Author Topic: Kongo. Zapomniane ludobójstwo  (Read 1406 times)

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • WyBudzony
  • *
  • Posts: 2 560
  • Reputacja: +12/-0
Kongo. Zapomniane ludobójstwo
« on: (Sun) 02.03.2014, 20:45:26 »
Kongo. Zapomniane ludobójstwo


Pierwszą zbrodnią jest to, że zapominamy o ofiarach. Drugą, że zapominamy o ich oporze

Pamiętacie Henry'ego Mortona Stanleya, tego od słynnych słów: „Doktor Livingstone, jeśli się nie mylę?". Ów megalomański odkrywca Afryki, którego imieniem nazwano słynne wodospady na rzece Kongo, a także liczne jeziora, wzgórza i miejscowości, był zwykłym zbrodniarzem, oprawcą i grabieżcą, i to na masową skalę. Jego kabotyńskie wyprawy, którymi zachwycała się socjeta w Londynie i Paryżu w ostatniej ćwierci XIX w., kosztowały życie setki bezimiennych tragarzy, często porywanych i knutem zmuszanych do pracy ponad siły.
Los „odkrytych" w ten sposób obszarów i ludów był jeszcze gorszy. Zgotował go m.in. belgijski monarcha Leopold II, bohater wydanej przez Świat Książki publikacji Adama Hochschilda „Duch króla Leopolda. Opowieść o chciwości, terrorze i bohaterstwie w kolonialnej Afryce". Jest to historia jednej z największych i najokrutniejszych, a zarazem najbardziej zapomnianych machin przemocy w historii.

Rzeźnik Konga

Pamięć bywa kapryśna. Szczególnie ta zbiorowa, bo zaprzęgnięta w jarzmo różnych polityk historycznych. Dlatego tak łatwo zapominamy o rzeziach, których doświadczyło globalne Południe. Te ludobójstwa stanowią jednak wciąż niezabliźnioną ranę dla świata pozaeuropejskiego. Zachodnia hegemonia kulturowa każe im wierzyć, że jedyne godne pamięci zbrodnie masowe popełniono podczas II wojny światowej lub szerzej – „w erze totalitaryzmów" w Europie. Całe ludy starte z powierzchni ziemi w epoce kolonialnej padają wciąż ofiarą naszego historycznego europocentryzmu.
Głośna książka Hochschilda koryguje ten wypaczony obraz. Amerykański autor wydobywa z niepamięci jeden z najbardziej wstrząsających epizodów nowoczesności – przekształcenie ogromnego kraju w centrum Afryki – Konga – w obóz pracy przymusowej. Ceną 25 lat istnienia tego obozu była eksterminacja co najmniej ośmiu, a być może nawet 12 mln ludzi, czyli połowy populacji kraju (dla porównania podczas II wojny światowej Polska straciła ok. 20 proc. obywateli).
Wszystko zaczęło się od wypraw Stanleya oraz konferencji w Berlinie w 1885 r., podczas której władcy Europy podzielili między siebie to, co jeszcze zostało z niepodległej Afryki. Królowi Belgów przyznano wówczas ogromny obszar dorzecza rzeki Kongo. Na zagarniętych obszarach Leopold zorganizował tzw. Wolne Państwo Kongo, będące jego prywatną własnością, a całą ludność zamienił w niewolników pozyskujących kauczuk. System ekonomiczny był zarazem aparatem represji. Interes Leopolda kręcił się doskonale, a tzw. świat cywilizowany przeżywał kauczukowy boom, który do dziś jest elementem popularnej wizji belle epoque.
Historia Konga pod rządami króla Belgów Leopolda II jest pod wieloma względami emblematyczna dla dziejów ekspansji kolonialnej europejskiego kapitalizmu drugiej połowy XIX w. Znajdziemy tu ideologię misji cywilizacyjnej, jakże bliską dzisiejszym zwolennikom interwencji humanitarnych i militarnego promowania demokracji. Zobaczymy europejskie kapitały, zbijające krocie na niewolnej sile roboczej – tańszej nawet niż w dzisiejszych Chinach. Poznamy zinstytucjonalizowane formy odczłowieczania ofiar, zadawanych masowo cierpień i śmierci, których nie powstydziliby się oprawcy z Guantánamo i operatorzy dronów w Afganistanie czy w Strefie Gazy. Takie zestawienia nie są nadużyciem i nie będą nim, dopóki kolonializm nie przejdzie do historii. Na razie, odnowiony i przepoczwarzony, trzyma się mocno.
Hochschild podkreśla, że państwo Leopolda stanowiło jedynie czubek góry lodowej. Rozwijająca się postkolonizacyjna historiografia powoli odzyskuje przerażającą prawdę o systemie grabieży, eksploatacji i ludobójstwa. Opracowania historyków takich jak Mike Davis, Robin Blackburn, Bouda Etemad czy Enzo Traverso ukazują skalę zniszczenia, która przekracza wszystko, czego Europa doznała w XX w. W Sierra Leone pod rządami brytyjskimi zlikwidowano 90 proc. z półtoramilionowej populacji. Na Cejlonie z ok. 5–8 mln mieszkańców po rządach Londynu pozostał milion. W Sudanie w ciągu dwóch dekad okupacji i tłumienia antykolonialnego powstania Mahdiego spadek demograficzny osiągnął 75 proc.

Podmiotowość ofiary

Historia jest fałszywa nie tylko wtedy, gdy przemilczamy zbrodnie, ale także wtedy, gdy nie dostrzegamy oporu, jaki stawiano zbrodniarzom. Amerykańskiemu autorowi udało się naprawić obraz kolonialnego Konga w obu tych aspektach. Hochschild przypomina kongijskich powstańców. Prowadzeni przez wodzów, takich jak Kandolo i Nzansu, walczyli przez wiele lat.
W książce amerykańskiego pisarza Afrykanie nie są jedynie bezradnymi ofiarami lub biernymi adresatami współczucia szlachetnych Europejczyków i Amerykanów. Mimo niedostatku dokumentów Hochschild stara się jak najczęściej oddawać im głos, cytując relacje spisywane przez antropologów i ewangelickich misjonarzy, a także przywołując pieśni kongijskie i konfrontując je z rasistowską poezją kolonizatorów. Ta część pracy Hochschilda była najtrudniejsza, ale chyba najważniejsza. Dzięki niej zyskujemy świadomość podmiotowej roli Afrykanów, dowiadujemy się, że pozytywne efekty walki przeciw systemowi kolonialnemu zawdzięczają przede wszystkim sobie.
Autor „Ducha króla Leopolda" zestawia ludobójstwo w Kongu z późniejszym o 40 lat Holocaustem. Pod pewnymi względami są to jednak wydarzenia trudne do porównania. Także dlatego, że Holocaust należy już przede wszystkim do historii. Nie ma państwa ani organizacji politycznej, które go wymyśliły, zorganizowały i przeprowadziły. Zostały pokonane w wojnie, a ich funkcjonariusze w większości osądzeni.
Tymczasem monarchia belgijska istnieje w najlepsze. W centrum Brukseli naprzeciw gmachów Unii Europejskiej stoi wielki pomnik króla Leopolda, a wzniesione przezeń pełne zakłamań muzeum afrykańskie przyjmuje tysiące zwiedzających. Nigdy nie było mowy nie tylko o osądzeniu sprawców czy zadośćuczynieniu ofiarom, ale nawet o przyznaniu ludobójstwu w Kongu należytego miejsca w podręcznikach. W skali międzynarodowej istnieje wciąż system, w ramach którego powstało państwo Leopolda. Istnieją mechanizmy ekonomiczne spychające Afrykę na peryferie globalnej gospodarki.
Być może Europejczycy są w stanie pamiętać Holocaust, bo w nim jednak byli także ofiarami, a to pozwala jakoś oswoić zbrodnię. W przypadku Konga i innych krajów skolonizowanej Afryki grają wyłącznie rolę katów, a to już jest ciężar, którego nie można znieść. Nic dziwnego, że książka Hochschilda wzbudziła niezadowolenie w belgijskim establishmencie. Najwyraźniej duch króla Leopolda wciąż straszy.
Dziś negowanie Holocaustu jest w powszechnym odczuciu niedopuszczalne, a w wielu krajach stanowi przestępstwo. O przezwyciężeniu ponurej spuścizny Leopolda będziemy mogli mówić dopiero wtedy, gdy dyskredytujące stanie się negowanie zbrodni kolonializmu.

Adam Hochschild „Duch króla Leopolda. Opowieść o chciwości, terrorze i bohaterstwie w kolonialnej Afryce", przeł. Piotr Tarczyński, Świat Książki, Warszawa 2012, s. 464, 44.90 zł

Artykuł został opublikowany w tygodniku "Przekrój" w marcu 2012 roku

Źródło: CTTTRLKOQ -->[url=http://www.rp.pl]www.rp.pl[/url]
« Last Edit: (Thu) 01.01.1970, 02:00:00 by Guest »
“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje