Author Topic: Zrównoważony rozwój - Sustainable development  (Read 811 times)

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • WyBudzony
  • *
  • Posts: 2 554
  • Reputacja: +12/-0
Zrównoważony rozwój - Sustainable development
« on: (Mon) 17.08.2015, 16:25:32 »
Zrównoważony rozwój - Sustainable development

Zrównoważony rozwój, trwały rozwój, trwały i zrównoważony rozwój, ekorozwój[1] – doktryna ekonomii, zakładająca jakość życia na poziomie, na jaki pozwala obecny rozwój cywilizacyjny, w przeciwieństwie do „żelaznej reguły ekonomii” Malthusa. Ideę zrównoważonego rozwoju streszcza pierwsze zdanie raportu WCED z 1987 r. – „Nasza Wspólna Przyszłość”: Na obecnym poziomie cywilizacyjnym możliwy jest rozwój zrównoważony, to jest taki rozwój, w którym potrzeby obecnego pokolenia mogą być zaspokojone bez umniejszania szans przyszłych pokoleń na ich zaspokojenie.

Raport ów dostrzega, że cywilizacja osiągnęła poziom dobrobytu możliwy do utrzymania, pod warunkiem odpowiedniego gospodarowania. Model takiej gospodarki zakłada odpowiednio i świadomie ukształtowane relacje pomiędzy wzrostem gospodarczym, dbałością o środowisko (nie tylko przyrodnicze, ale także sztuczne – wytworzone przez człowieka) oraz jakością życia (w tym zdrowiem człowieka). Doktryna zrównoważonego rozwoju dąży do sprawiedliwości społecznej poprzez m.in. ekonomiczną i środowiskową efektywność przedsięwzięć zapewnioną m.in. przez ścisły rachunek kosztów produkcji, rozciągający się również w bardzo złożony sposób na zasoby zewnętrzne (iiSBE). Szerokie zastosowanie w ekonomii zrównoważonego rozwoju ma teoria dobra publicznego.

Rozwój pojęcia

Pojęcie zrównoważonego rozwoju pochodzi pierwotnie z leśnictwa, a stworzone zostało przez Hansa Carla von Carlowitza. Oznaczało ono pierwotnie sposób gospodarowania lasem polegający na tym, że wycina się tylko tyle drzew, ile może w to miejsce urosnąć, tak by las nigdy nie został zlikwidowany, by mógł się zawsze odbudować.

Koncepcja zrównoważonego rozwoju była na początku XIX. wieku propagowana przez wszystkie niemieckie Wyższe Szkoły Leśnicze. Niemieckie leśnictwo cieszyło się wówczas dużym uznaniem na całym świecie, w związku z czym pojęcie to zostało przejęte przez wielu naukowców z innych krajów, od Francji po Włochy. Zostało przetłumaczone na angielski, gdzie była mowa o Sustained Yield Forestry. Określenie „sustainable” zostało następnie przejęte przez ruch ekologiczny i w latach osiemdziesiątych ponownie wprowadzone do debaty politycznej. Obecnie definicja zrównoważonego rozwoju nie ogranicza się wyłącznie do sfery leśnictwa.

Podstawowe pojęcia (na podstawie Raportu Brundtland)

Dla prawidłowego zrozumienia, czym jest zrównoważony rozwój, kluczowe są dwa pojęcia: koncepcja podstawowych potrzeb oraz idea ograniczonych możliwości, a zwłaszcza wytrzymałości światowego systemu ekologicznego. Definicje tych pojęć brzmią następująco[4]:

Quote
„Zrównoważony rozwój to rozwój, który zaspokaja potrzeby obecne, nie zagrażając możliwościom zaspokojenia potrzeb przyszłych pokoleń. Opiera się na dwóch podstawowych pojęciach:
* pojęciu „potrzeb”, w szczególności podstawowych potrzeb najbiedniejszych na świecie, którym należy nadać najwyższy priorytet;
* pojęciu ograniczeń, narzuconych zdolności środowiska do zaspokojenia potrzeb obecnych i przyszłych przez stan techniki i organizacji społecznej.”

Definicja z raportu Brundtland cytowana jest zazwyczaj w skróconej formie[5]. W kręgach specjalistów w małym stopniu dyskutowano do tej pory ideę ograniczonych możliwości. Swój rodowód wywodzi ona ze znanej opinii Klubu Rzymskiego „Granice wzrostu”. Zgodnie z tą opinią, w celu zapewnienia dalszej egzystencji życia na Ziemi i możliwości zaspokajania podstawowych potrzeb wszystkich ludzi i przyszłych generacji, należy zadbać o zrównoważony rozwój wszelkich dziedzin życia i ludzkiej działalności.

W związku z nieścisłościami i niejasnościami definicji zrównoważonego rozwoju, przy opisywaniu tego pojęcia często sięga się do definicji zawartej w normach i dokumentach Narodów Zjednoczonych[6]. Zaletą tego sposobu postępowania jest fakt, że definicja ta jest ważna per se i nie musi być dodatkowo uzasadniana. Brzmi ona następująco:

Quote
„Zrównoważony rozwój Ziemi to rozwój, który zaspokaja podstawowe potrzeby wszystkich ludzi oraz zachowuje, chroni i przywraca zdrowie i integralność ekosystemu Ziemi, bez zagrożenia możliwości zaspokojenia potrzeb przyszłych pokoleń i bez przekraczania długookresowych granic pojemności ekosystemu Ziemi”

Używając języka ekonomii można powiedzieć, że zgodnie z ideą zrównoważonego rozwoju społeczeństwo powinno żyć, uwzględniając rachunek ciągniony kosztów swoich decyzji.

Zrównoważony rozwój oznacza, że wzrost gospodarczy prowadzi do zwiększania spójności społecznej (w tym m.in. zmniejszania rozwarstwienia społecznego, wyrównywania szans, przeciwdziałania marginalizacji i dyskryminacji) oraz podnoszenia jakości środowiska naturalnego, m.in. poprzez ograniczanie szkodliwego wpływu produkcji i konsumpcji na stan środowiska i ochronę zasobów przyrodniczych.

Zrównoważony rozwój leży w polu zainteresowań wielu organizacji międzynarodowych. Należą do nich m.in.:
*Program Narodów Zjednoczonych ds. Ochrony Środowiska (UNEP),
*Program Narodów Zjednoczonych ds. Rozwoju (UNDP),
*instytucje Unii Europejskiej:
- Parlament Europejski,
- Komisja Europejska,
- Europejski Komitet Ekonomiczno-Społeczny.

Zrównoważony rozwój stanowi ważny element systemu prawa międzynarodowego. Do najważniejszych dokumentów
prawnomiędzynarodowych, ujmujących problematykę zrównoważonego rozwoju, należą:
* Agenda 21,
* Konwencja o Dostępie do Informacji, Udziale Społeczeństwa w Podejmowaniu Decyzji oraz Dostępie do Sprawiedliwości w Sprawach Dotyczących Środowiska.

W Polsce zasada zrównoważonego rozwoju zyskała rangę konstytucyjną – została zapisana w art. 5 konstytucji RP[8], a definicja zrównoważonego rozwoju znalazła się w ustawie Prawo ochrony środowiska:

Quote
„[jest to] taki rozwój społeczno-gospodarczy, w którym następuje proces integrowania działań politycznych, gospodarczych i społecznych, z zachowaniem równowagi przyrodniczej oraz trwałości podstawowych procesów przyrodniczych, w celu zagwarantowania możliwości zaspokajania podstawowych potrzeb poszczególnych społeczności lub obywateli zarówno współczesnego pokolenia, jak i przyszłych pokoleń.”

W języku potocznym pojęcie to zyskuje w zależności od kontekstu nieco inne znaczenia: często używane jest jako synonim zachowań „proekologicznych”, zaś w środowiskach biznesowych jest utożsamiane z sukcesem i innowacyjnością.

Źródło: https://pl.wikipedia.org/wiki/Zr%C3%B3wnowa%C5%BCony_rozw%C3%B3j



Epoka mas się skończyła. Nadciąga epoka zbędnych ludzi


Daniel Kahneman i Yuval Noah Harari

Pomyśl o świecie, powiedzmy, za 50 czy za 100 lat, w którym ci biedni ludzie nadal będą umierać, a bogaci oprócz dobrobytu, wygód itp. uzyskają także zwolnienie od śmierci. To wywoła wielki gniew - mówi wybitny historyk Yuval Noah Harari w rozmowie z noblistą Danielem Kahnemanem

DANIEL KAHNEMAN, ur. w 1934 r., laureat Nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii w 2002 roku, odznaczony Prezydenckim Medalem Wolności w 2013 roku. Emerytowany profesor psychologii Uniwersytetu Princeton. Autor książki "Thinking Fast and Slow" (przekład polski: "O myśleniu szybkim i wolnym"): Twoją książkę "Sapiens", przeczytałem dwukrotnie. "Odkrycie ignorancji", rozdział o naukach ścisłych, jeden z moich ulubionych, zawiera koncepcję, że nauki ścisłe narodziły się wtedy, gdy ludzie odkryli, że istnieje ignorancja i że coś mogą z tym zrobić. Zachwycające!

YUVAL NOAH HARARI, ur. w 1976 r., wykładowca Uniwersytetu Hebrajskiego w Jerozolimie. Autor książki "Sapiens: A Brief History of Mankind" ("Sapiens: krótka historia ludzkości"): Obecnie głównym moim pytaniem jest to, jaki jest program ludzkości na XXI wiek. A to stanowi bezpośrednią kontynuację zajmowania się historią ludzkości, od chwili pojawienia się gatunku Homo sapiens do dnia dzisiejszego. Nie usiłuję prognozować przyszłości, to niemożliwe. Nikt nie ma pojęcia, jak świat będzie wyglądał za, powiedzmy, 40 czy 50 lat. Usiłuję robić coś, co jest przeciwieństwem prognozowania przyszłości. Próbuję rozpoznać, jakie są możliwości, jaki jest horyzont przyszłości, przed którym stajemy. I co spośród tych możliwości się wydarzy.

DK: Doprowadzasz do tego, że ludzie rozważają możliwości, których poprzednio nie brali pod uwagę?

ZNH: - To moje główne zadanie, bo nasze pole widzenia zostało ukształtowane i zawężone przez historię.

Posłużę się przykładem. Jesteśmy obecnie w trakcie rewolucji w medycynie. W XX wieku medycyna skupiała się na leczeniu chorych; obecnie w coraz większym stopniu zajmuje się podnoszeniem jakości życia zdrowych. To coś zasadniczo odmiennego w kategoriach społecznych i politycznych. Leczenie chorych było bowiem projektem egalitarnym - zakłada się w nim, że istnieje norma zdrowia, a jeżeli ktoś jej nie spełnia, to dąży się do tego, by ją spełniał.

Tymczasem podnoszenie jakości życia jest z definicji projektem elitarnym. Nie ma jednej normy, którą dałoby się zastosować do każdego. To umożliwia powstawanie ogromnych różnic między bogatymi i ubogimi, różnic większych od tych, które istniały kiedykolwiek wcześniej. A wielu ludzi mówi: "Nie, tak się nie stanie" - bo w XX wieku też było wiele postępów w medycynie, które z bogatych, najbardziej zaawansowanych krajów stopniowo spływały do krajów biednych. Dzięki temu teraz wszyscy korzystają z antybiotyków, szczepień i tak dalej. A więc, wnioskują, tym razem będzie tak samo.

Moim zadaniem jako historyka jest mówić, że nie. Istniały bardzo szczególne przyczyny egalitarności medycyny w XX wieku, przyczyny tego, że odkrycia spływały na wszystkich. Te szczególne warunki mogą się nie powtórzyć w XXI wieku. Powinniśmy więc rozszerzyć swoje myślenie i wziąć pod uwagę możliwość, że medycyna w XXI wieku będzie elitarna i że w związku z tym różnice będą narastać. Biologiczne różnice między bogatymi a biednymi i między różnymi krajami.

Kiedy się spojrzy na XX wiek, to była to era mas, masowej polityki, masowej ekonomii. Z tym zaś wiązało się pojęcie wartości człowieka. Istnieje spore prawdopodobieństwo, że w XXI wieku większość ludzi utraci - zresztą wielu już traci - swoją wartość militarną i ekonomiczną. Epoka mas się skończyła. Być może najważniejsze pytanie w ekonomii XXI wieku będzie brzmiało: jakie w roku 2050 będzie w gospodarce zapotrzebowanie na większość ludzi?

Jeżeli większość tak naprawdę nie będzie już potrzebna ani w wojsku, ani w gospodarce, to nie jest już takie pewne, że masowa medycyna nadal będzie istnieć. To nie jest proroctwo. Ale opcję, że ludzie utracą swoją wartość ekonomiczną i militarną, a medycyna podąży tym śladem, należy traktować bardzo poważnie.

*****

W sprawie nowych, pojawiających się technologii powinniśmy sobie zadawać pytanie nie tylko o to, jak wpłyną na zbiorową siłę ludzkości, ale także o to, jaki wywrą wpływ na życie codzienne każdego człowieka. W kategoriach historii wydarzenia na Bliskim Wschodzie, IP itp. to zaledwie wybój na autostradzie. Bliski Wschód nie jest szczególnie ważny. Dolina Krzemowa jest znacznie ważniejsza. To ona jest światem XXI wieku. I nie mówię jedynie o technologii.

Także w kategoriach idei, w kategoriach religii, najbardziej dziś interesującym miejscem na świecie jest Dolina Krzemowa, a nie Bliski Wschód. Bo to tam ludzie tacy jak Ray Kurzweil [amerykański pisarz i futurolog, propagator idei transhumanizmu] tworzą nowe religie. To te religie, a nie religie wywodzące się z Syrii, Iraku czy Nigerii, zapanują nad światem.

Rozmowa została opublikowana w portalu edge.org, przełożył Andrzej Ehrlich

Źródło: http://wyborcza.pl/1,135424,17704189,Epoka_mas_sie_skonczyla__Nadciaga_epoka_zbednych_ludzi.html



Z iPadem w nowe średniowiecze. Nadciągają zbędni ludzie



*Daniel Kahneman, ur. w 1934 r., laureat Nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii w 2002 roku, odznaczony Prezydenckim Medalem Wolności w 2013 roku. Emerytowany profesor psychologii Uniwersytetu Princeton. Autor książki "Thinking Fast and Slow" (przekład polski: "O myśleniu szybkim i wolnym").

**Yuval Noah Harari, ur. w 1976 r., wykładowca Uniwersytetu Hebrajskiego w Jerozolimie. Autor książki "Sapiens: A Brief History of Mankind" ("Sapiens: krótka historia ludzkości").

Daniel Kahneman: Twoją książkę "Sapiens" przeczytałem dwukrotnie. "Odkrycie ignorancji", rozdział o naukach ścisłych, jeden z moich ulubionych, zawiera koncepcję, że nauki ścisłe narodziły się wtedy, gdy ludzie odkryli, że istnieje ignorancja i że coś mogą z tym zrobić. Zachwycające!

Yuval Noah Harari: Obecnie głównym moim pytaniem jest to, jaki jest program ludzkości na XXI wiek. A to stanowi bezpośrednią kontynuację zajmowania się historią ludzkości od chwili pojawienia się gatunku Homo sapiens do dnia dzisiejszego. Nie usiłuję prognozować przyszłości, to niemożliwe. Nikt nie ma pojęcia, jak świat będzie wyglądał za, powiedzmy, 40 czy 50 lat. Możemy znać niektóre podstawowe zmienne: jeżeli jednak naprawdę rozumiesz, co się dzieje na świecie, to wiesz, że nie da się opracować żadnych dobrych prognoz na nadchodzące dziesięciolecia. Po raz pierwszy w historii znaleźliśmy się w takiej sytuacji.

Usiłuję robić coś, co jest przeciwieństwem prognozowania przyszłości. Próbuję rozpoznać, jakie są możliwości, jaki jest horyzont przyszłości, przed którym stajemy. I co spośród tych możliwości się wydarzy.

Jakie to są możliwości?

- Kiedy próbujesz przewidzieć pogodę na jutro, na początku masz wiele możliwości. Może padać deszcz, może padać śnieg, może być słonecznie. A według jednego z poglądów na nauki ścisłe dobry meteorolog to taki, który rozpatruje horyzont możliwości i zawęża go do jednej albo najwyżej dwóch z nich. Z pewnością będzie padać: może bardzo, może mniej. I tyle.

W tym rozumieniu, kiedy skończysz czytać książkę, gdy zakończysz program nauki albo zrobisz cokolwiek podobnego, twój pogląd na świat staje się węższy, bo masz mniej możliwości do rozpatrzenia. Wiesz, że będzie padać. Tak jest w ekonomii, w medycynie i w historii. Ludzie pytają: "Co się dalej stanie?", a ty mówisz: "Chiny będą supermocarstwem". I tyle. Ograniczasz zakres możliwości.

W określonych sytuacjach to jest potrzebne. Kiedy idę do lekarza, żeby dostać lekarstwo, chcę, by ograniczył możliwości, a nie wymieniał mi wszystkie opcje. Ale osobiście lubię ten rodzaj nauki, który rozszerza horyzonty. Studentom na uniwersytecie często mówię, że moim celem jest, żeby po trzech latach w zasadzie wiedzieli mniej niż wówczas, kiedy tu przyszli. Kiedy przyszli, wydawało się im, że wiedzą, jaki jest świat, co to jest wojna, co to jest państwo i tak dalej. Mam nadzieję, że po trzech latach zrozumieją, że w gruncie rzeczy wiedzą dużo, dużo mniej, choć ich pogląd na teraźniejszość i przyszłość znacznie się rozszerzył.

Doprowadzasz do tego, że ludzie rozważają możliwości, których poprzednio nie brali pod uwagę?

- To moje główne zadanie, bo nasze pole widzenia zostało ukształtowane i zawężone przez historię.

Posłużę się przykładem. Jesteśmy obecnie w trakcie rewolucji w medycynie. W XX wieku medycyna skupiała się na leczeniu chorych; teraz w coraz większym stopniu zajmuje się podnoszeniem jakości życia zdrowych. To coś zasadniczo odmiennego w kategoriach społecznych i politycznych. Leczenie chorych było bowiem projektem egalitarnym - zakłada się w nim, że istnieje norma zdrowia, a jeżeli ktoś jej nie spełnia, to dąży się do tego, by ją spełniał.

Tymczasem podnoszenie jakości życia jest z definicji projektem elitarnym. Nie ma jednej normy, którą dałoby się zastosować do każdego. To umożliwia powstawanie ogromnych różnic między bogatymi i ubogimi, różnic większych od tych, które istniały kiedykolwiek wcześniej. A wielu ludzi mówi: "Nie, tak się nie stanie" - bo w XX wieku też było wiele postępów w medycynie, które z bogatych, najbardziej zaawansowanych krajów stopniowo spływały do krajów biednych. Dzięki temu teraz wszyscy korzystają z antybiotyków, szczepień i tak dalej. A więc, wnioskują, tym razem będzie tak samo.

Moim zadaniem jako historyka jest mówić, że nie. Istniały bardzo szczególne przyczyny egalitarności medycyny w XX wieku, przyczyny tego, że odkrycia spływały na wszystkich. Te szczególne warunki mogą się nie powtórzyć w XXI wieku. Powinniśmy więc rozszerzyć swoje myślenie i wziąć pod uwagę możliwość, że medycyna w XXI wieku będzie elitarna i że w związku z tym różnice będą narastać. Biologiczne różnice między bogatymi a biednymi i między różnymi krajami.

Kiedy się spojrzy na XX wiek, to była to era mas - masowej polityki, masowej ekonomii. Z tym zaś wiązało się pojęcie wartości człowieka. Każdy człowiek ma wartość nie tylko dlatego, że jest istotą ludzką. Człowiek ma też wartość polityczną, ekonomiczną i militarną. To wynika ze struktury wojska i gospodarki, w której każda istota ludzka jest wartościowa jako żołnierz w okopie czy jako robotnik w fabryce.

Istnieje spore prawdopodobieństwo, że w XXI wieku większość ludzi utraci - zresztą wielu już traci - swoją wartość militarną i ekonomiczną. Epoka mas się skończyła. Nie jesteśmy już w trakcie I wojny światowej, w której bierze się miliony żołnierzy, daje im karabiny do ręki i każe biec naprzód. To samo dzieje się w gospodarce. Być może najważniejsze pytanie w ekonomii XXI wieku będzie brzmiało: jakie w roku 2050 będzie w gospodarce zapotrzebowanie na większość ludzi?

Jeżeli większość tak naprawdę nie będzie potrzebna ani w wojsku, ani w gospodarce, to nie jest już takie pewne, że masowa medycyna nadal będzie istnieć. To nie jest proroctwo. Ale opcję, że ludzie utracą swoją wartość ekonomiczną i militarną, a medycyna podąży tym śladem, należy traktować bardzo poważnie.

A co sądzisz o planach, żeby skończyć ze śmiercią? Coś takiego zdecydowanie nie byłoby projektem masowym.

- Dziś odnosimy się do choroby, starczego wieku i śmierci jako w zasadzie do problemów technicznych. To rewolucja w ludzkim sposobie myślenia. W trakcie całej historii starość i śmierć zawsze traktowano jako problemy metafizyczne. To było coś, co dekretowali bogowie, coś podstawowego wobec tego, co definiuje warunki i rzeczywistość ludzką.

Jeszcze parę lat temu bardzo niewielu lekarzy i naukowców poważnie by mówiło, że próbują przezwyciężyć starość i śmierć. Mówiliby: "Nie, staram się przezwyciężyć tę konkretną chorobę, gruźlicę, raka, alzheimera. Pokonanie choroby i śmierci to nonsens, to fantastyka naukowa".

Nowa postawa to traktowanie starości i śmierci jako problemów technicznych, w istocie nieróżniących się od jakichkolwiek innych chorób. Są jak alzheimer, jak gruźlica. Być może jeszcze nie znamy wszystkich mechanizmów i wszystkich lekarstw, jednak w zasadzie ludzie zawsze umierają z przyczyn technicznych, a nie metafizycznych. W średniowieczu mieliśmy obraz tego, jak ktoś umiera. Nagle pojawia się anioł śmierci, który dotyka twojego ramienia i mówi: "Chodź. Twój czas już nadszedł". A ty odpowiadasz: "Nie, nie, nie. Daj mi jeszcze trochę czasu". A śmierć: "Nie, już musisz iść". W taki sposób umierałeś.

Dzisiaj tak nie myślimy. Ludzie nie umierają dlatego, że nadchodzi anioł śmierci. Dzisiaj umiera się dlatego, że serce przestało tłoczyć krew albo komórki rakowe rozprzestrzeniły się w wątrobie czy gdzieś tam. To są wszystko problemy techniczne i zasadniczo powinny mieć jakieś techniczne rozwiązanie. Taki sposób myślenia zaczyna zdecydowanie dominować w kręgach naukowych, a także wśród ultrabogatych, którzy rozumują tak: zaczekajmy, coś się tu zaczyna dziać. Po raz pierwszy w historii, jeżeli jestem dostatecznie bogaty, to być może nie będę musiał umrzeć.

Śmierć staje się sprawą wyboru.

- Tak. Jeżeli pomyśleć o tym z punktu widzenia biednych, to wydaje się to straszne, bo w całej historii śmierć była wielkim sprawiedliwym sędzią. W trakcie całej historii wielką pociechą dla biednych było myślenie: no dobrze, tym bogatym tak się wiedzie, ale umrą dokładnie tak samo jak ja.

A teraz pomyśl o świecie, powiedzmy, za 50 czy za 100 lat, w którym ci biedni ludzie nadal będą umierać, a bogaci oprócz dobrobytu, wygód itp. uzyskają także zwolnienie od śmierci. To wywoła wielki gniew.

Intryguje mnie zwrot "ludzie nie będą potrzebni". Co będzie z ludźmi, którzy staną się zbędni ekonomicznie i militarnie? Do czego to doprowadzi?

- W trakcie całej historii inteligencja i świadomość były ze sobą połączone. Ludzie nie znali niczego, co byłoby inteligentne, lecz pozbawione świadomości - czyli co nie byłoby ludzkie.

Dzisiaj mówimy nie o tym, że komputery będą jak ludzie. Te wszystkie scenariusze z fantastyki naukowej, które zakładają coś takiego, są błędne. Komputerom jest bardzo, bardzo daleko do tego, żeby się stały jak ludzie, zwłaszcza jeżeli chodzi o świadomość. Problem jest inny. Chodzi o to, że system - militarny, ekonomiczny i polityczny - tak naprawdę nie potrzebuje świadomości.

Potrzebuje inteligencji.

- Tak. A o inteligencję jest znacznie łatwiej niż o świadomość. Komputery mogą nie uzyskać świadomości albo mogą ją osiągnąć, powiedzmy, za 500 lat. Problemem jest to, że bardzo szybko mogą się stać równie inteligentne czy bardziej inteligentne niż ludzie w wykonywaniu określonych zadań. Jeżeli na przykład pomyślisz o tym samokierującym samochodzie Google'a i porównasz go z taksówkarzem, to taksówkarz jest o wiele bardziej złożony niż samokierujący samochód.

Są miliony rzeczy, które taksówkarz umie robić, a których samokierujący samochód zrobić nie potrafi. Problem jednak polega na tym, że z czysto ekonomicznego punktu widzenia nie potrzebujemy milionów rzeczy, które potrafi zrobić taksówkarz. Potrzebuję go tylko do tego, żeby mnie przewiózł z punktu A do punktu B możliwie szybko i tanio. A to jest coś, co samokierujący samochód może robić lepiej albo będzie mógł robić lepiej już wkrótce.

Do większości zadań, do których potrzeba ludzi, wymagana jest jedynie inteligencja - i to bardzo szczególny rodzaj inteligencji, bo od tysięcy lat przechodzimy proces specjalizacji, który ułatwia zastępowanie nas. Zbudowanie robota, który mógłby skutecznie działać jako łowca-zbieracz, byłoby czymś ogromnie złożonym. Trzeba wiedzieć tak wiele różnych rzeczy. Zbudowanie zaś samokierującego samochodu czy zbudowanie superkomputera Watson [superkomputer IBM, nazwany tak na cześć założyciela firmy], który potrafiłby zdiagnozować chorobę lepiej niż jakikolwiek lekarz, jest sprawą względnie prostą.

Dlatego musimy poważnie potraktować możliwość, że chociaż komputery wciąż jeszcze nie dorównują ludziom w wielu różnych sprawach, to w zadaniach, których potrzebuje od nas system, na ogół będą skuteczniejsze niż my. Znowu nie chcę prognozować, czy chodzi o 20 lat, o 50 czy o 100. Chodzi o to, że z każdym pokoleniem to się przybliża.

Tak samo będzie z obietnicami przezwyciężenia śmierci. Przypuszczam, że żyjący dzisiaj ludzie, którzy liczą na przezwyciężenie śmierci za 50 czy 60 lat, srogo się zawiodą. Czymś innym jest pogodzenie się z tym, że umrzesz, a czym innym myślenie o tym, że będziesz mógł oszukać śmierć i umrzeć dopiero po jakimś czasie.

Jednak chociaż ludzi czeka ogromne rozczarowanie w ich dążeniach do pokonania śmierci, osiągną rzeczy wielkie. Ułatwią to następnemu pokoleniu, a gdzieś po drodze fantastyka naukowa przekształci się w naukę.

Kto decyduje o tym, co robić ze zbędnymi ludźmi? I jakie będą społeczne konsekwencje technicznych czy technologicznych osiągnięć, które przewidujesz?

- Jestem historykiem, a nie biologiem czy informatykiem, nie jestem więc w stanie określić, czy te wszystkie pomysły są możliwe do zrealizowania czy nie. Mogę tylko patrzeć z punktu widzenia historyka i powiedzieć, jak to z tej perspektywy wygląda. Zatem konsekwencje społeczne, filozoficzne i polityczne są tym, co mnie najbardziej interesuje. A jeżeli którykolwiek z tych trendów się urzeczywistni, będę jedynie mógł zacytować Marksa i powiedzieć, że ulotni się wszystko to, co jest stałe.

Kiedy rozwiążemy problem stworzenia bezpośredniego interfejsu mózgu i komputera, kiedy mózgi i komputery będą mogły bezpośrednio się ze sobą kontaktować - będzie po wszystkim. Będzie to koniec historii i koniec biologii takiej, jaką znamy. Nie sposób sobie wyobrazić tego, co się stanie, jeżeli życie zdoła się wyrwać z królestwa organicznego do niezmierzonego królestwa nieorganicznego. Nie sposób, na razie nasza wyobraźnia jest organiczna. Jeżeli zatem istnieje punkt osobliwości, to z definicji nie mamy nawet sposobu, żeby sobie zacząć wyobrażać, co się będzie działo po jego przekroczeniu.

Jedno tylko możemy powiedzieć: jest możliwe powtórzenie tego, co się stało w XIX wieku w trakcie rewolucji przemysłowej, czyli pojawienie się ogromnych różnic między poszczególnymi klasami i krajami. XX wiek był okresem zmniejszania się tych różnic - różnic między klasami, płciami, grupami etnicznymi, krajami. Dziś widzimy, jak się odradzają.

W trakcie rewolucji przemysłowej w XIX wieku ludzkość w zasadzie nauczyła się, jak produkować rozmaite rzeczy, takie jak tkaniny, obuwie, broń i pojazdy. To wystarczyło bardzo nielicznym krajom, które przez tę rewolucję przeszły, by podporządkować sobie wszystkich innych. To, o czym teraz mówimy, przypomina drugą rewolucję przemysłową. Tyle że tym razem produktami nie będą tkaniny, maszyny, pojazdy, a nawet broń. Tym razem produktami będą same istoty ludzkie.

W zasadzie uczymy się produkować ciała i umysły. Ciała i umysły będą następnymi głównymi produktami kolejnej fali wszystkich tych zmian. A jeżeli powstanie przepaść między tymi, którzy wiedzą, jak produkować ciała i umysły, a tymi, którzy tego nie wiedzą, to będzie ona znacznie większa niż wszystko, co widzieliśmy w historii.

Ci, którzy dostatecznie szybko nie staną się częścią tej rewolucji, prawdopodobnie wymrą. Kraje takie jak Chiny spóźniły się na pociąg rewolucji przemysłowej, ale po 150 latach jakoś zdołały nadążyć, głównie, patrząc w kategoriach ekonomicznych, dzięki sile taniej robocizny. Tym razem jednak ci, którzy spóźnią się na pociąg, nie będą już mieli drugiej szansy - zwłaszcza dlatego, że tania siła robocza w ogóle nie będzie się liczyć. Kiedy będziesz już wiedział, jak produkować ciała, mózgi i umysły, tania siła robocza w Afryce, Azji Południowej czy gdziekolwiek indziej po prostu nie będzie miała znaczenia. A zatem w kategoriach geopolitycznych być może będziemy świadkami powtórzenia się XIX wieku, tyle że na znacznie większą skalę.

Zwiększanie się liczby ludzi zbędnych będzie się przekładało na masowe bezrobocie, które oznacza niepokoje społeczne. W społeczeństwie będą zachodzić różne procesy wskutek tego, że ludzie będą stawać się zbędni. Być może już teraz dostrzegamy początki tego, o czym mówisz.

- Być może największym pytaniem w ekonomii i polityce w nadchodzących dziesięcioleciach będzie pytanie o to, co zrobić z tymi wszystkimi bezużytecznymi ludźmi. Nie sądzę, byśmy mieli do tego odpowiedni model ekonomiczny. Przypuszczam, że żywność nie będzie stanowiła problemu; dzięki nowoczesnej technologii będziemy mogli produkować dostatecznie dużo jedzenia, żeby nakarmić wszystkich. Problemem będzie nuda i to, co robić z ludźmi bez zajęcia. W jaki sposób odnajdą jakiś sens życia, kiedy w zasadzie nie będą mieli znaczenia, nie będą mieli wartości?

Tę pustkę większość ludzi będzie zagłuszać kombinacją narkotyków i gier komputerowych, zresztą już tak się dzieje. Kiedy zaczyna się rewolucja przemysłowa, obserwujemy pojawianie się nowych klas ludzi. Teraz widzimy pojawienie się nowej klasy proletariatu miejskiego, co jest nowym zjawiskiem społecznym i politycznym. Nikt nie wie, co z nim zrobić. Stare rozwiązania utraciły znaczenie.

Dzisiaj wszyscy mówią o Państwie Islamskim, o fundamentalizmie islamskim, o odnowie chrześcijaństwa i tym podobnych sprawach. Powstają nowe problemy, a ludzie wracają do starożytnych tekstów, myśląc, że znajdą odpowiedź w szariacie, w Koranie, w Biblii. Tak samo działo się w XIX wieku. Nastąpiła rewolucja przemysłowa, a wraz z nią ogromne problemy społeczno-polityczne na całym świecie. Mnóstwo ludzi sądziło, że odpowiedź znajdą w Biblii lub w Koranie. Na przykład w Sudanie Mahdi ustanowił teokrację muzułmańską na zasadach szariatu. Pojawiła się armia angielsko-egipska, żeby stłumić bunt, ale została pokonana, a generałowi Charlesowi Gordonowi ścięto głowę. W zasadzie to samo obecnie widzimy w PI. Nikt dzisiaj nie pamięta o Mahdim, bo zawarte w Koranie i szariacie rozwiązania problemu industrializacji okazały się bezużyteczne.

W Chinach za największą wojnę XIX wieku uznawano nie wojny napoleońskie ani wojnę domową w USA, lecz powstanie tajpingów, które rozpoczęło się w 1850 roku, gdy nieudolny naukowiec Hong Xiuquan miał wizję, że jest młodszym bratem Jezusa Chrystusa, a Bóg zlecił mu misję ustanowienia na ziemi Królestwa Niebiańskiego Pokoju oraz rozwiązania wszystkich problemów związanych z przybyciem Brytyjczyków i pojawieniem się nowoczesnego przemysłu. Wzniecił powstanie, w którym zginęło 20 milionów ludzi, stłumione dopiero po 14 latach. Hong nie ustanowił Królestwa Niebiańskiego Pokoju i nie rozwiązał problemów uprzemysłowienia.

Z czasem ludzie wysunęli nowe koncepcje - nie z szariatu, nie z Biblii, nie z jakiejś wizji. Badali przemysł, badali kopalnie węgla, badali elektryczność, badali maszyny parowe, koleje, patrzyli na to, w jaki sposób te rozwiązania przekształcały gospodarkę i społeczeństwo, i wysuwali nowe koncepcje. Te nowe koncepcje niekoniecznie wszystkim się podobały, ale przynajmniej było z czym dyskutować.

Nie sądzę, byśmy dysponowali dzisiaj wiedzą umożliwiającą rozwiązanie problemów roku 2050. Powinniśmy poszukiwać nowej wiedzy i nowych rozwiązań, zaczynając od zdania sobie sprawy z tego, że według wszelkiego prawdopodobieństwa nic, co istnieje obecnie, nie jest tych problemów rozwiązaniem.

To, co opisujesz, jest scenariuszem, w którym praca większości jest niepotrzebna. Jest klasa ludzi, którzy pracują, bo im to sprawia przyjemność i są do tego zdolni, ale jest też większość, dla której praca już nie istnieje. Tyle że ta masa ludzi nie może pracować, lecz nadal może zabijać innych.

- Ale z chwilą, kiedy stajesz się zbędny, nie masz siły. Przyzwyczailiśmy się do ery mas, do XIX i XX wieku, kiedy widzieliśmy te wszystkie zwycięskie powstania, rewolucje, bunty, a więc przyzwyczailiśmy się myśleć o masach jako o dysponujących siłą. Tyle że jest to w zasadzie zjawisko z XIX i XX wieku.

W średniowieczu wszystkie powstania chłopskie zakończyły się klęską. Bo masy nie miały siły. Kiedy już staniemy się zbędni militarnie i gospodarczo, to oczywiście wciąż jeszcze będziemy mogli sprawiać kłopoty, ale nie będziemy mieli już siły, by doprowadzić do rzeczywistych zmian.

W siłach zbrojnych liczba żołnierzy staje się nieistotna w porównaniu z technologią. Nadal potrzeba żołnierzy, ale już nie milionów, z których każdy miałby karabin. Potrzeba znacznie mniejszej liczby ekspertów umiejących wyprodukować i wykorzystać nowe technologie. Przeciw takim potęgom militarnym masy, nawet jeżeli zdołają się jakoś zorganizować, nie mają wielkich szans. Nie jesteśmy w Rosji z 1917 roku czy w Europie z XIX wieku.

Jeszcze raz zaznaczam: nie prorokuję. Być może to wszystko rozwinie się inaczej. Jednak dla historyka najważniejszą rzeczą jest zdać sobie sprawę, że potęga mas, do której tak się przyzwyczailiśmy, jest zakorzeniona w określonych warunkach historycznych - ekonomicznych, militarnych, politycznych - a te cechowały XIX i XX wiek. Dziś nie mamy już żadnych podstaw, by być pewnym, że masy zachowają swoją siłę.

Kiedy cię słucham, przychodzi mi na myśl wniosek, że między gwałtowną zmianą techniczną a całkiem sztywnymi układami społecznymi i kulturowymi, które za nią nie nadążają, istnieje głęboki rozziew.

- To jeden z wielkich problemów: technologia rozwija się znacznie szybciej niż społeczeństwo i moralność, a to wywołuje wielkie napięcia. Jednak i tu możemy się starać nauczyć czegoś z rewolucji przemysłowej z XIX wieku. Doszło wtedy do załamania się rodziny oraz bliskiej wspólnoty i zastąpienia ich przez państwo i rynek. W zasadzie w trakcie całej historii ludzie żyli jako część tych małych i bardzo ważnych jednostek, rodziny i bliskiej wspólnoty, obejmującej, powiedzmy, 200 osób składających się na twoją wieś, twoje plemię, twoje sąsiedztwo. Znasz każdego, oni znają ciebie. Możesz ich nie lubić, ale twoje życie zależy od nich. Dostarczają ci niemal wszystkiego, czego potrzebujesz, żeby przeżyć. Są twoją opieką zdrowotną. Nie ma żadnego funduszu emerytalnego - masz dzieci, i to one są twoim funduszem emerytalnym. Ludzie ze wspólnoty są twoim bankiem, szkołą, policją, wszystkim. Jeżeli utracisz rodzinę i bliską wspólnotę, jesteś martwy. Albo musisz znaleźć sobie rodzinę zastępczą.

Taka sytuacja trwała przez setki tysięcy lat ewolucji. Nawet kiedy rozpoczęła się historia, powiedzmy 70 tys. lat temu, choć dostrzegamy wszystkie zmiany - rolnictwo, miasta, imperia i religie - nie widzimy istotnych zmian na tym poziomie. W roku 1700 większość ludzi na świecie żyła jako część rodzin i bliskich wspólnot, które zapewniały większość tego, co jest potrzebne, by przeżyć. Na początku rewolucji przemysłowej łatwo więc można sobie było wyobrazić, że sytuacja pozostanie taka sama.

Gdybyś był, powiedzmy, ewolucyjnym psychologiem w roku 1800 i zobaczyłbyś początki rewolucji przemysłowej, mógłbyś z dużą pewnością siebie stwierdzić, że wszystkie te zmiany w technologii są bardzo dobre, ale nie wpłyną na podstawową strukturę społeczeństwa. Społeczeństwo ludzkie jest zbudowane z tych małych klocków, rodziny i bliskiej wspólnoty, bo to jest w jakiś sposób dane przez ewolucję. Istoty ludzkie muszą to mieć. Nie mogą żyć w żaden inny sposób.

A teraz spoglądasz na ostatnie 200 lat i widzisz, jak po milionach lat ewolucji to wszystko się załamuje. Nagle, w ciągu dwóch stuleci, rodzina i bliska wspólnota się zapadają. Większość ról odgrywanych przez dziesiątki tysięcy lat przez rodzinę i bliską wspólnotę bardzo szybko przenosi się do nowych sieci udostępnianych przez państwo i rynek. Nie potrzeba ci dzieci, możesz mieć fundusz emerytalny. Nie potrzeba ci kogoś, kto by się tobą opiekował. Nie potrzeba ci sąsiadów, sióstr czy braci, żeby się tobą zajęli, kiedy zachorujesz. Państwo troszczy się o ciebie. Państwo zapewnia ci policję, edukację, opiekę zdrowotną, wszystko.

Możesz powiedzieć, że dzisiaj pod pewnymi względami żyje się gorzej niż w roku 1700, bo w tak dużym stopniu utraciliśmy łączność z otaczającą nas wspólnotą. Wielu ludzi potrafi dziś żyć jako odizolowane, wyalienowane jednostki. W najbardziej zaawansowanych społeczeństwach ludzie żyją bez jakiejkolwiek godnej uwagi wspólnoty, w bardzo małych rodzinach. Taka rodzina to może być tylko współmałżonek, może jedno lub dwoje dzieci. Jej członkowie mogą mieszkać w różnych miastach albo w różnych krajach, widując się raz na kilka miesięcy. Zdumiewające, że ludzie mogą z tym żyć. A minęło zaledwie 200 lat.

Co mogłoby się stać w ciągu następnych stu lat na tym poziomie codziennego życia, bliskich związków? Wszystko jest możliwe. Spójrzmy na dzisiejszą Japonię - Japonia we wszystkim wyprzedza świat o jakieś 20 lat. Widzimy nowe zjawiska społeczne: ludzi utrzymujących relacje z wirtualnymi współmałżonkami. Ludzi, którzy nigdy nie wychodzą z domu, żyją jedynie poprzez komputery. Widocznie Homo sapiens jest nawet bardziej elastyczny, niż bylibyśmy skłonni sądzić.

Możemy się też czegoś nauczyć z rewolucji agrarnej. Niektórzy eksperci uważają, że rolnictwo było największym błędem w historii człowieka. Błędem w kategoriach tego, co zrobiło jednostce ludzkiej, bo jest przecież oczywiste, że na poziomie zbiorowym w zdumiewający sposób zwiększyło potęgę ludzkości. Bez niego nie mogłyby istnieć miasta, królestwa, imperia i tak dalej. Jednak życie wielu chłopów w starożytnym Egipcie prawdopodobnie było znacznie gorsze niż życie łowców- -zbieraczy 20 czy 30 tysięcy lat wcześniej. Chłopi musieli znacznie ciężej pracować. Ciało i umysł Homo sapiens ewoluowały przez miliony lat, dostosowując się do włażenia na drzewa, zbierania owoców czy grzybów, biegania za gazelami. A tu nagle zaczynamy cały dzień kopać kanały, nosić kubły wody z rzeki, zbierać zboża i mleć je, co jest znacznie trudniejsze dla ciała, no i bardziej nudne dla umysłu.

W zamian za całą tę ciężką pracę większość chłopów otrzymywała znacznie gorszą dietę niż łowcy-zbieracze, którzy korzystali z dziesiątków gatunków zwierząt, roślin, grzybów czy czegoś tam, co zapewniało im wszystkie potrzebne środki odżywcze i witaminy. A chłopi musieli polegać na monouprawach, takich jak pszenica, ryż czy ziemniaki. Na to nakładały się te wszystkie nowe hierarchie społeczne i początki masowego wyzysku, w których małe elity wykorzystywały wszystkich innych.

Można więc uznać, że z punktu widzenia jednostki ludzkiej rolnictwo było być może największym błędem w historii.

Jaka z tego dla nas nauka w odniesieniu do nowej rewolucji technologicznej? Nikt nie wątpi, że wszystkie te nowe technologie ponownie zwiększą zbiorową potęgę ludzkości. Jednak powinniśmy zadawać sobie pytanie, co się dzieje na poziomie jednostki. W historii mamy dostatecznie wiele dowodów na to, że w kategoriach zbiorowej potęgi możemy dokonać wielkiego kroku do przodu, ale w kategoriach indywidualnego szczęścia będzie to krok w tył.

W sprawie nowych, pojawiających się technologii powinniśmy sobie zadawać pytanie nie tylko o to, jak wpłyną na zbiorową siłę ludzkości, ale także o to, jaki wywrą wpływ na życie codzienne każdego człowieka. W kategoriach historii wydarzenia na Bliskim Wschodzie, IP itp. to zaledwie wybój na autostradzie. Bliski Wschód nie jest szczególnie ważny. Dolina Krzemowa jest znacznie ważniejsza. To ona jest światem XXI wieku. I nie mówię jedynie o technologii.

Jednak także w kategoriach idei, w kategoriach religii, najbardziej dziś interesującym miejscem na świecie jest Dolina Krzemowa, a nie Bliski Wschód. Bo to tam ludzie tacy jak Raymond Kurzweil [amerykański pisarz i futurolog, propagator idei transhumanizmu] tworzą nowe religie. To te religie, a nie religie wywodzące się z Syrii, Iraku czy Nigerii, zapanują nad światem.

Rozmowa została opublikowana w portalu edge.org, przełożył Andrzej Ehrlich

Źródło: http://wyborcza.pl/magazyn/1,144507,17705218,Z_iPadem_w_nowe_sredniowiecze__Nadciagaja_zbedni_ludzie.html



Zobacz na:
Ekohumanizm, albo globalna katastrofa - Lesław Michnowski
https://forum.wybudzeni.com/index.php?topic=2091.0
Maltuzjanizm, a rozwój gospodarczy - doc. Józef Kossecki
https://forum.wybudzeni.com/index.php?topic=2086.0
Malthus Thomas Robert
https://forum.wybudzeni.com/index.php?topic=1516.0
Prognozy demograficzne do 2050 r.
https://forum.wybudzeni.com/index.php?topic=1369.0

Powstrzymać III wojnę światową - Lesław Michnowski
https://www.youtube.com/watch?v=wLUuIGQTltA

Ekohumanizm albo globalna katastrofa - Lesław Michnowski
https://www.youtube.com/watch?v=wDpvPQ45X-o

Lesław Michnowski jest twórcą nowej koncepcji cywilizacyjnej EKOHUMANIZMU, którą lansuje w Polsce i świecie od około 20 lat. Ekohumanizm jest to powszechnie wspomagane nauką i wysoką techniką partnerskie współdziałanie dla dobra wspólnego wszystkich ludzi – społeczeństw wysoko rozwiniętych i pozostałych w rozwoju w tyle, bogatych i biednych – ich następców oraz środowiska przyrodniczego.


Dorzucić
http://wyborcza.pl/1,76842,15306622,85_osob_ma_majatek_taki_jak_pol_swiata__Bogaci_zaczynaja.html
“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • WyBudzony
  • *
  • Posts: 2 554
  • Reputacja: +12/-0
Odp: Zrównoważony rozwój - Sustainable development
« Reply #1 on: (Mon) 17.08.2015, 16:33:10 »
A może bogaci nie boją się biedy tylko utraty legitymacji swojej władzy?

85 osób ma majątek taki jak pół świata. Bogaci zaczynają bać się biedy



Przepaść między bogatymi a biednymi zagraża już stabilności gospodarczej i społecznej państw - uznali organizatorzy rozpoczynającego się jutro w Davos spotkania światowej finansjery

- To zdumiewające, że w XXI w. połowa ludzkości ma mniej niż elita, która zmieściłaby się w wagonie kolejowym - ubolewa Winnie Byanyima, dyrektor Oxfamu, organizacji zajmującej się biedą i wykluczeniem na świecie.

- Głód sukcesu jest normalny i zbawienny dla gospodarki - mówili od lat ekonomiści. - Przypływ wynosi w górę wielkie liniowce i małe łódeczki.

Kryzys wywrócił niektóre prawdy ekonomii. W gorszych czasach, gdy fala opada, pierwsi na mieliźnie osiadają ci, którzy i tak muszą już wybierać wodę z przeciekających łupinek.

Oszczędności odbiły się na najbiedniejszych

Państwa w największych tarapatach zaordynowały pod presją rynków finansowych oszczędności, które odbiły się głównie na najbiedniejszych. Cięto zasiłki socjalne, podnoszono podatki, ograniczano zatrudnienie.

Nawet amerykański mit o pucybucie, który został milionerem, jest już tylko mitem. Kto urodził się w biednej rodzinie, pozostanie biedny. Od 1979 do 2007 r. realne dochody 1 proc. najbogatszych mieszkańców USA wzrosły o 275 proc.; dochody 20 proc. najbiedniejszych - tylko o 18 proc.

Oxfam ostrzega, że przepaść między bogatymi a biednymi zagraża już stabilności gospodarczej i społecznej państw. Jego raport został opublikowany dwa dni przed rozpoczęciem Światowego Forum Ekonomicznego w Davos, corocznego zjazdu najpotężniejszych tego świata. Ma ich być 2,5 tys., w tym około 40 głów państw i premierów. Chronić ich będą snajperzy. Ale siła oskarżycielska Oxfamu w tym roku nie jest tak mocna, bo Forum samo zabiera się za kwestie społeczne.

Ci, którzy nie mają nic, stają się elektoratem rosnących partii populistycznych. W Grecji trzecie miejsce na scenie politycznej zajmuje neofaszystowski Złoty Świt. We Włoszech mamy Ruch 5 Gwiazd. Antysystemowość prawicowych i lewicowych populistów w wielu krajach Europy zasadza się na sprzeciwie wobec elit ekonomicznych (obwinianych o stworzenie systemu, który wywołał kryzys), politycznych ("chodziły na pasku krezusów", a żeby ratować banki, sięgały do kieszeni podatnika) oraz intelektualnych (główny nurt popierał neoliberalizm i globalizację).

W Europie siła ruchów antysystemowych grozi "tylko" niestabilnością rządów i w efekcie gospodarek. Ale rosnące nierówności były jedną z głównych przesłanek arabskiej wiosny, której konsekwencje do dziś wstrząsają Afryką Płn. i Bliskim Wschodem. Jej napędem byli młodzi i coraz częściej nieźle wykształceni ludzie, bez szans na awans społeczny i majątkowy. "Wyższe piętra" są zamknięte dla nowych, a różnice w dochodach wciąż rosną.

W Polsce rozwarstwienie jest umiarkowane

W Polsce rozwarstwienie jest umiarkowane, na średnim poziomie w Europie. - Nie ma u nas ani takich bogaczy jak w USA, ani takiej biedy jak w Trzecim Świecie, a to na takich przykładach bazuje raport Oxfamu - mówi prof. Tomasz Panek, ekonomista z SGH, współautor "Diagnozy społecznej".

Przybywa jednak krytyków polskiego stylu kapitalizmu. - Moja firma. Mój sukces. Mój zysk. I z nikim się nie będę dzielił. Logika transformacji została ustawiona pod kątem indywidualnego sukcesu - mówił "Wyborczej" Krzysztof Jasiecki, profesor w Instytucie Filozofii i Socjologii PAN, autor książki "Kapitalizm po polsku. Między modernizacją a peryferiami Unii Europejskiej". Rozpiętość między wynagrodzeniami dyrektorów dużych firm a zarobkami szeregowych pracowników sięga u nas nawet 300:1. - W zbyt rozwarstwionym społeczeństwie wszystkim żyje się gorzej - dodał profesor.

Oxfam apeluje do uczestników Davos: płaćcie solidnie podatki, popierajcie podnoszenie ich dla najbogatszych, tworzenie powszechnej służby zdrowia i socjalu dla najuboższych.

Źródło: http://wyborcza.biz/biznes/1,111866,15306622,85_osob_ma_majatek_taki_jak_pol_swiata__Bogaci_zaczynaja.html


Polska ma NAJWIĘKSZE rozwarstwienie społeczne śród europejskich krajów OECD...
Tj. 13,5-krotność średnich zarobków skrajnych 10%-wych grup zarobkowych, podczas gdy w bogatych Niemczech jest 7,5-krotność, w zamożniejszych od nas Czechach 5,5-krotność, a w najzamożniejszych: Szwecji i Danii - nawet tylko 5-krotność...

Dane dotyczące Polski – norma czy kryzys?

Dokonując podsumowania danych przedstawiających sytuację Polski na tle innych krajów można stwierdzić iż:
* polska gospodarka charakteryzuje się względnie nierównomiernym rozkładem dochodów. Wskaźnik Giniego dla Polski wynosi 0,37. Tym samym zajmujemy piąte miejsce pod kątem nierówności dochodów wśród trzydziestu krajów OECD,
* konsekwencją tego, iż znaczna część dochodów uzyskiwanych przez ogół społeczeństwa przypada w udziale określonym grupom, jest poważna różnica w wysokości zarobków najbogatszych i najbiedniejszych Polaków. Pod tym względem Polska jest niekwestionowanym „liderem” wśród innych krajów europejskich. Rozbieżność w uzyskiwanych zarobkach wynosi bowiem 13,5:1 na korzyść najbogatszych,
* skala redystrybucji w Polsce utrzymuje się na poziomie średniej dla całej populacji regionu OECD. Nie spełnia jednak założeń związanych z redukcją rozwarstwienia społecznego.

http://wynagrodzenia.pl/artykul.php/wpis.1778),
“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • WyBudzony
  • *
  • Posts: 2 554
  • Reputacja: +12/-0
Odp: Zrównoważony rozwój - Sustainable development
« Reply #2 on: (Mon) 17.08.2015, 16:58:26 »
Czy idea sustainable development ukazuje nową wizję rozwoju cywilizacyjnego?

PROBLEMY EKOROZWOJU 2007, vol. 2, Nr 1, str. 49-57


Streszczenie

Punktem wyjścia rozważań jest analiza obecnego kryzysu cywilizacyjnego i poszukiwań nowych wizji dalszego rozwoju „zglobalizowanej ludzkości". W tym kontekście ukazane są różne rozumienia postulatu zrównoważo¬nego rozwoju i uzasadniana jest teza, iż dominujące obecnie w świecie polityki i biznesu pojmowanie sustaina¬ble development mieści się w ramach dotychczasowego paradygmatu rozwoju cywilizacyjnego i de facto wyraża dążenie do kontynuowania (w zmodyfikowanej wersji) dotychczasowego modelu rozwoju. Zarazem zarysowuje się możliwość takiego rozumienia zrównoważonego rozwoju, które może stać się punktem wyjścia dla nowej wizji rozwoju społecznego. Wymaga to gruntownego przemyślenia i rewizji filozoficznych (przede wszystkim antropologicznych i aksjologicznych), ekonomicznych (dogmatycznego neoliberalizmu w gospodarce i dominującego modelu konsumpcji i własności) oraz politycznych (partykularyzmu w myśleniu zbiorowym i tradycyjnego pojmowania idei suwerenności państwowej), podstaw dalszego rozwoju i włączenia do treści sustainable development wszystkich sfer i aspektów ewolucji kulturowej ludzkości.

Słowa kluczowe: zrównoważony rozwój, cywilizacja, kryzys, przyszłość, nowa wizja społeczeństwa.


Od czasu sformułowania i rozpropagowania idei zrównoważonego rozwoju w tzw. Raporcie Brun- tland (1987)  jej popularność stale rośnie. Z czasem idea ta stała się niezbywalnym elementem różnych oficjalnych dokumentów państwowych, organizacji międzynarodowych, gospodarczych i politycznych, światowych konferencji do spraw rozwoju, handlu itp. Pisze się o niej w Konstytucji RP z 1997 r., rządowych strategiach rozwoju kraju, programach partii politycznych i innych organizacji. Niekiedy można odnieść wrażenie, iż zapanowała swoista moda na „zrównoważenie": pisze się o potrzebie „zrównoważonego transportu", „zrównoważonej gospodarce leśnej", „zrównoważonej technologii", „zrównoważonym rozwoju miasta" itp. Określenie to stało się bardzo popularne, ale zarazem wielo¬znaczne, nieostre i treściowo rozmyte (podobnie jak dzisiaj termin „ekologia"). Często można odnieść wrażenie, że jest przyjętym sposobem poprawnego politycznie mówienia, z którym nie wiąże się żaden głębszy namysł bądź też różni autorzy mówiąc o zrównoważonym rozwoju mają na myśli odmienne treść.
Pomijając czynniki subiektywne (takie jak różny charakter i poziom wiedzy, ukierunkowanie zawodowe, brak czasu na zastanowienie się, dążenie do szybkiego ukazania uniwersalnych rozwiązań itp.) główna przyczyna takiego stanu rzeczy tkwi w sporach wokół istoty i uwarunkowań obecnego kryzysu cywilizacyjnego i różnym podejściu do „końca świata jaki znamy"  czyli coraz powszech¬niejszego kwestionowania zachodniego, dominują¬cego w skali świata, modelu rozwoju cywilizacyjne¬go. Ten „koniec świata", będąc rezultatem globali¬zacji opartego o światowe sieci informatyczne indu-strialnego przetwarzania przyrody we wszystkich sferach ludzkiej aktywności, tworzy nową jakość zarówno w relacjach międzyludzkich (społecznych, międzynarodowych) jak i współzależnościach czło¬wieka (społeczeństwa, zglobalizowanej ludzkości) z biosferą. Ta nowa jakość, wynikająca ze skali, głębi, akceleracji i komputeryzacji wszelkich proce¬sów użytkowania i przetwarzania przyrody sprawia, że świat znalazł się dzisiaj w „punkcie zwrotnym": ujawniły się i zintensyfikowały takie bariery i zagro¬żenia rozwoju cywilizacyjnego, iż ich przezwyciꬿenie - konieczne dla zapewnienia dobrostanu czy wręcz istnienia społeczności ludzkich - wymaga istotnego zwrotu, wręcz zmiany kierunku tego rozwoju.
Pierwsze z tych zagrożeń to „pułapka technologicz¬na" w jaką wpadła ludzkość w rezultacie niczym nieograniczonego rozwoju technologicznego i zaini-cjowania różnorodnych działań technogennych, których rezultaty były trudne do przewidzenia (bądź nieprzewidywalne), a w wielu przypadkach okazują się katastrofalne . Po prostu, czas badania i ujawnia¬nia się skutków nowych technologii jest dłuższy niż czas ich wdrażania (a w wielu przypadkach wpro¬wadza się nowe technologie w ogóle nie biorąc pod uwagę możliwych negatywnych skutków). Tak jest przecież w przypadku lawinowego wręcz wprowa¬dzania do ekosystemów i włączania w cykle biogeochemiczne nowych syntetycznych związków chemicznych, wyzwolenia energii nuklearnej (za¬równo w celach militarnych jak i pokojowych),
2   Określenie użyte w tytule książki: I. Wallerstein, Koniec świata jaki znamy, Wyd. Naukowe Scholar, Warszawa 2004.
3   S. Lem: Tajemnica chińskiego pokoju, WL, Kraków 1996, s. 115.
rozwoju światowej sieci informatycznej, telekomu¬nikacji bezprzewodowej, rozwoju biotechnologii, inżynierii genetycznej i masowej produkcji żywno¬ści genetycznie zmodyfikowanej.
Drugie z wielkich zagrożeń wiąże się z możliwością wybuchu globalnej wojny w dogłęb¬nie skonfliktowanym dziś świecie. I to w sytuacji, gdy broń masowej zagłady staje się coraz tańsza i łatwiejsza w użyciu, wysiłki zmierzające do ogra¬niczenia dostępności do niej okazują się nieskutecz¬ne a jednocześnie pogłębiają się i zaostrzają podzia¬ły społeczne na bogatych i biednych zarówno w skali międzynarodowej jak i w obrębie poszcze¬gólnych państw. Konsekwencją narastania tego procesu jest wzrost poczucia nieuzasadnionej krzywdy i odrzucenia, co - z jednej strony - prowa¬dzi do apatii i patologii społecznych, z drugiej zaś - rodzi fanatyczne ideologie, ekstremistyczne ruchy społeczne i fanatyczny terroryzm.
Trzecim problemem jest „globalny turbo- kapitalizm", stwarzający zagrożenie rozwoju cywili-zacyjnego przez „raka kapitalizmu". Ten turbokapi- talizm, którego naczelną zasadą jest przekonanie, iż „społeczeństwo służy gospodarce a nie na odwrót", w wymiarze społecznym „prowadzi do rozpadu społeczeństwa na małą elitę zwycięzców, masy prze¬granych o różnym stopniu zamożności lub biedy oraz buntowników łamiących prawo " . Tworzy też olbrzymią rzeszę ludzi zbędnych i wykluczonych - i to nie tylko w krajach tzw. Trzeciego Świata lecz także w rozwiniętych gospodarczo państwach zachodniego, uprzemysłowionego świata . Coraz częściej mówi i pisze się także o wykluczeniu całych narodów, państw czy nawet kontynentów (jak sub- saharyjska Afryka) - w sytuacji, gdy bogactwa natu¬ralne tych państw są intensywnie eksploatowane przez transnarodowe korporacje gospodarcze a zyski z tej eksploatacji trafiają do i tak bogatych górnych warstw wysoko uprzemysłowionych krajów. Spo¬łeczna zbędność i wykluczenie ponad połowy żyją¬cych na świecie ludzi prowadzi również do swoiste¬go „wykluczenia ekologicznego", ogranicza bowiem dostęp do wielu zasobów środowiska, uniemożliwia korzystanie z zasobów środowiska a w wielu wy¬padkach wręcz skazuje na życie w zanieczyszczo¬nym i skażonym środowisku.
Jak pisze Dawid C. Korten - ekonomista, były profesor kilku czołowych amerykańskich uczelni - „Stworzyliśmy system gospodarczy, który nie tylko nas, ale również wszystkie żywe systemy naszej planety stawia w obliczu niebezpieczeństwa odwrócenia procesu ewolucji trwającego 4,5 miliar¬da lat. Problem pojawił się w następstwie stworze¬nia takiego systemu wartości i takich instytucji, które prowadzą do regularnego niszczenia żywego kapitału stworzonego przez zachodzące na naszej planecie procesy życiowe oraz ludzką cywilizację. Zródłem tych destrukcyjnych działań jest przeświad¬czenie, że należy pomnażać pieniądze, niesłusznie uznawane za prawdziwe bogactwo" . A przeświad¬czenie to determinuje przecież treści i formy procesu globalizacji ekonomicznej świata z wszystkimi jej negatywnymi społeczno-ekonomicznymi, politycz¬nymi i ekologicznymi skutkami .
Kolejne wielkie globalne zagrożenie to sygnalizowany już od początku 70-tych lat XX wieku (lecz nie brany poważnie pod uwagę czy też lekceważony) fakt istnienia fizycznych granic wzrostu (eksploatacji surowców i żywych zasobów biosfery, wzrostu zaludnienia, produkcji przemy¬słowej, żywności, zanieczyszczeń) . Po prostu: chociaż zasoby Ziemi i możliwości regeneracyjne biosfery są olbrzymie, to przecież skończone i ogra¬niczone. Już dzisiaj średnio na jednego mieszkańca Ziemi ( a z każdym rokiem przybywa ok. 70 mln. ludzi) przypada działka o powierzchni 1, 7 hektara użytków - uwzględniając wszystko (nie tylko żyw-ność) co człowiekowi do życia i społecznego funk-cjonowania potrzeba. Przeliczono, że przy obecnym standardzie życia w danym kraju przeciętny Polak eksploatuje 3,7 ha a obywatel USA 10 ha. Gdyby więc wszyscy ludzie mieli żyć jak w Ameryce, to - aby zapewnić im ten poziom konsumpcji - potrzeba by jeszcze pięć takich planet jak Ziemia .
Jakby tego było mało, pojawiają się i nasilają nowe globalne problemy społeczne i kształtują się nowe wzorce kulturowe: nieuchronne strukturalne bezrobocie, makdonalodyzacja społeczeństwa, jednowymiarowa świadomość ekonomiczna, konsump¬cjonizm oraz nadkonsumpcja i inne . W zderzeniu z tradycyjnymi wartościami i wzorami zachowań rodzą one liczne napięcia i głębokie konflikty społeczne, spychając na drugi plan troskę o środowisko przyrodnicze i grożą katastrofalnymi w swych skut¬kach konsekwencjami.
Wszystkie te (i inne) zagrożenia i problemy globalne wzajemnie się przenikają i wzmacniają, generując groźbę globalnej katastrofy ekologicznej i społecznej.

Realna możliwość takiej katastrofy, prowadzącej nie tylko do zagłady wielu pozaludzkich gatunków istot żywych ale przede wszystkim człowieka, nie budzi już dzisiaj większych wątpliwości. I coraz więcej ludzi uświadamia sobie, iż jest to rezultatem dotychczasowego kierunku rozwoju cywilizacyjne¬go, rozwoju prowadzącego do narastania i pogłębiania się dysproporcji i niewspółmierności między skalą, głębią i akceleracją antropogennego oddziaływania na przyrodę a ewolucyjnie ukształtowanymi mechanizmami utrzymującymi równowagę ekosystemów i biosfery. Konsekwencją tej niewspółmierności jest pogłębianie się i nasilanie sprzeczności między dominującymi we współczesnych społeczeństwach dążeniem do nieprzerwanego wzrostu produkcji i konsumpcji a skończonością i ograniczonością Ziemi (biosfery) i jej zasobów.
Świadomość nasilania się tych zagrożeń zrodziła dążenia do poszukiwania nowych sposobów przekształcania przyrody, takich, które biorąc pod uwagę szeroki kontekst społeczny chroniłyby środowisko i umożliwiały uzgadnianie celów i form gospodarowania z uwarunkowaniami ekologicznymi i możliwościami środowiska przyrodniczego. I w tym kontekście idea zrównoważonego rozwoju zrobiła wielką karierę polityczną i medialną. W Polsce - zanim pojawił się Raport Nasza Wspólna Przyszłość - powszechnie używano określenia „ekorozwój", później zaczęto traktować terminy „rozwój zrównoważony" i „ekorozwój" jako synonimy, chociaż w oficjalnych dokumentach zwykle używa się nazwy „rozwój zrównoważony", traktując ją jako najlepsze z możliwych tłumaczenie mającego już światowy zasięg określenia sustainable development.
W ostatnich latach w polskiej literaturze naukowej podejmującej tą problematykę wskazuje się na potrzebę odróżniania pojęcia ekorozwój od terminu zrównoważony rozwój i wprowadza się określenie zrównoważony i trwały rozwój. Jedni badacze podkreślają, że pojęcie ekorozwój jest zakresowo węższe od nazwy zrównoważony rozwój gdyż w treści pojęcia ekorozwój koncentrujemy się zwykle na środowiskowym, przyrodniczym kontekście rozwoju społecznego, w drugim planie uwzględniając kwestie rozwoju gospodarczego i szeroko rozumianego rozwoju społecznego i - w przypadku konfliktu między tymi sferami - uznaje się prymat wymogów ekologicznych w sto¬sunku do postulatów ekonomicznych czy społecznych . Jeśli przyjąć taki punkt widzenia, to trzeba zgodzić się z sugestią, iż pojęcie rozwój zrównowa¬żony jest zakresowo szersze i treściowo trochę różne od określenia ekorozwój, jako że w pojęciu rozwój zrównoważony zawiera się sugestia łącznego ( harmonijnego) i równoważnego ujmowania trzech pod¬stawowych sfer naszej (ludzkiej, społecznej) rzeczywistości: rozwoju gospodarczego, postępu społecznego oraz relacji ze środowiskiem przyrodni¬czym - jako sfer ściśle ze sobą powiązanych i współzależnych.
Inni jednak pojęcie ekorozwój pojmują jako zakresowo równoważne, bądź nawet szersze niż określenie rozwój zrównoważony  (sformułowania zawarte w przytoczonej pracy umożliwiają i dopusz¬czają obie te możliwości). Wskazują, iż „Koncepcja ekorozwoju zawiera poza wymiarem ekologicznym także inne obszary, wymiar kulturowo instytucjonal¬ny, demograficzno-społeczny, technicz.no- technologiczno-naukowy, etyczno-aksjologiczny i świadomościowy, a także przede wszystkim ekono¬miczny.... W efekcie można stwierdzić, że ekorozwój to rozwój zrównoważony, trwały i samopodtrzymu- jący" .
Najczęściej jednak „Cechą często charakte-ryzującą polskie opracowania... jest to, że ograni¬czają spectrum analiz do relacji między gospodarką a środowiskiem przyrodniczym, pomijają natomiast kwestie rozwoju społecznego jako integralnej skła¬dowej procesu określanego w literaturze zagranicz¬nej mianem rozwoju zrównoważonego. Zamiast programu poszukiwania rozwiązań umożliwiających w miarę zgodne połączenie trzech procesów - ochrony środowiska, rozwoju gospodarczego i roz¬woju społecznego - formułowane są programy dostosowania życia ekonomicznego i społecznego do mniej lub bardziej radykalnie wyznaczonych celów ekologicznych'' . Istnieją więc znaczne różnice w pojmowaniu rozwoju zrównoważonego, różnice wynikające z przyjmowanych założeń filozoficz¬nych. Mam tu na myśli idee wiodące i naczelne wartości leżące u podstaw programów czy polityk rozwoju zrównoważonego - świadomie bądź impli¬cite (najczęściej) przyjmowane. Idzie tu - po prostu - o przekonania ontologiczne, aksjologiczne i histo-riozoficzne determinujące sposób rozumienia tego rozwoju i wyznaczające jego cele. Idee te i wartości nie układają się w jakiś samodzielny i koherentny system czy koncepcję filozoficzną, one są raczej punktem wyjścia, racją i uzasadnieniem dla formu¬łowanych na gruncie różnych projektów czy pro¬gramów tez i postulatów, choć niekiedy autorzy tych programów odwołują się do określonych koncepcji antropologicznych i ekofilozoficznych.
Analizując publikacje i projekty dotyczące rozwoju zrównoważonego można dostrzec, iż we wszystkich występuje wiele wspólnych przekonań i podobnie brzmiących tez, ale też wiele pojęć i kategorii rozumianych jest różnie.
Tak więc powszechnie przyjmuje się, że człowiek (społeczność ludzka) jest „skazany" na rozwój, że rozwój ludzki, przejawiający się w trans- cendowaniu tego, co już jest, w ciągłym dążeniu do „więcej być", jest swoistym imperatywem zakodo¬wanym w naturze człowieka i życia społecznego. Ale to, co stanowi o treści rozwoju i określa charak¬ter oraz formy jego realizacji pojmowane jest odmiennie: jedni sprowadzają go do przyrostu ilości materialnych dóbr i usług, wzrostu poziomu kon¬sumpcji, ułatwień codziennego życia, zwiększania sfery wolności w życiu społecznym itp., natomiast inni kładą nacisk na kształtowanie nowych jakości życia, wypracowywanie nowych form i struktur życia społecznego, nowych form współbycia i współżycia w przyrodzie itp.
Wszyscy akceptują tezę, że człowiek (społeczeństwo) jakoś przynależy do świata przyrody i nie może istnieć poza przyrodą gdyż jest ona nie¬zbędna do ludzkiego rozwoju indywidualnego i cywilizacyjnego. Stąd też trzeba ją chronić i dbać o utrzymanie warunków koniecznych dla zachowania dynamicznej równowagi ekosystemów i biosfery. Jednakże ów związek człowieka z przyrodą jak i z nią współzależności pojmowane są różnie. Dla jednych człowiek, choć z niej wyrasta, to ją przerasta, wznosi się ponad nią i jest uprawniony do swobodnego jej użytkowania (zachowując to, co przyrodniczo niezbędne do życia) w imię wyższych, poza i ponad przyrodniczych wartości i celów. Inni wprawdzie podkreślają centralne czy wyróżnione miejsce człowieka/społeczeństwa w przyrodzie i jego prawo do użytkowania przyrody i samorealizacji w tworzonym przez siebie świecie, ale odmawiają mu jednak szczególnych praw czy przywilejów - raczej podkreślają ciążącą na nim odpowiedzialność za prawidłowe funkcjonowanie życia na Ziemi. Są też i tacy, którzy w imię zasady równości biocentrycznej postulują konieczność ograniczenia technologiczno-materialnej ekspansji człowieka i potrzebę skoncentrowania się na kształtowaniu jakości życia w wymiarze duchowym: samo¬realizacji polegającej na poszerzaniu świadomości do poziomu jaźni ekologicznej - empatycznego poczucia identyfikacji z innymi formami życia.
Powszechnie postuluje się konieczność uwzględniania potrzeb przyszłych pokoleń i kiero¬wania się zasadą, iż obecne pokolenie powinno pozostawić następcom planetę w stanie umożliwia¬jącym zaspokojenie ich potrzeb (zasada sprawiedli¬wości międzypokoleniowej). Ale owa sprawiedli¬wość też bywa różnie rozumiana: jedni wskazują, że ludzka inwencja jest nieograniczona i nie sposób przewidzieć przyszłych potrzeb a więc wystarczy, że pozostawimy to, co jest niezbędne dla istnienia w sensie biologicznym (gatunkowym), inni mówią, że troska o dobrobyt naszych następców nie powinna kolidować z zaspakajaniem aspiracji do lepszego życia naszego pokolenia.
Idea zrównoważenia jest w programach sustanaible development kategorią centralną. I tu także - co do jej rozumienia - nie ma zgodności. Bo obok podkreślania konieczności zrównoważenia interesów i prawa do dobrego życia obecnego i przy¬szłych pokoleń mówi się także o potrzebie równo¬ważenia trzech podstawowych sfer ludzkiego istnie¬nia i aktywności: gospodarczej, społecznej, przyrodniczej. Tak ogólnie sformułowana zasada zrówno¬ważenia brzmi dobrze i jest powszechnie akcepto¬wana, jednakże codzienna praktyka życia społecz¬nego obfituje w sytuacje konfliktowe i stale trzeba dokonywać wyboru między różnymi racjami - z których każda jest słuszna. I tu już zdania są podzielone. Dla jednych najważniejszy jest wzrost gospodarczy jako podstawa dobrobytu i zaspokoje¬nie wszelkich potrzeb, drudzy preferować będą war¬tości społeczne, inni wskazują na podstawowy (bo egzystencjalnie elementarny) charakter kryteriów ekologicznych (przyrodniczych).
Z pojęciem zrównoważenia wiąże się też zwykle wymóg trwałości rozwoju. Oczywiście, wymóg ten jest przez wszystkich uznawany i pod¬kreślany. Ale trwałość ta odnoszona jest do różnych elementów rozwoju cywilizacyjnego. Jedni koncen¬trują się na trwałości wzrostu gospodarczego (zwy¬kle utożsamianego przez nich z rozwojem) widząc w nim gwaranta pozostałych wymiarów rozwoju, inni wskazują na znaczenie trwałości demokratycznych struktur społeczno-politycznych zaś przez ideologów ruchów „zielonych" trwałość utożsamiana jest z zachowaniem homeostazy ekosystemów i biosfery. Staje też w tym kontekście pytanie o czasowy hory¬zont tej trwałości - również uzyskujące różne odpowiedzi.
Poza nielicznymi zwolennikami hasła „powrotu do natury" nikt dziś nie kwestionuje znaczenia techniki i technologii w gospodarowaniu przyrodą i możliwości jakie stwarza. Ale już dyskusyjną jest kwestia wyboru technologii jakie należy rozwijać w przyszłości, jak i to, na ile winny one urzeczywistniać postulat zamkniętych obiegów produkcyjnych i jak wymusić ich stosowanie w warunkach globalnie funkcjonujących mechani¬zmów rynkowych.
Istotne rozbieżności i spory ujawniają się także w trakcie rozważań dotyczących sposobów i metod urzeczywistniania idei zrównoważonego rozwoju: roli rynku, zakresu interwencjonizmu pań¬stwowego i stosownych regulacji prawnych zarówno w ramach poszczególnych państw jak i w skali międzynarodowej czy wręcz globalnej, mechanizmów i instytucji egzekwujących przyjęte ustalenia i obowiązujące normy i przepisy, znaczenia edukacji ekologicznej i obywatelskiej. Szczególnie ważna jest tu kwestia zakresu koordynacji oraz mechanizmów uzgadniania programów działań w skali regionalnej oraz międzynarodowej - coraz szerszą bowiem akceptację zyskuje pogląd, iż efektywne działania na rzecz zrównoważonego rozwoju możliwe są tylko w skali globalnej: lokalne czy regionalne przedsięwzięcia w tym zakresie mogą tylko łagodzić objawy kryzysu ale nie rozwiązują problemu. Problem bo¬wiem w swej istocie ma charakter globalny we wszystkich jego społeczno-politycznych, gospodarczo-technologicznych i ekologicznych wymiarach i wiążę się z interesami wszystkich i jakże różnych grup społecznych, narodów i państw.
Wszystko to sprawia, iż nie istnieje jedna koncepcja (wizja, filozofia) rozwoju zrównoważonego.
W wyniku analizy programów i projektów rozwoju zrównoważonego prezentowanych przez polityków, działaczy gospodarczych i społecznych a także ideologów ruchów zielonych, ochrony śro¬dowiska i badaczy różnych dyscyplin rozważających tą problematykę, dochodzę do wniosku, iż wszystkie propozycje i ujęcia mieszczą się w obrębie trzech zasadniczych typów podejść. Można je określić jako odmienne filozofie rozwoju zrównoważonego, od¬mienne ze względu na dominujące w nich idee wio¬dące i wartości. Prezentując je dokonuję wielu uproszczeń celowo koncentrując się na tym co je określa i różni od siebie - jest to więc bardziej ujęcie typologiczne, nie zaś szczegółowo-opisowe.
Pierwsze podejście - nazwałbym je filozofią równoważenia wzrostu lub ochroniarskiej, neoli¬beralnej ekonomi - ideę rozwoju zrównoważonego sprowadza do wzrostu gospodarczego uwzględniają¬cego ograniczenia i uwarunkowania przyrodnicze i społeczne. Dominuje w nim przekonanie, że: „...rozwój jest zdeterminowany pojęciem ilościowo rozumianego wzrostu gospodarczego... rozumianego jako powiększenie wskaźników ilościowych charak¬teryzujących procesy gospodarcze" . Zakłada się tu, że wzrost ekonomiczny gwarantuje skuteczność działań we wszystkich sferach ludzkiej aktywności, należy więc chronić środowisko by nie dopuścić do zahamowania stopy wzrostu czy załamania gospo-darczego spowodowanego wyczerpaniem zasobów, nadmierną degradacją kapitału naturalnego czy też niszczącymi konfliktami społecznymi. Najlepiej zaś - zgodnie z tym podejściem - środowisko można chronić, gdy wszystkie jego elementy (w tym tzw. dobra wolne) i skutki środowiskowe ludzkiej aktyw¬ności (zanieczyszczenia, degradacje, szkody itp.) zostaną wycenione i włączone w mechanizmy go¬spodarki rynkowej, które samoczynnie wymuszą i ukształtują optymalny poziom i sposoby użytko¬wania kapitału naturalnego (przyrody), rekompen¬sowania i ograniczenia zanieczyszczeń itp. Jeżeli więc dopuszcza się tu potrzebę stosowania określo¬nych ingerencji politycznych, regulacji prawnych i interwencji państwa, to tylko takich, które jeszcze bardziej stymulować będą funkcjonowanie rynku (określona polityka podatkowa, ulgi i subsydia „eko-logiczne" itp.) i będą wymuszać poszukiwanie i stosowanie przyjaznych dla środowiska rozwiązań technicznych i technologii produkcji.. „Ekonomiści i inżynierowie, technicy i technokraci wciąż polegają na wzroście ekonomicznym i postępie technicznym w przekonaniu, że problemy ekologiczne najlepiej rozwiązać środkami technicznymi - w oparciu o sukces ekonomiczny" .
Przyjmując w procesie rozwoju (wzrostu) zasadę zrównoważenia sfery ekologicznej (oddzia¬ływania na środowisko przyrodnicze) sfery społecznej oraz gospodarczej, w sytuacjach konfliktu intere¬sów między tymi obszarami uznaje się tu prymat kryteriów ekonomicznych: rozstrzygający głos mają mechanizmy rynkowe, gdyż właściwe ich funkcjo¬nowanie zapewni wzrost gospodarczy, co w konsekwencji ma gwarantować pomyślność społeczną i ochronę środowiska. Naczelną wartością takiej filozofii jest więc antropocentryzm interpretowany w kategoriach indywidualnego dobrostanu i pomyśl¬ności materialnej. Antropocentryzm nadający człowiekowi miano homo oeconomicus.
Druga z wyodrębniających się filozofii rozwoju zrównoważonego koncentruje się wokół idei zrównoważenia społecznego. Wzrost ekonomiczny i troska o środowisko przyrodnicze, zapew¬niające trwałą równowagę miedzy gospodarką a ekosystemami, są bowiem niezbędne dla realizacji podstawowych wartości społecznych takich jak równość, wolność, praca, powszechny dostęp do podstawowych dóbr, solidarność międzyludzka, sprawiedliwość generacyjna i międzypokoleniowa itp. Idzie więc o to, by tak zrównoważyć i wypo- środkować relacje między wymogami ekologiczny¬mi i ekonomicznymi, aby w procesie rozwoju spo¬łecznego stale zmniejszać i eliminować obszary biedy i niedorozwoju, sfery zapóźnienia materialne¬go i cywilizacyjnego oraz osiągać coraz wyższą jakość i standardy życia społecznego. Zgodnie z takim podejściem podkreśla się, iż rozwój jest procesem wielowymiarowym - wzrost gospodarczy jest wprawdzie warunkiem koniecznym, ale nie wystarczającym, kontynuacji rozwoju cywilizacyj¬nego zaś troska o środowisko i bogactwo form życia itp. warunkuje dalszy rozwój rozumiany jako wzbogacanie i pogłębianie jakości życia ludzi w kontek¬ście ich społecznych relacji z innymi. Stąd też
-   z tego punktu widzenia - nie wystarczy, iż docenia się znaczenie wzajemnych relacji miedzy społeczeń¬stwem a środowiskiem przyrodniczym: należy także uznać, że relacje te i powiązania określają i konsty¬tuują społeczeństwa ludzkie . I dlatego tak istotne znaczenie ma nadanie i utrzymanie pożądanego
-   z punktu widzenia dalszego rozwoju społecznego
-   charakteru tych relacji poprzez wprowadzenie kategorii etycznych do teorii i praktyk gospodarowania, rozwijanie różnych form samorządności i przyznanie społecznościom lokalnym szerokich uprawnień w życiu społeczno-politycznym, ograni¬czenie mechanizmów rynkowych umożliwiających ekspansję i samowolę wielkich korporacji itp. Można więc powiedzieć, że jest to podejście socjo- centryczne gdyż naczelną jego wartością jest ekologicznie uwarunkowany homo socialis. Z tego punktu widzenia nie powinno być konfliktu miedzy kryteriami i celami ekologicznymi a ekonomicznymi w pojmowaniu i programowaniu idei zrównoważonego rozwoju, gdyż kryteria i cele ekonomiczne winny być podporządkowane wartościom społecznym.

Punkt wyjścia trzeciego z wyróżnionych tu ujęć rozwoju zrównoważonego związany jest ściśle z ideą szeroko rozumianego ekorozwoju - jest nim bowiem przekonanie, iż antroposfera istnieje i może rozwijać się tylko w obrębie biosfery, jest od niej zależna, zaś „gospodarka jest podsystemem ekosys¬temów"118. I jeśli rozwój cywilizacyjny ma być zrównoważony, to jego podstawą musi być zrównoważona gospodarka, która „rozwija się w zgodzie z prawem zrównoważonej wydajności ekosystemów, na których się opiera".  Taka gospodarka chroniłaby różnorodność świata przyrody (biosfery), współdziałałyby z przyrodą i respektowa¬łaby cykliczność ludzkiego życia, w jego wymiarze biologicznym i kulturowym . Konsekwencję takie¬go przekonania jest krytyka dotychczasowych form gospodarki rynkowej, bowiem „rynek.nie odzwier¬ciedla pełnych kosztów produkcji dóbr i usług, dostarcza mylących informacji dla decydentów gospodarczych na wszystkich szczeblach. nie uznaje podstawowej zasady zrównoważonej wydajności ani nie przestrzega równowagi w naturze .
Po prostu rynek nie mówi całej prawdy o gospoda¬rowaniu przyrodą, najczęściej nie dostrzega, nie liczy i nie uwzględnia wartości funkcji przyrodniczych i społecznych pełnionych przez ekosystemy zaś ceny na nim ustalane nie odzwierciedlają prawdy ekologicznej . Krytyka ta prowadzi do zakwestio¬nowania dominujących, neoliberalnych koncepcji ekonomicznych i postuluje konieczność zbudowania nowej teorii ekonomicznej - ekonomii ekologicznej. W odróżnieniu od dotychczasowych teorii ekono¬micznych, ekonomia ekologiczna nastawiona jest głównie na długookresową analizę gospodarowania i „wprowadziła nowe pojęcia: kapitał naturalny, trwałość oraz warunki etyczne i fizyczne zachowania trwałości" . Rozważając problem zrównoważonej konsumpcji dokonuje się tu odróżnienie potrzeb od życzeń, postulując zrównoważony styl życia i od¬rzucając indywidualizm i prezentyzm oraz wyceny środowiska oparte na gotowości do zapłacenia (ceny rynkowe bowiem nie zawsze odzwierciedlają rzad¬kość dóbr i ich - dla funkcjonowania ekosystemów - przyrodniczą ważność) - przekonania charaktery¬styczne dla tkwiącej w okowach tradycyjnego my¬ślenia, ekonomiki ochrony środowiska. W ramach tego ekorozwojowego podejścia duży nacisk poło¬żony jest na postulat respektowania zasad etyki ekologicznej i budowanie społeczeństwa „samoo- graniczajacego się, czyli narzucającego sobie świa¬dome granice materialnej ekspansji w związku z jej ujawnionymi już dawno negatywnymi efektami" .
W projektowaniu działań społecznych ten sposób myślenia i rozumienia idei równoważonego rozwoju prowadzi do formułowania wizji społeczeń¬stwa ery ekologicznej, społeczeństwa konserwacyj¬nego itp.   Realizacja tak rozumianego rozwoju cywilizacyjnego wymaga - ujmując rzecz w katego¬riach antropologicznych - zasadniczej zmiany ludz¬kiego postrzegania i odczuwania przyrody oraz wewnętrznej przebudowy człowieka, przemiany prowadzącej do koncentracji na więcej być w wymiarze duchowym i intelektualnym.
Uogólniając: jest to ekocentryczne - a w sformułowaniach radykalnych - biocentryczne ujęcie rozwoju zrównoważonego, podejście uznające prymat kryteriów ekologicznych w sytuacji konflik¬tu z wartościami ekonomicznymi i społecznymi. Czy więc - w świetle ukazanych wyżej odmiennych filozofii zrównoważonego rozwoju - możliwa jest taka artykulacja tej idei, która sprawi, iż stanie się ona nową wizją rozwoju zrównoważonego?
Myślę, że tak, że mimo tych różnic w podejściach do kwestii zrównoważonego rozwoju możliwe jest wypracowanie takiej wizji sustainable development, która będzie w stanie dotrzeć do umy¬słów i serc szerokich rzesz ludzkich i będzie możli¬wa do realizacji. Popularność tej idei i toczące się wokół niej dyskusje, formułowane propozycje i programy predestynują ją do roli dominującej wizji społeczno - ekologicznej XXI wieku. Aby jednak tak się stało trzeba przekroczyć/odrzucić uproszcze¬nia i ograniczenia wynikające z interpretowania jej w kategoriach neoliberalnej ekonomii i „ochroniar¬skiego" paradygmatu w pojmowaniu stosunku czło¬wieka do przyrody. Myślenie w tych kategoriach tylko konserwuje - kosmetycznie go modyfikując - dotychczasowy paradygmat rozwoju cywilizacyjne¬go, w którym dążenie do „więcej być" sprowadzone zostało do „więcej mieć" - rzeczy, usług, pieniędzy. I tu tkwi największy problem, gdyż takie myślenie i wartościowanie przyrody wciąż dominuje w decy- denckich kręgach polityczno - biznesowych, w ideologiach rządzących i wpływowych partii i nadal kształtuje tzw. opinię publiczną. W sytuacji, gdy „nowoczesny system światowy, jako system historyczny, wchodzi w końcowy kryzys i jest nie¬prawdopodobne, by istniał za pięćdziesiąt lat  pod¬trzymywanie tego sposobu myślenia powoduje „dry¬fowanie" systemu: utraciwszy ster cywilizacja zachodnia daje się nieść wydarzeniom doraźnie i chaotycznie reagując na pojawiające się zagroże-nia. Jeśli chcemy to zmienić i szukać sposobów i dróg wyjścia z kryzysu proponując i rozwijając ideę zrównoważonego rozwoju prowadzącego do „Społeczeństwa Ery Ekologicznej"27, to idea ta musi być pojmowana szeroko, holistycznie i integralnie, musi - w warstwie aksjologicznej - zaproponować i propagować wartości przekraczające ograniczenia tradycyjnego, indywidualistycznego i praktyczno- materialistycznego antropocentryzmu. Myślę, że w tej warstwie punktem wyjścia winien być spo¬łecznie zorientowany (w duchu sprawiedliwości społecznej, równości i solidarności) humanizm eko¬logiczny i ekocentryzm, bowiem trudno sobie wy¬obrazić - a być może byłoby to niezgodne z naturą ludzką i praktycznie niewykonalne - by w skali masowej ludzie byli zdolni zaakceptować konse¬kwentny biocentryzm.
Jestem przekonany, że przyjmując taki aksjologiczny punkt wyjścia idea zrównoważonego rozwoju daje nadzieję na przezwyciężenie obecnego kryzysu cywilizacyjnego i wstąpienie na nową drogę rozwoju cywilizacyjnego. Szanse osiągnięcia tego celu zdecydowanie wzrosną jeżeli: - idea ta będzie rozumiana i realizowana integralnie i uniwersalnie w odniesieniu do wszystkich sfer ludzkiej aktywności (politycznej, gospodarczej, społecznej...);
-   zintegruje się ją z powszechnie akceptowanymi   ideałami   społecznymi i etycznymi, takimi jak równość, sprawiedli¬wość społeczna, cywilizacja miłości, solidarność;
-   będzie artykułowana w postaci emocjonalnie nasyconych przekazów zrozumiałych dla każdego i sprzyjających interioryzacji niesionych przez nią wartości i treści;
-   jej propagowanie i programowanie będzie szło w parze z łagodzeniem dysproporcji między biednymi (głodnymi) a bogatymi - zarówno w wymiarze globalnym jak i lokal¬nym co, w pierwszym rzędzie, wiąże się z samoograniczeniem konsumpcji;
-   idea ta zostanie nie tylko ujęta (zaprogramo¬wana) globalnie (jak w Rio de Janeiro). Konieczna jest jej konsekwentna realizacja w skali globalnej;
-   towarzyszyć jej będzie eliminowanie konfliktów zbrojnych, zagrożeń wojennych i postępujące rozbrojenie.

Czy wizja cywilizacji rozwoju zrównoważonego jest wizją realistyczną, realizowalną, czy też jest tylko piękną utopią i zbiorem pobożnych życzeń? Trudno jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Przeciw tej wizji przemawia narastająca korporacyjna globalizacja życia gospodarczego z jej ciągłą pogonią za zyskiem, dominujące systemy wartości, ideologie i codzienna rutyna konsumpcji i nadkonsumpcji, praktyka życia politycznego oparta na doraźnych - do następnych wyborów - celach i obietnicach, niepowodzenia podejmowanych dla jej realizacji międzynarodowych inicjatyw i projektów oraz stale ostatnio zwiększające się zagrożenia i konflikty wojenne. Za tą wizją przemawia narastające przekonanie, iż ludzkości zagraża samozagłada ekologiczna i społeczna. Sprzyja jej też coraz szybszy wzrost świadomości ekologicznej w różnych kręgach społecznych, szczególnie wśród młodzieży, oraz intelektualne i organizacyjne dojrzewanie antykorporacyjnych i „zielonych" ruchów alterglobalistycznych a także proekologiczny postęp technologiczny.
Niestety, wydarzenia ostatnich lat nie dają powodów do optymizmu w kwestii zrównoważonego rozwoju . Perspektywa jego realizacji raczej się oddala: narastają konflikty społeczne zarówno w skali globalnej jak i lokalne, nadal postępuje niszczenie ekosystemów i naruszanie równowagi biosfery, co najmniej jedna trzecia ludzkości troszczy się tylko o to jak przeżyć do jutra i nie w głowie jej zrównoważony rozwój. Wszystko to w nieodległej już przyszłości może - musi? - doprowadzić do globalnego załamania we wszystkich sferach życia społecznego i katastrofy ekologicznej. I być może dopiero wtedy - jeśli ludzkość przetrwa tą katastrofę - idea rozwoju zrównoważonego doczeka się urzeczywistnienia.

Literatura
1.   BARRY J., Environment and Social Theory, Routlege, Londyn and New York 2000.
2.   BAUMAN Z., Globalizacja i co z tego dla ludzi wynika, PIW, Warszawa 2000.
3.   BAUMAN Z., Zycie na przemiał, Wydawnic¬two Literackie, Kraków 2004.
4.   BOGUNIA-BOROWSKA M., ŚLEBODA M.,
Globalizacja i konsumpcja. Dwa dylematy współczesności, Uniwersitas, Kraków 2003.
4.   BROWN L.R., Gospodarka ekologiczna na miarę Ziemi, K i W, Warszawa 2003.
5.   CIĄŻELA H., Idea zrównoważonego rozwoju a współczesna kondycja moralna, w: „Prakse¬ologia" nr 144/2004.
6.   CIEŚLINSKI P., Brakuje nam kul ziemskich, w: "Gazeta Wyborcza" nr 220/2003, z 20-21.09.2003.
7.   CZAJA S., BECLA A., Ekologiczne podstawy procesów gospodarowania, Wyd. AE im Oska¬ra Lanego we Wrocławiu, Wrocław 2002.
8.   GROSS H., Postęp-mit utracony, w: „U podłoża globalnych zagrożeń. Dylematy rozwoju", Wyd. Instytut Polityki Społecznej Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 2003.
9.   JEŻOWSKI J., Ekonomia ekologiczna - nowa dyscyplina naukowa, w: „Ekonomia i Środowi¬sko" nr 2(24), 2003.
10.   KORTEN D., Świat po kapitalizmie. Alternaty¬wy dla globalizacja, Wyd. Obywatel, Łódź 2002.
11.   KOZŁOWSKI S., Przyszłość ekorozwoju, Wydawnictwo KUL, Lublin 2005.
12.   KUCKLICK CH., Naprzód! Ale dokąd?, w: „Forum" nr 7/2000 z 7.02.2000.
13.   LEM S., Tajemnica chińskiego pokoju, WL, Kraków 1996.
14.   LUTTWAK E., Turbokapitalizm. Zwycięscy i przegrani światowej gospodarki, Wyd. Dolno¬śląskie, Wrocław 2000.
15.   MARKOWSKA D., Siódmy nieprzyjaciel i   siódmy   świata   kierunek, w: „U podłoża globalnych zagrożeń", Wyd. Instytut Polityki Społecznej UW, Dom Wydaw¬niczy Elipsa, Warszawa 2003.
16.   MARTIN H. P., Schumann H., Pułapka globa¬lizacji, Wyd. Dolnośląskie, Wrocław 1999.
17.   .Nasza wspólna przyszłość. Raport Światowej Komisji do Spraw Środowiska i Rozwoju, PWE, Warszawa 1991.
18.   MEADOWS D.H I D.L, RANDERS J., BEHRENS W.W., Granice wzrostu, PWE, Warszawa 1973.
19.   Podstawy ekonomii środowiska i zasobów natu-ralnych, Wyd. C.H. Beck, Warszawa 2002
20.   RITZER G., Macdonaldyzacja społeczeństwa, Warszawskie Wydawnictwo Literackie Muza S.A., Warszawa 2003.
21.   STACEWICZ J., W kierunku metaekonomii, Wyd. SGH w Warszawie, Warszawa 2003.
22.   STIGLITZ J.E., Globalizacja, Wyd. Naukowe PWN, Warszawa 2004.
23.   THUROW L. C., Przyszłość kapitalizmu, Wyd. Dolnośląskie, Wrocław 1999.
24.   ZACHER L.W., Spór o globalizacja. Eseje o przyszłości świata , Wyd. Komitet Prognoz „Polska 2000 Plus" przy Prezydium PAN, Warszawa 2003.
25.   WALLERSTEIN I., Koniec świata jaki znamy, Wyd. Naukowe Scholar, Warszawa 2004.
26.   Wskaźniki ekorozwoju, pod red. T. Borysa, Wyd. Ekonomia i Środowisko , Białystok 1999.
27.   VALASKAKIS K. i in: Propozycje dla przyszłości - społeczeństwo konserwacyjne, PIW, Warszawa 1988.

Źródło: http://ekorozwoj.pol.lublin.pl/no3/g.pdf
“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje

Offline Antagonista Esklaważu

  • Sen płytki
  • *
  • Posts: 28
  • Reputacja: +0/-2
  • Jan Stachniuk->Wspakultura totalna->To forum
Odp: Zrównoważony rozwój - Sustainable development
« Reply #3 on: (Sun) 01.11.2015, 22:45:22 »
Quote
Na obecnym poziomie cywilizacyjnym możliwy jest rozwój zrównoważony, to jest taki rozwój, w którym potrzeby obecnego pokolenia mogą być zaspokojone bez umniejszania szans przyszłych pokoleń na ich zaspokojenie.
Aroganckie brednie historycznych dyletantów. Nikt nie jest w stanie przewidzieć rozwoju technologii. Nie raz pierdolono o kończących się zasobach i powstawały drobiazgi zmniejszające zużycie ropy o połowę, czy np. odnajdywano kolejne olbrzymie złoża zasobu X. Każdy śmieszek gadający o zrównoważonych rozwoju i  w ogóle o "wspólnym dobru", to wróg cywilizacji i zasługuje na dół z wapnem. Musimy jak najintensywniej eksploatować tę plantę, to może ją wreszcie opuścimy.

Quote
Quote
Doktryna zrównoważonego rozwoju dąży do sprawiedliwości społecznej
A więc to doktryna niesprawiedliwości i specyficzna forma szamanizmu.

Quote
Pojęcie zrównoważonego rozwoju pochodzi pierwotnie z leśnictwa, a stworzone zostało przez Hansa Carla von Carlowitza. Oznaczało ono pierwotnie sposób gospodarowania lasem polegający na tym, że wycina się tylko tyle drzew, ile może w to miejsce urosnąć, tak by las nigdy nie został zlikwidowany, by mógł się zawsze odbudować.
Co ma gospodarka leśna do "zrównoważonego rozwoju"? Ci ten leśnik chciał zalesić miasta i zlikwidować rasę ludzką? WTF?

Quote
Koncepcja zrównoważonego rozwoju była na początku XIX. wieku propagowana przez wszystkie niemieckie Wyższe Szkoły Leśnicze.
Koncepcja niewolnika jako żywego narzędzia była na początku 5 wieku p.n. propagowana przez wszystkie domy aukcyjne.

Quote
Zrównoważony rozwój oznacza, że wzrost gospodarczy prowadzi do zwiększania spójności społecznej
Nie brzmi ani trochę zachęcająco, jeśli tylko się wie co się pod tym kryje.
« Last Edit: (Sun) 01.11.2015, 22:48:23 by Antagonista Esklaważu »