Author Topic: Proces akceptacji własnej śmierci  (Read 1586 times)

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • WyBudzony
  • *
  • Posts: 2 560
  • Reputacja: +12/-0
Proces akceptacji własnej śmierci
« on: (Mon) 17.03.2014, 17:17:39 »
Proces akceptacji własnej śmierci

Proces akceptacji śmierci nie jest zjawiskiem prostym ani łatwym. Nie następuje również bezkonfliktowo. Świadczą o tym badania Elizabeth Kübler–Ross, które przeprowadziła w oparciu o rozmowy i spotkania z ludźmi śmiertelnie chorymi i umierającymi w Stanach Zjednoczonych.
W USA istnieje zwyczaj informowania pacjenta o stanie jego zdrowia. W Polsce nie zawsze informuje się pacjenta o zbliżającej się śmierci, a często wręcz ukrywa się stan jego zdrowia. Stąd w procesie akceptacji śmierci należy dodać wstępny okres nieświadomości. Długość jego trwania zależy w znacznym stopniu od lekarza i rodziny. Na nich spoczywa odpowiedzialność za przedwczesną i niewłaściwie podaną informację.

Na marginesie warto wspomnieć o toczących się dyskusjach na temat informowania pacjenta o stanie jego zdrowia i zbliżającej się śmierci. Dyskusje toczą się również w kręgach katolickich i jest wiele racji za i przeciw. Sądzę, że człowiekowi umierającemu powinno się powiedzieć prawdę, zwłaszcza, gdy o nią prosi. Oprócz wielu innych racji, najważniejszą jest teologiczna: czas potrzebny na świadome przygotowanie do spotkania z Bogiem w chwili śmierci.
Ważniejszym problemem jest sposób informowania. Wymaga on wielkiego taktu, roztropności, cierpliwości a przede wszystkim empatii, a więc umiejętności wczuwania się w stan i psychikę chorego. Wymaga również atmosfery życzliwości, zaufania, miłości. Czasem wystarczy tylko milczenie. O. Jacek Salij pisze: Zauważmy abstrakcyjność tego pytania: mówić umierającemu prawdę, czy nie mówić? Przecież dialog człowieka z człowiekiem polega nie tylko na słowach. Ludzie rozmawiają ze sobą również wyrazem twarzy, tonem głosu, postawą, całym sobą. Na pewno nie wolno lekarzowi okłamywać chorego, bo to uwłacza godności pacjenta, ale sprzeniewierzeniem się prawdzie może być również zbyt wyraźna informacja. Bo prawdziwa sytuacja nie jest często aż tak wyraźna. Ona się dopiero dzieje, ma wiele różnych aspektów; niezwykle ważnym jej komponentem jest psychika chorego, jego nadzieja lub załamanie się. W realnej sytuacji człowieka umierającego w ogóle nie powinna się pojawić alternatywa: „męczyć go komedią udawania, czy też brutalnie przygnieść go prawdą”. Można i trzeba uszanować powagę sytuacji oraz godność człowieka rozstającego się z tym życiem, a zarazem budzić pokój i nadzieję. W ten sposób jeszcze raz wypadło nam stwierdzić, że człowiekowi umierającemu należy się prawdziwie ludzka obecność ze strony tych, którzy na jakiś czas pozostają jeszcze na tej ziemi.
Pierwszą fazę akceptacji śmierci E. Kübler–Ross nazywa fazą negacji, zaprzeczania. Negacja jest mechanizmem obronnym. Występuje prawie u wszystkich chorych śmiertelnie. Jeden procent ludzi pozostaje w tej fazie do śmierci. Nie wierzy we własną śmierć.

Aktor Krzysztof Kolberger w rozmowie z Szymonem Hołownią wspomina o własnym pragnieniu życia: O śmierci nie myślałem siedemnaście lat temu, gdy po raz pierwszy usłyszałem, że mam raka. Nie dumałem nad nią, gdy wycięto mi trzustkę, nerkę, albo gdy po operacji wątroby przestała działać druga nerka. Przed jednym z zabiegów usłyszałem, że mam dziesięć procent szans na przeżycie, więc napisałem testament, uporządkowałem papiery i sprawy majątkowe, ale wciąż myślałem o tych dziesięciu procentach, nie o dziewięćdziesięciu.
Wyraźne zaprzeczanie możliwości własnej śmierci jest zwykle wynikiem zaskoczenia i przejściowego szoku, a także wyrazem instynktu, woli życia. Jest niezdolnością do pogodzenia się z faktem śmierci w danej chwili. Zależy w znacznej mierze od postawy życiowej człowieka, od wiary, akceptacji cierpienia...
Kolejnym etapem jest gniew, bunt przeciw śmierci. W tym czasie człowiek chory neguje wszystkich, a więc personel medyczny, rodzinę, odwiedzających go, sposób udzielania pomocy, Boga… Ofiarą gniewu stają się nawet osoby przypadkowe i całe społeczeństwo. Na skutek obwiniania, ciągłej irytacji, buntu i złości chory pogłębia swoją samotność i izolację.
W rzeczywistości gniew nie jest agresją skierowaną wobec konkretnych osób, ale wynikiem rozpaczy i bólu związanego z pytaniem: dlaczego ja? Pytanie to stawiają zarówno młodzi, którzy muszą umierać w kwiecie wieku, jak i dojrzali. W rzeczywistości stawia je każdy człowiek. Pamiętam, gdy pracowałem duszpastersko we Wrocławiu, zostałem poproszony o sakrament chorych dla osiemdziesięciopięcioletniego mężczyzny. Nie mógł absolutnie pogodzić się ze śmiercią. Płakał i ciągle pytał, dlaczego musi umierać, przecież ma jeszcze tyle rzeczy do zrobienia, a poza tym nie jest przecież stary... Gdy delikatnie wspomniałem mu, że ostatnio mieliśmy kilka pogrzebów ludzi w wieku trzydziestu, czterdziestu lat, odpowiedział: No cóż, przyszedł na nich czas…

Akceptację choroby śmiertelnej poprzedza faza depresji. Gniew, bunt i depresja występują naprzemian. W stanach depresyjnych chory człowiek neguje wszystkich i wszystko, zrywa relacje z rodziną i bliskimi i pogłębia swoją izolację. Depresja dotyka również rodzinę umierającego. Może to mieć szczególny wymiar w przypadku śmierci małżonka w podeszłym wieku. Zdarza się, że niedługo po śmierci jednego współmałżonka umiera drugi. Jest to wynik braku pokonania depresji związanej ze śmiercią ukochanej osoby. By temu zapobiec, nie należy w ciągu życia unikać tematu śmierci. Małżonkowie powinni rozmawiać ze sobą o śmierci i o tym, co po niej nastąpi, gdy są w pełni sił, zanim zagrozi im śmierć.
Pomiędzy buntem i depresją występują okresy targowania się. Człowiek umierający próbuje wtedy pertraktować z otoczeniem, aby zmienić swój los. Zachowuje się jak małe dziecko, które po pierwszym buncie, stosuje obietnice i szantaż. Składa wiele ślubów, przyrzeczeń, obietnic, zwłaszcza Bogu i świętym, aby odwlec termin śmierci. Okresy targowania bywają połączone z fałszywym poczuciem winy i pragnieniem naprawy błędów przeszłości.
Wszystkie wspomniane etapy, które występują w różnym stopniu i natężeniu prowadzą stopniowo do akceptacji śmierci. Akceptacja śmierci nie jest jednak równoznaczna z pragnieniem śmierci. Nie jest też rezygnacją i poddaniem się w bezsensownej walce. Akceptacja śmierci jest końcowym etapem pokonania lęku i strachu przed śmiercią a także niewiary we własną śmierć. Jest zgodą na prawo powszechnego rozwoju człowieka, które kończy się śmiercią. Potęguje i umacnia nadzieję życia wiecznego. Z chwilą akceptacji śmierci człowiek uzyskuje wewnętrzny pokój.
Zgoda na własną śmierć zależy od całego życia. Stare przysłowie głosi: Jakie życie – taka śmierć. W obliczu śmierci mamy tendencje, by oceniać dotychczasowe życie. Jeżeli ocena jest negatywna; życiu towarzyszy brak głębszego sensu i motywacji, pustka egzystencjalna i duchowa, w obliczu śmierci pozostaje rozpacz, bezsens, brak nadziei. Jeżeli natomiast mamy pozytywną postawę wobec życia; traktujemy je jako dar Boga i zadanie dla nas, wówczas śmierć stanowi jego dopełnienie.
Centralnym punktem rozumienia naszej śmierci jest śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa. W perspektywie tego wydarzenia śmierć ma zawsze sens i nabiera wymiaru nadziei i ufności.

Akceptacja własnej śmierci czy śmierci innych jest również akceptacją rozstania z bliskimi. Sposób akceptacji śmierci, sposób umierania, spokój i pokój wewnętrzny, zgoda na rozstanie wpływa na zachowanie rodziny. I odwrotnie. Postawa rodziny, która wyraża się w osobistej więzi z człowiekiem umierającym, towarzyszenie mu w spokoju, oddaniu, miłości sprawia, że mimo samotności związanej ze śmiercią, rozstanie, chociaż konieczne, staje się łatwiejsze do zaakceptowania, a w miejsce rozpaczy pojawia się głęboki duchowy kontakt i wzajemna więź i miłość.

Źródło: [url=http://www.drgorka.deon.pl]http://www.drgorka.deon.pl
« Last Edit: (Sun) 27.07.2014, 01:18:54 by BladyMamut »
“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje

Ardek

  • Guest
Odp: Proces akceptacji własnej śmierci
« Reply #1 on: (Tue) 02.09.2014, 12:15:47 »
W celu oswojenia się ze swoją śmiercią, warto wykonać medytację śmierci.

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • WyBudzony
  • *
  • Posts: 2 560
  • Reputacja: +12/-0
Odp: Proces akceptacji własnej śmierci
« Reply #2 on: (Tue) 02.09.2014, 21:19:33 »
Przypomniała mi się scena z filmu "Ocalony" odnośnie posmakowania przeżycia własnej śmierci

https://vimeo.com/94236949
“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje

Offline Anomalia

  • Administrator
  • WyBudzony
  • *
  • Posts: 244
  • Reputacja: +5/-0
  • 12345678901234
Odp: Proces akceptacji własnej śmierci
« Reply #3 on: (Wed) 03.09.2014, 01:23:06 »
A ja osobiście uważam zarówno sam artykuł jak i filmik za bzdury (bez urazy).

Akceptacja/oswojenie się z  własną śmiercią? (wybacz Ardek, ale to też uważam, za bzdurę)


Żebyście mnie nie pogryźli za bardzo - owszem, jak najbardziej każdy musi zaakceptować to, ze KIEDYŚ umrze, ale to co zostało wypisane w artykule jest dla mnie kompletną odwrotnością do tego co prawdopodobnie ktoś chciał przekazać przez zbędne ujęcie tego w słowach "akceptacja własnej śmierci".

Przeżyłem to na własnej skórze i ani Ardek, ani Blady, ani nikt inny nie przekona mnie, że należy inaczej myśleć - bo udowodniono, że objawy chorób "leczone" cukrem pomagają, gdy chory jest przekonany, że otrzymuje lekarstwo - efekt placebo - to jest dowód na to jaką siłę ma sam umysł i wiara/przekonanie w to, że się uda, że będę dalej żył.

Sama akceptacja śmierci - ok - każdy kiedyś umrze, ale to nie znaczy, żeby przyjmować zasadę " oooo, nadszedł już czas na mnie, pora kopnąć w kalendarz" -  NIE KURWA, śmierć może sobie poczekać, śmierć można "zwodzić" i odkładać spotkanie z nią jak najpóźniej.

Gdy ja miałem do czynienia ze swoją "śmiercią" to nie było bliskich... wszyscy mieli w dupie tak na prawdę to, że mogę odejść... do tego nawet moja "dupa" mnie zostawiła a tu dzięki temu zniknął mi mój ostatni filar podpierający mnie na duchu... przeleżałem jeden dzień prawie 10 godzin w łóżku mając "tripa" jak NIGDY dotąd i rozmyślając gdzieś tam w przestrzeni szukając odpowiedzi na pytanie - jaki sens ma moje życie, 18 lat spędzone w latach rozczarowań i cierpień by zapiąć taki koniec. No i chuj, w dniu gdy tylko nadarzyła się szansa to nie odpuściłem - być może opłaciłem to dużym ryzykiem bo zapierdalałem na motocyklu przez prawie każde skrzyżowanie na czerwonym świetle, ale zajechałem na jebaną przychodnie na 3 minuty przed zamknięciem oddaloną o 20 km wyjeżdżając na 15 minut PRZED zamknięciem - bo mi ŁASKAWIE ODDZWONILI z przychodni z informacją, że badania specjalistyczne na serce jakie chciałem przeprowadzić są wykonywane JEDYNIE RAZ w tygodniu.

Zatem błagam, ale nie trujcie ludziom umysłu, że koniecznością jest się pogodzić z wyrokiem śmierci... Koniecznością jest się pogodzić z tym, że się umrze, ale nigdy z DATĄ ŚMIERCI - bo tą można zawsze SIŁĄ UMYSŁU przesunąć nawet o dekadę - bo to też wiele osób w historii udowodniło - co w historii medycyny wiele lekarzy rozkładało ręce i nie potrafiło wyjaśnić - "JAK TO MOŻLIWE, ŻE PACJENT JESZCZE ŻYJE??"



P.S. były liczne programy, dokumenty, prace itd o mnichach tybetańskich, którzy potrafili ćwicząc swój umysł WYŁĄCZYĆ WIELE FUNKCJI ŻYCIOWYCH organizmu (przez co dawniej byliby uznani przez medyków jako zmarłych)...

Także błagam... niech jakiś "Dom rekolekcyjny" nie wpierdala się tu w temat, bo coś mi mówi, że jedyne "pogodzenie się ze śmiercią" jakie miało związek z tym artykułem to ksiądz, który takie bzdury nawypisywał czując, ze wyjdzie na jaw to co na parafii odpierdala z młodocianymi ministrantami.

P.S.2 Filmik uważam za bzdurę (odnośnie akceptacji śmierci) ponieważ w umieszczonym fragmencie widać jak tylko potwierdza się "Siłę woli/umysłu" by dokonywać niemożliwego, a nie "akceptację śmierci".

P.S.3 Gdzieś był nawet cytat, że choroba zaczyna się w głowie/umyśle. (analogicznie w drugą stronę ze zdrowiem to również działa).

P.S.4 Ćwiczcie swój umysł i starajcie się odżywiać zdrowo - by umysł miał większą siłę i wpływ na organizm - będziecie wtedy zdrowi. Medytujcie - będziecie wtedy bliżsi takim osiągnięciom jakie mają mnisi z tybetu (być może nie AŻ TAKIE) ale choć wydaje się to nieprawdopodobnie to PEWNOŚCIĄ JEST, że będziecie w stanie opóźnić choćby o dekadę spotkanie ze śmiercią A NAWET (CO RÓWNIEŻ MA SWOJE ODZWIERCIEDLENIE W HISTORII MEDYCYNY WYLECZYĆ SIĘ Z "NIEULECZALNEJ" CHOROBY). Kiedyś nawet głośno było o człowieku, który wyleczył się z AIDS, które uchodzi za chorobę nieuleczalną.

PAMIĘTAJ

Twoje myśli są niczym innym niż wizją tego co się dzieje w alternatywnej rzeczywistości - jeśli myślisz o tym za dużo, stanie się to TWOJĄ rzeczywistością.



Co dajesz - to odbierasz.

Energia, jaką przekazujesz do wszechświata swoimi myślami będzie tym, co od niego otrzymasz.

Myślisz o śmierci - otrzymasz śmierć.

Myślisz o zdrowiu - otrzymasz zdrowie.



Jak na moje - temat do zamknięcia, bo nie ma sensu rozwijać tematu, ze strony hmmm...
Sami sobie odpowiedzcie po poniższym obrazku


« Last Edit: (Wed) 03.09.2014, 01:52:36 by Anomalia »
"Wszystko co jest potrzebne do życia powstało na ziemi jeszcze przed człowiekiem, bo gdyby ingerencja człowieka w naturę była potrzebna do przetrwania życia - to tak na prawdę te życie nigdy by nie powstało."~Anomalia

Ardek

  • Guest
Odp: Proces akceptacji własnej śmierci
« Reply #4 on: (Wed) 03.09.2014, 11:14:05 »
Akceptacja śmierci nie równa się szukaniu śmierci. Zaproponowana przeze mnie medytacja ma na celu poprawienie jakości ŻYCIA. Większość ludzkich lęków pochodzi od jednego z najpotężniejszych- lęku przed śmiercią. W momencie gdy nie postrzegasz śmierci jako mrocznego, nieprzyjaznego zjawiska, to w ciągu życia pewne lęki nie będą Cię mogły ograniczać.

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • WyBudzony
  • *
  • Posts: 2 560
  • Reputacja: +12/-0
Odp: Proces akceptacji własnej śmierci
« Reply #5 on: (Wed) 03.09.2014, 11:24:19 »
Anomalia to co Cię chyba najbardziej zdenerwowało w tekście to wydaje mi się, że poddanie się, odpuszczenie, brak woli do dalszego życia. Ja w przeszłości miałem swój moment, że się pogodziłem z tym, że będzie już koniec. Myślę, że otarcie się o śmierć, albo to gdy sytuacja w jakiej człowiek się znajdzie, że akceptuje, że to będzie koniec zmienia podejście do życia.
Filmik z tytułem pierwszego posta nie ma za wiele wspólnego, ale daje posmak tego co może się zdarzyć i daje każdemu kto doświadczy czegoś takiego mocne przeżycie.

@edit by Anomalia
[member=48]BladyMamut[/member]  tak, zdenerwowało mnie poddanie się, odpuszczenie i brak woli do dalszego życia. Z tego co widzę po dzisiejszych postach chodzi wam o "wyzbycie się strachu przed śmiercią" przy różnych czynnościach co faktycznie ogranicza wiele możliwości człowieka - ale ten strach powinien być normalnie na co dzień moim zdaniem by unikać niebezpiecznych sytuacji, a jedynie w razie konieczności "robić bohatera". Wiem o co chodzi już :) i otarłem się o śmierć tak jak piszesz wyżej i zmieniło się moje podejście do życia - ale tak, że mniej boje się śmierci, ale nie pisze jak ten ksiądz nikomu, ze należy żywcem wchodzić do trumny i się żegnać z bliskimi bo czas umierać... Silna wola i idzie przeżyć wiele sytuacji. Nie bać się, ale i nie poddawać się, o.  :P
« Last Edit: (Wed) 03.09.2014, 13:09:48 by Anomalia »
“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje