Author Topic: Co to jest i jak działa metoda BEFT  (Read 1035 times)

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • WyBudzony
  • *
  • Posts: 2 554
  • Reputacja: +12/-0
Co to jest i jak działa metoda BEFT
« on: (Wed) 29.04.2015, 22:09:06 »
Co to jest i jak działa metoda BEFT

Co to jest i jak działa metoda BEFT oraz jakie konsekwencje ponieśli zawodnicy najsłynniejszej drużyny futbolu amerykańskiego „DELFINI” w Majami na Florydzie stosując moją metodę podczas leczenia i rehabilitacji.

Rozdział ten, każdy powinien przeczytać kilka razy, a potem co pewien czas go sobie przypominać, po to aby wiedział, a nie wierzył, dlaczego metoda ta równocześnie cofa niemal wszystkie postępujące choroby. Metoda ta nie powstała, ot tak po prostu, że coś mi się przyśniło, siadłem i ją opisałem. Wymagało to czasu, przemyśleń, a po analizie uzyskiwanych efektów zdrowotnych, dalej ją rozwijałem. Moje doświadczenie wykazało, że nie jest wielką sztuką pomóc chorym, nawet w przypadkach chorób uznawanych za nieuleczalne. Sztuką jest przekonać ich aby uzyskiwane efekty zdrowotne adaptacyjnie utrwalali w świadomy sposób. Niestety, ale tylko nieliczne osoby ze świata medycznego mnie w tym wspierały.
 
Skrót BEFTT oznacza synergiczne oddziaływanie mające na celu Bioenergetyczne wzmacnianie sił organizmu otaczającymi nas zjawiskami: Baryczno, Elektro-magnetyczno, Fotonowo, Termiczno, Tlenowymi. Te sześć oddziaływań, są to zjawiska, które oprócz fotonowych, stale, lecz zróżnicowanie wpływają na nasz organizm. Dobierając ich odpowiednie parametry miałem na celu wzmocnienie komunikacji komórkowych, równocześnie wszystkich komórek oraz wymianę tych informacji z centralnym i obwodowym układem nerwowym, który jest wiodącym w poprawnym funkcjonowaniu organizmu jak również w każdym leczeniu, a zwłaszcza medycznym.
Okazało się, że parametry te tak samo rewelacyjnie wpływają na zwierzęta domowe.
 
1 Oddziaływanie baryczno – tlenowe. Każda postępująca choroba jest krzykiem organizmu o tlen. Nie muszę tu wiele tłumaczyć, ponieważ gdy znacząco i szybko zmienia się ciśnienie atmosferyczne, to każdy człowiek, także małe dziecko, odczuwa to mniejszymi lub większymi niedomaganiami. Postanowiłem zatem sztucznie wpływać na ciśnienie, ale tylko wokół ciała człowieka i połączyć je z tlenoterapią. Pielęgniarki pracujące w Instytucie pomagały wejść pacjentom do specjalnie w tym celu wykonanych worków tlenowych, w których przebywali około trzy godziny. Do worka wpompowywało się pod niewielkim ciśnieniem tlen wytwarzany przez koncentrator tlenu. Pacjenta zabezpieczało się tak aby nie mógł oddychać skoncentrowanym tlenem lecz atmosferycznym, ponieważ wdychanie skoncentrowanego tlenu, zwłaszcza długotrwałe, jest szkodliwe i z biegiem czasu prowadzi do śmierci. Szczegóły w rozdziale „Życiodajny tlen zabójca”. Ciśnienie w worku symulowało zwyżkę ciśnienia atmosferycznego, które oddziaływując na ciało pobudzało krążenie krwi. Wiadomo, że latem znacznie rzadziej chorujemy. Każdy chyba też wie dlaczego. Otóż latem lżej się ubieramy, dzięki temu powietrze jak i promienie słoneczne (fotony) mają lepszy dostęp do ciała, a wiadomo, że tkanki skóry także oddychają. Ilość tlenu atmosferycznego w miejscach przebywania jest różna, od 18% do maksymalnych 22%. (W czasach życia dinozaurów, stężenie tlenu wynosiło około 40%.) Ponieważ w worku wokół ciała pod niewielkim ciśnieniem koncentrował się tlen o stężeniu około 40%, zatem tkanki skóry pozyskując tak stężony tlen od zewnątrz, nie musiały go pobierać zbyt wiele z wewnętrznego krążenia. Dzięki temu krwinki mogły przenosić ten zaoszczędzony tlen znacznie dalej, a rozpoznawczy system informacyjny kierował go do chorych narządów. Chore narządy pozyskując więcej tlenu mogły znacznie lepiej i szybciej się regenerować. Zmniejszają się zatem żylaki i wybroczyny oraz w znacznym stopniu miażdżyca, a aż u 95% osób spadało nadciśnienie. Dzieje się tak, ponieważ erytrocyty mocno nasycone tlenem, gdy płyną obok krwinek przyklejonych do naczyń oddają im część tlenu. Wtedy krwinki te wracają do obiegu i ponownie pozyskują tlen z płuc, lub gdy są niezdolne do samonaprawy ulegają rozpadom, a ich miejsca zastępują nowe krwinki. Nie muszę chyba już nikogo przekonywać, że zmniejszały się, a były przypadki, że i znikały blizny pooperacyjne – także pozawałowe serca. Osoby które oczekiwały na transplantacje serca nie musiały się jej poddawać, ponieważ puls serca w ciągu dwunastu dni kuracji w Instytucie, zwiększał się z 18 do 40. Zaczęły goić się owrzodzenia i rany, których lekarze nigdy nie mogli wygoić, zmniejszały się, a nawet znikały wybroczyny i żylaki, znikała marskość wątroby – co wykazywały badania laboratoryjne. Ogólnie mówiąc regulował się cały organizm, jako, że nadwyżkę tlenu krew rozprowadzała do wszystkich narządów i tkanek. To wszystko działo się w ciągu dwunastu dni kuracji w gliwickim Instytucie. Gdybym chciał spisać wszystkie przypadki jakie uzyskiwaliśmy w Instytucie, to musiał bym napisać wiele tomów książek.
Obecnie opracowałem metodę dzięki której nie koniecznie trzeba wchodzić do worka tlenowego, a efekty są jeszcze lepsze niż przebywanie w worku tlenowym. Opracowałem taki zewnętrzny sposób pozyskiwania tlenu, który także wytwarzany jest przez koncentrator tlenu, ale w taki sposób aby w powietrzu którym oddychamy nie przekraczał 23%, czyli taką ilość jaka znajduje się w idealnie czystej atmosferze. Co istotne ta ilość tlenu zwiększa się w całym mieszkaniu, także na zadymionym śląsku. Zatem cała rodzina może podczas nocy z niego korzystać. Jednak bardzo istotny jest system zachowawczy podczas leżenia na materacu, polegający na chwilowym niewielkim zakwaszeniu organzimu. System ten zwiększa ilość tlenu w organizmie i równocześnie wpływa na autoregulację ciśnienia tętniczego, a co najważniejsze udrażnia zrosty w płucach i przywraca skurcze oraz rozkurcze pęcherzyków płucnych. Dzięki temu erytrocyty znacznie lepiej są wysycane tlenem.
 
2 Oddziaływanie termiczne.  O leczeniu ciepłem nie trzeba nikogo przekonywać, ponieważ nasz organizm jest ciepłolubny, a temperatura ciała wynosi 36,6oC. Nie można jednak długotrwale i bezkarnie przegrzewać organizmu, dlatego sterownik materaca miał ograniczenie do 40oC, które potem zostało ograniczone do 36oC. Jednak maksymalne nastawy można ustawiać tylko podczas pierwszej godziny leżenia na materacu, wykonując autodiagnozę organizmu. W pozostałym czasie nie mogą przekraczać one większej różnicy niż 4oC od temperatury pomieszczenia w którym śpimy. Natomiast najkorzystniejsza temperatura pomieszczenia w którym śpimy powinna wynosić 18oC. Niektórzy jednak leczą zimnem w kriokomorach, które wynosi nawet około –160oC i także mają jakieś efekty. Wyjaśnię, dlaczego zamiast szokową temperaturą zimna, można uzyskać korzystniejsze zmiany bardzo niewielką zmianą temperatur, zastosowaną w metodzie BEFTT, a równocześnie można nią leczyć bardzo efektywnie. Każdy zna funkcje termostatu w bojlerze. Gdy woda zagrzeje się, termostat wyłącza grzanie, gdy ostygnie włącza je. Jeśli termostat nie wyłączy grzania to nadmiernie zagrzana woda rozerwie zbiornik. Jeśli natomiast nie włączy grzania, wówczas woda będzie zimna. Podobną funkcję w naszym organizmie pełni stres naczyń obwodowych. Nie będę się rozpisywał na ten temat, ponieważ przykład bojlera jest wystarczający. Naciskając zatem przycisk na pilocie połączonym ze sterownikiem i materacem + lub – zwiększamy lub zmniejszamy temperaturę, a tym samym zakres aktywności materaca i organizmu człowieka, który na nim leży. Nie można jednak dowolnie zwiększać temperatury ciała. Gdy po położeniu się na materac ustawimy najwyższą temperaturę 36oC nawet na kilka godzin, to nie tylko nigdy nic się nie stało, ale dzięki temu szybko pobudzimy organizm. Gdy jednak nastawy te pozostawimy na całą noc, wówczas organizm stanie się aktywny i nie będzie można usnąć, a brak snu znacznie bardziej osłabia człowieka, niż organizm może zrekompensować, nawet stosując najlepsze metody lecznicze. Dlatego codziennie należy zmieniać nastawy. Najlepiej po 0,5oC w górę, a gdy osiągnie się 28oC schodzić do około 20oC. Gdy organizm zostanie wzmocniony, można też zejść poniżej 20oC. Latem zalecana temperatura w sypialni powinna być niższa o 4 do 6oC od ustawianej na pilocie. Oddziaływanie materaca ma na celu wpływ na zdolności adaptacyjne organizmu, a adaptacja organzimu jest tym korzystniejsza, im dłużej oddziaływujemy na organizm i możliwie słabymi czynnikami, a takie warunki możemy utrzymać tylko w nocy podczas spania. Nie można także pozostawić nastawów materaca na jednakowej temperaturze na zawsze, aby nie spowodować cieplnej stagnacji adaptacyjnej. Jeśli organizmowi stworzymy długotrwałe warunki ciepłolubne wówczas zacznie chorować. Każdy zapewne wie, że zimniejszy wychów dzieci jest dla nich znacznie zdrowszy niż cieplarniany, ponieważ nabierają wtedy odporności i rzadko chorują. Nastawy materaca należy regulować w zależności od rodzaju choroby i jej zaawansowania. W przypadkach wątpliwych lepiej zapytać się o to lekarza. Najlepiej jednak takiego lekarza, który zna tą metodę i jest otwarty na skuteczną pomoc chorym oraz chce wspomóc swoje leczenie inną metodą. Podnosząc temperaturę, powodujemy, że organizm nie musi zużywać energii na wytworzenie własnego ciepła. Dzięki temu organizm może tą energię skierować do innych celów, jak np. samoregulacje czy samonaprawy komórek. Dlatego nie należy zbyt późno jeść kolacji i zbyt obficie, ponieważ organizm zamiast wykorzystywać swoją moc do samonapraw będzie musiał trawić pokarm i odkładać go w postaci tkanek tłuszczowych. W zależności od wieku człowieka, czas pomiędzy kolacją, a położeniem się na materac powinien wynosić od 3 do 6 godzin. Natomiast ustawiając niższą  temperaturę w materacu, pobudzamy krążenie, a także trenujemy stresy naczyń obwodowych, których zadaniem jest ograniczanie krążenia obwodowego. Jak już pisałem, tą zaoszczędzoną krew, wraz ze składnikami odżywczymi i tlenem organizm kieruje wówczas do narządów, których uporządkowanie uznał za priorytetowe. Takie zjawiska stresowe występują też podczas intensywnego wysiłku, np. biegu. Wiele osób ma stale, lub zbyt często zimne nogi, a bywa, że i ręce. Stosują oni różne lekarstwa czy też nagrzewają je na różne sposoby. Na jakiś czas stają się one cieplejsze, a po chwili znów stale są zimne. (Takie problemy ja miałem przez lata i nikt nie był mi w stanie pomóc, a lekarze proponowali mi amputację nogi. To dzięki rozpaczliwemu poszukiwaniu zapobiegnięcia amputacji, powstała ta metoda.) Osoby te zazwyczaj mają niskie ciśnienie, a jeśli są to kobiety, mają również większe lub mniejsze bóle menstruacyjne i problemy z zajściem w ciążę oraz inne problemy, które także są wynikłe z niedociśnienia. Znam lekarki, które też miały takie problemy, a niektóre nadal je mają, ponieważ jak twierdzą, nie mają czasu zająć się sobą. (Są to kolejne dowody poświęcania swego zdrowia lekarzy dla pacjentów.) Wrócę do przykładu bojlera. Zimne stopy informują nas o zablokowaniu się sygnałów informacyjnych które ograniczają krążenie obwodowe. Jeśli dany narząd nie potrzebuje już zwiększonego krążenia, rozkurcza naczynia obwodowe i dożywia tkanki, które przez ten czas były mniej lub znacznie mniej dokrwione. Gdy jednak do naczyń tych nie dotrze informacja o konieczności ich rozkurczu, organizm musi tą krew gdzieś podziać. Jeśli nie ma potrzeby skierowania jej do innych narządów, wówczas zmniejsza ciśnienie tętnicze. Czym dłużej utrzymujemy taki stan, tym bardziej zmniejsza się ciśnienie, a procesy adaptacyjne utrwalają to zakłócenie. Organizm nie umiejąc odblokować sygnału rozkurczowego naczyń obwodowych, równocześnie spowalnia krążenie krwi, a procesy adaptacyjne utrwalają ten błąd. W takich i innych przypadkach blokowania się jakiejś funkcji organizmu, zaczyna działać efekt błędnego koła, im większy utrzymuje się problem, tym bardziej on narasta – im bardziej narasta, tym większy powstaje problem. Praca serca w znacznie mniejszym stopniu podlega temu efektowi błędnego koła. Gdyby bowiem serce wciąż utrzymywało czy zwiększało ciśnienie krwi, pękła by np. któraś z tętniczek i nastąpił by wylew krwi lub tez powstał by zawał serca. Gdyby to był wylew do mózgu to powstał by paraliż. W takim systemie błędnego koła działają wszystkie narządy i cały nasz organizm. Najpierw przesyłana jest informacja, potem następuje reakcja zgodna z tą informacją i w końcu odpowiedź co robić dalej? Gdy zostaje zakłócona informacja, nie dokona się reakcja, a zatem nie będzie odpowiedzi, gdy stan ten utrzymuje się lub pogłębia, wtedy organizm szuka wyjścia z sytuacji i nierzadko koryguje geny odpowiedzialne za daną funkcję. Jeśli korekty genetyczne utrzymują się, wówczas błędy te utrwalają się adaptacyjnie. Wtedy możemy mówić o chorobie genetycznej. Gdy natomiast została wysłana informacja, a zakłócona zostanie reakcja, wówczas organizm śle odpowiedź o błędnej reakcji i tym samym o zaistniałym problemie do centralnego układu nerwowego (OUN), którym jest górna wiązka nerwowa kręgosłupa i mózg. Wówczas OUN wysyła do miejsca z którego otrzymał sygnał, informacje zwrotne, których zadaniem jest wspomożenie systemu informacyjnego chorego narządu. Jeśli jednak sygnały wysłane do OUN napotkają na drodze przeszkodę, np. 50% to do narządu dotrze taka sama odpowiedź zwrotna. Wówczas dany narząd zregeneruje się tylko w połowie i nadal będzie słał sygnały do OUN o swym problemie. W ten sposób powstaje i postępuje znacząca ilość chorób. Jest to kolejny przykład efektu błędnego koła. Kolejna funkcja termiczna jaką zaobserwowałem i zastosowałem w metodzie BEFTT to efekt stawianych baniek. Każdy kto miał stawiane – zazwyczaj na plecach bańki wie, że po ich zdjęciu pozostają ciemnoczerwone lub nawet ciemno fioletowe zabarwienia. Pytałem osób, które stawiają bańki jak i lekarzy dlaczego one pomagają. Nikt jednak rzeczowo nie mógł mi tego wyjaśnić. Ponieważ szybko rozszyfrowałem to zjawisko i uznałem je za korzystne dla powrotu do zdrowia, zatem opiszę je, a także opiszę opracowane przeze mnie i wprowadzone do oddziaływań materaca BEFTT takie samo zjawisko lecz znacznie korzystniejsze niż stawianie baniek. Bańki poprzez zassanie skóry, tworzą wewnątrz podciśnienie. Wiadomo, że zassana skóra jest ukrwiona, a zassanie powoduje zatrzymanie tego krążenia. Każdy wie, że gdy się skaleczy to krew szybko krzepnie. Tak samo krzepnie ona w skórze, którą zassała bańka, ponieważ naturalne ciśnienie krwi w zassanych naczyniach nie jest w stanie przepompować tej krwi. Wiadomo jest, że komórki w danym narządzie komunikują się ze sobą. Prościej mówiąc wzajemnie sczytują informacje i wzajemnie sprawdzają czy sąsiadujące z nią komórki posługują się tym samym kodem. Komórki wymieniając wzajemnie informacje, gdy zauważają problem w którejś z nich, uaktywniają w niej programy kontrolno-wspomagające. Są to programy samoregulacyjne, samoobronne i samonaprawcze, jeśli jednak samonaprawa którejś komórki nie jest możliwa, wówczas uaktywnia się w niej program autoagresji. Komórka rozpada się, a w jej miejsce wbudowuje się komórka macierzysta. Sygnały jakimi posługuje się organizm, to sygnały chemiczne, akustyczne, mechaniczne drgania błon komórkowych, sygnały podczerwieni, elektromagnetyczne, elektryczne, magnetyczne, fotonowe, termiczne i termodynamiczne. Bańki jak wiadomo, są stawiane niezbyt gęsto, zatem po ich zdjęciu w miejscach zassanych pozostają zazwyczaj fioletowe wybroczyny. Wybroczyny te to nic innego jak skrzepła w skórze krew, a zatem uszkodzone komórki. Komórki obwodowe zdrowych tkanek, usadowione wokół wybroczyn, rozpoznają te uszkodzone komórki, zatem natychmiast przystępują uaktywniają w nich samonaprawę, lub w komórkach które nie są zdolne do samonapraw uaktywniają autoagresję. Aby to wszystko się odbyło poprawnie, znacząco wzmacnia się w tych miejscach krążenie krwi. Ponieważ naprawy takie trwają kilka dni, zatem przez kilka dni tworzy się temperatura w miejscach postawienia baniek. Osoby stawiające bańki ostrzegają aby nie wychodzić na dwór i nie przeziębić się, ponieważ nawet niewielki szok termiczny może wywołać przeziębienie, a nawet zapalenie płuc. Zwiększone przez kilka dni krążenie uciepla i uaktywnia receptory obwodowe, które odbierają informacje z otoczenia i przekazują je do narządów wewnętrznych. Dzięki temu narządy wewnętrzne pobudzane przez kilka dni bodźcami zewnętrznymi lepiej funkcjonują. Oczywiście metodą tą nie usunie się poważnych i długotrwających chorób, ponieważ baniek nie da się stawiać codziennie, ponadto skończyło by to się tragiczne.
Co zatem ja opracowałem? Otóż dobrałem materiał, który kumuluje ciepło i nie chłonie wody, po to aby można go umyć z potu oraz używać wielokrotnie i skonstruowałem go w taki sposób, aby efekt baniek tworzył się na całej powierzchni materaca, obojętnie w jaki sposób i gdzie człowiek się na nim położy i jak się obróci. Zatem efekt baniek tworzy się także na rękach, biodrach, kręgosłupie, brzuchu, piersiach. Jeśli przez dłuższy czas leżymy na dowolnej stronie ciała, wówczas na odcinkach 3cm kwadratowych powstaje  tylko lekko zaróżowiona plama zamiast zasinienie, która po obróceniu się lub zejściu z materaca znika zazwyczaj w czasie jednej minuty. Nie powstaje zatem przegrzanie, a tym bardziej skrzepnięcie krwi lecz tylko lekkie zagrzanie, ponieważ wokół tych kwadracików samoistnie obiega powietrze, które nie dopuszcza do przegrzania. Można więc od razu wychodzić na dwór, lecz trzeba się trochę cieplej ubrać, oczywiście w zależności od pory roku. Jeśli nastawy temperatury są większe, wówczas jakiś czas przed zejściem z materaca należy zmniejszyć nastawy w taki sposób aby nie odczuwać zbytniego zagrzania ciała. Dzięki możliwości regulacji materaca mamy wpływ na homeostazę i adaptację organizmu. Możemy je w dowolnym czasie uaktywniać lub spowalniać. Zawsze też wychodziłem z założenia, że homeostaza i adaptacja są ze sobą ściśle powiązane, a adaptacja organizmu jest tym korzystniejsza, czym delikatniejszymi bodźcami na nią wpływamy. Pamiętajmy, że wszystkie funkcje organzimu dokonują się w zaadaptowanym przez miliony lat środowisku. Oddziaływanie materaca BEFTT to właśnie takie mikro środowisko, na które możemy mieć wpływ.
 
3 Oddziaływanie elektromagnetyczne i magnetyczne. O leczeniu polem magnetycznym zapewne każdy słyszał. Różnica pomiędzy tymi leczniczymi polami, a oddziaływania pola zaprojektowanego przeze mnie jest kolosalna. Wiadomo, że na leczniczym polu magnetycznym można leżeć nie dłużej niż piętnaście minut. Na zaprojektowanym przeze mnie polu można leżeć wiele nocy, pod warunkiem zmian ustawień sterownika w sposób jaki opisałem w części „Oddziaływanie termiczne”. Wiadomo, że lecznicze pola magnetyczne mają duże natężenie. Pole zaprojektowane przeze mnie obecnie ma zaledwie od 0,02µT do 1,5 µT. Ponadto na całej powierzchni materaca znajduje się tysiące punktów o różnym natężeniu, które w chwilach wahania się prądu w sieci stale minimalnie się zmieniają. Według przepisów Unii Europejskiej dopuszczalne pole magnetyczne oddziałowujące na organizm człowieka przez osiem godzin nie może przekroczyć 83,6 µT. Przed wejściem Polski do Unii Europejskiej, norma ta wynosił 760 µT. Znowuż zastosowałem zasadę korzyści adaptacyjnych – im słabszymi bodźcami oddziałujemy na organizm przez długi czas, tym adaptacja jest korzystniejsza. Przedstawię tu pewno zdarzenie. Opis ten jest bardzo istotny w zrozumieniu mechanizmu działania metody BEFTT. W 2002 roku zadzwonił do mnie profesor medycyny Mark P., który wówczas był w pierwszej dziesiątce najlepszych immunologów świata, był nawet zgłoszony do Nagrody Nobla. Na Florydzie miał duże laboratorium medyczne. (W laboratorium tym opracował także prosty sposób wykonywania testów ze śliny, sprawdzających czy organizm jest podatny na zakażenie wirusem HIF. Testy te rozprowadził w Polsce w aptekach lecz sprzedano tylko kilka testów. Gdy ukazały się one w sprzedaży, wtedy w tv wystąpił jakiś ksiądz i wypowiedział się, że nieetycznym jest aby ludzie dowiedzieli się, że są zakażeni, ponieważ będą popełniać samobójstwa…) W Krakowie skończył on politechnikę, a w USA medycynę. Promował także prace doktorskie z dziedziny immunologii. Profesor ten zadzwonił do mnie i przez długi czas wypytywał mnie o tą metodę. Gdy opowiedziałem mu na czym ją oparłem to już po tygodniu przyjechał do mnie by móc przez dziesięć dni wraz z zatrudnianymi u mnie lekarzami przyjmować i konsultować pacjentów, aby przekonać się osobiście czy rzeczywiście mamy takie efekty o których słyszał. Przez ten czas bywał także obecny podczas moich wykładów dla pacjentów Instytutu. Na spotkaniach tych zawsze podkreślam, że metoda ta powoduje znacznie efektywniejsze przyswajanie pokarmów, a podczas leczenia leków, zatem powinno się je ograniczać. Po dziesięciu dniach zaproponował mi otworzenie wspólnej firmy w USA, ja wnoszę patent, a on pieniądze na badania. Poleciałem do USA i w Teksasie założyliśmy wspólną firmę. Wróciłem do Polski, a on zajął się tam nadzorowaniem produkcji. Wówczas były one wykonywane w postaci łóżka. Następnie profesor zajął się badaniami. Zaczął od chorych mających problemy z kolanami. Pacjentów dobierał jednak takich, którzy mieli i inne choroby, a zwłaszcza serca, jako, że naocznie widział u mnie rewelacyjne wyniki osób mających chorobę wieńcową. Równocześnie kilka łóżek przekazał słynnej drużynie futbolu amerykańskiego „Delfini” w Majami na Florydzie. Do współpracy zaprosił też głównego trenera tej drużyny oraz głównego trenera Uniwersytetu Medycyny Sportowej i Sportu, który mieści się także w Majami. Gdy przyleciałem do Stanów pokazał mi całą Florydę, zawiózł do Los Angeles i Las Vegas. Po rozmowie z nimi wszystkimi trzema w restauracji, zrobiliśmy sobie zdjęcia. Główny zapaśnik Delfinów ponad pół roku temu, podczas meczu uległ kontuzji. Pomimo najlepszych sposobów leczenia oraz dwunastu operacji jakie mu wykonano stosując najnowocześniejsze techniki amerykańskiej medycyny nic mu nie pomogło. Gdy położył się na materacu, to już po tygodniu zaczął trenować, a po dwóch wrócił do rozgrywek. Na łóżkach położyło się też dwóch innych sportowców. Wszyscy byli zachwyceni wynikami i dali tak rewelacyjne opinie o nich, że gdy je w przeczytacie, to będziecie zszokowani wynikami. Powiedzieli, że na czym innym już nie będą spać. Po kilku latach profesor ten wrócił na stałe do Polski, ponieważ prawnicy Delfinów zaczęli go ścigać. Okazało się, że po kilku miesiącach spania na łóżku, na kolejnych meczach wszyscy trzej łamali nogi. Jak wiadomo sportowcy zasilają organizm różnymi odżywkami i stale spali na łóżkach. Profesor zapomniał, iż na spotkaniach mówiłem, że metoda ta powoduje, iż organizm znacznie lepiej wchłania składniki pokarmowe, a podczas leczenia leki. Sportowcy chcąc mieć mocne mięśnie i kości zażywają różne odżywki, które gdy spali na łóżkach były znacznie lepiej wchłaniane, zatem kości nadmiernie utwardziły się i zmniejszyły swą naturalną elastyczność. Przeciążenie podczas meczu powodowało, że łamały się. Prosiłem tego profesora aby wysłał mi jedno łóżko do Polski bym mógł sprawdzić jego parametry, jednak łóżka mi nie wysłał. Piszę to dlatego, aby tym którzy posiadają materac BEFT przypomnieć jak ważny jest równoczesny system zachowawczy oraz zmniejszenie ilości spożywanego pokarmu gdy użytkuje się materac BEFTT. Jeśli materac użytkuje się w celach profilaktycznym, najlepiej nie spać na nim każdą noc, lecz wymieniać się miejscem spania z rodziną. A oto kolejna historia tego profesora połączona z tym materacem. W Ameryce, aby dopuścić do badań jakiekolwiek urządzenie magnetoterapii, w dopuszczeniu ich do badań decydujący głos ma pani profesor, jak wyraził się o niej;  „guru magnetoterapii w Ameryce”. Gdy pomierzyła ona pola nad łóżkiem, wówczas zapytała, a cóż tu ma leczyć, przecież pole to nie wniknie nawet do skóry. Nie wiem czy w związku z tą wypowiedzią pani profesor, nie zmienił on parametrów pola magnetycznego, ponieważ jak już wspomniałem nie przysłał mi łóżka do Polski. Natomiast ode mnie kupił ich około trzydziestu sztuk. Profesor opowiedział mi o tym co powiedziała pani profesor. Moją filozofią było, że właśnie pole to nie ma wnikać we wnętrze ciała, a nawet w warstwę skóry, lecz ma pobudzać receptory obwodowe. Jak wiadomo receptory te odbierają informacje z otoczenia o zmieniających się warunkach, także poprzez mikroskopijne pole magnetyczne jakie wytwarza ludzki organizm. To mikroskopijne pole, między innymi synchronizuje się z ziemskim polem magnetycznym i za jego pośrednictwem przekazuje do OUN informacje zachodzące w otoczeniu. Taki najbardziej znany odbiór informacji, to informacje o zmianach ciśnienia atmosferycznego wychwytywane przez baroreceptory, na które wszyscy bardziej lub mniej reagują. Zakłócenia w odbiorze ciśnienia atmosferycznego przez baroreceptory powodują gorsze samopoczucie. Jedni ludzie są tak wyczuleni, że ciśnienie ledwie drgnie, a oni dwa, trzy dni wcześniej już reagują i mówią, że łupie ich w kolanach czy gdzieś indziej, twierdząc, że będzie zmiana pogody i ci są takimi żywymi barometrami. Natomiast są tacy, którzy reagują dopiero gdy ciśnienie jest już znacznie zmienione. U nich np. ból głowy zazwyczaj nie występuje, a jeśli występuje to trwa znacznie krócej. Są też tacy, którzy nie odczuwają żadnych odczuć podczas zmiany ciśnienia. Materac BEFT wpływając na całokształt systemu informacyjnego organizmu powoduje, że u niemal wszystkich osób, które miały problemy gdy zmieniało się ciśnienie, znacznie się one zmniejszają, a u wielu znikają. Bywają i tacy, którzy po zastosowaniu materaca BEFTT przestają odczuwać zmiany ciśnienia atmosferycznego.
 
4 Oddziaływanie fotonowe. W tej części doszedłem do niewielu nowych rozwiązań. Głównie do tego, iż częstotliwość emitowanego światła powinna wynosić milion herców i że korzystnie jest włączyć ją do tej metody i użytkować, zwłaszcza zimą. Ponadto powinno się oddziaływać małymi lampkami światłem o wszystkich barwach równocześnie, bowiem nadmiar każdego koloru organizm wyemituje. Jeśli jednak często wychodzimy na słońce, to fotony magazynują się w komórkach. Spoglądając na komórkę pod względem światła, to uważam, że zdrowa komórka to taka komórka, która ma zdolność magazynowania dużej ilości fotonów. Każdy przecież wie, że bez słońca nie było by na ziemi życia, a zatem i nas. Więcej informacji o światłoterapii możecie znaleźć na stronach internetowych, ponieważ nie chcę robić plagiatów.
Opis ten jest opisem standardowym. Nie jest możliwe aby metodę BEFTT opisać szczegółowo, ponieważ oprócz stosowania materaca, każda choroba i w zależności od jej zaawansowania wymaga różnych dodatkowych działań zachowawczych chorego podczas dnia gdy nie leży już na materacu. Gdy jednak przeczytacie wszystkie rozdziały książki, wówczas bez trudu wszystko zrozumiecie. Na zakończenie tego rozdziału apeluję do wszystkich; przestańcie wreszcie być nieświadomymi swego organizmu „małpoludami”. Ziemia bowiem powinna wreszcie przestać być „Planetą ludzkich małp”. Wymuście zatem na parlamentarzystach wprowadzenie do wszystkich szkół nauczania o przyczynach chorób, rozpoznawania ich faz początkowych oraz sposobów zapobiegania im w fazie przedwstępnej. Będziecie wówczas równymi partnerami w rozmowach z lekarzami, w przypadkach gdy będziecie musieli się do nich udać. Stosowanie przez wszystkich ludzi profilaktyki od urodzenia spowoduje znacząco mniejszą ilość chorób. Oszczędności jakie z tego wynikną, pozwolą zwielokrotnić wynagrodzenia lekarzom, dzięki temu nie będą oni „robotami” ciężko pracującymi przez całe dnie na utrzymanie rodziny. Przypomnę, że taki system prozdrowotny propagowałem będąc kandydatem na Urząd Prezydenta Polski w 1995 roku.

Zrodlo: http://www.kazimierzpiotrowicz.pl/?p=624
“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • WyBudzony
  • *
  • Posts: 2 554
  • Reputacja: +12/-0
Odp: Co to jest i jak działa metoda BEFT
« Reply #1 on: (Wed) 29.04.2015, 22:13:36 »
Manipulacje i prawda o chorobach ginekologicznych, bezpłodności i in vitro

Po przeczytaniu tego rozdziału dowiecie się co jest główną przyczyną chorób ginekologicznych oraz jak w prosty sposób można samemu zapobiegać (a nie długotrwale leczyć) przyczynom bezpłodności, nie tylko kobiet ale i mężczyzn. Mężczyźni o tych problemach nie mówią, ponieważ uznają je za wstydliwy temat.
W 1999 roku, w Gliwicach zarejestrowałem działalność medycyny holistycznej pod nazwą Międzynarodowy Instytut Zdrowia, gdzie w 106 komfortowych pokojach można było równocześnie leczyć 196 pacjentów.  Zatrudniłem tam na umowę o pracę lekarzy różnych specjalizacji, pielęgniarki i rehabilitantów.
W budynku tym utworzyłem też, zgodnie z obowiązującymi wymogami, gabinety medyczne i wynająłem je lekarzom z zewnątrz, za symboliczną kwotę 200 zł miesięcznie. Były to: gabinet stomatologiczny, kardiologiczny, internistyczny wraz z pulmonologicznym oraz wzorcowy gabinet ginekologiczny, który wynająłem lekarce ginekolog za symboliczne 500 zł miesięcznie. Pracownicy Sanepidu gdy odbierali ten gabinet powiedzieli, że tak eleganckiego gabinetu jeszcze w okolicy nie widzieli.
 
Gabinety te wynająłem za tak niewielkie pieniądze, ponieważ miałem nadzieję na współpracę z nimi, zwłaszcza w zakresie chorób krążeniowych, serca, wątroby, ginekologicznych – szczególnie bóli menstruacyjnych i bezpłodności – ponieważ w krótkim czasie leczenia pacjentek moją metodą uzyskiwałem rewelacyjne wyniki. Bóle menstruacyjne, również te o dużym nasileniu znikały, a kobiety nie mogące zajść w ciążę, również te które poddały się metodzie in vitro, w 80% przypadków po dwóch miesiącach od leczenia w Instytucie bezproblemowo zachodziły w ciążę.
Współpraca z lekarzami miała polegać na specjalistycznych i możliwie dogłębnych badaniach chorych którzy zgłaszali się na leczenie do Instytutu, przed rozpoczęciem leczenia i po 12 dniach odbytej kuracji. Jak się potem okazało, moje nadzieje na współpracę z lekarzami którzy wynajmowali te gabinety tylko częściowo się ziściły. Jedynie lekarze pracujący u mnie na umowę o pracę bardzo solennie wykonywali swoje obowiązki. Jednak lekarze ci byli przekonani, że stosują wartościową metodę ponieważ najpierw byli w Instytucie pacjentami i wyleczyli się z chorób w przypadkach których nie mogli uzyskać choćby poprawy zdrowia lecząc się medycyną konwencjonalną.
 
Lekarka ginekolog wynajmująca u mnie gabinet najpierw przysłała do mnie na leczenie swoją mamę oraz syna, który mając szesnaście lat miał już ponad 180 cm wzrostu. Zrozumiałym jest, że w związku z tak szybkim rośnięciem miał spore skrzywienia kręgosłupa ponieważ jego mięśnie nie nadążały za wzrostem kości. Metodami medycyny akademickiej nie można było ani zatrzymać ani usunąć tych skrzywień, pomimo, że pani doktor miała możliwość leczenia syna jedynaka w każdym dowolnym miejscu i każdą dostępną metodą medyczną.
Gdy po czterech dniach leczenia zobaczyła syna wyprostowanego jak struna, rozpłakała się. Jej mamie również znacząco zmniejszyły się dolegliwości i unormowało się nadciśnienie. Widząc tak rewelacyjne wyniki, także i ona po pewnym czasie skorzystała z mojego sposobu wzmacniania organizmu, również z bardzo dobrymi wynikami.
 
Niestety, pani doktor przysłała do mnie na leczenie bezpłodności tylko dwie kobiety, które ona leczyła dłuższy czas bez efektu, oraz dwie kobiety cierpiące na uporczywe dolegliwości okołomenstruacyjne, a które także leczone przez nią, również nie mijały. Wszystkie te kobiety po dwunastu dniach pobytu w Instytucie odniosły pełny sukces. Dwóm kobietom zniknęły bóle okołomenstruacyjne, a kobiety leczące się na bezpłodność, po około dwóch miesiącach w naturalny sposób zaszły w ciążę i urodziły bezproblemowo pierwsze dziecko, a po pewnym czasie drugie. Każda ciąża i poród odbyły się wzorcowo. Kobiety te, przez cały czas ciąży były pod kontrolą tej lekarki, co było dla nich dodatkowym atutem, ponieważ miały poczucie bezpieczeństwa. Podkreślę, że lekarka ta cieszyła się bardzo dobrą opinią pośród pacjentek. Poświęcała się wszystkim swoim pacjentkom do tego stopnia, że nie miała czasu by zadbać o swoje zdrowie. Powiedziała mi, że wyhodowała sobie guza nowotworowego na macicy, wielkości główki dziecka, który chirurdzy usunęli jej wraz z macicą. Musiano jej także usunąć jedną pierś z powodu dużego guza, a po pewnym czasie częściowo drugą pierś.
 
Zdaję sobie sprawę z tego, że choć upubliczniam te informacje nie wskazując konkretnej osoby, to nie powinienem o tym pisać. Piszę jednak o tym dlatego, aby przestrzec inne lekarki jak i lekarzy, że nadmiar stresowej pracy, jaką niewątpliwie jest ich zawód i zarobione pieniądze nie zrekompensują im utraty zdrowia. Chcę tym przykładem, jak również efektami uzyskanymi przez lekarzy leczących się u mnie, dać wszystkim lekarzom do myślenia… Należy wiedzieć, że średnia życia lekarzy jest znacznie krótsza niż ogólna średnia, co dodatkowo wskazuje na ich poświęcanie się pacjentom i to, że także leki których doświadczają na sobie, nie wydłużają lecz skracają im życie, a wiadomo, że w Polsce i tak jest zbyt mało lekarzy. Pragnę także wskazać wszystkim ludziom, że decydenci medycyny konwencjonalnej, którzy przy pomocy swego „żandarma” jakim niewątpliwie jest Izba Lekarska, która utrzymuje lekarzy w szachu, są zadufani w swej bezzasadnie dominującej wiedzy, oczywiście w zakresie zwalczania przyczyn chorób postępujących, a nie ich objawów. Medycyna lecznictwa objawowego oraz instrumentalna jak i transplantologiczna są niewątpliwie rewelacyjne w swych osiągnięciach. Pomimo to decydenci medycyny, a także szeregowi lekarze doskonale zdają sobie sprawę ze swej słabości w leczeniu niemal 80% chorób postępujących, a pomimo to niektórzy z nich z całą mocą zwalczają pojawiającą się konkurencję. Zwalczają jednak tylko te metody w których  widzą zagrożenie dla swej dominacji. To właśnie reżim medyczny decydentów Izby Lekarskiej jak i ta bezpardonowa walka jest przyczyną tego, że przeciętni lekarze boją się sięgać po inne metody leczenia, choćby były one najbardziej skuteczne, zwłaszcza gdy metody te nie znajdują się na liście dopuszczonych przez decyzyjne środowisko medyczne. Lekarze doskonale wiedzą, że nie kto inny jak właśnie dr Maciej Hamankiewicz będąc Prezesem Śląskiej Izby Lekarskiej zniszczył lecznictwo homeopatyczne bezwzględnie walcząc z lekarzami, którzy je stosowali. Powstaje zatem pytanie, czy w zamian za to, oraz za doprowadzenie do wydania przez sąd na mnie zmanipulowanego wyroku wybrano go na Prezesa Naczelnej Rady Lekarskiej? Oczywiście dominujący lekarze również walczą między sobą o władzę, i nie przebierają w środkach…
 
Wrócę do tematu chorób ginekologicznych. Jak powyżej wspomniałem z pośród wszystkich kobiet przyjeżdżających do mnie na leczenie bezpłodności, aż 80% z nich bezproblemowo zachodziło w ciążę, zazwyczaj po dwóch, trzech miesiącach od pobytu w Instytucie, ponieważ dopiero po takim czasie proponowałem im świadomie starać się o dziecko. Wskazywałem im na co wraz z mężem powinni zwracać szczególną uwagę. Tłumaczyłem im, że minimum taki czas jest potrzebny na adaptacyjne całościowe uporządkowanie organizmów przyszłych rodziców. Podkreślałem, że takie bowiem spłodzą dziecko i z takimi cechami osobniczymi jakie wypracują w swoich organizmach. Natomiast pozostałych 20% kobiet, które nie odniosły sukcesu, nigdy nie zajdzie w ciążę, chyba, że zmienią partnera i także  nie w każdym przypadku. Przy przyjmowaniu ich na leczenie przeprowadzałem konsultację z tymi kobietami tłumacząc im które przypadki bezpłodności nie rokują nadziei na powodzenie.
 
Pacjentki, które się u mnie leczyły na różne dolegliwości ginekologiczne, zazwyczaj po zakończeniu leczenia zgłaszały się na kontrolne badanie do gabinetu ginekologicznego w Instytucie. Zatem pani doktor znała rewelacyjne wyniki jakie uzyskiwały te kobiety.
Zapewne każdy w tym miejscu zapyta, dlaczego pani doktor nie przysyłała do Instytut swoich pacjentek, których nie mogła wyleczyć? Tak samo pytali o to pacjenci leczący się w gliwickim Instytucie. Przypadkową odpowiedź na to pytanie dało dwóch z pośród lekarzy, którzy leczyli się u mnie. Gdy pacjenci Instytutu zapytali ich podczas ogólnych spotkań jakie codziennie z nimi prowadziłem, czy będą przysyłać do Instytutu swoich pacjentów, to jeden odpowiedział krótko; „pacjentów to ja muszę leczyć”. Natomiast drugi odpowiedział; „czy waszym zdaniem ja mam mówić pacjentom, że nie jestem ich w stanie wyleczyć, ale wyleczą się w Instytucie u pana Piotrowicza?…”.
 
Gdy przeprowadzałem z chorymi szczegółowe wywiady, w celu ustalenia przyczyny ich chorób, to pośród kobiet nie mogących zajść w ciążę jak i mających bóle okołomenstruacyjne – zwłaszcza ostre, zauważyłem wspólne cechy. Kobiety te miały niskie ciśnienie krwi, niemal stale zimne nogi, a zazwyczaj i ręce, a niektóre miały także przerzedzone włosy, różnorakie zmiany skórne, a także blade ciało.
Gdyby na studiach medycznych uczono przyszłych lekarzy logicznego myślenia w zakresie faktycznych przyczyn, a nie tylko objawów chorób, lub gdyby lekarze mieli czas na przeprowadzanie wywiadów z chorymi, to szybko doszli by także do tego do czego ja doszedłem, a mianowicie; że choroby postępujące najczęściej są powodowane niewiedzą lub zbyt małą wiedzą ludzi o funkcjach swojego organizmu. Przyczyną są także zakłócenia komunikacji komórkowych, które po części wynikają z zakłóceń przewodnictwa nerwowego, różnych – miejscowych lub ogólnych niewydolności krążenia, naleciałości dziedziczne oraz zakłócenia powodowane przez środowisko w którym chorzy żyją. Oprócz niewiedzy, lub zbyt małej wiedzy o swoim organizmie, które niewątpliwie zajmują pierwsze miejsce, wiele zamieszania powoduje także nadmiar wymieszanej wiedzy internetowej, której celem jest sprzedanie produktu, bywa, że również przekonanie ludzi do leczenie wiarą i zarzucenie leczenia medycznego.
 
W intrenecie znajdziecie wykaz 196 związków wyznaniowych, a wszyscy ludzie zrzeszeni w tych związkach twierdzą, że ich wiara i ich Bóg jest prawdziwy… Produkty swe bowiem sprzeda ten kto jest bardziej przekonywujący w słowach (a słowo było u Boga, a Bogiem stało się słowo). W medycynie konwencjonalnej lekarze nie muszą się starać przekonywać pacjentów „do swej jedynie słusznej prawdy w leczeniu”, ponieważ prawo wymusza na całym społeczeństwie jednokierunkowy system leczenia. Podobnie prawem dominował nad ludźmi Goebbels, Stalin i wielu innych znanych przywódców. O łatwości przekonania ludzi wiedzą też decydenci medycyny, którzy wraz z dziennikarzami z ogromną zajadłością mnie zwalczali konfabulując lub kłamiąc w mediach o mnie oraz działalności gliwickiego Instytutu. Dziennikarze niestety czują się pewni swej dominacji do tego stopnia, że zupełnie oficjalnie mówią i piszą, iż to oni kształtują opinię publiczną… Lub też; że reklama rządzi światem…, co jest zrozumiałe, ponieważ częsta, nachalna reklama masowo kształtuje społeczną psychikę. Jednak wszyscy oni razem nie mogli mnie zniszczyć, jak i gliwickiego Instytutu oraz lekarzy w nim pracującym, pomimo, że w ciągu czternastu lat poświęcili na ten cel około pół miliarda nowych złotych, (przeliczając te szpalty gazet, czas radiowy i telewizyjny jakie poświecili na walkę ze mną na wartość reklam), aby przekonać ludzi by nie korzystali z usług Instytutu. Przyszła im z pomocą dopiero Unia Europejska, która wprowadziła przepisy, praktycznie uniemożliwiające wejście na rynek medyczny skutecznego, konkurencyjnego produktu. Dlaczego nie mogli sobie poradzić? Ponieważ w Instytucie była stosowana żelazna zasada; każdy potencjalny pacjent najpierw bezpłatnie uczestniczył w spotkaniu ze mną lub z zastępującymi mnie lekarzami, na których wyjaśnialiśmy dlaczego metoda BEFTT jest tak skuteczna równocześnie wobec wszystkich postępujących chorób oraz na jakiej działa zasadzie. Następnie każdy pacjent bezpłatnie sprawdzał tą metodę na sobie przez godzinę, a gdy zdecydował się skorzystać z tego leczenia, przez kolejne dwa dni, wpierw przechodząc konsultację i badania lekarskie. Od pierwszej chwili lekarze jak i pracownicy Instytutu namawiali chorych aby wypytywali o wyniki tych pacjentów którzy leczą się w tym czasie, a zwłaszcza tych  którzy kończą dwunastodniową kurację w Instytucie. Dopiero wówczas pacjenci płacili za pobyt. Takiej gwarancji nikt nigdy nie dawał i sądzę, że nikt nigdy nie da!
 
Wrócę do chorób ginekologicznych. Skąd zatem się one biorą? Odpowiedź również jest prosta – ponieważ są to kobiety, które chcą ładnie i zgrabnie wyglądać, a szczególnie gdy konkurują o partnera. Co zatem robią? Nie dbają o fizjologiczne wymogi swojego organizmu, byle by ładnie i powabnie wyglądać. W chłodne dni ubierają się zbyt skąpo nie zdając sobie sprawy z tego, że nadmiernie wyziębiają organizm przez co osłabiają narządy rodne, zwłaszcza macicę. Szczególnie gdy wyziębiają organizm podczas menstruacji, ponieważ organizm podlega adaptacji, zatem dokonuje niekorzystnych adaptacji krążeniowych. (Przeczytajcie rozdział „Porażenia mózgowe”. Niestety, kobiety zazwyczaj nie mają wiedzy i świadomości, że gdy utrwalą w swym organizmie określone błędy, to gdy urodzą dziecko, wówczas błędy te przeniosą je dziedzicznie na swoje dziecko. Jednym z moich podstawowych działań było nie tylko znalezienie wraz z chorymi przyczyn ich chorób lecz także wskazywanie w jaki sposób można je usunąć i świadomie przygotować się do ciąży.
Kobietom tym, a także i ich partnerom czy mężom, tłumaczyłem na czym polega dogłębny problem świadomego macierzyństwa.
 
Informacje jakie poniżej piszę uzyskałem od kobiet i mężczyzn, którzy leczyli się lub przychodzili na odwiedziny do swych partnerek przebywających w Instytucie.
 
Mężczyźni gdy jako chłopcy dojrzewają, uprawiają masturbację. Aby nie poplamić np. pościeli, w czasie szczytowania ściskają penisa. Sperma wówczas cofa się. Jeśli często postępują w ten sposób, wówczas adaptacyjnie utrwalają cofanie się spermy, a wtedy podczas normalnego stosunku sperma także się cofa.
Aby mężczyzna taki mógł zapłodnić kobietę musi wraz z żoną pójść do lekarza by ten wydobył plemniki i wprowadził je do dróg rodnych kobiety.
Mężczyzna gdy często szczytuje ściskając członka, nierzadko adaptacyjnie doprowadza do tego, że gdy współżyje z kobietą, jej pochwa jest dla jego psychiki zbyt luźna aby mógł dojść do szczytowania Aby mężczyzna taki mógł szczytować, wówczas jego partnerka zazwyczaj musi ręką doprowadzić do jego szczytowania, który jest jednak bez zewnętrznego wytrysku.
Gdy młody chłopiec z takimi doświadczeniami masturbacyjnym trafi na homoseksualistę i ten wprowadzi go w tajniki seksu analnego, to trudno będzie mu wrócić do normalnego seksu z kobietą i osiągnąć z niego dużą satysfakcję.
 
Wiadomo, że fizjologicznie plemniki mężczyzn średnio dojrzewają siedem dni. Gdy zupełnie zdrowy mężczyzna w ciągu siedmiu dni uprawia seks i często szczytuje, a tym bardziej kilkakrotnie w czasie dnia, wtedy wytrysk jest niewielki. Także plemniki nie dojrzewają do swych funkcji, zatem ich zdolność do zapłodnienia jest coraz słabsza. Gdy taki mężczyzna przez kilka miesięcy z rzędu często uprawia seks i za każdym razem szczytuje, to po pewnym czasie adaptacyjnie przeprogramowuje swój organizm, który „dochodzi do wniosku”, że mężczyzna ten świadomie chce zmienić funkcje swojego organizmu, więc utrwala ją. Gdy mężczyzna taki chce mieć własne dziecko idzie z żoną do lekarza, muszą odbyć stosunek i z pośród milionów plemników lekarz wybiera te najmocniejsze. Gdy i one nie mają zdolności do zapłodnienia, wówczas parze takiej pozostaje skorzystać z banku spermy lub adopcja dziecka. Czy można się dziwić, że gdy mężczyźni nie mogą spłodzić własnego dziecka, ich żony muszą korzystać z banku spermy? Niegdyś księża zalecali wstrzemięźliwość, lecz księża pewnie nie wiedzieli dlaczego, a nauczanie seksu na lekcjach religii bywa uznawane za obrażanie Boga…
Zjawisko niewydolności spermy do zapłodnienia zachodzi w podobny sposób jak w powstawaniu białaczki, w przypadku której białe krwinki nie dojrzewają do swych funkcji, zatem organizm zauważając spadek odporności chce zrekompensować ten niedobór tworzy coraz więcej białych ciałek krwi. Szerzej opiszę to w rozdziale „Białaczka”, a także jakie wyniki uzyskałem lecząc ludzi chorych na białaczkę. Opiszę także dlaczego po leczeniu trzech pacjentów na białaczkę, pośród których jednym był lekarz z Częstochowy, nie chciałem leczyć chorych na białaczkę.


Ciąża, jak uniknąć in Vitro i okołoporodowych porażeń mózgowych dzieci

Co robić aby nie mieć problemów z zajściem w ciążę, uniknąć in Vitro, czuć się cały czas dobrze będąc w ciąży i urodzić zdrowe dziecko.

Jesteś w ciąży lub planujesz dziecko? Gdy zapoznasz się z tą stroną internetową, możesz uniknąć urodzenia kalekiego dziecka.
Porażenia mózgowe, to zazwyczaj wynik braku rzetelnych informacji ludzi o prawdziwych przyczynach, które w konsekwencji powodują niedotlenienie mózgu. Tylko niektóre porażenia mózgowe są rzeczywiście nieodwracalnymi porażeniami. Wszystkie porażenia można jednak znacznie skuteczniej leczyć łącząc leczenie konwencjonalne z metodą BEFTT, a niektóre z nich całkowicie i szybko wyleczyć.


Na stronach internetowych możecie znaleźć przyczyny powstawania porażeń mózgowych. Niemal wszystkie porażenia mózgowe mają wspólną cechę, którą jest niedotlenienie mózgu. W rozdziale tym udowadniam, że tylko część z tych chorób rzeczywiście jest wynikiem niedotlenienia mózgu. Piszę też w jaki sposób skutecznie zapobiegać porażeniom mózgowym, a także efektywnie leczyć istniejące porażenia mózgowe, zwłaszcza skutkujące przykurczami kończyn jak i mięśni niektórych części ciała.
Podstawowe procesy w organizmie to wymiana materii, energii i informacji. Medycyna skupiła się głównie na dwóch pierwszych – rola przekazu informacji sterującej przemianami materii i energii, które mają decyzyjny wpływ na funkcje komórek, narządów i tkanek została mocno zaniedbana. W książce tej udowadniam, że wszystkie choroby postępujące, w tym dziecięce porażenia mózgowe, są zazwyczaj wynikiem postępujących zakłóceń komunikacji komórkowych oraz wymiany tych informacji z narządowym, centralnym oraz obwodowym układem nerwowym. W gliwickim Instytucie którym kierowałem przez osiem lat, wraz z pracującymi tam lekarzami udowodniliśmy, że jeśli wzmocni się przekazy sygnałów płynących przez układ nerwowy oraz usunie przyczyny tej niewydolności, to okazuje się, że cofają się równocześnie niemal wszystkie choroby, tym także uznawane za nieuleczalne, w tym także wiele przypadków uznawanych za porażenia mózgowe. W Instytucie udowodniłem, że tylko część porażeń mózgowych jest rzeczywiście wynikłych z nagłego niedotlenienia mózgu. Wiadomym jest, że nagłe porażenia są powodowane podczas wypadku czy porodu gdy następuje zbyt długotrwałe niedotlenienie mózgu, skutkiem czego obumiera część jego komórek. Nikt z całego naukowego świata medycznego nie skupił się dogłębnie nad przyczynami pozostałych przypadków porażeń i nie posegregował ich. Wszyscy oni zgodnie twierdzą że są one spowodowane niedotlenieniem mózgu. Prowadząc rozmowy z rodzicami dzieci mających porażenia mózgowe, które się u mnie leczyły, jak też z niektórymi z tych dzieci, przeanalizowałem uzyskane od nich informacje i znalazłem wspólną przyczynę, która prowadzi do większości przypadków porażeń postępujących, również podczas rozwoju płodu. Opracowałem prosty sposób zapobiegania postępującym porażeniom płodów skutkujących porażeniem okołoporodowym, które zastosowane odpowiednio wcześnie przed porodem, dają niemal pewność, że dziecko nie urodzi się z niedotlenieniem mózgu. Wskazuję też w jaki sposób każda kobieta będąca w ciąży może rozpoznać i sama usunąć przyczyny, które mogą spowodować niedotlenienie, nie tylko mózgu dziecka, ale także innych jego narządów. Metody które opracowałem zastosowane w przypadku już istniejących porażeń wraz z tradycyjnym leczeniem medycznym, zwłaszcza rehabilitacją, dają znacznie lepsze wyniki niż leczenie wyłącznie dotychczasowymi medycznymi metodami. Udowadniałem to w kierowanym przeze mnie Międzynarodowym Instytucie Zdrowia w Gliwicach w czasie od 1999 do 2008 roku. Niestety, decydencki świat medyczny, wespół z nieuczciwą grupką dziennikarzy, przy pomocy mediów zrobił wszystko aby metody tej nie dopuścić do szerokiego zastosowania społecznego. Chcę tu wyraźnie podkreślić, że ludzie niesłusznie obwiniają lekarzy lub położne wszystkimi przypadkami okołoporodowych porażeń mózgowych. Tylko niektóre z nich rzeczywiście wynikają z błędów przy porodzie. Po przeczytaniu tego rozdziału przekonacie się, że przyczyna tkwi gdzie indziej. Przyczyny znaczącej ilości chorób postępujących, także porażeń mózgowych, zazwyczaj leżą po stronie pacjentek, a właściwie ich nikłej wiedzy o swoim organizmie, która wynika z niewystarczającej wiedzy zachowawczej lub bagatelizowaniu informacji, które w dzisiejszych czasach są ogólnie dostępne na wielu stronach internetowych. Dzięki moim rozmowom z dziećmi które się u mnie leczyły i z ich rodzicami, spostrzegłem, że przyczyną znaczącej większości postępujących porażeń mózgu jest nadmierne przesycenie toksynami organzimu kobiet będących w ciąży, zwłaszcza w końcowej fazie. Takim widocznym tego objawem jest puchnięcie nóg kobiet będących w ciąży. Wiadomo, że podczas ciąży organizm kobiety spala więcej składników odżywczych. Tworzy zatem więcej toksyn. Gdy zwrotny układ wydalania kobiety staje się mniej wydolny, to aby nie zatruwać płodu, organizm toksyny te wypycha do nóg, które przejściowo, stają się ich „magazynem”. Gdy wydolność wydalania zwiększa się, organizm toksyny te wydala. Gdy wydalanie staje się mniej wydolne, wówczas toksyny te osłabiają zakończenia nerwów na stopach (receptory). To z kolei zmniejsza intensywność sygnałów płynących z przesyconych toksynami receptorów stóp do centralnego układu nerwowego. (Przypomnę, że na stopach znajdują się receptory wszystkich narządów.) Gdy „magazyn” czyli nogi nie mogą już pomieścić toksyn, wówczas powoli odkładają się one w przestrzeniach międzykomórkowych w całym organizmie. Najpierw kumulują się w tkankach obwodowych, a potem w narządach wewnętrznych. Organizm ludzki ma duże możliwości magazynowania nadmiaru toksyn, a w chwilach zmniejszana się ich tworzenia, wydala je. Powtórzę, że gdy jednak wszystkie te „magazyny” są długotrwale przepełnione, to nadmiernie kumulują się w przestrzeniach międzykomórkowych. Wówczas toksyny te zaczynają kumulować się w chemoreceptorach rozmieszczonych w błonach komórkowych. Zadaniem chemoreceptorów komórkowych jest wychwycenie składników odżywczych z przestrzeni międzykomórkowej i wprowadzenie ich do komórek. Chwilowa i niewielka kumulacja tych toksyn w chemoreceptorach nie jest groźna, ponieważ naczynia chłonne rozmieszczone w przestrzeniach międzykomórkowych są w stanie je wchłonąć i wyprowadzić, a wówczas chemoreceptory samoistnie się oczyszczają. Gdy jednak toksyny te zalegają dłuższy czas, wówczas w chemoreceptorach tworzą się związki agonistyczne i antagonistyczne. Związki te jeszcze bardziej ograniczają wchłanianie składników odżywczych, ponieważ fałszują odpowiedź z centralnego układu nerwowego oraz ograniczają wchłanianie składników odżywczych do komórek. Skutkiem tego komórki nie mogą wchłonąć odpowiedniej ilości składników z przestrzeni międzykomórkowych niezbędnych dla funkcjonowania organizmu. Komórki nie otrzymując odpowiedniej ilości składników ślą do psychiki bodziec łaknienia. Kobieta zaczyna zatem coraz więcej jeść, a ponieważ zablokowane chemoreceptory komórek nadal nie przepuszczają do swego wnętrza odpowiedniej ilości składników odżywczych, zatem odkładają się one w postaci toksyn oraz tłuszczu. W systemie błędnego koła, zwiększa to ilość toksyn oraz tłuszczu i problemy narastają. Toksyny te zalegając zbyt długo w organizmie kobiety w ciąży dostają się także do organizmu płodu, a szczególnie niebezpieczne są te, które docierają do jego mózgu i płuc gdyż ograniczają ilość przyswajanego tlenu i dodatkowo zakłócają przekazy informacji z narządów do mózgu, a tym samym zwrotną odpowiedź mózgu. Bywa że toksyny te zaczynają się kumulować w płodzie już po kilku tygodniach życia płodowego. W tym właśnie czasie zaczynają się pierwsze problemy niedotlenienia płodu. Skutkiem tego narastają nie tylko porażenia mózgowe lecz postępuje także wiele innych problemów z rozwojem płodu. Nie poruszam tu problemów płodu wynikłych z palenia papierosów przez kobiety będące w ciąży, ponieważ temat ten jest społeczeństwu doskonale znany. Czytaj rozdział pt. „JAK W PROSTY SPOSÓB POZBYĆ SIĘ UZALEŻNIEŃ”. Gdzie więc tkwią tego przyczyny? W braku wiedzy tych kobiet. Wiadomo, że podczas porodu następuje moment, w którym dziecko zmienia sposób oddychania z płynowego na płucne. Gdy w płucach rodzącego się dziecka zalega nadmierna ilość płynu owodniowego, a dodatkowo tkanki płuc są zbyt mało sprężyste z powodu ich niedotlenienia ciążowego to także zbyt powoli pozyskują tlen poprzez płuca w trakcie porodu i bezpośrednio po porodzie.  Zrozumiałym jest wówczas, że obumierają lub zostają porażone te komórki mózgu które otrzymują za mało tlenu. Tak powstają nie tylko porażenia okołoporodowe ale i wszystkie inne choroby poporodowe dziecka związane z niewydolnością funkcji płuc i mózgu. Kobiety, których organizm podczas ciąży nie odkłada toksyn lecz na bieżąco je wydala, dają wspaniały start życiowy swojemu dziecku. Takie dziecko podczas ciąży jest prawidłowo odżywiane i prawidłowo się rozwija. Już w pierwszych miesiącach jego życia można zaobserwować, iż jest ono znacznie mądrzejsze i inteligentniejsze. To z pośród tych dzieci wywodzą się geniusze. Czy można się zatem dziwić, że kobiety nie posiadając wiedzy opisanej w tym rozdziale, zamiast oczekiwanego zdrowego dziecka rodzą je z różnymi ułomnościami, a potem męczą się z jego wychowywaniem i nierzadko muszą prosić społeczeństwo o pomoc? Kto zatem jest temu winien? Ponownie powtarzam, że nie lekarze i położne lecz brak rzetelnej wiedzy o swoim własnym organizmie przez wszystkie kobiety, a tym samym zła „obsługa” swojego organizmu podczas ciąży, a szczególnie niewiedza o sposobie planowania dziecka. Zadaniem lekarzy jest leczenie objawowe, a nie kształcenie pacjentów. Znacząca ilość ciąży to zazwyczaj wynik „wypadku podczas seksu”. Jak zwykle bywa, wina w znacznej mierze leży po stronie edukacji społeczeństwa. Gdy zastanowicie się nad tym głębiej, to nabierzecie przekonania, iż wydaje się jak gdyby osobom odpowiedzialnym za zdrowie obecnego jak i przyszłych pokoleń nie zależało na zdrowym społeczeństwie lecz na chorym. Pozostałe porażenia, zwłaszcza te powoli postępujące, które bywa, że występują nawet po kilku latach po porodzie, są wynikiem blokady w przepływie sygnałów nerwowych z narządu objętego porażeniem do mózgu. Często bywa że są to uciski nerwów i nie koniecznie są to uciski międzykręgowe lecz wynikłe z powodu długotrwałego napięcia mięśni przez które przechodzi unerwienie. Właśnie ta błahostka nie usunięta w porę, była przyczyną przedwczesnej śmierci Papieża Jana Pawła ll. Bywa, że zaczynają się one w tkankach narządu i z biegiem czasu mogą obejmować mniejszą lub większą partię komórek oraz tkanek układu nerwowego danego narządu. Skutkiem tego spada sprężystość mniejszej lub większej części tkanek (bardzo sporadycznie całego narządu tak jak to ma miejsce z płucami po podaniu pacjentowi pavulonu jaki podawali tzw. „łowcy skór” w pogotowiach ratunkowych w celu uśmiercenia pacjentów) oraz unerwienia biegnącego z danego narządu, które powoli powiększa się. W konsekwencji zmniejsza się intensywność sygnałów niesionych przez układ nerwowy z tego narządu do centralnego układu nerwowego. Mało kto wie, że aż około 80% ciąż na całym świecie to ciąże poronione. Najwięcej poronień występuje w pierwszych kilkunastu dniach po zapłodnieniu. Kobiety będące w ciąży nagle zauważają zbyt gęstą krew wydalaną podczas menstruacji lecz zazwyczaj nie kojarzą tego z ciążą i poronieniem. Ludzkość wywodzi się z 20% udanych porodów. Przyczyną tego jest zazwyczaj chemiczny konflikt grup krwi. Proszę nie mylić tego z konfliktem serologicznym, te dzięki naukowemu postępowi medycyny są już całkowicie opanowane. Zapoznajcie się ze stroną www.haptens.republika.pl to przekonacie się, że małżeństwa dobierają się w sposób przypadkowy, a aż 75% małżeństw dobiera się niewłaściwie. Gdy kobieta źle dobierze partnera lub odwrotnie i zajdzie z nim w ciążę, która zostanie zainicjowana z grupy krwi konfliktowego partnera, to organizm kobiety płód ten uznaje za intruza i po prostu niszczy go. Gdy natomiast ciąża zostanie zainicjowana z jej grupy krwi, a kobieta ta podczas ciąży współżyje z tym konfliktowym partnerem, to hapteny, bo o nich tu mowa, wydalane przez partnera dostają się do płodu i albo go niszczą albo uszkadzają. Hapteny wydzielają się wraz z płynami ustrojowymi organizmu, czyli poprzez oddech, pot, ślinę i śluzy organizmu. Od kilku kobiet podczas konsultacji uzyskałem informacje, że od samego początku po zajściu w ciążę nie były one w stanie współżyć z mężem ponieważ bardzo źle się czuły. Przeczytaj rozdział pt. Choroba Parkinsona”, dlatego, że choć przyczyny tej choroby są inne to objawy są częściowo podobne do porażeń mózgowych. Skoro u wszystkich chorych na Parkinsona podczas leczenia w gliwickim Instytucie drgawki całkowicie ustępowały, to oznacza, że komórki istoty czarnej mózgu, które syntetyzują dopaminę, mają możliwość odbudowy. (Tylko u jednego pacjenta drżączka nie ustąpiła lecz zmniejszyła się.) Dlaczego zatem nie miały by odbudowywać się inne komórki mózgu odpowiadające za inne funkcje, w tym i te, które są wynikiem dziecięcych porażeń mózgowych?

W tym miejscu dla lepszego zrozumienia skrótowo i w uproszczony sposób napiszę o komunikacjach komórkowych.  Komórki macierzyste, które przeistoczyły się w komórki danego narządu i wbudowały się do tych narządów, od tej pory oprócz kodu genetycznego DNA posiadają także autonomiczny narządowy program informacyjny. Gdy któreś komórki danego narządu mają chwilowy problem, a ich narządowy program informacyjny nie jest w stanie uporządkować pomiędzy nimi komunikacji by naprawić ten błąd, wówczas program narządowy informuje o tym centralny układ nerwowy (OUN). Wtedy OUN po przeanalizowaniu tych sygnałów wspomaga dany narząd odpowiedzią, najczęściej poprzez stres naczyniowy – przeważnie obwodowy, a prościej mówiąc poprzez obkurczenie krążenia obwodowego, by tą zaoszczędzoną nadwyżkę składników odżywczych skierować do narządu mającego problem. Dzięki tej funkcji, w narządzie który ma problem, intensyfikuje się metabolizm, a komórki otrzymują więcej składników odżywczych. Każda komórka ma zaprogramowany program samoregulacyjny, samoobronny oraz samonaprawczy, które pilnują poprawnych funkcji komórek lub też gdy komórki uległy uszkodzeniu, program samonaprawczy uaktywnia w nich samonaprawę. Dzięki temu komórki, tkanki jak i układ nerwowy odzyskują swą sprężystość, a to sprawia, że emitują intensywniejsze sygnały do OUN. Sygnały jakimi organizm posługuje się to sygnały chemiczne, akustyczne, mechaniczne drgania błon komórkowych, podczerwieni, elektryczne, magnetyczne, fotonowe, termiczne czy termodynamiczne. Gdy jednak naprawa jest niemożliwa, uaktywnia się wtedy program autoagresji, który niszczy uszkodzoną komórkę, a w jej miejsce wbudowuje się jedna z namnożonych komórek  pochodząca z komórki macierzystej. Zwróćcie uwagę jak dużo zabezpieczeń ma organizm, dzięki którym może trwać. Pomimo to ludzie nie posiadając tej wiedzy, nieświadomie pokonują te zabezpieczenia i chorują oraz znacznie przedwcześnie umierają. Najtragiczniejsze jednak jest to, że osoby te swe utrwalone błędy przekazują dziedzicznie swojemu potomstwu. Gdy sygnały wysłane przez narząd do centralnego układu nerwowego z informacją o „awarii” spotkają na drodze przeszkody i z tego powodu informacja dopłynie do niego z mniejszą intensywnością, np. pięćdziesięcio procentową, wtedy OUN uznaje, że zagrożenie jest mniejsze niż faktycznie istniejące i w odpowiedzi wysyła o tyle słabszą odpowiedź. Skutkiem tego niewystarczająco efektywnie uaktywnia się metabolizm w tym narządzie i komórki nie pozyskują odpowiedniej ilości składników odżywczych, pomimo, że w takiej sytuacji powinny pozyskać ich więcej. Na początku choroba nie postępuje zbyt szybko, ale postępuje, zatem nie zauważamy jej ponieważ przyzwyczajamy się do danej ułomności (adaptacja). Gdy nie usuniemy przyczyny zakłóceń, wówczas w systemie błędnego koła choroba zwiększa się i przyśpiesza. Bywa też inaczej. Wiadomo, że nerwy jak i tkanki podlegają skurczom i rozkurczom. Gdy nastąpi skurcz mięśnia, a sygnał informacyjny nie uaktywni rozkurczu, wówczas nerw, a wraz z nim tkanki, za które on odpowiada ulegają naprężeniu. Gdy nadal nie dociera sygnał rozkurczowy, wówczas skurcz nakłada się na skurcz itd., a określona niekontrolowana część ciała ulega nienaturalnemu jednostronnemu wygięciu. Często tak się dzieje właśnie u dzieci z porażeniem mózgowym. Chyba każdy człowiek miał objawy niespodziewanego skurczu, który wywołuje ból, lecz dość szybko on znika. Wówczas ludzie ci mówią; oj jak mnie złapał skurcz. Każdy zatem zna to zjawisko ale nie pomyśli dlaczego tak się stało. Bywa też odwrotnie. Gdy po sygnale rozkurczu nie nastąpi skurcz i taki stan będzie trwał dłużej to w systemie błędnego koła mięśnie wiotczeją. Dlatego dzieciom, które leczyły się w gliwickim Instytucie, a miały skrzywienia kręgosłupa wynikłe z rozwiotczenia mięśni, kręgosłup prostował się, nierzadko już po jednej nocy przespania się na materacu BEFTT.
Podstawowe funkcje dzięki którym organizm żyje i funkcjonuje to homeostaza i adaptacja. Zatem jeśli mózg przez dłuższy czas wciąż uzyskuje osłabione informacje o mniejszej aktywności narządu, wówczas uznaje, że ta część jego komórek, która obsługuje dane funkcje jest niepotrzebna. Mózg uaktywnia wtedy wobec nich autoagresję i wyniszcza część tych komórek, które uznał za niepotrzebne. Mózg jest bowiem tak skonstruowany by nie utrzymywać „darmozjadów” gdyż konkurują one o pokarm i tlen. Należy wiedzieć, że mózg spala aż 20% składników odżywczych i tlenu, a w chwilach intensywnej pracy nawet więcej. Skoro zatem mózg niszczy komórki gdy są niepotrzebne, to jestem przekonany, że gdy okaże się, iż po pewnym czasie znowuż zacznie otrzymywać intensywniejsze informacje od tego narządu i uzna, że są one potrzebne, to dlaczego nie miał by odbudować tych komórek? Gdy nie była znana moja metoda, to niewydolne komórki mózgu metodami medycznymi miały zbyt małą szansę na ta naturalną odbudowę. Aby niewydolność nie pogłębiała się lecz poprawiała, słusznie stosuje się rehabilitację ruchową. W takich przypadkach jest ona niezbędna, jednak niewystarczająca. Rehabilitacja ruchowa dziecka mającego porażenie mózgowe ma na celu zwiększenie ilości sygnałów przenoszonych z ćwiczonych mięśni czy narządów do OUN, po to, aby układ nerwowy mógł się przebić intensywniejszymi sygnałami przez blokadę i uaktywnić odnowę i rozbudowę zanikających komórek mózgu. W systemie sprzężenia zwrotnego, sygnały stopniowo przywracają informacje w niewydolnym narządzie jak i w mózgu. Dzięki tej odbudowie mózg stopniowo wznawia kontrolę danego narządu. Niezbędny jest jednak odpowiednio długi czas trwania wzmacniania sygnałów informacyjnych, po to aby dany narząd adaptacyjnie odbudował lub też ponownie nauczył się danych funkcji. Jeśli zbyt szybko wzmocni się sygnały, a mózg nie zdążył odbudował uszkodzonych komórek, wówczas kończyny dziecka czy też porażone mięśnie zaczną tworzyć spastykę.
Zapewne dotychczasowa treść już was przekonała, ze nie jest pełną prawdą, że mózg steruje naszym organizmem. Mózg niewiele zrobi jeśli nie otrzyma informacji z narządów czy tkanek co ma przeanalizować, a szczególnie informacji o sytuacji awaryjnej danego narządu. Właśnie tak działo się w mózgu Papieża Jana Pawła ll. Mózg bowiem nie jest w stanie w każdej sekundzie naszego życia stale kontrolować ponad 70 bilionów komórek z jakich jest zbudowany człowiek. Udowadniam to w poszczególnych rozdziałach tej książki i aby tego dowieźć zawsze publikuję praktyczne wyniki uzyskiwane przez chorych, którzy byli pod moją opieką, oraz opieką lekarzy jakich zatrudniałem w Międzynarodowym Instytucie Zdrowia w Gliwicach. Od ponad dwudziestu lat propaguję tą metodę, a uzyskiwanymi efektami udowadniam, że mam rację. Mogę to w każdej chwili powtórzyć na dowolnej grupie chorych. Jednak medyczni „Neroni” naszych czasów, nie pozwolili na skuteczną poprawę zdrowia ludzi i dzieci ciężko chorych. Twierdzą, że inna wiedza niż ich wiedza jest nienaukowa, nawet wtedy gdy ta nienaukowa wiedza daje rewelacyjne wyniki, a ich wiedza prowadzi do masowych zgonów. Posiadając monopolistyczną władzę, wciąż przekonują oni ludzi, że naukowa medycyna nie zna etiologii niemal 80% chorób! Gdyby medycyna konwencjonalna musiała oficjalnie konkurować z innymi skutecznymi metodami, to dawno albo by się przekształciło albo zniknęło by z życia społeczeństw i nie czyniło by tak tragicznych dla ludzkości szkód. Gdy obalono komunizm, nagle okazało się, że na rynku niczego nam nie brakuje. Gdy zostanie obalony ten straszny jednowładczy nakazowy system rozwoju lecznictwa nadzorowany prze decydencką grupę Izby Lekarskiej to z życia społeczeństw w krótkim czasie zniknie co najmniej 50% chorób, a śmiertelność ludzi natychmiast kazdego zmniejszy się o 30%, tak jak to miało miejsce podczas strajków lekarzy w Polsce, na Słowenii, Malcie i Izraelu.
Podczas pierwszej godziny leżenia na materacu w Instytucie, u chorych uaktywniają się, zazwyczaj delikatne odczucia miejsc chorobowo zmienionych. Dzięki tym zjawiskom można było wykonać autodiagnozę. Autodiagnoza jest to takie oddziaływanie na organizm, która powoduje, że w miejscach chorobowo zmienionych samoistnie ujawniają się zjawiska, typu mrowienie, drgania, pulsacja, ciepło lub zimno, które to zjawiska odczuwa osoba leżąca na materacu. Natomiast ja lub lekarz znając fizjologię człowieka interpretowaliśmy je wskazując niewydolny narząd. Autodiagnozę można wykonać kładąc się pierwszy raz na materacu na jedną godzinę. Gdy w wyniku tej autodiagnozy kanały energetyczne udrożnią się, wówczas odzywają się tylko te kanały, które się nie udrożniły. Tłumaczyliśmy też dlaczego ja i pracujący u mnie lekarze, którzy najpierw jako pacjenci Instytutu sprawdzili moją metodę i przekonali się do tych opracowań mamy rację, a nie cały naukowy świat medycyny konwencjonalnej. Ponownie powtórzę, że w każdej chwili mogę tego dowieść praktycznie, ponieważ na uzyskanie zauważalnych rezultatów bardzo często wystarcza kilka godzin, a jeśli blokada nie jest utrwalona, choć objawy chorego na to wskazują że jest utrwalona, to nierzadko bywa, że wystarcza kilkadziesiąt minut. Rodzice, którzy zgłaszali się do mnie ze swymi dziećmi na kurację twierdzili, iż lekarze rozpoznali u nich porażenie mózgowe. Niektóre z tych dzieci z powodu dużych przykurczy od urodzenia nigdy nie chodziły, a inne pomimo że podobnie jak zdrowe dzieci już chodziły, to po pewnym czasie zaczęły mieć coraz większe trudności z chodzeniem, aż w końcu przestały chodzić i spędzały życie w wózku inwalidzkim. Chorobę ta zazwyczaj nazywa się zanikiem mięśni. Nikt jednak nie dochodzi do sedna przyczyn tych chorób. Gdy ja to zrobiłem, zaczęła się na mnie dobrze zorganizowana nagonka medyczno medialna. Zauważyłem, że jedne z dzieci z porażeniami mózgowymi nie miały żadnych problemów intelektualnych, w porównaniu do innych, które już na pierwszy rzut oka wykazywały problemy psychiczne. Z obserwacji tychże dzieci wywnioskowałem, że przypadki dzieci, które nie wykazują typowych cech choroby psychicznej, mają niewiele wspólnego z porażeniem mózgowym. Choroba psychiczna u niektórych z tych dzieci pojawia się znacznie później i zupełnie niepotrzebnie. Stwierdziłem, że jest to niewydolność przewodzenia nerwowego biegnącego z kończyn do centralnego układu nerwowego które są odpowiedzialne za ruchy mięśni, ścięgien czy więzadeł, czyli ich prawidłowe skurcze i rozkurcze. Zauważyłem, że przykurcze były największe gdy blokada nerwowa obejmowała tak mięśnie, ścięgna jak i więzadła, zazwyczaj miejscowo. Dlatego u tych wszystkich dzieci skupiałem się głównie na bezinwazyjnym długotrwającym wzmacnianiu bodźców nerwowych oraz usuwaniu blokad, które je powodowały. Dzięki temu już w ciągu dwunastu dni terapii u wszystkich tych dzieci uzyskiwaliśmy bardzo znaczące wyniki, a u większości z nich całkowite ustąpienie przykurczy, dzięki czemu zaczęły swobodnie chodzić. Powtórzę, że w życiu każdego człowieka, zapewne niejednokrotnie bywało, że kiedyś odczuwał nagły skurcz jakiegoś mięśnia, a wtedy nawet krzyknął z bólu; „oj, jak mnie złapał skurcz”! Czyli każdy wie, lecz nie zdaje sobie sprawy z tego, że nastąpił skurcz mięśnia, natomiast w ślad za nim nie od razu nastąpił rozkurcz lecz ponowne skurcze, co powoduje ból. Ból jest sygnałem informującym nas, że miejsce bolące utraciło lub znacznie zmniejszyło więź informacyjną z centralnym układem nerwowym. Wtedy zazwyczaj zmieniamy pozycję np. kończyny, nie zdając sobie sprawy z tego, że w ten sposób zwolniliśmy ucisk nerwu. Gdy natomiast zblokuje się sygnał rozkurczu, to nie odczuwamy tego nagłym bólem gdyż mięśnie wówczas rozwiotczają się, a nerwy biegnące w rozluźnionym mięśniu nie tracą tak szybko sprężystości i od razu nie bolą, tak jak w przypadku skurczu. Znaczna większość przypadków bezpłodności kobiet to właśnie obkurczenie jajowodów czy też innych tkanek narządu rodnego, a bywa że i naczyń krwionośnych umożliwiających zapłodnienie. Oto cała filozofia znaczącej ilości przypadków bezpłodności. W przypadkach bezpłodności kobiet, które leczyły się u mnie w Instytucie, miałem aż 80% skuteczność, w których to przypadkach kobiety, zazwyczaj już po jednym do dwóch miesięcy po terapii bezproblemowo zachodziły w ciążę. Po kilku latach kobiety te informowały mnie, że z kolejnym zajściem w ciążę nie miały już problemów. Zapłodnienie in vitro jest przeniesieniem tych samych błędów na kolejne potomstwo, a żaden rodzic chciał by aby ich dziecko odziedziczyło choroby i inne ułomności, z którymi oni mają problem. Metoda BEFTT daje taką możliwość. Kościół słusznie jest przeciwny zapłodnieniom in vitro. Sądzę, że jednak dostojnicy kościoła tak naprawdę nie wiedzą dlaczego się temu sprzeciwiają. Widząc obserwowane zjawiska organizmów u chorych, szybko zorientowałem się co jest tego przyczyną, a stosując właściwie dobraną bezinwazyjną terapię zachowawczą, którą sam opracowałem, uzyskiwaliśmy w Instytucie tak dobre wyniki, że niejednokrotnie pacjenci określali to cudem. Mieliśmy je dlatego, ponieważ nie próbowałem leczyć chorych w znany medycynie sposób, lecz kładłem ich na opracowany przeze mnie materac, uczyłem w jaki sposób ustawiać odpowiednie parametry na pilocie, właściwe danej chorobie, a leczenie medyczne pacjentów korygowali lekarze zgodnie z naukami medycznymi. Dzięki temu materac powodował, że organizm stopniowo i samoistnie optymalizował wszystkie swoje funkcje.
Uzyskując tak wspaniałe wyniki, chciałem skutecznie pomóc jak największej grupie dzieci chorych na porażenia mózgowe. Zatem w 2004 roku zadzwoniłem do stowarzyszenia skupiającego rodziców dzieci chorych na porażenia mózgowe w Warszawie – adres pobrałem ze strony internetowej. Opowiedziałem pani, która odebrała telefon o rewelacyjnych wynikach jakie uzyskujemy, zwłaszcza w przypadkach przykurczów kończyn, które to przypadki były przez leczących ich lekarzy zaklasyfikowane do dziecięcego porażenia mózgowego. Wyjaśniłem też dlaczego mamy takie rezultaty. Następnie powiedziałem, że dzwonię dlatego, ponieważ chcę spotkać się z jak największą grupą rodziców dzieci chorych zrzeszonych w ich stowarzyszeniu by pomóc ich dzieciom. Zaproponowałem, że zanim ich stowarzyszenie zorganizuje spotkanie rodziców tych dzieci ze mną i z pracującymi u mnie lekarzami, proponuję aby przysłano do mnie na bezpłatne dwunastodniowe leczenie pięcioro chorych dzieci wraz z ich rodzicami, po to, aby opiekowali się nimi i mogli obserwować postępujące efekty. Następnie po zakończeniu turnusu przez te dzieci, stowarzyszenie zorganizuje spotkanie rodziców pozostałych chorych dzieci ze mną i z lekarzami pracującymi u mnie. Na spotkanie to przyjdą także rodzice wraz ze swymi dziećmi, które odbędą u mnie kurację. Przekonywałem, że pozostali rodzice uzyskując informacje bezpośrednio od rodziców tych dzieci, które odbędą u mnie kurację, będą pewni wiarygodności uzyskiwanych wyników. Podkreśliłem też, że dzieci te będą w moim Instytucie pod opieką lekarzy, którzy u mnie pracują na pełnym etacie i opiekują się chorymi przez całą dobę. Następnie podkreśliłem, że nie mogą to być dzieci z dużymi uszkodzeniami mózgu, które wykazują wyraźne zmiany psychiczne. Wyjaśniłem też, że dlatego, ponieważ podejrzewam, że te mogą reagować znacznie większymi nagłymi mimowolnymi ruchami tych części ciała, które nie są kontrolowane przez mózg. Powodować to mogą wzmocnione sygnały nerwowe gdy nie znajdą zwrotnych odpowiedz z mózgu.
Do Instytutu przyjechało pięcioro rodziców wraz ze swoimi dziećmi. Czworo dzieci z dużymi przykurczami stóp, tak ja jak i lekarze, zakwalifikowaliśmy do pobytu w Instytucie, natomiast piątego dziecka nie zakwalifikowaliśmy, ponieważ już na pierwszy rzut oka widać było, że dziecko to ma duże problemy intelektualne co wskazywało na uszkodzenia mózgu, zatem odmówiliśmy jego przyjęcia. Jednak ojciec tego dziecka zapewniał, że nie ma ono uszkodzeń mózgu ponieważ obserwują je od urodzenia i wprawdzie powoli ale rozwija się ono umysłowo i coraz więcej rozumie co się do niego mówi. Tłumaczyliśmy ojcu, że jeśli nastąpi wzmocnienie sygnałów do mózgu i sygnały te nie znajdą odpowiedzi zwrotnej, wówczas dziecko może w nagły sposób rzucać tymi częściami ciała, które nie znajdą zwrotnych odpowiedzi z mózgu. Po długim naleganiu ojca tego dziecka aby je jednak pozostawić na leczeniu, zgodziliśmy się je przyjąć do Instytutu ale na odpowiedzialność ojca dziecka. Wtedy zgodziłem się przyjąć dziecko tylko dlatego, ponieważ nie miałem jeszcze podobnego przypadku i nie byłem pewien jak zareaguje takie dziecko, ponieważ leczyłem tylko dzieci, które nie miały problemów psychicznych. Dziecko pozostało więc w Instytucie wraz ze starszą siostrą, która miała się nim opiekować. U dwojga dzieci przykurcze całkowicie ustąpiły, u jednego już po dwóch dniach, a u drugiego po czterech. U trzeciego dziecka przykurcze ustąpiły po dziesięciu dniach, a u czwartego po dwunastu dniach znacznie się zmniejszyły. Natomiast u dziecka, u którego sądziliśmy, że może mieć problemy, tak właśnie się stało. Po sześciu dniach dziecko zaczęło dostawać nagłych spastycznych ruchów rąk i nóg oraz częściowo tułowia. Materac natychmiast wyłączyliśmy i kazaliśmy kobiecie, która była z dzieckiem aby zadzwoniła po ojca by je odebrał. Ojciec dziecka przyjechał dopiero po trzech dniach. Gdy zobaczył dziecko, zaczął wykrzykiwać; co zrobiliście z dzieckiem, ja w takim stanie dziecka wam nie zostawiłem. Nie pomagały tłumaczenia, iż przy przyjmowaniu mówiliśmy mu, że metoda polega na wzmacnianiu  sygnałów nerwowych, a dziecko pozostawiliśmy na jego usilną prośbę i na jego odpowiedzialność. Pomimo to rodzic ten w agresywnym tonie, między innymi epitetami powiedział do mnie; gdyby był tu dziadek tego dziecka to by panu po mordzie nawalił za to co zrobił pan z dzieckiem…
Miałem tylko ten jeden przypadek dziecka z autentycznie uszkodzonym mózgiem. Jednak dzięki temu wyniosłem duże korzyści obserwacyjno-analityczne. Po pojawieniu się nagłych spastycznych ruchów po zastosowaniu opracowanego przeze mnie materaca u tego dziecka, w niezbity sposób utwierdziłem się w przekonaniu, że to ja mam rację, a nie ci którzy piszą, że mózg steruje organizmem. Mózg reaguje dopiero wtedy gdy otrzyma informacje z poszczególnych narządów i dopiero wtedy wie jak ma postąpić. Jestem zatem przekonany, że także w przypadkach uszkodzeń mózgu, jak w przypadku tego dziecka, można by również uzyskać dobre efekty. Należało by jednak działać przez długi czas, powoli i małymi bodźcami. Należało by też w zależności od reakcji dziecka robić odpowiednie przerwy w stosowaniu materaca. Mózg jak już wspomniałem, spala aż 20% tlenu jaki dostarczają organizmowi płuca. W moich obserwacjach zauważyłem i stwierdziłem, że niewielka ilość dodatkowego tlenu podawanego w odpowiedni sposób jest niezmiernie ważna w leczeniu porażeń mózgowych. Przypomnę, że porażenia mózgowe powodowane są właśnie niedotlenieniem mózgu. Dlatego opracowując tą metodę bardzo dużą uwagę kładłem na optymalne pozyskiwanie tlenu przez organizmy wszystkich chorych podczas leczenia. Szczególnie zacząłem kłaść nacisk na pozyskiwanie tlenu przez chorych od chwili reakcji opisanego powyżej problematycznego dziecka. Kupiłem wówczas osiemnaście koncentratorów tlenu oraz pulsooksymetry aby lekarze i pielęgniarki mogły na bieżąco sprawdzać poziom tlenu w organizmach pacjentów. Zabraniałem jednak pacjentom pobierać tlen przez usta gdyż moim zdaniem taki sposób można stosować tylko w przypadkach zagrożenia życia. Przeczytajcie rozdział p.t. „Życiodajny tlen zabójca”.
Gdy po kilkunastu dniach zadzwoniłem do stowarzyszenia, które wysłało do mnie dzieci, informując jakie uzyskaliśmy wyniki i zapytałem kiedy mogą zorganizować spotkanie ze mną oraz lekarką Instytutu, otrzymałem wymijającą odpowiedź. Kolejne telefony również nic nie wniosły, zatem przestałem dzwonić.
Z zachowania pani w stowarzyszeniu podczas rozmowy telefonicznej wywnioskowałem, że prawdopodobnie ojciec tego problematycznego dziecka „namieszał” w stowarzyszeniu i dlatego niczego tam nie osiągnę lub też prezesem stowarzyszenia jest lekarz, który nie jest zainteresowany tą metodą lub boi się kierować do nas dzieci, gdyż Kodeks Etyki Lekarza zabrania lekarzom współpracy z osobami, które nie są lekarzami i to bez względu na to jakie stosują metody i jakie mają oni wyniki !!! Dlatego lekarze pracujący u mnie w Instytucie na pełnym etacie byli z całą bezwzględnością ścigani przez Izbę Lekarską i karani. Lekarze są po prostu zastraszani przez Izbę Lekarską i nie umią się przed nią bronić, dlatego prawodawstwo polskie powinno jak najszybciej dopuścić możliwość rejestracji NIEZALEŻNYCH IZB LEKARSKICH! Niektórzy z tych lekarzy, pomimo to pracowali w Instytucie aż do sierpnia 2007 roku, czyli do chwili jego zamknięcia z powodu niewiarygodnej wręcz agresji Izby Lekarskiej, niektórych lekarzy oraz niektórych mediów, zwłaszcza telewizji i to programów tych najbardziej znanych, które nieświadome społeczeństwo uznaje za wiarygodne i społecznie służebne, jak na ironię rzekomo służebne także dzieciom nieuleczalnie chorym. Instytut miał 106 komfortowych pokoi i mógł jednocześnie przyjąć 196 pacjentów, mógłby zatem nadal pomagać chorym, którzy nie znajdowali skutecznej pomocy u nawet najwybitniejszych lekarzy na całym świecie.
Zwróćcie państwo uwagę jaką ogromną moc ma zło medialne. Nieważne były wyniki, które gwarantowaliśmy. Nieważne było, że za pobyt w Instytucie nie pobieraliśmy pieniędzy z góry lecz po udowodnieniu skuteczności tej metody. Nieważne było, że wynik piątego dziecka przewidzieliśmy. Nieważne, że tysiące dzieci w Polsce, które co roku rodzą się z porażeniem mózgowym, a w skali świata są to setki tysięcy, mogło odzyskać sprawność lub kobiety mogły by uniknąć rodzenia dzieci z porażeniami mózgowymi. Gdyby dopuszczono do szerokiej społecznej wiedzy moje opracowania to miliony kobiet, które rodzą dzieci każdego roku przygotowywało by się do porodu w prawidłowy sposób i zapewne żadno z ich dzieci nie zostało by kaleką. Niestety draństwa dobrze zorganizowanej małej grupki ludzi, którzy czują się „bogami”, a których nazywam Neronami naszych czasów, decydują o życiu, kalectwie i śmierci milionów ponieważ zdominowali prawo, które zniewala nie tylko chorych ale także i lekarzy. Nieważne jest, że dzieci te przez całe życie zostaną kalekami i utrzymanie każdego z nich kosztować będzie społeczeństwo miliony złotych. Nie wliczam w to oczywiście pracy rodziców tych dzieci. Tak, tak, miliony, każdy miesiąc utrzymania takiego dziecka do czasu dorosłości i jego śmierci, a także fakt, że nie będzie ono pracować, to średnio około  sześć tysięcy zł miesięcznie. Pomnóżcie tą kwotę przez ilość lat, a przekonacie się, że raczej ją znacznie zaniżyłem. Natomiast zrobiło mi się bardzo przykro, że rodzice pozostałej czwórki dzieci, które uzyskały wspaniałe rezultaty, a których nigdzie by nie uzyskali, nie zareagowali i nie stanęli w obronie, nie mojej przecież, lecz innych dzieci i ich rodziców, którzy do końca życia będą się borykać z problemami swych dzieci. Liczyła się tylko pomoc dla ich dzieci… Rodzice ci do dziś nigdy też do mnie nie zadzwonili…
Mam siedemdziesiąt lat i dopóki będę mógł nadal działać, a sądzę, że jeszcze bardzo długo, i jakieś stowarzyszenie zechce zorganizować grupę rodziców z chorymi dziećmi oraz miejsce, w którym będzie można położyć na łóżkach czy nawet na podłodze moje materace, wówczas w obecności wszystkich pokażę jakie wyniki mogą uzyskać te dzieci. Obecnie opracowałem i zbudowałem materace o znacznie lepszych funkcjach. Nauczę też rodziców postępowania, dzięki któremu ich dzieci będą mogły wrócić do zdrowia lub ich ułomność w znaczącym stopniu może się zmniejszyć i ułatwić im całe życie. Ponieważ metoda ta działa równocześnie na cały organizm, zatem można będzie się przekonać o skuteczności mojej metody, a tak właściwie, to mocy organizmu jaką może on wyzwolić poprzez wzmocnienie komunikacji komórkowych uzyskiwanych moim materacem. Efekty te można uzyskać w niemal każdych przypadkach chorobowych, zwłaszcza także w chorobach postępujących i uznawanych za niemożliwe do wyleczenia, w tym także i choroby płucne uznawane za nieuleczalne. Wprawdzie dzieci chore na mukowiscydozę żyją z tą chorobą coraz dłużej, lecz nadal wcześnie umierają, podtrzymując źródło ogromnego dochodu dla wybiórczej grupki ludzi. Czy aby nie dlatego nikt się tym nie przejmuje, a decydenckie środowisko medyczne zwalcza każdego kto mógłby zagrozić tym dochodom?
Powtarzam ponownie, że w odbudowie poszczególnych funkcji czy narządów u chorych, ważna jest współpraca pacjentów z lekarzami podczas ich leczenia. W aktualnym systemie medycyny konwencjonalnej pacjenci nie współpracują z lekarzami, ponieważ mają nikłe pojęcie o istotnych cechach swego organizmu. Współpracować mogą dopiero wtedy gdy posiądą wiedzę w jaki sposób mogą współpracować z lekarzami. Dlatego codziennie prowadziłem kilkugodzinne wykłady w Instytucie lub prowadzili je  lekarze. Zawsze mówiłem pacjentom; nie wierzcie w to co wam mówię o tej metodzie i o uzyskiwanych wynikach lecz logicznie te informacje przeanalizujcie, a wyniki sprawdźcie na sobie oraz wypytajcie pacjentów którzy leczą się aktualnie w Instytucie, szczególnie pytajcie tych którzy kończą dwunastodniową kurację. (…W uzasadnieniu wyroku wydanym na mnie przez Sąd Rejonowy w Katowicach w procesie „o pomówienie lekarzy i o zniesławianie”, sędzia powiedziała, że Kazimierz Piotrowicz podważał WIARĘ pacjentów w postępowanie lekarzy, która jest niezbędna w leczeniu…). Z lekarzami w szpitalach czy przychodniach, pacjenci nie współpracują, ponieważ nie mają „zielonego pojęcia” o funkcjach organizmu, zwłaszcza o komunikacjach komórkowych. Ponadto system leczniczy we wszystkich krajach jest tak skonstruowany, iż lekarze aby zdobyć określoną ilość punktów, które są przeliczane na wysokość ich wynagrodzenia, muszą przyjąć jak największą ilość chorych. Nie tylko więc nie mają czasu pacjentom tłumaczyć ich problemów chorobowych, ale nie są też kształceni przez akademie medyczne na lekarzy holistycznych lecz na sprzedawców procedur medycznych i leków. Jak więc mogą z pacjentami, a pacjenci z nimi współpracować? Nie potrafił tego także Kardynał Dziwisz, Papież i siostra Tobiana i nadal z nie całkiem zrozumiałych dla mnie powodów zerwali ze mną kontakty. Czy nie jest to dowodem, że parlamentarzyści, zdominowani przez decydentów medycyny, prawem zniewolili społeczeństwo działając na szkodę zdrowia społecznego, a niektóre sprzedajne media umacniają ich działania? Niejednokrotnie więc mówiłem ludziom i pisałem w artykułach, że Ziemia i ludzkość żyjąca na niej jest taką „planetą zbłąkanych ludzkich małp”, którzy doświadczają różnych tzw. naukowych metod leczenia. Podobnie jak w znanym filmie pt. „Planeta małp”, gdzie małpi naukowcy dokonywali na dziko żyjących ludziach doświadczeń. Jeśli zatem ktokolwiek ma lub zakupi ten materac oraz ma dziecko z uszkodzeniami mózgu czy innymi chorobami niech lepiej bez konsultacji ze mną lub z lekarzem, a najlepiej neurologiem który zapozna się z moją metodą i nie boi się konsekwencji Izby Lekarskiej, nie kładzie dziecka na materac.
Na zakończenie tego rozdziału opiszę jedno wymowne zdarzenie.
Będąc w jednym z banków w Chorzowie rozmawiałem z kierownikiem tego banku. Gdy rozmowa się przedłużała, w pewnym momencie kierownik zniecierpliwiony powiedział; przepraszam ale śpieszę się do żony do szpitala i dłużej nie mogę z panem rozmawiać. Ponieważ wiedział on że leczyłem chorych, zatem natychmiast zapytałem; a co żonie jest? Wówczas powiedział, że żona jest w ciąży i od jakiegoś czasu leży na oddziale patologii ciąży ponieważ ma problemy ciążowe. Jest to jej druga ciąża, a pierwsze dziecko też miało i nadal ma pewne problemy, pomimo, że tak z tamtą ciążą jak i porodem nie było większych problemów. Natychmiast zapytałem o objawy jego żony i o diagnozę lekarzy. Powiedział, że lekarze nie znają przyczyny jej problemów i odpowiedział mi na moje pytania odnośnie objawów jego żony. Gdy zapytałem o jej nogi, wówczas powiedział, że rzeczywiście nogi ma spuchnięte. Powiedziałem mu więc co ma z żoną zrobić w szpitalu. Powiedziałem mu też, że gdy opuchnięcia te zejdą i żona poczuje się dobrze, aby wówczas powiedziała również innym kobietom, które tam leżą co zrobiła, że lepiej się poczuła. Gdy po kilku dniach znów się spotkaliśmy, zapytałem o stan zdrowia żony, powiedział, że zastosował moją metodę i w ciągu dwóch dni zeszły jej opuchnięcia z nóg, oraz jej stan generalnie się poprawił, więc lekarze wypisali ja do domu. Gdy zapytałem czy żona powiedziała o tym innym kobietom, powiedział, że nie zdążyła… Gdy po dłuższym czasie znów się z nim spotkałem, powiedział, że poród odbył się bez zakłóceń i dziecko chowa się zdrowo. Zacząłem zatem ukierunkowywać rozmowę w kontekście wdzięczności, jednak żadnego podziękowania od niego nie usłyszałem. Wówczas wprost powiedziałem; każdy gdzieś pracuje i coś wykonuje, a finalny produkt sprzedaje ponieważ z tego żyje. Moim produktem jest wiedza, do której doszedłem. Na zdobycie tej wiedzy poświęciłem ponad dwadzieścia lat, a zajmując się pomocą ludziom w utworzonym przeze mnie Instytucie w Gliwicach zadłużyłem go i poniosłem stratę w wysokości sześciu milionów nowych złotych. Nie miałem też zysków z tej pracy. Podkreśliłem, że nie oczekuję od niego jakiegokolwiek wynagrodzenia, niejednokrotnie pomagam ludziom z dobrego serca i przekazuję im moją wiedzę tak jak panu. Dzięki temu ludzie mają z tego tytułu wymierne duże korzyści zdrowia swojego, czy w tym przypadku Pana żony i dziecka. Gdyby dziecko urodziło się z porażeniem mózgowym lub innymi problemami, wówczas wiedział by Pan ile kosztuje choroba. Ludzie doceniają produkty materialne, a ponieważ wiedzę o funkcjach organizmu nie uznają za materialną, zatem nie doceniają jej wartości. Dopiero wówczas powiedział mi dziękuję. Wiem od lekarzy, że podobnie dzieje się podczas leczenia pacjentów. Tylko mała część pacjentów mówi lekarzom dziękuję, niektórzy czasem wręczają jakiś prezent, a nawet pieniądze i w żadnym z tych przypadków lekarze nie powinni być ścigani przez prawo. Natomiast znaczna część pacjentów jest pretensjonalna, pomimo, że to przecież nie lekarze są przyczyną ich chorób lecz oni sami. …Cóż za czasy nastały…?
Moimi metodami leczyło się niemal milion osób, w tym niemal trzydzieści tysięcy pacjentów w gliwickim Instytucie, którzy korzystali w nim z różnych form pomocy, między innymi płatnych i bezpłatnych konsultacji czy autodiagnoz. Tylko w trzech przypadkach spotkałem się z pretensjami z ich strony. Okazało się jednak, że agresja ta wynikła tylko dlatego, ponieważ wiedzieli oni w jak masowy sposób walczą ze mną media i lekarze. W ten sposób chcieli wymusić bezpłatny pobyt w gliwickim Instytucie. Uważam to za ogromny sukces, ponieważ media wraz decydencką grupą lekarzy masowo publikowały, zwłaszcza w najpopularniejszych programach telewizyjnych, stek kłamstw o mnie o gliwickim Instytucie oraz o lekarzach w nim pracujących. Pomimo tych kłamstw, pozostali pacjenci wykazywali dużą wdzięczność. Izba Lekarska i dziennikarze gnębili mnie przez cały czas mojej działalności. Do ich psychiki nie docierało, że tak naprawdę walczą z chorymi i całym społeczeństwem, dzięki którym mogą funkcjonować. W końcu zaczęli wysyłać na przemian z dziennikarzami zgłoszenia o podejrzeniu popełnianiu przeze mnie przestępstw do Prokuratury w Gliwicach. Twierdzili, że leczę ludzi nie będąc lekarzem. Gdy Prokuratura w Gliwicach po szczegółowym zbadaniu oddaliła te oskarżenia, to zaczęli ogłaszać w mediach, że Śląska Izba Lekarska poszukuje pacjentów, którzy ponieśli szkody w moim Instytucie, ponieważ chcą założyć stowarzyszenie pacjentów pokrzywdzonych przez Piotrowicza. Aby zarejestrować stowarzyszenie wystarczy znaleźć tylko piętnaście osób. Pomimo medialnych publikacji, za które nie zapłacili ani grosza, nie znaleźli tak małej grupki. Tysiące pacjentów, którzy leczyli się u mnie to osoby, które leczyły się wiele lat u lekarzy i nie tylko że nie uzyskali u nich poprawy zdrowia ani wyleczenia lecz pogorszenie nierzadko bardzo znaczne. Ponadto rozumieli oni mechanizmy tej metody gdyż pozyskali w Instytucie dużą wiedzę o swoim organizmie oraz wiedzę dlaczego uzyskiwali tak duże sukcesy. Zawsze ludziom tłumaczę, że lekarze leczą objawy chorób, a nie ich przyczyny. Następnie pytam dlaczego? Wówczas ludzie zazwyczaj mówią, że gdyby leczyli przyczyny to nie było by chorób i utracili by źródła dochodu. Wówczas zaprzeczam tym poglądom i wyjaśniałem, że nie mają racji, ponieważ przyczyny chorób tworzą pacjenci i/lub jego środowisko w którym żyje. Lekarze starają się jak mogą, pop prostu swoje życie poświęcają dla pacjentów. Nie jest jednak możliwe aby każdemu człowiekowi przydzielić lekarza i aby ten pilnował go przez całą dobę. Gdyby zatem lekarze nie leczyli przyczyn chorób, pacjenci bardziej by cierpieli i szybciej umierali. Dlatego konwencjonalna medycyna lecznictwa objawowego niemal całkowicie zdominowała postępowanie lekarzy w objawowym leczeniu chorób. Natomiast akademie medyczne, jak i obecne uniwersytety medyczne nie kształcą studentów medycyn na lekarzy holistycznych i tym jest cały dramat społeczny.
Społeczeństwo nie zauważa tego, że psychika ludzi kształtowana jest przez media, zatem ludzie nie rozumieją, że walka ze mną miała przede wszystkim na celu zniewolenie ludzi chorych oraz lekarzy, którzy chcieli by, ale nie umieją wyzwolić się z pod dyktatury decydentów medycyny oraz Izby Lekarskiej. Społeczeństwa wielu krajów, w tym i w Polsce przekonani są, że żyją w kraju demokratycznym. Ludzie nie mogą zrozumieć, że stali się NIEWOLNIKAMI UROJONEJ DEMOKRACJI.

Zrodlo: http://www.kazimierzpiotrowicz.pl/?p=15
“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje