Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj.

Aktualności: Małe zmiany w przywilejach użytkowników <CZYTAJ> Nie możesz się zalogować? Wyczyść w przeglądarce ciasteczka i aktywne zalogowania (wszystkie).
W razie czego jesteśmy na FB(link). Pozdrawiamy Ekipa

Autor Wątek: Bitwa pod Hodowem  (Przeczytany 579 razy)

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • *
  • Wiadomości: 2 542
  • Reputacja: +12/-0
Bitwa pod Hodowem
« dnia: (Śro) 20.01.2016, 02:42:03 »
Bitwa pod Hodowem - najbardziej niezwykłe zwycięstwo husarii

"Historia zna wiele przykładów bohaterskiej obrony przy dużej przewadze liczebnej wroga. Bitwa pod Hodowem jest jednak bezprecedensowym przykładem skutecznej obrony garstki żołnierzy w niemal otwartym polu, przy aż tak przytłaczającej przewadze liczebnej nacierających. Amerykanie dumni są z obrony Alamo 1836 r., tyle, że tam dysproporcja sił wynosiła ledwie kilkunastu do jednego. Mimo to, ostatecznie obrońców wyrżnięto. Grecy dumni są z Termopil 480 p.n.e. Bitwa ta stała się światowym symbolem bohaterstwa i poświęcenia. Ale dysproporcja sił wynosiła tam około 50 do 1. Również i Grecy bitwę przegrali. My jesteśmy dumnie z bitwy pod Wizną 1939 r., ale tam dysproporcja sił wynosiła 60 do 1, broniliśmy się w bunkrach, a i tak ostatecznie ją przegraliśmy. Hodów jest więc zupełnym ewenementem."
W ten sposób dr Radosław Sikora kończy jeden ze swoich artykułów dotyczący bitwy pod Hodowem.

Jak doszło do bitwy? Odsiecz wiedeńska Jana III zapoczątkowała okres wojen, w których Rzeczpospolita Obojga Narodów, jako część wielkiej koalicji toczyła z Turcją. Walki te zakończyły się pokojem karłowickim w 1699. Podczs tych wojen Rzeczpospolita organizowała kilka wypraw, które nie zakończyły się powodzeniem. Bowiem drżące przed Lwem z Lechistanu wojska tureckich sprzymierzeńców obawiały się starć w polu, zaś skarbowość i wojskowość Rzeczypospolitej uniemożliwiała zorganizowanie odpowiednio wyekwipowanej armii oblężniczej. Walki koncentrowały się na Podolu, gdzie Polacy próbowali oblegać Kamieniec Podolski, broniąc jednocześnie granic państwa przed najazdami tatarskimi. W tym celu wybudowane fortyfikacje, z których najbardziej znane są Okopy Wielkiej Trójcy. Bitwa pod Hodowem była właśnie jedną z takich walk obronnych przed tatarskim najazdem.

W czerwcu 1694 ruszyła jedna z wypraw tatarskich pod wodzą Gazy Gereja. Jej liczebność podawana jest różnie padają liczby 25, 30 i 70 tys. Najprawdopodobniej mniejsze liczby dotyczą dobrze uzbrojonych wojowników, większe całości wyprawy. Liczebność ordy pod Hodowem król Jan III oceniał na 40 tys. i taka jest najczęściej podawana przez historyków. Po dostarczeniu zaopatrzenia twierdzy kamienieckiej Tatarzy ruszyli w granice Rzeczypospolitej. Naprzeciw niej stanęło 7 polskich chorągwi husarskich i pancernych z Okopów Wielkiej Trójcy (dowodzeni przez Konstantego Zahorowskiego) i z Szańca Panny Maryi (dowodzeni przez Mikołaja Tyszowskiego). Wg króla Jana III siły polskie liczyły 400 żołnierzy, wg relacji jednego z żołnierzy siły te liczyły 400 z Okopów Świętej Trójcy i 200 z Szańca Panny Maryi. Najprawdopodobniej król operował realną liczbą walczących żołnierz zaś przytaczał stany wg etatu. Proporcje stron wynosiły więc 1:100 na korzyść tatarów.

Pierwszym starciem była bitwa konna. Polskie chorągwie zaatakowały straż przednią ordy i rozbiły ją. W obliczu jednak nadciągających sił głównych husarze i pancerni musieli sie wycofać. Siłom Rzeczypospolitej udało się wziąć do niewoli 2 tatarskich mirzów stracili jednak jednego z dowódców M. Tyszowskiego, wziętego do niewoli przez tatarów.

Chorągwie Rzeczypospolitej wycofały się do wsi Hodów. Tam zsiedli z koni i zabarykadowali się za przygotowanymi przez miejscową ludnością kobylicami. Broniono się też zza płotów, dylów, stołów, drzwi, beczek. Ta faza walki była przede wszystkim walką ogniową. Przy czym wojska Rzeczypospolitej używały broni palnej, zaś tatarzy, których większość atakowała pieszo używała łuków. Dochodziło też do starć wręcz. Gdy wojskom Rzeczpospolitej zabrakło kul w ich charakterze używali grotów od tatarskich strzał.
Podczas szturmów Tatarzy używali zasłon z desek i koszów słomy. Liczba tatarskich strzał była tak duża, że nieuszkodzonych zebrano ich po walce kilka wozów.
Walki trwały ok. 6 godzin. Po tym czasie orda wysłała Lipków (polscy Tatarzy, część z nich poparła w tej wojnie Turków) w charakterze parlamentariuszy. Lipkowie "podjeżdżając pod naszych radzili aby się poddali, ale słysząc naszych rezolucję, że tam na śmierć zasiedli, donieśli Tatarom: 'że my z tymi ludźmi co dzień ubijamy się pod Kamieńcem, że są to ludzie niezwalczeni, że wprzódy wszyscy wyginiecie, nim wam ich dostać przyjdzie. '"

Tatarzy ustąpili. Był to też kres ich rejzy. Uprzedzona ludność schroniła się w fortecach. Wyprawa okazała się porażką. Tatarom udało się schwytać jedynie 30 ludzi jasyru.



Wojska Rzeczpospolitej straciły 13 zabitych towarzyszy i nieokreśloną liczbę pocztowych. Jednak niemal każdy z obrońców Hodowa był ranny. Część z nich zmarła w czasie późniejszym. Wśród nich był wódz zwycięskiej obrony K. Zahorowski. Największe straty żołnierze ponieśli w koniach. (Zaciąg pocztowy oznaczał, że towarzysz - dowódca pocztu stawiał się osobiście z dobranymi i wyposażonymi przez siebie pocztowymi, najczęściej wywodzącymi się z drobnej szlachty, czasem ze stanów niższych. Pocztowych było najczęściej dwóch plus wozacy, czeladź obozowa, nie wliczana do stanu chorągwi. Towarzysz uzbrajał się również na własny koszt, poza kopiami husarskimi. Koszty koni bojowych używanych przez husarzy polskich to równowartość dzisiejszy najdroższych samochodów osobowych, husarz takich koni miał kilka na wyprawie bojowej, plus konie podróżne)
Straty tatarów żołnierze Rzeczpospolitej oceniali na 2-4 tysięcy zabitych. Wydaje się jednak, że są to liczby przesadzone, choć musiały to być straty znaczne ("pewnie z tysiąc i drugi było ich tam trupów").

Król Jan III dostrzegł wartość sukcesu hodowskiego. Żołnierzy potraktowano jak bohaterów. Straty w koniach uzupełnione zostały ze stajni królewskich, żołnierze dostali wynagrodzenie pieniężne, jeńców wykupiła Rzeczpospolita. Na miejscu bitwy wybudowany został obelisk, który właśnie, po 320 latach został odrestaurowany. Projekt renowacji pomnika przeprowadziła Fundacja MOSTY we współpracy z Ministerstwem Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz Ambasadą RP w Kijowie i Konsulatem Generalnym RP w Łucku. Wielki wkład w zainicjowanie remontu mieli miłośnicy husarii skupieni wokół inicjatywy „Husaria przed Pałac”. Inicjatywa ma swoją stronę na facebooku: https://pl-pl.facebook.com/HusariaPrzedPalac/posts/601445643235892

Łaciński napis na obelisku głosi:
"Bogu Najwyższemu na chwałę, potomności na pamiątkę, bohaterom polskim na przykład, wrogom ojczyzny na hańbę, wzniósł mnie najjaśniejszy Jan III Sobieski, król Polski, na tym miejscu na którym Polacy pod wodzem Zahorowskim, osaczeni w płotach, odparli 70 000 Tatarów, z wielką klęską nieprzyjaciół, a swoich żadną. Dnia 5 czerwca 1694 roku." (data bitwy jest błędna, chodzi o 11 czerwca, liczba tatarów zawyżona)

Sukces hodowski odbił się też dużym echem w prasie międzynarodowej. Niektóre osoby dziwić może proporcja strat. Jednak nie jest to niczym niezwykłym. W XVII wieku trudno było zabić husarza, w związku z jego bardzo dobrym uzbrojeniem obronnym, dużą mobilnością i stosowaną taktyką. Stąd śmierć kilkunastu - kilkudziesięciu towarzyszy to jak na husarię Rzeczypospolitej wysokie straty bojowe. Husaria zwykle atakowała szarżą, wywołując niezwykły efekt psychologiczny, tak, że dotrzymać jej pola mogły jedynie najlepiej zorganizowane i wyposażone jednostki złożone z weteranów. Rozwój broni palnej i stosowanie fortyfikacji polowych, a także zastój w sarmackiej sztuce wojennej i krótkowzroczność polityków RON spowodowały, iż formacja ta nie dostosowała się do nowoczesnego pola walki. Jenak w wieku XVII drżała przed husarią każda armia, która miała nieszczęście się z nią zmierzyć. Część wojsk najemnych podpisywała nawet w kontraktach, że nie będzie używana przeciw polskiej husarii.

Bitwa hodowska to nietypowa bitwa polskiej jazdy. Z reguły bowiem działała ona w polu. Świadczy ona jednak uniwersalności jazdy polskiej, potrafiącej prowadzić walkę w polu i za fortyfikacjami. W obu przypadkach najczęściej z pozytywnym skutkiem. Jest też bitwa hodowska ostatnim, ale wielkim akordem schodzącej z pól walki wielkiej husarii polskiej. Osiągnąć w bitwie w stosunku jeden przeciw stu zwycięstwo taktyczne i strategiczne. Któraż jeszcze z armii świata może się pochwalić podobnym sukcesem?



W notce wykorzytane zostały fragmenty artykułów dr. Radosława Sikory oraz zdjęcia z rekonstrukcji bitwy hodowskiej z blogu rojecki.blogspot.com

Jędrek o średniowieczu - Odc. 8 - Największe zwycięstwa husarii


Źródło: http://naszeblogi.pl/50184-bitwa-pod-hodowem-najbardziej-niezwykle-zwyciestwo-husarii




Bitwa pod Hodowem - 400 Polaków przeciw 40 tysiącom Tatarów



Czterystu polskich husarzy i pancernych stanęło na drodze liczącej 40 tysięcy ludzi armii Tatarów. We wsi Hodów zbudowali prowizoryczne barykady. Za plecami mieli staw, dzięki temu nie zostali otoczeni. 11 czerwca 1694 r., po trwającym 5-6 godzin ataku, Tatarzy ponieśli dotkliwe straty, przerwali szturm i wycofali się. Zrezygnowali też z dalszego najazdu na Rzeczpospolitą - pisze dr Radosław Sikora w artykule dla WP.PL.

W pierwszych dniach czerwca Tatarzy Gazy Gereja ruszyli do Polski. W Kamieńcu Podolskim, który wówczas należał do Imperium Osmańskiego, pozostawiono 400 wozów z zaopatrzeniem dla tureckiej załogi. Był to jedyny sukces tej wyprawy. W tym czasie Polacy chcieli zmusić garnizon tej twierdzy do kapitulacji. Ponieważ była zbyt silna aby wziąć ją szturmem, próbowano odciąć od niej zaopatrzenie i głodem złamać wolę walki obrońców. Dostarczenie załodze żywności pokrzyżowało te plany.

Bez balastu w postaci eskortowanych wozów, 8 czerwca Tatarzy ruszyli w głąb Rzeczpospolitej aby plądrować, palić i brać w jasyr. Jednak, niespodziewanie, po kilku dniach najazd skończył się, a Tatarzy powrócili do siebie.

Francuskie plotki i królewska duma

Zakrojona na olbrzymią skalę wyprawa Tatarów do Polski skończyła się porażką. Wieść lotem błyskawicy rozeszła się po Europie. 24 lipca francuska "Gazette" donosiła:

"Potwierdza się, że Tatarzy wprowadzili wreszcie do Kamieńca [Podolskiego] wielki konwój, który od dawna przygotowywali. Następnie kierując się w stronę miasta Pomorzany, złupili i spalili kilka okolicznych wiosek, biorąc w niewolę bardzo wielu ich mieszkańców. Polacy rozdzielili się na liczne ugrupowania, które zajęły pozycje w różnych miejscach by przechwycić Tatarów, sądząc, że ci będą się przemieszczać niewielkimi grupami i będzie ich można pokonać bez większego ryzyka. Ale na przekór zwyczajowi [Tatarzy] posuwali się całością sił i w zwartej grupie - w efekcie nie było sposobu by na nich uderzyć. Mówi się jednak, że stracili trochę ludzi w ataku na wioskę [Hodów], w której obwarował się pan Z[ah]orowski z czterema lub pięcioma setkami ludzi. Ale przy tej okazji zginęło ponad dwustu Polaków. Krążą pogłoski, że [Tatarzy] udali się w stronę Buczacza. Jeśli to prawda, uczynili to jedynie z obawy ataku przez całą polską armię, nie wiedząc, że ta nadal pozostaje na leżach zimowych."

Francuzi roznosili plotki, które krążyły wśród mieszkańców Warszawy. Znacznie lepiej poinformowany był król Jan III Sobieski i przebywający na jego dworze Kazimierz Sarnecki, którzy w czasie bitwy znajdowali się we Lwowie, czyli w linii prostej około 80 km na zachód od Hodowa. Do nich już 12 czerwca, czyli następnego dnia po bitwie, dotarła pierwsza o niej informacja. Wkrótce przed oblicze monarchy przybyli pierwsi uczestnicy heroicznej obrony. Gdy 4 lipca 1694 roku Jan III Sobieski zaprosił na obiad Mikołaja Złotnickiego, to jak zanotował Sarnecki:
Cytuj
"Cały tedy obiad czynił mu [Złotnickiemu] relacyją j[ego].k[rólewska].m.[ość] owej pod Hodowem wiktoryjej nad nieprzyjacielem naszych 400 ludzi, którzy tak mężnie i walecznie 40 m. [40 000] ordy obronili się."


Tablica na pomniku bitwy pod Hodowem. Łaciński napis głosi: "Bogu Najwyższemu na chwałę, potomności na pamiątkę, bohaterom polskim na przykład, wrogom ojczyzny na hańbę, wzniósł mnie najjaśniejszy Jan III Sobieski, król Polski, na tym miejscu na którym Polacy pod wodzem Zahorowskim, osaczeni w płotach, odparli 70 000 Tatarów, z wielką klęską nieprzyjaciół, a swoich żadną. Dnia 5 czerwca 1694 roku." Na tablicy wskazano błędną datę bitwy i zawyżono liczbę Tatarów. fot. Radosław Szleszyński

Czyli najlepiej poinformowana osoba w państwie podawała, iż w bitwie pod Hodowem na 400 Polaków przypadało 40 tys. Tatarów. Wypada zaufać królowi, tym bardziej, że w uniwersale z 26 października 1694 roku, dumny ze swoich żołnierzy monarcha oficjalnie donosił szlachcie o:

"zrażonych ekskursyjach [najazdach] kilkudziesięciu tysięcy Tatarów przezorną sprawą rozłożonych partyi wojska naszego et memoranda ludzi szańcowych pod Hodowem od tej wszystkiej potencyi tatarskiej oszaconych całego dnia defensione".

Bitwa

11 czerwca Tatarzy znaleźli się w pobliżu Hodowa. Siły polskie, na które się tam natknęli, składały się dwóch komponentów: żołnierzy z Okopów Świętej Trójcy (tymi dowodził Konstanty Zahorowski) oraz z Szańca Panny Maryi (tymi dowodził Mikołaj Tyszkowski). Jak donosił jeden z Polaków (zapewne żołnierz), który w owym czasie przebywał w armii koronnej na Podolu, do pierwszego starcia doszło poza Hodowem, gdzie:

"rozumiejąc, że się z zagonem [tylko] potykają, wsiedli zaraz na ich [Tatarów] przednią straż [500-600 koni], z którą się mężnie starłszy i murzów dwóch z między nich wziąwszy, ze wszystkich stron od tłumów tatarskich [z sił głównych] ogarnieni zostali. Nie widząc zatem inszego sposobu do wsi Hadowa [Hodów] ustępowali."

W zmaganiach tych dostał się w ręce Tatarów Mikołaj Tyszkowski, który "w pierwszem starciu, trzymając odwód na uchodzeniu w opłotki, w niewolę się dostał". Nie zapomniano o nim. Rzeczpospolita wykupiła go później z niewoli.

Hodów to podolska wieś leżąca kilka kilometrów na wschód od Pomorzan. Jako że leżał w okolicy narażonej na najazdy tatarskie, miejscowi chłopi mieli na taką okoliczność przygotowane kobylice. Wykorzystano je do obrony. Oprócz nich, broniono się spoza "płotów, dylów, stołów, drzwi, beczek z chałup chłopskich powydobywanych". Za plecami obrońców był mały staw.


Staw, w oparciu o który walczyły wojska polskie. Za nim wieś Hodów fot. Radosław Szleszyński

Te prowizoryczne umocnienia wystarczyły, aby przez pięć do sześciu godzin odpierać ataki wielokrotnie liczniejszego wroga. Odpierano je pieszo, ogniem broni palnej. Tej każdy obrońca miał po trzy sztuki: jedną "strzelbę długą" i dwa pistolety. Poza bronią palną husarze mieli zbroje z karwaszami. Na nie zarzucali skóry dzikich zwierząt (np. lampartów, czy wilków). Pancerni zaś nosili pancerze, czyli kolczugi.

Po pewnym czasie Polakom zabrakło kul. Ale i na to znalazł się sposób:

"Gdy już naszym kul nie stawało [brakowało] do strzelania, musieli ploszczyki [groty] od strzał tatarskich miasto [zamiast] kul nabijać, którymi bardziej jeszcze Tatarów razili."

Co ciekawe, również i Tatarzy zeszli z koni do walki:

"Tatarskiego zaś wojska większa część, zsiadłszy z koni, szturmy do nich [Polaków] przypuszczali, zasłony także sobie porobiwszy z desek, koszów słomianych."

Tatarzy ostrzeliwali broniących się z łuków. W ciągu kilku godzin na stronę polską padło tak wiele strzał, że tylko niepołamanych zebrano po bitwie aż kilka wozów! Połamanych nikt nawet nie próbował zbierać, a tych "dostatkiem leży".

Po kilku godzinach bezowocnych szturmów, cierpliwość atakujących skończyła się. Wysłano Lipków, którzy "podjeżdżając pod naszych radzili aby się poddali, ale słysząc naszych rezolucję, że tam na śmierć zasiedli, donieśli Tatarom: 'że my z tymi ludźmi co dzień ubijamy się pod Kamieńcem [Podolskim], że są [to] ludzie niezwalczeni, że wprzód wszyscy wyginiecie, nim wam ich dostać przyjdzie'".

Tatarzy ustąpili. Spod Hodowa ruszyli pod Kamieniec Podolski, nie mając więcej niż 30 pojmanego dotąd jasyru. Pisał o tym dobrze poinformowany Sarnecki. Mylili się więc Francuzi donosząc o wzięciu "w niewolę bardzo wielu ich [wsi polskich] mieszkańców".

Straty

Zdaniem "Gazette" obrona Hodowa kosztowała Polaków aż 200 zabitych. Wydaje się to być liczba zawyżona, choć straty rzeczywiście były ciężkie. Na placu bitwy zginęło 13 towarzyszy, czyli właścicieli pocztów. Ilości poległych pocztowych, czyli szeregowych, nie określono. Tych umierało zazwyczaj drugie tyle, co towarzystwa. Po bitwie, około stu ciężej rannych żołnierzy przetransportowano do Pomorzan, z których część również zmarła. Warto dodać, że na rannych w Pomorzanach, król z własnej szkatuły, już cztery dni po bitwie, wysupłał 1000 zł, co w owych czasach było poważną kwotą.

Z tego wszystkiego można sądzić, że łącznie zabito i zmarło z ran nie 200, a tylko kilkudziesięciu Polaków. Nie był to jednak koniec strat. Kilku towarzyszy pojmali Tatarzy. Jak wspomniałem, był wśród nich Mikołaj Tyszkowski.

Zdaniem jednego z ówczesnych polskich żołnierzy: "nie było żadnego z tych 400., żeby nie miał kilku postrzałów, jednakże z łaski Bożej nieszkodliwych". Podobnie było z końmi: "konie, ledwie co nie wszystkim [Polakom] postrzelana [były]". Również i w tym przypadku król okazał żołnierzom hojność. Gdy 27 czerwca "kilka towarzystwa poranionego z okazyjej pod Hodowem piechotą przyszło do króla jm. suplikując [prosząc] o miłosierdzie, że i od koni odpadli [konie stracili]. Król jm. ex solita clementia, którą zwykł zawsze świadczyć, osobliwie żołnierzowi bene merito, z skarbu swego porcyją pieniężną każdego z nich opatrzył". W innych dniach (15 VI, 5 VII) król obdarowywał żołnierzy walczących pod Hodowem i pieniędzmi (po 100 talarów dla każdego, kto przyprowadził jeńca) i końmi.


Pomnik bitwy - stan z wiosny 2013 fot. ks. Józef Kuc

Straty Tatarów są znane tylko i wyłącznie ze źródeł polskich. Mówią aż o 2-4 tys. zabitych. Można śmiało przyjąć, że są sporo przesadzone. Dlaczego? Tatarzy mieli pozbierać i spalić swoich poległych w chatach. Zdaniem anonimowego żołnierza, we wsiach objętych najazdem palono tylko po kilka, kilkanaście chałup. Skoro te wsie były tak niewielkie, to tym bardziej "uroczyszcze tej wsi Hadowa, gdzie się to [palenie poległych] działo" nie mogło mieć wielu chałup. Uroczyszcze bowiem, to miejsce zaniedbane przez niedostatek ludzi. Można więc sądzić, że spalono tam co najwyżej kilka chałup. A w nich nie mogło się pomieścić zbyt wielu poległych. Ile ich jednak było, pozostaje nieodgadnioną tajemnicą.

Pomnik w Hodowie

Spektakularna obrona doczekała się upamiętnienia jeszcze za życia Jana III Sobieskiego. W Hodowie wzniesiono pomnik, który jakimś cudem przetrwał burze dziejowe i stoi do dziś. Od chwili gdy go wzniesiono, minęły jednak już przeszło trzy stulecia. Dzisiaj pomnik wymaga renowacji i zabezpieczenia przed zawaleniem. Na szczęście Fundacja "Mosty", przy finansowym wsparciu Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego i miłośników husarii skupionych wokół fanpagu "Husaria przed Pałac", podjęła się zadbać o ten zabytek. Na przełomie czerwca i lipca 2014 roku rozpoczną się prace mające odnowić i zabezpieczyć tę pamiątkę wielkiego sukcesu rycerstwa polskiego.

dr Radosław Sikora dla Wirtualnej Polski

Źródło: http://historia.wp.pl/title,Bitwa-pod-Hodowem-400-Polakow-przeciw-40-tysiacom-Tatarow,wid,16673842,wiadomosc.html?ticaid=11654a
“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje