Author Topic: Porodowy Biznes  (Read 2178 times)

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • WyBudzony
  • *
  • Posts: 2 554
  • Reputacja: +12/-0
Porodowy Biznes
« on: (Tue) 01.04.2014, 16:33:05 »
Porodowy Biznes
http://www.youtube.com/watch?v=w7XRoMlg_D8

http://www.youtube.com/playlist?list=PL9EBEE115464A9A06

Czy ciąża to choroba? Czy porody w szpitalu są czymś normalnym, czy też kolejnym sposobem na wywoływanie traumy u przychodzących na świat nowych członków społeczeństwa?

Oto film o tym, jak porody mogą i powinny wyglądać.
Porody naturalne, o których przeważnie zielonego pojęcia nie mają lekarze położnicy.
Zwykle spodziewają się oni bowiem powikłań, a prawda jest taka, iż sami najczęściej do nich doprowadzają, by móc następnie nieść rodzącym kobietom pomoc.

Jeśli do tej pory poród kojarzył ci się tylko z bólem, dramatycznym krzykiem i nerwową interwencją "specjalistów medycznych" to koniecznie obejrzyj niniejszy film. Zobaczysz kobiety rodzące inaczej - czyli po ludzku i naturalnie.
Film polecam szczególnie przyszłym mamom!

----------


Demografia polski i plan Himlera - Józef Kossecki i Adama Wielomski
https://www.youtube.com/watch?v=t-CSOeKKdgg



Zobacz na:
SZCZEPIENIE przeciw CIĄŻY. Cud czy zagrożenie?
https://forum.wybudzeni.com/index.php?topic=1912.0
« Last Edit: (Mon) 01.06.2015, 22:37:10 by BladyMamut »
“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • WyBudzony
  • *
  • Posts: 2 554
  • Reputacja: +12/-0
Odp: Porodowy Biznes
« Reply #1 on: (Mon) 01.06.2015, 22:41:24 »
Lekarze się boją. Często wolą zrobić cesarkę, nawet jeśli nie jest to bezwzględnie konieczne [FAKTY I MITY O CESARSKIM CIĘCIU]

Odsetek ciąż rozwiązywanych przez cięcie cesarskie nie powinien przekraczać 15 proc. - w naszym kraju sięga 40 proc.

W Polsce cesarskim cięciem kończy się już niemal 40 proc. ciąż. Na te dane wpływa wiele czynników, nie tylko tych medycznych. Rosnący odsetek cesarek "na życzenie" to często efekt mitów, które nagromadziły się wokół operacji - że to prosty i lepszy dla dziecka zabieg, który chroni przed bólem i powikłaniami typowymi dla porodu fizjologicznego. O tym, jak jest naprawdę, rozmawiamy z ekspertami: dyrektorem Instytutu Matki i Dziecka w Warszawie i konsultantem woj. świętokrzyskiego w zakresie położnictwa i ginekologii.
Liczba ciąż kończących się cesarskim cięciem rośnie systematycznie od końca lat 90. Według informacji zbieranych przez Instytut Matki i Dziecka w Warszawie, w 1999 roku w wyniku cesarki urodziło się 18,1 proc. dzieci; dwa lata temu odsetek ten wynosił już 39,8 proc. Dlaczego? Lekarze jednym tchem wymieniają głównie przyczyny medyczne: coraz więcej kobiet rodzi dzieci już po uprzednio wykonanym zabiegu cesarskiego cięcia (według zaleceń kobieta powinna wyrazić zgodę, jeśli chce urodzić kolejne dziecko drogami natury), rośnie też odsetek ciąż wysokiego ryzyka.

- Dzięki rozwojowi medycyny na świat przychodzą dzieci, które jeszcze kilka lat temu nie miałyby szans na przeżycie, i one też najczęściej rodzą się na drodze cięcia cesarskiego. Nie można również zapomnieć o rosnącej liczbie ciąż będących wynikiem zapłodnienia in vitro, które są bardzo często traktowane właśnie jako ciąże podwyższonego ryzyka i kończą się porodem na drodze operacyjnej - tłumaczy konsultant woj. świętokrzyskiego w zakresie ginekologii i położnictwa dr hab. Wojciech Rokita.

Tego, kiedy powinno się przeprowadzić zabieg, nie precyzuje jednak Ministerstwo Zdrowia. Cięcia cesarskie nie są objęte regulacjami prawnymi. Decyzja o sposobie rozwiązania ciąży jest podejmowana każdorazowo przez lekarza ginekologa-położnika w oparciu o wiedzę na temat stanu zdrowia matki i płodu, a także istniejące standardy medyczne wydawane przez Towarzystwo Ginekologiczno-Położnicze - czytamy w oświadczeniu przesłanym przez rzecznika prasowego resortu Krzysztofa Bąka.


Zgodnie z zaleceniami Światowej Organizacji Zdrowia odsetek ciąż rozwiązywanych przez cięcie cesarskie nie powinien przekraczać 15 proc. (fot. Shutterstock.com)

Lista wskazań Towarzystwa Ginekologiczno-Położniczego do cesarskiego cięcia jest długa, jednak obejmuje głównie nieoczekiwane nieprawidłowości, które mogą pojawić się podczas porodu fizjologicznego - m.in. nieprawidłowe ułożenie płodu, podejrzenie krwotoku wewnętrznego, przedwczesne odklejenie się łożyska czy zaburzenia czynności serca dziecka. Do planowej operacji matkę kwalifikują natomiast takie czynniki jak zmiany w kręgosłupie czy zaburzenia krążenia. Tymczasem zgodnie z zaleceniami Światowej Organizacji Zdrowia, bez względu na przyczyny, odsetek ciąż rozwiązywanych przez cięcie cesarskie nie powinien przekraczać 15 proc.

„Marysia zmarła przez brak cesarki?”

Wpływ na rosnącą liczbę cesarek mają także media. - Niemal każde niepowodzenie położnicze jest przedstawiane przez dziennikarzy jako wina personelu, który powinien przeprowadzić cesarskie cięcie. W obawie przed oskarżeniami o zaniedbanie lekarze prowadzący poród wolą niejednokrotnie zakończyć go zabiegiem operacyjnym, nawet jeśli nie ma ku temu bezwzględnych wskazań - tłumaczy dr Rokita.

To prawda: historie o porodach, przy których zmarło dziecko lub matka, każdorazowo wstrząsają opinią publiczną. Choć wyjaśnienie przyczyn tragedii może trwać kilka miesięcy, dziennikarze szybko łączą fakty. „Marysia zmarła przez brak cesarki?”, „Nie zrobili cesarskiego cięcia, dziecko zmarło”, „Dziecko zmarło podczas spóźnionej cesarki” - tytuły artykułów prasowych przemawiają do wyobraźni równie mocno jak dramatyczne historie opisywane na forach internetowych.

„Poród miałam koszmarny: męczyłam się prawie 20 godz., nie chcieli mi zrobić cesarki i musiałam dziecko rodzić naturalnie”; „Rodziłam ponad 3 lata temu 30 godz. i nie chcieli zrobić ani cesarki, ani dać mi znieczulenia” - wspominają kobiety. Inne matki opowiadają o wadach, z którymi urodziło się dziecko bądź zlekceważonych przez lekarzy przeciwwskazaniach do porodu fizjologicznego. Takie historie budzą w młodych matkach lęk, nawet jeśli przyczyna śmierci dziecka była inna, niż początkowo zakładano (o czym media nie informują już tak szybko), a traumatyczny poród koleżanki to wyjątek.

- Ta atmosfera i presja mediów powodują, że lekarze, obawiając się odpowiedzialności, często decydują o wykonaniu cięcia cesarskiego w przypadku braku bezwzględnych wskazań, a opinia publiczna żyje w przekonaniu o fatalnym stanie naszej służby zdrowia. Mało kto wie, że porody w Polsce nie są prowadzone źle - ponad 99,5 proc. z nich kończy się urodzeniem żywego dziecka, a wskaźnik umieralności okołoporodowej wynosi jedynie 6 promili. To o wiele mniej niż w innych krajach europejskich; np. we Francji umiera dwa razy więcej noworodków niż u nas - zaznacza dr Rokita.

Podobnego zdania jest doktor Tomasz Maciejewski, dyrektor Instytutu Matki i Dziecka w Warszawie. - Patologie związane z porodem dotyczą 6 proc. ciąż. 94 proc. porodów odbywa się bez żadnych problemów bez względu na drogę, jaką zostały przeprowadzone. Pogląd głoszący, że lekarze zwlekają z przeprowadzeniem cesarskiego cięcia, mimo że były ku temu wskazania, wynika właśnie z nagłaśniania przypadków, w których coś poszło nie tak i które były odstępstwem od normy - dodaje.

„To niezgodne ze sztuką lekarską”

Suche dane nie uspokajają jednak rodzących. Wiele z nich w obawie przed porodem fizjologicznym decyduje się na poszukiwania szpitala, w którym - zazwyczaj za wysoką opłatą - będą mogły urodzić metodą cesarskiego cięcia, nawet jeśli nie ma ku temu przesłanek. Cięcie cesarskie na życzenie stanowi nowy problem ostatnich lat. Trwa dyskusja, czy można wykonać je w sytuacji, gdy nie ma wskazań medycznych, a ewentualne wykonanie zabiegu podyktowane jest wyłącznym życzeniem rodzącej. Głównym powodem do podejmowania takiej decyzji jest lęk pacjentki. Lęk można zredukować poprzez odpowiednią psychoterapię ciężarnej oraz akcję edukacyjną społeczeństwa - zauważa Towarzystwo Ginekologiczno-Położnicze.

Podobnego zdania jest dr Maciejewski. - I WHO, i inne organizacje naukowe określiły jasno, że nie ma czegoś takiego jak cesarskie cięcie na życzenie. Tak naprawdę jest to niezgodne z zasadami sztuki lekarskiej i tego nie powinniśmy robić. Ginekolodzy często ulegają jednak naciskom kobiet i znajdują powody, które kwalifikują ciężarną do zabiegu - tłumaczy.

Dyrektor Instytutu Matki i Dziecka zwraca też uwagę, że im większa zamożność danego kraju, im wyższy poziom wykształcenia i edukacji, a także dostęp do znieczuleń, tym mniej zabiegów cesarskich cięć. Jako przykład mogą tu posłużyć Włochy: południowa, biedniejsza część kraju, ma od półtora do dwóch razy wyższy odsetek cesarskich cięć niż bogatsza północ. W Szwecji cesarskim cięciem kończy się 15-17 proc. porodów, tymczasem na południu Europy jest to nawet połowa ciąż.

Dr Rokita przypomina jednak, że problemem nie jest sama liczba cesarskich cięć, ale konsekwencje, jakie te zabiegi niosą dla pacjentek w przyszłości. - Rosnąca liczba operacji powoduje, że zwiększa się liczba powikłań w kolejnych ciążach - m.in. nieprawidłowości związanych ze złym zagnieżdżaniem się łożyska, z ciążami w bliznach po cesarskim cięciu czy zagrożeniami związanymi z operacjami kobiet, które w młodości kilkukrotnie przeszły cesarskie cięcia. Powikłania te stanowią bowiem realne zagrożenia dla zdrowia, a nawet życia pacjentek po przebytych cięciach cesarskich - przekonuje lekarz.

Cesarskie cięcie jak makijaż permanentny

Na popularność „cesarki na życzenie” może też wpływać brak wiedzy. Część matek przekonuje, że w porównaniu z porodem fizjologicznym operacja niesie za sobą same plusy: mniejsze ryzyko powikłań, krótszy okres rekonwalescencji, lepszy stan dziecka, które nie musi się przeciskać przez kanał rodny. W zestawieniu ze słowem „cesarka” rzadko pojawia się jednak termin „operacja” - według wielu internautek to raczej niegroźny dla zdrowia „zabieg”, będący przeciwwagą dla niebezpiecznego porodu siłami natury. - W odbiorze społecznym cesarskie cięcie jest operacją porównywalną ze zrobieniem makijażu permanentnego. Niestety tak nie jest - zaznacza konsultant wojewódzki.

- Żeby zmniejszyć odsetek cesarskich cięć, trzeba przede wszystkim zmienić nastawienie opinii publicznej do samego porodu. Ludziom trzeba uświadomić, że nie każdy poród musi się zakończyć sukcesem i że urodzenie zdrowego dziecka nie zależy tylko od personelu i systemu opieki medycznej, ale także tego, co działo się z kobietą: jak zachowywała się w trakcie ciąży, jak się do niej przygotowywała - tłumaczy dr Rokita.

Inne kobiety ostrzegają, że dzieci urodzone poprzez cesarskie cięcie są mniej odporne, a matka może mieć potem trudności z karmieniem piersią czy zajściem w ciążę. W tych dyskusjach często przewijają się także kwestie światopoglądowe, gloryfikujące cierpienie rodzącej podczas porodu fizjologicznego.


O popularne mity związane z cesarskim cięciem zapytaliśmy dyrektora Instytutu Matki i Dziecka w Warszawie - doktora Tomasza Maciejewskiego.

1. Cesarskie cięcie to rutynowy zabieg - FAKT

Tak, bo to jedna z procedur powszechnie wykonywanych w położnictwie od ponad 200 lat. W ten sposób kończy się też 37 proc. wszystkich ciąż w Polsce. Trzeba jednak pamiętać, że fakt, iż cesarskie cięcie jest zabiegiem rutynowym, nie oznacza, że nie niesie ono za sobą możliwości powikłań.

2. Cesarskie cięcie to prosty zabieg, a nie operacja - MIT

Cesarskie cięcie to taka sama operacja brzuszna jak wycięcie fragmentu jelita, pęcherza moczowego czy innego narządu wewnątrzotrzewnowego. Podczas zabiegu przecinamy jamę brzuszną, otwieramy macicę, wyjmujemy dziecko... To poważna ingerencja w organizm kobiety.

Zabiegi chirurgiczne w ginekologii niosą też za sobą większe ryzyko powikłań niż inne operacje. Odporność rodzącej jest mniejsza niż zwykle, więc jest ona bardziej narażona na choroby zakaźne. Poza tym pochwa nie jest środowiskiem sterylnym (co także sprzyja powikłaniom), a u ciężarnych po cesarskim cięciu występuje zwiększone ryzyko choroby zakrzepowo-zatorowej.

3. Rekonwalescencja po cesarskim cięciu jest krótka, niemal od razu wraca się do formy - MIT

To zdecydowanie mit. Podczas cesarskiego cięcia przecina się mięśnie brzucha, więc po zabiegu przez minimum tydzień kobieta musi nosić szwy. Głębsze rany goją się kilka-kilkanaście tygodni, a pełne uformowanie się blizn trwa nawet pół roku. Po porodzie fizjologicznym okres rekonwalescencji jest znacznie krótszy.

4. Cesarskie cięcie niesie za sobą mniejsze ryzyko powikłań niż poród fizjologiczny - MIT

To nieprawda - ryzyko powikłań jest większe. Ta operacja niesie za sobą niebezpieczeństwo uszkodzenia narządów otaczających macicę, każde kolejne cesarskie cięcie zwiększa też ryzyko powikłań i uszkodzenia narządów jamy brzusznej - np. pęcherza moczowego, jelit. Zrosty pojawiające się w jamie otrzewnej mogą także spowodować w przyszłości niedrożność przewodu pokarmowego.

Oprócz tego z każdym kolejnym zabiegiem wzrasta ilość krwi utraconej podczas operacji, a rany goją się dłużej. W miejscu poddanym zabiegowi może też powstać przepuklina, która w przyszłości będzie wymagała reoperacji. Poza możliwymi powikłaniami pooperacyjnymi ryzyko niesie za sobą także sam zabieg.

5. Jeżeli pierwszy poród zakończył się cesarskim cięciem, kolejne muszą być przeprowadzone w taki sam sposób - FAKT/MIT

Jeżeli nie powtarzają się problemy, które występowały podczas pierwszej ciąży czy porodu, kobieta ma szansę urodzić drogami natury. Obecnie przyjęło się jednak, że standardowo po drugim cesarskim cięciu kolejne porody powinny również kończyć się takim zabiegiem. Po przedyskutowaniu z lekarzem wszystkich za i przeciw oraz ustaleniu pewnych zasad kobieta mogłaby jednak podjąć próbę urodzenia drogami natury.

6. Cesarskie cięcie chroni przed powikłaniami poporodowymi, np. problemami z nietrzymaniem moczu czy uszkodzeniami krocza - FAKT/MIT

To prawda - zabieg chroni przed uszkodzeniami krocza, bo dziecko nie przechodzi przez kanał rodny. Natomiast w kwestii problemów z nietrzymaniem moczu wyniki badań są rozbieżne.

Z ustaleń ekspertów wynika, że dla tych problemów kluczowy jest sam fakt donoszenia ciąży. Ciężar, który się wówczas pojawia - czyli dodatkowe 8-10 kg - rozciąga mięśnie miednicy, i to jest główną przyczyną późniejszych zaburzeń trzymania moczu. Te doniesienia potwierdza fakt, że problemy z nietrzymaniem moczu mają też kobiety po cesarskim cięciu.

7. Duża wada wzroku to wskazanie do cesarskiego cięcia - MIT

Sama wada wzroku nie kwalifikuje do zabiegu. Problemem jest bowiem nie liczba dioptrii, ale np. specyficzne wady siatkówki, które rzeczywiście mogą być niebezpieczne dla zdrowia matki. W tej kwestii decyzja o rodzaju porodu zależy jednak od opinii okulisty.

Innymi wskazaniami do planowego cesarskiego cięcia są nieprawidłowości w budowie miednicy, dysproporcja między wielkością miednicy rodzącej a rozmiarem dziecka, nieprawidłowe położenie płodu czy niektóre schorzenia matki.

Cesarskie cięcie przeprowadza się też wówczas, gdy pojawią się nagłe wskazania medyczne stanowiące zagrożenie dla zdrowia lub życia matki czy noworodka - np. krwotok.

8. Jeśli moja matka miała cesarskie cięcie, mnie też to czeka - MIT

Przebieg ciąży matki nie ma wpływu na to, czy u jej córki także trzeba będzie wykonać cesarskie cięcie.

9. Kobieta po cesarskim cięciu może mieć trudności z ponownym zajściem w ciążę - FAKT

To prawda - uważa się, że do 30 proc. kobiet ma problem z zajściem w ciążę właśnie z powodu wcześniejszego cesarskiego cięcia. Nie wiemy jednak do końca, z czego to wynika.


Dzieci urodzone metodą cesarskiego cięcia są mniej odporne, występuje u nich większe ryzyko np. chorób układu oddechowego (fot. Dawid Chalimoniuk / Agencja Gazeta)

10. Do kolejnego porodu po cesarskim cięciu powinny upłynąć co najmniej dwa lata - FAKT

Tak. Specjaliści uważają, że do zajścia w kolejną ciążę powinien upłynąć co najmniej rok, co rzeczywiście daje około dwóch lat odstępu między porodami.

11. Dziecko urodzone metodą cesarskiego cięcia jest w lepszym stanie, bo rodzi się niemal bez wysiłku - MIT

Nie do końca. Dziecko podczas cesarskiego cięcia nie rodzi się samo - to nie jest tak, że po otwarciu brzucha ono samo z niego wyskakuje. Noworodek jest wyjmowany z macicy siłą, co niejednokrotnie odbywa się trochę brutalnie.

Kolejną kwestią jest fakt, że podczas planowego cesarskiego cięcia u dziecka nie włączają się mechanizmy adaptujące do życia pozałonowego - nie ma skurczów, nie odpływają wody płodowe. Czasami mówimy żartobliwie, że te noworodki są zaskoczone przyjściem na świat - ich organizm nie zdąży się bowiem przygotować do samodzielnego funkcjonowania. Właśnie dlatego np. do 15 proc. noworodków może mieć problem z rozpoczęciem samodzielnego oddychania i wymaga wsparcia respiratora.

12. Dzieci urodzone metodą cesarskiego cięcia są mniej odporne - FAKT

To prawda - brak elementu włączającego mechanizmy adaptacyjne do życia pozałonowego powoduje, że u dzieci urodzonych metodą cesarskiego cięcia jest większe np. ryzyko chorób układu oddechowego.

13. Taki zabieg jest konieczny zawsze, gdy dziecko jest ułożone pośladkowo - FAKT/MIT

Jeżeli dziecko jest tak ułożone podczas pierwszego porodu, to rzeczywiście zgodnie z zaleceniami powinno się przeprowadzić cesarskie cięcie. Ale jeśli kobieta rodziła już wcześniej i porody odbyły się bez komplikacji, to może spróbować urodzić drogami natury.

14. Po cesarskim cięciu kontakt skóra do skóry nie jest możliwy - MIT


To nieprawda. Kontakt skóra do skóry jest jak najbardziej możliwy - noworodka nie kładziemy wówczas na brzuchu, ale na klatce piersiowej matki, która jeszcze w sali operacyjnej może przytulić dziecko do policzka. Jeśli nie ma ku temu żadnych przeciwwskazań, po opuszczeniu bloku operacyjnego matka może też od razu przystawić dziecko do piersi.

15. Kobiety po cesarskim cięciu mają częściej problemy z karmieniem piersią - MIT

Takie problemy występują równie często u kobiet, które urodziły siłami natury. To kwestia edukacji, pomocy personelu, motywacji... I matka, i dziecko muszą się nauczyć karmienia piersią i ssania zarówno po cesarskim cięciu, jak i porodzie fizjologicznym.

16. Umieralność noworodków urodzonych metodą cesarskiego cięcia jest mniejsza niż podczas porodu siłami natury - MIT

To niejednoznaczny termin, bo nie wiadomo, jakie grupy będziemy brali pod uwagę. W większości wypadków przeprowadza się cesarskie cięcie z powodu zagrożenia zdrowia bądź życia dziecka czy matki, więc te dane mogą być mylące.

Ale jeżeli weźmiemy pod uwagę ciąże donoszone i prawidłowe, które zakończyły się planowym cesarskim cięciem, nie ma większych różnic między umieralnością noworodków urodzonych siłami natury.

17. U kobiet zakażonych wirusem HIV zawsze przeprowadza się cesarskie cięcie - FAKT/MIT

Pewna grupa kobiet zakażonych wirusem HIV może urodzić drogami natury. Warunkiem są jednak odpowiednie wskazania medyczne, a także sam przebieg porodu - przykładowo, wody płodowe nie mogą odpływać dłużej niż cztery godziny przed urodzeniem dziecka. Mimo to większość takich kobiet - nawet 98 proc. - rodzi metodą cesarskiego cięcia.

18. Podczas cesarskiego cięcia na sali nie może przebywać osoba towarzysząca - FAKT/MIT

Potencjalnie może, ale tego praktycznie się nie stosuje. Cesarskie cięcie to dość emocjonujące i krwawe wydarzenie, te widoki nie należą do przyjemnych. Nawet koledzy chirurdzy mówią, że w porównaniu z ich operacjami ten zabieg robi na nich czasem wrażenie.

W operację jest też zaangażowana duża grupa personelu: anestezjolog z pielęgniarką anestezjologiczną, dwie instrumentariuszki, dwóch ginekologów, pediatra, pielęgniarka neonatologiczna... To już osiem osób, więc kolejni obserwatorzy na sali mogą się okazać problematyczni.

W naszym szpitalu po wydobyciu dziecka ojca zaprasza się do sali obok, skąd może zobaczyć się z matką przez szybę; później rodzice mogą spędzić razem czas w sali pooperacyjnej. Ale w większości przypadków osoba towarzysząca nie przebywa na bloku operacyjnym. Z mojej praktyki wynika, że wszyscy ojcowie, którzy zemdleli na sali, zrobili to właśnie podczas cesarskiego cięcia.

19. Blizna po cesarskim cięciu zawsze jest brzydka i szpecąca - FAKT/MIT

Blizna po operacji zostaje zawsze, to prawda. Ale ponieważ samo cięcie wykonuje się najczęściej tuż nad wzgórkiem łonowym, może ona zostać zasłonięta bielizną lub owłosieniem łonowym. Jednak to, jak ostatecznie będą wyglądały ślady po cięciu, zależy od indywidualnych predyspozycji kobiety, np. zdolności jej skóry do regeneracji. Trzeba też pamiętać, że im więcej zabiegów przejdzie rodząca, tym bardziej widoczna będzie blizna.

20. Po cesarskim cięciu z seksem należy się wstrzymać nawet kilka miesięcy - MIT

Zalecenia lekarzy są podobne jak w przypadku porodu fizjologicznego. 6-8 tygodni powinno wystarczyć na wygojenie się ran do tego stopnia, by można było wrócić do współżycia.


Aneta Bańkowska.

Zrodlo: http://weekend.gazeta.pl/weekend/1,138585,17580824,Lekarze_sie_boja__Czesto_wola_zrobic_cesarke__nawet.html#TRwknd

“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • WyBudzony
  • *
  • Posts: 2 554
  • Reputacja: +12/-0
Odp: Porodowy Biznes
« Reply #2 on: (Thu) 05.11.2015, 22:17:40 »
Zdrowy poród: diada czy triada? Odkrywając narodziny i mikrobiom

Pojawia się coraz więcej dyskusji i badań odnośnie tego, jaki wpływ ma sposób przyjścia na świat na mikrobiom niemowlęcia (a później dorosłego człowieka). Staje się jasne, że rodzaj porodu oddziałuje na zróżnicowanie bakterii zamieszkujących nasze ciała. Zaprosiłam dr Anne Estes, naukowca i pisarkę oraz dr Cara Gibson, która również jest naukowcem a także ilustratorką. Anne dzieli się wynikami badań nad mikrobiomem noworodków i zmianami jakie zachodzą w nim pod wpływem miejsca i rodzaju porodu oraz stosowanych w tym okresie procedur. Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej, co ta nowa dziedzina badań wnosi do naszego rozumienia zdrowia, zapraszam do przeczytania tekstu.

– Sharon Muza, Science & Sensibility Community Manager

SHARON MUZA | 28 kwietnia 2015


Plany związane z porodem często ulegają zmianie. Ani mój mąż, ani ja nie przewidzieliśmy szeregu interwencji jakie miały miejsce w czasie narodzin naszej pierwszej córki. W końcu, jednak osiągnęliśmy najważniejszy cel – zdrową diadę, mamy i dziecka. Jak wdrożone interwencje wpłynęły na zdrowie trzeciego, cichego i niewidzialnego uczestnika porodu, którego nie ujęłam w swoich planach porodowych – mikrobiomu mojego dziecka?
Pomocne jak i szkodliwe bakterie, wirusy i grzyby bytujące wszędzie wokół nas, zarówno w środowisku ożywionym jak i nieożywionym, tworzą wspólny mikrobiom otoczenia. Bakteryjny element mikrobiomu jest najlepiej do tej pory poznany i w tym artykule skupimy się przede wszystkim na nim. Mikrobiom organizmu ma wpływ na rozwój i zdrowie swojego gospodarza (roślinnego i zwierzęcego), natomiast mikrobiomy gleby i budynków oddziałują na organizmy znajdujące się w tych nieożywionych środowiskach. Nasze pomocne mikroby świadczą najrozmaitsze usługi tj. synteza witamin, trawienie pokarmu, aż po ochronę przed patogenami. Jednak w ciągu ostatnich kilku stuleci interakcji mikrobiom-człowiek, przełom w warunkach codziennego życia, medycynie czy praktykach związanych z porodem, mógł być decydującym motorem modyfikacji sposobu zasiedlania naszych ciał przez mikroorganizmy. Zmieniony w ten sposób mikrobiom, szczególnie w krajach uprzemysłowionych, może pomóc w wyjaśnieniu obecnego wzrostu zachorowań na alergie, astmę, cukrzycę, schorzeń układu pokarmowego oraz zaburzeń psychicznych tj. depresja, lęk czy autyzm.

Ludzie jako ekosystemy dla mikroorganizmów

Dla bakterii jesteś planetą składającą się z różnych ekosystemów. Od suchych, wystawionych na silne promieniowanie UV „pustyń” twojej skóry, po ciepłe, wilgotne i bogate w składniki odżywcze „jeziora” twoich ust, wyspecjalizowane bakterie bytują w różnych regionach twojego organizmu, podobnie jak przystosowane do swoich nisz gatunki kręgowców żyją w różnych ekosystemach na całej Ziemi (obrazek 1). Powoli zaczynamy rozumieć w jaki sposób poszczególne gatunki bakterii zasiedlają oraz dostosowują się do drastycznych zmian w miejscach ich bytowania, zachodzących w czasie rozwoju, ciąży czy wdrożenia nowej diety. Jak po raz pierwszy nabywamy naszą społeczność mikrobów? Poprzednie wpisy na moim blogu i innych stronach zawierają bardzo dobry przegląd naukowych doniesień na temat mikrobiomu i porodu, dlatego też aktualny artykuł skupia się na zaktualizowaniu dotychczasowych informacji o świeże doniesienia i postawieniu nowych pytań do rozważenia.


Zwierzęta rozprzestrzenione są na całej Ziemi w poszczególnych środowiskach. Podobnie, mikroorganizmy zamieszkują różne środowiska naszego ciała.

Źródła mikrobiomu niemowląt

Niemowlę nabywa swój mikrobiom podczas porodu1,2, wraz ze spożywanym pokarmem3-5, z otoczenia6, a także może być częściowo skolonizowane jeszcze w macicy7.

Mikrobiom dzieci urodzonych naturalnie swoim składem bardziej przypomina mikrobiom pochwy i kału matki1, a także jest bogatszy w korzystne gatunki tj. Bifidobacterium longum subsp. infantis i Bacteroidetes8,9. W przeciwieństwie do tego, mikrobiom dzieci urodzonych przez planowe cięcie cesarskie przypomina mikrobiom zasiedlający skórę matki i środowisko szpitalne1. Dzieci te są bardziej narażone na zakażenia patogenami szpitalnymi tj. Clostridium difficile, MRSA (gronkowiec złocisty oporny na metycylinę) czy E. coli1, a także na brak korzystnych bakterii typu Bacteroidetes i Bi. longum subsp. infantis10. Jednak gdy dobre Bifidobacterium pojawiały się czasem u noworodków urodzonych przez planowane cięcie cesarskie, nie wykrywano u tych dzieci patogennych szczepów E. coli i C. difficile11, co sugeruje, że jednym z korzyści bytowania Bifidobacterium, a zwłaszcza Bi. longum subsp. infantis, może być wyparcie potencjalnych czynników chorobotwórczych.

Wpływ rodzaju porodu na przekazywanie mikrobiomu


Powszechnie występujące mikroorganizmy w przypadku porodu naturalnego (po lewej) i cesarskiego cięcia (po prawej).

Wielokrotnie, badania prowadzone w różnych krajach, na różnych grupach etnicznych, wiekowych i o różnym stanie zdrowia, sugerowały, że dzieci urodzone przez planowe cięcie cesarskie są bardziej narażone na ryzyko wystąpienia problemów zdrowotnych i zmieniony mikrobiom, w porównaniu z noworodkami urodzonymi drogami natury2,10,12-14. Te różnice w składzie mikrobioty możemy dostrzec nawet w wieku dorosłym15. Nowe badanie kanadyjskie pokazuje, że mikrobiom niemowląt urodzonych przez nieplanowe cięcie cesarskie (czyli już po rozpoczętej akcji porodowej) charakteryzował się większą różnorodnością i bogactwem oraz bardziej przypominał mikrobiom dzieci urodzonych drogą pochwową, w porównaniu z dziećmi, który przyszły na świat poprzez wcześniej zaplanowaną operację10. Niestety, jest to małe badanie na niewielkiej grupie (przebadano 10 par matka-niemowlę). Wiele zmiennych tj. długość trwania porodu, postęp porodu, antybiotykoterapia, naturalne pęknięcie pęcherza płodowego lub amniotomia (przebicie pęcherza płodowego) i stosowanie innych interwencji, mogących mieć wpływ na mikrobiom, nie zostało wziętych pod uwagę10. Jednakowoż, sugeruje to, że zmiany hormonalne i fizjologiczne w trakcie porodu mogą wpływać na mikrobiom. Dodatkowo, niektóre bakterie matczyne mogą zostać przekazane dziecku jeszcze podczas porodu, jeśli wcześniej dojdzie do pęknięcia pęcherza płodowego10. Czy bakterie są w stanie wychwycić subtelne sygnały chemiczne „nadawane” przez organizm kobiety, aby w odpowiednim momencie skolonizować dziecko? Czy zmiany hormonalne u matki mogą prowadzić do wzmożonego złuszczania się komórek nabłonka pochwy lub jelit, które przechodząc na dziecko dostarczają mu więcej korzystnych bakterii? Badania na większej grupie wraz z badaniami na zwierzętach mogą pomóc w wyznaczeniu wpływu każdego z powyższych czynników.

Wpływ miejsca porodu na przekazywanie mikrobiomu

Niemowlęta nabywają swój mikrobiom także z otoczenia w jakim przebywają. To, jaka część mikrobiomu i które bakterie zasiedlą mały organizm, w dużej mierze zależy od ilości i rodzaju mikroorganizmów z jakimi ma ono styczność w macicy, w czasie porodu (rodzaj i miejsce) oraz spożywając pierwszy pokarm.

Skoro dzieci urodzone przez cięcie cesarskie wydają się być zasiedlane z mniejszą intensywnością prze matczyne bakterie w porównaniu z dziećmi urodzonymi drogami natury, oznacza to, że są bardziej narażone na kolonizację bakteriami ze środowiska. Jednak hipoteza ta nie została potwierdzona. Tak samo jak żywe organizmy są środowiskiem życia dla mikroorganizmów, są nimi również elementy materii nieożywionej takie jak budynki. Naukowcy z kilku współpracujących ze sobą uczelni w ramach The Microbiology of the Built Environment Project finansowanego przez Sloan Foundation porównują mikroorganizmy zamieszkujące domy i szpitale.



Jedna z grup badawczych obserwowała mikrobiom szpitalny w czasie budowy budynku i jego użytkowania. Odkryli, że budynki są szybko kolonizowane przez drobnoustroje charakterystyczne dla ich mieszkańców16. Bardzo szybka kolonizacja szczepami specyficznymi dla danego otoczenia jest zauważalna nawet w przypadku niemowląt przebywających na oddziale intensywnej terapii neonatologicznej (ang. NICU)17,18 (obrazek 3).

Zakażenia szpitalne są coraz większym problemem dla wszystkich pacjentów, a szczególnie dla noworodków. Niemowlęta urodzone operacyjnie są częściej zasiedlane przez bakterie oportunistyczne i patogenne tj. MRSA czy C. difficile1. Jednak poszczególne szpitale a nawet oddziały szpitalne mogą być siedliskiem różnych ilości i gatunków patogenów w zależności od rozprzestrzeniania się danej choroby między pacjentami i personelem szpitala. Niestety nie zbadano jeszcze czy odizolowane od szpitali centra narodzin, sale przeznaczone jedynie do przyjmowania porodu i ogólnochirurgiczne sale operacyjne posiadają odmienne mikrobiomy.

Wpływ pierwszego pokarmu na przekazywanie mikrobiomu


Powszechnie występujące mikroorganizmy obecne w jelitach dziecka karmionego piersią (po lewej) oraz karmionego mlekiem modyfikowanym (po prawej). Mleko kobiece zawiera różne węglowodany, które wspierają rozwój konkretnych szczepów bakterii.

Pierwszy pokarm jest kolejnym czynnikiem mającym wpływ na kształtowanie się dziecięcego mikrobiomu. Niemowlęta karmione piersią mają dwie „mamy” (ang. moms): biologiczną mamę oraz „Mikrobiotę Odżywiającą się Mlekiem” (ang. MOM – Milk-Oriented Microbiota) (obrazek 4, po lewej). MOM to korzystne, ochronne bakterie zamieszkujące jelita dziecka, które rozwijają się dzięki trawieniu cukrów zawartych w mleku mamy19. Oligosacharydy ludzkiego mleka (HMO) stanowią trzeci pod względem zawartości składnik tego pokarmu, mimo to niemowlę nie jest w stanie ich trawić – HMO są naturalnym prebiotykiem, czyli „pożywieniem dla bakterii” (więcej o roli oligosacharydów w artykule Czy mleko matki może odżywiać mikroorganizmy manipulujące umysłem?).
Bogactwo HMO wpływa na różnorodność bakteryjną, utrzymując obfitość szczepów Bifidobacterium longum subsp infantis w pierwszych miesiącach życia dziecka, oraz zapobiega przyleganiu patogenów do nabłonka jelit20. Ilość i rodzaj HMO jest różna w zależności od czasu porodu (poród przedwczesny a poród o czasie), rodzaju porodu (poród drogami natury a poród przez cięcie cesarskie)20, a nawet od obecności lub braku genu kodującego enzym niezbędny do tworzenia się specyficznych oligosacharydów21. Czy tak duże zróżnicowanie HMO może odpowiadać za utrzymanie i wzmacnianie niektórych różnic w społecznościach bakteryjnych pomiędzy poszczególnymi jednostkami? Dodatkowo, oprócz bakterii jelitowych dziecka rozwijających się dzięki składnikom mleka (MOM), w ludzkim mleku znajdziemy mnogość wielu innych gatunków bakterii. Dziecko karmione piersią narażone jest codziennie na kontakt z 1 do 10 milionów bakterii znajdujących się w pokarmie5! Mikrobiom mleka kobiecego jest unikalnym zbiorowiskiem bakterii, różniącym się od mikrobiomów innych miejsc ciała tj. skóra, jelita, jama ustna, pochwa4. Podobnie jak inne składniki mleka, społeczność bakteryjna podlega dramatycznym zmianom w zależności od okresu laktacji – siara i mleko dojrzałe są najbardziej zróżnicowane pod tym względem (zawierają ponad 1,000 różnych gatunków mikroorganizmów)4. Mimo, że przebadano jedynie 10 kobiet, to intrygujące, że mikrobiom mleka u kobiet rodzących drogą planowego cięcia cesarskiego w porównaniu do mleka kobiet rodzących naturalnie, po pierwszym i po szóstym miesiącu od porodu bardziej przypominał mikrobiom ich jelit4. Mleko kobiet poddanych nieplanowanym operacjom oraz mam rodzących drogami natury, było bardzo podobne4. Wiemy już w jaki sposób obecność różnych mikroorganizmów wpływa na rozwijający się układ odpornościowy niemowlęcia. Zastanawiające jest czy bakterie ludzkiego pokarmu kolonizują jelita dziecka czy zostają strawione? Czy bakterie te wspierają korzystne działanie MOM w układzie pokarmowym niemowlęcia, podobnie jak probiotyki podawane starszym pacjentom22?

Niemowlęta karmione mlekiem modyfikowanym mają bogatszy i bardziej różnorodny mikrobiom w porównaniu z dziećmi karmionymi piersią, lecz mniejsze ilości bakterii z gatunku Bifidobacterium i większe – Peptostreptococcaceae, w tym C. difficile10,23 (obrazek 4, po prawej). Różnorodność bakteryjna jelit jest niezbędna do trawienia szerszej gamy produktów spożywczych, jak ma to miejsce u dorosłych. Jednak w okresie niemowlęcym może mieć negatywny wpływ, ponieważ układ odpornościowy dziecka dopiero rozwija się i uczy rozróżniania drobnoustrojów pożytecznych od patogennych. Węglowodany zawarte w mleku matki mogą wspierać tylko wybrane szczepy bakterii, zmniejszając różnorodność i jednocześnie promując rozwój korzystnych bakterii24. Dzięki takim badaniom jak Milk Bioactives Program na Uniwersytecie Kalifornijskim w Davis dowiadujemy się więcej o interakcjach jakie zachodzą między węglowodanami mleka ludzkiego a specyficznymi bakteriami, i dzięki temu jesteśmy w stanie opracować jeszcze lepsze pro- i prebiotyczne formuły mleka modyfikowanego, co może mieć niebagatelny wpływ na poprawę zdrowia niemowląt.

Wpływ środowiska wewnątrzmacicznego na przekazywanie mikrobiomu

Wiele innych czynników w okresie okołoporodowym może wpływać na mikrobiom niemowlęcia. Wysoki poziom stresu u matki oraz duże stężenie kortyzolu w czasie ciąży związane są ze względnie niższą liczebnością korzystnych Lactobacillus i Bifidobacterium sp. oraz z wyższą – Proteobacteria, tj. Enterobacter i Escherichia. U niemowląt matek o wysokim poziomie stresu zaobserwowano wzrost występowania objawów żołądkowo-jelitowych i reakcji alergicznych, choć dane te były zgłaszane jedynie przez rodziców, a nie rejestrowane przez lekarzy, co może podważać wyniki25. Inne badanie wykazało, że mikrobiom niemowląt urodzonych poniżej 38 tygodnia charakteryzował się mniejszymi ilościami Bifidobacterium i dzieci te potrzebowały od 3 do 6 miesięcy aby społeczność tych bakterii osiągnęła analogiczne rozmiary jak u niemowląt urodzonych w 40 tygodniu ciąży lub później9. Wreszcie, stosowanie antybiotyków w czasie ciąży12 również może prowadzić do problemów zdrowotnych u niemowlęcia.

Czy interwencje w czasie porodu zmieniają mikrobiom?

Umiejętność bakterii do „podsłuchiwania” nadawanych przez organizm matki w czasie ciąży i porodu sygnałów chemicznych tj. hormony, skłoniło mnie do zastanowienia się, jak stosowanie syntetycznych hormonów tj. Oxytocin (Pitocin), głównie w przedłużającym się porodzie (przy braku lub zbyt słabej czynności skurczowej), może wpływać na mikrobiom i ogólny stan zdrowia noworodka. Istnieje tak dużo zmiennych mających wpływ na przebieg porodu, że odpowiedzi na wiele pytań byłyby możliwe dopiero po dokładnym przeanalizowaniu dziesiątków tysięcy triad matka-dziecko-mikrobiom. Wpływ na mikrobiom takich interwencji jak znieczulenie zewnątrzoponowe, częste badanie wewnętrzne w celu określenia stanu szyjki macicy, nacięcie krocza, stosowanie Betadine (środek odkażający), wykonywanie enemy (lewatywy) i innych, również nie zostało gruntowanie przebadane. Ogólnie rzecz biorąc, każda procedura mająca na celu dezynfekcję okolic rodnych kobiety najprawdopodobniej zmniejsza transmisję drobnoustrojów z matki na dziecko. Należy wziąć też pod uwagę możliwość przekazania dziecku mikroorganizmów typowych dla skóry lub środowiska zewnętrznego w trakcie wykonywania badania wewnętrznego szyjki macicy. W końcu, jaki skutek na kolonizacje bakteriami mogłoby mieć przełożenie pierwszej kąpieli dziecka i wykąpanie go po 24 lub 48 godzinach od porodu? Jaką rolę odgrywa maź płodowa w ułatwieniu kolonizacji?

Od laboratorium do sali porodowej

Antybiotyki, cięcie cesarskie i inne interwencje mają duże znaczenie w ratowaniu życia kobiet i noworodków; jednak kiedy stały się one coraz bardziej powszechne, zauważyliśmy także wzrost występowania wielu chorób przewlekłych i zaburzeń. Najnowsze badania sugerują, że do opieki okołoporodowej nad matką i dzieckiem powinniśmy włączyć „opiekę” nad mikrobiomem w celu osiągnięcia zdrowej triady – mamy, dziecka i mikrobiomu. Obecnie prowadzone są badania nad procedurą polegającą na dostarczeniu noworodkom urodzonym przez cięcie cesarskie, naturalnej, zdrowej mikrobioty pochodzącej z dróg rodnych matki – zabieg polega na przetarciu ciała dziecka gazą wcześniej umieszczoną w pochwie matki (więcej na ten temat w filmie dokumentalnym OBCY WEWNĄTRZ NAS, którego fragment pt. [urlhttps://mikrobiom.wordpress.com/filmy/dokumentalne/]Jak przywrócić korzystną mikrobiotę noworodkom urodzonym przez cięcie cesarskie?[/url] można obejrzeć w zakładce filmy DOKUMENTALNE) – pytanie czy mikrobiom kałowy także powinien zostać uwzględniony? Jeśli naturalne wahania hormonalne są istotne dla przenoszenia mikrobiomu w czasie porodu i karmienia piersią, jak to sugerują dane dotyczące nieplanowych cięć cesarskich, to w jaki sposób mogłyby być one naśladowane w przypadku zaplanowanego cięcia cesarskiego? Jeśli antybiotykoterapia jest niezbędna dla matki lub dziecka, to jaki jest najlepszy sposób na szybką odbudowę pierwotnego mikrobiomu?

Ludzie i wszystkie inne organizmy, są planetą różnorodnych ekosystemów. Dzięki sekwencjonowaniu ludzkiego genomu dowiedzieliśmy się, że choroby są rzadko skorelowane ze konkretnymi genami człowieka. Prawdopodobnie zamiast skupiać się tylko na człowieku lub tylko na mikroorganizmach, powinniśmy przyjrzeć się punktom wspólnym między genomami człowieka a strukturą i funkcją mikrobiomu, aby lepiej zrozumieć zdrowie i chorobę ekosystemu człowiek-mikrobiom. Badania nad genomami mikrobiomu i człowieka są jeszcze w powijakach. Naukowcy szukają korelacji w celu rozwinięcia powtarzalnych hipotez, które można byłoby zweryfikować na modelach zwierzęcych. Jednak duża część interesujących mikroorganizmów aktualnie jest zbyt trudna do hodowli dla bezpośrednich testów lub wykorzystania w produkcji probiotyków. Aktualnie, bezpośrednie przełożenie wyników badań na warunki sali porodowej (uwzględniające okres porodu) jest trudne, ale mam nadzieję, że ten artykuł stanie się inspiracją do przemyśleń i debat na temat cichego, niewidocznego ale bardzo ważnego trzeciego uczestnika narodzin i życia człowieka.


Przypisy

Dominguez-Bello, M. G., E. K. Costello, M. Contreras, M. Magris, G. Hidalgo, N. Fierer, and R. Knight. 2010. Delivery mode shapes the acquisition and structure of the initial microbiota across multiple body habitats in newborns. Proceedings of the National Academy of Sciences 107:11971-11975.
Mueller, N. T., E. Bakacs, J. Combellick, Z. Grigoryan, and M. G. Dominguez-Bello.2015. The infant microbiome development: mom matters. Trends in Molecular Medicine 21:109-117.
Zivkovic, A. M., J. B. German, C. B. Lebrilla, and D. A. Mills. 2011. Human milk glycobiome and its impact on the infant gastrointestinal microbiota. Proceedings of the National Academy of Sciences 108:4653-4658.
Cabrera-Rubio, R., M. C. Collado, K. Laitinen, S. Salminen, E. Isolauri, and A. Mira.2012. The human milk microbiome changes over lactation and is shaped by maternal weight and mode of delivery. The American Journal of Clinical Nutrition 96:544-551.
Fernández, L., S. Langa, V. Martín, A. Maldonado, E. Jiménez, R. Martín, and J. M. Rodríguez. 2013. The human milk microbiota: Origin and potential roles in health and disease. Pharmacological Research 69:1-10.
Thompson, A. L., A. Monteagudo-Mera, M. B. Cadenas, M. L. Lampl, and M. A. Azcarate-Peril. 2015. Milk- and solid-feeding practices and daycare attendance are associated with differences in bacterial diversity, predominant communities, and metabolic and immune function of the infant gut microbiome. Frontiers in Cellular and Infection Microbiology 5.
Prince, A. L., D. M. Chu, M. D. Seferovic, K. M. Antony, J. Ma, and K. M. Aagaard.2015. The Perinatal Microbiome and Pregnancy: Moving Beyond the Vaginal Microbiome. Cold Spring Harbor Perspectives in Medicine.
Jost, T., C. Lacroix, C. P. Braegger, and C. Chassard. 2012. New Insights in Gut Microbiota Establishment in Healthy Breast Fed Neonates. PLoS ONE 7:e44595.
Dogra, S., O. Sakwinska, S.-E. Soh, C. Ngom-Bru, W. M. Brück, B. Berger, H. Brüssow, Y. S. Lee, F. Yap, Y.-S. Chong, et al. 2015. Dynamics of Infant Gut Microbiota Are Influenced by Delivery Mode and Gestational Duration and Are Associated with Subsequent Adiposity. mBio 6.
Azad, M. B., T. Konya, H. Maughan, D. S. Guttman, C. J. Field, R. S. Chari, M. R. Sears, A. B. Becker, J. A. Scott, and A. L. Kozyrskyj. 2013. Gut microbiota of healthy Canadian infants: profiles by mode of delivery and infant diet at 4 months. Canadian Medical Association Journal 185:385-394.
Musilova, S., V. Rada, E. Vlkova, V. Bunesova, and J. Nevoral. 2015. Colonisation of the gut by bifidobacteria is much more common in vaginal deliveries than Caesarean sections. Acta Paediatrica 104:e184-e186.
Mueller, N. T., R. Whyatt, L. Hoepner, S. Oberfield, M. G. Dominguez-Bello, E. M. Widen, A. Hassoun, F. Perera, and A. Rundle. 2014. Prenatal exposure to antibiotics, cesarean section and risk of childhood obesity. Int J Obes.
Neu, J., and J. Rushing. 2011. Cesarean versus Vaginal Delivery: Long term infant outcomes and the Hygiene Hypothesis. Clinics in perinatology 38:321-331.
van Nimwegen, F. A., J. Penders, E. E. Stobberingh, D. S. Postma, G. H. Koppelman, M. Kerkhof, N. E. Reijmerink, E. Dompeling, P. A. van den Brandt, I. Ferreira, et al.2011. Mode and place of delivery, gastrointestinal microbiota, and their influence on asthma and atopy. J Allergy Clin Immunol 128:948-55 e1-3.
Goedert, J. J., X. Hua, G. Yu, and J. Shi. 2014. Diversity and Composition of the Adult Fecal Microbiome Associated with History of Cesarean Birth or Appendectomy: Analysis of the American Gut Project. EBioMedicine 1:167-172.
Lax, S., D. P. Smith, J. Hampton-Marcell, S. M. Owens, K. M. Handley, N. M. Scott, S. M. Gibbons, P. Larsen, B. D. Shogan, S. Weiss, et al. 2014. Longitudinal analysis of microbial interaction between humans and the indoor environment. Science 345:1048-1052.
Brooks, B., B. Firek, C. Miller, I. Sharon, B. Thomas, R. Baker, M. Morowitz, and J. Banfield. 2014. Microbes in the neonatal intensive care unit resemble those found in the gut of premature infants. Microbiome 2:1.
Raveh-Sadka, T., B. C. Thomas, A. Singh, B. Firek, B. Brooks, C. J. Castelle, I. Sharon, R. Baker, M. Good, M. J. Morowitz, et al. 2015. Gut bacteria are rarely shared by co-hospitalized premature infants, regardless of necrotizing enterocolitis development, vol. 4.
Smilowitz, J. T., C. B. Lebrilla, D. A. Mills, J. B. German, and S. L. Freeman. 2014. Breast Milk Oligosaccharides: Structure-Function Relationships in the Neonate. Annual Review of Nutrition 34:143-169.
Lewis, Z., S. Totten, J. Smilowitz, M. Popovic, E. Parker, D. Lemay, M. Van Tassell, M. Miller, Y.-S. Jin, J. German, et al. 2015. Maternal fucosyltransferase 2 status affects the gut bifidobacterial communities of breastfed infants. Microbiome 3:13.
Bezirtzoglou, E., A. Tsiotsias, and G. W. Welling. 2011. Microbiota profile in feces of breast- and formula-fed newborns by using fluorescence in situ hybridization (FISH). Anaerobe 17:478-482.
Guaraldi, F., and G. Salvatori. 2012. Effect of Breast and Formula Feeding on Gut Microbiota Shaping in Newborns. Frontiers in Cellular and Infection Microbiology 2:94.
Zijlmans, M. A. C., K. Korpela, J. M. Riksen-Walraven, W. M. de Vos, and C. de Weerth. 2015. Maternal prenatal stress is associated with the infant intestinal microbiota. Psychoneuroendocrinology 53:233-245.

O autorkach

Anne M. Estes, jest adiunktem w Institute for Genome Sciences w Baltimore. Interesuje się tym, w jaki sposób mikroorganizmy i organizm gospodarza współpracują ze sobą. W swoich artykułach na Mostly Microbes pisze o tym jak ważne są mikroby, szczególnie w czasie ciąży, porodu, spożywania pierwszych pokarmów oraz wczesnego dzieciństwa.

Cara Gibson, z wykształcenia entomolog, interesuje się ekologią, bioróżnorodnością oraz interakcjami z symbiontami. Pracowała jako ekolog terenowy, naukowiec, pedagog, koordynator oraz ilustrator naukowy. Dr Gibson chciałaby pomóc wypełnić lukę między aktualną praktyką a nowymi badaniami aby wpłynąć na poprawę zdrowia kobiet i warunków porodu.


Na podstawie
Anne Estes, Cara Gibson, The Healthy Birth: Dyad or Triad? Exploring Birth and the Microbiome. Sharon Muza, Science & Sensibility Community Manager, April 28th, 2015

Zrodlo: https://mikrobiom.wordpress.com/2015/07/21/zdrowy-porod-diada-czy-triada-odkrywajac-narodziny-i-mikrobiom/


Czy mleko matki może odżywiać mikroorganizmy manipulujące umysłem?

Ludzkie mleko wydaje się być prostym koktajlem przeznaczonym do żywienia dzieci, jednak okazuje się, że jest czymś znacznie więcej. Zawiera również składniki odżywiające korzystne bakterie jelitowe, a także pewne substancje wpływające na zmianę zachowania u dziecka. Matka karmiąca piersią nie tylko żywi swoje dziecko – buduje również jego wewnętrzny świat i przy okazji manipuluje nim.
Autor: Ed Yong | 8 kwietnia 2015


Dla Katie Hinde, biologa ewolucyjnego z Harvard University, która specjalizuje się w mleku, te wszystkie mechanizmy są ze sobą powiązane. Badaczka podejrzewa, że substancje znajdujące się w mleku kobiecym, poprzez kształtowanie społeczności mikrobów w dziecięcych jelitach, mogą wpływać na jego zachowanie w sposób korzystny dla matki.

Ta prowokująca do myślenia, i jak na razie nie potwierdzona hipoteza, nie jest wcale tak do końca odległą wizją. Wraz z doktorantką, Cary Allen-Blevins oraz naukowcem z University of Massachussetts zajmującym się żywnością – Davidem Sela, Hinde przedstawiła swoją wizję w artykule łączącym neuronaukę, biologię ewolucyjną i mikrobiologię.

Praca zaczyna się od omówienia licznych składników mleka matki, wśród których znajdują się cukry złożone zwane oligosacharydami. Wszystkie ssaki je wytwarzają, ale organizm człowieka posiada ich wyjątkową różnorodność. Zidentyfikowano ponad 200 HMO (ang. human milk oligosaccaride – oligosacharydy ludzkiego mleka), i stanowią one trzeci pod względem zawartości składnik mleka, zaraz po laktozie i tłuszczu.


Prawdopodobny wpływ HMO (ang. human milk oligosaccaride – oligosacharydy ludzkiego mleka). HMO mogą mieć pozytywny wpływ na niemowlęta karmione piersią. (A) HMO są prebiotykami, które służą jako metaboliczne substraty dla korzystnych bakterii (zielone) i zapewniają im możliwość wzrostu pośród potencjalnych patogenów (fioletowy). (B) HMO wykazują właściwości antyadhezyjne względem bakterii, służą jako rozpuszczalne wabiki dla receptora glikanowego oraz zapobiegają przyleganiu patogenów. (C) HMO wpływają bezpośrednio na komórki nabłonka jelit – zmieniają ekspresje ich genów, co prowadzi do zmian glikanów powierzchniowych oraz innych reakcji komórki. (D) HMO modulują wytwarzanie cytokin przez limfocyty, co może prowadzić do bardziej zrównoważonej odpowiedzi Th1/Th2. (E) HMO redukują interakcje między komórkami immunologicznymi za pośrednictwem selektyny oraz zmniejszają toczenie się leukocytów na aktywowanych komórkach śródbłonka, co potencjalnie prowadzi do zmniejszenia nacieku limfocytów w błonie śluzowej oraz aktywacji. (F) HMO dostarczają kwas sialowy (Sia) uznawany za potencjalnie istotny składnik odżywczy w rozwoju mózgu i procesach poznawczych. Źródło: Bode L. Human milk oligosaccharides: every baby needs a sugar mama. Glycobiology. 2012 Sep; 22(9):1147-62.

Jednak organizm dziecka nie jest zdolny do trawienia tych cukrów. Stanowią one pożywienie dla bakterii, zwłaszcza z rodzaju Bifidobacteria i Bacteroides. Szczególnie jeden szczep – Bifidobacterium longum infantis – może konkurować z pozostałymi, dzięki temu że posługuje się unikalnym „genetycznym zestawem sztućców”, który umożliwia trawienie HMO wyjątkowo skutecznie.

Pytanie, dlaczego organizm matki miałby trudzić się wytwarzaniem tych cukrów? Produkcja mleka jest dość kosztownym procesem – kobieta zamienia część swojego ciała w płynną substancję odżywczą. Oczywiście, dzięki temu karmi swoje rozwijające się dziecko, lecz w takim razie dlaczego organizm nie miałby spożytkować całej energii na wypełnienie mleka jedynie substancjami przyswajalnymi przez niemowlę? Po co „dokarmia” również mikroby? „Dla mnie to oczywiste, że dokarmianie mikrobów jest inwestycją, która przynosi znaczące korzyści”, twierdzi Hinde. Autorka badania rozumie przez to, że wytworzenie właściwej społeczności mikrobów przynosi korzyści wykraczające poza standardowe odżywianie.

B. infantis i inne pokrewne gatunki, zajmując przestrzeń i pochłaniając dostępne składniki odżywcze, utrudniają w ten sposób rozwój mikrobom chorobotwórczym. HMO odstrasza niepożądanych najeźdźców bardziej bezpośrednio. Wiele patogenów rozpoczyna inwazję od rozpoznania cząsteczek cukrów znajdujących się na powierzchni komórek jelitowych. HMO przypomina te cukry, a więc działa jako pływająca przynęta, który odciąga patogeny z dala od jelit. Mleko matki wpływa na selekcję mikroorganizmów – wspiera korzystne mikroby oraz zapobiega kolonizacji patogennymi. Mówiąc inaczej, mleko wyposaża organizm małego człowieka we właściwy zestaw bakteryjnych pionierów.

Niezwykle istotnym jest, aby ta pierwsza społeczność mikrobów była właściwa, ponieważ to właśnie one kierują rozwojem układu immunologicznego, tworząc zrównoważoną pulę strażników zdolnych do wykrywania i reagowania na patogeny, ale równocześnie nie szalejących w przypadku kontaktu z nieszkodliwymi rzeczami jak pyłki czy kurz.

Istnieje coraz więcej dowodów, głównie na myszach, mówiących o tym, że flora jelitowa może kształtować wczesny rozwój układu nerwowego. Bakterie potrafią komunikować się z mózgiem poprzez nerw błędny – coś na kształt długiej linii telefonicznej przesyłającej wiadomości pomiędzy mózgiem a jelitami. Uwalniają także sygnały chemiczne, czyli substancje takie jak dopamina i serotonina – dzięki nim mogą wpływać na zachowanie zwierząt. Niektóre badania wykazały, że myszy dorastające w sterylnym otoczeniu zachowują się odmiennie od myszy normalnie skolonizowanych: na ogół są mniej lękliwe i podejmują większe ryzyko. Inne odkrycia mówią, że pewne mikroby mogą obniżać lęk u normalnych, zdrowych gryzoni.

Ta cecha wpływania na umysł może być naprawdę użyteczna dla matki. Rodzicielstwo jest kosztowne. Pochłania czas i energię. To w interesie dziecka leży wykorzystanie tak wiele z tego wysiłku, jak to możliwe, by mieć najlepszy możliwy start w życiu. Jednak mamy muszą obdarzyć uwagą wszystkie swoje dzieci, zarówno te już obecne, jak i te przyszłe. Jeśli poświęcą zbyt wiele wysiłku na jedno, mogą nie być w wystarczająco dobrej formie, aby wychować ich więcej. Jeśli uda im się odstawić swoje obecne dziecko wcześniej, szybciej mogą mieć kolejne.

Pamiętajcie, że nie są to świadome decyzje. Nie próbuję przedstawić matek jako istot zimnych i kalkulujących. Jednak to ważne, aby pamiętać, że z suchego, ewolucyjnego punktu widzenia, mamy i dzieci mają pewien konflikt interesów. Mówiąc prościej, niemowlęta mają tendencję do domagania się większego nakładu, niż jest to idealne dla matki, a ewolucja wyposażyła niemowlę w sposoby zdobywania tej inwestycji – pomyśl o uśmiechach, płaczu, przytulaniu się, napadach złości. Również matki powinny mieć środki zaradcze, by zyskiwać przewagę w tych nieuniknionych konfliktach.


Oligosacharydy zawarte w ludzkim mleku mogą mieć wpływ na mikrobiotę jelit — a w konsekwencji na zdrowie i dobre samopoczucie niemowlęcia. Źródło: Katie Hinde, Zachery T. Lewis, Mother’s littlest helpers, Science 26 June 2015: Vol. 348 no. 6242 pp. 1427-1428

Hinde uważa, że HMO mogą działać jako jeden z nich. Jeśli te cukry mogą żywić konkretne drobnoustroje i jeśli pewne mikroby mogą zmienić zachowanie dziecka, to organizm matki może potencjalnie zmieniać zawartość HMO mleku, aby wpływać na dzieci. Niemowlęta mogą stać się mniej wymagające. Mogą być mniej aktywne i poświęcać więcej energii na rozwój, niż na zabawę i odkrywaniu otoczenia. Mogą być mniej lękliwe i wcześniej stać się samodzielne.

Ponownie, to także nie jest wydumane. Hinde wykazała w swoich badaniach, że mleko młodszych matek małpich zawiera mniej kalorii, ale więcej kortyzolu – hormonu związanego ze stresem. Dzieci, które piją mleko z kortyzolem, są bardziej nerwowe i mniej ciekawskie. Szybciej też rosną. Być może jest to ze sobą powiązane. Kortyzol może być sposobem organizmu matki aby zakomunikować: “Nie trać cennych kalorii w moim mleku; skup się na rośnięciu”. I, może, HMO także przekazują podobną informację za pośrednictwem mikrobowych posłańców.

“Podoba mi się ta praca – mówi John Cryan z University College Cork. „Jeszcze mocniej podkreśla znaczenie interakcji mikrobiota-mózg we wczesnym życiu dla zdrowia i rozwoju dziecka oraz ustawia HMO jako pozytywnych kierowców takich interakcji. To istotnie jest bardzo prawdopodobne”.

Prawdopodobne, a co ważniejsze, sprawdzalne. Naukowcy mogliby sprawdzić, czy różne zestawy HMO wspierają wzrost bakterii, które mogą wpłynąć na mózg. Jaki rodzaj sygnalizujących związków chemicznych wytwarzają te mikroby? Czy wpływają na części mózgu, które kontrolują emocje i motywacje? Czy te wpływy prowadzą do zauważalnych zmian w zachowaniu dziecka? „Wówczas moglibyśmy spojrzeć wstecz na to, które HMO naprawdę wpływają na założenie i utrzymanie tych konkretnych kolonii bakterii”, mówi. Jeśli zasiedlisz tymi konkretnymi mikrobami myszy pozbawione bakterii i podasz im te konkretne HMO, co się stanie?

“Możemy też spojrzeć na zróżnicowanie i obfitość tych HMO w różnych sytuacjach” mówi Hinde. „Zwycięstwo” w konflikcie ewolucyjnym między rodzicem a dzieckiem może mieć większe znaczenie dla matek, które żyją w środowisku obciążonym ryzykiem, gdzie brakuje pożywienia lub gdzie muszą przeznaczać dużo energii na walkę z chorobami lub na unikanie drapieżników. Podobnie dla młodszych matki, które same jeszcze rosną, może okazać się to dla nich bardziej korzystne, aby zachować więcej energii dla swojego organizmu.

„Prawdopodobnie przez jakiś czas pozostanie to tylko hipotezą”, przyznaje Hinde. „U ludzi występują setki szczepów bakterii i setki oligosacharydów. Zrozumienie, co każdy z nich robi, zajmie lata badań, nie mówiąc już o złożonych interakcjach”. Jak jednak pisze w swoim artykule: „Perspektywa ewolucyjna pozwala nam docenić istotne napięcia między matką a niemowlęciem i uznać, że mikrobowa ekologia niemowlęcia jest potencjalnym miejscem do negocjacji w tym konflikcie i do utrzymania koordynacji. Wśród wielu, wielu bakterii w jelitach niemowlęcia, może czaić się najmniejszy pomocnik matki”.

Poza tym, jak dodaje Hinde, „Mikroby są teraz bardzo gorącym tematem.”

Więcej o mleku, mikrobach i mamach będzie w mojej książce ‚I CONTAIN MULTITUDES’, która ukaże się w przyszłym roku (w 2016 roku).

Źródło

Allen-Blevins C.R, Sela D.A, Hinde K. Milk bioactives may manipulate microbes to mediate parent–offspring conflict, EMPH (2015) 2015 (1): 106-121.

Na podstawie
Ed Yong, Could mothers milk nourish mind manipulating microbes. Not Exactly Rocket Science, April 8, 2015

Zrodlo: https://mikrobiom.wordpress.com/2015/04/08/czy-mleko-matki-moze-odzywiac-mikroorganizmy-manipulujace-umyslem/

Jakość narodzin i o „dobrym" cięciu cesarskim i znieczuleniu - dr n. med. Barbara Baranowska
https://www.youtube.com/watch?v=0yzChZbpRIE

Porównanie składu mleka mamy i sztucznej mieszanki mlecznej:
http://www.bcbabyfriendly.ca/whatsinbreastmilkposter.pdf


CHILD BIRTH ORGASM : Best Kept Secret of Labor? | SEXUAL CONTENT | ABC News 20/20
https://www.youtube.com/watch?v=jxB9mnKYr4M

http://orgasmicbirth.com/


Birth in Nature: Natural Birth
https://www.youtube.com/watch?v=TUL0Qn3i170
« Last Edit: (Tue) 01.12.2015, 17:59:07 by BladyMamut »
“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • WyBudzony
  • *
  • Posts: 2 554
  • Reputacja: +12/-0
Odp: Porodowy Biznes
« Reply #3 on: (Sat) 26.12.2015, 11:59:44 »
Witamina K po porodzie



"Ciekawe spostrzeżenia pewnego pediatry, który woli pozostać anonimowy, odnośnie witaminy K podawanej niemowlętom zaraz po urodzeniu:
"Wiecie, czego nie rozumieją 'zwolennicy syntetycznej witaminy K'? Idei, że dzieci mają niższy poziom witaminy K dla korzystnego, ochronnego powodu. (...)
Po pierwsze, do absorpcji witaminy K potrzebujemy dobrze funkcjonującą trzustkę i drogi żółciowe. Układ trawienny Twojego dziecka nie jest w pełni rozwinięty po urodzeniu i dlatego podajemy niemowlętom mleko matki (i opóźniami pokarmy stałe), dopóki nie ukończą co najmniej 6-miesięcy i dlatego mleko matki zawiera jedynie niewielką ilość witaminy K. Zbyt wysoka ilość witaminy K może obciążyć wątrobę i spowodować uszkodzenie mózgu (między innymi)...
Po drugie, krew z pępowiny zawiera komórki macierzyste, które chronią dziecko przed wykrwawieniem i wykonują wszelkiego rodzaju potrzebne naprawy wewnątrz ciała niemowlęcia. I tu jest haczyk - aby dziecko mogło uzyskać to ochronne doładowanie komórek macierzystych, należy opóźnić odcięcie pępowiny, a krew musi pozostać rzadka, aby komórki macierzyste mogły łatwo się przemieszczać i wykonywać swoje zadania. Wyobraźcie sobie, że dziecko ma swój własny mechanizm ochronny, który zapobiega krwawieniu i naprawia narządy... co nie zostało odkryte do czasu, kiedy zaczęliśmy regularnie podawać niemowlętom zastrzyki z witaminą K.
Po trzecie, noworodek może mieć niski poziom witaminy K, ponieważ jego jelita nie są jeszcze zasiedlone bakteriami potrzebnymi do jej zsyntetyzowania i "cykl witaminy K" jeszcze nie jest w pełni funkcjonalny u noworodków. I to by miało sens, aby omijać jelita i wstrzykiwać witaminę K wprost do mięśni? Tylko, że nerki dziecka również nie są w pełni funkcjonalne...
I na koniec, kilka obserwacji klinicznych, które potwierdzają hipotezę, że dzieci mają naturalne mechanizmy ochronne, które uzasadniają ich niski poziom witaminy K po urodzeniu (...) Kiedy krew dziecka jest zagęszczona witaminą K, to powoduje sytuację, w której komórki macierzyste muszą przedzierać się przez ten muł (…) Być może kiedyś dotrze to do lekarzy, że komórki macierzyste z krwi pępowinowej są nie tylko ważne i przydatne dla noworodka, ale również to, że istnieje powód, dla którego wymagają one rzadkiej krwi. "
Każdy płód, który zostaje wyciśnięty jak mokry ręcznik podczas podróży wąską drogą rodną, może ponieść szkody w każdej części ciała, również w mózgu, więc potrzebuje pewnego wbudowanego „systemu naprawy”. I komórki macierzyste przechodzą przez barierę krew-mózg. Co więcej, komórki macierzyste mogą dojść ... wszędzie !!! Niesamowite, nie sądzicie? Projekt Boży ma rozwiązania na takie problemy sytuacyjne...
Ale ... pediatrzy uważają to za ... "defekt" ... więc chcą podawać witaminę K, która prowadzi do zagęszczenia krwi o prawie 100 razy bardziej, niż jest u człowieka dorosłego. Te zastrzyki z witaminą K, jak wam mówią ... (tak samo, jak mówią, że natychmiastowe zaciskanie pępowiny jest bezpieczne i normalne, a opóźnione jest niesprawdzoną interwencją) ... to dlatego, że dziecko nie zostało „zaprojektowane” prawidłowo i jeśli nie poda się mu zastrzyku z witaminą K, to dziecko "może wykrwawić się na śmierć".
Ale jedno pytanie pozostaje bez odpowiedzi:
Dlaczego czynniki krzepnięcia krwi u niemowląt są niskie w ciągu kilku pierwszych dni po urodzeniu? Dlaczego dziecko ma dużo rzadszą krew, w rezultacie? Czyż nie jest to logiczną hipotezą, że rzadsza krew umożliwia swobodniejszy i szybszy dostęp komórek macierzystych krwi pępowinowej do każdej części ciała, która została uszkodzona w trakcie porodu?"

Znalezione na: https://www.facebook.com/permalink.php?story_fbid=1148578271836167&id=934066783287318


Zobacz na:
Związki aluminium w szczepionkach
https://forum.wybudzeni.com/index.php?topic=2147.0
“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • WyBudzony
  • *
  • Posts: 2 554
  • Reputacja: +12/-0
Odp: Porodowy Biznes
« Reply #4 on: (Wed) 10.08.2016, 13:36:31 »
W latach 70. XIX w. niemiecki lekarz, Robert Koch próbował śledzić epidemię wąglika, która dziesiątkowała pobliskie farmy. Inni naukowcy znaleźli w truchłach padłych zwierząt bakterie z gatunku Bacillus anthracis. Koch wstrzyknął te bakterie myszy, która wkrótce zdechła. Następnie odzyskał bakterie ze zdechłej myszy i powtórzył ten przygnębiający proces dwadzieścia razy. W ten sposób Koch bezspornie dowiódł, że B. anthracis wywołuje wąglika.
To wiekopomne doświadczenie i wiele podobnych w wykonaniu m. in. L. Pasteura potwierdziło, że wiele chorób jest wywoływanych przez mikroorganizmy. Mikroby, które były ignorowane przez setki lat wcześniej szybko zostały obsadzone w roli siewców śmierci i zniszczenia. Zarazki, patogeny, sprawcy plag, w zaledwie 20 lat od prac Kocha nad wąglikiem odkryto bakterie odpowiedzialne za trąd, rzerzączkę, tyfus, cholerę, dyzenterię, tężec i dżumę. Mikroby stały się synonimem choroby. Stały się też wrogiem, z którym trzeba walczyć.
Dzisiaj wiemy, że taki pogląd jest fałszywy.* Pewnie- niektóre bakterie powodują choroby, ale to mniejszość. Większość jest wobec nas neutralna, a wiele z nich nawet korzystne. Wiemy, że nasze ciała zamieszkują biliony bakterii - nasz tzw. mikrobiom** jest kluczowym elementem naszego życia. Bynajmniej nie sprawiają, że chorujemy. Pomagają nam w trawieniu, szkolą nasz układ odpornościowy, a nawet być może wpływają na nasze zachowanie. Odkrycia związane z tymi funkcjami bakterii zmieniły narrację jaką wobec nich stosujemy. Zaczynamy widzieć bakterie jako sojuszników, którzy powinni być chronieni. Kolorowe pisma zaczęły pisać o tym, że antybiotyki i środki dezynfekujące mogą nam szkodzić niszcząc naszych bakteryjnych sprzymierzeńców. Powoli koncepcja, że bakteria to wróg, który musi zostać zniszczony zmienia się w “bakterie to nasi przyjaciele”.
Jest jeden problem oboma spojrzeniami - są całkowicie błędne. Nie możemy zakładać, że bakteria jest “dobra” bo mieszka w naszym ciele. Nie ma czegoś takiego jak “dobra bakteria” i “zła bakteria”. Tego typu generalizacje nadają się może do książek dla dzieci ale są bardzo szkodliwe jeżeli opisujemy skomplikowany, pełen szarości i zależności świat organizmów żywych.
W rzeczywistości bakterie zajmują kontinuum trybów życia. Jeżeli pasożytują na nas nazywamy je patogenami, jeżeli są neutralne, komensalistami, jeżeli sprzyjają nam symbiontami. Ale te role nie są statyczne. Bakterie potrafią w zależności od warunków być zarówno symbiontami jak i pasożytami. Przykładowo Wolbachia, bakteria znajdowana w 40% gatunków owadów, u niektórych jest pasożytem zabijającym lub manipulującym samcami, u innych jest wewnętrznym suplementem diety odpowiedzialnym za dostarczanie witamin nieobecnych w diecie owada.
Jeszcze inne bakterie mogą pełnić obie role w tym samym czasie. Helicobacter pylori to bakteria, która w naszym żołądku powoduje wrzody i nowotwory. Mniej osób wie, że ta sama bakteria chroni nas przed nowotworami przełyku - i dokładnie te same szczepy robią obie rzeczy. H. pylori nie jest zły ani dobry - jest i zły i dobry.
To wszystko oznacza, że etykiety pasożyta, komensalisty czy symbionta nie znaczą zbyt wiele w kategoriach absolutnych. To raczej etykietki mówiące o tymczasowym stanie - tak jak bycie głodnym, śpiącym czy żywym. To opisy stanu a nie kategorie i powinno się je zawsze odnosić do danego czasu i miejsca.
Nichole Broderick, profesor University of Connecticut, znalazła świetny przykład takiego zmiennego związku studiując glebową bakterię Bacillus thuringensis (Bt). Produkuje ona toksyny, które zabijają owady perforując ich jelita. Rolnicy wykorzystują to od lat 20. XX wieku opryskując rośliny tą bakterią jako żywym pestycydem. Znalazło to zastosowanie we wszelkich technologiach rolniczych - nawet tych eko. Mimo lat stosowania, do niedawno nie wiedzieliśmy dokładnie jak działa toksyna. Przypuszczano, że owady są poważnie uszkodzone i umierają z głodu. Ale to nie mogło być wszystko - gąsienice zdychają z głodu ponad tydzień, toksyny Bt zabijają je w połowę tego czasu.
Broderick odkryła co się dzieje i zrobiła to niemal przez przypadek. Podejrzewała, że gąsienice będą miały w swoim jelicie bakterie chroniące je przed toksyną więc podała im antybiotyk i dopiero potem podała pestycyd. Bez bakterii, przynajmniej taka była hipoteza, gąsienice padną znacznie szybciej. Tymczasem wszystkie przeżyły. Okazało się, że bakterie nie tyle nie chronią gąsienic przez toksynami co są czynnikiem dzięki któremu Bt zabija je. W jelicie są niegroźne ale poprzez perforacje spowodowane toksynami przedostają się do krwiobiegu gąsienic. Ich układy odpornościowe dostają z tego powodu hopla i zaczyna się spirala wojny między organizmem a bakteriami prowadząca do sepsy i zgonu.
Podobnie dzieje się z tysiącami ludzi każdego roku. My również mamy bakterie, które perforują nasze jelita, dostajemy sepsy kiedy bakterie z układu pokarmowego dostają się do układu krwionośnego. Tego typu bakterie są symbiontami tylko w danym środowisku. Podobnie ma się z tzw. “oportunistycznymi patogenami”. Normalnie są niegroźne ale u osób z osłabionym ukł. odpornościowym mogą powodować śmiertelne zagrożenie. Wszystko jak widać zależy od kontekstu.
Nawet bardzo starożytne związki mikrobami mogą przerodzić się w pewnych warunkach w problem. Mitochondria - organella produkujące energię w naszych komórkach - to “udomowione” miliardy lat temu bakterie. To jeden z najlepszych przykładów symbiozy w całej biologii ale nadal mitochondria w niewłaściwym miejscu mogą doprowadzić do katastrofy. Nacięcie albo siniak mogą spowodować przedostanie się mitochondriów do krwi - co może doprowadzić do reakcji immunologicznej i spowodować zespół ogólnoustrojowej reakcji zapalnej (SIRS), co w niektórych wypadkach może być groźniejsze od oryginalnego urazu. A to efekt nadmiernej reakcji na mikroby mieszkające na stałe w naszym ciele od ponad dwóch miliardów lat.
Tak jak kwiat ogrodowy z złym miejscu może być chwastem, tak bakterie mogą być zbawieniem w jednym organie i zgubą w drugim. “Jeżeli twój układ odpornościowy przestanie działać na krótki czas - zabiją cię. Kiedy umrzesz - zjedzą cię” mówi Forest Rohwer z San Diego State University. “Im po prostu nie zależy. To nie jest miły związek. To po prostu biologia.”. Świat tej symbiozy to taki, gdzie przyjaciele mogą nas w każdej chwili zawieść a wrogowie nagle znaleźć się po naszej stronie. To świat gdzie mutualizm może stać się wojną przez kilka milimetrów różnicy.
Dlaczego tego typu zależności są takie wrażliwe na zmiany? Dlaczego mikroby tak łatwo zmieniają role? Po pierwsze symbioza i pasożytnictwo nie są aż takimi przeciwieństwami jak mogło by się wam zdawać. Pomyślcie co potrzebuje “przyjazna” bakteria, żeby zadomowić się w organizmie gospodarza. Musi przetrwać w jelicie, zakotwiczyć się gdzieś i wejść w interakcję z komórkami gospodarza. Dokładnie to samo musi zrobić komórka pasożytnicza. Oba typy - symbionty i pasożyty, bohaterowie i szwarccharaktery - wykorzystują te same molekuły w tych samych celach. Niektóre z nich mają negatywnie brzmiące nazwy jak “czynniki wirulencji” bo zostały odkryte u drobnoustrojów chorobotwórczych, ale bakterie neutralne również ich używają. Dla bakterii białka są jak narzędzie - nóż czy pióro - można je wykorzystać do robienia wspaniałych i okropnych rzeczy.
Nawet pomocne mikroby, przypadkiem potrafią szkodzić swojemu gospodarzowi. Bakterie mszyc uwalniają substancje eteryczne, które przyciągają bzygi prążkowane. Te czarno-białe owady podobne z wyglądu do ós to zwiastun śmierci dla mszyc. Larwy bzygów potrafią zjeść setki mszyc w ciągu swojego życia a dorosłe osobniki znajdują ofiary dla swojego potomstwa wywąchując charakterystyczne zapachy bakterii - coś czego mszyce nie są w stanie uniknąć.
Świat jest pełen takich przypadkowych wabików. Być może właśnie sami to robicie - część bakterii wydziela zapachy, które zmieniają ich gospodarzy w magnesy na komary, podczas gdy inne odstraszają krwiopijców. Zastanawialiście się kiedyś czemu jedna osoba wyjdzie z lasu pełnego meszek całą pogryziona a inna nawet nie zauważy owadów? Częściową odpowiedzią są wasze bakterie.
Patogeny mogą też wykorzystywać bakterie w inny sposób. Przykładowo wirus polio “chwyta” białka na powierzchni bakterii jelitowych i wykorzystuje je jako swoiste lejce, dzięki którym może sterować bakteriami w stronę komórek gospodarza. Wirus może się dzięki temu lepiej przyczepiać do naszych komórek i jest bardziej stabilny w temperaturach naszego ciała. Bakterie robią z niego lepszego najeźdźcę.
Ważnym punktem w tym miejscu jest to, że symbioza bakterii nie jest darmowa. Nawet kiedy nam pomagają, jednocześnie generują nam koszty. Trzeba je nakarmić, dać schronienie, a to wszystko wymaga energii. Co najważniejsze - każda bakteria ma swoje interesy na pierwszym miejscu, a to często będzie prowadziło do konfliktów z gospodarzem. Wolbachia jest transmitowana z matek na córki więc pozbywa się samców. To w krótkim terminie spory zyska ale długoterminowo strategia jest samobójcza i ryzykuje wymarciem owada. Jeżeli moje bakterie zatrzymałyby mój układ odpornościowy, mogłyby rosnąć szybciej kosztem mojej choroby.
Praktycznie każde partnerstwo biologiczne tak wygląda. Oszuści są zawsze problemem a zdrada czai się tuż za horyzontem. Pary mogą zdziałać więcej ale jeżeli jeden z partnerów może dostać te same plusy bez płacenia kosztów - zrobi to bez wahania jeżeli będzie miał gwarancję bezkarności. HG Wells opisał to w 1930 w książce Science of Life***
Każda symbioza jest na swój sposób podszyta wrogością i tylko poprzez odpowiednią regulację można osiągnąć etap mutualistycznych korzyści. Nawet w sprawach ludzkich związki partnerskie nie są łatwe w utrzymaniu mimo, że jesteśmy obdarzeni inteligencją i jesteśmy w stanie racjonalnie zrozumieć korzyści takich związków. Ale u niższych organizmów nie ma takiego zrozumienia. Symbioza to ślepe przystosowanie, bez udziału świadomości jak w każdym innym przypadku dostosowania biologicznego.
Te zasady łatwo zapomnieć. Lubimy nasze czarno-białe narracje z bohaterami i złymi. Sam termin symbioza utracił oryginalne znaczenie (życie razem) i dostał idealistycznego charakteru życia w utopijnej harmonii. Ale ewolucja nie działa w taki sposób. Współpraca nie jest wcale promowanym stylem życia nawet jeżeli byłoby to w interesie wszystkich. Zawsze w każdym związku mamy współgranie współpracy i konfliktu.
Możemy to łatwo zaobserwować jeżeli opuścimy na chwilę świat bakterii i pomyślimy o większych organizmach. Bąkojady to małe afrykańskie ptaki szwendające się obok antylop i żyraf. Powszechnie wiadomo, że są komensalami zbierającymi kleszcze i inne pasożyty ze swoich gospodarzy. Ale to nie wszystko. Ptaki dziobią też otwarte rany zwierząt uniemożliwiając im zasklepienie się. Prawda jest taka, że żywią się krwią i źródło tej krwi jest im raczej obojętne, czy to szkodliwe dla gospodarzy czy nie.
Podobne procesy możemy obserwować na rafach koralowych, gdzie ryby z gatunku wargatków sanitarników prowadzą przychodnie dla większych ryb. Duże ryby przypływają do “myjni” a wargatki czyszczą ich żuchwy, skrzela i inne miejsca o utrudnionym dostępie z pasożytów. Czyściciele mają darmowy obiad a klienci wychodzą zdrowsi. Ale raz na jakiś czas wargatek oszuka klienta i uszczknie kawałek zdrowej tkanki. Klienci karzą takie wargatki i przenoszą się do innego “spa”. Inne wargatki wyganiają ze swojego grona oszukujących kolegów.
W tym samym czasie w Ameryce Południowej drzewa akacji opierają się na mrówkach jako ich obrońcach przed chwastami, pasożytami i roślinożercami. W zamian dają swoim ochroniarzom słodkie przekąski i puste ciernie w których mogą mieszkać. To wygląda jak typowa symbioza aż nie dowiemy się, że darmowe jedzenie od akacji uniemożliwia mrówkom trawienie innych cukrów. Mrówki nie są tylko kimś kto zbiera korzyści - są poniekąd zakładnikami - służącymi bez możliwości wyboru.
Wszystkie klasyczne przykłady kooperacji można bez problemu znaleźć w książkach i filmach dokumentalnych. I każdy z nich ma różne warstwy - od współpracy do konfliktu przez manipulację i podstęp - co jest rzadko prezentowane szerszej publiczności. “Musimy nauczyć się oddzielać rzeczy ważne od rzeczy przyjemnych. Mikrobiom jest bardzo ważny ale to nie znaczy, że jest przyjemny.” mówi Toby Kiers z Vrije Universiteit. Świetnie funkcjonujące partnerstwo może być równie dobrze traktowane jako przykład równoległego pasożytnictwa. “Obaj partnerzy mogą odnosić korzyści ale cały czas mamy silne napięcie. Symbioza to konflikt - konflikt w którym żadna ze stron nie zyskała przewagi.
Taki związek może być stabilny. Nasza wewnętrzna biologia nie wie co to “dobro” czy "zło” jeżeli chodzi o mikroby. Wyewoluowało wiele rozwiązań które pomagają ludziom w ich wiecznej walce z naszym mikrobiomem i w nawiązywaniu układów z bakteriami. Możemy ograniczać ich obecność do niektórych układów przez chemiczne bariery czy fizyczne blokady. Możemy sięgnąć po marchewkę i nakarmić kogo chcemy odpowiednimi substratami. Możemy też sięgnąć po kija i wykorzystać nasz układ odpornościowy żeby pokazać im kto rządzi. Wyewoluowaliśmy sposoby upewniające się, że mieszkają z nami gatunki, które nam pasują i które powodują mniej problemów.
I tu mamy najważniejszą lekcję biologii. Przyroda nie jest z natury harmonijna i nastawiona na współpracę. Ale wszystkie najlepsze związki wymagają kupy pracy.
‘* Autor tego eseju opisał to w znacznie bardziej szczegółowy sposób w książce “I contain multitudes” którą znając jego wcześniejszą twórczość można polecić w ciemno.
** Mikrobiom = całość bakterii żyjących na i w człowieku.
*** W zasadzie pierwszy podręcznik do biologii a przynajmniej naszego zrozumienia biologii w latach 20-30.

Źródło: https://aeon.co/essays/there-is-no-such-thing-as-a-good-or-a-bad-microbe
Znalezione na: https://www.facebook.com/antyneta.megrez/posts/10205766462275881
“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje