Author Topic: Woda droższa niż benzyna. Kryzys wodny w Ameryce Łacińskiej  (Read 1870 times)

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • WyBudzony
  • *
  • Posts: 2 554
  • Reputacja: +12/-0
Woda droższa niż benzyna. Kryzys wodny w Ameryce Łacińskiej

Według szacunków UNEP (Program Narodów Zjednoczonych ds. Ochrony Środowiska) na terenie Ameryki Łacińskiej znajduje się 65% światowych zasobów wody słodkiej. Na kontynencie rozciąga się największa rzeka świata – Amazonka oraz inne duże rzeki jak Parana, São Francisco, Orinoko, Magdalena czy Kolorado. Do tego dochodzą wieczne śniegi pokrywające góry, lodowce, wody gruntowe.

Tymczasem 7% z 1,2 miliarda ludzi na świecie, którzy mają utrudniony dostęp do wody pitnej, zamieszkuje właśnie Amerykę Łacińską. Wszystkiemu winne są postępująca industrializacja, urbanizacja, dynamiczny rozwój rolnictwa – procesy, które pochłaniają hektolitry wody ze zbiorników podziemnych. Inne przyczyny to źle prowadzona gospodarka wodnościekowa oraz prywatyzacja wody. Ponadto na skutek zmian klimatu dochodzi do długotrwałych susz, gwałtownego obniżenia opadów deszczu, co z kolei prowadzi do pustynnienia wielu regionów Ameryki Łacińskiej.

Woda towarem luksusowym

UNDP (Program Narodów Zjednoczonych ds. Rozwoju) zwraca uwagę na ekonomiczny aspekt braku dostępu do wody w regionach teoretycznie w nią obfitujących – korzeniami globalnego kryzysu wodnego są ubóstwo oraz nierówności społeczne, a nie brak fizycznej dostępności wody. Bank Światowy w raporcie z 2006 roku podaje, że średnie rachunki za wodę w Ameryce Łacińskiej są najwyższe wśród krajów Globalnego Południa. Czysta woda stała się dla wielu mieszkańców Ameryki Łacińskiej luksusem, na który stać tylko najbogatszych. Sytuacja generuje wiele problemów społecznych, ze zwiększoną zapadalnością na różne śmiertelne choroby na czele.

Meksyk – królestwo wody butelkowanej

Dziewięćdziesiąt milionów Meksykanów, pomimo istnienia państwowej infrastruktury zaopatrującej mieszkańców w wodę, kupuje ją od przedsiębiorstw prywatnych. Dzieje się tak, ponieważ system wodociągowo–kanalizacyjny nie działa poprawnie i zanieczyszcza wodę przed jej dotarciem do konsumenta końcowego. Woda, która leci tam z kranów, jest żółtą, śmierdzącą cieczą, dlatego Meksykanie radzą sobie z tym problemem jak potrafią - najczęściej kupując wodę butelkowaną. W Meksyku zużywa się najwięcej wody butelkowanej na świecie, średnio 500 litrów rocznie na osobę. Używa się jej nie tylko do picia – wiele osób sięga po nią także wówczas, gdy chodzi o takie czynności jak kąpiel dziecka.

Sprzedaż butelkowanej wody jest dla międzynarodowych koncernów lukratywnym interesem, na którym jednak cierpią całe społeczności oraz ekosystem, który jest ograbiany z wód gruntowych. Rodziny, których nie stać na kupowanie wody, korzystają z zanieczyszczonych źródeł. Ma to wpływ na zdrowie meksykańskich dzieci, które cierpią na biegunki, wymioty, odwodnienie organizmu, a nawet umierają z powodu braku dostępu do czystej do wody. Szacuje się, że ponad 80% problemów zdrowotnych dzieci w Meksyku jest bezpośrednio związana z jakością wody pitnej.

Wenezuela – woda droższa niż benzyna

Wenezuelczycy także korzystają z wody butelkowanej. Mieszkańcy stolicy Wenezueli Caracas płacą za wodę dwa razy więcej niż za benzynę (która jest w tym kraju najtańsza na świecie). Mimo to, gdy jest ona przywożona ciężarówkami raz w tygodniu, rozchodzi się jak świeże bułeczki. Choć woda jest dostarczana wodociągami do domów, ludzie nie chcą z niej korzystać, bo jest zanieczyszczona.

Opinię publiczną zaalarmowały pod koniec zeszłego roku doniesienia, że w jeziorze Mariposa, które dostarcza wodę dla 750 tysięcy Wenezuelczyków i Wenezuelek, znaleziono dziesiątki martwych zwierząt. Wyznawcy Santerii – jednej z religii występujących w Ameryce Południowej – podczas swoich ceremonii zabijają zwierzęta, które potem wyrzucają do jeziora. Jednak prawdziwa przyczyna braku czystej wody w kranach w Caracas jest inna. Woda z jeziora jest pompowana do oczyszczalni, która powstała 60 lat temu. System uzdatniania wody i dostarczania wody jest przestarzały, dlatego w Caracas prawie nie ma tygodnia bez przerwy w dostawie wody. Nawet jeśli jest woda w kranie, mało kto odważy się ją pić. Dlatego ludzie wolą kupować butelkowaną.

Paragwaj – strzeż się także wody z butelki

Z kolei w Paragwaju nawet picie wody butelkowanej może być niebezpieczne. W 2006 roku zostały zbadane próbki wód pochodzących od 11 różnych producentów. Znaleziono w nich bakterie E. coli typu kałowego. Przyczyna – wodę, którą koncerny przelewają do butelek, pozyskuje się z warstwy wodonośnej. Tylko 23% gospodarstw domowych w obszarze wodonośnym jest podłączonych do kanalizacji. 77% gospodarstw wykorzystuje szamba, których zawartość często przedostaje się do wód gruntowych.

Haiti i Honduras. Krajobraz po katastrofach

W dramatycznej sytuacji znajdują się mieszkańcy dotkniętego w 2010 roku trzęsieniem ziemi Haiti. Miało ono druzgocący wpływ na cały kraj, spowodowało uszkodzenia studni i instalacji wodnych, które są głównym źródłem słodkiej wody dla Haitańczyków.

Brak czystej wody pitnej nie jest w tym regionie nowym problemem. Szacunki zrobione w 2009 roku wskazywały, że 40% mieszkańców Haiti nie miało dostępu do czystej wody, a tylko 1 na 5 osób miała dostęp do sanitariatów.


Haiti. Trzęsienie ziemi ograniczyło mu znacznie dostęp do bezpiecznej wody.

Kilka miesięcy po trzęsieniu ziemi wybuchła na Haiti epidemia cholery. Badania dowiodły, że za rozprzestrzenienie się bakterii cholery na wyspie odpowiada ONZ. Żołnierze sił pokojowych Narodów Zjednoczonych, którzy stacjonowali w Haiti po trzęsieniu ziemi, wylewali odchody do rzeki, z której czerpali wodę mieszkańcy wielu miast. Poza cholerą Haitańczycy i Haitanki są nękani innymi chorobami spowodowanymi brakiem dostępu do czystej wody, m.in. tyfusem, przewlekłą biegunką, które są przyczyną ponad połowy zgonów w kraju.

W dramatycznej sytuacji znajdują się także mieszkańcy i mieszkanki Hondurasu. W 1998 roku przeszedł tam huragan Mitch, który pozbawił 75% kraju dostępu do bezpiecznej wody pitnej. Do dzisiaj Honduras nie odbudował całkowicie zniszczonej wówczas infrastruktury wodnej. Obecnie 1,2 miliona osób nie ma tam dostępu do bezpiecznych źródeł wody. W 2009 roku w Hondurasie miał miejsce przewrót wojskowy, który doprowadził do zawirowań politycznych i ekonomicznych, a w konsekwencji do pogorszenia i tak ograniczonego dostępu do wody w tym kraju. Dotkliwy brak wody prowadzi do problemów zdrowotnych, szczególnie na obszarach wiejskich. Biegunka i zapalenie wątroby to tylko niektóre z chorób, które dotykają mieszkańców i mieszkanek. W miejscowościach wiejskich kobiety poświęcają do 6 godzin dziennie, by zdobywać czystą wodę dla swoich rodzin.

Krew za wodę

We współczesnym świecie wojny o wodę przestały być fantazjami autorów powieści science fiction czy tematem hollywoodzkich superprodukcji. Stały się rzeczywistością. Również Ameryki Łacińskiej, na której terytorium od lat toczą się batalie o „błękitne złoto”. Najczęściej jedną stroną walki są potężne koncerny, a drugą niezamożna, rdzenna ludność, której członkowie i członkinie nie wahają się oddać życia za dostęp do czystej wody dla swoich rodzin i społeczności.

Najbardziej spektakularnym przykładem takiej walki – zakończonej zwycięstwem praw człowieka – jest historia, jaka wydarzyła się w boliwijskim mieście Cochabamba. W 1999 roku rząd Boliwii podpisał kontrakt z międzynarodowym konsorcjum Aguas del Tunari, skupiającym głównie firmy z Europy i Ameryki. W konsekwencji została sprywatyzowana dostawa wody do miasta Cochabamba. Umowa została wymuszona przez Bank Światowy, zdaniem którego państwowa sieć wodociągowa w Boliwii była niewydolna, a zarządzający nią urzędnicy skorumpowani. Żeby zachęcić obcy kapitał do inwestycji, firmę zwolniono z obowiązku dostarczania wody na obszary wiejskie, ustalono ceny wody w dolarach. Rząd zniósł też zniżki na wodę dla najbiedniejszych. Aguas del Tunari podniosła ceny wody dwu-trzykrotnie. Po podwyżkach większości obywateli i obywatelek nie było stać na jej kupowanie. Zdesperowane społeczeństwo zaczęło się organizować. Ludzie masowo wyszli na ulice. Byli ranni i zabici. W 2000 roku prywatyzację wody unieważniono.

Podobne przykłady obywatelskiego nieposłuszeństwa motywowane niezgodą na brak dostępu do czystej wody pitnej możemy znaleźć w innych krajach Ameryki Łacińskiej.

W Peru w regionie Cajamarca w 2011 odbyły się masowe demonstracje przeciwko budowie jednej z największych na świecie kopalni złota. Społeczność lokalna wyszła na ulice, ponieważ inwestycja ta zagrażała zanieczyszczeniem zasobów wody. Kopalnie zużywają ogromne ilości wody, która po obróbce jest tak toksyczna, że nie może być ponownie użyta. Największe kopalnie w Peru leżą wysoko w Andach, gdzie od maja do października prawie nie ma deszczu. Protesty w Peru, które także pochłonęły ofiary śmiertelne, na wiele miesięcy wstrzymały prace budowlane. Zostały one wznowione, kiedy amerykańska firma Newmont – główny inwestor budowy kopalni – zobowiązała się, że będzie przestrzegała rygorystycznego planu ochrony środowiska.

W 2013 roku ponad 200 amazońskich Indian protestowało przeciwko budowie największej w Brazylii elektrowni wodnej na rzece Xingu, która jest dopływem Amazonki. Budowa tamy oznaczała katastrofę dla unikatowego ekosystemu rzeki oraz zalanie 67 tysięcy hektarów ziemi, co z kolei miało zmusić do opuszczenia swoich domów nawet 40 tysiące ludzi.

Warto zwrócić uwagę, że protesty dotyczące wody w Ameryce Łacińskiej aktywizują grupy tradycyjnie spychane na margines życia publicznego, a więc kobiety, rdzenną ludność, najuboższych. Grupy te stają się awangardą walki o sprawiedliwą dystrybucję dóbr oraz naturalne środowisko.

Alina Synakiewicz


Znalezione: http://www.woda.edu.pl/artykuly/woda_drozsza_niz_benzyna/


Zobacz na:
Hitman. Wyznania ekonomisty od brudnej roboty
https://forum.wybudzeni.com/index.php?topic=398.0
« Last Edit: (Fri) 03.04.2015, 19:50:58 by BladyMamut »
“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • WyBudzony
  • *
  • Posts: 2 554
  • Reputacja: +12/-0
Odp: Woda droższa niż benzyna. Kryzys wodny w Ameryce Łacińskiej
« Reply #1 on: (Fri) 03.04.2015, 19:03:15 »
Kwitnące pustynie, wysychające jeziora. O rabunkowej gospodarce wodnej i potrzebie odpowiedzialnej konsumpcji

Woda z Etiopii w róży kupionej w sąsiedniej kwiaciarni? Jeansy popularnej marki odzieżowej pełne wody z wyschniętego Jeziora Aralskiego? Poranna filiżanka kawy z wodą pitną z podziemnych źródeł Arabii Saudyjskiej? To nie fantazja, to coraz powszechniejszy absurd.

Organizacja pozarządowa WaterAid, zajmująca się rozwiązywaniem problemów społeczności z dostępem do wody pitnej, zwraca uwagę m.in. na problem Etiopii, gdzie „połowa populacji nie ma innego wyboru niż magazynowanie brudnej wody z niebezpiecznych źródeł”. Szczegółowe dane są jeszcze bardziej przytłaczające. W 85-milionowej populacji ponad 46 milionów ludzi nie ma dostępu do bezpiecznych źródeł wody, a ponad 67 milionów ludzi (prawie 4/5 populacji) jest pozbawionych właściwych warunków sanitarnych. Wskutek tego każdego roku z powodu biegunki umiera tam więcej niż 33 tysiące dzieci.

Ale co my z tym mamy wspólnego? Przecież z Warszawy do Addis Ababa, stolicy Etiopii, jest ponad 8 300 kilometrów. Wbrew pozorom Europejczycy z wodą z Etiopii mogą mieć do czynienia bardzo często. Słynne w Europie holenderskie plantacje kwiatów stopniowo zamieniają się w centra logistyczno-przeładunkowe, a produkcja jest przenoszona do krajów takich jak Etiopia.

Kwiaciarnia pełna wody z Etiopii

Okolice jeziora Ziway, największego rezerwuary wody słodkiej w tym kraju, są otoczone plantacjami kwiatów ozdobnych. Sektor kwiaciarski jest dziś najszybciej rosnącym w Etiopii. I nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie feudalne stosunki panujące między właścicielami plantacji (którymi najczęściej są europejskie firmy) a robotnikami oraz rabunkowa gospodarka związana z użyciem wody i wykorzystaniem ziemi. Chęć maksymalizacji zysków oraz etiopska administracja pozostawiają plantatorów obojętnymi na środowisko. Na plantacjach bez oporów stosuje się syntetyczne nawozy i pestycydy w bardzo wysokich stężeniach. Sąsiedztwo upraw i jeziora Ziway sprawia, że jakość jego wody systematycznie się pogarsza. Zarazem eksploatowane są ogromne jej zasoby do nawadniania plantacji kwiatów, niezbędnego w gorącym etiopskim klimacie. Tę wodę europejscy konsumenci mogą później kupić zmagazynowaną w kwiatach.

Według „Global Hunger Index” Etiopia to miejsce, gdzie wskaźnik głodu jest na poziomie alarmującym, a problem ten dotyczy 20-30 procent społeczeństwa. Fakt, że to akurat sektor kwiaciarski jest gałęzią przemysłu rolnego o najdynamiczniejszym wzroście, nie cieszy Etiopczyków, którzy na ziemiach zajmowanych przez plantacje mogliby produkować żywność, wykorzystując mniej inwazyjne dla środowiska metody.

Kwitnące pustynie

Ambasada Arabii Saudyjskiej w Waszyngtonie chwali się na swojej stronie internetowej, że jej kraj eksportuje dziś pszenicę, daktyle, nabiał, warzywa, owoce i kwiaty na rynki całego świata. Arabia Saudyjska przeżyła technologiczną rewolucję rolną, której dzieckiem stało się tzw. rolnictwo pustynne. Metoda jest relatywnie prosta. Wystarczy wwiercić się na pustyni kilkaset metrów w głąb do pokładów wodonośnych i pompować źródło życia na zewnątrz. Centralnie położone zraszacze nawadniają pola w kształcie kół. W połączeniu z najnowocześniejszymi wynalazkami agrochemii woda sprawia, że pustynie stają się życiodajnymi oazami. Na trzy, pięć, czasem dziesięć lat. Dopóki podziemne zasoby wody się nie wyczerpią. Dzięki temu można zaspokoić pragnienia bogatych społeczeństw, które nie wyobrażają sobie poranka bez kawy, deseru bez kakao, urodzin bez róży. Zysk jest krótkotrwały, ale wystarczająco wysoki, by podjąć ryzyko.


Uprawy pustynne Arabii Saudyjskiej. Sfotografowany obszar znajduje się na tej samej szerokości geograficznej co Sahara.

Zresztą w krajach takich jak Arabia Saudyjska, Etiopia, Kenia, Uzbekistan czy Pakistan, których mieszkańcy praktycznie nie możliwości przeciwstawiania się decyzjom władz, ryzyko właściwie nie istnieje. Nikt tam nie protestuje przeciwko działaniom prowadzącym do wyczerpywania jedynych zasobów wody pitnej, niezbędnej także do produkcji żywności na lokalne potrzeby. Produkcja zorientowana na eksport jest bardziej opłacalna.

Ostatnie ćwierćwiecze w Arabii wiąże się z niesłychanym boomem rolniczym. Miał on jednak swoją cenę. Pompowanie wody na powierzchnię spowodowało, że od niedawna farmerzy muszą sięgać po pokłady wody leżące na głębokości 1200 metrów i głębiej. Rząd saudyjski uznał niedawno, że subsydiowanie tak kosztownych inwestycji nie ma sensu i zlikwidował wsparcie. Do 2016 roku Saudyjczycy zakończą uprawy pszenicy. Tamtejszych złóż wody – powstałych podczas epoki lodowcowej – nic dziś nie uzupełnia. Optymistyczne szacunki wskazują, że pokłady wody ulegną w Arabii całkowitemu wyczerpaniu już za około 40 lat. Kraj ten jest wystarczająco bogaty, by odsalać wodę morską, dopóki jego gospodarkę strumieniami zasilają petrodolary.

Ile wody kosztowały twoje spodnie?

By uszyć jedną parę spodni, potrzeba około pół kilograma surowej bawełny. Aby taką jej ilość wyprodukować, należy zużyć niespełna 15 tysięcy litrów wody. Wedle różnych szacunków, uprawa bawełnicy pochłania od 1 do 6 procent światowego zużycia słodkiej wody. Uprawiana w warunkach niezrównoważonych prowadzi do środowiskowych, społecznych i gospodarczych katastrof. Doskonałym tego przykładem jest – niegdyś największe na świecie – Jezioro Aralskie, które wskutek intensywnej uprawy bawełny przez kilka dekad zmniejszyło swoją objętość o 85 procent, co spowodowało m.in. sześciokrotny wzrost zasolenia i wymarcie wszystkich żyjących w nim zwierząt. Nie wspominając o upadku rybołówstwa, czyli podstawy gospodarki żywnościowej społeczności zamieszkujących okolice jeziora, czy o klęsce niedoboru wody. Zarazem stosowane przy uprawach bawełny pestycydy Światowa Organizacja Zdrowia klasyfikuje jako niebezpieczne dla zdrowia ludzi i ekosystemów. Innym – oprócz Uzbekistanu – wielkim producentem bawełny jest Egipt, którego mieszkańcy także zmagają się z rosnącym problemem dostępu do wody pitnej.

Historie Etiopii, Arabii Saudyjskiej czy Uzbekistanu powinny zmusić do refleksji nad sposobem gospodarowania ograniczonymi zasobami wody. Są one tylko wierzchołkiem góry lodowej. Polityka rządów wielu państw i koncernów międzynarodowych – nastawiona na permanentny wzrost – nie liczy się nawet z kosztem nieodwracalnego wyczerpania zasobów wody pitnej. Sytuację mogą uratować obywatele – podejmujący świadome decyzje, wybierający produkty lokalne, które nie zawierają wody z odległej części świata i których produkcja nie odbiera mieszkańcom krajów Globalnego Południa możliwości uprawy żywności.

Piotr Dominiak


Opracowano na podstawie:
water.org
wateraid.org
Global Hunger Index
Marcin Popkiewicz, „Świat na Rozdrożu”
www.saudiembassy.net
flowerindustry.afrogadaa.org

Znalezione na: http://www.woda.edu.pl/artykuly/kwitnace_pustynie/


Prawdziwy koszt truskawki
https://www.youtube.com/watch?v=HCYkW5NtKU4

Już w lutym europejskie supermarkety zasypane zostają słynnymi hiszpańskimi truskawkami. Smak tych dorodnych i lśniących owoców nie dorównuje w żaden sposób ich wyglądowi, ale dystrybutorzy nie mają prawa narzekać - produkt od lat sprzedaje się znakomicie.

Wyhodowana w Kalifornii, a masowo uprawiana w hiszpańskiej Andaluzji, truskawka dostępna jest w całej Europie nawet zimą. Ma swoich krytyków, widzących w niej sztuczny, nienaturalny, czy wręcz szkodliwy produkt. Jej obrońcy tymczasem to ci, którzy... zarabiają na jej sprzedaży. Od niedawna hiszpańskie truskawki znalazły zresztą godnego konkurenta. Owoce z Maroka cieszą się dłużej słońcem, choć nadal mają więcej problemów z dotarciem na europejskie rynki. Czy dojdzie do wielkiej konfrontacji?
Film "Prawdziwy koszt truskawki" opowiada o fenomenie pękatej truskawki z Andaluzji, w tym także ciemnych stronach jej uprawy - nie zawsze legalnym wykorzystaniu chemikaliów, niszczeniu środowiska czy wykorzystywaniu - również polskich - robotników sezonowych. Po obejrzeniu tego dokumentu, sztuczny smak owocu może stać się jeszcze bardziej niepokojący.
“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • WyBudzony
  • *
  • Posts: 2 554
  • Reputacja: +12/-0
Odp: Woda droższa niż benzyna. Kryzys wodny w Ameryce Łacińskiej
« Reply #2 on: (Fri) 03.04.2015, 19:11:52 »
25% życia na zdobywanie wody? To nie mit, to smutna rzeczywistość!

Woda jest dobrem znanym na całym świecie. Każdy z nas wie, jak wygląda i jakie jest jej zastosowanie. Jeśli regularnie czytacie tego bloga to wiecie również, jak bardzo jest wartościowa i jak bardzo należy dbać o jej rozsądne zagospodarowanie. Jednak występujące na świecie różnice w rozwoju poszczególnych krajów i ich zasobach naturalnych powodują, że woda nie wszędzie jest dobrem tak samo dostępnym. Dziś przyjrzymy się tym różnicom.

Czy wiecie, że 28 lipca 2010 r. Zgromadzenie Ogólne Narodów Zjednoczonych przyjęło rezolucję, w której dostęp do czystej wody i urządzeń sanitarnych uznano za fundamentalne prawo człowieka? Nie zmienia to jednak faktu, że możliwości korzystania z zasobów wodnych nie wszędzie są jednakowe. Wciąż ponad miliard ludzi nie ma do nich wystarczającego dostępu, a 2 razy tyle nie ma możliwości skorzystania z instalacji sanitarnych. Każdego roku z tych powodów umierają aż 2 miliony osób! Nie tylko brak wody jest problemem, ale również jej jakość – codziennie 4 tysiące dzieci tracą życie z powodu chorób, które są skutkiem spożywania skażonej wody.

Dlaczego woda jest tak ważna? Jeśli czytacie naszego bloga, już na ten temat coś wiecie. Jej niedobory to jednak nie tylko szkody dla zdrowia i rozwoju – ich skutki sięgają znacznie dalej. W krajach, w których nie ma wystarczającego dostępu do wody, a jej źródła położone są daleko od domów, dzieci muszą pomagać matkom w jej zdobywaniu, przez co często opuszczają zajęcia w szkole. Brak wody uniemożliwia w ten sposób prawidłową edukację i normalny tryb życia, w którym jest czas na pracę, odpoczynek, zainteresowania i spędzanie czasu z bliskimi. Według statystyk, w niektórych rejonach Ziemi zdobywanie wody zajmuje ludziom aż 25% ich czasu.


źródło: amshaafrica.org

Woda jest potrzebna do życia nie tylko ludziom. Dzięki niej rozwijają się także rośliny. A zatem, gdy wody brakuje – traci na tym cały ekosystem, zmniejsza się również ilość zdrowego i wartościowego roślinnego pożywienia. W ten sposób brak wody to również większy głód.

Problemy z wodą dotyczą krajów na większości kontynentów. Jak zapewne wiecie, na niedobory tego cennego surowca cierpi przede wszystkim Afryka, gdzie ok. 400 mln ludzi nie ma dostępu do wody pitnej!

Również dla Azji zasoby wody są obecnie jednym z największych problemów. Dla przykładu, ok. 70% powierzchni Turkmenistanu uważa się za pustynię. W Uzbekistanie z kolei 50% gruntów uległo zasoleniu. Poradzieckie regiony Azji Centralnej rywalizują o dostęp do wody. Powierzchnia jeziora Aralskiego, jeszcze w 1960 r. czwartego pod tym względem na świecie, skurczyła się z 68,478 km2 do 13,5 tys. km2 (dane z 2009 r.). W ciągu ostatnich 20 lat wielkość plonów roślin uprawnych spadła aż o 30%. Słaby dostęp do wody oraz zanieczyszczenia tej możliwej do zdobycia są powodem spekulacji cenowych. W indyjskim Delhi cena dobrej jakości wody u prywatnych dostawców jest zawyżona prawie 500 razy w stosunku do cen oficjalnych! Kto ma wodę, ten ma władzę…


źródło: globalenvision.org

Również w Ameryce Łacińskiej kwestia zasobów wody rodzi problemy i protesty. Choć na tym terenie znajduje się aż 65% światowych zasobów wody słodkiej, to jednak również na tym terenie zamieszkuje aż 7% ludzi, którzy mają utrudniony dostęp do wody. Dlaczego tak się dzieje? Przyczyny to m.in. prywatyzacja wody i najogólniej rzecz ujmując – nieodpowiednie gospodarowanie jej zasobami. Do tego dochodzą zmiany klimatyczne (w tym długotrwałe susze). W efekcie rachunki za wodę w Ameryce Łacińskiej są najwyższe wśród krajów Globalnego Południa.

Problemy dotyczą także wielu innych krajów. Weźmy choćby Meksyk, w którym dostępna w kranach woda jest bardzo zanieczyszczona. Tak bardzo, że zużywa się tam najwięcej wody butelkowanej na świecie! Nie tylko do picia – taka woda służy również np. do kąpieli.

Podobnie sytuacja wygląda w Wenezueli. Woda dostarczana wodociągami jest tam tak zanieczyszczona, że ludzie są gotowi zapłacić za tę butelkowaną nawet 2 razy więcej niż za benzynę (która w Wenezueli jest najtańsza na świecie).


Dostęp do zasobów wody niestety nie zawsze oznacza, że są one dobrze wykorzystywane i że ich jakość pozwala na wykorzystywanie np. do picia.
źródło: yale.edu

W Paragwaju tylko 23% domów jest podłączonych do kanalizacji, reszta wykorzystuje zanieczyszczające środowisko szamba. Na dotykanym często katastrofami naturalnymi Haiti w 2009 r. prawie połowa mieszkańców nie miała dostępu do czystej wody. W Hondurasie zdobywanie czystej wody (zwłaszcza na obszarach wiejskich) zajmuje kobietom nawet do 6 godzin dziennie.


Powyższe informacje z pewnością nie napawają optymizmem. Myślicie pewnie: „Jak dobrze, że nie mieszkamy w krajach, w których występują tak poważne problemy z zaopatrzeniem w wodę”. To prawda. Z drugiej strony jednak warto być świadomym, że niestety również Polska nie wypada tu najlepiej. Czy wiecie, że nasze zasoby wody zbliżone są do tych w Egipcie, który jest krajem stosunkowo suchym? To mniej niż w Hiszpanii, która uważana jest za kraj praktycznie pozbawiony wody!
Według danych Krajowego Zarządu Gospodarki Wodnej, na jednego mieszkańca Polski przypada średnio ok. 1580 m3 wody na rok, a średnie zasoby na jednego mieszkańca Europy to 4560 m3/rok. Do takich wyników przyczyniły się m.in. lata melioracji i osuszania bagien, które tak naprawdę stanowią bardzo dobre źródło wody. Dlatego nasz kraj stara się poprawić i ilość (np. przez inwestowanie w zbiorniki retencyjne) i jakość wody (nowoczesne technologie do uzdatniania wody i oczyszczania ścieków).



źródło: thirst4water.org

Przypomnijmy, że woda to ponad 70% Ziemi. Jednak tylko 2,5%  z tego to woda słodka, a zaledwie 0,6% - woda nadająca się do picia. Dlatego szanujmy to, co mamy i rozsądnie gospodarujmy zasobami. Jak to zrobić? Zobaczcie animację, która będzie dla Was wskazówką.

Woda - nie przelewaj!
https://www.youtube.com/watch?v=Q1fyuDPese0

Znalezione na: http://blizejzrodel.pl/post/96621723219/25-zycia-na-zdobywanie-wody-to-nie-mit-to
“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • WyBudzony
  • *
  • Posts: 2 554
  • Reputacja: +12/-0
Odp: Woda droższa niż benzyna. Kryzys wodny w Ameryce Łacińskiej
« Reply #3 on: (Sun) 17.05.2015, 18:46:04 »
NAPROMIENIOWANA, ZATRUTA, ZANIECZYSZCZONA

Wywiad Hannesa Hofbauera z radcą ministerstwa magister Gordaną Brun, pełnomocniczką w serbskim ministerstwie środowiska. Brun jest doradcą ministra środowiska, kompetentną w ocenie katastrof ekologicznych, które wynikły z 78-dniowych bombardowań NATO. Wywiad został opublikowany 25.6.2000 w witrynie Jugoslawisch Östererreichische Solidaritätsbewegung (Solidarność jugosłowiańsko-austriacka):
http://www.vorstadtzentrum.net/cgi-bin/joesb/news/viewnews.cgi?category=all&id=961969636


Czy po ponad pół roku od zakończenia wojny wiadomo już, jakie szkody ekologiczne wyrządziła wojna NATO w Pani kraju?

Pierwsze badania zostały już zakończone. Wynika z nich, że jeszcze przez lata Serbia będzie cierpieć z powodu katastrof ekologicznych wywołanych przez użytą tu broń chemiczną i radiologiczną. Szkody można już jednak prawidłowo określić jako zaszłe w skali regionu.

Mówi Pani o użyciu broni chemicznej. O co chodzi?

Agresja NATO uczyniła z naszych zakładów chemicznych bomby, bo miejsca produkcji chemicznej i petrochemicznej takie jak rafinerie ropy i zakłady nawozów sztucznych, zostały zbombardowane zupełnie świadomie i celowo. Wyzwolono w ten sposób niezwykle duże ilości bardzo trujących substancji. Ta pośrednia wojna chemiczna, która oczywiście jest zabroniona międzynarodowymi konwencjami, zaczęła się 15.4.99 atakiem na przemysłowe miasto Panczewo. Nie byliśmy jeszcze wtedy w stanie dokładnie określić składu chemicznego trucizn wyzwolonych w trakcie bombardowań. Dziś wiemy na ten temat więcej. Nasze badania oraz międzynarodowej komisji pod kierownictwem byłego fińskiego ministra Pekki Havisto wykazały, że Panczewo, Novy Sad, Kragujewac i Bor są ośrodkami skażenia chemicznego.

Jakie substancje chemiczne zagrażają środowisku od czasu działań wojennych?

W Panczewie, gdzie NATO zniszczyło liczne zakłady chemiczne i petrochemiczne zostały wyzwolone ogromne ilości fosgenu.1) Fosgen jest substancją, która może wywołać długotrwałe uszkodzenia dróg oddechowych i płuc. W czasie pierwszej wojny światowej fosgen był stosowany pod nazwą Grünkreuz (zielony krzyż) jako bojowa broń chemiczna. Mieliśmy jednak niesłychane szczęście w nieszczęściu. Po pierwsze Panczewo zostało ewakuaowane przez nasze władze zaraz po ataku. Po drugie warunki atmosferyczne sprawiły, że silny wiatr zachodni zwiał chmury fosgenu w kierunku Rumunii.

Czy mogłaby Pani określić ilości wyzwolonych trucizn?

Samo Panczewo, odległe od Belgradu o 35 km, było bombardowane 6 razy i otrzymało w sumie 35 rakiet. Wg. naszych badań spowodowało to wyzwolenie następujących trucizn poza fosgenem: 1200 ton monomeru chlorku winylu, 3000 ton sody kaustycznej, 800 ton kwasu solnego, 250 ton cieczy amoniakalnej i 8 ton rtęci, z czego niemal wszystko wsiąkło w grunt.

Co z wodą gruntową?

To nasz największy problem. Mieliśmy względne szczęście z wyzwolonymi w powietrze gazami, natomiast rtęć i związki chlorkowe skaziły nam wodę. Najbardziej pod tym względem został dotknięty Nowy Sad, gdzie zbombardowano rafinierię i duże ilości benzyny wsiąkły w ziemię. Cały grunt wokół Nowego Sadu po lewej stronie Dunaju został zatruty. Dotyczy to też zasobów wody gruntowej. Ponad 50% ludności Nowego Sadu korzystało z tej wody, która teraz stała się szkodliwa dla zdrowia. Innym bardzo niebezpiecznym miejscem jest kanał z Panczewa do Dunaju. W wyniku bombardowań kanał ten został wypełniony wszystkimi możliwymi związkami chlorku i metali ciężkich takich jak cynk, kadm i ołów, stając się bombą chemiczną mogącą zatruć cały Dunaj. Koszt usunięcia najgorszych zanieczyszczeń i zatrzymania dalszego nasycania sedymentów trującymi substancjami wynosi dziesięć milionów dolarów. Nie mamy jednak dość pieniędzy. Mamy jednak nadzieję, że woda z zatrutych kanałów nie przedostanie się bezpośrednio do Dunaju. Sytuacja stanie się krytyczna późną jesienią, bo Dunaj osiągnie wtedy najniższy poziom wody i kanał z Panczewa wyleje się w szerokie koryto rzeki. Do tego czasu trzeba coś zaradzić.

Jak reaguje rząd na te wszystkie zegarowe bomby chemiczne?

Nie możemy wiele zrobić, bo nie mamy środków. Ograniczyliśmy się na razie do daleko idących ostrzeżeń ludności przed konsumpcją wody oraz warzyw i owoców wyhodowanych poprzedniego lata na ziemiach skażonych. Rolnictwo w dużej części Wojwodiny będzie zagrożone przez lata, a nawet dziesiątki lat. Natomiast w ciągu najbliższych lat naszym największym problemem będą zasoby wody gruntowej. Tymczasem substancje trujące wsiąkają w ziemię i nie mamy żadnej możliwości temu przeszkodzić. Całokształt katastrofy ekologicznej ujawni się dopiero za dwa, trzy lata. Faktycznie strona jugosławiańska poinformowała NATO na początku wojny o ryzyku stwarzanym przez instalacje chemiczne i petrochemiczne. Zwróciła też uwagę NATO na to, jakie szkody ekologiczne mogą spowodować bombardowania. Istniały nawet wykazy najbardziej ryzykownych miejsc produkcji. NATO cynicznie wykorzystywało je jako katalog celów nalotów.

Przejdźmy teraz do tematu wojny radiologicznej. Już podczas wojny mówiono o bombach zawierających
zubożony uran, którymi były uzbrojone samoloty NATO. Jakie są na to dowody?


Nie ma żadnej wątpliwości, że zastosowano zubożony radioaktywny uran. Nawet samo NATO to potwierdziło. Nasz główny problem polega na tym, że nie wiemy dokładnie gdzie wykorzystywano taką broń. Do dziś NATO odmawia ujawnienia miejsc bombardowań. Skutki zastosowania broni radioaktywnej obserwujemy już w Republice Serbskiej w Bośni-Hercegowinie,2) gdzie wojna zaczęła się 7 lat temu. Również tam NATO pod płaszczykiem SFOR3) używało zubożonego uranu. Badania lekarskie żołnierzy Republiki Serbskiej wykazały, że występuje u nich wiele symptomów znanych jako syndrom wojny nad Zatoką Perską.4)
Zmiany genetyczne u dzieci tych żołnierzy są znacznie większe w porównaniu z osobami nie wystawionymi na działanie zubożonego uranu.

Jak wygląda sprawa protestów przeciw wojnie chemicznej i radiologicznej NATO? Czy otrzymujecie jakieś poparcie?

Sprzymierzeńcy wojny przeciw Jugosławii odizolowali nasz kraj. To trwa do dziś. Dotyczy też – z małymi wyjątkami – dewastacji środowiska. Mimo że prezydent związku chemików greckich, profesor Nikos Katsaros z Uniwersytetu Ateńskiego opisuje atak NATO jako dotychczas największą katastrofę ekologiczną na skalę światową, wszystkie zachodnie organizacje pozarządowe milczą na temat skażenia wody, gleby i powietrza. Wielokrotnie zwracałam się osobiście do grup takich jak Greenpeace, przedstawiałam im nasze orzeczenia i prosiłam o zajęcie stanowiska. Dotychczas Greenpeace nie wysilił się na jedno nawet słowo komentarza o spustoszeniu ekologicznym w wyniku wojny NATO w Jugosławii. Oczywiście boją się. Jedynymi organizacjami, które wykazują publicznie trochę troski, są pewne koła związane komercyjnie z Dunajem. Rzeczywista pomoc przyszła dotychczas tylko od serbskiej diaspory z Ameryki Północnej, Niemiec i Austrii. Przeprowadzają oni akcje zbiórki pieniędzy na rzecz konkretnych projektów odbudowy.

z niemieckiego tłumaczył Piotr Bein

Przypisy:
1) Tlenochlorek węgla, chlorek karbonylu.
2) Republika Serbska jest enklawą Serbów wewnątrz Bośni i Hercegowiny, państwa Muzułmanów (pisane przez duże „M” jako jedna z głównych narodowości byłej Jugosławii) utworzonego z jednej z byłych republik Socjalistycznej Federacji Jugosławii. Nie mylić z Republiką Serbii, która wraz z Czarnogórą stanowi obecną federację Jugosławii.
3) Siły pokojowe ONZ w Bośni-Hercegowinie.
4) Syndrom chorób wynikających m.in. z działania broni wykorzystującej zubożony uran użytej przez USA i W. Brytanię przeciw Irakowi w wojnie nad Zatoką Perską w 1991 r. Syndrom ten wykazują kombatanci iraccy i zachodni oraz ludność iracka, kuwejcka i w Arabii Saudyjskiej na terenach działań wojennych nad Zatoką Perską.

Źródło: http://zb.eco.pl/publication/napromieniowana-zatruta-zanieczyszczona-p2506l1
“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje