Author Topic: "Zbrodnia kajzera" - niemieckie ludobójstwo w Afryce  (Read 1094 times)

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • WyBudzony
  • *
  • Posts: 2 560
  • Reputacja: +12/-0
"Zbrodnia kajzera" - niemieckie ludobójstwo w Afryce
« on: (Fri) 13.03.2015, 11:06:32 »
"Zbrodnia kajzera" - niemieckie ludobójstwo w Afryce

Hunowie Kajzera

Wedle pokutującej u nas opinii, podczas II wojny światowej niemieckie siły zbrojne jęły parać się ludobójstwem pod wpływem ideologii narodowego socjalizmu. To szalone pomysły Hitlera i jego rewolucjonistów pchnąć miały armię, będącą dotąd ostoją szlachetnego konserwatyzmu, na drogę masowych zbrodni, nie mających rzekomo precedensu w XX-wiecznej historii Niemiec. Okryte hańbą formacje Wehrmachtu i Waffen-SS przeciwstawiane są „dżentelmeńskim”, przestrzegającym rycerskich reguł walki oddziałom kajzera Wilhelma z czasów I światowej zawieruchy. W rzeczywistości jednak hitlerowcy mieli wielu „godnych” poprzedników, dla których (parafrazując Clausewitza) ludobójstwo było jedynie „przedłużeniem polityki realizowanej innymi środkami”.

„Nie miejcie litości!”

W 1900 roku wybuchło w Chinach niezwykle brutalne „powstanie bokserów”, skierowane m.in. przeciw cudzoziemskim wpływom oraz rodzimym chrześcijanom. Sześć mocarstw europejskich wraz z USA i Japonią zareagowało wysłaniem do Chin oddziałów wojskowych. Byli wśród nich żołnierze niemieccy, do których pożegnalną mowę wygłosił sam cesarz Wilhelm II: "Nie miejcie litości! Nie bierzcie jeńców! Kto wpadnie wam w ręce, niech będzie zgubiony! Tak jak przed tysiącem lat Hunowie i ich król Attyla zdobyli sławę... teraz niemiecka sława niechaj będzie za waszą sprawą potwierdzona w Chinach w taki sposób, że żaden Chińczyk nie odważy się spojrzeć krzywo na Niemca!".

Owa słynna „Mowa Huńska” (Hunnenrede) wzbudziła w świecie ogromne wrażenie. Nikt nie przypuszczał jednak, że w następnych dziesięcioleciach nawiązanie do dziedzictwa Hunów stanie się podstawową wytyczną niemieckiej polityki zagranicznej.

Kajzer zażądał, by to jego oficer objął stanowisko głównodowodzącego sił interwencyjnych, z tytułem „generała feldmarszałka świata”. Jego protegowanym był marszałek polny Alfred hrabia von Walderesee. Mocarstwa zachodnie, choć niechętnie, zgodziły się na ten dyktat. W październiku 1900 r. Walderesee miał pod swymi rozkazami blisko 70.000 żołnierzy, w tym 20.000 niemieckich, 21.000 japońskich, 13.000 rosyjskich, 6.700 francuskich, 5.600 amerykańskich, 2.500 włoskich, 500 austro-węgierskich.

Wojska niemieckie spóźniły się na prawdziwą wojnę („bokserów” rozgromili Japończycy, Rosjanie i Amerykanie), wyżywały się za to w akcjach terroryzujących ludność cywilną. Koalicyjna armia Waldereesego przeprowadziła 45 dużych operacji pacyfikacyjnych, z tego Niemcy samodzielnie aż 35 (uczestniczyli zaś w prawie wszystkich pozostałych). Żołnierze kajzera dokonywali masowych rozstrzeliwań, nie tracąc czasu na takie ceregiele, jak ustalenie faktycznej winy podejrzanych. Obserwatorzy byli zgodni – Niemcy uśmiercili ogromną liczbę najzupełniej przypadkowych cywilów. Feldmarszałek von Walderesee pisał do cesarza: „Prawdą jest, iż rozstrzeliwuje się wielu Chińczyków“. Przyznawał też, iż sam był świadkiem „niezliczonej ilości egzekucji”.

Nie tylko Niemcy dopuszczali się okrucieństw, jednak wyróżniała ich masowość i systematyczność represji. Ich czynów nie można było przypisać poszczególnym, rozgorączkowanym żołnierzom, działającym pod wpływem stresu pola walki (jak już wspomniałem, Niemcy nie powąchali zbyt wiele prochu podczas bitew). Rozkazy płynące z najwyższych szczebli dowodzenia nie pozostawiały złudzeń – była to świadoma polityka terroru i zastraszenia.

Łzy Tanganiki

Historia Niemieckiej Afryki Wschodniej (Tanganiki) była krótka, ale równie dramatyczna. W 1885 r. Niemiecka Kompania Wschodnioafrykańska wydzierżawiła od sułtana Zanzibaru terytorium wzdłuż morskiego wybrzeża. Niemieckie porządki musiały posiadać ów szczególny, typowo germański rys, skoro już trzy lata później wybuchło tam powstanie tubylców. Do walki ruszyli, ramię przy ramieniu, tak Arabowie, jak i Murzyni, społeczności dotąd szczerze się nienawidzące. Starcia trwały do 1890 r. Kompanii Wschodnioafrykańskiej udzielił pomocy rząd cesarskich Niemiec oraz... Brytyjczycy. Tanganikę ustanowiono niemieckim protektoratem.

Trudne początki niczego nie nauczyły teutońskich kolonizatorów. Tubylcze plemiona wysiedlano z ich tradycyjnych terenów łowieckich i pasterskich, uciskano wysokimi podatkami oraz pracą przymusową. W latach 1896-1897 zbrojny opór stawiło plemię Wahehe, z którym krwawo rozprawiły się Schutztruppe komendanta Lothara von Trothy. Był to tylko wstęp do prawdziwej hekatomby.

Szalę goryczy u rdzennych mieszkańców przelała próba narzucenia im eksperymentalnej uprawy bawełny. Dotychczasowa gospodarka rolna oparta była na produkcji płodów żywnościowych, pozwalała zaspokoić podstawowe potrzeby autochtonów. Uprawa bawełny, choć korzystna dla władz, zgarniających praktycznie cały zysk, skazywała tubylczych rolników na głód.

W latach 1905-1907 miał miejsce wielki bunt, znany jako „powstanie maji-maji”. Wśród Murzynów szerzyła się wiara, że wypicie cudownej wody (maji) ochroni ich przed pociskami z broni palnej. Tłumy wojowników rzucały się do szaleńczych ataków na pozycje niemieckie – niestety, nie imponowali kuloodpornością... Na terenach ogarniętych insurekcją Niemcy zastosowali taktykę spalonej ziemi. Bez litości wybijali całe wioski, nie szczędząc kobiet ani dzieci, rozstrzeliwali, wieszali, niszczyli zbiory żywności, skazując tubylców na pewną śmierć głodową. Liczba ofiar tej przerażającej pacyfikacji jest przedmiotem sporów historyków, waha się od „optymistycznych” 70 tysięcy do pesymistycznych 300 tysięcy. Większość badaczy uważa, że w imię niemieckiego porządku eksterminowano wtedy w Tanganice dwieście tysięcy tubylców! Cesarskie wojsko kolonialne straciło 400 żołnierzy, w tym 15 białych...

Zagłada ludu Herero

7 sierpnia 1884 r. flaga cesarskich Niemiec załopotała nad terytorium Afryki Południowo-Zachodniej (dzisiejszej Namibii). Przez kilka lat komisarzem kolonii był dr Heinrich Göring (w Afryce zawarł on znajomość z austriackim Żydem, Hermannem von Epensteinem, ten z kolei blisko zaprzyjaźnił się z młodą żoną Göringa; owocem tego trójkąta mógł być Hermann Göring, przyszły szef Luftwaffe, twórca Gestapo, budowniczy systemu nazistowskich obozów koncentracyjnych). Choć brytyjski historyk David Irving pisze z uznaniem: „Dzięki wysiłkom i zabiegom herr Heinricha, owa obfitująca w bogactwa naturalne kolonia stała się bezpieczna dla kupców i handlowców...”, stwierdzenie to ilustruje tylko jedną stronę medalu. Niemieckie władze systematycznie pozbawiały tubylców ziemi i bydła, tysiące wolnych do tej pory ludzi zapędzono do robót przymusowych. Rękami murzyńskich niewolników budowano linie kolejowe, farmy, porty morskie w Luderitz i Swakopmund...

W tej sytuacji nie trzeba było długo czekać na konflikty z rdzenną ludnością. Pierwsze stawiło opór waleczne plemię Herero (1885-1890). W latach 1893-1894 starli się z Niemcami Namowie, dowodzeni przez charyzmatycznego Hendrika Witboia. W 1903 r. stanęli do walki Bondelswarts (odłam Nama), pokonani rok później.

Wreszcie, w styczniu 1904 r. doszło do najpotężniejszego zrywu. Znów wystąpili Hererowie, pod wodzą Samuela Maharero. Powstańcy hererscy zaatakowali niemieckie farmy, zabijając 123 kolonistów. Otoczyli miasta Windhoek (stolicę kolonii) i Okahandja. Insurekcję tłumił korpus ekspedycyjny znanego nam już generała Lothara von Trothy („zasłużonego” wcześniej masakrą plemienia Wahehe w Niemieckiej Afryce Wschodniej oraz równie bezlitosnymi działaniami w Chinach). Von Trotha nie owijał spraw w bawełnę: „Moja polityka polegała i polega na stosowaniu siły, skrajnego terroru, a nawet okrucieństwa”. Zażądał od Hererów opuszczenia ich terytoriów: „Nie uczynię wyjątku dla kobiet i dzieci; będą przepędzone lub zabite.”

Niemcy otoczyli Hererów u podnóża góry Waterberg. Doszło do rzezi. Część autochtonów przedarła się przez linie niemieckie, innych zapędzono na pustynię Kalahari, odcinając ich od źródeł wody pitnej. Cesarskie wojsko strzelało bez pardonu do każdego tubylca podchodzącego do wodopoju, nie zważając na jego płeć, ani wiek. Zatruwano studnie. Pojmanych Murzynów umieszczano w obozach koncentracyjnych, gdzie znakowano ich literami GH (Gefangene Herero) i zmuszano do katorżniczej pracy. Więźniowie tego niemieckiego Gułagu budowali m.in. linię kolejową z Lderitzbucht do Keetmanshoop. Nieludzko wyśrubowane normy pracy w zabójczym klimacie, kiepskie wyżywienie, brak opieki medycznej, bezlitośnie stosowana kara chłosty robiły swoje. Niezdolnych do pracy niewolników zabijano (by zaoszczędzić amunicji, zakłuwano ich bagnetami). Niemieccy lekarze Hinck i Fischer przeprowadzali eksperymenty medyczne na murzyńskich więźniach (w przyszłości studentem Fischera będzie niejaki Josef Mengele, który zdobędzie potem sławę jako Anioł Śmierci z Auschwitz...).

Przeprowadzone w 1904 r. spisy ludności szacowały liczbę Hererów na 80 tysięcy. Siedem lat później przy życiu pozostało ich ledwie 15 tysięcy (z tych wielu zawdzięczało ocalenie ucieczce do brytyjskiej Beczuany). Straty tego ludu w wyniku eksterminacji sięgnęły 82 proc.! Niemcy nie ukrywali, że ich celem było unicestwienie całej wspólnoty etnicznej. Teza o ludobójstwie Hererów jest więc w pełni uzasadniona.

Tymczasem, w październiku 1904 r. chwyciło za broń plemię Namów – prowadzili ich Simon Koper i Samuel Isaak. Wsparli ich Hotentoci pod Johannesem Christiaanem i Korneliusem. Kilkuset wojowników długo trzymało w szachu 15-tysięczną armię niemiecką. Ta zastosowała stare, wypróbowane metody. W ciągu trzech lat liczebność plemienia zmniejszyła się z 20.000 do 9781 osób.

W 1907 r.  ludność kolorową Niemieckiej Afryki Południowo-Zachodniej pozbawiono wszelkich praw (w tym prawa do posiadania ziemi i bydła). Jedynym źródłem utrzymania mogła być praca najemna, a właściwie niewolnicza, w niemieckich kopalniach i na plantacjach.

***

Działania cesarskich władz kolonialnych odbierano w Europie z konsternacją. Dla starych mocarstw, szczególnie Wielkiej Brytanii i Francji, walki z tubylcami w posiadłościach zamorskich były niemal codziennością. Wszakże świadoma, z premedytacją zaplanowana i przeprowadzona eksterminacja całych plemion nie mieściła się w ówczesnym obyczaju wojennym. Obozy koncentracyjne wznosili wcześniej Hiszpanie (na Kubie) i Brytyjczycy (w Afryce Południowej), jednak wysoka śmiertelność wśród przetrzymywanych tam osób wynikała ze złych warunków sanitarnych i podłego wyżywienia, nie była zaś efektem celowej polityki wyniszczenia. Wkrótce również Stary Kontynent miał poznać barbarzyństwo Hunów kajzera.

„Myśl Polska” z 15.01.2006

Źródło: http://cristeros1.w.interia.pl/crist/militaria/antenaci_hitlera.htm



Laboratorium zagłady



"Zbrodnia kajzera" to posępna, ale pasjonująca lektura. Pokazuje, do czego zdolny jest człowiek owładnięty rasizmem i poczuciem siły.

"Zbrodnia kajzera"
David Olugsoga, Casper W. Erichsen
przeł. Piotr Tarczyński
Wielka Litera, Warszawa

Początek XX w., południe Afryki, tam, gdzie dzisiaj jest Namibia. Dwadzieścia lat wcześniej po raz pierwszy nad jałową pustynią (jeszcze nie wiedziano, że kryje bogate złoża diamentów), oddzielającą żyzny interior od Atlantyku, załopotała flaga II Rzeszy niemieckiej. W Europie zaś poklask zdobywa tzw. darwinizm społeczny, uczący, że silniejszy musi zastąpić słabszego. Biali dysponują bronią, zorganizowanymi ochotnikami i przekonaniem, że zabicie czarnego to czyn jak najbardziej właściwy, a w pewnych okolicznościach - wręcz na chwałę cesarza Wilhelma II i państwa niemieckiego. O tym z grubsza jest książka Nigeryjczyka Davida Olugsena i Duńczyka Caspera W. Erichsena. Historia zbrodni na ludach Herero i Nama, ludobójstwa, które skwapliwie wyparto z pamięci. Podobnie obojętna Europa była m.in. wobec Konga - prywatnej własności króla Belgów Leopolda. Afrykanie uchodzili powszechnie za gatunek, który można eksploatować. Winni mordów w koloniach odbierali w swoich metropoliach medale i zaszczyty.

To posępna, ale pasjonująca lektura. Pokazuje, do czego zdolny jest człowiek owładnięty rasizmem i poczuciem siły. Gdyby zbrodnia na Herero i Nama stanowiła dla Europy (a zwłaszcza Niemiec) nauczkę, być może - twierdzą autorzy - nie byłoby Holocaustu, zagłady Romów, masowych mordów na europejskich "podludziach": Polakach, Białorusinach, Rosjanach, Ukraińcach. Do roli symbolu urastają brunatne koszule noszone przez hitlerowskie bojówki w latach 20. i 30. - były to ni mniej, ni więcej tylko niewykorzystane bluzy mundurowe Schutztruppe - niemieckich żołnierzy w afrykańskich koloniach.

Czegóż to w niemieckiej Namibii nie zastosowano? Obozy koncentracyjne i obozy, gdzie mordowano głodem i pracą ponad siły. Masowe egzekucje. Pojawiło się pojęcie Lebensraum - niezbędnej ponoć Niemcom przestrzeni życiowej. Uniwersyteccy profesorowie dowodzili, że mieszanie krwi białej i czarnej prowadzi do degeneracji. Prowadzono badania na kolorowych, "naukowo" dowodzące ich niższości. Do berlińskich instytutów wysyłano ludzkie szkielety i wypreparowane organy, paczki zupełnie takie same, jakie kilka dekad później wysyłał z Auschwitz dr Mengele. Ustawy rasowe wprowadzone w III Rzeszy mają swój wzór w Namibii, gdzie posługiwano się bliskimi nazistom słowami: "czystość rasowa", "wstyd rasowy", "mieszanie się ras".

Zadziwiające, jak wielu niemieckich urzędników, żołnierzy, naukowców od ostatecznego rozwiązania, eksterminacji upośledzonych i homoseksualistów (na co dzień i w życiu prywatnym tzw. uczciwych Niemców) zdobywało szlify w Namibii. Hitler zaczytywał się w książkach opisujących, jak bardzo Afrykanie różnią się na niekorzyść od Aryjczyków (dedykacja autora w jednej z nich brzmiała: "Adolfowi Hitlerowi, pierwszemu bojownikowi o to, by kwestia rasowa została uznana za najważniejszy fundament naszej pogłębiającej się wiedzy"). Przeciwnik nazizmu i ekonomista Moritz Bonn pisał podczas wojny, że naziści "przyjmują i rozwijają teorie rasowe, którymi generał von Trotha [niemiecki gubernator] usprawiedliwiał swoją politykę trzebienia zbuntowanych Hererów i wysyłania ich na śmierć z pragnienia na pustyni Omaheke. Zgodnie z prawami natury, w kontakcie z rasą wyższą, podlejsze rasy musiały zginąć. Nazistowska ideologia oparta jest na tym samym prymitywnym darwinizmie i tak jak kolonialni poprzednicy, naziści wierzą w to, że owo prawo natury powinno działać samo, bez ich pomocy (...) To, co miało być karą dla Hererów, na dużo większą skalę robią teraz Żydom". Karl Korsch, niemiecki emigrant polityczny czasów Hitlera, dodawał: "naziści po prostu rozszerzyli na 'cywilizowane' narody Europy te same metody, które dotychczas stosowano tylko wobec 'dzikich tubylców', zamieszkujących tereny nieobjęte tak zwaną cywilizacją".

Słowem - być może nie byłoby Auschwitz, Treblinki i Generalnego Planu Wschodniego, gdyby nie było eksterminacji Hererów i Nama. I gdyby Niemcy (oraz reszta Europy) skrupulatnie o niej nie zapomnieli.

Źródło: http://wyborcza.pl/1,75517,13158607,Laboratorium_zaglady.html
« Last Edit: (Fri) 13.03.2015, 11:11:42 by BladyMamut »
“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje