Author Topic: Święte psy – Stanisław Tymiński  (Read 857 times)

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • WyBudzony
  • *
  • Posts: 2 559
  • Reputacja: +12/-0
Święte psy – Stanisław Tymiński
« on: (Fri) 23.01.2015, 13:02:43 »
“Święte psy” – Stanisław Tymiński

9 grudnia 2010 roku minie 20 lat od daty wybrania mnie przez większość Polaków na Prezydenta Polski. W drugiej turze dostałem wystarczająco dużo głosów aby wygrać wybory. Jednak wynik został zmanipulowany przez Wojskowe Służby Informacyjne (WSI), na korzyść Lecha Wałęsy. Mała grupa ludzi, w jednostce wojskowej  w Warszawe, u zbiegu ulic Łopuszańskiej i Żwirki i Wigury przez cała noc wypełniała karty wyborcze. Rano, w cywilnych ubraniach, rozwieziono je samochodami do urn wyborczych w dużych miastach wojewódzkich.

Wybory sfałszowano za przyzwoleniem Generała W. Jaruzelskiego, który wtedy był Prezydentem, przy pełnym poparciu Waszyngtonu i Watykanu. Przyklasnęły temu rządy państw europejskich, które ostrzyły zęby przed handlową grabieżą Polski.

Podkreślam szczególną rolę Żydów  związanych z Unią Demokratyczną i sprawujących kontrolę nad mediami w Polsce. Ci ludzie zrobili wszystko, by wyborów nie wygrał uczciwy, nie uzależniony od nich Polak, którym nie można manipulować. Kilka miesięcy przed wyborami “Gazeta Wyborcza” dostała od USA 1.5 miliona dolarów  na zakup maszyn do szybkiego druku. Tym samym zobowiązała się do reprezentowania obcych nam interesów. Historycznie Żydzi idealnie nadają się do takiej roli. Amerykanie nie mają zdolności językowych. Bez pomocy żydowskich poliglotów ich dominacja nad światem  nie byłaby możliwa.

Wielu z Was pod wpływem ataków wrogich nam mediów  uważa mnie za oszołoma tylko dlatego, że po 20 latach emigracji kandydowałem na Prezydentem Polski. To była bardzo trudna osobista decyzja, którą podjąłem dopiero  na 10 dni przed końcowym terminem rejestracji kandydatów przez  Państwową Komisję Wyborczą. Miałem doświadczenie polityczne, ekonomiczne i biznesowe. Zrozumiałem wtedy, że  jeśli nie będę kandydował, to nikt poza oszustami, którzy zasiedli przy  “Okrągłym Stole” tego nie zrobi. Nie żałowalem trudu i ciężko zarobionycgh pieniędzy aby pomóc stworzyć prawdziwy front walki w krytycznej chwili dla mego narodu. Jestem dumny, że mogłem Was wtedy godnie reprezentowaź.

Na początku moja kandydatura była wygodna dla elit tego układu. Myśleli, że dostanę 1% poparcia i swoją obecnością, jako kandydat z zagranicy, uwiarygodnię demokratyczność pierwszych powszechnych,  od czasu zakończenia II Wojny Światowej, wyborów. Manipulatorzy sceny politycznej w Polsce byli tak pewni siebie, że nie blokowali mojej rejestracji a nawet pomagali w dostępie do publicznej telewizji oraz w publikacji odezw w “Sztandarze Młodych” oraz w “Gazecie Wyborczej”. Studio graficzne “Gazety Wyborczej” pomogło w zredagowaniu tekstu  ulotki wyborczej.

Gwałtowny atak na mnie i mój elektorat rozpoczął się, kiedy przechodząc do drugiej tury wyborów obaliliśmy antypolski rząd premiera T. Mazowieckiego, z Unii Demokratycznej. Informacja o tym ukazała się na pierwszych stronach gazet całego świata. Wszyscy byli ciekawi jak Waszyngton oraz kraje Zachodu ujarzmią i zniewolą Polskę.

Dlaczego Polacy wybrali wtedy mnie na swego Prezydenta? Jest wiele powodów tego zjawiska. Jedni rozpoznali we mnie “swojego człowieka”nie będącego częścią układu. Innym podobało się moje zachodnie doświadczenie. Polska zwracała się w tym czasie w kierunku Zachodu i Polsce był potrzebny Prezydent, który znał dobre i złe strony tego kroku. Sondaże wykazały, że ogromna większość Polaków –  85% zaufała mi na tyle, że gotowa była powierzyć mi swoje pieniądze. Po roku grabieżczych reform Balcerowicza ludzie byli bardzo zmęczeni i nieufni. Głód  już wtedy pukał do drzwi wielu domów.

9 grudnia 1990 roku, nocą, po ogłoszeniu wyniku  75/25 % na korzyść L.Wałęsy  w Polsce zapanowała cisza, jak po wielkiej bitwie. W okolicy mego domu rodzinnego w Komorowie pod Warszawą , gdzie ludzie mają dużo psów,  nie było słychać żadnego szczekania. Tylko ciemna noc, bez żadnych odgłosów. Czytałem opisy takiej ciszy po wielu bitwach (Grunwald) i dwa razy w moim życiu doświadczyłem osobiście takiej ciszy – zawsze po wybuchu wielkiej emocji.

Polska miała  w 1990 roku dwóch Prezydentów:  mnie  oraz formalnego Prezydenta  L. Wałęsę. Kiedy w 1994 roku  przyjechał do mnie z wizyta do Komorowa L. Miller, w rozmowach byliśmy zgodni , że w Belwederze Polska Prezydenta nie miała.

Teraz, po 20 latach widoczne są efekty demokracji budowanej na kłamstwie. Proporcjonalna ordynacja wyborcza opracowana pod przewodnictwem A. Kwaśniewskiego (zapraszał mnie do pomocy w opracowaniu nowej Konstytucji,ale zignorowałem jego list) doprowadziła do zwyrodnienia elit. W elitach występuje patologia dziedzictwa z coraz mniejszą jakością genów. Wynikiem tego jest tragiczne bankructwo Polski. Według Instytutu CATO z Waszyngtonu, obecne i przyszłe obligacje zobowiązania rządu to 1550% PKB w porównaniu do  875% Grecji przed jej bankructwem. Tak  będzie  dopóki “Antypolacy” i “Złodzieje” będą się wybierali i grabili kraj stosując proporcjonalną a nie większościową ordynację wyborczą. Proporcjonalna ordynacja wyborcza do Sejmu istnieje tylko w “podbitych” krajach.

Co do mnie, to proszę nie oczekiwać, że w przyszłości wrócę do polityki w Polsce. A to dlatego, że nie mogę prowadzić tchórzy do boju. Polacy nie popierają walecznie swoich liderów. Ba, nawet nie popierają po cichu małymi kwotami pieniędzy, bo  może lista ich małych datków wpadnie w ręce Antypolaków, którzy mogą wygrać  wybory i będzie problem. Jak lider może mieć zaufanie do tak chwiejnego elektoratu, który oddaje głosy za kurtyną wyborczą. Nasi wrogowie  i manipulatorzy dobrze wiedzą, że takie głosy są bezbronne i bardzo  łatwo można je  źle policzyć czyli sfałszować.

Przez 20 lat, od czasu gdy wybraliście mnie swoim Prezydentem, byłem przez naszych odwiecznych wrogów lżony i poniżany. Ale najgorsza jest  świadomość, że byłem  i jestem porzucony  przez ludzi, których kocham wiecej niż siebie i dla których pod ryzykiem śmierci starałem się wygrać świetlaną przyszłość, odzyskać suwerenność naszego Kraju. Przez to porzucenie ciąży na mnie stygma Waszej winy, bo zawsze moja osoba przypomni Wam  o Waszym tchórzostwie. Przeczuwałem, że tacy jesteście na długo przed wyborami 1990 roku i dlatego książka, którą napisałem dla Was nosi tytuł “Święte psy”. Pies zbroi i udaje świętego. Udaje, że nic złego nie zrobił.

Miarą człowieka jest wielkość jego wrogów. Będąc Waszym Prezydentem miałem ich wielu. Od naszych adwersarzy, którzy nas nienawidzą i nami pogardzają zawsze oczekiwałem samych podłości  i grabieży, bez zachowania umiaru. Od  dawna jestem zdumiony, że  Polacy są tak potulnym i łatwym do manipulowania narodem. Nie winię naszych wrogów za ich podłości. Wina za stan Rzeczpospolitej jest Wasza z powodu lęku i braku liderów. Od 20 lat nie zauważam u Was realnej wizji przyszłości Kraju i przykładów waleczności. Nadal zachowujecie się jak “święte psy” udając że to co się stało w Polsce to nie Wasza wina, co naszym krwiopijczym wrogom jest na rękę.

Co do mnie, to straciłem nadzieję, że Polska będzie miała za mego życia uczciwy, patriotyczny i prawy Polski rząd, rząd, który będzie pracował zgodnie z naszą Racją Stanu. Nie potraficie zrozumieć, że wybory to nie wyścig koni. Wasz głos na danego kandydata jest głosem na samego siebie i o ten głos trzeba walczyć i go walecznie bronić. Dlatego wycofałem się z wszelkiej działalności politycznej  i więcej czasu poświęcam mojej Rodzinie.

Uważam, że to wstyd i hańba, że po 20 latach Unia Demokratyczna T. Mazowieckiego, za Waszym przyzwoleniem wróciła do pełnej władzy. Konsekwencje tego w najbliższej przyszłości będą porażające.

Mam nadzieję, że ostre słowa, które  napisałem powyżej, jako porzucony Prezydent Rzeczpospolitej będą przestrogą dla przyszłych pokoleń. Tylko prawda i odwaga wyzwolą Polskę z niewoli.

Stanisław  Tymiński

Acton, 1 września 2010

Źródło: http://www.bibula.com/?p=26572
“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • WyBudzony
  • *
  • Posts: 2 559
  • Reputacja: +12/-0
Odp: Święte psy – Stanisław Tymiński
« Reply #1 on: (Fri) 23.01.2015, 14:20:55 »
Poniżej kilka fragmentów z książki:

W pewnym czasie istniało w Polsce pogardliwe określenie prywatnego przedsiębiorcy, którego
nazywano "prywaciarzem". Niech zatem będzie prywaciarz. Zbuduję ci jego model. Możemy nazwać go
Cieciem. Powiesz, że w Warszawie cieciem nazywa się stróża nocnego. Nazwijmy go zatem panem Cie-
ciem na stanowisku stróża nocnego, który poza tym ma zakładzik i jakiś prywatno- indywidualny układ.
Pan Cieć zaczyna przyjmować pracowników do swojego zakładu, a mając niewiele kapitału, nękany po-
datkami, duszony przez biurokrację, monopole, zmaltretowany brakiem surowców jedyną możliwość
upatruje w wyzysku swoich pracowników. Inaczej nie wyjdzie na swoje, nie wybije się na niezależność.
Płaci im najmniej jak może, obrywa co się da oberwać, ale płaci im jednak więcej, niż mogliby otrzymać
w zakładach państwowych. Dlatego będą u niego pracowali, a on będzie starał się im płacić jak najmnjej.
Połączy ich wspólne zagrożenie, że w każdej chwili może przyjść ktoś z urzędu skarbowego i zamknąć
interes.
W innym kraju, w którym państwo dba o prywatną wytwórczość istnieje przychylna atmosfera
dla inicjatywy, dla intencji, która może przysporzyć bogactwa narodowego. Jeśli ktoś zaczyna prowadzić
swój zakład nie napotyka na bariery biurokratyczne, nikt mu nie utrudnia startu, nikt go nie znieważa, nie
torturuje podatkami, nie zamęcza niezrozumiałą i zagmatwaną księgowością, a prawo przychodzi mu z
pomocą w postaci ulg podatkowych. Prywatny interes i inwestycje jego właściciela stanowią wartość narodową. Ulgi podatkowe zależą od wysokości inwestycji. Otrzymuje zniżkę od wielkości produkcji eksportowej, zniżkę proporcjonalną do ilości zatrudnionych pracowników, jeśli prowadzi badania naukowe, zniżkę od ich wielkości i zakresu.
Jeśli rząd go rzeczywiście popiera, taki właściciel drobnego przedsiębiorstwa otrzymuje dostęp do surowców bez najmniejszej obawy że zgnoi go jakiś monopol zabierając mu sprzed nosa cały surowiec. Nie musi żebrać o czyjeś wysokie wsparcie, nie musi nosić kopertówek i z drżącym sercem wręczać łapówki ważnym osobistościom, aby uchronić się przed zagładą.
W Polsce pan Cieć jest ciągle zagrożony, że mu zamkną biznes, a zatem dopóki go posiada chce wyciągnąć jak najwięcej dla siebie i swojej rodziny, zabezpieczyć się na przyszłość, wyrwać co się da, płacić ludziom jak najmniej, gotowy wyrzucić ich natychmiast, kiedy będzie miał trudności. Działa na oślep, rozdzielając razy takie same, jak te które otrzymuje od rządu.
Sytuację Pana Ciecia możemy porównać do angielskich przedsiębiorców z początku XIX wieku. Ponieważ rzecz dzieje się w Polsce przy końcu dwudziestego wieku, po wszystkich dotkliwych doświadczeniach z eksperymentem komunizmu, z rządami zależnymi i służalczymi wobec obcych, aroganckimi wobec swoich, zwróćmy uwagę na człowieka, który chce uczciwie i rozsądnie z wyczuciem rynku i umiejętnością dopasowania się do niego prowadzić swój interes. Stwórzmy mu możliwości osiągnięcia sukcesu. Zwróćmy uwagę na jego trudności, zlikwidujemy biurokrację, która blokuje mu start, przyznajmy ulgi podatkowe, aby wyzwolić jego inicjatywę i zagwarantujmy mu długą perspektywę działania, aby nie musiał się obawiać, że za kilka lat wszystko straci, jak to było za Gomółki, Gierka i epoki spółki Wałęsa & Jaruzelski. Niech będzie on bohaterem narodowym nowego czasu, nie jako ten, który wyzyskuje ludzi, ale jako wspaniały pan Cieć, który daje pracę innym ludziom dzięki swojej przedsiębiorczości. Czy zapomniałeś, że słowo przedsiębiorstwo pochodzi od przedsiębiorców takich jak pan Cieć? Zapewnijmy więc pana Ciecia, że nikt nie będzie go traktował jak oszusta, ubliżał mu i pomawiał o niegodne czyny których nigdy nie popełnił, nikt go już nie będzie upodlał ani niszczył dlatego, że potrafi skuteczniej od innych pracować i lepiej płacić zatrudnionym u siebie ludziom, aby nie musieli emigrować za ocean w celu polepszenia swojej doli.

(...)

W POLSCE KWITNIE OBECNIE nieformalna gospodarka, którą zaobserwowałem też w innym trzecioświatowym kraju, jakim jest Peru. Ta nieformalna gospodarka jest formą partyzantki, co mogę śmiało
powiedzieć. Partyzanckie zachowanie się prywatnego przemysłu i handlu jest zjawiskiem najzupełniej antyrządowym. W Peru podobnie jak w Polsce nieformalna gospodarka wychodzi na ulice. U nas widoczna
jest na Marszałkowskiej, Polnej i dziesiątkach innych ulic w Warszawie, gdzie nieformalni producenci i
handlowcy wystawiaj ą swoje towary na stoiskach dlatego, że nie mogą sobie pozwolić na działalność
formalną ze względu na interwencję państwa czy też intensywne podatki zaaplikowane przez rząd. Ludzie
ci, nie mogą znaleDć odpowiedniego klimatu dla swojej przedsiębiorczości, są krępowani nakazami i za-
kazami, tępieni przez policję prezydencką, nie mogą otworzyć samodzielnych sklepów czy własnych
warsztatów i stanowisk pracy.
W takim kraju jak Peru nieformalna gospodarka zatrudnia największą część społeczeństwa. Wy-
bitny ekonomista limański Hernando Soto mówi, że jest ona najzdrowszą częścią gospodarki. Ubolewa
tylko nad tym, że monopole i biurokracja panujące w tym kraju nie pozwalają się jej sformalizować. W
Polsce sytuacja jest podobna, nie ma klimatu, ani przywileju pierwszeństwa dla podejmowania prywatnej
działalności gospodarczej. Limituje ją biurokracja, nacisk monopoli, bardzo skomplikowany kodeks
prawny. W Polsce powtarza się identyczna sytuacja, która trwała przez wiele lat w Peru. Stragany na Placu Defilad, w samym centrum Warszawy czy na jej obrzeżach są zjawiskiem partyzancko antyrządowym.
Nie można zahamować siły witalnej prywatnej inicjatywy, można j ą tylko ograniczać, można j ą tępić,
można niszczyć stragany posyłając przeciw niej państwowych, prezydenckich policjantów. Właściciel
zmuszony do zwinięcia stoiska może to zrobić w każdej chwili i za pół godziny ustawić je w innym miejscu bez specjalnych kosztów. Natomiast kosztowne jest uruchomienie formalnej placówki handlowej,
powiedzmy sklepu, który w przypadku opresji rządowej i wysokich podatków jest wysoce nieopłacalny.
Nie tylko to gnębi nieformalną gospodarkę. Monopole rządowe mają pierwszeństwo w nabywaniu produktów czy rozwiązań do których nieformalna gospodarka nie ma dostępu.
Nieformalna gospodarka, jak to zauważyłem w moich podróżach po świecie, występuje tam, gdzie ma miejsce interwencja rządowa, a to głównie w krajach tzw. Trzeciego Świata. Wyraźnie chcę powiedzieć, że szczególnie w tych krajach, których rząd przejawia inklinacje socjalistyczne. W Kanadzie nie było widać nieformalnej gospodarki aż po lata osiemdziesiąte. Pojawiła się ze względu na kolektywistyczne tendencje kanadyjskiego rządu, jego interwencjonizm i wzrost podatków. Doszło do tego, że w latach dziewięćdziesiątych rozwinie się ona z poważną szkodą dla kraju.
Szkodliwa w Kanadzie, w Polsce o tyle korzystna, że jest najzdrowszą gospodarką w kraju.

(...)

KRYZYS JEST ZAWSZE SPOWODOWANY BRAKIEM PRODUKTYWNOŚCI KAPITAŁU. Niezrównoważeniem bilansu pomiędzy eksportem a importem: im mniejszy eksport, tym gorzej dla gospodarki kraju. Stany Zjednoczone przeżywały poważny kryzys w 1929 roku. Większość amerykańskiego kapitału znalazła się wówczas w rękach małej grupy ludzi, którzy dominowali nad ekonomią. W ciągu ostatniego dwudziestolecia kapitalizm coraz wyraźniej przybliża się do tamtej sytuacji z 1929 roku; stopniowo coraz większe masy kapitału przechodzą w ręce coraz mniejszej grupy ludzi. Z tego wynika, że system ekonomiczny Stanów Zjednoczonych przeistacza się z demokratycznego wolnego rynku, w prawdziwy kapitalizm, w którym coraz mniejsza grupa obraca coraz to większym kapitałem, zaś tak zwana klasa średnia ma coraz mniej pieniędzy. Jest to zjawisko negatywne i będzie trwało tak długo, dopóki klasa średnia, stanowiąca dziś większość społeczeństwa, nie sprzeciwi się temu. Dzisiaj w Polsce rząd utrzymuje rezerwę budżetową 26 procent zamiast wykorzystać ten kapitał na rozwój kraju.
Stany Zjednoczone znalazły wyjście z kryzysu szukając rynków zbytu w innych krajach. Pomogła im w tym II wojna światowa. Jesteśmy przeciwni wojnie, ale faktem jest, iż sprzyja ona rozbudowie pewnych gałęzi przemysłu, oraz szybkiemu bogaceniu się niektórych warstw społecznych. Mówimy o Stanach Zjednoczonych, ale przecież o Polskę nam chodzi i tylko Polską żyjemy. Chcę ci powiedzieć, co powinniśmy zrobić. Trzeba mieć jasny i precyzyjny plan działania, żeby bilans naszego eksportu oraz importu był pozytywny. Musimy za wszelką cenę zdobyć rynki zbytu dla naszej produkcji. Plan działania na przyszłość stanowi główną różnicę pomiędzy człowiekiem a zwierzęciem. Bardzo mi jest przykro, gdy ludzie innych narodowości mówią o nas "polskie świnie", albo "głupi Polacy", dosyć się tego nasłuchałem w świecie. Nie mogę tego znieść. Trzeba przedstawić plan działania, aby nikt już nas nie obrażał, abym mógł być dumny ze swego pochodzenia i kraju.

(...)

WIĘKSZOŚĆ LUDZI POPEŁNIA WIELKĄ POMYŁKĘ mówiąc, że zarabia pieniądze. Oni tylko myślą, że je zarabiają. Wpadli w pułapkę myślową, którą trzeba wyjaśnić. Powiedzmy: człowiek zarabia milion złotych i ten milion (1000zł) wydaje na życie nie zarabiając absolutnie nic. Jeśli ten człowiek, który zarabia milion złotych (1000zł) miesięcznie odłożyłby z 10% do banku, albo kupił za nie dolary, pod koniec roku
miałby obliczalny zysk. Ale większość ludzi, którzy dostają milion złotych, tyle samo wydają. Taki człowiek myśląc, że zarabia pieniądze, myli się. On tylko się utrzymuje. To jest właśnie pułapka myślowa, z
której każdy człowiek musi się sam wydostać.
Powiedzmy, klasa średnia charakteryzuje się tym, że człowiek, który do niej należy może odłożyć z zarobku 10% jako swój fundusz dyspozycyjny, z którym może zrobić co zechce. Ludzie zaś, którzy wydają
na utrzymanie więcej niż zarabiaj ą, czy też aby żyć normalnie musieliby wydawać więcej niż wynosi ich
miesięczny zarobek, żyją w stanie ciągłego napięcia i frustracji. W Polsce mamy tego niezliczoną ilość
przypadków, można powiedzieć,że jest to zjawisko masowe. Tacy ludzie znajdują się poniżej klasy średniej . Dlatego tak ważne jest u nas stworzenie warunków do jej powstania, przeciwko idei Lenina, który
powiedział, że klasa średnia nie może istnieć, bo stanowi niebezpieczeństwo dla władzy bolszewików.

CHCIAŁBYŚ WIEDZIEĆ dlaczego nie używam słowa robotnicy. Wiem, że w Polsce jest dużo
ludzi pracujących fizycznie, są to przeważnie ludzie, którzy w moim pojęciu nie należą do klasy średniej.
Samo pojęcie robotnik na Zachodzie i w takich krajach jak Stany Zjednoczone czy Kanada jest pojęciem
przestarzałym. Robotnikami nazywano tu ludzi pracujących w fabrykach potu na przełomie osiemnastego
i dziewiętnastego wieku. Zastępowali oni maszyny, których wtedy nie było.
Człowiek, który stoi przy tokarce przez trzydzieści lat staje się specjalistą od tej jednej części,
którą wykonuje bo nauczył się to dobrze robić. Do końca życia pozostanie w tym samym miejscu, nie ma
żadnej możliwości by się z niego wydostać. Nie posiada dyspozycyjnego kapitału, aby wyrwać się z kołowrotu i nauczyć się czegoś nowego. Może ma dwie, lub trzy prace. Na skutek braku zysku nie jest w
stanie stworzyć własnego przedsiębiorstwa, czy otworzyć zakładu. Nie ma na to czasu ani pieniędzy.
Wszystko co zarobi musi wydać na życie i jeszcze mu nie starcza. Ze względu na brak rezerwy finansowej nie ma zabezpieczenia takiego jak jego rząd, który utrzymuje aż 26 procent dochodów narodowych w
specjalnym kufrze. Człowiek ten może znaleźć się w takim okropnym stresie, że przestaje być sobą,
przestaje nawet być człowiekiem i jedyny ratunek upatruje w buncie. W zniszczeniu warsztatu pracy, w
kradzieży. To właśnie zjawisko wystąpiło powszechnie przed stu laty na Zachodzie, doprowadziło do
wybuchu robotników i w konsekwencji spowodowało zmiany systemów społecznych.

(...)

NIEDAWNO UKAZAŁA SIĘ W WARSZAWIE książka- wywiad "Przerwana dekada, Gierek oskarża" w której były pierwszy sekretarz PZPR mówi o wielkich kredytach, jakie otrzymał w czasie swoich rządów od Zachodu. INTERESUJE CIĘ, jak to było możliwe, że Zachód przyznał wówczas Polsce kredyty bez żadnej gwarancji, że zostaną kiedykolwiek spłacone, mimo, że nigdy i pod żadnym pozorem tego nie robił u siebie w domu.
Zastanów się nad sytuacją, która zaistniała na Zachodzie w latach sześćdziesiątych, poprzedzających lata siedemdziesiąte, w których Stany Zjednoczone prowadziły wojnę w Wietnamie kosztem ogromnych strat finansowych, największych od czasu drugiej wojny światowej. Wojna wietnamska kosztowała Stany Zjednoczone kilkaset miliardów dolarów i co najgorsze dała im poznać uczucie poniżenia. Była to sytuacja zupełnie siłowa. Podczas zimnej wojny Rosjanie zbudowali mur berliński mimo protestów Amerykanów. Był to największy policzek jaki otrzymał prezydent John Kennedy i jego rodacy w Stanach Zjednoczonych. Atmosfera zimnej wojny wywołana przez Nikitę Chruszczowa zdominowała wówczas świat i jej skutki są widoczne do tej pory. Powstało wówczas napięcie wojenne na Dalekim Wschodzie. Wietnam stał się poligonem doświadczalnym, zastępczym polem bitwy dla sił amerykańskich i radzieckich, mimo, że Rosjanie oficjalnie w tej wojnie nie uczestniczyli. Wiele broni dla Wietnamu zostało dostarczone przez Związek Radziecki i takie kraje jak Polska i Czechosłowacja. Oczywiście, obydwie strony (i Polskę też) kosztowało to majątek. Sam Wietnam nie utrzymałby się bez pomocy bloku komunistycznego. Wojna wietnamska była bardzo kosztowna dla Stanów Zjednoczonych i wiesz jak się skończyła? Wszystkie wojny wymagają olbrzymich ofiar, również finansowych.
Sukcesem tej wojny był drenaż finansowy obozu komunistycznego. Zimna wojna trwała przez wiele długich lat, od czasu drugiej wojny światowej, a mur berliński i radzieckie bazy wojskowe na Kubie jeszcze bardziej j ą zaostrzyły.
Aby Związek Radziecki utracił swą dojną krowę w postaci państw satelickich, które finansowały jego przedsięwzięcia, należało dokonać pewnych posunięć taktyczno strategicznych. Najbardziej skuteczną taktyką Zachodu okazało się podłożenie świni Edwardowi Gierkowi w postaci dwudziestu kilku
miliardów dolarów pożyczek i kredytów, które nie stanowiły nawet pięciu procent kosztów wojny wietnamskiej, aby podwyższyć na krótki czas standard życia w Polsce, potem skutecznie odciąć ich dopływ.
Musiało to spowodować niezadowolenie wielkich mas ludzkich, pogrążyć kraj w zamęcie i chaosie, a w
konsekwencji doprowadzić do przewrócenia systemu komunistycznego w Polsce i uniemożliwić dalsze
wsparcie finansowe dla jej wschodniego sąsiada.
Wiemy, że 10 procent finansowania rocznie jest wystarczające, aby utrzymać inwestycję 100 procent
kapitału. Koszt kapitału wynosił rocznie 10 do 15 procent, a kraje obozu socjalistycznego takie jak Pol-
ska, Czechosłowacja i Węgry dostarczały każdego roku kontrybucje dochodu narodowego tej wysokości
Związkowi Radzieckiemu, co było wystarczające, aby sfinansować sto procent jego dochodu.
Nie sposób zastosować bardziej skutecznej taktyki ekonomicznej dla podminowania obozu komunistycznego niż podłożenie dwudziestomiliardowej świni, która z punktu widzenia ekonomii Zachodu
jest bardzo tanim rozwiązaniem w porównaniu z ogromnym obciążeniem, jakiego wymagała wojna w
Wietnamie.
Skuteczność takiego działania jest zdumiewająco prosta. Posłużę się jednostkowym przykładem.
Co zrobiłby mój pracownik, któremu dałbym podwyżkę co roku przez parę lat, a potem obniżył jego pensję o połowę. Napewno odszedłby z mojej firmy, ale przedtem pobiłby mnie do krwi albo oddal do sadu.
Moje postępowanie byłoby nielegalne w Kanadzie bo nie wolno tu obniżyć pensji pracownika o pięćdziesiąt procent bez powodu.
W polityce międzynarodowej nie istnieje słowo etyka, liczą się tylko interesy narodowe czy też
indywidualne interesy poszczególnych krajów. Słowo etyka nie stosuje się także w sytuacji zimnej wojny,
nie będę go zatem używał także w tym przypadku.
Możesz zapytać, czy rzeczywiście istniał taki plan, sporządzono dokumentację zamierzeń i spo-
sobu ich wykonania. Nie dziwię się twojemu pytaniu, bo jako obywatel polski spędziłeś większość życia
w kraju, bardzo lubisz formalne rozwiązania i pieczątki przystawione na oficjalnych dokumentach. Jeśli
jednak znajdziesz się w Kanadzie czy Stanach Zjednoczonych łatwo zauważysz, że nie używa się tu pieczątek, a jeżeli robi się coś konkretnego, to wystarczy uścisk ręki i słowo. Wystarczy intencja, a liczy się
wynik. Dlatego nie nastawaj, abym przedstawił ci papiery. Każdy zdrowo myślący człowiek powie ci, że
było to najtańsze rozwiązanie sytuacji zimnej wojny, przyniosło wielką wygraną w postaci rozebrania
muru berlińskiego, tej wielkiej hańby socjalizmu. Dzisiaj ludzie w Ameryce z radością przesyłają sobie w
upominku kawałki tego muru i trzymaj ą na kominkach w swoich domach. Jeśli zatem zmierzymy sukces
tej wojny ilością kawałków tego gruzu, który pojawił się w Stanach Zjednoczonych i trochę także w Kanadzie pomyśl, czyż nie są one zwierciadłem zwycięstwa? Kto otrzymał taki kawałek muru napełniał
szklankę whisky z lodem i pił za zwycięstwo.

(...)

CHCESZ WIEDZIEĆ czy państwo może stworzyć giełdę. Absolutnie nie. Państwo może tylko stworzyć klimat prawny i dozorować, żeby nie było fałszerstw i nadużyć. Może też sprzedawać akcje swoich
przedsiębiorstw. Oczywiście powinno to robić, bo jest ich właścicielem. Nie ma żadnego innego mechanizmu, aby zdobyć swoją wartość. Jedynym odzwierciedleniem wartości jest rynek. Jeśli nie powstanie
giełda, możesz podejrzewać, że te przedsiębiorstwa będą sprzedawane po cichu przez ludzi z rządu za pośrednictwem prywatnych układów, powiedzmy, przedstawicielom zagranicznym.
Nie oczekujemy, że w Polsce powstanie giełda akcyjna na poziomie NYC New York Exchange czy
Londynu, i nie stanie się to od razu, ale wszystko zaczyna się od wyczucia pomysłu i jego realizacji
prawnej.
Ponieważ do tej pory w Polsce nie istnieje giełda akcyjna, TY JAKO POLSKI OBYWATEL NIE
MOŻESZ skorzystać z możliwości kupna zakładu na wolnym rynku, np. takiego jak Huta Stalowa Wola. Nie chcesz przecież, aby została ona, po cichu sprzedana komuś z zagranicy. Wolałbyś, aby została
wystawiona na sprzedaż na giełdzie akcyjnej. Jeśli zaproponuje to na przykład giełda w Warszawie, będziesz mógł kupić Hutę Stalowa Wola zupełnie tak samo jak Amerykanin z Nowego Jorku, czy Japończyk z Tokio. Poznasz wówczas prawdziwą wartość tego zakładu, który nie będzie już oceniany przez
żadną komisję, lecz jego realną wartość wyznaczy wolny rynek. Wartością Huty Stalowa Wola będzie dla
przykładu jej zysk w ciągu następnych siedmiu lat, ty zaś, zależnie od swoich możliwości, będziesz miał
możność zakupu dowolnej ilości akcji.
PRZYPOMINAM CI, DE ZYSK HUTY STALOWA WOLA, to reszta, która zostaje po odjęciu od
sprzedaży kosztu produkcji i handlu, oraz pełnych kosztów operacyjnych i inwestycyjnych. JEST TO
ZYSK przed opłaceniem podatku, będący jedynym odzwierciedleniem wartości zakładu.
W PRYWATNYM BIZNESIE KANADY unika się konsultantów. Niektórym ludziom wydaje się, iż
do Polski należy zapraszać zagranicznych konsultantów, bo sami sobie nie poradzimy. PRZEROŚNIE NAS TA WIELKA ZMIANA. ZOSTANIEMY W TYLE.
NIE WIESZ, CZY RZĄD ABY SPROSTAĆ WIELKIM ZMIANOM powinien konsultować swoje
projekty z zachodnimi specjalistami? Mówisz, że bardzo wielu przyjeżdża ich ostatnio do Warszawy i są
to światowej sławy specjaliści od ekonomii, a mimo to nasza gospodarka podupada coraz bardziej. Nie
można mieć pewności, że rząd ma rację prosząc ich o pomoc. Uważam, że rząd, który dopiero raczkuje,
nie powinien prowadzić tych konsultacji z obcymi, gdyż ma swoich doradców, którzy posiadają wyobraźnię i własne koncepty. A tak nie wiadomo, czyje życzenia reprezentuje, swoich wyborców, czy też
zagranicznych konsultantów i Banku Światowego.

(...)

MÓWISZ O DŁUGICH STARANIACH POLSKI, aby wejść do Banku Swiatowego. W końcu to się udało. Tyle, że z moich dwudziestoletnich obserwacji na Zachodzie wynika , że Bank Światowy nigdy nie dał nikomu planu działania JAK MODNA ZAROBIĆ PIENIADZE. CO TO ZNACZY BANK ŚWIATOWY? Jest to wolne zrzeszenie krajów, które przyznaj ą określony fundusz jako poparcie kredytowe. Ale jest to pojęcie umowne, ORGANIZACJA ta pracuje na korzyść krajów Zachodnich, aby poszerzyć swoje rynki w krajach tzw.Trzeciego Świata, czy też obecnie w krajach świeżo wychodzących z obozu socjalistycznego. Inaczej mówiąc Bank Światowy umożliwia kredyty na zdobycie nowych rynków. Bank ten w żadnym wypadku nie przyznaje jałmużny ani darowizny, nie uczy też nigdy w jaki sposób zarobić pieniądze; może tylko ułatwić ich zarobienie, kiedy taki kraj jak Polska przedstawi konkretne propozycje, którymi powinny wyjść osoby prywatne, przedsiębiorcy czy dyrekcje zakładów, nie zaś biurokracja ani nomenklatura rządowa.

(...)

CZY FIRMA ABY ISTNIEĆ, MUSI SIĘ STALE ROZWIJAĆ ? To także nie stanowi reguły. Zakłady praktycznie i efektywnie prowadzone na stabilnych rynkach, same również są dość stabilne, to znaczy nie rozrastają się. Mają ustalony dochód, zapewniający przyzwoite warunki bytowania zarówno ich właścicielom, jak i pracownikom. Są oni zadowoleni, nie mają egoistycznych ambicji, aby firma rozrastała się ciągle bez względu na koszta. Dość wcześnie zdecydowałem się współpracować z małymi firmami amerykańskimi, trudno jest bowiem pracować od razu z dużą firmą. Przed piętnastu laty odkryłem, że najlepiej jest właśnie związać się z małymi firmami amerykańskimi, gdyż dużym niewiele można było pomóc, a małe mnie potrzebowały, były wdzięczne za współpracę. W Kanadzie łatwo jest promować amerykańskie firmy, głównie z Kalifornii. Szukałem dwu- trzyosobowych, o dużych potencjałach i perspektywach. Jeśli posiadały wartości rynkowe, co było łatwe do ustalenia obserwuj ąc ich działalność, starałem się stawiać na nie, z szansą powyżej pięćdziesięciu procent. Zacząłem nie tylko z nimi współpracować, ale służyłem im zawsze radą, nowymi pomysłami, rozeznaniem na rynku. Był to akurat czas gwałtownego rozwoju produkcji komputerów, od trzydziestu do pięćdziesięciu procent rocznie. Z czasem firmy te rozrosły się, zatrudniały wciąż nowych pracowników, aż w końcu stały sie potężnymi kolosami.
PYTASZ CO SIĘ Z NIMI STAŁO? Czy zdołały zdominować rynek amerykański, lub międzynarodowy? Niestety większość z nich podupadła. Nastąpiło to po sześciu, siedmiu latach ich istnienia. DLA¬CZEGO TAK SIĘ STAŁO ? Zgubiły je cechy charakteru ich właścicieli. Byli oni bardzo dobrzy na rynku rosnącym, gdy można było zaciągać duże pożyczki, nie wiedzieli jednak jak się zachować, kiedy rynek się ustabilizował i dlatego przegrali. WPADLI W PUŁAPKE MYŚLOWĄ NIEOGRANICZONEJ EKSPANSJI.
Tu trzeba od razu wyjaśnić, że łatwo poruszać się na rynku rosnącym. Kiedy jednak przychodzi stabilizacja, wielu "wspaniałych" przedsiębiorców okazuje że są bardzo słabi w interesach. W Polsce również było kilka podobnych sytuacji, ludzie inwestowali gdy rynek rósł, po czym gdy sytuacja nagle się zmieniła, odeszli z interesu.
JAKA JEST RÓŻNICA MIĘDZY AMATOREM I ZAWODOWCEM ?
Co przeszkadza przedsiębiorcy w kontynuacji interesu, kiedy rynek się stabilizuje? Zazwyczaj jest to
spowodowane brakiem doświadczenia, a także silnej woli. Z przykrością muszę stwierdzić, że WIELU z
moich amerykańskich kolegów, którzy zaczynali interesy, prowadząc firmy dwuosobowe, ich roczna
sprzedaż nie przekraczała z reguły pięćdziesięciu tysięcy dolarów, skończyli na trzydziestu, pięćdziesięciu milionach dolarów rocznego obrotu i na skutek nieumiejętności, wad charakteru lub braku siły woli
zmuszeni byli opuścić rynek.
CO OZNACZA W INTERESIE SIŁA WOLI.
W Polsce, gdzie większość ludzi nie miała możliwości prowadzenia prywatnych interesów na dużą skalę, przykładem siły woli są wyniki sportowe. Idziemy na stadion by oklaskiwać mistrzów, którzy zazwyczaj przez wiele lat prowadzili morderczy trening, aby osiągnąć zamierzone wyniki. W interesie zwykło
się mawiać, iż liczy się jeden procent tych, którzy przetrwali. Ten jeden procent stanowi różnicę między
wygraną a przegraną, co jest tak oczywiste w sporcie.
Nikt nie pamięta zawodnika, który był drugi na mecie. Mówi się wyłącznie o pierwszym. Publiczność
oklaskuje go, szczególnie wówczas, gdy wygrywa kilkakrotnie, gdyż wtedy przestaje już być sportowcem-amatorem, zostaje zawodowcem. Staje się idolem publiczności, która chce go ciągle oglądać. Sportowiec musi niezwykle ciężko pracować, aby utrzymać się w czołówce, wymaga to ogromnego samozaparcia, siły woli, cierpliwych i żmudnych ćwiczeń, solidnego przygotowania. Bardzo ważna jest jego intencja, by zostać zawodowcem, dążenie do coraz lepszych wyników i pokonania swoich rywali. Podobnie
bywa w interesach na wolnym rynku,gdy ktoś za wszelką cenę pragnie się na nim utrzymać i wygrać
walkę z konkurencją. Aby pozostać na placu boju musi on być przynajmniej o jeden procent lepszy od
swoich rywali.
Polacy bardzo lubią sport i cenią sobie wielce dobrych sportowców. Dlatego jestem pewien, iż będą
również potrafili docenić przedsiębiorczych kapitalistów, ambitnych i wytrwałych, którzy dołożą wszel-
kich starań, by zając pierwsze miejsce na mecie.
TRZEBA MIEĆ PLAN DZIAŁANIA.
Nieszczęśliwie dziewięćdziesiąt procent firm stanowi własność państwową. Polacy bardzo kochaj ą
sport, podziwiaj ą tych zawodników, którzy potrafią dać z siebie wszystko w równej, sportowej walce,
oklaskują ich w czasie igrzysk sportowych.
Przykro, że ludzie w kraju, po tych wielkich zmianach jakie zaszły ostatnio w Polsce, nie mają możliwości podobnie oklaskiwać i podziwiać mądrych i wytrwałych przedsiębiorców, którzy odnosili by sukcesy na rynku. To bardzo opóźni wprowadzenie demokratycznego kapitalizmu w Polsce, i nikłe są na-
dzieje, aby miało to szybko nastąpić, a przyczyną może być właśnie brak zaufania i poparcia ze strony
społeczeństwa.
CZYM JEST KRYZYS Z ZACHODNIEGO PUNKTU WIDZENIA ?
Kryzys, ogólnie mówiąc, bierze się właśnie z braku zaufania. Co to jest kryzys? Gdy w małżeństwach
wybuchają kłótnie o pieniądze, kiedy matka nie ma czym nakarmić dzieci, ani z czego ugotować obiadu.
Gdy z powodu braku pieniędzy zagrożona zostaje podstawowa komórka społeczna -rodzina, która powinna być silna, jaka bowiem rodzina, takie jest społeczeństwo. Czy nasz naród może być silny, jeśli polskie rodziny będą skłócone i podzielone z powodu ustawicznego braku środków do życia?
Co w tej sytuacji robi rząd ? Co robią posłowie i senatorowie, aby polepszyć warunki bytowania polskich rodzin ? Przecież powinno to być ich pierwszym i podstawowym obowiązkiem, humanitarnym, patriotycznym, a nawet religijnym. W gabinetach rządowych toczy się gra. jednak czyż nie jest to gra w
ciemno, skoro książki władzy nie zostały otwarte i zwykły obywatel nie ma do nich dostępu ? Dlaczego
aż 26 procent budżetu państwa jest wyłaczone z obiegu i trzymane w rezerwie? Jeśli książki nie zostały
otwarte i gra toczy się w ciemno, może powstać klika, która skorzysta z niejawności. Jeśli nie wiemy, jak
wyglądaj ą przelewy bankowe z dochodów państwa do przedsiębiorstw, można podejrzewać że wszyscy
jesteśmy wykorzystywani, oraz że mamy pełne prawo do snucia takich podejrzeń.
Mamy prawo nie ufać rządowi, który gra w ciemno. Nie możemy nawet podziwiać tych, którzy wygrywają. My, którzy finansujemy przedsiębiorstwa rządowe z naszych podatków, z naszego codziennego
trudu, podczas gdy sami żyjemy w niezwykle trudnych warunkach, czyż możemy tolerować rząd, który do tej pory nie przedstawił nam swoich ksiąg? Do czego w ten sposób dojdziemy, jeśli nie będziemy domagać się gry w otwarte karty? Nikt się nami nie zajmie ! Nie reagując na to co się dzieje, dajemy innym ludziom prawo do stworzenia kliki, choć nawet nie wiemy jakiej i z jakich ludzi złożonej. Nie wiemy kto nas okradnie, czy to przez swoją nieumiejętność rządzenia, czy z braku konkretnego planu działania. Nie wiemy nawet, czy nie zostaniemy ponownie oszukani.
Drogi do przyszłości mogą być różne, ważny jest wynik końcowy. Jeśli panuje niedostatek i nędza, a słyszymy tylko usprawiedliwienia i próżne obietnice, że narazie jest źle, za to kiedyś w przyszłości będzie lepiej, powstaje pytanie, kiedy ? W sytuacji kryzysu na usprawiedliwienia i słowa bez pokrycia nie możemy pozwolić. Czas jest elementem krytycznym.

(...)

ZWIAZKI ZAWODOWE
W pewnym czasie ruch związków zawodowych byl w Stanach Zjednoczonych bardzo silny. Osobiscie pamietam sytuacje w latach osiemdziesiatych, kiedy podczas depresji ekonomicznej zwiazki zawodowe ryzykowaly swoimi wygorowanymi zadaniami, ze zaklady zostana zamkniete.
Zwiazki zawodowe musialy nauczyc sie, aby nie zadac za wiele, aby ich zadania nie przekraczaly moz- liwosci przedsiebiorcow. Aby nie zabic kury, ktora znosi zlote jajka. Musialy nauczyc sie ządań na miare zdrowego rozsadku, nie posuwajac sie za daleko. Nie stosujac terroru: "Jesli nie dostaniemy podwojnych wynagrodzen zamkniemy ci zaklad".
Rzad polski nie maw tej chwil gotowki z Zachodu, otrzymuje tylko obietnice. Pieniadze sciaga z podat- nikow, aby przynawac zapomogi panstwowym zakladom i utrzymac rozbudowana biurokracje. W wyni¬ku tej polityki powstala antyrzadowa, nieformalna gospodarka. Rosnace żądania zwiazkow zawodowych moga sparalizowac działanosc rzadu, wowczas kiedy skarb Panstwa okaze sie pusty. Może dlatego Rząd zabiera 26 procent budżetu na rezerwę oczekując wybuchów społecznych.
W tradycyjnych przemyslach Stanow Zjednoczonych istnieja bardzo silne zwiazki zawodowe. Szcze- golnie w przemysle lotniczym i samochodowym, ktorych fabryki takie jak General Motors, Ford czy Chrysler zatrudniaja setki tysiecy ludzi.
Traktuje sie w nich pracownikow jak narzedzia. Zaklad moze ich wypożyczyć i jesli sa oni kosztowni, podbijaja ceny samochodow. W zwiazku z tym pojawila sie na rynku Stanow Zjednoczonych silna kon¬kurencja głównie z takich krajow, jak Japonia, Hong-Kong czy Tajwan. Amerykanski rynek jest zasy¬pywany samochodami z importu do tego stopnia, ze ich sprzedaz w 1989 roku obnizyla sie do 30 procent.
Zwiazki zawodowe doszly do przekonania, ze ich żądania zostaly ograniczone przez wolny rynek. Sy¬tuacja stala sie bardzo trudna. Pojawil sie dylemat, czy pracownicy tych zakladow powinni domagać się jeszcze wyzszych plac i doprowadzic eskalacje zadan do takiego wymiaru, ze przyspieszy ona smierc ich zakladow , czy tez wspolnie z kierownictwem zastanowic sie, jakie jest wyjscie z sytuacji.
Sprzecznosc interesow istnieje pomiedzy amerykanskimi i zagranicznymi zwiazkami zawodowymi. Wielka miedzynarodowa firma samochodowa Ford wyprodukowala wysokiej jakosci, bardzo popularny
na rynkach swiatowych samochod "Fiest", ktorego silnik w ramach miedzynarodowego podzialu pracy
był robiony w Niemczech. Amerykanskie zwiazki zawodowe zlozyly protest doprowadzajac do sciagniecia samochodu z rynkow. Zaapelowaly do rzadu Stanow Zjednoczonych o wycofanie go z produkcji. Nie udalo sie im tylko zdjac gotowych samochodow japonskich, skąd masowo je importowano, oslabiajac ry¬nek amerykanski. Jak z tego wynika zwiazki zawodowe w Stanach Zjednoczonych pozostaja w wybitnie konkurencyjnej pozycji wobec innych zwiazkow zawodowych, w tym rowniez polskich.
Jesli polskie zwiazki zawodowe, zamiast pragmatycznych żądań doprowadzą je do nadmiernej ekskala- cji, jesli ich żaądania beda zbyt gwaltowne i one same nazbyt predko zechca dojsc do dobrobytu nikt z Zachodu nie bedzie chcial inwestowac w takim klimacie. I to w kraju, w ktorym przewodniczacy zwiaz- kow zawodowych oficjalnie mowi, ze ma swoich ludzi w rządzie. W oczach Zachodu jest to wielki dzi- wolag, bo wszyscy wiedza do jakiej ruiny doprowadzily ekonomie zwiazki zawodowe w Anglii czy Niemczech, zanim nauczyly sie byc pragmatyczne. Obecnie w Stanach Zjednoczonych zwiazki zawodo¬we sa powaznie zagrozone przez rynek konkurencyjny. Wystarczy jednak powiedziec, ze doprowadzily do zupelnej zagłady amerykanski przemysl wlokienniczy, podobnie stalo sie z przemyslem odziezowym w Kanadzie, przestal istniec. Zwiazki zawodowe na skutek swoich wygorowanych zadan spowodowaly upadek zakladow, ktore zatrudnialy tysiace ludzi. Dzisiaj handlowe firmy odziezowe Kanady zamawiaja towar w takich krajach jak Tajwan, Hong-Kong, czy Polska, Mozna stad wyciagnac wniosek, ze Polska ma tak dlugo szanse na wejscie do wolnego rynku, jak dlugo żądania polskich zwiazkow zawodowych beda umiarkowane.
CZY SOLIDARNOSC MA W POLSCE RACJĘ BYTU? Zwiazki zawodowe sa w pewnych sytuacjach bardzo potrzebne. Jesli nieudolny rzad zapomogi spolecznej doprowadzi do chaosu gospodarczego w kra¬ju, spowoduje destabilizacje polityczna i spoleczna, wowczas silne ugrupowania zawodowe np. nauczy¬cieli, dziennikarzy, pracownikow petrochemii czy hutnikow zjednocza sie w walce o swoje prawa aby jak najwiecej POLEPSZYć SWOJE WARUNKI.
W kraju wielkich monopoli panstowych, szczegolnie widocznych Polsce kolejowych, lotniczych, auto¬busowych, lacznosci, handlu oraz innych wszelkiego rodzaju, gdzie istnieje wielka biurokracja, razaca nieudolnosc poczynan rzadu i jego amatorszczyzna, ludzie jednocza sie tworzac wspolny front w celu przedstawienia swoich żądań. W takiej sytuacji jednostka sie nie liczy. Zwiazek zawodowy jest zawsze opozycja do kierownictwa i czym wiecej nieudolnosci i interwencji rzadu, tym silniejsze zwiazki zawodowe.
W sytuacji wolnorynkowej, gdzie firmy zabiegają i bija się o dobrych pracownikow, zwiazki zawodowe nie maja racji bytu. Wartosciowy pracownik jest tam bardzo poządany. Przypuscmy, ze w Polsce po¬wstanie kilkadziesiat prywatnych firm autobusowych. Kazda firma zainwestuje pieniadze, chce miec jak najlepszych kierowcow. Autobus podobnie jak maszyna fabryczna powinien byc wykorzystywany przez 24 godziny na dobę. Kazdy zaklad bedzie sie staral o kierowcow, ktorzy sa sprawni i efektywni, przycho- dza regularnie do pracy, dbaja o autobus, inaczej mowiac dając z siebie wszystko. Sa wartosciowymi pra¬cownikami. Przypuscmy, ze taka firma powstanie na Pomorzu, jesli zabraknie jej kierowców sciagnie ich z Sanoka. Nie tylko da im dobra prace, ale takze wynajmie im mieszkania, a potem zbuduje domy i to w swoim najlepiej pojetym interesie, zeby miec u siebie najlepszych pracownikow. W takiej sytuacji zwia- zek zawodowy nie jest potrzebny.
Jesli panuje bieda, ludzie umieraja z braku opieki lekarskiej, niedozywienia, zatrucia srodowiska natru- ralnego i braku jego ochrony , kiedy nie maja pracy i podstawowych srodkow do zycia, wowczas zwiazki zawodowe sa konieczne.
Kraj musi wyjsc na prostą drogę, do tego niepotrzebny jest nowy okrągły stol, nie trzeba tez wewnetrznej walki o władzę. Wystarczy jezeli porozumiemy sie pomiędzy sobą z wzajemnymi dobrymi intencjami. Z honorem i uczciwie powiemy sobie, co chcemy robic w przyszlosci, jak to zrobili przed dwustu laty Amerykanie tworzac swoja konstytucje, ktora przetrwala do dzisiaj i stala sie fundamentem rozwoju tego wielkiego kraju.

(...)

ALGEBRAICZNA KSIĘGOWOŚĆ
OBRÓT GOTÓWKI W INTERESIE
Przed wielu laty, kiedy zaczynałem mój pierwszy interes, jedną z podstawowych rzeczy, którą musia-
łem się zająć było założenie księgowości ze względu na wymagania podatkowe i potrzeby samej firmy.
Nie można otworzyć przedsiębiorstwa bez księgowości. Zacząłem dzwonić do różnych księgowych i od
razu zorientowałem się, że byli to ludzie bardzo drodzy, a jako profesjonaliści żądali dużo pieniędzy za
swoje usługi. Otwierając swoje pierwsze przedsiębiorstwo miałem ich niewiele. Już na samym początku
natknąłem się na poważną trudność. Chciałem od razu coś z tym zrobić. Poszedłem do księgarni i kupiłem parę książek o księgowości, aby ten temat przestudiować i rozwiązać. Z tym też miałem kłopot, ponieważ po zaczęciu takiej książki, zwykle po piętnastu minutach zasypiałem. Znalazłem się w kłopocie nie do rozgryzienia. Ale będąc w wielkiej desperacji, aby zacząć INTERES, MUSIAŁEM wziąć do ręki kawałek papieru i wyliczyć JAK ZAROBIE PIENIĄDZE, CZY TED JAK MOGĘ JE STRACIĆ, a więc tego typu PRAKTYCZNE WYLICZENIE BYŁO KONIECZNE.
MUSIAŁEM odpowiedzieć na pierwsze zasadnicze pytanie: "ILE MIAŁEM W BANKU DYSPOZYCYJNEJ GOTÓWKI". Była to suma 2000 dolarów. Postawiłem PLUS. Była to gotówka pozytywna.
Może być także gotówka negatywna. Jeśli zaciągnąłbym pożyczkę bankową musiałbym wtedy napisać
MINUS, albo gdybym był winien pieniądze znajomym też musiałbym napisać MINUS, ponieważ nie
miałbym tej gotówki w ręku.
Następną POZYCJĄ były to RACHUNKI DO ODEBRANIA, które mi byli winni moi klienci. Po angielsku NAZYWA SIĘ TO "ACCOUNTS RECEIVABLE", czyli rachunki które mają zapłacić klienci.
Oczekiwałem na te pieniądze i wiedziałem, że wpłyną w ciągu następnych sześciu tygodni bez kłopotu,
bo klienci byli solidni i otrzymali moje produkty na kredyt, więc mieli mi zapłacić 10 tysięcy dolarów.
Postawiłem PLUS.
Trzecią POZYCJE stanowiły RACHUNKI DO ZAPŁACENIA przeze mnie, po angielsku nazywa się
to "ACCOUNTS PAYABLE" na sumę 7 tysięcy w ciągu następnych tygodni. Postawiłem w rubryce
MINUS, ponieważ byłem winien.
Ostatnim PUNKTEM NA LIŚCIE był mój inwentarz likwidacyjny. Nie ma znaczenia cena inwentarza, która została zapłacona. Jeśli kupiłem krzesło za 100 dolarów i chcę je jutro sprzedać, najlepszą ofertą jaką za nie otrzymam jest 120 dolarów. JAKA JEST JEGO RZECZYWISTA CENA? NIEWAŻNE ILE ZAPŁACIŁEM za to krzesło. Chodzi o to ile mogę za nie dostać jako za inwentarz likwidacyjny JUTRO, jeśli chciałbym interes dzisiaj lub jutro zlikwidować. W takim zestawieniu przy stole kuchennym musimy być ze sobą szczerzy MOJA OCENA INWENTARZA LIKWIDACYJNEGO była wtedy 1000 dolarów, pomimo, że wszystko co miałem kosztowało o wiele więcej, ale gdybym to chciał sprzedać w ciągu paru następnych tygodni dostałbym tylko 1000 dolarów gotówki, więc zestawiając dałem temu oczywiście PLUS, bo też mogłem za to otrzymać gotówkę. Dodając wszystkie plusy i odejmując MINUS otrzymałem sumę 6 tysięcy dolarów. Wartość likwidacyjna firmy po pierwszym miesiącu działania wynosiła 5 tysięcy dolarów.
Z tego zestawienia można się zorientować, że różnica pomiędzy RACHUNKAMI DO ODEBRANIA
i RACHUNKAMI DO ZAPŁACENIA wynosi 3 tysiące dolarów.
To NIE JEST ZYSK, ale dochód firmy, od którego też trzeba odliczyć koszty operacyjne.
Na każdy koszt operacyjny dostajemy rachunek, czyli jest to rachunek do zapłacenia.
Za każdym razem kiedy płacimy rachunek ubywa nam gotówki. Cztery pozycje określają charakter
jakiejkolwiek firmy. Czy jest to firma mała, czy duża tymi CZTEREMA POZYCJAMI MODNA OKREŚLIĆ JEJ WARTOŚĆ LIKWIDACYJNA. Było to moje zestawienie, do którego zostałem zmuszony aby przy stole kuchennym, praktycznie rozpisać je w sposób prosty, algebraiczny. Okazało się na tyle cenne, że używam je do tej pory. Obecnie moje ZESTAWIENIA FINANSOWE są bardziej rozbudowane, tyle, że zawsze wracam do TYCH CZTERECH PODSTAWOWYCH POZYCJI.
1.   Gotówka
2.   Rachunki do odebrania
3.   Rachunki do zapłacenia
4.   Inwentarz likwidacyjny
Ponieważ wiem, że jeśli chcę interes zlikwidować dzisiaj, czy w przeciągu następnych paru tygodni, taką wartość za to dostanę. Oczywiście nie leży w niczyim interesie, żeby firmę likwidować tylko za WARTOŚĆ LIKWIDACYJNA. Wartość FIRMY JEST WARTOŚCIĄ ZYSKU. Przeciętna wartość jest to 7 razy ilość ZYSKU ROCZNEGO. Jeśli moja firma - powiedzmy - ma zysk w ciągu roku 100,000 dolarów, JEST TO WARTOŚĆ 700 tysięcy dolarów. Wartość firmy może być o wiele większa niż kapitał likwidacyjny, do którego normalnie właściciel jest zmuszony. Chodzi zatem o to, aby firmę oceniać jako tzw. Going Concern, czyli "przedsiębiorstwo na chodzie". Dlatego tak bardzo jest ważne, aby to przedsiębiorstwo żyło i chodziło jak zegarek, bo wtedy nie tylko jest najwyższa jego wartość likwidacyjna, ale też największa jest jego wartość rynkowa.
Z tego powodu staramy się maksymalnie podwyższyć ZYSK, bo to jednocześnie powiększa wartość firmy.
Wielkim niedomaganiem Polski, jeśli chodzi o obecny bałagan finansowy jest ZAGMATWANA KSIĘGOWOŚĆ, tak ewidentne zjawisko w krajach Trzeciego Świata.
Jeśli chodzi o księgowość w Peru, którego też jestem obywatelem i tam wiele lat temu zacząłem moje interesy, aby być w zgodzie z prawem podatkowym i założyłem system księgowy na sposób peruwiański. Wynająłem zawodowego księgowego, który po pierwszym miesiącu wystawił mi bilans firmy na dziesięć stron i w tym bilansie pojawiły się numerowe pozycje zestawienia formatu oficjalnego. Jako, że byłem cudzoziemcem i nowym człowiekiem zapytałem o wyjaśnienie, na co księgowy dał mi dwa grube tomy i powiedział: "Tutaj pan znajdzie wszystko". Akurat było to pod koniec dnia i byłem głodny, poszedłem na kolację i już nie wróciłem do biura. Powrót do tych ciężkich tomów wydał mi się mało zachęcający.
Przez następne parę lat prowadziłem w Peru interesy zupełnie bez znajomości peruwiańskiej księgowości, bo mój algebraiczny drastycznie, uproszczony system liczenia ZYSKU dawał mi wszystkie informacje
potrzebne do prowadzenia firmy.
W Ameryce istnieje praktyczna zasada: "Czym prostszy interes, tym lepiej można zarobić". Oczywiście żaden rząd nie ma ochoty, aby upraszczać księgowość formularza podatkowego. Dziś na świecie
PANUJE PLAGA NIE UJAWNIONYCH I ZATAJONYCH PODATKÓW, i to we wszystkich krajach, takich jak Polska, Peru, Kanada. Obywatele tych krajów płacą podatki, ale ze względu na zagmatwany system księgowości można je łatwo ukryć. Osobistym obowiązkiem każdego człowieka jest UPROŚCIĆ KSIĘGOWOŚĆ DO TEGO STOPNIA, aby w ciągu pięciu minut, czy nawet krócej mógł określić stan
swojego dochodu, swoich kosztów i swojego osobistego zysku. ALE TAKŻE I FIRMY, CZY TEŻ SWOJEGO ZAKŁADU PRACY.

(...)

NIEBEZPIECZNY RAK BIUROKRACJI.
Inaczej trzeba patrzeć na rząd, który tworzą znani politycy, inaczej na biurokrację, która przez nikogo nie jest wybierana. Rząd sprawuje władzę wykonawczą, ale biurokracja posiada swoją moc. W większo¬ści krajów, w których Bank Światowy starał się kontrolować gospodarkę, lub interweniować w sprawach finansowych, nie udało się to dlatego, że potęga biurokracji hamowała wszelkie dążenia. Jeśli nawet rząd miał dobre intencje, nie mógł poradzić sobie z biurokracją. W większości wypadków nie udało się wpro¬wadzić zmian, aż doszło do poważnych kryzysów i wówczas te kraje musiały zrozumieć, że jeśli same się sobą nie zajmą, nikt się nimi nie zajmie i w każdym z nich bez wyjątku, wprowadzone zostało ustawo¬dawstwo ograniczające władzę rządu biurokracji.
Mówię wyrażnie o podziale rządu na polityków i wykonawców. Ogólnie biorąc politycy są bardziej odpowiedzialni w działaniu, chcociażby wobec swoich wyborców. Biurokraci w zaciszu swych bezpiecz¬nych stanowisk, pracują niejako w ukryciu. Zawsze potrafią uzasadnić swój nieograniczony budżet i co roku podwyższą go o dziesięć procent, w zależności od stopnia inflacji. Nie ma nic prostszego ,jak usiąść za biurkiem i napisać dwudziestostronicowe uzasadnienie, którego żaden polityk nie jest nawet w stanie przeczytać, z braku czasu.Wystarczy porównac ile decyzji podejmują w Polsce politycy, ile zaś biurokra¬ci. Biurokracja w krajach Trzeciego Swiata uważana jest za raka narodu, ze względu na swoją nieefek¬tywną potęgę, "wydajną" nieudolność, brak przygotowania i nieumiejętność przedstawienia się na inny
tok myślenia. Polityk mówi jedno, biurokrata zaś drugie i coraz więcej pieniędzy przeznacza na realizację
swoich zadań. Politycy przychodzą i odchodzą, biurokrata zostaje. Dlatego w sytuacji kryzysowej trzeba
koniecznie ograniczyć ich budżet. Nie lekceważę przydatności doświadczenia biurokratów na stanowi-
skach wykonawczo administracyjnych i wiem, że nie sposób wyrzucić ich nieraz z tych stanowisk, przy-
jać na ich miejsce młodych absolwentów uczelni i oczekiwać, że natychmiast uzdrowią sytuację. Nic ta-
kiego się nie stanie. Ograniczenie biurokracji jest konieczne, zwłaszcza w dobie kryzysu, ze względu na
niedostatki finansowe. Łatwo zauważyć, że w krajach totalitarnych, biurokracja jest bardzo rozwinięta i
dochodzi do tego, ze biurokraci planuj ą przy swoich biurkach modele idealnych zachowań obywateli. Jest
to absurd. Ludzie ci, od lat piastujący swe posady, nazywani zazwyczaj nietykalnymi, mogą sobie na ta-
kie rzeczy pozwolić. W Polsce również może się zdarzyć, że ni z tego ni z owego biurokracja zażąda
ustanowienia wzorca idealnego obywatela, który by jej najbardziej odpowiadał. W krajach o największym
dobrobycie jest najmniej biurokratów. Nie jeden na siedmiu obywateli, a powiedzmy, jeden na dwudzie-
stu czy trzydziestu. DLACZEGO TAK SIĘ DZIEJE ?
Istnieje w nich odpowiedzialność moralna i osobista,inaczej mówiąc samoodpowiedzialność, która
określa sposób postępowania. W krajach zamożnych, obywatel sam zgłasza podatek i urząd podatkowy
nie musi sprawdzać wszystkich obywateli, wystarczy jeśli sprawdzi co dziesiątego. Jeśli jednak znajdzie
się ktoś. kto oszukuje państwo nie płacąc podatku na obronę narodową, lub na oświatę, wówczas sąd nie
ma nad nim litości i nie przyjmuje żadnego usprawiedliwienia. Kara musi być adekwatna do przewinie-
nia.
Przy redukcji biurokracji konieczne jest zwiększenie rygoru wyrokow sądowych, bo jedno z drugim
koresponduje, tyle że podnoszenie kar nie jest kosztowne, tolerowanie zaś wybujałej biurokracji stanowi
nie tylko zagrożenie wolności obywateli, ale jest karygodnym luksusem w dobie kryzysu.
Rząd w Polsce powinien nie tylko zmniejszyć biurokrację, zredukować ją w celu zwiększenia wolności osobistych obywatela,ale także ze względów finansowych. Polski nie stać na utrzymywanie rozbudowanego aparatu biurokratycznego. Zadaniem rządu jest również reedukacja, stworzenie motywacji, a
także dopilnowanie administracji , by stała się praktycznym, efektywnym i tanim instrumentem wykonawczym. Nawet jeśli godziłoby to w jej interesy. Obywatele wybierają polityków, biurokracja zaś tworzy państwo w państwie. Jest to wróg w domu.
W Kanadzie co kwartał publikowane są dane statystyczne rządu, przedsiębiorstw prywatnych i państwowych (istnieją tak zwane "koronne przedsiębiorstwa państwowe") i z tych danych można wyciągnąć
wiele wniosków. Niestety w Polsce wszystkie te dane bywają często zatajane, zaś ich zdobycie bywa
utrudnione, często wręcz niemożliwe. Nie starczyło by na to ani czasu, ani energii, w tym sensie sa one
utajnione. Można zatem podejrzewać, że biurokracja w Polsce pracuje bez żadnej kontroli i nasz rząd
pracuje dla biurokracji, zamiast odwrotnie. Ponieważ rząd jest przedstawicielem społeczeństwa, zatem
wynika z tego wniosek, że wszyscy pracujemy dla biurokracji. Czy to jest zrozumiałe? Nie sądzisz, że
czas najwyższy, aby biurokracja zaczęła pracować dla nas? Tak być powinno, bo utrzymujemy biurokratów z naszych podatków. KTO KOGO PILNUJE? Gdyby zakwestionować zasadność istnienia biurokratycznego molocha, podniósłby się krzyk na całą Polskę, że rząd się mści na nietykalnych. De facto rząd
nie tylko nie mści się na nich, lecz jest ich niewolnikiem. Biurokrata poczułby się z pewnością zagrożony,
gdyby zadano mu nagle pytanie:
Quote
"Proszę mi powiedzieć, co pan robi?"

Już słyszę odpowiedź biurokraty:
Quote
"Ja tylko wykonuje rozkaz rządu"
tak jak to mówili hitlerowcy w Norymberdze. Większość z nich
czuje się podobnym pytaniem zagrożona, aż zaczynają się trząść ze strachu. Takie pytanie jest też dla biurokraty bardzo obraźliwe. A przecież to nic innego jak zwykłe pytanie skierowane do człowieka zatrudnionego na urzędniczym stanowisku, utrzymywanym z podatków płaconych przez społeczeństwo. Chcę,
abyś zdał sobie sprawę z tego, że jeśli nie zadasz takiego pytania biurokracie, ty będziesz pracował dla
niego zamiast on dla ciebie. Jak możemy pozwolić sobie na utrzymywanie tak kosztownego i rozbudowanego aparatu administracji państwowej, nie wiedząc nawet, czy jest on pożyteczny i efektywny.
My wiemy, panie Premierze, że potrzeba panu coraz więcej pieniędzy, chcielibyśmy jednak wiedzieć,
na co Pan je wydaje, oraz jakim celom służą nasze pieniądze. Prosimy zatem o dokładny raport pod koniec każdego miesiąca. Musimy być podejrzliwi wobec Pana, podobnie jak wobec każdego polityka. Nic
na to nie poradzimy. Z pańskiej administracji trzeba z każdej dziesiątki urzędników zwolnić dziewięciu i
dopiero wówczas aparat zacząłby sprawnie i skutecznie działać. Dlaczego więc pan tego nie zrobi? Jeśli
zwolni pan dziewięciu urzędników z każdej dziesiątki, może nie będzie Pan potrzebował aż tylu pożyczek
zagranicznych. Może nie będzie Pan musiał jeżdzić po pieniądze aż do Ameryki i za naszymi plecami
oferować zagranicznym kontrahentom kupno najlepszych polskich przedsiębiorstw. Nie będzie pan już
musiał rozkładać rąk na spotkaniach w Toronto i Ottawie, pytając swych ziomków: "Co mam począć?,
Co mam zrobić?" Może wówczas przyjdzie panu na myśl, że przecież również Polakom można sprzedać
te przedsiębiorstwa, nie tylko obcym przemysłowcom. Może po prostu lepiej pan o nas pomyśli, Panie
Premierze!
Jeśli zwolniłby pan dziewięćdziesiąt procent biurokratów, pomógłby pan swoim ministrom, którzy nie
potrafią wywiązać się ze swoich zadań. Pański minister finansów nie układałby już może absurdalnych
planów zniszczenia do reszty gospodarki narodowej i wykończenia obywateli, zaś minister Kuroń mógłby
nająć prywatną firmę do gotowania zupy.
Dysponuj ę kanadyjską statystyką, ktora wykazuje, że wywóz śmieci w gminach obsługiwanych przez
instytucje państwowe kosztuje znacznie więcej, niż tam gdzie do tego celu wynajęto firmy prywatne. Podobnie rzecz się przedstawia z firmami transportowo- drogowymi, do budowy autostrad i szos. Tutaj różnice w kosztach są jeszcze większe. Biurokraci zawsze jednak potrafią uzasadnić swoje racje, a czują się
głęboko urażeni każda reklamacją odnośnie ich działalności. Ich zdaniem lepsze zarobki obywateli stanowią dla nich zbyt duże zagrożenie. W tym poczuciu zagrożenia starają się sprawować kontrolę nawet
nad twoimi pieniędzmi. Spróbuj takiemu wytłumaczyć, że masz lepszy pomysł na wydawanie swoich
własnych, ciężko zarobionych pieniędzy, niż płacenie wygórowanych podatków! Czyż zatem biurokracja
nie jest zmorą naszego życia, czyż nie jest to wróg w domu? Ten wróg przyjdzie do twojego domu, aby
ci powiedzieć, co masz robić.
Gdy zapytasz,jakie ma do tego prawo, przypomni ci, że jest przedstawicielem rządu i tylko wykonuje
rozkaz. I będziesz musiał się poddać, tracąc w ten sposób swoje prawa.
« Last Edit: (Sat) 24.01.2015, 01:27:18 by BladyMamut »
“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje