Author Topic: Ponerologia polityczna: Nauka o naturze zła w adaptacji do celów ...  (Read 2797 times)

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • WyBudzony
  • *
  • Posts: 2 560
  • Reputacja: +12/-0
Ponerologia polityczna: Nauka o naturze zła w adaptacji do celów politycznych

Ponerologia polityczna: Nauka o naturze zła w adaptacji do celów politycznych. Andrzej M. Łobaczewski z komentarzem i dodatkowymi materiałami cytowanymi przez Laurę Knight-Jadczyk. Część 2 Lektura obowiązkowa

Zaczynamy więc pojmować, jak wielkie znaczenie może mieć ta „nauka o naturze zła dostosowana do celów politycznych” i z jak wielu rzeczy my, jako społeczeństwo, nie zdajemy sobie sprawy. Aby dokładnie zrozumieć, jak całe społeczeństwo, a nawet cały naród, może stać się Patokracją, musimy dowiedzieć się trochę o typach ludzi, którzy tworzą rdzeń takiej „konspiracji”. Łobaczewski na konkretnych przykładach przedstawia najczęstsze charakteropatie i ich związek z uszkodzeniami mózgu.

Paranoidalne zaburzenia osobowości:

Charakterystycznym sposobem zachowania się osób paranoidalnych jest to, że są one zdolne do względnie poprawnego rozumowania i dyskusji, póki rozmowa dotyczy drobnej różnicy zdań. Kończy się to raptownie, kiedy argumenty rozmówcy podważają ich idee nadwartościowe, zaczynają kruszyć utrwalone stereotypy myślenia, albo zmuszają do uznania wniosku uprzednio podświadomie odrzuconego. Takie bodźce wyzwalają u nich potok wypowiedzi paralogicznych, pełnych paramoralizmów i często obrażających rozmówcę, ale zawsze w jakimś stopniu sugestywnych.

Tego rodzaju wypowiedzi budzą awersję u ludzi kulturalnych i rozsądnych, ale zniewalają umysły mniej krytyczne, jak np. osób z różnymi rodzajami upośledzeń psychicznych, osób które były już wcześniej przedmiotem egoistycznego wpływu jednostek z zaburzeniami osobowości, a w szczególności dużej części młodzieży.[…]

Dziś wiemy, że zjawiska paranoidalne mają dwojaki mechanizm psychologiczny: jeden z nich jest spowodowany uszkodzeniami tkanki mózgowej, drugi ma charakter czynnościowy lub behawioralny.

U osób bez uszkodzeń tkanki mózgowej podobne zjawiska pojawiają się rzadziej, głównie na skutek wychowania przez osoby z charakteropatią paranoidalną oraz doznanego w dzieciństwie terroru psychicznego. Następuje wtedy przyswojenie sobie takiego tworzywa psychicznego wraz z usztywnionymi stereotypami podobnego przeżywania. Utrudnia to prawidłowy rozwój myślenia i światopoglądu, a treści przemienione tym sposobem w tabu przekształcają się w czynnościowe ośrodki blokujące. […]

Charakteropatia frontalna: Ośrodki frontalne kory mózgowej (10 A i B wg. podziału Brodmanna), praktycznie biorąc, nie istnieją u żadnych stworzeń poza  człowiekiem; są zbudowane z filogenetycznie najmłodszej tkanki nerwowej. Ich cytoarchitektura wykazuje podobieństwo do znacznie starszych pól projekcyjnych wzroku, położonych na przeciwnym biegunie mózgu. To sugeruje pewne podobieństwo pełnionych funkcji. […] Opisane przez badaczy (Łuria i inni) funkcje tych ośrodków – akceleracja i koordynacja procesów myślowych – wydają  się być pochodnymi tej funkcji podstawowej.

Ilość uszkodzeń tego obszaru … została ostatnio znacznie zredukowana na skutek rozwoju położnictwa i opieki lekarskiej nad noworodkami. Dlatego ponerologicznie dramatyczną rolę tak powstałej charakteropatii można po części uważać za charakterystyczną dla minionych pokoleń i dla krajów z niedostatkiem opieki medycznej.

Ubytki kory mózgowej we wspomnianych ośrodkach wybiórczo upośledzają wyżej opisaną funkcję, nie powodując jednoczesnego pogorszenia pamięci, zdolności do tworzenia skojarzeń, jak również funkcji o podłożu instynktownym, jak na przykład zdolność do wyczucia sytuacji psychologicznej. Poziom ogólnej inteligencji jednostki nie ulega więc drastycznemu obniżeniu. [...]

Patologiczny charakter takich ludzi, z reguły z komponentą histeryczną, narasta z biegiem lat. Nieupośledzone funkcje psychiczne rozwijają się nadkompensacyjnie, co prowadzi do dominacji reakcji instynktownych i emocjonalnych. Osoby bardziej witalne z natury stają się wojownicze, skłonne do podejmowania ryzyka oraz brutalne w słowach i czynach.

Ci z wrodzonym talentem wyczucia sytuacji psychologicznej rozwijają skłonność do wykorzystywania tego daru w sposób bezwzględnie egoistyczny. W myśleniu takich ludzi tworzy się skrócona droga, która omijając upośledzoną funkcję prowadzi od skojarzeń bezpośrednio do słów, czynów i niepodlegających dyskusji decyzji. Te swoje zdolności do wyczuwania sytuacji [psychologicznej] i uproszczonego, szybkiego decydowania – w porównaniu do osób normalnych, które muszą długo myśleć, bo przeżywają walkę motywów i nie dowierzają sobie – osobnicy tacy interpretują sobie jako dowód swojej wspaniałości. Nad losem tych gorszych nie warto się długo rozwodzić.

Wpływ takiego “stalinowskiego charakteru” na innych, traumatyzujący i aktywnie fascynujący, wyjątkowo łatwo omija kontrolę zdrowego rozsądku. Duża część ludzi okazuje się skłonna do uwierzenia w nadzwyczajne właściwości takich osób, ulegając wpływowi ich egotycznych przekonań. Jeżeli w rodzinie jedno z rodziców zdradza taki defekt, choćby w niewielkim stopniu, u wszystkich dzieci można dostrzec anomalie rozwoju osobowości.

Autor przebadał całe rodzeństwo starszych i wykształconych ludzi, gdzie źródłem takiego oddziaływania była najstarsza siostra z poporodową atrofią pól frontalnych. Od wczesnego dzieciństwa czterej młodsi bracia przyswajali sobie patologicznie zmienione tworzywo psychiczne, łącznie z narastającą u siostry komponentą histeryczną. Potem do wieku sześćdziesięciu paru lat zachowali powstałe w ten sposób zniekształcenia osobowości i światopoglądu, wraz ze spowodowanymi tym rysami histerycznymi, w nasileniu malejącym odpowiednio do zwiększającego się dystansu wieku. Podświadoma selekcja informacji sprawiała, że nie docierały do nich żadne krytyczne uwagi co do ich charakteru siostry, które mogły również znieważyć honor rodziny.

Chorobliwe urojenia siostry, jej skargi na “niedobrego” męża (w rzeczywistości porządnego człowieka) i syna, w którym znalazła sobie kozła ofiarnego dla pomsty za swoje niepowodzenia życiowe, bracia przyjmowali za rzeczywistość. W ten sposób partycypowali w świecie mściwych emocji, uważając siostrę za osobę zupełnie normalną i gotowi byli jej bronić – w razie potrzeby nie przebierając w środkach – od wszelkich podejrzeń o anormalność. Normalne kobiety były dla nich naiwne i mdłe, nie nadawały się do niczego poza podbojem seksualnym. Żaden z braci nie stworzył zdrowej rodziny ani nie rozwinął, przeciętnej choćby, mądrości życiowej.

Na ukształtowanie się charakterów tych mężczyzn złożyło się również wiele innych okoliczności zależnych od miejsca i czasu, w jakich się wychowali. Ich ojciec był Polakiem i patriotą, a matka Niemką. Zgodnie z obyczajem tamtych czasów, żona przyjęła formalnie narodowość męża, pozostała jednak wyznawczynią militaryzmu i przyswoiła sobie nasilającą się histeryczność, która spowijała wówczas Europę. Była to Europa trzech cesarzy: pojęcie „honoru” święciło [wtedy] swój tryumf. Przypatrywanie się komuś zbyt długo było wystarczającym pretekstem do pojedynku. Dlatego bracia wyrośli na pojedynkowiczów z wieloma bliznami po cięciach, jednak sami pokrajali innych więcej i gorzej. […]

[Odkładając na bok rozważania na temat czasu i miejsca] gdyby siostra nie doznała uszkodzenia mózgu i tym samym czynniki patologiczne by nie zaistniały, zło, które [ci mężczyźni] tak hojnie rozsiewali przez całe swoje życie, albo nie zaistniałoby wcale, albo zasięg jego oddziaływania zostałby zredukowany do warunkowanego przez bardziej odległe czynniki patologiczne [...]

Rozważania porównawcze doprowadziły autora do przekonania, że Józefa Wisarionowicza Dżugaszwili, znanego potem jako Stalin, również należy zaliczyć do przypadków tej właśnie ponerogennej charakteropatii, która rozwinęła się na podłożu okołoporodowego uszkodzenia pól frontalnych kory mózgowej. Wskazuje na to wiele z tego, co można o nim przeczytać lub usłyszeć: jego brutalność, fascynujący charyzmatyzm, wydawanie nieodwołalnych decyzji; nieludzkie okrucieństwo, patologiczna mściwość wobec tych, którzy weszli mu w drogę; egotystyczna wiara w swój geniusz u człowieka obdarzonego w gruncie rzeczy przeciętnym intelektem. Tłumaczy to także jego psychiczną zależność od psychopaty, jakim był Beria. Na niektórych zdjęciach Stalina można dostrzec typowe zniekształcenia czoła, jakie obserwujemy u osób z wcześnie powstałymi uszkodzeniami wyżej opisanych obszarów. [...]

Charakteropatie polekowe: W ostatnich dziesięcioleciach wprowadzono do użytku szereg leków o poważnych skutkach ubocznych: atakują one system nerwowy, pozostawiając w nim trwałe ślady. Na tych dyskretnych zazwyczaj upośledzeniach narastają z czasem zmiany charakteru, często  bardzo szkodliwe społecznie. Lekiem bardzo niebezpiecznym okazała się streptomycyna; w rezultacie, w niektórych krajach ograniczono jej stosowanie,  w innych zaś skreślono ją z listy leków dopuszczonych do użytku.

Leki cytostatyczne, stosowane do zwalczania chorób nowotworowych, atakują często filogenetycznie starszą tkankę mózgową, główny nośnik podłoża instynktowego i podstawowej uczuciowości. Powoduje to u tak leczonych osób stopniowy zanik wyczucia realiów psychologicznych i odbarwienie uczuciowości. Zachowują oni sprawność umysłową, lecz stają się łasymi na pochwały egocentrykami, podatnymi na sugestie ze strony ludzi, którzy wiedzą, jak to wykorzystać.

Stają się oni obojętni na sprawy innych ludzi i ich krzywdy. Jakakolwiek krytyka ich samych lub ich zachowania jest odwzajemniana z nawiązką. Taka przemiana osobowości u człowieka, który jeszcze niedawno cieszył się uznaniem w środowisku lub społeczeństwie, co trwa w ludzkiej pamięci, staje się zjawiskiem patologicznym i przyczyną nieszczęśliwych skutków. […]

Podobny do powyższego obraz psychologiczny może być spowodowany przez endogenne toksyny lub wirusy. Świnka, która przebiega w części przypadków z odczynem mózgowym, pozostawia pewną bladość lub płaskość uczuciowości i nieznaczne obniżenie sprawności umysłowej. Podobne skutki pozostawia toksyna dyfterytowa przy cięższym przebiegu choroby. Wreszcie polio także atakuje mózg [...] U osób z porażeniami nóg spotykamy takie skutki rzadko, ale u osób z porażeniami barków i szyi, ich brak należy do szczęśliwych wyjątków. Osoby z takimi zmianami zdradzają nie tylko charakterystyczną bladość afektywną, ale także skłonność do nieścisłości myślenia i naiwności. [...]


© NXSchell – Skąd te dziury?
Anomalie charakteropatyczne, które rozwijają się na skutek różnych uszkodzeń tkanki mózgowej, działają jako czynniki ponerogenezy w sposób podstępny. Dzięki opisanym już właściwościom ich wpływ łatwo zakotwicza w umysłach, traumatyzując ludzkie uczucia, zniekształcając i zubażając zdolność myślenia. Upośledza to indywidualną i społeczną zdolność do posługiwania się zdrowym rozsądkiem i do rozeznania sytuacji psychologicznej i moralnej.

Otwiera to możliwości działania innym osobowościom patologicznym, najczęściej nosicielom dziedzicznych dewiacji psychicznych. Spychają oni w cień jednostki charakteropatyczne i przejmują ich rolę w dziele ponerogenezy.  Dlatego różnego rodzaju charakteropatie uczestniczą w początkowych etapach narodzin zła, zarówno na skalę makrospołeczną, jak i [na skalę] pojedynczej rodziny.

Udoskonalony system społeczny przyszłości powinien więc chronić jednostki i społeczeństwa, nie dopuszczając osób z powyższymi dewiacjami, lub cechami, które zostaną omówione poniżej, do pełnienia jakichkolwiek funkcji społecznych, których sprawowanie uzależniałoby los innych ludzi od ich zachowania. Oczywiście odnosi się to przede wszystkim do najwyższych stanowisk państwowych. Decyzje w takich sprawach powinna podejmować odpowiednia instytucja złożona z osób szanowanych dla ich mądrości, posiadających wykształcenie psychologiczne i medyczne. Cechy uszkodzenia tkanki mózgowej i ich charakteropatyczne skutki są znacznie łatwiejsze do wykrycia niż niektóre anomalie dziedziczne. Dlatego zdławienie procesu ponerogenezy poprzez wyeliminowanie owych czynników z procesu syntezy zła już na wcześniejszych jej etapach jest skuteczne i o wiele łatwiejsze w praktyce.

Dewiacje dziedziczne

Nauka chroni już społeczeństwa przed skutkami niektórych anomalii fizjologicznych, którym towarzyszą pewne ułomności psychiczne. Tragiczna rola, jaką odegrała hemofilia dziedzicząca się w rodach monarszych Europy, jest powszechnie znana. Dziś odpowiedni ludzie dokładają starań, aby nosicielka tego genu nie została królową. Społeczeństwa, które wiele troski poświęcają ludziom z niekrzepliwością krwi, zaprotestowałyby, gdyby jakiś wysoki urząd został powierzony mężczyźnie z tą anomalią. Jest to model postępowania, który powinien być rozciągnięty na szereg innych anomalii dziedzicznych.

Daltonistów, mężczyzn z upośledzoną zdolnością odróżniania barw czerwonych i zielonych, eliminujemy dziś od zawodów, gdzie to mogłoby spowodować katastrofę. Wiemy także, że anomalii tej towarzyszy pewne zubożenie przeżyć estetycznych, emocji, a także poczucia więzi ze społeczeństwem ludzi widzących barwy normalnie. Dlatego psycholog przemysłowy zachowuje ostrożność, kiedy ma powierzyć takiemu człowiekowi stanowisko pracy, gdzie trzeba polegać na jego autonomicznym poczuciu obowiązku, bo od tego zależy bezpieczeństwo innych osób.

Dziedziczenie się tych dwóch anomalii, przez geny recesywne zlokalizowane w chromosomie X, zostało już dawno opisane i śledzenie ich przekazywania się nie natrafia na trudności teoretyczne. W podobny sposób genetycy przebadali dziedziczenie wielu właściwości organizmów ludzkich, w małym jednak stopniu dotyczy to interesujących nas anomalii psychicznych. Wiele cech ludzkiego charakteru ma swoje podłoże w genach tych samych chromosomów X, chociaż nie jest to regułą. Podobna prawidłowość zachodzi w przypadku większości anomalii psychicznych omówionych poniżej. […]

Poważne problemy powoduje kariotyp XYY, który dostarcza mężczyzn wysokich, silnych i stosujących przemoc emocjonalną… lecz ich liczebność i znaczenie w procesie ponerogenezy są [stosunkowo] niewielkie.

Znacznie liczniejsze są te dewiacje psychiczne, które grają także o wiele większą rolę jako czynniki patologiczne uczestniczące w procesach ponerogenezy; wedle wszelkiego prawdopodobieństwa są one przekazywane poprzez tzw. dziedziczenie proste. Tymczasem ta dziedzina genetyki stoi w obliczu wielorakich problemów natury biologicznej i psychologicznej.

Następnie Łobaczewski przedstawia szereg dziedzicznych patologii psychicznych, takich jak psychopatia schizoidalna – obecnie określana jako “schizotypowe zaburzenie osobowości” – o której mówi:

Nosiciele tej anomalii, sami nadwrażliwi i nieufni, zbyt mało zwracają uwagi na uczucia innych. Mają tendencję do przyjmowania postaw skrajnych i moralizujących i szukania odwetu za drobne krzywdy. Czasami są ekscentryczni i dziwaczni. Ich słabe wyczucie rzeczywistości i sytuacji psychologicznej prowadzi do przyjmowania z góry błędnych, pejoratywnych interpretacji intencji innych ludzi. Łatwo angażują się w działania, które, choć pozornie słuszne moralnie, w rzeczywistości przynoszą szkody im samym i innym. Ich zubożony światopogląd psychologiczny czyni z nich typowych pesymistów. [...] Kiedy znajdą się w sytuacji poważnego stresu, ich słabości stają się przyczyną szybkiego załamania [nerwowego]. …Schizoidzi często popadają w psychotyczne stany reaktywne, które dając objawy podobne do schizofrenii, prowadzą do postawienia błędnej diagnozy.

Jeśli wywierana na nich presja emocjonalna zostanie zredukowana do minimum, mogą wykształcić prawidłowe rozumowanie spekulatywne, ale są skłonni uważać, że przewyższają intelektem „zwykłych” ludzi.

Częstotliwość występowania tej anomalii jest różna wśród różnych ras. Jest niska wśród Murzynów, a najwyższa wśród Żydów. Obserwacje autora sugerują autosomowe dziedziczenie tej anomalii.

Ponerogenną aktywność schizoidów należy oceniać w dwóch aspektach. Na małą skalę społeczną, ludzie ci przysparzają kłopotów rodzinom, łatwo stają się narzędziem intryg w rękach sprytniejszych jednostek i zazwyczaj są kiepskimi wychowawcami następnego pokolenia. […]

Jeżeli jednak schizoidalny sposób pojmowania rzeczywistości ludzkiej i skłonność do tworzenia wielkich doktryn zostają rzucone na papier i zamieniają się w liczne nakłady drukowane – wówczas ich ponerogenna rola może przyjąć makrosocjalne rozmiary.

Nie doceniając tych deficytów, lub nawet jawnej deklaracji schizoidalnej, ich czytelnicy nie zdają sobie sprawy z charakteru autorów, i interpretują treść takich dzieł w sposób odpowiadający ich własnym naturom. Umysły normalnych ludzi mają skłonność do tworzenia interpretacji krytycznej i korygującej, dzięki współudziałowi własnego, bogatszego światopoglądu psychologicznego. Niektórzy jednak odrzucą takie dzieło z moralnym protestem, ale bez rozeznania tej specyficznej przyczyny. Analizując wpływ dzieł Karola Marksa, bez trudu zaobserwujemy wszystkie te rodzaje apercepcji i reakcji społecznych, które zrodziły podziały wśród ludzi.

Psychopatia właściwa

Przejdźmy teraz do najważniejszej patologii: psychopatii. Psychopatię nie tak łatwo jest rozpoznać, jak mogłoby się wydawać. Problem w tym, że termin „psychopata” zaczął być powszechnie stosowany pośród opinii publicznej (ze względu na wpływ mediów) dla określenia jawnych i oczywistych seryjnych morderców. Istnieje również pewna dezorientacja co do wzajemnych relacji pojęcia psychopatii i „antyspołecznego zaburzenia osobowości”.

Ładne sformułowanie, nieprawdaż? Brzmi tak czysto i klinicznie; po prostu ktoś, kto jest „anty-społeczny”. Niemalże przywodzi to na myśl niezawadzającego nikomu pustelnika. Nic bardziej mylnego. Robert Hare, amerykański guru w dziedzinie psychopatii, pisze o problemie terminologii w następujący sposób:

Tradycyjnie, kluczową rolę w konceptualizacji i diagnozowaniu psychopatii odgrywały cechy afektywne i interpersonalne, takie jak egocentryzm, przewrotność, płytkość emocjonalna, manipulanctwo, egoizm i brak empatii, poczucia winy czy wyrzutów sumienia. (Cleckley; Hare 1993, w druku; Widiger i Corbitt). W 1980 roku, wraz z publikacją DSM-III [1] , zerwano z tą tradycją. Psychopatię – jak przemianowano antyspołeczne zaburzenie osobowości – definiowano odtąd za pomocą kryteriów takich jak notoryczne naruszanie norm społecznych, obejmujące kłamstwa, kradzieże, wagarowanie, nieodpowiednie zachowanie w pracy i przestępstwa drogowe.

Wśród przyczyn tego drastycznego odejścia od stosowania klinicznego wnioskowania znalazła się kwestia trudności dokonania precyzyjnej oceny cech osobowości oraz fakt, że łatwiej porozumieć się co do zachowań, które charakteryzują dane zaburzenie, niż co do przyczyn ich wystąpienia. W rezultacie powstała kategoria diagnostyczna dostatecznie precyzyjna, lecz o wątpliwych podstawach, kategoria, która nie korelowała z innymi, ugruntowanymi koncepcjami psychopatii. […]

Problemy z DSM-III oraz jego edycją z 1987r. (DSM-III-R) były szeroko dyskutowane w literaturze klinicznej i badawczej (Widiger i Corbitt). Znaczna część dyskusji dotyczyła nieobecności cech osobowości w prcocesie diagnostycznym ASPD [Antisocial personality disorder; antyspołeczne zaburzenie osobowości], które to zaniechanie pozwoliło na stawianie tej samej diagnozy jednostkom antyspołecznym o zupełnie różnych osobowościach, postawach i motywacjach. Jednocześnie, pojawiało się coraz więcej dowodów na to, że kryteria diagnostyczne ASPD definiowały zaburzenie, które było raczej sztucznie stworzone niż “prawdziwe” (Livesley i Schroeder). [...]

Większość psychopatów (z wyjątkiem tych, którym jakoś udaje się przejść przez życie bez urzędowego lub dłuższego kontaktu z wymiarem sprawiedliwości w sprawach karnych) spełnia kryteria ASPD, ale osoby z ASPD w większości nie są psychopatami. [...]

Wyniki ostatnich badań laboratoryjnych nad przetwarzaniem i wykorzystywaniem informacji językowych i emocjonalnych uwydatniają różnice pomiędzy psychopatią a ASPD. Zachowanie psychopatów podczas wykonywania różnych zadań o charakterze poznawczym i afektywnym drastycznie różni się od zachowania nie-psychopatów. Na przykład, w porównaniu z normalnymi osobami, psychopaci wykazują mniejsze zdolności do przetwarzania lub wykorzystania głębokich semantycznych znaczeń języka i doceniania emocjonalnego wydźwięku wydarzeń i przeżyć (Larbig i inni; Patrick; Williamson i inni). [...]

Sprawa dodatkowo się komplikuje, gdy weźmiemy pod uwagę, że zawarty w [klasyfikacji] DSM-IV opis ASPD (o którym mówi ona, że jest również znane jako psychopatia) mieści w sobie wiele odniesień do cech tradycyjnie przypisywanych psychopatii. [...]

Brak rozróżnienia między psychopatią i ASPD może mieć poważne konsekwencje zarówno dla klinicystów, jak i dla społeczeństwa. Na przykład, większość sędziów orzekających w sprawach karnych poczytuje psychopatię za okoliczność raczej obciążającą niż łagodzącą. W niektórych krajach wobec sprawcy uznanego winnym morderstwa pierwszego stopnia [2] i zdiagnozowanego jako psychopata prawdopodobnie zostanie orzeczona kara śmierci, której wymierzenie będzie uzasadnione tym, że psychopaci są bezlitośni, pozbawieni wyrzutów sumienia, ich leczenie nie przynosi rezultatów i jest prawie pewne, że wrócą na drogę przestępstwa.

Jednak wielu zabójców przebywających w celach śmierci było, i jest nadal, mylnie określanych psychopatami w oparciu o kryteria zawarte w DSM-III, DSM-III-R lub DSM-IV dla ASPD (Meloy). Nie wiemy, ilu z pensjonariuszy celi śmierci faktycznie posiada psychopatyczną strukturę osobowości, a ilu spełnia jedynie kryteria ASPD – zaburzenia powszechnego u większości przestępców, które tylko w nieznacznym stopniu przesądza o możliwości wyleczenia oraz prawdopodobieństwie ponownego popełnienia przestępstwa. Skoro zdiagnozowanie psychopatii może mieć konsekwencje w postaci wymierzenia kary śmierci – lub orzeczenia innych surowych kar, takich jak wyrok nieoznaczony[3] lub przymusowe leczenie – klinicyści stawiający diagnozę powinni upewnić się, że nie mylą psychopatii z ASPD. [...]

Pomylenie tych dwóch zaburzeń w procesie diagnostycznym może być krzywdzące zarówno dla psychiatrycznych pacjentów, jak i dla społeczeństwa.

W mojej książce Without Conscience [polskie wydanie: Psychopaci są wśród nas, Znak, 2006] postawiłem tezę, że żyjemy w „społeczeństwie kamuflażu”, społeczeństwie, w którym niektóre cechy psychopatów – egocentryzm, brak zważania na innych, powierzchowność, przerost formy nad treścią, bycie „cool”, manipulanctwo i tym podobne – są coraz bardziej tolerowane, a nawet cenione. W odniesieniu do tematu tego artykułu, łatwo dostrzec, jak obie te grupy – psychopaci i osoby z ASPD – mogą z łatwością wniknąć do grup hołdujących antyspołecznym lub jawnie przestępczym wartościom. Trudniej jest sobie wyobrazić, jak osoby z ASPD mogłyby skryć się pośród bardziej prospołecznych segmentów społeczeństwa. Jednak psychopatom nie sprawia szczególnych trudności infiltrowanie kręgów biznesu, polityki, prawnych organów wykonawczych, rządu, środowiska akademickiego i innych struktur społecznych (Babiak). To właśnie egocentryczni, obdarzeni zimną krwią i pozbawieni wyrzutów sumienia psychopaci przenikają wszelkie dziedziny życia społecznego, wywołując przy tym tak destrukcyjny wpływ na znajdujących się wokół nich ludzi, że stróżom prawa włosy stają dęba. [Hare, Robert D. Psychopathy and Antisocial Personality Disorder: A Case of Diagnostic Confusion, Psychiatric Times, luty 1996: tom XIII, nr 2]

A oto co na temat psychopatii właściwej mówi nam Łobaczewski:

Postarajmy się scharakteryzować inną anomalię przekazywaną dziedzicznie, której rola w procesach ponerogenezy wydaje się być wyjątkowo duża na każdą skalę społeczną. Należy także podkreślić, że potrzeba dokładnego wyróżnienia i poznania tego zjawiska unaoczniła się przede wszystkim tym badaczom, których myśli zwróciły się w kierunku poznania genezy zła na skalę makrosocjalną, jakiej byliśmy świadkami. Dokonał tego Kazimierz Dąbrowski, za co, jak i za nazwanie tej anomalii „psychopatią właściwą”, jestem mu niezmiernie wdzięczny.

Biologicznie zjawisko to jest podobne do daltonizmu i występuje z podobną częstotliwością (nieco ponad 0,5 procenta), tyle że w odróżnieniu od daltonizmu występuje u obydwóch płci.

Łobaczewski sugeruje tutaj osobliwie niską częstotliwość występowania psychopatii właściwej.

Niemniej jednak, w swojej książce wspomina także o 1,15 procent z ogólnej liczby 5000 przebadanych przez niego osób, którzy nie wykazywali żadnych możliwych do zidentyfikowania patologii oprócz tego że ich działania krzywdziły innych ludzi bez żadnego dającego się wytłumaczyć powodu.

Jeśli w tym kontekście rozważymy powyższe słowa dra Hare’a, że psychopaci bez większych trudności infiltrują kręgi biznesu, polityki, prawnych organów wykonawczych, rządu, środowiska akademickiego i innych struktur społecznych i mogą wtopić się w każdą dziedzinę życia społecznego, musimy zadać następujące pytanie: czy istnieje możliwość, że 1,15 procent nierozpoznanych „złoczyńców” Łobaczewskiego było właśnie tego typu psychopatami?

Jak sam podkreśla, brak ten mógł być wynikiem niedoboru kryteriów diagnostycznych i gdyby używał listy objawów psychopatii opracowanej przez Hare’a, grupa ta mogła być równie dobrze rozpoznana jako psychopaci. Zmierzam do tego, że liczba jednostek psychopatycznych, które możemy znaleźć w każdej próbie wziętej z dowolnego sektora społeczeństwa, może być znacznie wyższa niż przypuszczamy. Łobaczewski zakłada, że psychopatia występuje z podobną częstotliwością co daltonizm: 0,5 procenta. Lecz jeśli dodamy tę liczbę do 1,15 procent, których nie był w stanie zdiagnozować, rzeczywista liczba psychopatów w przebadanej przez niego grupie może być bliższa 1,65 procent.

Przypomnijmy, że harvardzka psycholog Martha Stout twierdzi, że 4 procent „zwykłych ludzi” (jeden na 25) często wykazuje „niewykryte zaburzenia umysłowe, których głównym objawem jest to, że dana osoba nie posiada sumienia. Nie ma żadnej możliwości odczuwania wstydu, winy, czy wyrzutów sumienia… Może zrobić dosłownie wszystko i nie czuć absolutnie żadnej winy.”

Tak się składa, że pasuje to idealnie do opisu psychopaty przedstawionego przez Hare’go, choć oczywiście, jak podkreśla dr Stout, mamy tu do czynienia z całym spektrum przejawów, nie wspominając o różnicy pomiędzy patologiami powstałymi mechanicznie, tj. uszkodzeniami mózgu, i patologiami dziedzicznymi. Jeśli do podanej przez Stout liczby 4 procent nierozpoznanych, „zwyczajnych ludzi” dodamy podawane przez Łobaczewskiego 5 procent, a następnie 1,5 procent ludzi, którzy skrzywdzili innych, a którzy nie wykazują żadnej ewidentnej patologii, otrzymamy 5,65 procent – prawie 6 procent populacji. Moje obliczenia mogą być błędne, ale przypomina mi się, co Łobaczewski napisał o wpływie, jaki „indoktrynacja” wywarła na jego kolegów.

Nie było wówczas trudno zestawić, z jakich środowisk pochodzili ci, którzy ulegli temu zjawisku, które nazwałem później “przeosobowieniem”. Pochodzili ze wszystkich grup społecznych, nie wyłączając arystokracji i rodzin gorliwie religijnych. Wyłom, jakiego dokonano w naszej studenckiej solidarności, wynosił około 6 %.

Patologiczna jakość tego procesu przeosobowienia nie budziła wątpliwości prawie od początku. U wszystkich nim dotkniętych przebiegał on w sposób podobny, choć nie całkiem jednakowy. Trwałość tych skutków okazałą się również niejednakowa. Część tych ludzi stała się później gorliwcami. Inni, korzystając z różnych późniejszych okazji i możliwości, zaczęli się wycofywać i nawiązywać utracone więzi ze społeczeństwem ludzi normalnych. Na ich miejsce przychodzili inni. Tylko magiczna wartość około 6 % pozostała trwałą właściwością nowego systemu społecznego.

Ta liczba jest bardzo interesująca. Nie mam dla niej żadnego wyjaśnienia, ponieważ z całą pewnością mówimy tu o wielu czynnikach, a nie o jednej odosobnionej patologii. Być może problem leży w czymś więcej niż dotychczas odkryto?

Wracając do Łobaczewskiego i jego ponerologicznego obrazu psychopatii:

Jej nasilenie również jest rozmaite – od ledwie dostrzegalnego dla wprawnego obserwatora do niedomogów o jawnie patologicznym charakterze. Anomalia ta, podobnie jak daltonizm, wydaje się stanowić deficyt w przekształcaniu bodźców, aczkolwiek występujący nie na poziomie zmysłowym, lecz instynktownym. Psychiatrzy ze starej szkoły zwykli nazywać takie jednostki „daltonistami w zakresie ludzkich uczuć i wartości moralnych”.

Psychologiczny obraz [tego schorzenia] pokazuje wyraźne deficyty wyłącznie wśród mężczyzn; wśród kobiet jest zazwyczaj stonowany, jakby przez działanie drugiego, normalnego allelu. Sugeruje to, że anomalia ta również dziedziczy się przez chromosom X, ale przez gen półdominujący. Autor jednak nie mógł potwierdzić tego przez wykluczenie dziedziczenia się z ojca na syna.

W tym miejscu interesujące można być rozważenie możliwości, że Bush odziedziczył psychopatię po jego matce, Barbarze.

Analiza różnego rodzaju zachowań demonstrowanych przez te jednostki skłoniła nas do konkluzji, że ich podłoże instynktowne jest również ułomne i odznacza się swego rodzaju lukami i brakiem naturalnie zsynchronizowanych reakcji, przejawianych powszechnie przez osobników z gatunku Homo sapiens. [...]

Nasz naturalny świat pojęć wydaje się takim osobnikom jakąś trudno zrozumiałą konwencją, która nie ma uzasadnienia w ich doświadczeniu psychologicznym. Nasz obyczaj i zasady uczciwości wydają się im systemem obcym, przez kogoś wymyślonym i narzuconym (pewnie przez księży), niemądrym a uciążliwym, czasem wręcz śmiesznym. Równocześnie łatwo dostrzegają braki i słabości naszego naturalnego języka pojęć psychologicznych i moralnych, co może przypominać spojrzenie na te sprawy współczesnego psychologa – ale w karykaturze.



Przeciętna inteligencja osobników z omawianą tu dewiacją, szczególnie mierzona typowymi testami, ustępuje tylko umiarkowanie inteligencji ludzi normalnych i jest podobnie zróżnicowana. Nie spotyka się jednak wśród nich uzdolnień najwyższej klasy, ani rzemieślniczo-technicznych. Najzdolniejsi mogą więc mieć osiągnięcia w naukach, które nie wymagają dobrego wyczucia realiów psychologicznych lub umiejętności technicznych. Kiedy jednak usiłujemy konstruować specjalne testy “mądrości życiowej” lub “wyobraźni społeczno-moralnej”, to nawet pomimo trudności z ich psychometryczną ewaluacją, ujawniają one u tego rodzaju jednostek ubóstwo zupełnie nieproporcjonalne do ich indywidualnej inteligencji [IQ].

Jednak obok deficytów normalnego światopoglądu psychologicznego i moralnego, rozwijają oni pewną właściwą im wiedzę psychologiczną, której brakuje z kolei w normalnym ludzkim światopoglądzie.

Już w dzieciństwie uczą się rozpoznawać wzajemnie w tłumie i rozwijają świadomość istnienia jednostek im podobnych.

Stają się również świadomi swojej odmienności od świata otaczających ich ludzi. Na nas patrzą z pewnego dystansu swojej paragatunkowej odmienności.

Naturalne ludzkie reakcje, które często nie budzą w nas zainteresowania ze względu na ich oczywistość, im wydają się dziwne, a więc interesujące, czasem nawet komiczne. Obserwują nas i wyciągają z tego wnioski, kształtując swój odmienny świat pojęć.

Stają się znawcami naszych słabości i czasem nawet przeprowadzają bezlitosne eksperymenty na nas, normalnych ludziach. … Istnienia tego ich odmiennego świata pojęć przeciętny człowiek normalny nie domyśla się ani nie potrafi go właściwie ocenić.

Tego rodzaju specyficzną wiedzę badacz tych zjawisk może zdobyć dzięki długotrwałemu studiowaniu osobowości takich ludzi. Nie bez pewnych trudności, może posługiwać się nią jak obcym wyuczonym językiem. [Psychopata] nigdy nie będzie w stanie przyswoić sobie światopoglądu normalnego człowieka, chociaż często przez całe życie usiłuje tego dokonać. Produktem ich wysiłków staje się tylko rola i maska normalności, za którą skrywają swoją odmienną rzeczywistość.

Kolejną [odgrywaną] rolą i mitem – aczkolwiek zawierającymi ziarno prawdy – byłaby umysłowa wybitność czy też psychologiczny geniusz psychopaty. Niektórzy z nich rzeczywiście w to wierzą i usiłują narzucić tę wiarę innym ludziom. Mówiąc o masce psychicznej normalności noszonej przez takie jednostki (i w mniejszym stopniu przez podobnych dewiantów), powinniśmy wspomnieć o książce The Mask of Sanity. Jej autor, Hervey Cleckley, uczynił z tego zjawiska rdzeń swoich rozważań:

Pamiętajmy, że jego typowe zachowanie udaremnia to, co wydawało się być jego własnymi celami. Czyż to nie on sam jest najbardziej oszukany przez swoją pozorną normalność? Mimo że z premedytacją oszukuje innych i jest zupełnie świadomy swoich kłamstw, zdaje się być niezdolny do dokonania należytego rozróżnienia pomiędzy swoimi własnymi pseudointencjami, pseudowyrzutami sumienia, pseudomiłością, a autentycznymi reakcjami normalnej osoby. Jego bezdenny brak wnikliwości świadczy o tym, jak bardzo lekceważy on naturę swego zaburzenia. Jego zdumienie w sytuacji, gdy inni nie przyjmują natychmiast jego „słowa honoru dżentelmena”, jest, jak sądzę, często autentyczne. Używam tu terminu autentyczne nie dla określenia intencji psychopaty, lecz jego zdumienia. Jego subiektywne doznania są tak wyprane z głębokich emocji, że jest on przemożnie nieświadomy znaczenia, jakie życie ma dla innych ludzi.

Jego świadomość istnienia czegoś, co stanowi przeciwieństwo hipokryzji, jest tak dalece teoretyczna, że staje się wątpliwe, czy powinniśmy mu przypisywać to, co my nazywamy zakłamaniem. Skoro on sam nie zna wyższych wartości, czy można o nim powiedzieć, że zdaje sobie należycie sprawę z natury i jakości urazów, jakie swym zachowaniem zadaje innym ludziom? Małe dziecko, które nie ma wspomnień dotyczących doznawania bólu, może dowiedzieć się od matki, że obcinanie ogona psu jest złe. Możliwe, że będzie ono kontynuowało swe działania wiedząc, że postępuje źle. Nie powinniśmy go całkowicie rozgrzeszać i zwalniać od odpowiedzialności, mówiąc, że zdawało sobie sprawę z tego, co robi, w mniejszym stopniu niż dorosły, który rozumiejąc w pełni znaczenie fizycznej agonii, używa noża. Czy można doświadczyć głębokiego smutku bez niezbędnej wiedzy o szczęściu? Czy może więc taki człowiek mieć złe intencje w pełnym tego słowa znaczeniu, nie mając realnej świadomości przeciwieństwa zła? Na to pytanie nie potrafię udzielić rozstrzygającej odpowiedzi. [Cleckley]

Wszyscy badacze psychopatii podkreślają trzy podstawowe właściwości, dotyczące przede wszystkim tej jej najbardziej typowej odmiany: brak poczucia winy z powodu antyspołecznych czynów, niezdolność do prawdziwej miłości i tendencja do gadatliwości, charakteryzującej się łatwym rozmijaniem się z rzeczywistością.

Pacjent cierpiący na nerwicę bywa małomówny i ma kłopoty z wypowiedzeniem tego, co boli go najbardziej. [...] Ci pacjenci są zdolni do trwałej i uczciwej miłości, chociaż mają trudności z wyrażaniem jej lub z realizacją swoich pragnień. Zachowanie psychopaty stanowi przeciwny biegun dla tego zjawiska i tych trudności.

Zjawiskiem charakterystycznym dla naszego pierwszego zetknięcia się [z psychopatą] jest rwący potok słów płynących z niebywałą łatwością i równie łatwo omijający naprawdę istotne tematy, jeśli poruszanie ich jest kłopotliwe dla mówcy. Ciąg jego wypowiedzi unika również kwestii ludzkich uczuć i wartości, dla wyobrażenia których nie ma miejsca w jego obrazie świata. Z punktu widzenia logiki tokowi jego wypowiedzi nie można nic zarzucić…

Trwałe emocje towarzyszące miłości do drugiego człowieka są [psychopatom] praktycznie nieznane…stanowią one bajkę rodem ze świata „innych ludzi”. [Dla psychopaty] miłość jest ulotnym zjawiskiem, mającym na celu przeżycie seksualnej przygody. Mimo to [psychopata] jest zdolny do odgrywania roli zakochanego na tyle dobrze, żeby jego partnerzy przyjęli to za dobrą monetę. Również [nauki moralne] robią na nich wrażenie podobne do „bajki”, która jest dobra dla dzieci i tych odmiennych „innych”.[...]

Świat ludzi normalnych, których krzywdzą, jest dla nich niezrozumiały i nieprzyjazny. [...] [Życie jest dla psychopaty] jedną wielką pogonią za szybkimi i łatwymi rozrywkami, przyjemnością i władzą. W swych dążeniach spotykają się z porażką, której towarzyszą przymus i potępienie ze strony społeczeństwa tych innych, niezrozumiałych ludzi.

Należy podkreślić, że psychopaci są często interesującymi, a nawet ekscytującymi ludźmi! Emanują zniewalającą energią sprawiającą, że ich słuchaczom zapiera dech. Nawet jeśli jakaś część [osobowości] normalnego człowieka jest zszokowana lub zgorszona słowami psychopaty, jest on jak mysz zahipnotyzowana przez torturującego go kota. Nawet jeśli ma szansę uciec, nie robi tego. Wielu psychopatów „zarabia na życie” używając wdzięku, fałszu i manipulacji, aby zdobyć zaufanie swoich ofiar. Wielu z nich możemy znaleźć pośród „ludzi w białych kołnierzykach”, wykonujących zawody, które są im pomocne w czynieniu zła, ponieważ większość ludzi spodziewa się, że członkowie pewnych klas społecznych są godni zaufania z racji swoich poświadczonych kwalifikacji społecznych czy zawodowych. Prawnicy, lekarze, nauczyciele, politycy, psychiatrzy i psychologowie zwykle nie muszą zabiegać o nasze zaufanie, ponieważ cieszą się nim z samego faktu pełnienia swoich funkcji. Lecz prawda jest taka, że psychopatów można znaleźć również w tych wyższych sferach!



Równocześnie są świetni w udawaniu kogoś, kim nie są. Nie zawahają się sfabrykować imponujących referencji i bezczelnie się nimi posługiwać, aby przyjąć role zawodowe, przynoszące prestiż i władzę. Wybierają profesje, w których łatwo jest pozorować posiadanie niezbędnych umiejętności, nauczyć się żargonu, i jest mało prawdopodobne, że ktokolwiek zada sobie trud gruntownego sprawdzenia dokumentów poświadczających posiadane przez nich kwalifikacje. Psychopaci z niezwykłą łatwością podszywają się pod doradców finansowych, duchownych, doradców psychologicznych i psychologów. To przerażające.

Psychopaci idą przez życie wrabiając innych ludzi w robienie dla nich różnych rzeczy – zdobywania dla nich pieniędzy, prestiżu, władzy a nawet stawania w ich obronie, gdy inni próbują ich zdemaskować. Ale to dla nich powód do chwały. Właśnie w ten sposób postępują. I robią to bardzo dobrze. Co więcej, nie jest to trudne zadanie, ponieważ większość ludzi jest naiwna i żywi niezłomną wiarę we wrodzoną dobroć człowieka, która to wiara dodajmy, została zaprogramowana normalnym ludziom przez psychopatów.

Wracając do pracy Łobaczewskiego, daje on nam najważniejsze wskazówki, jak i dlaczego prawdziwie globalna konspiracja może istnieć i istnieje na naszej planecie, choć z pewnością nie jest to konspiracja w powszechnie przyjętym znaczeniu tego słowa. Można by nawet powiedzieć, że pojawianie się tego rodzaju konspiracji jest naturalną konsekwencją niedającego się zniwelować podziału pomiędzy normalnymi ludźmi i dewiantami. W pewnym sensie zrozumienie, jak psychopata postrzega „normalnych ludzi” – że są „inni”, a nawet „obcy” – pomaga nam zdać sobie sprawę z tego, jak tego rodzaju konspiracje mogą być tak „tajne”, choć nie jest to precyzyjne określenie. Nawet jeśli pomiędzy różnymi grupami ponerogennymi zachodzi konflikt interesów, nie wtajemniczą w swoje sprawy „normalnych ludzi”. „Przecieków” dostarczają tylko „normalni”, których [psychopaci] skłonili do uczestnictwa w swej sieci. Łobaczewski opisuje to w następujący sposób:

W każdym społeczeństwie na tym świecie jednostki psychopatyczne i inni degeneraci tworzą ponerogennie aktywną sieć konszachtów, częściowo wyobcowaną ze społeczności normalnych ludzi. Inspirująca rola, jaką w tej sieci odgrywa psychopatia, również wydaje się być zjawiskiem powszechnym.

W miarę nabywania doświadczenia życiowego zdają sobie oni sprawę ze swojej odmienności i zapoznają się z różnymi sposobami walki o osiągnięcie swoich celów. Ich świat pozostaje na zawsze podzielony na “my i oni”, na ich mały świat ze swoimi prawami i zwyczajami i tamten, obcy im świat, pełen przemądrzałych idei i obyczajów, w świetle których oni sami są skazani na moralne potępienie.

Ich poczucie honoru każe im oszukiwać i potępiać, tamten świat ludzki i jego wartości. W przeciwieństwie do normalnych ludzi, uważają oni, że niedotrzymywanie obietnic i łamanie danego słowa jest zwyczajowo przyjętym zachowaniem.

Uczą się również, w jaki sposób ich osobowości mogą wpływać traumatyzująco na normalnych ludzi i jak wykorzystywać to źródło terroru do swoich własnych celów.

Ta dychotomia światów jest zjawiskiem stałym i nie znika nawet wtedy, kiedy uda im się zrealizować swoje młodzieńcze marzenia o zdobyciu władzy nad społeczeństwem ludzi normalnych. Co dowodzi, że rozdźwięk ten jest uwarunkowany biologicznie.

U takich ludzi rodzi się, jak młodzieńcza Utopia, marzenie o „szczęśliwym” świecie, w którym system społeczny nie odrzuca ich ani nie zmusza do podporządkowania się niezrozumiałym dla nich prawom i obyczajom. Marzą o świecie, w którym będzie dominował ich prosty i radykalny sposób przeżywania i postrzegania rzeczywistości [tzn. kłamanie, oszukiwanie, niszczenie, wykorzystywanie innych itd.], który zapewni im bezpieczeństwo i dobrobyt. Ci „inni”, odmienni, lecz zarazem bardziej sprawni technicznie, powinni być wykorzystani do pracy na rzecz realizacji tego celu. W końcu to „my” stworzymy nowy, jedynie słuszny rząd. Są gotowi cierpieć i walczyć o ten nowy wspaniały świat, a także, oczywiście, zadawać cierpienie innym. Taka wizja usprawiedliwia zabijanie ludzi, których cierpienie nie zasługuje na współczucie, ponieważ należą oni do innego gatunku.

Otóż to. Łobaczewski mówi wprost, że psychopaci – pod pewnym względem – są innym typem ludzi, typem świadomym swojej odmienności już od dzieciństwa. Dodajmy do tego jego stwierdzenie, że tego rodzaju jednostki rozpoznają ludzi należących do tego samego rodzaju i uważają normalnych ludzi za kompletnie „innych”, a zaczniemy rozumieć, jak i dlaczego wśród takich jednostek mogą istnieć (i istnieją) konspiracje. Ci ludzie z podobnymi światopoglądami gromadzą się jak tłuszcz pływający na powierzchni zupy. Kiedy jeden z nich zaczyna swoją tyradę, pozostali – lub ci z uszkodzeniami mózgu, czyniącymi ich podatnymi – powtarzają za nim, „podtrzymują sztandar”, że tak powiem. A co więcej, wiedzą o tym i wiedzą, jak działa ten mechanizm.

A skoro jesteśmy przy sieciach [networks], musimy przyjrzeć się bliżej sposobowi, w jaki psychopaci oddziałują na innych ludzi, których używają, aby stworzyć grunt pod swoje panowanie na makrospołeczną skalę. Oddziaływania te są tym skuteczniejsze, że ludziom brakuje wiedzy psychologicznej, nie wspominając o powszechnych nerwicach, co czyni ich bezbronnymi wobec ataków takich drapieżników.

Łobaczewski: Podporządkowanie człowieka normalnego osobnikom psychicznie nienormalnym deformuje jego osobność – powoduje traumę i nerwicę. Dokonuje się to w sposób, który zazwyczaj wymyka się dostatecznej kontroli świadomości. [Wilk w owczej skórze] Taka więc sytuacja pozbawia człowieka jego naturalnego prawa do zachowania własnej higieny psychicznej, dostatecznej autonomii swojej osobowości i częściowo możliwości używania swojego zdrowego rozsądku. W świetle więc prawa naturalnego, jest to rodzaj krzywdy i bezprawia, które mogą występować na każdą skalę społeczną. Niestety, nie są one wymienione w żadnym kodeksie prawa.

Cytowany wyżej psycholog George Simon, opisuje coś, co nazywa „osobowościami skrycie agresywnymi” [nie mylić z osobowością bierno-agresywną (negatywistyczną); link (en) - przyp.], które – w świetle jego książki – jawią się nam jako przedstawiciele całego spektrum psychopatii. Simon pisze:

Osobowości agresywne nie lubią, gdy ktoś wywiera na nich presję, by robili coś, na co nie mają ochoty, lub powstrzymuje od robienia tego, co chcieliby robić. „Nie” jest odpowiedzią, jakiej nigdy nie zaakceptują.

[W niektórych przypadkach], jeśli dostrzegają, że narzucenie sobie pewnych ograniczeń może przynieść korzyść, mogą internalizować zakazy  [i tym samym stawać się skrycie agresywnymi].

Gdy powstrzymują się od wszelkich jawnych aktów wrogości wobec innych, udaje im się przekonać samych siebie i innych, że nie są aż tak bezwzględnymi ludźmi, jakimi w rzeczywistości są. Mogą postępować zgodnie z literą prawa, z łatwością gwałcąc jego ducha. Mogą obnosić się z powściągliwym zachowaniem, gdy leży to w ich interesie, lecz mają opory przed prawdziwym podporządkowaniem się  wyższym autorytetom czy zasadom. Dążą głównie do ukrycia przed innymi swoich prawdziwych intencji i wrogich zamierzeń. Kiedy są bacznie obserwowani albo coś im zagraża, mogą zachowywać się przyzwoicie, ale kiedy czują się dobrze zamaskowani, [robią, co chcą.]

Obcowanie ze skrycie agresywnymi osobami jest jak bycie smaganym batem. Często człowiek nie ma pojęcia, co jest przyczyną bólu, a zrozumienie przychodzi dopiero wtedy, kiedy krzywda się dokonała…

Skrycie agresywni ludzie są często tak biegli w wykorzystywaniu słabości i poczucia emocjonalnej niepewności innych, że niemal każdy z nas może dać się otumanić…

Wykorzystują sytuacje, w których są w pełni świadomi słabości ofiary. Często są bardzo wybredni w dobieraniu sobie towarzyszy i współpracowników. Są szczególnie biegli w ustawianiu i utrzymywaniu innych w podległej pozycji. Rozkoszują się sprawowaniem władzy nad innymi. Z mojego doświadczenia wynika, że sposób, w jaki dana osoba robi użytek z posiadanej władzy, jest najbardziej miarodajnym testem jej charakteru… [Simon, op. cit.]

A teraz wyobraźcie sobie, że te ok. 4 % ludzi – prawie jedna na 25 osób, jak wspomina Marta Stout w swojej książce „The Sociopath Next Door” – to ludzie dążący do władzy i zdobywający ją w niemal każdej dziedzinie ludzkiej działalności, gdzie można sprawować jakąkolwiek władzę, a zaczniecie rozumieć, jak destrukcyjny wpływ może to mieć na całe społeczeństwo. Wyobraźcie sobie nauczycieli, którzy mają władzę nad waszymi dziećmi, jako ludzi „skrycie agresywnych”. Wyobraźcie sobie sprawujących [taką czy inną] władzę lekarzy, psychologów, duchownych i polityków.

Gdy osiągniemy już to zrozumienie, zaczynamy mieć jeszcze lepsze wyobrażenie, jak psychopaci mogą spiskować i przeprowadzać swoje zamierzenia. W społeczeństwie, w którym zło nie jest badane ani rozumiane, mogą z łatwością „wspiąć się na szczyt” i przystąpić do warunkowania normalnych ludzi tak, aby akceptowali ich dominację i kłamstwa bez protestu. Jak wspomniano na początku tej części artykułu, Łobaczewski zauważył, że:

Długie okresy martwienia się tylko o siebie i „gromadzenia dóbr” na własny użytek ograniczają zdolność do prawidłowego postrzegania otoczenia i innych ludzi. [...] To właśnie ten element, ta histeryzacja społeczeństwa, umożliwia patologicznym intrygantom, zaklinaczom węży i innym prymitywnym dewiantom występowanie w roli istotnych czynników w procesie powstawania zła na skalę makrospołeczną.

W ciągu ostatnich pięćdziesięciu czy sześćdziesięciu lat, a nawet wcześniej, mogliśmy obserwować w Stanach Zjednoczonych dokładnie ten schemat rozwoju społeczeństwa. Faktem jest, że wskutek wpływu psychopatii na wiele dziedzin amerykańskiej kultury – nie wyłączając nauki, medycyny, psychologii prawa etc. – której przedstawiciele są świadomi tego co robią „normalnym” ludziom, wielu ludzi, którzy może i urodzili się „normalni”, stało się kimś, kogo moglibyśmy określić mianem „wtórnego psychopaty” lub charakteropaty!

Łobaczewski : Wspomnieliśmy już o takiej naturze niektórych osobowości patologicznych – charakteropatów – która może powstać w wyniku poddania jednostki wpływowi osoby z poważnie zniekształconym charakterem. Wyjątkowo mocno oddziałuje w ten sposób psychopatia właściwa. Wówczas w osobowość człowieka uzależnionego od psychopaty wdziera się coś tajemniczego. Jego uczuciowość zostaje boleśnie schłodzona, a wyczucie realiów psychologicznych przytłumione. Prowadzi to do dekryterializacji myślenia, poczucia bezsilności i wreszcie do stanów depresyjnych. Osoba taka zaczyna walczyć z tym jakby z demonami, które ją nawiedzają. Te ostatnie stany mogą być tak głębokie, że psychiatrom zdarza się pomylić je z psychozą maniakalno-depresyjną. Jest także oczywiste, że wiele takich osób buntuje się wcześniej i zaczyna szukać drogi wydobycia się z takiej sytuacji.

Ustrój społeczny, w którym dominują ludzie normalni i ich świat pojęć, osobnikom z różnymi dewiacjami psychicznymi może się łatwo wydawać „systemem przemocy i ucisku”. Jeżeli w danym społeczeństwie istnieje rzeczywiście wiele niesprawiedliwości, to patologicznie uwarunkowane poczucie krzywdy i inspirowane nim wypowiedzi znajdują żywy oddźwięk wśród ludzi autentycznie pokrzywdzonych. Wtedy rewolucyjna doktryna może stać się bliska jednym i drugim. [Ci pierwsi widzą w niej środek do realizacji swojego marzenia. Ci drudzy wierzą niestety, że przyniesie im poprawę losu.]

Istnienie w naszym otoczeniu bakterii chorobotwórczych jest zjawiskiem powszechnym, a mimo to nie decyduje ono o zachorowalności indywidualnej i społecznej. Analogicznie, sama obecność nosicieli różnych czynników patologicznych nie jest jedynym czynnikiem decydującym o rozpowszechnianiu się zła. [...]

Inne psychopatie

Do kategorii psychopatycznych możemy też zaliczyć niedookreśloną liczbę anomalii o podłożu dziedzicznym…

Możemy także napotkać osoby, wykazujące tendencję do postępowania w sposób bolesny dla innych, których wyniki badań nie wykazują uszkodzeń tkanki mózgowej, nic również nie wskazuje na nieprawidłowości w wychowaniu. Fakt, że takie przypadki są częste w obrębie pewnych rodzin, sugerowałby podłoże dziedziczne.[…]

Tacy ludzie również usiłują skryć swój odmienny świat przeżyć i w mniejszym lub większym stopniu odgrywać role ludzi normalnych… Osoby te uczestniczą w narodzinach zła na różne sposoby, czy to otwarcie i bezpośrednio, czy też, w mniejszym stopniu, gdy uda im się dostosować do uczciwego stylu życia. Te  psychopatie i towarzyszące im zjawiska mogą, w kategoriach ilościowych, być  pobieżnie oszacowane jako występujące dwa do trzech razy częściej niż  psychopatia właściwa, stanowiąc mniej niż dwa procent społeczeństwa.

W tym miejscu chciałabym zauważyć, że jeśli założymy, że psychopaci stanowią około 6 procent społeczeństwa – czy tylko 4 procent, jak twierdzi Stout – wówczas ci inni „ludzie”, o których wspomina Łobaczewski, mogą występować w społeczeństwie z częstotliwością wynoszącą od 12 do 18 procent populacji. Oznaczałoby to, że całkowita liczba psychopatów powiększona o „prawie psychopatów” wynosi 16 do 24 procent ogółu ludności. Jednakże oczywiste jest, że statystyczny rozkład [tego zjawiska] może być różny w różnych krajach i czasach. Przyjrzymy się tej kwestii w dalszej części naszych rozważań.

Łobaczewski: Tego typu osobowość łatwiej znajduje drogi przystosowania się do wymagań życia społecznego. Szczególnie lżejsze przypadki łatwo adaptują się do wymagań społeczności normalnych ludzi, korzystając z wyrozumiałości społeczeństw dla adeptów sztuki i podobnych dziedzin. Ich twórczość literacka lub artystyczna, jeśli pojmować ją jedynie w kategoriach ideacyjnych, często jest niepokojąca. Sugerują oni bowiem czytelnikom i widzom “oczywistość” ich swoistego świata pojęć i przeżyć; świat przedstawiony w ich dziełach również zawiera charakterystyczne deformacje.

Najszerzej znana i najczęściej wymieniana jest psychopatia asteniczna, która występuje we wszystkich możliwych nasileniach, od ledwie dostrzegalnego do jawnie patologicznego deficytu. Ludzie ci, asteniczni i nadwrażliwi, nie zdradzają tak rażących deficytów wyczucia sytuacji psychologicznych i moralnych, jak to spotykamy w psychopatii właściwej. Bywają w pewnym stopniu idealistami, skłonnymi do powierzchownych wyrzutów sumienia z powodu krzywd wyrządzonych innym. Ich inteligencja jest także przeciętnie nieco niższa od normalnej, a ich umysły uciekają łatwo od spójnego i precyzyjnego rozumowania.

Ich światopogląd psychologiczny jest wyraźnie zafałszowany, nigdy więc nie należy polegać na ich opiniach na temat innych ludzi. Swego rodzaju maska skrywa ich osobiste dążenia, odmienne od oficjalnych, jakich wymaga bieżąca sytuacja. Ich zachowanie względem osób, które nie dostrzegają ich braków, bywa grzeczne a nawet przyjazne. Jednak wobec osób dysponujących talentem psychologicznym, albo podejrzanych o dobrą wiedzę w tej dziedzinie, ci sami ludzie zdradzają wrogość i perfidną prewencyjną agresję.

Są oni stosunkowo mniej witalni, jeśli chodzi o sferę seksualną, a zatem łatwiej przychodzi im przyjęcie celibatu. To właśnie dlatego mnisi i księża katoliccy często reprezentują lżejsze lub mniej istotne przypadki tej anomalii. Stanowią oni główny czynnik, który zainspirował tradycyjne antypsychologiczne podejście w myśli Kościoła.

Cięższe przypadki, cechujące się brutalniejszym antypsychologicznym podejściem i bardziej pogardliwym stosunkiem do ludzi normalnych, bywają na większą skalę aktywne w procesach genezy zła. W ich marzeniach nie brakuje pewnego dramatycznego idealizmu, który w pewnym stopniu nawiązuje do problemów świata ludzi normalnych. Na swój radykalny sposób chcieliby reformować ten świat, nie przewidując dalszych skutków takiego działania. Ich zaprawione dewiacją wizje i doktryny mogą wzniecać naiwne bunty wśród ludzi, którym faktycznie dzieje się krzywda. Rzeczywista niesprawiedliwość może się wówczas wydawać uzasadnieniem radykalnej wizji świata i jej asymilacji.

Poniższy przykład, przedstawiony przez Łobaczewskiego, przedstawia schemat myślowy osoby, która wydaje się stanowić typowy ciężki przypadek psychopatii astenicznej:

“Gdybym na nowo miał rozpocząć życie, rozpocząłbym je tak samo: Nie jest to nakaz obowiązku, lecz przymus organiczny. Mam jedno – co trzyma mnie i każe być pogodnym – wtedy nawet, gdy bywa tak smutno. To niezłomna wiara w ludzi. Warunki się zmienią i zło przestanie panować i człowiek będzie bratem najbliższym, a nie jak dziś wilkiem. I wyrozumiałość moja płynie nie z usposobienia mego – a z tego, że widzę jasno te przyczyny, z których płynie zło.”                                           

Tak pisał z więzienia, dnia 15 grudnia 1913, Feliks Dzierżyński (1877-1926), znany jako pierwszy szef sowieckiego „Czeka” – radzieckiej służby bezpieczeństwa, później zastąpionej przez KGB. Szerzące strach w czasach chaosu Czeka, było idealnym instrumentem służącym bezwzględnej konsolidacji władzy w rękach Stalina i eksterminacji opozycji. Przy odpowiedzialnym za zamordowanie milionów ludzi Dzierżyńskim, Robespierre wygląda jak mięczak.

Jeżeli kiedykolwiek mają nastać czasy, kiedy “warunki się zmienią i zło przestanie panować”, może to się stać jedynie dzięki postępowi w badaniach nad zjawiskami patologicznymi i ich ponerogenną rolą, który umożliwi społeczeństwom beznamiętne przyjęcie do wiadomości istnienia tych zjawisk i dogłębne ich zrozumienie w kategoriach przyrodniczych. Wówczas także patologiczna wizja nowego “sprawiedliwego” ustroju mogłaby zostać odpowiednio skorygowana i częściowo zrealizowana w ramach ustroju normalnego człowieka i pod jego kontrolą. Gdy już pogodzimy się z faktem, że psychopaci są inni, a ich zdolność dostosowania się do społeczeństwa ograniczona, powinniśmy stworzyć dla nich system stałej ochrony oparty na rozsądku i odpowiedniej wiedzy.

W tym miejscu należy zauważyć, że wśród istot humanoidalnych ludzie psychologicznie normalni stanowią znakomitą statystyczną większość i tym samym, jak wskazuje Łobaczewski, zgodnie z prawem naturalnym powinni być tymi, którzy nadają ton; prawo moralne jest wywiedzione z ich natury. Władza powinna znajdować się w rękach normalnych ludzi.

Dla celów naszych rozważań powinniśmy również przyjrzeć się typom o rysach dewiacyjnych: zostały one wyróżnione dość dawno temu przez prof. E. Brzezickiego i zaakceptowane przez E. Kretschmera, jako szczególnie charakterystyczne dla Europy Wschodniej i Środkowej.

Skirtoidzi są osobnikami witalnymi, egotycznymi i gruboskórnymi, a jako że są wytrzymali i psychicznie odporni na trudy wojny, stanowią dobry materiał na żołnierzy. Kiedy jednak nastaje pokój, okazują się niezdolni do zrozumienia bardziej subtelnych spraw życia i rozważnego wychowania nowego pokolenia. Czują się dobrze w warunkach prymitywnej walki o byt; w komfortowych warunkach łatwo ulegają histeryzacji. Okazują się zatwardziałymi konserwatystami w każdej dziedzinie życia i zwolennikami rządów silnej ręki.

Kretschmer sugerował, że anomalia ta może powstawać jako zjawisko biodynamiczne na skutek krzyżowania się odległych typów etnicznych, co jest dość powszechne w tej części Europy. Gdyby tak było, Ameryka Północna powinna być pełna skirtoidów. Jeżeli chcemy zrozumieć historię Rosji, a w mniejszym stopniu także i Polski, należy wziąć pod uwagę piętno, jakie ta anomalia wyciska na charakterze narodów tego rejonu świata. [...]

Powyżej scharakteryzowano wybrane przykłady czynników patologicznych, które uczestniczą w procesach ponerogenezy. [...] Tym niemniej, współczesny stan wiedzy z tego zakresu nie jest jeszcze wystarczający do praktycznego rozwiązywania wielu problemów, szczególnie na indywidualną i rodzinną skalę. [...]

Niektórzy wybitni psychiatrzy, którzy żywili przekonanie, że bez poznania psychopatologii nie da się rozwinąć adekwatnego i uspokojonego zrozumienia życia, głoszą prawdę trudną do zaakceptowania dla tych ludzi, którzy są przekonani, że dojrzeli światopoglądowo i bez takich kłopotliwych studiów. Ci  obrońcy naturalnego światopoglądu mają po swojej stronie tradycję, literaturę piękną, a nawet filozofię. Nie zdają sobie sprawy z tego, że w obecnych  czasach ich sposób pojmowania życia utrudnia walkę ze złem, szczególnie takim o wielkiej skali politycznej. […]

Starając się przyjrzeć bliżej tym zjawiskom i procesom psychicznym, które prowadzą do tego, że człowiek krzywdzi człowieka, a jeden naród krzywdzi inny naród, posłużmy się znowu pewnym wyborem zjawisk w miarę możliwości jak najbardziej charakterystycznych. Przekonamy się znowu, że włączanie się w te procesy czynników patologicznych jest regułą, nie wyjątkiem.

Nasze reakcje instynktowne i emocjonalne, a także nasz naturalny światopogląd nie są dostatecznie adekwatne do każdej sytuacji, jaką przynosi życie. Włączanie się naturalnych odpowiedzi instynktownych, emocjonalnych lub archetypów naturalnego światopoglądu w sytuacjach, których pozory odpowiadają tym reakcjom, ale które w swojej istocie są odmiennej natury, prowadzi z reguły do tego, że kogoś krzywdzimy. Z reguły do takich sytuacji…dochodzi z tego powodu, że w grę wchodzi jakiś trudno zrozumiały czynnik patologiczny. Praktyczna wartość naszego naturalnego światopoglądu kończy się z reguły tam, gdzie zaczyna się psychopatologia.

Znajomość tej powszechnej słabości ludzkiej natury i światopoglądu, tej “naiwności” normalnego człowieka, jest częścią specyficznej wiedzy, którą spotykamy u wielu psychopatów. Różnego autoramentu fascynatorzy starają się wyzwalać u innych ludzi takie para-adekwatne reakcje w imię swoich egotycznych celów lub dla realizacji ideologii fanatycznych. Wtedy ten trudno zrozumiały czynnik patologiczny tkwi w samym fascynatorze.



Egotyzmem nazywamy postawę uwarunkowaną raczej nawykowo i podświadomie, dzięki której przypisujemy nadmierną wartość własnym odruchom instynktownym, wcześnie nabytym archetypom i wyobrażeniom, oraz własnemu naturalnemu światopoglądowi. …Człowiek egotyczny mierzy innych ludzi swoją własną miarą, traktując swój sposób przeżywania i swoje pojęcia jak kryteria obiektywne. Chciałby więc przymusić innych ludzi, aby czuli i myśleli na sposób do niego podobny. Narody egotyczne w wyniku podobnych błędów odczuwania, myślenia i postępowania podświadomie podejmują działania mające na celu nauczenie – lub wymuszenie na innych narodach -myślenia w ich kategoriach, co czyni ich niezdolnymi do zapoznania się z wartościami cennymi dla innych kultur i zrozumienia ich.

Dobre wychowanie (i samowychowanie) człowieka winno więc zmierzać do deegotyzacji, co otwiera drogę do rozwoju umysłu i charakteru. [...]

Nadmierny egotyzm hamuje rozwój wartości ludzkich, sprzyja łatwemu wyzwalaniu się odpowiedzi para-adekwatnych, prowadzi do błędnego osądzania innych ludzi i do terroryzowania ich, nie bez słuszności więc bywa nazywany “królową ludzkich wad”. Wokół egotyka jak grzyby po deszczu wyrastają trudności, spory, reakcje nerwicowe i poważne nieszczęścia. Narody egotyczne zaczynają marnować siły i środki na realizację celów, które wynikają z podobnych błędów odczuwania i myślenia oraz emocjonalnego reagowania. Ich niezdolność do zrozumienia i asymilacji odmienności innych narodów i cennych dla nich wartości kulturowych, doprowadza do konfliktów i wojen. […]

Jeżeli analizujemy rozwój osobowości nadmiernie egotycznych, znajdujemy niektóre niepatologiczne tego przyczyny, jak rozpieszczające wychowanie w zamkniętym, komfortowym środowisku, przez osobę odznaczającą się mniejszą od dziecka inteligencją. Główną jednak przyczyną egotyzacji jest zarażanie się tą właściwością na drogach asymilacji od osób nadmiernie egotycznych lub histerycznych, u których z kolei cecha ta wykształciła się pod wpływem różnorodnych czynników patologicznych. …

U wielu osób z różnymi dewiacjami nabytymi lub dziedzicznymi rozwija się egotyzm patologiczny. Dla takich ludzi przymuszanie innych osób, otoczenia, całych grup społecznych – a jeżeli to możliwe, całych narodów – do tego, aby nauczyły się czuć i myśleć w sposób im podobny, staje się wewnętrznym nakazem i trwałym dążeniem. Gra, która dla normalnego człowieka nie byłaby warta świeczki, dla nich staje się celem podejmowanych przez całe życie wysiłków, trudu i zakrojonej na szeroką skalę przebiegłej strategii. Patologiczny egotyzm rodzi się ze spychania z pola świadomości natrętnych skojarzeń samokrytycznych dotyczących własnej natury lub normalności.

Dramatyczne pytanie: “Kto tu jest nienormalny, ja czy tamten świat ludzki czujący i myślący jakoś odmiennie” – zostaje rozstrzygnięte na niekorzyść tamtego innego świata. Taki egotyzm jest więc zawsze związany z pewną dysymulacją. Może to być “maska Clecley’a” lub inna patologiczna metoda ukrywania czegoś przed własną świadomością i przed innymi. [...]

Nie potrzeba chyba wyjaśniać, jak poczesne miejsce w genezie zła ma ten patologiczny rodzaj egotyzmu. Trzeba jednak podkreślić to, że egotyzm patologiczny stanowi w społeczeństwach stały nośnik indukcji patologicznej, który oddziałuje egotyzująco lub traumatyzująco na innych ludzi powodując daleko idące konsekwencje.

Patologiczny egotyzm jest nieodłącznym elementem rozlicznych stanów, w których człowiek, na pierwszy rzut oka wyglądający na normalnego (choć w rzeczywistości taki nie jest), napędzany jest motywacjami – i walczy o cele – uważane przez osobę normalną za nierealne lub mało prawdopodobne. Przeciętna osoba zadaje sobie pytanie: „Co on chce osiągnąć takim postępowaniem?” Jednak opinia środowiska skłonna jest raczej interpretować taką sytuację zgodnie z zasadami „zdrowego rozsądku” i przyjmować „bardziej prawdopodobną” wersję zdarzenia. Przyjęcie takiego wyjaśnienia nierzadko skutkuje ludzką tragedią. Powinniśmy zatem mieć zawsze na uwadze, że gdy do gry wkraczają czynniki patologiczne, prawnicza maksyma cui prodest staje się li tylko zwodniczą iluzją. [cui prodest (scelus, is fecit) łac., dosłownie, „Komu to przynosi korzyść”, ten popełnił zbrodnię, komu przyniosła korzyść - przyp.]

Fascynatorzy

Aby lepiej zrozumieć trajektorię ponerogennych oddziaływań, zwłaszcza tych o szerokim społecznym zasięgu, przyjrzyjmy się bliżej jednostkom, które będziemy nazywać „fascynatorami”, ich osobowościom i odgrywanym przez nie rolom – jednostkom szczególnie aktywnym w tej dziedzinie, mimo swej statystycznie znikomej liczebności. Są oni na ogół nosicielami różnych czynników patologicznych, niektórzy charakteropatii, inni anomalii dziedzicznych…

Cechą charakterystyczną fascynatorów jest patologiczny egotyzm. Już na wczesnym etapie swego życia osoba taka czuje wewnętrzny przymus dokonania wyboru pomiędzy dwiema możliwościami: pierwsza z nich to zmusić ludzi do myślenia i przeżywania w sposób przypominający ich własny; druga to los samotnego odmieńca, patologicznie niedopasowanego do życia w społeczeństwie. Czasami muszą wybierać między zaklinaniem węży a samobójstwem.

Gdy uda im się zatryumfować nad samokrytycznymi, czy nieprzyjemnymi podszeptami ze strony świadomości, represja ta stopniowo prowadzi do [myślenia konwersyjnego t.j. paramoralizmu].

Paramoralizmy

Przekonanie o istnieniu wartości moralnych oraz o tym, że niektóre czyny je gwałcą, jest zjawiskiem tak dawnym i tak powszechnym, iż wydaje się, że jest ono nie tylko dziełem doświadczenia wieków, kultury, wpływu religii i wychowania, ale posiada także pewne podłoże w filogenetycznym [instynktownym] wyposażeniu człowieka. Ogłaszanie więc czegoś pod „hasłami wartości moralnych” staje się zawsze sugestywne nawet wtedy, kiedy te użyte kryteria “moralne” zostały odpowiednio zmyślone ad hoc. Przy pomocy takich paramoralizmów można dowodzić słuszności moralnej, albo niemoralności, każdego czynu w sposób na tyle sugestywnie aktywny, że zawsze znajdą się ludzie, których umysły temu ulegną.

Za przykład złego czynu, którego ujemna wartość nie budzi wątpliwości w żadnej sytuacji społecznej, etycy często podają przemoc względem dzieci. Jednak psychologowie w swej praktyce często spotykają się z paramoralną afirmacją takiego zachowania.

Łobaczewski podał wcześniej przykład kobiety z uszkodzeniem kory przedczołowej, która stosowała przemoc o sadystycznym wręcz natężeniu wobec swego dziecka, ciesząc się pełnym poparciem swoich braci, znajdujących się pod jej przemożnym wpływem i przekonanych o jej „wyjątkowych wartościach moralnych”. Szczególnie haniebne przykłady tego typu pojawiają się często w kontekście religijnym. Zdarzało się, że dzieci pobito na śmierć, aby „wygonić z nich diabła”. To działanie jest zawsze podejmowane w celu „zbawienia ich dusz” i stanowi przykład „paramoralizmu” używanego w odwracalny sposób. My sami oczywiście byliśmy obiektem takiego wykorzystywania „paramoralizmów”, ale to już inna historia.

Paramoralne wypowiedzi i sugestie tak często towarzyszą różnym rodzajom zła, że wydają się być niezastąpione. Wynajdywanie coraz to nowych, a komuś dogodnych, kryteriów moralnych przez jednostki, grupy nacisku lub patologiczne systemy polityczne stało się niestety zjawiskiem powszechnym.  Nie należy się więc dziwić, kiedy przeciętny człowiek gubi się w tym galimatiasie, bo takie sugestie pozbawiają go części zdrowego rozsądku, u dzieci zaś zakłócają jego rozwój. Na świecie, szczególnie w patopolitycznych totalitaryzmach, powstały całe fabryki paramoralizmów, a ponerolog uważa za wielce wątpliwe, by były zarządzane przez psychicznie normalnych ludzi.

Konwersyjne aspekty genezy paramoralizmów zdają się dowodzić, że u źródeł większości z nich leży podświadome odrzucenie (i zepchnięcie z pola świadomości) czegoś kompletnie od nich różnego, co nazywamy „głosem sumienia”. … Jak każde zjawisko konwersyjne, tak i ta tendencja do używania paramoralizmów jest psychicznie zaraźliwa.

Łobaczewski zaznacza, że jednostki te produkują paramoralizmy tak obfitym strumieniem, że dosłownie zalewają one umysł przeciętnego człowieka.

Fascynatorom zdaje się, że wszystko podporządkowuje się ich przekonaniu o własnej wyjątkowości, czasem nawet mesjanistycznym posłannictwie. Ideologia stworzona przez takie jednostki z pewnością może być po części słuszna, a jej wartość [według jej twórców] rzekomo przewyższa wszystkie inne. Wierzą oni, że ich idee znajdą wielu wyznawców, a gdy dociera do nich, że tak nie jest, są zszokowani i aż kipią z „paramoralnego oburzenia”. Postawa większości normalnych ludzi wobec fascynatorów jest krytyczna, przepełniona smutkiem i niepokojem.

Fascynator ustawi na piedestale wartości moralnych każdego, kto ulegnie jego wpływowi, będzie o niego dbał, obdarzy go względami a także wszelkiego rodzaju materialnymi darami i innymi korzyściami. Krytycy spotkają się z „moralnym” oburzeniem, fascynator zaś będzie utrzymywał, że posłuszna mu mniejszość jest w rzeczywistości większością.

Charakterystyczna dla tego rodzaju działalności jest zawsze niezdolność do przewidzenia jej ostatecznych rezultatów, co z psychologicznego punktu widzenia jest oczywiste, ponieważ u jej podłoża jest obecna patologia myślenia, a zarówno fascynatorstwo jak i autofascynacja uniemożliwiają postrzeganie rzeczywistości taką, jaką jest naprawdę, w stopniu wystarczającym do logicznego przewidywania skutków swoich czynów.

W zdrowym społeczeństwie działania fascynatorów spotykają się z krytyką na tyle skuteczną, by je w porę powstrzymać. Tam jednak, gdzie już wcześniej działały okoliczności wywierające jawnie destrukcyjny wpływ na zdrowy rozsądek i ład społeczny – takie jak niesprawiedliwość społeczna, zacofanie cywilizacyjne, czy rządy intelektualnie ograniczonych ludzi przejawiających cechy patologiczne – działania fascynatorów doprowadzają całe społeczeństwa do tragedii na wielką skalę.

Taki osobnik zarzuca swoje sieci na całe środowisko, a nawet społeczeństwo, wyławiając ludzi podatnych na swoje wpływy i pogłębia ich słabości psychiczne, aż stworzy z nich unię ponerogenną.

Jednocześnie jednak, osoby, którym uda się zachować w nienaruszonym stanie zdrowy krytycyzm, podejmują próby przeciwdziałania wysiłkom fascynatorów, opierając się na własnym zdrowym rozsądku i kryteriach moralnych. W warunkach wynikłej stąd polaryzacji postaw społecznych każda ze stron usprawiedliwia swoje działania za pomocą wartości moralnych.

Świadomość, że każdy fascynator jest jednostką patologiczną, powinna chronić nas przed znanymi skutkami moralizującej interpretacji patologicznego zjawiska, zapewniając nam obiektywne kryteria dla efektywniejszych działań.

[Wysokie IQ] tylko w umiarkowanym stopniu czyni człowieka odporniejszym na działalność fascynatorską. Istotne różnice w sposobie reagowania na tego rodzaju działanie należy przypisać innym właściwościom ludzkich natur. O zajęciu postawy zdrowego rozsądku decyduje przede wszystkim dobra inteligencja podstawowa, która bazuje na normalnym ludzkim podłożu instynktowym i umożliwia dobre wyczucie realiów psychologicznych. Równocześnie warto jest analizować sam proces, jak działalność fascynatorska z zastanawiającą dokładnością psychologiczną wyłuskuje z populacji jednostki podatne.

Zrzeszenia ponerogenne

Zespół ludzki, w którym działają procesy ponerogenezy nasilone ponad przeciętną miarę oraz gdzie nosiciele różnych aberacji psychicznych grają role inspiratywne, fascynatorskie, lub przywódcze, oraz wytwarza się odpowiednia struktura organizacyjna, będziemy nazywali “zrzeszeniem ponerogennym”. Dla zrzeszeń mniej licznych i trwałych można użyć nazwy „grupa” lub „unia” ponerogenna. W takim zrzeszeniu rodzi się zło, które krzywdzi innych ludzi i samych jego członków.

Można także wyliczać różne nazwy, jakie tradycja językowa nadaje takim zrzeszeniom w zależności od ich społecznego charakteru, jak: gangi, mafie, kliki czy koterie. W poszukiwaniu korzyści lub zaspokojenia ambicji wchodzą one w kolizje z dobrym obyczajem i prawem, starając się unikać jego represji. Takie unie często dążą do opanowania władzy na różną skalę społeczną, aby za pomocą prawa dyktować społeczeństwom im dogodne cele i wymagania, jednocześnie zaspokajając swoją żądzę władzy i niepomiernie się bogacąc.

Właściwością wspólną dla wszystkich grup i zrzeszeń ponerogennych jest to, że u ich członków nie dostaje zdolności odczuwania osobowości patologicznych jako takich, lub że zatracają oni tę zdolność pod wpływem takiej grupy. Bez pewnego minimum krytycyzmu interpretują oni właściwości takich jednostek w sposób w jakimś stopniu zafascynowany, melodramatyczny, przypisując im wybitność umysłową lub bohaterstwo. Opiniom, ideom i sądom osób z różnymi deficytami psychicznymi przypisuje się wartość co najmniej taką, jaką wśród ludzi normalnych mają opinie jednostek wybitnych. Zanik naturalnego krytycyzmu wobec właściwości psychopatologicznych stanowi otwarcie dla ich ponerogennej roli, a zarazem kryterium dla uznania danego zrzeszenia za ponerogenne. Nazwijmy to pierwszym kryterium ponerogenezy.



Innym zjawiskiem wspólnym dla wszystkich zrzeszeń ponerogennych jest statystycznie wysokie zagęszczenie w nich jednostek z różnymi anomaliami psychicznymi. Ich jakościowy skład ma zasadnicze znaczenie dla kształtowania się charakteru zrzeszenia, jego działalności, rozwoju lub rozpadu. Zgrupowania, gdzie dominują różnego rodzaju jednostki charakteropatyczne, rozwijają działalność względnie prymitywną i stosunkowo łatwo zostają rozbite przez moralną i prawną działalność społeczeństw. Inaczej bywa, kiedy działalność takich zrzeszeń zostanie zainspirowana przez osobowości psychopatyczne. Przytoczony tutaj przykład, wybrany spośród zjawisk badanych przez autora, ilustruje role tych dwóch różnych anomalii w zgrupowaniu ponerogennym:

W młodzieżowych grupach przestępczych, swoistą rolę pełnią chłopcy (a rzadziej dziewczęta) z charakterystycznymi powikłaniami po zapaleniu przyusznic (świnka). Jak już wspomniano, choroba ta przebiega w części przypadków z odczynem mózgowym, który powoduje dyskretne, ale trwałe odbarwienie uczuciowości oraz nieznaczne obniżenie ogólnej sprawności i poprawności myślenia. Podobne skutki pozostawia toksyna dyfterytowa przy cięższym przebiegu choroby. Na skutek tego ludzie tacy stają się łatwo podatni na sugestie innych, sprytniejszych jednostek. Wciągnięci do grupy przestępczej, stają się mało krytycznymi pomocnikami i wykonawcami zamiarów, narzędziami w ręku bardziej perfidnych, zazwyczaj psychopatycznych przywódców. Potem, już w areszcie, ci przywódcy tłumaczą im sugestywnie, że wyższa idea grupy (paramoralna) wymaga tego, aby oni wzięli na siebie większość winy i role kozłów ofiarnych wymiaru sprawiedliwości. …

W całości populacji, osobnicy ze wspomnianego rodzaju śladami po przebytej śwince lub dyfterycie stanowią mniej niż 1% procent. W młodzieżowych grupach przestępczych ich udział sięga 25%. Stanowi to30-krotne zagęszczenie, co nie wymaga już dalszej analizy statystycznej, aby stwierdzić istnienie związku przyczynowego. Z zagęszczeniami innych aberacji psychicznych, które podobnie same mówią za siebie, spotykamy się powszechnie, kiedy odpowiednio umiejętnie badamy treść zrzeszeń ponerogennych.

Należy wyróżnić dwa zasadnicze rodzaje omawianych zrzeszeń: ponerogennie pierwotne i ponerogennie wtórne. Zrzeszeniem (grupą) ponerogennie pierwotnym będziemy nazywali te, w których osobowości anormalne działały od początku i już w czasie formowania się grupy grały rolę ośrodków krystalizacyjnych. Ponerogennie wtórnym będziemy nazywali takie zrzeszenie, które powstało w imię pewnej idei mającej swój niezależny byt społeczny na ogół zrozumiały w kategoriach naturalnego światopoglądu, ale potem uległo pewnej degeneracji moralnej, co z kolei otworzyło drogi inwazji osobowości patologicznych i ich aktywizacji wewnątrz zrzeszenia i do późniejszej poneryzacji jego całości, lub tylko frakcji.

Zgrupowanie ponerogennie pierwotne od początku funkcjonuje w organizmie społecznym jako ciało obce, ponieważ jego charakter koliduje z wartościami szanowanymi przez większość. Działalność takiego zrzeszenia budzi sprzeciw i zostaje uznana za niemoralną. Dlatego takie grupy nie rozrastają się łatwo i najczęściej przegrywają w walce ze społeczeństwem.

Do powstania wielkiego zrzeszenia ponerogennie wtórnego wystarczy, aby jakaś ludzka organizacja, która miała swoje cele społeczne lub polityczne i swoją ideologię o pewnych wartościach twórczych, oraz była akceptowana przez pewną ilość normalnych zwolenników, uległa procesowi ponerogennego zezłośliwienia. Pierwotne wartości tradycji i ideologii mogą wtedy długo chronić takie zrzeszenie przed krytycyzmem zdrowego rozsądku, szczególnie mniej kulturalnych frakcji społecznych.

Gdy proces ponerogenezy zaczyna toczyć taką organizację, która powstała i działała w imię celów politycznych lub społecznych, zrodzonych na bazie uwarunkowań historycznych i społecznych, wtedy ta pierwotna ideologia zmieni swoją funkcję i stanie się instrumentem propagandowym. Będzie ona mogła żywić i chronić takie zrzeszenie o odmiennej już naturze przez długie lata. Będzie się tak działo – mimo tego, że te pierwotne wartości będą w rzeczywistości pogardzane przez nowych przywódców zrzeszenia i ulegną charakterystycznej degeneracji, aż staną się kompletnie różne od swoich pierwowzorów – ponieważ nazwy i symbole pozostaną niezmienione.

Wtedy ludzki “zdrowy rozsądek” ujawnia swoje najsłabsze strony. [...]

Wewnątrz każdego ponerogennego zrzeszenia tworzy się pewna struktura organizacyjna i psychologiczna, którą można uważać za odpowiednik lub karykaturę struktury normalnego społeczeństwa i jego organizacji. Osobnicy z różnymi aberracjami psychicznymi uzupełniają się wzajemnie odpowiednio do swoich właściwości. Ta struktura ulega charakterystycznym przemianom w czasie i w związku z ponerologiczną ewolucją całego zrzeszenia. We wczesnych fazach wiodące role odgrywają jednostki charakteropatyczne i to one są często inspiratorami i fascynatorami w procesie poneryzacji. W tym czasie zrzeszenie nie zatraca jeszcze całkowicie właściwości ideologicznych i nie stosuje nader brutalnych metod działania. Wtedy jednak jednostki bardziej normalne zostają spychane do funkcji podrzędnych i przestają być dopuszczane do całości tajemnic. …

Następuje stopniowe przejmowanie pozycji inspiracyjnych i kierowniczych przez jednostki z dewiacjami dziedzicznymi. Narasta rola psychopatii właściwej.

Z początku rolę lidera grupy ponerogennej odgrywa fascynator. Później pojawia się inny “talent przywódczy”, bardziej witalna jednostka, która często przystąpiła do organizacji później, gdy już uległa już ona poneryzacji. Fascynator, jako słabszy, musi się pogodzić z odsunięciem na boczny tor i uznać „geniusz” nowego przywódcy lub liczyć się z niebezpieczeństwem całkowitego zmiażdżenia. Role zostają rozdzielone. Fascynator potrzebuje poparcia prymitywnego, lecz mającego decydujący głos lidera, który z kolei potrzebuje fascynatora do podtrzymywania ideologicznego sztandaru zrzeszenia, aktywności niezbędnej do zachowania odpowiedniej postawy [ideologicznej] tych szeregowych członków, którzy zdradzają skłonność do krytyki i wyrażają wątpliwości co do „odnowy moralnej”.Fascynator musi ubrać ideologię w nowe szaty, umieszczając nowe treści pod starymi tytułami, tak aby mogła ona nadal spełniać swoją funkcję propagandową w stale zmieniających się warunkach. Musi on również podtrzymywać nimb otaczający lidera wewnątrz i na zewnątrz zrzeszenia. Jednak o pełnym zaufaniu pomiędzy nimi nie może być mowy, ponieważ lider potajemnie pogardza fascynatorem i jego ideologią, ten zaś pogardza liderem za jego prostactwo. W każdej chwili może dojść do ostatecznej rozgrywki; słabszy przegrywa i traci wszystko.

Struktura tych związków ulega dalszemu różnicowaniu i specjalizacji. Między bardziej normalnymi masami a z reguły bardziej patologiczną egzekutywą otwiera się przepaść. Ta druga podgrupa staje się coraz bardziej zdominowana przez jednostki z patologicznymi anomaliami, pierwsza zaś przez osoby z mózgowymi powikłaniami różnych chorób i, w nieco mniejszym stopniu, typowych psychopatów oraz ludzi, których zniekształcenie osobowości jest spowodowane wczesnym pozbawieniem opieki rodzicielskiej lub brutalnymi metodami wychowawczymi. W grupie jest coraz mniej miejsca dla ludzi normalnych. Tajemnice i zamiary przywódców są skrywane przed zwykłymi członkami zrzeszenia; muszą im wystarczyć wiadomości wyprodukowane przez fascynatorów.

Obserwator, który patrzy na działalność i organizację takiego zrzeszenia z zewnątrz i posługuje się naturalnym sposobem pojmowania, będzie zawsze skłonny do przeceniania roli wodza i jego rzekomo autorytatywnej władzy. Aby potrzymać taki błąd opinii publicznej i międzynarodowej, pracują fascynatorzy i aparat propagandowy. Tymczasem ten przywódca jest uzależniony od interesu zrzeszenia, a szczególnie jego elity, w stopniu większym niż nawet sam mniema. Toczy on stałą grę o utrzymanie się na tej pozycji i bywa aktorem poddawanym kontroli i reżyserii.

W zrzeszeniach makrospołecznych na pozycję wodza należy wysunąć jednostkę bardziej reprezentatywną, często więc nie pozbawioną pewnego stopnia krytycyzmu. Dlatego wtajemniczanie jej we wszystkie plany i zbrodnicze porachunki byłoby niecelowe. Ukryty za sceną zespół osobników psychopatycznych, w powiązaniu z pewną elitą steruje wodzem, jak Borman i jego klika sterowali Hitlerem lub Beria i jego ludzie Stalinem. Jeżeli przywódca nie wypełnia powierzonej mu roli, to ta klika lub elita są zdolne usunąć go lub pozbawić życia, z czego on zazwyczaj zdaje sobie sprawę. [...]

Proces poneryzacji

Obserwując procesy poneryzacyjne różnych ludzkich zrzeszeń, jakie miały miejsce w historii, można łatwo dojść do wniosku, że najpierw następuje jakieś moralne wypaczenie ideowej treści zrzeszenia. [...]

Łobaczewski obszernie opisuje jak ideologia jest przekręcana i zniekształcana przez przenikanie patologicznych osób do każdej grupy, której działalność zmierza ku dobremu. Doskonałym przykładem jest komunizm, będący w swej istocie, zgodnie z Nowym Testamentem, ideologią chrześcijańską. Jednak po infiltracji komunistycznych grup rozpoczął się proces ich poneryzacji, a komunizm stał się faszystowską Korporatokracją, przy czym korporacją jest tutaj samo “państwo”.

Zjawiska makrospołeczne

Kiedy proces ponerogenezy obejmuje całe warstwy rządzące, całe narody, kiedy opozycja społeczeństw ludzi normalnych zostaje stłumiona na skutek masowości zjawiska, środków fascynatorskich i przy użyciu przemocy i terroru – wówczas mamy do czynienia z makrospołecznym zjawiskiem ponerogennym.

Wtedy jednak tragedia społeczeństw, a także własne cierpienia, otwierają przed badaczem księgę wiedzy ponerologicznej, w której można czytać o prawach rządzących opisanymi procesami, jeżeli tylko uda się nam na czas poznać jej język przyrodniczy i jego swoistą gramatykę. Studia nad genezą zła, prowadzone w perspektywie małych grup ludzkich, ujawniają nam szczegóły praw ponerologicznych. [...]

Dla tak powstałego systemu władzy, w którym niewielka patologiczna mniejszość przejęła brutalną kontrolę nad społeczeństwem ludzi normalnych, zaakceptowałem nazwę “patokracja”. Tak wybrana nazwa podkreśla przede wszystkim podstawową jakość makrospołecznego zjawiska psychopatologicznego. Odróżnia go to od wielu możliwych ustrojów społecznych, w których dominuje natura ludzi normalnych i ich obyczaje i prawa. … Sądzę, że nazwa ta czyni zadość wymogom semantyki, gdyż żaden zwięzły termin nie może adekwatnie scharakteryzować tak złożonego zjawiska.

Polityczne implikacje patokracji

Osiągnięcie przez patokratów bezwzględnej dominacji we władzach jakiegoś kraju nie mogłoby jednak być trwałe, ponieważ szerokie rzesze społeczne zniechęcone takimi rządami, znalazłyby sposób, aby taką władzę obalić.

Dlatego także patokracja na szczytach organizacji państwowej nie tworzyłaby pełnego i obrazu „dojrzałej postaci zjawiska”. Taki system rządów musi zejść w dół.

Wszystkie stanowiska kierownicze, aż do naczelnika wsi, kierowników zakładów pracy i spółdzielni rolniczych, nie mówiąc już o komendantach policji szczególnie politycznej, aktywistach i propagandzistach partii patokratycznej, muszą zostać obsadzone przez jednostki, u których poczucie więzi z takim systemem władzy jest uwarunkowane odpowiednimi właściwościami psychicznymi, najczęściej tymi biologicznie dziedzicznymi. Tacy ludzie jednak stanowią niewielki procent populacji. Rosną więc w cenie. Nie można brać pod uwagę poziomu ich inteligencji czy umiejętności zawodowych, bo zdolniejszych, szczególnie w dziedzinach techniki, z niezbędnymi psychicznymi dewiacjami brakuje jeszcze bardziej. Po kilku latach trwania takiego systemu władzy sto procent przypadków psychopatii właściwej jest już zaangażowane w patokratyczną aktywność. Uważa się ich za najwierniejszych i to pomimo tego, że niektórzy z nich byli wcześniej w jakiś sposób aktywni po przeciwnej stronie.

W takich warunkach żadna dziedzina życia społecznego, kultura, nauka, technika, ekonomia i administracja, nie mogą rozwijać się normalnie, bo patokracja stopniowo dusi wszystko.

Patokracja stopniowo poraża wszystko

Ludzie rozsądni muszą uzbroić się w cierpliwość, jakiej nie znają ci żyjący w ustroju normalnego człowieka, aby tłumaczyć miernotom i różnym dewiantom psychicznym, jak i co należałoby zrobić. Od powodzenia tej dydaktyki specjalnej, która zabiera moc czasu i wysiłku, zależy utrzymanie znośnych warunków życia społeczeństwa. Tymczasem patokracja dociera stopniowo wszędzie i otępia wszystko, chociaż w różnym stopniu.

Ludzie, którym pierwotna ideologia wydawała się atrakcyjna, po jakimś czasie zaczynają sobie zdawać sprawę z tego, że w istocie chodzi o coś zupełnie innego.

Zawód, jaki przeżywają, ma charakter życiowego dramatu.

Utrzymanie się patologicznej mniejszości przy władzy pozostaje więc zawsze zagrożone ze strony społeczeństwa ludzi normalnych, w których narasta nie tylko krytycyzm, ale także praktyczna znajomość takiego systemu. Należy więc zastosować wszystkie środki przymusu, terroru, polityki eksterminacyjnej wobec jednostek patriotycznych posiadających wojskowe przeszkolenie z jednej strony, a z drugiej znanego nam już rodzaju specyficzny indoktrynacyjny terror psychologiczny. W jednym i drugim zadaniu osobnicy, którzy nie mają poczucia więzi ze społeczeństwem ludzi normalnych, okazują się niezastąpieni. Na ich czele stoją ludzie wyobcowani nie tylko dzięki anomaliom swoich natur, ale także wychowani w patologicznej wizji dominacji nad innymi narodami, w doktrynie rasowej i pogardzie dla nich. Nieco niższy szczebel stanowi psychopatia właściwa, a potem inne dewiacje.

W tym czasie dojrzewania patokracji zbudowany zostaje rozległy i aktywny system indoktrynacyjny, w którym odpowiednio spreparowana ideologia stanowi vehiculum, czy konia trojańskiego, procesu patologizacji jednostek i społeczeństwa. Celem tego, nigdy jawnie nie nazwanym, jest przymuszenie ludzkich umysłów do przyswojenia sobie patologicznego sposobu przeżywania i myślenia i w konsekwencji do zaakceptowania takowej władzy.

Po przetrwaniu pierwszego szoku, w czasie którego zamiera poczucie więzi społecznej, pojawia się u dużej większości ludzi swoiste zjawisko psychicznego uodporniania się. Równocześnie ludzie normalni zaczynają gromadzić wiedzę praktyczną na temat tej nowej rzeczywistości i jej właściwości psychologicznych. Ci ludzie uczą się powoli rozpoznawać słabe miejsca takiego systemu i wykorzystywać możliwości ułożenia sobie w nim życia. Zaczynają służyć sobie nawzajem radą w tych sprawach i tak stopniowo odradza się poczucie więzi społecznej i wzajemnego zaufania. Pojawia się charakterystyczne zjawisko separacji patokratów i społeczeństwa ludzi normalnych. Ci ostatni mają przewagę w uzdolnieniach, umiejętnościach fachowych i zdrowym rozsądku. Mają więc pewne atuty. Patokraci dochodzą w końcu do wniosku, że trzeba jakoś ułożyć stosunki z tą liczną większością: “W końcu ktoś musi na nas pracować”.



Istnieją także inne konieczności i naciski, szczególnie od zewnątrz. Trzeba jakoś ukryć przed światem swoje patologiczne oblicze, bo rozpoznanie go przez światową opinię naukową i społeczną grozi katastrofą. … Państwo patokratyczne, w interesie swojej nowej elity a także planów ekspansywnych, musi utrzymać stosunki polityczne i handlowe z krajami o ustrojach normalnego człowieka. Takie państwo dąży więc do uzyskania uznania międzynarodowego, jako pewien rodzaj ustroju politycznego, lękając się rozpoznania swej rzeczywistej natury i jej klinicznej diagnozy.

To wszystko skłania patokratów do ograniczenia środków terroru, poddania pewnej kosmetyce metod propagandy i indoktrynacji, oraz przyznania społeczeństwu normalnych ludzi kontrolowanego marginesu autonomicznej działalności, zwłaszcza na polu kultury. Ci bardziej liberalni byliby skłonni dać takiemu społeczeństwu pewne minimum dobrobytu, aby uczynić go mniej pobudliwym. Na przeszkodzie stoi nie tylko] ich nieudolność w kierowaniu życiem gospodarczym[, ale także obawa, że to społeczeństwo użyje części tych środków na działalność skierowaną przeciw nim.

Tak rodzi się nowa faza przebiegu tej wielkiej choroby narodów, okres złagodzenia metod działania i koegzystencji z krajami o ustrojach normalnego człowieka. Badaczowi tego zjawiska... ten okres przypomina jednak fazę dysymulatywną choroby psychicznej, kiedy to pacjent jest jeszcze wciąż chory, ale stara się już grać rolę normalnego człowieka, skrywając swoje patologiczne przeżycia. Taki stan rzeczy, kiedy system patokratyczny gra coraz umiejętniej rolę normalnego ustroju społecznego i politycznego, nazwijmy więc „fazą dysymulatywną patokracji”. W tym stanie rzeczy ludzie żyjący wewnątrz kraju dotkniętego tą chorobą uodparniają się i przystosowują do tych trudnych warunków. Na zewnątrz zaś jest to okres nasilonej działalności ponerogennej. Patologiczne tworzywo takiego ustroju przecieka wtedy bez większych trudności do krajów o ustrojach normalnego człowieka, szczególnie cywilizacyjnie prymitywniejszych. Ekspansja patokracji przebiega wówczas znacznie szybciej, ponieważ zanika krytyczna wrażliwość naturalnego rozsądku po stronie tych narodów.

Tymczasem w krajach patokratycznych aktywna struktura władzy spoczywa dalej w rękach jednostek psychopatycznych, a psychopatia właściwa gra tam dalej swoją inspiracyjną rolę. Jest jednak pewien zakres działalności, od którego osobnicy z wyraźnymi właściwościami patologicznymi muszą zostać odsunięci szczególne w tej fazie dysymulatywnej. Są to stanowiska polityczne międzynarodowo eksponowane, gdzie takie osobowości mogłyby przyczyniać się do ujawniania patologicznej treści systemu. [...]

Podobne potrzeby występują także w niektórych innych dziedzinach. Często powierza się kierownictwo budowy nowej fabryki osobom, które nic nie wiąże z systemem patokratycznym, ale ich trudno byłoby się obejść bez ich umiejętności. Kiedy zakład już pracuje, zostaje przejęty przez patokratów, co często doprowadza do jego ruiny technicznej. Podobnie w siłach zbrojnych, szczególnie w dziedzinie nowoczesnej broni. …

W czasie trwania fazy dysymulatywnej wielu ludzi przystosowuje się do panujących bardziej znośnych warunków, akceptując je z konieczności ale nie bez krytycyzmu. Wykonują swoje obowiązki wśród wątpliwości i konfliktów sumienia, zawsze szukając bardziej sensownych dróg w gronie zaufanych osób….

Nasuwa się więc także pytanie: Co się stanie, jeżeli sieć porozumień jednostek psychopatycznych zdoła zawładnąć wszystkimi stanowiskami kierowniczymi, także tymi międzynarodowo eksponowanymi? Taki stan rzeczy może się zdarzyć, szczególnie w późnym okresie istnienia zjawiska. Ci ludzie dążą do tego kierowani swoimi właściwościami, chociaż to jest w rzeczywistości sprzeczne z ich życiowym interesem. … Tego, że doprowadziłoby to do katastrofy, nie biorą pod uwagę. Bakterie nie wiedzą o tym, że kiedy doprowadzą człowieka do zgonu, zostaną razem z jego ciałem zakopane głęboko w ziemi albo spalone żywcem.

Jeśli wiele najwyższych stanowisk w państwie zajmują jednostki pozbawione odpowiednich zdolności do rozumienia innych ludzi i współczucia im, którym brakuje również wyobraźni technicznej i zdolności praktycznych – umiejętności niezbędnych przy zarządzaniu sprawami politycznymi i ekonomicznymi – musi to doprowadzić do wyjątkowo poważnego kryzysu we wszystkich dziedzinach, zarówno wewnątrz danego kraju, jak i w jego relacjach z innymi państwami. Sytuacja krajowa staje się nie do zniesienia nawet dla tych obywateli, którzy byli w stanie w miarę komfortowo się urządzić, stworzyć sobie „modus vivendi”. Na zewnątrz, inne społeczeństwa zaczynają dość wyraźnie odczuwać patologiczną jakość zjawiska. Taki stan rzeczy nie może trwać długo. Trzeba być przygotowanym na coraz to więcej gwałtownych zmian, a także zachowywać się z dużą ostrożnością.

Patokracja rodzi się pasożytując na wielkich ruchach społecznych, a potem staje się chorobą społeczeństw, narodów, wreszcie całych cywilizacji. W ciągu dziejów ludzkości powodowała ona zwyrodnienie różnych ruchów narodowych, politycznych i religijnych, zniekształcając ich ideologie … i czyniąc z nich ich własne karykatury. Działo się to na skutek aktywizacji podobnych czynników etiologicznych i w podobnym procesie patodynamicznym. Dlatego wszystkie patokracje świata były i są do siebie podobne w swoich zasadniczych cechach. …

Zidentyfikowanie więc zjawisk tego rodzaju na przestrzeni dziejów ludzkości i prawidłowe ich zakwalifikowanie wedle ich rzeczywistej natury, a nie podle ich ideologii – która uległa procesowi karykaturyzacji – jest zadaniem dla historyków. [...]

Działania patokracji mają wpływ na całe społeczeństwo, zaczynając od jego liderów, a na infiltracji każdego miasta, przedsiębiorstwa i instytucji kończąc. Patologiczna struktura społeczna stopniowo spowija cały kraj, tworząc „nową klasę” w obrębie danego narodu. Ta uprzywilejowana klasa [patokratów] czuje się stale zagrożona przez „innych”, czyli przez większość normalnych ludzi. Nie mają również żadnych złudzeń co do swojego osobistego losu w przypadku przywrócenia systemu społecznego normalnych ludzi.

Człowiek normalny, kiedy utraci swój majątek, urząd lub przywileje, bierze się za jakąś pracę, która zapewnia mu byt. Patokraci z reguły nie dysponują uzdolnieniami praktycznymi, a okres sprawowania władzy pozbawia ich do cna możliwości przystosowania się do wymagań zwykłej pracy. Jeżeli system prawny normalnego człowieka zostałby przywrócony, oni i im podobni mogliby zostać poddani osądowi, w tym moralizatorskiej interpretacji ich dewiacji psychicznych; groziłoby im pozbawienie wolności a nawet życia, nie tylko utrata stanowisk i przywilejów. Ponieważ nie są to ludzie zdolni do poświęceń, trwanie ustroju dla nich najlepszego z możliwych staje się dla nich oczywistą wartością moralną. Tego rodzaju niebezpieczeństwo należy zwalczać psychologiczną i polityczną przebiegłością i brakiem skrupułów wobec tych innych „gorszej jakości” ludzi .

Na ogół ta nowa klasa jest w stanie usunąć przywódców, jeżeliby ich postępowanie zagrażało istnieniu takiego systemu. … Patokracja trwa dzięki poczuciu zagrożenia ze strony społeczeństwa ludzi normalnych i ze strony innych krajów, gdzie wciąż istnieją różne formy ustrojów normalnego człowieka. Pozostanie więc przy władzy jest problemem “to be or not to be”.

Możemy zatem postawić bardziej oględne pytanie: czy taki system może zrezygnować z idei ekspansji politycznej i zadowolić się swoim stanem posiadania.

Co by się stało, gdyby taki stan rzeczy zapewnił względny ład wewnętrzny i wzrost dobrobytu?

Wówczas przeważająca większość populacji – ludzi normalnych – danego kraju zacznie wyzyskiwać powstałe możliwości, swoje lepsze uzdolnienia i zwiększone środki, aby wywalczyć sobie coraz szersze pole działania. Siła tej warstwy zacznie wzrastać, między innymi dzięki większej rozrodczości. Na stronę tej większości będą przechodzić niektórzy synowie klasy uprzywilejowanej, którzy nie odziedziczyli psychoaptycznych genów. Przewaga patokracji będzie słabnąć z każdym rokiem, aż zdarzy się sytuacja, kiedy społeczeństwo ludzi normalnych sięgnie po władzę. Przed taką wizją koszmarną drży każde patokratyczne serce.

Biologiczne, psychiczne i moralne niszczenie tej wiecznie zagrażającej normalnej większości jest więc “biologiczną” koniecznością. Temu służy przede wszystkim utrzymanie skrajnej biedy. Temu służą liczne środki z obozami koncentracyjnymi na czele. Służy temu także wojna z dobrze uzbrojonym nieprzyjacielem, przeciwko któremu można rzucić te siły ludzkie, które zagrażają trwaniu patokracji. Martwi, a zatem nie stanowiący już zagrożenia, żołnierze mogą być ogłoszeni godnymi czci bohaterami, jakże użytecznymi w wychowywaniu nowego, wiernego patokracji pokolenia.

Każda wojna, prowadzona przez państwo patokratyczne, jest wojną na dwóch frontach – zewnętrznym i wewnętrznym. Dla wodzów i panującej elity front wewnętrzny jest ważniejszy, a wewnętrzne zagrożenie jest decydującym czynnikiem branym pod uwagę przy wszczynaniu wojny.

Władze kraju, który rozważa wypowiedzenie wojny innemu, rządzonemu przez patokratów, muszą przede wszystkim uwzględniać fakt, że ich wojska mogą posłużyć patokratom za katów zwykłych obywateli patokracji, których wzrastająca siła stanowi dla niej zarzewie zagrożenia. W końcu, patokraci przywiązują niewielką wagę do cierpień i przelewu krwi ludzi, których uważają za niezupełnie współgatunkowych.

Istnieją również inne wewnętrzne przyczyny, dla których patokracja za pomocą wszelkich dostępnych środków dąży do ekspansji. Jak długo istnieje ten „inny” świat ze swoim systemem rządów normalnego człowieka, wprowadza on dążenia nie-patologicznej większości, tworząc w ten sposób pewne poczucie kierunku. Nie-patologiczna większość ludności kraju nigdy nie przestanie marzyć o przywróceniu systemu normalnego człowieka w jakiejkolwiek możliwej formie. Ta większość nigdy nie zaprzestanie obserwacji innych krajów, czekając na dogodny moment; dlatego też jej uwaga i siła musi być odciągnięta od tego celu, masy zaś muszą być kształcone i kierowane w stronę dążeń imperialistycznych. Do takich celów należy dążyć z całą zawziętością, tak aby każdy wiedział, o co toczy się walka i w czyim imieniu trzeba znosić surową dyscyplinę i biedę. Ten ostatni czynnik skutecznie ogranicza możliwości działalności “wywrotowej” ze strony społeczeństwa ludzi normalnych.

Oczywiście, ideologia musi odpowiednio uzasadnić to rzekome prawo do podboju świata i w tym celu musi zostać odpowiednio spreparowana. Ekspansjonizm ma jednak swoje przyczyny w samej naturze patokracji, nie w ideologii, ale ten fakt należy ukryć pod maską ideologii. [...]

Z drugiej strony, są kraje o rządach normalnego człowieka, gdzie zdecydowana większość społeczeństwa wzdraga się na myśl, że podobny system [patokracja] mógłby zostać narzucony im samym. Rządy tych krajów starają się tamtą ekspansywność otamować w ramach swoich możliwości i w miarę swojego zrozumienia tego zjawiska. Obywatele tych państw odetchnęliby z ulgą, gdyby jakiś przewrót miał zastąpić ten złośliwy i niepojęty system bardziej ludzkim, rządzonym bardziej zrozumiałymi metodami ustrojem, z którym można by było pokojowo współistnieć.

Dla osiągnięcia tego celu kraje te podejmują zatem różnego rodzaju działania, których jakość zależy od możliwości zrozumienia tej innej rzeczywistości. [...]

Znaczną część motywacji tej ekspansywnej tendencji stanowią czynniki ekonomiczne. Ponieważ funkcje kierownicze zostały przejęte przez osoby o miernej inteligencji i patologicznych cechach charakteru, patokracja staje się niezdolna do prawidłowego zarządzania czymkolwiek. [...] Zgromadzone dobra podbitych narodów mogą być wykorzystywane tylko do czasu, [podobnie] obywatele zmuszani do coraz cięższej pracy za nędzne wynagrodzenie. Na razie nie myśli się o tym, że narzucony podbitemu krajowi system patokratyczny doprowadzi ostatecznie do podobnej niewydolności produkcyjnej; w końcu psychopata jest odporny na samowiedzę w tej dziedzinie.

Jak miało to miejsce od wieków, podstawowym środkiem do osiągnięcia tych celów jest oczywiście potęga wojskowa. Przez wieki, gdy historia odnotowywała zjawisko bohaterstwa, dało się również wyraźnie zauważyć pewne oddziaływania, coś w rodzaju swoistej inteligencji, która służy międzynarodowej intrydze i która otwiera drogi podboju. Ta aktywność wynika z właściwości tych osobowości, które taki system inspirują, i ona powinna posłużyć historykom dla identyfikacji tego rodzaju zjawisk na przestrzeni dziejów.

W całym świecie istnieją ludzie, których osobowości wykazują swoistą podatność i w których odległa nawet patokracja wyzwala rezonans – z głębi ich natur płynące poczucie, że „tam jest miejsce dla takich jak my”. Wszędzie są także ludzie mało krytyczni, pokrzywdzeni i sfrustrowani, do których ma dostęp odpowiednio spreparowana propaganda. Przyszłość krajów jest w wysokim stopniu uzależniona od ilości tych ostatnich. Dzięki swojej specyficznej wiedzy psychologicznej i przekonaniu, że normalni ludzie są naiwni, patokracja ulepsza swoje techniki „antypsychoterapii”, które sugerują innym odmienny świat pojęć, czyniąc to z patologicznym egotyzmem.

Prawo nie daje dostatecznego oparcia dla przeciwstawiania się zjawisku, którego istota leży poza możliwościami wiedzy i wyobraźni ustawodawców. Tymczasem patokracja umie wyzyskiwać słabości takiego prawniczego sposobu pojmowania. [...]

Kiedy jakiś naród przeżywa kryzys ustrojowy albo procesy ponerogenezy działają w nim na nadmierną skalę, wówczas może łatwo stać się terenem penetracji patokratycznej, której celem będzie oddanie takiego kraju na jej łup.

Wtedy bowiem jest łatwo wyzyskać jego wewnętrzne słabości i nastroje rewolucyjne, aby przy nader ograniczonym użyciu siły narzucić patokratyczną władzę. [...]  Po narzuceniu takiego systemu siłą, proces patologizacji życia przebiega odmiennie [niż w patokracji pierwotnej]. Tak powstała patokracja będzie mniej stabilna, bardziej odrażająca, a jej istnienie będzie trwale uzależnione od przemocy potężniejszej siły zewnętrznej. …

Najpierw brutalna siła musi krwawo zdusić opór wyczerpanego narodu. Ludzie, którzy dysponują autorytetem, umiejętnościami przywódczymi lub wojskowymi muszą zostać wytępieni, uwięzieni lub przymuszeni do milczenia, podobnie ci, co powołują się na wartości moralne i naturalne prawa człowieka i narodu. Ustanawia się nowe prawo, którego podstawy w znacznej części nigdy nie zostają podane do publicznej wiadomości. Ludzie muszą się uczyć tego nowego, niepisanego prawa z najbardziej bolesnych doświadczeń.  Odrętwiający wpływ tego odmiennego świata pojęć dopełnia dzieła, ale rozsądek i instynkt samozachowawczy nakazują ostrożność i przetrwanie.

Potem przychodzi przerażenie czymś, co wydaje się tak tragiczne jak i przerażające. Oto niektórzy ludzie ze wszystkich środowisk społecznych – ubodzy i pokrzywdzeni, robotnicy i rolnicy, urzędnicy, literaci, studenci i naukowcy, ludzie pochodzący z rodzin nienabożnych i nabożnych, księża i arystokraci, a także tacy mało znani – zaczynają nagle zmieniać swój światopogląd i osobowość. Jeszcze wczoraj przyzwoici chrześcijanie i patrioci stają się wyznawcami nowej ideologii i zaczynają traktować z pogardą i krzywdzić tych, co trwają przy dawnych wartościach. Dopiero później okazuje się, że ten pozornie lawinowy proces ma swoje naturalne granice. …

Patokracja narzucona przemocą przychodzi w gotowej już formie, można powiedzieć – dojrzałej. Ci więc, którzy obserwowali to z bliska, nie mogli poznać bezpośrednio wcześniejszych faz jej rozwoju, kiedy to osobnicy schizoidalni, potem charakteropatyczni grali w tym procesie pierwsze skrzypce. [...]

Narzucono system, w którym dominowało już tworzywo psychopatyczne…[...]

Pierwszym wnioskiem, jaki nasunął się niedługo po spotkaniach z “profesorem” [opisanych wcześniej], było to, że rozwój zjawiska jest ograniczony w sposób naturalny udziałem jednostek podatnych w danym społeczeństwie. Pierwsza ocena, owe około 6 %, okazała się realna i nie została potem zakwestionowana przez stopniowo gromadzone bardziej szczegółowe dane. Wartość ta różni się w się w różnych krajach naszego rejonu w przybliżeniu w zakresie jednego procenta wzwyż lub w dół. Psychopatia właściwa [mimo że stanowi zaledwie 1/10 tej ilości czyli 0,6%] gra rolę inspiratywną niewspółmierną do swojej liczebności, nasycając całość zjawiska swoim charakterystycznym sposobem przeżywania i pojmowania. Inne psychopatie – asteniczna, schizoidalna, anankastyczna, histeryczna – chociaż w sumie znacznie liczniejsze, grają już bardziej drugorzędne, ale niezbędne role. Osobnicy skirtoidalni, prymitywniejsi i gnani żądzą życia, jeżeli idą na współdziałanie, na ogół starają się unikać poważniejszego krzywdzenia innych ludzi, a ich działalność jest ograniczona względami własnej korzyści.

W narodach niesemickich schizoidzi są nieco liczniejsi od przypadków psychopatii właściwej. Aczkolwiek mocno zaangażowani we wczesnych fazach genezy zjawiska [patokracji], zdradzają zarówno pociąg do patokracji, jak i dystans do racjonalnego myślenia. Bywają więc zawieszeni pomiędzy takim systemem a społeczeństwem normalnych ludzi.

Istnieją osoby o mniej wyraźnej inklinacji do systemu patologicznego. Można do nich zaliczyć także niektóre przypadki spowodowane działaniem szeregu toksyn, jak eter, tlenek węgla, oraz niektórych endotoksyn. [Takich jak nikotyna? Być może właśnie znaleźliśmy powód, dla którego obecna patokracja i jej poprzedniczka – nazistowskie Niemcy – w tak faszystowski sposób wprowadzały ustawodawstwo antynikotynowe?]

Charakteropaci paranoidalni mało krytycznie szukają oparcia w takim systemie. Na ogół jednak, w fazie rozwiniętej patokracji, nosiciele różnych uszkodzeń tkanki mózgowej ciążą przeważnie do społeczeństwa ludzi normalnych, a na skutek swoich trudności psychicznych cierpią za to bardziej niż ludzie zdrowi.

Okazało się także, że nosiciele niektórych anomalii fizjologicznych przeważnie o dziedzicznym podłożu, które są lepiej znane lekarzom niż psychologom, wykazują podobny jak schizoidzi połowiczny pociąg. Podobnie, osoby którym natura dała krótkie życie i wczesną śmierć na raka, wykazywały często taki irracjonalny pociąg do zjawiska patologicznego. … Mniejsza więc odporność na oddziaływanie patokracji i pociąg do tego zjawiska wydają się być raczej odpowiedzią całego organizmu, niż tylko psychiki człowieka.

W odniesieniu do całego społeczeństwa, około 6% wytwarza aktywną strukturę związaną z władzą, która nosi swoistą patokratyczną świadomość swojej dominacji. Około dwa razy liczniejsza jest druga grupa ludzi, którzy przystosowali swoje osobowości do tej nowej rzeczywistości.

Ta druga grupa składa się w przeważającej części z jednostek fizjologicznie słabszych i mniej żywotnych. Ilość zachorowań na typowe choroby psychiczne w tej grupie można szacować na dwa razy wyższą od przeciętnej krajowej. Dlatego trzeba przyjąć, że w genezie ich układnego czy lękliwego konformizmu względem reżimu i większej podatności na oddziaływania patologiczne, działały mniej uchwytne anomalie, często o fizjologicznym charakterze. …

Pierwsza, 6-procentowa grupa tworzy nową szlachtę; 12% formuje nową burżuazję, której sytuacja ekonomiczna jest względnie najbardziej korzystna. [...] Tylko więc około 18% populacji kraju wypowiada się za nowym systemem władzy.

Duża większość populacji formuje stopniowo społeczeństwo ludzi normalnych i wytwarza swoją nieformalną więź porozumień. Należy się więc zastanowić: dlaczego ci ludzie odrzucają korzyści płynące z konformizmu, świadomie przyjmując rolę opozycji: biedę, szykany i ograniczenia swobód ludzkich. W imię jakich ideałów to czynią? Czy jest to tylko rodzaj romantyzmu?

Dla człowieka z normalnym ludzkim podłożem instynktownym i podstawową inteligencją, oraz z pełnym krytycyzmem myślenia, powyższego rodzaju kompromis jest nader trudny do przyjęcia. Dewastowałby on jego osobowość w sposób zbyt nerwicotwórczy i dawałby poczucie degradacji moralnej. Równocześnie system patokratyczny odróżnia ich łatwo od “swoich” i odsuwa niezależnie od ich [ludzi z normalnym podłożem instynktownym] chwilowych wahań. Zarówno natury tego zjawiska makrosocjalnego, jak i natury normalnego człowieka, nie da się zmienić żadną metodą propagandową. Pozostają sobie obce na zawsze.

Po uformowaniu się typowej struktury patokratycznej, populacja jest skutecznie podzielona po liniach zupełnie odmiennych od tego, co może sobie wyobrazić człowiek wychowany poza zasięgiem tego zjawiska, i w sposób, którego faktyczne uwarunkowania są również nie do pojęcia. [...] Patokracja toczy cały organizm społeczeństwa, trawiąc jego siły i umiejętności. [...] Funkcje kierownicze w wyniszczonym kraju opanowują typowi patokraci. Taki stan nie może trwać bez końca, bo żadna ideologia już go nie ożywi. Następuje moment, kiedy masa zwykłych ludzi zaczyna wytwarzać coraz silniejszą organizację i system nie będzie już zdolny oprzeć się ich pragnieniu życia po ludzku.

Patokracja nie jest ustrojem społecznym ani systemem politycznym. Jest ona makrospołecznym procesem chorobowym, który dotyka wielkie ruchy społeczne i przebiega wedle swoich charakterystycznych właściwości patodynamicznych. [...] Jak długo pozostają w użytku sposoby pojmowania tego patologicznego zjawiska, wykorzystujące do jego definiowania jakiekolwiek doktryny polityczne (nawet jeśli doktryny te są w swej treści zasadniczo heterogeniczne w stosunku do jego rzeczywistej natury), przyczyny i właściwości tej choroby nie mogą zostać naukowo zidentyfikowane. Odpowiednio spreparowana ideologia będzie mogła zapewniać mu dalej maskę, skrywając jego istotne właściwości przed umysłami naukowców, polityków i zwykłych ludzi.

Ludzie normalni pod rządami patokracji

Jak już wspomniano, anomalia ta, rozpoznana jako psychopatia właściwa, w rozwiniętej patokracji inspiruje całość zjawiska… Ten patokratyczny świat – świat patologicznego egotyzmu i terroru – jest tak trudno zrozumiały dla ludzi wychowanych poza zasięgiem tego zjawiska, że bywają oni naiwni jak dzieci, nawet wówczas, kiedy są z zawodu psychologami i studiowali psychopatologię.

Człowiek obdarzony normalnym podłożem instynktownym i podstawową inteligencją – jeśli wcześniej wiele słyszał i czytał o takim systemie władzy autokratycznej i bezwzględnej, opartej o fanatyczną doktrynę – uwierzył, że w tej sprawie ma już wyrobioną opinię. Tymczasem, w bezpośredniej konfrontacji z takim zjawiskiem doznaje on poczucia umysłowej bezsilności. Wszystkie jego dotychczasowe wyobrażenia okazują się zbyt mało zbieżne z tą rzeczywistością i mało przydatne do jej zrozumienia. Przygniata go dręczące poczucie naiwności własnej oraz społeczeństwa, w którym się wychował.

Jedną z zaobserwowanych różnic pomiędzy ludźmi o normalnej odporności a tymi, którzy ulegli przeosobowieniu, było to, że ci pierwsi okazali się bardziej zdolni do przeżycia tej dezintegrującej pustki poznawczej. U tych drugich wypełniała się ona w sposób nie dość kontrolowany i przy udziale serwowanych wszędzie patologicznych fikcji propagandowych.

W zetknięciu się z tą nową rzeczywistością, odmienną od wszystkich doświadczeń człowieka wychowanego pod dominacją więzi ludzi normalnych, w mózgu ludzkim pojawiają się fizjologiczne stany szokowe z podwyższonym tonusem hamowania korowego i otamowaniem uczuciowości, która wybucha czasem w sposób niekontrolowany. Mechanizmy asocjacji stają się niewydolne, a umysły pracują wolniej i mniej wnikliwie.

Szczególnie wówczas, kiedy człowiek spotyka się bezpośrednio z psychopatycznymi reprezentantami tej nowej władzy, którzy używają swojej specyficznej wiedzy i doświadczenia, wyzyskując traumatyzujące działanie swoich osobowości na umysły “tamtych”, jego umysł wpada w doraźny stan katatonii. Ich techniki poniżania, brutalnej paramoralistyki i arogancji otępiają ludzki umysł i pozbawiają człowieka zdolności do samoobrony. Wtedy ich odmienny świat pojęć zakotwicza w jego myślach. …

Dopiero wówczas, kiedy te niesłychanie przykre stany psychiczne opadają dzięki wypoczynkowi w gronie życzliwych ludzi, przychodzą refleksje – zawsze niełatwe i często bolesne – albo pojawia się świadomość tego, że umysł i zdrowy rozsądek zawodziły wobec czegoś, co nie mieści się w normalnych ludzkich wyobrażeniach.

Człowiek i społeczeństwo stoją na poczatku długiej drogi nieznanych doświadczeń, która po wielu próbach i błędach doprowadzi do pewnej hermetycznej wiedzy o właściwościach tego zjawiska, a także do wiedzy, jak się na nie uodparniać psychicznie. To umożliwi przystosowanie się do życia w tym świecie odmiennym i ułożenie znośniejszych warunków bytowania, szczególnie w okresie dysymulatywnym i późniejszym. Pojawiają się więc zjawiska psychiczne, wiedzy, uodpornienia i przystosowania, których niepodobna było przewidzieć wcześniej, a których zupełnie nie rozumie świat szczęśliwie pozostający pod panowaniem ustrojów normalnego człowieka. Jednak całkowite przystosowanie się człowieka normalnego do życia pod panowaniem patokracji nie jest nigdy możliwe, a efekt końcowy łatwo jawi się w czarnych kolorach.

Z wielu takich doświadczeń, przekazywanych sobie nawzajem w wieczornych dyskusjach w gronie przyjaciół, powstaje w ludzkich umysłach pewien konglomerat poznawczy, początkowo mało spójny, bo zawierający deficyty zrozumienia natury zjawiska, ale później dopełniany intuicyjnym jej wyczuciem. [...] Ideologia oficjalne głoszona przez patokrację zachowuje dzięki temu jeszcze długo pewną sugestywność, zanim ludzki zdrowy rozsądek zdoła ją zlokalizować jako coś o podrzędnym czy instrumentalnym znaczeniu, co nie określa istoty zjawiska. [...]

W takich warunkach instynkt i uczuciowość, jak i wyrastająca z nich inteligencja podstawowa, grają role decydujące, stymulując dokonywane przez człowieka wybory, które są w dużej mierze podświadome.

W warunkach, jakie wytwarzają się pod panowaniem narzuconej patokracji … naturalne ludzkie podłoże instynktowe ma głos decydujący, jeżeli chodzi o związanie się człowieka z opozycyjną większością. Równocześnie, działanie czynników modyfikujących – takich jak środowiskowe warunki wychowawcze, motywy ideologiczne i ekonomiczne, jakie wpływały na kształtowanie się osobowości człowieka, a nawet wcześniejsze postawy polityczne – zanika w ujęciu statystycznym, a jego skutki słabną w miarę trwania lat patokracji. Decyzje wyboru drogi powrotnej do społeczeństwa normalnych ludzi zostają więc przesądzone przez czynniki przekazywane człowiekowi w drodze dziedziczenia biologicznego, a zatem nie jest to kwestia osobistego wyboru, lecz przede wszystkim procesów zachodzących w podświadomości.

W tym procesie wyboru drogi ogólny poziom uzdolnień człowieka, szczególnie jego warstwa intelektualna, gra stosunkowo ograniczoną rolę. Wyraża się to statystycznie stosunkiem korelacyjnym (-0,16) istotnym, ale niskim. Na ogół więc, czym wyższe są uzdolnienia człowieka, tym trudniej jest mu znaleźć swoją drogę wśród tej rzeczywistości odmiennej.

Równocześnie jednak na stronę patokracji przechodzą jednostki utalentowane, a twarde słowa potępienia tego systemu można usłyszeć od ludzi prostych i niewykształconych.

Tylko jednostki o najwyższej klasie uzdolnień, które, jak wspomniano, nie idą w parze z psychopatiami, nie mogą znaleźć sensu życia w takim systemie. Często jednak umieją korzystać ze swojej przewagi umysłowej i znajdować wyjścia wyjątkowe, jak służyć innym.

Marnowanie tych najlepszych uzdolnień ludzkich jest drogą do katastrofy dla każdego ustroju społecznego.

Skoro decydującymi okazały się czynniki, które podlegają prawom genetyki, populacja kraju dzieli się na zwolenników nowej władzy, wspomnianą dwa razy liczniejszą nową burżuazję oraz opozycyjną większość, wedle dawniej nieznanych kryteriów.

Ponieważ właściwości, które są głównymi przyczynami tych wyborów, występują w zbliżonym udziale procentowym we wszystkich dawnych warstwach i grupach społecznych, ten nowy podział przebiega w poprzek tych formacji. Jeżeli w procesie formowania się dawnych warstw społecznych uzdolnienia intelektualne grały istotną rolę, tutaj grają one raczej niewielką. W tym nowym podziale rolę istotną grają zdrowe podłoże instynktowe i wyrastająca z niego inteligencja podstawowa, które jak wiadomo są szeroko rozlane we wszystkich grupach społecznych.

Nawet ludzie, którzy w poprzednim systemie byli przedmiotem krzywdy społecznej, a potem zostali obdarowani przez system rzekomo ich broniący, stają się z biegiem czasu jego krytykami. [...]

Jednym z pierwszych odkryć, jakich dokonało społeczeństwo ludzi normalnych, było to, że mimo pozorów genialności władzy [stworzonych przez fascynatorów], ono jednak góruje nad nią inteligencją i umiejętnościami praktycznymi. Stopniowo rozluźniają się więzy otępiałej myśli, a lęk i fascynacja tajemniczą wiedzą i planowością działania nowej władzy przygasa. Zaczyna się przyswajanie sobie nowej wiedzy i umiejętności postępowania.

Wszędzie tam, gdzie potrzebne jest działanie konstruktywne, w odbudowie zniszczonego kraju, na polu techniki i organizacji przemysłu, w pracy naukowej i lecznictwie, świat ludzi normalnych góruje nad organizacją patokratyczną. [...]

Jak to już omówiono, każda anomalia psychiczna jest w istocie pewnym deficytem. Wprawdzie psychopatie polegają głównie na niedostatkach podłoża instynktowego, ale wpływ tego na rozwój umysłowy prowadzi również do charakterystycznych deficytów ogólnej inteligencji humanistycznej.

Wytwarzanie się tej specjalnej wiedzy psychologicznej, jaką spotykamy u większości jednostek psychopatycznych, tego deficytu nie kompensuje.

Ta ich wiedza może więc fascynować kogoś do czasu, póki ludzie normalni nie przyswoją sobie pewnego obycia z tymi zjawiskami. Dlatego też dla psychologa przewaga uzdolnień po stronie świata ludzi normalnych nie mogła być czymś niespodziewanym. Dla społeczeństwa było to jednak pierwszym wielkim odkryciem, które niosło pewną nadzieję i odprężenie.
Skoro bowiem górujemy nad nimi inteligencją, to możemy ich poznać, zrozumieć ich sposób myślenia i metody działania. W takim systemie, tego uczy się człowiek z własnej inicjatywy i pod przymusem codziennych konieczności. Uczy się, kiedy pracuje w swoim biurze czy warsztacie, kiedy musi załatwić swoje sprawy z władzami i kiedy zostaje aresztowany, czego tylko szczęśliwym udaje się uniknąć. O psychologii tego zjawiska makrospołecznego autor i wielu innych nauczyło się wiele w czasie przymusowych szkoleń indoktrynacyjnych. Był to na pewno skutek niezamierzony przez organizatorów. Narastała więc wiedza praktyczna o tej nowej rzeczywistości. Dzięki niej społeczeństwo zyskiwało pewną umiejętność działania i wyzyskiwania coraz lepiej znanych słabych miejsc tego systemu. To pozwalało także na stopniową reorganizację więzi społecznej początkowo prawie zupełnie rozbitej, a to dawało owoce w miarę upływu czasu. …

Kapitalizm a psychopatia

Członkowie Quantum Future School już od około dwóch lat zajmują się studiowaniem psychopatii i pseudo-psychopatii. To z pewnością sprawiło, że większość z nas jest w stanie zobaczyć owego człowieka za kurtyną, czy raczej, w tym przypadku, pod „maską zdrowia psychicznego”. Wciąż jednak nie daje to odpowiedzi na pytanie, dlaczego zachowania psychopatyczne są tak powszechne w USA. (Co nie oznacza wcale, że nie występują wszędzie – bo występują).

Linda Mealey z Instytutu Psychologii Kolegium  Św. Benedykta w St. Joseph, w stanie Minnesota, przedstawiła ostatnio pewne idee w swoim referacie „Socjobiologia socjopatii – zintegrowany model ewolucyjny”. Idee te odnoszą się do narastania psychopatii w kulturze amerykańskiej i wskazują, że w społeczeństwie opartym na konkurencji – na przykład w kapitalizmie – psychopatia jest zjawiskiem adaptacyjnym i łatwo narasta. Mealey pisze:

„Twierdzę, że niektóre jednostki wydają się posiadać genotyp, który usposabia ich do [psychopatii].
[Psychopatia opisuje] zależne od częstości występowania, genetycznie uwarunkowane, indywidualne różnice w stosowaniu strategii życiowych. [Psychopaci] pojawiają się w każdej kulturze, bez względu na uwarunkowania społeczno kulturowe. [...]
Rywalizacja przyczynia się do częstszego stosowania antyspołecznych i makiawelicznych strategii i może przeciwdziałać zachowaniu prospołecznemu…
Niektóre kultury wspierają konkurencyjność bardziej niż inne i te rozbieżności w wartościach społecznych zróżnicowane są zarówno czasowo jak i międzykulturowo [...] W obu aspektach wysokiemu poziomowi współzawodnictwa towarzyszą wysokie wskaźniki przestępczości i makiawelizm.
Redukcja zachowań prospołecznych i wzrost zachowań antyspołecznych wiąże się również z wysoką gęstością zaludnienia i pośrednią formą współzawodnictwa.” [...] [Mealey, w cytowanym tekście]


Wniosek z tego taki, że amerykański styl życia – utożsamiany w USA z „demokracją” – zoptymalizował zdolność przetrwania psychopatów, co miało te konsekwencje, że ta adaptacyjna „strategia życiowa”, która okazała się niezwykle skuteczna w społeczeństwie amerykańskim, nie tylko rozprzestrzeniła się wśród populacji w ściśle genetycznym sensie, ale i przez długi czas pociągała psychopatyczne jednostki w innych krajach. Faktem jest, że, jak nadmienia Łobaczewski, Ameryka jest prawdopodobnie zalana skirtoidami i psychopatami. Co więcej, w społeczeństwie, które adaptuje się do psychopatii, wielu ludzi, którzy NIE są genetycznymi psychopatami, w konsekwencji przystosowuje się w podobny sposób, „działając jak” psychopaci, czyli – w rezultacie opisanych przez Łobaczewskiego procesów – stając się „efektywnymi” psychopatami lub charakteropatami.

Mealey: Osoby te [psychopaci], jako że nie są upośledzone intelektualnie, będą oczywiście robić normalne postępy pod względem rozwoju kognitywnego i przyswoją sobie teorię umysłu. Ich teorie jednak formułowane będą w czysto instrumentalnych kategoriach [„co mogę ZYSKAĆ twierdząc to lub tamto?”], bez dostępu do rozumienia empatycznego, na którym większość z nas tak często polega.
Wolni od „natręctwa” emocji, zamiast bazować na przeczuciach i emocjach, swoje działania podejmują – jak profesjonalni hazardziści – opierając się wyłącznie na nomotetycznych* prawach i aktuarialnych** danych, mogąc jednocześnie znakomicie przewidywać zachowania innych ludzi.
Rozstrzygając o tym, jak „grać” w relacjach społecznych codziennego życia, szacować będą koszty i zyski, czyli używać podejścia czysto bilansowego, opartego na natychmiastowych osobistych korzyściach, bez „uwzględniania” emocjonalnych reakcji innych ludzi, z którymi mają do czynienia.
Bez choćby odrobiny prawdziwej miłości, która „wciągnęłaby” ich do współpracy, bez najmniejszego niepokoju o pojawienie się chęci „dezercji”, bez poczucia winy mogącego wzbudzać żal, mogą oni nieustannie grać o szybkie korzyści.
Ponieważ zmiany w częstotliwości występowania genów w populacji nie byłyby w stanie nadążyć za szybko zmieniającymi się parametrami społecznych interakcji, rezultatem powinien być jednocześnie dodatkowy, wahający się odsetek socjopatii, ponieważ w społeczeństwie [skażonym psychopatią] warunki środowiskowe czynią antyspołeczną strategię życia korzystniejszą od prospołecznej. [Mealey]

[Przypisy
* nomotetyczny - szukający zależności przyczynowo-skutkowych i współzależności
** aktuarialny – odnoszący się do ryzyka i zysku (głównie w dziedzinie ubezpieczeń)]


Innymi słowy, w świecie psychopatów jednostki nie będące genetycznymi psychopatami, jeśli chcą po prostu przeżyć, prowokowane są do zachowań psychopatycznych. Kiedy zasady są tak wymyślone, żeby społeczeństwo „przystosować” do psychopatii, z wszystkich robi to psychopatów.

Tym, co czyni psychopatów tak przerażającymi i niebezpiecznymi, jest to, że noszą doskonale przekonującą „maskę zdrowia psychicznego”. Zdaniem psychiatry Harveya Cleckley’a z tego właśnie powodu taka osoba może być początkowo niezwykle przekonująca i nieodparcie sprawiać wrażenie zdrowej. Dr Cleckley jako pierwszy opisał kluczowe symptomy tego zaburzenia.

Generalnie, odnoszący sukcesy psychopata „oblicza”, ile może z tego mieć, rozważając stosunek zysków i strat dla różnych opcji. Wśród czynników, które uważa on za najważniejsze, są pieniądze, władza i zaspokojenie negatywnych pragnień. Nie motywuje ich takie społeczne wzmocnienie jak nagroda czy przyszłe korzyści. Przeprowadzono badania, które wykazały, że uwięzienie psychopaty nie odnosi absolutnie żadnego skutku, jeśli chodzi o zmianę ich życiowych strategii. W rzeczywistości okazuje się, że jedynie pogarsza to sprawę. W praktyce, w więzieniu psychopaci po prostu uczą się, jak być lepszymi psychopatami.

Psychopata, nawet jeśli sprawia wrażenie bezradnego, ma obsesję na punkcie kontroli. Udawanie emocjonalnej wrażliwości jest naprawdę elementem sprawowania kontroli: im wyższy poziom wiary, jaką psychopata może wzbudzić w ofierze poprzez odgrywane przez siebie dramaty, tym większą, jak sądzi, posiada „kontrolę”. I faktycznie jest to prawda. Kiedy inni wierzą w ich kłamstwa, oni NAPRAWDĘ sprawują kontrolę. Niestety, stopień wiary, stopień „poddania się” tej kontroli poprzez fałszywe wyobrażenie, na ogół powoduje tak wiele bólu, że – w momencie ujrzenia prawdy – ofiara woli trwać w kłamstwie niż stawić czoło faktowi, że została oszukana. Na to liczy psychopata. To część jego „aktuarialnych kalkulacji”. Daje mu to poczucie władzy.

Wcześniejsze zachowania społeczności będą przez psychopatę (lub sieć ponerologiczną) wykorzystane do przewidzenia zachowań przyszłych. Podobnie jak indywidualny gracz, społeczeństwo będzie mieć pewną szansę wykrycia oszustwa i mniej lub bardziej dokładnie pamiętać, kto ich oszukał w przeszłości, jak również bardziej lub mniej rozwiniętą skłonność do wzięcia odwetu na kłamcy i oszuście. Ponieważ psychopata stosuje aktuarialne podejście, by oszacować koszty i pożytki różnych zachowań (po prostu ile może z tego mieć), to w jego kalkulacjach uwzględnione zostanie raczej faktyczne zachowanie społeczności w przeszłości niż jakakolwiek ocena ryzyka oparta na „obawach czy niepokojach” o przyłapanie go i ukaranie, jakie odczuwaliby ludzie empatyczni przed zrobieniem czegoś niedozwolonego.

Dlatego też, by zredukować zachowania psychopatyczne w społeczeństwie i w rządzie, społeczeństwo musi ustalić i przeforsować wysokie wskaźniki wykrywania oszustw i rozpoznawania kłamców oraz gotowość do odwetu. Innymi słowy, musi ono ustanowić pomyślną strategię odstraszania.

Ponieważ psychopata jest szczególnie niezdolny do podejmowania decyzji w oparciu o przyszłe konsekwencje i może skupić uwagę jedynie na natychmiastowej gratyfikacji – na krótkoterminowych celach – można sobie z takimi osobami poradzić ustalając historię wymierzania szybkiej społecznej odpłaty. To znaczy, rozpoznawanie i karanie kłamców i oszustów musi być natychmiastowe i niezwykle konsekwentne, dzięki czemu niezwłoczność ta jest łatwa do przewidzenia.

I tu dochodzimy do następującej kwestii: w realnym świecie, w świecie wielkoskalowych interakcji społecznych, zredukowanie psychopatii u naszych przywódców zależy od poszerzenia zbiorowej pamięci społeczeństwa o zachowaniach indywidualnych graczy w przeszłości. Ci, którzy nie uczą się z historii, są skazani na jej ponowne przeżycie.

Jakikolwiek racjonalny przegląd wiadomości ujawni, że kłamstwa i oszukiwanie nie są „ukryte” tak dokładnie, jak chcieliby sądzić amerykańscy apologeci.

Nawet ci gorzej poinformowani Amerykanie domyślają się, że śledztwo w sprawie zabójstwa JFK z pewnością było lipne. W ostatnich latach Gerald Ford, były prezydent oraz członek Komisji Warrena i człowiek faktycznie nią sterujący, przyznał się do „przekłamań” w raporcie końcowym [komisji] tzn. do zmienienia danych dotyczących położenia jednej z ran wlotowych.

Potem była Watergate, a po niej afera Iran-Contra, nie wspominając o aferze „Monica-gate”. W porównaniu z kłamstwami ludzi obecnie dzierżących władzę wszystkie one wyglądają niemalże infantylnie. Łgarstwa gangu Busha, począwszy od skradzionego zwycięstwa wyborczego, poprzez ataki z 11 września i niesławną sprawę irackiej broni masowego rażenia, wzniosły sztukę kłamstwa na takie wyżyny, że mogłyby zadziwić samego Hitlera. A to tylko niektóre z ważnych wydarzeń, znane wszystkim Amerykanom.

Jakie konsekwencje ponieśli ci krętacze oszukujący społeczeństwo?

Niewarte wzmianki. W rzeczywistości, w niemal każdym przypadku zostali oni elegancko nagrodzeni tym, co dla psychopaty wartościowe: pieniędzmi i dobrami materialnymi. Jeśli ktokolwiek myśli, że publiczne zdemaskowanie zawstydziło ich, niech to jeszcze raz przemyśli!

Ale kluczowe jest to, że na ujawnienie kłamstw w rządzie Amerykanie po prostu nie odpowiedzieli jakimkolwiek oburzeniem, które mogłoby być uznane za więcej niż zdawkowe. Obecnie nie ma nawet „symbolicznego oburzenia”.

Czy nie uważacie, że to dziwne?




My jednak już wspomnieliśmy, co jest tego przyczyną: amerykański sposób życia zoptymalizował przetrwanie psychopatii, a w świecie psychopatów ci, którzy nie są genetycznymi psychopatami, ulegają wpływom i zachowują się jak psychopaci, żeby po prostu przetrwać. Kiedy reguły ustawione są tak, żeby społeczeństwo „dopasowało się” do psychopatii, z każdego czyni to psychopatę. W konsekwencji, bardzo duża liczba Amerykanów to faktyczni socjopaci. (Pojęcia „socjopata” używamy tu dla określenia tych osób, które nie są psychopatami genetycznymi.)

I tak oto mamy George’a Busha i Czwartą Rzeszę, którzy przyglądając się reakcjom Amerykanów na oszustwa, kalkulują, ile mogą dla siebie wyszarpać.

A reakcji nie ma żadnych, ponieważ ten system dostosował się do psychopatii. Inaczej mówiąc, Amerykanie popierają Busha i jego agendę, ponieważ większość z nich jest taka sama jak on. Jednak jest tak nie dlatego, że wszyscy się takimi urodzili, a dlatego, że psychopatia jest niemal wymagana, by móc przetrwać w konkurencyjnej, kapitalistycznej Ameryce.

W miarę jak społeczeństwo się rozrasta i staje się bardziej konkurencyjne, jednostki stają się bardziej anonimowe i bardziej makiaweliczne. Społeczne rozwarstwienie i segregacja prowadzą do poczucia niższości, pesymizmu i depresji wśród tych nieposiadających, a to przyczynia się do korzystania w życiu ze „strategii oszukiwania”, co z kolei czyni środowisko ogólnie bardziej przystosowanym do psychopatii. Jest tak dlatego, że cierpiący zareagują pozytywnie na każdą oznakę zmiany, nawet jeśli nie zdają sobie sprawy z tego, że zmiana ta jest proponowana przez tych, którzy w rzeczywistości uczynią ich życie jeszcze gorszym.

Psychopatyczne zachowania niegenetycznych psychopatów można by rozpatrywać w kategoriach skutecznej metody otrzymywania pożądanych środków, poprawienia pozycji w lokalnej grupie, a nawet sposobu dostarczenia stymulacji, którą ludzie odnoszący społeczne i finansowe sukcesy znajdują w akceptowalnych wyzwaniach fizycznych i intelektualnych.

W Ameryce na wiele rodzin wywiera wpływ fakt, że praca, rozwód, albo jedno i drugie, odsuwa jednego albo oboje rodziców od kontaktu z dziećmi przez większość dnia. Takie są konsekwencje kapitalistycznej gospodarki.

Kiedy rodzice są nieobecni – albo kiedy jedno z nich jest obecne, ale nie posiada wystarczającej wiedzy – dzieci pozostawione są na łasce rówieśników i kultury kształtowanej przez media. Przewodnikiem uzbrojonych w dżojstiki i piloty do telewizorów dzieciaków stają się filmy takie jak South Park i Jerry Spinger czy gry typu Mortal Kombat na konsoli Nintendo. Normalne początkowo dzieci stają się mniej wrażliwe na przemoc, a te bardziej podatne na wpływy – dzieci z genetycznie odziedziczoną psychopatią – popychane są w kierunku niebezpiecznej mentalnej przepaści. Tymczasem rząd, na żądanie rodziców i środowiska psychologów, regularnie ustanawia prawa pozwalające nieletnim uniknąć konsekwencji za brutalne zachowania.

Jeśli chodzi o przemoc w mediach, tylko nieliczni badacze wciąż próbują kwestionować fakt, że rozlew krwi w telewizji i w filmach ma wpływ na oglądające to dzieci. Teraz dodatkowo mamy jeszcze gry video oparte na schemacie ścigania i zabijania. Dzieci, zaabsorbowane grafiką, uczą się kojarzyć strugi „krwi” z główną gratyfikacją osiągnięcia „wygranej”.

I znowu system gospodarczy – kapitalizm przebrany za „demokrację” – steruje rzeczywistością.

Jest to w istocie niemal mechaniczny system, działający w oparciu o psychologiczną naturę ludzi, z których większość lubi żyć w stanie zaprzeczenia lub chce żyć w stanie zaprzeczenia, aby zadowolić rodziców, rówieśników, przywódców religijnych i politycznych. Wszystko, czego im trzeba, to chwila odprężenia, by mogli cieszyć się “Amerykańskim marzeniem”. Koniec końców, “jeśli niewiedza jest rozkoszą, szaleństwem jest być mądrym”. Jest to szczególnie widoczne, gdy weźmiemy pod uwagę instynkt przetrwania ego. Skoro oficjalna kultura – stworzona przez psychopatów – mówi, że nie ma żadnego “człowieka za kurtyną”, działając poprzez poprzez wpojone systemy przekonań, to prawdopodobieństwo, że większość ludzi będzie mogła dostrzec źródło zjawisk ponerologicznych w naszym świecie, jest znikome.

A teraz przemyślcie wszystkie powyższe informacje w powiązaniu z atakami z 11 września. Pomyśclie też o tym, że dla tak wielu Amerykanów niemal nie do uwierzenia jest, że urzędnicy państwowi rozmyślnie poświęciliby życia swoich obywateli, aby urzeczywistnić swoje plany! Co więcej, weźcie pod uwagę fakt, że rząd zna wasz sposób myślenia, aż za dobrze. Właściwie, to przecież oni stworzyli sposób, w jaki myślicie!

[1]       trzecie wydanie amerykańskiej klasyfikacji psychologicznej; DSM-III American Psychiatric Association; Diagnostic and Statistical Manual of Mental Disorder, wyd. 3-cie, American Psychiatric Press, Waszyngton, 1980. http://en.wikipedia.org/wiki/Diagnostic ... .281980.29
[2]      w prawodawstwie polskim termin „morderstwo pierwszego stopnia” nie występuje; w języku potocznym – kwalifikowane formy zabójstwa tj. ujęte w art. 148. § 2 KK
[3]       indeterminate sentence – kara pozbawienia wolności w nieoznaczonym wymiarze, jej długość jest uzależniona od sprawowania osadzonego np. 15 do 25 lat; nie będąca odpowiednikiem stosowanej w polskim prawodawstwie kary pozbawienia wolności z możliwością przedterminowego zwolnienia za dobre sprawowanie



Ten artykuł jest przekładem oryginału zamieszczonego w języku angielskim na stronie:

Political Ponerology: A Science on The Nature of Evil adjusted for Political Purposes
by Andrew M. Lobaczewski
with commentary and additional quoted material by Laura Knight-Jadczyk
dokonanym przez polskich tłumaczy z grupy QFG – edytorów blogu PRACowniA.
Materiał ten został opublikowany przez SOTT.NET – projekt Quantum Future Group, Inc – i jest jego własnością. Zezwala się na kopiowanie i publiczne rozpowszechnianie pod warunkiem podania oryginalnego źródła i autora oraz żródła przekładu.
Dodatkowe informacje uzyskasz pisząc na adres: pracownia-iv@o2.pl
« Last Edit: (Thu) 14.08.2014, 21:56:04 by BladyMamut »
“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • WyBudzony
  • *
  • Posts: 2 560
  • Reputacja: +12/-0
Re: Ponerologia polityczna: Nauka o naturze zła w adaptacji do celów .
« Reply #1 on: (Fri) 04.04.2014, 13:06:53 »
Ponerologia polityczna. Nauka o naturze zła w adaptacji do zagadnień politycznych - Andrzej Łobaczewski (fragmenty)

książkę można kupić w Domie Wydawniczym “Ostoja

A zobaczyć skan TUTAJ

Rozdział II
POJĘCIA NIEZBĘDNE

Na powstanie naszej europejskiej cywilizacji złożyły się trzy główne a heterogeniczne tworzywa, które powiązał czas i wysiłek wieków późniejszych: myśl grecka, rzymska cywilizacja imperialna i prawna, oraz chrześcijaństwo. Zrodziło to kulturę, jej dorobek poznawczy i duchowy, wewnętrznie niespójne, gdzie filozoficznie młody język pojęć, co ledwie oderwał się od naturalnych ludzkich wyobrażeń, lub nazbyt związany z potrzebami działalności prawnej, okazał się zbyt sztywny, aby ujmować sprawy życia psychicznego i duchowego.

Taki stan rzeczy odbijał się negatywnie na naszej zdolności poznawania rzeczywistości szczególnie tej, która dotyczy natury człowieka i społeczeństwa. Zamiast ją śledzić, podporządkowując nasz umysł obserwowanym faktom, Europejczyk stał się skłonny do narzucania im schematów ideowych pochodzących z zewnątrz, nie całkiem adekwatnych, a często subiektywnych. Dopiero czasy współczesne, dzięki wpływowi ogromnego rozwoju nauk szczegółowych, które ze swojej natury śledzą rzeczywistość, a po części dzięki apercepcji dorobku filozoficznego innych kultur, przynoszą rozpulchnienie tej naszej tradycji myślenia doktrynalnego, co umożliwi nową homogenizację naszej cywilizacji.

Jest rzeczą zadziwiającą, jak bardzo autonomicznym szczepem była kultura Hellenów. Chociaż i w tamtych czasach żadna cywilizacja nie mogła rozwijać się poza wpływami innych i nie przejmując wartości wcześniejszych, to prawdopodobnie okres upadku, zwany przez archeologów „erą ciemną", jaki nastał w tym rejonie Morza Śródziemnego pomiędzy XII a VIII wiekiem przed Chrystusem, potem wyobcowanie przybyłych szczepów i ich wojowniczość spowodowały ich względną izolację kulturową.

W bezpośrednim kontakcie z przyrodą, z doświadczeń życia i wojny, rozwijało się bogactwo wyobrażeń mitologicznych, które maluje ten związek z naturą kraju i ludu. W takich warunkach rodziła się tradycja literacka, a potem refleksja filozoficzna, która poszukiwała uogólnień ludzkiego doświadczenia, treści istotnych, a wreszcie kryteriów słuszności i wartości moralnych. Dorobek grecki fascynuje swoim bogactwem, indywidualnością, ale także swoją pierwotnością. Dla rozwoju naszej kultury byłoby bardziej korzystne, gdyby Hellenowie korzystali obficiej z dorobku innych cywilizacji, ich osiągnięć, tradycji i ich refleksyjności.

Rzym był witalny i praktyczny, co nie sprzyjało refleksyjnemu pogłębianiu przyswajanej myśli greckiej. W cywilizacji imperialnej potrzeby administracji i rozwój prawodawstwa stwarzały wymogi dla pracy umysłów. Filozofia pełniła więc rolę dydaktyczną przyczyniając się do rozwoju sztuki myślenia, użytecznej dla lepszego sprawowania urzędów i prowadzenia polityki. Wpływ greckiej refleksyjności łagodził jednak obyczaje rzymskie, co sprzyjało rozwojowi imperium.

Dla każdej cywilizacji imperialnej złożone problemy ludzkiej osobowości wydają się czymś kłopotliwym, co komplikuje regulację prawną i sprawowanie urzędów. Rodzi to skłonność do abnegacji zjawisk subtel-niejszej natury i do tworzenia dostatecznie uproszczonego schematu osobowości ludzkiej, dogodnego dla potrzeb prawa i administracji.

Obywatel rzymski mógł więc realizować swoje cele i kształtować swoją osobowość w ramach, jakie wyznaczył mu los, oraz zasady prawa i sytuacja w państwie. Te uwarunkowania określały pozycję jednostki wedle przesłanek zbyt mało zależnych od jej właściwości psychicznych. Życiem duchowym i umysłowym tych, którzy nie mieli praw obywatelskich, nie wypadało się głębiej interesować. To powodowało jałowienie poznania psychologicznego, co zawsze powoduje recesję moralną, zarówno w życiu indywidualnym, jak i na skalę społeczeństw, krajów i imperiów.

Chrześcijaństwo, dziedzicząc wartości judaizmu, niosło silniejsze związki ze starymi kulturami kontynentu azjatyckiego i ich refleksją psychologiczną, moralną i teologiczną. Był to oczywiście czynnik dynamiczny, który przyczyniał się do jego atrakcyjności, ale raczej nie najważniejszy. Nowy stosunek do drugiego człowieka — bliźniego, w którym serdeczny szacunek miał prowadzić do zrozumienia i przebaczenia, otwierał drogi do jego poznania. Obserwacja i rozumienie przemian, jakie zachodziły w osobowościach ludzkich pod wpływem wiary, stawały się szkołą poznania psychologicznego i sztuką pierwszych wyznawców. Rozumienie więc człowieka owocowało bujnie w ciągu pierwszych wieków.

Mogło by się było więc wydawać, że chrześcijaństwo rozwinie sztukę rozumienia człowieka na skalę, która przewyższy starsze kultury i religie mędrców. Można by było żywić nadzieję, że tego rodzaju wiedza ochroni przyszłe pokolenia i wieki od niebezpieczeństw, jakie niesie spekulatywizm psychologiczny oderwany od dogłębnego poznania rzeczywistości ludzkiej. Tymczasem, historia nie potwierdziła takiej nadziei.

Nauka Chrystusowa rozprzestrzeniała się wzdłuż morskich i bitych szlaków Imperium Romanum, wewnątrz jego cywilizacji, wśród krwawych prześladowań i w kompromisie z jego potęgą i prawem. Na skutek nie dających się uniknąć procesów adaptacyjnych, kościół chrześcijański przyswajał sobie rzymskie formy administracyjne i przystosowywał się do istniejących formacji społecznych. Chrześcijaństwo przejmowało nawyki rzymskiego myślenia prawnego wraz z jego schematami upraszczającymi ludzką osobowość i obojętnościąwobec zróżnicowania ludzkich natur. Pod wpływem Imperium, chrześcijaństwo zagubiło zbyt wiele ze swojej pierwotnej sztuki rozumienia człowieka. Wydawać się może, że na tym polu Rzym zwyciężył najlepszego Psychologa.

Już w końcu czwartego wieku można dostrzegać objawy zaniku wrażliwości pojmowania psychologicznego i już pojawia się skłonność do narzucania innym gotowych schematów. W późniejszych wiekach chrześcijaństwo przeszło przez wszystkie trudności, jakie bywają skutkami deficytów poznania natury człowieka, a potem przez ciężką chorobę.

Chrześcijaństwo najpierw zaadaptowało do swoich potrzeb dorobek greckiej myśli filozoficznej i jej język pojęć. Pozwoliło to na rozwinięcie własnej filozofii, ale cechy pierwotności tego języka i jego przywiązanie do materii narzuciły pewne ograniczenia. To utrudniło także na wiele wieków komunikację chrześcijaństwa z innymi kulturami religijnymi. Wyczerpujące wyświetlenie historycznych przyczyn tego stłumienia rozwoju rozumienia człowieka w naszej cywilizacji byłoby dziełem nader pożytecznym w czasach współczesnych, kiedy jesteśmy na drodze do naprawienia tego skutków.

Stopniowo powstał związek tych trzech heterogenicznych tworzyw na tyle trwały, że po wiekach zapomniano, jak początkowo były sobie obce. Czas, kompromis i wysiłek dalszej refleksji nie wyeliminowały jednak wszystkich wewnętrznych niekoherentności. Szczepy chrześcijastwa, które znalazły się w odmiennych środowiskach kulturowych, rozwinęły formy na tyle odmienne, że utrzymanie jedności okazało się historycznie nazbyt trudne.
Tak zrodziła się cywilizacja z poważnym deficytem w dziedzinie, która gra i grać powinna twórczą rolę więzi i zrozumienia, oraz ostrzegać i chronić społeczeństwa przed różnymi rodzajami zła, jakie rodzą się z braku tego zrozumienia. Taka cywilizacja rozwinęła formuły prawa państwowego, cywilnego, karnego, wreszcie i kanonicznego, pomyślane dla istot wykon-cypowanych i uproszczonych, dla filozoficznych kukiełek człowieka. Zabrakło zrozumienia dla złożonej treści rzeczywistych ludzkich osobowości, a ogromne różnice, jakie zachodzą pomiędzy indywidualnymi jednostkami gatunku homo sapiens, ukryły się poza formami organizacji społecznej i posiadania. O zrozumieniu pewnych anomalii psychicznych, jakie spotykamy u niektórych osób, nie mogło być mowy przez wieki. Tymczasem one właśnie stają się czynnikami etiologicznymi w procesach genezy zła na każdą skalę społeczną.

Dopiero współcześnie mamy do czynienia z procesem odwrotnym, który musi trwać swój czas. Nasza cywilizacja, a z nią chrześcijaństwo, nasycają się treściami poznania biologicznego i psychologicznego. Wśród wielu trudności ten wspomniany deficyt jest stopniowo wyrównywany. Persewerują jednak sprzeczności, rzeczywiste i leibnizowskie, a także niepotrzebne obawy. Dlatego to dzieło wymaga pracy, odwagi i ufności.

Sami jednak doświadczyliśmy boleśnie skutków tego, że nasza cywilizacja stała się mało odporna na zło, które rodzi się poza łatwiej dostępną sferą świadomości ludzkiej i eksploatuje zbyt wielką szczelinę pomiędzy myśleniem doktrynalnym i prawnym a rzeczywistością psychologiczną. W cywilizacji z deficytem poznania psychologicznego, nadaktywność jed-.nostek pobudzanych wewnętrznym niepokojem, który wyrasta z poczucia własnej odmienności, znajduje zbyt łatwy oddźwięk u ludzi nie dość świadomych rzeczy. Marzenie takich jednostek o tym, aby narzucić społeczeństwom ich własny odmienny sposób przeżywania i pojmowania, a potem swoją władzę, ma wciąż szanse realizacji.

Psychologia

Elitarne poznanie psychologiczne drzemało w kulturze europejskiej przez wieki. Istnienia podświadomości domyślali się filozofowie już pod koniec wieku XVII i stopniowo rozwinęli bogate poznanie w tej dziedzinie. Dopiero jednak lata siedemdziesiąte XIX wieku zapoczątkowały burzliwy rozwój poszukiwań, które zmierzały do odkrywania złożonych prawd o naturze człowieka. Był to ruch świecki, przygotowany przez rozwój biologii i medycyny, realizowany głównie przez lekarzy, który prowadził swoje poszukiwania od strony materii. Takie podejście do osobowości ludzkiej musiało jednak okazać się jednostronne, zapoznając to, co znaliśmy już dawniej jako poznanie duchowe. Jednak już prawie od początku niektórym badaczom towarzyszyła wizja przyszłej wielkiej roli, jaką ta nauka powinna pełnić dla dobra ładu i pokoju w świecie. Niedługo później Iwan Pawłów, C. G. Jung i inni zdali sobie sprawę z tej jednostronności i poszukiwali syntezy. Temu pierwszemu nie było jednak już dane wypowiedzieć publicznie swoich wniosków i przekonań.

Psychologia jest jedyną nauką gdzie ludzki umysł bada umysł ludzki, gdzie badający podmiot i przedmiot badania należądo tego samego gatunku, a w akcie introspekcji stają się tym samym człowiekiem. O błędy więc subiektywizmu, wkradanie się do rozumowania powszechnie używanych archetypów i indywidualnych nawyków myślącego,jest nader łatwo. Zdarza się więc, że krąg błędów się zamyka, że w grę wchodzą ludzkie uczucia, lub pojawiąjąsię różne trudności nie znane w innych dziedzinach wiedzy. Sąto skutki braku dystansu pomiędzy badaczem a przedmiotem badania.

Dlatego ci, którzy za wszelką cenę chcieli uniknąć tych wspomnianych błędów, jak behawioryści, tak zubożyli poznawane treści, że zbyt mało zostało z samej materii. Pozostawili jednak nader pożyteczną dyscyplinę myślenia. Postęp wypracowywali często ludzie przynaglani wewnętrznym niepokojem, którzy szukali na drodze poznania i samopoznania sposobu do uładzenia własnej osobowości. Jeżeli te niepokoje były skutkiem błędów czy nadużyć w ich wychowaniu, wówczas z ich przezwyciężenia rodziły się świetne odkrycia. Jeżeli przyczyny tych niepokojów tkwią w dziedzicznej naturze człowieka, wówczas powoduje to trwałe tendencje zniekształcające pojmowanie zjawisk psychologicznych, a co za tym idzie — także moralnych.

Niestety, rozwój tej nauki jest w wysokim stopniu uzależniony od indywidualnych wartości i natury badaczy. Jest on także uzależniony od sytuacji społecznej. Tam, gdzie społeczeństwo popadło w niewolę u obcych, albo jest pod panowaniem własnej klasy nadmiernie uprzywilejowanej, psychologia staje się pierwszą dziedziną, która zaczyna cierpieć różne formy cenzury władzy lub opinii, które zaczynają wiedzieć lepiej, co jest prawdą naukową.

Mimo tych różnorodnych trudności, dzięki wypracowaniu wymagających zasad metodologii, odkrywczości wybitnych umysłów i dzięki pracy tych badaczy, którzy wypełniają ramy tej nauki szczegółowymi danymi, a zarazem sprawdzają poprawność ogólnych ujęć, rozwija się ta dyscyplina naukowa, która służy człowiekowi w praktyce życia społecznego. Stopniowo narasta doświadczenie, zdobywane w związku z działalnością dla dobra ludzi, którzy potrzebują pomocy. W większym bowiem stopniu z bezpośrednich obserwacji, niż z akademickich eksperymentów i rozważań, rodzi się poznanie naukowe i język współczesnej psychologii. Życie bowiem, w różnorodnych warunkach, wygodnych lub tragicznych, poddaje jednostki ludzkie takim eksperymentom, na jakie nie mógłby sobie pozwolić żaden badacz w swoim laboratorium. Z nieludzkiego eksperymentu, którego przedmiotem były całe narody, zrodziła się także i ta tutaj praca.

Doświadczenie uczy psychologa przebiegać myślą sprawnie wzdłuż czasu psychologicznego życia drugiego człowieka, śledząc przy tym przyczynowe uwarunkowania jego osobowości i postępowania. Dzięki temu możemy rekonstruować w myśli także takie czynniki, które na niego oddziaływały, których on sam nie rozumie. Czynimy to z reguły nie przy pomocy naturalnego układu pojęć psychologicznych, owego sławnego „zdrowego rozsądku", na którym polega tak wielu ludzi i opinia społeczna, ale w kategoriach w miarę naszych możliwości jak najbardziej obiektywnych. Taki język pojęć, który opisuje zjawiska psychologiczne i ich związki przyczynowe w sposób niezależny od potocznych wyobrażeń, stał się niezbędnym narzędziem praktycznego działania. Niestety w praktyce bywa to często raczej kliniczny slang, niż dostatecznie wytworny język naukowy, którego wypadałoby sobie życzyć.

Język obiektywny

Poznanie i myślenie w kategoriach obiektywizmu psychologicznego opiera się na tych samych zasadach logicznych, epistemologicznych i metodologicznych, które okazały się najsprawniejszym narzędziem w wielu dziedzinach nauk przyrodniczych. Robienie wyjątków od tych reguł dla nas samych i ludzi nam podobnych okazało się tradycją która rodzi więcej błędów niż pożytków. Równocześnie jednak, konsekwentne stosowanie tych zasad, bez przyjmowania dodatkowych ograniczeń scjentystycznych, wyprowadza nas w końcu ku widnokręgowi, skąd można już dostrzec przyczynowość ponadprzyrodniczą. Zaakceptowanie istnienia w osobowości ludzkiej tych ostatnich zjawisk staje się wtedy koniecznością jeżeli nasz język pojęć psychologicznych ma pozostać układem obiektywnym i opisywać poprawnie całą rzeczywistość, jaką reprezentuje człowiek.

Człowiek jednak, w swojej afirmacji własnej osobowości, skłonny jest do spychania z pola świadomości tych skojarzeń, które wskazują na przyczynowe uwarunkowania jego uczuciowości, sposobu pojmowania i postępowania. Szczególnie ludzie młodzi chcą wierzyć, że ich zamiary i decyzje są wolnymi wyborami, kiedy równocześnie i przy pewnej wprawie w analizie psychologicznej, przyczynowe ich uwarunkowania bywają niezbyt trudne do prześledzenia. Wiele tych uwarunkowań kryje się w naszym dzieciństwie i chociaż wspomnienia tamtych dni stają się coraz dalsze, skutki wczesnych doznań wszyscy nosimy w sobie przez całe życie.

Czym lepiej rozumiemy przyczynowość ludzkiej osobowości, tym bardziej człowiek wydaje się nam cząstkąnatury i społeczeństwa poddanącoraz lepiej poznawanym zależnościom. Ogarnia nas jakże ludzka nostalgia i pytamy się wtedy, czy rzeczywiście nie ma miejsca na żaden zakres wolności — albo na jakąś Puruszę. Czym jednak tę sztukę poznawania ludzkiej przyczynowości rozwinęliśmy lepiej, tym łatwiej udaje się nam uwolnić człowieka, który nam zaufał, od nadmiaru tych uwarunkowań, które niepotrzebnie krępowały jego swobodę poprawnego pojmowania i decydowania. Dzięki temu możemy potem poszukiwać wspólnie z nim najbardziej słusznych dróg wyjścia z jego trudności. Gdybyśmy ulegli pokusie czynienia tego używając naturalnego układu pojęć psychologicznych, dalibyśmy mu rady, jakich już słyszał wiele i podobne do tych, które już okazały się nieproduktywne.

Naturalny światopogląd psychologiczny, społeczny i moralny jest produktem procesu rozwojowego i wychowania człowieka w społeczeństwie, który przebiega pod stałym wpływem odpowiedzi naszego ludzkiego filogenetycznie wytworzonego podłoża instynktownego i innych właściwości wrodzonych. Człowiek nie może również rozwijać się normalnie bez asymilowania tworzywa psychicznego od innych osób i wpływu ich charakterów, oraz wartości swojej cywilizacji, tradycji moralnych. Dlatego naturalny ludzki światopogląd nie może być całkowicie prawdziwy ani powszechny czy jednolity. Różnice, jakie występują pomiędzy jednostkami i narodami, mają swoje przyczyny zarówno w dyspozycjach dziedzicznych, jak i są produktem warunków ontogenezy indywidualnych osobowości ludzkich.

Jest raczej rzeczą zastanawiającą, że główne wartości tego ludzkiego światopoglądu naturalnego wykazują zasadnicze podobieństwa mimo różnic rasowych, cywilizacyjnych i znacznych odległości w czasie i przestrzeni. Najwyraźniej światopogląd ten wyrasta głównie z natury naszego gatunku i doświadczeń ludzkich pokoleń. Jego uszlachetnianie, dzięki wartościom literackim, refleksji filozoficznej i moralnej, precyzuje niektóre różnice, ale biorąc ogólnie zbliża jeszcze bardziej naturalne języki pojęć różnych czasów i cywilizacji. Dlatego osobom wykształconym humanistycznie może się wydawać, że na tej drodze osiągnęli dojrzałość. My zaś będziemy żywili szacunek dla tej mądrości zdrowego rozsądku, która wyrasta z doświadczenia życia, chociaż poznajemy jej deficyty i nieadekwat-ności.

Konsekwentny jednak psycholog musi postawić zasadnicze pytania: Czy ten naturalny sposób pojmowania spraw ludzkich, nawet wysoce kulturalny, jest dostatecznie poprawnym odzwierciedleniem rzeczywistości, aby można na nim polegać, czy jest raczej naszym gatunkowym sposobem jej odczuwania? W jakim zakresie zagadnień, można na nim opierać decyzje, w indywidualnych problemach życiowych, w sprawach społecznych, jak również — politycznych?

Doświadczenie uczy nas tego, że po pierwsze ten światopogląd naturalny ma charakterystyczne i odwieczne tendencje zniekształcające obraz rzeczywistości dyktowane naszymi właściwościami instynktownymi i emocjonalnymi. Po drugie, rzeczywistość bywa często nazbyt skomplikowana i jej zrozumienie przekracza indywidualne możliwości. Po trzecie, w naszej pracy psychologicznej spotykamy się z licznymi zjawiskami, których nie da się zrozumieć ani opisać w tym naturalnym języku pojęć. Wtedy język pojęć obiektywnych, pozwalający analizować przyrodniczo istotę zjawisk, staje się narzędziem koniecznym. Sytuacja staje się więc podobna do wielu innych dziedzin wiedzy. Taki język obiektywny okazał się narzędziem niezbędnym dla rozumienia zagadnień przedstawionych w tej książce.

Postarajmy się tu wyliczyć najważniejsze z tych deficytów światopoglądu naturalnego: Przede wszystkim nie niesie on tych danych biologicznych i psychologicznych, które odkryła dopiero nowoczesna nauka, a wyzwala równocześnie egotyczną opozycję przeciwko ich przyjęciu. Emocjonalne nacechowanie naszych naturalnych przekonań nie jest nigdy zupełnie odpowiednie do przeżywanej rzeczywistości. Jest to skutkiem działania naszego instynktu i podświadomości. Dlatego też najlepsze tradycje myśli filozoficznej i religijnej zalecały wyciszenie emocjonalizmu, aby uzyskać bardziej adekwatne widzenie rzeczywistości. Naturalny światopogląd jest nacechowany podobną skłonnością do nadawania naszym sądom jakości moralizującej, częściej pejoratywnej aż do oburzenia włącznie. Apeluje to do skłonności silnie zakorzenionych w naturze ludzkiej i w obyczajach społeczeństw. Ten sposób pojmowania i osądzania ekstrapolujemy nader łatwo na przejawy niewłaściwego postępowania człowieka, spowodowane w istocie lżejszymi defektami psychicznymi, a nawet doraźnym stanem chorobowym. Moralizująca interpretacja lżejszych stanów patologicznych jest błędem, do którego wszyscy mamy skłonność, a który rodzi wyjątkowo dużo nieszczęśliwych skutków i dlatego będziemy wracać do tego zagadnienia jeszcze kilka razy.

Innym defektem naturalnego światopoglądu ludzkiego jest jego nie-powszechność. W każdym społeczeństwie spotykamy pewien procent ludzi, u których rozwinęły się formy tego światopoglądu odmienne od tych, jakimi posługuje się duża większość ludzi. Jest to skutkiem działania anomalii podłoża instynktowego, albo patologicznie odmiennych warunków wychowania. O tych sprawach będziemy mówić obszerniej w rozdziale o ponerologii.

Na skutek wspomnianych braków, ten naturalny światopogląd ma ograniczony zasięg stosowalności. Geometria Euklidesa jest wystarczająca do technicznej przebudowy naszego świata i do odbycia podróży na księżyc lub do bliższych planet. Dopiero kiedy sięgamy poza nasz układ planetarny, albo do wnętrza atomu, musimy użyć geometrii o mniej naturalnych aksjomatach. Tymczasem w życiu każdego prawie człowieka pojawiają się problemy, z którymi musi on sobie radzić, kierując się wyczuciem lub szukając szczęścia, ponieważ zrozumienie natury czynników, które działają leży poza zasięgiem przydatności jego naturalnego sposobu pojmowania.

Kiedy spotykamy człowieka, którego światopogląd rozwinął się pod wpływem nietypowych okoliczności, jesteśmy skłonni potępiać go moralnie w oparciu o nasz bardziej typowy światopogląd. Tymczasem stosowalność naturalnego światopoglądu kończy się z reguły tam, gdzie działa jakiś czynnik psychopatologiczny, najczęściej nie zidentyfikowany. Spotykamy także ludzi rozsądnych, którzy dysponują refleksyjnie wzbogaconym światopoglądem naturalnym. Osoby takie są skłonne do przeceniania jego wartości, jak gdyby był już obiektywną podstawą do osądzania innych ludzi. Taką postawę będziemy nazywali „egotyzmem światopoglądu naturalnego". Była to do naszych czasów najmniej szkodliwa odmiana egotyzmu, ponieważ jest to nadafirmacja sposobu pojmowania, który przecież niesie odwieczne wartości ludzkiego doświadczenia. W obecnych jednak czasach, kiedy naszemu światu nie przestało grozić makrosocjalne zjawisko patologiczne, które nie da się ani zrozumieć ani opisać w tym naturalnym języku pojęć, ten rodzaj egotyzmu staje się niebezpiecznym czynnikiem, który utrudnia umiejętne przeciwdziałanie złu.

Obiektywny układ pojęć psychologicznych, oparty o dojrzałe kiyteria filozoficzne, powinien spełniać warunki wynikające z jego założeń epis-temologicznych i potrzeb praktyki indywidualnej, społecznej, także w odniesieniu do zjawisk makrosocjalnych. Powinien być osadzony w realiach biologicznych i skorelowany z językiem medycyny. Jego zakres stosowalności powinien pokrywać wszystkie zjawiska, z jakimi spotyka się człowiek lub społeczeństwo. W ramach tego powinien pozwalać na dostatecznie dobre rozumienie treści wspomnianych już światopoglądów nietypowych i przyczyn ich powstawania. Opracowanie takiego języka jest możliwe dzięki kontrybucjom wielu badaczy, aż dojrzeje on do takiego stanu, że będzie można uporządkować go w świetle wspomnianych założeń filozoficznych. Przyczyni się to walnie do rozwoju wszystkich nauk społecznych, wyzwalając je z błędów powodowanych włączaniem się archetypów naturalnego światopoglądu.

Większość zagadnień poruszonych w tej książce nie mieści się w zakresie użyteczności tego języka naturalnego, a rozdział piąty poświęcony został wspomnianemu już zjawisku makrosocjalnemu, wobec którego częściowo zobiektywizowany język socjologów okazał się także zawodny. Zrozumienie tego rodzaju zjawisk wymagało więc konsekwentnego oderwania się od nawyków naturalnego światopoglądu i posłużenia się układem pojęciowym jak najbardziej obiektywnym. W tym celu jednak należało go uzupełniać i porządkować jego treść. Równocześnie badanie zjawisk, których natura zmuszała do posługiwania się układem obiektywnym, przyczyniało się do jego wzbogacania. W toku tej pracy, autor przywykł stopniowo do pojmowania rzeczywistości w taki właśnie sposób, który okazał się drogą bardziej adekwatnego myślenia i zarazem bardziej ekonomiczną w czasie i wysiłku. Chroni to także myślącego przed nadmiernym zaangażowaniem emocjonalnym i jego własnym egotyzmem. Należało więc wreszcie zaznajomić z tym sposobem pojmownia także i PT Czytelników tej pracy.

Każdy z tych ludzi, którzy weszli na drogę badań nad naturą tego makro-socjalnego zjawiska, jakie między innymi objęło nasz kraj, przeżył na swój sposób okres frustracji i kryzysu, kiedy zrozumiał, że pojęcia, którym ufał dotychczas, okazują się mało przydatne. Pozornie słuszne hipotezy, oparte o język pojęć przyjęty w naukach społecznych, okazały się, w świetle pierwszych podejść statystycznych, zupełnie bezwartościowe. Równocześnie, dopracowanie się pojęć bardziej odpowiadających badanej rzeczywistości wydawało się zadaniem nader złożonym. Klucz do zagadnienia leżał bowiem w dziedzinie wiedzy, która rozwija się dopiero współcześnie. Dlatego przetrwanie tego kryzysu wymagało zaakceptowania poczucia własnej niewiedzy, z naprawdę godnym filozofa dla niej szacunkiem. Każda jednak nowa nauka rodzi się tam, gdzie nie staje naturalnych wyobrażeń i dotychczasowej wiedzy. W tym jednak wypadku należało z wyjątkowym radykalizmem zostawić za sobą tamte pojęcia i pójść tam, gdzie drogę wskazywała metodologicznie systematyczna analiza danych obserwacyjnych. Tego należało przestrzegać mimo niebezpieczeństw i trudności, jakie stwarzały warunki i ludzkie osobowości.

Z wielu więc ludzi, którzy na początku usiłowali iść taką drogą naukowego poznania, duża większość wykruszyła się w związku z tym okresem frustracji. Powrócili do świata lepiej znanych pojęć. Inni zrezygnowali wobec trudności życiowych i z obawy przed wykryciem ich przez nader czujną w tych sprawach władzę. Niektórzy dostrzegłwszy jedno z zagadnień ulegli pewnej fascynacji jego naukową wartością i poświęcili czas dociekaniom szczegółowym. Pozostało bardzo niewielu. Postulowana synteza nigdy nie doszła do skutku. Ta praca jest więc jej pierwszą próbą.

Dlatego więc lektura tej książki postawi Czytelników wobec podobnych trudności, jednak na znacznie mniejszą skalę. Konieczność pozostawienia za sobą części swoich dotychczasowych wyobrażeń może spowodować pewne subiektywne poczucie krzywdy. Dlatego proszę każdego Czytelnika, aby te trapiące odczucia przyjął z godnością miłośnika prawdy i jej soterio-logicznych wartości. Aby język tej pracy nie wydał się czytelnikom zbyt trudno zrozumiały, autor stara się przybliżyć sprawy tu opisane w taki sposób, aby nie tracąc kontaktu ze światem pojęć obiektywnych, być równocześnie zrozumiałym nie tylko dla wąskiego kręgu specjalistów. Wypada więc prosić Czytelników o wybaczenie wszystkich potknięć na tej ścieżce pomiędzy dwoma sposobami myślenia. Mimo to autor nie byłby doświadczonym psychologiem, gdyby nie przewidywał tego, że znajdą się Czytelnicy, którzy odrzucą podane w tej pracy dane, traktując je jako zamach przeciw ich naturalnej mądrości życiowej.

Człowiek

Kiedy na początku wieku XIX, a więc jeszcze przed czasem rozwoju nowoczesnej psychologii, August Comte postanowił stworzyć nową naukę o społeczeństwie, natrafił od razu na problem psychologiczny człowieka, którego tajemniczości nie potrafił sprostać. Jeżeli bowiem odrzucił upraszczający schemat osobowości ludzkiej, jakim wówczas posługiwał się Kościół Katolicki, pozostały jedynie nawyki pojmowania człowieka wyrosłe z dobrze znanych stosunków społecznych. Chcąc więc rozwijać nową dziedzinę, musiał tę trudność ominąć. Przyjął więc tezę, że podstawowąkomórką społeczeństwa jest rodzina, którą było już łatwiej scharakteryzować i potraktować jako elementarny model stosunków społecznych.

Nieco tylko później J.S. Mili wskazywał na wynikający z tego deficyt zrozumienia człowieka i roli jednostek żyjących poza rodzinami. Dopiero współcześnie socjologia pokonuje wynikłe z tego braki i z trudem podbudowuje istniejącąjuż strukturę naukową osiągnięciami psychologii. Taka przebudowa i zaakceptowanie obiektywnego języka pojęć psychologicznych pozwolą stopniowo przekształcić socjologię w dziedzinę wiedzy, która odzwierciedla rzeczywistość społeczną na tyle obiektywnie i dogłębnie, aby mogła stać się pełnowartościową podstawą dla praktycznego działania. Człowiek bowiem, wraz z całą złożonością swojej osobowości i zróżnicowaniem międzyosobniczym, jest podstawową komórką społeczeństwa.

Aby zrozumieć działanie organizmu, medycyna zaczyna od cytologii, która bada budowę, zróżnicowanie i funkcję komórek. Podobnie więc, aby zrozumieć prawa rządzące życiem społeczeństw, należy najpierw rozumieć człowieka, jego naturę fizjologiczną i psychologiczną, oraz zaakceptować w pełni jakość i rozciągłość różnic, szczególnie psychicznych, jakie zachodzą pomiędzy jednostkami ludzkimi. Te jednostki tworzą dwie płcie, rodziny, zespoły i grupy społeczne, w sumie naród lub społeczeństwo.

W sowieckim systemie doktrynalnopropagandowym istniała pewna charakterystyczna sprzeczność, przyczyny której będzie nam łatwiej zrozumieć pod koniec tej książki. Pochodzenie człowieka od zwierząt bez żadnych nadzwyczajnych zdarzeń przyjmowano tam jako jedną z podstaw światopoglądu materialistycznego. Równocześnie jednak wyciszało się fakt
istnienia u człowieka podłoża instynktowego, zjawiska wspólnego dla całego świata zwierzęcego. Ewentualnie, szczególnie wobec kłopotliwych pytań, przyznawano istnienie w człowieku zwierzęcych resztek takiego wyposażenia filogenetycznego. Prace, które badały to zjawisko podstawowe dla naszego życia psychicznego, nie były dopuszczane do publikacji.

Tymczasem, aby zrozumieć człowieka trzeba przede wszystkim poznać nasze ludzkie podłoże instynktowe i docenić jego rolę w rozwoju i życiu jednostki, a potem społeczeństwa. Jego rola zbyt łatwo uchodzi naszej uwagi, ponieważ nam samym działanie ludzkiego instynktu gatunkowego w zachowaniu się człowieka wydaje się czymś tak naturalnym, że nie budzi racjonalnego zainteresowania. Dopiero wyszkolenie w obserwacji i analizie rozwoju i zachowania człowieka, a potem doświadczenie, uczą psychologa widzieć i doceniać to odwieczne zjawisko natury.

Ludzkie podłoże instynktowe różni się swoją strukturą biologiczną od zwierzęcego. Stało się ono energetycznie mniej dynamiczne i bardziej plastyczne. Utraciło dlatego rolę głównego dyktatora zachowania się i stało się bardziej podatne rozumowej kontroli. Nie utraciło jednak wiele z bogactwa gatunkowej treści rodzaju ludzkiego. To podłoże stymuluje od urodzenia nasze aktywności, które zmierzają do rozwoju wyższych funkcji uczuć i umysłu. Nasz instynkt jest więc naszym wychowawcą którego nosimy ze sobą przez całe życie. To właśnie filogenetycznie przekazane podłoże naszego przeżywania i jego emocjonalnie nacechowany dynamizm umożliwiają rozwój uczuć i więzi społecznych. To pozwala nam wyczuwać stany psychiczne innych ludzi oraz indywidualne i społeczne realia psychologiczne. Warto także zwrócić uwagę i na to, że jeżeli kochamy daną osobę, to przede wszystkim kochamy jej instynkt.

Człowiek w całej swojej prehistorii żył we wspólnotach i dlatego nasz instynkt gatunkowy został ukształtowany w tej więzi i to warunkuje nasze poczucie sensu istnienia. Już na tym poziomie zakodowane są w nas skutki istnienia pewnej wspólnotowej struktury psychologicznej jak i dążenie do grania w niej wartościowej roli. W końcu, obok instynktu samozachowawczego, pojawia się w nas odczucie tego, że dobro społeczne wymaga od nas ofiary, bywa że najwyższej.

W znacznym stopniu dzięki temu wspólnemu ludzkiemu podłożu naszego życia psychicznego, ludzie różnych czasów i cywilizacji wytwarzają podobne pojęcia dotyczące naszych spraw ludzkich, społecznych i moralnych. Różnice międzyrasowe, ponadczasowe okazują się w tej dziedzinie mniejsze od tych różnic, jakie zachodzą pomiędzy człowiekiem o normalnym ludzkim podłożu instynktowym a nosicielem bio- psychicznie defek-tywnego instynktu, choć należącym do tej samej rasy i cywilizacji. Do tego ostatniego zagadnienia wypadnie nam jeszcze wracać często, ponieważ okazało się ono istotnie ważne dla zrozumienia genezy zła i dla centralnego zagadnienia tej tu pracy.

Już na poziomie instynktownym uwarunkowane jest nasze dążenie do zwalczania tych, co szkodzą naszej wspólnocie i nam samym. Odwet bywał pierwotnie koniecznością i na skutek tego jego kod pozostaje w naszym instynkcie. Nasz instynkt jednak nie odróżnia działania szkodliwego kierowanego pobudkami wynikającymi ze zwykłych ludzkich właściwości i braków, od spowodowanego przez patologiczne aberacje sprawców. Przeciwnie, jesteśmy skłonni osądzać surowiej tych ostatnich, ponieważ odzywa się  w nas głos natury, która zmierza do eliminowania jednostek biopsychicznie niepełnowartościowych. Już na tym poziomie uwarunkowana jest nasza skłonność do tego błędu, który rodzi wiele zła.

Już na poziomie tego naszego podłoża filogenetycznego zachodzą pomiędzy normalnymi ludźmi różnice, które mająwpływ na kształtowanie się ich charakteru, światopoglądu i obyczajów. Przede wszystkim występują różnice biopsychicznego dynamizmu tego podłoża, a w mniejszym stopniu jego treści. Są ludzie, u których steniczny instynkt ma tendencję do dominowania nad ich życiem psychicznym i są tacy, u których ustępuje on łatwo kontroli rozumowej, czasem zbyt łatwo. Wydaje się także, że są ludzie z bogatszym i subtelniejszym wyposażeniem instynktowym i są ubożsi. Tym niemniej, poważniejsze deficyty tego wyposażenia spotykamy tylko u bardzo niewielkiego procentu ludzi, a odczuwamy to wtedy jako jakość patologiczną. Są to te wspomniane już anomalie, którymi będziemy musieli zająć się bliżej.

Dobre wychowanie powinno więc polegać nie tylko na tym, aby nauczyć młodego człowieka powściągać swoje zbyt gwałtowne odruchy instynktownego emocjonalizmu, ale także na tym, aby nauczyć go rozumieć swój własny instynkt i wsłuchać się w ten głos natury. To podłoże jest bowiem wytworem milionów lat filogenezy gatunku, procesu który przebiegał w konkretnych warunkach życia i dlatego nie może być tworem doskonałym, ale niesie ono jednak subtelne bogactwo biopsychicznej mądrości naszej ludzkiej natury.
Nad naszym podłożem instynktowym i dzięki jego stałej współpracy, a równocześnie dzięki wychowaniu w rodzinie i w społeczeństwie, nadbudowuje się subtelniejsza struktura uczuciowa. Z biegiem czasu ona staje się łatwiej obserwowalną właściwością ludzkiej osobowości, która integruje ją i stwarza możliwości jej więzi z otoczeniem. Kształtowanie się tej struktury uczuciowej jest skutkiem oddziaływania osobowości ludzi dziecku najbliższych, którzy powinni pamiętać o tym, że wychowanie polega na samowychowaniu rodziców i wychowawców. Ta struktura, kiedy zdradza nieprawidłowości, staję się przedmiotem troski psychoterapeuty, który usiłuje ją korygować. Jednak tak wychowawca jak i psychoterapeuta spotykają się z rzadka z poczuciem bezsilności, kiedy za tymi nieprawidłowościami kryją się defekty podłoża instynktownego.

Inteligencja podstawowa wyrasta na podłożu instynktu pod wpływem przyjaznego otoczenia i powszechnie dostępnego doświadczenia ludzkiego i pozostaje zrośnięta z uczuciowością instynktowną i wyższą. Pozwala ona nam wyczuwać, z pewnym naiwnym realizmem, stany psychiczne innych ludzi i rozumieć ich, co warunkuje rozwój moralnego rozsądku. Ta struktura naszej inteligencji jest szeroko rozpowszechniona w społeczeństwie i dana dużej większości ludzi. Dzięki temu możemy często podziwiać takt i moralny rozsądek, a także wyczucie sensu stosunków społecznych, u ludzi, którzy dysponują przeciętnym intelektem. To podstawowe uzdolnienie jest także warunkiem koniecznym dobrej pracy psychologa. Spotykamy jednak także jednostki z wybitnie sprawnym intelektem, którym nie dostaje tych zdolności tak bardzo naturalnych. Podobnie jednak jak deficyty podłoża instynktowego, deficyty tej podstawowej struktury naszej inteligencji nabierają czasem jakości, którą słusznie odczuwamy jako patologiczną.

Dzięki pamięci, zjawisku którego właściwości psychologia opisuje coraz lepiej, a której natura pozostaje wciąż częściowo tajemnicza, człowiek gromadzi doświadczenia życia i celowo zdobywaną wiedzę. Poszczególni ludzie nie są w tej dziedzinie wyposażeni jednakowo, tak co do pojemności pamięci, jak i jej wierności i trwałości. Inaczej pojmuje świat człowiek obdarzony pamięcią łatwą ale nietrwałą, a inaczej ten z pamięcią oporną ale życiowo trwałą. Ludzie, którzy pamiętają i wiedzą wiele, częściej sięgają do pisanych danych pamięci społecznej uzupełniając to, czym nie dysponuje ich własna.

Ten materiał stanowi tworzywo naszej asocjacji, drugiego z kolei procesu psychicznego, którego właściwości znamy coraz lepiej, ale którego natury nie udało się wyjaśnić dostatecznie. Wartościowe wkłady w tej dziedzinie wnieśli psychofizjolodzy i psychoanalitycy, a ostatnio holograficzna teoria pamięci i asocjacji. Mimo to wydaje się, że nie uda się nam osiągnąć zadawalającego zrozumienia istoty tych procesów, póki nie zdecydujemy się w pokorze na przekroczenie granic pojmowania czysto przyrodniczego.

Nasza sprawność rozumowania rozwija się w ciągu całego aktywnego życia, tak że najlepszą zdolność trafnej oceny zjawisk osiągamy wtedy, kiedy siwieje głowa, a nacisk instynktownie warunkowanych emocji już ulega osłabieniu. Uzdolnienia jednostek w tej dziedzinie wykazują największe zróżnicowanie. Nasza zdolność poprawnego myślenia jest również wytworem interakcji człowieka z innymi osobami i społeczeństwem oraz pokoleniowego procesu genezy i przekazu. W pewnych przypadkach, to oddziaływanie środowiska może mieć skutek destruktywny. W histerycznym środowisku umysł ludzki zaraża się myśleniem konwersyjnym, a wpływ na dzieci osobowości nienormalnych może spowodować anomalie myślenia perserwerujące przez całe życie. Dlatego także prawidłowy rozwój myślenia wymaga okresów ciszy i samotnej refleksji.

Człowiek rozwinął fizjologicznie uwarunkowaną funkcję psychiczną, której praktycznie nie dostrzegamy u zwierząt. Człowiek może ująć w swoim polu wyobraźni i uwagi pewną ilość wyobrażeń materialnych lub abstrakcyjnych i dokonać ich wewnętrznego oglądu, aby potem na tym materiale prowadzić dalsze operacje. Pozwala to nam konfrontować dane, prowadzić operacje konstruktywne, na przykład techniczne, albo przewidywać skutki naszego działania. Jeżeli przesłanki poddane takiej wewnętrznej projekcji i oglądowi dotyczą własnej osobowości człowieka, wówczas dokonujemy aktu wglądu w nią, niezbędnego dla samokontroli jej stanu i sensu swojego działania. Ten akt wewnętrznej projekcji i oglądu, charakterystyczny dla gatunku ludzkiego, dopełnia stan naszej świadomości. Pojemność jednak tego pola uwagi i wyobraźni jest między osobniczo zmienna w bardzo szerokim zakresie, przy stosunkowo niskiej korelacji tego z ogólną inteligencją. Spotykamy także przypadki uszkodzenia pól frontalnych kory mózgowej, u których wspomniana funkcja jest upośledzona. Rozwijają oni patologiczne charaktery i swoim działaniem powodują nader nieszczęśliwe skutki. Dlatego powrócimy jeszcze do tego zagadnienia w rozdziale o ponerologii.

Sprawność ludzkiego intelektu jest zupełnie inaczej rozłożona w społeczeństwach, a jej rozpiętość ma największy zasięg. Ludzie wysoce uzdolnieni stanowią niewielki procent populacji, a ci z najwyższym poziomem uzdolnień liczą mniej jak jeden promil. Mimo tego, ci ostatni odgrywają ' w życiu społeczeństw rolę tak istotną że biada tym narodom, które nie pozwalają im wypełniać swojego zadania. Równocześnie jednostki, które są zaledwie zdolne do opanowania elementarnych umiejętności pisania i rachowania, są w większości normalnymi ludźmi i dysponują często niezłą inteligencją podstawową.

Jeżeli więc mówimy o ogólnych uzdolnieniach człowieka, należy zawsze wziąć pod uwagę ich wewnętrzną strukturę oraz indywidualne różnice, jakie zachodzą na każdym poziomie tej struktury. U podłoża bowiem naszej inteligencji leży instynkt, filogenetycznie przekazana mądrość natury, wraz z charakterystycznymi błędami. Na tym podłożu w procesie asymilacji tworzywa psychicznego od innych ludzi i doświadczeń życia wyrasta nasza inteligencja podstawowa. Dzięki pamięci i asocjacji, nad tą podstawową strukturą nadbudowuje się nasza zdolność do wykonywania złożonych operacji myślowych koronowanych aktem projekcji wewnętrznej. Poszczególne te sprawności dane są nam w nierównych proporcjach i tworzą indywidualną mozaikę uzdolnień wzbogaconą talentami specjalnymi.

Jest powszechnym prawem natury, że czym wyżej psychicznie zorganizowany jest dany gatunek, tym większe są różnice pomiędzy poszczególnymi jednostkami. Człowiek jest najwyżej zorganizowanym gatunkiem i dlatego te różnice są największe. To głębokie zróżnicowanie, które wydaje się niektórym niesprawiedliwością natury, jest jej prawem, które ma swój głęboki i twórczy sens. Jest ono darem Boga i natury dla ludzkości, bo umożliwia wielką i złożoną twórczość ludzkich społeczeństw. To zróżnicowanie pozwala także na wytworzenie się złożonej struktury psychologicznej społeczeństw, która jest w nim potencjalnie założona. Od prawidłowości, z jaką w tej strukturze zostają przystosowane poszczególne jednostki i od tego jak wykorzystywane są ich zróżnicowane uzdolnienia, zależą dynamiczny rozwój albo dekadencja narodów.

Osobowość ludzka jest z natury niestabilna w takim sensie, że jej stanem  normalnym jest całożyciowy proces przemian i ewolucji. Spowolnienie tego procesu, czy nadmierna stabilność stanu osobowości, jej postaw i przekonań, pochwalana przez niektóre systemy społeczne i religijne, są stanami nieprawidłowymi z punktu widzenia psychologii. W wypadku, kiedy takie stany zamrożenia ewolucji osobowości człowieka okazują się zbyt głębokie i trwałe, zagadnienie wchodzi w zakres psychopatologii. Proces przemian osobowości ujawnia swój twórczy sens, jeżeli znajduje on oparcie w świadomym zaakceptowaniu go, jako naturalnego biegu rzeczy, co umożliwia jego rozumną kontrolę.

Na skutek różnych zdarzeń, szczególnie kiedy spotykamy się ze zjawiskami nowymi, które nie nawiązują do naszego doświadczenia, albo z cierpieniem, nasza osobowość ulega stanom dezintegracji. Te stany by-wajączęsto przykre, chociaż nie jest to konieczne. Dobra sztuka np. pozwala nam przeżyć stan dezintegracji wyciszając równocześnie jego przykre komponenty i dostarcza nam materiału dla twórczej reintegracji naszej osobowości. Jest to zjawisko znane od czasów starożytnych jako „katharsis".

Stany dezintegracyjne prowokują nasze wysiłki umysłowe i poszukiwania, które zmierzają do ich przezwyciężenia w imię odzyskania aktywnej homeostazy. Takie przezwyciężanie tych stanów, które w wyniku koryguje jakieś nasze błędy, prowadzi ku wyższemu poziomowi zrozumienia i akceptacji praw życia, do lepszego zrozumienia siebie i innych ludzi i do rozwoju naszej wrażliwości w stosunkach międzyludzkich, jest prawidłowym i twórczym procesem reintegracji. Szczęśliwie osiągnięta reintegracja uwierzytelnia się sama w naszym odczuciu, co nadaje sens przeżytym stanom przykrym. Dzięki takim doświadczeniom stajemy się także lepiej przygotowani do podobnie twórczego przyjęcia następnego doświadczenia dezintegrującego.

Jeżeli jednak nie udało się nam w taki sposób osiągnąć reintegracji, ponieważ zbyt łatwo włączyły się odruchy spychania z pola świadomości treści niewygodnych i ich substytucji wygodniejszymi, albo stan był spowodowany zbyt dramatycznym zbiegiem okoliczności, czy zabrakło nam niezbędnych informacji koniecznych dla zrozumienia sytuacji, lub z innych przyczyn, wówczas następuje uwstecznienie i egotyzacja osobowości, nie wolna od poczucia porażki. Kiedy takie trudności trwajądługo a towarzyszy temu poczucie bezsilności i zagrożenia, wówczas nasz organizm reaguje objawami nerwicy. Życie psychiczne jest bowiem integralną częścią życia organizmu.

Jeżeli poznajemy osobowość człowieka, konsekwentnie śledząc zachodzącą w niej przyczynowość psychologiczną, jeżeli zdołamy wyczerpać ją w dostatecznym stopniu, wówczas podchodzimy coraz bliżej zjawisk realnych, ale o bardzo małej energii psychicznej, które zaczynają się nam rysować z ich charakterystyczną subtelnością Szczególnie wówczas, kiedy wykorzystując wszystek dorobek analityczny staramy się badać drogi naszej asocjacji, stajemy przed problemem uznania tego, co jest w nas skutkiem przyczynowości ponadnaturalnej. Jest to chyba droga najbardziej pracochłonna, która jednak prowadzi do najbardziej „materialnej" pewności istnienia tego, co znali mędrcy i mistycy. Dotarcie na tej drodze do małej części prawdy, uczy nas szacunku dla całej prawdy.

Jeżeli więc chcemy zrozumieć człowieka, całego człowieka, zachowując przy tym reguły myślenia, jakich wymaga język obiektywny, zostajemy w końcu zmuszeni do zaakceptowania tej rzeczywistości, która istnieje w każdym z nas, normalnym i nienormalnym, takim który zaakceptował to w wyniku wychowania lub uzyskał w wierze i w takim, który to odrzuca jako materialista lub scjentysta. Dlatego ufne otwarcie naszego umysłu dla poznania tej rzeczywistości uwalnia nas od wewnętrznych nacisków i napięć, które utrudniają myślenie także w zakresie zjawisk łatwiej dostępnych dla poznania przyrodniczego, szczególnie od skłonności do podświadomej selekcji i substytucji informacji. Jest to więc obowiązkiem tych, którzy chcą rozumieć innych ludzi, aby służyć im dobrą radą lub psychoterapią.

Przedstawiony powyżej, uproszczony z konieczności, schemat ludzkiej osobowości uświadamia nam jednak, jak złożoną istotą jest człowiek, w swojej strukturze psychologicznej, jej przemianach, zróżnicowaniu, życiu umysłowym i duchowym. Jeżeli więc chcemy tworzyć nauki społeczne i polityczne, które będą opisywać naszą rzeczywistość z dostateczną adekwatnością aby mogła na nich polegać praktyka, musimy tę złożoność zaakceptować i zapewnić sobie jej dostateczne poznanie. Wszelkie próby zastąpienia tej wiedzy podstawowej przez upraszczające schematy prowadzą do utraty konwergencji pomiędzy badaną rzeczywistością społeczną a naszym rozumowaniem. Do podobnego skutku musi prowadzić posługiwanie się językiem naturalnych wyobrażeń psychologicznych.

Z podobnych przyczyn, psychologowi jest nader trudno uwierzyć w wartość jakiejkolwiek ideologii społecznej czy politycznej, która opiera się na zbyt uproszczonym, czy nawet wręcz naiwnym, rozumieniu człowieka. Dotyczy to zarówno ideologii wulgarnie prymitywizujących rzeczywistość psychologiczną na które powołują się systemy totalitarne, jak i niestety także demokracji. Ludzie są różni. To, co jest różne z natury i pozostaje w stanie permanentnej ewolucji — nie może być traktowane jako równe.

Z wyjątkiem niektórych wzmianek, to co napisano powyżej o naturze człowieka odnosi się do ludzi normalnych. Jednak w każdym społeczeństwie świata istnieje pewien mały procent jednostek, których za takich uważać nie możemy. Tworzą oni niewielką ale aktywną mniejszość. Należy tu podkreślić, że mamy na myśli nienormalność jakościową, a nie ilościową czy statystyczną. Człowiek wybitnie uzdolniony nie jest normalny statystycznie, ale może być jak najbardziej jakościowo normalnym członkiem społeczeństwa.

Są ludzie chorzy, których rola społeczna jest już mało znacząca. Są jednak ludzie, u których można diagnozować różnej jakości i nasilenia anomalie i aberacje psychiczne. Wielu z tych ludzi, gnanych wewnętrznym niepokojem, spowodowanym poczuciem własnej odmienności, poszukuje niecodziennych dróg działania, włączając się w życie z charakterystyczną nadaktywnością. Taka aktywność bywa odkrywcza i twórcza, co zapewnia części z nich społeczną tolerancyjność wobec ich wad. Przypisywanie jednak tym jednostkom roli głównych inspiratorów postępów kultury, jak to czynili niektórzy psychiatrzy szczególnie niemieccy, jest szkodliwie jednostronnym widzeniem rzeczywistości. Laikom w dziedzinie psychopatologii wydaje się często, że ludzie tacy reprezentują pewne nadzwyczajne uzdolnienia. Tymczasem ta właśnie nauka wyjaśnia, że ich oryginalna nadaktywność i poczucie wyjątkowości rodzą się z pewnych deficytów i dążenia do ich nadkompensacji. W istocie bowiem psychicznie najbogatszy jest człowiek normalny.

Zwięzłe opisy niektórych z tych anomalii i ich przyczyn lub biologicznej istoty, tak wybranych aby umożliwiało to zrozumienie całości tej pracy, znajdzie Czytelnik w rozdziale IV o ponerologii. Więcej danych rozsiane jest w wielu pracach specjalistycznych. Całość jednak dorobku naszej wiedzy w tej dziedzinie, która ma podstawowe znaczenie dla zrozumienia i praktycznego rozwiązywania wielu odwiecznie trudnych problemów życia indywidualnego i społecznego, należy uważać za niewystarczającą. Ta dziedzina ma bowiem wciąż zbyt opisowy charakter, a różnice semantyczne wprowadzane przez poszczególnych badaczy prowadzą do niejasności. Dopiero późniejsze lata sześćdziesiąte XX w przyniosły postępy badań. Dlatego także w tej pracy zaznaczają się wysiłki usiłowań autora, aby wydobyć niektóre aspekty biologicznej natury tych zjawisk, skądinnąd już opisowo znanych.

Te zjawiska patologiczne, których jakość i nasilenie dają się łatwiej ukryć przed opinią środowiskową, nader łatwo włączają się w odwieczne procesy genezy zła, których skutki dotykają ludzi, rodziny i całe narody. We wspomnianym już rozdziale tej pracy przekonamy się, że takie czynniki patologiczne stająsię niezbędnymi składnikami w tej syntezie, z której rodzi się ludzkie cierpienie. Wzięcie więc ich działania pod kontrolę świadomości naukowej, społecznej lub indywidualnej, okazuje się skuteczną bronią przeciwko różnym rodzajom zła.

Dlatego także wspomniany tutaj zakres wiedzy psychopatologicznej stanowi niezbędną część języka obiektywnego, o którym była mowa. Coraz dokładniejsze poznanie biologicznych jakości i psychologicznych objawów wspomnianych anomalii stanowi warunek konieczny dla obiektywnego pojmowania zjawisk społecznie uciążliwych, jak także dramatów politycznych jakich byliśmy świadkami. Jest to także warunek nowoczesnego rozwiązywania odwiecznie znanych a trudnych problemów.

Dlatego biologom, lekarzom i psychologom, którzy borykają się z tymi zagadnieniami, zawiłymi a wymykającymi się z palców, należy się pomoc społeczna i zachęta, ponieważ ich praca pozwoli w przyszłości chronić ludzi i narody przed nieszczęściami, których przyczyn i natury nie rozumiemy jeszcze dostatecznie dobrze.

Społeczeństwo

Na społeczne bytowanie człowiek jest skazany przez naturę. Ten stan rzeczy jest zakodowany już na poziomie naszego instynktu gatunkowego. Rozwój naszego umysłu i osobowości nie byłby możliwy poza kontaktem i interakcją z coraz bardziej rozszerzającym się kręgiem ludzkim. Nieświadomie i świadomie, na drogach wrażliwości rezonansowej, dzięki identyfikacji i naśladownictwu, a potem wymianie myśli i utrwalonych przekazów, osobowość człowieka przejmuje od innych tworzywo życia psychicznego, uczuć, myślenia, tradycji i wiedzy. Tak uzyskany materiał zostaje przez naszą psychikę przetworzony, aby mogła powstać nowa osobowość autonomiczna, którą nazywamy własną. Istniejemy w związku koniecznym z tymi którzy byli, tymi którzy dziś tworzą nasze rodziny i społeczeństwo i z tymi którzy będą. Tylko w społecznej więzi realizuje się sens naszego istnienia, a w hedonistycznej izolacji zatracamy samych siebie.

Losem człowieka jest aktywny udział w kształtowaniu przyszłości społeczeństwa. Czyni on to na dwóch zasadniczych drogach: poprzez kształtowanie losu własnego i swojej rodziny, oraz poprzez włączanie się w szersze aktywności społeczne. Wymaga to od nas rozwinięcia dwóch częściowo pokrywających się znajomości rzeczy. Od jakości tych umiejętności zależy nasz własny los i przyszłość społeczeństwa, kraju, a także ludzkości.

Kiedy patrzymy, powiedzmy okiem artysty, na rój pszczeli, wydaje się nam, że jest to zbiorowisko tłoczących się owadów, powiązanych ich gatunkowym podobieństwem. Pszczelarz jednak śledzi i zna złożone prawa zakodowane w instynkcie każdego owada i w zbiorowym instynkcie roju. Dzięki temu może on współdziałać z tymi prawami natury, dla utrzymania zdrowia i siły roju i dla własnego pożytku. Rój stanowi bowiem organizm wyższego rzędu, poza którym pojedyncza pszczoła czy truteń istnieć nie mogą. Dlatego ich los podporządkowany jest absolutyzmowi praw roju.

Kiedy patrzymy na tłumy ludzkie, przewalające się ulicami wielkich metropolii, wydaje się nam, że składają się one z jednostek gnanych swoimi sprawami i troskami, w poszukiwaniu marzenia o szczęściu. Takie jednak uproszczenie prowadziłoby nas do zapoznania tych praw życia społecznego, które działały, kiedy tych metropolii jeszcze nie było, które jednak działają w nich chociaż w pewnym stopniu okaleczone, i które będą działać, kiedy te metropolie utracą sens i opustoszeją.

W rzeczywistości, zaakceptowanie praw życia społecznego w całej ich złożoności, nawet wówczas kiedy trafiamy na trudności w ich pełnym poznaniu, ułatwia nam ich zrozumienie. Dzięki tej akceptacji i zrozumieniu, lub choćby instynktownemu ich wyczuciu, jednostka może realizować swoje cele w zgodzie z nimi, i w takiej działalności dojrzewa jej osobowość. Dzięki dostatecznemu zrozumieniu tych praw przez społeczeństwo, realizuje się jego postęp kulturalny i ekonomiczny, oraz dojrzewa jego zdolność do prowadzenia rozważnej polityki.

Spojrzenie psychologa na społeczeństwo i jego naturalne prawa, choćby z uwagi na nasze doświadczenie zawodowe, ujmuje na pierwszym planie jednostkę ludzką, a potem rozszerza perspektywę na rodziny, małe grupy, a wreszcie społeczeństwa i ludzkość. Na początku musimy więc przyjąć, że los jednostki zależy w znacznym stopniu od zbiegu okoliczności. Kiedy jednak stopniowo rozszerzamy zasięg obserwacji, uzyskujemy coraz lepsze wypełnienie obrazu związkami przyczynowymi, a dane statystyczne stają się coraz bardziej stabilne i godne zaufania.

Aby omówić wyczerpująco wzajemną zależność między osobowością i losem jednostki a stanem społeczeństwa i jego rozwojem, należało by do dotychczasowego stanu nauki dodać dzieło opracowane w języku pojęć obiektywnych. Poniżej przytoczę więc tylko niezbędne przykłady takiego rozumowania, aby w ten sposób otworzyć drogi dla apercepcji zagadnień przedstawionych w dalszych rozdziałach tej książki. Najlepsi pedagodzy różnych czasów i kultur rozumieli to, jak ważnym dla kształtowania się kultury, charakteru i rozsądku człowieka jest zakres i jakość pojęć, które opisują zjawiska psychologiczne. Bogactwo pojęć i nazw w tej dziedzinie, jakimi posługuje się dana jednostka i społeczeństwo, i to w jakim stopniu zbliżająsię one do światopoglądu obiektywnego, warunkują rozwój naszych postaw moralnych i społecznych. Poprawność rozumienia samych siebie i innych ludzi określa zasadnicze przesłanki dla naszych wyborów i decyzji, tych codziennych, jak i tych ważkich w naszym życiu i działalności społecznej, a także dotyczących spraw politycznych.

Zasób i jakość światopoglądu psychologicznego danego społeczeństwa jest także warunkiem realizowania się jego socjopsychologicznej struktury, tej potencjalnie założonej w zróżnicowaniu psychologicznym naszego gatunku, o której już wspomniano. Tylko wtedy, kiedy umiemy zrozumieć człowieka, poznać jego naturę i problemy, realistycznie ocenić jego uzdolnienia, nie zastępując tego wszystkiego jakąś etykietką, możemy być mu pomocni w rozwiązaniu jego trudności, lub na drodze jemu odpowiedniej adaptacji i samorealizacji w życiu społecznym. To ostatnie daje korzyści jemu i przyczynia się do wytworzenia stabilnej i twórczej struktury społeczeństwa. Taka struktura powinna wynosić na naczelne stanowiska jednostki obdarzone pełnią normalności psychicznej, wysoce uzdolnione i odpowiednio naukowo przygotowane. Wtedy także inteligencja podstawowa szerokich rzesz wypowie się po ich stronie, ofiarując im odruchowy szacunek.

Równocześnie jednak istnieli zawsze mniej wybitni ale liczniejsi wychowawcy narodów, którzy zafascynowani swoimi wielkimi ideami, rzeczywiście wartościowymi, ale często zbyt ciasno pojętymi, a czasem warunkowanymi nazbyt emocjonalnie, lub nawet kryjącymi produkty patologicznego myślenia, sięgali i sięgają po metody wychowawcze, które zubażają i zniekształcają rozwój światopoglądu psychologicznego jednostek i społeczeństw. Ci wyrządzają społeczeństwom trwałą krzywdę pozbawiając je tych wartości, które są wszechstronnie potrzebne i użyteczne. Kiedy tacy pedagodzy działają w imię rzeczywiście wartościowych idei, nie zdają sobie sprawy z tego, że podkopują te wartości, którym pragną służyć i otwierają drogi ideologiom znacznie mniej wartościowym.

Równocześnie, w każdym społeczeństwie istnieje wspomniana już niewielka ale aktywna mniejszość osób z różnymi dewiacjami światopoglądu psychologicznego, które są spowodowane nosicielstwem różnych anomalii psychicznych, o których będzie mowa obszerniej, albo długotrwałym oddziaływaniem na nich osób psychicznie nienormalnych szczególnie w dzieciństwie. Ludzie tacy wywierają potem szkodliwy wpływ na kształtowanie się światopoglądów innych osób i społeczeństw. Czynią to przez oddziaływanie bezpośrednie lub przez swoje pisma i inne środki przekazu. Bywają szczególnie szkodliwi, kiedy zaangażują się na służbę jakiejś ideologii społecznej.

Wiele więc przyczyn, które uchodzą łatwo uwagi polityków, socjologów i moralistów składa się na dobry rozwój lub inwolucję tego zakresu pojęć, który w każdych czasach ma znaczenie istotne dla życia jednostek i społeczeństw. Kiedy dzięki nowoczesnym naukom to zrozumienie staje się coraz bardziej zaawansowane, tym samym coraz bardziej prymitywnymi wydadzą się nam doktryny społeczne zrodzone w umysłach ludzi z końca XVIII i w XIX wieku, w czasach ubóstwa poznania psychologicznego. Sugestywność tych doktryn polega na ich upraszczającym rzeczywistość ludzką schemacie, łatwo przyswajalnym i dlatego użytecznym dla celów propagandowych. Te braki dostrzegamy już w świetle naturalnego języka pojęć psychologicznych. Kiedy analizujemy je w świetle obiektywnego zrozumienia człowieka, doktryny te muszą ulec rzeczowej dyskwalifikacji.


Wyobraźmy więc sobie, że udało się nam skonstruować dostatecznie wiarygodną metodę inwentarzową, która badałaby zasób i poprawność światopoglądu psychologicznego. Poddawszy takim próbom odpowiednio wybrane grupy reprezentatywne, otrzymalibyśmy wskaźniki zdolności danego społeczeństwa do rozumienia zjawisk i zależności psychologicznych u siebie i u innych narodów. Byłyby to zarazem podstawowe wskaźniki zdolności danego narodu do samorządnego rozwoju i prowadzenia rozumnej polityki.

Weźmy pod uwagę inny przykład z powyższym psychologicznie powiązany: Dorosły człowiek rozwija najlepiej swoje sprawności umysłowe oraz realizm pojmowania, kiedy poziom i jakość jego wykształcenia oraz wymagania wykonywanego zawodu odpowiadają jego indywidualnym uzdolnieniom. Z osiągnięcia takiej pozycji wyciąga on korzyści materialne i odczuwa moralne zadowolenie. Równocześnie korzysta na tym społeczeństwo. Człowiek taki ma także poczucie sprawiedliwości społecznej w stosunku do siebie.

Jeżeli różne okoliczności, łącznie z deficytami światopoglądu psychologicznego, zmusiły danego człowieka do takiej działalności, gdzie jego uzdolnienia nie mogą być wykorzystane, gdzie także podlega często mniej od siebie uzdolnionemu zwierzchnikowi, wówczas zdaje on sobie zazwyczaj sprawę z tej sytuacji i jej przyczyn. Czuje się pokrzywdzony wśród obowiązków, które nie dają szansy samorealizacji. Nie wykonuje on swojego zawodu lepiej niż pracownik z wystarczającymi uzdolnieniami, czasami gorzej. Zdarza się, że ma dobre pomysły często niedoceniane. Łatwo wchodzi w konflikty z przełożonymi i często zmienia pracę. Łatwo uczy się nowej, co na pewien czas daje mu możność wykorzystania swoich uzdolnień. Myśli takiego pracownika odbiegają łatwo od jego pracy do spraw, które interesują go bardziej, albo w świat marzeń, gdzie jest mu dane być tym, czym być powinien. Na skutek tego częściej ulega wypadkom. Nie wytwarza się jednak u niego zdrowy krytycyzm wobec górnych granic swoich możliwości. W swoich marzeniach sięga wysoko, do stanowisk których wymagania by go przerastały. Chciałby naprawić ten niesprawiedliwy świat. Trzeba tylko zdobyć odpowiednią władzę. Radykalizm i idee rewolucyjne znajdują naturalny grunt wśród takich osób o zaniżonej adaptacji społeczno-zawodowej.

Z drugiej strony, osoby które, dzięki przynależności do grupy uprzywilejowanej lub organizacji, osiągają stanowiska, gdzie ich obowiązki, a szczególnie trudniejsze problemy, nie znajdują odpowiedzi w ich uzdolnieniach i umiejętnościach, ulegają objawom zawyżonej adaptacji społeczno-zawodowej. Unikając spraw trudniejszych a istotnych, demonstratywnie zajmują się sprawami mniejszej wagi. W ich zachowaniu pojawia się stopniowo komponenta aktorstwa. Już po kilku latach wykonywania takiej roli, można wykazać odpowiednim badaniem testowym, jak spada poprawność ich rozumowania. Aby utrzymać swoją pozycję, zaczynają zwalczać tych, którzy przewyższają ich uzdolnieniami lub ich krytykują. Spychając ich z odpowiadających im stanowisk, przyczyniają się do zaniżenia ich adaptacji. To prowadzi do znanej nam już krzywdy i do marnotrawienia społecznego kapitału uzdolnień. Ludzie o zawyżonej adaptacji społeczno-zawodowej stają się zwolennikami rządów silnej ręki, które mają chronić ich pozycje przed opiniami krytycznymi.
« Last Edit: (Mon) 28.07.2014, 13:44:39 by BladyMamut »
“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • WyBudzony
  • *
  • Posts: 2 560
  • Reputacja: +12/-0
Re: Ponerologia polityczna: Nauka o naturze zła w adaptacji do celów .
« Reply #2 on: (Fri) 04.04.2014, 13:08:55 »
Taka jednak pozycja i walka prowadzi do permanentnych stresów, które niszczą ich zdrowie. Cierpią więc na choroby zwane „cywilizacyjnymi" a ich organizmy starzeją się szybciej. Wyjaśnienie im tego bywa czasem nader kłopotliwym obowiązkiem psychologa.

Zaniżona adaptacja jednych ludzi i zawyżona innych, a także liczne adaptacje jakościowo niewłaściwe, to jest obraz chorego społeczeństwa. Prowadzi to do marnotrawienia ludzkich możliwości, narastania niezadowolenia i napięć między jednostkami i grupami społecznymi. Dlatego traktowanie zagadnienia ludzkich uzdolnień i ich odpowiedniego wykorzystywania jako spraw prywatnych należy uważać za co najmniej naiwne pojmowanie istotnego problemu społecznego. Od tego bowiem, jak ten podstawowy kapitał społeczny jest aktywizowany, zależy to, czy będzie postęp czy inwolucja we wszystkich dziedzinach życia społecznego. Od tego zależy ostatecznie to, czy będzie ewolucja czy rewolucja.


Skonstruowanie dostatecznie wiarygodnych metod psychologicznych, przy pomocy których moglibyśmy oceniać korelację pomiędzy uzdolnieniami jednostek a ich adaptacją społeczno-zawodową, byłoby technicznie łatwiejsze niż realizacja poprzedniej propozycji dotyczącej jakości pojęć psychologicznych. Można by więc badać sytuację w różnych krajach. Wskaźnik korelacyjny zbliżający się do 1,0 dawałby rękojmię, że dany kraj spełnia podstawowy warunek ładu społecznego i jest na drodze do dynamicznego rozwoju. Niski wskaźnik byłby ostrzeżeniem o potrzebie reform społecznych. Wskaźnik bliski zeru lub nawet ujemny byłby uważany za alarm zagrożenia rewolucyjnego.

Przytoczone powyżej przykłady nie wyczerpujązagadnienia czynników, które wpływają na kształtowanie się struktury socjopsychologicznej społeczeństw, która winna wyrastać z naturalnego zróżnicowania psychologicznego, z poczucia sensu jego istnienia, a także z poszanowania dla tradycji. To poczucie sensu istnienia odpowiedniej struktury społecznej jest zakodowane już na poziomie naszego instynktu gatunkowego i rozwija się wraz z naszą inteligencją podstawową inspirując zdrowy rozsądek. Dlatego najbardziej liczna część ludności krajów bliska uzdolnieniom przeciętnym akceptuje swoją skromną pozycję społeczną, jeżeli tylko spełnia ona wymagania adaptacyjne i zapewnia godziwe warunki bytowania.

W zdrowym społeczeństwie ta przeciętna większość akceptuje z odruchowym szacunkiem role społeczne osób z lepszymi uzdolnieniami i wykształceniem, jeżeli osoby te zajmują odpowiednie pozycje w tej strukturze.

Tym niemniej, ci sami ludzie reagują krytycyzmem i tracą ten szacunek, kiedy dostrzegają człowieka podobnie przeciętnego, który kompensuje swoje braki zachowaniem rolowym bo dzierży pozycję będącą zawyżoną adaptacją. Trafność tych ocen, jakie feruje ten krąg ludzi przeciętnych ale rozsądnych, może i powinna być zastanawiająca tym bardziej, jeżeli weźmiemy pod uwagę to, że wiele istotnych zagadnień naukowych, technicznych, ekonomicznych i politycznych nie mogło zostać dostatecznie zrozumianych. Działa jednak inteligencja podstawowa w ramach naturalnego rozsądku. Niestety, w warunkach polskich te powszechne wartości zostały w znacznym stopniu stępione i zastąpione nawykami o patologicznej genezie.

Dojrzały polityk rzadko może liczyć na to, aby trudne zagadnienia ekonomii, polityki szczególnie zagranicznej lub obronności znalazły pełne zrozumienie w tych szerokich kręgach jego społeczeństwa. Jednak może i powinien on liczyć na to, że zrozumienie dla wszystkiego tego, co dotyczy zależności międzyludzkich wewnątrz tej struktury społecznej, znajdzie oddźwięk u tej najliczniejszej części jego narodu. Te fakty usprawiedliwiają częściowo ideę demokracji. Dlatego funkcjonuje ona zadawalająco w tych krajach, gdzie tę strukturę społeczeństwa i odpowiednią tradycję ukształtowała już historia, a poziom edukacyjny jest dostatecznie dobry. Tym niemniej nie są to przesłanki wystarczające, aby podnosić demokrację do poziomu kryterium moralnego w polityce. Tam, gdzie tę strukturę w znacznym stopniu zniszczono i zastąpiono ją patologiczną jej karykaturą, realizacja demokracji musi natrafić na niebywałe trudności.

Ten sam polityk powinien być świadom tego, że w każdym społeczeństwie istnieją ludzie, którzy noszą już psychologiczne skutki wadliwej adaptacji społeczno-zawodowej. Jedni chcą bronić swoich pozycji nie usprawiedliwionych ich umiejętnościami. Inni walczą o to, aby wolno im było używać własnych uzdolnień i poszukiwać odpowiedniej samorealizacji wżyciu społecznym. Kiedy te walki zaczynają przesłaniać inne wartościowe cele i potrzeby, rządzenie krajem staje się coraz trudniejsze. Dlatego wytwarzanie się prawidłowej struktury społecznej stanowi podstawowy warunek ładu i wyzwolenia zdolności twórczych narodu. Tam, gdzie tę strukturę zniszczono, sięgnięcie po naukowo uzasadnione środki jej odbudowy może okazać się koniecznością. Prawidłowość tej struktury stanowi bowiem kryterium jakości ustroju społecznego.

Polityk powinien być także świadom i tego, że w każdym narodzie świata istnieją ludzie, u których ich inteligencja podstawowa, naturalny światopogląd psychologiczny i moralny rozsądek rozwinęły się nieprawidłowo. Niektórzy z tych ludzi noszą tego przyczyny w sobie, inni ulegli w młodości oddziaływaniu osób psychicznie nienormalnych. Tacy ludzie, u których sposób pojmowania spraw psychologicznych, moralnych i społecznych jest odmienny zarówno od przeważającego światopoglądu naturalnego co i od wymagań języka obiektywnego, stanowią czynnik destruujący rozwój pojęć psychologicznych u innych ludzi, jak także stosunki międzyludzkie i formowanie się omawianej struktury społecznej.

Znaczna część tych ludzi wiąże się łatwo tworząc rozgałęzioną siatkę porozumień luźno związaną z życiem społeczeństwa —jego patologiczną podszewkę. Ci ludzie i ta ich sieć biorą udział w procesach genezy zła, od czego nie jest wolny żaden kraj. W tej pod strukturze rodzi się marzenie o opanowaniu władzy i narzuceniu społeczeństwu swojej woli i swojego sposobu przeżywania i pojmowania. To marzenie udało się zrealizować w dziejach świata wiele razy, w różnych czasach, kulturach i krajach. Dlatego zrozumieniu takiego zjawiska i jego ostatniej olbrzymiej realizacji, jak i wiecznego nim zagrożenia, zostaną poświęcone nasze dalsze rozważania.

W niektórych krajach o ludności niejednorodnej występują jeszcze inne zjawiska, które destruują te permanentne procesy kształtowania się światopoglądu psychologicznego i moralnego, oraz struktury społecznej. Są to przede wszystkim różnice rasowe, etniczne lub cywilizacyjne, które istnieją we wszystkich prawie krajach powstałych z podbojów. Pamięć dawnych krzywd i wynoszenie się zwycięzców ponad narody podbite dzielą potem ludność przez wieki. Przezwyciężenie takich skutków wydaje się możliwe, kiedy przez kilka pokoleń działają świadomość ich przyczyn i dobra wola. Odmienność wierzeń religijnych i związanych z tym tradycji okazują się przyczynami trudności raczej mniej niebezpiecznymi, ponieważ wytworzenie się ponad wyznaniowej struktury społecznej i więzi patriotycznej okazało się możliwe. Niektóre religie jednak głoszą wyższość swoich wyznawców, w stosunku do innych. Dramatyczne problemy rodzą się z doktryn, które głoszą taką wyższość i wpajają swoim wyznawcom pogardę dla innych ludzi, lub nawet uznawanie ich za nie całkiem przynależnych do naszego gatunku.

Takie doktryny stająsię nader uciążliwe, jeżeli jaiiaś grupa społeczna lub religijna żąda odpowiednio do nich wyższych stanowisk dla swoich członków, które w istocie mają mieć charakter zawyżonej adaptacji w stosunku do ich realnych uzdolnień. Niszczy to strukturę społeczną i prowadzi do wspomnianego już obrazu chorego społeczeństwa.

Prawidłowa struktura społeczna, utkana z jednostek indywidualnie przystosowanych, a więc dynamicznie twórcza jako całość, może kształtować się tylko wówczas, kiedy proces ten podlega swoim naturalnym prawom, a nie żadnym koncepcjom doktrynalnym. Jednostka powinna mieć możność znalezienia swojej drogi do samorealizacji dla dobra własnego i społecznego, znajdując na niej pomoc i dobrą radę ze strony organizacji społecznej działającej w oparciu o zrozumienie praw natury, a w imię dobra tej jednostki i dobra społeczeństwa.

Nadmierna rozległość państw kolosów, liczebność i zróżnicowanie ich populacji wydaje się być inną przeszkodą dla rozwoju światopoglądu psychologicznego i społecznego obywateli, oraz dla formowania się zdrowej struktury społecznej. Indywidualne poznanie człowieka zostaje wtedy zastąpione ogólnikami odnoszącymi się do różnych grup społecznych lub etnicznych a nawet sloganami, co degraduje rozwój światopoglądu psychologicznego. Jednostce brakuje wtedy oparcia o swoją bliską ojczyznę, jej strukturę społeczną i tradycję, co pozbawia ją wartości koniecznych dla psychicznego wzrastania. Obywatel nie czuje się także realnie zdolny do wpływania na sprawy polityki ogromnego kraju i staje się skłonny do wycofywania się w świat swoich interesów. Struktura społeczna rozpływa się w przestrzeni i ludzkiej masie. Pozostają powiązania majątkowe, rodzinne, etniczne, klanowe i lobbistyczne. W takich krajach zanika pojęcie „społeczeństwo".

W takich warunkach przepisy prawa, a nie indywidualne zrozumienie człowieka i sytuacji, zaczynają regulować sprawy życia. Moralność prawnicza wypiera naturalną, co można uważać za symptom choroby kolosów. Ubożeje światopogląd psychologiczny. Stosunki międzyludzkie stają się formalne, szorstkie, lub brutalne. Rządzenie takim krajem staje się trudne. Wypada postawić pytanie o zasadniczym znaczeniu: Czy dobre rządzenie i zdrowa ewolucja społeczna i kulturalna krajów kolosów są w ogóle możliwe? Obserwacja największych krajów naszego świata, które mają różne ustroje polityczne, wydaję się dawać odpowiedź negatywną.


Gdyby mnie ktoś zapytał np. Co należałoby uczynić, aby uleczyć Stany Zjednoczone, które między innymi trudnościami zdradzają symptomy choroby kolosów, poradziłbym podzielić ten kraj znowu na trzynaście ale odpowiednio większych stanów mających bardziej naturalne granice. Takim stanom należało by nadać znaczny zakres autonomii w sprawach administracji, ekonomii, sądownictwa i kultury. Takie stany dawałyby obywatelom poczucie własnej bliższej ojczyzny, a równocześnie tworzyłyby warunki zdrowego współzawodnictwa między nimi. To ułatwiłoby rozwój naturalnych stosunków, światopoglądu psychologicznego i struktury społecznej. Wtedy rozwiązywanie innych trudności stałoby się łatwiejsze.

Podobnie w kwestii zjednoczenia Europy należy się wypowiedzieć przeciwko tworzeniu państwa kolosa. Europa ojczyzn jest warunkiem koniecznym zachowania naszych tradycji kulturowych i ich twórczej roli, oraz pełnowartościowego rozwoju duchowego obywateli. Wydaje się, że najlepsze warunki kształtowania się struktury społecznej mają kraje liczące od 7 do 15 milionów ludności. Dlatego koncepcja podpodziału zbyt dużych państw na mniejsze organizmy o podobnym jak wyżej zakresie autonomii posiada pewne socjopsychologiczne uzasadnienie.

Społeczeństwo ludzkie nie jest ani organizmem, gdzie każda komórka podporządkowana jest dobru całości, ani rojem owadów, gdzie zbiorowy instynkt pełni funkcję dyktatorską. Ale także społeczeństwo nie może być zbiorem egocentrycznych jednostek powiązanych tylko interesami ekonomicznymi i formalnąorganizacjąadministracyjnąi prawną. Jest ono aktywną strukturą socjopsychologiczną utkaną z jednostek o najwyższej organizacji psychicznej i dlatego najbardziej zróżnicowanych. Znaczny zakres indywidualnej autonomii człowieka wynika z tego stanu rzeczy i pozostaje w nader złożonym stosunku wobec jego wielorakich uzależnień psychicznych i zobowiązań moralnych w stosunku do innych ludzi, tej zbiorowości i wobec ludzkości.

Wyodrębnianie więc osobistego interesu jednostki i przeciwstawianie go interesowi społecznemu jest rozumowaniem sztucznie upraszczającym rzeczywiste stosunki, których naturę należy śledzić i poznawać. Stawianie pytań opartych na takim wyodrębnieniu jest więc logicznie defektywne, ponieważ zawierająone błędną sugestię i dlatego nie można dla nich znaleźć prawdziwej odpowiedzi.

W rzeczywistości bowiem, wiele pozornie sprzecznych interesów jednostki i zbiorowości, różnych grup i podstruktur społecznych, można zesobą pogodzić, kiedy kierujemy się dostatecznie dogłębnym poznaniem człowieka i jego roli w społeczeństwie. Taki wyższy poziom poznania spraw życia wymaga przezwyciężenia postaw emocjonalnych i odrzucenia prymitywnych a sugestywnych doktryn. Jeżeli zdołamy przenieść tego rodzaju zagadnienia na wyższy poziom obiektywnego poznania, zgodność tych dwóch interesów wyłania się sama.

Rój owadów o najlepszej nawet organizacji społecznej jest skazany na zagładę, kiedy jego zbiorowy instynkt działa dalej wedle swojego kodu filogenetycznego, mimo że straciło to swój biologiczny sens. Jeżeli na przykład matka roju pszczelego nie dokonała na czas swojego oblotu godowego, bo trwała nader niesprzyjająca pogoda, wówczas zacznie ona składać jajka nie zapłodnione, z których wylęgać się będą same trutnie. Pszczoły pozostaną jednak wierne swojej królowej, bo tak nakazuje im instynkt. To prowadzi do zagłady roju po wymarciu robotnic. Wtedy tylko „siła wyższa" w postaci pszczelarza może uratować taki rój. Pszczelarz musi znaleźć i zniszczyć matkę trutową a po trzech dniach podłoży rojowi zdrową i zapłodnioną matkę wraz z kilkoma jej pszczółkami. Przy takich operacjach dobremu bartnikowi dostanie się często kilka bolesnych żądeł.

W związku z powyższym przykładem, nasuwa się pytanie: Czy ten ludzki rój, który obsiadł nasz glob, może znaleźć drogę wyjścia z sytuacji, kiedy nasz instynkt indywidualny i zbiorowy, jak także nasz naturalny światopogląd psychologiczny i moralny, nie zapewniają wystarczających odpowiedzi, na których można by oprzeć umiejętne przeciwdziałanie? W takiej sytuacji znalezienie obiektywnej wiedzy o makrosocjalnym zjawisku, przeciw któremu buntuje się natura normalnego człowieka, ale także ulega fascynacji nim, będzie wskazaniem najlepszym z możliwych.

Ci ludzie sprawiedliwi, którzy głoszą że jedyną drogą jaka nam pozostała jest zaufanie do Dobrego Bartnika i powrót do jego przykazań, widzą prawdę ogólną Stają się oni jednak skłonni do bagatelizowania prawd empirycznych, szczególnie przyrodniczych, które są niezbędną podstawą dla zrozumienia makrosocjalnego zjawiska i celowego działania w praktyce. Prawo natury uczyniło nas bardzo różnymi, a Opatrzność wyznaczyła nam różne drogi. Jeżeli więc człowiek dzięki swoim indywidualnym właściwościom, wyjątkowym okolicznościom życia i naukowemu wysiłkowi opanował dostatecznie sztukę obiektywnego rozumienia zjawisk wspomnianego rodzaju, to stało się to w zgodzie z prawami natury i z Jej Woli. Jeżeli więc społeczeństwa i ich mądrzy ludzie zdołają zaakceptować to zrozumienie natury makrosocjalnych zjawisk patologicznych, przezwyciężając w tym celu ego-tyzm światopoglądu naturalnego, znajdą drogi optymalnego postępowania oparte o poznanie etiologii, natury i — Achillesowej pięty takiego zjawiska.

Podobnie jak żeglarz wyposażony w dobrą mapę akwenu czuje się bardziej swobodny w wyborze drogi i manewru wśród wysp i zatok, człowiek który rozumie lepiej siebie, innych ludzi i złożone zależności życia społecznego, staje się bardziej niezależny w wyborze drogi i zdolny do przezwyciężania trudno zrozumiałych sytuacji. Równocześnie ta lepsza wiedza czyni tego człowieka bardziej skłonnym do zaakceptowania swoich obowiązków wobec społeczeństwa i podporządkowania się wynikającej z tego dyscyplinie. Rozszerzeniu tej wiedzy o przyrodnicze zrozumienie niektórych zjawisk, których nie da się pojąć ani opisać w kategoriach naturalnego światopoglądu, poświęcona jest ta praca. Człowiek zaś, który zrozumie naturę makrosocjalnego zjawiska patologicznego, staje się odporny na jego fascynujące działanie.

W dalszej perspektywie nadchodzących czasów, coraz lepsze zrozumienie praw, które rządzą życiem społeczeństw i ich patologicznymi stanami, doprowadzi nas niechybnie do krytycznych refleksji nad brakami dotychczasowych doktryn socjalnych. Oparcie się na głębszym zrozumieniu praw natury będzie naturalną konsekwencją takiego krytycyzmu i drogą do poznania ich działania w dawnych i istniejących ustrojach społecznych. Z tego rodzi się idea nowa, skonstruowania dla dobra narodów doskonalszego ustroju społecznego i politycznego, który, bez pośrednictwa jakiejkolwiek doktryny, byłby oparty bezpośrednio na takim obiektywnym zrozumieniu praw naturalnych.

Zbudowanie takiego ustroju, lepszego od wszystkich istniejących, jest nie tylko zapładniającą koncepcją teoretyczną i wizją lepszej przyszłości. Może okazać się ono potrzebą czasu możliwą do zrealizowania. W szeregu bowiem krajów zaistniała sytuacja, gdzie zniszczono wypracowane przez historię struktury społeczeństw i ich formy ustrojowe, a na to miejsce wprowadzono systemy patologiczne, utrzymywane przemocą^ ale nie zdolne do twórczego funkcjonowania. Wprowadzanie takich krajach demokracji okazuje się drogą pełną błędów i niepowodzeń. Przed tymi narodami stoi wielkie zadanie konstruktywne, które będzie wymagać takiej nowoczesnej wiedzy i zorganizowanego wysiłku twórczego.


Rozdział III
CYKL HISTEROIDALNY

Odkąd na naszym globie tworzyły się ludzkie społeczeństwa i wyrastały cywilizacje, człowiek marzył o czasach szczęśliwych, o pokoju sprawiedliwym dla niego, kiedy będzie mógł wypasać swoje owce, poszukując żyznych dolin, uprawiać ziemię lub dobywać jej skarbów. Chciałby on korzystać z dóbr nagromadzonych przez poprzednie pokolenia i płodzić następne, patrząc z dumą jak wzrastają. Potem chciałby korzystać ze swojej wyobraźni i upamiętnić swoje imię w dziełach sztuki wykutych w kamieniu, albo tworzyć mitologię i poezje. Od najdawniejszych więc czasów człowiek marzył o życiu, w którym wysiłek mięśni i umysłu byłby przerywany zasłużonym odpoczynkiem. Czasy takie na ziemi jeszcze wciąż nie nastały.

Człowiek poznaje więc naturę i jej prawa, aby móc ją sobie podporządkować i korzystać z jej darów, zaprzęgnąć jej siły lub siły zwierząt do pracy dla siebie. Kiedy to nie starczało jego potrzebom, jako silniejszy pozbawiał innych ludzi ich prawa do podobnych marzeń i zniewalał do pracy dla siebie. Tak z marzeń o życiu szczęśliwym i pokojowym rodził się początek przemocy nad innym człowiekiem, który deprawuje umysł tego, który go sprawuje. W hedonistycznej bowiem wizji szczęścia tkwi początek nieszczęścia. Na skutek tego trwa odwieczny cykl, w którym z czasów szczęśliwszych rodzą się nieszczęśliwe. Z cierpień i umysłowych wysiłków czasów nieszczęśliwych rodzą się doświadczenie, rozsądek i cnota umiaru, oraz poznanie psychologiczne, które służą odbudowaniu szczęśliwszych warunków bytowania.

Kiedy trwają czasy szczęśliwe, ludzie stopniowo przestają widzieć potrzebę pogłębionej refleksji, poznawania siebie i innych, czy dociekania złożonych praw życia. Czy warto wtedy zastanawiać się nad właściwościami charakterów własnego i cudzych, które nie są bez skazy? Czy można zrozumieć twórczy sens ciężkiego trudu i cierpienia, kiedy się ich samemu nie zaznało?Czy nie jest łatwiej pogardzać tymi, którzy je spotkali? Kiedy można łatwo zdobywać radości życia, wysilanie umysłu ponad miarę wydaje się trudem zbytecznym, Człowiek wesoły, liberalny, a sprytny staje się wtedy dobrym kompanem, a ten który patrząc dalej przewiduje złe skutki staje się kraczącą wroną — joy killer".

W takich czasach „szczęśliwych" poznawanie prawdy o otaczającej i wewnętrznej rzeczywistości człowieka, szczególnie rozumienie ludzkich natur i osobowości, ich wartości i braków, śledzenie ich wewnętrznej przyczynowości, przestają być cnotą, a stają się źle widzianym wścibstwem. Wtedy ubożeje poznanie psychologiczne — podstawa wartości moralnych. Zanikają więc właściwości, które są niezbędne do podejmowania rozumnych decyzji w życiu indywidualnym i zbiorowym. Zaczynają decydować emocje, narasta kult ciała. Czy nie lepiej jest myśleć sobie to, co jest przyjemniejsze. Podświadoma eliminacja przesłanek, które prowadzą do wniosków rzeczywiście lub pozornie niewygodnych, staje się stopniowo nawykiem, a potem społecznie akceptowanym obyczajem. Prowadzi to do myślenia na zdekompletowanej bazie przesłanek, co nie może wieść do poznania prawdy, ale dalej, do nawyków substytucji niewygodnych przesłanek przez bardziej dogodne — do rozwoju myślenia konwersyjnego. Wiemy już, że wzbogacanie się lub inwolucja światopoglądu psychologicznego mogą być traktowane jako wskaźniki dobrej lub złej przyszłości.
[/color]

W takich czasach wygody, pokoju i niesprawiedliwości społecznych, dziecko klas uprzywilejowanych nie uczy się wysiłku zrozumienia siebie, innych i sytuacji, a jego skłonność do myślenia konwersyjnego bywa tolerowana. Uczy się ono eliminacji zbyt niewygodnych skojarzeń, które sugerują, że jego rodzice i ono samo korzystają na upośledzeniu innych ludzi. To prowadzi do rozwoju konwersyjnej gospodarki myślowej i do dominacji emocjonalizmu. Kiedy dorastają jako ludzie już w pewnym stopniu histeryczni, na wspomnianych już drogach przekazują to następnemu pokoleniu, które te właściwości rozwija we większym stopniu. Powstały paradygmat histerycznego przeżywania i zachowania narasta i rozprzestrzenia się, od warstw uprzywilejowanych także w dół, aż zostanie przekroczona granica pierwszego kryterium ponerologii.

W takich więc czasach zadowolenia, często zbudowanego na krzywdzie innych ludzi i narodów, pojemność świadomości ludzkiej zaczyna się zacieśniać, a podświadomość przejmuje decydującą rolę. Herderowską górę lodową zalewają fale morza zafałszowanej nieświadomości i tylko niewielki jej wierzchołek można dostrzec ponad falami życia. W takich czasach, kiedy zanika logiczna dyscyplina myślenia, która zrodziła się niegdyś jako konieczna w czasach trudu i walki, kiedy społeczeństwa zatracają zdolność psychologicznego pojmowania siebie i innych, procesy genezy zła ulegają nasileniu na każdą skalę społeczną, aż doprowadzą do zrodzenia się czasów nieszczęśliwych.

Psychologiczna jakość takich kryzysów musiała zapewne nosić piętno swojej epoki i cywilizacji, ale wspólną właściwością musiało być nasilanie tych opisanych właściwości znanych jako histeryczne. Ta „choroba bardzo zaraźliwa", czy raczej niedokształcenie osobowości, była zawsze stanem społeczeństw, a szczególnie ich warstw uprzywilejowanych. Poszczególne jednostki różnią się tylko nasileniem takich właściwości. Występowanie bardzo nasilonych przypadków indywidualnych, szczególnie takich które uznajemy za kliniczne, choć bywa to najczęściej uwarunkowane jakimś dodatkowym czynnikiem, jak właściwościami konstytucjonalnymi lub nosicielstwem pomniejszych uszkodzeń tkanki mózgowej, jest ilościową pochodną stanu histeryzacji społeczeństwa. Dlatego ilość tych ostatnich i ich jakość, przekazana w „Księdze z San Michele" historii, może posłużyć nam do wyznaczenia czasów i cyklicznych okresów występowania tych stanów i do ich oceny.


Wiemy już, że w każdym narodzie świata istnieje pewien niewielki procent nosicieli różnych dewiacji psychicznych, spowodowanych czynnikami dziedzicznymi lub nabytymi i niedziedzicznymi, którzy zdradzają różne anomalie odczuwania, myślenia i charakterów. Wielu z tych ludzi poszukuje swojego odmiennego sensu istnienia w nadaktywności społecznej. Tworzą oni własne mity i nadkompensacyjne ideologie i są skłonni do egotycznego sugerowania ich innym. Zrodzone z odmienności ich przeżywania wizje i idee zaczepiają łatwo w umysłach, w których wyczucie i zrozumienie realiów psychologicznych uległo już uwstecznieniu.

Kiedy więc, po kilku pokoleniach czasów „szczęśliwych" wraz z narastającą histerycznością światopogląd psychologiczny i oparty na nim krytycyzm moralny społeczeństwa znalazły się w deficycie, różnego rodzaju patologiczni producenci doktryn, fascynatorzy i prymitywniejsi od nich szalbierze, a tym bardziej ich zorganizowane systemy destrukcji społecznej i moralnej, mają otwartą drogę do działania. Włączają się w procesy genezy zła.

W czasach więc, które wspomina się potem jako „szczęśliwe", wyrastają korzenie czasów tragicznych. Ze stopniowego uwsteczniania się wartości intelektualnych, moralnych i charakterologicznych wyrastają czasy fałszu, goryczy i zbrodni. To, co powiedziano powyżej jest literackim szkicem przyczynowego pojmowania wspomnianych zależności, który pomija wiele faktów ubocznych, o których będzie należało wspomnieć w dalszym ciągu tej pracy.


Kiedy nadchodzą czasy nieszczęśliwe i nadmiar zła przygniata ludzi, wówczas muszą oni zbierać wszystkie siły mięśni i rozumu, aby wywalczyć sobie możność istnienia i chronić jego ludzki sens. Poszukując dróg wyjścia z niebezpieczeństw i sytuacji trudnych, uczą się rozeznawania spraw, które poszły już w zapomnienie. Początkowo ludzie takich czasów bywają skłonni do polegania na sile i zbyt łatwo sięgają po broń, aby oprzeć się zagrożeniu. Powoli jednak i z trudem odkrywają korzyści, jakie daje wysiłek umysłów, dogłębne zrozumienie sytuacji szczególnie psychologicznej, rozróżnianie natur i charakterów ludzi i narodów, a w końcu także zrozumienie wrogów. W takich więc czasach cnoty, które poprzednie pokolenia zredukowały do roli motywów literackich, nabierają na nowo wartości realnej i użyteczności praktycznej, stają się więc poszukiwane. Człowiek mądry, który może służyć dobrą radą, odzyskuje swoją pozycję i szacunek.

 W trudzie i wśród tragedii złych czasów odradzają się wartości, które w końcu przezwyciężą zło i przyniosą czasy lepsze. Coraz głębsza analiza zjawisk, która staje się możliwa dzięki pokonaniu własnego egotyzmu, skłonności do myślenia konwersyjnego i zbędnych afektów, otwiera drogę do działania przyczynowego i to przechyla szalę na stronę ładu. Gdyby te wartości przekazane przez myślicieli przeszły w całości do dziedzictwa kultury narodów, chroniłyby je skuteczniej przed następnym okresem „błędów i wypaczeń". Pamięć społeczna jest jednak nietrwała i szczególnie skłonna do odrywania dzieła myśliciela od czasów i warunków, w jakich ono powstało.


Kiedy po trudzie czasów ciężkich i bolesnych człowiek doświadczony znajduje chwile spokojne, przychodzą refleksje. Wtedy jego sposób myślenia zbliża się do obiektywnego pojmowania zjawisk i widzenia rzeczywistych związków przyczynowych. Rozważając sens minionych zdarzeń, doszukuje się coraz ogólniejszych praw. Sięgamy wtedy po stare przekazy i rozumiemy je lepiej, a one ułatwiają nam zrozumienie czasów mijających i ich dziejowego sensu.
Takie poznanie starają się ci ludzie przekazać potomności, posługując się z konieczności językiem bardziej naturalnym. Już wtedy jednak mają oni poczucie niewystarczalności tego języka i odczuwają niepokój o to, czy ta ich mądrość, zdobyta kosztem cierpienia i krwi wielu ludzi, dotrze do umysłów następnych pokoleń, wychowanych wczasach już szczęśliwszych.


Takie rozumowanie nie prowadzi jednak do sprzeczności z możliwością dostrzegania teleologicznego sensu tak ukazanej przyczynowości. Złe bowiem czasy są nie tylko skutkiem opisanej regresji w przeszłości, ale mają do spełnienia swój dziejowy cel. Cierpienie, trud i wysiłek umysłów w czasach goryczy przywrócą stopniowo utracone wartości, zazwyczaj z pewną nadwyżką która dołącza się do postępu ludzkości. Niestety wciąż brakuje nam dostatecznie wyczerpującego filozoficznego ujęcia tego zagadnienia współzależności przyczynowości i teleologicznego sensu zdarzeń. Wydaje się, że prorocy widzieli to jaśniej w świetle ich poznania praw stworzenia, niż to mogli przedstawić filozofowie, jak np. E.S. Russel, R.B. Braithwaite, G. Sommerhoff i inni, którzy rozważali to zagadnienie.

Ten cykl czasów lepszych i bardziej pokojowych, kiedy zawęża się ludzka świadomość i ogląd świata, narasta egotyzm, a społeczeństwa ulegają stopniowo histeryzacji, co w końcu rodziło stany opisowo znane historykom, a łatwiej zrozumiałe dla psychopatologów, a potem z niego czasy degradacji wartości moralnych, przemocy i brutalizmu, trwał jak się wydaje odwiecznie i trwa obecnie. Recesja charakterologiczna i umysłowa narodów bywała różnie głęboka. Dlatego czasami udawało się narodom przetrwać skutki takiego kryzysu z małymi stratami, a czasem prowadziło to do rewolucji, upadku państw i imperiów. O tym decydowały także inne czynniki o charakterze geopolitycznym.

Mimo wspomnianych już różnic jakościowych, wydaje się, że cykle tych przemian czasów mają podobne czasy trwania. Jeżeli przyjmiemy, że w Europie ekstremalne nasilenie histeryzacji nastąpiło na przełomie wieków XIX i XX, wówczas cofając się w czasie o niespełna dwa wieki, natrafiamy na podobne stany. W początku np. wieku XVIII podobny stan obejmuje Zachodnią Europę z Francją na czele. Naturalnie taka izochroniczność tych cyklów może obejmować jedną cywilizację przekraczając granice sąsiednich krajów, ale nie oceany i zasięg innych cywilizacji.


W Polsce znawcą histerii i badaczem tych cykli historycznych był profesor Eugeniusz Brzezicki z Krakowa. Współczesnym naszym psychologom, na skutek dehisteryzacji naszego społeczeństwa, ta dziedzina wiedzy wydaje się mało przydatna i dlatego została zaniedbana.

Kiedy wybuchła pierwsza wojna światowa, młodzi oficerowie wybiegli na ulice Wiednia i tańcząc śpiewali — „Krieg, Krieg Krieg! Es wird ein schoener Krieg ..." Kiedy w roku 1978 znalazłem się w górnej Austrii, postanowiłem złożyć wizytę miejscowemu proboszczowi, który liczył ponad 70 lat. Kiedy opowiadałem mu o sobie, zorientowałem się, że uważa mnie za kłamcę, który zmyśla piękne historie. Analizował moje wypowiedzi psychologicznie, wychodząc z tego „niewątpliwego" założenia i dając mi to do zrozumienia. Kiedy pożaliłem się na to mojemu austriackiemu przyjacielowi, odrzekł z humorem: Miał pan przecież jako psycholog wyjątkowe szczęście, bo mógł pan jeszcze poznać autentyczne austriackie gadanie (die Oesterreichische Rede). My młodzi nie potrafilibyśmy panu tego zademonstrować, nawet usiłując to symulować.

Austriackie gadanie przeszło do języków europejskich, jako potoczne określenie gadaniny mijającej się z rzeczywistością. W jego autentycznym wydaniu tamtych czasów maksymalnego nasilenia histeryczności w Europie, takie wypowiedzi były produktem myślenia konwersyjnego, w którym podświadoma selekcja i substytucja przesłanek prowadziła do permanentnego mijania się z sednem sprawy. Odruchowe przyjmowanie, że rozmówca posługuje się podobnym sposobem myślenia jest przejawem pewnej kultury kłamstwa, kiedy dostrzeganie prawdy bywało traktowane jako objaw złego wychowania.

W tamtym także okresie histeroidalnej regresji odrodziła się ideologia władzy jednego narodu nad światem, która przez wieki drzemała w talmudzie. Potem wybuchły wielka wojna i wielka rewolucja rosyjska. To znalazło przedłużenie w faszyźmie i hitleryźmie, a wreszcie w tragedii drugiej wojny światowej. Z tamtych także czasów zrodziło się makrosocjalne zjawisko patologiczne, którego odrębna jakość nałożyła się na ten cykl, przesłaniając i destruując jego obraz i naturę.

Współczesna Europa przekroczyła już przeciwne ekstremum tej sinu-soidy dziejów. Można więc wnosić, że połowa wieku XXI przyniesie okres lepszej sprawności i poprawności myślenia, co zrodzi wiele nowych wartości we wszystkich dziedzinach ludzkiej twórczości. Można także przewidywać, że będą to czasy realizmu poznania psychologicznego, a może także wzmożenia życia duchowego.

Równocześnie Ameryka północna szczególnie USA osiągnęły około roku 1980, po raz pierwszy w swojej krótkiej historii, to ekstremum histeryzacji. Podobieństwo objawów do tych z początku bieżącego wieku narzuciło się wręcz sędziwym Europejczykom, którzy wtedy żyli jeszcze w Ameryce. Trudno jest ocenić, czy mamy już do czynienia z pierwszymi objawami dehisteryzacji i dźwigania się z kryzysu — raczej tak1. Dominacja emocjonalizmu, zarówno w życiu indywidualnym co zbiorowym, jak także w polityce, oraz podświadoma selekcja i substytucja przesłanek w myśleniu utrudniają komunikację. Egotyzm indywidualny i narodowy powodują opisane już skutki. Mania obrażania się i odwetów może być uważana za odpowiednik europejskiej manii pojedynkowania się w tamtych czasach. Pogardliwy stosunek człowieka posiadającego, lub tego komu powiodło się lepiej, do tego komu wiedzie się gorzej, żywo przypomina obyczaje tamtych czasów szczególnie w Rosji carskiej. Na skutek podobieństwa czasów i obyczajów, freudowska psychologia znajduje w tym kraju naturalny grunt i zastosowanie.

Ta recesja psychologiczna, jaką obserwuje się Stanach Z. pociąga za sobą pogarszanie się adaptacji jednostek w strukturze socjopsychologicznej kraju. Człowiek uzdolniony i szukający prawdy napotyka coraz częściej na solidarny front ludzi miernych. Wolno mu podjąć pracę w jakimś instytucie naukowym, gdzie może zdobyć nagrodę Nobla. Tymczasem całość kraju, jego administracja i jego polityka cierpią z powodu braku inspiratywnej i krytycznej roli jednostek wysoko uzdolnionych. Powoduje to zahamowanie ewolucji urządzeń społecznych i ustroju państwowego, stan inercji. Narasta więc niezadowolenie tych, którzy na tym cierpią.

Należy przewidywać, że najbardziej dramatyczne trudności i napięcia społeczne wystąpią około ćwierć wieku po czasie maksymalnego nasilenia histeryzacji i już w okresie wychodzenia z kryzysu. Jest to bowiem następstwo, które spóźnia się w czasie, bo jest stymulowane przez tenże proces rehabilitacji rozsądku w jego jeszcze niedostatecznej fazie. Można to datować na początek wieku XXI.

Można więc odnieść wrażenie, że Stany Zjednoczone zmierzają do głębokiego kryzysu politycznego, jaki bywał następstwem opisanej sytuacji. Ten wielki kraj jest jednak wewnętrznie tak zróżnicowany obyczajowo, że wystarczy przejechać 50 mil, aby znaleźć się w odmiennym środowisku społecznym. To, co dzieje się w jednej jego części, wywołuje więc krytyczne reakcje w innej. Przy tym sytuacja geopolityczna kraju jest bardzo korzystna. Zobaczymy więc, co przyniesie czas?

Czy jednak Europa może pogardzać dziś Ameryką z powodu tego, że dotknęła ją ta sama choroba, którą nasz kontynent przebył wiele razy i z tragicznymi skutkami? Czy amerykańskie poczucie wyższości wobec Europy, z powodu tamtych stanów i ich wojennych i rewolucyjnych skutków, nie stało się już szkodliwym anachronizmem? Byłoby z najlepszym pożytkiem, gdyby narody skorzystały z doświadczenia historii i nowoczesnej wiedzy biospołecznej, aby nauczyć się przychodzić z pomocą narodowi dotkniętemu już poznanym stanem.

Europa Środkowowschodnia, do niedawna zdominowana przez Sowiety, należy jednak do cyklu europejskiego, raczej z pewnym opóźnieniem wobec Europy Zachodniej. Podobnie mają się sprawy w europejskiej części imperium rosyjskiego. W tej jednak części świata śledzenie opisywanych tutaj przemian w odseparowaniu, choćby metodycznym, od zjawisk jeszcze bardziej dramatycznych i o odmiennej naturze wymyka się możliwościom obserwacji. We wszystkich tych krajach narasta z każdym rokiem oddolny nacisk odradzających się sił zdrowego rozsądku, który ostatecznie doprowadzi do ustalenia się ładu opartego o lepsze poznanie praw natury. W międzyczasie to się już częściowo dokonało.

Nasuwa się pytanie, czy mogą nastąpić czasy, kiedy te odwieczne cykle, wobec których narody okazywały się bezsilne, mogłyby zostać w jakiś sposób przezwyciężone, a twórcza i krytyczna aktywność społeczeństw utrzymana trwale na dobrym poziomie? Jeżeli chcielibyśmy przezwyciężyć coś, co trwa od zarania dziejów, to łatwo może się wydać, że zamierzamy walczyć z wiatrakami historii. Czasy jednak, jakie przeżywamy, niosą szereg właściwości wyjątkowych, co nadaje im charakter jakby drugiego wielkiego przełomu w dziejach gatunku Homo Sapiens. We współczesnym kotle macbethowskim warzą się nie tylko perfidne ingrediencje. Współczesność tworzy także poznanie i rozwój środków działania, jakich nie znała ludzkość od czasów jej wielkiego postępu, jaki zaistniał ponad trzydzieści tysięcy lat temu.

Osiągnięciem współczesnego postępu, które przyczynia się do destruowania tych odwiecznych cykli, jest rozwój komunikacji, który powiązał nasz glob w jeden wielki system naczyń połączonych. Naszkicowane tutaj cykle czasów przebiegały do niedawna w różnych cywilizacjach i na różnych kontynentach prawie niezależnie. Ich fazy nie były ze sobą zgodne. Można przyjąć, że faza amerykańska spóźnia się za europejską o 80 lat. Kiedy ludzie, informacje i opinie przepływają swobodnie między krajami i ponad oceanami, odmienne treści społeczne i psychologiczne, warunkowane między innymi różnicami fazy omawianych cykli, przelewają się przez wszystkie granice i systemy asekuracji informacyjnych, powstają naciski, które mogą powodować zmiany w dawnych zależnościach przyczynowych. Powstaje sytuacja psychologiczna bardziej plastyczna, która zwiększa także możliwości oddziaływania zamierzonego i opartego o przyczynowe zrozumienie zjawisk.

Równocześnie rodzi się nowy zespół czynników, które przyczynią się z czasem do uwolnienia ludzkości od działania niezrozumiałej przyczy-nowości dziejów. Rozwój nauk, których finalnym plonem jest lepsze zrozumienie człowieka i praw rządzących życiem społeczeństw, doprowadzi w końcu do tego, że opinia społeczna zaakceptuje niezbędną wiedzę, co pozwoli na kontrolowanie szkodliwych procesów. Konieczna stanie się wtedy jakaś forma wzajemnej współpracy i kontroli narodów, na drodze do osiągnięcia takich celów.

Rozwój osobowości ludzkiej i jej zdolności do realistycznego pojmowania rzeczywistości, sprawnego i twórczego myślenia, wymaga niestety przezwyciężania wygodnictwa i podjęcia wysiłków nauki i pracy, wymaga trudu w warunkach odmiennych od tych w jakich się wychowaliśmy, co często łączy się z niewygodami i pewnym ryzykiem. W takich bowiem warunkach osobowość egotyczna i przystosowana do swojego środowiska, myślenia jego archetypami i nadmiernie emocjonalna, ulega dezintegracjom i podejmuje wysiłki, które powodują jej pozytywną ewolucję. Odmienność realnych sytuacji warunkuje bowiem przemiany ludzkiej osobowości, jakich nie da się wyzwolić sztucznie.

Taką możliwość, że obiektywne poznanie ludzkiej natury i jej słabości, oraz wynikających z tego przemian stanów psychologicznych społeczeństw, pozwoli, może w nie tak odległej przyszłości, na umiejętne zapobieganie lub przeciwdziałanie wynikającym z tego kryzysom i tragediom, należy traktować jako wizję realną znaną już Iwanowi Pawłowowi. Czasy nasze mają ten charakter wyjątkowy, kiedy z ludzkiego cierpienia rodzi się więcej Poznania, niż to bywało przez wieki. To poznanie wiąże się łatwiej w obraz całości, ponieważ znajduje spoiwo we wiedzy szczegółowej. Ludzie zaś i sprawy dojrzewają w działaniu.

Aby to ułatwić, zastanówmy się nad szkicem nowej dyscypliny naukowej i jej wybranymi zagadnieniami. Badając etiologiczne przyczyny zła, jego naturę i procesy genezy, odkrywamy jego nie dość poznane właściwości i jego słabe miejsca, wskazując tym samym na nowe możliwości przeciwdziałania temu, co rodzi ludzkie cierpienie.

Rozdział IV
PONEROLOGIA

Od czasów bardzo dawnych, myśliciele różnych kultur, kierunków filozoficznych i systemów religijnych poszukiwali prawdy o tym, co jest słuszne i może być dobrą radą. Starali się znaleźć kryteria tego, co należy uznać za wartość moralną. Opisywali oni cnoty ludzkiego charakteru i radzili jak je zdobywać. Stworzyli godny poznania dorobek, który niesie doświadczenie wieków i ludzką nad nim refleksję. O ile różnice między ich poglądami są rzeczą naturalną to godne zastanowienia jest to, jak najbardziej sławni spośród nich dochodzili do wniosków podobnych lub uzupełniających się, chociaż działali w odległych czasach i krajach. To bowiem, co jest wartością ma swoje przyczyny i uwarunkowania w prawach natury, które działają w ludzkich osobowościach i w zbiorowych osobowościach społeczeństw.

Jest jednak sprawą równie godną zastanowienia, jak stosunkowo mało powiedziano o odwrotnym aspekcie zagadnienia, o naturze zła, jego przyczynach i procesach genezy. Te sprawy skrywają się z pewną dyskrecją za uogólnionymi już wnioskami, albo bywały zbyt pochopnie personifikowane. Taki stan rzeczy można po części przypisać okolicznościom historycznym, w jakich działali poszczególni myśliciele, ich taktyce działania uwzględniającej własną sytuację, wcześniejszej tradycji, albo może pruderii. Cnoty sprawiedliwości, umiaru i prawdomówności są przecież odwrotnościami przemocy, gwałtowności i zakłamania, podobnie jak zdrowie jest przeciwieństwem choroby. Była jednak inna nader ważna przyczyna tego deficytu. Czynniki, które biorą aktywny udział w genezie zła, zostały opisane dopiero w naszych czasach, a współcześnie postępuje ich przyrodnicze poznanie.

Pozostawiono więc w dyskretnym cieniu naturę i genezę zła, cedując ją raczej dramaturgom i ich językowi pełnemu ekspresji, który nie dociera jednak do korzeni zjawisk. Wciąż pozostaje więc pewna nie zbadana przestrzeń, pewien matecznik zagadnień zła i moralności, który opierał się ludzkiemu poznaniu i filozoficznej refleksji. Współcześnie, metaetycy usiłują iść dalej, ale ich wysiłki ześlizgują się po powierzchni tej elastycznej przestrzeni — ku analizie języka etyki. Przyczyniają się więc do wyeliminowania części nawyków naturalnego języka pojęć i jego nieścisłości. Dla badacza jednak, dostanie się do tego jądra gęstwiny stanowi nie lada pokusę.

Równocześnie praktyczny działacz w życiu społecznym, czy zwykły człowiek w poszukiwaniu swoich dróg życia, zdani są w znacznym stopniu na zaufanie do autorytetów. Tymczasem odwieczna pokusa bagatelizowania nie dość dowiedzionych wartości moralnych, albo wyzyskiwania w nieprawy sposób ludzkiego naiwnego dla nich szacunku, nie znajdują dostatecznej przeciwwagi w racjonalnym poznaniu, które mogłoby uzasadniać te wartości. Społeczeństwa zaś reagują w takich sytuacjach kierując się ich instynktownym wyczuciem, które bywa trafne, ale czasem okazuje się paraadekwatne.

Gdyby lekarze poszli drogą podobną do etyków i zajmowali się przede wszystkim higieną fizyczną i psychiczną pozostawiając w cieniu osobistych doświadczeń mniej estetyczne zjawiska chorobowe, wówczas współczesna medycyna nie istniałaby jeszcze w ogóle. Nawet korzenie tej wiedzy, która uczy o zachowaniu zdrowia, pozostałyby ukryte w podobnym jądrze niewiedzy. Mimo, że teoria higieny towarzyszy medycynie od jej starożytnych początków, lekarze badają choroby i ich naturę. Przyjmowali oni ryzyko własnego zdrowia i życia, ponosili ofiary, aby wykrywać przyczyny chorób i ich biologiczne właściwości. Zrozumienie bowiem tych przyczyn i dynamiki przebiegu chorób pozwala na znajdowanie właściwych środków leczenia. „Ignota nul la curatio morbi" [ Nie ma leczenia choroby, której nie rozumiemy]  powiada podstawowa zasada tej sztuki.

Badając zdolności organizmów do zwalczania chorób i uodparniania się na znane już czynniki chorobotwórcze, znaleziono szczepionki, które pozwalają uodparniać organizmy bez przebycia choroby. Dzięki temu wiedza medyczna zwycięża i zapobiega zjawiskom chorobowym, które uznała za rodzaj zła w swoim zakresie działania.

Nasuwa się więc pytanie: Czy nie należy zastosować podobnej metody postępowania, aby badać naturę, przyczyny i rozwój innych rodzajów zła, które prześladują ludzkie jednostki, rodziny i narody, mimo że obrażają one nasze ludzkie uczucia estetyczne i moralne bardziej niż choroby? Doświadczenie nauczyło autora, że te inne rodzaje zła mają naturę do chorób podobną choć złożoną i wymykającą się wysiłkom poznawczym. W ich bowiem genezie występuje wiele czynników o charakterze patobiologicz-nym, szczególnie psychopatologicznym, których jakość jest już poznana przez medycynę i psychologię, albo których poznanie wymaga badań przez te właśnie nauki.

Równolegle więc z tradycyjnym podejściem etologicznym, do zrozumienia problemów, potocznie odczuwanych jako niemoralne, można podejść w oparciu o dane dostarczane przez biologię, medycynę i psychologię, ponieważ tego rodzaju aspekty sąwspółobecne w całości zagadnienia. Sama więc refleksja filozoficzna musiała okazać się niewystarczająca. Myśl filozoficzna dawała początek wszystkim dyscyplinom naukowym, ale dojrzewały one dopiero wtedy, kiedy usamodzielniały się w oparciu o dane szczegółowe i w powiązaniu z tymi dziedzinami nauki, które mogły tych danych dostarczyć.

Zachęcony takim „przypadkowym" odkryciem tych przyrodniczych aspektów zła i jego genezy, autor poszedł po drodze podobnej do tej lekarskiej, bo i jego zawód psychologa klinicznego i współpracownika lekarzy do tego skłaniał. Podobnie także przyjmował ryzyko bliskiego kontaktu ze złem dla zapewnienia sobie możliwości poznawania jego natury, śledzenia jego czynników etiologicznych i jego patodynamiki, a czasy takich możliwości nie szczędziły.

W międzyczasie także rozwój biologii, medycyny i psychologii utorował drogi w tym stopniu, że wyżej opisane postępowanie okazało się wykonalne i nader płodne. Wysubtelnienie psychologicznych metod diagnozy klinicznej i osobiste doświadczenie pozwalały na dostatecznie pewne ujmowanie zjawisk, aby móc wysnuwać poniżej podane wnioski.

Dopiero braki danych, szczególnie z dziedziny nauki o psychopatiach, spowodowane ogólnym deficytem gotowej wiedzy w tej przedmiotowo trudnej dziedzinie, ale także brakiem dostępu do istniejących prac, który ograniczała cenzura polityczna, stały się przyczynami trudności, które należało przezwyciężać w oparciu o własne dociekania. Dlatego Czytelnik spotka w tej pracy, a szczególnie w tym rozdziale, przesłanki pochodzące z tych dociekań, których opublikowanie nie było wówczas możliwe. Potwierdzenia tych wyników można było znaleźć potem w niektórych pracach opublikowanych na Zachodzie.
Wiele wartościowych obserwacji, które także wykorzystano w tej pracy, może zebrać psycholog wówczas, kiedy sam staje się przedmiotem postępowania krzywdzącego, ale jego zainteresowania poznawcze przezwyciężają naturalne ludzkie uczucia i reakcje, albo kiedy zostaje zmuszony do korzystania ze swoich umiejętności, aby się ratować. Tego nie żałowano autorowi w naszej ojczyźnie pełnej przemocy i krzywdy.

Tak została zapoczątkowana nowa dyscyplina naukowa, której chrztu dokonali dwaj zakonnicy, znakomici filolodzy greccy. Od greckiego słowa 7tovT]poę[nie mam takich klawiszy na klawiaturze żeby przepisać to słowo-BladyMamut] = zło, nadano jej nazwę „PONEROLOGIA". Procesy genezy zła nazwano odpowiednio „ponerogenezą". Żywię nadzieję, że ten skromny początek znajdzie naukowych kontynuatorów, aby poprzez poznanie natury zła, jego przyczyn i procesów rozwoju służyć jego przezwyciężaniu.

Spośród ponad 5000 osób badanych, chorych, nerwicowych i zdrowych, jacy złożyli się na doświadczenie życiowe, autor wynotował 384 osoby dorosłe, które dopuściły się postępowania krzywdzącego innych ludzi. Rodzaj krzywd, jakie wyrządzili innym, był nader zróżnicowany, od sprawiających przykrość zachowań i krzywdzącej obmowy, bicia i moralnego znęcania się nad dzieckiem, po okaleczenia i zabójstwa. Około 30 z tych ludzi miało za sobą karę różnego rodzaju, często zbyt surową. Niektórzy zwolnieni z więzień poszukiwali drogi readaptacji w życiu społecznym, co skłaniało ich do szczerości w rozmowie z psychologiem. Inni uniknęli kary, bo skrzywdzili kogoś w sposób, który w teorii lub praktyce prawnej nie staje się przedmiotem postępowania sądowego. Jeszcze inni byli chronieni przez system polityczny, który sam był płodem ponerogenezy. Pochodzili oni ze wszystkich środowisk populacji polskiej, ale w większości ze śląskiego okręgu przemysłowego o złych warunkach pracy i znacznym zatruciu atmosfery. Poza tym, autor korzystał z relacji osób, których stany nerwicowe były spowodowane doznanymi krzywdami.

Wszystkie wymienione osoby zostały zbadane dokładnym wywiadem i testowo, pod względem ich ogólnej sprawności umysłowej, w celu wykluczenia lub detekcji i lokalizacyjnej oceny ewentualnych uszkodzeń tkanki mózgowej, oraz innymi metodami, aby zależnie od indywidualnych potrzeb stworzyć sobie wystarczająco pełny obraz ich stanu psychicznego i jego przyczyn. W miarę potrzeby istniała możliwość wglądu w wyniki badań lekarskich i laboratoryjnych.
Spośród tych 384 osób, było zaledwie 14 do 16% takich, u których analiza ich osobowości i genezy ich postępowania nie naprowadzała na działanie jakiegoś czynnika patologicznego, który na różnych drogach przyczynił się do powstania ich czynów. W odniesieniu do tego procentu należy jednak zwrócić uwagę na to, że niewykrycie takiego czynnika przez psychologa nie jest dowodem jego nieistnienia. Może to bowiem być skutkiem niedostatecznych możliwości wywiadu, niedoskonałości metod badania, lub braków samego badającego.

Rzeczywistość przyrodnicza okazała się więc zasadniczo odmienna od rozpowszechnionych przekonań, interpretujących zło w sposób nadmiernie moralizujący, a także od praktyki sądowej, gdzie złagodzenie kary stosuje się tylko wobec nosicieli wyraźnych zmian patologicznych.

Często można także pozwolić sobie na rozumowanie o charakterze hipotezy wyłączającej, zastanawiając się nad tym, co by było, gdyby w genezie jakiegoś czynu nie współdziałał jakiś wykryty czynnik patologiczny. Dochodzimy wówczas najczęściej do wniosku, że czyn krzywdzący nie zaistniałby również. Czynnik patologiczny przesądził bowiem o jego powstaniu lub stał się niezbędnym komponentem jego genezy.

Nasuwa się więc hipoteza o powszechności działania takich czynników w procesach genezy zła. Przekonanie o tym, że czynniki patologiczne biorą taki właśnie udział w procesach ponerogenezy, wydaje się tym bardziej prawdopodobne, kiedy weźmiemy pod uwagę rozpowszechnione wśród etyków przekonanie, że zło tego świata stanowi rodzaj splotu lub kontinuum wzajemnych uwarunkowań. W takim układzie naczyń połączonych jeden rodzaj zła produkuje wzorce i otwiera drogi innym rodzajom, niezależnie od indywidualnych lub doktrynalnych motywacji. Przekracza to granice zdarzeń indywidualnych, grup społecznych i krajów. Skoro więc działanie czynników patologicznych jest obecne w dużej większości wypadków syntezy zła, to jest ono obecne w całym tym jego kontinuum.

W dalszym ciągu rozważań, w oparciu o tak zdobyty materiał obserwacji, brano pod uwagę już tylko część wspomnianej liczby osób, kiedy nie pojawiły się różne trudności praktyczne, jak np. brak dalszego kontaktu z pacjentem. Podejścia statystyczne dawały tylko ogólne wskazania. Intuicyjne wejście w każdy indywidualny problem i podobna synteza całości okazały się najbardziej płodną drogą w tej dziedzinie.
Rolę czynnika patologicznego w procesach ponerogenezy może grać każde takie zjawisko znane współczesnej psychopatologii, albo jeszcze nie dość zbadane, a także niektóre stany patologiczne, których medycyna nie zalicza do psychopatologii. Ich aktywność w tych procesach zależy jednak od innych właściwości niż demonstratywność lub nasilenie stanu. Największą aktywność ponerogenną taki czynnik patologiczny osiąga zazwyczaj przy takim nasileniu, kiedy jest już wykrywalny przy pomocy współczesnych metod klinicznych i można rozpoznać jego jakość, ale nie jest jeszcze uznawany za zjawisko patologiczne przez opinię środowiskową i wtedy może on w sposób ukryty ograniczać zdolność jednostki do kontrolowania swojego postępowania, albo oddziaływać na innych ludzi, traumatyzując ich psychikę, fascynować ich, albo wyzwalać uczucia mściwe i żądze karania. Jego wpływ może także powodować nieprawidłowości rozwoju osobowości u dzieci i młodzieży.

Podobny stan o nasileniu jawnym, lub ujawniony, będzie już wyzwalał refleksje krytyczne, co zredukuje jego ponerogenne oddziaływanie. Moralizujące interpretacje objawów takich umiarkowanych stanów i skutków ich działania upośledzają naszą zdolność do rozumienia przyczyn zła, a więc posługiwania się rozsądkiem i wiedzą dla przeciwdziałania mu. Dlatego umiejętne zidentyfikowanie takiego czynnika patologicznego i ujawnienie sposobu jego oddziaływania powoduje otamowanie jego ponerogennej roli.

W procesach ponerogenezy czynniki patologiczne mogą działać od wewnątrz jednostki, która na skutek tego dopuszcza się czynów krzywdzących. Takie działanie bywa łatwiej uznawane przez sądy i opinię społeczną. Znacznie rzadziej bierze się pod uwagę oddziaływanie takich czynników od zewnątrz, jako emitowane przez ich nosicieli na inne osoby lub grupy ludzkie. Tymczasem ten właśnie rodzaj oddziaływania gra niepośledniąrolę w całokształcie genezy zła. Warunkiem ponerogennej efektywności takiego oddziaływania jest to, aby dana właściwość patologiczna była interpretowana w sposób odmienny od jej rzeczywistej natury i w jakimś sensie — moralizujący.

Spośród wielu możliwości takiego oddziaływania wskażmy na razie na tę, która bywa najbardziej złotwórcza. Każdy człowiek w ciągu swojego życia, a szczególnie dzieci i młodzież, przyswaja sobie tworzywo psychiczne od innych ludzi, w drodze rezonansu, identyfikacji, naśladownictwa i dzięki świadomym drogom komunikacji, aby przetworzyć to na swoją osobowość i budować swój światopogląd. Jeżeli to tworzywo jest skażone właściwościami patologicznymi, wówczas rozwój osobowości zostaje zniekształcony. Produktem takiego oddziaływania jest człowiek, który nie pojmuje siebie i innych ludzi ze zdrowym rozsądkiem. W praktyce psychologicznej spotykamy jako skutek takiego oddziaływania ludzi, którym osoby normalne i normalnie wychowane wydają się dziwne lub niemądre. W wyniku takich anomalii rozwoju ich osobowości, ludzie tacy powodują lub czynią krzywdy innym. Czy sąjednak temu winni?

Znane od wieków ludzkie słabości moralne, jak także braki naszej inteligencji, poprawności rozumowania i wiedzy, łączą się w procesach ponerogenezy z działaniem różnych czynników patologicznych, tworząc złożoną sieć przyczynowości. Ta sieć zawiera często układy zwrotne lub zamykające się. Przyczyny i skutki praktyczne bywają rozdzielone znacznym upływem czasu, co utrudnia śledzenie tego rodzaju zależności. Przy dostatecznie szerokim ujęciu, procesy ponerogenezy przypominają nam złożoną syntezę chemiczną w której zmiana jednego czynnika powoduje zmianę całego przebiegu reakcji. Na skutek znanego botanikom prawa minimum, wzrost roślin jest ograniczany przez ten składnik gleby, który jest w deficycie. Podobnie, wyeliminowanie z procesu ponerogenezy jednego ze wspomnianych składników, czy raczej deficytów, lub ograniczenie jego działania, powinno spowodować redukcję całego takiego procesu. Tak dzieje się w rzeczywistości, kiedy np. psychoterapeuta posłuży się odpowiednim wyjaśnieniem.

Kiedy na przykład w toku psychoterapii, uświadamiamy pacjentowi że w genezie jego osobowości i jego postępowania znajdujemy skutki oddziaływania na niego jakiejś osoby zdradzającej właściwości patologiczne, przeprowadzamy zabieg dla niego nader przykry, który wymaga od nas taktu i umiejętności. Jednak w wyniku takiego postępowania pacjent rozwinie rodzaj samowiedzy, która uwolni go od skutków tego oddziaływania i pozwoli mu rozwinąć krytyczny dystans także w odniesieniu do innych podobnego rodzaju wpływów. Rehabilitacji ulegnie jego zdolność krytycznego myślenia, rozumienia siebie i innych ludzi. Dzięki temu będzie mógł unikać błędów, które krzywdzą innych i jego samego.

Moraliści uczą od wieków, jak rozwijać postawy i wartości etyczne i poszukują odpowiednich po temu kryteriów. Najwięksi z nich wskazywali na potrzebę poznania prawdy o tym, co jest dobre, ceniąc także poprawność rozumowania. Mimo tego nie udało im się przezwyciężyć tak wielu rodzajów zła, które trapią ludzkość od wieków, a współcześnie narosły do niebywałych rozmiarów. Ponerolog nie chciałby w niczym umniejszać roli wartości moralnych i poszanowania dla nich. Chciałby wesprzeć je jednak od strony poznania przyrodniczego, aby dopełnić całości i uczynić obraz zagadnienia bardziej adekwatnym do złożonej rzeczywistości. To winno umożliwić bardziej skuteczne działanie w praktyce moralnej, psychologicznej, społecznej i politycznej.

Ta nowa dyscyplina bada przede wszystkim tę najbardziej poznawczo zaniedbaną część tego złożonego układu przyczynowości genezy zła — role czynników patologicznych. Wskazuje ona na to, że wzięcie ich pod kontrolę świadomości naukowej, indywidualnej lub społecznej, może skutecznie hamować lub rozbrajać procesy genezy zła. To, co było niemożliwe przez wiele wieków, stało się obecnie wykonalne dzięki postępom poznania przyrodniczego. Udoskonalanie sposobów wykorzystywania tego w praktyce jest uzależnione od postępu badań szczegółowych i od społecznego przekonania o wartości takiego postępowania.

Podobne zastosowania tych umiejętności mogą służyć innym dziedzinom życia, przede wszystkiem w postępowaniu psychoterapeutycznym, a także przeciwdziałaniu przestępczości, badaniom historycznym i socjologicznym. Wykorzystaniu ich w problematyce politycznej jest poświęcona ta tutaj praca.

Czynniki patologiczne

Postarajmy się opisać zwięźle przykłady tych czynników patologicznych, które okazały się najbardziej aktywne w procesach ponerogenezy. Wybór tych przykładów jest wynikiem doświadczenia autora, a nie odpowiednich zestawień statystycznych, a więc może się różnić od ujęć innych specjalistów. Także nieliczne dane statystyczne dotyczące tych zjawisk są przybliżoną oceną autora lub zapożyczono je z prac przedmiotowych.

Wypada także wspomnieć o niektórych postaciach historycznych, których właściwości patologiczne wzięły udział w procesach genezy zła na wielką skalę społeczną, wyciskając swoje piętno na losach narodów. Ustalanie diagnoz osób, których defekty i anomalie psychiczne zmarły razem z nimi, jest zawsze zadaniem niełatwym. Wyniki takich dociekań mogą być łatwo kwestionowane także przez osoby, które nie dysponują wiedzą i doświadczeniem klinicznym, a tylko dlatego że rozpoznanie takich stanów nie odpowiada ich stylowi myślenia historycznego lub literackiego. Czyniąc to, korzystając z danych przekazanych językiem naturalnym i często moralizującym, autor może jednak zapewnić Czytelników, że opiera się zawsze na porównaniu zdobytych danych z obserwacjami uzyskanymi z badania wielu podobnych pacjentów przy pomocy obiektywnych metod współczesnej psychologii klinicznej. Dlatego, tylko podobnie wypracowane opinie specjalistów pozostają cenne i mogą być przedmiotem dyskusji.

Dewiacje nabyte

Wśród wszystkich tkanek organizmu, tkanka mózgowa wykazuje najbardziej ograniczone możliwości regeneracji. Jeżeli nastąpi jej uszkodzenie, to po zagojeniu się zmiany pojawia się proces rehabilitacyjny, dzięki któremu sąsiednia nieuszkodzona tkanka przejmuje funkcje tej uszkodzonej. To zastępstwo nie jest jednak nigdy zupełnie dobre, tak że pewne deficyty sprawności i poprawności procesów psychicznych dają się wykryć przy pomocy odpowiednich testów, nawet w przypadku bardzo ograniczonych zmian.

Różnorodne przyczyny powstawania takich uszkodzeń, jak urazy, wybroczyny, infekcje i inne są medycznie znane. Tu wypada wspomnieć, że psychiczne skutki takich zmian, jakie obserwujemy po wielu latach, są w większym stopniu zależne od ich lokalizacji, np. w korze lub wewnątrz mózgu, niż od przyczyny jaka je wywołała. Jakość tych następstw zależy także od okresu życia, w którym powstały i warunków bytowania po ich powstaniu. Jako czynniki ponerogenezy większą aktywność wykazały skutki okołoporodowych i wczesnych uszkodzeń mózgu niż te, które powstały u dorosłych już osób.

W krajach o rozwiniętej opiece medycznej, wśród dzieci w starszych klasach szkoły elementarnej, kiedy badania testowe są już możliwe, wykrywamy 5 do 7% takich, które noszą już drobne uszkodzenia tkanki mózgowej powodujące trudności w nauce i zachowaniu. Z wiekiem ten procent wzrasta. Nowoczesna opieka medyczna, szczególnie położnictwo, przyczynia się do zmniejszenia ilości tych zjawisk. W czasach już historycznych i w krajach mniej cywilizowanych występowanie trudności spowodowanych takimi zmianami było lub jest częstsze.

U stosunkowo niewielkiej części osób z takimi zmianami pojawia się ich najdawniej znany skutek — epilepsja z jej licznymi odmianami. Wśród badaczy tych zjawisk panuje raczej zgodne przekonanie, że Cezar, a potem Napoleon Buonaparte miewali napady epileptyczne. Była to prawdopodobnie epilepsja wegetatywna, powodowana uszkodzeniami położonymi w głębi masy mózgu. Ta odmiana nie powoduje postępującego otępienia umysłowego. W jakim stopniu te ich ukrywane dolegliwości miały negatywny wpływ na ich charaktery, jak to zaznaczyło się na ich historycznych decyzjach, a także działało na innych ludzi, może być przedmiotem dalszych studiów i ocen. W większości wypadków, szczególnie współcześnie, epilepsja jest schorzeniem jawnym, co ogranicza jej aktywność jako czynnika ponerogenezy.

U znacznie większej części nosicieli uszkodzeń tkanki mózgowej narastają z biegiem czasu negatywne zmiany charakteru o różnych obrazach psychologicznych, w zależności od lokalizacji tych zmian, czasu ich powstania i późniejszych okoliczności. Tego rodzaju anomalie ludzkich charakterów prof. T. Bilikiewicz nazwał ogólnie charakteropatiami, aby odróżnić je od aberacji o podłożu dziedzicznym. Niektóre charakteropatie grają wybitną rolę jako czynniki ponerogenezy. Scharakteryzujmy więc najpierw ich ogólne działanie ponerogenne, a potem wybrane przykłady ich odmian w tej dziedzinie najbardziej aktywnych.

Nieuszkodzona tkanka mózgowa zachowuje naturalne właściwości psychiczne naszego gatunku. Szczególnie ujawnia się to w odpowiedziach instynktownych i uczuciowych, często nie dość kontrolowanych i gwałtownych, ale zasadniczo naturalnych. Przeżycia, problemy, idee takich osób wyrastają ze świata spraw ludzkich, do którego należą z natury. Ich zmieniony sposób przeżywania, aberacje myślenia i egotyczne dążenia zakotwiczają więc stosunkowo łatwo w umysłach innych ludzi i bywa to apercepowane w kategoriach naturalnego światopoglądu i w różny sposób — moralizująco.

Takie oddziaływanie osobowości charakteropatycznych terroryzuje i traumatyzuje uczucia i umysły innych ludzi pozbawiając ich stopniowo zdolności do posługiwania się zdrowym rozsądkiem. Mimo oporów i reakcji krytycznych, ludzie przyswajają sobie takie tworzywo psychiczne wraz z usztywnionymi nawykami patologicznego przeżywania. U młodzieży powoduje to trwałe zniekształcenia rozwoju osobowości. Są to więc czynniki ponerogenezy, które działają podstępnie i łatwo zapoczątkowują nowe człony w odwiecznych procesach genezy zła. Otwiera to drogę dla późniejszej aktywizacji innych czynników patologicznych o dziedzicznej zazwyczaj naturze, które przejmują potem pierwsze skrzypce w szatańskiej uwerturze.

Dość dobrze udokumentowanym przykładem osobowości charakteropatycznej, która oddziaływała na skalę makrosocjalną i polityczną był ostatni cesarz Niemiec Wilhelm II. Uległ on porodowemu urazowi mózgu. Przez cały okres jego młodości a potem rządów ukrywano przed opinią publiczną jego upośledzenie fizyczne i psychiczne. Upośledzona była sprawność ruchowa lewej górnej części ciała. Jako chłopiec miał trudności w nauce gramatyki, geometrii i rysunku, co stanowi typową triadę trudności szkolnych powodowaną lżejszymi uszkodzeniami tkanki mózgowej. Rozwinął osobowość z rysami infantylizmu i niedostatkiem kontroli afektów, a także skłonność do paralogicznego myślenia, które z łatwością omijało niewygodne przesłanki.

Generalski mundur i militarystyczna heca zapewniały mu nadkompensację poczucia mniejszej wartości i skrywały skutecznie jego braki. W polityce do głosu dochodziły nie dość kontrolowane emocje i osobiste urazy. Stary Żelazny Kanclerz, polityk przebiegły i bezwzględny wobec innych, ale wierny Prusom i monarchii, musiał odejść. Wiedział bowiem zbyt wiele o ułomności księcia i protestował przeciw jego koronacji. Potem podobny los spotykał innych nadmiernie krytycznych, a ich miejsca zajmowali ludzie mniejszego umysłu ale układni, a czasem zdradzający dyskretne dewiacje psychiczne. Następowała selekcja negatywna.

Oddziaływanie charakteropatycznej osobowości na drodze identyfikowania się zwykłych ludzi z cesarzem i wpływ tak powstałego systemu rządów pozbawiały Niemców stopniowo części ich zdolności do rozwijania zdrowego rozsądku. Wyrastało nowe pokolenie ze zniekształceniami odczuwania i rozumienia rzeczywistości psychologicznej, społecznej i politycznej. Stało się rzeczą nader charakterystyczną że w wielu rodzinach niemieckich, gdzie zdarzył się jakiś psychicznie niezupełnie normalny członek, ukrycie tego przed opinią środowiska, a nawet przed świadomością najbliższych, stało się sprawą honoru godną nawet niegodziwego postępowania. Szerokie rzesze ludzi wchłaniały patologicznie zmienione tworzywo psychiczne wraz ze sposobem myślenia, w którym frazes zyskuje moc argumentu, a niewygodne przesłanki ulegają podświadomej selekcji.

Działo się to w czasach, kiedy w całej Europie narastała fala histeryczności że skłonnością do dominacji afektów i komponentą aktorstwa w ludzkim postępowaniu. Zabarwiony takim stanem moralny terror skierowany przeciw trzeźwemu pojmowaniu rzeczywistości realizowały w znacznym stopniu kobiety, które okazywały się gorliwszymi od mężczyzn wyznawczyniami histeryczno militarystycznego pruskiego stylu. To promieniowało na trzy cesarstwa i inne kraje Europy. W jakim więc stopniu do degeneracji zdrowego rozsądku na naszym kontynencie przyczynił się Wilhelm II i także dwaj inni cesarze, których umysły nie sięgały istotnych spraw historii i władzy, a w jakim stopniu było to skutkiem wznoszącej się sinusoidy cyklu histeryczności, pozostaje interesującym tematem do dyskusji historyków z ponerologami.

Kiedy narastały napięcia międzynarodowe, a potem doszło do zamachu w Sarajewie, ani cesarz niemiecki, ani żaden inny ośrodek władzy w jego kraju, nie dysponowali już zdolnością do rozważnej analizy powstałej sytuacji i do posłużenia się rozsądkiem politycznym. Działały emocjonalne nastawienia cesarza i uprzednio wytworzone stereotypy myślenia i działania. Wybuchła wojna. Wyćwiczony wcześniej plan akcji przeciw Francji, którego cel w danych warunkach stał się co najmniej wątpliwy, rozwijał się jak na sztabowych manewrach.

Dziś historycy, nawet ci którzy znają dobrze genezę i charakter państwa pruskiego z jego tradycją podporządkowania jednostki władzy króla i cesarza w imię stałej ekspansji, dostrzegają w tamtych wypadkach działanie jakiegoś niezrozumiałego fatum, które wymyka się ich analizie przyczynowości historycznej.

Wielu ludzi myślących zadaje sobie wciąż niepokojące pytanie: Jak mogło dojść do tego, że naród niemiecki wybrał sobie na Fuehrer'a psychopatycznego kabotyna, który nie skrywał swojej patologicznej wizji władzy nadludzi i nieludzkich zamiarów. Pod jego przywództwem Niemcy rozpętali drugą politycznie niedorzecznąa zbrodniczą wojnę światową. W końcu, kiedy już wojna chyliła się ku końcowi, wykształceni dowódcy wykonywali z honorem wojskowo i politycznie niedorzeczne, a nader często zbrodnicze, rozkazy człowieka, którego stan psychiczny odpowiadał już rutynowym kryteriom przymusowej hospitalizacji psychiatrycznej.

Każda próba zadawalającego wyjaśnienia tych zdarzeń z pierwszej połowy minionego wieku, przy pomocy kategorii przyjętych w naukach historycznych, daje poczucie dręczącego niedostatku. Wyrównać ten deficyt może jedynie podejście ponerologiczne, które bada role różnych czynników patologicznych na każdą skalę społeczną.

Naród niemiecki, karmiony przez co najmniej jedno pokolenie patologicznie zmienionym tworzywem psychicznym, osiągnął stan podobny do tego, z jakim spotykamy się u indywidualnych ludzi wychowanych przez osoby o właściwościach charakteropatycznych i histerycznych. Ci ludzie dopuszczają się potem często czynów krzywdzących innych i samych siebie.

Wiele wytrwałej pracy i rozwagi musi użyć psychoterapeuta na to, aby pozwolić takiemu człowiekowi odzyskać zdolność do bardziej przyrodniczego i realistycznego pojmowania rzeczywistości.

Dlatego Niemcy, którzy w pierwszej wojnie światowej zadali innym i ponieśli sami ogromne cierpienia, nie mieli potem poczucia winy. Przeciwnie — czuli się pokrzywdzeni. Działali przecież zgodnie z przyswojonymi nawykami, nie mając rozeznania ich patologicznego pochodzenia. Po wojnie potrzeba ubrania tego stanu w szaty bohaterstwa, aby uniknąć zbyt gwałtownie dezintegrującej świadomości, stała się nader powszechna. Pojawił się tajemniczy głód jakby narkotyku, do którego organizm społeczny zdołał przywyknąć. Był to głód patologicznie zmienionego tworzywa psychicznego — zjawisko znowu znane z indywidualnego doświadczenia psychoterapeutycznego.

Ten głód mogła zaspokoić tylko inna osobowość patologiczna i takiż system polityczny. Osobowość charakteropatyczna otworzyła drogę do przywództwa osobnikowi psychopatycznemu. Do zagadnienia takiego następstwa osobowości wypadnie nam jeszcze powrócić, ponieważ wydaje się, że stanowi ono prawidłowość we wielu procesach ponerogenezy.


Podejście ponerologiczne ułatwia nam zrozumienie zarówno człowieka, który uległ wpływowi patologicznych osobowości jak również i makro-socjalnych zjawisk wyrosłych przy udziale takich czynników. Niestety zbyt małej części takich osób możemy służyć odpowiednią psychoterapią. Tym bardziej, takiego postępowania nie da się na razie zastosować do narodów, które zbyt dumnie bronią swojej suwerenności. Można jednak postawić pytanie na razie teoretyczne: Co by było, gdyby jakaś instytucja o międzynarodowym autorytecie podała do publicznej wiadomości, że określeni przywódcy są osobnikami psychiczne nienormalnymi, a ich działalność musi prowadzić do nieszczęść? Dlatego rozwiązywanie takich problemów przy pomocy nowoczesnej wiedzy możemy traktować jako wizję lepszej przyszłości.

Charakteropatie paranoidalne: Charakterystycznym sposobem zachowania się osób paranoidalnych jest to, że są one zdolne do względnie poprawnego rozumowania i dyskusji, póki rozmowa dotyczy spraw ich zdaniem mniejszej wagi. Kończy się to raptownie, kiedy argumenty rozmówcy podważają ich idee nadwartościowe, zaczynają kruszyć utrwalone stereotypy myślenia, albo zmuszają do uznania wniosku uprzednio podświadomie odrzuconego. Takim postępowaniem wyzwalamy u nich potok wypowiedzi paralogicznych, pełnych paramoralizmów i często obrażających rozmówcę, ale zawsze w jakimś stopniu sugestywnych.

Tego rodzaju wypowiedzi budzą awersję u ludzi kulturalnych i rozsądnych, ale zniewalają umysły mniej krytyczne, jak np. osób z różnymi rodzajami dewiacji psychicznych, osób które były już wcześniej przedmiotem wpływu jednostek patologicznych, a także często młodzieży. Proletariusz może to odczuwać jako rodzaj zwycięstwa nad osobami wyższej klasy i dlatego solidaryzować się z paranoikiem. Nie jest to jednak powszechna wśród ludu reakcja, gdzie wyczucie realiów psychologicznych bywa nie gorsze od inteligenckiego. W sumie więc ilościowy respons akceptujący argumentację paranoidalną jest w każdym społeczeństwie tym liczniejszy, im mniej jest ono dojrzałe kulturalnie, ale zawsze daleki od większości. Mimo to, ich oddziaływanie zniewalające innych staje się paranoikom znane z doświadczenia i starają się z tego korzystać z egotyzmem patologicznym.

Dziś wiemy, że zjawiska paranoidalne mają dwojaki mechanizm psychologiczny: Pierwszy, spowodowany uszkodzeniami tkanki mózgowej jest znacznie częstszy, drugi czynnościowy występuje rzadziej. Każde uszkodzenie tkanki mózgowej powoduje, we wspomnianym już procesie rehabilitacyjnym, pewne rozluźnienie poprawności myślenia i co za tym idzie struktury osobowości. Najbardziej typowe bywają przypadki spowodowane dawno przebytym odczynem, który zaatakował międzymózgowie, rzadziej wstrząsem mózgu. Pozostawia to obniżenie wydolności tonizacyjnej tego ośrodka i tonusu hamowania w korze mózgowej. Rozbiegane myśli, szczególnie w czasie bezsennych nocy, budują paranoidalne widzenie świata i takież idee, naiwne, łagodne lub rewolucyjne i mściwe.

U osób wolnych od uszkodzeń tkanki mózgowej podobne zjawiska pojawiają się rzadziej, i na skutek wychowania przez osoby charakteropatyczne i paranoidalne oraz ich terroru psychicznego w dzieciństwie. Następuje wtedy przyswojenie sobie takiego tworzywa psychicznego wraz z usztywnionymi stereotypami podobnego przeżywania. Utrudnia to rozwój myślenia i światopoglądu, a treści przemienione w taki sposób w tabu przekształcają się w czynnościowe ośrodki blokujące. Czasem daje to obraz partycypacji w cudzym obłędzie.

Iwan Pawłów pojmował wszystkie rodzaje stanów paranoidalnych w sposób zbliżony do tego modelu czynnościowego, nie umiejąc jeszcze wyróżnić tej pierwszej i częstszej ich przyczyny. Opisuje jednak żywo charaktery paranoidalne i tę wspomnianą już łatwość, z jaką osobnicy tacy odrywają się od dyscypliny faktów i myślenia.

Dla czytelników jego pracy o paranoi, a obeznanych dostatecznie ze stosunkami sowieckimi, ta niewielka książeczka ma jednak jeszcze inne znaczenie historyczne, bo jej intencja wydaje się oczywista. Głównym bowiem modelem osobowości paranoidalnej, któremu znakomity autor poświęcił tę pracę, oczywiście bez słowa dedykacji, był osobiście dobrze mu znany wódz rewolucji — Lenin. Pawłów był dostatecznie dobrym psychologiem, aby przewidywać, że nie dosięgnie go za to zemsta, bo odnośne skojarzenia ulegną w paranoidalnym umyśle podświadomej selekcji. Dożył więc swoich lat.

Mimo tego ujęcia, jakie znajdujemy u Pawłowa, Lenina należy zaliczyć do tego pierwszego typu osobowości paranoidalnych prawdopodobnie na tle reszty zejściowej w międzymózgowiu, chociaż nasuwa się tu szereg wątpliwości co do rodzaju i lokalizacji tych zmian. Artur Grossman opisuje go tak:

   [row]
      [cell] [/cell]
      [cell]Objawowo.
[/cell]
   [/row]
   [row]
      [cell]Lenin był zawsze delikatny i miękki, uprzejmy, [/cell]
      [cell] Astenizacja.[/cell]
   [/row]
   [row]
      [cell]a równocześnie cechowała go niezmierna ostrość, bezwzględność i brutalizm wobec przeciwników politycznych. Nigdy nie dopuszczał takiej możliwości, że mogą oni mieć bodaj minimalną słuszność [/cell]
      [cell] Stereotypia i w. opisane przejście do paralogizmów.[/cell]
   [/row]
   [row]
      [cell] lub że sam może choć trochę nie mieć racji. [/cell]
      [cell]Egotyzm patologiczny.
 [/cell]
   [/row]
   [row]
      [cell]„Sprzedawczyk... lokaj... pachołek... najmita, agent... Judasz kupiony za trzydzieści srebrników " — takimi słowami mówił często o swoich oponentach.
 [/cell]
      [cell] Paramoralizmy.[/cell]
   [/row]
   [row]
      [cell] W czasie sporów, nie starał się wcale oponentów przekonać. W ogóle się do nich nie zwracał; zwracał się jedynie do świadków sporu po to, aby swojego przeciwnika wyśmiać i skompromitować. Takimi świadkami mogło być zarówno kilku ludzi, jak i tysięczna masa delegatów zjazdu, czy milionowa rzesza czytelników gazet.
[/cell]
      [cell]Fascynatorstwo i świadomość jego oddziaływania.
 [/cell]
   [/row]


Chociaż Lenin nie był w istocie głównym twórcą rewolucji rosyjskiej, jego osobowość odegrała w niej historyczną rolę jako patologiczny czynnik ponerogenezy, który otwierał drogę działania czynnikom o innej dziedzicznej naturze.

Charakteropatia frontalna: Ośrodki frontalne kory mózgowej (10 A i B wg podziału Brodmanna), zbudowane z filogenetycznie najmłodszej tkanki nerwowej, istnieją, praktycznie biorąc, tylko u człowieka. Mają one cytoar-chitekturę podobną do znacznie starszych pól projekcyjnych wzroku, położonych na przeciwnym biegunie mózgu, co sugeruje podobieństwo funkcji. Autor natrafił na stosunkowo łatwą metodę badania ich funkcji psychicznej. Dzięki tej funkcji, jesteśmy zdolni do ujęcia w polu naszej uwagi pewnej ilości elementów wyobrażeniowych i dokonania ich wewnętrznego oglądu. Pojemność tego pola projekcji wewnętrznej wykazuje znaczne różnice międzyosobnicze, które jednak korelują nisko z ogólną inteligencją. Opisane przez starszych badaczy (A. Łuria i inni) funkcje tych ośrodków, akceleracji i koordynacji procesów myślowych wydająsię być pochodnymi tej funkcji podstawowej.

Uszkodzenia ośrodków frontalnych zdarzają się dość często jako okołoporodowe, u wcześniaków, rzadziej później na skutek wykrwawienia lub intoksykacji. Ilość okołoporodowych uszkodzeń została ostatnio znacznie zredukowana na skutek rozwoju położnictwa i opieki lekarskiej nad noworodkami. Dlatego ponerologicznie dramatyczną rolę tak powstałej charakteropatii można po części uważać za charakterystyczną dla minionych pokoleń i dla krajów z niedostatkiem opieki medycznej.

Ubytki kory mózgowej we wspomnianych ośrodkach upośledzają wybiórczo opisaną funkcję, ale nie powodują pogorszenia pamięci, zdolności do tworzenia skojarzeń, jak również funkcji o podłożu instynktownym. Nie upośledzona pozostaje zdolność do wyczucia sytuacji psychologicznej. Upośledzenie takie nie redukuje więc demonstratywnie ogólnej inteligencji. Dzieci z takim defektem uczą się początkowo prawie normalnie, a trudności szkolne pojawiają się dopiero wówczas, kiedy program nauczania zaczyna obciążać upośledzoną funkcję.


Patologiczny charakter takich ludzi, z reguły z komponentą histeryczną narasta z biegiem lat. Nie upośledzone funkcje psychiczne rozwijają się nadkompensacyjnie, co prowadzi do dominacji reakcji instynktownych i emocjonalnych. U osób bardziej witalnych z natury wyzwala się pragnienie walki i ryzyka, brutalizm słowa i postępowania. Ci, z wrodzonym talentem wyczucia sytuacji psychologicznej, rozwijają skłonność do wykorzystywania tego w sposób bezwzględnie egoistyczny. W myśleniu takich ludzi wytwarza się skrócona droga, która omijając upośledzoną funkcję prowadzi od skojarzeń do słów i czynów, jak i do nie podlegających perswazji decyzji. Te swoje zdolności, do wyczuwania sytuacji psychologicznej i uproszczonego szybkiego decydowania, w porównaniu do osób normalnych, które muszą długo myśleć, bo przeżywają walki motywów, osobnicy tacy interpretują sobie jako dowód swojej wspaniałości. Nad losem tych gorszych nie warto się długo rozwodzić. Deficyt wglądu we własny stan psychiczny i dominacja pierwotnych afektów prowadzi do patologicznej mściwości. Okazują się niezdolni do samorefleksyjnego wycofania się z raz podjętej a niedorzecznej drogi życiowej.

Wpływ takiego „stalinowskiego charakteru" na inne osoby, traumatyzujący i aktywnie fascynujący, wyjątkowo łatwo omija kontrolę zdrowego rozsądku. Duża część ludzi okazuje się skłonna do uwierzenia w nadzwyczajne właściwości takich osób, ulegając wpływowi ich egotyzmu patologicznego. Jeżeli w rodzinie jedno z rodziców zdradza taki defekt, choćby umiarkowanego stopnia, u wszystkich dzieci można dostrzec anomalie rozwoju osobowości i wszystkie potrzebują odpowiedniej psychoterapii.

Autor przebadał całe rodzeństwo starszych i wykształconych ludzi, gdzie źródłem takiego oddziaływania była najstarsza siostra z poporodową atrofią pól frontalnych. Od wczesnego dzieciństwa czterej młodsi bracia przyswajali sobie patologicznie zmienione tworzywo psychiczne, wraz z narastającą u siostry komponentą histeryczną. Potem do ich lat sześćdziesiątych zachowali powstałe w ten sposób zniekształcenia światopoglądu i sposobu przeżywania wraz z rysami histerycznymi, w nasileniu malejącym odpowiednio do zwiększającego się dystansu wieku. Z moralnym oburzeniem odrzucali wszelkie uwagi krytyczne dotyczące charakteru siostry, które mogły jedynie obrażać „Honor ich rodziny". Siostra wydawała się im osobą zupełnie normalną i wzorem cnót. Kobiety normalne były raczej mdłe, warte jedynie ich przedsiębiorczości erotycznej. Chorobliwe urojenia siostry, jej skargi na „niedobrego" męża, jej oskarżenia syna, w którym znalazła sobie kozła ofiarnego pomsty za swoje niepowodzenia życiowe, bracia przyjmowali za rzeczywistość, w którą należało angażować się z honorem. U dwóch starszych miało to już charakter partycypacji w jej obłędzie. Nikt z nich nie rozwinął przeciętnej choćby mądrości życiowej i nikt nie stworzył zdrowej rodziny.

Na ukształtowanie się charakterów tych mężczyzn złożyły się równolegle inne okoliczności zależne od czasów i środowiska w jakich się wychowali. Ich ojciec był Polakiem i patriotą, a matka Niemką. Zgodnie z obyczajem tamtych czasów, żona przyjęła formalnie narodowość męża. Pozostała jednak wyznawczynią obyczajów z przełomu wieków wraz z ich histerycznością militaryzmem i splendorem trzech cesarzy. Pojęcia Honoru święciły wtedy swój tryumf. Wystarczyło przypatrywać się komuś zbyt długo, aby zostać wyzwany na pojedynek. Dlatego bracia tej siostry wyrośli na pojedynkowiczów z wieloma bliznami po cięciach, którzy jednak pokrajali innych więcej i gorzej.

Kiedy więc potem ludzie z humanistycznym wykształceniem zastanawiali się nad charakterem tej rodziny, dochodzili łatwo do wniosku, że to w tamtych czasach i obyczajach należy szukać przyczyn takiego ukształtowania się ich osobowości. Tymczasem analiza psychologiczna ujawniła tamten podstawowy wpływ czynnika patologicznego. Gdyby więc najstarsza siostra (hipoteza wyłączająca) nie uległa uszkodzeniu pól frontalnych mózgu i wspomniane jej oddziaływanie nie miało miejsca, osobowości braci rozwijałyby się w bardziej naturalny sposób, także w tamtych czasach i środowisku. Staliby się wtedy bardziej przystępni dla wartości humanistycznych, zdrowego rozsądku i moralnych, a ich umysły korzystałyby z tego w życiu. Stworzyliby bardziej udane rodziny i znaleźli dobrą radę u rozum-niejszych małżonek. Zło, do którego puli dodali w życiu sporo, nie zaistniałoby wówczas w ogóle, lub zostałoby zredukowane do warunkowanego przez bardziej odległe czynniki patologiczne.

Rozważania porównawcze, z dostateczną ilością przebadanych osób, doprowadziły autora do przekonania, że Józefa Wisarionowicza Dżugaszwili, znanego potem jako Stalin, należy zaliczyć do przypadków tej właśnie złorodnej charakteropatii, która rozwinęła się prawdopodobnie na podłożu okołoporodowego uszkodzenia pól frontalnych kory mózgowej. Wskazuje na to wiele z tego, co można o nim przeczytać lub usłyszeć. Jego brutalnie fascynujący charyzmatyzm, egocentryczna wiara w swój geniusz u człowieka umysłowo niewybitnego, charakterystyczne, często infantylne, a nieodwołalne decyzje, patologiczna mściwość i bezwzględność wobec tych, którzy wchodzili mu w drogę, wraz z niezdolnością do samokrytycznego wglądu we własny stan psychiczny, dają w sumie typowy obraz. Tłumaczy to także jego zależność od psychopaty, jakim był Ławrenty Beria.

Na niektórych zdjęciach Stalina można dostrzec zniekształcenia czoła, jakie obserwujemy u osób z wcześnie powstałą atrofią ośrodków frontalnych.
Zapadanie tych typowych nieodwołalnych decyzji jego córka Swietłana opisuje następująco:
Quote
Jeżeli kogoś z dawna mu znanego wyrzucał z serca, jeżeli w duszy zaszeregował go już wśród, swoich „ wrogów " — nie można było z nim rozmawiać o tym człowieku. Proces odwrotny, przekonanie go, że ów nie byłjego wrogiem, był dlań niemożliwy, a wszystkie próby w tym kierunku przyprawiały go o wściekłość. Ani Redens, ani wuj Pawlusza, ani A.S. Swanidze nie byli w stanie coś tu zdziałać i jedynie co osiągali — to utrata kontaktu z ojcem i jego zaufania. Po ostatnim widzeniu rozstawał się z każdym z nich jak z potencjalnym nieprzyjacielem, jednym z „ wrogów"...

Kiedy więc rozważamy ogrom zła, którego dokonaniu patronował Stalin, powinniśmy zawsze wziąć pod uwagę tę złorodną a niestety zbyt mało zbadaną charakteropatię i jej przypisać należną część „winy".

Nie branie pod uwagę patologicznych przyczyn zdarzeń tamtych niedawnych a nieludzkich czasów i interpretowanie ich w kategoriach historycznych i moralnych prowadzi do poczucia bezsilności, a pozostawia potężną lukę poznawczą. Równocześnie truje ludzkie umysły i dusze, co może otwierać drogi dalszym członom ponerogenezy. Dlatego ponerologiczne zrozumienie tych czasów i ludzi i popularyzacja tego, powinny stanowić jeden z warunków drogi do trwałego pokoju.

Charakretopatie po niektórych chorobach: Zapalenie przyusznic, które przebiega czasem z odczynem mózgowym, pozostawia pewną matowość uczuciowości i niewielkie obniżenia sprawności umysłowej. Podobne skutki spotykamy po ciężej przebytym dyfterycie. Obydwa te rodzaje stanów spotykamy w rozrabiających grupach młodzieżowych, jako naiwnych wykonawców inicjatyw sprytniejszych najczęściej psychopatycznych przywódców. Potem przed sądem, ci przywódcy zwalają na nich winę bez skrupułów.

Choroba Heinego-Medina atakuje mózg tym częściej, im wyższą partię rogów przednich zaatakował jej wirus. U osób z porażeniami nóg spotykamy takie skutki rzadko, ale u osób z porażeniami barków i szyi, ich brak należy do szczęśliwych wyjątków. Osoby z takimi zmianami zdradzają nie tylko charakterystyczną bladość afektywną ale także skłonność do nieścisłości myślenia i unikania widzenia dramatów, oraz pewną obojętność wobec prawdy. Bywa to rozumiane jako pewien rodzaj chorobliwego zobojętnienia.

Postępowanie prezydenta F.D. Roosevelta, szczególnie pod koniec jego działalności, przypomina takie właściwości psychiczne. Z drugiej strony można mieć tu wątpliwości, ponieważ wirus polio, który dosięgnął go w czterdziestym roku życia, spowodował porażenia nóg. Przezwyciężywszy tego skutki, miał potem lata twórczej działalności. Wydaje się jednak, że jego jałtańska naiwność wobec polityki sowieckiej miała już patologiczne uwarunkowania związane z jego złym stanem zdrowia.

Charakteropatie polekowe: W ostatnich dziesięcioleciach wprowadzono do użytku medycyny szereg leków, które w swoim działaniu ubocznym atakują system nerwowy, pozostawiając w nim trwałe ślady. Na tych dyskretnych zazwyczaj upośledzeniach narastają z czasem zmiany charakteru społecznie nieraz bardzo szkodliwe. Lekiem bardzo niebezpiecznym okazała się streptomycyna i dlatego w niektórych krajach ograniczono jej stosowanie w większych dawkach.

Leki cytostatyczne, stosowane do zwalczania chorób nowotworowych, atakują często filogenetycznie starszą tkankę mózgową główny nośnik podłoża instynktowego i podstawowej uczuciowości. Powoduje to u tak leczonych osób zanik wyczucia realiów psychologicznych i odbarwienie uczuciowości. Zachowując sprawność umysłową stają się egocentryczni i podatni na sugestie ze strony ludzi, którzy chcą nimi powodować nie szczędząc pochlebstw. Pojawia się obojętność na sprawy innych ludzi i ich krzywdy. Taka przemiana osobowości u człowieka, który jeszcze niedawno cieszył się uznaniem w środowisku lub społeczeństwie, co trwa w ludzkich przekonaniach, staje się przyczyną nieszczęśliwych skutków. Czy tak miały się sprawy w odniesieniu do szacha Iranu, który od dłuższego czasu był leczony na chorobę nowotworową? Znowu stawianie diagnoz ludziom zmarłym natrafia na znane trudności. Należy to jednak wziąć pod uwagę jako bardzo prawdopodobne. Żołnierze polscy, którzy wyszli ze Związku Sowieckiego pod dowództwem generała Andersa, pamiętali przecież zupełnie inną osobowość młodego szacha Persji. Nie należy także wątpić w to, że w dalszej tragedii Iranu istotną rolę odegrały i grają patologiczne czynniki ponerogenezy.

Anomalie charakteropatyczne, które rozwijają się na skutek różnych uszkodzeń tkanki mózgowej, działają jako czynniki ponerogenezy w sposób podstępny. Dzięki opisanym już właściwościom, szczególnie tej wspólnej wielu ich rodzajom, ich wpływ łatwo omija kontrolę ludzkiego rozsądku i zakotwicza w umysłach, traumatyzując ludzkie uczucia, zniekształcając i zubażając zdolność myślenia. Upośledza to indywidualną i społeczną zdolność do posługiwania się zdrowym rozsądkiem i do rozeznania sytuacji psychologicznej i moralnej. Otwiera to możliwości innym osobowościom patologicznym, najczęściej nosicielom dziedzicznych dewiacji psychicznych, którzy przejmują inspiracyjne role w dziele ponerogenezy, odsuwając w cień jednostki charakteropatyczne. Dlatego różnego rodzaju charakteropatie grają role inicjatywne, otwierając nowe człony w procesach genezy zła na każdą skalę społeczną.

W lepszym więc ustroju społecznym przyszłości, powinno zostać uchwalone prawo, które chroniłoby jednostki i społeczeństwa od tego, aby osoby z wyżej opisanymi właściwościami, albo takimi które będą jeszcze opisane, nie mogły zajmować takich stanowisk, gdzie od ich postępowania zależy los innych ludzi. Dotyczy to przede wszystkim naczelnych stanowisk państwowych. Odpowiednia instytucja, złożona ze specjalistów z wykształceniem medycznym i psychologicznym i szanowanych dla ich prawości i wszechstronnej wiedzy, powinna decydować w takich sprawach. Cechy uszkodzenia tkanki mózgowej i ich charakteropatyczne skutki są znacznie łatwiejsze do wykrywania i obiektywnej oceny niż niektóre anomalie dziedziczne. Dlatego otamowywanie procesów ponerogenezy na tym wcześniejszym ich poziomie byłoby praktycznie łatwiejsze.

Dewiacje dziedziczne

Nauka chroni już społeczeństwa przed skutkami niektórych anomalii fizjologicznych, którym towarzyszą pewne słabości psychiczne. Tragiczna rola, jaką odegrała hemofilia dziedzicząca się w rodach monarszych Europy, jest powszechnie znana. Dziś odpowiedni ludzie pamiętają o tym, aby nie tylko mężczyzna nią dotknięty nie został koronowany, ale i nosicielka tego genu nie była królową. Społeczeństwa, które wiele troski poświęcają ludziom z niekrzepliwością krwi, zaprotestowałyby, gdyby jakiś wysoki urząd został powierzony mężczyźnie z tą anomalią. Jest to model postępowania, który powinien być rozciągnięty na szereg innych anomalii dziedzicznych o bardziej psychologicznej naturze i obrazie.

Daltonistów, mężczyzn z upośledzoną zdolnością odróżniania barw czerwonych i zielonych, eliminujemy dziś od zawodów, gdzie to mogłoby spowodować katastrofę. Wiemy także, że anomalii tej towarzyszy pewne zubożenie przeżyć estetycznych, a także poczucia więzi ze społeczeństwem ludzi widzących barwy normalnie. Dlatego psycholog przemysłowy zachowuje ostrożność, kiedy ma powierzyć takiemu człowiekowi stanowisko pracy, gdzie trzeba polegać na jego autonomicznym poczuciu obowiązku.

Dziedziczenie się tych dwóch anomalii, przez geny recesywne zlokalizowane w chromosomie X, zostało już dawno opisane i śledzenie ich przekazywania się nie natrafia na trudności teoretyczne. Genetycy zbadali w podobny sposób dziedziczenie się wielu właściwości organizmów ludzkich i nauka ta postępuje współcześnie bardzo szybko. W małym jednak stopniu dotyczy to tych anomalii psychicznych, które nas będą najbardziej interesować. Wiele dyspozycji ludzkiego charakteru ma swoje podłoże w genach tych samych chromosomów X. Dlatego jest prawdopodobne, że tam są zlokalizowane geny większości anomalii psychicznych, ale na pewno nie

W ostatnich czasach poczyniono znaczne postępy w poznaniu szeregu anomalii chromosomowych, które powstają na skutek wadliwego podziału komórek rozrodczych, oraz ich fenotypowych obrazów psychicznych. Ten stan rzeczy otwiera już drogę do badań nad ich rolą ponerogenną, co czyni się już w pewnym zakresie i co prowadzi do teoretycznie wartościowych wniosków. Ponieważ większość anomalii chromosomowych nie może przekazywać się na następne pokolenie, ich liczebność w populacji jest bardzo mała, także ich ponerogenną rola nie jest znaczna. Większość takich ludzi zdradza przeciętnie niższy poziom uzdolnień i mniejszą aktywność życiową. Tylko kariotyp XYY, który dostarcza mężczyzn wysokich i ste-nicznych, skłonnych do gwałtownych afektów i dlatego częściej wchodzących w kolizję z prawem, przysparza znanych trudności. Dało to temat do badań i refleksji, ale ich rola na skalę nas tutaj interesującą także nie jest

Znacznie liczniejsze dewiacje psychiczne, wedle wszelkiego prawdopodobieństwa przekazywane dziedzicznie, grają także znacznie większą rolę jako czynniki patologiczne, które włączają się w procesy ponerogenezy. Tymczasem w tej dziedzinie piętrzą się trudności biologicznego i psychologicznego poznania tych zjawisk. Badaczom ich psychologicznego obrazu brakuje biologicznych kryteriów wyodrębniających. Genetykom nie dostaje psychologicznie jednoznacznego wyróżnienia tych zjawisk, koniecznego aby można było podjąć badania nad ich biologiczną naturą i mechaniką dziedziczenia się. Ten stan rzeczy nie jest jednak przeszkodą nie do pokonania, jeżeli doceni się wagę tego rzekomo „politycznie" drażliwego zagadnienia.

W czasach, kiedy wykonano gros tych obserwacji, na których opiera się ta praca, nie było jeszcze lub nie były dostępne liczne prace badaczy, które w drugiej połowie lat sześćdziesiątych naświetliły wiele psychologicznych aspektów omawianych tutaj zjawisk. Autor i inni badacze tych aberacji, których przykłady sąopisane poniżej, przedzierali się przez gąszcz objawów w oparciu o starsze prace i własną intuicję. Zrozumienie bowiem natury tych anomalii dziedzicznych, ich biologicznych właściwości, psychologicznego obrazu i ich ponerogennej roli, okazało się warunkiem koniecznym dla realizacji naczelnego zadania, które będzie przedstawione w następnym rozdziale tej pracy.

Osiągnięto pewne wyniki, na których oparto dalsze rozumowanie. Dla dobra więc całości obrazu, a także ponieważ wypracowane podejście wnosi pewne wartości poznawcze, pozostaniemy zasadniczo przy sposobie opisu tych anomalii, jaki wyłonił się wówczas. Uwzględniono jednak wyniki opublikowane później. Okazały się bowiem niesprzeczne z tamtymi obserwacjami.

Liczni badacze tego wspomnianego płodnego czasu i późniejsi, jak R. Jenkins, H. Clecley, S.K. Ehrlich, K.C. Gray, H.C. Hutchinson, F. Krupi i inni, naświetlili zagadnienie bardziej wszechstronnie. Jako klinicyści skupili jednak swoją uwagę na przypadkach bardziej demonstratywnych, które w zgodzie ze wspomnianą regułą ponerologii grają już mniejszą rolę w procesach genezy zła. Nasze potrzeby wymagały wyróżniania stanów analogicznych o mniejszych nasileniach, czy raczej stopniu deficytów psychicznych. Równocześnie dla ponerologii byłyby bardzo cenne dociekania dotyczące biologicznej natury omawianych zjawisk. Tymczasem współczesna wiedza w tej dziedzinie jest wciąż przeważnie opisem objawów.

Schizoidia: Schizoidia lub psychopatia schizoidalna została wyróżniona już przez pierwszych sławnych twórców współczesnej psychiatrii. Od początku była traktowana jako lżejsza forma tego obciążenia, które jest przyczyną podatności na schizofrenię. Tego związku nie udało się jednak potwierdzić potem statystycznie, a doświadczenie autora nie przemawia za jego istnieniem. Dlatego tutaj, ze względów teoretycznych i praktycznych, potraktujemy schizoidię bez odwoływania się do tego tradycją uzasadnionego pokrewieństwa.

W literaturze, podobnie jak w życiu, znajdziemy opisy kilku odmian tej anomalii, których jakości można przypisać zarówno różnicom czynnika dziedzicznego, co i innym właściwościom osobniczym. Wspólną właściwością tych odmian jest matowość uczuciowości oraz słabość wyczucia realiów i sytuacji psychologicznych, tego istotnego składnika inteligencji podstawowej. Można to tłumaczyć niepełną jakością całego podłoża instynktowego, które pracuje jak gdyby po piasku. Słaby nacisk emocji pozwala takim osobom rozwijać sprawne rozumowanie spekulatywne, swoisty obiektywizm, przydatne np. w interesach ekonomicznych lub dla wyzyskiwania emocjonalizmu innych ludzi. Taka jednostronność czyni ich skłonnymi do mniemania o wyższości swoich umysłów w stosunku do tamtych, którzy ich zdaniem kierują się głównie emocjami.

Nosiciele tej anomalii, sami nadwrażliwi i nieufni, zbyt mało zwracają uwagi na uczucia innych. Są skłonni do przyjmowania postaw skrajnych i moralizujących i szukania odwetu za pomniejsze przewinienia. Na skutek wspomnianego deficytu wyczucia realiów psychologicznych, są skłonni do błędnego interpretowania intencji innych ludzi. Łatwo więc angażują się w działalności pozornie tylko moralnie słuszne, które w wyniku przynoszą szkody innym ludziom i im samym. Ich zubożony światopogląd psychologiczny prowadzi do charakterystycznego pesymizmu w stosunku do natury ludzkiej. W ich wypowiedziach i pismach znajdujemy często swoisty tego wyraz. „Natura ludzka jest niedobra, tak że tylko silna władza ludzi o nadzwyczajnych racjonalnych umysłach może utrzymać ład w społeczeństwach." Taki wyraz ich typowych przekonań nazwijmy „deklaracją schizoidalną".


W rzeczywistości natura ludzka okazuje się „niedobra" dla schizoidów, kiedy oni na skutek swoich braków przysparzają innym goryczy życia, lub kiedy pozostawia samotności schizoizoidalne kobiety. Sami jednak, na skutek tych swoich słabości, wchodzą często w sytuacje stresowe. Wtedy pojawia się u nich charakterystyczne otamowanie zdolności myślenia, lub nawet załamują się wchodząc w stany reaktywne objawowo podobne do schizofrenii. To było chyba przyczyną wspomnianego powiązania takich osobowości ze skłonnością do tej choroby. Obecnie jednak stany takie odróżniamy łatwo i leczymy je psychoterapią.

Częstotliwość występowania tej anomalii jest różna wśród różnych ras i narodowości. Można ją szacować na średnio 0,8% w Europie, do 3% wśród Żydów. Występuje rzadko wśród typowych Afrykanów. Obserwacje autora sugerują autosomowe dziedziczenie tej anomalii.

Ponerogenną aktywność schizoidii należy oceniać w dwóch aspektach. Na małą skalę społeczną ludzie ci przysparzają kłopotów rodzinom, stają się łatwo narzędziem intryg w rękach jednostek sprytniejszych. Na swoich bliskich oddziałowują powodując nastroje rezygnacji i depresji. Bywają kiepskimi wychowawcami następnego pokolenia. Ich skłonność do upraszczającego, doktrynerskiego, „prawniczego", pojmowania życia zamienia ich nieraz dobre zamiary w nieszczęśliwe skutki.

Jeżeli jednak schizoidalny sposób pojmowania rzeczywistości ludzkiej i skłonność do tworzenia wielkich doktryn zostają rzucone na papier i zamieniają się w liczne nakłady drukowane — wówczas ich ponerogenną rola może przyjąć makrosocjalne rozmiary. Czytelnicy, nie doceniając tych wspomnianych już deficytów, lub nawet jawnej deklaracji schizoidalnej, asymilują i interpretują treść takich dzieł w sposób odpowiadający ich naturom. Umysły normalnych ludzi, dzięki współudziałowi własnego bogatszego światopoglądu psychologicznego, będą miały skłonność do tworzenia interpretacji krytycznej i korygującej. Niektórzy odrzucą takie dzieło z moralnym protestem, ale bez rozeznania tej specyficznej przyczyny. Ludzie mniej rozsądni a drażliwi, także nosiciele różnych aberacji psychicznych, ulegają fascynacji takimi dziełami i ich ponerogennemu wpływowi. To powoduje charakterystyczną polaryzację opinii społecznych, budząc nastroje wrogości. Jeżeli analizujemy wpływ dzieł Karola Marksa, bez trudu zaobserwujemy wszystkie te rodzaje apercepcji i reakcji, jakie zrodziły w społeczeństwach wrogości ludzkich postaw. Typowy brak zaufania do dobrych stron natury ludzkiej towarzyszy całemu jego dziełu.

Kiedy więc czytamy niektóre dzieła, które tak niepokojąco podzieliły świat, zastanówmy się, czy nie spotykamy tam tego charakterystycznego zubożenia światopoglądu psychologicznego lub nawet jawnie wypowiedzianej deklaracji schizoidalnej, ewentualnie także i innych przejawów zmienionego pojmowania życia, które będą opisane poniżej. Wówczas znajdziemy zdrowy dystans w stosunku do ich treści, a równocześnie będzie nam łatwiej wyłuskiwać wartościowe elementy z zawartych tam doktryn fanatycznych. Jeżeli uczynią tak dwie lub więcej osób, to okaże się, że ich światopoglądy zbliżyły się do siebie i przycichły przyczyny sporów. Taka analiza chroni naszą higienę psychiczną.

Psychopatia właściwa: Postarajmy się scharakteryzować inną anomalię przekazywaną dziedzicznie, której rola w procesach ponerogenezy wydaje się być wyjątkowo duża na każdą skalę społeczną. Wypada także podkreślić, że potrzeba dokładnego wyróżnienia i poznania tego zjawiska unaoczniła się przede wszystkim tym badaczom, których myśli zwróciły się w kierunku poznania genezy zła na skalę makrosocjalną jakiej byliśmy świadkami. Nazwę tej anomalii i kryteria wyróżniające ją przyjmuję za Kazimierzem Dąbrowskim.

Biologicznie zjawisko wydaje się podobne do daltonizmu. Występuje z podobną częstotliwością jak daltonizm u mężczyzn, nieco ponad 0,6%, ale u obydwóch płci. Również podobnie występuje we wszystkich nasileniach deficytu, od ledwie dającego się wyróżnić przez wprawnego obserwatora do jawnie patologicznego. Podobnie jak daltonizm, anomalia ta wydaje się być deficytem przetworzenia bodźców, jednak nie na poziomie zmysłu, ale na poziomie podłoża instynktowego. Psychiatrzy starej daty nazywali takich osobników daltonistami uczuć ludzkich i wartości moralnych.

U mężczyzn spotykamy obraz tej anomalii jako jednoznacznie deficytowy. U kobiet bywa on najczęściej stonowany, jakby przez działanie drugiego normalnego allelu. Sugeruje to, że anomalia dziedziczy się przez chromosom X, ale przez gen pół dominujący. Autor jednak nie mógł potwierdzić tego przez wykluczenie dziedziczenia się z ojca na syna, bo wymagałoby to rozwinięcia szerokiego frontu badań.

Analizując odmienny sposób przeżywania, jaki demonstrują tacy osobnicy, dochodzimy do wniosku, że defektywne jest u nich filogenetyczne podłoże życia psychicznego, że istnieją w nim pewne luki, braki naturalnych odpowiedzi syntonicznych powszechnie w gatunku Homo sapiens spotykanych. Na ułomnym podłożu instynktowym kształtują się deficyty uczuciowości wyższej, zubożone i zniekształcone pojęcia psychologiczne, moralne i społeczne — korespondujące z tymi jego lukami.

Potem nasz naturalny świat pojęć wydaje się takim osobnikom jakąś trudno zrozumiałą konwencją która nie ma uzasadnienia w ich doświadczeniu psychologicznym. Nasz obyczaj i zasady uczciwości wydają się im systemem obcym i przez kogoś wymyślonym i narzuconym (pewnie przez księży), niemądrym a uciążliwym, czasem śmiesznym. Równocześnie dostrzegają łatwo słabizny naszego naturalnego języka pojęć psychologicznych i moralnych, co może przypominać spojrzenie na te sprawy współczesnego psychologa — ale w karykaturze.

Przeciętna inteligencja osobników z omawianą tu dewiacją szczególnie mierzona typowymi testami, ustępuje tylko umiarkowanie ludziom normalnym i jest podobnie zróżnicowana. Nie spotyka się jednak wśród nich uzdolnień najwyższej klasy, jak także rzemieślniczo-technicznych. Najzdolniejsi mogą więc mieć osiągnięcia w naukach, które nie wymagają dobrego wyczucia realiów psychologicznych lub zaradności technicznej. Z naukową uczciwością bywa z reguły gorzej. Kiedy jednak usiłujemy konstruować specjalne testy „mądrości życiowej" lub „wyobraźni społeczno-moralnej", mimo wielu trudności z ich psychometryczną ewaluacją, ujawniają one u tego rodzaju jednostek ubóstwo zupełnie nieproporcjonalne do ich indywidualnego poziomu uzdolnień.

Obok jednak deficytów normalnego światopoglądu psychologicznego i moralnego, rozwijają oni pewną wiedzę psychologiczną im właściwą, której brakuje z kolei w normalnym ludzkim światopoglądzie. Już w dzieciństwie pojawia się u nich pewna świadomość swojej odmienności od tamtego świata ludzkiego, który ich otacza i odrzuca. Szybko uczą się rozpoznawać wzajemnie w tłumie i pojawia się świadomość istnienia im podobnych. Na nas patrzą z pewnego dystansu swojej paragatunkowej odmienności. Naturalne ludzkie reakcje, które często nie budzą w nas zainteresowania, im wydają się dziwne, czasem komiczne, a więc interesujące. Obserwują nas i wyciągają z tego wnioski, kształtując swój odmienny świat pojęć. Stają się znawcami naszych słabości i przygodnymi a bezlitosnymi eksperymentatorami. Powodowane przez nich krzywdy i cierpienia nie budzą w nich poczucia winy, bo wynikają z tej ich odmienności, a dotyczą „tamtych" ludzi, których oni odczuwają jako istoty nie całkiem współ-gatunkowe. Istnienia tego ich odmiennego świata pojęć przeciętny człowiek normalny nie domyśla się i nie docenia go, lub interpretuje swoje spostrzeżenia w kategoriach moralizujących.

Podobną wiedzę odmienną może zdobyć badacz tych zjawisk dzięki długotrwałemu ich studiowaniu. Nie bez pewnych trudności, może posługiwać się nią, jak obcym wyuczonym językiem, co pozwala na łatwe rozpoznawanie tej anomalii. W końcu człowiek normalny może nauczyć się mówić ich językiem pojęć, ale oni nie potrafią nigdy przyswoić sobie światopoglądu normalnego człowieka, chociaż usiłująto udawać przez całe życie. Jak się przekonamy później, podobna umiejętność praktyczna odróżniania ich staje się powszechna wśród narodów dotkniętych makrosocjal-nym zjawiskiem patologicznym, w którym ta właśnie anomalia gra rolę inspiratywną.

Produktem ich wysiłków staje się tylko rola i maska normalności, za którą skrywają swoją odmienną rzeczywistość. Umysłowa wybitność niektórych psychopatów, czy ich psychologiczny geniusz, w które sami uwierzyli i usiłują sugerować innym, są także mitem i rolą które zawierają jednak cząstkę wspomnianej specyficznej prawdy. Kiedy mowa o masce normalności, jaką noszą osobnicy tego rodzaju i w mniejszym stopniu inni podobni dewianci, należy tu wspomnieć książkę Hervy Clecley'aThe Mask of Sanity", gdzie jako wybitny badacz, ten właśnie objaw przyjął jako ognisko swoich refleksji. Oto fragment w przekładzie autora:

Quote
Pamiętajmy, że jego typowe zachowanie udaremnia to, co wydawało się być jego własnymi celami. Czy to nie on sam jest głęboko oszukiwany przez swoją pozorną normalność? Chociaż on przemyślnie oszukuje innych i jest prawie świadomy swoich kłamstw, okazuje się niezdolny aby odróżniać trafnie swoje własne pseudo intencje, pseudo wyrzuty sumienia, pseudo miłość, et cetera, od naturalnych reakcji normalnej osoby. Jego widoczny brak wglądu wskazuje na to, jak mało docenia naturę swojej nienormalności. Kiedy inni nie akceptują od razu jego „ słowa honoru jako dżentelmena", jego zdumienie, jak sądzę, jest często niekłamane. Jego subiektywne doświadczenie jest tak odbarwione od głębszego uczucia, że on jest niepokonalnie nieświadom tego, co znaczy życie dla innych ludzi.

Jego świadomość istnienia czegoś odwrotnego do zakłamania jest tak niematerialnie teoretyczna, że to staje się wątpliwe, czy należy mu przypisywać to, co my nazywamy zakłamaniem. Jeżeli on sam nie zna wyższych wartości, czy można o nim powiedzieć, że on pojmuje odpowiednio naturę i jakość urazów, jakie jego postępowanie zadaje innym?

Małemu dziecku, które nie ma wspomnienia dotkliwego bólu, może jego matka mówić, że obcinanie psu ogona jest czymś złym. Wiedząc, że to jest niewłaściwe, ono może kontynuować taką operację. My nie powinniśmy więc rozgrzeszać go całkiem od odpowiedzialności, jeżeli powiemy, że ono rozumiało mniej niż dorosły, który używa noża w pełni rozeznania cierpienia fizycznego. Czy jakaś osoba może doświadczać głębszych poziomów smutku bez niezbędnej wiedzy o szczęściu? Czy może więc taki człowiek osiągnąć złą intencję w pełnym sensie, bez realnej znajomości przeciwieństwa zła? Ja nie mam finalnej odpowiedzi na te pytania. (Tłumaczenie autora). 

Wszyscy badacze psychopatii podkreślają trzy właściwości, co dotyczy przede wszystkim tej jej najbardziej typowej odmiany:
brak poczucia winy z powodu swoich czynów asocjalnych,
niezdolność do rzeczywistej miłości,
oraz wielomówność łatwo rozmijającą się z rzeczywistością


Pacjent nerwicowy bywa małomówny i miewa trudności z wypowiedzeniem tego, co boli go najbardziej. Psycholog musi umieć omijać te trudności. Nerwicowiec bywa pełen nadmiernych wyrzutów sumienia, z powodu swoich czynów, które byłoby znacznie łatwiej wybaczyć. Tacy ludzie potrafią kochać kogoś trwale i uczciwie mając trudności z wypowiedzeniem tego i realizacją swoich pragnień. Zachowanie psychopaty stanowi przeciwny biegun w stosunku do takich trudności.

Quote
Psychopata ma niewiele poczucia winy. On może popełnić najbardziej odrażające czyny, ale patrzy na nie bez wyrzutów sumienia. Psychopata ma spaczoną zdolność do miłości. Jego związki uczuciowe, jeżeli takie istnieją, są mizerne, płynne i zmierzają do zaspokojenia jego własnych pragnień. Te ostatnie dwie cechy, brak poczucia winy i brak miłości, w sposób oczywisty określają psychopatę jako różnego od innych ludzi. (Mc Cord and Mc Cord 1956 — tłumaczenie autora).

Problem więc ich odpowiedzialności moralnej i sądowej, jako osobowości odmiennych, pozostaje wciąż otwarty. Jest on rozwiązywany różnie w różnych krajach i okolicznościach, często doraźnie lub emocjonalnie. Pozostaje to przedmiotem dyskusji i kontrowersji, których rozwiązanie nie wydaje się możliwe w ramach współcześnie przyjętych reguł myślenia prawniczego. W dalszej części tej pracy zrozumiemy, że od dojrzałego ustosunkowania się do tego zagadnienia zależy nader wiele na naszym świecie i dla naszej przyszłości.

Inne psychopatie: Obok wyróżnionej powyżej schizoidii, oraz psychopatii właściwej, których przypadki wydają się na tyle podobne do siebie, że nożna je uważać nozologicznie jednolite, istnieje bliżej nieokreślona liczba anomalii o prawdopodobnym podłożu dziedzicznym. Ohjawowo bywają one zbliżone do psychopatii właściwej, ale jednak różne, a są zaliczane do psychopatii. Spotykamy także osobowości trudne, u których badania nie wskazują na istnienie uszkodzeń tkanki mózgowej, ani na skutki bardzo nienormalnego wychowania, które by to tłumaczyły. Jeżeli to powtarza się w rodzinie, podłoże dziedziczne jest prawdopodobne, ale często trudno jest wykluczyć inne przyczyny, jak np. oddziaływanie czynników szkodliwych w okresie płodowym. Jest to dziedzina medycyny i psychologii, gdzie pozostaje więcej do zbadania niż już wiadomo. Z ponerologicznego, a więc praktycznego, punktu widzenia role tych rodzajów można traktować w zbliżony sposób.

Ludzie tacy starają się także w różnym stopniu maskować swój odmienny sposób przeżywania i grać role normalnych, ale nie jest to już taka typowa „maska Clecley'a". Niektórych jednak bawi demonstrowanie swoich dziwactw. Ilość tych przypadków psychopatycznych i zbliżonych można oceniać sumarycznie na dwa do trzech razy większą od występowania psychopatii właściwej, a więc poniżej dwóch procent populacji. Część z tych ludzi jest zdolna przystosować się do wymagań życia społecznego, inni biorą udział w procesach ponerogenezy w bardzo różnym zakresie i jakości.

Szczególnie jednostki z lżejszymi tego rodzaju rysami znajdują łatwo drogi oryginalnej adaptacji, korzystając z wyrozumiałości społeczeństw dla adeptów sztuki i podobnych dziedzin. Ich twórczość, szczególnie literacka lub artystyczna, zawiera jednak coś, co niepokoi ponerologa i moralistę. Sugerują oni bowiem czytelnikom i widzom „oczywistość" ich swoistego świata przeżyć, który jest apercepowany bez świadomości jego biopsy-chicznych uwarunkowań.

Najczęściej i najdawniej wymieniana jest psychopatia asteniczna, która występuje również we wszystkich nasileniach, od ledwie dostrzegalnego do jawnie patologicznego deficytu. Nozologiczna jednolitość tego typu przypadków budzi jednak szereg zastrzeżeń.

Ludzie ci, asteniczni i osobiście nadwrażliwi, bywają w pewnym stopniu idealistami skłonnymi do powierzchownych wyrzutów sumienia z powodu krzywd, jakie zdarza się im wyrządzać innym. Ich inteligencja jest także przeciętnie nieco niższa od normalnej, a ich umysły uciekają łatwo od konsekwencji logicznego rozumowania. Nie zdradzają jednak tak rażących deficytów wyczucia sytuacji psychologicznych i moralnych, jak to spotykamy w psychopatii właściwej. Ich światopogląd psychologiczny jest jednak w pewnym stopniu infantylnie zafałszowany. Nigdy nie należy polegać na ich opiniach o innych ludziach. Jednak pewna maska skrywa ich osobiste dążenia odmienne od oficjalnych, jakich wymaga ich pozycja. Ich zachowanie bywa gładkie i nawet przyjazne w stosunku do osób, które nie dostrzegają ich braków. Ci sami jednak ludzie zdradzają wrogość i perfidną prewencyjną agresję wobec osób krytycznych lub dysponujących talentem psychologicznym, albo podejrzanych o dobrą wiedzę w tej dziedzinie.


Przypadki o większym od średniego deficycie, z bardziej pogardliwym stosunkiem do ludzi normalnych, bywająna większąskalę aktywne w procesach genezy zła. W ich marzeniach nie brakuje pewnego dramatycznego idealizmu, który w pewnym stopniu nawiązuje do problemów świata ludzi normalnych. Chcieliby reformować ten świat i zwalczać jego błędy na swój radykalny sposób, nie przewidując dalszych skutków takiego działania. Ich wizje i doktryny znajdują dość łatwo dostęp do umysłów ludzi mało krytycznych a pokrzywdzonych. Rzeczywista niesprawiedliwość staje się wtedy nośnikiem asymilacji patologicznych czynników ponerogenezy.

Oto przykład myślenia człowieka, który wydaje się być typowym przypadkiem omawianej tu psychopatii:

   [row]
      [cell] [/cell]
      [cell]Objawowo [/cell]
   [/row]
   [row]
      [cell]„ Gdybym na nowo miał rozpocząć życie, rozpocząłbym je tak samo: Nie jest to nakaz obowiązku, lecz przymus organiczny. " [/cell]
      [cell]Poczucie odmienności[/cell]
   [/row]
   [row]
      [cell] „Mam jedno — co trzyma mnie i każe być pogodnym — wtedy nawet, gdy bywa tak smutno.[/cell]
      [cell]Charakterystyczna płytka nostalgia. [/cell]
   [/row]
   [row]
      [cell]— To wiara niezłomna w ludzi. Warunki się zmienią i zło przestanie panować i człowiek będzie bratem najbliższym, a nie jak dziś wilkiem. [/cell]
      [cell] Wizja nowego świata.[/cell]
   [/row]
   [row]
      [cell]I wyrozumiałość moja płynie nie z usposobienia mego — a z tego, że widzę jasno te przyczyny, z których płynie zło. " [/cell]
      [cell]Odmienna wiedza psychologiczna. [/cell]
   [/row]


Tak pisał z więzienia, dnia 15 grudnia 1913, Feliks Dzierżyński, potomek Polskiej rodziny szlacheckiej i przyszły twórca sowieckiej czeki i pierwszy wielki morderca. Psychopatie występują w każdym narodzie.

Jeżeli kiedykolwiek mają nastać czasy, kiedy „warunki się zmienią i zło przestanie panować", to jedną z koniecznych tego przyczyn będzie to, że postępy badań nad podobnymi zjawiskami patologicznymi i ich ponero-genną rolą zapewnią społeczeństwom możność przyrodniczego rozumienia ich udziału w procesach genezy zła i odpowiedniego tym procesom przeciwdziałania. Wówczas także patologiczna wizja nowego „sprawiedliwego" ustroju mogłaby zostać odpowiednio skorygowana i częściowo zrealizowana w ramach ustroju normalnego człowieka i pod jego kontrolą. Równocześnie, na tle na nowo odbudowanego surowszego obyczaju, można będzie wychowywać społeczeństwa w duchu moralności eugenicznej, która już po kilku pokoleniach doprowadzi do obniżenia obciążenia społeczeństw jednostkami dziedzicznie aberatywnymi.

Dla naszych potrzeb, należało by jeszcze zwrócić uwagę na typ o rysach dewiacyjnych, dość dawno już wyróżniony przez prof E. Brzezickiego z Krakowa i zaakceptowany przez E. Kretschmera, jako nader charakterystyczny dla Europy wschodniej i środkowej. Skirtoidzi, osobnicy witalni, egotyczni i gruboskórni, bywali dobrymi żołnierzami, psychicznie odpornymi na trudy wojny. Kiedy jednak nastaje pokój, oni okazują się niezdolni do zrozumienia bardziej subtelnych spraw życia i rozważnego wychowania nowego pokolenia. Czują się dobrze w warunkach prymitywnej walki o byt, a w wygodach ulegają łatwo histeryzacji. Okazują się zatwardziałymi konserwatystami w każdej dziedzinie życia i zwolennikami rządów twardej ręki. Jeżeli chcemy zrozumieć historię Rosji, a w mniejszym stopniu także i Polski, należy wziąć pod uwagę pewne piętno, jakie ta anomalia wyciska na charakterze narodów tego rejonu świata.

E. Kretschmer sugerował, że ta anomalia może powstawać jako zjawisko biodynamiczne na skutek krzyżowania się odległych typów etnicznych. Gdyby tak było, Ameryka powinna być skirtoidów pełna, czego obserwacja nie potwierdza. Należy raczej przyjąć, że skirtoidyzm, który obserwujemy u obydwóch płci, dziedziczy się na biologicznie normalnej drodze i jako właściwość nie sprzężona z płcią.

Nasuwa się jeszcze jedno interesujące pytanie: Kim są ci ludzie, zwani czasem „szakalami", których wynajmują różne mafie jako płatnych morderców, kiedy sięgają do zbrodni jako środka działania. Oferują się oni jako „fachowcy", którym ludzkie uczucia nie zakłócą wykonania zadania. Na pewno nie można ich uważać za ludzi normalnych, ale żadna z opisanych tu i nieopisanych dewiacji nie odpowiada temu obrazowi. Przypadki psychopatii właściwej bywają ludźmi zdolnymi do mordowania bezbronnego więźnia, ale nie do planowania i wykonania takiej zazwyczaj ryzykownej operacji. Skirtoidzi są prymitywni ale emocjonalnie dynamiczni, schizoidzi są zbyt tchórzliwi.

Wypada przyjąć, że w wypadku szakali mamy do czynienia z przypadkami skrzyżowania się kilku lżejszych obciążeń różnymi dewiacjami. Jeżeli za podstawę rozumowania przyjęlibyśmy statystyczne prawdopodobieństwo powstawania takich krzyżówek, to uwzględniając już wspomniane dane, musiałyby to być zjawiska nader rzadkie. Dobieranie się jednak par obciążonych wynika z psychologii doboru i wspomnianych już właściwości osobowości psychopatycznych. Dlatego nosicieli dwóch czy więcej czynników dewiacyjnych spotykamy znacznie częściej. Takiego więc szakala możemy sobie wyobrazić np. jako połączenie cech skirtoidalnych z inną psychopatią np. właściwą. Liczne możliwości takich skrzyżowań dopełniają puli obciążenia narodów ponerogennie aktywnymi czynnikami patologicznymi.

Powyżej scharakteryzowano wybrane i główne przykłady czynników patologicznych, które włączają się w procesy ponerogenezy. Zainteresowany Czytelnik znajdzie większy zakres takich danych w coraz liczniejszych pracach z tej dziedziny. Specjaliści skorzystają ze swojej wiedzy i doświadczenia. Tym niemniej, współczesny stan wiedzy z tego zakresu nie jest jeszcze wystarczający do praktycznego rozwiązywania wielu problemów szczególnie na skalę mniejsząi ludzkich rodzin. Dla celów ponerologii politycznej, współczesny stan wiedzy jest bardziej zadawalający. Bardzo potrzebne są jednak dalsze badania nad psychologią a szczególnie nad biologiczną naturą opisywanych powyżej zjawisk.

Czytelników, którzy nie dysponują własną wiedzą i obyciem z tego rodzaju zjawiskami, należy przestrzec, aby nie ulegali wrażeniu, że otaczający ich świat jest pełen osobników z opisanymi tutaj i nieopisanymi dewiacjami psychicznymi. Należy podkreślić to tym bardziej, że bywały lansowane teorie o wyjątkowo twórczej roli jednostek nienormalnych. Takie doktryny przyczyniły się do nieszczęść na wielką skalę — jak np. do powstania hitleryzmu. Wydaje się niestety, że jednostronność tych doktryn reprezentuje ludzi, którzy poszukiwali afirmacji własnej osobowości na drodze takiego właśnie widzenia świata. Wybitni myśliciele, odkrywcy i artyści bywali także okazami jakościowej normalności psychicznej. Psychicznie najbogatszy jest jednak człowiek normalny. Poniższy wykres kołowy obrazuje w przybliżeniu udział osobników z różnymi dewiacjami psychicznymi w polskiej populacji kraju.



W każdym społeczeństwie ludzie psychicznie normalni stanowią nie tylko statystycznie dużą większość, ale także naturalną bazę życia. Jest prawem natury, że oni nadają ton życia społecznego i na ich naturach bazuje prawo moralne jak i prawodawstwa narodów. W ręku ludzi normalnych powinna spoczywać władza. Ponerolog wymaga tylko tego, aby ta władza była wyposażona w odpowiednie zrozumienie tych ludzi mniej normalnych i ich roli w procesach genezy zła i aby prawo uwzględniało to zrozumienie.

Udział, a także jakościowy skład tej biopsychicznie niepełnowartościowej frakcji społeczeństw na pewno ulega zmianom w czasie i w przestrzeni naszego globu. W jednych krajach może wynosić kilka procent, a w innych do dziesięciu. Polska była krajem o stosunkowo niskim obciążeniu, ale ten udział wrósł niepokojąco. Kraje skandynawskie, szczególnie Norwegia, mają najniższe obciążenie w Europie. W USA jako kraju imigracji ludzi trudnych, ten udział jest stosunkowo wysoki. Ta frakcja i jej jakościowy skład mają wpływ na cały klimat społeczny i moralny krajów. Problem ten powinien więc być jasno widziany i stać się przedmiotem stałej i długofalowej troski. Wydaje się także, że do zrealizowania tak częstego w tych kręgach marzenia o władzy dochodziło nie w tych krajach, gdzie ten udział był bardzo wysoki. O tym, że ta niewielka mniejszość przejmowała władzę, decydowały inne okoliczności historyczne, które przygotowały pojawienie się takiego makrosocjalnego zjawiska patologicznego.

W każdym kraju świata osobnicy psychopatyczni i część innych dewiantów tworzą ponerogennie aktywną siatkę porozumień, po części wyobcowaną z więzi społecznej normalnych ludzi. Wydaje się także, że pewna inspiracyjna rola psychopatii właściwej w tej siatce jest zjawiskiem powszechnym. W poczuciu swojej odmienności zdobywają oni specyficzne doświadczenie życiowe i odkrywają swoje odmienne sposoby działania i walki o byt. Ich świat pozostaje zawsze podzielony na „my i oni", na ich światek o swoistych prawach i obyczajach i tamten świat im obcy, który ma swoje przemądrzałe idee i obyczaje, wedle których oni bywają moralnie potępiani.

Ich poczucie honoru, szczególnie tych inspiratorów, nakazuje im oszukiwać i wyszydzać tamten świat ludzki, obiecać, zapewnić, podpisać, a niczego nie dotrzymać, jest postępowaniem właściwym. Przecież „tamci" są komicznie naiwni. Ucząsię także i tego, jak ich osobowości mogą wpływać traumatyzująco na ludzi normalnych i wyzyskiwania tego jako środka terroru użytecznego dla osiągania swoich celów. Ten podział na dwa światy jest trwały i nie znika nawet wtedy, kiedy udało się im zrealizować ich marzenie młodości i zdobyć władzę nad „masami" ludzi normalnych. Jest to tragiczny dowód biologicznego uwarunkowania tego dziwnego podziału

Jak utopia młodości, rodzi się wśród takich ludzi marzenie o takim świecie, o takim ustroju społecznym „sprawiedliwym", gdzie oni nie będą odtrącani, ani przymuszani do podporządkowywania się obyczajom i prawom, których sens jest dla nich trudno zrozumiały. Marzą o takim świecie, w którym dominowałby ich sposób przeżywania i pojmowania rzeczywistości — prosty i radykalny. Oczywiście, w takim ustroju mieliby zabezpieczony dobrobyt bezpieczeństwo, bo oni stworzą nową władzę. Tamci odmienni, ale bardziej sprawni w różnych zawodach, powinni pracować, aby im to zapewnić. O taki nowy wspaniały świat gotowi są walczyć, dla niego cierpieć i zadawać cierpienia tamtym. W imię takiej wizji można zabijać ludzi, których los nie budzi współczucia, bo są odczuwani jako niezupełnie współ gatunkowi. Nie mają pełni świadomości tego, że dla tamtych ludzi będzie to świat koszmarny i dlatego będą stwarzać opór, który może trwać przez pokolenia.


Podporządkowanie człowieka normalnego osobnikom psychicznie nienormalnym działa na jego osobowość traumatyzująco, fascynująco, zniekształcająco i nerwico rodnie. Dzieje się to w sposób, który unika zazwyczaj dostatecznej kontroli świadomości. Mimo więc oporów, psychicznie zmienione tworzywo przenika do jego osobowości. Taka więc sytuacja pozbawia człowieka jego naturalnego prawa do zachowania własnej higieny psychicznej, dostatecznej autonomii swojej osobowości i częściowo możliwości używania swojego zdrowego rozsądku. W świetle więc prawa naturalnego, jest to rodzaj krzywdy i bezprawia, które mogą występować na każdą skalę społeczną. Niestety, nie są one wymienione w żadnym kodeksie prawa.

Wspomnieliśmy już o takim oddziaływaniu niektórych osobowości patologicznych, jak np. charakteropatii frontalnej. Wyjątkowo aktywnie oddziaływuje w ten sposób psychopatia właściwa. Wówczas w osobowość człowieka uzależnionego od takiego osobnika wdziera się coś tajemniczego. Jego uczuciowość zostaje boleśnie schłodzona, a wyczucie realiów psychologicznych przytłumione. Prowadzi to do dekryterializacji myślenia, poczucia bezsilności i wreszcie do stanów depresyjnych. Osoba taka zaczyna walczyć z tym jakby z demonami, które ją nawiedzają. Te ostatnie stany mogą być tak głębokie, że psychiatrom zdarza się pomylić je z psychozą maniakalno-depresyjną. Jest także oczywiste, że wiele takich osób buntuje się wcześniej i zaczyna szukać drogi wydobycia się z takiej sytuacji.

W wielu sytuacjach życiowych mamy do czynienia z mniej tajemniczym oddziaływaniem innych anomalii psychicznych na ludzi normalnych, zawsze jednak przykrym i destruktywnym. Spotykamy się także z dążeniem ich nosicieli do wykorzystywania tego wpływu na innych ludzi, do innych nadużyć i często do dominacji nad tak traktowanymi osobami. Istnieją więc przyczyny, dla których społeczeństwa, kierując się takimi przykrymi doświadczeniami, naturalnym światopoglądem psychologicznym i naturalnym egoizmem, odtrącają tych ludzi, przyczyniając się do spychania ich na margines życia społecznego, w ubóstwo i na drogi przestępczości. Większość społeczeństwa czuje się uprawniona do ochrony własnych osób i swojego mienia, a więc do uchwalania praw, które winny jej tę ochronę zapewnić. Niestety, jest prawie powszechne, że takiemu postępowaniu nadaje się uzasadnienie moralizujące, które, jak już wiemy, truje ludzkie dusze. Takie prawa, oparte na naturalnym odczuciu i na motywach emocjonalnych, a nie na ich obiektywnym zrozumieniu zjawisk, nigdy nie będą w stanie zabezpieczyć takiego ładu, jakiego moglibyśmy sobie życzyć, a przez tamtych są odczuwane jako przemoc. Przeciw której należy walczyć.

Taki przeto ustrój społeczny, w którym dominują ludzie normalni i ich świat pojęć, osobnikom z różnymi dewiacjami psychicznymi może się łatwo wydawać „systemem przemocy i ucisku". Psychopaci odczuwająto z reguły w taki właśnie sposób. Jeżeli w danym społeczeństwie istnieje rzeczywiście wiele niesprawiedliwości, to patologicznie uwarunkowane poczucie krzywdy i inspirowane nim wypowiedzi znajdują żywy oddźwięk wśród ludzi autentycznie pokrzywdzonych. Wtedy rewolucyjna doktryna może stać się bliskajednym i drugim. Ci pierwsi widząw niej środek do realizacji swojego marzenia. Ci drudzy wierzą niestety, że przyniesie im poprawę losu.

Istnienie w naszym otoczeniu bakterii chorobotwórczych jest zjawiskiem powszechnym, a mimo to nie decyduje ono o zachorowalności indywidualnej i społecznej, bo równocześnie decydują o tym ogólna zdrowotność, immunizacja naturalna i sztuczna, jak i łatwość skorzystania z opieki lekarskiej. Sama jednak obecność nosicieli różnych czynników patologicznych nie jest jedynym czynnikiem decydującym o rozpowszechnianiu się zła. Równocześnie działają inne okoliczności, jak warunki społeczne i ekonomiczne, znane nam już deficyty moralne i intelektualne. Ludzie i narody, którzy potrafią ścierpieć krzywdy w imię wyższych wartości moralnych, znajdują łatwiej drogi wyjścia z kryzysów bez sięgania po środki gwałtowne. Bogata tradycja moralna, doświadczenie wieków i chrześcijańska nauka społeczna, niosą w tej dziedzinie cenną pomoc. Ponerologia otwiera zaś drogę do sztucznej immunizacji ludzi i narodów przeciw etiologicznym przyczynom, które współdziałają w genezie zła.

W tej pracy wyeksponowano role tych czynników genezy zła, przez wieki nie rozumianych i nie docenianych, których naświetlenie okazało się niezbędne, aby dopełnić całości obrazu i umożliwić tym samym bardziej skuteczne działanie praktyczne. Podkreślenie roli, jaką w genezie zła grają czynniki patologiczne nie zmniejsza więc odpowiedzialności braków moralnych i deficytów intelektualnych, jeżeli są one tylko takiej natury. Zdarza się bowiem często, że faktyczne wady moralne jednostek, jak i grubo nieadekwatne pojmowanie spraw ludzkich, sytuacji psychologicznych i moralnych, mają swoją przyczynę we wcześniejszym zniekształcającym oddziaływaniu czynników patologicznych. Zło biologiczne i zło moralne są w istocie powiązane tyloma zależnościami psychologicznymi, że faktyczna ich separacja nie jest wykonalna. Warunki dysjunkcji w tej dziedzinie nie istnieją. Możemy tylko posługiwać się analizą i abstrahowaniem, i o tym wypada pamiętać!

Obecność w każdej populacji ludzkiej tej niewielkiej mniejszości osobników, którzy są nosicielami jakościowo różnorodnych a ponerologicznie aktywnych aberacji, należy uważać za odwieczną biologicznie uwarunkowaną właściwość naszego gatunku. Dlatego dyskusję nad tym, co było wcześniejsze w genezie zła, braki moralne czy działanie czynników patologicznych, należy uznać za czysto akademicką. Natomiast, warto jest przeczytać na nowo Biblię, czyniąc to oczyma ponerologa.

Jeżeli poddamy dokładnej analizie osobowość przeciętnego człowieka, prawie zawsze doszukamy się pewnych błędów, które są skutkami oddziaływania jakiegoś rodzaju tworzywa patologicznego. Jeżeli było to oddziaływanie czynnika odległego, albo kiedy był on jawny, wówczas zdrowy rozsądek radzi sobie łatwiej z korygowaniem tego skutków. Jeżeli rodzaj bliższego czynnika pozostaje niezrozumiały, wówczas człowiekowi jest trudno pojąć przyczyny swoich własnych błędów i trudności. Czasami staje się on całożyciowym niewolnikiem sposobów reagowania i wyobrażeń, przyswojonych od jakiejś osobowości patologicznej. Tak np. było we wspomnianej już rodzinie, gdzie źródłem tworzywa patologicznego była najstarsza siostra z charakteropatią frontalną.

Dlatego także ci starzy psychiatrzy, którzy żywili przekonanie, że bez poznania psychopatologii nie da się rozwinąć adekwatnego i uspokojonego zrozumienia życia, głoszą prawdę, niestety trudną do zaakceptowania dla tych zacnych ludzi, którzy są przekonani, że dojrzeli światopoglądowo bez takich kłopotliwych studiów. Ci ostatni egotyczni obrońcy naturalnego światopoglądu mają po swojej stronie tradycję, literaturę piękną, a nawet filozofię. Nie zdają oni sobie sprawy z tego, że w obecnych trudnych czasach ich sposób pojmowania życia utrudnia walkę ze złem, szczególnie takim o wielkiej skali politycznej. Młodsze pokolenie jest jednak lepiej obeznane z biologią i psychologią i dzięki temu bardziej otwarte na obiektywne rozumienie rzeczywistości. Warto by więc było wyjaśnić te sprawy każdemu człowiekowi, aby ułatwić mu jego autopedagogiczny wgląd we własną osobowość i zrozumienie makrosocjalnych zjawisk patologicznych.

Pomiędzy rzeczywistością ludzką i społeczną, z natury rzeczy biologiczną i dotkniętą działaniem czynników opisanego rodzaju, a tradycyjnym pojmowaniem tej rzeczywistości, które jest obecne w filozofii, etyce, prawie świeckim i kanonicznym, powstaje paralaksa, a często szeroka szczelina. Ta szczelina jest łatwo dostrzegalna dla tych wszystkich, których światopogląd ukształtował się w sposób odmienny od naturalnego. Świadomie i podświadomie wykorzystują oni tę słabiznę, aby wcisnąć się w nią z działalnością inspirowaną krótkowzrocznie i egoistycznie pojmowanym interesem własnym lub grupowym. Taki stan rzeczy otwiera także drogę dla tych, którzy z patologiczną obojętnością na krzywdy innych ludzi usiłują realizować swoje wielkie cele, w istocie obłędne i nierealne. Czy kiedyś, w jakiejś oby najbliższej przyszłości, dzięki postępowi poznania biologicznego, psychologicznego i ponerologicznego, uda się przezwyciężyć ten prastary problem ludzkości? Będzie to zależeć od postępu badań i dobrej woli społeczeństw. Naukowa i społeczna świadomość roli, jaką czynniki patologiczne grają w procesach genezy zła, powinna przyczynić się do wzrostu krytycyzmu w społeczeństwach, bo przestaną one fascynować swoją tajemniczością. Zrozumienie tych zjawisk umożliwi przyczynowe i profilaktyczne przeciwdziałanie procesom ponerogenezy. Odpowiednio zmodyfikowane prawo i urządzenia społeczne, także międzynarodowe, powinny działać w oparciu o takie właśnie zrozumienie.

Równocześnie w każdej populacji społecznej i od wieków działają naturalne procesy eugeniczne, które powodują wypadanie z rozrodu lub ograniczają przyrost naturalny jednostek z cechami biopsychicznej niepełno wartościowości. Te procesy rzadko bywają dziś rozumiane jako takie i konieczne. Często bywają pojmowane jako rodzaj zła moralnego, lub przesłaniają je inne okoliczności, które wydają się pierwszoplanowe. Niestety wydaje się, że współczesna medycyna przeciwdziała także tym naturalnym procesom. W szerokim zakresie obserwujemy obecnie wzrost obciążenia narodów dewiacjami dziedzicznymi. Nazwiemy to — ujemnym bilansem procesów eugenicznych. Świadome ujęcie tych spraw w oparciu o dobrą wiedzę i odpowiednie kryteria moralne, mogłoby nadać tym procesom formy mniej dramatyczne i pełne gorzkich doświadczeń, ale bardziej efektywne.

Odpowiednio kształtowana ludzka świadomość i sumienie eugeniczne, oraz dostępność dobrej rady w tych sprawach, mogłyby przechylić ten bilans na dodatni w znacznym stopniu. Po kilku pokoleniach obciążenie społeczeństw dziedzicznymi czynnikami ponerogenezy mogłoby zostać zredukowane poniżej pewnej wartości krytycznej. Medycyna ma jeszcze duże możliwości zmniejszenia ilości aberacji niedziedzicznych. W takich warunkach wspomniana patologiczna siatka porozumień zaczęłaby się rwać i jej udział w procesach ponerogenezy zanikać.
« Last Edit: (Thu) 14.08.2014, 21:58:10 by BladyMamut »
“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • WyBudzony
  • *
  • Posts: 2 560
  • Reputacja: +12/-0
Re: Ponerologia polityczna: Nauka o naturze zła w adaptacji do celów .
« Reply #3 on: (Fri) 04.04.2014, 13:09:12 »
Psychopatyczna rzeczywistość

Quote
''Ludzie którzy zamykają oczy na rzeczywistość, dosłownie otwierają się na własną zgubę, a każdy kto upiera sie by pozostać w stanie niewinności, długo po tym gdy niewinność umarła, zmienia się tym samym w potwora" - James Baldwin

Psychopaci zwykle mają poczucie własnej wyższości nad innymi i często udaje się im przekonać normalnych ludzi o swoim naturalnym prawie do władzy, zaś doskonale zagrana pewnośc siebie pozwala im zdominować jednostki autentyczne, mniej pewne tego co myślą. Wielu ludzi przekonanych o swojej słabości godzi się na podporządkowanie psychopatom, szczególnie dlatego, że nie tak prosto jest zrozumiec naturę psychopatii, a psychopaci są czasem na tyle czarujący, że trudno cały czas pamiętać kim tak naprawdę są i jaki jest skutek dopuszczania ich wpływu na swoje życie. Bo czy na dłuższą metę psychopatyczny model ma prawo bytu? Osoby akceptujące w psychopatów w swoim życiu tracą zaufanie do ludzi, przez co niejednokrotnie niweczą swoją szansę na zdobycie nowych informacji (a tym samym na rozwój), zamykają swój umysł. A przecież żeby się czegoś nauczyć, trzeba mieć pewną ufność - przynajmniej we własne siły... A skąd zaufanie, skoro bez przerwy wystawieni są na kłamstwa - wszakże psychopaci nie potrafią funkcjonować w kategoriach prawdy.
Ich pewność wyższości bazuje właśnie na zdolności przeinaczania faktów i opinii w taki sposób by zawsze przedstawić siebie, swoje zachowanie, swój świat w pozytywnym świetle - taka wszechobecna propaganda. Jednocześnie rzeczywistość psychopatyczna wymaga milczenia, zachowania tajemnicy - gdyż wszystkie kłamstwa wychodzą na jaw w przypadku pozyskiwania informacji różnymi kanałami - łatwo jest oszukać człowieka który informacje czerpie z jednego źródła, w przeciwieństwie do człowieka dobrze poinformowanego, którym tym trudniej manipulować im więcej rozumie.

Wbrew temu co wmawiają nam psychopaci, bierna uległość wobec zła, święty spokój zamiast świadomości, wcale nie są korzystne na dłuższą metę. Nabrani i podporządkowani nigdy nie będą chcieli o tym myśleć, czym zamykają sobie drogę do wiedzy a tym samym do wszystkiego co tak naprawdę pozytywne.


Masz prawo pozostać głupim.
Wszystko czego nie wiesz, może i będzie użyte przeciwko tobie.
Najprawdopodobniej dla zysku.


Quote
"Jedno jest pewne - zniewolenie człowieka rośnie i rozszerza się. Człowiek staje się ochoczym niewolnikiem. Już nie potrzebuje łańcuchów. Zaczyna się radować swoją niewolą, być z niej dumnym. A to już jest najstraszniejsza rzecz jaka może mu się przydarzyć." - G. I. Gurdżijew

Źródło: sisi.salon24.pl
« Last Edit: (Mon) 28.07.2014, 13:45:05 by BladyMamut »
“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • WyBudzony
  • *
  • Posts: 2 560
  • Reputacja: +12/-0
Terroryzm Finansowy - Thomas Sheridan - Psychopaci w Życiu Pyblicznym i Finansowym Napisy pl
https://www.youtube.com/watch?v=5vqOK-VyFd8

Thomas Sheridan dzieli się z nami wynikami własnych poszukiwań i doświadczeń, które zmieniły jego widzenie świata, otwierając oczy na rolę, jaką pełnią w nim psychopaci.
“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • WyBudzony
  • *
  • Posts: 2 560
  • Reputacja: +12/-0
Zmierzch psychopatów

Kevin Barrett

„Naszym społeczeństwem kierują chorzy umysłowo ludzie dla chorych celów. Myślę, że rządzą nami obłąkańcy dla obłąkanych celów i myślę, że za powiedzenie tego mogą mnie zamknąć w szpitalu dla wariatów. Na tym właśnie polega obłęd tego wszystkiego.” – słowa te wypowiedział John Lennon, zanim został zamordowany przez Marka Davida Chapmana, poddanego kontroli umysłu przez CIA.

Kiedy zapytano Gandhiego o jego zdanie na temat zachodniej cywilizacji, powiedział, że to byłaby dobra idea. Jednak ten często przytaczany cytat jest mylący, zakłada bowiem, że cywilizacja jest prawdziwym dobrodziejstwem.

Powiedziano nam, że cywilizowani ludzie pokojowo i w duchu współpracy współdzielą ze swoimi towarzyszami konieczne zadania tak, żeby wygospodarować czas wolny na rozwijanie sztuki i nauki. I chociaż byłaby to słuszna idea, nie tak się jednak rzeczy miały w okresie ostatnich 8 tysięcy lat w tak zwanych kulturach zaawansowanych.

Cywilizacja, jaką znamy, jest w dużej mierze tworem psychopatów. Wszystkie cywilizacje, łącznie z naszą, oparte były i są na niewolnictwie i „działaniach wojennych”. Nawiasem mówiąc, ten ostatni termin jest eufemizmem używanym dla masowych morderstw.

Powszechny przepis na cywilizację jest prosty:
1. Użyj kłamstw i prania mózgu dla stworzenia armii sterowanych, metodycznych masowych morderców;
2. Wykorzystaj tę armię, by zniewolić ogromną ilość ludzi (tzn. żeby przejąć kontrolę nad ich pracą i jej owocami);
3. Wykorzystaj tę niewolniczą siłę roboczą do udoskonalenia techniki prania mózgu (posługując się nadwyżkami ekonomicznymi, by zatrudnić pisarzy, księży, ludzi od Public Relation). Następnie wróć do kroku pierwszego i powtórz proces.

Psychopaci odegrali niewspółmierną rolę w rozwoju cywilizacji, są bowiem tak zaprogramowani, żeby bez jakichkolwiek wyrzutów sumienia kłamać, zabijać, ranić i generalnie sprowadzać na ludzi ogromne cierpienie. Wynalazca cywilizacji – pierwszy plemienny wódz, który pomyślnie przeprowadził pranie mózgu armii sterowanych, masowych morderców – raczej na pewno był genetycznym psychopatą. Od czasu tego brzemiennego w następstwa odkrycia, psychopaci cieszą się znaczącą przewagą nad nie–psychopatami w walce o władzę w cywilizacyjnych hierarchiach, a szczególnie w hierarchiach militarnych.

Instytucje militarne są wprost idealne dla psychopatycznych zabójców. Te mniej więcej 5% mężczyzn, którzy nie czują wyrzutów sumienia zabijając swoich bliźnich, to najlepsi żołnierze. Pozostałe 95%, mężczyźni w najwyższym stopniu niechętni zabijaniu, są okropnymi żołnierzami, o ile nie zrobi się im prania mózgu z wykorzystaniem wysoce wyrafinowanych nowoczesnych technik, które zmienią ich (jest nadzieja, że tymczasowo) w funkcjonalnych sychopatów.

W swojej książce „On Killing” [O zabijaniu] podpułkownik Dave Grossman poprawił historię wojska, by naświetlić to, co normalnie historia ukrywa: fakt, że nauki militarne dotyczą w mniejszym stopniu strategii i technologii, a w znacznie większym przezwyciężania odruchowego ludzkiego oporu przed zabijaniem członków naszego własnego gatunku. Prawdziwą „Rewolucją w sprawach militarnych” było nie przejście Donalda Rumsfelda w roku 2001 do zaawansowanej technologii, lecz odkrycie dokonane przez generała brygady S.L.A. Marshalla w latach 40 tych ubiegłego wieku, że jedynie 15-20% żołnierzy II Wojny Światowej użyło swojej broni na linii ognia. „Tych 80-85%, którzy nie strzelali, oni nie uciekli ani się nie ukryli (w wielu przypadkach skłonni byli zaryzykować spore niebezpieczeństwo, by ratować kolegów, przynosić amunicję czy przekazywać meldunki), oni po prostu nie strzelali ze swojej broni do wroga nawet wtedy, gdy stawali w obliczu powtarzających się fal masowych ataków wojsk nie dbających o straty w ludziach [„szarże banzai”] (Grossman, str.4)

Odkrycie Marshalla oraz dalsze badania udowodniły, że we wszystkich poprzednich wojnach znikoma mniejszość żołnierzy – te 5% psychopatów z urodzenia i być może kilka procent tymczasowo chorych umysłowo naśladowców – wykonała niemal całe zabijanie. Normalni ludzie po prostu udawali i – o ile to w ogóle możliwe – odmawiali odbierania życia wrogiemu żołnierzowi, nawet jeśli oznaczało to oddanie własnego. Czyli: Wojny są zrytualizowanymi masowymi morderstwami dokonywanymi przez psychopatów na nie-psychopatach. (To nie może wyjść na dobre genetycznym zapisom ludzkości!)

Praca Marshalla doprowadziła do kopernikowskiej rewolucji w nauce o wojskowości. W przeszłości wszyscy byli przekonani, że żołnierz skłonny zabijać w imię swojego kraju jest (bohaterskim) wzorem, podczas gdy ten, który odmawia walki, jest (tchórzliwym) odchyleniem od normy. Prawda, jak się okazało, jest taka, że ten wzorcowy żołnierz pochodził z owych psychopatycznych pięciu procent. Pozostająca przy zdrowych zmysłach większość wolała raczej umrzeć niż walczyć.

Nasuwający się wniosek – zbyt przerażający, by łatwo go było strawić nawet podobnym Marshallowi i Grossmanowi – jest taki, że normy dotyczące zachowania żołnierzy w czasie walki ustalane były przez psychopatów. Oznacza to, że psychopaci kierują wojskiem jak instytucją. Gorzej, oznacza to, że psychopaci panują nad społeczną percepcją przedsięwzięć militarnych. Najwyraźniej w pozornie zdrowym, normalnym społeczeństwie, psychopaci korzystają z olbrzymiej ilości władzy.

Jak to możliwe? W „Ponerologii politycznej” Andrzej Łobaczewski wyjaśnia, że kliniczni psychopaci osiągają przewagę nawet w łagodnej rywalizacji wspinania się po drabinie społecznej hierarchii. Ponieważ potrafią kłamać bez wyrzutów sumienia (i bez charakterystycznego psychicznego napięcia, dającego się mierzyć przy użyciu wykrywacza kłamstw), mogą powiedzieć wszystko, co jest im potrzebne do osiągnięcia celu. W sądzie, na przykład, psychopaci potrafią w wiarygodny sposób sprzedawać jawne kłamstwa, podczas kiedy ich zdrowi psychicznie oponenci – z racji emocjonalnej skłonności do pozostawania w zasięgu głosu prawdy – są w znacznie gorszym położeniu. Zbyt często sędzia czy ława przysięgłych wyobraża sobie, że prawda musi leżeć gdzieś pośrodku, wydane wyroki są więc korzystne dla psychopatów. Podobie jak z sędziami i ławami przysięgłych ma się sprawa z tymi, którzy są w mocy podejmować decyzje co do tego, kogo popierać a kogo nie poprzeć w korporacyjnych, wojskowych i rządowych hierarchiach. W efekcie wszystkie hierarchie nieuchronnie zostają obsadzone psychopatami.

Tak zwani teoretycy spisku (z których część faktycznie zasługuje na pejoratywne zabarwienie tego mocno nadużywanego określenia) często wyobrażają sobie, że tajne stowarzyszenia Żydów, jezuitów, bankierów, komunistów, Bilderbergów, ektremistów muzułmańskich, papistów i tak dalej, potajemnie kontrolują historię, dokonują nikczemnych czynów i/albo zagrażają przejęciem władzy nad światem. Jako główny – według Wikipedii – „teoretyk spiskowy”, czuję się szczególnie uprawniony do zaoferowania innej, alternatywnej teorii spiskowej, która – podobnie jak spiskowe teorie na temat wydarzeń z 11 września – jest zarówno prostsza, jak i bardziej celna od powszechnie panującej mądrości. Oto ona: Jedynym spiskiem, który się liczy, jest spisek psychopatów przeciwko całej reszcie nas.

Za ewidentnym obłędem współczesnej historii stoi rzeczywisty obłęd psychopatów walczących o utrzymanie swojej niewspółmiernej władzy. A ponieważ władza ta jest coraz bardziej zagrożona, psychopaci są coraz bardziej zdesperowani.

Jesteśmy świadkami apoteozy nadświata – zbrodniczy syndykat, albo zazębiające się ze sobą liczne syndykaty, czai się ponad zwykłym społeczeństwem i ponad prawem, dokładnie tak samo jak świat podziemny czai się pod spodem. W wydarzeniach 9/11 i wojnach będących ich bezpośrednim następstwem widzimy finalne, desperackie przejęcie władzy – albo „grę końcową” brutalnych, podstępnych gangów: hurtowników narkotykowych z CIA i zabójców prezydentów, międzynarodowych bankierów piorących brudne pieniądze i ich ekonomistów i innych fachmanów od brudnej roboty; skorumpowanych kontrahentów armii i napalonych generałów; drapieżców korporacyjnych wraz z ich politycznymi poplecznikami; specjalistów od prania mózgu i gwałcicieli umysłów eufemistycznie nazywanych ekspertami od operacji psychologicznych (psy-ops) i fachowcami od Public Relation (PR) – krótko mówiąc cała chora zgraja ewidentnych psychopatów rządząca naszą tak zwaną cywilizacją. A rządzą w przerażeniu. To swoją własną grozę utracenia kontroli projektują na resztę nas wysadzając w powietrze wieżowce Twin Towers i wzniecając chwilowe psychopatyczne szaleństwo zagrożenia terrorem w amerykańskim społeczeństwie.

Dlaczego patokracja boi się utraty kontroli? Bo jest zagrożona przez szerzenie się wiedzy. Największy strach w psychopacie budzi możliwość rozpoznania go. George H. W. Bush powiedział do dziennikarki Sarah McClendon w grudniu 1992 roku: „Gdyby ludzie wiedzieli, co zrobiliśmy, przepędziliby nas ulicami i zlinczowali”. Biorąc pod uwagę doniesienia, że wśród wielu innych swoich przestępstw Bush brał udział w imprezach, na które ściągano i wykorzystywano seksualnie, włącznie z aktami sodomii, prostytuujące się dzieci, jego powyższa wypowiedź winna być potraktowana poważnie.

Psychopaci idą przez życie wiedząc, że są zupełnie inni niż reszta ludzi. Szybko uczą się ukrywać swój brak empatii, jednocześnie obserwując wnikliwie cudze emocje, żeby umieć udawać normalność manipulując z zimną krwią normalnymi ludźmi. Dzisiaj, dzięki nowym technologiom informacyjnym, jesteśmy bliscy zdemaskowania psychopatów i zbudowania cywilizacji dla, przez i składającej się z normalnych, zdrowych ludzi – cywilizacji bez wojen, cywilizacji opartej na prawdzie, cywilizacji, w której raczej ci nieliczni święci, a nie nieliczni z piekła rodem, będą ciążyć w kierunku stanowisk władzy. Posiadamy już wiedzę konieczną do diagnozowania osobowości psychopatycznych i trzymania ich z dala od stanowisk władzy. Posiadamy też wiedzę niezbędną do zdemontowania instytucji, w których szczególnie kwitną psychopaci – armii, służb wywiadowczych, wielkich korporacji i tajnych stowarzyszeń. Potrzebujemy jedynie jak najszerzej rozkrzewić tę wiedzę a także wolę wykorzystania jej.

Nade wszystko musimy informować społeczeństwo o tym, jak psychopaci dokooptowują i demoralizują normalnych ludzi. Jeden ze sposobów, w jaki to robią, polega na manipulowaniu uczuciem wstydu i skłonnością do negowania – emocjami obcymi psychopatom, ale powszechnymi i łatwo wzbudzanymi u ludzi normalnych.

Pomyśl o tym, jak gangi i tajne stowarzyszenia (zamaskowane bractwa psychopatów) rekrutują nowych członków. Niektóre bandy przestępcze i sabaty satanistyczne wymagają, żeby dla zdobycia ich „naszywki” kandydat ubiegający się o przyjęcie popełnił morderstwo. „Skull and Bones” [Czaszka i Kości], tajne stowarzyszenie związane z uniwesytetem w Yale, które zaopatruje CIA w hurtowników narkotykowych, gwałcicieli umysłu, potwory znęcające się nad dziećmi i zawodowych morderców, wymaga od neofitów położenia się nago w trumnie i masturbowania się na oczach starszych członków stowarzyszenia z jednoczesnym recytowaniem całej swojej przeszłości seksualnej. Zmuszając neofitów do podejmowania zrytualizowanych zachowań, które w normalnym społeczeństwie byłyby ohydne i wstydliwe, bractwo psychopatów niszczy normalną osobowość kandydata, o ile miał takową, i zmienia człowieka w przybrany, zwyrodniały, zhańbiony cień jego wcześniejszego siebie – w sfabrykowanego psychopatę albo psychopatycznego praktykanta.

Ta manipulacja uczuciem wstydu przynosi dodatkową korzyść, czyniąc psychopatyczne organizacje praktycznie niewidocznymi dla normalnego społeczeństwa. Pomimo łatwo dostępnych doniesień mediów, amerykańscy wyborcy w 2004 roku zwyczajnie odmówili zobaczenia, że dwaj główni kandydaci na stanowisko prezydenta leżeli wcześniej nago w trumnie masturbując się przed starszyzną Czaszko-Kościowców, ażeby zostać przyjętymi do „Skull and Bones” i tym samym wejść do przestępczego nadświata. Podobnie wielu Amerykanów przez długi czas nie chciało zobaczyć tych „jastrzębich” (hawkish), bojowych ogniw tego nadświata, działających poprzez CIA, którzy w oczywisty sposób byli zabójcami JFK, MLK, RFK, JFK Jr., Malcolma X, Che, Allende, Wellstone’a, Lumumba, Aguilera’y, Diem, i niezliczonych innych stosunkowo nie-psychopatycznych przywódców. Nie chcieli również widzieć ciągłych zabójstw milionów ludzi na całym świecie składających się na amerykański holokaust. Odmawiają zobaczenia dowodu na to, że bractwa psychopatów kierujące najpoteżniejszymi amerykańskimi instytucjami dopuszczają się w stosunku do dzieci nabardziej przerażających form seksualnego wykorzystywania, jakie tylko można sobie wyobrazić, żeby wywołać u swoich ofiar dysocjacyjne zaburzenie tożsamości [znane wcześniej jako zaburzenie osobowości wielorakiej, Multiple Personality Disorder, MPD], a następnie używają uzyskanych tym sposobem niewolników kontroli umysłów jako dyspozycyjnych, często jednorazowych przemytników narkotyków, prostytutki czy zdalnie sterowanych zabójców po praniu mózgu, jak w filmie “Kandydat” [“Manchurian candidate”], a nawet jako wysłanników dyplomatycznych. Oczywiście odmawiają zobaczenia, że wydarzenia 9/11 są ewidentną operacją wewnętrzną i że ich własny aparat wojskowo-wywiadowczy zdominowany przez psychopatów stoi za niemal każdym głównym terrorystycznym skandalem ostatnich dziesięcioleci.

Wszystkie te psychopatyczne zachowania na szczycie hierarchii społecznej są po prostu zbyt wstydliwe, odwracają więc od nich wzrok,
zupełnie jak żony mężczyzn wykorzystujących seksualnie swoje dzieci odmawiają czasami zobaczenia tego, co mają w zasięgu wzroku. Gdyby przyrównać bardzo, bardzo głębokie zaprzeczenie do egipskiej rzeki, to dobrowolna ślepota obywateli amerykańskich byłaby głęboka jak Rów Mariański.

Jednak dzięki potędze internetu, ludzie na całym świecie zaczynają się budzić. Tak się składa, że jedyny, wyraźnie niepsychopatyczny republikański kandydat na prezydenta, Ron Paul, jest jednocześnie jedynym w ogóle kandydatem cieszącym się znaczącym poparciem zwykłych, szarych ludzi.

Jeśli „miłość” jest wryta w zwiastuny „Rewolucji Rona Paula”, jest tak dlatego, że dr Paul – dobrotliwy, miły, łagodny lekarz, który pomógł przyjść na świat ponad 4 tysiącom dzieci – bezwarunkowo uznaje, że rząd jest wymysłem i narzędziem psychopatów i dlatego musi być ściśle ograniczony co do jego możliwości i poddany rygorystycznemu systemowi kontroli i bilansów, ażeby narzędzia psychopatów – strach i nienawiść – nie zastąpiły miłości w roli spoiwa, które wiąże społeczeństwo w całość.

Schyłek militaryzmu w rozwiniętych krajach po II Wojnie Światowej, rozpowszechnianie się literatury oraz technologii w dziedzinie komunikacji, a także coraz silniejsze domaganie się przez ludzi możliwości lepszego życia – to wszystko razem stanowi wzbierającą siłę, która przeraża patokrację (tych na przemian konkurujących-a potem – współpracujących gangów psychopatów, którzy od samego świtu tak zwanej cywilizacji rządzili poprzez kłamstwa, strach i zastraszenie).

Od kiedy broń jądrowa uczyniła wojnę zjawiskiem przestarzałym, patokracja jest przerażona, że jej ulubiony mechanizn społecznej kontroli – zrytualizowana masowa rzeź – jest w coraz większym stopniu niedostępny. I jeśli wojna była wielką ludzką tragedią, to dramatyczne przystąpienie patokratów do substytutu wojny – ewidentnie fałszywej „walki z terroryzmem” – jest powtórzeniem jej w formie najjawniejszej farsy.

Naprawdę jesteśmy świadkami zmierzchu psychopatów. Czy w swoich śmiertelnych konwulsjach udało im się opuścić na nas wszystkich zasłonę wiecznej nocy, czy też oprzemy się im i przetrwamy, żeby zobaczyć świt cywilizacji wartej swojego imienia – jest kwestią najważniejszej decyzji, w podjęciu której my wszyscy pozostali, jakkolwiek skromnie, bierzemy dziś udział.


O autorze:
Dr. Kevin Barrett, współtwórca Muzłumańsko-Chrześcijańsko-Żydowskiego Przymierza dla Prawdy o 11 Września – LINK, nauczał angielskiego, francuskiego, arabskiego, o Amerykańskiej Cywilizacji, przedmiotów humanistycznych, literatury afrykańskiegj, folkloru oraz Islamu na uczelniach i uniwersytetach na obszarze zatoki San Francisco, w Paryżu i w Madison, w stanie Wisconsin. Barrett stał się aktywistą ruchu prawdy o wydarzeniach z 11 września w 2004 roku po tym, jak przeczytał książkę David’a Griffin’a pod tytułem Nowy Pearl Harbor oraz przeprowadził związane z tym badania, które to przekonały go, że Griffin trafnie podsumował dowody wskazujące, że 11 września był robotą sił wewnątrz USA.
Latem 2006 roku Republikańscy prawodawcy stanowi oraz prezenterzy sieci telewizyjnej Fox zażądali by Barrett został zwolniony z pracy w ramach której prowadził kurs Wstępu do Islamu na Uniwersytecie Stanu Wisconsin w Madison, ale uniwersytet nie ugiął się pod naciskami, a Barrett otrzymał wysokie noty od swoich studentów. Pojawił się w kilkunastu filmach dokumentalnych, prowadzi wykłady na szeroką skalę na temat wydarzeń z 11 września i jest gospodarzem trzech programów radiowych w trzech różnych stacjach o charakterze patriotycznym.

NOTA:
Artykuł Kevina Barretta Twilight of the Psychopaths ukazał się w czasopiśmie „The Canadian” 5 stycznia 2008, znależć go można również na stronie sott

Źródło: https://pracownia4.wordpress.com/2008/01/09/zmierzch-psychopatow/
“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje