Author Topic: Psychologia tłumu - Gustaw Le Bon  (Read 1096 times)

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • WyBudzony
  • *
  • Posts: 2 560
  • Reputacja: +12/-0
Psychologia tłumu - Gustaw Le Bon
« on: (Tue) 01.04.2014, 11:55:03 »
Psychologia tłumu - Gustaw Le Bon

Fragmenty książki "Psychologia tłumu"

Pobieżne przyjrzenie się życiu wszystkich narodów wykaże nam gwałtowny wzrost potęgi tłumów. Fakt ten, dobry czy zły, musimy uznać. Wszelkie przeciwko niemu kierowane oskarżenia są pustymi frazesami. Być może, wy­stąpienie na widownię tłumów będzie jedną z ostatnich faz cywilizacji Zachodu, zapowiedzią powrotu do pierwotnej anarchii, która poprzedza każde kiełkowa­nie nowych form społecznych. Ale czy istnieją środki, by temu zapobiec? Nie od dziś tłum przyjął na siebie rolę jawnego burzyciela przestarzałych cywili­zacji. Historia uczy nas, że zawsze wtedy, kiedy siły moralne, na których opiera się dane społeczeństwo, traciły swą życiodajną moc, tłumy nieświadome i bru­talne, słusznie nazwane barbarzyńcami, przyśpieszały dogorywanie wyczer­panej cywilizacji. Faktem jest, że cywilizację tworzyły i rozwijały w minionych okresach dziejów zawsze tylko drobne grupy arystokracji intelektualnej, nigdy zaś tłumy. Moc tłumów jest tylko niszcząca. Ich rządy były zawsze okresem rozstroju. Istnienie cywilizacji domaga się określonych, stałych praw, dy­scypliny, zastąpienia instynktów rozumem, myślenia o przyszłości, pewnego stopnia kultury, czyli takich właśnie warunków, na jakie tłum zdany na siebie nigdy się nie zdobędzie. Swą bowiem potęgą wyłącznie niszczycielską działa on jak bakterie przyspieszające rozkład osłabionych organizmów lub trupów.
(...)
Niemal wszyscy władcy świata, wielcy twórcy religii i państw, apostołowie wszelkich wyznań, wielcy mężowie stanu, a w mniejszej skali i przywódcy małych społeczności, posiadali zawsze instynktowną znajomość duszy tłumów, byli intuicyjnymi psychologami tłumów. Dzięki temu panowali nad tłumami. Napoleon wprost nadzwyczajnie poznał duszę tłumu francuskiego, natomiast często nie mógł wczuć się w duszę tłumów należących do innych ras. Ta nieznajomość kazała mu wyruszyć do Hiszpanii i Rosji, by samemu sobie zgotować upadek. Znajomość psychiki tłumu stanowi obecnie umiejętności męża stanu, który nie pragnie już rządzić tłumem - bo to rzecz prawie niemożliwa - ale sam chce uniknąć przynajmniej ulegania tłumom.
(...)
Słowem tłum oznaczamy zazwyczaj zbiorowisko jakichkolwiek jednostek, niezależnie od ich narodowości, płci i wyznania, a także od przypadku, który je zgromadził.
Z punktu widzenia psychologii pojęcie tłum posiada nieco odmienną treść od powyżej podanej. Przy zbiegu pewnych okoliczności i tylko w tych oko­licznościach zbiorowość ludzi nabiera zupełnie nowych właściwości, różnych od tych, jakie posiadają poszczególne jednostki, składające się w danym wy­padku na tłum. W tłumie zanika świadomość własnej odrębności, uczucia i myśli wszystkich jednostek mają jeden tylko kierunek. Powstaje jakby zbio­rowa dusza; chociaż jej istnienie jest bez wątpienia bardzo krótkie, to jednak posiada ona cechy nadzwyczaj wyraźne.
Zbiorowość ludzka tworzy wówczas - że użyję tej nazwy w braku lepszej tłum zorganizowany lub, jeżeli ktoś woli, tłum psychologiczny. Tworzy on jedną zbiorową istotę, którą rządzi prawo jedności umysłowej tłumów.
Jasne jest, że zbiór jednostek nie dlatego posiada cechy, dzięki którym zaliczamy go do zorganizowanego tłumu, iż dzięki przypadkowi na pewnym określonym terytorium zebrała się znaczna liczba ludzi. Tysiąc osób zgro­madzonych przypadkowo na jakimś miejscu publicznym bez żadnego określo­nego celu nie tworzy tłumu. Te specyficzne właściwości otrzymuje ów zbiór dopiero pod wpływem pewnych czynników, których istotę spróbujemy teraz określić.
Zanikanie świadomości swego ja u poszczególnych osób i poddanie uczuć i myśli pewnemu kierunkowi - oto pierwsza cecha organizującego się tłumu; cecha ta występuje niezależnie od liczby osób zgromadzonych równocześnie w danym miejscu. Nieraz miliony jednostek rozrzuconych po całym świecie mogą w pewnych chwilach i pod wpływem pewnych gwałtownych uczuć, na przykład wielkiego wydarzenia narodowego, nabrać cech tłumu psycholo­gicznego. Wtedy wystarczy przypadkowe połączenie tych ludzi w jedną całość, aby ich zachowanie nabrało cech specyficznych dla postępowania tłumu. W nie­których momentach historii kilka zaledwie jednostek tworzy tłum psycho­logiczny, a nie stanowią go setki osób zgromadzonych przypadkowo. Z drugiej strony, nieraz cały naród, nie tworząc określonej zbiorowości, może stać się tłumem pod wpływem pewnych wydarzeń.
Z powstaniem tłumu psychologicznego łączy się nabycie przez niego pew­nych przejściowych cech ogólnych, dających się opisać i dokładnie zbadać. Do tych ogólnych cech dołączają się cechy specyficzne, zmienne w zależności od elementów, z których składa się tłum, i mogące wpływać na jego konstytucję psychiczną.
Tłumy psychologiczne możemy zatem podzielić na pewne grupy. Po bliż­szym zbadaniu tychże przekonamy się, że tłum heterogeniczny, tzn. złożony z elementów do siebie niepodobnych, ma cechy wspólne z tłumem homo­genicznym, tzn. złożonym z elementów bardziej lub mniej do siebie podobnych (sekty, kasty, klasy), chociaż obok owych wspólnych cech występują właśnie i te, na podstawie których odróżniamy jeden tłum od drugiego.
(..)
Najbardziej uderzającą cechą w tłumie psychologicznym jest to, że bez względu na to, jakie jednostki tworzą tłum i czy rodzaj ich zajęcia oraz sposób życia, ich charaktery i poziom umysłowy będą jednakowe czy różne, już dzięki temu, że jednostki te potrafiły wytworzyć tłum, posiadają one coś w rodzaju duszy zbiorowej. Dusza ta każe im inaczej myśleć, działać i czuć, aniżeli myślała, działała i czuła każda jednostka z osobna. Pewne idee i uczucia mają dostęp do wielu osobników tylko przez tłum. Tłum psychologiczny to twór chwilowy, złożony z różnych elementów, które tylko na krótki czas utworzyły jeden organizm, podobnie jak komórki, będące odrębnymi organizmami, dzięki połączeniu się tworzą nową istotę, o cechach zupełnie innych od tych, jakie posiada każda komórka prowadząca samodzielne życie. Niesłuszne jest twier­dzenie, jakie znajdujemy w dziełach wielkiego filozofa Herberta Spencera, że tłum jest sumą i średnią swych składników, mamy w nim bowiem najrozmaitsze kombinacje i powstawanie nowych cech, podobnie jak w chemii przy połą­czeniu kilku składników, na przykład zasady z kwasem, powstaje nowa sub­stancja, o zupełnie innych charakterystycznych właściwościach aniżeli ciała, które ją utworzyły.
(...)
Życie świadome umysłu jest tylko nieznaczną cząstką w porównaniu z jego życiem nieświadomym. Najbardziej przenikliwy badacz potrafi odkryć tylko nieznaczną liczbę pobudek nieświa­domych, które kierują człowiekiem. Każdy nasz świadomy czyn rodzi się na gruncie nieświadomości, ukształtowanej zwłaszcza pod wpływem dziedziczności. Tam znaleźć możemy niezliczone pozostałości po naszych przodkach, które w sumie tworzą duszę rasy. Oprócz świadomych przyczyn naszych czy­nów istnieją przyczyny utajone. Niemal wszystkie nasze codzienne czyny są właśnie rezultatem tych przyczyn, które uchodzą naszej uwagi. Owe nie­świadome pierwiastki tworzą duszę rasy i upodabniają do siebie osobniki wcho­dzące w skład rasy. Różnią się oni przede wszystkim pierwiastkami świa­domymi, które nabywa się w wyniku wychowania, a zwłaszcza dzięki indy­widualnej dziedziczności. Ludzie różniący się stopniem rozwoju umysłowego mają podobne instynkty, namiętności i uczucia. W życiu uczuciowym: w wie­rze, polityce, moralności, uczuciach, antypatiach, upodobaniach itd. najwybit­niejsze jednostki rzadko kiedy wznoszą się ponad poziom, na którym stoją jednostki przeciętne. Między wielkim matematykiem a jego szewcem może istnieć olbrzymia różnica co do rozwoju umysłowego, ale ich charaktery albo nie różnią się, albo różnią się nieznacznie.
Właśnie te ogólne cechy charakteru, powstające na podłożu nieświadomości, a posiadane przez większość normalnych osobników danej rasy w mniej więcej równym stopniu, występują w tłumie jako cechy wspólne wszystkim. W duszy zbiorowej zacierają się umysłowe właściwości jednostek oraz ich indywidual­ności. Różnorodność stapia się w jednorodność, a decydującą rolę odgrywają cechy nieświadome. To właśnie, że cechami wspólnymi tłumów są owe cechy powszechne, wyjaśnia, dlaczego tłum nie może dokonać czynu wymagającego wysokiego poziomu rozwoju umysłowego. Każda decyzja podjęta w sprawach ogółu przez zgromadzenie osób wybitnych, ale pracujących w różnych zawo­dach, nie stoi wyżej od decyzji grupy przeciętnych głupców, w zgromadzeniu bowiem główną rolę odgrywają tylko zwyczajne cechy, które posiada każdy człowiek. Tłum to nagromadzenie miernoty, nigdy zaś inteligencji.
(...)
Różnorodne przyczyny wpływają na powstawanie specyficznych cech tłu­mu. Pierwszą przyczyną jest to,- że każda jednostka w tłumie, już choćby pod wpływem samej jego liczebności, nabywa pewnego poczucia niezwyciężonej potęgi, dzięki czemu pozwala sobie na upust tych namiętności, które będąc sama z pewnością by stłumiła. Nie będzie ona panować nad sobą, bo znika z jej duszy poczucie odpowiedzialności, które zawsze hamuje jednostkę; tłum, będąc zaw­sze bezimienny, jest tym samym i nieodpowiedzialny.
Drugą przyczyną, dzięki której w tłumie manifestują się cechy specyficzne i nadają mu pewien kierunek, jest zaraźliwość. Zaraźliwość jest zjawiskiem łatwym do stwierdzenia, ale bardzo trudnym do wyjaśnienia. Należy ona do grupy zjawisk hipnotycznych, o której niżej będziemy mówić. Zaraźliwość uczuć i czynów w tłumie do tego stopnia potrafi opanować jednostkę, że po­święci ona osobiste cele dla celów wspólnych. Cecha ta jest przeciwna naturze człowieka, ale każdy jest na nią podatny, kiedy staje się cząstką tłumu.
Trzecią i najważniejszą przyczyną jest to, że jednostka w tłumie nabywa cech wręcz przeciwnych do tych, jakie posiada każdy z nas indywidualnie. Mam tu na myśli podatność na sugestie, której wynikiem jest wyżej wspomniana zaraźliwość.
Chcąc należycie zrozumieć to zjawisko, należy sobie uświadomić niedawne odkrycia z dziedziny fizjologii. Wiemy dziś, że można wprowadzić człowieka w taki stan, iż wyzbędzie się świadomości swego ja i ulegnie wpływowi innej jednostki, która wprowadziła go w ten stan, zdolny też będzie do wykonania czynów najbardziej sprzecznych z jego charakterem i przyzwyczajeniami. Do­kładne badania wykazują, że jednostka stanowiąca przez pewien czas cząstkę czynnego tłumu, wkrótce - pod wpływem fluidów emanujących z niego albo pod wpływem innych, nie znanych bliżej przyczyn - popada w szczególny stan, zbliżony bardzo do stanu fascynacji, w jakim znajduje się człowiek uśpiony przez hipnotyzera. Jednostka zahipnotyzowana ma sparaliżowaną działalność mózgu, toteż staje się niewolnikiem wszystkich swych nieświadomych działań, którymi hipnotyzer kieruje według swej woli. Świadomość swego ja zupełnie zanika, zanika też wola i rozsądek, uczucia zaś i myśli ulegają kierunkowi nadanemu przez hipnotyzera.
Taki jest w przybliżeniu stan jednostki będącej składnikiem tłumu. Traci ona przede wszystkim świadomość swych czynów. Podobnie jak u osoby zahipno­tyzowanej, tak i u jednostki będącej cząstką tłumu pewne zdolności zanikają, a inne rozwijają się nadmiernie. Pod wpływem sugestii wykonuje ona pewne czyny z nadzwyczajną gwałtownością, która w tłumie objawia się z o wiele większą siłą niż u człowieka zahipnotyzowanego, gdyż sugestia, opanowując wszystkie jednostki, potęguje się jeszcze na mocy wzajemnego oddziaływania. Znikoma jest liczba takich jednostek, które będąc cząstkami tłumu, nie zatraciły poczucia swej osobowości, potrafiły pójść przeciw panującemu nastrojowi i nie poddały się sugestii. Mogą one, działając sugestywnie, co najwyżej próbować zwrócić tłum w innym kierunku. Mamy przykłady, że w odpowiedniej chwili wyrzeczone szczęśliwe słowo czy trafnie przywołany obraz potrafiły zwrócić uwagę tłumu w innym kierunku, co powstrzymywało go nieraz od czynów zbrodniczych.
Zatem każdą jednostkę w tłumie cechuje: zanik świadomości swego ja, przewaga czynników nieświadomych, kierowanie myślami i uczuciami przez sugestię i zaraźliwość, a ponadto dążenie do jak najszybszego urzeczywist­nienia sugerowanych idei. Jednostka przestaje być samą sobą, staje się automatem, którym kieruje wola narzucona, nigdy zaś własna.
Każda jednostka, stając się cząstką tłumu, zstępuje tym samym o kilka stopni niżej w swym rozwoju kulturowym. Jako jednostka posiada pewną kulturę, w tłumie zaś staje się istotą dziką i niewolnikiem instynktów. Ma spontanicz­ność, gwałtowność i okrucieństwo, ale równocześnie bohaterstwo i entuzjazm pierwotnego człowieka. Cechuje ją nadzwyczajna łatwość ulegania wpływowi słów i obrazów. Cechuje ją zdolność do wykonania takich czynów, jakie są sprzeczne z jej najoczywistszym interesem. Jednostka w tłumie to ziarnko pias­ku wśród innych ziarenek, którym wiatr miota według własnego kaprysu.

§ 1. Impulsywność, zmienność i drażliwość tłumu

Powiedzieliśmy już przy badaniu podstawowych cech tłumu, że kieruje się on prawie wyłącznie nieświadomymi pobudkami. Każdy jego czyn jest bardziej kierowany przez rdzeń pacierzowy niż przez mózg. Najwspanialszy nawet czyn, jeżeli nie został dokonany pod kierunkiem mózgu, jest wynikiem tylko chwi­lowego impulsu. Tłum, będąc zabawką impulsów zewnętrznych, zmienia się za ich zmianą. Jest on więc niewolnikiem impulsów. Jednostka będąca poza tłumem może również poddawać się tym samym impulsom, które oddziaływają na jednostkę w tłumie, ale na ostrzeżenie rozumu, że nie powinna im ulec, unicestwia ich wpływ. W języku fizjologii twierdzenie to możemy ująć nastę­pująco: jednostka potrafi panować nad swymi odruchami, tłum zaś zdolności tej nie posiada.
Różnorodne impulsy, którym tłum ulega, mogą być szlachetne lub okrutne, bohaterskie lub małoduszne, ale są tak władcze, że osobisty interes, choćby samozachowawczy, nie potrafi się im przeciwstawić.
Ciągła zmienność impulsów, które działają na tłum i którym on ulega, sprawia, że tłum ciągle się zmienia. W jednej chwili z okrutnego i krwiożer­czego może się zamienić w szlachetny i naprawdę bohaterski. Nie ma łatwiej­szej rzeczy jak uczynienie tłumu katem, ale z równą łatwością może on zdobyć palmę męczeństwa. Kiedy chodziło o wiarę, to z łona tłumu spłynęły potoki krwi dla jej obrony i zbyteczne byłoby sięgać do czasów bohaterskich, aby się przekonać, do czego tłum pod tym względem jest zdolny. Podczas zamieszek tłum nie szczędzi siebie; zaledwie kilka lat temu pewien generał, zyskawszy nagłą popularność, z łatwością znajdował setki tysięcy osób gotowych po­święcić życie dla jego własnej sprawy. Widzimy więc, że postępowanie tłumu nie opiera się na przemyślności. Tłum może kolejno przechodzić do najsprzeczniejszych uczuć pod wpływem chwilowego impulsu. Podobny on jest do liści, które wichura porywa i roznosi we wszystkich kierunkach jedynie po to, aby im później pozwolić znowu upaść na ziemię. Badania nad rewolucyjnie nastrojonymi tłumami dostarczą nam przykładów dowodzących zmienności jego uczuć.
Ta ciągła zmienność tłumu utrudnia władanie nim, szczególnie wtedy, kiedy część władzy publicznej znajduje się w jego ręku. Gdyby potrzeby codziennego życia nie były nieuchwytnym regulatorem wydarzeń, demokracje nie mogłyby wcale istnieć. Tłum potrafi z olbrzymią zaciętością dążyć do wytkniętego celu, ale nie dąży do niego długo i wytrwale. Wytrwałość, podobnie jak i myślenie, jest tłumom obca.
Cechą tłumu jest nie tylko impulsywność i zmienność, ale nie zezwoli on także, aby zaistniała przeszkoda na drodze do urzeczywistnienia jego żądań; liczebność tłumu utrwala w nim to mniemanie i wpaja w niego poczucie nie­zwyciężonej mocy. Dla jednostki będącej w tłumie nie istnieje rzecz niemoż­liwa. Jednostka nie będąca cząstką tłumu dokładnie zdaje sobie sprawę z tego, że nie potrafiłaby spalić pałacu, ograbić magazynu, taka pokusa nie przychodzi jej więc do głowy. Ale kiedy jednostka ta stanie się cząstką tłumu, uzbraja się w potęgę, jaką w niej wzbudza liczba, i wystarczy odpowiednie pokierowanie, a z całą bezwzględnością będzie wszystko niszczyć i usunie każdą nieprzewi­dzianą przeszkodę. Gdyby organizm człowieka mógł się stale znajdować w sta­nie wściekłości, to można by powiedzieć, że normalny stan rozwydrzonego tłumu to wściekłość.
Drażliwość, impulsywność i zmienność tłumu, jak i wszystkie inne jego pospolite uczucia, którymi zajmiemy się poniżej, rodzą się zawsze na podłożu cech rasowych, będących ową glebą z której czerpią soki żywotne wszystkie nasze uczucia. Każdy tłum jest drażliwy i impulsywny, ale stopień natężenia tych uczuć jest rozmaity. Różnica między tłumem pochodzenia romańskiego a tłumem pochodzenia anglosaskiego jest uderzająca. Wydarzenia z ostatniego stulecia jasno oświetlają ten fakt. W 1870 roku podanie do publicznej wiado­mości telegramu zawierającego przypuszczalną obelgę wyrządzoną przedsta­wicielowi francuskiemu wywołało wściekły wybuch, którego następstwem była straszna wojna. W kilka lat później wiadomość o nieznacznej klęsce pod Lang-son też spowodowała wybuch, który zmusił ministra do podania się do dymisji. W tym samym czasie ciężkie klęski zadane ekspedycji angielskiej pod Chartumem wywołały w Anglii bardzo słaby oddźwięk i nie spowodowały dymisji żadnego ministra. Tłum jest zawsze usposobienia kobiecego, ale naj­bardziej kobiece cechy ma tłum romański. Kto dzięki tłumowi szuka rozgłosu i uznania, może w krótkim czasie dojść wysoko, ale zawsze iść będzie po krawędzi Tarpejskiej Skały, z której któregoś dnia na pewno zostanie strącony w przepaść.

§ 2. Podatność na sugestie i łatwowierność tłumu

Podając główne cechy tłumu, podkreśliłem to, że jedną z nich jest nadzwy­czajna zdolność do ulegania sugestii; wskazałem też na to, że jest ona zaraźliwa w każdej ludzkiej zbiorowości. To tłumaczy nadzwyczajną szybkość potęgowa­nia się uczuć tłumu w pewnym oznaczonym kierunku.
Tłum na ogół zajmuje pozycję wyczekującej uwagi, co w nadzwyczajny sposób ułatwia sugestię. Jak zaraza rozchodzi się pierwsza lepsza ujęta w słowa sugestia, opanowuje wszystkie umysły, nadaje im pewien kierunek, każe im dążyć do jak najszybszego urzeczywistnienia panujących w danym momencie idei. Nie ma wtedy znaczenia, czy chodzi o podpalenie pałacu, czy o wielkie poświęcenie, gdyż każdej myśli poddaje się tłum z jednakową łatwością. Zależy to tylko od rodzaju podniety, a nie - jak u jednostki - od stosunku, jaki zachodzi pomiędzy mającym się dokonać czynem a nakazem rozumu, który jest w stanie nie dopuścić do jego urzeczywistnienia.
Ulegając ciągle nieświadomości, poddając się wszelkiego rodzaju suges­tiom, cechując się gwałtownością uczuć, na które rozum nie ma najmniejszego wpływu, nie posiadając ani odrobiny krytycyzmu, tłum jest dlatego nadzwyczaj łatwowierny. Nie istnieją dla niego rzeczy nieprawdopodobne, dzięki czemu mogą się wśród niego szerzyć legendy i opowiadania najbardziej fantastyczne . Jednakże przy pomocy owej nadzwyczajnej łatwowierności nie możemy w zu­pełności wytłumaczyć powstawania i rozchodzenia się owych legend, jakie opanowują duszę tłumu. Musi się ponadto uwzględnić nadzwyczajną zdolność do przekręcania faktów przez rozgorączkowaną wyobraźnię tłumu. Każdy powszedni wypadek przechodzi kilka lub kilkanaście przeobrażeń w oczach tłumu. Tłum myśli obrazami, a jeden obraz wywołuje u niego szereg nowych obrazów, nie łączących się logicznie z pierwszym. Fakt ten zrozumiemy łatwiej, jeżeli uprzytomnimy sobie owe dziwne skojarzenia, które w nas samych potrafi wywołać jakaś myśl lub jakiś obraz. Rozum potrafi nam wykazać brak logicz­nego związku w tych skojarzeniach, ale tłum nie idzie za głosem rozumu, chce naginać rzeczywistość do własnej wyobraźni, by w końcu nie odróżniać, co jest prawdziwe, a co zmyślone. Fakty obiektywne i fakty subiektywne uważa on za jedno i to samo, uznając za rzeczywiste takie twory swej wyobraźni, które zasadniczo nie mają prawie żadnego związku ze spostrzeżonymi faktami.
Można sądzić, że wydarzenia odbywające się na oczach tłumu powinny być zniekształcone w najróżniejszy sposób, ponieważ jednostki składające się na tłum mają różne temperamenty. Ale wcale tak nie jest. Dzięki zaraźliwości przekształcenie faktów odbywa się u wszystkich osobników danej zbiorowości w jednakowy sposób. Jak przekształci dany fakt pierwsza jednostka, tak szerzy się on w tłumie. Święty Jerzy przed ukazaniem się na murach Jerozolimy oczom wszystkich krzyżowców na pewno ukazał się najpierw jednemu rycerzowi, a na mocy prawa zaraźliwości i sugestii cud ten natychmiast został zaakceptowany przez wszystkich.
Tak wygląda ów mechanizm często powtarzających się w dziejach, zbioro­wych halucynacji, które posiadają wszystkie cechy wiarygodności, albowiem potwierdzają ich istnienie tysiące osób. Powyższej zasady nie może osłabić uwaga, że jednostki tworzące tłum posiadają różne zdolności umysłu, nie ma to bowiem najmniejszego znaczenia w tłumie, gdyż zarówno nieuk, jak i uczony, kiedy staje się cząstką tłumu, traci zdolność obiektywnej oceny faktów. Twier­dzenie to może wydać się śmieszne. Na dowód jego prawdziwości musiałbym przytoczyć znaczną liczbę faktów historycznych, czego w ramach niniejszej pracy nie da się wykonać. Przytoczę tylko kilka przykładów dowolnie wy­branych z wielu innych, aby Czytelnik nie myślał, że to twierdzenie bez pokry­cia.
Następujący przykład jest bardzo charakterystyczny, ponieważ należy do grupy zbiorowych halucynacji opanowujących tłum; który się składa zarówno z nieuków, jak też z ludzi bardzo wykształconych. Podał go nam porucznik marynarki, Julian Felix, w swojej pracy O prądach morskich.

Quote
„Okręt La Belle-Poule krążył po morzu, szukając łodzi Le Berceau, która przepadła w czasie gwałtownej burzy. W jasny i słoneczny dzień z masztu dano znak, że na widnokręgu ukazała się jakaś łódź w niebezpieczeństwie. Oczy wszystkich zwracają się w stronę wskazanego punktu; cała załoga wraz z ofi­cerami widzi na morzu tratwę wypełnioną ludźmi, holowaną przez łodzie, na których powiewały sygnały alarmowe. Admirał Desfosses rozkazał spuścić szalupę na ratunek rozbitkom. Marynarze, zbliżając się do owej tratwy, dokład­nie widzieli, „jak wielu ludzi wyciągało do nich ręce, słyszeli głuchy i niewy­raźny ich bełkot”. Podpłynąwszy jednak do owej domniemanej tratwy, ujrzeli po prostu kilka gałęzi pokrytych liśćmi, które fale morskie porwały z po­bliskiego brzegu. I wtedy dopiero, pod wpływem tak namacalnej rzeczywis­tości, przysnęła halucynacja".

Przykład ten dostatecznie objaśnia ów mechanizm zbiorowych halucynacji, o którym mówiłem powyżej. Z jednej strony tłum w stanie wyczekiwania, z drugiej znowu sugestia wywołana przez znak dany z masztu, iż na pełnym morzu znajduje się statek w niebezpieczeństwie. Potrafiła ona w zaraźliwy sposób opanować nie tylko marynarzy, ale i oficerów.
Zdolność poprawnego spostrzegania zanika w każdym tłumie, bez względu na jego liczebność, a fakty są zastępowane halucynacjami, które nie pozostają w żadnym związku z nimi. Nawet tłum złożony z osób należących do świata naukowego wobec faktów nie wchodzących w zakres ich badań zachowuje się zgodnie z powyższymi twierdzeniami, a zdolność spostrzegania i zmysł kryty­czny każdej z nich usuwają się na plan drugi.
W „Annales des Sciences Psychiques" zamieszczone zostało sprawozdanie z badań znanego psychologa Daveya. W sprawozdaniu tym znajdujemy przy­kład godny powtórzenia. Wśród zaproszonych przez Daveya badaczy znajdował się wybitny uczony angielski, Wallace, który po uprzednim zbadaniu, przez innych zaproszonych, wszystkich mebli znajdujących się w pokoju i umiesz­czeniu skrytek według ich własnego uznania, wykonał przed nimi szereg pro­dukcji spirytystycznych, takich jak: materializacja duchów, pismo na tablicz­kach łupkowych itd. Następnie, otrzymawszy od tych znakomitych uczestników pisemne stwierdzenie, że zjawiska przez nich obserwowane mogły się odbyć tylko dzięki siłom nadprzyrodzonym, Davey wykazał im, że padli ofiarą zwy­czajnego podstępu. Autor wspomnianego sprawozdania powiada:

Quote
„W badaniach Daveya uderza nie zmyślność forteli, lecz do najwyższych granic posunięta nieudolność spostrzegania zjawisk przez niewtajemniczonych świadków, co udowodnili wszyscy obecni na wyżej wspomnianym zebraniu. Tak więc świadkowie mogą wprawdzie często wypowiadać się o czymś błędnie, ale jeśli te ich opisy zostaną przyjęte jako prawdziwe, to opisywanych przez nich zjawisk nie można uważać za kuglarstwo. Metoda postępowania Daveya była tak prosta, że należy się dziwić, jak odważył się ją zastosować. Davey jednak posiadał moc władania duszą tłumu, potrafił wmówić w zgromadzonych, że widzą to, czego widzieć nie mogli".

Widzimy więc, że rzecz cała obraca się dookoła władzy hipnotyzera nad zahipnotyzowanym. Ale skoro władza ta potrafi opanować umysły wykształ­cone, które są przecież zawsze wobec takich spraw sceptycznie nastrojone, to dopiero teraz jasno pojmiemy, jak łatwo jest opanować zwykły tłum.
Podobnych przykładów można przytoczyć nieskończenie dużo. Niedawno dzienniki podawały wiadomość o wydobyciu z Sekwany zwłok dwóch dziew­czynek. Wiele osób stanowczo twierdziło, że poznało te dzieci. Wszystkie szczegóły były tak zgodne, że ani cień wątpliwości nie mógł powstać w umyśle sędziego śledczego. Pozwolił on więc spisać akt zgonu. Dopiero przed samym pogrzebem dzięki przypadkowi udało się stwierdzić, że wydobyte zwłoki dzieci nie mają nic wspólnego z dziewczynkami, za które je wzięto, a łączy je tylko bardzo małe podobieństwo. Widzimy więc i w tym przykładzie, że twierdzenie jednego człowieka, który padł ofiarą złudzenia, wystarczyło do zasugerowania wszystkich pozostałych osób.
We wszystkich podobnych przypadkach źródłem sugestii jest złudzenie powstałe w umyśle jednego osobnika dzięki jakiemuś bardziej lub mniej okreś­lonemu skojarzeniu. Staje się ono zaraźliwe, nabiera cech faktu i przenosi się do umysłów innych jednostek. Jeżeli ową pierwszą jednostką jest ktoś z natury wrażliwy, to wystarczy, aby zwłoki - poza rzeczywistym podobieństwem - miały jakąkolwiek szczególną cechę, na przykład bliznę lub część ubrania, która by przywodziła na myśl inną osobę; wówczas skojarzenie to może się stać kanwą szeregu obrazów, które są w stanie sparaliżować zdolność krytyczną umysłu i opanować w zupełności pole widzenia. Patrzący nie widzi już przedmiotu, lecz tylko obraz, który istnieje w jego wyobraźni. W ten sam sposób możemy wytłumaczyć mylne rozpoznanie zwłok dzieci przez matkę, co miało miejsce w następującym wypadku, podawanym niedawno przez dzienniki, a mającym miejsce w latach dawniejszych. Na przykładzie tym ujrzymy dokładnie dwa rodzaje sugestii, których mechanizm został powyżej opisany.

Quote
„Dziecko, rozpoznając zwłoki jakiegoś innego dziecka, omyliło się, a omyłka ta stała się źródłem szeregu fałszywych twierdzeń. W dzień po rozpoznaniu zwłok przez pewnego ucznia jakaś kobieta krzyknęła: „0 Boże, toż to moje dziecko!”. Kobieta ta udała się do kostnicy, oglądnęła czoło dziecka, ujrzała znaną jej bliznę i powiedziała: „Tak, to mój biedny syn, którego skradziono mi w lipcu, a teraz zabito!”. Kobieta ta, nazwiskiem Chavandret, była dozorczynią domu przy ulicy du Four. Jej kuzyn rzekł bez wahania: „Tak, to biedny Filibert”. W dziecku tym wszyscy znajomi rozpoznali Filiberta, nie mówiąc już o jego nauczycielu, dla którego decydującą wskazówką był medalik na szyi zmarłego. Okazało się, że wszyscy byli w błędzie: sąsiedzi, kuzyn, nauczyciel i matka. Albowiem w sześć tygodni później stwierdzono tożsamość dziecka: pochodziło ono z Bordeaux, zostało zamordowane w tym mieście i przywiezione w pakun­ku do Paryża".

Stwierdzić należy, że błędne rozpoznanie cechuje przede wszystkim kobiety i dzieci, jako istoty najbardziej wrażliwe. Możemy z tego wnosić, jaką wartość w sądzie winny mieć takie świadectwa. Zwłaszcza z zeznań dzieci sąd nie powinien korzystać. Niestety jednak, sędziowie zbyt często opierają się na zupełnie przestarzałym frazesie: „Dziecko nie kłamie". Gdyby mieli dokładniej­sze wykształcenie psychologiczne, wówczas wiedzieliby, że właśnie w tym wieku prawie zawsze się kłamie. Chociaż kłamstwo to jest nieświadome, to jednak pozostaje kłamstwem. Lepiej niech o treści wyroku zadecyduje przy­padek, ale niech nigdy jego uzasadnieniem nie będzie zeznanie dziecka.
Wracając do spostrzeżeń dokonywanych przez tłum, dochodzimy do wnios­ku, że obserwacje zbiorowe są najbardziej błędne i najczęściej polegają na złudzeniu pewnej jednostki, która zaraźliwie narzuciła swój pogląd innym. Pamiętać więc należy, że świadectwa tłumu winno się przyjmować z największą nieufnością. W słynnej szarży konnicy pod Sedanem brało udział wiele tysięcy ludzi, ale zeznania naocznych świadków okazały się tak nawzajem sprzeczne, że niemożliwością było ustalić, kto dowodził atakiem. Generał angielski Wolseley w niedawno napisanej pracy dowodzi, że byliśmy dotychczas w błędzie co do najważniejszych faktów bitwy pod Waterloo, zwłaszcza tych, na których prawdziwość mieliśmy świadectwo bardzo wielu osób .
Powyższe przykłady wskazują jak znikomą wartość mają świadectwa ludzi opisujących obiektywnie dane zjawisko. Podręczniki logiki zaliczają zeznania obserwatorów do najpewniejszych dowodów istnienia danego faktu. Ale to, co wiemy o psychologii tłumu, dowodzi, że należy podręczniki te poddać grun­townej rewizji, albowiem każdy fakt zaobserwowany przez większą liczbę ludzi należy właśnie do najbardziej wątpliwych co do istoty swej treści. Jeżeli fakt równocześnie obserwowała większa grupa ludzi, to na pewno możemy stwier­dzić, że istotna jego treść w większym lub mniejszym stopniu różni się od tego, co o nim mówią ludzie go obserwujący.
Z tego, co powiedziano wyżej, wynika, że niemal wszystkie dzieła history­czne należy uważać za dzieła czystej wyobraźni. Są to fantastyczne opisy źle zaobserwowanych faktów, do których przyłączają się objaśnienia późniejszej daty. Gdyby minione stulecia nie pozostawiły nam swych arcydzieł artystycznych, literackich i swych zabytków kultury materialnej, nie wiedzielibyśmy o przeszłości nic prawdziwego. Bardzo możliwe, że wiadomości nasze o życiu i roli wielkich ludzi, takich jak Herakles, Budda, Jezus, Mahomet, którzy tak znacząco wpłynęli na dalszy rozwój dziejów, nie zawierają ani odrobiny praw­dy. Zresztą musimy przyznać, że ich rzeczywiste życie obchodzi nas bardzo mało. Wielcy ludzie należą do nas w tej postaci, jaką nadały im legendy stworzone przez wyobraźnię tłumu.
Legendy nie są, niestety, niezmienne. Wyobraźnia tłumu ciągle je prze­kształca, ciągle są one dla mas plastycznym materiałem. Przekształcanie to zależy od charakteru danej rasy i od wymagań epoki. Bardzo jest daleko od krwiożerczego biblijnego Jehowy do Boga miłości św. Teresy, a Budda wiel­biony w Chinach nie ma nic wspólnego z Buddą wielbionym w Indiach, chociaż zasadniczo jest to jedna i ta sama postać. Na przeobrażenia te miała decydujący wpływ wyobraźnia tłumu, która może dokonać zasadniczych zmian nawet w ciągu kilkunastu lat. W naszych czasach legenda o jednym z największych w dziejach bohaterów została przekształcona kilka razy w przeciągu 50 lat. Za panowania Burbonów uważano Napoleona za postać wziętą z sielanki, nazy­wano go filantropem i liberałem, opiekunem maluczkich, którzy zgodnie ze świadectwem poetów przechowują o nim pamięć pod swymi strzechami. W 30 lat później uważano go za krwiożerczego tyrana, który zagarnąwszy władzę, stłumił wolność i dla dogodzenia swej ambicji poprowadził na rzeź 3 miliony ludzi. Obecnie legenda ta uległa nowemu przekształceniu. Wobec tych najróżniejszych legend uczeni za kilka stuleci zwątpią może w istnienie Napoleona, tak jak obecnie nie dowierzają istnieniu Buddy. Uważać go będą za jakiś mit słoneczny lub nową wersję legendy o Heraklesie. Nasuwające się wątpliwości rozwieje zapewne dokładniejsza znajomość psychologii tłumów, która ich pouczy, iż historia uwiecznia tylko legendy.

§ 3. Przesada i prostota w uczuciach tłumu

Charakterystycznymi cechami uczuć tłumu, bez względu na to, czy uczucia te są dobre czy złe, są następujące: wielka prostota i wielka przesada. Jednostka jako cząstka tłumu upodabnia się pod tym względem -jak zresztą i pod wielu innymi - do ludzi pierwotnych. Jej umysł jest w stanie pojmować tylko całościowo, nigdy nie potrafi zagłębiać się w odcienie i etapy przejściowe. Przesadne uczucia tłumu potęguje jeszcze ta okoliczność, że jakiekolwiek objawione uczucie zdobywa szybko uznanie wszystkich - na mocy prawa zaraźliwości i sugestii - co zwiększa podwójnie jego siłę. Dzięki prostocie i przesadzie jego uczuć niedostępne są dla tłumu wątpliwości i niepewność. Tłum z jednej krańcowości zbyt szybko przerzuca się w drugą. Każde podej­rzenie staje się dla niego natychmiast pewnikiem nie do odparcia; najmniejszy uśmiech czy pogardliwe spojrzenie wywołuje u niego wściekłą nienawiść, podczas gdy u jednostki nie będącej cząstką tłumu pozostałoby to bez jakiego­kolwiek wpływu.
Gwałtowność uczuć jest jeszcze spotęgowana, zwłaszcza w tłumie hetero­genicznym, przez brak odpowiedzialności. Pewność bezkarności, wzrastająca w miarę wzrostu liczebności tłumu oraz świadomość chwilowej potęgi, którą czerpie on właśnie ze swej liczebności, tworzą warunki do powstawania w tłu­mie takich uczuć i czynów, na które nigdy by się nie zdobyła jednostka. W tłumie nieuk, głupiec i człowiek zawistny nie odczuwają swej bezsilności i nicości, a w ich miejsce pojawia się poczucie brutalnej siły, chociaż nietrwałej, ale za to potężnej.
Przesada ta dotyczy zwłaszcza złych uczuć - tego atawistycznego reliktu instynktów człowieka pierwotnego, które jednostka potrafi przytłumić z obawy przed karą. Dlatego tłum tak łatwo dokonuje złych czynów. Tłum prowadzony umiejętnie jest zdolny do bohaterskich czynów i najpiękniejszych poświęceń, przy czym stopień natężenia tych zdolności jest u niego o wiele większy aniżeli u jednostki. Do sprawy tej powrócę przy rozważaniu moralności tłumu.
Tłum, sam będąc przesadny w swych uczuciach, jest nadzwyczaj czuły na przesadę i mówca, gdy chce go porwać, musi używać bardzo często silnych określeń. Przesada, bezwarunkowe twierdzenie, powtarzanie tego samego po kilka razy, niezagłębianie się w logiczne dowody - oto sposoby zdobycia i opanowania duszy tłumu, znane ludziom występującym na zgromadzeniach ludowych.
Tej samej przesady w uczuciach domaga się tłum od swych wybrańców. Ich zalety i cnoty zawsze muszą być nadzwyczajne. W teatrze od bohaterów sztuki tłum domaga się takich zalet, takiej moralności i męstwa, jakie w życiu nigdy nie istnieją. Dlatego słusznie mówi się o specjalnej optyce teatralnej, której prawa w większości nie mają nic wspólnego z logiką i prawami zdrowego rozsądku. Umiejętność mówienia do tłumu jest bez wątpienia sztuką niższego rzędu, ale wymaga specjalnych zdolności. Gdy się czyta niektóre sztuki, w żaden sposób nie można zrozumieć ich nadzwyczajnego powodzenia na scenie. Dyrektorzy teatrów, przyjmując jakąś sztukę, często nie są pewni jej powodzenia na scenie, gdyż aby je przewidzieć, musieliby oceniać ją nie ze stanowiska fachowca, ale ze stanowiska tłumu. Gdybym mógł tej sprawie poświęcić w niniejszej pracy więcej miejsca, z łatwością wykazałbym działanie potężnego wpływu rasy, bo faktem jest, że sztuka, którą w jednym kraju zachwycają się tłumy, w drugim nie ma najmniejszego powodzenia, nie uruchamia bowiem tych impulsów, jakie są konieczne do poderwania nowej publiczności.
Przesada w tłumie dotyczy tylko uczuć, w żadnym zaś razie inteligencji. Dlatego jednostka należąca do tłumu cofa się w swym rozwoju intelektualnym, co wykazałem powyżej. Do tego samego wniosku doszedł Tarde. Tylko zatem w sferze uczuć tłum może wznieść się bardzo wysoko albo bardzo nisko upaść.

§ 4. Nietolerancja, autorytaryzm i konserwatyzm tłumu

Tłum, będąc zdolnym do uczuć tylko prostych i przesadnych, przyjmuje lub odrzuca sugerowane mu poglądy, wierzenia i idee albo jako absolutną prawdę, albo jako absolutną nieprawdę. Dotyczy to przede wszystkim wierzeń, które nie powstają na drodze rozumowania, lecz są narzucone za pomocą sugestii. Każdy wie dobrze, jak nietolerancyjne są wierzenia religijne i jak przemożny wpływ wywierają na duszę tłumu. Opierając się na owym poczuciu siły i na braku wątpliwości, co jest prawdą, a co nieprawdą, tłum jest w tym samym stopniu autorytarny, co nietolerancyjny. Jednostka może uznawać zdania przeciwne i nawet podejmować decyzję, tłum zaś nie czyni tego nigdy. Na zgromadzeniach ludowych najmniejsze wystąpienie przeciw tłumowi zostaje przyjęte ze wście­kłością i gwałtownymi obelgami, po których szybko dochodzi do rękoczynów, i dany mówca musi niepostrzeżenie opuścić zebranie, jeżeli nie potrafi w od­powiedni sposób odwrócić uwagi tłumu w innym kierunku. Mówca najczęściej naraża się tłumowi niezależnością swych poglądów, a nieraz tylko dzięki ochro­nie władz bezpieczeństwa uchodzi z życiem.
Autorytaryzm i nietolerancja to cechy wspólne wszystkim kategoriom tłu­mów, chociaż natężenie tych cech bywa różne, w czym zasadniczą rolę odgrywa rasa jako władczyni wszystkich uczuć i myśli człowieka. Autorytaryzm i nie­tolerancja rozwinięte są w bardzo wysokim stopniu u tłumów pochodzenia romańskiego; rozwój ten doszedł do takiego stopnia, że zabił w nich wszelkie poczucie osobistej niezależności, owego zasadniczego rysu duszy anglosaskiej. Tłum pochodzenia romańskiego jest wrażliwy tylko na niezależność odłamu społeczeństwa, do którego sam należy, przy czym z ową niezależnością łączy on dążność do natychmiastowego i bezwzględnego narzucenia swych przeko­nań wszystkim innym grupom. W tym tkwi źródło wielkiej ekspansywności narodu francuskiego i francuskiej kultury. W powyżej opisany sposób pojmują wolność jakobini ludów romańskich, poczynając od czasów inkwizycji aż po dzień dzisiejszy.
Autorytaryzm i nietolerancja są uczuciami dla tłumu jasnymi, tak że skwapliwie je przyjmuje i dąży do jak najszybszego ich urzeczywistnienia.
Wobec siły tłum staje się potulny, a na uczucie dobroci jest zupełnie nie­wrażliwy, gdyż dobroć uważa za objaw słabości. Tłum nigdy nie wielbił dobrych władców; kochał na ogół despotów, którzy uciskali go z całą bezwzględnością. Srogim tyranom tłum buduje okazałe pomniki, a upadłego tyrana chętnie i z uwielbieniem depce nogami, gdyż ten po upadku znowu zasila szeregi słabych, których tłum nienawidzi lub nimi pogardza, albowiem nie czuje przed nim trwogi. Cesarz jest typem bohatera uwielbianym przez tłum po dzień dzisiejszy. Jego kołpak nadal oczarowuje, jego władza wzbudza poszanowanie, a jego miecz sieje postrach.
Tłum jest zawsze gotów powstać przeciw słabej władzy, a niewolniczo gnie swe kolana przed władzą silną. Jeżeli zaś siła, będąca na usługach władzy, ciągle się zmienia, tłum, ulegając zawsze krańcowym uczuciom, przechodzi od anar­chii do uległości i od uległości do anarchii.
Zupełnie mylnie pojmowalibyśmy psychologię tłumu, gdybyśmy wyrobili sobie przekonanie, że w tłumie przeważają instynkty rewolucyjne. Gwałtow­ność tłumu jest bardzo zwodnicza. Jego buntownicze wybuchy i dążność do niszczenia są bardzo krótkotrwałe. Tłumem zbyt despotycznie władają bodźce nieświadome, zbyt silnie ulega on wpływom odwiecznej dziedziczności, co wywołuje w jego duszy tendencję do konserwatyzmu. Pozostawiony samemu sobie, zbyt łatwo idzie w niewolę, gdyż w zbyt krótkim czasie znuży go własna impulsywność. Na przykład najzacieklejsi jakobini z całą mocą popierali Napo­leona, gdy ten swą żelazną ręką tłumił swobody z okresu rewolucji.
Kto nie potrafi się wczuć w te konserwatywne instynkty mas, ten nie zrozu­mie należycie historii, zwłaszcza historii ruchów ludowych. Masy zmieniają tylko nazwy najróżniejszych instytucji społecznych; do tych nic nie znaczących zmian dążą nieraz zbyt gwałtownymi środkami. Ale instytucje społeczne są aż nadto w swej istocie wyrazem dziedzicznych potrzeb danej rasy, aby do tych instytucji nie powracać. Tłum jest zmienny wobec rzeczy błahych i powierz­chownych, ale zasadniczo posiada w swej duszy silny konserwatyzm, co upo­dabnia go do ludzi pierwotnych. Tłum z nadzwyczajnym uwielbieniem czci tradycję i czuje głęboki, podświadomy wstręt do wszelkiego nowatorstwa, gdyż drży przed jakąkolwiek zmianą warunków swego materialnego bytu. Gdyby demokracja w epoce wynalezienia warsztatów mechanicznych, maszyn paro­wych i kolei żelaznej miała taką władzę jak obecnie, to wprowadzenie tych wynalazków w życie byłoby niemożliwe albo doszłoby do skutku na drodze rewolucji. Szczęście postępu i cywilizacji polega na tym, że tłum stojący u wła­dzy nie miesza się w wielkie odkrycia na polu nauki i przemysłu.

§ 5. Moralność tłumu

Jeżeli przez moralność rozumieć będziemy ciągłe przestrzeganie pewnych norm społecznych i ustawiczne przeciwstawianie się egoistycznym impulsom, to jasne będzie, że tłum jest zbyt zmienny i nazbyt gwałtowny, by mógł być moralny. Jeśli jednak do tego pojęcia włączymy przejawy takich cech, jak poświęcenie, bezinteresowność, ofiarność, prawość, to można powiedzieć, że tłum zdobywa się nieraz na bardzo wzniosłe czyny moralne.
Niektórzy psychologowie, badając tłum z punktu widzenia jego czynów przestępczych i zwracając uwagę przede wszystkim na ich częstotliwość, stwierdzili, że poziom moralny tłumu jest bardzo niski. Nie da się zaprzeczyć, że często twierdzenie to jest słuszne. Ale dlaczego? Po prostu dlatego, że w duszy każdego człowieka drzemią instynkty burzycielskie i zdolność do okrucieństwa, będące pozostałością epoki pierwotnej. Jednostka zdaje sobie sprawę, że danie posłuchu tym instynktom może wprowadzić na niebezpieczną drogę, ale kiedy znajdzie się w nieodpowiedzialnym tłumie, który zapewnia jej bezkarność, wówczas nie dba o ich stłumienie.
Okrucieństwo tłumu i upodobanie do myślistwa mają wspólne źródło. Tłum, mordując swą bezbronną ofiarę, daje dowód nikczemnego okrucieństwa. Okru­cieństwo to jest w oczach człowieka myślącego blisko spokrewnione z okru­cieństwem myśliwych, którzy się zbierają, by z przyjemnością przyglądać się rozdzieraniu nieszczęśliwego jelenia przez zażarte psy.
Tłum, będąc zdolny do mordu, podpalenia i każdej innej zbrodni, równocze­śnie jest w stanie wytężyć swe siły dla dokonania czynów wzniosłych i bezin­teresownych, o wiele wspanialszych od tych, na jakie może się zdobyć jed­nostka. Każde odwołanie się do miłości Ojczyzny, do uczuć religijnych, do poczucia honoru oddziałuje na tłum, który jest zdolny do bezgranicznych poświęceń. W dziejach ludzkości mamy wiele przykładów podobnych do wy­praw krzyżowych i do ochotników z roku 1793.
Jedynie zbiorowości są zdolne do wielkiego poświęcenia i wysoce bezin­teresownych czynów. Ile tłumów zginęło bohatersko w obronie wierzeń oraz idei, haseł, których często prawie nie rozumiały. Tłum strajkujący czyni to raczej z posłuszeństwa wydanemu hasłu niż dla uzyskania podwyżki zarobków. U jed­nostki interes osobisty jest najczęstszym bodźcem postępowania, w tłumie zaś odgrywa on bardzo nieznaczną rolę. Przecież trudno wyobrazić sobie, by osobiste względy wiodły tłum na krwawe wojny, których celów na ogół nie rozumiał, chociaż dał się mordować tak łatwo jak skowronek zahipnotyzowany przez lusterko myśliwego.
Nawet największy drań, gdy stanie się cząstką tłumu, staje się na ten czas zwolennikiem bardzo surowych zasad moralnych. Taine opowiada, że uczest­nicy band mordujących w pamiętnym wrześniu 1793 roku oddawali do raje komitetów rewolucyjnych portfele i klejnoty znalezione przy mordowanych ofiarach, chociaż bezkarnie mogli je ukryć. Tłum nędzarzy zdobywający w cza­sie rewolucji 1848 roku pałac Tuileries nie zagarnął ani jednego z klejnotów, które przecież mogły go olśnić, a jeden taki klejnot wystarczyłby dla za­bezpieczenia bytu na wiele lat.
(...)
Idee można podzielić na dwie grupy. Do pierwszej zaliczymy idee przy­padkowe i przejściowe, powstające pod wrażeniem chwili, na przykład pod wpływem jakiejś jednostki bądź teorii. Do grupy drugiej zaliczymy idee zasad­nicze, którym otoczenie, dziedziczność i opinia nadają cechy niezmienności. Niegdyś takimi ideami były wierzenia religijne, a dziś idee demokratyczne i społeczne.
Idee zasadnicze możemy przedstawić jako wielką, powoli toczącą swe wody rzekę. Idee przejściowe to drobne fale, ciągle się zmieniające, poruszające powierzchnię rzeki i chociaż nie posiadające realnego znaczenia, to jednak bardziej rzucające się w oczy aniżeli bieg rzeki.
Idee zasadnicze, którymi żyli nasi ojcowie, zostały w obecnej epoce mocno zachwiane. Straciły swą trwałość, a dzięki temu i instytucje opierające się na nich zostały nadwerężone. Stwierdzamy, że co dnia pojawia się wiele idei przejściowych, ale tylko niektóre z nich stają się silne i zdobywają znaczne wpływy.
Każda idea, aby zawładnęła tłumami, musi być im podana w formie bardzo obrazowej i nadzwyczaj prostej. Idee przemienione w obrazy nie są ze sobą połączone żadnym logicznym związkiem analogii bądź następstwa i mogą następować jedna po drugiej jak szkła w czarnoksięskiej latarni, wyjmowane jedno po drugim z kasety, do której je włożono. To tłumaczy owo równoczesne istnienie w duszy tłumu najsprzeczniejszych idei. Od przypadku zależy, które z idei ożywią się w duszy tłumu; z tego też wynika, że tłum jest zdolny do dokonania czynów najbardziej sprzecznych, a brak krytycyzmu nie pozwala mu zauważyć tej sprzeczności.
(...)
Idee, aby mogły stać się własnością tłumu, powinny otrzymać jak najprostszą formę; dzięki temu uproszczeniu ulegają one gruntownym przekształceniom. Wielkość tych zmian, jakim ulega idea, zanim wrośnie w duszę tłumu, daje się stwierdzać zwłaszcza wtedy, kiedy chodzi o wznioślejsze idee filozoficzne i naukowe. Przekształcenia te zależą przede wszystkim od rasy, do której dany tłum należy; ogólną ich właściwością jest uproszczenie i pomniejszenie idei. Dlatego z punktu widzenia społecznego nie istnieje w rzeczywistości żadna hierarchia idei, tzn. nie ma idei wyższych lub niższych. Już sam fakt przedostania się idei do tłumu dowodzi, że pozbawiona została ona tego wszystkiego, co stanowiło jej podniosłość i wielkość.
Zaznaczam, że ze społecznego punktu widzenia hierarchiczna wartość idei nie ma znaczenia. Należy mówić o ich wpływie, a nie o ich wartości. Chrześci­jaństwo wieków średnich, idee demokratyczne ubiegłego stulecia oraz współ­czesne idee społeczne nie są zapewne zbyt podniosłe. Z punktu widzenia filozofii należy je uznać za marne złudzenia, a mimo to ich wpływ był bardzo znaczny i jeszcze przez długi czas będą one zasadniczymi impulsami postępo­wania.
Idea dopiero wtedy opanowuje tłum, kiedy po owych przekształceniach, dzięki którym staje się dla niego dostępna, o czym mówić będę w innym miejscu, przeniknie w nieświadomość tłumu i w sferę jego uczuć. A na to potrzeba zawsze dłuższego czasu.
Trudno zresztą sądzić, że wykazanie słuszności jakiejś idei wystarczy, by oddziaływała ona odpowiednio na umysły, choćby wykształcone. Możemy się o tym przekonać, gdy zwrócimy uwagę na fakt, że najbardziej oczywiste dowo­dy wywierają mały wpływ na większość ludzi. Chociaż niejeden nie odmówi im słuszności, to jednak pod działaniem nieświadomych czynników swej duszy szybko powróci do poprzednich zapatrywań. Gdybyśmy go zobaczyli w kilka dni później, wysunie na nowo swe stare argumenty i tak samo nawet będzie je wypowiadał. Znajduje się bowiem pod wpływem swych wcześniejszych idei, które przekształciły się już w uczucia i kierują jego słowami i czynami.
Idea, która na mocy różnorodnych przekształceń przeniknęła w końcu duszę tłumu, osiąga olbrzymią moc i popycha tłum do odpowiednich czynów. Idee filozoficzne, których wynikiem była Wielka Rewolucja Francuska, potrze­bowały całego stulecia, zanim zagnieździły się w duszy tłumów. Gdy owładnęły duszą tłumu, działały z nieprzezwyciężoną siłą. Zapał tłumów, chcących rów­ności społecznej, urzeczywistnienia wyśnionych praw i prawdziwej wolności, nadwerężył trony i przekształcił cały świat zachodni. Przez 20 lat narody gryzły się nawzajem, a Europa była widownią tak krwawych walk, jak za czasów Dżyngis-chana lub Tamerlana. Nigdy tak oczywiste nie były skutki panowania skrajnych idei nad tłumem.
Przyznać trzeba, że idee bardzo powoli i z wielkim trudem wrastają w duszę tłumu; ale też nie szybciej i nie łatwiej uwalniającego duszę od swej władzy. Dlatego pod względem idei tłum zawsze stoi o kilka pokoleń niżej od uczonych i filozofów. Dlatego mężowie stanu wiedzą obecnie, że odrętwienie idei zasad­niczych jest chwilowe, lecz wpływ tych idei jest tak wielki, że muszą do nich dostosowywać zasady rządzenia.

§ 2. Jak rozumuje tłum?

Nie można twierdzić, że tłum w ogóle nie rozumuje ani nie ulega wpływowi rozumowania. Dowody, które tłum podaje i które potrafią go przekonać, są z punktu widzenia logiki tak płytkie, że jedynie na mocy dość naciągniętej analogii możemy je zaliczyć do zakresu rozumowania.
Rozumowanie tłumów z pewnością opiera się na kojarzeniu pojęć, podobnie jak rzecz się ma z prawdziwym rozumowaniem. Ale idee, które kojarzy wy­obraźnia tłumu, łączą się tylko pozornie na podstawie analogii lub następstwa. Tak rozumuje na przykład Eskimos, który wiedząc z doświadczenia, że lód jest przezroczysty i topnieje w ustach, może być przekonany, że i szkło winno się w ustach topić, ponieważ jest również przezroczyste, albo dziki, gdy zjada serce mężnego wroga, myśląc, że przejmie jego męstwo, albo też robotnik wyzyski­wany przez swego pracodawcę, gdy wyciąga z tego wniosek, że wszyscy pracodawcy są wyzyskiwaczami.
Kojarzenie rzeczy zupełnie niepodobnych, połączonych tylko pozornymi więzami i natychmiastowe uogólnianie poszczególnych wypadków - oto, co charakteryzuje rozumowanie tłumów. Takim też rozumowaniem muszą posłu­giwać się ci, którzy chcą wszczepić w tłum pewne poglądy, bo inaczej nie zdobędą na niego wpływu. Rozumowanie według zasad logiki byłoby dla tłumu czymś obcym i niezrozumiałym. Na tej podstawie można twierdzić, że tłum nie rozumuje albo rozumuje błędnie i nie poddaje się żadnemu rozumowaniu.
Zgłębiając mowy, które wywarły wielki wpływ na słuchaczy, możemy dziwić się słabości ich rozumowania; nie wolno jednak zapominać o tym, że przemówienie nie jest przeznaczone na lekturę ludzi uczonych, ale na porwanie słuchających. Mówca znający duszę tłumu potrafi za pomocą kilku zdań opa­nować silniej tłum aniżeli olbrzymie tomy napisanych mów, których argumen­tacja nie popada w zatarg z prawami logiki.
Ta niezdolność do poprawnego rozumowania łączy się u tłumu z brakiem wszelkiego krytycyzmu, tj. brakiem umiejętności wyczuwania, co jest prawdą, a co fałszem, i z niezdolnością do wydawania trafnego sądu o jakimkolwiek czynie czy przedmiocie. Tylko sąd narzucony tłumowi znajdzie u niego uznanie, nigdy zaś sąd będący wynikiem skrupulatnych badań i roztrząsań. Pewne opinie jedynie dlatego zbyt szybko się rozpowszechniają, że większość ludzi woli bez dowodu przyjąć gotowy już sąd od drugich, aniżeli zastanawiać się i formuło­wać własny sąd.

§ 3. Wyobraźnia tłumu

Podobnie jak istoty niezdolne do rozumowania, tłum ma nadzwyczaj wra­żliwą wyobraźnię. Każdy obraz powstający w jego duszy, czy to pod wpływem jakiegoś zdarzenia czy osoby, ma barwy tak żywe, jak gdyby był rzeczywisty. Możemy pod tym względem porównać tłum ze śpiącym człowiekiem, którego umysł, chwilowo nieaktywny, wytwarza tak żywe obrazy, jakby się wszystkie działy na jawie; jednak zastanowienie się rozwiewa tę ich moc. Tłum nie jest zdolny ani do rozumowania, ani do zastanawiania się; nie istnieją dla niego rzeczy nieprawdopodobne. Wiemy jednak, że najbardziej pociągające są właś­nie rzeczy najmniej prawdopodobne. Dlatego tłum chętniej zajmuje się tym, co jest nieprawdopodobne i legendarne. W istocie niezwykłość i legenda są praw­dziwym źródłem cywilizacji. W historii większą rolę odgrywają zmyślenia niż rzeczywistość. Wyżej stawia się ułudę nad rzeczywistość.
Tłum potrafi myśleć wyłącznie obrazami i jest bardzo wrażliwy na obrazowe przedstawienie danego faktu lub rzeczy. Tylko za pomocą takiego przedsta­wienia można tłum porwać i pobudzić do działania.
Wiemy, że przedstawienia teatralne mają wielki wpływ na tłum, ponieważ dają obraz w formie najbardziej jasnej. Panem et circenses - „Chleba i igrzysk" - domagał się tłum rzymski i zdaje się, że ten ideał mimo upływu czasu nie uległ zbytniej zmianie. Nic bardziej nie przemawia do wyobraźni tłumu niż sztuka teatralna. Wszyscy .zebrani w teatrze doznają w jednym czasie prawie jednakowych uczuć, które jedynie dlatego nie zamieniają się w czyny, że najgłupszy nawet widz wie, iż to tylko złudzenie, że zmyślone sytuacje wy­wołały jego śmiech lub płacz. Może się jednak zdarzyć, że uczucia wywołane przez te rozmyślnie w tym celu zmyślone obrazy stają się tak silne i gwałtowne, iż szukają ujścia w czynach. Znana jest powiastka o pewnym teatrze ludowym, w którym po skończonym przedstawieniu trzeba było pilnować artystę gra­jącego rolę zdrajcy, ażeby go uchronić przed gniewem widzów oburzonych na jego rzekome zbrodnie. To określa łatwość, z jaką tłum poddaje się sugestii i charakteryzuje dosadnie jego stan umysłowy. Urojenie działa na tłum z nie mniejszą siłą niż rzeczywistość. Tłum ma wyraźną skłonność do mieszania tych sprzecznych rzeczy.
Na wyobraźni mas zasadza się potęga zdobywców i siła państw. Kto chce porwać tłum, musi na niego oddziaływać. Wielkie wydarzenia historyczne, na przykład powstanie buddyzmu, chrześcijaństwa, islamu, reformacja, rewolucja francuska, a obecnie groźny zalew socjalizmu-oto bezpośrednie skutki potęż­nych wrażeń, jakie wywołano w wyobraźni tłumu.
Dlatego wielcy mężowie stanu we wszystkich krajach i we wszystkich okresach, łącznie z najbardziej bezwzględnymi despotami, uważali wyobraźnię mas za podwalinę swej władzy. Nigdy nie próbowali pójść przeciw nim. „Zostałem katolikiem - oświadczył Napoleon w Radzie Stanu - aby ukończyć wojnę w Wandei, jako muzułmanin podbiłem Egipt, a jako ultramontanista pozyskałem duchowieństwo we Włoszech. Gdybym był królem żydowskim, to przede wszystkim odbudowałbym świątynię Salomona".

Czy istnieją metody, za pomocą których można oddziaływać na wyobraźnię tłumu?
Tym zajmę się poniżej. Na razie zaznaczę, że metody te nie polegają na oddziaływaniu na inteligencję i rozsądek. To nie za pomocą uczonej retoryki poderwał Antoniusz lud rzymski przeciw mordercom Cezara, lecz przeczy­taniem jego testamentu i pokazaniem zwłok.

Aby wpłynąć na wyobraźnię tłumu, należy mu przedstawić żywy i jasny obraz, bez jakichkolwiek dodatkowych interpretacji, ale zawierający nadzwy­czajne fakty, na przykład doniosłe zwycięstwo, wielki cud, straszliwą zbrodnię lub powabną nadzieję. Ważną rzeczą jest przedstawiać pewną całość spraw, lecz nigdy nie dociekać ich źródeł. Setki mniej znaczących przestępstw lub wypadków nie potrafią do tego stopnia poruszyć duszy tłumu jak jedna wielka zbrodnia lub pojedyncza katastrofa, chociażby jej skutki były o wiele mniejsze od skutków tych drobnych wypadków razem wziętych. Epidemia grypy, na którą w ciągu kilku tygodni zmarło w Paryżu około 5000 osób, nie wywarła żadnego wrażenia na ludności, albowiem odbywało się to powoli, bez jakich­ kolwiek większych wstrząsów.

Ta prawdziwa hekatomba nie ujawniła się w jednym wyraźnym fakcie - tylko w tygodniowych sprawozdaniach. Wypadek natomiast, powodujący śmierć nie 5000, ale 500 osób, lecz tego samego dnia, na placu publicznym i wskutek wyraźnej przyczyny, na przykład runięcia wieży Eiffla, wywołałby olbrzymie wrażenie. Myśl o możliwej stracie parowca transatlantyckiego, o któ­rym nie było przez dłuższy czas wiadomości, niepokoiła silnie przez osiem dni wyobraźnię tłumów. Tymczasem urzędowe statystyki wskazują, że w tym samym roku zatonęło około tysiąca wielkich okrętów. Ale stopniowymi stra­tami, choć w sumie o wiele większymi z powodu zaginionych istnień ludzkich i zniszczonych towarów, tłumy ani przez chwilę się nie interesowały.

Nie od charakteru faktów, lecz od sposobu, w jaki docierają do wiadomości ogółu, zależy ich wpływ na wyobraźnię tłumów. Oddziałują one na nią silnie, gdy przez swe nagromadzenie wywołują jaskrawe, opanowujące umysły ludz­kie, obrazy. Kto umie działać na wyobraźnię tłumów - umie nimi rządzić.

Badanie przekonań tłumu wykazało, że we wszystkich epokach, czy to fanatyzmu religijnego, czy wielkich przewrotów politycznych, przybierają one pewną charakterystyczną formę, której treść najlepiej oddamy określeniem: uczucia religijne.

Ich cechy charakterystyczne są nadzwyczaj proste: uwielbienie dla naj­wyższej istoty, obawa przed przyznawaną jej potęgą, bezwzględne posłuszeń­stwo jej nakazom, niemożność dyskutowania dogmatów, pragnienie ich upo­wszechnienia, uznanie za wroga każdego, kto tych prawd nie wyznaje. Każde uczucie, bez względu na to, czy odnosi się do Boga niewidzialnego czy kamien­nego lub drewnianego bożka, do bohatera lub jakiejś idei, jeżeli tylko ma wyżej podane cechy, należy zaliczyć do uczuć religijnych, gdyż w swej istocie po­zostaje ono zawsze religijne i zawiera również pierwiastki nadprzyrodzone i niezwykłe. Tłum przyznaje tę samą moc cudowną zarówno ideom, jak i zwy­cięskiemu wodzowi, który potrafi w odpowiednim momencie opanować jego duszę.
Człowiek jest religijny nie tylko wtedy, kiedy żywi uwielbienie dla jakiegoś bóstwa, ale także wtedy, kiedy wszystkie zasoby umysłu, całą swą wolę i cały fanatyczny zapał oddaje w służbę sprawy lub istoty, które stały się celem i drogowskazem jego uczuć i działań.

Nieuniknioną właściwością ludzi o silnie rozwiniętym uczuciu religijnym jest fanatyzm i brak tolerancji, wierzą oni bowiem, że tylko oni są w posiadaniu klucza do rajskich bram przyszłego żywota. Myślą, że w ten sposób zaciągają się na wierną służbę uwielbianemu bóstwu, które-ich zdaniem - domaga się od nich złożenia sobie w ofierze wszystkich myśli i czynów. Każda jednostka będąca cząstką tłumu ma te dwa wyżej wspomniane, charakterystyczne rysy, gdy tylko uczucia tłumu zostaną w odpowiednim stopniu rozpalone. Jakobini z okresu terroru byli w zasadzie nie mniej religijni niż katolicy z czasów inkwi­zycji, a ich okrutny zapał miał to samo źródło.
Powyżej wyniszczone właściwości nadają wszelkim wierzeniom tłumu pos­tać religijną. Jednostka ciesząca się uznaniem tłumu może stać się dla niego bóstwem. Takim bóstwem tłumu przez lat piętnaście był Napoleon; żaden inny bohater nie miał tak gorących czcicieli, żaden też równie łatwo nie posyłał ludzi na niechybną śmierć. Bóstwa pogańskie czy chrześcijańskie nie miały bardziej od niego absolutnej władzy nad duszami ludzkimi.

Na wzbudzaniu fanatyzmu, dzięki któremu jednostka znajduje szczęście w posłuszeństwie i uwielbieniu, twórcy nowych religii i przekonań społecznych budowali przyszłość swych poglądów. Rozfanatyzowana jednostka jest zdolna do oddania życia za swe bożyszcze. Pogląd ten okazuje się słuszny po dzień dzisiejszy. Fustel de Coulanges w pracy o Galii za panowania rzymskiego słusznie powiada, że Rzymianie dzierżyli swą władzę nie siłą, lecz dzięki religijnemu uwielbieniu, jakie potrafili dla siebie wzbudzić.

Quote
„Jest to bowiem - jak się zdaje - jedyny przykład w dziejach ludzkości, by władza znienawidzona przez ludy trwała niezachwianie przez pięć wieków... Nie da się w inny sposób wytłumaczyć faktu, że 30 legionów rzymskich utrzy­mywało w karbach 100 milionów wrogiego sobie ludu. Ubóstwienie cesarza, który uosabiał wielkość Rzymu, było przyczyną tego władztwa. W całym państwie rzymskim powstała religia, w której bogami byli sami cesarze. Przed zapanowaniem chrześcijaństwa 60 plemion galijskich wybudowało wspólnie w okolicy Lyonu świątynię ku czci Augusta... Kapłani tej świątyni, wybrani przez zgromadzenie plemion galijskich, zajmowali pierwsze miejsca w kraju... Służalstwem i bojaźnią nie można tych faktów tłumaczyć, albowiem służalczość nie cechowała narodu galijskiego, który nie był zdolny do zginania karku przez trzy wieki. Nie tylko pretorianie ubóstwiali cesarzy, ale Rzym cały, a z nim Galia, Hiszpania, Grecja i Azja".

Chociaż władcy dusz ostatnich wieków nie posiadają świątyń, to jednak mają swe posągi i obrazy, a cześć im oddawana bardzo mało się różni od czci z wieków ubiegłych. Kto chce zrozumieć filozofię historii, musi uchwycić ten rys psychologii tłumu: trzeba dla niego być bóstwem albo niczym.

Nie są to przesądy dawnych wieków, którym kres położył rozum. W swej odwiecznej walce z rozumem uczucie nie zostało nigdy pokonane. Tłumy nie chcą dziś słyszeć o bóstwach i religii, którym tak długo ulegały. Nigdy jednak nie stawiano tylu pomników co w ostatnim stuleciu. Ruch ludowy znany pod nazwą bulanżyzmu wykazał, jak łatwo odradzają się instynkty religijne tłumów. Nie było oberży wiejskiej, w której nie byłoby portretu bohatera. Przypisywano mu moc zaradzenia wszelkim niesprawiedliwościom i niedomaganiem. Tysiące gotowe były dać życie za niego. Jakież zająłby on miejsce w historii, gdyby jego charakter wytrzymał ciężar legendy?

Dlatego powtórzę tu znany truizm, że tłum potrzebuje religii. Poglądy bowiem, czy tyczyć się będą kwestii politycznych, społecznych, czy religijnych, wtedy dopiero zostaną przyjęte przez tłum, kiedy przybiorą formę religii, dzięki której nie będą mogły podlegać dyskusji. Nawet ateizm, gdyby się stał włas­nością tłumu, byłby fanatycznie nietolerancyjny jak religia, a w swej formie zewnętrznej wkrótce stałby się kultem. Rozwój niewielkiej sekty pozytywistów może posłużyć tu za przykład.

...


Zobacz na:
Psychologia rozwoju narodów - Gustaw Le Bon
https://forum.wybudzeni.com/index.php?topic=2133.0
Psychologia Socjalizmu - Gustaw Le Bon
https://forum.wybudzeni.com/index.php?topic=2131.0
« Last Edit: (Mon) 28.09.2015, 16:59:46 by BladyMamut »
“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje