Author Topic: Historia ojca i piątki dzieci, zazdrości i podatkach  (Read 716 times)

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • WyBudzony
  • *
  • Posts: 2 560
  • Reputacja: +12/-0
Historia ojca i piątki dzieci, zazdrości i podatkach
« on: (Tue) 18.03.2014, 17:58:40 »
Historia ojca i piątki dzieci, zazdrości i podatkach

Pewnego razu ojciec oswiadcza swoim dzieciom (3 synow i 2 corki) przy obiedzie: Moi kochani, ja odziedziczylem od swego ojca 300 akrow ziemi (ok. 120ha) i w miedzyczasie dokupilem 200 akrow (ok. 75ha), by uprawiac (siac) kukurydze, ziemniaki i zboze. Juz jestem stary, a wy zrobcie z tym co chcecie, tylko nie sprzedawajcie tej pieknej farmy.

Dzieci dorosly do wlasnych przedsiewziec. Najstarszy syn zajal sie transportem ciezkim. Kupil 3 ciezarowki i rozpoczal dzialalnosc gospodarcza (transportowa). Drugi syn bardzo lubil konie i rozpoczal hodowle koni na wieksza skale. Trzeci syn mal talent do nauki, wiec zaczal studiowac prawo karne na uniwersytecie. Jedna z corek (starsza) sprzedawala (byla posrednikiem) nieruchomosci, a druga (mlodsza) zajmowala sie calym gospodarstwem (poprostu domem).
Wszyscy mieszkali w duzym wybudowanym przez nich samych domu i w zasadzie niczego im nie brakowalo.

Podatek od 500 akrowej ziemi wynosil ok. 1.100 dolarow rocznie.
Gospodarstwo rozwijalo sie w blyskawicznym tempie dzieki dobrym pomyslom ich ojca, no i zaczelo przynosic pokazne dochody. Kazdy placil podatki za swoja dzialalnosc gospodarcza, wiec specjalnie system podatkowy (IRS) w USA nie interesowal sie, dopoki nowy “sasiad” nie zwrocil sie do starego ojca z propozycja kupna czesci farmy. Ojciec bardzo szybko “splawil” potencjalnego “kupca” za drzwi i zapowiedzial mu zeby juz tu nigdy nie wracal. Sasiad dowiedziawszy sie ile wynosza oplaty za ziemie ktora chcial kupic od ojca 5-ciorga dzieci, zglosil (zrobil donos) do IRS (systemu podatkowego) o powtorna weryfikacje nieruchomosci swego sasiada.

Po dwoch miesiacach przybyl rzeczoznawca nieruchomosci z IRS-u i podatek od nieruchomosci zostal podwyzszony z 1.100 dolarow rocznie do 7.800 dolarow. Wycena nieruchomsci przyszla poczta. Ojciec zebral swoje dzieci i oswiadczyl przy obiedzie, ze nie zamierza placic 7.800 dolarow za to, ze sam wraz z wlasnymi dziecmi zbudowal wiekszy dom i budynki gospodarcze placac przy zakupie wszelkich potrzebnych materialow, narzedzi i maszym podatki nan nalozone.
Ojciec jak powiedzial, tak zrobil i w dalszym ciagu placil 1.100 dolarow rocznie za ziemie, ktora nalezala do jego ojca z przydzialu i ta ktora dokupil.
Po 5 latach zjawili sie urzednicy bankowi, ktorzy zaproponowali pozyczke finansowa, aby ojciec-wlasciciel mogl zaplacic zalegle podatki od swojej nieruchomosci na poczet IRS-u. (jaka to wlasnosc, jesli jest nan nalozony cykliczny podatek???). Ojciec grzecznie podziekowal bankierom za “wspaniala” oferte “pomocy” finansowej wskazujac przybylym drzwi wyjsciowe.

Od tamtej chwili minelo 10-12 lat i zjawili sie u ojca urzednicy IRS-u oswiadczajac mu ze jesli nie zaplaci zaleglych podatkow, to jego wlasnosc zostanie zlicytowana (sprzedana) za zalegle podatki. Ojciec rowniez “grzecznie” pozegnal “urzednikow” IRS-u, ale dobrze wiedzial ze oni wroca ponownie i zaczal sie wraz ze swymi dziecmi przygotowywac do opuszczenia swojej wlasnosci (ojcowizny).
Owszem, po 6 miesiacach urzednicy IRS- wrocili z policja, ktora otoczyla caly teren, lecz nan nie wkroczyla.

Cala rodzina byla “spakowana” w 6 duzych ciezarowkach. W kazdym pokoju ich domu zostawiony zostal karnister z benzyna, jak rowniez juz w pustych budynkach gospodarczych (stajni, stodole i oborze).
Policja i urzednicy IRS-u stali przed brama wjazdowa. Dzieci pierwsze opuszczaly swoj dom, a ostatni wyjezdzal ojciec swoim pick-upem (furgonetka towarowa) z lejaca sie strozka benzyny z otwartego karnistra na pace.
Kiedy dojezdzal do bramy, zatrzymal sie przed “urzednikami” IRS-u i oswiadczyl: Zabieram co nalezy do mnie, a zniszcze to co sam zbudowalem…reszte sobie zabierzcie i niech wam w gardle stanie…
Po czym wzial do reki zapalki i zapalil strozke benzyny (chyba to byla nafta z benzyna) prowadzaca do zabudowan gospodarczychh i opuszczonego domu.
Po 10 minutach cala farma stanela w plomieniach i przystaneli na drodze jego byli wlasciciele. Patrzyli, plakali…i odjechali w bolu…

Tak zakonczyla sie jedna z glosnych historii n/t “wlasnosci” na terenie USA…tylko szkoda ze Amerykanie wtedy nie wyciagneli wnioskow, a i dzisiaj nie maja czasu nawet na wlasny pogrzeb…tak sa zapracowani…
« Last Edit: (Tue) 12.08.2014, 14:39:54 by BladyMamut »
“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje