadmierne, obfite krwawienia miesiączkowe. Uczestniczy w formowaniu tkanki kostnej, wpływa na przemiany metaboliczne kwasów nukleinowych.

Witamina K nie jest toksyczna, ale nadmierne jej dawki mogą wpłynąć niekorzystnie na funkcjonowanie wątroby, wywołując żółtaczkę i uszkodzenia tkanki mózgowej u niemowląt. Zbyt duże dawki witaminy K mogą powodować poty oraz uczucie gorąca.

Objawy niedoboru witaminy K to obniżony we krwi poziom protrombiny (czynnika krzepliwości) i związane z tym krwotoki z nosa, układu pokarmowego i moczowego. Niedobór witaminy K występuje czasem u niemowląt, gdy ich przewodu pokarmowego nie zdążą zasiedlić odpowiednie ilości bakterii symbiotycznych, potrzebnych do wytworzenia tej witaminy.

Mianem witaminy K określa się grupę związków nierozpuszczalnych w wodzie (rozpuszczalnych w tłuszczach), do której należą:

1. Witamina K1 (fitomenadion), występująca w zielonych warzywach, kalarepie, kalafiorze, pomidorach, truskawkach oraz wieprzowej wątrobie. Ponadto, w mniejszych ilościach, witamina K1 występuje także w ciemnozielonych i liściastych warzywach, takich jak: brokuły, rzepa, szpinak, sałata, kapusta. Oprócz tego, źródłem witaminy K1 są także ziemniaki w mundurkach, jaja i ser.
2. Witamina K2 (menachinon-6) jest produkowana w ludzkim przewodzie pokarmowym, przez bakterie symbiotyczne. Ta produkcja jest niezwykle ważna ze względu na konieczność nieprzerwanych dostaw do organizmu witaminy K. Dlatego po antybiotykoterapii, niszczącej większość produkujących witaminę K2 bakterii symbiotycznych, powinno się pamiętać o zwiększonej dostawie, czyli częstszym spożywaniu witaminy K w produktach zawierających duże ilości witaminy K1.
3. Witamina K3 (menadion) jest syntetyczną (sztucznie wytworzoną substancją chemiczną), produkowaną w wyspecjalizowanych fabrykach chemicznych, zwanych farmaceutycznymi.

Witaminy są jak oddech

Z rozmaitych kolorowych magazynów, z radia i telewizji jesteśmy bombardowani „dobrymi” radami, że oto na przykład witamina E przedłuży nam młodość. Jednak skądinąd wiadomo, że bez witaminy C powypadają nam zęby, a bezzębna młodość... Coś tu nie tak. Jednak jeśli dodamy do pożywienia witaminę C, to bez witaminy D zęby i tak nam powypadają, bo będą kruche. Jeśli już zaczniemy jeść preparaty zawierające duże ilości witamin C, D i E, to niebawem okaże się, że na skutek niedoboru witaminy A, mamy typowe dla wieku starczego problemy ze wzrokiem. Tak więc znów musimy dodać następną witaminę, potem następną, aż w końcu dojdziemy do wszystkich trzynastu witamin, niezbędnych dla prawidłowego funkcjonowania organizmu.

Można było tak od razu, ale cóż, najlepiej jest poeksperymentować na sobie – oczywiście w najbezpieczniejszym dla zdrowia eksperymencie myślowym. Skoro wiemy już, że lepszych czy gorszych witamin nie ma, bo każda z nich pełni inną rolę, i jedna drugiej zastąpić nie może – pada pytanie: ile.

Gdyby zwykłego śmiertelnika zapytać, ile witamin nam potrzeba, to bez chwili wahania odpowiada: jak najwięcej! – ale ile to jest „jak najwięcej”... nikt nie wie. Jaka zatem jest prawda? Czy w ogóle jest jakaś prawda? Oczywiście, że jest i – jak to prawda – jest tylko jedna; nie ma przecież dwóch prawd czy pięciu. Otóż prawda jest taka, że wcale nie potrzeba nam dużo witamin, gdyż przede wszystkim nadmiar witamin jest tak samo szkodliwy, jak ich niedobór. Ponadto, witaminy długo nie przebywają w naszym organizmie. Również te magazynowane, po uwolnieniu z wątroby i wykonaniu swojej funkcji, zostają wydalone z moczem, a właśnie zbyt mała ilość lub nieobecność w moczu którejś z witamin świadczy o jej niedoborze w organizmie.

Organizm witaminy musi otrzymywać na bieżąco – jak oddech, którego nie można zbyt długo wstrzymywać, bez konsekwencji zdrowotnych. Nie można dostarczyć organizmowi dużej ilości witamin na raz i... rób sobie co chcesz. Nadmierna ilość witamin jest toksyczna, więc organizm – jeśli pojawi się zbyt duża ilości witamin we krwi – natychmiast je wydala.

Arcyważną rolę w dostarczaniu organizmowi witamin w sposób płynny odgrywa błonnik. Po części dlatego, że w jelicie grubym błonnik stanowi podłoże hodowli symbiotycznych bakterii, które jako produkty przemiany materii wydalają (produkują) cenne dla nas witaminy. Wprawdzie produkcja ta nie zaspokaja w pełni potrzeb organizmu, ale pozwala uniknąć dłuższych przerw podaży witamin, które by występowały między kolejnymi posiłkami.

Ponadto dla witamin (jak zresztą dla innych substancji odżywczych) błonnik jest niczym gąbka wchłaniająca zarówno witaminy rozpuszczone w wodzie, jaki rozpuszczone w tłuszczach. Tym sposobem, witaminy nie wchłaniają się natychmiast po zjedzeniu posiłku, więc ich poziom we krwi nie rośnie gwałtownie, wywołując niepożądany chaos, lecz – uwięzione w błonniku – wchłaniane są powoli, w miarę przesuwania treści pokarmowej wzdłuż ścian jelita cienkiego. Inaczej mówiąc: przy obecności błonnika witaminy są dawkowane, czyli dostarczane w sposób uporządkowany i ciągły.

Inaczej oczywiście jest w chorobie, kiedy objawy albo badania wskazują na potrzebę dostarczenia organizmowi dodatkowej porcji witamin. Wtedy zasadne staje się stosowanie preparatów witaminowych. Jednak trzeba pamiętać, żeby nie przesadzić, bo jeśli duże dawki witamin pozwoliły komuś wyjść z choroby, nie znaczy to bynajmniej, że dobrze byłoby zażywać je profilaktycznie. To pułapka, w którą łatwo wpaść i narobić sobie kłopotów. Jeśli rzeczywiście chorobę spowodował niedobór witamin, to lepiej zastanowić się, jaka jest przyczyna tego niedoboru, i ją usunąć.

Przyczyny niedoboru witamin

Są głosy, że w roślinach brak jest witamin i minerałów, jako skutek intensywnej uprawy. No cóż, jest w tym ździebko prawdy. Ździebko, bowiem i minerałów, i witamin we współczesnej żywności jest dużo więcej, niż jest nam potrzeba. Jednak zjedzenie witaminy nie znaczy jeszcze, że zostanie ona wchłonięta, ponieważ, jak się okazuje:
Quote
Pożywienie współczesnego człowieka zawiera substancje toksyczne, takie jak konserwanty pozwalające przedłużyć okres przydatności do spożycia, dodatki poprawiające wygląd, smak i zapach, środki chemiczne używane w uprawie roślin, czy antybiotyki i hormony stosowane w hodowli zwierząt. Rośliny uprawiane w ogródkach, z powodu kwaśnych deszczy, także nie są wolne od zanieczyszczeń. Wszystkie te substancje mają jedną wspólną cechę – powodują zaburzenia jelitowe, czyli że upośledzają wchłanianie substancji odżywczych, między innymi witamin.

Witaminy syntetyczne

Witaminy syntetyczne powstają w fabrykach przemysłowych i są produktem reakcji chemicznych, które mają na celu wytworzenie substancji o takiej samej budowie, jak naturalna witamina i o takich samych właściwościach, jak ona. W ten sposób udaje się wyprodukować substancje prawie identyczne, jak naturalne. A skoro „prawie”, to znaczy, że coś tu jest nie tak.

Przede wszystkim w naturze witaminy nie występują same. Zawsze towarzyszą im inne witaminy, minerały, błonniki, kwasy organiczne, substancje fitochemiczne oraz inne, dotąd nienazwane, bo jeszcze nieodkryte substancje. Ponadto syntetyczne znaczy tyle, co sztuczne. A skoro tak, to z pewnością są szkodliwe dla naszego zdrowia. Gdyby było inaczej, i sztuczne substancje byłyby pożyteczne dla naszego organizmu, to już dawno jedlibyśmy sztuczne jabłka, kurczaki albo schabowe.

Tak samo jak dla nas, syntetyczne witaminy są toksyczne także dla drobnoustrojów. Dlatego często stosowane są jako chemiczne konserwanty, przedłużające przydatność do spożycia produktów żywnościowych. Producenci oczywiście nie napiszą, że dodają do produktów chemiczne konserwanty, tylko że „wzbogacili” produkt dodając doń witaminy, np. witaminę C i jej pochodne (E 300 - 304), witaminę E i jej pochodne (E307 - 309), witaminę B3 (E 375).

By uniknąć nieporozumień, witaminy syntetyczne należy uznać jako chemiczne leki współczesnej medycyny, a więc substancje ze zdrowiem mające tyle wspólnego, że go niszczą.

Substancje witaminopodobne

Osobną grupą substancji odżywczych są tak zwane substancje witaminopodobne. Ich działanie na organizm ludzki jest podobne do witamin, ale dotychczas nie stwierdzono specyficznych objawów niedoboru tych substancji. Innymi słowy: dobrze jest, gdy są, ale gdy ich brakuje, to nic złego się nie dzieje. Jednak lepiej, żeby nie brakowało ich w naszym pożywieniu, bowiem są bardzo pomocne w utrzymaniu organizmu w dobrym zdrowiu. Do najlepiej poznanych substancji witaminopodobnych należą:

Substancje fitochemiczne (z greckiego phyto – roślina) stanowią naturalną ochronę roślin przed chorobami oraz szkodliwym oddziaływaniem środowiska, grzybów oraz insektów. W zasadzie każdy produkt spożywczy pochodzenia roślinnego zawiera pewne ilości substancji fitochemicznych, jednak najwięcej ich znajduje się w roślinach znanych ze swych właściwości leczniczych, zwanych ziołami. Na przykład czosnek swoje właściwości lecznicze zawdzięcza właśnie temu, że zawiera wprost zawrotne ilości substancji fitochemicznych. Obecnie znamy setki rozmaitych substancji fitochemicznych i każdego niemalże dnia odkrywane są nowe. Z tego powodu nie ma możliwości ani sensu przedstawianie pełnej listy. Jedyne, co warto wiedzieć, to to, że warto je organizmowi dostarczać, i najlepiej na co dzień. Jednak kilka z tych substancji wymienić warto, choćby po to, żeby wiedzieć, o co w tym wszystkim chodzi. Dotychczas najlepiej poznano i opisano pięć substancji fitochemicznych:

1. Bioflawonoidy (zwane witaminą P) to zróżnicowane związki, z których najważniejszymi są rutyna i flawony. W dużych ilościach występują w warzywach, herbacie i owocach cytrusowych. Zapobiegają one zakrzepom krwi, wzmacniają ściany naczyń krwionośnych oraz system odpornościowy i działają przeciwutleniająco. Na przykład niski procent zawałów serca we Francji przypisuje się dużej zawartości bioflawonoidów w czerwonym winie – tradycyjnym napoju w tym kraju.
2. Sulforafan najobficiej występuje w brokułach. Jego specyficzną cechą jest to, że wyodrębnia z komórek związki rakotwórcze, obniżając tym samym ryzyko raka piersi u kobiet.
3. Kwasy fitochemiczne – p-kumarowy, chloragenowy oraz likopen. Niejako kompletnie, te trzy kwasy fitochemiczne występują w pomidorach gruntowych. W organizmie ludzkim zapobiegają powstawaniu czynników rakotwórczych.
4. Izotiocyjanian fenetylowy występuje głównie w kapuście. W organizmie ludzkim hamuje rozwój raka płuc.
5. Kwas elagowy występuje w truskawkach i winogronach. Ma zdolność neutralizowania czynników rakotwórczych, atakujących kwas DNA w komórkach organizmu ludzkiego.

Cholina bierze udział w transporcie tłuszczów do tkanek, przez co zapobiega otłuszczeniu wątroby. Przy jej udziale tworzone są fosfolipidy, np. lecytyna, oraz ściany komórkowe. Ponadto jest odpowiedzialna za prawidłowe funkcjonowanie układu nerwowego i mózgu. Cholina w pewnych ilościach jest produkowana przez organizm ludzki za pomocą witamin B9, B12 i metioniny, jednak ta produkcja nie zawsze jest wystarczająca. Najobficiej cholina występuje w żółtkach jaj, wątrobach i innych podrobach, drożdżach.

Inozytol bierze udział w przenoszeniu sygnałów nerwowych i reguluje działanie enzymów. Jest budulcem błon komórkowych. Jest też obecny w tkankach mózgu, obwodowego układu nerwowego, mięśni, układu kostnego i rozrodczego oraz serca. Inozytol występuje w większości produktów spożywczych. Także bakterie ludzkiego przewodu pokarmowego są w stanie produkować inozytol.

Kwas liponowy (zwany witaminą N) jest substancją rozpuszczalną w tłuszczu i wodzie, którą produkuje ludzki organizm. Bogatym źródłem kwasu liponowego są drożdże i wątroba. Kwas liponowy współdziała z witaminami B1, B2, B3 i B5 przy uwalnianiu energii z węglowodanów, tłuszczów i białek. Posiada właściwości moczopędne, przeciwcukrzycowe, przeciwmiażdżycowe i ochronne dla narządów miąższowych. Przyspiesza przemianę metaboliczną glukozy, zwiększa zapasy glikogenu w wątrobie, obniża stężenie tłuszczów we krwi, zwiększa wydolność fizyczną i psychiczną.

Ubichinon (koenzym Q, witamina Q) to grupa związków organicznych, obecnych we wszystkich mitochondriach komórek roślinnych i zwierzęcych. W mitochondriach komórek ludzkich najpowszechniej występuje ubichinon-10 (koenzym Q10). Związek ten działa jako katalizator względem enzymów mitochondrialnych, ma więc duże znaczenie dla funkcjonowania wszystkich komórek ciała, największe dla komórek mięśni, zwłaszcza mięśnia sercowego.

Koenzym Q10 w dostatecznych ilościach wytwarza wątroba. Jego produkcja spada wraz ze spadkiem ogólnej kondycji organizmu.

Obfitym źródłem koenzymu Q10 są tłuste ryby i owoce morza.

Amigdalina została odkryta w roku 1952 i nazwano ją witaminą B17. Amigdalinę otrzymuje się głównie z pestek moreli i migdałów, ale znajduje się ona także w większości pestek owoców (m.in. jabłek) i nadaje im charakterystyczny, gorzkawy smak, który zawdzięcza zawartości 6% związków cyjanku. Amigdalina jest więc silną trucizną, która chroni pestki przed atakiem bakterii oraz grzybów.

Niedobór amigdaliny nie wywołuje specyficznych objawów niedoboru, czym różni się ona od witamin. W niewielkich ilościach amigdalina jest lekarstwem, w dużych dawkach – śmiertelną trucizną. W medycynie niekonwencjonalnej amigdalina stosowana jest do leczenia raka, co budzi protesty ze strony przedstawicieli medycyny akademickiej. Rząd Stanów Zjednoczonych, pod naciskiem farmaceutyczno-medycznego lobby, wydał zakaz stosowania amigdaliny przez osoby niebędące lekarzami. Powodem miały być rzekomo przypadki zatrucia wskutek przedawkowania tej trującej substancji. Ten zakaz, według licznych zwolenników niekonwencjonalnego leczenia raka amigdaliną, ma być dowodem na skuteczność tej metody, konkurencyjnej dla konwencjonalnej chemioterapii.

Nie chodzi tutaj rzecz jasna o ustalenie, czy leczenie amigdaliną jest cokolwiek lepsze od pozostałych, niezliczonych niekonwencjonalnych metod leczenia raka, lecz o to, by tego raka nie trzeba było leczyć. Nie można rzecz jasna upraszczać sprawy stwierdzeniem, że objawem niedoboru amigdaliny jest rak. Chodzi o to, że amigdalina, jak również inne substancje witaminopodobne, mimo że nie wywołują objawów niedoboru, mają silne właściwości prozdrowotne i są organizmowi potrzebne, zaś w powszechnie dostępnej żywności ich nie ma. Dlatego warto wdrożyć systematyczne picie Koktajlów błonnikowych zawierających amigdalinę, a także wiele innych substancji witaminopodobnych.

Kwas pangamowy (zwany witaminą B15) otrzymuje się z pestek moreli albo otrąb ryżu. Substancja ta nie jest witaminą, ponieważ jej niedobór nie wywołuje specyficznych objawów niedoboru.

Kwas pangamowy szczególnie szeroko był badany i stosowany w lecznictwie – najpierw konwencjonalnym, potem niekonwencjonalnym – w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku w krajach byłego Związku Sowieckiego. W literaturze rosyjskiej opisano szereg eksperymentów związanych z podawaniem kwasu pangamowego kosmonautom i sportowcom. Miał on być panaceum na wszelkie znane choroby – od kataru do raka, podobnie jak reklamowane obecnie cudowne preparaty, leczące wszystko i od razu, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.

W rzeczywistości skuteczność kwasu pangamowego była żadna lub prawie żadna. Tę małą skuteczność leku tłumaczono małą czystością chemiczną produkowanych preparatów, w których kwas pangamowy był często z powodu wadliwej technologii produkcji niszczony, zanieczyszczany lub zmieniany pod względem chemicznym, co negatywnie miało odbijać się na jego późniejszych właściwościach farmakologicznych. Po jakimś czasie wrzawa wokół kwasu pangamowego ucichła, z czego należy wysnuć wniosek, że nadzwyczajne właściwości przypisywano mu na wyrost, zanim zostały sprawdzone w życiu.

Karotenoidy

W naturze występuje ponad 560 barwników zwanych karotenoidami. To właśnie one nadają roślinom, m.in. owocom i warzywom, żółtą, pomarańczową i czerwoną barwę. Karotenoidy występują także w zielonych warzywach liściastych, lecz ich zabarwienie jest maskowane przez zielony chlorofil. Jednak jesienią, gdy rośliny przestają już produkować chlorofil, pozostają karotenoidy i zabarwiają liście na charakterystyczne, jesienne kolory.

Przykładami barwników roślinnych, czyli karotenoidów, mogą być luteina i zeaksantyna, które zabarwiają kukurydzę na żółto, albo likopen, który pomidorom nadaje żywoczerwoną barwę.

Najbardziej znanym karotenoidem jest beta-karoten, często zwany prowitaminą A, z tego względu, że organizm łatwo może przekształcić go w witaminę A. Prócz roli prowitaminy, beta-karoten pełni w organizmie rozliczne samodzielne funkcje.

Najbogatszym źródłem beta-karotenu jest surowa marchew. Spore ilości beta-karotenu zawierają także wszystkie ciemnozielone, żółte i pomarańczowe owoce i warzywa.

Autor: Józef Słonecki

Źródło: www.bioslone.pl/odzywianie/podstawy-wiedzy/substancje-odzywcze/witaminy


Witamina B12

Witaminki, witaminki. Obecnie niedobory B12 są epidemią. Jest to typowa witamina brudu, wytwarzają ją tylko i wyłącznie bakterie. Człowiek pozyskiwał ją przez tysiace lat jedząc zabrudzoną żywność, owady oraz pijąc brudną wodę (litr pokrywa 100% zapotrzebowania). Ostatnie lata przyniosły prawdziwą rewolucję w tej dziedzinie. Pozbyliśmy się co prawda większości pasożytów oraz sporej liczby śmiertelnych chorób, ale niestety - coś za coś. Pozbawiliśmy się głównego źródła witaminki. Co więcej, nasza dieta przepełniona tłuszczami i nadmiarem białka sprawia, że coraz trudniej nam ją przyswajać - w efekcie wg niektórych badań nawet ponad 80% populacji cierpi na mniejsze lub większe niedobory. Niektorzy ludzie cierpią na choroby które całkowicie uniemożliwiają jej wchłanianie w formie naturalnej i muszą brać suplementy.

Jeszcze całkiem niedawno witamina ta była przepisywana masowo na tzw. "wzmocnienie", zwłaszcza osobom starszym, u którym niedobory były głębokie. Ale cóż się okazało? Człowiek po zastrzyku z B12 przez 3 lata nie przychodził do lekarza. Taka strata kasy... tak nie mogło dalej być. Przestano przepisywać witaminę, zaczęto antybiotyki - które jak wiadomo osłabiają system odpornościowy. Osoba po kuracji antybiotykowej, z wyjałowionym organizmem, będzie chorować 2 razy częściej - i dwa razy tyle zapłaci za wizyty i za leki.

Jako że człowiek jest z natury roślinożercą, organizm nasz potrafi zmagazynować ilość tej witaminy wystarczającą na długie, długie lata (podobnie jak wszystkich substancji które nie występują w roślinach), więc niedobory nie wychodzą od razu. Zbierają się stopniowo, narastają. Najprostszy sposób na oznaczenie to oczywiście testy. Uwaga - test na oznaczenie samej witaminy niekoniecznie jest wiarygodny, jako że oznaczane są przy okazji jej nieaktywne analogi. Tak naprawdę testy naprawdę skuteczne, badające stan metabolitów witaminy są wykonywane tylko w kilku laboratoriachw kraju i są bardzo drogie. Można jednak przyjąć, że poziom witaminy powinien być w górnych granicach normy, jeśli jest w okolicy dolnych granic - konieczne jest uzupełnianie. Japońscy uczeni od jakiegoś czasu publikują prace, z których wynika, że normy są bardzo mocno zaniżone - dopiero poziom powyżej górnej granicy sprawia, że jesteśmy zabezpieczeni przed chorobami układu nerwowego, typu choroba Parkinsona czy Alzheimera.

Witamina B12 pełni rolę produkcji nowych komórek. Przy jej niedoborach proces ten jest bardzo upośledzony. Zwłaszcza dotyczy to komórek krwi, które regenerują się bardzo często. Konsekwencją niedoboru będzie więc silny spadek odporności organizmu (zdegenerowane białe ciałka), co za tym idzie częste infekcje, a więc i okresowe łamanie w kościach, które jest przecież niczym innym jak reakcją na toksyny wydzielane przez mikroby. Będą częste biegunki, jako że błona śluzowa jelit też się regeneruje. Będą zanikowe zapalenia języka, pieczenie całej jamy ustnej. A co najgorsze, będzie szereg objawów ze strony układu nerwowego. Te są najgroźniejsze, jako że zbyt długie ich lekceważenie może skończyć się naprawdę przykro - głębokie uszkodzenia są już, niestety, nieodwracalne. Będą to delikatne porażenia nerwowe, zwłaszcza w obrębie nóg, problemy z chodzeniem, z utrzymaniem równowagi. Do tego wszystkiego dojdzie paskudne samopoczucie. No i oczywiście nieszczęsna niedokrwistość makrocytowa, która objawi się osłabieniem, zadyszkami, marznięciem kończym - a kończyny przemarznięte często reagują jak "przewiane", czyli zaczyna w kościach łamać.

Leczenie - jeśli problem nie wymaga pomocy lekarza - można na własną rękę prowadzić suplementami, wybór jest ogromny. W przypadku długotrwałych niedoborów najlepiej brać dawki rzędu kilku do nawet kilkunastu tysięcy procent (nadmiar witaminy od razu jest wydalany z moczem, w żadnym wypadku nie jest ona toksyczna), zaś w przypadku objawów ze strony układu nerwowego - skorzystać z wersji o nazwie "metylokobalamina", jest to niejako aktywna, droższa forma B12. Organizmy niektórych ludzi mają problemy z przerobieniem formy obecnej w żywności czy suplementach na formę aktywną, co prawda rzadko to się zdarza, ale u takich osób zastosowanie formy aktywnej przynosi błyskawiczną poprawę, której nie ma po zwykłych suplementach.

Osoby chorujące na boreliozę powinny B12 zażyć profilaktycznie, z dwóch powodów. Po pierwsze, silnie stymuluje organizm, ułatwia mu walkę z chorobą. Po drugie, duże dawki tej witaminy pomagają regenerować uszkodzenia nerwów.

Źródło: borelioza.vegie.pl/b12.html



Witamina B12

Witamina B12(vitaminum B12, kobalamina) została uzyskana w czystej postaci w latach 1947-1948 przez Rickes’a, Brink’a, Koniuszy, Wood’a, Folkers’a i dra E. Lester Smith’a. Otrzymana substancja posiadała barwę czerwoną, postać krystaliczną i była rozpuszczalna w wodzie. Wykazywała silne właściwości przeciwanemiczne, wobec niedokrwistości Addisona-Biermera (niedokrwistość złośliwa). Do lat 40. XX wieku choroba Addisona-Biermera była leczona organopreparatami z wątroby. G.R. Minot i W.P. Murphy w 1926 r. po raz pierwszy zastosowali wątrobę w leczeniu anemii i uzyskali pozytywne wyniki. Od tego czasu wątroba była nieustannie badana, a firmy farmaceutyczne wprowadzały coraz lepsze preparaty zawierające wyciągi i frakcje wątrobowe. Surową wątrobę podawano również doustnie, po zmieleniu, w dawce 120-240 g, najczęściej cielęcą i wieprzową. W.B. Castle odkrył, że chorzy na anemię złośliwą nieprawidłowo absorbują substancję przeciwanemiczną. Stwierdził, że w błonie przewodu pokarmowego istnieje czynnik wewnętrzny, umożliwiający wchłanianie witaminy B12. Ten czynnik wewnętrzny nazwano potem czynnikiem Castle’a. Obecnie coraz częściej wspomniany czynnik określany jest skrótem IF (Intrinsic Factor). Jest on wydzielany przez komórki okładzinowe dna i trzonu żołądka. Posiada budowę glikoproteiny o m.cz. 44000. Kompleks IF+vit.B12 w obecności jonów wapnia i przy pH obojętnym (jelito cienkie) wiąże się z receptorami zlokalizowanymi na komórkach nabłonka jelita krętego i dostaje do wnętrza komórki, po czym kompleks ulega rozpadowi. Witamina B12 przenika do krwi, gdzie jest wiązana przez białka transportowe – transkobalaminy I, II, III. Rezerwy tkankowe wynoszą ok. 5 mg, z tego w wątrobie jest ok. 2-3 mg.

Strukturę chemiczną witaminy B12 poznano dopiero w 1955 r. (D. Hodgkin). Szkieletem cząsteczki jest układ koryny zbudowany z czterech, w różnym stopniu uwodornionych pierścieni pirolu. Trzy pierścienie pirolowe (A, B, C) połączone są mostkami metinowymi, a czwarty (D) połączony jest bezpośrednio z pierścieniem A. Trójwartościowy jon kobaltu występujący w kobalaminach posiada 6 ligandów, koordynacyjnie połączony jest z atomami azotów pierścieni A, B, C układu koryny oraz 5,6-dimetylobenzimidazolu. W położeniu 3 benzimidazolu występuje pierścień D-rybozy z resztą kwasu fosforowego, który poprzez łańcuch zawierający wiązanie amidowe łączy się z pierścieniem D koryny w pozycji 17 (A. Zejc, M. Gorczyca 1999). Poszczególne kobalaminy różnią się tylko 1 ligandem: grupą –CN (cyjanokobalamina), –OH (hydroksykobalamina), -OH-H2O (akwakobalamina), –NO2 (nitrokobalamina), –CH3 (mekobalamina).

Początkowo witaminę B12 uzyskiwano z wątroby (1 tona świeżej wątroby wołowej dawała 28 mg czystej cyjanokobalaminy). Potem otrzymywano wit. B12 z cieczy pofermentacyjnej i odpadowej grzybni Streptomyces griseus. Obecnie najczęściej wykorzystywane są bakterie propionowe: Propionibacterium  shermanii i P. freudenreichii; a także bakterie metanowe Methanosarcina barkeri (ok. 40 mg witaminy B12 w 1 l podłoża).

Witamina B12 jest niezbędna do:

- syntezy kwasów nukleinowych,
- wytwarzania krwinek czerwonych,
- konwersji sprzężonej homocysteiny do metioniny
- konwersji metylotetrahydrofoliau do tetrahydrofolianu,
- prawidłowego przebiegu miogenezy (wzrostu i rozwoju mięśni),
- wytwarzania przeciwciał.

Przy niedoborze witaminy B12 występuje niedobór metioniny i tetrahydrofolianu THF (zaburzenia przemiany kwasu foliowego), upośledzenie syntezy DNA, niedokrwistość, bóle nerwów, zaniki nerwów, niedowłady, stłuszczenie i marskość wątroby, serca i nerek, miażdżyca, zanik mięśni, osłabienie pamięci, spadek odporności na infekcje, zanikowe zapalenie języka, zapalenie błony śluzowej żołądka z brakiem HCl, upośledzone wydzielanie enzymów, zespół zmian zwyrodnieniowych rdzenia kręgowego, upośledzenie czucia powierzchniowego i głębokiego, ataksja, wypadanie włosów.

Wskazania: niedokrwistość złośliwa (megaloblastyczna), zwyrodnienie rdzenia kręgowego, rwa kulszowa (ischias), lumbago, kręcz szyi, nerwobóle w obrębie stawu barkowego, niedobory odpornościowe (najlepiej skojarzyć z preparatami FIBS, Biostymina), stwardnienie rozsiane, zaniki nerwów i mięśni; leukopenia, trombocytopenia, Sprue, zespół jelita drażliwego, przewlekłe nieżyty żołądka i jelit; nikotynizm, zatrucia cyjankami (podawać wówczas hydroksykobalaminę o działaniu odtruwającym); dieta wyłącznie roślinna; ogólne osłabienie i wyczerpanie fizyczne.

Do pokarmów bogatych w witaminę B12 należą: wątroba, nerki, serce, mięso, przetwory mleczne, jaja, ryby, bezkręgowce morskie, grzyby (w tym drożdże). W roślinach występuje bardzo niski poziom witaminy B12, niewystarczający dla człowieka. Zapotrzebowanie dzienne na witaminę B12 wynosi 5 ug (mikrogramów), choć niektóre źródła podają 1-2 ug.

Istnieją na rynku preparaty doustne witaminy B12 (5-10 ug) zawierające jednocześnie czynnik Castle’a pochodzenia zwierzęcego. Początkowo są one efektywne, potem jednak organizm człowieka zaczyna wytwarzać przeciwciała przeciwko temu czynnikowi, przez co w ciągu 21 dni stają się mało wartościowe.

Pozajelitowo podaje się najczęściej dawki 100 i 1000 ug w postaci cyjanokobalaminy. Hydroksykobalamina w mniejszym stopniu jest wydalana z moczem, dlatego ta forma chemiczna jest podawana w mniejszych dawkach. Chorzy cierpiący na nerwobóle, choroby zanikowe nerwów i mięśni powinni dostawać dawki 1000 ug dziennie przez 10 dni, potem 100 ug 1 raz w miesiącu profilaktycznie (12 miesięcy). W przypadku niedokrwistości megaloblastycznej podawana jest dawka 100 lub 1000 ug przez 10-14 dni, potem 100 ug raz w miesiącu do końca życia. Witaminę B12 należy zawsze podawać łącznie z kwasem foliowym (Acidum folicum – doustnie początkowo 20 mg dziennie, przez kilkanaście dni, potem 5-10 mg dziennie 3 miesiące, następnie 5 mg przez wiele miesięcy lub lat, szczególnie gdy występuje niedokrwistość megaloblastyczna). Samo podawanie witaminy B12 lub samego kwasu foliowego jest błędem, np. zażywanie wysokich dawek Acidum folicum powoduje zwiększenie niedoboru witaminy B12 i nasilenie objawów niedokrwistości oraz objawów neurologicznych.

Człowiek musi otrzymywać gotową witaminę B12 z pokarmem. Witamina B12 wchłaniana jest w jelicie cienkim. Pomimo, że witamina B12 jest syntetyzowana przez drobnoustroje jelita grubego, to i tak ta witamina nie jest absorbowana w okrężnicy, o czym wiedziano już w latach 40 XX wieku. Bzdurą więc jest mniemanie, że symbiotyczna mikroflora jelita grubego dostarcza nam witaminę B12, owszem dostarcza, ale ta jest wydalana z kałem, co można stwierdzić wykonując analizy chemiczne.

Należy też podkreślić, że witamina B12 bardzo słabo wchłania się z przewodu pokarmowego, nawet u osób z prawidłowym wydzielaniem czynnika Castle’a. Dlatego jeśli ma zadziałać leczniczo podawana jest zawsze w postaci roztworów domięśniowych lub głęboko podskórnych. Po podaniu doustnym w dawce 1 mg dziennie, witamina B12 jest wchłaniana na drodze dyfuzji biernej w ok. 1%!

Ostatnio, będąc w Aptece Sołackiej w Poznaniu, zakupiłem suplement diety Vegevit, witamina B12 za 28,90 zł. Jest to zbyt wysoka cena, jak na taki suplement. 1 tabletka zawiera 370 mg drożdży piwnych, w tym 5 ug witaminy B12. Zatem teoretycznie pokrywa zapotrzebowanie dzienne na cyjanokobalaminę (500%). Przy dłuższym zażywaniu stwierdzam, że preparat jest dobrze tolerowany. Zażywam po 2 tabletki, choć producent zaleca po 1 tabl. dziennie po posiłku. Preparat jest dedykowany dla wegetarian, którym zagraża niedobór witaminy B12. Proponuję wyższe dawki od przewidzianych, aby dziennie dostarczać ok. 10 ug kobalaminy w postaci suplementu (2 tabletki). Jednocześnie przyjmować kwas foliowy.

Źródło: rozanski.li/?p=2043



Kompleks witamin z grupy B

Do tej grupy należy zasadniczo dziewięć bardzo ważnych związków. Wszystkie one są rozpuszczalne w wodzie, dlatego nie mogą być magazynowane w organizmie. Wyjątkowo tylko witamina B12 może być odkładana w formie pewnych zapasów.

Witaminy z tej grupy są niezwykle ważne dla organizmu. Wchodzą w skład enzymów lub je aktywizują. Z tego względu mają wpływ na cały metabolizm komórkowy, są bazą wszystkich procesów odbywających się w organizmie. Dlatego często mówi się, że praktycznie są  „na wszystko”.Wpływają w zasadniczy sposób na ogólne zdrowie organizmu.Jeśli organizm otrzymuje na bieżąco wystraczającą ich ilość, to może obejść się bez białka zwierzęcego, co jest szczególnie ważne przy alergiach. Gdy zaś witamin z tej grupy brakuje, pozostałe witaminy tracą w dużej części zdolność swojego dobroczynnego oddziaływania.

Witaminy z grupy B są zużywane przez organizm bezpośrednio w zależności od zapotrzebowania. Każda „nie skonsumowana” nadwyżka zostaje wydalona z potem, moczem lub kałem.

Organizm może przyswoić w jednorazowej dawce maksymalnie 300ug naturalnej witaminy B. Tymczasem wśród oferowanych na rynku witamin syntetycznych są i takie, które w dawce zawierają nawet 2,5 mg (np. biotyna). Zrozumiałe, że nadmiar musi zostać unieszkodliwiony przez wątrobę.

Niedobory witamin z grupy B powodują poważne skutki. Okazuje się, że nawet takie dolegliwości jak chromanie przestankowe („choroba wystaw sklepowych”) jest spowodowane niedoborami witamin z grupy B. Niedobory powodują zmiany w naczyniach krwionośnych, co z czasem skutkuje bólem już po przejściu niewielkiej nawet odległości. Dlatego osoba cierpiąca przystaje na chwilę co kilkadziesiąt metrów.

Również wymioty ciężarnych, „…traktowane jako aksjomat przez tych, którzy w ciąży nigdy nie byli i nie będą.” (jak mówi dr n.med.Brygida Adamek) są spowodowane niedoborami witamin z grupy B.

Należy podkreślić fakt olbrzymiego zapotrzebowania na te witaminy przez jeden z najważniejszych organów naszego organizmu – wątrobę.

Wszystkie one są ze sobą ściśle powiązane i wspólnie tworzą jeden zespół, w którym żaden element nie może działać bez drugiego, a każdy polega na pozostałych. Dlatego błędem jest mówienie o ewentualnych niedoborach takiej czy innej witaminy z grupy B – niedobór zawsze dotyczy większej ich liczby. Z tego względu wskazane jest, aby witaminy B były przyjmowane zawsze jako kompleks.

Niedobory witamin tej grupy prowadzą przede wszystkim do zaburzeń działania układu nerwowego, samopoczucia, zaburzeń poziomu cholesterolu oraz do wzrostu poziomu homocysteiny – jednego z aminokwasów. Jest on uznawany obecnie przez naukę jako niezależny czynnik ryzyka rozwoju chorób układu krążenia. Okazuje się, że obniżenie poziomu homocysteiny obniża ryzyko powstawania zmian miażdżycowych w naczyniach krwionośnych, co z kolei zmniejsza ryzyko zawału mięśnia sercowego.

Witaminy B zawarte są głównie w kaszy jęczmiennej i gryczanej, podrobach, mięsie, ciemnym chlebie (ale prawdziwym ciemnym, nie koloryzowanym!), migdałach, orzechach nasionach, jajach, kalafiorach, kapuście, cebuli, czosnku, brukselce, brokułach, szpinaku, fasoli, grochu.

Trzeba pamiętać, że zwiększone zapotrzebowanie na te witaminy występuje przy spożywaniu nadmiaru słodyczy, ciast i innych węglowodanów w postaci makaronów i białego pieczywa. Skutecznie niszczy witaminy B alkohol, kawa i czarna herbata. Pamiętajmy, że słodycze modyfikują i uszkadzają tzw. „dobrą” florę bakteryjną w jelitach, co prowadzi do upośledzenia produkcji witamin z grupy B przez tę florę. Niszczy je również gaz metan powstający podczas gnicia białka w jelitach.

Generalnie należy zwiększyć ilość zażywanych witamin z grupy B (najlepiej przyjmować naturalne kompleksy tych witamin) we wszystkich obciążających sytuacjach – po urazach, zabiegach operacyjnych, podczas ciąży lub karmienia piersią, kiedy przyjmujemy leki lub środki zwalczające nadkwasotę czy zgagę. Pamiętajmy o jednym: kompleksy syntetyczne witamin z grupy B mogą spowodować tycie.

Kiedy będziemy mieli do czynienia z suplementem w postaci „B Complex”, to wiedzmy, że jest to zestaw, który powinien  składać  się z tiaminy (B1), niacyny (B3), kwasu pantotenowego (B5) i pirydoksyny (B6).

Witamina B1 - tiamina.

Chroni przed wieloma bardzo dotkliwymi dolegliwościami, jak np.:
·    zapalenie wielonerwowe,
·    porażenie nerwów obwodowych,
·    zatrucia alkoholem,
·    nerwice,
·    migreny,
·    ból oczu,
·    zaburzenia czucia (np. mrowienie skóry, drętwienie rąk),
·    zaburzenia  koncentracji i pogorszenie pamięci,
·    pląsawica,
·    wspomaganie gojenia się ran,
·    lumbago, ischias i zespoły bólowe kręgosłupa („korzonkowe”)
·    niedowład mięśni przewodu pokarmowego,
·    bóle żołądka i zatwardzenia,
·    czyraczność,
·    ból po zabiegach stomatologicznych,
·    nadczynność tarczycy,
·    tężyczka,
·    osłabienie mięśni,
·    tadykardia ( przyspieszona czynność serca),
·    zakwaszenia całego organizmu i mięśni.

Przy braku witaminy B1 każdy ból w organizmie, nawet wywołany zwykłym uderzeniem, ból zęba, bóle anginowe odczuwa się znacznie mocniej.

Bardzo ważna dla systemu nerwowego oraz przy przemianie węglowodanów. Gdy brakuje jej w organizmie zachodzi niekompletne przyswajanie węglowodanów i gromadzenie w organizmie ich wymiany pośredniej – kwasu mlekowego i pirogronowego. Potrzebna do produkcji energii dla całego organizmu, ale przede wszystkim zabezpiecza zaopatrzenie komórek o intensywnej przemianie materii i energii (mózg i pozostały układ nerwowy). Dlatego jest podstawowym czynnikiem zapewniającym zdolność koncentracji oraz sprawność umysłową. Poprawia sprawność myślenia.

Witamina B1 niejako „produkuje” optymistów. Dlaczego? Ponieważ chroni przed zredukowaniem inny niezbędny składnik  – cholinę, która pobudza pracę układu nerwowego i utrzymuje aktywność komórek mózgowych. Pomaga w ten sposób w uzyskaniu dobrego samopoczucia, usuwaniu nerwowości, zmęczenia, irytacji oraz zachowania dobrej pamięci przez wiele lat.

Prowadzi do dobrego apetytu, trawienia i regulacji układu pokarmowego. Organizm nie może jej magazynować, więc zapasy tiaminy należy codziennie uzupełniać. Zatrzymywana jest w komórkach jedynie wówczas, kiedy zostanie wbudowana w cząsteczkę enzymu.

Łatwo ulega rozkładowi wskutek działania wysokiej temperatury. Kawa niszczy ją w organizmie w 50%. Nie jest to wpływ kofeiny zawartej w kawie, ale zakwaszenia organizmu po wypiciu kawy. Niszczą również witaminę B1: dializa nerek, antybiotyki, stres, alkohol, proszek do pieczenia, niektóre konserwanty, obróbka cieplna żywności.

Witamina B2 - ryboflawina.

Bardzo często występuje z witaminą B1, rozpuszczalna w wodzie, odporna na działanie wysokiej temperatury, wrażliwa na światło. Niszczą ją antybiotyki oraz wszelkie pigułki uspokajające.

Ostre niedobory witaminy B2 wywołują na ogół te same objawy chorobowe, jak przy braku witaminy B1, a ponadto:
·    suche zapalenie skóry,
·    zajady,
·    łamliwe paznokcie,
·    matowe lub tłuste włosy,
·    zmniejszenie ostrości wzroku,
·    zmniejszenie odporności przy chorobach zakaźnych,
·    niedokrwistość,
·    zwolniona regenerację krwi,
·    dychawicę oskrzelową,
·    nerwice,
·    zaćmę soczewkową (kataraktę),
·    pęcherzycę,
·    łuszczycę,
·    stany zapalne języka,
·    zapalenie spojówek (pieczenie i swędzenie oczu),
·    nadwrażliwość na jasne światło.

Witamina B2 uczestniczy w utrzymywaniu prawidłowego pH organizmu oraz jest niezbędna w tworzeniu się czerwonego barwnika krwi, procesie widzenia oraz ochronie skóry i gojeniu się ran. Ułatwia uzyskiwanie energii z  tłuszczów. Przy obfitym w tłuszcze pożywieniu zapotrzebowanie na witaminę B2 gwałtownie wzrasta. W organizmie człowieka może być syntetyzowana przez mikroflorę jelita.

Jest witaminą pięknych włosów i paznokci, gładkiej skóry i dobrej kondycji. Wspomaga procesy wzrostu i rozrodu.

Szczególnie polecana dla kobiet w ciąży, karmiących piersią, przyjmujących tabletki antykoncepcyjne. Niezbędna w stresie, przy leczeniu antybiotykami i lekami antydepresyjnymi, w schorzeniach układu pokarmowego.

Redukują ją w organizmie alkohol, stres, kawa, proszek do pieczenia, doustne środki antykoncepcyjne, niektóre konserwanty, obróbka cieplna żywności.

Witamina B3 (PP) - niacyna (kwas nikotynowy, nikotynamid).

Odporna na działanie wysokiej temperatury. Stosowana w zwalczaniu pelagry (rumień lombardzki). Ostry niedobór niacyny powoduje:
·    zapalenie wielonerwowe,
·    krwawienie z dziąseł
·    kurcze naczyniowe kończyn,
·    skurcz oskrzeli i  astmę,
·    zwiększenie poziomu cukru we krwi,
·    alergie astmatyczne,
·    migreny lub inne bóle głowy,
·    pogorszenie pamięci,
·    zdenerwowanie, napięcia nerwowe, depresję, drażliwość,
·    choroby skóry (egzemy, zapalenia, trądzik) i przewodu pokarmowego (biegunki),
·    stwardnienie rozsiane - najgroźniejsze schorzenie,
·    bezsenność,
·    osłabienie.

Witamina B3 jest znana ze swych właściwości obniżania poziomu złego cholesterolu we krwi. Badania naukowe dowiodły, że 1,5 g dziennie niacyny o przedłużonym działaniu powoduje obniżenie się poziomu cholesterolu o 20-30%.

Niacyna powoduje rozszerzanie się naczyń krwionośnych, co objawia się zaczerwienieniem skóry - przy wysokich dawkach. W takim przypadku mogą wystąpić również objawy swędzenia i pieczenia skóry, ale nie jest to efekt szkodliwy (nie ma nic wspólnego z uczuleniem!). Zwykle takie efekty zanikają po ok. 20-30 minutach.

Niacyna ma działanie orzeźwiające. Jest składnikiem wielu enzymów – aktywuje ich około 200, szczególnie tych, które uczestniczą w procesach przemiany materii i kierują pozyskiwaniem i wykorzystaniem energii. Bez niacyny niemożliwe są synteza i rozpad tłuszczów, białek i węglowodanów.

Z tego względu wpływa na pracę organów trawienia: normalizuje czynności ruchowe i wydzielnicze żołądka (ważne dla osób z zaburzeniami czynności wydzielniczej i zwiotczeniem żołądka), polepsza skład soków trzustki (ważne dla cukrzyków), normalizuje czynność wątroby (gromadzenie glikogenu, antytoksyczną, tworzenie pigmentów).

Jest niezbędna dla układu nerwowego oraz skóry (wspaniały wewnętrzny kosmetyk!). Wspomaga procesy odtruwania organizmu i uczestniczy w reakcjach oddychania komórkowego. Obniża poziom cholesterolu i trójglicerydów oraz reguluje krążenie krwi (obniża podwyższone ciśnienie tętnicze). Łagodzi migrenowe bóle głowy i często im zapobiega. 

Witamina B5 - kwas pantotenowy (pantenol).

Witamina wszechobecna, rozpuszczalna w wodzie i alkoholu, rozkłada się w temp. 100° C. Ostre niedobory zdarzają się niezwykle rzadko. Gdy występują ich skutkiem są:
·    bóle kończyn (zwłaszcza bolesność pięt, uczucie pieczenia stóp),
·    kurcze i drżenie mięśni,
·    owrzodzenia skóry,
·    czyraki,
·    odleżyny,
·    bóle jamy brzusznej,
·    zaburzenia snu,
·    bóle głowy, skłonność do przeziębień i nieżytu nosa,
·    łysienie i siwizna,
·    męczenie przy niewielkich wysiłkach,
·    zgrzytanie zębami, niepokój i napięcie nerwowe,
·    nudności lub wymioty.

Witamina B5 wspomaga budowę wewnętrznych tkanek organizmu oraz uczestniczy w procesach jego odtruwania. Uczestniczy w produkcji energii i kontroli przemiany tłuszczów.

Jest bardzo ważna dla prawidłowej pracy mózgu i całego układu nerwowego. Wspomaga produkcję hormonów antystresowych.

Zmniejsza toksyczność antybiotyków. Obniża podwyższone poziomy cholesterolu i trójglicerydów.

Wspomaga procesy gojenia ran, chroni przed stanami zapalnymi skóry.

Zwiększa również wykorzystanie choliny i PABA (kwasu para-aminobenzoesowego).

Witamina B6 - pirydoksyna.

Rozpuszczalna w wodzie i alkoholu, odporna na działanie wysokiej temperatury, wrażliwa na światło.

W wyniku niedoborów witaminy B6 powstają:
·    stany zapalne skóry, rąk, stóp, uszu, wokół oczu i ust.,
·    zanik mięśni,
·    parkinsonizm (drżenie kończyn lub głowy),
·    schorzenia układu nerwowego,
·    drętwienie rąk,
·    depresja, nerwowość, drażliwość,
·    łojotok,
·    mdłości, niepowstrzymane wymioty ciężarnych,
·    niedokrwistość złośliwą i zwykłą,
·    ziarnicę,
·    brak energii,
·    łuszczącą się skórę.

Witamina B6 jest ważna w procesie przemiany substancji żelazowych oraz dla systemu nerwowego.

Aktywuje ponad 200 enzymów. Uczestniczy w procesie tworzenia barwnika krwi - hemoglobiny, trawieniu i przyswajaniu białek,  funkcjonowaniu  mózgu i produkcji hormonów. Z jej udziałem produkowana jest w organizmie lecytyna – ważny składnik nerwów i błon komórkowych.

Wspomaga kontrolowanie reakcji uczuleniowych. Jest naturalnym czynnikiem antydepresyjnym i moczopędnym. Bardzo ważna dla zachowywania równowagi hormonów płciowych, dlatego stosuje się ją w PMS (zespole napięcia przedmiesiączkowego) oraz menopauzie. Witamina B6 usprawnia w neuronach procesy związane z wykorzystaniem energii z węglowodanów, pomaga w syntezie wielu neuroprzekażników.

Wraz z kwasem foliowym obniża produkcję homocysteiny – aminokwasu sprzyjającego ryzyku powstawania zawału serca oraz wspomaga przemianę tryptofanu (niezbędnego aminokwasu) w niacynę.Zabezpiecza syntezę kwasów nukleinowych przeciwdziałając w ten sposób procesom przyśpieszonego starzenia się (zwłaszcza, kiedy łączymy witaminę B6 z oligoprocyanidinami – OPC). Zwiększa również przemianę kwasu moczowego zapobiegając w ten sposób tworzeniu się kamieni nerkowych.

Czynniki redukujące substancję w organizmie: alkohol, papierosy, doustne środki antykoncepcyjne, przetworzone pokarmy, dieta wysokobiałkowa.

Warto wiedzieć, że w przypadku choroby Parkinsona leczonej preparatami L-dopaminy nie należy zażywać witaminy B6.

W przypadku osób chorych na cukrzycę może ona obniżać zapotrzebowanie na insulinę.

Witamina B12 - kobalamina.

Czynnik antyanemiczny biorący udział w procesach wytwarzania krwi w organizmie.

Niedobór witaminy B12 prowadzi do:
·    zahamowania powstawania czerwonych i białych  krwinek,
·    uszkodzenia układu nerwowego,
·    drażliwości, niepokoju i napięcia nerwowego,
·    nadwrażliwości mięśni i bólów mięśniowych,
·    zaburzeń wzrostu i niedomagań wątroby,
·    miażdżycy wieńcowej,
·    nadwrażliwości na ciepło i zimno,
·    cukrzycy,
·    osłabienia włosów,
·    wyprysków i zapaleń skóry,
·    zaparć.

Mimo, że potrzebujemy tej witaminy w minimalnych ilościach, to jednak jej działanie jest znaczące.   Dość często hipowitaminoza jest wynikiem zaburzeń we wchłanianiu z jelita krętego witaminy B12 przez organizm, ponieważ wymaga ona nośnika – tzw. czynnika wewnątrzpochodnego – wytwarzanego przez śluzówkę żołądka i zapewniającego jej transport z jelit do krwi. Z tego względu chorobom żołądka (np. nieżyt) mogą towarzyszyć niedobory witaminy i w konsekwencji niedokrwistość. Znacznie rzadziej powoduje ją niedostatek tej witaminy w pożywieniu.

Witamina B12 wraz z kwasem foliowym jest konieczna podczas tworzenia krwi (zapobiega niedokrwistości złośliwej) oraz we wszystkich innych procesach wzrostowych i podziałach komórkowych. Towarzyszy partii energii  magazynowanej przez  mięśnie. Wspomaga transport tlenu przez krew. Niesłychanie ważna do budowy DNA i RNA – kwasów: dezoksyrybonukleinowego, będącego nośnikiem informacji genetycznej i rybonukleinowego, odpowiedzialnego za syntezę związków zakodowanych w DNA. A przecież DNA i RNA – to podstawy naszego istnienia i funkcjonowania.

W komórkach nerwowych chroni strukturę osłonek białkowo-mielinowych (szczególnie ważne przy stwardnieniu rozsianym!). Jej obecność potęguje milion razy działanie kobaltu.

Podobnie jak inne witaminy z grupy B zapobiega powstawaniu homocysteiny. Wspomaga prawidłową gospodarkę tłuszczowo-białkowo-węglowodanową. Szczególnie polecana dla palaczy.

Stanowi ochronę przed nowotworami. Jednak uwaga - w przypadku chorób nowotworowych układu krwiotwórczego witamina B12 będzie silniej przyswajana przez komórki nowotworowe, a słabiej przez organizm, więc witaminę B12 można polecać chorym na nowotwór dopiero po dokładnym zdiagnozowaniu (przecież nie wszystkie nowotwory są nowotworami krwi).

W przypadku chorób żołądka lub w stanach po jego resekcji witamina B12 powinna być podawana w postaci zastrzyków.

Problemy z przyswajaniem tej witaminy mogą mieć osoby w podeszłym wieku.


Witamina B7 - biotyna  (witamina H).

Rozpuszczalna w wodzie. Niedobory są przyczyną:
·    nadczynności tarczycy,
·    białaczki,
·    depresji i ataków paniki,
·    nadwrażliwości mięśni lub bólów mięśniowych,
·    zaburzeniami chodu,
·    łojotoku,
·    chorób skóry (sucha skóra, wypryski, zapalenia),
·    słabych, przedwcześnie siwiejących i wypadających włosów,
·    nudności, słabego apetytu.

Biotyna uczestniczy w procesach przemiany materii. Z tego względu jest zawsze niezbędna tam, gdzie energia jest uwalniana ze składników pokarmowych i przetwarzana w energię możliwą do wykorzystania przez organizm.

Jest więc odpowiedzialna za gospodarkę białkowo-tłuszczową (synteza i rozpad białek, przemiany związków tłuszczowych, transport składników do komórek skóry, włosów i paznokci). Wspomaga wykorzystywanie przez organizm niezbędnych kwasów tłuszczowych.

Dostawa witaminy  H jest niezbędna przy leczeniu gruźlicy, zaburzeń trawiennych, niedokrwistości, łuszczycy i astmy oraz podczas stosowania antybiotyków. Szczególnie ważna u dzieci!

Syntezę biotyny w organizmie hamują złe nawyki żywieniowe (słodycze, białe pieczywo, kawa), picie alkoholu, palenie papierosów.

Witamina B9, czyli kwas foliowy, folacyna (inaczej witamina M).

Jedna z najmniej znanych, ale bardzo ważnych witamin z grupy B. Są to w zasadzie cztery związki otrzymane pierwotnie z liści szpinaku w latach 40-tych XX wieku przez amerykańskich uczonych. Wspólna nazwa tych związków pochodzi od łacińskiej nazwy liścia – folium.

Jest to witamina wrażliwa na wysoką temperaturę i utlenianie. Niedobór może powodować:
·    niedokrwistość,
·    upośledzenia umysłowe u niemowląt (również deformacja płodu),
·    poronienia,
·    egzemy,
·    niepokój,  napięcia nerwowe, depresję,
·    przedwczesne siwienie i wypadanie włosów,
·    słaby apetyt,
·    bóle brzucha i biegunki.

Bardzo ważna dla przyswajania białek, podziałów oraz tworzenia komórek  – szczególnie w przypadku białych i czerwonych ciałek krwi. U płodu warunkuje rozwój nerwów i  mózgu.

Kwas foliowy bierze udział w bardzo ważnych przemianach metabolicznych decydujących o zdrowiu ludzkiego organizmu, szczególnie w prawidłowym rozwoju płodu w łonie matki. Uczestniczy w syntezie białek ustrojowych, nukleotydów pirymidowych, w przemianach aminokwasów i w innych procesach metabolicznych warunkujących rozmnażanie się komórek ciała.

Folacyna jest jednym z podstawowych czynników biorących udział w podziałach komórkowych. Jest również niezbędna – razem z witaminą B12 – w procesie tworzenia krwinek czerwonych w szpiku kostnym).

Deficyt kwasu foliowego powoduje upośledzenie wytwarzania czerwonych i białych ciałek krwi.

Niedostateczna ilość kwasu foliowego w diecie kobiet w ciąży może być przyczyną wystąpienia bardzo groźnych wad cewy nerwowej u noworodków (WCN) tworzącej się do 12 tygodnia rozwoju płodu. Najczęstszą wadą cewy nerwowej u noworodków jest bezmózgowie i przepuklina mózgowo-rdzeniowa grożąca paraliżem dolnej części ciała i upośledzeniem umysłowym. Dlatego suplementacja kwasem foliowym w połączeniu z witaminą B6 jest nieodzowna już na etapie planowania ciąży!

Witamina ta zapobiega miażdżycy, depresjom. Stosuje się ją w terapii antynowotworowej. Wspomaga również wytwarzanie naturalnego pokarmu w trakcie karmienia piersią. Chroni przed pasożytami przewodu pokarmowego i zatruciami pokarmowymi. Obniża poziom homocysteiny redukując w ten sposób ryzyko zawału mięśnia sercowego.

Badania amerykańskie wskazują, że wysoka zawartość kwasu foliowego we krwi gwarantuje, że zostaje znacznie zmniejszone ryzyko chorób serca i arteriosklerozy, jak również raka okrężnicy, a w przypadku kobiet – raka szyjki macicy.

Na niedobory kwasu foliowego narażone są przede wszystkim kobiety w ciąży – zwłaszcza te, które przed okresem zajścia w ciążę stosowały przez wiele lat pigułki antykoncepcyjne. Braki tej witaminy  mogą być również spowodowane stanami zapalnymi jelit i piciem alkoholu w znacznych ilościach, co powoduje problemy z prawidłowym jej wchłanianiem z przewodu pokarmowego.

Folacyna jest niezbędna podczas leczenia hormonalnego, stosowania sulfonamidów (sulfonamidy blokują przyswajanie kwasu foliowego w jelitach, więc należy podawać podczas ich stosowania zwiększone dawki witaminy B11), leków nasennych i aspiryny.

PABA – kwas para-aminobenzoesowy

PABA – podobnie jak inne witaminy z grupy B jest substancją rozpuszczalną w wodzie. Zasadnicza właściwość tej substancji – to wspomaganie przemiany materii (bierze udział w przemianie białek). Zwiększa przyswajanie, a więc i skuteczność działania witaminy B5 (kwasu pantotenowego).

Podstawowa rola:
·      utrzymywanie delikatnej i zdrowej skóry,
·      opóźnianie procesu tworzenia się zmarszczek,
·      uśmierzanie bólu po oparzeniach.

Cholina (d. witamina B4)

Zaliczana do grupy witamin B. Składnik lecytyny. Ma silne własności zasadowe. Jest niezbędnym czynnikiem w metabolizmie tłuszczów (lipidów) i cholesterolu. Przypuszcza się, że cholina ma zdolność do emulgowania cholesterolu, co zapobiega jego odkładaniu się na powierzchni ścianek naczyń krwionośnych. Bierze udział w przesyłaniu impulsów do mózgu, wspomaga komórki wątroby zapobiegajac jej stłuszczeniu i marskości.

Występuje w żółci, wątrobie, nadnerczach, mózgu, ścianach przewodów pokarmowych.

Jest jedną z niewielu substancji, która łatwo pokonuje barierę krew-mózg, dzięki czemu doskonale ochrania tkankę mózgową przed negatywnym działaniem toksycznych składników pożywienia.

Zalicza się ją (podobnie jak inozytol) do tzw. substancji lipotropowych, tj. takich, które przyśpieszają spalanie tłuszczów ustrojowych i wspomagają ich metabolizm.

Cholina wnika bezpośrednio do komórek mózgu, stanowiąc ich materiał budulcowy. Dzięki temu poprawia i wzmacnia pamięć, co jest szczególnie ważne w podeszłym wieku. Wspomaga również procesy przekazywania impulsów nerwowych.Wzmacnia pracę wątroby wspomagając usuwanie toksyn i leków z organizmu.

W lecznictwie stosowana przy leczeniu otyłości, zaburzeń układu krążenia, atonii pęcherza moczowego i jelit, nadmierenego napiecia mięśniowego.

Spośród dostępnych związków choliny najlepiej jest tolerowany i przyswajany naturalny, roślinny wodorowinian. Prawidłowe jej wchłanianie  zapewnia odpowiedni poziom witaminy B12, kwasu foliowego oraz L-karnityny.

Inozytol

Substancja rozpowszechniona w świecie roślin i zwierząt. Zaliczana jest do grupy witamin B i nazywana czynnikiem wzrostu zwierząt i mikroorganizmów.

Zwykle występuje w postaci fosforanów inozytolu. W największych ilościach inozytol występuje w nasionach oleistych, strączkowych, orzeszkach ziemnych, soi i zbożach, w których dominuje heksafosforan, zwany również kwasem fitynowym lub w soli magnezowo-wapniowej kwasu fitynowego (fityny).

W organizmie zwierząt i ludzi występuje w mięśniu sercowym,  krwi, nerkach, mózgu, mięśniach.

Stosowany jest w schorzeniach wątroby dla zapobiegania jej otłuszczaniu oraz w postępujących zanikach mięśni.

Inozytol obniża poziom cholesterolu, wpływa na prawidłowy stan skóry i włosów, działa uspokajająco.

Podobnie jak cholina zalicza się go do środków lipotropowych (jak wspomnieliśmy wcześniej – przyśpieszają one spalanie tłuszczów ustrojowych i wspomagają ich metabolizm).

Jest w pewnym sensie również antyoksydantem.W przeciwieństwie do typowych przeciwutleniaczy nie jest zaliczany do antyoksydantów podstawowych, natomiast jego związki stanowią grupę przeciwutleniaczy pomocniczych (synergentów), które bezpośrednio nie przerywają łańcuchowej reakcji utleniania, ale mogą wzmacniać skuteczność działania przeciwutleniaczy głównych.

Związkom fitynowym do niedawna przypisywano jedynie negatywne właściwości z powodu tworzenia kompleksów z odżywczymi składnikami żywności (związki mineralne, białka, skrobia), wskutek czego zmniejszeniu ulega przyswajalność ważnych z żywieniowego punktu widzenia substancji.

Jednak od kilku lat ukazują się informacje na temat korzystnych właściwości zdrowotnych fosforanów inozytolu. Należy do nich m. in. zdolność hamowania rozwoju raka jelita grubego.

Mechanizm ochronnego działania związków fitynowych na organizm człowieka nie został dotychczas wyjaśniony.

Źródło: www.eioba.pl
“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • WyBudzony
  • *
  • Posts: 2 554
  • Reputacja: +12/-0
Odp: Witaminy i substancje witaminopodobne
« Reply #1 on: (Sun) 14.12.2014, 18:56:57 »
Raport: amerykańscy eksperci ogłosili koniec witamin w tabletkach

Ostatecznie ogłaszamy, że zażywanie witamin i mikroelementów w tabletkach to strata pieniędzy, ponieważ nie daje żadnych korzyści zdrowotnych: nie chroni przed chorobami, a może być nawet szkodliwe – piszą autorzy raportu w piśmie "Annals of Internal Medicine".



Raport opracowali eksperci panelu doradczego amerykańskiego rządku U.S. Preventive Services Task Force, którzy przeanalizowali 27 badań dotyczących suplementów diety. Twierdzą oni, że nie znaleźli żadnych dowodów na to, że chronią one przed takimi schorzeniami jak choroby serca i nowotwory. Nie przedłużają życia i nie spowalniają również rozwoju demencji i innych chorób mózgu.

Jeden z autorów raportu prof. Edgar Miller z Johns Hopkins University in Baltimore podkreśla, że publikowane od wielu lat kolejne badania podważają jakiekolwiek zalety zdrowotne preparatów wielowitaminowych. Wiele osób woli jednak po nie sięgać, ponieważ wydaje się im, że ich dieta nie zapewnia odpowiedniej ilości składników pokarmowych. Na ogół nie jest to prawda – w krajach uprzemysłowionych rzadko zdarzają się niedobory witamin.

Autorzy raporty podkreślają, że od dawna dyskutowaną przydatność suplementacji witaminowej uważają za zamkniętą – nie daje ona żadnej korzyści zdrowotnej, a może być niekiedy szkodliwa. Niektóre badania sugerują nawet, że duże dawki witaminy A, beta karotenu oraz witaminy B zwiększają ryzyko zgonu.

Sprzedaż witamin w tabletkach wciąż jednak rośnie – w USA w 2010 r. sięgnęła ona 28 mld dolarów. Podobnie jest w Unii Europejskiej. Po suplementy chętnie sięgają również Polacy. Z badań przedstawionych podczas V Międzynarodowego Forum Suplementów Diety wynika, że 22 proc. naszych rodaków zażywało przynajmniej jeden suplement diety, z czego 29 proc. badanych sięgało po niego przez co najmniej 12 miesięcy.

Według dr Katarzyny Stoś z Instytutu Żywności i Żywienia w Warszawie, największe zainteresowanie dodatkami do żywności jest w dużych miastach. - Ocenia się, że przyjmuje je od 25 do 75 proc. mieszkańców aglomeracji Warszawskiej – powiedziała podczas Forum specjalista.

Autor najnowszego raportu prof. Miller uważa, że zainteresowanie konsumentów suplementami diety napędza przemysł farmaceutyczny, który przekonuje, że w organizmie wielu osób występują niedobry witamin i mikroelementów. Dodaje, że badania tego nie potwierdzają.

(JM)
Źródło: PAP

Źródło: wiadomosci.onet.pl


Jakie założenia takie wyniki :)
Pamiętaj lemingu, witaminy to trucizny! Zażywaj prawdziwe leki, takie jak sterydy i psychotropy, a na pewno poczujesz się lepiej. Na razie Big Pharma wycofuje witaminy w pastylkach, następnym krokiem może być ich delegalizacja.

"Naukowców interesuje rzeczywistość, jaka jest. Doktrynerów interesuje rzeczywistość, jaka powinna być.
Naukowcy chcą, żeby ich poglądy pasowały do rzeczywistości. Doktrynerzy chcą, żeby rzeczywistość pasowała do ich poglądów.
Stwierdziwszy niezgodność między poglądami a dowodami naukowiec odrzuca poglądy. Stwierdziwszy niezgodność między poglądami a dowodami doktryner odrzuca dowody.
Naukowiec uważa naukę za zawód, do której czuję on zamiłowanie. Doktryner uważa doktrynę za misję, do której czuje on posłannictwo.
Naukowiec szuka "prawdy" i martwi się trudnościami w jej znajdowaniu. Doktryner zna "prawdę" i cieszy się jej zupełnością.
Naukowiec ma mnóstwo wątpliwości, czy jest "prawdą" to, co mówi nauka. Doktryner nie ma najmniejszych wątpliwości, że jest "prawdą" to, co mówi doktryna.
Naukowiec uważa to, co mówi nauka za bardzo nietrwałe. Doktryner uważa to, co mówi doktryna, za wieczne.
Naukowcy dążą do uwydatniania różnic między nauką a doktryną. Doktrynerzy dążą do zacierania różnic między nauką a doktryną.
Naukowiec nie chce, żeby mu przypisywano doktrynerstwo. Doktryner chce, żeby mu przypisywano naukowość.
Naukowiec unika nawet pozorów doktrynerstwa. Doktryner zabiega choćby o pozory naukowości.
Naukowiec stara się obalać poglądy istniejące w nauce. Doktryner stara się przeciwdziałać obalaniu poglądów istniejących w doktrynie.
Naukowiec uważa twórcę nowych poglądów za nowatora. Doktryner uważa twórcę odmiennych idei za wroga.
Naukowiec uważa za postęp, gdy ktoś oderwie się od poglądów obowiązujących w nauce. Doktryner uważa za zdrajcę, gdy ktoś oderwie się od poglądów obowiązujących w doktrynie.
Naukowiec uważa, że jeżeli coś nie jest nowe, to nie jest wartościowe dla nauki, a wobec tego nie zasługuje na zainteresowanie. Doktryner uważa, że jeżeli coś jest nowe, to jest szkodliwe dla doktryny, a wobec tego zasługuje na potępienie.
Naukowcy są dumni z tego, że w nauce w ciągu tak krótkiego czasu tak wiele się zmieniło. Doktrynerzy są dumni z tego, że w doktrynie w ciągu tak długiego czasu nic się nie zmieniło." - Marian Mazur
“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • WyBudzony
  • *
  • Posts: 2 554
  • Reputacja: +12/-0
Odp: Witaminy i substancje witaminopodobne
« Reply #2 on: (Sat) 21.03.2015, 23:52:47 »
Liposomalna witamina C – jak zrobić w domu i do czego służy?

Pamiętam jak w latach 90-tych wybuchła niesamowita euforia wśród kobiet: kremy z liposomami! To było coś! Pierwsze takie kremy kosztowały krocie i były reklamowane jako ileś tam razy bardziej skuteczne niż „zwykłe” kremy przeciwzmarszczkowe. Cała magia polegała na tym, że substancje aktywne zostały zamknięte w otoczce lipidowej, dzięki czemu docierały znacznie głębiej niż tylko marna wierzchnia warstwa naskórka i dopiero tam uwalniały substancje aktywne. Jako ówczesna (a teraz już na szczęście była) kosmetykomaniaczka, co to żadnej kosmetycznej nowince nigdy nie przepuści rzuciłam się wtedy natychmiast na ową kosmetyczną nowinkę. Oczywiście teraz już wiem, że żadne tam kremiki młodości nie przywracają, ponieważ cofnąć zegar biologiczny można jedynie umiejętnym potraktowaniem całego systemu od środka, a nie mazianiem go po wierzchu jakimś bajońsko drogim specyfikiem o tajemniczym składzie  :)

Na podobnej zasadzie działa liposomalna witamina C wprowadzona na rynek w 2004 roku przez amerykańską firmę LivOn Labs: cząsteczki witaminy w otoczce lipidowej nie tylko nie drażnią żołądka, ale również stają się bardziej przyswajalne (więcej cząsteczek witaminy trafia do krwiobiegu), co stawia tą formę niemal na równi z dożylnym podawaniem witaminy C. Gotowa witamina C w formie liposomalnej jest jednak bardzo droga i nie jest niestety dostępna na polskim rynku. Czy i jak można zrobić lipsomalną postać witaminy C w domu?

Jest to możliwe, ponieważ jedną z przemysłowych metod produkcji liposomów jest sonikacja, zatem użyjemy ultradźwięków na dużo mniejszą skalę w domowym zaciszu, w postaci wanienki ultradźwiękowej, takiej do domowego użytku, przeznaczonej zazwyczaj do czyszczenia biżuterii. Rzecz jasna jakość domowego specyfiku nie będzie tak idealna jak w przypadku produktu LivOn Labs i jemu podobnych. W warunkach domowych nie mamy bowiem maszyn pracujących pod ciśnieniem, kontrolowanych przez czułe komputery drobiazgowo sprawdzające parametry produktu końcowego. LivOnLabs produkuje jednak na sprzedaż, a my na swój własny użytek. Cena 1 grama czyli 1000 mg liposomalnej witaminy C z LivOn labs to ok. 1 $ (ok. 3 zł + przesyłka z zagranicy), zaś zrobiona w domu kosztować nas będzie ułamek tej ceny.



Najważniejsze jest mimo wszystko to, że nawet domowa witamina liposomalna, wykonana rzemieślniczą metodą – tak samo się sprawdza: w przeciwieństwie do tradycyjnej postaci witaminy nie drażni żołądka i nie powoduje tak szybko rozwolnienia, bo więcej witaminy zamiast zostać w jelitach i wiązać wodę trafia do krwiobiegu. Jej wchłanialność jest porównywana z pozajelitowym podawaniem witaminy C.

Do czego służy liposomalna witamina C?

Liposomalna postać witaminy C jest idealna gdy potrzebne jest zwalczenie jakiejś dolegliwości megadawkami, a podawanie doustne powoduje problemy z uwagi na nieprawidłowość działania traktu jelitowego lub gdy należałoby ją podać pozajelitowo ale nie ma takiej technicznej możliwości. Sprawdza się też w przypadku gdy chorują dzieci, które nie zawsze akceptują kwaskowaty smak witaminy C. Gdy nie mamy ochoty na wlewanie w siebie szklanek roztworu i wolimy bardziej skoncentrowaną formę (przyjmowaną w łyżeczkach lub łyżkach) to też jest to wyjście znakomite. Jest to raczej generalnie rzecz biorąc postać „na czas wojny” (gdy musimy zwalczyć jakąś dolegliwość), a nie „na czas pokoju” (gdy nic nam nie dolega i jesteśmy zdrowi, nie palimy, nie mamy stresów, nie uprawiamy intensywnego sportu, nie jesteśmy narażeni na działanie toksyn środowiskowych lub promieniowania).

W normalnej sytuacji (gdy jesteśmy zdrowi, nie palimy, nie mamy stresów itd.) to czerpiemy rzecz jasna witaminę C z pożywienia, czyli z najlepszego źródła (kiszonki, świeże warzywa i owoce, kiełki, soki świeżo wyciskane). Zimą można pokusić się dodatkowo o witaminizowanie wyciskanych w domu soków warzywno-owocowych i do tego celu krystaliczna witamina  nadaje się znakomicie, w tak małych ilościach (np. łyżeczka na litr soku) nie spowoduje ani wyraźnej zmiany smaku ani też żadnej odpowiedzi jelitowej. Kiedy jednak cokolwiek zaczyna nam dolegać lub gdy nasze zapotrzebowanie na witaminę C zwiększa się z takich lub innych powodów – musimy szybko dostarczyć do ustroju dużo większe dawki. Tym większe im bardziej stresująca nasz organizm jest sytuacja (pamiętajmy, że są rozmaite postacie stresu: fizyczny, chemiczny oraz emocjonalny).

Jest to całkiem zgodne z naturalnym biegiem rzeczy: zwierzęta (wszystkie oprócz świnek morskich, małp i niektórych nietoperzy) produkują witaminę C w swoim organizmie, a pod wpływem stresu, urazu lub choroby produkują jej wielokrotnie więcej niż normalnie. My niestety nie mamy enzymu GLO (oksydaza L-gulonolaktonowa) niezbędnego do endogennej produkcji kwasu L-askorbinowego. Co za pech i skaranie boskie! W trakcie ewolucji uległ uszkodzeniu gen odpowiedzialny za syntezę tego enzymu i dlatego jesteśmy zdani na zewnętrzne źródła kwasu L-askorbinowego (choć jak wskazują badania pewna jego część dostarczona do ustroju  przez jakiś czas podlega „recyklingowi”, jednak nie ma możliwości aby działo się to w nieskończoność, niestety).

 Zapotrzebowanie człowieka na witaminę C w różnych warunkach badał dokładnie (bo aż przez 22 lata) doktor Robert Fulton Cathcart III (ten sam, który wynalazł protezę stawu biodrowego nazwaną na jego cześć „protezą Cathcarta”), a wyniki swoich badań zamieścił w czasopiśmie Journal of Orthomolecular Medicine w roku 1994 (http://www.med-help.net/Vitamin-C.html a także http://orthomolecular.org/library/jom/1981/pdf/1981-v10n02-p125.pdf)

Generalnie przyjęto zasadę, że należy w terapiach witaminą C trzymać się trzech zasad: Quantity-Frequency- Duration. Czyli dużo, często i tak długo, aż  ustąpią objawy. W przeciwieństwie do medycyny akademickiej i tradycyjnych farmaceutyków, w terapiach ortomolekularnych nie kierujemy się bowiem sztywnymi dawkami (stąd niestety mamy fenomen badań z witaminą C, które „wykazały” że nie zapobiega ani nie leczy ona przeziębienia, a tak naprawdę badania te wykazały jedynie brak wiedzy badających lub ich krótkowzroczność), lecz obecnością i ostrością symptomów. Im bliżej jesteśmy nasycenia witaminą C, tym bardziej opuszczają nas symptomy dolegliwości i zaczynamy się czuć lepiej, co następuje często (zwłaszcza przy niewielkich infekcjach typu katar lub początki przeziębienia) w ciągu zaledwie godzin.

Nasycenie w przypadku doustnego podawania tradycyjnej formy witaminy C (krystalicznej lub jej związków z minerałami) objawia się jak wiadomo oznakami jelitowymi takimi jak gazy i burczenie w brzuchu, a ostatecznie wizytą w toalecie, do której – jak podkreśla dr Cathcart – najlepiej starać się nie dopuścić. Jeśli mimo wszystko do niej dojdzie, to należy zmniejszyć ilość przyjmowanej witaminy C do 80% dawki, która wywołała rozwolnienie i kontynuować dalej do ustąpienia objawów. Dr Cathcart podkreśla, że nie ma czegoś takiego jak jedna ilość dobra dla każdego.  Im mniej jesteśmy zdrowi a bardziej chorzy, tym więcej witaminy C nasz organizm jest w stanie przyjąć – bo tym więcej jej potrzebuje aby rozprawić się z chorobą. Podobnie jak gdy wybucha wielki pożar lasu, wodę do jego ugaszenia należy dostarczyć porządną strażacką pompą, a nie wiaderkiem jak przy gaszeniu ogniska na biwaku ;)

Tolerancja jelitowa na przyjmowane doustnie dużej dawki witaminy C zależy zawsze od aktualnego stanu zdrowia człowieka i czynników środowiskowych (np. zanieczyszczenie powietrza, kontakt z metalami ciężkimi i innymi toksynami, palenie czynne lub bierne, urazy itd.). Możesz być też bardzo zdziwiony ile będziesz w stanie przyjąć witaminy C jeśli masz w zębach plomby amalgamatowe (te srebrne), choć zaliczasz siebie do zdrowych i pozornie niby nic Ci nie dolega. Wbrew temu co mówią dentyści te zawierające rtęć wypełnienia wcale nie są „nieszkodliwe” ani „bezpieczne” (choć faktem jest, że są wściekle trwałe i wytrzymują nawet całe dziesięciolecia). Jeśli jesteś dentystą pracującym przy  amalgamatach to możesz być równie zdziwiony jak Twój pacjent. Witamina C wiąże metale ciężkie i bezpiecznie usuwa je z ustroju.

A co z typowymi infekcjami? Przykładowo jak podaje dr Cathcart:
1. Zdrowy ogólnie człowiek może do nasycenia (czyli stanu „prawie” rozwolnienia) przyjąć w ciągu doby 4-15 gramów witaminy C (4000-15000 miligramów) w 4-6 podzielonych dawkach. W warunkach stresu lub wzmożonej aktywności fizycznej zapotrzebowanie wzrasta jednak do 15-25 gramów.

2. Lekko przeziębiony będzie potrzebował przyjąć już 30-60 gramów w 6-10 dawkach aby zwalczyć chorobę, czyli taka ilość może być przyjęta do nasycenia (do wystąpienia stanu na pograniczu rozwolnienia), dla osoby z cięższym przeziębieniem będzie to co najmniej 100 gramów na dobę w 8-15 dawkach.

3. Przy grypie ilość witaminy C potrzebnej do nasycenia organizmu wzrasta do 150 gramów na dobę w 8-20 dawkach.

4. Dla chorego na wirusowe zapalenie płuc lub mononukleozę ilość ta wzrasta do 200 gramów i więcej na dobę lub więcej w 12-25 dawkach.

5. Infekcje bakteryjne potrzebują 30-200 i więcej gramów na dobę w 10-25 dawkach

To właśnie dr Cathart ukuł nazwę „100-gramowe przeziębienie” czyli takie którego symptomy zanikają po podaniu w ciągu doby 100 g (100.000 mg) kwasu L-askorbinowego. Chorzy na bardzo ciężkie zaburzenia (np. nowotwory lub AIDS) potrzebują czasem olbrzymich dawek dobowych (ponad 200 g na dobę), podawanych dożylnie lub domięśniowo, w warunkach szpitalnych, ponieważ tolerancja jelitowa staje się barierą dla większych dawek przyjmowanych doustnie (w przypadku zastrzyków czy kroplówek nie podaje się rzecz jasna czystego kwasu L-askorbinowego lecz jego związek, najczęściej askorbinian sodu)

Tolerancja jelitowa maleje też z wiekiem albo gdy występują zaburzenia traktu jelitowego uniemożliwiające prawidłowe wchłanianie (zawsze pamiętajmy, że jesteśmy nie tym co wsadzamy do ust, lecz tym co wchłaniamy!). Wtedy wyjściem jest ominięcie drogi doustnej i podanie witaminy drogą pozajelitową. Chyba że… cząsteczki witaminy otulimy otoczką lipidową. I tu właśnie z pomocą przyjdzie nam liposomalna witamina C.

Dr Thomas Levy będący autorem poczytnej książki „Curing the Incurable: Vitamin C, Infectious Diseases, and Toxins” („Lecząc nieuleczalne: witamina C, choroby zakaźne i toksyny” – niestety niedostępna w jęz. polskim), oprócz przytoczenia wielu przypadków wyleczonych pacjentów z ponad 1200 prac dotyczących działania witaminy C na rozmaite dolegliwości – podał również informację, iż liposomalna witamina C posiada przyswajalność rzędu ponad 90% czyli w zasadzie jest przyswajalna w porównywalnym stopniu jak podawana pozajelitowo. Oczywiście miał on na myśli profesjonalnie wykonaną postać, a nie wykonaną w domu: nasza domowa będzie mieć nieco gorsze parametry (nie uda nam się każdziuteńkiej cząsteczki witaminy „zliposomować”), ale o tym za chwilę.

Jak nietrudno zauważyć w miarę jak dobowe zapotrzebowanie na witaminę C się zwiększa – dawki przyjmowane doustnie muszą zostać podzielone na tym więcej małych dawek, bo nie jesteśmy w stanie na jeden raz przyswoić jej zbyt dużo. Taką samą sytuację mamy np. z wapniem albo z magnezem, o czym pisałam poprzednio: małe ilości ale często są przyswojone lepiej niż duże jednorazowe, które doustnie przedawkowane powodują rozwolnienie. Tak samo z witaminą C. Im mniejsza jednorazowa dawka tym większa ilość zostanie przyswojona, im zaś więcej doustnie dostarczymy na jeden raz, tym mniej przyswoimy z uwagi na tolerancję jelitową. W przypadku liposomalnej formy ponieważ cząsteczki witaminy znajdują się w fosfolipidowej otoczce (takiej samej jak błona komórkowa w komórkach naszego ciała) przyswajalność się zwiększa. To z kolei powoduje, że zwiększa się też tolerancja jelitowa (więcej witaminy wędruje do krwiobiegu, a mniej zostaje w jelitach wiążąc wodę).

Co będzie nam potrzebne?

1. Kwas L-askorbinowy w proszku 1 płaska łyżka (ok. 14 g), kupisz w kilogramowych opakowaniach w sklepie internetowym lub na portalu aukcyjnym Allegro, koszt ok. 35-45 zł/kg.

2. Woda demineralizowana dostępna na każdej stacji benzynowej (ew. zwykła filtrowana, choć na wodzie demineralizowanej dłużej można przechowywać w lodówce) – 240 ml + 120 ml

3. Lecytyna (słonecznikowa lub sojowa, wolna od GMO) w proszku lub granulkach jako źródło fosfolipidów – 3 płaskie łyżki (ok. 24 g), do nabycia w sklepie ze zdrową żywnością naziemnie lub internetowo jak również na portalu aukcyjnym, koszt ok. 25 zł/250g

4. Plastikowa słomka lub drewniana łyżka do mieszania

5. Waga kuchenna (najlepiej elektroniczna) do odmierzania składników

6. Wanienka (myjka) ultradźwiękowa (taka do domowego czyszczenia biżuterii) o wydajności minimum 38 Khz (38.000 drgań na sekundę). Ja mam Silver Crest (46 Khz) i sprawdza się bardzo dobrze. Koszt takiej myjki (tak czy siak przydatnej w domu) to ok. 100 zł.

7. Blender lub szczelnie zamykany słoik szklany

Najpierw musimy zrobić dwa roztwory, najlepiej podgrzać leciutko wodę w garnuszku (nie w mikrofalówce!) aby była letnia (temperatura ciała), co ułatwi nam pracę.

1. Lecytynę rozpuszczamy w 240 ml ciepłej (ale nie gorącej) wody: po wsypaniu jej do wody zostawić ją na minimum 1/2 godziny, namoczona lepiej się rozpuszcza, po czym albo użyć blendera albo wlać do zakręcanego szczelnego słoika i mocno potrząsać przez kilka minut. Ostatecznie musimy uzyskać jednolitą ciecz, bez żadnych grudek.

2. Witaminę bardzo dokładnie rozpuszczamy w 120 ml letniej wody, musi się cała rozpuścić.

3. Obydwa roztwory wlewamy do wanienki ultradźwiękowej i mieszamy, a następnie włączamy urządzenie. Zależnie od typu urządzenia i wbudowanego timera będziemy musieli cykl powtórzyć (w moim urządzeniu maksymalnie jeden cykl może trwać 600 sekund czyli 10 minut), cały czas przy tym mieszając plastikową słomką naszą miksturę. Ostatecznie cała początkowa pianka na powierzchni zniknie, a mikstura będzie mieć jednolity kremowy wygląd. Może to zająć 20-30 minut (2-3 cykle). Wylewamy miksturę z wanienki ultradźwiękowej do jakiejś miski, a stamtąd przez lejek do zakręcanej butelki (polecam butelki 0,7 po Frugo, mają bardzo szczelne zakrętki, ewentualnie gdy mamy mniejszą porcję to fajne są też buteleczki 250 ml po syropie klonowym z Rosmanna) i chowamy do lodówki, w lodówce można przechowywać ok. tygodnia, poza lodówką w temperaturze pokojowej ok. 3-4 dni.

Początkowe pH naszej mieszaniny to ok. 3 czyli dosyć kwaśne, po zakończeniu procesu sonikacji większość cząsteczek witaminy otrzyma otoczkę z fosfolipidów, zatem mikstura straci nieco swoją kwasowość, jej pH wzrośnie i nieco bardziej zbliży się do neutralnego, ok. 5,5-6 (neutralne to 7), co można łatwo sprawdzić paskami lakmusowymi. Niestety nie mam dokładnego miernika pH w domu, jedynie paski wskaźnikowe, stąd wartości pH podaję przybliżone.

Jeśli chcemy sprawdzić ile cząsteczek witaminy pozostało w stanie wolnym (nie pokryło się lipidową otoczką) to  należy sporządzić roztwór sody oczyszczonej (2 łyżki stołowe czyli ok. 30 ml wody i 1/4 łyżeczki sody), odlać 1/2 szklanki mikstury do jakiegoś naczynia (np. słoiczka) i powolutku mieszając wlać doń roztwór sody. Zajdzie reakcja – niezwiązane lipidami cząsteczki witaminy utworzą askorbinian sodu, zaś uwalniający się dwutlenek węgla utworzy piankę (całość zacznie musować). Podczas musowania ilość piany wskaże nam przybliżony stopień w jakim udało nam się podczas domowej sonikacji stworzyć liposomy: pianka  o wysokości ok. 1 cm (lub mniejsza) jest dopuszczalna i oznacza, że ok. 70% (lub więcej) cząsteczek witaminy została „zliposomowana”. To całkiem dobry wynik jak na domowe warunki. Przy większej piance warto powtórzyć proces sonikacji i sprawdzić raz jeszcze – z reguły parametry ulegają poprawie.

Mikstury kontrolnej zbuforowanej sodą nie wylewajmy do zlewu, lecz z powrotem wlejmy ją do butelki z preparatem. Askorbinian sodu to dobrze przyswajalna postać witaminy i nie drażniąca żołądka. Można nawet (jeśli ktoś ma wybitne problemy z żołądkiem) zbuforować całość lub też po prostu zamiast kwasu L-askorbinowego jako surowca do wykonania preparatu użyć właśnie askorbinianu sodu przez co uzyskamy miksturę o jeszcze wyższym odczynie pH (7-7,5).

Jak smakuje liposomalna witamina C?

Nie będę owijać w bawełnę: podczas gdy popijanie mojego ulubionego witaminowego „sprajta” (szczególnie z dodatkiem miodu) to czysta frajda, picie liposomalnej witaminy C do przyjemności raczej nie należy. Smakuje jak żółtko jajka wymieszane z cytryną ;) Ale… to nie ma smakować tylko działać! Po prostu trzeba łyknąć i szybko popić czymś (sokiem, wodą, herbatką zieloną lub miętową itp.), a „jajeczny” posmak szybko z ust zniknie.

Trochę obliczeń

Normalnie gdy przyjmujemy klasyczny roztwór („sprajta”), to wsypujemy na szklankę wody (ok. 240 ml) łyżeczkę witaminy (płaską = 3 g). Jest to dosyć kwaśne w smaku, ale po dodaniu odrobiny słodzidła (miód, ksylitol czy stewia) da się całkiem przyjemnie wypić. Więcej witaminy na 1 szklankę wody niż ta 1 łyżeczka nie da rady wsypać, bo byłoby to jak przypuszczam kwaśne jak ocet siedmiu złodziei (nawet mocno słodząc), praktycznie nie do wypicia, a nawet gdyby jakimś cudem udało się nam tak silny roztwór jakoś wypić w ilości całej szklanki naraz, to skończyłoby się to dla większości osób rychłą wizytą w toalecie.

Biorąc pod uwagę, że szklanka ma 250 ml ale gdy nalewamy wodę do szklanki to nigdy nie po brzeg, lecz właśnie ok. 240 ml, na 1 szklankę wody w witaminie liposomalnej przypada ok. 9,33 g witaminy, czyli ok. 3 łyżeczki. Jest to więc bardzo silny roztwór, a do tego dużo lepiej przyswajalny niż tradycyjny. Dlatego witaminy liposomalnej nie ma potrzeby pijać szklankami, wystarczą dużo mniejsze objętości.

 Jedna łyżka stołowa ma objętość 15 ml. Użyliśmy 24 łyżki stołowe wody (360 ml w sumie), w której znajduje się 14 g (14000 mg) witaminy C. Przyjmijmy, iż średnio udało nam się w warunkach domowych uzyskać ok. 70% cząsteczek (9,8 grama, 9800 mg) pokrytych lipidową otoczką. W jednej łyżce mikstury znajdzie się ok. 583 mg witaminy, z czego przyswoimy 80% (jest to mniej niż produkt LivOn Labs) czyli ok. 466 mg. Aby więc przyswoić 1 gram (1000 mg) należy spożyć ok. 40 ml mikstury (nieco ponad 2 łyżki).

Przepis nr 2:  wersja „Forte”

Jeszcze bardziej skoncentrowany preparat możemy uzyskać robiąc liposomalną witaminę C w postaci Forte. Jest to moja ulubiona forma liposomalnej, którą w razie potrzeby stosujemy u mnie  w domu. Ma ona jakby nieco gęstszą konsystencję od przepisu pierwszego. Jedna łyżeczka od herbaty (5ml) zawiera ok. 1 gram witaminy, z czego przyswoimy ok. 800 mg. Jedna łyżka stołowa zawiera ok. 3 gramy witaminy, z czego przyswoimy ok. 2400 mg.

W przepisie zmieniają się nieco proporcje:

1. W 240 ml dobrze ciepłej (ale nie gorącej, ok. 70 stopni) wody wlanej do litrowego słoika wsypujemy 95 g lecytyny i namaczamy na ok. 1/2 godziny, po namoczeniu lecytyna uzyska konsystencję papkowatą i będzie się dobrze rozpuszczać.

2. W międzyczasie jak lecytyna się namacza podgrzewamy ostrożnie w garnuszku 220 ml wody do temperatury nie wyższej niż 45-50 stopni (najlepiej użyć termometru aby nie ryzykować utlenienia witaminy, co objawi się uwalnianiem bąbelków – taką możemy już tylko wylać do zlewu) i bardzo dokładnie rozpuszczamy 100 gramów witaminy C (kwas L-askorbinowy lub askorbinian sodu). Rozpuszczalność witaminy C wynosi 333g/litr w temp. 24 stopni, dlatego nie próbujcie rozpuszczać takiej ilości w wodzie o temperaturze pokojowej, to się po prostu nie uda. Jeśli pamiętacie z lekcji chemii wiadomości na temat roztworu nasyconego to przydadzą się teraz te informacje: rozpuszczalność substancji poprawiają takie czynniki jak zmiana temperatury czy mieszanie. Czyli musimy wodę podgrzać (ale nie za mocno aby nam się nie utleniła witamina!) i jednocześnie cierpliwie mieszać (plastikową słomką, drewnianym patyczkiem, szklaną pałeczką, byle nie metalem). W temperaturze 24 stopni bowiem udałoby się nam rozpuścić jedynie 73,26 grama w 220 ml wody, a my potrzebujemy rozpuścić jej 100 g.

3. Gdy lecytyna będzie miała temperaturę ciała (będzie letnia) wlewamy do niej roztwór z witaminą i energicznie wstrząsamy przez jakiś czas (minutę, dwie) słoikiem do uzyskania jednolitego płynu (bez grudek lecytyny).

4. Miksturę poddajemy procesowi sonikacji w myjce utradźwiękowej jak w przepisie pierwszym, na początku ciecz będzie pienista, potem pianka zniknie, a gotowa jest gdy jej powierzchnia jest gładka, bez bąbelków pianki, a postać kremowa.

5. Dalej postępujemy jak w przepisie pierwszym.

Ten skoncentrowany preparat jest bardziej kwaskowaty w smaku od tego z przepisu pierwszego (pH produktu końcowego to ok. 3,5-4), ale za to mniej czuć jajkowaty posmak lecytyny: picie go bezpośrednio łyżeczką nie jest zalecane, lepiej wmieszać go do niewielkiej ilości soku, koktajlu, jogurtu, rozgniecionej widelcem na papkę połówki banana, podduszonego w garnuszku na mus jabłka (lub innych dowolnych zmiksowanych czy utartych owoców). Jednym słowem jakiś podkładzik co by nam to jakoś całkiem znośnie smakowało :) W sumie sok z cytryny ma zbliżony, choć jeszcze bardziej kwaśny odczyn (ok. 3), co zmierzyłam z ciekawości uniwersalnymi paskami lakmusowymi – przepraszam za niespecjalną jakość zdjęcia, musicie uwierzyć mi na słowo lub zrobić pomiar samodzielnie



Jeśli ktoś chce może oczywiście zbuforować ten odczyn za pomocą wodorowęglanu sodu (sody oczyszczonej) tak jak w przypadku przepisu pierwszego lub użyć od razu zbuforowanej postaci witaminy czyli askorbinianu sodu jako surowca do wykonania preparatu. Oczywiście też każdy z przepisów można wykonać z połowy porcji, nie trzeba zaraz z całej. Wszystko zależy od bieżących potrzeb.

Witaminę liposomalną najlepiej przyjmować pomiędzy posiłkami albo pół godziny przed posiłkiem. Posiłek najlepiej aby zawierał świeże warzywa i owoce, siemię lniane świeżo mielone, zieloną lub ziołową herbatkę lub świeżo wyciśnięty sok – w ten sposób dostarczymy do organizmu bioflawonoidy, które wspomagają przyswajanie witaminy C. W taki właśnie sposób podawał swoim pacjentom witaminę C podczas infekcji wirusowych (polio, odra, świnka) dr F. Klenner: witamina C doustnie lub pozajelitowo, a do tego koniecznie do picia soki np. owocowe. Za czasów Klennera (lata 40-ste, tuż po odkryciu witaminy C) postać liposomalna nie była znana, podawało się witaminę C tradycyjnie w roztworze doustnie lub pozajelitowo (dożylnie lub domięśniowo).

eśli więc na stronach sprzedających drogie suplementy przeczytacie informację, iż witamina C musi KONIECZNIE w jednym preparacie zawierać bioflawonoidy „bo inaczej nie działa” i dlatego MUSICIE kupić właśnie TEN JEDYNY choć kosztowny lecz jakże bardzo zdrowotnie opłacalny preparat mający dwa w jednym itd., to wiedzcie, iż jest to nieprawda, bowiem praktyka kliniczna wskazuje na zupełnie co innego. Tak samo dobrze i równie skutecznie działa podanie witaminy C osobno i bioflawonoidów osobno (ich bogatym źródłem jest pożywienie będące jednocześnie źródłem witaminy C, a więc świeże warzywa i owoce lub wyciskane z nich na świeżo soki, ale też i herbatki ziołowe czy zielona).

Jak napisał dr Andrew Saul (a ja się z nim całkowicie zgadzam): pożywienie jest kiepskim źródłem witaminy C (w sensie gdy mówimy  o jej stosowaniu terapeutycznym potrzebnym w megadawkach np. przy infekcjach), ale jest dobrym źródłem bioflawonoidów, podczas gdy witamina C w kapsułkach czy tabletkach jest kiepskim kiepskim źródłem bioflawonoidów ale dobrym źródłem C. Dlatego najbardziej polecane (i opłacalne!) jest więc wybrać „zwykłą” witaminę ORAZ JEDNOCZEŚNIE prawidłowo się odżywiać (nawet i pić same soki gdy nie ma apetytu przy chorobie). W ten sposób mamy znakomity tandem korzyści i dla kieszeni i dla zdrowia.

Jeśli wzdragacie się na sam pomysł zakupu „zwykłej” witaminy bo przecież jest „sztuczna”, to należy zdać sobie sprawę, że… witamina C jest na tej planecie tylko jedna, w chemii nie istnieje bowiem pojęcie „lepszej” i „gorszej” substancji, więc czy pozyskamy substancję z naturalnego źródła czy uzyskamy ją na drodze przemian chemicznych to w efekcie otrzymujemy identyczną substancję i składa się ona nieodmiennie z sześciu atomów węgla, ośmiu atomów wodoru i sześciu atomów tlenu – wzór sumaryczny C6H8O6. Koniec, kropka.

Jednak wzór sumaryczny to jedno, a kwestia izomerii optycznej to drugie. Wiele wątpliwości wśród użytkowników w związku z tym rodzi kwestia „skrętności” witaminy. Nie ma tutaj jednak jakiejś wielkiej filozofii, jeśli wyjaśnimy sobie, że nazwa „lewoskrętna witamina C” nie jest nazwą naukową, jest nazwą jedynie popularną, która ma swoją genezę w przedrostku „L-” w nazwie (kwas L-askorbinowy to inna nazwa witaminy C), wskazującym na konfigurację względną Fischera (D i L), której nie należy mylić z konfiguracją bezwzględną czyli wzorem stereochemicznym (R i S lub inaczej +/-).

Witamina C jest raczej prostą substancją, pochodną glukozy. Biologicznie aktywna (czyli taka jaką znajdziemy w warzywach i owocach) substancja czyli witamina C jeśli chodzi o pełniejszą nazwę optycznie czynnego związku chemicznego to jej pełna nazwa brzmi kwas L(+) askorbinowy. Numer CAS 50-81-7.  Ponieważ cząsteczka kwasu askorbinowego ma dwa asymetryczne atomy węgla (C4 i C5), więc oprócz kwasu L-askorbinowego możemy mieć do czynienia jeszcze tylko z trzema innymi izomerami tej substancji:

D-askorbinowy (na obrazku poniżej 1b)
D-izoaskorbinowy (na obrazku poniżej 2a)
L-izoaskorbinowy (na obrazku poniżej 2b)
Te trzy jednak nie mają aktywności biologicznej kwasu L-askorbinowego, nie mogą być więc w ogóle nazywane „witaminami”, dlatego nazwa „witamina C” jest używana w stosunku jedynie do jednego izomeru optycznego: kwasu L-askorbinowego ponieważ tylko ten jeden izomerspełnia kryteria bycia „witaminą” czyli związkiem biologicznie czynnym. Na obrazku oznaczony jest on symbolem 1a.


(źródło: http://commons.wikimedia.org/wiki/File:Ascorbic_acid_isomers.svg)

Każdy z izomerów ma ponadto swój numer CAS: D-askorbinowy ma 8924-69-6, D-izoaskorbinowy ma 89-65-6, a L-izoaskorbinowy 26094-91-7. O ile na lekach i suplementach nie ma obowiązku podawania numeru CAS (nie wiemy jaki stereoizomer został użyty) to na surowcach farmaceutycznych jest. Więc kupując suplement (czyli produkt przetworzony) tak naprawdę musimy polegać na zaufaniu, że firma na pudełku pisze prawdę o tym co sprzedaje, ale kupując surowiec farmaceutyczny nie musimy, bo tu mamy pewność – tutaj nie ma lipy i żaden producent surowca farmaceutycznego nie pozwoli sobie na sprzedaż czegoś innego niż opisane na etykiecie, bo od tego zależy ludzkie zdrowie i życie. Jak ważne są stereoizomery pokazała przecież choćby afera z Talidomidem sprzed kilkudziesięciu lat.

Dlatego przy zakupie witaminy krystalicznej w proszku (nie ma znaczenia czy kupujemy w sklepie internetowym czy na portalu aukcyjnym Allegro) zawsze zwracajmy uwagę na numer CAS, to jest bardzo ważne. Kwas L-askorbinowy ma numer CAS 50-81-7. Nie kupujmy produktu bez numeru CAS, oznaczonego bardzo ogólną nazwą jako „kwas askorbinowy”, ponieważ w rzeczy samej nie wiemy wtedy z którym izomerem kwasu askorbinowego mamy do czynienia. A musimy mieć pewność, że kupujemy ten biologicznie aktywny. Natomiast gdy na opakowaniu widnieje nazwa „witamina C” to z reguły będzie to właśnie tylko ten właściwy izomer (L-askorbinowy), jako że pozostałe trzy izomery kwasu askorbinowego nie mając aktywności biologicznej nie są nazywane/sprzedawane jako „witamina”.

Odnośnie zaś stworzonych przez sprzedawców „naturalnej” witaminy kolejnych mrożących krew w żyłach opowieści niezwykłej treści na temat produkowania chińskiej czy innej witaminy C z modyfikowanej genetycznie kukurydzy (czy innej rośliny) –  wspomniany już ekspert od witamin, dr Andrew Saul, stwierdza: „you can’t genetically modify atoms!” czyli atomów nie można, nie da rady genetycznie zmodyfikować. I w sumie trudno nie przyznać mu racji. ;)

Warto wiedzieć, że Chiny są dzisiaj wiodącym światowym producentem witaminy C i nie tylko: większość surowców farmaceutycznych w preparatach jakie ludność dzisiaj łyka pod postacią wszelkiej maści aptecznych leków pochodzi właśnie stamtąd. Aby surowiec mógł być wprowadzony na rynek danego kraju i być w obrocie – musi jednak posiadać wymagane przepisami parametry, w tym zawartość głównego składnika, chlorki, siarczany, żelazo czy metale ciężkie, dla substancji wykorzystywanych w przemyśle spożywczym dodatkowo wymagana jest analiza mikrobiologiczna. W razie wątpliwości poproś sprzedawcę o przedstawienie świadectwa jakości kupowanej witaminy.

W przygotowaniu mam dla czytelników bloga tłumaczenie na język polski raportu Klennera, w którym opisał on swoje bogate doświadczenia w leczeniu pacjentów z chorób wirusowych (polio, odra, świnka, zapalenie płuc i inne) odpowiednio dobranymi i często podawanymi dawkami witaminy C. Plik do pobrania pojawi się wkrótce na witrynie.


Linki:
1. http://racehorseherbal.com/Infections/LET/let.html
2. http://www.health-matrix.net/2013/06/17/heal-thyself-with-homemade-liposomal-vitamin-c/
3. Cheryl Hines „How To Make Liposomal Vitamin C” http://www.amazon.com/Liposomal-Vitamin-SimpleFrugal-Photo-Guides-ebook/dp/B00B51M2HW
4. http://www.drlam.com/articles/Liposomal_Encapsulation_Technology.asp
5. http://dearcf.com/main-forums/topic/liposomal-vit-c-tutorial/

Źródło: http://www.akademiawitalnosci.pl/liposomalna-witamina-c-jak-zrobic-w-domu-i-do-czego-sluzy/
“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • WyBudzony
  • *
  • Posts: 2 554
  • Reputacja: +12/-0
Odp: Witaminy i substancje witaminopodobne
« Reply #3 on: (Wed) 16.03.2016, 13:58:16 »
Tajemnice witaminy C

Quote
„Zastanawiając się nad właściwą diagnozą przepisz tymczasem witaminę C” – dr Frederik R. Klenner [eng], fascynat działania witaminy C, dla swoich słuchaczy i kolegom po fachu, stworzył powyższe hasło

Większość z nas słyszała o witaminie C, czyli kwasie askorbinowym. Większość z nas próbowała nawet leczyć nią przeziębienie czy grypę. Ci, którym nie pomogła, odrzucili ją z pogardą. Wielu innym dodatkowe dawki witaminy C ułatwiły szybki powrót do zdrowia. Czemu witamina nie zadziałała we wszystkich wypadkach? Czy błąd polegał na zbyt małych dawkach? Czy istnieje jakiś katalizator, bez którego witamina nie przedstawia żadnej wartości?

Medycyna na złym kursie

W latach trzydziestych – po udanym eksperymencie syntezowania witaminy C w warunkach laboratoryjnych – wielu praktykujących lekarzy zaczęło gromadzić przyczynki informujące o leczniczych właściwościach tej witaminy zażywanej w dużych ilościach, wielokrotnie przewyższających domniemaną normę dzienną. Ludzie przyjmujący uderzeniowe dawki zdrowieli z najprzeróżniejszych chorób lub utrzymywali doskonałe samopoczucie. W tym samym okresie chemicy rozpoczęli pracę nad wyodrębnianiem i syntezą leków, które wykazywały zdolność niszczenia szkodliwych drobnoustrojów, szczególnie bakterii, pomagając zapobiegać chorobom zakaźnym. Niemcy jako pierwsi dokonali syntezy Prontozilu, pierwszego leku sulfamidowego. Rozpoczął się międzynarodowy wyścig. Na początku lat czterdziestych zaczęto produkować penicylinę przy użyciu zwykłej pleśni. Odkryto możliwość ekstrahowania rozmaitych mycyn z różnych rodzajów pleśni i roślin i wykorzystania ich jako leki farmakologiczne.

Zasługi witaminy C – leczniczej substancji pozbawionej skutków ubocznych – nie przyciągały uwagi świata w równym stopniu, co spektakularne cuda medyczne czynione przez nowo wyprodukowane leki. Współczesna medycyna spełnia odwieczną obietnicę uwolnienia ludzkości od koszmaru chorób zakaźnych. W międzyczasie zepchnięto doniesienia o tej jednej z najsilniej działających substancji leczniczej do archiwów przechowujące naukowe wydawnictwa medyczne, a kuracja witaminą C pozostała domeną nielicznych lekarzy o zadziwiającej przenikliwości. Doktor Beasley podkreśla, że narodziny ery leków spowodowały przesunięcie środków umożliwiających finansowanie badań na doświadczenia poświęcone rozwojowi farmaceutyków, choć rozwój dietetyki przedstawiał równie zachęcającą perspektywę. W ciągu kilku ostatnich lat Narodowy Instytut Rakowy wydał zaledwie jeden procent swoich funduszy na badania poświęcone zagadnieniom higieny żywienia i to pomimo oświadczenia złożonego w 1977 roku przez zastępcę dyrektora Instytutu przed specjalną komisją senacką, w którym przypisał sześćdziesiąt procent zachorowań na nowotwór złośliwy wśród kobiet, a czterdzieści wśród mężczyzn, nieprawidłowemu odżywianiu.

W medycynie Zachodu, kładzie się nacisk na leczenie choroby, która jest uważana za niefortunny przypadek. Większość lekarzy nie była kształcona w kierunku zapobiegania chorobom przez dietę. Przykładowo, liczba szkół medycznych w USA wynosi 125, liczba szkół medycznych z wymaganym kursem odżywiania to zaledwie 30. Przeciętna długość kursu z odżywiania w takiej szkole, podczas 4 lat studiów medycznych w USA to zaledwie 2,5 godziny. Jak zatem przyszły lekarz ma zgłębić na studiach wszystkie tajniki podstawowej przyczyny chorób jaką jest zła dieta i brak składników odżywczych m.in. witamin i minerałów?

Ponieważ na Akademii Medycznej nie ma nacisku na profilaktykę i leczenie odpowiednią dietą, niemal całkowicie zapomniano o roli, jaką witamina C pełni w leczeniu chorób, w tym chorób nowotworowych i zakaźnych, a temat ten jest ignorowany, a nawet wyśmiewany.

Na szczęście, wielu praktykujących lekarzy kwestionuje dawne założenia i bada możliwości prewencji przede wszystkim przez odpowiedni sposób odżywiania się i inne proste środki.

Witamina C zrehabilitowana

Laureat nagrody Nobla [ściślej – dwóch nagród Nobla – przyp.tłum], pisarz, fizyk, i chemik, dr hab. Linus Pauling, przez całe dziesięciolecia cierpiał pod ostrzałem niezasłużonej krytyki za swoje entuzjastyczne poglądy na temat witaminy C.

Doktor Pauling doniósł, że witamina C niezbędna w organizmie jest dla prawidłowego przebiegu procesów fagocytozy (pochłaniania drobnoustrojów chorobotwórczych przez białe krwinki).
Krwinki odżywione witaminą C działają energicznie, a te o niskim stężeniu witaminy C reagują niemrawo. Prawdopodobnie największa pogarda spotkała jego wczesne prace poświęcone antyrakowemu działaniu tej witaminy. Na próżno publikował dowody potwierdzające swoją teorię – lekarze alopaci ani o krok nie ruszyli się z wygodnie okopanych pozycji odrzucających świadectwo o potencjale witamin jako środków leczniczych. Od jakiegoś czasu sytuacja zaczęła się zmieniać na korzyść zwolenników poglądów Paulinga.

Na krótko przed śmiercią, a dożył 93 roku życia, powiedział, że swoje zdrowie zawdzięczał w głównym stopniu witaminom i minerałom, a szczególnie przyjmowaniu dużych dawek witaminy C. I choć zmarł na raka, wierzył, że dzięki witaminom i minerałom udało mu się odsunąć początek i opóźnić znacznie rozwój choroby przynajmniej o 20 lat. Głęboko wierzył, że może ona odwlec choroby i wydłużyć życie. Napływające ze wszystkich stron świata informacje wykazują dzisiaj, iż miał rację. Twierdził, że odkąd zaczął przyjmować duże dawki witaminy C w 1965 roku, nie chorował nawet na zwykłe przeziębienie. Pojedyncze tabletki zawierające tę witaminę zaczął przyjmować w roku 1941. Potem zwiększył dzienną dawkę do 18 gram. Doktor Pauling był przekonany, że można żyć dłużej nawet o 12-18 lat, przyjmując codziennie 3,2 –12 gram witaminy C, ilość porównywalną z zawartością witaminy C z 50 -170 pomarańczy.

Rola witaminy C w odżywianiu

Przeprowadzono już dostatecznie wiele badań – stosując sprawdzone metody podwójnie ślepej próby klinicznej, z udziałem grupy kontrolnej zażywającej placebo – by upewnić się, witamina rzeczywiście posiada wiele cennych właściwości leczniczych.

Prawie wszyscy słyszeli już o angielskich marynarzach, którzy podczas długich podróży w szesnastym i siedemnastym wieku padali ofiarą szkorbutu. Wiemy, że spożywanie owoców, co dzień lub, co dwa dni jest koniecznością, o ile pragniemy uniknąć krwawienia dziąseł, depresji, uczucia wszechogarniającego zmęczenia lub poważnej choroby zakaźnej. Jak to się dzieje, że dorastamy i żyjemy wolni od tego rodzaju powikłań zdrowotnych? Czy w spożywanych przez nas pokarmach znajdują się dostateczne ilości cennej witaminy? Jak można się o tym dowiedzieć?

Organizmy naczelnych – małpiatek, małp, ludzi nie potrafią wytwarzać witaminy C z cukrów prostych, jak to czynią niemal wszystkie pozostałe kręgowce z wyjątkiem świnek morskich. Widocznie w procesie ewolucji naszych gałęzi gatunkowych okazało się, że wątroba ma tyle innych, niezbędnych dla prawidłowego funkcjonowania organizmu zadań, a w pokarmach dostępnych w przyrodzie znajduje się wystarczająco dużo źródeł naturalnej witaminy C w postaci świeżych owoców i warzyw, że siły ewolucji uznały enzym zwany oksydazą laktonu kwasu 1-gulonowego, aktywizujący przemianę glukozy w kwas askorbinowy, za zbędny w składzie związków chemicznych produkowanych w organizmie człowieka.

Doktor Linus Pauling obliczył, że nasi pradawni przodkowie, myśliwi i zbieracze runa leśnego, spożywali dziennie około 600 miligramów witaminy C, karmiąc się chudym mięsem, warzywami i owocami. Ilość ta przekraczała 10-krotnie dawkę wystarczającą, by zapobiec szkorbutowi i obecnie przyjętą dawkę dziennego zapotrzebowania organizmu na witaminę C.

Na obszarach ubogich w krzewy i drzewa owocowe tubylcy odkryli inną metodę utrzymania zdrowia – jedli surowe gruczoły nadnercza. Rozrywali tuszę świeżo upolowanego zwierzęcia, wyszukiwali nerki i położone w pobliżu gruczoły nadnerczy, wyciągali je i dzielili między członków plemienia. Wiedzieli, że jeśli nie uda im się spożyć tego specjału, co kilka dni, zaczną słabnąć i chorować, a w końcu umrą. W gruczołach nadnerczy znajduje się więcej witaminy C niż w jakiejkolwiek innej części ciała. (Być może dlatego witamina C jest absolutnie niezbędna dla ochrony przed chorobami rozwijającymi się na tle stresu). Wysoką zawartością i zapotrzebowaniem na witaminę C charakteryzują się systemy wewnątrzwydzielnicze: przysadka, podwzgórze, nadnercza i inne gruczoły.

[Komentarz: igliwie sosny, świerku, modrzewia, cedru, jodły zawiera około 200-270 mg witaminy C/100 g, dlatego też w czasach, gdy brakowało czystej chemicznie, krystalicznej witaminy C podawano chorym na szkorbut między innymi odwar z igliwia drzew iglastych]

Witamina C – obrona niewinności

Z artykułu w renomowanym czasopiśmie naukowym Nature świat mógł się dowiedzieć o badaniach, które jakoby wskazują że przyjmowanie witaminy C w większej od oficjalnie zalecanej dawki dziennej (600mg) może spowodować nawet raka. Oto kilka opinii na ten temat:

Profesor Światosław Ziemlański z Instytutu Żywności i żywienia, jeden z najwybitniejszych w Polsce specjalistów w dziedzinie prawidłowego żywienia:

„To nie jest wcale dowód, ja nadal biorę 600-miligramową dzienną dawkę witaminy C.”

Gyula Kulascar, biochemik, adiunkt Akademii Medycznej Pecs, odkrywca układu tzw. biernej obrony organizmu przed nowotworami, wykorzystującego również witaminę C:

„To jest śmieszne! Do jakich uszkodzeń genetycznych mogło by dojść w ciągu sześciu tygodni w skutek tak małej dawki? Na podstawie co najmniej 40 badań klinicznych mogę stwierdzić, że witamina C nie jest szkodliwa nawet w dużych dawkach.”

Profesor Miladin Mirilov, jugosłowiański biochemik, specjalista w dziedzinie żywienia, ekspert Światowej Organizacji Zdrowia:

„Byłbym zaskoczony, gdyby ktokolwiek zdołał udowodnić, że taka dawka witaminy C jest szkodliwa. To nie przypadek, że w uregulowaniach Unii Europejskiej podniesiono do 2000mg”

Profesor nauk medycznych, Józef Puscok, dyrektor ds. naukowych w Krajowym Instytucie Medycyny Sportowej:

„ Na podstawie jednego opracowania nie można wyciągnąć takiego wniosku. Do skutecznej profilaktyki zdrowotnej wystarcza 60 mg witaminy C. Mogę to stwierdzić za pomocą ponad 100 obserwacji międzynarodowych.”

Profesor medycyny z Alabamy, Emanuel Cheraskin przyjmujący 5 gram witaminy C dziennie twierdzi:

„Z doświadczeń wynika, iż przyjmowanie witaminy C może dodać lat życiu i życia upływającym latom”.

Wiadomo, że biochemik Linus Pauling, dwukrotny laureat nagrody Nobla przyjmował ok. 18 tysięcy mg (tj.18 gram !!!) witaminy C dziennie przez ponad 30 lat. Wiemy już, że umarł w wieku 94 i to nie z powodu przedawkowania witaminy C.

Zwróćmy uwagę, że pożywienie małp zawiera blisko 50 razy więcej interesującej nas substancji niż żywność człowieka (tj. blisko 3 gramy dziennie). Ludzie zajmujący się hodowlą małp do celów eksperymentalnych doskonale wiedzą, że podawanie zwierzętom dużych ilości witaminy C jest niezbędne. Optymalną dawkę dla małp ustalili metodą prób i błędów. Ciekawe, że w stosunku do ludzi nie poczyniono jeszcze takich ustaleń.

W dzisiejszym świecie pełnym chemikaliów i narażającym na stres, nawet kierunki konserwatywne wyznaczają pożądaną dawkę jako 300-400 mg witaminy C. Oficjalnie zalecana w wielu krajach dawka 60 mg wystarcza właściwie tylko do tego, żeby zęby nie wypadały z powodu szkorbutu. Na podstawie powyższych danych niechaj każdy sam oceni, czy zadowoli się uniknięciem szkorbutu i profilaktyka 60mg, czy raczej wybierze szeroką ochronę antyoksydacyjną przyjmując 2 gramy witaminy C dziennie zgodnie z zaleceniami Unii Europejskiej (porównywalna ilość do 4 tabl. C 500 lub co 2 tabl. C 1000 dziennie).

Walka przeciw nowotworom

W 1990 roku Amerykański Instytut Onkologiczny wydał oświadczenie, iż „witamina C wykazuje szeroki wpływ na różnorodne funkcje biologiczne. Jest chyba najaktywniejszym związkiem wśród składników żywnościowych”. W 1991 roku placówka ciesząca się renomą w świecie nauk medycznych, Narodowy Instytut Onkologiczny, zorganizował przełomowe sympozjum poświęcone udziałowi witamin C w leczeniu chorób nowotworowych.

Według słów doktor Gladys Block, specjalisty epidemiologa z Wydziału Zapobiegania Rakowi tegoż Instytutu, witamina C dowiodła swej wartości jako czynnik zapobiegający rakowi płuc, krtani, jamy ustnej, przełyku, żołądka , okrężnicy, odbytnicy, trzustki, pęcherza moczowego, szyjki macicy, śluzówki macicy, sutka oraz złośliwego guza mózgu u dzieci.

Z ogólnej liczby 47 badań przeprowadzonych nad leczniczym oddziaływaniem witaminy C 34 potwierdziły jej skuteczność. Naukowcy stwierdzili: „Gdybyśmy mieli do czynienia z działaniem przypadku, tylko w jednym lub dwóch z czterdziestu siedmiu podjętych eksperymentów uzyskano by statystycznie znamienne wyniki”. Rezultaty były zaś nawet jeszcze bardziej zaskakujące: ludzie , którzy należą do grupy górnych dwudziestu pięciu procent pod względem ilości zażywanej witaminy C, narażeni są na dwukrotnie mniejsze ryzyko zachorowań na raka niż ludzie należący do grupy dolnych dwudziestu pięciu procent – spożywających najmniejsze jej ilości.

Witamina C stosowana w dużych dawkach, uniemożliwia przekształcenie się w nitrozoaminy azotynów i azotanów znajdujących się w pożywieniu (dodatki spotykane najczęściej w wędlinach). Większość nitrozoaminy ma działanie rakotwórcze i może powodować raka żołądka lub nowotworu złośliwego jelit. Specjalista od oczyszczania organizmu G.P.Małachow, zaleca na 1 gram spożywanego białka zwierzęcego, zastosować 1 gram witaminy C w celach przeciwdziałania gniciu białka w jelicie. Więcej tutaj.

Badania Amerykańskiego Narodowego Instytutu Onkologicznego wykazały, że dzienna dawka 5 gram witaminy C zwiększa produkcję limfocytów w organizmie, a dawka w granicach 10 g jest jeszcze skuteczniejsza. Witamina C wykazuje zbawienny wpływ na naszych małych sojuszników – limfocyty T.

W odniesieniu do układu immunologicznego witamina C wspiera funkcjonowanie gruczołów nadnerczy w okresach natężonego wysiłku, stymuluje produkcję interferonu niezwykle pomocnego podczas leczenia w chorobach nowotworowych, wzmacnia działanie przeciwwirusowe, przeciwgrzybicze i przeciwbakteryjne białych krwinek.

Niedobór witaminy C powoduje spadek liczby limfocytów T, na których opiera się działanie układu immunologicznego.

Dr Ewan Cameron, specjalista od nowotworów, w latach 60-tych podawał pacjentom w końcowej fazie choroby nowotworowej 10g witaminy C dziennie i zaobserwował, że żyli oni cztery razy dłużej niż chorzy nie stosujący witaminy C. Od tamtej pory przeprowadzono wiele prób, które doprowadziły do wniosku, że „istnieją bardzo istotne dowody ochronnego działania witaminy C w nowotworach hormononiezależnych„.

W 1991 roku Narodowy Instytut Onkologiczny, zorganizował sympozjum poświęcone udziałowi witamin C w leczeniu chorób nowotworowych. Dr Morton A. Klein, specjalista w dziedzinie ekonomii zdrowotnej, pełniący uprzednio funkcję konsultanta Ministerstwa Zdrowia , Wykształcenia i Opieki Społecznej w rządzie Stanów Zjednoczonych, dyskutował o wynikach tego sympozjum z wieloma lekarzami i naukowcami. Wielu z nich do tego stopnia zaintrygowały doniesienia o wynikach konferencji, że „zamierzali sami zwiększyć dzienną dawkę witaminy C do tysiąca lub więcej miligramów”.

W około 120 opublikowanych sprawozdaniach, z badań witaminę C porównuje się do szczepionki przeciwnowotworowej. Osoby przyjmujące witaminę C są o 50% mniej narażone na ryzyko zachorowania na nowotwory, szczególnie nowotwory żołądka, przełyku, trzustki i jamy ustnej, ale również szyjki macicy, odbytu i sutka niż osoby, które jej nie biorą. Tak wynika z badań doktor Gladys Block z Uniwersytetu Kalifornijskiego. Pięć posiłków zawierających owoce i warzywa dostarcza 200-300mg naturalnej witaminy C – wystarczająco dużo, by powstrzymać rozwój nowotworów. Ale dla lepszego zabezpieczenia trzeba dawkę uzupełniać.

A co na to Twój lekarz?

Czy ma tyle wiadomości na temat naturalnej witaminy C?
Do dziś spotykamy lekarzy, którzy wprost zabraniają stosowania pacjentom witaminy C podczas chorób zakaźnych czy nowotworowych, nie podają jej również podczas infekcji grzybiczych czy gronkowcowych i wirusowego zapalenia wątroby typu B i C. Z pewnością na swoich uczelniach nie odbyli fakultatywnych (nieobowiązkowych) zajęć dotyczących diety i pomocniczego zastosowania witamin w lecznictwie. Nie mają również czasu na studiowanie literatury na ten temat, ani na uczestnictwo w licznych Konferencjach Medycznych w Polsce czy też zagranicznych.

Doktor G.Block z Uniwersytetu Kalifornijskiego jak twierdzi, bierze dziennie 2-3 g witaminy C.

Witamina C a choroby zakaźne

Dr.med. Frederik Klenner z uznaniem komentował w latach trzydziestych potencjał leczniczy witaminy C. Eksperymentował na sobie samym, swoich dzieciach i pacjentach, i przekonał się, że może zahamować rozwój chorób szczególnie wirusowych stanów zakaźnych u dzieci w przeciągu minut lub godzin od podania uderzeniowej dawki witaminy. Jako jeden z pierwszych zauważył i opisał zjawisko spadku witaminy C we krwi osób cierpiących na choroby zakaźne. Ostrość niedoboru zależała od długości trwania choroby i nasilenia objawów. Wydawało mu się jasne, że wiele tego rodzaju przypadków jest bezpośrednim następstwem poważnego braku witaminy w C w organizmie, graniczącego z niedoborem powodującym szkorbut. Mowa o naturalnej witaminie C.

Uważał, że pacjenci z niskim stężeniem witaminy C we krwi narażeni byli na ryzyko wirusowego zapalenia mózgu, płuc zapadnięcia w śpiączkę, a nawet śmierci.

Wiedział, że witamina C jest niezbędnym budulcem substancji międzykomórkowej, tworzącej wiązania włoskowatych naczyń krwionośnych. Łącza te mogły ulec osłabieniu, w wyniku, czego bakterie lub wirusy przeniknęłyby do mózgu. Gdy stężenie witaminy C we krwi spada do poziomu 1 mg na litr, włoskowate naczynia krwionośne stają się łamliwe. Zjawisko to poznano i opisano w latach czterdziestych.

Wiele badań poświęcono skutkom leczenia infekcji wirusowych witaminą C.
Znamy opisy badań nad leczniczym działaniem witaminy C na infekcje bakteryjne. W jednej z nich znajdujemy informację, że podanie witaminy C hamowało wzrost prątków gruźlicy.

Okazuje się też, że deaktywuje ona inne bakterie, w tym bakterie tyfusu, paciorkowce i laseczki tężca. Zaobserwowano też zjawisko deaktywacji toksyn tężca, dezynterii, dyfterytu i gronkowcowych stanów zakaźnych.

Brak witaminy C prowadzi do zaburzeń odporności organizmu na zakażenia i oddziaływanie niektórych toksyn. Wysoki poziom witaminy C w organizmie sprzyja tworzeniu maksymalnych zasobów glikogenu w wątrobie i wzmocnieniu jej czynności odtruwających. Ma to wielkie znaczenie we wszelkich infekcjach pasożytniczych (grzyby, bakterie, robaczyce), w zatruciach organizmu toksynami chemicznymi bądź w przypadku wszystkich rodzajów wirusowego zapalenia wątroby.

Witamina C posiada właściwości obronne w stosunku do wielu substancji toksycznych: ołowiu, dwusiarczku węgla, aniliny i innych. Wg. Dr Clark, witamina C pomaga neutralizować wszystkie mykotoksyny pleśniowe (toksyny pochodne od grzybów), w tym również bardzo trującą – aflatoksynę. Sporysz również można zlikwidować/zneutralizować jego toksyny witaminą C, ale pomaga to na ok. 10 minut.

a/ Infekcje i przeziębienia – skuteczna dawka naturalnej witaminy C

Witamina C wywiera prawdopodobnie bezpośredni wpływ na niektóre z wirusów i bakterii; działanie jej z drugiej strony polega na wzmacnianiu niektórych funkcji układu odpornościowego. Doktor Pauling doniósł, że witamina C niezbędna jest dla prawidłowego przebiegu procesów fagocytozy (pochłaniania drobnoustrojów chorobotwórczych przez białe krwinki). Krwinki odżywione witaminą C działają energicznie, a te o niskim stężeniu witaminy C reagują niemrawo. Gdy zbadano pewną populację Szkotów o dobrym stanie zdrowia, odżywiających się zgodnie z tradycjami szkockiej kuchni zaledwie przekraczającym wartość zapewniającą prawidłowe działanie mechanizmu fagocytozy. Jednakże w okresie przeziębienia poziom witaminy spada do połowy pierwotnej wartości i taki pozostawał przez kilka kolejnych dni. (W rezultacie chory był narażony na wyższe ryzyko infekcji wtórnych). Dawka 250 mg witaminy C dziennie nie wystarcza, by podnieść stężenie witaminy C do poziomu zapewniającego właściwy przebieg fagocytozy. Dopiero 6 g witaminy C dziennie podawane na początku infekcji przeziębienia i 1 g w ciągu kolejnych dni utrzymywało fagocytozę na odpowiednim poziomie.

Zażywający witaminę C odczuli zauważalna ulgę i zmniejszenie nasilania objawów. Niezwykle interesujący jest też fakt, że u pacjentów rozpoczynających kurację 6 g od razu pierwszego dnia choroby bardzo rzadko pojawiały się komplikacje w postaci wtórnych infekcji bakteryjnych.

Podczas przeziębienia dr Clark (biochemik) poleca dla osób dorosłych podanie dawki uderzeniowej 10 gram witaminy C dla wspomożenia neutralizacji mykotoksyn. Zdaniem dr Clark, leukocyty nadal potrzebować będą ok. 5 godzin, aby odzyskać zdolności obronne.

Chorym na infekcje wirusowe często podaje się profilaktycznie antybiotyki przeciw wtórnym infekcjom bakteryjnym, co znacznie osłabia ich własny układ obronny i również wymaga dodatkowego podania witaminy C oraz ochronnie AC Zymes.

Według doktorów Cathcarta, Paulinga i Camerona, witamina C rolę antybiotyków pełnić może skutecznie i bez skutków ubocznych, prawdopodobnie przez stymulowanie procesów fagocytozy.

W 1977 roku doktor J.Asfora przeprowadził jedno z najdoskonalszych do tej pory badań nad leczniczymi właściwościami witaminy C. W eksperymencie uczestniczyło stu trzydziestu trzech studentów medycyny, lekarzy i pacjentów miejscowego ośrodka zdrowia, którym podawano tysiąc miligramów witaminy C (porównywalne dawki do np. dwie tabletki C PLUS trzy razy dziennie lub 2 x po 1 tabl. C 500), albo placebo. Niektórzy rozpoczęli kurację już pierwszego dnia przeziębienia, a inni drugiego, jeszcze inni trzeciego. Zażywający witaminę C odczuli zauważalną ulgę w nasileniu objawów. Niezwykle interesujące jest też fakt, ze u pacjentów rozpoczynających kurację od razu pierwszego dnia choroby bardzo rzadko pojawiały się komplikację w postaci wtórnych infekcji bakteryjnych. Inaczej, niż u pacjentów nie biorących witamin lub rozpoczynających kurację drugiego lub trzeciego dnia choroby. Wśród pacjentów rozpoczynających kurację witaminą C pierwszego dnia choroby, tylko w trzynastu procentach przypadków zanotowano wtórne infekcję bakteryjne. W grupie pacjentów rozpoczynających kurację drugiego dnia ofiarą powikłań padło dwadzieścia procent badanych, analogiczny wynik wyniósł czterdzieści siedem procent w grupie rozpoczynających kurację trzeciego dnia. Wśród chorych zażywających placebo powikłania w postaci wtórnych infekcji bakteryjnych pojawiły się w trzydziestu dziewięciu procentach przypadków.

Witamina C wpływa też bezpośrednio na przeciwciała, czyli białka utworzone w białych krwinkach typu B, których zadanie polega na rozpoznawaniu i niszczeniu określonych bakterii. U zdrowych studentów, którzy otrzymywali profilaktycznie dawkę 1 grama witaminy C przez okres 75 dni stwierdzono po zakończeniu podawania witaminy C znaczny wzrost liczby przeciwciał niezbędnych do walki z bakteriami i wirusami.

b/ Witamina C dla dzieci oraz w okresie szczepień i autoszczepionek

W dwadzieścia lat później, w latach sześćdziesiątych, doktor Archie Kalokerinos, pracownik australijskiej służby zdrowia, zauważył, że szczepienie dzieci aborygenów potrójną szczepionką DPT kończyło się śmiercią, co drugiego z małych pacjentów. Kalokerinous uważał, że układ immunologiczny tych dzieci został „obezwładniony” złą higieną żywienia – dietą składającą się z białego chleba i konserw przy całkowitym braku świeżych owoców. Postępując w myśl prostej logiki, podawał im codziennie uderzeniowe dawki witaminy C – wyliczone według zasady 100mg na każdy miesiąc życia. Tak, więc sześciomiesięczne dziecko dostawało 600mg dziennie. Jaki był efekt następnej rundy szczepień?

Obyło się bez jakichkolwiek ofiar. Inni lekarze naśladują terapię doktora Kalokerinosa; niektóre dzieci dostają tysiąc miligramów witaminy C (1 gram) dziennie w okresie szczepień .

W 1950 roku pojawiło się w piśmie Journal of the American Medical Association sprawozdanie z badań potwierdzających wartość witaminy C w leczeniu schorzeń dziecięcych. Dziewięcioro dzieci chorych na koklusz leczono podając witaminę C. Dawka wynosiła początkowo 500 mg dziennie, zmniejszano ją stopniowo o sto miligramów dziennie aż do osiągnięcia dawki stu miligramów, którą utrzymywano aż do wyzdrowienia dziecka. Pacjenci otrzymujący witaminę C zdrowieli w ciągu piętnastu do dwudziestu pięciu dni, a dzieci otrzymujące szczepionkę zdrowiały po przeciętnie trzydziestu czterech dniach. Imponująco przedstawia się jeden aspekt tej kuracji: w przypadkach, gdy podawanie witaminy rozpoczęto w fazie kataralnej choroby, „udało się całkowicie uniknąć fazy spazmodycznej (wykrztuśnej)”.

Aby zmniejszyć dokuczliwość przeziębień osoby dorosłe profilaktycznie przyjmować 1000mg witaminy C dwa razy dziennie. Wykazano, że taka dawka obniża poziom histaminy we krwi o około 40% (histamina wywoduje stan zapalny, alergię, astmę, duszności, zapalenie pęcherza i inne bóle, nieżyt nosa i łzawienie oczu).

c/„Spontaniczne wyzdrowienie z zapalenia mózgu”

Witamina C jest niezbędnym budulcem substancji międzykomórkowej, tworzącej wiązania włoskowatych naczyń krwionośnych. Łącza te mogły ulec osłabieniu, w wyniku czego bakterie lub wirusy przeniknęłyby do mózgu. Z ksiązki „Ominąć antybiotyki” znamy opowieść o trzyletniej dziewczynce, u której wskutek powikłań pogrypowych rozwinęło się zapalenie mózgu. Przez tydzień leżała nieruchomo w szpitalnym łóżku, obezwładniona przez chorobę, z wysiłkiem przełykając w porze obiadowej kilka łyżek płynnych odżywek. Ojciec zapytał lekarzy czy nie mogłaby tu pomóc witamina C.

– Absurd. Jeśli upiera się pan przy jej podawaniu, proszę sobie znaleźć innego lekarza – usłyszał.

– Czy mógłbym przynieść jej trochę lodów zamiast galaretki, którą dajecie na obiad? – zapytał ojciec usłużnym tonem.

Owszem na to mu pozwolono. Ojciec co dzień przynosił ulubione przez dziecko lody waniliowe, do których każdorazowo dosypywał po 4000 mg (4 gramy) sproszkowanej witaminy C. Po czterech zaledwie dniach „lodowej kuracji” dziecko siadło, jadło normalnie i mogło się swobodnie poruszać. Minęło jeszcze kilka dni i dziewczynka opuściła szpital. W karcie choroby zapisano: „spontaniczne wyzdrowienie z zapalenia mózgu”.

d/ Wirusy, wirusowe zapalenie wątroby typu B i C, AIDS, mononukleoza i pneumocystoza

Naturalna witamina C jest silnym w działaniu przeciwutleniaczem rozpuszczalnym w wodzie, co powoduje jej łatwe przenikanie do tych tkanek, które są bogate w wodę. Przenika ona do każdej komórki i hamuje rozwój grzybów, bakterii czy wirusów, które mogły ją opanować i rozpocząć akcję zmiany kodów genetycznych. Komórka pęka i obumiera, nie pozostawiając aktywnych wirusów, które mogłyby kontynuować niszczycielską działalność.

Po przeprowadzeniu w latach trzydziestych swoich badań nad działaniem tej witaminy dr med. Frederik Klenner sformułował następujące wnioski: „Stopień neutralizacji infekcji wirusowej jest proporcjonalny do stężenia witaminy C w organizmie i okresu jej działania”.

Witamina C łączy się z wirusem, bakterią lub substancją chemiczną, tworząc nowy związek, który musi zostać utleniony przez dalsze ilości witaminy C. Dlatego leczenie witaminą C należy kontynuować przez dłuższy czas nawet po wystąpieniu pierwszych oznak polepszenia. W odniesieniu do układu immunologicznego witamina C wspiera funkcjonowanie gruczołów nadnerczy natężonego wysiłku, stymuluje produkcję interferonu, tym samym wzmacnia działanie przeciwwirusowe i przeciwbakteryjne białych krwinek.

Niedobór witaminy C powoduje spadek liczby limfocytów T, na których opiera się działanie układu immunologicznego. A przecież tworzą one pierwszą linię obrony w walce z wirusami i bakteriami atakującymi nasz organizm.

Doktor Cheraskin porównuje działanie witaminy C na wirusy do działania antybiotyków, które nie mają tu pola do popisu. Witamina C działa stymulujące na układ odpornościowy, powodując wzrost poziomu silnego antyoksydantu glutationu, niezbędnego dla prawidłowego działania obronności organizmu. Nawet nieznaczny niedobór witaminy C może powodować zaburzenia w funkcjonowaniu układu odpornościowego oraz jego podatność na wszelkie infekcje bakteryjne, grzybicze i wirusowa.

Wysoki poziom witaminy C w organizmie sprzyja tworzeniu maksymalnych zasobów glikogenu w wątrobie i wzmocnieniu jej czynności odtruwających. Stąd znaczenie witaminy C rośnie jeszcze bardziej w obliczu postępującego wciąż wzrostu liczby zachorowań na zapalenie wątroby typu B i C, na ASIDS i pneumocystozę. Doktor Smitha wezwano raz do pacjenta cierpiącego na AIDS, znajdującego się w stanie półśpiączki, z powikłanym zapaleniem płuc. Jego skóra przybrała odcień niebieskawy, chociaż przez cewnik umieszczony przez nozdrza do organizmu chorego wpływało co minuta sześć do ośmiu litrów tlenu. Doktor Smith zaordynował cztery zastrzyki domięśniowe po 5 gramów witaminy C (łącznie 20g wit.C w oba mięśnie trójgłowe ramienia i w oba pośladki). Już po ośmiu godzinach stan pacjenta uległ poprawie wciąż był oczywiście ciężko chorym człowiekiem, lecz potrzebował tylko 4 litrów tlenu na minutę, a po tygodniu takiej kuracji wrócił do domu.

Doktor Roger Williams sugeruje, że prawidłowa dzienna dawka witaminy C oscyluje wokół ilości 2-2,5 g. Osoby palące przyswajają witaminę C skrajnie źle. Nawet przy stałym zażywaniu jej z pokarmem – cały czas występuje u nich deficyt.

W okresie infekcji możesz bezpiecznie zwiększyć spożycie do 10 czy 20 gramów dziennie. W przypadku mononukleozy zakaźnej można zdecydować się na dawkę 100 gramów dziennie (również w zastrzykach i mega dawkach np. C1000), aż do ustąpienia objawów. Ze zwiększeniem dawek wg. dr R. Williams nie wiąże się zupełnie żadne niebezpieczeństwo toksykacji, szczególnie w przypadku krótkotrwałych kuracji. W prowadzonych badaniach nie stwierdzono żadnych zaburzeń nawet po dziennych dawkach rzędu 10 g podawanych w ciągu kilku lat. Brakuje też dowodów, które mogłyby potwierdzić związek między przyjmowaniem naturalnej witaminy C a powstawaniem kamicy układu moczowego, co może mieć miejsce w przypadku przyjmowania syntetycznej witaminy C i spożywania dużej ilości białek zwierzęcych oraz np. pasteryzowanego mleka. Nie potwierdziły się także obawy, że witamin C sprzyja gromadzeniu w organizmie nadmiaru ilości żelaza. Osoby z zaburzeniami np. chore na hemochromatozę powinny jednak stosowanie witaminy C skonsultować ze swoim lekarzem.

Skoro informacje o korzyściach płynących ze spożywania tej jakże pospolitej, lecz jednocześnie niezwykłej witaminy ujrzały już światło dzienne, być może świat lekarski przeanalizuje ponownie w sposób obiektywny pionierskie prace doktorów Klennera, Cathcarta i innych, poświęcone wykorzystaniu witaminy C w walce z chorobami zakaźnymi. Może się wówczas okazać, że witamina ta stanie w rzędzie najskuteczniejszych środków antybakteryjnych, antywirusowych i podnoszących sprawność układu odpornościowego. Dr Clark w swojej książce „Kuracja życia”, poleca stosowanie dużej ilości witaminy C w profilaktyce wszelkich chorób pasożytniczych (grzybice, bakterie chorobotwórcze i robaczyce) oraz w zatruciu organizmu toksynami.

Ochrona antyoksydacyjna w chorobach układu sercowo – naczyniowego

Według dr Mathiasa Ratha twórcy nowej teorii choroby wieńcowej, brak witaminy C wpływa na podwyższenie poziomu cholesterolu, trójglicerydów, apoproteiny i lipoproteiny A – która służy do naprawy uszkodzonych i nieszczelnych ścian naczyń krwionośnych. Brak witaminy C zwiększa ryzyko choroby wieńcowej poprzez odkładanie złogów na ścianach tętnic. Zwiększone spożycie witaminy C podwyższa poziom „dobrego” cholesterolu HDL, który usuwa nadmiar „złego” cholesterolu LDL, zmniejsza jego nadmierną produkcję i pomaga w emulgowaniu go przez żółć. Dzięki temu zmniejsza się ilość niepotrzebnych złogów miażdżycowych. Dowiedziono, że dzienna dawka 500mg witaminy C może doprowadzić do zredukowania blaszek miażdżycowych w ciągu 2-6 miesięcy.

Dr Rath udowodnił, że skoro niedobór witaminy C jest powszechną przyczyną chorób krążenia u ludzi, to uzupełnianie tej witaminy, jest uniwersalnym lekarstwem na powyższe choroby.

Dr M. Ratha zalecał dawkę od 3 do 10 mg na dobę, dzięki czemu uzyskiwał odwrócenie procesów miażdżycy.

Brać czy nie brać naturalną witaminę C (C Plus, C Lion Kids, C 500 lub C 1000?

Artykuł z NEWS California Fitness , rocznik 2 nr7 – lipiec 1998r.

Prof. Dr Oliver Racz , biochemik – patofizjolog, prorektor Akademii Medycznej w Koszycach

W latach dziewięćdziesiątych XX w. media roztrąbiły na cały świat, że: „witamina C może spowodować raka.”

To jest absolutnie sprzeczne z tym, co dziś wiemy o kwasie askorbinowym. Jest on doskonałym przeciwutleniaczem, pobudza układ immunologiczny, chroni przed miażdżycą i rakiem, itp. każdy chemik i badacz dobrze zorientowany w literaturze fachowej wie, że invitro kwas askorbinowy może uszkodzić komórki. Wielu już wykonało takie badania, jednak ich wyniki są dalekie od tego co się dzieje w naszym organizmie z naturalną witaminą C.

Wyniki badań zespołu badawczego profesora Lunec opublikowało w jednym z najbardziej znanych czasopism specjalistycznych Nature – co prawda nie w formie artykułu naukowego, lecz tylko listu. Jednak po przeczytaniu publikacji mogę jednoznacznie powiedzieć: artykuł nie stwierdza, że witamina C może spowodować raka, miażdżycę lub inne uszkodzenie zdrowia. Zespół prof. Lunec badał działanie witaminy C w taki sposób, że mierzył poziom dwóch wskaźników w limfocytach (jeden z rodzajów obronnych krwinek białych), które według dzisiejszej wiedzy – wskazują na oksydacyjne uszkodzenie kwasów nukleinowych. Zespół ocenił swoje wyniki w ten sposób, że daje to do myślenia i składnia do ostrożności. Nie twierdzi się jednak nic konkretnego, co wskazywałoby na szkodliwe działanie witaminy C.

Badania te są rzeczywiście ciekawe, jednak ja nie oceniam ich jako dowodów na wyrządzanie szkód. Dwa mierzone składniki w jednym typie komórek zmieniły się w sprzecznym ze sobą kierunku.

W badaniach naukowych piękne jest właśnie to, że wyniki są często nieoczekiwane.

Jestem przekonany, że zapobieganie najczęstszym chorobom (rak, atak serca itp.) za pomocą antyoksydantów jest jedną z obietnic przyszłości. Zdaje sobie jednak sprawę z tego, że w tej dziedzinie potrzebne jest jeszcze bardzo dużo badań.

Profesor Gey wykonał swoje pierwsze badania nad zależnością między antyoksydantami (w tym naturalna witamina C) a chorobą niedokrwienną serca ponad dziesięć lat temu. A niedawno kilka zespołów – porównując prowadzone przez długie lata badania – doszło do jednoznacznego wniosku, że brak antyoksydantów w organizmie jest jednym z głównych czynników ryzyka miażdżycy.

Na koniec drobnostka.

Podczas gdy my dyskutujemy o tym, czy potrzebujemy 60 czy 600 mg witaminy C dziennie, przeważająca większość zwierząt (z wyjątkiem człowieka i świnki morskiej) sama produkuje kwas askorbinowy na własne potrzeby – i to wcale w niemałej ilości. Przeliczając na człowieka, u owczarka niemieckiego ( waga masy ciała ok. 32-35 kg) dzienna produkcja wynosi ok. 25 gramów (25000mg) witaminy C.

Psy, koty, gołębie, sarny nie czytają gazet i biedne niestety nie wiedzą, jak witamina C jest „szkodliwa”.

Artykuł prof. Dr Oliver Racz , biochemik – patofizjolog, prorektor Akademii Medycznej w Koszycach

Kolejne wyniki badań naukowych z lat 1949, utajone przez medycynę klasyczną materiały na temat WITAMINY C – link [polecam, część dotyczącą witaminy C wklejam poniżej]

,,Sekret witaminy C” dr Robert F. Cathcart – fakty

Tłumaczenie z archiwum strony www.orthomed.com

,,Wirus Ebola i z Marburga, ptasiej grypy, wirus gorączki zachodniego Nilu, polio i wszelkich ostrych chorób zakaźnych mogą być leczone albo zaleczane wielokrotnymi dawkami witaminy C

Wyniki z Marburga 3 maja 2005:

Przemysł farmaceutyczny, eksperci na temat gorączki krwotocznej = 280 drastycznych przypadków śmierci, krwawienie, plucie krwią, inne swoiste objawy szkorbutu
Badanie poziomu witaminy C we krwi = 0
Próbne badanie kuracji askorbinowej = 0

Wyniki z Marburga 18 maja 2005:

Przemysł farmaceutyczny, eksperci na temat gorączki krwotocznej = = 311 + 8 = 319 dramatycznych przypadków śmierci, krwawienie, plucie krwią, inne swoiste objawy szkorbutu
Badanie poziomu witaminy C we krwi = 0
Próbne badanie kuracji askorbinowej = 0

Większość przypadków wirusa Ebola i z Marburga, ptasiej grypy, i gorączki zachodniego Nilu jak wszystkich ostrych i zakażeń mogą być leczone lub zaleczone wielokrotnymi dawkami askorbinianu sodu (witamina C aplikowana dożylnie). Dzieje się tak, ponieważ wszystkie te choroby powodują objawy i zabijają z powodu ogromnej ilości wolnych rodników. Witamina C (akorbinian) jako silny antyoksydant oczyszcza komórki z wolnych rodników, działając poprzez dostarczanie elektronów neutralizujących duże ilości wolnych rodników powodujących te choroby.

To prawda, że staramy się nie tracić zasobów witaminy C, witaminy E i innych czynników zwalczających wolne rodniki, ale przeważnie uważamy, że małe ilości witamin zapobiegają chorobom.

Niestety najczęściej pomijanym faktem jest ten, mówiący, że niektóre z tych zwalczających wolne rodniki (zwłaszcza witamina C i E) są niszczone bardzo szybko w chorych tkankach przytłoczonych przez wolne rodniki.

Oczywistym przykładem tego mógłby być ostry gnilec ogólnoustrojowy, objawiający się gorączką krwotoczną. Okazuje się, że zręcznie ukrywa się fakt, iż nikt nie zaleca badań poziomu witaminy C we krwi u ciężko chorych pacjentów z krwotokami.

Można spekulować, dlaczego pacjentom z krwotokami nie zaleca się badań poziomu witaminy C we krwi, kiedy najbardziej znanym symptomem szkorbutu są krwotoki. Czy to trudny do pojęcia poziom głupoty, czy może są jakieś finansowe przyczyny nie zlecania badań i nie podejmowania leczenia wywołanego w sposób oczywisty przez ostry szkorbut/gnilec?

Kluczowym zagadnieniem i zagadnieniem pomijanym nawet przez naukowców najbardziej zorientowanych w tematyce żywieniowej jest to, że przy pomocy większości antyoksydantów pochłaniających wolne rodników, elektrony wchłaniane w zwykłych a nawet dużych dawkach są minimalne, a większość elektronów jest dostarczana przez proces metaboliczny u pacjenta. Te procesy są niestety lawinowe pod względem szybkości.

Ilekroć pojawiają się objawy stanu zapalnego, tempo w jakim organizm może dostarczyć korzystne elektrony zostaje przekroczone. Witamina C jest jedynym czynnikiem zwalczającym wolne rodniki, który możemy przyswoić w dużych ilościach. Jest niezbędna do dostarczenia tej liczby elektronów, która zneutralizuje te ogromne ilości wolnych rodników, jakie są wytwarzane w większości chorób. Jednakże w przypadku Eboli, Marburga, gorączki zachodniego Nilu i ptasiej grypy, te ilości wolnych rodników, jakie są wytwarzane w tych procesach chorobowych, są za duże nawet dla dużych doustnych dawek witaminy C (kwasu askorbinowego). Ilość elektronów w askorbinianie sodu, która może być tolerowana dożylnie jest nawet większa niż elektronów w kwasie askorbinowym tolerowanym doustnie. Dlatego też, w tych ciężkich przypadkach niezbędne jest dostarczenie wystarczającej ilości elektronów przy pomocy askorbinianu sodu podanego dożylnie.

Mówiąc wprost, wszystkie te informacje muszą być chowane w tajemnicy przed opinią publiczną, ponieważ mogłoby się stać oczywistym dla każdej myślącej osoby, że skoro witamina C może leczyć Ebole, Marburg, gorączkę zachodniego Nilu i ptasią grypę, to co w przypadku innych chorób zakaźnych i stanów zapalnych?

Jest to powodem, dla którego wyleczenie polio przez dr med. Frederik Klennera opublikowane w 1949 roku było trzymane w tajemnicy. To właśnie z tego powodu wyszukiwarka Google dla hasła witamina C dziś uzyska 6-12 milionów linków (wyszukiwarka Yahoo 9 milionów, w.Ask Jeeves 4 miliony w zależności od dnia. Jednak powinno nas zastanowić, iż w rocznym wykazie JAMA( Dziennik Amerykańskiego Medycznego Stowarzyszenia) albo w rocznym wykazie Nowo Angielskiego Dziennika Medycznego nie ma ani jednego odniesienia do witaminy C.

Jeżeli każdy wiedziałby jak używać dużych dawek witaminy C – askorbinianu doustnie i dożylnie, byłoby to finansową katastrofą dla przemysłu farmaceutycznego.

Zasadniczym pytaniem jest, czy sekret witaminy C może być zachowany w tajemnicy teraz, kiedy Internet wykrzykuje prawdę cały czas. Telewizja, radio, magazyny, medyczne czasopisma, lekarze, farmaceuci, prawnicy, politycy, wydawcy naukowi mogą się na to zgodzić, będąc tym w ogromnym stopniu finansowo zainteresowani, ale Internet nie. Ten sekret witaminy C kosztuje tryliony dolarów i miliony istnień przez lata.

Jeżeli masz stronę internetową i znasz moc witaminy C, nawet w przypadku przeziębień czy grypy, proszę zalinkuj tą stronę. Wyślij e-maile do znajomych na ten temat. Musimy zmusić do uczciwego zbadania i wykorzystania wielokrotnych dawek witaminy C. To, jak się mają sprawy z obecnym wykorzystywaniem dużych ilości witaminy C nie zostanie zbadane.

Uczciwe zbadanie askorbinianu nie jest w finansowym interesie przemysłu farmaceutycznego. Ale oni nie mogą kontrolować Internetu i możemy wymusić dyskusję na ten temat (…)”

Źródło: http://www.euromentor.org.pl/naturalna-witamina-c/
“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • WyBudzony
  • *
  • Posts: 2 554
  • Reputacja: +12/-0
Odp: Witaminy i substancje witaminopodobne
« Reply #4 on: (Wed) 16.03.2016, 14:15:32 »
Witamina C w walce z rakiem

Dobre wieści dla tych, którzy zainteresowani są podjęciem próby leczenia raka witaminą C, a nie znajdują możliwości aplikowania jej dożylnie, co prawdopodobnie w Polsce wciąż jest niemożliwe, jako że wymaga współudziału lekarzy.

Bill Sardi
Researchers Achieve Cancer-Killing Effect With Oral-Dose Vitamin C
15 stycznia 2010

W niedostrzeżonej pracy, opublikowanej w 2008 roku, brytyjscy naukowcy po raz pierwszy wykazali, że stosując doustnie witaminę C w specjalnej, zamkniętej w liposomach postaci, możliwe jest uzyskanie dostatecznie wysokiego jej stężenia we krwi, by osiągnąć efekt rakobójczy bez jakichkolwiek niepożądanych skutków ubocznych.

Do tej pory naukowcy z National Institutes of Health twierdzili, że maksymalne stężenie witaminy C we krwi, jakie można uzyskać po podaniu doustnym, nie jest wystarczające do uzyskania efektu cytotoksycznego w stosunku do komórek rakowych. Teraz brytyjscy naukowcy zademonstrowali, że są w stanie uzyskać stężenie dwukrotnie wyższe od dotychczas – niesłusznie – określanego jako maksymalne. Dodatkowo, uzyskane stężenie należy do zakresu, o którym już wiadomo, że działając wybiórczo na komórki nowotworowe zabija je, nie będąc jednocześnie szkodliwym dla komórek zdrowych.

Badania prowadzone nad różnymi nowotworami wykazują, że stężenie witaminy C, jakie uzyskano w opisywanym badaniu, powoduje śmierć od 30% do 50% komórek rakowych. Dla porównania, leki przeciwnowotworowe są zatwierdzane przez FDA pod warunkiem doprowadzania do 50-procentowego zmniejszenia się guza.

Naukowcy Stephen Hickey i Hilary J. Roberts, długoletni zwolennicy leczenia witaminą C i autorzy książki Ascorbate: The Science of Vitamin C (Kwas askorbinowy – Zakres wiedzy o witaminie C) w artykule opublikowanym w Journal of Nutritional & Environmental Medicine wyrażają przekonanie, że przy stosowaniu pewnych konkretnych dawek witaminy kilka razy dziennie możliwe jest uzyskanie jeszcze wyższego jej stężenia we krwi – nawet trzykrotności tego, jakie błędnie uważano za maksymalne.

Po raz pierwszy w historii medycyny w celu przedłużenia życia śmiertelnie chorym na raka pacjentom witaminę C zastosował Linus Pauling, dwukrotny laureat Nagrody Nobla. Osiągnięcie to ogłoszono w 1978 roku.

Rok później naukowcy z kliniki Mayo powtórzyli to badanie z doustnym podawaniem witaminy C i błędnie odrzucili możliwość stosowania witaminy C do walki z nowotworami. Jednakże przy podawaniu doustnym nie jest możliwe osiągnięcie tego samego stężenia witaminy C we krwi, co przy podawaniu jej dożylnie.

Dopiero ostatnio okazało się, że odrzucenie zasadności stosowania witaminy C w leczeniu raka oparte było na badaniu ze stosowaniem jej doustnie. Późniejsze badania wykazały jednak, że w walce z rakiem skuteczne może być aplikowanie witaminy C dożylnie. Wyniki przeprowadzonych wstępnych badań w tym zakresie są zachęcające. Naukowcy zajmujący się badaniami nad nowotworami dopominają się ostatnio o zrewidowanie stanowiska w zakresie terapii z zastosowaniem dożylnego podawania witaminy C.

Według pary naukowców Hickeya i Robertsa powtarzane dozy i wykorzystanie specjalnej postaci witaminy C w liposomach stanowi klucz do skuteczności tej terapii. Zanim witamina stosowana w takiej postaci dostanie się do krwiobiegu, najpierw jest wchłaniana w jelitach a następnie [rozpoznana przez organizm jako pożądane lipidy i przez układ limfatyczny] transportowana jest do wątroby [gdzie następuje metabolizacja liposomów i uwolnienie witaminy C. Tym sposobem omija się żołądek i proces trawienia.] Kolejnym istotnym czynnikiem w terapii jest ograniczenie spożycia węglowodanów (oczyszczonego cukru), które pogarszają wchłanianie witaminy.

Quote
[Komentarz] Liposomy są to maleńkie kulki – pęcherzyki fosfolipidowe (tłuszczowe). Dzięki podobieństwie budowy chemicznej ich otoczki do budowy błon komórkowych mogą, nawet wybiórczo, łączyć się z błoną konkretnego typu komórek i uwalniać do nich swoją zawartość. Tak więc witamina C w liposomach, często nazywana (chyba błędnie) liposomalną witaminą C, to mikroskopijne porcje kwasu askorbinowego zamknięte w tłuszczowych kulkach.  Zob. też liposomy w Wikipedii pl.

Dr John Ely, emerytowany profesor na Uniwersytecie w Waszyngtonie, wykazał również, że cukier usuwa witaminę C z białych ciałek krwi i powoduje ich ospałość. Białe krwinki to te komórki, które atakują komórki nowotworowe i niszczą je.

Preparat witaminy C w liposomach użyty w tym studium składa się z saszetki zawierającej 1-gramową dawkę (1000 miligramów) sproszkowanej witaminy C zamkniętej w otoczkach z lecytyny (fosfatydylocholina), produkowany przez Livon Laboratories w Henderson, stan Nevada, USA.

Brytyjskie laboratorium (Biolab, Londyn), które w ciągu 10 lat przeprowadziło tysiące testów z witaminą C, potwierdza, że przy aplikowaniu doustnym zgodnie z protokołem stosowanym przez Hickeya i Robertsa 20-gramowych i 36-gramowych dawek witaminy C osiągnięte stężenie we krwi było o wiele wyższe, niż udało się uzyskać kiedykolwiek wcześniej. Podzielenie dziennej dawki na kilka porcji pozwala uniknąć skutków ubocznych, takich jak biegunka, występujących przy wysokich dawkach przyjmowanych jednorazowo.

Swoje cytotoksyczne działanie witamina C zawdzięcza przejściowej produkcji nadtlenku wodoru (H2O2) w tkankach łącznych (ale nie w krwi), który następnie niszczy komórki rakowe, po czym zmienia się w zupełnie nieszkodliwą wodę (H2O), zapewniając tym samym całkowicie bezpieczną terapię.

Zważywszy na opór, z jakim środowisko lekarskie podchodzi do leczenia witaminą C i oferowania tej metody pacjentom z rozpoznanym nowotworem, prawdopodobnie chorzy będą musieli wziąć sprawę w swoje ręce i przeprowadzać terapię w domu. Na szczęście są już dostępne na ten temat książki z instrukcjami.

Trudno zrozumieć, dlaczego tak ważne badanie przeszło zupełnie niezauważone przez środowisko onkologiczne. Praca została opublikowana w czasopiśmie naukowym skatalogowanym przez amerykańską Narodową Bibliotekę Medyczną (NLM , National Library of Medicine), ale artykuły z tego czasopisma nie są dostępne na stronie internetowej NLM. Kiedy praca została zgłoszona do publikacji, wydawnictwo nagle zmieniło redaktorów, a nowy redaktor próbował wykreślić ten raport z listy artykułów do publikacji. Ostatecznie jednak praca została opublikowana, tyle że tym razem samo czasopismo nagle zawiesiło swoją działalność, a opublikowane w nim dotąd artykuły nie są już indeksowane w rejestrach NLM. Wygląda to na rozmyślne działanie, mające na celu zapółkowanie tej pracy. Streszczenie pracy można znaleźć na stronie Journal of Nutritional and Environmental Medicine.

Quote
[Komentarz] Wnioski zawarte w ww. streszczeniu w skrócie: Ponieważ pojedyncza dawka doustna może wytworzyć stężenie przekraczające 400 mikromoli na litr, farmakokinetyczna teoria sugeruje, że powtarzane dawki mogą utrzymać poziom znacznie przewyższający zakładane wcześniej maksimum. Krótkotrwałe traktowanie in vitro komórek ludzkiego chłoniaka Burkitta askorbinianem na poziomie 400 mikromoli na litr doprowadziło do śmierci 50% komórek nowotworowych. Przy stosowaniu częstych dawek doustnych równoważny poziom w osoczu może się utrzymywać w nieskończoność. Istnieje pilna potrzeba przeprowadzenia dalszych badań i nad terapeutycznymi aspektami wysokich dawek doustnych samego kwasu askorbinowego lub (w terapii nowotworów) synergistycznie, w połączeniu z substancjami takimi jak kwas alfa-liponowy, miedź, i witamina K3.

Garść dodatkowych informacji:

Fragment artykułu pt. „Antyoksydanty chronią przed rakiem, a niektóre nawet go leczą”

Jak rośnie nowotwór?

Nowotwór rozwija się, kiedy komórki namnażają się w obecności utleniania i innych szkodliwych czynników. Zgodnie z mikroewolucyjnymi modelami komórki ulegają uszkodzeniu i zmieniają swoje zachowanie, rosnąc w niekontrolowany sposób i zachowując się jak organizmy jednokomórkowe, z których wyewoluowały. Ten indywidualizm komórek rakowych bierze górę nad współpracą przy procesach kontrolnych, które są nieodzowne dla złożonych organizmów wielokomórkowych. Co istotne, przeciwutleniacze ograniczają zniszczenia powodowane przez procesy oksydacji, hamując tym samym łagodny rozrost raka, jaki ma miejsce na wczesnym etapie. Innymi słowy, zapobiegają tworzeniu się nowotworu.

Kiedy nowotwór staje się złośliwy, wykazuje niewiarygodnie ogromną różnorodność genetyczną. Podczas gdy niezłośliwy guz przypomina kolonię podobnych anomalnych komórek, guz złośliwy to cały ekosystem. W późnym stadium niektóre (ale nie wszystkie) antyoksydanty mogą wręcz sprzyjać rozrostowi komórek. Istnieją obok siebie tysiące różnego typu komórek – współpracują ze sobą, współzawodniczą i walczą o przetrwanie. W konsekwencji beztlenowych warunków, jakie przeważają na wczesnym etapie uzłośliwiania się komórek, komórki rakowe zaczynają różnić się od zdrowych sposobem wytwarzania energii (tzn. beztlenowym, wykorzystując glukozę). Jest to dobrze znany efekt Warburga [7], odkryty w latach 50. ubiegłego stulecia. [8]

Quote
[Komentarz] Komórki rakowe mają inny metabolizm i są o wiele efektywniejsze od normalnych w uzyskiwaniu energii do swego wzrostu. Odkrył to już 75 lat temu niemiecki chemik i noblista Otto Warburg. Tak zwany „efekt Warburga” polega na tym, że komórki nowotworowe karmią się korzystając z glikolizy, a nie utleniania jak normalne. A glikoliza jest jakieś 18 razy bardziej energodajna niż paliwo z tlenu (źródło).

Jak zatrzymuje się proces namnażania?

Pewne antyoksydanty, takie jak witamina C, są w stanie wykorzystać różnice pomiędzy komórkami nowotworowymi i zdrowymi. Zabijają one komórki rakowe, a wspomagają zdrowe. [9] Takie substancje mogą działać albo jak antyoksydanty, albo jak prooksydanty, w zależności od środowiska. W wypadku guzów działają jak prooksydanty, produkując nadtlenek wodoru, który atakuje komórki rakowe. W stosunku do zdrowych komórek działają jak ochronny antyoksydant.

Taka podwójna natura jest czynnikiem kluczowym w kuracji, ponieważ standardowa chemoterapia czy naświetlanie uszkadzają zdrowe komórki na równi z nowotworowymi. Najwyraźniej idea leku, który do pewnego stopnia selektywnie atakuje komórki rakowe, zrobiła wrażenie na Watsonie, który nawołuje do podjęcia badań nad znalezieniem innych, poza metmorfiną, związków chemicznych, które wybiórczo atakowałyby komórki rakowe. [10] Metformina jest lekiem na cukrzycę, który znajduje zastosowanie w walce z rakiem dzięki temu, że obniża poziom glukozy w krwi. Co ciekawe, redukcja węglowodanów i inne metody “zagłodzenia raka” to standardowe ortomolekularne metody walki z rakiem. [2]

Znane są już niektóre z takich selektywnych w działaniu substancji. Są to m.in.: witamina C, witamina D, witamina K, kwas alfa-lipidowy, selen. Istnieje gwałtowne zapotrzebowanie na badania nad możliwością łączenia ich w terapii przeciwnowotworowej. Najwyższy czas, żeby medycyna przyznała się do niepowodzenia w badaniach nad rakiem i wprowadziła metody ortomolekularne. Ludzie powinni trzymać się metod opartych na diecie, przynajmniej do czasu, kiedy medycyna zdecyduje się skupić na pacjentach, a nie na zyskach.

Witamina C i dieta mięsna

Witamina C jest potrzebna do przemiany aminokwasów lizyny i proliny w hydroksylizynę i hydroksyprolinę, które stanowią podstawowy budulec tkanki łącznej [i tylko w niej występują. To znaczy, że nie występują w produktach roślinnych – przyp.]. To dlatego szkorbut określany jest jako degeneracja tkanki łącznej. Czego jednak większość ludzi nie wie, hydroksylizyna i hydroksyprolina zawarte są w czerwonym mięsie i są wchłaniane do krwiobiegu po spożyciu mięsnych potraw. Spożywając czerwone mięso, zmniejszamy więc zapotrzebowanie na witaminę C i przetwarzanie proliny i lizyny, ponieważ ich hydroksylowe pochodne są już w krwi.

Po pierwsze, metabolizm ketogeniczny produkuje mniej wolnych rodników niż metabolizm oparty na spalaniu węglowodanów. Po drugie, istnieje wiele innych substancji, endogennych [powstających w organizmie] oraz dostarczanych np. z pożywieniem, które działają jak przeciwutleniacze a obecne są w diecie czysto mięsnej. A jeśli jest ich za mało? Czy mięso- i jajkożercy powinni się martwić?

Na szczęście, nie. A odpowiedź może leżeć w kwasie moczowym.

Kwas moczowy jest pochodną puryn zawartych w mięsie. Substancje te są końcowym produktem metabolizmu związków puryny. Dzieje się tak dlatego, że geny kodujące produkcję enzymu o nazwie urykaza, koniecznego do rozkładania kwasu moczowego, są nieobecne w DNA naczelnych od milionów lat.

Swoją użyteczność cząsteczka ​​askorbinianu zawdzięcza własności bycia silnym dawcą elektronów. Kwas moczowy jest również silnym donorem elektronów (1). W rzeczywistości, może być nawet silniejszym dawcą elektronów niż witamina C (2). Z tego powodu kwas moczowy jest silnym przeciwutleniaczem, podobnie jak witamina C. Dlatego też utrata urykazy i w konsekwencji wzrost poziomu kwasu moczowego we krwi u naczelnych prawdopodobnie zastąpiły askorbinian w pewnych funkcjach biochemicznych, w tym w antyoksydacyjnym działaniu.

Ponieważ mięso jest bogate w puryny, kwas moczowy jest nieuchronnie obfity w krwioobiegu tych, którzy spożywają duże ilości mięsa – zarówno tkanki mięśniowej jak i organów wewnętrznych. Wniosek: Nawet jeśli ludzcy mięsożercy nie spożywają w produktach pochodzenia zwierzęcego dużych ilości witaminy C, czysto mięsna dieta jest i tak wystarczająca do wytworzenia funkcji biochemicznych, za które zwykle odpowiedzialna jest witamina C.

[Komentarz] Zainteresowanych tematem gorąco zachęcamy do regularnego zaglądania na forum SOTT i śledzenie wątku poświęconego witaminie C i jej wykorzystaniu w terapiach przeciwnowotworowych, zarówno w formie zastrzyków jak i doustnej. Liposomy pojawiają się na 15 stronie.

Zachęcamy również do przeczytania pracy przeglądowej podrzuconej nam w komentarzu przez stałą czytelniczkę [Witamina C jako oręż w walce z rakiem], choc nie zawiera informacji o najnowszych badaniach, dobrze przybliża temat i terminologię.

Tłumaczenie: PRACowniA

Źródło: https://pracownia4.wordpress.com/2013/01/28/witamina-c-w-walce-z-rakiem/
“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje