Author Topic: Od białego caratu do czerwonego. - Jan Kucharzewski  (Read 1070 times)

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • WyBudzony
  • *
  • Posts: 2 554
  • Reputacja: +12/-0
Od białego caratu do czerwonego. - Jan Kucharzewski
« on: (Sat) 07.03.2015, 13:22:08 »
Od białego caratu do czerwonego. -  Jan Kucharzewski

Dla każdego kto chce poznać źródła relacji polsko-rosyjskich na przestrzeni dziejów to ta pozycja jest obowiązkowa. Opisane są w niej niektóre pierwiastki duszy rosyjskiej, które pomimo upływu czasu nadal są aktualne. Poniżej wrzuce kilkanaście fragmentów.


Przyznać trzeba, iż ludzie, których Moskwa używać zaczęła jako posłów, robili wrażenie tak nieokrzesanych prostaków, iż trudno było przypuścić, aby pod tą barbarzyńską powłoką ukrywała się przebiegłość i finezja. Dajmy miarę grubiaństwa tych dyplomatów przez usta dziejopisa rosyjskiego:
Quote
„Od czasu do czasu zjawiało się w Europie poselstwo rosyjskie, lecz urzędnicy moskiewscy, którzy z woli rządu stawali się zaimprowizowanymi dyplomatami, bynajmniej nie byli przygotowani do roli obserwatorów życia europejskiego. Ci ludzie, nie znający języków, wyczytujący z trudem z zeszytu, słowo za słowem, swe mowy oficjalne, troszczyli się o jedno, aby nie uczynić niewłaściwego kroku lub nie wyrzec niewłaściwego słowa, które by uchybiło czci cara i naraziło ich na karę urzędową. Nie byli od tego, aby od czasu do czasu skorzystać ze swobody życia, do której nie przywykli, lecz sposób, w jaki pojmowali tę swobodę, wywoływał odrazę w mimowolnych świadkach ich hulanek. Było to w oczach europejskich widzów nie już barbarzyństwo, lecz wprost bydlęcość i świństwo (skotstwo i swinstwo). Od przyjemności w guście europejskim, od lubowania się podróżą, obrazami natury, pomnikami sztuki, zdobyczami kultury, oddzielał ich mur chiński, wzniesiony przez własne umysłowe i moralne grubiaństwo. Gdziekolwiek zjawiali się, nieśli ze sobą wszędzie, w literalnym i przenośnym znaczeniu, swą własną atmosferę. Mieszkania, w których się zatrzymywali, trzeba było wietrzyć i czyścić przez cały bodaj tydzień. Ich zjawienie się na ulicy, w złotogłowiach i jedwabiach czerwonej, żółtej lub zielonej barwy, w długich kapotach z kołnierzami ogromnej wysokości i rękawami ogromnej długości, w czapkach futrzanych azjatyckiego kroju, skupiało dookoła nich tłum gapiów. Była to jakby maskarada, jakby procesja religijna, jakby curiosum etnologiczne, wywiezione przez pomysłowego przedsiębiorcę z krajów zamorskich razem z krokodylami Nilu i lwami Afryki. Gdy w Moskwie zrozumiano na koniec ku schyłkowi XVII wieku, jak fatalne wrażenie wywierają za granicą ci domorośli dyplomaci, zaczęto ich zastępować przez zamieszkałych w Rosji cudzoziemców. Wytrawność życiowa i światowe obycie tych ostatnich wywoływały z kolei zdumienie dyplomacji europejskiej, przywykłej do rachowania się z grobianita Moscovitica.“
Przy zetknięciu Moskwy z Zachodem okazało się, że rozstrzygający w grze dyplomatycznej atut lepszej znajomości partnera jest po stronie barbarzyńskiej Moskwy.

(...)

We wstępie wymienia Karamzin ulubionego swego bohatera Iwana III, którego, jako twórcę potęgi moskiewskiej i reformatora rozważnego, wywyższa ponad Piotra. „Jedno panowanie Iwana III - to rzadkie bogactwo dla historii i nie znam, przynajmniej, monarchy godniejszego, by żył i błyszczał w jej świątyni. Promienie jego sławy padają na kolebkę Piotra“.

W tomie VI, kreśląc dzieje panowania Iwana III, zatrzymuje się Karamzin z upodobaniem i szczególną uwagą na podboju Wielkiego Nowogrodu, dokonanym przez Iwana przy pomocy skojarzonej taktyki gwałtu i chytrości. W 1471 roku przedsiębrał wyprawę na Nowogród, towarzyszyły jej straszne okrucieństwa. „Dym, płomienie, krwawe rzeki, jęk i krzyki od wschodu i zachodu płynęły ku brzegom Ilmenia. Moskwicinowie okazywali nieopisane rozwścieczenie. Nie szczędzono ani biednych rolników, ani kobiet“... Oddział wojska, wysłany przez Nowogrodzian, został pobity, Moskwicinowie „położyli trupem pięciuset, rozproszyli resztę i z okrucieństwem, właściwym ówczesnemu wiekowi, kazali odciąć jeńcom nosy, wargi i posłali ich, okaleczonych, do Nowogrodu“.

Lęk padł na Nowogrodzian. „Wszędzie słychać było krzyk: Moskwa, Moskwa!“ Z podziwem opisuje Karamzin taktykę Iwana, który mógł już po pierwszej wyprawie zdobyć Nowogród, lecz nie uczynił tego.
„Sądził, że naród, przyuczony od wieków do korzyści wolności, nie zrzekłby się od razu jej pięknych marzeń, że bunty i powstania wewnętrzne rozproszyłyby siły państwa moskiewskiego, potrzebne do bezpieczeństwa zewnętrznego; uważał, że należy stare przyzwyczajenia osłabiać przez nowe i uszczuplać wolność, zanim ją się zniesie, aby obywatele, ustępując prawo po prawie, oswoili się z uczuciem własnej bezsiły, aby zbyt drogo opłacali resztki wolności i aby, na koniec, znużeni obawą przyszłych udręczeń, woleli przenieść nad wolność cichy spokój pod nieograniczoną władzą monarszą. Iwan przebaczył Nowogrodzianom, wzbogacił skarb swój srebrem, ustanowił zwierzchnią władzę książęcą w sprawach sądowych i w polityce; lecz, rzec można, nie spuszczał wzroku z tego państwa ludowego, starał się powiększyć w nim ilość oddanych mu ludzi, siał niezgodę między bojarami a ludem, występował przy wymiarze sprawiedliwości, jako obrońca niewinności, czynił wiele dobrego, obiecywał więcej“...

W roku 1475 przybył do Nowogrodu, witany uroczyście i przyjmował skargi ludności na urzędników. Występował jako obrońca ludności, która z tępą naiwnością udawała się pod opiekę kniazia moskiewskiego. „Car sądził oskarżonych i kazał uwięzić szereg bojarów“. Wtedy dopiero Nowogrodzianie przecierać zaczęli oczy. „Ten czyn samowoli uderzył Nowogrodzian, lecz wszyscy, spuściwszy oczy, milczeli“. Iwan otrzymał bogate dary i opuścił Nowogród. „Arcybiskup Fieofił i znakomitsi dostojnicy odprowadzili hosudara do pierwszego postoju, gdzie jadł z nimi obiad, wydawał się wesoły, zadowolony. Lecz losy tego państwa ludowego były już rozstrzygnięte w jego umyśle“. W 1478 roku przysłał Iwan niespodziewanie do Nowogrodu poselstwo z zapytaniem, czy chcą „złożyć mu przysięgę, jako pełnemu władcy, jedynemu prawodawcy i sędziemu“? Nowogrodzianie osłupieli. „Zapanowało powszechne poruszenie. Znosili oni objawianą przez Iwana arbitralność w sprawach sądowych jako rzecz nadzwyczajną, lecz przeraziła ich myśl, że ta nadzwyczajność stanie się już prawem“. Dali odpowiedź odmowną. Iwan postanowił zakończyć złowrogą grę. „Iwan nie lubił ustępować i bez wątpienia przewidział odmowę Nowogrodzian, lecz chciał tylko uzyskać pozór sprawiedliwości w tym zatargu.

Otrzymawszy ich śmiałą odpowiedź, ze smutkiem oznajmił metropolicie Geroncjuszowi, matce, bojarom, że Nowogród, który dobrowolnie nadał był mu miano hosudara, zapiera się tego, czyni go kłamcą przed obliczem całej ziemi rosyjskiej i zapowiada, iż zdradził najświętsze przysięgi, prawosławie, ojczyznę. Metropolita, dwór i cała Moskwa zgodnie uważali, że buntownicy ci powinni odczuć całe brzemię gniewu carskiego. Zaczęły się modły w cerkwiach“...

Nastąpił krwawy, dziki podbój sławnej republiki. Deklamujący gęsto o swej miłości dla ludzkości, oświecenia i cnót republikańskich, Karamzin przechodzi do refleksji nad zagładą Wielkiego Nowogrodu.
„I oto poddał się Iwanowi Nowogród, który w ciągu przeszło sześciu wieków słynął w Rosji i w Europie jako państwo ludowe, czyli republika, i istotnie miał formę demokracji... W pierwotnym stanie wszystkich państw ludowych, od Aten i Sparty do Unterwaldenu lub Glarusa, szukać należy wzorów systemu politycznego nowogrodzkiego... Mieszkańcy jego chlubili się tym, że nie byli niewolnikami Mongołów, jak inni Rosjanie, nie znali baskaków i nie byli nigdy pod władzą ich tyranii. Kroniki Nowogrodu w swej niekunsztownej prostocie przedstawiają rysy, pociągające wyobraźnię“. Przytacza wzory ich odwagi, wielkoduszności, cnót obywatelskich... „Widzimy pewne stałe zasady w działaniach tego, często lekkomyślnego, narodu: właściwością jego było nie chełpić się powodzeniem, okazywać umiarkowanie w szczęściu, stałość w klęskach, dawać przytułek wygnańcom, dotrzymywać umów i słowo: honor nowogrodzki, dusza nowogrodzka - służyło nieraz zamiast przysięgi“...

I ta perła ziem ruskich zdeptana została przez plemię, wychowane w dzikiej szkole niewoli mongolskiej. Cóż na to powie chwalca wolności? „Chociaż sercu ludzkiemu właściwa jest przychylność dla republik, opartych na kardynalnych prawach miłej mu wolności; chociaż same niebezpieczeństwa i niepokoje rzeczypospolitych, krzewiąc wielkoduszność, pociągają umysł, zwłaszcza młody, niedoświadczony; chociaż Nowogrodzianie, mając rządy ludowe, bezsprzecznie różnili się cechami szlachetnymi od innych Rosjan, poniżonych przez tyranię Mongołów: jednak historia winna wielbić w tym razie rozum Iwana, gdyż rozum państwowy dyktował mu wzmocnienie Rosji przez mocne połączenie części w całość, aby osiągnęła ona niezawisłość i wielkość... Historyk rosyjski, miłujący i ludzkie i państwowe cnoty, może powiedzieć: Iwan był godzien skruszyć wątłą wolność nowogrodzką, gdyż chciał trwałego dobra całej Rosji“.

Oto Nowogród już ujarzmiony, jak Polska o trzy wieki później. Przychodzą tragiczne koleje podbitej republiki, przez czas jakiś żyje tam jeszcze duch swobody i nadzieja wyzwolenia. Prosto i zwięźle, jako rzecz naturalną i nieuniknioną, opisuje Karamzin martyrologię ujarzmionego państwa.

W 1479 roku Iwan pozbawił stanowiska arcybiskupa Fieofiła „rzekomo za tajne związki z Litwą“ i zesłał go do Moskwy. Był to tylko jeden epizod polityki uspokojenia i zjednoczenia. „Nie mógł duch wolności zniknąć od razu w narodzie, który cieszył się nią przez tyle stuleci, i chociaż nie było powszechnego buntu, jednak Iwan widział niezadowolenie i słyszał tajne skargi Nowogrodzian; nadzieja, że wolność może powrócić, jeszcze żyła w ich sercu... Ażeby zniszczyć ten duch niebezpieczny, uciekł się do środka stanowczego; w 1481 roku kazał uwięzić ludzi znamienitych... a niebawem i wszystkich głównych bojarów, a ich mienie ruchome i nieruchome przepisane zostało na hosudara. Niektórych, oskarżonych o zdradę, poddano torturom. Sami oni donosili jeden na drugiego, lecz, będąc skazani na śmierć, oświadczyli, że ich wzajemne oskarżenia były oszczerstwem, wymuszonym przez męki. Iwan kazał osadzić ich w więzieniach; innym, jawnie niewinnym, dał majętności na ziemiach moskiewskich... W 1488 roku namiestnik nowogrodzki, Jakub Zacharjewicz, stracił i powiesił wielu ludzi możnych, którzy chcieli go zabić, i wysłał do Moskwy przeszło osiem tysięcy bojarów, znamienitych obywateli i kupców, którzy otrzymali ziemie we Włodzimierzu Muromie, Niższym Nowogrodzie, Perejasławiu, Jurjewie, Rostowie, Kostromie; a na ich ziemie, w Nowogrodzie, posłano Moskwicinów. Przez to przesiedlenie został na wieki uśmierzony Nowogród. Pozostał trup, dusza zniknęła; inni mieszkańcy, inne zwyczaje i obyczaje, właściwe samowładztwu“. Iwan, instynktem politycznym wiedziony, wytwarza sobie metodę podboju sąsiednich krajów.

Gdy myśl przyłączenia kraju do Moskwy powstała w jego głowie, stara się naprzód rozciągnąć nad nim swą opiekę dobroczynną, zabiega o względy warstwy niższej, a dyskredytuje usilnie klasę wyższą miejscową wobec ludu, depopularyzuje ją; ta bowiem klasa jest, w oczach jego, najgroźniejszym przeciwnikiem jego planów, przechowuje ona zasady i tradycje wolności i niezawisłości.

Potem szuka pretekstu do interwencji; opierając się na swym utrwalonym stopniowo wpływie w kraju, na swym zdobytym de facto, drogą opieki nad klasą niższą, zwierzchnictwie, nagle żąda formalnej uległości. Natrafia, oczywiście, na opór; wówczas oskarża kraj o fałsz, o niedotrzymanie wiary, o zdradę, o paktowanie z jego nieprzyjaciółmi. Odgrywa komedię oburzenia i smutku, tego smutku, który w czterysta lat później Milutin ujrzy na twarzy Murawjowa... Po zajęciu kraju siłą, następuje egzekucja i deportacje masowe ludzi warstwy wyższej, zastępowanej przybyszami z Moskwy.

Pozostaje trup, dusza znika...

Gdy chodzi o kraj słabszy, Iwan działa szybciej i prościej. W 1485 roku przyłącza do Moskwy księstwo twerskie. „Iwan w umyśle swoim rozstrzygnął jego losy, jak przedtem losy Nowogrodu.
Zaczął uciskać ziemię i poddanych Michała i jeśli oni w czymś dokuczali Moskwicinom, wówczas groził i żądał na nich kaźni, a jeśli Moskwicinowie odbierali od nich własność i czynili im najnieznośniejsze krzywdy, to nie było na nich ani sądu, ani kary“... W ten sposób przyzwyczajał Iwan ludność Tweru do tej myśli, iż lepiej mieć go za pana niż za wrogiego sąsiada. Sprawa zakończyła się rychło aneksją księstwa twerskiego..

(...)

Wówczas, gdy oczekiwano po Iwanie walki z Islamem, on, tymczasem ożeniwszy się z dumną księżniczką bizancką, wzmógł przepych swego domu, przybrał dwugłowego orła za herb państwa i podbijał pod swą barbarzyńską władzę bogatą republikę Nowogrodu. Po obaleniu zależności od Złotej Hordy, przymierze z mahometańskim chanem Krymu potrzebne było Iwanowi do walki z katolicką Polską, której chce wydrzeć ziemie litewsko-ruskie. Błogosławiony z Rzymu na walkę o wiarę Chrystusową car rozpoczął wojnę z Polską, stawiając otwarcie jako motyw obronę prawosławia przed katolicyzmem. Prawosławie to nie było zagrożone, schizmatycy litewsko-ruscy nie pragnęli należeć do Moskwy, lecz Iwanowi chodziło o pretekst. Puszczono w obieg kłamstwo, jakoby córka Iwana, zamężna za Aleksandrem Jagiellończykiem, dręczona była z powodu swego wyznania wschodniego. Carowie, którzy nie dopuszczali, aby ich żony wyznawały odmienną od nich wiarę, oskarżali tolerancyjnych Jagiellonów o gwałt wyznaniowy. Odtąd Moskwa stale używać będzie religii jako środka usprawiedliwienia wojen zaborczych i jako sposobu zagrzewania do tych wojen swych poddanych. Trwająca i przez następne wieki nieznajomość spraw wschodnioeuropejskich na Zachodzie pozwala nieraz Moskwie na tę grubą mistyfikację. Gdy dyplomacja emigracyjna podczas wojny krymskiej wydała w języku francuskim zbiór dokumentów, ilustrujących na przykładzie Polski odwieczną politykę rosyjską, włączyła do edycji i list owej rzekomo męczonej córki Iwana, Heleny, do ojca; stwierdzała Helena fakt pozostawionej jej wolności w zakresie wiary i wzywała cara do zaprzestania wiarołomnie usprawiedliwianej walki.

(...)

Czytać można w starej kronice monasteru Peczerskiego pod Kijowem (Pieczerskij Patierik), iż przy surowych ćwiczeniach klasztornych mnisi obowiązani byli stać przez całą noc w cerkwi na modłach.

I oto raz świątobliwy mnich Matwiej, spojrzawszy na braci klasztornych podczas takiego stania nocnego, dostrzegł, iż po cerkwi chodzi bies w postaci Lacha i rzuca kwiatki na mnichów. Do kogo kwiatek przylgnie, ten chwilę postoi, osłabnie i wymyśliwszy jakiś pretekst, idzie z cerkwi spać do celi.

Tak od dawna Lach-łacinnik przedstawiony był ludowi prawosławnemu jako wróg podstępny.

Minęło od tej pory lat kilkaset. Wróg powalony przez Rosję do spółki z Niemcami, rozbiory Polski dokonane. Carowa Katarzyna II, współwinowajczyni, uczestniczka rozbiorów, legła w grobie 10 listopada 1796 roku. Syn jej i następca Paweł I, którego matka nie znosiła i który nawzajem jej nie znosił, starał się po jej śmierci wyrazić ostentacyjną naganę dla jej czynów, politycznych i prywatnych. Udał się wkrótce po jej śmierci do celi Kościuszki, więzionego przez mściwą Katarzynę, przywrócił mu wolność osobistą i pozwolił mu opuścić Rosję. Lecz toru, wytkniętego w sprawie polskiej przez Piotra I i Katarzynę II, trzymać się będzie Paweł wiernie, gdy chodzi o istotę sprawy. 26 stycznia 1797 roku zawarta została w Petersburgu pomiędzy Rosją a Prusami umowa dodatkowa, dotycząca ostatniego podziału Polski. Do umowy tej przystąpiła Austria. Artykuł odrębny tajny umowy dekretował skasowanie na zawsze samej nazwy Królestwa Polskiego. Oto brzmienie tego pamiętnego artykułu:
Quote
„Gdy przez obydwa dwory cesarskie, jak również przez Jego Królewską Mość Króla Pruskiego, uznana została konieczność uchylenia wszystkiego, co może nasuwać wspomnienie istnienia Królestwa Polskiego, skoro uskutecznione zostało unicestwienie tego ciała politycznego, przeto wysokie strony, zawierające umowę, postanowiły i zobowiązują się odnośnie do trzech dworów, nie zamieszczać w tytule miana i nazwy łącznej Królestwa Polskiego, która zostanie odtąd na zawsze skasowana. Wszelako wolno im będzie używać tytułów częściowych, które należą się władzy różnych prowincji tegoż Królestwa, jakie przeszły pod ich panowanie.“


(...)

Przyjechał do Rosji markiz Astolf Custine w roku 1839. Arystokrata, wnuk słynnego generała, zgilotynowanego w roku 1793, syn dyplomaty i wojskowego Renaud Filipa Custine, który śladem ojca poszedł na szafot w roku 1794, miał margrabia Custine otwarty dostęp nie tylko do salonów arystokratycznych i dygnitarskich, lecz i do pałacu cesarskiego. Custine’a poprzedziła opinia legitymisty, klerykała i zaciętego arystokraty, dobra rekomendacja na dworze petersburskim. Mikołaj wdał się z nim parokrotnie w długie i ciekawe rozmowy i przekonany był, iż Francuz olśniony jest zupełnie urokiem jego łaski, uprzejmości i szczerości. Istotnie, Custine w monarchii orleańskiej reprezentował krańcową prawicę, był zwolennikiem monarchii stanowej, nie pojmował zarówno demokratycznego pomieszania stanów, jak i rywalizowania trybuny z tronem. Jechał do Rosji jako do kraju wolnego od chorób politycznych Francji porewolucyjnej. Lecz to, co ujrzał, to nie był Karol X i nawet nie Ludwik XIV, lecz zmodernizowany Iwan Groźny. Wszelkie kontrasty zachodnie, konserwatyzm i liberalizm, Francja burbońska i orleańska, wydawały mu się drobnymi w porównaniu z wielką antytezą cywilizacji i ogładzonego z wierzchu barbarzyństwa, która z każdym dniem w Rosji spędzonym, coraz jaskrawiej stawała przed jego wzrokiem. Jego paromiesięczny pobyt w Rosji to nieustające prześwietlanie pokostu cywilizacyjnego, który pokrywał cienką warstwą wszystkie dziedziny życia Rosji, i wydobywanie na jaśnię złowrogiego wnętrza.

Zdumienie i oburzenie Rosji czytającej z carem na czele po wyjściu z druku książkę Custine’a było niesłychane, nie tyko przypominało, lecz znacznie przewyższyło burzę po wydrukowaniu „Listu filozoficznego“ Czaadajewa. Custine’a trudno było uznać za wariata, książkę jego nieszczęsną zniszczyć, spalić było niepodobna. Zobaczymy później, iż rozpoczęto z nią walkę. Tymczasem uczynimy próbę zwięzłego przedstawienia głównych tez tej najciekawszej może książki XIX wieku o Rosji.

Już na statku, wiozącym go do brzegów Rosji, spotkał i poznał Custine inteligentnego i bardzo zamaszyście szermującego frazesem radykalnym, podczas swych zagranicznych podróży, a do tego katolika, starego księcia K. (Kozłowskiego); rozmowa z nim była wstępem do poznania Rosji, dowcipne i barwne tyrady księcia rosyjskiego, cytowane przez Custine’a, są na ogół w zgodzie z jego późniejszymi własnymi obserwacjami, zebranymi na miejscu. Kozłowski wykładał Custine’owi, iż despotyzm rosyjski jest bardzo mało zależny od osobistych właściwości piastuna władzy.

To system odwieczny, sprzężony nierozłącznie i głęboko skojarzony z wojującym i zaborczym prawosławiem. Prześladowanie Polski - mówił - stanowi wyraz głębokiego, zimnego wyrachowania: tu akta okrucieństwa są w oczach prawowiernych Rosjan chwalebne, to Duch Święty daje władcy moc wzniesienia się nad wszelkie uczucia ludzkie i Bóg błogosławi wykonawcę świętego celu: w świetle tej wiary sędzia i kaci są tym świętsi, im bardziej okrutni. Tryumf prawosławia jest synonimem polityki rosyjskiej. Dla przenikliwego Francuza od chwili zbliżenia się do brzegów Rosji rozpoczynają się rewelacje; gdzie inny podróżnik dojrzy tylko stronę malowniczą czy banalną, on widzi wszechobecną duszę systemu. Oto dobijając do brzegów Rosji, natrafia na rewię morską, urządzoną dla cara. W porównaniu z flotą angielską, flota rosyjska, ten miraż potęgi morskiej, który w lat kilkanaście potem, w czasie wojny wschodniej, rozpłynął się jak urojenie, zrobiła na Custine’ie wrażenie olbrzymów, przeznaczonych do paradowania przed carem, dworaków z drzewa, pływających ku chwale carskiej po morzu, same manewry wydały mu się olbrzymim dzieciństwem, inscenizowanym dla kaprysu despoty. Rosja jest to kraj, zakonkludował, gdzie możliwe jest dokonywanie wielkich wysiłków dla lichego rezultatu. Dzieciństwo na wielką skalę jest to potworność, możliwa tylko pod tyranią, a będąca bodaj najstraszniejszym jej objawem. W innych krajach, gdy ludzie czynią wielkie wysiłki, to w celu dojścia do wielkiego rezultatu; u ludów ślepo uległych władza może nakazywać wielkie ofiary dla osiągnięcia rzeczy małych. Podczas pobytu w północnej stolicy, wśród nawału wrażeń politycznych, zetknął się Custine z dziełem, niby odległym od polityki, a tak znamiennie ilustrującym tyranię i przypominającym nieludzkie dzieła despotów starożytnego świata. Pałac Zimowy spłonął i oto car wyznaczył na rok następny termin odbudowy olbrzymiego zamku. Podczas mrozów, dochodzących do trzydziestu stopni, sześć tysięcy robotników, męczenników bez zasługi pracowało w salach, które, celem szybkiego osuszenia gmachu, ogrzane były do trzydziestu stopni ciepła. Robotnicy, wchodząc do gmachu i wychodząc z niego, wystawieni byli na różnicę temperatury, dosięgającą sześćdziesięciu stopni. Praca w kopalniach Sybiru była mniej mordercza od tej budowy pałacu carskiego, a wszak ci robotnicy nie byli, nawet w carskim pojmowaniu, złoczyńcami. Ci, którzy malowali ściany, kłaść musieli na głowę czapki z lodem, aby wytrzymać upalną temperaturę. Gdzież tu porównywać absolutyzm królów francuskich przed rewolucją z tą tyranią! Miliony wersalskie nakarmiły tyle rodzin robotniczych, ile zabiły niewolników te dwanaście miesięcy Pałacu Zimowego.

To państwo, po bliższym przyjrzeniu się, przedstawia się Custine’owi jako jedno wielkie więzienie, od którego klucze trzyma car, wielkie odległości ułatwiają tu zarówno ucisk jak i bunt, i człowiekiem wolnym może tu być tylko zrewoltowany żołnierz. Rząd rosyjski to dyscyplina obozowa zamiast obywatelskiego ładu, to stan wojenny, który jest stanem normalnym społeczeństwa.

Ten rząd nad wszystkim panuje, a w nic nie umie tchnąć życia. W krajach postępu mechaniki, na Zachodzie, już drzewo i metal zdają się mieć duszę, tu ludzie są jakby z drewna. Nawet ruchy ludzi, spotykanych na ulicy, są sztywne i skrępowane, każdy gest wyraża wolę nie tej osoby, która go czyni. Despotyzm ten chce być mocniejszy, niż natura: Bóg tworzy przyszłość, a car chciałby przetwarzać przeszłość. Kaprys despoty chciałby mieć moc wstecz działającą. Powstaje pytanie, co tu człowiek ma czynić ze swą myślą. Ludzie Rosji są to machiny, niepotrzebnie obarczone myślą.

Rozmowa swobodna jest tu już konspiracją, myśl buntem. Człowiek myśli w celu poprawy losu własnego i innych ludzi, lecz gdy człowiek nic w niczym zmienić nie może, myśl niepotrzebnie zajątrza się w duszy i zatruwa ją - z braku innego użytku. Despotyzm, dziecko niecierpliwości i lenistwa, to choroba urojona ludów, które dały w siebie wmówić, iż bez tyranii istnieć nie mogą.

Co uczynił człowiek Bogu - pyta Custine - iż ten skazał sześćdziesiąt milionów jego bliźnich na życie w Rosji? Władca tej Rosji wciąż gra rolę, nieustannie pozuje. Gdy Custine miał po raz pierwszy stanąć przed jego obliczem, uprzedzono go, iż chcąc się podobać, należy mieć spojrzenie pełne uszanowania, a wygląd trwożny. Twarz Mikołaja przybiera wyraz trojaki: najczęstszy - to niespokojna surowość, rzadziej - wyraz solenny, uroczysty, wreszcie trzecia maska to grzeczność. Brak swobody, przymus, to największe nieszczęście Rosji, odbija się na twarzy władcy: ma on parę masek, nie ma własnego swobodnego oblicza.

Gdzie indziej w Europie dwór, nawet najświetniejszy, to widowisko, w Rosji dwór to potęga. Duchem dworu oddycha imperium od jednego krańca do drugiego. Car czuje wciąż na sobie brzemię przymusu, jest niespokojny, miota się jak lew po klatce, jak chory w gorączce, wychodzi pieszo, wyjeżdża konno, urządza rewie, manewry, wyrusza na morze.

Carowa, dzieci, kuzyni, faworyci, służba - wszystko to wciągnięte jest w wir nieustający carskiego życia i bawi się, aż do skonania. Na tym dworze najbardziej lękają się wolnego czasu, znak nurtującej nudy i pustki.
Dwór robi wrażenie teatru, gdzie szef wciąż czyni przegląd, a aktorzy wciąż odbywają próby.


Aktorzy i dyrektor tracą życie na przygotowywanie, poprawianie, doskonalenie nieustanne komedii bez końca, której na imię cywilizacja północy. Im dłużej przygląda się dworowi, tym bardziej współczuje się jego szefowi. Ta władza unika śmieszności jedynie przez terror i tajemnicę.

Karą dla despoty jest jego wszechodpowiedzialność. Nieodpowiedzialny za nic politycznie, jest on odpowiedzialny za wszystko - jako opatrzność: skutek naturalny uzurpacji praw boskich.


Monarcha, który zgadza się na to, by być uznanym za coś więcej niż za istotę śmiertelną, bierze na siebie odpowiedzialność za wszystkie zło, jakie niebo zesłać może na ziemię za jego panowania. Z tego fanatyzmu politycznego wynikają drażliwości, nieznane w innym kraju. Nieszczęśliwy wypadek traktowany jest, jako sprawa stanu, jako brak względów należnych carowi od Boga. W złym zrządzeniu losu widzi już cień buntu, niepodległość natury wydaje się złym przykładem. Mucha, która lata nie w porę, podczas uroczystości, w pałacu, upokarza cara. Już książę Kozłowski wykładał Custine’owi na statku, iż wieki despotyzmu zdemoralizowały w Rosji i władzę i poddanych. Przyjrzawszy się Rosji, Francuz potwierdza tę diagnozę. Powtarza się - pisze - często opinię, iż szaleństwo systemu jest skutkiem szaleństwa dziedzicznego w carskiej rodzinie. To fałszywy optymizm, zło spoczywa w samym systemie - mówi Custine. Car rosyjski musiałby być aniołem lub co najmniej geniuszem, na to, aby zachować rozum po dwudziestu latach panowania; bardziej jeszcze przerażające jest to, iż szaleństwo udziela się jego poddanym.

Mikołaj nazywał nałóg niewoli swego ludu geniuszem narodu. „Despotyzm istnieje w Rosji, jest to istota mego rządu, lecz jest on w zgodzie z geniuszem narodu“ - rzekł w rozmowie z Custine’m. W tym państwie wytworzyła się demokracja bałwochwalcza: równość poddanych w niewoli. Władza najwyższa szanowana jest jako religia, której powaga jest niezależna od osobistej zasługi kapłanów, cnoty monarchów są tu zbyteczne. Tyran wymaga od ludzi nie tylko uległości, lecz i zadowolenia z jarzma, uśmiechu na twarzy. Lud i władca upijają się razem, czerpiąc z czary tyranii. Custine zetknął się z objawami serwilizmu Rosjan, zanim stanął jeszcze na ich ziemi. W Ems spotkał następcę tronu rosyjskiego ze świtą młodych dworaków i adiutantów. Uderzyło go ich niewolnicze zachowanie się wobec wielkiego księcia; gdy zaś ten oddalił się, ci sami ludzie od razu zmienili ton i maniery, zachowanie ich z potulnego i uniżonego stało się głośne, wyniosłe i wyzywające.

To nagłe przejście od służalstwa do dezynwoltury uderzyło niemile Custine’a. Nie była to zwykła etykieta, znana na innych dworach, lecz służalczość odruchowa, spoza której przezierała arogancja. Ta mieszanina pychy i uniżoności była przykra dla syna starej kultury. Obserwując potem niejednokrotnie w Rosji kurtyzanów, nieszczerze płaszczących się, formował swój pogląd, iż system rosyjski to tyrania, miarkowana przez carobójstwo. W miarę zapoznawania się z historią Rosji coraz lepiej rozumiał ten system, spuściznę kilkuwiekowej przeszłości. Inne ludy znosiły tyranię, naród rosyjski lubił ją i ten fetyszyzm niewoli jest znamienny. Takie panowanie jak Iwana Groźnego oślepia na zawsze duszę narodu, który je znosił z pokorą do końca. Zbrodnia obrazy ludzkości upadla narody aż do późniejszych, odległych pokoleń. Ślepa uległość poddanych, ich milczenie i ich wierność dla obłąkanych tyranów są to złowrogie przymioty. Uległość, posunięta do tych granic, do jakich doszła u poddanych Groźnego, to już nie cierpliwość, lecz namiętność: oto rozwiązanie zagadki. Rosjanie Mikołaja I są godnymi wnukami poddanych Iwana Groźnego. Naród z duszą przez stulecia niewoli spaczoną, na łaskawość władzy patrzy jako na słabość.

Lęk tylko obezwładnia go, surowość nieubłagana rzuca go na kolana, a przebaczenie rozzuchwala; nie sposób go przekonać, można go tylko ujarzmić. Zjawisko to tłumaczy taktykę despoty, lecz nie usprawiedliwia jej; od rządu wymagać należy szkoły ludzkości dla narodu. Mikołaj I nie przebaczył dekabrystom, gdyż wierzył, iż winien jest sobie i swemu narodowi nieugiętą surowość. Łaskawość, oprócz tego, iż przeczyła jego naturze, wydawała mu się słabością, przez którą uchybiłby swej władzy. Przyzwyczajony do mierzenia potęgi carskiej strachem, jaki ona wznieca, patrzył by na swą litość jako na sprzeniewierzenie się kodeksowi moralności politycznej. A jednak wszechwładza cara byłaby dopiero wówczas zupełna, gdyby był władny przebaczać: Mikołaj ważył się tylko na ukaranie. Car zniża się do poziomu swych poddanych; nie waha się ich nadal zezwierzęcać, byle tylko ich mieć uległymi; lud i władca rywalizują ze sobą w nieludzkości. Dworacy kata uważają zawsze wymierzoną przezeń karę za słabą. Ohydne dzikości, cyrkulacja fałszu, dająca życie potworowi caratu, temu ciału trupiemu, którego krwią jest trucizna: oto despotyzm w swej istocie i w swym fatalizmie. Nieczułość, gdyby nawet nie stanowiła wady przyrodzonej cara, byłaby wynikiem nieuchronnym położenia, które zajął, a którego opuścić nie chce i nie może. Los cara to pełne blasku wygnanie. Custine, przyjrzawszy się Rosji, doznaje wrażenia patrząc na Mikołaja, iż głowa jego jak głowa Janusa ma dwie twarze i że wyrazy gwałt, wygnanie, niewola, Sybir wyryte są na niewidzialnej stronie oblicza carskiego. Ludzie Zachodu widzą w rosyjskim przestępcy stanu niewinną ofiarę despotyzmu. Rosjanie widzę w nim człowieka potępionego: oto bałwochwalstwo polityczne. Rosja to kraj, gdzie nieszczęście oczernia bez wyjątku tych, których dotyka. Naród bez wolności ma instynkty, nie ma uczuć; entuzjazm jego dla władzy jest wymuszony, to miłość trzody dla pasterza, który ją hoduje na zabicie. Przykro jest patrzeć, jak życie człowieka sprowadza się tutaj do nadziei złożenia ukłonu władcy i otrzymania odeń uśmiechu. Naród tyranizowany przez despotę zawsze zasłużył na swój los, tyrania to dzieło narodów. Custine czyni wyznanie, iż będąc zaciętym arystokratą we Francji, w Rosji poczuł się demokratą: chłop czy drobny mieszczanin Francji jest wolniejszy, niż w Rosji magnat.

Od chwili wstąpienia na ziemię rosyjską Custine’a uderzyła zupełna odmienność tego kraju, której istnienia dotąd nie podejrzewał. W miarę wtajemniczania się w życie rosyjskie, ta odrębność występowała coraz wyraźniej, coraz jaskrawiej i coraz bardziej ujemnie. Na pierwszy rzut oka, wchodząc do tego kraju, dostrzega się - pisze - iż to życie społeczne, jakie Rosjanie sobie wytworzyli, służyć może tylko do ich wyłącznego użytku. Trzeba być Rosjaninem na to, by żyć w Rosji, jakkolwiek pozornie wszystko odbywa się tak, jak gdzie indziej. Różnica spoczywa - w istocie rzeczy.

Wygląd Petersburga jest próbką i symbolem charakteru całego państwa: pretensjonalne naśladowanie kształtów starej cywilizacji, bez poważnej próby tworzenia rzeczy oryginalnych, wysnutych z natury kraju i narodu, blichtr bez treści, szych bez stylu. Pomniki, kopiowane z posągów klasycznych, a których rysy, styl, układ, kłócą się z naturą krajobrazu, barwą nieba, klimatem, a również z twarzą, ubiorem i obyczajami ludzi, podobne są do bohaterów wziętych do niewoli przez nieprzyjaciół. Świątynie, jakby spadłe z górskich szczytów Grecji na błota Laponii, te pałace bogów pogańskich, które cudownie wieńczą cyple brzegów jońskich swymi surowymi konturami o liniach poziomych i błyszczą z dala w słońcu złoconym marmurem na skałach Peloponezu, na ruinach akropolów antycznych, tu wyglądają jak wielkie masy gipsu i wapna. Należało otoczyć się budowlami o kształtach strzelistych, o liniach pionowych, aby przebić mgły nieba polarnego i przerwać monotonię stepów szarych i wilgotnych, które tworzą krajobraz dookoła Petersburga. Architektura, właściwa temu krajowi, to nie kolumna Partenonu i nie kopuła Panteonu, a raczej wieża pekińska. Jest to rzecz człowieka wznosić góry w kraju, któremu natura odmówiła wszelkiej górzystości terenu.

To samo naśladownictwo puste a pretensjonalne widzi Custine we wszystkich dziedzinach życia warstwy oświeconej. Rosja, która przyjęła cywilizację późno, została przez niecierpliwość swych władców pozbawiona głębokiego nurtu kultury stopniowej a powolnej. Nie przeszła tej pracy wewnętrznej, która tworzy wielkie narody. W tym kraju społeczeństwo, takie, jak je urobili carowie, podobne jest do ogromnej cieplarni, napełnionej łagodnymi roślinami egzotycznymi. Pierwszym skutkiem cywilizacji jest ułatwienie życia materialnego, tu zaś wszystko jest trudne, uciążliwe; jest to kraj niepotrzebnych formalności, braków technicznych, nieporządku i brudu; w hotelach o zakroju i wyglądzie europejskim trapią gościa roje robactwa. Apatia, połączona z chytrością, oto rys dominujący ludności. Nawet grzeczność rosyjska jest raczej ceremonialna niż naturalna i przechodzi w nużącą przesadę. Prawdziwa ogłada to kwiat, który rozwija się dopiero na szczycie drzewa towarzyskiego; roślina ta nie zaszczepia się, lecz zapuszcza korzenie, i łodyga jej, jak łodyga aloesu, wymaga wieków na to, by wyrosnąć. Cały szereg pokoleń barbarzyńskich musi lec w grobie, zanim górne pokłady gruntu społecznego wyhodują ludzi istotnie ogładzonych. Uprzejmość to kodeks współczucia, zastosowany do codziennych stosunków towarzyskich, kodeks ten dyktuje przede wszystkim współczucie dla cierpień miłości własnej.

Już książę Kozłowski uprzedzał Custine’a na statku, iż znajdzie w Rosji rażące objawy niższości cywilizacyjnej i przypomniał mu daty dziejowe: Rosja odległa jest zaledwie o cztery stulecia od najścia barbarzyńców, podczas gdy Zachód przeszedł przez ten kryzys czternaście wieków temu, tysiąc lat różnicy tworzy odległość niezmierną między obyczajami narodów. Custine rychło stwierdził tę prawdę. Rosja, ten naród-dziecko, stanowi jakby jedno olbrzymie gimnazjum - pisze - wszystko odbywa się tu jak w szkole wojskowej, z tą różnicą, iż uczniowie wychodzą z niej dopiero na śmierć. O tej niższości cywilizacyjnej Rosji Custine pisze ze smutkiem, współczuciem, bez naigrawania się, bardziej wyrozumiale niż niejeden z satyryków rosyjskich. Lecz gorzkie i ostre słowa kreśli wówczas, gdy pisze o manii bezdusznego naśladowania Zachodu, małpowania go, jak się wielokrotnie wyraża. Na ten sąd gorzki złożyło się jeszcze jedno spostrzeżenie bystrego Francuza: ślepe naśladownictwo Zachodu kojarzyć potrafią Rosjanie z niechęcią do ludów Zachodu i ci sami ludzie, którzy niewolniczo kopiują narody cywilizowane, popisują się swym dla nich lekceważeniem.

Oni nas nienawidzą - pisze Custine - jak wszelki naśladowca nienawidzi swego wzoru. Gdy ktoś podrabia kształt społeczeństwa, nie przenikając się jego duchem, gdy kopiuje zagranicę, której zazdrości zasobów, nie szanując jej charakteru, gdy to naśladowanie jest wrogie, a dochodzące do dzieciństwa, gdy zapożycza u cudzoziemca, udając, iż nimi pogardza, urządzenie mieszkania, ubiór, sposób mówienia, wówczas staje się echem, kopią, odblaskiem i przestaje żyć własnym życiem.

Upodobanie do wszelkich nowości to mania tego narodu. Nie to stanowi główny brak Rosjan, iż są tym, czym są; co w nich jest warte potępienia, to pretensja do udawania, iż są tym, czym są Francuzi. Są to ludzie straceni dla stanu dzikości, a nie pozyskani dla cywilizacji. Przychodzą na myśl słowa Francuza XVIII wieku: Rosjanie zgnili, zanim dojrzeli. Udają oni ton francuski, bez talentu konwersacji, właściwego Francuzom; w Rosji można studiować ducha parweniuszowskiego we wszystkich klasach i na wszystkich szczeblach drabiny społecznej. Talent małpowania (le talent de la singerie) jest im wrodzony do tego stopnia, iż urażają się naiwnie, gdy im się mówi, że kraj ich nie jest podobny do żadnego innego; co nam wydaje się zasługą, im przedstawia się jako pozostałość barbarzyństwa. Wyobrażają sobie, iż cudzoziemiec, zadawszy sobie trud dalekiej podróży, powinien uważać się za szczęśliwego, gdy tu o tysiąc mil od siebie znajdzie lichą parodię tego, co właśnie dopiero co, dążąc do zobaczenia rzeczy odmiennych, opuścił. Rosjanie nie są jeszcze cywilizowani, są to wymusztrowani Tatarzy. Naród ten to jeszcze tylko afisz, nalepiony na Europie.

Mają gust parweniusza do wszystkiego co jest blaskiem; biorą przepych za wytworność, blichtr za ogładę, policję i strach za podstawy społeczeństwa. Patrząc na tych niedźwiedzi tresowanych, wołałoby się już niedźwiedzie dzikie. Zakładając Petersburg Piotr zbudował dla swych bojarów loże z widokiem na Europę; zamknął w sali balowej swych wielkich panów, uwiązanych na łańcuchu, pozwalając im z daleka lornetować z zazdrością cywilizację i zabraniając im jej dosięgnąć; gdyż zmusić do kopiowania, to znaczy udaremnić sprostanie.

Mieszanina barbarzyństwa i cywilizacji, odcięcie od Zachodu przez przyjęcie wiary grecko-wschodniej, obok przeszczepienia kultury zachodniej od czasów Piotra, składa się na obraz skomplikowany, bezładny, groteskowy. Custine bada cierpliwie, obserwuje coraz z innego stanowiska duszę rosyjską, chcąc dojść do syntezy. Nie może, jednak, wyłączyć sprzeczności, bo tkwią one istotnie w charakterze tego osobliwego narodu.

Oderwana od Zachodu przez przyjęcie schizmy greckiej, Rosja, po szeregu wieków, z niekonsekwencją zawiedzionej miłości własnej, zwróciła się do narodów, urobionych przez katolicyzm, po cywilizację, której ją pozbawiła religia, całkowicie polityczna. To wyznanie bizantyjskie, które wyszło z pałacu cesarskiego, aby utrzymać porządek w obozie, nie zaspokaja wznioślejszych potrzeb duszy ludzkiej; dopomaga ono policji do oszukiwania ludzi.

Od czasu uzurpacji praw Boskich przez władzę świecką w Rosji religia chrześcijańska utraciła tu swą czystość; weszła w zastój i stała się częścią składową mechanizmu tyranii. W tym kraju, gdzie nic nie jest określone ściśle, a to nie bez przyczyny, trudno pojąć stosunek cerkwi do władcy państwa, który uczynił siebie arbitrem również i w rzeczach Kościoła, nie proklamując wyraźnie tej swojej prerogatywy. Po prostu przywłaszczył ją sobie, zachowując synod, jako ostatni znak hołdu, składanego przez cara Królowi Królów. Duchowieństwo schizmatyckie nie jest niczym innym, jak tylko milicją, przybraną w uniform, odmienny od świeckiej armii cara, jest ono w pogardzie u ludu, pomimo protekcji monarszej, a raczej z racji tej protekcji. Żołnierz zaś carski to jeniec dożywotni, skazany na pilnowanie innych jeńców.

Wahając się od czterech wieków między Europą a Azją, Rosja nie zdołała jeszcze odcisnąć piętna swego ducha na dziejach myśli ludzkiej; naleciałości napływowe zatarły jej charakter narodowy.

Naśladownictwo i sarkazm oto główne talenty, jakie Custine przyznaje Rosjanom tej warstwy, z którą się stykał. Rosjanin jest urodzonym naśladowcą, a więc jest przede wszystkim obserwatorem i talent ten, właściwy ludom młodocianym, nieraz wypacza się w szpiegostwo. Sarkazm to bezsilna pociecha ujarzmionego. Rosjanie są zimni, przebiegli, dowcipni, mało uczciwi, jak wszyscy ludzie pożerani przez ambicję; ogromna wrażliwość przy znacznej oschłości, sarkazm i próżność przy przebiegłości, wytworzonej przez niewolę. Ludzie towarzystwa mówią głosem sztucznym, fletowym, jakimś niemiłym tonem słodkawym; powiedzą ci miodowosłodkim głosem, iż chłop pańszczyźniany rosyjski to najszczęśliwszy z ludzi.

W towarzystwie wyższym nieustające sprzysiężenie uśmiechniętych twarzy przeciwko prawdzie, dla dogodzenia despocie. Przypomina się recepta lady Montagu na zachowanie się w Turcji: głaszcz faworytów, omijaj nieszczęśliwych, nie dowierzaj nikomu. Towarzystwo to rozpoczęło zetknięcie z kulturą od ekscesów. Gdy rozpusta nie wystarcza już na to, by zabić nudę, która nurtuje duszę ludzką pod rządem tyranii, wówczas dusza wchodzi na drogę występku. Z aspiracjami wyższymi zdradzić się pod tym rządem niebezpiecznie: człowiek przyznający się do nich to Prometeusz, uprzedzający Jowisza, iż chce mu wykraść ogień....

Żaden charakter narodowy nie jest tak trudny do określenia jak ten: bez wspomnień starożytnych, bez średniowiecza, bez tradycji rycerskich, bez poszanowania dla własnego słowa, zawsze Grecy bizantyjscy, formalistycznie grzeczni jak Chińczycy, grubiańscy, a co najmniej niedelikatni, jak Kałmucy, brudni jak Lapończycy, piękni jak Aniołowie, nieoświeceni jak dzicy (z wyjątkiem kilku kobiet i kilku dyplomatów), przebiegli jak Żydzi, intryganci jak wyzwoleńcy, spokojni i poważni w obejściu jak ludzie Wschodu, okrutni w uczuciach jak barbarzyńcy, ironiczni i pogardliwi przez rozpacz, podwójni szydercy przez naturę i przez uczucie swej niższości, lekkomyślni, lecz tylko pozornie, uzdolnieni do zadań poważnych a nie dość wielkoduszni na to, by się wznieść ponad finezję. Z tym wszystkim - naród chory, leczony trucizną. Uderzył Custine’a niezmierny niepokój Rosjan o to, jaką cudzoziemiec wytwarza sobie o ich kraju opinię. Ta opinia europejska to widmo, które wciąż skrycie ściga i dręczy ich myśli. Trudno okazać w tym względzie mniej niezależności niż oni. Zgodziliby się na to, by być gorszymi i bardziej nieokrzesanymi, byle tylko uchodzić za lepszych i bardziej cywilizowanych. Nie pojmują, iż cywilizacja to nie moda, nie fortel, lecz siła, która puszcza łodygę, tworzy kwiat i daje owoc. Boją się, by ich nie miano za barbarzyńców Północy. Są środki na dzikość pierwotną, nie ma lekarstwa na manię wydawania się tym, czym się nie jest.

Rosja jest krajem, gdzie wszyscy należą do spisku, mającego na celu wprowadzenie w błąd cudzoziemca (enguirlander l’étranger). Są dwie Rosje - pisze Custine - Rosja taka, jaka jest i Rosja taka, jaką chciano by pokazać Europie. Spoza tej drugiej bystry Francuz umiał dojrzeć tę pierwszą, prawdziwą; Rosja, według niego, to wielka sala komedii, gdzie ze wszystkich lóż widać, co się dzieje za kulisami. Umie poznać się nie tylko na kłamstwie grubym, lecz i na subtelniejszej mistyfikacji.

Spotykał dwa rodzaje Rosjan: tych, którzy łącząc przezorność z miłością własną chwalą nadmiernie swój kraj i tych, którzy pozując na bardziej cywilizowanych i wyrafinowanych, popisują się to głęboką pogardą, to przesadną skromnością, gdy tylko mówią o Rosji. Jest to tylko bardziej subtelny sposób zmylenia czujnego wzroku cudzoziemca, lecz i ta subtelność dla tego, kto uchwycił jej cel, wygląda jak mimowolne przyznanie się, zdradzenie obawy wypowiedzenia prawdy.

Custine przejrzał na wylot i jedną i drugą kategorię mistyfikatorów, lecz szukał trzeciej odmiany - prostych i szczerych Rosjan, i szukał, jak mówi, na próżno.

Ten przykład fałszu idzie z góry, od szczytów państwa, które stoją na czele nieustającej wojny przeciwko prawdzie. Poddani przyjmują ulegle, a nawet nie bez satysfakcji, te kłamstwa władzy, która w nich wmawia, że są dobrze rządzeni i szczęśliwi. Ta obłuda tyranii, jakkolwiek gruba, wydaje się niewolnikowi niemal pochlebstwem: despota zadaje sobie trud ukrywania istotnej natury swych rządów, jest to pewna względność mimo woli okazana poddanemu. Kłamstwo jest bądź co bądź tak poniżające, iż zmuszanie despoty do hipokryzji to zemsta, która jest pociechą dla ofiary jarzma. Osobliwy kraj, który wydaje tylko niewolników, przyjmujących na kolanach opinie, jakie im są narzucone, szpiegów, którzy nie mają żadnych własnych opinii, aby tym łatwiej chwycić mogli opinie innych, i szyderców, przesadzających zło.

Custine umie uchwycić w lot tragikomiczną stronę fałszu urzędowego, który płynie od tronu i przyjmowany jest z pokorą i nabożeństwem poddanych. Oto odbywa się uroczystość zaślubin córki Mikołaja I, Marii, z Maksymilianem, księciem Leuchtenberskim. Pan młody jest synem Eugeniusza Beauharnais, wnukiem Józefiny. Koronę nad jego głową trzyma hrabia Pahlen, ambasador rosyjski w Paryżu, syn słynnego Pahlena, zabójcy Pawła, i przez swą symboliczną czynność przy obrzędzie wzywa niebiosa, by zesłały błogosławieństwo na głowę męża wnuczki Pawła. W tym mrocznym państwie, gdzie blask cara zaćmiewa słońce, żyć jest ciężko. Człowiek, który tu się śmieje, to albo komediant, albo pochlebca, albo pijany. Jest to państwo ludzi niemych, każdy duch nosi tu uniform. Rosja wydaje dobrych dyplomatów i dobrych szpiegów; słowo ludzkie tutaj to klucz podrobiony, który służy do otwierania cudzych zamków. Cudzoziemiec, z chwilą, gdy staje na granicy rosyjskiej, jest traktowany jako przestępca. Nie tylko opór władzom, lecz i motywowanie posłuszeństwa już uchodzi tu za zamach na podstawy państwa.

Gdzie życie jest tak nieznośne, tam człowiek dążyć musi do tego, by się ogłuszać jak najczęściej, upijać do zapomnienia o świecie, odpędzać myśli smutne za pomocą najbezmyślniejszych a odurzających rozrywek. Jedynie zabawy puste, błahe lub hulaszcze są dozwolone w tym państwie.

Z literatury zachodniej najchętniej tu czytają Paul de Kocke’a. Życie samo jest zbyt groźne na to, aby ludzie gustowali w literaturze poważnej: farsa, idylla lub panegiryk - oto rodzaje piśmiennictwa najbardziej rozpowszechnione pod despotyzmem. Największa przyjemność narodowa to pijaństwo.

Trzeba tu odurzyć się na to, aby być szczęśliwym. Rozpusta jest nie tylko rozpowszechniona we wszystkich sferach, lecz nawet ma pewien osobliwy urok; ład społeczny jest tu oparty na ucisku, wszelki nieład, wyłom w ustalonym porządku ma pozory odwagi i szerokiego rozmachu życiowego, rozwiązłość uchodzi za liberalizm, lowelas, donżuan są bohaterami. Opowiada się głośno historie o notorycznej rozpuście mnichów i mniszek; przy grubych obyczajach rozpusta tu ma charakter brutalny i dziki; mniszki przechowują przez pewien czas w klasztorze młodego człowieka dla wspólnej rozrywki, a bojąc się, by rzecz się nie wydała, zabijają go cichaczem. Te wydarzenia są urzędowo zatajane, by nie robić skandalu, lecz są powszechnie wiadome i powtarzane ze szczegółami.

Inne poważniejsze a nieobliczalne w swych skutkach odurzenie to sny ambicji. Pod twardą skorupą carskiego ucisku drzemią i kipią zdławione i spaczone w swych objawach namiętności polityczne. Tu uderzyła Custine’a analogia i jednocześnie różnica pomiędzy republikańską Francją a carską Rosją. Tam demokracja, tu despotyzm zniósł ustalone przegrody społeczne, zwalił hierarchię: otworzył pole do wynoszenia się w górę z nizin na szczyty. Środki wyniesienia są odmienne: we Francji można dojść do wszystkiego, schodząc ze stopni trybuny, na której zdobyło się popularność, w Rosji, wkradłszy się w łaski dworu. Ranga, czyn , to galwanizm społeczny Rosji, to namiętność górująca nad wszystkimi innymi. Chwytając czujnym uchem ten pomruk nieukojonych ambicji, Custine widzi pod złudną powłoką, ukrywającą utajone życie Rosji, groźny rezerwuar, szczelnie zamknięty, a postawiony na ogniu, który się coraz bardziej rozpłomienia.

Obok ambicji wyniesienia się na wyższe szczeble w państwie, nurtuje poddanego carskiego podsycana z góry ambicja narodowa, sen o potędze państwa carskiego, rojenie o coraz to nowych zdobyczach, podbojach i o hegemonii w świecie. Ta władza, uchodząca za świętą, karmiąca się politycznym zabobonem, ma przed sobą dwie drogi: albo dowieść, iż jest człowiekiem, czyli zawiesić, przeciąć okrutne działanie własnej tyranii i dać się zmiażdżyć, albo prowadzić swych wyznawców na podbój świata, aby dowieść, iż jest istotnie Boską. I oto carat staje się szkołą pychy państwowej.

Sny światowładcze to pociecha i otucha dla ludzi żyjących pod takim rządem. Obserwując kraje wolne Zachodu, gdzie namiętność i walki polityczne występują burzliwie na zewnątrz i dają pozór bezładu i słabości, i spoglądając na Rosję zmrożoną strasznym rygorem i imponującą uroczystym spokojem, myślą i mówią niewolnicy Petersburga: Europa kroczy torem, jakim niegdyś szła Polska, wytrawia się i osłabia przez czczy liberalizm, zaś Rosja pozostaje potężna, właśnie dlatego, że nie zna wolności: cierpmy pod jarzmem, a każemy drogo jeszcze zapłacić innym narodom za nasze poniżenie.

Olbrzymia, niespokojna ambicja nurtuje duszę narodu rosyjskiego. Naród ten, z natury swej zaborczy, chciwy, wskutek własnego niedostatku, przez poniżającą uległość wobec swej władzy z góry okupuje nadzieję poddania pod swą tyranię innych ludów. Sława, bogactwa, których oczekuje, odwracają myśl jego od hańby, jaką przeżywa, i aby zmyć ze siebie plamę swej niecnej ofiary z wszelkiej swobody politycznej i osobistej, niewolnik na kolanach marzy o panowaniu nad światem.

Badawcza myśl Custine’a odrywa się chwilami od współczesnej rzeczywistości rosyjskiej i stara się odgadnąć przyszłość tego osobliwego kraju. Nigdzie na świecie nie czuł się on mocniej przeniknięty poczuciem niestałości rzeczy ludzkich, jak w Petersburgu. Niech tylko ta stolica, nie mająca korzeni ani w historii, ani w ziemi, zostanie choćby dzień jeden zapomniana przez władcę, niech tylko polityka nowa zwróci gdzie indziej myśl monarchy, a granit, schowany pod wodą, skruszy się, niziny, wodą zalane, wrócą do stanu pierwotnego i dawna pustka obejmie panowanie nad swym starym siedliskiem. Albo Rosja nie spełni swych przeznaczeń, albo Moskwa stanie się na powrót stolicą państwa, gdyż tylko ona posiada zawiązki samoistności i oryginalności rosyjskiej.

Lecz za to w tej starej stolicy Custine ma wizję strasznych zbrodni caratu na przestrzeni wieków.

I wydaje się mu, iż przez wszystkie bramy Kremla wychodzi korowód nieprawości, aby zalać Rosję. Aby odrobić i naprawić to złowrogie dzieło stuleci, na to nie dość najlepszych nawet wysiłków jednego władcy i bynajmniej nie wystarczy tu usunięcie jednego tyrana. Nie z tyranem, a z tyranią należy tu walczyć. W Rosji despotyzm króluje na tronie, lecz tyrania przenika wszędzie.

Obyczaj narodu to wynik powolny oddziaływania wzajemnego ustaw na zwyczaje i zwyczajów na ustawy. Magnat rosyjski, który w przystępie gniewu nie bije na śmierć swego chłopa, uchodzi za człowieka humanitarnego. Byłoby niesłuszne oskarżać cara o wszystkie nieszczęścia państwa: siły jednego człowieka nie sprostałyby zadaniu, wobec którego stanąłby monarcha, który by nagle postanowił panować po ludzku nad narodem nieludzkim. Nie podobna by dziś od razu rządzić Rosją tak, jak rządzi się innymi krajami Europy. Przykład złagodzenia obyczajów powinien być dany od góry. Lecz czegóż oczekiwać od narodu pochlebców, któremu schlebia władca? Zamiast podnosić masy rosyjskie do swego poziomu, usiłuje sam zniżyć się do ich poziomu. Rosja jest dziś dalsza od wolności niż większość ludów świata. Jutro, wśród buntu, rzezi, wśród łuny pożarów, lud wiejski może sobie krzyczeć: niech żyje wolność - aż do krańców Syberii; lud ciemny i okrutny może rozpruwać swych panów, może zbuntować się przeciwko swym ponurym tyranom i zrumienić ich krwią nurty Wołgi, przez to nie stanie się bardziej wolny: barbarzyństwo jest jarzmem. Droga do wyzwolenia tych ludzi to nie pompatyczne proklamowanie wolności; należy uczynić niewolę niemożliwą przez rozwijanie w duszy narodu uczuć ludzkich, których brak jeszcze w Rosji. Custine wyruszył z Paryża w przeświadczeniu, iż ścisłe przymierze Francji z Rosją stanowić powinno podstawę układu europejskiego, lecz przyjrzawszy się z bliska narodowi rosyjskiemu i poznawszy ducha jego rządu, doszedł do przekonania, iż Rosja jest wyodrębniona od reszty świata cywilizowanego przez swój system policyjny, wsparty na fanatyzmie wyznaniowym. I wywiózł z niej przeświadczenie, iż Francja powinna szukać oparcia o narody, których potrzeby i poziom są bardziej do jej własnych podobne. Moskwa - był to wynik jego obserwacji - należy bardziej do Azji niż do Europy. Geniusz Wschodu unosi się nad Rosją, która abdykuje ze swej roli, usiłując kroczyć torem Zachodu. Pomiędzy Francją a Rosją istnieje mur chiński. Pomimo uroszczeń, które tchnął w Rosjan Piotr, Syberia zaczyna się wkrótce za Wisłą. Dwie rzeczy i jedna osoba warte były podróży do Rosji: Newa podczas białych nocy, Kreml moskiewski przy świetle księżyca i cesarz Rosji. Oto cała Rosja malownicza, historyczna i polityczna - pisze, robiąc widoczną aluzję i antytezę do francuskiego dzieła Leonarda Chodźki o Polsce, które, z podobnym tytułem, właśnie wówczas wyszło z druku.

Zażyłość Zachodu z Rosją uważał za niepodobieństwo, naprzód z powodu głębokiego uprzedzenia Rosjan do zachodniego cudzoziemca. Rosjanie są to ukryci Chińczycy, nie chcą przyznać swej niechęci do obserwatorów przybywających z daleka. Każdy Rosjanin klasy niższej, podejrzliwy z natury, nienawidzi cudzoziemców przez ignorancję, przez przesąd narodowy. Każdy Rosjanin z klas wyższych, również podejrzliwy, lęka się ich, gdyż uważa ich za nieprzyjaznych i za przekonanych o swej wyższości. Dzika zazdrość, dziecinna zawiść, której rozbroić nie podobna, kieruje większością Rosjan w ich stosunkach z obcokrajowcami. Starają się ukryć prawdziwe cechy życia rosyjskiego, przy tym nie tyle wstydzą się przywar, ile nicości. Ta Rosja datuje się od wczoraj i dzieje jej są bogate tylko w obietnice.

Lecz z drugiej strony, człowiek Zachodu czuje się w Rosji okropnie. Trzeba pożyć w tej pustyni bez odpoczynku, w tym więzieniu bez wytchnienia, które się nazywa Rosją, aby odczuć całą wolność, z jakiej człowiek korzysta w innych krajach Europy, jakakolwiek będzie ich forma rządów.

Gdy syn będzie nie kontent z Francji - pisze Custine - powiedzcie mu: jedź do Rosji. To podróż użyteczna dla każdego cudzoziemca; ktokolwiek dobrze przyjrzy się temu krajowi, będzie zadowolony z życia w każdym innym miejscu.

Ubolewa Custine nad tym, iż cudzoziemcy opisujący Rosję dopomagają Rosjanom w okłamywaniu świata. Czyż można być bardziej zdradziecko usłużnym (traitreusement complaisant) jak większość tych pisarzy, ściągających tu ze wszystkich krańców Europy, aby rozczulać się nad wzruszającą poufałością, jaka panuje pomiędzy carem a jego ludem! Czymże jest ta masa, nazywana ludem, której rzekomą poufałość z władcami uważa za obowiązek bezmyślnie (niaisement) wysławiać Europa? Są to niewolnicy niewolników.

Należy wreszcie zacząć o Rosjanach mówić prawdę. Czas jest, aby ci ludzie, którzy z taką przenikliwością wykrywają wady i śmieszności społeczeństw europejskich, przyzwyczaili się do znoszenia szczerego sądu obcych. Jeśli chcą być uznani przez narody Europy i traktować z nimi jak równi z równymi, niech pogodzą się z tym, iż usłyszeć muszą sąd i o sobie.

Po paromiesięcznym pobycie Custine opuszczał Rosję.
Quote
„Nigdy nie zapomnę tego, co czułem, mijając Niemen, by dostać się do Tylży pisze. - Ptak wyfrunąwszy z klatki lub wydostawszy się spod klosza machiny pneumatycznej, nie byłby tak wesoły. Mogę mówić, mogę pisać to, co myślę, jestem wolny! - wołałem. Byłem zwłaszcza uderzony wyglądem swobodnym chłopów i wesołością chłopek: ich humor dobry napełniał mnie niemal lękiem, była to niezależność, której skutków bałem się dla nich, już odwykłem od jej widoku... Przechodząc przez ulice Tylży, a później Królewca, sądziłem, iż mam przed sobą karnawał wenecki... A przecież byłem dopiero w połowie drogi między wolnym Zachodem a wielkim więzieniem Rosji“.

(...)

Ukaz 1861 ożywił w duszy chłopa niewygasłą wiarę w to, że car może odebrać ziemię panu, a dać ją chłopu. Dawny despotyzm moskiewski, nie znający praw prywatnych nabytych, był długotrwałą szkołą instynktów ekspropriacyjnych w chłopie. Dalsze trwanie samowładztwa w wieku XIX wciąż utrzymywało w chłopie żywą nadzieję, że lada chwila otrzymać może ziemię i wolność z rąk carskich. Na tym podłożu duchowym łatwo powstawały wersje, że car już ogłosił swą dobroczynną wolę, a tylko panowie zataili tę wolę przed ludem.

Zależność chłopa od ziemianina w Rosji nie była zamknięta w ścisłe ramy prawa, państwo niezmiernie ogólnikowo regulowało ten stosunek, pozostawiając ogromne pole dla samowoli pana.

Niektórzy z wybitnych historyków rosyjskich są zdania, że tabula rasa stosunku pana do chłopa przyniosła sprawie chłopskiej wielką korzyść, gdyż pozwoliła w roku 1861 jednym pociągnięciem pióra zaprowadzić nowy stosunek prawny, który łatwo i bez tarcia wkroczył w próżnię, podczas gdy na Zachodzie stuleci trzeba było na zlikwidowanie zawiłych norm feudalnych. Ta mniemana korzyść należy do licznej kategorii tych rzekomych korzyści, jakie Rosjanie, poczynając od słowianofilów, przypisują swej młodszości cywilizacyjnej, jako to korzyść z braku mieszczaństwa o typie zachodnim, z braku tradycji rycerstwa, renesansu, ugruntowanej własności prywatnej itp. Złowrogie to były korzyści. W istocie, w Rosji było łatwiej, niż na Zachodzie, jednym pociągnięciem pióra carskiego zaprowadzić nowy stan prawny, lecz okazywało się rychło, że ta improwizacja nie ma pod sobą żadnego gruntu w układzie społecznym i w świadomości ogółu, i niemniej łatwo było ten nowy stan rzeczy nowym pociągnięciem pióra zmienić na inny.

Skomplikowane prawo feudalne Zachodu, niezmiernie uciążliwe dla chłopa było, jednak, normą dwustronną, prawem, któremu towarzyszy obowiązek, była to dura lex, sed lex; prawo pozytywne jest zawsze ograniczeniem samowoli i nawet w prawie krzywdzącym człowiek widzi początek choćby rękojmi przeciwko samowoli silniejszego, przeciwko absolutnemu gwałtowi. Takie prawo wytwarza wśród klasy uciśnionej pragnienie zamiany prawa krzywdzącego na prawo lepsze, sprawiedliwsze, przychylniejsze. Stan samowoli wytwarza w duszy mas dążenie nie do zmiany prawa, lecz do zniesienia wszelkiego prawa, nienawiść wszelkiej zależności, wszelkich pęt społecznych, dążenie żywiołowe do wyzwolenia się od przymusu, od gwałtu. Gdy zaś ten stan samowoli osłonięty jest imieniem i siłą rządu i powagą jego ustaw ogólnych, wtenczas wśród mas wyrabia się przekonanie, że ustawy są tylko listkiem figowym samowoli i chciwości klas posiadających.

Wytwarza się, jako zjawisko chroniczne, bunt polityczny i socjalny, żywiołowy, powstają dążenia maksymalistyczne w kierunku ekspropriacji i anarchizmu. Pod powłoką strasznej niewoli socjalnej drzemie popęd ku obaleniu wszelkiej władzy i zagarnięciu całej ziemi. Ten maksymalizm rewolucyjny ludu, utajony, dławiony, lecz wybuchający przy lada sposobności, wytwarza atmosferę i psychologię narodową, której objawem w warstwie oświeconej jest maksymalizm rewolucyjny inteligencji.

(...)

Sprawa o niemoralne postępki panów względem wieśniaków wychodzi na jaw dopiero wówczas, gdy pan, prócz rozpusty, dopuszcza się jeszcze do okrucieństw, gdy znęca się nad swoimi ludźmi. Wówczas chłopi, wyprowadzeni z cierpliwości, wyciągają na światło dzienne i bezeceństwa moralne panów. „Lecz stosunki występne z żonami i córkami bynajmniej nie zawsze oburzają ich głębiej, a zwłaszcza powiedzieć to trzeba o kobietach“. Woźnica, opowiadając Zabłockiemu o czynach ziemianina M. w guberni razańskiej, tak zakończył:
Quote
„Chcesz czy nie chcesz, a każda baba i dziewczyna należy do niego i cóż w tym dziwnego, przecież to chłopki, poddane“.

Za pozwolenie na ślub dziewczyny pan bierze okup - na przykład 100 rubli, o zgodę dziewczyny nikt się nie pyta. „W guberni kałuskiej ojcowie sprzedają córki, czy chce dziewczyna iść za mąż, czy nie. Ojciec bierze 60, najwyżej 70 rubli i, oczywiście, przepija je. Teraz (1840 r.) z powodu drożyzny zboża, cena na dziewczyny spadła do 40 rubli“.

Quote
„Co się tyczy cnót rodzinnych, to pod tym względem chłopi dóbr prywatnych stoją nie niżej od chłopów państwowych, gdyż niżej pod tym względem stać niepodobna“.

Quote
„W guberni nowogrodzkiej wypadkiem przyjechaliśmy na sprawę sądową ze skargi staruszki na męża, za stosunek z synową. Prystaw stanowy opowiadał o tym, jako o rzeczy zwykłej“.

Quote
W wielu guberniach zapewniano nas, że większość spraw karnych pomiędzy chłopami o cudzołóstwo mają za podstawę podobne występki. Lecz sprawy te nie dają bynajmniej wiernego obrazu rzeczywistości, są one wszczynane tylko wskutek skarg, wnoszonych pod wpływem zazdrości. Tymczasem uczucie to bardzo rzadko spotyka się wśród naszego ludu“.

Quote
„Po drodze z Tambowa do Razania zmieniliśmy konie we wsi Czernowskie Chutory w jednej zamożnej zagrodzie, gdzie mieszkało trzech braci żonatych. Było to 16 sierpnia, chłopi byli podochoceni, jeden z braci zaczął częstować swą żoną, żądając za to rubla“.

Quote
„Cała gromada śmiała się z wielką uciechą i chwaliła zucha; żartem wskazaliśmy na żonę drugiego brata Gryszki, lecz ten nie zgodził się na handel żoną. Ech - rzekł z westchnieniem pierwszy - gdyby tak później wieczorkiem, to nie trzeba by i pytać męża, kieliszek wódki i 20 kopiejek, ale teraz widno...“ „Podobne przykłady cynizmu bynajmniej nie stanowią wyjątku, można je spotkać na każdym kroku.“
„Niewinność dziewczyny nie ma wielkiej ceny w oczach naszego ludu do tego stopnia, iż w guberni kałuskiej ojciec i matka mówią do pana młodego: jaka jest, taką bierz, a czego nie znajdziesz, tego nie szukaj“.

Ziemianie nie tylko wiedzą o tej demoralizacji, lecz w najwyższym stopniu przyczyniają się do jej szerzenia. Wiemy o tym z całego szeregu pamiętników i wspomnień z tej epoki, bezpośrednio poprzedzającej reformę 1861 roku. Rzecz dzieje się w guberni saratowskiej.

„Niedaleko od wsi B. znajduje się majątek p. Z. Dziedzic nie mieszkał w tym majątku, lecz co lato przyjeżdżał tu na kilka tygodni. Jego majątkiem - dwiema wioskami, około 100 dymów - zarządzał emerytowany żołnierz, żonaty z jego dawną gospodynią. Ten rządca, co rok, na dzień przyjazdu pana układał listę wszystkich dorosłych dziewczyn i w dniu przyjazdu wręczał mu ją.

Ten brał sobie po kolei każdą na trzy, cztery dni - do usługi. I gdy tylko lista została wyczerpana, wyjeżdżał do innych wsi. I tak z roku na rok“. Znamienne jest zaślepienie ziemian, których zdziczenie ludu bynajmniej nie niepokoi. „We wszystkich swych stosunkach z ludem prostym - pisze Zabłocki - klasa wyższa widzi w nim nie cel, a środek i tylko jeden środek, siłę roboczą i nic więcej. Wszystko, co mogłoby go oświecić, rozwinąć w nim człowieczeństwo, było odsuwane, z początku przez ciemnotę, potem przez system, którego podstawą była ta myśl niesprawiedliwa i przeciwspołeczna, iż dzikim człowiekiem rządzić jest łatwiej.“ Od czasu do czasu zjawia się w chłopie lub chłopce normalne uczucie zazdrości, oburzenia moralnego i wtedy przybiera cechy okrutne, dzikie. Oto w guberni penzeńskiej żona, rozgniewana na męża za stosunek z jej siostrą, zamyka go w stodole podczas pożaru i tam płonie on żywcem. Memoriał zatrzymuje się na innych przywarach chłopa, jako to pijaństwo, brak poczucia honoru, brak istotnej religijności; ten ostatni jest w związku z brakiem wszelkiego wpływu duchowieństwa, które jest w pogardzie u klasy oświeconej i w lekceważeniu u ludu.

(...)

Przyjrzawszy się, bez uprzedzeń i bez złudzeń, fundamentom tego olbrzymiego państwa, przypatrzywszy się temu, czym jest olbrzymia większość jego ludności, czym ona żyje, i z drugiej strony rozważając rolę tego państwa w świecie, widzimy tu wielkie nieporozumienie dziejowe, olbrzymią mistyfikację; która prędzej czy później doprowadzi do wielkiej rewelacji, a ta pomiesza wszystkie rachuby powierzchownych kalkulatorów, wciągających Rosję fikcyjną, Rosję pozorów do swych rachub. Państwo utrzymuje, iż stoi na straży ładu, prawa, a nawet i zasad chrześcijańskich w Europie, że jest ostoją konserwatyzmu, stałości urządzeń, najpewniejszą tamą przeciwko rewolucji, a przyjrzyjmy się jego wnętrzu. Lud bez oświaty i bez kultury, bez poczucia prawa, bez szacunku czci kobiecej, nawet bez przywiązania do swej zagrody i wsi, to jest do jedynej ojczyzny, jaką pojmuje; rzucający z wielką łatwością siedzibę ojców i wędrujący gdzieś daleko, gdzie podobno ma być lepiej, znajdujący się w jakimś okresie przejściowym między koczownictwem a osiadłością; nienawidzący państwa, jako wiecznego gwałtu, nade wszystko nienawidzący tego możnego, oświeconego pana, który ma w ręku tyle władzy, a zwłaszcza ziemi, przeznaczanej od Boga dla chłopów, a którą car prawosławny prędzej czy później odda ludowi.

Cóż stanie się, gdy pękną żelazne pęta, trzymające tę ludność na uwięzi? Nastąpić to mogło w razie gruntownej klęski wojennej, nastąpić mogło po śmierci Mikołaja I, gdyby alianci zachodni prowadzili byli wojnę do zupełnego skruszenia potęgi rosyjskiej. Odgadnąć nie trudno, co wówczas by się stało; zresztą, po roku 1917 zagadka została rozwiązana.

Ten lud, gdy się oswobodzi, objawi naprzód elementarną moc żywiołu; druzgotać będzie bez woli druzgotania, jako prąca ślepo naprzód siła wyzwolona, rozkiełznana a bezmyślna; ta moc druzgocąca nie ma żadnego wędzidła wewnętrznego, prze dotąd, dopóki nie natrafi na tamę zewnętrzną lub nie wyczerpie się sama; oto instynktowny maksymalizm żywiołu, który można nazwać programem maksymalistycznym tylko w tym znaczeniu, w jakim można mówić o programie szalejącego ognia, który dąży do tego, by spalić, strawić, zniszczyć tyle, ile się da.

To jest strona biologiczna, podświadoma, podspołeczna wielkiej zawieruchy, która wciąż wisi nad Rosją jako groźba. Ale ma ona i swą, zrośniętą z tamtą, wyższą od niej, dziedzinę socjalną.

Niepokój ten ma i swą stronę świadomą lub prawie świadomą dziedzinę uczuć, pożądań, jakichś ogólnych, mglistych idei, ma żądzę wyłamania się z niewoli socjalnej i politycznej. Ta żądza zrodzona z cierpienia pokoleń, podsycana nienawiścią wieków, występuje jako wola zrzucenia wszelkiej władzy i wszelkich praw, żywiołowy anarchizm. Jeśli przyświecające tej dziedzinie hasło wola ma charakter zaprzeczny, negatywny, to drugie hasło: ziemia - stawia przed ludem cel pozytywny, fizycznie osiągalny; zagarnięcie przez lud ziemi nie chłopskiej, a więc obszarniczej, cerkiewnej, klasztornej, apanażowej, państwowej. To jest głucha żądza zaboru wewnętrznego, która nurtuje nieustannie, a do głębi, olbrzymi organizm, i która stanowi osobliwy odpowiednik tej innej, a co do swej natury, zbliżonej żądzy, jaka nurtuje górne, polityczne, oświecone warstwy narodu, żądzy zaboru obcych ziem, żądzy niszczenia wewnątrz państwa obcych wyznań, obcych narodowości.

Wielki niepokój trawi to państwo od nizin do wierzchołka, wśród pozornego spokoju cmentarza: żądza zaboru rośnie jako główna namiętność wśród głuszy i pustki, wśród barbarii i ciemnoty, wśród złowrogiego uśpienia siły twórczej narodu. Nie tworzyć, nie uprawiać, nie użyźniać upartym trudem tego, co moje, lecz sięgać po to, co obce, co uprawione cudzym trudem. Forma, kształt, obiekt tej magistralnej żądzy, odmienna w warstwie oświeconej i w ciemnej; głęboka, tajemna natura żądzy ta sama tu i tam. Ciemnota mas, skwapliwie konserwowana, podminowywała cały gmach, nadawała mu cechę kruchości, niestałości. Carat związał swe istnienie z ciemnotą mas, uważał, że oświata mas jest dla niego wyrokiem śmierci, a nie był w stanie pojąć ponurej grozy barbarzyństwa. Potęgę ciemnoty uznał za swego sojusznika; nie wiedząc z jakim sojusznikiem się wiąże; cieszył się, że ten sprzymierzeniec może być zawsze spuszczony z łańcucha przeciwko oświeconym wrogom caratu, a nie chciał wiedzieć, że spuszczony z łańcucha wychowaniec pożre i swego opiekuna.

Z ciemnoty chłopa rosyjskiego zdawano sobie sprawę i w Rosji i na Zachodzie, ale właśnie w jego pierwotności widziano rękojmię jego spokoju i wiecznej rezygnacji. Urabiano sobie dowolne pojęcia o chłopie, podsuwane przez naiwny optymizm i uważano, że w karbach posłuszeństwa, w pokorze wobec władz trzyma go nie tylko żelazny przymus, lecz i wewnętrzne, ślepe, religijne oddanie carowi i cerkwi prawosławnej. Nie zadano sobie trudu zastanowienia się nad tym, czym był car w pojęciu ludu i jakie były istotne skutki socjalne wiary chłopa we wszechmoc cara. Zapomniano, że klasa oświecona i lud żyły obok siebie w Rosji, odległe od siebie o parę stuleci rozwoju umysłowego i że kardynalne pojęcia polityczne i socjalne mogły mieć tę samą nazwę dla obydwóch warstw, a wręcz odmienną treść. Bóg, car, ojczyzna - te pojęcia lud rozumiał po swojemu.


CDN
« Last Edit: (Sun) 08.03.2015, 08:09:25 by BladyMamut »
“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • WyBudzony
  • *
  • Posts: 2 554
  • Reputacja: +12/-0
Odp: Od białego caratu do czerwonego. - Jan Kucharzewski
« Reply #1 on: (Sat) 07.03.2015, 22:58:20 »
Brak ziemi w olbrzymim kraju, większym przestrzenią od reszty Europy, zaludnionym słabo, to wśród sprzeczności i anomalii życia rosyjskiego paradoks największy. Chłop, nie mogący wyżywić się na swej roli i pożądliwym okiem spoglądający na ziemię pana, to komórka pierwotna wielkiego organizmu, tchnącego duchem zaboru. Ten duch obecny jest w całości i w każdym atomie; nie w głąb idzie, a wszerz się rozpiera. Cóż czyni najczęściej ten pan, na którego ziemię żądza chłopska czyha w cichości? Uważa ziemię za źródło dochodu, dzieli ją na cząstki i oddaje pod uprawę gminom i rodzinom chłopskim, a sam wyrywa się do stolicy, do dworu, do rang, orderów.

(...)

„Zadanie naszego ziemstwa - to walka z biedą i ciemnotą. Bieda i ciemnota, oto główne przyczyny wszelkiego zła... Która z tych dwóch bolączek jest dotkliwsza, trudno orzec, prawdą jest tylko to, że są one ściśle i nierozerwalnie ze sobą związane i istnieje między nimi wzajemna zależność przyczynowa: jesteśmy biedni, gdyż jesteśmy ciemni, a jesteśmy ciemni, gdyż jesteśmy biedni: jak tu wyjść z tego koła zaczarowanego, od którego końca wziąć się do leczenia?“ „Oczywiście pożądane jest prowadzenie jednocześnie walki na dwóch skrzydłach i środkami czysto ekonomicznymi i środkami oświatowymi, lecz należy pamiętać, że główny korzeń złego to ciemnota. Przy naszej niezaprzeczalnej biedzie, posiadamy nie mniejsze niż nasi szczęśliwi sąsiedzi źródła naturalne dla wydobycia z nich bogactw, lecz nie możemy z nich korzystać. Chłopi guberni charkowskiej posiadają 2.846.746 dziesięcin samej ziemi ukazowej, co równa się 31.000 kilometrów kwadratowych, to jest mają półtora razy z okładem więcej ziemi niż jest jej w całym królestwie wirtemberskim: ilość zaś ludności chłopskiej guberni charkowskiej prawie równa się ilości mieszkańców Wirtembergii, a tymczasem w Wirtembergii stan ludzkości jest kwitnący, a u nas, gdzie jest półtora razy tyle ziemi i do tego wspaniałego czarnoziemu, ludność skarży się na ciasnotę, dąży do wysiedlenia się na Syberię. I istotnie, ludność żyje u nas niezwykle ubogo, tak że pierwszy nieurodzaj rujnuje gospodarstwo...“

Quote
„Czymże wytłumaczyć tę okoliczność, że mieszkaniec Wirtembergii, siedząc na półtora razy mniejszym kawałku ziemi ornej, jest syty, bogaty i zadowolony, a u nas chłop jest słaby i biedny. Oczywiście poza innymi przyczynami, zależy to w znacznym stopniu od braku kultury“.

Quote
Im niższy jest stopień kultury człowieka, tym więcej przestrzeni potrzebuje do egzystencji: gdy nasi praojcowie żyli z łowiectwa, w ich posiadaniu musiały znajdować się tysiące dziesięcin i jeżeli tego tysiąca dziesięcin nie było, praojciec skarżył się na ciasnotę; następne stadium, pasterstwo, zadowalało się setką dziesięcin; następnie przy przejściu do rolnictwa, przy systemie płodozmianowym zadowalało się dziesięciu dziesięcinami; na koniec, przy obecnej trójpolówce, mówią iż trzeba mieć pięć dziesięcin, a Europejczyk siedzi na jednej dziesięcinie, z której dobrze je, pije, ubiera się, kształci dzieci i odkłada oszczędności na czarną godzinę“.

Trzeba, aby ludność rosyjska przyswajała sobie kulturę europejską, a tej przewodnikiem jest przede wszystkim szkoła.

Quote
„Na sprawy szkolne nie należy patrzeć jako na rzecz podrzędną i jako na liberalną zabawę, szkoła głęboko wpływa na ekonomiczne, duchowe i polityczne życie narodu...“
Tymczasem, w jakimż stanie znajduje się szkolnictwo początkowe w guberni charkowskiej?

Chcąc dać tylko chłopcom możność uczęszczania do szkół elementarnych, należy do istniejących 523 szkół dodać 799, czyli powiększyć ilość szkół o 152%. Ponieważ dotychczas normalny wzrost szkół wynosi 0,7% rocznie, więc trzeba 217 (152:0,7=217) lat na to, aby zapewnić samym tylko chłopcom możność pobierania nauki elementarnej.

Niektórzy utrzymują, że zakładanie i utrzymywanie tych szkół to sprawa ludności wieśniaczej, gdyż jej dzieci tam się uczą. Jeśli tak rzecz pojmować, to przy ubóstwie i ciemnocie chłopa wypadnie czekać dłużej niż lat 217 na wypełnienie sieci szkolnej dla chłopców. Czy jednak słuszne jest twierdzenie, że tylko chłop jest zainteresowany w rozwoju oświaty elementarnej?

Quote
„Czyż, istotnie, przedstawiciele wielkiej, średniej i drobniejszej własności ziemskiej, nie mówiąc już o rządzie, nie są zainteresowani w stopniu kultury ludności wiejskiej, która ich otacza?...

Cokolwiek byście mówili, w oczach świata cywilizowanego przedstawiciele naszej inteligencji nie przestaną być barbarzyńcami dopóty, dopóki będziemy otoczeni przez ciemne masy“. Należy zakładać szkoły za środki ziemstw, niezależnie od tego, czy wieśniacy będą łożyli na te szkoły; poczucie potrzeby nauki wzrasta w masach dopiero z postępem oświaty, szkoła sama wytwarza ludzi, dążących do jej rozpowszechnienia. Tymczasem zaś, jaki jest stan szkolnictwa w guberni charkowskiej w porównaniu z Zachodem? W Czechach, zajmujących przestrzeń nieco mniejszą od guberni charkowskiej, jest 4.945 szkół ludowych z kursem siedmioletnim. W Danii, której przestrzeń jest o 30% mniejsza od guberni charkowskiej, istnieje 2.940 szkół ludowych. W bardziej jeszcze oświeconej Wirtembergii, zajmującej przestrzeń równą dwóm powiatom guberni charkowskiej, istnieje 4.031 szkół ludowych. W tym czasie gubernia charkowska posiada 523 szkoły“. Trudno jaskrawiej zobrazować upośledzenie oświaty ludowej w Rosji w lat trzydzieści sześć po reformie i dobitniej wykazać związek sprawy agrarnej ze sprawą kultury narodowej. Dla charakterystyki usposobienia sfer oświeconych i wpływowych dodamy, że na skutek tej mowy Kowalewskiego zgromadzenie ziemskie uchwaliło wypłacać 200.000 rubli rocznie na oświatę ludową. Reakcyjna mniejszość ziemstwa zaagitowała przeciwko tej uchwale i władze miejscowe założyły przeciwko tej uchwale veto.

(...)

Trudno o tragiczniejszą iluzję niż złudzenia zarówno zachodowców-słowianofilów, jak i radykalistówludowców co do opatrznościowej roli ustroju gminnego. Zbiorowe władanie ziemią i periodyczne podziały roli bynajmniej nie dawały tych korzyści, jakich dopatrywali się słowianofile i idąc ich śladem Haxthausen: nie tamowały pauperyzmu, nie zapobiegały wzrostowi proletariatu.

Przeciwnie, postępujące wciąż, wskutek rozrastania się rodzin, stałe rozdrabnianie posiadania chłopskiego przy podziałach roli, prowadziło do powstawania gospodarstw karłowatych, które przy słabej kulturze, wiodły do nędzy gospodarzy wiejskich. Tuhan-Baranowski w swym dziele o fabryce rosyjskiej stwierdza, że w guberni moskiewskiej 94% robotników fabrycznych byli to chłopi, należący do miru, a nie mogący wyżywić się z roli. Ich zależność od miru trwała wciąż, byli solidarnie odpowiedzialni za ciężary gminne i tylko z pozwolenia gminy mogli otrzymywać paszporty na pobyt i pracę w fabrykach.

Nie stanowiąc żadnej tamy przeciwko proletaryzacji, przeciwnie, będąc czynnikiem wzmożenia pauperyzmu, instytucja gminnego władania ziemią nie była również szkołą jakiegoś komunizmu braterskiego, jak to sobie wyobrażał Hercen, a za nim ludowcy. Była ona, natomiast, praktyczną szkołą ekspropriacji; podziały gruntu były w oczach chłopa wyrazem prawa do ziemi, jakie miał każdy chłop, urodzony w obrębie gminy, kosztem tych, co ziemię posiadali. Już Anatol Leroy-Beaulieu dostrzegł, że aspiracje do nowego podziału ziemi po roku 1861 podsycane były przez owe periodyczne podziały ziemi (pieredieły). Istotnie, przy systemie regularnych podziałów gruntu w chłopie nie mógł wytworzyć się typ zapobiegliwego gospodarza, dbałego o podniesienie gospodarstwa i pozostawienie dzieciom i wnukom. Gdy chłop stoi wciąż wobec perspektywy nowego podziału gruntów, nie ma on wyrachowania w prowadzeniu intensywnej gospodarki na swej schedzie, lecz stara się wyciągnąć z niej korzyść doraźną; jest to więc szkoła gospodarki rabunkowej, stanowiąca tamę przeciwko podniesieniu kultury rolnej, hamująca wyrobienie indywidualności gospodarczej w chłopie, nie pozwalająca na wytworzenie typu gospodarza wiejskiego, przywiązanego do swej roli i uprawiającego swój zagon z upodobaniem, z myślą o zostawieniu porządnego gospodarstwa potomstwu.

Ciążący na gromadzie obowiązek solidarnej odpowiedzialności za swych członków stanowił stary środek fiskalny, ułatwiający rządowi ściąganie podatków; system ten odpowiadał pierwotnej formie państwa, był przeżytkiem, pozostałością szczątkową po tej barbarzyńskiej epoce, gdy państwo tatarskie, a potem moskiewskie traktowało ludność wiejską jak stado. Tak też charakteryzuje tę metodę, przechowaną jeszcze w wieku XX, Witte, jako dogodną dla państwa despotycznego, metodę zarządu skarbowego nad trzodą ludzką, zamiast nowoczesnego systemu odpowiedzialności indywidualnej obywatela za ciężary państwowe. Ta solidarna odpowiedzialność miała wyraźnie ujemne skutki i dla stanu gospodarczego ludności i dla jej rozwoju kulturalnego. Stanowiąc brzemię materialne dla pracowitych i zdolnych, premium dla leniwców i pijaków, obciążała pierwszą kategorię chłopów odpowiedzialnością za tę drugą. Zrywała bezpośredni stosunek chłopa z państwem, stawiała między wieśniakiem a państwem gromadę, kontynuowała w odmiennej formie dawny stan rzeczy, gdy chłop czuł się poddanym dwustopniowym, poddanym poddanych cara, opóźniała rozwój obywatelski chłopa i wyrobienie w nim indywidualności ludzkiej. Tych chłopów, już wyzwolonych od poddaństwa względem pana, a związanych zależnością od gminy, Leroy-Beaulieu porównał do trzody, pozbawionej pasterza a powiązanej pomiędzy sobą, depcącej na miejscu i nie mogącej ruszyć naprzód.

(...)

Wszystkie te praktyki były dobrze znane Anatolowi Leroy-Beaulieu, pisarzowi, od którego Europa dowiadywała się o stanie sprawy chłopskiej w Rosji; doskonale wiedział on, że bicie chłopów „w drodze administracyjnej“, czyli już bez żadnej rękojmi sprawiedliwości, było jeszcze szerzej stosowane niż plagi z wyroku sądowego.  A jednak z wielką pogodą i wyrozumiałością pisał o stosowaniu kar cielesnych w Rosji i tłumaczył je ustępstwem prawodawcy dla zwyczajów ludowych. „Dawny chłop pańszczyźniany, bity, ćwiczony w ciągu stuleci, nadaje się do rózgi i do kar patriarchalnych, zgoła nie odczuwa ich ohydy i podstawia swe plecy bez wstydu. Ma umysł jeszcze zbyt realistyczny i pozytywny, aby nie miał dostrzegać zalet tej kary, i ceni, bez uprzedzenia, rózgę. Rózgi nie kosztują ani czasu, ani pieniędzy, po rózdze lepiej się pracuje, lepiej się śpi - mówi stare przysłowie“.

„Zwyczaj zachował jeszcze rózgi w wymiarze sprawiedliwości na wsi i zwyczaj stopniowo je uchyli. Jedną z wyższości prawa zwyczajowego nad prawem pisanym jest to, że to pierwsze przekształca się i doskonali nieznacznie wraz z obyczajami i ideami, za których postępem podąża. Prawodawca kierował się dobrym natchnieniem, nie czyniąc gwałtu tradycjom i zwyczajom wieśniaczym, zadowalając się skasowaniem tej upokarzającej kary dla klas poddanych prawu pisanemu.

Wówczas, gdy chłop poczuje całą haniebność, całą ohydę tej kary, sądy gminne przestaną skazywać na nią mużyka. Rózga wypadnie sama z rąk sędziego i prawo, zabraniające ostatecznie jej użycia, tylko usankcjonuje postęp obyczajów.  Podobnym, niby dobrodusznym, patriotycznym poglądem reakcjoniści rosyjscy usprawiedliwiali i chłostę chłopa i trzymanie go w ciemnocie: lud nie dorósł jeszcze do równouprawnienia, do oświaty, nie może jeszcze obejść się bez rózgi itp. W podobnym rozumowaniu tkwi błędne koło: rząd systemem kar zabija godność w chłopie, a skasowanie kar poniżających odkłada do chwili rozwinięcia w duszy chłopa godności, trzyma go w ciemnocie, motywując to brakiem poczucia potrzeby oświaty. A w jakiej formie i w jaki sposób mógł zadokumentować chłop swój wstręt do rózgi, skoro ta jest karą legalną? Chyba tylko buntem, który zawsze dawał pole do masowej chłosty.

Nic bardziej beznadziejnego, jak to zachowanie kary chłosty na chłopa i odgrodzenie go haniebną praktyką rózgi od klas uprzywilejowanych, po uroczystym proklamowaniu przez cara oswobodziciela wolności osobistej chłopa. W dalszym ciągu chłop pozostanie stanem bitym (siekomoje sosłowije), jak nazywał go z uznaniem demokratyczny generał Murawiow-Amurski. Dopóki trwała kara cielesna, o wyrobieniu godności ludzkiej nie było mowy. W procesie Wiery Zasulicz adwokat Aleksandrow w wymownych słowach ubolewał nad nie dającą się wykorzenić praktyką batoga i trwającą wiecznie wiarą w batog w Rosji. Praktyka kar cielesnych, trwająca legalnie w Rosji do roku 1905, a de facto i później, stanowiła nieustającą szkołę dzikości i okrucieństwa; stan bity, gdy się wyzwoli, rozumieć będzie swą wolność tak, jak zawsze ją rozumiał niewolnik, gdy wreszcie zdobył bezkarność: jako prawo odwetu, tylko brutalniejszymi i krwawszymi środkami, odpowiadającymi jego zdziczałej w niewoli naturze.

(...)

Weźmy zwierzenie jednego z tych ludzi lepszych, którzy weszli w tym czasie do służby państwowej, i to nawet nie zwierzenie radykalnego Hercena, który może nie nagiąłby się do żadnego urzędowania, lecz zwierzenie umiarkowanego, lojalnego, światłego i uczuciowego Nikitienki, który objąwszy urząd profesora a zarazem cenzora, doszedł do tego, że stał się za Aleksandra II jednym z gnębicieli słowa drukowanego. Nikitienko stanął z dala od wszelkiego nawet teoretycznego ruchu politycznego, oddał się nauce i profesurze, a z wynurzeń jego widzimy, jakim pasmem moralnych udręczeń było jego życie. Rozwój wiedzy wyższej w państwie ucisku i gwałtu był jakąś anomalią.

„Smutny widok przedstawia nasze społeczeństwo - zapisywał pod datą 15 stycznia 1841 roku - nie ma w nim ani dążeń szlachetnych, ani sprawiedliwości, ani prostoty, ani czci w obyczajach. Małe dusze wyczerpują się w małych plotkach chaosu społecznego. Rozum i szalbierstwo to synonimy. Wyraz „człowiek uczciwy“ oznacza u nas prostaka, zbliżonego do głupca. Demoralizacja społeczna jest tak wielka, że pojęcia o honorze, o sprawiedliwości uważane są albo za cechy dusz słabych albo za objaw rozentuzjazmowanej romantyczności. Nasza oświata to jedna obłuda. Uczymy się bez miłości nauki, bez poczucia godności i bez potrzeby prawdy. Istotnie, po cóż troszczyć się o nabycie wiedzy w szkole, gdy życie nasze i ogół nasz są w walce ze wszystkimi wielkimi ideami i prawdami, gdy wszelka próba zrealizowania jakiejś myśli o sprawiedliwości, o dobru, o pożytku powszechnym jest piętnowana i ścigana jako zbrodnia. Po co wychowywać w sobie szlachetne dążenia, wszak wcześniej czy później i tak wypadnie przystać do ogółu, by nie stać się ofiarą“.

28 października 1841 roku zapisuje Nikitienko:
Quote
„Dla nas, w Rosji, nie nastąpił jeszcze okres potrzeb moralnych. Ustrój społeczny przytłacza wszelki rozwój sił moralnych i biada temu, kto z tytułu swego położenia społecznego ma rozwijać działalność w tym właśnie kierunku. To najtrudniejsza pozycja, bo fałszywa. Nie tego nam potrzeba. Wykładać wiedzę? Gdzie tu zachodzi jej potrzeba? Nie ma ona oparcia w życiu i jest tylko szkolnym kleceniem pojęć. Mimo woli staje człowiek w szeregu szarlatanów. Zwłaszcza moja nauka to istny absurd i sprzeczność. Mam wykładać literaturę rosyjską, a gdzie jest ona. Czyż literatura korzysta u nas z praw obywatelstwa? Jako jedyna ucieczka pozostaje martwa dziedzina teorii. Oszukuję ludzi i siebie, wypowiadając wyrazy: rozwój, kierunek myśli, podstawowe idee sztuki. Wszystko to ma doniosłość i dużą, tam gdzie istnieje opinia publiczna, interesy umysłowe i polityczne, a tu mamy po prostu tylko rzucanie słów na wiatr. Słowa, słowa i słowa! Żyć w słowach i dla słów, z duszą żądną prawdy, z rozumem dążącym do wyników pewnych i trwałych, oto istotna, głęboka niedola. Często, bardzo często zgnębiony jestem przez świadomość głęboką, ponurą mojej nicości. Gdybym żył wśród dzikich, chodziłbym na łowy ryb i zwierza i spełniałbym robotę, a teraz, jak dziecko, jak głupiec, gram w marzenia i przywidzenia. O, krwią serca napisałbym dzieje mego życia wewnętrznego! Przeklęta epoka, gdzie istnieje wymyślona oficjalna powinność działalności moralnej, bez istotnej potrzeby, gdzie ogół nakłada na ciebie obowiązki, którymi sam pogardza.“

(...)

Streśćmy „List filozoficzny“ słowami tekstu. „Nigdy nie szliśmy razem z innymi narodami“ - mówi autor o Rosji. - „Nie należymy do żadnej wielkiej rodziny ludzkiej, ani do Zachodu, ani do Wschodu, nie mamy tradycji ani jednego, ani drugiego. Istniejemy jak gdyby poza czasem i wszechświatowe wychowanie rodu ludzkiego nie tknęło nas. Wszystkie ludy przechodziły okres bujnej, samorzutnej, burzliwej działalności. Ten okres dał im najwyższe wspomnienia, poezję, legendę, najowocniejsze idee. Ta niezwykle interesująca epoka w życiu narodów to ich młodość. Nie posiadamy nic podobnego. Na samym początku mieliśmy dzikie barbarzyństwo, potem gruby zabobon, następnie, okrutne, upokarzające jarzmo najeźdźców, jarzmo, którego ślady w naszym trybie życia nie zatarły się jeszcze całkowicie. Epoka narodowa, odpowiadająca młodości, napełniona jest u nas bytem mrocznym, bezbarwnym, bez mocy; bez energii. Nie mamy wspomnień czarujących, nie mamy mocnych pouczających wzorów w podaniach ludowych. Żyjemy w jakiejś obojętności do wszystkiego, bez przeszłości i bez przyszłości. Jeśli zaś bierzemy w czym udział, to nie w celu osiągnięcia prawdziwego, istotnie potrzebnego i powszechnego dobra, lecz wskutek lekkomyślności dziecka, które wyciąga ręce do grzechotki, którą zobaczy w obcym ręku, nie pojmując ani jej znaczenia, ani pożytku. Pierwsze lata nowych dziejów, spędzone w nieruchomej ignorancji, nie zostawiły żadnego śladu w naszych umysłach. Oderwani, przez szczególne zrządzenie losu, od powszechnego życia ludzkości, nic nie wyciągnęliśmy z idei, które ludy otrzymują w tradycji. Aby zrównać się z oświeconymi narodami, powinniśmy na nowo rozpocząć dla siebie całe wychowanie rodu ludzkiego. Przyszliśmy na świat jak nieprawe dzieci, bez dziedzictwa, bez związku z ludźmi, którzy nas poprzedzali“.

„Idziemy drogą dziejową tak osobliwie, iż każdy krok postawiony ginie dla nas bezpowrotnie. Jest to skutek edukacji, obcej, naśladowczej. Nie mamy własnego, samodzielnego rozwoju, nie mamy logicznego postępu. Dawne idee są niszczone przez nowe, gdyż te ostatnie nie wypływają z pierwszych, lecz zjawiają się u nas Bóg wie skąd. Rośniemy, lecz nie dojrzewamy“.

„Narody są to istoty moralne, tak samo jak indywidua. Tworzą się przez wieki, jak jednostki przez lata. My zaś należymy do narodów, które, zdaje się, nie stanowią jeszcze niezbędnej części ludzkości, lecz istnieją po to, by z czasem dać światu jakąś wielką lekcję. Niezawodnie to przeznaczenie przyniesie swój pożytek; lecz kto wie, kiedy znajdziemy siebie samych wśród ludzkości i ile nieszczęść sądzone jest nam przebyć, zanim los nasz się spełni“.

„Narody Europy mają jedną wspólną fizjonomię, jakby znamię jednego rodu. Pomimo podziału ich na gałęzie: łacińską i teutońską, na południową i północną, jest między nimi więź wspólna.

A oprócz tej cechy wspólnej, każdy z nich ma swój własny charakter, nadany mu przez dzieje i tradycję. Idee obowiązku, sprawiedliwości, prawa, ładu rozwijają się z faktów i stanowią konieczne podstawy społeczeństwa. Jest to atmosfera Zachodu; jest to więcej niż historia, więcej niż psychologia: to fizjologia Europejczyka. Czym zastąpić to wszystko u nas? Nawet we wzroku naszym znajduję coś nieokreślonego, zimnego, podobnego do wyrazu twarzy ludów, stojących na niższych stopniach drabiny społecznej.  Gdy znajdowałem się w innych krajach, zwłaszcza południowych, gdzie twarze są tak ożywione, tak wymowne, porównywałem nieraz moich rodaków z ich mieszkańcami i zawsze uderzała mnie tu niemota naszych twarzy“.

„Znajdując się między Wschodem a Zachodem, opierając się jednym łokciem o Chiny, drugim o Niemcy, powinniśmy kojarzyć w sobie dwa pierwiastki ducha: wyobraźnię i rozum; powinniśmy łączyć w naszej cywilizacji historię całego świata. Lecz nie taki los przypadł nam w udziale. Doświadczenie wieków dla nas nie istnieje. Anachoreci świata, nic mu nie daliśmy, nic odeń nie wzięliśmy, nie dołączyliśmy ani jednej idei do całokształtu idei ludzkości. Niczym nie przyczyniliśmy się do udoskonalenia rodzaju ludzkiego i spaczyliśmy wszystko, co zapożyczyliśmy od postępu. Nic nie wymyśliliśmy sami, a ze wszystkiego, co wymyślili inni, zapożyczyliśmy tylko kłamliwe pozory i niepotrzebny zbytek. Aby zwrócić na siebie uwagę, musielibyśmy rozpostrzeć się od cieśniny Beringa do Odry“.

„Ścigani przez zły los, wzięliśmy pierwsze ziarna oświaty umysłowej i moralnej od zdemoralizowanego, pogardzonego przez wszystkie narody Bizancjum. Płytka próżność tylko co oderwała je od powszechnego braterstwa, i my przyjęliśmy od niego ideę, skrzywioną przez namiętność ludzką. W owym czasie ożywcza zasada jedności zagrzewała całą Europę.  Pomimo nazwy chrześcijan, nie ruszyliśmy się z miejsca, wówczas gdy chrześcijaństwo zachodnie kroczyło majestatycznie szlakiem, zakreślonym przez Boskiego Założyciela. Świat przekształcał się, a my wegetowaliśmy w naszych lepiankach z drzewa i gliny. Krótko mówiąc, nie dla nas spełniły się nowe losy ludzkości; nie dla nas, chrześcijan, dojrzewały owoce chrześcijaństwa. Niezaprzeczenie, jesteśmy chrześcijanami; lecz czyż Abisyńczycy również nie są chrześcijanami? Czyż można sądzić, że te nędzne odstępstwa od prawd boskich i ludzkich sprowadzą niebo na ziemię?“

Autor kończył wyrazem religijnej wiary w przyszłość ludzkości:

„Błoga wiara w przyszłe szczęście ludzkości ożywia moją duszę, wówczas gdy dławiony przez nędzną, otaczającą mnie rzeczywistość, pragnę zaczerpnąć czystego powietrza, popatrzeć na jaśniejsze niebo... Może się wydać, iż zbyt napadam na nas. Nie, mówiłem prawdę i jeszcze jej całkowicie nie wypowiedziałem. Zresztą, duch chrześcijański nie cierpi wszelkiego zaślepienia, a tym bardziej przesądów narodowych, ponieważ one najwięcej dzielą ludzi między sobą“.

(...)

„Dość było widzieć to przekonanie, ten zapał i rzec można, fanatyzm, jakim stowarzyszenie w zamierzeniach swych ożywione było. Spiskowcy, kierowani jakimś prywatnym względem lub namiętnością, jako to zemstą, wyrachowaniem, niezaspokojoną ambicją itp., są mniej niebezpieczni i nie tak łatwo mogą zaszczepić innym swe zbrodnicze uczucia i pociągać ich za sobą. W obecnej sprawie widziałem, oczywiście, i takich, lecz u większości młodych ludzi istniało jakieś radykalne rozjątrzenie przeciwko istniejącemu stanowi rzeczy, bez wszelkich pobudek osobistych, wyłącznie wskutek przejęcia się utopiami marzycielskimi, które panują w Europie Zachodniej i dotychczas bez przeszkód przenikały do nas drogą literatury, a nawet i samych wykładów szkolnych. Ślepo oddani tym utopiom, wyobrażają sobie, że są powołani do odrodzenia całego życia społecznego, do przebudowy całej ludzkości - i gotowi być apostołami i męczennikami tego nieszczęsnego złudzenia. Od takich ludzi oczekiwać można wszystkiego. Nie zatrzymają się, nie cofną się przed niczym, gdyż, według ich pojęć, działają nie dla siebie, lecz dla dobra całego rodzaju ludzkiego, nie dla obecnej chwili, lecz dla wieczności“...

Znamienne wyznanie: ludzie, stojący na straży tego ustroju boją się najbardziej gorącego przekonania, entuzjazmu, miłości dla ludzkości, za bezpieczny dla państwa typ obywatela uważają egoistę, karierowicza, materialistę praktycznego. Posyłają z czystym sumieniem prowokatorów i szpiegów do koła entuzjastów, gubią najświatlejszych ludzi i demoralizują swe własne narzędzia.

Do tego barbarzyństwa i do tej korupcji dodają obłudny fałsz, przedstawiając ścigane ofiary wobec narodu jako ludzi zepsutych, nędznego charakteru. Tak było po spisku dekabrystów, to samo uczyniono po procesie Pietraszewców. W ogłoszonym wyroku na nich czytamy:
Quote
„W Rosji, gdzie wiara święta, miłość do cesarza i wierność tronowi oparte są na przyrodzonych cechach narodu i dotąd nienaruszalnie chowane są w sercu każdego, tylko garść ludzi bez żadnego znaczenia, przeważnie młodych i zdemoralizowanych, marzyła o możności podeptania najświętszych praw religii, stanu prawnego i własności“. 

Pietraszewcy w swych rojeniach nie poprzestali na obaleniu despotyzmu i zaprowadzeniu ustroju konstytucyjno-demokratycznego, jak to było w planie dekabrystów. Marzyli oni o zupełnie nowym porządku społecznym, politycznym, i kulturalnym dla całej ludzkości i rojenia swe opierali na teoriach Karola Fouriera. Utopia uszczęśliwienia ludzkości, zniesienia przymusu, urządzenia systemu pracy ludzkiej w zgodzie z popędami ludzkimi (attraction passionnée), zniesienia niedoli fizycznej, moralnej i umysłowej przez zniesienie współczesnego podziału krajów na wsie i miasta, a utworzenie wielkich gmachów stowarzyszonej pracy - falansterów, zaopatrzonych we wszelkie zdobycze kultury, a otoczonych naturą; wreszcie, przy rozbujałej wyobraźni utopisty, wprowadzenie dobroczynnych zmian w samej naturze, usunięcie chorób, znaczne przedłużenie życia, te rojenia fourierowskie, gdzie obok myśli trafnych figurowały fantastyczne absurdy, znalazły fanatycznych wielbicieli wśród grona młodych literatów, artystów, urzędników, oficerów, studentów, handlowców, zamkniętych w kraju, gdzie szeptem wymawiać należało słowa: wolność, postęp, demokracja.

Gdy się widzi, iż marzeniom o radykalnym przetworzeniu cywilizacji nowoczesnej i o usunięciu wszelkich niedomagań życia oddawali się ludzie, żyjący w mikołajowskim Petersburgu w warunkach, wobec których nie już fourierowski wymarzony świat falansterów, lecz rzeczywiste, ówczesne kraje zachodnie, Francja, Anglia, wydawały się rajem szczęścia na ziemi - wówczas objaw ten ma na pierwszy rzut oka coś niepojętego, śmiesznego. Tak też przedstawiał sprawę Dostojewski, jako jeden z oskarżonych w swym zeznaniu:

„Fourieryzm na naszym gruncie może istnieć tylko na kartach książki lub w miękkiej, łagodnej duszy marzyciela, w kształcie idylli lub poematu wierszem w dwudziestu czterech pieśniach. Poważnej szkody system Fouriera przynieść nie może i jeśli komu zaszkodzi fourierzysta, to tylko sobie samemu, w opinii ludzi o zdrowym sensie. Gdyż największą śmieszność, moim zdaniem, stanowi działalność nikomu niepotrzebna“.

(...)

Rewolucja wewnętrzna buduje się na początku jako antyteza rzeczywistości rosyjskiej, przede wszystkim antyteza caratu. To jest jej pierwsza troska i namiętność: dogmatyczne negowanie wszystkiego, co pochodzi od dzisiejszego państwa i dążenie do zupełnie nowego życia. Ten ekstremizm przeczenia stanowi jedną, brzemienną w skutki cechę rewolucji wewnętrznej. Lecz oto stajemy wobec osobliwej rewolucji. W państwie protestu, przeciwstawiającym się państwu dzisiejszemu, spotykamy rysy łudząco przypominające zwalczaną rzeczywistość. Rosjanin odwracający się od rzeczywistości, nie jest w stanie wyplenić jej wpływ z własnej duszy; odwraca się z nienawiścią od despotyzmu carskiego, lecz w rojeniach jego o jutrze despotyzm z góry otrzymuje prawo obywatelstwa. Im bardziej silą się budowniczowie na stworzenie rzeczy zgoła nowej, im w większe brną ostateczności, tym bliżej spotykają się z ostatecznością dawną a wyklętą. Jakaś siła fatalna sprawia, że królestwo przyszłości wzorowane jest bezwiednie na caracie, jest jego odbiciem, co więcej, karykaturą. Duch, który tworzy przyszłość, jest w pętach przeszłości, szatan caratu zaczarował mózg i ramię Rosjanina, budującego nową ojczyznę, stoi nad dziełem rewolucji i nadaje budowie stare kształty. Istne przekleństwo; pałac kryształowy przyszłości będzie tylko starym Pałacem Zimowym, objętym w posiadanie przez nowych władców, tylko więcej okrwawionym i brudniejszym. Długo pływa po niebie rosyjskiej białej nocy miraż przyszłości i czaruje ludzi swym srebrnym blaskiem; ale przyjrzyjmy się bliżej, to ciało astralne caratu, to ten sam padół cierpienia i gwałtu do czasu krążący między ziemią a otchłanią, która się ludziom wydaje niebem.

Michał Murawjow chełpił się tym, że nie jest z tych Murawiowów, których wieszano, lecz z tych, którzy wieszają, należenie do tej drugiej kategorii było decydującym przywilejem, ultima ratio klasy panującej. W odwecie za szubienicę z Pestlem i Rylejewem, z Żelabowem i z Perowską, szafoty dla ich zabójców to, z nieubłaganym fatalizmem psychiki ludzkiej, podświadoma treść krwawego marzenia, snutego przez lat sto, od czasu przysięgi młodocianego Hercena, złożonej w duchu na uroczystości cerkiewnej na cześć stracenia dekabrystów. Sen o przyszłości stawał się snem o odwecie i... snem o własnym despotyzmie. Z tych rojeń wznoszony jest powoli nowy kontrcarat, siła przyszłości, o złudnych pozorach przyszłego państwa górnych ideałów. Zawczasu rysują się kształty przyszłej rewolucji i nawet jej okresy kolejne. Jeden element katastrofy to radość negacji wszystkiego, co istnieje, drugi to przepojenie państwa negacji duchem dawnego systemu.

Mamy figurę dwóch stadiów przyszłej rewolucji: stadium anarchii, rozwiązania wszystkich węzłów, rozbicia wszystkich świętości, i drugie, palingeneza despotyzmu. Rzeczywistość rosyjska zatruła marzenia rewolucjonistów, zdemoralizowała rewolucję, zanim ta dojrzała: jadu wystarczyło na strawienie Rosji carskiej i na zatrucie nowej. Po mnie przyjdzie moja karykatura, to był mściwy testament skazanego na upadek caratu.

Jeśli rewolucjoniści przeciwstawiali swe sny rzeczywistości rodzinnej, to było to łudzenie samych siebie i świata. Byli oni sami, duszą i ciałem, cząstką tej rzeczywistości, buntującą się przeciwko tej całości, negowali żywioł, z którego sami wyszli; wyparcie się przez syna rodziców nie usuwa dziedziczności. Gmach, budowany przez nich z zazdrosna troską o kształt wręcz odmienny od dzisiejszego, wystawiony był z tych samych materiałów co dawny, innych nie było. Spoza świeżego tynku wyglądały stare cegły, a i budowa była czasem bezwiednie, czasem świadomie wzorowana na dawnej. Co więcej, rewolucjoniści wskutek przebywania przez lat dziesiątki w krainie czczych pragnień, gdzie myśl szybuje w bezkres, musieli doprowadzić do ostatnich konsekwencji, do absurdu te cechy, które wchłonęli, które musiały wytworzyć hiperdespotyzm. Despotyzm carski w praktyce życia musiał się jako tako odpolerować, przystosować do życia, nie mógł nie zrozumieć, iż są granice arbitralności. Kontrcarat, po długoletnim męczącym wyczekiwaniu na swą erę, zacznie od realizowania szaleństw, o których czasem roili despoci na tronie, lecz których nie ziszczali, licząc się ze zdrowym sensem i sądem ludzkości. Despotyzm dawny była to stara zardzewiała machina biurokratyczna, kierowana bardziej interesem niż przekonaniem, sceptyczna przynajmniej od czasów Aleksandra II, co do trwałości swych podstaw, galwanizowana przez nacjonalizm urzędowy. Oświeceńsi jego przedstawiciele mieli to gnębiące przeświadczenie, że są siłą przeszłości, dziejowo przedawnioną, odosobnioną już wśród cywilizowanej ludzkości. Kontrcarat występował z żarliwością prozelity, z krzepiącym złudzeniem, iż zapala jutrznię nowego życia dla całej ziemi; pragnął oprzeć się o warstwę świeżą, nienaruszoną jeszcze przez historię i gotów był, bez wszelkich względów, wydobyć na wierzch pokłady barbarzyństwa trzymane dotąd przez carat na uwięzi. Inteligencja, protestująca przeciwko rządom carskim, domagała się swobód obywatelskich, lecz z tego nie wynika, iż miała ona sama zakorzenione poszanowanie wolności w znaczeniu europejsko-amerykańskim, czyli wolności w granicach prawa, która daje rękojmię poszanowania wolności innych ludzi i różni się od swawoli. Fanatycznie wierząc w to, że ona przechowuje prawdę i wskazuje jedyną drogę ocalenia, gotowa była, wszelkimi środkami w jej mocy będącymi, narzucać swe credo. Panuje niewykorzenione przeświadczenie o prawie człowieka do rozporządzania innymi ludźmi, chodzi jedynie o cel; gdy ludzie obiorą sobie za cel uszczęśliwienie Rosji według swego programu, są pewni swego prawa do używania przymusowego innych ludzi jako narzędzi do tego celu. Człowiek uważany jest za środek do osiągnięcia celów politycznych czy społecznych, za materiał do realizacji doktryny. Ze stanowiska historycznego i socjologicznego jest to pojęcie zrozumiałe.

Pojęcie wolności, skojarzone z pojęciem prawa, wyrasta dopiero jako owoc długiej cywilizacji. W Rzymie starożytnym formułuje to pojęcie Cicero: „Wszyscy jesteśmy niewolnikami praw, abyśmy mogli być wolni“. (Omnes legum servi sumus, ut liberi esse possimus: Cicero pro Cluentio). W czasach nowych formułuje to pojęcie w tym samym duchu, acz innymi słowy, Monteskiusz. Wolność polityczna - uczy - nie polega bynajmniej na tym, by czynić to, co się tylko podoba.

„Wolność jest to prawo czynienia wszystkiego, na co pozwalają ustawy“.  Wolność polityczna polega na przeświadczeniu obywatela o swym bezpieczeństwie w razie, gdy jest posłuszny prawom.  Podobne pojęcie wolności pod despotyzmem wyrobić się nie może.  Na zaćmienie pojęcia wolności człowieka wśród inteligencji rosyjskiej wpłynęły łącznie despotyzm polityczny i poddaństwo chłopa. Człowiek nasiąka i tym despotyzmem, któremu sam ulega, i tym, który sam stosuje wobec podwładnych, demoralizuje go i własna niewola i własna tyrania.
Pionierzy kultury rosyjskiej XIX wieku rekrutowali się z początku niemal wyłącznie z warstwy ziemiańskiej. Duch ery poddaństwa przetrwał reformę 1861 toku, psychika chłopa-niewolnika przetrwała reformę włościańską, jak również i dawna psychika warstwy ziemiańskiej, która przy słabości mieszczaństwa, pozostawała długo żywiołem dominującym Rosji oświeconej. Ludzie, uzyskawszy rząd dusz, patrzyli na nie istotnie tak, jak patrzył pomieszczyk na swe chłopskie dusze; lekceważenie indywidualności ludzkiej, nałóg narzucania swej woli, traktowanie wszelkiej kontrowersji jako głupoty lub złej woli, to nie wyłączając, oczywiście, raznoczyńców, cecha publicystów rosyjskich: Bielińskiego i Bakunina, Dobrolubowa i Pisariewa, Dostojewskiego i Lwa Tołstoja, nie mówiąc już o współczesnych.

Niezależnie od tych cech wchłanianych z atmosfery społecznej, z wychowania, samo położenie polityczne i moralne ludzi, zwalczających despotyzm, a podwładnych temu despotyzmowi, wytworzyć musi stopniowo typ nieubłaganego, gotowego uciekać się do wszelkich środków bojownika, uważającego własną łagodność za przeniewierstwo i przeżywającego ciągły stan wzburzenia gniewnego (ozłoblenije), który staje się rysem znamiennym inteligencji rewolucyjnej. Inteligencja ta organizuje się do walki o przyszłość Rosji w najcięższych warunkach, śledzona, ścigana, więziona, deportowana, uciskana bez ustanku przez policję i cenzurę. Żyje w udręce, w ciągłym niebezpieczeństwie, w walce z własnymi słabościami i przywarami niewoli, w gorączkowej pracy mózgu i nerwów. Żyje, świadoma swej misji utrzymania żywego związku swego narodu z cywilizowaną ludzkością, niedopuszczenia do zdziczenia społeczności rosyjskiej. Ma obok siebie lud, nie rozumiejący jej ideałów, patrzący na inteligencję, gdy ta chce go wyrwać z odrętwienia, jak zwierzę chore, z nieufnością spoglądające na zbliżającego się lekarza. Ma przeciwko sobie olbrzymi, nieubłagany aparat przemocy. Wierzy w to fanatycznie, że jest jedyną siłą, która ratuje naród od śmierci duchowej, wzywa ludzi żywych do stanięcia w jej szeregach. Gdy człowiek świadomy jest tego, że ratuje bliźniego od zguby, od ognia, topieli, samobójstwa, wówczas uważa za swe prawo i za swój obowiązek chwytanie się siły lub podstępu. Wiara we własną misję, nieustanna groza wisząca nad człowiekiem, atmosfera gwałtu, zewsząd otaczająca człowieka i przenikająca do jego własnej duszy, wytwarza typ, nie tylko nienawidzący rządu, lecz i traktujący wszelki odmienny od własnego pogląd na dobro narodu, jako brak woli ku temu dobru, jako zdradę ideału; łatwo przechodzący w typ, zaślepiony nienawiścią, w którym myśl twórcza blednie wobec rozpalonej żądzy odwetu, a uczucie mściwe i gniewne pulsuje żywiej i mocniej niż pragnienie odnowienia Rosji.

Czynnikiem, który wywarł wpływ ogromny na wytworzenie umysłowości doktrynerskiej, dogmatycznej, nietolerancyjnej wśród inteligencji rosyjskiej, była cenzura. Jeśli w państwie prawnym wytwarza się na ogół poszanowanie wolności obywatelskiej w znaczeniu monteskiuszowskim, wolności w granicach prawa, zaś państwo despotyczne wytwarza typ buntującego się niewolnika, aspirującego do nieograniczonej wolności dla siebie, a gotowego deptać wolność innych, typ despotyczny i anarchiczny zarazem, to te ogólne skutki dwóch systemów politycznych w szczególności związane są z dziedziną stosunku państwa do myśli ludzkiej i do słowa ludzkiego. Przy wolności słowa obywatel kształci się społecznie, jest ścieranie się poglądów, wyrabiające stosunek krytyczny do własnych myśli, wytwarza się zdolność rozumienia i poszanowania obcych poglądów i tolerancja dla nich, szanse przedmiotowości myślenia wzmagają się. Ucisk cenzury tamuje wymianę przekonań, zamyka człowieka w kole własnych jego myśli; rozwija się naiwny subiektywizm, zamykający się we własnym ja, własna jaźń staje się dla człowieka jedyną rzeczywistością i jedynym prawem i zaczyna on traktować rzeczywistość zewnętrzną jako istniejącą dla niego. Tworzy się atmosfera sprzyjająca powstawaniu sekt umysłowych, wytwarza się typ doktrynera, budującego sobie dogmatyczne programy i arbitralnie domagającego się od innych wiary w te programy. Ci doktrynerzy, pozbawieni władzy materialnej, gotowi są stosować terror moralny względem inaczej niż oni myślących, domagają się zupełnej wolności dla siebie, nie uznają żadnej powagi poza swym dogmatycznym kanonem, a zresztą nie uznają i tych zobowiązań logicznych, jakie płyną z konsekwentnego wyznawania programu; w koncepcjach ich pełno niekonsekwencji i sofizmatów: anarchodespotyzm, buntujący się przeciwko wszelkiemu jarzmu, nie wyłączając jarzma logiki.

(...)

Dostojewski znalazł odpowiedź na pytanie, dlaczego zachodowcy rosyjscy ostatecznie przyłączają się do skrajnej lewicy na Zachodzie, to jest do negatorów dzisiejszej Europy. W tym objawie odzwierciedla się „protestująca dusza rosyjska, dla której kultura europejska była zawsze, od czasów Piotra, nienawistna i pod wieloma względami okazała się obca dla duszy rosyjskiej“.

„O, naturalnie, proces ten odbywał się prawie zawsze nieświadomie, lecz drogie jest to, że poczucie rosyjskie (czutijo russkoje) nie umierało: dusza rosyjska, chociaż i nieświadomie, protestowała właśnie w imię rosyjskości, w imię swego rosyjskiego, pognębionego pierwiastka“.

Piotr I wyrąbał okno do Europy, przez okno to Rosjanie widzieli wiele złych rzeczy i jestestwo ich zaczęło przeciwko temu protestować: „protestowało, nie wskutek swej tatarszczyzny, lecz bodaj istotnie dzięki temu, że chowało w swym wnętrzu coś wyższego i lepszego, niż to, co widziało przez okienko“.

„Powtarzam, wszystko to odbywało się nadzwyczaj oryginalnie: właśnie żarliwi zachodowcy nasi, bojownicy reformy stawali się jednocześnie zaprzeczycielami Europy, stawali w szeregach skrajnej lewicy... I cóż, wypadło na to, że okazali się oni tutaj najżarliwszymi Rosjanami, bojownikami o Rosję i o ducha rosyjskiego, co, oczywiście, gdyby im w swoim czasie wyjaśniono, przyjęliby z śmiechem lub przerażeniem. Niewątpliwie, nie zdawali sobie sprawy ze wzniosłości swego protestu, przeciwnie przez dwa stulecia zapoznawali tę wzniosłość swoją i to nie tylko ją, lecz i szacunek dla siebie samych, dziwili nawet tym Europę; lecz wypadło na to, że właśnie oni okazali się istotnymi Rosjanami“.

Przytacza Dostojewski jako przykład Bielińskiego, który walczył w Rosji ze słowianofilami jako zachodowiec, lecz na Zachodzie był zwolennikiem skrajnej lewicy, która negowała cały układ cywilizacji europejskiej. 

Jak zdziwiłby się, gdyby ciż słowianofile powiedzieli mu wówczas, że on właśnie jest najskrajniejszym bojownikiem o prawdę rosyjską, o indywidualność rosyjską, o wszystko to mianowicie, co odrzucał w Rosji dla Europy, co uważał za bajkę, gdyby mu, ponadto, dowiedli, że w pewnym znaczeniu on właśnie jest istotnym konserwatystą, i to właśnie dlatego, że w Europie jest socjalistą i rewolucjonistą. I w istocie, tak mniej więcej było. Tu wynikł jeden wielki błąd z obydwóch stron, a mianowicie wszyscy ówcześni zachodowcy pomieszali Rosję z Europą, wzięli Rosję na serio za Europę i, negując Europę i jej ład, sądzili, że tę samą negację można zastosować i do Rosji, podczas gdy Rosja wcale nie była Europą, lecz tylko chodziła w mundurze europejskim, pod mundurem zaś była zupełnie inna istota“.

Istotę tę Dostojewski określa po słowianofilsku: gdy Zachód, przesycony indywidualizmem, zaczyna dopiero dążyć do zasady gminnej i w życiu do kolektywizmu i idzie ku niej drogą rewolucyjną, Rosja ma ten pierwiastek w swym bycie i nie potrzebuje rewolucji. Według słowianofilów:

„wszystko, czego żądają w Europie, jest już od dawna w Rosji, co najmniej jako zawiązek i możliwość, a nawet stanowi jej istotę, tylko nie w kształcie rewolucyjnym, lecz w kształcie prawdy Boskiej, prawdy Chrystusowej, która kiedyś ziści się na ziemi, a która całkowicie zawiera się w prawosławiu“.

„Jeżeli słowianofilów ratowało wówczas ich poczucie rosyjskie, to poczucie to miał i Bieliński i nawet tak, że słowianofile mogli uznać go za najlepszego przyjaciela. Powtarzam, było to wielkie nieporozumienie z obydwóch stron. Niedawno powiedział Apollo Grygorjew, że gdyby Bieliński pożył dłużej, na pewno przystałby do słowianofilów. W tym zdaniu była myśl“.

Niektórzy Rosjanie, zetknąwszy się z Europą, zatracili swą indywidualność narodową, lecz ci przyłączali się raczej do konserwatystów europejskich, stawali się nawet czasem katolikami. Tu występował ten sam objaw - przeciwieństwa Rosji z Europą, tylko ze strony odwrotnej niż tam.

„Konserwatyści w Europie, a przeciwnie, zupełni zaprzeczyciele Rosji, stawali się oni burzycielami Rosji, wrogami Rosji. Oto do czego doprowadzało przeistoczenie się Rosjanina w rzeczywistego Europejczyka, stanie się już istotnym synem cywilizacji. Wynika stąd, że Rosjanin, stawszy się rzeczywistym Europejczykiem, nie może nie stać się jednocześnie naturalnym wrogiem Rosji. A więc otrzymaliśmy dwa typy cywilizowanych Rosjan: Europejczyk Bieliński, negujący Europę, stawał się w najwyższym stopniu Rosjaninem, pomimo wszystkich głoszonych przez niego o Rosji błędów, a rdzenny starożytnego rodu książę rosyjski Gagaryn, stawszy się Europejczykiem, uznał za konieczne nie tylko przyjąć katolicyzm, lecz wprost przeskoczyć do jezuitów. Kto z nich, powiedzcie teraz, jest raczej przyjacielem Rosji?“ „Czy nie potwierdza ten mój drugi przykład (ze skrajnej prawicy) mego początkowego paradoksu, polegającego na tym, że rosyjscy socjaliści i komunardzi, przede wszystkim nie są Europejczykami i skończą też na tym, że staną się znów rdzennymi i doskonałymi Rosjanami (korennymi i sławnymi russkimi), gdy rozproszy się nieporozumienie i gdy nauczą się Rosji“. Rosyjscy negatorowie Europy mają swą głęboką rację narodową: stają się oni rewolucjonistami „dla czegoś, czego my, co prawda na razie, sami nie wiemy (a ci, którzy wiedzą, chowają dla siebie)“.

„Jednym słowem - konkluduje Dostojewski - jesteśmy rewolucjonistami, że tak powiem, z własnej jakiejś konieczności, nawet, że tak powiem, z konserwatyzmu“.

Od tych rozumowań przechodzi do kwestii wschodniej i uzasadnia uroszczenia Rosji. A więc Rosjanin, gdy przykłada rękę do burzenia cywilizacji zachodniej, wówczas staje się w całym słowa znaczeniu konserwatorem wielkości i prymatu Rosji w świecie. Widmo walki Rosji z Zachodem o Wschód przywołuje Dostojewskiemu na pamięć Rosjan, burzycieli na Zachodzie, i dostrzega nagle ich patriotyczną rolę.

« Last Edit: (Sun) 08.03.2015, 07:55:25 by BladyMamut »
“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • WyBudzony
  • *
  • Posts: 2 554
  • Reputacja: +12/-0
Odp: Od białego caratu do czerwonego. - Jan Kucharzewski
« Reply #2 on: (Wed) 01.04.2015, 13:56:16 »
TVG-9 Cywilizacyjna Tożsamość Rosji - Wykład Izabeli Gaworowskiej-Burzyńskiej
https://www.youtube.com/watch?v=DWNSKR6dnEc

“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje