Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj.

Aktualności: Małe zmiany w przywilejach użytkowników <CZYTAJ> Nie możesz się zalogować? Wyczyść w przeglądarce ciasteczka i aktywne zalogowania (wszystkie).
W razie czego jesteśmy na FB(link). Pozdrawiamy Ekipa

Autor Wątek: Monogamia i jej wpływ na rozwój społeczny  (Przeczytany 1078 razy)

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • *
  • Wiadomości: 2 542
  • Reputacja: +12/-0
Monogamia i jej wpływ na rozwój społeczny
« dnia: (Pią) 08.05.2015, 14:24:26 »
Fragmenty z książki Józefa Kosseckiego Podstawy nowoczesnej nauki porównawczej o cywilizacjach
(SOCJOLOGIA PORÓWNAWCZA CYWILIZACJI)

Istnieje uwarunkowanie między monogamią, a własnością prywatną, tak samo jak między despotyzmem szczepowym czy państwowym, a poligamią. Monogamia bowiem opiera się na poszanowaniu godności ludzkiej, a materialnym jej fundamentem jest własność prywatna, natomiast despotyzm władzy opiera się na bezwzględnym podporządkowaniu słabszego silniejszemu i z tego również wynika poligamia i podporządkowanie kobiety mężczyźnie.
Jeżeli zasada poszanowania godności ludzkiej ulega zachwianiu, wówczas z reguły monogamia zostaje podkopana przez wprowadzenie rozwodów, które uderzają przede wszystkim w dobro dzieci, a ponadto kobiety, a więc strony słabszej.

(...)

Dożywotnie, monogamiczne małżeństwo podnosi stanowisko kobiety tak dalece, że dążenie do równouprawnienia staje się w końcu nieuchronne.
Wywołuje to zmiany w prawie rodzinnym, spadkowym i nawet majątkowym. Zapoczątkowuje też ewolucję zmierzającą najpierw do emancypacji rodziny spod władzy rodu, a w dalszym ciągu do wyodrębnienia autonomicznych sił społecznych (niezależnych od państwa), opartych na etyce i poszanowaniu prawa wywodzącego się z etyki, a następnie do podporządkowania państwa społeczeństwu. Zewnętrznym objawem wyemancypowania się sił społecznych (duchowych) spod supremacji siły państwa (fizycznej), jest ścisły rozdział prawa publicznego i prywatnego oraz zasada nadrzędności autonomicznej etyki nad prawem.
Okazuje się, że emancypacja sił społecznych spod supremacji państwa, nastąpiła tylko w tych społeczeństwach, które wprowadziły monogamię i doprowadziły do emancypacji rodziny. Ma to miejsce przede wszystkim w cywilizacji łacińskiej, ale również w cywilizacji arabskiej w kulturze mauretańskiej; gdy w średniowieczu zaczęła się w niej przyjmować monogamia, zaraz za tym zaczęło się organizowanie sił społecznych - oddzielnie - poza organizacją państwową. Widać stąd, że skutki monogamii sięgają bardzo głęboko w życie społeczne, a jej przyjęcie staje się podstawowym warunkiem wyższego rozwoju cywilizacyjnego. Problemem tym zajmiemy się dokładniej w następnym rozdziale.
Zaznaczyć też trzeba, że w społeczeństwach, w których zachodzą procesy rozkładowe, zawsze następuje rozpad rodziny monogamicznej (jeżeli istniała), a w każdym razie jej osłabienie, w parze z tym idzie ucisk społeczeństwa przez państwo.

(...)

Ad 1) W rozdziale trzecim, przy omawianiu kategorii dobra, mówiliśmy o formach rodziny i o formach trójprawa oraz o ich znaczeniu społeczno- cywilizacyjnym. Istnienie monogamicznego, nierozerwalnego małżeństwa,
związane jest z poszanowaniem godności ludzkiej, a materialnym jej fundamentem jest istnienie własności prywatnej. W społeczeństwach monogamicznych kobieta staje się pełnoprawnym członkiem społeczeństwa, praca przestaje być spychana na kobietę i wskutek tego zmienia się stosunek do pracy - praca przestaje hańbić. Monogamiczna, nierozerwalna rodzina wymaga istnienia nie tylko prywatnej własności, lecz również dziedziczenia majątku rodziców przez dzieci. Chęć przekazania majątku i kultury dzieciom, staje się potężnym bodźcem działalności gospodarczej i ogólnocywilizacyjnej.
Psychologia społeczeństw, w których poligamia uważana jest za normalną formę małżeństwa, jest całkowicie odmienna od psychologii społeczeństw monogamicznych. W społeczeństwach poligamicznych kobieta jest własnością mężczyzny; wynika to z zasady bezwzględnego podporządkowania słabszego silniejszemu, a z tym łączy się despotyzm władcy państwa w stosunku do poddanych oraz zasada podporządkowania dzieci woli ojca. Nie istnieje też wówczas własność prywatna poddanych, gdyż wszystko jest własnością władcy. Oczywiście nie ma też potrzeby istnienia zasady ścisłego dziedziczenia majątku rodziców przez dzieci. Łączy się z tym zabijanie wszelkiej indywidualności - poczynając od wychowania domowego pod bezwzględną władzą ojca, a kończąc na wychowaniu państwowym pod bezwzględnymi rządami władcy, oraz pogarda dla pracy, która jest spychana na słabszych. Wynikiem tego jest brak indywidualnej twórczości, niechęć do pracy i zastój ogólnocywilizacyjny, którego najbardziej jaskrawym przykładem mogły być dawne poligamiczne kultury w cywilizacji arabskiej; z przezwyciężeniem poligamii w cywilizacji arabskiej łączy się też dynamizacja jej rozwoju.
Okazuje się ponadto, że w społeczeństwach poligamicznych nigdzie nie wykształciło się prawo prywatne odrębne od prawa publicznego, ani też nie powstała etyka autonomiczna - tj. niezależna od rozporządzeń władzy państwowej. Nigdzie też w społeczeństwach poligamicznych nie nastąpiła emancypacja rodziny spod władzy rodu i co za tym idzie wszystkie te społeczeństwa ugrzęzły w ustroju rodowym.
W cywilizacji turańskiej i arabskiej spotykamy poligamię całkowitą, a w bramińskiej i chińskiej częściową. Cywilizacje - bramińska, turańska, arabska i chińska nie wyszły - do XIX wieku - poza ustrój rodowy. Dopiero w XX wieku zaczyna się w Chinach proces emancypacji rodziny spod władzy rodu i rozsadzanie ustroju rodowego, z którym łączy się budzenie świadomości narodowej. Proces ten zaczął się początkowo w miastach, a ostatnio dotarł również na wieś. W cywilizacji arabskiej i turańskiej również zaobserwować można podobny proces, bramińska natomiast nie może do dziś rozbić systemu kastowo-rodowego, mimo wysiłków władz państwowych.
W cywilizacji żydowskiej początkowo była dozwolona poligamia, dopiero stopniowo pod wpływem otoczenia nieżydowskiego zwyciężyła monogamia; jednakże żydowska monogamia nie była nigdy całkiem konsekwentna, uznawała na przykład rozwody. W cywilizacji bizantyńskiej mamy monogamiczną rodzinę wyemancypowana spod władzy rodu, ale również często nie jest ona konsekwentna - ze względu na dopuszczanie rozwodów i częste poniżanie kobiety.
Emancypacja rodziny i zniesienie ustroju rodowego jest niezbędnym warunkiem powstania narodu. System rodowy hamuje też rozwój państwa, dlatego państwo dąży zazwyczaj do ograniczenia władzy rodu, a zwłaszcza do zniesienia instytucji zemsty rodowej i zastąpienia jej państwowym wymiarem sprawiedliwości. Jednakże w wielu cywilizacjach powstanie i rozwój państwa nie powodował zaniku struktury rodowej, np. w cywilizacji chińskiej państwo było jakby nadbudową struktury rodowej, stanowiąc coś w rodzaju federacji rodów, której głową był cesarz. Podobnie w cywilizacjach: arabskiej, turańskiej i bramińskiej, istnienie organizacji państwowej nie powodowało niszczenia struktur rodowych. Natomiast powstanie narodu nie było możliwe nigdzie tam, gdzie nie nastąpiła emancypacja rodziny i zanik struktury rodowej. W cywilizacji bizantyńskiej nie ma struktury rodowej i istnieje monogamia, ale też zazwyczaj spójność rodziny jest osłabiana i naruszana na przykład przez rozwody.
Monogamiczna rodzina wyemancypowana spod władzy rodu, stwarza niezbędne przesłanki psychologiczne do powstania cywilizacji wyższego typu, opartych o związki narodowe.
Dopiero w cywilizacji rzymskiej i łacińskiej, mamy do czynienia z pełną monogamią oraz z emancypacją rodziny spod władzy rodu, które stają się pomostem do powstania narodów.
Widzimy więc, że skutki monogamii sięgają bardzo daleko i dlatego też istnienie monogamicznej rodziny wyemancypowanej spod władzy rodu, możemy uznać za pierwszy wyróżnik cywilizacyjny.


Zobacz na:
Prawo prywatne [Trójprawo] i prawo publiczne w różnych cywilizacjach
https://forum.wybudzeni.com/index.php?topic=1949.0
Miłość, która uzdrawia - Harville Hendrix
https://forum.wybudzeni.com/index.php?topic=1667.0
« Ostatnia zmiana: (Śro) 09.12.2015, 23:11:12 wysłana przez BladyMamut »
“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • *
  • Wiadomości: 2 542
  • Reputacja: +12/-0
Odp: Monogamia i jej wpływ na rozwój społeczny
« Odpowiedź #1 dnia: (Śro) 20.01.2016, 03:20:38 »
Fragment książki Davida Bussa - Ewolucja pożądania

Warunki sprzyjające przelotnemu seksowi

Wszyscy znamy takich mężczyzn, którzy gonią za każdą spódniczką, i takich, którzy nigdy nie zdradziliby swojej partnerki. Znamy kobiety chętne do przelotnych kontaktów i takie, którym seks bez uczuciowego zaangażowania w ogóle nie przychodzi do głowy. Ludzie oczywiście różnią się skłonnością do nawiązywania przelotnych kontaktów seksualnych, a nawet u tej samej osoby skłonność ta ulega wahaniom w zależności od czasu i kontekstu.
Jednym z czynników nasilających tę skłonność jest wychowanie w rodzinie bez ojca. Kobiety z takich rodzin mają znacznie więcej partnerów seksualnych w życiu, niż kobiety z rodzin pełnych. Co więcej, dziewczęta z rodzin pozbawionych ojca wcześniej dorastają do pierwszej miesiączki (Draper, Belsky, 1990; Moffit, Caspi, Belsky, 1990). Wygląda to tak, jakby kobiety wychowujące się bez stałej obecności ojca były mniej skłonne wierzyć w zdolność mężczyzny do trwałego i wyłącznego zaangażowania w jedną osobę i same w związku z tym wybierają strategię pozyskiwania dóbr nie od jednego, lecz od wielu partnerów.
Innym czynnikiem decydującym o skłonności do seksu przelotnego jest faza własnego cyklu życiowego. W wielu kulturach seks przelotny typowy jest dla ludzi dorastających i młodych, dopiero poszukujących własnej drogi przez rynek matrymonialny, eksperymentujących na swoich możliwościach i kształtujących własne strategie seksualne. Dopiero po przejściu tego okresu stają się gotowi do małżeństwa. W niektórych kulturach, jak u amazońskich Mehinaku, taki eksperymentalny seks nastolatków jest nie tylko tolerowany, lecz nawet zachęca się doń młodych ludzi, co sugeruje powiązanie seksu przelotnego z określoną fazą życia (Frayser, 1985; Gregor, 1985).
Dodatkowej okazji do tego rodzaju kontaktów seksualnych dostarczają też okresy przejściowe między kolejnymi związkami o monogamicznym charakterze. Po rozwodzie ważną sprawą jest ponowna ocena własnej wartości matrymonialnej, która uległa zmianie wskutek pojawienia się dzieci czy zmiany pozycji społecznej itp. Przelotne kontakty seksualne pozwalają człowiekowi zorientować się, jak tego rodzaju zmiany wpłynęły na jego wartość dla płci przeciwnej i kogo ma wobec tego poszukiwać na partnera następnego związku, jak ukierunkować własne wysiłki.
Innym czynnikiem jest proporcja liczby kobiet i mężczyzn w danej społeczności, uzależniona od takich zdarzeń, jak wojny i bójki (wywołujące zwykle niedobór mężczyzn), celowe zabójstwa, od których przeciętnie rzecz biorąc ginie siedmiokrotnie więcej mężczyzn niż kobiet, czy odsetek ponownych ożenków, który szybciej spada wraz z wiekiem dla kobiet niż mężczyzn. Kiedy stosunek liczebności płci faworyzuje mężczyzn, zwykle przestawiają się oni na kontakty przelotne kosztem trwałych. Na przykład Indianie Ache cechują się znacznym promiskuityzmem, gdyż w plemieniu tym jest o połowę więcej kobiet niż mężczyzn. Kobiety zwracają się ku kontaktom przelotnym, kiedy panuje niedostatek mężczyzn zdolnych do zainwestowania poważnych zasobów w trwały związek (Secord, 1983; Pedersen, 1991). W niektórych subkulturach, na przykład w zamieszkiwanych przez biedotę gettach wielkich miast amerykańskich, brakuje mężczyzn dysponujących zasobami wystarczającymi do przyciągnięcia kobiety na dłużej. Wobec tego kobiety mają mniej powodów, by wiązać się z mężczyznami na stałe. Skłonność kobiet do przelotnych kontaktów seksualnych, rośnie również wtedy, kiedy są one w stanie pozyskać więcej zasobów od swoich krewnych niż od partnerów (Gaulin, Schlegel, 1980). W kulturach tych kobiety chętniej korzystają z okazji do pozyskania korzyści dla siebie i dzieci z przelotnych kontaktów z licznymi mężczyznami.
Mniej zachęt do trwałych związków stwarzają kobietom także te kultury, w których żywność jest własnością wspólnoty, a nie poszczególnych jednostek. Na przykład paragwajscy Ache z reguły dzielą się upolowaną zwierzyną z całą wioską. Dobrzy myśliwi nie pozyskują więcej pożywienia niż kiepscy, kobiety uzyskują swój przydział niezależnie od tego, czy są zamężne i jakim myśliwym jest ich mąż. Nie zachęca to do budowania trwałych związków i trzy czwarte kobiet poprzestaje na seksie przelotnym (Hill, Kapłan, 1988; Kim Hill, informacja osobista, 1991). Innego przykładu dostarcza socjalistyczny system opieki społecznej w Szwecji, zapewniający bardziej równomierny podział dóbr niż gdzie indziej. W rezultacie tylko połowa zamieszkujących wspólnie par jest formalnie związana małżeństwem, a osoby obu płci często nawiązują krótkotrwałe związki z innymi (Posner, 1992).
Innym ważnym czynnikiem jest własna atrakcyjność jako stałego partnera w przyszłości, która inaczej wpływa na zachowania kobiet i mężczyzn. Terminujący dopiero mężczyzna z dużymi szansami na awans społeczny skłonny jest poprzestawać na przelotnych związkach do czasu osiągnięcia pozycji zapewniającej mu pozyskanie wysoce wartościowej partnerki stałego związku. Kobieta, której bieżąca wartość matrymonialna jest niewielka, może założyć, że i tak nie pozyska takiego partnera, jakiego chciałaby, co zaowocuje jej większą skłonnością wchodzenia w przelotne związki.
Niektóre społeczeństwa wykształcają też instytucje prawne czy obyczajowe zachęcające do przelotnych kontaktów. Na przykład władcom Rzymu wolno było mieć setki konkubin, które były odsyłane z haremu po osiągnięciu trzydziestego roku życia (Betzig, 1992). W Hiszpanii i Francji istnieje kulturowo usankcjonowana tradycja utrzymywania w odrębnych mieszkaniach konkubin przez tych mężczyzn, którzy są w stanie na to sobie pozwolić. Również niektóre komuny czy „społeczności alternatywne” licznie powstające w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych naszego wieku wyraźnie zachęcały do eksperymentowania z licznymi kontaktami seksualnymi. Mniejsza lub większa skłonność do wdawania się w przelotne kontakty pozostaje również uzależniona od strategii realizowanych przez innych. Jeżeli wielu mężczyzn poprzestaje na kontaktach jedynie przelotnych, jak w Rosji lat dziewięćdziesiątych, kobiety zostają zmuszone do praktykowania równie przelotnego seksu - z braku chętnych na partnera stałego związku. Małżonkowie mogą też nawzajem się sobie rewanżować wdawaniem się w przelotne kontakty seksualne z innymi.
    Przelotny seks jest więc strategią uprawianą zawsze w konkretnych warunkach społecznych i jego częstość pozostaje silnie od tych warunków uzależniona. Wpływają na nią stosunek liczebny obu płci i instytucje kulturowe wykształcone w danym społeczeństwie, stadium własnej historii życiowej i strategie uprawiane przez
innych.

Zmiany częstości zdrady małżeńskiej

Zdrada małżeńska owiana jest mgłą tajemnicy; w klasycznych badaniach seksuologicznych Alfreda Kinseya najwięcej uczestników ankiety odmawiało odpowie¬dzi na pytania dotyczące tej właśnie sprawy. Więcej na ten temat zdają się mówić powiedzonka w rodzaju „monogamia to zachodni obyczaj posiadania jednej żony, a tylko z rzadka - kochanek" (Byrne, 1988), niż wyniki ankietowych badań. Te ostatnie prawie na pewno za nisko szacują częstość występowania zdrady. Na przykład jedno z badań z udziałem siedmiuset pięćdziesięciu osób pozostających w związku małżeńskim wykazało, że tylko 30% uczestników przyznało się po¬czątkowo do zdrady, choć z treści dalszych szczegółowych odpowiedzi wynikało, że zdrady dopuściło się jeszcze następne 30% badanych (Green, Lee, Lustig,
1974).
W wypadku kobiet częstość dopuszczania się zdrady rośnie wraz z wiekiem
- do zdrady przyznaje się zaledwie 6% żon w wieku do lat dwudziestu, po czym odsetek ten rośnie do 17 u kobiet między trzydziestym a czterdziestym rokiem życia, by znowu potem opaść do poziomu 4% u kobiet między pięćdziesiątym piątym a sześćdziesiątym rokiem życia. Zależność zdaje się więc być krzywoliniowa - najmniej zdrad przypada na szczyt zdolności rozrodczych oraz zaawansowany już wiek kobiety, najwięcej zdrad obserwuje się pod koniec okresu rozrodczego. Podobnie krzywoliniową zależność od wieku stwierdzono również dla częstości orgazmów przeżywanych przez kobiety w wyniku zdrad. Z badań Kinseya wyni¬ka, że stanowią one zaledwie 3% wszystkich orgazmów przeżywanych przez ko¬biety w wieku do dwudziestu pięciu lat, ale już 11% u kobiet w wieku od trzy¬dziestu pięciu do czterdziestu pięciu lat, po czym ponownie spadają do 4% orgaz¬mów u kobiet po menopauzie, między pięćdziesiątym piątym a sześćdziesiątym rokiem życia.
W kategoriach ewolucjonistycznych zależność tę można wyjaśniać przyjmu¬jąc, że nikła liczba zdrad młodych kobiet jest wynikiem czujności intensywnie ich pilnujących mężów. Nasilenie zdrad pod koniec okresu płodności może oznaczać spadek czujności mężów i mniejsze koszty, na które kobieta naraża się w wypad¬ku złapania przez mniej już zazdrosnego męża (Daly, Wilson, 1988). Nasilenie zdrad w tym okresie życia kobiety może stanowić także wyraz prób zmiany par¬tnera przed całkowitym zanikiem własnej płodności. Badania nad dwustu pię¬cioma osobami, które dopuściły się zdrady, ujawniły, że aż 72% kobiet (51% mężczyzn) zdradzało z powodów raczej uczuciowych niż jedynie seksualnych (Spanier, Margolis, 1982). Inne badania wykazały również, że zdradzający m꿬czyźni dwukrotnie częściej niż kobiety skłonni są myśleć o swej zdradzie w kate¬goriach działań jedynie seksualnych, a nie motywowanych miłością czy przywią¬zaniem (Thompson, 1984). Jeszcze inne badanie dowiodło, że tylko 33% zdra¬dzających kobiet uważa swoje małżeństwo za udane i zadowalające, choć uważa tak aż 56% mężczyzn dopuszczających się zdrady (Glass, Wright, 1985). Fakt, że u kobiet zdrada jest znacznie częściej motywowana względami uczuciowymi, wskazuje, iż w ich wypadku romanse poza malżeńskie częściej stanowią próbę znalezienia następnego stałego partnera.
Mężczyźni zdradzają natomiast zarówno częściej niż kobiety, jak i z często¬ścią prawie niezależną od wieku. Świadectwem tego są już same pragnienia m꿬czyzn - w jednym z badań stwierdzono, że aż 48% mężczyzn (a tylko 5% kobiet) chciałoby zdradzić drugą stronę (Johnson, 1970). Inne badania nad satysfakcją małżeńską ponad półtora tysiąca osób wykazały, że aż 72% mężczyzn, a tylko 27% kobiet przyznawało się do pokusy zdradzenia drugiej strony (Terman, 1938). Podobnie, w niemieckich badaniach nad osobami wywodzącymi się z klasy robot¬niczej stwierdzono, że 46% żonatych mężczyzn, a tylko 6% mężatek przyzna¬wało, że zdradziliby drugą stronę, gdyby nadarzyła się jakaś atrakcyjna okazja (Sigusch, Schmidt, 1971).
Ta odmienność pragnień znajduje też wyraz w rzeczywistym postępowaniu. Badania Kinseya wykazały, że w każdym przedziale wiekowym mężowie znacz¬nie częściej zdradzają żony niż na odwrót (Kinsey, Pomeroy, Martin, 1948; 1953). Na przykład w przedziale od szesnastego do dwudziestego roku życia do zdrady przyznawało się aż 37% mężów, a zaledwie 6% żon. Ten odsetek zdradzających mężów pozostaje wysoki we wszystkich przedziałach wieku, z niewielkim spad¬kiem pod koniec życia.
Co więcej, zdrady stanowią poważną część męskiej aktywności seksualnej. W przedziale do trzydziestego piątego roku życia dają okazję do około jednej pią¬tej wszystkich orgazmów mężczyzn, a odsetek ten stale rośnie - do 26% (36-40 rok życia), 30% (41-45 rok życia) i 35% orgazmów między czterdziestym szóstym a pięćdziesiątym rokiem życia. Odbywa się to kosztem seksualnych kon¬taktów z własnymi żonami - udział orgazmów z własną żoną w ogólnej ich liczbie stale maleje we wskazanych przedziałach wiekowych. Uwzględniwszy to, co wia¬domo o psychologii seksu mężczyzn, sądzić można, że opisane tendencje wyraża¬ją znudzenie mężczyzn własnymi żonami i spadek pociągu do nich wskutek przy¬bywających im lat.
Częstość zdrady zarówno mężczyzn, jak i kobiet powinna też zależeć od przyjętego w danym społeczeństwie systemu kojarzenia się par. W społeczeń¬stwach praktykujących wielożeństwo więcej mężczyzn pozostaje w stanie bezżennym niż w społeczeństwach monogamicznych, a bezżennym mężczyznom po¬zostają jedynie mężatki. W niektórych kulturach mężczyźni o wysokiej randze społecznej mają też prawo seksualnego dostępu do żon mężczyzn niższych rangą, co miało miejsce na przykład w wypadku Juliusza Cezara i innych władców impe¬rium rzymskiego (Betzig, 1992). W takich warunkach odsetek zdradzających żon powinien być wyższy niż odsetek zdradzających mężów.
Myślenie ewolucjonistyczne nie zakłada, że mężczyźni muszą swoje żony zdradzać nieuchronnie częściej, niż one ich, ani że w ogóle muszą je zdradzać. Zakłada natomiast, że ewolucyjnie wykształcone mechanizmy psychologiczne skłaniają mężczyzn do poszukiwania większej różnorodności i seksu pozamałżeńskiego, jeżeli pociąga to za sobą jedynie niewielkie koszty. Kobiety również poszu¬kują przelotnych kontaktów, w tym także pozamałżeńskich, choć przeciętnie rzecz biorąc, ich pragnienia i motywacje w tym kierunku są znacznie słabsze niż u m꿬czyzn. Mark Twain zauważył kiedyś: „Wielu mężczyzn nie jest w stanie powstrzy-mać się od cudzołóstwa, kiedykolwiek mają do niego okazję, choć są też i tacy, którym temperament pozwala utrzymać się w czystości, szczególnie,gdy dana kobieta jest mało pociągająca" (cyt. za Symonsem, 1979, s. 166). Seks pozamałżeński pozostaje więc poważną częścią seksualnej aktywności mężczyzn niemalże przez całe ich życie.


Harmonia między kobietą a mężczyzną

Cokolwiek zostało uczynione przez jakąkolwiek jednostkę w historii ludzkiego gatunku, wyznacza minimalną granicę
naszych możliwości. Granica maksymalna — jeżeli w ogóle istnieje —pozostaje całkowitą niewiadomą
- John Tooby i Leda Cosmides The Adapted Mind


Kluczowym przesłaniem niniejszych rozważań nad ludzkimi strategia¬mi seksualnymi jest idea, że strategie te są ogromnie plastyczne i wrażliwe na kontekst społeczny. Wykształcając różne nasze mecha¬nizmy psychologiczne, ewolucja wyposażyła nas w szeroki repertuar zmiennych zachowań pozwalających rozwiązywać różne problemy adaptacyjne związane z doborem partnerów. Z repertuaru tego możemy wybierać dowolne za¬chowania pozwalające spełnić nasze pragnienia przy uwzględnieniu konkretnych warunków, w których do spełnienia tych pragnień dochodzi. Tak więc w dziedzi¬nie seksu żadne zachowanie nie jest nieuniknione czy wyznaczone nieuchronnym programem genetycznym - ani niewierność czy monogamia, ani przemoc czy ła¬godność, ani zazdrosne strzeżenie drugiej strony czy obojętność. Mężczyźni nie są nieodwołalnie skazani na pogoń za przelotnym seksem z licznymi partnerkami, podobnie jak kobiety nie są skazane na wyśmiewanie mężczyzn nieskłonnych do stałego zaangażowania. Nie jesteśmy niewolnikami na zawsze przypisanymi do ról płciowych wyznaczonych przez ewolucję. Znajomość warunków aktywizują¬cych każdą ze strategii postępowania umożliwia nam dowolne decydowanie, którą z nich realizować, a którą pozostawić jedynie niewykorzystaną możliwością.
Zrozumienie powodów, dla których seksualne strategie w nas się wykształciły, dostarcza nam potężnego narzędzia umożliwiającego zmienianie naszego własnego postępowania, podobnie jak poznanie fizjologii ludzkiego ciała umożliwia nam wprowadzanie zmian w jego funkcjonowaniu. Wiedząc, co i dlaczego powoduje powstawanie odcisków, możemy ich uniknąć. Podobnie wiedząc, że funkcją zazdrości u mężczyzn jest zapewnienie sobie ojcostwa rodzonych przez partnerkę dzieci, a u kobiet — zapewnienie sobie wyłączności dostępu do zasobów partnera, możemy przewidzieć, które warunki najbardziej będą zazdrości sprzyjały, a w konsekwencji warunków tych unikać. Dysponując tą wiedzą, możemy skonstruować nasz związek w taki sposób, że zazdrość nie będzie w nim wielkim problemem.
W dotychczasowych rozdziałach tej książki posługiwałem się danymi empirycznymi na temat stosowanych przez ludzi taktyk przyciągania, pozyskiwania, utrzymywania przy sobie i porzucania partnera celem zbudowania ogólnej teorii ludzkich zachowań seksualnych. Choć nie stroniłem od spekulacji, w zasadzie starałem się ograniczać do ustalonych faktów. W tym rozdziale wychodzę poza owe fakty, próbując pokazać ich szersze implikacje dla kontaktów społecznych w ogóle, a szczególnie dla kontaktów między kobietami a mężczyznami.

Różnorodność strategii kojarzenia się w pary

Odmienność pragnień kobiet i mężczyzn jest niewątpliwym faktem, choć nie po¬winien on przysłaniać także ogromnego zróżnicowania, które obserwujemy za¬równo wśród mężczyzn, jak i wśród kobiet. Choć mężczyźni wykazują ogólnie większe upodobanie do liczniejszych kontaktów seksualnych niż kobiety, wielu z nich woli pozostać w monogamicznym związku przez całe życie. Niektórzy mężczyźni wybierają kobiety dla ich zasobów ekonomicznych, niektóre kobiety wybierają mężczyzn dla ich wyglądu. Różnic takich nie można lekceważyć jako tylko „statystycznego" błędu. Ich uwzględnienie jest niezbędne dla zrozumienia całego bogactwa ludzkich strategii seksualnych.
Indywidualne zróżnicowanie strategii postępowania wyraża zróżnicowanie konkretnych warunków, w których dochodzi do ich realizacji. Jak już wspomi¬nałem, mężczyźni z plemienia Aka nasilają sprawowanie bezpośredniej opie¬ki nad dziećmi, kiedy muszą czymś skompensować niedostatek posiadanych przez siebie zasobów (Hewlett, 1991). Kobiety z plemienia Kung preferują seryjną monogamię, jeżeli pozostają wystarczająco atrakcyjne, by przyciągnąć kolejnych partnerów (Shostak, 1981). Żadna z nawet najgłębiej zakorzenionych strategii seksualnych nie jest realizowana bez poważnego ulegania modyfikacjom pod wpływem warunków sytuacyjnych. Zrozumienie oddziaływania tych warunków ma zatem kluczowe znaczenie dla zrozumienia samych strategii seksualnych.
Świadomość ogromnej różnorodności ludzkich strategii seksualnych każe spojrzeć na cenione w danym społeczeństwie wartości jako wyraz ewentualnej obrony własnego interesu tych, którzy wartości te głoszą. W społeczeństwach za¬chodnich za ideał jest często uważana trwająca przez całe życie monogamia, a wszyscy, którzy ideału tego nie spełniają, uważani są za odmieńców, grzeszni¬ków, nieudaczników czy przynajmniej osoby niedojrzałe. Należy jednak pamiętać, że takie poglądy mogą być jedynie wyrazem preferowania przez głoszącą je osobę tych, a nie innych strategii seksualnych. Przekonanie innych do absolutnej warto¬ści monogamii leży na przykład w interesie kobiet, ponieważ pojawienie się rywalek niehołdujących monogamii może je narazić na poważne straty (np. mężow¬skich zasobów). Przekonanie innych do monogamii leży także w interesie m꿬czyzny, nawet, jeżeli sam monogamii nie dochowuje. Pojawienie się rywali nie hoł¬dujących monogamii narazić go bowiem może na równie poważne straty (np. w postaci podrzuconego „kukułczego jaja").
W rzeczywistości jednak przelotne kontakty seksualne są niezbywalnym składnikiem ewolucyjnej historii zarówno mężczyzn, jak i kobiet. Ewolucjonistyczne portretowanie mężczyzny jako istoty zupełnie pozbawionej wybiórczości w kontaktach seksualnych, a kobiety jako istoty kompletnie biernej seksualnie jest oczywiście nadmiernym uproszczeniem. Podobnie jak mężczyźni mają w swoim repertuarze zachowań seksualnych długotrwałe przywiązanie do jednej partnerki, tak i kobiety zdolne są do przelotnych kontaktów seksualnych z licznymi partne¬rami. Korzyści kobiet z takich kontaktów pozostają jedną z najmniej zbadanych dziedzin kontaktów między płciami.
Zaproponowana przez Darwina przed stu laty teoria doboru płciowego była częstym przedmiotem ataków uczonych mężczyzn częściowo dlatego, że nie mo¬gli pogodzić się z tezą, iż kobiety nie odgrywają w doborze płciowym tak biernej roli, jak to wielu z nich zakładało. Założenie, iż kobiety aktywnie wybierają swo¬ich partnerów, a ich upodobania tworzyły w ewolucji naszego gatunku trwałą presję, do której mężczyźni musieli się przystosować, długo były uważane za nauko¬wą fikcję. Dopiero w latach siedemdziesiątych dwudziestego wieku zyskała sobie stopniowo akceptację idea, że w świecie zwierząt kluczową rolę odgrywają wybo¬ry dokonywane przez samice. Dopiero zaś w latach osiemdziesiątych nauka po¬częła gromadzić dowody, że także kobiety realizują aktywne strategie wyboru i rywalizacji o partnera. Niemniej jednak w latach dziewięćdziesiątych nadal wie¬lu mężczyzn sądzi jeszcze, że kobietom pozostaje w zasadzie tylko jedna strategia postępowania - poszukiwanie stałego partnera.
Rzeczywistość przeczy tym wyobrażeniom. Fakt, że kobiety, angażując się w przelotne kontakty, zmieniają swe upodobania i pożądają mężczyzn o ekstra¬waganckim stylu bycia (i dysponujących zasobami) i atrakcyjnym wyglądzie, wskazuje, że kobiety mają też szczególny zestaw preferencji dotyczących part¬nera związku przelotnego. Fakt, że kobiety mają skłonność do zdradzania mꬿów z mężczyznami o wyższym statusie społecznym niż mężowski, sugeru¬je przy tym, że kobiety wykształciły specjalny mechanizm psychologiczny odpo¬wiedzialny za angażowanie się w kontakty przelotne. O tym samym świadczy też uzależnienie częstości takich kontaktów od liczby dostępnych mężczyzn go¬towych do trwałego zaangażowania, proporcjonalnej liczby mężczyzn i kobiet i tak dalej.                                         
Ludzie często potępiają promiskuityzm - szybkie i częste zmiany partnerów seksualnych, a przekonywanie innych do takichże poglądów może służyć ochro¬nie własnego interesu osób przekonujących. Z naukowego, długofalowego punktu widzenia na nasz własny gatunek, trudno jednak uznać „moralną" wyższość jed¬nej strategii dobierania się partnerów nad innymi strategiami. Natura ludzka bazu¬je na różnorodności, w tym także i różnorodności strategii seksualnych. Trafne rozpoznanie różnorodności ludzkich pragnień może stanowić krok przybliżający nas do tolerancji i harmonii w kontaktach między ludźmi.

Widmo odbicia partnera

Atrakcyjnych partnerów nigdy nie ma pod dostatkiem. Czarujące, interesujące, atrakcyjne fizycznie i kompetentne społecznie osoby mają wielu wielbicieli i szybko znikają z matrymonialnego rynku. Ci, którym uda się zdobyć najwarto¬ściowszych partnerów, zwykle starają się ich zatrzymać przy sobie, strzegąc ich szczególnie starannie (Buss, Shackelford, 1997). Ludzie atrakcyjni mogą z łatwo¬ścią przechodzić z jednego związku do kolejnego. We współczesnych społeczeń¬stwach monogamicznych problem niedoboru potencjalnych partnerów z każdym rokiem staje się bardziej poważny dla osób, które nadal „podpierają ściany", po¬zostając poza tanecznym parkietem. W tradycyjnych społeczeństwach poligynicznych, w których najbardziej atrakcyjne kobiety wychodzą za mąż tuż po osiągnię¬ciu dojrzałości płciowej, najbardziej cierpią samotni mężczyźni. Jak można znaleźć godnego pożądania partnera, jeśli wszystkie te czynniki sprzysięgają się, żeby usunąć atrakcyjnych kandydatów z rynku matrymonialnego?
Odbicie partnera jest niezbyt eleganckim rozwiązaniem tego odwiecznego problemu. Chociaż wiele osób uważa próby „wykradzenia" kogoś z jego obecne¬go związku za obrzydliwe, to takie praktyki mają długą i dobrze udokumentowaną historię (Schmitt, Buss, 2001). Jednym z najwcześniejszych opisów odbicia part¬nera jest biblijna historia króla Dawida i Batszeby. Pewnego dnia król Dawid przypadkowo dostrzegł piękną Batszebę, żonę Uriasza, jak kąpała się na dachu są¬siedniego budynku. Opanowała go niepohamowana namiętność do pięknej kobie¬ty. Udało mu się ją uwieść, wskutek czego Batszeba zaszła w ciążę. Król Dawid postanowił zgładzić Uriasza, wysyłając go na wojenny front i nakazując jego od¬działom bardzo niebezpieczny odwrót. Po śmierci rywala król Dawid poślubił Batszebę. Chociaż ich pierwsze dziecko zmarło, to ich związek okazał się płodny, a jego owocem było czworo dzieci.
Wraz z Davidem Schmittem odkryliśmy, że 60% mężczyzn i 53% kobiet przyznaje się do tego, że przynajmniej raz próbowało uwieść cudzego partnera i zbudować z nim stały związek. Chociaż ponad połowa tych prób nie powiodła się, to przecież niemal połowa zakończyła się powodzeniem! Podobieństwo obu płci pod względem długotrwałych prób odbicia cudzego partnera kontrastowało z wysiłkami mającymi na celu nawiązanie przelotnych kontaktów seksualnych - aż 60% mężczyzn i tylko 38% kobiet przyznało się do próby uwiedzenia cudze¬go partnera na krótki czas. Znacznie więcej osób reprezentujących obie płcie twierdziło, że ktoś inny próbował je uwieść i skłonić do porzucenia dotychczaso¬wego partnera - w celu zbudowania stałego związku (93% mężczyzn i 82% ko¬biet) bądź nawiązania przelotnego romansu (87% mężczyzn i 94% kobiet). Znacz¬nie mniejsza grupa przedstawicieli obu płci twierdziła, że ktoś inny próbował „ukraść" jej partnera, co sugeruje, iż „złodzieje" często prowadzą swoją podstęp¬ną grę z dala od ciekawskich oczu nic niepodejrzewającej „ofiary". Mniej więcej jedna trzecia badanej próby - 35% mężczyzn i 30% kobiet - stwierdziła, że „zło¬dziej" rzeczywiście odbił jej partnera. Krótko mówiąc, odbijanie partnera jest naj-wyraźniej powszechnie stosowaną strategią łączenia się w pary. Chociaż wiele prób kończy się niepowodzeniem, to niemal jedna trzecia z nich okazuje się sku¬teczna. David Schmitt uzyskał bardzo podobne wyniki w przeprowadzonym na wielką skalę międzykulturowym badaniu, w którym uczestniczyły osoby z ponad trzydziestu krajów (Schmitt, 2001). Prawdopodobnie „kradzież" partnera bywa skuteczna wystarczająco często, aby można było przypuszczać, że wykształciła się w procesie ewolucji jako odrębna strategia seksualna.
   Ludzie odbijają cudzych partnerów z tych samych powodów, z których w ogóle chcą się łączyć w pary - aby znaleźć emocjonalną bliskość, doświadczyć namiętnego seksu, zapewnić sobie ochronę, zdobyć cenne zasoby, podwyższyć swój status społeczny, zakochać się lub mieć dzieci. Jednak „złodzieje" partnerów dostrzegają w swoich działaniach dodatkowe korzyści, charakterystyczne wyłącz¬nie dla kontekstu odbijania partnera. Jedną z takich korzyści jest dokonanie zem¬sty na rywalu (rywalce) przez odbicie mu partnerki (partnera). Oczywiście, zem¬sta mogła się stać ewolucyjnie ukształtowanym motywem „kradzieży" partnera tylko wtedy, jeśli spełniała jakąś adaptacyjną funkcję, taką jak narażenie rywala na koszty zmniejszające prawdopodobieństwo osiągnięcia przez niego sukcesu re-produkcyjnego bądź odstraszenie innych potencjalnych rywali od narażenia „zło¬dzieja" na podobne koszty. Kolejną korzyścią jest zapewnienie sobie dostępu do sprawdzonego partnera, który udowodnił już swoją wartość, spełniając kryteria wyboru przyjęte przez inną osobę. Chociaż zdobycie partnera, który jest już „zaję¬ty", może przynosić takie korzyści, to czasami wiąże się także z pewnymi koszta¬mi. „Złodzieje" partnerów narażają się na przemoc ze strony zazdrosnych towa¬rzyszy życia swoich „zdobyczy". Bywa, że ryzykują poważnymi obrażeniami ciała, a nawet śmiercią. Narażają się także na utratę dobrego imienia, jeśli społe-czeństwo przyklei im etykietę „zdrajców". Jeśli wieść o ich postępku rozniesie się, to mogą zostać odrzuceni przez otoczenie, co może zmniejszyć ich szansę na pozyskanie innych potencjalnych partnerów. Ponadto, nawet jeśli „złodziej" od¬niesie sukces, to związek z partnerem, który już raz dowiódł, że można go odbić, może się okazać dość kosztowny, bo wymaga przeznaczenia dodatkowych zaso¬bów na pilnowanie partnera.
Schmitt i ja wykazaliśmy, że wiele taktyk wykorzystywanych do zdobywania partnerów w innych sytuacjach, sprawdza się także w wypadku odbijania partne¬ra. Są to na przykład poprawianie wyglądu zewnętrznego, ujawnianie posiada¬nych zasobów, okazywanie dobroci i czułości, demonstrowanie poczucia humoru, empatii i tym podobne. Jednak dwie taktyki wydają się być przeznaczone wyłącz¬nie do „wykradania" innym ich dotychczasowych partnerów. Pierwsza z nich nosi nazwę czasowej inwazji i polega na podejmowaniu takich działań, jak zmienianie własnego planu zajęć, żeby spędzać z obiektem zainteresowania więcej czasu niż jego obecny partner (partnerka), albo odwiedzanie obiektu zainteresowania wtedy, kiedy jego partnera (partnerki) nie ma w domu.
Druga taktyka - wbijanie klina - polega na „wciskaniu się" w istniejący związek i aktywnym dążeniu do jego rozbicia. Jednym ze sposobów wbijania kli¬na jest podnoszenie samooceny obiektu zainteresowania przez wysyłanie mu ko¬munikatów, które umacniają jego poczucie własnej atrakcyjności. Jednocześnie „złodziej" przekonuje potencjalną „zdobycz", że stały partner jej nie docenia, mówiąc na przykład: „On źle cię traktuje", „Zasługujesz na coś lepszego" lub „Jesteś dla niego za dobra". Czasami to połączenie wzrostu samooceny z kontrastującym z nim poczuciem, że jest się niedocenianym, wystarcza, aby drobna ry¬sa w stałym związku zamieniła się w głęboką przepaść. Atakując z dwóch stron, „złodziej" uwalnia potencjalnego (i dotąd zajętego) partnera, czekając „za kulisa¬mi" na właściwy moment.
“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje