Author Topic: Borelioza, kleszcze i broń biologiczna  (Read 16198 times)

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • WyBudzony
  • *
  • Posts: 2 560
  • Reputacja: +12/-0
Borelioza, kleszcze i broń biologiczna
« on: (Tue) 15.04.2014, 20:17:56 »
Borelioza, kleszcze i broń biologiczna



Dr. Day, pracownik Rockefellera, powiedział kiedyś że pojawią się nowe, nieznane wcześniej choroby. Będą bardzo trudne do zdiagnozowania i nieuleczalne – przynajmniej przez jakiś czas.

“W Polsce zachorowania na boreliozę z Lyme zaczęto rozpoznawać dopiero pod koniec lat 80-tych.“ (Wikipedia)

Mary Smith (henrymakow.com), tłumaczenie Radtrap

Liczba zachorowań na boreliozę podwoiła się od roku 1991. Od 20 lat co roku odnotowuje się 500 tysięcy nowych przypadków choroby. To oznacza przynajmniej 10 milionów chorych w samych tylko Stanach Zjednoczonych.


Jeśli kleszcz przenosi Borellia burgdorferi, jego ugryzienie może cię dosłownie przykuć do łóżka. Możesz oszaleć albo zostać kaleką która nie potrafi się skoncentrować i utrzymać swojej pracy. Może też cię zabić.

Jedynym skutecznym sposobem na zdiagnozowanie choroby jest pobranie kropli krwi i zbadanie jej pod mikroskopem po upływie minimum pół godziny. Jeśli zauważysz bakterię Borelli wychodzące z czerwonych krwinek… to masz pecha.

Amerykańskie Centrum Epidemiologiczne jest nieco bardziej konserwatywne w tej kwestii. Szacuje że w USA każdego roku pojawia się ok. 325 tysięcy nowych przypadków boreliozy. To więcej niż łączna liczba przypadków AIDS, wirusa zachodniego Nilu i ptasiej grypy razem wziętych.Wprawdzie Kanada nie prowadzi statystyk dotyczących boreliozy, ale zarówno ona jak i kleszcze ją przenoszące są w niej znane.Na całym świecie ludzie mają ten sam problem z epidemią boreliozy. Chodzi głównie o zawodne testy na tą chorobę, które jej często nie wykrywają.
http://www.lymebook.com/africa-europe-c ... ed-kingdom
http://healthimpactnews.com/2011/lyme-d ... d-epidemic

MOJA HISTORIA

Jak wiele innych dzieci z New Jersey często bawiliśmy się na zewnątrz i jeździliśmy na biwaki. Ukąszenia kleszczy nie były dla nas niczym nowym. Nigdy nie mieliśmy po nim rumienia skórnego, ale moje zdrowie zauważalnie podupadało.

Może czytelnicy pamiętają opis mojej walki z syndromem chronicznego zmęczenia, historii o tym jak straciłam dom i  jak opieka społeczna odmawia pomocy mi i innym osobom z podobnymi problemami.

Jeden z moich znajomych cierpiących na podobne zaburzenia jest dzisiaj bezdomnym w Nowym Jorku. Biblia uczy że wszystko układa się na korzyść tych którzy kochają Boga. Myślę że coś takiego przydarzyło się również i mi.

Przez wszystkie te lata przewinęłam się przez wiele różnych lekarzy lecz żaden nie potrafił powiedzieć co mi jest. Wiedzieli jedynie że jestem bardzo chora.

Oprócz mojego chronicznego zmęczenia zmagam się z bezsennością, słabą koncentracją i pamięcią. Czuję się jakbym była obciążana 20-kilowym ciężarem przy każdej czynności fizycznej i umysłowej. Nie potrafię utrzymać z tego powodu żadnej pracy.

Od czasu do czasu puchną mi kolana i ledwo chodzę. Obecnie tracę też zmysł smaku i słuch, mam problemy z przełykaniem i ogólnie czuję się jak więzień we własnym ciele.

Przygarneli mnie do siebie przyjaciele chrześcijanie, okazało się też że jeden z nich ma boreliozę. Poświęcił tysiące godzin na różnego rodzaju kuracje – bez skutku.

Później okazało się że ja też mam boreliozę, tak jak wiele osób z syndromem chronicznego zmęczenia.

Co najgorsze: wyglądam w porządku. Ludzie powtarzają mi że świetnie wyglądam. Moja rodzina odwróciła się ode mnie i uznała za czubka. Czuję się z tym okropnie. Z powodu choroby odpada też związek z drugą osobą. Przynajmniej mogę chodzić. Inni chorzy nie mogą.

TRUDNE DO ZDIAGNOZOWANIA I LECZENIA

Borelioza jest niezwykle ciężka do zdiagnozowania, chyba że masz dostęp do naprawdę dobrego mikroskopu. W ten sposób ją odkryto. Bakterię borelli ciężko wyhodować, dlatego standardowe testy na chorobę często zawodzą.

Tak jak większość ludzi ja również myślałam że infekcję poprzedza rumień skórny. Myślałam też że można ją wyleczyć po 3-tygodniowej kuracji antybiotykowej, tak jak wmawiają nam ludzie z centrum epidemiologicznego. Rany, w jakim ja byłam błędzie! Rumień wprawdzie się czasami zdarza, ale lekarstwo…

Nawet lekarze nie zawsze potrafią ją wyleczyć po latach kuracji antybiotykami.

Słyszałam od innych chorych że antybiotyki mogą załatwić ci kandydozę, co jest niemal równie złe jak sama borelioza. Dlatego prędzej czy później kierują się w stronę medycyny alternatywnej.

Bakteria boreliozy to krętek, podobnie jak ta od syfilisa. Zarówno syfilis jak i borelioza mogą być uznane za zupełnie inne choroby, takie jak chroniczne zmęczenie, depresja, schizofrenia, zaawansowana skleroza, toczeń i szereg innych przypadłości.

Ta bakteria potrafi wykryć antybiotyki oraz się przed nimi bronić.

Potrafi przyjąć formę cysty (przetrwalnikową) i w ten sposób broni się przed kuracją. Jako cysta będzie się reprodukować. Gdy kuracja ustanie borelioza powraca jeszcze silniejsza.


http://goodbyelyme.com/

Tak jak inne bakterie potrafi też pokryć się warstwą żelatynowej masy ochronnej.

Spiralny kształt bakterii pozwala jej przeniknąć do większości rodzajów komórek – krwinek czerwonych, komórek nerwowych, mięśniowych, kostnych i mózgowych. Po czasie zacznie atakować serce i centralny system nerwowy i/lub mózg.

http://www.hulu.com/watch/268761/under-our-skin

I tak – rząd potrafi czasem zrobić coś dobrze!

Potrafi np. stworzyć choroby odporne na wykrycie i leczenie.

Słyszeliście może że boreliozę (Lyme disease) odkryto po raz pierwszy w roku 1975 w USA (miasteczko Lyme)? To tylko częściowo prawda, bo bakterię Borellia Burgdofori odkryto już w roku 1893 w Niemczech.

BROŃ BIOLOGICZNA?

W tym filmie były gubernator Jesse Ventura twierdzi że borelioza jest bronią biologiczną.

Conspiracy Theory With Jesse Ventura   [ang]
[video=youtube:37mo5z9t]http://www.youtube.com/watch?v=3DdiyjAV6ss[/video:37mo5z9t]

Ventura  przeprowadził wywiad z Neilem Grossmanem na potrzeby swojej serii telewizyjnej Conspiracy Theory – Grossman zajmuje się tematem Plum Island i położonym na niej Centrum Chorób Zwierzęcych. Powiedział że rząd amerykański wynajął byłego nazistowskiego naukowca Erica Trauba, który infekował kleszcze różnymi chorobami zwierzęcymi w celu stworzenia zarazy atakującej wybrane społeczności.

W tym samym odcinku Ventura rozmawia z dr. Breeze, byłym dyrektorem instytutu na Plum Island. Breeze zaprzecza pogłoskom jakoby borelioza była bronią biologiczną wszczepioną populacji kleszczy, potwierdza jednak że niektóre choroby zwierzęce badane na Plum Island mogą przenosić się na ludzi. (Jeśli kleszcze nie były podrasowywane, to dlaczego dzisiaj stanowią problem a jeszcze kilkadziesiąt lat temu nie? – przyp. tłum).

Niektórzy uważają że borelioza jest bronią biologiczną stworzoną na Plum Island, która przedostała się na wybrzeże niedaleko miasteczek Lyme i Old Lyme w stanie Connecticut (Pierwszy przypadek boreliozy odnotowano właśnie w mieście Lyme -przyp. tłum).



Borelioza miała zostać zaszczepiona małej populacji kleszczy. Kleszcze zaraziły ptaki które przeniosły je do innych części kraju. Resztę historii znamy: miliony zainfekowanych ludzi.

LEKARSTWO?

Zarażeni boreliozą sami opracowali sposób leczenia który wyleczył niektórych z nich. Możecie o tym poczytać na : http://lymephotos.com/ oraz: http://health.groups.yahoo.com/group/lymestrategies/
Prawdopodobnie można ją wyleczyć również w ten sam sposób w jaki Dr. Klenner leczył polio w 1948 – przy użyciu ogromnych dawek witaminy C, doustnie i w zastrzykach. Dr. Klenner mówił że lekarze woleliby raczej stanąć nad pacjentem i patrzeć jak umiera, zamiast po prostu dać mu ten zastrzyk z witaminy C.

Patrz: http://www.doctoryourself.com/klennerbio.html

Niestety nie stać mnie na coś takiego. Ale może ta informacja przyda się  komuś innemu.

I na koniec – jest tylko jedno lekarstwo na buruli, afrykańska odmianę martwiczego zapalenia (flesh-eating disease). Patrz: http://www.mercimerenature.com/BuruliBusters/

Ta sama kuracja która pomogła Gaylordowi Hauserowi: glinka. http://en.wikipedia.org/wiki/Gayelord_Hauser

Glina potrafi wyciągać toksyny i infekcje z tkanek.

Źródło

Strony, z naturalnymi metodami leczenia

http://www.forum-borelioza.pl/naturalne ... y-f18.html

http://purana.com.pl/product.php?id_product=121

http://www.darlife.pl/choroby/borelioza/leczenie



Borelioza z Lyme, czyli krętkowica kleszczowa, cz. I

Borrelia burgdorferi to bakteria – krętek beztlenowy, barwiący się barwnikami anilinowymi, długości 10-30 um i szer. 0,2-0,3 um. Ma zdolność poruszania sie za pomocą pęczku 7-11 rzęsek. Główny genom tej bakterii nie jest kolisty (jak zazwyczaj), lecz liniowy. Może mieć dodatkowo 21 plazmidów. Temperatura optymalna wzrostu 33-35 stopni C. Są gram-ujemne. Nie maja zdolności wytwarzania endospor. Wywołuje boreliozę. Na człowieka bakterie są przenoszone przez kleszcze (Ixodes: scapularis, ricinus, persulcatus, pacificus, dammini). Rezerwuarem bakterii są drobne gryzonie, ptaki (np. gołębie i jaskółki), ponadto zwierzęta hodowlane (w tym przeżuwacze, psy, koty).

Jest to gatunek zbiorowy, obejmujący również B. afzelii i B. garinii. W starych księgach medycznych (a w Polsce nawet w wielu publikacjach medycznych z lat 80) nie znajdziemy takiej jednostki chorobowej, bowiem została ona opisana i wydzielona w II połowie lat 70 XX wieku. W starych publikacjach znajdziemy jednak kilka chorób o nieznanej etiologii, znanym jednak roznosicielu – Ixodes, które dotyczą współczesnej nazwy borreliosis. Blisko połowa pracowników leśnych wytwarza przeciwciała przeciwko antygenom borelii.

Borelioza ty zespół objawów ze strony wielu organów i układów narządów. U ok. 10% zakażeń nie rozwijają się wyraźne objawy choroby. U 30% chorych nie występuje rumień.

Rozpoznanie choroby: na podstawie wykrycia przeciwciał (test ELISA), odczyn immunofluerescencyjny IFT.

W przebiegu choroby wyróżnić można etapy:

I etap. Po 3-32 dniach od ukąszenia przez kleszcza na skórze powstaje rumień wędrujący. Pojawiają się objawy grypopodobne (ogólne rozbicie, bóle kostno-stawowe), sztywność karku, gorączka, dreszcze. Rumień rozprzestrzenia się w formie zmian obrączkowych, niekiedy centralnie bliznowacieje. Węzły chłonne są powiększone. Po kilku tygodniach rozwija się wędrujące zapalenie stawów. Dolegliwości te mogą wycofać się na jakiś czas, po czym wracają. Nie zawsze jest taki obraz objawów, czasem występują wybrane, innym razem łącznie na raz.

Zmiany rumieniowe mają charakter wędrujący – Erythema chronicum migrans: plamka lub grudka powiększa się obwodowo, równocześnie wewnątrz zanika. Gdy nie jest leczone rozszerza się na znaczne obszary skóry. Przebieg choroby może być również od początku ciężki: Lymphadenosis benigna cutis: nacieki rumieniowe w okolicy ucha lub piersi, ból głowy, podwyższona lub wysoka temperatura, dodatkowa wysypka na skórze o charakterze pokrzywki, zapalenie spojówek, bóle stawów i mięśni, powiększone węzły chłonne. Objawy rumieniowe mogą zaniknąć w ciągu trzech dni, kilku tygodni, albo kilku miesięcy.

II etap. Bakterie wnikają do stawów, wątroby, śledziony, płynu mózgowo-rdzeniowego. Pojawiają sie poważniejsze objawy ze strony układu nerwowego i krążenia (zaburzenia czynności serca). Zapalenie mięśnia sercowego. Limfocytowe zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych. Postępujące i nawrotowe zapalenie stawów i mięśni. Dolegliwości bólowe i sztywności stawów występują napadowo. W narządach powstają nacieki plazmocytów i limfocytów., wzrasta poziom immunoglobulin M, czynnika reumatoidalnego i antyciał przeciwjądrowych. Pojawiają się przeciwciała przeciwko kardiolipidom. Często rozległe wysięki zapalne okołonaczyniowe. Bóle w okolicy krzyżowej nasilają się. Może dojść do porażenia nerwu twarzowego (porażenie Bella). Stany zapalne w obrębie układu nerwowego, w tym mózgu mają charakter nawrotowy lub przewlekły i utrzymują się nawet kilka miesięcy. U ok. 8% chorych powstaje blok przedsionkowo-komorowy. Bardzo dokuczliwe staje się zapalenie dużych stawów, np. kolanowego.

III etap.  Objawy uszkodzenia układu nerwowego i narządów ruchu u części chorych przybierają charakter przewlekły, a nie napadowy (nawet u ok. 20% przypadków). Nerwo-, stawo- i mięśniobóle utrzymują się więc coraz dłużej. Zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych, a nawet mózgu mogą nasilać się i objąć zapalenie rdzenia. Dochodzi wówczas do spastyczności i częściowych niedowładów oraz paraliżów. Rzadziej dochodzi do krwotocznego zapalenia mózgu z niewydolnością nerek i zapalenia nerwów wzrokowych oraz zmian otępiennych mózgu. Może dojść do zapalenia i zmętnienia rogówki oraz pogorszenia widzenia. Opisano przypadki uszkodzenia słuchu. Uszkodzenia stawów (zmiany zwyrodnieniowe) i objawy z nimi związane mogą się utrzymywać nawet kilka lat od zakażenia. Wzrasta poziom prostaglandyny E2 i interluekiny 1, a także kolagenazy.

Rokowanie jest dobre pod warunkiem zastosowania szybkiego i skutecznego leczenia oraz terapii skutków infekcji krętkiem.

Źródło

Źródło

Borelioza – Borreliosis – fitoterapia cz. III i trochę narzekania

Obok antybiotykoterapii boreliozy istnieje alternatywna metoda leczenia tej choroby, przy pomocy preparatów pochodzenia mineralnego, zwierzęcego i roślinnego. Antybiotyki wprowadzono w połowie XX wieku, sulfonamidy w latach 30 XX wieku, zatem kłamstwem by było mówienie, że chorób nie da się wyleczyć bez chemioterapii.

Dawniej była mniejsza higiena, gorsze warunki bytowania, większa zachorowalność na schorzenia zakaźne, większe narażenie na choroby pasożytnicze, a jednak ludzie byli leczeni bez antybiotyków i sulfonamidów. Ludzkość nie wymarła. Niepoprawne i zbyt górnolotne jest mówienie, iż współczesna medycyna radzi sobie z chorobami bakteryjnymi, grzybiczymi i wirusowymi, skoro nie potrafimy wyeliminować zimnicy, lejszmaniozy, czy gruźlicy. Tak samo jak dawniej – nie radzi sobie z posocznicą (sepsis), większymi epidemiami, z bakteriami opornymi na antybiotyki, zwykłymi drożdżakami typu Candida, wirusami i grzybicami skórnymi, albo może się poprawie w wypowiedzi – moim zdaniem radzi sobie w takim samym stopniu jak dawniej, bowiem ludzi jest więcej, lekarzy jest więcej, niż dawniej, jednak statystycznie nie uważam – iż jest lepiej. Teraz głośna jest sprawa modelki Mariana de Costa. Czyżby antybiotyki zawiodły? Ucinanie członków i fragmentów organów po kawałku nie przypomina średniowiecza? Mnie bardzo. Pamiętać należy, że dawniej były wojny, produkcja leków była trudniejsza i wymagała od producentów ogromnej wiedzy i praktyki, a i od lekarzy – prawdziwej znajomości sztuki lekarskiej intuicji i empirii, a nie tylko posiadania kasy, dyplomu i chęci wzbogacenia się oraz obsłużenia jak największej liczby klientów (pacjentów). Dawna medycyna to trudna sztuka, dla wybranych, nie dla 150 osób na roku w zadupiatym mieście, chcącym mieć rangę uniwersyteckiego (tutaj przypomnę, że dawniej na roku medycyny, czy farmacji było 15-20 osób). Wojna, brak prądu, brak komputerów, całej tej elektroniki zweryfikuje współczesną medycynę – i lekarzy ją reprezentujących. Co się stanie jak braknie prądu? Co się stanie gdy rozwalone zostaną ważniejsze zakłady farmaceutyczne uzależnione od prądu i komputerów? Kto zrobi leki? Dawny lekarz i aptekarz potrafili sporządzić leki, znali się na surowcach i recepturze. Dzisiejsi aptekarze (proszę o wybaczenie) to w większości automatyczni sprzedawcy. Dzisiejsza apteka oferuje kosmetyki, szczoteczki do zębów, butelki dla niemowląt z poliwęglanu, olejki do smarowania pupci, pieluszki, słodziki, ba nawet smoczki i podpaski, a niedawno nawet widziałem grzechotki. Czy apteka i aptekarz powinni pełnić takie funkcje. Tymczasem chcę kupić zioła – brak, Pabialginę – brak, Calcypirynę – brak, Solaren – 1 sztuka na półce, ale podpaski zawalają cały regał. Czy świat nie zwariował? Czy Vichy w aptece  nie powinny kojarzyć się raczej z leczniczą solą Vichy? Jedno Wam powiem może 30% leków dostępnych w obrocie na prawdę działa i okaże się pomocnych w potrzebie. Reszta leków ma spreparowane i sponsorowane wyniki badań, służą wyłącznie zarabianiu kasy i są gówno warte. Nie będę komentował, iż ponad połowa towaru w aptece to suplementy diety i kosmetyki. Powinienem jeszcze skomentować politykę polskiego rządu, który doprowadził do ruiny rodzimy przemysł farmaceutyczny. Nie produkujemy w Polsce praktycznie nic ważnego dla bezpieczeństwa zdrowotnego obywateli. W razie wojny nie będziemy mieli antybiotyków, szczepionek i surowic. Wszystko mamy zza granicy. To chore, iż szczepionki na liczne choroby zakaźne są produkowane w Szwajcarii, Rosji, czy Francji. Wiadomo, iż w razie kryzysu, zamieszek kraje te wypną się na Polskę i zaspokoją potrzeby swoich obywateli i zaprzyjaźnionych państw, a Polska zostanie jak to zwykle, co znamy z historii – goła i biedna, przepojona patriotyzmem i dobrymi chęciami i znów będzie odgrywała rolę mesjasza narodów.

Postęp współczesnej farmakologii jest słaby. Chociażby weźmy to co większości ludzi jest bliskie: nie potrafiono wprowadzić nic ciekawego zamiast starych salicylanów, iboprofenu, piramidonu, piralginy, fenacetyny, antypiryny, no odkurzono XIX-wieczny paracetamol i zrobiono z niego super bezpieczny, nawet dla dzieci w syropku. W reumatyzmie też nie jest lepiej: poczciwa indometacyna, kwas mefenamowy (mefacit), diklofenak, ketoprofen, naproksen, fenylobutazon, piroksikam, złoto, ibuprofen. Ciągle od 20, 50 i 100 lat to samo, no ewentualnie grupę hydroksylową gdzieś dołączą, albo sól sodową zmienią na wapniową, albo potasową. Nie krytykowałbym tego, bowiem sam wiem jak trudno coś nowego wprowadzić. Ale wytwórni leków rośnie nam jak grzybów po deszczu, mało wartościowych zakładów, robiących to co jest modne, dla mas. Wszyscy chcą produkować leki, ale zobaczcie – generyki, kopie, suplementy, nic własnego nowatorskiego. Po co nam takie firemki farmaceutyczne?. Po co nam 124 witamina C w czerwonych drażetkach, a nie w żółtych, jak u konkurencji?. Po co nam 72 kopia aspiryny, 302 wersja wapnia o smaku syntetycznej poziomki? Po co nam 91 kopia paracetamolu i mieszanki salicylanu z kofeiną?. No i jeszcze 1023 preparat z miłorzębem, ale tym razem w dwukolorowych kapsułkach i z większą dawką tlenku tytanu. To się staje nudne i zbędne. To chyba doprowadzi do zagłady prawdziwej medycyny i zniszczenia wszystkich wartości nauk medycznych i filozofii medycyny. To sprowadzi medycynę i farmację do zawodówki.

Ale wróćmy do meritum sprawy, czyli fitoterapii boreliozy.

W Szwajcarii fitoterapeuci podjęli próby zastosowania w leczeniu boreliozy dwóch roślin: Uncaria tometosa i Dipsacus silvestris.

Uncaria tomentosa De Candolle, czyli czepota puszysta, niem. Katzenkralle (koci pazur, vilcacora) z rodziny marzannowatych – Rubiaceae. Roślina pochodzi z Ameryki Środkowej i Południowej, a surowcem jest korzeń i kora – Radix et Cortex Uncariae tomentosae. W naturze jest to pnącze. Zawiera alkaloidy indolowe, saponiny trójterpenowe i fenolokwasy (kwas chinowy i jego pochodne). W korzeniu jest około 2% tetra- i pentacyklicznych oksindolowych alkaloidów. Działa immunostymulująco, przeciwnowotoworowo, adaptogennie, przeciwstresowo, przeciwzapalnie, antybakteryjnie i przeciwwirusowo. Około 5-6 g surowca należy gotować przez 5 minut w 220 ml wody, odstawić na 30 minut, przecedzić. Wypić w 2 dawkach. W handlu są również nowoczesne formy vilcacory, należy jednak zwrócić uwagą na jakość produktu, jego pochodzenie i zawartość składników czynnych.

Drugą sztandarową rośliną w leczeniu boreliozy jest szczeć pospolita – Dipsacus silvester (silvestris) Hudson. Roślina ta występuje dziko w Polsce, czasem jest uprawiana. Pospolita na południu Polski. W latach 80 zbierałem tę roślinę do celów leczniczych, a nawet ją hodowałem w ogródku, jednakże nie miałem wówczas pojęcia, że może ona mieć również zastosowanie w leczeniu boreliozy. Należy do rodziny szczeciowatych – Dipsacaceae. Surowcem jest korzeń i liście – Radix et Folium Dipsaci. Korzenie wykopuje sie wiosną lub jesienią, liście przed i w czasie kwitnienia. Surowce obfitują w kwas chlorogenowy, chinowy i kawowy, ponadto w istotne irydoidy: cefelarozyd (=scabiozyd), dipsakotynę i dipsakan (glikozyd), trójterpeny (kwas ursolowy), saponiny i alkaloidy. Kwasy fenolowe wykazują działanie bakteriostatyczne, ochronne na miąższ wątroby (hepatoprotekcyjne), przeciwzapalne i immunostymulujące. Irydoidy mają działanie przeciwbólowe, przeciwzapalne, przeciwreumatyczne i antybiotyczne. Kwas ursolowy wykazuje aktywność przeciwbakteryjną i przeciwzapalną.

Intrakt ze szczeciowy – Intractum Dipsaci: 100 g korzenia lub liści świeżych i zmielonych zalać 300 ml gorącego alkoholu 40% (wódka), odstawić na 2 tygodnie. Przecedzić. Zażywać 3 razy dziennie po 10 ml. Zmiany skórne przemywać równocześnie.

Nalewka szczciowa – Tinctura Dipsaci: 100 g suchego korzenia lub liści rozdrobnionych zalać 300 g alkoholu 40%, macerować 2 tygodnie Przefiltrować. Zażywać 3 razy dziennie po 10 ml. Stosować do przemywania zmian skórnych.

Odwar szczeciowy – Decoctum Dipsaci: 1 łyżkę korzeni lub liści rozdrobnionych zalać 1 szklanką wody, gotować 5 minut, przecedzić. Pić 2 razy dziennie po 1 szklance. Przemywać odwarem również całe ciało (po kąpieli przemyć całą skórę odwarem, pozostawić do wyschnięcia). leczy wypryski i stany zapalne skóry.

Szczeć korzystnie działa przy chorobach reumatycznych.



Dipsacus silvester Hudson – szczeć pospolita

Źródło
« Last Edit: (Fri) 29.08.2014, 20:56:36 by fistraist »
“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • WyBudzony
  • *
  • Posts: 2 560
  • Reputacja: +12/-0
Re: Borelioza, kleszcze i broń biologiczna
« Reply #1 on: (Tue) 15.04.2014, 20:18:29 »
Borelioza

Swojego czasu, podzieliłam się na forum KodCzasu sposobem jaki zastosowałam u siebie na boreliozę.

Spróbowałam zmierzyć się z tematem kilka razy i okazało się, że każdy krok jaki zastosowałam, powinnam podeprzeć wiedzą i materiałami na których sama się opierałam, szukając drogi wyjścia, inaczej nie będzie to miało wewnętrznej logiki, a będzie czymś co podano do wierzenia i wykonania.
Niestety, nie da się napisać kilku recept do zastosowania, jak na tabletki z apteki.
Jeśli chodzi o boreliozę, diabeł tkwi w pewnych szczegółach, które są pomijane zwykle przy rutynowym postępowaniu z zarażonym człowiekiem.
Zawsze mówiłam, że praca zielarza, jest jak praca detektywa, jest szukaniem przyczyn i skutków, umiejętnością odrózniania ich od siebie, porównywaniem, wyciąganiem wniosków i znajdowaniem właściwych środków zaradczych.
Rutyna jest śmiercią tego zawodu.

-Od razu na wstępie zaznaczam, ze nie wiem, który z elementów postępowania był kluczowy, który był najwartościowszy, a który niewiele wniósł. Prawdopodobnie cały zespół działań przyniósł zamierzony skutek.

-To co napiszę, nie jest przepisem na leczenie boreliozy. Jest to jedynie opis tego co ja zrobiłam, żeby się choroby pozbyć.


-Absolutnie nie zalecam nikomu postępowania w opisany sposób, jeśli ktoś zechce to naśladować, postępuje tak wyłącznie na własną odpowiedzialność.

Życie sprawia ciągłe niespodzianki, stawia wyzwania. To jak sobie z nimi radzimy, lub nie radzimy, jest tylko i wyłącznie związane ze stanem naszego umysłu, ze szczerością wobec siebie aż do bezczelności i do bólu.
Ale również z sympatią do siebie i do Świata.
Przyznaniem sobie prawa do zwycięstw i porażek, traktowanych jako doświadczanie życia na Ziemi, a nie jako zdobycie szczytu możliwości, lub upadek na dno piekła.
Przyjęciem do wiadomości, że skutkiem naszych decyzji może być nawet nasza śmierć.

Uświadomieniem sobie bez wyrzutów, że nie jest się idealnym, i przyznaniem sobie prawa do dążenia do własnego, a nie społecznego ideału.
Nie usprawiedliwianiem swojego życia przydatnością w niekończącym się łańcuchu dawców i biorców.
Wzięciem odpowiedzialności za własne czyny i decyzje, bez pokrętnego szukania winowajców, lub osób które podejmą za nas decyzje..
Nie gniewaniem się na fakty, lecz przyjmowaniem ich wprost jako wyzwanie.

Zaczynamy.

Zacząć nie jest łatwo, bo będę musiała wytłumaczyć na czym polegał mój tok myślenia, a nie chciała bym, żeby wszyscy popadali ze zniecierpliwienia, (gadać to ja potrafię).
Postaram się więc zwięźle i krótko, a gdyby okazało się, że są jakieś niedomówienia, proszę pytać.

Założenia jakie legły u podstawy rezygnacji z kuracji antybiotykowej:
Organizm sam w sobie jest cudownym, samo naprawiającym się "mechanizmem".
Nie należy mu przeszkadzać w samoleczeniu, a raczej wspomóc w sposób jak najbardziej naturalny.
Patogeny atakują jedynie chore komórki, zdrowe potrafią się obronić.

Zadaj więc sobie pytanie, o ile powiększy się ilość niewydolnych i chorych komórek, po kuracji antybiotykiem. Co stanie się z Twoim systemem odpornościowym.
Leczenie boreliozy wymaga końskich i przewlekłych dawek tego leku, więc będzie to krajobraz po wojnie atomowej. A krętki się i tak uchowają.
Antybiotyk otworzy drogę również zakażeniom grzybem candida (co powiększy ilość chorych komórek i narządów). A jest to rzecz groźna i trudna do wyleczenia.
Zabawne równiez jest to, ze objawy candidozy sa zbieżne z objawami boreliozy

Stan mojego zdrowia w czasie zarażenia boreliozą był raczej katastrofalny.
Listopad-grudzień 2007. Biore udział w remoncie pewnego starego pomieszczenia pełnego wilgoci , zamkniętego na klucz i nie otwieranego od czterech-pieciu lat.
Remont trwa około dwóch miesięcy z przerwami, obejmuje zdzieranie starych tynków, przy czym pył unosi się w całym pomieszczeniu. Zaczynam kaszleć. Pracownik zajmujący się ścianami choruje. Ostra gorączka kilka dni, a potem utrzymujący ze dwa tygodnie się podły kaszel.
Ja nie mam gorączki, ale kaszlę i jestem coraz bardziej osłabiona, co przypisuję zimie, przemokłym butom, przeziębieniu i zostawiam luzem do samowyleczenia.
Pracownik wraca do zdrowia, ja nie. Jest raz lepiej, raz gorzej, ale generalnie spirala w dół. W maju nie potrafię wejść na pierwsze piętro bez zawrotów głowy i drżenia mięśni. (wcześniej siódme bez problemów)
Szewc bez butów chodzi. Nie zrobiłam przez ten cały czas nic, żeby sobie pomóc, zaabsorbowana problemami jakie przynosił czas ( a przynosił, przynosił i był niestrudzony). Czas tez przyniósł informacje na temat remontowanego pomieszczenia. W czasie II wojny światowej, była tam kostnica. Składowano tam trupy ludzi zmarłych z chorób i zabitych.
Nie mam pojęcia co miałam w płucach oprócz grzybów ze ścian. Zapewne nic ciekawego. Nie miałam też już siły żeby się ratować. Chciałam tylko spać. Zwykłe obowiązki wyczerpywały mnie niemal do końca. Wiedziałam, że mam coś zrobić, wiedziałam co, ale zwyczajnie przerastało to moje siły.
Na początku czerwca zaproszenie na kilkudniowy wyjazd do lasu. Wakacje dają mi wstępną regenerację i odpoczynek, oraz niespodziewany prezent. Znajduję kleszcza wczepionego w wewnętrzną stronę lewego uda, jakieś 15 cm nad kolanem. Zdrapuję go przez przypadek. Dezynfekcja jakąś woda kolońską na alkoholu i przeczucie, że jednak nie wystarczy. Nic innego do dezynfekcji w lesie nie było.
Decyduję się na oczyszczenie miejsca po ukłuciu kleszcza miodem. Wykonuję masaż miodem, wychodząc z założenia, ze właściwości dezynfekcyjne i oczyszczające miodu mogą w tym wypadku przechylić szalę na moją korzyść. Kilka dni nic się nie dzieje, potem zauważam małe zaczerwienienie i ledwo zauważalny obrzęk. Ponawiam zabieg miodem i wszystko znika.
Udaję przed sobą, że wszystko będzie ok, że tylko jakiś procent jest zarażonych i takie tam.
Po regeneracji sił na wyjeździe, kaszlę dalej, jestem nadal osłabiona, lecz zdobywam tyle energii, by zacząć działać i wyciagać się z przewlekłej infekcji zdobytej zimą.
Pamiętać należy, że siły traci się łatwo, odbudowuje trudno. Im dłużej trwa choroba, tym dłużej trwa leczenie i usuwanie jej skutków.
Po dwóch tygodniach od ukąszenia kleszcza, pojawia się rumień. Niezbity dowód zarażenia boreliozą.
!00% diagnoza. Jest narazie niewielki, jak stara dziesięciozłotówka.

Stanęłam przed potwierdzonym faktem – Mam boreliozę, przewlekłą infekcję płuc (zapewne drożdżaki i jakaś niezidentyfikowana zaraza, której nazwy wolałam nawet nie poznawać), obniżoną odporność i sił tyle co stary ogarek ze świeczki.
I zero w kasie.

Pobiezne, popularne informacje o boreliozie:

Borelioza - Magdalena Sokalska-Jurkiewicz
Mimo postępu, jaki dokonał się w dziedzinie chorób zakaźnych, niektóre infekcje nadal budzą wiele kontrowersji i są przedmiotem intensywnych badań oraz licznych sporów naukowych. Do takich schorzeń można zaliczyć boreliozę. Część lekarzy, w tym Infectious Diseases Society of America (IDSA) - Amerykańskie Towarzystwo Chorób Zakaźnych, uważa, że jest to infekcja możliwa do wyleczenia pojedynczym antybiotykiem w ciągu kilku tygodni, dolegliwości zaś utrzymujące się mimo leczenia traktuje jako zespół poboreliozowy, niebędący wskazaniem do antybiotykoterapii [3]. W opozycji do nich stoi druga grupa lekarzy, wraz z International Lyme and Associated Diseases Society (ILADS), postulujących długotrwałą i wielolekową terapię boreliozy, także przewlekłej [4].
Klasyczna definicja
Borelioza (choroba z Lyme, krętkowica kleszczowa) jest odzwierzęcą układową chorobą zakaźną wywoływaną przez bakterie z rodzaju Borrelia.
Etiologia
Czynnikiem etiologicznym boreliozy są bakterie z rzędu Spirochaetales (krętki), rodziny Spirochaetaceae, rodzaju Borrelia, gatunku B. burgdorferi, B. garinii i B. afzelii, nazywane łącznie Borrelia burgdorferi sensu lato [7]. Najnowsze badania wykazały, że B. burgdorferi mogą występować w różnych postaciach morfologicznych - w formie krętka oraz w formach przetrwalnikowych (cysty, sferoplasty i blebs) [13]. Forma krętka jest cienka, giętka i skręcona spiralnie oraz wyposażona w peryplazmatyczne wici umożliwiające ruch postępowy. Osiąga długość od 8 do 22 mikrometrów. Formy przetrwalnikowe są okrągłe, nieruchliwe i pozbawione ściany komórkowej, a zatem niewrażliwe na działanie antybiotyków betalaktamowych. Na szczęście dla pacjentów, istnieją doniesienia, że ulegają one zniszczeniu pod wpływem metrodnidazolu i tynidazolu [4]. W organizmie człowieka, w zależności od warunków zewnętrznych, komórki bakterii mogą wielokrotnie zmieniać swoją formę. Zjawisko to może tłumaczyć oporność krętków na antybiotyki, zmiany w natężeniu objawów choroby i w odpowiedzi immunologicznej (włącznie z seronegatywnością) [8, 10, 3].

Poszczególne szczepy B. burgdorferi różnią się znacznie zdolnością do syntezy betalaktamaz i antygenowością. Ponadto bakterie te potrafią przeżyć wewnątrz niektórych komórek gospodarza, takich jak makrofagi, limfocyty, komórki endothelium, neurony czy fibroblasty. Mogą opłaszczać się błoną komórkową gospodarza i syntezować glikoproteinę umożliwiającą ochronną enkapsulację. Ponadto najnowsze publikacje sugerują, że krętki wytwarzają rozpuszczalną w tłuszczach neurotoksynę, która jest prawdopodobnie odpowiedzialna za wiele objawów neurologicznych [4].

Wszystkie te mechanizmy sprawiają, że B. burgdorferi są bardzo trudnym przeciwnikiem dla ludzkiego układu odpornościowego.

Borrelia burgdorferi sensu stricto, występująca na całym świecie (a jako jedyny gatunek w USA), wywołuje głównie dolegliwości stawowe. Borrelia garini - występuje głównie w Europie Zachodniej i najczęściej wywołuje objawy ze strony układu nerwowego, a Borrelia afzeli pojawia się głównie w Europie centralnej i Skandynawii, powodując przewlekłe zmiany skórne.

Naturalnym rezerwuarem Borrelia są małe gryzonie, ale zarażone mogą być różne inne gatunki kręgowców. Na człowieka krętki przenoszone są przez kleszcze z rodzaju Ixodes. Zazwyczaj, aby doszło do zakażenia, kleszcz musi pozostać w skórze przez kilka godzin, dlatego częsta kontrola i szybkie usuwanie kleszczy należą do działań profilaktycznych boreliozy [2].

Ostatnio publikowane są doniesienia sugerujące możliwość przenoszenia infekcji Borrelia z człowieka na człowieka podczas kontaktów seksualnych, karmienia piersią i na drodze wertykalnej [1].
Koinfekcje
Wiele badań dowodzi, że krętki Borrelia nie są jedynymi czynnikami infekcyjnymi przenoszonymi przez kleszcze. Mogą to być również różne gatunki Babesia, Ehrlichia, Anaplasma, Bartonella i inne.
Naukowcy nie są jednak zgodni co do częstości występowania koinfekcji, czyli zakażenia pojedynczej osoby kilkoma drobnoustrojami podczas pojedynczego ugryzienia. IDSA uważa je za stosunkowo rzadkie, natomiast ILADS za częste, a co więcej - będące przyczyną cięższego i nietypowego przebiegu choroby.
Z tego powodu lekarze należący do ILADS proponują rutynowe wykonywanie testów w kierunku zakażenia Babesia, Bartonella i Ehrlichia u pacjentów z oporną na leczenie lub atypową boreliozą.

Objawy kliniczne

Wczesna faza choroby
Po okresie inkubacji, trwającym około 1-3 tygodnie, wokół miejsca ukąszenia przez kleszcza może się pojawić charakterystyczne zaczerwienienie, rozszerzające się obwodowo i ulegające przejaśnieniu w centrum. Zmiana jest bolesna, ocieplona i wypukła. Nosi nazwę rumienia wędrującego (erythema migrans EM) i pojawia się u mniej niż 50% chorych [5]. Często towarzyszą jej objawy grypopodobne. Niestety, u części chorych EM wygląda nietypowo, nie występuje w ogóle lub zostaje przeoczony - wtedy infekcja rozwija się niepostrzeżenie.

Drugą zmianą skórną, zdecydowanie rzadszą, jest limfocytoma - niewielki guzek o średnicy 1-5 cm, nieco ciemniejszy od otoczenia, często umiejscowiony w uchu lub na gruczole piersiowym.

W przypadku niepodjęcia leczenia przeciwbakteryjnego infekcja przechodzi w fazę rozsianą, powodując wystąpienie u chorego objawów wtórnych [2].

Objawy wtórne
Pojawiają się od 2 tygodni do kilku miesięcy od zakażenia. Najczęściej występuje zapalenie stawów, zaburzenia neurologiczne i kardiologiczne, choć mogą pojawić się objawy wskazujące na uszkodzenie każdego układu w organizmie, dlatego boreliozę klasyfikuje się jako chorobę układową.

Zapalenie stawów najczęściej obejmuje niesymetrycznie duże stawy obwodowe. W jego przebiegu dochodzi do zapalenia maziówki z bogatobiałkowym wysiękiem i infiltracją granulocytami. Ma charakter nawrotowy i wymaga różnicowania z seronegatywnym rzs, w odróżnieniu od którego rzadko powoduje trwałe zniekształcenia stawów.

Zaburzenia neurologiczne najczęściej polegają na nawracającym limfocytarnym zapaleniu opon mózgowo-rdzeniowych, neuropatiach obwodowych i zapaleniu korzeni nerwowych. Natomiast objawy kardiologiczne przebiegają w postaci postępującej kardiomiopatii i zaburzeń przewodnictwa w obrębie mięśnia serca, do bloków całkowitych włącznie [6]. Na tym etapie choroby EM może pojawić się wieloogniskowo.

Późna (przewlekła) faza choroby
W rozpoznawaniu przewlekłej fazy boreliozy dr Burrascano proponuje następujące kryteria:

* choroba jest obecna przynajmniej przez rok,
* przewlekle występują poważne zaburzenia neurologiczne (zapalenie mózgu, encefalopatia, zapalenie opon mózgowych itp.) lub objawy stawowe (zapalenie błony maziowej) oraz
* infekcja B. burgdorferi jest nadal aktywna, mimo wcześniejszego leczenia antybiotykiem.


Do rozpoznania późnej boreliozy wymagane jest spełnienie wszystkich 3 kryteriów jednocześnie.

Oprócz objawów stawowych i neurologicznych, dla tego etapu choroby charakterystyczna jest neuropatia o typie rękawiczek i/lub pończoch oraz skórne zmiany zapalne, które noszą nazwę acrodermatitis atrophicans, pojawiają się niesymetrycznie i powodują ścieczenie oraz zanik skóry na zajętych obszarach [2].

Szereg innych objawów, które można wiązać z przewlekłą infekcją Borrelia, zaprezentowano w tabeli. Ogromna różnorodność tych objawów utrudnia postawienie rozpoznania boreliozy w tym okresie.

Objawy przewlekłej infekcji Borrelia:

Ogólne
Gorączki, poty, dreszcze, fale gorąca z nieznanych powodów
Zmiana masy ciała
Zmęczenie, osłabienie

Bólowe
Układ wydzielniczy
Powiększenie gruczołów
Nieregularna menstruacja
Galactorrhea, bóle piersi
Stawy i mięśnie Bóle, obrzęki, sztywność stawów
Sztywność karku
Bóle, kurcze i tiki mięśni

Kardiologiczne
Krótki oddech, kaszel
Palpitacje serca, zmienny puls
Bloki przedsionkowo-komorowe
Szmer nad sercem

Układ nerwowy i narządy zmysłów
Kłucie, utrata czucia, palenie, przeszywające bóle
Paraliż twarzy (Bella)
Podwójne, rozmyte widzenie, plamy, nadwrażliwość na światło
Dzwonienie, bóle uszu, nadwrażliwość na dźwięk
Nasilona choroba lokomocyjna, zawroty głowy, utrata równowagi
Lekkomyślność, otumanienie
Drżenia
Zaburzenia koncentracji
Zaburzenia pamięci
Zaburzenia orientacji przestrzennej
Problemy z wymową i pisaniem
Zmiany nastroju, drażliwość, depresje
Zaburzenia snu

Alkohol
Nadmierna reakcja na alkohol

Skórne
Wypadanie włosów

Układ moczowo-płciowy
Podrażniony pęcherz lub zakłócenie jego działania
Utrata sprawności seksualnej lub libido

Układ pokarmowy
Zmiana czynności jelit (zaparcia lub biegunki)
Bóle głowy, gardła, żołądka, jąder, bioder, żeber, w klatce piersiowej

[align=center:1nurfwiu]Diagnostyka[/align:1nurfwiu]

Badania serologiczne
Badania serologiczne polegają na wykrywaniu wytworzonych przez chorego przeciwciał w klasie IgM i IgG skierowanych przeciwko B. burgdorferi. Ich wyniki mają jednak ograniczone znaczenie, gdyż przeciwciała pojawiają się w surowicy dopiero kilka tygodni po zakażeniu, a poza tym podczas trwania infekcji bakteria może kilkakrotnie zmieniać miejsce pobytu (np. z krwi do centralnego układu nerwowego lub płynu stawowego), co ma istotny wpływ na stężenie przeciwciał w surowicy.

Ilustracją do powyższych danych jest badanie wykonane przez polskich naukowców, w którym wykazali oni niskie lub zerowe stężenia przeciwciał u chorych z obecnymi żywymi krętkami w płynach ciała.

ELISA
W większości krajów jest to najczęściej używana metoda diagnostyczna w przypadku podejrzenia boreliozy [6]. Niestety, testy ELISA mają bardzo niską czułość i dają w wielu przypadkach wyniki fałszywie ujemne, o czym należy pamiętać przy ich interpretacji.

Western Blott
Badanie polega na rozdziale w żelu impregnowanym różnymi antygenami B. burgdorferi białek zawartych w surowicy krwi. Często daje wyniki dodatnie u chorych z ujemnym testem ELISA, gdyż jest od niego czulsze.

PCR (Polymerase chain reaction) i Real-Time PCR
Obie metody opierają się na wykryciu bakteryjnego DNA za pomocą jego amplifikacji, czyli powielenia. Wynik pozytywny jest dowodem świadczącym o obecności bakterii w badanej próbce. W Real-Time PCR używa się dodatkowo sond znakowanych fluorescencyjnie, co znacznie zwiększa czułość badania.

Lyme Urine Antigen Test (LUAT) and Lyme DOT-BLOT Assay for Antigen (LDA)
Testy te wykrywają obecność antygenu B. burgdorferi w moczu pacjenta. Test LUAT został wprowadzony jako pierwszy, test LDA jest natomiast nowocześniejszy, prostszy do wykonania i oparty na wizualnej reakcji barwnej. W doświadczeniach naukowych przeprowadzonych w Kalifornii, 30% pacjentów z chorobą Lyme (rumieniem wędrującym) miało dodatni test LUAT, a tylko u 8% wykryto obecność przeciwciał przeciwko B. burgdorferi w surowicy. Ponadto test LUAT był dodatni w każdej z 3 faz choroby w opozycji do badań serologicznych pozytywnych zazwyczaj tylko przez pewien czas [9].

Inne
Ze względu na niedoskonałość wszystkich powyższych metod diagnostycznych, nadal prowadzone są intensywne badania nad nowymi rozwiązaniami. Duże nadzieje wiąże się z testem stworzonym przez dr Whitaker w Bowen na Florydzie. Nosi on nazwę Q-RIBb (Quantitative Rapid Identification of Borrelia burgdorferi) i polega na wykonaniu serii rozcieńczeń pełnej krwi po dodaniu do niej znakowanego fluorescencyjnie przeciwciała. Naukowcy z Bowen Lab twierdzą, że do tej pory test dawał wynik dodatni u 100% pacjentów z boreliozą zdiagnozowanych klinicznie.

Ostatecznego potwierdzenia obecności krętka w organizmie można też dokonać na podstawie badania histopatologicznego lub hodowli komórkowych, jednakże jest to na tyle trudne, że do standardowej diagnostyki nie może być wykorzystane.

[align=center:1nurfwiu]Rozpoznanie[/align:1nurfwiu]

Diagnoza boreliozy stawiana jest na podstawie objawów klinicznych, ponieważ żaden z dostępnych testów diagnostycznych w 100% nie potwierdza ani nie wyklucza zakażenia. Podczas stawiania rozpoznania trzeba wziąć pod uwagę pełny obraz kliniczny oraz wykluczyć inne możliwe schorzenia o podobnej symptomatologii.
Należy wypytać pacjenta o możliwą ekspozycję na kleszcze, pojawianie się zmian skórnych lub jakichkolwiek nowych problemów zdrowotnych, szczególnie w cyklach dwutygodniowych, a następnie wziąć pod uwagę wyniki testów laboratoryjnych i reakcję na antybiotykoterapię.

Warto pamiętać, że ujemne wyniki badań laboratoryjnych nie wykluczają schorzenia.


[align=center:1nurfwiu]Leczenie[/align:1nurfwiu]

Wytyczne IDSA

Wg naukowców opracowujących wytyczne IDSA, ani testy serologiczne, ani rutynowa podaż antybiotyków w przypadku ugryzienia przez kleszcze nie są konieczne.
Jeśli zaistnieją konkretne okoliczności (kleszcz należał do gat. I. scapularis i pozostawał w skórze minimum 36 godzin, upłynęło mniej niż 72 godziny od usunięcia kleszcza, na danym terytorium minimum 20% kleszczy jest zakażonych B. Burgdorferi oraz leczenie nie jest przeciwwskazane) dopuszczalne jest podanie pojedynczej dawki doksycykliny (200 mg dla dorosłego) celem prewencji boreliozy.

W jej leczeniu wskazane są następujące antybiotyki (w standardowych dawkach) – doustne:

doksycyklina, amoksycylina i cefuroksym oraz dożylne: ceftriakson, cefotaksym i penicylina G.

Forma podania leku oraz czas trwania terapii uzależnione są od stadium i manifestacji klinicznej zakażenia, jednakże nie przekraczają 4 tygodni, np. neuroborelioza wymaga leczenia dożylnego przez 10-28 dni.

Powtórzenie terapii jest zalecane wyłącznie w przypadku późnej boreliozy z objawami stawowymi lub neuroboreliozy z udokumentowaną obecnością krętka.

Jeśli mimo ponownego leczenia zapalenie stawów utrzymuje się, a wynik PCR z płynu stawowego jest ujemny, zaleca się leczenie objawowe:
niesteroidowe leki przeciwzapalne, antyreumatyczne leki modyfikujące przebieg choroby (np. hydroksychlorochina), miejscową podaż kortykosteroidów lub synowektomię.

IDSA nie zaleca stosowania w leczeniu między innymi: metronidazolu, wankomycyny, cholestyraminy ani specyficznej suplementacji diety, nie dopuszcza także leczenia skojarzonego i terapii długoterminowej.

Wytyczne ILADS

Zalecenia badaczy zgrupowanych w ILADS znacznie różnią się od wytycznych IDSA. ILADS podkreśla, że niewłaściwie leczona infekcja B. burgdorferi ma tendencję do nawracania, przechodzenia w fazę przewlekłą i staje się oporna na leczenie, stąd konieczne jest stosowanie agresywnej terapii od momentu wniknięcia krętka do organizmu człowieka.

Ze względu na możliwe skutki zdrowotne przewlekłej boreliozy wskazane jest podjęcie leczenia już przy wysoce prawdopodobnym podejrzeniu choroby.

Wg dr. Burrascano, jednego z twórców wytycznych, prawdopodobieństwo infekcji jest duże, jeśli kleszcz pochodził z obszarów endemicznych, tkwił w ciele kilka godzin, był wypełniony krwią lub nie został usunięty w całości. W takich sytuacjach konieczne jest leczenie doustnym antybiotykiem przez 28 dni.

W przypadku rozpoznanej boreliozy czas trwania terapii nie powinien być ustalany odgórnie (na np. 28 dni proponowane przez IDSA), ale raczej zależny od odpowiedzi klinicznej.

Preparat antybiotykowy oraz drogę jego podania należy dobierać z jednej strony biorąc pod uwagę stopień ciężkości choroby, a z drugiej - stan kliniczny pacjenta, jego wiek i ewentualne alergie, inne schorzenia i stosowane leczenie oraz tolerancję możliwych skutków ubocznych, dane epidemiologiczne, koszt terapii i inne czynniki. Zazwyczaj terapię rozpoczyna się od preparatu doustnego.

Do doustnych antybiotyków I rzutu zaliczono amoksycylinę, azytromycynę, cefuroksym, klarytromycynę, doksycyklinę i tetracyklinę.
Antybiotyki dożylne należy zastosować w przypadku przewlekłej, nawrotowej i opornej na leczenie boreliozy oraz w leczeniu wybranych manifestacji, takich jak boreliozowe zapalenie opon mózgowych czy zapalenie stawów.

Do niedawna dożylnie stosowano wyłącznie ceftriakson, cefotaksym i penicylinę, ostatnio udowodniono też skuteczność imipenemu, azytromycyny i doksycykliny.

Ostatnią drogą podawania antybiotyków, stosowaną wyłącznie w przypadku pacjentów z licznymi nawrotami po terapii doustnej i dożylnej, jest podaż domięśniowa preparatu benzylopenicyliny.

W momencie gdy monoterapia nie przyniosła efektu, szczególnie w leczeniu wybranych manifestacji przewlekłej i nawrotowej boreliozy, podaje się terapię skojarzoną.

Dawki antybiotyków wg znacznej części badań klinicznych powinny być wyższe od standardowych, np. 300-400 mg doksycykliny na dobę.
Leczenie powinno się kontynuować przez pewien czas po całkowitym ustąpieniu objawów. Praktyka kończenia leczenia mimo braku ustąpienia objawów u chorych z przewlekłą boreliozą nie jest już zalecana.

Pomimo właściwego leczenia, borelioza ma tendencje do nawracania, dlatego chorzy powinni pozostawać pod stałą obserwacją. Ze względu na duże ryzyko przetrwałej infekcji, stosowanie kortykosteroidów nie jest zalecane.

Protokół Marshalla

Osobną kwestię w tematyce terapii boreliozy stanowi tzw. protokół Marshalla. Jest to schemat leczniczy, opracowany przez zespół naukowców pod kierownictwem Trevora Marshalla, służący do leczenia chorób, które cechuje odpowiedź immunologiczna typu Th1. Wg dr. Marshalla, u podłoża tych chorób leżą infekcje bakteriami pozbawionymi ściany komórkowej i zdolnymi do przeżycia wewnątrz leukocytów fagocytujących, a jako że niektóre postacie morfologiczne Borrelia burgdorferi również nie posiadają ściany i pasożytują wewnątrzkomórkowo, protokół Marshalla zaczął być stosowany w leczeniu boreliozy.

Schemat składa się z 3 faz.

W pierwszej stosuje się bloker receptora angiotensyny II (olmesartan) oraz antybiotyk (minocyklinę), ponadto konieczne jest unikanie słońca i witaminy D.

W trakcie kolejnych faz przyjmuje się różne kombinacje dodatkowych antybiotyków.

Naukowcy z grupy dr. Marshalla prowadzą internetowe forum, za pomocą którego przekazują zainteresowanym pacjentom szczegóły terapii. Niestety, wciąż brak jest badań klinicznych weryfikujących skuteczność protokołu, co w zasadzie uniemożliwia odniesienie się do niego w sposób naukowy.
Ostatnio jednak dr Trevor Marshall opublikował pojedyncze prace na temat podstaw immunologicznych swojego protokołu, co potwierdza naukowy charakter działalności grupy i pozwala mieć nadzieję na uzyskanie podpartych badaniami dowodów na skuteczność działania schematu.

Podsumowanie

Boreliozę jako jednostkę chorobową zaczęto rozpoznawać stosunkowo niedawno, bo dopiero w latach 70. XX wieku. Od tego momentu cały czas prowadzone są intensywne badania naukowe nad wyjaśnieniem etiopatogenezy i opracowaniem skutecznej terapii tej choroby. Nadal jednak istnieje bardzo wiele niewiadomych. Środowiska lekarskie i naukowe istotnie różnią się w spojrzeniu na boreliozę, co przekłada się na konstruowane przez specjalistów wytyczne diagnostyczno-terapeutyczne. Różnice te są tak duże, że dochodzi do powstawania sprzecznych zaleceń, co wprowadza niepożądany chaos i rzutuje na relacje pomiędzy lekarzem a pacjentem. Należy mieć nadzieję, że wkrótce uda się wyjaśnić obecne wątpliwości i będzie możliwe stworzenie jednolitych kryteriów diagnostyczno-terapeutycznych, pozwalających na pełne wyleczenie pacjenta z infekcji B. burgdorferi w każdym stadium.

CTTTRLKOQ -->http://www.sluzbazdrowia.com.pl/html/more3681a.php
lek. Magdalena Sokalska-Jurkiewicz pracuje w Zakładzie Reumatologii Akademii Medycznej im. Piastów Śląskich we Wrocławiu



w artykule lek. Magdaleny Sokalskiej-Jurkiewicz wymienione są objawy boreliozy.
Wiadomo powszechnie, ze borelioza nie występuje sama, towarzyszą jej tzw koinfekcje.

Oto prezentacja objawów jakie wywołują:

Erlichioza
CTTTRLKOQ -->http://pulsmedycyny.pl/2578013,36418,er ... a-podlasiu
Erlichioza to ostra, bakteryjna choroba gorączkowa ludzi i zwierząt - wyjaśnia prof. Danuta Prokopowicz, kierownik Kliniki Obserwacyjno-Zakaźnej Akademii Medycznej w Białymstoku. - Można ją podejrzewać u osoby gorączkującej w dziesięć dni po kontakcie z kleszczem".
Po 10-14-dniowym okresie wylęgania u człowieka zakażonego bakterią erlichiozy występują objawy grypopodobne:
gorączka z dreszczami, osłabienie, bóle głowy i mięśni.
?U około połowy chorych występują jeszcze
bóle brzucha, nudności, wymioty, biegunka, kaszel, bóle stawowe, zaburzenia świadomości, wysypka -
dodaje dr Anna Grzeszczuk z Kliniki Obserwacyjno-Zakaźnej AMB. - Objawy te zwykle same ustępują, nawet bez specjalistycznego leczenia. W przypadkach poważniejszych skuteczne jest leczenie doksycykliną".
Z badań, jakie do tej pory przeprowadzano w Europie wynika, że jest to choroba o łagodnym przebiegu, nie mająca tendencji do postaci przewlekłych. Natomiast z obserwacji erlichiozy w USA można wnioskować, że choroba ta ma tam cięższy przebieg.
?Wiemy też z modelu zwierzęcego, że jeśli erlichioza występuje razem z boreliozą, to pogarsza przebieg boreliozy" - mówi dr Anna Grzeszczuk.



Chlamydia pneumoniae i mykoplasmy
CTTTRLKOQ -->http://forum.gazeta.pl/forum/w,26140,63 ... y.html?s=0
Nazwa oficjalna Chlamydophila pneumoniae.

CPN cechuje się dość ograniczonymi zdolnościami metabolicznymi. Nie potrafi syntetyzować ATP, a na własne potrzeby wykorzystują ATP ( przenośnik energii)
zakażonych komórek- czyli kradną ATP komórki gospodarza.

Objawy infekcji
Nie ma jednoznacznych objawów po których można rozpoznać czy dana osoba ma infekcje CPN
Bakteria atakuje między innymi mięśnie, stawy i układ nerwowy. Cześć osób będzie miała bardzo wiele objawów ze strony wszystkich tych jak i objawy ze
strony innych układów oraz u pozostałych osób mogą występować tylko objawy lokalne.
Należy się jednak liczyć z tym że nie leczona infekcja miejscowa może rozwinąć się w infekcje układową.

Częste objawy jakie mogą występować-
bóle mięśni
bóle stawów
uszkodzenia mózgu i nerwów z objawami braku koordynacji
uczucie palenia różnych części ciała
przewlekłe zmęczenie
bóle głowy
nieobecność otępienie, mgła umysłowa, uczucie splątania,
zaburzenia psychiczne
paraliże, udary, apopleksja
problemy kardiologiczne, ataki serca
problemy z ciśnieniem krwi
przewlekły kaszel
chroniczne zapalenie gardła,
polipy w nosie, ból zatok
zapalenie spojówek
infekcja dróg moczowo-płciowych,
ból jąder
plamienie międzymiesiączkowe
ból pęcherza, krew w moczu
przedwczesne porody
poronienia
kamienie żółciowe
palenie w żołądku

Opracowano między innymi na podstawie
CTTTRLKOQ -->www.drmirkin.com/morehealth/G144.htm

Choroby wiązane z infekcją CPN
SM – stwardnienie rozsiane
FM- fibromialgia
CFS- zespół przewlekłego zmęczenia.
RZS- reumatoidalne zapalnie stawów
Choroba Alzheimera
Toczeń rumieniowaty układowy
Choroba Crona
Przewlekłe zapalnie zatok
Astma
Trądzik różowaty
Choroby serca
Śródmiąższowe zapalenie pęcherza (Interstitial cystitis)
Zapalnie gruczołu krokowego
Przewlekłe zapalenie jelit
Zwyrodnienie plamki żółtej
i inne

Testy diagnostyczne na CPN
Obecnie nie ma żadnych dostępnych testów pozwalających potwierdzić lub wykluczyć infekcji CPN
Dlaczego?
Badanie na obecność Cpn jest tylko wtedy użyteczne jeżeli otrzymasz pozytywny wynik - negatywny wynik nie znaczy ze nie masz infekcji.


W badaniach serologicznych spotyka się dwa problemy;
Pierwszy, że duża część ludzi miała kontakt z Cpn i dlatego oni będą mieli przeciwciała przeciwko temu mikroorganizmowi.
Dlatego tez, po wynikach badań przeciwciał nie można rozróżnić ludzi z objawami choroby od tych, którzy jej nie mają.

Drugim problemem jest to nawet u osób z potwierdzoną obecności chamydii w naczyniach wieńcowych tylko 35% miało pozytywny wynik w testach na przeciwciała
(Badania przeprowadzono w Niemczech)

Babeszjoza (piroplazmoza)

jest chorobą wywoływaną przez pierwotniaki z rodzaju Babesia. Są one pasożytami krwi, a dokładniej erytrocytów kręgowców (bydła, jeleni, psów, gryzoni), w tym również i ludzi. W Europie większość ludzkich zakażeń babeszjozą jest powodowana przez Babesia diverges, a w Stanach Zjednoczonych Babesia microti. Choroba ta związana jest z sezonową aktywnością kleszczy. Inkubacja pasożytów w organizmie człowieka trwa od 1 do 6 tygodni od ukąszenia kleszcza lub od 6 do 9 tygodni od transmisji pierwotniaka w wyniku transfuzji krwi. Po tym okresie pojawić się mogą bóle głowy, gorączka, dreszcze i ogólne zmęczenie. Pojawić się może również obfite pocenie się, nudności oraz spadek masy ciała. Badania mogą wykazać powiększenie wątroby i śledziony, podwyższony poziom enzymów wątrobowych, hemoglobinurię, a także obniżenie poziomu hematokrytu. Pojawić się mogą również powikłania ze strony płuc, nerek oraz mięśnia sercowego. Zakażenia pierwotniakami Babesia diverges mają zazwyczaj ciężki przebieg, który wymaga hospitalizacji.
Babeszjoza występuje częściej u ludzi starszych, a także u osób z niedoborami immunologicznymi oraz cierpiących na AIDS.

bartonelloza diagnoza nie jest łatwa, ponieważ brak jest jednoznacznych i charakterystycznych objawów chorobowych.
Wykrywanie zakażenia Bartonellą u ludzi opiera się na testach serologicznych. Wykonywany jest test immunofluorescencji pośredniej (IFA), jednak wynik badani uzależniony jest od czasu jaki minął od zakażenia. W przypadku gdy testy serologiczne nie dają miarodajnych wyników przeprowadzana jest izolacja bakterii z krwi lub tkanek pacjenta, jednak hodowla tych bakterii jest dość trudna i czasochłonna (może trwać nawet do 45 dni). Ponadto w diagnostyce bartonellozy wykorzystuje się reakcję PCR z zastosowaniem jako markera genetycznego genu kodującego 16S rRNA.
Marta P
CTTTRLKOQ -->http://www.medisa.pl/babeszjoza.html


[align=center:1nurfwiu]FUNDAMENTALNE PYTANIE[/align:1nurfwiu]

Powiedzcie mi, czy byli byscie w stanie odróżnić, co tak naprawdę
wywołuje dolegliwości
u osoby ukąszonej przez kleszcza?

Czy jakakolwiek diagnoza jest w 100% pewna,
czy tez opiera się na domniemaniach?

O żadnej z tych infekcji, nie można z czystym sumieniem powiedzieć,
że wogóle jest,
albo ze jej nie ma i za co jest odpowiedzialna.

Wszystkie te koinfekcje, leczy się końskimi dawkami antybiotyków, tak samo jak boreliozę.
Leczenie antybiotykami otwiera drogę do
infekcji Candidą Albicans



Teraz najlepszy "kwiatek". I pytanie czy ktoś wie, co wywołuje takie objawy?


ośrodkowy układ nerwowy:
zaburzenia pamięci,
stan chronicznego zmęczenia,
ospałość,
brak energii,
trudności w przyswajaniu wiedzy i w nauce,
dezorientacja,
zaburzenia równowagi,
senność,
obniżony nastrój,
krytykanctwo,
napady lęku,
nadpobudliwość psychoruchowa,
nerwowość,
wybuchowość,
niecierpliwość,
uporczywe stany depresyjne,
depresja maniakalna,
bóle i zawroty głowy,
niepokój i roztargnienie,
przewlekła irytacja,
zmienność nastroju,
napady paniki, płaczu,
brak koncentracji,
trudności w skupieniu uwagi,
trudności w zapamiętywaniu,
zaburzenia snu i bezsenność,
chronicznie zły humor,
autyzm,
choroby psychiczne (w tym schizofrenia),
mikroskopijne rozsiane uszkodzenia mózgu,
ucisk ponad i za uszami,
uczucie opuchnięcia głowy,
nadwrażliwość na kosmetyki, substancje chemiczne, dym tytoniowy, perfumy.
narząd ruchu: osłabienie i bóle mięśni, skurcze,
mrowienie w kończynach,
obrzęk ścięgien,
uczucie sztywności i bóle stawów,
reumatoidalne zapalenie stawów (RZS),
obrzęki stawów.

przewód pokarmowy: niedowaga lub nadwaga,
spękane usta i biały nalot na języku,
zapalenie czerwieni wargowej,
ciągłe odchrząkiwanie,
suchość w ustach i gardle,
wrzodziejące zapalenie jelita grubego,
zespół jelita nadwrażliwego,
zaparcia lub biegunki,
wzdęcia po jedzeniu
metaliczny smak w ustach,
nieokreślone bóle brzucha,
burczenie, przelewanie, gazy jelitowe, zaburzenia trawienia, zgaga,
swędzenie i pieczenie w okolicy odbytu, czemu towarzyszą śluzowate stolce,
żylaki odbytu, mokry odbyt (sączenie wydzieliny),
nadwrażliwość i nietolerancja na spożywanie mleka, glute­nu - pszenicy i żyta,
rozdrażnienie z równoczesną chęcią jedzenia słodkich rzeczy,

układ moczowo-płciowy: nawracające niebakteryjne zapalenia pęcherza moczowego i dróg moczowych,
parcie na pęcherz moczowy i częste oddawanie moczu,
uczucie pieczenia i swędzenia w czasie oddawania moczu,
powiększenie i zapalenie prostaty,
niepłodność u mężczyzn i kobiet,
niechęć do kontaktów seksualnych
impotencja,
zanik popędu płciowego,
zapalenie błony śluzowej macicy,
endometrioza
nawracające stany zapalne i zakażeniowe pochwy
cysty na jajnikach
mięśniaki macicy
kurcze i bóle w okresie miesiączkowania, napięcie przedmiesiączkowe.

skóra i włosy sucha, łuszcząca się skóra,
obrzęk skóry twarzy (najczęściej poranny),
zimne ręce i stopy, obniżona poniżej 36,6 °C temperatura ciała,
kruche i zabrązowione paznokcie,
pokrzywka,
pseudołuszczyca,
nawracające grzybice skóry,
utrata włosów,
egzema (wypryski skórne),
AZS
trądzik,
tendencja do pękania naczyń i powstawania siniaków,
nieprzyjemny zapach skóry stóp,
mysi zapach skóry, mimo częstego mycia,
nadmierna potliwość skóry (poty nocne).

układ oddechowy: problemy z zatokami szczękowymi oraz czołowymi,
poranny obrzęk śluzówki nosa,
zapalenia uszu,
uczucie zapchanego nosa z ciągłym wyciekaniem gęstej wy­dzieliny, świąd w nosie, chrypa, pogorszenie głosu,
przewlekły suchy kaszel z tendencją do zaostrzania się w za­leżności od warunków atmosferycznych,
poranne wykrztuszanie gęstej, lepkiej wydzieliny, zabarwionej na szaro i brązowo,
bóle gardła i podrażnienia krtani,
sztywność i uczucie napięcia w klatce piersiowej,
częste infekcje bakteryjne i wirusowe,
płytki oddech,
uczucie braku powietrza,
dychawica oskrzelowa (astma),
sapanie przy oddychaniu,
narząd wzroku: pieczenie i łzawienie spojówek,
ciemnie plamki przed oczami (mroczki),
zaburzenia widzenia pod postacią rozmazywania się obrazu.

układ hormonalny: zaburzenia wydzielania hormonów tarczycy.
zaburzenia w wydzielaniu hormonów płciowych

Lista nie jest wyczerpująca. Tylko sztandarowe objawy.

Otóż objawy wymienione wyżej, to objawy drożdżcy, infekcji Candidą, grzybem powszechnie obecnym w ludzkich jelitach.
Skąd się bierze? dlaczego atakuje człowieka?
Candida jest zawsze we florze drobnoustrojów jelita grubego człowieka. Syntetyzuje jakies witaminki i zyje z nami w symbiozie.
Więc dlaczego nagle objawia oblicze potwora?
Ano wszystko na świecie ma dwa oblicza- Anioła i Potwora.
Candida gdy nie ma konkurencji w jelitach, czyli czynnika ograniczającego jej namnażanie, z postaci jednokomórkowej przeradza się w postać plechy grzyba i atakuje ścianki jelit. wrasta w nie, przerasta, rozszczelnia, tworzą się nadżerki, stany zapalne, polipy, wrzody. Grzybnia dostaje się do układu krwionośnego poprzez naczynka przerastające jelita i wypuszcza zarodniki do krwi.. Szczelne jelita odgradzające ich zawartość od organizmu, nie spełniają już swojej roli. Ranki, wrzody i rozszczelnienia, powodują przenikanie toksyn gnilnych z jelit do krwioobiegu. Następuje zatrucie metabolitami jelitowymi i neurotoksynami candidy, zarodniki z krwią wędrują po organizmie i osiedlają się tam, gdzie są skancerowane komórki i słabe narządy.
Zawsze patogen atakuje najsłabsze komórki. W zalezności co zaatakuje, takie mamy objawy.
Oczywiście zakorzenianie się i wypuszczanie następnych zarodników jest przewidziane w programie. Ciało słabnie, coraz więcej niewydolnych organów, co pociaga za sobą dalszą degradację, tych jeszcze zdrowych.

Jak się to dzieje, że candida przestaje miec konkurencję? To proste. U ludzi prowadzących kurację antybiotykową, giną wszelkie pożyteczne bakterie, a candida jest odporna na antybiotyk. Wręcz go lubi, traktuje jak pożywkę.
Dodatkowymi czynnikami sa brak świeżego, surowego jedzenia, chemia z wysoko przetworzonych produktów, leki sterydowe, tabletki hormonalne.
Prawidłowe bakterie żywią się błonnikiem. Jego brak w jedzeniu powoduje to, że bakterie symbiotyczne umierają z głodu. Candida żywi się cukrem i innymi węglowodanami.

Wracając do tematu boreliozy: Zastanówcie się teraz, porównując objawy candidizy i boreliozy, czy bylibyście w stanie odróżnić jedne od drugich?
Ja osobiście nie wiedziałabym, czy objawy jakie mam to candidoza, borelioza czy niektóre z koinfekcji.

No i zagwozdka. Siedzę sobie przed zebranymi materiałami i zaczynam mysleć, co z tym pasztetem zrobić.

Wychodzi na to, że powinnam jednocześnie leczyć się na krętki boreliozy, na koinfekcje pierwotniakowe, bakteryjne, wirusowe, a także zrobic końską kurację na candidozę.
I jednoczesnie poprawić katastrofalny stan odporności, oraz oczyścić się z metabolitów tych drobnoustrojów.


Zaczynam rozumieć dogłębnie
że żadna z proponowanych na boreliozę oficjalnych terapii,
nie spełni swojego zadania,
a wręcz pogrąży mnie w niekończących się dolegliwościach,
skończy się degradacją organizmu
i niezdolnością do życia.


To co napisałam, jest tylko zaznaczeniem niektórych informacji. Zdobyłam ich wiele więcej, ale
wybrałam jedynie te, które były kluczowe dla mojego toku myślenia.


Powiem od razu, że na początku nie bardzo wiedziałam, z czym mam do czynienia.
Wiedziałam bardzo mało, w zasadzie wszystkie informacje zaczęłam zdobywać po ukazaniu się rumienia.
Wcześniej jakoś nie chciałam budzić licha.

Ja go nie chciałam budzić, więc mi się przyśniło. Miewam czasami TE sny, jasne i czyste, wręcz namacalnie prawdziwe, w których docierają do mnie informacje.
Nie chcę rozstrzygać, skąd. Czy z podświadomości, czy z innych wymiarów. Ważne że są.

Sen

Idę drogą w jakimś płaskim terenie i nagle wyskakuje mi pod nogi mały chłopiec, dziecko.
To było pierwsze wrażenie.
Chłopiec przy bliższym przyjrzeniu się, sprawiał raczej wrażenie dorosłego karła, niż dziecka, jednak w jakiś sposób był dzieckiem.
Miał militarne ubranie na krępym ciele, krótkie spodenki, dużą głowę, a na niej hełm wojskowy, podobny trochę do niemieckiego z IIwś.
Miał tez jakąś broń, cos w rodzaju karabinu.
Podłe oczka i przebiegły uśmiech.

Zastanawiałam się, czyje to dziecko i nagle uświadomiłam sobie, że moje. Wywołało to we mnie mały szok i zaprzeczenie. To nie może być moje dziecko. Powiedziałam mu, że nie jest moim dzieckiem i że ma odejść.
Nagle znajduję się na targu, idę wśród stoisk warzywnych, sprzedawców i kupujących. Na ramionach, "na barana" niosę dziecko, ale inne. też chłopiec, piękny o jasnych oczach, lekki jak wiatr,wcale go nie czuję. Trzymam jego ręce w moich, a on pyta mnie o wszystko, jak się co nazywa, do czego służy, jakby dopiero znalazł się na Ziemi.
Odpowiadam na pytania z przyjemnością. Nagle wskazuje na stragan z marchewką i mówi kup mi marchewkę.
Dziwię się, bo nie mówiłam mu co to jest marchewka, ani nie wymieniałam mu jej nazwy. Marchewka jest marna, więc mówię do niego, że kupię mu marchewkę na innym stoisku, ładniejszą. Kupuję mu trzy marchewki.
Koniec snu.

Ten sen pamiętałam cały czas, upewnił mnie w jakiś sposób, że jestem chora (chłopiec w hełmie) i dał mi nadzieję, że dam sobie radę ( chłopiec na targu)
Chłopiec z targu dał mi wskazówkę. Na poczatku jej nie rozumiałam, jednak pamięć snu towarzyszyła mi i w końcu zrozumiałam o co chodzi.



Pierwsza rzecz, jaką mogłam zrobić bez nakładu finansowego, to dieta.
zapoznałam się kiedyś z dietą wg Gersona i stwierdziłam, że to ma głęboki sens, a poza tym nie wymaga nakładów finansowych (były raczej niemożliwe)
Akurat zaczynał się sezon na zielone, więc wielkiego problemu nie powinno być.
Założyłam sobie, ze nie będę jeść niczego, co ma w sobie chociaz gram chemii, wobec tego odpadły wszelkie konserwy, wszystko co w proszku, soki z kartonów, mięso, wędliny, wszelkie napoje sklepowe, prze de mną było poszukiwanie ciemnego jak najbardziej naturalnego chleba, na zakwasie, co nie było sprawą łatwą, ale jednak wykonalną.
Oglądałam wnętrza sklepów spożywczych, jakby były wystawą szalonego artysty. Kolorowo, ale bezużytecznie.
Do jedzenia zostały mi warzywa, owoce, kasze, przrtwory z ciemnej mąki, twaróg, masło, śmietana, kefiry, oleje.
W miare wchodzenia warzyw i owoców z upraw polowych, w ruch miała pójść sokowirówka i przynajmniej litr soku z warzyw i owoców.

I tu nawiązanie do snu: We śnie byłam na targu warzywnym, a chłopiec zwrócił moją uwagę na marchewkę. Dopiero teraz zorientowałam się, żę to była wskazówka, warzywa, owoce i sok z marchwi jako podstawa.

Chodziło mi o jak największe odciążenie organizmu z toksyn, oraz dostawę najlepszych i świeżych składników odżywczych.

Druga rzeczą, jaką mogłam zrobić bez nakładów finansowych, była nalewka na złocie.
Skończyła mi się miesiąc temu, ale złota w butelce było jeszcze dość, więc należało wyskrobac parę złotych ma nalewkę nagietkową, bo on ma właściwości, jakie mogły być przydatne przy tej infekcji.
O nagietku napiszę potem.

Teraz wytłumaczenie dlaczego sok z marchwi i dlaczego nalewka na złocie.
Nie mam 100% pewności, ale z informacji jakie udało mi się ściągnąć, marchew i sok z niej ma jedną z większych zawartości ORME. Prawdopodobnie stąd jej właściwości lecznicze, pomocne przy leczeniu raka i stawianiu na nogi ludzi chorych.

Nalewką na złocie leczono kiedyś kiłę, a kiła to choroba krętkowa. Mam szacunek do wiedzy naszych poprzedników, a poza tym niczym nie ryzykowałam.

Założyłam sobie poszukiwanie wszelkich specyfików i ziół, jakie kiedyś używano na krętki, oraz ziół o jak największym spektrum działania, czyli grzybobójczych, bakteriobójczych, na pierwotniaki, wirusy, roztocza i wszelkie inne patogeny.

Wyciągi z kwiatu nagietka

działają przeciwzapalnie, Mają właściwości bakteriobójcze, zdolność eliminowania grzybów, oraz stabilizowania ich namnażania, są antywirusowe.
Zwiększają zdecydowanie odporność na infekcje. Są również przeciwnowotworowe.
Nagietek jest przydatny w leczeniu atopowego zapalenia skóry i łuszczycy (choroby autoimmunologiczne).
Wiadomo z dostępnej literatury na temat boreliozy i innych koinfekcji, że wyzwalają one odpowiedź autoimmunologiczną organizmu. Złoto hamuje tą odpowiedź, więc zalanie złota nalewką nagietkową, to dobre posunięcie.

Tak na marginesie, nagietek to babskie ziółko. Dobry na wszelkie kobiece dolegliwości.
Także świetny kosmetyk.
Jeśli ktoś z Was zbierał i suszył zioła we własnym zakresie, to wie, że mają one kilkakrotnie większa moc i działanie.
Zioła które przejdą drogę od zbieracza, poprzez przerób przemysłowy, konfekcjonowanie i oczekiwanie na sprzedaż, są słabsze. A te które mają olejki eteryczne, jak np melisa, mięta, tracą niemal wszystko.
Jak zaparza się miętę albo melisę własnego "chowu" i suszenia, zapach jaki rozchodzi się po domu jest niesamowity.

Dotarłam równiez do srebra koloidalnego, nawet kupiłam buteleczkę i zażywałam to po łyżeczkach.
Jednak nie była bym sobą, gdybym tematu srebra nie zgłębiła tak daleko, jak mi się uda.
Otóż po poskrobaniu z wierzchu tematu, okazało się, że dawki srebra jakie zażywam, są dawkami placebo.
Taka zawartość srebra jak w dziennej dawce z brązowej buteleczki z ładną nalepką i opisem, sa zazwyczaj w wodzie kranowej, oraz w spozywanym jedzeniu.

Pogrzebawszy dalej, odszukałam relacje ludzi, którzy pili srebro koloidalne w ilości dwóch, trzech szklanek dziennie. Podobno dopiero takie dawki, wykazują działanie lecznicze.
No ale musiałabym wypijać dziennie co najmniej dwie butelki srebra ze sklepu, co raczej było finansowo nieosiagalne.
Można jednak zrobić urządzenie do wytwarzania srebra koloidalnego. Potrzebne do tego jest srebro najwyższej próby, by uniknąć koloidu innych metalli, woda destylowana i urządzenie do jego wytwarzania.
Srebro niełatwo było zdobyć, ale znalazła się firma która sprzedaje srebrną blachę i sprzedała mi kawałek wysyłkowo, urządzenie wykonała mi osoba zaprzyjaźniona, natomiast zdobycie wody destylowanej w moim województwie, okazało się trudne. Zwykle jest taka na stacjach benzynowych, ale u mnie była tylko demineralizowana, a to za mało.

Udałam się więc w rajd po aptekach, gdzie patrzono na mnie jak na kogoś, kto chce kupić conajmniej narkotyk. Destylowana woda tam jest używana do receptur i nie chcą jej sprzedawać, choć mogą.
W końcu trafiłam aptekę, gdzie rozglądając się nerwowo, pani Magister wyniosła z zaplecza litrową brązową szklaną butlę i nabiła na kasie 10zł..
Oczywiście, skoro stałyśmy się wspólniczkami zbrodni, korzystałam z tego jeszcze kilka razy, aż wyrzuty sumienia pani zza szklanej szyby stały się nie do pokonania.

Zanim przeszłam drogę od decyzji do wypicia pierwszej szklanki srebrnej wody, minęło sporo czasu, Zdobycie srebra, wykonanie urządzenia, zajęły chyba dwa miesiące, albo trochę więcej.

Wypijałam około 0,6 litra srebrnej wody dziennie. Trzy razy po 200ml.

Zanim jednak miałam możliwość skorzystania ze srebra, postanowiłam przetestować wodę utlenioną. Przeczytałam o Nieumywakinie i o jego książce. książka przez jakiś czas była dla mnie nieosiągalna, więc strawiłam masę czasu w necie, na znalezieniu jej dawkowania.
(książkę oczywiście mam już w biblioteczce)

Woda utleniona była w moim zasięgu finansowym, więc nic nie stało na przeszkodzie. Piłam jej około pięć razy dziennie po 25 do 30 kropel w wodzie.
To mogłam zacząć niezwłocznie. Woda kosztowała złotówkę.

Nie robiłam kuracji oczyszczającej przed zażywaniem wody utlenionej, bo niewiele wiedziałam na ten temat. książki nie miałam, wiedziałam, że działa i znalazłam dawkowanie.

Trudno to wytłumaczyć, ale po stwierdzeniu w jakim stanie jestem, nie wpadłam w panikę, ani żal do losu. Stwierdziłam , ze skoro tak już jest, to wypróbuję wszelkie metody, traktując siebie jak eksperyment.
Praktycznie nie miałam nic do stracenia.

Odkąd zaczęłam zażywać wodę utlenioną, zaczeły się stany podgorączkowe między 37.2 a 37.8.
Jak na badacza i eksperymentatora, byłam bardzo nieporządna.
Powinnam wszystko zapisywać, ale nie robiłam tego. Korzystałam ze zmienionej perspektywy widzenia świata. Stał się jakby bardziej swieży i jaskrawy, ale również czas zwolnił. Gorączka sprawiała mi przyjemność.

Potem doczytałam, ze krętki boreliozy namnażają się jedynie w temperaturze niższej od 36.4
W każdym razie woda utleniona działała, pomogła w wytworzeniu gorączki, oraz efektu herx.
Nie wiem co to ginęło wtedy, ale zaczęłam czuć się dobrze.
Równolegle z wodą utlenioną zażywałam olejek pichtowy i piłam zioła których skład wybrałam sama.

Zwróciłam uwagę na jod.
grzebanie w necie zaowocowało artykułem z Nexusa, który pozwolę sobie wkleić, bo ja tak dobrze tego nie opiszę.

Znaczenie jodu dla zachowania dobrego stanu zdrowia
Źródło: NEXUS nr 2(58) marzec kwiecień 2008

Płyn Lugola oraz jodynę można zażywać doustnie (dawniej często, obecnie sporadycznie) przy niedoborze jodu, w nieżycie oskrzeli, przy suchym kaszlu, przy miażdżycy i w chorobie wieńcowej. Jod przyśpiesza przemianę materii, nasilając przemiany kataboliczne (rozkładu) w ustroju (za pośrednictwem hormonów tarczycy – trijodotyroniny u tyroksyny).

Doustnie można zażywać 2-3 razy dz. 5-10 kropli jodyny lub 5-10 kropli płynu Lugola (w mleku z miodem).
W razie skażenia promieniotwórczego zaleca się przyjęcie preparatu jodu.
 Rośnie liczba danych, które wskazują, że Amerykanie cieszyliby się znacznie lepszym zdrowiem i znacznie niższą częstością występowania raka i torbieli w tkance włóknistej piersi, gdyby spożywali więcej jodu. Spadek ilości spożywanego jodu połączony ze wzrostem konsumpcji konkurencyjnych chlorowców, fluoru i bromu zrodził epidemiczny niedobór jodu w Ameryce.
Mieszkańcy Stanów Zjednoczonych spożywają średnio 240 mikrogramów (μg) jodu dziennie, podczas gdy Japończycy ponad 12 miligramów (mg) (12 000 μg), czyli pięćdziesiąt razy więcej. Japończycy spożywają wodorosty morskie, takie jak brązowe algi (klep), czerwone algi (arkusze nori z sushi) i zielone algi (chlorellę). Mieszkańcy min Honsiu, Kiusiu i Sikoku spożywają nawet 45 mg jodu (znajdujący się jod w 14,5 grama wodorostów), na Hokkaido nawet 200 mg jodu.

Wg raportów w USA na raka piersi zapada dziś co siódma Amerykanka a jeszcze trzydzieści lat temu, kiedy spożycie jodu było dwa razy wyższe (480 μg), na raka piersi zapadała co dwudziesta kobieta.
Badania przeprowadzone na zwierzętach pokazują, że jod zapobiega rakowi piersi. Inne badania podają też, że najbardziej narażone na rakowacenie komórki przewodowe w piersi są wyposażone w jodową pompę (symporter jodku sodu, taki sam, jak posiada gruczoł tarczycy) do wchłaniania tego pierwiastka.
W roku 1966 rosyjscy naukowcy wykazali po raz pierwszy, że jod łagodzi objawy torbieli w tkance włóknistej gruczołu piersiowego. Wiszniakowa i Murawiewa potraktowały 167 kobiet cierpiących na torbiele w tkance włóknistej gruczołu piersiowego 50 gramami KI (jodku potasu) w okresie menstruacyjnym i u 71 % wystąpił korzystny efekt leczniczy. Szersze badania przeprowadzane były tez przez Ghenta i jego współpracowników na kobietach w Kanadzie, w Seattle i wykazały, że jod ma statystycznie istotny, korzystny efekt na torbiele w tkance włóknistej gruczołu piersiowego. Wyniki zostały zamieszczone w 1993 roku w magazynie Canadian Journal of Surgery. Zaobserwowano, że jod zmniejsza wrażliwość, guzowatość, zwłóknienie i obrzmienie piersi oraz liczbe torbieli olbrzymich.

Wyniki badań zostały przekazane do Urzędu ds. Żywności i Leków (Ford and Drug Administration FDA) w 1995 roku, aby ten pozwolił na dalsze badania (tzw. losowa kontrolowana próba kliniczna z jodem jako środkiem przeciwko torbielom w tkance włóknistej gruczołu piersiowego). FDA odmówił wydania zgody na badania, oświadczając kierownikowi badań dr’owi Donaldowi Lowowi, że „jod jest substancją naturalna a nie lekiem”.

W dzisiejszej medycynie jod jest traktowany gółwnie jako środek odkażający, używany np. podczas zabiegów chirurgicznych do dezynfekcji skóry. Generalnie panuje opinia, że jodu potrzebuje głównie tarczyca do wytwarzania tyroksyny (T4) i trijodotyroniny (T3), a tarczyca potrzebuje tylko śladowe ilości jodu, 70 μg dziennie do wytworzenia wymaganych ilości T4 i T3. Stąd w opiniach lekarzy wystarczą mikrogramowe ilości jodu w dziennym spożyciu, jednocześnie ignorują lub nie biorą pod uwagę badań, które dowodzą, że jod w większych ilościach daje pozatarczycowe korzyści, szczególnie dla kobiecych piersi.


Jod potrafi również usuwać z organizmu toksyczne chemikalia, jak fluorki, bromki, ołów, aluminium, rtęć i biologiczne toksyny, powstrzymuje wytwarzanie przeciwciał przeciw własnym antygenom, wzmacnia adaptacyjny układ immunologiczny i chroni przed nienormalnym rozrostem bakterii w żołądku.
Poza tarczycą i sutkami również inne tkanki są wyposażone w pompę jodową (symporter sodu/jodu). Śluzówka żołądka, ślinianki i gruczoły sutkowe potrafią koncentrowac jod niemal do takiego samego stężenia, jak tarczyca (40-krotnie większego od stężenia we krwi). Inne tkanki wyposażone w taka pompę to jajniki, grasica, skóra, splot naczyniówkowy w mózgu (produkujący płyn mózgowo-rdzeniowy) oraz stawy, arterie i kości.


Dzisiejszy establishment medyczny odnosi się do jodu nieufnie – jest to w końcu najnaturalniej występujący, niemożliwy do opatentowania niefarmaceutyczny środek (!). [moja uwaga: czyt. niedochodowy i za bardzo skuteczny]
Zalecana dzienna dawka jodu przez organizacje zdrowia na 100-150 μg/dziennie jest wyraźnie niezgodny z danymi wskazującymi na jego wyższe zapotrzebowanie. Te dane to wyniki badan na zwierzętach, badań In vitro na szczepach ludzkich komórek rakowych, klinicznych prób jodu w przypadku torbieli w tkance włóknistej gruczołu piersiowego. Oraz dane epidemiologiczne. Spożywanie jodu w ilości 150 μg/dziennie zapobiega wolu i innym znanym dolegliwościom wynikającym z niedoboru jodu, ale nie zapobiega rakowi piersi. Zapobieganie rakowi piersi wymaga znacznie wyższych dawek jodu.
Po odkryciu w roku 1811 jod był wykorzystywany do leczenia wielu chorób aż do połowy lat 1900, kiedy to endokrynolodzy specjalizujący się w tarczycy ostrzegli, że jego „nadmiar” wpływa niekorzystnie na jej funkcjonowanie. Jod jest skuteczny w leczeniu różnych schorzeń skóry, chronicznej choroby płuc, grzybic, trzeciorzędowej kiły, a nawet stwardnienia tętnic, w ilościach mierzonych w gramach.

Jod najczęściej możemy spotkać w formie nieorganicznej (nieradioaktywnej) jako jodek I- oraz jod molekularny I2 . najpopularniejsze źródło to jodek potasu KI, występuje min w popularnym płynie Lugola (w jednej kropli jest 6,3 mg molekularnego jodu/jodku, w Jodynie.
Lekarze przez wiele lat stosowali jodek potasu w początkowych dawkach od 1,5 do 3 gramów aż do ponad 10 gramów dziennie w leczeniu astmy oskrzelowej oraz w przewlekłej obturacyjnej chorobie płuc i to z dobrymi rezultatami i zadziwiająco małą liczbą efektów ubocznych.

Dr Guy Abraham, były profesor położnictwa i ginekologii na Uniwersytecie Kalifornijskim, po przeczytaniu w 1997 r. pracy Ghenta na temat stosowania jodu w leczeniu torbieli, powołał do życia „ Jodowe Przedsiębiorstwo”. Mając swoją własna firmę Optimom Corporation produkująca Iodoral (roztwór Lugola w postaci tabletek), zatrudnił dwóch praktykujących lekarzy domowych do przeprowadzenia klinicznych badań Iodoralu.
Jego badania wskazują, że po podaniu wystarczającej ilości organizm zatrzyma znacznie więcej jodu, niż pierwotnie sądzono – 1500 mg, przy czym jedynie 3% tej ilości zatrzyma tarczyca.
Ponad 4000 pacjentów objętych tym badaniem spożywa dziennie od 12,5 do 50 mg jodu, a diabetycy do 100mg dziennie. Badacze zauważyli, że jod rzeczywiście usuwa torbiele w tkance włóknistej gruczołu piersiowego, że pacjenci cierpiący na cukrzycę potrzebują mniej insuliny, że pacjenci z niedoczynnością tarczycy wymagają mniej intensywnego leczenia, że zanikają objawy włókniakomięśniaka i że znikaja migrenowe bóle głowy u cierpiących na nie osób. Funkcje tarczcy pozostały bez zmian u 99% badanych. Niepożądane skutki jodu – alergie, opuchnięcie ślinianek i tarczycy oraz jodzica (zatrucie jodem) – wystąpiły zaledwie u niespełna 1 procent badanych.

Jod usuwa z organizmu toksyczne chlorowce: fluor i brom. Jodzica, nieprzyjemny metaliczny posmak, cieknący nos i podobne do trądziku zmiany na skórze, jest powodowana przez brom, który jod ekstrahuje z tkanek. Symptomy znikaja przy zmniejszonej dawce jodu.
Ludzie którzy przyjmują jod w takich ilościach, donoszą, że maja znacznie lepsze samopoczucie, że są pełni energii i mają jaśniejszy umysł. Czują, że jest im ciepło w zimnym otoczeniu, że potrzebują mniej snu, że poprawia im się cera i że maja bardziej regularne ruchy jelit.
A zatem póki co powinniśmy naśladować Japończyków, zwiększając ilość spożywanego jodu, np. poprzez zjadanie morskich wodorostów, bądź przez zażywanie od dwóch do kilku kropli płynu Lugola.
Płyn Lugola kosztuje niewiele, około 5 zł, właśnie eksperymentuję na sobie, warto zwrócić w aptece uwagę, by zakupić wodny roztwór jodu, a więc płyn Lugola robiony na wodzie a nie na glicerolu. Generalnie na ulotkach pisze, że do użytku zewnętrznego, na wodnym roztworze pisze także że doustnie kilka kropli wg ustaleń lekarza. Co ciekawe płyn Lugola jest stosowany także w terapii Gersona.

Oczywiście spore dawki jodyny zostały uwzględnione w moim "menu" codziennym.

Wspomniałam wcześniej o olejku pichtowym, więc żeby nie być gołosłowną, wstawiam info o działaniu olejku.

Olejek pichtowy działa
immunostymulująco,
żółciopędnie, żółciotwórczo,
przeciwzapalnie,
moczopędnie,
przeciwobrzękowo,
przeciwświądowo,
przeciwdepresyjnie,
Necrosis Factor).

Jest silnym wirustatykiem (virustatica), czyli substancją hamującą replikację i dojrzewanie wirusów. Olejek pichtowy uszkadza osłonki lipoproteinowe wirusów i strukturę rdzenia nukleinowego wirusów.
Zażywany dłuższy czas poprawia samopoczucie.wspomaga usuwanie toksyn i martwych komórek;
Odżywia: uzupełnia niedobory witamin i mikroelementów;
Energetyzuje: wzmaga potencję, dodaje sił witalnych;

Olejek pichtowy działa
przeciwłuszczycowo,
przeciwtrądzikowo,
zapobiega wypadaniu włosów,
likwiduje łupież skóry owłosionej.

Wskazania do stosowania olejku pichtowego:
depresja, nerwice, stres,
ropnie na skórze, czyraki, liszaje, liszajce, grzybice skóry u układowe,
łojotokowe zapalenie skóry, łuszczyca, trądziki, opryszczka, owrzodzenia,
reumatyzm, artretyzm,
przeziębienie, nieżyty układu oddechowego, chrypka, kaszel, zapalenie zatok obocznych nosa, kamica żółciowa, kolki, zaparcia,
zapalenie gruczołu krokowego, niemoc płciowa,
blednica skóry, słabe krążenie w kończynach (stale zimne, blade lub sine dłonie i stopy)
i krążenie mózgowe, świąd skóry, ukąszenia owadów i pająków, użądlenia,
zaburzenia trawienne, ból brzucha, skąpe miesiączkowanie, stan przedmiesiączkowy i zaburzenia emocjonalne okresu przekwitania I pokwitania, bóle głowy, obrzęki, plamy na skórze.
WSPÓŁCZESNE BADANIA NAD OLEJKIEM

W wielu krajach świata min w Finlandii, Polsce, Niemczech, Kanadzie, Japonii i Rosji przeprowadzono serię szczegółowych badań nad leczniczymi właściwościami olejku pichtowego z jodły Białokorej. W ich trakcie dowiedziono, iż olejek ten posiada wiele znakomitych właściwości leczniczych: działa zabójczo na bakterie, wirusy i grzyby, wzmacnia układ odpornościowy, wspomaga usuwanie toksyn i martwych komórek z organizmu, zapobiega chorobom nowotworowym, wykazuje działanie przeciwzapalne, znieczulające i rozluźniające. Uczeni badając skład odkryli, iż zawiera on znaczne ilości bio-przyswajalnego hormonu młodości AJ(u)G-1 (cena tego hormonu na rynku światowym wynosi około 100 mln USD za kilogram). Stwierdzono również że osoby starsze, regularnie przyjmujące olejek pichtowy wyglądają dużo młodziej od rówieśników, są sprawniejsze, pełne energii, oraz charakteryzują się zwiększoną potencją do późnych lat życia. W wielu szpitalach na całym świecie stosuje się olejek z jodły białokorej w leczeniu chorób nowotworowych, ciężkich przypadków oparzeń, trudno gojących się, zainfekowanych ran i wielu innych chorób. W roku 1992 w Rosji olej pichtowy uzyskał status oficjalnego środka leczniczego.
Doustnie /per os/:
co 4-6 godziny 3 krople na cukrze lub miodzie; przy chorobach zakaźnych i przeziębieniu – co 2 godziny 3 krople na miodzie.
Są to informacje ze stron Pana dr Henryka Różańskiego.

Nie jestem w stanie odtworzyc wszystkiego, każdego toku myślenia, ale z jakiegos powodu starłam się eliminować wszelkie leki rozrzedzające krew. Już wiem, chodziło o salicylany i wszelkie specyfiki zawierające ją. Zauważyłam każdorazowe powiększanie rumienia po zażyciu popularnych tabletek od bólu głowy z salicylanami. Nie drążyłam tematu, ale skojarzyłam to w jakiś sposób z rozrzedzaniem krwi i szybszym rozprzestrzenianiem się krętka. Czy mam rację, nie wiem. W każdym razie unikałam tego jak ognia.

Skoro nawiązałam juz do powiększania się rumienia, to odrazu napiszę, że powiększał się, a jakże. Obrysowywałam go juz potem długopisem lub flamastrem, żeby nie ulegać złudzeniom.
Szukałam w literaturze i opisach przypadków borelioz
« Last Edit: (Thu) 01.01.1970, 02:00:00 by Guest »
“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • WyBudzony
  • *
  • Posts: 2 560
  • Reputacja: +12/-0
Re: Borelioza, kleszcze i broń biologiczna
« Reply #2 on: (Tue) 15.04.2014, 20:19:06 »
Borelioza: Nierozpoznana epidemia

D.J. Fletcher , Tom Klaber

oryginalny artykuł w j.angielskim:
CTTTRLKOQ -->http://www.livingwithlyme.com/images/Ly ... idemic.pdf
Miliony ludzi zdiagnozowanych ze stwardnieniem rozsianym, fibromyalgią, Alzheimerem,
syndromem chronicznego zmęczenia i innych degenerujących chorób mogą w rzeczywistości
chorować na boreliozę. „Zapomnij wszystko to, co wydaje ci się, że wiesz o boreliozie” – nawołują
Fletcher i Klaber. To nie jest rzadka choroba – jest to epidemia.
Nie jest przenoszona wyłącznie przez kleszcze – przenoszą ją inne owady: pchły, moskity, roztocza.
Do zarażenia może dojść nawet przez kontakt płciowy z chorym człowiekiem.
Nie zawsze jest też rozpoznawana na podstawie wystąpienia rumienia wędrującego, ponieważ
pojawia się on w mniejszości przypadków zakażenia.
Borelioza - wyłączając wczesną fazę zakażenia – bardzo rzadko jest uleczalna krótkotrwałą
antybiotykoterapią. To nie tylko choroba, która sprawia, że jest się zmęczonym i obolałym – ona
może całkowicie zniszczyć życie, a nawet doprowadzić do śmierci.
W gruncie rzeczy Borelioza może okazać się najbardziej podstępną zakaźną chorobą naszych
czasów – a zarazem najmniej rozpoznaną. „Gdyby nie AIDS – mówi doktor Nick Harris, dyrektor
IgeneX Inc., laboratorium naukowo-badawczego w Palo Alto, Kalifornii - borelioza
prawdopodobnie byłaby najważniejszą chorobą zakaźną w Stanach Zjednoczonych i w Europie
Zachodniej.”
Pierwszy raz borelioza została rozpoznana w Stanach Zjednoczonych w 1975 roku, zaraz po
tajemniczym rozprzestrzenianiu się artretyzmu w okolicach miasta Lyme, w stanie Connecticut. W
1982 roku rozpoznano krętka powodującego tę chorobę. Bakteria ta została nazwana Borrelia
burgdorferi (Bb), na cześć doktora Willy’ego Burgdorfera, który to zapoczątkował badania nad nią.
Obecnie borelioza postrzegana jest jako coś więcej niż pojedyncza infekcja, a mianowicie jako
złożona choroba, na którą składają się również współinfekcje przenoszone przez kleszcze, takie jak
Babesia i Ehrlichia. Badania nad zwierzętami wykazały, że w niecały tydzień po zainfekowaniu
krętek boreliozy może być głęboko osadzony w ścięgnach, mięśniach, tkankach, w sercu i w
mózgu.
– Wśród ponad 5000 dzieci, które leczyłem, 240 miało wrodzoną boreliozę – mówi doktor Jones,
specjalizujący się w pediatrii (dr Jones leczy dzieci i młodzież). – U dwanaściorga dzieci
karmionych piersią przez zakażoną matkę rozwinęła się borelioza. Borrelia burgdorferi może być
przenoszona przez łożysko matki, nawet przez zapłodnienie in-vitro. Znam ośmioro dzieci
zakażonych w ten sposób. Pacjenci pochodzący z Azji, którzy przychodzą do mnie z objawem
rumienia wędrującego, zostali zakażeni przez pchły i komary.
Na Zjeździe Amerykańskiego Stowarzyszenia Psychiatrii w październiku 2000 roku Gregory Bach,
doktor osteopatii, zaprezentował badania nad przenoszeniem Bb poprzez nasienie. Potwierdzone
one zostały testem PCR (Polymerase Chain Reaction) i wykazały obecność DNA Borrelii w
spermie.
Z powodu podobieństw genetycznych dr Bach nazywa bakterię boreliozy „bratem krętka syfilisu”.
Zaobserwował on, że kiedy leczy pacjenta pozostającego w związku z małżeńskim, często leczyrównież jego współmałżonka. Innymi słowy, infekując się nawzajem, partnerzy mogą przekazywać
sobie nawzajem bakterię Borrelii.
Dr Tang dodaje również inne możliwości zakażenia: „Przekazanie bakterii może także nastąpić
podczas transfuzji krwi, a także poprzez ugryzienie moskitów i innych owadów.” Dr Cowden
twierdzi, że niepasteryzowane mleko kozie lub krowie również może doprowadzić do infekcji Bb.

Zawodne testy

Jaka jest przyczyna rozbieżności pomiędzy rządowymi statystykami, a faktycznymi obserwacjami
lekarzy zajmujących się boreliozą? Mówi dr Jones: „Kryteria CDC (Center for Disease Control)
wprowadzone były wyłącznie do celów statystycznych, a nie diagnostycznych. Boreliozę
diagnozuje się głównie na podstawie stanu klinicznego pacjenta. Testy mogą służyć jedynie
pomocniczo w diagnozie klinicznej, a nie służyć jako jedyne kryterium oceny. Około 50%
pacjentów, z którymi się spotkałem, było seronegatywnych (mieli ujemne wyniki testów), mieli
jednak wszystkie typowe objawy kliniczne.”
Dr Cowden wyróżnia dwa testy, opracowane kolejno przez dr Whitaker oraz przez Lidę Mattman
(dyrektora Nelson Medical Research Institute w Warren, Michigan).
Dr Whitaker tłumaczy: „Utworzyliśmy test pozwalający na szybką identyfikację Bb (Rapid
Identification of Bb – w skrócie RIBb). Do wykrywania bakterii zastosowano wysoko oczyszczoną,
fluorescencyjną plamę przeciwciała charakterystycznego dla Bb. Tego typu test zapewnia
uzyskanie wyniku w ciągu 20–30 minut, co jest istotne w przypadku konieczności szybkiego
podjęcia leczenia.”
Test dr Mattman również opiera się na technice użycia plamy fluorescencyjnego przeciwciała, która
pozwala na obserwowanie żywej hodowli pod mikroskopem fluorescencyjnym. „U osoby chorej –
mówi dr Mattman – przeciwciała zostają zatrzymane w tkankach, co nosi nazwę kompleksu
immunologicznego, i przestają być wykrywalne w osoczu krwi. Nie oznacza to jednak, że tych
przeciwciał nie ma lub nie zostały wytworzone. Są po prostu niewykrywalne. Dlatego też testy,
które opierają się na wykrywaniu przeciwciał, dają fałszywie negatywne wyniki”. Testy dr
Whitaker i dr Mattman nie szukają przeciwciał, tylko znajdują organizm – w ten sam sposób, w jaki
diagnozowana jest gruźlica.
Istnieje kilkanaście powodów, dla których borelioza jest trudna do wykrycia testami i trudna w
leczeniu. Weźmy dla przykładu rumień wędrujący – wysypkę, która przypuszczalnie powinna
pojawić się po ugryzieniu kleszcza, zakażonego krętkiem boreliozy. Wszyscy lekarze, z którym
rozmawiali autorzy tego tekstu, stwierdzali, że rumień występował tylko w 30–40% przypadkach
zainfekowanych pacjentów. Dr Jones jest zdania, że u zainfekowanych dzieci, które badał, rumień
wędrujący wystąpił nawet u mniej niż 10%.

Nieuchwytny mistrz

Ważne jest, że bakteria Borrelii wybitnie szybko rozsiewa się po całym ciele. W swojej klasycznej
formie krętka sama wkręca się i napędza w ruch – poruszając się niczym sprężyna. W efekcie
sprawia to, że jest jej łatwiej pływać w tkankach niż we krwi.
Bakteria ta przemieszcza się przez ściany naczyń krwionośnych i przez tkankę łączną.
Badanie zakażonych zwierząt wykazało, że w niecały tydzień po zainfekowaniu krętek boreliozy
bywa już głęboko osadzony w ścięgnach, mięśniach, tkankach, w sercu i w mózgu.Atakuje on tkankę, powiela i niszczy komórkę żywiciela. Czasami ściana komórki zapada się wokół
bakterii, formując osłaniający ją twór – a osłona ta uniemożliwia detekcję bakterii za pomocą
testów i rozpoznanie przez układ odpornościowy chorego.
Krętek boreliozy (Bb) jest polimorficzny, co oznacza, że może radykalnie zmieniać swoją formę.
Niektóre zdjęcia ukazują kolonie Bb w formach krętka i w formach nie mających ściany
komórkowej (cell wall deficient form – CWD). Bakteriom w formie CWD może brakować błony,
która przekazywałaby niezbędne informacje rozpoznania i atakowania bakterii przez układ
odpornościowy i do zastosowanych antybiotyków. Dr Lida Mattman twierdzi, że w przypadku
organizmów nie mających ściany komórkowej właściwsze jest określenie „organizmy o rozbieżnej
ścianie komórkowej”.
Krętek boreliozy może zmieniać formę nie tylko z klasycznej postaci krętka w owalną, ale także
odwrotnie: z postaci owalnej z powrotem w formę krętka.
Wciąż główną przyczyną dla której Bb jest tak oporna w wykrywaniu i leczeniu jest jej
polimorficzność, umożliwiająca radykalną zmianę formy. Dr Whitaker wyjaśnia: „Zbadaliśmy
próbki krwi pobrane od ponad ośmiuset chorych na boreliozę za pomocą testu RIBb i rzadko kiedy
trafialiśmy na bakterię nie będącą w formie bez ściany komórkowej (CWD).”
„Problem polega na tym, że organizmy CWD nie mają stałej zewnętrznej błony przekazującej
informację, która pozwoliłaby na odpowiedni atak układu odpornościowego i antybiotyków, a także
na łatwe wykrycie bakterii za pomocą powszechnie dostępnych testów.”
„Borrelia burgdorferi w formie CWD – mówi dr Mattman – jest niezmiernie różnorodna w swojej
postaci, aktywności i wrażliwości”. Dr Cowden dodaje: „Ponieważ Bb jest polimorficzna, nie
można oczekiwać, by którykolwiek antybiotyk okazał się w pełni efektywny. Bakteria dzieli się
swoim materiałem genetycznym z inną bakterią, zatem kolejne pokolenia mogą mieć nowe, oporne
na antybiotyki sekwencje genetyczne.

Diagnoza kliniczna

Wszyscy lekarze, z którymi rozmawiali autorzy niniejszego tekstu, mają osobiste preferencje
odnośnie testów. Ale żaden nie miał wątpliwości, że boreliozę należy diagnozować klinicznie, a
testy mają znaczenie wyłącznie pomocnicze.
„Oceniamy historię pacjenta, jego objawy, tendencje genetyczne, metabolizm, problemy
odpornościowe w przeszłości, przebyte infekcje, a także przebieg i długość terapii
antybiotykowych, współinfekcje, sposób odżywiania czy też czynniki psychologiczne” – wyjaśnia
dr Bock.
Dr Tang stosuje wszystkie wymienione kryteria, a ponadto analizuje pod mikroskopem krew w
ciemnym polu, jednakże przestrzega, że nie znalezienie krętka nie oznacza, że pacjent nie ma
boreliozy.
Dr Cowden wykorzystuje także testy mięśni i tzw. electrodermal screening. Dr Burrascano
opracował także kryteria diagnostyczne i kompletną listę objawów.
„W badaniach pediatrycznych – wyjaśnia dr Jones – pytamy się pacjentów o nagłe, czasami
subtelne zmiany w zachowaniu lub funkcjach poznawczych, jak np.: utrata zdolności, utrata
umiejętności uczenia się nowych rzeczy, niechęć do zabawy i spotykania się ze znajomymi,
gorączka czy nadwrażliwość na światło lub dźwięki. Jeżeli ktoś zgłasza problemy ze stawami,wiemy, że toczy się proces zapalny lub infekcyjny. Cechą charakterystyczną boreliozy jest
zmęczenie, które nie ustępuje nawet podczas odpoczynku.”
Dr Barkley odkrył, że u kobiet wykonywanie testów w czasie menstruacji zwiększa
prawdopodobieństwo wychwycenia obecności Bb. „Kobiety chorujące na boreliozę doświadczają
pogorszenia symptomów w czasie menstruacji.” – wyjaśnia dr Barkley – „Jest to związane z
obniżaniem się poziomu estrogenu i progesteronu w końcówce cyklu miesiączkowego.”

Prześladowania lekarzy przez rząd

Lekarze leczący boreliozę w sposób różny od ustalonego standardu kuracji – który przewiduje
antybiotykoterapię trwającą krócej niż 30 dni – narażają się na zaborcze, wyczerpujące i
pochłaniające czas dochodzenia, które mogą doprowadzić nawet do utraty licencji i prawa leczenia.
Działacze donoszą, że w ostatnich trzech latach prowadzono dochodzenia przeciwko pięćdziesięciu
lekarzom z Texasu, Nowego Jorku, Oregonu, Rhode Island, New Jersey, Connecticut i Michigan,
ukarano ich lub odebrano licencje – w związku z ich podejściem do leczenia boreliozy.
W Nowym Jorku odbyły się demonstracje, w których wzięło udział około pięciuset pacjentów,
którzy wyzdrowieli dzięki leczeniu alternatywnemu. Demonstranci zebrali się, aby bronić doktora
Josepha Burrascano, który leczył około 7000 przypadków boreliozy.
W czasie gdy to zdarzenie miało zostać opublikowane, nowojorskie biuro do spraw wykroczeń
medycznych (New York’s Office Professional Medical Misconduct) opracowało rozporządzenia
pozwalające biurokratom wynajdywać nawet najmniejsze nieprawidłowości, które byłyby użyte
przeciwko doktorowi Burrascano. Aktywiści działający na rzecz leczenia boreliozy potępiają tego
typu działania.
Stanowe komisje lekarskie wydają się chronić firmy ubezpieczeniowe, bardziej niż pacjentów. W
większości przypadków leczenie efektywne, alternatywne lub uzupełniające wymaga o wiele
większego poświęcenia czasu pacjentowi przez lekarza. Najczęściej oznacza to również kurację
większa ilością leków i suplementów, które byłyby zażywane przez znacznie dłuższy okres.
Pociąga to za sobą duże wydatki finansowe, przekraczające obecne standardy akceptowane przez
ubezpieczycieli medycznych.
Podczas demonstracji pacjenci zdecydowanie odrzucili sugestie komisji lekarskich, jakoby
opowiadali się przeciwko doktorowi Burrascano. W rzeczywistości, stwierdzili, że to właśnie
wiedza, cierpliwość i opieka doktora w końcu uwolniła ich od bólu i osłabienia, które tak bardzo
obniżały jakość ich życia.

Leczenie antybiotykami

Urzędy, z którymi kontaktowali się autorzy tekstu, prezentowały opinię, że podstawę leczenia
boreliozy stanowią antybiotyki. Jednakże fakty wykazują, że „standardowe” antybiotykoterapie
(akceptowane przez ubezpieczycieli, organizacje zdrowotne i lekarzy głównego nurtu) są
niewystarczające.
Czasami postać boreliozy jest klasyfikowana i stopniowana, np. postać wczesna, postać chroniczna
lub postać miejscowa, postać rozsiana. „Największa różnica jest pomiędzy postacią wczesną, a
postacią chroniczną” – tłumaczy dr Whitaker.
„Na początku zaatakowanych jest wiele organów, podczas gdy pacjent może nie doświadczać
żadnych objawów. Wraz z upływem czasu wiele symptomów zaczyna się uwidaczniać, zwłaszczajeśli chodzi o centralny i obwodowy układ nerwowy, a także układ mięśniowo-szkieletowy i układ
krążenia. Wiele przypadków boreliozy rozpoznawanych jest również przez psychiatrów. Dr Brian
Fallon bada ujawnianie się objawów neuropsychiatrycznych i objawów związanych ze
zdolnościami poznawczymi.”
„Problem tkwi w tym, – mówi dr Barkley – że nie istnieje żaden kompletny model leczenia. Jeżeli
jakiś lekarz mówi ci, że masz boreliozę i przepisuje standardową antybiotykoterapię, a ty nie
odczuwasz poprawy, to zaczynasz zastanawiać się, czy może dolega ci coś innego (np. problemy
autoimmunologiczne) lub, czy w ogóle miałeś boreliozę.”
„Krótkoterminowe doustne antybiotykoterapie efektywne są tylko w leczeniu wczesnej postaci
boreliozy, podczas gdy postać rozsiana wymaga leczenia dożylnego i (lub) długotrwałego
doustnego podawania antybiotyków.”
Dr Bock w swojej codziennej praktyce zawsze starał się unikać podawania antybiotyków, ale
wyjaśnia: „Jeśli przyjrzymy się syfilisowi, historia krętków wskazuje nam, że bakteria ta jest w
stanie chować się i ponownie pojawiać, powodując poważną i wyniszczającą chorobę
neurologiczną. W przypadku Borrelii burgdorferi nie radzę unikać antybiotyków.”
Większość lekarzy przepisuje natychmiastową, krótkotrwałą terapię antybiotykami wszystkim,
którzy zostali ukąszeni przez rodzaj kleszcza żerującego na jeleniach oraz tym, u których rozwijają
się określone objawy. „Musi minąć pewien czas, zanim układ odpornościowy rozpocznie produkcję
przeciwciał” – mówi dr Barkley.
„Dlatego właśnie diagnozowanie boreliozy za pomocą testów – innych niż biopsja skóry z miejsca,
w którym pojawiła się wysypka do 14 dni po ugryzieniu kleszcza – może nie przynieść właściwego
rozpoznania”. Symptomy boreliozy obejmują: gorączkę, nocne poty, zmęczenie lub objawy
grypopodobne, które nie ustępują w ciągu trzech do pięciu dni”. Inne objawy wymieniane przez
lekarzy to: sztywność karku, długotrwałe bóle stawów i mięśni, palpitacje serca, tzw. mgła
umysłowa czy też znaczne bóle głowy.”
„Spisuję wszystkie początkowe symptomy oraz oznaki choroby i staram się pozbyć ich jeden po
drugim.” – wyjaśnia dr Jones. Jednakże zaraz przestrzega – „Długość leczenia jest zmienna i
indywidualna dla każdego pacjenta. Jeśli ktoś skończy antybiotyki przedwcześnie, rozwinie
bardziej oporną infekcję Bb, która spowoduje więcej urazów ciała i mózgu.”

Terapie uzupełniające

Żaden z tych lekarzy nie polega wyłącznie na antybiotykoterapii. W leczeniu używają również
wytycznych mających na celu wzmacnianie systemu odpornościowego chorego.
„Układ odpornościowy gorzej reaguje, jeżeli organizm jest obciążony wydalaniem toksyn, – mówi
dr Bock – a antybiotyki również pogłębiają przeciążenie organizmu. W celu ogólnego podniesienia
odporności stosujemy grzyby maitake i reishi, astragalus oraz korzeń
żeń-szenia.”
„Z medycyny naturalnej można również wykorzystać mediatory przeciwzapalne, takie jak tran rybi
i olej z nasion wiesiołka; poza tym wykorzystujemy także wzmacniające multiwitaminy i minerały,
koenzym Q10 i inne składniki; a także substancje polepszające zdolności poznawcze, takie jak
karnityna czy określone ekstrakty ziołowe.” „W redukowaniu bólu przydatna może się okazać
akupunktura połączona z ćwiczeniami fizycznymi. W Internecie znajduje się więcej moich
artykułów, zgłębiających alternatywne podejście do leczenia.”„Dr Cowden wylicza składniki naturalnej immunoterapii. Jego zalecenia obejmują: „Transfer
Factor, Immune Factor 2 i Cell Response; Thymic Protein A; kombinacje grzybów leczniczych, jak
np. ImmPower AHCC; glyconutrients, np. Ambrotose; arabinogalactan (Larix), uwydatniające
odporność polisacharydy; i Astragalu Supreme.”
Dr Cowden również zauważa, że: „Jeśli używa się antybiotyków, to w celu odciążenia wątroby i
nerek trzeba stosować także ziołowe środki przeciwgrzybicze.”

Zmiana trybu życia

„Unikać cukrów, ponieważ stanowią one pożywienie dla Bb.” – doradza dr Cowden –
„Najistotniejsze jest, aby zachować pH śliny pomiędzy 6.7 a 7.0. Minerały zawarte w pożywieniu
(diecie) podnoszą zbyt niskie pH. Unikanie stresu również podnosi poziom pH. Należy rozpoznać i
usunąć alergeny pokarmowe i wziewne. Należy także rozpoznać swój typ metabolizmu i
zastosować odpowiednią dietę.”
„Ekstrakt z pestek grejpfruta i niektóre inne substancje, zawierające witaminę C, mogą
przeszkadzać w penetrowaniu tkanek przez antybiotyki, co zmniejsza ich efektywność. Należy brać
jak najmniej nieistotnych suplementów – trzeba skonsultować się z lekarzem, posiadającym wiedzę
o odpowiednim odżywianiu. Suplementy należy brać w zupełnie innych godzinach niż
antybiotyki.”
Dr Bock przypomina: „Ważne jest, aby wspomagać również układ hormonalny. W niektórych
przypadkach, po uprzednim wyleczeniu problemów z subkliniczną postacią niedoczynności
tarczycy poprawiały się zdolności poznawcze. Przewlekły stres może wstrzymywać układ
odpornościowy. Należy kontrolować stres – w tym celu można użyć technik relaksacyjnych,
„biofeedbacku”, przydatna także może okazać się grupa emocjonalnego wsparcia.”
Dr Jones w swojej praktyce odkrył, że: „Branie probiotyków (acidophilus) jest zawsze ważne.”
(Antybiotyki niszczą florę jelitową, niezbędną do trawienia i funkcji odpornościowych. Probiotyki,
takie jak lactobacillus, ją odbudowują).
„Należy unikać alkoholu lub znacznie go ograniczyć. Trzeba wdrożyć zdrowe zasady życia.
Potrzebny jest odpoczynek. Zauważamy także, że rodzic, który ma chore dziecko na boreliozę,
często czuje się winny. Podkreślam, że to nie wina rodzica, należy pracować nad tego typu
odczuciami. Nie jesteśmy w stanie w pełni uchronić nasze dzieci przed boreliozą”.

Obecne ograniczenia

Żaden z ekspertów, z którymi konsultowali się autorzy, nie jest w stanie stwierdzić, że w pełni
rozumie wszystkie zagadnienia boreliozy, ani że jest w stanie wyleczyć każdy przypadek. Niektóre
osoby zainfekowane Bb mogą nigdy nie rozwinąć objawów tej choroby. Inni natomiast w krótkim
czasie od zakażenia stają się ciężko chorzy. Leczenie może być bardzo zróżnicowane i powinno być
dobierane indywidualnie dla każdego pacjenta. „Niektórzy chorzy mogą pozbyć się boreliozy nie
używając antybiotyków” – mówi dr Barkley. „Jednakże zdarzają się też takie sytuacje, w których
pacjenci umierają pomimo zastosowanej antybiotykoterapii.”
Mówi dr Jones: „Leczyliśmy chore dzieci – od noworodków (od pierwszego dnia życia) do
mających 18 lat. Wymagały one leczenia antybiotykami, trwającego od trzech miesięcy do sześciu
lat. Mieliśmy także pacjentów leczonych antybiotykami przez bardzo długi okres, u których po
leczeniu właściwym kontynuacja uzupełniająca wynosiła piętnaście lat. Kryterium wskazującym nazakończenie antybiotykoterapii jest ustąpienie wszystkich objawów boreliozy, plus dodatkowe dwa
miesiące leczenia – dla pewności. Nie może w tym czasie pojawić się inna infekcja, herx, czy też
pogorszenie objawów w czasie miesiączki u kobiet, które mogłyby spowodować nawrót boreliozy.
(Herx – reakcja Jarischa–Herxheimera, czyli zaostrzenie się symptomów pod wpływem
antybiotykoterapii, oznaczające umieranie bakterii).
– Lista symptomów, którymi może przejawiać się borelioza, jest bardzo długa. Naprawdę jest
niewiele objawów, które nie należałyby do boreliozy – twierdzi dr Cowden. – Ponad pięćdziesiąt
procent chronicznie chorych ludzi może mieć boreliozę, nie wiedząc o tym.
Obecna sytuacja jest trudna. „To smutne, jak daleko w tyle jesteśmy z tą chorobą.” – mówi dr
Cowden. „Chorzy zmuszeni są najpierw przechodzić terapię ‘standardową’, zanim otrzymają
właściwe alternatywne leczenie. Musimy tę sytuację odwrócić, nadać jej logiczny porządek.”
Chęć zmiany tej sytuacji musi wypływać nie tylko od osób, u których rozwinęły się klasyczne
objawy infekcji po ukąszeniu kleszcza, ale także od tych, którzy cierpią na „niewytłumaczalne”
bóle mięśni i stawów, ciągłe zmęczenie, osłabienie poznawcze i tych, którzy cierpią na
wyniszczającą chorobę, być może spowodowaną przez boreliozę.
Obecnie jest niewielu lekarzy doświadczonych w odpowiednim leczeniu boreliozy, głównie z tego
powodu, że jest to „nowa” choroba i wiedza o niej jest niedostateczna, a także dlatego, że lekarze,
którzy wykazują odpowiednie podejście do diagnozowania i leczenia boreliozy, są zazwyczaj
nękani przez komisje lekarskie, korporacje ubezpieczeniowe i różne organizacje nadzorujące.
Do pacjentów należy więc uświadamianie swoich lekarzy o nieodpowiednich rozporządzeniach
dotyczących diagnozowania boreliozy za pomocą standardowego testu i o potrzebie stosowania
bardziej zaawansowanych metod diagnostycznych. To od pacjentów zależy walka o godne leczenie.
Im wcześniej borelioza będzie zdiagnozowana, tym łatwiejsza jest w leczeniu!
Dla pacjentów z boreliozą chroniczną droga do wyzdrowienia może być długa. Wraz z
odpowiednim i pełnym leczeniem (połączenie medycyny konwencjonalnej i naturalnej) ich zdrowie
może ulec znacznej poprawie.

Źródło: CTTTRLKOQ -->[url=http://www.borelioza.org/materialy_lyme/n-tlumaczenie.pdf]http://www.borelioza.org/materialy_lyme ... czenie.pdf[/url]
« Last Edit: (Thu) 01.01.1970, 02:00:00 by Guest »
“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • WyBudzony
  • *
  • Posts: 2 560
  • Reputacja: +12/-0
Re: Borelioza, kleszcze i broń biologiczna
« Reply #3 on: (Tue) 15.04.2014, 20:19:51 »
A tu lista niektórych schorzeń dających podobne objawy:

*Niedobory witaminy D
*Zespół przewlekłego zmęczenia
*Niedoczynność tarczycy
*Kandydoza
*Chlamydioza
*Niedobór magnezu
*Choroby pasożytnicze
*Schorzenia jelit
*Witamina B12



Niedobory witaminy D

(artykuł pisany jest przede wszystkim z myślą o osobach, które podejrzewają u siebie boreliozę bądź mają zdiagnozowaną przez polskich "specjalistów" nerwicę).

Witamina D jest, jak wiadomo, syntetyzowana w skórze pod wpływem słońca. Już podczas kilkunastu minut opalania się nasze ciało produkuje wystarczającą ilość witaminy D, aby mieć zapasy na cały dzień. Na naszej szerokości geograficznej promienie słoneczne są w stanie stymulować produkcję witaminy D tylko kilka miesięcy w roku, przez pozostałe - opalanie się nic albo prawie nic nie daje.

I tu jest właśnie problem - opalając się zbieramy zapasy na cały dzień, , ale na drugi dzień poziom witaminy zacznie spadać. W zimie spada dramatycznie, do tego stopnia, że można mówić o epidemii niedoboru. Niemal wszyscy mieszkańcy naszego kraju mają na wiosnę bardzo niski poziom tej witaminy, co znajduje odzwierciedlenie w dużo większej ilości przeziębień, gryp, depresji zimowej etc.

Skala problemu jest naprawdę bardzo duża. Na świecie norma stężenia witaminy D we krwi wynosi 50-80 ng/ml. W przypadku większości znajomych, którzy zrobili testy, wyniki oscylowały w okolicy 10 ng/ml, czasem mniej, czasem więcej. Bodajże tylko jedna osoba miała wynik powyżej 20 ng/ml.

Jeśli ktoś bardzo rzadko się opala, unika słońca, stosuje kremy z filtrem, będzie miał poziom witaminy D krytycznie niski, wywołujący szereg objawów i zwiększający ryzyko wielu poważnych chorób. Jeśli będzie często wychodził na słońce, będzie miał bardzo niski poziom jedynie zimą i wiosną - ale też będzie miał niedobory. Jedynie osoby bardzo często (1-2 razy w miesiącu) jeżdżące zimą do ciepłych krajów i opalające się tam bądź raz na tydzeń korzystające ze specjalnych lamp opalającyh nie będą miały niedoboru.

Wiadomo o tej sytuacji już od wielu lat, wiadomo że niedobory witaminy D odpowiadają za tysiące zgonów w skali rocznej. Nic się z tym nie robi. Dlaczego? Pretensje do ministerstwa zdrowia.

Witamina D pełni w organizmie szereg funkcji. Umożliwia wchłanianie wapnia z przewodu pokarmowego. Umożliwia budowę kości i zapobiega osteoporozie. Uczestniczy we wszystkich procesach wzrostu i rozmnażania komórek (np przy regeneracji błon śluzowych gardła, oczu, jelit). Uczestniczy w pracy mózgu. Jest niezbędna do prawidłowego działania systemu odpornościowego, bez niej jesteśmy niemal bezbronni przed infekcjami. Bierze udział w przynajmniej kilkuset znanych przemianach metabolicznych.

Dlaczego tytuł "Witamina D jako błędna diagnoza boreliozy bądź nerwicy"? Z dwóch powodów. Po pierwsze, niedobory witaminy D są bardzo powszechne. Po drugie, objawy niedoboru są IDENTYCZNE z objawami, które na niektórych paramedycznych forach internetowych są przez "ekspertów" oceniane jako 100% borelioza, a jeden z objawów to... nerwica i depresja.

- witamina D pozwala odnawiać błony śluzowe. Bez niej bez przerwy będzie się miało zaczerwienione oczy, częste zapalenia spojówek, pieczenie oczu, ciągle zaczerwienione, czasami bolące gardło, bardzo często nasilony katar, w poważniejszych niedoborach silne biegunki i widoczne zmiany np dziąseł czy skóry.
- witamina D jest niezbędna do pracy stawów i kości. Bez niej będą silne bóle stawów, bóle kości. Wiadomo też, że jej niedobory prowadzą do bólu którego przyczynę ciężko zdiagnozować, np uogólnionego bólu nóg. Bóle zębów będą na porządku dziennym.
- znika odporność na infekcje, więc będzie ciągłe narażenie organizmu na ataki drobnoustrojów - bakterie, które normalnie nic nie robią, grzyby z rodzaju candida. Ciągle będzie wrażenie stanu podgorączkowego, prawdopodobnie podniesiona temperatura (czasem jednak obniżona, na skutek spowolnienia metabolizmu).
- jeden ze sztantadarowych objawów niedoboru witaminy D to zaburzenia nastroju. Zazwyczaj będzie to silna depresja połączona ze stanami lękowymi.
- jeden z typowych dla witaminy D objawów silnego niedoboru to bóle okostnych, na skutek stanu zapalnego. Będą bolały przede wszystkim piszczele i mostek, chory będzie miał dużo większą wrażliwość na ból w tym rejonie.

Są to najczęstsze, typowe objawy niedoboru. Jest ich oczywiście dużo więcej, ale wypisywanie wszystkich mija się z celem. Co próbuję tym artykułem uświadomić - dziesiątki tysięcy osób w naszym kraju leczy się na różne tajemnicze choroby, podczas gdy prawdziwą przyczyną ich dolegliwości jest unikanie słońca. Na informację od polskiego lekarza ciężko liczyć, w końcu problem niedoboru witaminy D został opracowany dopiero kilkanaście lat temu, nie było o nim napisane w podręcznikach z lat 60tych.

Jak zdiagnozować niedobór? Badanie metabolitu, D(25)OH. Laboratoria często podają losowe normy, np Instytut Matki i Dziecka w teście dla dorosłego poda normę dla niemowlęcia (12-40 jak mnie pamięć nie myli, zamiast 50-80). Zazwyczaj jest lekko obniżony poziom wapnia (mierzy się jednocześnie wapń i wapń zjonizowany), zazwyczaj jest mocno podniesiony parathormon. Nie są to jednak reguły.

Jak uzupełniać? Nie ma pokarmów zawierających witaminę D w rozsądnych ilościach, może za wyjątkiem wątroby niektórych ryb morskich - ale wątroba to właśnie to miejsce, gdzie ryba gromadzi przez całe życie rtęć i rakotwórczą odmianę witaminy A, do tego jest napakowana bromem po uszy. Nie polecam, zwłaszcza że konieczne by było jedzenie kilograma ryb dziennie aby mieć jakiś efekt. Pozostają dłuuugie wakacje w ciepłych krajach, albo suplementy. Dzienną "zalecana" dawka 200-400 IU została wyznaczona przez WHO całe lata temu i do tej pory lekarzom nie udało się jej zmienić, chociaż próbują bez przerwy. Lekarze na świecie zalecają w uzupełnianiu niedoboru dawki od 5000 do 10 000 IU dziennie, niekiedy nawet 50 000 - 100 000 w dawce uderzeniowej. Prawdopodobnie konieczne będzie zdobycie recepty na witaminkę. Koszty - dwa opakowania vigantolu (ilość wystarczająca do uzupełnienia silnego niedoboru) to jakieś 10 zł.

Jak poznać, czy nie przedawkowaliśmy witaminy D? Pierwsze objawy to częstomocz i zwiększenie stężenia wapnia w moczu. Przy suplementacji dawkami powyżej 10 000 IU / dzień powinno się co tydzień badać poziom wapnia w moczu. Przy silnym przedawkowaniu wystąpią zatwardzenia, bóle brzucha i zwiększenie stężenia wapnia we krwi (przy silnej suplementacji powinno się poziom we krwi badać co dwa tygodnie, zarówno wapń zwykły jak i zjonizowany). Jedyne przypadki przedawkowania u dorosłych wystąpiły po trwającym długie miesiące przyjmowaniu codziennych dawek kilkudziesięciu tysięcy jednostek.

Kto nie powinien przyjmować witaminy D? W niektórych schorzeniach organizm sam, bez udziału słońca produkuje gigantyczne ilości tej witaminy (nie ma więc mowy o niedoborze). Będzie to np sarkoidoza bądź niektóre nowotwory.

Czy opalanie nie powoduje czerniaka? Teoretycznie jest kilkuprocentowe (dosłownie) zwiększenie ryzyka na skutek silnych oparzeń słonecznych, ale badania na szeroką skalę wykazały, że osoby z krajów gdzie słońca niemal w ogóle nie ma zapadają na czerniaka dokładnie tak samo często (albo nawet częściej) jak osoby z krajów, gdzie słońce spala ziemię na proch. Co więcej, osoby z wysokim poziomem witaminy D mają 2 krotnie większą szansę przeżycia czerniaka, mają też o wiele niższą szansę zapadnięcia na inne nowotwory. Jest więc dokładnie odwrotnie - to brak słońca powoduje raka. Na każdy przypadek uniknięcia czerniaka brakiem opalania, mamy sto przypadków zachorowań na inne nowotwory na skutek spadku poziomu witaminy D.

Czy naprawdę konieczne jest uzupełnianie niedoboru? TAK. W badaniach nad wpływem suplementacji witaminy D okazało się, że osoby przyjmujące nawet niewielkie dawki miały ryzyko zapadnięcia na niektóre odmiany nowotworów zmniejszone nawet o 50%. Wiadomo też, że niedobory witaminy D wiążą się z zachorowaniem na stwardnienie rozsiane czy toczeń układowy (chorzy z niskim poziomem mają też o wiele, wiele szybszy postęp choroby). Są też potwierdzenia związku niedoboru z cukrzycą czy nadciśnieniem. W badaniach przesiewowych wszystkie osoby, które na skutek osteoporozy doznały złamań, miały poziom witaminy D poniżej 20 ng/ml. No i nie bez znaczenia jest fakt, że osoby z wysokim poziomem witaminy D przechodzą grypę o wiele lżej, a najczęściej w ogóle nie ulegają zarażeniu.


Zespół przewlekłego zmęczenia

Na dobrą sprawę medycyna nie wiem, czym jest on wywołany. Jedni mówią, że to namnażanie się jednego z wirusów, drudzy że reakcja autoimmunologiczna, inni że to efekt rozstrojenia organizmu. Jedno jest pewne - jest on uznany za odzielną, dającą się zdiagnozować jednostkę chorobową.

Objawy do boreliozy są dość zbliżone, na dodatek nie ma testu, który potrafi wykryć bądź wyeliminować to schorzenie. Jest szerego symptomów które są dość charakterystyczne, między innymi specyficzne zmiany w obrazie MRI, ciągłe powiększenie węzłów chłonnych na karku, obecność wirusów yyy... no nie pamiętam teraz jakich... bodajże wirusa opryszczki w monocytach. Węzły chłonne na karku jeszcze jakoś można samemu wymacać, ale ani MRI, ani badania białych krwinek na obecność wirusa nie przeprowadzimy.

Objawy:

- zmęczenie i specyficzna mgła okrywająca umysł, takie specyficzne wrażenie jakby upicia
- ciągłe objawy niby-grypowe
- zapalenia spojówek
- bóle stawów i mięśni
- ciągły ból karku
- wieczny stan podgorączkowy
- ciągły ból gardła

Medycyna mówi, że nie da się tego wyleczyć. A ja mówię - BZDURA. Koncerny farmaceutyczne chcą po prostu od chorych wyciągnąć maksimum kasy, ideał to trzymanie człowieka tak chorego jak tylko możliwe - ale żywego i zdolnego do pracy, aby mógł zarabiać na lekarstwa. Leczy się łatwo, w ciągu góra 2 miesięcy po chorobie nie będzie śladu, najprawdopodobniej ustąpi w 2 tygodnie. Trzeba się tylko upewnić czy z tarczycą wszystko w porządku (podobne objawy daje niedoczynność).

Wszystko o zespole przewlekłego zmęczenia zamieściłem na forum, tutaj: klik. Robimy to, co tam napisano, zdrowiejemy. To wszystko. I koncerny farmaceutyczne mogą cmoknąć was w pomponik.

Niedoczynność tarczycy

Nie jest to rozdział tylko o niedoczynności tarczycy. Jest on o wszystkich ogólnie zaburzeniach hormonalnych bądź zaburzeniach metabolizmu. Niedoczynność tarczycy jest po prostu najczęściej spotykanym, dotyka w zasadzie 3% populacji naszego kraju, więc o pomyłkę jest tu bardzo łatwo. Zwłaszcza, gdy diagnozuje się samemu albo za pomocą koleżanki z forum dyskusyjnego.

Tarczyca jest gruczołem który reguluje w zasadzie wszystkie funkcje organizmu - od procesów krwiotwórczych po wygląd włosów. Co jest szczególnie interesujące - na "liście objawów boreliozy", która krąży w internecie, jest szerego objawów typowo tarczycowych, które NIGDY nie występują przy boreliozie. Ktoś po prostu wyczuł, że na chorych można zrobić dobry biznes sprzedając leki na boreliozę, podczas gdy wystarczy zwykła wycieczka nad któreś z gorących mórz bądź nawet parę tabletek jodu.

Lista objawów niedoczynności tarczycy, na początek te które są wspólne z "internetową boreliozą" (nie mylić z prawdziwą boreliozą, która ma zupełnie inne objawy niż ta internetowa):

- zmęczenie i specyficzna mgła okrywająca umysł, takie specyficzne wrażenie jakby upicia
- zapalenia spojówek
- dzwonienie w uszach, trzaski
- bardzo silne bóle stawów, często ich puchnięcie
- obniżona temperatura ciała, w początkowym okresie często podwyższona
- ciągły ból gardła
- wypadanie włosów

No cóż, borelioza jak malowana, czegoś brakuje...? Ależ skąd, heh.

Teraz objawy które nie występują w internetowej boreliozie - chociaż czasami widywałem "listy objawów" na których było "zatwardzenia bądź rozwolnienia". Znajomy kiedyś zażartował "Ty słuchaj, chyba boreliozę mam. Wszystkie wyniki krwi w normie... to o czymś świadczy, prawda?".

- charakterystyczne są zatwardzenia, chociaż w początkowym okresie mogą być rozwolnienia
- ciągłe infekcje grzybicze. One właśnie są powodem podwyższonej temperatury i rozwolnień w początkowej fazie
- bulgotanie w jelitach
- tycie wbrew wszelkiej logice, np tycie na ścisłej diecie i prowadząc sportowy tryb życia
- spowolniona akcja serca
- zaburzenia rytmu serca
- zaburzenia pracy skóry, czasem łuszczyca
- żółknięcie dłoni i stóp wywołane odkładaniem się karotenu (hej patrzcie, mam zanikowe zapalenie skóry! to borelioza!)
- ciągłe wrażenie, że jest zbyt zimno, ubieranie się w ciepłe stroje nawet w lecie
- silne obniżenie odporności

Badanie - przesiewowy test to badanie TSH, wartość powyżej 2 powinna w zasadzie być już leczona, jeśli daje jakiekolwiek objawy (chociaż polski państwowy lekarz pewnie powie co innego). Po prostu u niektórych ludzi takie wartości świadczą już o niedoczynności i sprawiają, że czujemy się źle, inni czują się z tym doskonale. To jak z nadwagą, jedni mają 70 kg nadwagi i czują się idealnie, drudzy przy 10 kg tłuszczu są zagożeni zawałem bądź wylewem.

Dokładniejsze badania to badania FT3, FT4 (wolne hormony tarczycy we krwi), USG tarczycy, zawartość T3 i T4 (hormony związane), badanie przeciwciał tarczycowych (są ich 3 rodzaje), badania metabolizmu glukozy, metabolizmu hormonów tarczycy, wydzielania noradrenaliny (badanie na chorobę Addisona). Generalnie jeśli mamy typowe objawy niedoczynności a nie mamy gigantycznego OB, szukamy przede wszystkim pomocy u endokrynologa. Jest szereg innych schorzeń w których zaburzona jest gospodarka hormonalna, dających identyczne objawy, przy których hormony tarczycy są na odpowiednim poziomie.

Kiedyś byłem bardzo przeciwny wszelkiego rodzaju próbom samoleczenia schorzeń tarczycy, ale po tym, czego nasłuchałem się od pacjentów - zmieniłem zdanie o 180 stopni. Polscy endokrynolodzy to jest HORROR. Naprawdę inaczej tego nie można okreslić. Przeciętną małpę można w ciągu tygodnia nauczyć lepszego diagnozowania i leczenia schorzeń tarczycy. Regułą z bardzo, bardzo rzadkimi wyjątkami jest zapisywanie zbyt niskich dawek hormonów syntetycznych, a jednocześnie wciskanie pacjentowi 5 różnych leków na objawy wywołane zbyt niskim poziomem tych hormonów - na zbyt niskie ciśnienie krwi, zbyt wysoki poziom cholesterolu, depresję, problemy z włosami, problemy z układem pokarmowym, ból stawów, problemy z poziomem kobiecych hormonów... koszmar.

95% przypadków niedoczynności tarczycy to tak naprawdę przypadki niedoboru jodu - bo JEDYNA funkcja tarczycy to zamiana jodu na hormony. A jodu mamy w diecie za mało, dodatkowo szprycujemy się ciągle fluorem i bromem, które blokują jego działanie. Wystarczy więc uzupełnienie jodu - ale uwaga, NIGDY nie wolno stosować preparatów typu "kelp" czy innych "naturalnych" suplementów. Po pierwsze mają one całkowicie losową zawartośc jodu, po drugie - mają od cholery i jeszcze trochę fluoru, bromu, arsenu, kadmu, rtęci i innych metali ciężkich (opisywano kilka przypadków leczenia szpitalnego ciężkiego zatrucia arszenikiem obecnym w kelpie), po trzecie - są koszmarnie drogie. Najprostsze źródła jodu to jodek potasu - bądź najzwyklejsza jodyna. Jedna kropla 3% jodyny zawiera około 500 mcg (0,5 mg) jodu.

Jedyny w zasadzie przypadek, gdy jodu nie powinno się zażywać, to Hashimoto - ale tu też sprawa jest dyskusyjna. Jod lekko przyspiesza schorzenie, ale wg niektórych lekarzy - potrafi je całkowicie wyleczyć (oficjalnie jest nieuleczalne). Niemniej jod ma inne działania, nie tylko związane z tarczycą. Przede wszystkim chroni przed rakiem piersi czy prostaty, oferując kilkukrotne (!) zmniejszenie ryzyka. to naprawdę potężna ochrona, której nie zapewni nam nic innego - rak piersi zabije co trzydziestą kobietę, rak prostaty co trzydziestego mężczyznę. Warto wg mnie brać jod, nawet jeśli ma on przyspieszyć rozwój choroby Hashimoto. Korzyści są w tym wypadku niewspółmiernie wyższe od strat. O jodzie rozpisałem się w temacie na forum, tutaj: klik

Warto zaznaczyć, że niedobór witaminy D zawsze da objawy niedoczynności tarczycy, nawet jeśli poziom hormonów będzie odpowiedni. Dopiero podniesienie poziomu we krwi powyżej 50 ng/dl likwidowało objawy niedoczynności u pacjentów leczonych hormonami (i dopiero dawki powyżej 5000 IU witaminy D dziennie pozwalają go osiągnąć). A taki poziom ma raptem kilka procent osób w naszym kraju. Podobnie niedobory cynku bardzo źle wpływają na działanie tarczycy i metabolizm hormonów. O selenie nawet nie piszę, bo wszyscy wiedzą... ops, napisałem.

Kandydoza

Na wstępie chciałbym zaznaczyć, że "kandydoza" to nie jest choroba. To jest zawsze OBJAW. Ale objaw, który potrafi stać się bardzo uciążliwym schorzeniem. Aby rozwinęła się niewłaściwa flora jelitowa, trzeba jednocześnie osłabienia odporności (najczęściej brak witaminy D, witaminy z grupy B czy cynku), złego odżywiania, często antybiotyków. Samo usuwanie grzybów niewiele da - pojawią się następne, bo przyczyna nie tkwi w grzybach. Owszem, to one produkują toksyny, to przez nie źle się czujemy - ale przyczyna jest głębiej. Ona tkwi w czynniku który sprawił, że grzyby mogły się nadmiernie rozwinąć.

Kochana candida albicans. Co 10 osoba ma nadmierny rozwój drożdżaków z gatunku candida. Oznacza to, że na 1000 osób z symptomami boreliozy, jedna faktycznie ma chorobę, reszta - candidę. Żyją one przeważnie w jelicie grubym, nie da się ich całkowicie wytępić - występują powszechnie, codziennie przynajmniej kilkakrotnie stykamy się z formami inwazyjnymi candida. Normalnie pełnią bardzo pożyteczną funkcję, problemem jest jedynie ich nadmierny rozwój. Przyczyny to najczęściej kuracja antybiotykowa, zła dieta lub obniżenie sprawności systemu immunologicznego. Grzyby wtedy rozprzestrzeniają się, zaczynają wrastać w ściankę jelita grubego, kolonizują inne błony śluzowe. Fuj, jednym słowem.

Lekarze dość często śmieją się z "kandydozy". No jak to, schorzenie które leczy się czosnkiem i zmianą diety? Po wyleczeniu nie da się doić pacjenta sprzedając mu leki objawowe? Apage! Apage! Kandydozy nie ma, a tutaj proszę recepta - na szampon przeciwłupieżowy, na leki przeciw gazom, tutaj na zgagę, tu na poprawę samopoczucia, tutaj krem do rąk, tu do twarzy, tabletki na ból żołądka, środek na rozwolnienie, tu na bóle w obrębie jelita grubego, tu skierowanie do dermatologa żeby zrobić coś z tymi paznokciami u nóg, pan więcej głupot w internecie nie czyta, za wizytę należy się 80 zł, proszę przyjść za 2 tygodnie na kontrolę i po recepty...

Objawy są dokładnie takie same, jak przy wszystkich chorobach pasożytniczych, a więc i przy boreliozie. Charakterystyczne "otumanienie", bóle kości i stawów, objawy zatrucia toksynami. Bardzo ciężko wykryć nadmierny rozwój candida, po prostu zarówno antygeny, jak i sam grzyb występuje powszechnie, każdy to ma. Można podejrzewać ich nadmierny rozwój - np jeśli występuje łupież łojotokowy, nieprzyjemny zapach z ust, brzydko pachnący pot i stopy. Badaniem "nie wprost" jest zażycie środka przeciwgrzybiczego. Powinien nastąpić kilkudniowy "herx", po którym będzie poprawa samopoczucia. Ten pseudoherx to dość duże zagrożenie dla prawidłowej diagnozy, jako że często zażywa się antybiotyk jednocześnie ze środkami przeciw grzybicom. Nie da się wtedy odróznić reakcji na antybiotyk od masowego wymierania grzybków.

Dodatkowe objawy to niedobór witamin z grupy B. Przede wszystkim wspomniany łupież łojotokowy, ale też przeróżne symptomy związane z oczyma, pieczenie warg i języka, łuszczenie się skóry na czole i za uszami, zmiany skórne, niewyjaśnione zmiany wyglądu paznokci, wysuszenie naskórka. Grzybki po prostu zjadają witaminy z grupy B zanim my zdążymy je wchłonąć. Co prawda drożdże produkują te witaminy, ale niestety, pożytek z tego mamy tylko gdy zjadamy je już martwe. Jeśli są żywe, stają się konkurencją pokarmową. Ah, bym zapomniał - terapia przeciw candida usuwa łupież. Trwale.

Osoby z nadmiarem candida będą miały kłopoty z przewodem pokarmowym - rozwolnienia, czasem na zmianę z zatwardzeniami, charakterystyczne ssanie w żołądku (potrafi obudzić człowieka rano), bulgotanie w kiszkach. Wszystko to powinno się nasilać po spożyciu cukru.

Badanie na nadmierny rozwój candida można przeprowadzić nie wprost. Starczy zrobić "combo" przeciwgrzybicze, o czym pisałem wyżej. Czosnek, citrosept, olejek z oregano, ewentualnie nystatyna, flukonazol po konsultacji z lekarzem. Roślina zwana vilcacora (polska nazwa koci pazur, ale częściej stosuje się poprzednio wymienioną, lekko zmienioną nazwę łacińską), jest znana z silnych właściwości przeciw candida, ale podobno zwalcza również krętki boreliozy, dlatego lepiej jej do testu nie włączać. Jeśli mamy nadmiar candidy, pseudoherx po takim combo rzuci nas o ścianę i przyklei do niej na kilka dni.

Leczenie jest i proste, i trudne. Proste, bo nie wymaga nawet wizyt w aptece. Trudne, bo może trwać nawet kilka miesięcy. Sprowadza się do przywrócenia naszemu organizmowi naturalnej równowagi, dzięki której będzie w stanie sam kontrolować drożdżaki - i skończą się problemy z przyswajaniem witamin z grupy B, co zlikwiduje resztę problemów.

Na dzień dobry zmiana diety. Całkowita eliminacja cukru, napoi gazowanych, produktów na bazie drożdży, produktów wysokowęglowodanowych (białe pieczywo, ziemniaki, kluski, makarony). I tak trzeba będzie przez kilka miesięcy, niestety. Jako leki - głównie zioła, czyli czosnek, vilcacora, citrosept (jest dość drogi, ale bez problemu za grosze można zrobić samemu - przepisy są w internecie). Będzie się grzybek stawiał, oj będzie... wymieraniu towarzyszą naprawdę nieprzyjemne odczucia. Ale to minie, nie ma co się przejmować. Bardzo ważne jest spożywanie witamin z grupy B - wystarczy tutaj B complex, za grosze do kupienia w aptece. Mając upośledzone wchłanianie lepiej zażywać dawkę z górnej zalecanej granicy. No i oczywiście liofilizowane bakterie kwasu mlekowego - do kupienia w aptece, również za grosze. Ulubionym pokarmem tych bakterii są martwe drożdże, a czasem nawet i żywe CTTTRLKOQ:) -->:)

Jak już grzyba wytruliśmy, przydałoby się go wywalić z jelit oraz oczyścić organizm z toksyn. Dużo błonnika pokarmowego, który przeszoruje nam jelita jak trzeba, oczyszczając z syfu który się poprzyklejał (w tym z martwych kolonii candida). Toksyny usuwa się gorącą kąpielą, wysiłkiem (wydzielamy je z potem), piciem duuużej ilości wody dobrej jakości (czyli ze składnikami mineralnymi).

Gotowe? No, to teraz pozostaje zregenerować jelita, po grzybie mamy pełno blizn, wrzodów i uchyłków. Ponoć rewelacyjnie działają tutaj buraki, ale naprawdę boska jest taka mieszanka: Do miksera dajemy garść kapusty kiszonej, obraną główkę czosnku z dokładnie usuniętymi nadgnitymi i nadpleśniałymi częściami, obraną ze skórki całą cytrynę, kilka łyżek stołowych oliwy z oliwek z 1 tłoczenia. Zalewamy to wodą demineralizowaną. Wszystko miksujemy, pijemy przed każdym posiłkiem (3 razy dziennie). Zaczynamy od łyżeczki, kończymy - ponoć - na szklance (nie więcej jak 3 szklanki dziennie), ale nie polecę takiej ilości z czystym sumieniem.

Niestety ale trzeba przygotować się na długą walkę, zanim kompletnie uregulujemy sprawy naszego organizmu i wypłuczemy wszelkie toksyny. Niemniej warto.

Chlamydioza

Parę słów o zakażeniach bakteriami z grupy chlamydia.

Podobnie jak wszystkie niemal chorobotwórcze bakterie gram-ujemne, tak samo chlamydia może powodować reakcję herx w czasie leczenia antybiotykiem. Dodatkowo objawy zakażenia tymi bakteriami są niemal identyczne, jak objawy zakażenia boreliozą.
Mamy 2 gatunki bakterii, chlamydia pneumoniae i chlamydia trachomatis. Różnią się nieznacznie, w zasadzie w czasie testów laboratoryjnych często oznacza się obydwie a za sprawcę "kłopotów" uznaje się tą z nich, która uzyska wyższe miano. Jest jeszcze trzecia, bakteria tzw papuzicy, ale ze względu na bardzo rzadkie występowanie pominę ją stosownym milczeniem. No, gwoli ścisłości pewnie można doszukać się większej ilości gatunków, ale to już nie w Polsce CTTTRLKOQ:) -->:)
Obydwie te bakterie są wielokrotnie częściej spotykane niż borelioza. Nie powiem dokładnie o ile częściej bo nawet nikt tych danych nie zbiera, ale lekko można liczyć 10 krotnie większą szansę jeśli idzie o zakażenia ciężkie (bo bezobjawowo to chyba wszyscy mieliśmy chlamydia pneumoniae).
Objawy różnią się nieco w zależności od gatunku bakterii - w przypadku pneumoniae częściej będą powikłania oskrzelowe oraz choroby układu krążenia, w przypadku trachomatis - zapalenia stawów, spojówek, narządów rodnych i dróg moczowych. Ale generalnie są identyczne jak w przypadku boreliozy, tyle że o znacznie mniejszym nasileniu. Raczej nie występują porażenia nerwowe i zanikowe zapalenie skóry.
Jak wspominałem, podjęcie leczenia antybiotykami powoduje całkiem silnego herksa. Od herksa boreliozowego różni go głównie to, że występuje wcześniej i trwa krócej, dla boreliozy objawy wyskakują po paru dniach i trwają nawet 2 tygodnie, dla chlamydiozy pojawiają się w ten sam dzień i trwają kilka dni. Dodatkowo przy herksie boreliozowym objawy stopniowo narastają po czym opadają, przy herksie chlamydiowym - zaczynają od apogeum po czym lecą w dół.
Ogólnie to pewnie ponad połowa ludzi którzy "Sami sobie zdiagnozowali" boreliozę tak naprawdę ma zakażenie chlamydia. Na szczęście ta pomyłka nie jest aż tak tragiczna w skutkach, jako że obie choroby leczy się dość podobnie.
Leczenie różni się tylko nieznacznie od tego stosowanego przy boreliozie. Często w ogóle się nawet nie zauważa choroby, jako że silny system odpornościowy po prostu leje chlamydię bez litości, nie pozwalając jej w zasadzie nic zrobić. Problem zaczyna się gdy system immunologiczny jest słaby - wtedy wytacza się artylerię antybiotykową.
Klasyczne leczenie to: doksycyklina, azytromycyna, metronidazol, która to trójca podziała na wszystkie stadia rozwojowe bakterii. Po resztę informacji proszę udać się do lekarza CTTTRLKOQ:) -->:)
Bada się testami Elisa, dość skutecznie (skuteczniej niż w przypadku boreliozy)


Niedobór magnezu

Niedobór magnezu. Daje objawy identyczne niemal jak borelioza, tyle że na boreliozę zapada jedna osoba na 10 000, zaś niedobory magnezu ma 1 na 5. Innymi słowy, na 2000 osób z objawami boreliozy, 1 ma borelkę, 2000 - niedobory. W skrócie najważniejsze objawy niedoboru tego pierwiastka:

- zaburzenia pracy nerwów obwodowych, a więc nagłe uczucie ciepła, bólu, drętwienia
- zaburzenia działania układu immunologicznego - podatność na infekcje, w związku z tym np chroniczny ból gardła
- przy chronicznych niedoborach organizm pobiera magnez z kości i stawów, więc zaczynają rypać niemiłosiernie, że tak powiem. Innymi słowy - strzelanie wszystkich stawów, bóle kości i mięśni, ból karku, strzykanie w krzyżu
- zaburzenia pracy centralnego układu nerwowego, zwłaszcza nerwice, stany lękowe, ciągłe uczucie zmęczenia, duże problemy ze snem, uczucie jakby upicia się, zaburzenia równowagi, nawet "echo" w uszach
- zaburzenie "gry" naczyń włosowatych i ogólnie metabolizmu, co objawia się siniakami, czerwonymi plamkami wyskakującymi na skórze, wychodzącymi żyłkami (takie jakby pajęcze znaczki) - no i najważniejsze - cały czas będą skakać mięśnie, będzie nam serce "dęba stawać" na sekundę, powodując porażający lęk, będzie wrażenie że "coś po nas łazi", że prąd przebiega, że drętwieje, powieki będą same skakać.

Objawy brzmią jakby znajomo, co? CTTTRLKOQ:) -->:) Tak, tak, całkiem sporo oszustów sprzedaje ludziom za grubą kasę antybiotyki na "boreliozę" wmawiając im, że objawy niedoborowe to tak naprawdę groźna choroba. Warto zaznaczyć, że po pierwsze - niedobór magnezu nie zawsze wykryje się badaniem z surowicy, jako że tam zawsze jest go dużo aż do ostatnich chwil, po drugie regeneracja tego pierwiastka trwa nawet parę miesięcy - więc cierpliwości, a po trzecie - można mieć niewłaściwe wchłanianie / metabolizm, a wtedy żadna suplementacja nie pomoże, trzeba leczyć przyczynę, np usunąć pasożyty przewodu pokarmowego. Regeneracja układu immunologicznego wykończonego niedoborem magnezu trwa do 2 miesięcy - od momentu uzupełnienia niedoboru.

Uzupełnienie - najskuteczniejszy jest magnez wraz z witaminą B6, ale tutaj trzeba uważać żeby nie przesadzić z ilością. Warto pamiętać, żeby uzupełniać jednocześnie wapń, w stosunku najlepiej 2 części wapnia na 1 część magnezu. Magnez nie przyswoi się bez odpowiedniego stężenia witaminy D w organizmie.Przydałby się też potas, trochę cynku... jak o to nie zadbamy, nadmiar magnezu w diecie wypłucze z kolei wapń ze stawów i będzie pytanie się po forach internetowych "stawy mnie rypią i strzelają, czy to borelioza?".

Skąd biorą się niedobory? Ze spożywania parażywności jaką można dostać w sklepie. W ostatnich latach poziom magnezu w tym, co leży na półkach spadł dość znacząco. Po prostu mniej jest go w glebie. Do tego mąka z pełnego przemiału jest go w zasadzie pozbawiona, a kto tak naprawdę je pieczywo i makarony razowe? Magnez znika po prostu w czasie stresu i choroby, bardzo zwiększa się zapotrzebowanie w czasie intensywnego wysiłku fizycznego czy umysłowego. Wymywają go napoje gazowane, dieta wysokowapniowa (mleko, sery) oraz spożywanie mięsa.


Choroby pasożytnicze

Wszelkiego rodzaju pasożyty wielokomórkowe po pierwsze okradają nas z substancji odżywczych, powodując niedobory, po drugie - powodują silne objawy najczęściej alergiczne. Większość z nich wyjdzie w kosztującym grosze badaniu krwi z rozmazem - tak, aby oznaczyć eozynofile. Ich poziom będzie mocno podwyższony, co oznacza, że mamy "gościa". Poziom jest też podwyższony w wielu innych przypadkach - przede wszystkim alergie (to i pasożyty odpowiadają za niemal każdy przypadek podwyższonego eo), ale też groźniejsze schorzenia, takie jak np toczeń układowy czy niektóre nowotwory.

Lamblie. Ma je co dziesiąta osoba z naszego regionu (a jesteśmy w regionie endemicznym, nie dość że tego dużo to na dodatek mamy zjadliwe szczepy), większość z tych osób to bezobjawowi nosiciele. Ale i tak szansa na to, że mamy lamblie zamiast boreliozy jest jak 100 do 1. Są to małe, jednokomórkowe pasożyty przewodu pokarmowego z grupy pierwotniaków. Bardzo rzadko wychodzą przy standardowym badaniu kału na obecność pasożytów, trzeba wykonać test Elisa, ewentualnie badanie mikroskopowe. Podejrzewać lambliozę można, gdy do wymienionych niżej objawów dołączy się silne "gazowanie" w jelitach, częste rozwolnienia.

- Lamblie powodują zaburzenia wchłaniania magnezu, żelaza, wapnia, cynku. Dodatkowo ich nadmierny rozwój "wypłukuje" magnez z organizmu, przez co powodują dość ostre stany niedoborowe. Tak więc ostry stan lambliozy spowoduje wszystkie objawy wymienione przy niedoborze magnezu.
- Pierwotniaki te wytwarzają toksyny i substancje alergizujące. Toksyny dadzą objawy zatrucia organizmu takie same, jak przy każdej innej chorobie - upośledzenie pracy ośrodkowego układu nerwowego, depresje, fatalne samopoczucie, wrażenie bycia obolałym. Jeśli mamy pecha trafić na szczep produkujący sporą ilość neurotoksyn, będzie niewesoło. Alergeny to też poważna sprawa - zaczerwienienie oczu, wieczna chrypka i odchrząkiwanie, łuszczyca skóry, zapalenia skóry, znaczne osłabienie układu immunologicznego.
- lamblie z reguły nie są w stanie skutecznie zaataokować zdrowego organizmu. Muszą trafić na kogoś z "dziurą immunologiczną", czy też - jak to mówią - osobę bez genu odporności na lamblie. Dodatkowo muszą być sprzyjające warunki dla ich rozwoju, czyli zła dieta, przewód pokarmowy zapchany candida albicas, inne pasożyty.
- Zażycie metronidazolu (jeden z elementów terapii długofalowej przeciw boreliozie) może wywołać charakterystycznego, kilkudniowego herksa.

Warto tutaj dodać, że praktycznie wszystkie pasożyty przewodu pokarmowego - ba, w ogóle wszystkie pasożyty - powodują zbliżone objawy. Czy to glista ludzka, czy któryś tasiemiec, czy włosogłówka, ba, nawet zwykłe owsiki - każdy z nich wytwarza alergeny, które spowodują wystąpienie 80% objawów na "listach symptomów boreliozy" które krążą po internecie. Opisałem lamblie, jako że większość pozostałych pasożytów albo dość łatwo wykryć (np glista ludzka sama w końcu wypadnie, tasiemiec zgubi człon), albo są spotykane bardzo rzadko - raptem 10 czy 100 razy częściej niż borelioza.

Przydałoby się napisać parę słów o glistnicy. Można przecież załapać glistę kocią, która nie przechodzi pełnego stadium rozwoju w organizmie ludzkim i po prostu egzystuje - nawet przez 10 lat, zatruwając nas ile wlezie. Glisty są bardzo niebezpieczne z uwagi na powikłania, które mogą wywołać. Toksyny wydzielane przez te robaki powodują bardzo silne reakcje alergiczne, mogą mieć działanie rakotwórcze, poważnie osłabiają system odpornościowy. Glisty potrafią wędrować, jeśli są podrażnione - np lekami czy gorączką. Mały problem gdy zawędrują do przełyku i je zwymiotujemy, albo gdy uciekną drugą stroną. Gorzej, jeśli glista zapcha drogi żółciowe. Prawdziwa tragedia to przebicie ściany jelita, co czasami się zdarza. Przy podejrzeniu glistnicy najprościej będzie zażyć jakieś środki zwalczające pasożyta, np vermox - jest on niemal całkowicie obojętny dla zdrowia. Ciężko podać objawy - pojedynczy osobnik po prostu będzie wywoływał alergię, większa grupa co 2 tygodnie spowoduje pogorszenie stanu zdrowia i silny atak. Wykrywa się badaniami kału na obecność jajek, ale to badanie w przypadku glisty jest niestety bardzo mało dokładne - ciężko trafić na dzień w którym robaki akurat jajka złożyły, do tego jeśli mamy wyłącznie samce choroba jest nie do wykrycia tą metodą.

Schorzenia jelit

Niektórzy spytają - ale cóż mają jelita wspólnego z boreliozą? Zanim odpowiem, podam może listę objawów towarzyszących większości schorzeń jelit:

- najważniejsze to oczywiście objawy ze strony układu pokarmowego, przede wszystkim rozwolnienie, cieńki, maziowaty stolec, bóle brzucha. Ale jeśli dojdzie do poważniejszych uszkodzeń ścianki jelita, dochodzą kolejne objawy:
- choroby oczu, a więc zapalenie spojówek, męty w ciele szklistym, pieczenie oczu, ciągłe przekrwienie
- ogólne zatrucie organizmu, a więc ból głowy, uczucie ucisku w skroniach, wrażenia że płyniemy, podniesiona bądź obniżona temperatura
- regułą są bóle stawów i mięśni
- czasami występuje zatrucie charakteryzujące się zaburzeniami ze strony układu nerwowego
- jeśli wystąpią niedobory, można dodać wszystkie objawy niedoborowe

Jak widać, dość łatwo się pomylić. Dlatego warto poważnie zastanowić się i wyeliminować najpierw te schorzenia, zanim zaczniemy podejrzewać boreliozę. Podstawa to obserwacja pracy jelit i całego układu pokarmowego - czy wypróżniamy się codziennie, czy nie budzimy się przedwcześnie aby oddać mocz, czy stolec jest twardy, jasnego koloru, o średnicy około 3 cm, czy nie burczy w jelitach, czy nie mamy cuchnących gazów.

Schorzeń jelit jest całe mnóstwo - najpopularniejsze z nich to najzwyklejsza alergia pokarmowa, czy też ogólnie nietolerancja pewnych grup pokarmów. Jedząc pożywienie którego organizm "nie lubi" sprawimy, że spróbuje się go jak najszybciej pozbyć, czasem wręcz uszkadzając samego siebie przy okazji tej czynności. Dodatkowo dojdzie zatrucie alergenami oraz odwodnienie i utrata soli mineralnych.

Inne schorzenia są rzadziej spotykane - ale może tu być podrażnienie pasożytami które same z siebie nie powodują objawów (np tasiemiec karłowaty), może być wrzodziejące zapalenie jelita grubego, zespół drażliwego jelita... nie ma co się rozpisywać, przy podejrzeniu takiej choroby udać się do dobrego chirurga przewodu pokarmowego.

Witamina B12

Witaminki, witaminki. Obecnie niedobory B12 są epidemią. Jest to typowa witamina brudu, wytwarzają ją tylko i wyłącznie bakterie. Człowiek pozyskiwał ją przez tysiace lat jedząc zabrudzoną żywność, owady oraz pijąc brudną wodę (litr pokrywa 100% zapotrzebowania). Ostatnie lata przyniosły prawdziwą rewolucję w tej dziedzinie. Pozbyliśmy się co prawda większości pasożytów oraz sporej liczby śmiertelnych chorób, ale niestety - coś za coś. Pozbawiliśmy się głównego źródła witaminki. Co więcej, nasza dieta przepełniona tłuszczami i nadmiarem białka sprawia, że coraz trudniej nam ją przyswajać - w efekcie wg niektórych badań nawet ponad 80% populacji cierpi na mniejsze lub większe niedobory. Niektorzy ludzie cierpią na choroby które całkowicie uniemożliwiają jej wchłanianie w formie naturalnej i muszą brać suplementy.

Jeszcze całkiem niedawno witamina ta była przepisywana masowo na tzw. "wzmocnienie", zwłaszcza osobom starszym, u którym niedobory były głębokie. Ale cóż się okazało? Człowiek po zastrzyku z B12 przez 3 lata nie przychodził do lekarza. Taka strata kasy... tak nie mogło dalej być. Przestano przepisywać witaminę, zaczęto antybiotyki - które jak wiadomo osłabiają system odpornościowy. Osoba po kuracji antybiotykowej, z wyjałowionym organizmem, będzie chorować 2 razy częściej - i dwa razy tyle zapłaci za wizyty i za leki.

Jako że człowiek jest z natury roślinożercą, organizm nasz potrafi zmagazynować ilość tej witaminy wystarczającą na długie, długie lata (podobnie jak wszystkich substancji które nie występują w roślinach), więc niedobory nie wychodzą od razu. Zbierają się stopniowo, narastają. Najprostszy sposób na oznaczenie to oczywiście testy. Uwaga - test na oznaczenie samej witaminy niekoniecznie jest wiarygodny, jako że oznaczane są przy okazji jej nieaktywne analogi. Tak naprawdę testy naprawdę skuteczne, badające stan metabolitów witaminy są wykonywane tylko w kilku laboratoriachw kraju i są bardzo drogie. Można jednak przyjąć, że poziom witaminy powinien być w górnych granicach normy, jeśli jest w okolicy dolnych granic - konieczne jest uzupełnianie. Japońscy uczeni od jakiegoś czasu publikują prace, z których wynika, że normy są bardzo mocno zaniżone - dopiero poziom powyżej górnej granicy sprawia, że jesteśmy zabezpieczeni przed chorobami układu nerwowego, typu choroba Parkinsona czy Alzheimera.

Witamina B12 pełni rolę produkcji nowych komórek. Przy jej niedoborach proces ten jest bardzo upośledzony. Zwłaszcza dotyczy to komórek krwi, które regenerują się bardzo często. Konsekwencją niedoboru będzie więc silny spadek odporności organizmu (zdegenerowane białe ciałka), co za tym idzie częste infekcje, a więc i okresowe łamanie w kościach, które jest przecież niczym innym jak reakcją na toksyny wydzielane przez mikroby. Będą częste biegunki, jako że błona śluzowa jelit też się regeneruje. Będą zanikowe zapalenia języka, pieczenie całej jamy ustnej. A co najgorsze, będzie szereg objawów ze strony układu nerwowego. Te są najgroźniejsze, jako że zbyt długie ich lekceważenie może skończyć się naprawdę przykro - głębokie uszkodzenia są już, niestety, nieodwracalne. Będą to delikatne porażenia nerwowe, zwłaszcza w obrębie nóg, problemy z chodzeniem, z utrzymaniem równowagi. Do tego wszystkiego dojdzie paskudne samopoczucie. No i oczywiście nieszczęsna niedokrwistość makrocytowa, która objawi się osłabieniem, zadyszkami, marznięciem kończym - a kończyny przemarznięte często reagują jak "przewiane", czyli zaczyna w kościach łamać.

Leczenie - jeśli problem nie wymaga pomocy lekarza - można na własną rękę prowadzić suplementami, wybór jest ogromny. W przypadku długotrwałych niedoborów najlepiej brać dawki rzędu kilku do nawet kilkunastu tysięcy procent (nadmiar witaminy od razu jest wydalany z moczem, w żadnym wypadku nie jest ona toksyczna), zaś w przypadku objawów ze strony układu nerwowego - skorzystać z wersji o nazwie "metylokobalamina", jest to niejako aktywna, droższa forma B12. Organizmy niektórych ludzi mają problemy z przerobieniem formy obecnej w żywności czy suplementach na formę aktywną, co prawda rzadko to się zdarza, ale u takich osób zastosowanie formy aktywnej przynosi błyskawiczną poprawę, której nie ma po zwykłych suplementach.

Osoby chorujące na boreliozę powinny B12 zażyć profilaktycznie, z dwóch powodów. Po pierwsze, silnie stymuluje organizm, ułatwia mu walkę z chorobą. Po drugie, duże dawki tej witaminy pomagają regenerować uszkodzenia nerwów.

Źródło: borelioza.vegie.pl/index.html
« Last Edit: (Thu) 01.01.1970, 02:00:00 by Guest »
“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • WyBudzony
  • *
  • Posts: 2 560
  • Reputacja: +12/-0
Odp: Borelioza, kleszcze i broń biologiczna
« Reply #4 on: (Sun) 07.08.2016, 23:24:05 »
Borelioza – wirtualna epidemia. Klub hipochondryków i raj dla hochsztaplerów

Nie ukrywam, że jestem poirytowany, gdy w mediach głównego nurtu (dez-)informacji, tj.współczesnej broni masowego rażenia, słyszę lub czytam o nowej epidemii. Za każdym razem, gdy nieznana szerzej lub niezwykle rzadka choroba (zwłaszcza tzw. infekcyjna) nagle staje się wiodącym problemem, zapala mi się w głowie czerwona lampka, że jak zwykle musi chodzić o pieniądze. Od kilku dobrych lat palmę pierwszeństwa pod tym względem dzierży borelioza.

Wynajdźmy epidemię i wskażmy winnego

Jak niemal każda kolejna współczesna „epidemia”, ta jednostka chorobowa została opisana stosunkowo niedawno, bo dopiero w 1975 r., a siedem lat później amerykański naukowiec Willy Burgdorfer przedstawił światu czynnik patogenny, czyli krętki boreliozy, na jego cześć nazwane Borrelia burgdorferi, których nosicielami są powszechnie występujące w średnich szerokościach geograficznych kleszcze. Tak też brzmi dziś oficjalna nomenklatura.

Tu link do jego pracy naukowej:

http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC2590008/?page=1

Jednak po wnikliwym jej przeczytaniu wciąż nie mam przekonania co do tego, czy naukowiec ten wykazał, iż krętek jest przyczyną choroby. Natomiast przytoczone przez niego publikacje nie opisują bezpośredniej izolacji tego drobnoustroju z organizmu pacjentów, a jedynie pośrednie metody, jak np. mało precyzyjne testy serologiczne.

Jak sam Burgdorfer nadmienia, pierwsze hipotezy dotyczące etiologii rumienia wędrującego wskazywały na reakcję alergiczną po ukąszeniu przez kleszcza, na przykład w wyniku działania toksyny. Koncepcje te zarzucono, gdy Hollstroem wykazał skuteczność penicyliny w leczeniu rumienia. Jednak czy słusznie? Pozytywne działanie antybiotyku mogło w tym przypadku nie mieć nic wspólnego ze zwalczaniem infekcji bakteryjnej lecz z (pozytywnym) efektem ubocznym zażywania antybiotyku, tj. oddziaływaniem na układ współczulny, co przełożyło się na zmniejszenie obrzęku i bólu. Dokładnie tak samo, jak w przypadku steroidów czy cytostatyków. Ustępujący chwilowo objaw był wówczas fałszywie utożsamiany z przezwyciężeniem infekcji. Koncepcji takiej jednak nie podjęto i z góry założono, że tu musi chodzić o jakąś specyficzną bakterię.

Z kolei w 1955 r. Binder i inni rzekomo udowodnili czynnik infekcyjny dokonując u ochotników przeszczepienia materiału biologicznego pochodzącego z biopsji od pacjenta podejrzewanego o nosicielstwo owego czynnika. Trudno nazwać takie eksperymenty, nienaturalnie ingerujące w biologię człowieka, naukową metodą. Tym  bardziej, że nie zastosowano w nich odpowiednich procedur, jak wydzielenie grupy kontrolnej.

Burgdorfer wspomniał w swojej publikacji także doświadczenia Lennhoffa z 1948 r., który miał wykazać obecność „elementów wykazujących cechy morfologiczne bakterii krętka” – cokolwiek miałoby to oznaczać (wyniki tych badań nie są z resztą dostatecznie udokumentowane) – oraz o wskazanych przez tamtego „leczniczych właściwościach penicyliny” (reklama nowego wówczas leku?). Jak sam jednak stwierdził, decydującego dowodu wciąż brak, ponieważ nikt nie powtórzył tych eksperymentów i do dziś nie przedstawiono dowodów wskazujących na ten czynnik etiologiczny.
Najciekawsze w pracy Burgdorfera są wyniki jego badań nad kleszczami. Wykazał on obecność pojedynczych krętków w jelitach kleszczy (w niektórych przypadkach ewentualnie w nabłonku jelit), jednak nie potrafił wykazać w jaki sposób bakterie te dostają się do organizmu człowieka, a wobec ich nietypowego zachowania (ograniczona liczba, brak infekcyjności u kleszczy) uznał, iż nie można wykluczyć, że to inne stawonogi, jak komary, bąki bydlęce, mogą mieć udział w przenoszeniu czynnika etiologicznego boreliozy. Tak więc w świetle publikacji tego naukowca – przypomnijmy „odkrywcy czynnika etiologicznego boreliozy” – te wszystkie przerażające informacje medialne o zarażających krwiopijcach – kleszczach –  są póki co czystą spekulacją. Mamy w tym przypadku do czynienia z klasycznym mechanizmem w naukach medycznych, gdzie postawiona pojedyncza hipoteza, mimo braku wystarczających dowodów zamieniana jest wkrótce w dogmat i nikt nie pyta o co w tym wszystkim chodzi. Brzmi to jak pomysł, że na planecie X mieszkają zielone ludzki i proszę udowadniajcie nam teraz niedowiarki, że ich tam na pewno nie ma.

Problemy ze zdefiniowaniem choroby?

Jak to często bywa, publicznie prezentowana monolityczna postawa autorytetu i integralności wspólnoty badawczej wobec boreliozy maskuje wewnętrzny spór środowiska naukowego odnośnie najbardziej fundamentalnego rozumienia tej choroby. Lekarze różnią się dziś i to mocno w kwestii boreliozy przewlekłej czy też tzw. zespołu poboreliozowego (mam wrażenie, że w obu chodzi o to samo). Przekłada się to bezpośrednio na ich podejście do czasu trwania antybiotykoterapii, a tym samym na pieniądze. W skrajnych przypadkach część środowiska lekarskiego zaleca nawet roczną(!) kurację. A przecież łykanie koktajli bakteriobójczych preparatów nie pozostaje bez wpływu na florę jelitową i w praktyce wyjaławia organizm. Wiadomo też do czyjej kieszeni trafią ewentualne zyski, jeśli zindoktrynowani lub przekupni lekarze zapuszczą sieci i zagarną pod parasol boreliozy, która będzie wymagać długotrwałej terapii, możliwie dużą liczbę pacjentów.

Tutaj link do artykułów naukowych, które rozprawiają się z mitem chronicznej boreliozy:

http://www.nejm.org/doi/pdf/10.1056/NEJMra072023

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/20631327

Poza tym zawsze zadaję sobie pytanie, jak to jest, że kilkadziesiąt lat temu nikt o danej schorzeniu nie słyszał, aż nagle staje się ono palącym problemem. A może jest tak, że choroby są od zawsze te same, a jedyne co się zmienia, to ich definicja? Tak jest wygodniej, bo dzięki temu można produkować nowe jednostki chorobowe bez końca i zrzucać winę na kolejny nowy patogen, złośliwe komórki, wadliwe geny, itp.

Rozpoznanie kliniczne

Wracając do meritum, przyjmuje się, że tzw. rumień wędrujący, naciek limfocytarny oraz zanikowe zapalenie skóry (acrodermatitis chronica atrophicans) są patognomoniczne, to znaczy wystarczające do rozpoznania choroby. W zasadzie diagnoza sprowadza się do stwierdzenia charakterystycznego rumienia w miejscu ukąszenia. Piękna idea, pod warunkiem, że brak tego objawu oznacza, że jesteśmy wolni od boreliozy. Jednak tak nie jest. Tym bardziej, że jeśli chodzi o inne schorzenia z biegiem historii objawy uznane za patognomoniczne okazywały się występować i w innych chorobach. Tak więc koncepcję specyficznych objawów boreliozy możemy schować między bajki.

Jak twierdzi Jarosław Kasprzak z Polskiego Centrum Boreliozy bardzo mało znanym i, w konsekwencji, mało docenianym zagrożeniem jest możliwość przeniesienia boreliozy, podczas porodu, przez łożysko z matki na dziecko. Zakazić można się również przez stosunek seksualny. No proszę. Mamy swoiste HIV XXI wieku. I pomyśleć, że o tak groźnej epidemii jeszcze niedawno mało kto słyszał. Skąd my to znamy?

Co więcej, uważa się, że w 2/3 przypadków choroby nie znajdziemy nawet śladu rumienia wędrującego, a negatywne wyniki testów i brak rumienia nie wykluczają boreliozy! Tak więc obraz kliniczny (objawy) ma decydujące znaczenie, niestety, w większości przypadków tylko teoretycznie. Jak twierdzą niektórzy lekarze, rumień, któremu mogą towarzyszyć objawy grypopodobne, pojawia się zaledwie u ok. 10-30% osób zakażonych w ciągu 1 do 3 tygodni po ukąszeniu.

Diagnostyka laboratoryjna

Najciekawsza kwestia związana jest z laboratoryjną diagnostyką boreliozy. Pozwolę sobie tutaj na zacytowanie Wikipedii (niektórym może nieco urągać powoływanie się na to źródło w poważnej debacie, jednak w tym przypadku dane przytaczane przez wiki odzwierciedlają obecne stanowisko nauk medycznych w kwestii boreliozy): „Podstawową rolę w diagnostyce boreliozy odgrywa diagnostyka serologiczna” [ELISA, test immunofluoroscencyjny, western blot]. Jednak co ciekawe, już parę zdań dalej możemy przeczytać:
Quote
„Dodatni wynik badania serologicznego bez objawów klinicznych typowych dla boreliozy nie ma znaczenia diagnostycznego”.
Znaczy to ni mniej, ni więcej, że z pozytywnym wynikiem testu przesiewowego i testu potwierdzającego możemy być wciąż uznani za wolnych od boreliozy! Tak więc nosicielem swoistych przeciwciał może być zupełnie zdrowa osoba? W kolejnym zdaniu zaś czytamy:
Quote
„U pacjentów z obecnym rumieniem wędrującym rozpoznanie należy opierać na rozpoznaniu klinicznym bez potwierdzenia badaniami serologicznymi, których wyniki w tej fazie choroby często są negatywne.”
Przyznam, że w naukach medycznych z ich teoriami robi się coraz ciekawiej.

Co więcej, wielu ludzi, u których stwierdzono rumień wędrujący, nie przypomina sobie, by w ostatnim czasie (jeśli w ogóle) zostali ukąszeni przez kleszcza.

W testach ELISA i western blot przeprowadza się badanie przeciwciał używając białek, które powinny należeć do cząstek wirusów i bakterii wyizolowanych i oczyszczonych w oryginalnym eksperymencie. Należałoby wobec tego zakładać, że przeciwciała są specyficzne, tzn. reagują tylko z białkami, które inicjują ich produkcję i nic innego nie może jej inicjować. Okazuje się jednak, że nie istnieją specyficzne przeciwciała. Rzekomo specyficzne przeciwciała przeciw określonym antygenom wirusowym czy bakteryjnym występują naturalnie i są skierowane wobec wielu białek, nie mających często nic wspólnego z drobnoustrojami.
http://www.ncbi.nlm.nih.gov/…/PMC348…/pdf/pnas00666-0394.pdf
Tutaj zaś mamy przykład reakcji krzyżowej między determinantami wirusa wzw-C (HCV) i wirusa grypy typu A:
https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC114725/
Tu również opisano przykłady reaktywności krzyżowej limfocytów T CD8+ rzekomo specyficznych dla wirusa grypy z antygenem wirusa wzw- C (HCV-NS3)
https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC2214846/
Tak więc głównym problemem testów przeciwciał jest to, że przeciwciała są w stanie identyfikować białka tylko wtedy, gdy same są specyficzne, to znaczy, że reagują tylko z białkami, które stymulowały je w pierwszej próbie. Lecz jeśli pacjent X miał przeciwciała wywołane w odpowiedzi na niektóre nie-bakteryjne białka i jeśli te przeciwciała krzyżowo reagowały z jakimś białkiem znajdującym się w teście Western Blot (immunobloting), wówczas to białko będzie błędnie identyfikowane jako białko należące do bakterii.

Źródła medyczne podają, że w przypadku boreliozy możliwe są reakcje krzyżowe na antygeny innych patogenów: wirusa Epsteina-Barr, cytomegalowirusa czy wirusa opryszczki pospolitej. Ale równie dobrze mogą to być przeróżne reakcje krzyżowe z rozmaitymi antygenami. Znaczy, że zamiast zdiagnozowanej boreliozy możemy zabawić się w zgadywanie, na co cierpi albo nosicielem czego jest dana osoba.

Dla wykazania neuroboreliozy przyjmuje się wysoki wskaźnik przeciwciał (stosunek zawartości swoistych przeciwciał w płynie mózgowo-rdzeniowym do zawartości w surowicy), zwykle >2. Tak więc wyniki testu przeciwciał są przedstawiane jako wartości indeksu (np. 0,7 lub 2,5), gdzie wartości powyżej 2,0 oznaczającej pozytywny wynik testu. Co to oznacza? Ni mniej, ni więcej, że można mieć niski poziom „przeciwciał boreliozy” w swojej próbce i wynik ujemny. Nie jest to czerń lub biel. To nic więcej jak odcienie szarości, co nie ma sensu, ponieważ bakteria boreliozy, jeśli zakładamy jej istnienie i podejrzewamy pacjenta o nosicielstwo, to albo jesteś nią zakażony albo nie. Na podstawie jakich kryteriów naukowiec przyjął, że od danej wartości stwierdza się już zakażenie?

Z kolei PCR jest metodą diagnostyczną pozwalającą wykryć DNA bakterii. Jest ona polecana zwłaszcza we wczesnym stadium zakażenia. Jednak wykrycie DNA, nawet jeśli przyjmiemy, że jest ono materiałem genetycznym bakterii, nie oznacza aktywnego zakażenia. Można to badanie porównać przez analogię do znalezienia DNA podejrzanego na miejscu zbrodni, co przecież nie oznacza, że przestępca wciąż się tam znajduje, ani nawet nie jest dowodem na popełnienie przestępstwa. Jego materiał genetyczny mógł znaleźć się tam zupełnie przypadkiem. Jest to niezwykle istotne, bowiem w naukach medycznych bardzo często myli się korelację (współwystępowanie) z kauzalnością (bycia czynnikiem sprawczym).

Ale po co w ogóle bawić się w te wszystkie testy, które o niczym nie wyrokują? Może wypadałoby zwyczajnie pobrać materiał kliniczny od pacjenta i na podstawie obserwacji pod mikroskopem stwierdzić lub wykluczyć zakażenie? Chyba, że producentom testów i antybiotyków właśnie chodzi o to, żeby nie wiadomo było o co chodzi, dzięki czemu nikt nie zakłóciłby dobrze prosperującego interesu.

Patomechanizm – kiepskie wytłumaczenie

Nieznany jest nam patomechanizm boreliozy, a hipoteza mówiąca, że bakteria wytwarza toksynę jest po dziś dzień jedynie w sferze domniemań naukowców, ponieważ jak dotąd nie stwierdzono jakichkolwiek śladów takowej w organizmie człowieka. Co prawda w DNA bakterii odkryto fragment kodujący toksynę botulinową, jednak nie musi to świadczyć o niczym, co widać zwłaszcza w świetle odkryć związanych ze zdolnościami adaptacyjnymi bakterii, dokonanych przez naukowców z Harvarda pod kierunkiem prof. Johna Cairnsa, sugerujących, że w danych warunkach (np. beztlenowych) bakteria może uaktywnić odpowiedni gen przystosowując się do nowych warunków podłoża. Tak więc środowisko, a nie sam fakt obecności danego genu uaktywnia go.

Więcej tutaj:

http://www.nature.com/nature/journal/v335/n6186/abs/335142a0.html

http://jb.asm.org/content/186/15/4846.full

Jest to bardzo ciekawy temat na osobną dyskusję, bowiem odkrycia te całkowicie obalają centralny dogmat w bakteriologii oraz zmieniają nasze postrzeganie drobnoustrojów, skłaniając środowisko naukowe do napisania na nowo tego rozdziału biologii.

Borelioza – kolejna epidemia, której nie było?

Polecam list otwarty dr nauk med. Ewy Krawczyk, mikrobiolog z Uniwersytetu Georgetown w Waszyngtonie , opublikowany na stronie wyborcza.pl pt: „Nie dajmy się wkręcać w boreliozę”

Cały tekst: http://wyborcza.pl/1,75400,15932343,Nie_dajmy_sie_wkrecac_w_borelioze__LIST_.html

Autorka ustosunkowuje się w nim niezwykle krytycznie do jednego z artykułów o boreliozie i ostrzega przed medialnym zjawiskiem tzw. „fear mongering” – informacji przedstawionej w taki sposób, aby wzbudzić strach u czytelnika i za pomocą tego strachu wywołać określone reakcje. Niektórzy nazywają to też strategią hype and hope.

Quote
Cyt. „Służy temu podawanie informacji zupełnie nieprawdziwych, umiejętne żonglowanie informacjami prawdziwymi oraz fałszywymi celem uwypuklenia tych fałszywych, granie na emocjach, a także pokazywanie – jako równorzędnych – naukowego i pseudonaukowego punktu widzenia (tzw. prawdopośrodkizm, czyli uznawanie, że prawda zawsze leży pośrodku, a poglądy każdej ze stron sporu są uzasadnione).

(…)

Zupełnie skandaliczne natomiast jest powoływanie się w artykule [do którego odniosła się Pani doktor] na pseudoterapię, którą stosują pseudospecjaliści z ILADS (The International Lyme and Associated Diseases Society), szczególnie jeśli zestawi się je z dobitnym wyrazem nieufności w stosunku do specjalistów z Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego. Z ILADS związani są bowiem szarlatani wmawiający pacjentom chorobę, robiący krzywdę ludziom i czerpiący z tego profity finansowe.” – czytamy w liście.

Czy to wszystko ma oznaczać, że ludzie nie chorują? Nic takiego nie twierdzę. Jednak fakt współwystępowania i to czasem w bardzo odległych przedziałach czasowych przeróżnych objawów nie wskazuje na jeden stały zespół chorobowy i może być równie dobrze dziełem przypadku. Często już sama diagnoza lekarska jest w stanie wywołać określoną reakcję w organizmie pacjenta, programując jego zachowanie niczym samospełniająca się przepowiednia. Medycyna nazywa to czynnikiem jatrogennym, związanym z ogromnym zaufaniem do zawodu lekarza, a z drugiej strony z brakiem lub niedokładnym przekazaniem przez niego informacji; używaniem określeń niezrozumiałych przez pacjenta; zamierzonym lub niezamierzonym, bezpośrednim straszeniem „chorego”. Do tego należy dodać talenty hochsztaplerskie niektórych lekarzy oraz niedoceniane, bardzo powszechne w społeczeństwie zaburzenia hipochondryczne (wystarczy chwilę poobserwować zachowanie klientów aptek).

Epidemia – zawsze ten sam wzorzec

Ogromne zasługi we wzniecaniu epidemicznej histerii ma nie tylko establishment medyczny i farmaceutyczny ale także jego wierni pomocnicy – media. Dziś wezwania autorytetów naukowych do ograniczenia antybiotyków w życiu codziennym, zdają się być głosem wołającego na pustyni. Sam wielokrotnie zetknąłem się z sytuacją, w której przesadnie zatroskana matka (nie wyłączając moich bliskich i znajomych) udająca się na wizytę lekarską z byle przeziębieniem u swojego dziecka, dostawała receptę na antybiotyk. W ogóle w naszym zmedykalizowanym społeczeństwie pigułkom przypisuje się cudowne właściwości i łyka przy każdej okazji, zapominając, że każdy lek ma skutki uboczne, często bardzo poważne. Wystarczy wygooglować hasło: osutki polekowe czy porozmawiać z toksykologiem.

Wnikliwa analiza budowania napięcia wokół każdej kolejnej epidemii ukazuje, że branża medyczna jest mocno zainteresowana tym, aby badania naukowe konsekwentnie brnęły na tę samą ścieżkę, która zawiera kilka kluczowych etapów: wynalezienie ryzyka katastrofalnej epidemii, obciążającego nieuchwytny czynnik chorobotwórczy, ignorując alternatywne toksyczne przyczyny; manipulowanie epidemiologią za pomocą nieweryfikowalnych danych aby zmaksymalizować fałszywe postrzeganie nieuchronnej katastrofy; zamiatanie pod swój parasol jak najwięcej różnych objawów chorobowych celem uwiarygodnienia pojawienia się nowej epidemii oraz obietnica zbawienia za pomocą szczepionek, antybiotyków i chemioterapeutyków. Establishment medyczny musi jeszcze tylko zadbać o niezbyt precyzyjną definicję choroby aby w razie czego można było ją zmienić (w przypadku AIDS zmieniano ją ponad trzydzieści razy). Wszystko to jest następnie pięknie upakowane i podane przez media, które przecież żyją z sensacyjnych newsów. Na propagandową wrzawę wokół chorób składają się także fundacje oraz stowarzyszenia działające w kooperacji z firmami farmaceutycznymi i często przez nie sponsorowane, a także niektóre produkcje filmowe i reklamy, w których widzimy twarze znanych aktorów i celebrytów.

Zrodlo: https://pubmedinfo.wordpress.com/2016/05/17/borelioza-kolejna-wirtualna-epidemia-raj-dla-hipochondrykow-i-hochsztaplerow/
“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje