Author Topic: Psychologia walki i dowodzenia  (Read 1885 times)

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • WyBudzony
  • *
  • Posts: 2 560
  • Reputacja: +12/-0
Psychologia walki i dowodzenia
« on: (Mon) 19.10.2015, 15:24:10 »
Psychologia walki i dowodzenia - Jerzy Cendrowski, Stefan Swebocki

Fragmenty z książki

1. DOZNANIA UCZESTNIKÓW WALKI
PRZEZYCIE ZAGROŻENIA


Każda wojna niesie z sobą zagrożenie. Stwierdzenie to dotyczy zarówno odległych wojen epoki Hannibala, jak wojen okresu napoleońskiego czy też kolejnych konfrontacji zbrojnych minionej wojny światowej. Odnosi się ono także do wszelkiej potencjalnej wojny przyszłości. Trzeba jednak stwierdzić, że natężenie oraz zasięg zagrożeń w każdej kolejnej wojnie podlega zasadniczym przemianom. Przemiany te wywierają istotny wpływ na zachowanie się żołnierzy w toku przygotowań do walki i w samej walce.
Można przeprowadzić rozważania, które ukażą dość charakterystyczne zróżnicowania zagrożeń w zależności od poszczególnych rodzajów sił zbrojnych, wojsk i służb. Czołgista spotka się z bronią pancerną i przeciwpancerną przeciwnika, wiązkami granatów ręcznych i ogniem piechoty, minami przeciwpancernymi i środkami zapalającymi, zawałami leśnymi i przeszkodami wodnymi. Pilot znajdzie przeciwnika w powietrzu i na ziemi, a dodatkowe zagrożenia wystąpią z przyczyny dużych prędkości lotów, niskich pułapów i trudnych warunków meteorologicznych. Marynarz ma dodatkowo do czynienia z żywiołem morskim i musi być przygotowany na zmagania z zagrożeniem, którego sprawcą jest nie tylko świadomy przeciwnik, ale także sztorm, mgła, lodowata woda itp. Analogiczny lub zbliżony ciąg rozumowania można stworzyć dla przedstawicieli różnych specjalności wojskowych.
Mimo iż żołnierz oswaja się z myślą o możliwości utraty życia, każdorazowo zagrożenie staje się głębokim doznaniem, pozosta-wiającym nierzadko długotrwałe ślady w jego psychice. W toku walki żołnierz wyrabia w sobie określony stosunek do działających zagrożeń. Jego pozytywne przystosowanie się do wymagań toczącej się walki wywołuje w nim, z jednej strony, pogardę śmierci, a z drugiej — zadziwiającą zdolność do przeprowadzenia subtelnych analiz umożliwiających prawidłową ocenę przeciwnika.
W książce słynnego obrońcy Stalingradu, W. Czujkowa, spotykamy takie stwierdzenia: „W swoich rozmyślaniach na pierwszym planie stawiałem szeregowca będącego głównym bohaterem wojny. To on przede wszystkim musi się spotykać z nieprzyjacielem oko w oko. Czasami zna on lepiej psychikę żołnie¬rza nieprzyjacielskiego niż generałowie śledzący ugrupowania bojowe przeciwnika z punktów obserwacyjnych. Szeregowiec zgłębia również charakter nieprzyjaciela. Podkreślam — zgłębia — ponieważ natura obdarzyła go rozumem, sercem oraz zdolnością nie tylko pojmowania woli swego dowódcy, lecz także samodzielnego oceniania sytuacji i zamierzeń przeciwnika" (4, 121).
Przeżywane zagrożenie wyostrza czujność żołnierza w walce, czyniąc go zdolnym do dokonywania poprawnych obserwacji oraz zupełnie adekwatnych uogólnień w procesie intensywnej pracy myślowej. Sytuacje bojowe rodzą swoistą „frontową inteligencję", rozumianą jako zdolność do właściwego rozwiązywania pro¬blemów na podstawie procesów sprawnego myślenia i doświad¬czenia bojowego.
W początkowej fazie uczestnictwa w walce zbrojnej brak tego doświadczenia powoduje, że nawet minimalne zagrożenie wywo¬łuje silne reakcje i dokuczliwe stany psychiczne. Przykład tego rodzaju można znaleźć w pamiętniku generała amerykańskiego G. S. Pattona:    spostrzegłem, że jakiś młody oficer i jego kierowca w dzikim pośpiechu wyskakują z jeepa .do rowu. Podszedłem do nich, aby dowiedzieć się, o co chodzi; powiedzieli, że nad nami leci nieprzyjacielski samolot. To była prawda, ale samolot leciał tak wysoko, że praktycznie rzecz biorąc był niesz¬kodliwy. Oto jeszcze jeden przykład nerwowości w pierwszej walce. Wskoczyli do wozu jeszcze prędzej, niż z niego wysko¬czyli" (24, 106).
Przeżycie zagrożenia staje się mniej dotkliwe dla żołnierzy os-wojonych z toczącą się walką i jej wymaganiami. Dlatego wszy¬scy doświadczeni dowódcy tak wielką wagę przywiązują do przy-słowiowego niemal „ostrzelania żołnierza". Prawdą jest, że w od-niesieniu do ewentualnej przyszłej wojny trudno jest dziś snuć przypuszczenia, jak będzie przebiegał ten proces „ostrzelania". Prawdą jest jednak i to, że w każdej minionej wojnie miał qn znaczenie olbrzymie. Trzeba więc zakładać, że i w wojnie przy¬szłej będzie odgrywał dużą rolę.
Wspomniane „oswojenie" się żołnierza z toczącą się walką zbrojną ułatwia najbardziej sukces bojowy, zwycięstwo nad nie¬przyjacielem. Doprowadza ono do swoistej metamorfozy, do cha¬rakterystycznego przeobrażenia się żołnierza. Ale i w sukcesach bojowych doświadczeni dowódcy dostrzegają negatywne zjawis¬ka psychologiczne, jeżeli bezpośrednio po odniesionym zwycięst¬wie w boju żołnierz zostanie pozostawiony samemu sobie — bez należytego nadzoru wychowawczego. W początkującym uczest¬niku walki zbrojnej skłonność do przeceniania zagrożenia rodzi się dość często i jest w pewnym stopniu wytłumaczalna. Z dru¬giej jednak strony — nagły, a zwłaszcza łatwy sukces bojowy prowadzi do niebezpiecznego zjawiska, które przez doświadczo¬nych dowódców frontowych zostało nazwane „rozmagnesowa¬niem psychicznym". Wynika stąd dla pracy wychowawczej wnio¬sek, że skrajności na wojnie są niepożądane i niebezpieczne.
WZMOŻONE POCZUCIE ODPOWIEDZIALNOŚCI
Wojsko jako organizacja, jako szkoła życia — pod względem swoich wewnętrznych stosunków międzyludzkich, ogólnych za¬sad funkcjonowania, zależności służbowych, charakteru obowiąz¬ków, sposobów wykonywania pracy, stosowania sankcji — jest specyficznym układem społecznym. W układzie tym poczucie od¬powiedzialności za czyny i słowa jest i musi być wyjątkowe, zwłaszcza w okresie wojny, kiedy to wojsko dysponuje w toku jej trwania tym, co dla narodu najdroższe — życiem jego oby¬wateli.
Dlatego od dowódców żąda się zdecydowanego działania i śmia¬łego podejmowania decyzji, ale są one zawsze obarczone mniej¬szym lub większym marginesem ryzyka. Stąd niekiedy wahania, które z psychologicznego punktu widzenia dają się łatwo wy¬tłumaczyć. Sytuacje bojowe ulegają szybkim i dynamicznym zmianom. Plan opracowany dzisiaj już jutro może się okazać nie¬przydatny, błędny. Matematyczne kalkulacje dotyczące stosunku sił mogą się okazać nieaktualne, jednostronne, a czasami wręcz
fałszywe. Ponadto z różnych stron padają sugestywne rady i po¬nętne propozycje. Trzeba niemałej siły charakteru, aby dowódca mógł spokojnie podjąć decyzję i wydać jednoznaczny rozkaz bo¬jowy.
Odpowiedzialność spoczywa na wszystkich uczestnikach walki zbrojnej — od szeregowego wykonawcy decyzji do dowódców najwyższych szczebli. Oczywiście zróżnicowany jest ciężar ga¬tunkowy tej odpowiedzialności. Stan psychiczny szeregowca w walce jest odmienny od stanu psychicznego dowódcy plutonu czy kompanii. Co innego bowiem jest dokładnie zrozumieć roz¬kaz bojowy i starać się możliwie najlepiej go wykonać, a co in¬nego podejmować decyzje, od których zależą losy całych zespo¬łów ludzkich oraz uzbrojenie, sprzęt i zaopatrzenie.
Wzmożone poczucie odpowiedzialności w walce powoduje, że ludzie zdobywają się na nadludzkie wysiłki i poświęcenie, do któ¬rego niekiedy wręcz nie nawykli. Oto obrazowy opis tego zja¬wiska we wspomnieniach radzieckiego oficera politycznego M. Po¬piela: „...natarcie to przede wszystkim wysiłek. Ciężki, krwawy, bojowy trud. Czołgiści na polu walki remontują swoje maszyny. Piechurzy... robiąc trzydzieści, czterdzieści, a nawet pięćdziesiąt kilometrów na dobę, zatrzymują się zaś po to tylko, żeby od no¬wa kopać ziemię. Kierowcy po trzy doby nie wychodzą z szofer¬ki. Łącznościowcy rozwijają i zwijają szpule i czołgają się wzdłuż przewodów w poszukiwaniu przerwanego miejsca. Lekarze, za¬taczając się ze zmęczenia, przez okrągłą dobę wydobywają kule i odłamki, amputują kończyny. Zasypiają w czołgu, w marszu, za kierownicą, ze skalpelem w rękach. Zasypiają na śniegu, w wilgotnym okopie, w leju od pocisku... Ale spać nie wolno. Odpoczynek może stać się twą zgubą, spowodować śmierć two¬ją lub śmierć ludzi, w ten czy inny sposób uzależnionych od cie¬bie" (25, 241—242).
TEMPO DZIAŁAŃ, WYSIŁEK I ODPORNOŚĆ PSYCHICZNA
Dynamiczne działania bojowe stanowią jeden z najpewniej¬szych elementów wszelkich sukcesów bojowych. Teza ta jest usprawiedliwiona nie tylko ogromnym zasięgiem i tempem dzia¬łań, które przewiduje dla operacji zaczepnych przemieszczanie się wojsk około stu kilometrów na dobę. Wynika ona przede wszystkim z postulowanej ruchliwości wojsk na polu walki — nie spotykanej w wojnach minionych. Dynamiczne rozpraszanie elementów ugrupowań bojowych, a we właściwych fazach walki sprawne ich koncentrowanie dla dokonania przełamania — to przedsięwzięcia dobrze znane z odbywanych ćwiczeń i manew¬rów.
Różnorodne kalkulacje marszowe, rozliczenia czasu na poszcze¬gólne etapy działań bojowych — zwłaszcza w natarciu — uwzglę¬dniają z całą wyrazistością czynnik czasu, w którym minuty, a nawet sekundy odgrywają istotną rolę. W dynamice walki pre¬cyzja tych kalkulacji stanowi nakaz podstawowy — istotny dla pomyślnego działania pododdziałów i oddziałów oraz dokładnego urzeczywistniania planu współdziałania z sąsiadami i oddziałami wspierającymi. W ewentualnej przyszłej wojnie starcia bojowe z przeciwnikiem będą przybierały postać częstych bojów i bitew spotkaniowych — o ich przebiegu i rezultacie będzie decydowa¬ła przede wszystkim szybkość działań, ich wysokie tempo. Do¬chodzimy zatem do konkluzji, iż żołnierz współczesny musi być także psychicznie przygotowany do tego wysokiego tempa.
Mówimy i piszemy o dużym rozmachu działań bojowych, o ich wysokim tempie. Jeżeli wojska mają w ciągu doby pokonać prze¬strzenie stukilometrowe, to przecież nie w niefrasobliwej „prze¬jażdżce" na transporterach opancerzonych i w czołgach. To ma być twarde zdobywanie terenu w walce, pokonywanie pól mi¬nowych i rejonów skażonych, forsowanie przeszkód wodnych po dnie przez załogi czołgowe i sprawne przechodzenie brodów, kon¬tynuowanie szybkiego marszu pod bombami lotniczymi i ostrza¬łem artyleryjskim, błyskawiczne znajdowanie obejść wokół zbu¬rzonych miast i osiedli, usuwanie zawał leśnych i zapór inżynie¬ryjnych, nieustanne rozwijanie się w terenie dla pomyślnego ro¬zegrania boju spotkaniowego i ponowne szybkie znajdowanie właściwego miejsca w ugrupowaniu marszowym dla kontynuo¬wania natarcia lub pościgu za nieprzyjacielem.
I oto mamy gąszcz zagadnień psychologicznych ujawniających się z całą ostrością w warunkach wzmożonego wysiłku frontowe-
 

go. Wymaga on od żołnierza wręcz heroicznego samozaparcia i ofiarności. Oto sugestywne zdania w książce Popiela wynikające z twardego bojowego doświadczenia: „Zasypują cię bombami — burzącymi, kruszącymi, zapalającymi — lecz ty trwasz. Strzela¬ją z armat, karabinów maszynowych, pistoletów maszynowych, karabinów — a ty trwasz. Zajdą z boku, celują z tyłu — lecz ty trwasz. Polegną towarzysze, dowódca nie żyje — ty trwasz. I nie tylko trwasz — bijesz wroga. Strzelasz z karabinu maszy¬nowego, karabinu, rewolweru, rzucasz granaty, idziesz na bag¬nety. Możesz bić się, czym chcesz — kolbą, kamieniem, butem, sztyletem. Tylko nie masz prawa cofnąć się. Cofnąć się choćby o krok..." (26, 166).
To trwanie wymaga od żołnierza odpowiednich zalet charak-terologicznych, które muszą być ukształtowane jeszcze przed jego wejściem do boju, do bezwzględnej i twardej walki. Ukształ¬towanie tych zalet wymaga z kolei wysokiego kunsztu wychowawczego i mistrzostwa psychologicznego od dowódców najniż¬szych szczebli dowodzenia, głównie zaś od dowódców kompanii i plutonów. Zaszczepić żołnierzom wolę wytrwania w walce, twardą wolę zwyciężania, poddać im to sugestywnym słowem i własnym przykładem osobistym — to rzecz niełatwa, ale nie¬odzowna. Dowódcy plutonu i kompanii potrzebna jest też do¬skonała znajomość ludzi powierzonych ich komendzie, aby nie dochodziło do rozczarowań, które na polu walki mogą się zakoń¬czyć dramatem.
DOZNAWANIE SILNYCH WRAŻEŃ
Człowiek dysponuje wyspecjalizowanymi receptorami, zwany¬mi w języku potocznym narządami zmysłowymi. Zadaniem tych receptorów jest odbieranie bodźców pochodzących od otaczające¬go środowiska materialnego lub wnętrza organizmu człowieka, przekształcanie tych bodźców w impulsy nerwowe i przesyłanie ich do ośrodkowego układu nerwowego. Dzieli się je zazwyczaj na dwie duże grupy: eksteroreceptory, które odbierają bodźce dochodzące do organizmu człowieka z zewnątrz, i interorecepto- ry, których zadaniem jest odbieranie bodźców z wnętrza orga¬nizmu człowieka. Te pierwsze są dzielone z kolei na telerecep- tory, czyli narządy zmysłowe działające „na odległość" (wzrok, słuch i węch), oraz kontaktoreceptory, czyli narządy zmysłowe działające przy bezpośredniej styczności ze źródłem bodźca (smak, dotyk, zimno, ciepło, ból). Te drugie natomiast dzieli się dalej na proprioreceptory, czyli narządy zmysłowe sygnalizujące każ¬dy ruch organizmu i jego położenie w przestrzeni (wrażenia rów¬nowagi i kinestetyczne, zwane też stawowo-mięśniowymi), oraz wisceroreceptory, których rola sprowadza się do sygnalizowania wrażeń ustrojowych pochodzących z poszczególnych organów lub biologicznych układów organizmu człowieka.
Każdy bodziec musi mieć odpowiedni stopień intensywności, jeżeli ma wywołać wrażenie. Dla naszych rozważań istotny jest tak zwany minimalny i maksymalny próg wrażeń. W pierwszym przypadku chodzi o ledwo dostrzegalne wrażenie, które wywołu¬je minimalny bodziec. Może to być stopniowe natężanie słabiut¬kiego dźwięku do momentu, w którym człowiek w ogóle ten dźwięk usłyszy. W drugim zaś przypadku chodzi o tak silne bodź¬ce, które już nie wywołują zmiany wrażenia, ale prowadzą z re¬guły do uszkodzenia receptora. Może to być np. huk po bardzo silnej detonacji, który doprowadza do uszkodzenia błony bęben¬kowej i wywołuje silny ból. Podobne progi — dolne i górne — zostały wyodrębnione dla każdego rodzaju wrażeń zmysłowych.
Doświadczenia wojen minionych wskazują, że żołnierze są w za¬sadzie nieustannie narażani na odbieranie bodźców maksymal¬nych, które powstają za sprawą oślepiających błysków, ogłusza¬jących eksplozji, przejmującego zimna lub bolesnych oparzeń itd. Dziwne, ale prawdziwe, że „starzy" żołnierze frontowi spali bez przeszkód nawet przy kanonadzie artyleryjskiej, a budzili się niespokojni, kiedy na froncie nastawała cisza.
Dowódcy pododdziałów powinni pamiętać o konieczności przy-stosowywania żołnierzy do silnych bodźców już w okresie szko¬lenia pokojowego. Stan tego swoistego „wytrenowania" może się okazać zbawienny w warunkach walki, jak wiadomo bowiem — niespodziewane a silne bodźce dźwiękowe i wzrokowe bywały w przeszłości bezpośrednimi sprawcami niekorzystnych zjawisk na polach bitew — do panik wojennych włącznie.
Doznawanie bardzo silnych wrażeń przez czas dłuższy prowa¬dzić może do dużego wyczerpania psychicznego żołnierzy. Ono z kolei doprowadza do swoistego znieczulenia. Żołnierze stają się jakby obojętni na kanonadę, bomby i pociski. W stanie skrajne¬go zmęczenia reagują na sytuacje niebezpieczne tak, jakby byli zupełnie pozbawieni nerwów i wrażliwości. To zmęczenie stępia ich instynkt samozachowawczy — w nieodpowiednim czasie wy¬chodzą z czołgów, wyskakują z okopów, przestają się kryć, po¬stępują nieostrożnie, narażają się bez oczywistej potrzeby.
Zdarza się niejednokrotnie, iż żołnierz jest czynnie uwikłany w wielogodzinną walkę. Natychmiast po zluzowaniu łub wypro¬wadzeniu go do drugiego rzutu — jeśli tylko warunki na to poz¬walają, musi on zaznać odpoczynku. Troska o ten odpoczynek jest jednym z podstawowych obowiązków służbowych dowódców pododdziałów na wojnie.
Z doznawaniem bardzo silnych wrażeń wiążą się oczywiście silne komponenty uczuciowe. Nie jest bowiem obojętne dla żoł¬nierza, na co patrzy na polu walki. Frontowy los nie szczędzi mu także wstrząsających widoków i dźwięków, które przeraża¬ją. W procesie wychowywania i szkolenia żołnierza warto więc rozsądnie stosować takie "środki pozoracji, które będą go wstęp¬nie hartowały psychicznie.

ZNOSZENIE NIEWYGÓD I TRUDÓW WOJENNYCH

Żołnierzowi frontowemu doby dzisiejszej nieobce są zupełnie wyjątkowe warunki, w jakich musi sprawnie działać. Należy do nich nie tak rzadkie — a niekiedy wręcz długotrwałe — biwakowanie pod gołym niebem i znoszenie kaprysów niepogody oraz zmiennego klimatu. Nierzadko trapi go głód, ponieważ manewrowe działania powodują często rozmijanie się pododdziałów z własnymi kuchniami polowymi. Nie lada problemem potrafi się stać dokuczliwe pragnienie, kiedy nawet najbardziej rzetelnie racjonowanej wody pitnej nie starcza dla wszystkich w dosta¬tecznej ilości.
Takich i podobnych sytuacji można przytaczać bez liku. Każda z nich stanowi dla psychologii wojskowej subtelne zagadnienie
badawcze. Nie można bowiem do wielu spraw doby dzisiejszej podchodzić w kategoriach Katechizmu rycerskiego A. Czartory¬skiego. Dziś żołnierze wykonują takie czynności, o jakich ryce¬rzom się nie śniło. Człowiek skacze z samolotu i — choć ufa swemu spadochronowi — przy każdym skoku przeżywa strach, a niekiedy wręcz załamanie. Człowiek ten znajduje się w sytua¬cji specyficznej i trzeba zrozumieć jego stan psychiczny. A po udanym skoku tenże spadochroniarz wykonuje zadania wyjąt¬kowej wagi — wiodąc przy tym żywot, powiedzmy łagodnie, co najmniej spartański.
Żołnierze zdobywają się na wielką ofiarność. Lenin pisał, że: „Przeświadczenie o tym, że wojna jest sprawiedliwa, świadomość konieczności oddania życia dla dobra swych braci podnosi du¬cha żołnierzy i nakazuje im znosić niesłychane trudności", po¬nieważ — „...uświadomienie sobie przez masy celów i przyczyn wojny ma ogromne znaczenie i zapewnia zwycięstwo" (20, 127). Tak więc sam fakt uczestniczenia w sprawiedliwej wojnie ma du¬że wartości mobilizujące.
W warunkach ewentualnej przyszłej wojny prawdopodobnie najbardziej typowe będzie działanie w małych grupach bojowych, w małych kolektywach żołnierskich. Z psychologicznego punktu widzenia działanie takie wyróżnia się swoiście spośród innych. Przede wszystkim każdy żołnierz staje wówczas przed koniecz¬nością ujawnienia wszystkich swoich umiejętności, które — od¬powiednio zsumowane — czynią nawet małą grupę bojową sa¬mowystarczalną, a na pewno w każdej sytuacji bitewnej bardzo groźną. Zresztą podobne sytuacje występowały w każdej wojnie, zwłaszcza w minionej wojnie światowej. Dlatego studiowanie doświadczeń z minionej wojny może przyczynić się w dużym stopniu do poprawnego przewidywania właściwości ewentualnej przyszłej wojny. W minionej wojnie bowiem walki toczyły się niejednokrotnie na szerokich frontach i nie tylko pododdziały, ale wręcz poszczególni żołnierze działali w pojedynkę, w odosob¬nieniu. Studia z tego zakresu powinny prowadzić do rozsądnych koncepcji programowego szkolenia wojsk i doskonalenia ich umiejętności.
Nigdy za wiele treningu i rozsądnie dawkowanej zaprawy mającej na celu przygotowanie kondycyjne żołnierzy do trudów wo-jennych. Dobrze przygotowany fizycznie żołnierz góruje za¬zwyczaj nad innymi także pod względem moralnym, psychicznym. Tę korelację wzajemną potwierdza bardzo wiele danych z doświadczenia, a nawet codzienne obserwacje prowadzone w toku pokojowego szkolenia wojsk. Dla dobra żołnierzy samych, dla dobra pododdziału nie należy tego zapominać.

OGRANICZENIE SWOBODY OSOBISTEJ UCZESTNIKÓW WALKI

Żołnierz wie o tym, że w wojsku nie może robić tego wszyst¬kiego, na co miałby ochotę. Większość czasu spędzonego w ko¬szarach podlega ścisłym ustaleniom natury służbowej. Dla wielu żołnierzy czas wolny okazuje się zbyt skąpy. Ale zwyczajowo w warunkach pokojowego życia garnizonowego pozostaje przy¬najmniej upragniona przepustka bądź dzień wolny od zajęć nio¬sący z sobą mniej lub bardziej atrakcyjne rozrywki. Dochodzi do tego taryfowy urlop, odwiedziny krewnych i znajomych oraz in¬ne podobne urozmaicenia.
Na wojnie natomiast niedziela ani żadne inne święto nie sta¬nowi usprawiedliwienia dla przerwania walki.
Swoboda osobista żołnierza jest z natury rzeczy ograniczona przez obiektywne warunki i okoliczności. Sytuacje bojowe nie układają się w myśl pragnień i najlepszych oczekiwań.
Frontowe „kwatery"' żołnierskie nie przypominają w niczym komfortu, jaki w warunkach pokojowych nieobcy jest niejedne¬mu pododdziałowi. Ale i sfera swobodnego poruszania się jest skrajnie ograniczona. To nie tylko pola minowe i przeszkody róż¬nego rodzaju stają w poprzek możliwościom uprawiania „tury¬styki". Wymagają tego względy nadrzędne: od prozaicznej po¬trzeby nieustannego pozostawania w miejscu stacjonowania ma¬cierzystego pododdziału począwszy, a na kwestiach związanych z maskowaniem taktyczno-operacyjnym skończywszy.
Całymi dniami, tygodniami, a nawet długimi miesiącami żoł¬nierz ma do czynienia z tymi samymi towarzyszami. Cały swój skromny dobytek frontowy ma przy sobie — w zasięgu ręki. Proste czynności mogą się naraz niesamowicie skomplikować.
Trzeba zrezygnować z drobnych przyzwyczajeń lub słabostek wyniesionych z cywila, a tak uprzyjemniających niejednemu ży¬cie.
Kwestia ograniczenia swobody osobistej żołnierza frontowego wiąże się z nader ważną sprawą kształtowania się kolektywu bo¬jowego, wtapiania się żołnierza w społeczność frontową. I tu wyłania się problem zachowania indywidualności każdego czło¬wieka. Chodzi o to, by 'człowiek w mundurze nie stał się istotą bezimienną.
Na zagadnienie to zwracali uwagę również co trzeźwiejsi do¬wódcy zachodni. Np. D. D. Eisenhower napisał następujące słowa: „żołnierz walczący pragnie uznania; chce wiedzieć, że jego cier¬pienia i trudności znane są również innym i że są przypuszczalnie we właściwy sposób oceniane. Nic go tak nie raduje, jak odna¬lezienie życzliwej wzmianki w prasie o swym batalionie, pułku czy dywizji. Przykrywanie wszystkiego płaszczem anonimowości pozbawia żołnierza tej satysfakcji i wcześniej czy później prze¬kształca się w jawnie wyrażane niezadowolenie" (5, 407). Dobrze się zatem stało, że w naszej armii został wypracowany system in¬formowania nie tylko o batalionach i pułkach, ale i o pojedyn-czych żołnierzach. Warto ten system rozwijać i doskonalić, skoro tkwi w nim taka siła wychowawcza.

WZMOŻONY NIEPOKÓJ

Różne sytuacje wojenne i zdarzenia frontowe wywołują w żoł¬nierzach stany wzmożonego niepokoju. Przyczyna tego niepo¬koju tkwi głównie w zagrożeniu i jego konsekwencjach. Tam gdzie giną ludzie, trudno zdobyć się na całkowity spokój i pełne opanowanie. Dramatyczne przeżycia żołnierzy frontowych mogą prowadzić do psychicznego wyczerpania, kryzysów i załamań. Troską dowódców pododdziałów musi być wyzwalanie w żoł¬nierzach takich stanów psychicznych, które będą tego rodzaju kryzysom skutecznie zapobiegały i łagodziły ewentualne skutki tak zwanych „zespołów wyczerpania walką".
Na bardzo istotne zagadnienie zwracają uwagę następujące ref¬leksje Popiela: „Przy drodze, przed wjazdem do batalionu me- dyczno-sanitarnego, dokąd udałem się po przesłuchaniu jeńców, kopano wielki dół. Zainteresowałem się, po co? Odpowiedziano mi, że to bratnia mogiła. Było to pierwsze, co rzucało się w oczy każdemu rannemu. Z jakimiż uczuciami pójdą się leczyć" (26, 118). Tę samą kwestię znajdujemy u Pattona, choć już ujętą w postaci kategorycznego nakazu: „Nie umieszczać cmentarzy w miejscu, gdzie mogą je dostrzec przybywające na front uzu¬pełnienia. Ma to bardzo zły wpływ na morale żołnierzy, nawet jeśli dodaje chwały służbie pogrzebowej" (24, 312). Obie wyżej przytoczone wypowiedzi wskazują na chęć zaoszczędzenia żoł¬nierzowi niepotrzebnego niepokoju. Wynika stąd ważny wniosek psychologiczny, iż procedura grzebania poległych wymaga dok¬ładnych przemyśleń, jeżeli nie ma się przyczyniać do wywoły¬wania w żołnierzach dokuczliwego niepokoju.
Oczywiste jest, że żołnierza niepokoi nie tylko fakt zagroże¬nia jego własnego życia i zdrowia. Dotkliwy potrafi być jego nie¬pokój o losy bliskich osób pozostawionych na tyłach, zwłaszcza gdy brak jakichkolwiek wiadomości o ich sytuacji. Zdarza się czasami, że do żołnierza docierają różne wieści o bombardowaniu rodzinnej miejscowości, w której pozostali jego najbliżsi. Do chwili otrzymania wieści z domu żołnierz żyje w stanie silnego napięcia. Stan tego wewnętrznego niepokoju będzie próbował po¬głębiać przeciwnik poprzez różnorodne chwyty z repertuaru woj¬ny psychologicznej. Zrozumiałe zatem się staje stwierdzenie, iż list do frontowego żołnierza ma wielkie znaczenie mobilizujące, a listonosz frontowy jest dla tego żołnierza jednym z najbardziej pożądanych gości w rejonie dyslokacji pododdziału.
Niepokój żołnierza wzmaga się w obliczu nowych zjawisk na polu walki — nieznanego sprzętu bojowego wprowadzanego przez przeciwnika czy też nowych form walki zmuszających żołnierza do postępowania innego niż wyuczone. Takie nowe nieoczekiwa¬ne zjawiska potęgują niepokój i osłabiają pewność siebie. Żoł¬nierz walczy, ryzykuje własnym życiem, ale ze wszystkich sił pragnie je zachować, pragnie przetrwać. I znów rodzi się nie¬pokój, czy jego postępowanie nie będzie asekuranckie, czy nie zostanie przez towarzyszy walki poczytane za tchórzostwo, któ¬rym się pogardza. Stwierdzono ponad wszelką wątpliwość, że
obawa przed zarzutem tchórzostwa jest potężnym czynnikiem mobilizującym aktywność żołnierza w walce. Wewnętrzne zma¬gania żołnierza z samym sobą są jednak niekiedy bardzo trudne i złożone. Rzeczą dużego kunsztu psychologicznego jest umie¬jętność przyjścia żołnierzowi z taktowną pomocą w tej dziedzi¬nie. Taka umiejętność stanowi o klasie i moralnej wartości do¬wódcy pododdziału, a pamiętać warto i o tym, że o takiej po¬mocy żołnierz nigdy nie zapomina.
Niepokój frontowy przybiera nieraz postacie zadziwiające i dla człowieka postronnego trudne do zinterpretowania. Żołnierz ran¬ny potrafi się usilnie przeciwstawiać ewakuacji, powodowany właśnie niepokojem o to, że utraci kontakt z macierzystym pod¬oddziałem, z kolegami frontowymi, dowódcami, których dobrze poznać zdążył i polubił.
Niepokój, o którym mowa, bywa zróżnicowany. Zrozumiałe, że czym innym niepokoi się szeregowy wykonawca decyzji w to¬ku walki, a czym innym zaprząta swój umysł dowódca plutonu i kompanii. Troska dowódcy skupia się przede wszystkim na dą¬żeniu do wręcz idealnego wykonania zadania bojowego, na po¬szukiwaniu możliwości uniknięcia niepotrzebnych strat, zabiega on o stały dopływ amunicji, żywności, wody, materiałów pęd¬nych i wszystkiego, co jest niezbędne do prowadzenia walki. Nie¬pokoi go brak dostatecznych danych do podejmowania trafnych decyzji w szybko zmieniających się warunkach walki. Szcze¬gólnie kłopotliwe się stają sprawy ewakuacji niezdolnych do dalszej walki żołnierzy, bo pociągają one za sobą konieczność uzupełniania pododdziału, co z kolei wywołuje nowy niepokój o postawy i zachowanie się w walce nowych żołnierzy z uzupełnień.
W procesie szkolenia i wychowywania żołnierzy w pododdzia¬łach psychologicznym nakazem staje się potrzeba wypracowania takiego modelu działania, który może skutecznie zapobiegać nie¬potrzebnym niepokojom, wprowadzać ład i racjonalny porządek do precyzyjnych działań ludzi w stanach maksymalnych zagro¬żeń. Sprawa ta wymaga rzetelnych, a jednocześnie dobrze prze¬myślanych treningów zróżnicowanych dla każdego rodzaju sił zbrojnych, rodzaju wojsk i służb.


KONIECZNOŚĆ ZADAWANIA ŚMIERCI

Siły zbrojne dysponują środkami gwałtownymi, śmiercionoś¬nymi i powszechnie wiadomo, że w czasie wojny czynią z nich możliwie najbardziej efektywny użytek. Skuteczność tych śmier¬cionośnych środków stale rośnie i się potęguje. Siła ognia dy¬wizji zmechanizowanej przewyższa współcześnie kilkunastokrot¬nie siłę ognia dywizji piechoty z okresu II wojny światowej. Po¬jedynczy żSłnierz dysponuje obecnie potężnymi środkami nisz¬czenia i rażenia. Nawet pododdziały są zazwyczaj zdolne do sa¬modzielnego podejmowania złożonych zadań.
Te i podobne okoliczności wpływają na powstawanie zupełnie nowych wyobrażeń o ewentualnym przyszłym polu walki. Na¬wet bowiem działania bojowe prowadzone tylko środkami kon¬wencjonalnymi będą przebiegały w warunkach radykalnie róż¬niących się od tych, które występowały w drugiej wojnie świa¬towej. Pojawiły się w skali masowej wojska rakietowe, a słynne katiusze doczekały się wielu groźnych „krewniaków". Zdążyły nam niemal spowszednieć samoloty bojowe latające z prędkoś¬ciami naddźwiękowymi. Pojawiły się śmigłowce i samoloty pio¬nowego startu, które uwalniają lotnictwo od trudnego problemu stałych lotnisk. Radiolokacja i rakiety dokonały rewolucyjnych zmian w zakresie obrony przeciwlotniczej. Weszły w użycie nok¬towizory, które powodują, że noc przestała być tradycyjną przer¬wą w walce zbrojnej. Coraz powszechniej wykorzystywana jest telewizja dla rozpoznania i kierowania walką. Ogromny postęp jest widoczny w wojskach łączności, chemicznych, inżynieryj¬nych. Pojawiły się liczne nowe specjalności wojskowe — nie znane w wojnach minionych.
Te przykładowo wymienione zmiany pozwalają przypuszczać, że nawet tak zwana wojna konwencjonalna miałaby charakter odmienny od wojen przeszłości. Przy szerokim korzystaniu z doś¬wiadczeń tych wojen każdy dowódca pododdziału musi czynić nie lada wysiłki, aby w świadomości swych podwładnych wytwo¬rzyć możliwie wierny obraz przyszłego pola walki. Realizm my¬ślenia i działania oraz umiejętność przewidywania to dwie nad¬zwyczaj ważne okoliczności, które muszą nieustannie towarzyszyć procesowi pokojowego szkolenia i wychowywania wojsk.
Prawdą jest, że żołnierz w walce ryzykuje swoim życiem i gi¬nie w potrzebie. Ale prawdą nadrzędną jest to, że ma on przede wszystkim trwać, czynić właściwy użytek z posiadanej broni i sprzętu bojowego, zadawać przeciwnikowi możliwie największe straty.
Żołnierz, aby uniknąć śmierci, musi dążyć do zniszczenia źródła zagrożenia. Źródłem tego zagrożenia, jego sprawcą jest nieprzyja¬ciel. Prosty stąd wniosek, iż na wojnie celem działania żołnierza jest niszczenie sił żywych przeciwnika. Dramatyczne potwierdze¬nie tej tezy pozostawiły nam wojny minione.
Zmagania bojowe mają swoją najostrzejszą wymowę psycholo¬giczną tam, gdzie dochodzi do bezpośredniego starcia zbrojnego, a więc na szczeblu najniższym. Tam są podejmowane najbardziej drastyczne decyzje, wynikające z błyskawicznie dokonujących się zmian w warunkach walki i stosunkach sił — tych fizycznych i tych moralnych. Tam żołnierz i jego bezpośredni przełożeni rzadko mają do czynienia z kolorowymi znakami umownymi na mapie. Tam najczęściej do głosu dochodzi pistolet maszynowy i granat ręczny, bagnet i kolba karabinu, a w skrajnej potrzebie także zęby i paznokcie.
Tragizm walki zbrojnej tkwi właśnie w konieczności zabijania, która nie wynika przecież z naturalnych skłonności człowieka (choć teorie militarystyczne chętnie takim pseudonaukowym argumentem szermują). Odnosi się to szczególnie do wszystkich armii obozu socjalistycznego, którym obce są jakiekolwiek cele agresywne, napastnicze, a tym bardziej ludobójcze. Wojna jest kontynuacją polityki i kieruje się swoimi prawami. Ponieważ cele państw imperialistycznych były i zawsze są obce wszystkiemu, co humanitarne, w armiach imperialistycznych terror i bestialstwo stały się zalegalizowanymi metodami postępowania. W obliczu tego rodzaju faktów oczywistych do rangi doniosłego problemu wychowawczego i szkoleniowego urasta potrzeba właściwego przygotowania naszych żołnierzy do pełnienia funkcji w siłach zbrojnych.

(...)

WYSZKOLENIE ŻOŁNIERZY

Ideowe i moralno-psychologiczne przygotowanie żołnierzy do udziału w walce zbrojnej nie wyczerpuje sprawy.
W pracy dowódczej, instruktorskiej i wychowawczej w pod¬
oddziałach należy stale eksponować problemy umiejętności spe-cjalistycznych żołnierzy, ich wykształcenia wojskowego, a w wa¬runkach wojny także doświadczenia bojowego. Wysokie umie¬jętności są szczególnie pożądane w specjalnościach technicznych. Wiadomo bowiem, że np. mierny operator stacji radiolokacyjnej wykryje na ekranie swego wskaźnika cel powietrzny, ale poda o tym celu niewiele mówiące dane. Dobry natomiast operator potrafi z tych samych zobrazowań radiolokacyjnych „wyczytać" subtelne dane o charakterze celu powietrznego, jego składzie i nie „zgubić go" na tle odbić od przedmiotów miejscowych.
Spontanicznie rozwijający się ruch przodownictwa i współza-wodnictwa w naszych pododdziałach, zdobywanie kolejnych spe-cjalności wojskowych, wprowadzanie w życie zasady zamienności funkcji — wszystko to musi sprzyjać doskonaleniu sprawności bojowej pododdziałów. Ma to szczególne znaczenie dla funkcjo¬nowania małych kolektywów technicznych — załóg, obsług, dzia- łonów, sekcji i zespołów. Wiadomo też, że np. grupy dywersyj- no-rozpoznawcze działają jako samodzielne i samowystarczalne zespoły bojowe, w których mistrzostwo specjalistyczne żołnierzy decyduje o sukcesie. Wiadomo także, że bywają zespoły, w któ¬rych właściwe przygotowanie fachowe specjalisty może mieć decydujący wpływ na bezpieczeństwo pozostałych członków ze¬społu, jak np. w składzie załogi okrętu podwodnego czy samo¬lotu bombowego.
Zrozumiałe, że w warunkach szkolenia wojsk w czasie pokoju trudno jest przewidzieć te wszystkie okoliczności, które mogą się okazać korzystne lub zgubne na polu walki. Weźmy dla przy¬kładu wspomnienia wybitnego dowódcy radzieckiego A. Jere- mienki na temat walki piechoty z czołgami: „W okresie poko¬jowym uczyliśmy naszą piechotę kryć się przed czołgami w re¬jonach przeciwpancernych lub w szczelinach i okopach, jeśli je wykopano, oraz przepuszczać czołgi, aby następnie zniszczyła je artyleria przeciwpancerna, własne czołgi i inne środki przeciw¬pancerne. Piechota miała jedynie odcinać od czołgów piechotę nieprzyjaciela i ją niszczyć. W wyniku tego niewłaściwego szkolenia piechota okazała się zupełnie nie przygotowana do aktyw¬nej walki z czołgami" (9, 43).
Z dotychczasowych rozważań wynika już niezbicie wniosek, iż właściwe wyszkolenie żołnierzy stanowi ważny psychologiczny czynnik walki zbrojnej, w którym manifestuje się wiara żołnie¬rza we własne siły i umiejętności. ^Viara ta pozbawia żołnierza z kolei deprymującego poczucia niższości wobec przeciwnika i utwierdza go w przekonaniu, że może polegać na sobie i na zespolonych siłach macierzystego pododdziału. Dobrze wyszkole¬ni żołnierze ujawniają wiele własnej inicjatywy i pomysłowości, stają się prawdziwymi wynalazcami frontowymi. Potrafią zasko¬czyć oryginalnością rozwiązań taktycznych, nad którymi głowi¬łyby się długo i bezskutecznie potężne mózgi sztabowe. Wiele dowodów na poparcie takiej tezy dają rezultaty wojskowego ru¬chu racjonalizatorstwa i wynalazczości, przyczyniające się do doskonalenia procesu szkolenia w czasie pokoju. Na wojnie na-tomiast finezyjne zasady taktyki walki strzelców wyborowych zostały wypracowane i były wciąż doskonalone przez nich sa¬mych. Zwiadowcy wypracowywali własne niezawodne metody zdobywania „języka". Saperzy dokazywali cudów zręczności, wy¬konując zadania z pozoru niemożliwe do wykonania. Wiele przykładów tego rodzaju podaje literatura wspomnieniowa.

DOŚWIADCZENIE DOWÓDCÓW

Doświadczenie dowódców w warunkach działań wojennych ma ogromne znaczenie dla sił zbrojnych i narodu. Żołnierz chce wie¬rzyć, że dowodzi nim człowiek, 'który reprezentuje wysoki po¬ziom fachowy, cieszy się wielkim autorytetem moralnym, ma cechy osobowości prawdziwego dowódcy frontowego. Ta wia¬ra potrafi zmobilizować żołnierzy i stać się w konsekwencji źródłem ich sukcesów bojowych. Szkoła oficerska nie da swe¬mu absolwentowi wyczerpującej „mądrości" dowódczej. Na te¬mat ten wypowiadali się liczni wybitni dowódcy. Oto twierdze¬nie M. Frunzego: „Teoria wojenna nie może dać dowódcy żad¬nego gotowego, szablonowego rozwiązania; może ona jedynie stanowić zasadę przewodnią, kierowniczą" (6, 220). Jeszcze bar¬dziej konkretne są wskazówki Czujkowa z lat II wojny świato¬wej: „Nie trzymajcie się przyjętych zasad, jak ślepy ściany. Za¬sady trzeba znać, studiować, powtarzać, ale najważniejsze jest to, by wiedzę swą umiejętnie stosować uwzględniając konkretną sytuację" (4, 330).
Zdarzały się dość często sytuacje, które nie potwierdzały tezy iż dobry organizator szkolenia z okresu pokoju będzie także dob¬rym dowódcą frontowym. Wszystkie armie znają przykłady tego rodzaju przykrych niespodzianek.
Bywało, że świetny dowódca pododdziału lub oddziału z okre¬su pokoju zawodził nawet w mało skomplikowanych sytuacjach bojowych. Ostry język żołnierski ukuł nawet określenie: „boha¬ter defilad i parad". Dla sprawiedliwości trzeba jednak wskazać i na inne zjawisko, a mianowicie znane we wszystkich armiach przypadki pozbawiania funkcji dowódczych dobrych dowódców frontowych nazajutrz po zakończeniu wojny. W stosunku do ta¬kich używano określenia „partyzant" — oczywiście w ujemnym znaczeniu tego słowa. Sprawy są więc złożone i nie dają się nie¬zawodnie „poszufladkować".
Wojna doby współczesnej wymaga od dowódców przede wszy¬stkim umiejętności panowania nad „duchem" oddziału i znajo¬mości zasad prowadzenia działań bojowych oraz broni używanej w toczącej się walce. Od dowódców oczekuje się wysokich kwa¬lifikacji fachowych i mistrzostwa w zakresie swojej specjalności wojskowej. Dowódca musi być człowiekiem o dużej inteligencji, by potrafił każdą sytuację umiejętnie wyzyskać dla osiągnięcia sukcesu bojowego i po mistrzowsku posługiwać się wszystkimi rodzajami współczesnego uzbrojenia.
W procesie sposobienia się do udziału w przyszłej ewentual¬nej wojnie bardzo ważne jest korzystanie z doświadczeń wojen minionych, a szczególnie drugiej wojny światowej. Nie wolno jednak ulegać „fetyszom" i kurczowo trzymać się starych wzo¬rów. Taka praktyka mści się niekiedy okrutnie. Stereotypowe wzorce bywają zazwyczaj ponętne i kuszące, ale prawdziwy do¬wódca musi umieć się od nich wyzwolić i wziąć pod uwagę fakt dynamicznego rozwoju środków i sposobów walki. Poważną przestrogę zawierają wspomnienia A. Gorbatowa, w których jest mowa o tym, że „...ten etap wojny, kiedy wielu naszych dowód¬ców uczyło się, jak nie należy walczyć, czyli innymi słowy, jak trzeba walczyć, trwał długo. Powolność, z którą przyswajano sobie tę naukę, choć każdy widział jej krwawe skutki — była wynikiem jeszcze przedwojennych warunków, pod których wpły¬wem kształtowała się umysłowość dzisiejszych dowódców" (8, 180).
Doświadczonych dowódców zawsze ceniono wysoko. Wybitni wodzowie odnosili się z szacunkiem do doświadczeń swoich podwładnych. Wiedzieli bowiem, że takim podwładnym wystarczy postawienie zadania bez szczegółowych instrukcji i przydzie¬lenie środków do jego wykonania. W warunkach swobody w zakresie realizowania zamiaru walki swego przełożonego tacy pod¬władni potrafili zadziwić swoje otoczenie oryginalnością koncepcji, śmiałością decyzji, zuchwałą pomysłowością.
Armie socjalistyczne mają swoje dobre wzorce postępowania w tej dziedzinie. Ale nie zaszkodzi ciągle pytać, czy wszystko, co niezbędne, zostało już osiągnięte, czy wciąż jeszcze nie przeszkadzają nam skłonności do nadmiernego odgórnego ingero¬wania w uprawnienia dowódcze niższych przełożonych. Odpowiedzi na tego rodzaju pytania mają doniosłe znaczenie dla usprawnienia dowodzenia wojskami.

(...)

1. STRACH W DZIAŁANIACH BOJOWYCH
W języku potocznym używa się wielu określeń na oznaczenie stanów uczuciowych ludzi działających w stanie zagrożenia. Mó¬wi się więc o niepokoju, rozterce, płochliwości, pierzchliwości, obawie, lęku, strachu, przestrachu, trwodze, popłochu, przeraże¬niu, panice, tchórzostwie itp. Poiyeważ strach towarzyszy wielu działaniom ludzi, żywe zainteresowanie tym swoistym stanem uczuciowym jest zupełnie zrozumiałe i uzasadnione. Zaintereso¬wanie to jest wyjątkowo duże w wojsku, ponieważ niebezpieczeń¬stwo utraty życia, groźba okaleczenia czy doznania nieznośnego cierpienia powodują, że z punktu widzenia pojedynczego żołnie¬rza udział w walce zbrojnej jest wyczerpującym przeżyciem psy¬chicznym.
Strach i niepokój są wywoływane przez te bodźce, które wskazują na istnienie obiektywnego zagrożenia. Mogą one w du¬żym stopniu utrudniać osiąganie sukcesów w walce i pomyślną realizację zadań bojowych. Żołnierze powinni być przygotowani do odpowiedniego postępowania w sytuacjach, którym towarzy¬szy zagrożenie, a dowódcy z kolei powinni posiąść umiejętność stosowania specjalnych środków i zabiegów umożliwiających opa¬nowanie odruchów lękowych. W przeciwnym razie walka może wywoływać groźne reakcje zarówno ze strony pojedynczych, niedoświadczonych żołnierzy, owładniętych strachem, jak i ca¬łych pododdziałów oraz oddziałów.
Wiadomo powszechnie, że tchórzostwem zawsze pogardzano. Świadomość tego faktu powoduje, iż obawa przed zarzutem tchórzostwa skłania niejednokrotnie żołnierzy do pozytywnego działania w walce. Istnieje wiele cennych nauk, które te trudne problemy stawiają na właściwej płaszczyźnie. Jedna z nich za¬wiera się w twierdzeniu M. Kalinina: „...śmierć jest stokroć lep¬sza niż tchórzostwo, dezercja i zdrada, które są największą hań¬bą. Trzeba to wpoić tak, aby człowiek zrozumiał, że jeśli prze¬jawi te odrażające cechy, a naród dowie się o nich — to ściągnie na siebie taką pogardę, że lepiej już byłoby umrzeć" (10, 211).
Żołnierze narażeni na działanie obiektywnego niebezpieczeń¬stwa mogą zdradzać skłonności do ucieczki z pola walki. Może się również zdarzyć, że trudny do opanowania strach przykuje ich do ziemi i żadne środki perswazji ani nacisku nie będą do¬statecznie skuteczne dla wywołania pożądanej zmiany w ich za¬chowaniu. Jeżeli nawet nie powstaną tak skrajnie negatywne sy¬tuacje, to może się zdarzyć, że żołnierzy do tego stopnia obez¬władni strach, że nie będą mogli należycie wykonywać nakaza¬nych zadań bojowych.
Aby umieć panować nad sytuacją w swoim pododdziale, do¬wódca powinien wiele wiedzieć o tych uczuciach pierwotnych, do których między innymi zwykło się zaliczać strach.
Czy strach jest zjawiskiem powszechnym? Czy wszyscy ludzie przeżywają strach i doznają tego przykrego uczucia? Na takie i podobne pytania trzeba znaleźć jednoznaczną odpowiedź. Od¬powiedź taka istnieje i brzmi następująco: każdy normalny czło¬
wiek, który działa w stanie uśmiadomionego zagrożenia, przeży¬wa strach. Warto to twierdzenie zapamiętać. Warto też uzmysło¬wić sobie, że przeżywanie strachu jest do pewnego stopnia zja¬wiskiem pozytywnym. W warunkach niebezpiecznych, zagraża¬jących życiu i zdrowiu człowieka, pojawia się strach jako ko¬rzystny i mobilizujący sygnał biologiczny. W wielu wypadkach mobilizuje on organizm człowieka do zwalczania grożącego mu niebezpieczeństwa.
Strach bywa szczególnie dokuczliwy w początkowej fazie woj¬ny, kiedy to żołnierze nie oswoili się jeszcze ze zjawiskami pola walki, nie mieli jeszcze możliwości pozytywnego przystosowania się do warunków i wymagań toczącej się wojny. Potwierdzenie tej tezy znajdujemy w licznych wspomnieniach uczestników mi¬nionej wojny. Są w nich silnie akcentowane zjawiska nadmier¬nego niepokoju wśród młodych żołnierzy, przykłady krążenia niekiedy wręcz bezsensownych pogłosek, emocjonalne reakcje na nikłe nawet objawy zagrożenia itp. Okrzyk: „Czołgi!" potrafił nieledwie paraliżować całe pododdziały. Nie tylko żołnierze, ale i nie ostrzelani oficerowie zbyt nerwowo reagowali na niektóre zaskakujące zjawiska na polu walki i siali przez to niepokój, de¬moralizowali swoich podwładnych.
Na czym polegają te nerwowe, wyżej wspomniane, reakcje? Jak można je rozpoznawać? Czy są znane takie zewnętrzne lub wewnętrzne objawy psychofizjologiczne — niezależne od woli człowieka — które świadczą wyraźnie o tym, iż dany człowiek przeżywa w danej chwili strach? Liczne badania w tej dziedzinie doprowadziły do ustalenia tzw. list fizjologicznych symptomów strachu. Wśród tych symptomów wymienia się te, które najczęściej towarzyszą ludziom działającym w stanie zagrożenia.
Oto lista francuska, podająca częstotliwość, z jaką powtarzają się różne fizjologiczne i psychologiczne objawy związane z odczuwaniem strachu przez uczestników walki zbrojnej.



Obie przytoczone listy ukazują fizjologiczne i psychologiczne symptomy strachu w kolejności odpowiadającej częstotliwości ich występowania. Ponieważ sporządzone są na podstawie wypowie¬dzi pytanych żołnierzy, stąd ich niedoskonałość. Istotę strachu pojmuje jednak najlepiej ten człowiek, który sam strach przeżył, gdyż wie, czego się bał, oraz zna przyczynę strachu. Nie wia¬domo jednak, ilu pytanych żołnierzy postanowiło ukryć to, co rzeczywiście przeżywali w sytuacjach niebezpiecznych w walce.
Należy pamiętać, że relacje słowne dotyczące przeżyć ludzi działających w stanie obiektywnego zagrożenia są subiektywne. Badania w tej dziedzinie są naprawdę trudne, gdyż wewnętrzne stany uczuciowe są zazwyczaj trudno dostępne dla osób z ze¬wnątrz. Rzetelność informacji jest najczęściej uzależniona od dobrej woli odpowiadającego. Wiadomo zaś — i to jest naturalne, to daje się wytłumaczyć z psychologicznego punktu widzenia — że ten, kto przeżywał kiedykolwiek już strach, zapytany o swoje przeżycia, stara się najczęściej podać taki komentarz i taką re¬lację, które nie będą stawiały jego osoby w niekorzystnym świe¬tle. Dlatego też utwory artystyczne, doniesienia publicystyczne, a nawet opracowania naukowe, w których są poruszane tego ro¬dzaju zagadnienia szczegółowe, wymagają od czytelników dużej dozy krytycyzmu i zdrowego rozsądku.
Ludzie sami w toku walki zmieniają się swoiście. Inaczej rea¬gują na zagrożenie w miarę oswajania się ze zjawiskami pola walki. Wspomnienia marszałka S. Biriuzowa zawierają taki frag¬ment: „I myśmy się stali inni. Zupełnie inni niż, powiedzmy, na przyczółku bychowskim! Taki sam, zdawałoby się, wściekły atak nieprzyjacielskich czołgów, te .same messerschmitty i junkersy nad głową, ale reaguje się na to wszystko zupełnie inaczej. Na¬szych ludzi — od szeregowca do dowódcy armii — nie opuszcza już spokój i wiara we własne siły. Dlaczego? Dlatego, że prze¬szliśmy już szkołę wojny, dobrze poznaliśmy wroga, jego słabe i silne strony, nauczyliśmy się bić hitlerowców na pewniaka" (2, 140).
Wspomniane wyżej źródło amerykańskie podaje odsetki żołnie¬rzy oceniających na podstawie własnego doświadczenia określo¬ną broń jako najbardziej przerażającą i niebezpieczną. Okazuje się, że w początkowej fazie pobytu na froncie nie ostrzelani żoł¬nierze zdradzali skłonność do przeceniania groźby ataku lotni¬czego (około 50%) i niedoceniania ognia artyleryjskiego (około 20%). Żołnierze zaś z dużym doświadczeniem bojowym uważali, że najbardziej przerażającą bronią jest działo 88 mm (około 50%), a bombowiec nurkujący nie wzbudzał w nich tak silnego stra¬chu, jak w początkowej fazie działań na froncie (nieco ponad 20%). Jeszcze później za broń najbardziej niebezpieczną i naj¬bardziej wzbudzającą strach badani żołnierze amerykańscy uzna¬li moździerz. Wynika z tych danych fakt, iż w miarę nabywania doświadczenia frontowego, wśród badanych żołnierzy malał strach przed niebezpieczeństwami przesadzonymi, a narastał przed nie-bezpieczeństwami niedocenionymi.
Jak już z dotychczasowych rozważań wynika, przeżywanie stra¬chu i zjawiska jemu towarzyszące to zagadnienia nadzwyczaj złożone, przy tym intymne, osobiste, jednostkowe, niepowtarzal¬ne. Jeszcze raz warto podkreślić, że zdrowy psychicznie człowiek przeżywa strach, kiedy działa w stanie uświadomionego zagroże¬nia. Jaki jest łańcuch skutkowo-przyczynowy tego rodzaju prze¬życia? Otóż zagrożenie wywołuje w człowieku zazwyczaj poczu¬cie niebezpieczeństwa. O ile jednak zagrożenie jest obiektywne,
0   tyle poczucie niebezpieczeństwa jest subiektywne.
W grupie ludzi poddanych działaniu tego samego zagrożenia obserwujemy różne reakcje. Jeżeli np. kilkudziesięcioosobowa grupa żołnierzy znajdzie się pod ostrzałem artyleryjskim lub w zasięgu bombardowania lotniczego, to w tej sytuacji zagroże¬nie jest identyczne dla wszystkich żołnierzy. Czy jednak wszyscy zachowają się tak samo? Ten żołnierz, który ma już duże do¬świadczenie frontowe, umie nad sobą zapanować i jest w tej sytuacji (przynajmniej na zewnątrz) prawie całkowicie spokojny. Inny natomiast staje się niemal szarosiny ze strachu i nie może nawet wydobyć z siebie zrozumiałego, artykułowanego dźwięku. Rzecz ta jest więc subiektywnie zróżnicowana.
Można mówić o typowych reakcjach ludzi na zagrożenie. Jed¬ni próbują uciekać z zagrożonego rejonu lub ukryć się w obliczu grożącego niebezpieczeństwa. Jest to, co prawda, odruch biolo¬gicznie uzasadniony i naturalny, jednak dla wojska i działań bo¬jowych wysoce niekorzystny. Inni ludzie ujawniają podczas dzia¬łania zagrożenia swoistą agresywność wobec źródła zagrożenia
1   usiłują je dostępnymi sobie sposobami i środkami zlikwidować, unicestwić. Taka tendencja jest dla wojska bardzo korzystna i po¬winna być w działaniach ćwiczebnych nieustannie rozwijana i umacniana. Zdarza się też, że niektórzy ludzie pod wpływem zagrożenia popadają w stan znieruchomienia, które może przejść w całkowite osłupienie. Tego rodzaju reakcja występuje najrza¬dziej — przynajmniej w wojnach dotychczasowych — i polega na całkowitym lub częściowym zaniku reakcji człowieka na bodź¬ce świata zewnętrznego oraz na braku wszelkiej aktywności spon¬tanicznej. Istnieje jednak wiele racjonalnych przesłanek do przy¬puszczeń, iż w ewentualnej przyszłej wojnie, przy zastosowaniu broni rakietowo-jądrowej, zjawisko to może się pojawiać częściej i w szerszej skali niż w wojnach minionych.
Człowiek może w większym lub mniejszym stopniu zapanować nad ogarniającym go strachem. Trzeba pamiętać o stwierdzonym fakcie, iż stopień przeżywania strachu zależy od szeregu czyn¬ników, wśród których najistotniejszy jest poziom świadomości po¬litycznej żołnierzy i wynikające z niego nastroje. Im lepsze na¬stroje żołnierzy, tym trudniej poddają się oni działaniu strachu. Żołnierze uodpornieni fizycznie i psychicznie na trudy walki, doskonale wytrenowani i wyrobieni kondycyjnie oraz znający dobrze swoje zadania bojowe nie poddają się łatwo strachowi, ale działają aktywnie i ujawniają męstwo w boju. Stąd wynikają niedwuznaczne wnioski dla działania dowódczego i całego syste¬mu pracy ideowo-wychowawczej w okresie pokojowego szkolenia wojsk.
Co wpływa na występowanie strachu? Na co powinni dowódcy pododdziałów zwracać szczególną uwagę w procesie szkolenia i wychowywania swych podwładnych w okresie pokojowym? Czego należy unikać i co należy eliminować z życia kolektywów pododdziałowych? Jakie szczególne okoliczności i sytuacje wy¬magają czujności i dezaprobaty?
Niski stan moralny i niezadowalająca dy¬scyplina
Ścisłe powiązanie wzajemne dyscypliny i stanu moralnego woj¬ska jest tak oczywiste, że od dawna zwraca się na ten fakt szcze¬gólną uwagę. We wskazówkach Lenina czytamy: „...tam, gdzie istnieje najsurowsza dyscyplina, gdzie jak najstaranniej prowa¬dzona jest praca polityczna w wojsku... tam nie ma bałaganu w armii, tam jej postawa i duch są lepsze, tam jest więcej zwy¬cięstw" (18, 444). Stwarzanie odpowiedniej atmosfery w podod¬dziale, kształtowanie życzliwych stosunków międzyludzkich i eg¬zekwowanie surowej wymagalności połączonej z wyrozumiałoś¬cią — to podstawowe obowiązki każdego dowódcy pododdziału. Niski stan moralny i brak dyscypliny prowadzą do rozprzężenia pododdziału, do utraty spoistości żołnierskiego kolektywu i sprzy¬jają wytwarzaniu się skłonności egoistycznych, sobkowskich. Mo¬gą one mieć fatalne następstwa dla bezpieczeństwa i sprawnego działania pododdziału w walce zbrojnej.
Słaby autorytet moralny i fachowy prze¬łożonych
Żołnierz chce wierzyć, że jest dobrze dowodzony, że kieruje nim dobrze przygotowany do sprawowania funkcji dowódczej przełożony. Nie można żołnierzowi bezkarnie odbierać podstaw do takiej wiary. Zaufanie do dowódcy pododdziału, do jego spe¬cjalistycznych umiejętności zawsze napawa żołnierza optymiz¬mem, tak niezbędnym w walce. Brak takiego zaufania rodzi po¬czucie niepewności, które się staje szczególnie dotkliwe w obli¬czu zagrożenia. W skrajnych przypadkach prowokuje bardziej niespokojnych żołnierzy do szukania środków poprawy swego położenia „na własną rękę" — nawet wbrew intencjom przeło¬żonego, co z reguły prowadzi do klęski. Żadne okoliczności nie mogą usprawiedliwić dowódcy pododdziału, który dopuści do ta¬kiego stanu rzeczy.
Poczucie osamotnienia
Kiedy żołnierz nie czuje się członkiem zgranego kolektywu bo¬jowego, jaki powinien stanowić pododdział, sytuacja jego nie jest godna pozazdroszczenia. Świadomość izolacji jest dokuczliwa i wywołuje pełne napięcia niepokoje. Stan taki może być udzia¬łem wszystkich lub znacznej większości żołnierzy pododdziału, jeżeli dowódca nie potrafi zintegrować swych podwładnych wo¬kół wspólnego celu. Może też dotyczyć tylko pojedynczych żoł¬nierzy, których skrzywdzono lub niesłusznie szykanowano. Zda¬rza się, że zwykła głupota jednego pyszałka prowadzi do obwoła¬nia nieśmiałego żołnierza pododdziałową ofermą i staje się dla wrażliwego człowieka źródłem udręki i moralnego zaszczucia. Takie przypadki — jeżeli się zdarzają — wymagają bezkompro¬misowego i przykładnego napiętnowania.
W toku samej walki brak fizycznej bliskości współtowarzyszy prowadzi do wzrostu niepokoju i przyczynia się często do po-dejmowania decyzji błędnych, dramatycznych. Żołnierze, którzy np. poddali się panice, opowiadają potem, że uciekli z pola wal¬ki, bo w pewnej chwili wydało im się, że wszyscy już odeszli. Odosobnienie na polu walki usprawiedliwia więc niejako tych, którzy opuszczali swoje pozycje, bo wyobrażali sobie najgorsze z możliwych sytuacji.
Niewiara w sprawność sprzętu, niedoszko- lenie
Żołnierz na wojnie niewiele zdziała gołymi pięściami. Dlatego zostaje wyposażony w uzbrojenie o dużej sile rażenia i sprzęt techniczny zwielokrotniający siłę jego mięśni. Do dramatów do¬chodzi jednak, kiedy żołnierz nie umie uczynić użytku z odda¬nego do jego dyspozycji uzbrojenia i sprzętu bojowego, kiedy czy¬ni to zbyt ślamazarnie i nieefektywnie, marnując niepotrzebnie amunicję i niszcząc sprzęt. Dzieje się tak najczęściej wówczas, kiedy żołnierz nie dowierza sile, skuteczności i sprawności broni i sprzętu. A jeżeli nawet jego wiara w niezawodność sprzętu nie budzi wątpliwości, mogą się ujawnić duże braki w zakresie wy¬szkolenia, brak nieodzownych nawyków specjalistycznych. Takie bywają najczęściej praktyczne skutki lekceważenia żmudnych treningów i zgrywania załóg, obsług, działonów, drużyn. Wiado¬mo przecież, że dobry sportowiec — obojętne, czy będzie chodzi¬ło o lekkoatletę czy o ciężarowca — zaniedbujący tylko przez krótki czas treningi, wybija się z rytmu i przez długi czas nie może odzyskać utraconej formy. To samo dotyczy żołnierzy wszy¬stkich specjalności wojskowych. Trzeba ten fakt stale mieć na uwadze. Dobrze wyszkolony żołnierz, który obdarza swoją broń i sprzęt zaufaniem, nie sprawi przykrej niespodzianki, nie za¬wiedzie.
Bezczynność w obliczu niebezpieczeństwa
Okres bezpośrednio poprzedzający walkę zbrojną sprzyja po-wstawaniu i potęgowaniu się silnego strachu, który znika lub staje się łagodniejszy zaraz po rozpoczęciu aktywnych działań. Regułą psychologiczną jest, że zdecydowanie więcej żołnierzy od¬czuwa silny strach przed podjęciem walki niż w czasie jej trwa¬nia. Wynika z tego wniosek, iż żołnierzy oczekujących wejścia do walki należy zawsze czymś zająć. Konkretnie nakazane lub spontanicznie podjęte czynności uspokajają człowieka. Sama dy¬scyplina — aczkolwiek niezbędna i bardzo ważna — nie wystar¬cza. W okresach bezczynnego czekania na wejście do walki lub też w okresach przymusowej bezczynności spowodowanej bom¬bardowaniem lub ostrzałem artyleryjskim wroga dowódca pod¬oddziału ma duże pole do popisu, aby wyszukać coś takiego, co pomoże jego żołnierzom zapomnieć o strachu. Jedni radzą prze¬kazywać po linii rozkazy i meldunki, inni liczyć i czyścić amu¬nicję, jeszcze inni kontynuować prace ziemne. W każdym razie ważne jest odwrócenie uwagi żołnierzy od grożącego im w danej chwili niebezpieczeństwa przez nakłonienie ich do wykonywania konkretnych czynności. Doświadczeni żołnierze sami wyszukiwa¬li sobie zajęcia w takich sytuacjach i z niecierpliwością ocze¬kiwali sygnału do wszczęcia aktywnych działań bojowych. Zapy¬tywano słynnych pilotów, czy odczuwali strach w czasie walk powietrznych, i zawsze uzyskiwano odpowiedź, że nic z tego nie pamiętają, bo wskutek nawału roboty bojowej nie mieli czasu na myślenie o strachu. Podobne były relacje marynarzy, których okręt został storpedowany, ponieważ i oni nie mieli czasu na rozmyślania wobec konieczności natychmiastowych działań.
Nowe zjawiska na polu walki
Po jakimś czasie żołnierze adaptują się do zjawisk typowych dla danej wojny, dla konkretnego pola walki. Jedni całkowicie, inni bardziej powierzchownie. Jedni szybciej, inni wolniej. Uzy¬skują w każdym razie stan względnej równowagi psychicznej i wiedzą, czego mogą się w określonych sytuacjach spodziewać. Trudne chwile rozpoczynają się od nowa, kiedy żołnierze zostaną zaskoczeni niespodziewanym gwałtownym działaniem wroga lub nowymi sposobami jego działania. Duży niepokój może też wzbu¬dzić nowy, nieznany środek walki, który przeciwnik wprowadził do akcji, a przeciwko któremu nie zna się jeszcze najlepszych środków obrony i ochrony. W czasie pierwszej wojny świato¬wej wprowadzenie czołgów wywoływało początkowo popłoch i przerażenie. W czasie drugiej wojny światowej zjawiska takie towarzyszyły wprowadzeniu słynnych katiusz do walki. Zaska¬kujące przełamanie własnej obrony lub okrążenie również wy¬wołują niepożądane reakcje uczuciowe. Umiejętność przewidy¬wania i profilaktycznego zapobiegania takim zjawiskom na polu walki świadczy o mistrzowskiej klasie dowódcy pododdziału. Problem ten staje się szczególnie aktualny w przewidywaniu wprowadzenia nowych i nie znanych dotąd środków niszczenia w ewentualnej przyszłej wojnie na wielką skalę.
Poczucie niesa m o w itości
Groza towarzysząca walce wpływa deprymująco na najsilniej¬sze charaktery. Nieustanny łoskot wybuchów, oślepiające błyski, szybko rozprzestrzeniające się pożary, gwałtowne zmiany sytua¬cji bojowej — wszystko to składa się na niezapomniany obraz wojny. W silnej kanonadzie artyleryjskiej ziemia nie daje stopom oparcia, a wszelkie próby głosowego porozumienia się z najbliż¬szymi towarzyszami broni nie przynoszą zamierzonego rezultatu. Potężne gmachy rozpadające się jak domki z kart oraz nieprze¬niknione tumany pyłu i kurzu zamieniają dzień w noc i zakry¬wają tak jaskrawo do niedawna świecące słońce. Trzeba napraw¬dę wielkiego hartu ducha, aby w takich sytuacjach zachowywać się tak, jak tego oczekuje przełożony. Potrzebne jest do tego naj¬wyższe opanowanie, które nie przychodzi łatwo. Jak ma postę-pować dowódca pododdziału, aby to poczucie niesamowitości wy-nikające z grozy pola walki, nie doprowadziło do katastrofalnych skutków? Powinien przede wszystkim na czas uprzedzać swych żołnierzy o wszystkim, co ich oczekuje. Żołnierze nie będą przy¬najmniej przykro zaskoczeni, kiedy spotkają się z sytuacją bo¬jową, której obraz nakreślił im dowódca pododdziału. Należy przy tym pamiętać, że wszyscy żołnierze szukają oparcia w swym do¬wódcy i na niego kierują swój wzrok. Muszą wówczas widzieć, że ich dowódca jest spokojny i skupiony, że panuje nad sytuacją. Nawet najlżejsze oznaki załamania się dowódcy pododdziału na¬tychmiast odbijają się na zdolności bojowej jego podwładnych.
Brak informacji o sytuacji bojowej i po¬łożeniu własnych wojsk
Swoistą prawidłowością jest, że człowiek zazwyczaj boi się bardziej tego, co nieznane i tajemnicze, aniżeli tego, co zdążył już poznać i ocenić. Podobnie doświadczeni żołnierze w mniej¬szym stopniu odczuwają strach niż nie ostrzelani. Wiedzą już, czym jest walka i jak walczy nieprzyjaciel, i przekonali się, że z bitwy można wyjść cało. Dlatego właśnie dowódcy pododdzia¬łów nie mogą zaniedbywać żadnej okazji umożliwiającej prze¬kazanie swym podwładnym możliwie pełnych informacji o nie¬przyjacielu. Należy w tych informacjach zawrzeć wszystko, co dotyczy ich położenia na tle ogólnej sytuacji, choćby nawet nie¬które dane miały być bolesne i dramatyczne. Prawdą jest, że nie-kiedy może zachodzić konieczność zachowania pewnych faktów w najgłębszej tajemnicy, bo ich przedwczesne ujawnienie może się okazać bardzo przydatne dla wroga.
Żołnierz, który wie, że może polegać na informacjach swych przełożonych, jest odporny na kłamstwa, pogłoski i plotki. Kiedy zaś żołnierza pozostawi się jego własnej domyślności, uruchamia on swoją wyobraźnię i dochodzi nieraz do fantastycznych kon¬kluzji. Rezultat bywa taki, że żołnierze zaczynają albo przesad¬nie, dramatycznie przedstawiać sobie sytuację i staj^ się podatni na wzmagające się napięcia, albo też „wygładzają" w swoich wy¬obrażeniach istniejącą sytuację bojową i całkowicie zatracają nie¬zbędną czujność i ostrożność.
Rozmowy na temat strat w ludziach
Doświadczony żołnierz frontowy nie lubi jątrzących dywagacji na temat śmierci, bo sam chce wierzyć we własne przetrwanie. 
Zresztą nie tylko o samą śmierć chodzi. Żołnierze oswajają się w końcu z myślą o możliwości utraty życia. Częstokroć większy niepokój budzi myśl o możliwości odniesienia ciężkiej rany. Te¬maty takie nie powinny się zbyt często pojawiać w rozmowach między żołnierzami. Nie każdy żołnierz zostaje przecież zabity lub zraniony. Dowódca pododdziału musi umieć posłużyć się prze¬konywającą statystyką właściwą dla reprezentowanej przez nie¬go specjalności. Okaże się wówczas, że powody do obaw są prze¬sadzone. Dla przykładu można podać, iż w trakcie operacji w pół- nocno-zachodniej Francji uczestniczyło 25 000 żołnierzy polskich, a straty w zabitych, rannych i zaginionych łącznie wyniosły 2 200 żołnierzy (a więc 8,8%), czyli co dwunasty żołnierz polski został wówczas zabity, zraniony lub zaginął. Podczas operacji 21 Grupy Armii w północno-zachodnich Niemczech w walkach uczestniczy¬ło także 25 000 polskich żołnierzy, a straty łączne wyniosły 700 żołnierzy (2,8%), co oznacza, że tylko co trzydziesty szósty po¬niósł śmierć, odniósł ranę lub zaginął w walce. Takich i podob¬nych przykładów żołnierze powinni znać możliwie najwięcej i o nich pamiętać.
Zakłócenia w funkcjonowaniu zaopatrz e- n i a
81
Strach łatwiej opanowuje żołnierzy niedostatecznie wyposażo¬nych w środki walki, amunicję oraz środki obrony i ochrony. Szybciej ulegają mu także żołnierze zmęczeni, głodni, spragnieni i nękani chorobami. Wszystkim tym niekorzystnym zjawiskom można skutecznie przeciwdziałać w jeden jedyny sposób: poprzez możliwie najszybsze i jak najbardziej efektywne przywrócenie sprawności służbom zaopatrzenia. Bez dobrego stanu fizycznego żołnierzy nie ma co myśleć o dobrym stanie psychicznym. Wy¬czerpany fizycznie i psychicznie żołnierz nie dysponuje energią niezbędną do przeciwstawienia się strachowi, nie potrafi poprawnie myśleć, łatwo poddaje się urojonym obawom i jest skłonny dawać wiarę nawet najbardziej fantastycznym pogłos¬kom. Broń, amunicja, indywidualne i zbiorowe środki obrony i ochrony, żywność, naboje, lekarstwa i środki opatrunkowe — oto elementarny zestaw tych dóbr materialnych, które muszą do-
6 — Psychologia walki 
cierać do walczących pododdziałów, jeżeli te mają sprawnie wy¬konywać nakazane zadania bojowe, a także skutecznie osłaniać tych, którzy mają ich zaopatrywać.
2. PANIKA W DZIAŁANIACH BOJOWYCH
Bogata fachowa literatura wojskowa dowodzi, że klasyczna pa¬nika wojenna nie jest zjawiskiem wyjątkowym. Okazuje się bo¬wiem, że w wojnach minionych epok panika bywała wręcz czymś pospolitym. Stanowiła częstokroć normalne zakończenie wojny. Ardant du Picą — szeroko znany swego czasu francuski teore¬tyk i publicysta wojskowy — twierdził, że w starożytności pani¬ka była nieuniknionym skutkiem bitwy i z walczących pozosta¬wał zwycięzcą ten, kto dłużej mógł się jej przeciwstawiać.
Panika nadal pozostaje zjawiskiem groźnym i katastrofalnym. Tematu tego nie można pokrywać milczeniem, zwłaszcza że pa¬nika wojenna jest zjawiskiem historycznym, wspólnym dla róż¬norodnych armii i narodów. Badanie jej jest konieczne i celowe ze względu na dobro przebiegu działań bojowych. W badaniu zaś najistotniejsze jest ujawnienie jej istotnych przyczyn. Bez dokładnego ich poznania trudne jest zapobieganie ewentualnym panikom w przyszłości.

Na podstawie licznych opracowań traktujących o zagadnieniu panik wojennych można sporządzić obszerną listę ich węzłowych przyczyn.
1.   Przyczyny fizyczne — jak głód, wyczerpanie, forsowne marsze, brak odpoczynków, ciężkie walki, nadużywanie alkoholu, niedobór witaminy B1, choroby i straty itd.
2.   Przyczyny emocjonalne — prawdziwe, a częściej wyimaginowane niebezpieczeństwo, zaskoczenie, pojawienie się nieznanego rodzaju broni, zastosowanie nowego sposobu walki, pozorna bezkarność i zanik poczucia odpowiedzialności wynikające z działania w dużych masach ludzkich, chorobliwy rozwój wyobraźni, halucynacje, narastanie niepewności, odosobnienie i samotność, okropności walki itd.
3.   Przyczyny związane z jakością wojska — złe dowództwo, niedostateczne wyszkolenie żołnierzy, zwłaszcza rezerw i nowych wcieleń, upadek dyscypliny i subordynacji, zła organizacja zaopatrzenia, wadliwe funkcjonowanie służby zdrowia, niewłaściwa organizacja pracy służb tyłowych itd.
4. Przyczyny moralno-polityczne — upadek ducha, demoralizacja spowodowana długotrwałym odwrotem i kolejnymi porażkami, oderwanie dowództwa od mas żołnierskich, destruktywne działanie propagandy przeciwnika, skutki działania nieprzyjacielskiej „wojny psychologicznej" itd.
Wymienione przyczyny dadzą się potraktować jako ogólne pod¬łoże, na którym dochodzi do wybuchu paniki. Czym jest panika w swej istocie? Jest to nagły strach, który opanowuje z reguły duże zbiorowisko ludzkie, a rzadziej pojedyncze osoby. Wybuch tego strachu jest nieoczekiwany, a wpływa ograniczająco na świadomość ludzi i powoduje ich ucieczkę aż do skrajnego wyczerpania sił. Charakterystyczne jest, że wywołuje go nie tylko zagrożenie realne i rzeczywiste, ale bardzo często jest on reakcją na niebezpieczeństwo istniejące jedynie w wyobraźni ludzi. Rozmiary tego niebezpieczeństwa są natomiast zawsze przesadzone, wyolbrzymione.
Ponieważ przeżycia ludzi działających w panice należą do najbardziej intymnych, badania w tej dziedzinie są wielce utrudnione. Ustalono jednak, iż źródło wszelkiej paniki jako zjawiska zbiorowego tkwi zawsze w strachu indywidualnym. Inaczej można powiedzieć, iż panika ma zazwyczaj swoje bezpośrednie źródło w indywidualnym strachu narastającym w poszczególnych uczestnikach walki zbrojnej. Zachowanie się jednostek opanowanych przez silny strach wpływa demoralizująco na innych ludzi z najbliższego otoczenia, którzy się stają niespokojni i potęgują tym samym strach w tych pierwszych, najbardziej wrażliwych na działające zagrożenie.
Przyczynami bezpośrednimi, bodźcami wywołującymi eksplozję paniki bywają przede wszystkim wrażenia słuchowe, głównie bodźce słuchowe dramatycznej natury. Liczne badania i anali¬zy, np. badania L. H. Vauvilliersa, P. Daudignaca, F. Starcka, E. Pfuelfa, C. T. Lanhama, S. Roupperta, nieodparcie dowodzą, iż w znakomitej większości panik ich bezpośrednią przyczyną by¬wał niespodziewany wystrzał, huk, eksplozja, wybuch, detonacja bądź też okrzyk: „Gaz!" „Czołgi!" „Uciekajmy!" „Jesteśmy od¬cięci!" „Dowódcy uciekli!"
Paniki wybuchają najczęściej w takich okolicznościach, w któ¬rych znacznie upośledzone są narządy zmysłów. Działania w no¬cy, we mgle, w zadymce śnieżnej, w gęstym lesie — sprzyjają wybuchowi paniki. Ludzie są zdani na swój słuch. Nie mogą ogar¬nąć wzrokiem i ocenić otaczającej ich rzeczywistości. Wyobraź¬nia podpowiada najstraszniejsze rzeczy. Pojawia się przemożna chęć naśladowania innych ludzi. Naraz człowiek zrywa się do ucieczki, nie zdając sobie nawet sprawy z tego, przed czym i dla¬czego ucieka. Nogi „same niosą". Ucieka, ponieważ uciekają in¬ni. Dopiero później przychodzi czas na racjonalną refleksję i wte¬dy najczęściej okazuje się, że zagrożenie było nieznaczne — je¬żeli w ogóle występowało — albo nie było go wcale.
Mówiąc o panice wojennej, trzeba podkreślać i akcentować po¬trzebę zachowania umiaru i ostrożności w ocenach, ponieważ nie każdy odwrót wojsk z pola walki jest paniką. Może to być po pro¬stu kwestia pewnej kalkulacji operacyjnej lub taktycznej, po¬wodowanej potrzebą zajęcia dogodniejszych pozycji z zachowa¬niem pełnej zdolności obronnej, która zostanie natychmiast wy¬korzystana na nowych stanowiskach kontynuowanego oporu.
Istotna panika występuje wtedy, gdy oddział wojskowy ulega rozprzężeniu, przekształca się w bezładny tłum, w bezkształtną masę ludzi, zwierząt i sprzętu — i raptownie rzuca się do uciecz¬ki. Znawca problemu panik — polski oficer okresu międzywo¬jennego — S. Rouppert, podsumowując współczesny mu stan wiedzy, pisał: „Każde zbiorowisko ludzkie, poddane działaniu po¬tężnych i ogólnych dla wszystkich czynników, staje się tłumem psychologicznym, a ludzie stanowiący go pod wpływem silnego i ogólnego uczucia tworzą istotę zbiorową posiadającą niższą umy- słowość niż poszczególni ludzie w jego skład wchodzący, oddziel¬nie wzięci. Jako ten twór zbiorowy tłum nie posiada woli ani rozsądku, nie rozumuje i poddaje się swym uczuciom i instynk¬tom. Życie mózgowe ulega osłabieniu, występuje przewaga życia rdzeniowego" (28).
Także dzisiejsi naukowcy — np. profesorowie W. Stein i Z. Ry- dzyński — utrzymują, iż działanie w panice jest działaniem in-stynktownym, odbywającym się pod wpływem nie kontrolowa¬nej, prymitywnej emocji. W tym właśnie fakcie, jak się wydaje, należy się doszukiwać powodów katastrofalnych skutków panik oraz prawie nieprzezwyciężalnych trudności przy podejmowaniu prób położenia kresu panice, która już wybuchła i lawinowo narasta.
Opisy przykładów panik są liczne i łatwo dostępne. I nic dziw¬nego, skoro względnie często dochodziło do ich wybuchu. Puł¬kownik Vauvilliers, francuski znawca panik wojennych, szcze¬gółowo analizował wojny na przestrzeni 24 lat obejmujących okres Wielkiej Rewolucji Francuskiej i Cesarstwa (1792—1815). Ustalił, iż w tym okresie wydarzyło się na polach bitew ponad 300 wielkich panik. Wiele z nich szczegółowo opisał Rouppert, a 8 szczególnie głośnych panik z XVIII i XIX wieku poddał szcze¬gółowej analizie amerykański generał Lanham.
Ciekawe, a może wręcz intrygujące jest, że I i II wojna świa¬towa nie mają do tej pory monograficznego opracowania proble¬mu panik. Znane i rozpowszechnione dzieła traktują o zdarze¬niach historycznie wcześniejszych, bardziej odległych. Uwagi na temat panik z okresu I czy II wojny światowej spotyka się w róż¬norodnych pamiętnikach oraz wspomnieniach dowódców w po¬staci luźnych fragmentów, dygresji czynionych przy okazji oma¬wiania innych problemów.
W rezultacie studiowania literatury fachowej można w pew¬nym stopniu wypełnić istniejącą lukę. Z powodu braku dostatecz¬nie obszernych i udokumentowanych źródeł nie można stwier¬dzić, jakie były rozmiary, skutki, a nawet liczba panik w okresie I wojny światowej. Wiadomo natomiast, w jakich warunkach one wybuchały, jakie bronie je wywoływały. I wojna światowa wpro¬wadziła na pola bitew nowe, drastyczniejsze, bardziej śmiercio¬nośne bronie. Zastosowanie gazów bojowych było jednym z głów¬nych źródeł licznych panik. Straszną bronią, po raz pierwszy użytą właśnie w I wojnie światowej, były samoloty oraz czołgi. Pierwsze czołgi użyte przez Anglików wywołały ogromną panikę wśród wojsk niemieckich.
Panika, jaką siały nowe rodzaje broni, wybuchała na zasadzie strachu przed nieznanymi, tajemniczymi i demoralizującymi skut¬kami zaskoczenia. W miarę upływu czasu — wraz z pojawieniem się coraz skuteczniejszych środków obrony — i czołgi, i gazy bo¬jowe, i samoloty traciły wiele na swoich efektach psychologicz¬nych. Podkreślenie tej prawidłowości może mieć określone zna¬czenie, a w każdym razie może być pożyteczne także z punktu widzenia przewidywań w odniesieniu do ewentualnego przyszłe¬go pola bitwy w wojnie rakietowo-jądrowej.
Materiały, jakimi dysponujemy natomiast w odniesieniu do przebiegu II wojny światowej, pozwalają nieco szerzej naświet¬lić zagadnienie paniki wojennej. Najwięcej uwagi poświęcają te¬mu zagadnieniu autorzy zajmujący się początkowym okresem konfliktów zbrojnych II wojny światowej. Autorzy radzieccy, m.in. A. Jeremienko, wskazują słusznie, że agresja hitlerowska na Związek Radziecki była bardzo ciężkim ciosem dla wojsk ra¬dzieckich — głównie ze względu na zaskoczenie i ogromną prze¬wagę niemiecką w czołgach i samolotach. Przewaga militarna oraz nastawienie na wzbudzanie paniki i psychiczne załamanie prze¬ciwnika przyniosły znane powszechnie z historii rezultaty.
Najeźdźcy z całą premedytacją i wyrafinowaniem stosowali różne środki, które sprzyjały wywoływaniu paniki. Były to m.in. motocykle bez tłumików, czołgi z włączonymi reflektorami, sa¬moloty z wyjącymi syrenami i bomby wyjące, potwornie huczą¬ce puste beczki po paliwie zrzucane z samolotów, wysadzani na tyłach wojsk radzieckich spadochroniarze i dywersanci. Te i im podobne „przedsięwzięcia" wypróbowywali hitlerowcy już w cza¬sie najazdu na Polskę we wrześniu 1939 roku.
Szczególnie godny uwagi, a nawet specjalnych opracowań nau¬kowych wydaje się pewien specyficzny aspekt paniki, który do¬tąd rzadko bywał poruszany, a który umownie nazwano indy¬widualną paniką dowódcy. Ten aspekt zagadnienia budzi zrozu¬miałe opory. Jest on jednak bardzo istotny, czego dowodzą choć¬by słowa znanego starego powiedzenia żołnierskiego: „Bitwa tak długo nie jest przegrana, jak długo dowódca nie przegrał jej w swoim sercu".
W każdej armii wiele troski wzbudzają problemy zapobiegania panikom oraz energicznego zwalczania wszystkiego, co może wybuchowi panik sprzyjać, a takich okoliczności wymienia się wie¬le, np.:
—   brak autorytetu dowódców jako częsta przyczyna ucieczek żołnierzy z pola walki — przynajmniej w odniesieniu do tych panik, które były przedmiotem analiz naukowych;
—   skupienie dużej liczby ludzi i sprzętu na niewielkiej prze¬strzeni — np. w budynku — co stwarza dogodne warunki dla narastania niepokoju, szybkiego rozprzestrzeniania się najbardziej nawet niewiarygodnych pogłosek, które mogą prowadzić do wy¬buchu paniki;
—   całkowita bezczynność w obliczu niebezpieczeństwa, która wzmaga napięcie i deprymuje żołnierzy, prowokując ich do „szu¬kania na własną rękę" bezpieczniejszego schronienia lub zgoła prób dyskretnego wycofania się z zagrożonego rejonu;
—   zmęczenie trudami wojennymi, wyczerpanie długimi mar¬szami, brak snu i pożywienia, ponoszone straty, dokuczliwe cho¬roby, długotrwały odwrót — to okoliczności, które demoralizują żołnierzy i czynią ich mniej odpornymi na dalsze wysiłki i trudy;
—   niepewność, brak orientacji w aktualnej sytuacji bojowej, przy czym charakterystyczne jest, że niepewność ta jest tym większa, im bardziej od czołowych pozycji oddalone są podod¬działy i oddziały wojskowe (przyczynę tego stanu rzeczy wy¬jaśniliśmy już uprzednio przy okazji omawiania strachu na polu walki);
—   bliskość fortyfikacji i rejonów umocnionych może także sprzyjać wybuchowi paniki, ponieważ może prowokować żołnie¬rzy pozostających w szczerym polu do spontanicznego szukania w nich bezpiecznego schronienia.
Chodzi także między innymi o ludzi szczególnie podatnych na panikę, nazywanych nawet swoiście panikarzami. Mowa w takim wypadku o histerykach, których dowódca pododdziału musi izolować od pozostałych żołnierzy — niekiedy nawet przy użyciu nadzwyczaj drastycznych środków. Nierzadko operuje się bez¬kompromisowymi metodami postępowania — do dymisji dowód¬ców włącznie. Przy naznaczaniu na stanowiska dowódcze bierze się pod uwagę nie tylko ich kwalifikacje taktyczne i operacyjne, ale także ich odwagę, męstwo — najistotniejsze chyba z pożąda¬nych cech charakterologicznych dowódcy wojskowego.
Wiadomo, że odwaga, opanowanie i przysłowiowa zimna krew dowódców, ich wiara w zwycięstwo — mają nieoceniony wpływ na stan moralno-polityczny wojsk i społeczeństwa cywilnego znajdującego się w strefie działań bojowych. Licznych przykła¬dów z tej dziedziny dostarczają wspomnienia wojenne. Ukazują, jak surowość i bezkompromisowe potępienie dla tchórzostwa oraz zwalczanie wszelkich przejawów nastrojów panicznych przepla¬tały się z odpowiednim oddziaływaniem wychowawczym, z po¬szukiwaniem skutecznych sposobów likwidowania skutków nie¬mieckiego oddziaływania destrukcyjnego na psychikę walczących żołnierzy. Były .to starania ważne i niezbędne.
Historia II wojny światowej obfituje w przykłady panik, choć w dostępnej literaturze znajdujemy o nich dosyć skąpe wzmian¬ki. Autorzy ograniczają się najczęściej do akcentowania fatal¬nych skutków panik wojennych. W grę wchodzi dodatkowa kwe¬stia wiarygodności napotkanej relacji, ponieważ wiadomo, że o pa¬nice najwięcej może opowiedzieć jej autentyczny uczestnik. Wia¬domo jednak także, że relacje o tak dramatycznych przeżyciach, jakie zazwyczaj panikom towarzyszą, zawierają wiele subiekty¬wizmu, próby łagodzenia zdarzeń, wybielania własnej osoby, włas¬nej armii, znajdowania za wszelką cenę sugestywnych określeń, które miałyby przedstawić uczestnika paniki w korzystnym świe¬tle.
Nic nie usprawiedliwia skłonności do lekceważenia i pokry¬wania milczeniem panik wojennych. Dążenie do ich uniknięcia jest rzeczą ze wszech miar chwalebną, ale rozsądek i realizm my¬ślenia nie pozwalają zdecydowanie wykluczyć możliwości zaist¬nienia panik także w ewentualnej przyszłej wojnie. Rzetelne prze¬widywania studzą spotykany tu i ówdzie nieuzasadniony opty¬mizm i każą czynić wszystko, co może ewentualnym panikom skutecznie zapobiec.
Oceniając panikę wojenną jako groźną klęskę, dowódcy wszy¬stkich czasów uporczywie zwalczali to zjawisko. Środki walki z paniką dają się podzielić na dwie ogólne kategorie: środki za¬pobiegające panikom i środki kładące kres panice, która już zdążyła wybuchnąć. Jeżeli mowa o zapobieganiu panice, wska¬zuje się na dwa rodzaje środków szczegółowych: opartych na działaniu strachu oraz wychowawczo-szkoleniowych. Te, które wiążą określone nadzieje ze strachem, stanowią wyraz zacofane¬go stanowiska różnych szkół reakcyjnych, zapożyczających swe poglądy z fryderycjańskiej idei „kapralskiej pałki" i zostały sku¬tecznie zdyskredytowane przez doświadczenie.
Główną uwagę skupia się obecnie na środkach wychowawczych i szkoleniowych. Należą do nich przede wszystkim:
—   odpowiednie modelowanie funkcjonowania instynktu samo-zachowawczego; jest to zadanie nadzwyczaj trudne i skompliko¬wane, a jednak niezbędne dla kształtowania odwagi i odporności ludzi na panikę; negatywne przejawy działania instynktu samo¬zachowawczego najskuteczniej eliminuje wzorowa dyscyplina, doskonałe wyszkolenie i wychowanie żołnierzy w duchu umiło¬wania ojczyzny oraz zuchwałej zaczepności;
—   wyrabianie odwagi i męstwa jako najpewniejszego sposobu walki z deprymującym uczuciem strachu na polu bitwy, co osią¬ga się przez umacnianie w żołnierzach wiary we własne siły, zaufania do własnej broni i wiary w zwycięstwo;
—   eliminowanie negatywnych skutków działania żołnierzy w anonimowych zbiorowiskach walczących, ponieważ w nich do¬minuje nie rozum, lecz uczucia i instynkty, rozsądek bywa przy¬tłumiony, a pobudliwość uczuciowa wyostrzona; w takich sytua¬cjach zanika element krytyki i samokrytyki oraz kontroli wza¬jemnej i samokontroli, przez co na plan dalszy spychana jest świadomość odpowiedzialności za czyny i postępowanie; tak więc każdy odpowiedzialny i rozsądny dowódca pododdziału powinien czynić wszystko, co może zapobiec przekształceniu się jego pod¬oddziału w tłum, w tę właśnie anonimową masę;
—   zwalczanie bezpośrednich przyczyn paniki, a przede wszy¬stkim likwidowanie skutków przemęczenia fizycznego i wyczer¬pania psychicznego, utrzymywanie ładu i wzorowego porządku wojskowego — zwłaszcza na tyłach, przeciwdziałanie panikar- skiej plotce i pogłosce, uniemożliwianie nieprzyjacielowi przepro¬wadzenia akcji z zaskoczenia, eliminowanie nieudolnych funk¬cyjnych i niższych dowódców oraz nieustanne doskonalenie ideo¬wego przygotowania składu osobowego własnego pododdziału;
— nieustanne doskonalenie jakości wojska, która zależy od poprawności wychowania i wyszkolenia, poziomu dyscypliny, kwalifikacji fachowych dowódców, uzbrojenia, a nade wszystko stopnia świadomości idei i celów, w imię których toczy się walka.
Czymś zupfełnie odmiennym natomiast i — przyznajmy to od razu — o wiele trudniejszym jest przerywanie paniki, kładzenie kresu tej panice, która już zdążyła wybuchnąć. W tej dziedzinie trudne są jakiekolwiek rady, ponieważ nigdy nie było dwu iden¬tycznych panik i nigdy żadne analogie historyczne nie mogą sta¬nowić dostatecznie miarodajnego podłoża dla wypracowywania „recepturowych" wskazówek. Wiadomo jednak, że stanowczy i opanowany dowódca pododdziału może przy pomocy zwartego kolektywu żołnierskiego przewidzieć niekorzystne wydarzenia i zapobiec ich powstaniu. Zdyscyplinowanie, hart moralny żołnie¬rzy i autorytet przełożonych gwarantują subordynację pododdzia¬łów. Znane są jednak przypadki, o czym wspominaliśmy, po¬wstrzymywania panik przez użycie drastycznych środków przy¬musu. I na taką ewentualność musi być przygotowany każdy do¬wódca i przełożony w wojsku.
Na bardzo istotną kwestię szczegółową zwraca uwagę Patton: „Bardzo niebezpieczne jest przeprowadzanie ruchów wstecznych w nocy, nawet w wypadku, jeśli stanowią one taktyczną konty¬nuację natarcia, żołnierzy bowiem, nie biorących w ruchu tym udziału, ogarnia niepokój graniczący z paniką. Jeśli jakaś jed¬nostka musi być wycofana, przypilnuj, aby wszyscy żołnierze znajdujący się na drodze jej ruchu byli poinformowani, dlaczego się to robi i kiedy to nastąpi" (24, 314).
Inny pouczający przykład jest związany z pierwszym użyciem słynnych katiusz na froncie radziecko-niemieckim. Porównajmy dla nauki dwie relacje odnoszące się do tego samego wydarzenia. Oto wspomnienia naocznego świadka tej ogniowej próby, Jere- mienki: „Nowy rodzaj broni wypróbowaliśmy pod Rudnią. 15 lip¬ca 1941 r. w godzinach popołudniowych niezwykły huk pocisków rakietowych wstrząsnął powietrzem. Jak ogniste komety wy¬leciały w powietrze pociski. Częste i potężne wybuchy raziły słuch i wzrok niesamowitym hukiem i oślepiającym błyskiem. Efekt jednoczesnego wybuchu 320 pocisków w ciągu 26 sekund przeszedł wszelkie oczekiwania. Ogarnięci paniką żołnierze nie¬przyjaciela rzucili się do ucieczki. Cofnęli się do tyłu również i nasi żołnierze znajdujący się na przednim skraju w pobliżu re¬jonu wybuchów (w celu zachowania tajemnicy nikogo nie uprze¬dzono o próbach)" (9, 53). Jeszcze dosadniej ilustruje to samo wy¬darzenie P. Batów: „I oto przemówiły katiusze. Potężna salwa. Ogniste smugi na niebie. Wybuchy. Niemcy rzucili się do uciecz¬ki. Nasi — też. Rzadki widok «ataku», w którym obie strony uciekają jedna od drugiej! Przesadziliśmy z tą tajemnicą. Trzeba było jakoś uprzedzić ludzi na przednim skraju, żeby się nie bali, jeśli zajdzie coś nieoczekiwanego" (1, 142). Oba przytoczone opisy skłaniają do refleksji i nie wymagają komentarza.
Przy okazji warto choćby zasygnalizować jeszcze jedną kwe¬stię. Chodzi mianowicie o to, że można się pokusić o fenomeno¬logiczną klasyfikację panik. Można to uczynić, aczkolwiek zdaje¬my sobie sprawę, że spośród tych ludzi, którzy paniki przeżywali, wielu może opisać ich wybuch, przebieg i likwidację w katego¬riach nie mieszczących się w przyjętych klasyfikacjach. Można tak sądzić, bo znamy liczne przypadki panik z bogatego materiału historycznego, z relacji i rozmów, wspomnień i meldunków, któ¬re są bardzo odmienne od siebie i często nie mieszczą się już w żadnych klasyfikacjach.
Bardzo często w sytuacjach krytycznych, przedwojennych, wo¬jennych czy związanych z klęskami żywiołowymi, zamieszkami i walkami wewnętrznymi występują formy zachowania się zbio¬rowego — szczególnie chętnie zwane i określane panikami, choć nie są one panikami w istotnym znaczeniu tego słowa — z punk¬tu widzenia definicji podawanych zarówno przez polskich auto¬rów, jak i zagranicznych. Są to raczej nastroje paniczne, choć dziwna maniera każe autorom różnych wzmianek nazywać je wprost panikami. Wydaje się, że celowe byłoby wprowadzenie nowego terminu: półpanika. Wyjaśnimy nasze intencje na przy¬kładzie — jak sądzimy — dostatecznie wymownym i sugestyw¬nym, a dobrze znanym wielu ludziom z ich doświadczenia oso¬bistego.
Oto ona — półpanika, którą się w rozmowach określa jako pa¬nikę ...Po pierwsze, nurtujące wszystkich pytanie: ,.Co robić?" „Czekać na rozwój wypadków czy działać?" „Czy czekanie nie spowoduje nieodwracalnej sytuacji już nie do naprawienia, czy nie spowoduje groźnego w skutkach spóźnienia?" „Może najlep¬sza będzie ucieczka?" „Lecz dokąd uciekać?" „Trzeba chyba zro¬bić to, co wszyscy robią — otoczenie, sąsiedzi... Ale ktoś tam za¬chowuje się całkiem spokojnie! Może to jest właśnie słuszne, a może to człowiek nie zorientowany?" „Chyba jednak nie zorien¬towany, bo przecież wszyscy dookoła szykują się do ruchu, już nawet ruch ten się zaczyna. A więc — co pakować, co zabierać z sobą?"
Na początku jest refleksja i próba jakiegoś działania sensow¬nego, celowego i optymalnego, która ostatecznie kończy się wy¬borem błędnym, najmniej wartościowym i pakowaniem wcale nie najbardziej cennego dobytku. A teraz z kolei — ucieczka! „Dokąd uciekać?" „Niewątpliwie kierunek ten sam, w którym wszyscy zmierzają...", ale brak jest konkretnych informacji, w obiegu znajduje się trwożliwa pogłoska i niepokojąca plotka... Napływają coraz bardziej dramatyczne wieści... Droga też jest niepewna i zagrożona. Miejsce docelowe podobno jeszcze bar¬dziej! „Po co w ogóle ruszaliśmy z miejsca?" „Czy nie byłoby najlepiej jednak powrócić do domu?" Pytania takie powstają, ale już nikt nie powraca.
Dnia 6 września 1939 roku wieczorem, kiedy to po raz ostatni kursowały jeszcze w walczącej Warszawie zaciemnione już tram¬waje, w takiej właśnie atmosferze półpanicznej szczególnie silnie ujawniał się duży ruch na peryferiach stolicy, którego sens i cel trudno było ocenić... Po schodkach prowadzących na skarpę koło ulicy Puławskiej ciągną objuczeni ludzie w górę i spotykają tak samo objuczonych schodzących w dół. Na ciasnych schodkach powstają korki. Ludzie samotni i całe rodziny... Przystają: „A państwo dokąd?" „My na Żoliborz, na Bielany — jak najda¬lej z dolnego Mokotowa na północ". „Ale dlaczego?" „Tu już pod naszymi domami kopią okopy". Pytający są przerażeni, pa¬trzą na siebie i zdobywają się na informację: „Ależ, proszę pań¬stwa — tam też kopią, my jesteśmy właśnie z Żoliborza!"
Oto tragiczna bezradność. Oto ów nastrój paniczny, czyli ta półpanika, w której jeszcze nikt nie biegnie nieprzytomnie, rzu¬cając cały swój dobytek po drodze. A jednak już są zaburzone funkcje rządzące dotychczas postępowaniem codziennym — z ich rozsądkiem, schematami, łatwością i ekonomią. Są to koszmarne wędrówki — wyniszczające i narażające na straty. Jest to częste zjawisko wojen współczesnych. Taki był wrzesień w Polsce, ta¬ka była Francja w 1940 roku. Półpanika przeżywana jest bez gwałtownych reakcji, nasycona jest rozpaczą i smutkiem, depre¬sją i niepewnością, ryzykiem i zwątpieniem. Ponieważ w ewen¬tualnej przyszłej wojnie losy ludności cywilnej będą w większym stopniu aniżeli w jakiejkolwiek wojnie minionej spoczywały w rę¬kach dowódców wojskowych, takie rozważania powinny być wzięte przez nich pod uwagę.

3. ODWAGA W DZIAŁANIACH BOJOWYCH

Podobnie jak strach — odwaga znajduje wiele określeń bli-skoznacznych. Oto niektóre z nich: dzielność, śmiałość, nieustra- szoność, waleczność, męstwo, bohaterstwo, heroizm. Ale spotyka się także inne: brawura, duch, rezon, kontenans, kuraż, zucho¬watość, junackość i inne. To bogactwo form językowych służą¬cych opisowi podobnych do siebie stanów i sytuacji świadczy wy¬mownie o silnym zainteresowaniu, jakim odwaga cieszyła się na przestrzeni dziejów.
Psychologiczna analiza działania odważnego uczestników wal¬ki zbrojnej jest także rzeczą trudną i złożoną. Stwierdzenie to staje się zrozumiałe i jasne po udzieleniu odpowiedzi na pyta¬nie: „Na czym polega istota działania odważnego, bohaterskie¬go?" Odpowiedź brzmi: odważnym nazywa się takie działanie, w którym został — całkowicie lub częściowo — ograniczony strach. Odwaga i strach to jakby dwie strony tego samego me¬dalu, przenikają się nawzajem i nigdy nie mogą być traktowa¬ne w oderwaniu od siebie.
Jak już ustaliliśmy poprzednio, każdy normalny, zdrowy psychicznie człowiek, działający w stanie uświadomionego zagro¬żenia, przeżywa strach, zatem człowiekiem odważnym jest każ¬dy, kto w stanie takiego zagrożenia potrafi skutecznie zapanować nad swym strachem. Ale trudno przyznać miano odważnego ta¬kiemu człowiekowi, który zachowuje się brawurowo w obliczu zagrożenia tylko dlatego, że ,,na odwagę" czy też „dla kurażu" wypił na przykład określoną dawkę alkoholu. Taki człowiek nie zdaje sobie jasno sprawy z grożącego mu niebezpieczeństwa. W takim wypadku ryzykowanie staje się względnie łatwe. Praw¬dziwie odważnym człowiekiem jest natomiast ten, kto zdaje sobie sprawę z tego, że działa w stanie groźby utraty życia, czu¬je, że przeżywa strach, ale potrafi zapanować nad sobą i pomyśl¬nie wykonać powierzone mu zadanie bojowe.
Uzasadnienie powyższych tez znajdziemy u wiarygodnych znawców psychiki walczących żołnierzy. Oto zdanie Popiela na ten temat: „Ludzie nie odczuwający strachu istnieją tylko w baj¬kach. Jednakże przestąpić granicę, za którą zaczyna się brak lę¬ku, może wielu — prawie wszyscy. Naszą działalnością wycho¬wawczą staraliśmy się pomóc ludziom przekroczyć tę niewidzial¬ną, lecz stale istniejącą granicę. Doprowadzone do automatycz¬nych odruchów nawyki — to także, oprócz innych elementów, pomoc dla dokonania tego niełatwego skoku" (25, 194). A oto roz¬ważania Pattona: „Jeśli weźmiemy ogólnie przyjętą definicję nieustraszoności, iż jest to cecha człowieka nie znającego strachu, to ja osobiście nie widziałem takiego człowieka. Wszyscy ludzie się boją, im inteligentniejszy człowiek, tym większy odczuwa strach. Człowiekiem odważnym jest ten, kto potrafi zmusić się do wytrwania wbrew swemu strachowi. Dyscyplina, duma, sza¬cunek dla samego siebie, zaufanie do siebie oraz umiłowanie chwały oto cechy, które sprawiają, że człowiek jest odważny, nawet gdy się boi" (24, 305).
Jakiego rodzaju działania człowieka można bez wahania naz¬wać działaniami odważnymi? Jakie warunki powinny być speł¬nione, aby czyn żołnierski mógł być zaliczony do czynów odważ¬nych, może bohaterskich? Po pierwsze — musi istnieć możliwość wyboru działania w stanie zagrożenia. Człowiek może działanie podjąć, ale nie musi — w wypadku zaniechania działania nikt nie będzie miał do niego pretensji. Poza tym sposoby działania, wybór najwłaściwszych metod postępowania jest pozostawiony woli człowieka działającego. Wykluczamy zatem te sytuacje, w których ktoś jest zmuszony do podjęcia określonych działań. Po drugie — musi istnieć świadomość niebezpieczeństwa, zagro¬żenia. Człowiek powinien sobie jasno zdawać sprawę, że w po¬dejmowanym działaniu może stracić życie, a w najlepszym wy¬padku — zdrowie. Ta świadomość zagrożenia osobistego nie po¬wstrzymuje go jednak od wykonania niebezpiecznego zadania. I wreszcie po trzecie — postępowaniem człowieka muszą rządzić określone motywy społeczne. Człowiek naraża się dobrowolnie i świadomie, bo broni swego ojczystego kraju, swej rodziny, ko¬legów i dowódców, niesie pomoc tym, którzy jej potrzebują, do¬chowuje wierności żołnierskiej przysiędze, osłania sztandar bo¬jowy swego oddziału itp.
Bywają różne rodzaje odwagi. Odwagą wykazuje się bez wąt¬pienia wyczynowy spadochroniarz, płetwonurek, alpinista, cyr¬kowy linoskoczek, naukowiec bakteriolog, fizyk atomista i wielu przedstawicieli innych zawodów. Wszyscy oni działają w stanie zagrożenia, a nawet niekiedy zagrożenia te celowo potęgują, jak np. spadochroniarze wykonujący skoki z opóźnionym otwarciem spadochronu czy alpiniści wybierający najtrudniejsze warianty wspinaczki wysokogórskiej. Ich działanie wymaga niewątpliwej odwagi.
A mimo wszystko jest to innego rodzaju odwaga niż w dzia¬łaniach bojowych. W wojnie szczególnie bliskie stają się takie — pozornie odległe w czasach pokojowych — pojęcia, jak brater¬stwo broni, sztandar bojowy, honor oddziału, wierność przysię¬dze i wiele im podobnych. W imię tych ideałów żołnierze ryzy¬kują życiem. Wiedzą przy tym, że istnieje jedno wyjście — nie¬przyjaciel musi być za wszelką cenę pokonany, bo inaczej klęskę poniosą wojska własne. Bywa tak, że w obliczu śmiertelnego za¬grożenia oczekuje się od żołnierzy czynów bohaterskich. Nakło¬nić ich do złożenia ofiary z własnego życia, przekonać, iż naj¬lepszym wyjściem bywa niekiedy odważna śmierć, to jest już rzecz najwyższego kunsztu psychologicznego dowódcy, jego mi-strzowskich umiejętności wychowawczych.
Najcenniejsze zatem działanie odważne to takie, które jest po-wodowane motywami moralnymi uczestników walki zbrojnej — wolą obrony swej ojczyzny, wiernością przysiędze wojskowej, koleżeństwem bojowym, lojalnością wobec przełożonych, chęcią dotrzymania sojuszniczych zobowiązań, nienawiścią wobec wro¬ga itd. W armiach imperialistycznych — kierujących się odmien¬nymi założeniami ideowymi — preferowane są raczej motywy egoistyczne: pobudzanie pragnienia sławy, dążenie do zdobycia premii pieniężnej jako zalegalizowanej formy przekupstwa, po¬goń za rekordami, podsycanie żyłki hazardu, hołdowanie mega¬lomanii itd. Motywy tego rodzaju znajdują swoje uzasadnienie w kulcie pieniądza i dążeniu do bogacenia się, a liczne przykłady świadczą, iż wojny są dla żołnierzy armii imperialistycznych do¬skonałymi okazjami do załatwienia wcale nielichych interesów. Metody takiego postępowania zaakceptowano i wprowadzono do arsenału oddziaływań pedagogicznych w tych armiach. Wiele do myślenia daje fakt, iż jednym z najbardziej dotkliwych środ¬ków represyjnych w armiach imperialistycznych jest kara grzyw¬ny, którą przełożony „uderza po kieszeni" swych niezdyscyplinowanych podwładnych.
We wszelkich rozważaniach o odwadze zwraca się uwagę na ogromną rolę przypadków tak zwanych sytuacji bez wyjścia, z jakimi uczestnicy walki zbrojnej mają niekiedy do czynienia. Okazuje się, że w takich sytuacjach jedynie uzasadnione staje się właśnie działanie odważne, działanie pełne determinacji i za¬wziętości — na pograniczu brawury. Ono właśnie stanowi w tego rodzaju okolicznościach jedyne „wyjście", jedyną szansę ocalenia życia, jedyną gwarancję wykonania zadania bojowego. Zrozu¬miałe, że wówczas wiele zależy od dowódcy pododdziału. Od je¬go zdecydowania w walce, od jego niezłomnej woli odniesienia zwycięstwa nad przeciwnikiem zależy nastrój żołnierzy, ich de¬terminacja, ich pragnienie pokonania nawet przeważającego li-czebnie wroga.
Ludzie mogą też działać odważnie w stanie przymglenia świa- 
domości. Takie działanie jest możliwe bądź to pod wpływem środ¬ków farmakologicznych (najpopularniejszym w dotychczasowych wojnach środkiem zmniejszającym strach był alkohol, ale mogą to być także inne specyfiki), bądź też pod wpływem afektów — np. radości, rozpaczy, gniewu, a nawet ... strachu. Nie ma w tym żadnego paradoksu. Znane są bowiem sytuacje, w których żoł¬nierz pod wpływem strachu ucieka z zagrożonego rejonu, rzuca się z zaciętością w kierunku nieprzyjaciela i pociąga za sobą in¬nych współtowarzyszy broni.
Osobne zagadnienie stanowią przypadki „odwagi pozornej", często dyskutowane i budzące niekiedy wątpliwości w ocenach szczegółowych. Z takim zjawiskiem mamy do czynienia wówczas, kiedy ludzie działają sprawnie i uzyskują sukcesy bojowe, ale nie znają albo nie doceniają istniejącego niebezpieczeństwa. Je¬żeli np. artylerzyści ogniem pośrednim zatrzymują i rozbijają na¬tarcie grupy czołgów przeciwnika, wykonują zadanie bojowe, ale bieżącą sytuację bojową zna dokładnie jedynie kierujący ogniem swej baterii dowódca i osoby towarzyszące mu na punkcie obser¬wacyjnym. Działanie artylerzystów zasługuje na pozytywną oce¬nę, mimo że ich świadomość zagrożenia była ograniczona.
W toku gromadzenia materiałów i danych o odwadze można się spotkać z różnymi poglądami. Zróżnicowanie poglądów doty¬czy samej definicji odwagi, analizy działania odważnego albo sa¬mego stosunku do możliwości kształtowania odwagi w człowieku. Brak jest obecnie takiego studium, które zadowalająco naświet¬lałoby istotę tego zagadnienia w ujęciu współczesnym.
Na ogół można się spotkać z następującym typem rozumowa¬nia: strach jest właściwy każdemu człowiekowi, występuje w ob¬liczu niebezpieczeństwa, zwłaszcza zagrożenia życia, wobec cze¬go ludzi prawdziwie odważnych właściwie nie ma. Jeżeli lu¬dzie — pod najrozmaitszymi formami przymusu — działają i wykonują niebezpieczne zadania bojowe, nie można mówić o od¬wadze, lecz o pokonywaniu strachu, który tym ludziom stale towarzyszy.
W innym rodzaju rozumowania dominuje przekonanie, iż ludzie wykonują niebezpieczne zadania bojowe, ponieważ nie zda¬ją sobie świadomie sprawy z grożącego im niebezpieczeństwa. Są oni potem uznawani za odważnych, choć ich odwaga jest tylko pozorna, o czym wspomnieliśmy już wyżej.
Takim rozumowaniom towarzyszą także odpowiednie poglądy na możliwość kształtowania odwagi. Są one z reguły negatywne w tym sensie, że dopuszczają albo pewien przymus, albo nie¬pełną świadomość działania. Takie rozumowania i poglądy nie odpowiadają duchowi naszych tradycji wojskowych. Istnieją licz¬ne dowody na to, że działanie odważne pojawia się wśród tych żołnierzy, którzy: dobrze opanowali zasady walki, są dobrze wy¬szkoleni, świetnie władają bronią, znają sytuację, obdarzają zau¬faniem swych dowódców itd. Taki zespół czynników zapewnia spokój działania, który umownie nazywamy odwagą.
Na podstawie bogatego materiału z lektury wspomnień wojen¬nych można stwierdzić, że wielu ludzi w walce zachowuje wy¬soki stopień swobody działania i postępowania rozumianej jako zdolność uniezależnienia się od stanów lęku, trwogi, niepokoju. W pewnych przypadkach krańcowych występuje „poryw działa¬nia" z pełną swobodą wewnętrzną, w którym strach w ogóle nie jest odczuwany. Nie są to być może częste przypadki. Częsta na¬tomiast jest swoboda polegająca na tym, że strach zostaje ogra¬niczony, że skutki stanu niepokoju zostają chwilowo wyelimino¬wane albo przejawiają się w tak łagodnej postaci, która nie pro¬wadzi do dezorganizacji psychiki człowieka w walce. Takie stany swobody, uniezależnienia się mogą być motywowane następująco:
—   pobudkami ideologicznymi (wysoka świadomość celu i sen¬su walki, pełna aprobata dla ideologicznych założeń toczonej walki);
—   poczuciem bezpośredniej odpowiedzialności za losy walki;
—   więzią z innymi ludźmi, koleżeństwem, poczuciem kolek¬tywizmu;
—   nieprzejednanym, bezkompromisowym stosunkiem do nie-przyjaciela.
Czy możliwe jest kształtowanie odwagi? Jeżeli jest ono moż¬liwe, jak można to czynić w procesie wychowywania człowieka? Pesymiści twierdzą, że kształtowanie odwagi jest niemożliwe, po¬nieważ w człowieku zawsze górę bierze strach jako instynktownie uwarunkowany. Inni twierdzą, że odwaga jest cechą wrodzoną człowieka i dlatego nie każdy może być zdolny do odważnego działania. Ten niesłuszny pogląd wywodzi się ze stwierdzenia, iż kształcenie odwagi jest zadaniem bardzo trudnym. Z wszystkich cnót żołnierskich najtrudniejsza do ukształtowania jest właśnie odwaga. Prawdą jest, że człowiek ujawniający stany nerwicowe, pobudliwość emocjonalną, przewrażliwiony — stanowi trudny materiał do zabiegów wychowawczych.
Zadatki odwagi powinno się w ludziach rozwijać bardzo wcze¬śnie — im wcześniej, tym lepiej. Ideał odważnego człowieka, ideał bohatera powinien przyświecać wychowaniu od najmłodszych lat. Trudno odpowiedzieć, w jakim stopniu realizuje ten postulat dzi¬siejsze wychowywanie. Faktem jest jednak, że nasze tradycje walki narodowowyzwoleńczej stanowią podłoże, na którym po¬winna się rozwijać ta cnota żołnierska. W wojskowej pracy wy¬chowawczej powinny być uwzględnione następujące wskazówki praktyczne, które sprawdziły się w doświadczeniu:
—   młodym żołnierzom należy ukazać w pełni rolę i znaczenie odwagi oraz bohaterstwa w życiu społecznym narodu;
—   zapoznać ich z pracą ludzi poświęcających się np. nauce i wykonujących niebezpieczne czynności (energia jądrowa, bak¬teriologia itp.), wielkich pionierów postępu (np. J. Gagarin);
—   stale wzbudzać szacunek dla ludzi trudnych zawodów zwią¬zanych z niebezpieczeństwem (np. górnictwo, rybołówstwo, mi¬licja);
—   ukazać budzące szacunek i należny podziw zachowanie się ludzi podczas klęsk żywiołowych (powodzie, pożary, epidemie itp.);
—   oswajać systematycznie żołnierzy z niebezpieczeństwem w warunkach wzrastających zagrożeń, uświadamianych sobie przez żołnierzy w toku wykonywania trudniejszych zadań ćwi¬czebnych i bojowych.
Przede wszystkim jednak należy wytworzyć więź między żoł¬nierzami tak silną, że będzie ona sprzyjała rodzeniu się poczu¬cia głębokiej odpowiedzialności za zespół, za kolektyw podod- działowy. Tak powstaje skłonność do poświęceń, zdolność do ofia¬ry, bez których nie ma właściwie pojmowanej odwagi. Działanie
odważne i bohaterstwo powinno być tematem pogadanek dowód¬ców z żołnierzami, powinno być rozsławiane przez dobry wiersz i żołnierską piosenkę. Kategoryzacja bohaterstwa jest nadzwy¬czaj trudna, ale można je dostrzec w takich odmianach:
—   bardzo długie trwanie w krańcowym zagrożeniu — trwanie, które oznacza całe dni, tygodnie, miesiące, a nawet lata życia;
—   samotna walka i wytrwanie gdzieś na tyłach nieprzyjaciela, uporczywe przechodzenie przez linię frontu przy zupełnej nie-znajomości sytuacji, a w skrajnych przypadkach ofiara życia w postaci żądania ognia własnej artylerii na siebie;
—   nieuleganie głodowi, pragnieniu, bólowi i cierpieniom fi¬zycznym;
—   kontynuowanie walki w stanie wyczerpania, choroby lub mimo zranienia;
—   „drogie sprzedanie swego życia" — np. taran lotniczy;
—   niepoddawanie się depresji, manifestacja spokoju, dawanie wzoru postępowania przy uświadamianiu sobie niesłychanie trud¬nego położenia, wyjątkowo niebezpiecznej sytuacji;
—   wykonywanie czynności groźnych dla życia, a wymagają¬cych dużej precyzji działania (np. rozbrajanie miny-pułapki);
—   wyrzeczenie się prywatnego życia osobistego dla wyraźnego celu o dużej doniosłości społecznej;
—   przeciwstawianie się rozszalałemu żywiołowi, uczynienie ofiary z własnego życia po to, aby inni nie zginęli.
Wyliczenie powyższe jest przykładowe. Wyczerpanie wszystkich kategorii bohaterstwa i męstwa jest niemożliwe. Oprócz wymie¬nionych wyżej każdy z nas może od siebie dodać jeszcze wiele innych przejawów męstwa i przykładów bohaterskiego dziaia- nia. Przykłady takie powinny przetrwać w pamięci potomnych i powinny stanowić podstawę do kształtowania najwartościow¬szych cnót i reakcji charakterologicznych naszego żołnierza.
Co przyczynia się do wzmożenia odwagi? Jest wiele takich okoliczności, które ułatwiają żołnierzom odważne działanie i od¬suwają od nich konflikty rodzące się w toku walki. Poświęcimy im nieco miejsca, aby zwrócić większą uwagę dowódców pod¬oddziałów na to, co w naturalny niejako sposób warunkuje od¬wagę, odważne działanie.

Głęboka świadomość sprawy

Głęboka świadomość sprawy, o którą się toczą działania bo¬jowe, ugruntowana świadomość celów wojny — to fundament działania odważnego, to podłoże, na którym wyrastają czyny bohaterskie. W tej dziedzinie liczy się zdanie pojedynczego żoł¬nierza o wojnie, o przyczynach, które ją zrodziły, o potrzebie poniesienia ofiar i strat w sprawiedliwym wysiłku wojennym całego narodu. To, co żołnierz myśli o tych założonych kwestiach, materializuje się w jego stosunku do codziennych zadań szkole¬niowych, do trudu ćwiczebnego, do troski o broń i sprzęt, do utrzymania poprawnych stosunków z kolegami i przełożonymi.
Głęboko zakorzenione przekonania ideologiczne mają wielkie znaczenie dla każdego myślącego, inteligentnego żołnierza. Dzię¬ki nim zdaje on sobie sprawę z potrzeby pełnego poświęcenia dla kraju. „Bohaterstwo — jak pisze Skopin — to samopoświęce- nie wyłącznie w imię sprawiedliwego, postępowego celu. Samo w sobie samopoświęcenie może być nierozumne, szkodliwe, a na¬wet zbrodnicze. Zdarzało się, że i uczestnicy band koniokradów, przemytników, rozbójników, łatwowierni towarzysze awanturni¬ków lub zdrajców składali ofiarę z własnego życia. Ale przez to ani ci, ani żadni inni wspólnicy zbrodni nie stawali się boha¬terami" (28, 704).
Dla każdego dowódcy pododdziału ważne jest aktywne wpły¬wanie na kształtowanie się i umacnianie świadomości patriotycz¬nej i internacjonalistycznej młodych żołnierzy, którzy szczegól¬nie w początkowym okresie służby wojskowej są trochę zagubie¬ni w zupełnie nowych dla siebie Warunkach. Od pierwszych go¬dzin początkowego szkolenia muszą oni dostrzegać ideowy sens podejmowanych wysiłków i zdawać sobie sprawę z ich koniecz¬ności. Wiele pytań zadawali sobie ci młodzi żołnierze jeszcze przed włożeniem munduru. Zupełnie słusznie spodziewają się, że w wojsku znajdą zadowalające na nie odpowiedzi.
Kształtowaniu właściwej świadomości swych podwładnych mu¬si dowódca pododdziału poświęcać wiele uwagi, czasu i wysiłku. Świadomość ideowo-polityczna żołnierzy powinna być tak ug-runtowana, aby skłaniała ich do jak najlepszego wykonywania bieżących zadań stojących przed pododdziałem.
Rozważania o bardziej odległej przeszłości są także niezbędne, ale najważniejszy wpływ kształcący ma teraźniejszość. Praktyka zgodna z teorią to podstawa, na której opiera się dynamiczna praca ideowo-wychowawcza w pododdziałach wojskowych i na której zasadza się właściwy stan moralno-polityczny wojsk oraz pożądane nastroje wszystkich żołnierzy.
Do oceny wartości pododdziałów wykorzystuje się niektóre wskaźniki, świadczące o dobrym stanie moralno-politycznym wojsk. Wymienia się m.in. brak: dezercji i samowolnych odda¬leń, nadmiernych i drastycznych kar dyscyplinarnych, symulacji chorób i objawów wyczerpania nerwowego, objawów nieposza- nowania broni i majątku wojskowego oraz marnotrawstwa go¬spodarczego, niedbalstwa w wykonaniu rozkazów i poleceń, nie¬chlujstwa w ubieraniu się i oddawaniu honorów wojskowych, niesnasek i kłótni między żołnierzami, raportów o przeniesienie służbowe do innego pododdziału, przypadków niewłaściwego od¬noszenia się do osób cywilnych, ordynarności w postępowaniu i zachowaniu się żołnierzy. Każdemu dowódcy pododdziału na¬leży życzyć największych sukcesów w osiąganiu tego rodzaju „braków".

Silna dyscyplina wojskowa

Bogate doświadczenie dowodzi, że właściwa, silnie zakorzenio¬na dyscyplina stanowi źródło wszelkich osiągnięć natury szkole¬niowej i wychowawczej w wojsku. Sprzyja ona zdobywaniu wszechstronnej wiedzy specjalistycznej i wyrabianiu pożądanych nawyków działań, przez co wyzwala się chęć aktywnego dzia¬łania i odwagę żołnierzy. W tym pododdziale, w którym panuje dobra dyscyplina, można z góry przewidywać pozytywne działa¬nia w boju. W tym zaś pododdziale, w którym takiej dyscypliny brakuje, można się co najwyżej spodziewać nieodpowiedzialnych „wyskoków", karygodnej głupoty i bezmyślnej brawury, mogą¬cych narazić pododdział na niepotrzebne straty.
Dyscyplina i świadomość polityczna to dwa zjawiska ściśle się wiążące. Zwróćmy uwagę, co mówił Lenin, udzielając odpowiedzi na pytanie, na czym opiera się dyscyplina i co ją umacnia: „Po pierwsze, uświadomienie awangardy proletariackiej i jej wier¬ność dla rewolucji, jej hart, samozaparcie, bohaterstwo. Po dru¬gie, jej umiejętność nawiązania łączności, zbliżenia się, do pew¬nego stopnia, rzec można, stopienia się z najszerszymi masami ludu pracującego... Po trzecie, słuszność kierownictwa politycz¬nego, urzeczywistnionego przez tę awangardę, słuszność jej stra¬tegii i taktyki politycznej, pod warunkiem, by jak najszersze masy na podstawie własnego doświadczenia przekonały się o tej słuszności. Bez spełnienia tych warunków próby stworzenia dys¬cypliny nieuchronnie stają się czczym dźwiękiem, frazesem, far¬są" (20, 9).
Powyższe słowa dają się w całej rozciągłości odnieść także do środowiska wojskowego i mają moc wciąż obowiązującą. Nie chodzi o hojne szafowanie karami dyscyplinarnymi. Wzorowy dowódca nie musi odwoływać się do środków przymusu, lecz radzi sobie doskonale bez nich, zwłaszcza gdy pozyska szacunek, poważanie, przywiązanie i sympatię swych podwładnych. Duże znaczenie ma też jego autorytet fachowy i specjalistyczne umie¬jętności wzbudzające w podwładnych podziw i pełne zaufanie. Dopiero wówczas, kiedy dowódca pododdziału wyczuwa, iż nie stać go na wykorzystanie tego rodzaju czynników wychowaw¬czego oddziaływania, może się odwołać do swoich dyscyplinar¬nych uprawnień. Odwrotna droga bywa zazwyczaj błędna i przy¬nosi więcej rozczarowań niż korzyści.
Potrzeba zdyscyplinowania wewnętrznego powinna się stać jedną z elementarnych potrzeb współczesnego żołnierza armii so¬cjalistycznej. Poszanowanie dla dyscypliny społecznej i aproba¬ta dla jej wymagań skutecznie chronią przed warcholstwem i so¬biepaństwem i sprawiają, że rozkaz nie jest traktowany jak próba ubliżenia czyjejkolwiek godności osobistej.
Przypadki ewentualnego nadużywania władzy w życiu pod¬oddziałów, szczególnie ze strony nieodpowiedzialnych funkcyj¬nych, wymagały zawsze i wymagają nadal stanowczego potępie¬nia i dezaprobaty moralnej. Nie sprzyjają one bowiem tej dys¬cyplinie wojskowej, która stanowić ma fundament odwagi bojowej.

Działanie w kolektywie żołnierskim

Świadomość działania w zgranym i zwartym kolektywie żoł¬nierskim sprzyja wyzwalaniu się zdecydowania i męstwa w dzia¬łaniach bojowych. Samopoczucie żołnierzy jest korzystne, po¬nieważ każdy z nich ma realne podstawy, by wierzyć, iż w po¬trzebie znajdzie zawsze pomoc i oparcie u swych towarzyszy walki, a w razie konieczności sam nie będzie skąpił pomocy in¬nym. Wiara w kolektyw bojowy, w jego siłę i solidarność to jed¬na ze znakomitszych przesłanek odważnego działania żołnierzy w walce zbrojnej.
Charakterystyczne jest, iż niezauważalnie wytwarzają się swo¬iste postawy i poglądy w tej dziedzinie. Duma z przynależności do określonego rodzaju wojska lub służby potrafi niekiedy pro¬wadzić do specyficznej jednostronności w zapatrywaniach nie¬których żołnierzy. Wydaje się im, że ich rodzaj wojska lub służ¬by należy do elity decydującej o sukcesie lub klęsce. Dochodzi przy tym nieraz do krzywdzenia przedstawicieli innych rodzajów wojsk i służb. Oczywiste, że nie czyni się tego umyślnie, nie¬mniej warto się wystrzegać tego rodzaju skłonności. Najlepiej rzecz całą oddaje następujący fragment wspomnień wojennych Biriuzowa:
„Na wojnie tak się przywyka do bohaterstwa i poświęcenia na¬szych ludzi, że chwilami nawet się ich nie dostrzega. W oczach żołnierza frontowego najbardziej bohaterski czyn jest czymś zwy¬kłym, powszednim.
Pamiętam takie wydarzenie...
Działo było ustawione do strzelania na wprost. Podejścia do niego osłonięte były ze wszystkich stron. Nagle na stanowisko ogniowe wpada ciężarówka z amunicją. Sunie po śniegu, para bucha z chłodnicy, a obok wybuchają pociski. Szyby w kabinie kierowcy dawno już wyleciały. Sam kierowca jest ranny. Ale ciężarówka wytrwale dąży do celu, przywozi amunicję, zabiera rannych i dopiero wtedy wraca na tyły.
Zapytałem stojącego obok mnie dowódcę-artylerzystę:
—   Kto to był?
Nie zrozumiał mnie, jak widać:
—   Któż ma być, jak nie któryś z zaopatrzenia artyleryjskiego...
I machnął ręką niezadowolony: — Wiecznie się spóźniają...
—   Ten kierowca zasłużył na odznaczenie — zauważyłem.
—   Za co? — szczerze zdziwił się mój rozmówca. — Czołg zniszczył czy co?" (2, 142).
Dla cytowanego w powyższym przykładzie artylerzysty jedy¬nie odważnie zachowują się ci, którzy niszczą czołgi. Inni się nie liczą. Z tego rodzaju stereotypami można się czasami spotkać. W imię dobrze pojmowanego zespalania kolektywów żołnierskich wokół wspólnych celów i zadań bojowych warto jednak dążyć do tego, aby wysiłek każdego żołnierza w walce był dostrzegany i właściwie oceniany. Wiadomo bowiem, że współczesna piecho¬ta zmotoryzowana niewiele dokaże bez odpowiedniego wsparcia czołgów, ale czołgiści są niemal bezradni bez efektywnej pomo¬cy piechoty. Powiązań tego rodzaju można wskazać bardzo wie¬le — i to w odniesieniu do wszystkich specjalności wojskowych. Skoro walka współczesna jest walką wojsk połączonych, to wy¬maga ona odpowiedniego zespolenia bojowych wysiłków zarów¬no tych, którzy walczą na lądzie, jak i tych z powietrza, i tych, którzy zadania swoje wykonują na morzu.

Przykład osobisty dowódcy

Swego czasu M. Kalinin tak przemawiał do żołnierzy frontowych:
„Przypomnę wam tylko, że historia nie zna dowódców o światowej sławie, którzy by nie byli ulubieńcami swych żołnierzy. Oznacza to, że słynni w całym świecie dowódcy nie byli wyłącznie mistrzami strategii i taktyki. Nie. Znali oni również drogę do serc swych żołnierzy, swojej armii. Byli mistrzami w kształtowaniu wysokiego ducha bojowego armii, umieli wzbudzać w sercach żołnierskich głębokie do siebie zaufanie" (10, 203).
W tym właśnie tkwi ogromny problem wychowawczy. Wzbu¬dzić zaufanie do siebie i bez zbędnej frazeologii nakłonić żołnie¬rzy do naśladownictwa — to rzecz dużego kunsztu pedagogicz¬nego. Łatwo można zauważyć, iż żołnierze nie darzą zaufaniem dowódcy-moralizatora, który w słowach potrafi utopić urok lub powagę chwili. Każdy żołnierz natomiast lubi człowieka czynu dobrze znającego swój fach i dającego dowody swojej sprawied¬liwości oraz troski o podwładnych.
Żołnierze szukają w każdym dowódcy określonych cech i przy¬miotów, które chcieliby naśladować, ale znajdują też takie wady i przywary, których pragną unikać.
Dowódca pododdziału ma na co dzień względnie mało czasu na prowadzenie planowej i systematycznej pracy wychowawczej ze swymi podwładnymi. Prawdziwym problemem staje się niekiedy znalezienie czasu na indywidualne kontakty z tymi żołnierzami, którym trzeba by poświęcić nieco więcej uwagi. Warto zatem stale przypominać sobie starą prawdę żołnierską, że dowódca wy¬chowuje swych podwładnych przede wszystkim siłą własnego przykładu osobistego. Szczególnie ważny jest ten przykład w wal¬ce, w ogniu. Przez opanowanie i poczucie zdrowego rozsądku do¬wódca potrafi podtrzymywać ducha pododdziału i wpływać ko¬rzystnie na samopoczucie żołnierzy.
Do tego samego trzeba ciągle nakłaniać najniższych w hie¬rarchii służbowej przełożonych żołnierzy i ich dowódców (drużyn, działonów, obsług, zespołów itp.). Nie wolno jednak dopuścić do wytworzenia demoralizującej atmosfery „prowadzenia za rączkę", bo taka praktyka szybko się mści. Jeden z najbardziej doświadczonych dowódców radzieckich, Żuków, tak o tym pisze: „Z wieloletniej praktyki własnej wiem, że tam, gdzie brak zau¬fania do młodszej kadry dowódczej, gdzie istnieje ciągła opieka starszych oficerów — nigdy nie będzie dobrego korpusu młod¬szych dowódców, a co za tym idzie — nigdy nie będzie porządku w pododdziałach" (31, 51—52). Uznanie zatem właściwej roli i aprobata dla właściwego miejsca wszystkich przełożonych żołnierzy w pododdziale stanowią jeden z najważniejszych czynników zaufania do dowódców, a to z kolei skłania do pożądanego naśladownictwa.

Dobry stan fizyczny żołnierzy

Warunkiem niezbędnym dla sprawnego działania żołnierzy w walce jest dobre przygotowanie fizyczne, kondycyjne. Bez właściwego wy trenowania żołnierzy trudno liczyć na jakiekol¬wiek sukcesy na polu walki, nie mówiąc już o skłonnościach do działania odważnego i czynów bohaterskich. Troska o tę kon¬dycję opłaca się sowicie, gdyż dobry stan fizyczny budzi wiarę
żołnierzy we własne siły i pozwala pozbyć się ewentualnego kom¬pleksu niższości wobec przeciwnika. Tylko w takiej sytuacji można liczyć na odważne zachowanie się i działanie żołnierzy w obliczu wroga na polu walki.
Dobra kondycja fizyczna żołnierzy jest wynikiem rozlicznych zabiegów, które dowódca pododdziału planuje i realizuje w pro¬cesie szkolenia w czasie pokoju, a kiedy tego sytuacja wymaga — . także w toku toczącej się wojny. Żołnierz powinien bezwzględnie otrzymywać to, co mu się należy, do czego ma prawo. Zaliczyć do tego trzeba wystarczającą ilość pożywienia, możliwie dużo snu, odpowiednią rozrywkę i odpoczynek w czasie przerw w wal¬ce, niezbędną pomoc medyczną dla cierpiących i chorych itd. Nasz żołnierz nigdy nie gustował w przesadnym luksusie i kom¬forcie, a w potrzebie umiał się obejść bez tego, co w innych armiach uważane było za niezbędne. Ale trudno od żołnierza wymagać pozytywnego działania, kiedy przez nieporozumienia, niedbalstwo lub z jeszcze gorszych przyczyn pozbawia się go cie¬płej strawy lub umundurowania chroniącego przed dotkliwym zimnem. Nigdy i nic nie usprawiedliwi bierności lub niedołęstwa dowódcy pododdziału w tej dziedzinie.
Żołnierzowi w polu niewiele do pełnego zadowolenia potrzeba, bo w miarę nabywania doświadczenia potrafi sobie samodzielnie zaradzić i innym nieść skuteczną pomoc. To zadowolenie zaś po¬trafi z żołnierza wyzwolić wielkie siły moralne. Ono warunkuje też odwagę żołnierską. Dowódcy pododdziałów wiedzą przecież, że brak troski nawet o pozorne drobiazgi może dać zgubne na¬stępstwa. Niedokładne dopasowanie obuwia może cały podod¬dział pozbawić gotowości i sprawności bojowej, gdyż bolesne otarcia stóp „unieruchomią" żołnierzy na długi czas. Tego ro¬dzaju doświadczenia powinny być rozpatrywane w pracy wy¬chowawczej i uświadamiającej wśród żołnierzy. Powinni oni być przekonani, że w wojsku naprawdę trudno o sprawy błahe i ła¬twe do zbycia przysłowiowym machnięciem ręki.
Doświadczeni żołnierze frontowi potrafią odpowiednią wagę przywiązywać także do bukietu kwiatów polnych w schronie, do skrupulatnego wycierania obuwia przed wejściem do kwatery, czy też budowania wymyślnych łaźni i natrysków. I nie jest to
wyrazem „zniewieścienia" wojska. Odwrotnie — tylko silne cha¬raktery szukają i znajdują takie udogodnienia, które najtrudniej¬szą sytuację potrafią umilić, choćby odrobinę uprzyjemnić, spra¬wić, że stanie się ona bardziej znośna. O takie skłonności wśród swoich podwładnych dba każdy rozsądny dowódca pododdziału, gdyż wie, że żołnierze czerpią z nich optymizm i siłę.

Dobry stan psychiczny żołnierzy

Dowódca pododdziału sprawuje kompetentną władzę na właś¬ciwym sobie szczeblu działania wojskowego. Władza ta daje jed¬nak nie tylko odpowiednie przywileje. Pociąga za sobą dużą od¬powiedzialność. Bywa nierzadko, że żołnierze są głodni, zmęczeni i zziębnięci, a ochoczo wykonują wszelkie polecenia swego prze¬łożonego. Nie mają wielkich nadziei na bliski odpoczynek, a jed¬nak nie tracą animuszu i zapału. Dzieje się tak wówczas, kiedy dowódca dzięki właściwym zabiegom wychowawczym w podod¬dziale przyzwyczaił ich do traktowania przejściowych trudności jako rzeczy normalnych i organicznie związanych z żołnierskim rzemiosłem, a sam zawsze dzieli trudy na równi ze swymi pod¬władnymi i czyni wszelkie wysiłki, aby udzielić podwładnym sku¬tecznej pomocy.
Wojna wystawia psychikę żołnierzy na ciężką próbę. Wymaga zatem pełnej subordynacji i pełnego odpowiedzialności poszano¬wania dla woli przełożonych. Ich rozkazy muszą być wykonywa¬ne wzorowo i w nakazanych terminach. Od tej zasady nie ma odstępstwa. Treść rozkazów wymaga nierzadko wyjaśnień, nie¬zbędne są do nich komentarze, czyniące rozkazy bardziej zro¬zumiałymi w stosunku do poszczególnych kierunków działań pod¬oddziałów i ich zadań cząstkowych. Nie mogą jednak nigdy być dwuznacznie komentowane w obecności podwładnych, gdyż ta¬kie praktyki budzą zwątpienie i demoralizują.
W swej pracy każdy dowódca wykorzystuje liczne formy od¬działywań ideowo-wychowawczych. Są to zazwyczaj zbiorowe formy pracy, podczas których spotyka się cały kolektyw. Ale i o pojedynczym żołnierzu zapominać nie wolno.
Pamiętać trzeba zawsze, że wojsko jest instytucją skupiającą ludzi młodych, wśród których także rezerwiści powoływani w po¬trzebie pod broń czują, iż ubywa im wielu lat. Dla tego środo¬wiska młodych ludzi naturalny jest optymizm, pogodne samo¬poczucie i wręcz poczucie humoru. Humor frontowy, żart fron¬towych wiarusów, kolportowany dowcip — potrafią być rubaszne, ale dodają żołnierzom otuchy, ochraniają przed tęsknotą i no¬stalgią, odwracają myśli od okrucieństw wojny.
W wojsku wierzy się powszechnie — i nie bez powodu — że szczęście sprzyja odważnym. Wiara ta zobowiązuje dowódców pododdziałów do kształtowania takich nastrojów psychicznych, które będą wyzwalały odwagę. Żołnierz pełen optymizmu i po¬godnego usposobienia skupia innych wokół siebie, staje się uzna¬wanym nieformalnym przywódcą w pododdziale. Rzeczą dowód¬cy pododdziału jest umiejętne wyłowienie podwładnych z tego rodzaju predyspozycjami. Staną się oni jego prawdziwymi po¬mocnikami, najlepszymi agitatorami.
Przy tym wszystkim pamiętać trzeba o jeszcze jednej donio¬słej sprawie. Wroga trzeba ośmieszać, choć nie należy go lekce¬ważyć. Nie wolno jednak doprowadzić do ośmieszania którego¬kolwiek z podwładnych. Żaden żołnierz w pododdziale, jeżeli ten pododdział ma stanowić zwartą i zgraną jednostkę bojową, nie może być przedmiotem upokarzających go dowcipów. Skłonności tego rodzaju muszą być w porę ukrócone, bo nie służą dobremu samopoczuciu żołnierzy, mogą być przydatne tylko dla wroga. Warto jednak doceniać dowcip sytuacyjny i z przychylnością od¬nosić się do żołnierskiego żartu, którego bohaterem stać się mo¬że także osoba dowódcy pododdziału. Żołnierz w dowcipie wyraża często swoją sympatię. Dowcipu nie należy się bać. Za dow¬cip nie wolno się obrażać. Lubianemu dowódcy dowcip żołnierski jeszcze nigdy nie zaszkodził.

Aktywność żołnierzy w toku walki

Wszelka aktywność jest sprzymierzeńcem odwagi. Wszelka gnuśna bezczynność — szczególnie ta, która nie jest wymuszona okolicznościami walki — jest naturalnym wrogiem odwagi. Rozumny dowódca pododdziału wiele troski poświęca możliwości aktywnego zaangażowania swych podwładnych w akcje mające związek z przebiegiem walki zbrojnej. O potrzebie tej mówią
rozliczne relacje uczestników minionych wojen. Stwierdzają oni, iż obezwładniające napięcie ogarniało ich w początkowym stadium pobytu na froncie zawsze wówczas, kiedy oczekiwali na wyjście do ataku lub natarcie przeciwnika. Z chwilą rozpoczęcia się akcji napięcie i niepokój mijały, ustępując miejscu mobilizacji do zorganizowanego, celowego działania.
Bezczynne oczekiwanie, częstokroć w sytuacji bojowej niezbędne, nie może się przeciągać ponad miarę w czasie. „Bardzo to nieprzyjemne chwile — pisze M. Kazakow — kiedy maszeruje się pod lufami nieprzyjaciela, oczekując w napięciu pierwszego wystrzału. Trzeba mieć mocne nerwy, aby to wytrzymać. Ale równocześnie w człowieku budzi się hazard. Już nie chcesz, nie możesz ustąpić przed wrogiem. Chodzi już o to, kto kogo..." (11, 13). To już rzecz dla doświadczonego żołnierza frontowego, takiego, który swoje nerwy w walce zdążył zahartować. Tego rodzaju odporność budzi zawsze podziw i uznanie młodego żołnierza skłaniając go do naśladownictwa.

Zobacz na:
System Operacyjny Umysłu
https://forum.wybudzeni.com/index.php?topic=87.0
« Last Edit: (Wed) 21.10.2015, 01:48:18 by BladyMamut »
“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • WyBudzony
  • *
  • Posts: 2 560
  • Reputacja: +12/-0
Odp: Psychologia walki i dowodzenia
« Reply #1 on: (Mon) 19.10.2015, 15:24:23 »
Znajomość istoty zagrożenia

Jeżeli oczekujemy od człowieka, że w określonym działaniu wykaże odwagę, to z góry zakładamy, że cżłowiek ten będzie musiał przeciwstawić się swemu strachowi i zapanować nad nim skutecznie. Wobec tego człowiek powinien możliwie najlepiej poznać to, co prawdopodobnie wywoła jego strach, co jest dla niego niebezpieczne, w czym tkwi źródło obiektywnego zagroże¬nia. Wiadomo bowiem, że ludzie boją się tego, co już poznali jako groźne, ale — o czym już wspominaliśmy — o wiele większy ich lęk i niepokój wzbudza zawsze to, co nieznane, tajemnicze.
Obowiązkiem służbowym dowódcy pododdziału i jego współ-pracowników jest możliwie najlepsze zapoznanie żołnierzy z właś-ciwościami zagrożeń typowych dla określonej wojny i mających związek z określonym rodzajem specjalności wojskowej. Specy¬ficznie odmienne bywają zespoły zagrożeń dla czołgisty i che¬mika, sapera i łącznościowca, kierowcy i zwiadowcy, strzelca wy¬borowego i artylerzysty, marynarza i pilota. Muszą oni wszyscy dobrze poznać to, co dla nich wszystkich jest wspólne, i to, co dla każdego z nich jest specyficzne.
W związku z tym na wszystkich dowódcach spoczywa olbrzy¬mia odpowiedzialność. Wynika ona z potrzeby rozsądnego postę¬powania, unikania wszelkiej szkodliwej przesady, ale także zbędnych niedomówień i niepokojących przemilczeń. Żołnierz musi dobrze poznać czynniki rażące wybuchów jądrowych i moż¬liwości skutecznego wykorzystania środków obrony i ochrony przed nimi — zarówno tych indywidualnych, jak i zbiorowych. Musi się nauczyć działania w ogniu artyleryjskim, pod bombami lotniczymi i w obliczu czołgów przeciwnika. Ale powinien tak¬że dobrze znać właściwości własnej broni, aby nie doznał kon¬tuzji przy jej obsługiwaniu lub nie doprowadził do groźnej katastrofy.
Żołnierz, który dobrze zna własną broń i ma do niej całkowite zaufanie, ujawnia dobry nastrój psychiczny, nabywa pewności siebie i wiary we własne siły. Takim żołnierzem dowodzi się łatwiej i pewniej, sprawniejsze staje się decydowanie i samo działanie bojowe. Zaufania do broni i sprzętu bojowego żoł¬nierz powinien nabierać już od najwcześniejszych dni swojej służby wojskowej.
Żołnierz, poznający istotę zagrożenia, wie jednocześnie, że nie jest bezbronny, że dysponuje potężnymi możliwościami rażenia przeciwnika. Powinien więc te możliwości poznać — poprzez umiejętnie prowadzone zajęcia w polu, wszelkie ćwiczenia, po¬kazy sprzętu, strzelania pokazowe, projekcję filmów szkolenio¬wych i wiele podobnych przedsięwzięć natury szkoleniowo-wy¬chowawczej.
Zagrożenia potężnieją z wojny na wojnę. Zdając sobie z tego sprawę, militaryści odczuwają coraz większe trudności w zakre¬sie stwarzania pozytywnych nastrojów wśród swych żołnierzy. Wszelkie analizy historyczne i próby „kalkulacji" na przyszłość właśnie na podstawie poznawania istoty współczesnych zagrożeń wojennych prowadzą ich do niewesołych konkluzji.
Znajomość istoty zagrożenia połączona z wysokim poziomem uświadomienia ideowo-politycznego pozwoli naszym żołnierzom
w każdej sytuacji bojowej wykazać hart ducha i odwagę. Sprawie tej należy zawsze poświęcać wiele czasu.

Znajomość psychologicznej treści strachu

Opanowanie tak deprymującego uczucia, jakim jest strach, staje się możliwe jedynie wówczas, kiedy człowiek zna istotę tego uczucia i symptomy towarzyszące jego występowaniu. Każdy żołnierz powinien być głęboko przekonany, iż przeżywanie stra¬chu nikogo nie kompromituje. Rzecz cała sprowadza się do za¬panowania nad nim, do zachowania spokoju w sytuacjach nie¬bezpiecznych i w obliczu obiektywnego zagrożenia. To właśnie stanowi podstawę działania odważnego. Na potępienie i dezaprobatę zasługuje natomiast poddanie się strachowi. Nieprzypadkowo się mówi, iż odwaga to strach opanowany, a tchórzostwo to strach, na który ktoś wyraża zgodę.
Żołnierzom trzeba wiele powiedzieć o tym, czym strach jest w swej istocie, i o tym, jak można nad nim zapanować, a w najgorszym wypadku ograniczyć, złagodzić. Ważne byłoby, aby tego rodzaju pracę uświadamiającą można było prowadzić posługując się przekonywającymi przykładami z autentycznych zdarzeń, materiałem ilustracyjnym, a jeszcze lepiej — zapraszając na spotkania tych żołnierzy, którzy w swej przeszłości działali w stanie zagrożenia: kombatantów, uczestników walki zbrojnej w oddziałach regularnych i partyzanckich oraz bohaterów czasów pokoju.
Swobodna wymiana myśli i poglądów powinna prowadzić do wyjaśniania wątpliwości, usuwać niepewność i przynosić zadowalające odpowiedzi na pytania, jakie mogą żołnierzy nurtować. Wszelkie koloryzowanie i przesada nie są wskazane. Przede wszystkim nie można wyolbrzymiać znaczenia tego uczucia i w narratorskiej swadzie nie dopuszczać do oczywistych przejaskrawień, które — zamiast złagodzić — wzmogą niepokoje żołnierzy.
Każdy żołnierz stawia sobie pytania: „Jak prawdopodobnie zachowam się w walce? Czy nie stchórzę? Co powinienem robić, abym mógł się okazać mężnym obrońcą mego kraju ojczystego?" Jedni czynią to często, inni rzadziej. Przed jednymi takie pytania 
wyłaniają się wcześnie i właściwie bez uzasadnionych powodów. Przed innymi stają dopiero wówczas, kiedy znajdują się oni w obliczu realnego niebezpieczeństwa. Niedobrze jest, kiedy żołnierze zostaną pozostawieni samym sobie w procesie poszukiwania odpowiedzi na takie i podobne pytania. Trzeba im przyjść z po¬mocą, ułatwić dyskusję na te niełatwe tematy. Ale jednocześnie trzeba pamiętać, że prowokowanie takich rozmów przez gorączkowe naciski i nakłanianie może przynieść skutek odwrotny od zamierzonego. Może się bowiem okazać, że żołnierze nie zdradzają dużego zainteresowania tematem i właściwie w pododdziale nie ma klimatu sprzyjającego jego sygnalizowaniu. Sprawy te wymagają od dowódcy pododdziału wyważenia racji i przemyślanej inicjatywy.
W rozmowach z żołnierzami pojawia się także niekiedy problem śmierci na polu chwały. Jak wiele innych, i ten temat jest zazwyczaj nieunikniony. Nie nadaje się on do długich rozpamiętywań, ale wymaga męskiego potraktowania. Warto umiejętnie i sugestywnie przekazać żołnierzom cenne myśli Kalinina: „Niewątpliwie: umrzeć — to wielka rzecz, to bohaterstwo. Ale chodzi o to: jak umrzeć? Nie wolno umierać biernie, bez walki i to najzaciętszej. A jeśli już naprawdę trzeba umrzeć, to tak, by w walce oddawać swą krew kropla po kropli, by żołnierz do ostatniego tchnienia raził wroga ogniem z karabinu. Jest to wezwanie do działań długotrwałych, uporczywych, nieugiętych" (10, 205—206).
Słowa te dobrze oddają charakter żądań stawianych każdemu żołnierzowi sposobiącemu się do działań w wojnie współczesnej. Poprawnie osadzają w konkretnych realiach pracy wychowawczej w pododdziałach akcenty merytoryczne dotyczące spraw podstawowych, fundamentalnych.

Sukces bojowy

Najskuteczniejszym środkiem wzmagającym odwagę jest celny strzał, pomyślne wykonanie zadania bojowego, wygranie bitwy, branie udziału w działaniach bojowych zwycięskiego zespołu. Nic tak nie uskrzydla, nic tak nie dodaje sił moralnych i fizycznych jak powodzenie w walce. Tłumaczy się to zwyczajnie tym, że żołnierz pragnie cieszyć się szacunkiem otoczenia i chce mieć szacunek dla samego siebie. Chętnie wykonuje rozkazy przełożonych, jeżeli przypuszcza, że te cele osiągnie. Musi więc mieć określone osiągnięcia i musi czuć, że to, co wykonuje, ma duże znaczenie dla niego samego, dla jego zespołu, dla całego wojska, dla narodu.
Wiadomo, że dla odnoszenia sukcesów bojowych nie wystarczą same tylko chęci, choćby najlepsze. Co gwarantuje takie sukcesy? Dysponujemy bardzo ważną refleksją Lenina na ten temat: „Jeśli zastanowimy się nad tym, co koniec końców stanowiło najgłębszą podstawę tego, że taki cud dziejowy się dokonał, że słaby, wycieńczony, zacofany kraj pokonał najsilniejsze kraje świata, to przekonamy się, iż podstawą tą była centralizacja, dyscyplina i niebywała ofiarność" (19, 459).
Trzy podstawowe czynniki sta¬nowiące podstawę sukcesów wojennych państwa socjalistycznego zostały w tej myśli niedwuznacznie wskazane. W dążeniu do suk¬cesów w procesie szkolenia wojsk w okresie pokoju i później na polu walki dowódcy pododdziałów powinni te wskazania umie¬jętnie realizować. A w ogóle warto też pamiętać, iż wytrwałe dążenie do sukcesu należy do najbardziej cenionych właściwości charakterologicznych dowódcy.

WNIOSKI

Doznania towarzyszące żołnierzom w walce mają swe źródło w realnym i obiektywnym zagrożeniu. Towarzyszą im określone stany uczuciowe — pozytywne, które każdy dowódca pododdzia¬łu stara się w swoich podwładnych wyzwalać i podtrzymywać, oraz negatywne, których z kolei każdy dowódca pododdziału prag¬nie uniknąć.
Naturalne jest, że wojna wywołuje w ludziach niepokój i lęk oraz pokrewne stany uczuciowe. Zagrożenie życia i zdrowia oraz osobistej wolności rodzi w człowieku strach — zarówno przed tym, co zostało już poznane jako groźne i niebezpieczne, jak i przed tym, co jeszcze nie jest znane dostatecznie dokładnie, choć wyobraźnia każe się domyślać, iż jest także groźne, a na dodatek tajemnicze. Wiadomo, że strach leży u podłoża pewnych typowych skłonności, które — jak próby ucieczki — są dla woj¬ska wysoce niekorzystne, bądź też — jak ujawnianie zaczepnoś- ci — są w wojsku nadzwyczaj pożądane.
Żołnierze w toku walki krzepną moralnie, uodporniają się na niekorzystne zjawiska pola walki, zmieniają się swoiście i z bie¬giem czasu inaczej reagują na zagrożenia. Uczą się opanowywa¬nia tego deprymującego uczucia. W procesie zapobiegania stra¬chowi i łagodzenia jego ewentualnych niekorzystnych następstw dowódcy pododdziałów powinni przede wszystkim intensywnie dbać o wysoki stan moralny i dyscyplinę swych podwładnych.
Strach przybiera niekiedy groźną postać, objawiając się w pa¬nice. Doświadczenia wojen minionych i realistyczne przewidy¬wania każą zakładać, iż w ewentualnej przyszłej wojnie paniki mogą się także pojawić na polu walki. Ich przyczyny mają naj¬częściej charakter fizyczny lub emocjonalny albo też wypływają z niedostatecznego przygotowania wojska lub źródeł natury mo- ralno-politycznej. W procesie szkolenia wojsk w czasie pokoju nadzwyczaj istotne jest uodpornianie żołnierzy na działanie róż¬norodnych niekorzystnych bodźców — w tym przede wszystkim bodźców słuchowych. Poznanie istotnych przyczyn historycznych panik wojennych znakomicie ułatwia tego rodzaju przedsięwzięcia wychowawcze.
Szczególnej uwadze dowódców pododdziałów należy polecić te okoliczności, które — jak to z doświadczeń wynika — sprzyjają wybuchowi paniki: brak autorytetu przełożonych, niepotrzebne skupianie dużej liczby ludzi i sprzętu, bierność w stanie zagro¬żenia, zmęczenie trudami wojennymi, niepewność oraz brak orientacji i im podobne. Dążenie do zapobiegania tym zjawiskom za pomocą odpowiednich środków szkoleniowo-wychowawczych jest ważnym obowiązkiem dowódców.
Podejmowane zabiegi mają służyć torowaniu drogi odwadze, skłonnościom do bohaterskiego działania żołnierzy na polu walki. Problem sprowadza się do ukształtowania umiejętności opanowania strachu w sytuacjach niebezpiecznych, kiedy to żołnierze będą mieli swobodę działania w stanie uświadomionego zagrożenia i powodowani motywami moralnymi będą pomyślnie wykonywali zadania bojowe.
Szczególną uwagę dowódców pododdziałów warto by zwrócić na te czynniki, które zawsze przyczyniają się do wzmożenia odwagi żołnierzy: wysoki poziom uświadomienia ideowo-politycznego, dyscyplinę, poczucie kolektywizmu, przykład osobisty przełożonych, dobry stan fizyczny i psychiczny żołnierzy, aktywność w walce, znajomość istoty zagrożeń, znajomość istoty strachu, osiąganie sukcesów bojowych w walce. Tego rodzaju czynniki decydują o pozytywnym przystosowaniu się żołnierzy do wymagań pola walki, stają się źródłem spontanicznego męstwa.

(...)

4. WOJNA WSPÓŁCZESNA A WALKA IDEOLOGICZNA

Wpływ broni współczesnej na wojsko jest ogromny. Jej działanie polega nie tylko na niszczeniu siły żywej, lecz także i na mo¬ralnym rozbrajaniu ludzi. A do tego moralnego rozbrajania ludzi przywiązuje się wielką wagę w całym skomplikowanym systemie propagandy inspirowanej przez Stany Zjednoczone.
Przygotowania do prowadzenia tego rodzaju działalności zostały zapoczątkowane bardzo wcześnie, bo tuż po II wojnie świato¬wej. Zostali do niej wciągnięci pisarze, publicyści, dyplomaci i ludzie innych zawodów. Już w roku 1946 jeden ze „specjalistów" w tej wyjątkowej dziedzinie — L. Margolin — napisał znamienne słowa: „W przyszłości rolę, którą w przygotowaniu ataku piecho¬ty dotychczas odgrywała artyleria, będzie odgrywała propaganda dywersyjna. Jej zadaniem jest psychologiczne rozbicie i zmiaż¬dżenie wroga jeszcze przedtem, nim zaczną działać regularne ar¬mie" (23, 35). W 1955 roku J. Scott wtóruje Margolinowi tymi słowy: „W wypadku jeśli będziemy dysponowali dostateczną ilością czasu... wojna polityczna może osiągnąć to, czego jeszcze nigdy nie osiągano przy pomocy wojen klasycznych" (29, 239).
Działania natury propagandowej mają służyć głównie „pogłę¬bianiu" psychologicznemu skutków użycia broni masowego raże¬nia i przewiduje się w ich obrębie nie tylko zwyczajne akcje ulotkowe czy odpowiednio programowane audycje radiowe, ale również takie przedsięwzięcia, które mogą wywoływać nastroje paniczne i niepokój, rozprzężenie i nieufność, plotkę i chaos. 
Wszystkie tego rodzaju zamierzenia mieszczą się w szerokim zakresie wojny psychologicznej, której cele i zadania przejrzyście ujawnia definicja opracowana przez Połączony Komitet Szefów Sztabów Stanów Zjednoczonych i ogłoszona oficjalnie w 1953 roku: „Wojna psychologiczna obejmuje planowe użycie propa¬gandy i odpowiednich przedsięwzięć informacyjnych w celu uzy¬skania wpływu na opinie, uczucia, postawy i zachowanie wrogich albo innych obcych grup w taki sposób, aby wesprzeć proces realizacji polityki i celów narodowych albo określonej misji woj¬skowej". (Podane według: „The Army Almanach", Harrisburg 1959).
Dla nikogo nie jest tajemnicą, że wojna tego rodzaju toczy się już obecnie, albowiem militaryści amerykańscy i ich sojusznicy nie szczędzą środków na owo „wspieranie procesu realizacji poli¬tyki i celów narodowych albo określonej misji wojskowej".
W wojnie psychologicznej, prowadzonej przeciwko państwom i narodom obozu socjalistycznego, wyróżnia się cztery techniki i cztery taktyki w inspirowanych akcjach dywersji ideologicznej. Do technik są zaliczane:
—   propaganda — jako wpływanie na zachowanie się ludzi za pomocą rozpowszechnionych środków masowej informacji;
—   pogłoski — mające na celu niepokojenie i dezorientowanie społeczeństw oraz odwodzenie przeciwników od podejmowania określonych (niekorzystnych) zamierzeń;
—   bezpośrednie informacje „z ust do ust" — np. poprzez wy¬mianę naukowców, studentów, stypendystów, organizowanie im¬prez turystycznych poza granicami kraju;
—   akty symboliczne, czego przykładem może być ogłoszenie pomocy USA dla niektórych krajów rozwijających się.
Do taktyk natomiast zalicza się:
—   okłamywanie — celowe i zamierzone posługiwanie się kłam-stwem w inspirowanych akcjach oraz kampaniach propagandy;
—   oświecanie — jako przekonywanie o słuszności głoszonych haseł propagandowych;
—   terror — groźby poparte gwałtem fizycznym, przy czym bez żenady utrzymuje się, że im bardziej bestialski jest gwałt, tym bardziej skuteczny będzie terror;
— zapewnianie — operowanie obietnicami, przyciąganie ewen-tualnych zwolenników metodami przekupstwa, przyrzekanie „zło¬tych gór" za ujawnioną chęć współdziałania.
Wojna psychologiczna nie stanowi pojęcia jednorodnego. Twór¬cy amerykańskiej wojny psychologicznej wyróżniają trzy podsta¬wowe jej rodzaje:
1.   Strategiczną wojnę psychologiczną, która jest „stosowana jako integralny i koordynujący element strategii. Operacje tej strategicznej wojny psychologicznej są zwykle przeznaczone dla wsparcia procesu osiągania szerokich i długofalowych celów, są wymierzone w siły zbrojne, narody i określone terytoria w cało¬ści";
2.   Taktyczną wojnę psychologiczną, która • jest „skierowana przeciw wojskom i cywilnym osobom w określonym rejonie wal¬ki na teatrze działań wojennych, w bezpośrednim wsparciu opera¬cji militarnych";
3.   Konsolidacyjną wojnę psychologiczną (czasem nazywa się ją inaczej: specjalną wojną psychologiczną), która jest skierowana „do przyjaznej ludności zaplecza albo do ludności terytorium oku-powanego przez zaprzyjaźnione siły zbrojne. Celem jej jest uła¬twienie operacji wojskowych i uzyskanie, a także wykorzystanie maksimum współpracy ze strony ludności cywilnej". (Wszystkie wyżej cytowane fragmenty w cudzysłowach zaczerpnięte zostały z The Army Almanach, Harrisburg 1959, s. 372).
Każda z wymienionych wyżej wojen psychologicznych może wykorzystywać różne rodzaje propagandy:
—   białą, która pochodzi zazwyczaj ze znanego źródła, z tego powodu przed odbiorcami nie maskuje swego rzeczywistego po-chodzenia; jest ona najczęściej prowadzona przez rząd i jego instytucje lub przez sztaby wojskowe;
—   szarą, która nie precyzuje wyraźnie źródła, z jakiego się wywodzi; nie podaje tego źródła, ale też nie fałszuje go celowo i rozmyślnie — rzecz całą pozostawia do rozstrzygnięcia odbiorcy treści propagandowych;
—   czarną, która fałszuje źródło swego pochodzenia, fałszuje autorstwo, celowo okłamuje odbiorcę, który nie dowiaduje się, kto i w jakim celu rozpowszechnia informacje.
Skąd naraz tak żywe zainteresowanie dla prowadzenia takiej właśnie działalności? Otóż „specjaliści" amerykańscy utrzymują, iż do tej pory w polityce i tradycyjnych stosunkach pomiędzy poszczególnymi państwami wykorzystywane były głównie trzy wielkie dziedziny działalności. Były one odbiciem trzech wielkich płaszczyzn sztuki rządzenia. Pierwsza — to wojskowa (wykorzy¬stująca gwałtowne i śmiercionośne środki przemocy militarnej dla wymuszenia ustępstw lub posłuchu). Druga — to ekonomicz¬na, gospodarcza (operująca naciskami gospodarczymi — polityką importową i eksportową, celną, pomocą finansową, systemem po¬życzek i tym podobnymi środkami represji i nacisku na upartych i krnąbrnych przeciwników lub kontrahentów). Trzecia — to płaszczyzna dyplomatyczna, polityczna (realizująca między pań¬stwami oficjalne rozmowy i rokowania, w toku których osiągano pożądane cele polityczne).
Eksperci amerykańscy doszli do przekonania, że zaniedbana została całkowicie dziedzina oddziaływania psychologicznego.
W XX wieku oręż psychologiczny staje się — ich zdaniem — jednym z głównych instrumentów nowoczesnej sztuki rządzenia. Tak stało się głównie dzięki burzliwemu rozwojowi szerokiej sieci środków masowego przekazu i informacji, które umożliwiają do¬tarcie z żywym słowem i kunsztownym argumentem do wielkich rzesz ludzi. Ośrodki zagraniczne mogą się dzięki temu zwracać bezpośrednio do obcych społeczeństw i narodów — z pominięciem własnych ich rządów i przedstawicielstw władzy. I to jest dla nich najbardziej atrakcyjne. To właśnie tłumaczy wielkie nadzie¬je i optymistyczne oczekiwania z ich strony.
Oczywiście błędem byłoby lekceważenie tej formy działania militarystycznych aparatów propagandowych. Pamiętać też trze¬ba, i Amerykanie tego zresztą nie ukrywają, że doświadczenia hitlerowskiego aparatu propagandowego zostały przejęte i pot꿬nie rozwinięte właśnie przez amerykańskie ośrodki wojny psy¬chologicznej.
Propaganda kontrrewolucyjna — oprócz swoich uwarunkowań politycznych i klasowych — ma naturalnych sojuszników w mi¬styce i religii, zabobonach i ciemnocie, przesądach i fanatyzmie nacjonalistycznym. Propaganda ta nie ma swojej własnej dynami¬ki, ale wymaga nieustannego podsycania. Dlatego operuje różny¬mi uniwersalnymi straszakami jak: „bolszewizm", „komunizm", „czerwone niebezpieczeństwo", „bezbożnictwo i ateizm" itp. Naj¬bardziej jednak niezawodnym środkiem podsycania dla tej pro¬pagandy jest prowokacja polityczna i agresja zbrojna.
Czego oczekuje się w wyniku działań propagandowych? Oficjal¬ny amerykański podręcznik psychologii wojskowej (pod red. E. G. Boringa) niedwuznacznie wskazuje, że za pośrednictwem propa¬gandy należy osiągnąć zmianę nastrojów ludności przeciwnika oraz przekształcić trwającą wolę oporu w pogodzenie się z klęską militarną i polityczną. Propaganda ma umożliwić pokonanie nie¬przyjaciela w możliwie najkrótszym czasie kosztem minimalnych możliwie ofiar i strat wojsk własnych.
Wskazania te dotyczą nie tylko okresu działań wojennych, ale w całej rozciągłości dowodzą, że w toczącej się walce ideologicz¬nej idzie głównie o możliwie najszybsze rozbrojenie moralne narodów potencjalnych przeciwników, skłócenie państw dotąd za¬przyjaźnionych, posianie zwątpienia w celowość walki. Na te cele nie żałuje się ogromnych sum pieniężnych, nie szczędzi się talentu twórców. Do walki tej przyciąga się wszystkich sojuszników — i tych rzeczywistych, i tych potencjalnych, wśród których liczy się bardzo na wszelkie środowiska fideistyczne, z natury rzeczy zainteresowane walką z „bezbożnictwem".
Tocząca się obecnie wojna psychologiczna nie jest zjawiskiem statycznym. Jej cechą charakterystyczną jest przystosowywanie się do aktualnej sytuacji politycznej i militarnej. Wymaga to stałego studiowania i poznawania metod oraz zasad rozwijania dzia¬łalności przez ośrodki dywersji ideologicznej. Wymaga to od całej kadry naszego wojska aktywności politycznej i systematycznej pracy politycznej wśród podległych im żołnierzy oraz w środowisku pozasłużbowym.

WNIOSKI

Praktycznym celem studiów psychologicznych, mających zwią¬zek z funkcjonowaniem sił zbrojnych, jest optymalne przygoto¬wanie jednostek wojskowych do udziału w przewidywanej walce zbrojnej. Możliwości przewidywań są jednak ograniczone. Ogra¬niczenia te wypływają przede wszystkim z braku istnienia odpo¬wiednich możliwości empirycznych. Przed każdą większą wojną ukazują się dzieła teoretyków, których celem jest przedstawienie prawdopodobnego charakteru działań bojowych w przewidywanej wojnie.
Niezależnie od przewidywań wiadomo, iż swoistą prawidłowo¬ścią jest to, że każda wojna na większą skalę zastaje armie praktycznie słabo do niej przygotowane. A zdobywanie doświad¬czeń w toczącej się wojnie pochłania wiele ofiar i strat. Prawdą jest, że psychologia wojskowa zajmuje się głównie tym, co się poddaje badaniu eksperymentalnemu i statystycznemu opraco¬waniu. Prawdą jest jednak także to, że wśród rozlicznych pytań praktyków wojskowych — dowódców, instriiktorów i wychowa¬wców — pojawiają się takie, które zmuszają psychologów woj¬skowych do poszukiwania odpowiedzi na nie nawet wówczas, kie¬dy powyższe warunki nie mogą być zachowane.
Jeżeli tak jest, to psychologia wojskowa nie może pokusić się o poszukiwanie „recept", bo byłby to trud nadaremny. Przy oka¬zji omawiania zagadnień walki zbrojnej wchodzi się w sferę pro¬blemów o wielkiej doniosłości psychologicznej — od elementar¬nych funkcji psychicznych człowieka począwszy, a na mechani¬zmach kształtowania jego osobowości skończywszy. Największą zaś ostrość psychologiczną mają te doznania, które rodzą się w stanach zagrożeń.
Wiadomo, że strony walczące w każdej wojnie usiłowały z mo¬żliwie najlepszym skutkiem wykorzystywać zaskoczenie, które było i jest nadal traktowane jako pożądany środek uzyskiwania inicjatywy militarnej.
Sytuacje frontowe ulegają od samego początku wojny gwałtownym zmianom. Taka teza prowadzi do prostego stwierdzenia, iż warunki walki w dobie współczesnej wpływać będą zasadniczo na samopoczucie żołnierzy, na ich przeżycia psychiczne i zacho¬wanie się w walce.
Uczestnicy walki zbrojnej kierują się nie tylko rozkazami swych przełożonych i konkretnymi zjawiskami występującymi podczas aktualnie rozgrywającej się bitwy. Istotną rolę odgrywa¬ją ich poglądy i motywy związane z działaniami bojowymi. Dzia¬łają oni aktywnie, kiedy cele i zadania całych sił zbrojnych i narodu uświadamiają sobie oraz przyjmują za własne. Widzą oni wówczas głęboki sens swojej aktywności bojowej. Decydującą zatem rolę w walce odgrywa świadomość ideowo-polityczna i opar¬te na niej cechy charakterologiczne żołnierza, jak odwaga, męstwo, ofiarność, pogarda śmierci, wytrwałość, patriotyczny gniew, koleżeńskie poświęcenie, spryt, przebiegłość, a także nienawiść do wroga.

(...)

3. PSYCHOLOGICZNE ASPEKTY FUNKCJI DOWODZENIA
Na wstępie podamy kilka wyjaśnień dotyczących pojęcia „funk¬cja". W ogólnym znaczeniu funkcja oznacza jakąś zależność (lub współzależność) występującą między elementami (czynnikami,
wielkościami, czynnościami, składnikami chemicznymi, material¬nymi) lub między tymi elementami a pewną całością (układem), w skład której wchodzą. Zależności te mogą być jednokierunko¬we, np. przyrządy celownicze spełniają funkcje ułatwiające na¬prowadzanie linii celowania na punkt celowania, układ pryzma¬tyczny w lornetce służy do powiększania kąta obserwacji, pan¬cerz czołgu chroni załogę przed ogniem piechoty, odłamkami bomb i pocisków, zmniejsza przenikliwość promieni gamma itd. Zależności te mogą być też obustronne; elementy spełniają okreś¬loną funkcję wobec układu, do którego należą, i odwrotnie, układ może spełniać pewne funkcje wobec tych elementów, tak jak w układach sprzężonych zwrotnie, np. w stabilizatorach. W ukła-dach społecznych takich sprzężeń jest bardzo dużo.
W układach technicznych, np. w maszynie, funkcje określa się jednokierunkowo, od elementu do całości. Odpowiadamy po pro¬stu na pytanie, jaką funkcję spełnia jakaś jej część względem ca¬łości układu. Trudniej dostrzec zależności w odwrotnej kolej¬ności — od całości do elementu, całej maszyny wobec jej części; co najwyżej tylko w takim znaczeniu, że maszyna „zapewnia" wykorzystanie każdej ze swej części. Jeśli jakiś element układu technicznego „pogarsza swe usługi" wobec całości (wskutek nie¬sprawności, zużycia itp.), wówczas staje się coraz mniej przy¬datny i pogarsza poziom pracy całego układu. W pewnym mo¬mencie wymaga rekonstrukcji lub wymiany. Ogólnie zatem funk¬cje elementu są określone potrzebami całego układu, do którego ten element należy.
W układach społecznych natomiast, a takimi układami w woj¬sku są: drużyny, załogi, obsługi, plutony, kompanie itd., zależ¬ności (funkcje) między żołnierzami a całością pododdziału, do którego należą, występują wyraźnie obustronnie. Pododdziały, które z punktu widzenia psychologii społecznej nazwiemy gru¬pami społecznymi, składają się z żołnierzy odpowiednio rozmiesz¬czonych na etatowych stanowiskach służbowych. Każdy żołnierz jako członek grupy społecznej (formalnej i nieformalnej) spełnia nakazane (przyjęte samorzutnie) funkcje wobec całej grupy lub jej części składowej. Np. w załodze czołgu każdy z jej członków spełnia określone funkcje wyznaczone potrzebami obsługiwania tego środka i wobec kolegów, którzy razem z nim tworzą małą grupę społeczną. Funkcje żołnierza w takim wypadku są okreś-lane z punktu widzenia kolektywu, obsługiwanego środka i rea-lizowanego zadania. Grupa również spełnia wobec swych człon¬ków określone funkcje, które ułatwiają zaspokajanie różnych potrzeb, głównie społecznych, oraz funkcje regulacyjne w po¬staci nacisku opinii społecznej, udzielania pomocy w sytuacji trudnej, pobudzania motywacji do działania itd.
W układach społecznych występuje jeszcze jedna właściwość dotycząca obustronnego spełniania funkcji. Otóż układy społecz¬ne, jako układy dynamiczne, rozwijające się i doskonalące (cza¬sem degenerujące się), mogą polepszać (pogarszać) właściwości swych funkcji wobec swych członków, jak i odwrotnie, poszcze¬gólni jej członkowie mogą polepszać (pogarszać) swe funkcje wo¬bec grupy. Jednym z zadań dowodzenia jest stwarzanie warun¬ków społecznych i rzeczowych ułatwiających polepszanie właś¬ciwości obu tych rodzajów funkcji, co sprzyja integracji podod¬działów i kształceniu właściwych stosunków międzyludzkich.
W układach mieszanych, a takimi są układy „człowiek—ma¬szyna", funkcje operatora są ściśle określone wymaganiami tech¬nicznymi i eksploatacyjnymi maszyny, a także zadaniami, które ten układ wykonuje. W miarę wzrastania stopnia trudności w ob¬słudze maszyny wzrastają funkcje sterownicze człowieka wobec niej, jeśli natomiast trudności maleją (uproszczona budowa, lepsze parametry obsługi i eksploatacji, automatyzacja niektórych jej elementów), wówczas pewne funkcje człowieka „słabną", stają się „prostsze", zwłaszcza w zakresie wykonywania czynności mo- torycznych i wydatkowania wysiłku energetycznego, ale z kolei wzrastają funkcje umysłowe, zwiększa się rola myślenia opera¬tywnego i heurystycznego, operator staje się dyspozytorem.
I wreszcie możemy mówić o funkcjach, jakie występują w sa¬mym działaniu, pomiędzy jego elementami składowymi: czynnoś¬ciami, pasmami czynności a, ogólnie rzecz biorąc, całym działa¬niem (człowieka, zespołu ludzkiego). W tym wypadku określamy funkcje (także przydatność) poszczególnych czynności, pasm czy splotów czynności wobec działania jako całości, które ma jakiś określony cel do osiągnięcia. Takim działaniem jest dowodzenie,
składające się z zespołu różnie powiązanych czynności (pasm czyn¬ności) wykonywanych przez dowódców, oficerów sztabów, sze¬fów rodzajów wojsk i służb itd.
W każdym dobrze przemyślanym i zorganizowanym działaniu czynności (pasma czynności) powinny mieć określone cele szcze¬gółowe (pośrednie), odpowiednio podporządkowane celowi głów¬nemu działania (zadania). Gdy postulat ten zostanie spełniony, wówczas każda czynność będzie mogła spełniać określoną i ko¬nieczną funkcję w całokształcie działania indywidualnego lub zespołowego, jeśli tylko zostanie wykonana w odpowiednim cza¬sie, miejscu i na odpowiednim poziomie. Te czynności, których cele nie są podporządkowane celowi głównemu działania (zada¬nia), powinny być wyeliminowane z danego działania jako nie¬przydatne. Zużywają one bowiem siły, środki i czas bezproduk-tywnie i nie współprzyczyniają się do wykonania zadań.
W badaniu i określaniu funkcji jakiegoś czynnika, czynności człowieka w ogólniejszym działaniu — ważne jest określenie zarówno skutku funkcji (czynnika, czynności) z punktu widzenia wymagań całego działania, jak i wszelkich uwarunkowań po¬bocznych, ułatwiających lub utrudniających spełnienie tej funk¬cji w praktyce. Działania ludzkie bowiem (indywidualne i zespo¬łowe), funkcjonowanie maszyn, przebiegi procesów technologicz¬nych są uwarunkowane także niektórymi czynnikami pobocz¬nymi, pochodzącymi z najbliższego otoczenia (środowiska). Wy¬nika to z prawa powszechnego determinizmu zjawisk w przy¬rodzie i po części w społeczeństwie ludzkim.
Na przebieg działania ludzi, grup społecznych, funkcjonowa¬nia maszyn, układów „człowiek—maszyna" wpływ mają zmiany klimatyczne, warunki przestrzenne, zasilenie w informację i ener¬gię, typ zadania, normy czasowe, działanie innych ludzi i grup społecznych, przepisy, normy, reguły i inne. Wymienione czynni¬ki mogą wpływać na dany układ, na jego funkcjonowanie „osła¬biająco" lub „pobudzająco". Badając te uwarunkowania w reali¬zacji określonych funkcji, możemy wykryć przeszkody i utrud¬nienia pojawiające się na drodze do celu, a następnie poznać je, zmniejszyć lub usunąć. W dowodzeniu realizacja takiej funk¬cji szczegółowej, jak np. kierowanie rozpoznaniem przeciwnika, natrafia na duże przeszkody ze względu na jego maskowanie się, wprowadzanie naszej strony w błąd, celowe i zorganizowane prze¬ciwdziałanie naszym zamiarom w zakresie rozpoznania.
Świadome przeciwdziałanie zamiarom naszej strony i niszcze¬nie powodowane przez przeciwnika, a także powstające stąd za¬grożenie dla życia i zdrowia żołnierzy stanowią jedną z ważniej¬szych przeszkód w realizacji funkcji dowodzenia. Zwłaszcza za¬grożenie ma szczególnie ujemny wpływ na czynności ludzkie w dowodzeniu. Powoduje nadmierne przeżycia i doznania, utrud¬nia procesy myślenia i pamięci, dezorganizuje zachowanie i dzia¬łanie; nie opanowane w porę. „osłabiają" skuteczność pracy ca¬łego układu kierującego wobec układu kierowanego.
Dowodzenie jest działaniem wyjątkowo złożonym, trudnym i wielofunkcyjnym. Sprawowane jest przez organy dowodzenia wobec odpowiednio podporządkowanych układów kierowanych (pododdziały, oddziały, związki) i występuje w całej ustopniowa- nej hierarchicznie strukturze wojska. Jego wynik zależy nie tyl¬ko od pracy układu kierującego, ale również kierowanego. Pod¬stawowymi ogniwami ustopniowanego systemu dowodzenia są żołnierze wchodzący w skład poszczególnych układów kierują¬cych, a więc w skład ścisłego dowództwa, sztabów ogólnowojsko- wych, rodzajów wojsk i służb.
Głównym zadaniem układu kierującego jest realizacja poszcze-gólnych funkcji dowodzenia dla spełnienia głównego celu, któ¬rym jest przygotowanie i prowadzenie działań bojowych, głów¬nym zadaniem zaś układu kierowanego jest osiągnięcie wymaga¬nych wskaźników gotowości i sprawności bojowej oraz skuteczne realizowanie celów walki zbrojnej. W zasadzie gotowość bojowa obowiązuje cały układ przygotowujący się do walki, zarówno jego część kierowniczą, jak i kierowaną, chcieliśmy jedynie pod¬kreślić — dokonując powyższego podziału zadań — że dowódcy, oficerowie sztabów powinni przygotowywać się przede wszyst¬kim do kierowania walką, a nie do niej samej, do dowodzenia swymi pododdziałami dla jak najsolidniejszego przygotowania i wykorzystania ich siły uderzeniowej przetworzonej w ogień, szybkość, manewr itd.
Jak wskazują doświadczenia II wojny światowej, niektórzy do-
wódcy pododdziałów, zamiast dowodzić swymi podwładnymi w walce, razem z nimi nacierali w pierwszej linii, wykonując za¬dania ogniowe za pomocą posiadanych środków. Wskutek tego tracili orientację w sytuacji, nie mogli dostosować działania bo¬jowego swego pododdziału do rozwijającej się walki zbrojnej i panować nad sytuacją. Powstawał chaos, zanikało współdziała¬nie, walka zespołu rozpadała się na działania indywidualne nie zawsze skoordynowane. Oczywiście nie chodzi tu o podważanie walorów osobistego zaangażowania się dowódcy w walce, jego przykładu osobistego, doniosłego znaczenia jego odwagi, męstwa, zdecydowania itd., chodzi jedynie o szczególne podkreślenie jego roli jako organizatora, koordynatora i kierującego wysiłkami pod¬władnych. Podwładni chcą być dobrze kierowani, bez tego żadne działanie zespołowe nie przyniesie oczekiwanych rezultatów, i to prawo podwładnych, a zarazem obowiązek dowódcy musi być spełnione.
Podwładni mają wiele praw, które są odpowiednio respekto¬wane, ale jedno prawo powinno szczególnie być im zagwaranto¬wane — powinni być dobrze dowodzeni. Ta znana w sztuce wo¬jennej maksyma jest zawsze aktualna.
W badaniach psychologicznych nad funkcjami kierowniczymi, w wojsku — dowódczymi coraz wyraźniej podkreśla się, że wśród wielu cech (umiejętności) ta właśnie — a więc cecha (umiejęt¬ność) sprawnego dowodzenia, ma znaczenie podstawowe. Umie¬jętność dowodzenia podwładnymi i powodowanie tego, by dzia¬łali zgodnie z wolą dowódcy, z celem zadania, a przy tym chęt¬nie — jest podstawową umiejętnością wśród innych, których wymaga się od dowódcy. Wydaje się, że wprowadzenie osob¬nego przedmiotu o sztuce dowodzenia (wspartego badaniami naukowymi) niewątpliwie przyczyniłoby się do lepszego niż do¬tąd kształcenia tej tak ważnej umiejętności dowódcy i oficerów sztabu.
Dowodzenie jak system nerwowy przenika cały „organizm" wojsk, wiąże jego poszczególne układy w jedną funkcjonalną ca¬łość, czuwa nad poziomem funkcjonowania każdego elementu, wpływa na ich stan, zapewnia obieg informacji, przekaz rozka¬zów i zarządzeń „w dół", a meldunków „w górę", pobudza i kon¬
troluje realizację konkretnych zadań poszczególnych elementów i całych układów w myśl celów pośrednich odpowiednio zdeter-minowanych celem głównym.
Dowodzenie jako działanie — o czym już pisaliśmy — można „rozłożyć" na poszczególne pasma czynności, które spełniają ce¬le pośrednie. Wszystkie te poszczególne pasma czynności dające się rozróżnić ze względu na cel, do którego wiodą, upoważniają do przeprowadzenia na tej podstawie klasyfikacji funkcji dowo¬dzenia.
Jakie więc funkcje spełnia dowodzenie? Jakie aspekty psy¬chologiczne występują w procesie realizacji tych funkcji przez dowódców i sztaby wojskowe? Zaczniemy od próby przedsta¬wienia funkcji dowodzenia.
W pracach dotyczących dowodzenia wiele miejsca poświęca się również zagadnieniu funkcji dowodzenia. Najczęściej wymienia się następujące funkcje: przewidywanie, planowanie, decydowa¬nie, organizowanie, koordynowanie i kontrolowanie.
Interesujący punkt wyjścia przy formułowaniu funkcji dowo¬dzenia przyjmuje Kulińczyk. Stwierdza, że z cybernetycznego punktu widzenia dowodzenie może być „rozpatrywane jako pro¬ces informacyjny zachodzący w wieloszczeblowych układach kie¬rowania w aspekcie różnych funkcji: analitycznych, planistycz¬nych, organizacyjno-kontrolnych, normująco-koordynacyjnych i ewidencyjno-obliczeniowych" (26, 19). W tej samej pracy for¬mułuje funkcje organów dowodzenia, które w istocie rzeczy są również funkcjami dowodzenia. Wymienia osiem następujących funkcji organów dowodzenia (26, 24):
—   zbieranie i studiowanie danych o sytuacji;
—   analizowanie zadań, ocena położenia i podejmowanie decy¬zji;
—   przekazywanie zadań wojskom;
—   planowanie działań bojowych i ich wszechstronne zabezpie¬czenie;
—   organizacja współdziałania i kontrola przygotowania wojsk do działań;
161
—   kierowanie działaniami bojowymi i kontrola wykonania za¬dań;
11 — Psychologia walki 
—   kierowanie realizacją przedsięwzięć w zakresie zabezpiecze¬nia działań bojowych;
—   organizowanie dowodzenia i ciągłe jego odtwarzanie w to¬ku działań bojowych.
Przedstawiony wykaz funkcji obejmuje najważniejsze cele po¬średnie poszczególnych pasm czynności organu dowodzenia w do¬wodzeniu i właściwie na tym można by było poprzestać. Zamie¬rzamy jednak funkcje dowodzenia przedstawić ogólniej oraz opi¬sać niektóre aspekty psychologiczne występujące w procesie ich realizacji. Ogólniejsze ujęcie nazw poszczególnych funkcji dowo¬dzenia ułatwi odniesienie ich do wszystkich zadań realizowanych w dowodzeniu, a więc nie tylko zadań taktyczno-operacyjnych. Mamy tu na myśli szczegółowe zadania, których realizacją kie¬ruje dowódca (organ dowodzenia). Wymienimy najważniejsze z nich: organizowanie i kierowanie procesem szkolenia oraz wy¬chowywania; rozwijanie i umacnianie dyscypliny wojskowej; rozwijanie poczucia odpowiedzialności za kierowany odcinek pracy oraz realizację zadań; rozwijanie poczucia porządku i ła¬du wojskowego; kształcenie uczuć patriotycznych i internacjo- nalistycznych oraz postaw obywatelskich; wzbudzanie dumy z tra¬dycji bojowych i przynależności do określonego rodzaju wojsk; rozwijanie zaufania do broni i sprzętu; troska o podwładnych; dostosowanie warunków pracy i służby do możliwości psychofi¬zycznych żołnierzy i ich potrzeb społecznych; tworzenie korzyst¬nej atmosfery pracy ułatwiającej sprawowanie funkcji dowodze¬nia i wykonywanie zadań przez podwładnych, głównie przez roz¬wijanie socjalistycznych stosunków międzyludzkich, dobrą orga¬nizację i bezpieczeństwo pracy, zapewnienie odpoczynku, orga¬nizację imprez sportowych i rozrywek kulturalnych, a także za¬pewnienie systematycznego dopływu nowych środków materia¬łowo-technicznych, medycznych i innych.
Już na podstawie tego wykazu łatwo dostrzec, jak złożone i wielorakie są zadania, które powinny być realizowane poprzez dowodzenie. Jak wiele umiejętności musi posiadać dowódca (sztab), by właściwie pokierować tym procesem, zorganizować pracę, współdziałanie, kontrolę, pobudzić podwładnych do dzia¬łania, zapewnić realizację kolejnych zadań w celu osiągnięcia wysokiego stanu moralno-politycznego, dyscypliny i gotowości bojowej pododdziału (oddziału).
Rozróżniamy zatem następujące funkcje dowodzenia:
1)   formułowanie, komunikowanie i uświadamianie podwład¬nym celu działania,
2)   pozyskiwanie, przetwarzanie i udzielanie informacji,
3)   przewidywanie (prognozowanie) i antycypowanie,
4)   decydowanie i zlecanie zadań,
5)   planowanie,
6)   organizowanie i koordynowanie,
7)   pobudzanie do działania,
8)   kontrolowanie.
Jaka jest istota i treść psychologiczna wymienionych funkcji dowodzenia? Jedną z istotnych funkcji dowodzenia jest formu¬łowanie, komunikowanie i uświadamianie podwładnym celu rea¬lizowanego przez nich działania. Obowiązek ten spoczywa na do¬wódcy i tych wszystkich, którzy pod jego kierunkiem planują róż¬ne przedsięwzięcia, zlecają zadania i kierują działaniami według posiadanych kompetencji. Oczywiście nie zawsze i nie w każdym przypadku konieczne jest komunikowanie podwładnym celu dzia¬łania. Nie ma takiej potrzeby, gdy czynności (działania) są proste, często powtarzane, a cel działania jest dobrze rozumiany przez wykonawców. Potrzeba komunikowania i uświadamiania pod¬władnym celu ich działania (zarówno głównego, jak i pośrednich) występuje, jeśli: a) stawia się nowe zadania, b) realizacja celu głównego uzależniona jest od osiągnięcia celów pośrednich, c) ist-nieje przypuszczenie, że cel działania nie jest dostatecznie ro¬zumiany, d) gdy cel działania może być różnorodnie interpre¬towany, e) gdy następuje zmiana celu dla tego samego działa¬nia itp.
Wiadomo, że na przebieg i rezultat jakiegoś działania ma wpływ wiele czynników, a mianowicie: zrozumienie celu dzia¬łania, kierowanie działaniem, wiedza i umiejętności żołnierzy, motywacje do działania, warunki, środki i metody, organizacja pracy i inne. Każdy z wymienionych czynników odgrywa okreś¬loną rolę i powinien być odpowiednio dostosowany do potrzeb realizacyjnych zadania i do celu, który ma być osiągnięty. Właś-
ciwe i jasne sformułowanie celu działania ma podstawowe zna¬czenie dla sprawności działania (skuteczności) i powinno być do¬konane przed jego rozpoczęciem. Uświadomienie i zrozumienie celu działania ułatwia bowiem dostosowanie sposobów działania, racjonalne wydzielenie i wykorzystanie posiadanych sił, środków i warunków działania oraz należyte zorganizowanie współdziała¬nia i koordynację działań w trakcie realizacji zadania. Zakomu¬nikowanie zaś celu działania podwładnym i uświadomienie im jego istoty jest jednym z ważniejszych warunków aktywizacji ich poczynań zgodnie z myślą przewodnią zadania.
Działanie bez świadomości celu, bez wskazania celu nie jest w ogóle możliwe. Przypomina raczej nie zorganizowany i chao¬tyczny zbiór odruchów powodowany doraźnymi bodźcami po¬chodzącymi z otoczenia i organizmu. Działanie zaś bez dosta¬tecznie jasno sformułowanego celu i uświadomionego przez dzia¬łających ma tendencję do przenoszenia się na inne, poboczne cele, które pojawiając się w świadomości działających mogą być uzna¬ne za zasadnicze. Żołnierz działający przy takim poziomie uświa¬domienia i rozumienia celu przypomina błądzącego, który nie wie, dokąd i po co ma się udać.
Cele działania mogą wynikać: a) z zadań zleconych przez prze-łożonego, b) z zadań podjętych z własnej inicjatywy, c) z obo¬wiązków wyznaczających zakres pracy dla danego stanowiska lub specjalności, d) z konieczności zaspokajania własnych, indywidu¬alnych potrzeb i zainteresowań. Między tymi celami, w trakcie ich realizacji, mogą powstawać różnorodne sprzeczności, które niejednokrotnie komplikują i utrudniają samo działanie. W ja¬kich przypadkach takie sprzeczności się pojawiają? Powstają one głównie, jeśli:
—   zadania zlecone przekraczają kompetencje podwładnych,
—   zadania zlecone zawierają cele sprzeczne,
—   zadania przekraczają możliwości podwładnych,
—   podwładni swoje cele osobiste przedkładają nad cele służ¬bowe,
—   dowódcy nie uwzględniają (w dostępnym zakresie) celów osobistych podwładnych.
Sytuacje takie nie tylko zakłócają działania, ale wywołują też negatywne reakcje podwładnych, obniżają poziom moralno-poli- tyczny pododdziału i komplikują dowodzenie.
Dla osiągnięcia społecznie korzystnej „harmonii" celów, a przez to — psychologicznych warunków dla sprawnego działania pod¬władnych, konieczne jest osiągnięcie w miarę pełnej akceptacji celów działania służbowego, zarówno przez przełożonych, jak i podwładnych, oraz uwzględnianie przez przełożonych (w miarę możliwości) celów osobistych podwładnych i stworzenie odpo¬wiednich warunków do ich realizacji.
Każdy, kto działa w zespole, powinien uświadamiać sobie: cele działania zespołu, cel własnej działalności z punktu widzenia po¬trzeb zespołu oraz w jaki sposób przyczynia się własnym działa¬niem do wykonania zadania zespołu. Świadomość swojej roli i funkcji w zespole umożliwia osiągnięcie odpowiedniego, tj. opty¬malnego, poziomu wykonania swej pracy. Zadaniem omawianej funkcji dowodzenia jest osiąganie takiego stanu w odniesieniu do wszystkich żołnierzy układu kierującego i kierowanego.
Cele osiąga się przez realizację konkretnych zadań. To, co zo¬stało osiągnięte w wyniku realizacji celu, nazywamy skutkiem. Rozróżnia się skutki zamierzone, czyli te, które chcieliśmy osiągnąć, i skutki nie zamierzone, które nie były oczekiwane. Skutki nie zamierzone mogą mieć charakter obojętny i szkodli¬wy. Szkodliwymi nie zamierzonymi skutkami są: zmęczenie, ura¬zy, wypadki, dezorientacja, błądzenie, zniszczenie lasu (upraw), zagubienie sprzętu, broni itp.
Należy więc przy realizacji określonych zadań i celów dążyć do określenia, jakiego rodzaju i kiedy mogą się pojawiać skutki uboczne i przy tym szkodliwe, zwłaszcza gdy przystępuje się do działań w sytuacjach trudnych, jak np. na ćwiczeniach w polu. Nie wszystko jednak da się przewidzieć. Działania bowiem odby¬wają się w sytuacjach zmiennych, a realizacja celu, czyli zamie¬rzonego stanu rzeczy, odbywa się zawsze z pewną dozą niepew¬ności, a nawet ryzyka. Również w tym zakresie dowodzący ma do spełnienia ważną funkcję, by przewidując przyszłe zdarzenia uświadamiał sobie i podwładnym możliwe skutki uboczne i od¬powiednio przygotowywał się do zapobiegania im w trakcie dzia¬łań.
Drugą z wymienionych funkcji dowodzenia jest pozyskiwanie, przetwarzanie i udzielanie informacji. Dowodzenie, tak jak każde działanie, nie jest możliwe bez ciągłego pozyskiwania potrzeb¬nych informacji. W celu zapewnienia należytego ich dopływu ko¬nieczne się staje zorganizowane i aktywne ich pozyskiwanie (zbie¬ranie i zdobywanie) wszystkimi dostępnymi środkami. Proces po¬zyskiwania informacji zasila różne dziedziny działania w wojsku, nie tylko proces dowodzenia. Dowodzenie jednak, ze względu na sterowniczą rolę wobec całokształtu działań poszczególnych żoł¬nierzy i zespołów, spełnia zasadnicze funkcje w pozyskiwaniu i wykorzystywaniu informacji. Ujmując dowodzenie w katego¬riach cybernetycznych, S. Piotrowski stwierdza: „Z punktu wi¬dzenia cybernetyki dowodzenie wojskami jest procesem zdoby¬wania, zbierania, przetwarzania, przekazywania, udzielania i gro¬madzenia różnorodnych informacji" (36, 92).
Z psychologicznego punktu widzenia pozyskiwanie informacji odbywa się poprzez planowe, zorganizowane i uważne spostrze¬ganie oraz zrozumienie i zapamiętanie różnorodnych wiadomości odnoszących się do interesującego nas, z jakichś względów, od¬cinka rzeczywistości. Informacje, potocznie — wiadomości, są to różnego rodzaju dane o rzeczach, zjawiskach i innych elementach rzeczywistości, które odpowiednio odebrane przez zmysły, zro¬zumiane i zapamiętane stanowią zasadniczy materiał dla wyo¬braźni ludzkiej i myślenia.
W procesie dowodzenia zapotrzebowanie na informacje jest bardzo duże. Na ogół zawsze występuje pewien brak potrzebnych informacji. Szczególnie deficyt ich odczuwany jest w walce zbroj¬nej, zwłaszcza w odniesieniu do przeciwnika (skład, ugrupowanie, wielkość zasobów, zamiary, duch bojowy, dopływ nowych zaso¬bów itp.) oraz aktualnej sytuacji na określonym obszarze działa¬nia obu stron i przyszłego rozwoju działań bojowych. Brak infor¬macji utrudnia, a często uniemożliwia ocenę sytuacji i podjęcie decyzji.
Główne zadania w zakresie pozyskiwania informacji wykonują specjalnie do tego przygotowane pododdziały (oddziały) rozpoz¬nawcze, sztaby ogólnowojskowe, rodzajów wojsk i służb, two¬rzące zasadniczą strukturę zintegrowanego systemu rozpoznania.
System ten wyposażony jest w techniczne środki rozpoznania, przetwarzania, przesyłania i utrwalania informacji. Niezbędnym warunkiem dalszego doskonalenia tego systemu jest automaty¬zacja niektórych pracochłonnych i czasochłonnych czynności do¬wodzenia oraz nowoczesne szkolenie i trening żołnierzy w sys¬temie dowodzenia.
Obowiązek pozyskiwania informacji dotyczy wszystkich żoł¬nierzy. Wykonywanie jego uzależnione jest od indywidualnego przygotowania poszczególnych żołnierzy w zakresie prowadzenia rozpoznania i składania meldunków przełożonym. Doniosłe zna¬czenie ma nastawienie żołnierzy na pozyskiwanie informacji naj¬bardziej przydatnych z punktu widzenia wykonywanego zada¬nia, zaszczepianie im wiedzy o istocie zjawisk pola walki, do¬skonalenie spostrzegawczości i umiejętności oceny informacji, rozwijanie wyobraźni, pamięci i myślenia.
Dane pochodzące z rozpoznania poddawane są ocenie pod wzglę¬dem: prawdziwości (zgodności z rzeczywistością); aktualności (przydatności w danym okresie działania); prognostyczności (prze¬widywania przyszłych zdarzeń); ważności (z punktu widzenia pilności i znaczenia). Wszystkie informacje uznane za przydatne powinny być utrwalone.
Informacje utrwalane są w pamięci ludzkiej, w „pamięci" ma¬szyn elektronicznych oraz w innych nośnikach pamięci, takich jak notatniki, szkice, mapy, taśmy magnetyczne, zdjęcia, filmy i inne. Najbardziej korzystne jest utrwalanie informacji w móz¬gu człowieka, ponieważ on jest podmiotem działania, ocenia war¬tość informacji, odpowiada na pytanie: „jak jest", przewiduje — czyli odpowiada na pytanie: „jak prawdopodobnie będzie", po¬dejmuje decyzje, spełnia funkcje kierownicze itd. Na podstawie otrzymanych informacji tworzy obraz odzwierciedlanego odcin¬ka rzeczywistości, a w konfrontacji z posiadaną wiedzą i doś¬wiadczeniem dokonuje zasadniczych operacji umysłowych takich jak: analiza, synteza, uogólnianie, abstrahowanie; na tej pod-stawie wnioskuje, poszukuje rozwiązań, posługuje się wyobraź¬nią, podejmuje decyzje, postanawia o ich wykonaniu, a następ¬nie kieruje wykonaniem. Niestety, ilość informacji pozyskiwana przez system rozpoznawczy dowodzenia jest tak wielka, iż prze-
kracza możliwości recepcyjne, pamięciowe i przetwórcze czło¬wieka (zespołów ludzkich). Przy tym człowiek zapomina rów¬nież, zniekształca i zubaża informacje, nie zawsze odpowiednio szybko przypomina sobie to, co w danej chwili staje się najbar¬dziej potrzebne.
Wszystkie te „braki" recepcyjne i umysłowe człowieka w du¬żym stopniu usuwane są dzięki stosowaniu odpowiednio skon¬struowanych urządzeń technicznych. Ułatwiają one rozpoznanie, odbiór, utrwalanie, przetwarzanie i obieg informacji, a także w pewnym zakresie przygotowują wstępne dane do decyzji. Ope¬racje te maszyny wykonują nieporównanie szybciej i dokładniej niż człowiek. Należy jednak dodać, że wszelkie maszyny, nawet najdoskonalsze, są zawsze narzędziem w ręku człowieka, wspo¬magają twórczą pracę jego umysłu, przygotowują mu (również pod jego kierunkiem) niektóre dane do decyzji.
Jednym ze składników wyżej wspomnianej funkcji jest kiero¬wanie procesem przetwarzania informacji. Przetwarzanie infor¬macji jest ściśle związane z pozyskiwaniem informacji, jak i za¬silaniem informacyjnym. Potrzeba pozyskiwania i przetwarzania informacji występuje we wszystkich typach działania w woj¬sku: w szkoleniu, wychowywaniu, rozwijaniu dyscypliny, admi¬nistrowaniu jednostką, sterowaniu maszynami, kierowaniu walką zbrojną. Przetwarzanie informacji rozpoczyna się od momentu pozyskiwania pierwszych elementarnych i szczegółowych infor¬macji koniecznych do poznania siebie samego, innego człowieka, jakiejś rzeczy, zjawiska, procesu lub „pełniejszego" odcinka rze¬czywistości (w skład którego wchodzą wszystkie wymienione wy¬żej elementy), jak np. środowiska wychowawczego, fragmentu ćwiczenia w polu, ugrupowania przeciwnika, fragmentu walki, a następnie poprzez formułowanie kolejnych uogólnień i odpo¬wiedzi na pytanie: „jak jest", podejmuje się decyzje i rozpoczy¬na realizację poszczególnych zadań. W trakcie realizacji zadań proces przetwarzania informacji trwa nadal, ponieważ zmienia¬ją się okoliczności (warunki) realizacji tych zadań. Proces poz¬nawania jakiegoś fragmentu rzeczywistości jest procesem stop¬niowego przetwarzania i uogólniania pozyskanych informacji po¬przez myślenie i działanie. Celem procesu poznawania jest two- rżenie prawdziwego obrazu rzeczywistości. Zgodnie z dialektyką odbywa się to poprzez uważne spostrzeganie, rozumienie, prze¬żywanie, zapamiętywanie, abstrakcyjne myślenie i wnioskowanie oraz praktyczne weryfikowanie rezultatów pracy umysłu w kon¬kretnym działaniu. Taka jest dialektyczna droga poznawania rze¬czywistości i obiektywnego odzwierciedlenia jej w postaci obra¬zu psychicznego w mózgu.
W procesie szkolenia i wychowywania żołnierzy przetwarza się informacje w celu poznania osobowości wychowanków, ustale¬nia, jaka jest skuteczność w osiąganiu celów szkoleniowych i wy¬chowawczych, czy stosowane metody w tej pracy są właściwe i jakie są możliwości usprawnienia tego procesu.
W walce zbrojnej przetwarza się informacje dotyczące prze¬ciwnika, wojsk własnych, dynamiki działań bojowych, dopływu nowych zasobów itd. i na tej podstawie tworzy się oraz stale uaktualnia obraz istniejącej sytuacji i ujawnia nowe tendencje zapowiadające przyszłe zdarzenia, mogące mieć wpływ na dzia¬łania bojowe.
Konstruowanie obrazu sytuacji, przewidywanie zmienności, bieżące uaktualniania są z kolei podstawą do podejmowania wła¬ściwych decyzji i sprawnego kierowania walką.
Proces przetwarzania informacji odsłania luki informacyjne, które utrudniają poznanie określonego fragmentu rzeczywistości i w związku z tym celem dowodzenia jest też stawianie nowych zadań dla pozyskania dodatkowych informacji.
Obraz sytuacji, który powstaje w wyniku przetwarzania infor¬macji, jest subiektywnym (psychicznym) odzwierciedleniem frag¬mentu rzeczywistości, może zawierać różne zniekształcenia. Ko¬nieczne się staje ciągłe potwierdzanie jego prawdziwości (aktual¬ności) poprzez zasilanie umysłu nowymi informacjami i kontro¬lę w działaniach. Decydujące znaczenie w poprawnym przetwa¬rzaniu informacji odgrywa praca umysłowa żołnierzy, wsparta odpowiednio kompetentną wiedzą, doświadczeniem i techniką.
Kolejnym składnikiem drugiej funkcji dowodzenia jest udzie¬lanie informacji albo tzw. zasilanie informacyjne. Rozróżnia się dwa jego rodzaje: zasilanie informacyjne ludzi i zasilanie infor¬macyjne maszyn elektronicznych. Zadaniem organu dowodzenia
(odpowiednich jego komórek) jest kierowanie obiegiem informa¬cji „wewnątrz" układów i pomiędzy układami według ustalonych zasad. Podstawowe znaczenie dla dowodzenia ma obieg informacji w układzie kierującym, pomiędzy układem kierującym a kierowa¬nym i układami kierowanymi (ich organami dowodzenia) współ¬działającymi w wykonywaniu zadań. Celem udzielania informa¬cji jest też podtrzymywanie ich obiegu poprzez wprowadzanie do niego informacji pożądanych ze względu na wykonywane za¬dania. Informacje pozyskane (aktualne i wiarygodne), nie wyko¬rzystane w porę, tracą na wartości, a nawet stają się bezużytecz¬ne. Każdy, kto dysponuje informacjami, powinien je przekazywać w odpowiednim czasie, do właściwego adresata, według usta¬lonych zasad i utrzymywać stałą gotowość do udzielania in¬formacji na żądanie przełożonego. Dzięki temu kompetentne og¬niwa układu kierującego wprowadzają pozyskane informacje do procesu decyzyjnego, a przez decyzje do kierowania dzia-łaniami.
Każdy żołnierz włączony do jakiegokolwiek ogniwa obiegu in¬formacji powinien mieć poczucie odpowiedzialności (w ramach posiadanych kompetencji) za jakość informacji wprowadzanych do obiegu, być gotowym do syntetycznego ujęcia informacji w meldunku, wykazywać inicjatywę i aktywność w pozyskiwa¬niu informacji z ogniw podległych, a także korzystać z porad fa¬chowców przy ocenie informacji.
Kolejną, trzecią, funkcją dowodzenia jest przewidywanie (prog-nozowanie) i antycypowanie przyszłych zdarzeń w stale zmienia¬jącej się rzeczywistości oraz wskazywanie tych zdarzeń, które mogą mieć wpływ na nasze działania. Wpływ ten może być do¬datni, tj. ułatwiający działania, i negatywny — utrudniający (wy¬kluczający) działania. Na tle oceny aktualnej sytuacji i przewi¬dywań, w jakim kierunku ta sytuacja będzie się zmieniała, do¬konuje się oceny szans powodzenia planowanego działania, wpro¬wadza niezbędne zmiany w projekcie decyzji, organizacji działań i innych przedsięwzięciach w celu lepszego przygotowania się do działań. Uświadomienie sobie (i innym) oraz uznanie za prawdo¬podobne okoliczności, które mogą utrudnić (ułatwić) nasze dzia¬łania, oraz odpowiednie przygotowanie tych działań, by zawierały
przedsięwzięcia uprzedzające i ograniczające negatywny wpływ przewidywanych okoliczności, nazywamy antycypacją.
Zadaniem przewidywania i antycypacji jest ograniczenie nie¬pewności i ryzyka w działaniach. Całkowite wyeliminowanie nie¬pewności w działaniach jest niemożliwe, zwłaszcza jeśli na te działania wpływa wiele zmiennych czynników. Szczególnie trud¬no jest przewidywać na polu walki. Na przebieg działań bojowych wpływa bowiem, obok wielu różnorodnych czynników występu¬jących w każdym bardziej złożonym działaniu (np. na ćwicze¬niach), również świadome, zorganizowane i niszczące działanie oraz przeciwdziałanie przeciwnika.
Proces przewidywania jest ciągły i obejmuje nie tylko proces decyzyjny i planowanie działań, ale również całą fazę realizacji poszczególnych zadań. Chodzi o to, by w trakcie realizacji zadań dostrzegać nowe zjawiska" w stale zmieniającej się sytuacji i na tej podstawie wprowadzać odpowiednie zmiany zabezpieczające działanie. Jeśli sytuacja zmienia się bardzo szybko, wówczas prze¬widywanie obejmuje krótsze odcinki czasowe i dokonywane jest na mniejszą „głębokość". W takim wypadku konieczne jest zwię¬kszenie czujności, zapewnienie większej skuteczności rozpozna¬nia i gotowości do elastyczniejszego działania.
Szczególnie doniosła jest czwarta funkcja dowodzenia — decy¬dowanie i zlecanie zadań. Słusznie się twierdzi, iż podstawą do¬wodzenia jest decyzja. Decyzja zawiera myśl przewodnią dzia¬łania i projekt wykonania zadania. Po podjęciu decyzji przez do¬wódcę projekt działania jest zatwierdzony i od tej pory obowią¬zuje wykonawców. Podjęcie decyzji poprzedzane jest przetwa¬rzaniem informacji, oceną sytuacji, analizą zadania, przewidy¬waniem i przygotowaniem projektu decyzji. Wszystkie te czyn¬ności na niższych szczeblach dowodzenia dowódca wykonuje oso¬biście, na wyższych zaś (tam gdzie jest sztab) — kolegialnie aż do zarysu decyzji. Powzięcie decyzji, postanowienie o jej wy¬konaniu i wydanie rozkazu należy do dowódcy. Tego obowiązku nie może on przekazywać nikomu ze swych podwładnych (z wy¬jątkiem szefa sztabu). Decyzja przekazywana podwładnym za¬wiera akt woli dowódcy i moc wykonawczą rozkazu. Szerzej o tej sprawie piszemy w ostatnim rozdziale niniejszej pracy.
Kolejną, piątą, funkcją dowodzenia jest planowanie. Główną ideą planowania jest przygotowanie przyszłego działania w celu jak najlepszego wykonania postawionego zadania. W planowaniu uwzględnia się wszystkie przetworzone informacje wynikające z analizy zadania, oceny położenia, wyników przewidywania, tre¬ści decyzji i innych kalkulacji. Proces planowania to proces umysłowego przetwarzania uogólnionych danych, tworzenia na tej podstawie harmonogramu działania z odpowiednim podzie¬leniem sił, środków, wykorzystaniem czasu, przestrzeni, to także określenie wariantów działania, współdziałania, koordynowania i pozyskiwania zasobów. Efektem planowania jest określony plan, który zawiera przemyślane sposoby działania w zakresie wyko¬nania decyzji (49, 207). Plan działania najpierw powstaje w umyś¬le planującego, następnie jest stopniowo uzewnętrzniany ust¬nie, na mapie, w postaci grafiku, szkicu, tekstu napisanego lub inaczej. Graficzne obrazowanie kolejnych efektów procesu myś¬lenia i posługiwanie się wyobraźnią znacznie ułatwia twórcze myślenie.   /
Organizowanie i koordynowanie to następna, szósta, funkcja dowodzenia. Organizowanie to działanie dowódcy i sztabu zmie¬rzające do tworzenia struktur jako pewnych całości, w których poszczególne składowe są odpowiednio uporządkowane, powiąza¬ne i przygotowane do realizacji wyznaczonych zadań. Główną zasadą organizowania jest maksymalne wykorzystanie właściwo¬ści poszczególnych elementów, wchodzących w skład określone¬go układu, w taki sposób, by przyczyniały się możliwie jak naj¬bardziej do powodzenia całości.
Organizowanie może być dokonywane dwojako: jako organi¬zowanie w znaczeniu podstawowym, którego celem jest tworze¬nie określonych nowych struktur, niejako od podstaw, i organi¬zowanie w znaczeniu pomocniczym, tzw. organizowanie regulu¬jące (usprawnianie lub reorganizowanie), którego celem jest us¬prawnienie lub zmiana już istniejących (funkcjonujących) struk¬tur. Rozpatrzmy to na przykładzie. Jeśli jakiś pododdział jest tworzony od początku według nowych zasad (nowej struktury), wówczas pojęcie „organizowanie" użyte będzie w pierwszym as¬pekcie, jeśli natomiast dokonywane są tylko jakieś zmiany or¬ganizacyjne w już zorganizowanym pododdziale, wówczas poję¬cie „organizowanie" użyte zostanie w tym drugim aspekcie. Nie-wielkie zmiany organizacyjne to usprawnienia, większe — to re-organizacja.
W zależności od potrzeb organizuje się (lub usprawnia, reor¬ganizuje) zespoły ludzkie, pracę, imprezy, czynności, np. przy obsługiwaniu maszyny, przygotowywaniu i prowadzeniu zajęć, kontroli. Również działalność organizacyjna wymaga organizowa¬nia.
Najistotniejsze w organizowaniu czegoś jest uświadomienie so¬bie i innym, z którymi to przedsięwzięcie ma być zrealizowane, przewodniej myśli (celu), której ma służyć rzecz zorganizowana. W przeciwnym wypadku wysiłek włożony w organizację zosta¬nie zmarnowany. Uświadomienie celu konieczne jest po to, by nie tworzyć struktur ludzkich, czynności i planów działań „nie- doorganizowanych" lub „przeorganizowanych", z niedostateczną lub nadmierną ilością elementów, przedsięwzięć lub czynności utrudniających optymalne funkcjonowanie całości i osłabiające (uniemożliwiające) sprawne osiąganie celu możliwie najkrótszą drogą. Niektóre instytucje, zespoły ludzkie są nieraz tak przeor¬ganizowane, że osiągają jedynie działanie, a zaprzepaszczają cel. Znane jest w związku z tym powiedzenie o niedźwiedziej przy¬słudze osiągającej środek, lecz udaremniającej cel (40, 82). Sztab nazbyt rozbudowany może się okazać niesprawny w walce, zbyt duży zespół doradczy powołany do przygotowania projektu de¬cyzji może przedłużyć preparację danych i przez to odwlec pod¬jęcie decyzji, zbyt szczegółowy plan może utrudnić elastyczność działania i ograniczyć pomysłowość wykonawców itp.
Dobrze zorganizowane działanie to takie, w którym każdy wie, co ma wykonać, i wykonuje to, co potrafi najlepiej, i w takim zakresie, w jakim mu zostało zlecone, nie przeszkadza innym, nikt na jego efekt działania nie czeka ani też on nie czeka na rezultaty innych, współdziała, pomaga, a nie rywalizuje. Ponad¬to ten, kto wykonuje zadanie odcinkowe, powinien uświadomić sobie cel działania, wykazywać aktywność i pomysłowość w do¬bieraniu sposobów realizacji zadania, stosować najbardziej przy¬datne środki i dozwolone metody działania.
Koordynowanie natomiast jest pasmem czynności pomocni¬czych względem działania zwanego organizowaniem. Stosuje się je wszędzie tam, gdzie zespoły ludzkie, układy rzeczy, działania, czynności odchyliły się od zamierzonego planu ze względu na po¬jawienie się nowych okoliczności. Koordynowanie zatem polega na doregulowywaniu tego, co odchyla się od wymagań podykto¬wanych potrzebami współdziałania.
Pobudzanie do działania to kolejna, siódma, funkcja dowodze¬nia. Obejmuje ona całokształt oddziaływań koordynowanych przez dowódcę, których zadaniem jest wyzwalanie w psychice żołnie¬rzy pożądanych i odpowiednio silnych motywacji do działania, aktywizowanie energii fizycznej i psychicznej, wyzwalanie po¬mysłowości, rozbudzanie siły woli, czyli wytrwałości i uporczy¬wości oraz odwagi i męstwa w toku wykonywanych niebezpiecz¬nych zadań.
Zgodnie z tym, o czym poprzednio pisaliśmy, na przebieg i wy¬nik jakiegoś działania w wojsku mają wpływ różne czynniki: zna¬jomość celu, sprawne kierowanie działaniami, wiedza i umiejęt¬ności żołnierzy, odpowiednie warunki działania, posiadane środki i dostosowane metody działania, organizacja pracy i motywacje do działania. Oczywiście bez odpowiednich motywów, koniecz¬nych w danej sytuacji, działania nie przynoszą oczekiwanych re¬zultatów, a nawet mogą być nie podjęte. Dlatego kształcenie po¬żądanych motywacji i odpowiednie ich pobudzanie ma tak istot¬ne znaczenie w kierowaniu działaniem zespołu.
Motywy są to określone stany psychiczne żołnierzy, pobudki skłaniające ich do działania. Oczywiście nie wszystkie motywy mają tę właściwość pobudzania do działania według potrzeb zle¬conego zadania. Chodzi więc o motywy sprzyjające realizacji za¬dań w wojsku. W związku z tym istnieje potrzeba, odpowiednie¬go do wymagań wojskowych, kształcenia pozytywnych walorów osobowości żołnierzy, które będą stanowiły realną podstawę do wyzwalania silnych i oczekiwanych motywacji do działania na rzecz wykonywania różnorodnych zadań w wojsku. Ale nie tylko czynniki osobowościowe mają wpływ na jakość, siłę i kierunek motywacji. Istotny wpływ mają też pozaosobowościowe czynniki, między innymi:
—   wysoki poziom wyszkolenia bojowego i dyscypliny,
—   biegła znajomość sprzętu bojowego i umiejętność obsłu¬giwania go w trudnych warunkach,
—   ład organizacyjny i sprawność dowodzenia,
—   autorytet dowódcy, oficerów sztabu,
—   właściwie ukształtowane stosunki międzyludzkie,
—   odpowiednie do potrzeb warunki działania.
Wyzwolenie motywacji odbywa się przez odpowiednio orga¬nizowane pobudzanie. Pobudzenie osiąga się przez tworzenie od¬powiednich sytuacji motywacyjnych, poprzez wywoływanie bodź¬ców oddziałujących na psychikę żołnierzy. Sytuacje motywacyj¬ne mogą być trojakiego rodzaju: przymusowe, zachęcające lub mieszane. Sytuacje przymusowe to takie, które odczuwane są przez wykonawców jako nakazy (zakazy) przy jednoczesnym do¬strzeganiu sankcji, jakie grożą, gdyby postawione zadanie nie zostało wykonane na odpowiednim poziomie. Sytuacje zachęca¬jące zaś to takie, które odczuwane są jako przyjemne, odpowia¬dające w danej chwili potrzebom i zainteresowaniom żołnierzy oraz sygnalizujące nagrodę, uznanie za wykonane dobrze zada¬nie. Sytuacje motywacyjne mieszane to takie, w których przeło¬żony, w zależności od potrzeb, stosuje w pobudzaniu motywacji podwładnych zarówno zachętę, jak i przymus. Jakie powinny być zachowane proporcje między tymi dwoma składnikami sytua¬cji motywacyjnej mieszanej, trudno jest z góry określić. Zależeć to będzie od różnych okoliczności.
W dowodzeniu wojskami najczęściej mamy do czynienia z sy¬tuacją motywacyjną, mieszaną. Trzeba podkreślić, że zdaje ona egzamin, przy czym w praktyce wypracowana została bardzo sku¬teczna „strategia" wyzwalania motywów podwładnych.
Strategia ta zawiera pięć zasadniczych składników:
—   dużą stanowczość w zlecaniu zadań, którą wyraża rozkaz,
—   wysuwanie na plan pierwszy zasady wyróżniania żołnierzy za bardzo dobre pełnienie służby i wykonywanie zadań,
—   uwzględnianie aktualnego stanu psychicznego żołnierzy, na-strojów, sytuacji i warunków,
—   stosowanie różnego rodzaju oddziaływań pomocniczych jak: wyjaśnianie, uświadamianie, zachęcanie, organizowanie pomocy,
wsparcie przez kolektyw, życzliwość, wyrozumiałość, tworzenie szans poprawienia wskaźników działania itp.,
— „trzymanie w odwodzie" i stosowanie w ostateczności przy¬musu oraz sankcji w razie wyczerpania wszystkich pozytywnych bodźców i zachęcających sytuacji motywacyjnych.
Pobudzanie żołnierzy do działania jest w swej treści najbar¬dziej „psychologiczną" funkcją dowodzenia i odgrywa w cało¬kształcie dowodzenia bardzo istotną rolę. Pobudzanie bowiem uru¬chamia ten najważniejszy motor do działania, jakim są moty¬wacje żołnierzy.
Ostatnią, ósmą, z wymienionych funkcji dowodzenia jest kon-trolowanie. Kontrolowanie ma na celu sprawdzenie, czy zadania realizowane są zgodnie z myślą przewodnią decyzji i czy metody, środki oraz siły przy ich wykonywaniu są właściwie wykorzy¬stywane. W początkowej fazie wykonywanego zadania dowódca dzięki kontroli może usunąć dostrzeżone niedociągnięcia, a tym samym skierować podwładnych na właściwą drogę. Również w in¬nych fazach wykonywania zadania dowódca powinien sprawo¬wać lub organizować kontrolę, zwłaszcza kiedy jego podwładni wykonują zadania trudne. Kontrola nie zawsze jest potrzebna. Jeśli dowódca jest pewny, że zadanie nie jest zbyt trudne i że jego podwładni nieraz dali dowód rzetelności przy samodzielnym wykonywaniu zadań, wtedy może zrezygnować z kontroli. Nie może to być jednak zasadą działania. Kontrola ma wiele walo¬rów wychowawczych. Podwładni chcą, by dostrzegano ich wy¬siłek, by oceniano rezultaty pracy.
Znajomość wyników w pracy szkoleniowej, wychowawczej, w zakresie umacniania dyscypliny, utrzymania porządku wojsko¬wego, eksploatacji sprzętu wojskowego ma istotne znaczenie z wielu względów. Po pierwsze — daje możliwość stwierdzenia, czy osiągane wyniki są na odpowiednim poziomie, po drugie — ułatwia dowódcy (sztabowi) stawianie nowych zadań, zwłaszcza tych, które są uzależnione od wykonania zadań poprzednich, po trzecie — pozwala dowódcy ocenić skuteczność i umiejętność samego procesu dowodzenia zarówno w odniesieniu do siebie (sztabu), jak i podległych dowódców niższych szczebli. Znajomość wyników podwładnych w różnych dziedzinach działalności wojskowej i odpowiednie wykorzystanie ich w pracy dowódczej ma doniosłe znaczenie wychowawcze, dowódca bowiem może prawidłowo ocenić podwładnych, omówić na odprawie, na zebraniu partyjnym osiągnięcia całego kolektywu, a także odpowiednio do zasług wyróżnić osiągnięcia najbardziej ofiarnych i zmobilizować słabszych. Ocena wyników pracy, podkreślenie osiągnięć pododdziału (oddziału) ma duże znaczenie moralne, mobilizuje wszystkich żołnierzy do działania i daje satysfakcję z osiągniętego powodzenia. Pochodnym zagadnieniem jest tu sprawa samokontroli potrzebnej zarówno dowódcy, jak i każdemu z jego podwładnych. Polega ona na samodzielnym, rzeczowym i krytycznym sprawdzaniu siebie samego, swego działania, postępowania i poziomu wykonania zadań. Element samokontroli występuje w każdej kontroli, także w kontroli sprawowanej przez dowódcę.

(...)

3. PRZYSTOSOWANIE I AKTYWNE DZIAŁANIE

Jednym ze szczegółowych zadań dowódcy pododdziału jest kierowanie procesem przystosowania młodych żołnierzy do służ¬by wojskowej. Szybkie i prawidłowe przystosowanie żołnierzy stwarza korzystne warunki dla sprawowania funkcji dowódczych i ułatwia wcześniejsze uzyskanie gotowości bojowej pododdziału. Aby przyśpieszyć i nadać właściwy kierunek procesowi przy¬stosowywania się żołnierzy, trzeba poznać niektóre jego psycho¬logiczne prawidłowości i odpowiednio do nich dostosować czyn¬ności organizacyjne oraz metody i formy pracy szkoleniowo-wy¬chowawczej. Tej sprawie poświęcamy niniejszy podrozdział.
Młodzi żołnierze, powołani do odbycia służby wojskowej, już po przekroczeniu bramy koszar włączeni zostają do nowego śro¬dowiska społecznego, różniącego się pod wieloma względami od
cywilnego. Różnice w tym zakresie znane są kadrze wojskowej i zagadnienie to nie wymaga rozwijania. Zmiana środowiska, warunków życia i pracy, a także zwiększone wymagania w za¬kresie dyscypliny, regulaminowego porządku wymagają czyn¬ności przystosowawczych, których celem jest uregulowanie po¬stępowania i działania zgodnie z obowiązującymi normami życia społecznego w wojsku. Nie zawsze jednak przychodzi to łatwo. Zdarzają się — jak wiadomo — przypadki nieprzystosowania się do warunków służby wojskowej, stwarzają one w niektórych sytuacjach trudne problemy wychowawcze, niełatwe do roz-wiązania w późniejszym okresie służby wojskowej. Wynika stąd potrzeba świadomego kierowania tym procesem w celu przyśpie¬szenia jego efektów, a także nadania mu prawidłowego prze¬biegu. Trzeba podkreślić, że proces przystosowywania tylko do pewnych granic ma właściwości pozytywne. Zbyt daleko zaa¬wansowany prowadzi do konformizmu, bierności i samouspo- kojenia.
W wychowaniu socjalistycznym decydujące znaczenie ma świa¬dome i zaangażowane działanie żołnierzy; działanie zmierzające do uregulowania swego postępowania zgodnie z wymaganiami służby wojskowej oraz aktywne włączanie się do działania (kie¬rowanego przez dowódcę) w zakresie utrzymywania porządku wojskowego, ładu organizacyjnego, dyscypliny, ulepszania sto¬sunków międzyludzkich, atmosfery pracy i współżycia w pod¬oddziale.
Aktywnej i zaangażowanej postawy nie zapewnia spontanicz¬nie rozwijający się proces przystosowywania. Te cechy działania żołnierskiego mogą się rozwinąć jedynie w wyniku celowego i zorganizowanego działania dowódcy, wspomaganego przez jego pomocników, organizację partyjną i młodzieżową.
Postulat ten wynika z funkcji i roli człowieka w życiu spo¬łecznym. Działanie jego w dużej mierze powinno być skierowane na doskonalenie samego środowiska, warunków pracy zgodnie z moralnymi, społecznymi i technicznymi wymaganiami, uzna¬nymi w socjalizmie za prawidłowe.
Tak więc przystosowanie osiągane jest poprzez przyjęcie i apro-bowanie podstawowych wymagań życia wojskowego oraz przez twórcze, aktywne działanie i współdziałanie żołnierzy zmierza¬jące do stałego doskonalenia środowiska wojskowego i stwarza¬nia lepszych warunków sprzyjających kształtowaniu stanu mo- ralno-politycznego i gotowości bojowej. Dlatego należy podzielić pogląd J. Michalika, że „przystosowanie społeczne to przede wszystkim dynamiczny proces czynnego uczestnictwa w życiu i w przekształcaniu środowiska społecznego w sposób zgodny z postępowymi tendencjami rozwoju stosunków między ludźmi" (30, 49).
Jak już nadmieniliśmy, przyszłe pole walki wymaga od każ¬dego żołnierza dużej odporności fizycznej, psychicznej i moral¬nej, umiejętności przezwyciężenia strachu, silnej woli i zdecy¬dowania w działaniu, wysokiej dyscypliny, samodzielności i ini¬cjatywy. Jeśli więc wymagania współczesnego pola walki są tak duże, to i proces przygotowywania żołnierzy, pododdziałów i od¬działów musi przebiegać w warunkach możliwie jak najbardziej zbliżonych do tych wymagań. Dlatego służba wojskowa jest wy¬jątkowo trudna i odpowiedzialna, od pierwszych dni stawia przed poborowym wysokie wymagania.
Szkolenie wojskowe, praca na skomplikowanym sprzęcie, sys¬tem treningów, a przede wszystkim ćwiczenia w polu mają bar¬dzo wysoki współczynnik trudności, nie spotykany w innych ty¬pach działania człowieka. Ćwiczenia wojskowe — jak wiadomo — celowo prowadzi się w trudnych warunkach (w zimie, w nocy, przy zmniejszonym dopływie informacji, przez dłuższy okres, na różnorodnym terenie, w dużym tempie, z użyciem dużej ilości środków technicznych), by tam sprawdzać gotowość bojową jed¬nostek. Nim jednak do takiego sprawdzianu dojdzie, żołnierze muszą odbyć szereg różnorodnych zajęć i treningów, które ich stopniowo do tego przygotowują.
Dlatego też zasadnicza linia przystosowywania się żołnierzy łączy się bezpośrednio z koniecznością ciągłego pokonywania tru¬dów szkolenia wojskowego, ćwiczeń, treningów. Właśnie na poli¬gonach, placach ćwiczeń, na różnorodnych torach przeszkód, sa¬lach treningowych, strzelnicach — poddaje się codziennie próbie siły fizyczne i psychiczne żołnierzy, tu kształci się, a zarazem sprawdza ich wiedzę, umiejętności, inicjatywę, odporność, odwa-
gę i inne pożądane cechy bojowe. Tu obserwuje się, jak prze¬biega proces przystosowywania się do warunków szkolenia woj¬skowego i jakie w związku z tym powstają trudności. To jest zasadnicza płaszczyzna przystosowywania się żołnierza.
Droga do osiągnięcia wysokiego poziomu moralno-politycznego i kunsztu bojowego wiedzie poprzez przystosowanie się do życia zbiorowego w koszarach, do nowego rówieśniczego środowiska, zwiększonych wymagań i konieczności podporządkowania się wo¬li dowódców, bezwzględnego wykonywania rozkazów, szybkiego tempa wykonywanych czynności, zwiększonego wysiłku, różno¬rodnych czynności wojskowych. Nie może to być mechaniczne przystosowywanie się, lecz świadome aprobowanie, wewnętrzne przekonanie o konieczności takiego przygotowywania się do ob¬rony kraju. Cel ten można osiągnąć przez aktywne działanie, myślenie i sprawne funkcjonowanie w warunkach zwiększonych wymagań i trudów życia wojskowego.
Świadome aprobowanie celów służby wojskowej, wymagań, konieczności ponoszenia dużego wysiłku umysłowego i fizyczne¬go, aprobowanie celów walki zbrojnej w obronie socjalistycznej ojczyzny wynika z poziomu świadomości ideowej i politycznej żołnierzy, uczucia patriotyzmu, przekonania, że służą i walczą o słuszną sprawę.
Przystosowywanie jest więc procesem polegającym na stopnio¬wym przyzwyczajaniu żołnierzy do wymagań środowiska woj¬skowego w obowiązującym zakresie. Jest to proces dynamicz¬ny, w którym, zwłaszcza w początkowym okresie służby wojsko¬wej, dominują procesy poznawania wojska, uczenia się, naby¬wania doświadczenia, hartowania organizmu, rozwijania wytrzy¬małości fizycznej i odporności psychicznej, tworzenia aktywnych metod pokonywania trudności, rozwijania znajomości, koleżeń¬stwa i przyjaźni, rozwijania współpracy i współdziałania przy wykonywaniu zadań i inne. W początkowym okresie procesu wy¬chowywania szczególnie ważne jest wyjaśnianie roli i zadań woj¬ska, danego rodzaju wojsk, specjalności itd.
Jednym z głównych wskaźników właściwie przebiegającego przystosowywania jest: zachowanie się młodych żołnierzy zgod¬nie z normami społecznymi i moralnymi oraz regulaminami i przepisami wojskowymi. Subiektywnymi zaś wskaźnikami, tzn. odnoszącymi się do przeżyć żołnierzy, są: dobre samopoczu¬cie, zrównoważenie, chęć do działania, zainteresowanie służbą wojskową, w miarę bezkonfliktowe stosunki z kolegami i bez¬pośrednimi przełożonymi oraz zdrowie psychiczne.
Młodzi żołnierze, którzy stawiają pierwsze kroki w wojsku, przystosowują się -— by to jeszcze raz podkreślić — do rzeczy, zjawisk i czynności najbardziej elementarnych w obrębie swo¬jego pododdziału. Dlatego też w tym okresie zasadnicze proble¬my przystosowywania powstają w drużynach, działonach, zało¬gach, a także w plutonach i kompaniach (równorzędnych). Żoł¬nierze przystosowują się do rytmu pracy i odpoczynku, zbioro¬wego życia, elementarnych wymagań wynikających z życia pod¬oddziału, wykonywania rozkazów, systemu wymagań i sposobu załatwiania różnych spraw, zachowania się zgodnie z przepisami regulaminów i zarządzeniami dowódców.
W tym początkowym okresie pewna część żołnierzy napotyka różnorodne trudności wynikające zarówno ze specyfiki służby wojskowej, jak i indywidualnych ich cech osobowościowych, niedostosowania społecznego, niższego niż wymagany poziomu wiedzy, dawnych nie najlepszych przyzwyczajeń i zachowań oraz nieprzychylnego stosunku do wojska. Dla jednych są to niewiel¬kie przeszkody i z łatwością je pokonują, dla innych splot trud¬ności może się stać problemem nie dającym się tak łatwo roz¬wiązać. Dla celów praktycznych można wyróżnić trzy stopnie trudności:
—   trudności niewielkie, dające się łatwo pokonać i pozwala¬jące osiągnąć normalny poziom przystosowania,
—   trudności powodujące opóźnienie w osiągnięciu przystoso¬wania,
—   trudności prowadzące do zaburzeń w procesie przystosowy¬wania, co w konsekwencji może doprowadzić do nieprzystoso¬wania.
Stopień trudności, jaki może wystąpić w procesie przystoso¬wywania żołnierzy do służby wojskowej, zależy od działania wielu różnorodnych czynników: od cech osobowości poborowego, a także jego wiedzy i doświadczenia, stosunku do wojska, ak-
tywności, odporności na trudy i innych; stanu zdrowia (fizycz¬nego i psychicznego); sytuacji w rodzinie; stopnia zadowolenia (niezadowolenia) z rodzaju wojsk, garnizonu, specjalności, do któ¬rych został przydzielony; przeszkód, jakie napotyka w pierw¬szych dniach służby wojskowej; atmosfery panującej w podod¬dziale; stosunku dowódców i innych żołnierzy do niego; pomocy, jakiej mu udzielono; warunków zewnętrznych, w których wy¬konuje działania itd.
Każdy z tych czynników może w różny sposób oddziaływać; każ¬dy z nich może zarówno zmniejszać, jak i powiększać trudności.
Proces przystosowywania przechodzą wszyscy żołnierze. Mło¬dzi i zdrowi żołnierze, o prawidłowo ukształtowanej osobowości, dobrze przystosowują się do służby wojskowej. Okres ten trwa od kilku tygodni do dwóch—trzech miesięcy. Pewna jednak część żołnierzy natrafia na różne trudności i nie może osiągnąć należytego poziomu przystosowania się. Stanowi to dowód, że są pewne przeszkody, które zaburzają normalny proces i przedłu¬żają go. Najczęściej źródłem zaburzeń są: choroby ogólne i ner¬wowe żołnierzy, wadliwe wychowanie przed wojskiem, błędy wychowawcze w wojsku, zbyt surowy rygor w pierwszych dniach służby wojskowej, konflikty w pododdziale, trudy służby woj¬skowej, nieszczęśliwe wydarzenia w rodzinie i in. Trwałe zabu¬rzenia procesu przystosowywania prowadzą do nieprzystosowa-nia. W takiej sytuacji żołnierz nie potrafi własnymi siłami poko¬nać przeszkód, brak mu często silnej woli i energii psychicznej.
Nieprzystosowanie się do służby wojskowej jest niebezpieczne zarówno dla samego żołnierza, jak i dla pododdziału. Osobnik nie przystosowany, chcąc uwolnić się od przykrej psychicznie sytuacji, może dopuścić się czynów szkodliwych i niebezpiecz¬nych. Mamy tu na myśli takie szkodliwe zachowanie się jak: de¬zercja, samowolne oddalenie się z jednostki, niewłaściwe użycie broni, kradzież mienia społecznego, działanie podstępne, oszu¬kiwanie, odmawianie wykonania zadania, arogancki stosunek do kolegów i przełożonych, wywoływanie awantur, nadużywanie al¬koholu, zamykanie się w sobie, rozpowszechnianie plotek i inne.
Żołnierze nie przystosowani uskarżają się na złe samopoczucie, okazują niechęć do służby wojskowej, nie przejawiają wymaga¬nej aktywności przy wykonywaniu zadań, ujawniają brak od¬porności na trudy, są bezkrytyczni wobec siebie, stają się nie¬kiedy lękliwi, niektórzy reagują płaczem, bezradnym wzrusza¬niem ramion itp. Wymienione objawy mogą występować w róż¬nym nasileniu i powiązaniu między sobą.
Odróżnianie objawów spowodowanych nieprzystosowaniem i innymi przyczynami nastręcza duże trudności. Np. bóle gło¬wy, zdenerwowanie, złe samopoczucie, które występują przy za¬burzeniu przystosowania, mogą powstać z przemęczenia orga¬nizmu, niedotlenienia, szczególnie wyczerpujących czynności itp. Niskie wyniki w szkoleniu mogą być spowodowane słabym przy¬gotowaniem ogólnym żołnierza, brakiem uzdolnień, niedorozwo¬jem umysłowym, niskim poziomem zajęć w pododdziale, bra¬kiem czasu na naukę własną itp. Nie każdy zatem wymieniony objaw może pochodzić z nieprzystosowania. Spostrzeżenie to ma duże znaczenie w badaniu źródeł niewłaściwego postępowania i zachowania się żołnierza, ułatwia opracowanie metod wycho¬wawczych dostosowanych do danej sytuacji.
Od właściwego rozpoznania źródła nieprzystosowania zależy więc, jaki rodzaj działania regulującego podejmiemy i wobec ko¬go zastosujemy. Ogólna zasada jest następująca. Jeśli nieprzy¬stosowanie wynika ze złego stanu zdrowia, zaburzeń psychicz¬nych, pierwszą pomocą powinno być leczenie w celu usunięcia źródeł powstałego niedomagania. Gdy powodem nieprzystoso¬wania jest egoizm, złośliwość, uprzedzenie grupy żołnierzy do danego żołnierza, działanie regulujące powinno być skierowane przede wszystkim na grupę społeczną, po to, by.poprzez oddzia¬ływanie prawne, dyscyplinarne, wychowawcze uregulować sto¬sunki międzyludzkie w pododdziale. Jeśli przyczyna nieprzy¬stosowania leży głównie w cechach socjopatycznych osobowości żołnierza (wadliwe wychowanie społeczne), działanie regulujące powinno być na niego skierowane. Gdy powodem nieprzysto¬sowania się żołnierza jest niewłaściwe postępowanie przełożo¬nego, uprzedzenie, błędy wychowawcze, poniżanie jego godnoś¬ci osobistej, działanie regulujące powinno być skierowane na przełożonego żołnierza w celu radykalnej zmiany postępowania wychowawczego.
Dowódcy pododdziałów, ze względu na bezpośredni kontakt z żołnierzami, mają ważną rolę do odegrania w pracy wycho¬wawczej w okresie intensywnego przystosowywania się młodych żołnierzy do służby wojskowej. Ich aktywność, wyrozumiałość, takt pedagogiczny, pomysłowość w stosowaniu środków wycho¬wawczych, energiczne działanie są nieodzowne w przyspieszaniu procesu przystosowywania i szybkiego zintegrowania pododdzia¬łu. W jaki sposób można lepiej to zadanie wykonać? Jakie dzia¬łania, sytuacje, warunki sprzyjają przystosowaniu? Propozycje w tym zakresie przedstawimy w punktach.
1.   Stworzenie dobrej organizacji przyjęcia poborowych do jed-nostki, życzliwe powitanie, zadbanie o sprawne wykonanie naj-ważniejszych czynności związanych z przemundurowaniem, udzie¬lanie podstawowych informacji o tym, co jest związane z potrze¬bami orientacji w jednostce. Te czynności eliminują niepokój po¬borowych, zachęcają do aktywnego działania, wpływają korzyst¬nie na postawy młodych ludzi wobec wojska.
2.   Unikanie radykalnych działań, w których młodzi żołnierze mieliby zachować się tak jak żołnierze wyszkoleni. Chodzi tu o powstrzymywanie się od wydawania poleceń, których speł¬nienie jest możliwe dopiero po dobrym opanowaniu rzemiosła wojskowego. Nieprzestrzeganie tej zasady może doprowadzić do ośmieszenia żołnierza i wywołania w nim niekorzystnej postawy wobec tego przełożonego, który polecenie wydał. Szczególnie demoralizujące jest pokrzykiwanie, wulgaryzm w postępowaniu, naruszanie godności osobistej żołnierza.
3.   Możliwie jak najszybsze poznanie żołnierzy, określenie ich zainteresowań, zdolności, możliwości, nawyków, braków itp. Sta¬łe interesowanie się sprawami podwładnych, uważne obserwo¬wanie ich zachowania się i działania w różnych sytuacjach. Two¬rzenie dobrej atmosfery w pododdziale, klimatu zaufania, moż¬liwości zwracania się żołnierzy w sprawach osobistych itp.
4.   Stopniowe wdrażanie żołnierzy w życie wojskowe poprzez uczenie niezbędnych w działaniu czynności, instruowanie pod¬oficerów służby czynnej, jak mają postępować z żołnierzami w pierwszym okresie służby, organizowanie zajęć pokazowych, trenowanie aż do osiągnięcia przez żołnierzy dużej biegłości w wykonywaniu czynności. Stopniowanie wysiłku fizycznego i psychicznego, wyrabianie pożądanych przyzwyczajeń i nawy¬ków, tak by stały się one zasadą działania żołnierzy przy mniej skomplikowanych czynnościach.
5.   Wykrywanie objawów nieprzystosowania, ustalanie przy¬czyn i likwidowanie przeszkód przez aktywne działanie na źród¬ła zaburzeń, które — jak już powiedzieliśmy — mogą tkwić w osobowosci żołnierzy, w warunkach życia i pracy pododdziału, metodach wychowawczych, osobowości i postępowaniu przeło¬żonego. Otaczanie ściślejszą opieką i kontrolą żołnierzy napoty¬kających większe trudności w życiu wojskowym; dostosowanie metod i form oddziaływania do rozwoju sytuacji i indywidual¬ności żołnierza.
6.   Niedopuszczanie do konfliktów, uważne załatwianie spraw osobistych żołnierzy, dbanie o właściwe wypełnianie czasu wol¬nego, przestrzeganie warunków właściwego odpoczynku, organi¬zowanie pracy kulturalno-oświatowej. Życzliwe i sprawiedliwe ocenianie, zachęcanie do działania, prowadzenie do sukcesów. Włączanie żołnierzy do aktywnego pokonywania trudności w ce¬lu rozwinięcia odporności, siły woli, pomysłowości i wiary we własne działanie.
Istotny wpływ na proces przystosowywania się żołnierzy do służby wojskowej ma zespół wielu czynników odpowiednio skoordynowanych przez dowódcę: dobra praca organizatorska, właściwie przygotowana i realizowana działalność ideowo-wychowawcza, dobra atmosfera w pododdziale, dyscyplina, aktywność żołnierzy, stopniowanie wymagań, indywidualizacja oddziaływań, niedopuszczanie do wzrostu niezadowolenia i sytuacji przedkonfliktowych, zagwarantowanie i nienaruszanie czasu wolnego, cie¬kawe formy pracy sportowej, działalność kulturalno-oświatowa i inne przedsięwzięcia.

4. KONFLIKTY I ZAPOBIEGANIE

Pojęcie „konflikt" odnosi się zazwyczaj do pewnej charaktery¬stycznej klasy zjawisk społecznych przybierających formy ry¬walizacji, przeciwdziałania, sporu, a nawet walki z zastosowa-
niem czynów agresywnych. Zjawiska te są nader częste i nie jest wolne od nich również środowisko wojskowe. Każdy dowód¬ca z własnej obserwacji i doświadczenia mógłby podać przykłady konfliktów, które pojawiały się wśród podwładnych, a także mię¬dzy przełożonymi a podwładnymi. Zjawiska te, ze względu na skutki, do jakich doprowadzają w życiu i pracy pododdziału, za¬sługują na oddzielne omówienie na tle całokształtu stosunków społecznych w środowisku wojskowym.
Czym jest konflikt w swojej istocie? Jakie są jego źródła? Jakie skutki społeczne powodują konflikty i długo ciągnące się spory w życiu wojskowym? W jaki sposób można konfliktom zapobiegać? Jak wreszcie konflikty rozwiązywać, gdy już doj¬dzie do ich powstania? To są — jak się zdaje — ważniejsze py¬tania, jakie należałoby postawić.
Na wstępie definicja: „Konflikt jest to sytuacja, w której na¬stępuje zderzenie sprzecznych interesów, celów, przeciwnych dążności lub poglądów jednostek i grup społecznych" (47, 136).
Zagadnieniu konfliktów w życiu społecznym poświęcono już wiele badań w celu wykrycia ich istoty i źródeł. Przystępując do omówienia konfliktu należy podkreślić, że w stosunkach mię¬dzy ludźmi, w życiu społecznym nie ma pełnej zgody i harmonii. Wynika to z prostego faktu, że społeczeństwa są dynamiczne, rozwijają się, a rozwój ten odbywa się nie tylko przez współ¬pracę, ale też przez walkę sprzeczności; nowe prawa i prawidło¬wości rozwoju społecznego same przez się, dlatego że są lepsze i dogodniejsze dla życia ludzkiego, nie zwyciężały spontanicznie. Potrzebny był do tego czynny udział ludzi, zaangażowanie, po¬zyskiwanie sił i środków na wprowadzenie nowych zasad orga¬nizacji społecznej i nowych form współżycia. Zmiany społeczne dokonywały się bardzo często drogą rewolucji, przez obalenie danego porządku społecznego i wprowadzenie nowego. W łonie starego ustroju rodziły się nowe tendencje, które nie mieściły się w normach społecznych i moralnych uznawanych w panują¬cym ustroju.
Z tego rodziły się konflikty wyrażające się w walce nowego ze starym. To są oczywiście konflikty w skali makrospołecznej, którymi zajmuje się materializm historyczny, socjologia, psy¬chologia społeczna, historia stosunków społecznych. W tym zna¬czeniu pojęcia „konfikt" używa się w bardzo szerokim zakresie, np. konflikt klasowy, konflikt kultur, konflikt obyczajów, kon¬flikt zbrojny. Ustrój socjalistyczny likwiduje niektóre makro- społeczne konflikty, ale nie zapobiega wszystkim, zwłaszcza tym, które powstają ze zderzenia się przeciwstawnych dążeń ludzi bezpośrednio stykających się w miejscu pracy.
W naszym przypadku zajmiemy się konfliktami, które powsta¬ją w grupach społecznych wśród wielu zjawisk społecznych tam występujących. Jak na wstępie podkreślono, chodzi o konflikty występujące między ludźmi na płaszczyźnie współżycia społecz¬nego, w toku wspólnego wykonywania zadań, w kontaktach oso¬bistych itd. Jednakże i ten odcinek życia społecznego nie wy¬czerpuje możliwości występowania konfliktów. Mamy tu na myśli konflikty typowo psychologiczne, tzw. konflikty motywacyjne albo inaczej konflikty motywów.
W tym znaczeniu konfliktem jest starcie się dwóch tendencji czy dwóch motywów w płaszczyźnie świadomości jednego czło¬wieka. Doznający tego przeżycia człowiek niejako sam z sobą toczy spór w sytuacji, gdy ma dwie lub więcej możliwości do wyboru. Brak zdecydowania w wyborze: uczyć się czy jechać na wycieczkę; powiedzieć komuś prawdę „w oczy" 'czy mil¬czeć — może się okazać bardzo męczący psychicznie, doprowa¬dzać do marnotrawienia czasu i energii psychicznej. Są to oczy¬wiście przykłady bardzo proste, a ich skutki społeczne mogą być nieistotne. Powstają jednak takie konflikty motywacyjne, któ¬rych zbyt szybkie zażegnanie mogłoby doprowadzić do negatyw¬nych następstw, zwłaszcza w sytuacjach ważnych dla dalszych losów człowieka. Pośpiech, niefrasobliwość, brak refleksji mogą utrudnić właściwy wybór.
Konfliktom powstającym między ludźmi w życiu społecznym towarzyszą nieraz gwałtowne reakcje emocjonalne (afekty) naj¬częściej o charakterze negatywnym, jak złość, gniew, nienawiść, wrogość. Czasami też pojawia się uczucie zadowolenia w przy¬padku uzyskania powodzenia w sporze. Nie zawsze takie uczucia są moralnie uzasadnione, zwłaszcza w sytuacji pokonania prze¬ciwnika, który miał rację w konflikcie.
Jedna ze starszych teorii, dziś już w zasadzie przezwyciężona, dowodzi, że źródłem konfliktów są wrodzone właściwości czło¬wieka ujawniające się w postawie wrogości do innych ludzi. Owa wrogość wyładowując się ma przyjmować — zdaniem zwolen¬ników tej teorii — różne formy, np. ataku za pomocą słowa, siły fizycznej, podstępu, może też przejawić się w postaci szyderstwa, cynizmu, przedrzeźniania itp. Z tego przekonania zrodziło się znane powiedzenie — człowiek jest wilkiem dla człowieka. Na tej zasadzie próbowano również wyjaśniać zjawisko wojny.
Teoria o wrodzonym pochodzeniu konfliktów nie potwierdziła się w świetle nowych faktów. Wykryto bowiem takie społecz¬ności — plemiona żyjące w odosobnieniu (np. w Australii), któ¬re nigdy nie prowadziły wojen, nie znały zresztą tego zjawiska, a konflikty między ludźmi zdarzały się wyjątkowo rzadko. Roz¬wiązań należy więc szukać w czymś innym. Twierdzi się miano¬wicie, w oparciu o nowsze badania, że źródła konfliktów tkwią w samej organizacji życia społecznego, w technice życia i wsp󳬿ycia, w przyjętych zasadach moralnych, które regulują wza¬jemne stosunki między ludźmi, w sposobie zaspokajania żywot¬nych potrzeb biologicznych i społecznych człowieka.
Źródła konfliktu wynikają w dużej mierze z wad wychowania społecznego człowieka, z niedostatków kultury współżycia, nis¬kiej dyscypliny społecznej, braków w zakresie umiejętności pa¬nowania nad sobą. Konflikty mogą powstawać też z wad kiero¬wania ludźmi, ciężkich i nie unormowanych warunków pracy, a także z powodu niemożności osiągnięcia celu, do którego się dąży. Pewnymi przyczynami — nazwijmy medycznymi — mogą być braki w zdrowiu, zwłaszcza zaburzenia na tle nerwicowym, co czyni tę osobę bardziej skłonną do konfliktów. Czasem powo¬dem konfliktów jest egoizm, zarozumiałość, bierność, pozerstwo, insynuacja, plotki, a także asekuranctwo, cwaniactwo, istnienie kliki, biurokracja (5, 186—197). Źródłem konfliktów mogą być też zupełnie błahe powody, które w wyniku nieporozumienia, niejasności sytuacji, niedomówień urastają w wyobraźni partne¬rów konfliktu do przesadnych rozmiarów.
Problem konfliktów nie tkwi w samym ich istnieniu. Nie jest bowiem możliwe całkowite uwolnienie życia społecznego od tego
zjawiska. Niektóre zresztą sytuacje konfliktowe rodzą się na zupełnie zdrowych przesłankach i eliminacja ich mogłaby dopro¬wadzić do konformizmu, izolacji społecznej i zatrzymania się grupy społecznej w rozwoju. Radykalne pociągnięcia służbowe, ścisłe zakazy, groźby z myślą o zapobieżeniu konfliktom doprowadzają do „zamknięcia się" wewnętrznego członków zespołu, zaniku aktywności i śmiałości w publicznym wypowiadaniu swe¬go zdania oraz zaniku poczucia odpowiedzialności.
Dlatego można stwierdzić, że problem konfliktów sprowadza się, po pierwsze — do niegodnych sposobów regulowania sporu; po drugie — negatywnych skutków społecznych zachowania się partnerów konfliktów, a często i osób trzecich; po trzecie — nis¬kich pobudek skłaniających niektórych osobników do zatargów; po czwarte — nieuregulowania wielu ważnych spraw dotyczą¬cych życia i pracy zespołu; po piąte — braków w zakresie pracy wychowawczej; po szóste — występowania norm moralnych nie¬zgodnych z zasadami socjalistycznego współżycia; po siódme — do liczby konfliktów i ich rodzaju.
209
W życiu wojskowym konflikty mogą powstać: między poszcze¬gólnymi żołnierzami, między żołnierzem a grupą wojskową oraz między grupami wojskowymi. Najgroźniejsze z punktu widzenia gotowości bojowej są konflikty, które powstają między żołnie¬rzami (w równej zależności służbowej) realizującymi wspólnie ważne zadania oraz między przełożonymi a podwładnymi. Z psy¬chologicznego i moralnego punktu widzenia każdy niemal kon¬flikt powoduje naruszanie atmosfery pracy i współżycia w gru¬pie wojskowej, nie każdy natomiast prowadzi do ujemnych skut¬ków. Często dzięki ostremu Starciu się skłóconych i przeciw¬działających stron kończy się skryta walka przeciwników, znika męczące cały zespół napięcie. Wiele konfliktów prowadzi jednak do skutków ujemnych. W dobrze pracującym zespole ludzkim mogą one wywołać ferment i poróżnić żołnierzy. Konflikt nie złagodzony w porę doprowadza często do naruszenia stosunków służbowych i koleżeńskich, zachwiania procesu dowodzenia, utrudnienia pracy wychowawczej, szkolenia itd. Badania wyka¬zują, że nawet po złagodzeniu i rozwiązaniu konfliktu naruszone zasady współżycia nie powracają szybko do normy. W wielu
14 — Psychologia walki
wypadkach stosunki między żołnierzami po konflikcie nie ukła¬dają się dobrze; przez dłuższy czas utrzymuje się poczucie krzyw¬dy, cierpienie, przykrość itp.
W tych wypadkach, gdy dowódca zdoła wcześniej wykryć rozwijający się konflikt, w wyniku którego nie doszło jeszcze do ostrego starcia, oraz potrafi umiejętnie doprowadzić do jego rozwiązania — żołnierze mogą się pogodzić, okazać zadowolenie i bez większych uprzedzeń współdziałać w realizacji zadań woj¬skowych.
Źródłem konfliktów — jak powiedzieliśmy — mogą być różne czynniki, które w określonym układzie i w określonych warun¬kach tworzą sytuację sprzyjającą ich powstawaniu. Zasadniczym powodem wybuchu reakcji konfliktowej jest zazwyczaj niewłaś¬ciwe postępowanie żołnierzy w rozstrzyganiu nieporozumień, spo¬rów, przy uzasadnianiu swego zdania, przeprowadzaniu krytyki czyjegoś postępowania, postawy itp. Dlatego sprawcą konfliktu jest najczęściej jeden z partnerów sporu, który przez uporczy¬wość w dążeniu do zrealizowania nawet słusznego żądania (celu, metody) naruszył zasady współżycia w grupie społecznej, do¬puścił się niegodnego zachowania.
Takie zachowanie się wywołuje sprzeciw i przeciwdziałanie drugiej strony konfliktu (nawet osób postronnych), staje się przy¬czyną silnego, emocjonalnego zderzenia się i stosowania niedo¬zwolonych i społecznie niekorzystnych sposobów regulowania sporu. Silne napięcie emocjonalne obu poróżnionych stron prze¬radza się w wybuchy złości, gniewu, a nawet doprowadza do czy¬nów agresywnych. Dochodzi często do tego, że obie strony pro¬wadzące walkę stosują różne sposoby dla udowodnienia swej ra¬cji i pokrzyżowania dążeń strony przeciwnej. Spór przeradza się w ataki osobiste, przenosi się na inne dziedziny życia zwaśnio¬nych ludzi, pozostawiając przedmiot sporu na drugim planie.
Najkorzystniejsze jest więc zapobieganie konfliktom metodą likwidowania ich źródeł oraz poprzez uczenie ludzi kultury wsp󳬿ycia, umiejętności zespołowej pracy, prowadzenia dyskusji, kry¬tyki itp. Nie można jednak zaproponować takiego schematu po¬stępowania, który by „pasował" do każdej sytuacji społecznej i dawał uniwersalną receptę na zapobieganie konfliktom. Każda
sytuacja przedkonfliktowa jest inna w swoim rodzaju i różnorako uwarunkowana, wymaga elastycznego, przemyślanego i niesza-blonowego postępowania.
Zapobieganie konfliktom polegałoby na wykrywaniu i neutra-lizowaniu pojawiających się symptomów narastania niezadowo¬lenia i uprzedzeń. Jednym z takich sposobów wykrywania za¬powiadających się konfliktów jest badanie nastrojów, cech za¬chowania się i postępowania żołnierzy. Rozpoznanie atmosfery pracy i współpracy, stosunków koleżeńskich interakcji między- osobniczych, stosunków międzyludzkich może ułatwić wykrycie źródeł konfliktotwórczych. Właściwe ustalenie tych źródeł jest ważne dla pracy wychowawczej i organizacyjnej; dzięki temu łatwiej jest dobrać i skierować pod właściwym adresem oddzia¬ływanie profilaktyczne.
W razie powstania konfliktu należy przede wszystkim: nie do¬puścić do wybuchu złości, gniewu oraz czynów agresywnych u którejś ze stron; ograniczyć i nie dopuścić do rozwoju działań sprzecznych, przeradzających się w walkę; usunąć lub ograni¬czyć działanie źródła konfliktu; dążyć do rozstrzygnięcia sporu przez polubowną zgodę, ustąpienie jednej ze stron (przede wszy¬stkim tej, która nie ma racji, ale nie zawsze), wyrównanie krzywd moralnych i materialnych, a w koniecznych wypadkach roz¬strzygnięcie sporu może być przeprowadzone przez ostrzeżenie, karę, rozdzielenie partnerów konfliktu (przeniesienie do innego środowiska), zmianę zależności służbowej itp.
W rozwiązywaniu konfliktów zasadniczą rolę odgrywa dowód¬ca, który powinien występować jako arbiter. Pozycja społeczna dowódcy, jego autorytet, uprawnienia, doświadczenie życiowe wspomagają go w tej roli. Konflikty w zależności od ich treści, sytuacji może rozwiązywać także organizacja partyjna, sąd ho¬norowy, kolektyw żołnierski.
“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje