Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj.

Aktualności: Małe zmiany w przywilejach użytkowników <CZYTAJ> Nie możesz się zalogować? Wyczyść w przeglądarce ciasteczka i aktywne zalogowania (wszystkie).
W razie czego jesteśmy na FB(link). Pozdrawiamy Ekipa

Autor Wątek: Policyjna łapanka, czyli państwo naszym wrogiem. „MSW nakazało policji ...  (Przeczytany 418 razy)

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • *
  • Wiadomości: 2 542
  • Reputacja: +12/-0
Policyjna łapanka, czyli państwo naszym wrogiem. „MSW nakazało policji przeprowadzić chamską pokazową łapankę w całej Polsce”



Powie ktoś, że mam obsesję i że zajmuję się bzdurami, pisząc kolejny tekst o losie polskich kierowców po wprowadzeniu drakońskich przepisów. Owszem, mam obsesję, ale na punkcie tego, jak polskie państwo traktuje swoich obywateli, jak ogranicza naszą wolność, jak pozycjonuje nas jako wrogów. Szczególne w tej mierze zasługi ma Platforma – ha ha ha! – Obywatelska, która w swoich deklaracjach z 2007 roku zapowiadała coś dokładnie przeciwnego.

Tym, którzy nie rozumieją wagi sytuacji takich jak ta z drakońskim zaostrzeniem kar dla kierowców, wyjaśniam: choć pozornie mówimy o jednej z mniej istotnych dziedzin codziennego życia, w istocie ma to bardzo głębokie skutki w warstwie metapolitycznej, bo relacja państwo-obywatel działa w obie strony. Relacja naturalnej lojalności została w ogromnej mierze zniszczona podczas zaborów, potem z wielkim trudem odbudowana w czasach II RP, a następnie kompletnie pogrzebana w czasach PRL, gdy państwo było wrogiem całkiem oficjalnie, a jako wroga oszukiwało się je na wszelkie możliwe sposoby i nie czuło się wobec niego najmniejszej lojalności. III RP tej lojalności nie umiała odbudować, a im dłużej trwała, tym bardziej utwierdzała obywateli w przekonaniu, że nie warto być wobec swojego państwa lojalnym.

Mechanizm jest w tej mierze prosty i oczywisty: im bardziej państwo obywateli dociska bez sensu, dla fikcji i pozoru, zarazem nie dając niemal nic w zamian, na tym mniejszą lojalność z ich strony może liczyć. Państwo polskie, a w szczególności państwo pod rządami PO, robi wszystko, aby znaczna część obywateli uznała je za obcy, wrogi twór.
Wracam teraz do mojego przykładu – najnowszego drakońskiego prawa o odbieraniu kierowcom prawa jazdy za przekroczenie prędkości o 50 km/h i więcej w obszarze zabudowanym. O tym, dlaczego to prawo jest absurdalną fikcją i nic nie da, już na portalu wPolityce pisałem. Bezmyślna lub złośliwa radość niektórych z wejścia takiego prawa w życie jest osobnym tematem i wymaga osobnego tekstu, który z pewnością powstanie.

Zobaczmy teraz, w jaki sposób nowe prawo zostało zainaugurowane. W pierwszej dobie jego obowiązywania policja urządziła prawdziwą łapankę w całym kraju. Inaczej niż dotąd w przypadkach wchodzenia w życie nowych przepisów (np. o obowiązku jazdy na światłach przez całą dobę przez cały rok), nie dawała pouczeń i nie przypominała. Od razu karała. Pierwsze prawa jazdy zatrzymywano już kilkanaście minut po północy. Serwisy informacyjne pokazywały, w jakich okolicznościach: zatrzymani jechali w środku nocy dwujezdniowymi, pustymi ulicami. Może stwarzali jakieś zagrożenie, ale z całą pewnością (przynajmniej ci, których pokazały media) nie takie, które uzasadniałoby radykalną karę.

Ta chamska policyjna łapanka dała efekt: zatrzymano 63 prawa jazdy. Gdyby ta średnia się utrzymała, to – jak zwrócił uwagę ktoś na Twitterze – uprawnienia w ciągu roku straciłoby ponad 20 tys. kierowców. Złośliwe polowanie rozpoczęte w nocy z niedzieli na poniedziałek nie było oczywiście przypadkiem. Sygnał poszedł zapewne wprost z MSW, które było też pomysłodawcą nowych przepisów.
Napiszę to jeszcze raz, wyraźnie: Ministerstwo Spraw Wewnętrznych nakazało policji przeprowadzić chamską pokazową łapankę w całej Polsce. To nie jest „jak w Peerelu”. To jest Peerel. Zadziwiające, że żadne medium nie podchwyciło tego tematu i nie sprawdziło, dlaczego tym razem zrobiono kierowcom taki „sajgon”. Uznano, że wszystko jest OK., bo przecież chodzi o „nasze bezpieczeństwo”.
Warto zwrócić uwagę, że MSW, projektując nowe przepisy, z jakiegoś powodu postawiło na ich najbardziej drastyczną postać. Można sobie przecież wyobrazić, że prawo jazdy byłoby zatrzymywane na miesiąc, nie na trzy. Albo że byłoby zatrzymywane po dwóch lub choćby jednym ostrzeżeniu. Dodanie takich ostrzeżeń do systemu ewidencji punktów karnych nie byłoby problemem. Zamiast tego postanowiono przykręcić śrubę maksymalnie.

Jeżeli ktoś się zastanawia, dlaczego młodzi Polacy wyjeżdżają na Zachód, to odpowiadam: wcale nie głównie z powodu pieniędzy czy pracy, ale właśnie dlatego, że polskie państwo traktuje ich jak wrogów. Jak śmieci. Powie ktoś: w Wielkiej Brytanii kary są nawet surowsze niż w Polsce. Polecam zapoznanie się z pragmatyką pracy brytyjskiej drogówki. Tam nawet karany kierowca ma poczucie, że policjant chce mu przede wszystkim pomóc. I wie, że jego głównym zadaniem nie jest dociśnięcie go i wyrwanie mu z ręki kasy. A funkcjonariusz ma ogromną swobodę decyzji co do tego, czy karać w ogóle i jak surowo. Nie dzwoni mu w uszach powrzaskiwanie szefa WRD, żeby przynieść tyle i tyle mandatów, bo inaczej nie będzie premii.

W Polsce jest dokładnie odwrotnie. I dlatego Polacy chcą żyć tam, gdzie państwo ich szanuje, a nie traktuje jak łowną zwierzynę. Polska Platformy „Obywatelskiej” się nie zmieni, bo platformijna mafia polityczna nie jest w stanie – nawet gdyby z jakiegoś powodu chciała – potraktować Polaków inaczej. Ludzie PO mają w genach pogardę dla zwykłych obywateli – to znać zwłaszcza wówczas, gdy myślą, że nikt ich nie słyszy, jak w przypadku nagrań z restauracji „Sowa i Przyjaciele”. To mój kraj, ale nie chcę takiego państwa. Nie chcę państwa, gdzie policja w imię realizacji jakiejś absurdalnej fikcji urządza ogólnokrajową łapankę, byle nabić statystykę. Oczekuję od opozycji, w tym od jej kandydata na prezydenta, że weźmie pod uwagę ten niezwykle ważny wątek. Żadne państwo, a już szczególnie będące w tak trudnym położeniu jak Polska, nie jest w stanie istnieć w dłuższym okresie bez przywiązania i wzajemnego zaufania ze swoimi obywatelami.

autor: Łukasz Warzecha

Źródło: http://wpolityce.pl/polityka/245072-policyjna-lapanka-czyli-panstwo-naszym-wrogiem-msw-nakazalo-policji-przeprowadzic-chamska-pokazowa-lapanke-w-calej-polsce


Policyjne państwo PO – już od dziś. Platforma straszy PiS-em i sama urządza państwo policyjne

Platforma straszy, że „kiedy PiS dojdzie do władzy”, urządzi w Polsce państwo poli-cyjne. Dzisiaj w życie wchodzi nowelizacja kodeksu drogowego, której pomysł powstał w rzą-dzie PO, a konkretnie w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych, a która jest nie tylko kwinte-sencją policyjnego państwa, ale też działaniem całkowicie pozornym, które uderzy boleśnie, ale wybiórczo w część obywateli, nie zmieniając zarazem niczego w sferze bezpieczeństwa. Przepis mówiący o obowiązkowym zatrzymywaniu prawa jazdy na trzy miesiące za przekro-czenie prędkości na obszarze zabudowanym o 50 km/h jest szkodliwy, absurdalny, idiotyczny i ma znaczenie wyłącznie propagandowe. Zarazem może boleśnie uderzyć w ludzi nie zasłu-gujących na tak drastyczną sankcję.

Niestety, tę piramidalną bzdurę wspierają również ci, którzy w innych dziedzinach nie mają do państwa rządzonego przez PO za grosz zaufania. Zadziwiające, że akurat w tym kon-kretnym wypadku obdarzają je zaufaniem najdalej idącym, uznając, że sankcja będzie stoso-wana skutecznie, sprawiedliwie, a intencją jej wprowadzenia jest szczera chęć chronienia obywateli. Widocznie bajeczka o dbaniu o nasze bezpieczeństwo okazuje się skutecznym mamidłem nawet dla osób zdolnych w innych przypadkach zastosować zmysł krytyczny. Tym wszystkim przypominam, że przepisy będą egzekwować organy tego samego państwa, o któ-rym Bartłomiej Sienkiewicz mówił w wiadomy sposób. Państwa, które od lat przykręca oby-watelom śrubę nie dla ich dobra, ale po to, by ich wytresować. I dokładnie taka jest funkcja wchodzących dziś w życie przepisów.
Napływające z mediów informacje pokazują, że w całej Polsce policja od północy bawi się w surowych szeryfów. Tym razem – inaczej niż dotąd – nie ma nawet okresu przygoto-wawczego. Jest chamska pokazówka – ćwiczenie w braniu obywateli za twarz, być może po to, żeby sprawdzić, ile jeszcze wytrzymają.
Pomysłodawcy przepisu, promujący go posłowie czy policja nie uzasadnili jego wpro-wadzenia w żaden sposób poza żenującym ogólnikiem: walka z „piratami drogowymi”, dba-nie o bezpieczeństwo.
Poniżej lista zarzutów wobec tej zamordystycznej regulacji. Na żaden z nich jej pomy-słodawcy nie odpowiedzieli i żadnego nie zbili.

Przepis jest zbędny. Jeśli motywacją nowych regulacji jest walka z najgorszymi pi-ratami, to nie jest do tego potrzebny przepis zakładający automatyczne zatrzymanie prawa jazdy. Policja mogła – i robiła to coraz częściej – zatrzymywać prawo jazdy za rażące naruszenie przepisów. Z tym że policjanci mieli tu dowolność oceny, czy naruszenie przepisów było „rażące” oraz jakie zagrożenie stworzył kierowca.

Automatyzm jest absurdalny. Nowy przepis zakłada drastyczną sankcję. Zatrzy-manie prawa jazdy na trzy miesiące to kara niezwykle surowa. Dla wielu osób będzie to oznaczało gigantyczne życiowe problemy. Tymczasem nowy przepis działa tak, jakby za każdą kradzież powyżej 500 zł miała być orzekana kara, powiedzmy, roku bezwzględnego pozba-wienia wolności – niezależnie od tego, jakie były okoliczności, jaka jest opinia o sprawcy, jaka wartość skradzionego dobra itd. Każdy prawnik powie, że to absurd i taki przepis nigdy nie znalazłby się w kodeksie karnym. Dlaczego w takim razie znajduje się od dziś w kodeksie dro-gowym?

Okoliczności są różne. Na osiedlowej uliczce prędkość bywa często ograniczona do 30 lub 40 km/h. Tam kierowca jadący 80 km/h jest faktycznie potencjalnym zabójcą. Z kolei w dużych miastach jest mnóstwo miejsc, gdzie na dwujezdniowych ulicach o kilku pasach prędkość jest ograniczona do 70 lub nawet 50 km/h. Przykłady? Warszawa, ulica Puławska na odcinku między Wałbrzyską a Pileckiego: dwie jezdnie, dwa lub trzy pasy w każdą stronę, żadnych przejść, skrzyżowania bezkolizyjne: 50 km/h. Na łącznikach i drogach równoległych do S2 (Południowa Obwodnica Warszawy) obowiązuje idiotyczne ograniczenie do 70 km/h. Czy można porównywać zagrożenie, jakie stwarza wariat, pędzący między domami i przechodniami po osiedlu 80 km/h z rzekomym zagrożeniem, stwarzanym przez kierowcę jadącego 100 km/h dwupasmowym łącznikiem drogi ekspresowej między ekranami?
Różne są też sytuacje na drodze – co innego gęsty ruch, co innego pusta ulica w week-end. Co innego stary rzęch, co innego nowe auto wyposażone we wszystkie systemy bezpie-czeństwa. To nie znaczy, że policja nie powinna karać za wysokie przekroczenie prędkości. Ale wprowadzanie tu automatycznego zatrzymywania prawa jazdy kłóci się ze zdrowym roz-sądkiem.

Ograniczenia są często bezsensowne. Po cichu przyznają to także policjanci, ale w ich interesie nie leży ich racjonalizacja, bo im jest ich więcej i im bardziej są absurdalne, tym więcej miejsc skutecznego polowania na kierowców. Obszary zabudowane (automatyczne ograniczenie do 50 km/h, chyba że znaki stanowią inaczej) rozpoczynają się w polu albo lesie. Zarządcy dróg obstawiają ograniczeniami każdy zakręcik, wlot drogi gruntowej czy najmniejsze skrzyżowanie, co – po pierwsze – znieczula kierowców na faktycznie zasadne ograniczenia, po drugie – jest sprzeczne z praktyką w bardziej cywilizowanych krajach (Niemcy, Czechy, Węgry, Francja). Robią to z asekuranctwa. No i dlatego, że w Polsce kierowca jest traktowany jak debil, który nie jest w stanie sam ocenić warunków na drodze.
Paradoks polega na tym, że tak faktycznie często jest, ale znaki nie mają tu żadnego znaczenia. Tworzą jedynie rewiry polowań dla policji. To ich jedyna funkcja.

Prędkość nie jest główną przyczyną wypadków. O tym pisałem już wielokrotnie: to policyjny fetysz, który maskuje faktyczne przyczyny wypadków, wymieniane w raportach NIK. A są to m.in.: system szkolenia kierowców, stan pojazdów (diagności!), organizacja ruchu, stan infrastruktury. Najłatwiej jednak zwalić wszystko na prędkość, zwłaszcza że jej kontrolowanie wymaga najmniejszego wysiłku, a przynosi budżetowi największe zyski.

Nowy przepis nic nie da. Nie trzeba być specjalnie przenikliwym, żeby pojąć, że przepis pozostanie fikcją. Kluczem jest egzekucja, a tutaj nic się przecież nie zmieni. Od jego wprowadzenia nie przybędzie patroli. Jeśli dotąd nie były one w stanie wyeliminować praw-dziwych drogowych bandytów, to nadal tego nie zrobią. I zarazem: jeśli dotąd prawdziwi drogowi bandyci nie obawiali się policji i zatrzymania prawa jazdy, to dlaczego mają się zacząć obawiać teraz, skoro z ich punktu widzenia właściwie nic się nie zmienia?

Kto zatem oberwie? Jak zwykle w takich wypadkach: losowo przyłapani średniacy, któ-rzy tak naprawdę wielkiego zagrożenia nie stwarzają. Pechowcy, którzy na moment się za-pomną, bo wszyscy normalni kierowcy, którym dotąd zdarzało się jechać nieco ponad 100 km/h przy ograniczeniu do 50 km/h, pojadą teraz 95 km/h. Co to zmieni z punktu widzenia bezpieczeństwa? Nic. Kompletnie nic. Prawdziwi drogowi bandyci pozostaną bezkarni w do-kładnie takim samym stopniu jak dotąd. Szczególnie że ich wyczyny bardzo często nie dotyczą przekraczania dozwolonej prędkości.

Co z wątpliwościami dotyczącymi pomiarów? Każdy, kto interesuje się pracą polskiej drogówki, wie, że takich wątpliwości jest mnóstwo, media informowały o niech wielokrotnie, bardzo obszernie omawiały je pisma motoryzacyjne. Wątpliwości dotyczą braku przeszkolenia policjantów obsługujących radary, braku legalizacji niektórych egzemplarzy, braku legalizacji całych systemów lub ich elementów w przypadku urządzeń montowanych w samochodach policyjnych oraz samego sposobu pomiaru. Warto pamiętać, że wideorejestra-tory w policyjnych samochodach nie mierzą faktycznej prędkości kontrolowanego pojazdu, a jedynie opierają się na prędkości radiowozu, który powinien przez określony czas utrzymywać stały dystans wobec kontrolowanego. Przy czym stosowane przez polską policję wideoreje-stratory nie mają dalmierzy, a więc wszystko odbywa się „na oko”. To tak niepewna i dziura-wa metoda pomiaru, że właściwie nie powinna być w ogóle stosowana. Cóż dopiero w sytu-acji, gdy ma być podstawą do zastosowania drastycznej sankcji.

A posłowie nadal mają immunitet. Ludzie, dzięki którym przesuwamy się o kolej-ny krok w stronę państwa policyjnego, oczywiście sami konsekwencji nie poniosą. Oni nadal mają immunitet i idę o zakład, że będą z niego teraz chętniej korzystać.
Zachwyceni policjanci oznajmiają, że dzięki nowemu przepisowi bardzo spadnie liczba ofiar śmiertelnych. Otóż jeśli nawet spadek nastąpi (w co wątpię), to będzie to skutek innych działań. Ten zamordystyczny przepis niczego nie zmieni. Może poza jednym: drastycznie wzrosną łapówki oferowane policjantom. I być może o to tu chodzi.

Źródło: http://wpolityce.pl/polityka/244874-policyjne-panstwo-po-juz-od-dzis-platforma-straszy-pis-em-i-sama-urzadza-panstwo-policyjne



Zobacz na:
Emil - Łowca fotoradarów
https://forum.wybudzeni.com/index.php?topic=411.0
Siedem grzechów głównych organów sprawiedliwości.
https://forum.wybudzeni.com/index.php?topic=1977.0
Trzy zasady stosowane przez polskich sędziów – czyli „Głupia sprawa”…
https://forum.wybudzeni.com/index.php?topic=1707.0
Teorie dowodów sądowych. Obraz polskiego sądownictwa...
https://forum.wybudzeni.com/index.php?topic=1452.0
“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje