Author Topic: Białe kołnierzyki kontra zielone ludziki  (Read 1217 times)

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • WyBudzony
  • *
  • Posts: 2 554
  • Reputacja: +12/-0
Białe kołnierzyki kontra zielone ludziki
« on: (Mon) 02.03.2015, 11:49:10 »
Białe kołnierzyki kontra zielone ludziki

Śpią w namiotach. Ćwiczą w lasach, ruinach domów, opuszczonych fabrykach, na lotniskach. Uczą się, jak podejść do kolumny wojskowej i ją ostrzelać, jak się maskować albo jak wyprzeć z urzędu miasta oddział wrogich dywersantów.

Anka niemal całą twarz ma ukrytą pod ciemną maską chroniącą przed mrozem. Swojego kałasznikowa opiera o ramię, przyjmuje pozycję strzelecką. Robi krok, naciska spust, głuche „bach, bach" niesie się po lesie. Kule przeszywają sylwetkę namalowaną na tarczy. Anka podchodzi dwa kroki, odwraca się w bok i znowu naciska na spust kałacha.

– Jak na pierwsze strzelanie, to nieźle – komplementują ją koledzy, którzy razem z nią ćwiczą na podkrakowskim poligonie Pasternik.

Poligon zasypany jest śniegiem, nie widać ścieżek, dróg. Do ruin wypalonego budynku pomiędzy drzewami po cichu zbliża się kilkoro ludzi. Każdy ma na sobie mundur w brunatnozielone ciapki, hełm, w rękach karabiny Kałasznikowa. Z daleka wyglądają na wojskowych. Z bliska widać jednak, że każdy ma trochę inny mundur, hełm, buty. Takie pospolite ruszenie. Ale zapału i patriotyzmu im nie brakuje.

To członkowie Obrony Narodowej, jednej z wielu organizacji paramilitarnych istniejących dziś w Polsce. Wzorem jest dla nich Armia Krajowa. Chcą tworzyć ochotnicze oddziały wojskowe. Po co? By w razie agresji – Rosji, bo kogóż innego? – bronić swojej małej ojczyzny.

Wnuczka akowca

Andrzej Abratowski, 48-letni wąsacz w mundurze i bordowym berecie z orzełkiem, wyjmuje z paczki spory worek z zapięciem strunowym wypełniony amunicją do karabinka AKM. Każdy uczestnik szkolenia może wystrzelić kilkadziesiąt razy do tarczy. – To karabinki sportowe należące do instruktorów strzelectwa, od zwykłych kałasznikowów różni je tylko to, że nie może strzelać seriami jak automat – tłumaczy mi uczestnik kursu.
Andrzej w Obronie Narodowej jest od wiosny poprzedniego roku, wcześniej był m.in. drużynowym w ZHP w Gorlicach. Ma też inne nietypowe hobby – jest instruktorem łucznictwa konnego, prowadzi zajęcia na terenie stadniny na skraju Jury Krakowsko-Częstochowskiej. – To niszowa zabawa – przyznaje.
Zygmunt Ptak, 30-letni brodacz, na podkrakowski poligon przyjechał z Czarnej Góry u podnóża Tatr. Z wykształcenia jest inżynierem oprogramowania. Pracuje w amerykańskiej firmie, pisze oprogramowanie dla platform wbudowanych w różne systemy operacyjne.
Na szkolenia poświęcają czas wolny od pracy – zwykle dwa razy w miesiącu. Śpią w namiotach lub wynajętych salach gimnastycznych. Ćwiczą w lasach, ruinach domów, opuszczonych fabrykach lub lotniskach. Za udział w szkoleniach płacą z własnej kieszeni. Sami kupują sprzęt i amunicję do karabinów. A to wydatek rzędu 2,5 tys. zł. Za samą broń przeznaczoną do strzelania sportowego trzeba zapłacić ok. 1,5 tys. zł.
Dlaczego są w organizacji?

Andrzej: – Interesuje mnie historia wojskowości. Wcześniej przyglądałem się „Sokołowi" i Związkowi Strzeleckiemu, ale tam są głównie młodzi. A Obrona Narodowa jest dla ludzi w wieku 25 lat plus.
Zygmunt: – Wyszkolenie wojskowe może mi się przydać, gdyby wybuchła wojna. Takie zajęcia to też oderwanie od pracy. Gdyby mnie tutaj nie było, pewnie siedziałbym przed komputerem. Traktuję to szkolenie jako formę poszerzania horyzontów, zdobycia nowych umiejętności.
A Anka, lat 28,  z zawodu tłumaczka z języka francuskiego, dodaje: – Aby coś się zmieniło w kraju, trzeba zacząć od siebie. W Szwajcarii każdy umie się posługiwać bronią. Do Obrony Narodowej przyciągnęło mnie to, że jest to inicjatywa oddolna, nie jesteśmy pod rozkazami wojskowych.
No i poza tym Anka jest genetycznie obciążona. Zamiłowanie do partyzantki zaszczepił jej dziadek Franciszek Bieńkowski ps. Pajac, żyjący do dzisiaj żołnierz Batalionu „Zośka" Szarych Szeregów. W czasie wojny uczestniczył w działaniach sabotażowych. Ale w Powstaniu Warszawskim nie walczył, bo pozostał po praskiej stronie. – Dziadek popiera takie inicjatywy, widzi przecież, co się dzieje w kraju – mówi Anka.
– To jest elita, tzw. białe kołnierzyki, średnia wieku 29 lat, mają ustabilizowane życie zawodowe i rodzinne. Dlaczego są u nas? Z pobudek patriotycznych. Lepiej się przygotować do walki w czasie pokoju niż w czasie okupacji, jak to robiła Armia Krajowa – tłumaczy Wiktor Powiłajtis, szef projektu Lekka Piechota Obrony Terytorialnej i organizator szkolenia ochotników z Obrony Narodowej.
Na co dzień Wiktor jest radcą prawnym, również instruktorem strzelectwa sportowego. Nigdy nie był związany z wojskiem, przeszedł za to przez harcerstwo.

Andrzej Abratowski, z wykształcenia leśnik, prowadzi szkolenie z terenoznawstwa i topografii. Uczy członków organizacji, jak cicho poruszać się po lesie, jak się w nim nie zgubić i czytać pozostawione przez zwierzęta lub ludzi ślady. Sam w czasie szkoleń też zdobywa nowe umiejętności. – Interesuje mnie ratownictwo medyczne, chcę się nauczyć opatrywać rany kłute, głębokie. To się może przydać w życiu – mówi. – No i dbam o kondycję fizyczną, o zdrowie. Zacząłem ćwiczyć, zmobilizowałem się do biegania – uśmiecha się.
Dzisiaj uczestnicy szkolenia uczą się, jak w skryty sposób podejść do kolumny wojskowej i ją ostrzelać, jak  się nie zgubić w lesie, prowadzić łączność między drużynami, maskować się – słowem, w jaki sposób nękać oddziały wroga. Dowiadują się też, jak obronić przed nieprzyjacielem most lub elektrownię albo jak wyprzeć z urzędu miasta oddział wrogich dywersantów – na Wschodzie pieszczotliwie określanych „zielonymi ludzikami".
Choć w to, że wybuchnie wojna Andrzej za bardzo nie wierzy, ale jest przekonany, że szkoląc się, robi coś sensownego. – W czasie pokoju nasz oddział może być wykorzystywany do likwidacji skutków klęsk żywiołowych czy katastrof, może np. zabezpieczać teren razem z policją – tłumaczy.

Terroryści czy patrioci

Naszym celem jest stworzenie Krajowego Systemu AK na wzór Krajowego Systemu Ratowniczo-Gaśniczego, który skupia strażaków ochotników. Gdyby wybuchła wojna, oddziały obrony terytorialnej mogłyby bronić swoich bliskich, swoich miejscowości, małych ojczyzn. Celem tworzenia obrony terytorialnej jest odstraszanie potencjalnego agresora – podkreśla Wiktor Powiłajtis.
Na razie funkcjonowanie oddziałów obrony terytorialnej działających w czasie pokoju nie mieści się w systemie obrony kraju. O ludziach, którzy na własną rękę, poza armią, uczą się walki z potencjalnym okupantem, wojskowi mówią z przekąsem. Niektórzy nazywają ich nawet terrorystami (ich działanie nie jest ujęte w reżym wojskowej dyscypliny i innych ograniczeń, nie złożyli też przysięgi). Dla innych są gotowymi do walki patriotami. Jeszcze rok temu, gdy pytałem w MON lub Sztabie Generalnym o obronę terytorialną, wojskowi pukali się w czoło. Dzisiaj, widząc, co się dzieje na Ukrainie, powoli zaczynają oswajać się z myślą o wykorzystaniu potencjału organizacji paramilitarnych.
Spotkania z nimi organizuje Biuro Bezpieczeństwa Narodowego i Ministerstwo Obrony Narodowej. Wicepremier Tomasz Siemoniak powołał nawet pełnomocnika do kontaktu z organizacjami proobronnymi. Został nim gen. prof. Bogusław Pacek, były rektor Akademii Obrony Narodowej. Dzisiaj jego podwładni wizytują jednostki tworzone przez ochotników, obserwują ich szkolenia i ćwiczenia. Gen. Pacek przygotowuje właśnie pierwszy kongres takich organizacji. Pod koniec marca w Warszawie weźmie w nim udział 67 organizacji proobronnych, w tym kilka wojskowych. Generał ma nawet nadzieję, że ich członkowie mogą być rezerwą mobilizacyjną państwa.

Członkowie stowarzyszeń obronnych od dawna postulują, aby to armia organizowała kilkumiesięczne szkolenia dla ochotników. I MON wreszcie na poważnie bierze pod uwagę takie rozwiązania. Być może oddziały ochotników staną się szkieletem Obrony Terytorialnej tworzonej w czasie pokoju.
W Europie Środkowej od dłuższego czasu narasta konflikt związany z dostawami gazu, a w jednym z krajów za wschodnią granicą wybucha kryzys humanitarny. Dochodzi do agresji na Polskę, zniszczone zostają nasze siły powietrzne, a jednocześnie do kraju przenikają grupy dywersantów. Polska prosi NATO o wsparcie, sojusz zaś – o wskazanie miejsc desantu swoich wojsk.
Taki był scenariusz operacji „Zapad", czyli ćwiczeń zorganizowanych wiosną zeszłego roku przez stowarzyszenie Fideles et Instructi Armis – Wierni w Gotowości pod Bronią (FIA). Zadaniem uczestniczącego w nich oddziału obrony terytorialnej było wyparcie z lotniska dywersantów. W ćwiczeniach na lotnisku w Nowym Mieście nad Pilicą wzięło udział ok. 60 osób.
– Scenariusz symulacji przygotowaliśmy tak, aby maksymalnie wykorzystać teren, a także zbliżyć fabułę do możliwej sytuacji geopolitycznej – opowiada Łukasz „Ufoman" Wójciński z FIA.
Także jego stowarzyszenie organizuje szkolenia dla cywilów. „Ufoman" wyjaśnia: – Zakładamy, że w godzinie „W" wiele obiektów strategicznych, np. elektrownie, będzie potrzebowało ochrony. Tymi obiektami mogą się zająć oddziały obrony terytorialnej. Ich członkowie najlepiej znają swoje okolice, dlatego mogą też prowadzić działania rozpoznawcze.

Wystarczy karabin na kulki

Stowarzyszenie FIA współpracuje z 1. Warszawską Brygadą Pancerną. – Amunicję dostajemy od wojska, strzelanie odbywa się pod nadzorem mundurowych – opisuje uczestnik ćwiczeń. Częściej niż karabin na ostrą amunicję bierze jednak do ręki pneumatyczny karabinek ASG, czyli stosunkowo niedrogą replikę, z którego można strzelać plastikowymi kulkami i – co ważniejsze – uczyć się bezpiecznego posługiwania się bronią.

Jak opowiada Łukasz Wójciński, w szkoleniach uczestniczą osoby w wieku od 20 do 40 roku życia. – 80 proc. członków naszego stowarzyszenia ma wykształcenie wyższe. To prawnicy, informatycy, ratownicy medyczni, inżynierowie – wylicza.
Ćwiczą głównie walkę w mieście, tzw. działania nieregularne, a także ratownictwo medyczne. Członek stowarzyszenia rocznie bierze udział w co najmniej dziewięciu obowiązkowych szkoleniach i innych dodatkowych (każde trwa do 36 godzin). Moi rozmówcy twierdzą, że strzelają częściej niż rezerwiści powołani do wojska na ćwiczenia.
Kto uczy walki? – Instruktorzy wewnętrzni FIA, ale także ludzie spoza organizacji, wśród nich byli żołnierze wojsk specjalnych – słyszę.
Podobne działania prowadzą inne grupy skupione wokół Ruchu na rzecz Obrony Terytorialnej nawiązujące do tradycji Armii Krajowej. – Szkolenia obejmują działania lekkiej piechoty, partyzanckie, a tego właśnie najbardziej się boi Rosja. Staramy się kontynuować to, co w czasie wojny robiła Armia Krajowa – podkreśla Marcin Waszczuk, komendant główny Związku Strzeleckiego „Strzelec" OSW.
W szkoleniach organizowanych przez „Strzelca" w większości uczestniczą młodzi ludzie, od 17 do 26 roku życia. – To ludzie w wieku poborowym, z pasją, których pociąga wojskowość – chęć udziału w szkoleniu strzeleckim, nurkowania, spadochroniarstwa. Wielu z nich właśnie na takich szkoleniach przygotowuje się do służby w Narodowych Siłach Rezerwowych – podkreśla Marcin Waszczuk. I zapewnia, że jego organizacja jest w stanie w każdej gminie stworzyć oddziały obrony terytorialnej. W całej Polsce, twierdzi komendant, mogłyby one skupiać ponad sto tysięcy ochotników.
Czy tak jest w istocie, trudno stwierdzić. Na razie bowiem nie ma wiarygodnych danych dotyczących liczby osób, które we własnym zakresie szkolą się do prowadzenia walki na wypadek wojny. Organizacje obronne mówią o ok. 30 tys., drugie tyle młodych ludzi uczy się w tzw. klasach mundurowych w szkołach ponadgimnazjalnych. Z kolei prof. Józef Marczak z Akademii Obrony Narodowej, wybitny specjalista w dziedzinie obrony terytorialnej, jest przekonany, że potencjał drzemiący w organizacjach proobronnych jest znacznie większy. Dostrzega go m.in. w organizacjach harcerskich, kołach strzeleckich, grupach rekonstrukcyjnych, ligach akademickich, klasach mundurowych. To może być nawet kilkaset tysięcy osób gotowych do podjęcia walki.

„Skala ochotniczych działań jest budująca. Rolą państwa jest wykorzystanie tego entuzjazmu. Dzisiaj trzeba robić wszystko, aby »wmontować« je w lukę, która powstała po tzw. profesjonalizacji armii" – mówił mi jesienią 2013 roku prof. Marczak.
Andrzej Abratowski z Obrony Narodowej też widzi, że ludzi zainteresowanych szkoleniami  prowadzonymi przez ich organizację jest coraz więcej. I podaje przykład ze swojego podwórka. Jesienią do Małopolskiej Obrony Terytorialnej wschodzącej w skład stowarzyszenia Obrona Narodowa zgłosiło się na kurs 50 osób, pierwsze sito przeszło 30. – Na poprzednim kursie mieliśmy 14 osób, a ukończyło go osiem, w ciągu pół roku chętnych było trzy razy więcej – wskazuje Andrzej Obratowski.
Niezwykle wymowne wydają się być wyniki badań przeprowadzonych jesienią ubiegłego roku na zlecenie Warsaw Enterprise Institute na temat obronności kraju. Wynika z nich, że co trzeci badany uważa, że w ciągu najbliższych dziesięciu lat może dojść do wybuchu wojny z udziałem Polski lub na terytorium Polski. Osobistą gotowość do działań obronnych deklaruje 37 proc. ankietowanych, z kolei aż 71 proc. podziela pogląd, że w razie wojny cywile, niezależnie od wojska, powinni aktywnie włączyć się do wysiłku zbrojnego i osobiście wspierać działania wojenne. Co drugi badany (47 proc.) jest skłonny osobiście wstąpić na ochotnika do formacji obrony terytorialnej i odbywać regularne szkolenia.

Gotowi do obrony

Prof. Romuald Szeremietiew, który kilka miesięcy temu został szefem Biura Inicjatyw Obronnych Akademii Obrony Narodowej, tłumaczył mi niedawno: „potrzeba nam komponentu obrony terytorialnej, bo zagrożenie wojną dzisiaj nabiera szczególnej ostrości. Oczywiście mam nadzieję, że nic takiego się nie stanie, ale musimy zademonstrować, że w sytuacji kryzysu jesteśmy przygotowani do obrony".
„Od czasu Piastów armia przygotowana do obrony składała się z dwóch komponentów. Pierwszy stanowiły wojska operacyjne – w tamtych czasach to była drużyna królewska, a później chorągwie, a drugi armia, która broniła konkretnego terytorium – grodów, przepraw i cieśnin terenowych" – tłumaczył mi prof. Marczak. – Teraz mamy tylko jeden komponent – zminiaturyzowane wojska operacyjne, czyli stutysięczną armię zawodową. Nie ma wojska, które broniłoby wsi czy miasteczek.
Tymczasem 5-milionowa Finlandia ma siły zbrojne składające się z 60 tys. żołnierzy wojsk operacyjnych (zawodowych) i 230 tys. wojsk obrony terytorialnej. Szwedzka Gwardia Krajowa Hemvarnet liczy 600 tys. żołnierzy. Takie same formacje działają w Szwajcarii, Izraelu, Norwegii, Wielkiej Brytanii czy USA – tam działa słynna Gwardia Narodowa.

Zdaniem prof. Marczaka trzeba zatem jak najszybciej odtworzyć Obronę Terytorialną. – Jednostki te powinny być budowane na podstawie lokalnej tradycji i historii, niech nawiązują też do tradycji AK, Batalionów Chłopskich czy Narodowych Sił Zbrojnych – twierdzi. – Ten czynnik budowy tożsamości ma duże znaczenie. Bo ludzie chcą się identyfikować z państwem, swoją miejscowością i konkretną lokalną tradycją.

Źródło: http://www4.rp.pl/apps/pbcs.dll/article?avis=RP&date=20150220&category=PLUSMINUS&lopenr=302209996&Ref=AR&profile=1089&page=1


Zainspirowani "Taktyką Walki w Terenie Zurbanizowanym" (z: Podręczniki taktyczne) strzelcy z JS 1404 Warszawa ćwiczą pokonywanie murów, ogrodzeń i innych przeszkód bez wyjścia lub dojścia. Wśród zastosowanych technik metoda "żywej drabiny", "windy lub stopnia" oraz "wciągarki".
Tak ćwiczy nowa Armia Krajowa!
A Ty? Chcesz - jak oni - być gotowym gdy nadejdzie pora? Wejdź na www.mapa.OdbudujmyAK.pl i dołącz do organizacji najbliższej Twojemu miejscu zamieszkania. Wspólnie odbudujemy Armię Krajową!

https://www.facebook.com/pages/JS-1404-Warszawa/130469360363068
« Last Edit: (Mon) 02.03.2015, 11:51:17 by BladyMamut »
“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • WyBudzony
  • *
  • Posts: 2 554
  • Reputacja: +12/-0
Odp: Białe kołnierzyki kontra zielone ludziki
« Reply #1 on: (Mon) 02.03.2015, 12:02:33 »
Wojsko nie obroni Polski”, więc trzeba odbudować Armię Krajową? Czyżby?

W Ministerstwie Obrony Narodowej powstaje projekt stworzenia Obrony Terytorialnej Kraju. Mają ją tworzyć pasjonaci, ludzie, którzy mundury kupują za własne pieniądze, szkolą się na własną rękę, a teraz chcą wziąć na siebie część odpowiedzialności za obronę Polski. To dziesiątki małych i większych grup i stowarzyszeń. Chcą być szkoleni i wyposażeni przez państwo. Rzucają hasła „odbudujmy Armię Krajową”.


Jacek "Jaco" Pietrzak (po lewej), weteran wielu misji i instruktor komandosów z Lublińca /

Interia.pl: "Zielone ludziki" i konflikt na Ukrainie spowodowały poczucie zagrożenia także i w Polsce. Uaktywniły się grupy ludzi, którzy do tej pory wojskiem się tylko pasjonowali, a teraz deklarują gotowość obrony kraju. Ministerstwo Obrony chce dać im konkretną propozycję współpracy w systemie obronnym Polski. Pan studzi ten zapał. Dlaczego?

Jacek "Jaco" Pietrzak, weteran wielu misji i instruktor komandosów z Lublińca: Bo za dużo jest haseł, a nikt nie sprawdził, jaka jest rzeczywistość. O obronie kraju wypowiadają się ludzie, którzy nie mają o tym zielonego pojęcia. Obawiam się też, że na hasłach albo źle ulokowanych pieniądzach się skończy. A powinniśmy zrobić porządek w istniejących strukturach.


- Stworzenie nowych to dekady pracy, a zagrożenie to frustracja młodych ludzi pełnych zapału, który pod jej wpływem z patriotycznej euforii może przerodzić się w coś złego. Jestem za skonstruowaniem systemu wychowawczo-szkoleniowego, który gwarantuje, że szkolący się nabywa właściwych uprawnień i umiejętności. I jest pod kontrolą państwa. W tej chwili, moim zdaniem, działanie stowarzyszeń skupionych wokół Obrony Narodowej nie podlega MON tylko MSW i MON może jedynie zaproponować wstąpienie do NSR.
Na promującej Obronę Narodową stronie "Odbudujmy Armię Krajową" czytamy, że: "Wojsko Polskie (... jest) w stanie chronić zaledwie 2 proc. terytorium Polski. Wynikająca z tego faktu słabość, jest głównym zagrożeniem dla bezpieczeństwa naszego państwa". Czyli armia jest nieprzydatna? Jak to odbierają żołnierze?

- To wprowadzanie zamętu, może wynikać z niewiedzy, ale może być celowe, by podważyć sens działania struktur obronnych państwa. Od kilku miesięcy w rozmaitych publikacjach bombardowani jesteśmy wypowiedziami podważającymi zdolność obronną naszego wojska i paktu NATO. Słyszymy: "NATO nas nie obroni".

- To defetyzm, sianie paniki, może po to, by wywołać frustrację Polaków. Dlaczego autorzy wspomnianego projektu nie chcą "wesprzeć armię" tylko podważają jej kompetencje? To zwykły atak na żołnierzy, nie w decydentów, tylko w żołnierzy i nie tylko polskich, ale i w sojuszników. Niestety, wielu żołnierzy w służbie czynnej nie zna tematu. A MON akceptuje ten medialny atak, i to mnie martwi.

Czy MON konsultuje ten projekt z żołnierzami"?

- Mam nadzieję. Uważam jednak, że akurat w tej sprawie należałoby skorzystać z wiedzy i konkretnych doświadczeń ludzi, którzy mają największe doświadczenie w szkoleniu formacji obronnych. Jako instruktorzy wojskowi NATO szkoliliśmy jednostki wojskowe wielu państw, w tym jednostki w Iraku i Afganistanie. I nie były to wyłącznie jednostki specjalne. Wiemy z jakimi problemami należy się liczyć i jak je rozwiązywać. Udowodniliśmy, że potrafimy tworzyć struktury wspomagające wojsko, żeby były faktycznie efektywne. Nic nie wiem o tym, żeby ktokolwiek się nas radził w tym temacie.

To dobre hasło: "Odbudujmy AK"?

- Nie podoba mi się takie podpieranie się symbolem narodowym, tak ważnym dla naszej historii. Nie akceptuję nadużywania tych symboli we własnym interesie. Nie widzę związku między AK a Obroną Narodową czy terytorialną. Armia Krajowa była strukturą tworzoną w warunkach konspiracji a nie w internecie, a właśnie wyłącznie na forach i w spotkaniach w knajpach tworzą się wspomniane struktury.

- AK podlegała Naczelnemu Wodzowi, była częścią Polskich Sił Zbrojnych a nie niezależną organizacją, jak chcieliby twórcy Obrony. Armii Krajowej należy oddawać należny jej szacunek, pielęgnować pamięć o jej bohaterach, a nie wykorzystywać jej do swoich działań po to, żeby podkreślić aspekt patriotyczny.
Twórcy koncepcji "Odbudujmy Armię Krajową" podnoszą jednak aspekt obrony lokalnych terenów, małych ojczyzn, czyli tzw. swojej ziemi i obrony lokalnych społeczności. W czasach gdy trudno o obywatelskie postawy i gdy zanikają więzi społeczne to chyba pozytywny objaw?

- Nie uważam, by postawą obywatelską było dążenie do podziałów czy skupianie się nad swoją ziemią. Mówiąc o lokalnych terenach i małych ojczyznach dokonujemy sztucznego podziału Polski. W 1939 roku polskie jednostki były przez wroga rozbijane na małe części i likwidowane. Armia "Poznań" przez pierwsze dni wojny po prostu stała w miejscu i czekała.

- Jak się ma silnego przeciwnika, to trzeba wpierw go podzielić na mniejsze części, by łatwiej go rozbić a nie rozbijać samemu swoje siły. Pojawiają się artykuły, w których wprost pisze się, że to oddziały Obrony Terytorialnej mogą skutecznie ograniczyć mobilność i szybkość wroga, np. wojsk Rosji. Wyraźnie podważa się zdolność do działania sojuszu NATO i naszych jednostek wojskowych.

- Postawą obywatelską jest dążenie do budowy solidnej armii, silnej, bardzo mobilnej, zdolnej do szybkich reakcji na sytuacje. A nie rozdzielanie Wojska Polskiego na kawałki i wprowadzanie chaosu w strukturze obronnej kraju. Trzeba też wiedzieć, że w sytuacji obrony kraju nie wszystkie tereny są tak samo strategicznie ważne i musi to być skorelowane z ewentualnościowymi planami obronnymi.


"Ci ludzie myślą, że są żołnierzami" - mówi o grupach paramilitarnych "Jaco" /

Ale ktoś powinien w razie zagrożenia chronić mienie ludzi, zajmować się ewakuacją, chronić obiekty. Może takie grupy byłyby przydatne także w czasie pokoju np. do pomocy podczas klęsk żywiołowych.

- Tak, wszelka pomoc podczas sytuacji kryzysowych jest potrzebna. Ale problemy z ochroną mienia czy ewakuacją ludności mogą wynikać nie z braku odpowiednich struktur, ale z nieprzygotowania się do obrony kraju. Obecnie działa Obrona Cywilna i Obrona Ludności, a ochroną tzw. mienia krytycznego zajmują się SUFO lub WSO. Natomiast na czas konfliktu jest przewidziane militaryzowanie jednostek organizacyjnych. Należy reformować i wzmacniać te struktury a nie tworzyć nowe.

Obrona Terytorialna składa się z "grup szybkiego reagowania", czy "lekkiej piechoty obrony terytorialnej". Co to takiego?

- To są organizacje pozarządowe, inaczej stowarzyszenia. Spośród innych wyróżniają się działalnością o charakterze obronnym. Nigdy nie powątpiewałem w legalność działania tych organizacji do czasu gdy została ogłoszona kampania społeczna "Odbudujmy Armię Krajową", a wraz z nią rozpoczęto podważać zdolność obronną SZRP i sojuszu NATO.

- Przy okazji zapoznałem się z dostępnymi statutami kilku z tych organizacji, szczególnie tych szkolących się do działań zbrojnych, np. "grupy szybkiego reagowania". Tylko kilka stowarzyszeń uzgodniło zakres działania z MON, reszta działa nadużywając prawa. Te stowarzyszenia określają się jako "proobronne", pod ich wpływem MON stworzył komórkę "Społeczna inicjatywa proobronna". Nie znam definicji terminu "proobronność". Wiele z tych organizacji "proobronnych", w mojej ocenie, prowadzi działania paramilitarne a czasami wręcz typowo wojskowe. To jest niestety niezgodne z prawem.

Mamy rozumieć, że te organizację tworzą jakąś alternatywę dla Wojska Polskiego?

- Dokładnie tak to wygląda. Dwa lata temu, w Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie, prezentowałem historię i tradycje JW4101. Pamiętam dwóch młodych mężczyzn, którzy zadawali mi mnóstwo pytań. W pewnym momencie zapytałem się ich, z jakiej jednostki wojskowej są i czy mogą podać numer jednostki? Usłyszałem odpowiedź, że "są żołnierzami FIA" (Stowarzyszenie Fideles et Instructi Armis - Wierni w gotowości pod bronią - red.). Oni na prawdę wierzyli, że są żołnierzami! Takie przekonanie wpaja się tym młodym ludziom.

Ale w USA działa z powodzeniem Gwardia Narodowa, w Szwecji Hemvarnet. To czemu podobne struktury, niech nazywają się "Armią Krajową" nie powinny powstać w naszym kraju?

- Uważam, że struktury podobne do Gwardii Narodowej USA i Hemvarnet Szwecji zawierają się w obecnych Siłach Zbrojnych RP. Nie zapominajmy, że Polska różni się pod wieloma względami od obu tych krajów. USA to państwo federalne, około 31 krotnie większe od Polski i całkowicie odmiennie prowadzonej aktywności militarnej w świecie. W wyniku nieznajomości mechanizmów regulujących funkcjonowanie poszczególnych formacji militarnych w systemach obronnych tych państw nie rozumiemy dokładnie co autor miał na myśli wybierając takie rozwiązania.

- Zawsze uważałem, że ślepe kopiowanie rozwiązań przynosi więcej szkód niż pożytku. W kwestii potrzeb obronnych naszego kraju należy poprawnie określić cele czy efekty końcowe by przygotować odpowiednie narzędzia dla ich osiągania. Myślę, że nie wynalazłem  nic nowego i sądzę, że kompetentne osoby pracują nad takimi rozwiązaniami w zachowaniu ciszy, bo jak nie patrzeć są to bardzo wrażliwe informacje.

To jednostki Wojska Polskiego dziedziczą tradycje AK, a nie grupy paramilitarne /Łukasz Szelemej /East News
Czego uczą się ludzie, ci "żołnierze" na szkoleniach "proobronnych" do "armii krajowej"? Wg. statutu organizacji mogą w nich brać udział już 16-latki, czyli osoby, którym nie wolno jeszcze kupić w sklepie alkoholu i nie mają nawet dowodu osobistego.

- Uczą się zabijania, strzelają z broni automatycznej, uczą się wysadzania obiektów, szkolą się w dywersji. I nikt nad tym nie panuje. Trwa zabawa w najlepsze i mamy do tego zachwyt jak patriotyczną mamy młodzież. Rozpoznają  tereny pod kątem ich strategicznego znaczenia, i możliwości obrony, zbierają informacje. Szkolą się ci, co chcą, a w jakim celu?

- Mówią, żeby bronić Polski. Wielu z nich chce nowej, czystej Polski, w której jest porządek. Tam jest wielu członków organizacji narodowych. Przypomnę: gen. Sławomir Petelicki przed śmiercią chwalił środowisko kibiców jako zwartą grupę moralnie pewną i potencjalnie najlepszych obrońców. Stanął po ich stronie podczas konfliktu z premierem Donaldem Tuskiem.

- Tzw. "patriotyzm" jest wpisany w ideologie różnych środowisk podważających porządek prawny i konstytucyjny w państwie. I to te środowiska mają przypięte do szalików znaki Polski Walczącej i Armii Krajowej. Ten symbol AK ma zamykać usta wszystkim, którzy chcą krytykować Obronę Narodową, choć nijak się do niej ma. MON razem z MSW muszą określić, jakie działania obronne albo związane z bezpieczeństwem publicznym lub ochroną porządku publicznego mogą prowadzić organizacje pozarządowe i stowarzyszenia, by te mogły wesprzeć obronność państwa.

Ilu ludzi uczestniczy w takiej partyzantce? Są szkoleni? Weryfikowani? Przebadani psychiatrycznie? W końcu dostają do ręki broń!

- Nie ma żadnych procedur weryfikacji i kontroli, każda organizacja robi to po swojemu, to nie jest śmieszne. Liczy się ilość członków i składek. Trwa podbijanie statystyk, żeby uwiarygodnić rzucone przez liderów OT w przestrzeń hasła o dziesiątkach tysięcy ludzi gotowych do walki. Ale kanał Obrony Narodowej na YouTube ma na liczniku ledwie kilka tys. kliknięć.

- Forum FIA to dziewięćset zarejestrowanych użytkowników, a nie każdy z nich jest w stowarzyszeniu. I w tym tyglu osoby, które z powodu konfliktu z prawem nigdy nie zostałyby wpisane na listę kwalifikowanych pracowników ochrony fizycznej lub nie otrzymałyby zezwolenia na posiadanie broni mają dostęp do szkolenia bojowego. To trzeba zmienić. MON, MSW, MEN oraz inne instytucje uprawnione powinny jasno uporządkować temat szkolenia wojskowego. To bardzo trudne, bo nie chodzi o to, żeby wszystkim "zakazać", tylko mądrze przygotować program szkolenia tak, by mogły go wykorzystywać stowarzyszenia.

Twierdzi Pan, że na bazie takich grup, oddziałów, plutonów, struktur powstanie jakaś alternatywna, prywatna armia, która może stać się na obroną ale zagrożeniem dla bezpieczeństwa państwa. Na jakiej podstawie?

- Wielu młodych ludzi myśli dziś o tym, żeby być najemnikiem, wiem o tym. Dla bardzo dużej grupy młodych ludzi "bez perspektyw" to może być jedyne, co potrafią. Zwróćmy uwagę, w jakich regionach tworzą się najbardziej te organizacje. To szkolenie to również tworzenie zasobów dla zorganizowanych grup przestępczych.

- Proszę pomyśleć, jak dobry jest to materiał dla obcych służb. Mówię teraz o skrajnych sytuacjach, ale takie zagrożenie jest bardzo realne. To bardzo ważne, żeby dokonać właściwej weryfikacji i dać tym strukturom ochronę przed tym. I to muszą zapewnić struktury państwowe.

Ale w ogóle jakieś cywilne struktury obronne są przecież potrzebne. Tak czy nie?

- Tak, są niezbędne. Trzeba rozwinąć Obronę Cywilną, zreformować ją, bo prawda jest taka, że niewiele osób ma na jej temat jakąkolwiek wiedzę. Trzeba na nowo odbudować LOK, który posiada infrastrukturę i uregulowania prawne. I tu jest pole do popisu dla stowarzyszeń, które mogą wspierać przygotowywanie lokalnych społeczności do obrony.

- Od tego trzeba zacząć. Druga sprawa to edukacja obronna. Szkoły w ramach obowiązkowego programu powinny kształcić postawy obywatelskie i powinno to być wychowawczym priorytetem. Szkoła musi uczyć też podstawowych umiejętności, chociażby czołgania się, rysowania szkiców terenu, marszu na azymut, czy podstaw musztry.

- Trzeba stworzyć programy nauczania umiejętności zawodowych o charakterze obronnym dla kształcenia dorosłych i umożliwić ich realizację przez placówki oświatowe. Tu przydatni będą doświadczeni weterani, którzy mogą tworzyć szkielet kadry instruktorskiej szkół i placówek oświatowych oraz stowarzyszeń. W ten program musi się włączyć aktywnie MEN.

- I to można zrobić od razu. Można zacząć od zajęć dodatkowych. Wtedy też ocenimy jak wielki jest faktycznie zapał do obrony naszego kraju.

Jacek ps. "Jaco" Pietrzak do niedawna instruktor w Jednostce Wojskowej Komandosów z Lublińca. Jako dowódca brał udział w akcjach polskich komandosów w Iraku i Afganistanie, szkolił naszych specjalsów w taktyce, strzelaniu, wspinaczce i walce wręcz, specjalista w planowaniu operacji specjalnych i rozpoznaniu. Jest prezesem Stowarzyszenia Żołnierzy Wojsk Specjalnych w Lublińcu, szkoleniowcem ośrodka szkolenia "Camp Raptor". "Jaco" jest także twarzą kampanii społecznej "Szacunek i wsparcie" budującej wizerunek polskich weteranów.

Źródło: http://facet.interia.pl/meskie-tematy/news-wojsko-nie-obroni-polski-wiec-trzeba-odbudowac-armie-krajowa,nId,1674805


Jeden z komentarzy pod tekstem:
To dziwne, widocznie pan Jacko przeszedł gruntowną metamorfozę. Jeszcz parenaście lat temu prezentował narodowo-patriotyczne poglądy a obecnie wyraźnie skręcił w lewo... Krytykując patriotyczną postawę młodzieży, gen. Petelickiego i wygłaszając tezy typu cyt. " Tzw. "patriotyzm" jest wpisany w ideologie różnych środowisk podważających porządek prawny i konstytucyjny w państwie. I to te środowiska mają przypięte do szalików znaki Polski Walczącej i Armii Krajowej." stawia się w jednym szeregu z ludźmi którzy w ciągu ostatnich 8 lat dokonali demontażu armii polskiej do wartoci 90 tys. Z czego do walki jest zdolnych z grubsza 30 tys. a reszta to urzędnicy wojskowi i ogrom dowódców ( Jak pisze "Dziennik Gazeta Prawna", polska armia po przejściu w formę "zawodową", stała się wielkim biurem dla wojskowych. Według "DGP" nawet 70-80 proc. całej armii (pomijając rezerwy) to tzw. "biurowi żołnierze", czyli urzędnicy w mundurach. ) ale to już panu Jackowi nie przeszkadza. Przeszkadzają mu za to stwierdzenia że NATO nie obroni Polski - podziwiamy ogrom wiary pana J. - wierzy że Francuz, Anglik czy Włoch będzie umierał za Kutno Radom czy Hrubieszów... Chwali za to skostniałe struktury OC, LOK, i dziadków z SUFO, tylko by je lekko podrasował. Być może niechęć do młodych ludzi że szkolą sie sami i gdzie indziej spowodowana jest tym: Cena za szkolenie : 2200,00zł od osoby Trening 5 – Zerwanie Kontaktu Bojowego Drużyną Taktyka I Szkolenie Ogniowe http://www.trening4101.pl/trening4101.pl/home.html
No jeśli chodzi o pieniądze to Go rozumiemy... PS. "Jacko" Nie był instruktorem z Jednostce Wojskowej Komandosów tylko d-cą sekcji. Gwoli sprawiedliwości dobrym d-cą. Do Camp Raptor należy ok. 6% byłych z JWK, popytajcie dlaczego.


Grupa Raptor - kanał YT
https://www.youtube.com/channel/UCPtB3vhfVzJQNBfs7NIJZCA

Wojna IV generacji. Wywiad z dr Rafałem Brzeskim
https://www.youtube.com/watch?v=deZdQrm0Cgs

Zobacz na:
Wojna Informacyjna
https://forum.wybudzeni.com/index.php/topic,288.0.html
Kontrwywiad obywatelski
https://forum.wybudzeni.com/index.php/topic,1620.0.html
« Last Edit: (Mon) 02.03.2015, 12:20:54 by BladyMamut »
“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje