Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj.

Aktualności: Małe zmiany w przywilejach użytkowników <CZYTAJ> Nie możesz się zalogować? Wyczyść w przeglądarce ciasteczka i aktywne zalogowania (wszystkie).
W razie czego jesteśmy na FB(link). Pozdrawiamy Ekipa

Autor Wątek: Byłam bankowym trolem  (Przeczytany 339 razy)

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • *
  • Wiadomości: 2 539
  • Reputacja: +12/-0
Byłam bankowym trolem
« dnia: (Wto) 18.08.2015, 13:59:16 »
Byłam bankowym trolem

  Jakakolwiek zbieżność imion, nazwisk, nazw, charakterystyk i sytuacji w poniższym tekście jest niezamierzona i przypadkowa.

Mam na imię Monika, mam 31 lat i i byłam bankowym trollem. Brzmi to, jak przedstawienie się na terapeutycznej grupie dla alkoholików lub uzależnionych od seksu. Nie przypadkowo – to, że byłam bankowym trollem sprawia, że czuję kaca. Zaprzestałam niedawno bankowego trolowania, bo parę miesięcy temu stałam się całkiem znienacka współposiadaczką kredytu we frankach. Takie nieszczęście w szczęściu można by powiedzieć.

Singielka (ale już nie! :) ) z dzieckiem musi jakoś na życie zarobić, a najlepiej pracując z domu i mając elastyczny czas pracy. To ideał, a to właśnie daje praca trolla. Troll to taki wyrobnik, co umieszcza opinie i komentarze na internetowych forach i produkuje lajki lub nie-lajki. Troll może lansować samochód, komputer, restaurację, celebrytę, partię, itp. Troll może być częścią akcji ograniczania szkody, gdy celebrycie, politykowi, firmie lub produktowi powinie się noga i trzeba ratować reputację. Albo może też uczestniczyć w akcji psucia reputacji, np. konkurenta politycznego. Wyżej, dużo wyżej od trolla stoi tituszka – nazwa od tego anty-majdanowego chuligana w Kijowie. Tituszka prowadzi bloga, np. finansowego, lub pisze artykuły do czasopism papierowych i portali internetowych; często pozuje na eksperta lub wyważonego zdystansowanego dziennikarza. Czasami wydaje mi się, że cała gazeta, tygodnik, czy portal jest takim instytucjonalnym wielki tituszką wysługującym się bankom, albo deweloperom, lub politykom albo partii – przyjrzyjcie się tylko, jak lajki się mnożą pod niektórymi artykułami. Klikniesz “lajk” lub “nie-lajk” efekt taki sam – zwiększenie liczby lajków, czasami nawet o wiecej niż jeden. Albo klikasz, przykład z niedawna,  na tytule “Manfestacja przeciwko banksterom…”, a portal wyświetla: “Nie ma takiej strony”, i tak przez cały dzień (26 kwiecień 2015, gazeta.pl), a następnego dnia zjawia się artykuł pod podobnym tytułem, ten sam temat, ale inny autor, taki miększy bardziej, probankowy, który opisując 5 -tysięczną manifestację przeciw banksterom, pisze w stylu: “Złotówkowym frajerom” nikt nie pomagał, Banki sie pomyliły; To wszystko nie znaczy, że banki są bez win wobec swych klientów. Stawia na równi ofiary oszustwa i zwykłych kredytobiorców złotówkowych, napuszcza jednych na drugich, rozmydla problem. Gazeta w roli tituszki. Na stronach, gdzie czaruje tituszka-dziennikarz i Wielki Tiutuszka-instutucja, pojedyncze trole jak ja już nie są potrzebne.

Na sylwestrowym przyjęciu u przyjaciółki poznałam mojego obecnego partnera. Od trzech miesięcy mieszkamy razem – u niego. Ma mieszkanie i etat – chemik-inżynier w laboratorium przemysłowym. Kocha mnie i mojego synka, z ogromna wzajemnością.  Moje marzenia się spełniają. :) Mogłoby być tak pięknie, gdyby nie, no właśnie. Największym problemem mojego Piotra to kredyt mieszkaniowy we frankach. Od 2008, pomimo regularnego spłacania, ciągle rośnie. No bo złotówka od 2008 roku leci na pysk. Od trzech miesięcy ten kredyt to tez mój największy problem. Stałam się współ-kredytobiorcą – dołożyłam się już do trzech spłat. A jeszcze zostało dwadzieścia lat, czyli 240 spłat. Tymczasem  po 7 latach spłacania zadłużenie w złotówkach wzrosło o 70%, a wysokość miesięcznej spłaty w złotówkach o 85%. Czarna perspektywa. Nic nie można zaplanować, nie wiemy na co będziemy mogli sobie pozwolić za miesiąc, za rok, za pięć lat, bo wysokość spłat, a więc i nasz budżet, zależy od kursu franka. A kurs franka zależy od ślepego losu. A więc i standard naszego życia zależy od ślepego losu, wydaje się być poza jakąkolwiek naszą kontrolą – frustrujące to ogromnie i stresujące. Nasz rodzinny interes i dobrobyt to mocny złoty, interesem państwa (takiego, jakie mamy teraz) jest osłabianie złotego i bogacenie banków. Sprzeczność. Co mi,  k…., po takim państwie, które jest wbrew mojemu podstawowemu interesowi?!? :(

Dlatego postanowiłam, przy zachowaniu – mam nadzieję – pełnej anonimowości, opowiedzieć o moim trolowaniu bankowym.

Trolle wynajmuje firma pijarowa i ona im płaci. Ale skąd pochodzi ta kasa to trolle nie mają prawa wiedzieć. W przypadku trolowania bankowego może idzie z banku, kilku banków, ze związku banków, od lobbystów, a może od instytucji, która pilnuje interesów banków. Nie obchodziło mnie dla kogo, albo przeciwko komu trolowałam. Jak ktoś głupi i daje się manipulować, w mózgu merdać i prowadzić w maliny, to czy ja mam się czuć winna? Mam na tym  nie zarobić, gdy muszę zarobić? Nie jestem dziennikarzem – nie obowiązuje mnie etyka dobrego dziennikarstwa. Dlatego, myślę, że dziennikarze-tituszki to są brudem brudu. Zresztą widać, że większość dziennikarzy, nie tylko tituszki, uważa, że jedyne co ich obowiązuje to maksymalizacja zysku z reklam i swoich dochodów. Wracając do trolowania internetowego, jak uda się wyprowadzić w maliny dużą liczbę głuptasów to można wpłynąć na decyzje osób całkiem niegłupich i wpływowych. Bo jak oni zobaczą, ze tyle jest ludzi w tych malinach, gdzie je akurat trole i tituszki wyprowadzili, to oni mogą sobie pomyśleć, że te maliny to jest coś, na przykład, mają przyszłość i trzeba sadzić te maliny, bo ludziska je lubią. To taka metafora z tymi malinami, jak niejasna to zapomnij.

Przy wydajności sześciu wpisów lub osmiu lajków tej samej wypowiedzi na minutę, czyli  intensywnie i bez przerw, przez 5 – 6 godzin dziennie, 7 dni w tygodniu, to trol może zarobić około 2 400 – 2 900 złotych na rękę. :)

Trol jest bardzo malutkim trybikiem w maszynerii. Maszynerii smarowanej ogromną kasą. Wspomniałam już o tituszkach i tituszkach instytucjach. Dobry układ z bankami to dla dużej gazety czy telewizji nawet  od kilkudziesięciu do  kilkaset milionów złotych rocznie. I tu nie chodzi tylko o promocje marek lub usług banków – to są drobiazgi. Chodzi o ochronę przed odpowiedzialnością za grube afery: kredyty walutowe, polisolokaty, mylące umowy, nadmierne opłaty, itp.. Sam zwrot kasy oszukanym kredytobiorcom walutowym oznaczałby dla banków zmniejszenie kilkuletnich zysków o 30 – 40 miliardów złotych. A dodatkowo państwo miałoby prawo ukarać banki za te machlojki i w ten sposób wzbogacić budżet państwa o 5 – 10 mld złotych. Ochrona przed tak dużym uszczerbkiem w zyskach banków uzasadnia wydatki w granicach kilku miliardów złotych na „ochronę”, czyli piar i wpływy. Za takie sumy można kupić dużo i wielu. W obecnej grupie trzymającej władzę, przewagę mają, jak to ich określił facet w garniturze co wizytował szkolenie, kolesie, czyli wykolejeni niekompetentni neoliberałowie, kierujący się zasadą „zarób i daj zarobić innym”, ale niestety nie potrafiący tego zrobić inaczej, niż kosztem 95% społeczeństwa. To oni stanowią lobby pro-bankowe, pro-deweloperskie, pro-prywatyzacyjne i pro- innych pijawek na społeczeństwie. To kolesie blokują od lat ustawę o ochronie osób sygnalizujących o korupcji – bo to by ich i ich klientelę zbyt by narażało na zdemaskowanie i kompromitację.

W Wielkiej Brytanii, na Węgrzech, USA, gdy ktoś poinformuje władze o korupcji, wtedy automatycznie otrzymuje ochronę od państwo i z czasem dostaje 1 – 10% wpływów jakie państwo otrzymało w wyniku ścigania tego zasygnalizowanego przypadku korupcji. Bankowiec, który poinformował o przekręcie podatkowym w banku UBS otrzymał 106 milionów dolarów – jest to malutka część tego, co USA ściągnęło z nieuczciwych podatników i kar nałożonych na sam UBS. Podobnie jest z bankami robiącymi interes z obłożonymi embargiem krajami, np. Iranem – kary dla jednego tylko banku sięgają  9 miliardów dolarów. W Polsce władze nie chcą się dowiedzieć. W Polsce kolesie chronią banki – mogą, bo pracują w rządzie i w zarządach banków, siedzą w Sejmie, mają wpływy w mediach, itp. Mało tego,  kolesie, na przykład, rozkładają SKOKI – polską konkurencję banków w zagranicznych rękach, która ma czyste ręce, jeśli chodzi o kredyty walutowe i polisolokaty. Ale od kiedy główny koleś zmył się za granicę, innego zmyto za zegarki, paru przyłapano na spiskowaniu przy ośmiorniczkach, ich poparcie w sondażach idzie w dół i frakcja kolesi słabnie. Różne grupy nie-kolesiów starają się wyprostować to lub tamto. Jedna grupa nie-kolesi z wpływami w organach ścigających afery finansowe i korupcyjne liczą na wycieknięcie z jakiegoś banku dowodów na to, że banki udzielały kredytów walutowych przewidując odniesienie ogromnych zysków spowodowanych spodziewanym osłabieniem złotówki. Co prawda jest to oczywiste, ale polskie sądy… – wiadomo. Zachętą dla ewentualnego autora wycieku jest gwarancja poufności, zachowania pełnej anonimowości i sowita nagroda, oraz uniknięcie odpowiedzialności osobistej za ewentualny udział w tym przekręcie. Korzyści z takiego wycieku odnieśliby nie tylko kredytobiorcy, ale głównie państwo, bo kary mogłyby być astronomiczne i też objąć zagraniczne banki-matki, które już, wydaje im się, umyły ręce sprzedając swoje polskie agendy. Oby to się im powiodło. Tyle zapamiętałam z pogaduszek z facetami w garniturach przy okazji szkoleń w czasach, gdy ten temat mnie zupełnie nie interesował i słuchałam tylko z grzeczności. Nieźle, jak na blondynkę, nie? :)

No więc kasę, szkolenia i instrukcje dawał trolom pijarowiec. Trolów bankowych było nas dziesięć w klasie. Zaczyna szkolenie prawnik . Zapewnia, że to co trole mają robić jest w pełni legalne i nie grozi im za to żadna kara, ale, tak czy siak  z wielu powodów lepiej strzec pełnej anonimowości. Każdy trol podpisuje rozdęte oświadczenie o dochowaniu tajemnicy, zachowaniu anonimowości w sieci, zobowiązanie do usunięcia otrzymanych programów po skończeniu projektu, do niekopiowania instrukcji i nieudostępniania innym, itp.

Następnie szkolenie techniczne – przedstawiam skrótowo. Jak zmieniać adresy IP i mylić portale mediów co do swojej tożsamości. Jest to potrzebne po to, aby mnożyć lajki dla wybranych wypowiedzi na stronie i aby umieszczać posty pod różnymi nikami . Pożyteczna jest wyszukiwarka TOR – polecam(!), za każdym otwarciem daje inny losowy adres IP z całego świata i zapewnia pełniejszą anonimowość w sieci (w kraju, gdzie mamy podobno 2 mln.  legalnych podsłuchów rocznie, warto o tym pomyśleć) . Gdzie można utworzyć bezpłatne konta emajlowe bez potrzeby podawania numeru telefonu – potrzebne to do rejestracji w różnych portalach i tworzenia ników. Jak używać specjalnego programu-muszli (dostarcza pijarowiec), który wyczyszcza historię lajków i komentarzy, które niektóre portale zapisują na pececie – potrzebne, aby te lajki mnożyć. Program-muszla rejestruje też interwencje trola interwencjach (to znaczy lajki i komentarze na portalach, czasami też wysłane emajle)  – a od ich liczby i jakości zależy wypłata. Jak zachować pełna anonimowość w sieci. I to w zasadzie wszystko, czyli techniczna strona szkolenia jest stosunkowo prosta.

Ważniejsze i bardziej rozbudowane było część szkolenia, którą nazwałabym „ideologiczną”.  W tej części pijarowiec określał „misję”, czyli kogo mamy promować, a kogo wprost przeciwnie – osłabiać. W tym przypadku, promować mieliśmy interes banków i dwóch instytucji państwowych, których zadaniem jest dopilnowanie, aby banki i ich zarządy miały się jak najlepiej. Jak coś o nich jest krytycznego na forum – klikasz “nie-lajk”, a jak coś  pozytywnego to lajkujesz i lajki pomnażasz. Grupą, którą mięliśmy osłabić, to kredytobiorcy walutowi, a przede wszystkim frankowi. Logika lajkowa jest tu odwrotna: jak coś o nich krytycznego, jak ktoś im przyłoży (ten „ktoś” to często kolega-troll z grupy albo ty sam) to lajkuj i te wielokrotnie lajki pomnażasz.

Szkolenie „ideologiczne” nakreślało tez treść naszych komentarzy i wypowiedzi na forach internetowych oraz emajli wysyłanych pod wskazane adresy emajlowe. Ważne, aby interwencja była  a propos, to jest, powiązana tematycznie z komentowanym artykułem, tematem forumowej dyskusji lub wypowiedzią. Jak już wpisałeś interwencję, to ją lajkujesz wielokrotnie, aby wyszła na czoło najbardziej popularnych komentarzy.

Nawet jak się uwzględni wysoką wydajność jednego unarzędziowanego trola, to dziesięciu troli wydaje się niedużo. Ale nie mogę wykluczyć, że nie było innych grup. Poza tym działania troli są obliczone na “pobudzenie” obfitych pokładów zawiści, poczucia krzywdy i nieżyczliwości wobec innych, które spoczywają w charakterach wielu naszych rodaków. Tacy “pobudzeni” przejmują trolowe “ prawdy” i wyrażenia i zaczynają sami je rozpowszechniać – i rusza lawina hejterstwa.

Aby pomóc szkolonym trollom w szybkim komentowaniu na temat w różnych kontekstach, pijarowiec omówił główne przesłania, które nazwał „mesydżami” (wiem, jak to pisze się po angielsku, ale jestem w Polsce, tak?). Każdą mesydż pijarowiec zilustrował inspirującymi przykładami. Tu posłużę się ściągą rozdaną przez pijarowca.

Mesydż 1. Kredytobiorcy są sami sobie winni

Przykładowe wariacje w tym temacie: Podpisali z własnej woli i wiedzieli co podpisują. Teraz nie mają prawa narzekać. Nikt pistoletu do  łba ci nie przystawiał. Widziały gały co brały. Nie trzeba było być naiwnym, nie widział co podpisuje? Jak się nie rozumiało, nie trzeba było podpisywać. Sam jesteś sobie winny. Trzeba było być idiotą, aby wziąć taki kredyt. Nie ogarniam całej tej afery z kredytem we frankach –  czy nikt za tych matołów co kredyty w walucie brali umowy nie podpisał? Trzeba być kretynem, żeby mówić, że biorąc kredyt w innej walucie nie brano pod uwagę ryzyka zmiany kursowego. Bierze się kredyt w takiej walucie w jakiej się zarabia.

Mesydż 2.  Podpisało się, teraz trzeba spłacać.

Przykładowe wariacje w tym temacie: Każdy musi brać odpowiedzialność za swoje decyzje. Bądź mężczyzną, podpisałeś umowę, nie masz wyjścia – spłacaj. Trzeba mieć honor. Jeśli frank byłby po 1 zł, to czy nadwyżkę oddalibyście do banków lub Skarbu Państwa? Nie stać mnie – nie biorę kredytu. Biorę kredyt – ponoszę finansowe skutki swojej decyzji. Umów się dotrzymuje. Umowa zobowiązuje. Jeżeli sąd przychyli się do ich wniosku znaczyć to będzie, że umowy mogą być w dowolny sposób podważane w każdej chwili ich trwania.

Mesydż 3. Kredytobiorcy frankowi to są cwaniacy, spekulanci, bogatsi od nas, uprzywilejowani, chcą lepszego traktowania, płaksy, wywyższają się, frajerzy, debile. Czyli obrzydzanie całej grupy kredytobiorców, wyalienowanie ich. Podjudzanie na nich. Rozbudzenie uczuć zawiści i niechęci wobec bliźniego – chyba to jedyne uczucia u Polaka, które jest intensywniejsze od umiłowania ojczyzny i swojej matki (no tak, sarkazm :) )

Przykładowe wariacje w tym temacie: Trzeba było brać kredyt w złotówkach, a nie cwaniaczyć.  A jaka byłaby reakcja frankowiczów gdyby kurs spadł teraz do 2,50? Też by protestowali? Chytry dwa razy traci. Nie jest dziwne , że tymi, którzy mają te kredyty to posłowie, pracownicy administracji państwowej i inne nieroby na których i tak wszyscy pracują. … cwaniacy biorący kredyty we frankach…  Trzeba być kretynem, żeby… Nie płacz, tacy jak ty, gdy płacili mniejsze raty to się ze mnie śmiali, że wziąłem pożyczkę w złotówkach. Wzięli kredyt frankowy, bo byli bogatsi. Bo myśleli, że są sprytni. Jeździło się do Paryża na kolacje, a teraz można sobie pozwolić tylko do Sopotu, ojej jaka bieda, współczuję. Cwaniaki, chcieli mało płacić, i się nie udało. O co chodzi? Ciągle jeszcze płacisz mniejszy procent niż ja za swój kredyt złotówkowy! Wzięli kredyt frankowy, bo byli bogatsi, stać ich było. Nie wzięli kredytu złotówkowego, jak ja, bo czuli się lepsi, ważniejsi. Jak frank był nisko to 3/4 z nich śmiało się z zadłużonych w złotówkach, taka prawda.

Mesydż 4. Chcą mieć lekko kosztem innych: moim, podatnika, banku lub państwa. Ulga dla frankowiczów to nasza strata. Ich interes i mój są sprzeczne. Czyli poróżnienie kredytobiorców walutowych z całą resztą. Rozbudzenie uczucia własnej krzywdy i niechęci do tych, co potrzebują broń Boże naszego wsparcia – chyba to jedyne uczucia u Polaka, które są intensywniejsze od umiłowania ojczyzny i swojej matki (no tak, znowu sarkazm :) ale popatrzcie sami na te fora)

Przykładowe wariacje w tym temacie: Dlaczego wam mają ulżyć, a nic nie robić dla kredytobiorców złotówkowych, to niesprawiedliwe. Władza powinna policzyć kogo opłaca się popierać czy frankowiczów czy złotówkowych.  Jak wam banki pomogą to będą musieli się odkuć i ucierpimy my wszyscy. Za ewentualne odszkodowanie mieliby zapłacić podatnicy, dlaczego?. Nie mam zamiaru dopłacać do cwaniaków. Jak mieli zdolność kredytową by otrzymać kredyt we frankach to niech spłacają we frankach, nie widzę podstaw by pomagać takim pożyczkobiorcom.  Ci, co mają takie kredyty, to jest banda cwaniaków którzy chcą dofinansowania od państwa – czyli z naszych podatków. Dlaczego zwykły Kowalski ze swoim kredytem w PLN ma teraz do kogoś tak głupiego dopłacać? Chyba nie ma się co oszukiwać że nawet jak rząd przerzuci koszt jakiejkolwiek operacji na banki to i tak to się odbije na wszystkich.  Dość obciążania wszystkich podatników niefrasobliwością kredytobiorców. Jak ktoś dostanie takie wsparcie z moich podatków to nadawać się będzie do prokuratury i sądu najwyższego. Ludzie, kiedy przestaniemy harować na bandę nierobów i cwaniaków. Chcą dwukrotnie skorzystać na swoim cwaniactwie, ale niby dlaczego całe społeczeństwo ma dopłacać do ich inwestycji. Teraz rozsądni i przewidujący, zostaną obciążeni kosztami wygenerowanymi przez kredytowych debili. “Złotówkowym frajerom” nikt nie pomagał.

Mesydż 5. Są tacy kredytobiorcy frankowi, którzy nie chcą żadnej pomocy ani ulg; nie chcą żadnych zmian. Nie mam pojęcia, kto jest adresatem takiego kretyńskiego przesłania, ale być może ma to na celu sianie zamętu i ogłupianie (jak zresztą całe trolowanie), albo „zaświecenie” przykładem do naśladowania (ale kto to kupi?). Tak czy siak, pranie mózgów.

Przykładowe wariacje w tym temacie: Ja mam kredyt w CHF i nie chcę żeby ktokolwiek mi sie wpieprzał w przewalutowanie. Niech jest jak jest – dajcie mi święty spokój. Mam kredyt w CHF. Dziękuję za pomoc państwa, ale radzę sobie. Też mam kredyt w CHF – przez pierwsze lata kredyt był opłacalny, teraz nie jest. Ale to jest tylko i wyłącznie mój problem. A państwo niech się zajmie swoimi sprawami, bo każde wpieprzanie się z butami w życie obywatela zawsze wyłącznie szkodzi właśnie obywatelowi.  Nie chcę żeby ktoś mi do czegokolwiek dopłacał, radzę sobie dobrze. Niech banki tylko przestrzegają umów i nie zmieniają ich jednostronnie. Ja mogę spłacać, żeby tylko te spready zlikwidowali. (To pijarowiec dodał  po tym jak już wyszła ustawa zabraniająca przymusowego płacenia spreadów). Żadnej pomocy nie potrzebuję. Wystarczy mi, że banki zmienią te klauzule, które Urząd ds. Konkurencji i Konsumentów wpisał na listę klauzul nielegalnych. (To pijarowiec dodał  po tym, jak już Urząd zakwestionował parę, nie najbardziej zresztą  istotnych, klauzul).

Mesydż 6. Kontrować wypowiedzi o wzroście zadłużenia wraz z postępującą inflacją złotówki.  Kredyt frankowy jest nieopłacalny tylko chwilowo. Trzeba być cierpliwym, a będzie lepiej.. To kolejny idiotyzm, w który nie wiem kto może uwierzyć, ale to nawet jest tematem artykułów z analizami „ekspertów”, oczywiście tituszków bankowych. Upływ czasu jest oczywiście korzystny dla banku, bo im więcej spłacisz, tym mniej bankersi stracą na Tobie, gdybyś z jakichś powodów miał przestać spłacać.  Również z czasem wzmacnia się  frank w stosunku do złotego przez co rośnie zysk i aktywa banku. Niejasna jest też sprawa prawnego przedawnienia się nielegalnych lub niekonstytucyjnych działań banków. Czyli z czasem będzie lepiej dla banku, ale dla kredytobiorcy  będzie gorzej, bo złotówka pozostaje w trwałym trendzie inflacyjnym.

Przykładowe wariacje w tym temacie: Prawie wszyscy, którzy w 2006 roku wzięli kredyt hipoteczny w złotych, są na razie bardziej stratni od frankowiczów.  Frank słabnie! Nieprawdą jest, że banki zarabiają dzięki temu, że w miarę jak frank się umacnia, wartość kredytu rośnie. Dla banku to raczej kłopot, bo musi zgromadzić więcej depozytów w złotych, by wymienić je na franki. Dobra wiadomość dla kredytobiorców – frank się osłabił. W perspektywie dłuższej kredyt się opłaca – frank osłabnie. Jeśli kredyt we frankach wzięliśmy na 30 lat, to jest duże prawdopodobieństwo, że w dłuższej perspektywie będzie nam się bardziej opłacał, bo frank osłabnie.

To akurat jest wyjątkowo chamskie wciskanie ciemnoty. Wielu kredytobiorców już teraz spłaciło 50 – 80% wartości początkowej kredytu w złotych. Do spłacenia w złotym mają jeszcze co często tę samą sumę, co pożyczyli –  rozłożone na 20 – 30 lat. Frank musiałby chyba „osłabnąć” do 10 gr, i to już od jutro, żeby kredytobiorca nie był stratny. No w mordę, panie Majtkowski, jaka „jest szansa, że tak się stanie?

Mesydż 7.  Nie ma wyjścia, każde rozwiązanie jest złe, nie ma wyjścia – trzeba spłacać. Czyli „zestrzeliwać” każdą propozycję rozwiązania kryzysu długów pseudo-hipotecznych w skali kraju lub w skali indywidualnej. Tutaj trol musi się wykazać inteligencją, ponieważ trudno przewidzieć rozwiązania, które mogą się pojawiać. Dlatego stawka za interwencje w tym temacie jest potrójna.

Przykładowe wariacje w tym temacie:  zależą od rodzaju rozwiązania:

– Jeżeli ktoś sugeruje, żeby przestać spłacać, bo jak masz dziecko lub ciążę  to bank nie może twojej rodziny wyeksmitować, dopóki dziecko nie skończy 18 lat lub uczy się. Interwencja: Sam tak zrobiłem, też myślałem, ze moja rodzina jest chroniona, bo żona w ciąży i małe dziecko. Przestałem płacić, bank sprzedał na licytacji mieszkanie. Kupili go gangsterzy – czyściciele kamienic. Z nimi nie wygrasz – musieliśmy wyprowadzić się do rodziców.

– Jeżeli ktoś sugeruje ogłoszenie bankructwa konsumenckiego. Interwencja: To nic nie da. Mój znajomy tak zrobił i mu się to nie opłaciło. Bank zlicytował mu dom. Dom stracił,  a musi  jeszcze dalej płacić.

– Propozycje rozwiązania przez procesy sądowe. Interwencje ogóle: Procesy w Polsce trwają lata, dziesięciolecia. Spłacisz kredyt zanim sąd wyda wyrok, może wygrasz i co ci to da. Prawnicy naganiają frajerów do procesów, bo dla nich to żyła złota.  Pozwy zbiorowe to jedynie sposób oskubania kredytobiorców przez prawników.

Poza tymi ogólnie „słusznymi” interwencjami pijarowiec podał przykłady interwencji  odnośnie procesów  o niewłaściwe poinformowanie o ryzyku, o  niedozwoloną indeksację wartości pożyczki kursem obcej waluty, o unieważnienie umowy w oparciu o artykuł o nadzwyczajnej zmianie okoliczność umowy,  przeciwko bankowemu tytułowi egzekucyjnemu i przeliczenie należności po obecnym kursie, itp. Nie będę ich przytaczać, bo są bardo techniczne – sama ich nie całkiem rozumiem. Nie obejmuje to wszystkich możliwych tematów – trol musi wykazać się perfidnością analityczną żeby adresować inne rozwiązania.  Ja na to czasu nie traciłam, bo nawet za trzykrotna stawkę mi się nie opłacało – zbyt czasochłonne.

I jeszcze akcja emajlowa polegającą na wysyłaniu mejlów do banków, typu: Jako Klient tego Banku chce być tak samo – równo – traktowany jak pozostali Klienci. Jako posiadacz kredytu hipotecznego w złotówkach PLN oczekuje takiego samego traktowania jak klienci posiadający kredyty hipoteczne walutowe, w przeciwnym razie spotkamy się w sądzie.  Co pewnie ma służyć bankom jako podkładka na to, że rzekomo mają związane ręce przez innych ich klientów.

Oczywiście nie wszystkie komentarze i emajle, które są podobne do przykładowych “wariacji” przedstawionych powyżej, a które widzi się na stronach internetowych, pochodzą od trolli. Trik polega na tym, że interwencje trolli “zapładniają” pożytecznych idiotów  trafiając w ich podskórne pokłady  zawiści, nieżyczliwości, niechęci do innych i kompleksów. I te przygłupy, którym w głowach pomerdały trole, powielają trolowe interwencje jako swoje. W rezultacie taka udana kampania trolowa może wyzwolić lawinę naśladowców trolli i ze względu na swoją masowość staje się bardzo efektywna.

Piotr, mój partner, często dyskutuję sprawę kredytów i możliwych rozwiązań z grupą przyjaciół, którzy  są w podobnej sytuacji. Ja przy okazji dowiedziałam się dużo i zobaczyłam swoje doświadczenie bankowego trolla w nowym świetle. A więc pozwalam sobie na swój własny komentarz:

Teraz każdy może być mądry, ale osiem do dwunastu lat temu, gdy brano te kredyty, sytuacja była całkiem inna. Teraz już prawie wszyscy (poza niepoprawnymi frajerami) zdajemy sobie sprawę, że banki i kanty chadzają parami, podobnie, jak w przypadku innych firm, które też okazały się niegodne zaufania. I myślę nie tylko o parabankach, ale także o firmach ubezpieczeniowych, telekomunikacyjnych, energetycznych i innych, które zwykły zastawiać zmyślne pułapki na klientów. I żadna państwowa instytucja nie wysilała się, aby ich klientów ochronić. To wiemy teraz, ale wtedy były inne czasy. Jeszcze wtedy takiego  doświadczenia z kredytami ani z bankami nie było. Ludzie brali pierwsze w życiu duże wieloletnie kredyty na cele mieszkalne. Przed okresem 2004 – 2008, jeśli chodzi o banki, to na naciąganiu przyłapano tylko jeden – ten z Borów Tucholskich. Było to chyba dosyć dawno. Dowiedziałam się o tym przekręcie dopiero  w 2008 roku z informacji prasowej o śmierci jego właściciela Grobelnego od noża w ciemnym podwórzu na Pradze. Ale “normalne” banki to była wtedy inna liga – za pracownikami sprzedającymi kredyty walutowe stały banki-matki, szacowne instytucje: Commerzbank (mBank), Allied Irish Bank (BZ WBK), Deutsche Bank, Raiffeisen Bank, Banco Comercial Português (Millenium BCP, mBank), Rabobank (BGŻ), UniCredito (Bank Pekao). (Nota bene, część z tych banków już umyła ręce, wysprzedając swoje polskie oddziały.)  Banki o wieloletniej dobrej reputacji, a nie jakiś cwaniak zza krzaków, stały za tą ofertą. Oni radzili wziąć kredyt we franku szwajcarskim lub euro. Dlaczego im, instytucjom zaufania publicznego, mieli ludzie nie zaufać?! To, że ich zaufanie zostało przez bankowców nadużyte, jest oczywiste dopiero z obecnej perspektywy. I nie “naiwni” kredytobiorcy są winni temu, że zaufali bankowemu opisowi ryzyka: ““co prawda, kurs może się zmienić w górę lub dół, ale przecież frank to bardzo stabilna waluta”. KNF wymagała, aby banki ostrzegały, że „kurs może się zmieć na niekorzyść nawet (!) o 20%” (a zmienił się dla niektórych o 100%). Czy kredytobiorca to zrozumiał, czy nie zrozumiał, podpisał czy nie podpisał, jest zupełnie nieistotne, bo ta rzekomo informacja o ryzyku nie informowała o prawdziwym ryzyku. To przecież teraz już widać. Czy banki wiedziały, że wcześniej czy później złotówka dupnie? Musiały wiedzieć, chyba, że wszyscy bankowcy byli idiotami, co też ich obciąża. Bo o ile kredytobiorcą może być każdy, idiota też, to bankowiec ja-nie-mam-pojęcia-co-sprzedaję idiota lub bankowiec ja-nie-znam-się-nna-ekonomii idiota to jest już kryminał. Ale ja myślę, żę zarządy banków działały z pełną premedytacją spodziewając się, że złoty pójdzie w dół.  I w pewności, ze polityczny parasol będzie chronił ich interesy. Dając kredyty banki zabezpieczały się ponad wartość nieruchomości, oczywiście kosztem kredytobiorcy. Dzięki temu nie padły po 2008 roku, bo kredytobiorca nie miał opcji uwolnienia sie od kredytu przez „oddanie kluczy”. Tak jest w każdym cywilizowanym kraju, gdzie ryzyko spadku cen nieruchomości i  ryzyko kursowe są dzielone pomiędzy bankiem i kredytobiorcę. Wszędzie tak jest, ale nie w bantustanach.

Jeszcze bardziej od banków zawiodły instytucje państwowe,  które, albo pozostały bierne, albo sprzyjały takim bantustanowym standardom. Okazało się, że w tym państwie nie ma instytucji, której misja  obejmowałaby rzeczywistą pomoc w przypadku tak oczywistego oskubania prawie 1 milliona obywateli. Ale za to są co najmniej dwie instytucje, które maja strzec dobrobytu banków: NBP i KNF – prezesi mianowani przez premiera. Prezesem NBP jest Belka – bez komentarza, a ten z KNFu był podwładnym Gronkiewicz-Waltz.

Kredyt we frankach w długim terminie będzie po prostu niespłacalny. Kolejna dewaluacja złotego i znowu kredyt urośnie. Problemem nie jest drogi frank, ale to, że złotówka spada do poziomu śmieciowego. Złotówka spada, bo jedyny pomysł obecnych (2015) rządzących na polską gospodarkę to tania siła robocza, a drogą do tego to niskie płace i słabnąca złotówka. Słaba złotówka zubaża wszystkich, nie tylko frankowców.  I prawdą jest, że rząd mógł ogłosić „zieloną wyspę” po kryzysie 2008 roku głównie dzięki spłatom frakowców. I prawdą jest, że Polska biednieje także dlatego, bo jeden milion ludzi jest dojona przez banki zamiast zwiększać wewnętrzny popyt na usługi i towary. Rząd, który na to pozwala nie ma kwalifikacji moralnych ani profesjonalnych do rządzenia.

Trzeba wymagać od banków, aby zmniejszyły zadłużenie kredytobiorców frankowych poprzez zrezygnowanie z tej części zysków, które odnoszą ze spekulacyjnego produktu sprzedawanego jako kredyt mieszkaniowy. Na taka, jedynie uczciwą propozycje, tituszki reagują „zatroskaniem” o stan sektora bankowego w Polsce. Gazeta Wyborcza: ” Sektor finansowy to krwiobieg gospodarki. Nie wolno go doprowadzać do zawału.”. Żakowski: „Ale to postawi bankiw ciężkiej sytuacji.” Przede wszystkim, rezygnacja banków z tej części zysków nie oznacza, że one natychmiast wyciągają kasę z sejfu i wypłacają. Tu chodzi o przyszłe zyski z przyszłych spłat kredytowych, czyli te zyski, które jeszcze te banki nie odniosły. – te przyszłe spłaty kredytowe byłyby po prostu niższe. Poza tym, jeżeli ktoś uważa, że zyski otrzymywane ze spekulacyjnego produktu, z nieuczciwej sprzedaży pseudo-kredytu hipotecznego, są niezbędne dla zdrowia sektora bankowego, to o jakim zdrowiu tego sektora mówi? Gdyby tak było to znaczyłoby, że ten sektor juz jest bardzo chory. Rozumowanie prezentowane przez Żakowskiego (prezentowane, bo nie sądzę, żeby tak naprawdę myślał dziennikarz z lewicowej Polityki) jest tak absurdalne, jak uzasadnianie, że Mozambik musi pozostać kolonia portugalską, bo w przeciwnym razie Portugalia popadnie w tarapaty finansowe. Według Żakowskiego i tituszków półtora miliona ludzi (liczę z rodzinami), oszukanych ludzi, ma pozostać niewolnikami banków przez dziesięciolecia po to, aby te banki miały zyski niezbędne rzekomo dla ich „zdrowia”. No i jeszcze ten argument, że banki sobie „odbiją” zmniejszone zyski na „nas wszystkich” – też Żakowski i tituszki. My spłacamy 5300 złotych miesięcznie, w tym jest 2600 złotych z powodu dewaluacji złotówki, które bank powinien nam w całości lub w dużej części umorzyć. To co, Żakowski, bank odbiję to sobie każąc tobie to spłacić, albo narzuci ci 2600 złotych miesięcznych opłat za twoja kartę i konto? Czy bank to jakiś smok, któremu musimy rzucać dziewice czy barany na pożarcie, bo nas zje? Czy Pan ocipiał, Panie Żakowski?

Pofolgowałam sobie, aż mi ulżyło :) Czas zabrać się za robotę. Trzeba z czegoś żyć i spłacać ten pieprzony. kredyt. To by było na tyle. Ciao. :)

Źródło: https://bylambankowymtrolem.wordpress.com/2015/05/02/bylam-bankowym-trolem/


Zobacz na:
Opłacane trolle
https://forum.wybudzeni.com/index.php?topic=1456.0
Poznaj Trolla - 8 cech dezinformatora
https://forum.wybudzeni.com/index.php?topic=515.0
“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • *
  • Wiadomości: 2 539
  • Reputacja: +12/-0
Odp: Byłam bankowym trolem
« Odpowiedź #1 dnia: (Nie) 30.07.2017, 15:46:55 »
Wywiad z profesjonalnym trollem: Kogo obchodzi konsument? Produkt mu się do gardła wciska jak pokarm gęsiom na hodowli.


GM: Czym się w takim razie zajmuje twoja agencja?
ON : Moją pracę nazywam „budowaniem przewagi komunikacyjnej w sieci” – sam to zdanie wymyśliłem, prawda, że dobre?
GM: Jak budujesz tę przewagę?
ON : To zależy.
GM: Od czego?
ON: Od potrzeb agencji/klienta. Zlecenia dostaję głównie od agencji, które prowadzą działania na rzecz klienta.
GM: Czyli robisz tak zwaną szeptankę? Pozytywne opinie o marce?
ON, A skąd, to jest amatorka, którą widać na kilometr. Zabawa dla pracowników na darmowym stażu.
GM: To co robisz?
ON : Potrafię zmienić odbiór i wydźwięk artykułów, jakie pojawiają się w sieci o danej marce.
GM: Czy najlepszą obroną (budowaniem przewagi) jest atak na konkurenta?
ON : Też.
GM : Czy to są twoje metody, czy bezpośrednie zlecenia od Agencji?
ON : Agencja nie narzuca mi stylu pracy, oni mają konkretny problem np: „konkurencyjna marka puściła akcję kontentową i błyszczy w sieci – klient jest zaniepokojony, że nasze działania nie są tak efektywne”
GM: Co wtedy robisz?
ON : Niweluję wpływ tych artykułów na internautów.
GM : Czy możesz wreszcie odpowiedzieć na pytanie, co tak naprawdę robisz?
ON : Opiszę to na wymyślonym przykładzie. Weźmy więc dla przykładu firmę technologiczną, aby było to bliższe tematyce Antyweb. Załóżmy, że marka X promuje swój nowy telefon w sieci – kasa płynie również na content marketing. Sponsoraki lecą na lewo i prawo. Wtedy do akcji wkraczamy my. Zasada jest taka, aby zasiać jak najwięcej wątpliwości wśród czytelników – wątpliwości odnośnie rzetelności tekstów, samego sprzętu, firmy itp.
GM: Jak „siejesz wątpliwości”?
ON: To jest bardzo proste – nie potrzeba do tego psychologa. Wystarczy znaleźć, co było nie tak w produktach tej firmy i zasugerować, że może być podobnie, a autor tekstu nawet się o tym nie zająknął. Podważam też rzetelność tekstów wrzucając linki do materiałów krytykujących produkt czy poprzednie produkty (zawsze się coś w sieci znajdzie).
Oczywiście działania nie mogę być powtarzalne – w innym medium pojawia się więc były użytkownik danego produktu (lub poprzedniego od tej firmy), opowiadający historię z życia wziętą. Produkt był uszkodzony, firma nie pomogła, a na forach czytał, że taką mają praktykę.
Jeśli w sieci leci akcja contentowa to każdemu medium, które nie ma informacji o reklamie można zarzucić, że robią sponsoraki. Nawet jak nie robią – bo przecież nie każde medium jest w mediaplanie każdej marki – to i tak znajdzie się banda dzieciaków, która temat pociągnie dalej. Można więc atakować zarówno sam produkt jak również medium. Niektóre mają tak złą renomę, że bez wysiłku udaje się z rozmowy o produkcie zbudować rozmowę o jakości treści czy amatorszczyźnie autora.
Ważne jest w tym wszystkim, aby nasze wpisy były pierwsze – pierwszych 5 nieprzychylnych komentarzy buduje nastawianie innych do tekstu i bardzo rzadko dalej toczy się rzeczowa dyskusja.
GM: To nie brzmi jak specjalnie wyrafinowana akcja
ON: Poczekaj poczekaj, to dopiero początek.
GM : Co jest więc dalej?
ON : W pracy pomaga nam szeptanka od konkurencji. Z każdą akcją contentową pewnie leci jakiś drobny budżet na komentarze, lajki, suby itp. My więc tę szeptankę konkurencji ujawniamy. A to na Facebooka coś wrzucimy, a to przygotujemy przepiękny opis na Wykop, a to znajdziemy gości, którzy są wkurzeni, że nie dostali budżetu z tej akcji i dopuścimy ich do otwartej krytyki tej akcji (bloger, czasem youtuber).
Generalnie ludzie łykają takie „aferki” jak pelikany. Wystarczy, że zaczynasz krytykować duże firmy i podważać „wiarygodność”, a zawsze zlecą się „janusze” i inni, którzy wierzą we wszystko, co jest napisane w internecie.
Ludzi, którzy rozumieją zasady funkcjonowania reklamy w internecie jest bardzo mało, a jeszcze mniej jest tych, którzy rozumieją, co to jest szeptanka i potrafią odróżnić prawdziwy komentarz od lewizny.
GM : O tych wszystkich działaniach wie klient?
ON : A skąd, czasem nawet agencja nie jest świadoma do końca co i jak robimy.
GM : Jaki ma być efekt twoich działań?
ON : W przykładzie, który ci podałem? Co najmniej „średni” odbiór w sieci materiałów konkurencyjnej firmy. Agencja wtedy od razu leci do klienta pokazać, że wprawdzie konkurencja zrobiła dużą akcję, ale odbiór jej jest przeciętny i jest dużo głosów krytycznych.
GM : Agencja po przeciwnej stronie nie reaguje? Chyba znają się na takich metodach?
ON : Czasem reaguje, a czasem po prostu nie orientuje się o co chodzi. Całą sztuką jest tak przeprowadzić działania, aby nie były one do siebie podobne i nie powielały tych samych krytykujących argumentów. W każdym medium robimy więc inne rzeczy.
GM : Wszyscy oszukują konsumentów w tej branży?
ON : A kogo obchodzi konsument? Produkt trzeba im do gardła wciskać jak pokarm gęsiom na sztucznej hodowli. Czy ktoś normalny dziś wierzy w reklamy? W cudowne proszki, w dobre piwo od koncernów? Nie, kupują je natomiast setki tysięcy, jak nie miliony, ludzi. Dlaczego kupują? Ogranicza im się wybór poprzez reklamy, wciska się im to czego nie potrzebują, tworzy sztuczne potrzeby i pakuje się potem w te zaschnięte gardło cokolwiek, co klient rozpozna – a to z reklamy, a to z akcji w sieci. Łykają wszystko jak leci.
GM : Brzmi jak strategia z Biedronki, a nie dobry marketing?
ON : Żartujesz?
GM : Nie.
ON : Widać, że jesteś amatorem teoretykiem, który naczytał się książek o dobrych praktykach marketingu. Podpowiem tylko – to tak w Polsce nie działa. Liczy się efekt, a metoda jest mało ważna. Dlatego z jednej strony dostaniesz piękne reklamy o zaufaniu do marki, a z drugiej strony telefon od call center, gdzie wciska się ludziom wszystko, od darmowych badań lekarskich po superatrakcyjne ubezpieczenia. Oczywiście nikt nie kłamie, po prostu nie do końca mówi się o wszystkim, co jest związane z ofertą. I na koniec dnia, podsumowując efekty wszystkich działań, liczy się liczba sprzedanych produktów, wciśniętych umów czy sprzedanych kursów. Z nagród za dobrą kampanię marketingową cieszy się tylko agencja. Klient ma to w d…
GM : Brzmi to tak, jakbyś pracował kiedyś po stronie klienta.
ON : Bo pracowałem.
GM : I takie miałeś podejście do marketingu?
ON : Nadal nie rozumiesz, marketing czy reklama to tylko narzędzie do osiągnięcia celu, jakim jest generowanie zysku. Na prezentacjach marketingowych można sobie bajdurzyć o wizerunku marki czy jej wartościach. Potem jednak przechodzi się do tabel z liczbami sprzedaży. Jak jest sukces, to nikogo nie interesuje jak był osiągnięty (o ile zgodnie z prawem i bez przegięć)
GM : Wracając do twojej „agencji”, nie boisz się, że kiedyś przesadzisz?
ON : I co się stanie? Widziałem już przypadki, w których agencja przepraszała za swoje działania lub działania podmiotu z nimi związanego. Na końcu zawsze znajdzie się jakiś stażysta, na którego zrzuca się winę i tyle. Ile razy przy ujawnieniu szeptanek dana firma komentowała sytuację? Ktoś się przyznaje do winy? Komuś zależy na tym, aby takie sprawy do końca wyjaśniać? Przecież to internet.
GM : W swojej pracy współpracujesz z jakimiś mediami?
ON : Nie, nie ma takiej potrzeby – działam w miarę niezależnie od wszystkich.
GM : Dlaczego?
ON : Głupie pytanie, jak opisałem powyżej moja praca raczej powinna być poza pierwszym, a nawet drugim planem. Im mniej się o niej wie, tym lepiej.
GM : Wspomniałeś o Wykopie?
ON : To tylko narzędzie – bardzo dobre i duże – dzieciakami manipuluje się łatwo. Natomiast tam już rozgrywane są gry na innym poziomie – polityka.
GM: Podasz jakiś przykład?
ON : Nie będę tutaj nic konkretnego wskazywał – nie moja branża, nie moje zabawki. Każdy, kto zna ten serwis widzi jakich materiałów i poglądów jest tam najwięcej. Przypadek?
GM : Unikasz konkretów i przykładów – dlaczego zgodziłeś się na rozmowę ze mną?
ON : Taki kaprys miałem, nudzi mi się powoli ta zabawa. Zarabiam również w inny sposób i możliwe, że zamknę część „agencji” zajmującej się dbałością o wizerunek – lol.
GM : To co będziesz robił?
ON : Coś innego – nie interesuj się. [śmiech]
GM: Czy miałeś jakieś akcje, które się nie udały?
ON : Oczywiście – na stronach i w serwisach z dobrą moderacją, czasem tak bywało. Jest to jednak rzadkość, bo w 90% olewa się komentarze i cieszy się, że jest ich tak dużo.
GM: Da się na tym, co robisz, dobrze zarobić?
ON : Średnio. Agencje mają coraz mniej pieniędzy – coraz mniej chcą wydawać na takie działania, bo same się boją wpadek. Wolą kupić jakąś pozytywną szeptankę w agencjach studenckich, gdzie za komentarz płaci się grosze i idzie na ilość. Mój kunszt jest doceniany przez nielicznych. [śmiech]
GM : To dobrze.
ON : Co dobrze?
GM : No, że będzie coraz mniej takich agencji jak twoja.
ON : Nadal nic nie rozumiesz, takie działania nie znikną, będą tylko bardziej prostackie. W necie mamy coraz więcej baranów, nie trzeba już stosować wyrafinowanych zagrywek. Zobacz, co się dzieje, gdy ktoś wrzuca na FB fake’ową akcję z rozdawaniem telefonów – to przykład zbiorowej inteligencji. Trudno już nawet mówić o manipulacji, skoro zanika w ludziach funkcja samodzielnego myślenia.
GM : Smutne.
ON : Prawdziwe

Źródło: http://antyweb.pl/wywiad-profesjonalny-troll/
“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje