Author Topic: Książka za milion euro - Van Helsing, Dr Dinero  (Read 1638 times)

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • WyBudzony
  • *
  • Posts: 2 560
  • Reputacja: +12/-0
Książka za milion euro - Van Helsing, Dr Dinero
« on: (Sat) 15.03.2014, 23:20:33 »
Książka za milion euro - Van Helsing, Dr Dinero - fragmenty książki

(...)
W dzisiejszych czasach w miarę wykształcony i obyty człowiek, który obserwuje innych, stawia bez wątpienia następujące pytanie: Czy Niemcy są jeszcze do uratowania? Najgorsze w tym pytaniu jest to, iż dotyczy ono nie tylko naszego kraju, ale całego świata. To niewiarygodne, ale jest coraz gorzej. W ostatnich dwudziestu latach zwiedziłem 75 krajów, 1/14 tej książki napisałem w Kenii i Południowej Afryce, a w wyniku moich obserwacji sformułowałem powyższe stwierdzenie. Tak, jest coraz gorzej.

Tym, czego brakuje nowoczesnym, wykształconym, ale całkowicie konsumpcyjnie i bezdusznie gnającym przez życie ludziom, jest w miarę proste wyjaśnienie, czym jest życie na Ziemi, jak ono funkcjonuje. Niestety, jest to bardzo trudne pytanie. Brakuje takich cech jak: dyscyplina, honor, wiara, pewność siebie, konsekwencja, wyrozumiałość, empatia, miłość i wielu innych. Zamiast tego pojawia się chęć robienia szybkich interesów, gdzie można dużo zarobić przy niewielkim wkładzie pracy. Patrząc choćby na współczesne banki, można stwierdzić, iż nie wahają się one przed działaniami kryminalnymi; liczy się tylko własna korzyść...
(...)

Obserwując i analizując nie tylko innych, ale i samego siebie, swoje życie, zachowanie, stosunek do pieniędzy i sukcesu, odkryłem następującą zasadę:

Wzorzec nr 1: Sukces, czyli optymizm i hart ducha

Patrząc wstecz na swoje życie, zauważam, iż od zawsze byłem przekonany, że projekty czy zadania, którymi miałem zamiar się zająć, zakończą się sukcesem. Rzadko wątpiłem w siebie i w to, co robiłem. W kręgu rodzinnym lub wśród znajomych uchodzę za optymistę. Wprawdzie zdarzały się w moim życiu porażki, ale jestem zdania, że co cię nie zabije, to cię wzmocni lub jeśli nie tą, to inną drogą można dojść do celu. Może dlatego inni określają mnie mianem „szczęściarza"? Może tak działa sugestia? Takie określanie mojej osoby jest chyba strzałem w dziesiątkę. Sam o sobie nie mówię, że jestem szczęściarzem, ale uważam, że zawsze jest jakieś wyjście nawet z najbardziej trudnej sytuacji i nigdy w to nie wątpiłem. A może jestem po prostu egoistą (jestem spod znaku Barana) i koncentruję się wyłącznie na osiąganiu własnych celów? Być może. Zatrzymajmy się zatem w tym miejscu i wróćmy do programu czy wzorca - pozytywnego wzorca pieniądza - który funkcjonował w przyszłości struktury używają pieniędzy w sposób przestępczy, nie ma nic wspólnego ze mną, z moimi marzeniami czy moimi celami. Dla wielu ludzi pieniądz jest złem, ponieważ go nie posiadają, jeśli natomiast taki człowiek nagle uzyska pieniądze, stają się one jakby lepsze...
Wielu ludzi pragnie rozwiązywać problemy innych, całego świata, ale ze swoimi małymi trudnościami zupełnie nie potrafią sobie poradzić. Pienią­dze wypaczają charakter - to jeszcze jeden frazes, którego wielu używa, ale nie wszystkich on dotyczy! Nie zależy mi na pieniądzach - myślą inni. Ktoś inny twierdzi: Pieniądze mają drugorzędne znaczenie. Oczywiście, może to dotyczyć tylko jego...
Podsumujmy to następująco: Kto ma dużo pieniędzy, może więcej, a kto ma mało, może mniej. To logiczne, że bogatszy może działać, a inni mogą być tylko tych działań uczestnikami. Pytam samego siebie: Cóż z tego, że mam super wiedzę lub dokonałem epokowego odkrycia, jeśli nie jestem w stanie go upowszechnić lub wprowadzić na rynek? Nie pomoże mi mój światły umysł, jeśli nie będę mógł publikować lub w inny sposób przeka­zywać swego doświadczenia innym. Jak chcę pomóc biednym dzieciom w Afryce, jeśli nie stać mnie na darowiznę dla nich?!
Obserwując i analizując nie tylko innych, ale i samego siebie, swoje życie, zachowanie, stosunek do pieniędzy i sukcesu, odkryłem następującą zasadę:
Wzorzec nr 1: Sukces, czyli optymizm i hart ducha
Patrząc wstecz na swoje życie, zauważam, iż od zawsze byłem przekonany, że projekty czy zadania, którymi miałem zamiar się zająć, zakończą się sukcesem. Rzadko wątpiłem w siebie i w to, co robiłem. W kręgu rodzin­nym lub wśród znajomych uchodzę za optymistę. Wprawdzie zdarzały się w moim życiu porażki, ale jestem zdania, że co cię nie zabije, to cię wzmocni lub jeśli nie tą, to inną drogą można dojść do celu. Może dlatego inni określają mnie mianem „szczęściarza"? Może tak działa sugestia? Takie określanie mojej osoby jest chyba strzałem w dziesiątkę. Sam o sobie nie mówię, że jestem szczęściarzem, ale uważam, że zawsze jest jakieś wyjście nawet z najbardziej trudnej sytuacji i nigdy w to nie wątpiłem. A może jestem po prostu egoistą (jestem spod znaku Barana) i koncentruję się wy­łącznie na osiąganiu własnych celów? Być może. Zatrzymajmy się zatem w tym miejscu i wróćmy do programu czy wzorca - pozytywnego wzorca pieniądza - który funkcjonuje i będzie funkcjonował w przyszłości.Przyjrzyjmy się zatem innym wzorcom pieniądza, które są odpowie­dzialne za to, czy ktoś potrafi odnieść sukces i go przy sobie zatrzymać, czy też nie.

Wzorzec nr 2: On nie potrafi sobie z tym poradzić

Załóżmy, że młody człowiek wygrywa milion euro w totolotka lub dostaje go w spadku, czyli bez własnej pracy czy wysiłku. Jak myślicie, czy taki człowiek potrafi zatrzymać te pieniądze przy sobie lub je pomnożyć?

Sądzicie, że raczej nie, i ja myślę tak samo. Być może będzie miał do­brych doradców, na przykład rodziców i wtedy ewentualnie może mu się udać, ale sam nie da sobie rady z takimi środkami. Dlaczego tak jest? Bo on tak naprawdę nie zdobył tych pieniędzy, nie wykonał żadnych działań i nie włożył pracy i wysiłku w ich zdobycie, a więc brakuje mu doświadczenia i dojrzałości w obchodzeniu się z taką fortuną, z tak WIELKIMI pieniędz­mi. Bo duże pieniądze zmieniają całkowicie styl życia, działają jak szkło powiększające, wychodzą wtedy z człowieka takie cechy, które do tej pory były kiepsko widoczne, objawia się prawdziwy charakter. Czy przez ten fakt człowiek stanie się arogancki, zarozumiały, chełpliwy, lekkomyślny? Czy może elokwentny, zaangażowany w sprawy socjalne, będzie w stanie dzielić się z innymi?

Kto jest moim prawdziwym przyjacielem? Czy ci, którzy mnie otaczają? Czy są przy mnie, ponieważ mnie lubią jako człowieka? Czy są przy mnie z powodu moich pieniędzy? Czy mój doradca finansowy jest szczery? Czy moja żona potrafi obchodzić się z pieniędzmi, czy szasta nimi na prawo i lewo? Czy mogę ufać swojemu partnerowi w biznesie, czy może pewnego dnia zostawi mnie na lodzie? Takich pytań nie stawia ktoś, kto niczego nie ma.

I to jest ten punkt - nieoczekiwana wygrana w totolotka czy gigantycz­ny spadek nie są rozwiązaniem. Udowadniają to znane badania prowadzone na angielskim uniwersytecie Warwick, dotyczące zwycięzców w loteriach. Większość badanych przypadków udowodniła, że po krótkiej euforii ludzie ci w przeciągu trzech lat popadali w depresję, a przypadłość ta statystycz­nie była wśród takich osób wyższa niż przeciętna w społeczeństwie. Według kierownika projektu, profesora Andrew Oswalda, ten przypływ pieniędzy wywoływał wśród badanych głębokie rozczarowanie; zwycięzcy stwierdzili, że spełnienie materialnych marzeń nie przyniosło ani radości, ani spokoju, stracili też poczucie bezpieczeństwa przez utratę przyjaciół czy zazdrość in­nych. Gazeta „Berliner Morgenpost" w artykule Czy zwycięzcy w loterii są naprawdę szczęśliwi? pisała:

Quote
Na ten temat przeprowadzono w ciągu ostatnich 20 lat wnikliwe badania, większość w USA, gdzie zwycięzcy w Jackpot są ogólnie znani. Wygrane miliony sprawiły im duże problemy, ponieważ w przeciwieństwie do tych, którzy odziedziczyli majątek, nie byli na takie zdarzenie przygotowani i brakowało im nawyków i kompetencji w obchodzeniu się z bogactwem. Badania wykonane wśród tych osób wskazują, że ich poziom zadowolenia nie różni się od poziomu zadowolenia ofiar wypadków. Ale to nie wszystko! Stwierdzono, że większość takich milionerów po kilku latach zbankrutowała. Dlaczego? Ponieważ nie umieli sobie poradzić z tak wielkimi pieniędzmi!

To dlatego pierwszy zarobiony samodzielnie milion jest najtrudniejszy, ponieważ to wówczas zaczyna się proces nauki dotyczący obchodzenia się z pieniędzmi, sukcesem i ludźmi. Duży sukces czy duże pieniądze albo ma­jątek wymuszają na człowieku przestawienie myślenia i działania. Zmienia się krąg przyjaciół, wygląd osobisty, zawartość szafy. Obracamy się w in­nych kręgach, wśród biznesmenów, jesteśmy zapraszani na różne odczy­ty, imprezy, musimy używać innego, wyszukanego słownictwa i stosować zasady savoir-vivre'u bez względu na to, czym się zajmujemy itd., czyli majątek zmienia nasze życie. Ale można z takiej sytuacji wyciągnąć inne wnioski. Zdobycie majątku czy pieniędzy wymusza zmiany dotychczaso­wego obrazu życia i na nowo je formułuje oraz kształtuje, przyciągając bogactwo i powodzenie w zwiększonym wymiarze. Jak w takiej sytuacji traktujemy innych ludzi lub inne rzeczy, które nas otaczają? To jest jedna z (magicznych) zasad pieniądza.

W moim przypadku mój pierwszy wzorzec pieniądza utwierdził mnie w przekonaniu i budował zaufanie oraz wiarę w to, iż zawszę będę potrafił podnieść się z upadku i zarobić. I rzeczywiście, jeśli gdzieś ponosiłem po­rażkę, to rozpoczynałem coś innego, co przynosiło mi sukces.
Tak więc wygląda mój pozytywny wzorzec pieniądza i pozytywne programowanie, nieważne, skąd się ono wzięło. Ale również na własnym przykładzie opracowałem tzw. negatywny wzorzec pieniądza, szczerze mówiąc, ten obraz jest silnie wdrukowany w moje życie i doświadczenie.
Nazywam go:

Wzorzec nr 3: Pożyczka

Od dzieciństwa mam zakodowany impuls, tkwiący we mnie głęboko, że osobom, którym - w przeciwieństwie do mnie - kiepsko się powodzi, należy pomagać. Wyniosłem to z domu rodzinnego; moi rodzice jako prze­mysłowcy nie konsumowali wyłącznie zdobytego majątku, ale potrafili się nim dzielić z innymi, czy to w formie premii dla pracowników z okazji Bożego Narodzenia, czy trzynastej pensji, przygotowywali również paczki ze słodyczami dla ubogich osób z naszej wsi. Jako dzieci braliśmy w tym udział i nigdy nie zapomnę, jaką radością i szczęściem emanowały twarze obdarowywanych osób. Być może to poprzez takie zachowania tworzą się wzorce, iż obdarowywanie drugiego człowieka jest piękne... Chyba tak. Wiem tylko, że od początku swojego świadomego życia mam silnie roz­budowane poczucie zaangażowania społecznego. Jedni nazywają to szczo­drością, a inni „wielkim sercem".

Takie cechy mojego charakteru spowodowały, że zawsze zgadzałem się pożyczać ludziom pieniądze, jeśli tylko o nie prosili. Kiedy byłem nastolat­kiem, były to małe sumy, a jako dorosły pożyczałem już spore pieniądze. Przez wiele lat różnym ludziom, którzy znaleźli się w trudnej sytuacji czy popadli w biedę, pożyczałem pieniądze bez względu na powody. I nie było­by żadnego problemu, jeśli otrzymywałbym je z powrotem, ale niestety, to nie zdarzało się prawie nigdy.

Jeśli komuś robię prezent, to go daruję, ale jeśli komuś coś pożyczam - także przyjacielowi - to wychodzę z założenia, że otrzymam to z powro­tem. Rozumiem, że sytuacja może się przedłużać, pojawiają się bowiem często obiektywne trudności, które opóźniają zwrot pożyczki, zdarza się, że są to lata. Gorzej, jeśli taka osoba znika lub udaje, że nie wie, o co chodzi. I tu mamy problem. Pomogłem na przykład mojemu mniej popularnemu koledze pisarzowi, kupując mu komputer i opłacając jego czynsz za miesz­kanie, innym razem sprzedałem samochód przyjacielowi, ale nigdy nie otrzymałem uzgodnionej sumy itd. Pożyczali ode mnie wynalazcy, którzy nigdy niczego nie wynaleźli, przyjaciele, znajomi itd., a kiedy dostawali pieniądze, znikali. Poszedłem jeszcze dalej i pożyczałem pieniądze obcym osobom, takim, które znałem jedynie z listów pisanych do mnie z prośbą o pomoc. Zdarzało się też, że pożyczałem pieniądze innym, choć sam ich potrzebowałem na przykład na wydanie książki. Dzisiaj zadaję sobie czę­sto pytanie: dlaczego tak postępowałem? Czy mi coś odbiło? Szczególnie to pytanie stawia moja żona ©. Nie potrafię odpowiedzieć. To było jak coś podświadomego, coś poza mną. Przede wszystkim to moje nadmierne zaufanie do ludzi było nierealistyczne... i osobliwe. Mój ojciec pocieszał mnie, mówiąc, że empatia i chęć niesienia pomocy innym wyłączyły mój rozum. Być może, ale jednocześnie jestem przekonany, że moje finansowe porażki i rozczarowania wróciły w mym dalszym życiu w formie korzyści w kontaktach z innymi ludźmi. Taka jest widocznie zasada. Nic nie ginie!
Ten negatywny wzorzec pieniądza znam z zachowań wielu moich przy­jaciół, którzy nieświadomie starają się zadowolić swego ojca, powielają ste­reotypy: Muszą słuchać ojca, muszą zrobić wszystko, by był ze mnie dumny.

Lecz takie działania często skazane są na klęskę (piszę o tym w dalszej części książki). Podobne zachowania można odnaleźć w relacjach matka - córka.
Interesującą kwestią jest fakt, że pożyczone pieniądze nie przynoszą tym, którzy pożyczają, szczęścia. Ludzie, którym pomogłem finansowo, nie zmienili swojego stylu życia, dziś mają te same problemy co wówczas, nie zostały one rozwiązane.
Jakie były przyczyny tego, że pożyczałem pieniądze innym?
- chęć zerwania ze stereotypem jeszcze z dzieciństwa - dziecko bogatych rodziców;
- niska samoocena i mała wiara w siebie (mimo że syn przemysłowców, ale całkiem w porządku, jest taki jak my);
- chęć zwrócenia na siebie uwagi innych (ubrania, pożyczki);
- chęć pokazania innym, że pieniądze dla mnie nie są ważne;
- chęć uzyskania pochwały za „dobre uczynki";
- nieżądanie zwrotu pożyczki, by uniknąć oskarżenia o małostkowość;
- chęć uniknięcia oskarżenia o skąpstwo w przypadku odmowy na zapyta­nie o pożyczkę.
Tymi zagadnieniami zajmiemy się później.

Wzorzec nr 4: Zazdrość

Wydawałoby się, że ci, którym pożyczyłem pieniądze, powinni się z tego cieszyć. Tak było rzeczywiście, ale wyłącznie w momencie przekazywania
pieniędzy... Kiedy natomiast żądałem zwrotu pożyczki, stawałem się na­tychmiast złym Janem: Przecież ma ich wystarczająco dużo, nie odczuje tego.
Kolega pisarz, o którym wspominałem, że kupiłem mu komputer, nie był mi nawet wdzięczny, dziś mówi o mnie źle. Dlaczego? Otóż książka, którą napisał na tym komputerze i wydał, nie cieszyła się powodzeniem, w przeciwieństwie do moich książek. Dlatego jest zazdrosny, ponieważ myślał, że przez moją pomoc lub współpracę ze mną osiągnie podobny sukces. Ale tak się nie stało. Są oczywiście jeszcze inne przykłady na tę tezę.

Kiedy przysłuchuję się rozmowom innych ludzi lub przeglądam koloro­we tygodniki u dentysty, zauważam, iż generalnie ludzie, zamiast cieszyć się z cudzych sukcesów, zazdroszczą im; nieważne, czy dotyczy to znanych piłkarzy, aktorów czy przedsiębiorców. Zamiast współradości (w przeci­wieństwie do współczucia) ludzie odczuwają zazdrość i zawiść, a nawet cieszą się z czyjegoś nieszczęścia, jeśli jakiejś gwieździe lub superboga- czowi powinie się noga. Dlaczego? - zadaję sobie pytanie. Dlaczego ludzie są tak zawistni w stosunku do innych, których znają jedynie z telewizji lub prasy bulwarowej, dlaczego oceniają ich w myślach i słowach i przede wszystkim, dlaczego uważają że ci znani nie zasłużyli na majątek, który posiadają. To czysta zazdrość, która pcha ich w każdym tygodniu do kolek­tury totolotka z nadzieją na wygranie miliona.

Jak myślicie, jak zachowują się ludzie w USA, jeśli człowiek wygrywa najwyższą stawkę w kasynie lub opróżnia zawartość Jednorękiego bandy­ty"? Ludzie klaszczą i cieszą się wraz z nim. A jak jest u nas?
Na twarzy pojawia się grymas i przez głowę przebiega myśl: Dlaczego on wygrał, a nie ja?

Ja osobiście cieszę się z sukcesów innych - czy będzie to młody An­glik, który wynalazł ekran z milionem pikseli i sprzedał to jako nośnik powierzchni reklamowych, czy brytyjski tenor Paul Potts. Uważam suk­ces innych za super sprawę! Albo weźmy autorkę Harry'ego Pottera, Joan Rowling, która z osoby korzystającej z pomocy społecznej stała się najbo­gatszą kobietą Anglii - czyż nie jest to genialne?!

Te fakty pokazują nam, że w życiu wszystko się może zdarzyć, że życie jest najlepszym z autorów piszących scenariusze, pod warunkiem jednak, że ma się określony pomysł i odwagę, by go zrealizować. Nie zafunkcjono- wałoby to na przykład u J. Rowling, jeśli nie odkryłaby ona swojego talentu - talentu literackiego. I to jest decydujący czynnik! Nawet jeśli dotych­czas nie przeczytałem książki wymienionej autorki, jeśli nie jestem fanem Michaela Schumachera i Formuły 1, to cieszę się wraz z takimi ludźmi, którzy dzięki swojej samodyscyplinie, ambicji i umiejętnościom osiągnęli sukces. Ci ludzie pokazują nam, że w życiu nigdy nie jest za późno na nowy początek, że jeden dzień może zmienić wszystko i że powinniśmy kierować się zasadą: Kto ma odwagą, wygrywa.

Chciałbym podkreślić jeszcze jedno - zawiść to numer 1 wśród zabój­ców sukcesu. Jeśli ktoś komuś czegoś zazdrości, wysyła w świat infor­mację: Nie jestem zdolny osiągnąć sukcesu, nie zasługuję na to, ponieważ innym tego nie życzę. I zgodnie z zasadą rezonansu nie będzie taki czło­wiek „szczęśliwcem". Ponieważ innym tego nie życzy, więc sam tego nie otrzyma, zgodnie z powiedzeniem Nie życz drugiemu, co tobie niemiłe. Czy to jasne? To się potwierdza, że ludzie zaślepieni zazdrością nie opływają w dostatek, a sukces omija ich szerokim łukiem. Popatrzcie na ludzi w Wa­szym otoczeniu, jak gotuje się w nich zazdrość, chodzą wtedy z taką miną

To naprawdę ciekawe!

Wzorzec nr 5: Dług

Chciałbym zająć się pewnym fenomenem: bardzo rzadko mi się zdarza, bym poprosił ludzi, którzy mi są winni pieniądze, aby mi je zwrócili; jest mi jakoś głupio. Robię to z wielkimi oporami.
Tworzę sobie taką projekcję: mam wyrzuty sumienia z powodu zacią­gniętego długu i muszę podejść do kogoś, kto pożyczył mi te pieniądze. Nigdy nie przeżyłem takiej sytuacji, ale może przez takie wyobrażenie po­życzałem pieniądze ludziom, którzy mi ich nie oddawali i oczywiście nie mieli wyrzutów sumienia.

Wiem, że są tacy ludzie, którzy punktualnie bez przypominania oddają dług, ale tacy nie prosili mnie o pożyczkę, tylko ci inni. W tym przypadku znów widać kolejny wzorzec. Te zdarzenia miały związek ze mną samym, z moim nastawieniem do siebie, do bogactwa i dobrobytu, a przez to takie osoby przyciągałem do siebie. To jasne, że moje nastawienie do kwestii pieniędzy odbija się w innych ludziach. Rozmawiałem na ten temat z mo­imi przyjaciółmi - ludźmi niezależnymi finansowo i ku mojemu zdziwieniu prawie wszyscy potwierdzili, że mieli ten sam problem. Z jednej strony nieoddana pożyczka budziła w nich jakieś śmieszne poczucie winy, gdyż sami byli ludźmi sukcesu, z drugiej zaś strony nie potrafili powiedzieć „nie" proszącemu o pożyczkę, a zarazem mieli problem z zażądaniem jej zwrotu. Ponadto każdy z nich zetknął się ze zjawiskiem zazdrości ze strony innych, ponieważ był szczęściarzem. Mimo to potraktowaliśmy to z uśmiechem i słowami Witaj w klubie, wiedząc, że po prostu tak jest.

Jak widać, jest to pasjonująca i głęboka tematyka. Kiedy rozpocząłem pisanie pierwszego rozdziału tej książki, w moim życiu pojawił się dr Dine- ro. Oczywiście ta osoba tak się nie nazywa; to pseudonim. Dlaczego ukry­wa się on za tą zasłoną? Dlaczego razem zdecydowaliśmy, aby występował tu pod pseudonimem, a nie pod swoim prawdziwym nazwiskiem? Ponie­waż obecnie jest to najlepiej opłacany w Niemczech trener z zakresu mo­tywacji, stale obecny w radiu i TV. Liczne pośrednie i bezpośrednie uwagi z jego strony zawarte w tej książce mogłyby zaszkodzić jego karierze.
Ale dlaczego?
Ponieważ mogłoby to, drodzy Czytelnicy, zwiększyć jego władzę, mógł­by być osobą bardziej wpływową niż jest obecnie, a to byłoby nie w smak kilku organizacjom w naszym kraju. Całe branże utrzymują się u nas z wy­woływania strachu, np. firmy ubezpieczeniowe czy Kościoły. Strach panu­je także wśród przedsiębiorców i wśród decydentów. Ich słaba osobowość wymusza otaczanie się jeszcze słabszymi podwładnymi, by w ten sposób chronić swoje ego. Inni wprowadzeni w tajniki osiągania sukcesu prze­kazują wiedzę swoim współpracownikom. Taką wiedzę przekazuje dobrze wynagradzany dr Dinero, wiedzę służącą przede wszystkim przedsiębior­com.

Dr Dinero pojawił się w moim życiu z projektem własnej książki po­święconej całkowicie innej tematyce niż ta, którą się zajmujemy. Podczas długich dyskusji doszliśmy do wniosku, że mamy podobne wzorce życio­we, podobne podejście do zagadnień pieniędzy i może udałoby się pomóc w rozwiązywaniu problemów wielu jego klientów. Ciekawe były też obser­wacje dr Dinero dotyczące tematyki tzw. trenerów osobowości - dlaczego najbardziej znany niemiecki specjalista od akcji akurat stracił swój majątek na giełdzie, dlaczego właśnie „papież" niemieckiego fitnessu ma poważne problemy zdrowotne; a jeden z trenerów osobowości prowadzi seminarium poświęcone rzucaniu palenia, będąc sam palaczem, i tak dalej? Także tu pa­nują określone wzorce, którymi w tej książce będziemy się bliżej zajmować.
Dr Dinero pracuje od ponad 20 lat jako trener z zakresu motywacji i doszedł do następujących wniosków:
- często nasze słabości są tematem, którym się zajmujemy, chcąc uczyć innych (mam nad sobą kontrolę, jeśli kontroluję innych);
- cała wiedza teoretyczna, poznanie, nie służy niczemu, jeśli nie jest połą­czona z wewnętrznym przekonaniem, a wiara poparta konkretnymi dzia­łaniami;
- siła działania dawnych wzorców wiary jest niedoceniana. Czy uczono kogoś w dzieciństwie, że sam jest twórcą?
- uzależnienie od przeszłości (trwające całe pokolenia) najczęściej jest nierozpoznane;
- możliwości osiągane przez logiczny i analityczny umysł są najczęściej przeceniane.

Ważne jest, aby w tym miejscu podkreślić, że dr Dinero to nie tylko dobry człowiek, ale także sumienny wykładowca, który nie powtarza wy­uczonych na pamięć formuł, ale rzeczywiście chce dotrzeć do przyczyn i źródeł problemu i naprawdę dba o dobro swoich klientów. Stąd bierze się jego sukces. Jest co prawda zadowolony ze swojej działalności, bardzo do­brze zarabia, lecz zauważył, że wiele osób biorących udział w seminariach poświęconych myśleniu pozytywnemu, jak ukształtować swoje życie na nowo itd. zrozumiało, w czym tkwi ich problem, ale nie potrafi tego zmie­nić.

Większość rozpoznała wzorce swoich zachowań dotyczące pieniędzy i osiągania sukcesu, ale nie robi nic, by rozwiązać problemy. Sukces nie pojawi się sam z siebie, pomimo wszelkich wysiłków, akceptowania siebie, zaklęć i modlitw. Często temat pieniędzy wisi nad nimi jak przekleństwo, dlatego biegają z jednego seminarium na drugie, czytają wiele książek na ten temat, a błąd tkwi w tym, że szukają rozwiązania na zewnątrz, a nie w samych sobie. Właśnie z tego powodu, mianowicie z braku zrozumienia dla pieniędzy i fałszywego stosunku do nich, podjęliśmy wspólnie decyzję o napisaniu tej książki, aby pomóc innym ludziom poznać ich wzorce doty­czące pieniędzy. Dlatego od tego momentu będziemy się posługiwać formą liczby mnogiej - „my".

Wzorzec nr 6: Nienawiść

Nienawiść to bardzo silne uczucie (emocja) i bardzo silna siła napędowa (inaczej mówiąc, wyzwalacz działania). Jest to emocja będąca w opozycji
do miłości i te dwie siły sprawcze często potrafiły niszczyć nawet króle­stwa. W tym miejscu chcielibyśmy zaprezentować epizod z życia sędziego, zajmującego się rozwodami. Opowiadał nam o wielu różnych przypadkach rozwodów, które rzadko miały racjonalny przebieg, polegający na podzie­leniu majątku, a częściej były to regularne wojny. Najczęstszym pytaniem, jakie stawiały sędziemu strony rozwodu, było: Jak można zniszczyć moje­go byłego partnera zarówno fizycznie, jak i psychicznie, z zastosowaniem wszystkich reguł sztuki prawniczej. A więc miłość zamieniła się w niena­wiść.

Z powyższego przykładu wynika, że nienawiść do drugiej osoby może być bardzo silna. Omawiany wzorzec nienawiści nie ma nic wspólnego z potocznymi wyrażeniami typu: nienawidzą takiej pogody Takie wyraże­nia nie niosą ze sobą określonych emocji, są raczej niezbyt mądre. Pięknie ujmują to Amerykanie: Love it, change it or leave it. (Kochaj to, zmień to albo zostaw to). Pogody niestety nie możemy zmienić lub od niej uciec. Mądrym rozwiązaniem byłoby zaakceptowanie każdego rodzaju pogody, a nie odnoszenie się do niej z nienawiścią. Ponoć nie ma złej pogody, tyl­ko niedopasowane do niej ubranie. (Ulubionym powiedzeniem Johannesa Holeya, mego ojca, było: Życie to nie oczekiwanie na przejście ulewy, ale umiejętność tańczenia w tym czasie).

Jeśli mówimy, że kogoś nienawidzimy, to oznacza, że jesteśmy z tą osobą emocjonalnie związani. Można też stwierdzić, że taka osoba ma nad nami władzę. Ponieważ nienawiść jest bardzo silnym wzorcem, należy traktować ją z ostrożnością.
Jaki jest związek pomiędzy nienawiścią a pieniędzmi? Bardzo bliski! Jest wiele osób, które pielęgnują w sobie następujące myśli:
Nienawidzę XY, ponieważ ma więcej pieniędzy, a pracuje mniej.
Nienawidzę XY, ponieważ to on awansował, a nie ja.
Nienawidzę XY, ponieważ ożenił się z kobietą, której pragnąłem.
Nienawidzę pieniędzy, gdyż światowy kryzys został wywołany przez ban­kierów i spekulantów, którzy ryzykowali wszystko w swej niepohamowa­nej żądzy pieniądza i nie mieli żadnych skrupułów, zapominając o reszcie społeczeństwa.
Nienawidzę pieniędzy, ponieważ to przez nie ojciec nigdy nie miał dia nas czasu; wiecznie pracował, nie dając nam nic z siebie, zawsze tylko te durne pieniądze.
Nienawidzę pieniędzy, ponieważ nie mam ich wystarczająco dużo, by móc robić to, na co mam ochotę.
Nienawidzę pieniędzy, bo przez ich brak nigdy nie miałem dobrych ubrań i wyśmiewano się ze mnie.
Nienawidzę pieniędzy, bo nasza rodzina nigdy nie mogła pozwolić sobie na fajne wakacje, tak jak inni.
Nienawidzę pieniędzy, bo z ich powodu w domu zawsze były awantury. Brzydzę się pieniędzmi, bo bogacze zawsze piętnują biednych i zachowu­ją się w stosunku do nich protekcjonalnie.
Nienawidzę pieniędzy, bo to one spłycają stosunki międzyludzkie i spra­wiają, że inni są upokarzani i dyskryminowani przez drugich. Państwo/firmy ubezpieczeniowe/koncerny oszukują innych, dlatego ja nie mam żadnych wyrzutów sumienia i też to robię w stosunku do nich. Pieniądze są źródłem wszelkiego zła na świecie; to z ich powodu wybu­chają wojny, jedni wykorzystują drugich (prostytucja, niewolnictwo, pra­ca dzieci), a wszystko po to, by dużo i szybko zarobić - nienawidzę ich.

W jakiejś części powyższe stwierdzenia nie są fałszywe, ale nie mają nic wspólnego z pieniędzmi, tylko obrazują zawiść, żądze i zranione uczu­cia. Jeśli zamiast złota, banknotów czy monet środkiem płatniczym byłyby banany, to nienawiść skupiłaby się na nich. To nie pieniądze jako środek płatniczy są problemem, ale ludzka żądza posiadania więcej niż inni. One niczemu nie są winne, bo nie są ani dobre, ani złe. Ja jestem biedakiem, a inni ludzie, których co prawda nie znam osobiście, na pewno osiągnęli bogactwo poprzez egoizm i oszustwo! I tu pojawia się:


Wzorzec nr 7: Kompleks niższości

Kompleks niższości to zgodnie z definicją uczucie głęboko odczuwanej niedoskonałości i ułomności pod względem fizycznym, duchowym, psychicz­nym i socjalnym.
Wszyscy znamy to uczucie, które nas ogarnia szczególnie w sytuacji, kiedy porównuje się nas do innych. Jest taka reklama telewizyjna, któ­ra idealnie oddaje ten rodzaj poczucia. Spotykają się dwaj starzy przy­jaciele, którzy nie widzieli się wiele lat i swobodnie rozmawiają ze sobą z kieliszkami wina w ręku. Nie trwało to długo, gdyż nagle jeden zaczyna się chwalić tym, co udało mu się osiągnąć, dokumentując to pokazywanymi fotografiami: Mój dom (piękna willa), mój samochód (porsche), mój koń (arab czystej krwi).

I w dalszej części reklamy widać, na czym polega kompleks niższości lub dokładniej - chęć porównywania się z innymi. Drugi z przyjaciół wyciąga swoje zdjęcia i mówi: Mój dom (zamek), mój samochód (ferrari F40), mój koń (cala stadnina).

Oczywiście w przypadku tego drugiego z przyjaciół trudno mówić o kompleksie niższości, ale raczej o braku umiejętności zdystansowania się i powstrzymania chęci porównywania się z innymi. Odwrotnie, to właśnie on narzucił poczucie niższej wartości temu pierwszemu i zaspokoił swoją próżność przez konkurowanie z nim. Na pierwszy rzut oka można to traktować jako chęć zaspokojenia swojego ego, ale tak naprawdę to oznaka braku pewności siebie, czyli w części kompleks niższości. Próżność nad próżnościami - to jedyne, co w tym miejscu można powiedzieć.

Także w Starym Testamencie w kazaniach Salomona 1,2 i 12,8 powiedziano: To wszystko próżność, mówi kaznodzieja, wyłącznie próżność.

Jest rzeczą bardzo ludzką, iż zawsze porównujemy się z innymi i odkrywamy u nich cechy, które z subiektywnego punktu widzenia są lepsze niż u nas i stąd rodzi się kompleks niższości. Może dlatego lepiej nazywać ten wzorzec „porównywaniem się" niż „kompleksem niższości"?

Przy stałym i ciągłym porównywaniu siebie do innych tracimy z oczu to, co najistotniejsze, mianowicie fakt, że z reguły inni wcale nie są lepsi od nas. Oddalamy się od siebie samych, gdyż stale zazdrościmy czegoś jej/jemu, jednocześnie nienawidząc jej/jego. Takie zachowanie kradnie nam energię, rozprasza siły, odsuwa wyznaczone cele. W ten sposób pozwalamy, by objawiły się w nas te bezsensowne, niepotrzebne i negatywne emocje! W czym tkwi sens porównywania? Prawdopodobnie jest to podświadoma potrzeba poznania uczucia niższej wartości. Można próbować to zobrazować przykładami z życia zwierząt, a pośrednio ludzi.

Wiemy, że większość zwierząt, poza niektórymi gatunkami małp człekokształtnych, nie posiada świadomości lub podświadomości, czyli poczucie niższej wartości też jest im obce. Na przykład psy; często naśmiewamy się w parku z wyglądu psa, że jest gruby jak jego pan lub głupi jak jego właściciel, a nasz sąsiad...

I co? Absolutnie nic, ponieważ psa nasze zadanie, wyśmiewanie się z niego, nic a nic nie obchodzi, pies nie ma kompleksu niższości. Oczywiście kwestie porównywania pojawiają się w świecie zwierząt, ale widziane z ludzkiego punktu widzenia, tj. w momencie spotkania jednego psa z innymi przedstawicielami tego gatunku. W oczach człowieka dany pies jest większy, ładniejszy, sprytniejszy itd. Natomiast z punktu widzenia psa nie ma mowy o kompleksie niższości; on czuje się po prostu psem i koniec.

Jednak gatunek ludzki jest wyposażony w rozum, inteligencję i logikę, i zdolny do porównywania. Na pewno w szkole spotkaliście się ze sformułowaniem: Mierzyć znaczy porównywać. O czym myślimy, słysząc słowo „mierzyć"? Naturalnie w pierwszej chwili odnosimy to pojęcie do mierzenia długości. Musimy jednak wiedzieć, że „mierzyć" jest synonimem „porównywać", czyli na przykład za pomocą miernika możemy porównywać długości. To zaś pojęcie kieruje nas do idealnego wzorca długości, czyli wzorca metra z Sèvres. Przyjmując go jako porównywalną i podzielną długość, dochodzimy nieuchronnie do przyrządów pomiarowych, na przykład takich jak: linijka, miarka budowlana itp.

Mierzalna jest nie tylko długość, możemy również zmierzyć czas w naszym zwymiarowanym życiu. A co się stanie, jak będziemy chcieli porównać człowieka? Jakim możemy to zrobić sposobem, czy jest jakiś idealny wzorzec, który może zawierać sto procent zdeklarowanego człowieczeństwa? Gdzie można znaleźć taki idealny obraz? Czy może w jakimś hermetycznie zamkniętym pomieszczeniu ze stałą temperaturą, jak wzorzec z Sèvres czy zegar atomowy w Genewie?

I czy nie byłoby to naturalne, że każdy, kto wykazywałby odchylenia od tego idealnego wzorca, byłby traktowany jako wybrakowany i o niższej wartości? I pytanie - czy poczucie niższej wartości jest czynnikiem aktywizującym nasze działania? I w jaki sposób?

Tak szalony może być tylko człowiek, który chce się porównywać do czegoś, co jest poza możliwościami zbadania i wykrycia (w przeciwieństwie np. do wzorca metra z Sèvres), a następnie z tego powodu odczuwa dyskomfort psychiczny.


Każde społeczeństwo ma określone grupy, które noszą pewne marki ubrań, jeżdżą odpowiednimi samochodami czy są członkami klubów; czyli „szlachetnie urodzony" człowiek spełnia warunki członka high society, które są rozpoznawalne w takim środowisku. To samo, tylko w innej formie, dotyczy punków, skinów, hip-hopowców, postpunków (zwolenników gotyku) i innych. Z drugiej zaś strony grupy te definiują się przez określoną uniformizację: ich członkowie wykazują przynależność do określonej subkultury czy gangu przez noszenie lub rezygnację z określonych rodzajów garderoby, bywa, że nawet kolor sznurówek wskazuje, czy jest się „swoim" czy „obcym". Taka uniformizacja może mieć charakter dobrowolny, wybrany z własnej chęci lub narzucony np. przez państwo - policji. Taki uniform jest dla właściciela bardzo wygodny, może być symbolem władzy, ale też skrywać poczucie strachu przed kompleksem niższości. Ponieważ chcemy być ważniejszym, więcej znaczyć, wstępujemy do zamkniętego klubu, mamy kartę klubową elitarnej dyskoteki, stajemy się członkami loży, Kościoła, religii lub mamy kartę wstępu do loży dla VIP-ów.

Każdy człowiek z kompleksem niższości musi sam przed sobą przyznać, że porównuje się z jakimiś fikcyjnymi normami, dokładniej to ujmując, poddaje się jako jednostka, ponieważ sam dla siebie nie jest wzorcem. Taki osobnik podąża za jakimś ideałem lub idolem.

W tym miejscu powinniśmy postawić pytanie: kto tworzy te ideały, jakie kryją się za tym motywy, abyśmy czuli się gorsi, ulegali emocjom, aby się lepiej poczuć, a wreszcie, kto na tym zarabia pieniądze?

Quote
"W świecie integralnych jednostek jakiekolwiek porównywanie się nie ma sensu." - Prof. dr Wayne Dyer

Innymi słowy, jeśli mamy kompleks niższości wynikający z porównywania się, rezygnujemy z naszej indywidualności. Jednak nasze społeczeństwo jest strukturą zbudowaną w oparciu o normy. Chcemy wszystko porównywać i pragniemy przynależeć do jakiejś warstwy (po części wynika to z faktu, że u zarania ludzkości przynależność do grupy była strategią służącą zwiększeniu szans na przeżycie). I dlatego porównywanie się i przynależność istnieją po dzień dzisiejszy. To zaczyna się już w dzieciństwie: Zobacz, jak twój braciszek ładnie je, spróbuj to zrobić tak jak on, później w szkole: Ale moja ocena jest wyższa od twojej, a potem wśród znajomych i przyjaciół: Jestem członkiem klubu golfowego, aż po zjawisko, od którego rozpoczęliśmy nasze rozważania: Mój dom, mój jacht, mój koń.

Mierzymy, normalizujemy i porównujemy ludzi od stóp do głów: grupa krwi, waga, wygląd, wzrost. Bardzo pociągające są te porównania, w których stosowane kryteria dają nam przewagę nad innymi, kiedy czujemy się komfortowo. Takie uczucie daje nam asumpt do dalszych porównań i zaczynamy wierzyć w ich wyniki. Ale nie można w nieskończoność być lepszym od innych w oparciu o wymyślone kryteria i dlatego pojawiają się też porównania, w których wypadamy gorzej od innych.

Pojawia się poczucie mniejszej wartości i dajemy się wciągnąć w sieć kompleksu niższości.

Co to ma wspólnego z pieniędzmi?

Wiele osób odczuwa swoją mniejszą wartość, gdyż nie osiągnęli w życiu sukcesu, ponieważ uważają, że mniej potrafią, nie mają pokaźnego konta bankowego tak jak brat lub szwagier. Często idzie to w parze z uwagami ze strony ojca: Do niczego się nie nadajesz, masz dwie lewe ręce lub matki: Nie byłaś/byłeś oczekiwanym dzieckiem. Także ojczym mawia: Nie należysz do nas, do nowej rodziny, twój ojciec był nikim, tak jak ty.

I jak z takimi uwagami można odnieść w życiu sukces? To jest jak piętno wypalone w mózgu...

I tak przechodzimy do następnego wzorca:

Wzorzec nr 8: Strach

To porażające, jak wiele osób pielęgnuje w sobie różne fobie. Strach rozpowszechnia się jak zaraza. Na przykład strach przed śmiercią, najbardziej archetypiczny i elementarny, także strach przed samodzielnym życiem jest wielki. Wiele osób obawia się ze strachu powiedzieć to, co myśli, swojemu partnerowi, szefowi, nie chcą wypowiadać się na temat naszego systemu politycznego i osób stojących za nim. Brakuje nam odwagi, by zmienić pracę, opuścić partnera, który nas rani. Ze strachu nie wyjeżdżamy z kraju mimo ciekawej propozycji pracy, boimy się zmian. Strach przed nowym, przed zmianami, akceptowanie tego co jest, to była obrona i tak zwana strategia przeżycia. Stare wzorce zachowań powstały w oparciu o określoną sytuację życiową, zostały wykreowane i jakoś funkcjonowały.

Dziś są może one nieadekwatne do teraźniejszej sytuacji, ale trzymamy się ich ze strachu, bo innych (w tym momencie) nie ma. Boimy porzucić to co „stare", brak nam odwagi i chęci do podjęcia ryzyka.

Strach jest wszechogarniający: strach, by wyrazić złą opinię na czyjś temat, strach przed utratą pieniędzy, majątku, dziecka, członka rodziny, boimy się zmienić opinię na dany temat, ponieważ należałoby o tym powieChcemy być w tym miejscu również krytyczni. Czy chodzi rzeczywiście o strach czy o zagrożenie? Latem roku 2006 dr Dinero podczas swojego urlopu był uczestnikiem krótkiego seminarium pt. Sukces w życiu. Prowadzący seminarium, chcąc na początku „otworzyć" i zaszokować publiczność, rozpoczął wykład od zagadnienia strachu. Dr Dinero spytał prowadzącego: Czego się pan boi, a ten nie odpowiedział i poprosił o czas do namysłu. Następnie stwierdził, że każdy człowiek czegoś się boi i dr Dinero też od tego uczucia nie jest wolny. Mój przyjaciel nie zgodził się z taką wymijającą odpowiedzią i uogólnieniem i trochę spontanicznie i prowokacyjnie odparł: Niczego się nie boję, po czym stwierdził, że w konkretnych przypadkach odczuwa jedynie zagrożenie lub zagrożenia.

I wówczas referujący powoli zaczął rozumieć. Jest bowiem olbrzymia różnica pomiędzy strachem a zagrożeniem, a my często używamy tych pojęć zamiennie. Zagrożenie jest pojęciem egzystencjalnym, a strach jest wyłącznie uczuciem wynikającym z obawy (przykład strachu: Boję się, że samolot spadnie; przykład zagrożenia: Boję się, że samolot spadnie, bo płonie silnik). Zagrożenie w przeciwieństwie do strachu jest zobiektywizowane, tzn. że występuje wyłącznie w obliczu konkretnego niebezpieczeństwa. Natomiast strach powstaje często z niczego, nie jest racjonalny, boimy się bezsensowności życia, nie umiemy go skonkretyzować i chętnie ulegamy uogólnieniom w tym względzie.

Strach i zagrożenie tym różnią się od siebie, że to drugie odnosi się do czegoś realnego, konkretnego, natomiast strach odwrotnie - do czegoś nieuchwytnego i irracjonalnego.

Określone zagrożenia mogą być uzasadnione i pomocne w życiu, w przeciwieństwie do strachu, który nie ma końca i można nim sterować; strach rządzi ciałem poprzez wzorce zachowań w stresie. Serce zaczyna bić szybko i mocno, zaczynamy się pocić, rośnie ciśnienie krwi itd. To wszystko byłoby prawidłowe w przypadku konkretnego zagrożenia, reakcją na to byłoby podjęcie walki lub ucieczka. Strach natomiast jest czymś odrealnionym i oderwanym, co sprawia, że nasze reakcje fizyczne nie są racjonalne. Jeśli boimy się utraty pracy, pająków lub wystąpień publicznych, to nasza reakcja fizyczna może być tak silnie nieracjonalna, że taki pająk lub grupa słuchaczy może nas zabić. Wiadomo, że podczas takich reakcji na strach zwiększa się częstotliwość oddechu i uderzeń serca, ale również rośnie częstotliwość fal mózgu, czyli jego czynność bioelektryczna, a taka sytuacja doprowadza do zaburzeń w myśleniu i jesteśmy zdolni do zadziwiających zachowań, np. ze strachu, iż nie odpowiadamy jakiemuś „ideałowi piękna", dajemy się pokroić chirurgowi plastycznemu albo ze strachu przed starzeniem się dajemy sobie wmówić najdziwniejsze rzeczy.

Przenosząc to na grunt pieniędzy:

Boję się, że zostaną na lodzie, bez pieniędzy, moja żona mnie opuści, będę kryminalistą i wylądują w więzieniu. Boję się, że będę nieudacznikiem wyśmiewanym przez innych.

Chciałbym otworzyć coś swojego, usamodzielnić się, ale obawiam się, ze nie jestem tak dobry i może wszystko stracę. Dlatego może zostanę iu. gdzie jestem, z niskimi zarobkami i nielubianymi współpracownikami...

Boję się, że stracę pracę w wyniku recesji i nie znajdę nowej.


Czyli kolejny wzorzec:

Wzorzec nr 9: Konformizm

Występuje w najróżniejszych odmianach i odcieniach. Konformizm, czyli dopasowywanie się i unifikacja, opiera się na następujących zasadach:
- kieruję swoim zachowaniem w odniesieniu do innych,
- chcę być potrzebny i akceptowany,
-prawdopodobnie wszyscy dobrze się o mnie wyrażają,
- nie potrafię się wybić,
- czuję się dobrze w tłumie,
- nie lubię się wyróżniać.

Ten wzorzec zachowań łączy się z przekonaniem, że własne zadowolenie ma służyć zadowoleniu i akceptowaniu naszego zachowania przez innych.

Quote
"Czynienie dobra nie tam, gdzie należy, równa się zbrodni." - Marcus Tullius Cicero

Takie formy zachowania można określić jako „niezwracanie uwagi na potrzeby innych" i rzeczywiście tak można by było to traktować w przypadku, gdyby nasi bliźni odczuwali wyłącznie negatywne sygnały naszego zachowania. Jeśli zaś tak nie jest, a my dostosowujemy się do innych we wszystkich aspektach naszego życia, to jest to samoograniczanie się i zaniżanie komfortu naszego życia. Organizowane są jednodniowe seminaria, podczas których uczestnicy szkolą się, jak mówić „nie". Brzmi to na pierwszy rzut oka śmiesznie, ale gdy przenieść to na grunt praktyki, sprawa wygląda poważniej: Nie rozumiem swojego zachowania, czasami jestem odważny, a kiedy indziej boją sią otworzyć usta, innym razem jestem gotów podejmować każde ryzyko, a później jestem sparaliżowany strachem. Nie rozumiem samego siebie, zachowują sią jak chorągiewka na wietrze.

Jeśli takie stwierdzenia usłyszelibyśmy z ust młodzieży bawiącej się w klubie, to wyjaśnienie byłoby proste. To szalejące hormony powodują że dzieciaki nie wiedzą jak się zachować. Lecz mówiąc o wyżej wymienionych seminariach, myślimy nie o młodzieży, lecz o uczestnikach, którzy są dorośli i twardo powinni stąpać po ziemi. Z reguły takie problemy wynikają ze strachu przed społecznym odrzuceniem, który jest silniejszy w danym przypadku niż własna postawa.

Mówiąc o konformizmie, mam na myśli zachowanie polegające na dopasowywaniu się do każdego otoczenia, by w żadnym wypadku nie wyróżniać się z tłumu, by nigdy nie pojawiło się wasze prawdziwe ,ja", które jest zbyt słabe, by się przebić przez własne ograniczenia. Motto takich zachowań brzmi: Najważniejsze, by płynąć z prądem, nie wyróżniać sią i uzyskać akceptacją innych.

Chodzi w tym przypadku o ograniczenie swojej osobowości, której tłumienie zaczyna się już w dzieciństwie, gdy ogranicza się indywidualność i samodzielność.

   
Quote
„Odmienność", „inność" traktowane są jako „coś złego" i są wyśmiewane.
    Doświadczony oportunista płynie z prądem, dzięki czemu zawsze może
    powiedzieć, że był do tego zmuszony." - Oliver Hassencamp

Takie zachowanie jest dla nas bardzo szkodliwe, gdyż ukrywa naszą wiedzę oraz hamuje rozwój osobowości, naszą spontaniczność, chęć decydowania się na ryzyko w życiu, szczególnie w życiu zawodowym.

Ponadto jest jeszcze...

Wzorzec nr 10: Lenistwo

Zero własnej inicjatywy - tak myśli wiele osób opisujących dzisiejszą młodzież. Taki stereotyp może się odnosić do dużej części młodych ludzi, ale z drugiej strony obserwujemy, ile energii i zaangażowania wkładają oni w organizację imprez, zawodów sportowych, budowę schroniska czy organizację demonstracji. Jeśli pojawia się prawdziwa motywacja, lenistwo znika natychmiast, czyli młodzież nie jest leniwa w pełnym tego słowa znaczeniu, lecz aktywizuje się, jeśli sprawia jej to radość i przyjemność. Lenistwo istniało zawsze:

Quote
"Dla lenistwa wszystko jest za trudne; pracowitość czyni wszystko prostym." - Johann Jakob Enge

Leń jest niezdolny do przedsiębiorczości, czyli innymi słow y: ten. kto jest leniwy, ma zwyczaj wypoczywać, zanim podejmie wysiłek. Należy jednak w tym miejscu podkreślić, iż trzeba wyraźnie oddzielić prawdziwe lenistwo od braku przedsiębiorczości spowodowanej wypaleniem, brakiem energii, niemocą. W takim wypadku mówimy o klasycznym „syndromie wypalenia" (bum out).

Należy w tym miejscu wrzucić kamyczek do naszego własnego ogródka, gdyż zazwyczaj bardzo łatwo określamy innych mianem lenia. Czyż nie zdarzyło się nam, i to często, nasze zmęczenie określać jako wyczerpanie, a zmęczenie innych jako lenistwo? Jeśli nasz akumulator się rozładuje, trwa jakiś czas, zanim będzie znów naładowany. Najgorsze jest to, że nasz rozładowany akumulator życiowy częściej się rozładowuje, niż jesteśmy go w stanie naładować! Brak aktywności spowodowany brakiem energii życiowej wymaga sporo cierpliwości. Jednak nadmierne rozciąganie w czasie powrotu do normalności może skończyć się generalną pasywnością.

Te rozważania jednak nie wiążą się z tak pojętym lenistwem, mówimy tu o ludziach całkowicie zdrowych, którzy nie są wypaleni, ale mimo to są niezdolni do działania. Lenistwo i bezczynność, które tu opisujemy, są spowodowane brakiem motywacji, a to oznacza brak zainteresowania oraz zachowania depresyjne. Jeśli nic nas nie pociąga, brakuje motywacji i siły napędowej, a idąc dalej, jeśli nic nas nie interesuje, to nie jesteśmy w stanie niczym się zachwycić i zmotywować.

Przeciwieństwem motywacji jest demotywacja prowadząca do poczucia bezsensu, gdyż demotywacja nie znajduje sensu w niczym. Wiemy wszyscy, jaki ciężko jest przekonać kogoś do działania, jeśli ten ktoś ma inny cel niż my. Znamy takie odpowiedzi: Jest mi dobrze, nie mam zamiaru niczego zmieniać, no, może kiedyś zamienią samochód na większy. Jeśli tacy ludzie nie mają rzeczywistych celów, które mogą ich motywować lub napędzać, próby pomocy z zewnątrz spalą na panewce i usłyszymy takie wymówki jak: Nie dam rady, bo mój partner nie zgadza się na współdziałanie', Na to jestem za młody/za stary; Nie mam czasu ani pieniędzy.
Tacy ludzie są bardzo inteligentni, ale gnuśni.

Jesteśmy głęboko przekonani, że wskazanie takim osobom ich talentów, a następnie wykorzystanie ich w kwestiach zawodowych, inaczej ujmując, połączenie ich pasji z zarabianiem pieniędzy wypędziłoby z nich radykalnie nudę. Są ludzie, którzy całymi dniami mogą leżeć na kanapie i czytać książki. Dlaczego więc nie kształcili się, by zostać redaktorami w jakichś wydawnictwach? Mogliby ze swego hobby uczynić zawód. To samo może dotyczyć malarzy, muzyków, ogrodników, rzemieślników itd.

Żyjemy przecież w wolnym kraju, gdzie jest prawie nieograniczona możliwość zdobycia jakiegoś zawodu. Dlatego w tej książce będziemy również wyjaśniać temat wyboru celów w życiu. To zdumiewające, ile skrywanych marzeń i dążeń można wydobyć na światło dzienne i wierzcie nam, jest olbrzymia ilość celów, wynikających bezpośrednio z obecnej sytuacji. Mała pomoc z zewnątrz z reguły pozwala zamienić je w czyn, wzniecić ogień zapału i lenistwo znika całkowicie, jeśli znaleźliśmy to, co nas pociąga.

Quote
"Szczery, serdeczny zapał jest najbardziej twórczym czynnikiem sukcesu." - Dale Carnegie

Często rzekome lenistwo łączy się z pewną „skostniałością" psychiczną, brakiem dynamiki. Chętnie zmieniłoby się coś, ale brak jest odwagi, ponieważ panuje rodzaj dychotomii. Jedna część duszy wskazuje na pragnienie, cele, możliwości, a druga poddaje to negacji poprzez brak pewności siebie wynikający z zapisanych w mózgu klisz z dzieciństwa:
Nie można robić tylko tego, co się lubi.
Ale ty masz głupie pomysły.
Trzeba zarabiać pieniądze, a nie bujać w obłokach.
I tak nie dasz rady.
A nie mówiłem/mówiłam.


Podsumowanie

Podsumujmy w tym miejscu nasze rozważania na temat wzorców. Jak pokazano, istnieją tzw. wzorce pieniądza, pozytywne i negatywne; kilka z nich zaprezentowaliśmy powyżej. Jest ich oczywiście więcej, znamy je nie tylko my, autorzy, ale także inni ludzie. Podane przykłady można określić mianem hamulców wewnętrznych, zgodnie z założeniem: nie mogę tego zrobić. Powstrzymują nas one przed dojściem do naszej własnej, prawdziwej identyfikacji. Narzucają nam działania, mimo że w naszych uszach brzmią jak fałszywa muzyka i odwodzą nas od osiągnięcia sukcesu. Poznajemy to np. przez stwierdzenia: tak, tak, ale...

Następnie pojawia się stereotyp: Jestem nikim, ponieważ nie mam takiego lub innego domu, samochodu lub zawodu. Tu w większym stopniu widać wpływ na nas rodziny, społeczeństwa oraz branży reklamowej. W mniejszym stopniu jest to widoczne, ale funkcjonuje także w przypadku otrzymania np. propozycji ciekawej pracy za granicą lub awansu i odrzucenia tej szansy ze względu na lenistwo, strach przed rozczarowaniem lub zlekceważeniem szans. Niektórzy rzeczywiście nie potrafią dostrzec uśmiechu losu...

Innymi wzorcami pieniądza są te, które wynikają z przekonań i wychowania w duchu określonej religii (np. amisze lub inne grupy ortodoksyjne), gdzie posiadanie, pieniądze, dobrobyt lub luksus są dziełem szatana. Dziecko, które wychowuje się w takiej rodzinie, nie będzie w sposób wolny i świadomy wybierać życia zawodowego.

My, autorzy tej książki, dostrzegamy wagę problemu, któremu na imię sukces lub problemy z osiągnięciem sukcesu zawodowego. Odbyliśmy na ten temat sporo rozmów z innym kolegami - autorami, przyjaciółmi, szkoleniowcami, przeczytaliśmy ogromną ilość listów od czytelników i wiemy że problem ten ma dla nich duże znaczenie.

Im większy osiągamy sukces, tym większe jest pragnienie poznania mechanizmów, jakie rządzą zarabianiem i pomnażaniem pieniędzy.

Bardzo aktualna jest opinia Jan van Helsinga na ten temat:
Początkowo zapowiadaliśmy wraz z dr. Dinero wydanie tej książki latem 2006, była ona napisana przez nas prawie w połowie, kiedy w moim życiu nastąpiły duże zmiany. Znalazłem się w takim punkcie, gdzie miałem szanse zrealizować największy i najdroższy z finansowego punktu widzenia pomysł mojego życia - stworzenie telewizji internetowej. Początkowo chciałem skończyć tę książkę, ponieważ zawsze dobrze mi się powodziło i chciałem się podzielić z moimi czytelnikami swoimi przemyśleniami na ten temat, wierząc, że zawsze to będzie funkcjonowało.

Kilka zdań na temat mojego położenia w tamtym okresie: moje książki sprzedawały się doskonale, np. pozycja „Ręce przecz od tej książki" w ciągu 4 lat od wydania tylko w języku niemieckim osiągnęła sprzedaż na poziomie 150 tysięcy egzemplarzy. Napisałem poza tym 9 innych tytułów. Na początku pisania z dr. Dinero tej książki znajdowałem się w komfortowej sytuacji, biorąc pod uwagę kwestie sukcesu i pieniędzy. Przyznaję, że to dość sprytne, by pisać o pieniądzach i dobrobycie, mając taką pozycję zawodową i społeczną, jaką miałem ja.

Pomysł telewizji internetowej powstał podczas rozmów z moimi przyjaciółmi pod koniec roku 2005 i był rozważany do wiosny 2006. Ponieważ mimo wszystko wahali się oni, czy zainwestować pieniądze w ten pomysł, podjąłem decyzję: robię to sam! Znałem branżę wydawniczą także z ekonomicznego punktu widzenia: pisanie książek, wydawanie ich i sprzedaż jest dość przewidywalnym i względnie policzalnym biznesem. Natomiast film, telewizja - to co innego, ciągle słyszy się

O producentach filmowych, którzy wskutek swych działań stali się niewypłacalni.

No tak, słyszało się o tym... Gdybym sam był związany z branżą filmową, może lepiej bym umiał ocenić ten biznes. Ale nie byłem
I zainwestowałem w telewizję moje własne pieniądze. I stało się to, co się stać musiało. Podczas kręcenia w trzech krajach pierwszego filmu „ Kłamstwo Cheopsa", zamiast zaplanowanych 40 000 euro wydaliśmy 140 000 euro. Mój nowy pomysł, secret.TV, pochłaniał sześcio cyfrowe kwoty. Powoli zaczynałem wpadać w panikę, dokąd to wszystko mnie zaprowadzi? Pojawiły się w mojej głowie stare wzorce i strach - tak jak pojawiłyby się u każdego innego: Boże czyja to jeszcze jestem w stanie kontrolować?

W tym miejscu zacząłem postępować tak jak pisałem i radziłem to czytelnikom w moich poprzednich książkach. I co mam powiedzieć: zaczęło to funkcjonować! Udało się, tak jak udało mi się w innych projektach! Stało się to, co profani określają jako „cud", „szczęśliwy zbieg okoliczności", „przypadek ". Ale chcę podkreślić, że to nie było tak, jak oni myśleli, lecz był to rezultat mojej duchowej pracy i postępowania zgodnie z zasadami. I dopiero wówczas poczułem się pewny, że chcę tę książkę dokończyć.

Czy chcecie wiedzieć, w czym tkwi tajemnica tego sukcesu? Jeśli tak, to zapraszam do pasjonującego świata treningu umysłu, siły pragnień i...
« Last Edit: (Fri) 15.08.2014, 19:16:28 by BladyMamut »
“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • WyBudzony
  • *
  • Posts: 2 560
  • Reputacja: +12/-0
Re: Książka za milion euro - Van Helsing, Dr Dinero
« Reply #1 on: (Sat) 05.04.2014, 20:21:35 »
Rozdział 2

OBIETNICE PRZEMYSŁU KSZTAŁTOWANIA ŚWIADOMOŚCI

Tak zwany przemysł kształtowania świadomości obiecuje nam znaleźć dogodne rozwiązanie dla problemów istniejących w każdym obszarze życia dzięki odpowiednim podręcznikom i organizacji specjalnych kursów. W ten sposób sięgamy do naszego głównego motywu. A co jest naszym motywem? Jest ich oczywiście całe mnóstwo, ale ten najbardziej podstawowy to: Chcę mieć większą satysfakcję z życia. Jedni potrzebują do tego miliona euro, inni samochodu sportowego, jeszcze inni chcą być zdrowi lub pragną znaleźć odpowiedniego partnera do wspólnego życia, a jeszcze inni marzą, by pobiec w maratonie. Jest więc wiele różnych dróg do znalezienia swojego osobistego celu zawartego w stwierdzeniu: Chcę mieć większą satysfakcję z życia. Oczywiście każdy człowiek będzie podejmował wszystkie decyzje prowadzące do spełnienia tego kryterium.

Istnieje rzecz jasna mnóstwo motywów do szukania satysfakcji i zadowolenia. Dzisiaj możemy znaleźć pomoc we wszystkich obszarach życia. Jest niezliczona ilość doradców i osób które pomogą nam „osiągnąć sukces" (czego oczywiście chcemy!). Jeśli podręcznik lub modne seminarium obiecają nam szybkie i łatwe osiągnięcie celu, możemy być pewni, ze tylko ich sukces komercyjny jest zagwarantowany. Jeśli dodatkowo wmawia się nam, że nie trzeba do tego żadnego naszego wysiłku, sprawa jest oczywista. Najlepszym przykładem takiego traktowania jest mega bestseller książkowy Sekret (tytuł oryginału: The Secret), który został zapomniany po trzech miesiącach. Oczywiście wolno Wam uczestniczyć we wszystkich kursach poświęconych tematowi „szczęście" i kupować różne książki, któż bowiem nie chciałby być szczęśliwym stale i nawet bez środków wspomagających, jak np. narkotyki? Zastanówmy się jednak nad pojęciem szczęścia, które jest trudne do zdefiniowania. Trafnie ten problem poruszył Stefan Klein w swej godnej polecenia książce Gliick-formel, w której zajdziemy różne ujęcia i rozmaite określenia zjawiska, jakim jest szczęście.

A może bardziej interesuje nas tematyka miłości i bezpieczeństwa?

Od jednego kursu do następnego...

Hasło powrotu do dawnych wartości w naszym pełnym pośpiechu życiu brzmi zachęcająco. Back to the Roots - życie rodzinne znów może się stać istotną wartością. Za pomocą podręczników i szkoleń nauczcie się odkryć te wartości na nowo, rozwijajcie je i pielęgnujcie - brzmi kolejny slogan.

Nie zapominajmy o sporym obszarze tematycznym, jakim są: fitness, zdrowie i walka ze starzeniem się  - foreveryoung - to hasło dominuje. Być jak trzydziestolatek w wieku 60 lat. Książki i seminaria uczą nas, jak się odpowiednio poruszać, odżywiać, aby powstrzymać proces starzenia się i przejść przez życie pełnym energii i siły. Inni nauczą nas, jak żyć bez stresu i być w pełni aktywnym. Jeśli to wszystko wchłoniemy, powstanie pytanie: czy stać nas na takie życie? Nie ma najmniejszego problemu, przecież są odpowiednie poradniki uczące nas, jak osiągnąć „wolność finansową"; dzięki temu i ten problem wydaje się łatwym do rozwiązania, bo dowiemy się z nich, jak łatwo i przyjemnie jest zgarnąć pierwszy milion w 7 lat.

Brakuje mi czasu, chciałbym mieć go więcej - co za problem? Mamy przecież ekspertów od zarządzania czasem. Jeśli będziecie postępować zgodnie z ich wskazówkami, zawsze uda Wam się znaleźć wolny czas i nigdy nie stwierdzicie: brakuje mi czasu.

Oczywiście byłoby całkiem nieźle, jeśli udałoby nam się odnaleźć smak życia, by móc odczuwać w nim radość i zadowolenie. Zadowolenie jest częściowo utożsamiane z zaufaniem, co oczywiście da się osiągnąć przez trening. Te wszystkie elementy czynią życie szczęśliwszym, bo jest ono zbyt krótkie, aby tracić je na sprawy mało istotne. Jeśli do tych cech dołożymy niewzruszoną pewność siebie, to gwarantuję Wam, iż w każdym wzbudzicie zazdrość. Spokojnie, również to pomogą nam osiągnąć podręczniki i kursy. Na specjalnych seminariach z retoryki nauczą nas, jak uzyskać wiarę w swoją wartość i poczuć pewność siebie, a to pozwoli nam zyskać uznanie i akceptację naszej osoby ze strony innych.

Takie uznanie jest istotnym czynnikiem napędzającym nasze działanie, a jego brak demotywuje nas, ale my, wyposażeni w wiedzę, jesteśmy przecież silnie zmotywowani.

Nie zapominajmy o problemie udanego życia seksualnego i kwestii znalezienia odpowiedniego partnera. Oczywiście, jeśli znajdziemy w związku miłość, namiętność i fascynację, to niepotrzebne będą nam jakiekolwiek kursy.

Nadal nie macie dość? Czekają na Was jeszcze seminaria i kursy poświęcone wzmacnianiu osobowości, co gwarantuje osiąganie sukcesu zawodowego. Wspomagane są one treningami zespołowymi i obozami przetrwania z obowiązkowymi elementami wysiłku fizycznego, takimi jak: wspinaczka, skoki na linie itd., pod hasłem pokonywania własnych ograniczeń.

Zapomnieliśmy jeszcze o całej gamie treningów z zakresu komunikowania się, w których również możemy wziąć udział, ćwicząc retorykę, umiejętności autoprezentacji oraz mowę ciała. Nowy punkt widzenia otwiera inną drogę w naszym życiu, a do jej realizacji potrzebujemy takich lub innych wspomagaczy.

Uczymy się więc w czasie takich kursów, że możemy osiągnąć wszystko, naturalnie nic nie jest za darmo, a więc powinniśmy przyswoić sobie określone metody i zasady.

Przede wszystkim należy zapamiętać, iż bez jasno określonego celu nie można działać; musimy wiedzieć, co chcemy osiągnąć, więc znów pojawia się konieczność uczestnictwa w jakimś kursie... Niestety, mimo to nie zawsze efekty są takie, jak nam wmawiano podczas zajęć, a więc niezbędnym czynnikiem jest w tym momencie poczucie humoru. Uczą więc nas, że każdą trudną sytuację można rozładować, traktując ją z humorem, to zmniejsza napięcie - co oczywiście należy wytrenować podczas następnego kursu.

Jeśli nauczymy się koncentrować na teraźniejszości i na tym, co dzieje się w danej chwili, z pewnością będziemy cały dzień zadowoleni i będziemy przeżywać tylko szczęśliwe chwile. Musimy świadomie przeżywać teraźniejszość, wsłuchując się z uwagą w siebie i innych. Dzięki temu będziemy prawie jak mistrzowie zen.

Ponieważ tylko optymista osiąga wyznaczone cele i może kształtować swoją przyszłość, musimy nauczyć się optymizmu. Ta cecha, połączona z niewzruszoną i silną wolą pozwoli nam przeć do przodu jak czołg, a nasza wola jest tak silna, że pozwala nam działać tam, gdzie inni się poddali, oraz pokonywać samego siebie.

Dzięki naszej inteligencji emocjonalnej stajemy się nie tylko znawcami kobiecej duszy, ale wiemy też, co to empatia oraz kierowanie uczuciami własnymi i oraz innych. Wiadomo, że kadra kierownicza wykorzystuje oprócz inteligencji racjonalnej również emocjonalną. Jeśli zaś skoncentrujemy się na swym wnętrzu, to cztery zasady work life balance cudownie przywrócą nam równowagę wewnętrzną dzięki której uda się nam pokonać syndrom wypalenia i inne schorzenia o podłożu psychicznym.

Znajdując silne oparcie w swoich korzeniach, reprezentujemy prawdziwe. etyczne wartości, można nawet stwierdzić, iż mamy filozoficzne podejście do życia, potrafimy wyzwolić się z jego ograniczeń i być wolnymi. I dzięki temu to inni będą pytać, skąd czerpiemy naszą energię życiową. Możemy nawet powiedzieć, że mamy smykałkę do filozofii. Dzięki ty zabiegom możemy nie tylko kierować swoim życiem, ale udzielać porad innym na temat życia pełnego energii. Problemy finansowe? - to dla nas obce pojęcie, ponieważ trzymamy się odpowiednich zasad wolności finansowej i jesteśmy prawie milionerami. Właściwie można powiedzieć, że jesteśmy wszechwładni jak Bóg. To jest suuuper...

Czy ty, Czytelniku, odczuwasz to samo? Dlaczego trzymasz tę książkę w rękach? Dlaczego czytałeś te dziesiątki książek o sukcesie w życiu i uczestniczyłeś w licznych kursach? I mimo wysiłków nie osiągnąłeś sukcesu? Nie znamy chyba człowieka, który połączyłby te wszystkie wyżej wymienione cechy. W czym tkwi problem? Dlaczego te zaprezentowane cechy i zalecenia są czystą teorią?

Dlatego, że brakuje im istotnych składników!

Zaprezentowany wyżej fragment był - jak z pewnością zauważyliście - świadomie przez nas, autorów, przedstawiony z pewną dozą ironii i przesady; ponieważ jest tak niezliczona ilość kursów samodoskonalenia osobowości, obiecujących osiąganie sukcesu, radzących jak żyć, a wszystkie one obiecują gruszki na wierzbie. Mimo prowokacyjnego tonu wierzymy w prezentowane techniki. Dr Dinero jest w tej branży ponad 20 lat i utrzymuje się z tej pracy. Jednak pewnego dnia podczas takiego kursu zdarzyło się coś, co zmieniło jego życie:

Tłum szalał! To był mój absolutnie najlepszy dzień, byłem w szczytowej formie. Wykład był doskonały i perfekcyjnie przygotowany, począwszy od wstępu, gdzie przedstawiono moją osobą, przez utrzymywanie audytorium w napięciu podczas wykładu, aż po kwestie techniczne: światło, dźwięk, muzyka, banery, scena - wszystko zapięte na ostatni guzik. Również ja byłem w doskonałej kondycji i umiejętnie sterowałem napięciem. Stojąc na scenie, napawałem się swoją mocą i umiejętnością sterowania tłumem, czułem, że są całkowicie w moich rękach, spijają słowa z mych ust i reagują na każdy mój grymas lub gest. To mój najlepszy dzień, wszystkie zmysły są wyostrzone, a słuchacze w sali zlewają się w jedność. Padający na scenę snop światła utrudnia rozpoznanie jakiejkolwiek twarzy z oddalonych rzędów, ale ja mimo to czuję, że przekazuję energię i nastrój każdej osobie.
To wspaniała chwila i podniecające uczucie - uczucie władzy. Jest to znana reakcja tłumu, który robi to, czego od niego oczekuję. Kończę moje 75-minutowe wystąpienie, na koniec, zgodnie z planem, dla podkreślenia dramaturgii technik obsługujący stół mikserski na mój znak ma włączyć odpowiednio głośną muzykę.

Zbieram się w sobie i koncentruję, gdyż nie ma ważniejszego momentu, jak zakończenie wystąpienia, chcę zrobić to bezbłędnie. Ustawiony na brzegu sceny zegar sygnalizuje mi, że została jeszcze minuta. Koncentruję się i wykorzystuję wszystkie techniki mówcy: siła głosu, gestykulacja, mimika, pauzy, wszystko wygrane na najwyższej nucie, by zakończyć celnymi sformułowaniami. Dodaję do tego kontakt wzrokowy, modulację głosu (techniki wywołujące aplauz).

I faktycznie, rozlegają się burzliwe oklaski, technik na umówiony znak powoli podkręca muzykę, tak by rytm klaszczących zrównał się z rytmem muzyki i stworzył gigantyczną owację. Niektórzy wstają z miejsc i już wiem, że osiągnąłem sukces, jestem wart swych pieniędzy, jestem najlepszy, owacja na stojąco. Rozpiera mnie uczucie euforii, chce się i śmiać i krzyczeć jednocześnie. Po zakończeniu owacji słuchacze zaczęli opuszczać salę, kierując się prawdopodobnie do stoisk, gdzie sprzedawano moje książki, a ja stałem sam na scenie jakby wypalony. I w tym momencie to się stało...

Takich przemyśleń nie da się zaplanować, one pojawiają się ot, tak, to był po prostu taki moment. Zaraz po tym wspaniałym wystąpieniu postawiłem sobie pytanie: Co ja tu robię? To, o czym opowiadam, jest OK, ale czy czegoś tu nie brakuje? Ludzie, którzy mnie wysłuchali i będą postępować z moimi wytycznymi osiągną - być może - większy sukces, ale czy będą szczęśliwsi, czy ich życie będzie lepsze, czyli takie, jakiego pragną wszyscy? Czy moje rady są skuteczne dla wszystkich? Jasne, że nie! I wtedy zrozumiałem, w czym tkwi problem, tylko że podczas takich kursów nigdy nie będę mógł o tym powiedzieć prawdy. Było to bowiem zlecenie przyjęte od pracodawców, a służące lepszemu motywowaniu ich pracowników i poprawiające osiąganie przez nich sukcesów, dzięki czemu pracodawcy mogliby lepiej zarabiać.

Funkcjonowało to znakomicie, ale prawda spowodowałaby, że zleceniodawcy by powiedzieli: Hej, doktorze Dinero, nie psujcie nam pracowników! Ogarnęło mnie uczucie, którego do dziś nie mogę zapomnieć. Czułem się jak oszust, który coś ukrywa, odczuwałem bezradność, coś, co trudno opisać. Dlaczego? Ponieważ przemilczałem przed tymi ludźmi coś, czego nie potrafiłem lub nie mogłem powiedzieć. Ponieważ ten składnik wykładu, ta tajemnica spowodowałaby olbrzymie zmiany n ich sposobie myślenia i od tego momentu nie byliby tymi samymi ludźmi, a nawet nie mogliby być tacy sami! Stawialiby bowiem sobie pytanie: Jeśli tak jest, to co ja robię na tym seminarium, co robię w tej firmie? To ziarno zostało zasiane we mnie i nie potrafiłem powstrzymać jego kiełkowania. Odrzuciłem całą tę fachową literaturę i zająłem się całkiem innymi tematami: ezoteryką, okultyzmem, szamanizmem, starymi naukami templariuszy itd.

Szczególnie nowoczesna fizyka kwantowa pokazała mi to, co dawni mistycy znali już wcześniej. Zamknęło się pewne koło; zacząłem czytać książki Jana van Helsinga i pomyślałem: Ten facet idzie w tym samym kierunku co ja, pisze co prawda obrazoburcze książki, ale ma racją. I zna tajemnicę. Podczas osobistej rozmowy skonstatowałem, że trafili siebie dwaj wariaci, którzy mają odwagę myśleć w inny sposób. To był początek tego projektu.


A więc my dwaj, idąc różnymi drogami, doszliśmy do tego samego wniosku, mianowicie, że te klasyczne treningi służące osiąganiu sukcesu, doradzające jak żyć, są niepełne, brakuje im czegoś ważnego.

Rozdział 3

[align=center]DLACZEGO KLASYCZNE RECEPTY POMAGAJĄCE OSIĄGNĄĆ SUKCES W RZECZYWISTOŚCI NIE FUNKCJONUJĄ I SĄ TYLKO GRĄ POZORÓW?[/align]

Powyższe stwierdzenie ma swój silny wydźwięk, a przede wszystkim wywoła u trenerów z tej dziedziny zaniepokojenie. Dwaj autorzy stwierdzają, że klasyczne recepty pomagające osiągnąć sukces w rzeczywistości nie funkcjonują i są tylko grą pozorów, czyli to jakiś rodzaj dyletanctwa. Czy ci dwaj odkryli kamień filozoficzny, są od nas lepsi lub są odszczepieńcami z branży? A może to stwierdzenie traktują czysto merkantylnie i chcą się tym rodzajem chwytu marketingowego wypromować? Nic z tych rzeczy.

Oczywiście to nie jest tak, że według naszej opinii wszyscy klasyczni twórcy filozofii osiągania sukcesu się mylą, uważamy natomiast, że to, co prezentują, nie jest wystarczające, słabość jest widoczna szczególnie w przypadku sukcesu osiąganego w życiu. Jeśli ich recepty byłyby kompletne, nie byłoby ludzi, którzy mówiliby: A więc mnie się nie udało. Ich recepty sprawdzają się w karierze zawodowej, w odkrywaniu własnego ego, ale to tylko część prawdziwego życia. Ale jak to się ma do prawdziwych wartości, istoty rzeczy, czyli pytań, dlaczego jesteśmy w danym czasie na Ziemi, w tej rodzinie, w tym kraju? Rzeczywisty sukces życiowy wymaga wzięcia pod uwagę wszelkich aspektów życia człowieka na jego wszystkich poziomach świadomości, również tych, których nie potrafimy objąć rozumem.

Rynek jest zalany książkami poświęconymi „myśleniu pozytywnemu" czy „życzeniowemu", jest pełno kursów nawet na poziomie szkół średnich poświęconych takim tematom jak: motywacja, trening mentalny i inne. Ludziom stwarza się nadzieję, że każdy może osiągnąć wszystko przez prawidłowo wyrażane życzenia lub zamówienie skierowane do wszechświata, na przykład film (i książka) Rhondy Byrne Sekret opiera się na zasadzie afiniczności (powinowactwa), czyli zasadzie przyciągania. Istota filmu opiera się na tym, iż ludzkie myśli i uczucia potrafią się zbliżać do rzeczywistości, a nawet realizować w niej. Według zawartych w filmie wypowiedzi trenera z zakresu motywacji i fizyka kwantowego zasada przyciągania oddziałuje na wszystkie aspekty naszego bytu, takie jak zdrowie, stosunki międzyludzkie, pieniądze, zawód itd. Nic nie dzieje się „przypadkowo", ale z pewnością i dokładnością praw natury.

Ale powyższe prawa można prawidłowo wykorzystać, jeśli są znane dalsze komponenty, ponieważ w innym przypadku można zboczyć z prawidłowego kierunku. Tak uważamy my, autorzy tej książki. Z tego powodu nie zrealizuje się większość pragnień ludzi i nie ma prawa się tak stać. Albo się prowadzi samochód, albo nie, aspiryna pomaga na ból głowy lub nie. Jeśli u kogoś pragnienia nie ziszczają się, mimo iż działał zgodnie z zaleceniami i wskazówkami i wierzył w ich spełnienie, to musi być tu jakiś słaby punkt, który należy znaleźć. Nie może być tak, aby jedni byli szczęśliwi i spełniali swoje pragnienia, a inni nie. Znacie to na pewno: Poddaje się medytacji, pragnie, prosi, żebrze, czyta nieustannie fragmenty z książki, ale to właśnie inni odnoszą sukces, mają więcej szczęścia niż on. O co chodzi? W tym musi być jakiś haczyk...

Oczywiście nasze wzorce (np. wzorzec pieniądza) nie znikają tak łatwo, ponieważ nagle zmieniliśmy nasze myślenie. To, co przez dziesiątki lat zostało odciśnięte w naszym życiu, nie odejdzie od nas dobrowolnie. Do tego potrzeba trochę więcej...

Tak jak powiedzieliśmy, nie chodzi o to, by dyskredytować zasadę pragnień, przeciwnie, cieszymy się z każdej książki i każdego filmu, które powstają na ten temat. Każdy człowiek znajdzie w nich z pewnością coś właściwego dla siebie, co w danej sytuacji życiowej jest mu przydatne. Przede wszystkim - i to należy zaznaczyć - prawie wszyscy autorzy tych prac zawierają w nich swoje własne przeżycia, swoje decydujące emocjonalne doświadczenia, które skłoniły ich do napisania książki, by podzielić się z innymi wiedzą i świadomością. Taki autor ma przewagę nad innymi, ponieważ jego przeżycie oddziałuje na emocje, a zarazem jest osobistym dowodem na to, co zostało zawarte w książce.

Czyli każdy autor przez swoje doświadczenia stał się mocniejszy. Ale co to daje czytelnikowi? Czy może w to wierzyć? Papier jest cierpliwy, jak mówi ludowe porzekadło, i to jest prawda. Natomiast to, co chce nam pokazać Jan van Helsing, jest nie tylko tym, co sam przeżył, to co na miejscu tego wypadku mówili świadkowie, ale również chce nam pokazać, co przeżył sam ze sobą.

Autor chce się z nami podzielić swoim kluczowym przeżyciem i przez to pokazać, jak gwałtownie zmieniło się jego życie, które już później nigdy nie było takie jak dotychczas, i jak z młodego, zwyczajnego mężczyzny stał się sławnym autorem:

To zdarzyło się, gdy miałem 19 lat i kiedy mój samochód wypadł z zakrętu, dachowałem potrójnie i na końcu owinąłem się wokół drzewa. Chwilę później poczułem, jak się unoszę, kołysząc się jakieś 20 m nad miejscem wypadku i obserwuję to, co się dzieje. Widziałem, jak zatrzymują się samochody, blokowana jest droga, jak zatrzymał się szkolny autobus i nadjechała karetka itd. Ale najbardziej przerażający byt widok mnie samego leżącego tam, w aucie. Potrzebowałem dobrej chwili, aby sobie uświadomić, że ten zakleszczony człowiek tam na dole to ja sam, albo dokładniej mówiąc, moje ciało, i tu u góry to również ja. Nagle obok siebie usłyszałem głos: „Janie, twoja ziemska wędrówka dobiegła kresu, zastanów się, w przeciwnym razie zabieramy cię z powrotem ". Następnie zobaczyłem jakby stary film, taki nakręcony na taśmie filmowej, z perforacją na bokach i oddzielnymi klatkami filmowymi jedna po drugiej. Albo jak negatyw jakiegoś filmu. Zobaczyłem pojedyncze obrazy z mojego życia. Kiedy patrzyłem przed siebie, widziałem to, co się stało teraz, ale gdy spoglądałem do góry, widziałem obrazy z mojej przyszłości, kiedy patrzyłem w dół, oglądałem moją przeszłość. W tym miejscu chciałbym to dokładniej opisać: To był obrazek z mojego dzieciństwa, to był dzień, kiedy moi rodzice rano przy śniadaniu rozmawiali na temat mojego mieszkania w internacie. To byl moment z mojego dzieciństwa, który jako negatywny zapadł w mojej pamięci, ponieważ jako dziecko nie chciałem opuścić domu rodzinnego. W efekcie końcowym było dla mnie oczywiście dobrze, że trafiłem do internatu i sprawiło mi to później dużo radości. Ale wtedy, tamtego poranka, to był dla mnie szok. Tak, to był taki obraz, i nagle znalazłem się w środku; zobaczyłem siebie, jak leżę w swoim pokoju dziecinnym, widziałem stare tapety w kwiatki, dawne dziecinne obrazki. To wszystko było zachowane. I mogłem wskakiwać w te różnorodne obrazki, które przewijały się przed moimi oczyma, i wszystko było jak w filmie, ruchome. Pojawił się inny obraz. Widziałem siebie w sytuacji, kiedy spadłem z roweru i trafiłem do szpitala, później widziałem siebie w łonie matki. Następnie zobaczyłem siebie kołyszącego się we wszechświecie i czułem kogoś lub coś obok mnie, czego nie mogłem zobaczyć. Ten ktoś, kogo dziś uważam za swojego anioła stróża, pokazał mi trzy różne rodziny, z których mogłem wybrać jedną, by w niej żyć. Nie pamiętam dziś, jaka była między nimi różnica, ale istotne było to, że w każdej z nich i w każdym życiu była podobna droga, ponieważ wyzwania i zadania były prawie takie same. Tylko zgodnie z kodem genetycznym rodziców mój wygląd różniłby się nieznacznie i miałbym inne dzieciństwo, ale te różnice istniałyby najpóźniej do opuszczenia domu rodzinnego. Tak więc to ja mogłem wybierać, do jakiej rodziny trafię jako dusza i do jakiego miejsca. Oczywiście powstaje pytanie, czy na sto procent działa tu wolna wola, pozwalająca na wybór tej, a nie innej rodziny, ale wydaje mi się, że to ja sam zdecydowałem znów pojawić się na Ziemi, by czegoś nauczyć łub coś stworzyć. Była to więc chyba „wolna wola"...

Później zobaczyłem samego siebie w innym ciele. To było ciało z poprzedniego mojego życia, kiedy jako dorosły mężczyzna brałem udział w wydarzeniach wojennych.

Mój powrót do przeszłości pozwalał mi widzieć ówczesną przyszłość. Widziałem, jakich dokonałem wyborów, zanim pojawiłem się w ciele Jana oraz czym się w tamtym życiu zajmowałem. Można oczywiście powiedzieć, że ten stan śmierci klinicznej przeżyło i opowiedziało tysiące innych osób. Oczywiście! Ale jest różnica, czy czytałem o tym w jakiejś książce, czy przeżyłem to sam! Innymi słowy, przy głębszej analizie wyłania się z tej sytuacji kilka jasnych konsekwencji i wniosków, które jako dziewiętnastolatek wówczas wyciągnąłem:

1.   Istnieje dusza, która egzystuje odrębnie od ciała i w przeciwieństwie do fizycznej cielesności, żyje dalej i myśli. To jest to właściwe JA, to które myśli.
2.   Istnieje plan życia, ustalony przed inkarnacją, służący zebraniu doświadczeń i zadań, które powinny być źródłem nauki dla duszy. Ten plan jest podzielony na zasadnicze etapy i owe etapy, życiowe zadania, zaliczamy w swoim życiu.
3.   Istnieje istota - anioł stróż - która do duszy, czyli nas, mówi, broni nas i komunikuje się z nami, a nawet więcej - również MY możemy się z nią komunikować.
4.   Istnieje reinkarnacja, ponieważ ja sam zobaczyłem moje jedno przeszłe życie, które ma związki z moim życiem obecnym.
5.   Strach przed śmiercią fizyczną jest nieuzasadniony. Czy widzicie konsekwencje powyższych stwierdzeń?


Jedno stało się dla mnie jasne: religie takie jak chrześcijaństwo, judaizm lub islam są błędnymi naukami, ponieważ odrzucają reinkarnację, a przez to brakuje im uzasadnienia dla naszego fizycznego istnienia. Jeśli jestem członkiem takiego Kościoła, to powinienem go opuścić. To była pierwsza logiczna konsekwencja.

Jeśli nie zrobiłem tego przez 16 lat, to powinienem zrobić to teraz. Nie do końca istnieje na Ziemi tzw. wolna wola. Jest ona ograniczona wówczas, gdy wybraliśmy określony rodzaj życia lub rodziców. Ale jeśli już pojawiliśmy się, urodziliśmy się na Ziemi, jesteśmy związani określonym planem, jesteśmy ujęci w określonej strukturze, porządku, prawidłowościach, za którymi musimy podążać. Tylko wówczas, jeśli idziemy takimi wyznaczonymi ścieżkami przez życie, możemy rzeczywiście odnieść sukces i być szczęśliwym.


Powyższymi prawidłowościami będziemy się jeszcze zajmować w dalszej części książki.

Zasadniczo istnieją dwa rodzaje praw natury: z jednej strony są to prawa fizyczne, takie jak: siła ciężkości, siła magnetyczna itd. Tych praw nauczają fizycy i naukowcy. Ale są też inne prawa, których nauczają metafizycy, wyjaśniają alchemicy i badacze zjawisk paranormalnych; badają oni funkcjonowanie życia w takiej formie, jakie ono jest. Mówi się o tzw. zasadach „duchowych" lub „kosmicznych". Słowo kosmos pochodzi z języka greckiego i oznacza porządek. A więc żyjemy w określonym porządku, ewentualnie jesteśmy jego częścią. Ten porządek podlega określonym prawidłowościom, w innym przypadku porządek by nie istniał, a panowałby chaos, co po grecku oznacza nieporządek. Tak więc my, ludzie, jesteśmy częścią tego porządku i jego zasad.

Poniżej chcielibyśmy zaprezentować najważniejsze zasady:
1. Prawo kauzalizmu, czyli przyczynowości (prawo karmy)

Jest to zasada przyczyny i skutku; można to ująć również w zdaniu: Co po-siejesz, to zbierzesz lub w ujęciu materialistów i ateistów: Jakie wołanie w lesie, takie echo. Zgodnie z zasadą siania i zbioru ten, kto sieje destrukcję, dostaje to z powrotem, jeśli zaś rozsiewa się gniew i nienawiść, również one wracają do nas. Rolnik siejący pszenicę na sto procent będzie ją zbierał, a nie na przykład żyto. Im lepiej będziemy dbali o zasiewy, pielęgnowali je, tym zbiór będzie większy i lepszy bez względu na rodzaj zboża. Powyższa zasada bywa nazywana także zasadą wyrównywania lub prawem karmy (w sanskrycie karma oznacza czyn, ale także tłumaczy się jąjako drogę służenia). Opiera się to na tym, iż my, ludzie, możemy się nauczyć prawidłowego postępowania zgodnie z bosko-duchowymi zasadami tylko poprzez to, co uczyniliśmy innym istotom żywym i to będzie nam dane odczuć. W żadnym wypadku nie jest to kara, jak postrzegają to krytycy lub osoby niedokształcone. Służy to bowiem dojrzewaniu duchowemu poprzez poznanie i pojmowanie wskutek doświadczenia. Omawiana zasada mówi, że żaden człowiek nie jest w stanie pozbyć się danego problemu, dopóki go nie rozwiąże. Przez to każda myśl, każda emocja i każdy czyn są nieśmiertelne i wracają do nas jak bumerang, Powyższa zasada wymaga od ludzi wzięcia pełnej odpowiedzialności za swój los. Niektórzy myślą, że tamten świat, wieczność, znajduje się w niebie, poza naszym Układem Słonecznym lub nawet poza naszą galaktyką. Jest to pogląd fałszywy, tak samo jak wiara, że Bóg to starszy pan z brodą. W rzeczywistości wieczność tkwi w nas samych. Nie jesteśmy tego w stanie rozpoznać, gdyż ma inną częstotliwość drgań, tj. wyższą, a więc poznanie wieczności nie dla każdego współczesnego człowieka jest możliwe. Jest tylko cienka linia oddzielająca świat doczesny od tamtego świata, którego poznanie nie dla wszystkich jest zamknięte. Są takie osoby, które są w stanie zobaczyć błyszczące pole energetyczne wokół ludzkiego ciała lub tzw. aurę. Dlaczego oni to widzą? Ponieważ potrafią rozpoznać wyższą częstotliwość, o której już wspominaliśmy, większą szerokość pasma. Ucho przeciętnego człowieka może rozpoznać tylko określoną szerokość pasma częstotliwości, podobnie jest z okiem. Weźmy na przykład gwizdki dla psów, ich dźwięk jest dla nich rozpoznawalny, natomiast człowiek ich nie słyszy. Oczywiście są osoby, które ten dźwięk są w stanie usłyszeć. Jeślibyśmy stanęli koło jakiegoś człowieka i opowiadali mu, że stale słyszymy jakieś dźwięki (np. dźwięk gwizdka na psa używanego przez sąsiada), to prawdopodobnie uznałby, że jesteśmy nie do końca normalni. Ale my przecież wiemy, co słyszymy!

To samo dotyczy tak zwanego „tamtego świata". Znajduje się on bowiem w określonej częstotliwości drgań, wyższej niż częstotliwość drgań w naszym materialnym świecie. Bywa, że małe dzieci mają czasami taki związek z tamtym światem, ponieważ nie są jeszcze silnie umocowane w świecie materii i swojej fizyczności; najczęściej są to dziewczynki, które bez wątpienia są istotami wrażliwszymi. „Zasłona" pomiędzy światem doczesnym a „tamtym światem" jest dla nich częściowo przepuszczalna, stąd ich częste lunatykowanie lub opowieści zaraz po przebudzeniu o aniołach, duchach, zmarłej babci, która stała przy łóżku. Ale nie tylko dzieci, również ludzie dorośli będący blisko natury, zapaleni alpiniści lub żyjące jeszcze ludy pierwotne mają dostęp do tego „drugiego świata". Dotyczy to także ludzi poprzez pracę związanych z naturą i tych wszystkich innych „wrażliwców", którzy nie oddali się całkowicie światu materii i intelektualnemu myśleniu. Wiemy też z parapsychologii, że zwierzęta, szczególnie koty i psy, reagują na zmarłych, miauczą, szczekają lub są niespokojne, to oznacza, że również one potrafią rozpoznać ten inny wymiar świata.

Dlaczego tak jest? Na to jest oczywiście naukowe wyjaśnienie: warunkiem jasnowidzenia dziecięcego jest synchroniczna współpraca obydwu półkul mózgu. To jest przypadek, kiedy ciało i duch są w harmonii, kiedy jedno naturalnie łączy się z drugim. Tak na przykład zachowują się dzieci wychowane blisko natury, na wsi; bawią się one, kiedy chcą, figlują lub odpoczywają, robią mniej lub więcej to, na co mają ochotę, czyli zachowują się zgodnie ze swoimi emocjami. Kto bowiem postępuje zgodnie ze swoimi emocjami i intuicją, jest sam ze sobą w zgodzie, otwiera drzwi do swojego wnętrza. Natomiast w momencie wejścia w okres nauczania zmienia się to gwałtownie. Nagle trzeba wcześniej wstawać, chociaż chętnie pospałoby się dłużej, należy jeść o określonej godzinie, mimo że być może nie ma się na to ochoty, a w gimbusie trzeba siedzieć obok kogoś, kogo niezbyt się lubi, kto się z nas wyśmiewa i nas denerwuje. W szkole trzeba cały dzień siedzieć w ławce i wysłuchiwać jakiegoś dziwnego człowieka, który od nas wymaga czegoś, na co my nie mamy specjalnie ochoty. A bywa też tak, że jesteśmy leworęczni, ale zmusza się nas do pisania prawą ręką... Nagle musimy robić coś, na co nie mamy ochoty. Każdy z nas zna to uczucie i potrafi sobie przypomnieć tamte czasy. Mija okres zabaw i należy być „poważnym", bo życie składa się w większości z rzeczy, które musimy robić. Tylko nieliczni, jak muzycy, artyści lub wynalazcy, potrafią w jakimś stopniu z radością i przyjemnością wypełniać codzienne obowiązki zgodnie ze swoimi emocjami, zachowując dziecinną radość w tym, co robią (przy czym częstokroć otoczenie wyśmiewa ich zachowanie lub z zawiści ich odrzuca). To właśnie działanie sprzeczne z emocjami, które zwykle zaczyna się w momencie rozpoczęcia nauki w szkole, doprowadza do powstania nierównowagi między prawą a lewą półkulą mózgu, do dysharmonii we współpracy pól energetycznych (czakramów), czyli aury. To natomiast  doprowadza w większości przypadków do utraty wewnętrznych zdolności. W czasach, kiedy jeszcze nie było telewizji, tzw. elektrycznego smogu, nadmiaru przemocy i innych śmieci wpychanych przez dzisiejsze media ludziom do głów, uczucie empatii było odczuwane wśród ludzi w większym stopniu. W związku z powyższym należy podkreślić, że takie działanie przeciwko swoim emocjom doprowadza nie tylko do utraty wewnętrznych zdolności, ale także do różnych chorób.

Jeśli postępujemy zgodnie z intuicją, wypełniamy według niej nasz plan życiowy, to oznacza, iż nasze pole energetyczne, czyli aura, jest wyrównane; życie płynie bez blokad i dlatego nie pojawiają się choroby, gdyż nie ma ku nim żadnych przyczyn. Jeśli jest się ze samym sobą w harmonii, nie musimy występować przeciwko swoim emocjom - czy to w pracy, w życiu prywatnym, czy nawet w szkole - możemy przynajmniej częściowo przywrócić nasze wewnętrzne zdolności.

Inny aspekt, który warunkuje mocniejszą osobowość dzieci, to prędkość fal elektrycznych w mózgu. Niemiecki lekarz dr Hans Berger odkrył w 1924 roku, że mózg produkuje fale elektryczne o różnej częstotliwości. Im aktywniejsze są komórki, tym szybsze są fale elektryczne.
Dr Berger podzielił fale mózgu na 4 grupy:
1.   Bardzo szybkie fale beta (12-40 drgań na sekundę, czyli herców) podczas normalnego funkcjonowania człowieka;
2.   Szybkie fale alfa (8-12 herców) mierzone w stanie spoczynku;
3.   Wolne fale theta (4-8 herców) mierzone na pograniczu jawy i snu i przy odprężeniu;
4.   Bardzo wolne fale delta (0,5-4 herców) mierzone podczas snu.

Mózg dzieci wytwarza przede wszystkim fale theta, ponieważ dzieci żyją emocjami, mają nieograniczoną wyobraźnię i są silnym medium. Podczas dorastania, w okresie młodzieńczym, a później w dorosłym życiu mózg produkuje coraz więcej fal alfa i beta, czyli tych związanych z myśleniem analitycznym i pracą umysłową. Tak wygląda wyjaśnienie blokad naszego wnętrza spowodowane rozumem, czyli lepiej to ujmując, nierównowagą pomiędzy rozumem a emocjami, która to nierównowaga zwiększa się z wiekiem.

Lewa półkula mózgu odpowiada za to, co się myśli, ewentualnie w co się wierzy, a prawa za to, co się wie.
Wróćmy zatem do wieczności. Także z drugiej strony, ze strony nauki otrzymujemy potwierdzenie, że „śmierć" tak naprawdę nie istnieje, nawet zakładając, że jest to uogólnienie. Składamy się z energii, a energia nie umiera, może przyjmować inne formy, tak jak kostka lodu, która nie „umiera", ale zmienia się po ogrzaniu w wodę. Zmienia się jedynie stan agregacji i to samo występuje u istot żyjących. Składamy się z powłoki cielesnej z dokładnie określonym wzorcem drgań o określonej specyficznej częstotliwości. Natomiast dusza ma wyższą częstotliwość, większą amplitudę drgań, która „w czasie" przebiega całkiem inaczej. Pozostając w dalszym ciągu przy przykładzie wody, można by porównać ciało do kostki lodu, wnętrze zaś do wody, a duszę do pary wodnej. Wszystkie te składniki są zbudowane z tej samej substancji, tylko poziom drgań ich molekuł jest różny. Jasnowidz zatem poprzez aurę człowieka widzi jego karmę, a więc to, co dany człowiek „zasiał" w myślach, słowach i czynach. Nie oznacza to, że może on bezbłędnie poznać przyszłość danego człowieka, ale może zobaczyć, co ów człowiek dotychczas uczynił, a co może mieć konsekwencje w jego dalszych działaniach. Mogą one wystąpić, jeśli człowiek nie zmieni swojego życia. Los można zmieniać. Los oznacza to, co wysłaliśmy od siebie i co do nas powraca. Jeśli podejmujemy decyzję, że od następnego dnia zmieniamy nasze życie na działania konstruktywne i miłość, to w ten sposób możemy zmienić nasz los.

2. Prawo analogii (jak na górze, tak i na dole)

Znane jest również jako prawo hermetyczne (od Hermesa Trismegistosa):

To, co jest na dole, jest równe temu, co jest na górze. A co jest na górze, jest równe temu, co na dole, aby dokonał się cud za sprawą tylko jednej rzeczy.

Niektórzy ten cytat znają w słowach: Jako w niebie, tak i na ziemi. W makrokosmosie panują takie same reguły, jak i w mikrokosmosie. Duch, świadomość są połączone z substancjalnością na poziomie naszej materii. Etyka, miłość, mądrość, poznanie, prawda, pokój - jakość i wartość tych uniwersalnych pojęć jest niepełna, w naszym ziemskim wymiarze są one jedynie odbiciem tego, czym są na tamtym świecie. Kiedy pomyślimy, że ludzki mózg wykorzystuje tylko ponad 20 procent swojego potencjału i nasza iskra boskości jest tylko słabą forma komunikowania się z tym, co boskie, to możemy tylko przypuszczać, jakiego znaczenia mógłby nabrać aksjomat jak na górze, tak i na dole.

3.   Prawo rezonansu (łac. resonare - odbijać dźwięk)

Zarówno człowiek, jak i świat duchowy podlega - podobnie jak kamerton czy odbiornik radiowy - prawu rezonansu. Odbiornik nastawiony na fale ultrakrótkie nie może odbierać fal średnich czy długich. Podobnie jest z człowiekiem. Jeśli dany człowiek jest pełen agresji i nienawiści, nie może być otwarty na miłość. Każdy może odbierać jedynie te obszary rzeczywistości, które współgrają z jego własnym rezonansem. Takie powiedzenia jak: Każdy widzi tylko to, co chce widzieć lub Twoje otoczenie jest zwierciadłem ciebie samego, są tego świadectwem. Nasze otoczenie będzie zawsze współgrało z tym, co mu dajemy sami. Jeśli ktoś kłamie, to będzie okłamywany, jeśli jest tchórzliwy, to będzie konfrontowany ze swoimi lękami, natomiast ten, kto emanuje miłością, przyciąga to samo. Jeśli żyje się w spokoju, to z pewnością odnajdzie się w swoim życiu coś, co doda mu radości. Takie zjawisko nazywa się zdolnością do rezonansu. Jeśli zmieniamy swój punkt widzenia, natychmiast znajdzie to odbicie w otoczeniu. W odniesieniu do wieczności prawo rezonansu jest bardziej zrozumiałe niż prawo pokrewieństwa czy zasada przyciągania podobieństw. Jest to elementarna siła, która pozwala na powstanie każdego rodzaju stanu świadomości, a potocznie jest nazywana „niebem" lub „piekłem". Załóżmy, że na tamtym świecie przez zdolność rezonansu zebrałyby się wyłącznie dusze kłamców, samobójców, oszustów itd. To byłoby prawdziwe „piekło". Na szczęście wraz z duszami naszych zmarłych idą tam również inne rodzaje energii: muzyków, miłośników zwierząt i im podobnych, i to jest dla nich „niebo". Perfekcyjna zasada z wieloma możliwościami.

4.   Prawo ponownego wcielania się bazujące na prawie rytmu

Rytm można opisać jako uregulowane wibracje; wibracja ma się do nut muzycznych tak jak rytm do melodii. Rytm kojarzymy z powtarzalnością i cyklami. Cały wszechświat można zdefiniować za pomocą pojęć: wibracje, rytmy i fale - jako efekt okresowych faz o pewnej strukturze, właściwych każdemu zdarzeniu. Życie i cała reszta z nim związana rozciąga się na kolejne cykle, tworząc jakby spiralę, rozciągającą się i kurczącą. W odpowiednim czasie wszystko staje się własnym przeciwieństwem. Z tym wszystkim związane jest prawo reinkarnacji. Tak jak życie materii podzielone jest na pierwiastek męski i żeński, tak również życie jako takie dzieli się na doczesność i życie na tamtym świecie. Jeśli umrzemy w doczesnym świecie, odrodzimy się w zaświatach i będziemy to przeżywać jako coś realnego i odwrotnie, śmierć w zaświatach prowadzi do odrodzenia tu, w naszym świecie. Tak więc, jeśli ktoś potrafi się uwolnić od subiektywizmu tego, co widoczne, pozna, że narodziny i śmierć, doczesność i wieczność są ze sobą powiązane jak awers i rewers monety.

Rozwój człowieczej duszy to droga nauki; ten proces nauczania, którego celem jest zrozumienie życia jako całości, jest długą drogą usianą wieloma pomyłkami i korektami. Ta inkarnacja, czyli odrodzenie się, jest porównywalna z klasami w szkole. W naszym ziemskim życiu uczęszczamy do danej klasy w szkole wraz z jej zadaniami, problemami, testami, trudnościami i sukcesami.

Po okresie nauki następuje okres ferii, gdzie czasami możemy uzupełnić nasze braki wynikające z zaniedbań bądź mniejszego zaangażowania w naukę. Potem idziemy do następnej klasy, od starej się odcinamy i ruszamy dalej. Jeśli czegoś się nie nauczyliśmy, możemy to powtórzyć, jeśli zaś nie mieliśmy problemów z nauką, idziemy do następnej, wyższej klasy z nowymi, trudniejszymi zadaniami i egzaminami. Życie różni się od systemu szkolnego tym, że ma dla nas bezgraniczną cierpliwość i daje nam, ludziom, ewentualnie naszym duszom zawsze nowe możliwości, by ci, którzy nie potrafią się nauczyć, mimo wszystko coś pojęli.

Im wyżej jest rozwinięta dusza, tym większa jest jej odpowiedzialność, a zarazem potrzeba służenia i pomocy innym oraz wspomagania słabych. Nie oznacza to, by iść do klasztoru lub zachowywać się jak święty. Można być osobą zaangażowaną w pomoc humanitarną także jako milioner lub spełniony biznesmen. Ważne jest tylko to, jak traktuje swych pracowników, czy obdarowuje innych, czy dzieli się sukcesem z innymi. A może wykorzystuje swoją władzę i wpływy wyłącznie do tego, by bardziej wzmocnić swoją pozycję? Polityk lub bankowiec, jeśli tylko chce, może wykorzystać swą pozycję, by pomóc innym.

W rzeczywistości życie to wielka szkoła: niektórzy właśnie ją rozpoczęli, inni zostali na drugi rok w tej samej klasie, a jeszcze inni osiągają kolejne szczeble nauki, aż sami zostają nauczycielami. Ci ostatni to jakby fachowcy wieczności i ich zadaniem jest pomóc innym w ich rozwoju. Wszyscy jesteśmy jakąś częścią Boga i życie tak długo nas „szlifuje", aż stajemy się doskonali. Po drodze dotykają nas różne negatywne koleje losu, karma, ale to oznacza, że mamy szansę wyrównać to, co uczyniliśmy innym. To oznacza, że karma nie jest nieodwracalna, lecz że można ją zmienić!

Zobrazujemy to na następującym przykładzie, by lepiej to zrozumieć: Wyobraźmy sobie magnes, który dzięki swoim właściwościom może przyciągać gwoździe z określonej odległości. Takie same własności magnes wykazuje w Holandii, Grecji, na Hawajach czy w RPA. Przenosząc to na człowieka, oznacza to, iż bez względu na to, gdzie się znajdujemy, zawsze towarzyszy nam nasza aura lub inaczej, nasze pole energetyczne ze wszystkimi swoimi lękami, nadziejami, programami i wzorcami. Jeśli tam, gdzie mieszkamy, przyciągamy do siebie pieniądze lub złość, to samo będzie w Tajlandii, ponieważ tam będziemy tacy sami. Natomiast jeśli zmienimy nasze wzorce, czyli nasze wnętrze, to zmieni się również pole rezonansowe i zaczniemy przyciągać do naszego życia innych ludzi i inne tematy.

Podobnie jest z reinkarnacją. Przed chwilą odnosiliśmy nasze pole energetyczne do działania magnesu, który zachowuje się tale samo czy to w północnych, czy południowych Niemczech. Jeśli przechowywalibyśmy taki magnes przez 20 lat w próżniowym pojemniku, to po tym czasie również przyciągałby on gwoździe jak poprzednio.

To samo dotyczy powtórnie narodzonej duszy. Jeśli pod koniec życia w naszym polu energetycznym mamy wdrukowane określone wzorce życiowe, które warunkują nasze wzorce zachowań, lęki, nadzieje, talenty, to w następnym dorosłym życiu będą one aktywne; u jedn\ch wcześniej, u drugich później, tak samo jak magnes. Jest to tylko przesunięte w czasie. Dusza pozostaje niezmienna, zmienia się jedynie ciało, do którego wnika na nowo. Powrót do poprzedniego życia lub konsultacja z dobrym medium mogą stanowić pomoc w przypadku chorób z poprzedniego wcielenia, pozwalają na poznanie przyczyn cierpienia, niedoli, wypadku, blokad i przeszkód życiowych. Im szybciej zrozumiemy tę zależność, tym łatwiej uda nam się te fałszywe lub pokręcone ścieżki życia naprawić lub skorygować.

Takie działania są możliwe przez następujące aspekty:
1.   rozpoznanie,
2.   zrozumienie,
3.   wybaczenie - z jednej strony samemu sobie, a z drugiej innym.

Tylko w ten sposób możemy, a w zasadzie powinniśmy my sami się

uwolnić. To czyni nas człowiekiem-bogiem, czyli istotą, za której pośrednictwem Bóg wywiera swój wpływ, inaczej to ujmując istotą, która sama w sobie urzeczywistniła boskość. Kończy się w tym momencie życie niewolnika, niewolnika duchowego i stajemy się nie tylko samodzielni, ale też samodzielnie myślący i osiągamy samoświadomość. Szczególnie trzeci aspekt jest najistotniejszy - wybaczenie. Jest to aspekt najbardziej widoczny w życiu Jezusa, przez niego przeżyty i nauczany, który wyróżnia się z jego wszystkich nauk. Abstrahując od organizacji, jaką jest Kościół, dążący do objęcia władzy doczesnej, i zapomnimy na chwilę o istnieniu Starego Testamentu, niemającego przecież nic wspólnego z Jezusem ani też z kochającym Ojcem, o którym Jezus mówi, to zrozumiemy, dlaczego został on ukrzyżowany.

Prawo karmy, prawo wyrównywania, najczęściej jest kojarzone z doświadczeniami negatywnymi, takimi, które okazują się bolesne i przykre. Ale skoro działa ono w tę stronę, to oznacza również działanie odwrotne -przyjemne, pożytywno-konstruktywne! Często sprawy, jakie w życiu określamy mianem przywileju, takie jak szczęśliwy dom rodzinny, dobrobyt, szczęście w pracy, umiejętność porozumienia z dziećmi, moc uzdrawiania innych, mogą być owocem uczynków z wcześniejszego życia.

Ekspert w kwestiach reinkarnacji Trutz Hardo zauważa:
Quote
Widzimy, że karma często jest postrzegana jako kara za wcześniejsze niegodne czyny, które popełniliśmy. W gruncie rzeczy karma nie może być karą, gdyż boże dzieło stworzenia wyklucza karanie. Karma oznacza jednak, że zbierzemy taki plon, jakie posiejemy ziarno. Jeśli w toku kolejnych żywotów rodzą się z naszych czynów jakieś owoce, to z czasem nauczymy się czynić tylko to, co zapewni nam słodkie owoce.

Prawo karmy przyczynia się do tego, że stopniowo w toku wielu egzystencji osiągamy poznanie i pomaga nam to na tym świecie myśleć, mówić i działać - dzięki nabytemu doświadczeniu - już tylko zgodnie z nabytymi boskimi prawami miłości.

Żaden dobry uczynek nie zostanie we wszechświecie zapomniany, nawet wówczas, jeśli wydaje się nam, że zostaliśmy całkowicie osamotnieni. Dokładnie tym zajmują się ludzie związani z poszukiwaniami spirytualnymi: ezoterycy, którzy badają swoje wnętrze, egzoterycy, którzy - na odwrót - żyją w świecie zewnętrznym, ale nie zadowalają się poznaniem zewnętrzności w czysto materialnym znaczeniu i sposobie myślenia, lecz starają się poznać głębię i przyczyny zjawisk. Chcą wiedzieć, dlaczego ktoś jest chory lub samotny i dlaczego nagle staje się osobą odnoszącą sukcesy i spotykającą na swej drodze osoby wyjątkowe lub dlaczego przytrafiają mu się niezwykłe wydarzenia. Chcą wiedzieć, co robimy na tej planecie, jakie mamy zadania, jaką rolę odgrywamy w tym teatrze i kto ją odgrywa lepiej. Jakkolwiek należy podkreślić, że prawo karmy nie oznacza, iż z jednego do drugiego życia przenosimy cały poprzedni śmietnik, którym obciążamy innych lub siebie. Prawo to pozwala nam pojąć, że zasada wyrównywania funkcjonuje też perfekcyjnie w negatywnym sensie tego słowa, a skoro tak, to w logiczny sposób musi też mieć znaczenie i sens pozytywny, konstruktywny. A skoro tak, to jako ludzie myślący logicznie postaramy się w naszej teraźniejszości czynić tak dużo dobrego, by w przyszłości czy to w tym, czy w przyszłym życiu móc zbierać tego słodkie owoce. To tyle na temat tych praw.

Czego nauczyło nas wydarzenie, które przeżył Jan van Helsing? Przede wszystkim wskazuje nam całkowicie nowe zachowanie w codziennym życiu - także wobec naszej rodziny, dzieci, udowadnia, że nikt inny nie ponosi winy za nasze niepowodzenia, za nasze nieszczęścia, tylko wyłącznie my sami.

To my sami wybieramy rodzinę, kraj, w którym się rodzimy. Koniec więc z narzekaniami na fatalne warunki socjalne. Wypadki nie są „przypadkami", tylko skutkami wydarzeń, które sami sprowokowaliśmy. Stało się jasne, że nie trzeba się bać dalekich podróży, ekspedycji czy podobnych przedsięwzięć, ponieważ nasz czas upłynie wtedy, kiedy na to przyjdzie pora.

Otrzymujemy znaki związane z nadchodzącymi wyzwaniami (ale też wypadkami) w życiu - poprzez marzenia senne, przypuszczenia i poprzez to, co nasz przyjaciel lub partner nam mówi. Istnieje anioł lub - jak mówimy - istota ulotna, która nas broni. I w tym momencie dochodzimy do istoty rzeczy!

Dalej Jan van Helsing opisuje swój stan śmierci klinicznej:
I wtedy stało się dla mnie jasne: jeśli ta istota -podczas tego wypadku - rozmawia ze mną, to czyni ona to najprawdopodobniej w innych momentach, lecz ja tego nie słyszę, bo inne sprawy bardziej zaprzątają moją uwagę niż wsłuchiwanie się w moje własne emocje. Prawdopodobnie ta istota rozmawiała ze mną cały czas, szeptała do mnie poprzez intuicję, głos wewnętrzny, takie dziwne uczucie wewnętrzne. Wszyscy to znamy...
Więc powiedziałem sobie: skoro ta istota próbowała się ze mną komunikować, wiedziała, że nie słyszałem, bo nie słuchałem, nie wsłuchiwałem się w swoje wnętrze. W ten sposób doszedłem do wniosku: muszę się otworzyć, próbować wyczuć ten głos, aby móc się komunikować. Jest to logiczne, nieprawdaż?

Wtedy też zrozumiałem sens medytacji. Jeśli moja głowa stale wypełniona i zajęta jest moimi myślami, żaden inny głos nie może do niej dotrzeć (np. głos anioła stróża). Jeśli szklanka jest napełniona wodą aż po brzeg, nie można dopełnić jej świeżą wodą. Logiczne... A więc będę stosował różne techniki, aby móc rozpoznać ten wewnętrzny głos. Medytacja w klasycznym pojęciu nie funkcjonuje u mnie najlepiej, ale jednostajna praca w ogrodzie bądź długa samotna jazda nocą samochodem po autostradzie daje lepsze efekty. Najlepiej jednak wychodzi mi medytacja podczas porannego prysznica. Dlaczego? Nie pytajcie mnie o to. Tak jest od wielu lat. Tutaj wpadają mi do głowy najlepsze pomysły - na coś wpadam sam lub pozwalam się zaskakiwać jakiejś idei. Odkryłem jeszcze jedną metodę, która świetnie się sprawdza; jest taki moment pomiędzy powoli wyłączaną świadomością a zaśnięciem - to właśnie wtedy zadaję sobie pytania i odpowiadam sam sobie całymi zdaniami. To są właściwie sekundy i już dawno zauważyłem, że wówczas słyszę znajome głosy, widzę twarze i sceny, które trudno mi do siebie przyporządkować. Z badań i rozmów z wieloma ludźmi wynika, że każdy człowiek ma takie doświadczenia. Tylko rzadko kto przypisuje temu jakieś istotniejsze znaczenie. I to czyni właśnie tę małą różnicę pomiędzy człowiekiem żyjącym świadomie a nieświadomym. To jest istota zagadnienia.


Było to parę przemyśleń Jana van Helsinga, które powstały spontanicznie wskutek wspomnianego już przeżycia. Inne znajdziemy w dalszej części tej książki.

W ten sposób poznaliśmy te tajemnice, ten brakujący element do prawidłowego programowania i myślenia życzeniowego: karma i odradzanie się! To jest wyjaśnienie, dlaczego jednym spełniają się ich pragnienia, a innym nie, dlaczego u jednych funkcjonuje wzorzec pieniądza nr 1, a u innych wzorzec nr 3 lub nie mają żadnego.

Przykład: Osoba A w ostatnim życiu była lekarzem lub przedszkolanką i pomagała ludziom. Po odrodzeniu neutralnie przechodzi w następne życie. Natomiast osoba B była oszustem matrymonialnym i na dodatek przez oszustwa doprowadziła wiele osób do ruiny. Czy obydwie takie osoby w swoim nowym życiu powinny brać razem udział w takich samych kursach, czytać takie same książki mówiące, jak osiągnąć sukces, posługiwać się takimi samymi technikami programującymi pragnienia, np. zdobycie miliona euro? To, że uda się to osobie B, której działania w poprzednim życiu znamy, są minimalne. Być może jest to dla nas egzamin w tym życiu i doświadczenie, by dowiedzieć się, co uczyniliśmy innym, że jesteśmy w finansowym dołku? Czy jest to przekonujące?

Z drugiej strony możemy powiedzieć: A więc, jeśli w poprzednim życiu byłem lumpem, to w tym mogę robić co chcę, bo i tak nigdy nie osiągnę sukcesu!

I znów chcemy podkreślić istotną różnicę pomiędzy naszą książką a innymi. Uważamy i jesteśmy o tym przekonani, że te negatywne wzorce -z poprzedniego życia - można usunąć w tym życiu. I nie trzeba tu hipnozy czy specjalnej terapii. Nasza zasada brzmi: Przychodzimy samodzielnie na ten świat i samodzielnie musimy rozwiązywać nasze problemy. Jest to możliwe bez specjalnych terapii, sami możemy zlikwidować nasze blokady. Jak?

Pokażemy to w dalszej części książki wraz z praktycznymi wskazówkami.

Ale najpierw chcemy zrobić mały wypad w świat technik mentalnych z jego pozytywnymi i negatywnymi aspektami. Będziecie zaskoczeni, do czego jesteśmy zdolni poprzez nasze myśli.

W tym miejscu wrócimy jeszcze raz do tematu pieniędzy i sukcesu. Rozpoczniemy naszą podróż w świat planowania życia i zapytamy na początek...


Rozdział 4

[align=center]CO TO JEST WŁAŚCIWIE SUKCES?[/align]

W skróconej formie można powiedzieć: Sukces jest niczym innym, jak osiąganiem postawionych sobie samemu celów.

A więc sukces w każdym przypadku jest powiązany z celami, ale z takimi, z którymi człowiek dobrze się czuje. To mogą być pieniądze, więcej wolnego czasu, jakaś trudna wyprawa, mistrzowskie opanowanie jakiejś trasy narciarskiej lub inny sposób zaspokojenia naszej próżności. Jeśli sukces zgodnie z powyższą definicją polega na osiąganiu własnych celów, to oznacza to, iż ma on absolutnie indywidualny charakter. Większość osób myśli jednak o sukcesie, patrząc na sprawy ewentualnie przedmioty innych ludzi lub obserwując reklamy telewizyjne. W takim wypadku chodzi jednak o sukcesy innych, których efektem jest rosnąca w nas frustracja i de-motywacja.

Zacznijmy zatem na początku, od źródła wszystkich motywów. Psychicznie zdrowy człowiek jest w każdym calu zaprogramowany na ewolucję i przeżycie. Innymi słowy: nieważne, co robimy, nieważne, na co się decydujemy, naszym wiodącym kryterium jest kwestia lepszego życia. Problem dostatniego życia jest wykorzystywany na przykład do wmawiania nam i nakazywania, by wierzyć, że właściwie potrzebujemy wszystkiego, by osiągnąć satysfakcję. A tak naprawdę potrzebujemy niezbyt wiele, aby odczuwać satysfakcję, a wiele porad służących osiąganiu sukcesu w końcowym efekcie wywołuje skutek odwrotny do zamierzonego.
Natura rzeczywiście ma prawo się na nas, ludzi, skarżyć. Mogłaby bowiem powiedzieć: Daję człowiekowi świat wyposażony we wszystko, czego mu potrzeba, by był szczęśliwy, i mija 20, 30 lat, i ten człowiek staje się pełen nienawiści, zazdrości, zawiści, z kompleksem niższości, zestresowany itd. Czy oni wszyscy są jakimiś zwariowanymi masochistami? Cóż, nie wszystko czynimy z własnej woli...


Przyjrzyjmy się paru typowym technikom służącym osiąganiu sukcesu. Czy rzeczywiście pomagają nam w realizowaniu naszego planu życiowego, naszego powołania, ułatwiają nam rozwój duchowy czy przeciwnie, oddalają nas od tych wartości i szkodzą naszemu rozwojowi?

Technika nr 1: Zarządzanie czasem a sukces

A oto klasyczne obietnice trenerów pomagających w osiąganiu sukcesu:

-   kto panuje nad czasem, panuje nad swym życiem,
-   planujcie swój czas, gdyż inaczej będziecie żyć bez planu,
-   czas jest najcenniejszym dobrem, jakie posiadamy,
-   poświęćcie więcej czasu kwestiom najistotniejszym,
-   czas to pieniądz,
-   kto nie panuje nad czasem, traci kontrolę nad innymi sprawami.

My sami wierzyliśmy w te wypowiedzi bez zastrzeżeń. Ale czy tak jest w rzeczywistości? Dr Dinero opisuje nam w nawiązaniu do tego następujący przypadek:
Na początku mojej samodzielnej działalności byłem trochę przytłoczony sytuacją. Zanim zostałem trenerem, jako żółtodziób wkroczyłem w samodzielność. Rozpocząłem pracę jako świeżo upieczony inżynier w mały m rodzinnym przedsiębiorstwie. Tylko że ta firma dawała sobie świetnie radę bez mojej obecności, czyli teoretycznie byłem zbędny Byłem młody i ambitny i chciałem coś zmieniać. Doszło do tego, że mój ojciec zadowolony, że ma następcę, wyposażył mnie w niezbędne uprawnienia i wycofał się z firmy. No i zostałem tam, głupiec, na czele, bez pojęcia o sprzedaży, sprawach personalnych, zarządzaniu, organizacji i planowaniu czasu. Ten nadmiar obowiązków doprowadził mnie do jakiejś pustki, złego nastroju, poszukiwania pomocy. Na początku postanowiłem zająć się zarządzaniem, organizacją i planowaniem czasu. Pomyślałem, że jeśli uda mi się opanować te problemy, to poczuję się lepiej, będę miał więcej czasu dla siebie, a jednocześnie osiągnę ekonomiczny sukces. Czego pragnąć więcej...
Po skończeniu kilku kursów z tych zagadnień i nabyciu dużego notatnika oprawionego w skórę, którym miał mi pomóc zaplanować wszystko w czasie, ruszyłem do dzieła. Pełen entuzjazmu na początku zapisywałem w nim wszystkie najdrobniejsze działania oraz zadania według ważności, by ich nie zapomnieć i nie przegapić terminów. Po głowie krążyła mi myśl: „ Teraz nie możesz o niczym zapomnieć!".
Kolejne zadanie było trudniejsze, a chodziło o usystematyzowanie wszystkich działań ze względu na ich priorytety:
A: ważne i pilne do załatwienie natychmiast i przeze mnie osobiście,
B: ważne, ale nie najpilniejsze, dlatego do załatwienia w późniejszym czasie, w innym dniu przeze mnie,

C: dość ważne, ale nie pilne, tzn. można je delegować na innych (delegowanie uprawnień to generalnie odrębny temat),
D: ani ważne, ani pilne, dlatego natychmiast do kosza.

Przyglądając się temu, miałem nieodparte wrażenie, że wszystkie tematy są dla mnie punktem A. Spędzałem więc dzień za dniem, przeglądając listę tych zadań, wieczorami sporządzałem ja na nowo, a następnego dnia stawiałem sobie nowe priorytety, wyrzucałem część zadań i dopisywałem nowe. Teraz, kiedy piszę o tym, na mej twarzy gości lekki uśmiech. Z dystansu wygląda to jak scenariusz do filmu komediowego. Oczywiście do dziś istnieje w naszej firmie system spisywania zadań, notowane są najważniejsze, gdyż wiadomo, że więcej niż trzech zadań nie da się skoordynować bez pisemnego rozplanowania. Oczywiście nauczyliśmy się także kwestii delegowania uprawnień i mówienia „nie"...

Te reguły planowania i organizacji są oczywiście w porządku pod warunkiem, że nikt nie traktuje ich jak wyroczni, a jedynie jako środki pomagające w pracy. Jeśli nauczymy się, że stworzenie listy zadań nie jest środkiem do ich rozwiązania, a jest jedynie w tym pomaga i dopasowuje do naszego życia, to te reguły mogą być istotnie pomocne. Ale wskutek tego nie będziemy mieli więcej czasu, wprost przeciwnie. I tu jest pies pogrzebany. Samoorganizacja i reguły zarządzania są konieczne i przydatne, pomagają nam lepiej i efektywniej się organizować, ale nie przysparzają nam więcej czasu, bo w jaki sposób? Czyżby więc czas był prawdziwym surowcem, tak jak inne surowce na ziemi? Gdyby tak było, to powiedzenie, że czas jest najwyższym dobrem, byłoby zasadne, gdyż traktowalibyśmy go zbyt lekkomyślnie, tak jak na przykład traktujemy zasoby ropy naftowej. Ale czas to nie towar! To tylko urojenie, by tak go traktować, jakby był towarem. Jeśliby traktować czas jako wartościowe dobro, którego z samej istoty jest mało i jest cenne oraz przykłeilibyśmy mu etykietę jak towarowi, to pojawiliby się tacy, którzy byliby chętni taki towar nabyć i za niego zapłacić. Im ktoś miałby więcej pieniędzy, tym więcej czasu potrafiłby kupić, aż do kupna wiecznego czasu i wiecznego życia.

Rzeczywistość wygląda jednak inaczej. Ludzie sukcesu (ci, którzy mieliby pieniądze na taki towar) mają najmniej tego cennego i unikalnego towaru. Właśnie ci, którzy osiągnęli sukces zawodowy, nie mają nigdy czasu, nie mają czasu na odpoczynek, mimo że na okrągło go planują. To jakiś paradoks...


Szkoda, że w naszej firmie trwało to tak długo, zanim do tego doszliśmy. Trwało to latami, planowaliśmy i planowaliśmy, zapisywaliśmy dziesiątki stron, kupowaliśmy drogie organizery, a mieliśmy ciągle mało czasu. Te działania dawały nam pozorne poczucie, że powinniśmy go mieć więcej.

Często mówi się: powinno się mieć czas. Ale czasu nie można posiadać, czas nie jest ograniczony i nie przemija. Jedyne bowiem, co przemija, to my w określonym czasie. Czas to nie rzecz, czas to następowanie zjawisk, rzeczy po sobie, jest poznawalny, ale nieodwracalny, to nic innego, jak schemat porządku.

Idąc dalej, poczucie czasu ma charakter subiektywny i podlega wielu wpływom. Jeśli jesteśmy np. pod wpływem stresu, to subiektywnie wydłuża nam się poczucie czasu, wszystko wydaję się trwać dłużej, a stres to potęguje. Natomiast radość (hormony szczęścia, zadowolenie seksualne) działa odwrotnie, skracając czas. Prawdziwe diabelskie koło.

Nie możemy panować nad czasem, to raczej on panuje nad nami. To. co - jak nam się wydaje - zyskaliśmy walcząc z czasem, tracimy znów przez próby zarządzania nim (każdy trener zarządzania czasem będzie twierdził, że jest odwrotnie, więc sprawdźcie to sami). Rozmawiamy

O kwestii czasu, planujemy go i to zabiera nam czas. W jakimś momencie zauważamy, iż nie mamy wystarczająco dużo czasu, aby się nad nim zastanowić. Nową zasadą, jaką powinniśmy wprowadzić do naszych zasad organizacji, jest po prostu nowa świadomość czasu. Jeśli czas nie jest rzeczą tylko czymś, w czym przemijamy, to zacznijmy od siebie i nie traktujmy czasu jak rzeczy, bo nią nie jest. Tu mogą nam pomóc nauki starożytnych filozofów, stoików (twierdzili, że za pomocą opanowania i spokoju duszy można osiągnąć mądrość): Wszystkie plany dnia jutrzejszego w sposób logiczny opierają się na oczekiwaniu na jutro, a to jest największą przeszkodą w szczęśliwym i spełnionym życiu.

Szczególną cechą filozofii stoickiej jest patrzenie kosmologiczne, całościowe na urządzenie świata, w którym wszystkie zjawiska natury i związki noszą w sobie zasadę boskości. Dla stoika jako jednostki istotne jest odnalezienie swojego miejsca w tym porządku i jego wypełnienie poprzez ćwiczenie emocjonalnego samo opanowywania się i naukę akceptowania swojego losu oraz dążenie do mądrości z pomocą opanowywania się i spokoju ducha.

Jedynym czasem, w którym możemy żyć, jest czas teraźniejszy. Jest on tak krótki, że niektórzy go nie potrafią dostrzec. Ci, którzy nie potrafią w nim funkcjonować, nie powinni planować, bo w rzeczywistości nie potrafią żyć. Czas jest tym, co potrafimy z niego uczynić (i nie są to rzeczy wyimaginowane). Seneka, rzymski filozof i najbardziej poczytny pisarz swoich czasów uważał, że w mgnieniu teraźniejszości dotykamy wieczności. To nie planowanie czasu da naszemu wypełnionemu życiu radość i spełnienie, ale życie tu i teraz, ponieważ znaczy ono: „robię to, co teraz robię". Oznacza to: uwagę, docenianie chwili.

Quote
Większość nas, śmiertelnych, skarży się na niedoskonałość natury, ponieważ nasze życie jest zbyt krótkie. Trwanie darowanego nam czasu tak szybko przemija, że większość przygotowań do życia zostaje w polowie zeń wyrwana.
To także Seneka.

A więc taka forma planowania czasu nie ma sensu, ulegamy tylko zbędnemu napięciu. I w tym napięciu popełniamy błędy, nie dostrzegamy wskazówek naszej intuicji czy innych sygnałów na drodze, które wysyła nam życie.

Przejdźmy zatem do innego obszaru, który powinien nas uczynić szczęśliwszymi i łatwiej osiągającymi sukces, mianowicie...

Technika nr 2: Pozytywne myślenie

Pozytywne myślenie - któż się z tym nie zetknął!? Sami stoicy twierdzili, że w życiu powinniśmy zachowywać się jak zegar słoneczny, który wskazuje jedynie godziny. Co oznacza pozytywne myślenie? Wychodzi ono z założenia, że wykorzystując stałe pozytywne wpływy swojego świadomego myślenia (np. za pomocą afirmacji czy wizualizacji), osiągamy w swojej świadomości trwałe, konstruktywne i optymistyczne poglądy, a co za tym idzie, zadowolenie i wysoką jakość życia. Pozytywne myślenie wychodzi z założenia: Kto oczekuje sukcesu, osiąga sukces, kto zaś oczekuje porażki, ponosi porażkę. Celem pozytywnego myślenia jest autosugestia wpływająca na świadomość i podświadomość. Taka klasyczna formuła to na przykład: Idzie mi z dnia na dzień coraz lepiej w każdym aspekcie życia.

My, autorzy tej książki, również praktykujemy pozytywne myślenie, jednak ten szalony trend może stać się naprawdę niebezpieczny. Pozytywne myślenie jest niebezpieczne? Jak może szkodzić, skoro już w samym pojęciu zawiera słowo „pozytywne"? Oczywiście samo w sobie nie jest niebezpieczne, ale może doprowadzić do takiej sytuacji. Są bowiem osoby, które wskutek praktykowania pozytywnego myślenia czuły się tak źle, że potrzebowały pomocy zewnętrznej, by wyrwać się ze świata złych myśli. Są nawet specjalne kursy dla osób poszkodowanych wskutek pozytywnego myślenia. Jak to możliwe?

Psychologowie i psychiatrzy na przykład ostrzegają, iż osoby labilne i depresyjne na skutek takiego myślenia popadają w zaostrzony stan chorobowy. Szczególnie u osób bezkrytycznych może to doprowadzić do utraty kontaktu z rzeczywistością poprzez unikanie stawiania krytycznych pytań i zaprzeczanie w ten sposób istnieniu problemów. Rzeczywiście jest tak, iż należy brać pod uwagę, jakie osoby praktykują ten sposób myślenia, skąd pochodzą, czy są labilni, chorzy, czy w inny sposób podatni na wpływy. Ale czyż tak nie powinno być przy wszystkich metodach terapii?

Aby przybliżyć temat pozytywnego myślenia, należy postawić najpierw pytania o motywację, dlaczego ktoś rozpoczyna ten system myślenia:
-   ponieważ jest taka moda?
-   ponieważ koledzy to praktykują i teraz idzie im super?
-   ponieważ świat jest taki zły i należy koniecznie znaleźć coś pozytywnego?
-   ponieważ przez pozytywne myślenie możemy rozwiązać jakieś problemy?
-   ponieważ takie myślenie obiecuje poszczególnym osobom jakieś korzyści?

Korzyści? Tak jest, pozytywne myślenie obiecuje konkretne korzyści, które występują (i utrzymują się przy prawidłowym zastosowaniu), na przykład:
-   poprawa przemiany materii,
-   lepsze krążenie,
-   lepsze zdrowie,
-   więcej relaksu,
-   więcej witalności,
-   szybsze procesy zdrowienia,
-   więcej szczęścia.
-   lepszy wygląd,
-   lepsza energia,
-   więcej przyjaciół i radości,
-   więcej sukcesów, -wszystko idzie szybciej i łatwiej,
-   piękniejszy i lepszy seks, i tak dalej.

Jest oczywiście całe mnóstwo innych sensownych przyczyn, by rozpocząć myślenie pozytywne i skorzystać z konkretnych korzyści, które ono niesie ze sobą. Nawet więcej, należy dążyć do tego, by nie tylko pojedyncze osoby, ale wszyscy ludzie stawali się osobami pozytywnie myślącymi.

Załóżmy więc, że wszyscy ludzie byliby „osobami pozytywnie myślącymi". Czy wtedy byłoby miejsce dla różnorodności poglądów, dla zachowań stereotypowych, komunizmu, rasizmu itd.? Nie byłoby też przyczyn do powstawania wojen, fantastyczny pomysł, biorąc pod uwagę, iż w tej chwili wojny i terroryzm zagrażają nam ze wszystkich stron. Niestety, rzeczywistość wygląda całkiem inaczej. Jesteśmy zdziwieni, jak wiele osób ćwiczy pozytywne myślenie i nie zdaje sobie sprawy, do czego te ćwiczenia mogą doprowadzić. Dr Dinero podczas swoich seminariów ma kontakt z osobami, które ćwiczą myślenie pozytywne, ale nie mają pojęcia, w jakim celu. Aby Wam, drogie Czytelniczki i Czytelnicy, przybliżyć ten problem, zasygnalizowany wcześniej, przytoczymy poniżej typowy dialog trenera z klientem:

Klient: Panie doktorze Dinero, jest pan zwolennikiem pozytywnego myślenia?
Dr Dinero: Tak jest, tak można powiedzieć.
Klient: Ja już to ćwiczę od dwóch lat.
Dr Dinero: Cudownie, i jakie doświadczenia wyniósł pan z tego okresu? Mam nadzieję, że pozytywne?
Klient: Ach, panie Dinero, byłoby to piękne, ale moje doświadczenia są w okolicy zera. Nie zdarzyło się nic szczególnego, nie stałem się w ciągu tych dwóch lat zdrowszy, nie wyglądam lepiej, nie mam więcej przyjaciół, więcej pieniędzy też nie zarabiam. Czy robię coś nie tak? To nie jest normalne.
Dr Dinero: Abym mógł odpowiedzieć na pańskie pytanie, musi mi pan
krótko objaśnić, w jaki sposób uprawia pan pozytywne myślenie? Co pan dokładnie robi?
Klient: No wie pan, uprawiam mój codzienny pozytywny dialog sam ze sobą zna to pan: „ chcieć to móc ", następnie głośno powtarzam ćwiczenia, że jestem największy, najpiękniejszy i naturalnie najlepszy, czy też, że stanę się niezłomny.
Dr Dinero: A co dalej, co robi pan ponadto?
Klient: Jak to, co dalej, co pan ma na myśli?
Dr Dinero: Co robi pan później? To znaczy, co robi pan po monologu „ chcieć to móc "? Co dalej?
Klient: (nieśmiało) Nie ma nic dalej.
(Pauza)
Klient: No, próbuję w ciągu dnia myśleć o sprawach, które poszły mi niezbyt korzystnie, w sposób pozytywny, zgodnie z zasadą, że jeśli będę myślał pozytywnie, to będzie już coś.
Dr Dinero: I co, zdaje to egzamin?
Klient: To byłoby oczywiście super, ale u mnie wygląda to całkiem inaczej. Wszystkie obietnice, które wynikają z pozytywnego myślenia, są u mnie bezowocne. Czy mógłby mi pan polecić coś innego, ewentualnie lepszego?

Co powiecie na ten bardzo typowy, występujący i prowadzony w tej formie setki razy dialog? W czym tkwi problem? Dlaczego pozytywne myślenie nie funkcjonuje prawidłowo u wszystkich? Czy może być rzeczywiście niebezpieczne?

Oczywiście może się zdarzyć, że niektórzy „myślący pozytywnie" przy braku „obiecanych" sukcesów popadają w tak głęboki dołek, że bez pomocy z zewnątrz nie mogą się z niego wydostać albo ich wiara w siebie doprowadza do utarty samokontroli.

Problem tego zagadnienia nie tkwi w niebezpieczeństwie, lecz najczęściej w bezlitosnej powierzchowności w traktowaniu tej tematyki.

Samo pozytywne myślenie pozbawione działania jest niczym, gdyż musi być zamienione w czyn. Jeśli stanę przed lustrem i powiem sobie: jestem zdrowy i atrakcyjny, ale nie ogolę się, nie będę dbał o paznokcie, następnie zapalę papierosa, by zatruć sobie oddech, to nie będę ani zdrowy, ani atrakcyjny i najpiękniejszy. Trzeba więc ruszyć swój tyłek i doprowadzić się do porządku. Nie wystarczy, że sobie to wyobrażę i głośno powiem, że wyglądam jak George Clooney. Muszę coś zrobić, aby zmienić swój wygląd. Należy zacząć od sylwetki, pielęgnacji ciała, dobrej fryzury, dokładnego ogolenia się, zachowania, zawartości szafy z ubraniami, począwszy od butów, a skończywszy na gestykulacji. Nie wystarczy powtarzać sobie coś przed lustrem tysiąc razy, należy przejść do czynów i ćwiczyć, ćwiczyć, ćwiczyć... Żaden człowiek nie będzie dobrym kierowcą tylko dlatego, że sobie to wmówi! To nie jest tak, iż pozytywne myślenie jest winne braku efektów. To wina braku konsekwencji i lenistwa człowieka, który zadowala się powtarzaniem formułek i fraz.

Oczywiście w pozytywnym myśleniu istnieje faktycznie określone niebezpieczeństwo, mianowicie tego rodzaju, że nasz mózg uczy się niezwykle szybko. Może się zdarzyć, że jakaś osoba zaczyna zajmować się tym tematem, bo wszyscy tak robią lub przeczytała coś na ten temat i chce to wypróbować dla zabawy. Nie zdarzy się nic złego! To tylko próba! I tu wkracza do akcji nasz szybko uczący się mózg - w temacie „próba".

Można w tym miejscu zademonstrować, jak błyskawicznie następuje proces uczenia się mózgu na przykładzie małego eksperymentu. (Jeśli macie ochotę, możecie to wypróbować ze swoim partnerem, będziecie naprawdę zdumieni). Dr Dinero proponuje uczestnikom swoich seminariów ćwiczenie, podczas którego mówi on słowo Jasny", a oni otwierają oczy, a na słowo „ciemny" zamykają. Następnie powtarza ten eksperyment trzykrotnie, a uczestnicy trzykrotnie otwierają i zamykają oczy. Następnie przy słowie „ciemny" dodaje uderzenie w dłonie i powtarza to klaskanie trzykrotnie.
Po tym doświadczeniu wystarczy, że klaśnie w dłonie, a uczestnicy zamykają oczy. To ćwiczenie czy też eksperyment zostało powtórzone tylko trzy razy, a uczestnicy seminarium szybko pojęli, że na dźwięk klaskania należy zamknąć oczy i robili to sami z siebie absolutnie automatycznie.


Czyli człowiek, a raczej jego mózg uczy się błyskawicznie i dlatego to może być zagrożeniem dla myślenia pozytywnego. Doświadczamy codziennie tego, czy nasz proces myślenia jest zgodny z naszymi działaniami, czy też nie. W tym drugim przypadku jest to dowód na rozdźwięk między naszym zachowaniem a myśleniem, czyli pozytywne myślenie nie odpowiada takiemu zachowaniu. Taki dysonans jest całkowicie obojętny dla naszych połączeń neuronowych w mózgu. Jeśli na przykład ktoś rozpoczyna dzień od pozytywnego motywowania się poprzez klasyczne formuły sugestii brzmiące: Chcieć to móc, każdemu napotkanemu człowiekowi okażę sympatię, osiągnę wyznaczone cele, a następnie w ciągu dnia będzie zachowywał się odwrotnie, czyli na przykład potraktuje swojego najlepszego kolegę z pracy nieprzyjaźnie i niechętnie, to dowiedzie jedynie, że istnieje w nim niespójność myślenia i działania. Jeśli takie jego zachowanie będzie trwało dłużej, to zaprogramuje się, a raczej połączenia jego komórek nerwowych zostaną zaprogramowane w następujący sposób: Choć codziennie rano nastawiam się pozytywnie, to i tak nie potrafię zmienić mojego negatywnego zachowania. W ten sposób czynimy potężny krok w tył, zauważamy, iż świat jest dla nas niepojęty, myślimy pozytywnie, a mimo to jesteśmy nieszczęśliwi. Ale to nie myślenie pozytywne jest złe.

Nie możemy bowiem zapomnieć o czarodziejskim słowie, jakim jest konsekwencja.

Wiele osób przyporządkowuje automatycznie pozytywnemu myśleniu także pozytywne działanie. Często tak jest, ale nie w każdym wypadku. Brak konsekwencji, jak wspominaliśmy, pociąga nas do tyłu. Pragniemy w tym miejscu dać parę wskazówek osobom, które chciałyby rozpocząć ćwiczyć pozytywne myślenie, a jednocześnie uniknąć pewnych niebezpieczeństw z tym związanych. Przede wszystkim zapomnijcie o tych wszystkich eksperymentach polegających na sugestii w okresie 4-6 tygodni. Zacznijcie działać i bierzcie pod uwagę dwie konkretne sprawy:
1.   Wysyłajcie wyłącznie pozytywne sygnały do samych siebie.
2.   Wysyłajcie wyłącznie pozytywne sygnały do wszystkich innych ludzi.

Uchroni to Was od wejścia na drogę fałszywego programowania. Po upływie 4-6 tygodni możecie wrócić do ćwiczeń poprzez sugestię, bo w tym momencie istnieje równowaga pomiędzy myśleniem a działaniem.
Ta równowaga wspaniale nawiązuje do kwestii duchowych, w chrześcijaństwie zamyka się ona w zdaniu: Kochaj bliźniego swego jak siebie samego, a w buddyzmie: Nie podejmuj żadnych działań, które by szkodziły tobie i innym istotom żywym. A więc to wszystko zaczyna się w nas samych.

Pozytywne myślenie nie jest absolutnie dobre ani absolutnie złe. Jeśli ktoś pił i palił przez 20 lat, szybko się postarzał, to nie zasługuje na myślenie o sobie: Wyglądam super i idzie mi fantastycznie, to nie jest prawda. Tego stanu nie można też osiągnąć drogą sugestii. Natomiast jeśli taka osoba kończy z piciem i paleniem, rozpoczyna oczyszczanie organizmu i jego odnowę, zaczyna uprawiać sport, dba o wygląd, a następnie zaczyna programować siebie: Tak, osiągnę to, mam wystarczająco dużo sity i wytrwałości, to z tego coś będzie. Na pewno 20 lat zatruwania organizmu i gospodarki rabunkowej zostawia ślady w psychice, dlatego samo myślenie pozytywne bez fizycznego oczyszczenia, zahartowania i dyscypliny nie pomoże, prawda? Dlatego mówimy o pozytywnym myśleniu połączonym z rzeczywistością. Wielu powiada: szklanka jest do połowy pełna. Zgoda, ale też jest do połowy pusta, to nie podlega dyskusji. Tylko wówczas, jeśli nauczymy się postrzegać siebie jako całość, z naszymi słabościami i wadami, będziemy potrafili skutecznie się zmienić.Ten, kto konsekwentnie będzie stosował określone zasady w stosunku do samego siebie i innych, zaoszczędzi sobie próbowania nieskutecznych modnych zjawisk, bowiem sens leży głębiej:

-   pozytywne myślenie samo w sobie nie jest niebezpieczne,
-   pozytywne myślenie bez pozytywnego działania jest bardzo niebezpieczne,
-   nasze myślenie należy zawsze koordynować z odpowiednim działaniem, by prawidłowo programować podświadomość,
-   udowodnić, że kocha się samego siebie,
-   wzmocnić własną wolę życiową,
-   należy się zachowywać tak, by nie ranić swoimi działaniami nikogo (także zwierząt) i nie przysparzać im w żadnej formie cierpień (także duchowych).

Należy wykazać absolutną konsekwencję i głębokie zaufanie do powyższych zasad, które mogą doprowadzić do osiągnięcia sukcesu i zadowolenia. Pozytywne myślenie jest pewną metodą uporządkowania życia pod warunkiem jej prawidłowego stosowania oraz spojrzenia na życie jako na całość.

Jedną z najbardziej efektywnych i efektownych metod jest konsekwentny trening mentalny. Jak on wygląda?

Technika nr 3: Trening mentalny

Prawidłowo stosowany, tak jak uczy i ćwiczy wielu trenerów podczas zajęć seminaryjnych, prowadzi do osiągania większych sukcesów. Prawie wszystko jest możliwe, tylko czy przez to będziemy szczęśliwsi? Dlaczego nie?

Trening mentalny jest fantastyczną metodą, za pomocą której można zręcznie programować podświadomość, a tego niektórzy właśnie chcą. Krótki przykład i typowe stwierdzenie trenera: Każdy dzień przynosi nam setki możliwości.

To jest fantastyczne - powiecie. - Setki możliwości, a więc teraz wszystko będzie dobrze. Przepraszam, ale w tym miejscu jedno pytanie: Gdzie one są? To dobre pytanie, nieprawdaż? Oczywiście w każdym dniu jest mnóstwo możliwości i szans, ale my musimy je rozpoznać. Tu tkwi przyczyna unikania przez trenerów konfrontacji z tematyką celów. Nie chodzi w tym miejscu o rozwój celów, ale o dwa efekty poboczne, jakie każdy cel niesie ze sobą:

1.   Filtrowanie postrzegania celowego
Nasze postrzeganie (poprzez wszystkie pięć zmysłów) jest wyjątkowo subiektywnie ukierunkowane na określony cel. Jeśli ktoś na przykład ma zamiar wymienić w domu okna na nowe, to jadąc przez różne miejscowości, zauważa wszędzie okna. Inny przykład: jeśli kobieta jest w ciąży, to możemy się założyć, że wszędzie będzie dostrzegała kobiety ciężarne. Chcemy kupić nowy model samochodu, który się nam podoba. Będziemy wszędzie widzieć ten określony model. Dlaczego nie dostrzegaliśmy go wcześniej? Jeśli mamy jasny cel, to od razu wykorzystujemy każdą możliwość przybliżającą go do nas.

2.   Motywacja i siła napędowa
Jasne określenie celu nadaje sens naszemu życiu (demotywacja = bezsens). Jeśli nasze życie ma sens, to automatycznie zyskuje motywację.

Pierwszym stopniem efektywnego treningu mentalnego jest bezwzględne określenie celu życiowego z powodów określonych wyżej. Do tego miejsca jest to postępowanie czysto racjonalne. Jeśli do tego dołożymy odpowiednie składniki mentalne, stanie się to rzeczywiście interesujące. Powinniśmy wiedzieć, że nasza podświadomość nie decyduje ani nie ocenia, nigdy nie powie, czy coś jest dobre czy złe. Jest jedynie wykonawcą.

Najlepiej to widać poprzez obrazowanie. Nasza podświadomość nie potrafi rozróżnić przedstawionego obrazu od rzeczywistości (patrz rys. 6 i 7), steruje ona naszym ciałem w ten sposób, że wizualizowany obraz szybko staje się rzeczywistością. Oprócz tego steruje ona całym szeregiem innych zachowań, takich jak bicie serca, oddychanie, trawienie, przemiana materii, steruje także całą naszą motoryką, by błyskawicznie zamieniać obrazy w rzeczywistość. Dlatego funkcjonuje to również przy tzw. samospełniają-cych się proroctwach. Przykład: prasa donosi o tym, że bank X splajtuje, co prawda jeszcze się to nie wydarzyło, ale ludzie wskutek informacji prasowych wypłacają pieniądze i bank rzeczywiście upada.
Należy również dodać, że nasza podświadomość nie zna pojęcia negacji, czyli słów „nie", „żaden", „nigdy".
Jeśli na przykład powiem: Nie będę nigdy więcej palił, nasza podświadomość odczytuje to jako zadanie: Będę znów palił.
Dlatego istnieje powiedzenie: nigdy nie mów nigdy.

Wypróbujcie to na sobie. Spróbujcie w tym momencie nie myśleć o plaży, meczu piłkarskim czy cytrynie. Co zauważycie?
2.   Nasza podświadomość nie przyjmuje negacji.
3.   W naszej głowie natychmiast pojawiają się obrazy plaży, meczu piłkarskiego czy cytryny.

Jeśli na przykład komuś zwrócimy uwagę: Uważaj, żebyś nie upadł, to u niego w sposób logiczny natychmiast pojawia się obraz, jak upada. Ponieważ podświadomość steruje naszą motoryką małą i dużą, taki zainstalowany obraz staje się prawdą i dana osoba potyka się, przekształcając ten obraz w rzeczywistość. Podobnie jest, kiedy ruszamy w podróż samochodem, a żona krzyczy za nami: Tylko nie jedź za szybko, to co robimy w tym momencie? © Dokładnie w ten sposób funkcjonuje trening mentalny. Jeśli do naszej podświadomości poprzez różnorodne techniki relaksu będziemy wprowadzać nie tylko gotowe wizje, ale także będziemy sugerować odpowiednie emocje (np. co odczuwa się fizycznie w momencie osiągnięcia celu, jak to spełnienie pachnie, smakuje, brzmi), to podświadomość będzie tak nimi sterować, że wizje staną się rzeczywistością. Tak zresztą robią na przykład wybitni sportowcy...

Należy zauważyć, że ta technika w rzeczywistości nas rozwija i jest efektywna, ale czy czyni nas bardziej szczęśliwymi? Całe lata wypróbowywaliśmy tę metodę na sobie, ale nie znaleźliśmy odpowiedzi na to pytanie. Dziś jest to całkiem jasne. Technika ta bez wątpienia przez mentalne wyobrażenia doprowadza do osiągnięcia tzw. efektu spełniania oczekiwań (efekt placebo). Co to jest efekt placebo?

W roku 2003 w różnych publikacjach (między innymi w magazynie „Focus") opublikowano wyniki badań medycznych przeprowadzonych u pacjentów z chorą łękotką. U połowy z badanych wykonano pełną operację, a drugą połowę chorych poddano wprawdzie narkozie, ale na kolanie wykonano jedynie nacięcie sugerujące przeprowadzenie operacji.

Oczywiście pacjentów nieoperowanych nie poinformowano o tym, a oni po pozornym zabiegu wykazywali wszelkie oznaki wyleczenia ich dolegliwości! Powyższe badania wykazały istnienie tzw. efektu placebo. Z czego wynika ten efekt? Jest to nic innego, jak kosmiczna zasada wprowadzona w życie: Duch potrafi panować nad materią. Ta zasada jest nie tylko pomocna przy leczeniu niektórych schorzeń (miedzy innymi hipochondrii), ale pozwala też na testowanie wielu leków. Przenosząc tę zasadę na grunt wyobrażeń, oznacza to, iż oczekujemy, że stosowanie wspomnianych technik treningu mentalnego doprowadzi nas do lepszego osiągania sukcesu. I to funkcjonuje w praktyce. Ale co to ma wspólnego ze szczęściem? I tu jest punkt istotny! Najszczęśliwsi bylibyśmy, jeśli nie oczekiwalibyśmy niczego, jeśli nie oczekiwalibyśmy, że będzie świecić słońce, że nasz partner będzie nas kochał i będzie nam wierny, że nasi bliźni będą odnosić się do nas miło i sympatycznie. Spróbujmy przyjmować zjawiska, rzeczy takimi, jakimi są - bez oceniania: Jest jak jest.


Quote
Największe nieszczęście człowieka polega na oczekiwaniu na jutrzejszy
dzień.
Seneka

Zawsze czegoś pragniemy, ale skąd mamy wiedzieć, czy to, czego pragniemy, jest dla nas najlepsze? Czy znamy nasz los, naszą drogę życia, nasz plan życia? Pragniemy czegoś, co nam, a raczej naszemu ego się wydaje, że jest niezbędne, aby być szczęśliwszym. Ale bardzo często nie jest to prawda.

Weźmy taki jaskrawy przykład: obserwowaliście na pewno nieraz dzisiejszą „modnie" ubraną młodzież, spodnie z opuszczonym krokiem, bejs-bolowe czapki, niezawiązane sportowe buty, ręce w kieszeniach, pochylone sylwetki przemierzające centra handlowe i zaczepiające przechodniów; rozmawiają ze sobą dziwnym językiem i stroją dziwne miny. Jaki byście zasugerowali dla nich cel? Być jak najbardziej cool, najbardziej bezczelnym, mieć najmocniejszy cios? Wielu z nich, by czegoś pragnąć i działać w tym kierunku, powinno dostać potężnego kopniaka od życia, aby się obudzić i znaleźć sens rzeczy. Ale tego nie będziemy sugerować, oni i tak tego nie chcą mają inne pragnienia i cele niż my i Wy.

Większość ludzi nie wie, dlaczego jest na tej Ziemi, jaki sens ma ich życie i jakie jest ich zadanie w tym życiu. Nie wiedzą oni, czego pragną, gdyż nie wiedzą, co byłoby dla nich najlepsze. Większość pragnie mieć pieniądze, samochód, dom, partnera, który mu odpowiada, to jest poza dyskusją, a inne sprawy - czy ma być tak jak jest?

Jak rozwiązać tę pozorną sprzeczność, by czegoś pragnąć, niczego nie oczekując? Pozorna sprzeczność przestanie nią być, jeśli nie będziemy mieli absolutnie żadnych wątpliwości, iż osiągniemy sukces. Powinniśmy dla naszego celu tak sformułować życzenie, by ta formuła faktycznie była dla nas najlepsza, a z drugiej strony nie powinniśmy się upierać, aby nasze życzenie czy rozwiązanie było takie, jakie nasz rozum potrafi sobie przedstawić.

Jeśli pragniemy czegoś z całego serca, ale zaraz myślimy: Ale jak to ma zadziałać, nie mogą sobie tego wyobrazić, to jest zbyt trudne..., to lepiej to zostawmy.
Na początku dobrze jest wypróbować nasze pragnienia i sugestie na małych celach, gdzie mamy dostateczną wiarę, iż się spełnią: Zawsze znajdą miejsce do parkowania!
Takie sformułowanie musi znaleźć potwierdzenie w nas samych: Tak, mogą to sobie wyobrazić.
Jeśli mamy takie pragnienie: Chcę podwoić swoje obroty, to jest to dla nas bardziej do zaakceptowania niż Chcę być milionerem.
Dlatego zacznijmy od drobnych kroków, a kiedy będą one powtarzane, zauważycie: Ludzie, to rzeczywiście działa. Wtedy można odważyć się na większe rzeczy. Najważniejsze przy tym jest by się nie zastanawiać, jak, kiedy i gdzie nasze pragnienie się spełni.

Możemy też, tak jak Jezus, dziękować za to, co być może się zdarzy, jeśli jest w nas taka absolutna wdzięczność i bezgraniczne zaufanie. Na przykład: Dziękuję za to, że odnoszę sukcesy.

To tych wartości wymienionych wcześniej brakuje obecnie najbardziej, ponieważ wierzymy, iż wszystko da się wyjaśnić za pomocą rozumu, ale nasze życie jest bardziej skomplikowane i wielowymiarowe. Iluminaci z tajnych lóż, którzy posiedli dokumenty templariuszy, wiedzieli to i dlatego działali na całkiem innych poziomach (o tym będzie mowa później). Uważacie, że brzmi to dość skomplikowanie? Spokojnie, w dalszej części książki przedstawimy propozycje, by programowanie działało jak najlepiej.

Kolejny fundament klasycznego systemu efektywności to...

Technika nr 4: Siła woli

Naturalnie jest tak, że jeśli czegoś pragniemy, chcemy coś osiągnąć, potrzebujemy do tego odpowiedniej woli. Także media pełne są opisów osób, które wskutek swej żelaznej woli osiągnęły niewiarygodne sukcesy. My sami, by stworzyć sobie szczęśliwe i sensowne życie, potrzebujemy konsekwencji i woli do tego. Wyrażając to prościej: dzięki silnej woli możemy w wielu przypadkach pokonać słabość naszego ciała, które próbuje się poddać. Każdy, kto trenuje sporty wytrzymałościowe, to zna - jeśli chce osiągnąć sukces, musi walczyć, gdy inni się już poddali. Każdy, kto prowadzi własną działalność, też to zna, współpracownicy mogą iść do domu, ale on nadal pracuje.

Ta wiedza da się odnieść do wielu przypadków w codziennym życiu. Nam jednak nie chodzi o wyjątkowe osiągnięcia w poszczególnych obszarach, ale o szczęśliwe życie, w którym dobrze się czujemy. Tu może być z tą wolą dość trudno, bo ćwicząc i stosując siłę woli, tłumimy swoje emocje, nie dostrzegamy sygnałów ostrzegawczych naszego ciała i stajemy się na nie głusi. Chcemy czegoś koniecznie, ale skąd mamy wiedzieć, czy to, czego pragniemy, jest dobre dla nas, dla naszego otoczenia, rodziny i czy jest to zgodne z naszymi celami w życiu. Gazety są pełne opisów takich przypadków, jak nagła śmierć 35-letniego menedżera podczas „zwykłego joggingu". Choroby wieńcowe, załamania oraz syndrom wypalenia są coraz częściej widoczne. Są to klasyczne zachorowania związane z rozdźwiękiem pomiędzy chęciami a możliwościami.

Ważne jest, aby starannie wsłuchiwać się w swoje emocje i przyjmować je jako wezwanie do działania. Jeśli rozwiniemy w sobie absolutne zaufanie, zbędne będą męczarnie z silną wolą jako taką będziemy mogli formułować wolę zgodnie z całościowym systemem przedstawionym w tej książce. Nie będziemy musieli mówić ja chcą, a raczej ja jestem. Jeśli mówimy ja chcą (pomijając zawodowych sportowców) w naszym normalnym życiu, to wprawdzie wzmacniamy naszą wolę, ale nie zmieniamy naszego życia. Przeciwnie, rozdźwięk pomiędzy chęciami a możliwościami może się zwiększać, doprowadzając nas do frustracji i demotywacji.
« Last Edit: (Fri) 15.08.2014, 19:17:55 by BladyMamut »
“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • WyBudzony
  • *
  • Posts: 2 560
  • Reputacja: +12/-0
Re: Książka za milion euro - Van Helsing, Dr Dinero
« Reply #2 on: (Sat) 05.04.2014, 20:23:29 »
Rozdział 5

CZY ISTNIEJE „WOLNA" WOLA?

Żyjemy w relatywnie wolnym kraju, możemy się swobodnie przemieszczać, stoją przed nami otworem różne możliwości zawodowe. Ale tak naprawdę nie wszystko z tą wolną wolą jest takie proste, my sami z siebie powstrzymujemy nasz rozwój. Jak już pokazaliśmy, nie wychodzimy poza czysto klasyczne metody osiągania sukcesu. Wszelkie decyzje, jakich mnóstwo podejmujemy w życiu codziennym, opierają się na jedynym kryterium: chcemy, aby było nam lepiej. 1 tu jak na dłoni widać zasadniczą sprzeczność: osiągamy coraz więcej sukcesów, ale jesteśmy coraz mniej szczęśliwi. Dlaczego tak jest, że chcąc być coraz szczęśliwsi, robimy rzeczy, które nas od tego odwodzą? Jak to jest z tą wolną wolą? Jak dalece możemy podejmować wybory w świecie materii rządzonym jej prawidłowościami? Aby się dowiedzieć, dlaczego pomimo „fantastycznego rozumu" tak często cierpimy, musimy przeanalizować to zagadnienie głębiej. Nasz rozum to cudowne narzędzie, policzono, że ludzki mózg ma więcej połączeń niż jest gwiazd we wszechświecie. Gdzieś w tym naszym super-mózgu jest ukryta podświadomość, która do dziś nie została gruntownie zbadana. Nawet współcześni fizycy kwantowi próbują odpowiedzieć na to pytanie, tworząc potencjalne modele rozwiązań. Do tego tematu wrócimy w dalszej części książki. Nasz rozum jest w stanie tworzyć rzeczywistość. Czy ja dobrze przeczytałem? Tworzyć rzeczywistość? Przecież to Bóg stworzył rzeczywistość! Czy ja jestem Bogiem? Nie, nie jesteśmy Stwórcą, ale powstaliśmy z Boga, z praatomu, jeśli ktoś tak woli, jesteśmy zbudowani na jego wzór i podobieństwo, mamy te same właściwości i zdolności, tylko w ograniczonej formie. Jesteśmy nie tylko częścią stworzenia, ale i częścią Stwórcy - podobnie jak częścią morza jest kropla morskiej wody, która zawiera te same substancje co ocean - my również jesteśmy jak Bóg, jak Stwórca (jestem jabłkiem, a więc jestem też drzewem).

Nie zostaliśmy stworzeni jako niewolnicy, ale jako część istoty boskiej, jesteśmy kreatywnymi twórcami, jesteśmy dziećmi Boga i możemy - podobnie jak nasz rodzic - osiągać to samo. I oczywiście to my również ponosimy odpowiedzialność za to, co codziennie tworzymy...

Nasze małe dzieci umieszczamy najpierw w kojcu, ograniczając ich ruch i przestrzeń do zabawy, aby nie postawiły nam całego domu na głowie.
Potem mają więcej przestrzeni, ale nadal ograniczonej barierką uniemożliwiającą wejście na górę po schodach. Później, gdy są już starsze i doświadczone, pozwalamy im biegać po całym domu, następnie zezwalamy na zabawę na dworze i samodzielną drogę do szkoły, aż do opuszczenia domu po osiągnięciu 18. roku życia. Podobnie jest z naszą duszą, która wciela się w żywą istotę, czyli rodzi się z nią. Również ona ulega ograniczeniom, tak jak małe dziecko w kojcu, by nie narobiła zbyt wielu szkód na tej planecie, dlatego nasza wola oraz nasza możliwość rozwoju, podobnie jak długość życia, są wyznaczone i ograniczone.

Oczywiście możemy tworzyć naszą rzeczywistość. A jak zdobyć milion, jeśli byłoby to naszym życzeniem? Musimy bliżej przyjrzeć się naszemu mózgowi. Postawmy zatem pytanie: Co robi właściwie nasz mózg?

Na początek kilka zadziwiających faktów na jego temat:
-mózg jest co najmniej 1000 razy szybszy niż najszybszy superkomputer;
-   składa się z tylu neuronów, ile jest gwiazd na Drodze Mlecznej - ok. 100 miliardów;
-   liczba synaps w mózgu wynosi ok. 60 bilionów;
-   fragment ludzkiego mózgu wielkości ziarnka piasku zawiera 100 000 neuronów i miliard synaps;
-   nasz mózg funkcjonuje bez przerwy i nie wyłącza się ani nie wypoczywa przez całe nasze życie;
-   podczas całego naszego życia mózg odradza się.


W istocie spełnia on trzy zadania:

1.   Obrazowanie świata zewnętrznego (symulowanie rzeczywistości);
2.   Redukcja informacji (do najprostszych i podstawowych);
3.   Mózg ma prawo negowania (weto, ma prawo nie robić nic), ale nie ma wolnej woli.

Zajmijmy się dokładniej tymi trzema zadaniami:

1. Obrazowanie świata zewnętrznego

Nasz mózg możemy sobie wyobrazić na podobieństwo pizzy, gdzie wszystkie składniki, takie jak grzyby, oliwki, papryka itd. mają swoje oddzielne zadania, następnie zaś są one zawinięte w ciasto jak w calzone i wtłoczone do czaszki. Ale jak nasz mózg, czyli coś, co pływa w ciemności w naszej głowie wie, co się dzieje na zewnątrz? Dostarczone sygnały zostają
przetworzone przez nasze zmysły, czyli świat zewnętrzny jest jedynie symulacją dokonaną przez nie.

Każdy człowiek posiada swój odrębny symulator rzeczywistości, który w istocie jest zależny od tego, jak został zaprogramowany, a więc od ilości przeżyć, które zostały przekazane do mózgu przez zmysły. To oznacza, że mówimy wyłącznie o faktach - przeżyciach, postrzeganiu, doznaniach itd. - dokonanych, czyli wywodzących się z przeszłości. Nasze postrzeganie ma jednak charakter ściśle celowy, tzn. przyjmujemy je w sposób wybiórczy, a jego część jest przez nasz system obrony eliminowana. Wspominaliśmy wcześniej o postrzeganiu celowym. Jeśli fasadę naszego budynku biurowego planujemy wykonać z blachy falistej, to wszędzie widzimy budynki wykończone tą metodą. Przywoływaliśmy również przykład z kobietami w ciąży.

Nasze postrzeganie jest zależne od kąta widzenia. Obserwując przedmiot, obchodząc go dookoła, postrzegamy go za każdym razem inaczej. A ponieważ prawie nie zdarza się, by dwie osoby miały wzrok skierowany dokładnie w ten sam punkt, każda z nich, obchodząc dany przedmiot, widzi go w nieco odmienny sposób. I dlatego u każdego człowieka jego symulator rzeczywistości, czyli forma, w jakiej postrzega świat, jest odrębna, a to znaczy, że jego postrzeganie również jest odrębne, czyli indywidualne.

2. Redukcja informacji

Drugim istotnym zadaniem mózgu jest redukcja napływających w dużej ilości informacji do poziomu minimalnego. Aby uzmysłowić sobie wymiar tej redukcji, przytoczymy kilka liczb. Same nasze oczy dostarczają informacji w ilości 10 min bitów na sekundę, główne receptory kolejny milion, a uszy 100 000 bitów na sekundę. Dodajmy do tego smak i zapach, i mamy ponad 11 min bitów na sekundę. Taka olbrzymia ilość informacji jest oczywiście nie do przetworzenia. W rzeczywistości jesteśmy w stanie zatrzymać tylko 9 informacji na sekundę, a i to dotyczy tylko niektórych ludzi.

Sprawdźmy to. Spróbujmy ocenić, co jesteśmy w stanie zrobić w ciągu sekundy. W książce możemy zobaczyć linijkę tekstu, ewentualnie możemy poczuć jakiś zapach, ciężar naszego ciała na krześle lub powiew wiatru. Większość ludzi jest w stanie maksymalnie przyjąć 4-5 informacji na sekundę. Mówiąc obrazowo, gdyby przeliczyć nasze możliwości percepcji w stosunku do ilości napływających informacji, to tak, jakby położyć piłeczkę pingpongową na boisku piłkarskim. Do naszego mózgu dochodzi ilość informacji podobna do wielkości boiska, a nasza świadomość jest w stanie przyjąć ilość o wymiarach piłeczki do tenisa stołowego, a więc przyjmujemy świadomie tylko ograniczoną i najważniejszą ilość informacji.

Rozwój mózgu w czasie ewolucji można by porównać do rozwoju miasta. W środku miasta znajduje się z reguły rynek i kościół, tutaj tętni główne życie, tu podejmowane są decyzje polityczne i gospodarcze. Przenosząc to na obszar naszego mózgu, tę rolę odgrywa ciało migdałowate, które przyjmuje niezliczoną ilość informacji, a następnie są tu wybierane najistotniejsze informacje i podejmowane są decyzje. Taką decyzją może być stwierdzenie: Chcę przeżyć i czuć się lepiej. Te najważniejsze decyzje są podejmowane, zanim nasz rozum, nasza świadomość jest w stanie to zauważyć. Miasto oczywiście rozrasta się i z czasem wokół starego miasta powstają nowe dzielnice. Tu, na granicy starego i nowego miasta, przenoszone są do naszego mózgu nasze emocje, które są rodzajem chemii, wzmacniane neurologicznie przez doświadczenie. To, co przeżywamy w sposób szczególnie emocjonalny, pozostaje w nas mocniej niż inne doświadczenia. To jest zarówno dobrze, jak i źle. Każda emocja wytwarza określoną substancję chemiczną lub mieszankę takich substancji, które są produkowane w podwzgórzu (hypotalamus). Ta część mózgu jest jakby fabryką chemiczną, gdzie wytwarzane są substancje chemiczne odpowiadające określonym emocjom, które przeżywamy.


Do naszego mózgu poprzez rdzeń kręgowy do ciała migdałowatego dochodzi ok. 50 min bitów na sekundę; tam z tej mnogości informacji wybierane są najistotniejsze i zamieniane na decyzje.

W istocie są to przede wszystkim dwa podstawowe wskazania: unikać bólu i osiągać przyjemność. Emocje dbają o to, byśmy nie mogli oceniać rzeczywistości obiektywnie, gdyż wpływają na nią nasze poprzednie doświadczenia i związane z nimi emocje.

Biochemik i chiropraktyk, dr Joe Dispenza wyjaśnia:
Quote
Analizujemy każdą sytuacją, by stwierdzić, czy jest godna naszego zaufania. Jeśli tak jest, to w oparciu o akceptowane uczucia antycypujemy przyszłe wydarzenia. Wszystko inne, co nie wiąże się z naszymi uczuciami, jest odrzucane lub tłumione, gdyż nie ma do nich odniesienia.

Nasze uświadomione emocje nazywamy „uczuciami"; są one tylko reakcją chemiczną, którą dostrzegamy. Emocje podświadome mają większą wagę. Postawmy zatem pytanie: skąd biorą się uczucia i do czego służą? Uczucia są niczym innym, jak wezwaniem do działania. Wyzwalają w nas reakcje, jak na przykład świecąca się kontrolka ciśnienia oleju w samochodzie lub wskaźnik ilości paliwa, czyli w tym wypadku musimy skontrolować olej lub zatankować. Tego typu działania są wyzwalane przede wszystkim w obszarach podstawowych potrzeb człowieka, a nie w obszarze uczuć. Większość ludzi tłumi swoje uczucia. To tak jak z piłką, którą usiłujemy utrzymać pod wodą. Większość, która tak czyni, powinna się zastanowić, ponieważ zachowując się tak, przegrywa. Chwila nieuwagi, a piłka jest znów na powierzchni wody lub jej pojawienie się jest tylko kwestią czasu i naszej wytrzymałości. Podobnie jest z naszymi uczuciami, albo pojawiają się natychmiast, albo pojawią się później, w zależności od tego, jak długo jesteśmy je w stanie tłumić.

Jeśli tłumione uczucia dochodzą do głosu, mają charakter eksplozji na zewnątrz albo do wewnątrz (syndrom wypalenia, choroby układu krążenia, wrzody żołądka itp.), dlatego nie wolno ich ukrywać.

Oczywiście nie oznacza to, że jeśli ktoś kierowany uczuciami ma ochotę kogoś zabić, to powinien to zrobić. Jest wiele innych wariantów dróg i rozwiązań, jak postępować z uczuciami. W przytoczonym przypadku można rozmawiać, napisać list lub iść do sądu. Najczęstsza reakcja to złość na innych, na tych, którym z pozoru jest lepiej niż nam. W dalszej części będziemy omawiać formę, jaką należy tu zastosować, czyli wybaczenie.

Także w mózgu zwierząt domowych w procesie ewolucji rozwinęły się emocje; kto ma zwierzaka w domu, ten wie, że bywa on przyjacielski, wściekły, obrażony. Ale te emocje nie są obce także naszemu rozumowi.

Nasze porównywane do mózgu miasto rozrasta się coraz bardziej, aż do nowych osiedli na jego granicach. Odnosząc to znów do mózgu, to tu znajduje się rozum w tak zwanej korze mózgowej, która notabene w procesie ewolucji nie rozwinęła się u zwierząt domowych. Jeśli sobie wyobraźmy teraz, że taki ogrom informacji najpierw trafia do centrum miasta, następnie przechodzi do otaczających je dzielnic, a później do dzielnic, które znajdują się na peryferiach, możemy sobie uświadomić, jak wiele informacji zostaje utraconych. W naszym mózgu informacje w ilości 50 min bitów na sekundę trafiają przez rdzeń kręgowy do ciała migdałowatego (stare miasto), gdzie tylko same nasze zmysły dostarczają 11 min bitów informacji na sekundę. Po drodze ze starego miasta do otaczających go nowych dzielnic (emocje) i do dzielnic na peryferiach (rozum) większość informacji zostaje utracona. W ten sposób odbywa się proces redukcji informacji w olbrzymiej skali. Wymaga on czasu, który w zależności od potrzeb wynosi 0,3 do 0,5 sekundy (z takim opóźnieniem postrzegamy rzeczywistość). Dzięki temu rozumiemy biblijne powiedzenie: Odpowiedziałem Ci, zanim zapytałeś.

Jakie zalety ma intuicja? Intuicja w porównaniu z emocjami i uczuciami to błyskawiczna, bezpośrednia i nieoceniona wiedza, która nie jest sterowana rozumem. To jest jak błysk, informacyjna błyskawica przechodząca przez wszystkie zmysły. Ponieważ jest to rodzaj błysku, nie wszyscy ludzie są w stanieją rozpoznać lub nie wierzą jej. Szkoda, bo to jest do nauczenia! Tak jak przepływ ogromu informacji w mózgu da się porównać do drogi pomiędzy starym miastem a nowymi osiedlami na skraju miasta, tak intuicję można porównać do przedsiębiorstwa. Wszyscy współpracownicy, praktykanci, sprzątaczki, handlowcy wytwarzają niezliczoną ilość informacji. Zanim te informacje dotrą do zarządu, są spakowane do niezbędnego minimum, a proces ten wymaga określonego czasu.

Wykonajmy następujące ćwiczenie, by przekonać się, że wzrok jedynie nadąża za wydarzeniami. Zamknijmy oczy i pokręćmy głową w dowolnym kierunku, następnie otwórzmy oczy na bardzo krótko, tak jak działa migawka w aparacie fotograficznym, i zamknijmy je znowu. Następnie otwórzmy oczy. Kiedy otworzyliśmy oczy na bardzo krótko, widzieliśmy określony punkt. A teraz powtórzmy to ćwiczenie bez otwierania oczu. Zobaczymy, że zamkniętymi oczyma możemy oglądać obraz w całości, a nie tylko jego punkt. W ten sposób możemy sobie wyobrazić, jak wielu informacji w momencie otwarcia oczu dostarczył nam nerw wzrokowy. Aby to opracować, potrzebował czasu, czasu, w którym nie były dostarczane żadne inne informacje (mieliśmy zamknięte oczy).

I tak co najmniej 50 procent obrazu w głowie powstało z naszego mózgu, czyli było wytworzone od wewnątrz. Hinduscy i buddyjscy mędrcy nauczali i nauczają, że świat, który postrzegamy za pomocą naszych zmysłów, jest jedynie iluzją, której materialny świat jest podstawą, ale istota, choć całkowicie niematerialna, jest o wiele silniejsza, bardziej zasadnicza i realna. To samo mówią współcześni fizycy kwantowi. W samym środku materialnego świata znajduje się całkowicie niematerialny świat: informacje, przeczucia określane jako świadomość. Sama świadomość jest podstawą, a energia materii jest produktem świadomości, czyli Bogiem, Duchem czy boskim własnym Ja!

Wiedząc, jak ograniczoną ilość informacji jesteśmy w stanie świadomie przyjąć, zauważamy dość szybko, że nam, ludziom, za pomocą naszego rozumu (piłeczka do tenisa stołowego na boisku piłkarskim!) dane jest poznanie w ograniczonym stopniu. Co by było, jeśli wyłączylibyśmy inne sfery, a zostawili tylko rozum? Śmieszne! My, autorzy tej książki, też przez wiele lat tak uważaliśmy, a dzisiaj się z tego śmiejemy. Ile mieliśmy pomysłów - Jan van Helsing w swoich książkach, dr Dinero na swoich kursach - drukował prospekty, kupował bazy adresowe, prowadził działania marketingowe itd. Jeśli coś z tego się udało lub opłaciło, to z reguły było okupione olbrzymim wysiłkiem.
Z drugiej zaś strony osiągnęliśmy duże sukcesy pozornie „przypadkowo" i bez nadmiernego wysiłku. I kiedy to następowało?
Kiedy nie myślało się o tym, słuchając wewnętrznego głosu i podążając za impulsem, pragnieniem, wewnętrzną potrzebą, których nie da się wyjaśnić za pomocą rozumu.

Spójrzmy na przypadek Jana van Helsinga, który jako 25-letni rzemieślnik po powrocie z podróży po świecie poczuł impuls, by napisać książkę o swoich doświadczeniach z tajnymi stowarzyszeniami, a po napisaniu stała się ona natychmiast bestsellerem. Jan nigdy nie myślał, by pisać książki, ale dwa lata wcześniej przepowiedziała mu to kobieta jasnowidz podczas jego pobytu w Nowej Zelandii. Wtedy ją wyśmiał, cóż mogła o nim wiedzieć, jeśli on tego nie wiedział i nie potrafił wyobrazić sobie tego za pomocą swego racjonalnego rozumu.

Czy Wam też przytrafiło się coś podobnego - zaplanowaliście coś, przemodelowaliście to, analizowaliście i nic z tego? A inne spontaniczne działanie przyniosło sukces! Jeśli tak się zdarzyło, to powinniście z pewnością na nowo ocenić swój rozum i zastanowić się nad tymi pozornie łatwymi „przypadkami".

Jeszcze bardziej fascynujące jest zagadnienie, któremu przyjrzymy się bliżej, a jest to tzw. wolna wola.

3. Mózg ma prawo negowania (prawo weta)

To stwierdzenie ma charakter prowokacyjny i u wielu z pewnością wywoła opór. Czy to znaczy, że my, mający świadomość, potrafiący ćwiczyć silną wolę, która pozwala ludziom osiągać niewiarygodne cele, rzeczywiście nie mamy wolnej wolil Możemy osiągnąć wszystko, jeśli tylko chcemy! I tak jest!

Amerykański neurofizjolog Benjamin Libet w roku 1991 opublikował wyniki swoich badań, które są niezwykle interesujące. Wykazał mianowicie, że mijają 0,3 sekundy, nim nasza kora mózgowa otrzyma sygnał, że nasz mózg rozpoczął jakiekolwiek działania. Badania te, nazywane „eksperymentem Libeta", przebiegały następująco:

Dla Libeta punktem wyjścia były badania Hansa Helmuta Kornhu-bera i Luedera Deecke, zwane eksperymentem EEG i opublikowane w 1965 roku. Pokazały one, że pomiędzy przygotowaniem w korze ruchowej mózgu prostego ruchu ręką a jego rzeczywistym wykonaniem mija około sekundy. Jak wynika z wielokrotnych doświadczeń Libeta, ten czas pomiędzy zamiarem a jego wykonaniem jest o wiele krótszy.

Celem jego badań było dokładne, w miarę możliwości, ustalenie, kiedy u danego badanego osobnika następuje świadoma decyzja o ruchu, kiedy pojawia się sygnał w korze ruchowej mózgu, a kiedy uruchamiane są odpowiednie mięśnie do jego wykonania. Elektromiografia (EMG) pozwalała na dokładne mierzenie napięcia mięśni, natomiast dzięki EEG istniały sprawdzone metody badania gotowości w korze ruchowej mózgu. Problemem było uchwycenie punktu, w którym pojawia się wola (chęć), ponieważ każdy zewnętrzny sygnał dany przez badanego był w sposób niezamierzony obciążony jego czasem reakcji. Libet zaproponował, aby badani spoglądali na ustawiony na szybkie działanie zegarek, a ruch jego wskazówek był obrazowany przez punkt świetlny w oscyloskopie. Czas pełnego obiegu tarczy zegara przez wskazówkę był ustawiony na 2,56 sekundy. Badany był proszony, by w trakcie eksperymentu wskazał, w jakim punkcie był punkt świetlny, kiedy podejmował daną decyzję. Dla sprawdzenia dokładności badania uczestnicy byli poddani wstępnemu eksperymentowi polegającemu na tym, iż część z nich była stymulowana elektrycznie i proszona o wskazanie punktu na oscylografie w momencie otrzymania impulsu. Okazało się, że ich reakcje były opóźnione średnio o ok. 50 ms w stosunku do realnego momentu bodźca. Podczas zasadniczego eksperymentu uczestnicy byli proszeni o wybranie dowolnego momentu do wykonania ruchu prawą ręką i oznaczenie tego punktu w czasie na zegarze. W części przypadków badani byli proszeni o spontaniczne wykonywanie ruchu wraz z pojawieniem się tego zamiaru, a w innych, by odstęp pomiędzy zamiarem a wykonaniem był opóźniony o ok. 1 sekundy, czyli ruch był jakby zaplanowany.

Wynik:

W czasie oceny wyników badań punkt zero na skali czasu ustawiono dokładnie na początku aktywacji mięśni, mierzonej dzięki EMG. Ten punkt odniesienia służył do porównania informacji otrzymanych z 40 zapisów EEG tych samych badanych. Ten uśredniony obraz był konieczny ze względu na stosunek sygnału do szumu (współczynnik pomiędzy danym sygnałem a jego zakłóceniami, inaczej nazywany s/n) w badaniu EEG, by w ogóle móc ocenić te dane...

Wyniki badań wskazywały, że punkt w czasie, kiedy odczuwana była subiektywna chęć wykonania ruchu, w każdym przypadku był wyraźnie późniejszy niż impuls w części ruchowej kory mózgowej. Akceptując założenia wstępnego eksperymentu należy stwierdzić, iż badani byli w stanie świadomie i prawidłowo oznaczyć chęć rozpoczęcia ruchu, czyli wnioski są takie, iż nie ma zależności przyczynowej pomiędzy aktywnością części motorycznej kory mózgowej a chęcią wykonania ruchu.


Ten tzw. „fenomen pół sekundy" wskazuje, że to nie nasz rozum rozpoczyna kierowanie naszym działaniem (np.: rozkaz dla palca: poruszaj się!), tylko coś innego, co jest w naszym mózgu. Zatem „coś" myśli za nas przed, a my myślimy po!

Libet ustalił, że redukcja milionów informacji, jakie otrzymuje nasz rozum poprzez zmysły, wymaga czasu. Jeśli w tej chwili powiemy, by nasz palec się zgiął, nie dostrzeżemy żadnego przesunięcia w czasie, ponieważ - i to badał Libet - czas w naszej podświadomości jest antydatowany, tj. nasza rzeczywistość jest opóźniona o około 0,3 sekundy. Co jest w takim razie z naszą „wolną wolą", jeśli to nasza podświadomość, a nie rozum podejmuje decyzję? Libet „ratuje" naszą wolną wolę o tyle, iż stwierdza, że rozum ma określone zdolności do decydowania, a mianowicie jest zdolny do negacji działania, czyli mamy jedynie prawo weta. Znacie z pewnością takie sytuacje, kiedy na przykład siedzimy przy biurku, wyciągamy rękę do telefonu, chwytamy go, a później dopiero myślimy, do kogo mieliśmy zadzwonić. Kiedy świadomie pomyśleliśmy o naszym zamiarze, wykonaliśmy już ruch. Coś za nas podjęło decyzję i wyzwoliło działanie, a my w takim wypadku mamy jedynie możliwość zrezygnowania z tego połączenia telefonicznego.

Co to jest to coś? Co to jest podświadomość?

Aby to w miarę zrozumiale wyjaśnić, można by to coś określić jako naszą (boską) Istotę (inaczej Najwyższa Istota, nieśmiertelna istota, dusza), natomiast rozum można określić jako nasze Ja. I to Ja jest społecznym składnikiem naszej Istoty. Tego składnika potrzebujemy, aby np. ustalać terminy spotkań lub generalnie zachowywać się jak osoba społeczna. Najdoskonalej czulibyśmy się, gdyby nasze Ja nigdy nie stosowało prawa weta. Na przykład w tym momencie, kiedy czytacie tę książkę, być może czulibyście się o wiele lepiej, robiąc to nago. Ale nie będziecie tego próbować wprowadzić w czyn, gdyż nasze Ja (rozum) zakłada weto. Dlatego jest tak ważne, by starać się żyć w możliwie maksymalnie zgodzie z naszą istotą (duszą), ponieważ tylko ona zna plan naszego życia, nasz los. I w tym miejscu powstaje pytanie zasadnicze: Czy nasz rozum jest w stanie zdefiniować Istotę, czy też rozwijanie Boskiej Istoty w naszym programie duchowym jest przez rozum blokowane? To jest właśnie ten przypadek!

Problem, który jest istotą wszystkich seminariów, kursów i książek poświęconych osiąganiu sukcesu, polega na tym, iż my, ludzie, przez stosowanie określonych technik otrzymujemy możliwość przeprogramowy-wania naszego bieżącego życia. Tworząc taką nową koncepcję, opieramy ją na normach i wartościach połączonych z naszym dotychczasowym doświadczeniem życiowym. Jednak to, co tworzymy w zgodzie z naszym rozumem, nie musi być zgodne z naszym planem życiowym w sensie duchowości (plan duchowy). Tak więc, żyjąc, musimy podejmować niewiarygodną ilość decyzji. Tylko według jakich kryteriów to robimy? Jak możemy dostrzec, czy podjęte przez nas decyzje są zgodne z naszym Ja, czy też z naszą Boską Istotą. Co dzieje się z naszą karmą? Jak do tego doszliśmy? Jakie są nasze boskie wzorce? Do tego jeszcze wrócimy.

Ktoś pięknie powiedział:
Quote
Źródłem naszych cierpień jest świadomość, iż wszystko przemija i brak świadomości, dlaczego tak się dzieje.

Należy więc się zdecydować i odpowiedzieć sobie na pytanie: Kto decyduje? Czy decyduje nasze własne Ja, które jest połączone z naszym rozumem, czyli podejmuje decyzje w oparciu o istniejące połączenia nerwowe w mózgu? W tym modelu istotną rolę odgrywa nasza przeszłość, gdyż decyzje powstają w oparciu o doświadczenie połączone z emocjami. Tylko to podlega naszemu poznaniu, co zostało zobrazowane, a więc nasze decyzje nie są w stanie wyzwolić nas ze stworzonego przez nas piekła.

Istota sprawy polega na tym, by przed podjęciem decyzji dokładnie się jej przyjrzeć, obserwować pragnienia i emocje, bez ich oceniania (i tak tego nie potrafimy robić), wrócić do swego wnętrza, zwrócić się do swojej duchowości. Nasze decyzje nie powstają na zasadzie połączeń nerwowych w mózgu, ale w płacie czołowym mózgu i tam tworzą się nasze wybory, tam możemy odkrywać wszystko na nowo jak dziecko. Tylko w ten sposób jest możliwe odcięcie się od własnej przeszłości i własnych „grzechów", problemów i spojrzenie na siebie od nowa. Takie spojrzenie odpowiada zasadzie z Nowego Testamentu Spójrz na Chrystusa, czyli spójrz w duszę, gdzie możesz dostrzec prawdziwe przeznaczenie, prawdziwą drogę życiową. To także rodzaj odpowiedzi w formie głosu wewnętrznego, intuicji, błysku. Taka decyzja jest podjęta przez wszechobecnego, bezgranicznego ducha.


Rozdział 6

OSZUSTWO ZWIĄZANE Z POJĘCIEM ODNAJDYWANIA SAMEGO SIEBIE   

Cóż oznacza to ogólne, nie do uchwycenia pojęcie „odnaleźć samego siebie", często używane jako chwytliwy frazes przede wszystkim w kręgach spirytystycznych? Grupy wsparcia, kursy odnajdywania samego siebie, seminaria poświęcone doświadczeniom w tym zakresie, także książki, poradniki - jest tego całe mnóstwo. Wyrażenie „odnaleźć samego siebie" zakłada, iż gdzieś musi być ta „nasza istota", która dzięki zręcznemu dochodzeniu detektywistycznemu musi zostać odnaleziona. Dr Dinero szukał wiele lat swojej „istoty", rozwijał metody tych poszukiwań i pracował w tym kierunku z uczestnikami swoich seminariów. Celem tych wysiłków było założenie, iż odnalezienie swojej istoty spowoduje ukierunkowanie własnego życia zgodnie z nią, istniejące Ja (społeczny składnik naszej istoty) powinno jak najrzadziej korzystać z prawa weta i wtedy osiągniemy maksymalną satysfakcję.

Było to jednak założenie błędne, ponieważ opierało się na ocenie dotychczasowego życia poprzez przeszłość, spojrzeniu na swoje dzieciństwo i rozważaniu zagadnień:
Quote
Kim jestem naprawdę? Co jest dla mnie naprawdę istotne? Jak chcę naprawdę żyć? Jak wyglądam? Czego rzeczywiście pragnę?

To wszystko ma mało wspólnego z naszym planem życiowym, z tym, czego pragnie nasza dusza, lecz jest związane z ideą własnego Ja (lub własnego ego), czyli jest ograniczone do rozumu. Tę ideę konstruowaliśmy my jako ludzie, by w jakiś sposób móc definiować ten świat, odpowiada ona naszemu rozumowi, naszemu ego. Ale wątpliwości pozostają czy taki obraz życia odpowiada naszemu wyobrażeniu o życiu, czy łączy się z naszym ego? Jest to iluzja, ponieważ nie ma tu elementu naszej duchowości, brak jest istoty naszego powołania. Sposób postrzegania stale się zmienia, tak jak zmienia się często percepcja naszej istoty w czasie życia. Aby naprawdę poznać nasz duchowy plan, odkryć prawdziwe boskie Ja, należy wszystkie te idee związane z odnajdywaniem samego siebie odrzucić, otworzyć się i zwrócić do czystego ducha. To jest nasza istota, nasza boska istota.
Rozpocznijmy to więc!

Problem naszych celów
Tytułowy milion euro to jest nasz cel, dlatego tak powinniśmy pokierować naszymi działaniami, by zrobić wszystko, co prowadzi do owego miliona euro. Oczywiście nie odkrywamy w tym miejscu nic nowego, i potrzebujemy zatem jasno sformułowanych na piśmie celów.

W roku 1953 na  amerykańskim uniwersytecie Yale przeprowadzono ciekawe badania, poproszono absolwentów uniwersytetu o określenie swoich celów:
-3 procent miało konkretne, ujęte w formie pisemnej cele,
-   13 procent miało cele, ale nie ujęło ich w formie pisemnej,
-   83 procent nie miało żadnych celów.


Dwadzieścia lat później sprawdzono, co stało się z tymi absolwentami i ustalono, że owe 3 procent z jasno wytyczonymi celami faktycznie było lepiej sytuowane i bardziej efektywne niż pozostali uczestnicy badań. Nie można niczego osiągnąć, jeśli się nie ma jasno określonego celu - jest to prawda ogólnie znana. W dalszej części książki, gdzie omawiamy kwestie praktyczne, będziemy udzielać porad i pomagać w sformułowaniu celów. Odnosząc się jednak do tych 3 procent, które zapisało i osiągnęło swoje cele: czy stali się oni przez to szczęśliwsi? Czy osiągnęli zadowolenie duchowe? Czy czują dobro i harmonię?

Przykład: syn bankiera inwestycyjnego idzie na Harvard, a jego cel jest jasny (mieści się w owych 3 procentach) i ujmuje go pisemnie w ten sposób:
Quote
Będę bankierem inwestycyjnym jak mój ojciec, który ma mnóstwo pieniędzy i duże wpływy - również w polityce.

Dwadzieścia lat później osiągnął swój cel: podobnie jak jego ojca, nigdy go nie ma w domu, jest wprawdzie bogaty, ale jego żona zabrała dzieci i porzuciła go dla kolegi z klasy, który co prawda jest tylko rzemieślnikiem, ale ma zawsze czas dla dzieci; od lat nie miał prawdziwego urlopu, bo musi być do dyspozycji swoich klientów, urząd skarbowy siedzi mu na karku, gdyż jego dom, najładniejszy w okolicy, i lamborghini wzbudzają u wielu zazdrość...

Wnioski: Można osiągać wyznaczone cele, ale czy dają one szczęście?

Wszystko w życiu ma swoją cenę i drugą stronę medalu! Czy zawsze zdajemy sobie z tego sprawę, formułując swoje pragnienia i programując sukces?

Diabeł tkwi w szczegółach, a drobiazgi są istotne. Czy pragniemy osiągnąć
sukces i zrobić karierę, czy chcemy zarabiać pieniądze, zrobić karierę, osiągnąć sukces i utrzymać ten stan na dłużej, a w dodatku być szczęśliwymi I pozostaje otwarte jeszcze jedno zasadnicze pytanie: czy możliwe jest rozstrzygnięcie za pomocą rozumu (piłeczka do tenisa stołowego na boisku piłkarskim), co jest właściwym celem dla danej osoby? Brakuje nam składników pradawnej tajemnej wiedzy wyjaśniającej, jak takie cele się manifestują. Jeśli nie będą one wewnętrznie przez nas akceptowane i będą sprzeczne z naszymi wzorcami podstawowymi, nie będzie to działało. Podobnie porażką zakończy się brak stuprocentowej wiary w nie i pominięcie pierwotnego zaufania. Kto stawia sobie cele i otacza się fałszywymi symbolami, kto nie umie ich rozpoznać i pomija rolę własnych wzorców, też jest skazany na klęskę. Podobnie ten, kto nie wierzy, że wszystko jest ze sobą powiązane i neguje fakt bycia samemu Stwórcą.

Aby więc zdobyć milion euro, należy uwzględnić wszystkie komponenty. Brzmi to w tym miejscu prawdopodobnie dość skomplikowanie, ale obiecujemy Wam przedstawienie dalej obszernej, łatwej i przystępnej metody.

Opisane klasyczne metody prowadzące do osiągania sukcesu wprawdzie funkcjonują, ale z ich pomocą można osiągnąć jedynie dobra materialne, które wprawdzie zadowalają na krótko, ale nie satysfakcjonują nas. Jeśli uzupełnimy te techniki o brakujące elementy, to wówczas będziemy pragnąć czegoś całkiem innego.

Idźmy więc dalej w naszych poszukiwaniach i postawmy pytanie:

Czego właściwie się boimy?

Chyba nadszedł czas, aby po tych wszystkich informacjach trochę odsapnąć. Oczywiście do tego momentu powyższe wyjaśnienia były jasne, ale z drugiej strony powstało z pewnością w naszym systemie myślenia i analitycznego rozumowania małe zamieszanie, a nawet strach - strach przed tym, co jest zrozumiałe i co zrozumiałym nie jest. Strach jest ostatnią rzeczą, jaką chcemy osiągnąć, gdyż on paraliżuje. Sama świadomość, że nasz rozum ma jedynie prawo weta i nie odpowiada za działanie, prawie doprowadza nas do omdlenia. Przyjrzyjmy się więc bliżej temu, czym jest strach lub inaczej - obawa: aby zrozumieć, czym jest strach, musimy wiedzieć, co go wywołuje, jak opanować strach, jak się on zmienia, jak trzeba go poznać i zaakceptować. Jeśli zauważymy, że obawa ma określony sens, ponieważ odnosi się do konkretnego niebezpieczeństwa, a strach odwrotnie, jest jedynie wytworem tego, co rodzi się w naszej głowie, to możemy przedsięwziąć odpowiednie działania. Strach jest jak kaftan bezpieczeństwa.

Cztery typowe formy strachu to:

-   strach przed bólem,
-   strach przed utratą dobytku (strach przed stratą),
-   strach przed nieznanym,
-   strach przed rzeczywistością, która wydaje się nam nie do pokonania.


Po tym, czego już dowiedzieliśmy się o właściwościach naszego mózgu, zauważymy, jak śmieszne w zasadzie jest uczucie strachu. Ponieważ stwierdziliśmy, że całość informacji jest nam dostarczana w formie bitów, więc strach jest jedynie dobrowolną reakcją na bity w naszej głowie. Moglibyśmy w każdym momencie reagować inaczej, gdyż są to jedynie bity...

W tym miejscu kilka pomocnych rad, jak dawać sobie radę ze strachem:

1. Rezygnacja

Jeśli będziemy gotowi ze wszystkiego zrezygnować, nikt nie może nas szantażować strachem, gdyż nie boimy się utraty czegoś. Jeśli uświadomimy sobie, że jesteśmy czymś więcej niż ciałem fizycznym, to nikt nie może nas szantażować, iż pozbawi nas tej fizycznej powłoki.

2.   Zaprzyjaźnić się ze strachem

Jeśli postaramy się zaprzyjaźnić w myślach z przedmiotem wywołującym nasz strach, może to nawet doprowadzić do pozytywnego nastawienia.

3.   Relatywizacja strachu

Musimy sobie wyjaśnić, co byłoby najgorsze, co mogłoby nam się przydarzyć. Najgorsza byłaby śmierć naszego ciała. I cóż? Przecież duch jest nieśmiertelny... Tak jest naprawdę, a ciało jest jedynie w tym życiu narzędziem, którego używamy dla naszego doświadczenia i rozwoju.

Jeśli poczujemy, że strach nas paraliżuje, kradnie nam radość życia, to powinniśmy jak najszybciej sprawdzić, czy chodzi tu o ogólne, niemające uzasadnienia, ogarniające nas stany nerwicowe, niepotrzebny strach czy o konkretne obawy.

Co można robić?

1.   Jeśli pojawia się strach, zalecamy Wam śmiać się z całego serca z samego siebie, co pozwoli Waszemu ciału (lub temu, co wywołuje strach) spojrzeć na siebie inaczej. Śmiejcie się z tego, a stwierdzicie, że życie może być całkiem wesołe, jeśli z takim nastawieniem spojrzycie na nie.

2.   Jeśli pojawia się obawa, to jest to uczucie wymagające poważnego podejścia do jego źródeł, przeanalizowania czynników, które ją wywołują. Należy na to uważać! Jeśli obawa jest związana z jakimś konkretnym problemem, to należy starać się go rozwiązać, a także zwrócić się w razie konieczności o fachową pomoc.

Uwaga: jeśli ktoś regularnie ulega atakom paniki i powiązanym z nią reakcjom fizycznym, powinien bezzwłocznie udać się do odpowiedniego specjalisty. Również ten, kto cierpi na tachykardię, a jednocześnie wzrasta mu gwałtownie ciśnienie krwi, czyli jego życiu faktycznie zagraża niebezpieczeństwo, nie powinien się wahać przed szukaniem pomocy. Taki stan szybko może doprowadzić do zagrożenia życia lub fobii i neuroz.

Zgłębianie tematów duchowych doprowadza do swojego rodzaju irracjonalnego przebudzenia - najpierw jest poznanie, potem decydowanie, a na końcu działanie. W ten sposób krok za krokiem, stopniowo znika wszelki strach. To istotne, by poznać prawdę o życiu i o tym, co jest przed i po śmierci, ponieważ w ten sposób nasze życie nabiera znaczenia. Jeśli wiemy o istnieniu świata duchowego (zaświatów) i jego dominującym znaczeniu, minimalizujemy w ten sposób strach. Wtedy wiemy, że tam, po drugiej stronie mamy anioła stróża, przewodnika duchowego, naszych zmarłych krewnych, którzy są z nami, prowadzą nas, są przy nas, więc dlaczego mamy się bać, zamiast cieszyć życiem?

Stwierdzenia te mogą brzmieć w tym miejscu trochę arogancko, ale jeśli zapoznamy się z osiągnięciami współczesnej fizyki kwantowej, jest to absolutnie logiczne. To, co ogólnie określa się jako „przeżycia duchowe", może być wyjaśnione za pomocą tej dziedziny nauki.
Przyjrzyjmy się zatem...

Wpływ naszych przekonań zasadniczych - nasze ograniczenia duchowe

Pod pojęciem zasadniczych przekonań (postaw) mamy na myśli wartości, poglądy o człowieku, o nas samych, o obrazie świata, o naszym zawodzie. Te przekonania możemy porównać do naszych przesądów czy uprzedzeń, gdyż podobnie przyjmujemy pozorne, niesprawdzone fakty. To co obce i nowe, jest dla nas na początku podejrzane. Bardzo trudno jest zmienić takie nastawienie.
Einstein powiedział:
Quote
Zniszczyć przesąd jest trudniej niż rozszczepić atom.

Jeśli więc chcemy istotnie poprawić nasze zachowanie, jeśli chcemy się stać wolni, to znaczy chcemy być ludźmi, istotami wolnymi, musimy rozpocząć od rozpoznania naszych przekonań zasadniczych, naszych ograniczeń duchowych. Zmiana zachowania odnosi się w mniejszym stopniu do konkretnych zachowań, które wymagają zmian, a bardziej do naszych przekonań i sposobu zachowania w ogóle. Ważne jest, by poznać swój własny system odniesienia, ponieważ jeśli go poznam i spróbuję obiektywnie stwierdzić, jak postrzegam siebie i innych, wtedy możliwa jest zmiana własnych wzorców i programów, a to może doprowadzić do ostatecznego uwolnienia się z ograniczeń duchowych.

Zastanówmy się: skąd biorą się owe programy, ograniczenia duchowe, przekonania zasadnicze? Czy są wrodzone? Uważamy, że częściowo tak i częściowo nie. Zgodnie z badaniami Berta Hellingera nad rodziną i ustawieniami rodzinnymi, przejmujemy wzorce od naszych rodziców, dziadków i pradziadków.

Co to są ustawienia rodzinne i jak funkcjonują? Załóżmy, że jesteśmy osobą, która ma problem i rodzina chce nas „ustawić". Pośród wielu obecnych członków rodziny (którzy często nie znają się między sobą) wybieramy podczas rozmowy osobę kierującą, tzw. przedstawiciela, która reprezentuje naszych dziadków, rodziców, rodzeństwo (najczęściej mężczyzna dla mężczyzny i kobieta dla kobiety) w stosunku do nas. Taka wybrana osoba jest jakby przypisana do roli przedstawiciela pozostałych członków rodziny i pomaga w postrzeganiu sytuacji w rodzinie oraz odpowiada na nasze pytania z zakresu trudności rodzinnych, partnerskich, a także zawodowych. Zasadniczo wszystkie systemy społeczne są „ustawialne", tak jak struktury w firmie czy partii politycznej. Obserwuje się taki fenomen, że osoba wybrana wskutek dynamiki psychicznej czuje się „nośnikiem" reprezentowanych osób, a więc pani Mueller czuje się nagle jak nasza babcia, która dawno nie żyje, a pan Mueiler czuje złość naszego ojca, który właśnie przebywa w podróży służbowej w Paragwaju. Taka osoba jest wyrazicielem emocji i uczuć przyjmowanych przez pozostałych obecnych i przez nas samych. Ideą ustawień rodzinnych jest przejmowanie przez wybraną osobę uczuć i zachowań „prawdziwych" członków rodziny po to, by w ten sposób światło dzienne ujrzały wzorce i „uwikłania systemowe" w rodzinie, takie jak konflikty i zależności, oraz by znaleźć sposób ich rozwiązania.

Przy pomocy terapeuty lub kierującego zajęciami chore uzależnienia mogą być przekształcone w rozwiązania uzdrawiające. Istotnym pojęciem w metodzie Hellingera jest pojęcie porządku: wszystko jest uzależnione od siły wyższej, która tworzy pewien porządek (więcej na ten temat na stronie: http://www.hellinger.de).

W większości podlegamy wpływowi naszego środowiska i rodziny. Jeśli bylibyśmy wychowani w Iraku, najprawdopodobniej sądzilibyśmy, że główny kierunek ludzkiej wiary w Boga to islam. Jeśli zaś w Nepalu, to byłoby prawdopodobne, że bylibyśmy buddystami, natomiast wiara osoby wychowanej w Niemczech jest zakorzeniona w chrześcijaństwie. Jeśli ktoś wychowywał się jako dziecko pracobiorcy, to najprawdopodobniej myśli i działa jak on, natomiast dziecko pracodawcy od najmłodszych lat uczy się myślenia jak przedsiębiorca. Oprócz przekonań zasadniczych, powstających przez wpływ środowiska i rodziny, są jeszcze inne programy wpływające na nasze zachowanie. Jeden z nich odkrył dr Iwan P. Pawłow, który za swe badania otrzymał w 1904 Nagrodę Nobla. Pawłow badał zachowania zwierząt, konkretnie psów, których cechą jest silny instynkt. Kiedy pies widzi lub czuje swoje jedzenie, reaguje instynktownie ślinotokiem, merda ogonem itd. W oparciu o te zaprogramowane zachowania Pawłow za pomocą powtarzania czynności podawania psu jedzenia z jednoczesnym dźwiękiem dzwonka uzyskał taki efekt, że na sam dźwięk dzwonka pies reagował automatycznie wewnętrznym pytaniem: Co kryje się pod tym dźwiękiem dzwonka w mojej bazie danych, jakie doznania duchowe?
Odpowiedź mogła być tylko jedna: jedzenie. Czyli na bodziec "jedzenie" pies reagował automatycznie ślinotokiem i merdaniem ogona, a więc dokładnie tak, jakby to jedzenie realnie widział.

To odkrycie miało charakter przełomowy, a odruch od nazwiska odkrywcy nazywany jest odruchem Pawłowa lub odruchem warunkowym. Kiedy Pawłow opublikował swoje odkrycie, pojawiło się wielu psychologów, psychoterapeutów i socjologów, którzy podawali w wątpliwość jego badania i próbowali je obalić. Inni zaś starali się je potwierdzić.
Jeden z najbardziej znanych eksperymentów nawiązujący do doświadczeń Pawłowa to tzw. eksperyment akwarium, który przebiegał następująco: do dużego akwarium wpuszczono dużą ilość małych rybek, a następnie szczupaka, czyli rybę drapieżną. Co się stało, wie chyba każdy - szczupak pożarł wszystkie rybki.
Następnie powtórzono eksperyment, ale tym razem akwarium podzielono na dwie części za pomocą szyby, w jednej części umieszczono rybki, a w drugiej szczupaka. Dla rybek było to dość traumatyczne przeżycie, gdyż ich odczucia były jasne, ze strachu skupiły się one w najdalszym kącie akwarium, bo przez szybę widziały szczupaka i odczuwały obawę.
Szczupak natomiast, widząc rybki, natychmiast włączał swój program drapieżnika i próbował je dopaść. Kilkakrotnie uderzył głową w szybę, nie widząc jej. Sytuacja uspokoiła się po stosunkowo krótkim czasie, gdyż obie strony szybko się uczyły. Małe rybki pływały po swojej części akwarium, natomiast szczupak kręcił się w swojej. Bardzo ostrożnie, w sposób niezauważalny usunięto szybę oddzielającą obie części akwarium. I jak myślicie, co się zdarzyło? Nic!
Małe rybki zostały po swojej stronie, a szczupak po swojej. Rybki nauczyły się: Tak długo, jak jesteśmy po tej stronie, nic się nie stanie, a szczupak zyskał bolesne doświadczenie: Jeśli próbuję pożreć te małe rybki, natychmiast okropnie boli mnie głowa.


Ten sposób nauki nie nazywa się dowolnym powtarzaniem, jak to niektórzy sądzą, że wystarczy tylko 21 razy coś powtórzyć i się to umie.
Nie, to nie tak: utrwalanie powstaje poprzez powtarzanie mnożone przez emocje. Jeśli emocje są bardzo silne, nie potrzebujemy wielu powtórzeń, natomiast jeśli są słabe, powtórzenia są konieczne, w sytuacjach ekstremalnie silnych emocji nie potrzeba powtórzenia wcale - nie zapominamy tego i utrwalenie powstaje natychmiast.

Pytanie, jakie powinniśmy sami sobie postawić przy badaniu rozwoju naszej osobowości, jest następujące: jaką szybę mamy we własnej głowie?
Jakie zasadnicze przekonania ciągniemy ze sobą jak tę szybę? Jakie ograniczenia hamują rozwój naszej prawdziwej osobowości? Są to prawdopodobnie „szyby" i zasadnicze przekonania, które zostały nam „zapisane" w pierwszych latach naszego dzieciństwa.
Statystycznie ujmując, do czternastego roku życia 40 tysięcy razy słyszymy słowo „nie". Kiedy mamy zamiar pojechać rowerem, słyszymy: Tylko się nie przewróć zamiast Jedź ostrożnie.

Następnie standartowo jesteśmy konfrontowani z następującymi zasadami:

-   tego się nie robi,
-   nie występuj przed szereg,
-   nie należy się wychylać,
-   bądź niezauważalnym,
-   rób tak jak wszyscy pozostali,
-   pieniądze to nic dobrego, pieniądze są złe - pieniądze niszczą charakter, pieniądze śmierdzą,
-   tylko w pocie czoła możesz coś osiągnąć,
-   zostań urzędnikiem, a będziesz miał spokój.


Następnie powstają inne ograniczenia, przekonania zasadnicze i szyby kształtowane przez reklamę:

-   kwas mlekowy zawarty w pożywieniu sprawia, że odżywiasz się zdrowo i czujesz się dobrze (a tak zawsze powinno być),
-   tylko mając figurę jak Pamela Anderson możesz być szczęśliwa,
-   tylko jeżdżąc BMW masz duszę sportowca i jesteś innowacyjny,
-   jeśli użyjesz wody po goleniu xyz, wszystkie kobiety są twoje.


Słysząc często takie stwierdzenia, rozwijamy w sobie ograniczenia i przekonania zasadnicze, które mogą brzmieć następująco:

-   ja tego i tak nie potrafię,
-   ja zawsze mam pecha,
-   mnie się to nie udaje,
-   i tak nie mam szczęścia,
-   jeśli ktoś ma zachorować, to będę ja,
-   nie mam siły przebicia,
-   nie potrzebuję dużo pieniędzy.


Dodatkowo tkwią w nas różne obawy, takie jak:
-   mam nadzieję, że nie zdarzy się nam wypadek,
-   mam nadzieję, że nic sobie nie połamię,
-   mam nadzieję, że mój klient o to nie zapyta.


Ale nie bójmy się, w przeciwieństwie do szczupaka, jesteśmy wyposażeni w duchowy młotek, którym możemy zbić szybę, lub mamy świadomość, która nam może powiedzieć, że tej szyby naprawdę nie ma i możemy się zachowywać inaczej. Tylko człowiek ma zdolność świadomego myślenia, odczuwania i refleksji. Choćby w ograniczonym stopniu, ale musi być możliwe skorzystanie z tych drobnych narzędzi dających możliwość wprowadzenia zmian, nieprawdaż? Ale najpierw należy uświadomić sobie nasze ograniczenia.

A oto całe zestawienie typowych małych ograniczeń, przekonań zasadniczych, które brzmią:

1.   Na każdym spotkaniu muszę być pierwszy, by inni nie musieli na mnie czekać.
2.   W obecności innych osób muszę się kontrolować, by nie stracić panowania nad sobą, ponieważ ci ludzie strasznie mnie denerwują.
3.   Mam olbrzymie problemy z podejmowaniem decyzji; kiedy zaistnieje taka sytuacja, często mam problemy ze snem.
4.   Zamiast chwytać byka za rogi, często odkładam wiele spraw na później, chociaż zdaję sobie sprawę, że same się nie rozwiążą.
5.   Od czasu do czasu krążą mi po głowie myśli samobójcze.
6.   Robię rzeczy, które po czasie jestem zmuszony skomentować: człowieku, ale to było głupie.
7.   Z zasady zawsze liczę się z najgorszym.
8.   Często wątpię w samego siebie.
9.   Chętniej pomagam innym niż sobie.
10.   Potrzebuję uczucia miłości i akceptacji.
11.   Myślę, że tak naprawdę nikt mnie nie zna.
12.   Często zajmuję się przeszłością.
13.   Stale porównuję się z innymi.


Cztery podstawowe pytania mogą nam pomóc przełamać te zasadnicze przekonania.

1.   Dlaczego tak się zachowuję, czy istnieje jakaś rzeczywista tego przyczyna?
2.   Co najgorszego mogłoby się zdarzyć, gdybym zachowywał się odwrotnie lub inaczej niż zwykle?
3.   Jakie korzyści odniósłbym z takiego zachowania?
4.   Jak czułbym się później?


Nasze przekonania zasadnicze możemy sobie wyobrazić jako system operacyjny komputera. Jeśli mamy w naszym komputerze zainstalowany system Windows 95, a problemy, jakie się nam w nim pojawiają i jakie są do rozwiązania, są na poziomie Windows Vista, to nie może to funkcjonować.

Dlatego na początek w naszym komputerze należy wykonać upgrade, czyli wprowadzić do niego aktualizacje. Pytanie do nas samych: czy my sami jesteśmy już po upgrade, czy nadal śpimy? Aby pozbyć się naszych przekonań zasadniczych, paradygmatów, potrzebujemy otwarcia i uwagi oraz świadomego życia i spojrzenia na nie.

Spróbujmy wykonać następujące ćwiczenie: odłóżmy na bok nasz zegarek. Odłożony? Tak, a więc proszę odpowiedzieć na następujące pytania:

-   Jakiej marki macie zegarek?
-   Czy Wasz zegarek ma cyfry arabskie czy rzymskie?
-   Czy ma sekundnik?
-   Jakie są wskazówki - symetryczne, ze spiczastymi końcówkami, cienkie, jaki kształt mają dokładnie?
-   Czy na cyferblacie pomiędzy oznaczeniami pięciominutowymi jest dodatkowy podział z cyframi lub kreseczkami?

Trudno jest nam odpowiedzieć na te pytania. Tysiące razy patrzyliśmy na zegarek machinalnie, bez specjalnej uwagi. Pierwszym istotnym krokiem w kierunku otwarcia się jest „przebudzenie się", zrozumienie, że wartościowe życia ma swój początek w byciu świadomym i uważnym. Chodzi oto, by pojąć, iż życie nieświadome jest życiem poniżej wartości, prowadzącym do uzależnień, życiem wtórnym, w którym nie ma rozwoju, to życie, w którym się śpi. Życie pełne można nazwać również życiem bezpiecznym. Kwestią podstawową jest wiedza, iż jedynie wtedy można coś zmienić, jeśli to coś się rozumie; to, czego się nie rozumie, jest wypierane. W ten sposób łatwo możemy stać się niewolnikami, z czego nawet nie zdajemy sobie sprawy. Każdy wie, że niewolnik w starożytności był przeciwieństwem osoby wolnej we wszystkich aspektach tego pojęcia.

Jak będziemy przeżywać naszą świadomość, będąc aktywnym? Zmieni się jakość naszego życia, będziemy inni, będziemy spokojniej reagować i więcej działać, dostrzeżemy sprawy, których wcześniej nie widzieliśmy, będziemy mieć więcej energii i życia. Będziemy spokojniejsi i nie będziemy się bać, a co najważniejsze, jeśli porównać życie dojazdy samochodem, nie będziemy jechać z zaciągniętym hamulcem ręcznym i wyłącznie na jedynce.

Nasze ciało powinno poznać nowe doświadczenia, pokażmy mu, że możemy łatwo zmienić stare wzorce zachowań, że możemy się pozbyć mechanizmów wynikających z przyzwyczajeń i wyzwolić się z przekonań zasadniczych i ograniczeń.
Na początek można robić rzeczy najprostsze na przykład myć zęby i golić się lewą ręką zamiast prawą (pod warunkiem że jesteśmy praworęczni; u leworęcznych oczywiście odwrotnie), przestawić meble, podczas jazdy samochodem wybrać całkiem inną drogę niż zwykle. Zaprośmy naszą partnerkę do nowej restauracji, w której jeszcze nie byliśmy. To nas ożywi, nasze postrzeganie pozwoli nam na wędrówkę i rozwój. Bez postrzegania i ożywienia nie będziemy mieli kontaktu z samym sobą, z naszymi uczuciami, poglądami, tylko będziemy działać w oparciu o starą kliszę „żadnych eksperymentów". Taka powinna być nasza nowa świadomość.

Ożywienie i uwaga mają coś wspólnego z szacunkiem i docenianiem, z podchodzeniem z atencją do naszego zdrowia, bliźnich, zawodu, świadomości, pożywienia, ubrania, przedmiotów codziennego użytku. Okazując uwagę innym, usuwamy nasz strach, gdyż uwaga skierowana wobec innych jest połączona z miłością. Źródłem każdej myśli - czyli tej, tej wcześniejszej i jeszcze wcześniejszej itd. jest albo strach, albo miłość.

Wyobraźmy sobie talerz, na środku którego leży większa lub mniejsza miłość, która otoczona jest strachem. Jeśli tę miłość zaczniemy powiększać, pozostanie coraz mniej miejsca dla strachu, aż do momentu, kiedy miłość wypełni cały talerz i wyprze całkowicie jakikolwiek strach. Obok uwagi, inne ważne cechy to pokora w stosunku do innych oraz cierpliwość. Jeśli będziemy ćwiczyć te przymioty, będziemy mogli iść przez życie bez strachu, gdyż będziemy przekładać naszą uwagę w stosunku do wszystkich żywych istot na miłość. Jeśli dostrzeżemy, że my sami oraz inni nie jesteśmy tylko elementami fizycznymi, ale też to, że w nas i innych jest dusza, to będziemy żyć trzeźwo i świadomie. Kto lub co nas szantażuje, co lub kto nas straszy? Świadomość, że jesteśmy związani z innym człowiekiem, pozwala nam na doświadczanie prawdziwej miłości i prawdziwego przebaczenia, prowadzących do uwolnienia się z piekła.

Świadomość - duch

W tym momencie jest najwyższy czas, aby zająć się tym połączeniem dokładniej. Wszyscy w jakiś sposób mówią o duchu. Cóż to takiego?

Z pewnością to jeden z najdelikatniejszych tematów. Co to jest duch, co to jest świadomość, jak są ze sobą powiązane? Kim jest Bóg? Być może te pytania przewijają się na naszym wewnętrznym ekranie w głowie? Nawet fizykom kwantowym jest trudno określić to co kosmiczne, niematerialne, natomiast różne religie i mistycy traktują tę sferę jako rzeczywiście decydującą.

Na początku nie będzie żadnych wyjaśnień, tylko kilka oddziaływań tego połączenia:

-   my, autorzy, doświadczamy tego klasycznego oddziaływania podczas pisania, szczególnie jeśli dotykamy tak delikatnych tematów jak świadomość czy duch - zawsze powstają problemy z ich technicznym ujęciem;
-   większość ludzi doświadczyła w swoim życiu sytuacji, które nie dają się wyjaśnić za pomocą słowa „przypadek", ani w żaden inny sposób;
-   jest mnóstwo książek z opisami setek przypadków ludzi, którzy znaleźli się w stanie śmierci klinicznej i doświadczyli efektu przebywania poza swym ciałem; generalnie ich relacje są dość podobne (np. przeżycia Jana van Helsinga);
-   są ludzie, którzy przez dotyk rąk zostali uleczeni z ciężkich chorób lub odzyskali wzrok (tzw. cudowne ozdrowienia);
-   istnieją prorocze sny, w których pokazane są wydarzenia, które dopiero nastąpią;
-   powroty do poprzedniego życia, kiedy to dane osoby uzyskują sprawdzone informacje z przeszłości, których nie mogłyby poznać z innych źródeł;
-   statystycznie istotne badania pokazały, jak ludzkie zamierzenia zmieniają przypadkowe procesy kwantowe;
-   jasnowidzenie, czyli otrzymywanie informacji wyprzedzających w czasie i przestrzeni, było stosowane zarówno w USA, jak i w krajach byłego bloku wschodniego w celu rozwoju systemu szpiegowskiego;
-   podczas doświadczeń tzw. ustawień rodzinnych u ustawianych osób, które nie były obecne podczas eksperymentu, zauważono zmiany.

Czy to są przypadki? Uwierzcie nam, że mamy jeszcze niezliczoną ilość innych przykładów. To nie są przypadki. Ten fenomen wskazuje, że duch czy świadomość jest bezgraniczna i jest jednocześnie powiązana ze wszystkimi zjawiskami. Wiele mistycznych i duchowych tradycji uważa, że świadomość jest zasadniczą częścią rzeczywistości.

Wszystko ma początek w źródle, jakim jest świadomość. Jeśli duch i wszystko, co z nim się łączy, jest bezgraniczne, to ta idea wypływa ze zwyczajowej siły wyobraźni. Wszystko ze wszystkim jest w jakiś sposób powiązane jakby w jednym ogólnym polu. Coraz częściej słyszymy o pojęciu pola, niektórzy określają to jako czwarte pole obok pola grawitacji, pola magnetycznego i pola kwantowego (obszar, którym zajmuje się fizyka kwantowa). Obecnie to czwarte pole bywa nazywane matriksem, ponieważ jest to rodzaj matrycy. Pole to, podobnie jak pozostałe, jest niewidoczne, a jego istnienie da się jedynie stwierdzić na skutek jego oddziaływania. To czwarte pole jest związane z informacją oraz z jej przekazywaniem. Może któryś z Czytelników zna przykłady związane z przekazywaniem informacji: siedzicie przy stole w kuchni i myślicie o starym kumplu z czasów studiów, o którym przez ostatnie dwa lata nic nie słyszeliście.
Myślicie:
Quote
Właściwie powinienem do niego zadzwonić i dowiedzieć się, jak mu leci...
Po kwadransie dzwoni telefon i Wasz kumpel jest po drugiej stronie, a Wy mówicie:
Quote
Co za przypadek, właśnie myślałem o tobie i miałem do ciebie dzwonić.

Oczywiście, opisany przykład nie jest żadnym „przypadkiem", ale formą przekazywania informacji, która jest niemierzalna ani chemicznie, ani elektrycznie czy magnetycznie. Przynajmniej na obecną chwilę. Jedyną dostępnąjednostką miary jest jej działanie, czyli fakt, iż funkcjonuje. Dr Dean Radin, parapsycholog, w swojej książce Entangled Minds opisuje bardzo interesujące doświadczenia. Zaprosił do swojego laboratorium dwie osoby i poprosił, aby podczas eksperymentu myślały o sobie i ustalił, że na poziomie duchowym osoby te wskutek jego prośby były powiązane ze sobą. Następnie osoby te zostały rozdzielone i odesłane w odległe miejsca, a efekt był taki sam.

A oto jego kolejny ciekawy eksperyment:
Quote
Badający świecił jednemu z dwóch pacjentów latarką w oczy, a następnie obserwował, czy w mózgu drugiego badanego dadzą się zaobserwować określone zmiany. Wyniki wskazywały, iż mózg drugiego z badanych wykazywał bardzo charakterystyczne reakcje, i to w tym samym czasie. Wiele badań dra Radina pokazało, iż osoby podczas badań były ze sobą powiązane z prawdopodobieństwem wynoszącym 1000:1.

To badanie prawdopodobieństwa wywołuje u wielu osób wrażenie czyjegoś wzroku na plecach. Możemy też powiedzieć, że oddziaływanie poznajemy, kiedy dochodzi do przekazania substancji duchowej, poruszającej się w tym czwartym polu, polu mentalnym, w którym przechowywana jest cała wiedza. To pole nazywane jest matriksem, polem morfogenetycznym lub zgodnie z nauką wedyjską kroniką Akaszy. To ostatnie pojęcie jest najbardziej rozpowszechnione.

Najprościej ujmując, możemy porównać kronikę Akaszy do Internetu. Tu również są przechowywane wszystkie informacje, tak jak Internet zmienia się ona błyskawicznie i stale jest uzupełniana o nowe informacje oraz można wyciągać z niej nowe dane. Dodawanie i wyciąganie informacji prowadzi to stałych zmian w kronice Akaszy. Na przykład poszukując starego kolegi ze studiów, „przypadkiem" zalogowaliście się i weszliście na odpowiedni link. Wyobraźmy sobie, że nie robimy tego przypadkiem, tylko świadomie korzystamy z tego banku myśli, zdarzeń i losów, tj. celowo poszukujemy informacji, tworzymy je lub nawet pozwalamy uruchamiać się programom. To brzmi niewiarygodnie, prawie jak czary. Szybko znajdziemy się wówczas na granicy nauki oraz rozumu, lecz nie da się zaprzeczyć harmonii starych kultur, filozofii i religii. Także dziś jest wiele osób mogących korzystać z tej bazy danych. Najpiękniejsze w tym jest to, iż nie musimy umieć naukowo wyjaśnić, wystarczy tylko opisać oddziaływanie tego pola.

Tak jak wcześniej pisaliśmy, Benjamin Libet wykazał, iż mijają 0,3 sekundy, zanim nasza kora mózgowa otrzyma sygnał, że nasz mózg rozpoczął jakiekolwiek działania, czyli takie jest opóźnienie w stosunku do rzeczywistości.
W ten sposób biblijne stwierdzenie:
Quote
Odpowiedziałem, zanim ty zapytałeś
staje się zrozumiałe.
Współczesna nauka ma oczywiście problemy z tą tematyką, ponieważ nadal panuje pogląd, że możemy wszystko wyjaśnić za pomocą naszego rozumu zgodnie z mottem:
Quote
Co nie jest wytłumaczalne, nie istnieje.

Jeśli byłoby odwrotnie, osłabiłoby to mit nauki, a to jest niedopuszczalne, gdyż należy bronić z naukowego punktu widzenia swoich stanowisk, swojej próżności, środków na badania oraz wynagrodzenia.
Ale nie wszyscy byli tak zajadli, np. Max Planck stwierdził:
Quote
Religie i badania przyrodnicze nie stoją do siebie w opozycji, tak jak wielu uważa lub się tego obawia, lecz prowadzą różnymi drogami do tego samego celu, a tym celem jest Bóg.

Dzisiejsi naukowcy muszą się zgodzić, że dotychczas nie udało się zgłębić materii. Podczas eksperymentów udało się rozbić atom i w tym momencie uczeni uwierzyli, że w końcu uchwycili istotę materii, ale w atomowym wszechświecie nie ma żadnych trwałych części składowych, tylko energia.
Materia jest wyłącznie formą skompensowanej energii, której obecność oznacza osiągnięcie najwyższego poziomu (transformacja Lorenza). Sam atom (grec. niepodzielne) nie jest jednostką, lecz składa się z wielu cząsteczek. W rzeczywistości atomu nic nie tworzy, fizycy kwantowi odkryli, że te małe cząsteczki to kwarki, które są mniejsze niż neutrony, protony i elektrony. Te pierwsze zaś zbudowane są z jeszcze mniejszych cząstek...

Oto kilka zdumiewających faktów z zakresu fizyki kwantowej:

-   cząsteczki mogą znajdować się w dwóch lub kilku miejscach jednocześnie. Podczas eksperymentów wykazano, iż cząsteczki mogą przebywać w 3000 miejsc jednocześnie;
-   jeden i ten sam obiekt może być zlokalizowany zarówno jako cząsteczki w jednym miejscu, jak też jako fala rozciągająca się w czasie i przestrzeni;
-   subatomowe cząsteczki mogą niezależnie od czasu komunikować się ze sobą w dowolnej odległości przestrzennej;
-   obiekty są oddzielone od siebie, ale w stałym kontakcie ze sobą;
-   elektrony docierają bezpośrednio z punktu A do punktu B.


Dopiero wskutek obserwacji fale stają się cząsteczkami i mogą zostać zlokalizowane, co oznacza, że obserwacja wytwarza materię. Wydaje się to niewiarygodne, ale taka jest rzeczywistość i ma to swoje dalsze konsekwencje, o których będziemy jeszcze w tej książce mówić.

Zapytajcie jakiegoś naukowca, jak to jest, że nasze ciało ma budowę stałą, skoro atomy i kwarki nie mają żadnych elementów materialnych i głównie zbudowane są z pustki. Dlaczego więc nie jesteśmy w stanie przenikać przez ściany, które nas otaczają, przecież one również zbudowane są z niczego. Co daje tę trwałą formę? Wychodząc z założenia, że atomy są wieczne, a my jesteśmy stworzeni z atomów, energii i informacji, które mają wiele milionów lat, to jesteśmy stworzeni zgodnie z kodem podwójnych helis.
Konkretnie oznacza to, że przepływa przez nas energia i informacje, które wcześniej były ogniem, wodą, kamieniem, Buddą, Jezusem Chrystusem, czyli wszystkim. Z jednej strony jest to jasne, a z drugiej niewyobrażalne. W tym miejscu dochodzimy do logicznych wniosków: A więc musimy umieć rozpoznać tę wiedzę, skoro to jest już w nas.

Najłatwiej to połączenie zobrazować na przykładzie ogromnego, niekończącego się hologramu. Kiedy hologram (trójwymiarowy obraz) podzieli się na dwie części, otrzymamy ten sam obraz w podwójnej formie, ponieważ każda część hologramu zawiera informacje z całości obrazu. Te obrazy są zawarte nawet w najmniejszych cząsteczkach hologramu.

Podobnie my, wszyscy ludzie, nosimy w sobie malutkie cząstki wielkiej całości. Wszystko jest jednością!

Uwierzcie nam, drogie Czytelniczki i drodzy Czytelnicy, za pomocą najnowszych osiągnięć nauki i naszego rozumu nie jesteśmy w stanie w tej książce wyjaśnić wszystkich złożonych pytań, gdyż musiałaby ona być znacznie grubsza. Dlatego w tym miejscu porzucamy rozważania naukowe i powracamy do wyjaśniania oddziaływań. Pisząc o nich, tak naprawdę myślimy o całych zależnych od siebie systemach, które się wzajemnie przenikają. Każdego człowieka traktujemy jak system, na który składają się: ciało, jego duch i dusza zmieszane ze świadomością. Ten system zaś jest połączony z systemem rodzinnym, zawodowym, państwowym oraz światowym (podobnie jak Internet).

My sami, będący w określonym systemie, dla samych siebie jesteśmy inteligentnym i samoorganizującym się systemem. Nauka zaprzecza temu poglądowi, ponieważ według niej inteligencję mogą posiadać jedynie systemy żyjące, tj. zbudowane z komórek. Niższe systemy, zbudowane z molekuł, uważane są za nieożywione i martwe, a są to np. woda, kamienie, kryształy itd.

Dzięki pracom japońskiego naukowca dra Masaru Emoto udowodniono, że woda ...żyje i ma zdolność rozpoznawania emocji i informacji oraz ich przechowywania. Dr Masaru Emoto urodził się w 1943 roku w Jokohamie, ukończył tam uniwersytet na wydziale nauk społecznych w zakresie stosunków międzynarodowych. W 1986 roku założył IHM Corporation w Tokio. W 1992 roku Open International University wręczył mu tytuł doktora w zakresie medycyny alternatywnej.
Emoto zainteresował się prowadzonymi w USA badaniami nad powiązaniami systemowymi wody w technologii mikro oraz analizą rezonansu pola magnetycznego. Od tej pory datuje się jego dążenie do odkrycia tajemnic wody. Wprowadził do swych badań nowoczesną technikę połączoną z najmocniejszymi mikroskopami pracującymi w wyjątkowo niskich temperaturach oraz ultraszybkie aparaty fotograficzne umożliwiające np. fotografowanie formujących się kryształów podczas zamarzania wody.

Wyniki jego badań były następujące: zdrowa woda tworzy sześciokątne struktury kryształów, a chora woda nie.

Kiedy dr Emoto koncentrował swoje myśli lub kierował w kierunku wody określony rodzaj muzyki, kryształy zamarzającej wody przybierały odmienne formy. Na przykład malował na szklankach z wodą japońskie znaki oznaczające miłość lub nienawiść albo kierował na nie muzykę Mozarta. W przypadku muzyki heavymetalowej lub słów negatywnych woda stawała się chora, tworzyły się brzydkie formy kryształów lub nie było ich wcale. Tak zachowywała się woda z rurociągów, woda z zanieczyszczonych jezior i taka, która była wyjęta z mikrofalówki. Formy kryształów były asymetryczne lub po prostu szare. Natomiast przy muzyce Mozarta wszystkie kryształy były piękne. Jeśli zastanowimy się nad tym, iż 75 procent naszego ciała oraz 85- 90 procent naszego mózgu składa się z wody, to chyba nie dziwimy się, dlaczego ten świat tak wygląda...

Inaczej postrzega te kwestie dr Rupert Sheldrake, brytyjski pisarz i biolog, który uważa, że wszelkie oddziaływania pomiędzy systemami czy to organicznymi, czy też nie, są związane z ich inteligencją. Tę inteligencję można traktować jako zapis pamięci, który jest wszędzie, czy to w człowieku, czy też w budynku.

Dla uproszczenia możemy powiedzieć: wszystko składa się z informacji, czyli wszystko może być wymieniane na konkretne informacje. Prostym przykładem na tę tezę może być kamerton. Pomimo że, jak wskazują badania, każdy kamerton ma własny system, wymienia informacje z innym kamertonem. Wpływają one na siebie wewnątrz pola informacyjnego. Dla Ruperta Sheldrake'a jest to pole morfogenetyczne (morphe = kształt, genesis = powstanie, tworzenie się). Zgodnie z tezą Sheldrake'a, wszystko rozwija się zgodnie z zasadami tego pola, które jest holistyczne, tzn. wszystkie informacje znajdują się w każdej jego najmniejszej części.


Rys. 2,3,4
Fotografie kryształów wodnych zrobione przez dra Masaru Emoto - reakcja na muzykę Mozarta i słowa miłość i wdzięczność, a także reakcja na muzykę heavymetalową.

To tak jak w ławicy ryb lub rabacie kwiatowej, natomiast jeśli weźmiemy komputer i rozbierzemy go na czynniki pierwsze, to w nich nie będą się kryły zawarte w komputerze informacje, a będzie to tylko góra plastiku, metalu i silikonu. Pole morfogenetyczne odnosi się tylko do konkretnego pola, np. pola człowieka czy ławicy ryb. Wprawdzie te pola nie mają ze sobą nic wspólnego, ale w każdym z nich występują silne połączenia wewnętrzne i to jest ich wspólną cechą. Dlatego z tego względu mówimy raczej o rezonansie morficznym, który oznacza równoczesną ewolucję podobnych form, czyli różne systemy niezależnie od czasu i przestrzeni mogą łączyć się ze sobą. (Fizycy kwantowi twierdzą, iż kwanty są ze sobą połączone). Tę tezę potwierdzają eksperymenty ze szczurami, które z pokolenia na pokolenie uczą się coraz szybciej znajdować wyjście z labiryntu. Po opanowaniu tej umiejętności szczury po drugiej stronie kontynentu natychmiast, bez treningu generacyjnego, umieją to samo. Czyli ta informacja zostaje rozpowszechniona wśród wszystkich szczurów po przejściu określonej ich liczby przez proces nauki, tj. określona liczba szczurów rozsiewa tę wiedzę na cały gatunek.

Są inne przykłady z myszami: w laboratorium podano myszom w klatce nr 1 pożywienie, które niezbyt posłużyło ich zdrowiu, a następnie tę samą karmę podano myszom w klatce nr 2, które jej nie zjadły.

Inny ciekawy przykład:
Quote
przez wiele lat obserwowano w Anglii pewien gatunek ptaka, który nauczył się otwierać dziobem butelki z mlekiem natychmiast po postawieniu ich przed drzwiami wejściowymi domu. To zjawisko obserwowano w tym samym czasie w wielu regionach. Parę lat później zamieniono zamykanie butelek i zamiast folii aluminiowej zastosowano plastikową. Ptaki zmieniły swoje nawyki żywieniowe i generacja, która umiała otwierać butelki, wymarła. Minęło kilka lat oraz generacji ptaków i wprowadzono powtórnie zamykanie butelek za pomocą folii aluminiowej. Nie trwało długo i ptaki z tą samą łatwością nauczyły się korzystać z tego źródła pożywienia, a na dodatek ta nauka trwała znacznie krócej.

To samo funkcjonuje oczywiście u ludzi. Często bywa tak z wynalazkami, że po wielu latach badań w końcu komuś udaje się coś odkryć i jednocześnie ten sukces powtarza się w innych miejscach na świecie. Dlaczego niemieccy studenci, nieznający języka i pisma chińskiego, potrafili z dużą dozą poprawności przyporządkować znaki do chińskiej pieśni ludowej? To wszystko można wyjaśnić inteligentnym systemem przechowywania wiedzy, która dla każdego jest dostępna i jednocześnie przez wszystkich uzupełniana. Jeśli wszystko jest informacją, energią, jesteśmy tego częścią - nieograniczoną i wieczną. Czas jest więc całkowicie nieistotny dla naszego nieograniczonego ducha. Aby stwierdzić, czy jest to fakt, a nie tylko założenie, stworzono Global Consciousness Project (Projekt Globalnej Świadomości), długofalowy naukowy eksperyment,w którym bierze udział ponad 100 naukowców i inżynierów na całym świecie.

Na Uniwersytecie Princeton za pomocą stworzonej technologii i generatorów zjawisk od roku 1998 zbierane są na całym świecie określone dane, które mają świadczyć o istnieniu „globalnej świadomości". Dane te przekazuje się przez Internet do serwera w Princeton, gdzie są archiwizowane i analizowane. Miernikami tych danych są diody rozmieszczone w 50 miejscach na świecie, które tworzą tzw. biały szum. Zróżnicowanie tego szumu w zależności od miejsca, gdzie żyją dane społeczności, jest wykorzystywane do badania poziomów nastroju ludzi w tym miejscu. Tygodnik „Stern" z dnia 22 października 2003 w artykule autorstwa Franka Ochmanna przynosi następujące informacje o tym projekcie:

Technologia high-tech dziś w natarciu - tzw. diody szumów
Naukowcy z amerykańskiego PEAR Instituts (Princeton Engineering Anomalies Research) zbudowali ponad 50 perfekcyjnych generatorów przypadków, następnie osłonili je przed wpływem wszelkich możliwych zakłóceń oraz rozmieścili na całej kuli ziemskiej. Od tej pory do Princeton stale spływają dane z pojedynczych stacji pomiarowych i są tam generowane. W ten sposób powstaje w komputerze obraz „stanu przypadków" na naszej planecie. Ale czy to coś zmienia? Przypadek jest przypadkiem!

Około 8.00 rano pracownik PEAR rzuca okiem na monitor i zauważa, iż krzywa, która zwykle wykazuje minimalne odchylenia w górę i w dół, wyraźnie odbiega od standardowego zapisu. Nie jest to z pewnością przypadek. W ciągu dnia amplituda krzywej jeszcze wzrasta. Ten dzień to 11 września 2001. Te nadzwyczajne wychylenia nastąpiły w godzinach ataku pilotów terrorystów na wieże World Trade Center i część Pentagonu, kiedy zginęło wiele osób, a budynki legły w gruzach. To były najsilniejsze wychylenia od normy, jakie kiedykolwiek widziano w Princeton, ale nie pierwsze. Również w dniu, kiedy w paryskim tunelu zginęła księżna Diana wraz ze swoim egipskim przyjacielem Dodim, PEAR Institut zanotował niezwykłe wartości pomiarów. Podobnie dzieje się co roku, kiedy na całym świecie strzelają w niebo sztuczne ognie na powitanie Nowego Roku. Ale dzieję się tak również, kiedy redaktorzy dzienników na próżno szukają istotnych informacji. Badacz z PEAR, Roger Nelson, ma swoją teorię związaną z obserwacjami: jeśli na świecie zdarzają się jakieś przypadki, pewien rodzaj ludzkiej świadomości wzrasta i działa telekinetycznie na ludzi poprzez wiele kontynentów, a rozdzielone na świecie stacje pomiarowe to mierzą. Na razie nie ma na to poważnych i twardych dowodów, należy jednak wziąć pod uwagę wszystkie inne możliwości powstawania takich zjawisk i wykluczyć ewentualne pozostałe przyczyny tego fenomenu. Nie jakiś niedowiarek, ale parapsycholog John Palmer z Duke University sformułował zasadniczą istotę wszystkiego, co ponadzmysłowe i paranormalne: „ Ryzykując, iż zabrzmi to banalnie, należy stwierdzić, że niewiadome pozostanie niewiadomym". Z wartą uwagi otwartością twierdzi on dalej: „Nigdy nie możemy być pewni, że odkryliśmy wszystkie możliwe, konwencjonalne wyjaśnienia, ale pamiętajmy również, że nie wszystko jest pod naszą kontrolą. To jest sedno sprawy. Nigdy nie będziemy w stanie wykluczyć możliwości »innych sił«, natomiast dowody na ich działanie i wpływy w naszym świecie, na działanie sił spoza tego świata mogą kazać na siebie czekać - niewiadome pozostanie niewiadomym. Pomimo tych przeszkód nie do pokonania na drodze do udowodnienia istnienia »innego świata«, nikogo nie można zmuszać do rezygnacji ze swej wiary. Kto nie chce zrezygnować z przekonania, że - pomimo najnowszych odkryć - istota jego życia jest związana z czymś niepojętym rozumem i nadal ulega zachwytowi nad cudem natury, jakim jest ten świat, jest bliski ojcu współczesnej psychoanalizy. Jakiś szczególnie racjonalny, współczesny Freudowi osobnik mial mu za zle jego wiarę w przenoszenie myśli i traktował to jako zdradę czystej nauki, co Freudowi nie przeszkadzało stwierdzić: »jeśli z mojego powodu popadnie Pan w niełaskę - pisał do swojego angielskiego kolegi Ernsta Jonesa - to proszę odpowiedzieć spokojnie, iż moja wiara w telepatię jest moją prywatną sprawą, podobnie jak to, iż jestem Żydem, nałogowym palaczem itp.« ".


Stożek czasoprzestrzeni

Kto wierzy w pole morficzne, pole wiedzy (kronikę Akaszy, matriks) czy

w pole życia, nie ma z tą tematyką żadnych problemów, rozumie i ma zaufanie, że wszystko ze wszystkim jest powiązane, że on sam może wszystko dopasować do danego pola, że wiedza to tylko rodzaj informacji (łącznie z nim samym) i że on sam jest częścią większej całości. Taka osoba nie będzie robić niczego, co szkodziłoby tej całości, żyje zgodnie z naturą i wypełnia zadania natury, pomagając większej lub mniejszej liczbie ludzi w ich rozwoju. Jeśli zaś mu się to nie udaje, to pomaga sobie sam, wnosi swój wkład w większą całość i sam przez tę całość jest wspomagany.

Tę tematykę możemy postarać się przybliżyć przez fizykę. Najprościej byłoby zacząć od przypomnienia sobie modelu atomu Bohra: wokół jądra atomu krążą elektrony na tzw. orbitach. Wyobraźmy sobie lecącą cząsteczkę pełną energii, która zderza się z takim elektronem. Elektron przejmuje energię z napotkanej cząsteczki i wskutek takiego impulsu oddala się od jądra atomu na wyższy poziom. Po utracie nabytej energii opada na poprzedni poziom, czyli można powiedzieć, że atomy falują. Czy energia jest falowaniem, rodzajem fali? Fizykom kwantowym udało się dojść do granicy aktualnej wiedzy i uważają, przynajmniej teoretycznie, że wiedza na temat materii wykracza poza takie jej pojmowanie. Jeśli postawimy pytanie, czym są te małe cząsteczki zderzające się z elektronem, to odpowiedź brzmi, iż są to małe cząsteczki światła zwane fotonami. A więc rzecz dotyczy światła, ale czyż nie to było sednem różnych stwierdzeń: świetlana postać, dbać, by coś nie ujrzało światła dziennego, grzać się w czyimś świetle.

W tym miejscu dochodzimy do granic fizyki z pytaniem: jak przechodzi konkretnie informacja z punktu A do punktu B? Według eksperymentów z zakresu fizyki kwantowej foton znajduje się w jednym określonym miejscu oraz jednocześnie w innym, ale nigdy nie jest pomiędzy tymi punktami. Ustalono, że kiedy określony proton ulega rozpadowi i podziałowi, to jedna z jego części zmienia swój obrót, a jednocześnie druga zachowuje się odwrotnie, czyli np. kręci się z lewa na prawo. Wiele eksperymentów wykazało, że podobnie informacje jednocześnie są dostępne wszędzie na Ziemi. Jeśli na przykład w trakcie jakiegoś eksperymentu naukowego powstaje nowa informacja, to zgodnie z tym założeniem istnieje ona równocześnie w innej części naszej planety. Jest to tzw. splot kwantomechaniczny.
Inne skomplikowane obliczenia (transformacja Lorentza) wskazują, że w tzw. modelu czasoprzestrzeni (gdzie czas i przestrzeń nie są od siebie wzajemnie oddzielone) w danej chwili, w teraźniejszości posiadamy określoną gęstość energii. Oczywiście istnieje stożek przyszłości i przeszłości z energią malejącą. Wróżbici i osoby umiejące odczytywać przyszłość, a zawsze tacy ludzie byli, nie mają żadnego problemu z tym, by poznawać informacje z tzw. stożka czasu. Teoretycznie taką umiejętność potrafią przyswoić sobie wszyscy, dziś też są takie osoby. Najbardziej znanym medium był Amerykanin Edgar Cayce urodzony na farmie w pobliżu Hopkinsville w stanie Kentucky.

Żył w latach 1877-1945. Był znany na całym świecie jako mistyk nazywany „śpiącym prorokiem", jego publikacje w języku angielskim obejmują trzysta tomów. W dzieciństwie nie dostrzeżono jego talentów, a jego uwagi traktowano jako efekt nadmiernej wyobraźni. Zadziwiał rodziców rozwojem swojej pamięci, która osiągnęła stopień prawie fotograficzny. Lekcje odrabiał, śpiąc na podręcznikach szkolnych i był zawsze świetnym uczniem. Jako dziecko, bawiąc się pewnego dnia w lesie, miał wizję, że musi poświęcić swoje życie pomaganiu innym. Potrafił dostrzegać w istotach żyjących ich aurę, pole energetyczne i często rozmawiał ze zmarłymi krewnymi i przyjaciółmi. Amerykańska autorka Moira Timms pisała o nim:

Później pracował jako sprzedawca w sklepie z przyborami do pisania i zauważył, że jego głos jest zagrożony wskutek postępującego paraliżu strun głosowych. Lekarze nie potrafili odkryć przyczyn choroby, zalecając ewentualne stosowanie hipnozy. Edgar przypomniał sobie o swych wyuczonych w dzieciństwie umiejętnościach i poprosił przyjaciela o nauczenie go hipnozy i w ten sposób sam zapadi w wywołany przez siebie stan transu. Ku swojemu zdziwieniu w tym stanie dokładnie wiedział,' jakie lekarstwa i jaką metodę należy zastosować, by się wyleczyć, co po jakimś czasie nastąpiło. Wielu mieszkających w pobliżu lekarzy usłyszało o tych niezwykłych zdolnościach i wkrótce Edgar Cayce stawiał diagnozy ich pacjentom. Jego zdolności wchodzenia w trans rozwijały się tak szybko, że wkrótce stawiał diagnozy i przepisywał lekarstwa pacjentom, mając do dyspozycji tylko ich nazwisko i adres. Wieści o zdolnościach pana Edgara Cayce 'a rozprzestrzeniały się błyskawicznie i po artykule w „New York Timesie" o jego historii ludzie z całego kraju szukali u niego pomocy.


Rys. 5
Model stożka czasoprzestrzennego przedstawiony za pomocą transformacji Lorentza.

Pomimo niezaprzeczalnych zdolności, jego umiejętności były odrzucane przez najwybitniejszych lekarzy. Dopiero pozytywna opinia homeopaty, dr. Wesleya Ketchuna dokonała w tym względzie przełomu. W roku 1931 założono stowarzyszenie Association for Research and Enlightenment, w skrócie ARE (Stowarzyszenie ds. Badań i Oświecenia), które zbierało wszystkie przypadki jego uzdrowień. W czasie 40 lat Cayce zdiagnozował ponad 40 tysięcy ludzi, nie myląc się ani razu. Był też autorem licznych proroctw i przepowiedni dotyczących historii świata, rozwoju ludzkości i jej duchowego postępu.

Oczywiście Edgar Cayce to wyjątkowy przypadek człowieka obdarzonego zdolnoścumuTale teoretycznie my wszyscy potrafimy uchwycić to pole duchowe, kronikę Akaszy. Wiele osób przeżywa tzw. deja vu, miewa przeczucia, które się później potwierdzają, czyli czyni to w podobny sposób, ale nieświadomie.

To wszystko jest umieszczone w kronice Akaszy porównywalnej do duchowego Internetu, a pozostając przy tym porównaniu, byłby to wieczny i ponadczasowy Internet. To porównanie nie do końca jest prawdziwe, ponieważ w naszym polu duchowym nie tylko wyszukujemy i znajdujemy informacje, ale także są w nim pewne programy podobne do programu Word czy gier komputerowych.

Podobne reguły są stosowane w homeopatii. W lekarstwach homeopatycznych jest podana jedynie informacja o esencjonalnej cieczy pochodzenia roślinnego, nie ma informacji o składzie. Następnie bierze się kilka kropli tej cieczy i rozcieńcza z 10 częściami wody zmieszanej z alkoholem i wstrząsa całość 10 razy. W ten sposób otrzymuje się związek Dl. Gdyby z tego związku Dl wziąć znów kilka kropli i poddać podobnej procedurze jak wyżej, to otrzymamy związek D2. Przy związku D23 molekuły cieczy esencjonalnej są nierozpoznawalne, gdyż odpowiadałoby to mniej więcej kropli tej esencji w Morzu Śródziemnym. Istnieje oczywiście związek D78 lub wyższe, ale nie to jest interesujące, lecz fakt, że leki homeopatyczne działają o wiele silniej, mimo iż zawierają jedynie przeniesioną z cieczy esencjonalnej informację, która spowodowała działanie lecznicze.

Informacja może się przenosić całkowicie bez ingerencji fizycznej, co udowodniły badania naukowe W.P. Kaznacejewa z Instytutu Medycyny Klinicznej i Eksperymentalnej Akademii Nauk Medycznych ZSRR. Akademik umieścił obok siebie dwie szklane kolby z kulturami bakterii, które się „widziały". Do jednej z kolb wpuścił wirus lub rodzaj trucizny, co wywołało w bakteriach proces chorobowy. Bakterie pozostające w sąsiedniej kolbie nie reagowały. Następnie umieszczono 12 par takich kolb z bakteriami na uchwycie w kształcie koła i kręcono nim. Po jakimś czasie ok. 80 procent niezainfekowanych kultur bakterii wykazywało te same cechy chorobowe, jak te zarażone, i stało się to bez kontaktu fizycznego!

Fenomen tego zjawiska podkreślała panująca w laboratorium podczas eksperymentu całkowita ciemność, co spowodowało, że kultury bakterii silnie rozwijały swoją aktywność biofotonową, aby się lepiej komunikować.

Zjawisko to występowało wówczas, gdy kolby były oddzielone od siebie, a bakterie „widziały się" jedynie przez kwarcowe okno, gdzie promieniowanie UV było na poziomie 220-360 nm, przy stosowaniu normalnego szkła nie działo się nic.
Interesujące, nieprawdaż?!

Wróćmy do zagadnienia medium: ludzie, którzy potrafią wydobywać z pola duchowego informacje są szamanami, zielarzami lub uzdrawiaczami, których sposób działania nie jest wytłumaczalny racjonalnie. Ci ludzie w ciągu ostatnich 500 lat byli tępieni, a wraz z nimi ich wiedza i zapisy.

Ale bez paniki! Ta wiedza nadal znajduje się w tym polu, jest poznawalna dla umiejących ją wydobyć, jest ona wieczna i przechowywana w formie energii. Znamy domy lub budynki, w których kiedyś zdarzyło się coś strasznego, czyli miejsca, gdzie może znajdować się dusza zmarłego, którego cechy nieświadomie przyjmujemy. Ale może też to być po prostu zła energia, informacja o jakimś zdarzeniu.

Jest także dobra energia i informacja, znajdująca się w budynkach lub na działkach budowlanych, której poszukujemy i którą znajdujemy przy pomocy radiestetów. Bywa, iż przypadkiem znajdziemy się w jakimś budynku lub pomieszczeniu i czujemy się natychmiast świetnie. Później dowiadujemy się, że było to wcześniej biuro jakiegoś prezesa, który wspaniale prowadził firmę i na dodatek był dobrym człowiekiem. Zdarza się też odwrotnie - gdzieś czujemy się źle, zmęczeni i podenerwowani. W biurach i budynkach fabrycznych, które widziały dramatyczne upadłości przedsiębiorstw, nadal będą występowały takie sytuacje. Mówią też o tym statystyki. Dlaczego? Ponieważ ta negatywna wiedza jest zapisana w budynkach i zostaje przeniesiona na nowych właścicieli. Dlatego też często nie czujemy się najlepiej w ubraniach z second handu, ponieważ zapisana jest w nich energia poprzednich właścicieli.

My, ludzie, postrzegani jako informacje, jesteśmy wieczni i nieograniczeni. Nie jesteśmy zbudowani tylko z ciała, ale mamy też duszę. Ten, kto jest gotów postrzegać swych bliźnich nie tylko poprzez ich cielesność, ale także jako czystego ducha, ten ma możność odczuć smak prawdziwego pojednania.

Skan książki w linku obok, klinkij TUTAJ



************

Pieniądze i Energia - Bruce Lipton - napisy PL
https://www.youtube.com/watch?v=AlVhtA8rENw

Bashar - Wygrywanie loterii
http://www.youtube.com/watch?v=2ONzkYVCMzU
« Last Edit: (Fri) 15.08.2014, 19:19:11 by BladyMamut »
“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje