Author Topic: Realne rozumienie świata - prof. Henryk Kiereś  (Read 5758 times)

Offline Kori

  • Sen płytki
  • *
  • Posts: 39
  • Reputacja: +1/-1
Odp: Realne rozumienie świata - prof. Henryk Kiereś
« Reply #10 on: (Mon) 08.02.2016, 22:21:46 »
Okultyzm: http://egzorcyzmy.katolik.pl/czym-jest-okultyzm/
Okultyzm dotyczy istnienia sił tajemnych i ich wykorzystywania. https://pl.wikipedia.org/wiki/Okultyzm
 
Jezus Chrystus, Bóg wcielony, ustanowił Nowe Przymierze Boga z ludźmi. Zastąpił tym samym Stare Przymierze, zawarte przez Boga z ludem wybranym, Izraelem (nie mylić z obecnym państwem "Izrael"!), za pośrednictwem Mojżesza, a wcześniej z Noe, a jeszcze wcześniej z Abrahamem. Można zatem przyjąć za początek religii chrześcijańskiej pojawienie się Jezusa Chrystusa, jego nauczanie, śmierć i zmartwychwstanie, Boże Objawienie przez przyjście na świat w ludzkim ciele. Dalsza historia to Jego apostołowie, zawiązywanie pierwszych wspólnot, działalność misyjna, a ogłoszenie tej religii jako oficjalnej i legalnej w Rzymie dopiero w IV w.

Bóg to istota nieskończenie doskonała, Stworzyciel i Ojciec wszelkiego stworzenia.
Satanizm to kult szatana, czczenie go bezpośrednio lub pośrednio przez odwrócenie się od Boga i łamanie Jego Przykazań.
Diabeł to istota duchowa, zbuntowany anioł, ojciec kłamstwa, grzechu.
Dobro najwyższe i nieskończone to Bóg. Dobro to to, co cieszy ze zdrowych powodów, kształtuje, przynosi Boży pokój duszy, prowadzi do wolności, uwalnia z egoizmu, zamknięcia się na świat. Dobro to dar od Boga, możemy czynić dobro dzięki łasce Bożej...
Zło jest zniewoleniem przez grzech, utratą życia wiecznego lub przeszkodą w jego zdobyciu, zamknięciem się na dary i łaskę Bożą. Grzech oddala od Boga, od rzeczywistości. Są różne znaczenia i rodzaje dóbr i zła.
To tak w skrócie, reszta w Katechizmie.

Offline Split!

  • Moderator Globalny
  • Sen świadomy
  • *
  • Posts: 97
  • Reputacja: +3/-0
Odp: Realne rozumienie świata - prof. Henryk Kiereś
« Reply #11 on: (Tue) 09.02.2016, 20:48:28 »
Ok, rozumiem już Twoje poglądy, teraz bez problemu mogę się odnieść.

Nie zgadzam się z Tobą w niczym. Przynajmniej nic nie przychodzi mi do głowy, może w trakcie pisania coś wskoczy.

Odnośnie okultyzmu:
Okultyzm zgodnie ze swoim pierwotnym znaczeniem oznacza "ukryty". Wiem, że każde słowo zostało wymyślone w jednym celu, aby opisywało jeden, jedyny, pojedynczy koncept lub zagadnienie. Pisząc więc "pierwotne znaczenie", mam na myśli ten koncept, do którego to słowo(okultyzm) zostało przypisane i to można sprawdzić w umiarkowanie łatwy sposób, poprzez znalezienie korzeni słowa. Ma to sens, jest to logiczne i mogę to podeprzeć prostym przykładem: Jeżeli ktoś wymyślił słowo samochód, to nie po to żeby opisywać samoloty, tramwaje, zwierzęta, czy pociągi. Po co jakieś słowo miało by mieć wiele znaczeń? W czym by to pomogło? Tylko by zaszkodziło. Tak więc to, że jedno słowo ma jedno znaczenie jest całkiem logiczne i spójne. W tym przypadku słowo "okultyzm" pochodzi od łacińskiego przymiotnika "occultus", co oznacza, tak jak wyżej napisałem "ukryty", przymiotnik ten pochodzi od czasownika "occultare", co oznacza "chować", oba te słowa mają swoje pierwotne źródło w rzeczowniku "oculus" - czyli oko.
To właśnie rzeczownik "oculus" jest przyczyną powstania nazwy dla jednego z topowych urządzeń z segmentu technologi 3d(która, swoją drogą bardzo szybko się ostatnio rozwija - co jednak nie ma zbyt dużego znaczenia w tej dyskusji. :) )
https://www.oculus.com/en-us/rift/ - Oculus Rift

Także nie zgadzam się, że pod pojęciem okultyzmu kryją się(tak redaktorzy strony egzorcyzmy.katolik.p twierdzą) pojęcia takie jak:
satanizm, karty tarota, a już na pewno nie astrologia.
Mogę się zgodzić w 90% z definicją podaną na wikipedii, która mówi, że okultyzm zajmuje się siłami tajemnymi znajdującymi się w człowieku i naturze. Tajemne, to ukryte, więc żeby nie kręcić się w kółko napiszę, że te siły tak na prawdę nie są ukryte, jednak wiele ludzi włożyło wiele wysiłku, żeby ukryć te siły wymyślając pojęcia takie jak "okultyzm" i jednocześnie odciągając ludzi od poprawnego rozumienia tych pojęć.

Wysiłek ten polega na stosowaniu "satanizmu", co prowadzi nas do jego definicji. Tutaj również się z Tobą nie zgadzam.
Z tego co sprawdzałem "satanizm" pochodzi od słowa "satan" - czyli "ten, który spiskuje przeciwko drugiemu" (z hebrajskiego)
Także "satanizm" jest metodologią działania jednych ludzi przeciwko drugim.

Tak więc jeżeli sataniści(czyli po prostu wyzyskiwacze) chcą manipulować innymi ludźmi to muszą mieć większą wiedzę niż ci ludzie.
Dlatego ukrywają ją pod różnymi pojęciami typu "okultyzm" lub, co prowadzi nas do kolejnego wątku - manipulują ludźmi tak żeby ci nie szukali wiedzy. Z mojej obserwacji, wynika, że najskuteczniejszym manewrem odciągających ludzi od wiedzy, jest wmanipulowywanie ich w wiarę. Osoba, która wierzy bezgranicznie, nie będzie szukała wiedzy, co za tym idzie, będzie podatna na wszelkie manipulacje.
...i tutaj pojawia się religia, biblia, testamenty.

Z tego co zrozumiałem, twierdzisz, że religię stworzył bóg. Na tym etapie nie będzie dla nas wielką niespodzianką jak napiszę, że tutaj również się z Tobą nie zgadzam. :)

Na pierwszy ogień rzuca mi się błąd logiczny odnośnie boga, który wybiera lud, a jednocześnie kocha wszystkich tak samo. Nie jest to spójne ale nie chcę brnąć w taką argumentacje ponieważ poświęciłem setki, jak nie tysiące godzin aby prześledzić powstanie biblii i jestem całkiem pewien, że to ludzie stworzyli "boga" w biblii, a nie "bóg" ludzi, tak jak biblia twierdzi. Zrobili to oczywiście w celu wpędzenia innych w podatność na wyzysk. Jeżeli będzie Cię interesowała moja argumentacja, obowiązuje się ją przedstawić, aczkolwiek zajmie to o wiele więcej czasu i będę się musiał do tego przygotować, dlatego nie zrobię tego bez konkretnego zainteresowania z czyjejś strony.

Odnośnie Twojego poprzedniego posta, chętnie odniosę się do księdza Josepha, który mówił o buddyzmie i miłości. Powiedział on, że jak był w stanie "medytacji" to nie czuł miłości oraz, że budda namawiał do porzucenia miłości.

Budda nie namawiał do porzucenia miłości, tylko do porzucenia przywiązania, a to wielka różnica, niestety ciężko do tego dotrzeć.
Jestem jednym z tych szczęśliwców, którym udało się przeżyć stan "medytacji", chociaż to bardzo złe określenie. Ponieważ chodzi tu o stan, w którym świadomość, którą fundamentalnie jesteśmy oddziela się od ciała - wtedy jedyne co czułem to miłość ale nad tą definicją również trzeba by popracować, ponieważ w śród większości ludzi to słowo zbrukane jest przywiązaniem/uzależnieniem.
Konkluzją tego, zupełnie nie zgadzam się z tym co mówił ksiądz w wywiadzie.

Fundamentalnie, uważam, że religia jest tworem umysłu/ów i to bardzo skrzywionych, zapatrzonych tylko i wyłącznie w siebie.

Nie wierzę, w żadną religię, mało tego, staram się w nic nie wierzyć, a jedynie ufać lub wiedzieć i na podstawie zaufania, budować wiedzę, a na podstawie wiedzy podejmować działanie. Kiedyś jednak, wierzyłem w wiele rzeczy, dlatego po części rozumiem Twój punkt widzenia i na pewno, nie będę Cie od niego odciągał ani zmuszał do zagłębienia się w mój. Jednakże, zachęcam Cię do poznania i przetestowania moich poglądów i wiedzy oraz do dalszej dyskusji na ten temat, przypominając, że wywiązała się ona z mojej niezgody i uwagi odnośnie tej niezgody. Mianowicie chodziło o użycie definicji rozumu jako najwyższego źródła poznania.


PS:
Dodam jeszcze, że z mojej wiedzy wynika, że to sataniści wymyślili religie chrześcijańską i że każda wiara jest "ślepa".
Widziałem też, że wrzuciłeś materiał odnośnie Trivium, którego obecnie się uczę i wiem, że podstawą tej metodologii jest szukanie źródeł wiedzy, w których nie ma błędów logicznych. Materiał, który wrzuciłeś z tego co mi się na razie wydaje ma za zadanie połączyć ze sobą religię(która jest pełna błędów logicznych) oraz Trivium. Jeżeli nie będziemy mieli okazji dalej dyskutować w tym temacie, to może porozmawiamy w tamtym. Jestem bardzo ciekawy tego materiału.



« Last Edit: (Tue) 09.02.2016, 20:55:12 by Split! »

Offline Kori

  • Sen płytki
  • *
  • Posts: 39
  • Reputacja: +1/-1
Odp: Realne rozumienie świata - prof. Henryk Kiereś
« Reply #12 on: (Wed) 10.02.2016, 01:16:58 »
Split! napisał:
Quote
Z mojej obserwacji, wynika, że najskuteczniejszym manewrem odciągających ludzi od wiedzy, jest wmanipulowywanie ich w wiarę. Osoba, która wierzy bezgranicznie, nie będzie szukała wiedzy, co za tym idzie, będzie podatna na wszelkie manipulacje.
...i tutaj pojawia się religia, biblia, testamenty.

http://dominikanie.pl/2015/04/rachunek-sumienia-jak-na-dloni/:

Quote
A św. Tomasz mówi tak: sumienie to nic innego, jak przyłożenie wiedzy do jakiegoś naszego czynu. Inaczej, sumienie to nic innego, jak umiejętność świadomego, opartego o naszą wiedzę działania. Działanie ma być z naszą wiedzą zgodne – i  tu św. Tomasz idzie jeszcze o krok dalej: A ponieważ wiedza łączy się z rozumem, zatem sumienie będzie to umiejętność rozumnego działania, w zgodzie z moim rozpoznaniem rzeczywistości. Jeżeli działam w zgodzie z moim rozpoznaniem rzeczywistości, to działam zgodnie z sumieniem. A jeżeli działam wbrew temu, co rozpoznaję, to działam niezgodnie z moim sumieniem, czyli działam źle.
(...)
Zauważcie, że podkreślenie roli rozumu w naszym sumieniu, to jest również wezwanie do tego, żebyśmy byli stale otwarci na rozwijanie jego zdolności – poprzez uczenie się i pogłębianie naszej wiedzy. To nie jest tak, że można powiedzieć sobie: „Ja swoje wiem i koniec, i to mi wystarczy. Niczego więcej na ten temat się nie dowiem, a w ogóle, to nie chcę się już niczego więcej dowiedzieć”.
(...)
A zatem, jest też potrzeba kształtowania, stałego doskonalenia swojego sumienia, jako głównego kryterium postępowania. Św. Tomasz tak bardzo szanuje sumienie, że mówi: „Nawet jeżeli sumienie jest błędne, to sprzeciwić mu się byłoby rzeczą złą”. Po czym daje taki przykład, który nawet dziś nas szokuje.  Otóż, jeżeli ktoś byłby głęboko przekonany, że wiara w Chrystusa jest czymś złym, to gdyby próbował to swoje przekonanie pogwałcić i jednak w Chrystusa uwierzyć, uczyniłby źle. Uwaga! Tomasz nie mówi o takiej sytuacji, gdy ktoś stwierdza: „Cała moja wiedza mówi mi, że wierzyć w Chrystusa jest źle, ale pomimo to ja sam rozpoznaję, że to jest dobre”, lecz chodzi mu o taką sytuację, gdy ktoś wiary w Chrystusa nie rozpoznaje jako dobra, nawet gdy się stara, bo przeszkadza mu jakaś nieprzekraczalna bariera.

Split! napisał:
Quote
Na pierwszy ogień rzuca mi się błąd logiczny odnośnie boga, który wybiera lud, a jednocześnie kocha wszystkich tak samo.

Nie widzę tu błędu logicznego. Bóg to nie matryca, maszyna czy taśma produkcyjna, by każdemu dawać to samo, po równo, w tym samym czasie.

Quote
Odnośnie Twojego poprzedniego posta, chętnie odniosę się do księdza Josepha, który mówił o buddyzmie i miłości. Powiedział on, że jak był w stanie "medytacji" to nie czuł miłości oraz, że budda namawiał do porzucenia miłości.

Pamiętasz, w której minucie to mówi? Czy nie pomyliłeś tego ze słowami, ósma i dziewiąta minuta, o tym, że budda mówił, że miłość to iluzja, i trzeba ją wyeliminować w takim samym stopniu, co nienawiść, oraz, że nieodczuwanie cierpienia wymaga rezygnacji z używania czasownika "kochać", czyli nie cierpieć, to i nie kochać.

Do reszty się nie odnoszę, bo albo tezy bez argumentacji, albo rzeczy, z mojego punktu widzenia, nieistotne.

Offline Split!

  • Moderator Globalny
  • Sen świadomy
  • *
  • Posts: 97
  • Reputacja: +3/-0
Odp: Realne rozumienie świata - prof. Henryk Kiereś
« Reply #13 on: (Wed) 10.02.2016, 21:02:50 »
Quote
Pamiętasz, w której minucie to mówi? Czy nie pomyliłeś tego ze słowami, ósma i dziewiąta minuta, o tym, że budda mówił, że miłość to iluzja, i trzeba ją wyeliminować w takim samym stopniu, co nienawiść, oraz, że nieodczuwanie cierpienia wymaga rezygnacji z używania czasownika "kochać", czyli nie cierpieć, to i nie kochać.
Chodziło mi dokładnie o 10 minutę i to nie budda mówił, tylko ksiądz mówił, że budda mówił, a to ogromna różnica. Całe rozumienia buddy przez księdza jest według mnie nie poprawne. Mało tego, rozumienie buddy przez 90% buddystów jest nie poprawne.
Quote
Nie widzę tu błędu logicznego. Bóg to nie matryca, maszyna czy taśma produkcyjna, by każdemu dawać to samo, po równo, w tym samym czasie.
Dlatego nie chciałem brnąć w tą argumentacje(jednak nasuwa się pytanie co zrobił lud wybrany, że został wybrany? :) ), prawdopodobnie w temacie o Trivium podam kilka z tysięcy błędów logicznych znajdujących się w biblii.
Quote
Do reszty się nie odnoszę, bo albo tezy bez argumentacji, albo rzeczy, z mojego punktu widzenia, nieistotne.
Tak jak się spodziewałem nie będziemy mieli okazji pociągnąć dalej tej dyskusji. Jest nieistotna.
Tym bardziej, że zwykłem rozmawiać z ludźmi, a nie z ich źródłami informacji - to odnośnie cytatu z tego linku:
Quote
http://dominikanie.pl/2015/04/rachunek-sumienia-jak-na-dloni/
...ale, że jedno zdanie jest niezwykle rażące...

Quote
Jeżeli działam w zgodzie z moim rozpoznaniem rzeczywistości, to działam zgodnie z sumieniem. A jeżeli działam wbrew temu, co rozpoznaję, to działam niezgodnie z moim sumieniem, czyli działam źle.
Moim rozpoznaniem rzeczywistości? Czyli jeżeli sumienie mi podpowiada, że zabijanie ludzi bez przyczyny jest dobre to zabijając ich nie robie źle? Rzeczywistość jest jedna i należy nauczyć się ją rozpoznawać taką jaka jest inaczej będziemy obcinali sobie głowy maczetami jak jihadyścii, bo tak mówi im ich sumienie...
« Last Edit: (Wed) 10.02.2016, 21:06:28 by Split! »

Offline Kori

  • Sen płytki
  • *
  • Posts: 39
  • Reputacja: +1/-1
Odp: Realne rozumienie świata - prof. Henryk Kiereś
« Reply #14 on: (Thu) 11.02.2016, 00:41:41 »
Quote
Chodziło mi dokładnie o 10 minutę i to nie budda mówił, tylko ksiądz mówił, że budda mówił, a to ogromna różnica. Całe rozumienia buddy przez księdza jest według mnie nie poprawne. Mało tego, rozumienie buddy przez 90% buddystów jest nie poprawne.

Niestety, w 10 minucie nie pada słowo o buddzie, za to jest o miłości w chrześcijaństwie.

Quote
Dlatego nie chciałem brnąć w tą argumentacje(jednak nasuwa się pytanie co zrobił lud wybrany, że został wybrany? :) ), prawdopodobnie w temacie o Trivium podam kilka z tysięcy błędów logicznych znajdujących się w biblii
.

Dlaczego nie chciałeś?

Lud nie musiał nic robić. Dlaczego miałby?  Mógł robić mniej niż inne, mógł być gorszy. To nie jest jakaś zasługa lub nagroda, skutek pracy nad sobą lub lepszych parametrów. Podobnie z każdym z nas. Masz to i to na wejście. Skąd to masz? Sam sobie dałeś? A może "przypadek"?

Podaj jeden błąd logiczny w istotnej dla doktryny Katolickiej sprawie, bo inne błędy nie są istotne dla sedna przekazu i treści wiary i nauczania Kościoła.

Quote
Tak jak się spodziewałem nie będziemy mieli okazji pociągnąć dalej tej dyskusji. Jest nieistotna.
Tym bardziej, że zwykłem rozmawiać z ludźmi, a nie z ich źródłami informacji - to odnośnie cytatu z tego linku:
Cytuj

Dyskusja jest istotna, bo dotyczy osi, wokół której żyjesz ty i ja. Za nieistotne uznałem np. dalsze badanie definicji słów, a zaniechałem tego, bo mógłbym przystać na twoje wyjaśnienia i definicje tych słów, co nie zmienia faktu, że moje stanowisko byłoby dalej takie same. Musiałbym tylko znaleźć inne słowo na opisywane przeze mnie zjawisko, a chyba nie o to chodzi. Słowo nie zmienia rzeczy, którą reprezentuje. Nazwij stół kaczką, ale jeśli wiesz, co przez to rozumiem, bo podałem wyjaśnienie, możemy chyba przejść dalej? To piękne, gdy słowo ma jedno pierwotne znaczenie, ale później się poszerza o kolejne, np. słowo " zamek". Czy widzisz tu coś ważnego dla dyskusji?  Jeśli tak, to przepraszam, chętnie poddam to pod rozwagę. Co do reszty, po co dyskutować o tezach bez argumentów, np. o ślepocie wierzących, o Bogu, itp. Wyraziłeś tezy, OK, podeprzyj je argumentacją, bo inaczej pozostają nieuzasadnione. Jeśli uważasz inaczej, że jednak jest o czym dyskutować, np. o tym, że sataniści stworzyli Crześcijaństwo, to daj znać.

Co do cytatu- moje poglądy mogą być tożsame z autorytetami, które uznaję. Wszak omawiamy sprawę wiary Katolickiej, a nie moich opinii.

Quote
Moim rozpoznaniem rzeczywistości? Czyli jeżeli sumienie mi podpowiada, że zabijanie ludzi bez przyczyny jest dobre to zabijając ich nie robie źle? Rzeczywistość jest jedna i należy nauczyć się ją rozpoznawać taką jaka jest inaczej będziemy obcinali sobie głowy maczetami jak jihadyścii, bo tak mówi im ich sumienie..

Sęk w tym, że dysponujesz tylko swoim rozpoznaniem rzeczywistości. Zauważ, nie masz innego aniżeli swoje. Gdybyś je porzucił na rzecz rozpoznania kogoś innego, zrobiłbyś byś to bezpodstawnie (nierozumnie) albo w oparciu o swoje rozpoznanie. Rozpoznanie, błędne lub nie, podpowiada ci, co robić, co jest najlepsze. Np. że lepiej jest nie wsadzać ręki do ognia, albo nie jeść chleba. Możesz czynić źle, ale cóż poradzisz, jeśli kierujesz się swoim rozpoznaniem tego, co dobre? Nie masz innego wyjścia...Jest zło obiektywne, zło rzeczywiste, oraz to, co ty rozpoznajesz jako złe. I dlatego potrzeba Boga i Jego łaski, Jego głos przekazywanego przez członki Kościoła...by wiedzieć, co dobre, co złe w ciągle zmieniających się warunkach życia, bo Przykazania, jak i obiektywne dobro i zło, są niezmienne. Różne są natomiast okoliczności, oraz ludzkie rozpoznanie. Trzeba je nieustannie pogłębiać i korygować, od dziecka. Stąd potrzeba wychowania i edukacji, by człowiek rozpoznawał dobro jako dobro, zło jako zło.
Pytanie o dżihadystów pozostaje zatem pośrednio z odpowiedzią, ale jest jednak otwarte, bo pojawia się kwestia inna, moim zdaniem poboczna, czyli- czy słuchają oni rzeczywiście swojego sumienia, czy też zostało ono zagłuszone lub zagłuszyli je sami? Może nie posługują się swoim rozpoznaniem, a czyimś, czyli działają nierozumnie. Moim zdaniem lepiej skupić się na sobie- materiał dowodowy bliżej, nie trzeba tyle dociekać, spekulować.

Offline Split!

  • Moderator Globalny
  • Sen świadomy
  • *
  • Posts: 97
  • Reputacja: +3/-0
Odp: Realne rozumienie świata - prof. Henryk Kiereś
« Reply #15 on: (Thu) 11.02.2016, 15:51:19 »
Quote
Dyskusja jest istotna, bo dotyczy osi, wokół której żyjesz ty i ja.
Jeżeli to jest Twoje stanowisko, to dobrze, pewnie źle Cię odebrałem, ja zawsze jestem chętny do dalszej rozmowy.
Pisząc o tym, że każda wiara jest ślepa, nie chciałem uwydatniać ślepoty wierzących, a jedynie podkreślić swoje stanowisko co do wiary i tutaj faktycznie nie było potrzeby odnoszenia się do mojego zdania.
Quote
Niestety, w 10 minucie nie pada słowo o buddzie, za to jest o miłości w chrześcijaństwie.
Dziewiąta lub dziesiąta minuta, w zależności od tego czy podajemy "dziewiąta minuta, 12 sekund" czy "dziewiąta minuta się skończyła, zaczęło się 12 sekund dziesiątej". :)
9:12
"Na wschodzie budda mówi, że miłość jest iluzją, którą należy wyeliminować"


Quote
Lud nie musiał nic robić. Dlaczego miałby?  Mógł robić mniej niż inne, mógł być gorszy. To nie jest jakaś zasługa lub nagroda, skutek pracy nad sobą lub lepszych parametrów. Podobnie z każdym z nas. Masz to i to na wejście. Skąd to masz? Sam sobie dałeś? A może "przypadek"?
Sądzę, że każdy ma to co sobie wypracuje oraz, że ponosimy konsekwencje funkcjonowania całego gatunku, więc na wejście mam to co wypracowałem sobie w poprzednich wcieleniach oraz to co wypracowaliśmy dla siebie jako gatunek. Innymi słowy, sytuacja, w której się znajduję jest skutkiem moich poprzednich działań, oraz działań naszego gatunku - to są przyczyny. Według mnie nic nie dzieje się bez przyczyny, więc jeżeli bóg wybrał lud, chciałbym poznać co było tego przyczyną. Jeżeli twierdzisz, że stało się to bez przyczyny, to pasowało by to do obrazu wiary(stało się i tyle, mamy w to wierzyć). A jeżeli twierdzisz, że była jakaś przyczyna, to chciałbym poznać Twoje zdanie odnośnie tej przyczyny. Brnąć w tą argumentacje nie chciałem dlatego, że nie mogę NAWET PRÓBOWAĆ udowodnić Ci, że bóg osobowy nie istnieje. Nie można znaleźć dowodów na nie istnienie czegoś, czego nie ma. Można tylko udowodnić, że coś istnieje. To jest fundamentalny błąd logiczny każdej wiary. Dlatego religie są oparte na wierzeniach, a nie na wiedzy. A jak wiadomo istnienia boga osobowego nie da się udowodnić, stąd - wiara.
Quote
Nazwij stół kaczką, ale jeśli wiesz, co przez to rozumiem, bo podałem wyjaśnienie, możemy chyba przejść dalej? To piękne, gdy słowo ma jedno pierwotne znaczenie, ale później się poszerza o kolejne, np. słowo " zamek". Czy widzisz tu coś ważnego dla dyskusji?
Widzę. Mimo, że prawie w niczym się nie zgadzamy, mogę z Tobą rozmawiać bez angażowania niepotrzebnych emocji, z mojej jak i z Twojej strony(nikt nikogo nie obraża)-rzadkość. Więc uznaję tę rozmowę za cenną. Nie ważne jak się taka dyskusja skończy, zawsze będzie rozwojowa dla obu stron. Ale jeżeli słowa, których używamy będą miały kilka znaczeń, doprowadzi to do tego, że słowo "dobro" dla Ciebie będzie oznaczało co innego niż dla mnie i w trakcie rozmowy cały czas będziemy musieli upewniać się, że używamy tych samych definicji, to mimo, że piszemy po polsku, tak na prawdę będziemy rozmawiali w dwóch różnych językach, co utrudni rozmowę, do tego stopnia, że ja nie będę rozumiał o czym Ty piszesz i odwrotnie.
Jest dużo materiałów na forum odnośnie tego problemu ale nie będę ich przytaczał, ponieważ jestem tego zdania, że po to mam mózg, żeby wyrazić swoje zdanie samemu, a nie podpierać się czyimś materiałem, nawet jeżeli na jego podstawie się ukształtowałem.
Powyższe zdanie, napisałem odnośnie Twojej wypowiedzi:
Quote
Co do cytatu- moje poglądy mogą być tożsame z autorytetami, które uznaję. Wszak omawiamy sprawę wiary Katolickiej, a nie moich opinii.
...ale nie odbieraj tego jako atak. Znowu, jest to wyrażenie mojej postawy, wobec rozmowy. Przerobiłem bardzo dużo materiałów i żeby dodatkowo nie wydłużać rozmowy, staram się pisać własnymi zdaniami, a nie zachęcać Cię do ich przerabiania. Ja też mam kilka autorytetów ale używam ich tylko po to, żeby łączyć ze sobą ich wiedzę i ją poszerzać, w tym bardzo pomaga mi definiowanie myśli tylko i wyłącznie swoimi słowami, co nie oznacza, że nigdy niczego nie zacytuję. :)

Wracając do tematu definicji, podam przykład:

Dla mnie czynienie dobra to wykonywanie akcji, która nikomu nie szkodzi.

Dla Ciebie czynienie dobra to to, co cieszy ze zdrowych powodów, kształtuje, przynosi Boży pokój duszy, prowadzi do wolności, uwalnia z egoizmu, zamknięcia się na świat.

Na pierwszy rzut oka może to wyglądać na tą samą definicję ale Twoja definicja, tak na prawdę jest dość obszerna i nie wyklucza szkodzenia komuś. Kolejny przykład, "...to co cieszy ze zdrowych powodów...". Rozumiem, że krzywdzenie kogoś i cieszenie się z tego nie jest dla Ciebie zdrowe ale co tak na prawdę oznacza słowo zdrowe? Wygląda to w ten sposób, że im więcej słów będziemy używać tym mniej się będziemy rozumieć - niestety. W poszukiwaniu wiedzy i prawdy, stałem się tak dociekliwy, że zaczynam zauważać, że najgłębsza prawda jest ukryta pod powierzchnią słów i podstawą pełnego zrozumienia i dogadania się jest znajomość i zgodność definicyjna między osobami, które ze sobą rozmawiają. Jest to bardzo obszerny temat, którym zajmujemy się po za forum.(Czuj się zaproszony - używamy team speak'a do rozmowy, żeby nie tracić aż tyle czasu na pisanie)
Im dłużej się tym zajmuje, tym bardziej zaczynam rozumieć cytat Terence'a McKenn'y:
"Syntaktyczną naturą rzeczywistości, prawdziwym sekretem magii, jest to, że świat zrobiony jest ze słów. I jeżeli znasz słowa, z których świat jest zrobiony, będziesz mógł zrobić z niego cokolwiek będziesz chciał"
Z moich poszukiwań wynika, że biblia została napisana przez ludzi, którzy znają te słowa doskonale i za ich sprawą mamy świat taki, jaki mamy, czyli pełen cierpienia. W samej biblii jest napisane, że na początku było słowo. Nie twierdzę, że biblia jest zupełnie bez sensu, są tam pewne wskazówki ale tylko dla tych, którzy znają sekretny język. Tylko oni mogą czerpać prawdziwą wiedzę z biblii, dla reszty biblia będzie fundamentem systemu wierzeń.
Dlatego kwestię definicji uważam za bardzo istotną. Szczególnie jeżeli moim celem, jest się z Tobą skutecznie porozumiewać.
Quote
Sęk w tym, że dysponujesz tylko swoim rozpoznaniem rzeczywistości.
Jasne, tutaj zgadzam się w 100%(Jednak coś się znalazło :) ). Ale mam wpływ na to, na ile moje rozpoznawanie rzeczywistości jest poprawne i zgodne z faktyczną rzeczywistością. Im bardziej poprawne będzie rozpoznanie rzeczywistości przeze mnie, tym więcej nieszkodliwych akcji będę mógł czynić. Czyli dobra(wg. mojego rozumienia)
Wiara, według mnie(bo to chyba główny nurt naszej dyskusji), pozwala poznać rzeczywistość tylko do pewnego momentu. Wiedza natomiast pozwala poznać rzeczywistość w pełni oraz pozwala przekroczyć granice umysłu.

Przepraszam, że tak się rozpisuje ale ciężko mi przekazać myśl w krótszych zdaniach, mimo, że się staram.
Może wybierzemy główny wątek i to na nim się skupimy?

PS:
Jeszcze raz wrócę do tych zdań:
Quote
Co do cytatu- moje poglądy mogą być tożsame z autorytetami, które uznaję. Wszak omawiamy sprawę wiary Katolickiej, a nie moich opinii.
Wydawało mi się, że jesteś katolikiem i Twoje poglądy są jednoznaczne z tymi, które przedstawiłeś w cytowanym materiale.
« Last Edit: (Thu) 11.02.2016, 16:10:10 by Split! »

Offline Kori

  • Sen płytki
  • *
  • Posts: 39
  • Reputacja: +1/-1
Odp: Realne rozumienie świata - prof. Henryk Kiereś
« Reply #16 on: (Fri) 12.02.2016, 00:51:52 »
Szczerze, widzę, że mógłbym dalej z tobą dyskutować, odpowiedzieć na odpowiedzi w tym samym duchu, co wcześniej.

Ale zrobię coś innego:

Zacznę od tego, że zacytowane słowa św. Tomasza z Akwinu są dla mnie furtką wolności wbudowaną w religię katolicką. Bo co św. Tomasz stwierdza? Dla mnie mówi tak: jeśli widzisz, jesteś przekonany rozumowo, że np. religia katolicka jest fałszywa, to porzuć ją.

A teraz tak:

Jestem świadom, że nie znam znaczenia wielu lub większości słów, które używam. Jestem w stanie nawet zaryzykować stwierdzenie, że nie znam znaczenia żadnego słowa. Stąd poczucie głupoty, upośledzenia, głębokiej krzywdy i braków. No i jakiegoś poczucia...że mogę zaśmiecać i zawracać komuś głowę. Wiem, za bardzo się skupiam na sobie, może i pewnie tak.

Leżę w łóżku chory na coś, może na grypę. I widzę swoją niedolę, swoją niemoc. To, że nikt mnie porządnie nie wychował, nie wyedukował, że jestem rozbrojony, fizycznie, psychicznie, intelektualnie. Czyli los wielu ludzi.

Nie chodzi o narzekanie. Chodzi o znalezienie najprostszej drogi do wolności, do szczęścia. Przez wolność rozumiem głównie wolność umysłu, ponieważ mam w sobie, błędne lub nie, przekonanie, że, tak jak pisałem, życiowo to jeszcze nie jestem nawet na klęczkach.

Nie wiem, co robić, jak się ustosunkować do życia.
Nie oznacza to rezygnacji. Jestem w takiej sytuacji, że to już niemożliwe. Jest we mnie Chrystus. Nie ja to piszę. To może brzmieć fatalnie dla kogoś, kto chce poznawać wyłącznie rozumem. Co do wiedzy, tak, zgadzam się, wiedza jest doskonalsza od wiary w tym sensie, że daje lepsze poznanie rzeczywistości.

Sumienie, wróćmy do tego słowa. Sumienie jako zasotsowanie rozumu w działaniu. Jeśli wykażesz mi błąd, tzn. pokażesz mi prawdę, z chęcią porzucę kłamstwo lub fałsz, którego się trzymałem. A to uważam za bezcenny dar, za luksus.

Nie mogę ustalić podstawy rzeczywistości. I to jest fatalne. Ja tylko zakładam, że jestem. A wraz z tym zakładam istnienie łóżka, taboretu, itp.

Pisałem na Liberation Unleashed. Tam się udowadnia, że "ja" nie istnieje. I faktycznie, nie można go znaleźć. Ale co to dla mnie oznacza? Że to ja wybieram, czym jestem, że jest przede mną przerażająca próżnia niewiadomej, plus znane cierpienie, którego chce się uniknąć w przyszłości.

Mówią, że metafizyka jest najważniejsza...może jest, nie wiem.

Wiem, że może przypominam nieco bezwolną istotę, której nicość uchodzi w tłumie tylko dlatego, że tłum również z nicości.

Jak paralityk...a wiesz co? Należę do wspólnoty Neokatechumenalnej. Skupiają się oni na Chrzcie św. I wiesz o co, przynajmniej w teorii, chodzi w tej religii,w katolicyzmie? Na tym, że możesz kochać wroga. I to jest ich świadectwo, które dają...że miłują. A Jezus? Jeśli mam być prawdziwym katolikiem, a moja wiara autentyczna, to powinienem się radować. To pociąga najbardziej, gdy ktoś jest zadowolny, wolny, przyjemny w obyciu, ale też umie i mówi prawdę.

Nie wiem, jak się do tego odniesiesz. Nie potrafię, nie chcę patrzeć na to, co już napisałem.











Offline Split!

  • Moderator Globalny
  • Sen świadomy
  • *
  • Posts: 97
  • Reputacja: +3/-0
Odp: Realne rozumienie świata - prof. Henryk Kiereś
« Reply #17 on: (Fri) 12.02.2016, 03:14:24 »
Quote
Leżę w łóżku chory na coś, może na grypę. I widzę swoją niedolę, swoją niemoc. To, że nikt mnie porządnie nie wychował, nie wyedukował, że jestem rozbrojony, fizycznie, psychicznie, intelektualnie. Czyli los wielu ludzi.
Ha! Żeby było śmieszniej, również mój los. Nie będę się oczywiście rozczulał nad Tobą, bo kiedy ja leżałem w łóżku 20 godzin dziennie(resztę poświęcałem na prostowanie pleców[czyli siedziałem na łóżku], a przez resztę podtrzymywałem funkcje życiowe) i się nad sobą rozczulałem to nie wiele mi to dało.
Quote
Nie chodzi o narzekanie. Chodzi o znalezienie najprostszej drogi do wolności, do szczęścia.
Leżałem i patrzyłem jak całe życie mi się wali kawałek po kawałku. Wtedy zdałem sobie sprawę, że samo się "nie ułoży" i że nikt nie, ani nic nie przyjdzie mi na pomoc. Również zdałem sobie sprawę, że jestem zniewolony umysłowo(...i nie tylko, bo fizycznie przecież też). Dalej leżałem. Podobnie jak Ty, zacząłem szukać najprostszych rozwiązań. Jednak, najciężej było wstać. Zaraz po tym jak wstałem, zdałem sobie sprawę, że to najtrudniejsze rozwiązania przynoszą wolność w każdym jej aspekcie, czy to umysłowym czy fizycznym. Albo zaraz przed tym jak wstałem, słabo pamiętam te tragiczne dni. W każdym razie wstałem i od tamtej pory w ogóle nie szukam prostych rozwiązań...
Quote
Przez wolność rozumiem głównie wolność umysłu, ponieważ mam w sobie, błędne lub nie, przekonanie, że, tak jak pisałem, życiowo to jeszcze nie jestem nawet na klęczkach.
...a te najtrudniejsze(chociaż to nie do końca dobre słowo, lepiej było by użyć "najefektywniejsze" w opozycji do "najprostszych") dopiero prowadzą do wolności i mimo, że zauważyłem to w okresie kiedy leżałem(dosłownie i w przenośni), a było to już trochę czasu temu i teraz mam się całkiem dobrze, to i tak nie twierdzę, że tą wolność osiągnąłem ale czuję i widzę po efektach, że się zbliżam dlatego śmiało mogę o tym pisać.


Quote
Sumienie, wróćmy do tego słowa. Sumienie jako zasotsowanie rozumu w działaniu. Jeśli wykażesz mi błąd, tzn. pokażesz mi prawdę, z chęcią porzucę kłamstwo lub fałsz, którego się trzymałem. A to uważam za bezcenny dar, za luksus.
Quote
Nie mogę ustalić podstawy rzeczywistości. I to jest fatalne. Ja tylko zakładam, że jestem. A wraz z tym zakładam istnienie łóżka, taboretu, itp.
Mi się natomiast wydaje, że sumienie to nic innego jak wiedza, którą w sobie nosisz. Wiedza o tym jak zbudowana jest rzeczywistość i działanie na podstawie tej wiedzy w ten sposób, żeby pomagać innym/nie krzywdzić innych oraz pomagać sobie/nie krzywdzić siebie. Chociaż długo czasu nad tym słowem nie spędziłem i powyższe piszę troszkę intuicyjnie. Z tym, że zebranie prawidłowej wiedzy o rzeczywistości, czy tak jak napisałeś ustalenie podstaw rzeczywistości wydaje się być szalenie trudne.
Nie czuję się osobą, która powinna dawać rady innym, nie znam Cię za dobrze, nie chce brać za swoje rady w Twoim kierunku odpowiedzialności ale z drugiej strony u mnie to zadziałało więc czemu u Ciebie miałoby nie zadziałać. Rozumiem, że każdy jest inny i tak dalej i tak dalej ale i tak to napiszę:
Niestety pierwszym krokiem to pozyskania wiedzy, jest porzucenie wiary. I to nie wiary w boga, czy religie... Każdej wiary.
U mnie dla przykładu wiara jest tylko impulsem, który pojawia się kiedy na przeciw mnie stają dwie osoby, obydwie mówią sensownie, obydwie sprawiają dobre wrażenie ale każda mówi co innego. Wtedy uwierzę jednej z nich ale tylko dlatego żeby pójść za tym co mówi i z czasem albo się tego dowiedzieć albo to obalić, a wtedy wiara przestaje mieć znaczenie, bo już wiem, czy ta osoba mówiła prawdę czy nie.
Pomiędzy wiarą, a wiedzą jest jeszcze zaufanie. Jeżeli jakaś osoba 3 razy powiedziała mi coś co sam sprawdziłem i co działa, to już nie muszę jej wierzyć, bo jej ufam. Oczywiście mimo zaufania i tak sprawdzę to co ta osoba mówi, ponieważ tylko wiedza wyzwala. Zaufanie to trop, za którym warto iść ale bez sprawdzenia daje dokładnie tyle samo co wiara, czyli nic - przynajmniej według mnie.
Quote
Nie oznacza to rezygnacji. Jestem w takiej sytuacji, że to już niemożliwe. Jest we mnie Chrystus. Nie ja to piszę. To może brzmieć fatalnie dla kogoś, kto chce poznawać wyłącznie rozumem. Co do wiedzy, tak, zgadzam się, wiedza jest doskonalsza od wiary w tym sensie, że daje lepsze poznanie rzeczywistości.
Ciężko mi pisać, żebyś porzucił wiarę, skoro twierdzisz, że dzięki niej się nie poddajesz, mimo, że wydaje mi się, że chrystus, o którym piszesz to nic innego jak nadzieja/wola życia, a wola życia pochodzi z głębi Ciebie, z prawdy o tym kim na prawdę jesteś...
...i tutaj mogę ładnie przeskoczyć to następnego zagadnienia, o które zahaczyłeś:
Quote
Pisałem na Liberation Unleashed. Tam się udowadnia, że "ja" nie istnieje. I faktycznie, nie można go znaleźć. Ale co to dla mnie oznacza? Że to ja wybieram, czym jestem, że jest przede mną przerażająca próżnia niewiadomej, plus znane cierpienie, którego chce się uniknąć w przyszłości.
Nie wiem dokładnie, o którym "ja" piszesz. Czy, o tym ziemskim - zwanym potocznie, ego, czy tym prawdziwym głębokim, które nie do końca nie istnieje - jak wyżej napisałeś - ale zlewa się z moim "ja" oraz "ja" każdego innego osobnika. Jak patrze z dystansu na swoje poszukiwania, to ta opcja wydaje mi się najbardziej prawdopodobna, dlatego też rozumiem koncept "kochania swojego wroga", o którym pisałeś.
Także nie ma tu żadnej próżni niewiadomej i nie piszę tego dlatego żeby Cię pocieszać - bo jak wyżej wspomniałem, uważam pocieszanie za zbędne - tylko dlatego, że jakbym miał teraz podjąć decyzje co jest prawdą, to pewnie właśnie wybrał bym tą opcję. Jest późno i nie mam już czasu żeby zajrzeć w "Liberation Unleashed" żeby bardziej odnieść się do wyżej opisywanych konceptów, mimo, że podoba mi się ta nazwa :) ale domyślam się, że skoro tam pisałeś, to znasz dość dobrze angielski, więc nie będzie dla Ciebie problemem przestudiowania materiału o prawie naturalnym, głównie występują one w języku angielskim i ja poleciłbym Marka Passio ale że zauważyłem, że możesz być do niego lekko zrażony, to zapewniam Cię, że jest wiele innych świetnych materiałów o prawie naturalnym. Piszę o tym na koniec, bo to ostatecznie prawo naturalne odkryte na bazie życia codziennego pozwoliło mi w końcu wstać z łóżka - mimo, że nie była to najprostsza droga, tak jak wcześniej wspomniałem.(A powinna być gdybyśmy uczeni jej byli od dziecka)

Do Liberation Unleashed, postaram się odnieść jak znajdę trochę czasu.

PS:
Quote
Jeśli mam być prawdziwym katolikiem, a moja wiara autentyczna, to powinienem się radować.
Dla mnie jest to kolejny argument na NIE dla katolicyzmu. Owszem, w sytuacji kiedy jesteś zupełnie wyzwolony umysłowo, nie ważne co Ci się przytrafi, Twój spokój wewnętrzny zawsze będzie zawierał w sobie dozę szczęścia ale w momencie kiedy nie jesteś, a masz kłopoty, radowanie się tylko je pogorszy, przynajmniej tak było u mnie, mimo, że nie radowałem się wiarą :) :) :)
Jak miałem na prawdę ciężki okres i mój umysł był w opłakanym stanie, to dopiero jak pozwoliłem smutkowi mnie wypełnić, dopiero wtedy zacząłem zapierdalać i dopiero wtedy zaczęło wychodzić. Radowanie się w stanie kłopotów, to tak jak polewanie płonącego człowieka benzyną żeby go uratować - moim zdaniem oczywiście.

EDIT-->Mam okazje rozwinąć wątek w nawiązaniu do tego co mówił Joseph Marie-Verlinde:
"Jeżeli ktoś kocha Ciebie, ponieważ jesteś jego, stajesz się dla niego jego własnością. Jeżeli ktoś kocha Ciebie za to jakim jesteś, jesteś szczęśliwy."
Budda mówił o wyrzeczeniu się tego pogrubionego rodzaju miłości, jednocześnie kochając wszystko i wszystkich dookoła podkreślonym rodzajem miłości. Nie dziwie się, że mało kto jest w stanie to zrozumieć. Większość ludzi prawdopodobnie nigdy nie będzie potrafiło się uwolnić z fałszywej miłości jaką jest przywiązanie(mam nadzieje, że się mylę). Mniejszość, która da rade porzucić przywiązanie, będzie miała szanse odczuć prawdziwą miłość, która wyraża się gotowością na wszystko ale z tej mniejszości tylko promil, będzie miał szansę poczuć taką miłość do całej egzystencji i według mnie właśnie to na myśli miał budda oraz autor powyższego cytatu, Sadhguru - od którego zaczęła się ta dyskusja. Nie jest to mój guru, uczę się od niego tylko dlatego, że jego techniki u mnie zadziałały oraz dlatego, że chcę łączyć jego wiedzę, z wiedzą swoją i innych. Nie piszę o teorii, bo właśnie te techniki pozwoliły mi przez kilka chwil, odczuć to o czym piszę. Tak samo z rozumem, dzięki jego technikom można poznać lepsze narzędzia niż rozum i właśnie po opanowaniu tych technik, "bóg" staję się naszym sługom. Dlatego uważałem za ważne, żeby wskazać na niepoprawność stwierdzenia o irracjonalizmie Pana Henryka. :)

http://isha.sadhguru.org/blog/lifestyle/relationships/the-meaning-of-true-love-love-beyond-words/?utm_source=newsletter&utm_medium=email&utm_campaign=11Feb2016-English_Weekly_Newsletter
« Last Edit: (Fri) 12.02.2016, 17:17:54 by Split! »

Offline Kori

  • Sen płytki
  • *
  • Posts: 39
  • Reputacja: +1/-1
Odp: Realne rozumienie świata - prof. Henryk Kiereś
« Reply #18 on: (Fri) 12.02.2016, 18:59:06 »
Dla porządku, może pozornego, odniosę się jednak do wcześniejszych twoich wypowiedzi. Uważam, że warto, dla jasności dyskusji, dla jasności umysłu, przynajmniej mojego: ), to uczynić, aby nie było niedopowiedzeń, pominięć, niezrozumienia, no i lekceważenia (co jest grzechem, he he). Zatem, mam nadzieję, spowolnić dyskusję, by nie uronić ani kropli z tego, co było, jest, i będzie.

Quote
Jeżeli to jest Twoje stanowisko, to dobrze, pewnie źle Cię odebrałem, ja zawsze jestem chętny do dalszej rozmowy.

Miałem wrażenie, że źle mnie odbierzesz, co nie zmienia faktu, że pisałem zgodnie z moim rozeznaniem i zapatrywaniem. Co do znaczenia słów, tutaj akurat mogę mieć słabość, braki, a z drugiej strony może zwyczajne nieprzygotowanie. Chodzi też o to, że ciągle się uczę. Inna sprawa, to to, że miałem wgląd do materiałów, do książek, artykułów, przemówień i osób, których ty nie znasz, a które ja darzę szacunkiem, oraz uważam, że warto się im przyjrzeć; że są wiarygodne, warte zbadania. Dla przykładu, jeśli chodzi o definicję słów, czy to będzie ezoteryka czy okultyzm, ty pisałeś o np. tym, że jest pewien tajemny język, i chodzi o to, że trzeba go umieć odczytać; że są ludzie, którzy to umieją i czynią przeciw innym. No właśnie. Pomimo moich wcześniejszych definicji, które nie były jakoś strasznie przemyślane, przyznam się, jedynie raczej na poczekaniu sklecone, pewnie niepełne i domagające się poprawek, wyjaśnień, itp., (za to przepraszam, ale po prostu nie uznałem tego za warte w tamtym czasie wysiłku pracowania nad tym, szczególnie, że nie o tym była moim zdaniem przede wszystkim dyskusja) - otóż, zatem, pomimo tych moich definicji i słów, źródeł, to nie wszystko, co mam do zaoferowania...przecież skarbiec jest pełen, ciągle się poszerza, nieskończony...i tak, moim zdaniem,

Quote
Z moich poszukiwań wynika, że biblia została napisana przez ludzi, którzy znają te słowa doskonale i za ich sprawą mamy świat taki, jaki mamy, czyli pełen cierpienia. W samej biblii jest napisane, że na początku było słowo. Nie twierdzę, że biblia jest zupełnie bez sensu, są tam pewne wskazówki ale tylko dla tych, którzy znają sekretny język. Tylko oni mogą czerpać prawdziwą wiedzę z biblii, dla reszty biblia będzie fundamentem systemu wierzeń.

No właśnie. Moje stanowisko jest inne. Upieram się, że, tak jak mówi i naucza Kościół, kolejne księgi Starego i Nowego Testamentu były pisane przez świadków, uczniów, lub inne osoby na ogół lub głównie z narodu wybranego. Trudno mi przyjąć twoje stanowisko, bo ono odrzuca wszystko to, co ja słyszałem, i co przyjąłem za pewnik.

Quote
Z moich poszukiwań wynika, że biblia została napisana przez ludzi, którzy znają te słowa doskonale i za ich sprawą mamy świat taki, jaki mamy, czyli pełen cierpienia.

Biblia, jak wiesz, składa się z wielu ksiąg, które, o ile wiem, spleciono do kupy z różnych zwojów, rękopisów, listów, lub czegoś podobnego. (Jest też masa materiałów pisanych, które Kościół odrzucił, jako zbędne czy kłamliwe, negujące Jezusa Chrystusa, lub wnoszące herezje, twierdzenia niezgodne z tradycją. Kościół mówi: nie pisane pod natchnieniem Ducha Świętego. Co może znaczy, że nie mające tego samego ducha, wykraczające poza jedną i spójną narrację, fakty, lub zgodność z rzeczywistością.)

Oryginalne rękopisy, ich kopie, lub inne materiały, jeśli takie występują, z których składa się obecne Pismo Święte (a ściślej z tłumaczeń ów pism), datowane są na różne okresy, co pewnie wiesz. Jak zatem, twoim zdaniem, miałoby przebiegać takie pisanie tej Biblii przez tych ludzi? Czy nie jest tak, że różne księgi np. Starego Testamentu, były pisane w różnych okresach historycznych ludu wybranego, a nie raz, ot tak, spisane przez jakichś ludzi znających doskonale słowa, o których mówisz? Wiadomo też, że pewne fragmenty się powielają lub przeczą wzajemnie sobie, co bywa tłumaczone na marginesie w Piśmie Świętym, że autor księgi widocznie sklecił jedną i drugą wersję wydarzeń. Przecież te sprawy nie były spisywane na bieżąco, często dopiero po jakimś czasie ktoś usiadł, i mógł napisać, co to mu jego pamięć lud tradycja, inne pokolenia, dziadkowie, przekazują. Nowe wydanie św. Pawła pisuje też również w jednej z ksiąg, że tu a tu liczby ludności są wyolbrzymione, albo, że ta historia jest mało prawdopodobna, ale może została spisana dla przekazania jakiegoś morału, podniesienia na duchu, zwrócenia uwagi na jakąś ważną kwestię, swoim bliskim, dla dalszych pokoleń...Pismo Święte było pisane przez ludzi, żywych, żyjących w określonym kontekście kulturowym, w określonych celach...taki pogląd wyrażam ja, i przy nim obstaję, do odwołania lub nie. Jeśli chcesz, pójdziemy w ten wątek dalej...

ALE, i tu, o czym chciałem ci bardzo napisać:

Wybacz, że znów odnoszę się do czyjejś wiedzy, ale trudno, mi, z pewnych względów, odrzucić wiarygodność tej osoby. Chodzi o ś.p. ks. Tadeusza Kiersztyna. Abyś wiedział, dlaczego nie mogę go tak zwyczajnie odrzucić, przyjmij do wiadomości, że zginął w samochodzie potrącony przez tira. Ale to nie koniec. Był Jezuitą, a później odszedł od nich, ze względów sumienia. Prowadził pewną misję, intronizacji Jezusa Chrystusa na Króla Polski, zgodnie z Pismem Św., i z objawieniami, jakie miała otrzymać ś.p. Rozalia Celakówna. Dość powiedzieć, że z materiałów, zamieszczonych na internecie, jeśli przyjąć je za wiarygodne (np. strona fundacji założonej czy prowadzonej przez niego, zajmująca się m.in. misją intronizacji) wynikałoby, że miał wielki problem z władzami Kościelnymi w Polsce i był zwyczajnie w świecie napiętnowany.

Otóż ten człowiek napisał, w swojej książce "Zatrute źródło MASONERIA" (2010), tak (wybrane cytaty, w odniesieniu do twojej wypowiedzi):

Quote
Okultyzm i gnoza
Okultyzm oznacza kult sił tajemnych, czyli uprawianie
magii, która zajmuje się wywoływaniem duchów,
wróżbiarstwem, czarami. Pismo Święte uczy, że Bóg tymi
rzeczami najbardziej się brzydzi i najsurowiej za nie
karze. Szerzej praktyki okultystyczne omówimy przy
omawianiu kabały.
Gnoza powstała około II w. po Chrystusie (za jej
prekursora uważa się Szymona Maga, por. Dz 8,9-24)
jako ruch religijno-intelektual- ny, będący zlepkiem
różnych poglądów, wierzeń i praktyk zawartych w
religiach staropogańskich (perskich, chaldejskich,
egipskich), w filozofii greckiej, w religii judaistycznej i
chrześcijańskiej. Ma charakter wybitnie
antychrześcijański i bluźnierczy. Jest źródłem i
inspiratorką wielu sekt i ideologii zawartych na przykład
w judaizmie talmudycz- nym, faszyzmie, a współcześnie
w liberalizmie i globalizmie.
Ta duchowa, śmiertelna zaraza szerzona przez
gnostyków w Europie, początkowo przez Kościół z całą
mocą zwalczana, dzięki masonerii nie tylko przetrwała do
naszych czasów, ale obecnie szerzy się w całym świecie
poprzez politykę, kulturę, oświatę, psychologię, filozofię. (...)


Quote
Okultyzm
Zapoznajmy się teraz z promowanym przez kabałę
okultyzmem, który przejęli Różokrzyżowcy i wszelkiego
rodzaju magowie, a który stał się religią wyznawaną przez
masonów wyższych stopni.
Za główne narzędzia kabalistycznej magii służą język
hebrajski i Pismo Święte Starego Testamentu. Pisownia
hebrajska nie posiada liczb i ich rolę spełniają litery
alfabetu, które przedstawiają zarazem wartości liczbowe.
Dzięki temu, każde słowo (suma poszczególnych liter)
tworzy jakąś liczbę. Na przykład słowo JHWH (Jahwe)
daje liczbę 72. Dla kabalistów jest to przesłanie, że Jahwe
ma 72 imiona. Następnie kabalista wynajduje je w Piśmie
Świętym w ten sposób, że szuka nazw o tej samej
wartości liczbowej. Gdy już ustali komplet boskich imion,
będzie mógł bogiem manipulować za pomocą zaklęć,
recytując w ekstatycznym transie jego imiona, aż do
chwili osiągnięcia nad nim magicznej mocy. W ten sam
sposób - jak wierzą - można zmuszać do posłuszeństwa
wszystkie istoty boskie ze świata Sefirot. Stosowane są
jeszcze inne techniki pomocne w ustalaniu słów-mocy i
zaklęć, polegające na permutacji samogłosek lub na
odnajdywaniu w Piśmie Świętym tajemnych przekazów i
pouczeń za pomocą akro- stychu i anagramu.
Dla kabalistów język hebrajski jest święty, gdyż
uważają, że jest ściśle związany z najgłębszą, duchową
istotą świata. Ma według nich wartość mistyczną, bo
odzwierciedla język stwórczy boga.
Natomiast Stary Testament nie jest dla kabalisty
objawionym Słowem Bożym, które trzeba zgłębiać, by
pozostać w prawdzie przez posłuszeństwo Jezusowi
Mesjaszowi, na którego te pisma wskazują. Dla kabalisty
Stary Testament jest ukrytym kodem, symbolicznym
zapisem tajemnej wiedzy, niezbędnym rekwizytem do
czynienia czarów. Kabalista szuka w tekście ksiąg
Starego Testamentu ukrytych przekazów lub słów i liczb,
które En-Sof użył na wydobycie z siebie danej kreacji, bo
wierzy, że te słowa mają moc stwórczą, którą chce
zawładnąć. (...)




Quote
Sądzę, że każdy ma to co sobie wypracuje oraz, że ponosimy konsekwencje funkcjonowania całego gatunku, więc na wejście mam to co wypracowałem sobie w poprzednich wcieleniach oraz to co wypracowaliśmy dla siebie jako gatunek. Innymi słowy, sytuacja, w której się znajduję jest skutkiem moich poprzednich działań, oraz działań naszego gatunku - to są przyczyny. Według mnie nic nie dzieje się bez przyczyny, więc jeżeli bóg wybrał lud, chciałbym poznać co było tego przyczyną. Jeżeli twierdzisz, że stało się to bez przyczyny, to pasowało by to do obrazu wiary(stało się i tyle, mamy w to wierzyć). A jeżeli twierdzisz, że była jakaś przyczyna, to chciałbym poznać Twoje zdanie odnośnie tej przyczyny. Brnąć w tą argumentacje nie chciałem dlatego, że nie mogę NAWET PRÓBOWAĆ udowodnić Ci, że bóg osobowy nie istnieje. Nie można znaleźć dowodów na nie istnienie czegoś, czego nie ma. Można tylko udowodnić, że coś istnieje. To jest fundamentalny błąd logiczny każdej wiary. Dlatego religie są oparte na wierzeniach, a nie na wiedzy. A jak wiadomo istnienia boga osobowego nie da się udowodnić, stąd - wiara.

Rozumiem zatem, że reinkarnacja jest dla ciebie faktem, że masz wiedzę, że jest rzeczywista?

Przyczyna wybrania ludu wybranego...pewnie była, ale po co w to brnąć? Widzisz, w wierze chodzi o to, że masz dane pewne rzeczy- są ci objawiane. Na przykład, według Biblii, Maryja przyjmuje objawienie św. Archanioła Gabriela...nie dźga go kijem, nie bada, czy on tam faktycznie klęczy, czy ma zwidy...taka jest wiara (Ale już św. Tomasz musiał włożyć paluch do rany zmartwychwstałego Jezusa Chrystusa, taki niedowiarek) A później przez całe życie jest ci udowadniane, że faktycznie, to, co jest mi objawiane, sprawdza się realizuje się w moim życiu...nie wiem, skąd i jak, ale jest...nie muszę wiedzieć. Wystarczy fakt, że jestem wyzwalany, nie swoją siłą, a kogoś, kto czuwa, a zatem nie ma powodu, by się lękać. Ktoś mówi: zaufaj...zaufałem...i tak się realizuje prawda, nie od razu, nie wszystko naraz i od razu...i często jest tak, że człowiek jest niejako przymuszany, by zaufać, bo w jednej chwili tracisz wszystko, cały świat ci się zawala, nie wiesz nic, nie masz nic...

Nie jestem specjalistą, ale na ile mogę ci coś powiedzieć, co już słyszałem na katechezie, a co ma dla mnie jakiś sens, to lud ten został wybrany, bo był właśnie najgorszy, najsłabszy, najpodlejszy czy najbardziej zacofany. I to ciekawe: ), bo właśnie jest przeciwieństwem tego, co ty przedstawiasz- mianowicie koncepcji, zgodnie z którą masz w życiu to, co zdobyłeś własnym wysiłkiem, co, jak trafnie nazwałeś, wypracowałeś sobie. Cała historia narodu wybranego, wiary, oraz, ostatecznie, stworzenia, i miłości do niego, jest właśnie o tym: o darze, o czymś za darmo. Jak czytałeś Stary Testament, to może zauważyłeś, historia Abrahama, Jakuba...oni nic sobie nie wypracowali...Abraham był stary, jego żona też, nie miał dziecka, była przed nim perspektywa śmierci, nie miał już nic...i tu pojawia się objawienie, Bóg, który mówi mu, idź, wyjdź na pustynię, dam ci potomka...tak...wiary nie da się zamknąć w rozumie, w racjonalnej decyzji, bo objawienie ujawnia, że jest Ktoś, kto jest mądrzejszy od nas, i ma zgoła inną logikę, inną wiedzę, i prosi o jedno, o zaufanie...i jak człowiek już nic, kompletnie nic nie ma, jak Abraham, wtedy może zgodzić się na szaleństwo wiary, i pójść na pustynię...a Jakub? Pamiętasz go? siedział sobie w namiocie i gotował, a jego brat polował...i czemu został wybrany, a nie jego brat? Nawet brata przechytrzył, by zostać wybranym, oszukał swego ojca, by uzyskać jego błogosławieństwo...a i tak, pomimo tego grzechu, został wybrany. Dlaczego? Widocznie Bóg nie zważa na naszą słabość. Tu znów widać, że nie ma ludzkiej logiki...nieważne, co zrobisz, bo to, co otrzymasz, to dar, nawet jeśli zgrzeszysz, nawet jeśli nie zasługujesz, bo myślisz, że przecież są lepsi, sprawiedliwsi...jesteś wybrany do bycia tym, kim jesteś, i tyle, i Bóg do ostatniej chwili życia będzie robił wszystko, byś z tego skorzystał.

I powiem ci coś jeszcze...wiesz, o jakich katechezach mówię? O katechezach, które poprzedzają zawiązanie wspólnoty Drogi Neokatechumenalnej w danej parafii. Wiesz, po co są i były katechezy? Bo człowiek, zanim wstępował do Kościoła, zanim przyjmował Chrzest św., musiał najpierw przez okres 3 lat uczestniczyć w katechezie, przynajmniej według moim nauczycieli. Ile by ten okres nie trwał, to chyba dość przekonujące, bo pierwsi nawracani byli przecież żydami i poganami, a nie niemowlakami. Chcieli należeć do tego Kościoła, który przez swoich członków pokazywał takie naprzyrodzone siły, jak uzdrawianie chorych, przywracanie do życia, czy pokój serca i miłość do nieprzyjaciół.

Quote
Brnąć w tą argumentacje nie chciałem dlatego, że nie mogę NAWET PRÓBOWAĆ udowodnić Ci, że bóg osobowy nie istnieje. Nie można znaleźć dowodów na nie istnienie czegoś, czego nie ma. Można tylko udowodnić, że coś istnieje. To jest fundamentalny błąd logiczny każdej wiary. Dlatego religie są oparte na wierzeniach, a nie na wiedzy. A jak wiadomo istnienia boga osobowego nie da się udowodnić, stąd - wiara.

Istnienie Boga osobowego udowadnia osobiste Objawienie. Wskazują na Jego istnienie również cuda, uzdrowienia, i inne znaki, np. przez długi czas lub nawet do teraz nierozkładające się ciała niektórych świętych, np. św. Ojciec Pio, św. Charbel.

Quote
Niestety pierwszym krokiem to pozyskania wiedzy, jest porzucenie wiary. I to nie wiary w boga, czy religie... Każdej wiary.
U mnie dla przykładu wiara jest tylko impulsem, który pojawia się kiedy na przeciw mnie stają dwie osoby, obydwie mówią sensownie, obydwie sprawiają dobre wrażenie ale każda mówi co innego. Wtedy uwierzę jednej z nich ale tylko dlatego żeby pójść za tym co mówi i z czasem albo się tego dowiedzieć albo to obalić, a wtedy wiara przestaje mieć znaczenie, bo już wiem, czy ta osoba mówiła prawdę czy nie.

Przeciwnie, wiara jest krokiem do pozyskania wiedzy. Sam sobie przeczysz.

Quote
Ale jeżeli słowa, których używamy będą miały kilka znaczeń, doprowadzi to do tego, że słowo "dobro" dla Ciebie będzie oznaczało co innego niż dla mnie i w trakcie rozmowy cały czas będziemy musieli upewniać się, że używamy tych samych definicji, to mimo, że piszemy po polsku, tak na prawdę będziemy rozmawiali w dwóch różnych językach, co utrudni rozmowę, do tego stopnia, że ja nie będę rozumiał o czym Ty piszesz i odwrotnie.

http://www.katolik.pl/utopia-i-szczescie,23096,416,cz.html?s=2:

Quote
Dobro jest celem działania resp. przedmiotem pożądania, a zatem z jego natury wynika, iż jest ono szczęściorodne. Doskonali ono człowieka w jakimś wymiarze ludzkiego bytowania, jest więc zróżnicowane wewnętrznie. Tradycja realizmu wyróżnia trzy rodzaje dobra: (1) dobro właściwe (bonum honestum); (2) dobro użyteczne (bonum utile); (3) dobro przyjemnościowe (bonum delectabile) (...)

Na razie tyle, mogę rozwinąć.

Quote
Wydawało mi się, że jesteś katolikiem i Twoje poglądy są jednoznaczne z tymi, które przedstawiłeś w cytowanym materiale.

Jestem katolikiem i utożsamiam swoje poglądy z nauczaniem i tradycją Kościoła.

Quote
Podobnie jak Ty, zacząłem szukać najprostszych rozwiązań. Jednak, najciężej było wstać. Zaraz po tym jak wstałem, zdałem sobie sprawę, że to najtrudniejsze rozwiązania przynoszą wolność w każdym jej aspekcie, czy to umysłowym czy fizycznym. Albo zaraz przed tym jak wstałem, słabo pamiętam te tragiczne dni.

Co do prostych rozwiązań, ja, przeciwnie, zauważyłem, że w prostocie leży ogromna siła...prostota to nie prostactwo lub prymitywizm, ani łatwość. Prostota, bo jest jeden ja, który posiada jeden umysł, jedno ciało, jedną wolę, jednego ducha, jeden cel, w jednej rzeczywistości, jedna prawda, która łączy ludzi. Co więcej, jeden Kościół święty, jeden Bóg.

Zatem to, co najprostsze, niekoniecznie jest tym, co jest najłatwiejsze.

Quote
Dla mnie jest to kolejny argument na NIE dla katolicyzmu.

Nie napisałem "zawsze się radować".

Quote
"Jeżeli ktoś kocha Ciebie, ponieważ jesteś jego, stajesz się dla niego jego własnością. Jeżeli ktoś kocha Ciebie za to jakim jesteś, jesteś szczęśliwy."

Jezus jest tym, który tak kocha, i za to kocha. Przynależenie do Niego jest dla mnie faktem, który potwierdza Jego duch, obecny w Jego wyznawcach, a o Jego autentyczności świadczy Kościół, również przez wspomniane wcześniej widzialne znaki, uzdrowienia, cuda, postawę miłości nieprzyjaciół, umierania za przyjaciół.

Tak jak jest jedna ziemia, a człowiek ma jedną wolę, jedną duszę, jedno ciało, i razem z innymi tworzy gatunek ludzki w jednej rzeczywistości, tak jest jeden Duch Święty, który łączy tych, którzy w Nim trwają i Go wybierają, decydują się trwać w prawdzie o sobie i o świecie. Ten Duch Święty w nich działa, i ich uświęca, gdy oni w pokorze stają przed prawdą, wyznają swoją grzeszność i swoje grzechy, i dążą wszystkimi władzami umysłowymi i cielesnymi do miłowania Go, oraz siebie i bliźniego.

Adept magii czyni bogiem samego siebie. Wypiera zatem prawdę ze swego istnienia i wybiera ojca kłamstwa, szatana, wierząc, jak wielu innych, że ma kontrolę nad swoim życiem, że ma szansę stać się samowystarczalnym, że sam pokona śmierć dosłowną jak i każdą inną, w postaci wszelkich przeciwności i zła, które przed nim stanie.

Nie można być magiem i jednocześnie wybierać prostotę.

Czy możesz czynić coś sam z siebie, jeśli wcześniej nie otrzymałeś? Czy stworzyłeś siebie? Wyznajesz panteizm? Jeśli nie ma Boga, to czy Wszechświat sam siebie stworzył? Czy wszechświat, wtedy, nie jest bogiem? Nie ma nic poza Nim, więc też nim jesteś, a na drodze magii wszystko osiągniesz, bo będziesz się nim posługiwał, jak Marcin Luter i jego następcy, w postaci Hitlera i innych. Czy wiesz, że podobne do takiego stanowisko posiadają masoni, illuminaci? Dokładnie ci sami, którzy ukrywają wiedzę, bo im książę tego świata obiecał, że będą mieli udział w rządzeniu tym światem, gdy przyjdzie antychryst.
« Last Edit: (Fri) 12.02.2016, 19:31:29 by Kori »

Offline Split!

  • Moderator Globalny
  • Sen świadomy
  • *
  • Posts: 97
  • Reputacja: +3/-0
Odp: Realne rozumienie świata - prof. Henryk Kiereś
« Reply #19 on: (Sat) 13.02.2016, 00:25:14 »
Quote
Dla porządku, może pozornego, odniosę się jednak do wcześniejszych twoich wypowiedzi. Uważam, że warto, dla jasności dyskusji, dla jasności umysłu, przynajmniej mojego: )
Eee, chyba jednak nasze wcześniejsze pomysły żeby nie pisać o wszystkim na raz były lepsze. Pisząc tyle na raz kręcimy się w kółko, zobacz:
Quote
Adept magii czyni bogiem samego siebie. Wypiera zatem prawdę ze swego istnienia i wybiera ojca kłamstwa, szatana, wierząc, jak wielu innych, że ma kontrolę nad swoim życiem, że ma szansę stać się samowystarczalnym, że sam pokona śmierć dosłowną jak i każdą inną, w postaci wszelkich przeciwności i zła, które przed nim stanie.
Znowu ten szatan, nie mamy jeszcze jednolitej definicji, więc nie będę się odnosił do powyższego. Nie sugeruje, żeby porzucać zupełnie te wątki ale zostawmy je na razie, później do nich wrócimy. Jeden główny wątek wystarczy nam na 3 miesiące regularnej dyskusji, a i tak nie podejrzewam Cię o to, że wytrwasz ze mną w rozmowie, tak długo. Hehe. :D
Na początek postaram się skorygować dwie najważniejsze niejasności, które powstały w moim wcześniejszym poście.

Pierwsza niejasność:
Quote
Przeciwnie, wiara jest krokiem do pozyskania wiedzy. Sam sobie przeczysz.
Masz rację, wyraziłem się nie jasno. W moim przypadku, wiara służy do pozyskania wiedzy, a konkretniej do wyboru źródła z jakiego ją pozyskam. Jest to zdrowa wiara, bo przecież to narzędzie jak każde inne - do czegoś służyć musi i w ten sposób zachęcam do korzystania z tego narzędzia.
Natomiast w przypadku osób głęboko utożsamiających się z wiarą chrześcijańską dla przykładu... Tobą! :D :D
Quote
Widzisz, w wierze chodzi o to, że masz dane pewne rzeczy- są ci objawiane.
Taka wiara jest już blokerem wiedzy i trzeba ją porzucić żeby dalej się rozwijać - przynajmniej według mnie.
Jest to przesadna wiara, której nie możesz kwestionować, zostało Ci objawione i koniec. To jest koniec ścieżki rozwoju(Tutaj zachęcam Cię do dogłębnego przestudiowania etymologii słowa "religia"). Czyli kolejne narzędzie(a raczej jedna z funkcji narzędzia zwanego mózgiem), krytyczne myślenie zaczyna zanikać, aż w końcu jest nie do odzyskania.

Druga niejasność:
Quote
Co do prostych rozwiązań, ja, przeciwnie, zauważyłem, że w prostocie leży ogromna siła...prostota to nie prostactwo lub prymitywizm, ani łatwość. Prostota, bo jest jeden ja, który posiada jeden umysł, jedno ciało, jedną wolę, jednego ducha, jeden cel, w jednej rzeczywistości, jedna prawda, która łączy ludzi. Co więcej, jeden Kościół święty, jeden Bóg.

Zatem to, co najprostsze, niekoniecznie jest tym, co jest najłatwiejsze.
W momencie kiedy byśmy się urodzili i wpadli w naturalny proces rozwoju, wtedy jak najbardziej tak. Wtedy najprostsze rozwiązania były by najlepsze, bo natura jest perfekcyjnie wydajna w swoim funkcjonowaniu. Niestety wpadliśmy w "łapy edukacji", indoktrynacji, wiary, cywilizacji, mody, stereotypów, marketingu, filozofii i tak mógłbym wypisywać dopóki nie zapcham serwera, na którym stoi forum ale nie będę, bo zapewne wiesz co mam na myśli. Z takiego bagna wyjść, nie jest prosto. Jeżeli w momencie naszego dzieciństwa nikt by nas nie "przechwycił", wtedy tak, było by prosto, przyjemnie, nawet łatwo(!) i efektywnie, jeżeli nie perfekcyjnie(tak właśnie poszczęściło się Sadhguru, dlatego cenię sobie jego spostrzeżenia). Jak daliśmy sobie namieszać w głowach i wpadliśmy w procesy wiary albo zapętlenia myślowego - od tej pory nic nie jest łatwe ale jest to w dużej wina naszej ignorancji.

Mam nadzieję, że chociaż po części wyjaśniłem o co mi chodziło. Teraz wypiszę rzeczy do, których na pewno się odniosę ale nie teraz, tylko jak skończymy pierwszy wątek.
1:
Quote
Adept magii czyni bogiem samego siebie. Wypiera zatem prawdę ze swego istnienia i wybiera ojca kłamstwa, szatana, wierząc, jak wielu innych, że ma kontrolę nad swoim życiem, że ma szansę stać się samowystarczalnym, że sam pokona śmierć dosłowną jak i każdą inną, w postaci wszelkich przeciwności i zła, które przed nim stanie.
2:
Quote
Nie można być magiem i jednocześnie wybierać prostotę.
3:
Quote
Czy możesz czynić coś sam z siebie, jeśli wcześniej nie otrzymałeś? Czy stworzyłeś siebie? Wyznajesz panteizm? Jeśli nie ma Boga, to czy Wszechświat sam siebie stworzył? Czy wszechświat, wtedy, nie jest bogiem? Nie ma nic poza Nim, więc też nim jesteś, a na drodze magii wszystko osiągniesz, bo będziesz się nim posługiwał, jak Marcin Luter i jego następcy, w postaci Hitlera i innych. Czy wiesz, że podobne do takiego stanowisko posiadają masoni, illuminaci? Dokładnie ci sami, którzy ukrywają wiedzę, bo im książę tego świata obiecał, że będą mieli udział w rządzeniu tym światem, gdy przyjdzie antychryst.
4 - Taki mały dodatek ale zajmijmy się nim później, proszę:
Quote
Rozumiem zatem, że reinkarnacja jest dla ciebie faktem, że masz wiedzę, że jest rzeczywista?
Mało tego, uważam, że możemy to sprawdzić wręcz "namacalnie" znajdując się w naszych obecnych ciałach, w obecnym "życiu" - jak chcesz nazwij mnie czarnoksiężnikiem albo szatanem, haha.
Spokojnie, mam dobrą pamięć, jak wytrwamy w rozmowie i forum nie padnie to dopilnuje żebyśmy do tego wrócili.

Z racji, że nie wybrałeś głównego wątku, ja to zrobię, jeśli pozwolisz. Bo pisanie esejów nie pomoże nam w zrozumieniu siebie nawzajem i tak już kuźwa w tym poście za dużo napisałem. :)

Tak jak pisałem poprzednio, nie chcę rozwalić Twoich wierzeń, jeśli to one dają Ci nadzieje, a przynajmniej nie chcę ich rozwalić od razu, nie dając w zamian czegoś dużo, dużo lepszego i skuteczniejszego co będzie przynosiło Ci lepsze efekty w każdej sferze życia. Dlatego proponuję żebyś rzucił mi wyzwanie odnośnie biblii - twierdzę, że wyjaśnię jej powstanie oraz jestem w stanie opisać większość "cudów" w niej zawartych - i tym byśmy się na razie zajęli. Bogiem, biblią, objawieniami, wiarą. Pozwolę sobie zacząć:
Quote
Oryginalne rękopisy, ich kopie, lub inne materiały, jeśli takie występują, z których składa się obecne Pismo Święte (a ściślej z tłumaczeń ów pism), datowane są na różne okresy, co pewnie wiesz. Jak zatem, twoim zdaniem, miałoby przebiegać takie pisanie tej Biblii przez tych ludzi?
Dojdę do tego ale zacznę od bardziej oczywistych i łatwiejszych do sprawdzenia rzeczy.
Quote
Pismo Święte było pisane przez ludzi, żywych, żyjących w określonym kontekście kulturowym, w określonych celach...taki pogląd wyrażam ja, i przy nim obstaję, do odwołania lub nie. Jeśli chcesz, pójdziemy w ten wątek dalej...
Właśnie, pójdźmy. Pismo święte było pisane przez ludzi. Nie przez boga. Ci ludzie napisali pismo święte i jego różne wersje, które jest/są jedynym potwierdzeniem na istnienie boga. Czyli pismo napisane przez ludzi zakłada istnienie boga i jednocześnie jest jedynym dowodem na jego istnienie...to ciekawe...szczególnie biorąc pod uwagę postać Tadeusza Kiersztyna.
Quote
Był Jezuitą, a później odszedł od nich, ze względów sumienia. Prowadził pewną misję, intronizacji Jezusa Chrystusa na Króla Polski, zgodnie z Pismem Św., i z objawieniami, jakie miała otrzymać ś.p. Rozalia Celakówna. Dość powiedzieć, że z materiałów, zamieszczonych na internecie, jeśli przyjąć je za wiarygodne (np. strona fundacji założonej czy prowadzonej przez niego, zajmująca się m.in. misją intronizacji) wynikałoby, że miał wielki problem z władzami Kościelnymi w Polsce i był zwyczajnie w świecie napiętnowany.
Żebyśmy się dobrze zrozumieli, według mnie ten człowiek wierzył w bajki(pismo św.) i w dodatku chciał żeby inni w nie wierzyli, na tym polega intronizacja, tak? W dodatku intronizacja zakłada, że Jezus jest MONARCHĄ całego wszechświata, czyli znowu mamy kogoś kto musi nami rządzić, czy nami kierować bo sami nie potrafimy.
Aczkolwiek, jeżeli dawał ludziom coś, co przeszkadzało światowej agendzie "władców" i jezuici chcieli go wyeliminować(i wcale nie zdziwiłbym się jeżeli zrobili to za pomocą tira) to pokrywało by się to z moją wiedzą na temat jezuitów, którzy to byli bardzo dobrze związani z rodziną bankierów, która rządzi walutą po dziś dzień. Co do jego definicji okultyzmu, ciężko mi się odnieść bez kolejnej, głębokiej krytyki. Raz, że jest ona zbyt obszerna na definicję i zawiera w sobie przynajmniej 10 innych definicji, więc definiowanie czegoś w taki sposób nie ma żadnego sensu, dwa, że nie chodzi wcale o magię tylko jeżeli już, to o czarnoksięstwo. Od razu przejdę do definicji:
Magia - działanie zgodnie z siłami natury na korzyść swoją i innych.
Czarnoksięstwo - wykorzystywanie sił natury w ukryciu przed innymi, żeby nimi manipulować.
Nie takie mistyczne, co? A wywoływanie duchów, to nic innego jak utrzymywanie ludzi w stanie strachu emocjonalnego, żeby popełniali błędy, nie chcieli się rozwijać i wprowadzali akcję na podstawie najniższego instynktu - instynktu przetrwania. W ten sposób są podatni na manipulację - dlatego między innymi mówiło się ludziom, że pójdą do piekła. Ten drugi cytat, który podałeś to coś bardziej konkretnego co daje prawdziwą wiedzę o tym jak działają Ci ludzie i za wstawienie go, mogę Ci podziękować. Jednakże tutaj zaczynają się schody i trzeba będzie korzystać z wiedzy specjalistycznej, oczywiście zrobimy to ale trochę później jeżeli pozwolisz.

Quote
Przyczyna wybrania ludu wybranego...pewnie była, ale po co w to brnąć?
A no chociażby po to, żeby ludzie brali odpowiedzialność za swoje zachowania, a nie naśladowali boga, który nagradza za byle gówno:
Quote
Jak czytałeś Stary Testament, to może zauważyłeś, historia Abrahama, Jakuba...oni nic sobie nie wypracowali...Abraham był stary, jego żona też, nie miał dziecka, była przed nim perspektywa śmierci, nie miał już nic...i tu pojawia się objawienie, Bóg, który mówi mu, idź, wyjdź na pustynię, dam ci potomka
Nic sobie nie wypracowali i dostali nagrodę. Powiesz to swoim dzieciom? Nie róbcie w życiu nic, bóg i tak Was kocha i potem Wam to wynagrodzi. Sorry, że stałem się trochę emocjonalny ale rzeczywistość tak nie działa. Dlatego ludzie nie osiągają efektów, bo myślą, że dostaną za darmo, że ktoś im coś da. Jak można wierzyć w coś takiego? Eh... :P :P

Żeby nie było, że tylko krytykuje, bo przecież obiecałem, że dam w zamian coś dobrego...
Quote
Istnienie Boga osobowego udowadnia osobiste Objawienie. Wskazują na Jego istnienie również cuda, uzdrowienia, i inne znaki, np. przez długi czas lub nawet do teraz nierozkładające się ciała niektórych świętych, np. św. Ojciec Pio, św. Charbel.
Co to znaczy osobiste objawienie? To znaczy, że coś pojawi się w Twojej percepcji? Jak się dobrze naćpam, to na pewno zobaczę boga i to nie jednego ale nie jest to żaden dowód, że on istnieje. Wszystkie cuda, które faktycznie się wydarzyły, da się odtworzyć poprzez poprawną wiedzę. Zacznijmy od zwłok, bo tym tematem się zajmuję(nie jestem nekrofilem, hahaha!) i będzie mi łatwo przytoczyć kilka mechanizmów, może jeszcze nie w pełni ale postaram się trochę rozjaśnić.
Na pewno słyszałeś o mumifikacjach, o zwłokach w piramidzie, które często były przechowywane na odpowiedniej wysokości piramidy.
Tak więc, mając odpowiednią wiedzę, używając odpowiednich balsamów i układając zwłoki w odpowiednim miejscu można tak zaingerować w strukturę komórkową tych zwłok, że nigdy się nie rozłożą...Co więcej, z tego co wiem pewne piramidy są budowane na zasadzie złotej proporcji, która jest niczym innym jak wzorem matematycznym, z którego korzysta sama NATURA. Nie będę Ci podsyłał materiałów bo nie wierzę(ależ adekwatnie dobrałem to słowo :) ), że nie słyszałeś nic na ten temat. Chyba, że natura to według Ciebie szatan i okultystyczna wiedza? - żartuję, spokojnie.
Zmierzając do sedna, myślisz, że jakbyś miał taką wiedzę, odnośnie komórek i struktury fizycznej ciała leżał byś chory w łóżku? Potrzebował byś wtedy boga, jezusa? Podejrzewam, że kochał byś to co prawdziwe, swoje ciało, ludzi w okół siebie, zwierzęta i naturę oraz dzielił byś się tą wiedzą. W tym momencie wiara(ta skrzywiona) blokuje Ci dostęp do tej wiedzy, bo uważasz, że to cuda i nie będziesz szukał wiedzy na temat tych cudów. Na zakończenie, mojego kurewsko za długiego posta(niestety znowu nie udało się napisać, krótko, trzymam kciuki za Ciebie, że przełamiesz zwyczaj esejów :) ) wrzucę cytat Einsteina, mimo, że nie uważam go za autorytet ale z kilkoma cytatami trafił na prawdę nieźle:
'There are only two ways to live your life. One is as though nothing is a miracle. The other is as though everything is a miracle.'

Mam nadzieję, że rzucisz mi wyzwanie i nie będziesz się bał tego, że całą religię, w którą wierzysz da się zakwestionować i objawić jej prawdziwe pochodzenie.


« Last Edit: (Sat) 13.02.2016, 00:47:13 by Split! »