Author Topic: Nie ma gospodarki bez polityki gospodarczej państwa  (Read 860 times)

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • WyBudzony
  • *
  • Posts: 2 554
  • Reputacja: +12/-0
Nie ma gospodarki bez polityki gospodarczej państwa
« on: (Sun) 06.04.2014, 22:21:49 »
Nie ma gospodarki bez polityki gospodarczej państwa (1)

Być albo nie być

Każde państwo o sprawnej i efektywnej ekonomii stosuje politykę gospodarczą. Robiło to dawniej i robi to dziś. Robi to dziś nie tylko Japonia, ale robią to również Stany Zjednoczone za parawanem haseł liberalnych.

Czasy kryzysów czy zmiany ustroju wymagają stosowania ekstremalnych form polityki gospodarczej państwa, co ilustruje działalność rządu zarówno w Stanach Zjednoczonych podczas Wielkiego Kryzysu jak też w Japonii podczas przechodzeniu z feudalizmu do kapitalizmu w czasie tzw. „rewolucji Meiji”.

Natomiast polska współczesna transformacja ustrojowa przebiega pod hasłem sformułowanym przez Tadeusza Syryjczyka, że „najlepszą polityką gospodarczą jest jej brak”. Efektem takiego podejścia jest ogólny demontaż polskiej gospodarki ze wszystkimi jego ujemnymi konsekwencjami.

Uruchomienie sprawnej polityki gospodarczej jest problemem „być albo nie być” nie tylko polskiej gospodarki, ale również polskiej demokracji, oświaty, nauki i polskiej kultury.

W celu przybliżenia znaczenia polityki gospodarczej w nawiązaniu do naszej historii, przekazywałem do redakcji „Naszego Dziennika” w okresie styczeń – kwiecień 2001 r. szereg wybranych fragmentów mało znanego dzieła Melchiora Wańkowicza, „Sztafeta – książka o polskim pochodzie gospodarczym” [sup:hmzbugc5][1][/sup:hmzbugc5]które to fragmenty były sukcesywnie przedrukowywane.

Dla rozprawienia się jednak z zafałszowanym przez liberałów obrazem ekonomii wykluczającym taką politykę, trzeba naświetlić szerszy kontekst historyczny i współczesny problemu, co postaram się w dalszej kolejności uczynić.

Powróćmy jednak do „Sztafety”.

Zaczęło się od reportaży z budowy „COPu”

W 1936 roku pod kierunkiem wicepremiera i ministra przemysłu w jednej osobie, Eugeniusza Kwiatkowskiego, opracowano czteroletni program inwestycyjny. Program ten obejmował plan budowy COPu (Centralnego Okręgu Przemysłowego). Punkt centralny obszaru objętego planem, leżał  u zbiegu Sanu i Wisły tworząc z Sandonmierza jego stolicę. Promień obszaru - okręgu wynosił około 100 km. W następnym roku budowa COPu ruszyła pełną parą.

Sprawy gospodarcze nigdy nie były ulubionym tematem polskich ludzi pióra. Tym razem jednak do akcji ruszył Melchior Wańkowicz, publikując w prasie szereg reportaży z realizacji nowych polskich inwestycji. Były to pierwsze w historii Polski reportaże przemysłowe i zyskały one szeroki oddźwięk wśród czytelników. „Rasa pisarza, jego temperament, duma narodowa, optymizm – szczerością tchnący – stworzył nowy polski typ reportażu przemysłowego” – pisał komentator z „Kuriera Warszawskiego” (19. I. 1938).

Popularność reportaży skłoniła autora do wydania ich łącznie w formie broszury zatytułowanej „COP”. Błyskawiczne rozejście się jej trzech wydań i propozycja publikowania wydania czwartego, skłoniły Wańkowicza do szerszego potraktowania tematu.  Tak zrodziła się licząca 520 stron: „Sztafeta – książka o polskim pochodzie gospodarczym”, wydana w 1939 roku.

Sukces broszury wskazywał jak spragniony był czytelnik wiadomości o polskiej planowej pracy – pisze autor we wstępie do „Sztafety”.

Nowa książka to już nie tylko zbiór reportaży z budowy COPu. Opisane są też w niej inne osiągnięcia ekonomiczne II Rzeczpospolitej – np. sprawne uruchomienie przejętych od Niemców chorzowskich „Azotów”, budowa Gdyni, utworzenie polskiej floty. Autor nawiązuje do planowej budowy polskiego przemysłu w czasach stanisławowskich i porozbiorowych. W książce pojawiają się ważkie treści socjologiczne i filozoficzne.

Melchior Wańkowicz komentuje w „Sztafecie” gospodarczy rozwój Polski w wymiarze historycznym, patrząc jednocześnie w przyszłość – stąd właśnie „sztafeta”. Autor wyróżnia jednak w historii Polski dwie sztafety „prąd malejący – utracjuszostwa, i narastający – skrzętnej pracy”. Symbolem pierwszej jest Ossoliński gubiący w Rzymie złote podkowy (i w ogóle cała siedemnastowieczna Polska, łącznie z epoką saską), symbolem drugiej sztafety są Staszic i Drucki – Lubecki z czasów Królestwa Polskiego.

Zwrot w kierunku gospodarczego dźwignięcia Polski dokonał się jednak wcześniej, w czasach Stanisława Augusta a jego najbardziej spektakularnym przejawem były manufaktury budowane przez podskarbiego litewskiego Tyzenhausa.

To, który kierunek przeważa jest kwestią kultury umysłowej, która warunkuje procesy ekonomiczne (i nie tylko te procesy) a nie odwrotnie, jak utrzymuje marksizm i ekonomiczny liberalizm.

Jest to zgodne z odróżnianiem przez znanego socjologa Maxa Webera kapitalizmu racjonalnego, opartego na odpowiedniej gospodarczej kulturze umysłowej (psychice gospodarczej narodu – używając słów Wańkowicza) od opartego głównie na żądzy zysku, samoniszczącego się kapitalizmu irracjonalnego. Ten drugi typ kapitalizmu liberałowie propagują jako wersję jedynie słuszną.

Wańkowicz podaje kapitalną ilustrację obu typów kapitalizmu na przykładzie Holandii i (niestety) dawnej Polski[2]:

Kiedy zaistniała pierwsza wielka koniunktura gospodarcza, po odkryciu Ameryki, kiedy ceny ziemiopłodów poszły wielkimi skokami w górę — zobaczmy, jak tę koniunkturę wykorzystano na świecie i jak u nas.

W Holandii powstały potężne zakłady, przerabiające produkty zamorskie — cukrownie, drogerie, gorzelnie, fabryki tytoniu, szlifiernie drogich kamieni. Fabryki sukna w Lejdzie, płótna w Haarlemie, ceramiki w Delft produkują na cały świat. Powstają wielkie sieci kanałów, którymi krążą barki ciągnięte przez konie. Bank Amsterdamski reguluje kurs weksli po całym świecie (...)

W tej samej epoce rozkrzewia się w Polsce niepomierny zbytek. „Guzy, łańcuchy, manele, guziki srebrne, złote i drogimi kamieniami wysadzane. Dygnitarz nosił na sobie nieraz całe wsi” — pisze Aleksander Brückner. Nie było dla szlachty dosyć drogich zamorskich korzeni, dosyć wykwintnych małmazyj, dosyć najstarszych węgrzynów, najwspanialszych kobierców, najcudaczniejszych na wagę złota driakwi, najsuciej ornamentowanej broni, najcenniejszych kryształów tłuczonych o lekkomyślne łby.

Zwraca też uwagę Wańkowicz na alarmujące przeżytki dawnego utracjuszowstwa w Polsce międzywojennej i martwi się, by nowym kapitalistom nie zachciało się Riviery.

Z historycznych wycieczek czynionych przez autora widać jasno, że u podstaw polskich sukcesów ekonomicznych nie tkwiła bezładna krzątanina pojedynczych osób, czy nawet grup, skoncentrowanych wyłącznie na własnym zysku. Odwrotnie, taki mechanizm zgubił swego czasu Polskę. Natomiast sukcesy wynikały z dalekosiężnych, planowych działań elit opartych na głębszej motywacji. Dopiero w ramach wykreowanego przez nie systemu, szary człowiek może krzątać się skutecznie, przy czym jego kultura umysłowa też nie pozostaje bez znaczenia

Głębszą motywacją naszych elit (jak w wielu innych krajach) był po prostu patriotyzm. Jednakże w XIX wieku dopracowaliśmy się własnej intelektualnej bazy skutecznego działania w postaci polskiej filozofii czynu, łączącej romantyczną motywację z praktycznym, konsekwentnym działaniem. Kierowało się nią wielu polskich wybitnych działaczy gospodarczych i przemysłowców, wśród nich Hipolit Cegielski i Stanisław Szczepanowski. Ten ostatni do rozwoju naszej filozofii czynu znacznie się przyczynił i jeszcze przed Weberem zakwestionował liberalno - marksistowskie rozumienie kapitalizmu pisząc:[3]

Nie ma pospolitszej i grubszej myłki jak ta, która przypuszcza, że rozwój sił ekonomicznych jest wyłącznie wpływem egoizmu, łakomstwa i chciwości. (...) Chciwość i łakomstwo mogą prowadzić do lichwy, do gry giełdowej, do stolika z kartami, do polowania za posagami, za synekurami, do sprzedawania nazwiska na parawan brudnych interesów, ale przenigdy do rozwoju ekonomicznego (...) Rozwój ekonomiczny nigdzie na świecie jeszcze się nie pojawił bez współudziału przynajmniej rzetelności, uczciwości, pracowitości i umiejętności (...)

Działalność pisarska Szczepanowskiego przyczyniła się do wychowania nowych elit i to tych, które budowały już II Rzeczpospolitą. Wańkowicz wspomina, że na kółkach samokształceniowych, w których sam uczestniczył, autor ten był na głos czytany. Cytat z dzieł Szczepanowskiego stał się też mottem „Sztafety”:

Gleba, która raz już wydała owoc pewnego gatunku, na nowo odzyskuje swą urodzajność i ponownie wydaje plon podobny.

Wspomnieliśmy już, że głęboka motywacja elit musi iść w parze z dalekosiężnym planowaniem i oczywiście z jego realizacją. W odniesieniu do gospodarki i w warunkach posiadania własnej państwowości oznacza to politykę gospodarczą państwa. Wańkowicz pisze, że sprawy „które już Ludwik XIV nazwał pracą kierowaną (...) w naszych czasach muszą być kierowane stokroć bardziej.

Patrząc w przyszłość autor pisze we wstępie: Jutro już ta sztafeta będzie dalej niż książka, pojutrze jeszcze dalej. Przecież w świadomości naszej musi się żłobić szlak pędu, jego linia. Byśmy wiedzieli, że nie na nas się poczyna i nie na nas się kończy. Byśmy czerpali stąd pokorę. I siłę ...

Niestety, niedługo po ukazaniu się jego książki przyszła wojna a po niej prawie pół wieku komunizmu, gdzie w ramach komunistycznej polityki gospodarczej, polski świat przemysłu starał się kontynuować polską sztafetę gospodarczą.

W początkowym okresie PRLu robili to siłą rzeczy fachowcy przedwojenni, których w żaden sposób z komunizmem utożsamiać nie można. Odnosi się to również do większości fachowców późniejszych. Mimo przeszkód ustrojowych udało się zbudować sporo. Niestety stosowanie przez komunistów patologicznej wersji planowania doprowadziło do bezmyślnego utożsamiania samej zasady planowania gospodarczego z komunizmem. Utożsamiono z nim również budowany w okresie powojennym przemysł.

Ta wybitnie szkodliwa, bezmyślna zbitka pojęciowa wzmocniona neoliberalną propagandą, za którą stoją niepolskie interesy, w sposób decydujący wpłynęła na zniszczenie polskiej gospodarki w dekadzie transformacji ustrojowej.

Lekcja na dziś

W tej sytuacji „Sztafeta” Wańkowicza staje się niezwykle ważną lekcją na dziś.

Już o broszurze „COP” pisano w polskiej przedwojennej prasie: „Dobre i pożyteczne dzieło dał kulturze polskiej Melchior Wańkowicz”.[4] Tym bardziej odnosi się to do lepiej i szerzej opracowanej „Sztafety”. Niestety, przyswojeniu przez kulturę polską tej książki, wydanej wiosną 1939 roku, przeszkodził wybuch Drugiej Wojny Światowej. Z kolei w okresie komunizmu nie tylko nie wznawiano książki Wańkowicza, ale na jej temat panowała grobowa cisza. Nie lepiej było w ciągu ostatniej dekady neoliberalizmu.

„Sztafeta” przechowała się w postaci niewielkiej ilości białych kruków. Od niedawna jest już jednak dostępna we fragmentach, jako że (jak już wspomniałem) przy współpracy redakcji „Naszego Dziennika” udało mi się przedrukować w nim w okresie od stycznia do kwietnia 2001 (pod tytułami redakcyjnymi) szereg odcinków. Są to:
*Polski Dawid i angielski Goliat - czyli jak przedwojenna Polska radziła sobie z nadprodukcją węgla (19. I)
*Przejęcie chorzowskich „Azotów” (26. I)
*Budowa Mościc (2. II)
*Budowa fabryki celulozy w Niedomicach (9. II)
*Początki „Stomilu” (16. I)
*Budowa Stalowej Woli (23. II i 2. III.)
*Polskie inwestycje w Rzeszowie (9 i 23. III.)
*Polskie koleje – od zniszczeń wojennych do sukcesu (30. III)
*Powrót Polski nad morze (6. IV.)

Z inicjatywy prof. Włodzimierza Bojarskiego dokonano też reprintu oryginału w niedużym nakładzie.[sup:hmzbugc5][5][/sup:hmzbugc5] „Sztafetę” trzeba jednak bezwzględnie przedrukować i to w znacznie większym nakładzie dostępnym na rynku. Jednakże samo wydanie „Sztafety” też nie wystarczy dla wykazania konieczności prowadzenia przez państwo polityki gospodarczej.

Problem polityki gospodarczej państwa trzeba potraktować szerzej

Polska przedwojenna polityka gospodarcza, jako wzór do naśladowania, stanowiła potencjalne zagrożenie dla propagowanej dywersyjnie w podziemiu, w latach osiemdziesiątych, ideologii neoliberalnej. Zostało to w lot zrozumiane przez jej promotorów. Zaczęli więc eksponować prace polskich przedwojennych ekonomistów - liberałów, którzy byli  przeciwnikami polityki gospodarczej i którzy krytykowali tzw. „etatyzm”, czyli wiodącą rolę państwa w gospodarce. Posuwano się nawet do nazywania Eugeniusza Kwiatkowskiego „przedwojennym Gierkiem”[6]. Polityka gospodarcza Kwiatkowskiego miała być jakimś odstępstwem od normy, jakąś ekonomiczną aberracją. Miał o tym świadczyć cały kontekst gospodarki światowej zarówno w wymiarze historycznym jak i współczesnym.

Zatem z tym właśnie, z gruntu zafałszowanym przez liberałów generalnym rozumieniem gospodarki światowej, należy się rozprawić.

Ogromne znaczenie ma najstarszy, a więc łatwy do zbagatelizowania, okres, jakim jest pierwszy etap tworzenia się kapitalizmu. Wszędzie wiąże się on z tzw. „merkantylizmem” będącym wczesną i bardzo radykalną formą polityki gospodarczej. Nigdzie kapitalizm nie rodził się z samego handlu i wytwórczości bez współudziału państwa.

Tymczasem u nas w czasie transformacji, starano się powtórzyć w skrócie, rzekomo wolno-handlowe początki kapitalizmu na świecie. Mamy tu podwójny nonsens, bo po pierwsze, początki kapitalizmu nie były wolno-handlowe. Po drugie, gdyby nawet były takie, to w sytuacji nagłej zmiany ustroju należy sterować procesem.

Fascynacja handlem stolikowym ogłupionych liberalizmem osób, podczas gdy padały wielkie zakłady pracy, to właśnie efekt propagandowego zafałszowania charakteru tego odległego i pozornie mniej ważnego okresu początków kapitalizmu w świecie.

Innym, katastrofalnym w skutkach, zafałszowaniem wczesnego etapu rozwoju kapitalizmu w świecie odpowiedzialnym w decydujący sposób za obecną epidemię korupcji w Polsce, jest traktowanie go jako rezultatu właśnie korupcji i rozpasanej żądzy zysku.

Tymczasem, jak wykazał wspomniany już Max Weber, kapitalizm został wygenerowany przez dobitnie wyartykułowaną i przestrzeganą etykę gospodarczą, a nie przez rabunki kolonialne i inne naganne etycznie praktyki ekonomiczne. Tematyka ta wybiega poza zakres obecnej pracy. Napomykamy tu jednak o niej po to, by dodatkowo podkreślić, jak ważne jest poprawne rozumienie najwcześniejszych etapów rozwoju kapitalizmu. Wąsko myślący ludzie uważający się za praktyków skłonni są lekceważyć ten problem akceptując jednocześnie i przenosząc na praktykę jego fałszywe i skrajnie destrukcyjne rozumienie.

Rozumienie potrzeby polityki gospodarczej nie zanikło jednak w Polsce zupełnie. Od dłuższego czasu zgłaszane są oddolnie pod adresem rządu żądania różnych fragmentarycznych rozwiązań z zakresu tej polityki w przemyśle, rolnictwie i handlu. Najdobitniej robi to od ponad dziesięciu lat Polskie Lobby Przemysłowe im. Eugeniusza Kwiatkowskiego. Jednakże przy przekonaniu dużej części opinii publicznej, że polityka taka w ogólności jest czymś niestosownym, żądania takie mają małą szansę realizacji. Potrzebne jest więc generalne sprostowanie upowszechnionej u nas, a z gruntu fałszywej i szkodliwej maksymy, że „najlepszą polityką gospodarczą jest jej brak”.

Poniżej naszkicujemy różne formy gospodarczej polityki państwa od początków epoki nowożytnej do czasów współczesnych. Przywołanie dawnych form tej polityki nie tylko obala wspomniany liberalny mit wolnorynkowej genezy kapitalizmu, ale również pozwala zrozumieć jak bardzo formy te są nadal aktualne.

Przegląd sposobów stymulowania przez państwo gospodarki jest jednocześnie ilustracją tzw. „pomocniczej roli państwa”, która jest jedną z głównych zasad katolickiej nauki społecznej.

Należy jednak odróżniać politykę gospodarczą państwa wspomagającą krajową gospodarkę od polityki socjalnej realizującej różne programy społeczne i  dbającej o w miarę sprawiedliwy podział dochodu narodowego. Doświadczenie ostatnich 15 lat wykazuje, że obie sfery działalności państwa nie są u nas należycie rozróżniane i uzasadniona w pewnym zakresie, zachodnia krytyka socjalnych funkcji państwa przenoszona jest mechanicznie i niesłusznie na jego politykę gospodarczą.

Państwem, w którym socjalne funkcje państwa są maksymalnie ograniczone a gospodarcza polityka państwa maksymalnie rozwinięta – jest Japonia.

---

Od napisania tej pracy do przekazania jej do druku minęło 2 lata. Do obecnego dodruku minęło następne 2 lata. W międzyczasie udostępniałem ją najpierw w formie kserowanej a później drukowanej, wielu osobom, głównie z kręgów akademickich. Zdecydowana większość z nich nie miała większego pojęcia o przedstawionej w niej tematyce rozumiejąc ekonomię w sposób z gruntu fałszywy. Z jednej strony stanowi to empiryczny sprawdzian potrzeby tego typu publikacji a z drugiej, jest dobrą ilustracją zasady „jaki światopogląd elit taka rzeczywistość”.

*Jan Koziar jest działaczem społecznym i naukowym. Publikacja za zgodą autora. Wydanie 2005.

Przypisy:
[1] Wydawnictwo Biblioteka Polska, Warszawa 1939
[2] str. 236-7
[3]Stanisław Szczepanowski,  Walka narodu polskiego o byt, Londyn 1942, str. 87
[4] “Gospodarka narodowa” 15. III. 1938
[5] Wyd. SIGMA – NOT, 2000. Nie można się jednak zgodzić z wyrażoną we wstępie do tego wydania opinią prof. Jana Kaczmarka, że „Sztafeta inżynierów trwa”
[6] Władysław Monetarny, Chybiona recenzja Stefana Bratkowskiego, Replika nr. 53 (1987), Wrocław, str. 39

Źródło: blog.ekonomiapolityczna.pl


Nie ma gospodarki bez polityki gospodarczej państwa (2)




I.                 Czasy Merkantylizmu

Merkantylizm rozwinął się u progu epoki nowożytnej, najpierw w praktyce, później w teorii. Jego początki przypadają na koniec XV wieku, kiedy to po okresie wojen władcy Francji i Anglii skoncentrowali się na rozwoju gospodarczym swoich państw.

 Król Anglii Henryk VII Tudor (przełom XV i XVI wieku) rozumiał, że - jak pisze autor angielski[1] - wojna i sława wojenna źle służą gospodarce natomiast gospodarka dobrze służy państwu. Państwo zatem powinno skoncentrować się na rozwijaniu gospodarki. Podobnie myślał ówczesny król Francji Franciszek I. Obaj też przystąpili do wcielania swoich poglądów w życie. Rozprawy teoretyczne rozwijające nowe spojrzenie na główne zadania państwa pojawiły się później. W Anglii były to głównie prace Halesa i Muna, we Francji prace Laffemasa.

Wcześniej, w epoce feudalizmu, skarb państwa zasilany był głównie podatkami z produkcji rolnej, która siłą rzeczy miała ograniczony charakter. Później zrozumiano, że bogactwo kraju i państwa może wzrastać poprzez rozwój produkcji rzemieślniczej i przemysłowej oraz poprzez eksport wytwarzanych przez nią towarów. Ważny jest też więc rozwój miast i handlu.

Miarą bogactwa jest ilość pieniędzy a o ilości pieniędzy w kraju decyduje dodatni bilans handlowy. Należy więc jak najwięcej eksportować a jak najmniej importować. Dla zwiększenia eksportu należy rozwijać produkcję eksportową. Dla zmniejszenia importu należy rozwijać produkcję antyimportową. Zwiększanie produkcji pozwala zatrudnić ubogą ludność kraju i przekształcić jej pracę w bogactwo narodowe. Przekształcaniu pracy ludności swojego kraju w to właśnie bogactwo służy eksport towarów jak najbardziej przetworzonych. Zacytujmy jednego z naszych współczesnych autorów opisującego zasady merkantylizmu[2]:

Eksportując surowce rolnicze i importując wyroby przemysłowe stwarzamy możliwości rozwoju przemysłu za granicą, ubożąc własną ludność i własny kraj. Polityka taka jest więc sprzeczna z interesem narodowym. Należy się starać rozwinąć w kraju produkcję przemysłową, ponieważ jest ona najpewniejszą drogą do narodowego bogactwa.

Zestawmy te poglądy szesnastowiecznych ekonomistów z poglądami twórców naszej transformacji gospodarczej, według których należy importować nie tylko artykuły przemysłowe ale również rolnicze i to do kraju o wyjątkowych możliwościach rolniczych jakim jest Polska.

Centralnym pojęciem merkantylizmu była gospodarka narodowa i bogactwo narodowe. Tych pojęć wcześniej nie było. Ich pojawienie się związane jest z powstawaniem, z początkiem epoki nowożytnej, państw narodowych. Merkantylizm miał w tym procesie istotny udział. Pojęcie gospodarczego interesu narodowego pozwoliło włączyć aparat państwa z jego możliwościami niedostępnymi dla poszczególnych przedsiębiorców, do realizacji tego interesu.

Zgodnie z zasadami merkantylizmu, państwo powinno stosować sprzyjającą rozwojowi gospodarczemu kraju politykę celną, powinno znosić wewnętrzne bariery celne, budować drogi, kanały, organizować pocztę i stałe linie komunikacyjne, dbać o szkolnictwo. Z braku czy szczupłości prywatnych kapitałów powinno samo budować manufaktury i później je prywatyzować (oczywiście nie doprowadzając ich wcześniej do bankructwa i nie sprzedając ich za granicę). Powinno pobudzać przedsiębiorczość obywateli i ją organizować. Zacytujmy znowu poprzednią pracę[3]:

Organizując gospodarczą działalność obywateli, może ono [państwo]w krótkim czasie przekształcić kraj biedny w bogaty, skały czy bagna w urodzajne pola, tworzyć miasta i przemysł tam, gdzie ich nie było.

Dla zrozumienia współczesnych sukcesów azjatyckich „tygrysów” trzeba sięgnąć do naszej europejskiej historii. Kraje te uczyły się od Europy analizując umiejętnie nasz dorobek i nie ulegając nie służącym ich interesom teoriom liberalnym.

Przejdźmy teraz do przykładów.

Król buduje kupcom statki

Wspomniany już król Anglii Henryk VII, prowadził bardzo skuteczną politykę merkantylistyczną a szczególną troską otaczał budowę statków przeznaczonych dla handlu zagranicznego. To właśnie państwo budowało kupcom angielskim zalążki przyszłej potężnej floty handlowej. Umierając w 1509 roku zostawił król w skarbie państwa olbrzymią jak na tamte czasy sumę 2 mln. funtów.

Merkantylizm angielski rozwijał się dalej mając głównie postać merkantylizmu handlowego. Głównym wywożonym towarem była wełna. Jednakże już autorzy pierwszych rozpraw merkantylistycznych Gresham, Malynes a później Misselden postulują rozbudowę manufaktur sukienniczych i wysokie oclenie sukna importowanego. W przyszłości pomoże to przekształcić Anglię w największego na świecie producenta sukna.

Ostatni z autorów wykazywał również, że obniżony kurs własnej waluty wspomaga eksport i hamuje import.

Pod flagą aktu nawigacyjnego Cromwella

Angielski protekcjonizm osiągnął kulminację w słynnym, uchwalonym w 1651 roku tzw. „akcie nawigacyjnym” Cromwella, zgodnie z którym towary importowane z poza Europy mogły być przywożone tylko na statkach angielskich. W Europie natomiast zrobiono wyjątek tylko dla statków tych krajów, w których importowany towar był wyprodukowany. Akt ten stopniowo łagodzono ale zniesiono go ostatecznie dopiero w 1849 roku (!) a w ogóle z systemu ceł protekcyjnych zrezygnowano dopiero w 1860 roku.

A Anglia od końca poprzedniego wieku była już przecież heroldem wolnego handlu.

Merkantylizm angielski trwał więc ponad 3,5 wieku. Tak zatem wygląda, bynajmniej nie liberalny rodowód, pierwszej historycznie, potęgi przemysłowej świata. Nie zrodziła się ona z samej rewolucji przemysłowej. Bez uprzedniej merkantylistycznej działalności państwa, rewolucji tej w ogóle by nie było.

Francja stawia na manufaktury

Merkantylizm francuski miał głównie charakter wytwórczy. Merkantylistyczną politykę wspomnianego już Franciszka I kontynuował panujący na początku XVI wieku Ludwik XII. Ujednolicano prawo, rozwijano żeglugę i górnictwo (w tym ostatnim wzorując się na technologii naszych państwowych żup solnych w Wieliczce i kopalń w Olkuszu), budowano drogi i mosty.

Po okresie wojen nawrócił do merkantylizmu pod koniec szesnastego wieku Henryk IV. Jego minister skarbu Sully starał się podnieść podupadłe rolnictwo poprzez zwiększanie powierzchni upraw. W tym celu regulowano rzeki i osuszano bagna. Natomiast wspomniany już Laffemas jako prezes Generalnej Kontroli Handlu wspierał manufaktury i produkcję maszynową, działał na rzecz rozwoju eksportu i ograniczania importu.

Merkantylizm uprawiał również Richelieu, popierając manufaktury oraz rozwijając przemysł okrętowy i zbrojeniowy.

Szczytowy rozwój merkantylizmu francuskiego wiąże się z działalnością ministra Colberta za panowania Ludwika XIV (kolbertyzm).

Jednakże w ogólności merkantylizm ten nie mógł osiągnąć pełnych sukcesów w warunkach francuskiej skostniałej struktury feudalnej i stojącej u jej podstaw mentalności, hamującej rozwój przedsiębiorczości.

Rzeczpospolita kupiecka

Holandia miała w początkach epoki nowożytnej dobrze rozwinięty przemysł wytwórczy ale jej główną domeną gospodarczą był handel. Ocenia się, że w połowie XVII wieku na 20 tys. europejskich statków żeglugi wielkiej 15 – 16 tys. należało do Holendrów[4].

Państwo chroniło flotę handlową. Okręty wojenne służyły głównie do konwojowania statków handlowych. Pod specjalną ochroną marynarki wojennej republiki była także flota wielorybnicza. Polityka państwa zmierzała do poszerzania możliwości handlu, do swobodnej żeglugi poprzez cieśniny.

W XVI wieku Holendrzy handlowali towarami kolonialnymi nabywanymi u Portugalczyków. Po zamknięciu dla nich portu w Lizbonie pod koniec tego wieku, sami zaczęli penetrować tereny przyszłych kolonii. Robiły to zrazu spółki prywatne. Szybko jednak władze republiki zorientowały się, że działalność ta jest mało skuteczna. Potencjał finansowy spółek był mały, możliwość obrony przed konkurencyjnymi państwami niewielka a co najważniejsze - konkurencja między samymi spółkami podnosiła ceny nabywania towarów a obniżała ceny ich zbytu. Republika połączyła zatem istniejące spółki i utworzyła dwie państwowo – prywatne kompanie: Wschodnioindyjską i Zachodnioindyjską. Funkcjonariusze kompanii przysięgali lojalność zarówno kompaniom jak i władzom republiki.

 Kompanie działały na zasadach monopolistycznych. Holendrzy byli głosicielami liberalizmu, w praktyce jednak nie za bardzo przejmowali się głoszoną przez siebie teorią. Jest to istotna cecha posługiwania się liberalizmem, zachowana do czasów dzisiejszych.

Jednym z głównych towarów eksportowych Holandii były jej słynne śledzie. Państwo ustalało normy i kontrolę jakości w tej branży. Określany był sposób połowu, gatunki soli do zasalania i rodzaj beczek do transportu.

Republika holenderska nadzorowała roboty melioracyjne, organizowała służbę geodezyjną i służbę zdrowia.

Rynek wewnętrzny był rynkiem wolnym, jednakże władze republiki ustalały ceny podstawowych artykułów spożywczych – chleba, grochu, fasoli i gryki, które tym samym nie podlegały spekulacji.

Państwo buduje huty i przemysł zbrojeniowy

Polityka merkantylistyczna rozpoczyna się w Szwecji wraz z panowaniem Gustawa Wazy (1523 – 1560), „urodzonego handlarza” i „praktyka – ekonomisty” – jak określają go historycy[5]. Król ten dbał o rozwój miast, rozwój rolnictwa i dbał o kształcenie kadr dla służby państwowej. Za pieniądze państwowe zdolna młodzież studiowała za granicą.

Z inicjatywy Gustawa Wazy i ze środków państwowych dokonał się przewrót w szwedzkim hutnictwie, które dotąd produkowało wyłącznie dymarkowy „osmund”. Wprowadzono wytop wielkopiecowy wzorowany na technice francuskiej. Otrzymywaną w wielkich piecach surówkę przerabiano w tzw. „kuźniach walońskich” na sztabowe żelazo kowalne. Organizowanie i finansowanie nowej produkcji przez państwo było koniecznością, gdyż w Szwecji nie było odpowiedniego kapitału prywatnego.

Państwo nadal rozwijało produkcję żelaza zwłaszcza za Gustawa Adolfa (1611 –1632). Król ten dla oszczędzania lasów lokował wytop z dala od miejsc wydobycia rudy. Rósł eksport szwedzkiego żelaza, a państwo dbało (regulując podaż) o utrzymanie jego ceny. Za Gustawa Adolfa powstał przemysł zbrojeniowy. Był to pierwszy szwedzki „wielki przemysł”[6], a zbudowało go państwo.

Pełna polityka merkantylistyczna oparta już na teorii merkantylizmu rozwija się w Szwecji dopiero w drugiej połowie XVII wieku. Zaczęto zabiegać o dodatni bilans handlowy, a popieranie rozwoju manufaktur łączono z ochronną polityką celną. W 1687 roku wprowadzono cła ochronne z „intencją wzmocnienia kraju, aby w zamian za wydawane pieniądze otrzymywać nowe” – jak podawano w uzasadnieniu[7]. W 1672 roku powstał Bank Stanów Królestwa, czyli państwowy bank Szwecji.

W 1724 roku wydano w Szwecji „Edykt o produktach”, zgodnie z którym obce statki mogły przywozić do Szwecji tylko produkty swego kraju. Zarządzenie to przyczyniło się do rozwoju szwedzkiej floty handlowej.

W 1739 roku powstał Urząd Manufaktur, który z funduszy państwowych wspierał rozwój manufaktur. Poza tym urząd ten dbał o utrzymanie cen eksportowych i sprowadzanie surowców. Robotników manufaktur zwolniono od podatków i służby wojskowej.

Do rozwoju gospodarczego Szwecji przyczyniała się (uwarunkowana kulturowo) mała skłonność do importowania towarów luksusowych. Mimo to w 1766 roku państwo wydało zarządzenie ograniczające konsumpcję luksusową.

 Nadmieńmy, że zarządzeń takich domagał się w Polsce Andrzej Frycz Modrzewski („Prawa przeciw zbytkowi wszelkiego rodzaju”)[8] już w XVI wieku.

Administracja w służbie gospodarki

W Niemczech za merkantylizmem opowiadali się wszyscy filozofowie okresu merkantylizmu, od Leibniza po Fichtego, a wszyscy władcy księstw (państw) niemieckich stosowali go w praktyce.

Odmianą niemiecką merkantylizmu była tzw. „kameralistyka”. Przy dworze każdego z władców licznych księstw niemieckich istniał specjalny urząd – izba (kamera) zajmująca się zarządzaniem jego dobrami oraz gospodarką i podatkami całego kraju. Rola kamer wzrosła po wojnie trzydziestoletniej, kiedy trzeba było się zająć odbudową gospodarczą zniszczonych księstw. Kameralistyka urosła do rangi osobnej dziedziny wiedzy i na początku XVIII wieku utworzono jej katedry na kilku niemieckich uniwersytetach.

Kameralistyka wymagała istnienia sprawnej i rzetelnej kadry urzędniczej. Warunek ten najlepiej spełniały Prusy. Według samych historyków niemieckich, nowożytną biurokrację pruską stworzył król Fryderyk Wilhelm (1713 – 1740). Przypisuje mu się „uformowanie typu sumiennego, karnego urzędnika”[9]. Władca ten, był zwolennikiem kształcenia całej ludności i w 1719 roku wydał edykt o powszechnym obowiązku posyłania dzieci do szkół.

Na podniesienie rzetelności pruskiej kadry urzędniczej jak i rzetelności ogółu ludności duży wpływ miała filozofia niemiecka, zwłaszcza filozofia Kanta, który upowszechnił wśród pruskich elit „ducha sumienności” (jak sam to określał). Surowa etyka obowiązku głoszona przez niego była przez wielu traktowana jako podstawa narodowej etyki i niewątpliwie nie przeszła bez poważnego wpływu na wielu Niemców – piszą wymienieni wyżej autorzy[10].

W Branderburgii – głównej części składowej późniejszego państwa pruskiego, rozwój przemysłu i handlu wspierał po wojnie trzydziestoletniej Fryderyk Wilhelm zwany przez Niemców Wielkim Elektorem. Zbudował on kanał Odra – Łaba, tworząc z Berlina ważny ośrodek handlowy. Do rozwoju Berlina jak i gospodarki całego kraju przyczyniła się też polityka imigracyjna, a mianowicie przyjęcie części wypędzonych z Francji, przedsiębiorczych i dysponujących kapitałami hugenotów.

W powstałym w 1701 roku państwie pruskim władze dbają dalej o budowę dróg i kanałów, popierają głównie przemysł włókienniczy i nadzorują hodowlę owiec.

Coś więcej niż militaryzm

Pełny rozwój merkantylizmu rozpoczyna się jednak wraz z dojściem do władzy Fryderyka II zwanego przez Niemców „Wielkim” (1740 – 1786). Król ten miał dobre przygotowanie praktyczne, gdyż przed wstąpieniem na tron musiał służyć z woli ojca jako prosty urzędnik w pruskiej administracji.

Zaraz po objęciu władzy Fryderyk II utworzył departament handlu i manufaktur. W 1756 roku wprowadził statystykę dla kontroli gospodarki kraju. W 1766 roku powstał departament akcyzy i cła, w 1768 roku – hutnictwa i górnictwa, a w 1777 roku – leśnictwa. Król pisał do swego ministra: ...mój naród musi pracować. Musimy się wysilić, by nauczyć mych poddanych oszczędzać i zarabiać pieniądze.[11]

Dla zilustrowania merkantylnej polityki państwa pruskiego za panowania Fryderyka II powołamy się na rozdział książki Aleksandra Bocheńskiego „Przemysł polski w dawnych wiekach” zatytułowany „Historia powstania pruskiego przemysłu”. Autor podaje w nim cytaty z książki J. Kuliszera „Powszechna historia gospodarcza”.[12]

W Prusach za panowania Fryderyka Wielkiego założono bank państwowy w Berlinie oraz państwowe kompanie handlowe. Z 2400 akcji towarzystwa handlu morskiego 2100 należało do króla. Państwo miało w swym ręku górnictwo i przemysł metalowy. Pod zarząd państwowy przeszły zakłady przemysłowe w Neustadt, w Peutz koło Chociebuża, gdzie wyrabiano amunicję, w Zedenick nad rzeką Hawelą (huty żelazne), w Małej Panwi, w Krośnie Odrzańskim (kuźnie), w Tarnowskich Górach (wyrób stali), w Brunszwiku, w Mansfeld (wyroby miedziane), kopalnie węgla kamiennego w Wettin, saliny w Kőnigsborn, gdzie zainwestowano 150 000 talarów, i w Schonebeck (350 000 talarów). Również berlińską manufakturę porcelany nabył na własność król za 225 000 talarów. Inne gałęzie przemysłu stanowiły własność prywatną, przeważnie jednak nie mogły się obejść bez pomocy państwa.

Zobaczmy teraz jak państwo pruskie rozwijało przemysł na Śląsku[13]:

Fryderyk Wielki [...] próbował stworzyć tu wielki przemysł. W latach 1741 – 1756 powstały na Śląsku najrozmaitsze przedsiębiorstwa, jak na przykład fabryki sukna, perkalu, płótna, pluszu, tasiemek, kapeluszy, szpilek, oraz niciarnie, pończoszarnie, garbarnie, krochmalnie, huty szklane itd. Powstały też piece fryszerskie, kuźnie, huty do wytopu miedzi, ołowiu i srebra. Później założono warzelnie saletry i potasu, olejarnie, cukrownie, wytwórnie octu, luster i inne „fabryki” (w ówczesnym tego słowa znaczeniu). Ogółem do śmierci Fryderyka Wielkiego powstała imponująca liczba 1302 przedsiębiorstw.

Oczywiście przedsiębiorstwa tworzone przez państwo nie były tak sprawne jak prywatne, a wiele z tych inwestycji było chybionych. Jednakże z czasem przedsiębiorstwa te były prywatyzowane a bez poprzedniej inicjatywy państwa wiele z nich nigdy by się nie pojawiło.

Pora na refleksje

Podane przykłady rodzenia się kapitalizmu, przy którym państwo pełniło rolę akuszerki wystarczająco jasno naświetlają liberalny fałsz o narodzinach wolnorynkowych. Fałsz ten upowszechniony w Polsce, wpłynął decydująco na kształt obecnej transformacji gospodarczej.

Podany powyżej opis rodzenia się kapitalizmu na Śląsku można zestawić z zachowaniem się tutejszych współczesnych fanatyków liberalizmu zachwycających się handlem stolikowym, z którego miały się zrodzić wielkie kapitały, i cieszących się z upadku istniejących tu od dawna dużych zakładów przemysłowych.

Wrocław przed wojną był trzecim przemysłowym miastem Niemiec. Po wojnie jego przemysł został rozbudowany. Po zniszczeniu w trakcie obecnej transformacji ustrojowej największych wrocławskich zakładów „Elwro”, „Pafawagu” i „Dolmelu” największymi firmami w tym mieście stały się filie zagranicznych banków. Natomiast kapitału o stolikowym rodowodzie jakoś nie widać.

Pomocnicza rola państwa w gospodarce nie kończy się na merkantylizmie. Realizowana była również w okresie tzw. protekcjonizmu wychowawczego (głównie wiek XIX) i funkcjonuje do dziś. Przed przystąpieniem jednak do omawiania jej dalszych form, trzeba poświęcić trochę miejsca na opisanie genezy teorii liberalizmu gospodarczego, jej istoty i uwarunkowań. Protekcjonizm wychowawczy był bowiem reakcją obronną na destruktywne oddziaływanie liberalizmu.

Przypisy:

[1] David McDowall, An Illustrated History of Britain, Longman, 1992, str. 67
[2] Janusz Górski, Zarys historii ekonomii politycznej,  KiW, 1984, str. 52
[3] Jak wyżej, str. 55
[4] Jan Balicki i Maria Bogucka, Historia Holandii,  Ossolineum 1976, str. 188
[5] Adam Kersten, Historia Szwecji, Ossolineum 1973, str. 140 i 150
[6] Ingvar Anderson, Dzieje Szwecji, PWN, 1967, str. 145
[7] Jak wyżej, str. 180
[8] Andrzej Frycz Modrzewski, O poprawie Rzeczpospolitej, PIW 1953, str. 180
[9] Władysław Czapliński, Adam Galos, Wacław Korta, Historia Niemiec, Ossolineum, 1981, str. 384
[10] Jak wyżej, str. 428
[11] Jak wyżej, str. 413
[12] Str. 256-7
[13] Jak wyżej, str. 257

Źródło: ekonomiapolityczna.salon24.pl


Nie ma gospodarki bez polityki gospodarczej państwa (3)



II. Pojawia się liberalizm gospodarczy

Począwszy od siedemnastego wieku zaczynają się rozwijać w ekonomii koncepcje liberalne. Najpierw postulujące tylko wolny handel międzynarodowy, później – nie mieszanie się państwa do gospodarki (tzw. „lesseferyzm”).

Dwulicowość liberalizmu handlowego

Wolność handlu międzynarodowego głoszą zawsze państwa silne ekonomicznie, którym nie zagraża konkurencja z zewnątrz, a które są zainteresowane w podporządkowaniu sobie rynków innych krajów. Jest regułą, że gdy pojawia się skuteczna konkurencja z zewnątrz, głosiciel liberalizmu zaczyna się zachowywać zupełnie niezgodnie z głoszonymi przez siebie zasadami.

Holandia w XVII wieku stała się historycznie pierwszą potęgą kapitalistyczną. I to ona właśnie jest ojczyzną liberalizmu handlowego. Kraj ten zainteresowany swobodną żeglugą zaczął głosić zasadę mórz otwartych („mare liberum”). Późniejszy głosiciel liberalizmu - Anglia, broniąc się przed przewagą holenderską, głosiła w tym czasie zasadę mórz zamkniętych („mare clausum”) i chciała uznać za swe wody terytorialne Morze Północne i cały Północny Atlantyk. Ogłosiła też wspomniany, protekcjonistyczny akt nawigacyjny Cromwella.

 Sami Holendrzy też nie byli liberałami tam, gdzie liberalizm godził w ich interesy. Wspominaliśmy o monopolistycznym charakterze ich kompanii kolonialnych. Zacytujmy podręcznik[1]:

Konkurenci handlowi zarzucali zresztą Holendrom, że walczą oni z emfazą o wolny handel, ale gdy uda im się na jakimś terytorium uzyskać monopol, nie dopuszczają już nikogo. (...)

I dalej:

 Ówczesny obserwator angielski zauważył złośliwie, że Republika jest zwolenniczką „mare liberum” na wodach brytyjskich, a „mare clausum” w Indiach Wschodnich”.

 

Kolejnym głosicielem liberalizmu handlowego była (jak wspomnieliśmy) Anglia. Zobaczmy jak idea ta była przez nią realizowana w praktyce.

 Anglia głosiła liberalizm handlowy od drugiej polowy XVIII wieku, ale bynajmniej nie stosowała go względem siebie. Angielski handel z koloniami amerykańskimi nie miał nic wspólnego z liberalizmem, co w końcu doprowadziło do buntu tych kolonii przeciwko metropolii.

Z istniejącego od czasów merkantylizmu systemu protekcyjnego zaczęła Anglia rezygnować dopiero w połowie XIX wieku będąc już od dawna pierwszą potęgą gospodarczą świata. W 1846 r. zniesiono cła na zboże, w 1849 r. zniesiono ostatecznie akt nawigacyjny Cromwella, w 1852 r. zniesiono cła na surowce i półfabrykaty a w 1860 r. zniesiono w ogóle system ceł protekcyjnych. Dopiero wtedy zaczęła Anglia stosować liberalizm handlowy w praktyce i to dlatego, że mogła już sobie na to pozwolić.

 Nie trwało to jednak długo, bo już po kilkunastu latach kraj ten odczuł dotkliwie konkurencję ze strony szybko rosnących, bynajmniej nie liberalnych. nowych potęg gospodarczych – Stanów Zjednoczonych i Niemiec i znowu przestał być liberalny.

Okres rzeczywistego angielskiego liberalizmu trwał zatem tylko niecałe 20 lat.

Zacytujmy podręcznik[2]:

Liberalny rząd Gladstone’a kontynuował w latach 1880 – 1885 politykę wewnętrzną Disrealego, zwłaszcza pod naciskiem powstałej wśród liberałów frakcji pod nazwą Narodowej Federacji Liberalnej, związanej z Josephem Chamberlainem, burmistrzem Birminghamu, wielkiego ośrodka przemysłu metalurgicznego, który bardzo wcześnie zaczął odczuwać ujemne skutki konkurencji niemieckiej. W kołach przemysłowych odrzucana więc była zasada wolności handlu, a popierana reprezentowana przez Disraelego polityka ingerencji państwa w życie gospodarcze w celu ochrony handlu i przemysłu.

Jak widzimy, to wszystko było dalej z nazwy „liberalne” („liberalny rząd”, „frakcja liberałów” i „Liberalna” Narodowa Federacja).

I dalej:

Polityka J. Chamberlaina stanowiła w wielu dziedzinach odejście od tradycyjnego liberalizmu, opowiadała się za większą ingerencją państwa w życie gospodarcze jak i w sprawy robotnicze. Linię tę popierali też konserwatyści, jeden z ich działaczy, Randolf Churchill (...) założył Ligę Sprawiedliwego Handlu, która propagowała ideę stworzenia w Imperium Brytyjskim zamkniętego systemu gospodarczego i osłonięcia rynków brytyjskich wysokimi cłami przed obcą konkurencją.

Nic dodać, nic ująć.

Nikt też nie nabierał się na liberalizm angielski (poza garstkami doktrynerów). Nie nabierały się nawet ówczesne kraje trzeciego świata. Anglia musiała otwierać rynki tych krajów siłą; w Turcji w 1832 roku, w Egipcie w 1840 roku, w Persji w 1841 roku i w Chinach w 1842 roku.

Ówczesne elity tych krajów stały intelektualnie nieporównanie wyżej od liberalnych elit kierujących naszą transformacją gospodarczą.

 Kolejnym trubadurem wolnego handlu stały się - już współcześnie - Stany Zjednoczone. Kiedy jednak zagrożone zostały eksportem z krajów azjatyckich i europejskich stały się protekcjonistyczne jak za czasów budowania swej potęgi gospodarczej, o czym będzie jeszcze mowa.

Nietypowa sytuacja rodzi lesseferyzm

Pojęcie leseferyzmu (przypomnijmy – zasady nie ingerowania państwa w sprawy gospodarcze) wymyślili Francuzi ale rozwinęli je i zaczęli stosować w praktyce Anglicy. Włączył je do swego systemu twórca teorii liberalizmu ekonomicznego - Adam Smith (druga połowa XVIII wieku).

Tymczasem lesseferyzm angielski nie wynikał z jakiejś ogólnej obiektywnej konieczności, a z zupełnie przypadkowej specyfiki angielskiej. Specyfikę tę dość skutecznie maskuje marksistowska interpretacja angielskiej wojny domowej z XVII wieku, jako tzw. „rewolucji burżuazyjnej”, w której rzekomo burżuazja miała dojść do władzy. Otóż w wyniku tej wojny burżuazja nie doszła do władzy i nadal przy niej nie była, kiedy Smith pisał swoją książkę „Bogactwo narodów”. Nie była przy władzy nawet pół wieku później. W Anglii aż do połowy XIX wieku rządzili przedstawiciele arystokracji ziemskiej, którzy wykazywali więcej zrozumienia dla spraw rolnictwa niż przemysłu. Stąd przemysłowcy angielscy woleli, żeby takie rządy nie wtrącały się w ich sprawy.

Nie było podobnej sytuacji w Holandii czy Szwajcarii, gdzie mieszczaństwo rządziło od średniowiecza i sprawnie wykorzystywało państwo do wspomagania gospodarki. Miarą „lesseferyzmu” Szwajcarów może być ich konstytucja rojąca się od przepisów regulujących sprawy gospodarcze.

Mimo to, specyficznej angielskiej sytuacji gospodarczej sami Anglicy nadali rangę obiektywnej, ogólnie obowiązującej teorii.

Gospodarczy impet Anglii w czasach rewolucji przemysłowej był tak duży, że kraj ten stawał się „warsztatem świata” już bez pomocy rządu. Jednakże kiedy pod koniec XIX wieku nastąpiło załamanie gospodarki i wyprzedzenie Anglii przez Stany Zjednoczone i częściowo (w hutnictwie) przez Niemcy, zrozumiano, że przyczyną tego jest m.in. brak polityki gospodarczej państwa. Było to tym bardziej oczywiste, że wyżej wymienieni, skuteczni konkurenci Anglii taką właśnie politykę (o czym będzie jeszcze mowa) stosowali.

Angielski podręcznik historii dla młodzieży[3] wyjaśnia, że pod koniec XIX wieku już niewielu ludzi w Anglii wierzyło, że ingerencja rządu w gospodarkę jest czymś złym. Natomiast większość zrozumiała, że ingerencja taka jest obowiązkiem rządu. Pogląd taki (mimo taczeryzmu) utrzymany jest w Anglii do dziś.

Dzisiaj lesseferyzmu nikt (poza polskimi liberałami) nie traktuje serio. A  już najmniej przejmuje się nim Japonia i wzorujące się na niej dalekowschodnie „tygrysy”.

Odgrzany lesseferyzm staje się narzędziem globalizacji

Przez ponad dwa wieki od czasu sformułowania teorii liberalnej narzędziem opanowywania cudzych rynków przez kraje najbardziej rozwinięte była sama zasada wolnego handlu. Leseferyzm nie odgrywał tu większej roli i traktowano go raczej jako wewnętrzną sprawę każdego z państw, a od końca XIX wieku nie traktowano go w ogóle serio o czym już wspomnieliśmy.

Sytuacja ta zmieniła się, kiedy zaczęto rozwijać doktrynę globalizacji. Tu już nie wchodzi w grę sam eksport towarów ale również eksport kapitałów, wykup i niszczenie konkurencyjnych zakładów za granicą itp. Tu już nie chodzi o podporządkowanie sobie samego rynku dla kilku produkowanych towarów. Tu chodzi o podporządkowanie sobie całej gospodarki danego kraju.

 Dla takich celów lesseferyzm okazał się bezcennym i niezbędnym narzędziem. Jeżeli bowiem chcemy robić w obrębie cudzej gospodarki co nam się podoba, to musimy odmówić racji prowadzenia polityki gospodarczej miejscowemu (najczęściej demokratycznie wybranemu) rządowi.

Wyciągnięto więc zaśniedziały lesseferyzm z lamusa i uczyniono zeń znowu jedną z naczelnych zasad ekonomii. Dla naiwnych oczywiście, bo eksporterzy tej zasady wcale jej u siebie w domu nie stosują (o czym będzie później mowa). Dzisiejszy lesseferyzm jest zatem tak samo dwulicowy jak zasada liberalizmu handlowego. Dwulicowość dotyczy więc całego liberalizmu gospodarczego.

Przypisy:
[1]Jan Balicki i Maria Bogucka, Historia Holandii,  Ossolineum, 1976, str. 220
[2] Henryk Zins, Historia Anglii, Ossolineum, 1995, str. 306-7
[3] David McDowall, An Illustrated History of Britain, Longman, 1992, str. 154

Źródło: ekonomiapolityczna.salon24.pl
« Last Edit: (Tue) 12.08.2014, 14:53:36 by BladyMamut »
“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • WyBudzony
  • *
  • Posts: 2 554
  • Reputacja: +12/-0
Re: Nie ma gospodarki bez polityki gospodarczej państwa
« Reply #1 on: (Sun) 06.04.2014, 22:23:42 »
Nie ma gospodarki bez polityki gospodarczej państwa (4)



III. Przed liberalizmem trzeba się bronić
- czasy tzw. protekcjonizmu wychowawczego



Protekcjonizm wychowawczy jest systemem rozwiniętym w XIX wieku i stosowanym wówczas przez kraje dzisiejszej czołówki gospodarczej, poza Anglią, które broniły się przed jej ekonomiczną dominacją. W pierwszym rzędzie przez Stany Zjednoczone i Niemcy. Zasady protekcjonizmu wychowawczego aktualne są do dziś i stosowane z powodzeniem po II wojnie światowej przez wschodnioazjatyckie państwa – „tygrysy” gospodarcze.

Protekcjonizm wychowawczy jest kontynuacją metod merkantylistycznych, z tym, że dostosowanych do nowszych czasów. Jego cechą specyficzną jest obrona przed liberalizmem gospodarczym, czego w merkantylizmie, jako w systemie przedliberalnym, nie było.

Protekcjonizm wychowawczy nie neguje liberalizmu handlowego. Uznaje go za system dobry, ale dla państw gospodarczo rozwiniętych. Natomiast kraje słabo rozwinięte powinny rozwijać swoją gospodarkę przy pomocy państwa i ceł ochronnych aż do osiągnięcia poziomu innych krajów rozwiniętych. Wtedy dopiero można sobie pozwolić na wolną wymianę handlową. Stąd i nazwa „protekcjonizm wychowawczy”.

System ten został wypracowany teoretycznie w Niemczech, skąd też pochodzi jego nazwa. W kraju tym miało również miejsce najpełniejsze teoretyczne przeciwstawienie się teorii liberalizmu gospodarczego. Jak pisze Janusz Górski[1]:

Niemiecka ekonomia przez cały wiek XIX nastawiona była wrogo do ówczesnej ekonomii angielsko – francuskiej (...). Zarzucała jej abstrakcyjność i ahistoryczność, fetyszyzowanie praw ekonomicznych i mechanizmów mających prowadzić w sposób samoczynny do równowagi gospodarczej i ewolucyjnego wzrostu. Ogólnej teorii ekonomicznej, zdaniem niemieckich ekonomistów, nie można opierać na koncepcji „człowieka ekonomicznego”, działającego zawsze w sposób racjonalny i kierującego się wyłącznie bodźcem korzyści materialnych. Bodźce kierujące działaniem jednostki są o wiele bardziej złożone: nie mniejszą rolę niż bodźce materialne odgrywają bodźce moralne, dążność do uzyskania społecznej aprobaty swego postępowania, chęć dobrej pracy itd.

Zwróćmy uwagę, że takie rozumienie ekonomii jest bliskie katolickiej nauce społecznej. Nie ma tu napiętnowanego w Laborem Exercens tzw. „błędu ekonomizmu”, wspólnego dla liberalizmu ekonomicznego i marksizmu, a sprowadzającego całą ekonomię do wydumanych, niezależnych od człowieka praw, którym musi się on ponoć podporządkować.

 Od Niemiec zatem zaczniemy omawiać protekcjonizm wychowawczy, mimo że był on praktycznie stosowany wcześniej w innych krajach.

Narodowa szkoła ekonomii

Twórcą koncepcji protekcjonizmu wychowawczego był niemiecki ekonomista Fryderyk List (1789 – 1846). Był on również twórcą niemieckiej „narodowej szkoły ekonomii”. Swoje poglądy wyłożył w wydanej w 1841 roku książce „Narodowy system ekonomii politycznej”. Poglądy Lista tak charakteryzuje Janusz Górski[2]:

Teoria ekonomii klasycznej nie odpowiada zwłaszcza warunkom gospodarczym Niemiec, które znajdują się na niższym szczeblu rozwoju niż Anglia i Francja. Szczególnie złe rezultaty daje przenoszenie do Niemiec w sposób mechaniczny zasad liberalizmu gospodarczego, które utrudniają rozwój gospodarczy kraju i utrwalają jego zależność ekonomiczną od Anglii i Francji. (...) polityka gospodarcza Niemiec nie może być polityką liberalizmu gospodarczego. Przed państwem niemieckim staje zadanie przyspieszenia rozwoju.

A jak to robić?

Rozwój narodowych sił wytwórczych powinien być przyspieszony przez protekcjonistyczną politykę państwa. Pojmuje ją List dosyć szeroko. Ma ona nie ograniczać się do tradycyjnego protekcjonizmu celnego, ale obejmować także bezpośrednie tworzenie przez państwo infrastruktury gospodarczej oraz – w niektórych przypadkach – zakładów przemysłowych (w zakresie przemysłu ciężkiego), szczególnie ważnych z punktu widzenia realizacji wzrostu gospodarczego. Istotne znaczenie ma rozwój oświaty, przygotowującej kadry fachowe i rozszerzającej ogólne horyzonty społeczeństwa.

Koncepcja Lista rozwijana była w kolejnych szkołach niemieckiej myśli ekonomicznej. W tzw. starszej szkole historycznej w początkach drugiej połowy ubiegłego stulecia a reprezentowanej przez Wilhelma Roschera, Karla Kniesa i w młodszej szkole historycznej sięgającej do początków naszego stulecia a reprezentowanej przez Gustava Schmollera, Karla Büchera, Maxa Webera i Wernera Sombarta.

Do dorobku tych szkół nawiązywał nasz ekonomista Stanisław Grabski.

W ślad za niemiecką myślą ekonomiczną szła praktyka. W ramach Rzeszy Niemieckiej najbardziej aktywną politykę gospodarczą prowadziły Prusy. W 1834 roku udało im się utworzyć prusko – niemiecki Związek Celny. Był to wielki sukces jednoczący Niemcy gospodarczo pod dominacją pruską, poprzedzający ich polityczne zjednoczenie. Polityka gospodarcza państwa przyczyniła się istotnie do rozwoju ekonomicznego Prus zwłaszcza po Wiośnie Ludów. Prusy zmieniły się wtedy z państwa rolniczego, w przemysłowe.

 Jednakże największa eksplozja gospodarcza nastąpiła po zjednoczeniu Niemiec (1871). Państwo łączyło protekcyjną politykę celną z promocją eksportu i konkurencją na rynku wewnętrznym. Największe sukcesy osiąga hutnictwo. W 1879 r. Zjednoczenie Dortmundzkie przy pomocy dumpingu wygrywa z Anglikami przetarg na dostawę szyn kolejowych do Włoch. W następnym roku Krupp pokonuje Anglików na ich własnym terenie wygrywając przetarg na dostawę do Szkocji 10 tys. ton stali bessemerowskiej.

W 1913 r. produkcja Niemiec była pięć razy większa niż w 1871 r. (...). Najważniejsze stadium uprzemysłowienia, które kraj przeważająco rolniczy uczyniło krajem przeważająco przemysłowym, nie trwało nawet jednego pokolenia, gdy w Anglii zajęło to prawie 100 lat [3].

Źródłem tego sukcesu nie był liberalizm.

W 1900 roku Niemcy zajmują drugie miejsce w świecie jako eksporter a w 1913 stały się drugą potęgą przemysłową świata. Na pierwszym miejscu nie znajduje się już jednak Anglia a Stany Zjednoczone. Poniżej zobaczymy jak do tego doszło.

System Hamiltona – Webstera – McKinleya[sup:1n2k2jcu][4][/sup:1n2k2jcu] [/color]

Potrzeba ochrony rodzącego się przemysłu amerykańskiego przed angielską dominacją ekonomiczną była jedną z przyczyn wojny o niepodległość i powstania Stanów Zjednoczonych.

Pierwsza Ustawa o Dochodach z roku 1789 uznaje protekcję celną jako zasadę. W dwa lata później ówczesny sekretarz skarbu Aleksander Hamilton ogłosił „Raport o manufakturach”, który stał się podstawą amerykańskiego systemu protekcjonistycznego. Hamilton stworzył plan rozwoju amerykańskiego przemysłu w oparciu o cła ochronne, dotacje rządowe i bank narodowy. Plan ten był rozwijany i realizowany z różnym nasileniem aż do I Wojny Światowej.

Kolejnym wybitnym mężem stanu związanym z systemem protekcjonistycznym był Daniel Webster, kongresmen i sekretarz stanu z lat 1850 – 1852. Następnym wyróżniającym się filarem systemu był prezydent William McKinley (1896 – 1901). Stąd amerykański protekcjonistyczny system rozwoju gospodarki nazwany został systemem Hamiltona – Webstera – McKinleya.

Realizacja tego systemu natrafiła na ogromne sprzeciw ze strony plantatorskiego Południa, co w końcu doprowadziło do wojny domowej. Plantatorzy eksportowali do Anglii bawełnę i sprowadzali stamtąd wyroby przemysłowe i przedmioty zbytku. Cła ochronne dla krajowego przemysłu, rozwijanego głównie przez przedsiębiorczą ludność stanów północnych, były sprzeczne z ich interesami.

Plantatorzy byli oczywiście zwolennikami angielskiego liberalizmu a z pomocą przychodzili im różni intelektualiści i akademicy z Północy, oczarowani tą doktryną.

Oto jak oceniają ówczesną sytuację amerykańscy historycy[5];

Przemawiając w imieniu kraju, który stał się wielkim warsztatem dla całego świata i aktualnie nie miał żadnego poważnego konkurenta, angielscy teoretycy odkryli w wolnym handlu typ polityki najbardziej odpowiadający takiej sytuacji. (...) Opierając się na istnieniu tych zupełnie szczególnych warunków, które, nawiasem mówiąc, nigdy się już nie powtórzyły, angielscy teoretycy ekonomii politycznej proklamowali wolność handlu jako doktrynę naukową. Proklamowali ją z taką pewnością siebie i z tak mocnym logicznym uzasadnieniem, że wielu amerykańskich profesorów przyjęło ją jak by to było prawo natury, pomimo odmiennych warunków ekonomicznych panujących w ich kraju. Oto dlaczego prace teoretyczne uczonych, szczególnie na uniwersytetach, nie zawsze były w pełni zgodne z interesem i opinią praktyków zatrudnionych w produkcji.

Otrzeźwienie przyniosła trzytomowa ekonomia polityczna (Principles of Political Economy) wydana przez Henry Careya w latach 1837 – 1840.

Autor w dziele tym ostro skrytykował głośne koncepcje zwolenników wolnego handlu, naszkicował narodowe podstawy protekcjonizmu i dał logiczny fundament systemowi celnemu. Teorii człowieka ekonomicznego automatycznie powodującego się własnym interesem, błędnej w założeniu i niebezpiecznej w zastosowaniu, Carey przeciwstawił doktrynę interesu narodowego. Odtąd młodym gałęziom przemysłu nie brak było orędowników wśród uczonych[6].

Jak widzimy odpowiada to w pełni poglądom ekonomistów niemieckich a zauważmy, że dzieło Careya ukazało się wcześniej od dzieła Fryderyka Lista.

W pierwszych dziesięcioleciach istnienia Stanów Zjednoczonych udawało się realizować program Hamiltona, jednakże gdy w roku 1832 dokonano kolejnej podwyżki ceł, Południe gwałtownie zaprotestowało. Stan Karolina Południowa zagroził wystąpieniem z Unii i o mało nie doszło do wojny domowej. Zażegnano ją poprzez obniżenie ceł. Odtąd jednak Południe zdobywa polityczną dominację i sukcesywnie obniża cła aż do końca lat pięćdziesiątych demontując system Hamiltona.

I wtedy następuje gwałtowna reakcja Północy. Zreorganizowana partia Hamiltona – Webstera przyjmująca (utrzymaną do dziś) nazwę partii republikańskiej, pod hasłami protekcjonizmu i darmowych przydziałów ziemi dla farmerów wygrywa wybory prezydenckie.

Oto główne hasła kampanii wyborczej jej kandydata Lincolna: „Wygłosuj sobie cła ochronne”, „To walka, w której idzie o ochronę przemysłu i o prawa świata pracy”, „Jeśli pragniecie siły i wielkości, chrońcie fabryki Pensylwanii”.
 
Wygrana Lincolna doprowadziła do wojny, którą Północ wygrała. Była to też wygrana programu Hamiltona – Webstera. Przywrócono wysokie cła ochronne. Oddajmy znowu głos amerykańskim historykom:

Specjalne prawa zabraniały obcym okrętom żeglugi przybrzeżnej, a całą Amerykę otaczał wysoki mur ceł protekcyjnych, który chronił kapitalistów przed dotkliwą konkurencją ich europejskich braci[7].

Rozpoczął się niebywały boom gospodarczy. Państwo promowało i pomagało finansować rozwój linii kolejowych i oceanicznych. Amerykańska gospodarka rozwijała się w oparciu o rynek wewnętrzny i konkurencję wewnętrzną. Pod koniec stulecia wspomniany już prezydent McKinley zwiększył jeszcze rozmiary protekcjonizmu. Według jego biografa[8] był on:

 ... aniołem stróżem przemysłu krajowego (...). Ojciec jego i dziadek byli właścicielami hut, a więc byli zaangażowani w przemyśle uzależnionym w poważnym stopniu od taryf protekcyjnych.

System Hamiltona –Webstera – McKinleya przetrwał - jak wspomnieliśmy – do I Wojny Światowej. Już jednak pod koniec ubiegłego stulecia Stany Zjednoczone wyprzedzają gospodarczo Anglię i stają się pierwszą potęgą ekonomiczną świata. Za nimi podążają, odrzucając liberalizm i również wyprzedzając Anglię - Niemcy.

W okresie międzywojennym Stany Zjednoczone dalej stosują protekcjonizm i dumpingują eksport zboża.

Dla polskich fanów wolnorynkowej retoryki Ronalda Reagana warto podkreślić, że jego partia zrodziła się jako partia protekcjonizmu gospodarczego i była nią aż do II Wojny Światowej. Zaś sama administracja Reagana, zgodnie z komentarzem Foreign Affairs: przewodziła największemu od lat trzydziestych zwrotowi w kierunku protekcjonizmu[9].

Kiedy pod koniec lat osiemdziesiątych wyjaśniałem jednemu z naszych późniejszych znanych polityków, że w amerykańskiej wojnie domowej Północ walczyła o cła ochronne – nie mógł w to uwierzyć.

Francuzi robią to po swojemu

Po okresie wojen napoleońskich Francja wróciła do gospodarki pokojowej. Zniesienie przez Wielką Rewolucję porządku feudalnego sprzyjało rozwojowi nowoczesnego kapitalizmu. Sprzyjał mu również system protekcji celnej chroniący rosnący przemysł przed konkurencją angielską. Państwo jednak nie stosowało aktywnej polityki gospodarczej. Nastąpiło to dopiero za czasów Drugiego Cesarstwa (1850 – 1870) pod rządami Ludwika III Napoleona. Narzędziem tej polityki stał się saint – simonizm.

Wokół tej doktryny narosło w krajach indoktrynowanych marksizmem jedno wielkie nieporozumienie. Jej utopijność i związek z marksizmem, to taki sam nonsens jak liberalne początki kapitalizmu. Doktryna ta stawiała na własność prywatną i odrzucała jakiekolwiek rewolucje. Stawiała na usprawnienie wytwarzania dóbr a nie na ich podział. Jej trwałym osiągnięciem jest menedżeryzm i system sterowania gospodarką przez banki. Pod jej wpływem powstał we Francji nowy typ banku – Credit Mobilier, który zrobił światową karierę. Oto co mówi o nim znany amerykański specjalista od menedżeryzmu, Peter Drucker[10]:

  Wielkie przedsiębiorcze innowacje były wynikiem przekształcenia istniejących już twierdzeń teoretycznych w efektywne przedsięwzięcia.

Przekształcenie teoretycznych twierdzeń francuskiego filozofa społecznego, Saint-Simona, w bank, było właśnie tego typu innowacją przedsiębiorczą o potężnym oddziaływaniu. Saint-Simon, wychodząc z sayowskiej koncepcji przedsiębiorcy, opracował system filozoficzny wokół twórczej roli kapitału. Koncepcję tę jednak wcieliło w życie przedsiębiorstwo bankowe: słynny Credit Mobilier, założony przez uczniów Saint-Simona, braci Pereire, w Paryżu, w połowie dziewiętnastego wieku. Credit Mobilier miał świadomie rozwijać przemysł drogą ukierunkowania płynnych zasobów społeczeństwa. Stał się prototypem całego systemu bankowości na słabo wówczas rozwiniętym gospodarczo kontynencie europejskim – rozpoczynając od Francji, Holandii i Belgii z czasów Pereirów.

 Naśladowcy Pereirów z kolei założyli w Niemczech, Szwajcarii, Austrii, w krajach Skandynawii i we Włoszech „banki gospodarcze”, które stały się głównym czynnikiem rozwoju przemysłowego w tych krajach.

 Po amerykańskiej wojnie domowej koncepcję tę przeniesiono za Ocean Atlantycki. Amerykańscy bankierzy, którzy rozwinęli amerykański przemysł – od Jaya Cooka i American Credit Mobilier, finansujących transkontynentalną kolej, do J. P. Morgana – wszyscy byli naśladowcami Pereirów, niezależnie od tego czy zdawali sobie z tego sprawę czy nie.

 Były nimi też japońskie zaibatsu, wielkie koncerny bankowo – przemysłowe, które zbudowały gospodarkę współczesnej Japonii.

Według Saint-Simona państwem nie powinni rządzić adwokaci czy  szlachta, lecz technokraci umiejący organizować produkcję.

Ludwik Bonaparte sam był saintsimonistą i do sterowania gospodarką zaprosił, oprócz Pereirów innych uczniów tej szkoły – Enfantina, Chevaliera, Talabota i Lessepsa (tego od kanałów: sueskiego i panamskiego). W efekcie Francja przeżyła największy wzrost gospodarczy właśnie za jego rządów (1848 – 1870) zakończonych pruskim najazdem. To wtedy właśnie przeprowadzono gruntowną przebudowę kilku wielkich miast z Paryżem włącznie i zbudowano system kolei. Nastąpił bujny rozwój rolnictwa. Produkcja przemysłowa wzrosła dwukrotnie a obroty z zagranicą czterokrotnie. Wzrost ten pozwolił Francji zliberalizować handel zagraniczny pod koniec tego okresu. Kraj ten był wtedy po Anglii drugą potęgą gospodarczą świata.

Szwecja dla Szwedów

W połowie XIX wieku Szwecja stała się wielkim eksporterem drewna, w czym nie miała poważniejszych konkurentów. Dochody ze sprzedaży tego surowca przyczyniły się do akumulacji kapitału i umożliwiły inwestowanie w nowoczesny przemysł.

 Liberalizm wydawał się systemem dobrym i zdobył też sobie w Szwecji dużą popularność. Pierwszy wobec niego sprzeciw wyszedł od chłopów zagrożonych importem taniego zboża amerykańskiego. Do nich wkrótce dołączyli przemysłowcy, mający do czynienia z konkurencją krajów wyżej rozwiniętych. Jedni i drudzy utworzyli razem partię protekcjonistyczną, która pod hasłem „Szwecja dla Szwedów” wygrała w 1887 roku wybory i wprowadziła ochronę celną zarówno dla rolnictwa jak i dla przemysłu.

 System ten stworzył podstawy nowoczesnego rolnictwa w Szwecji. To właśnie wtedy „w domach szwedzkich wyjęto cukier z zamkniętych schowków”[11].

Wtedy też nastąpiło „zwycięstwo industrializacji” - jak charakteryzuje się w szwedzkiej historiografii lata 1888-1905. Wbrew twierdzeniom liberałów wcale nie nastąpił regres technologiczny a wręcz odwrotnie, właśnie wtedy zrealizowano szereg wynalazków i opartych na nich technologii, które wprowadziły szwedzki przemysł do czołówki światowej. Wymieńmy tu takie branże jak: łożyska kulkowe, wirówki, aparatura spawalnicza, telefony, turbiny i generatory, przyrządy do pomiarów precyzyjnych, przemysł celulozowo-papierniczy.

 Na bazie tych technologii powstały ekspandujące za granicę koncerny takie jak: Asea (turbiny, generatory), Ericsson (telefony), Svenska Kullager (łożyska kulkowe), Separator (wirówki).

Nadmieńmy, że firma Asea dała początek dzisiejszemu koncernowi ABB, który korzystając z liberalnego amoku polskich elit zlikwidował naszą rodzimą produkcję generatorów (Dolmel – Wrocław) i turbin (Zamech – Elbląg).

Rozwój postępował dalej w okresie międzywojennym. Szwecja stała się już nie tylko eksporterem produktów przemysłowych, ale i kapitału. W tym czasie mogła już liberalizować handel zagraniczny. Zachowano tylko ochronę rolnictwa, które ze względu na warunki klimatyczne, nie może konkurować z rolnictwem krajów położonych bardziej na południe.

Dzięki protekcyjnej polityce państwa, uboga Szwecja wieku XIX przekształciła się w bogatą Szwecję współczesną.

Japoński duch - zachodnia technologia

Jednym z kluczowych frazesów naszej transformacji ustrojowej jest teza o jej ponoć zupełnym nowatorstwie i tym samym o niemożności korzystania z jakichkolwiek wzorów. Teza ta nie jest jednak prawdziwa. Istnieje bowiem kraj, który dokonał odgórnej zmiany ustroju, w warunkach o wiele trudniejszych niż nasze i zrobił to z wielkim powodzeniem stosując metody będące antytezą liberalizmu. Krajem tym jest Japonia. Przejścia dokonywano wprawdzie od feudalizmu do kapitalizmu, ale problematyka była podobna, lecz zarazem trudniejsza, uwzględniając chociażby barierę kulturowo-językową ówczesnych Japończyków.

 W Japonii w ciągu 13 lat od przewrotu Meiji (1868) do wielkiej prywatyzacji (1881) dokonano tego, co w Polsce przeprowadza się przez ponad pół wieku w ramach dwóch kolejnych transformacji ustrojowych: od kapitalizmu do komunizmu i od komunizmu do kapitalizmu. Japonia mianowicie upaństwowiła istniejący przemysł, modernizując go. Zbudowała wiele nowych, nowoczesnych przedsiębiorstw państwowych i to wszystko razem sprywatyzowała, sprzedając wyłącznie podmiotom krajowym po zaniżonych cenach i nie doprowadzając wcześniej przedsiębiorstw do bankructwa.

Powstały w ten sposób podstawy niezwykle skutecznego kapitalizmu, w którym polityka gospodarcza państwa zachowuje do dziś dominującą rolę.

Faktem jest, że rozmiary japońskiego prywatyzowanego przemysłu były mniejsze niż naszego z końca lat 80., ale też nasz start do kapitalizmu (przy większym przemyśle) był łatwiejszy przy zastosowaniu sensowniejszego postępowania.

Naczelną ideą Japończyków było zbudowanie silnej gospodarki z zachowaniem niezależności ekonomicznej i cel ten udało im się w pełni osiągnąć.

Przed przewrotem Meiji Japonia nie prowadziła samodzielnie żadnej wymiany handlowej z zagranicą. Groźba otwarcia rynku japońskiego siłą przez kraje kultury zachodniej doprowadziła właśnie do przewrotu. Państwo przystąpiło więc w pierwszym rzędzie do popierania rozwoju silnych domów handlowych by przeciwstawić się dominacji w tej dziedzinie podmiotów zagranicznych. Domy handlowe zaczęły same rozwijać przemysł lekki i stały się głównymi nabywcami prywatyzowanych przedsiębiorstw państwowych. Powstały w ten sposób konglomeraty przemysłowo-finansowo-handlowe tzw. „zaibatsu” – podstawa gospodarczej potęgi Japonii. Te, które przetrwały do dzisiaj w zmienionej formie, lecz pod dawnymi nazwami, to Mitsui, Mitsubishi i Sumitomo.

W 1870 roku powstało Ministerstwo do Spraw Uprzemysłowienia. Należało do niego: „dozorowanie obiektów państwowych, zachęcanie prywatnych przedsiębiorców do inwestowania w przemyśle, sprowadzanie i opłacanie ekspertów zagranicznych, szkolenie japońskich inżynierów i mechaników, budowanie i utrzymywanie dróg żelaznych, linii telegraficznych, latarni morskich”[12] itd.

Powstały w roku 1881 Bank Japonii dał początek całemu systemowi banków państwowych, poprzez które rząd realizuje do dzisiaj politykę gospodarczą państwa. W przypadku Japonii to już nie interwencjonizm, lecz strategia gospodarcza. Wspominaliśmy o saint-simonizmie we Francji w czasach Drugiego Cesarstwa. Nie tam jednak realizowano najpełniej tę doktrynę – zrobiono to w Japonii.

Fenomen Japonii polega na tym, że kraj ten lepiej przyswaja sobie różne rozwiązania rodem z kultury europejskiej niż robi się to w ramach tejże kultury. Postrzeganie osiągnięć japońskich jako egzotycznych, bierze się zatem w dużej mierze stąd, że sami dobrze nie znamy dorobku naszej własnej kultury.

Tuż przed przewrotem Meiji Japonia była zupełnie bezbronna w obliczu zagrożenia agresją ze strony państw kultury europejskiej. Jednakże już po kilkunastu latach zaczęła z nimi konkurować w ekspansji kolonialnej. Miarą jej nowo wypracowanego potencjału ekonomicznego była zwycięska wojna z Rosją (1903-1905).

System Staszica - Lubeckiego

System Staszica - Lubeckiego został wprowadzony w Królestwie Kongresowym, ale jego podstawy zostały przygotowane wcześniej, w czasach prób reformowania państwa przed utratą niepodległości. Podstawy systemu były merkantylistyczne, ale protekcjonizm miał być okresowy. Stanisław Staszic postulując ochronę celną doceniał walory wolnego handlu między równoprawnymi partnerami. Pisał o tym już w „Uwagach nad życiem Jana Zamoyskiego” wydanych w 1785 roku. Zatem Staszic pół wieku przed Fryderykiem Listem wypracował podstawy protekcjonizmu wychowawczego.

Polska w warunkach utraty niepodległości i zachowania systemu pańszczyźnianego nie była w stanie osiągnąć poziomu konkurentów zachodnich. System Staszica – Lubeckiego doprowadził jednak do przewagi nad gospodarką rosyjską, która zaczęła się bronić również protekcjonizmem wychowawczym i rezygnując z niego po podniesieniu własnego potencjału gospodarczego. Liberalizm wtedy zadziałał, służąc dobrze obu stronom. Zatem idea protekcjonizmu wychowawczego nie tylko powstała w Polsce, ale też najwcześniej została zrealizowana w układzie ekonomicznym: Królestwo Kongresowe – Cesarstwo Rosyjskie.

Staszic zwrócił uwagę na fakt podnoszony przez innych polskich protekcjonistów, że do upadku gospodarczego Polski doprowadził liberalizm ekonomiczny szlachty, powodujący upadek miast i rodzimego przemysłu. We wspomnianym już dziele pisał:

 Wprowadzanie i używanie towarów, do zbytków należących albo przemysłowi i rękodzielniom krajowym szkodzących, jak najsurowiej być zakazane powinno.

Sama protekcja celna jednak nie wystarcza. Państwo powinno czynnie wspierać rozwój przemysłu a z braku kapitałów prywatnych wręcz finansować tenże przemysł. Chodzi więc o akumulację pierwotną i inwestycje poprzez podatki i budżet państwa.

Staszicowi dane było osobiście realizować swoje idee, gdy został ministrem przemysłu Królestwa Polskiego w roku 1816. Pod jego kierunkiem i z funduszy rządowych zmodernizowano huty żelaza w Zagłębiu Staropolskim nad rzeką Kamienną, rozbudowano wydobycie węgla i hutnictwo cynku w Zagłębiu Dąbrowskim oraz stworzono podstawy przemysłu włókienniczego.

Realizację korzystnej polityki celnej podjął Ksawery Drucki – Lubecki, który w 1821 roku został ministrem skarbu. Druckiemu udało się zbudować barierę celną między Królestwem a Prusami, natomiast znieść ją od strony Rosji. Stworzyło to niezwykle korzystne warunki rozwoju przemysłu. W 1829 roku po raz pierwszy w historii Polski w jej eksporcie przeważyły towary przemysłowe – głównie eksportowane do Rosji tkaniny.

Wszędzie ekonomiści-praktycy natrafiają na opór liberalnych doktrynerów. Podobne trudności miał i Drucki – Lubecki. Jednym z oponentów był minister spraw wewnętrznych Tadeusz Mostowski, człowiek skądinąd bardzo zasłużony w sprowadzaniu osadników – fachowców dla rozwijającego się łódzkiego okręgu włókienniczego.

Ale -jak pisze Aleksander Bocheński[13] - w zakresie ceł był tępym doktrynerem. Podobnie jak cała ówczesna elita umysłowa Królestwa, Mostowski wierzył niezłomnie w „nowoczesne” tezy ekonomistów angielskich. Nie mieściło mu się w głowie, jak Lubecki może żądać jednocześnie wolnej granicy dla handlu z Rosją i muru celnego od Prus. Jego zdaniem trzeba było albo wszędzie być protekcjonistą, albo wszędzie liberałem. To były dwa „systematy” i bez zaprzeczenia sobie samemu nie można było należeć tu do jednego, tam do drugiego. A Lubecki po prostu widział, że Prusy mają wielki przemysł, doskonale i tanio produkujący – więc od nich potrzeba ceł. A Rosja przemysłu nie ma, tylko wielki rynek czekający na towary – więc z tamtej strony lepiej ceł nie mieć. Jeżeli dowodzimy, że nie było to zgodne z żadnym „systemem” ekonomicznym, to przyjmijmy, że było zgodne z elementarnym zdrowym rozsądkiem.

Drucki-Lubecki, po odejściu Staszica w 1826 r. sam zaczął kierować rozwojem przemysłu hutniczo-wydobywczego i włókienniczego.

Nowym narzędziem finansowania przemysłowego rozwoju Królestwa stał się stworzony w 1828 roku przez Lubeckiego – Bank Polski. Jego celem było:„zaspokojenie długu publicznego tudzież rozszerzenie handlu, kredytu i przemysłu narodowego”[14]. I to było w czasie zaborów!

 Z funduszy Banku zbudowana została m.in. Huta Bankowa w Dąbrowie Górniczej. Bank Polski istniał aż do roku 1878 i odegrał ogromną rolę w gospodarczym rozwoju ziem Królestwa Polskiego, zwłaszcza po Powstaniu Listopadowym, kiedy przestał istnieć rząd polski i Bank stał się jego substytutem na polu gospodarczym.

W powiązaniu z rządem i Bankiem zaczęła działać duża grupa prywatnych i półprywatnych przedsiębiorców, przyczyniająca się walnie do gospodarczego rozwoju Królestwa. Czołowe miejsce wśród nich zajmowali członkowie rodziny Łubieńskich, którzy założyli Dom Handlowy, zajmujący się również działalnością przemysłową. Geneza i struktura tej instytucji przypominała późniejsze japońskie zaibatsu.

Na zakończenie zacytujmy znowu Aleksandra Bocheńskiego.[15]

Pierwszego października 1886 roku, inauguracyjny wykład na Uniwersytecie Moskiewskim wygłosił jego rektor, znany ekonomista prof. Iwan Janżuł. Tytuł odczytu wydanego potem jako broszura brzmiał:
„Przemysł fabryczny w Królestwie Polskim” a główna teza była taka, że rozwój tego przemysłu w II połowie XIX wiekunastąpił skutkiem dalekosiężnej z góry obmyślonej strategii polskich działaczy, której celem był rozwój przemysłu w Królestwie [wytł. J.K.]– kosztem rynków rosyjskich, czyli słabiej startującego tamtejszego przemysłu rodzimego.


Przypisy:
[1] Janusz Górski, Zarys historii ekonomii politycznej, KiW 1984, str. 283
[2] Jak wyżej, str. 283-4
[3] Władysław Czapliński, Adam Galos, Wacław Korta, Historia Niemiec, Ossolineum, 1981, str. 589
[4] Amerykański system protekcyjny opisałem dokładniej w artykule: Chrońcie fabryki Pensylwanii. Cła ochronne inkubatorem Stanów Zjednoczonych, Nasz Dziennik, 17 marca 2000
[5] Charles i Mary Beard, Rozwój cywilizacji amerykańskiej PWN 1961, t. I, str. 621
[6] Jak wyżej, t. I, str. 622
[7] Jak wyżej, T. II, str. 139
[8] Jak wyżej, T. II, str. 257
[9] Noam Chomsky, Zysk ponad ludzi – neoliberalizm a ład globalny, Wyd. Dolnoślaskie, 2000, str.31
[10] Peter Drucker, Skuteczne zarządzanie, PWN, 1976, str. 272
[11] Ingvar Anderson Dzieje Szwecji, PWN, 1967, str. 294
[12] Jolanta Tubielewicz, Historia Japonii, Ossolineum 1984, str. 354
[13] Aleksander Bocheński, Niezwykłe dzieje przemysłu polskiego, KAW 1985, str. 119
[14]Ryszard Kołodziejczyk, Bohaterowie nieromantyczni. O pionierach kapitalizmu w Królestwie Polskim, Wiedza Powszechna 1961, str. 58
[15] Aleksander Bocheński, Niezwykłe dzieje przemysłu polskiego, KAW 1985, str. 121

Źródło: ekonomiapolityczna.salon24.pl



Nie ma gospodarki bez polityki gospodarczej państwa (5)



IV. Czasy współczesne – państwo dalej potrzebne

Technika protekcjonizmu wychowawczego jest aktualna do dziś. Zastosowały ją z powodzeniem po II Wojnie Światowej dalekowschodnie azjatyckie tygrysy – Korea Płd., Tajwan, Tajlandia, Singapur i Malezja, naśladując przy tym japońskie sposoby kierowania gospodarką.

Jednakże nawet państwa rozwinięte, mogące sobie pozwolić na zliberalizowaną wymianę handlową, nie rezygnują z polityki gospodarczej państwa, która dalej pozostaje niezbędnym elementem dobrze działającej ekonomii. Leseferyzm i doktrynalny liberalizm handlowy to niebezpieczne mity dla tych, którzy w nie wierzą. Są one pożyteczne tylko dla tych, którzy je głoszą dla innych sami ich nie stosując. Trudno o lepszy przykład słuszności tej reguły niż 10-lecie naszej transformacji ustrojowej.

Wspominaliśmy już, że Anglia na bardzo krótko zaaplikowała liberalizm do własnej gospodarki (1860 – 1880) i źle na tym wyszła. Pod koniec XIX wieku nikt (poza doktrynerami) nie traktował leseferyzmu poważnie. Wielki Kryzys okresu międzywojennego dodatkowo uwidocznił znaczenie regulacyjnych funkcji państwa nie tylko dla dobra ekonomii krajowych ale również dla dobra ekonomii światowej.

Dzisiejszy przeważający typ ustroju ekonomicznego to tzw. „ekonomia mieszana” („mixed economy” lub „blended economy”). Jest to ekonomia „państwowo – rynkowa” czy też „państwowo - prywatna”. Stosują ją wszystkie kraje rozwinięte, łącznie z najbardziej „liberalnymi” tzn. Anglią i Stanami Zjednoczonymi.

W gospodarce mieszanej państwo rozbudowuje infrastrukturę całej gospodarki w tym szkolnictwo i naukę, promuje postęp technologiczny oparty na naukowej bazie krajowej, wspomaga rozwój nowych, przyszłościowych branż, wspomaga rozwój branż niezbędnych dla gospodarki kraju a nie będących sferą zainteresowania kapitału prywatnego, chroni branże zagrożone nadmierną zagraniczną konkurencją, zapobiega sytuacjom kryzysowym, wspiera eksport, dba o zachowanie właściwych proporcji między kapitałem krajowym i zagranicznym.


Kombinacja protekcji i ofensywy gospodarczej

Światowy kryzys paliwowo – energetyczny zapoczątkowany w latach 1973/74 spowodował intensyfikację polityki gospodarczej. Zobaczmy jak wyglądało to we Francji w relacji L. Olszewskiego[1]:

Zakres prac nad polityką przemysłową był wówczas bardzo szeroki. Zaangażowano do nich środowiska naukowe, przemysłowe, organizacje związkowe, które toczyły dyskusje dotyczące różnych ich aspektów. Opracowaniem i wprowadzaniem odpowiednich przedsięwzięć do praktyki zajęła się specjalna grupa powołana do przedłożenia Ministerstwu Przemysłu i Badań Naukowych propozycji w zakresie nowej polityki przemysłowej Francji.

Praktycy i ekonomiści akademiccy wypowiadali się w większości za przyjęciem strategii rozwoju przemysłowego Francji, będącej kombinacją skrajnie protekcjonistycznego nastawienia, chroniącego w całości przemysł francuski przed konkurencją międzynarodową i skrajnie ofensywnego, polegającego na całkowitym dostosowaniu całego przemysłowego aparatu wytwórczego do wymogów ostrej rywalizacji na rynkach światowych.

Strategia ta była oparta na koncepcji R. Curbisa sektorów „schowanych” przed konkurencją międzynarodową i sektorów „wystawionych” na działanie tej konkurencji[2].

W ten sposób przygotowano kolejny, siódmy już, francuski plan gospodarczy na lata 1976 – 1980.

Planowa gospodarka rynkowa

 Jan Bossak w swej książce „Japonia. Strategia rozwoju w punkcie zwrotnym”[sup:1n2k2jcu][3][/sup:1n2k2jcu]pisze, że
Quote
system japoński kłóci się z rozpowszechnionym, prymitywnym dualnym widzeniem systemu gospodarczego jako rynkowego lub planowego”.
Pisze też,
Quote
„że nie można go uznać za rozwiązanie pośrednie między mechanizmem rynkowym a tradycyjnym centralnym planowaniem w krajach socjalistycznych.

Tymczasem takie prymitywne dualne widzenie systemów gospodarczych stało się podstawą naszej transformacji ustrojowej. Wywodzi się ono z równie prymitywnej, co skutecznej propagandy neoliberalnej, prowadzonej wcześniej na łamach wydawnictw podziemnych. Rozpowszechnione w naszym kraju doktrynerstwo neoliberalne ilustruje najlepiej przytoczona na początku wypowiedź Tadeusza Syryjczyka, że „najlepszą polityką gospodarczą jest jej brak”.

Zapoczątkowany w epoce Meiji a sterowany przez państwo rozwój gospodarczy, trwał w czasie I Wojny Światowej i w okresie międzywojennym. Skuteczność systemu japońskiego ujawniła się w pełni podczas światowego Wielkiego Kryzysu lat trzydziestych. Załamał się wówczas eksport tkanin jedwabnych, które stanowiły prawie 50% japońskiego eksportu. Przy pomocy państwa przerzucono się na produkcję jedwabiu sztucznego. W 1927 Japonia zajmowała w tej branży jedenaste miejsce w świecie. W 1932 wysunęła się na drugie, a w 1937 na pierwsze miejsce. W 1933 roku Japonia wyprzedziła Anglię w produkcji tkanin bawełnianych. Obok zwiększenia eksportu tekstyliów w czasie kryzysu, Japonia stała się również w tym czasie znaczącym eksporterem sprzętu elektrotechnicznego i produktów przemysłu maszynowego. Sukcesy te zaczęto określać za granicą nazwą „żółtego niebezpieczeństwa”.

 W 1935 roku utworzono Gabinet Planowania, który wkrótce zaczęto nazywać nieoficjalnie Generalnym Sztabem Ekonomicznym. Miał on na celu mobilizację gospodarki japońskiej do rozpoczętego już podboju terytoriów chińskich. Opracował on w 1936 roku pięcioletni plan rozwoju gospodarczego. Nosił on nazwę „Planu ekspansji mocy produkcyjnych”.

Japońskie planowanie gospodarki trwało podczas II Wojny Światowej i w tym wypadku nie było niczym wyjątkowym, gdyż podobnie postępowały Niemcy, Anglia i Stany Zjednoczone i co więcej robiły to już podczas I Wojny Światowej. Specyfika Japonii polega na tym, że planowanie zostało utrzymane również po wojnie, by „klęskę przekształcić w zwycięstwo” i wykorzystano do niego planistów z czasu wojny. Jeden z nich – Nobusuke Kishi, był nawet pod koniec lat sześćdziesiątych – premierem.

Powojenna historia gospodarcza Japonii to cały ciąg tworzenia planów na szczeblu krajowym i ich realizacji. Jeżeli rzeczywisty rozwój gospodarki rozbiegał się z planem, to w sensie pozytywnym, tzn. zachowując wytyczony kierunek był szybszy od rozwoju planowanego. Oto kolejne główne japońskie plany gospodarcze z pominięciem krótkich i szybko się dezaktualizujących planów okresu początkowego;
1956 – 1960 - Pięcioletni plan osiągnięcia samodzielności ekonomicznej
1961 – 1970 – Plan podwojenia dochodu narodowego
1976 – 1980 – Pięcioletni plan ekonomiczny na drugą połowę lat siedem-dziesiątych
1979 – 1985 – Siedmioletni nowy plan ekonomiczny i społeczny

Jak pisze Rajmund Mydel[4]: Ten nietypowy dla gospodarki krajów kapitalistycznych model planowego rozwoju, to jeden z głównych czynników ekonomicznej ekspansji Japonii.

Japońska polityka gospodarcza to nie żaden interwencjonizm wlokący się za gospodarką rynkową i łatający w niej dziury; to polityka strategiczna, wytyczająca i realizująca cele dalekosiężne, zgodnie z tradycyjną filozofią japońskich władz, że nie należy ulegać procesom, lecz należy je aktywnie kształtować.

W początkowym okresie plany opracowywane były przez utworzone w 1946 roku Biuro Stabilizacji Ekonomicznej. W 1955 roku zostało ono zastąpione przez Agencję Planowania Ekonomicznego. Według opinii ekspertów amerykańskich, w drugiej połowie lat czterdziestych wpływy wojennej administracji gospodarczej nie tylko zostały utrzymane ale nawet wzrosły.

Realizacją planów gospodarczych zajmuje się powstałe w 1950 roku, słynne japońskie Ministerstwo Przemysłu i Handlu Międzynarodowego, w skrócie MITI (Ministry of International Trade and Industry).

Głównym narzędziem realizacji planów jest cały system państwowych centralnych banków z Bankiem Japonii, Japońskim Bankiem Rozwoju i Eksportowo – Importowym Bankiem Japonii na czele.

A oto konkretne planowe akcje gospodarcze państwa japońskiego.

Zaraz po wojnie rząd podnosił kolejno do poziomu konkurencji międzynarodowej branże: maszyn do szycia, aparatów fotograficznych i zegarków. W latach 1955 – 1974 w wyniku realizacji rządowego planu podniesiono produkcję stali z 9,5 mln ton rocznie do 117 mln ton[5]. Warto nadmienić, że słynne walcownie w Yawacie budowano w oparciu o technologię, działającego wtedy w Stanach Zjednoczonych Tadeusza Sędzimira.

W latach pięćdziesiątych japońskie państwo rozwijało głównie energetykę, hutnictwo, przemysł stoczniowy i przemysł nawozów sztucznych. W latach sześćdziesiątych państwo koncentrowało się na rozwoju petrochemii, tworzywach i włóknach sztucznych, przemyśle samochodowym i elektronice. W latach późniejszych - na przemysłach wysokiej technologii.

W 1994 roku „Time”[6] umieścił krótką notkę o zmarłym właśnie współautorze japońskiego sukcesu. Czytamy w niej:

Zmarł Noahiro Amaya, lat 68, były minister handlu, będący kluczowym autorem japońskiej, powojennej polityki gospodarczej (...).
Pracując od 1948 do 1981 roku w Ministerstwie Handlu Zagranicznego i Przemysłu (MITI) Amaya współuczestniczył w ustanowieniu owocnej polityki barier importowych i rządowego poparcia dla kluczowych przemysłów (...).
Najbardziej znaczący był jego wkład w plan MITI dla lat siedemdziesiątych: zwrot od ciężkiego przemysłu w kierunku elektroniki i informatyki.


A oto jak w praktyce wygląda współdziałanie państwa japońskiego z rynkiem i konkurencją. Według rządowego programu z 1967 roku należało podnieść produkcję etylenu o 1 mln ton rocznie. Rząd ogłosił konkurs do którego zgłosiło się 12 firm. Wyselekcjonowano z nich 4, włączając je do programu.[sup:1n2k2jcu][7][/sup:1n2k2jcu] Te wspomagane przez państwo firmy prywatne tworzą układ podmiotów wzajemnie konkurujących.

Pozytywne współdziałanie protekcji i działań proeksportowych najlepiej widać na przykładzie japońskiego przemysłu samochodowego. W 1976 roku na jeden samochód importowany przypadało 105 samochodów eksportowanych. Przykład ten odpowiednio ilustruje fałszywy dogmat liberałów, że protekcja prowadzi nieuchronnie do izolacji i zacofania technologicznego. Głębię tego fałszu widać też w świetle doświadczeń wszystkich azjatyckich „tygrysów”.

Planowa i protekcyjna polityka gospodarcza Japonii doprowadziła do tego, że kraj ten mógł z czasem zliberalizować swoje cła importowe. Na początku lat osiemdziesiątych przeciętna wysokość tego cła wynosiła 2,4% podczas gdy w EWG 2,7%, a w Stanach Zjednoczonych 3,7%. Okazuje się zatem, że w czołówce gospodarczej świata, najbardziej protekcjonistyczne dzisiaj jest państwo, które najmocniej dmie w tubę liberalizmu.

Nadmieńmy jeszcze, że propaganda neoliberalna w Polsce przedstawiała sukcesy japońskie jako ... sukces neoliberalizmu (!)[sup:1n2k2jcu][8][/sup:1n2k2jcu]

Kluczowa rola państwa w japońskiej planowej gospodarce rynkowej może prowadzić do wniosku o ograniczeniu wolnej przedsiębiorczości i o wyeliminowaniu społeczeństwa z kształtowania gospodarczej rzeczywistości kraju. Nic bardziej błędnego. Polityka gospodarcza jest bowiem wypracowywana przez elity gospodarcze kraju i ich organizacje, a następnie uzgadniana z demokratycznie wybranymi władzami. Po zatwierdzeniu jej ostatecznej wersji, koła przemysłowe pomagają w jej realizacji.

Współudział w decyzjach gospodarczych sięga najniższych szczebli struktury ekonomicznej tj. do szeregowych pracowników przedsiębiorstw. Znany ekspert od spraw japońskich Robert Guillain pisze[sup:1n2k2jcu][9][/sup:1n2k2jcu]:
Quote
Zabrzmi to jak paradoks, ale przedsiębiorca w Stanach Zjednoczonych jest bardziej samowolny niż w Japonii. W Stanach Zjednoczonych decyzje na ogół podejmowane są na „górze” i narzucane szczeblom wykonawczym, natomiast do przedsiębiorcy japońskiego decyzja kolegialna w pewnym stopniu płynie od dołu.

To samo mówi twórca „Sony” Akio Morita[sup:1n2k2jcu][10][/sup:1n2k2jcu]:
 
Quote
Ogólnie biorąc, w Stanach Zjednoczonych stosunek zarządu do siły roboczej, a nawet do personelu kierowniczego niższych szczebli, jest silnie podporządkowany zasadzie hierarchii – znacznie bardziej niż w Japonii, kraju dalekowschodnim, w którym ludzie z Zachodu stale się takiego postępowania spodziewają.
W Japonii najwcześniej zrozumiano, że najbardziej zaczynają się liczyć już nie zręczne palce, a zręczne umysły i inteligencja[sup:1n2k2jcu][11][/sup:1n2k2jcu] pracowników.

W Japonii istnieje zatem swoista demokracja przemysłowa, spełniająca ważniejszą funkcję od demokracji politycznej. Służy jej niespotykany gdzie indziej egalitaryzm społeczny. Brak tu wielkich fortun, gdyż po wojnie wywłaszczono właścicieli wielkich koncernów (zaibatsu) i ich własność zastąpiono własnością instytucjonalną (głównie bankową). W wyniku tego, każdy stał się pracownikiem najemnym[sup:1n2k2jcu][12].[/sup:1n2k2jcu] I również wśród grupy pracowników najemnych różnice płac między szeregowym pracownikiem a menedżerem są o wiele mniejsze niż w Ameryce i w Europie.

Japońska planowa gospodarka rynkowa wraz z powyższym systemem demokracji przemysłowej dały najbardziej skuteczny system gospodarczy w świecie.

Sterowanie poprzez własność państwową i banki

Dla polskiej transformacji ustrojowej przyjęto oficjalnie model niemiecki. Polska gospodarka miała być przekształcana w „socjalną gospodarkę rynkową”, co nawet zostało zapisane w Konstytucji. Tadeusz Mazowiecki po zostaniu premierem szukał swojego Erharda (jak robił to niegdyś Adenauer) no i znalazł ... Leszka Balcerowicza.

 Według nagłaśnianej u nas tezy, największą zasługą Erharda w powojennej odbudowie Niemiec miało być to, że robił co mógł by nie wtrącać się w gospodarkę. To ponoć niewidzialna ręka rynku podniosła Niemcy z ruin i wytworzone przez nią dobra można było z czasem dzielić w myśl zasad socjalnych.

Nasz „Erhard” zdał się zatem na niewidzialną rękę rynku a skutki –jak widać– są opłakane. Do dzielenia i wyprzedaży mamy coraz mniej. I nic dziwnego, bo trudno o większy nonsens w punkcie wyjścia.

Niemcy to kraj, w którym idee liberalizmu gospodarczego miano zawsze w niewielkim poważaniu, i który właśnie w oparciu o politykę gospodarczą państwa budował swą potęgę ekonomiczną (patrz omówienia merkantylizmu i protekcjonizmu wychowawczego). Byłoby zatem niezmiernie dziwne, gdyby nagle elity tego kraju zmieniły gruntownie swoje poglądy i metody postępowania a byłoby jeszcze bardziej dziwne, gdyby ta zmiana przyniosła (w świetle tego co wiemy o historii gospodarczej świata) pozytywne wyniki.

Prawdą jest natomiast, że Niemcy Zachodnie otrzymały 3,2 mld $ w ramach planu Marshala, z których dużą część zainwestowano (zupełnie nie rynkowo) w górnictwo, hutnictwo i energetykę. Prawdą też jest, że RFN do końca lat pięćdziesiątych miała potężny sektor gospodarki państwowej. Trudno w tej sytuacji nie uprawiać polityki gospodarczej państwa, zwłaszcza, że własność państwowa skoncentrowana była w takich branżach strategicznych jak przemysł wydobywczy i hutniczy, wytwarzanie i dystrybucja energii elektrycznej, przemysł stoczniowy i samochodowy.

Sektor własności państwowej na terenie RFN był większy niż przed wojną, jako że upaństwowiono partyjny majątek hitlerowców, do którego należał m.in. Volkswagen. Z tych samych powodów wzrósł państwowy majątek powojennej Austrii. W obu tych krajach dokonano „cudu gospodarczego” głównie w oparciu o ten majątek i związaną z nim politykę gospodarczą państwa, ale nie tylko.

Przy szermowaniu hasłem socjalnej gospodarki rynkowej przedstawianej u nas niezgodnie z jej istotą, pomijano również system pracowniczego współdecydowania (tzw. „Mitbestimmung”), który też walnie przyczynił się do niemieckiego cudu gospodarczego. Największe znaczenie ma w nim obniżenie konfliktowości stosunków pracy, ale przyczynia się on też do harmonizowania gospodarczych interesów w ramach interesów ogólnospołecznych. W radach nadzorczych przedsiębiorstw zasiadają -bowiem nie tylko przedstawiciele miejscowych pracowników ale również przedstawiciele regionalnych rad związków zawodowych.

Największa jednak rola w koordynowaniu działań całej gospodarki niemieckiej przypada niemieckim bankom, które podobnie jak banki japońskie są bankami gospodarującymi a nie nastawionymi wyłącznie na zysk. Rola ta zwiększyła się znacznie po akcji prywatyzacji przedsiębiorstw państwowych na przełomie lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych.

Niemiecki kapitalizm (podobnie zresztą jak japoński) tym się m.in. różni od kapitalizmu anglosaskiego, że większość akcji przedsiębiorstw jest w posiadaniu banków a nie indywidualnych akcjonariuszy. Indywidualne inwestowanie zaczęło się, owszem, rozwijać w Niemczech od drugiej połowy lat pięćdziesiątych, lecz za pośrednictwem powstających wówczas funduszy inwestycyjnych. Fundusze te deponują nabywane akcje w bankach, które realizują przysługujące akcjom prawo głosu. Niektóre banki (jak Dresdner Bank) same tworzyły fundusze inwestycyjne.

Ten sposób inwestycji dodatkowo zwiększył koncentrację gospodarczej, decyzyjnej siły największych niemieckich banków. W latach powojennych była to tzw. „wielka trójka”: Deutsche Bank, Commerzbank i Dresdner Bank. Sam Dresdner Bank w połowie lat 50. posiadał w zachodnioniemieckich koncernach ok. 300 udziałów kontrolnych.

 W związku z powyższym, przedstawiciele największych banków zasiadają w radach nadzorczych większości koncernów niemieckich, kierując w ten sposób harmonijnie całym kluczowym przemysłem. Np. czołowa postać zachodnioniemieckiej finansjery, prezes Deutsche Bank w latach 1957 - 1967 Hermann Abs, który podczas wojny był finansowym doradcą Hitlera, zajmował pod koniec lat sześćdziesiątych 29 stanowisk w czołowych zachodnio-niemieckich koncernach, w tym 10 stanowisk przewodniczącego i 4 wice-przewodniczącego rad nadzorczych[sup:1n2k2jcu][13][/sup:1n2k2jcu]. Niewiele to ma wspólnego z zasadami liberalizmu gospodarczego.

Kierownictwo czołowych niemieckich banków, to niemiecki, gospodarczy sztab generalny, który w porozumieniu z rządem kieruje całą niemiecką gospodarką dla dobra własnego kraju.

Po przejęciu przez banki niemieckie znaczącego udziału banków polskich, sztab ten może prowadzić politykę gospodarczą (oczywiście w interesie niemieckim) również na naszych ziemiach, niezależnie od naszego rządu. Ten ostatni zresztą, jak wiadomo, polityki gospodarczej prowadzić nie chce (niezależnie od opcji politycznej).   

Niemiecki typ kapitalizmu nosi nazwę (jak już wspomnieliśmy) „socjalnej gospodarki rynkowej”. Jego nazwa i odmienność od kapitalizmu anglosaskiego została u nas na wstępie transformacji ustrojowej zauważona i nawet miano się na nim wzorować. Jednakże funkcje socjalne państwa niemieckiego przesłoniły niemiecką politykę gospodarczą. Opiekę socjalną państwa z kolei można było łatwo krytykować na gruncie polskim, no bo przecież jeszcze się nie dorobiliśmy i nie mamy z czego dzielić. Potem o modelu niemieckim, i w ogóle o zróżnicowaniu kapitalizmu zapomniano, realizując „jedyną” jego formę według recepty neoliberalnej.

Niedawno jednak sam Leszek Balcerowicz przypomniał nam, że nie tylko istnieją różne modele kapitalizmu, ale że istnieje też między nimi walka[sup:1n2k2jcu][14][/sup:1n2k2jcu]. Tę rewelacyjną wiadomość podał nam jednak tylko dlatego, by jednocześnie oznajmić, że model niemiecki już się skończył. Powodem był sensacyjny wykup niemieckiej firmy Mannesmann przez brytyjską firmę Vodafon. Autor nie poinformował jednak o negatywnej reakcji rządu niemieckiego wobec wykupu i o oświadczeniu Ulricha Shrödera z Deutsche Bank, że wykupy takie na większą skalę nie wchodzą w rachubę, ze względu na strukturę własnościową niemieckich korporacji.

W bardziej liberalnym modelu anglosaskim, na którym także wzorujemy się w niewłaściwy sposób[sup:1n2k2jcu][15][/sup:1n2k2jcu] również dba się o zachowanie stanu posiadania. Gdy bowiem z kolei niemiecki Telecom chciał wykupić amerykańską firmę Voice Stream, Amerykanie szybko uchwalili prawo blokujące wykup[sup:1n2k2jcu][16][/sup:1n2k2jcu].

System Pentagonu

Przed I Wojną Światową polityka gospodarcza Stanów Zjednoczonych nie ograniczała się do podtrzymywania wysokich ceł protekcyjnych. Dla zachowania wewnętrznej konkurencji wydano ustawy antymonopolowe. Podjęto rozbudowę dróg federalnych, służących głównie rolnictwu poprzez uniezależnienie farmerów od monopolu przewozów kolejowych. Chroniąc szczególnie cenne obszary środowiska naturalnego przez dewastacją, ustanowiono parki narodowe.

 Najważniejszą jednak innowacją było ustanowienie w 1913 roku (wbrew protestom prywatnej finansjery z Wall Street) Federalnego Systemu Rezerw, który poprzez regulację stopy procentowej i politykę kredytową w stosunku do innych banków, w sposób istotny wpływał na kształtowanie sytuacji gospodarczej kraju.

Podczas I Wojny Światowej Stany Zjednoczone stosowały w szerokim zakresie państwowe kierowanie gospodarką w ramach gospodarki wojennej. Do najsprawniejszych agend państwowych należały Administracja ds. Żywności i Administracja ds. Paliw. Posunięto się nawet do upaństwowienia stoczni i utworzono państwową korporację produkującą i użytkującą statki handlowe do przewozu wojska i sprzętu wojskowego.

Po wojnie korzyści wynikające ze ściślejszego współdziałania państwa z gospodarką stały się na tyle oczywiste, że zgodzono się na państwowe regulacje dotyczące transportu kolejowego, floty handlowej i linii lotniczych.

W okresie międzywojennym państwo odegrało decydującą rolę w elektryfikacji Stanów Zjednoczonych i w rozbudowie sieci dróg. Elektryfikacja doprowadziła do nowej rewolucji przemysłowej zaś rozbudowa i modernizacja dróg umożliwiła eksplozywny rozwój przemysłu samochodowego. A wszystko to odbywało się nadal za wysokim murem ceł ochronnych i przy dumpingowym eksporcie zboża.

Amerykańskie „ryczące lata dwudzieste” to okres niebywałej prosperity. Najbardziej jednak liberalnym elementem tego okresu była narastająca orgia spekulacji giełdowych, która w końcu doprowadziła do załamania się całej gospodarki i Wielkiego Kryzysu o zasięgu międzynarodowym.

Lekarstwem na kryzys okazała się znowu daleko idąca interwencja państwa w ramach polityki Nowego Ładu Franklina Roosvelta. Polityka ta przeszła w sposób ciągły w kolejną gospodarkę wojenną okresu II Wojny Światowej, uprawianą szerzej i sprawniej niż w czasie poprzedniej wojny. Nowością był program konstrukcji bomby atomowej, do którego zaangażowano ogromne środki i liczny zespół naukowców, również z zagranicy. Powodzenie programu przyczyniło się do docenienia roli nauki w rozwiązaniach praktycznych i w konsekwencji do planowego drenażu mózgów z innych krajów w okresie powojennym.

II Wojna Światowa przeobraziła Stany Zjednoczone pod wieloma względami. Kraj ten otworzył się na zagranicę, realizując wiele programów pomocy, czemu towarzyszyło nowe ożywienie gospodarcze.

 Jednak -jak pisze Krzysztof Michałek[17]-
Quote
sam boom gospodarczy będący konsekwencją wojny i przeniesiony na okres powojenny, jeszcze nie wystarczy do tego, by w tym wymiarze rok 1945 uznać za cezurę w dziejach amerykańskich.

To, co było bowiem najpoważniejszym w sferze gospodarczej skutkiem udziału USA w wojnie, określić dałoby się pojęciami narodzin i błyskawicznego rozwoju kompleksu gospodarczo-militarnego [podkr. JK]. Nie jest to jakiś jeden sektor produkcyjny, ale szereg równolegle występujących w poziomie i pionie powiązań pomiędzy prywatnym biznesem a państwem reprezentowanym przez organy powołane do kreowania polityki obronnej.

Doszło do wytworzenia się przedziwnej sytuacji. Stany Zjednoczone, czując się dalej odpowiedzialne za zachowanie w świecie demokracji, utrzymały swój wysoki budżet wojskowy nie pozwalając na tworzenie tego budżetu (w ramach demilitaryzacji) u swych głównych kapitalistycznych konkurentów: Niemiec i Japonii. Jednocześnie, stając się krajem dominującym gospodarczo i zainteresowanym w dalszej gospodarczej ekspansji, były też zainteresowane głoszeniem haseł liberalizmu gospodarczego. W sytuacji takiej nie można było jawnie uprawiać (niezbędnej jednak) polityki gospodarczej państwa, by nie popadać w otwartą sprzeczność. Ukryto ją zatem za parawanem rozwoju obronności kraju.

Niemcy i Japonia pozbawione były tej możliwości i bardziej otwarcie politykę gospodarczą realizowały, narażając się na stałą presję Amerykanów w kierunku liberalizacji. W sumie jednak, kraje te nie obciążone budżetem wojskowym, dobrze na swej bezpośredniej polityce gospodarczej wyszły. W każdym razie, w zakresie stosowania polityki gospodarczej państwa nie ma tak zasadniczych różnic między Japonią i Niemcami z jednej strony, a Stanami Zjednoczonymi z drugiej, jak można by z amerykańskiej fasady ustrojowej wnioskować.

Z brakiem tej polityki mamy jedynie do czynienia w teorii liberalizmu gospodarczego i w patologicznych przypadkach nabierania się na tę ideologię.

Noam Chomsky nazywa amerykańską powojenną, zakamuflowaną politykę gospodarczą „systemem Pentagonu”[sup:1n2k2jcu][18][/sup:1n2k2jcu] i relacjonuje, że za prezydentury Trumana zalecano wprost zastępowanie terminu „subsydia” terminem „obronność”. Najbardziej na nowym systemie skorzystał cywilny przemysł lotniczy, który jest nie do utrzymania bez państwowej pomocy. Dzięki wspomaganiu tej branży przez Pentagon, amerykańska firma Boeing-McDonald (fuzja obu firm dokonana została przy współudziale państwa) jest dziś prawie światowym monopolistą (poza europejskim Airbusem, również potężnie dotowanym) w produkcji i eksporcie dużych samolotów cywilnych, a Stany Zjednoczone dominują w dochodowych przewozach pasażerskich.

Chomsky podaje, że Pentagon subsydiuje 30% ceny ropy naftowej[sup:1n2k2jcu][19][/sup:1n2k2jcu], co wpływa istotnie na koszty energii i tym samym generalnie na koszty amerykańskiej produkcji.

Oprócz Pentagonu, ogromne stymulujące działanie na rozwój nowoczesnych branż przemysłu amerykańskiego, ma państwowa agencja NASA realizująca programy badań kosmicznych.

        Napędzając swoją gospodarkę działaniami agend rządowych nie zapominają Amerykanie o jej ochronie przed zagraniczną konkurencją. I to w dobie najbardziej intensywnego szermowania hasłami neoliberalizmu. Zacytujmy znowu Chomsky’ego[sup:1n2k2jcu][20][/sup:1n2k2jcu]:
         
Quote
Administracji Reagana nie trzeba było tłumaczyć doktryn „rzeczywistego kapitalizmu wolnorynkowego”. W tej dziedzinie wykazała ona mistrzostwo, zachwalając uboższym zalety rynku, ogłaszając jednocześnie przedstawicielom światowego biznesu, że Reagan „zabezpieczył amerykański przemysł przed importem lepiej niż wszyscy jego poprzednicy w ciągu ostatniego półwiecza”, co i tak jest oszczędnie powiedziane w porównaniu z komentarzem z „Foreign Affairs” podsumowującym dziesięciolecie administracji Reagana, która prześcignęła wszystkie dotychczasowe rządy, ponieważ „przewodziła największemu od lat trzydziestych zwrotowi w kierunku protekcjonizmu”.

Szczegóły tej protekcjonistycznej polityki Reagana przedstawia James Goldsmith w tłumaczonej na język polski książce[sup:1n2k2jcu][21][/sup:1n2k2jcu] cytując obszerne fragmenty z opracowania Alana Tonelsona[sup:1n2k2jcu][22][/sup:1n2k2jcu]. Protekcję (głównie cła ochronne) zastosowano do przemysłu samochodowego, stalowego, odzieżowego i elektronicznego. Za każdym razem wzrosła produkcja a przy tym nastąpił postęp technologiczny i zahamowany został wzrost cen, co przeczy argumentom przeciwników protekcjonizmu.

 Zatrzymajmy się na przemyśle elektronicznym, który od początku lat osiemdziesiątych zaczął tracić rynek, miejsca pracy a przynosić straty. Jednakże:
Quote
W 1986 r. Administracja Reagana wprowadziła ochronę przed japońską produkcją i w 1987 narzuciła karne opłaty celne na wiele produktów importowanych z Japonii. Amerykański przemysł półprzewodników przyśpieszył modernizację swoich urządzeń. Wydatki na badania naukowe i rozwój zaczynały wzrastać rocznie o sensacyjne 16% rocznie. Amerykańscy producenci ustanowili rekord w skali światowej w ilości ulepszeń produktów. A ceny producentów wzrosły tylko o 4% między rokiem 1982 i 1991[sup:1n2k2jcu][23][/sup:1n2k2jcu].

W roku 1992 amerykański przemysł elektroniczny odzyskał konkurencyjność na rynku międzynarodowym.

Tonelson podsumowuje[24]:

Środki ochrony przed importem pomogły przekonać własny przemysł, że nie jest skazany na bicie głową w mur (...) Ochrona przed niekontrolowanym importem uzmysłowiła przywódcom państw, że ich przemysły mają jednak przyszłość przed sobą.

System Pentagonu przestał być jednak z czasem wystarczający. W latach osiemdziesiątych gospodarka amerykańska przestała być konkurencyjna w stosunku do Niemiec, Japonii i dalekowschodnich „tygrysów”. Wśród przyczyn wymieniano upadek etyki pracy, konfliktowe stosunki między pracą i kapitałem (Niemcy i Japończycy mają stosunki kooperacyjne) no i brak należytej polityki gospodarczej państwa. Oto przykłady opinii z tamtego okresu[25]:

Zarówno rząd jak i biznes muszą działać razem by rozwiązać problem.

czy:

Amerykańskie przedsiębiorstwa nie są konkurencyjne z powodu braku powiązań między obywatelami, biznesem, przemysłem i rządem.

Sytuacja pogorszyła się, gdy w wyniku rozpadu Związku Radzieckiego zakończyła się i zimna wojna i wyścig kosmiczny. Musiano zredukować budżety Pentagonu i NASA i tym samym zredukowana została i tak niewystarczająca, ukryta polityka gospodarcza państwa.

 Stany Zjednoczone przystąpiły zatem (już za prezydentury Clintona) do jawnej polityki gospodarczej, którą jej nowy minister pracy Robert B. Reich postulował już w 1982 roku[26]. Nastąpiła zmiana frontu i strategii. Dotychczasowy przeciwnik polityczny czyli Rosja Sowiecka, zastąpiony został otwarcie sojusznikami politycznymi wprawdzie, ale przeciwnikami ekonomicznymi - Japonią i Niemcami.

 Na pierwszy ogień poszedł bankrutujący przemysł samochodowy. „Gwiezdne wojny” zamieniono na „wojny samochodów”. Nastąpił bezprecedensowy alians samochodowej Wielkiej Trójki z Detroit z rządem. W ciągu kilku pierwszych miesięcy prezydentury Clintona doszło do większej ilości spotkań przedstawicieli tej branży z przedstawicielami rządu niż podczas dwóch kadencji Reagana[27]. Dotychczasowi szefowie koncernów samochodowych zastąpieni zostali przez nowych, rozumiejących sposoby działania przemysłu za granicą. Wewnątrz przedsiębiorstw wytworzono autonomiczne grupy pracownicze i współudział pracowników w decyzjach. Rząd wymusił zamianę dotychczasowej konkurencji wewnątrz Wielkiej Trójki na współpracę. Na potrzeby przemysłu samochodowego przeznaczono część potencjału badawczego laboratoriów rządowych pracujących dotąd na rzecz przemysłu obronnego.

Na wyniki nie trzeba było długo czekać. W krótkim czasie amerykański przemysł samochodowy odzyskał swój, tracony przez wiele lat rynek.

W 1994 roku utworzona została z inicjatywy rządu Narodowa Rada Naukowo – Technologiczna, której celem jest ściślejsza współpraca instytutów naukowych z przemysłem i nakierowanie ich pracy (i funduszy federalnych) na rozwiązania praktyczne.

Rząd wyznaczył priorytety dla: połączeń światłowodowych, sieci komputerowych, biotechnologii, robotów, i pociągów poruszających się na poduszce magnetycznej.

Odzyskanie przez Stany Zjednoczone wigoru ekonomicznego w latach dziewięćdziesiątych wiąże się właśnie z powyższymi całkiem nieliberalnymi przemianami, u nas zaś jest przedstawianie jako sukces ekonomii liberalnej, tzn. jako praktyczna realizacja oficjalnie głoszonych haseł reganomiki.

Działa tu perfekcyjnie dwulicowość doktryny liberalizmu ekonomicznego, tak scharakteryzowana przez Chomsky’ego[sup:1n2k2jcu][28][/sup:1n2k2jcu]:
Quote
Funkcjonują dwa warianty doktryny wolnorynkowej. Pierwszy – to oficjalna doktryna narzucana bezbronnym. Drugi zaś to coś, co moglibyśmy nazwać rzeczywistą doktryną wolnorynkową: dyscyplina rynkowa jest dobra dla ciebie, ale nie dla mnie, chyba że akurat przynosi mi korzyści.

Polska brygada gospodarcza

Wróćmy teraz do Polski.

Gospodarczy rozwój II Rzeczpospolitej, a zwłaszcza jego etap późniejszy – budowa COPu, to właśnie główny temat „Sztafety” Melchiora Wańkowicza.

Polityka gospodarcza Polski międzywojennej rozwinęła się dopiero po zamachu majowym w 1926 roku, a pełny rozmach osiągnęła w ostatnich latach przed II Wojną Światową, która niestety przyniosła jej kres.

W pierwszych latach niepodległości nie było warunków do prowadzenia bardziej zawansowanej polityki gospodarczej. Najpierw była wojna polsko – bolszewicka i problem Górnego Śląska, którego status administracyjny w ramach państwa polskiego uregulowano dopiero w 1924 roku. Większość kapitału w tym regionie pozostawała w rękach niemieckich. Generalnie, większość kapitału w branżach kluczowych jak węgiel, hutnictwo, ropa naftowa i energetyka pozostawała w rękach obcych. Prowadzeniu polityki gospodarczej nie sprzyjały też rozgrywki partyjne i częsta zmiana rządów. Nie sprzyjały również bariery doktrynalne.

Akademicka ekonomia – jak wykazują to przykłady różnych krajów - kocha się w liberalizmie i ma spory wpływ na opinię publiczną. Tak było i w Polsce za czasów Staszica i Lubeckiego, tak też było w Polsce międzywojennej przed i po przewrocie majowym. Z tą tylko różnicą, że po przewrocie liberałowie
« Last Edit: (Tue) 12.08.2014, 14:53:11 by BladyMamut »
“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje