Author Topic: Magia i religia. Szkice z antropologii religii - Andrzej Wierciński  (Read 3391 times)

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • WyBudzony
  • *
  • Posts: 2 554
  • Reputacja: +12/-0
Magia i religia. Szkice z antropologii religii - Andrzej Wierciński

Fragmenty książki

Część pierwsza
1.   Ontogeneza człowieka, a jego ewolucja
2.   O odrębności taksonomicznej, naturze i istocie gatunkowej człowieka
3.   Antropologiczny szkic o antypersonie
4.   Antropologiczna koncepcja procesu symbolizacji
5.   Antropologiczne ujęcie kultury i ewolucji kulturowej
6.   Antropologiczna koncepcja rozwoju światopoglądowego ludzkości
7.   O pojęciu magii
8.   Mit religijny a współczesny przekaz naukowy
9.   Model postaci szamana
10.   Mesjasz i ekspansja

Część druga
Wstęp
1.   Wielka bogini - ideologiczna przemiana w społeczeństwach neo-eneolitycznych
2.   Kamień - mesjasz i bóg
-   Dodatek i wypisy z dzieł ezoterycznego judaizmu Dotyczące symbolizmu kamienia fundamentalnego - eben szetuah
3.   Inicjacyjny symbolizm węża i kwiatów - Analogia tantryckiej jogi kundalini
-   Dodatek 1 kosmogonia według wisznu purany
-   Dodatek 2 tattwiczne etapy kreacji
-   Dodatek 3 charakterystyka lok czyli stref kosmicznych według wisznu purany
-   Dodatek 4 „goraksavijaya - zwycięstwo gorokho"
-   Dodatek 5 przykład zjawiska „nagrzania" w chrześcijaństwie
4.   Potencjał semantyczny terminów nahuatl: Ilhuica(a) tl-tlalli-tlacatl
5.   Ometeotl - wszechobecny pan najwyższego centrum świata
6.   Święta kalendarzowe - przykład meksykański


SŁOWO OD AUTORA

Niniejsza książka obejmuje niewielką część materiału uwzględnionego przez autora w czasie jego wykładu pt.: „Ewolucja magii i religii", który zaczął się na Uniwersytecie Jagiellońskim w 1983 r. Materiał ten został ujęty w formie oddzielnych artykułów, które albo już były publikowane (rozdz. I-VIII) w różnych czasopismach („Problemy", „Literatura na świecie", „Studia Religiologica" i „Ethnologia Polona") albo też nie doczekały się jeszcze swego wydania (rozdz. IX-X). Dlatego też niekiedy będą w nich występować powtórzenia, co może denerwować Czytelnika, ale z drugiej strony, ma on do dyspozycji każdorazowo dość całościowe ujęcie rozważanego problemu.
Trzeba też dodać, że rozdziały I-IX były wydane w postaci zwartego druku tylko do użytku wewnętrznego przez wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego w 1989 r. Ta okoliczność oraz mały nakład spowodowały, że broszura ta mogła trafić jedynie do bardzo wąskiego rzędu odbiorców.
Wyrażam więc w tym miejscu słowa serdecznej podzięki dr Irenie Borowik za decyzję wydania książki w jej obecnej postaci przez Wydawnictwo „Nomos".
Charakteryzując ogólnie treść książki, można powiedzieć, że zawiera ona własne ujęcia teoretyczne i refleksje autora zajmującego się, między innymi, problematyką religioznawczą w duchu antropologii ogólnej. Dziedzinę tę rozumie się tutaj jako naukę polegającą na próbach adekwatnego opisywania i wyjaśniania procesu ewolucji człowieka jako gatunku biokulturowego.
Treść książki odzwierciedla więc biologiczną i kulturową dwuaspektowość człowieka, przy zastosowaniu podejścia rozwojowego i adaptacyjnego.
Jeśli idzie o jej całość, to zaczyna się ona od ujęć antropologii fizycznej (biologicznej), przechodzi przez antropologię kulturową, a w ostatnich rozdziałach to jest to już właściwie antropologia religii. Tę ostatnią dziedzinę należy rozumieć jako zastosowania antropologii ogólnej do religioznawstwa.

CZĘŚĆ PIERWSZA

ROZDZIAŁ I
ONTOGENEZA CZŁOWIEKA A JEGO EWOLUCJA


Człowiek wraz ze swoją kulturą wydaje się być konsekwentnym produktem ewolucji progresywnej biosfery, jeśli ujmować ją od strony optymalizowania procesów przyswajania przez organizmy informacji o uporządkowaniu otoczenia oraz ich przetwarzania dla celów przystosowawczego sterowania się i samoreprodukcji.
Od jego najbliższych zwierzęcych krewniaków, tj. małp człekokształtnych, człowieka współczesnego odróżniają następujące morfologiczno-czynnościowe kryteria gatunkowej odrębności:
-   spionizowana postawa ciała i lokomocja dwunożna wraz ze skorelowanymi z nimi przekształceniami morfologicznymi w budowie ciała;
-   uzębienie typu wszystkożernego, zgęszczone, o zredukowanych kłach i upodobnionych do trzonowców zębach przedtrzonowych, osadzone w paraboloidalnym łuku zębodołowym;
-   redukcja owłosienia na całym ciele;
-   bardziej kulista forma mózgoczaszki, o wydatnie zwiększonej pojemności,
-   osłabionym urzeźbieniu w okolicach nadoczodołowej i potylicznej oraz redukcja twarzoczaszki, z żuchwą zaopatrzoną w wyniosłość bródkową;
-   wszystkożerność z wyróżnieniem mięsożerności;
-   wydłużenie czasu wszystkich faz rozwoju osobniczego, tj. ontogenezy;
-   wyższy stopień umózgowienia, szczególnie w części korowej, skojarzony z rozwojem funkcji świadomego myślenia za pomocą znaków symbolicznych i fantazjowania oraz funkcji świadomego tłumienia ośrodków emocjonalnych;
-   wybitny rozwój zachowań społeczno-kulturowych, nałożonych na odruchową przystosowawczość biologiczną, z mową artykułowaną jako głównym systemem symbolicznej komunikacji międzyosobniczej.
Naukowa odpowiedź w kwestii realizowania się w czasie i przestrzeni tych właściwości gatunkowych człowieka jest głównym celem poznawczym antropologii. Polega ona na adekwatnym opisie przebiegu procesu antropogenezy, czyli ewolucyjnych przekształceń prowadzących od antropoidalnego przodka do człowieka współczesnego oraz na wyjaśnieniu czynników determinujących ten proces.
Przed przystąpieniem do opisu przebiegu antropogenezy warto sobie zdać sprawę z ewolucji przygotowawczej, która zachodziła od paleocenu do miocenu w obrębie przedludzkich Naczelnych. Idąc w ślad za ujęciem T. Bielickiego, wypada tu podkreślić rolę nadrzewnego i stadnego trybu życia, który selektywnie faworyzował: - utrzymanie pierwotnej pięciopalczastości kończyn, ich ruchliwość I chwytność, przy czym
ręka staje się też narządem badawczym i zdolnym do manipulacji;
-   stereoskopową i barwną wizję otoczenia z możliwością dokładnej oceny odległości;
-   umózgowienie w strefie korowej wraz z potężnym rozwojem napędu eksploracyjnego („małpia ciekawość") i rozwojem uczenia się przez imitację;
-   obfitość procesów korowego hamowania ośrodków emocjonalnych w związku z mniej lub bardziej skomplikowanymi stosunkami dominacji i submisji między osobnikami o różnej randze społecznej w stadzie.
W tym świetle nie powinny budzić zadziwienia rezultaty najnowszych badań prymatologów amerykańskich i japońskich, które wykazały nie tylko różnorodne zachowania narzędziowe o charakterze wynalazczym u małp, przekazywane młodemu pokoleniu drogą pozagenetyczną, lecz nawet zdolność do twórczego myślenia na gestowych znakach symbolicznych i sprawnego posługiwania się nimi w komunikacji międzyosobniczej, przy wyraźnym zachowywaniu poczucia własnej, indywidualnej odrębności od otoczenia. W świecie więc antropoidalnych driopiteków, których szczątki kostne w okresie od oligocenu do miocenu odkryto na rozległych obszarach tropikalnego i subtropikalnego lasu (Kenia, Egipt, Hiszpania, Francja, RFN, Austria, Węgry, Grecja, Turcja, Pakistan, Indie i Chiny), zaistniał wybitny potencjał do zajścia antropogenezy.
Za świadectwo jej początku trzeba uznać fragmenty 20 szczęk i zębów tzw. ramapiteków, datowanych na 14 do 8 milionów lat temu i pochodzących z Kenii, Grecji, Węgier, Turcji i Indii Płn., których znaczenie ewolucyjne podsumował ostatnio E. L. Simons. Ramapiteki w stosunku do driopiteków (od których synchronicznie wyodrębniają się odgałęzienia wiodące ku szympansom i gorylom, a wcześniej - ku gibonowatym) ukazują zmiany w budowie uzębienia, polegające na skróceniu łuku zębodołowego i jego zbliżeniu do ludzkiego kształtu paraboloidalnego, redukcji kłów i skierowaniu siekaczy w dół, zgrubieniu szkliwa oraz wydłużeniu szczęki górnej i ramion żuchwy. Twarzoczaszka była więc skrócona i przypłaszczona. Żyły one w środowisku skraju lasu bądź w sawannie i najprawdopodobniej przeszły do wszystkożerności, ze szczególnym uwzględnieniem twardych produktów roślinnych (orzechy, nasiona traw zbożowych, korzeniopłody), przy naziemnej lokomocji i tendencji do pionizacji, przynajmniej tułowia i głowy. Od nich to właśnie mogła wieść linia ewolucyjna ku całkowicie już hominidalnym proterantropom, poruszającym się dwunożnie w pozycji spionizowanej i produkującym pierwsze przemysły otoczakowe typu olduwajskiego. Ich liczne szczątki szkieletowe odkryto w Afryce Płn., Wsch. Jordanii i na Jawie, datowane są na okres od 5,5 miliona do 800 tysięcy lat temu; wykazywały one już ludzką budowę kończyn, miednicy i uzębienia, podczas gdy czaszka i mózg nie wykraczały jeszcze w zasadzie poza poziom wyższej małpy człekokształtnej. Świadczy o tym pojemność mózgoczaszki, wynosząca średnio 552 cm3, słabe jej wysklepienie wzwyż, na boki i w okolicy czołowej, obecność wałów nadoczodołowych i potylicznych, a niekiedy i grzebieni strzałkowych oraz duża i wysunięta do przodu twarzoczaszka, z masywną żuchwą bez wyniosłości bródkowej.
Znane są różne pod względem morfologicznym formy proterantropów, zarówno niskorosłe i delikatniejszej budowy (australopiteki i plezjantropy), jak i masywnie zbudowane i wysokorosłe (megantropy, parantropy i zindzantropy), a nawet bardziej wielkoczaszkowe, z pojemnością wahającą się między 680 a 800 cm3 (tzw. Homo habilis). Nie można wykluczyć, że różnice te wykraczały nawet poza rangę systematyczną gatunku i że Homo habilis reprezentował już rodzaj ludzki.
W fazie proterantropów dokonało się też przełomowe przejście na łowiecko-zbieraczy tryb życia, w środowisku sawanny lub stepu, ze wszystkimi tego doniosłymi konsekwencjami dla ludzkiej socjogenezy, o czym dobitnie pisał T. Bielicki. Lokomocja dwunożna w spionizowanej postawie ciała, w łączności z łowiectwem, poszerza wizję otoczenia i przestawia głowę na korzystniejszą pozycję, sprzyjającą rozwojowi mózgu, oraz uwalnia ręce od funkcji lokomocyjnych, ale też zmniejsza szybkość poruszania się i siłę fizyczną ramion, odsłania okolicę brzuszną i podbrzusze na atak wroga, co - przy redukcji szczęk i uzębienia - pozbawiło praktycznie naturalnych organów obrony i agresji. Jedyną selekcyjnie faworyzowaną możliwością przetrwania mogła więc być tylko wybitna intensyfikacja zachowań narzędziowych i społecznych i te populacje, które nie były w stanie tego dokonać, musiały wyginąć bezpotomnie.
W tym miejscu mógłby się ktoś zapytać, dlaczego to np. w obrębie linii wiodącej ku szympansom albo gorylom, które w większym stopniu . zachowały cechy driopiteków, nie doszło do przekształcenia w istotę podobną do człowieka. Otóż pytanie takie świadczyłoby o niezrozumieniu istoty procesów ewolucyjnych, które są wszak zapoczątkowywane przez lokalne zdarzenia losowe, polegające na „pierwszym kroku" tj. na zainicjowaniu cyklu sprzężeń zwrotnych między np. pewnymi tylko populacjami jakiegoś gatunku, a określonymi warunkami środowiskowymi. Trzeba też pamiętać, że reakcja sprzężonego zwrotnie z otoczeniem biosystemu jest skutkiem nie jednej, lecz dwóch przyczyn, tzn. danego oddziaływania otoczenia i specyficznej reaktywności samego biosystemu. Ponadto reakcja ta zależy jeszcze od poprzednich reakcji biosystemu, który jest układem samodzielnym w sensie cybernetycznej koncepcji M. Mazura. W rezultacie przebieg ewolucyjny jest w pewnym stopniu historyczny i nieodwracalny. Z drugiej strony zaś występuje określony stopień powtarzalności bodźców otoczenia, cech reaktywności („konserwatyzm dziedziczny") i reakcji, co prowadzi do występowania składowej deterministycznej w przebiegach ewolucyjnych raz zaczętych, zezwalającej na formułowanie określonych praw ewolucji.
Wracając do proterantropów, ich zorganizowane polowanie z celowym wykorzystaniem przedmiotów osteodontokeratycznych (kości długie zwierzęce, szczęki i rogi) i prymitywnie zaszczerbionych otoczaków dla celów, rzeźnych, prowadziło do wydatnego wydłużenia czasu koncentracji świadomej uwagi; pierwsza społeczność praludzkiego typu powstała w wyniku nałożenia modelu drapieżnego, mięsożernego trybu życia na cechy biologiczne wyższego prymata. Włączyła ona silne hamowania napędów, przede wszystkim agresji i płci, jak również promowała zachowania altruistyczne.
Następną fazę antropogenezy reprezentują archantropy, do których zalicza się znaleziska szczątków kostnych z Afryki Wsch. i Płn. (pitekantrop olduwajski i atlantrop), RFN (żuchwa z
Mauer), Chin (sinantropy) i Jawy (pitekantropy jawajskie), datowane na okres od 830 tysięcy do 250 tysięcy lat temu. W związku z dalszym rozwojem kultury, a w tym doniosłego przyswojenia ognia, obszar życiowy hominidów poszerzył się o strefy chłodniejszego klimatu kontynentalnego, co zróżnicowało naciski selekcyjne w zależności od zróżnicowania na środowiska życiowo łatwiejsze i trudniejsze. W rezultacie obserwuje się, jak to wykazały wspólne badania z T. Bielickim, wyraźne zróżnicowanie tempa ewolucyjnego na różnych obszarach, widoczne już w fazie archantropów, a następnie kontynuowane do współczesności. Ze względu jednak na ten sam kierunek selekcji naturalnej, w ostatecznej instancji zachodzą te same fazy antropogenezy w obrębie całości ekumeny, co musiała podtrzymywać niepełna izolacja w procesie wykrzyżowania między różnymi populacjami terytorialnymi. Wobec tego różnice w tempie ewolucyjnym nigdzie nie mogły doprowadzić do wyodrębnienia się nowych gatunków w danym okresie. Ponadto można było stwierdzić regularne zmniejszanie się różnic w tempie ewolucji z biegiem czasu. Rozwój ewolucyjny rodzaju ludzkiego przebiegał więc - począwszy od fazy archatropów - policentrycznie (tzn. na wielu obszarach), ale monofiletycznie (w obrębie jednego gatunku biologicznego). Najwol¬niejszym tempem zmian charakteryzowała się Australazja, zaś najwyższym tereny Europy, Afryki Płn. i Azji Zach.
Wszystkie dane faktyczne przemawiają za tym, że zdecydowana większość populacji archantropów - cechujących się wyższą pojemnością mózgoczaszki (średnio 982 cm3), przekraczającą już ludzki „Rubikon mózgowy", ale ciągle słabym wysklepieniem czaszki wzwyż i na boki, znacznie pochylonym czołem, wałami nadoczodołowymi i potylicznymi oraz twarzoczaszką dużych rozmiarów, z wielkim uzębieniem i masywną żuchwą bez wyniosłości bródkowej - dała początek populacjom następnej fazy antropogenezy, tj. paleoantropów.
Paleoantropy obejmują szczątki szkieletowe tzw. neandertalczyków i meandertaloidów, znane z rozległych obszarów Afryki i Eurazji i datowane na okres od około 250 tysięcy do 47 tysięcy lat przed n.e. oraz skojarzone z kulturami cyklu górnoaszelskiego i mustierskiego.
Paleoantropy charakteryzowały się dalszym wzrostem pojemności mózgoczaszki (średnio 1370 cm3), lepiej już wysklepionej, ale nadal o pochylonym czole, z wałami nadoczodołowymi, silnie urzeźbioną potylicą, aż po występowanie wału, dużą twarzoczaszką i żuchwą bez wyniosłości bródkowej. Różnice morfologiczne występujące między różnymi seriami chronoterytorialnymi paleoantropów spowodowały ożywiony spór między zwolennikami koncepcji kolejnych faz antropogenezy (ewolucja anagenetyczna) i ewolucji zachodzącej przez rozgałęzienia (ewolucja kładogenetyczna). Ci drudzy uważali, że linia ewolucyjna wiodąca ku człowiekowi współczesnemu była równoległa do neandertalskiej i wywodziła się od nieznanego i „zawieszonego w próżni" ewolucyjnej przodka o cechach już Homo sapiens - sapiens (tzw. koncepcja człowieka Preasapiens). Opierali się oni jednak albo na jawnie fałszywych bądź wysoce niepewnie datowanych znaleziskach na okresy starsze od paleolitu górnego (Galey Hill, Kanam i Kanjers, Castenodolo, Clichy itd), albo na dobrze datowanych, ale fałszywie diagnozowanych jako sapientne (znaleziska ze Steinheim, Swanscombe i Fontechevade), albo wreszcie na zwykłych
fałszerstwach (Piltdown). Inną ich przesłanką były rzekomo niepełna pionizacja ciała i odrębne ustawienie stóp u neandertalczyków albo mozaikowy rozkład cech sapientnych i neandertalskich w budowie czaszek najpóźniejszych zresztą form palestyńskich (Skhul, Tabun i Djebel Kafzeh), co miało przemawiać za efektami hybrydyzacji. W pierwszym przypadku podstawą była budowa jednostkowego szkieletu paleoantropa z Chapelle-aux-Saints, osobnika w podeszłym wieku i o zmianach patologicznych w kręgosłupie, a w drugim przypadku mamy do czynienia z przemieszaniem się populacji bardziej zaawansowanych ewolucyjnie paleoantropów z mniej zaawansowanymi. Rzeczowej argumentacji za anagetycznie, tzn. etapowo przebiegającą antropogenezą, połączoną z dosadną krytyką hipotezy ewolucji przez rozgałęzienie, przy zastosowaniu metod matematycznych w diagnozowaniu pozycji ewolucji czaszek hominidów, dostarczyły prace antropologa radzieckiego J. J. Rogińskiego i autora niniejszego szkicu jeszcze z lat pięćdziesiątych.


1. Zmiany w budowie czaszki w kolejnych fazach antropogenezy zestawione z szympansem i dzieckiem
współczesnym

Tak więc począwszy od górnego paleolitu, a w każdym razie po 47 tysiącleciu przed n.e., masowo pojawiają się przedstawiciele człowieka typu współczesnego, tzn. neoantropy kopalne, zwane też dawniej Homo sapiens fossilis. Charakteryzowały się one mózgoczaszką o pojemności wyższej niż obecnie (średnio 1492 cm3), bez wałów nadoczodołowych i potylicznych, choć przeciętnie okolice te były mocniej urzeźbione niż obecnie, wysklepioną okolicą czołową, zredukowaną twarzoczaszką i żuchwą zaopatrzoną w wyniosłość bródkową. Zmiany te, związane z odpowiednim rozwojem korowej części mózgu, szczególnie w obrębie płatów czołowych, mieszczących ośrodki wyższej uczuciowości społecznej oraz z funkcją mowy artykułowanej gramatycznego typu, współwystępują z masową produkcją skomplikowanych narzędzi składanych, instrumentów muzycznych i pojawieniem się bogatej sztuki przedstawieniowej. Rozwija się także obrządek pogrzebowy, wcześniej zapoczątkowany już przez paleoantropy.
Omówienie fazowe przekształcenia w budowie czaszki, począwszy od fazy proterantropów, ilustruje tabela 1, w której zestawiono średnie arytmetyczne cech wskaźnikowych, opisujących ogólną morfologię czaszki w sposób ilościowy. Od, razu rzuca się w oczy wybitnie regularna kierunkowość zmian w czasie. Inne badania, przeprowadzone wspólnie z T. Bielickim, wzmocniły jeszcze przekonanie o całkowicie „gładkim" zachodzeniu procesu hominizacji czaszki, i to w zakresie całego kompleksu na raz branych pod uwagę 12 cech ilościowych.
Po zdaniu sobie sprawy z przebiegu procesu antropogenezy należy obecnie zastanowić się nad możliwością jego interpretacji. W ciągu kilku dziesiątków lat prowadzonych badali nad związkami między ontogenezą a ewolucją człowieka narastało wśród wielu antropologów przekonanie, że za główny czynnik antropogenezy można by uznać dziedziczenie warunkowane i promowane przez selekcję naturalną retardacje ontogenetyczne, czyli zahamowania w rozwoju osobniczym. Mogą one polegać:
-   na retencji, czyli „zamrożeniu" ontogenetycznie wcześniejszej („młodszej") wartości cechy u osobnika dorosłego na skutek zatrzymania rozwoju tej cechy, co prowadzi konsekwentnie do upodobnienia się osobnika dorosłego do płodu (fetalizacja), dziecka (pedomorfizacja) lub młodzieńca (juwenalizacja), zależnie od fazy rozwojowej retencji, albo chodzić może tylko o hamowanie tempa rozwojowego cechy;
-   na prostym wydłużeniu tylko samego czasu kalendarzowego tej czy innej fazy ontogenezy.


Ryc. 1 Schemat blokowy włączenia procesu antropogenezy z podkreśleniem roli retardacji ontogenetycznych.

W obu przypadkach następuje uzyskanie „tanim kosztem" mutacyjnym głębokich przekształceń ewolucyjnych. I właśnie w rezultacie przeprowadzonych przez autora niniejszego artykułu badań
okazało się, że hipoteza retardacji ontogenetycznych ma największą moc wyjaśniającą dla przebiegu antropogenezy. Unaocznia to przedstawiony schemat blokowy, w którym zostały ujęte różnorodne konsekwencje ewolucyjne takiej hipotezy (ryc. 1). Wszakże należałoby ją obecnie uwiarygodnić na podstawie bezpośrednio dostępnego materiału faktycznego, tj. szczątków szkieletowych hominidów. W rachubę wchodzi tu przede wszystkim budowa morfologiczna czaszki, ulegająca, jak to już było pokazane, wybitnie kierunkowym transformacjom, skoro szkielet osiowy (pozaczaszkowy) został już ustalony w swych gatunkowych cechach od momentu przyjęcia wyprostowanej postawy ciała i lokomocji dwunożnej w fazie proterantropów. Zostały więc wzięte pod uwagę w tabeli 1 cechy metryczne i wskaźniki ilorazowe. Ich wartości średnie dla poszczególnych faz antropogenezy zostały następnie syntetycznie ujęte w postaci tzw. przeciętnego wskaźnika pozycji ewolucyjnej, wprowadzonego przez T. Bielickiego, ponieważ wskaźnik ten umożliwia porównywalność cech. Wskaźnik ów ujmujący za pomocą jednej wartości liczbowej całokształt budowy czaszki, został dalej obliczony dla serii dzieci współczesnych w różnych kategoriach wieku kalendarzowego oraz dla dzieci kopalnych hominidów, a wyniki obliczeń przedstawia wykres 1.


Wykres 1. Porównanie linii rozwoju ontogenetycznego we wskaźniku pozycji ewolucyjnej czaszki u różnych grup kopalnych człowiekowatych na tle krzywej rozwojowej dla człowieka współczesnego

Ujawniły one oczekiwane prawidłowości, tzn.:
- różnica między pozycją ewolucyjną kopalnych czaszek dziecięcych i człowieka współczesnego tej samej kategorii wieku zębowego zmniejsza się stopniowo w miarę ewolucji; rozwojowa różnica w tej pozycji między dziećmi kopalnymi a kopalnymi dorosłymi jest większa od różnicy między dziećmi współczesnymi a współczesnymi dorosłymi. Na wykresie widać więc, jak w miarę postępującej ewolucji następuje „młodnienie", osobników dorosłych. Wszakże wykres pokazuje jeszcze inną prawidłowość polegającą na tym, że część krzywej rozwojowej do około 3 roku życia dla dzieci współczesnych reprezentuje jakby powtórzenie ewolucji, zgodnie z prawem biogenetycznym Haeckla, podczas gdy przebieg dalszej części krzywej sugeruje zwierciadlane odbicie kierunku ewolucji, a więc to, czego i należałoby oczekiwać przy zachodzeniu jej na skutek retardacji ontogenetycznych. 
Dalsze rozstrzygnięcie problemu, a zarazem kwestii udziału selekcji naturalnej jako czynnika faworyzującego opóźnione ontogenetycznie osobniki przynosi wyrównanie danych empirycznych w postaci średnich wskaźnika pozycji ewolucyjnej do krzywej logistycznej.





Wykres 2. Wyrównanie przebiegu antropogenezy we wskaźniku pozycji ewolucyjnej czaszki za pomocą krzywej logistycznej według danych z tabeli 2. Strzałki oznaczają zasięg indywidualnej zmienności tej cechy w obrębie danej grupy form kopalnych człowiekowatych; wyrównanie to przeprowadził A. Góralski na podstawie danych autora

Jest tak, ponieważ równanie tej krzywej zostało wyprowadzone z założeń selekcji naturalnej przez A. Góralskiego w jednej z wcześniejszych prac napisanych wspólnie z autorem niniejszego artykułu.
Dane naszego wyrównania przedstawia tabela 2 i wykres 2. Jak widać, wartości empiryczne odpowiadają znakomicie wartościom teoretycznym wyliczonym na podstawie równania. Można jednak wyciągnąć dalsze jeszcze wnioski z tych badań, a mianowicie:
-   wartość asymptoty dolnej krzywej teoretycznej odpowiada czaszce z okresu proterantropów KMM-ER 1470 znad Jeziora Rudolfa, co sugeruje, że właśnie takie wielogłowe formy, pokrywane niesłuszną zresztą nazwą Homo habilis, stanowiły punkt wyjścia dla późniejszych hominidów tj. Archantropów;
-   punkt przecięcia krzywej, odpowiadający maksimum tempa ewolucyjnego, przypada na czas około 18 tysięcy lat temu; odtąd, tj. od młodszej fazy paleolitu górnego, ewolucja 
czaszki podlega symetrycznemu hamowaniu;
-   wartość asymptoty górnej, która odnosi się do odległej przyszłości ewolucyjnej, jest bliska wartości pozycji ewolucyjnej obliczonej dla współczesnych dzieci w wieku około 3 roku życia.
Ten ostatni wynik potwierdza wzmiankowany wyżej zwierciadlany charakter krzywej ontogenetycznej (wykres 1) w stosunku do ewolucji.
W ten sposób po raz pierwszy w teorii ewolucji człowieka uzyskano taką hipotezę wyjaśniającą, która spełnia wymogi naukowej interpretacji przebiegu tej ewolucji, ponieważ:
-   zrealizowana została zasada minimum założeń wyjściowych (w tym przypadku tylko jednego głównego czynnika antropogenezy, tj. retardacji ontogenetycznych faworyzowanych przez selekcję naturalną);
-   konsekwencje tych założeń są zgodne z aktualnie znanymi danymi faktycznymi;
-   możliwa jest falsyfikacja hipotezy przez narastający dalej faktyczny materiał wykopaliskowy, którego cechy w sposób znaczący odchyliłyby się ewentualnie od założonego przebiegu logistycznego.
Rzecz jasna, wszelkie ekstrapolacje ewolucyjne na przyszłość są wysoce niepewne, ponieważ trudno obecnie oczekiwać utrzymania się nacisku i kierunku selekcji naturalnej, a to z powodu sprzężenia ewolucji biologicznej z rozwojem kulturowym. Chodzi o to, że wraz z błyskawicznym rozwojem uprzemysłowionej cywilizacji zurbanizowanej równie gwałtownie hamowane jest działanie zarówno selekcji stabilizującej, jak i kierunkowej, czego dowodzą ostatnie badania antropologów poznańskich - J. Strzałki, J. Piontka, i M. Henneberga. Ponadto T. Bielicki wykazał obecność innego jeszcze kulturowego czynnika hamującego, a mianowicie spadek zróżnicowania dzietności.
Przyszłość ewolucyjna rodzaju ludzkiego jest więc trudna do przewidzenia. Przede wszystkim należy z naciskiem na zakończenie podkreślić, że człowiek zamiast pełnić rolę gatunku mającego możność podtrzymywania dynamicznej równowagi biosfery jako całości, staje się obecnie w coraz większym stopniu niszczycielem życia na Ziemi.


« Last Edit: (Sun) 28.06.2015, 11:31:16 by BladyMamut »
“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • WyBudzony
  • *
  • Posts: 2 554
  • Reputacja: +12/-0
ROZDZIAŁ II

O ODRĘBNOŚCI TAKSONOMICZNEJ, NATURZE I ISTOCIE GATUNKOWEJ CZŁOWIEKA

Rodzaj ewolucyjnego podejścia w rozwiązywaniu zagadnienia pochodzenia człowieka zależy od samej definicji człowieka jako jednostki klasyfikacji biosystemów. Nie jest rzeczą przypadku, że systematyka roślin i zwierząt K. Linneusza poprzedzała pierwsze teorie ewolucji J. B. Lamarcka i K. Darwina   
Powszechnie przeważa pogląd, że osobnik ludzki jest „najmocniej" zorganizowanym, „solidnym" i najostrzej wyodrębniającym się od otoczenia systemem, podczas gdy populacja, a w jeszcze większym stopniu - gatunek, są mniej „zwarte" i luźniej zorganizowane. Co więcej, osobnik jest nosicielem zasadniczego programu rozwojowego, czyli genotypu, który ma stanowić elementarny obiekt dla działania czynników napędowych ewolucji. Są nimi: mutacje genetyczne (genowe lub chromosomalne), rekombinacje genów w ciągu bioreprodukcji i selekcja naturalna, które działają poprzez osobniki. W konsekwencji tego wszystkiego, współczesne podejście do ewolucji biologicznej startuje od osobników, a to szczególnie dlatego, że selekcję naturalną uznaje się za główną przyczynę zmian w puli genowej będących odpowiedzią na zmiany w przystosowawczości osobniczej.
Mutacje i rekombinacje genów są ujmowane jako procesy losowe, podczas gdy selekcja naturalna ma być odpowiedzialna zarówno za podtrzymywanie osobników jako zdolnych do przetrwania, organicznych całości (selekcja stabilizująca) i sposobów ich interakcji w populacji (selekcja behawioru), jak i za kierunkowe zmiany w populacyjnej puli genowej.
Tak więc, wszystko w Biosferze jest jakby „budowane od dołu", tj. przez sytuacje ewolucyjne przydarzające się na poziomie osobniczym; zmiany w Biosferze zachodzą na skutek zmian w jej elementarnych składnikach.
Ogólnie przyjmuje się też, że różnice międzygatunkowe powstają na drodze „gładkich" zmian mikroewolucyjnych ze względu na kierunkowe selekcjonowane mutacje genowe. W nowszej modyfikacji tego klasycznego ujęcia, tzn. w teorii punktowej równowagi, zmiany te podlegają przyspieszeniom w pewnych okresach czasu przy efekcie „szyjki od butelki", po których następują dłuższe okresy „spokoju ewolucyjnego" (stasis). Wszakże, teoria ta nie jest jeszcze powszechnie akceptowana.
W ostatecznej instancji, to u samych podstaw bioewolucji leży zasada ekspansji, ekspansji zakodowanej w DNA jako jego zdolności do samopowielania się, tj. reduplikacji, jak to najmocniej podkreśla R. Dawkins. I rzeczywiście, zasada ekspansji w czasie (tj. maksymalizacja czasu przeżycia) / przestrzeni zdaje się rządzić rozwojem wszelkich rodzajów biosystemów, a pośród nich też ludzkich osobników i społeczeństw. W rezultacie, Biosfera w całości stopniowo ekspandowała w coraz to trudniejsze, przeciwstawiające się życiu środowiska.
Jakby nie było, cała ta neodarwinistyczna koncepcja jest bardzo elegancka ze względu na jej spójność i prostotę. Jeśli pozostawać w jej ramach, to ujęcie odrębności człowieka, jak każdego innego gatunku biologicznego, powinno polegać na statystycznej charakterystyce populacji osobników w nieograniczonej z góry liczbie cech odziedziczalnych, lub bezpośrednio - w częstościach genów, które wyrażają specyfikę ich adaptacji (fittness). Wówczas jest sens mówić tylko o pojęciu zbioru różnic taksonomicznych wyznaczających odrębność taksonomiczną człowieka w stosunku do innych gatunków. Z tego punktu widzenia, ewolucja człowieka jest zredukowana do ewolucyjnych zmian w poszczególnych cechach, które objawiają jego taksonomiczną odrębność w całym ich obecnie rozpoznanym zestawie.
Jednakże osobnik ludzki przejawia niezwykły poziom komplikacji, zarówno w swej strukturze (tj. w związkach chemicznych, rodzajach komórek, narządów i ich układów), jak i swych funkcjach, aż po aktywność behawioralną. Wobec tego można mieć do czynienia z bezlikiem parametrów, których przedziały wartości będą wykazywać różnice taksonomiczne dla gatunku ludzkiego. I tak właśnie jest, gdyż wraz z postępem badań, liczba takich parametrów odnośnie wymienionych powyżej poziomów organizacji wzrosła niebywale, począwszy od poziomu molekularnego, a skończywszy na behawioralnym. W tej mnogości charakterystyk taksonomicznych i uczonego teoretyzowania neodarwinizmu, takie pojęcia jak Natura Ludzka, albo Istota Człowieczeństwa brzmią wielce staromodnie   
Jednakże w konkluzji tej części naszych rozważań postawimy następujące pytanie: skąd wychodzą czynniki mutagenne i wszechmocne siły selekcyjne (te ostatnie będące odpowiedzialne zarówno za całościową konformację, jak i kierunkową transformację), jeśli się wyjdzie poza poziom wewnątrz- i międzychromosomalnej koadaptacji genów?
A teraz spróbujmy spojrzeć na wszystko niejako „od góry".

Tak oto, terminy: człowiek i/lub ludzki, odnoszą się do trzech różnych całości systemowych, a mianowicie:
-   uspołecznionego osobnika,
-   populacji jako społeczeństwa i
-   gatunku biokulturowego.

Te trzy całości pozostają do siebie w relacji wzajemnego zawierania się w sobie w sensie szeregu: podsystem - system - nadsystem.
Idąc dalej, gatunek ludzki wchodzi w skład Biosfery, która zdaje się w całości przejawiać samoregulację w swych interakcjach z otoczeniem kosmicznym. Co więcej, teoria Kosmologicznej Zasady Antropicznej, tak ostatnio wymownie przedstawionej przez J. B. Barrow'a i F. J. S. Tipler'a w 1986 r. pokazuje, że to już ekspansja Wszechświata stwarzała niezliczoną ilość bardzo szczegółowych uwarunkowań dla możliwości pojawienia się życia na Ziemi.

Wracając do osobnika ludzkiego, warto przypomnieć trywialną prawdę, że urzeczywistnia on w sobie zarówno odrębność gatunkową i społeczno-populacyjną, jak i własną unikalność, które będą się przejawiać w odpowiednich podzespołach jego cech. Jest on rozciągnięty między biegunami dwóch programów:
1)   programującego „od dołu" genotypu, wytworzonego przez asocjacyjny proces zapłodnienia i zawierającego normotyp gatunkowy oraz sporą część zmienności populacyjnej i
2)   programującego „od góry" normotypu kulturowego, wytworzonego również przez asocjacyjny proces w jego mózgu w drodze edukacji i socjalizacji w ogólności.
Bez wątpienia, ta ostatnia konformacja jest umożliwiona włączeniem osobnika w większą całość, którą stanowi jego społeczeństwo. Jednak lokalna kultura tego społeczeństwa nigdy nie rozwija się w całkowitej izolacji od sąsiednich społeczeństw i wreszcie, całość tych oddziaływujących ze sobą społeczeństw na skutek przepływu genów i wymiany informacji kulturowych, stanowi biokulturowy gatunek. Warto przy tej okazji podkreślić, że w ciągu ewolucji kulturowej, która osiągnęła poziom współczesnej cywilizacji zurbanizowanej, pole interakcji ludzkiego gatunku staje się coraz mocniejsze i bardziej skomplikowane jako czynnik programujący i selekcyjny. W konsekwencji, do cech taksonomicznej odrębności człowieka trzeba obecnie dodać ogromną liczbę nowych parametrów. Nawet zadanie polegające na luźnym wyliczeniu różnic taksonomicznych, dzielących człowieka od innych gatunków, staje się więc zgoła beznadziejne. Wobec tego, może okazać się użytecznym wprowadzenie pewnych unifikujących koncepcji.
Jako wiodąca może tu posłużyć zasada homeostatycznej centralizacji. Zdaje się ona przenikać bardzo różne systemy o organizacji całościowej (holony). Będą to np. atom, gwiazda, system planetarny, żywa komórka albo ludzkie społeczeństwo. Co więcej, można wykazywać w wielu przypadkach, że inne systemy, pozbawione „organizującego jądra", mogą być rozpatrywane po prostu jako części holonów.
Jakby nie było, proces centralizacji systemu nerwowego przebiega przez świat zwierzęcy osiągając swój szczyt w kortykalizacji mózgu ludzkiego. Praktycznie, nie ma też ludzkiego społeczeństwa, które nie byłoby zarządzane przez jakąś elitę, która w najprostszym przypadku redukuje się do pojedynczego szamana lub przywódcy w oparciu o prestiż społeczny.
W osobniku ludzkim, miejsce spotkania między jego oprogramowaniem genetycznym i kulturowym znajduje się gdzieś w jego mózgu, który stanowi najwyższy organ w scentralizowanej regulacji niewyobrażalnej liczby jego wewnętrznych czynności i behawioru. Inaczej mówiąc, tam jest miejsce spotkania ponadosobniczego, czyli społeczno-kulturowego poziomu, z organizmalnym, a więc indywidualnym. Ten pierwszy poziom ma charakter finalistyczny, ponieważ normotyp kulturowy zawiera, między innymi, hierarchicznie uporządkowane „obrazy" celów czy dążeń (= systemy wartości), które powinny być realizowane przez danego osobnika jako, członka społeczeństwa, a następnie w ogóle jako przedstawiciela rodzaju ludzkiego. Natomiast drugi z tych poziomów ma charakter kauzatywny, ponieważ genotyp wymusza realizację określonego kanału rozwojowego, który w ostatecznej instancji przygotowuje strukturę zdolną do przyjęcia kulturowego normotypu. Przy tej okazji godnym odnotowania jest fakt, że programowanie kulturowe podlega także centralizacji wokół ogólnego modelu Mata, który sankcjonuje i(lub uzasadnia daną hierarchię celów. Zdaje się tu występować pewne przeciwieństwo, co najmniej odczuwane psychicznie, między kauzatywnym napędzaniem, a finalistycznym przyciąganiem.
W pierwszym przypadku jest to przeszłość, która wymusza, podczas gdy w drugim jest to przyszłość (zawarta w celach), która przyciąga. Co więcej, wszelka edukacyjna internalizacja normotypu kulturowego w człowieku jest pełna konfliktów z wrodzoną grą jego napędów emocyjnych. Może to sięgać poziomu ostrej walki wolicjonalnej z kauzatywnymi napędami, jeśli wymaga tego realizacja danego celu. Wreszcie może ona sięgać nawet stanu gwałcenia neodarwinowskiej zasady maksymalizowania tzw. inclusive fittness, czyli tendencji osobnika do upowszechniania własnych genów. Dokładnie tutaj, wybitny polski antropolog T. Bielicki chce widzieć główny wskaźnik osobliwości gatunkowej człowieka. Ma on w zupełności rację, ale opublikowane przez niego ujęcie jest tylko opisowe, ponieważ nie udzielił on odpowiedzi na pytania dlaczego, jak i w jakim celu występują te specyficznie ludzkie zachowania.
Próbę odpowiedzi na te pytania można przedstawić jak następuje.
Przyjmijmy założenie, że osobliwość natury gatunkowej człowieka zasadza się na jego polaryzacji na psycho-cielesną stronę zwierzęcą, niejako ewolucyjnie „gotową", i na psycho-mózgowy potencjał człowieczeństwa, którego „rozpływ" (realizacja) modyfikuje stronę zwierzęcą.

Skoro chodzi o polaryzację polegającą na tym, że po jednej stronie jest coś gotowego i rozwiniętego, a po drugiej - zalążkowego, to taka osobliwość musi być pojmowana dynamicznie.
W ramach tej polaryzacji do pomyślenia są trzy relacje:
1)   strona zwierzęca wszechstronnie dominuje nad potencjałem człowieczeństwa,
2)   strona zwierzęca w sposób niepełny dominuje, gdyż potencjał człowieczeństwa realizuje się nierównomiernie (mozaikowa specjalizacja) i
3)   potencjał człowieczeństwa podlega wszechstronnemu „rozpływowi", a strona zwierzęca zostaje mu poddana.

Z określenia psycho-mózgowego charakteru potencjału człowieczeństwa wynika też, że oddziaływuje on z dwoma środowiskami, a mianowicie z wewnętrznym, czyli zwierzęcym psycho- ciałem oraz z zewnętrznym, z którym ma on do czynienia poprzez owo zwierzęce psycho-ciało. Wobec tego, człowiek ma do dyspozycji dwa kulturowe kierunki adaptacji do otoczenia:
1)   albo może on zmieniać swoje środowisko wewnętrzne i w ten sposób zmieniać swe relacje do środowiska zewnętrznego (przystosowanie inicjacyjne),
2)   albo też może on zmieniać narzędziowo swoje środowisko zewnętrzne (przystosowanie techniczne).

Oczywiście zwykle występują strategie mieszane, ale podział ten oznacza, że w takiej czy innej kulturze lokalnej, czy też w całej fazie ewolucji kulturowej, jedna z w/w tendencji przystosowawczych może dominować.
Powstaje obecnie kwestia, jak bliżej określić stronę zwierzęcą, a jak specyficznie ludzką. Odpowiedź ułatwia fakt, że chodzi tu o polaryzację. Mając do dyspozycji znajomość jednego z tych przeciwieństw, można się pokusić o wyznaczenie drugiego przez jakby negację właściwości pierwszego.
Tak więc, systematycznie prowadzone badania nad człowiekiem w jego stosunku do świata zwierzęcego wykazały ponad wszelką wątpliwość jego ścisłe pokrewieństwo ewolucyjne z małpami człekokształtnymi, a w szczególności - z szympansem. Zgodnie z rezultatami sztucznej hybrydyzacji DNA, ludzka substancja dziedziczna jest w ponad 95% identyczna z szympansią, zaś pod względem kariologicznym (tj. układu chromosomalne-go), człowiek różni się od szympansa pięcioma pomniejszymi mutacjami chromosomalnymi w rodzaju inwersji i jedną większą w postaci fuzji centrycznej. Na skutek tej ostatniej zmiany, kariotyp wspólnego przodka z szympansem o 48 chromosomach został zredukowany do 46 chromosomów, jak to wynika z badań B. ChiarehTego, B. Dutrillaux, J. Couturier'a, J. de Grouchy'ego, J. J. Yunis'a i O. Prakesh'a, podsumowanych u nas przez K. Piaseckiego (zob. Problemy, 1985).
Nic zatem dziwnego, że zarówno w odniesieniu do cech anatomicznych i fizjologicznych, jak i behawioralnych, a wreszcie - psychicznych, człowiek przejawia uderzające podobieństwo do małpy człekokształtnej. Szympanse, i nie tylko one, wykazują uzdolnienia do celowych zachowań narzędziowych i ich pozagenetycznego przekazu w drodze naśladowczego uczenia się, oraz, co sprawia jeszcze większe wrażenie, uzdolnienia do dość kreatywnego posługiwania się znakami alfabetu dla głuchoniemych w komunikacji między osobniczej.
Biorąc pod uwagę w szczególności aspekty psychiczne, małpia strona człowieka będzie przede wszystkim charakteryzować się świadomością ześrodkowaną wokół „Ego cielesnego", czyli poczucia samoidentyfikacji opartego o zmysłową reprezentację własnego ciała; jest ona zdominowana przez postrzeżenia zmysłowe, a więc jest ekstraspekcyjna („małpa tylko wie i czuje"). Towarzyszy temu przewaga wzroku i dotyku dłonią, tak typowa dla prymatów, co prowadzi do widzenia jakby przez „psychiczną szczelinę teraźniejszości". Świat przedstawia się wtedy jako zbiór dobrze od siebie odgraniczonych rzeczy. Całe życie jest tu nakierowane na przystosowawcze zaspokajanie biologicznych potrzeb osobniczego przeżycia i zachowania gatunku, czemu służy motywowanie przez wartości emocyjne, czyli uruchamianie czynności zgodnie z zasadą przykrości i przyjemności. W ten sposób regulowane zachowania są napiętnowane z jednej strony autocentryzmem (inaczej - zoologicznym indywidualizmem), a z drugiej - nepotycznym altruizmem (tj. skorelowanym ze stopniem pokrewieństwa genetycznego) i/lub altruizmem recyprokalnym („działam ofiarnie w oczekiwaniu analogicznego zachowania u adresata").
Z kolei, do specyficznie ludzkiej strony należy zaliczyć świadomość introspekcyjno-refleksyjną. Oznacza to, że jest ona zdolna do uprzytamniania sobie nie tylko spostrzeżeń zmysłowych, emocji i nastrojów relaksacyjnych, lecz także wyobrażeń, myśli i doznań woli, oraz, że zasadniczo jest ona zdolna do kierowania rozpływami mocy skojarzeniowej zgodnie z powiedzeniem: „człowiek wie, że wie, i że czuje, jak również wpływa intencjonalnie na przebieg własnej aktywności psychicznej". Ten drugi poziom świadomości jest ześrodkowany wokół „Ego intuicyjnego", czyli inaczej mówiąc, wokół bezobrazowej, scentralizowanej reprezentacji pola skojarzeń. Ich wzbudzenia przedstawiają się świadomości jako „czyste myśli" (intuicje pojęciowe). „Ego intuicyjne" jest więc myślowym poczuciem samoidentyfikacji.
Introspekcja przerzuca pomost między uświadamianą pamięciowo przeszłością, a przewidywaną przyszłością, ponad doznaniową teraźniejszością. Dzięki temu żyje się w poczuciu „czasu płynącego". Z kolei refleksja (tu rozumiana jako kierowanie własną aktywnością psychiczną) umożliwia izolowanie i inne niż dotąd kojarzenie elementów wyobrażeniowych i myślowych, tzn. umożliwia fantazjowanie i myślenie abstrakcyjne, W ten sposób, poziom świadomości specyficznie ludzkiej staje się oddzielonym od sfery percepcyjnej i emocjonalnej przez różnego rodzaju oznakowania symboliczne, z werbalnymi na miejscu naczelnym.


Tabela 1. Polaryzacja człowieka

W odróżnieniu od „naiwnego realizmu" małpy, może się rozwijać krytycyzm poznawczy, przy uświadamianiu sobie tego obszaru, co jeszcze nieznane, lub zgoła niepoznawalne. Idąc dalej, potencjalna swoboda skojarzeń czyni możliwym wyobrażeniowo-myślowe tworzenia modeli celów różnych aktywności i ich hierarchizację, o czym była już mowa powyżej. Wiadomo już też, że mogą one być realizowane wbrew wrodzonym wartościom emocyjnym strony małpiej, ponieważ do dyspozycji ludzkiego poziomu świadomości stoi niespecyficzna moc w formie motywacji wolicjonalnej. Moc ta może być wprowadzana na szlaki asocjacyjne nawet o utrudnionej przewodności, a stąd zachowania autodeprywacyjne (praktyki ascetyczne), skierowane przeciwko stronie zwierzęcej - stają się możliwe. Taka sytuacja stwarza też możliwości realizowania zachowań altruizmu powinnościowego (bezinteresownego, jak go nazywa Bielicki), który może sięgać niespokrewnionych wrogów, a nawet samoofiary dla abstrakcyjnej idei.
Następnie, ponad zwierzęce potrzeby osobniczego przeżycia i utrzymania gatunku wyrastają specyficznie ludzkie potrzeby ogólnego poznania świata i poczucia sensu (celowości) życia.
Całość tego przeciwstawiania strony zwierzęcej w człowieku jego stronie specyficznie ludzkiej przedstawia tabela 1. Widać stąd, że natura gatunkowa człowieka, aż po jego stan dzisiejszy, odpowiada kategorii małpoluda, a nie człowieka jako takiego.
Obecnie wypadałoby rozważyć kwestię kiedy, gdzie i w jaki sposób został wprowadzony w małpę człekokształtną psychomózgowy potencjał człowieczeństwa.
Otóż jak dobrze wiadomo z danych paleoantropologii i archeologii, ok. 5,5 milionów lat temu, w Afryce Wschodniej i Południowej, pojawiły się istoty o spionizowanym, prawie ludzkim ciele, z lokomocją dwunożną, ale z małpią głową i mózgiem. Chodzi tu o ewolucyjną fazę Proteranthropus obejmującą różne kopalne formy tzw.. australopiteków. Żyły one w środowisku sawanny lub stepu, a ich roślinny pokarm uzupełniany był mięsem uzyskiwanym z ,małego myślistwa" i ewentualnie - padlinożerstwa. Byłyby to więc formy antropoidalne stanowiące wyraz najwyższego zaawansowania ewolucyjnego podludzkich prymatów, z ręką uwolnioną od funkcji lokomocyjnych,
co umożliwiało dalszą intensyfikację zachowań narzędziowych. W takiego właśnie zwierzęcego „quasi-człowieka" mógł być wprowadzony psycho-mózgowy potencjał człowieczeństwa. Roboczo można przyjąć za A. Thoma, antropologiem z Uniwersytetu w Louvain, że ów „dodatek" pojawił się na skutek w/w mutacji chromosomalnej zwanej fuzją centryczną. Thoma przytacza wyniki badań nad satelitarnym DNA sugerując datowanie tej mutacji na ok. 2 miliony lat temu, a więc akurat na czas, kiedy obok australopiteków wystąpiły formy ochrzczone niezbyt szczęśliwą nazwą „Homo habilis". Tymczasem powinny one być już nazwane Homo sapiens primigenius (przy zastosowaniu tradycyjnej nomenklatury systematyki zoologicznej), skoro
-   został tu przekroczony „Rubikon" ludzkiej wielkości mózgu, tj. 700-800 cm3,
-   w morfologii powierzchni wewnętrznej mózgoczaszki uwidacznia się po raz pierwszy ośrodek mowy P. Broca, jak na to wskazał D. Falk,
-   budowa morfologiczna jego czaszki w cechach o kierunkowej zmienności ewolucyjnej odpowiada poziomowi fazy Archanthropus obejmującej niewątpliwie ludzkie formy tzw. pitekantropów, sinantropów, atlantrapów itp., co udowodnił autor (zob. rozdz. I). Niewykluczone przy tym, że zmiany te mogły być uzyskane na drodze zahamowań tempa w rozwoju osobniczym na skutek w/w mutacji przez fuzję centryczną.

Wszakże, człowiek odziedziczył po swym „australopitekoidalnym" przodku nie tylko psycho- ciało wyprostowanej małpy człekokształtnej, lecz również koczowniczy tryb bycia w zakresie zbieractwa i łowiectwa. Do tego wypada dodać minimalne wyposażenie techniczne w postaci postulowanych (choć archeologicznie dotąd nieudowodnionych) narzędzi osteodontokeratycznych i ewentualnie najprymitywniejszych narzędzi z otoczaków, zaszczerbionych na jednej z krawędzi kilkoma uderzeniami (przemysł olduwajski); te ostatnie służyć mogły głównie celom rzeźnym.


Tabela 2. Tendencje rozwojowe zapoczątkowane przez „rewolucję neolityczną"

Nomadyzm niewielkich liczebnie. grup ludzkich poważnie ograniczał wyposażenie w liczniejszy zasób przedmiotowych wytworów kulturowych przez następne 1,5 miliona lat. Cóż więc mogło zapewnić ekspansję gatunku ludzkiego, który już w późnej fazie paleolitu dolnego rozprzestrzenił się na rozległych obszarach Afryki i Eurazji, sięgając strefy klimatów chłodnych?
Oczywiście, czynnikiem odpowiedzialnym za tak rozległą ekspansję mógł być tylko „rozpływ"
(realizacja) potencjału człowieczeństwa, który z jednej strony zapewniał odpowiednie przekształcenia organizmu, a z drugiej - intensyfikację zbieractwa i łowiectwa, przy wyswobodzeniu się spod nacisku instynktów pokarmowych. Rozpoczęła się przeto coraz to swobodniejsza eksploracja i eksploatacja otoczenia naturalnego.
Jednakowoż, techniczne wyposażenie o poziomie dolnopaleolitycznym, choć stopniowo udoskonalane i wzbogacane, nawet po odkryciu ognia, było ciągle jeszcze zbyt mało efektywne, by dostarczyć człowiekowi biologicznie komfortowych warunków środowiska cywilizacyjnego. Można więc przypuścić, że rozwinęły się przede wszystkim systemy inicjacji społeczno-religijnej młodego pokolenia w stylu szamańskim. W tym przypadku, zasadniczym narzędziem człowieka stało się jego odpowiednie przekształcone ciało i psychika. Jeśli założyć najprostsze założenia dla modelu wyjaśniającego, to ta pierwsza strategia adaptacyjna byłaby konsekwencją spotkania się dwóch czynników: 1) potrzeby uzyskania sprawnego myśliwego w wyniku intensyfikacji łowiectwa i 2) odkrycia halucynogenów na skutek intensyfikacji zbieractwa.
Takie uwarunkowania życiowe prowadziłyby do wszechstronnego „rozpływu" potencjału człowieczeństwa, z położeniem nieco większego nacisku na stronę wolicjonalną. Ogromnie długi okres zbieraczo-łowieckiego trybu życia, który sięga górnego paleolitu włącznie, byłby przeto „Złotym Wiekiem" realizacji człowieczeństwa w małpoludzie. Potem, wraz z „rewolucją neolityczną", z jej osiadłym trybem życia i przejściem na gospodarkę rolniczo-hodowlaną, rozpoczęło się narastanie dominacji adaptacyjnej strategii technicznej nad inicjacyjną. Wtedy dochodzą do głosu takie czynniki, które zmieniają przebieg dalszego „rozpływu" potencjału człowieczeństwa w kierunku mozaikowej specjalizacji i regresów ku „małpie". Ten stan rzeczy przedstawia schemat blokowy (ryc: 2).
Obecnie powrócimy do kwestii ewentualnej użyteczności takich tradycyjnych pojęć, jak natura ludzka i istota człowieczeństwa. Pierwsze z nich odnosiłoby się do zespołu najważniejszych i hierarchicznie ujętych cech, które wyrażają specyficznie ludzki, czyli biokulturowy, sposób życia, który z kolei wyznacza zasadniczą funkcję ekologiczną gatunku ludzkiego w Biosferze. Na podstawie tego, co wyżej zostało powiedziane jest jasnym, że natura ludzka odnosi się do kondycji bycia wyprostowanym i dwunożnym małpoludem, z podwójną i spolaryzowaną centralizacją układu psychonerwowego.
Cóż wobec tego oznacza istota człowieczeństwa!
Jako możliwa nasuwa się odpowiedź, że kryje się ona w psycho-mózgowym potencjale człowieczeństwa jako pojedyncza i rozwojowa zasada wszechstronnie jednoczącej transformacji strony małpiej, aby uczynić ją skutecznym wehikułem dla strony ludzkiej. Wtedy bowiem stają się możliwe: właściwe poznanie, właściwa decyzja i właściwe działanie, które w związku z obecnymi i przyszłymi środkami technicznymi', mogłyby zapewnić spełnienie przez nasz gatunek jego właściwej roli ekologicznej w Biosferze. Chodzi o to, by przestać być diabolicznym wręcz destruktorem Bio-, Atmo- i Litosfery, a stać się centralnym gatunkiem z funkcją homeostatycznej (równoważącej) regulacji dalszej bioewolucji. Wtedy Biosfera, jako system samosterowny w sensie cybernetycznej klasyfikacji M. Mazura, przeszłaby w stan systemu samodzielnego (autonomu). Zarazem dalsza ekspansja Biosfery w jej otoczenie kosmiczne byłaby umożliwiona, co wydaje się być jej finalistycznie założoną właściwością. Niestety, zapoczątkowane w neolicie zmiany kierunku biokulturowej ewolucji człowieka ku „mozaikowej" specjalizacji, jak o tym była mowa powyżej, nie dają podstaw dla optymizmu. Wydaje się raczej, że bardziej prawdopodobna jest niszcząca w skali globalnej katastrofa, niż realizacja homeostatycznej funkcji naszego gatunku.
Na zakończenie naszych rozważań warto podkreślić, że ogólny sens przedstawionego w nich poglądu na gatunkową naturę człowieka jest do zastosowania do dowolnego innego gatunku biologicznego, skoro nowy gatunek powstaje zawsze w wyniku genetycznego włączenia jakiegoś nowego potencjału w organizmy dotychczasowego gatunku macierzystego. Również, zespół cech opisujących naturę jakiegoś gatunku winny zawsze odnosić się do jego ekologicznej roli w Biosferze, czy jakimś jej ekosystemie.

ROZDZIAŁ III

ANTROPOLOGICZNY SZKIC O ANTYPERSONIE

Gatunek ludzki, wraz ze swą kulturą, jest aktualnie najwyższym wyrazem ciągu ewolucji progresywnej biosfery, zachodzącej pod działaniem:
1)   losowych mutacji genetycznych,
2)   kierunkowej selekcji zmian przystosowawczych oraz
3)   stabilnych rytmów środowiskowych, periodyzujących naciski czynników ewolucyjnych i nadających porządek czasowy procesom życiowym.
Ewolucja ta została umożliwiona: założonymi w pierwszych organizmach zdolnościami do:
1)   reprodukcji,
2)   przyswajania energomaterii i informacji z otoczenia oraz
3)   ich magazynowania i przetwarzania, przy dążności do utrzymywania stanów zintegrowanej równowagi wewnętrznej.
Ostatecznie, życie każdego organizmu polega na realizowaniu ewolucyjnie wytworzonego programu rozwojowego, otrzymanego po przodkach, w konfrontacji z procesami samowyrównawczymi i wpływami zmiennego otoczenia zewnętrznego. Wyraża się ono nieustannymi fluktuacjami przeciwstawnych sobie, dynamicznych stanów asymilacji i dysymilacji, anabolizmu i katabolizmu, syntezy i rozpadu substancji, polaryzacji i depolaryzacji ładunków elektrycznych, rejestracji i derejestracji informacji - słowem - struktura - żyjącego organizmu ulega nieprzerwanemu niszczeniu, a zarazem ciągle przebiegają w nim procesy robocze budujące ją na nowo.
Każdy człowiek jest więc istotą dogłębnie spolaryzowaną, a w porównaniu z innymi wyższymi zwierzętami, jego polaryzację zwiększa fakt podlegania dwóm programom rozwojowym: genetycznemu i kulturowemu. Ich to współdziałanie kształtuje funkcjonowanie najwyższego w hierarchii organu sterowniczego, którym jest mózg, będący też miejscem, gdzie zachodzi wzajemne odwzorowywanie na siebie rzeczywistości psychicznej i fizycznej. Zgodnie z neurofizjologicznym ujęciem J. Konorskiego, jest on podzielony na dwa antagonistyczne i zwrotnie z sobą sprzężone podsystemy:
-   emocyjny (motywacyjny) czyli tzw. „stary mózg", złożony przede wszystkim z różnorodnych układów podkorowych i dysponujący chemoneuroreceptorami, które odbierają bodźce hormonalne, co nie oznacza, by nie było też odbioru i rejestracji sygnałów pochodzących z innych receptorów zmysłowych,
-   gnostyczny (poznawczy), czyli tzw. „nowy mózg", obejmujący gnostyczne i projekcyjne (rzutowe) oraz decyzyjne (motoryczne) obszary korowe obu półkul mózgowych i dysponujący układem złożonych narządów zmysłowych, nastawionych na zróżnicowany odbiór różnych form energii w postaci bodźców świetlnych, termicznych, mechanicznych etc.
Pierwszy z nich mieści w sobie ośrodki napędów (zwanych też popędami) i antynapędów, które kierują czynnościami odruchowymi, mającymi na celu samozachowanie i prawidłowy rozwój biologiczny organizmu oraz jego reprodukcję.
Działaniu napędów odpowiadają psychicznie różnego rodzaju emocje (np. głodu, strachu, agresji, seksu, eksploracji itd.), zaś antynapędów - nastroje (np. nasycenia pokarmowego, złagodzenia, uspokojenia etc). Napędy i antynapędy tworzą znów układ antagonistyczny, reprezentując dwie strony mechanizmu uruchamiającego zachowanie się zwierząt, a po większej części i człowieka, bowiem pierwsze z nich zmuszają osobnika do działań dla zachowania życia lub gatunku i wiążą się ze stresem nerwowym, zaś drugie pozwalają mu uspokoić się i ewentualnie zająć się inną czynnością, wiążąc się z relaksacją.
Z kolei występują stosunki antagonistyczne między różnymi parami napędów; np. strachu i seksu, albo eksploracji i agresji, podczas gdy między antynapędami ujawnia się brak takich antagonizmów.
W psychologii dążeń ludzkich w ujęciu K. Obuchowskiego, za wzbudzanie określonych napędów i wyzwalanych przez nie czynności odpowiedzialne są określone potrzeby, będące skutkami dynamicznego współdziałania osobnika z otoczeniem i zachodzących w nich procesów samowyrównawczych. Pod pojęciem potrzeby, zdaniem autora tego eseju, można zrozumieć stereotypowo powtarzające się zaburzenia równowagi wewnętrznej w osobniku wskutek niedoboru lub nadmiaru określonych substancji, form energii, albo informacji. Szczególnie swoiste dla człowieka są potrzeby informacyjne: uogólnionego poznania świata i sensu życia.
A zatem, proces przystosowywania się osobnika i jego normalnego rozwoju polega na adekwatnym zaspokajaniu jego potrzeb życiowych. Konsekwentnie, niezaspokajanie potrzeb w ciągu dłuższych okresów (czyli sytuacje deprywacyjne) musi powodować silne i długotrwałe wzbudzenia ośrodków napędowych, a co za tym idzie - długotrwałe stresy, które nie są rozładowywane.
Stosunkowo sztywne, wrodzone reguły sterowania emocyjnego są jednak niewystarczające w życiu organizmów wyższych, w tym i oczywiście człowieka, którym potrzebna jest większa plastyczność zachowania się. Do tego celu służy właśnie podsystem gnostyczny, w którym zachodzi ostateczna analiza i synteza sygnałów zapoczątkowanych w narządach zmysłowych. Zawiera on także centra motoryczne dla mięśni szkieletowych (prążkowanych), odpowiednio skojarzone z poznawczymi, które pełnią rolę ośrodków decyzyjnych II rzędu, ponieważ I piętro procesów decyzyjnych zawarte jest w ośrodkach napędowych.
Działanie podsystemu gnostycznego polega na wytwarzaniu różnego rodzaju reprezentacji gnostycznych, które manifestują się psychicznie u człowieka w postaci postrzeżeń i wyobrażeń oraz intuicji pojęciowych. Takie zróżnicowane obrazowanie świata, o swoistości gatunkowo ustalonej, jest scentralizowane wokół reprezentacji samego siebie, umożliwione przez aktualizowanie różnorodnych, potencjalnych połączeń między neuronami korowymi, przy czym działa tu zasada „komórki do wynajęcia", tzn., że nowe sygnały mogą zajmować tylko potencjalnie wolne jeszcze jednostki. W ten sposób, w toku życia osobnika powstają pola gnostyczne, w których narasta pamięciowa „kartoteka" reprezentacji gnostycznych, rozwijająca się do okresu starości.
Postrzeżenia, cechujące się wyraźną i żywą obrazowością oraz poczuciem odniesienia na zewnątrz, są umożliwione tylko łącznym pobudzeniem jednostek gnostycznych i projekcyjnych. Normalnie, takie łączne pobudzenie powodują sygnały odreceptorowe. Tymczasem, wyłączne pobudzenie jednostek gnostycznych sygnałami ze szlaków skojarzeniowych prowadzi do doznawania wyobrażeń, które mogą być odtwórcze w stosunku do postrzeżeń albo fantazyjne i którym towarzyszy poczucie wewnętrzności. Wyobrażenia są zwykle mniej żywe i plastyczne.
W przypadku jednak oddziaływania silnych i długookresowych pobudzeń wypływających ze szlaków skojarzeniowych, zwykle na skutek takichże pobudzeń ośrodków napędowych, może z kolei dochodzić do halucynacji, czyli do przekształcania wyobrażeń (odtwórczych albo fantazyjnych) w postrzeżenia, ponieważ zaktywowane zostają wtedy jednostki projekcyjne, obok gnostycznych. Sytuacja taka występuje na codzień w czasie marzeń sennych, a w stanach jawy, pod wpływem oddziaływań deprywacyjnych (np. długotrwałe głodówki, upośledzenia snu, pustelnictwo, tańce transowe itd.), hipnotycznych i w stanach psychopatologicznych, a wreszcie - pod działaniem substancji halucynogennych. Przy halucynowaniu, uzewnętrznieniu podlegają też emocje i myśli, skojarzone z obrazami zmysłowymi.
W zmysłowym obrazowaniu rzeczywistości należy odróżnić dwie kategorie percepcji: uogólnionych wzorców czy standardów postaciowych i małych detali morfologicznych, zlokalizowanych w różnych obszarach korowych. Dopiero ich wzajemne skojarzenie umożliwia powstawanie szczegółowych obrazów zmysłowych. Np. człowiek jest wyposażony w odrębne obszary dla reprezentowania twarzy ludzkiej w ogóle oraz jej różnorodnych szczegółów (np. brwi, oprawy oka i wykroje ust etc). Rozpoznanie określonej fizjonomii wymaga więc skojarzeniowego wprowadzania uszczegóławiających ją detali we wnętrze standardu postaciowego. Ewolucyjnie starsze jest reprezentowanie standardowe.
Z kolei symbolizacja jest możliwa na skutek kojarzenia danych reprezentacji gnostycznych z innymi reprezentacjami gnostycznymi (np. werbalnymi), przy koordynującym współdziałaniu gnostycznych jednostek intuicyjnych. Te ostatnie reprezentują stany szlaków skojarzeniowych, co psychicznie manifestuje się jako doznawanie znaczeń pojęciowych (zwerbalizowanych lub awerbalnych), czyli jakby wewnętrznego „dostrzegania" relacji między różnymi elementami obrazowego i symbolizowanego świata. Psychicznym wyrazem centralizacji pola jednostek intuicyjnych, wspartego o skojarzenia z reprezentacją własnego ciała i jego czynności, jest intuicja własnego „Ja", cechująca się pojedynczością i wysoką kontynuowalnością w czasie. Taka właśnie centralizacja jest warunkiem koniecznym powstania pola świadomości, którego zasadniczymi przejawami są procesy doznawania własnej aktywności psychicznej i samokontroli, umożliwiające uprzednie, myślowo-wyobrażeniowe tworzenie programów działania i przewidywania ich rezultatów. Naczelną funkcją świadomości jest regulowanie stosunków między osobnikiem, a jego
otoczeniem społeczno-kulturowym i naturalnym, które zachodzi często wbrew emocyjnie sterowanym reakcjom odruchowym. Wszakże, pole świadomości, o zmiennych granicach i intensywności pobudzenia, cechuje się bardzo ograniczoną pojemnością i powolnością przetwarzania informacji. Niech uzmysłowi to fakt, że na ok. 109 bitów informacji na sekundę, które wpływają głównymi kanałami zmysłowymi w osobnika, zaledwie 102 bitów na sek. przetwarzanych jest świadomie. Nie ulega przy tym wątpliwości, co wynika z rozlicznych obserwacji i eksperymentów, że istotnie w polu podświadomości zachodzi ogromna ilość procesów poznawczych i emocyjnych, które stanowią podstawę do sterowania czynnościami odruchowymi oraz nastawień dla procesów świadomych. Tylko zdecydowanie mniejsza część spośród czynności, wykonywanych przez człowieka, podlega regulacji świadomej, której poddane są jedynie ruchy mięśni szkieletowych (prążkowanych) i poznawczo-decyzyjne przesuwanie pola nadprogowej uwagi.
A zatem, olbrzymia część modelu świata, który wytwarza i uszczegóławia człowiek w ciągu swego życia jest zanurzona w mrocznych głębiach podświadomości. Całość tego modelu można uważać za dynamicznie zorganizowany system norm psychonerwowych (i tylko nerwowych) dla wykonywania różnorodnych czynności pod wpływem działających na osobnika bodźców zewnętrznych lub wewnętrznych. Działanie każdej takiej normy, która zawsze posiada dwa „końce", tzn. rejestracyjny i decyzyjny, można przedstawić następująco:



Jedna część norm jest wrodzonych, a druga - nabytych. Wśród tych drugich szczególnie ważny dla człowieka jest układ norm społeczno-kulturowych, zintegrowany poprzez pole jednostek intuicyjnych wokół poczucia ,Ja" i zwrotnie sprzężonych z układem norm wrodzonych, stanowiący osobowość tj. Personę osobnika, jako wyraz jego adaptacji do społeczeństwa.
Persona tworzy główny zrąb strukturalnego pola świadomości i jest formowana w drodze procesu wychowania i kształcenia.

Tymczasem zrąb strukturalny pola podświadomości stanowiłyby przede wszystkim gatunkowe, a następnie indywidualne, wrodzone normy, dla czynności odruchowych, polegające na skojarzeniach rejestracyjno-napędowych. Drugą stałą, lub okresową częścią pola podświadomości powinny być normy dla odruchowych czynności nabytych, w tym także uprzednio świadomie wyuczonych, a następnie zautomatyzowanych (np. szereg ruchów mięśniowych przy chodzeniu albo mówieniu), które wytworzyły się w drodze skojarzeń obszarów gnostycznych z motorycznymi w mózgu korowym.
Z psychologicznego punktu widzenia w polu podświadomości występowałyby przeto odziedziczalne treści poznawczoemocyjne oraz treści nabywane w toku wytwarzania Persony, które z takich czy innych powodów stały się podświadomymi na stałe (np. pamięć doświadczeń wczesnego dzieciństwa, albo zarejestrowanych sygnałów podprogowych, będących rezultatem
zbyt szybkich lub zbyt słabych bodźców, które jednak zadrażniły receptory), albo są takimi okresowo. Część poznawczą tych pierwszych treści, powiązaną tak ściśle z grą ośrodków napędowych, wypadałoby nazywać za C. G. Jungiem reprezentacjami archetypowymi, albo krótko archetypami.
Trudno nie uznać też, że przynajmniej te archetypy, które niekiedy przedstawiają się świadomości jako standardowe całości postaciowe (np. wyobrażenia różnych form antropo- i zoomorficznych, krajobrazowych itd.), występują w korowym podsystemie gnostycznym, stanowiąc niejako górny koniec wrodzonych ogniw łańcucha skojarzeń poznawczych z ośrodkami napędowymi. Mówiąc raczej literackim językiem Junga: „archetypy to autoportrety instynktów".
Obecność wrodzonych wyobrażeń smakowych, węchowych, słuchowych, wizualnych itd. u człowieka i wyższych zwierząt nie ulega wątpliwości w świetle rozmaitych badań nad zachowaniem się małych dzieci, czy młodocianych zwierząt. Tłumaczą one mnogość celowych zachowań przystosowawczych u tych ostatnich w stosunku do pierwszy raz doznawanych, zróżnicowanych sytuacji życiowych.
Mówiąc krótko i węzłowato, koncepcje psychiki ludzkiej jako „tabula rasa", którą dopiero po urodzeniu zapisuje otoczenie, należy odłożyć raz na zawsze do lamusa rupieci mieszczańskiego światopoglądu. Jedyną dotychczas możliwość naukowego wyjaśnienia występowania odziedziczo¬nych skojarzeń archetypowo-emocyjnych w skali gatunkowej u człowieka może dostarczyć tylko teoria ewolucji. Powinny one wówczas posiadać wartość przystosowawczą ze względu na sekwencje odruchowe, w których sterowaniu uczestniczą, co doprowadziłoby konsekwentnie do ich faworyzowania poprzez selekcję naturalną. Przyjmując takie założenia, można z góry określić szereg upostaciowali archetypowych. Tak więc, byłyby to przede wszystkim standardowe reprezentacje wyobrażeniowe odwiecznych zwierzęcych wrogów gatunkowych człowieka takich jak wielkie kotowate, jadowite gady i insekty etc, logicznie skojarzone z napędami strachu lub agresji, które uruchamiają kompleksy odruchowe ucieczki, albo ataku. Następnie można oczekiwać występowania upostaciowań antropomorficznych, odzwierciedlających charakterystyczne rysy morfologiczno-czynnościowe ludzi w stereotypowych rolach Matki, Ojca, Partnera Seksualnego i Wroga, bogato powiązanych z odpowiednimi i także stereotypowymi rozkładami gry ośrodków napędowych i antynapędowych, włączających całe grupy zachowań przystosowawczych, uczestniczących w gatunkowo ustalonych więziach czynnościowych, łączących ludzi między sobą w różnych fazach ontogenezy, tj. rozwoju osobniczego. Wydaje się rzeczą oczywistą, że osobnicy zaopatrzeni w takie wrodzone normy, adekwatne do ważnych życiowo i uniwersalnie powtarzających się sytuacji bodźcowych, byli ' selekcyjnie promowani w stosunku do osobników ich pozbawionych, względnie o normach nieadekwatnie ukształtowanych. Oto, np. wyposażenie w archetyp gada o pokroju węża już przy podprogowym dostrzeżeniu jego sylwetki, włączy lawinowo gotowość do ucieczki lub ataku. Albo też, niemowlę zaopatrzone w archetyp Matki będzie zdolne od razu do wykonywania różnorodnych odruchów, umożliwiających celowe wykorzystywanie protekcyjnych zachowań swej głównej żywicielki i opiekunki.
Rzecz jasna, nie chodzi tu o izolowane od siebie reprezentacje archetypowe. Należy z góry przypuścić, że będą to całe kompleksy wyobrażeniowe, w odpowiedni sposób pokojarzone ze sobą i obrastające w ciągu życia osobnika w korespondujące z nimi treści psychiczne, które zostały zepchnięte z pola świadomości w toku jego socjalizacji. Ponadto, w polu świadomości, pod wpływem nastawień archetypowych, będą się formować adekwatne do nich układy wyobrażeniowo-intuicyjne. W efekcie, trzeba tu mówić o całych ciągach ideo-archetypowych, u których podstawy znajdują się dane ośrodki napędowe, a następnie skojarzone z nimi bezpośrednio reprezentacje sygnałów receptorowych z podsystemu emocyjnego (najprawdopodobniej nigdy niedostępne dla świadomości), które z kolei kojarzą się z odpowiednimi reprezentacjami archetypowymi z podsystemu gnostycznego i wreszcie te ostatnie dopiero będą się wiązać z nabytymi wyobrażeniami i myślami.
Idąc dalej, wypadałoby z naciskiem podkreślić, że najściślejsze i najczęściej powtarzające się więzi emocyjne łączą osobnika z innymi ludźmi w ich stereotypowych rolach biokulturowych, a ci przedstawiają się osobnikowi jako konkretne Persony, oraz, że u podstaw kształtowania się własnej Persony leży reprezentacja postaciowa jego samego. Wskutek tego będą się formować w podświadomości względnie autonomiczne kompleksy osobowościowe z nabytych i wypchniętych ze świadomości treści psychicznych, organizujących się wokół głównych archetypów.
Ostatecznie, zgodnie z koncepcją C. G. Junga, można wymienić następujące kompleksy osobowościowe:
-   kompleks Cienia, ukształtowany z treści wynikających z niepożądanych społecznie zachowań oraz archetypu Wroga, który jest napędzany głównie przez ośrodki strachu i agresji,
-   kompleks Anima u mężczyzny i Animus u kobiety, związane z działaniem napędu seksu,
-   kompleks Matki o bogatych związkach z różnymi napędami i antynapędami,
-   kompleks Ojca, także obficie skojarzony z różnymi napędami, ale z wyróżnieniem napędu eksploracyjnego i znów strachu (przez związek z wychowawczymi represjami ojca, odnoszącymi się też m. in. do wywoływania zachowań orientacyjno- eksploracyjnych u dziecka, głównie chłopców, przynajmniej w niedalekiej jeszcze przeszłości   ).
Z uwagi na dyformizm płciowy upostaciowań tych kompleksów, można postulować kojarzenie kompleksu Cienia z kompleksem Ojca i ewentualnie Animus u kobiety, oraz kompleksu Anima z kompleksem Matki, a w ogóle będą one miały nieco odmienny charakter u obu płci, z uwagi na określone różnice w drogach życiowych mężczyzn i kobiet pod względem biologicznym i kulturowym.
Jeśli ten wywód o strukturze pola podświadomości odpowiada rzeczywistości neuropsychicznej, wówczas należy oczekiwać, że:
-   główne reprezentacje archetypowe będą miały szansę osobniczo manifestować się,
pośród innych, nabytych reprezentacji gnostycznych, w warunkach halucynowania, które zostały wyżej opisane,
-   natomiast społecznie, będą one wykazywać uniwersalne rozprzestrzenienie jako typowe ideoarchetypy w wierzeniach magiczno-religijnych, skoro źródłem tych drugich, poza konkretną wiedzą o otoczeniu, są stany ekstatyczno-wizyjne.
W tym drugim przypadku, uzewnętrznione w komunikacji społecznej zobrazowania archetypowe powinny różnić się od innych symboli kulturowych nie tylko swym uniwersalnym rozprzestrzenieniem, lecz także możnością wskazania ich sensu adaptacyjnego w ewolucji człowieka.
Tak przedstawiałby się naszkicowany tu pokrótce model organizacji psychonerwowej człowieka, w oparciu o który można zająć się teraz nieco szczegółowiej jedną z głównych dwoistości w postaci spolaryzowania na działającą na jawie Personę i ukrytą w znacznym stopniu w podświadomości Antypersonę, której głównym składnikiem będzie kompleks Cienia jak ją określił C. G. Jung.
Jak już wyżej stwierdzono, Persona jest zasadniczo rezultatem zabiegów wychowawczych i kształceniowych, które prowadzą do asocjacyjnego sprzęgania układu norm społeczno- kulturowych z układem norm wrodzonych w osobniku, decydujących o różnorodnych jego uzdolnieniach i sprawnościach oraz cechach temperamentu.
Z natury rzeczy, proces ten obfituje, począwszy od wczesnego dzieciństwa, w mnogość sytuacji konfliktowych, powiązanych ze spychaniem w podświadomość różnorodnych treści poznawczych i hamowaniem emocji.
Oto dziecko karane jest zwykle (przy rozmaitym rozłożeniu akcentów w różnych społeczeństwach) przez dorosłe otoczenie lub same okoliczności, które wywołało, za zbiór następujących zachowań:
-   nadmierną ruchliwość i krzykliwość,
-   brak sprawności ruchowej przy jedzeniu, piciu, chodzeniu, bieganiu (bolesne upadki) itd.,
-   wprowadzanie nieładu i działalność niszczycielską,
-   agresywne opieranie się dorosłym i bijatyki,
-   niedozwoloną ciekawość i natręctwo,
-   samolubność i w ogóle przesadny egocentryzm,
-   zachowania bezwstydne i sprzeczne ze zrytualizowanymi konwencjami,
-   szydercze wyśmiewanie się z dorosłych, bądź ich okłamywanie itp.
Należy sądzić, że wynikający stąd materiał wyobrażeniowy, przy całym swym bogactwie, powinien jednak konstytuować się w pewien kompleks asocjacyjny, ze względu na jego powiązanie przede wszystkim z popędami strachu (wzbudzany przez bolesne represje lub pamięć o nich), agresji, a w dalszej kolejności i eksploracji, które muszą być tłumione, przy czym eksploracja tylko w pewnych sytuacjach.
Skoro tak, to rdzeniem archetypowym, do którego będzie się konsekwentnie dowiązywał ten materiał, powinien być kompleks Wroga, wyrażający się w „górnej" swej części w standardzie postaciowym człowieka w stanie agresji, a w „dolnej" - w upostaciowaniach zoomorficznych kotowatych, jadowitych gadów, insektów i pająków itp., mogących się przejawiać w formie mieszanej i wreszcie - w mało już zróżnicowanych doznaniach ciemności, zbytniego zimna albo gorąca, bólu i innych przykrych wrażeń. Ontogenetycznie, najwcześniejszą częścią mogłaby tu być głęboko ulokowana i zablokowana normalnie dla świadomości pamięć niezwykle konfliktowego i bolesnego przejścia przez kanał porodowy, której istnienie zdają się dowodzić badania S. Grofa.
W ten sposób, wraz z genezą i ewolucją Persony w osobniku, jako wyrazu wkodowania weń społeczno-kulturowego programu rozwojowego, będzie się organizować i rozwijać Antypersona, jako wynik konfliktowego zderzenia z programem genetycznym. Antypersona jest przeto podstawowym antagonistą Persony, ukrytym w podświadomości i będącym źródłem różnorodnych nastawień osobnika ku działaniom społecznie niepożądanym lub wręcz zakazanym. Nie można przy tym powiedzieć, by była ona pozbawiona sensu przystosowawczego, jak na ogół wszystko co jest w człowieku, należącym wszak wraz z innymi istotami żywymi do systemów samodzielnych. Człowiek bowiem może się znajdować i często się znajduje w wielu sytuacjach wymagających właśnie zachowań w normalnych warunkach niewłaściwych (np. w czasie zatargów z otoczeniem, w okresie wojny itp.). Nastąpi wtedy przystosowawcze zablokowanie części Persony i odblokowanie odpowiedniej części Antypersony. Zwykle w takich przypadkach mówi się wtedy o kimś, że zmienił się nie do poznania, że przestał być sobą, że wyszedł z niego siedzący w nim diabeł itp.
Szczególnie wyraziście i różnorodnie przejawia się funkcjonowanie Antypersony w schizofrenicznej fazie „owładnięcia", kiedy to dochodzi do urojeń i halucynacji wskutek wtargnięcia w pole świadomości struktur podświadomych przez odblokowanie odpowiednich kanałów skojarzeniowych. Wówczas jednak osobnik traci zwykle swe możliwości przystosowawcze, jeśli nie dochodzi do właściwego powtórnego zintegrowania struktur Persony z ewentualnymi fragmentami z pola podświadomości. Możliwe jest też przeskakiwanie z Persony na Antypersonę np. w neurozie typu histerycznego.
Tak więc, każdy człowiek posiada swego wewnętrznego Przeciwnika, przechodzącego w „legion" upostaciowań szczegółowych. Jego to personifikacje udostępniane świadomości w stanach halucynacyjnych stanowiły materiał wyjściowy do kulturowych przetworzeń w stereotypy istot diabelskich i demonicznych, odpowiedzialnych za zło moralne i fizyczne w wyjaśnianiu świata przez wierzenia magiczno-religijne. Trudno aby było inaczej, skoro to właśnie w obrębie dawnych ideologicznych systemów sterujących, które z powodów ewolucyjnych były magiczno-religijnego typu, doszło do wytworzenia rozlicznych technik deprywacyjnych, wspomaganych nagminnie użyciem substancji halucynogennych.
Charakterystykę kulturowych odzwierciedleń Antypersony można teoretycznie wyprowadzić z jej struktury, a w szczególności z tego materiału treściowego, który wynika z podanego wyżej modelu karalności dziecka. Tak więc, odzwierciedlenia te powinny być zdominowane przez następujące motywy:
-   buntu i walki z istotami reprezentującymi ład fizyczny i moralny,
-   upadku „Z nieba na ziemię",
-   szyderczości, pogardy, nienawiści,
-   różnego rodzaju działań destrukcyjnych, zgiełku i bezładu,
-   kusicielstwa i kłamliwości oraz niedozwolonego poznania,
-   łatwej możności przechodzenia w wiele postaci, ze szczególnym uwzględnieniem Gada, Wielkiego Kota, Latających Insektów, rozmaicie jednoczonych w wyobrażeniu Smoka,
-   środowiskowego powiązania z lewostronnością i mrokami nocy, a w ogóle - ze Światem Podziemnym, wypełnionym agresją, bólem i strachem.
Wdzięcznych przykładów na występowanie takiego właśnie kompleksu motywów dostarczają wierzenia starożytnych religii astrobiologicznych, a następnie - uniwersalistycznych. Dość tu wspomnieć postacie Apopa, Tyfona, Arymana, Czi-ju, Czarnego Tezkatlipoki, a wreszcie - Mary i Szatana. Wobec tego, proces formowania się Persony (kulturowej indywidualności), a w przypadku wyższej inicjacji religijnej - Superpersony (indywiduacji w sensie C. G. Junga), uzyskanej w drodze surowego przestrzegania zasad moralno-etycznych i zastosowania praktyk autodeprywacyjnych, będzie obrazowany w stereotypowym wątku walki ze Smokiem, nad którym zwycięstwo przynosi błogosławione skutki.
Przy założeniu słuszności przedstawionej tu koncepcji Antypersony, z góry należy się też liczyć z określonymi prawidłowościami kulturowej zmienności takich czy innych jej odwzorowań. Skoro bowiem stopień zróżnicowania i scalenia ontogenetycznie nabytych treści Antypersony jest zależny od stopnia zróżnicowania i zintegrowania Persony, wobec tego, w społeczeństwach nie wymagających silniej zróżnicowanych i bogatszych osobowości (np. zbieraczo-łowieckich), mityczne personifikacje będą ambiwalentne i o słabiej zarysowanej charakterystyce, podczas gdy w społeczeństwach zurbanizowanych sytuacja musi być odwrotna. U tych ostatnich konsekwentnie będzie również manifestować się tendencja do maskulinizacji „Przeciwnika", z uwagi na zdecydowane powiązania mężczyzny z represyjnością w wychowaniu rodzinnym, zarządzaniu społecznym i w wojnie.
W relacjach interpersonalnych obecność Antypersony o określonej specyfice osobniczej w „górnych" swych częściach, może wyjaśniać częste zjawisko doznania nieuzasadnionej racjonalnie antypatii w stosunku do nawet pierwszy raz napotkanego człowieka. Dzieje się tak na skutek tego, że takie czy inne cechy jego morfofunkcjonalnej charakterystyki mogą odpowiadać odnośnym atrybutom Antypersony u osobnika, który się z nim zetknął, co automatycznie wzbudzi napęd agresji lub strachu, a w każdym razie wywoła agresję. W przypadku konieczności dalszego współdziałania z owym „antypatycznym" człowiekiem, często dochodzi do superprojekcji na niego innych jeszcze właściwości własnej Antypersony, czyli do dostrzegania w nim dalszych, awersyjnych cech, których wcale nie musi posiadać. W rezultacie, przez sprzężenie zwrotne we wzajemnym komunikowaniu się obu tych ludzi, może dojść do obustronnej, wzmagającej się wrogości, choć brak było na początku realnych do niej podstaw.
W tym większym stopniu, podobne superprojekcje wewnętrzne ukształtowanych atrybutów Antypersony w stosunku do korespondujących z nimi w określony sposób zdarzeń w otoczeniu naturalnym, lub społeczno-kulturowym, mogły być dokonywane przez psychikę człowieka archaicznego, cechującą się tendencją do tworzenia rozległych, analogizujących skojarzeń. Oto np. motyw upadku z „nieba na ziemię", formujący się w okresie nabywania przez dziecko lokomocji dojrzałej, w naturalny niejako sposób mógłby być zarówno przenoszony na wszelkie katastroficzne spadki na ziemię ciał kosmicznych (np. dużych meteorów), jak i nagłej utraty władzy przez starożytnego króla.
Po tych wszystkich wyjaśnieniach dotyczących struktury Antypersony, warto teraz zadać sobie pytanie o jej przypuszczalną lokalizację pod względem neurofizjologicznym. Otóż, jakby nie było dosyć wszystkich wymienionych tu polaryzacji w naturze ludzkiej, trzeba wymienić jeszcze jedną i to występującą na najwyższym piętrze procesów poznawczo-emocyjnych, a mianowicie - asymetrię funkcjonalną obu półkul mózgowych. Z podsumowanych w USA przez R. E. Ornsteina i D. Galina, a w ZSRR, przez V. L. Deglina, badań ostatnich lat wynika, że u ponad 97% ludzi (praworęcznych) ośrodki symbolizacji werbalnej i pisanej, oraz matematycznej, zawarte są w półkuli lewej, która decyzyjnie zawiaduje ruchami mięśni prawej strony ciała, zaś w półkuli prawej, rządzącej ruchami lewej strony ciała, mieszczą się ośrodki rozpoznawania kształtów, intonacji i melodyki dźwięków oraz poczucie rytmu tanecznego. W rezultacie, działania lewej półkuli umożliwiają rozpoznanie porządku czasowego, a prawej - porządku przestrzennego, a ponadto okazało się, że skojarzenia z emocjami dodatnimi i związanymi z socjalizacją (poczucie sensowności i optymistyczne planowanie) dominują w lewej półkuli, zaś emocje negatywne (brak przyszłości i celowości) w prawej.
Zasadnicza część zrębu strukturalnego Persony, uformowanej wszak przy wybitnym współudziale instruktażu werbalnego, powinna się więc mieścić w lewej półkuli, podczas gdy w prawej - zasadnicza część Antypersony. Wspomniani wyżej autorzy konkludują, że zależnie od sytuacji życiowej, obie półkule działają wymiennie (a są połączone szlakami skojarzeniowymi złożonymi aż z 2 x 10 włókien nerwowych!), przy dominacji lewej, która może jednocześnie korzystać z części pamięci i przetwarzania informacji półkuli prawej, ale bez jej motywacji i programowania, które podlegają hamowaniu.
Wreszcie trzeba by się zatrzymać krótko nad kwestią możliwości integrowania się Persony i Antypersony w toku rozwoju osobnika i ich względnej stabilizacji strukturalnej w wieku dojrzałym. Otóż, wiarygodnego wyjaśnienia udziela E. L. Hartman, wybitny badacz amerykański przysto¬sowawczych funkcji snu. W swym podsumowaniu badań własnych i cudzych w tej dziedzinie stwierdził on ostatnio, że w czasie snu właśnie zachodzą codziennie procesy „reperowania zużytych" w stanie jawy połączeń nerwowych, oraz selektywnego dołączania nowych nabytych treści do poprzedniego materiału pamięciowego, czego psychicznym wyrazem jest faza marzeń sennych.
Na zakończenie niniejszych wywodów może być interesujące zadanie sobie pytania o dalsze, możliwe losy Antypersony.
Tak więc, w czasach współczesnej cywilizacji zurbanizowanej fazy uprzemysłowienia, połączonej z upowszechnianiem się światopoglądu scjentystycznego, należy się liczyć z zapoczątkowaniem procesów przebudowy strukturalnej pola podświadomości. Człowiek staje się bowiem w wysokim stopniu izolowany od wielu elementów otoczenia naturalnego, współżyjąc coraz ściślej ze środowiskiem urządzeń technicznych. Ponadto, coraz bardziej rozluźniają się więzy emocyjne osobnika z innymi ludźmi, gdyż współdziała on z coraz większą ich grupa, o szybko zmieniającym się składzie osobowym. Inaczej też przebiega kształtowanie się Persony, ponieważ wytwarza się ona przy coraz mniejszym udziale bodźców represyjnych ze strony dorosłego otoczenia, które też stawia mniejsze wymagania odnośnie przestrzegania zasad moralnych i przepisów zrytualizowanych zachowań, których ilość wyraźnie się zmniejsza.
Zarazem intensywnie jest wprowadzany w Personę światopogląd scjentystyczny, operujący w zasadzie paradygmatem „zmatematyzowanego mechanizmu", co prowadzi do zdepersonifikowanej wizji świata, przy czym chodzi tu o Personę „inżynierską", „urzędniczą" czy „menadżerską" albo „naukową", przeznaczoną odpowiednio do wynajdywania i obsługi urządzeń technicznych, organizowania stosunków interpersonalnych w przemyśle, aparacie kontroli i .zarządzania albo do tworzenia naukowych modeli teoretycznych. W atrybut osobowości są zaopatrzeni już tylko sami ludzie.
Niebo stało się więc niebem, Słońce-słońcem, Ziemia-ziemią, choroby-chorobami, a wojny- wojnami.
To już nie Aryman, z zastępem swych Dewów, jest sprawcą wszelkich orocesów rozpadu, lecz entropijne procesy samowyrównawcze. Nie Szatan kusi do złego, ale mechanizm podświadomych nastawień, a w ogóle to jego postać blaknie i zaczyna znikać z dotąd funkcjonujących systemów religijnych, co wyraźnie przejawia się w Judeo-chrześcijaństwie. Przecież nakazem społecznym jest właśnie chciwe zjadanie owoców z Drzewa Poznania i egocentryczne dążenie do maksimum komfortu życiowego.
Jak wobec tego wszystkiego można sobie wyobrazić ewentualne przekształcenia Antypersony człowieka bliższej czy dalszej przyszłości?
Otóż, idąc „od dołu" przestrzeni psychicznej, powinny ulegać rozpadowi wyobrażenia archetypowe zwierzęcych wrogów człowieka, skoro utracą one sens przystosowawczy, a co za tym idzie, nie będą one dalej podtrzymywane przez selekcję naturalną. Rozważając zaś kwestię „od góry", Antypersona przypuszczalnie zubożeje w treści nabyte i ulegnie też w jakimś stopniu depersonifikacji. Być może, główną jej częścią organizującą stanie się standard postaciowy człowieka-wroga, otoczonego treściami wynikającymi z infantylnie niecelowych zachowań wobec urządzeń technicznych oraz - głębiej, pamięcią konfliktowego przejścia przez kanał porodowy, jeśli
nie nastąpi era inkubatorów...
Straszliwy Smok i zwyciężające go bóstwo albo heros, znikną na zawsze z repertuaru kulturowej symbolizacji, chyba że... Chyba, że przedstawiona tu koncepcja Przeciwnika jest zbyt jednostronna...

ROZDZIAŁ IV

ANTROPOLOGICZNA KONCEPCJA PROCESU SYMBOLIZACJI

1. Symbolizacja wewnętrzna
Symbolizacja, mówiąc ogólnie, jest procesem kodowania informacji w wyróżnionym systemie
znaków, zachodzącym wewnętrznie w osobniku ludzkim, oraz zewnętrznie - w społecznym przekazie informacji.
Podstawę neurofizjologiczną symbolizacji wewnętrznej stanowi typowe dla człowieka i wyższych prymatów rozgraniczenie korowych obszarów projekcyjnych od reprezentujących (gnostycznych w sensie J. Konorskiego), umożliwiające psychiczne odróżnienie postrzeżeń od wyobrażeń i zachodzenie funkcji imaginowania.
Postrzeżenie, jako ostateczna odpowiedź na podrażnienie powierzchni recepcyjnej narządu zmysłowego bodźcami otoczenia, jest żywym, wyraźnym i plastycznym obrazem, któremu towarzyszy poczucie eksterioryzacji (przedmiotowego występowania na zewnątrz osobnika).
Zgodnie z koncepcją J. Konorskiego (1969), doznawanie postrzeżeń jest umożliwione wzbudzeniem przez sygnały z obwodu recepcyjnego jednocześnie neuronów projekcyjnych i reprezentujących i te pierwsze właśnie są odpowiedzialne za poczucie eksterioryzacji obrazu.
Wyobrażenie natomiast jest na ogół mniej wyrazistym i plastycznym obrazem, któremu towarzyszy poczucie, że występuje on tylko wewnętrznie. Jest to skutek wzbudzenia jedynie neuronów reprezentujących słabszymi sygnałami ze szlaków asocjacyjnych, które nie wzbudzają jednocześnie neuronów projekcyjnych.


Ryc. 1. Neurofizjologiczne ujęcie postrzegania, wyobrażania i halucynowania według J. Konorowskiego. Objaśnienia: R - piętro gnostyczne (czyli obrazujące), Rs - piętro projekcyjne, af - drogi aferentne, ef - drogi eferentne, cel - eferentne drogi odruchu celowniczego receptora, as - drogi asocjacyjne; drogi czynne w danej chwili oznaczone są liniami ciągłymi, a drogi nieczynne (zahamowane) liniami przerywanymi

Oprócz postrzeżeń i wyobrażeń człowiek może jeszcze doznawać halucynacji, które są wyobrażeniami przekształconymi w postrzeżenia, czemu towarzyszą silne emocje i ewentualnie zmiany w kategoryzacji czasu i przestrzeni, oraz polimodalność zmysłowa. Halucynacje są rezultatem pojawienia się na szlakach asocjacyjnych silnych i długotrwałych impulsów, które są w stanie nie tylko wzbudzić neurony reprezentujące, lecz także projekcyjne. Źródłem takich impulsów są dostatecznie silne wzbudzenia ośrodków napędów emocyjnych mieszczących się w mózgu podkorowym. 
Schematy neurofizjologiczne dla wszystkich trzech sposobów obrazowania zmysłowego podane są na ryc. 1.
Funkcja imaginowania polega na odrywaniu poszczególnych składników od kompleksów wyobrażeń spostrzegawczych, które przedstawiają zaobserwowane w otoczeniu sytuacje i na kojarzeniu ich w odrębne kompleksy skojarzeniowe. Chodzi tu o izolowanie wyobrażeń albo pełnej postaci obiektów otoczenia z ich sytuacyjnego kontekstu spostrzeżeniowego albo też takich czy innych ich elementów z niższych pięter gnozji zmysłowej, a następnie o dołączenie ich do innych zbiorów wyobrażeń. W szczególności może też chodzić o tworzenie wyobrażeń fantastycznych, złożonych z oderwanych detali morfologicznych od różnych całości postaciowych, które konstytuując nowe całości, znów są dołączane do innych zbiorów wyobrażeń.
W pierwszym i trzecim przypadku będą to formy obrazowe (ikoniczne), a w drugim - formy abstrakcyjne.
Jeśli te imaginatywne skojarzenia dołączające dane wyobrażenie imaginatywne do innych wyobrażeń zostaną utrwalone z takich czy innych powodów, wówczas może ono pełnić rolę wewnętrznego w osobniku znaku symbolicznego. Wtedy formę znaku stanowi to wyobrażenie imaginatywne, a jego znaczenie będzie określone przez dołączające skojarzenie imaginatywne, które można już dalej nazywać symbolizującym.
Wynika stąd, że każdy znak symboliczny będzie nośnikiem dwóch kategorii informacji: 1. tych, które są zawarte w samej strukturze znaku i 2. tych, które są poza tą strukturą i są określone przez skojarzenie symbolizujące.
Tylko te drugie informacje stanowią więc znaczenie znaku.
Funkcja imaginowania może zachodzić niejako „od dołu", czyli pod wpływem sygnałów emocyjnych, których źródłem jest gra pobudzeń podkorowych ośrodków różnych napędów (podświadome albo spontaniczne imaginowanie), albo też „od góry", tj. pod wpływem sygnałów wychodzących ze scentralizowanego pola rejestratorów znaczeń pojęciowych (relacji skojarzeniowych) ludzkiej świadomości introspekcyjno-refle-ksyjnej (świadome, czyli dowolne imaginowanie).
Często zdarza się też mieszana sytuacja, kiedy to w kształtowaniu się skojarzeń symbolizujących odgrywają rolę automatyzmy postrzegania, wynikające z pamięciowego utrwalania się poprzednio zaobserwowanej sytuacji, w której różne obiekty otoczenia wystąpiły w ich powiązaniach relacyjnych. Wśród tych relacji mogły się objawić identyczne lub podobne własności obiektów, poza tym od siebie różnych. W takim przypadku jest sens mówić o skojarzeniach analogizujących nabytych. Jest tak ponieważ analogia jest niczym innym jak procesem identyfikowania obiektów na podstawie pewnych ich cech, przy jednoczesnym ich odróżnianiu w oparciu o inne ich własności.
Wreszcie, szczególnym rodzajem skojarzeń symbolizujących będą odziedziczalne skojarzenia łączące pewne ośrodki obrazujące z ośrodkami napędów i antynapędów, które idąc śladami C. G. Junga, wypada nazwać archetypowymi. Różne badania kliniczne i eksperymenty z małymi dziećmi
dowiodły występowania takich genetycznie uwarunkowanych poznawczo-emocyjnych skojarzeń.
Ostatecznie, skojarzenia symbolizujące mogą powstawać na trzy różne sposoby: 1. na skutek wrodzonej struktury skojarzeń bezpośrednio łączących ośrodki napędów i antynapędów z określonymi ośrodkami reprezentującymi (skojarzenia archetypowe), 2. jako rezultat skojarzeń uzyskanych w drodze postrzegania, które identyfikują obiekty różne pod innymi względami (skojarzenia analogizujące nabyte) i 3. na drodze dowolnych, czyli wytwarzanych całkowicie świadomie skojarzeń imaginatywnych, które mogą być następnie kulturowo wdrażane i utrwalane przez wychowanie i kształcenie (skojarzenia arbitralne).
Zgodnie z tymi trzema typami skojarzeń symbolizujących, należy wyróżniać trzy kategorie znaków symbolicznych, a mianowicie: 1. archetypowe znaki symboliczne, 2. analogizujące nabyte znaki symboliczne i 3. arbitralne znaki symboliczne.
Znaki symboliczne archetypowe symbolizują stereotypową grę wzbudzeń ośrodków napędowych i antynapędowych w związku z ewolucyjnie ustalonymi, a przeto gatunkowo powtarzającymi się sytuacjami przystosowawczymi, które wymagały podejmowania szybkich czynności odruchowych (instynktownych). Używając poetyckiego określenia Junga, „archetypy, to autoportrety instynktów" (Jacobi, 1968). Będą one więc odgrywać szczególną rolę przy powtórzeniach tych sytuacji w życiu osobnika na jawie, a dalej w symbolizmie marzeń sennych i w stanach transowych, a wreszcie w magii, religii oraz w sztuce.


Tabela 3- Charakterystyka głównych kategorii znaków symbolicznych

Ze względu na występowanie znaków symbolicznych archetypowych w polu podświadomości, w ścisłej łączności z napędami i antynapędami, musi występować ich „obrastanie" w informacje zawarte w zepchniętych ze świadomości do tego pola treściach wyobrażeniowo-myślowych w toku wychowawczo-kształceniowego procesu wytwarzania osobowości. W związku z tym znaki archetypowe będą nacechowane tajemniczą wieloznacznością i powodowaniem silnych pobudzeń emocyjnych lub nastrojowych. Z kolei ich obrazowość, odnosząca się do różnych standardowych cech otoczenia, będzie prowadzić do ich przechodzenia w znaki analogizujące nabyte (np. znak kompleksu archetypowego Wroga - w formie wężowatego pokroju gada, wielkiego zwierzęcia kotowatego, czy wzorca postaciowego człowieka w stanie agresji), które stanowią pośrednią kategorię symboli między archetypami, a symbolami arbitralnymi. Jest tak, ponieważ wytwarzanie nadających znaczenia skojarzeń analogizujących może być kierowane z jednej strony w sposób świadomy wynikami naturalnej obserwacji przedmiotów i procesów otoczenia w relacjach, które je ze sobą wiążą, z drugiej - wpływami w/w skojarzeń archetypowych, w połączeniu z takimi regułami podświadomego analogizowania, jak: 1. wiązania przeciwieństw (coincidentio oppositorum), 2. powierzchownego podobieństwa, 3. prostego współwystępowania w czasie lub przestrzeni, 4. bezpośredniego następstwa czasowego i 5. zastępowania części całością i odwrotnie.
Znaki analogizujące nabyte będą przeto w dalszym ciągu wieloznaczne, z uwagi na możliwą rozległość skojarzeń analogizujących, ale będą miały lepiej ustalone znaczenia (większą wyraźność semantyczną). Zapewni to zwiększoną powtarzalność w informacyjnym oddziaływaniu tego samego symbolu na różnych osobników. Ponadto będzie tu występować większa dowolność wyboru samej postaci znaku, którym jest przeważnie określony obraz obiektu otoczenia (np. wyróżniony gatunek zwierzęcia lub rośliny, zbiornik wodny, metal, kamień drogocenny, obiekt architektoniczny itd.). Obrazowe znaki analogizujące nabyte będą odgrywały podobną rolę w kulturze jak archetypy, ale mogą też być wykorzystywane w kodowaniu konkretnej, zracjonalizowanej wiedzy o otoczeniu lub samym człowieku, przechodząc w stan znaku arbitralnego, jeśli ulegną pełnej konwencjonalizacji. Przykładem może być jajo, którego kształt i funkcja biologiczna w świecie ptaków, płazów, gadów, owadów eto. analogizuje w świecie człowieka idee ograniczonej otoczką, obłej przestrzeni zawierającej potencjał żywej istoty.


Ryc 2. Jajo Kosmiczne jako przykład analogizowania obrazowego

Konkluzja ideowa wynikająca z analogizowania obrazowego: jajo to oddzielona dobrze od otoczenia, sferoidalna przestrzeń, zawierająca potencjał życia jako zjednoczenie wyjściowej pary przeciwieństw mocy Słońca i Księżyca, a więc wszystko bierze swój początek z jaj; świat jako Antropokosmos wyłonił się z Jaja Kosmicznego.
Jaja ptasie, największe i najłatwiejsze do obserwacji, zawierają żółtko i białko. Pierwszy z tych składników kojarzyć się może ze Słońcem, a drugi, bardziej ciekły i o bledszym zabarwieniu z wodą, a szczególnie z wodami porodowymi, a więc i Księżycem. W rezultacie uzyskuje się ideę spolaryzowanego potencjału życiowego. Wiadomo dalej, że to względnie jednorodne wnętrze przekształca się w arcyskomplikowany, żywy organizm, skąd wynika analogia do potencjału przejścia z jednorodności do bardzo zróżnicowanej całości żywej istoty. Rozwój jaj ptasich wymaga nagrzania, podobnie jak ziarno w ziemi, a więc otaczająca jajo przestrzeń przybiera charakter ciepłego łona macierzyńskiego. Te i inne skojarzenia analogizujące mogły ulec u podstaw znanego w mitologi różnych ludów symbolu Jaja Kosmicznego. Odpowiedni schemat ana- logizowania przedstawia zestawienie tabelaryczne na ryc. 2.
Tymczasem, symboliczne znaki arbitralne optymalizują proces sym-bolizacji w kierunku jednoznaczności i swobody kombinowania znaków w różne układy, stanowiąc niejako przeciwny biegun w stosunku do znaków archetypowych. Znaki arbitralne bowiem charakteryzują się na ogół pełnym oderwaniem postaci (formy) znaku od postaci desygnatów, do których się odnoszą. Np. słowo „sól" albo znak chemiczny NaCl nie zawierają w sobie żadnych cech postrzeżeniowych soli - jej słoności, krystaliczności, twardości itd. W ten sposób, znaki arbitralne mogą być poddane dowolnym procesom kojarzeniowym świadomości, będąc uwolnione od automaty zmów analogi- zującej percepcji lub stereotypów emocyjnych. Nic dziwnego więc, że znaki symboliczne arbitralne odgrywają tak wielką rolę w kodowaniu wysoce abstrakcyjnych pojęć nauki, umożliwiając wyjście poza ograniczenia zmy-słowo-postrzeżeniowego widzenia świata, które człowiek zyskał po swych zwierzęcych przodkach, jako przystosowawczo wygodną superprojekcję na bodźce otoczenia. Wymownie dowodzi tego rozwój współczesnej fizyki teoretycznej.
Charakterystykę wszystkich trzech kategorii znaków symbolicznych podsumowuje tabela 3., zaś dwóch sposobów pozyskiwania znaczeń przez człowieka - tabela 4.


Tabela 4. Polaryzacja człowieka w sposobach pozyskiwania znaczeń

Uwaga; pod pojęciem domeny symbolicznej należy rozumieć dowolny znak symboliczny (lu kompleks znaków), który z jakichś powodów staje się ważny i zaczyna wokół siebie tworzyć pole semantyczne w drodze analogizacji, np.: Kcb 3, która analogizuje trójkąt, mężczyznę, żywioł ognia, Trójcę Św. itd.

2. Symbolizacja zewnętrzna i systemy trwałych oznakowań.

Ostatecznie pojęcie znaku symbolicznego obejmie zarówno wewnętrzne wyobrażenia znakujące, jak i odpowiadające im postrzegawczo w otoczeniu obiekty lub procesy naturalne, albo odpowiednie wytwory kulturowe, której będą traktowane jako ich uzewnętrznienia (znaki uzewnętrznione). Te I ostatnie właśnie będą pełnić rolę symbolicznego zapisu (kodu) w! społecznym przekazie informacji, który poprzez komunikowania o emocyjnych, poznawczych i wolicjonalnych stanach psychicznych, odwzorowywujących to, co dzieje się w osobniku w związku z jego współdziałaniem z otoczeniem zewnętrznym, organizuje społeczno-kulturowe zachowanie
ludzi.
Aż do chwili obecnej, głównym systemem takiego przekazu jest język mówiony. Są to jednak arbitralne znaki akustyczne, szybko przemijające i wymagające bliskiej przestrzennie i synchronicznej obecności komunikujących się ze sobą ludzi, co poważnie ogranicza w przestrzeni i czasie zachodzący przekaz informacji. Co więcej, pozostając na poziomie języka mówionego, jako jedynego systemu komunikowania się, międzypokoleniowy przekaz puli pamięci kulturalnej zachodzi na drodze tradycji ustnej, która narzuca dodatkowe ograniczenia. Tradycja ustna charakteryzuje się bowiem: 1. ujmowaniem treści w formę stosunkowo krótkiej narracji, 2. uzależnieniem od obecności w społeczeństwie osobników wyspecjalizowanych w zapamiętywaniu i umiejętnym recytowaniu takich narracji, 3. usztywnioną standardowością przekazywanych treści i 4. niemożnością powracania do tych samych treści z dowolną częstotliwością z powodu zwykle rytualnie określonych okoliczności, w czasie których korzysta się z usług takich wyspecjalizowanych narratorów. Tylko w obrębie rodziny ograniczenia te są mniejsze. Tradycja ustna jest dostosowana do obsługiwania przekazu międzypokoleniowego raczej niewielkiego zasobu pamięci kulturowej mało liczebnych grup ludzkich, tj. w pierwszym rzędzie, społeczności zbieraczo-łowieckich albo pierwotnych rolników i hodowców.
Od wielu z tych ograniczeń, które cechują mowę mówioną w ogólności, a tradycję ustną w szczególności, są uwolnione systemy trwałych oznakowań symbolicznych.
Można przypuszczać, że najstarszą i najpierwotniejszą ich formą były symboliczne układy przedmiotów materialnych, które mogły wprost występować w otoczeniu naturalnym, albo stanowić wytwory kulturowe, normalnie innym niż symboliczne celom. Takie układy przedmiotowe mogły wnosić określone informacje o zaistniałej sytuacji, albo służyć jako ostrzeżenia, zakazy lub nakazy. O możliwości występowania symbolicznego zapisu przedmiotowego, co najmniej już w okresie paleolitu środkowego świadczą symboliczne układy elementów wyposażenia grobowego, a nawet samego ciała zmarłego. Innymi przykładami tego rodzaju komunikowania się mogą być treści wierzeniowe powiązane z różnymi składnikami otoczenia naturalnego (np. święte góry, źródła, rzeki, zwierzęta eta), albo szczególne elementy odzieży oznaczające rangę społeczną, przynależność zawodową, zaszczytne wyróżnienia itp. czy też muszelki kauri, traktowane jako symbol środka płatniczego.
Niedogodności i ograniczenia symbolicznego zapisu przedmiotowego są zbyt oczywiste, aby się warto nimi szerzej zajmować.
Dalszy rozwój społeczno-kulturowy w paleolicie górnym, w którym ludzkość osiągnęła szczyt w ramach zbieraczo-łowieckiego trybu życia, poważnie zwiększył zapotrzebowanie na przekaz znacznie obszerniejszej wiedzy o otoczeniu i skomplikowanych zachowaniach społecznych wewnątrz układu rodowo-plemiennego. Prawdopodobnie zasadniczą rolę w tym przekazie odgrywa społeczno-religijna inicjacja (szczególnie młodzieży męskiej), w której tradycja ustna została mocno wsparta przez użycie symbolicznego zapisu ikonicznego bogatej sztuki przedstawiającej, która się wtedy pojawiła. Jej wytwory plastyczne przekazywały zarówno informacje bezpośrednio, tzn. przez fakt, że stanowiły one odzwierciedlenia określonych wyobrażeń spostrzegawczych, jak i pośrednio, kiedy to takiemu odzwierciedleniu przypisywane są inne informacje niż te, które są obecne w odpowiadającemu mu wyobrażeniu postrzegawczemu. Wiadomo np. z badań nad sztuką górnego paleolitu, że postacie różnych gatunków zwierzęcych mogły symbolicznie oznaczać podział na płeć, totemy rodowe i inne treści magiczne oraz astronomiczne.
Ogólnie biorąc, zapis ikoniczny sztuki wykazuje następujące właściwości: 1. raczej długi czas wykonania wytworu, 2. różnorodność materiału, w którym wykonany jest zapis ikoniczny i różnorodność środków technicznych jego wykonania, 3. ograniczona mobilność, tzn. utrudnienia w transporcie i manipulacji, 4. brak dokładnych reguł określających liczbę, wielkość i strukturę rozkładu elementów figuratywnych jako jednostek kodu, 5. brak powszechnie obowiązujących zasad przypisywania znaczeń poszczególnym elementom figuratywnym i ich układom, 6. możliwość kodowania naraz różnych wątków tematycznych w jednym i tym samym wytworze, 7. brak powtarzalności w odczycie jednego i tego samego zapisu przez różnych jego percypientów, zależnie od ich wtajemniczenia w dany symbolizm obrazowy.
Pomimo wyżej wymienionych niedogodności, należy podkreślić pewne korzyści w stosowaniu zapisu ikonicznego, a mianowicie: 1. w/w możność zakodowania całego bogactwa informacji na małej powierzchni jednego wytworu o dostatecznie skomplikowanej strukturze, 2. możliwość przekazywania znaczeń bez pośrednictwa języka etnicznego, 3. najbardziej skuteczne przedstawienie symboli archetypowych i znaków obrazujących analogizujących nabytych.
W ciągu jednak dalszej ewolucji kulturowej, w/w ograniczenia zapisu ikonicznego sztuki, w konfrontacji z narastającymi zapotrzebowaniami na bardziej precyzyjne komunikowanie się, doszło do wynalezienia zapisów piśmiennych, które umożliwiły ekonomiczne kodowanie elementów mowy artykułowanej. Fazę pośrednią reprezentował zapis ideograficzny, który operował uproszczonymi, a przez to łatwiej powtarzalnymi elementami figuratywnymi (piktogramy), które mogły osiągnąć wysoce zgeometryzowaną formę (ideogramy właściwe). Zjawiła się więc możliwość większej swobody kombinatorycznej i lepszego określania znaczeń ze względu na standardową powtarzalność znaków o mniejszych rozmiarach, które mogły być oddzielone od siebie pustymi przestrzeniami. Zapis ideograficzny lepiej nadawał się do przekazu idei.
Piktogramy i ideogramy właściwe pojawiły się jeszcze w okresie górnego paleolitu, ale odgrywały wtedy rolę pomocniczą, jako dodatkowe elementy kodujące, wprowadzone w reprezentację sztuki. Następnie, w okresie mezolitu i neolitu, zapis ideograficzny uniezależnił się i podlegał szybkiemu rozwojowi, przy czym jego znaki nie musiały być wyobrażane na płaszczyźnie różnorodnych materiałów (powierzchnie skał i kamieni, ceramiki, tkanin lub kory drzewnej), gdyż mogły przybierać też formę . obiektów trójwymiarowych. Badania D. Schmandt-Besserat wykazały występowanie jednego systemu ideograficznego w licznych osadach neo- i eneolitycznych Azji Zachodniej w czasie między 8000 a 4000 lat pne. Składały się nań małe figurki gliniane (0,4-4 cm.) przedstawiające kule, dyski, półksiężyce, stożki, cylindry, tetraedy, owoidy, a nawet realistyczne
głowy zwierzęce. Były one przekaźnikami dobrze określonych znaczeń (np. wartości liczbowych w systemie 60-nym, różnych kategorii przedmiotów materialnych i gatunków zwierząt hodowlanych), umożliwiając prowadzenie rozległych kontaktów informacyjnych w zakresie handlu i sądownictwa, a były nawet stosowane w traktatach pokojowych. Zbiory tych figurek były wygodnie pakowane w małe, gliniane skrzyneczki.
Schmandt-Besserat udowodniła także, że co najmniej 40 z tych rzeźbiarskich ideogramów stanowiło podstawę dla form znaków późniejszego pisma klinowego, którym przypisano te same znaczenia.
Ostatecznie, szybko narastająca ewolucja kulturowa w obrębie starożytnych ośrodków cywilizacji zurbanizowanej, zdeterminowana potrzebami w dziedzinie precyzyjnej i informatywnej dokumentacji ideologii i wiedzy astrobiologicznej i technicznej oraz przepisów prawno- administracyjnych itd. spowodowało wynalezienie zapisu piśmiennego.
W czasie między 4000 a 1500 r. pne. powstają więc i rozwijają się różne zapisy piśmienne w postaci systemów pisma analitycznego (np. hieroglificzne pisma Egiptu, Krety, Harappy, Chin, lub klinowe pismo Mezopotamii). Wykazują one następujące własności: 1. niewątpliwy związek genetyczny ze znakami pikto- i ideograficznymi, 2. dalszą miniaturyzację i pełną standaryzację zarówno samej formy znaków, jak i struktury zapisu, który staje się sekwencyjny w poziomie lub pionie, 3. stosunkowo szybkie wykonanie zapisu na specjalnym materiale, łatwym do przeniesienia i magazynowania (papirus, tabliczki gliniane, płytki metalowe, tkaniny itp.), 4. sformułowanie dość ścisłych reguł zapisywania słów, sylab, a niekiedy i samych głosek, lub intonacji poszczególnych znaków, jak również elementów struktury gramatycznej (tzw. determinatywy), przy jednoczesnym realizowaniu w różnym stopniu symbolizacji obrazowej.
Konieczność manipulowania jednak dużą ilością znaków pisma analitycznego (od kilkuset do wielu tysięcy), przy zbyt skomplikpwanej ich formie, uwarunkowało upowszechnienie się nowego wynalazku tj. zapisu alfabetycznego, który został wynaleziony przypuszczalnie w okresie inwazji Hyksosów (1730-1580 pne.) w zakresie północnej grupy języków semickich na terenie Syrii lub Palestyny. Punktem wyjścia mogła być idea notowania głosek w piśmie klinowym z Ugarit, skojarzona z prahistorycznymi ideogramami śródziemnomorskiej Europy i niektórymi hieroglifami egipskimi.


Ryc. 4. Sekwencja ewolucyjna systemów trwałych oznakowań symbolicznych w społecznym przekazie informacji

Zapis alfabetyczny stanowił ekonomizację pisma analitycznego, charakteryzując się następującymi właściwościami: 1. pełnym oderwaniem formy znaków od skojarzeń obrazowych, w powiązaniu z całkowitą miniaturyzacją i zdecydowaną redukcją liczby znaków (od 22 do 52), 2. wybitnym przyspieszeniem wykonywania zapisu, 3. precyzyjnymi regułami przypisywania elementarnych znaczeń fonetycznych poszczególnym znakom, co gwarantowało arbitralność przekazu informacji lingwistycznej i zwiększało szybkość odczytu.
W ciągu trzech tysięcy lat, zapis alfabetyczny zaspakajał potrzeby komunikowania się w społeczeństwach cywilizowanych w zakresie dokumentacji trwałej. Jednak i ta forma zapisu, która umożliwiała przekaz informacji między nawet odległymi w czasie i przestrzeni pokoleniami, okazała się niewystarczająca dla cywilizacji XX wieku, w związku z lawinowo narastającym postępem naukowo-technicznym, z jego wymogiem bardzo ekonomicznego i możliwie wielostronnego rozwoju wszelkich sposobów utrwalania informacji, zarówno bezpośrednich (postrzeżeniowych), jak i symbolicznych. Osiągnięto więc dokładną zgodność między zapisem ikonicznym a percepcją wizualną w kolejnych etapach rozwoju techniki fotograficznej, od fotografii 2-wymiarowej i czarno¬białej, poprzez kolorową - do stereoskopowo-kolorowej. Można było też uzyskać dokumentację normalnie niepostrzegalnych obiektów przez wprowadzenie fotografii mikroskopowej, oraz w niewidzialnych częściach widma świetlnego (podczerwień, ultrafiolet i promienie Roentgena).
Znaczenie symbolizujące zapisu ikonicznego przetrwało głównie w sztuce przedstawiającej, służącej celom propagandowym i religijnym. Zapis alfabetyczny gra nadal poważną rolę w notowaniu informacji lingwistycznej, ale szybkość jego, wykonanie i standaryzacja wzrosły ogromnie na skutek wynalezienia i udoskonalenia technik drukarskich. Zarazem szybko rozwijało się symboliczne oznakowywanie matematyki i nauk ścisłych.
Szczególnie charakterystycznym zjawiskiem w społecznym przekazie informacji było też wynalezienie audio-wizualnych przekazów kina i telewizji, wraz z technikami utrwalania ich na taśmie filmowej i magnetowidowej. Można je uważać niejako za nawrót do tradycji ustnej, ale przy niezwykłym poszerzeniu transmisji w skali ogólnoświatowej i możliwości dowolnej powtarzalności kontaktu z nią. Dalej, godną podkreślenia jest tendencja ku miniaturyzacji pojemników pamięci kulturowej w postaci elektronicznego zapisu niepomiernych ilości informacji w urządzeniach komputerowych.
W konkluzji, istotę trendów ewolucyjnych w systemach trwałych oznakowań symbolicznych i bezpośrednich można ująć jak następuje (zob. tabela 5): 1 • dążność do upraszczania, standardyzowania i miniaturyzowania formy znaków, przy zmniejszaniu ich liczby, co prowadziło do kodowania narastającej ilości informacji na coraz to mniejszej powierzchni zapisu, 2. wzmacnianie reguł strukturalizujących zapis i ujednoznaczniających go, 3. narastająca szybkość wykonywania zapisu, skojarzona ze specjalizacją materiału, na którym był utrwalony, w kierunku łatwej przenośności i magazynowania, 4. przechodzenie od notowania obrazowych znaków archetypowych i analogizujących do oznaczania pojęć myślenia werbalnego w znakach arbitralnych, 5. przechodzenie od wewnątrzgrupowego komunikowania się w zakresie ograniczonego czasu i przestrzeni, do międzypopulacyjnego przekazu informacji w skali całego gatunku na odległość i w czasie, 6. powiększanie się możliwości dowolnie częstego powracania do
tych samych informacji.
Na koniec warto podkreślić z punktu widzenia antropologii ogólnej, że w/w trendy w społecznym przekazie informacji stanowią organiczną część całości progresywnej ewolucji ludzkości, którą można uważać za konsekwentną kontynuację ewolucji biosfery w ogólności. Jest tak, ponieważ pozyskiwanie i przetwarzanie informacji legło u samych podstaw systemów biologicznych, zapewniając ich antyentropijne, przystosowawcze zachowania się, począwszy od biogenezy.

Cytowana literatura:
Jacobi J.: Psychologia C. G. Junga. PAX, Warszawa, 1968. Konarski J.: Integracyjna działalność mózgu. P.W.N. Warszawa 1969. Schmandt-Besserat D.: Vom Ursprung der Schrift. Spektrum der Wissenschaw. Dezember 1978. s. 4-13. (nadbitka).

« Last Edit: (Sun) 28.06.2015, 11:34:58 by BladyMamut »
“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje