Author Topic: O obecnej edukacji  (Read 2037 times)

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • WyBudzony
  • *
  • Posts: 2 560
  • Reputacja: +12/-0
O obecnej edukacji
« on: (Fri) 04.04.2014, 23:40:32 »
W filmiku jest przykład dlaczego ludzie, którzy myślą, a nie wkuwają, mają problem z zaliczaniem przedmiotów w szkole.  Szkoła jako instytucja nie wspiera samodzielnego myślenia, ona je wręcz tępi.

Pranie mózgu vs Edukacja
http://www.youtube.com/watch?v=5ujmOMsIvA0&feature=relmfu


ERICA GOLDSON - PRANIE MÓZGU VS EDUKACJA

Nie mam pojęcia co chcę robić w życiu.
Nie mam żadnych zainteresowań ponieważ traktowałam naukę jako pracę.
Moje doskonałe wyniki są rezultatem traktowania dobrych ocen jako celu, a nie jako rezultat edukacji.
I, szczerze mówiąc, teraz się boję.
John Taylor Gatto, emerytowany nauczyciel i działacz edukacyjny, krytyczny wobec obecnego systemu szkolnego, twierdzi:
„Możemy wspierać najlepsze cechy młodości:
ciekawość, przygodę, elastyczność myślenia...
zdolności do zaskakującego spojrzenia, po prostu poprzez bardziej elastyczne traktowania czasu, testów i wymaganych tekstów.
Można wprowadzić dzieci w świat jako kompetentnych...
i świadomych dorosłych, poprzez dostarczenie każdemu uczniowi tego czego naprawdę potrzebuje.
by mógł zaryzykować od czasu do czasu.
Ale my tego nie robimy.”
Pośród szkolnych murów...
oczekuje się od nas abyśmy byli tacy sami.
Jesteśmy doskonale przygotowani na standardowe testy,
a ci, którzy nie są, lub widzą światło poprzez inne, niż standardowe, soczewki,
są traktowani jako jednostki bezwartościowe i zupełnie nieprzystosowane do systemu edukacji publicznej. I tym samym są postrzegane z pogardą.
HL. Mencken napisał w The American Mercury, w kwietniu 1924 roku że...
celem edukacji publicznej nie jest dostarczenie młodym ludziom wiedzy i obudzenie w nich inteligencji.
Nic nie jest dalsze od prawdy.
Celem... jest zredukowanie tak wielu osób jak to tylko możliwe, do tego samego, bezpiecznego poziomu.
Aby wyhodować i wyszkolić masę przeciętnych obywateli.
By stłumić protesty i oryginalność.
Aby zilustrować tą ideę: Czy nie czujesz się teraz lekko zakłopotany i niepewny kiedy mówimy o takim właśnie „krytycznym myśleniu”?
Czy naprawdę jest coś takiego jak „myślenie bezkrytyczne”?
Myślenie jest to proces przetwarzania informacji w celu wyrobienia sobie opinii.
Ale kiedy nie jesteśmy krytyczni, podczas przetwarzania tych indormacji, to czy rzeczywiście myślimy?
Czy też bezmyślnie akceptujemy poglądy innych, jako prawdę?
To o mało nie przydarzyło się mnie. I gdyby nie moja wspaniała nauczycielka angielskiego,
Jestem dzięki temu teraz świadoma, ale dalej czuję, że mój umysł nie jest całkowicie „pełnosprawny”
Muszę się ciągle przekwalifikowywać i pamiętać o tym, jak obłąkany jest ten pozornie normalny świat.
I oto jestem tutaj, w świecie kierowanym strachem,
w świecie tłumiącym wyjątkowość w każdym z nas.
W świecie, w którym możemy albo godzić się na ten nieludzki korporacyjny...
i materialistyczny nonsens, albo domagać się zmiany.
Nie jesteśmy pobudzani do życia przez system edukacyjny, który potajemnie ustawia nas do prac, które mogą być zautomatyzowane,
albo które nie muszą być wykonywane.
Jesteśmy ustawianie do zniewolenia, do życia bez żarliwości do znaczących osiągnięć.
Nie mamy żadnych wyborów w życiu, od kiedy naszą motywacją są pieniądze.
Nasze życie powinno być motywowane pasją,
ale to jest stracone w momencie kiedy wstąpimy do tego pociągu nazywanego systemem, który nami pokieruje, ale nie zainspiruje.
Jesteśmy jak roboty wyuczone chlapać fakty, których nauczono nas w szkole.
A tymczasem wszyscy jesteśmy wyjątkowi i każdy z nas ma coś specjalnego do dokonania na tej planecie.
Czyż w takim razie, nie zasługujemy na coś lepszego?
Czyż nie byłoby lepiej używać naszych umysłów do innowacji, a nie do zwykłego zapamiętywania?
Czy nie powinniśmy być uczeni kreatywności zamiast bezmyślnego działania i wykonywania poleceń?
Do przeżywania, a nie stagnacji?
Nie jesteśmy tutaj po to aby uzyskać stopień a później pracę i...
mogli konsumować w uznany przez branże sposób.
Jesteśmy tu po o wiele więcej.
Najsmutniejsze jest to że większość uczniów nie ma takiej okazji do zastanowienia się, jaką ja miałam.
Większość nie jest prowadzona przez te same techniki prania mózgu...
w celu stworzenia siły roboczej, pracującej na rzecz interesów korporacji i rządowych agencji.
A najgorsze w tum jest że większość jest tego całkowicie nieświadoma.
Ja nigdy nie będę mogła odwrócić tych 18 lat.
Nie będę mogła uciec do innego kraju z systemem edukacji mającym na celu oświecenie, a nie ukształtowanie bezmyślnej osobowości.
Ta część mojego życia się skończyła, Ja chciałabym jedynie żeby żadne dziecko nie zostało poddane...
tłumieniu jego osobowości i potencjału przez siły wyznaczone do wykorzystania i kontroli.

System Edukacji (Indoktrynacja)
http://www.youtube.com/watch?v=ShZtvPSiqAM

"Co ludzi najchętniej nazywają głupotą? Mądrość, której nie rozumieją." - Marie von Ebner-Eschenbach

"Nauka to wiara w ignorancję ekspertów" - Richard Feynman


Zimne przebudzenia
http://www.youtube.com/watch?v=ONJqF8bECc4


Odnalezienie siebie
http://www.youtube.com/watch?v=UnqTcEe3FJg


John Taylor Gatto - Cel Szkolnictwa
http://www.youtube.com/watch?v=CWoAZ6S0BHA


Jak oświata publiczna upośledza nasze dzieci i dlaczego? - tekst najsurowszego krytyka amerykańskiego systemu oświaty J.T. Gatto
http://www.gazeta.edu.pl/Przeciwko_szkole-95_172-0.html

Jak oświata publiczna upośledza nasze dzieci i dlaczego? - tekst najsurowszego krytyka amerykańskiego systemu oświaty J.T. Gatto
 
Przez trzydzieści lat nauczałem w kilku spośród najgorszych oraz kilku spomiędzy najlepszych szkół Manhattanu i stałem się przez ten czas ekspertem ... w zakresie nudy. Nuda była wszędzie w moim świecie, a gdybyście zapytali dzieci, jak sam to często czyniłem, dlaczego czują się takie znudzone, zawsze udzielą tych samych odpowiedzi: Powiedzą, że ta praca jest głupia, że nie ma żadnego sensu, że już od dawna to wszystko wiedzą. Powiedzą, że chciały-by robić coś rzeczywistego, a nie siedzieć w ławkach. Powiedzą, że nauczyciele nie wydają się wiedzieć zbyt wiele o swoich przedmiotach, a już zdecydowanie nie są zainteresowani poszerzaniem swojej wiedzy. I będą mieć rację: ich nauczyciele są w każdym calu tak bardzo znudzeni, jak one same.
 
Nuda jest powszechną kondycją nauczycieli szkolnych i każdy, kto spędził jakiś czas w poko-ju nauczycielskim, może potwierdzić, że taki olbrzymi brak energii, takie wyrzekanie na uczniów, takie bezduszne postawy można tam znaleźć. Gdyby pytać nauczycieli, dlaczego odczuwają nudę, jak można się spodziewać, będą obwiniać dzieci. Kto nie poczułby się znu-dzony nauczając uczniów, którzy są aroganccy i interesują się wyłącznie ocenami? Jeśli w ogóle czymkolwiek. Oczywiście, nauczyciele sami są produktem tych samych programów dwunastoletniej obowiązkowej szkoły, które tak do głębi nudzą ich uczniów, a jako personel szkolny są uwięzieni wewnątrz struktur nawet bardziej sztywnych, niż te narzucone dzieciom. Kto zatem jest temu wszystkiemu winien?
 
My wszyscy! Tę prawdę uświadomił mi mój dziadek. Pewnego popołudnia, gdy miałem sie-dem lat, poskarżyłem mu się na nudę, a on trzepnął mnie mocno po głowie. Powiedział mi, żebym nigdy w jego obecności nie używał więcej tego określenia, ponieważ jeśli się nudzę, to jest to moja wina, a nie czyjakolwiek inna. Obowiązek zabawiania mnie i kształcenia dotyczy wyłącznie mnie samego, a ludzie, którzy tego nie rozumieją, są dziecinni i winno się ich w miarę możliwości unikać. Na pewno zaś nie wolno im ufać. Epizod ten wyleczył mnie z nudy raz na zawsze, a tu czy tam, przez te wszystkie lata, udało mi się przekazać tę lekcję niektó-rym moim uczniom. Przez większość czasu jednak, uważałem za bezskuteczne kwestionowa-nie oficjalnego przekonania, że nuda i dziecinność są naturalnymi stanami rzeczy w klasie szkolnej. Sam często musiałem ignorować szkolne obyczaje, a nawet naginać prawo, by po-magać dzieciom wyrwać się z tego potrzasku.
 
Imperium, oczywiście, kontratakowało; zdziecinniali dorośli stale utożsamiają opozycję z nielojalnością. Kiedyś wróciłem z chorobowego zwolnienia by odkryć, że wszystkie moje świadectwa lekarskie zostały celowo zniszczone, że wygasło zatrudnienie i że nawet nie dys-ponuję nauczycielskim dyplomem. Po dziewięciu miesiącach olbrzymiego wysiłku zdołałem odtworzyć swój dyplom, kiedy sekretarka szkoły zeznała, że była świadkiem rozwijania się spisku przeciwko mnie. W międzyczasie moja rodzina cierpiała tak bardzo, że nie chcę nawet o tym wspominać. Do czasu zanim ostatecznie wycofałem się z pracy w szkole, co miało miejsce w 1991 r., znalazłem więcej powodów niż trzeba, by myśleć o naszych szkołach - z ich długoterminowym, realizowanym w więziennej w stylu architekturze, przymusowym uwięzieniem zarówno uczniów jak i nauczycieli - jako o wirtualnych fabrykach „dziecinno-ści". W dodatku, mówiąc szczerze, nie byłem w stanie dostrzec, dlaczego muszą wyglądać w taki sposób. Moje własne doświadczenie ujawniło mi to, co wielu nauczycieli musi sobie również uświadamiać na swej drodze, choć zachowują to dla siebie z obawy przed odwetem: gdybyśmy tylko chcieli, z łatwością i tanim kosztem moglibyśmy wyrzucić „za burtę" stare, tępe struktury oraz pomóc dzieciom zyskiwać edukację, aniżeli tylko „pobierać" szkolne kształcenie. Moglibyśmy stymulować najlepsze cechy młodości - ciekawość, ducha przygo-dy, prężność, zdolność do zdumiewających wglądów - po prostu dzięki większej elastyczno-ści co do czasu, tekstów i testów, dzięki przedstawianiu dzieci naprawdę kompetentnym doro-słym oraz poprzez udzielanie każdemu uczniowi i uczennicy takiej autonomii, jakiej potrze-buje, by odtąd brać na siebie każde ryzyko życiowe.
 
Lecz my tego nie robimy. A im częściej zapytywałem, dlaczego nie, i upierałem się przy my-śleniu o „problemie" szkoły jak to czyniłby inżynier, tym częściej chybiałem celu jakim jest pytanie: A co, jeśli nie zachodzi żaden problem „z" naszymi szkołami? Co, jeśli są one takie, jakie są, tak kosztownie nieadekwatne w obliczu zdrowego rozsądku i wielowiekowych do-świadczeń co do tego, jak dzieci się uczą, nie dlatego, że robią coś nie tak jak trzeba, lecz dla-tego właśnie, że czynią to co należy? Czy to możliwe, że George W. Bush przypadkiem wy-raził prawdę, kiedy powiedział, że nie wolno nam „zaniedbać żadnego dziecka" („No child left behind" to motto dzisiejszej amerykańskiej polityki oświatowej - przp. tł.)? Czy może być prawdą, że nasze szkoły są zaprojektowane tak, by dawać pewność, że żadne z dzieci nigdy naprawdę nie wydorośleje?!
 
Czy naprawdę potrzebujemy szkoły? Nie mam na myśli edukacji, ale właśnie obowiązkową szkołę: sześć lekcji dziennie, przez pięć dni w tygodniu, przez dziewięć miesięcy w roku, w ciągu dwunastu lat. Czy ta martwa rutyna rzeczywiście jest konieczna? A jeśli tak, to w jakim celu? Nie chowajmy się jednak za nauką czytania, pisania i liczenia jako uzasadnieniem, po-nieważ dwa miliony szczęśliwych dzieci, które uczą się wyłącznie w domu [Autor mówi o formie edukacji jaką jest w USA „homeschooling" - „edukacja domowa" - przyp. tł.], w oczywisty sposób obracają ten argument wniwecz. Nawet gdyby tego nie czyniły, to znacząca liczba dobrze znanych Amerykanów nigdy nie przeszła przez tę dwunastoletnią wyżymaczkę, przez którą nasze dzieci obecnie przechodzą, i „wyszła na ludzi". George Washington, Benjamin Franklin, Thomas Jefferson, Abraham Lincoln? Ktoś ich nauczał, bez wątpienia, lecz nie byli oni produktem szkolnego systemu i ani jeden spośród nich nie został absolwen-tem szkoły średniej. Przez większość amerykańskiej historii dzieci zasadniczo nie chodziły do szkoły średniej i ci „niedokształceńcy" wyrastali na admirałów, takich jak Farragut; wynalaz-ców, jak Edison; ojców przemysłu, jak Carnegie i Rockefeller; pisarzy, jak Mellville, Twain czy Conrad; a nawet na uniwersyteckich profesorów, jak Margaret Mead. Tak naprawdę, prawie do naszej współczesności w ogóle nie uważało się ludzi, którzy osiągnęli trzynasty rok życia, za dzieci. Wobec Ariel Dunant, która współtworzyła wraz ze swym mężem olbrzymią i bardzo dobrą, wielotomową historię świata, i która wyszła szczęśliwie za mąż w wieku lat piętnastu, czy ktoś mógłby racjonalnie utrzymywać, że była ona osobą niewykształconą? Nie-przeszkoloną, możliwe, lecz nie niewykształconą.
 
Nauczono nas w tym kraju ( a raczej „wyszkolono" w myśleniu), że „sukces" jest synoni-mem, lub co najmniej jest zależny od „nauki w szkole", choć historycznie rzecz biorąc, nie jest to prawda ani w intelektualnym, ani w ekonomicznym sensie. A tymczasem wielu ludzi na całym świecie uczy się dziś samodzielnie, bez uciekania się do systemu obowiązkowych szkół średnich, które nazbyt często przypominają więzienia. Dlaczego zatem mylą Ameryka-nie edukację z tym właśnie systemem? Co w rzeczywistości jest celem naszych szkół pu-blicznych?
 
Masowe obowiązkowe kształcenie szkolne w USA okrzepło tak naprawdę między 1905 a 1915 rokiem, choć już znacznie wcześniej zostało opracowane, a nacisk na nie trwał przez większą część dziewiętnastego wieku. Powody jaki podawano dla tego olbrzymiego wstrząsu dla życia rodzin i tradycji kulturalnych były, z grubsza mówiąc, trojakie: 1) Wykształcenie dobrych ludzi. 2) Wykształcenie dobrych obywateli. 3) Rozwinięcie talentów danej jednostki. Cele te są i dziś regularnie odmieniane przez wszystkie przypadki, a większość z nas przyj-muje je w takiej czy innej formie jako słuszną definicję misji edukacji publicznej, niezależnie od faktu, jak daleka jest obecna szkoła od ich osiągania. I tu srodze się mylimy. Nasz błąd powiększa fakt, że dysponujemy w literaturze narodowej wieloma zdumiewająco spójnymi określeniami prawdziwego celu przymusowej szkoły. Mamy na przykład, wielkiego H.L. Menckena, który w piśmie „The American Mercury" z kwietnia 1924 r. napisał, że celem publicznej oświaty nie jest „napełnianie młodych osobników naszego gatunku wiedzą i budze-nie ich inteligencji. ... Nic nie jest dalsze od tej „prawdy". Prawdziwym celem ... jest po pro-stu zredukowanie tak wielu jednostek jak to tylko możliwe do tego samego bezpiecznego po-ziomu, hodowanie i tresowanie znormalizowanych obywateli, dla zlikwidowania różnicy zdań i oryginalności. Oto jej cel w USA ... i wszędzie indziej."
 
Z powodu sławy Menckena jako satyryka, moglibyśmy się skusić na zignorowanie tego frag-mentu jako wykwitu hiperbolicznego sarkazmu. Jego artykuł wszakże, stanowi śledztwo w poszukiwaniu wzorca dla naszego systemu edukacyjnego w zapomnianych już czasach, które jednak nie dają o sobie zapomnieć, militarnego państwa Prus. I mimo, iż był on z pewnością świadom tej ironii, że choć byliśmy wówczas w stanie wojny z Niemcami, jednocześnie po-dzielaliśmy pruską myśl i kulturę, to w tym miejscu był całkowicie poważny. Nasz system edukacyjny jest naprawdę pruski w swoich korzeniach i jest to rzeczywisty powód do troski.
 
Szczególny fakt pruskiego pochodzenia naszego szkolnictwa ujawnia się ciągle na nowo, gdy dowiadujemy się, gdzie go poszukiwać. William James wielokrotnie czynił do niego aluzje na przełomie XIX i XX wieku. Orestes Brownson, bohater książki Christophera Lascha z 1991 r. pt. "The True and Only Heaven", publicznie ujawniał „prusjanizację" amerykańskich szkół już w latach czterdziestych XIX wieku. „Siódmy Doroczny Raport" Horace Manna z 1843 r. przedstawiony Radzie d.s. Edukacji Stanu Massachusetts jest w swojej istocie peanem na cześć kraju Fryderyka Wielkiego i wezwaniem do sprowadzenia stamtąd tamtejszego szkolnictwa. To, że pruska kultura szeroko ujawnia się w Ameryce nie jest żadnym zaskoczeniem, gdy weźmie się pod uwagę nasze wczesne związki z tym utopijnym państwem. Pewien Pru-sak służył jako adiutant Washingtona w trakcie wojny o niepodległość, a tak wiele niemiecko-języcznych osób osiedliło się u nas przed 1795 rokiem, że Kongres rozważał nawet publikację praw federalnych w języku niemieckim. Ale co najbardziej szokujące to fakt, że z taką gorli-wością przyjęliśmy jeden z najgorszych aspektów pruskiej kultury: system oświaty, z preme-dytacją zaprojektowany by produkować mierne umysły, paraliżować życie wewnętrzne jed-nostki, pozbawiać uczniów wartościowych umiejętności samosterowania i by zapewniać, że obywatele będą potulni i wewnętrznie rozbici, w zamiarze uczynienia całości populacji „ste-rowalną".
 
To dzięki Jamesowi Bryant Conantowi - prezesowi Harvardu przez dwadzieścia lat, specjali-ście z zakresu gazów bojowych podczas II wojny światowej, wykonawcy projektu bomby atomowej, Wysokiemu Komisarzowi amerykańskiej strefy okupacyjnej powojennych Nie-miec i zdecydowanie jednej z najbardziej wpływowych postaci XX wieku - po raz pierwszy przejrzałem na oczy, co do prawdziwych celów amerykańskiego szkolnictwa. Bez Conanta najprawdopodobniej nie dysponowalibyśmy tak wystandaryzowanymi (co do ich stylu i stop-nia) testami szkolnymi, z jakich korzystamy dzisiaj, ani nie bylibyśmy uszczęśliwieni gargan-tuicznymi szkołami średnimi, które magazynują jednocześnie od 2 do 4 tysięcy uczniów, jak np. osławiona Columbine High School w Littleton, Colorado [znana z masakry dokonanej przez dwóch uczniów - przyp. tł.]. Krótko po tym, jak wycofałem się z nauczania w szkole, odkryłem książkowy esej Conanta z 1959 r. pt. „The Child the Parent and the State" i byłem bardziej niż tylko zaintrygowany, zauważając jak mimochodem napomyka, iż współczesne szkoły, do których uczęszczamy, są rezultatem „rewolucji" wdrożonej „inżynieryjnie" między 1905 a 1930 rokiem. „Rewolucja"?! A choć on sam uchylił się od rozwinięcia tego zagadnie-nia, to zaintrygowanych a niedoinformowanych odesłał wprost do książki Alexandra Inglisa z 1918 r. pt. „Principles of Secondary Education", w której „można oglądać ową „rewolucję" z perspektywy jednego z „rewolucjonistów" ".
 
Inglis, od którego nazwiska nazwano wykłady z pedagogiki na Harvardzie, czyni doskonale jasnym fakt, że obowiązkowe szkolnictwo („przymus szkolny") na tym kontynencie zaplano-wano jako dokładną kopię oświaty pruskiej z 1820 r.: jako „piątą kolumnę" dla rozwijającego się ruchu demokratycznego, stwarzającego zagrożenie udzieleniem głosu przy okrągłym stole chłopom i robotnikom . Współczesna, uprzemysłowiona, przymusowa oświata miała służyć rodzajem chirurgicznego rozcięcia potencjalnego zjednoczenia wspomnianych klas niższych. Podziel dzieci według przedmiotów szkolnych, wieku, przez ciągłe rankingi w testach oraz za pomocą wielu innych subtelnych środków, a będzie nieprawdopodobnym, aby ciemne masy ludzkie, tak poróżnione w dzieciństwie, mogły kiedykolwiek zreintegrować się w niebez-pieczną całość. Inglis rozdziela cel nowoczesnej oświaty - obecny jej cel - na sześć podsta-wowych funkcji, z których każda z osobna jest w stanie zjeżyć włos na głowie osobie naiwnie ufającej w trzy tradycyjne cele wskazane wcześniej:
 
1) Funkcja dostosowawcza (adjustive) albo adaptacyjna (adaptive). Szkoły mają wbudowywać trwałe nawyki reakcji na autorytet. To, oczywiście, całkowicie wyklucza krytyczny sąd. To także w znacznym stopniu eliminuje ideę, że winno się nauczać użytecznego lub interesującego materiału, ponieważ nie zdołasz sprawdzić warunkowego odruchu posłuszeństwa, dopóki nie dowiesz się, czy jesteś w stanie sprawić, by dzieci uczyły się i wykonywały głupie i nudne rzeczy.
 
2) Funkcja integrująca (integrating). Ta może być równie dobrze nazwana „funkcją konformizacji", ponieważ jej intencją jest upodobnienie dzieci do siebie tak dalece, jak to tylko możliwe. Ludzie, którzy się podporządkowują normie są przewidywalni, a to jest wielce użyteczne dla tych, którzy chcą okiełznać i manipulować liczną siłą roboczą.
 
3) Funkcja diagnostyczno-dyrektywna (diagnostic and directive). Szkoła ma za zadanie określić odpowiednią dla każdego ucznia rolę społeczną. Szkoła została pomyślana jako sposób określania właściwej dla każdego ucznia roli społecznej. Dokonuje się tego poprzez liczbowe i słowne odnotowywanie danych w systematycznie prowadzonej dokumentacji. Jak w twojej osobistej dokumentacji. Bo taką naprawdę posiadasz.
 
4) Funkcja różnicująca (differentiating). Kiedy tylko ich rola społeczna zostaje „zdiagnozowana", dzieci mają być zgodnie z nią sortowane i kształcone tak dalece, jak wskazuje na to ich „stacja docelowa" w machinie społecznej - ani kroku dalej. To tyle o konstruowaniu pułapu możliwości dzieci.
 
5) Funkcja selekcyjna (selective). Ta nie odnosi się w ogóle do ludzkiego prawa do dokonywania wyborów, lecz do Darwinowskiej teorii naturalnego doboru, jako stosującej się do, jak on sam to nazywał, „ras uprzywilejowanych". Mówiąc w skrócie, idea ta ma pomagać, aby sprawy działy się jak należy, poprzez świadome próby „poprawiania" wartości hodowanego stada. Szkoły są pomyślane jako narzędzia do etykietowania nieprzystosowanych - słabymi ocenami, lokowaniem w instytucjach poprawczych i innymi karami - na tyle wyraźnie, żeby ich rówieśnicy uznali ich za gorszych i efektywnie odgradzali ich od reprodukcyjnej loterii. Oto, co wszystkie te małe upokorzenia od pierwszej klasy w szkole począwszy mają zgodnie z projektem uczynić: zmyć „brud" do „ścieku".
 
6) Funkcja propedeutyczna (propaedeutic). System społeczny implikowany przez
wskazane zasady będzie wymagał elitarnej grupy dozorców. W tym celu, niewielka część dzieci jest po cichu nauczana jak radzić sobie z kontynuowaniem owego projektu, jak nadzorować i kontrolować populację świadomie ogłupianych i rozbrajanych ludzi, aby rząd mógł działać dalej nie niepokojony, a korporacjom nigdy nie zbrakło posłusznej siły roboczej.
 
To właśnie, i niestety, jest celem obowiązkowej publicznej oświaty w tym kraju. Ale choćbyście uznali Inglisa za samotnego „nawiedzonego", z nazbyt cynicznym podejściem do eduka-cyjnego przedsięwzięcia, to musicie wiedzieć, że wcale nie był on osamotniony w forsowaniu takich idei. Sam Conant, tworząc swoje dzieła na podstawach idei Horace Manna i innych, prowadził niestrudzenie kampanię na rzecz zaprojektowania według tego schematu amery-kańskiego systemu szkolnego. Ludzie tacy jak George Peabody, który sfinansował wprowa-dzenie obowiązkowego szkolnictwa na całym amerykańskim Południu, z pewnością rozumie-li, że pruski system jest użyteczny w tworzeniu nie tylko nieszkodliwego elektoratu i służal-czej siły roboczej, lecz także wirtualnego stada bezmyślnych konsumentów. Po pewnym cza-sie olbrzymia ilość industrialnych gigantów, wśród nich także Andrew Carnegie i John D. Rockefeller, uświadomiła sobie kolosalne profity, które można uzyskać poprzez kultywowa-nie i zwykłe nadzorowanie takiego stada przy wykorzystaniu publicznej oświaty.
 
Proszę więc bardzo. Już wiecie. Nie potrzebujemy koncepcji Karola Marksa o wielkiej wojnie pomiędzy klasami by zauważyć, że w interesie kompleksowego sterowania, tak ekonomicz-nego jak i politycznego, leży ogłupianie ludzi, demoralizowanie ich, wprowadzanie między nich podziałów i odsądzanie ich od czci i wiary, jeśli się nie podporządkowują. Klasowość może determinować ten projekt, jak to wyraził Woodrow Wilson, wówczas prezes Uniwersy-tetu Princeton, wobec Nowojorskiego Stowarzyszenia Nauczycieli w 1909 r.: „Życzymy so-bie jednej klasy osób z liberalnym wykształceniem i drugiej klasy ludzi, z konieczności o wiele większej klasy i w każdym społeczeństwie, która zrzeknie się przywilejów liberalnej edukacji i przyłączy się do wykonywania specjalnych a trudnych zadań manualnych." Jednak motywy stojące za tymi obrzydliwymi decyzjami, które przynoszą takież cele, wcale nie muszą opie-rać się na klasowości. Mogą one płynąć wprost ze strachu lub z pospolitego dziś przekonania, że „wydajność" jest cnotą naczelną, bardziej niż miłość, wolność, śmiech czy nadzieja. Ponad wszystko jednak płyną ze zwyczajnej chciwości.
 
Czekały przecież i przede wszystkim wielkie fortuny do zdobycia, w ekonomii bazującej na masowej produkcji i zorganizowanej na korzyść wielkich korporacji, a nie małych firm czy rodzinnych gospodarstw rolnych. Ale masowa produkcja wymaga masowej konsumpcji, a na początku XX wieku większość Amerykanów uważała zarówno za nienaturalne, jak i nierozsądne kupowanie przedmiotów, których się aktualnie nie potrzebuje. Obowiązkowe kształcenie w szkole okazało się darem niebios w tym względzie. Szkoła nie musiała wyćwiczać dzieci w jakimkolwiek bezpośrednim sensie w myślenie, że powinny konsumować non-stop, ponieważ zrobiła coś znacznie lepszego: zachęcała je do niemyślenia w ogóle. A to pozostawiło je bezbronnymi na pastwę następnego wielkiego wynalazku ery nowożytnej - marketingu.
 
Cóż, nie trzeba ukończyć studiów z marketingu, by wiedzieć, że istnieją dwie grupy ludzi, którzy zawsze dadzą się przekonać do konsumowania więcej, niż jest im to potrzebne: nałogowcy i dzieci. Szkoła wykonała olbrzymi kawał roboty, zmieniając nasze dzieci w nałogowców, ale wykonała też spektakularne zadanie przemieniania naszych dzieci w ... dzieci. Tak jest, to nie przypadek. Teoretycy od Platona przez Rousseau do naszego profesora Inglisa wiedzieli, że jeśli dzieci mogłyby być zamknięte z innymi dziećmi, odarte z odpowiedzialności i niezależności, zachęcane do rozwijania jedynie banalizujących wszystko emocji chciwości, zawiści, zazdrości i lęku, to wyrosłyby, nigdy jednak nie zyskując prawdziwej dojrzałości. W wydaniu z 1934 r. sławnej swego czasu książki pt. „Public Education in the United States", Ellwood P. Cubberley opisał szczegółowo i wychwalał sposób, w jaki ówczesna stra-tegia powiększania szkół poszerzyła zakres dzieciństwa od dwóch do sześciu lat, gdy przymu-sowe kształcenie było w tym odniesieniu ciągle dość nowe. Ten sam Cubberley - który był dziekanem Szkoły Edukacji Uniwersytetu Stanford, wydawcą książek w Houghton Mifflin, przyjacielem Conanta i korespondentem na Harvardzie - napisał takie oto słowa w swej książce pt. „Public School Administration", wydanej w 1922 r.:
Quote
"Nasze szkoły są fabrykami, w których odpowiednie surowce (tj. dzieci) mają być kształtowane i modelowane. ... Obowiązkiem szkoły jest formować uczniów według przedłożonych jej specyfikacji."
[/color]
 
Jest całkowicie oczywistym w naszym dzisiejszym społeczeństwie jakimi są owe specyfika-cje. Do naszych czasów dojrzałość została wypędzona nieomal z każdego aspektu naszego życia. Łatwe prawo rozwodowe usunęło potrzebę pracy nad własnymi związkami; łatwe kre-dyty usunęły potrzebę fiskalnej samokontroli; łatwa rozrywka usunęła potrzebę uczenia się, jak organizować rozrywkę dla samego siebie; łatwe odpowiedzi usunęły potrzebę zadawania pytań. Staliśmy się narodem dzieci, szczęśliwych, że mogą poddać swe osądy i wolę poli-tycznym nawoływaniom i reklamowym namowom, które oburzyłyby ludzi prawdziwie doro-słych. Kupujemy telewizory, a potem kupujemy te rzeczy, które w nich oglądamy. Kupujemy komputery, a potem rzeczy, które nam w nich oferują. Kupujemy za 150 $ tenisówki, czy ich potrzebujemy czy nie, a kiedy wylądują wkrótce potem w kącie, kupujemy następną parę. Jeździmy drogimi samochodami i wierzymy w kłamstwo, że stanowią one naszą polisę bez-pieczeństwa, nawet kiedy lądujemy w nich do góry nogami. Ari Fleischer [Rzecznik Prasowy Białego Domu - przyp. tł.] mówi nam byśmy „baczyli, co mówimy", nawet kiedy pamiętamy, że mówiono nam niegdyś w szkole, iż Ameryka jest krajem ludzi wolnych. Takie słowa także zwyczajnie „kupujemy". Nasze szkolne kształcenie, zgodnie z zamiarami swoich autorów, zajęło się tą właśnie sprawą.
 
A teraz trochę dobrych wieści. Kiedy już raz zrozumiesz logikę skrytą za nowoczesną oświa-tą, jej sztuczki i pułapki będą łatwe do uniknięcia. Szkoła kształci dzieci do bycia pracowni-kami i konsumentami; ucz je więc na własną rękę bycia liderami i poszukiwaczami przygód. Szkoła uczy dzieci bycia odruchowo posłusznymi; sam nauczaj je zatem krytycznego i nieza-leżnego myślenia. Dobrze „wyszkolone" dzieci mają niski próg dla nudy; pomóż im więc rozwijać ich życie wewnętrzne , tak by już nigdy się nie nudziły. Zmuszaj je do brania na sie-bie poważnego materiału, dorosłego materiału z historii, literatury, filozofii, muzyki, sztuki, ekonomii, teologii - wszystkiego tego, czego nauczyciele świadomie unikają. Stawiaj swoim dzieciom wyzwania, zostawiając je z nimi na długie okresy samotności, tak by były zdolne do radowania się własnym towarzystwem, do prowadzenia wewnętrznych dialogów. Dobrze „wyszkoleni" ludzie są uwarunkowani do lęku przed byciem samotnymi i szukają ciągłego towarzystwa poprzez telewizję, komputer, telefon komórkowy oraz przez płytkie znajomości, szybko nawiązywane i równie szybko porzucane. Wasze dzieci powinny mieć bardziej znaczące życie i są do tego zdolne.
 
Najpierw, jednakże, musimy obudzić się, by dostrzec czym nasze szkoły są naprawdę: laboratoriami eksperymentowania na młodych umysłach, centrami treningowymi dla nawyków i postaw, których domaga się korporacyjne społeczeństwo. Obowiązkowa edukacja służy dzieciom jedynie incydentalnie; jej prawdziwym celem jest przekształcenie ich w „służących". W miarę swoich możliwości nie dozwólcie, by ich dzieciństwo zostało rozciągnięte, nawet o jeden dzień. Jeśli David Farragut mógł objąć dowództwo nad przechwyconym brytyjskim okrętem wojennym jako przednastolatek [nie miał wtedy jeszcze ukończonych jedenastu lat życia - przyp. tł], jeśli Thomas Edison mógł publikować swoje czasopismo w wieku lat dwunastu, jeśli Ben Franklin mógł terminować w wydawnictwie w tym samym wieku (po czym przeszedł kurs studiów nieosiągalny dla absolwenta dzisiejszego Yale), nie ma potrzeby opowiadać, co wasze własne dzieci byłyby zdolne zrobić. U schyłku życia, po trzydziestu latach spędzonych w okopach publicznej szkoły zrozumiałem, że geniusz jest tak pospolity jak ziemia. Sami dławimy nasz geniusz tylko dlatego, że jeszcze nie uzmysłowiliśmy sobie jak kierować populacją wykształconych mężczyzn i kobiet. Rozwiązanie, jak sądzę, jest proste i pełne chwały. Niech kierują sobą sami!
 
John Taylor Gatto dwukrotnie zdobył na przełomie lat 80/90 tytuł Nauczyciela Roku Stanu Nowy Jork i trzykrotnie tytuł Nauczyciela Roku Miasta Nowy Jork. Jest autorem m.in. .tomu pt. The Underground History of American Education. Należy do najsurowszych krytyków współczesnego amerykańskiego systemu oświaty. Był uczestnikiem forum zorganizowanego przez Harper's Magazine pt. "School on a Hill", gdzie zaprezentował powyższy tekst, opubli-kowany we wrześniowym numerze tego pisma z 2001 r.
 
Tłumaczenie i udostępnienie tekstu: dr Marek Budajczak (UAM Poznań)




Klucz odpowiedzi. On i tak zabije Twoją kreatywność





Nauczyciele są jak ogrodnicy
http://www.youtube.com/watch?v=Tt055yb1YNg



Zobacz na:
Powrót do klasycznej metody nauczania
https://forum.wybudzeni.com/index.php?topic=1632.0
Broń Masowej Instrukcji – John Gatto
https://forum.wybudzeni.com/index.php?topic=378.0
John Taylor Gatto - Cel Szkolnictwa
https://forum.wybudzeni.com/index.php?topic=192.0
Społeczne procesy poznawcze
https://forum.wybudzeni.com/index.php?topic=1493.0
Procesy niszczenia systemu szkolenia polskich elit od 1948 roku
https://forum.wybudzeni.com/index.php?topic=2118.0
Jak wyprać dziecku mózg – przewodnik
https://forum.wybudzeni.com/index.php?topic=182.0
Zasoby Ludzkie - Inżynieria Społeczna XX wieku
https://forum.wybudzeni.com/index.php?topic=267.0
14 zasad w prywatnych elitarnych szkołach - John Gatto
https://forum.wybudzeni.com/index.php?topic=2114.0
« Last Edit: (Wed) 02.09.2015, 16:15:52 by BladyMamut »
“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • WyBudzony
  • *
  • Posts: 2 560
  • Reputacja: +12/-0
Re: O obecnej edukacji
« Reply #1 on: (Fri) 04.04.2014, 23:41:39 »
Znalezione w sieci:

REFORMA EDUKACJI W POLSCE na przykładzie zadania z matematyki:

1980 r.
Drwal sprzedał drewno za 100 zł. Wycięcie drzewa na to drewno kosztowało go 4/5 tej kwoty. Ile zarobił drwal?

2000 r.
Drwal sprzedał drewno za 100 zł. Wycięcie drzewa na to drewno kosztowało go 4/5 tej kwoty – czyli 80 zł. Ile zarobił drwal?

2010 r.
Drwal sprzedał drewno za 100 zł. Wycięcie drzewa na to drewno kosztowało go 4/5 tej kwoty, czyli 80 zł. Drwal zarobił 20 zł. Zakreśl liczbę 20.

2012 r
Drwal sprzedał drewno za 100 zł. W tym celu musiał wyciąć kilka starych drzew. Podzielcie się na grupy i odegrajcie krótkie przedstawienie, w którym postarajcie się przedstawić, jak w tej sytuacji czuły się biedne zwierzątka leśne i rośliny. Przekonajcie widza, jak bardzo niekorzystne dla środowiska jest wycinanie starych drzew.

2013 r
Drwal sprzedał drewno za 100 zł.
Pokoloruj drwala.

************************************************************************************

System Edukacji 
https://www.youtube.com/watch?v=ShZtvPSiqAM

SYSTEM EDUKACJI(INDOKTRYNACJA)  [spisane przez jewropol]

Czy myślisz, że celem edukacji jest nauka czytania, pisania i arytmetyki?
Celem edukacji jest zmienić myśli, zachowania i uczucia uczniów.
Hitler kontrolował system edukacji w Niemczech, w ZSRR – Stalin, Mao Tse-tung w Chinach...
musisz opanować umysły młodych by móc złamać wartości danej osoby.
Łamiesz ich pojmowanie indywidualności...
sprawiasz, że stają się zgodnym członkiem kolektywu.
Nie możesz mieć bezproblemowo funkcjonującego świata, czy systemu socjalnego.
Jeśli będziesz miał ludzi którzy będą się sprzeciwiać temu co chcesz robić.
Więc musisz prać ich mózgi.
W czasach wojen Napoleona z Prusami, czyli zasadniczo, współczesnymi Niemcami,
Prusacy dbali o wysoki i wszechstronny poziom wykształcenia wśród swoich oficerów i żołnierzy.
Ale kiedy Napoleon wygrywał bitwę i po bitwie w końcu najechał na Prusy, ci dobrze wykształceni żołnierze...
widząc bezsens dalszej walki, odmówili stania w miejscu i umierania bez celu.
W rezultacie Prusy przegrały wojnę.
Wobec takiego stanu rzeczy, prusacy natychmiast porzucili „destruktywny” system edukacji
i stworzyli nowy system – mający na celu stworzenie jak największej liczby posłusznych zwolenników, a nie niezależnych myślicieli.
Głównym celem tego systemu było dostosowanie jak największej liczby ludności do systemu
opartemu bardziej na mimice i naśladowaniu,
zamiast na dydaktycznym (całościowym) rozumowaniu, pojmowaniu i analizowaniu otaczającego świata.
W rezultacie, pod koniec 19-go i na początku 20-go wieku, system ten,
sprawdzony i przetestowany przez prusaków w Europie,
rozprzestrzenił się po całym świecie i został wprowadzony również w Stanach Zjednoczonych
W tej chwili, obowiązuje on we wszystkich krajach i wszyscy, z wyjątkiem elit, są wychowywani w ramach pruskiego systemu edukacyjnego.
Trzeba pamiętać że ten system nie ma na celu tworzenia krytycznych myślicieli i osób o niezależnych poglądach.
Ani osób, które by były autonomicznie samowystarczalne i niezależne.
Celem tego pruskiego systemu, nie jest dydaktyczna edukacja uczniów,
którzy mogliby studiować jakikolwiek kierunek sami, bez czyjejkolwiek pomocy.
Wręcz przeciwnie – celem jest stworzenie dobrych żołnierzy i dobrych pracowników fabryk.
Ten system trafił na podłoże takich ludzi jak Rockefeller, Carnagie i im podobnych, którzy chcieli...
dobrych pracowników, a tak naprawdę – niewolników. Niewolników, którzy wytrzymają wszystko i będą robić to, co im się każe
i tak w sumie, wygląda dzisiejszy system edukacyjny na świecie.
John D. Rockefeller, podzielał głos tej części rządzącej elity...
która głosiła, że system edukacyjny należy ujednolicać.
Twierdząc: ”Nie chcę narodu myślicieli, chcę narodu robotników.”
Myślę więc, że nasz system edukacyjny nie tylko pcha nas w kierunek socjalistycznej wersji rządu,
ale także ogłupia jednostkę, gdzie człowiek będzie dobrym pracownikiem w fabryce.
w Dolinie Silikonowej, lecz nie będzie miał klasycznego wykształcenia...
które pozwoliłoby mu analizować wszystkie aspekty kultury i społeczeństwa...
na ich podstawie formułować wnioski na temat tego co naprawdę się dzieje i co mogłoby leżeć w interesie jednostki.
Możesz zapytać: dlaczego cała kultura jest zdominowana przez masową rozrywkę medialną ze wszystkich stron...
podczas gdy system edukacji ciągle oszałamia obniżaniem swojego poziomu, od kiedy rząd przejął dotowanie systemu szkolnictwa.
Twój rząd dostaje to, za co płaci.
Jeśli to zrozumiemy i spojrzymy na rządowe instytucje edukacyjne...
i zobaczymy studentów i rodzaj edukacji, której doświadczają w szkołach finansowanych przez rząd.
Wtedy logika sama powie, że jeżeli rząd oczekiwałby od tych szkół czegoś innego niż to co widać, zwyczajnie zmieniłby je.
Chodzi o to, że rząd daje to co chce.
Nie chce aby twoje dzieci były wykształcone.
Oni nie chcą abyś myślał zbyt dużo.
Więc nie wejdziesz w drogę ważnym ludziom myśląc zbyt wiele.
Zastanówmy się nad metodą jaką moglibyśmy zastosować,
by sprawić aby młodzi ludzie widzieli świat w taki sposób jak my tego chcemy.
Czyli tak, żeby do czasu gdy dorosną, postępowali już zgodnie z rzeczywistością, jaką myśmy im wpoili.
Ktoś mógłby powiedzieć, że człowiek się temu nie podda... cóż powiedzmy że mamy system w którym zabieramy rodzicom dzieci...
przynajmniej na 5 dni w tygodniu na cały dzień, gdy mają około 4-5 lat i sprawujemy kontrolę nad ich umysłem do momentu gdy osiągną 17-18 lat.
To by było idealne. I oczywiście to jest to, co się teraz dzieje i to się nazywa system edukacji, to indoktrynacja.
Dzięki nieustającemu wpływowi rządu na program nauczania...
kolejne pokolenia młodych są zmuszane do koncentrowania się tylko na faktach, figurach i liczbach.
Powtarzanie wykorzystywane jest aby podświadomie trenować dziec w przyswajaniu programu.
Dzieci nie nagradza się za kwestionowanie tego, czego są uczone. Są za to wyśmiewane.
Dzieci, które ślepo akceptują informacje jako prawdę i przywołują ją na komendę podczas sprawdzianu,
później podejmują decyzje w rządzie o naszym prawie, w medycynie, biznesie i na każdym innym wpływowym stanowisku.
To co nazywamy edukacją działa w taki oto sposób:
Informacje są pompowane do lewej półkuli, większość z nich to kompletne śmieci.
i każe się ludziom, uczniom trzymać te informacje...
i kiedy dostają papier egzaminacyjny przelać to na papier.
Jeśli to pamiętają i dobrze to przekażą i powtórzą to co im powiedziano – zaliczają egzamin i posuwają się dalej.
Jeśli wezmą tą informacje z lewej półkuli przeniosą do prawej i zaczną filtrować, kwestionować...
i zaczną mówić to nie ma sensu, co ja o tym myślę.
I wtedy powiedzą egzaminatorowi: ”O, To wszystko to właściwie kupa gówna”
Wtedy nie zdają egzaminu i nie posuwają się dalej.
System edukacyjny jest kompletnie zaprojektowany, aby tworzyć więźniów lewej półkuli...
która jest gąbką oficjalnej wersji życia(i historii)

EVOLUTION
Na całym świecie: ”Musimy mieć edukację!”.
Tak! Spróbujmy...
stwórzmy edukację zamiast indoktrynacji systemów wierzeń.
Co myślę o edukacji? Myślę, że to byłby bardzo dobry pomysł.
I myślę, że każdy kto ma dzieci dochodzi do dylematu: ”Co będzie lepsze?”
Wyalienowany cyniczny intelektualista, czy...
przymulasty przygłup który jest konsumentem końskiego gówna dawanego z góry.
Nie ma tu większego wyboru widzicie?
I Wszyscy chcemy, aby nasze dzieci były przystosowane, niestety nie ma się do czego przystosowywać.
Więc to prawdziwy problem.

*****************

Bardzo Prosta Formuła   
https://www.youtube.com/watch?v=kDueNfB1bm4  [spisane przez Ardek]

-Szach, mat.
- Jak?
- Jak co?
-Uratowaliśmy panu życie,więc może pan powiedzieć. Jak pan to robi, że ciągle wygrywa?
-To proste. Ty odwalasz ciężką robotę, a ja Ci tylko towarzyszę. Oddaję ci figury za darmo, żebyś myślał, że zbijesz je, bo jesteś mądrzejszy, a ja głupszy. W każdej grze i kanciarstwie zawsze jest przeciwnik i ofiara. Im bardziej ofiara myśli, że panuje nad sytuacją, tym mniej naprawdę nad nią panuje. Stopniowo zaciska pętle na swojej szyi, a przeciwnik mu w tym pomaga.
-Więc...to jest ta cenna formuła?
-Formuła jest wydajna i ma wiele zastosowań, zarazem, jest niezwykle prosta i logiczna. Zasada nr 1 każdego gracza czy kanciarza: "Jedyny sposób na to, by zmądrzeć, to grać z mądrym przeciwnikiem." Zasada nr 2: "Im bardziej wyszukana gra,tym bardziej wyszukany przeciwnik." Jeśli przeciwnik jest znakomity, umieszcza ofiarę w otoczeniu, które potrafi kontrolować. Im większa przestrzeń, tym łatwiej nad nią panować. Rzucamy psu kość, znajdujemy jego słabości, dajemy mu tylko trochę tego, czego myśli, że pragnie.
-Szach.
-Tak więc przeciwnik zwodzi swoją ofiarę,pozwalając, by pożarła ją własna zachłanność. Szach.
-Wąż to dobre słowo.
-Nie lekceważ tego. Tylko grając z wężem, czegoś się nauczysz. Im większa i starsza jest sztuczka,tym łatwiej ją zastosować. Oparta na dwóch regułach. Myślą, że nie może być tak stara i tak ewidentna, skoro tylu się na nią nabiera. Kiedy w końcu przeciwnik zostaje zaatakowany, oznacza to, że kwestionuje się jego inteligencję.
Nikt tego nie zaakceptuje. Nawet w głębi duszy.Szach, mat.
-Więcej z tobą nie gram.
-Największy wróg kryje się tam, gdzie nigdy nie będziesz go szukał.

W każdej grze i kanciarstwie zawsze jest przeciwnik i zawsze jest ofiara. Dobrze wiedzieć kiedy jesteś tym drugim, byś mógł stać się tym pierwszym.


*************************


Znalezione na astronomia.pl w dziale astrożarty przez użytkownika Duke Nukem

“Jak interpretować prace naukowe”:

1 od dawna wiadomo, że – nie chciało mi się szukać pracy źródłowej
2…można dostrzec wyraźną tendencję - …trudno wyciągnąć konkretne wnioski
3…o wielkim znaczeniu teoretycznym i praktycznym - …mnie to interesuje
4znalezienie ostatecznej odpowiedzi na te pytania nie było na razie możliwe - eksperyment się nie udał, ale może uda się kiedyś opublikować wyniki
5trzy spośród zestawów danych wybrano do szczegółowej analizy - pozostałe się nie nadawały
6przedstawione są typowe wyniki - są to najlepsze wyniki
7 najdokładniejsze wyniki otrzymał Maliniak - Maliniak to mój asystent
8uznaje się, że - ja uznaję, że
9powszechnie uznaje się, że - paru facetów tak uważa
10 jest jasne, że wiele dalszej pracy należy włożyć, zanim pełna odpowiedź stanie się możliwa - nic z tego nie rozumiem
11…poprawne z dokładnością do rzędu wielkości - złe
12oczekuje się, że niniejszy artykuł pobudzi zainteresowanie tą dziedziną - ten artykuł jest marny, ale inne w tej dziedzinie są podobne
13staranna analiza otrzymanych wyników - trzy strony notatek zamazały się, gdy potrąciłem szklankę z piwem
14… bardzo ważne pole odkrywczych badań - …bezużyteczny temat zasugerowany przez zwierzchników
15składam podziękowania mgr Nowakowi za pomoc w pracy doświadczalnej, a dr Kowalskiemu za cenne dyskusje - Nowak odwalił czarną robotę, a Kowalski wyjaśnił mi, co oznaczają wyniki
« Last Edit: (Wed) 10.02.2016, 11:14:28 by BladyMamut »
“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • WyBudzony
  • *
  • Posts: 2 560
  • Reputacja: +12/-0
Odp: O obecnej edukacji
« Reply #2 on: (Tue) 13.01.2015, 10:51:42 »
Polska szkoła zmusza uczniów do euroentuzjazmu? Za krytykę Unii jedynka! Ta kartkówka demaskuje system



Unię Europejską trzeba chwalić. Zwłaszcza, gdy chce się od niej dostać granty albo chociaż pozytywną ocenę z kartkówki. Przekonała się o tym Julia z klasy V c, która ośmieliła się zanegować tezę postawioną przez nauczycielkę na kartkówce. Z Unią jest jak z przyjaźnią polsko-radziecką. Nie wolno wytykać jej wad!
Sprawa jest jasna. Każdy polski uczeń musi spełniać światowe wymogi i na pamięć recytować dobrodziejstwa, jakie spotkały Polskę w chwili przystąpienia do Unii Europejskiej. Przekonaliśmy się przy okazji hucznych obchodów 10-lecia Polski w UE, kiedy to dzieci przepytywane przez dziennikarzy z entuzjazmem mówiły o wybudowanych autostradach, stadionach i szybkiej kolei. Jedna z dziewczynek na antenie TVP Info powiedziała nawet, że „gdyby nie Unia, Polska byłaby czarną dziurą”. Przekaz miał się utrwalić za pomocą rządowego spotu „10 lat świetlnych”, na który Donald Tusk wydał 7 milionów złotych. Pamiętamy, że nawet minister Bieńkowską przeszły dreszcze…

Nauczycielka klasy V „c” postawiła więc uczniom zadanie, które miało sprawdzić poziom ich euroentuzjazmu:
Wymień trzy korzyści, jakie przyniosło Polsce i Polakom przystąpienie do Unii Europejskiej.

Pytanie w stylu „Jaki jest Twój największy bohater i dlaczego Lenin?” poruszyło samodzielność intelektualną jednej z uczennic, która nie dała się ponieść unijnej indoktrynacji.

Quote
Przystąpienie do Unii Europejskiej ani Polsce ani Polakom nie przyniosło żadnych korzyści a tylko straty
— napisała dwunastoletnia Julia, przedstawiając szereg argumentów na uzasadnienie swojego stanowiska.

Quote
Najpierw nam dają a potem dwa razy tyle zabierają i tylko oszukują naszych rolników. Przez Unię Europejską nasi rolnicy muszą wyrzucać produkty, bo Unia sprowadza inne i gorsze
— argumentowała.

Quote
Przez Unię mamy multikulti, bo otworzyli granice i islamiści nas zabijają, narzucając nam swoją wiarę
— napisała dalej uczennica klasy piątej. Widać na postępujący proces globalizacji patrzy swoim młodym wzrokiem i szybciej niż inni przewiduje, że to co dzieje się tuż za naszymi granicami, w niedalekiej przyszłości może zadziać się i u nas.

Quote
Unia niszczy Polskę, bo ją rozkrada i zabiera nam suwerenności i jeśli nie otworzymy oczu, to Polska zniknie
— wyjaśnia dalej Julia.

Quote
Unia ogłupia ludzi twierdząc, że ślimak to ryba i podobnymi bzdurami, a my się sprzedajemy, bo rządzą nami barany. Jeśli szybko Polacy nie otworzą oczu, to Unia zniszczy nasz Kraj
— zakończyła swoją kartkówkę Julka.



Nie tego spodziewała się nauczycielka klasy V „c”. Widać, że pod zamaszystym znakiem zapytania postawionym na kartce Julii kryje się wielka porażka pedagogiczna. Nie tego przecież uczyła dzieci! Za niedocenienie zalet przynależności Polski do Unii Europejskiej należy się w polskiej szkole ocenia niedostateczna i to z wykrzyknikiem! Całą złożoną wypowiedź Julii nauczycielka podsumowała jednym zdaniem:

Quote
Praca nie na temat!

Szanowna Pani Magister! Ależ praca jest jak najbardziej na temat, mimo że sprzeczna z pani indoktrynerską tezą. Daleka jestem od podważania autorytetu nauczyciela w oczach ucznia, ale niezdolność do pochylenia się z szacunkiem i uwagą nad samodzielnym myśleniem uczennicy jest jednak pedagogiczną ignorancją.

Widać nauka samodzielnego myślenia jest coraz słabszą stroną polskiej szkoły. Wygląda na to, że nauczyciele przymuszeni przez system edukacyjny do rozliczania uczniów z umiejętności rozwiązywania testów pod z góry narzucony klucz, rezygnują z rozwijania w nich gotowości do podejmowania dyskusji i posługiwania się sprawną argumentacją.
Nauczycielka niepokornej intelektualnie Julki, wezwała rodziców do kontaktu i podpisania się pod kartkówką córki.

Quote
Proszę bardzo!

— odpisała nauczycielce matka z wyraźną rodzicielską dumą.

Rodzicom gratuluję córki. Zdolność do samodzielnego myślenia i odwaga w wyrażaniu przekonań są cnotą, która coraz rzadziej objawia się w tak młodym wieku. Bywa, że nie objawia się nigdy. Przypomina mi się scena z „W Pustyni i w Puszczy”, kiedy to Staś Tarkowski oparł się przyjęcia nauki Mahdiego.

Quote
Dzielny chłopak, nieodrodny potomek obrońców chrześcijaństwa, prawa krew zwycięzców spod Chocimia i Wiednia, stał z podniesioną głową, czekając wyroku

— tak Henryk Sienkiewicz opisywał niezłomną postawę Stasia.

Choć te dwie sytuacje różni jednak wiele, łączy je rzecz najważniejsza: trwanie przy prawdzie, która dzisiaj staje się jak widać zagrożona nawet w procesie edukacyjnym. Czyżbyśmy dzisiaj rzeczywiście doszli do momentu, w którym w poprawność polityczna i propaganda stanowią o uczniowskich ocenach? Mam nadzieję, że to pojedynczy przypadek, choć taka sytuacja nie powinna mieć miejsca w żadnej polskiej szkole. I wreszcie pytanie prozaiczne. Czy Julia dostanie szóstkę, jeśli wyrecytuje listę korzyści z obecności Polski w Unii Europejskiej, zamieszczoną na rządowych stronach? A co w sytuacji, gdy będzie trwać przy swoich przekonaniach? Nie dostanie pozytywnej oceny na koniec semestru? A co, jeśli rodzice nie wpłyną na zmianę jej poglądów o UE? Może zostaną im ograniczone prawa rodzicielskie?

Źródło: http://wpolityce.pl/spoleczenstwo/229024-polska-szkola-zmusza-uczniow-do-euroentuzjazmu-za-krytyke-unii-jedynka-ta-kartkowka-demaskuje-system
“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • WyBudzony
  • *
  • Posts: 2 560
  • Reputacja: +12/-0
Odp: O obecnej edukacji
« Reply #3 on: (Fri) 10.04.2015, 21:12:38 »
(...)

Pisma … czyli reklamy:/. Niedawno POLITYczne bardzo strony niemiłosiernie po Matkach zaawansowanych życiowo:) – tzn. tłumacząc na ogląd bardzo brudzącego, nie tylko drukiem, tygodnika – po Matkach „starych”, pojechały .
Straszyły chorobami, kalectwem ( i dzieci i matek ) … w końcu śmiercią . No i ten „wielki smutek”, że „TAKA matka nie zdążyła wychować dziecka, jak ona mogła mu to zrobić, no urodzić STARA ?”….

Redakcja ma najwyraźniej pretensje, że Kobiety odważają się powoływać na świat potomstwo, kiedy już dobrze się w żywocie rozejrzą i być może uda Im się nie popełnić błędów* wielu Matek młodszych , np. nie zaszczepią dziecka, zechcą kształcić je samodzielnie i „takie tam fanaberie” będą administracji odstawiać ….  Fakt, to jakiś przykład zagrażający systemowi, więc „trzeba napiętnować”, nastraszyć, bo jak inaczej ?

Autorów koszmaru, jaki zafundowali co delikatniejszym, dojrzałym Matkom, wypada poinformować, iż po pierwsze nie każdy młody ma szczęście wychować dziecko do pełnoletności, po drugie – żyje tak wiele zdrowiutkich dzieci urodzonych po 40-stce swoich Matek, że straszenie na nic – są żywym dowodem, iż Kobieta ma prawo wybrać czas i dla siebie i dla dziecka ! I wara od tego wychowanym po komsomolsku, płatnym tubom
koncernów i polityki . 

Zmusiłam się do przejrzenia ( u Sąsiadów:)) archiwalnych numerów politycznego pisemka i … Ach, to przekonywanie, że „kobieta w każdym wieku może być młoda”, ten szał;), że „kobieta w każdym wieku ma prawo do młodości….” . TO JAK ? Ma prawo, czy nie ma, bo ja nie rozumiem ?;))))))) A … Panostwo Redaktorostwo POWIE NAM, KIEDY MA PRAWO, A KIEDY NIE MA ?

Pani Sąsiadka, nie kupująca „P” od lat sześciu, za to uszczęśliwiona czasem zyskanym, a poświęconym Naturze, Góralka z urodzenia, podsumowała krótko: ” U nas to by taką politykę ciupazką i byłby porządek na wieki wieków amen….” :)

Pozdrawiam Górali serdecznie :)

Jeszcze … króciutko o „historii dwuletniego geniusza”, pokazanego w TVP i komentarzu  Pani Specjalistki:” To niemożliwe, żeby dziecko w tym wieku czytało …”.

Jeden drobiażdżek : historia pełna jest „takich” dzieci .

Kiedyś, pisząc o ogromnych możliwościach maluchów i bezwzględnym mordowaniu dobra potencjału przez system wtłaczaniem do głów Rodziców, że „dziecko od roku umie to i to, dziecko od dwóch latek umie to i to, od trzech .. itd.”, zaznaczyłam: dajcie dziecku wolność zainteresowań i … obserwujcie. Pomagajcie, nie szkodząc … Pomagajcie – nie oznacza wrzucania dzieci do żłobków i przedszkoli, gdzie urawniłowka zabije wszelką indywidualność …a przynajmniej spróbuje.

Nie zostawiajcie dzieci na pastwę placówek „wychowania publicznego”, Natura nie zna Matek, które zostawiają małe, kiedy te się boją . A niewiele pociech ma ochotę wkroczyć w obcy tłum bez czujnej bliskości Matki .

Ileż lat „eksperci” przekonywali , by nie reagować na krzyczące dziecko …. Paru przekonuje ciągle jeszcze . Ale świeża:) istota, zostawiona nagle samej sobie, traci poczucie bezpieczeństwa . Odzyskanie równowagi pomiędzy lękiem ( nie – strachem ) a błogostanem ufności staje się często niemożliwe już przez całe życie , w którym zakorzenia się … wtedy już nie tylko lęk , ale STRACH .

Strach, dzięki któremu przeciętny manipulator uczyni z Człowieka narzędzie doskonałe …. Narzędzie obrabiane i skrawane, przystosowane do … obróbki i skrawania Innych . Takie … nowoczesne ślusarstwo  . 

Pani Specjalistko … „w tym wieku” dziecko może czytać, pisać, grać na instrumentach, liczyć, tworzyć konstrukcje zadziwiające dorosłych … I byłoby to najzupełniej normalnym zjawiskiem, gdyby nie FORMY, jakimi Pani podobni „Eskperci”, karmią potencjalnych rodziców, gdyby nie odrywanie dziecka od matki w pierwszych godzinach życia, jak i później, kiedy musi iść do pracy, bo nie zarobi na chleb, gdyby nie szpikowanie dzieci chemikaliami i sztucznym żarciem, gdyby nie zabawianie go potworami z trującego plastiku, wreszcie, gdyby nie zastraszanie dziecka w szkole i zmuszanie go do wykonywania wszystkiego, co robi
reszta  …………

„TAKIE” dzieci istnieją, droga Pani, nawet, jeżeli nie mieści się owo w Paninej świadomości . Młodziutkiej Matce dwulatka należy się ogromne uznanie, że dostrzegła wszechstronność dziecka i że  DBA …. Rozumiem, że się o niego boi .

Niestety ma powody . Co się z „takimi” dziećmi dzieje w erze „zaawansowanej cywilizacji” ? Jeżeli nie mają mądrych Rodziców … mogą stać się niebezpieczeństwem .Przede wszystkim dla samych siebie . Jeżeli w darze otrzymali też dobrą rodzinę – mają w niej oparcie , prowadzą … zwykle przeciętne, ustabilizowane życie, gdyż przeważnie … z latami równają do otoczenia widząc, iż „ponad miarę wyrastanie” nie spotyka się z sympatią ogółu , o czym dowiedzą się najpóźniej w szkole. Tamże , z jednej strony wyzywane od „świrów”, „odmieńców”, „nienormalnych”, z drugiej – przymilnie oblegane, by napisały „coś za kogoś”, mówiące językiem mało- lub niezrozumiałym
większości równieśników , domyślą się , że społeczeństwo nie chce ich widzieć takimi, jakimi są. A jeżeli Bóg/Natura dorzucił/a urodę , będą musiały znosić … jeszcze więcej zawiści i paranoi , „bo przecież to niemożliwe, żeby i mózg i oblicze, to musi sprawka diabelska, więc … bać się albo przepędzić, jako drzewiej bywało”. Konfrontowane z ekstremizmami, słyszący od jednych „geniusz!”, od drugich – „wariat!”, utrwalają … równowagę i nie myślą o sobie „geniusz”… raczej to drugie . Z czasem uczą się zachowywać dla siebie , co wymyślą, wiedzą i wiedzieć by chciały albo … przeciwnie – niestrudzenie wydeptują ścieżki i budują mosty – nawet, jeżeli w najsuchszą pustynię … Obdarzeni niekiedy jeszcze jednym, bardzo ważnym talentem: wieczną wiarą, że Ktoś kiedyś zaniesie TAM wystarczająco wody, by skiełkowało PRAWDZIWE życie . Zaniesie LUB … stamtąd ucieknie .

Bywa przypadek trzeci ( i zapewne wiele pośrednich ), niezależny od dwóch poprzednich: wybierają drogę osobną, świetnie czują się w towarzystwie Zwierząt, być może – nielicznych Ludzi i na nim poprzestają, do końca podążając za źródłami, które znalazły się w nich „nie wiadomo skąd”.

Może z czasem … może z czasem gros społeczeństwa nauczy się … zrozumie, że w każdym dziecku tkwi potencjał nie określony żadnym podręcznikiem i Rodziców rzeczą jest, ów potencjał wydobyć … w DOBRYM celu .

Co z dzieciakami nie piszącymi i nie czytającymi w wieku dwóch lat ? :) ABSOLUTNIE NIC ZŁEGO ! Geniusz zawsze może się ujawnić później :) …. a gdyby nigdy – i tak są po to, by je kochać:).

Nawiasem mówiąc … W ostatnich latach „geniuszem” zostaje się po nagraniu piosenki w rytmie cepa , „genialne” mogą być torebki „znanej firmy” …. więc proszę się tak bardzo ewentualnym geniuszostwem nie przejmować:) .

Zrodlo: https://naturalhealthconsult.wordpress.com/2015/01/01/bezglutenowy-akurat-i-slowko-o-zyciu-po-zyciu/
“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje