Author Topic: Z rzekomych syntez religijnych. - Feliks Koneczny  (Read 707 times)

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • WyBudzony
  • *
  • Posts: 2 554
  • Reputacja: +12/-0
Z rzekomych syntez religijnych. - Feliks Koneczny
« on: (Sun) 24.05.2015, 15:47:40 »
Z rzekomych syntez religijnych.

Łatwo zrozumieć, że nie może być wysokim poziom rzeczy wspólnych wszystkim ludziom; musi bowiem ograniczać się do spraw zrozumiałych ludom prymitywnym i do rzeczy, których potrzebę odczuwają niskie stany umysłu; są to potrzeby biologiczne od strony materjalnej życia. Lecz zachodzi wyjątek szczególny: wszyscy ludzie, najprymityw¬niejszych nie wyłączając, posiadają zmysł religijny. Refleks wzniosłości ducha towarzyszy poziomowi, na którym ani na¬wet potrzeb cielesnych nie umie się zaspokajać! Nauka zaś dzisiejsza łamie sobie głowę nad pytaniem, w jaki sposób popadło się z monoteizmu w politeizm, albowiem wiemy już, że pierwotną formą wierzeń religijnych jest właśnie monoteizm. Może tedy zmysł religijny stanowi pozostałość pra- monoteizmu? Pozostały jakieś strzępy z tego, dochodzące nieraz aż do karykatury religji, ale bądź co bądź osnowy religijnej. Inaczej nie umiem .sobie wyjaśnić powszechności zmysłu religijnego.   .
. Na wyższych poziomach cywilizacyjnych spotyka się często mędrkowanie o najwyższych zagadnieniach, popularne wśród warstw najmniej do tego przygotowanych. To też stwierdzić trzeba, jako zmysł religijny wydaje wyniki nie- zawsze pożądane.
Budzą u wielu zachwyt Ind je, że takie skłonne do ciągłego rozumowania religijnego; nawet zdarza się, że Rosja spotyka się z uznaniem za „bogoiskatielstwo", którego wyrazem... obfitość sekt. O Indjach słyszy się na wszystkie strony, że to gniazdo filozofji i religijności, kopalnia niewyczerpana wzniosłej mądrości, krynica ożywcza dla każdego umysłu religijnego. „Najwyższe zagadnienia ludzkości... są chlebem powszednim tej całej, pod tym względem przedziwnej rasy".1) Chlebem powszednim? Ależ chwilę zastanowienia! Zagadnienia najwyższe nie są tak dalece dostępne byle komu! A jeśli umysły nie dość rozwinięte mędrkują około ręligji, grozi jej zazwyczaj jakieś niebezpieczeństwo. Indje stały sję na nowo politeistycznemi, a niektóre sekty wywo¬ływać muszą wprost obrzydzenie. Utrzymać tłum teologizu- jący w karbach religijnych, toć jedna z najtrudniejszych spraw.
Mniemanie o wyższym, stopniu religijności tam, gdzie się o religji dużo mówi, pochodzi z pewnego nieporozu¬mienia:
Religja bowiem, mając mieć zastosowanie do ludzi, musi mieć obok treści także formę. Składa się tedy reli¬gijność z dwóch objawów: z nabożności i pobożności, z których ta treści dotyczy, a tamta formy. Czem wyższy stan cywilizacji, tem bardziej ukróca się nabożność na rzecz pobożności, a w pobożności, tem wsZechstronhiejsze i bardziej dominujące stanowisko Zajmuje etyka. Stosunek np. obrządku łacińskiego , do greckiego polega właśnie na skrócie liturgji, na wielkiem uproszczeniu nabożeństwa i zmniejszonych wielce wymaganiach nabożności." Kościół łaciński, w dogmatach oczywiście niewzruszony, pozbywa się coraz bardziej forma- listyki i cały jego rozwój zmierza w tym kierunku, podczas gdy Cerkiew wschodnia coraz bardziej grzęźnie w forma¬lizmie. Gdzie brak oświaty, bywają tam z formalistyki reli¬gijnej skutki straszliwe: nabożność może bowiem towarzy¬szyć doskonale bezbożności.
Orjentalni myśliciele — ź Rabindranathem Tagore na czele — potępili nasz Zachód, jako zmaterializowaną część „ludzkości", z bardzo nikłym stopniem wyrobienia religij¬nego, gdy tymczasem oni dobrowolnie, z całą świadomością wyrzekają się europejskiego dobrobytu, byle być bliżej Boga; oni przerastają nas też o całe niebo — w swem mniema¬niu — w kategorji Prawdy nadprzyrodzonej. Tego samego
J. Marcinowska, Wartości twórcze religijnej myśli polskiej. Warszawa 1919, str. 22.
zdania jest każdy tragarz buddyjski i każdy nosiwoda mu-zułmański. Patrzą na nas zgóry, jako na niedorastających do powagi życia religijnego. Tak o nas sądzą, widząc, jak niewiele stosunkowo czasu,zajmuje nam nabożność.
Maurowie Sahary, islamici nader niskiego szczebla cy-wilizacyjnego, uważają się za wielce religijnych. „Zagadnie¬nia życia religijnego dręczą Maurów", o Francuzach zaś powiadają: „Wy, Francuzi, posiadacie królowanie na ziemi, ale my, Maurowie, posiadamy królestwo niebieskie". )
Wobec katolickiej nauki, jako każdy człowiek, w da¬nych okolicznościach bez względu na religję, w której trwa w dobrej wierze, może uniknąć potępienia, jako wszyscy są bliźnimi katolika i jednako dziećmi jednego Boga — jakżeż Smutną wygląda ta bezdenna pogarda względem Europy za to, że prócz komentowania ksiąg świętych uprawia jeszcze inne nauki i czerpie'z tego korzyści, co w oczach, tamtych uchodzi za materjalizm! Gdyfeyż wiedzieli, jak znaczny udział brali w tem i biorą nasi kapłani! Czyż to nie jest przeja¬wem chorobliwości zmysłu religijnego, żeby wykluczać zeń wszystko, co nie. jest religją bezpośrednio, choćby formą tylko?   '
Ale zmysł religijny może być chorym bezporównania bardziej, gorzej, aż do obłędu religijnego," nie oszczędzają¬cego żadnych czasów i żadnej, niestety, religji—lecz wystę¬pującego najgęściej i najmocniej właśnie na wschodzie«"
W starożytności od Hetytów podobno zaczęli się rze- zańcy-korybanci. Potem kaleczono się na cześć boga nieba, Attisa, zabitego przez odyńca, stając się „metragyrtami, rze- zańcami matki bogów", żebrzącymi wędrownikami, którzy prorokowali i leczyli. „To mężczyźni, co stali się niewiastami, by się upodobnić do swej wielkiej bogini. Kobiety stawały się na jej cześć prostytutkami, lub amazonkami, by się upo¬dobnić do boga niebios". Dziki fen kult rozszedł się od Hetytów po całej Azji przedniej i Syrji, dotarł do Grecji i Rzymu. ) Czyż to nie obłęd rzesze całe sobie podbijający?
W Indjach, tak wysławianych, jako krynicy wszelkiej religijności, pełno jest obskurnych kultów. Np. „U pewnych sekt,, oddanych specjalnie kultowi Kriszny, a w szczególno¬ści w Gizeracie, gdzie kapłani ,Wisznu noszą tytuł maha¬radżów, upragnionym więląe celem kobiet.jest, żeby stać się kochanką Kriszny, i. j. kapłanów reprezentujących Krisznę".
Wiadomo powszechnie o derwiszach „wyjących", a wy-mawiających zresztą jedno tylko słowo: „Ałła"; o całych klasztorach tańczących, a gdzie derwisze są żonaci. ) Jest też w Azji Mniejszej sekta Kalenda, bez własności i bez miesz¬kania. Mieszkają na cmentarzach, w opuszczonych grobow¬cach. Sami też nie żebrzą, a ludność okoliczna znosi im obficie jałmużnę na cmentarz. „Przeor" ich mieszka (na cmentarzu) w Jarkandzie. Modlitwę stanowi okrzyk: „Jo- chija" (jedno z 99 w islamie imion boskich), a krzyk ten wy¬dają, przechylając się to wprzód, to vftyl, aż któryś z nich dostanie ataku histerycznego; bełkotanie jego starają się zro¬zumieć, uważając to za proroctwo. Ćwiczenia takie „religijne" odbywają się publicznie na placach. )
Nic łatwiejszego, jak podać całą setkę podobnych przy-kładów; ale wystarczy tych kilka, zwłaszcza że sam fakt obłędów religijnych jest powszechnie wiadomy. Natomiast nie zastanawiano się jeszcze dotychczas nad innem, również ujemnem, działaniem zmysłu religijnego, puszczonego sa- mopas.
Chodzi o największą złudę, której złożono w ofierze bez pożytku mnóstwo szlachetnych uczuć i wzniosłych myśli ; chodzi o nierozsądne marzenia licznych we wszystkich cywilizacjach doktrynerów, biadających nad religijnemi roz-łamami, a zmierzających z całym wysiłkiem myśli do tego, co uważają za największą rękojmię szczęścia „ludzkości", sło¬wem. chodzi o syntezę religijną. Na najwyższych szczytach, umysłowości ludzkiej częste są te usiłowania; aż dziwić się
wypada, jak ludzie o bardzo wysokiej inteligencji mogli nie pojmować natury religji tak dalece, iżby mniemać, jako można dwie lub więcej odpowiednio okroić, przyciosać, ażeby ze stosownie dobranych części utworzyć nową całość, nową religję, któraby była właściwą dla wszystkich wyznaw¬ców tamtych poprzednich. Starano się nieraz w historji tworzyć religje w sposób sztuczny, obmyślając, w co ludzie mają wierzyć, mierząc i ważąc niejako artykuły wiary, żeby było w sam raz stosownie do celu, jaki chciało się osiągnąć, nie za dużo i nie za mało. Na dnie takich dążeń do syn¬tezy wyziera naiwność, albo też kryje się całkowity indy- ferentyzm.
Celowym, uplanowanym krokom ku rzekomej syntezie religijnej u góry towarzyszy stale na znacznej części kuli ziemskiej w Afryęe, w Azji i w Eurazji, analogiczny objaw u dołu. Prostaczkowie niezdatni do rozumowań religijnych, widząc koło siebie dwie religje, czerpią trochę stąd, trochę stamtąd i nieświadomie zgoła wytwarzają mechaniczną mie¬szaninę religijny, częstokroć dziwaczną, a zawsze odzna¬czającą się brakiem konsekwencji. Objaw ten, którego zasiąg obejmuje ku zachodowi Rosję, nazywa się po rosyjsku dwoje- -wierje. Czy podejmie się kto "przetłumaczyć ten wyraz na polskie? Od lat przeszło 20 mając z tem do czynienia, nie natknąłem się na właściwy polski wyraz i zmuszony jestem nadal używać rosyjskiego.
„Dwojewierje" przejawia się nietylko w samej religji; znane jest we wszelkich dziedzinach życia prywatnego i pu¬blicznego. Dwoistość uczucia i umysłu stanowi cechę zna¬mienną Azjaty wogóle, tudzież Eurazji całej, będącej pod tym względem zupełnie Azją. Wydaje mi się wielce prawdopo¬dobne, że to rozszczepienie ducha (t. j. głowy i serca) po¬chodzi z owej grubej jakoby syntezy religijnej, z „dwojewierja" religijnego, że w niem źródło wszystkiego złego.
Ciężka ta choroba społeczna pochodzi... z kraju, gdzie „gniazdo filozofji i krynica religijności", z riajnabożniejszego kraju na świecie, z Indji. Do wytwarzania się wszelkiego „dwojewierja" wiedzie szeroko roztwartą drogą teorja awa¬tar ów. Pewien przymiot któregoś bożka personifikuje się następuje jakby wcielenie części bóstwa, z czego powstaje szybko nowy bóg. Wytworzyło się to głównie przy kulcie Wisznu.
„Owe wcielenia, zwane awatarami Wisznu, reprezentują tyleż bóstw oddzielnych, z których każde bywa czczonem bardziej specjalnie, stosownie do okolicy, do wieku lub sta¬nowiska społecznego sekciarzy. Awatarów głównych, takich, o których piszą księgi święte, uznawanych i czczonych przez wszystkich wyznawców Wisznu, jest tylko dziesięć. Innych jest bezliku, bez ograniczenia. Rodzą się co dnia. Można głosić Hindusom bez obawy boga, jakiego się zechce, wznio¬słego czy nieokrzesanego, jak tylko sobie można wyobrazić; nie będą go wcale zwalczać, bo są ludźmi najbardziej to¬lerancyjnymi z całfego świata. Jest nawet wielce prawdopo¬dobne, że go przyjmą bez trudności, robiąc z niego odrazu jednego z awatarów Wisznu. Dla tej to przyczyny wysiłki misjonarzy chrześcijańskich nie na wiele zdadzą się w Indjach. Chrystus— stał się jednym z awatarów Wisznu, a na wszyst¬kie ' dowodzenia misjonarzy odpowiadają Hindusi, że nie mają się czego uczyć od nich, bo są już bardziej chrześci¬jańskimi od samych chrześcijan*. ) Tak też „Budda zacho¬wał prawo obywatelstwa między niezliczonymi bogami, wy¬pełniającymi świątynie; stał się poprostu jednym z awata¬rów Wisznu". )
Przejdźmyż jednak na szczyty intelektu bramińskiego, do świadomej pogoni za wymarzoną syntezą.
Jednym z najsłynniejszych guru (przewodników ducho¬wych) Indyj i z najwybitniejszych mężów ich dziejów jest założyciel sekty Siksów, sławny Nanak. Urodzony wpobliżu Lahory, pod koniec, wieku XV, marzył o zakładaniu religji monoteistycznej, któraby mogła mieć zwolenników wśród mahometan i zarazem wśród hindusów (t. j. bramińczyków). Odrzucił kult bohaterów ksiąg świętych, tudzież w zasadzie cały ceremonjał zewnętrzny. Był to, jak określa Rhys- Davids, „zrazu deizm z lekką domieszką zabobonów". Uczniowie jego werbowali się pomiędzy Dżatami turańskimi z kotliny Indusu. Wbrew temu, jak bywa niemal zwykle, nowa sekta miała dłuższe powodzenie. We dwa wieki po śmierci założyciela jeden z jego następców, guru Govind Singh urządził sektę po wojskowemu i sekta zamieniła się w lud, którego dzielność stała się fatalną dla Mongołów, a potęgę Anglji trzymała długo w szachu. „Zawierając mał¬żeństwa tylko pomiędzy sobą, wytworzyli wkońcu prawdzi¬wie rasę, jednę z najpiękniejszych w Indjach".
Nie każdej sekcie dano dojść do takiego znaczenia — ale oto przykład, jak powstają nowe wyznania i nowe kasty. Lecz nie słychać zgoła o jakimś znaczniejszym wpływie Sik- sów na życie religijne Indyj. W ostatnich pokoleniach z nich składa się głównie angielska siła zbrojna w Indjach.
Długi jest szereg reformatorów, zmierzających w In¬djach do „syntezy". Zanotujemy tylko najważniejszych.
Wychodziły i wychodzą z Indyj rozmaite próby syntezy z chrześcijaństwem. Ostatni awatara Ramakriszna (ostat¬nia ćwierć XIX wieku) określa chrześcijan nazwą: „chrze¬ścijańscy czciciele matki mojej". W Bengalu bowiem na pod¬łożu przeważającego tam kultu bogini Kali (Durgi) wytwo¬rzył się jakby światopogląd pod znakiem nie ojcostwa, lecz macierzyństwa. Mówią więc „matka moja", gdzie my powia¬damy „ojciec nasz". W spisanych przez uczniów rozmowach i wynurzeniach Ramakriszny pełno tego zwrotu z zastoso¬waniem do objawienia jednego Boga; np. „według woli mej Matki", „na łonie Matki mojej" i t. p. Słowa „chrześcijańscy czciciele Matki mojej" znaczą przeto to samo, co „czciciele Ojca mego", wspólnego Boga jedynego. Ramakriszna pró¬bował też propagandy swej syntezy pośród protestantów amerykańskich.a) Charakterystyczny fakt, że pośród katoli¬ków wyznawców nie poszukiwano.
Indje zmierzają często ku „trojewierju", pragnąc syntezy braminizmu (względnie zbraminizowanego na nowo bud¬dyzmu), islamu i chrześcijaństwa. Na czele tych reformato¬rów kroczy największy z dyńastji „wielkiego mogoła" Dżel- al-Eddi-Mahomef, zwan krótko cesarzem A k b a r e m (1542— 1556). Sam osobiście sceptyczny, marzył ze względów pań¬stwowych o zjednoczeniu religijnem swych poddanych, bra- mińczyków z muzułmanami, do czego pomocnemi miały mu być pierwiastki chrześcijańskie (słynne jego dysputy z Je¬zuitami), Takim „trójwiercą" był też Ram Mohum Roy, wprowadzający (1814 r.) religję eklektyczną, złożoną z pier¬wiastków tych trzech religij. Niedawno Sahdi Suridar Singh ochrzcił się w anglikanizmie i głosi teraz dziwną, mieszaninę braminizmu, buddyzmu i chrześcijaństwa (np. trzy nieba).*)
Wszyscy ci reformatorowie grupowali około siebie wię¬cej lub mniej uczniów, lecz zawsze sukces bywał wielce ogra¬niczony, a biorąc rzeczy ściśle, nie powiodło się im więcej, niż „powiększyć jeszcze bardziej liczbę religij w Indjach, liczbę prawie że nieskończoną". )
Za naszych dni powstała wśród muzułmanów znów in-dyjskich sekta, pragnąca być syntezą islamu z chrześci¬jaństwem:
W październiku 1924 r. położono kamień węgielny w Londynie pod meczet, poświęcony pamięci indyjskiego mirzy Ghulam Ahmad a, twórcy sekty Ahmadiya. Ghulam Ahmad, urodzony w Pendżabie 1836 r., wstąpił w r. 1864 do służby angielskiej w Siolkot. Otrzymując — jak mniemał — objawienia od r. 1876 — występował zrazu w obronie islamu przeciw chrześcijaństwu w obszernem dziele: Barahin-i-Ahmadiya, pisanem w r. 1880—84. Od roku mniej więcej 1890 uważa się za nowego mesjasza, jedynego przy¬obiecanego i przez koran i przez ewangelję.. Zerwał z prawo¬wiernym islamem, urabiając sobie natomiast jakąś religijną mieszaninę, którą propaguje w wydawanym od r. 1902 włas¬nym angielskim miesięczniku The Review of religions. Jesie¬nią r. 1907 obwieścił Hindusom, jako jest wcielonym Kriszną. W kilka miesięcy potem, w maju 1908 r., zmarł w Lahorze.
„Kalifem" ahmedyzmu został jego syn Mahmud. Sekta szerzyła się wielce, a obecnie rozporządza w Indjach pięciu
Obszerniejszy ó nim artykuł w Misjach Katolickich, 1924, 258— 260; autor popełnia błąd w tem, że go uważa pierwotnie 'za buddystę. Mieszanie huddyzmu z braminizmem jest zresztą pospolite u podróżni¬ków, a takżę u misjonarzy.
a) L e Bon, op. cif., str. 635.
dziennikami, dwoma na Cejlonie, jednym na wyspie św. Mau-rycego; dwoma miesięcznikami w Anglji: prócz dawnego Review of Religions, drugim jeszcze The islamie Review i nadto w Chicago kwartalnikiem 7he mostem Sunrise. Mahmud¬Ahmad pisuje dużo za wzorem ojcowskim; największą po¬pularność osiągły dwie jego książki: Ahmadigaf or the True Islam i Ahmadiya Movement.
Według tej nauki Mahomet nie zakończył szeregu Pro¬roków, -do których należy wraz. z Zoroastrem, Buddą, Kri- szną, Ramą i Jezusem. Jezus żył jeszcze, gdy go składano do grotu; wyleczony przez uczniów, udał się do Kaszmiru i fam spokojnie dokonał żywota. Ciągiem dalszym ducha Jezusowego był Ghulam-Ahmad, mesjasz chrześcijan i mahdi (odnowiciel) muzułmanów. Ilość wyznawców doszła podobno do miljona.')
Wiadomo, jako koran uznaje Chrystusa prorokiem. W Damaszku znajduje się Madinet Sea, t.j. minaret Jezusa, a muzułmanie syryjscy czczą nawet sw. Jana. ^J Algierze istnieje sekta Aissakhuani, t. j. czciciele Jezusa. )
Obok tego wiadomo, że muzułmanie nigdzie nie oka¬zują skłonności do przyjmowania chrześcijaństwa.
Ale religją jakby predestynowaną do wszelakiego „dwojewierja" jest buddyzm. Według Rhys-Davidsa „ani je¬den z tych miljonów ludzi, którzy tu czy fam ofiarują kwiaty na ołtarzach buddyjskich i których duch mniej lub więcej jest formowany przez naukę buddyjską, nie jest wy¬łącznie i jedynie buddystą". ) Prawdziwość tego twierdze¬nia manifestuje się wyraziście i głośno; starczy rzut oka na sprawy religijne w Indjach, w Chinach, w Japonji.
W Indjach buddyzmu rzetelnego, buddyzmu Gotama- Buddy, od wieków już niema. Ze "zmieszania mechanicznego braminizmu i buddyzmu powytwarzały się rozmaite dzi¬wactwa, z których najbardziej znamienne lamaickie w Ne¬palu.
W Nepalu braminizm i buddyzm są tylko „nominalnie oddzielnemi" religjami.') Sekty, powstałe z tej i tamtej strony, mają pewną ilość pagod, bóstw i świątyń wspólnych. Symbo, trójcy, nepalskiej, trójkąt z kropką w środku, wyobraża Adi-buddę, Dhar i Sanghę, stojąc wcale'blisko starej trójcy bramińskiej, Brahmy, Wisznu i Sziwy. Cała ta religia, którą w Nepalu zowią bramińską, pełna czynników budyjskich. Budda bywa często przedstawiany w świątyniach Sziwy. Pod nepalską trójcą mieści się doskonale cały dawny pan¬teon bramiński, między innemi bóstwami także Ganesa. z głową słonia. Od adoracji tego Łóżka, niewątpliwie bra-mińskiego, zaczynają śię eeremonje niewątpliwie... buddyjskie. Dziwaczne zaś „uzwierzęcanie" bóstw pochodzi z-wiary la- maickiej, jako zwierzęca także dusza "jest emanacją Adi- buddy, na którego łono powróci po wielu wędrówkach., )
Jakieś zamiłowanie do mieszanki religijnej wieje z Indji, gdzie „niektóre odciski czczone są przez wiernych trzech religij stosownie do ich Wiary, jako ślad stopy Bramy, Buddy lub Mahometa". Bo też islam „pod wpływem hinduskim zrobił się także płynnym" — i „bardziej popadł pod wpływ dawnych religij Indji, niż # sam je zmodyfikował". Na nic nie zdały się wysiłki muzułmanów, by Hindusów zrobić monoteistami; przybył tylko nowy bóg, Mahomet — u nie¬których też bóg Ali. ]
Antagonizm sunitów i szyitów jest w Indjach znacznie większy niż między braminizmem a islamem. „W miarę po¬suwania się wzwyż na szczeblach warstw społecznych po¬głębia się świadomość różnic. Są w Indjach między umy¬słami bardziej wykształcońemi prawdziwi muzułmanie i praw¬dziwi bramińczycy — ale pośród ludu dwa te kulty mieszają się, czasem całkowicie. Mahomet i święci muzułmańscy są bogami z tego samego tytułu, jak inni bogowie hinduscy. Obrządki zapożyczają się wzajemnie w ceremonjach, a nie¬raz łączą uczestników rozmaitych wiar". W Dekanie pośród ludów zwanych do niedawna drawidyjskiemi, niesposób od¬różnić islamu od braminizmu. Różnią się meczetem i imie¬niem Mahometa. ) Czasem łączy ich wspólna świątynia.
„Bohorahsowie z Gizeratu, muzułmanie sekty szyickiej, nie pochodzący z rodów muzułmańskich, lecz ze starych Hindusów nawróconych, trzymają się nader słabo przepisów Mahometa, a obrzędy ich przypominają bardzo niektóre uroczystości hinduskie" (t. j. bramińskie). )
Dążność do syntezy braminizmu i islamu jest starej daty. Żyjący w w. XIV czy XV ) w Benares mistyk i poeta Kabir, „atakujący równocześnie koran i weddy, usiłując wprowadzić na ich miejsce naukę jedyną, a czysto du¬chową" — oczywiście monoteistyczną — z urodzenia mu¬zułmanin, jest „zarówno przez mahometan i hindusów (t. j. bra- ministów) uważany za świętego. Po jego zgonie panował spór o zwłoki, które obie strony chciały uczcić podług swego obrządku". )
Ni^ dziwmy się więc podróżnikowi, gdy to, co w isto¬cie rzeczy jest tylko chaosem religijnym, chaosem dwoje-, a nawet trojewierja, wyda mu się jakimś ogólno-hinduskim patriotyzmem „ponadreligijnym". )
Zdarzają się i gdzie indziej islamiekie „dwojewierja". Np. u Berberów religja polega na złączeniu islamu z dawnem pogaństwem z czasów kartagińskich, ®) — ale. krajem kla¬sycznym mieszanek są Indje.
Zachcianki syntezy, wydające zazwyczaj nowe „dwoje-wierja",,udzieliły się Mongołom, odkąd zapoznali się z bud¬dyzmem, braminizmem, lamaizmem. Błąkało się to długo w najwyższej z kultur cywilizacji turańskiej, w kulturze ojgurskiej „niebieskich Mongołów", którzy przyjęli ją wcześ¬nie. Sam Teraudżin, osobiście zupełnie areligijny, pragnął syntezy religijnej, któraby ściślej złączyła przynajmniej mon¬golskich jego poddanych i próbował w tym politycznym celu religji „łani świetlanej". Był to amalgamat wszystkiego, co natrafił w swem państwie uniwersalnem. Eksperyment zawiódł, a dżingishanat roił się nadal od sekt wszystkich głównych religij — i wstrząsany był nieraz antagonizmami nestor jan, muzułmanów, buddystów, i to wstrząsany był pomimo tolerancji z powodu rozmaitości religij, z których każda w innym kierunku porywała swoich wyznawców.')
Za dżingishaaatu Oktaja, kiedy ścierały się w olbrzy- miem państwie dwa kierunki, turecki i chiński, pojawił się pomysł, żeby władca przeniósł się do Buchary i żeby fam przy nim rezydowali stale pafrjarcha nestorjański i naj¬wyższy dostojnik muzułmański. Obóz chiński dążąc do tego, by dżingishanat przenieść na Chiny, proponował,, że cesarz chiński utrzymywałby w Lassie Dalaj - Lamę, którego pod¬władnymi byliby patrjarćha nestorjański i muzułmański re¬ligijny dostojnik. ) A,zatem chrześcijanie i muzułmanie pod zwierzchnictwem ląmaizmu! a miejmy przytem na uwadze, że Mongołowie kultury ojgurskiej byli zupełnie tolerancyjni i nie było w tym chińsko - mongolskim projekcie zamiaru, żeby wywierać jaki nacisk nieprzyjazny na wyznanie nie lamaickie.
Chińska umysłowość nie jest twórczą w dziedzinie re¬ligji; ź reguły nie interesuje się tem zgoła, bo wprost nie pojmuje jakiegoś ustalonego stosunku pomiędzy światem przyrodzonym a nadprzyrodzonym.
Od samego Gofamy - Buddy, i od bezpośrednich' jego uczniów nic się w Chinach nie wywodzi (Laofse, Konfutse i Gotama są niemal-równocześni); z braminizmem nie było też nigdy stosunku bezpośredniego, a pierwiastki brami- nistyczne dotarły tam w późniejszych przeróbkach sekt buddyjskich. Był czas, iż buddyzm stawał się religją pań¬stwową w Chinach, lecz nastało to dopiero w IV w. po Chr., chociaż księgi buddyjskie poznano tam już w II w. przed Chr.
(bądź co bądź w czterysfolecie po Gotamie). A tymczasem już w VI w. przed Chr. spotykamy się w Chinach z nauką podobną do wiary o brahmie, a zatem albo wypada uznać ją za rodzimy wytwór chiński, albo też przyznać się, że stoimy wobec zagadki niezrozumiałej.
Mędrzec chiński w VI w. przed Chr., L i p e y a n g, zwan pospolicie Laotse, uznaje najwyższą istotę, którą nazywa tao (droga rozumu), praźródłem świata fizycznego i moralnego, a i więc jest to punkt wyjścia braministyczny. Uznaje również, że człowiek doskonalący się powraca zcza- sem w tao, z którego powstał; w tem zgodny jest z bra- minizmem i z buddyzmem. Wręcz przeciwi się atoli bud¬dyzmowi, twierdząc, że prawdziwa cnota wcale nie z Uczyn¬ków dobrych wywodzi się, lecz ze świadomości samej, że się jest jednością z tao. Laotse jest nadto w przeciwieństwie do buddyzmu zwolennikiem indywidualności. Człowiek jest ce¬lem sam sobie, a udoskonalenie się społeczne może się we¬dług niego dokonywać li tylko doskonaleniem jednostek, każdej zosobna, indywidualnie.
Znać w tej nauce trzy pierwiastki: bramiński, buddyj¬ski i oryginalne pomysły chińskie. I cóż z tego wynikło? Sekta t a o s s e, uważająca się za prawych wyznawców La¬otsego, wierzy w czary i gubi się w drobiazgowych przepi¬sach, stanowiąc jakąś chińską odmianę braminizmu, jakkol¬wiek bez braminów i bez kastowości.
Wręcz przeciwnie, niż Laotse, wywodził również w VI w. przed Chr. Konfutse rozwój wszelkiego dobra nie z in-dywidualności, lecz z rodziny i z państwa. W rozległym swym systemie moralnym nigdzie nie wspomina o Bogu, a nie-śmiertelność duszy odrzuca. Nie tworzył wogóle żadnej re- ligji, lecz określał tylko normy stosunków ludzkich; był mistrzem w tem, co w Europie nazywało się do połowy XIX w. „filozofją praktyczną". Rusztowanie tej „filozofji" opiera się na szczegółowem określeniu pięciu stosunków, mianowicie pomiędzy panem i sługą (z czego cała- teorja państwowości, jako stosunku między władzą a poddanym), pomiędzy ojcem a synem, mężem a żoną, bratem starszym a młodszym, tudzież między przyjaciółmi. Żadnej kwestji z porządku nadprzyrodzonego Konfucjusz nie roztrząsał,
ani nawet wogóle nie podnosił. Świat nadprzyrodzony nie istnieje u niego.
Nad obydwoma systemafami, nad taoizmem i konfu- cjonizmem zapanowała... figura Buddy. Pod tą zewnętrzną nakrywką rozwija się w Chinach nie buddyzm, lecz szereg specyficznych chińskich buddyzmów, z których każdy jest jakiemś dwojewierjem.
Połączony z etyką konfucjonizmu buddyzm zamienił się w Chinach (i w Japonji) w kult przodków, symbolizowany „tabliczkami zmarłych" z wypisanemi ich imionami około ołtarzyka domowego. Uprawiają go szczególnie sekty dżem shin i nichiren— rozpowszechnione (zwłaszcza pierwsza z nich) jeszcze bardziej w Japonji.
Niełatwo orzec, jaką religja w japonji ma przewagę. Są tam wszystkie chińskie religje, jest chrześcijańska (kato¬licyzm i protestantyzm) i nadto rodzime szinfo. Oficjailńie uznawane i przez państwo honorowane są dwie: buddyzm i szinto. Na pogrzebie cesarskim powiewały chorągwie „białe, symbol religji szinto, oczyszczenia i zmartwychwstania, oraz żółte, symbol buddyzmu, słońca, panowania i mądrości"... )
Buddyzm przybył z Chin przed trzynastu wiekami, podczas gdy genezy szintoizmu nikt chronologicznie nie oznaczy. Buddyzm pociągnął liczne rzesze warstw niższych, podczas gdy religją klas wyższych jest ciągle szinto.
Wyrazy te znaczą „boska droga". Szinto jest kultem przodków, lecz nietylko tem; uogólnia się go na bohaterów i mężów zasłużonych. Nadto są bogowie żywiołów i spe¬cjalni od zajęć wszelakich. Jest to religja państwowa. Są w niej naleciałości politeizmu, nawet fetyszowskie, pierwiastki z buddyzmu, taoizmu i konfucjonizmu zaczerpnięte. Rząd stara się szintoizm oczyścić z tego - wszystkiego, zwłaszcza z buddyzmu, ale co się układało przez 15 wieków, nie da - się dekretem urządzać na nowo. Tak sądzi o tem Lafoadió Hearn, ) uznany źa znawcę, najlepiej odczuwającego Ja- ponję (podobnie jak Gjellerup Indje).
Japoński zaś uczony wyraża się o szintoizmie w te słowa: „Nauka jego wpaja tak silną uległość dla monarchy, tak wielką cześć dla pamięci przodków, tak oddaną miłość dziecięcą, jakiej żadna inna wiara nie uczy". W przeciwień¬stwie do chrześcijańskiego pojęcia grzechu pierworodnego — wywodzi dalej Ina z o Ni tobe — „istnieje wiara we wro¬dzoną dobroć, w boską czystość ludzkiej duszy". Cesarz staje się przez szinto „ucieleśnionym zastępcą nieba na ziemi, łą¬czącym w swej osobie niebiańską moc i miłosierdzie"... „Nauki szintoizmu zawierają w sobie dwa najbardziej zasadnicze rysy duchowe naszego narodu: miłość ojczyzny i wierność".
Buddyzm przyswajał sobie bóstwa szintoizmu, lecz ' próby wytworzenia szintoizmu buddyjskiego skończyły się na buddyzmie szintojskim.  ) Studenci japońscy praktykują szinto, ale traktując je tylko, jako zbiór obowiązków. W za¬sadzie są buddystami, lecz zewnętrznym stronom buddyzmu już nie ulegają, wyrabiając w sobie na tle buddyzmu monizm.8)
Jak najdokładniej sprawdza się na Japonji spostrzeże¬nie, jako żaden buddysta nie jest nim wyłącznie. Rodzice zanoszą noworodka do udżigani, t.j. do świątyni szinto swego okręgu, a stamtąd zaraz do świątyni Kwanon buddyjskiej. )
Najdosadniej przedstawia chaos religijny japoński po-dróżnik polski, którego dzieło posiada wartość przez to, iż autor nietylko przejechał się po Japonji, ale przez lata całe fam pracował, a fem szczególny z drugiej strony, że od¬nosi się z książki jego wrażenie, jakgdyby aż dopiero w Ja¬ponji zetknął się po raz pierwszy w życiu z kwesfjami reli- gijnemi. O kafocyliźmie nie ma pojęcia, a dla japońskich mętnych wyobrażeń o religji jest pełen zachwytu i jest głęboko przekonany, że układa najwyższy pean dla Japonji, gdy pisze w te słowa:
„Zależnie od tego, co robi i dlaczego, jeden i ten sam Japończyk jest zarazem szintoistą, buddystą, konfucjonisią, chrześcijaninem lub taoistą", ) „...Mówią, że Japończyk rodzi
się, a także wstaje rano, jako szintoista, który modli się do do swego przodka, poświęcając życie i dzień nadchodzący rodzinie i ojczyźnie; .żyje zaś i pracuje w ciągu dnia, jako konfucjonista, idąc twardą drogą twardego obowiązku; ko¬cha jak chrześcijanin, a wkońcu, u schyłku dnia lub ży¬cia, kładzie się da snu nocnego lub wiecznego, jako bud¬dysta". ')
Czasem z tego „wielowierja" wykłuje się jakiś cudaczno- naiwny eksperyment syntezy religijnej. „Mamy takie przy¬kłady jak utopisty Musakodżega, który w r. 1918 z garstką 150 uczni zakłada na wyspie Kiusiu bractwo humanitarno- wegeterjańsko-pacyfistyczne, obchodzące pięć świąt rocznie: Nowy Rok, narodzenie Buddy, Chrystusa Pana, Rodina i Tołstoja".
Ale najcudaczniejsza mieszanina religij powstała w Coe- lesyrji na tle islamu, tle wątłem, bo zaledwie nominalnem. Mam na myśli sektę Ansairjów znaną już w'okresie krucjat i zwaną przez krzyżowców „Assasynami". W zasa¬dzie są monoteistami. Chrystusa uznają za proroka, czytują ewangelje i psalmy, a przytem utrzymują obrzezanie. ) Wie¬rzą w Stwórcę wszechrzeczy, lecz twierdzą, jako... przestał już istnieć. )
Chrześcijaństwo orjentalAe skłonnem było zawsze do rzekomych syntez, przepajając się łatwo, dziwnie łatwo, wpływami ościennych. Zachodni tegó orjentalizmu odłam, prawosławie, nachylało się wielce do nestorjanizmu. Od drugiej połowy wieku XII stał się Kościół rzymski dla nich najgorszą herezją i tak zostało do naszych dni.

----

Z rzekomych syntez religijnych.
(Dokończenie)
W Europie zagadnienie syntez religijnych pojawiło się dopiero w XVI w., dzięki rozszczepieniu się protestantyzmu. Wiadomo z historji polskiej, ile trudów zmarnowano na po-szukiwanie jakiegoś wspólnego wyznania wiary, jak na marne poszła „Zgoda sandomierska" i t. d. Jeszcze więcej kłopo¬tów było z tem w Niemczech. Nie tu miejsce, żeby wyliczać tuziny sekt, biorących udział w gonitwie za unifikacją wy¬znań akatolickich, żeby można było choć walczyć z katoli¬cyzmem jednolicie! Złączenie luteranizmu z niemieckim od- łamęm kalwinizmu dostarczyło po krótkim czasie podłoża do tworzenia nowych sekt.
Prób ze strony katolickiej do pozyskania protestantów nie można uważać za dążenia do syntezy. Trwały te próby dłużej, niż się wie o tem powszechnie (zajmowała ta sprawa jeszcze L e i b n i t z a i B o s' s u e t a), ale katoliccy działacze nie przypuszczali nigdy „ustępstw" z dziedziny dogmatycz¬nej, a dyskusje ograniczały się z ich strony do kwestyj or¬ganizacji i administracji Kościoła.
Podobnież nie należy do poszukiwania syntez sprawa wpływów żydowskich na protestantyzm. Były one znaczne, nieraz bardzo a bardzo silne, lecz geneza ich daleką była od zmierzania do najmniejszej choćby łączności religijnej. Nie było bowiem nigdy żadnych wpływów współczesnego judaizmu, lecz tylko wpływ biblji Starego Testamentu. Edward Me y e r (nie podejrzany o niechęć do protestantyzmu!) stwierdza nowy wylew zapatrywań starozakonnych w kalwi- nizmie i w angielskiej religijności XVII w. Cromwell szu¬kał przecież porady politycznej w Starym Zakonie i rżnął przeciwników, jako „nowych Amalekitów". W umyśle jego powstała nowa przeróbka księgi Jozuego. Niechże się kto zajmie obliczeniem, czy protestanci, od samego Lutra po¬czynając, powoływali się częściej na Stary, czy Nowy Testa¬ment?! Żydowskie imiona „chrzestne" pojawiły się nie wśród katolików!
Tymczasem pojawiają się raz wraz ze strony żydow¬skiej pewne próby dążenia do syntezy z chrześcijaństwem tego i owego odłamu. Głośna była też niedawno sprawa sto-warzyszenia „Amici Israel". W Polsce szerzy się' podobno sekta „Birbaków", o której jednak nie można się dowie¬dzieć niczego bliższego poza tem, że czczą Chrystusa Pana. W dziejach prawosławia znaną jest sekta „żidowstwujusz- czich" w XV w. (sprawa wikłająca się z bogomilstwem"). ) Dotychczas istnieją w gubernji permskiej sabatyści. U nas na Śląsku Cieszyńskim szerzy się obecnie wśród ewangeli¬ków jakaś sekta, obchodząca sobotę zamiast niedzieli.
Katolicyzm tem się (między innemi) wyróżnia pośród całego chrześcijaństwa, że nigdy nie dążył do żadnej syn¬tezy religijnej, ani nie okazywał nigdzie skłonności do dwoje- wierja.
Kiedy powyżej była mowa o buddyjskich dążeniach do syntezy z „chrześcijaństwem" — nigdy niewiadomo, z ja¬kiem? — pominięto najważniejszą próbę, umyślnie, ażeby poświęcić jej osobny ustęp. Sprawa jest „aktualna", dzisiej¬sza, a dotyczy bezpośrednio już Polski. Jest to antropo- zofja, posiadająca kilka ognisk u nas, rozporządzająca syste¬matycznie uprawianą propagandą, wydająca wcale już nie skąpą literaturę.
Antropozofja jest próbą syntezy, należącą do rodzaju „dwojewierja". Twierdzą, jako są chrześcijanami, a wierzą w inkarnacje powrotne, w wędrówkę dusz, ujętą nieco od-miennie. Wogóle wiara w reinkarnację, przeszczepiona na grunt europejski, przechodzi szczególne ewolucje.
Zamierzam całą sprawą przedstawić własnemi anfropo- zofów słowy, nie dodając od siebie żadnego komentarza, który uważam za zbyteczny.
Sprawa cała wywodzi się z Indyj od teozofji, uprawia-jącej „wiedzę tajemną". Wszyscy jej zwolennicy są przeko-nani, że wiedza ta istniała „od czasów najdawniejszych", kwitnęła w Atlantydzie, a potem w świecie naszych dziejów „przedstawiała zupełnie zakończone głębokie systemy my-ślowo-uczuciowe, objektywne, jak np. Kabała, Tarot egipski". Następnie rozwijała się „ezoteryką tradycjonalna", której mistrzami Agrypa, Paracelsus, Boehme, Guaita, Barlet, Pa- pus. ) Tą wiedzą tajemną zajmowała się rozgłośna swego czasu Bławatskaja, przystąpiwszy do związku Arya-Samaj, założonego w r> 1870, skąd atoli wyrzucono ją pod zarzutem kuglarstwa. Wtedy założyła własne stowarzyszenie w Adyar koło Madras w r. 1882, i nazwała je teozoficznem. )
Tam istniała „f. zw. szkoła ezoteryczna dla teozofów zaawansowanych, gdzie wykładano to, czego nie można było- ogłosić publicznie". Środkiem inicjacji był system „joga", t. j. pewna metoda oddychania, ) „by drogą fizyczną dojść do przeżywania procesu.oddychania, jako zjawiska duchowo- dusznego". Po Bławatskiej stanęła na czele towarzystwa pani Besant z towarzyszem swym Leadbeaferem. W sekcji nie¬mieckiej znalazł się Rudolf Steiner, wydawca przyrodniczych dzieł Goethego, znany też z filozofji w zakresie nauki po¬znania. Ten oddzielał się coraz bardziej od prądu teozofji. Potępiał wizjonerstwa, zrażając się stanem patologicznym uprawiających okultyzm. Głosił nawet, jako „bez zdrowego ludzkiego rozsądku wszystkie usiłowania są daremne". Prze- ciwił się też tajności i tajemniczości „wiedzy teozoficznej". Nie chciał używać metod hinduskich, i twierdził, jako od¬krył swe własne drogi.
Zanosiło się coraz wyraźniej na rozłam. Już w r. 1907, podczas kongresu teozoficznego w Monachjum, zwolennicy
Steinera utworzyli „koło oddzielne, zamknięte w sobie". Kroplą, przelewającą dzban, stała się sprawa, o której sam Steiner pisze w te słowa: „Szczytem wszystkiego było twier-dzenie, że „pewien młodzieniec hinduski jest osobistością, w której wystąpi Chrystus w nowem życiu ziemskiem". Do rozpowszechniania tego absurdu było utworzone w łonie towarzystwa teozoficznego specjalne stowarzyszenie „Gwiazda Wschodu". Był to sławny swego czasu (1913) Krisznamurti", chłopak wówczas 17-letni, ochrzczony Alcyonem i przywie¬ziony do Anglji, gdzie nie na żarty odbierał hołdy teozo- fów i teozofek, bo miał za sobą 32 inkarnacje wstecz aż do czasów Atlantydy. Wtedy też wystąpił z Towarzystwa Teozoficznego Edward Schurć, autor „Wielkich Wtajem¬niczonych". Od lutego 1913 roku datuje/Założone przez Steinera (wówczas w Berlinie osiadłego) Towarzystwo Antro- pozoficzne, w samej swej nazwie głoszące, jako się przeciw¬stawia towarzystwu teozoficznemu.
Steiner nie powołuje się na żadnego poprzednika, a od teozofji hindusko-angielskiej odczepił się całkowicie. ) Uwa¬żał się za chrześcijanina i jego uczniowie podobnież to o so¬bie twierdzą, a to na tej podstawie, że rzeczywiście niektóre kwestje wiary mieszczą się w ich „wiedzy", wierzą przeto w to i owo po chrześcijańsku; tylko że wierzą jeszcze po¬nadto w bardzo wiele rzeczy z poza chrześcijaństwa. Skoro atoli chcą uchodzić za chrześcijan, trzeba w ich doktrynie widzieć jeden z owych płodów, zmierzających ku syntezie religijnej, tym razem chrześcijaństwa z buddyzmem, chociaż antropozofista obruszy się może na zaliczenie do Jbuddy- stycznego plemienia, stamtąd przecież istota jego „wiedzy" (a właściwie wiary), stamtąd reinkarnacja z karmą. Różnice są, i to wielkie; aleć widzieliśmy, jak rozległą ma skalę różno¬rodność buddyzmu! Zasadniczo różni się antropozofja od buddyzmu pewną zasadą etyczną: „Żaden obowiązek w świe¬cie wyższym nie może zniewolić nikogo do zaniedbania choćby jednego" obowiązku tego świata". ) Jest to wręcz po katolicku! Różni się też od buddyzmu i tem, że zajmuje się nauką.
Antropozofja — to „rzetelny chrześcijanizm ezoterycz-ny". ) Jakżeż się zapatruje na osobę Zbawiciela?
Steiner obok licznych zasług — pisze polski antropo- zofista — „nadewszystko zaś podniósł, wywyższył wielkość i chwałę Chrystusa Pana, który kieruje naszą ewolucją. Dzięki Steinerowi doświadczenie mistyczne Chrystusa, wła¬ściwe religji, dopełnione jest w antropożofji wiedzą kon¬kretną o Zbawicielu. Steiner wskazał nową drogę, otwiera¬jącą się dopiero teraz dla ludzi; drogę, na której Chrystus może być poznany nietylko w głębi duszy ludzkiej, ale i moce Jego, działające nazewnątrz w zjawiskach świata"» -
Przepowiada on nam uchrześcijanienie wszelkiej wie¬dzy. Sam Steiner pisał o tem w te słowa: „Przyjdą kiedyś chemicy i fizycy, którzy nie będą uczyli fizyki i chemji tak, jak to się robi dziś pod wpływem uwstecznionych duchów epoki chałdejsko-babilońskiej. Będą oni uczyli, żę materją zbudowaną jest według tego, jak Chrystus daje jej układ z biegiem czasu. Moce i wpływy Chrystusowe odnajdywać będą oni nawet w prawach chemji i fizyki. W przyszłości więc mieć będziemy chemję duchową i fizykę duchową". ®)
Chrystus nie przechodził przez reinkarnację. Oto słową samego Steinera: „Inkarnacja Chrystusowa w ciele fizycznem mogła mieć miejsce tylko raz jeden w 'ciągu rozwoju ziemi. I jest to poprostu niezrozumieniem istoty Chrystusa, jeśli ktoś twierdzi,-że to wcielenie się powtafrzało". )
Ciekawa jest bardzo interpretacja miejsca z ewangelji św. Jana XIV, 6, gdzie Chrystus nazywa siebie drogą, prawdą i żywotem. Przejmując tradycję filozofji niemieckiej do tró¬jek, przeprowadza się trychotomję tego wersetu, ażeby dojść do wniosku: „Oto trójce ocalające jedność rzeczywistości Bożej".6)
Światy nadzmysłowe nie są bynajmniej- niezmiennemi. Dowiadujemy się np. jako „metoda antropozofji jest dalszym etapem rozwojowym tego, co niegdyś teologowie podawali wiernym do praktykowania. Po siedmiu wiekach od czasu, kiedy żył na ziemi największy teolog chrześcijański, święty Tomasz z Akwinu, musiały ulec zmianie wskazania, jak rów-nież wyniki nie zupełnie są podobne do tych, jakie otrzy-mywali scholastycy, ile że i w światach nadzmysłowych, w które wkracza dusza badacza, zaszły fakty nowe".
Po św. Tomaszu należy się miejsce najwyższe Hoene- Wrońskiemu. Albowiem „dusza człowieka dawnego, uczu-ciowa i pojmująca, musiała otrzymywać wiedzę o Bogu i świecie inną drogą, niż to się dzieje i ma się dziać obecnie, kiedy zdobył on już sobie duszę świadomą i rozwinął inte¬lekt". Niegdyś przechowywała się synteza całego universum w wiedzy tajemnej misterjów i w symbolach ezoteryzmu, aż wreszcie „Wroński niby drugi Arystoteles", wielką syn¬tezę uzdrawiającą, monistyczno - spirytualistyczną, dał w sze¬regu dzieł, będących ostatniem słowem filozofji"; albowiem „tylko przez monizm spirytualistyczny wiedzie droga do wyzwolenia". (O 20 wierszy dalej system Wrońskiego na¬zwany jest „racjonalistycznym"). „Po Hoene Wrońskim, tem by tak rzec, szczytowem zjawisku, ostatecznym dorobku filozofji, dalszej filozofji w znaczeniu rozwojowem być nie może". „Taką metafilozofją, mesjanizmem dopowiedzianym do końca, zawierającym wskazania praktyczne do realizacji tego, co zapowiedział Wroński, jako ostatecznej tu na ziemi misji człowieka: satnostworzenia się nieśmiertelnego, jest antropozofja Rudolfa Steinera"  )
Doktryna jego jest wcale skomplikowana 1 trzebaby więcej miejsca, żeby ją przedstawić w zupełności ) — ale też -niepotrzebne to do roztrząsania zagadnienia, które nas tu zajmuje; wystarczy zwrócić uwagę na kilka punktów znamiennych, ażeby okazać, że miesza się w antropozofji
chrześcijaństwo z buddyzmem, a zmierza się ku jakiejś no-wej cywilizacji.
Wszystko wywodzi się z pierwiastka duchowego, któ-rego cząstki mogą zamieniać się "w czasie w materję. Każdy człowiek, zanim przyszedł po raź pierwszy na ten świat zmy¬słowy, należał do świata nadzmysłowego. Ludzie pochodzą „od tej części bytu duchowego, która została skażona przez archaniołów upadłych", Materja powstała dopiero po upadku ich i człowieka. „Wytworzyły ją upadłe istoty duchowe..." Materja nie może być niczem innem, jak tylko skażoną substancją duchową". )-
„Bóg nie stworzył praw niby jakichś automatów, dzia-łających na zawsze, tylko , Sam rządzi światem przez stwo¬rzone przez Siebie istoty żywe, któremi są hierarchje nie¬bieskie". )
„Prócz ciała i duszy jest w człowieku duch; jest zaś siedm członów składowych człowieka: ciało fizyczne, ciało eteryczne, ciało astralni, jaźń, duch sam (Geistselbst), duch życia, człowiek- duchowy". ) „System obiegu krwi, we¬dług Steinera, odpowiada jaźiii, jest jakby jej podłożem, wy-razicielem fizycznym; tak samo, jak system nerwowy odpo¬wiada ciału astralnemu, a system gruczołów ciału eterycz¬nemu".  ) „Siedliskiem ucźuć, popędów i namiętności jest ciało astralne", „Wszystkie inne człony poza ciałem fizyczttem są spostrzegalne, ale tylko dla posiadającego wzrok du¬chowy. )
Wytwarza się ten- wzrok z pomocą pewnych ćwićzeń (które nieantropozofowi wydają się wywoływaniem auto- suggestji), z wykluczeniem jednakże jogi, bo „w epoce roz-woju intelektu oddychanie według wskazówek hinduskich może spowodować poważne zaburzenia organizmu". Z po-mocą stosownych ćwiczeń „osiąga się< przeduchowienie tka¬nek cielesnych, przemianę ich, t. zw. transmutację". )
Obok ćwiczeń potrzebne są medytacje, które „wpływają na ukształtowanie w ciele astralnem organów widzenia duchowego... Organa te przyjęto nazywać „kołami", albo „kwiatami lotosu", ze względu na formę ich i ruchy ukazujące się jasnowidzowi... Rozmaite medytacje działają na rozwój odpowiednich kół, których jest sześć o różnej budowie... Ukazuje się świat wyższy w formach wrażeniowych ciepła i zimna, albo tonów, słów, świateł i barw". 0
Są trzy formy poznania: imaginatywne, inspiracyjne i intuicyjne ). Poznanie imaginatywne pozwala stwierdzić przy śmierci człowieka, „jak organa duszno - duchowe oddzielają się od ciała pozostającego w świecie fizycznym; ale żeby zorjentować się w związku stanów duszy po śmierci ze stanami, które ją poprzedziły i które po nich nastąpią, nie-zbędne jest poznanie inspiracyjne. By dojść do poznania inspiracyjnego, trzeba do obrazów imaginatywnych zastoso¬wać świadomie niepamięć, zapomocą medytacyj specjalnych"... „Wyższy jeszcze stopień wiedzy duchowej nazywa się pozna-niem intuicyjnem. Wyrazu tego nie należy brać w znaczeniu zwykłem, jakby cudownego odgadywania prawdy. Intuicja w wiedzy tajemnej jest najgłębszem najjaśniejszem pozna¬niem rzeczy, którym towarzyszy świadomość absolutna pew¬ności jej podstaw. Znać istotę duchową intuicyjnie — to samo, co zjednoczyć się z nią, przeniknąć do jej świado¬mości. Badacz wznosi się do tej wysokiej zdolności stop¬niowo i dzięki niej tylko może pojąć w pełni istotę czło¬wieka pomiędzy śmiercią i nowemi narodzinami, gdzie obja¬wia się to, co w człowieku pozostaje niezmiennem przez wszystkie jego żywoty ziemskie, co jest czynnikiem nieza¬wodnym karmy i reinkarnacji, poznać można jedynie przez intuicję antropozoficzną". )
„Istnieje w człowieku coś, co dąży do ukształtowania nowego człowieka fizycznego"... ale... „ciało obecne już jest ukształtowane, w rozwoju swym zakończone bez możności przemiany i przez odbyte przeżycia zużyte. W człowieku zatem tkwi istotą duchowo - duszna, zawierająca zaródź no¬wego człowieka. Inne są to dla badacza duchowego hipotezy, jak dla przyrodnika obserwującego świat fizyczny, ale prawdy nie podlegające wątpliwości". ) Kształcący się antropozoficznie „poznaje w sobie istotę zbudowaną na tym świecie fizycz¬nym w sposób niedoskonały, istotę, która tylko na tym właśnie świecie może dojść do doskonałości".  ) Ale trzeba do tego nieraz tysięcy lat (z pomocą reinkarnacji), zanim się poprzez sześć stadjów wiedzy duchowej dojdzie do celu. »Etapem ostatecznym jest zbawienie w Bogu. By stan ten pojąć, trzeba dojść do takiego rozwoju myślenia, który obywa się już bez mózgu fizycznego* )
Antropozofja zastrzega się, że nie jest religją. ) Jest jed-nakże niewątpliwie systemem ujmującym stosunek świata przy¬rodzonego do nadprzyrodzonego — muszę przeto wliczyć tę doktrynę do religij^ choćby nieświadomie zamierzonych. Za¬strzeganie się przeciw uważaniu za religję pochodzi u antropo- zofów prawdopodobnie stąd, że uważają się za chrześcijan. Jpdno nie wyklucza atoli drugiego: byłaby to jedna z religij chrześcijańskich, rodem z chrześcijaństwa orjentalnego; mie¬szanina, zabłąkana na Zachód i usiłująca przystosować się do odczuwanej na Zachodzie potrzeby nauki. Dlatego feż chce być „wiedzą".
Antropozofja pragnie być uważaną za zgodną z chrześci-jaństwem... ezoterycznem. Ciekawego przykładu dostarcza rozdział trzeci części drugiej Kroniki Akasha (cjzieła samego Steinera), rozdział opisujący życie Saturna. Człowiek prze¬bywał na Saturnie (zanim znalazł się na ziemi) i przeżył tam siedm „rundów" (małych obiegów), stanowiących okresy w rozwoju człowieka, podczas których, „ciało materjalne, jakie otrzymał, ulega dalszemu opracowaniu. W opracowa¬niu tem biorą udział w najróżnorodniejszy sposób inne ro¬dzaje istot". Albowiem obok człowieka na Saturnie w jego otoczeniu znajdowało się jedenaście różnych rodzajów istot.
Cztery najwyższe rodzaje ośiągły swe zadania na stopniach rozwoju, które poprzedziły jeszcze życie Saturna. Kiedy po-częło się to życie, dosięgły one tak wysokiego stopnia swego rozwoju, że ich dalszy byt miał wówczas miejsce w świa¬tach leżących poza państwem człowieka. Stąd niepodobna i nie potrzeba o nich tutaj mówić. Pozostałe jednak rodzaje istot — siedm poza człowiekiem Saturna — wszystkie biorą udział w rozwoju człowieka. Zachowują się przytem, jak moce twórcze.
Na końcu rozdziału w rekapitulacji zawiłych wywodów podano następujący schemat, wypisując obok nomenklatury teozoficznej na te istoty, także w nawiasach ich nazwy. . ezoteryczne chrześcijańskie. Czytamy, co następuje, o obiegu trzecim:
„Ten rozwój (praczłowieka na Saturnie) przechodzi przez siedm podstopni (mniejsze obiegi czyli rondy). Na każdym z tych stopni włączają wyższe duchy swoją pracę nad ukształ- ceniem ciała ludzkiego, a mianowicie w pierwszym obiegu Duchy woli (Trony); w drugim obiegu Duchy Mądrości (Panowania); w trzecim Ruchu (Moce); w czwartym Kształtu (Potęgi); w piątym Osobowości (Prapoczątki, Księstwa); w szóstym Synowie Ognia (Archaniołowie); w siódmym Sy¬nowie Półmroku (Aniołowie)".
Tyle w trzecim (pełnym) obiegu Saturna. Dalej zaś:
„W czwartym obiegu wznoszą się duchy Osobowości do stopnia człowieczeństwa. Od piątego obiegu objawiają się Serafiny. Od szóstego obiegu objawiają się Trony, właściwi Twórcy człowieka. Przez ostatnie objawienie powstaje w siódmym obiegu pierwszej planety (Saturna) zaródź dla Ducha- Człowieka, dla Atmy".1)
Otóż te twierdzenia mają być zupełnie zgodne z chrześcijaństwem. Albowiem: „Kto rzeczywiście zna naukę chrześcijańską, fen wie, że wyobrażenia tych przełożonych nad człowiekiem istot duchowych zupełnie jej odpowiadają. Tylko dla ujawnionej (egzoterycznej) nauki religijnej zagi¬nęły one od pewnego czasu. Kto rzeczywiście wnika w rzeczy i głębiej patrzy, pozna, że ze strony chrześcijaństwa niema najmniejszego powodu do zwalczania wiedzy tajemnej, ale że przeciwnie — wiedza tajemna znajduje się w najztt- pełniejszej zgodności z prawdziwym chrześcijaństwem. Gdyby teologowie i nauczyciele religji zechcieli wdać się w rozważanie wiedzy tajemnej, musieliby w imię chrystjanizmu widzieć w niej najlepszą pomocnicę i poparcie w dobie obecnej" i t. d.
Antropozofja ma własne budownictwo, rzeźbę, tańce (eurytmię), dramat, swoją medycynę, astronomję, pedagogję, ekonomję, socjologję, swój własny system społeczny. ) Ząbrano się tedy do obmyślenia nowej metody ustroju życia zbiorowego, czyli nowej cywilizacji, któraby oparta była o poznanie światów duchowych, nadprzyrodzonych, metodą antropozoficzną. A zatem, gdyby coś w rodzaju antropozofii stało się religją panującą w jakim kraju, mielibyśmy tedy sakralną medycynę, pedagogię, nawet sakralną fizykę i chemię. Byłoby to cofnięciem się.
Gdybyśmy przeszli na antropozofję, tworzylibyśmy nie- tylko nową „syntezę" religijną, ale też nową cywilizację, ści¬śle sakralną. Ale daleko do tego, żeby się mogła.rozwijać! Przyznają to sami antropozofowie. Pozostaje to w związku ze zmianami w świecie nadprzyrodzonym, tudzież z udosko¬naleniem samego ciała ludzkiego. Przypuśćmy np., że człowiek przestanie być stworzeniem dwupłciowem; czyż nie zmieniłoby się wszystko koło nas? O tajemnicy ludzkiej dwupłciowej natury miał też Steiner jakieś jasnowidzenie, lecz pisze o tem, jako „tymczasem nie wolno unieść zasłony, jaka nad tą tajemnicą się rozpościera".  )
Niełatwo zrozumieć te rzeczy mózgiem fizycznym, bez jasnowidzeń. Same „zapiski Kroniki Akasha dają się tylko z trudem tłumaczyć na nasz język potoczny. Łatwiej je wykładać w używanym w szkołach tajemnych symbolicznym języku znaków, których udzielenie jednak na teraz jest wzbronione". )
Zacytuję jeszcze dwa miejsca z „Kroniki Akasha":
„W chwili obecnej zobowiązany jestem jeszcze do za-chowania milczenia o źródłach niniejszej rewelacji. Kto wo- góle wie cośkolwiek o tego rodzaju źródłach, ten rozumie, dlaczego tak być musi. Od zachowania się współczesnych zależy całkowicie, wiele należy udzielić z zasobu wiadomości, utajonych w łonie teozoficznego dążenia. I oto pierwszy wypis, jaki wolno mi podać".
Niedozwolone jest na-teraz udzielić jawnych rewelacyj o pochodzeniu tych wiadomości i sztuk. Dlatego należy ominąć tu pewne miejsce w „Kronice Akasha".  )
Otóż zupełnie tak samo postępował uwielbiany przez antropozofów Wroński. Odkrył on, jak sam twierdził — dnia 15 sierpnia 1803 r. — absolut, posiada tedy tem samem tajemnicę istoty wszechświata, wszechbytu i wszech¬rzeczy, tajemnicę stworzenia! Dzieje ludzkości dzielił na siedem „perjodów"; w siódmym będzie ujawniony absolut, i dokona się proces doskonalenia się, co nazwał „samostwarzaniem" człowieka. Otóż Wroński posiadał tę tajemnicę życia na początku zaledwie piątego okresu. Czy godzi się tedy ujawniać ją i o ile — oto jest pytanie jego życia! Kiedyś w przyszłości depozytariusze świętej tajemnicy będą uznanymi prawodawcami ludzkości, stanowiąc Radę Świętą, której uznaniu i władzy poddane będą wszelkie sprawy tej ziemi. Ale obecnie Wroński w rozmaitych swych dziełach „wyjaśnia" potrosze, na czem ten absolut ma polegać, lecz nigdy niczego jasno nie powie, lecz odsyła czytelnika do innego dzieła, gdzie znów powtórzy się to samo (np. Développement i Appdictique). Przypierany zaś do muru, tłumaczył się tem, że jeszcze nie czas zdejmować zasłonę z Prawdy, bo ludzkość jeszcze do tego nie dojrzała. W wydanej w 1852 r. Philosophie absolue de l'histoire, czytamy kilka¬dziesiąt razy, że teraz oto* wyłuszczy się „przedmiot spe¬cjalny niniejszej historjozofji" — ale za każdym razem spo¬tyka nas zawód.
Wrońskiego ideałem była synteza religji. Według jego schematu historiozoficznego perjod trzeci (po upadku Rzymu
jest perjodem „religji, jako poręczenia moralności" i trwa do reformacji, poczem w perjodzie czwartym „le savoir devint enfin le but principal", bo zapanowała „domination du bien — être spirituel". W piątym perjodzie zaczyna się świadomy już pochód ku absolutowi; w szóstym nastąpi (obok zjednoczenia ludów i monarchów) powszechna unia religijna.
Zadajmy sobie teraz pytanie, czy buddyzm mógłby się szerzyć w Europie? Ależ on już się szerzył! Ążeby to stwierdzić, nie trzeba nawet wychylać się poza Polskę. Jaki to buddyzm? Otóż to właśnie stanowi cechę buddyzmu, że w każdej stronie świata jest inny, bo się przystosowuje do każdej cywilizacji. Antropozofja ma to jeszcze za sobą, że, się uważa za rodzaj chrześcijaństwa i obięcuje zjednoczenie religij za pomocą „wiedzy", chociaż na razie tajemnej. Ileż uroku w, tem, że nareszcie nastąpi pogodzenie nauki i wiary" i zlanie się dwóch największych religij świata! Może dostać zawrotu niejedna niedouczona głową.
Wielką budzą ciekawość owe „ćwiczenia", ; z pomocą których\można posiąść zmysły wyższe, potrzebne ido wnijścia w wiedzę antropozoficzną. Tego się nie publikuje, ale są pewne dane, że są to ćwiczenia zmysłowe, takie, które wy¬woływać mogą — zdaniem nieańtropozofów .r- sugestję.
Na zakończenie tych uwag o błędach i obłędach zmysłu religijnego, chadzającego samopas, zwróćmy jeszcze uwagę na coś, co jest najprzykrzejszem i najbardziej upokarzającem dla człowieka myślącego. Oto sam obłęd, sama choroba umysłowa, bywa przedmiotem kultu.   .-i
Niestety, kult zboczeń umysłowych ma wielki zasiąg geograficzny, bo znany jest obu półkulom. Leśni mieszkańcy puszcz brazylijskich, mieszkańcy indyjsko-murzyńsko-portu- galscy, w zasadzie chrześcijanie, „zabobonni, kabokłe przy¬wykli traktować warjatÓw, jako ludzi tkniętych Duchem Świętym".â)
„W Upale, na zachód Kaszgaru w Azji centralnej, na cmentarzu, od trzech lat mieszka para dżynne", t. j. nie¬spełna rozumu, w starym grobowcu, nie opuszczając ani na chwilę cmentarza. Mieszkańcy Upala dostarczają im wszyst¬kiego.
Podobnież składa się religijny hołd szaleństwu — ma- bullom — w Algierze. Są tam nawet tacy, którzy naśladują i udają chorych umysłowo, żeby żyć wygodnie. )
Kult chorych na umyśle, jako szczególnych wybrańców Bożych, tkwi w Azji turańskiej i przedostał ^się tam do Islamu, a stamtąd do Afryki i do Eurazji. Wiadomo, jakiem poważaniem i jaką czcią cieszy się w Rosji „jurodiwyj", t. j. nawiedzony przez Boga war jat.
Nie nawiedzeni w ten sposób, posiadają atoli prosty środek, żeby zbliżyć się do Boga, a nawet otrzymywać objawienia: wpatrywać się długo upornie w jeden punkt, zwłaszcza błyszczący, a jeszcze lepiej we własny pępek. Jest to odkrycie bramińskie, które także przywędrowało do Eurazji. W teń sposób stawali się najżarliwsi wyznawcy prawosławia w XV w. uczestnikami „światła taborskiego". Ależ w wieku XIX używał tego sposobu jeden z najcelniejszych Rosjan „Speranskij, twórca rosyjskiego kodeksu praw zalecał w listach do swego przyjaciela Ziera kontemplację mistyczną przez wpatrywanie się w jeden punkt, najlepiej w swój pępek. Podaje to w swych pamiętnikach markiz de Voguć*. )
Dość przykładów. Widzimy ponad wszelką wątpliwość, jako nie wszelka religijność jest dodatnią i że przemyca się pod płaszczykiem religijności objawy intelektu nader ujemne. Lwią część tych upadków ducha zapisać wypada na karb dążeń do rzekomej syntezy religijnej. W tem nieporozumieniu obfite ich źródło.
Stwierdźmyż jeszcze raz z naciskiem, że katolicyzm nigdy się w żadne „syntezy" nie wdawał.

Źródło: http://www.przegladpowszechny.pl/archiwum/
“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • WyBudzony
  • *
  • Posts: 2 554
  • Reputacja: +12/-0
Odp: Z rzekomych syntez religijnych. - Feliks Koneczny
« Reply #1 on: (Tue) 07.07.2015, 15:58:32 »
Okultyzm, a nauka przed Oświeceniem, Zbigniew Liana
https://www.youtube.com/watch?v=jUAMN5swL8c

W roku akademickim 2010/2011 Centrum Kopernika, wraz z Wyższą Szkoła Europejską im. ks. Józefa Tischnera w Krakowie oraz Wyższą Szkołą Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie zorganizowało cykl wykładów "Nauka i religia".

Wykład ks. dra Zbigniewa Liany "Okultyzm a nauka przed Oświeceniem" należy do bloku historycznego serii. Jego cezura została dopasowana do przedmiotu -- do Oświecenia astrologia, magia i alchemia należały do naturalnego obrazu świata, który radykalnie i gwałtownie zmienił się w połowie XVIII wieku.

Słowo okultyzm pochodzi od łac. 'occultus' (ukryty) i wywodzi się z tradycji arystotelesowskiej, która rozróżniała własności naturalne i ukryte substancji. Do tych ostatnich Arystoteles zaliczał np. przyciąganie magnesu, pływy morza czy też leczące własności lekarstw. (Własności ukryte były obce myśli platońskiej, która siły niejawne potrafiła wyjaśnić w sposób naturalistyczny.) Wyróżnia się dwa paradygmaty okultystyczne: astrologiczny i magiczno-alchemiczny, w zależności od pasywnej czy też aktywnej roli człowieka.

Gdy weźmie się pod uwagę kontekst okultyzmu, można powiedzieć, że w stosunku do Renesansu Średniowiecze było oazą racjonalności. Choć pisma alchemiczne i astrologiczne pojawiały się w wiekach średnich, to Odrodzenie przyniosło ich wybujały rozwój, wprowadziło na salony, uniwersytety i do kościołów. Okultyzm znalazł w renesansowym humanizmie ogromny posłuch -- mało znanym faktem jest, że Kopernik w "De revolutionibus" powołuje się na Hermesa Tresmegistosa -- fikcyjnego mitycznego autora ksiąg okultystycznych. (Od Tresmegistosa pochodzi nazwa "hermetyczny"). Nawet tak wielki umysł, jakim był Newton, pozwalał sobie na uprawianie astrologii.

Jednym z pierwszych naukowców, który do okultyzmu podchodził w sposób sceptyczny, był Johannes Kepler. Wyrugował z astronomii dusze planet i miał prześmiewczy stosunek do horoskopów. Przyjmuje jednakże pewną formę tzw. teorii podobieństw. Wykład zdaje sprawę z tego, co doprowadziło Keplera do takiego sposobu myślenia. Naświetla również stosunek Kościoła do okultyzmu, który widział w nim co najmniej dwa problemy -- możliwość paktowania z nieczystymi siłami i zagrożenie wolnej woli człowieka (problem determinizmu).

Osiemnastowieczne odrzucenie okultyzmu wiązało się z popadnięciem w kolejną skrajność -- Oświecenie wyrugowało dusze ze świata, ale pod wpływem odkrycia krążenia krwi i filozofii Kartezjusza zaczęło pojmować świat na sposób mechanizmu.
“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • WyBudzony
  • *
  • Posts: 2 554
  • Reputacja: +12/-0
Odp: Z rzekomych syntez religijnych. - Feliks Koneczny
« Reply #2 on: (Wed) 29.07.2015, 13:07:54 »
CYWILIZACJE I RELIGIE

Poniższy  tekst pochodzi z  jednego z  artykułów niemieckiego badacza - Antona Hilckmana na temat nauki o cywilizacjach Feliksa Konecznego .

Kwestia stosunku cywilizacji i religii ma zasadnicze znaczenie. Czy cywilizacje stworzone są przez religie? Czy cywilizacja jest czymś wyzwolonym ze zbiorowych przeżyć religijnych, by potem kroczyć wedle własnych zagadkowych praw bytu ? Tak wyglądają te sprawy u Spenglera. Przeciwstawienie temu, co po wielu negatywnych odpowiedziach dotyczących filozofii cywilizacji może się wydać najbliższe, najprawdziwsze w takich dziedzinach jak technika, rasa, język, co możemy uznać za najważniejsze osiągnięcie Konecznego, jakkolwiek odpowiedź, którą on nam daje wymaga dalszego opracowania. Przez przenikliwe opracowanie pierwiastka cywilizacji jako odrębnych również i od religijnych, mimo różnych poglądów szczególnie zacieśniających stan rzeczy, dających się jednak rozdzielić na sfery, Koneczny uchronił historię ducha od ślepej uliczki. A ta uliczka nieuchronnie groziła. Spengler wpadł w nią łatwo i żaden z krytyków Spenglera, o ile nam wiadomo, nie poprawił tego błędu. Koneczny zaproponował rozwiązanie wcześniej, niż książki Spenglera zostały napisane. Język powszechny mówi bez wahania o chrześcijańskiej, mahometańskiej, buddyjskiej cywilizacji. Fustel de Coulanges, Durkheim, Le Bon uznają różnice religijne jako proste przyczyny cywilizacyjnych różnic, Buckle reprezentuje przeciwny pogląd. Że istnieją najściślejsze związki między religią a cywilizacją — to pewne: są one różnorodne i często między sobą pełne sprzeczności. Metoda indukcyjna, którą Koneczny przesiewa wielopostaciowy splot faktów i pytań — doprowadziła go do ważnego odróżnienia cywilizacji sakralnych, półsakralnych i niesakralnych. Religia tylko, i tylko wtedy, stwarza cywilizacje, gdy ustawodawstwo sakralne ogarnia wszystkie zakresy pięciu kategorii egzystencjalnych, gdy sama z siebie jako religia normuje całość bytu człowieka, a więc higienę, gospodarstwo, sztukę i wiedzę. Takimi sakralnymi cywilizacjami są: żydowska, i bramińska. W obydwóch tych wypadkach pokrywają się religia i cywilizacja; dla nich pytanie o stosunek religii do cywilizacji jest rozwiązane: we wszystkich innych wypadkach należy stosunek ten badać. Tym dwom krańcowym wypadkom religii, które całą cywilizację określają i bezpośrednio cały ludzki byt normują, przeciwstawia się buddyzm, który nie próbuje przekształcać napotykanych na swej drodze cywilizacji, ale zawsze do tych cywilizacji się dostosowuje, w takim stopniu do nich asymiluje, że sam w których zasięg wkroczył pod wpływem cywilizacji ulega najgłębszym przemianom. Buddyzm jest acywilizacyjny — jaka cywilizacja — taki buddyzm.

Źródło: http://w.kki.com.pl/piojar/polemiki/koneczny/relig-cyw.html
“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje