Author Topic: Mapy świadomości  (Read 1141 times)

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • WyBudzony
  • *
  • Posts: 2 554
  • Reputacja: +12/-0
Mapy świadomości
« on: (Thu) 03.04.2014, 12:19:01 »
Mapy świadomości

Źródło: astromaria.wordpress.com

Wstęp

Quote
W tantrze i jodze jest pewna mapa wnętrza człowieka. Dobrze będzie, jeśli zrozumiesz tę mapę – to ci pomoże, ogromnie ci pomoże.

Tantra i joga zakładają, że w fizjologii człowieka – w subtelnej fizjologii, nie w ciele – jest siedem ośrodków. W rzeczywistości są to metafory. Ale są one bardzo, bardzo pomocne w zrozumieniu czegoś z wnętrza człowieka. Jest to siedem czakr.

Mapy służą pomocą w dotarciu do celu. Tak samo i mapy wnętrza człowieka są pomocą w dotarciu do sedna i celu istnienia – do poznania siebie. Nie są to filozofie, nie są to doktryny czy też dogmaty, których należy ściśle przestrzegać i je wyznawać. To wskazówki, dzięki którym możesz łatwiej zrozumieć swoje funkcjonowanie, relacje z ludźmi, własne myśli, uczucia i czyny – całe swoje życie.

Ale nie poprzestawaj na studiowaniu mapy. Zerknij na nią co jakiś czas, pilnując, czy zmierzasz we właściwym kierunku, ale przede wszystkim idź, działaj, wędruj, poruszaj się, szukaj.

Szukaj bez ustanku, bez wytchnienia, aż wreszcie dotrzesz do tego miejsca w sobie, które okaże się celem twojego istnienia.
Swami Dhyan Aadhar

UWAGA! Mapy są tylko narzędziem. Do czego zostanie ono użyte zależy wyłącznie od tego, kto się nimi posługuje. Dobrej duszy pomogą one w rozwoju osobistym, podczas gdy ktoś niemoralny może ich używać do złośliwego oceniania bliźnich. Mapy jako takie nie są ani dobre, ani złe. Dobry bądź zły może być tylko sposób ich użycia.

Uwaga II: “Mapy świadomości” nie mają ostatecznej formy i nie są zamknięte. Zastrzegam sobie prawo do nanoszenia w nich poprawek i dopisywania nowych fragmentów. Życie nieustająco dostarcza mi nowego materiału badawczego i malowniczych przykładów manifestowania się poszczególnych typów ludzkiej mentalności. Tak więc w miarę zbierania nowego materiału będę tu dopisywać to i owo.


——-

Mapy świadomości, jak sama nazwa wskazuje, są przewodnikiem po świecie rozwoju duchowego. Stopnie rozwoju w Mapach Świadomości są analogiczne do aktywności siedmiu czakr, czyli ośrodków energetycznych w naszych organizmach. Każda czakra „zarządza” pewną sferą zdrowia, psychiki i aktywności duchowej.

Dzięki Mapom łatwiej jest kierować własnym rozwojem i wyłapywać błędy na ścieżce, którą się podąża. Służą one przede wszystkim do diagnozowania własnego rozwoju, a nie do oceniania innych, chociaż wiedza na temat praw rządzących rozwojem innych ludzi może być bardzo pomocna również w zrozumieniu motywacji i zachowań ludzi, których się spotyka na swojej drodze. Mapy te posłużyły amerykańskiemu psychologowi Kenowi Keyes’owi do opracowania jego systemu psychologicznego modelu dojrzewania świadomości.

Mapami świadomości posługiwali się tacy nauczyciele duchowi jak Gurdżijew i Osho, wspominają o nich również niektóre channelingi. Podobnie jak opisy znaków zodiaku mapy te są pewnego rodzaju archetypami, dlatego w życiu nie spotyka się ludzi reprezentujących czyste typy.

Żeby je zrozumieć należy zapoznać się z funkcjami czakr i za rzecz oczywistą przyjąć doktrynę reinkarnacji, która zakłada, że do osiągnięcia swojego pełnego rozwoju i końcowego oświecenia dusza potrzebuje wielu wcieleń. Im więcej wcieleń ma za sobą dana osoba, tym starsza jest jej dusza, a zatem wyższa jest jej świadomość i głębsze rozumienie sensu ziemskiej egzystencji.

Uwaga: wiek ciała fizycznego nie świadczy w żadnym razie o wieku duszy! Stuletni starzec może być bardzo młodą duszą (mającą za sobą niewiele wcieleń), a małe dziecko starą. Podobnie, ani imponujące IQ, ani poziom wykształcenia (kariera naukowa), bogactwo, władza, światowa sława czy nieprzeciętna uroda nie stanowią dowodu na zaawansowanie duszy w rozwoju.

Młoda dusza może być bardzo inteligentna (cechą charakterystyczną młodej duszy jest inteligencja techniczna, umysł ścisły i brak empatii, prowadzący wręcz do psychopatii) i być np. genialnym uczonym czy inżynierem w NASA, lecz pozostawać jednocześnie w stanie ignorancji, czyli nieprzebudzenia duchowego. Szatańsko inteligentne i doskonale wykształcone młode dusze pracują przy wynalazkach szkodzących ludzkości, np. przy konstruowaniu coraz bardziej zabójczych bomb i maszyn do zabijania, trucizn, broni biologicznej, urządzeń do kontrolowania i szpiegowania ludzi, takich jak mikro- i nano-chipy itp. Stare dusze nigdy nie podjęłyby się prac przy wynalazkach niosących cierpienie, choroby, śmierć i zniszczenie.

W przeciwieństwie do nich zwykły i skromny ogrodnik może być duszą starą, ponieważ starym duszom nie zależy na dyplomach prestiżowych uczelni, bogactwie ani karierze, a co ich wyróżnia najbardziej, to niechęć do jakiejkolwiek pracy, która może przyczyniać się do zanieczyszczania środowiska, a zwłaszcza szkodzenia bliźnim. Stare dusze cenią sobie naturę i tzw. święty spokój. Również tzw. moce sidhi (zdolności telepatyczne, umiejętność lewitowania, czytania w umysłach innych ludzi i czynienia innych, podobnych „cudów”) nie mają związku z zaawansowaniem duchowym (są to talenty, takie same jak muzyczny czy aktorski). Ponadto Ziemia nie jest jedynym miejscem, w którym rozwinęło się inteligentne życie. We Wszechświecie istnieją planety zarówno o wyższych wibracjach duchowych, jak i o niższych (tzw. „planety piekielne”). Tak więc zakończenie ziemskiej edukacji wcale nie musi oznaczać ostatecznego wyzwolenia z kręgu wcieleń.

Reinkarnację można porównać do zmiany ubrań: gdy stare się zużyje, zmieniamy je na nowe. Tak jak po zmianie ubrania wewnątrz pozostaje ta sama osoba, tak i zmiana materialnego „pojazdu”, jakim jest ciało nie sprawia, że zasiedla je nowa dusza. Żyjąc w materialnym ciele dorastamy, dojrzewamy, a w końcu się starzejemy, zmienia się również nasza osobowość, która w niemowlęctwie czy dzieciństwie jest inna niż w wieku dojrzałym czy na starość. Podobnie ewoluuje dusza, z każdym kolejnym wcieleniem nabierając doświadczenia i gromadząc życiową mądrość. Przed zejściem na plan ziemski dusza pozbawiana jest wspomnień z poprzednich wcieleń, ale ma dostęp do zgromadzonej wcześniej mądrości.

Nie trzeba wielkiej wnikliwości, żeby zauważyć, że ludzie różnią się między sobą nie tylko temperamentem, cechami charakteru czy inteligencją, ale również sposobem postrzegania świata i stosunkiem do życia. W życiu spotykamy zarówno ludzi określanych pogardliwym przydomkiem „prymitywnych bydlaków”, jak i osoby, które uważamy za niezwykłe, charyzmatyczne i obdarzone jakąś wręcz kosmiczną mądrością.

Niemal codziennie widujemy w telewizji religijnych fundamentalistów, którzy łatwo stają się siejącymi śmierć terrorystami („obrońcy życia”, rzucający bomby na kliniki dla kobiet, zabijający lekarzy i matki i nie widzący, że tym sposobem niszczą życie, zamiast je chronić), po przeciwnej stronie barykady sytuują się nie mniej fanatyczni, podobni średniowiecznym inkwizytorom ateistyczni dogmatycy, nie tolerujący niczego, co nie jest zgodne z ortodoksją materialistycznego racjonalizmu, gdzieś pomiędzy tymi skrajnościami wiodą szalone życie ryzykanci, stale narażający swoje życie w sportach ekstremalnych, a niejako na marginesie tej rzeczywistości kryją się cisi, spokojni i promieniujący wszechogarniającą miłością filozofowie, otwarci na wszelkie możliwe duchowe opcje i dla wszystkich tolerancyjni. Ludzie żyjący w tych niekiedy skrajnych osobistych rzeczywistościach dogadują się z reprezentantami innych opcji z trudem lub wcale (natchniony filozof o starej duszy porozumie się z każdym, nawet z prymitywem, natomiast prymityw znajdzie wspólny język tylko z drugim takim samym jak on dzikusem).

Mapy świadomości pomagają zrozumieć, dlaczego na naszej planecie tak źle się dzieje. Przyczyną tego jest fakt, że obecnie ilościowo dominują dusze z poziomu I – III, których świadomość jest uśpiona i słabo rozwinięta, nic więc dziwnego, że nie widzą one innego sposobu załatwiania „porachunków” z obcymi im poglądami niż poprzez awantury,  zakazy, nakazy, radykalne i bezwzględne działania, a nawet wojny. To z tego powodu przelewana jest krew i tak mało jest wzajemnego zrozumienia oraz gotowości do przyznania prawa do istnienia wszystkim opcjom, poza własną, która wydaje się być jedyną słuszną i najmądrzejszą. Gdy zrozumiemy jak funkcjonują ludzie na różnych poziomach łatwiej nam będzie lawirować wśród przeróżnych, nawet najdziwniejszych filozofii i poglądów.

Mapy uświadamiają nam, dlaczego zdecydowana większość ludzi to jednostki całkowicie niereformowalne, wręcz „zabetonowane” w swoim światopoglądzie, a to z kolei może nam pomóc uniknąć wielu niepotrzebnych konfliktów i jałowych dyskusji.

Największym problemem jest to, że człowiek nie jest w stanie zrozumieć kogoś, kto znajduje się na wyższym poziomie, niż jego własny. Rozwój możemy wyobrazić sobie jako wchodzenie na schody tyłem: z tej pozycji widać tylko stopnie znajdujące się poniżej, a nie widać tych, które prowadzą w górę. Człowiek stojący na szczycie schodów widzi całość, a ten stojący na pierwszym stopniu nie widzi nic, ulega jednak złudzeniu, że osiągnął szczyty.

Jesteśmy w stanie zauważać „głupotę” i niedoskonałości tych, którzy w swoim rozwoju nie nadążają za nami, natomiast z powodu trwania w błędnym przeświadczeniu o własnej wyższości intelektualno-duchowej nad resztą świata nie jesteśmy w stanie rozpoznać tych, którzy górują pod tym względem nad nami. Każdy żyje w złudzeniu, iż osiągnął najwyższe szczyty mądrości, w przeciwieństwie do reszty ludzkości, żyjącej w błędzie i ignorancji. Wyjątkiem od tej reguły są ci, którzy znają prawa rozwoju duchowego oraz mapy świadomości i „na rozum” zdają sobie sprawę z tego, że wcale tacy doskonali, mądrzy ani oświeceni nie są.

Mapy świadomości dzielą ludzi na siedem kategorii, które możemy sobie wyobrazić jako klasy w 7-klasowej szkole, w której edukacja zaczyna się od urodzenia (I klasa, czyli „wyjście ze zwierzęcości”) i trwa do śmierci (klasa VII, po której dusza nie musi już powracać na Ziemię). Co ważne – „edukacja” w każdej klasie wymaga więcej niż jednego (a nawet wręcz setek) wcieleń. Nie ma tu żadnych limitów czasowych, każdy „przerabia” ten materiał we własnym tempie. Co więcej, każdy może zaliczyć jakiś przedmiot bardzo szybko, a z innym męczyć się długo i nieefektywnie. Można też przejść do kolejnej klasy mając do zaliczenia jedną lub kilka „poprawek” z poprzedniej.

Przejścia pomiędzy kolejnymi etapami rozwoju nie zachodzą skokowo, lecz płynnie i na swoich granicach przenikają się wzajemnie.
Przed każdym etapem dochodzi do kryzysu tożsamości, kiedy człowiek zaczyna negować wyznawany do tej pory system wartości. Aby móc przejść na wyższy poziom, poprzedni musi zostać zdemontowany jako już nieprzydatny, a następnie następuje ugruntowanie na nowym, co wymaga czasu. Zdarza się, że ludzie cofają się do wcześniejszych etapów, gdyż jeszcze nie są gotowi na prawdziwe i trwałe zmiany. Nierzadko najbliższe otoczenie (rodzina oraz Kościół, do którego należą) uniemożliwia im ten skok, blokując ich postępy jako niezrozumiałe, ekscentryczne lub wręcz inspirowane przez szatana. Takie przełomy są trudnym doświadczeniem, a mogą być nawet niebezpieczne, zarówno dla doświadczającego ich, jak i dla jego otoczenia. Możliwe są tu nerwice, kryzysy tożsamości, a nawet poważniejsze zaburzenia psychiczne.

Młode dusze wciąż mają instynkt stadny, co skłania je do przynależności do grup o ortodoksyjnym światopoglądzie, takich jak religie i partie polityczne, na których czele stoi autorytarny „wódz” lub inny autorytet. Są one bardzo silnie zainteresowane pieniędzmi, karierą, sukcesami i sławą, podczas gdy starych dusz to nie interesuje. Jeśli osiągają sławę to nie z powodu zabiegania o nią, lecz dzięki miłości ich uczniów i wielbicieli ich mądrości.

Dawniej na naszej planecie dominowały ilościowo dusze młode (I i II stopień), co przejawiało się pod postacią niehumanitarnych, wręcz okrutnych systemów religijnych i społecznych. Religia była fanatyczna i pełna okrucieństwa, za „grzech” można było stracić życie, podobne kary były wymierzane za różnego rodzaju przestępstwa: za kradzież odcinano rękę, za cudzołóstwo i morderstwo zabijano i wcale nie było ważne dowiedzenie oskarżonemu winy. Wystarczyło, że ktoś na niego doniósł lub że widziano go w pobliżu miejsca zbrodni, by został uznany za winnego i zabity. Egzekucje były widowiskiem, na które ściągały całe rodziny wraz z małymi dziećmi. Dziś również można spotkać amatorów takich „rozrywek”, ponieważ ludzi I etapu wciąż jest dużo i są oni niezwykle żądni władzy.

Obecnie dominację przejmują dusze II i (głównie) III etapu. Religię zastąpiła nauka, która pod wieloma względami przypomina swą poprzedniczkę: jej świątyniami są uczelnie i laboratoria badawcze, jej najbardziej czczonymi świętymi są Darwin i Einstein, a wielu wyznawców tej religii z inkwizytorskim zapałem i żądzą mordu w oczach tropi heretyków, wierzących w kreacjonizm, płaską ziemię, astrologię i Boga. Na szczęście część władzy przejęli bardziej światli przedstawiciele III, a nawet IV etapu, dzięki czemu mamy (a przynajmniej próbujemy wprowadzać, niestety z różnym skutkiem) regulacje społeczne i socjalne, sprawiedliwe prawo bez kary śmierci, humanitarną medycynę dostępną dla każdego, edukację dla wszystkich obywateli, równość wobec prawa i demokrację, która, co oczywiste, jest bez sensu, ponieważ zakłada, że większość ma rację. Wiedząc o tym, że tę (zdecydowaną!) większość stanowią ludzie z II i III stopnia rozwoju, nie powinniśmy się dziwić temu, kto rządzi światem.

I Muladhara czyli czakra korzenia, zwana też podstawową lub pośladkową

W sanskrycie „mula” oznacza „korzeń”, a „adhara” znaczy „podpora”.

Kolor: ognisto-czerwony.
Żywioł: ziemia.
Zmysł: węch.
Symbol: czteropłatkowy lotos.
Zasada podstawowa: Cielesna wola istnienia (jako przeciwieństwo duchowej woli istnienia).
W ciele odpowiada: wszystko, co stałe: kręgosłup, kości, zęby, paznokcie oraz odbytnica, jelito grube, prostata, krew, budowa komórek.
Gruczoły: nadnercza produkujące adrenalinę i noradrenalinę, wydzielającą się w chwilach mobilizacji do walki lub działania. Regulacja ciepłoty ciała.
Przyporządkowanie astrologiczne:
*Baran i rządzący nim Mars: inicjowanie, pierwotny impuls, energia życiowa, siła przebicia, walka i agresja;
*Byk i rządząca nim Wenus: związek z ziemią, ukorzenienie się w życiu, posiadanie, rozkosze zmysłowe;
*Skorpion i rządzący nim Pluton: energia seksualna, odnowa i transformacja;
Koziorożec i rządzący nim Saturn: struktura, stałość.

Znajduje się u podstawy kręgosłupa, blisko kości ogonowej. W sanskrycie „mula” oznacza „korzeń”, a „adhara” to „podpora”.

Łączy człowieka z ziemią, czyli materią, z której zostało stworzone jego ciało (i w którą się obróci) oraz ze środowiskiem naturalnym. Obdarza odpornością i trwałością. Przez nią wnika energia z Ziemi, a więc zasila nas ona energią życiową, niezbędną do fizycznego przetrwania i ugruntowania się w życiu, zapewnia siłę przebicia w życiu i kreatywność. Daje poczucie „pewnego gruntu pod nogami”. Zapewnia też dostęp do kolektywnej nieświadomości zbiorowej.

Jest to bardzo ważna czakra, ponieważ jest siedliskiem Kundalini oraz punktem początkowym trzech podstawowych meridianów energetycznych (Tao). I czakra jest nieodłącznym elementem systemu, który na drugim biegunie kończy się czakrą siódmą, dlatego obie czakry muszą być w równowadze. Podlega jej trawienie, wydalanie i przetrwanie gatunku.

Quote
Bóg śpi w kamieniu, oddycha w roślinie, śni w zwierzęciu i budzi się w człowieku – porzekadło starohinduskie

Umarłem jako minerał i stałem się rośliną,
Umarłem jako roślina i stałem się zwierzęciem,
Umarłem jako zwierzę i byłem człowiekiem.
Czegóż mam się obawiać?
Cóż straciłem umierając?
[Dżelal-uddin Rumi]

Nie jest bardziej zaskakujące narodzić się dwa razy, niż raz
(…)
…doktryna reinkarnacji nie jest ani absurdalna, ani bezużyteczna
[Wolter]

Według teorii reinkarnacji wszystko, nawet kamień, posiada duszę i wszystko w świecie ewoluuje, wzrasta oraz dąży ku doskonałości. Dusza „umarłego” kamienia inkarnuje w roślinie, dusza rośliny w owadzie, owada w ptaku lub zwierzęciu, a w końcu dusza zwierzęcia osiąga stan, kiedy staje się dość dojrzała i świadoma, by stać się człowiekiem. Przejście od zwierzęcia do człowieka jest prawdziwie milowym krokiem i epokowym osiągnięciem.

Na ogół sądzi się, że zwierzęta nie posiadają ani świadomości, ani inteligencji, lecz jest to błędne przekonanie. Są zwierzęta mniej świadome i są takie, które wydają się być bardzo mądre. Niektóre pewnie żyją tylko chwilą bieżącą (trawożercy), ale drapieżniki potrafią inteligentnie planować swoje poczynania i strategie polowania. Inteligencja jest wszechobecna w świecie i aż dziwne, że naukowcy (tacy mądrzy i uczeni) do niedawna w ogóle tego nie dostrzegali. Na szczęście ostatnio to się zmienia i niektórzy przebąkują, że zwierzęta jednak myślą. Do tej pory przypisywano im wyłącznie działania instynktowne, chociaż pewnie sami uczeni nie za bardzo wiedzieli, co to takiego ten „instynkt”. Zresztą nie da się zaprzeczyć, że człowiek również posiada instynkt i że często jest on bardzo pomocny.

Jako dowód na to, że zwierzęta nie różnią się od ludzi aż tak bardzo, jak sądzą niektórzy może posłużyć przykład słoni-artystów , malujących obrazy.

Kiedy patrzy się na ludzi, nie sposób oprzeć się wrażeniu, że jedni bardzo przypominają owce lub krowy, a inni drapieżniki.

Każdy ze stopni rozwoju dzieli się na trzy etapy: wczesny, środkowy i późny (dojrzały).

Ludzie najwcześniejszego, I typu to pierwsza inkarnacja w ludzkim ciele. Wcześniej byli zwierzętami i prawdopodobnie część z nich posiadała duszę zbiorową. Rzecz oczywista, że pierwsze próby w jakiejkolwiek dziedzinie nie mogą odbywać się od razu na mistrzowskim poziomie, dlatego te dusze muszą się bardzo dużo nauczyć. Ludzie na tym stopniu rozwoju inkarnują w dżungli, w klimacie tropikalnym, który zdejmuje z nich konieczność troszczenia się o ubranie i o pożywienie. Dziś plemiona pierwotne są już na wymarciu i zostało ich niewiele, głównie z powodu niekontrolowanego wyrębu lasów oraz zniszczenia i skażenia środowiska przez poszukiwaczy skarbów naturalnych, głównie węgla, ropy, złota i diamentów. Zanikanie środowiska odpowiedniego do zamieszkania przez ludzi pierwotnych świadczy o tym, że nasza planeta szykuje się do skoku w nową rzeczywistość, w której nie będzie już warunków do inkarnowania dla tego typu dusz.

Ludzi tych można porównać do znanej z Księgi Rodzaju pierwszej pary ludzi, z okresu, gdy nie poznali oni jeszcze tajemnicy dobrego i złego. Są to istoty niewinne, przypominające małe dzieci, które (jak doskonale wiedzą wszyscy rodzice) nie mając świadomości dobra i zła są skore do nieustannego psocenia. Jeśli dziecko podpala dom, to nie dlatego, że jest złe i niemoralne, lecz dlatego, że rodzice zachowali się nieodpowiedzialnie i bez wyobraźni, zostawiając na wierzchu zapałki. Rodzicami tych duchowych dzieci są szamani, którzy odpowiadają za ich bezpieczeństwo i przeżycie. Szamani to znajdujące się na wysokim stopniu rozwoju dusze dojrzałe, a nawet stare, odznaczające się dużą mądrością i wiedzą. Gromada oraz opieka doświadczonych szamanów zapewniają członkom plemienia namiastkę bezpieczeństwa, ale niczego nie gwarantują.

Jedyną troską ludzi żyjących na tym poziomie jest fizyczne przetrwanie we wrogim środowisku. I to jest bardzo poważna troska. Wszędzie wokół czai się śmierć: dżungla pełna jest drapieżników, jadowitych owadów i węży, szerzą się choroby, może zdarzyć się pożar lub powódź. W lesie, w ciemności nocy, a nawet za chatą żyją też demony i inne, przerażające siły nieczyste. Ten etap charakteryzuje się jednym, wielkim i nieustającym lękiem.

Polski misjonarz żyjący wśród peruwiańskich Indian porównał ich do chodzących żołądków. Według niego ci ludzie nie mają świadomości i stale przebywają w stanie swoistego snu na jawie. Budzą się, gdy żołądek zaczyna burczeć i domagać się, by go czymś wypełnić. W takiej chwili wódz zwołuje plemię i wszyscy wyruszają do dżungli na polowanie. Kobiety zbierają bulwy, a następnie je obierają i skrobią, oprawiają zwierzęta przyniesione przez mężczyzn i robią prosty, nie wyrafinowany posiłek. Przyjemność z wykwintnego jedzenia jest jeszcze niedostępna na tym etapie, wystarczy tylko zaspokoić głód. Po jedzeniu plemię znowu zapada w stan letargu, który kończy się w chwili odczucia przez nich głodu. Interesuje ich niewiele więcej poza jedzeniem. Przenoszą się na nowe miejsce tylko dlatego, że w starym wyzbierali już wszystko, co tam rosło. Dusze te nie posiadają jeszcze intelektu ani nawet wyraźnie indywidualnej świadomości, lecz mają dobrze rozwinięty instynkt i czują związek z ziemią i naturą. Nie rozumieją one jeszcze zasad etyki i moralności, więc szamani muszą ich stale pilnować i pouczać. Żeby w wiosce panował porządek trzeba sprawić, żeby sprzątanie i dbanie o czystość stało się świętym rytuałem, w przeciwnym wypadku nikt się nie ruszy, żeby cokolwiek zrobić. Małżeństwo nie jest oparte na bliskości, a zwłaszcza na miłości. Kobieta i mężczyzna mają określone funkcje i obowiązki, więc się z nich wywiązują, a szamani pilnują, żeby ich seksualność nie wymknęła się spod kontroli. Utrzymywanie dyscypliny i moralnego porządku wymaga wprowadzenia pojęcia tabu, którego pod karą śmierci nie wolno przekroczyć. Na tym etapie tabu jest niezbędne, ale na wyższych może ograniczać rozwój. Problem w tym, że nie jest łatwo go wykorzenić, nawet w cywilizowanych społeczeństwach.

Wczesny typ I praktycznie nie występuje w naszej części świata. Sporadycznie można takich ludzi spotkać jako dzikich lokatorów ogródków działkowych czy na wysypisku śmieci, gdzie zbierają wszystko, co da się sprzedać. Ludzie ci jedzą żywność ze śmietników i chodzą obdarci, brudni i śmierdzący, nic więc dziwnego, że tzw. „porządni obywatele” zmykają przed nimi z przerażeniem. Przepijają oni praktycznie wszystko, co zarobią, więc jeśli nie zamarzną w czasie srogiej zimy, zwykle umierają z przepicia. Jeśli taki osobnik nie urodzi się w dżungli, lecz w zachodniej cywilizacji, co jest równoznaczne z brakiem prowadzenia przez silnego wodza / szamana może zamienić się w najprawdziwszą krwiożerczą bestię. Jednym z przykładów jest Richard Ramirez, seryjny morderca, który spowodował prawdziwą panikę w Los Angeles w latach 1984-1985.

Ludzie na tym etapie są niesłychanie dumni ze swojego człowieczeństwa. Na żadnym z późniejszych etapów rozwoju człowiek nie jest tak dumny z tego, że jest człowiekiem i nie gardzi tak bardzo zwierzęciem, które jawi mu się jako dzika, nieokrzesana, odrażająca i bezbożna bestia.

Pod koniec tego etapu zaczyna się budzić coraz większe poczucie swojej indywidualności i wielka potrzeba zapewnienia sobie poczucia bezpieczeństwa oraz pewności, że się wie. Dusze te wciąż nie tylko potrzebują, ale wręcz pragną prowadzenia przez kogoś silnego i mądrzejszego od nich, stąd ich wielkie poważanie dla autorytetu, który postrzegają jako absolutnie nieomylny. Zamiast samodzielnego myślenia mamy tu raczej bezkrytyczne przyswajanie idei głoszonych przez kapłanów, lekarzy, uznanych polityków i inne, podobne postacie. Tu wciąż rządzi lęk i to on jest siłą napędową wszelkich działań, a krycie się pod skrzydłami autorytetu i wypełnianie umysłów wszelkimi „tak jest słusznie”, „tak trzeba” i „taka jest jedyna prawda” daje złudne poczucie bezpieczeństwa. Podobne nadzieje spełniają pieniądze gromadzone „na czarną godzinę” i pełna aż do przesady spiżarnia. Dlatego na tym etapie pojawia się coś, co można obrazowo określić jako „zapychanie”. Ludzie ci swoje mieszkania zapychają gratami i zapasami żywności ponad potrzeby, skarpetę zapychają pieniędzmi, a umysły zapychają ideami, doktrynami, teoriami, dogmatami oraz światopoglądowymi fundamentalizmami. Świat postrzegają wyłącznie w odcieniach bieli i czerni, co sprawia, że „wiedzą absolutnie wszystko”, zawsze mają rację i nie muszą się nad niczym zastanawiać. Każdą dyskusję definitywnie kończy powołanie się na tradycję naszych dziadów i ojców lub na niepodważalny i ostateczny autorytet papieża bądź świętej księgi. To są świętości z którymi się nie dyskutuje.

Każda idea, która mogłaby zakłócić stabilność psychiki wynikającą z prostego, oczywistego, czarno-białego postrzegania świata jawi się jako przerażające i zagrażające egzystencji zjawisko. Albo jesteś z nami, albo przeciwko nam, albo wyznajesz te same wartości, przede wszystkim religijne, albo jesteś wrogiem i musisz się liczyć z atakiem agresji, nierzadko skrajnej i morderczej. Jest to typ lękliwy i chorobliwie podejrzliwy, wręcz skłonny do paranoi. Święta inkwizycja i tajne policje zajmujące się inwigilowaniem własnych obywateli to właśnie ten typ, stale zżerany niepokojem, że coś może się dziać poza jego kontrolą i tym samym stanowić zagrożenie dla jego osobistego bezpieczeństwa lub dla bezpieczeństwa jego kraju (który oczywiście jest jedynym cywilizowanym i najwspanialszym krajem na całym świecie). Ten lęk wychodzi poza sferę prywatną i rozlewa się na cały świat. Jak widać ta mentalność wciąż ma się dobrze, na co dowodem są wszechobecne kamery podglądające ludzi w każdym miejscu i każdej sytuacji i zmieniające świat w jeden wielki dom Wielkiego Brata. Przejawem tego jest również produkcja programów szpiegujących prywatne komputery (zwane „wirusami” lub „trojanami”, które w rzeczywistości produkowane są przez służby specjalne), cenzura, a w końcu idea „Nowego Porządku Świata” (NWO, New World Order), zrodzona w umysłach Napoleona, Hitlera i… obu prezydentów Bushów, której celem jest narzucenie całej ludzkości systemu totalitarnego.

Lęk przed wszechpotężnym i mściwym bogiem skłania tych ludzi do dziwnych zachowań, mających przebłagać jego ewentualny gniew: do ascezy, samobiczowania, wyrzekania się jedzenia, snu, seksu i wszelkiej radości. To właśnie ci ludzie stale przypominają o śmierci i konieczności pokutowania. Jeśli taka osoba wybierze drogę kariery, gotowa jest zapracować się na śmierć, ponieważ odmawia sobie prawa do wypoczynku i relaksu.

Ponieważ ich umysły stale zajęte są lękiem przed przyszłością i pełne wyobrażeń wszelkich możliwych klęsk, kryzysów i katastrof życiowych, ich zdrowie nie przedstawia się dobrze. Niska świadomość sprawia, że ludzie ci bardzo źle się odżywiają. Bardziej stawiają na ilość niż na jakość („zapychanie”), jedzenie bywa też postrzegane jako źródło prestiżu – moi rodzice żyli w nędzy, ale mnie stać na tłuste szynki i balerony, więc będę je jadł w takich ilościach i tak demonstracyjnie (rzecz jasna, bez żadnego obrzydliwego zielska, które jest dobre dla królików, a nie dla ludzi), żeby inni poczuli zazdrość. O ile na wczesnym etapie byli dziećmi natury i leczyli się wyłącznie ziołami, żywnością oraz szamańską „magią”, obecnie stają się „racjonalni” i nie wierzą w żadne ludowe zabobony. Z tego powodu leczą się wyłącznie chemią, połykając leki całymi garściami i pokornie korzystają z usług chirurgów, którzy wycinają im kolejne „chore” narządy, aż do etapu, na którym już nie ma co wycinać. To właśnie dzięki tym ludziom koncerny farmaceutyczne i firmy ubezpieczające od wszelkich możliwych klęsk są tak obrzydliwie bogate.

Jeśli taki osobnik dorobi się majątku będzie go trzymał na wysokooprocentowanym koncie w banku na czarną godzinę, której przyjścia paranoicznie się obawia, podczas gdy jego rodzina będzie marznąć i przymierać głodem.

Rodzinę trzyma silną, męską ręką. Żona musi być pokorna i usłużna, zarówno ona, jak i dzieci muszą się pana i władcy bać, bo inaczej nie będą go szanować. Dom musi być wysprzątany do połysku, a trawnik idealnie przystrzyżony. Wychowanie w tej rodzinie jest w rzeczywistości tresurą. Bicie, upokorzenia i pomiatanie słabszymi są na porządku dziennym. W takich rodzinach nie ma miłości ani bliskości emocjonalnej, ani między rodzicami i dziećmi, ani w seksie, który służy wyłącznie prokreacji i jest traktowany jako coś brudnego, grzesznego i niedozwolonego, co oczywiście budzi poczucie winy i wstydu. Zadośćuczynieniem za ten „grzech” jest wysoka płodność, która jest w tym środowisku bardzo ceniona jako cnota. Dzieci muszą wyznawać system wartości rodziców, więc o jakiejkolwiek, choćby tylko symbolicznej wolności mowy być nie może. Kontrolowane jest wszystko: długość włosów, lektury, ubrania, towarzystwo, zainteresowania. Tornistry są regularnie rewidowane w poszukiwaniu papierosów, narkotyków, prezerwatyw i świerszczyków. Za każde przewinienie dzieci dostają w łeb. Żonie za zupę za słoną również należy się tęgie lanie.

Rodzic I etapu wybiera dla swoich dzieci szkołę o pruskim rygorze lub klasztorną, słynącą z dyscypliny i religijnej ortodoksji, najchętniej taką, w której stosowana jest chłosta i bezwzględne traktowanie, a nauka wszystkich przedmiotów oparta jest na ślepej wierze w słowa autorytetu. Uczeń nie ma prawa myśleć ani zadawać pytań, lecz musi wszystko wkuć na blachę i wyrecytować nawet obudzony w środku nocy. Dziecko jest upokarzane i utrzymywane w poczuciu niższej wartości. Kiedy w końcu dorośnie, będzie w równie okrutny sposób traktowało innych, a zwłaszcza słabszych od siebie.

Jak widać, obecna edukacja oparta jest wciąż w znacznym stopniu na standardach charakterystycznych dla późnego I etapu rozwoju (chłosty na szczęście zakazano). Również dziś dzieci muszą opanować konkretny materiał, ustanowiony odgórnie przez Ministerstwo Oświaty, które z kolei musi się zastosować do ogólnoświatowych zaleceń. Wszystkie inne formy edukacji uważane są za „eksperymentalne”, co ma podtekst taki, że są to szkoły kształcące dziwaków i ludzi nieprzystosowanych, którzy nie będą pasowali do „normalnego” społeczeństwa (w taki właśnie pogardliwy sposób skwitowała informację o szkołach steinerowskich pewna moja katolicka znajoma).

Ponieważ ludzie na tym etapie rozwoju panicznie boją się wszelkiej wolności i chaosu, jako czegoś, nad czym nie mają kontroli, są idealnymi wyznawcami, bezwzględnie przestrzegającymi nakazów i zakazów ich religii, komunizmu, nauki, ateizmu, partii politycznej czy wszelkich norm, które uważają za właściwe. Nigdy nie zrozumieją tych, którzy pragną żyć według własnych standardów i dlatego robią wszystko, żeby zmusić cały naród, a jeszcze lepiej cały świat, do przestrzegania tak przez nich poważanych „wartości chrześcijańskich” (muzułmańskich, narodowych, komunistycznych, racjonalistycznych czy dowolnych innych).

To również doskonali patrioci, prężący się na widok sztandaru. Wszelkie organizacje grupowe, wymagające bezwzględnego posłuszeństwa, takie jak wojsko czy policja są ich żywiołem. Święta religijne i państwowe, przysięgi, ślubowania, parady, rozkazy, dyscyplina i dryl wojskowy to dziedziny, które najbardziej ich pociągają. To oni utrzymują porządek w społeczeństwie i na świecie, zawsze gotowi spacyfikować każdy przejaw aspołecznej anarchii i obywatelskiego nieposłuszeństwa. Szeryf ścigający złych bandytów, burmistrz rządzący miastem twardą ręką, kapłan stojący na straży czystości moralnej, płomienny kaznodzieja porywający tłumy do modlitwy, prawnik ustalający sztywne prawa (np. dopuszczalny kąt zakrzywienia banana i ogórka), biurokrata trzęsący urzędem czy dowolna Osoba Posiadająca Autorytet oraz zadymiający cały świat fabrykant to młoda dusza w swoim żywiole. Po ciemniej stronie mocy stoją członkowie Ku-Klux-Klanu, rzucający w kliniki bombami „obrońcy życia poczętego”, faszyści i purytanie, znani ze swego okrucieństwa i nienawiści.

Potrzeby duchowe zapewnia regularne chodzenie do kościoła i na religijne imprezy, kulturalne natomiast ograniczają się do sztuki zwanej „prymitywną”: przedstawiającej naturę, sceny biblijne, zabawy wokół kościoła, czy wojskowe parady (czasem jest to bardzo ładna i ceniona przez kolekcjonerów sztuka!), muzyki ludowej, disco-polo i zabaw na dyskotekach.

Oto cytat zbloga osobnika na tym etapie:

Quote
Kurwica mnie bierze kiedy słyszę, że rząd chce wprowadzić jakiś bezsensowny zakaz bicia dzieci. Kurwica mnie bierze tym bardziej, że – z całym przekonaniem mówię – bijcie dzieci więcej i mocniej, żeby je wychować na porządnych ludzi. Generalnie poprę akcje tego typu wtedy, jeżeli zbiorę wszystkie tazoo z laysów i ściągnę całe porno z sieci. Każdy który ma więcej niż 30 lat i czyta to, dochodzi do wniosku, że przecież on sam dostawał lanie od rodziców i czy mu to wyszło na gorsze? Czy jest jakiś ułomny z tego powodu? Ma jakieś bariery psychiczne? Mało tego, że dostawał wpierdol od rodziców ale był bity też przez nauczycieli długimi drewnianymi linijkami (no to trochę przesada, żeby pozwalać bić swoje dzieci obcym ludziom).

Przeczytajcie komentarze pod tym wpisem, zgroza!!!

Początkiem wychodzenia z tego etapu jest pragnienie oswojenia lub wręcz pokonania lęku. Zmiany przychodzą, gdy osobnik nie ucieka przed przerażającymi go sytuacjami, lecz próbuje odważnie stawić im czoła. Kierowcy rajdowi, sportowcy ekstremalni, najemnicy, kaskaderzy itp. to ludzie, którzy odkrywają, że pokonywanie lęków może dać potężny zastrzyk adrenaliny, poczucia szczęścia, euforii i… wolności. Dzięki temu, szczególnie jeśli stają się sławni, podziwiani i kochani, uczą się otwierać emocjonalnie na innych ludzi i wchodzić z nimi w uczciwsze niż wcześniej relacje. Również ich życie rodzinne staje się przyjemniejsze, bo mniej sztywne i formalne. Zaczynają ich cieszyć pikniki, na które mogą jeździć całymi rodzinami, kościelne imprezy dobroczynne i inne aktywności, w których mogą brać udział ludzie o podobnym światopoglądzie.

Każdy człowiek, na dowolnym poziomie rozwoju, ma w sobie coś z pierwotnego mieszkańca dżungli, ponieważ człowiek też jest zwierzęciem. Wszyscy posiadamy ciało fizyczne, które ma swoje potrzeby: musimy jeść, wydalać, chronić się przed wpływami środowiska, np. przed zimnem, potrzebujemy seksu, mamy instynkty, które często dochodzą do głosu poza kontrolą rozumu, odczuwamy irracjonalne lęki itp. Każdy z nas kiedyś zachował się jak przerażony lub rozwścieczony zwierzak.

Kolor: pomarańczowy.
Żywioł: woda.
Zmysł: smak.
Symbol: sześciopłatkowy lotos.
Zasada podstawowa: rozmnażanie.
W ciele odpowiada: miednica, organy płciowe, nerki, pęcherz, wszystkie płyny (krew, limfa, soki trawienne, sperma).
Gruczoły: gruczoły płciowe: jajniki i jądra, prostata. Odpowiada za wykształcenie męskich i żeńskich cech płciowych oraz regulację cyklu żeńskiego.
Przyporządkowanie astrologiczne:
*Rak i rządzący nim Księżyc: uczuciowość, wrażliwość, płodność, opiekuńczość;
*Waga i rządząca nią Wenus: partnerstwo, „ty” (jako przeciwieństwo „ja”), erotyzm, wrażliwość na piękno;
*Skorpion i rządzący nim Pluton: pożądanie seksualne, seksualne zjednoczenie, prowadzące do transformacji osobowości, orgazm jako „śmierć” i ponowne narodziny;

Znajduje się tuż nad narządami płciowymi. Reguluje energię seksualną.

I i II czakra leżą tak blisko siebie, że trudno jest jednoznacznie określić zakres ich wpływów. Dlatego pewne ich funkcje przenikają się wzajemnie.

Seksualność, ani nawet erotyzm nie są jedyną sferą działania tej czakry. W rzeczywistości odpowiada ona za „magię życia”, umiejętność dziecięcego zachwycania się cudownością świata oraz za zdolności twórcze (kreatywność). U dzieci ta czakra jest prawie zawsze aktywna, niestety, w okresie pokwitania najczęściej ulega zablokowaniu, nie dlatego jednak, że dziecko w rzekomo naturalny sposób traci swą „niewinność”, lecz dlatego, że otoczenie narzuca mu zakazy, nakazy i ograniczenia związane z seksualnością. To właśnie jest przyczyną powstawania blokad w przepływie energii przez tę czakrę. Nie można poczuć się zintegrowaną osobą, dopóki nie odzyska się poczucia sensu bycia kobietą lub mężczyzną.

Ponieważ żywiołem tej czakry jest woda, z astrologicznego punktu widzenia sferą jej działania są pierwotne, niewyrafinowane emocje, zapładnianie oraz oczyszczanie organizmu z toksyn. Zdolność do naturalnego „płynięcia z życiem” oraz poczucie podłączenia do nurtu „rzeki wiecznego życia” świadczy o prawidłowym funkcjonowaniu tej czakry. Zarówno nadmierna aktywność seksualna (traktowanie seksu jak narkotyk) jak i oziębłość seksualna świadczą o zablokowaniu funkcji tej czakry.

Jak już wspomniałam wcześniej, gdy dusze I etapu odkrywają, że nic nie jest w stanie uleczyć ich pierwotnego lęku, zaczynają go „oswajać”, celowo narażając się na niebezpieczeństwo. Uprawiają więc sporty ekstremalne, wyścigi samochodowe, skoki na spadochronie itp. rozrywki. Dawka adrenaliny daje im poczucie radości i przynosi chwilową ulgę.

Drugim sposobem kojenia skołatanych nerwów jest poszukiwanie przyjemności zmysłowych i czerpanie pełnymi garściami ze wszystkiego, co oferuje im plan fizyczny. Posiadanie dużej fortuny bardzo ułatwia to zadanie. Typowy osobnik na tym etapie to bogaty playboy. Tacy ludzie są klientami luksusowych klinik poprawiających urodę, i to nie tylko twarzy, ale i całego ciała, z uwzględnieniem narządów płciowych, które muszą być u mężczyzn największe, a u kobiet najpiękniejsze według obowiązujących w danej chwili standardów. Ludzie ci uganiają się za sławą, nie gardząc wywoływaniem skandali. Dopuszczalne jest wszystko, co może przyczynić się do wzrostu popularności, a więc atrakcyjności seksualnej, bo o to przede wszystkim chodzi. Ich największą troską jest trzymanie standardów obowiązujących ludzi na tym etapie. Trzeba mieć wszystko naj: największą willę, najdroższe obrazy najsławniejszych malarzy, najpiękniejszy ogród ze strzyżonymi fantazyjnie żywopłotami, najszybszy samochód, imponujący jacht, najpotężniejsze bary, najwęższą talię, największy biust, najpiękniejsze klejnoty, najbielsze zęby, najmodniejsze ciuchy od najsławniejszego projektanta, najpiękniejszą kobietę, najsławniejszego mężczyznę…

Dusze II etapu są niezmordowane w osiąganiu. Najwydajniej pracują, najwięcej zarabiają, najwięcej wydają, a jak się bawią, to do upadłego. Nic więc dziwnego, że bez wspomagaczy nie mogą funkcjonować.

Kto nie jest na topie, ten jest godzien pogardy. Mało tego – w drodze na szczyty można i należy podeptać i rozmiażdżyć każdego lub wywołać wojnę prowadząc politykę konfrontacji, bo liczy się wyłącznie zwycięstwo. Dusze na tym etapie (szczególnie na jego początku) dążą do celu z wielką bezwzględnością, za nic mają etykę i zasady moralne, które postrzegają wyłącznie jako przeszkodę w realizacji celów. Pomiatają one pogardliwie wszystkimi, którzy mają inne interesy, inne zainteresowania i inne poglądy niż one. W nosie mają problemy środowiska i prawa zwierząt. Dla pieniędzy wyrąbałyby wszystkie lasy świata, zatruły wszystkie wody i powietrze, zamorzyły głodem wszystkich ludzi III świata, a nawet zniszczyły całą planetę, byle tylko wycisnąć jeszcze trochę pieniędzy i zyskać jeszcze więcej władzy, wpływów i zaszczytów.

To one studiują w renomowanych uniwersytetach, zdobywają nagrody Nobla, robią karierę jako popularni wykładowcy i wprowadzają „naukową” wizję świata. Ponieważ liczy się wyłącznie wydajność lansują nieprzyjazne naturze, ale za to naukowe metody uprawy roli (nawozy sztuczne) i zatruwające środowisko metody produkcji (produkować dużo i często wyrzucać i kupować nowe, najmodniejsze). Ich zasada to zastaw się a postaw się. Stwarzanie pozorów, snobizm i blichtr to ich żywioł.

Posiadają bardzo niską świadomość duchową, a ich zrozumienie sztuki ogranicza się do snobistycznego kupowania tego, co drogie i wysoko notowane w domach aukcyjnych. Chodzą do kościoła, ale nie dlatego, że wierzą w dogmaty jak dusze etapu I, lecz głównie po to, żeby się tam pokazać zajeżdżając najnowszą limuzyną, paradując w najmodniejszych ciuchach i reklamując swoje biznesy. W rzeczywistości najczęściej są ateistami, nie wierzącymi w żadne życie po śmierci. Wierzą wyłącznie w życie doczesne i w swoje ciało. Dopóki się da naprawiają je wszelkimi dostępnymi metodami, nie dopuszczając do tego, żeby się postarzało, zażywają hormon wzrostu, sterydy, witaminy i inne stymulanty, łożą wielkie pieniądze na badania nad nieśmiertelnością, a w oczekiwaniu na sukces naukowy na tym polu zamawiają kapsuły kriogeniczne, w nadziei, że za dziesiątki lub setki lat nauka będzie w stanie ponownie ich ożywić i dać im życie wieczne – w tym samym ciele.

Późny etap II charakteryzuje się wielką gonitwą za przyjemnościami, a więc za smacznym jedzeniem, narkotykami, rozrywką pokazywaną w telewizji, niewyrafinowaną artystycznie muzyką, seksem i adrenaliną, którą zapewniają sporty ekstremalne oraz ryzykowne wyprawy w odległe i dzikie zakątki świata, a nawet doznaniami uzyskiwanymi z medytacji czy przeżyć religijnych. Głód silnych doznań zamienia tych ludzi w prawdziwych wyczynowców seksualnych. Stałe powtarzanie tych samych czynności daje przyjemne odczucia, ale prędzej czy później prowadzi do znudzenia. Inny człowiek postrzegany jest jako ktoś, kto może dostarczyć ekscytacji i przyjemności, a nie jako osoba, z którą można nawiązać bliskie relacje o charakterze duchowym. Relacje są płytkie i w rzeczywistości nie satysfakcjonujące, więc po krótkim okresie adoracji nowego idola szybko następuje znudzenie i potrzeba szukania kolejnego obiektu do zdobycia. Niestety, każda kolejna zdobycz okazuje się „taka sama jak każda inna”, ponieważ w tej zabawie nie chodzi o głębokie więzi, lecz wyłącznie o fizyczne, czysto mechaniczne zaspokojenie.

Człowiek na tym etapie ma znacznie więcej znajomych, niż mają ich ludzie etapu I, a jego życie obfituje w ekscytujące zdarzenia (człowiek I etapu był w pewnym sensie „martwy” i sztywny).

Dusze II etapu są raczej pokojowo nastawione do świata. Frustracja, a więc agresja, pojawia się tylko wtedy, gdy dany osobnik nie jest w stanie zaspokoić swoich pragnień lub gdy się już nimi przesycił aż do obrzydzenia. W takim przypadku zamienia się w zgorzkniałego typa, namiętnie oglądającego horrory, zarówno kinowe, jak i życiowe, z lubością prowokuje innych do kłótni i awantur i pogrąża się w poczuciu życiowego niespełnienia.

Wyjście z tego etapu umożliwia zmiana zainteresowań, jakości relacji międzyludzkich oraz przestawienie się z ilości na jakość doznań. A więc otwarcie się na drugiego człowieka i wejście w głębszą relację partnerską.

Czakra III: Manipura,zwana też czakrą splotu słonecznego.

„Manipura” w sanskrycie oznacza „Miasto klejnotów”. Kontroluje segment ciała od miejsca znajdującego się dwa palce nad splotem słonecznym do punktu położonego niżej, dwa palce nad pępkiem. Znajduje się na wysokości splotu słonecznego i jest siedliskiem osobowości. Gdy działa prawidłowo człowiek zachowuje spokój i opanowanie w każdych okolicznościach.

Kolor: od żółtego do złotożółtego
Żywioł: ogień
Zmysł: wzrok
Symbol: dziesięciopłatkowy lotos.
Zasada podstawowa: kształtowanie bytu.
W ciele odpowiada: dół pleców, jama brzuszna, system trawienny, żołądek, wątroba, śledziona, woreczek żółciowy, wegetatywny system nerwowy.
Gruczoły: trzustka i wątroba. Trzustka produkuje insulinę, odpowiedzialną za utrzymywanie równowagi poziomu cukru we krwi oraz enzymy rozkładające tłuszcze i białka.
Przyporządkowanie astrologiczne:
*Lew i rządzące nim Słońce: ciepło, siła, poczucie własnej wartości, dążenie do uznania, władzy, zaszczytów i statusu społecznego;
*Strzelec i rządzący nim Jowisz: wzrost i ekspansja, mądrość, filozofia, wiara, synteza doświadczeń;
*Panna i rządzący nią Merkury: analiza, skrupulatność, bezinteresowna służba;
Mars: aktywność, działanie, impulsywność, ego

Zawiaduje trawieniem i przyswajaniem pokarmów. Jest centrum siły i osobowości. W sensie psychologicznym zawiaduje zdolnością wchodzenia w relacje międzyludzkie, emocjami, sympatiami i antypatiami, poczuciem społecznej tożsamości, wolą osiągnięć i potrzebą dążenia do władzy, ale i przystosowania się do wymogów społeczeństwa. W tej czakrze oczyszczane są popędy i życzenia czakr znajdujących się niżej. Przez nią wyraża się też duchowe bogactwo czakr wyższych.

Jeśli ta czakra jest otwarta czujemy się świetliści, radośni i wewnętrznie spełnieni. Gdy jest zablokowana człowiek jest niezrównoważony i mroczny, a życie wydaje mu się ciemne i ponure. Im bardziej zintegrowana osoba, tym bardziej złote jest światło emitowane przez jej czakrę splotu słonecznego.

Przez splot słoneczny rozpoznajemy wibracje innych ludzi. Gdy spotykamy kogoś o negatywnych wibracjach czakra splotu słonecznego kurczy się, ostrzegając nas przed zagrożeniem.

Gdy ta czakra jest otwarta i działa harmonijnie jesteś spokojny, pozostajesz w harmonii z samym sobą, z życiem i światem zewnętrznym, akceptujesz zarówno siebie, jak i innych ludzi oraz przyciągasz pozytywne zdarzenia.

Jeśli jest zablokowana lub jej działanie jest zaburzone człowiek pragnie dominacji, władzy oraz kontrolowania innych i całego świata. Czuje się rozdrażniony i niezadowolony, jest nieopanowany, a swoje poczucie niespełnienia pokrywa nadmierną aktywnością. Nie panuje nad swoją złością, co może w końcu spowodować choroby wątroby i trzustki, cukrzycę lub kamienie w woreczku żółciowym.

Przy niedoczynności czakry splotu słonecznego człowiek jest lękliwy, przygnębiony, zniechęcony i wszędzie widzi się piętrzące się przeszkody, które uniemożliwiają mu osiąganie celów.

———-

Na tym etapie lęk jest wciąż wszechobecny, więc jego przezwyciężenie staje się palącą koniecznością. Na pierwszym etapie plasterkiem na jątrzącą ranę lęku wydawała się ślepa wiara religijna, wiara w kastowy porządek społeczny oraz na końcu etapu gromadzenie majątku „na czarną godzinę”, na drugim pojawiła się nadzieja, że zadanie to spełni ucieczka w świat przyjemności i bogactwa, natomiast człowiek etapu III ma złudną nadzieję, że ulgę przyniesie mu osiągnięcie potęgi i władzy.

Teraz mniej liczy się wygląd zewnętrzny, a bardziej prestiż i wysoka pozycja społeczna. Owszem, wielkie wille, samochody i przyjęcia w dalszym ciągu są w cenie, ale teraz chodzi przede wszystkim o władzę, wpływy i kontrolę. Już nie wystarczą piękne zęby i muskularny, opalony tors, teraz człowiek przywdziewa „zbroję”, czyli tradycyjny garnitur i krawat i wyrusza na prawdziwą wojnę, w której stawką jest wysoka pozycja w hierarchii najpotężniejszych postaci sprawujących władzę nad światem. Służą temu przeróżne tytuły, od naukowych po polityczne i korporacyjne.

Wszystko, co złego napisano na temat fałszywego czy chorobliwie rozdętego Ego zawdzięczamy ludziom z tego poziomu świadomości. Ego to przejawia się w postaci dumy, arogancji, opryskliwości i głębokiej pogardy dla każdego, kto ośmiela się głosić inne niż oni przekonania lub wykazywać odmienne preferencje życiowe.

Działania człowieka na tym etapie motywowane są podświadomym lękiem i poczuciem zagrożenia, które sprawiają, że pragnie on stać się najlepszy i najpotężniejszy. Po raz pierwszy w rozwoju świadomości następuje wchodzenie w szerokie relacje z innymi, jednak nie na zasadzie równości, lecz po to, żeby stać się liderem w stworzonej przez siebie grupie lub stworzyć silny, wspólny front ludzi wyznających taki sam system wartości lub posiadających takie same cele na każdej płaszczyźnie, zarówno finansowej jak i intelektualno-duchowej. Dążenie do sukcesu, prestiżu, sławy, pozycji i władzy staje się nierzadko jego obsesją. Największą potrzebą jest dominacja nad innymi ludźmi, co osiąga nierzadko posuwając się do cynicznego manipulowania nimi. Duży majątek pozwala mu gromadzić wokół siebie usłużnych pochlebców i kupować łaski osób wpływowych.

Człowiek na tym etapie jest przekonany, że myśli samodzielnie i że osiągnął najwyższą możliwą mądrość, co sprawia, że jest arogancki, zadufany w sobie i niebezpiecznie nietolerancyjny dla wszelkich innych opcji światopoglądowych. Nic więc dziwnego, że pragnie, aby wszyscy wyznawali takie same poglądy jak on. Jego problem, z którego w ogóle nie zdaje sobie sprawy, polega na tym, że podobnie jak ludzie z wcześniejszych etapów rozwoju wciąż nie potrafi postrzegać świata inaczej, niż w dualistyczny sposób. Jest przekonany, że istnieje tylko jedna prawda i to właśnie on ją posiadł, a kto myśli inaczej, ten jest głupcem i zasługuje jedynie na zepchnięcie z drogi. Najchętniej wprowadziłby prawny zakaz wyznawania każdego innego światopoglądu poza tym, który sam uważa za właściwy.

Wciąż odczuwa potrzebę odwoływania się do nieomylnego autorytetu, który zapewni mu poczucie bezpieczeństwa i stabilności psychicznej, tyle tylko, że religia już nie spełnia jego oczekiwań. On już nie chce wierzyć, lecz wiedzieć. Trzeba więc jak najszybciej znaleźć nowy autorytet, który nie będzie mówił po prostu „mówię to ja, Bóg, bo Jam Jest, który Jest”. Teraz Bóg musi udowodnić, że jest Bogiem, a przynajmniej musi przedstawić dowód na to, że to, co mówi jest prawdą. Na tym etapie idealnym autorytetem staje nauka. Teraz kapłanom już dziękujemy, na estradzie pojawia się naukowiec i jego magiczne laboratorium, w którym dzieją się rzeczy równie dla niego fascynujące, jak te, które w dniach odpustów i świąt religijnych robiły takie wrażenie na ludziach z poziomu I i II. I tak, jak dla ludzi z wcześniejszych etapów ksiądz był nieomylnym autorytetem, tak teraz obiektem jego kultu staje się nauka i jej uczeni kapłani, ogłaszający prawdy, tak samo nie podlegające dyskusji jak dogmaty religijne. Ponieważ myślenie wciąż jest schematyczne, a intelektowi wciąż brak prawdziwej przenikliwości i zdolności do syntezy, nie zauważa on (i nie chce zauważyć, bo to byłoby zbyt przerażające), że nauka ma swoje ograniczenia i nie jest w stanie dostarczyć prawdy absolutnej.

Ta przemiana rzuca go w ramiona światopoglądu materialistycznego, kartezjuszowskiego, który głosi wiarę wyłącznie w realność świata fizycznego i pogardliwie odrzuca wszelkie kwestie duchowe, które uważane są przez niego za przejaw mentalności prymitywnej i zabobonnej. Jednak przemiana ta jest pozorna – wciąż odbywa się w ramach myślenia dualistycznego, co oznacza przerzucanie się z jednego przeciwieństwa w drugie. Wciąż brak tu umiejętności spojrzenia na całość z dystansu i znalezienia punktu równowagi między dwoma ekstremami. Podobnie jak to miało miejsce na wcześniejszych etapach, gdzie ostatecznym wytłumaczeniem wszystkiego dysponowała religia i jej inkwizytorzy, tak i tu występuje brak umiejętności współczucia, mentalność inkwizytorska, totalitarna i okrucieństwo doktrynalne. Z takimi ludźmi nie da się dyskutować, bo albo przyjmujesz bezwarunkowo ich punkt widzenia, albo stajesz się czarownicą do spalenia.

Niekiedy konformizm lub ambicje polityczne sprawiają, że nie wyrzeka się religii. Uważając się za racjonalistę, a nawet będąc naukowcem może jednocześnie być człowiekiem religijnym, jeśli nie zdołał uwolnić się od lęku lub jeśli taki światopogląd zapewnia mu wymierne korzyści (np. wielu polityków zyskuje dzięki temu dużą popularność, i co jest szczególnie nie do pogardzenia – więcej władzy nad plebsem). W takim przypadku łatwo staje się bezwzględnym doktrynerem zarówno religijnym, jak i racjonalistycznym.

Na tym etapie inteligencja, ciekawość świata i zdolność myślenia przejawia się jako potrzeba gromadzenia faktów i przyswajania wiedzy oraz żonglowania nią, a nie jako samodzielność w wyciąganiu wniosków. Do prawdziwej mądrości wciąż jeszcze daleko. Heraklit napisał: „Nie wystarczy dużo wiedzieć, żeby być mądrym”. Zapamiętywanie faktów, napychanie głowy encyklopedyczną wiedzą i umiejętność myślenia jedynie analitycznego nie mają wiele wspólnego z mądrością. Dlatego ludzie ci nie cenią żadnych samorodnych zdolności ani dokonań osób, które nie mogą wykazać się formalnym wykształceniem. Nie masz papierka z renomowanej i wysoko notowanej w ich rankingu uczelni, to jesteś nikim, zerem i nie ma znaczenia, czego w życiu dokonałeś.To właśnie oni zamieniają naukę w skostniały, niereformowalny system, pełen dogmatycznych teorii, których nie da się żadnym sposobem wykorzenić, nawet jeśli już dawno dowiedziono, że są przestarzałe, a nawet zupełnie fałszywe. Każda próba przeprowadzenia reform wywołuje ich wściekłość, identyczną z tą, z której słynęła święta inkwizycja. Ludzie ci hamują postęp i sprawiają, że nikt spoza ich katedry nie ma prawa głosu, choćby nawet był autorem przełomowego odkrycia naukowego czy technicznego. Niezależnych badaczy i wynalazców zbywa się pogardliwym stwierdzeniem: pan / pani nie ma wykształcenia w tej dziedzinie, więc się pan / pani na tym nie zna i nie ma prawa się wypowiadać.

To właśnie z tej „kasty” przemądrzałych materialistów wywodzą się „doktorzy Frankensteiny”, którzy nie mając szacunku dla Boga i Natury z beztroską arogancją zabierają się za poprawianie dzieła Stwórcy i tworzenie nowych, nieznanych, a w ich przekonaniu lepszych od naturalnych organizmów GMO, po czym wypuszczają swoje twory w świat, nie licząc się z ewentualnymi skutkami tych działań. Nie tylko brak im pokory, żeby poddać swoje dzieło odpowiedzialnym badaniom, oni wręcz narzucają ludzkości swoje „genialne” wynalazki siłą. Kto ich nie chce, ten musi płacić wysokie kary pieniężne za utrudnianie im bogacenia się. Ich bożkiem jest Mamon, bóstwo pieniędzy. Dla zysku bez wahania sprzedaliby swoją duszę i wymordowali, zatruli i zagłodzili bez litości całą ludzkość świata. Kto nie należy do ich klanu, ten nie zasługuje na to, żeby żyć. A jeśli już ma czelność żyć, to niech przynajmniej wykonuje dla nich niewolniczą pracę, która jest jedynym zadośćuczynieniem za przywilej stąpania po tej samej ziemi, co i oni.

Jego największym marzeniem i motorem działania w świecie jest pragnienie wyróżnienia się z tłumu za wszelką cenę i stanie się świecącą wielkim blaskiem indywidualnością. Problem w tym, że jego myślenie i światopogląd są mało oryginalne i nie zdradzają bogatej osobowości. Nawet w szczytnej dziedzinie nauki i wiedzy nie potrafi rozumować inaczej, niż w kategoriach konkurencji i wyścigu, więc szybko odkrywa, że zdobywanie wiedzy również daje poczucie siły i może zagwarantować wysoką pozycję społeczną. Z tego powodu interesują go dyplomy wydane przez drogie, posiadające wysoki prestiż (i przez to niedostępne dla plebsu) uczelnie i zdobycie jak największej ilości literek z tytułami naukowymi przed nazwiskiem.

Bezceremonialnie pomiata innymi ludźmi i pogardliwie depcze ich prawa: tych, którzy są niżej w rozwoju traktuje jak prymitywne, ciemne i przesądne bydło, więc najchętniej zamieniłby ich w kastę najniżej opłacanych niewolników wykonujących najcięższe prace. Kto nie ma przynajmniej mgr przed nazwiskiem ten powinien zamiatać ulice i padać przed nim na twarz. Ludzi stojących w rozwoju wyżej od siebie postrzega jako dewiantów, wariatów, heretyków i niebezpieczny element wywrotowy, zasługujący na starcie z powierzchni ziemi. Domaga się więc od władz państwowych, żeby poddać ich stałej kontroli, a najlepiej zakazać im wszelkiej działalności (np. wykonywania pewnych zawodów) i głoszenia poglądów.

Człowiek na tym etapie wykazuje zupełny brak zrozumienia dla duchowości, humanizmu i filozofii, chyba że jest to filozofia materialistyczna. Wprawdzie potrafi odróżnić prawdziwą sztukę od bohomazów, jednak nie przeżywa jej i ceni ją co najwyżej jako lokatę kapitału. Bardzo charakterystyczny dla ludzi tego pokroju jest głoszony przez nich na każdym kroku pogląd, że jedyną prawdziwą nauką są nauki ścisłe. Z tego powodu głęboko gardzą oni wszystkimi reprezentantami nauk humanistycznych, uważając, że uprawiają oni zwykłą pseudonaukę, która powinna być wykreślona z listy przedmiotów wykładanych na uczelniach wyższych (w rzeczywistości jest zwykle odwrotnie – to humaniści stoją wyżej w rozwoju, ponieważ humanizm budzi się wraz z uaktywnianiem się wyższych czakr). Wierzą w teorię, że z życiu przetrwają tylko najsilniejsi i najlepiej przystosowani, więc głęboko gardzą „nieudacznikami”, którzy nie potrafią urządzić się w życiu równie „mądrze” jak oni. Z tego powodu działalność filantropijna nie robi na nich żadnego wrażenia, a nawet uważają ją za zbędną – chyba, że przy okazji można wywiesić na bilbordzie własne nazwisko i zyskać dzięki temu popularność.

Mentalność inkwizytorska ludzi III poziomu przejawia się w postaci tworzenia przeróżnych „ośrodków apologetycznych”, zarówno religijnych, jak i racjonalistycznych, z fanatyzmem i zawziętością krzewiących jedynie słuszny w ich przekonaniu światopogląd i zwalczających każdą niezależną myśl lub dziedzinę działalności. Z pozycji tych „ostrzeliwuje się” ostro wszelkie inne (niematerialistyczne) światopoglądy oraz ścieżki rozwoju osobistego. W czasach mrocznej historii ludzkości z tej „kasty” wywodzili się religijni inkwizytorzy, a dziś tę rolę przejął materialistyczny i ateistyczny (i w świetle najnowszych dokonań nauki wielce zacofany) racjonalizm.

Na tym etapie rozwoju odnotowujemy prawdziwą epidemię psychopatii. Osobnik ten jest zupełnie odcięty od swoich emocji, które jawią mu się jako przerażający i zagrażający jego pozycji w życiu żywioł, dlatego je tłumi i represjonuje. W takim bezuczuciowym stylu wychowuje również swoje dzieci. Jedynymi emocjami, których jest w miarę świadomy są złość i zżerająca go frustracja, gdy napotyka na sprzeciw lub trudności w realizowaniu swoich chorych ambicji lub gdy nagle zda sobie sprawę ze swojej nieadekwatności. Uchodzący za wielce kulturalnego, inteligentny i nierzadko znakomicie (według kryteriów obowiązujących na tym etapie) wykształcony, pozornie pewny siebie, na prestiżowym stanowisku i znający swoją wartość człowiek, w rzeczywistości okazuje się zakompleksionym i w głębi duszy przerażonym dużym dzieckiem, które, żeby chronić swoją psychiczną integralność, próbuje kontrolować i podporządkowywać sobie nie tylko własną rodzinę, ale wszystkich w swoim otoczeniu. Ten terror nie musi oznaczać używania brutalnej siły ani niekulturalnych słów. Ludźmi można manipulować przy pomocy bardzo subtelnych i prawie niewidocznych sztuczek, takich jak znaczące spojrzenie, pewne gesty, wymowne prychnięcia lub wyszydzanie.

Małżeństwo nie jest zawierane z miłości (bo ta mogłaby skruszyć „twierdzę” jego nieczułości), lecz dla prestiżu i osiągnięcia jeszcze wyższej pozycji społecznej. Na partnera wybiera się osobę należącą do własnego, lub wyższego „klanu”, najchętniej trudną do zdobycia i związaną z kręgami władzy, finansjery lub renomowanych ośrodków naukowych. Rywalizacja i walka o pozycję toczy się nawet między małżonkami, co sprawia, że osobnik taki nie potrafi się zrelaksować nawet we własnym domu i przy najbliższej mu osobie. Rodzina nie daje poczucia bezpieczeństwa, a dom nie jest azylem. Ich zadaniem jest budowanie prestiżu i blichtru.

Seks już nie służy przyjemności, jak to się działo na poprzednim etapie, bo okazało się, że nie jest skutecznym lekiem na lęk, lecz staje się narzędziem manipulacji i okazywania przewagi. Nie ma tu miejsca na sentymenty i miłość, liczy się tylko siła i dominacja. Miłość jest postrzegana jako przejaw słabości, bo czyni z mężczyzny mięczaka, który staje się słabeuszem, gotowym płaszczyć się przed ukochaną kobietą. Podobnie, zakochana kobieta staje się osobą uległą, należącą do mężczyzny, co pozbawia ją siły płynącej ze sztuki manipulowania nim przy pomocy kar i nagród wymierzanych w małżeńskiej sypialni.

Podobnie jak małżeństwo, również jego relacje z dziećmi nie są oparte na miłości, serdeczności i zrozumieniu. Dziecko ma zaspokajać jego ambicje, powinno się dobrze uczyć i osiągać sukcesy w sporcie. Oczywiście, musi skończyć renomowane szkoły i posiadać odpowiednie świadectwa. Jego indywidualność, talenty ani zainteresowania nie są brane pod uwagę, nie powinno również zadawać pytań ani za dużo myśleć. System edukacji nie przewiduje brania pod uwagę indywidualności czy wrażliwości. Program jest z góry ustalony i należy go po prostu zrealizować, a nad tym zadaniem czuwa cały system kar i nagród.

Napędzającym go paliwem emocjonalnym jest agresja, przejawiająca się w formie złości, niechęci, krytykanctwa, rozdrażnienia, wrogości, obmowy i żalu, mających ukryć zarówno przed otoczeniem, jak i przed nim samym przykrą prawdę, że nie jest ani trochę taki doskonały, za jakiego chciałby uchodzić. Stawia innym tak wysokie wymagania, że nie są w stanie im sprostać, wytwarzając w nich tym sposobem poczucie winy, w nadziei, że nikt nie odważy się zagrozić jego pozycji samca alfa.

Nieświadomość własnego życia emocjonalnego i odrzucanie pierwiastka duchowego sprawia, że choruje, nierzadko bardzo poważnie i w dość młodym wieku. Nieustający i utrzymujący się latami stres związany z przymusem utrzymywania prestiżu i konieczność zwyciężania w wyścigu szczurów rujnują jego zdrowie, a zwłaszcza serce. Ponieważ nie ma on w zwyczaju zagłębiać się w swoje stany emocjonalne ani badać stanu ducha, nawet nie próbuje wnikać w prawdziwe przyczyny chorób. Przeciwnie, uważa, że chorowanie jest dziełem przypadku i nie przyjmuje do wiadomości, że sam się do tego w jakikolwiek sposób mógł przyczynić. W razie choroby domaga się pigułki lub zabiegu chirurgicznego, które szybko i skutecznie rozwiążą jego problemy.

Ludzie z niższych poziomów, chociaż nierzadko agresywni, sami z siebie nie są zbyt groźni. Groźni stają się dopiero wtedy, gdy wpadną pod komendę manipulantów i inżynierów lęku z III etapu. To właśnie oni są twórcami. To właśnie oni są twórcami całego systemu państwowego, religijnego, wojskowego, finansowego i w szerokim znaczeniu społecznego. Plebs wprawdzie uwielbia sztandary i parady, ale bierze w tym wszystkim udział jako „mięso armatnie”, podczas gdy oni są tu szefami, komendantami i to oni odbierają honory. To przed nimi prężą się szeregowcy i im rolnicy darowują chleb z solą.

Najwięcej karmy gromadzi się na tym etapie. Żeby robić postępy na ścieżce rozwoju potrzeba pokory, skromności i przyznania się do tego, że się czegoś nie wie, nie rozumie lub nie potrafi. Niestety, ludziom na III etapie tych cech brakuje zupełnie. Przeciwnie, są oni przekonani, że są najmądrzejsi i że osiągnęli najwyższy pułap ludzkich możliwości, i to właśnie ta arogancja i pycha blokuje ich postępy. Dlatego ten etap jest prawdziwą pułapką dla dusz – tu można utknąć na całą wieczność.

Wraz z rosnącą inteligencją i wiedzą zaczynają się pojawiać wątpliwości, a te budzą lęk. Nie można przecież być człowiekiem bez jasno sprecyzowanych poglądów, nie można czegoś nie wiedzieć, ale jakby wbrew sobie zaczyna się zadawanie trudnych, niepokojących pytań i wątpienie w wyznawaną dotąd wizję świata. Sposobem wyjścia z tego etapu jest nauczenie się współpracy zamiast konkurowania, otworzenie swojego serca dla innych oraz próba zrozumienia, dlaczego niektórzy ludzie kierują się w życiu odmiennymi preferencjami.




Zobacz na:
Model integralny - Ken Wilber
https://forum.wybudzeni.com/index.php?topic=461.0
Inkwizycja Hiszpańska – hr. Józef Tyszkiewicz
https://forum.wybudzeni.com/index.php?topic=2188.0
« Last Edit: (Tue) 01.12.2015, 20:15:39 by BladyMamut »
“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • WyBudzony
  • *
  • Posts: 2 554
  • Reputacja: +12/-0
Odp: Mapy świadomości
« Reply #1 on: (Sun) 19.04.2015, 12:27:03 »
Poziomy Świadomości



Klasyfikacja poniższa jest opisem zasadniczych poziomów. Nie obejmuje kombinacji między nimi. Tak, że na jej podstawie nie należy próbować klasyfikować konkretnych ludzi, ponieważ ludzie rzadko, kiedy reprezentują poziom jednolity. Poza tym, należy pamiętać, że cudzy poziom możemy ocenić mniej więcej prawidłowo wtedy, kiedy sami znajdujemy się na poziomie o wiele wyższym niż oceniany.

Poziom świadomości obejmuje stan świadomości po jego osiągnięciu jak i jego destrukcję. Zawiera, więc wejście na poziom, trwanie w nim i przygotowanie do przejścia na poziom następny. Przejście do wyższego poziomu poprzedzone jest nieprzyjemną destrukcją starych wartości objawiającą się depresją i wszelkiego rodzaju problemami. Przedstawiony tutaj opis jest spojrzeniem pod kątem objawiania się poziomu świadomości człowieka w życiu prywatnym i społecznym.

POZIOM 1 - Przetrwanie.

To człowiek z pre-corsupem w nie rozwiniętym „Ja”. Jest to poziom koczownika stale walczącego o byt i przetrwanie. Człowiek z tego poziomu to prawdziwy kowboj. Lecz nie ten romantyczny rycerz dzikiego zachodu rodem z Hollywood - a pastuch - cow-boy. Na temat tego poziomu wiem niewiele, bo rzadko, przynajmniej w naszej kulturze, jest obserwowany.

We współczesnych, zaawansowanych kulturowo i technicznie cywilizacjach nie ma miejsca na ten poziom. Człowiek z tego poziomu godzi się z pozycją, do jakiej został wdrożony w czasie dzieciństwa. Nie jest w stanie niczego w swojej świadomości zmienić. Ledwie zdaje sobie sprawę z tego, że ją ma. Treścią życia ludzi na tym poziomie jest walka o byt. Żyje z chwili na chwilę, bez celów, dążeń i ambicji. Sukcesem jest przeżycie kolejnego dnia. Nie potrafi odróżnić dobra od zła, ponieważ nie ma jeszcze ukształtowanego wewnętrznego cenzora. Normy postępowania nie są uwewnętrznione. Musi, więc wyznaczać je prawo lub sztywne wychowanie.

POZIOM 2 - Myśli, że wie. Mądrala

Człowiek z pre-corsupem w „Ja” na różnych poziomach rozwoju. Jest to poziom ludzi stanowiących "sól ziemi", lud. Celem tego poziomu jest bezpieczne zakorzenienie się w świecie i dzięki temu poczucie własnego "ja" jako istoty emocjonalnej. Ludzie tutaj identyfikują się z grupą i uważają tę identyfikację za jedyną możliwość mentalnego funkcjonowania. Wynika to z braku poczucia indywidualności. Nie potrafią samodzielnie myśleć i wydawać sądów. Wręcz uważają, że samodzielne myślenie jest niemożliwe i niewskazane. Słuchają autorytetów i hołdują tradycji. Jest to skutek ich nie twórczego, lecz odtwórczego myślenia. Indywidualność przejawiają tylko na poziomie fizycznym i emocjonalnym. Myślenie jest już podporządkowane trendom umysłowym grupy. Z reguły nie przeciwstawiają się im. Ze względu na te właściwości umysłowe podatni są na indoktrynację, ale taką, która potwierdza ich przekonania. Są przez to wiernymi wyznawcami różnych ideologii i religii. To zwykle oni są uczestnikami masowych kultów i imprez. Wpadają w sieci sekt i są podatni na reklamę. Są również ofiarami sprytnych manipulatorów i dyktatorów. Łatwo pokierować nimi w stronę ekstremalnych ruchów społecznych. Nie odróżniają np. patriotyzmu od nacjonalizmu i idealizmu od fanatyzmu.

To zwykle do nich adresowane są hasła wyborcze a politycy, którym uda się uwieść tę grupę wygrywają wybory. Główną treścią życia tutaj jest stworzenie rodziny, oraz zapewnienie jej i sobie materialnego bytu na podstawowym poziomie. Kariera i bogactwo są dla takiego człowieka nieistotne ( w odróżnieniu do poziomu następnego) Do szczęścia wystarczy posiadanie rodziny i względnego dostatku. Człowiek taki czuje się spełniony, gdy przetrwał w małżeństwie, wychował dzieci i dorobił się emerytury, zwykle zresztą bardzo skromnej. Na starość może z czystym sumieniem oglądać telewizję.

Z reguły niepostrzegane są tu jakieś wygórowane potrzeby kulturalne i poznawcze. Człowiek nie zadaje pytań, "po co" i "dlaczego". Nie interesują go filozoficzne aspekty istnienia. Prawdą dla niego jest to, w czym został wychowany Jego świat kończy się na jego własnych horyzontach. Myślenie jest mało finezyjne i nieskomplikowane. Człowiek swoim rozumem nie potrafi objąć wielu danych i ich z syntetyzować. Objawia się to dualnością myślenia i spolaryzowaniem wartości. Coś jest złe lub dobre, przyjemne - nieprzyjemne, moje - nie moje. Widzi tylko czarne i białe nie dostrzegając odcieni szarości.

Wnioskowanie nie jest oparte na faktach a na mniemaniu. Sądy mają potwierdzać jego, wdrukowane wcześniej w umysł, przekonania. Mało istotne jest to, czy są one racjonalne i oparte na prawdzie. Przy swoich racjach będzie upierał się jak przysłowiowy osioł odporny na jakąkolwiek argumentację. Sposób bycia i zachowania, w dużej mierze (tak jak na wszystkich poziomach) zależy od wychowania. Jednak tutaj, pod podszewką nabytej ogłady kryje się rubaszność, prostactwo i nieobliczalność wynikającą z nieopanowania emocji.

Gusty i estetyka są mało wyrafinowane. Obrazek jelonka na rykowisku i muzyka disco - oddają ten styl.

Ludzie tutaj zwykle są poczciwi i dobrzy. Mało, kiedy zdolni są do jakichś złych czynów popełnianych z premedytacją. Wydumanych i wyrafinowanych zbrodni. Nie kierują nimi pobudki pochodzące z wyrachowanego, rodem z mentalu, egoizmu. Ich działaniami kierują głównie emocje. Jeśli są gwałtowne i nieopanowane człowiek może stać się nieobliczalny i w takim stanie dopuścić się agresywnych czynów.

Jeśli reprezentuje typ lękowy z niskim poziomem agresji często staje się bezwolną ofiarą. Przykładem na ten typ zachowania są maltretowane żony, które pokornie godzą się na taką sytuację.

Na tym poziomie kształtują się podstawowe umiejętności dotyczące życia w społeczeństwie. Człowiek tutaj dowiaduje się, że ma obowiązek liczyć się z innym i swoje własne przeżycia skonfrontować z przeżyciami innych, wejść z nimi w relacje i określić strategie postępowania. W związku z tym powinien powściągnąć swoje emocje i nauczyć się trzymać na wodzy instynkty seksualne. Opanowania tych podstawowych umiejętności oczekuje rozwinięte społeczeństwo. Są one zresztą podstawą do tego, aby pójść dalej w procesie rozwoju. Szczególnie pierwotna gwałtowność i seksualność muszą być opanowane przed rozpoczęciem trzeciego etapu. Jeżeli mimo nieopanowania ich, człowiek wejdzie w fazę kształtowania EGO to efekty mogą być opłakane. Taki osobnik może stać się niebezpieczny dla otoczenia i siebie. Gwałtowne, niepohamowane emocje podsycone instynktem seksualnym i wysoki poziom intelektualny nakierowany na zaspokajanie egoistycznych pobudek - to mieszanka iście śmiercionośna. Niestety obrazki tego typu spotykamy teraz dosyć często. Wykształcony intelekt, dzięki zdobyczą współczesnej techniki i szkolnictwu powszechnemu, nałożony został na nieopanowany drugi poziom rozwoju. Efektem jest wzrost przestępczości i okrucieństwa przestępców.

W zakres tego poziomu wchodzi również nabycie odpowiedniego stosunku do pracy jako sposobu pozyskiwania dóbr. Praca ma stać się metodą na uzyskanie bezpieczeństwa socjalnego. Nauka pracy i współpracy w kolektywie daje dobre podłoże do wstępnego kształtowania się kulturalnej i mało egoistycznej indywidualności. Zapobiega to późniejszym komplikacją i opóźnieniom w rozwoju, bowiem biletem wstępu do stanu oświecenia jest właśnie opanowanie egoizmu.

Drugi poziom jest bazą do startu w kreowanie własnej indywidualności. Ważne jest, aby proces kształtowania emocji, seksualności, i poczucia bezpieczeństwa został zrealizowany w pełni, bo daje on gwarancję dalszego, harmonijnego rozwoju.
 
POZIOM 3 - Super mądrala. Jest pewny tego, co wie.

Człowiek z pre-corsupem ale z rozwiniętym”Ja” lub człowiek z młodym corsupem. Na tym poziomie położony jest nacisk na wytworzenie indywidualności i budowanie mocnego, własnego EGO. Nie ma charakterystycznej dla drugiego poziomu solidarności społecznej poprzez identyfikację z tłumem. Przeciwnie, człowiekowi zależy na tym, aby z tłumu się wyróżnić, być lepszym niż reszta. Marzeniem i dążeniem jest osiągniecie sukcesu i sławy. Myślenie oparte jest na logice i myśleniu analitycznym. Jednak na wyższych poziomach tego poziomu występują już możliwości syntezy. Wnioskowanie jest oparte na faktach a nie na mniemaniu, tak jak to było do tej pory. Człowiek stara się utrzymać obiektywizm w swoich ocenach rzeczy i sytuacji. Niekoniecznie jednak mu to wychodzi, ponieważ nie jest zdolny do odizolowania się od własnych przekonań.


Emocje dalej są nieopanowane, lecz człowiek chcąc sprawiać wrażenie kulturalnego, ukrywa je. W zachowaniu jest elegancki i przestrzega zasad savuar vivre. Robi to jednak na pokaz i dla własnej satysfakcji. Nie dlatego, że taki jest i inaczej nie potrafi. Duże potrzeby budowania własnego "Ja" mogą doprowadzić do wręcz patologicznego egoizmu. Wewnętrzny przymus osiągnięcia sukcesu i wyróżnienia się, prowadzi do chęci posiadania władzy i podporządkowania sobie innych. Dzieje się to zarówno na planie społecznym jak i w rodzinie. Nie jest rzadkością spotkanie despotycznych i nieliczących się z nikim i niczym szefów. Nierzadko spotyka się również rodzinnych tyranów. Jest prawie pewne, że reprezentują, przynajmniej w pewnym zakresie, trzeci poziom świadomości. Na poziomach wyższych skłonność do tyranizowania innych zanika.

Człowiek tutaj lubi się sprawdzać i podejmować trudne zadania. Lubi konfrontować się z innymi i najlepiej wygrywać. To głównie ludzie z tego poziomu są pomysłodawcami i uczestnikami tzw. wyścigu szczurów.

Rodzina, na drugim poziomie, była celem samym w sobie, tutaj natomiast, pełni raczej funkcje bazy wypadowej w drodze na szczyt. Ma wspierać i pomagać. Za to ewentualnie przypadną jej w udziale efekty zewnętrznej ekspansji.

Jeśli człowiek 3-go poziomu jest jeszcze w dodatku astrologicznym wodnikiem - to rodzina rzadko będzie miała szansę go oglądać.

Szczególnie trudna jest tutaj sytuacja kobiety. Z racji tego, że jest rodzicielką i w pewnym momencie swojego życia reaguje na "zew natury", rodząc dziecko, to potem przeżywa duże rozterki. Wymagania rodziny zmuszają ją do pozostania w domu i realizowania modelu życia z drugiego poziomu. Natomiast wewnętrzne potrzeby samorealizacji i samookreślenia gnają ją w świat. Mężczyzna w takiej sytuacji, starym zwyczajem, przywdziewa zbroję wojownika, (czyli garnitur i krawat) i wychodzi na pole bitwy. Kobieta jednak nie zostawi swojego dziecka na pastwę losu i nie będzie się bawić w Joannę D’ARC. Jest to dla niej często niewygodna i bardzo frustrująca sytuacja.

Człowiek trzeciego poziomu jest pewien swoich racji. Wydaje mu się, że wszystko wie, że osiąga granice ludzkiego poznania. Ludzie tego poziomu są twórcami współczesnej nauki, gdzie panuje paradygmat ograniczenia świata do sfery materialnej. Idolem i autorytetem dla nich jest Kartezjusz - główny pomysłodawca materialistycznego światopoglądu. Stwierdzenie " myślę wiec jestem" ogranicza istotę człowieka tylko do funkcjonowania w obrębie logiki i redukcjonizmu. Tylko tego rodzaju podejście jest akceptowane przez człowieka z trzeciego poziomu. Naukowcy, którzy rzeczywiście wnoszą nowe wartości i zmieniają oblicze nauki i świata, geniusze i prekursorzy, znajdują się na wyższych poziomach. Ten poziom przynależy do "rzemieślników" nauki, cierpliwie wykonujących żmudne i rutynowe badania. Ważny na tym poziomie jest sukces materialny i podkreślanie swojej pozycji przed innymi.

Duży dom, dobry samochód, markowe ubrania, osiągniecie wysokiej pozycji społecznej, tytuły naukowe.

W stosunku do innych ludzi i do swoich partnerów życiowych człowiek trzeciego poziomu ma duże wymagania. Oczekuje od innych, aby zaspokajali jego potrzeby. Jest najczęściej mało tolerancyjny, bo ma przekonanie, że on wie najlepiej. W skrajnych przypadkach nie posiada współczucia i litości. Na tym poziomie człowieka jeszcze nie interesują zagadnienia natury filozoficznej. Wystarczają mu aktualnie panujące trendy myślowe. Z nimi się identyfikuje nie zastanawiając się nad ich sensem. Nie ma świadomości swoich emocji, a tym bardziej nie interesuje go ich geneza. Nie zagłębia się w meandry własnej psychiki. Ta dziedzina odbioru dla niego najczęściej nie istnieje. Jeśli coś mu dolega, nie pyta, "dlaczego", tylko idzie do lekarza po odpowiednia pigułkę. Zwykle ma duże potrzeby poznawcze, co mobilizuje go do nauki. Również potrzeby kulturalne są rozbudzone. Bardzo dba o formę. Jego gusty są wyrafinowane i potrafi odróżnić kicz od sztuki. Lecz tej nie odbiera jeszcze w całej pełni. Za mało ma na to w sobie wrażliwości i empatii. Dzięki swojej indywidualności jest odporny na indoktrynacje, chociaż będzie płynął z nurtem aktualnie panujących tendencji społecznych stosując strategię największej skuteczności działania. Takiej skuteczności nie zapewnia idealizm i zbytnie nowatorstwo. Zresztą i tak, z samej natury, nie przejawia wielkiej oryginalności myślenia. Współczesny świat został stworzony przez ludzi z tego poziomu. Czują się oni w nim jak ryba w wodzie. Tymi z drugiego poziomu mogą manipulować i być dla nich autorytetami. Natomiast ludzi z poziomów wyższych bezceremonialnie ignorują i uważają ich za niewartych uwagi nienormalnych i nawiedzonych.

Człowiek na tym poziomie żyje w przeświadczeniu, że jest tyle wart ile ma pieniędzy, tytułów, władzy i znajomości. Jeżeli nie udaje się zdobycie tych cennych dla niego wartości, może wpaść w psychiczne kłopoty. Mieszanka nieopanowanych emocji podsycanych przez pragnienia, ambicje i wewnętrzny przymus budowania samego siebie, wytwarza w człowieku ogromne napięcie. Rozdźwięk miedzy chęciami a możliwościami może prowadzić do "zacięcia się" całego systemu psychicznego. Procesy emocjonalne i mentalne napotykają na przeszkody nie do pokonania i całość może się załamać. Objawia się to ciężkimi nerwicami, chorobami psychicznymi i somatycznymi. Zawał serca - choroba dyrektorów jest tu koronnym dowodem na tą sytuację. Natomiast na poziomie corsupa zawiązują się węzły tzw. karmiczne, które w przyszłych inkarnacjach będą stanowiły poważne problemy do rozwiązania.

Trzeci poziom świadomości jest niebezpieczny dla samego człowieka, jak i dla społeczeństw i planety. To głównie ludzie z tego poziomu są autorami konsumpcyjnego stylu życia. Liczy się tylko egoistyczny interes jednostek i małych grup, bez zwracania uwagi na konsekwencje dla ludzkości i planety. Doprowadziło to już do degradacji środowiska, którego rezultaty tak dotkliwie odczuwamy.

POZIOM 4 - Filozof. Wiem, że nie wiem.

Człowiek ze średnio rozwiniętym corsupem, ale jeszcze nie samodzielny. Włącza się już syntetyczne myślenie, przez co informacja zostaje przekształcona w wiedzę.

Umysł już jest "giętki" i ma spore możliwości. Człowiek ma dobrą pamięć i szybko się uczy. Potrafi "obracać" dużą ilością danych. Na początku wstępnej fazy czwartego poziomu możliwości syntezy są jeszcze ograniczone. Czasami może to wyglądać, tak jakby umysł działał podobnie do wyszukiwarki internetowej. Dużo wiedzy (czy raczej informacji), ale z wyciąganiem samodzielnych wniosków są jeszcze kłopoty. Raczej cytuje niż przetwarza dane.

Człowiek tutaj staje się już autentycznie kulturalny. Widać w nim szlachetność. Cechy te są już w tej chwili jego wewnętrznymi właściwościami, a nie jak było wcześniej - zewnętrznym blichtrem. Prawdziwa, jakościowa zmiana następuje w stanie zaawansowanym tego poziomu, kiedy zbliża się on do fazy destrukcji. Jest to faza przejściowa pomiędzy człowiekiem nastawionym materialistycznie a człowiekiem z rozwiniętą świadomością. To bardzo trudny moment ewolucji.

Pojawia się myślenie syntetyczne, które odsłania, do tej pory ukrytą prawdę. Prawdę o tym, że świat inaczej wygląda niż mu wpajano. Jest to bardzo bolesne odkrycie, które burzy dotychczasowe wartości i obala podstawowe filary mentalne. System wartości człowieka staje się chaotyczny, przez co otoczenie odbiera go jako niewiarygodnego dziwaka.

Cała dotychczasowa wiedza na temat świata staje się wątpliwa, ponieważ nie odpowiada na zadawane już pytania o istotę rzeczy. Pod koniec tej fazy rozwoju pojawia się możliwość syntetyzowania i dostrzegania faktów, których nie widzą ludzie na niższych poziomach (to, co ukryte pod podszewką).To z kolei naraża ich na oskarżenia o snucie teorii spiskowych.

Odczuwają potrzebę szukania wiedzy, która mogłaby odpowiedzieć na pytania dotykające istoty bytu. Czują już, że nie są tylko ciałem i umysłem, że istnieje coś więcej niż dostrzegają zmysłami. Czują, że jest coś poza światem widzialnym tylko nie potrafią tego jeszcze zidentyfikować i zracjonalizować. Przeczucie to nie jest na poziomie wiedzy, lecz wiary (intuicyjnego przekonania). Dostrzegają już niedoskonałości polityczne i systemowe tego świata. Do tej pory zasady nim rządzące były przejmowane jako oczywiste. Wzbudza to w nich dyskomfort psychiczny. Ludzie ci mogą być postrzegani jako wieczne smutasy, ponieważ stale przeżywają głębokie rozczarowanie kondycją moralną tego świata.

Mają ogromną potrzebę wytłumaczenia sobie rzeczywistości poprzez tworzenie idei i teorii. Jest to poziom filozofów i naturalnego filozofowania. Jednak człowiek tutaj nie potrafi jeszcze połączyć sprzeczności w jedną całość. Zadaje pytania, lecz rozwiązania nie potrafi jeszcze uchwycić. Dowodem tego stwierdzenia jest obraz filozofii europejskiej, która jest zbiorem wzajemnie sprzecznych teorii i pytań bez odpowiedzi. Jednak niemożność uzyskania logicznego obrazu całości nie jest właściwością świata a właściwością czwartego poziomu rozwoju.

Rozwija się wgląd we własną psychikę. Człowiek tutaj czuje potrzebę przemodelowania swojego świata wewnętrznego. Często szuka pomocy u psychologów i nauczycieli duchowych.

Na rozszyfrowanie tajemnic bytu nie daje odpowiedzi religia masowa. Szuka, więc źródłowej głębi duchowej poza nią, sprawdzając po swojemu różne prądy duchowe. Na tym poziomie zaczyna się prawdziwy odbiór sztuki, ponieważ są już wykształcone odpowiednie właściwości umysłowe, takie jak wrażliwość, empatia, rozumienie. Zainteresowania zwykle dotyczą tych dziedzin i nauk, które pomogą w zrozumieniu świata. Często też człowiek wybiera zawód związany z tymi zainteresowaniami, choć może on być bardzo niepraktyczny. Ale poradzi sobie z każdą pracą, chociaż niekoniecznie musi go ona pasjonować.

Prawdziwy filozof jest tak pochłonięty dociekaniami, że nie ma czasu ani ochoty, na co innego. Rodzina np. nie leży w centrum jego zainteresowania. Nie jest to, bowiem główny temat tego poziomu rozwoju. W bliskich sobie ludziach szuka bratnich dusz i oczekuje od nich partnerstwa. Sam zresztą potrafi być dobrym, wyrozumiałym, i pełnym empatii partnerem.

Od tego poziomu rozwoju zaczynają się kłopoty z funkcjonowaniem w cywilizacji. Jest ona, bowiem reprezentowana głównie przez ludzi na poziomie drugim i trzecim. Zrozumiałe jest, zatem, że zasady w niej panujące są trudne do zaakceptowania przez ludzi na wyższych poziomach rozwoju.

POZIOM 5 - Mag, Wiem, że wiem.

Człowiek z dobrze rozwiniętym corsupem - samodzielny. Do tej pory, rzeczy działy się w osobowości. To ona była silniejsza i mądrzejsza od corsupa. Od poziomu piątego zaczyna być odwrotnie. Teraz osobowość traci wolną wolę a kierownictwo przejmuje corsup. Odbywa się to gwałtownie i skokowo. Ego-osobowość wręcz "wybucha" dając wolne pole dla wyższej świadomości, lub raczej corsup przejmuje osobowość. Może być to przeżyte jako iluminacja. Otwiera się wtedy połączenie z piątą gęstością. Zjawisko to można porównać z podłączeniem komputera do Internetu. Konsekwencją tego jest potem możliwość wnikania poprzez corsup do wiedzy i informacji kosmicznej. Występuje tutaj możliwość wnikania w rzeczywistość objawiająca się np. jasnowidzeniem.

Na niższych poziomach również jasnowidzenie występuje, ale ma zupełnie inny charakter. Polega ono na kontakcie z polem astralnym lub wręcz z istotami tego pola. Wyniki takiego widzenia są nieobiektywne i nie dotyczą przyczyn. Taki jasnowidz nigdy nie odpowie na pytanie, "dlaczego". Stwierdzi tylko fakt istnienia i to też nie całkiem obiektywnie, bo jego widzenie zabarwione jest własnymi emocjami i przekonaniami. Poza tym nie widzi istoty rzeczy tylko iluzje na jej temat.

Dopiero piąta gęstość jest poza sferą emocji, przekonań i iluzji. Czystość odbioru jedynie może zakłócić filtr własnego umysłu, który jest na czwartej gęstości. Informacja może być odebrana prawidłowo, lecz logiczny umysł zinterpretuje ją po swojemu. Zdobywanie informacji bezpośrednio z siatek informacyjnych odbiera się jako gwałtowne wtargniecie pełnej wiedzy na dany temat. Nagle wszystko staje się zrozumiale, ze wszystkimi zależnościami i skutkami. Ten rodzaj zdobywania wiedzy nazywa się doświadczeniem wglądu.

Nowy sposób poznania wywołuje zachwyt graniczący z euforią. Człowiek na nowo odkrywa świat. Wszystko go fascynuje i cieszy. Na tym poziomie człowiek może zostać geniuszem, jeżeli ma jakiś konkretny talent i zadba o niego. Wówczas efekty jego pracy będą nadzwyczajne.

Od tego momentu rozwoju staje się świadomy swojej mocy. Wychodzi mu stwarzanie pożądanej rzeczywistości. Corsup na razie jemu w tym pomaga lub przynajmniej nie przeszkadza. Wzrasta poziom odpowiedzialności, ponieważ człowiek ma świadomość prawa kosmicznego. Jednak istnieje tu pewna pułapka. Jest to poziom bardzo przyjemny i niechętnie się z niego rezygnuje. Można w nim, więc utknąć na bardzo wiele wcieleń. Poza tym istnieje niebezpieczeństwo utraty pokory i nabrania zbyt wielkiego mniemania o sobie. Tutaj można spaść na poziom dążącego do rozkładu.

Osobowość (istoty rozwijającej się a nie dążącej do rozkładu) jest "miękka" i kulturalna. Emocje są już uświadamiane i dzięki temu częściowo kontrolowane.

Wrażliwość wzrasta na, tyle, że człowiek odbiera stany emocjonalne i mentalne innych ludzi. Często osoba taka czuje wręcz "ból świata". Empatia i współczucie dla innych istot przejawia się czasami jako wręcz demonstracyjny wegetarianizm, pacyfizm i dbanie o środowisko naturalne. Człowiek na tym poziomie jest dosłownie chodząca radością. Wszystko go cieszy, wszystko akceptuje i świetnie się bawi. Chce żyć i żyje pełnią życia. Nie za bardzo smucą go nawet porażki. Z klęsk wychodzi jak feniks z popiołów. Tego poziomu dotyczy filozofia New Age. Jej głównym założeniem jest przekonanie, że człowiek wszystko może, byle miał tylko w sobie dość woli i optymizmu. Myśl jest stwórcza i wystarczy tylko chcieć a rzecz się stanie. Na tym poziomie człowiek rzeczywiście tak myśli. Zauważa sukcesy, ignoruje porażki. Sukcesy są jego autorstwa, a porażki? - nie wiadomo skąd się wzięły.

Lecz mijają wieki i corsup dojrzewa. Ewolucja upomina się o swoja schedę. Czar piątego poziomu pryska. Okazuje się, że coś tu się nie zgadza i nie o to chodzi. Obecny stan umysłu wchodzi w destrukcję. Corsup przestaje brać udział w zabawach osobowości. A gdy ta nie ma wsparcia u tego wielkiego mecenasa, przestaje odnosić sukcesy. Człowiek wpada w czarną rozpacz, i rzeczywiście ma ku temu powody. Najczęściej, bowiem wali się całe jego życie. Zaczyna się, jak to bardzo celnie nazwał św. Jan od Krzyża, - ciemna noc zmysłów. „Dusza” odwraca się od świata i zwraca do transcendentalnego ducha. Pryskają wszystkie iluzje mocy i wielkości. Nie są one wiele warte, bo podszyte lękiem, i pychą. Okazuje się, że liczy się zupełnie, co innego. Prawdziwą moc można osiągnąć, kiedy zamieni się lęk na miłość a pychę na pokorę.

Zaczyna się doniosły proces alchemicznej transmutacji, w której ołów zamienia się w złoto i z ziemskiego jaja wykluwa się kosmiczna istota.

Człowiek zaczyna poznawać prawdziwego siebie. Okazuje się, że jego intencje były egoistyczne, a dążenia wcale nie duchowe. Rozpoczyna się walka z własnym cieniem ( z programami podświadomości). Jest to etap bardzo nieprzyjemny. Własna moc zostaje tu użyta do realizacji, tych właśnie niechcianych programów, które teraz się ujawniły. Poprzez mechanizm zwany lustrem, człowiek konfrontuje się sam ze sobą. Środowisko i sytuacje pokazują mu jego własny obraz. Potrafi to odczytać, bo już jest świadomy mechanizmów rządzących materią i energią. Stan taki ciągnie się latami. Jest to czas tak trudny, że wyczerpuje człowieka totalnie. Zupełnie odechciewa mu się walki i traci ochotę na cokolwiek. I o to właśnie chodziło w tym procesie. Zmęczenie doprowadziło wręcz do deprywacji sensorycznej. Teraz całe wnętrze jest "wyzerowane" i corsup może wejść na zaawansowany, poziom szósty.

POZIOM 6 - Mędrzeć, Poddanie

Corsup jest na poziomie samomyślącego. Człowiek już na dobre odwrócił się od planu ziemskiego. Odtąd jego jedynym pragnieniem jest dokończenie ewolucji na piątej gęstości. Ponieważ osobowość jest tutaj pod całkowitym wpływem corsupa, człowiek na ziemi odczuwa to samo. Życie postrzega jak iluzje, odrealnione zjawiska. Jak film, który jest wyświetlany obok niego. Nie identyfikuje się z nim, a tym samym, z życiem. Żyje jak pustelnik wśród ludzi. Niezrozumiany i niedoceniany. Nie zależy mu z resztą na tym, na uciechach tego świata, na jego blichtrze i aprobacie.

Funkcje umysłowe są maksymalnie rozwinięte. Jest pełne, trójwymiarowe zrozumienie. Tu opanowuje trudną sztukę nie myślenia. Można powiedzieć, ze większość czasu przebywa w stanie medytacji. Myślenia konkretnego używa tylko wtedy, kiedy musi. Wcale to nie znaczy, że jest nieprzytomny. Przeciwnie, jego bystrość umysłu i uwaga są genialne. Rzecz polega tylko na tym, że nie "miele" umysłem stale tych samych myśli. To on myśli a nie myśli myślą się same. Tak samo dzieje się z emocjami. Są tylko reakcją na bodźce. Nie są podsycane myślami i nie "kołatają się" nieskończoną ilość czasu. Od tego momentu człowiek jest całkowicie zrównoważony. Nie żądzą nim już potrzeby i pragnienia. To on decyduje o nich.

Ma całkowity dostęp do wiedzy. Już nie doświadczeniem wglądu - tak jak było to na piątym poziomie, lecz szeroka świadomość rzeczywistości utrzymuje się stale. Potrafi odczytać stany umysłowe ludzi, przewidzieć ich reakcje i przyszłe działania.

Najważniejszym odkryciem tego poziomu jest świadomość małości ludzkich spraw. Widać stąd, że sprawy te mają tylko doraźne znaczenie jako ćwiczenie dla osobowości i corsupa. Ich wynik jest nieważny. Liczy się tylko efekt rozwojowy. Jak powiedział mistrz Eckhart (wielki mistyk europejski) „Nie ważne jest co człowiek robi, lecz ważne jest to, co to co robi, robi z człowiekiem". Na tym poziomie transcendentalna świadomość prowadzi człowieka. Nie jest on już miotany przymusami, ambicjami, dążeniami. Poddaje się wyższej woli.

"Panie, nie moja wola, lecz Twoja niech się stanie."

Odtąd już nigdy nie będzie forsował swoich własnych pomysłów i nie będzie podkreślał swojego znaczenia dla świata. Jest cichy i skromny. Nie używa mocy, ani dla własnych potrzeb, ani cudzych, bo wie, że nie ma to znaczenia. Z tego poziomu wygoda się nie liczy. Ważny jest tylko rozwój i dążenie uzyskania najwyższego poziomu świadomości. Dobre jest wszystko, co temu pomaga i odwraca uwagę od zabawy w życie. Jako człowiek jest już doskonały. Jego budowanie siebie, zostało zakończone. Wchodzi już w etap autodestrukcji, jako istoty ziemskiej. Tak jak na piątym poziomie osobowość jako samodzielna istność, zanika, tak teraz i corsup staje się niepotrzebny. Oczekuje na przejście na szóstą gęstość. Procesowi temu towarzyszy ogromne rozdarcie i smutek. Trzeba, bowiem umrzeć jako człowiek. Wyrzec się wszystkich ludzkich przymiotów, z którymi było się przez tysiące lat ewolucji. Ażeby urodzić się jako istota kosmiczna, należy zabić w sobie człowieka. Jest to najbardziej koszmarne doświadczenie, jakie można przeżyć. Człowiek nie należy już do ziemi a jeszcze nie do „nieba". Jest zawieszony w pustce. Św. Jan od Krzyża i na to nalazł znakomite określenie - ciemna noc ducha.

W takim to właśnie stanie człowiek oczekuje na oświecenie, czyli otwarcie mu drzwi do "domu Pana".


POZIOM 7 - Wyzwolenie

Corsup przed kolapsem. Koniec ewolucji w światach materialnych.

Po przejściu strasznego doświadczenia "odczłowieczenia" spotyka duchowego adepta wreszcie zasłużona nagroda. Zostaje odcięta ziemska kotwica i wykonuje on skok poza matrix, uzyskując dzięki temu absolutną wolność. Poczucie tej wolności jest wręcz euforyczne. Odtąd będzie ją odczuwał zawsze bez wzglądu na to, jakie fizyczne niewole i niedole spotkałyby go. Życie staje się z powrotem normalne. Przestają dręczyć egzystencjalne problemy. Nie dzieli już włosa na czworo i po prostu żyje. W filozofii zen mówi się, że drzewa są z powrotem drzewami, woda znowu jest po prostu wodą i można zwyczajnie wypić herbatę. Dodatkowym efektem mogącym towarzyszyć wyzwoleniu może być poczucie pseudo jedności ze wszystkim. Jest to niesamowite odczucie i największa ekstaza, jakiej może doświadczyć człowiek. Lecz stan ten trwa chwilę i jest swego rodzaju prezentem od Rdzenia. Ciągłe jego utrzymanie jest niemożliwe i niepotrzebne. Stale stan prawdziwej jedności występuje dopiero na siódmej gęstości. Pozostaje po tym przeżyciu jednak wiedza i świadomość tego jak jest naprawdę. Wiedza o tym, że wszystko ze wszystkim jest połączone i istnieje w dynamicznej równowadze. Całe stworzenie zbudowane jest z tego samego, a wszystko to, wzajemnie się przenika.

Jednak ekstazy i euforie nie są właściwą treścią wyzwolenia. Można ich doświadczyć również na każdym innym poziomie świadomości. Stany te można odczuć, gdy uda się dostroić do pewnych częstotliwości wibracji. Daje to wówczas w ciele i umyśle takie właśnie efekty. Co prawda, dostrojenie do nich jest trudne, bo są to częstotliwości będące poza zakresem tego, co człowiek standardowo odbiera.

Wyzwolenie, to stan, w którym odczuwa się głęboki, niczym niezmącony spokój. Czuje się za sobą potęgę i majestat Wszechświata. Spokój jest tak gruntowny, że nic nie może go zmącić. Gdzieś w tle stale jest stan taki, jak w głębokiej medytacji. Nie ma lęków - nawet, lub przede wszystkim, lęku przed śmiercią. Jest to przebywanie w stanie takiego komfortu wewnętrznego, że żaden komfort zewnętrzny nie jest juz niezbędny. Jest to stan bez potrzeb, pragnień, ambicji, motywacji. Czyli żadnego przymusu wewnętrznego. Wolność od przekonań daje możliwość całkowicie obiektywnego spojrzenia. Rzeczy i zjawiska widzi się takimi, jakie one są. Bez interpretacji przepuszczonej przez filtr własnych wartości. Człowiek widzi, że wszystkie konstrukcje świata są umowne. Ludzki system wartości przestaje istnieć. Zastępuje go prawo kosmiczne, w którym nie ma kategorii dobra i zła. Istnieje tylko zrozumienie. To zrozumienie jest tym, co uważane jest za miłość uniwersalną. Miłość (boska, uniwersalna, chrystusowa) to absolutna tolerancja i akceptacja. Wybaczanie a priori, i tkliwa życzliwość. Miłość ta może tylko dawać, nie oczekując nic w zamian. Z wysokości tego stanu patrzy na istoty świata, tak jak matka patrzy na swoje dzieci. Pozwala popełniać błędy i wiecznie wybacza. Człowieka wyzwolonego nie można obrazić ani skrzywdzić, ponieważ kategorie ludzkiego „ja” już go nie dotyczą. Nie ma uczucia dumy i honoru, ale żaden człowiek nie jest w stanie uszczuplić jego poczucia własnej wartości.

Tutaj zawsze przyświeca myśl - "Panie, wybacz im, bo nie wiedza, co czynią"

Człowiek wyzwolony na pierwszy rzut oka niczym nie wyróżnia się. Nie świeci, nie lata, nie czaruje. Jest po prostu mądry, a to mogą dostrzec nieliczni. Różnicę pomiędzy nim a zwykłym człowiekiem najwyżej widzi jasnowidzący będący również na wysokim poziomie. Wyzwolenie jest ostatnią zdobyczą ewolucyjną, jaką można osiągnąć w świecie materialnym. Jest, więc to koniec ewolucji w naszym pojęciu. Wyzwoleni, jeśli się wcielają, to nie z konieczności, lecz w celu wykonania jakiegoś zadania. Przychodzą tu jako awatarowie.

Ten etap ewolucji nie jest ostatnim. Jest etapem pierwszym dalszej ewolucji, już poza formą. Jak ona wygląda? Nawet się nie domyślamy.

Autor: Joanna Rajska

Źródło: http://www.hiperfizyka.pl/artyku%C5%82y/item/14-poziomy-swiadomo%C5%9Bci
“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje