Author Topic: Ekonomia i polityka - Ludwik von Mises  (Read 690 times)

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • WyBudzony
  • *
  • Posts: 2 560
  • Reputacja: +12/-0
Ekonomia i polityka - Ludwik von Mises
« on: (Sun) 06.04.2014, 22:26:50 »
Ekonomia i polityka - Ludwik von Mises


Kapitalizm

Opisowe nazwy używane przez ludzi często wprowadzają w błąd. Mówiąc o nowoczesnych przywódcach przemysłu i szefach wielkich przedsiębiorstw na przykład, nazywają ich „królami czekolady" lub „królami bawełny" czy „kró­lami samochodowymi". Używanie takich nazw dowodzi, że ci ludzie nie widzą praktycznie żadnej różnicy między nowoczesnymi kierownikami przemysłu a feudalnymi królami, książętami lub lordami dawnych czasów. Ale różnica fak­tycznie jest bardzo wielka, bo współczesny król czekolady wcale nie rządzi, on służy. On nie panuje nad zdobytym terytorium, niezależny od rynku i swych klientów. Król czekolady - lub król stali, król automobilowy i każdy inny król nowoczesnego przemysłu - zależy od przedsiębiorstwa, które prowadzi i od klienteli, której służy. Ten „król" musi utrzymywać dobre stosunki ze swoimi „poddanymi" - konsumentami; traci swoje „królestwo" natychmiast, gdy nie jest w stanie dać swym klientom lepszej usługi mniejszym kosztem niż inni, z którymi konkuruje.
Dwieście lat temu, przed pojawieniem się kapitalizmu, stan społeczny człowieka był ustalony od narodzin do końca życia; odziedziczył go po swoich przodkach i nigdy go nie zmienił. Jeśli urodził się biednym, biednym umierał, jeśli urodził się bogatym - lordem lub księciem - posiadał majątek i księstwo, którym władał przez całe życie.
Jeżeli chodzi o przemysł, istniały w tych czasach jego prymitywne formy, nastawione prawie wyłącznie na zaspokajanie potrzeb bogaczy. Większość ludzi (90% lub więcej europejskiej ludności) pracowała na roli i nie stykała się z nim. Ten sztywny system feudalnego społeczeństwa przeważał w większości rozwiniętych okręgów Europy przez wiele setek lat.
Gdy liczba mieszkańców wsi powiększała się, powodowało to nadmiar ludności utrzymującej się z uprawy roli. Dla tych ludzi bez odziedziczonego kawałka ziemi lub posiadłości ziemskiej nie było dostatecznego zajęcia, nie­możliwa też była praca w przemyśle przetwórczym w miastach: „królowie" miast odmawiali im dostępu do pracy. Ilość tych „wyrzutków" stale rosła
i wciąż nikt nie wiedział, co z nimi zrobić. Byli w pełnym znaczeniu tego słowa „proletariuszami", wyrzuconymi poza nawias życia, których rząd mógł tylko wysłać do domów pracy lub do domów ubogich. W pewnych rejonach Europy, zwłaszcza w Holandii i Anglii, stali się tak liczni, że w XVIII wie­ku byli rzeczywistą groźbą dla utrzymania powszechnie panującego systemu społecznego.
Dzisiaj, dyskutując o podobieństwie do warunków w społeczeństwach In­dii lub innych rozwijających się krajów, nie możemy zapominać, że w Anglii w XVIII-tym wieku warunki były dużo gorsze. W tamtym czasie Anglia liczyła sześć lub siedem milionów ludności, ale z tych sześciu lub siedmiu milionów więcej niż milion, prawdopodobnie dwa miliony, było po prostu wyrzutkami, dla których istniejący system nie przewidywał żadnego zaopatrzenia. Był to jeden z olbrzymich problemów osiemnastowiecznej Anglii. Innym wielkim problemem był brak surowców. Brytyjczycy musieli bardzo poważnie zadać sobie pytanie: co zrobić w przyszłości, gdy lasy nie będą mogły dłużej do­starczać drewna potrzebnego dla przemysłu i ogrzewania domów? Dla klas rządzących była to rozpaczliwa sytuacja. Politycy (mężowie stanu) i będąca u władzy szlachta nie mieli absolutnie żadnego pomysłu jak temu zaradzić.
Z tego poważnego problemu społeczno-gospodarczego wyłoniły się po­czątki nowoczesnego kapitalizmu. Znalazły się pewne osoby wśród tych ubo­gich ludzi, pozostawionych poza nawiasem społeczeństwa, które próbowały zorganizować innych dla założenia małych warsztatów, mogących coś pro­dukować. To była nowość. Ci przedsiębiorczy innowatorzy nie wytwarzali kosztownych wyrobów nadających się do sprzedawania wyższym klasom; wy­rabiali tańsze produkty użyteczne każdemu. I to był początek kapitalizmu, jaki istnieje dzisiaj. To był początek masowej produkcji, podstawowej zasady kapitalistycznego przemysłu. W przeciwieństwie do starych rzemiosł, produ­kujących prawie wyłącznie na potrzeby wyższych klas, nowy, kapitalistyczny przemysł zaczął wytwarzać rzeczy, które mogły być nabywane przez całą ludność. Była to masowa produkcja dla zaspokojenia potrzeb szerokich rzesz społeczeństwa.
To podstawowa zasada kapitalizmu, jaki istnieje dzisiaj w tych państwach, w których wysoko rozwinięty jest system masowej produkcji: wielkie przed­siębiorstwa, cel najbardziej fanatycznych ataków tak zwanych lewicowców, produkują prawie wyłącznie dla zaspokojenia potrzeb szerokich warstw spo­łeczeństwa. Przedsiębiorstwa produkujące luksusowe towary jedynie dla za­możnych nigdy nie osiągną dużych rozmiarów. Dzisiaj ludzie, którzy pracują w dużych fabrykach, są głównymi konsumentami produktów w nich wytwo­rzonych. To jest podstawowa różnica między kapitalistycznymi zasadami pro­dukcji, a zasadami feudalnymi poprzednich wieków.
Kiedy ludzie wychodzą z założenia, że istnieje różnica między producen­tem a konsumentem produktów wielkich przedsiębiorstw, mylą się bardzo. W amerykańskich sklepach wielobranżowych można zobaczyć slogan „klient ma zawsze rację". I tym klientem jest ten sam człowiek, który te rzeczy pro­dukuje w fabryce. Ludzie, którzy myślą, że władza wielkich przedsiębiorstw jest ogromna, mylą się także, skoro duże przedsiębiorstwo polega całkowicie na poparciu tych, którzy kupują jego produkty: największe przedsiębiorstwo traci swoją władzę i swoje wpływy, kiedy traci klientów.
Pięćdziesiąt lub sześćdziesiąt lat temu mówiono prawie we wszystkich kra­jach kapitalistycznych, że towarzystwa akcyjne kolei żelaznych były za duże i za potężne; miały monopole, z którymi nie można było konkurować. Twier­dzono, że w sferze transportu kapitalizm osiągnął stan, w którym zniszczył sam siebie, ponieważ wyeliminował konkurencję. Ci ludzie przeoczyli fakt, że siła kolei zależała od ich możliwości służenia ludziom lepiej, niż jakikolwiek inny środek transportu. Ma się rozumieć, że byłoby bezsensowne konkuro­wać z jednym z dużych towarzystw kolei żelaznych przez zbudowanie drugiej linii równoległej do starej, skoro stara kolej była wystarczająca dla istnie­jących potrzeb. Ale bardzo wcześnie pojawili się inni konkurenci. Wolność konkurencji nie znaczy, że można osiągnąć cel po prostu przez imitację lub kopiowanie dokładnie tego, co ktoś inny zrobił. Wolność prasy nie znaczy, że ma się prawo kopiowania tego, co ktoś inny napisał i w ten sposób osią­gnąć powodzenie, słusznie należne innemu za jego osiągnięcia. To znaczy, że ma się prawo napisać coś odmiennego. Wolność konkurencji dotyczącej kolei żelaznej, na przykład, znaczy, że jest się wolnym do wynalezienia czegoś, co wezwie do współzawodnictwa koleje i postawi je w bardzo niebezpiecznej sytuacji.
W Stanach Zjednoczonych konkurenci - w formie autobusów, samocho­dów, samochodów ciężarowych i samolotów - stanowili dla kolei wielki pro­blem do przezwyciężenia. Koleje zostały prawie kompletnie pokonane, jeśli chodzi o transport osobowy.
Rozwój kapitalizmu polega na tym, że każdy ma prawo służenia kliento­wi lepiej lub taniej. I ta metoda, ta zasada, w ciągu stosunkowo krótkiego czasu, przekształciła cały świat - umożliwiła bezprzykładny wzrost ludności w świecie.
W osiemnastowiecznej Anglii rolnictwo mogło utrzymać (wyżywić) tylko sześć milionów ludzi na bardzo niskim poziomie. Dzisiaj więcej niż pięćdzie­siąt milionów cieszy się dużo wyższym standardem życia, niż nawet bogaci w XVIII-tym wieku. Dzisiejszy poziom życia w Anglii byłby prawdopodobnie jeszcze wyższy, gdyby sporo energii Brytyjczyków nie zostało zużyte na dwie wojny światowe (które przeważająca większość Niemców była zdecydowana wywołać).
Takie są fakty o kapitalizmie. Zatem, jeśli jakiś Anglik - lub, jeśli o to chodzi, każdy inny człowiek w każdym kraju świata mówi dzisiaj do swojego przyjaciela, że jest przeciwny kapitalizmowi, istnieje nadzwyczajnie dobra na to odpowiedź: „Czy wiesz, że liczba ludności na tej planecie jest obecnie dzie­sięciokrotnie większa niż w wiekach poprzedzających kapitalizm; czy wiesz, że wszyscy ludzie dzisiaj cieszą się wyższym poziomem życia, niż nasi przod­kowie przed kapitalizmem? Ale czy wiesz, że byłbyś tym jedynym żyjącym spośród dziesięciu, gdyby nie było kapitalizmu? Zwykły fakt, że żyjesz, jest dowodem, że kapitalizm osiągnął cel, czy cenisz, czy też nie, swoje własne życie".
Pomimo wszystkich korzyści, kapitalizm był z pasją atakowany i krytyko­wany. Jest konieczne, abyśmy rozumieli przyczyny tej antypatii. Nienawiści do kapitalizmu nie zapoczątkowały masy , nie zaczęła się wśród robotników, ale wśród ziemiańskiej arystokracji - szlachty Anglii i kontynentu europej­skiego. Oskarżali kapitalizm o to, co nie było dla nich korzystne: mianowicie, na początku XIX-go wieku, wyższe stawki płac istniejące w przemyśle zmu­szały ziemiańską szlachtę do płacenia również wyższych stawek pracownikom rolnym. Arystokracja, krytykując przemysł, atakowała standard życia szero­kich mas pracowników.
Ma się rozumieć - z naszego punktu widzenia - standard życia robotników był nieskończenie niski; warunki życia w czasie wczesnego kapitalizmu były absolutnie przerażające, ale nie dlatego, że rozwijający się kapitalistyczny przemysł wyrządzał krzywdę robotnikom. Ludzie wynajęci do pracy w fa­brykach już przedtem wegetowali na poziomie faktycznie nie do zniesienia dla człowieka.
Sławne stare opowiadania, powtarzane setki razy, że fabryki zatrudniały kobiety i dzieci, żyjące wcześniej, przed podjęciem pracy w fabrykach, w dostatecznych warunkach, są jednym z największych fałszerstw w historii. Matki, które pracowały w fabrykach nie miały co do garnka włożyć; one nie opuszczały swoich domów i ich kuchni udając się do fabryk, one poszły do fabryk, ponieważ nie miały kuchni, a jeśli je miały, to nie miały w nich czego przyrządzać. Dzieci nie przychodziły do fabryk z wygodnych ochronek. One głodowały i umierały. I całe to gadanie o nie-do-wypowiedzenia okrop­nościach wczesnego kapitalizmu można obalić przez tylko jedną statystykę: dokładnie w tych latach, w których brytyjski kapitalizm się rozwijał, ściśle w wieku nazwanym Rewolucją Przemysłową w Anglii, w latach od 1760 r. do 1810 r. ludność w Anglii podwoiła się, co oznacza, że setki lub tysiące dzieci
- które byłyby umarły w poprzednich czasach - przeżyły i rosły.
Nie ma wątpliwości, że warunki w poprzedzających czasach były bar­dzo niedostateczne. To kapitalistyczne przedsiębiorstwa je polepszyły. To te wczesne fabryki zaspokoiły potrzeby swoich robotników, bezpośrednio lub pośrednio, przez eksportowanie produktów i importowanie żywności i surow­ców z innych krajów. Raz za razem wcześni historycy kapitalizmu fałszowali
- trudno użyć łagodniejszego słowa - historię.
Jedna anegdota, którą zwykle powtarzano, całkiem możliwe, że zmyślo­na, dotyczyła Beniamina Franklina. Stosownie do tego opowiadania, Ben Franklin odwiedził fabrykę bawełnianych tkanin w Anglii. Właściciel fabryki powiedział mu z pełną dumą: „oto są bawełniane towary dla Węgier". Benja­min Franklin rozglądając się dookoła, widząc robotników biednie ubranych, powiedział: „Dlaczego nie produkujesz także dla swoich robotników?".
Ale ten eksport, o którym mówił właściciel fabryki, naprawdę znaczył, że produkował dla swoich robotników, ponieważ Anglia musiała importować wszystkie surowce. Nie ma bawełny ani w Anglii, ani w kontynentalnej Euro­pie. Istnieje niedostatek żywności w Anglii i żywność musi być importowana z Polski, Rosji i Węgier. Ten eksport był zapłatą za import żywności, która umożliwiła przeżycie ludności brytyjskiej. Wiele przykładów z historii tych wieków pokaże stosunek szlachty i arystokracji do robotników. Pragnę za­cytować tylko dwa z nich. Jednym jest sławny brytyjski system „nasienie i ziemia" („seed and land" system). Na jego podstawie brytyjski rząd płacił wszystkim robotnikom, którzy nie otrzymali minimalnych stawek (ustalonych przez rząd) za pracę, różnicę między stawką, jaką otrzymali, a tą minimalną. To oszczędziło ziemiańskiej arystokracji konieczności płacenia wyższych sta­wek. Szlachta mogła utrzymać niskie płace na roli, a rząd miał uzupełniać je, w ten sposób powstrzymując robotników przed szukaniem pracy w miejskich fabrykach.
Osiemdziesiąt lat później, po rozprzestrzenieniu się kapitalizmu z Anglii do kontynentalnej Europy, ziemiańska arystokracja ponownie zareagowała przeciwko nowemu systemowi produkcji. W Niemczech pruscy junkierzy, stra­ciwszy wielu robotników, którzy odeszli do lepiej płatnych zajęć, wynaleźli specjalną nazwę dla tego problemu: „ucieczka ze wsi" - „Landflucht". W niemieckim Parlamencie dyskutowano jak zaradzić temu złu - złu z punktu widzenia ziemiańskiej arystokracji. Książę Bismarck, słynny kanclerz Nie­mieckiego Reichu, pewnego dnia w mowie powiedział: „Spotkałem człowieka w Berlinie, który kiedyś pracował w mojej posiadłości i zapytałem go, dla­czego ją opuścił; dlaczego wyjechał z wioski; dlaczego teraz żyje w Berlinie?". Człowiek ten odpowiedział: „Nie macie takiej ładnej piwiarni w wiosce, jak tutaj w Berlinie, gdzie można siedzieć, pić piwo i słuchać muzyki". To jest, ma się rozumieć, opowiadanie z punktu widzenia księcia Bismarcka, praco­dawcy. To nie był punkt widzenia wszystkich jego pracowników. Odeszli do przemysłu, ponieważ przemysł płacił wyższe stawki za pracę i podnosił ich standard życia w niesłychanym wtedy stopniu.
Dzisiaj, w krajach kapitalistycznych, istnieje względnie mała różnica mię­dzy podstawowym standartem życia tak zwanych wyższych i niższych klas; obie mają żywność, odzież i mieszkanie. Ale w XVIII-tym wieku i wcześniej, różnica między człowiekiem średniej a człowiekiem niższej klasy była taka, że człowiek średniej klasy miał buty, a człowiek niższej nie.
Obecnie w Stanach Zjednoczonych różnica między bogatym a biednym człowiekiem oznacza bardzo często różnicę między Cadillakiem a Chevrole- tem. Można oczywiście kupić używanego Chevroleta, który oddaje te same usługi każdemu właścicielowi: może przejeżdżać z jednego punktu do drugie­go. Więcej niż pięćdziesiąt procent ludzi w Stanach Zjednoczonych żyje we własnych domach lub mieszkaniach.
Ataki przeciwko kapitalizmowi - zwłaszcza odnośnie wymagania wyż­szych („sprawiedliwych") stawek płac - zaczynają się od fałszywych założeń, że stawki płac za pracę są ostatecznie płacone przez ludzi, którzy są odmien­ni od tych zatrudnionych w fabrykach. W gruncie rzeczy, dla ekonomistów i studiujących ekonomiczne teorie, robotnik i konsument mogą być różnymi osobami. Ale faktycznie każdy konsument musi w jakiś sposób zarobić pie­niądze, które wydaje i ogromna większość konsumentów jest dokładnie tymi samymi ludźmi, którzy pracują w przedsiębiorstwach produkujących rzeczy, które kupują. Stawki płac w kapitalizmie nie są ustalane przez pewne grupy ludzi różne od tych, które je otrzymują: to ci sami ludzie. To nie filmowa kor­poracja Hollywood płaci wynagrodzenie filmowej gwieździe; to płacą ludzie, którzy kupują bilety na film do kina. To nie organizator meczu bokserskiego płaci ogromne nagrody walczącym; to ludzie, kupując bilety na mecz bokser­ski. Różnica, która jest użyteczna w teorii ekonomicznej, nie jest różnicą w realnym życiu; tutaj i pracodawca, i pracownik jest tą samą osobą.
W wielu krajach są ludzie, którzy uważają za bardzo niesprawiedliwe, gdy człowiek, który utrzymuje rodzinę wielodzietną, otrzymuje to samo wynagro­dzenie co osoba, która ma tylko siebie do utrzymania. Ale nie jest pytaniem, czy pracodawca powinien ponosić odpowiedzialność za wielkość rodziny pra­cownika. Pytanie, jakie należy postawić w tym wypadku, to: czy ty, jako indywidualna osoba, jesteś zdecydowany płacić więcej za coś, powiedzmy: za bochenek chleba, jeśli powiedzą ci, że człowiek, który wypiekł ten chleb, ma sześcioro dzieci? Uczciwy człowiek odpowie negatywnie i powie: „W zasadzie byłbym, ale faktycznie wolałbym kupić chleb wyprodukowany przez kogoś, kto nie ma dzieci". Faktycznie, jeśli kupujący nie płaci pracodawcy wystar­czająco dla umożliwienia opłacenia pracownika, wtedy niemożliwym staje się prowadzenie przedsiębiorstwa.System kapitalistyczny (wolnorynkowy) został nazwany „kapitalizmem" nie przez przyjaciela systemu, ale przez pewnego indywidualnego człowieka, który uważał go za najgorszy ze wszystkich historycznych systemów, naj­większym złem, które nawiedziło kiedykolwiek ludzkość. Tym człowiekiem był Karol Marx. Pomimo tego, nie ma powodu, by odrzucić nazwę użytą przez Marxa, ponieważ jasno opisuje źródło wielkiego społecznego ulepszenia, spowodowanego przez kapitalizm. Te ulepszenia są wynikiem gromadzenia ka­pitału; opierają się one na fakcie, że ludzie z reguły nie zużywają wszystkiego, co wyprodukowali, że oszczędzają i inwestują - część z tego. Często opacznie rozumie się ten problem i - w ciągu trwania tych sześciu wykładów - będę miał sposobność omówić te najbardziej fundamentalne pomyłki odnośnie gro­madzenia i użycia kapitału oraz powszechnych korzyści, jakie można dzięki temu osiągnąć. Będę mówił o kapitalizmie zwłaszcza w moich wykładach o zagranicznych inwestycjach i o najbardziej krytycznym problemie naszych czasów: polityce inflacji. Na pewno wiecie, że inflacja istnieje nie tylko w tym kraju (Argentynie). Jest problemem na całym świecie.
Często nie dostrzeżoną cechą kapitalizmu jest to, że oszczędności ozna­czają korzyści dla wszystkich, którzy pragną produkować lub zarabiać pracą. Kiedy człowiek oszczędził pewną ilość pieniędzy - powiedzmy, tysiąc dolarów - i zamiast wydać, powierzy je kasie oszczędności lub towarzystwu ubezpie­czeniowemu, pieniądze znajdą się w rękach przedsiębiorcy, producenta, umoż­liwiając mu realizację projektu produkcji, której nie mógłby zacząć wczoraj, ponieważ nie miał kapitału do rozporządzenia.
Co przemysłowiec zrobi teraz z dodatkowym kapitałem? Pierwszą rze­czą jaką musi zrobić, będzie wynajęcie pracowników i zakup surowców - skutkiem tego spowoduje dodatkowy popyt na pracowników i surowce, jak również powstanie tendencja wzrostu płac i cen na surowce. Na długo za­nim oszczędzający lub przedsiębiorca otrzyma jakikolwiek zysk, bezrobot­ny, producent surowców, farmer i ich pracownicy biorą udział w zyskach z dodatkowej oszczędności. Czy przedsiębiorca osiągnie korzyść, zależy od jego umiejętności poprawnego przewidywania przyszłego stanu rynku. Ale pracownicy, jak i producenci surowców, otrzymują korzyści natychmiasto­wo. Dużo mówiono, trzydzieści lub czterdzieści lat temu, o polityce „płac za pracę", jak nazywano politykę Henryka Forda. Wielkim osiągnięciem p. Forda było to, że płacił wyższe stawki, niż inni przemysłowcy lub właściciele fabryk. Jego polityka płac była opisywana jako „wynalazek", chociaż nie dość powiedzieć, że ta nowa „wynaleziona" polityka była rezultatem liberalności p. Forda. Nowa gałąź przedsiębiorstwa lub nowa fabryka w już istniejącym oddziale przedsiębiorstwa musi przyciągać pracowników z innych fabryk, z innych części kraju, nawet z innych krajów. I jedyną drogą do zrobienia tego jest oferowanie wyższych wynagrodzeń za ich pracę. To co miało miejsce we wczesnych dniach kapitalizmu, ciągle ma miejsce dzisiaj.
Kiedy pierwsi wytwórcy w Wielkiej Brytanii zaczęli produkować baweł­niane wyroby, płacili swoim pracownikom wyższe stawki niż to, co ci wcze­śniej otrzymywali za pracę. Oczywiście, nowi pracownicy w dużym procencie nie zarabiali przedtem zupełnie nic i byli zdecydowani przyjąć cokolwiek im oferowano. Ale po krótkim czasie - kiedy zgromadzono więcej kapitału i wię­cej przedsiębiorstw zostało założonych - stawki płac poszły w górę, czego rezultatem był niespotykany wzrost brytyjskiej ludności, o czym mówiłem wcześniej.
Pogardliwe przedstawianie kapitalizmu przez pewnych ludzi, jako systemu zaprojektowanego dla uczynienia bogatych bogatszymi a biednych biedniej­szymi, jest godny potępienia od początku do końca. Teza Marxa o nadcho­dzącej erze socjalizmu była oparta na założeniu, że robotnicy będą biedniejsi, że coraz szersze masy ludzi będą pozbawione środków do życia i w końcu całe bogactwo kraju będzie skoncentrowane w rękach niewielu lub nawet w rękach jednego człowieka. Zatem masy zubożałych robotników zbuntują się osta­tecznie i wywłaszczą bogatych posiadaczy. Stosownie do tej doktryny Karola Marxa, w kapitalistycznym systemie nie może być żadnej sposobności, żadnej możliwości do jakiegokolwiek polepszenia warunków życia robotników.
W 1865 r., przemawiając na zebraniu Międzynarodowego Stowarzyszenia Robotników w Anglii, Marx stwierdził, iż wiara, że związki zawodowe mogły­by polepszyć warunki pracującej ludności, jest „absolutnie błędna". Politykę żądania przez związek zawodowy wyższych płac i skróconych godzin pracy nazwał konserwatywną - co było, oczywiście, najbardziej potępiającą nazwą, jakiej tylko Karol Marx mógł użyć. Sugerował, aby związki zawodowe przy­jęły nowy, rewolucyjny cel: „wyrzucić system płac całkowicie", aby zastąpić własność prywatną „socjalizmem" - rządową własnością środków produkcji.
Jeśli spojrzymy na historię świata, a szczególnie na historię Anglii od 1865 r., zdamy sobie sprawę, że Marx był w błędzie pod każdym względem. Nie istnieje żadne zachodnie kapitalistyczne państwo, w którym warunki życia mas ludzkich nie poprawiłyby się w niesłychany sposób. Te wszystkie po­lepszenia ostatnich osiemdziesięciu lub dziewięćdziesięciu lat były dokonane wbrew przepowiedni Karola Marxa.
Marksistowscy socjaliści wierzyli, że warunki robotników nigdy nie mogą być ulepszone. Trzymali się fałszywej teorii, słynnego „żelaznego prawa sta­wek pracy" - prawa, które mówiło, że stawki płacy robotnika w kapitalizmie nie przekroczą sumy potrzebnej do utrzymania jego życia dla oddawania usług przedsiębiorstwu.
Marksiści sformułowali następującą teorię: jeśli stawki płac podniosą się, podnosząc płace powyżej poziomu utrzymania się przy życiu, robotnicy będą mieli więcej dzieci; dzieci, gdy dorosną, zwiększą ilość pracowników, więc stawki płac obniżą się z powrotem do poziomu utrzymania się przy życiu - do tego minimalnego poziomu, który ledwo przeszkodzi ludziom pracującym umrzeć.
Ale ta idea Marxa i wielu innych socjalistów jest ściśle takim pojęciem o pracującym człowieku, jakie mają biologowie - i zupełnie słusznie - o życiu mikrobów lub zwierząt. Myszy, na przykład.
Jeśli zwiększy się ilość żywności dostępnej zwierzętom, więcej osobników przeżyje. Jeśli się ją ograniczy, zmniejszy się liczba zwierząt. Ale człowiek jest inny. Nawet robotnik - pomimo faktu, że marksista tego nie uznaje - ma ludzkie pragnienia czegoś więcej niż tylko żywności i reprodukcji swojego gatunku. Wzrost realnych płac ujawnia się nie tylko we wzroście liczby lud­ności, ujawnia się w pierwszym rzędzie w polepszaniu przeciętnego poziomu życia. Dlatego dzisiaj w Europie Zachodniej i w Stanach Zjednoczonych ma­my wyższy standard życia niż w rozwijających się narodach, powiedzmy w Afryce.
Musimy zdawać sobie sprawę, że ten wyższy standard życia zależy od podaży kapitału. To wyjaśnia różnicę między warunkami w Stanach Zjedno­czonych a warunkami w Indiach; nowoczesne metody zwalczania zaraźliwych chorób zostały wprowadzone w Indiach - co najmniej do pewnego stopnia
- i skutkiem tego był niespotykany wzrost liczby ludności, ale skoro temu wzrostowi nie towarzyszył odpowiedni wzrost sumy kapitału zainwestowane­go, rezultatem był wzrost ubóstwa. Kraj staje się zamożniejszy odpowiednio do wzrostu zainwestowanego kapitału na osobę.
Spodziewam się, że w moich następnych wykładach będę miał sposobność zająć się bardziej szczegółowo tymi problemami i będę mógł je wyjaśnić, po­nieważ pewne wyrażenia - takie jak „kapitał inwestowany na głowę ludności"
- wymagają raczej szczegółowego rozwinięcia.
Musimy pamiętać, że w ekonomicznych działaniach politycznych nie ma cudów. Słyszeliście i czytaliście w gazetach o tak zwanym cudzie ekonomicz­nym w Zachodnich Niemczech - o poprawie sytuacji ekonomicznej po po­konaniu Niemiec i ich zubożeniu po Drugiej Wojnie Światowej. To nie był cud. To było zastosowanie zasad wolnego rynku, metod kapitalizmu, nawet jeśli nie zastosowano ich całkowicie pod każdym względem. Każdy kraj może doświadczyć takiego samego „cudu" ekonomicznej poprawy, chociaż muszę podkreślić, że ekonomiczne uzdrowienie nie zależy od cudu; zależy ono od przyjęcia - i jest rezultatem - zdrowych politycznych decyzji.

Socjalizm

Jestem tu, w Buenos Aires, gościem Institute por la Economia Libre. Co to jest economia libre? Co ta ekonomiczna wolność znaczy? Odpowiedź jest prosta: to ekonomia rynkowa, system, w którym współpraca indywidualnych ludzi w społecznym podziale pracy jest osiągana dzięki rynkowi. Rynek nie jest miejscem - jest procesem, sposobem, dzięki któremu przez sprzedawanie i kupowanie, produkowanie i konsumowanie poszczególne osoby przyczyniają się do sprawnego funkcjonowania społeczeństwa.
Mając do czynienia z tym systemem organizacji ekonomicznej - ekonomii rynku - używamy nazwy „wolność ekonomiczna". Bardzo często ludzie nie rozumieją co to znaczy wierząc, że wolność ekonomiczna nie jest związana z innymi wolnościami, które - uważane przez nich za ważniejsze - mogą być zachowane nawet w nieobecności wolności ekonomicznej. Jej znaczenie polega na tym, że pojedynczy człowiek może wybrać sobie sposób (drogę), w jaki pragnie się włączyć w całość społeczeństwa. Jest wolny w wyborze swojej ka­riery i zajęcia, jakie chce wykonywać. To, oczywiście, nie oznacza tego, co tak wielu ludzi obecnie rozumie poprzez wolność; nie oznacza, że dzięki wolności ekonomicznej człowiek jest niezależny od naturalnych warunków. W naturze nie ma niczego, co można by nazwać wolnością, istnieje tylko regularność praw natury, których należy przestrzegać, chcąc cokolwiek osiągnąć.
Używając wyrażenia wolność w stosunku do człowieka, myślimy tylko o wolności w łonie społeczeństwa. A jednak, wielu uważa obecnie, że wolności społeczne są od siebie niezależne. Ci, którzy dziś nazywają się „liberałami" domagają się polityk, które są dokładnym przeciwieństwem tych, które li­berałowie dziewiętnastego wieku popierali w swych programach. Obecni tak zwani liberałowie propagują bardzo popularną ideę wolności przemówień, myśli, prasy, wolności religijnej, wolności od więzienia bez rozprawy sądowej sądząc, że to wszystko może być zachowane bez wolności ekonomicznej. Nie potrafią zdać sobie sprawy, że w systemie gdzie nie istnieje rynek a rząd kie­ruje wszystkim, inne wolności są złudne, nawet jeśli są zapisane w kodeksach praw i w konstytucjach.
Weźmy, na przykład, jedną wolność, wolność prasy. Jeśli rząd posiada wszystkie drukarnie, będzie decydował co będzie lub nie będzie drukowane. Zatem, możliwość drukowania jakichkolwiek argumentów przeciwnych ide­om rządu praktycznie nie istnieje. Wolność prasy znika. I tak samo jest ze wszystkimi rodzajami wolności.
W ekonomii rynkowej każda osoba ma wolność wyboru jakiejkolwiek ka­riery życiowej, wybrania swojej własnej drogi włączenia się do społeczeństwa. Ale nie w systemie socjalistycznym: jej kariera jest zdeterminowana przez de­kret rządu. Rząd może rozkazać ludziom, których nie lubi i nie życzy sobie, aby żyli w pewnych rejonach państwa, by przenieśli się gdzie indziej. I zawsze może usprawiedliwić i wyjaśnić taką procedurę tym, że rządowy plan wymaga obecności tego znakomitego obywatela pięć tysięcy mil od miejsca, w którym mógłby być przykrym dla władzy.
To prawda, że wolność, którą człowiek może mieć w ekonomii rynkowej nie jest doskonała z metafizycznego punktu widzenia. Ale nie istnieje taka rzecz jak doskonała wolność. Wolność coś znaczy tylko w ramach społeczeń­stwa. Osiemnastowieczni autorzy „prawa naturalnego" - przede wszystkim Jan Jakub Rousseau - wierzyli, że niegdyś, w odległej przeszłości, ludzie cieszyli się czymś nazwanym „naturalną wolnością". Ale w dawnych czasach ludzie nie byli wolni, byli na łasce każdego silniejszego od nich. Sławne słowa Rousseau: „człowiek urodził się wolny, a wszędzie jest w łańcuchach" mogą brzmieć dobrze, ale faktycznie człowiek nie rodzi się wolnym. Rodzi się jako bardzo słabe niemowlę. Bez opieki rodziców i opieki danej jego rodzicom przez społeczeństwo, nie mógłby zachować życia.
Wolność w społeczeństwie znaczy, że człowiek polega w takim samym stopniu na innych ludziach, jak inni ludzie na nim. Społeczeństwo w syste­mie wolnego rynku, w warunkach „economia libre", odznacza się tym, że każdy służy swym współobywatelom. Istnieje przekonanie, że w systemie rynkowej ekonomii szefowie-dyrektorzy nie są zależni od dobrej woli i po­parcia innych. Ludzie wierzą, że przemysłowcy, handlowcy, przedsiębiorcy są rzeczywistymi szefami w systemie ekonomicznym. Ale to tylko złudzenie. Rzeczywistymi zwierzchnikami są konsumenci. I jeśli przestaną popierać ja­kiś oddział przedsiębiorstwa, to jego kierownicy są albo zmuszeni opuścić swe znakomite pozycje w tym systemie lub dostosować swoje działania do rozkazów konsumentów.
Jedną z najbardziej znanych propagatorek komunizmu była Lady Pass- field, znana pod panieńskim nazwiskiem Beatrycze Potter i dobrze znana pod nazwiskiem męża, Sidneya Webba. Była córką bogatego przemysłowca. Gdy dorosła, została sekretarką ojca. W swoim pamiętniku pisała:
„W biurze mojego ojca każdy musiał spełniać wydawane przez niego, jako szefa, rozkazy. On wydawał rozkazy, natomiast jemu nikt". To bardzo krótkowzroczny pogląd. Rozkazy były wydawane ojcu przez konsumentów, przez kupujących. Niefortunnie, córka nie mogła ani widzieć, ani słyszeć tych rozkazujących ojcu konsumentów. Nie mogła widzieć co dzieje się na rynku, ponieważ była zainteresowana tylko rozkazami wydawanymi w obrębie biura lub fabryki jej ojca.
Rozważając wszystkie problemy ekonomiczne musimy pamiętać słowa wielkiego ekonomisty Fryderyka Bastiata, który zatytułował jeden ze swo­ich znakomitych esejów: Ce Qu'on voi et ce Qu'on ne voi pas (Co się widzi i czego się nie widzi). W celu zrozumienia operacji systemu ekonomicznego musimy brać pod uwagę nie tylko rzeczy, które możemy widzieć, ale także zwracać uwagę na te, które nie mogą być spostrzeżone wprost. Na przykład, rozkaz wydany przez szefa może być słyszany przez każdego przebywającego w biurze. Rozkazy dane szefowi przez klientów słyszane być nie mogą.
Faktem jest, że w kapitalizmie ostatecznymi zwierzchnikami są konsu­menci. Samowładnym nie jest państwo, ale naród. Potwierdza to fakt, że ma prawo być nierozsądny. To jest przywilej samowładności. Naród ma prawo robić pomyłki, i w tym nikt nie może mu przeszkodzić, ale, ma się rozumieć, musi za nie zapłacić. Jeśli mówimy - konsument jest nadrzędny - nie mówimy, że konsument jest wolny od błędów, że jest człowiekiem, który zawsze wie co byłoby najlepsze dla niego. Konsumenci bardzo często kupują lub używają rzeczy, których nie powinni kupować lub używać.
Ale wyobrażenie, że kapitalistyczny rząd może przeszkodzić ludziom w szkodzeniu sobie przez kontrolowanie ich konsumpcji, jest błędne. Idea rządu jako ojcowskiego autorytetu, jako stróża wszystkich, jest ideą tych, którzy faworyzują socjalizm. W Stanach Zjednoczonych pewną ilość lat temu, rząd przeprowadził tak zwany „szlachetny eksperyment". Ten wzniosły ekspery­ment to wprowadzenie prawa zakazującego spożywania napojów alkoholo­wych. Trzeba przyznać, że wielu ludzi pije za dużo brandy i whisky i że mogą sobie takim postępowaniem szkodzić. Niektóre urzędy są nawet prze­ciwne paleniu tytoniu. Na pewno jest wiele ludzi, którzy palą za dużo pomimo faktu, że byłoby lepiej dla nich, gdyby nie palili. Tu powstaje pytanie, które wybiega daleko poza dyskusję ekonomiczną; pokazuje rzeczywiste znaczenie wolności.
Załóżmy, że dobrze jest powstrzymywać ludzi od szkodzenia sobie przez picie lub palenie. Ale gdy przyjmiemy to założenie, inni ludzie powiedzą: Czy ciało jest wszystkim? Czy umysł nie jest ważniejszy? Czy umysł nie jest praw­dziwym ludzkim nabytkiem, realną ludzką wartością? Jeśli odda się rządowi prawo do określania konsumcji, do decydowania czy ktoś powinien palić czy nie, pić lub nie, to nie istnieje żaden dobry argument wobec stwierdzeń ludzi, którzy mówią: „Ważniejszy jest umysł i dusza niż ciało i człowiek szkodzi sobie bardziej przez czytanie złych książek, słuchanie złej muzyki i patrzenie na złe filmy. Zatem jest obowiązkiem rządu przeszkodzić w popełnianiu tych błędów".
I, jak wiecie, przez wiele setek lat rządy i miejscowe władze wierzyły, że to rzeczywiście były ich obowiązki. Nie w bardzo odległych wiekach lecz niedawno, istniał w Niemczech rząd, który uważał za swój obowiązek roz­różnianie między dobrymi i złymi dziełami sztuki malarskiej - co oczywiście oznaczało dzieła dobre i złe z punktu widzenia człowieka, który w młodo­ści nie zdał egzaminu wstępnego do Akademii Sztuki w Wiedniu; z punktu widzenia malarza pocztówek. Wyrażanie innych sądów o sztuce i malarstwie niż te Najwyższego Fiihrera stało się nielegalne.
Gdy przyzna się, że obowiązkiem rządu jest kontrola spożycia alkoholu, co odpowie się tym, którzy mówią, że kontrola książek i idei jest ważniejsza?
Wolność naprawdę oznacza wolność popełniania błędów. To musimy zro­zumieć. Możemy być bardzo krytyczni odnośnie sposobu, w jaki nasi współ­obywatele wydają swoje pieniądze i urządzają swoje życie. Możemy wierzyć, że to, co robią, jest absolutnie nierozsądne i złe, ale w wolnym społeczeństwie istnieje wiele możliwości wyrażenia opinii na temat, jak nasi współobywatele powinni zmienić swoje postępowanie. Można pisać książki, artykuły; można wygłaszać mowy, można nawet na rogu ulicy wygłaszać kazania - i dzieje się tak w wielu krajach. Ale nie można usiłować kontrolować jak policja innych ludzi po to, by przeszkodzić w wykonywaniu pewnych rzeczy tylko dlatego, że pewne osoby sobie życzą, aby ludzie nie mieli wolności wyboru.
Taka jest różnica między niewolnictwem a wolnością. Niewolnik musi zro­bić to, co jego zwierzchnik mu rozkaże. Ale wolny obywatel - i to jest właśnie wolność - może wybrać swój własny sposób życia. Na pewno ten kapita­listyczny system może być nadużywany i jest nadużywany przez pewnych ludzi. Na pewno jest możliwe zrobienie czegoś, co nie powinno być zrobione. Ale jeśli te sprawy nadużywania wolności są aprobowane przez większość ludzi, nie zgadzający się obywatel zawsze ma możność usiłowania zmiany przekonań swoich współobywateli. Może im wyperswadować, przekonać ich, ale nie może próbować zmuszać ich do zmiany poglądów przez użycie siły, siły rządowej policji. W ekonomii rynkowej każdy służy swoim współobywatelom przez służenie sobie. To właśnie liberalni osiemnastowieczni autorzy mieli na myśli, kiedy mówili o harmonii właściwego zrozumienia interesu wszystkich grup i wszystkich indywidualności. I to była ta doktryna o harmonii intere­sów, której socjaliści się sprzeciwiali. Mówili o „nie do pogodzenia konflikcie interesów" między różnymi grupami.
Co to znaczy? Kiedy Karol Marx - w pierwszym rozdziale Manifestu Ko­munistycznego, tego małego pamfletu, który zainaugurował jego socjalistycz­ny ruch - twierdził, że istniał między klasami konflikt nie do pogodzenia, nie mógł zilustrować swojej tezy przez jakiekolwiek przykłady inne niż te wzięte z czasów poprzedzających społeczeństwo kapitalistyczne. W wiekach przed powstaniem kapitalizmu społeczność była podzielona na grupy dziedziczo­nego stanu, które w Indiach nazywają „kastami". W stanowej społeczności człowiek nie był, na przykład, urodzonym Francuzem; on był urodzony jako członek francuskiej arystokracji, francuskiej burżuazji lub francuski wieśniak. Przez większą część Wieków Średnich był po prostu niewolnikiem. Poddań­stwo we Francji nie zanikło aż do Amerykańskiej Rewolucji (1867). W innych krajach Europy poddaństwo zanikło nawet później.
Ale najgorsza forma poddaństwa istniała - nawet po obaleniu niewolnic­twa - w brytyjskich koloniach. Człowiek odziedziczał swój stan po rodzicach i zatrzymywał go przez całe życie, po czym przekazywał go dzieciom. Każda grupa miała przywileje i obciążenia. I nie było innego sposobu, aby pozbyć się niekorzystnych obciążeń prawnych związanych z przynależnością do danego stanu, niż walka polityczna przeciwko innym klasom. Można by powiedzieć, że w takich warunkach istniał „nie do pogodzenia konflikt interesów mię­dzy właścicielami niewolników a niewolnikami", ponieważ niewolnicy chcieli pozbyć się swego statusu i jego atrybutów. To zawsze oznaczało dla właści­cieli stratę. Zatem nie ma wątpliwości, że musiał być ten nie do pogodzenia konflikt interesów między członkami różnych klas.
Nie można zapominać, że w tamtych wiekach - w których stanowe społe­czeństwa przeważały w Europie, jak również w koloniach, które Europejczycy założyli później w Ameryce - ludzie nie uważali, że mają coś wspólnego w jakikolwiek sposób z innymi klasami swojego własnego narodu; czuli się bar­dziej we własnym gronie z obcokrajowcami o takim samym statusie. Francu­ski arystokrata nie uważał Francuzów niższych klas za współobywateli; byli „pospólstwem" którego nie lubił. Tylko arystokratów z innych krajów - tych z Włoch, Anglii i Niemiec na przykład - uważał za równych sobie.
Najbardziej widocznym efektem tego stanu rzeczy był fakt, że arystokraci w całej Europie używali tego samego języka. Tym językiem był francuski, język który nie był rozumiany - poza Francją - przez inne grupy ludności.
Średnie klasy - burżuazyjne - miały swój język, podczas gdy klasy niższe
- włościanie - używali lokalnych dialektów, bardzo często nie rozumianych przez inne warstwy społeczne. To samo odnosiło się do sposobu ubierania. Kiedy podróżowałeś w 1750 r. z jednego kraju do drugiego, stwierdzałeś, że wyższe klasy - arystokraci - byli zwykle ubrani w ten sam sposób w całej Europie i zauważałeś, że niższe klasy ubierały się inaczej. Kiedy spotkałeś kogoś na ulicy, mogłeś natychmiast po ubiorze określić do której klasy, do jakiego stanu należy.
Trudno sobie wyobrazić, jak te warunki różniły się od dzisiejszych. Kiedy przybyłem ze Stanów Zjednoczonych do Argentyny i widziałem człowieka na ulicy, nie wiedziałem jaki jest jego stan. Przyjmuję tylko, że jest obywatelem Argentyny. I że nie jest członkiem pewnej prawnie ograniczonej grupy. To jest jedna rzecz, którą spowodował kapitalizm. Oczywiście, są także różni­ce w kapitalizmie. Istnieją różnice w bogactwie, błędnie utożsamiane przez marxistów z różnicami, które istniały między członkami feudalnych ustrojów.
Różnice wśród kapitalistycznego społeczeństwa nie są takie same jak te w socjalistycznym społeczeństwie. W Średniowieczu - i w wielu krajach na­wet dużo później - rodzina mogła należeć do arystokracji i posiadać wielkie bogactwo, mogła być rodziną księcia przez setki lat, jakiekolwiek byłyby jej zalety, talenty, charakter lub moralność. Natomiast w nowoczesnym kapita­lizmie istnieje cecha, zwana przez socjologów „społeczną zmiennością". Jej skutkiem, według słów włoskiego socjologa Vilfredo Pareto, jest krążenie elity
- „la circulatiom des elites". To znaczy, że zawsze są ludzie na samej górze społecznej drabiny, którzy są bogaci i politycznie ważni, ale ta elita zmienia się nieprzerwanie.
To może mieć miejsce w kapitalistycznym społeczeństwie, ale było nie­możliwe w przedkapitalistycznym społeczeństwie feudalnym. Rodziny, które były uważane za wielkie arystokratyczne rody Europy są wciąż tymi samy­mi rodzinami dzisiaj, lub mówiąc ściślej, są potomkami rodzin, które były pierwszymi w Europie 800, 1000 lub więcej lat temu. Capetians z Bourbo- nów - którzy przez długi czas rządzili tutaj w Argentynie - byli królewskim rodem już w dziesiątym wieku. Owi królowie władali terytorium znanym jako Ile-de-France, rozszerzając swe panowanie z pokolenia na pokolenie. Ale w kapitalistycznym społeczeństwie istnieje nieprzerwana zmienność - biedni stają się bogatymi, a ich potomkowie tracą bogactwa i stają się ubogimi.
Widziałem dzisiaj w księgarni przy jednej z centralnych ulic Buenos Aires biografię przedsiębiorcy, który był tak wybitną, ważną i charakterystyczną postacią wielkiego przedsiębiorstwa w dziewiętnastowiecznej Europie, że na­wet w tym kraju daleko od Europy księgarnia posiadała kopię jego biografii. Zdarzyło się, że znałem prawnuka tego człowieka. Nosi to samo imię i ciągle posiada prawo używania tytułu szlacheckiego, który jego pradziad - zaczy­nając jako kowal - otrzymał osiemdziesiąt lat temu. Dzisiaj ten prawnuk jest biednym fotografem w City Nowego Yorku.
Inni ludzie, którzy byli biedni w czasie gdy jego pradziad stał się jednym z największych europejskich przemysłowców, są dzisiaj potentatami przemy­słu.
Każdy może zmienić swój status. Taka jest różnica między systemem stanowym a kapitalistycznym systemem ekonomicznej wolności, w którym
każdy może obwiniać tylko siebie, jeśli nie osiągnie stanowiska, jakie pragnął osiągnąć.
Najbardziej sławnym przemysłowcem dwudziestego wieku jest Henry Ford. Zaczął z kilkoma setkami dolarów, które pożyczył od przyjaciela i w ciągu krótkiego czasu rozwinął jedno z największych i najważniejszych wielkich przedsiębiorstw świata. Można odkryć setki takich wypadków każdego dnia.
Codziennie New York Times drukuje długie notatki (nekrologi) o lu­dziach, którzy zmarli. Jeśli czytasz te życiorysy możesz natrafić na nazwisko wybitnego przedsiębiorcy, który zaczynał jako sprzedawca gazet na rogu ulicy w Nowym Yorku, lub zaczynał jako chłopiec do posyłek w biurze i pod ko­niec życia został prezydentem tej samej bankowej firmy, w której rozpoczynał pracę na najniższym szczeblu. Oczywiście, nie wszyscy mogą osiągnąć takie stanowiska. Są tacy, którzy interesują się innymi problemami i dla nich są inne możliwości, niedostępne w czasach feudalizmu i społeczeństwa stanowego.
Jednak system socjalistyczny nie dopuszcza do tej fundamentalnej wol­ności w wyborze swojej własnej kariery. Tu jest tylko jeden autorytet ekono­miczny, który ma prawo ustalać wszystkie sprawy dotyczące produkcji.
Jedną z charakterystycznych cech naszych czasów jest to, że ludzie uży­wają wielu nazw dla tej samej rzeczy. Jednym z synonimów dla socjalizmu i komunizmu jest „planowanie". Jeśli ludzie mówią o „planowaniu" myślą na pewno o centralnym planowaniu, co oznacza jeden plan zrobiony przez rząd - plan, który nie dopuszcza planowania przez kogokolwiek z wyjątkiem rządu.
Brytyjska Lady, która także jest członkiem Izby Lordów, napisała książ­kę zatytułowaną Plan lub Bez Planu (Plan or No Plan), dość popularną na całym świecie. Co znaczy tytuł jej książki? Kiedy owa Lady mówi „plan", ma na myśli typ planu urzeczywistniony przez Lenina, Stalina i jego następ­ców, który rządzi wszystkimi poczynaniami wszystkich ludzi w całym kraju. Zatem ma ona na myśli centralny plan, który wyklucza wszystkie osobiste plany jakie mogą mieć poszczególni ludzie. Jej tytuł Plan bez planu jest zatem złudzeniem, okłamywaniem; albowiem alternatywą do centralnego totalnego planu rządowego autorytetu nie jest bezplanowość, ale wolność dla indywidu­alnych planów. Każdy człowiek nieustannie planuje swoje życie, zmieniając swe dzienne plany kiedykolwiek zechce. Wolny człowiek robi plany codzien­nie zależnie od potrzeb: mówi, na przykład, „Wczoraj planowałem, że będę pracować całe życie w Kordobie. Teraz dowiaduję się o lepszych warunkach w Buenos Aires i zmieniam mój plan, zamiast pracować w Kordobie, pragnę wyjechać do Buenos Aires". I to jest prawdziwe znaczenie wolności. Może się myli, może wyjazd do Buenos Aires okaże się błędem. Warunki mogły być lepsze w Kordobie, ale on sam zrobił swój plan.
W warunkach rządowego planowania, człowiek jest jak żołnierz w armii. Żołnierz nie ma prawa wyboru swojego garnizonu, wyboru miejsca gdzie bę­dzie służył. Musi słuchać rozkazów. System socjalistyczny - co przyznawa­li Karol Marx, Lenin i wszyscy socjalistyczni przywódcy - jest przeniesie­niem wojskowego regulaminu do całego procesu produkcyjnego. Marx mówił o „przemysłowych armiach", Lenin domagał się „organizacji wszystkiego - poczty, fabryk i innych przemysłów, podobnie do modelu armii".
Zatem w socjalistycznym systemie wszystko zależy od mądrości, talentów, uzdolnień tych ludzi, którzy tworzą najwyższy autorytet. To, czego najwyż­szy dyktator lub jego komitet nie wie, nie jest wzięte pod uwagę. Ale wiedza, którą ludzkość nagromadziła w ciągu długiej historii, nie jest nabyta przez każdego; nagromadziliśmy przez wieki tak ogromną ilość naukowych i tech­nologicznych wiadomości, że dla jednego, nawet najbardziej uzdolnionego człowieka po prostu niemożliwym jest poznać wszystko.
A ludzie są różni, są i zawsze będą nierówni. Pewni ludzie są bardziej uzdolnieni w pewnym kierunku i mniej w innym. Są ludzie, którzy mają zdolności do znajdywania nowych dróg, do zmiany kierunku wiedzy. W ka­pitalistycznej społeczności technologiczny i ekonomiczny postęp uzyskuje się dzięki takim ludziom. Jeśli człowiek ma pewną ideę, będzie usiłował znaleźć innych dostatecznie zdolnych ludzi, którzy pojęliby wartość jego idei. Kapi­taliści, którzy patrzą w przyszłość i zdają sobie sprawę z możliwej korzystnej konsekwencji takiej idei, zaczną ją wprowadzać w czyn. Inni z początku mogą mówić: „oni są głupcami", ale przestaną, kiedy przekonają się, że inicjaty­wa, którą nazwali nierozsądną, rozwija się, a ludzie są zadowoleni z nowego produktu.
W systemie marksistowskim najwyższy zespół rządowy musi być najpierw przekonany o wartości takiej idei zanim zostanie przyjęta i rozwinięta. To może być bardzo trudną rzeczą do zrobienia, ponieważ tylko grupa ludzi w głównym urzędzie - lub najwyższa władza: sam dyktator osobiście - posiada możność decyzji. I jeśli ci ludzie - z powodu lenistwa, starości, braku zdolności lub wykształcenia - nie będą mogli zrozumieć wartości nowej idei, nowy projekt nie będzie podjęty.
Możemy znaleźć przykłady z historii wojskowości. Napoleon był na pewno geniuszem w sprawach wojskowych; miał jednak pewien poważny problem; niezdolność rozwiązania tego problemu skończyła się ostatecznie klęską i wy­gnaniem na wyspę św. Heleny. Problemem Napoleona było: „Jak zdobyć Anglię?" Dla osiągnięcia celu potrzebował floty do przekroczenia Kanału Angielskiego. Byli ludzie, którzy mówili mu, że mają sposób przeprawy przez kanał, ludzie, którzy w wieku okrętów żaglowych przyszli z nową ideą - stat­ków parowych. Ale Napoleon nie zrozumiał ich propozycji.
Następnym przykładem jest sławny niemiecki Generalstab. Przed I-szą Wojną Światową niemiecki sztab generalny był powszechnie uznawany za niedościgniony w wojskowej mądrości. Podobną opinię miał sztab Generała Focha we Francji. Ale ani Niemcy, ani Francuzi - którzy pod dowództwem Generała Focha później pokonali Niemców - nie zdawali sobie sprawy z waż­ności lotnictwa dla celów wojskowych. Niemiecki sztab generalny oświadczył: „Lotnictwo jest tylko dla przyjemności, latanie jest dobre dla ludzi mają­cych dużo wolnego czasu. Z wojskowego punktu widzenia tylko Zeppeliny są ważne", francuski sztab generalny był tego samego zdania.
Później, w okresie między I-szą a Il-gą Wojną Światową, jeden z generałów w Stanach Zjednoczonych był przekonany, że lotnictwo będzie bardzo ważne w następnej wojnie. Ale wszyscy inni eksperci byli przeciwko niemu. Nie mógł ich przekonać. Jeśli ma się przekonać grupę ludzi, którzy nie są wprost zainteresowani w rozwiązaniu problemu, nigdy się tego nie osiągnie. To jest prawdą również w problemach nie ekonomicznych.
Byli malarze, poeci, pisarze, kompozytorzy, którzy skarżyli się, że pu­bliczność nie uznaje ich prac i powoduje tym samym ich ubóstwo. Publicz­ność mogła mieć słabą ocenę, ale gdy ci artyści orzekli, że: „Rząd powinien wspomagać wielkich ludzi - artystów, malarzy i pisarzy," bardzo mylili się w rozwiązaniu problemu. Komu rząd powinien powierzyć obowiązek decy­dowania, czy ten nowy przybysz jest naprawdę wielkim malarzem, czy nie? Musiałby polegać na osądzie krytyków i profesorów historii sztuki, którzy za­wsze patrzą wstecz i jak dotychczas, bardzo rzadko okazali zdolność odkrycia nowego talentu. Taka jest wielka różnica między systemem „planowania" a systemem, w którym każdy może planować i działać dla siebie.
To prawda, ma się rozumieć, że wielcy malarze i wielcy pisarze często musieli znosić niedostatek. Mogli osiągnąć powodzenie w działaniach arty­stycznych, ale nie zawsze w wynagrodzeniu pieniężnym. Van Gogh był na pewno wielkim artystą malarzem. Musiał cierpieć ubóstwo nie do zniesienia i w końcu, kiedy miał trzydzieści siedem lat, popełnił samobójstwo. W całym swoim życiu sprzedał tylko jeden obraz, kupcem był jego kuzyn. Oprócz tej jednej sprzedaży, żył z pieniędzy swojego brata. Ale brat Van Gogh'a rozu­miał potrzeby malarza, mimo że nim nie był. Dzisiaj nie można kupić obrazu Van Gogh'a za mniej niż sto lub dwieście tysięcy dolarów.
W socjalistycznym systemie los Van Gogh'a mógłby być różny. Pewien urzędnik rządowy zapytałby pewnych dobrze znanych malarzy - których Van Gogh na pewno nie uważałby całkowicie za artystów - czy ten młody czło­wiek, pół lub całkowicie pomylony na umyśle, jest rzeczywiście malarzem wartym popierania. Bez wątpienia odpowiedzieliby: „Nie, on nie jest mala­rzem, on nie jest artystą; on jest z pewnością człowiekiem, który marnuje farby" i wysłaliby go do mleczarni lub do domu umysłowo chorych. Zatem cały ten entuzjazm dla socjalizmu przez wschodzącą generację malarzy, po­etów, muzyków, dziennikarzy, aktorów jest oparty na mrzonce. Wspominam to, ponieważ te grupy są najbardziej fanatycznymi poplecznikami idei socja­listycznej.
Jeśli chodzi o wybór między socjalizmem a kapitalizmem jako systemem ekonomicznym, problem jest nieco inny. Autorzy idei socjalistycznej nigdy nie podejrzewali, że nowoczesny przemysł i cała działalność nowoczesnych przedsiębiorstw są oparte na kalkulacjach. Inżynierowie bynajmniej nie są je­dynymi, którzy planują na podstawie kalkulacji, przedsiębiorcy także muszą to robić. Kalkulacje przedsiębiorców są oparte na fakcie, że w ekonomii ryn­kowej ceny informują nie tylko konsumenta, one również dostarczają przed­siębiorcy żywotnych informacji o czynnikach wpływających na produkcję. Główną funkcją rynku jest nie tylko ustalenie kosztu ostatniej części pro­cesu produkcji i przekazanie produktów do rąk konsumentów, ale ustalenie kosztów czynników prowadzących do nich. Cały system rynkowy jest związa­ny faktem, że istnieje pamięciowa kalkulacja podziału pracy między różnymi przedsiębiorcami, którzy współubiegają się między sobą oferując ceny za skła­dowe czynniki produkcji: surowce, maszyny, instrumenty i za ludzkie czynniki produkcji: stawki płac robotników. Ten rodzaj kalkulacji prowadzonej przez przedsiębiorcę nie może być dokonany przy braku cen dostarczonych przez rynek.
Tym samym, gdy zniesie się rynek - co socjaliści chcą zrobić - wobec braku cen rynkowych bezużyteczne staną się wszystkie obliczenia i kalkulacje inżynierów i technologów; technolodzy mogą dostarczyć wielką ilość projek­tów, które pod względem technicznym są jednakowo możliwe do wykonania, ale przedsiębiorcy dla wyjaśnienia, który z tych projektów jest z ekonomicz­nego punktu widzenia najkorzystniejszy, potrzebne są kalkulacje oparte na cenach rynkowych.
Problem, którym tutaj się zajmuję, jest fundamentalnym zagadnieniem kapitalistycznej kalkulacji ekonomicznej, przeciwstawnej socjalizmowi. Fak­tem jest, że kalkulacje ekonomiczne, a zatem wszystkie planowania techno­logiczne są możliwe tylko jeśli istnieją ceny nie tylko na produkty konsump­cyjne, ale także na czynniki produkcji. To znaczy, że musi istnieć rynek na wszystkie surowce, wszystkie półprodukty, na wszystkie narzędzia i maszyny, i na wszelkiego rodzaju ludzką pracę i usługi.
Kiedy ten fakt odkryto, socjaliści nie wiedzieli jak zareagować. Przez 150 lat mówili: „Wszelkie zło w świecie było spowodowane faktem istnienia rynku i cen rynkowych. Chcemy obalić rynek i z nim, ma się rozumieć, ekonomię rynku i zastąpić go przez system bez cen i bez rynku". Chcieli obalić to, co Marx nazywał „charakterem artykułu" towarów i pracy.
Kiedy ideolodzy socjalizmu nie mając odpowiedzi spotkali się z tym no­wym problemem, ostatecznie rzekli: „My nie obalimy rynku całkowicie; bę­dziemy udawali, że rynek istnieje; będziemy bawić się w rynek, jak dzieci bawią się w szkołę". Ale każdy wie, że kiedy dzieci bawią się w szkołę, nie uczą się niczego. To jest tylko ćwiczenie, zabawa i można „bawić się" na wiele sposobów. To jest bardzo trudny i skomplikowany problem i w celu omówienia go w całości potrzeba dużo więcej czasu. Wyjaśniłem go w szczegółach w mo­ich dziełach. W sześciu wykładach nie mogę wkroczyć w analizę wszystkich jego aspektów, zatem chciałbym poradzić Wam, jeśli jesteście zainteresowani podstawowym problemem niemożliwości kalkulacji i planowania w socjali­zmie, czytajcie moją książkę Human Action, (Ludzkie działanie), która jest dostępna w znakomitym hiszpańskim tłumaczeniu.
Ale czytajcie także inne książki, na przykład książkę norweskiego ekono­misty Trygve Hoffa, który pisał o kalkulacji ekonomicznej. I jeśli nie chcecie być jednostronnymi, polecam do przeczytania wysoko cenioną socjalistyczną książkę na ten temat, napisaną przez wybitnego polskiego ekonomistę Oska­ra Langego, który swego czasu był profesorem amerykańskiego uniwersytetu, potem polskim ambasadorem (pojałtańskiego reżymu socjalistycznego) i póź­niej powrócił do Polski. (Spoczywa na żydowskim cmentarzu we Wrocławiu).
Prawdopodobnie zapytacie mnie: „Co z Rosją? Jak Rosjanie traktują ten problem?". To zmienia jego charakter. Rosjanie operują swoim socjali­stycznym systemem w świecie, w którym są ceny dla wszystkich czynników produkcji, dla wszystkich surowców, dla wszystkiego. Mogą zatem stosować, dla ich planowania, obce ceny światowego rynku. I ponieważ są pewne różnice warunków w Stanach Zjednoczonych i Rosji, Rosjanie bardzo często uważa­ją coś - z ich ekonomicznego punktu widzenia - za słuszne i polecane do produkcji, co Amerykanie uważaliby za całkowicie nieusprawiedliwione.
„Sowiecki eksperyment", jak go nazywają, niczego nie dowodzi. Nie mówi nam niczego o podstawowym problemie socjalizmu, problemie kalkulacji. Ale czy jesteśmy upoważnieni mówić o tym jako o eksperymencie? Nie wierzę, że jest coś takiego jak naukowy eksperyment w sferze działania ludzkiego i eko­nomii. Nie można zrobić laboratoryjnego eksperymentu w sferze ludzkiego
działania, ponieważ naukowy eksperyment wymaga, aby wykonać to samo w różnych warunkach, lub utrzymując te same warunki, zmienić jeden z czynni­ków. Na przykład, jeśli zastrzyknie się w zaatakowane rakiem zwierzę pewien eksperymentalny środek leczniczy, rezultatem może być wyleczenie. Można porównać wyniki u różnych zwierząt tego samego gatunku, które cierpią na tą samą złośliwą chorobę. Jeśli leczy się niektóre z nich nową metodą, a nie leczy się reszty, można porównać rezultaty. Nie można zrobić tego w sfe­rze działania ludzkiego. Nie istnieją eksperymenty laboratoryjne dotyczące ludzkiej działalności.
Tak zwany sowiecki „eksperyment" tylko wskazuje, że standard życia w Sowieckiej Rosji jest nieporównanie niższy niż w kraju, który jest uważa­ny przez cały świat za wzór doskonałości kapitalizmu: Stany Zjednoczone Ameryki.
Naturalnie, jeśli powie się to socjaliście, on odpowie: „Wszystko jest wspa­niałe w Rosji". I powie się mu „być może wszystko jest wspaniałe, ale średnia stopa życia jest dużo niższa". Wtedy odpowie: „Tak, ale pamiętaj jak straszne mieli życie Rosjanie pod panowaniem carów i jak straszną wojnę (wywołaną do spółki z Niemcami) musieli stoczyć".
Nie chcę wchodzić w dyskusje czy to jest, czy nie jest właściwe wyjaśnie­nie, ale jeśli twierdzi się, że warunki są takie same (jak w wolnych krajach Zachodu), zaprzecza się tym samym, że jest to eksperyment. Zatem należy poprawniej powiedzieć, że „Socjalizm w Rosji nie przyniósł polepszenia bytu zwykłego człowieka, jaki osiągnięto w Stanach Zjednoczonych podczas tego samego okresu".
W Stanach Zjednoczonych słyszy się o jakimś nowym produkcie, o pew­nym polepszeniu prawie każdego tygodnia. Te udogodnienia wytworzyły przed­siębiorstwa. Setki tysięcy przedsiębiorców w dzień i w nocy usiłuje wynaleźć nowy produkt, który bardziej zadowoli konsumenta lub jest tańszy w produk­cji, lub lepszy i tańszy niż istniejący produkt. Przedsiębiorcy nie robią tego z altruizmu, robią to, ponieważ chcą powiększyć zyski (lub uniknąć strat). I efektem tego jest poprawa warunków życia w Stanach Zjednoczonych, któ­re są prawie nie do pomyślenia w porównaniu z warunkami, które istniały pięćdziesiąt lub sto lat temu. Ale w Sowieckiej Rosji, gdzie nie ma konku­rencyjnego systemu wolnego rynku, nie ma podobnej poprawy. Tak więc ci ludzie, którzy nam mówią, że powinniśmy przyjąć sowiecki system, poważnie się mylą.
Jest jeszcze coś, o czym należy wspomnieć. Amerykański konsument, każ­da osoba, jest zarówno kupującym i zwierzchnikiem. Kiedy opuszcza się sklep w Ameryce, można zobaczyć napis mówiący: „Dziękujemy za Twoje poparcie. Proszę przyjść znowu". Ale kiedy idzie się do sklepu w totalitarnym państwie
- czy to będzie w dzisiejszej Rosji, lub w Niemczech za czasów reżymu Hitlera
- sprzedawca powie ci: „Powinieneś dziękować wielkiemu przywódcy za to, że mogłeś to nabyć".
W socjalistycznym kraju nie sprzedawca ma być wdzięczny, ale kupujący (który w wielu wypadkach, musi dać „napiwek" sprzedającemu). Obywatel nie jest panem; panem jest Centralny Komitet, Centralny Urząd. Te socjali­styczne komitety i przywódcy, i dyktatorzy są najwyżsi, a ludzie, po prostu, muszą ich słuchać.

Interwencjonizm

Znane, bardzo często przytaczane zdanie mówi: „Najlepszy rząd to ten, który najmniej rządzi". Nie uważam go za poprawne opisanie funkcji rzą­du. Rząd powinien robić te wszystkie rzeczy, dla których jest potrzebny i dla których został ustanowiony. Rząd powinien ochraniać obywateli przed gwałtownymi i oszukańczymi przestępstwami i bronić kraju przed napaścią z zewnątrz. Takie są funkcje rządu w wolnym systemie, systemie ekonomii rynkowej.
Pod panowaniem socjalizmu, oczywiście, rząd jest totalitarny i nie ma tam niczego, co nie leżałoby w jego sferze działania i kompetencji władzy sądowej. Natomiast w systemie wolnorynkowym głównym zadaniem rządu jest ochrona spokojnego i sprawnego funkcjonowania rynku (zwłaszcza rynku pracy) przed oszustwem lub gwałtem od wewnątrz i z zewnątrz kraju.
Ludzie, którzy nie zgadzają się z tą definicją mogą powiedzieć: „Ten czło­wiek nienawidzi rządu". Nic nie może być dalsze od prawdy. Jeśli bym po­wiedział, że benzyna jest bardzo użytecznym płynem, użytecznym dla wielu celów, to pomimo tego nie piłbym benzyny, ponieważ sądzę, że nie byłby to jej właściwy użytek. Nie jestem wrogiem benzyny i nie nienawidzę benzyny. Ja tylko mówię, że jest bardzo użyteczna dla pewnych celów, ale nie nadaje się do innych. Jeśli mówię, że obowiązkiem rządu jest aresztować mordercę i innych kryminalistów, to nie znaczy, że jest jego obowiązkiem zarządzać kolejami lub wydawać pieniądze na niepotrzebne cele; deklaracja, że rząd nadaje się do pewnych rzeczy, ale nie nadaje się do innych nie oznacza, że nienawidzę rządu.
Powiedziano, że w dzisiejszych warunkach nie mamy już ekonomii wolne­go rynku. W dzisiejszych warunkach mamy coś nazwanego „mieszaną ekono­mią" . I jako dowód ludzie wskazują wiele przedsiębiorstw, zarządzanych przez rząd i będących jego własnością. Ludzie mówią, że ekonomia jest mieszana, ponieważ w wielu krajach są pewne instytucje - jak telefony, telegrafy i ko­leje - które są własnością rządu i są zarządzane przez rząd. Jednak, chociaż rząd nimi zarządza używając metod systemu wolnej ekonomii, rezultatem jest zwykle deficyt. Rząd może sfinansować taki deficyt - tak sądzą przynajmniej członkowie rządu i rządząca partia.
Na pewno jest inaczej jeśli chodzi o prywatnego producenta. Ma on bar­dzo ograniczoną możliwość prowadzenia deficytowej działalności. Jeśli deficyt dość szybko nie będzie wyeliminowany i firma nie stanie się zyskowna lub co najmniej nie będzie przynosić strat, prywatny przedsiębiorca zbankrutuje i przedsięwzięcie musi się zakończyć.
Ale dla rządu warunki są inne. Rząd może prowadzić przedsiębiorstwo de­ficytowo, ponieważ ma władzę nakładania podatków. Jeśli podatnicy „zga­dzają się" płacić wyższe stawki w celu umożliwienia rządowi prowadzenia przedsiębiorstw przynoszących straty - czyli w sposób mniej wydajny niż prywatna instytucja - i jeśli publiczność „zaakceptuje" tą stratę, to, oczywi­ście, przedsięwzięcie będzie kontynuowane.
W ostatnich latach rządy w większości krajów powiększyły liczbę pań­stwowych instytucji i przedsiębiorstw do takich rozmiarów, że deficyty wyro­sły bardzo daleko poza sumę podatków. Co stało się potem, nie jest przed­miotem dzisiejszego wykładu. To inflacja, zajmę się nią jutro. Wspomniałem tylko o tym, ponieważ mieszanej ekonomii nie powinno się mylić z interwen­cjonizmem, o którym chcę mówić dzisiaj.
Co to jest interwencjonizm? Interwencjonizm oznacza to, że rząd nie ogra­nicza swojej działalności do zachowania porządku, lub jak ludzie zwykle sto lat temu mówili - do „utrzymywania bezpieczeństwa". To oznacza, że rząd pragnie robić coś więcej. On chce mieszać się do zjawisk rynkowych.
Jeśli ktoś sprzeciwia się i mówi, iż rząd nie powinien mieszać się do przed­siębiorstw, ludzie bardzo często odpowiadają: „Ale rząd z konieczności za­wsze miesza się. Rząd w
« Last Edit: (Tue) 12.08.2014, 14:24:48 by BladyMamut »
“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • WyBudzony
  • *
  • Posts: 2 560
  • Reputacja: +12/-0
Re: Ekonomia i polityka - Ludwik von Mises
« Reply #1 on: (Sun) 06.04.2014, 22:27:08 »
Inflacja

Jeśli podaż kawioru byłaby tak obfita jak ziemniaków, cena kawioru - to jest, stosunek wymiany między kawiorem a pieniędzmi lub kawiorem a innymi towarami - zmieniłby się znacznie. W tym wypadku, można by otrzymać kawior dużo mniejszym kosztem niż jest wymagane dzisiaj. Podobnie, jeśli ilość pieniędzy jest powiększona, siła kupna jednostki pieniądza zmniejsza się, i ilość towarów, które można otrzymać za jednostkę tego pieniądza zmniejsza się także.
Kiedy w szesnastym wieku, amerykańskie zasoby złota i srebra odkry­to i eksploatowano, olbrzymią ilości wartościowych metali eksportowano do Europy. Wskutek nabycia dużej ilości wartościowych metali zakupionych po niższej cenie, zwiększono ilość pieniędzy i mimo, że były z czystego złota lub srebra, przy tej samej wysokości ogólnej produkcji towarów i usług, rezul­tatem była ogólna tendencja w kierunku wzrostu cen. W ten sam sposób, dzisiaj, kiedy rząd zwiększa ilość papierowych pieniędzy, rezultatem tego jest to, że siła kupna jednostki pieniądza zmniejsza się i skutkiem tego wzrastają ceny. To nazywa się inflacją.
Niefortunnie, w Stanach Zjednoczonych, jak również w innych krajach, niektórzy ludzie wolą przypisywać przyczynę inflacji nie zwiększeniu ilości pieniądza ale raczej wzrostowi cen.
Jednakże nie było nigdy poważnego argumentu przeciwko ekonomicznej interpretacji zależności między cenami i ilością pieniędzy i ich wymianą na towary, produkty i usługi. W dzisiejszych uwarunkowaniach technologicznych nic nie jest łatwiejsze niż wyprodukowanie kawałków papierów, na których pewne pieniężne znaki są wydrukowane. W Stanach Zjednoczonych, gdzie wszystkie pieniądze papierowe są tych samych rozmiarów, rządu nie kosztuje więcej wydrukowanie banknotu tysiącdolarowego od wydrukowania banknotu jednodolarowego. To zwykła procedura drukowania, która wymaga tej samej ilości papieru i farby drukarskiej.
W osiemnastym wieku, kiedy po raz pierwszy spróbowano wypuszczenie banknotów i nadanie tym banknotom wartości jako środka płatniczego - to jest, prawo honorowania w wymiennych transakcjach w ten sam sposób jak złote i srebrne monety były honorowane - rządy i narody wierzyły, że bankierzy mieli pewną tajemniczą wiedzę dającą im możliwość produkowania bogactwa z niczego. Kiedy rządy w osiemnastym wieku były w finansowych kłopotach, uważano, że wszystko co jest potrzebne to sprytny bankier na czele zarządu ich finansowych instytucji, by pozbyć się wszystkich finansowych trudności.
Nie istnieje tajemnicza droga do rozwiązania finansowych problemów rzą­du; jeśli potrzebuje pieniędzy, musi otrzymać pieniądze przez opodatkowanie obywateli lub w pewnych sytuacjach przez pożyczenie ich od ludzi, którzy je posiadają. Ale wiele rządów, możemy powiedzieć większość rządów, myśli, że istnieje inna metoda dla otrzymania potrzebnych pieniędzy; po prostu (oszukańcza) metoda wydrukowania ich.
Jeśli rząd chce coś zrobić dobroczynnego - jeśli, na przykład, chce wybu­dować szpital - drogą do znalezienia pieniędzy na ten projekt jest nałożenie podatków na obywateli i zbudowanie szpitala z dochodu podatkowego. Za­tem żadna specjalna „rewolucja cen" nie nastąpi, ponieważ kiedy rząd zbiera pieniądze na zbudowanie szpitala, obywatele - płacąc podatki - są zmuszeni zredukować swoje wydatki. Indywidualny płatnik podatkowy jest zmuszo­ny ograniczyć swoje zapotrzebowania albo inwestycje lub oszczędności. Rząd zjawia się na rynku jako kupujący, zastępuje indywidualnego obywatela: oby­watel kupuje mniej, ale rząd kupuje więcej. Rząd, ma się rozumieć, nie zawsze kupuje te same towary, które obywatel byłby kupił; ale średnio nie zdarza się, aby ceny wzrastały wskutek budowy przez rząd szpitala.
Wybrałem ten przykład szpitala specjalnie, ponieważ ludzie czasami mó­wią: „To robi różnice czy rząd używa swoje pieniądze (podatkowe lub po­życzone od obywateli) dla dobrych lub złych potrzeb". Przyjmijmy, że rząd zawsze używa pieniądze, które wydrukował dla zaspokojenia najlepszych po­trzeb - potrzeb z którymi my wszyscy się zgadzamy. Nie chodzi o to na co pieniądz jest wydawany, ale w jaki sposób rząd otrzymuje te pieniądze co przynoszą konsekwencje nazywane inflacją, którą większość ludzi w świecie dzisiaj nie uważa za dobroczynną.
Na przykład, bez inflacji, rząd mógłby użyć pieniędzy podatkowych do wynajęcia nowych pracowników lub podwyższenia wynagrodzeń już znaj­dujących się w służbie rządowej. Zatem ci ludzie, których wynagrodzenia zostały podwyższone, mogą kupować więcej. Kiedy rząd nakłada podatki na obywateli i używa te pieniądze na zwiększenie wynagrodzeń rządowych pra­cowników, podatnicy muszą mniej wydawać, ale rządowi pracownicy mają więcej do wydawania. Ceny ogólnie nie będą wzrastały.
Ale jeśli rząd nie używa pieniędzy podatkowych dla tych celów, a używa świeżo drukowane w ich miejsce, to znaczy, że będą ludzie, którzy teraz mają więcej pieniędzy niż mieli przedtem. I skoro nie ma więcej towarów niż było poprzednio, ale jest więcej pieniędzy na rynku - i skoro teraz jest więcej ludzi, którzy mogą kupić więcej niż mogliby kupić wczoraj - będzie dodatkowy popyt na tą samą ilość towarów. Zatem ceny będą miały tendencję zwyżkową. Tego nie da się uniknąć, bez względu na co są używane te nowo emitowane pieniądze.
I co najważniejsze, że tendencja wzrostu cen rozwinie się stopniowo; nie jest to ogólny ruch w górę co nazywano „poziomem cen". Metaforycznego (przenośnego) wyrażenia jak „poziom cen" nie powinno się nigdy używać.
Kiedy ludzie mówią o „poziomie cen" mają na myśli obraz poziomu płynu, który idzie w górę lub w dół zgodnie ze zwiększeniem lub zmniejszeniem jego ilości, ale który jak płyn w zbiorniku, zawsze wzrasta równo do poziomu, ale z cenami nie ma czegoś takiego jak ich „poziom". Ceny nie zmieniają się do tej samej wysokości w tym samym czasie. Są zawsze ceny, które zmieniają się szybciej, wzrastając lub obniżając się szybciej niż inne. Istnieje uzasadnienie takiego zachowania się cen.
Rozważmy, wypadek pracownika rządu, który otrzymał nowe pieniądze dodane do pieniędzy już w obiegu. Ludzie nie kupują dzisiaj tych samych towarów i w tej samej ilości jak kupowali wczoraj. Dodatkowe pieniądze, które rząd wydrukował i wprowadził w obieg na rynek nie są używane do kupna wszystkich produktów i usług. Są używane do kupna pewnych pro­duktów, których ceny wzrosną, podczas gdy ceny innych produktów ciągle pozostają po cenach, które przeważały przedtem nim nowe pieniądze zostały wprowadzone na rynek. Zatem, kiedy inflacja zaczyna się, różne grupy wśród ludności są zaatakowane przez inflację, w różny sposób. Te grupy, które otrzy­mują nowe pieniądze pierwsze, tymczasowo korzystają.
Kiedy rząd wywołuje inflacje w celu prowadzenia wojny, musi kupować zaopatrzenie wojenne, i pierwszymi dostającymi dodatkowe pieniądze są fa­bryki uzbrojenia i pracownicy w tych przemysłach. Te grupy są teraz w bar­dzo korzystnym położeniu. Mają wyższe zyski i wyższe płace za pracę; Ich przedsiębiorstwo rozwija się. Dlaczego? Ponieważ oni byli pierwsi otrzymu­jący dodatkowe pieniądze. I mając teraz więcej pieniędzy do ich dyspozycji, kupują. I kupują od innych ludzi, którzy produkują i sprzedają wyroby, które ci pracownicy uzbrojenia pragną.
Ci inni ludzie tworzą drugą grupę. I ta druga grupa uważa inflację za bardzo dobrą dla przedsiębiorstwa. Dlaczego nie? Czy nie jest to wspaniale sprzedawać więcej? Na przykład, właściciel restauracji w sąsiedztwie fabryki uzbrojenia mówi: „To jest rzeczywiście cudowne! Robotnicy uzbrojenia mają więcej pieniędzy; Jest ich o wiele więcej teraz niż było przedtem; oni wszyscy uczęszczają do mojej restauracji; jestem bardzo szczęśliwy z tego powodu". On nie widzi żadnego powodu, aby czuć się inaczej.
Sytuacja jest taka: ludzie, do których pieniądze przychodzą najpierw teraz mają wyższy dochód, i mogą ciągle kupować towary i usługi po cenach, które odpowiadają poprzedniemu stanowi rynku, jaki istniał w przededniu inflacji. Zatem, oni są w bardzo korzystnej sytuacji. I w ten sposób inflacja postę­puje stopniowo od jednej grupy ludności do drugiej. I wszyscy ci do których dodatkowo pieniądze przychodzą we wczesnych stanach inflacji korzystają, ponieważ oni kupują różne rzeczy po cenach odpowiadających poprzedniemu stanowi rynku, stosunkowi wymiany między pieniędzmi a towarami.
Ale są inne grupy ludności do których dodatkowe pieniądze dochodzą dużo, dużo później. Ci ludzie są w niekorzystnych warunkach. Zanim dodat­kowe pieniądze przyjdą do nich są zmuszeni płacić wyższe ceny niż płacili przedtem, za niektóre - lub praktycznie wszystkie - wyroby, które chcieli kupić, podczas gdy ich dochody pozostawały te same, lub nie zwiększyły się proporcjonalnie do cen.
Rozważmy, na przykład, państwo takie jak Stany Zjednoczone podczas II Wojny Światowej; z jednej strony, inflacja w tym czasie faworyzowała robot­ników uzbrojenia, producentów armat, przemysły uzbrojenia, podczas gdy z drugiej strony działała przeciwko innym grupom ludności. Najbardziej po­szkodowani przez inflację byli np. nauczyciele i księża.
Jak wiecie, księża są ludźmi skromnymi, służą Bogu i nie mogą za du­żo mówić o pieniądzach. Nauczyciele, podobnie, są osobami przypuszczalnie więcej myślącymi o wykształceniu młodzieży niż o swoich wynagrodzeniach. Konsekwentnie, nauczyciele i księża byli wśród tych najbardziej poszkodowa­nych przez inflację, bo różne szkoły i kościoły były ostatnimi zdającymi sobie sprawę, że muszą podwyższyć wynagrodzenia. Kiedy starsi kościoła i szkolne korporacje ostatecznie odkryły, że jednak powinny także zwiększyć wyna­grodzenia tym oddanym ludziom. Ale wcześniejsze straty, które oni ponieśli pozostały.
Przez długi czas, musieli mniej kupować niż kupowali przedtem, musieli zmniejszyć konsumpcję lepszej i droższej żywności, i ograniczyć kupno no­wych ubrań - ponieważ ceny przystosowały się w górę do ilości pieniędzy na rynku, podczas gdy ich dochody nie były jeszcze zwiększone. Ta sytuacja zmieniła się znacznie dzisiaj, przynajmniej dla nauczycieli.
Zatem są zawsze różne grupy ludności będące różnie dotknięte przez in­flację. Dla niektórych z nich inflacja nie jest tak zła; one nawet nalegają na jej kontynuowanie, ponieważ jako pierwsze otrzymujące dodatkowo drukowa­ne pieniądze korzystają z niej. Zobaczymy w następnym wykładzie, jak ta nierówność w konsekwencjach inflacji wpływa na politykę, która prowadzi do inflacji.
Wskutek zmian spowodowanych przez inflację, mamy grupy, które są fa­woryzowane i grupy, które wprost uprawiają spekulację. Nie używam wyra­żenia „spekulacja", jaka zarzut przeciwko tym ludziom, ponieważ jeśli jest ktoś, kogo trzeba obwiniać, to jest rząd, który spowodował inflację. I są za­wsze ludzie, którzy wykorzystują inflację, ponieważ oni zdają sobie sprawę co się dzieje, wcześniej niż inni ludzie. Mają specjalne zyski na skutek faktu, że będzie z konieczności niejednolitość w procesie inflacji.
Rząd może myśleć, że inflacja - jako metoda zbierania funduszów - jest lepsza niż opodatkowanie, które jest zawsze niepopularne i trudne. W wielu bogatych i wielkich państwach, ustawodawcy często dyskutowali, przez wiele miesięcy, o różnych formach różnych podatków, które były potrzebne, ponie­waż parlament zdecydował o zwiększeniu wydatków. Mając przedyskutowane różne metody otrzymania pieniędzy przez opodatkowanie, ostatecznie zdecy­dowali, że może jest lepiej zrobić to przez inflację.
Ale oczywiście, słowo „inflacja" nie było użyte. Polityk przy władzy, któ­ry wszczyna kroki w kierunku inflacji nie ogłasza: „Ja wszczynam kroki w kierunku inflacji". Techniczne metody używane w osiągnięciu inflacji są tak skomplikowane, że zwykły obywatel nie zdaje sobie sprawy, że inflacja się zaczęła.
Podczas jednej z największych inflacji w historii, w Niemieckiej Rzeszy po I Wojnie Światowej, inflacja nie była podczas wojny tak dotkliwa w skutkach, dopiero po wojnie przyniosła katastrofę. Rząd nie powiedział: „Idziemy w kierunku inflacji". Rząd po prostu pożyczył pieniądze bardzo pośrednio - nieuczciwie - w centralnym banku. Rząd nie musiał pytać jak centralny bank ma znaleźć i dostarczyć pieniądze. Centralny bank po prostu wydrukował je.
Dzisiaj techniki dla inflacji są skomplikowane przez fakt, że istnieją pienią­dze książeczek czekowych. Z pociągnięciem pióra rząd tworzy niewymienny pieniądz papierowy zatwierdzony dekretem rządowym jako środek obiegowy, w ten sposób zwiększa ilość pieniędzy i kredytów. Rząd po prostu wydaje rozkaz, i papierowe pieniądze pojawiają się.
Rząd nie troszczy się z początku, że pewni ludzie będą tracili, rząd nie troszczy się, że ceny pójdą w górę. Ustawodawcy mówi: „To jest cudowny system!" Ale ten cudowny system ma jedną podstawową wadę: Ten system nie może trwać. Jeśliby inflacja mogła trwać na zawsze, nie byłoby podstawy mówić rządowi, że nie powinien wszczynać inflacji. Ale pewną właściwością inflacji jest, że wcześniej lub później, musi się skończyć. To jest polityka, która nie może trwać.
Na dalszą metę, inflacja kończy się załamaniem środka płatności - kata­strofą, sytuacją podobną do tej w Niemczech w 1923 r. Na 1-go sierpnia 1914 r. wartość dolara wynosiła cztery marki i dwadzieścia fenigów. Dziewięć lat i trzy miesiące później w listopadzie 1923 r., dolar był wymieniany za 4.2 miliardy marek. Innymi słowy, marka nie wartała nic. Marka już nie miała żadnej wartości.
Kilka lat temu, sławny autor pisał: „Na dalszą metę wszyscy umrzemy". To jest rzeczywiście prawda, przepraszam, że tak mówię. Ale pytaniem jest jak krótko lub jak długo będzie krótka meta trwać? W osiemnastym wieku żyła sławna pani Madame de Pompadour, której przypisuje się, powiedzenie: A res nous le deluge - po nas choćby potop. Madame de Pompadour na szczęście umarła w krótkiej mecie. Ale jej następczyni na urzędzie Madame du Barry przeżyła krótką metę i została ścięta w długiej mecie. Dla wielu ludzi „długa meta" szybko staje się „krótką metą" - im dłużej trwa inflacja tym wcześniej jest krótka meta.
Jak długo może krótka meta trwać? Jak długo może centralny bank konty­nuować inflację? Prawdopodobnie tak długo jak ludzie są przekonani, że rząd wcześniej lub później, ale bezwarunkowo nie za późno, przestanie drukować pieniądze i tym samym zatrzyma zmniejszanie się wartości każdej jednostki pieniądza.
Kiedy ludzie dłużej w to nie wierzą, kiedy zdają sobie sprawę, że rząd będzie tak dalej postępował bez jakiejkolwiek intencji zatrzymania, wtedy zaczynają rozumieć, że ceny jutro będą wyższe niż są dzisiaj. Zatem zaczy­nają kupować za każdą cenę, powodując wzrost cen do takiej wysokości, że system pieniężny załamuje się całkiem.
Mówię o wypadku Niemiec, który cały świat obserwował. Wiele książek opisywało wydarzenia tego czasu. Chociaż nie jestem Niemcem, ale Austria­kiem, widziałem wszystko od wewnątrz: W Austrii, warunki nie różniły się dużo od tych w Niemczech; ani też nie różniły się one dużo w innych Eu­ropejskich krajach. Przez wiele lat Niemiecki naród wierzył, że ich inflacja była tylko tymczasową sprawą, że skończy się niebawem. Wierzyli temu przez prawie dziewięć lat aż do lata 1923 r. Wtedy, ostatecznie, zaczęli wątpić. Jak inflacja dalej postępowała, ludzie uważali za rozsądniejsze kupować wszystko co jest do nabycia zamiast trzymać pieniądze w kieszeniach. Ponadto, rozu­mowali, że nie powinno się udzielać pożyczek, ale odwrotnie, że było dobrą ideą być dłużnikiem. W ten sposób inflacja trwała dając powody do dalszej inflacji.
I trwało to w Niemczech aż do 28 sierpnia 1923 r. Ogólnie ludzie wierzy­li, że inflacyjne pieniądze są rzeczywistymi pieniędzmi, ale z drugiej strony, spostrzegli, że warunki zmieniły się. Przy końcu niemieckiej inflacji, w końcu lata 1923 r., niemieckie fabryki wypłacały swoim robotnikom rano każdego dnia naprzód za dzień. I pracownik przychodził do fabryki ze swoją żoną, wręczał jej natychmiast swoją płacę - wszystkie miliony, które otrzymał - I ona natychmiast udawała się do sklepu by kupić cokolwiek, wszystko jedno co. Zdawała sobie sprawę, co większość ludzi wiedziało w tym czasie - że na drugi dzień, od jednego dnia do drugiego, marka traciła 50% swojej siły kupna. Pieniądze jak czekolada na gorącej kuchni, topniały w kieszeniach ludzi. Ta ostatnia faza niemieckiej inflacji nie trwała długo; po kilku dniach, cały koszmar zakończył się; marka była bez wartości i nowy środek płatniczy musiał być ustanowiony.
Lord Keynes, ten sam człowiek. który powiedział, że na długą metę wszy­scy umrzemy, był jednym z długiego szeregu zwolenników inflacji, autorów dwudziestego wieku. Oni wszyscy pisali przeciwko standardowi złota. Kiedy Keynes atakował standard złota, nazwał go „barbarzyńskim zabytkiem". I większość ludzi dzisiaj uważa za śmiechu warte mówić o standardzie złota. W Stanach Zjednoczonych, na przykład, jesteś uważany więcej lub mniej za marzyciela jeśli mówisz: „wcześniej lub później Stany Zjednoczone muszą powrócić do standardu złota".
A jednak standard złota ma olbrzymią zaletę: ilość dostarczonych pienię­dzy, w systemie standardu złota, jest niezależna od polityki rządów i poli­tycznych partii. To jest przewaga standardu złota. Jest formą zabezpieczającą kraje przeciwko rozrzutnym rządom: jeśli, pod standardem złota żądają od rządu pieniędzy na coś nowego, minister finansów może powiedzieć : „Po­wiedzcie mi najpierw, skąd wezmę pieniądze na ten dodatkowy wydatek?"
W systemie inflacyjnym, nic nie jest łatwiejszego dla polityków niż roz­kazać rządowi wydrukowanie takiej ilości pieniędzy jaka jest potrzebna na pokrycie ich wydatków. Według Standardu złota wypłacalny rząd ma lepszą sposobność; może powiedzieć do ludzi i polityków: „nie możemy tego zrobić chyba że powiększymy podatki".
Ale w warunkach inflacyjnych, ludzie nabyli zwyczaju patrzenia na rząd jako na instytucję z nieograniczonymi środkami do jego dyspozycji: państwo, rząd może zrobić wszystko. Jeśli, na przykład, naród pragnie zbudowania nowej autostrady, oczekuje się, że rząd ma ją wybudować. Ale skąd rząd otrzyma pieniądze?
Można by powiedzieć, że w Stanach Zjednoczonych dzisiaj a nawet w przeszłości, podczas prezydentury McKinley'a - Partia Republikańska więcej lub mniej popierała politykę uczciwego pieniądza i standardu złota, a Partia Demokratyczna była za polityką inflacji. Oczywiście nie papierowej inflacji, ale srebra.
Był jednak demokratyczny prezydent Stanów Zjednoczonych, Prezydent Cleveland, który przy końcu lat 1880-tych, założył veto sprzeciwiając się decyzji Kongresu wydania małej sumy około 10.000 dolarów - jako pomocy społeczeństwu, które doznało pewnej klęski. I Prezydent Cleveland usprawie­dliwił swoje veto pisemnie: „Podczas gdy jest obowiązkiem obywateli wspo­magać rząd, nie jest obowiązkiem rządu wspomagać obywateli". To jest coś co każdy mąż stanu powinien napisać na ścianie w jego urzędzie, aby pokazywać ludziom, którzy przychodzą prosić o pieniądze.
Jestem zaambarasowany koniecznością upraszczania tych problemów. Ist­nieje tak wiele skomplikowanych problemów w systemie monetarnym, i nie musiałbym napisać tomów o nich, jeśli byłyby tak łatwe jak opisuję je tutaj. Ale podstawy są właśnie te: jeśli zwiększysz ilość pieniędzy, powodujesz obni­żenie siły kupna jednostki pieniężnej. To jest to, czego ludzie, których sprawy prywatne są niekorzystnie dotknięte, nie lubią. Ludzie, którzy nie korzystają z inflacji są tymi którzy narzekają.
Jeśli inflacja jest zła i jeśli ludzie zdają sobie sprawę z tego, dlaczego stała się prawie sposobem życia we wszystkich krajach? Nawet niektóre naj­bogatsze kraje cierpią z powodu tej choroby. Stany Zjednoczone dzisiaj są nie ulega wątpliwości najbogatszym krajem w świecie z najwyższym poziomem życia. Ale kiedy podróżuje się w Stanach Zjednoczonych słyszy się ustawiczne rozmowy o inflacji i o konieczności jej zatrzymania. Ale oni tylko mówią; oni nie działają.
Przytoczę pewne fakty: po I Wojnie Światowej, Wielka Brytania powró­ciła do przedwojennego parytetu złota funta sterlinga. To jest zrewaluowała funta sterlinga do góry. To zwiększyło siłę kupna zarobków każdego robotni­ka. W swobodnym rynku nominalne pieniężne zarobki powinny być zmniej­szone dla skompensowania podwyższonej wartości funta sterlinga i pracow­ników realne zarobki nie byłyby obniżone. Nie mamy czasu tutaj na prze­dyskutowania tego uzasadnienia. Ale związki zawodowe robotników Wielkiej Brytanii nie zdradzały ochoty do akceptowania dostosowania płac za pracę do wyższej siły kupna jednostki pieniężnej, wskutek tego realne stawki płac wzrosły znacznie przez te pieniężne działania. To było poważną katastrofą dla Anglii, ponieważ Wielka Brytania jest w przeważającej mierze przemysło­wym krajem, który musi importować surowce, półprodukty i żywność w celu utrzymania życia, i musi eksportować wyprodukowane towary aby zapłacić za ten import. Ze wzrostem międzynarodowej wartości funta, ceny brytyjskich towarów wzrosły na zagranicznych rynkach - sprzedaż i eksport zmniejszy­ły się. Wielka Brytania faktycznie wyeliminowała się z rynków światowych wskutek za wysokich cen swoich wyrobów.
Związki zawodowe nie mogłyby być pokonane. Znana jest siła związ­ków zawodowych dzisiaj. One mają prawo, praktycznie przywileje, używa­nia gwałtów. I rozkaz związku jest, zatem, powiedzmy, nie mniej ważny niż dekret rządu. Rządowy dekret jest rozkazem dla wymuszenia, który aparat wymuszania rządu - policja - jest gotowa wykonać. Musimy być posłuszni dekretom rządu, inaczej będziemy mieli trudności z policją.
Na nieszczęście, mamy teraz, prawie we wszystkich krajach na całym świecie, drugą władzę, która może używać siły: związki zawodowe. Związki pracowników oznaczają płace za pracę i strajkami wymuszają je w ten sam sposób, w jaki rząd mógłby zadekretować minimum płacy za pracę. Nie będę dyskutował zagadnienia związków teraz; będę mówił o tym później. Chcę tylko skonstatować, że jest polityką związków podwyższać stawki za pracę ponad poziom, które by miały na wolnym rynku pracy. Jako rezultat tej polityki związków, znaczna część potencjalnego kapitału pracy mogłaby być użyta tylko przez ludzi lub przemysły, które są przygotowane ponosić straty. A skoro przedsiębiorstwa nie mogą ponosić strat ciągle, zamykają fabryki i ludzie stają się bezrobotnymi. Ustalanie stawek za pracę ponad poziom, który byłby na wolnym rynku pracy, zawsze powoduje bezrobocie znacznej części potencjalnego kapitału pracy.W Wielkiej Brytanii rezultatem wysokich stawek za pracę, wymuszonych przez związki pracowników, było trwałe bezrobocie, przedłużające się z roku na rok. Miliony pracowników straciło pracę, produkcja obniżyła się. Nawet eksperci byli zakłopotani. W tej sytuacji Brytyjski rząd powziął decyzję, któ­rą uważał za nieodzowną, nagłą decyzję : zdewaluowania środka płatniczego, funta.
Rezultatem tego było, że siła kupna stawek płac, na które związki pra­cowników nalegały, nie była już taką samą. Realne stawki płac, towarowe stawki, były zredukowane. Teraz robotnicy nie mogliby kupić, tak dużo jak mogliby kupić przedtem chociaż nominalne stawki pozostały te same. W ten sposób, sądzono, realne stawki płac wróciłyby do poziomu wolnego rynku i bezrobocie by zanikło.
Ten środek - dewaluację - zaadoptowały różne inne kraje, jak Francja, Holandia, i Belgia. Jeden kraj nawet uciekł się do tej metody dwa razy w ciągu okresu jednego i pół roku. Tym krajem była Czechosłowacja. Dewalu­acja waluty była metodą zrobioną ukradkiem, powiedzmy, dla udaremnienia władzy związków. Nie można powiedzieć jednakże, by była rzeczywistym sukcesem.
Po kilku latach, ogół ludzi, robotnicy, nawet związki zawodowe, wszyscy zaczęli rozumieć co się dzieje. Zdawali sobie sprawę, że zdewaluowanie pie­niędzy zredukowało ich realne stawki płac. Związki miały siłę sprzeciwić się temu. W wielu krajach wstawiły klauzulę w kontrakt stawek płac zabezpie­czającą automatyczny wzrost stawek pieniężnych za pracę ze zwiększaniem się cen. Nazwano to indeksowaniem. Związki zawodowe zapoznały się z in­deksowaniem. Niestety, ta metoda zredukowania bezrobocia, którą rząd Bry­tyjski zapoczątkował w 1931 r. - a którą później zaadoptowano przez prawie wszystkie ważne rządy - ta metoda „rozwiązania bezrobocia" nie działa już dzisiaj.
W 1936 r. Lord Keynes w swym dziele General Theory of Employment, Interest and Money - Ogólna Teoria Zatrudnienia, Odsetek i Pieniędzy nie­fortunnie podniósł tę metodę - te nagłe zarządzenia okresu między 1929 a 1933 r. - do zasady, do fundamentalnego systemu polityki. I usprawiedliwił ją przez powiedzenie w tym mniej więcej znaczeniu: „Bezrobocie jest złe. Jeśli chce się, aby bezrobocie znikło musi się zdewaluować pieniądz - uciec się do inflacji".
Keynes zdawał sobie sprawę bardzo dobrze, że stawki płac mogą być za wysokie dla rynku, to jest za wysokie, aby opłacało się pracodawcom zwięk­szenie ilości zatrudnionych, zatem za wysokie z punktu widzenia ogółu pra­cującej ludności, ponieważ ze stawkami płac nałożonymi przez związki ponad poziom rynku pracy, tylko część z tych chcących pracować może otrzymać pracę.
I Lord Keynes faktycznie, powiedział: „Na pewno masowe bezrobocie, przedłużające się z roku na rok, jest stanem bardzo niezadowalającym" Ale zamiast sugerować, że stawki płac mogłyby i powinny być dostosowane do warunków rynku, faktycznie powiedział: „jeśli ktoś zdewaluuje pieniądze ro­botnicy nie będą dostatecznie sprytni, aby zdawać sobie z tego sprawę i nie będą stawiać oporu przeciwko spadkowi realnych stawek płac tak długo jak nominalne stawki płac pozostaną te same". Innymi słowy, Lord Keynes mó­wił, że jeśli ktoś otrzyma tę samą ilość funtów sterlingów dzisiaj jaką otrzymał przed zdewaluowaniem pieniędzy, nie będzie zdawał sobie sprawy, że faktycz­nie otrzymuje mniej.
W potocznym języku, Keynes proponował oszukiwanie robotników. Za­miast zdeklarować otwarcie, że stawki płac muszą być dostosowane do wa­runków rynku - ponieważ, jeśli nie będą, część pracowników nie uniknie pozostania bez pracy - w rzeczywistości Lord Keynes powiedział: „Pełne zatrudnienie może być osiągnięte tylko, jeśli będziecie mieli inflację. Oszukaj robotników". Najbardziej interesującym faktem jakkolwiek, jest to, że kiedy (General Theory) Ogólna Teoria Keynes'a była wydana, nie było już możliwe oszukiwać, ponieważ ludzie byli świadomi indeksowania. Ale problem pełnego zatrudnienia pozostał.
Co oznacza „pełne zatrudnienie"? Pełne zatrudnienie zależy od nieskrę­powanego rynku pracy, który nie jest manipulowany przez związki pracow­ników lub rząd. Na tym rynku stawki płac dla każdego rodzaju pracy dążą do osiągnięcia poziomu gdzie każdy pracownik, który chce mieć zatrudnienie może je otrzymać i każdy pracodawca może wynająć tylu pracowników ilu potrzebuje. Jeśli jest popyt na pracę, stawka pracy będzie miała skłonność wzrastać, i jeśli mniejsza ilość pracowników jest potrzebna, stawka pracy będzie miała skłonność opadać.
Jedyną metodą przez którą położenie „pełnego zatrudnienia" może być osiągnięte to przez utrzymanie nieskrępowanego rynku pracy. To jest ważne dla każdego rodzaju pracy i każdego rodzaju artykułu handlu.
Co robi przedsiębiorca, który chce sprzedać artykuły po pięć dolarów za jednostkę? Kiedy nie może go sprzedać po tej cenie, i nie może zatrzymywać towaru, ponieważ musi kupić coś nowego; moda się zmienia, zatem sprzedaje po niższej cenie. Jeśli nie może sprzedać towaru po pięć dolarów, musi sprze­dać po cztery. Jeśli nie może sprzedać po cztery, musi sprzedać po trzy. Nie ma innego wyboru, jeśli chce prowadzić przedsiębiorstwo dalej. Może mieć straty, ale te straty są spowodowane faktem, że jego przewidywania rynku na ten produkt nie były trafne.
To samo dzieje się z tysiącami młodych ludzi, którzy przychodzą z rolni­czych okręgów do miast, próbując zarobić pieniądze. To zdarza się w każdym przemysłowym kraju. W Stanach Zjednoczonych przychodzą do miasta z myślą, że powinni otrzymać, na przykład, 100 dolarów na tydzień. To może być niemożliwe. Ale jeśli nie może dostać pracy za sto dolarów na tydzień, musi próbować otrzymać pracę za dziewięćdziesiąt lub osiemdziesiąt dolarów, i może nawet mniej. Ale jeśli miałby powiedzieć - jak związki zawodowe to robią - „ jedna setka dolarów lub nic", zatem może pozostać bezrobotnym. Wielu z szukających pracy nie martwi się tym, ponieważ rząd płaci zasiłki bezrobotnym - ze specjalnych podatków nakładanych na pracodawców - któ­re są czasami prawie tak wysokie jak stawki pracy pracownik byłby otrzymał jeśli byłby zatrudniony.
Ponieważ pewni ludzie wierzą, że pełne zatrudnienie może być osiągnięte tylko przez inflację, zatem inflacja jest przyjęta w Stanach Zjednoczonych. Ale ludzie dyskutują pytanie: Czy powinniśmy mieć zdrowy pieniądz z bez­robociem, czy inflację z pełnym zatrudnieniem? To jest faktycznie bardzo fałszywy dylemat.
Aby zająć się tym problemem musimy postawić pytanie: Jak można po­lepszyć warunki pracowników i wszystkich innych grup ludności? Odpowiedź jest: przez utrzymanie swobodnego rynku pracy i w ten sposób osiągnięcie pełnego zatrudnienia. Naszym dylematem jest, czy to rynek ma wyznaczać stawki płac lub czy mają być wyznaczane przez nacisk i przymus związków? Dylematem nie jest „czy musimy mieć inflację lub bezrobocie?"
Ta błędna analiza problemu jest dyskutowana w Anglii, w Europejskich przemysłowych krajach i nawet w Stanach Zjednoczonych. I niektórzy ludzie mówią: „Teraz patrz, nawet Stany Zjednoczone mają inflację. Dlaczego nie powinniśmy także robić tego samego?"
Tym ludziom powinno się odpowiedzieć przede wszystkim: „Jednym z przywilejów bogatego człowieka jest, że może sobie pozwolić na to by być nierozsądnym dużo dłużej niż biedny człowiek". I to jest sytuacja Stanów Zjednoczonych. Finansowa polityka Stanów Zjednoczonych jest bardzo zła i staje się gorsza. Może Stany Zjednoczone mogą sobie pozwolić być niemą­drymi trochę dłużej niż niektóre inne kraje.
Najważniejszą sprawą do zapamiętania jest, że inflacja nie jest aktem Boga, że inflacja nie jest katastrofą żywiołów lub chorobą, która przychodzi jak plaga. Inflacja jest polityką - zdecydowaną polityką ludzi, którzy uciekają się do inflacji, ponieważ uważają, że jest mniejszym złem niż bezrobocie. Ale faktem jest, że inflacja na krótką metę pozornie „leczy" bezrobocie, a rów­nocześnie przygotowuje na dłuższą metę katastrofę gospodarczą z większym bezrobociem. Zatem, inflacja nie leczy bezrobocia. Inflacja jest polityką. A polityka może być zmieniona. Zatem nie ma powodu do tolerowania inflacji. Jeśli ktoś uważa inflację za zło, zatem powinien powstrzymać się od powo­dowania inflacji. Powinien zrównoważyć budżet rządu. Oczywiście, publiczna opinia musi to popierać; intelektualiści muszą pomóc ludziom do zrozumienia problemu. Mając poparcie opinii publicznej staje się z pewnością możliwe dla wybranych przez ludzi posłów porzucenie polityki inflacyjnej.
Musimy pamiętać, że na długą metę możemy wszyscy umrzeć i na pewno umrzemy. Ale powinniśmy urządzić nasze ziemskie sprawy na krótką me­tę, w której mamy żyć, w najlepszy możliwie sposób. I jednym ze środków koniecznym do tego celu jest porzucenie polityki inflacyjnej.
Niektórzy ludzie nazywają program ekonomicznej wolności programem negatywnym. Mówią: „Co wy liberałowie właściwie chcecie? Jesteście prze­ciwko socjalizmowi, interwencji rządu, inflacji, gwałtom związków zawodo­wych, ochronnym taryfom. . . Mówicie nie, do wszystkiego".
Nazwałbym to oświadczenie jednostronnym i płytkim sformułowaniem problemu, bo jest możliwe sformułowanie liberalnego programu w sposób pozytywny. Jeśli ktoś mówi: „Jestem przeciwko cenzurze", to nie jest jego negatywne oświadczenie; on popiera prawo autorów do decydowania co chcą publikować bez wtrącania się rządu. To nie jest negatywizm to jest ściśle wolność decyzji. Ma się rozumieć, kiedy używam terminu „liberalny" od­nośnie do warunków systemu ekonomicznego, rozumiem liberalny w starym klasycznym sensie słowa.
Dzisiaj, większość ludzi uważa znaczne różnice w poziomie życia między wieloma krajami za niepokojące. Dwieście lat temu, warunki w Wielkiej Bry­tanii były dużo gorsze niż one są dzisiaj w Indiach. Ale Brytyjczycy w 1750 r. nie nazywali siebie - „nierozwiniętym" lub „zacofanym" krajem, ponieważ nie mogli porównać warunków ich kraju z tymi krajami, w których ekono­miczne warunki były bardziej zadawalające. Dzisiaj wszyscy ludzie, którzy nie osiągnęli średniego standardu życia Stanów Zjednoczonych wierzą, że jest coś złego z ich własną sytuacją ekonomiczną. Wiele z tych krajów nazywa siebie „rozwijającymi" się krajami i jako tacy, proszą o pomoc od tak zwanych rozwiniętych lub nawet nadrozwiniętych krajów.
Pozwólcie mi wyjaśnić realność tej sytuacji. Standard życia jest niższy w tak zwanych rozwijających się krajach, ponieważ średni zarobek za ten sam rodzaj pracy jest niższy w tych krajach niż jest w niektórych krajach Zachodniej Europy, Kanady, Japonii, a specjalnie w Stanach Zjednoczonych. Jeśli spróbujemy znaleźć powody tej różnicy, musimy zdawać sobie sprawę, że to nie jest z powodu niższości robotników lub innych zatrudnionych pracow­ników. Przeważa wśród pewnych grup północnoamerykańskich robotników, skłonność wierzenia, że oni sami są lepsi niż inni ludzie - że to jest ich własna zasługa, że otrzymują wyższe zapłaty niż inni ludzie.
Byłoby to konieczne dla amerykańskiego robotnika odwiedzić inny kraj - powiedzmy, Włochy, skąd wielu amerykańskich robotników przyszło - w celu odkrycia, że to nie jego personalne kwalifikacje, ale warunki w kraju umożliwiają mu wyższą płacę. Jeśli człowiek z Sycylii emigruje do Stanów Zjednoczonych, bardzo prędko może otrzymać płacę, która jest normalną w Stanach Zjednoczonych. I jeśli ten sam człowiek powróci do Sycylii zauważy, że jego pobyt w Stanach Zjednoczonych nie dał mu kwalifikacji, która by mu pozwoliła otrzymać wyższą płacę w Sycylii niż jego współobywatele.
Nie można też wytłumaczyć tej sytuacji ekonomicznej przez przyjęcie ja­kiejkolwiek niższości ze strony przedsiębiorców poza Stanami Zjednoczonymi. Jest faktem, że poza Stanami Zjednoczonymi, Kanadą, Zachodnią Europą i pewnymi częściami Azji wyposażenie fabryk i technologiczne metody uży­wane są na ogół niższe od tych w Stanach Zjednoczonych. Ale to nie jest z powodu ignorancji przedsiębiorców w tych „nierozwiniętych" krajach. Oni wiedzą dobrze, że fabryki w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie są dużo le­piej wyposażone. Oni sami wiedzą wszystko o technologii, a jeśli nie wiedzą, to mają sposobność douczyć się z książek i periodyków technicznych, które rozpowszechniają te wiadomości.
Stwierdzam ponownie, to nie jest osobista niższość lub ignorancja. Róż­nicą jest podaż kapitałów, ilość dostępnych kapitałowych produktów. Innymi słowy, kwota kapitału zainwestowana na jednostkę ludności jest większa w tak zwanych przodujących narodach niż w rozwijających się.
Przedsiębiorca nie może płacić pracownikowi więcej niż kwotę dodaną jego pracą do wartości produktu. Nie może płacić więcej, niż klienci są gotowi płacić za dodatkową pracę jego indywidualnego robotnika. Jeśli płaci mu więcej, nie odzyska swojego wydatku od klienta. Ponosi stratę i jak zwracałem uwagę wielokrotnie, i jak każdy wie, przedsiębiorca, który ponosi straty musi zmienić swoje metody prowadzenia przedsiębiorstwa, lub zbankrutować.
Ekonomiści opisują ten stan spraw przez powiedzenie „stawki płac są wyznaczane przez marginesową produkcyjność pracy". To jest tylko inne wyrażenie tego, co powiedziałem przedtem. To znaczy, że skala płac jest zdeterminowana przez kwotę ludzkiej pracy zwiększającą wartość produktu. Jeśli człowiek pracuje używając lepszych i bardziej wydajnych narzędzi, za­tem może wykonać w jednej godzinie dużo więcej niż człowiek, który pracuje jedną godzinę narzędziami mniej wydajnymi. Jest oczywiste, że 100 ludzi pracując w amerykańskiej fabryce obuwia wyekwipowanej w najbardziej no­woczesne narzędzia produkuje dużo więcej w tym samym czasie niż szewcy w Indiach, którzy muszą pracować przestarzałymi narzędziami w mniej wy­szukany sposób. Pracodawcy we wszystkich tych rozwijających się narodach wiedzą bardzo dobrze, że lepsze narzędzia byłyby uczyniły ich własne przed­siębiorstwa bardziej dochodowe. Chcieliby budować więcej i lepsze fabryki. Jedyną rzeczą, która przeszkadza im to uczynić jest brak kapitału. Różni­ca między mniej rozwiniętymi i więcej rozwiniętymi narodami jest kwestią czasu: Brytyjczycy zaczęli oszczędzać wcześniej niż inne narody: oni także zaczęli gromadzenie kapitału i inwestowanie go w przedsiębiorstwach. Ponie­waż zaczęli wcześniej, był wyższy standard życia w Wielkiej Brytanii kiedy, we wszystkich innych Europejskich krajach, był ciągle niższy. Stopniowo, wszystkie inne narody zaczęły zapoznawać się z brytyjskimi warunkami, i nie było trudno dla nich odkryć powód bogactwa Wielkiej Brytanii. Zaczęli naśladować metody brytyjskich przedsiębiorstw.
Skoro inne narody zaczęły później, i skoro Brytyjczycy nie przestali in­westować kapitału to pozostawiało dużą różnicę miedzy warunkami w Anglii i warunkami w tych innych krajach. Ale stało się coś co spowodowało zanik wyprzedzającego zrywu Wielkiej Brytanii.
Co stało się było największym wydarzeniem w historii dziewiętnastego wieku i to oznacza nie tylko w historii indywidualnego kraju. Tym wielkim wydarzeniem był rozwój, w dziewiętnastym wieku, zagranicznych inwestycji. W 1817 r., wielki brytyjski ekonomista Ricardo ciągle uważał za rzecz oczy­wistą, że kapitał może być inwestowany tylko w granicach pewnego kraju i że kapitaliści nie będą się starać inwestować za granicą. Ale kilkadziesiąt lat póź­niej, inwestycje za granicą zaczęły odgrywać najważniejszą rolę w sprawach świata.
Bez inwestycji kapitału, byłoby konieczne dla narodów mniej rozwiniętych niż Wielka Brytania, zaczynać z metodami i technologią, z którymi Brytyj­czycy zaczynali, w początkach i w połowie osiemnastego wieku, i powoli, krok za krokiem - zawsze daleko poniżej technologicznego poziomu brytyjskiej ekonomii - próbować naśladować to co zrobili Brytyjczycy.
Zajęłoby tym krajom wiele, wiele dziesięcioleci osiągnięcie standardu tech­nologicznego rozwoju, który W. Brytania osiągnęła sto lat lub wcześniej przed nimi. Ale wielkim wydarzeniem, które pomogło wszystkim tym krajom, były zagraniczne inwestycje.
Zagraniczne inwestycje oznaczają, że brytyjscy kapitaliści inwestowali bry­tyjskie kapitały w innych częściach świata. Inwestowali wpierw w tych Euro­pejskich krajach które, z punktu widzenia W. Brytanii, nie posiadały kapitału i były zacofane w ich rozwoju. Jest dobrze znanym faktem, że koleje więk­szości krajów europejskich, a także Stanów Zjednoczonych były budowane za pomocą brytyjskiego kapitału, to samo stało się w Argentynie.
Spółki akcyjne wytwórni gazu w wielu miastach Europy były także bry­tyjskie. Około 1870 r., brytyjski autor i poeta krytykował swoich współo­bywateli. Powiedział: „Brytyjczycy stracili swój stary wigor i nie mają już nowych idei. Nie są już więcej ważnym i przodującym narodem w świecie". Na co Herbert Spencer, wielki socjolog odpowiedział: „Patrzmy na Europejski kontynent, wszystkie europejskie stolice mają światło, ponieważ brytyjskie spółki gazowe zaopatrzyły je w gaz". Dalej odpowiadając temu brytyjskiemu krytykowi, Spencer dodał: „mówi pan, że Niemcy są daleko na przedzie przed Wielką Brytanią. Ale popatrz na Niemcy, nawet Berlin, stolica Niemieckiej Rzeszy, stolica Geist'a, byłaby w ciemnościach, gdyby Brytyjska spółka gazu, nie wkroczyła do kraju i nie oświetliła ulic".
W ten sposób brytyjski kapitał wybudował koleje i wiele gałęzi przemysłu w Stanach Zjednoczonych. I, oczywiście, tak długo jak kraj importuje kapitał, jego bilans handlowy jest, co nie-ekonomiści nazywają „niepomyślnym". To znaczy, że ma większy import niż eksport. Przyczyną „pomyślnego" bilansu handlowego W. Brytanii było to, że brytyjskie fabryki wysyłały różne rodzaje wyposażeń przemysłowych do Stanów Zjednoczonych, i te wyposażenia nie były zapłacone gotówką, ale przez nabywanie udziałów (akcji) w amerykań­skich przedsiębiorstwach. Ten okres trwał w historii Stanów Zjednoczonych na ogół aż do 1890-tych lat.
Ale kiedy Stany Zjednoczone z pomocą brytyjskiego kapitału - i później z pomocą ich własnej pro-kapitalistycznej polityki - rozwinęły własny sys­tem ekonomiczny w bezprzykładny sposób, Amerykanie zaczęli kupować z powrotem kapitał w akcjach, które kiedyś sprzedali obcokrajowcom. Wtedy Stany Zjednoczone miały nadwyżkę eksportu nad importem. Różnica była zapłacona przez importacje - przez odkupienie, repatriację, jak kiedyś to zwano - amerykańskich ogólnych akcji.
Ten okres trwał aż do I Wojny Światowej. Co się stało później jest inną sprawą. To jest historia amerykańskich subwencji dla walczących krajów w czasie, między, i po dwu światowych wojnach: pożyczki i inwestycje, które Stany Zjednoczone zrobiły w Europie, w dodatku do (Lend - Lease) Ustawy
o   pożyczce i dzierżawie, zagraniczna pomoc, Plan Marshall'a, żywność, którą posyłano za granicę, i inne subsydia. Podkreślam to, ponieważ ludzie cza­sami wierzą, że jest czymś haniebnym lub degradującym mieć obcy kapitał pracujący w ich krajach. Musimy sobie zdać sprawę z tego, że we wszystkich krajach, z wyjątkiem Anglii obcy kapitał inwestycyjny odgrywał znaczną rolę w rozwoju nowoczesnych przemysłów.
Jeśli mówię, że zagraniczne inwestycje były największymi historycznymi wydarzeniami w dziewiętnastym wieku, to chcę podkreślić, że wszystkie te ulepszenia nie mogły byłyby powstać, jeśli by nie było żadnych zagranicznych inwestycji. Wszystkie koleje, porty, fabryki i kopalnie w Azji, Kanał Sueski
i   wiele innych przedsięwzięć w Zachodniej Półkuli, nie byłoby zbudowane, gdyby nie było zagranicznych inwestycji.
Zagraniczne inwestycje są robione w nadziei, że nie będą wywłaszczone. Nikt by nie inwestował niczego jeśliby wiedział z góry, że ktoś mógłby wy­właszczyć jego inwestycje. W tym czasie kiedy te zagraniczne inwestycje były robione w dziewiętnastym, i na początku dwudziestego wieku, nie było mowy o wywłaszczaniu. Od początku, niektóre kraje okazywały pewną wrogość do obcego kapitału, ale w przeważnie zdawali sobie sprawę z olbrzymich korzyści osiąganych z tych obcych inwestycji.
W pewnych wypadkach zagraniczne inwestycje nie były robione wprost w krajach przemysłowych, ale pośrednio jako pożyczki udzielane krajowym rządom. Zatem to rząd krajowy biorący pożyczkę inwestował ją w przemyśle krajowym. Tak było, na przykład, w wypadku Rosji. Jedynie ze względów politycznych Francuzi zainwestowali w dwu dziesięcioleciach przed I Wojną Światową, około 20 miliardów złotych franków, pożyczając je głównie Ro­syjskiemu rządowi. Wszystkie wielkie przedsięwzięcia rosyjskiego rządu - na przykład, kolej łącząca Rosję od Uralskich Gór, przez lód i śniegi Syberii, do Pacyfiku - była budowana przeważnie z zagranicznego kapitału pożyczo­nego rosyjskiemu rządowi. Musimy zrozumieć, że Francuzi nie przewidywali, że pewnego dnia, będzie tam komunistyczny rosyjski rząd, który po prostu oświadczy, że nie będzie płacił długów zaciągniętych przez ich poprzednika, carski rząd.
Począwszy od I Wojny Światowej, zaczął się w całym świecie okres otwar­tej wojny przeciwko obcym inwestycjom. Skoro nie ma środka do przeszko­dzenia rządowi w wywłaszczaniu zainwestowanego kapitału, nie istnieje w świecie dzisiaj praktycznie żadna prawna ochrona dla zagranicznych inwe­stycji. Kapitaliści nie przewidzieli tego. Jeśliby kapitaliści krajów eksportu­jących kapitał zdawali sobie sprawę z tego, wszystkie zagraniczne inwestycje zakończyły by się czterdzieści lub pięćdziesiąt lat temu. Ale kapitaliści nie wierzyli, aby jakikolwiek kraj był tak nieetyczny aby nie uznał długów, wy­właszczał i konfiskował zagraniczny kapitał. Tymi poczynaniami zaczął się nowy rozdział w historii ekonomicznej świata.
Z końcem wielkiego okresu w dziewiętnastym wieku kiedy zagraniczny kapitał pomógł rozwinąć, we wszystkich częściach świata, nowoczesne meto­dy transportu, wytwórczości, kopalnictwa i rolnictwa, przyszła nowa era, w której rządy i partie polityczne uznały zagranicznego inwestora za wyzyski­wacza, który powinien być wyrzucony z kraju.
W tym anty-kapitalistycznym nastawieniu Rosjanie nie byli jedynymi grzesznikami. Znane jest, na przykład, wywłaszczenie amerykańskich kopalń ropy naftowej w Meksyku, i wszystkie wypadki, jakie miały miejsce w tym kraju (Argentynie), o których nie mam potrzeby dyskutować.
Sytuacja w świecie dzisiaj, wytworzona przez system wywłaszczania za­granicznego kapitału, polega albo na bezpośrednim lub na pośrednim wy­właszczaniu przez kontrolę wymiany waluty lub dyskryminację podatkową. To jest główny problem rozwijających się narodów.
Weźmy na przykład, największy z tych narodów: Indie. W brytyjskim systemie, brytyjski kapitał - w przeważającej mierze, ale też kapitał innych europejskich narodów - był inwestowany w Indiach. Brytyjczycy eksporto­wali do Indii coś innego, co także powinno się wspomnieć w związku z tym problemem, a mianowicie, eksportowali do Indii nowoczesne metody zwal­czania chorób zakaźnych. Wynikiem tego był ogromny przyrost ludności i odpowiadające temu, powiększenie krajowych kłopotów. Chcąc zaradzić ta­kiej pogarszającej się sytuacji, Indie uciekły się do wywłaszczania jako środka zaradczego dla ich problemów. Ale nie były to wprost wywłaszczenia; rząd nękał zagranicznych kapitalistów, krępując ich w inwestycjach w taki sposób, że ci zagraniczni inwestorzy byli zmuszani do sprzedania swoich inwestycji.
Indie mogłyby, oczywiście, gromadzić kapitał inną metodą: mianowicie, metodą krajowego gromadzenia kapitału. Ale Indie są tak samo wrogo uspo­sobione do krajowej akumulacji kapitału jak i do zagranicznych kapitalistów. Indyjski rząd mówi, że chce uprzemysłowić Indie, ale co naprawdę ma na my­śli, to jest to, że chce wprowadzić socjalistyczne (państwowe) przedsięwzięcia.
Kilka lat temu sławny mąż stanu Jawaharlal Nehru wydał zbiór swo­ich przemówień. Książka była wydana w intencji uczynienia zagranicznych inwestycji w Indiach bardziej atrakcyjnymi. Indyjski rząd nie jest przeciwny zagranicznym inwestycjom zanim są one zainwestowane. Wrogość zaczyna się kiedy one są już zainwestowane. W jego książce - przytaczam dosłownie - Mr. Nehru powiedział: „Oczywiście, my pragniemy uspołeczniać. Ale my nie sprzeciwiamy się prywatnej przedsiębiorczości. Pragniemy zachęcać w każdy sposób prywatne przedsięwzięcia. Pragniemy obiecać przedsiębiorcom, którzy inwestują w naszym kraju, że nie wywłaszczymy ich ani nie uspołecznimy ich przedsiębiorstw przez dziesięć lat, może przez dłuższy czas". I, on myślał, że to było zaproszeniem inwestorów do Indii!
Problem - jak wiecie - jest gromadzenie krajowego kapitału. We wszyst­kich krajach dzisiaj istnieją bardzo wysokie podatki na korporacje (spółki akcyjne). Faktycznie, istnieją dwukrotne podatki na spółki akcyjne (korpo­racje). Najpierw, zyski korporacji są opodatkowane bardzo wysoko, i dy­widendy, które wypłacają korporacje swoim udziałowcom są opodatkowane ponownie. I to jest zrobione w progresywny sposób - (im większa dywidenda tym wyższy procent podatku).
Progresywne opodatkowanie dochodu i zysków znaczy, że ściśle ta część dochodu, którą ludzie byliby oszczędzili i zainwestowali jest zabrana przez rządowy podatek. Weźmy przykład ze Stanów Zjednoczonych. Kilka lat te­mu, był podatek na „nadmierny zysk", co znaczyło, że z dolara zarobione­go, korporacja zatrzymywała tylko osiemnaście centów. Kiedy te osiemnaście centów były wypłacone udziałowcom, ci co mieli dużą ilość udziałów musie­li płacić z tego następne sześćdziesiąt lub osiemdziesiąt lub nawet większy procent podatku. Z jednego dolara zysku zatrzymali około siedem centów a dziewięćdziesiąt trzy centy zabrał rząd. Z tych dziewięćdziesięciu trzech centów, większa część byłaby oszczędzona i inwestowana. Zamiast tego rząd użył je na bieżące wydatki. To jest polityka Stanów Zjednoczonych.
Sądzę, że wyjaśniłem dokładnie, że polityka Stanów Zjednoczonych nie jest przykładem do naśladowania przez inne kraje. Ta polityka Stanów Zjed­noczonych jest gorsza niż zła - jest obłąkana. Chciałbym jedynie do tego do­dać, że bogaty kraj może sobie pozwolić dłużej na złą politykę niż kraj ubogi. W Stanach Zjednoczonych, pomimo tych wszystkich metod podatkowania, istnieje ciągle jeszcze pewne dodatkowe gromadzenie kapitału i inwestowanie każdego roku, a zatem istnieje ciągle dążenie w kierunku polepszenia stan­dardu życia.
Ale w wielu innych krajach problem jest bardzo krytyczny. Nie ma tam żadnego - lub wystarczającego - krajowego oszczędzania, a kapitał inwe­stycyjny zza granicy jest poważnie zredukowany przez fakt, że te kraje są otwarcie wrogo usposobione do inwestycji zagranicznych. Jak mogą mówić o uprzemysłowieniu, o konieczności rozwijania nowych wytwórni, o ulepszaniu wzajemnych stosunków, podnoszeniu poziomu życia, o wyższych stawkach płacy, lepszych urządzeniach transportowych, jeśli te kraje postępują w spo­sób, który będzie miał skutki całkiem odwrotne. To co ich aktualna polityka osiągnie to całkowite zaprzestanie lub zwolnienie gromadzenia krajowego ka­pitału i robienie przeszkód zagranicznym kapitałom.
Końcowy rezultat jest z pewnością bardzo zły. Taka sytuacja musi przy­nieść utratę zaufania zagranicznych inwestycji w świecie. Nawet jeśli by kraje, których to dotyczy miały zmienić swoje praktyki natychmiast i miały robić wszystkie możliwe obietnice, jest bardzo wątpliwe, czy mogłyby raz jeszcze pobudzić zagranicznych kapitalistów do inwestowania.
Istnieją, oczywiście, pewne metody dla uniknięcia tych konsekwencji. Moż­na by ustanowić pewien międzynarodowy statut, a nie porozumienie tylko, który by wycofał zagraniczne inwestycje z pod narodowej jurysdykcji. To jest coś co organizacja Zjednoczonych Narodów mogłaby zrobić. Ale organizacja Zjednoczonych Narodów jest po prostu miejscem zebrań dla bezużytecznych dyskusji. Zdając sobie sprawę z ogromnej doniosłości zagranicznych inwe­stycji, zdając sobie sprawę, że tylko zagraniczne inwestycje mogą przynieść polepszenie politycznych i ekonomicznych warunków świata, należałoby pró­bować zrobienia czegoś z punktu widzenia prawa międzynarodowego.
To jest technicznie prawny problem, który tylko nadmieniam, ponieważ sytuacja nie jest beznadziejna. Jeśli świat rzeczywiście pragnie uczynić moż­liwym dla rozwijających się krajów podniesienie standardu życia do poziomu amerykańskiego sposobu życia, to mogło by to być urzeczywistnione. Jest tylko konieczne by zdawać sobie sprawę jak to mogło by być dokonane.Czego brakuje by uczynić rozwijające się kraje tak prosperującymi jak Stany Zjednoczone, to przede wszystkim brak kapitału - i oczywiście, wolno­ści jego właściwego użycia w dyscyplinie wolnego rynku, a nie w dyscyplinie rządu. Te narody muszą gromadzić kapitał i one muszą umożliwić zagranicz­nemu kapitałowi przyjście do ich krajów.
Co się tyczy rozwoju oszczędności krajowych, jest koniecznością wspo­mnieć ponownie, że oszczędności krajowe dokonywane przez ogół ludności nasuwają wniosek stałej wartości jednostki waluty. To oznacza nieobecność jakiegokolwiek rodzaju inflacji.
Wielka część kapitału pracującego w amerykańskich przedsiębiorstwach jest własnością pracowników samych, i innych ludzi o skromnych dochodach. Miliardy i miliardy wkładów oszczędnościowych, obligacji (pożyczek) i polis ubezpieczeniowych finansują te przedsiębiorstwa. Na amerykańskim rynku pieniężnym, już nie banki, ale instytucje ubezpieczeniowe są największymi pieniężnymi pożyczkodawcami. A pieniądze instytucji ubezpieczeniowych są - nie według prawa, ale ekonomicznie - własnością ubezpieczonych. Prak­tycznie każdy w Stanach Zjednoczonych jest ubezpieczony w taki lub inny sposób.
Wstępnym warunkiem dla większej ekonomicznej równości w świecie jest uprzemysłowienie. A to jest możliwe tylko przez zwiększenie inwestycyjne­go kapitału, zwiększenie gromadzenia kapitału. Będziecie zdziwieni, że nie wspomniałem o zarządzeniach, które są uważane za naczelną metodę uprze­mysłowienia kraju - mam na myśli... protekcjonizm. Ale taryfy celne i kon­trola wymiany walut są ściśle środkami do przeszkodzenia importu kapitału do kraju i do jego uprzemysłowienia. Jedyna droga do zwiększenia uprze­mysłowienia jest mieć więcej kapitału. Protekcjonizm może tylko skierować inwestycje od jednej gałęzi przedsiębiorstwa do innej gałęzi.
Protekcjonizm, sam w sobie, nie dodaje nic do kapitału kraju. Aby zacząć nową fabrykę potrzebny jest kapitał. Dla ulepszenia już istniejącej fabryki potrzebny jest kapitał, a nie taryfy celne.
Nie chcę dyskutować całego problemu wolnego handlu lub protekcjoni­zmu. Spodziewam się, że większość waszych podręczników z ekonomii przed­stawia je we właściwy sposób. Protekcja celna nie zmienia ekonomicznej sytu­acji w kraju na lepszą. I czego na pewno nie zmienia na lepsze, to problemu organizacji związków zawodowych. Jeśli warunki bytu są niezadowalające, jeśli stawki płac są niskie, jeśli pracownik zarabiający w pewnym kraju pa­trzy na Stany Zjednoczone i czyta co tam się dzieje, jeśli widzi na filmie jak dom przeciętnego Amerykanina jest umeblowany i zaopatrzony we wszystkie nowoczesne wygody, może być zazdrosny. Ma zupełną rację mówiąc: „Po­winniśmy mieć to samo". Ale jedyną drogą do osiągnięcia tego jest przez zwiększenie ilości kapitału.
Związki zawodowe używają gwałtu przeciwko przedsiębiorcom i przeciw­ko ludziom chcącym pracować nazywając ich łamaczami strajków. Pomimo używania siły i gwałtów, związki żadnym sposobem nie mogą nieustannie podwyższać zarobków wszystkim pracującym. Tak samo bezskuteczne są de­krety rządu ustalające minimalne stawki zarobków. To co związki wywołują, jeśli uda im się podwyższyć płace, to niezmienne, trwałe bezrobocie.
Ale związki nie mogą uprzemysłowić kraju, nie mogą podnieść standardu życia pracowników. I to jest decydujący punkt: trzeba zdawać sobie sprawę z tego, że wszystkie zarządzenia polityczne kraju, które mają na celu polep­szyć poziom życia ludności, muszą być skierowane do zwiększania kapitału zainwestowanego na głowę ludności. Ta na głowę ludności inwestycja kapitału ciągle wzrasta w Stanach Zjednoczonych, pomimo wszystkich złych posunięć politycznych. I to samo jest prawdą w Kanadzie i niektórych Zachodnio-Eu­ropejskich krajach. Ale niefortunnie zmniejsza się w krajach jak Indie.
Czytamy każdego dnia w gazetach, że ludność świata zwiększa się o około 45 milionów - lub nawet więcej - w ciągu roku. I czym się to skończy? Jakie będą rezultaty i konsekwencje' ? Pamiętajmy co powiedziałem o Wielkiej Bry­tanii. W 1750 r. Brytyjczycy wierzyli, że sześć milionów stanowi olbrzymie przeludnienie Wysp Brytyjskich, i że prowadzi to do głodu i plag. Ale tuż przed ostatnią wojną w 1939 r., pięćdziesiąt milionów ludzi żyło na Wyspach Brytyjskich, i standard życia był bez porównania wyższy niż był w 1750 r. To był skutek tego co nazywają uprzemysłowieniem - raczej niedostateczne wyrażenie.
Postęp Brytanii spowodowała zwiększona inwestycja kapitału na głowę ludności. Jak powiedziałem przedtem. . . istnieje tylko jedna droga, na której naród może osiągnąć zamożność: jeśli zwiększy kapitał, zwiększy margineso­wą produktywność pracy, i efektem będzie wzrost realnych zarobków.
W całym świecie przy nie ograniczonej emigracji, byłaby tendencja w kie­runku wyrównania stawek płac. Gdyby nie było przeszkód w przesiedlaniu się ludzi dzisiaj, prawdopodobnie dwadzieścia milionów ludzi próbowałoby osiągnąć Stany Zjednoczone każdego roku w celu zarabiania wyższych sta­wek płac. Przypływ zredukowałby stawki płac w Stanach Zjednoczonych a podwyższył w innych krajach.
Nie mam czasu zająć się problemem stawiania przeszkód emigracji (prze­siedlaniu się ludzi). Ale pragnę powiedzieć, że jest inna metoda w kierunku wyrównywania stawek płac w całym świecie. Tą inna metodą, która działa w nieobecności swobodnej emigracji, jest emigracja kapitału. Kapitaliści mają tendencje przenoszenia się do tych krajów, w których znajduje się obfitość rąk do pracy i w których płaca jest umiarkowana (a przede wszystkim, gdzie istnieje wolność dysponowania kapitałem bez obawy jego wywłaszczenia lub skonfiskowania). I przez fakt, że oni przynosząc kapitał do tych krajów, po­wodują tendencję wzrostu stawek płac. To pracowało w przeszłości i będzie pracowało w przyszłości, w ten sam sposób.
Kiedy kapitał brytyjski był po raz pierwszy zainwestowany powiedzmy w Austrii lub Boliwii, stawki płac tam były dużo niższe niż w W. Brytanii. Ale dodatkowa inwestycja spowodowała dążenie w kierunku wyższych stawek płac w tych krajach. I taka tendencja przeważała w całym świecie. Jest do­brze znanym faktem, że jak tylko, na przykład, The United Fruit Company przeniosła się do Gwatemali, rezultatem była ogólna tendencja w kierunku wyższych stawek płac, co zmusiło także innych pracodawców do płacenia wyższych stawek płac. Zatem, nie ma zupełnie powodu by być pesymistycz­nym pod względem przyszłości „nierozwiniętych" krajów.
Zupełnie zgadzam się z komunistami i związkami zawodowymi, kiedy oni mówią: „Jest potrzebne podniesienie standardu życia". Niedawno temu, w książce wydanej w Stanach Zjednoczonych, pewien profesor powiedział: „Ma­my obecnie dostatecznie dużo wszystkiego, dlaczego ludzie w świecie mają pracować ciągle tak ciężko? Mamy już wszystko". Nie mam wątpliwości, że ten profesor ma wszystko. Ale są inni ludzie w innych krajach, także wielu lu­dzi w Stanach Zjednoczonych, którzy pragną i powinni mieć lepszy standard życia.
Poza Stanami Zjednoczonymi - w Ameryce Łacińskiej, i jeszcze bardziej w Azji i Afryce - każdy życzy sobie widzieć polepszone warunki w jego wła­snym kraju. Wyższy standard życia także przynosi wyższy poziom kultury i cywilizacji.
Tak, zupełnie zgadzam się z końcowym celem - podniesienia standardu życia wszędzie. Ale nie zgadzam się ze środkami jakie mają być przedsięwzię­te dla osiągnięcia tego celu. Jakie środki osiągną ten cel? Nie protekcyjne cła, nie interwencje rządu, nie socjalizm, i z pewnością nie gwałty związków zawodowych, eufemistycznie nazwane kolektywnym targowaniem się, które faktycznie, jest targowaniem z rewolwerem przy głowie pracodawcy.
Jest tylko jedna droga, jak ja to widzę, do osiągnięcia tego celu - po­wszechnego podniesienia standardu życia. Jest to droga z początku uciążliwa, działająca powoli, ale z czasem nabiera przyspieszenia - droga gromadzenia kapitału! Niektórzy ludzie mogą mówić, ta droga jest za powolna. Ale nie istnieje krótka droga do ziemskiego raju. Wymaga czasu i trzeba pracować. Ale nie wymaga tak dużo czasu jak ludzie myślą, i ostatecznie wyrównanie standardu życia przyjdzie.
Około 1840 r., w zachodniej części Niemiec - w Szwabii i Wirtembergii, która była jedną z najbardziej uprzemysłowionych stref w świecie - mówiono: „Nigdy nie osiągniemy poziomu Brytyjczyków. Anglicy pierwsi wystartowali i będą zawsze na przedzie". Trzydzieści lat później Brytyjczycy powiedzieli: „Niemiecki standard szybko rośnie i zbliża się do naszego". A dzisiaj nie­miecki dochód na głowę ludności nie jest niższy niż Wielkiej Brytanii.
W centrum Europy, jest mały kraj Szwajcaria, którą natura wyposażyła bardzo ubogo. Nie ma kopalń węgla, nie ma minerałów i żadnych natural­nych bogactw. Ale jej mieszkańcy, poprzez wieki, nieprzerwanie prowadzili kapitalistyczną politykę. Osiągnęli najwyższy standard życia w kontynental­nej Europie i ich kraj wybija się jako jeden z wielkich centrów cywilizacji świata. Nie widzę dlaczego taki kraj jak Argentyna - która jest dużo większa niż Szwajcaria zarówno jeżeli chodzi o ilość ludzi i obszar - nie mogłaby osiągnąć tego samego standardu życia po pewnej ilości lat dobrych decyzji politycznych. Ale - jak podkreślałem - decyzje polityczne muszą być dobre.

Poglądy polityczne i idee

W Wieku Oświecenia, w latach w których Północna Ameryka utrwaliła swoją niezawisłość, i kilka lat później, kiedy kolonie hiszpańskie i portu­galskie zostały przekształcone w niezależne państwa, przeważnie nastroje w cywilizacji zachodniej były optymistyczne. W tym czasie wszyscy filozofowie i mężowie stanu byli całkowicie przekonani, że żyją na początku nowej ery zamożności, postępu i wolności. W tym okresie ludzie oczekiwali. że nowe in­stytucje polityczne - konstytucyjne reprezentatywne rządy ustanowione przez wolne narody Europy i Ameryki - będą działały w bardzo korzystny sposób, i że ekonomiczna wolność będzie nieprzerwanie polepszać materialne warunki ludzkości.
Wiemy bardzo dobrze, że niektóre z tych oczekiwań były za optymistycz­ne. Jest na pewno prawdą, że doświadczyliśmy, w dziewiętnastym i dwudzie­stym wieku, niespotykanego dotychczas polepszenia w warunkach ekonomicz­nych bytu, umożliwiających dużo większej ilości ludzi życie na dużo wyższym poziomie. Ale także wiemy, że wiele z nadziei filozofów osiemnastego wieku zostały w przykry sposób zniweczone - nadzieje, że nie będzie więcej wojen i że rewolucje staną się niepotrzebne. Te oczekiwania nie zostały zrealizowane.
Podczas dziewiętnastego wieku był okres kiedy wojny zmniejszyły się za­równo w liczbie jak i srogości. Ale dwudziesty wiek przyniósł powrót do wo­jowniczego charakteru życia i możemy niestety powiedzieć, że nie jesteśmy jeszcze przy końcu tragicznych doświadczeń jakie ludzkość będzie przeżywać.
System konstytucyjny, który zaczął się przy końcu osiemnastego wieku zawiódł ludzkość. Większość ludzi - także większość autorów - którzy zaj­mowali się tym problemem wydawała się myśleć, że nie było związku między stroną ekonomiczną a polityczną problemu
« Last Edit: (Thu) 01.01.1970, 02:00:00 by Guest »
“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje