Author Topic: Kontrola - Wiktor Suworow  (Read 775 times)

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • WyBudzony
  • *
  • Posts: 2 559
  • Reputacja: +12/-0
Kontrola - Wiktor Suworow
« on: (Sun) 02.03.2014, 19:48:42 »
Kontrola - Wiktor Suworow

Jeśli ktoś oglądał wykład Rafała Brzeskiego https://forum.wybudzeni.com/index.php/topic,165.0.html
Ruch oporu bez przywódców to wspominał on o metodach inwigilacji organizacji sieciowych.
Poniżej fragmenty odnoszące się do tej tematyki.


ROZDZIAŁ 8

III

Wszystko polega na właściwej organizacji.
W każdej sprawie trzeba wpierw znaleźć jakiś system, jakąś skalę wartości, jakieś punkty odniesienia, względem których można porządkować fakty i wskaźniki, by móc je ze sobą porównywać.
Nastia długo patrzyła na ścianę, wreszcie przystawiła drabinkę i na samej górze przypięła pinezką fotografię głównego obiektu zainteresowania. Nikołaj Iwanowicz Jeżow. Zdjęcie 30x24. Łatwo przyczepia się fotografię do korkowej ściany.
Nikołaj Iwanowicz Jeżow będzie najważniejszym punktem odniesienia. Środkiem układu współrzędnych. Nikołaj Iwanowicz Jeżow jest najbliższym przyjacielem towarzysza Stalina. A zatem - jego wrogiem numer jeden. Powierzono towarzyszowi Jeżowowi bezpieczeństwo narodu, państwa i towarzysza Stalina osobiście. Dlatego Nikołaj Iwanowicz Jeżow jest najbardziej niebezpiecznym człowiekiem w kraju.
Nastia cofnęła się o krok, przechyliła głowę na bok. Ocenia efekt pracy. Ściana ma siedem metrów wysokości i proporcjonalną szerokość. Jest miękka i aromatyczna. Korkowa wykładzina pachnie tak wspaniale, że aż kręci się w głowie.
Na ścianie - przypięta czterema pinezkami fotografia. Młody szef NKWD, na klapach munduru gwiazdy marszałkowskie. Pod spodem notka biograficzna:
Urodzony 1.V.1895. Pochodzenie proletariackie. Dobrze śpiewa. Znawca sztuki. Wykształcenia nie posiada. Leczony na pederastię, nieskutecznie...

IV

Do drzwi zapukał profesor Pierziejew. Wszedł, pochwalił: brawo, Nastiu. Należy mieć zdjęcia obiektów przed oczami, często zaglądać im w oczy. Starać się zgłębić ich świat wewnętrzny.
Tuż obok Nastia przymocowała fotografię żony, Żeni Chajutin-Jeżowej. Pod spodem:
Oddana partii. Przejawia czujność rewolucyjną. Z zapałem studiuje marksizm-leninizm. Lubi kawior z jesiotra. Bije gosposię. Ubiera się w Paryżu. Ma najbogatszą w Moskwie kolekcję kreacji. Ulubione perfumy: Laurigan Coty. Ulubione kamienie: szafiry z czarnym odcieniem, jasne cejlońskie szmaragdy z wewnętrzną poświatą, brylanty białe i różowe. Lato w Jałcie, zima w austriackich kurortach. Stosunki płciowe - patrz: akta wydzielone 29/815. Będąc żoną Chajutina, współżyła z Jeżowem.
I notka o Chajutinie:
Wróg. Trockista. Terrorysta. Sabotażysta. Zdemaskowany przez żonę jako współpracownik niemieckiego, polskiego i japońskiego wywiadu. Zlikwidowany.
Poniżej zdjęcie Jeżowa z żoną i jej byłym mężem. Fotografie zastępców Jeżowa: towarzyszy Frynowskiego,
Żakowskiego, Bielskiego, Żukowskiego i Czernyszewa. Jeszcze niżej - portrety naczelników głównych zarządów, centralnych zarządów, republikańskich komisariatów ludowych, szefów zarządów obwodowych i lagrowych. Obok każdego z nich - małżonka.
O żonach trzeba wiedzieć jak najwięcej. Jeżeli któraś komenderuje mężem, to Nastia umieszcza jej fotografię nieco powyżej jego zdjęcia. Żeby rzucało się w oczy. Jeżeli mąż jest najważniejszy w rodzinie, jego fotografia wisi trochę wyżej niż żony. Ale to rzadki przypadek.
Co do Jeżowa, sprawa nie do końca jest jasna. Z zapisów rozmów wynika, że żona pomiata nim jak Bonaparte Europą. Ale kiedy Nikołaj Iwanowicz wypije (a wypija często), wtedy to on jest Bonaparte. Dlatego portrety Jeżowa i jego żony wiszą na tym samym poziomie.
Nastia przeprowadza między portretami cienkie nitki. Każdy musi znaleźć swoje miejsce w systemie. A nitki pomagają odkryć prawidłowości. Jeśli to swoi ludzie - wtedy nitka czerwona. Każdy naczelnik ma własną grupę, z którą trzyma sztamę. Łączą ich rozliczne więzy. Na przykład wspólnie przelana krew. Naczelnik ciągnie za sobą taką grupę po kolejnych szczeblach służbowych. A więc od każdego naczelnika do wszystkich pod nim - czerwone niteczki. Swoi chłopcy.
Wrogość, animozje - czarna nitka między zdjęciami. Skrywana niechęć - szara nitka. Szara pajęczyna z miejsca oplotła wszystkie portrety. Pozamałżeńskie stosunki seksualne - żółta nitka (cała szpulka nie wystarczyła). Kontakty homoseksualne - niebieska.

Wszedł Chołowanow. No, ładnie. Niezły obraz! Spryciula z tej Nasti, nie ma co. Szkoda, że nie można zabrać tego na Kreml i zademonstrować towarzyszowi Stalinowi. Chociaż nic straconego. Towarzysz Stalin często tu bywa. Pokażemy przy okazji. Co innego grzebać się w teczkach osobowych, przekładać papierki z kupki na kupkę, kichać od kurzu, a co innego pierdyknąć obraz na całą ścianę. Sto głównych figur z kierownictwa NKWD, razem z żonami i kochankami. Cała ściana jak mozaika. Nie na darmo leciał samolot do Londynu. Nie na darmo sprowadzono korkową wykładzinę ERCOL. Poza tym, jak łatwo wprowadzać zmiany! Towarzysz Prokofiew był zastępcą ludowego komisarza spraw wewnętrznych, ale został przeniesiony na szefa Komisariatu Łączności, a na jego miejsce przyszedł towarzysz Berman. Potem towarzysza Bermana wyznaczono na komisarza łączności, a na jego miejsce wskoczył towarzysz Ryżew. Następnie Ryżewa rozstrzelano, a fotel zastępcy szefa NKWD zajął towarzysz Żukowski. Mało kto, tak jak towarzysz Berman, utrzymuje się przez dziewięć miesięcy. Jak tak dalej pójdzie, to co trzy, cztery miesiące trzeba będzie zmieniać fotkę: w miejsce towarzysza Żukowskiego przypiąć towarzysza Fiłaretowa, który utrzyma się nie dłużej niż trzy miesiące...
Jak łatwo się wiesza nowe zdjęcia! I nitkami wiąże je z pozostałymi. Czerwony kłębek, szary, czarny, żółty, niebieski...
Na drugiej ścianie od podłogi po sufit - mapa Związku. Chorągiewkami zaznaczono wszystkie zarządy republikańskie i obwodowe, zarządy lagrowe, więzienia, łagry, zamknięte zony, sanatoria NKWD, domy wypoczynkowe, obozy wczasowe dla dzieci kierownictwa NKWD, obozy pracy przymusowej dla dzieci wysokich funkcjonariuszy NKWD. Też imponujący obraz.
Pomiędzy oknami Nastia rozmieściła struktury wszystkich organizacji pokrewnych. System taki sam: piramida fotografii naczelników i ich żon, to obraz oficjalny. Wystarczy powiązać to wszystko kolorowymi nitkami i wyłania się obraz ukryty.
Nastia rozwiesza zdjęcia tych, którzy poprzednio pracowali w NKWD. Powstają zaskakujące melanże i kombinacje. Jest Ludowy Komisariat Przemysłu Drzewnego. Przyjrzysz się dokładniej i wychodzi, że to filia NKWD. Ludowy Komisariat Łączności: całe kierownictwo z NKWD. Przedsiębiorstwo Rozbudowy Kolei Żelaznej - filia NKWD. Zagospodarowanie Północy - też NKWD. Zagospodarowanie Dalekiego Wschodu - znowu filia. I wszystkie wielkie budowy komunizmu. Tyle filii, że zaczyna brakować miejsca na ścianach.
Trzeba zamówić nowe stojaki.

(...)

ROZDZIAŁ XI

V

Skrzypnęły drewniane wrota. Za nimi leśna polana, otoczona zielonym, trzymetrowym płotem. Trzy warstwy desek, wzmocnione. Polana jakby wydeptana racicami, a może tysiącami nóg. Jakby bydło pędzono leśną drogą, zagoniono do tej zagrody i po krótkim postoju popędzono dalej. Pusta polana. Tylko żelazne szafki wzdłuż płotu. Najzwyklejsze szafki. Szare. Na wysokość człowieka. Dokładnie takie, jak w odlewni “Sierp i Młot”. Jak w szatni każdej radzieckiej fabryki. W zagrodzie stoi dziesięć szafek. Przebieralnia dla skazańców?
Każda szafka jest podzielona pionowo na pięć części. W drzwiczkach, na poziomie pasa - otwory. Do wentylacji. Drzwiczki pootwierane. Czasem skrzypną na wietrze. W środku ani półek, ani wieszaków. Identycznie, jak w fabryce “Sierp i Młot”.
Zgrzytnęła brama. Konwój odstąpił, kolumna wmaszerowała do zagrody.
Zamknięto bramę.
- Uwaga, więźniowie! Liczę do pięciu i spuszczam psy. Psy szarpią smycze. Jedyne schronienie to szafki. Cztery psy, a ludzi pięćdziesięciu. Ale nikt nie będzie walczyć z psem, gdy ma w zasięgu żelazny schowek. Runęli do szaf.
Zawsze ta sama historia. Miejsca starczy dla wszystkich, a pchają się naraz po pięciu, po siedmiu, drapią się po gębach, wybijają zęby. A sąsiednie szafki stoją puste. Przepychanki, mordobicie, silniejsi odpychają słabszych... Wreszcie spokój. Wszystkie drzwiczki zamknięte. Dziesięć szafek, w każdej pięć przedziałów. W każdym przedziale jeden człowiek. Łącznie pięćdziesięciu.
- Co jest najtrudniejsze w tej robocie? Wypalić w łeb? Nie, koleżanko. Wcale nie to. Najważniejsze to ich rozdzielić. Rozdzielić tłum. Jak ich powstrzymasz, jeśli dostaną szału? Nie ma jak. A więc, zanim się wściekną, trzeba ich zmusić, żeby każdy myślał wyłącznie o sobie.

Tęga głowa wymyśliła te szafki. Na trzytonową ciężarówkę wchodzi dokładnie pięć sztuk. Podjeżdżasz w dowolne miejsce, rozładowujesz szafki i punkt egzekucyjny jak znalazł. Wystarczy ogrodzić polankę, postawić szafki i można strzelać na zdrowie.
Wygodnie też liczyć. Dziesięć szaf to pięćdziesiąt miejsc. Dzisiaj mamy 417 klientów. Znaczy się - osiem pełnych zagród.
Najważniejsze to sprawnie drutować. Jak już są zdrutowani, to właściwie po robocie. Strzelić w tył głowy potrafi byle głupek.
Czego to człowiek nie wymyśli! Klamki w szafkach montował ktoś łebski. Otwierają się tylko z zewnątrz.
- Więźniowie! Szynele zdjąć!
Niewygodnie rozbierać się w wąskiej szafce. Po to wymyślono otwory wentylacyjne. Bagnety są długie i cienkie, wejdą w każdy otwór. I bagnetem guzdrałę w brzuch: ruszaj się, ścierwo!
- Więźniowie! Buty zdjąć!
To już trudniej. W szafce nie ma jak się schylić. Żeby rozsupłać sznurowadło, trzeba kolano podciągnąć do brody. Znów żołnierski bagnet pod żebrem maruderów.
- Więźniowie! Plecami do drzwi, ręce do tyłu!
Wartownicy przeszli wzdłuż szafek. - Było powiedziane, gnoju, że pyskiem do ściany? A masz! - i bagnet w otwór. - Ręce w tył!
Zbliża się wujaszek Wasia-druciarz. Teraz jego kolej.
Skazaniec stoi w szafce, tyłem do wejścia, ręce ma za plecami. Uchylają się drzwi. Co może począć, czując na plecach bagnety i oddech dwóch wilczurów? Psy ujadają zniecierpliwione, że wciąż na smyczy. Wujaszek Wasia za pasem ma pęczek stalowych drutów pociętych na kawałki odpowiedniej długości. Owinąć wokół nadgarstków, zacisnąć kombinerkami - i tyle. Wyłaź z szafy.
- Pierwszy gotowy!


ROZDZIAŁ XII

I

Nic z tego nie rozumiem.
- Wyobraź sobie, że masz rozpędzić wielotysięczny tłum. To bardzo proste. Musisz wyrwać z tłumu pierwszego lepszego i skopać go bez litości. Zmasakrować na oczach wszystkich. Tak, żeby widzieli każdy szczegół. Musisz go tłuc, aż przestanie się ruszać. Potem wyrwać z tłumu jeszcze jednego. I skopać. Kiedy ruszysz po trzeciego, tłum rzuci się do ucieczki. Zbiorowa odwaga tłumu jest sumą małych indywidualnych lęków. Zatem naszym celem jest rozbić tłum na jednostki. Rozłożyć go na czynniki pierwsze. Dziel i rządź, jak to się mówi. Praca towarzysza Stalina sprowadza się w zasadzie do tego samego. Ale towarzysz Stalin kontroluje nie tłum uliczny, lecz gabinetowy tłum bydlaków i karierowiczów, którzy dorwali się do władzy. Jeżeli nie weźmie ich za twarz, zniszczą całe społeczeństwo. Dlatego, aby kierować kierownikami, towarzysz Stalin co jakiś czas wyrywa któregoś z tłumu i flekuje na oczach pozostałych.
- To jasne. Od początku wiedziałam, że trzeba regularnie strzelać do tych, co dorwali się do władzy. Nie rozumiem czegoś innego. Jeżeli strzelasz za mało, to nie utrzymujesz władzy... A jeżeli strzelasz za dużo, to władzę tracisz... W jaki sposób określa się optymalny poziom terroru?
- Myślę, że wyłącznie w codziennej praktyce. Jestem przekonany, że towarzysz Stalin intuicyjnie wyczuwa ten punkt równowagi na skali terroru oraz cienką granicę, której nie wolno przekroczyć.
- Słuchaj, Gryf, czy nie wydaje ci się, że teraz, latem trzydziestego ósmego, czystka osiąga apogeum i że należałoby trochę poluzować?
- Towarzysz Stalin wie lepiej.
- Nie sądzisz, że towarzysz Stalin przekroczył poziom krytyczny? Że gdyby NKWD zechciało przejąć władzę, to towarzysz Stalin nie miałby się już na kim oprzeć?
- Jesteś przemęczona.
- Mów, co chcesz, ale pewnego razu siedziałam w klasztorze i gapiłam się na telefon...
- Fascynujące!
- Gapiłam się na telefon i przyszło mi do głowy, że najprostszą receptą na skuteczny przewrót to odłączyć towarzyszowi Stalinowi telefony. Bez łączności nie ma zarządzania, a więc nie ma władzy.
- Nie tak łatwo zneutralizować system łączności.
- Dzisiaj rzeczywiście. Mamy jedną stolicę, wszystkie linie telekomunikacyjne skoncentrowane są w Moskwie. Ale wkrótce powstanie awaryjna stolica w Górach Żygulo-wskich. I wtedy będzie jeden wódz na dwie stolice. Jak sądzisz, czy towarzysz Stalin ma jakiś mechanizm zabezpieczający, który uniemożliwi ewentualnym spiskowcom skorzystanie z jednej ze stolic podczas jego nieobecności?
- Nie odpowiadam na takie pytania!
- W takim razie zapytam bezpośrednio towarzysza Stalina.
- No, mała, ryzykujesz... Towarzysz Stalin od szesnastu lat pełni funkcję sekretarza generalnego i przez te wszystkie lata nikt nie zadawał mu żadnych pytań.


(...)

V

Towarzyszu Stalin, powstanie drugiej stolicy niesie w sobie pewne niebezpieczeństwo...
- Towarzyszko Strzelecka, chcecie powiedzieć: jeden wódz na dwie stolice?
- Dokładnie to chciałam powiedzieć.
- I chcecie zapytać, czy zaopatrzyłem się w jakiś mechanizm zabezpieczający, który uniemożliwi ewentualnym spiskowcom opanowanie węzłów łączności w tajnej stolicy w czasie mojej nieobecności?
- Dokładnie o to chciałam spytać.
- Towarzyszko Strzelecka, oczywiście pomyślałem o takim zabezpieczeniu. Urządzenie nazywa się moduł kontroli.
- Dziękuję, towarzyszu Stalin. Nie słyszałam tej nazwy. Ale resztę wiem.
- Powiedzcie dokładnie, co wiecie?
- Moduł kontroli zamówiony w Ameryce, w firmie RVB w Baltimore, stan Maryland. Waga 15-25 kilogramów, główne komponenty: złoto i stal. Pod względem komplikacji przewyższa najlepsze na świecie maszyny szyfrujące.
Stalin długo patrzył w okno.
Potem jakoś w taki tygrysi sposób podszedł do Nasti i usiadł obok niej. Ręce położył na stole, na zielonym suknie. A świdrującym wzrokiem prosto w oczy. Nastia poczuła lęk, ale wytrzymała to spojrzenie.
- Towarzyszko Strzelecka. To, co przed chwilą powiedziałyście, znałem tylko ja i Chołowanow. Ja wam nie podawałem żadnych szczegółów dotyczących modułu kontroli. Jestem przekonany, że Chołowanow też nie.
- Chołowanow nie pisnął ani słowa. Poprosiłam o rozmowę z wami, towarzyszu Stalin, właśnie dlatego, że Chołowanow nie chciał rozmawiać ze mną na ten temat.
- W takim razie, skąd, towarzyszko Strzelecka, znacie szczegóły?
- Wydedukowałam, towarzyszu Stalin.
- Proszę jaśniej!
- Towarzyszu Stalin, ja, za przeproszeniem, postawiłam się na waszym miejscu.
- Doprawdy?
- W razie wielkiej wojny wyzwoleńczej niezbędne jest centrum dowodzenia. Podziemne miasto w Górach Żygulowskich to najtrafniejsza decyzja. Ale mając dwie stolice, główną i rezerwową, musicie mieć odpowiedni mechanizm zabezpieczający. Gdyby to było małe, proste urządzenie, to można by je podrobić lub czymś zastąpić. Gdyby było wielkie, albo wymagało ciężkiego osprzętu, to w krytycznych warunkach nie moglibyście mieć tego stale w zasięgu ręki. Optymalnym rozwiązaniem byłoby coś skomplikowanego, jak maszyna szyfrująca, ale przenośnego, rozmiarów teczki lub walizki...
- Skąd wiecie, że moduł wykonany jest ze złota i stali?
- Złoto jest najbardziej szlachetnym surowcem. Również w elektrotechnice. A przecież macie go pod dostatkiem. Jednak unikalny mechanizm zbudowany z jubilerską dokładnością z miękkiego metalu, jakim jest złoto, musi mieć mocny szkielet. Założyłam, że to będzie stal. Coś w rodzaju dwóch stalowych płytek ze złotym nadzieniem w środku.
- A firma RVB w Baltimore?
- Założyłam, że urządzenie wykonają nasi inżynierowie-aresztanci w monasterze. Albo zagraniczni inżynierowie w monasterze. Jednak tamtejsza baza produkcyjna nie wystarcza, aby wykonać moduł kontroli. Żaden krajowy zakład nie może otrzymać tego zlecenia. Tak niezwykłe zamówienie na pewno zwróciłoby uwagę NKWD. Założyłam, że moduł kontroli musi być dyskretnie zamówiony za granicą. Tak, żeby wykonawca nie domyślił się jego zastosowania. Najlepiej zlecić tę robotę świetnie prosperującej, choć niewielkiej firmie. Zebrałam dane o potencjalnych wykonawcach takiego zamówienia. Okazało się, że takich firm na świecie jest bardzo niewiele. Zaledwie siedem. Jedna w Japonii, cztery w Europie Zachodniej, dwie w USA. Założyłam, że zamówienie złożył osobiście Chołowanow. Pozostało tylko rozpracować trasy jego wojaży. Ktoś nie wtajemniczony miałby z tym duży kłopot. Ale ja pracowałam z Chołowanowem prawie ramię w ramię, a poza tym uznałam, że KONTROLA jego również dotyczy. Przez ostatni rok nie był ani razu w Japonii, ani w Europie Zachodniej, a za to trzykrotnie w Ameryce. Jedna ze wspomnianych firm znajduje się na Zachodnim Wybrzeżu, w Seattle. Chołowanow nie był ani razu w stanie Waszyngton. Druga firma, właśnie RVB, znajduje się na Wschodnim Wybrzeżu, w Baltimore. Po prostu zestawiłam kilka faktów...
Stalin wziął słuchawkę:
- Wezwać Chołowanowa.

VI

Ludowy komisarz spraw wewnętrznych, generalny komisarz bezpieczeństwa państwowego Nikołaj Iwanowicz Jeżow zaprzątnięty jest swoimi sprawami. Ale trzeba wrócić do rzeczywistości. Do bieżących zadań. Choć to nie takie proste.
Usiadł za biurkiem, otworzył czerwoną safianową teczkę. Przegląda aktualne wskaźniki. Wnioski są jasne i oczywiste.
Udało się podporządkować całą armię. Im wyższy rangą dowódca, tym większe prawdopodobieństwo, że trafi pod topór.
Partia została poddana eksterminacji w przyspieszonym tempie.
Z rozkazu Stalina-Dupalina.
Statystyki są naprawdę arcyciekawe. Wielka Czystka objęła wszystkich. Im wyżej na drabinie społecznej sytuuje się dany osobnik, tym większe prawdopodobieństwo, że spadnie pod walec sprawiedliwości proletariackiej. Przez ostatnie dwa lata przeciętny radziecki obywatel miał pięcioprocentową szansę trafić pod topór NKWD. Bezpartyjny kierownik najniższego szczebla - siedmioprocentową. Członek partii - czterdziestoczteroprocentową. Członek Komitetu Centralnego partii - siedemdziesięcioośmioprocentową. Gdyby przenieść tę prawidłowość na sam szczyt... na człowieka w rozpiętym wojskowym płaszczu, w wysokich butach i zielonej czapce z daszkiem... Ze statystyki wynika, że prawdopodobieństwo, iż stanie się on ofiarą NKWD wynosi sto procent.
Tyle statystyka. Teraz trzeba ją umiejętnie zastosować. No, bo jak inaczej? Sekretarz generalny partii, towarzysz Dupalin, rękami NKWD likwiduje własną partię. Jak zlikwiduje partię - to zostanie Dupalin sekretarzem generalnym bez partii. Na kim wtedy miałby się oprzeć? Na NKWD. Wyłącznie na NKWD. Ale czy NKWD udzieli mu wsparcia? Na Ludowym Komisariacie Łączności też nie powinien się raczej wspierać. Na armii? W armii wszyscy boją się Jeżowa. Na rządzie, urzędnikach państwowych? Jeżow trzyma wszystkich w garści. Towarzysz Dupalin wyraźnie przesolił. Towarzysz Dupalin jest golusieńki.

VII

Towarzyszko Strzelecka, czy byłybyście uprzejme powtórzyć towarzyszowi Chołowanowi to wszystko, co opowiedziałyście mi przed chwilą?
- Oczywiście. Ale chciałabym opowiedzieć o czymś jeszcze.
Towarzysz Stalin nie lubi, kiedy ktoś postępuje niezgodnie z wytycznymi towarzysza Stalina. Ale uśmiechnął się. Trudno powiedzieć, czy uśmiechem dobrodusznym, czy złowieszczym. Na pewno zagadkowym.
- No, to opowiedzcie nam o czymś jeszcze.
- Towarzyszu Stalin, wielu podsłuchanych rozmów nie jesteśmy w stanie rozszyfrować, ponieważ czekiści nie używają imion ani nazwisk, tylko pseudonimów.
- Jakich?
- Często mówią na przykład o niejakim Dupalinie.
- Dupalina znam. Dupalin to ja. Znaczy to o mnie.
Nastia się zmieszała:
- Mówią też o Szybciorze, Zygmuncie, Karlicy, Lufce, Gońku, Pestce, Duraku: nie sposób wyliczyć wszystkich. Skład czekistów wciąż się zmienia. Ci, co trafiają do monasteru na likwidację, co prawda podczas przesłuchań sypią, kto jest kto. Ale ci na wolności szybko wymyślają nowe kryptonimy i my znowu słuchamy i nic nie rozumiemy.
- Co proponujecie?
- Proponuję statystyczną analizę informacji o wszelkich kontaktach czekistów.
- Ot, co!
- Właśnie, towarzyszu Stalin. Często nie wiemy, albo błędnie interpretujemy, o kim mówią, a tymczasem nic nie stoi na przeszkodzie, by naukowo analizować przebieg ich spotkań. Wszelkich. Tych oficjalnych i nieoficjalnych. Jeżeli umyka nam sens podsłuchiwanych rozmów, powinniśmy analizować nie ich treść, lecz dane statystyczne. Wszyscy republikańscy i obwodowi szefowie NKWD co jakiś czas zjawiają się służbowo w Moskwie. Mamy do dyspozycji pełną informację o ich przyjazdach i wyjazdach. Znamy hotele, w których się zatrzymują, ulubione restauracje. Mamy informacje o odwiedzinach w daczach i mieszkaniach ich moskiewskich kumpli. To naprawdę mnóstwo danych. Mamy odpowiednio dużo nagrań z nocnych biesiad i pijatyk... Na początek postanowiłam opracować tabelę odwiedzin wyższych rangą czekistów z terenu w prywatnych mieszkaniach i daczach towarzysza Jeżowa.
Towarzysz Stalin słowem się nie odezwał, tylko przysunął krzesło do biurka. Bliżej tabel.
- Na przykład towarzysz Ławruszyn z Gorkiego. W ciągu ostatnich dziesięciu miesięcy był w Moskwie osiemnaście razy. Szesnaście razy przebywał w mieszkaniach lub daczach towarzysza Jeżowa. Łączny czas spędzony w oficjalnych urzędach NKWD - 21 godzin 10 minut. W mieszkaniach i daczach Jeżowa - 69 godzin 13 minut. W mieszkaniach i daczach innych wysokich urzędników NKWD - 12 godzin 43 minuty.
- To bardzo interesujące. I mamy nagrania?
- Tak. Ale w nagraniach nie ma nic ciekawego. Domyślają się, że mogą być na podsłuchu. Statystyka jest o wiele wymowniejsza. Proszę bardzo, zestawienie wizyt u Jeżowa towarzysza Litwina z Leningradu. A to wykaz wizyt towarzysza Nasiedkina z Mińska.
- Kto u Jeżowa spędza najwięcej czasu?
- Uspieński z Kijowa.
- Ciekawe - powiedział towarzysz Stalin. Przeszedł się po pokoju i powtórzył:
- Ciekawe.

VIII

Praca nie posuwa się naprzód. Generalny komisarz bezpieczeństwa państwowego odsunął na bok raporty i tabele. Spojrzał w lustro. Mundur leży na nim jak ulał. W klapach błyszczą marszałkowskie gwiazdy. Taka tylko różnica, że marszałek Związku Radzieckiego zakłada do galowego munduru diamentową Gwiazdę Marszałkowską na szyję, a generalny komisarz bezpieczeństwa państwowego nie ma takiego przywileju. Ale w zasadzie, dlaczego nie miałby mieć dwóch tytułów: generalny komisarz bezpieczeństwa państwowego, marszałek Związku Radzieckiego N. I. Jeżow?
Czas zacząć się przygotowywać do tej podwójnej roli. Podniósł słuchawkę:
- Jaki kodeks obowiązuje obecnie w Armii Czerwonej?
- Towarzyszu generalny komisarzu bezpieczeństwa państwowego, Armię Czerwoną, tak jak cały naród radziecki, obowiązuje “Kodeks karny” z 1929 roku.
- I walczą też według “Kodeksu karnego”?
Słuchawka zamilkła na dłuższą chwilę:
- Towarzyszu generalny komisarzu bezpieczeństwa państwowego, mamy tu u nas na dole wielu wojskowych. Proszę o pozwolenie udania się na konsultację. Po powrocie z cel niezwłocznie zamelduję!
- Zgoda - przystał wielkodusznie generalny komisarz.
Dzwonek po upływie czterech minut.
- Towarzyszu generalny komisarzu bezpieczeństwa państwowego, Armia Czerwona działa według “Regulaminu polowego” z 1936 roku.
- Natychmiast dostarczyć jeden egzemplarz.

IX

Towarzyszu Stalin, cały czas zajmujemy się podsłuchiwaniem nic nie znaczących rozmów, a nikt nie wpadł na pomysł, żeby zająć się statystyką. Na tych wykresach zobrazowałam dynamikę odwiedzin w mieszkaniach i daczach Jeżowa. Wydzieliłam dwudziestu najaktywniejszych.
- Zostawcie na stole, zajmę się tym w wolnej chwili.
- To nie wszystko, towarzyszu Stalin. Postanowiłam spojrzeć na to również z drugiej strony. Ciekawe, kto najczęściej bywa u Jeżowa, ale postanowiłam również ustalić, jacy szefowie terenowych organów NKWD nigdy nie odwiedzili go w domu.
Towarzysz Stalin spojrzał przeciągle na Chołowanowa. Nie odezwał się słowem, ale Chołowanow wyczytał w stalinowskich oczach: Oho. Ta mała zajdzie daleko...
I sam odpowiada wzrokiem: Staramy się, towarzyszu Stalin. Do KONTROLI byle kto nie trafia.
Nastia nie zauważyła tych spojrzeń. Rozkłada na stole wykresy i tabele.

X

To się czasem zdarza: nikt nie mówi tego na głos, ale wisi w powietrzu doskonały pomysł, który wszystkim równocześnie wpada do głowy. Każdy się uśmiecha. I każdy dostrzega uśmiech. I wie, że bawi ich ta sama myśl...
A myśl jest prosta: partia popełnia zbiorowe samobójstwo. Partia pozwoliła się przetrzebić. Dołem przeszedł niegroźny pożar, ale góra została wypalona niemal doszczętnle. Armia na kolanach, partia krztusi się własną krwią. Kto pozostał? Pozostali czekiści. Jedyna siła. Towarzysz Stalin cieszy się powszechnym szacunkiem, ale jest sekretarzem generalnym partii, która nie istnieje. Za towarzyszem Stalinem nie stoi żadna siła. A tymczasem NKWD...
Uśmiecha się sierżant bezpieczeństwa państwowego do swoich myśli. Najskrytszych. I drugi sierżant przy potężnej bramie też się uśmiecha. Do tych samych myśli.

XI

Powstaje niezrozumiały obraz, towarzyszu Stalin. Towarzysz Jeżow to człowiek nadzwyczajnej gościnności. Uwielbia towarzystwo, długie nocne biesiady. W ciągu bez mała dwóch ostatnich lat przez jego dom przewinęli się wszyscy szefowie republikańskich i obwodowych zarządów NKWD. Ci, których Jeżow nie darzył sympatią, zostali rozstrzelani. Ci, co pozostali przy życiu - to jego kumple i kompani od kieliszka. W wielu obwodach i republikach Jeżow w ciągu niecałych dwóch lat zdążył wymienić dwóch, a nawet trzech szefów NKWD. Starych rozwala, mianuje nowych, zaprasza do siebie, podejmuje, poi, karmi, potem odwołuje, rozstrzeliwuje, mianuje następnych, zaprasza, częstuje... Poza jednym...
Stalin ściska brzeg stołu. Czubki palców zbielały.
- ...jedynym wyjątkiem: w żadnym mieszkaniu Jeżowa, w żadnej daczy Jeżowa nie był ani razu szef Zarządu NKWD z Kujbyszewa.
- Boczarow.
- Tak jest, towarzyszu Stalin. Starszy major bezpieczeństwa państwowego Boczarow. Powiem więcej. Z analizy wynika, że Jeżow i Boczarow ani razu nie znaleźli się razem w jednej restauracji, w jednym teatrze, w jednym sanatorium, w jednym pociągu. Przez półtora roku Jeżow rozstrzelał trzynaście tysięcy dwustu czterdziestu kadrowych czekistów. Skoro Jeżow nie lubi Boczarowa, to dlaczego go nie rozstrzelał? Jeżeli go nie lubi, to dlaczego mianował go na tak odpowiedzialne stanowisko?
Towarzysz Stalin i towarzysz Chołowanow znów wymienili spojrzenia.
- Potraficie to wytłumaczyć, towarzyszko Strzelecka?
- Towarzyszu Stalin, to niewytłumaczalna zagadka...
Spojrzał złowrogo:
- Boicie się nazywać rzeczy po imieniu?
- Boję się. Boję się, ponieważ dysponuję tylko jednym, jedynym faktem. Nie chciałabym wyciągać zbyt daleko idących wniosków... To może być czysty zbieg okoliczności.
- W NKWD nie ma żadnych zbiegów okoliczności.
- Skoro tak, to wniosek jest prosty: Jeżowa i Boczarowa łączy wspólna tajemnica. Postanowili okazywać na zewnątrz, że między nimi panują stosunki wyłącznie służbowe. I przedobrzyli. Wszystko pozostałoby niezauważone, gdyby nie statystyka. A statystyka jest nieubłagana: z żadnym z podwładnych Jeżow nie utrzymuje tylko i wyłącznie stosunków służbowych.
- Czy mogłybyście wyrazić to jasno?
- Spisek.

(...)

ROZDZIAŁ XXI

V

Czego ona może chcieć?
Nigdy dotąd się nad tym nie zastanawiała. Niczego jej nie potrzeba. Pieniędzy? Nie. Po co pieniądze? Tak samo mieszkanie. Szczęśliwy jest ten, kto nie boi się wszystkiego stracić. A nie boi się człowiek, który nie ma nic do stracenia. Ona, Nastia, właśnie nie ma nic. Cały jej dobytek mieści się w żołnierskim plecaku. Ordery? Ma dwa. Najwyższe odznaczenia. Dobry pistolet? Dobry jest Lahti, ale dla niej za ciężki. A jeśli nie Lahti, to Luger. A Luger a ma pod ręką.
Proś, o co chcesz.
Chołowanow załatwi wszystko. Zrobi, co będzie chciała. A gdyby nie mógł, poprosi towarzysza Stalina.
No to czego jej potrzeba? Czego brakuje jej do pełni szczęścia?
Setki milionów ludzi dzień i noc o czymś marzy. Każdy czegoś chce. Ile byśmy nie mieli, zawsze chcemy więcej i więcej. Każdy żołnierz chce być lejtnantem. Ale jak tylko nim zostanie, już marzy o stopniu starszego lejtnanta. Każdy kapitan chciałby zostać majorem, a major - pułkownikiem. Nastia nie musi marzyć. Wystarczy jeśli powie, że chce. Zażyczy sobie zostać Bohaterem Związku Radzieckiego i jutro we wszystkich gazetach ukaże się informacja: Za wykonanie odpowiedzialnego zadania, za męstwo, odwagę i bohaterstwo... Może też poprosić o awans na dowódcę brygady. Dowódca brygady Strzelecka. Naszywki z rombem. Amerykanie mają generałów brygady, ale u nas nie ma generałów, tylko dowódcy. Takie same dystynkcje przysługują starszemu majorowi bezpieczeństwa państwowego. Starszy major bezpieczeństwa państwowego Anastazja Strzelecka. Może też Nastia powiedzieć: towarzyszu Stalin, jestem zmęczona, chciałabym odpocząć w samotności, poproszę o willę w Rio de Janeiro, z dużym basenem i widokiem na ocean, o białą, albo lepiej czarną limuzynę i o konto w banku Credit Suisse... Czy Stalin na to pozwoli? Pozwoli. Ocaliła przecież jego imperium i władzę. Władzę najpotężniejszego, najbogatszego człowieka stulecia... Towarzysz Stalin może jej zapewnić wszystko, z wyjątkiem nieśmiertelności. Czy w takim razie solidne konto bankowe i marmurowa willa to nie za mało? Ale o co prosić, jeśli można mieć wszystko?
W dzieciństwie czytała Nastia “Wyspę skarbów”. Bohaterowie przeżywali tam mnóstwo przygód, aż wreszcie stawali się posiadaczami nieprzebranych bogactw. I na tym kończyła się książka Roberta Stevensona. Dlaczego? Bo dalej byłoby nieciekawe. Już wtedy uświadomiła sobie, że wszystkie najlepsze i najciekawsze książki i filmy opowiadają o tym, jak ludzie do czegoś dążą, coś usiłują zdobyć. A jak już zdobędą, to opowieść się kończy. Zaintrygowało to Nastię i powróciła do książek z wczesnego dzieciństwa. I tu było to samo - głupi Jaś szukał złotych jabłek, ognistego ptaka, pięknej królewny. Jego przygody były zawsze bardzo ciekawe. Ale kiedy już znalazł, czego szukał, bajka się kończyła. Bo cóż jeszcze mogło się zdarzyć interesującego?
Z tego wniosek, że życie bywa szczęśliwe i ciekawe, dopóki człowiekowi czegoś brak, o czymś marzy, za czymś goni i nie ustaje w poszukiwaniach.
Ale czy w ogóle przychodzi taki moment, że osiągamy w życiu wszystko, gotowi jesteśmy zawołać: Trwaj, chwilo! Jesteś piękna... i zaprzedać duszę diabłu? A jeśli ten diabeł pojawił się pod postacią towarzysza Stalina, to czy Nastia nie zaprzedała już duszy?
Miała swoją chwilę szczęścia. I to niejedną. Gdyby można było całe życie utkać z takich chwil! Z chwil, kiedy posiadamy władzę. Absolutną i bezgraniczną. Nastia niczego innego nie pragnie. Nie potrzebuje dystynkcji ani złotej gwiazdy Bohatera Związku Radzieckiego. Sławy ani zaszczytów. Nie chce marmurowej willi, czarnego krążownika szos ani otwartego konta. Woli pozostać skromnym, niewidzialnym trybikiem władzy.
Władza!
Dopiero teraz pojęła, dlaczego Stalin nie wiesza sobie na szyi gwiazdy z brylantami. Normalny człowiek ma dom, rodzinę, pasje, marzenia. A Stalin nie ma nic. Nic oprócz władzy. Może mieć każdą kobietę. Może się obwiesić wszelkimi odznaczeniami. I nie robi tego. Bo niczego mu nie trzeba. Ma WŁADZĘ. Władzę nad ludźmi, nad życiem i śmiercią każdego człowieka. Władzę niekontrolowaną i bezgraniczną.
Nastia otarła się o tę władzę. I upoiło ją to.
Kapłani w starożytnym Egipcie upatrywali sens życia w podporządkowaniu wszelkich działań władzy. Nastia też chce być kapłanką. Kapłanką władzy absolutnej. Niepotrzebne jej mieszkanie i stroje, niepotrzebne samochody i pieniądze.
Ludzie, którzy sięgają po władzę, przeważnie nie znają jej prawdziwego smaku. Zdobywają władzę dla sławy, bogactwa, wygód i zaszczytów. Obwieszają się wstęgami i orderami, pragną posiadać haremy, pałace i wspaniałe stroje. Ci niedługo utrzymują się na szczycie. Taki Robespierre. Przegrał, bo urzekła go sława i honory. Zewnętrzne, nieistotne atrybuty władzy.
Jedynie nieliczni pragną władzy dla niej samej. Znają jej prawdziwy smak. Bez domieszek. Nastia jest przekonana, że na świecie żyje tylko jeden człowiek, który poznał smak władzy do końca. Ten człowiek chodzi w butach z cholewami, w żołnierskim płaszczu i zielonej czapce z daszkiem. Nie musi rozcieńczać smaku władzy orderami i tytułami. Upija się nią w czystej postaci.
Nastia odwróciła się na drugi bok. Wtuliła policzek w poduszkę ze świadomością, że jest szczęśliwa.

VI

Wszystkie ścieżki w podmoskiewskim lesie pachniały wiosną. Wykopany dół przesycony był świeżymi sokami. Zanosiło się na piękną wiosenną egzekucję. Lubię przebiśniegi, których już nigdy nie będę zbierał w lasach pod Moskwą. A Nastia, jeszcze zanim rozpoczęła się egzekucja, zebrała ich cały bukiet.
Lokomotywa NACZSPECREMBUDU ciągnęła tym razem pięć zakratowanych wagonów. W każdym z nich były trzy przedziały dla ochrony, jeden stanowił karcer, a pozostałych sześć zajmowali wrogowie ludu. W każdym przedziale po dwunastu. Czyli w jednym wagonie - siedemdziesięciu dwóch. W pięciu - trzystu sześćdziesięciu. Tu i ówdzie wtłoczono więcej niż po dwanaście osób. W karcerach zamknięto najgorszy element. Słowem, wrogów ludu było razem czterystu pięćdziesięciu czterech. Z Taganki więzienną budą przywieziono jeszcze ośmiu reedukowanych. Po egzekucji mieli pozbierać buty i poukładać zwłoki w dole. Ma się rozumieć, jak skończą robotę, trzeba będzie ich też rozwalić. A więc wszystkich razem - czterystu sześćdziesięciu dwóch.
Nasze plany pięcioletnie nabierają rozmachu. Wszędzie wprowadza się ulepszenia. A już szczególnie jeśli chodzi o rozstrzeliwanie. Jeszcze trzy miesiące temu skazanych konwojowano pieszo. A teraz, proszę. Motoryzacja. Chołowanowowi przydzielono autobus ZIM, z Zakładów im. Mołotowa. Bardzo przyzwoity, lśni i pachnie świeżą farbą. Dół pomalowany na granatowo, góra na niebiesko. Dbają w fabryce o estetykę wyrobów.
Autobus ma wejście z tyłu. Można go podstawić bezpośrednio pod drzwi wagonu i rozładowywać przedział po przedziale. Autobus pełen wrogów ludu podjeżdża na miejsce egzekucji. Konwojenci nie muszą się męczyć.
Pozostaje im tylko ustawić więźniów.
- Wiązać mocniej! Tak krępować ręce drutem, żeby wyli z bólu!
Stoi Chołowanow na wzgórku. Zęby wyszczerzył w uśmiechu. Przypomina psa z konwoju. Nogę oparł na pniaku. Całujcie but, skurwysyny!
Całują.
A Chołowanow ze wzgardą kopie ich w twarz: a masz, psia twoja mać...
Przyszła pora na zwolenników Jeżowa.
Pokornie idą na rozstrzelanie. Z wybitymi zębami, z pokrwawionymi twarzami, ze zmiażdżonymi palcami. Wyskakują z autobusu, mrużą oczy. Spieszno im do rozwałki. Boją się, by nie zmieniono wyroku. Aż nie wierzą, że udało im się dożyć śmierci. Wiosna buszuje po lesie, a oni przez te trzy miesiące już zapomnieli, że w ogóle istnieje taka pora roku. Zapomnieli, co to dzień i promienie słońca. Zapomnieli, jak się nazywają. Pamiętają tylko o jednym: że po życiu przychodzi śmierć. Śmierć, która przynosi spokój i ukojenie. Śmierć-wybawicielka. Ożywieni nadzieją, poszturchując się i popychając, spieszą teraz na jej spotkanie.
Do dołu.
« Last Edit: (Fri) 12.09.2014, 12:00:45 by BladyMamut »
“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje