Author Topic: O sztuce wojskowej - Wegecjusz Flawiusz  (Read 1189 times)

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • WyBudzony
  • *
  • Posts: 2 560
  • Reputacja: +12/-0
O sztuce wojskowej - Wegecjusz Flawiusz
« on: (Sat) 05.04.2014, 13:33:54 »
O sztuce wojskowej - Wegecjusz Flawiusz

TŁUMACZENIE I OPRACOWANIE: www.zrodla.historyczne.prv.pl
Mail: HISTORIAN@Z.PL

Kilka fragmentów z ksiązki: https://mega.co.nz/#!WQtwjDBL!KIITASJSR4Q74Sp55f5jIuRKIt9WbZK9HKr1Ny7v6_c


 DOBÓR REKRUTA

Chcąc podejść do tematu metodycznie, sprawdzimy najpierw, jakie prowincje i narody są najodpowiedniejsze w dostarczaniu rekruta do armii. Pewne jest, że każdy kraj wydaje zarówno ludzi dzielnych, jak i tchórzy, wszelako równie pewne jest to, że niektóre nacje są bardziej bitne od innych i że odwaga, tak jak i siła fizyczna w znacznej mierze zależne są od wpływu klimatu.
Następnie odkryjemy, czy miasto, czy wieś daje najlepszych i najbardziej zdatnych żołnierzy. Nikt, jak sądzę, nie może wątpić, że chłopi są najodpowiedniejsi do noszenia broni, albowiem owi już od dzieciństwa byli wystawiani na wszelką niepogodę i zmuszani do najcięższej pracy. Są zatem w stanie znieść najgorszy słoneczny żar, nieprzyzwyczajeni są też do używania łaźni i obce są im inne luksusy życia. Prości, poprzestają na małym, przyzwyczajeni do wszelkich rodzajów trudu i w pewnej mierze przygotowani do życia wojskowego poprzez ciągłe prace w polu, używanie łopaty, kopanie rowów, noszenie ciężarów. Jednakże bywa i tak, że w przypadkach wyższej konieczności bierze się rekruta z miasta. Ludzi takich, skoro tylko zostaną zwerbowani, powinno nauczyć się okopywania obozu rowem, maszerowania w szeregach, noszenia ciężarów i znoszenia pyłu i skwaru. Ich posiłki winny być proste i skromne, powinni przyzwyczaić się, że czasem trzeba spać pod gołym niebem, czasem w namiotach. Następnie należy wyuczyć ich robienia bronią. Zaś, jeśli planowana jest jakaś dalsza ekspedycja, trzeba rozstawiać obóz tak daleko, jak to tylko możliwe, od pokus miejskiego życia. Poprzez te środki ostrożności ich umysły, tak samo, jak i ciała, zostaną właściwie przygotowane do służby.
Zdaję sobie sprawę, że w pierwszych wiekach Republiki Rzymianie zawsze wystawiali armię z obywateli miasta, jednakże były to czasy, gdy nie było przyjemności, ani zbytków, które mogłyby ich osłabić. Wówczas
Tyber był ich jedyną łaźnią i w nim to odświeżali się, pływając po ćwiczeniach i trudzie w polu. W tamtych dniach jeden i ten sam człowiek był zarówno żołnierzem jak i rolnikiem, ale rolnikiem takim, który, gdy wymagała tego sytuacja, odkładał na bok swe rolnicze narzędzia i przypasywał miecz. Prawdziwość tego potwierdza przykład Kwintusa Cyncynata , który szedł właśnie za pługiem, kiedy przybyto doń, by powołać go na dyktatora. Obecnie jednak główna siła naszej armii powinna być werbowana w terenach wiejskich. Pewne jest bowiem, że im ktoś mniej zakosztował słodyczy życia, tym mniejsze ma powody, by obawiać się śmierci.

WIEK WŁAŚCIWY DLA REKRUTA

Jeśli podążymy za starożytną praktyką, wówczas odpowiednim momentem do zaciągnięcia młodzieńca do służby wojskowej jest czas, gdy ów zaczyna dojrzewać. W tym okresie nauki wszelkiego rodzaju są szybciej przyswajane i trwalsze wyciskają piętno w umyśle. Oprócz tego niezbędna wojskowa zaprawa, bieganie, skakanie, musi zostać przezeń osiągnięta, nim jeszcze kończyny staną się zbyt sztywne w wyniku działania czasu. To jest właśnie działalność, która poparta nieustanną praktyką tworzy użytecznego i dobrego żołnierza. Dawniej, jak podaje Salustiusz , młódź rzymska tak wcześnie, jak tylko zdolna była nosić broń, była niezwykle surowo szkolona w obozach do wszystkich trudów i wypadków wojennych. Jest bowiem z pewnością lepiej, kiedy żołnierz, perfekcyjnie wyćwiczony, dochodzi do tego poprzez współzawodnictwo, zanim jeszcze osiągnie wiek odpowiedni do bitwy, niż miałby później zostać upokorzony. Odpowiedni wiek jest również niezbędny w wyuczeniu go służby w różnych formacjach wojskowych. Nie jest bowiem sprawą prostą wyćwiczenie jeźdźca, czy pieszego łucznika, ani też sformowanie legionu zdolnego do każdego rodzaju musztry, wyuczenie go, aby nie opuszczał posterunków, trzymał się w szeregu, brał cel i wyrzucał w jego kierunku pocisk z odpowiednią siłą, kopał rowy, stawiał palisady, odpowiednio używał tarczy, obserwował ruchy wroga, zręcznie odparowywał ciosy. Żołnierz, w ten sposób doprowadzony do perfekcji w swej profesji, daleki będzie od ukazywania swych niedoskonałości i będzie raczej szukał okazji do wykazania się.

O WZROŚCIE REKRUTA

Odnajdujemy informację, że starożytni byli bardzo rygorystyczni i pozyskiwali najwyższych, jakich tylko mogli znaleźć, mężczyzn do służby, odkąd standard dla jazdy i piechoty pierwszych kohort legionu został ustalony na sześć stóp, a najmniej na pięć stóp i dziesięć cali. Wymagania te mogą być z powodzeniem utrzymane i w dzisiejszych czasach, kiedy tak wielka liczba ludzi garnie się do profesji wojskowej, wcześniej bowiem panowała moda taka, że kwiat rzymskiej młodzieży poświęcał się raczej służbie na cywilnych stanowiskach. Lecz kiedy istnieje nagląca potrzeba, wzrost mężczyzny nie powinien mieć takiego znaczenia, co jego siła; na to z resztą mamy potwierdzający to autorytet Homera, który mówi, że niedostatek wzrostu u Tydeusa był szczodrze wynagrodzony poprzez jego siłę i odwagę.

JAKIE SĄ WYZNACZNIKI PORZĄDANYCH CECH

Ci, którzy zatrudnieni są przy nadzorowaniu poboru rekrutów powinni szczególnie pilnie zwracać uwagę i ostrożnie badać cechy ich twarzy, oczu, kształt kończyn, aby umożliwić sobie rzetelną ocenę i wybór takich, którzy później wykażą się jako świetni żołnierze. Doświadczenie bowiem naucza nas, że w ludziach, tak jak i w psach, czy koniach, są pewne zewnętrzne oznaki, po których możemy rozpoznać ich cnoty. Młody żołnierz powinien mieć żywe spojrzenie, podniesioną głowę, szeroki kark, muskularne i umięśnione barki, długie palce, silne ręce, wąską talię, swobodną postawę, nogi i stopy jego zaś niechaj będą raczej żwawe, niż grube. Kiedy wszystkie te cechy zostaną dostrzeżone w rekrucie, można pominąć wzgląd na ewentualny niski wzrost, jako że daleko ważniejsze jest, iżby żołnierz był mocny, niż wysoki.

ZAWODY WŁAŚCIWE DLA REKRUTÓW

Przy doborze rekrutów powinno się mieć wzgląd także i na ich zawód. Rybacy, ptasznicy, cukiernicy, tkacze i w ogóle przedstawiciele wszystkich tych zawodów, które właściwsze są dla kobiet, moim zdaniem, w żadnym wypadku nie powinni być dopuszczeni do służby. Przeciwnie do nich, kowale, stolarze, rzeźnicy i myśliwi są ku służbie wojskowej najwłaściwsi. Od rozważnego doboru żołnierzy zależy dobrobyt Republiki; istota Imperium Rzymskiego i jego potęga są tak nierozerwalnie związane z tą kwestią, że najwyższą koniecznością jest, aby wybór rekruta nie dokonywał się bez selekcji i aby wybierano tylko tych, na których wierności będzie można polegać. Starożytni uważali, że troska Sertoriusza właśnie w tej kwestii, była jedną z jego najznakomitszych wojskowych zalet. Żołnierze, którym oddana jest obrona Imperium Rzymskiego i w których rękach są losy wojen powinni, o ile to możliwe, pochodzić z rodzin szanowanych i o nienagannych manierach. Takie cechy, jakich oczekujemy w tych mężach sprawią, iż będą dobrymi żołnierzami. Poczucie honoru zapobiegnie złemu zachowaniu i uczyni ich zwycięskimi.
Jakiegoż dobra można oczekiwać od człowieka z natury będącego tchórzem, choćby doskonale narzucono mu dyscyplinę i choćby służył on wiele razy w rozmaitych kampaniach? Armia uszykowana bez właściwej troski o dobór rekrutów nigdy na dłuższą metę nie okazywała się dobra; teraz jesteśmy już przekonani, przez bolesne doświadczenia, że tu tkwi źródło wszelkich naszych niepowodzeń. Tak wiele klęsk można przypisać tylko i wyłącznie skutkom długotrwałego pokoju, który uczynił nas niedbałymi i nierozważnymi w doborze rekrutów, oraz skłonnymi do, tak przeważającej między lepiej urodzonymi, chęci obejmowania raczej cywilnych urzędów, niżeli zawodu żołnierza i do haniebnego zachowania się niczym dozorcy, którzy, wiedzeni chęcią zysku lub niedbałością, przyjmują wielu takich, których ci, będący odpowiedzialnymi za uzupełnianie stanu liczebnego armii, wysyłają, gdyż sami nie chcieliby ich mieć nawet za służbę. Wobec tego oczywiste jest, iż zadanie to, tak ważne, powinno być powierzane tylko ludziom prawym i zasłużonym.

STOPIEŃ WOJSKOWY

Nowy rekrut nie powinien otrzymywać stopnia wojskowego skoro tylko zaciągnie się do armii. Najpierw powinno się sprawdzić, czy nadaje się do służby, czy jest wystarczająco aktywny i silny, czy ma możność wyuczenia się swych obowiązków, czy posiada w wystarczającej ilości odwagę wojskową. Wielu bowiem, choć postawa ich jest wielce obiecująca, okazują się zupełnie nieprzydatni przy pierwszej próbie. Tacy powinni zostać odrzuceni i zastąpieni przez lepszych, ponieważ w dzisiejszych czasach nie liczy się liczba wojska, a jego dzielność.
Dopiero po egzaminie osoby przyjęte powinny otrzymać stopień wojskowy i wtedy zostać wyuczone używania broni przez stały i codzienny trening. Lecz ta podstawowa zasad została zniesiona przez rozluźnienie wywołane długim okresem pokoju. Nie możemy już dzisiaj oczekiwać, że znajdziemy człowieka, którego wyuczymy tego, czego on nigdy wcześniej nie robił. Jedyną zatem metodą, która odzyskać zdolna resztki starożytnych zwyczajów jest sięgnięcie do książek i szukanie rad u dawnych historyków. Lecz i oni nie są w stanie służyć nam dużą pomocą z tego względu, że opowiadają jedynie czyny i wydarzenia wojen i nie zajmują się tym, co jest przedmiotem naszych obecnych pytań. Uważali bowiem, że są to rzeczy powszechnie znane.

TRENING POCZĄTKOWY

Pierwszą rzeczą, którą należy nauczyć żołnierza, jest wojskowy krok, który może zostać nabyty jedynie poprzez stałą praktykę wspólnych i szybkich marszów. Nic nie jest ważniejsze od tego, zarówno w marszu, jak i w linii bojowej, aby wojsko utrzymywało swe szeregi z największą dokładnością. Oddziały, które maszerują w nieregularnym i nieporządnym szyku są zawsze narażone na wielkie niebezpieczeństwo bycia łatwo pokonanym. Powinni zatem odbywać zaprawę maszerując zwykłym wojskowym tempem dwadzieścia mil przez pięć godzin w porze letniej i pełnym krokiem, który jest szybszy, dwadzieścia cztery mile w ciągu tej samej ilości godzin. Jeśli oni przekroczą już te założenia, należy nakazać im nie maszerowanie, ale bieg i żadna górna granica tempa nie powinna być ustanowiona.
Młodzi rekruci w szczególności powinni być ćwiczeni w biegach, aby móc później zaatakować wroga z wielkim impetem, czy, jeśli nadarzy się okazja, zająć korzystne stanowisko z większym oddziałem i zapobiec jednocześnie takim samym zamysłom swych wrogów. Mogą oni też wówczas, gdy zostaną wysłani na zwiad, podchodzić z większą szybkością wroga, oraz szybciej powracać i tym łatwiej wygrają z wrogiem we wszelkich pościgach.
Innym niezmiernie ważnym ćwiczeniem jest skakanie, które umożliwia wojsku przesadzanie rowów, lub pokonywanie przeszkadzających wzniesień bez żadnego uszczerbku i trudności. Istnieje jeszcze inna konkretna korzyść, jaka wynika z tych ćwiczeń podczas bitwy; żołnierz, który posuwa się naprzód ze swym oszczepem, biegnąc i skacząc, maskuje się przed oczyma wroga i uderza na niego siejąc grozę i zadaje ostateczny cios, nim jeszcze przeciwnik zdoła podjąć się obrony. Salustiusz, pisząc o doskonałości Pompejusza Wielkiego w tych kwestiach, powiada nam, że ów zawsze rywalizował w skakaniu z najbardziej skocznym, w bieganiu z najbardziej chyżym i w ćwiczeniach siłowych z najbardziej mężnym z żołnierzy. Nigdy też nie byłby w stanie podjąć się z powodzeniem walki z Sertoriuszem, gdyby nie był przygotował zarówno siebie, jak i swe wojsko przez ciągłe ćwiczenia tego rodzaju.

NAUKA PŁYWANIA

Każdy młody żołnierz, bez wyjątku, powinien w miesiącach letnich nauczyć się pływać, jako, że czasem niemożliwe jest pokonywanie rzek za pomocą mostów, ale atakująca i ścigająca armia często musi przez nie po prostu przepływać. Nagłe topnienie śniegu, czy gwałtowne deszcze często powodują wylewanie się rzeki ze swych brzegów; w takich sytuacjach zagrożenie wynikające z nieznajomości pływania jest równie wielkie, co od wroga. Dlatego to starożytni Rzymianie, doskonali w każdej dziedzinie sztuki wojskowej przez ciągłe wojny i inne niebezpieczeństwa, wybrali Pola Marsowe, jako najobszerniejsze do dokonywania ćwiczeń i również ze względu na ich sąsiedztwo z Tybrem, gdzie młodzież mogła zmyć pot i kurz i odświeżyć się po trudach właśnie dzięki pływaniu. Również jazda, tak samo jak i piechota, a nawet konie i służba w armii powinna być poddawana takim ćwiczeniom, jako że wszyscy oni narażeni są na takie same nieprzewidywalne okoliczności.

ĆWICZENIE ZE SŁUPEM

Pisma starożytnych informują nas, że, oprócz innych ćwiczeń, uprawiali oni ćwiczenie ze słupem. Dawali oni swym rekrutom okrągłe tarcze, uplecione z gałązek wierzby, dwa razy tak ciężkie, jak te używane w normalnej służbie i drewniane miecze, także dwukrotnie cięższe od zwykłych. Tymi to atrapami trenowali oni walkę na słupie dwa razy dziennie - rano i po południu.
Jest to wynalazek wielkiej użyteczności, nie tylko dla żołnierzy, lecz także i dla gladiatorów. Żaden człowiek, zarówno w jednym, jak i w drugim tym zawodzie, nigdy niczym szczególnym nie wyróżni się na polu bitwy, czy w cyrku, jeśli nie będzie doskonały w wykonywaniu tego ćwiczenia. Dlatego każdy żołnierz mocował mocno w ziemi słup wysokości około sześciu stóp. Przeciwko temu słupowi występował on jakby przeciw prawdziwemu wrogowi, będąc wyposażonym we wspomniane wyżej uzbrojenie, niczym w normalną tarczę i miecz; czasem celował w „głowę", czy „twarz", czasami w boki, innymi razy starał się uderzać po „udach", czy „nogach". Uczono go, jakim sposobem nacierać i wycofywać się i, mówiąc krótko, jak wyzyskać każdą korzyść w starciu z przeciwnikiem; szczególnie bacznie zwracano uwagę na to, aby nie odkrywać się wobec przeciwnika w momencie zadawania mu ciosu.

O TYM, ŻE MIECZEM NALEŻY NIE CIĄĆ, ALE DŹGAĆ

Byli oni także wyuczeni [starożytni żołnierze], nie ciąć, ale dźgać mieczami, ponieważ Rzymianie nie tylko, że lekceważyli tych, którzy walczyli ostrzami tej broni, ale zawsze również uważali ich za łatwy łup. Uderzenie ostrzem, nawet zadane z dużą mocą, rzadko zabija, jako że witalne części ciała chronione są zarówno przez zbroję, jak i kości. W przeciwieństwie do tego, pchnięcie sztychem, choćby przebiło ciało jedynie na dwa cale, zazwyczaj jest śmiertelne. Poza tym w postawie charakterystycznej dla uderzania mieczem, niemożliwością jest uniknąć odsłonięcia prawego ramienia i całej prawej strony, zaś przy pchnięciu przeciwnie - ciało jest zasłonięte podczas wykonywania pchnięcia, zaś przeciwnik otrzymuje cios, nim w ogóle zdąży ujrzeć miecz. To była metoda walki głównie używana przez Rzymian, zaś powodem, dla którego trening rekrutów odbywał się przy użyciu broni tak ciężkiej, było to, że kiedy już przyszło do noszenia zwykłych mieczy, dużo lżejszych, wielka różnica, którą odczuwano, pozwalała im walczyć z większym bezpieczeństwem i ochotą podczas boju.

UŻYWANIE BRONI MIOTANEJ

Oprócz wspomnianego wyżej ćwiczenia nowych rekrutów na słupie, zaopatrzono ich również w oszczepy znacznie cięższe niż zwykłe, którymi musieli rzucać w ten sam słup, zaś instruktor walki bardzo dokładnie instruował ich jak rzucać z odpowiednią siłą i celnie. Ten trening wzmacniał ramiona i czynił z żołnierzy znakomitych rzucających.

UŻYCIE ŁUKU

Co trzeci, lub co czwarty z najmłodszych i najodpowiedniejszych żołnierzy powinien także ćwiczyć ze słupem przy użyciu łuku i strzał zrobionych specjalnie na to ćwiczenie. Instruktorzy do tego zadania muszą być wybrani bardzo starannie i muszą pilnie baczyć, aby nauczyć rekrutów trzymania łuku we właściwej pozycji, zginania go z siłą, trzymania lewej ręki mocno, zaś prawej umiejętnego naciągania cięciwy, skierowywania zarówno uwagi, jak i wzroku na obiekt i pewnego brania go na cel zarówno konno, jak i pieszo. Ale tego nie osiągnie się bez wielkiego zaangażowania, ani też nie utrwali bez codziennej praktyki i ćwiczeń.
Użyteczność dobrych łuczników podczas akcji zbrojnej jest doskonale ukazana przez Katona w jego traktacie o dyscyplinie wojskowej. Wprowadzeniu oddziałów tego typu zawdzięczał Klaudiusz swe zwycięstwo nad wrogiem, który aż do tego czasu, stale był odeń lepszy. Scypion Afrykański , przed swą bitwą z Naumantyjczykami, którzy zmusili wcześniej armię Rzymu do haniebnego przejścia pod jarzmem uważał, że największe prawdopodobieństwo sukcesu da mu dołączenie pewnej liczby łuczników wybranych z każdej centurii.

PROCA

Rekruci muszą być nauczeni rzucania kamieniami zarówno z ręki, jak i przy pomocy procy. Mieszkańcy Wysp Balearskich mówią, że to oni są wynalazcami procy i używają jej z zadziwiającą skutecznością, co zawdzięczają swemu sposobowi obchodzenia się z dziećmi. Dzieciom nie pozwala się tam brać posiłku od matek, dopóki nie trafią w niego z procy. Żołnierze, pomimo chroniącej ich zbroi często są bardziej drażnieni przez okrągłe kamienie wyrzucane z procy, niż przez strzały wroga. Kamienie zabijają bez uszkodzenia ciała, zaś stłuczenie bywa śmiertelne bez utraty krwi. Jest powszechnie wiadome, że starożytni używali procarzy we wszelkich swych walkach. Jest jeszcze i inny, ważniejszy powód, dla którego wszystkie oddziały, bez wyjątku, powinny być w tym ćwiczone; proca nie zajmuje bowiem w ogóle miejsca i często oddać może największe usługi, zwłaszcza, gdy [żołnierze] mają zająć kamieniste miejsca, jak górę czy wzniesienie, lub odrzucić wroga atakującego twierdzę, bądź miasto.

OBCIĄŻONY OSZCZEP

Nie wolno pomijać także i ćwiczenia z obciążonym oszczepem zwanym martiobarbuli. Mieliśmy dawniej dwa legiony w Illyricum, każdy liczący sześć tysięcy ludzi, które ze względu na swe niezwyczajne umiejętności i biegłość w użyciu tej broni zostały wyróżnione przez samą swą nazwę. Dzierżyły one na swych barkach przez długi czas cały ciężar wszystkich wojen i tak znacząco się wyróżniły, że imperator Dioklecjan i Maksymin po swym dojściu do władzy zaszczycili je nazwami Jowiszowego i Herkulesowego i wyróżniali je przed wszystkimi innymi legionami. Każdy żołnierz nosi po pięć takich oszczepów w wydrążeniach swej tarczy. I dlatego żołnierze legionowi mogą uzupełniać łuczników, jako, że zadają rany zarówno koniom, jak i ludziom wroga, zanim znajdą się w zasięgu zwykłych broni, które służą jako broń przeznaczona do rzucania.

ABY WYUCZYĆ SKAKANIA...

Starożytni bardzo dobitnie nakazywali, zarówno wobec weteranów, jak i rekrutów, stałe treningi skoków. Zwyczaj ten sięgnął zaprawdę niemal naszych czasów, aczkolwiek dzisiaj nie szanuje się już tego rodzaju ćwiczeń. Do tego celu mieli oni [żołnierze] drewniane wierzchowce stojące zimą pod dachem, zaś w lecie na otwartym polu. Młodzi żołnierze uczeni byli wskakiwania na nie początkowo bez broni, zaś następnie w pełnym rynsztunku. Taką uwagę przykładali do tego ćwiczenia, że byli w stanie wskoczyć i zeskoczyć z konia obojętnie z której strony, z wyciągniętymi mieczami, lub włóczniami w dłoniach. Przez wytrwałą praktykę w czasie pokoju, jazda doszła do takiej perfekcji w karności, że wskakiwali na konie nawet podczas chaosu wywołanego nagłymi i nieoczekiwanymi alarmami.

...I NOSZENIA CIĘŻARÓW

Przyzwyczajanie żołnierzy do noszenia ciężarów także jest jednym z podstawowych elementów dyscypliny. Rekrutom należy nakazać, i przestrzegać tego dokładnie, aby dźwigali ciężary nie mniejsze, niż te o wadze 60 funtów (wyłącznie na swych ramionach) i aby maszerowali z nimi w szeregu. Jest to spowodowane ewentualnością trudnych wypraw, podczas których może zajść konieczność, że wojsko będzie niosło zaopatrzenie na swych własnych barkach. A dzięki temu ćwiczeniu żołnierze nie uznają za kłopotliwe tego, do czego przywykli przez zwyczaj, który czyni wszystko nader łatwym. Oddziały nasze w starożytności były tego wyraźnym dowodem, co potwierdza Wergiliusz w następujących strofach:
Rzymscy żołnierze, w czas wojny alarmów zrodzeni,
Zbroją ciężką i ciężarem niewdzięcznym przygięci,
Radośni wszak, choć żmudnym marszom poddani,
Znagła obóz swój przed wrogiem stawiają .


(...)

Poprzez ten metodyczny postęp, kolejne wskazania dotyczące podstawowych [zasad] boju i środków prowadzących do zwycięstwa będą lepiej zrozumiane i użyteczniejsze. Przez armię rozumie się pewną liczbę oddziałów, legionów i jednostek pomocniczych, jazdy i piechoty, zgromadzonej by wojować. Ich liczba
ograniczona jest przez znawców tej materii. Klęski Kserksesa , Dariusza , Mitrydatesa i innych monarchów, którzy przywiedli do boju niezliczone ilości wojska, wyraźnie wskazują, że zniszczenie tak olbrzymich armii wynika raczej z ich własnej liczebności niżeli z dzielności ich przeciwników. Armia zbyt liczna jest narażona na wiele niebezpieczeństw i przysparza wielu kłopotów. Wielka liczba żołnierzy sprawia, że armia jest powolna i niezgrabna w manewrowaniu; ponadto, jako, że zmuszona jest do maszerowania w długich kolumnach, nieustannie narażona jest na ryzyko ciągłego nękania i gnębienia przez nieznaczne siły wroga. Obciążenie bagażem jest często przyczyną zaskakiwania armii podczas przechodzenia przez trudne tereny, czy podczas przeprawy przez rzeki. Trudność dostarczania furażu dla takiej liczby koni i innej zwierzyny jest wielkim obciążeniem. Ponadto niedobór w zaopatrzeniu, czego trzeba z całą uwagą unikać we wszelkich wyprawach, szybko zniszczy tak wielką armię, w której jest tak wielkie zapotrzebowanie na pokarm, że pomimo największej dbałości o zaopatrywanie magazynów, musi ona ulec w krótkim czasie. Czasem będą też niechybnie dręczeni pragnieniem. Oprócz tego, jeśli ta ogromna armia zostanie pokonana, liczba zabitych z pewnością będzie ogromna, zaś ci, którzy uszli cało ratując się ucieczką, przypominając sobie to, niechętnie powrócą ponownie do boju.
Starożytni, nauczeni zatem doświadczeniem, przedkładali dyscyplinę nad liczbę wojska. W wojnach mniej ważnych uważali za wystarczający jeden legion z jednostkami pomocniczymi, który stanowi dziesięć tysięcy pieszych i dwa tysiące jazdy. Często dawali wówczas naczelne dowództwo pretorowi, dowódcy drugiej rangi. Kiedy zaś przygotowania wroga budziły grozę wysyłali [do boju] dowódcę z władzą konsularną, z dwudziestoma tysiącami pieszych i czterema tysiącami konnych [żołnierzy]. W naszych czasach dowództwo to daje się komesowi pierwszej rangi. Wszak jeśli zdarzyło się jakieś niebezpieczne powstanie, wspierane przez wielką liczbę dzikich i barbarzyńskich nacji, wówczas w takich niebezpieczeństwach w pole wychodziły pod dwoma konsulami dwie armie, na których spoczywał ciężar, zarówno razem, jak i osobno, czynienia wszelkich starań, aby uchronić Republikę od niebezpieczeństwa. Mówiąc pokrótce, poprzez takie zarządzanie Rzymianie, niemal ciągle uwikłani w wojny z różnymi narodami w różnych częściach świata, byli w stanie sprostać im w każdej jego [świata] stronie. Doskonałość ich dyscypliny uczyniła ich niewielkie armie dostatecznie przygotowane, aby sprostać z sukcesem wszelkim swym wrogom . Poza tym było stałą regułą, że armie sojuszników i oddziałów pomocniczych nigdy nie powinny przewyższać w liczebności tę złożoną z obywateli rzymskich.

SPOSOBY ZAPOBIEGANIA BUNTOM W ARMII

Armia uformowana razem z różnych części czasem ma skłonność do buntu. I oddziały, chociaż nieskore do bitwy, udają gniew niby to nie prowadzone na wroga. Takie buntownicze usposobienie wykazują głównie ci, którzy w swych stronach żyli w bezczynności i zniewieściałości. Ludzie ci, nienawykli do koniecznego trudu w polu, brzydzą się jego prostotą. Ich nieznajomość dyscypliny sprawia, że boją się bitwy i napełnia ich butą.
Kilka jest środków zapobiegających temu złu. Kiedy oddziały pozostają jeszcze od siebie odseparowane i korpusy pozostają każdy w swej poszczególnej ćwiartce [obozu], niechaj trybunowie, ich zastępcy i oficerowie uczynią to swym priorytetem, ażeby utrzymać tak ścisłą dyscyplinę, iżby nie pozostawić im w ogóle czasu na jakiekolwiek inne myśli, niż te odnoszące się do uległości i posłuszeństwa. Niechaj będą stale zatrudnieni albo przy inspekcjach, albo przy przeglądzie broni. Nie można pozwalać im na nieobecność, ani na pozostawanie na przepustkach. Należy często wzywać ich według list i szkolić w dokładnym przestrzeganiu wszelkich sygnałów. Niech będą ćwiczeni w użyciu łuku, w rzucaniu oszczepami lub kamieniami, zarówno z ręki, jak i z procy, oraz niech ćwiczą mieczem na drewnianych słupach. To wszystko należy regularnie powtarzać i często trzymać ich pod bronią, dopóki nie będą całkiem zmęczeni. Ćwiczyć ich należy w bieganiu i skakaniu, aby łatwiej było im przekraczać rowy. A jeśli ich rodzinne strony leżą w pobliżu rzeki czy morza należy wszystkim, bez wyjątku, nakazać latem częstą praktykę w pływaniu. Należy przyzwyczajać ich do marszów przez chaszcze, ogrodzenia, nierówny teren, kazać ścinać drzewa i ciąć je na deski, zająć teren i bronić drewnianego słupa przeciw swym towarzyszom, którzy z kolei mają za zadanie zawładnąć nim; w starciu każda drużyna niechaj używa tarcz, aby usunąć i zepchnąć swych przeciwników. Wszelkie różne rodzaje formacji wojskowych, trenowane i ćwiczone w ten sposób w obrębie swych kwater, będą niechybnie napełnione współzawodnictwem do chwały i zapałem do boju, kiedy znajdą się w polu. Mówiąc pokrótce żołnierz, który ma właściwe zaufanie do swej własnej siły i umiejętności, nie będzie podejmował żadnych myśli o buncie.
Głównodowodzący musi być uważny, aby wyłapywać niespokojnych i buntowniczo nastawionych żołnierzy w armii, w legionach, czy wojskach pomocniczych, jeździe czy piechocie. Powinien starać się uzyskać informacje nie od donosicieli, ale od trybunów, ich zastępców i innych oficerów o niewątpliwej prawdomówności. Następnie, będąc rozważnym, powinien odseparować ich od reszty pod jakimś miłym dla nich pretekstem lub izolować ich w garnizonach miejskich lub twierdzach, jednak tak zręcznie, że chociaż chce się ich w rzeczywistości pozbyć, powinni oni myśleć, że stało się tak dzięki wyróżnieniu i względom. Tłum nigdy nie zdobył się jednomyślnie i natychmiast na akcję wywrotową. Jest on przygotowywany i podniecany przez kilku buntowników, którzy mają nadzieję na bezkarność za swe zbrodnie dzięki licznym kompanom. Wszakże jeśli wielkość buntu wymaga gwałtownych środków, wskazane jest, aby, zgodnie ze sposobem starożytnych, ukarać prowodyrów tak, że chociaż niewielu ucierpi, wszyscy będą zastraszeni przykładem. Lecz jest dużo bardziej kwestią honoru dla dowódcy ukształtować swe oddziały w posłuszeństwie i uległości poprzez przyzwyczajenie i dyscyplinę, niż być zmuszonym czynić to samo przez groźbę kary.

POWODY PLANOWANIA OPERACJI WOJSKOWYCH

Czytelnicy tego skrótu wiadomości wojskowych z pewnością niecierpliwią się w oczekiwaniu na rady odnoszące się bezpośrednio do walki. Powinni wszak wziąć pod rozwagę fakt, że bitwa zwykle rozstrzyga się w przeciągu dwóch, trzech godzin, po których nie ma już dalszej nadziei dla pokonanej armii. Każdy plan zatem musi być rozważony, każdy sposób wypróbowany i każda metoda zastosowana, zanim przyjdzie do tej ostateczności. Dobrzy oficerowie unikają walnej rozprawy, kiedy niebezpieczeństwo nie jest ostateczne i preferuj ą raczej strategię podstępów i przebiegłości, aby zniszczyć wroga tak długo, jak długo możliwe jest zastraszenie nieprzyjaciela bez narażenia własnych sił zbrojnych.
Powinienem umieścić teraz pewne konieczne porady w tym temacie zebrane od starożytnych. Jest obowiązkiem i korzyścią dla wodza częste zbieranie najrozważniejszych i najbardziej doświadczonych oficerów z różnych oddziałów armii i dyskutowanie z nimi nad stanem sił zarówno swoich, jak i nieprzyjaciela. Wszelka zbytnia pewność siebie jako najszkodliwsza w swych konsekwencjach musi być odsunięta podczas obrad. On [wódz] musi zbadać kto ma przewagę w liczbie wojsk, czy jego, czy też wroga jednostki są lepiej uzbrojone, które są w lepszym stanie, lepiej zdyscyplinowane i bardziej śmiałe w sytuacjach kryzysowych. Należy również dowiedzieć się o stanie jazdy w obu armiach, lecz głównie o stanie piechoty, jako że główna siła armii leży właśnie w niej. Z całym szacunkiem dla jazdy, wódz musi także usiłować wywiedzieć się po czyjej stronie jest większa liczba łuczników i oddziałów zbrojnych we włócznie, która armia ma więcej ciężkiej jazdy i która lepsze wierzchowce. Na koniec musi on rozważyć sprawę pola bitwy i osądzić w którym miejscu teren jest dlań korzystniejszy, a w którym dla wroga. Jeśli [jest on] silniejszy jazdą wówczas wybiera tereny płaskie i otwarte, jeśli piechotą, powinien wybrać miejsce pełne przeszkód, rowów, bagien, lasów a czasem gór. Obfitość lub niedostatek [żywności] w jednej i drugiej armii również nie są sprawami, nad którymi dyskusja ma niewielkie znaczenie, jako że głód, nawiązując do powszechnego przysłowia, jest wewnętrznym wrogiem czyniącym więcej spustoszenia niżeli miecz. Najważniejszym wszak przedmiotem [dyskusji] jest określenie kiedy jest korzystnie grać na zwłokę, kiedy zaś sprawy powierzyć szybkim decyzjom poprzez bitwę. Wróg czasami oczekuje, że wyprawa wkrótce się zakończy i jeśli następuje jakieś jej przedłużenie jego wojska albo niszczeją od niedostatku, pobudzane chęcią powrotu do domu przez pragnienie ujrzenia swych rodzin, albo, bez dokonania żadnych znacznych czynów w bitwie, rozpraszaj ą się przez stracenie nadziei na powodzenie. W ten sposób liczni, zmęczeni wyczerpaniem i rozgoryczeni służbą dezerterują, inni zdradzają, a wielu poddaje się. Wierność jest rzadką cechą u oddziałów zniechęconych niepowodzeniami. I w takich okolicznościach armia, która była liczna zajmując pole, niepostrzeżenie obraca się w niwecz.
Niezbędne jest poznanie charakteru wroga i jego głównych oficerów - czy są popędliwi czy przezorni, śmiali czy bojaźliwi, czy walczą stosując prawidła sztuki wojskowej, czy też liczą na łut szczęścia i czy narody przez nich zwerbowane uchodzą za waleczne, czy tchórzliwe.
Musimy wiedzieć, jak dalece możemy ufać wierności i sile wojsk pomocniczych, jak oddziały wroga i nasze własne są usposobione i kto jest bardziej pewien zwycięstwa, są to sprawy wielkiego znaczenia w podnoszeniu lub obniżaniu odwagi w armii. Przemowa głównego wodza, zwłaszcza gdy nie ma w nim żadnej obawy, może podnieść na duchu żołnierzy, jeśli wcześniej podupadli. Duch wojska wydatnie podnosi się, jeśli tylko jakaś znacząca przewaga wojenna zostanie osiągnięta, czy to podstępem, czy też inaczej, jeśli szczęście wroga zaczyna się odwracać lub jeśli możesz pokonać jakieś jego słabe czy kiepsko uzbrojone oddziały. Lecz w żadnym razie nie wolno ci poprowadzić armii niezdecydowanej czy nie ufającej swej własnej sile do decydującego starcia. Wielka różnica zachodzi, kiedy prowadzi się do boju oddziały wytrawne lub weteranów, czy zaprawionych do boju stałą służbą, aniżeli wojsko całe lata nieprzywykłe do boju. Żołnierzy przez dłuższy czas odwykłych od boju trzeba traktować tak samo, jak i rekrutów. Jak tylko legiony, oddziały posiłkowe i jazda zostanie razem sformowana z żołnierzy z różnych stron świata, obowiązkiem dobrego wodza jest wyuczenie każdego korpusu osobno w każdej kwestii związanej z musztrą przez trybunów znanych ze zdolności, wybranych do tego zadania. On powinien następnie sformować ich na kształt jednego ciała i wyszkolić we wszelkich manewrach w linii bojowej tak jak do walnej bitwy. Musi on często musztrować ich osobiście ażeby wypróbować ich umiejętności i siłę i sprawdzić, czy wykonują oni swe manewry z właściwą regularnością i czy wystarczająco uważają na dźwięki trąbek, sygnały dawane przez poruszenie znaków bojowych, oraz na jego własne rozkazy i sygnały. Jeśli nie są dokładni w którejś z tych czynności, muszą być uczeni i trenowani aż do osiągnięcia perfekcji.
Ale chociaż [będą] dokładnie zdyscyplinowani i kompletnie wyuczeni w ćwiczeniach w polu, w używaniu łuku i oszczepów i w manewrach w szyku, nie jest wskazane posyłanie ich nierozważnie i natychmiast do bitwy. Należy wyczekiwać sprzyjającej okazji i przygotowywać ich przez częste potyczki i drobne utarczki. W ten sposób czujny i rozważny wódz rozważy na swej radzie [wojennej] stan swych własnych sił i sił wroga, tak jak urzędnik cywilny rozważa spór między dwoma spierającymi się stronami. Jeśli stwierdzi, że w wielu aspektach przewyższa przeciwnika, nie powinien dłużej zwlekać z decydującą bitwą. Jeśli wszak uzna, że wróg jest mocniejszy, musi unikać boju i szukać wiktorii przez zaskoczenie i podstęp. Te bowiem, kiedy umiejętnie stosowane przez dobrych wodzów niejednokrotnie dawały im zwycięstwo nad wrogiem przewyższającym ich zarówno siłą, jak i liczebnością żołnierzy.

JAK PORADZIĆ SOBIE Z ROZWYDRZONYMI I NIEZDYSCYPLINOWANYMI ODDZIAŁAMI

Wszelka sztuka, jak i rzemiosło, doprowadzona jest do perfekcji przez stałą praktykę. O ile więcej prawdziwość tej maksymy, sprawdzającej się nawet w rzeczach małej wagi, może być dostrzeżona w sprawach o najwyższej doniosłości! I jak bardzo sztuka wojny przewyższa wszystkie inne, jako że chroni naszą wolność, utrwala godność i sprawia, że istnieje zarówno całe Imperium, jak i poszczególne prowincje. Lacedemończycy, a po nich Rzymianie byli tak świadomi tej prawdy, że tej nauce poświęcili wszystko inne. I barbarzyńskie nacje, nawet dzisiaj, uważają, że tylko tej sztuce warto poświęcać swą uwagę wierząc, że zawiera ona lub obdarza wszystkim innym. W skrócie , jest to nieodzownie konieczne dla tych, którzy zajmuj ą się wojną nie tylko pouczyć ich jak zachować własne życie, ale też i jak odnieść zwycięstwo nad wrogiem.
Dlatego głównodowodzący, którego autorytet i godność są tak wielkie i któremu powierzone zostały majątki swych rodaków, obrona ich miast, życia żołnierzy i chwała państwa, powinien mieć na uwadze nie tylko dobro armii jako całości, ale rozciągać swą opiekę na każdego szeregowego żołnierza, jako że jeśli jakieś nieszczęście przytrafi się tym, którzy są pod jego rozkazami, traktowane jest to jak publiczna strata i całkowicie przypisana jego błędom w wydawanych decyzjach. Dlatego właśnie jeśli uważa on, że jego armia składa się ze słabych oddziałów, albo jeśli są one odzwyczajone od walki, powinien uważnie badać siłę, ducha, postawę każdego legionu osobno i każdego oddziału pomocniczego, jazdy i piechoty. Musi on wiedzieć, o ile to możliwe, jakie jest imię i zdolności każdego legata, trybuna, młodszego oficera i żołnierza. Musi on przyoblec się w najwyższą powagę i utrzymać ją przez surowość. Musi karać wszystkie przestępstwa wojenne najwyższymi przewidzianymi przez prawo karami. Musi on mieć charakter nieubłagany w stosunku do winnych przewinień i dawać publiczne dowody tego w różnych miejscach i przy różnych okazjach. Ustanowiwszy raz takie dowodzenie, wódz musi szukać okazji gdy wróg, rozproszony w poszukiwaniu grabieży, ma poczucie bezpieczeństwa i wówczas zaatakować go oddziałami wypróbowanej jazdy i piechoty wymieszanej z młodymi żołnierzami lub takimi, którzy są w wieku poborowym. Weterani nabędą świeżej praktyki zaś inni napełnią się odwagą poprzez korzyść, jaką taka możliwość im daje. [Wódz] powinien szykować zasadzki w największej tajemnicy, aby zaskoczyć nieprzyjaciół podczas przekraczania rzek, w trudnych przejściach w górach, w leśnych wąwozach i kiedy znajdują się w trudnej sytuacji, w wyniku natrafienia na bagna, lub wyjątkowo trudne drogi. Powinien tak śledzić ich marsz, ażeby spaść na nich wówczas, kiedy będą się posilać, lub spać, lub w czasie, kiedy nie przeczuwając żadnego niebezpieczeństwa będą w rozproszeniu, nieuzbrojeni, a ich konie nieosiodłane. Powinien kontynuować tego rodzaju potyczki dopóty, dopóki jego żołnierze nie nabiorą do siebie odpowiedniego zaufania. Dla jednostek, które nigdy nie uczestniczyły jeszcze w boju, lub od pewnego czasu nie brały udziału w tego typu akcjach, jest wielkim szokiem widok rannych i umierających; piętno strachu, który się na nich wyciska usposabia ich raczej do ucieczki niźli do walki. Jeśli nieprzyjaciel czyni wycieczki, albo wyprawy, wódz powinien zaatakować, gdy jest on znużony długim marszem, spaść nań niespodzianie, lub nękać jego straż tylnią. Powinien wydzielić część swych oddziałów, aby czyniły starania mające na celu pokonanie przez zaskoczenie oddziałów stacjonujących w pewnej odległości od wrogiej armii dla dogodności w furażu i zaopatrzenia. Takie przedsięwzięcia powinny zostać podjęte w pierwszym rzędzie, jako, że nie przyniosą one żadnych złych skutków, jeśli się nie powiodą, ale mogą przynieść olbrzymie korzyści, jeśli zakończą się powodzeniem. Rozważny wódz spróbuje również posiać niezgodę pomiędzy swymi przeciwnikami, jako, że żadna nacja, nawet bardzo słaba, nie może zostać kompletnie zniszczona przez wroga, jeśli jej upadek nie zostanie wspomożony jej własnym szaleństwem. W cywilnych sporach ludzie są tak zdeterminowani chęcią zniszczenia swych prywatnych wrogów, że w ogóle nie dbają o publiczne bezpieczeństwo.
Jedna maksyma musi zostać zapamiętana poprzez niniejsze dzieło: nikt nie powinien rozpaczać nad tym, co już się dokonało. Zostało powiedziane, że nasze oddziały przez wiele przeszłych lat nie fortyfikowały nawet swych stałych obozów rowami, wałami, czy palisadą. Odpowiedź jest prosta. Jeśli te środki ostrożności byłyby podejmowane, nasze armie nigdy nie ucierpiałyby w wyniku zaskoczenia przez wroga zarówno we dnie, jak i w nocy. Persowie, idąc w ślad dawnych Rzymian, otaczają swe obozy rowami i, jako że ziemia jest u nich przeważnie piaszczysta, zawsze noszą ze sobą puste worki w celu wypełnienia ich piaskiem wydobytym z rowów i budują wał łącząc je ze sobą. Wszystkie barbarzyńskie nacje ustawiają swe wozy dookoła siebie w okrąg, która to metoda nosi zapewne jakieś podobieństwo do ufortyfikowanego obozu. W ten oto sposób spędzają noce nie lękając się zaskoczenia.
Czyż obawiamy się, że nie będziemy w stanie nauczyć się od innych tego, czego wcześniej oni nauczyli się od nas samych? Dzisiaj to wszystko odnaleźć możemy jedynie na kartach ksiąg, aczkolwiek dawniej było stale praktykowane.
Nie bada się już dzisiaj zwyczajów zaniedbanych przez tak długi czas, gdyż w czasach pokoju wojna postrzegana jest jako coś zbyt odległego, aby warte było uwagi. Ale dawne przykłady przekonają nas, że przywrócenie starożytnej dyscypliny nie jest wszak niemożliwe, chociaż dzisiaj jest ona niemal zupełnie zapomniana.
W dawnych wiekach sztuka wojny, wielokrotnie zapominana i zaniedbywana, często była na nowo odzyskiwana właśnie z ksiąg i przywracana dzięki autorytetowi i trosce naszych wodzów. Nasze armie w Hiszpanii, kiedy komendę nad nimi objął Scypion Afrykański były bardzo źle prowadzone i często ponosiły klęski pod niewłaściwymi wodzami. [Scypion] szybko dokonał ich reformy przez surową dyscyplinę i zmusił ich do poddania się największemu wysiłkowi w rozmaitych wojskowych czynnościach wymawiając im, że dopóki nie zbrukają swych rąk krwią wrogów będą je brudzić błotem z okopów. Mówiąc w skrócie: z tymi samymi to oddziałami następnie wziął Numancję i spalił ją do szczętu wraz z takim pogromem wśród jej mieszkańców, że nikt wówczas nie miał ujść z życiem. W Afryce armia, którą pod komendą Albinusa zmuszono do przejścia pod jarzmem , została przez Metellusa przywiedziona do takiego posłuszeństwa i dyscypliny przez przywrócenie starożytnego modelu służby [wojskowej], że potem te same oddziały pokonały tych samych wrogów, którzy wcześniej zmusili ich do tak hańbiącego czynu. Cymbrowie pokonali w Galii legiony Cepia, Maniliusza, i Sylanusa, lecz Mariusz zgromadził wokół siebie ocalałe resztki i narzucił im dyscyplinę tak skutecznie, że pokonał niezliczone ilości Cymbrów, Teutonów i Ambronów w jednej decydującej bitwie. Tym niemniej jednak daleko łatwiej jest uformować młodego żołnierza wpajając mu właściwe rozumienie honoru, niżeli przywracać do sprawności bojowej oddziały wcześniej zdemoralizowane.

MORALE ARMII POWINNO BYĆ PODNIESIONE PRZED BOJEM

Koniecznie należy poznać nastawienie żołnierzy w dniu bitwy. Ich pewność siebie lub obawa jest łatwo zauważalna przez ich postawę, słowa, czyny i ruchy. Nie można pokładać dużego zaufania w zapale do bitwy młodych żołnierzy, jako że walka ma w sobie coś pociągającego dla tych, którym jest ona obca. Z drugiej wszak strony źle by było ryzykować bitwę wówczas, gdy doświadczone oddziały okazują wyraźną do niej niechęć. Wódz wszakże może zachęcić i dodać odwagi swym oddziałom poprzez odpowiednie napomnienia i mowy, zwłaszcza takie, dzięki którym wpoi się w nich przekonanie, że nadchodząca bitwa będzie łatwym zwycięstwem. Z tym zamiarem wódz powinien uwidocznić w przemówieniach przed wojskiem tchórzostwo i brak umiejętności ich wrogów, oraz przypomnieć wszelkie dawne przewagi wojenne jakie odnieśli pod jego dowództwem. Powinien nie wahać się przed użyciem każdego argumentu zdolnego w umysłach jego wojska wywołać wściekłość, nienawiść i oburzenie przeciwko wrogom.
Jest rzeczą naturalną i powszechną, że żołnierzy dotyka pewne uczucie strachu na samym początku bitwy, są jednak i tacy o bardziej bojaźliwym usposobieniu, którzy wprowadzają nieporządek już na sam widok wroga. Aby zmniejszyć te obawy zanim przedsięweźmiesz bitwę, wystawiaj często swe wojska w porządku bitewnym, lecz w jakiejś bezpiecznej sytuacji, aby żołnierze przyzwyczaili się do widoku i pojawienia się wroga. Kiedy nadarzy się okazja powinno wysłać się ich wówczas, aby spadli na wroga i zmusili go do ucieczki albo nawet zabili jakichś żołnierzy przeciwnika. W ten sposób wojsko oswoi się z ich zwyczajami, rodzajem broni i końmi. Zaś rzeczy, z którymi jesteśmy już zżyci nie są w stanie dłużej napełniać nas przerażeniem.

NACZELNE ZASADY WOJENNE

Natura wojny jest taka, że co jest dobrem dla ciebie, szkodliwym jest dla wroga, co zaś służy jemu, zawsze szkodzi tobie. Maksyma ta uczy, że nigdy nie wolno uczynić czegoś, lub zaniechać uczynienia, czegokolwiek, co może być naśladowaniem wroga, lecz niezmiennie rozważać, co w działaniu jest dla ciebie korzystne. Odstąpisz zaś od tego, jeśli będziesz naśladowała takie sposoby, jakie wróg podjął dla swego własnego dobra. Z tego samego powodu byłoby dlań niewskazane naśladować kroki, które ty powziąłeś dla swej korzyści.
Im bardziej twe jednostki bojowe będą przyzwyczajone do obowiązków obozowych na przygranicznych placówkach i im bardziej i lepiej będą zdyscyplinowane, tym na mniejsze niebezpieczeństwo będą wystawione w polu.
Żołnierze muszą być wystarczająco wypróbowani, zanim legną naprzeciw wroga.
Daleko lepiej jest pokonać wroga głodem, zaskoczeniem, czy grozą, niż przez walną bitwę, jako że w tym ostatnim wypadku często fortuna ma większy swój udział, aniżeli męstwo. Te plany są najlepsze, albowiem wróg jest ich zwykle kompletnie nieświadom aż do chwili ich wykonania. Na okazji podczas wojny można często polegać bardziej, niżeli na odwadze.
Zdeprawowanie wrogich żołnierzy i ośmielenie ich, gdy szczerze chcą się poddać, jest szczególnie pomocne, jako że przeciwnik doznaje więcej szkód przez dezercję, niż przez rzeź [jego oddziałów].
Lepiej jest mieć część żołnierzy w odwodzie, niż za bardzo rozciągnąć linię frontu.
Niełatwo jest pokonać przeciwnika, który potrafi wydać prawdziwy osąd o stanie swych i wrogich wojsk.
Dzielność jest ważniejsza, aniżeli liczebność.
Charakter terenu, [na którym toczy się bitwa] często ma większe znaczenie, niźli odwaga.
Niewielu jest dzielnych z urodzenia, większość staje się takimi poprzez nadzór i zmuszanie do dyscypliny.
Armia wzmacnia się pracą, osłabia bezczynnością.
Nie należy prowadzić żołnierzy do boju, jeśli nie są oni pewni zwycięstwa.
Innowacje i zaskoczenie prowadzi zamieszanie wśród wojska wroga, zwykłe jednak wypadki nie przynoszą żadnego efektu.
Ten, który nierozważnie ściga uciekającego wroga mając wojsko w nieporządku zachowuje się, jakby chciał się zrzec tego zwycięstwa, które był osiągnął.
Armia nie wsparta zbożem i innymi niezbędnymi elementami aprowizacji zostanie pokonana bez jednego nawet ciosu.
Wódz, którego wojsko jest lepsze zarówno pod względem liczebności, jak i męstwa, powinien uformować swój szyk w formie czworobocznego prostokąta, który jest pierwszą formacją.
Ten, kto znajduje siebie słabszym od przeciwnika powinien rozwinąć swe prawe skrzydło ukośnie do lewego skrzydła wrogiej armii. Jest to druga formacja.
Jeśli twe lewe skrzydło jest silniejsze, powinieneś zaatakować prawe skrzydło wroga, zgodnie z trzecią formacją.
Wódz, który może polegać na dyscyplinie swych ludzi powinien rozpocząć bitwę atakiem oboma skrzydłami na raz, co jest czwartą formacją.
Wódz, który ma dobrą lekką piechotę powinien osłonić nią centrum swego szyku, ustawiaj ąc ją przed nim i zaatakować obydwa skrzydła wroga jednocześnie. Jest to piąta formacja.
Ten, który nie może polegać zarówno na liczebności, jak i na dzielności swych żołnierzy, jeśli zostanie zmuszony do bitwy, powinien rozpocząć ją swym prawym skrzydłem i usiłować w ten sposób przełamać szyki lewego skrzydła wroga, reszta jego armii winna wówczas pozostawać w sformowana w linię prostopadłą do frontu i rozciągniętą w kierunku tyłów na kształt oszczepu. Jest to szósta formacja.
Jeśli siły twe są niewielkie i słabe w porównaniu z wrogiem, musisz uczynić użytek z siódmej formacji i zakryć jedną ze swych flanek wzniesieniem, miastem, morzem, rzeką lub jakąś inną zasłoną tego typu.
Wódz, który pokłada ufność w swej konnicy powinien wybrać dla nich odpowiedni teren i użyć ich głównie w walnej bitwie.
Ten zaś, który polega na swej piechocie powinien wybrać sytuację dla niej najwłaściwszą i uczynić z nich odpowiedni i należyty użytek.
Kiedy w twym obozie czai się wrogi szpieg, wydaj rozkaz za dnia, aby wszyscy żołnierze pozostali w swych namiotach, a szpieg natychmiast zostanie zatrzymany.
Gdy odkryjesz, że wróg przejrzał twe zamiary musisz natychmiast zmienić plan operacji.
Z wieloma przeprowadzaj narady, co do powzięcia właściwych kroków, ale plan, jaki powziąłeś wyjawiaj nielicznym, a i to tylko tym o wypróbowanej wierności, [jeśli zaś takich brak] raczej nie ufaj nikomu, lecz tylko sobie samemu.
Kara i strach są konieczne, aby utrzymać żołnierzy w swych częściach [obozu], lecz w polu bardziej wpływa na nich nadzieja i nagrody.
Dobry wódz nigdy nie przystąpi do walnej bitwy, chyba że wywoła go do tego nadarzająca się okazja lub zmusi konieczność.
Znękać wroga bardziej głodem, niż mieczem - oto oznaka doskonałych umiejętności.
Wielu rad można by udzielić odnośnie konnicy. Ponieważ jednak ta gałąź wojskowości została doprowadzona do perfekcji odkąd żyli antyczni pisarze i poczyniono również znaczące postępy w ich musztrze, manewrach, uzbrojeniu i jakości w zajmowaniu się końmi, nic nie można przytoczyć tu z ich prac. Wystarczający jest tu nasz dzisiejszy sposób obchodzenia się z jazdą.
Rozkazy do działań muszą być starannie skrywane przed wrogiem, aby ten nie przeciwdziałał im niwecząc twe plany i podejmując odpowiednie do nich środki.
Ten wybór z dzieł najznakomitszych pisarzy zajmujących się wojskowością, o niezwyciężony Imperatorze, zawiera prawidła i nauki, które oni nam zostawili, aprobowane przez wiele stuleci i potwierdzone przez stałe doświadczenie. Persowie podziwiają twe umiejętności łucznicze, Hunowie i Alanowie usiłują na próżno naśladować twą sprawność jeździecką; Saraceni i Hindusi nie mogą równać się z tobą w zręczności, z jaką polujesz i nawet sami specjaliści wojskowi szczycą się znajomością i doskonałością tylko części tej wiedzy, której ty dajesz tak wiele przykładów w ich własnych dziedzinach. Jakże wspaniały jest zatem twój majestat z tymi wszystkimi uzdolnieniami pozwalającymi ci połączyć w jedno naukę wojenną i sztukę podboju i przekonać cały świat, że poprzez twoje przywództwo i odwagę jesteś jednakowo zdolny do wykonywania obowiązków zwykłego żołnierza, jak i naczelnego wodza!
« Last Edit: (Fri) 15.08.2014, 19:23:21 by BladyMamut »
“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje