Author Topic: Psychologia rozwoju narodów - Gustaw Le Bon  (Read 941 times)

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • WyBudzony
  • *
  • Posts: 2 560
  • Reputacja: +12/-0
Psychologia rozwoju narodów - Gustaw Le Bon
« on: (Mon) 28.09.2015, 16:58:43 »
Psychologia rozwoju narodów - Gustaw Le Bon

Link do skanu w wersji pdf
Link do wersji rtf

Przedmowa Tłumacza.

Książka niniejsza zasługuje na uwagę już dlatego samego, że jest pierwszą w swoim rodzaju. Nie należy bowiem mieszać pracy Le Bon'a z dawnemi próbkami Filozofii Historyi, w których „Filozof da¬wał nauki moralne historykowi, okuwał ludzkość w ramki systemu, prawił o wyłanianiu się bezwzględnej idei w dziejach świata, o tajemnicy motywów stworzenia, o ostatecznym celu i przeznaczeniu rodu ludzkiego na ziemi". Jest to przeciwnie praca obserwatora psychologa, trzymającego się przeważnie w granicach dostępnych i dążącego tylko do wykrycia praw ogólnych na podstawie spostrzeżeń i porównań.
Kiedym przed laty kilkunastu użył wyrażenia „Psychologia Historyi", pojęcie to było nowem, i z góry nie można było liczyć na szybkie powstanie takiej nauki.
I dzieło Le Bon'a nie jest jeszcze całkowitą Psychologią Historyi — ale jest już pierwszą próbą „Psychologii rozwoju narodów", a więc najogólniejszą syntezą historyi cywilizacyi, opracowaną ze stanowiska psychologicznego.
Wiele jeszcze wody upłynie, zanim nagromadzone materyały pozwolą złożyć całość. Dotychczas są już wprawdzie studya nad psychologią narodów, jako typów etnograficznych, nad psychologią tłumów, wreszcie nad ogólną historyą cywilizacyi—ale wszystko to razem wzięte nie składa jeszcze takiego całokształtu, któryby pozwalał kronikarskie dzieje narodów i fazy dziejowe ich kultury ożywić psychologią dziejów. Jest ciało, ale brak mu jeszcze duszy.
Autor niniejszej książki niemałe w tym kierunku położył zasługi. Oprócz bowiem całego szeregu prac fizyologiczno - lekarskich, wydał kilka wielkich dzieł, poświęconych historyi cywilizacyi, podróżom i psychologii społecznej. Niniejsza, najnowsza jego praca, jest też ważnym krokiem naprzód w tej dziedzinie, a dla nas posiada nadto tę wielką zaletę, że w małej objętości streszcza zdobycze dzieł poprzednich i w śmiałym szkicu kładzie podwaliny nowej nauki. Czyta się jak romans, a zmusza do myślenia. Dziś, kiedy sprawy dotyczące wzajemnego do siebie stosunku narodów, są na porządku dziennym, kiedy, ulegając dawnej naszej chorobie, zaczynamy brnąć w wielką politykę bez dostatecznego przygotowania — odrobina głębszych danych nie powinna być źle widzianą. Nigdy nie zawadzi wziąć ze sobą strzelbę, wybierając się na polowanie.
To też przypuszczam, że myślący czytelnik będzie mi wdzięczny za ten przekład—ja przynajmniej wiele przy nim skorzystałem.
Mimo nieuniknionych w tak rozległem przedsięwzięciu braków, trzeba przyznać, że autor bogatą roz¬porządzał wiedzą, a właściwa francuzom jasność i barwność opowiadania nie opuszcza go ani na chwilę.
Nie uniknął tylko paru błędów zasadniczych, wypływających, jeżeli się nie mylę, z kierunku jego własnego rozwoju.
Gustaw Le Bon jest lekarzem, lekarzem francuskim, który wbrew obyczajowi swych współziom¬ków, bardzo wiele podróżował, i wbrew zwyczajowi przeciętnych podróżników, umiał z podróży prawdziwą korzyść wyciągnąć. Jako lekarz, patrzył na kwestye historyczne z nowego, oryginalnego punktu widzenia. Ale zarazem, właśnie jako lekarz, musiał przejść ową szkołę nieścisłości i szematyzmu, jaką stanowią dzisiejsze studya lekarskie, oraz zdobyć ową łatwość dyagnozy i prognozy, którą dzisiejsi lekarze raczej straszą, niż uspakajają pacyentów. I owe to szkolne wpływy odbiły się tu i owdzie w jego pracy.
Jako nie historyk z profesyi, Le Bon mógł innemi oczami patrzeć na dzieje i dojrzeć w nich to, czegoby nie dojrzał niejeden zatopiony w drobiazgach dziejopis; jako nie psycholog z profesyi, nie krępował się zbytecznie definicyami i przepływał fale dziejów pod żaglem to jednej, to drugiej szkoły; jako nie przyrodnik, lekko przeskoczył trudności, nastręczają¬ce się w klasyfikacyi; wreszcie jako lekarz, bystry a szczery, wykrył z łatwością chorobę, nurtującą dzisiejsze społeczeństwo, i — przyznał, że niema na nią lekarstwa.
Ale wszystko to czyni w sposób tak zręczny i bystry, a zarazem dosadny i ponętny, że można mu wybaczyć aforyzmy, niekiedy nie dość ścisłe lub za daleko sięgające.
Winienem tylko ostrzec czytelnika, że wiele terminów naukowych autor używa po swojemu. Tak np. „rasa" znaczy dla niego tyle co „plemię" i „naród" zarazem. Rozgraniczeń w tym względzie nie czyni żadnych, ponieważ dla niego rasy przyrodników są właściwie gatunkami, a dopiero narody lub plemiona, rasami.
Podobnież używając wyrazu charakter, nie odróżnia charakteru ogólnego, etnograficznego, od charakteru moralnego, w ścisłem znaczeniu tego wyrazu, którego to błędu jużby psycholog z profesyi nie popełnił. Pospieszam jednak dodać, że wykazanie przez Le Bon'a podstawowej roli charakteru w życiu narodów uważam za tak olbrzymio doniosłe w następstwach, że już to jedno okupuje różne wady.
Filozoficznie znów nieścisłem wydaje mi się jego pojęcie praw ogólnych, rządzących historyą. Autor miesza z jednej strony fatalizm z przyczynowością, a z drugiej dopuszcza przypadek — co nawet sprzecznem jest z własną jego tendencyą. Prawa bo¬wiem ogólne, albo są, a w takim razie obejmują i tak zwane „przypadki i szczególne zbiegi okoliczności", szczególne, tylko dzięki niedostateczności dziejowego oświetlenia i nieznajomości ogniw pośrednich — al¬bo też nie ma ich wcale. Filozoficznie nie mogę sobie wyobrazić dwoistego pojęcia dziejów, przy którem jedne zdarzenia były i być musiały, a inne „były, ale mogły nie być". Należy bowiem odróżniać prawa przyrodnicze lub psychologiczne, jako wyrazy jednego ogólnego prawa przyczynowości, któremu wszystko ulegać musi — od praw moralnych, etycz¬nych, politycznych, które człowiek sam sobie stwarza i których może nie słuchać.
A jeśli tak jest, to psycholog historyi nie powinien się wdawać w subiektywną krytykę dziejów. Dr. Le Bon zapomina niejednokrotnie, że stając na tak wysokiem stanowisku, z jakiego sądzi dzieje, należałoby się powstrzymać od pochwały lub nagany i objaśniać tylko przedmiotowo mechanizm historyi. Potępiać lub wysławiać wolno tym tylko, którzy przy¬znają się do jednej z panujących w danym okresie idei; kto zaś, jak autor, stara się wznieść ponad wszystkie, ten niema prawa potępiać żadnej. Czy to w kwestyi pojęć socyalistycznych, dążących do mię-dzynarodowego zbliżenia warstw pracujących; czy w kwestyi wierzeń religijnych, któremi człowiek sta¬ra się przeniknąć tajemniczą istotę wszechrzeczy; czy w kwestyi humanitarnych zasad równości, przy któ¬rych krytyce autor miesza ciągle ideę równości etno¬graficznej z ideą równości prawnej; czy w kwestyi idei narodowościowej, dążącej do wyodrębnienia na¬rodów, czy wreszcie w przejawiającym się również dzisiaj ruchu plemiennym, usiłującym zespolić już nietylko narody, ale plemiona i szczepy — psycholog widzieć powinien tylko ogniwa przejściowe jakichś dalszych, nieznanych nam przeobrażeń, których war¬tości ocenić nie możemy. Czynić ideę narodową odpowiedzialną za bankructwo Włochów, byłoby równie jednostronnem, jak zapisywać wyłącznie na jej benefis względnie wielkie bogactwo dzisiejszych Niemiec. Jeżeli zaś zjednoczenie Niemiec z jednej strony, a zjednoczenie Włoch z drugiej, odbija się boleśnie na obecnym stanie Francyi, to winić o to należy nie ideę narodowości za granicą, lecz raczej upadek charakterów w samej Francyi, który to upadek zresztą nasz autor z uznania godną bezstronnością zaznacza. A do upadku tego przyczyniło się, między innemi, wyparcie się wszelkich „mrzonek", z takim przeką sem wymawianych Napoleonowi III. Mrzonek nie ma dziś we Francyi — ale też niema wogóle szerszych ideałów — a z owej „nieuleczalnej międzynarodowej czułostkowości" wyleczyli się Francuzi tak dalece, że dzisiaj są czuli tylko dla siebie i kłaniają się tylko przed siłą. „Niebezpieczną" musi być każda społeczna idea dla kogoś. Idea narodowej jedności Niemców jest niebezpieczną dla Francuzów, jest niebezpieczną dla Słowian, a może się nawet stać groźną dla jednych i dla drugich. Ale w historyi nie mierzy się wartości zasady ilością strat, jakie ci lub owi na jej urzeczywistnieniu po¬nieść muszą.
Czy bezpieczniejszemi są zawsze małe państewka od wielkich, tegobym również nie rozstrzygał w każdym razie przytoczona między innemi przez autora Grecya nie okazała się bezpieczną....
Wreszcie, jeżeli wogóle jest jakiś ideał odległy, ku któremu ludzkość zmierza, to jest nim chyba zjednoczenie wszystkich ludzi w pracy i pokoju. Nie należy bowiem zapominać, że obok procesu różnico¬wania się, który Le Bon uwydatnił, istnieje także proces wprost przeciwny: zbliżania się ludzi do siebie, który niesłusznie pominął. A pytam się, jakim sposobem moglibyśmy kiedykolwiek dojść do owego odległego ideału łączności, gdyby się nie znalazły pierwej ogniwa przejściowe, takie, jak mię¬dzynarodowe łączenie się warstw pracujących, jak zlewanie się ludów w narody i jak łączenie się na¬rodów między sobą, na zasadzie idei plemiennej? Ile krwi przed tem popłynie — któż p.rzewidzi? Ale potępiać ideę narodową dlatego, że ofiar wymaga, byłoby równie bezpodstawnem, jak uważać ją za wieczną, i nie cieszyć się w duszy tą, nieskończenie jeszcze daleką epoką, w której znikną granice państw i każda jednostka będzie miała świat otwarty przed sobą; epoki, w której nikomu nawet nie przyjdzie do głowy, żeby swobodny rozwój języka, wiary, wiedzy, pracy wogóle, potrzebował być w jakikolwiek sposób krępowany!
Czv koniecznie mamv wracać zawsze do idei
nietolerancja? Czy niewątpliwy przyrost swobody indywidualnej w ostatnich wiekach ma się odwrócić na nowo, a bezustanne różnicowanie się jednostek i narodów, czyż ma się zakończyć powszechną niwelacyą i wytępieniem wybitniejszych osobisto¬ści?... Sądzę, ze autor w tym względzie wyszedł z oh psychologa i zabawi! się w historyozofa — o kilKa wieków zawcześnie. Kto dożyje — zobaczy; aie tvmczasem, nie wydaje mi się rzeczą dowiedzio-ną, że „historya w kółko się obraca".

Julian Ochorowicz.

Zobacz na:
Psychologia Socjalizmu - Gustaw Le Bon
https://forum.wybudzeni.com/index.php?topic=2131.0
Psychologia tłumu - Gustaw Le Bon
https://forum.wybudzeni.com/index.php?topic=418.0
“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje