Author Topic: Katastrofa Germanwings – niepełna historia?  (Read 744 times)

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • WyBudzony
  • *
  • Posts: 2 554
  • Reputacja: +12/-0
Katastrofa Germanwings – niepełna historia?
« on: (Fri) 03.04.2015, 18:40:21 »
Katastrofa Germanwings – niepełna historia?

Joe Quinn
Sott.net
29 marca 2015

Kiedy rankiem 24 marca usłyszałem o rozbiciu się samolotu linii Germanwings, lot GWI9525, we francuskich Alpach, byłem wstrząśnięty, ale szczerze mówiąc, nie tak bardzo zaskoczony. Nie chodzi o to, że się tego spodziewałem, ale był to już piąty taki wypadek na przestrzeni ostatniego roku. Jeśli ta częstotliwość się utrzyma, konieczne będzie przekalkulowanie dotychczas statystycznie niskiego prawdopodobieństwa utraty życia podczas lotu komercyjnym samolotem pasażerskim.

Zaraz po katastrofie – jak mnóstwo ludzi na całym świecie – cierpliwie czekałem na szczegóły. Co mogło spowodować, że nowoczesny, choć nienajnowszy Airbus A320 A320 pierwszej generacji nagle spadł z nieba i roztrzaskał się na stoku góry? Miałem kilka teorii, m.in. unieruchamiający efekt impulsu elektromagnetycznego, pochodzącego od rozpadu meteoru w atmosferze. Dość prawdopodobna hipoteza, zważywszy na szokujący wzrost obserwacji bolidów i meteorów w ciągu ostatnich 10 lat i EMP mógł być przyczyną katastrofy lotu AF447 w 2009 roku, kiedy samolot spał do Oceanu Spokojnego. Jednak spodziewałem się konieczności czekania, ponieważ tego typu dochodzenia mogą – i powinny – zająć sporo czasu.



Kiedy ma się do czynienia z katastrofą lotniczą, najistotniejsze informacje, nawet bardziej istotne od zapisu odgłosów w kokpicie, pochodzą z tzw. czarnej skrzynki – rejestratora lotu FDR (Flight Data Recorder) albo ADR (Accident Data Recorder). FDR rejestruje wszystkie polecenia przesyłane do układów elektronicznych samolotu, łącznie z układem autopilota i systemem zabezpieczenia drzwi do kokpitu.

Wszelkie informacje, jakich dostarczyłby zapis dźwiękowy rozmów w kabinie pilotów, musiałyby współgrać z twardymi danymi pozyskanymi z rejestratora FDR. Naturalnie analiza tych danych zajmuje kilka dni albo i tygodni, było więc niespodzianką, kiedy w niecałe 24 godziny od katastrofy New York Times zacytował anonimowego „francuskiego oficera wojskowego”, który powiedział, że jeden z pilotów zablokował wejście do kokpitu drugiemu pilotowi i to było przyczyną tragedii. New York Times cytuje wojskowego:

Quote
„Ten facet na zewnątrz lekko puka do drzwi. Nie ma żadnej odpowiedzi” – powiedział śledczy. „Następnie uderza mocniej w drzwi, żadnej odpowiedzi. Nigdy nie padła żadna odpowiedź. Można usłyszeć, jak próbuje wyważyć drzwi. […] jedno jest pewne, pod sam koniec lotu ten drugi pilot jest sam i nie otwiera drzwi”.

Pospieszne opublikowanie tej informacji musiało najwyraźniej przeszkodzić oficjalnemu dochodzeniu, prowadzonemu przez francuskie Biuro Śledztw i Analiz dla lotnictwa cywilnego (Bureau d’Enquêtes et d’Analyses, BEA) – cywilną, a nie wojskową agencję rządową, odpowiedzialną za prowadzenie dochodzeń w sprawie wypadków lotniczych – i ustaliło wersję, która stała się oficjalną prawdą o tym, co wydarzyło się w samolocie: został umyślnie rozbity przez drugiego pilota, Andreasa Lubitza.

Kiedy w środę NY Times szedł do druku, szef BEA występował na konferencji prasowej i był, całkiem słusznie, ostrożny. Szef BEA, Remi Jouty, powiedział dziennikarzom, że chociaż rejestrator rozmów odtworzył dźwięki i głosy, nie dostarczył „jakiegokolwiek wyjaśnienia” przyczyn katastrofy samolotu i na rozszyfrowanie ich potrzebne są dni albo tygodnie. Powiedział: „Potrzeba pracy, żeby zrozumieć głosy, dźwięki i alarmy i przypisać różne głosy konkretnym osobom„.

Pomimo tego, następnego dnia po przedwczesnych konkluzjach owego oficera wojskowego, opublikowanych przez NY Times, i ostrożnych wypowiedziach szefa BEA, francuski prokurator Brice Robin zgodził się z wnioskami oficera i zdecydował się otworzyć postępowanie karne, mówiąc: „zamiarem było zniszczenie samolotu”.
To niepokojąco pochopne podejście jak na prokuratora i każe nam się zastanawiać, czy przypadkiem ktoś nie chciał szybko ustalić historyjki, która stałaby się oficjalną wersją wydarzeń, zamiast poczekać na wyniki dokładnego śledztwa. Rzeczywiście, ogłoszenie katastrofy sprawą kryminalną oznacza, że dochodzenie nie będzie już prowadzone głównie przez BEA.

Kwestia tego, czy pełne śledztwo zostanie kiedykolwiek przez kogoś przeprowadzone, stała się bardzo wątpliwa, kiedy ujawniono, że najważniejsza karta FDR z zapisem danych ponoć zaginęła. Zważywszy na to, że sam FDR został znaleziony, trudno jest wyjaśnić zaginięcie karty – chyba że ktoś ją rozmyślnie skonfiskował. [Według nowszych doniesień „nie ma żadnej szansy na znalezienie rejestratora FDR”! – przyp.]


© Maxppp /Landov – Wrak po katastrofie. Samolot praktycznie roztrzaskany w proch.

Po wstępnym ujawnieniu podstawowych informacji z rejestratora rozmów o „głosach” i „odcięciu” od kokpitu, główne media dodały następne szczegóły i historia rozbudowała się. Niektórzy eksperci posunęli się nawet do „wyobrażenia sobie”, co myślał pilot. Na przykład wiodący reporter z brytyjskiego Telegraph, Gordon Rayner, rozmyślał:

Quote
„Coś się zmieniło, kiedy kapitan Sonderheimer zaczął omawiać z Lubitzem proces lądowania. 27-letni Lubitz stał się „lakoniczny” w swoich odpowiedziach, ale, na nieszczęście, kapitana Sonderheimera to nie zastanowiło.

Pośród tego medytowania, skąpą uwagę poświęciły media naocznym świadkom, którzy słyszeli eksplozję i widzieli dym unoszący się z samolotu na krótko przed rozbiciem. Pilot helikoptera francuskich sił powietrznych z bazą w Orange, 30 minut od miejsca katastrofy, powiedział, że francuskie siły powietrzne otrzymały liczne potwierdzające to zeznania świadków. Potwierdził również, że szczątki samolotu znaleziono także w górę od miejsca katastrofy – co według niego potwierdzało, że ten kawałek kadłuba „został odłączony od samolotu przed zderzeniem”.

Ale spreparowane plotki mainstreamowych mediów już się rozeszły na całego i w ciągu czterech dni drugi pilot Andreas Lubitz z entuzjastycznego, towarzyskiego młodego lotnika bez żadnych oznak depresji, marzącego o karierze kapitana i lotach na długich dystansach zmienił się we wściekającego się narcystycznego i depresyjnego faceta z problemami ze wzrokiem i pragnieniem morderczej śmierci – co potwierdzają „dowody” zebrane w jego domu.

Jeden z głównych elementów danych wykorzystanych na poparcie historii o „pilocie-samobójcy” pochodzi z rzekomego zapisu CVR, gdzie – jak się nam mówi – można usłyszeć „oddech” Lubitza. Twierdzenie to zostało podważone przez Gerarda Arnoux, kapitana Air France z 18-letnim stażem i rzecznika krajowego komitetu monitorującego bezpieczeństwo lotnictwa, który dwa dni po katastrofie wystąpił w telewizyjnym programie informacyjnym „Le Grande Journal”. Arnoux powiedział, że oficjalna wersja zawiera trzy błędy:

1. Usłyszenie oddechu pilota na nagraniu CVR nie jest możliwe. Arnoux stwierdził, że kokpit Airbusów A320 pierwszej generacji jest bardzo hałaśliwy – do tego stopnia, że podczas lotu piloci muszą używać słuchawek, żeby ze sobą rozmawiać. Pomysł, że CVR mógł wychwycić z głośnego otoczenia i zarejestrować oddech Lubicza, jest zdaniem Arnoux niedorzeczny.
2. Według wersji oficjalnej śledczy usłyszeli na nagraniu sygnał dźwiękowy (“beep”) pokrętła, którym Lubitz zainicjował obniżanie lotu samolotu. Arnoux kategorycznie stwierdził, że manewrom tą gałką nie towarzyszą żadne sygnały dźwiękowe.
3. Arnoux zastanawia się również, dlaczego dochodzeniowcy nie wspomnieli o usłyszeniu na nagraniu głośnego, ostrego dźwięku z konsoli drzwi kokpitu, jaki rozlega się po wprowadzeniu kodu dostępu w celu awaryjnego otwarcia drzwi do kokpitu. Arnoux przyznaje, że awaryjny kod odblokowujący mógł być ręcznie odrzucony przez osobę w kokpicie, po przytrzymaniu przycisku blokady w pozycji w dół, ale dźwięk towarzyszący wprowadzeniu kodu z zewnątrz i tak by się rozległ. Byłoby to najbardziej oczywiste potwierdzenie, że jeden z pilotów miał odcięty dostęp do kokpitu. Ale nikt o tym słowem nie wspomniał. Natomiast mamy na słowo uwierzyć zapewnieniom wtajemniczonych w zapis CVR, że ktoś „dobijał się do drzwi” i krzyczał „otwórz te cholerne drzwi”. I to jeszcze przy tym całym hałasie tła w kabinie. Muszą mieć bardzo dobry słuch.

Interesująca jest odpowiedź na komentarze Arnoux innego uczestnika panelu dyskusyjnego. Mówi on: „Dlaczego prokurator rozpowszechniałby nieprawdziwe informacje? Czy oni coś ukrywają?” Na co inni odpowiedzieli, że prokurator musiał być po prostu „źle poinformowany”…

Jeśli chodzi o sposób, w jaki poczynano sobie z tym „dochodzeniem”, to przypomina się tu przypadek samolotu linii Egipt Air lot 990. Ta katastrofa była najprawdopodobniej wynikiem anomalii pogodowych, które okazały się zbyt poważne dla mechanicznych ograniczeń samolotu, ale z punktu widzenia Boeinga „pilot-samobójca” jest o wiele atrakcyjniejszym finansowo wyjaśnieniem, więc czepili się tego i wszczęli postępowanie karne, ku niezadowoleniu władz egipskich.

Sercem jestem ze wszystkimi rodzinami ofiar katastrofy, ale szczególnie współczuję rodzinie Andreasa Lubitza. Nie tylko stracili syna i brata, ale ich wspomnienia związane z nim już na zawsze będą skażone oczernianiem go przez media, które zawsze wolą dramatyczne historie w hollywoodzkim stylu od trzeźwego i uczciwego dochodzenia.

Tłumaczenie: PRACowniA
Znalezione na: https://pracownia4.wordpress.com/2015/03/31/katastrofa-germanwings-niepelna-historia/
“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • WyBudzony
  • *
  • Posts: 2 554
  • Reputacja: +12/-0
Odp: Katastrofa Germanwings – niepełna historia?
« Reply #1 on: (Sat) 04.04.2015, 02:14:24 »
MANIPULACJE MEDIALNE ODNOŚNIE DEPRESJI ANDREASA LUBITZA

Wszystkie media obwiniły za katastrofę Airbusa we francuskich Alpach pilota Andreasa Lubitza. Celem mojego felietonu nie jest ani obrona tego pilota, ani atak na jego osobę ani też szukanie prawdziwych przyczyn tej tragedii gdyż nie jestem ekspertem od lotniczych katastrof i nie mam dostępu do czarnych skrzynek. Chcę tylko przedstawić manipulacje mediów, które na siłę próbują nam wmówić, ze Andreas Lubitz cierpiał na depresję. 27 marca 2015 w głównym wydaniu Wiadomości na TVP1 korespondent z Niemiec Marcin Antosiewicz próbował wszystkich przekonać, że Andreas Lubitz cierpiał na ciężką depresję a dowodem na to jest zdjęcie, które zrobił sobie młody niemiecki pilot przy moście Golden Gate w San Francisco. Marcin Antosiewicz stwierdził : „cierpiał na depresję, zrobił sobie zdjęcie na moście samobójców”. Nie mogłem uwierzyć w to co usłyszałem, taki tekst byłby dobry w brukowcu typu Fakt, Super Express, ale nie spodziewałem się tak prymitywnej manipulacji w wiadomościach w TVP1. Na tym zdjęciu Andreas Lubitz jest uśmiechnięty i wygląda na typowego turystę. Przy tym moście robi sobie zdjęcie niemal każdy turysta, który odwiedza San Francisco. Jeśli Andreas Lubitz miałby naprawdę depresję to dlaczego nie skoczył wtedy z tego mostu? Wiem, że wielu samobójców wybiera ten most, aby zakończyć swój żywot, ale przede wszystkim jest to wielka atrakcja turystyczna i jedno z najbardziej charakterystycznych miejsc jakie kojarzy się każdemu z USA. Jeśli będzie mi kiedyś dane odwiedzić San Francisco to na pewno tak jak Andreas Lubitz zrobię sobie zdjęcie przy moście Golden Gate. Kojarzy mi się ten most z samymi pozytywnymi rzeczami, z komediowym serialem jaki oglądałem w dzieciństwie „Pełna chata”, ze wspaniałą piosenką Scotta McKenzie San Francisco a nie z samobójcami. Most jest majestatyczny, ulokowany w malowniczym miejscu i z tego powodu chciałbym tam strzelić sobie sweetfocię a nie z powodu myśli samobójczych.  Potem pokazano szpital, w którym to Andreas Lubitz miał leczyć się na depresję. Dziennikarze niemieccy przeprowadzili wywiad w tym szpitalu i okazało się, że pilot owszem leczył się tam, ale nie na depresję. Zdjęcie przy Golden Gate i kurowanie się w szpitalu to trochę słabe dowody na potwierdzenie czyjejś depresji. Wtedy mistrzowie z TVP wyciągają asa z rękawa – skoro pielęgniarki i lekarze nie potwierdzają depresji to znaczy, że Andreas Lubitz skutecznie ukrywał depresję.  Jeśli rzeczywiście Andreas Lubitz popełnił samobójstwo i zabrał ze sobą na tamten świat ponad 150 osób to wtedy na pewno przyznam rację, że Andreas Lubitz był chory psychicznie, cierpiał na depresję. Na chwilę obecną dowody przedstawiane przez media nie przekonują  mnie a w zasadzie ciężko te tabloidowe hipotezy nazwać dowodami. Na razie odnoszę jedynie wrażenie, ze media chcą , abyśmy wszyscy szybko uwierzyli w ciężką depresję Andreasa Lubitza. Jeśli kiedyś okaże się, że przyczyny katastrofy są zupełnie inne to media powinny wtedy płacić wysokie odszkodowania członkom rodziny Andreasa za oczernianie, za utratę dobrego imienia, za życie z piętnem krewnych mordercy. Media często zbyt pochopnie oskarżają, wydają wyroki bez dowodów a tym samym doprowadzają do kolejnych tragedii.


Wymyśliłem swój mord – plan samobójczy, wiedząc, że główny pilot będzie musiał wyjść ‚na sika’ 30 minut po wystartowaniu do 2-godzinnego lotu. Robert Hanson

Mam wiele zdjęć przy różnych mostach i nie zamierzam popełniać samobójstwa ani zabijać innych ludzi. Mam też wiele zdjęć w meczetach, mam w domu pamiątki z krajów muzułmańskich, posiadam dywaniki do modlitwy,  mam również  Koran przetłumaczony na język polski. Nie przeszedłem na islam, nie jestem wyznawcą Mahometa a tym bardziej nie popieram działalności ISIS. Mam nadzieję, ze ludzie nie będą wyciągać w przyszłości zbyt daleko idących wniosków na podstawie zdjęć, na których jestem. Czy jeśli ktoś zrobi nam zdjęcie na grillu u szwagra z butelką piwa w ręku i kiełbasą śląską w drugiej czy to od razu musi oznaczać, że jesteśmy alkoholikami, codziennie pijemy browary i lubimy tłustą kuchnię? Drodzy pracodawcy, panie z działu kadr, błagam nie zachowujcie się jak korespondent Marcin Antosiewicz, nie wysnuwajcie daleko idących wniosków o kandydacie do pracy lustrując jego konto na FB. Jeśli ma kila fotek z  urodzin kumpla naprawdę nie musi oznaczać, że jest imprezowiczem i  będzie nieodpowiedzialnym pracownikiem. Jeśli ma zdjęcie przy moście Golden Gate nie oznacza, że popełni samobójstwo w godzinach pracy. Nie szufladkujmy ludzi na podstawie kilku zdjęć.

Znalezione na: https://nibylandia24.wordpress.com/2015/03/28/manipulacje-medialne-odnosnie-depresji-andreasa-lubitza/
“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje