Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj.

Aktualności: Małe zmiany w przywilejach użytkowników <CZYTAJ> Nie możesz się zalogować? Wyczyść w przeglądarce ciasteczka i aktywne zalogowania (wszystkie).
W razie czego jesteśmy na FB(link). Pozdrawiamy Ekipa

Autor Wątek: O Jerzym Owsiaku – bezpieczniku systemu  (Przeczytany 498 razy)

Ardek

  • Gość
O Jerzym Owsiaku – bezpieczniku systemu
« dnia: (Pon) 07.04.2014, 22:54:44 »
O Jerzym Owsiaku – bezpieczniku systemu

Jest 1989 rok, tłumy „zdegenerowanej” młodzieży biją się z ZOMO, okupują komitety PZPR, krzyczą „Sowieci do domu”. Ale wkrótce zaczyna się demokracja i w TVP pojawia się program Jerzego Owsiaka, w którym leci – szok – zakazana dotąd muzyka. Potem dzięki Owsiakowi degeneraci okazują się – szok jeszcze większy – wspaniałymi ludźmi, ratującymi życie dzieciom w czasie Orkiestry.



Wdzięczni czynią go swym idolem. A on sączy im „buntowniczą” ideologię anty-polityczności w antyklerykalnym sosie. Liderzy młodej antykomunistycznej opozycji zostają odcięci od buntowników z nowych, wychowanych na Owsiaku roczników. Najniebezpieczniejsza zawalidroga dla III RP zostaje usunięta.

Opowieść o Jerzym Owsiaku zaczynam od tego obrazka, bo dotyczy mojego pokolenia, obserwowałem to jako licealista, w czasie „okrągłego stołu” mający 16 lat. Ale Owsiak – chcę to pokazać – powtarza ten scenariusz w różnych wariantach od połowy lat 80. do dziś.

Owsiak – żywa Ewangelia i posłaniec Ducha Świętego

Niesamowitego awansu buntowników z mojego pokolenia, który dokonał się na początku III RP dzięki Owsiakowi, nie zrozumie ten, kto nie żył jako nastolatek w PRL. Gdy przynależność do dowolnej subkultury – czy to punkowy irokez, czy długie włosy „metala”, czy kibicowski szalik – była z miejsca powodem spisywania przez milicję. Oprócz komuny subkultur nie lubiła szkoła, z naturalnych względów nie popierał też Kościół. I nagle – łzy w oczach, degeneraci zostają bohaterami, bo to właśnie subkulturowa młodzież zbiera pieniądze do puszek z serduszkiem.

Kto z młodych Czytelników nie pamięta pierwszych edycji będącej dziś corocznym rytuałem Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, nie zrozumie tego, co napisałem. Myślę, że pomóc mu w tym może lektura pewnego tekstu z… „Gazety Wyborczej”.

8 stycznia 1993. Pięć dni wcześniej odbył się pierwszy finał Orkiestry. Teolog Dorota Szczerba publikuje w „GW” artykuł zatytułowany „Co Duch Święty szepcze Owsiakowi”: „Stało się coś fantastycznego. Ludzie płakali przed telewizorami. Starsze panie, które na samo słowo >>rock<< uciekają na drugi koniec mieszkania, oglądały program Jerzego Owsiaka do północy. W punktach zbiórki pieniędzy ustawiały się kolejki. Kobiety wrzucały złote pierścionki, obrączki, kolczyki. Jak w znanych z historii chwilach narodowego zrywu”.

To nie jest opis przesadzony. Pamiętam, że ten entuzjazm faktycznie tak wyglądał. Pani teolog dorabia do niego następującą ideologię: „Otóż na ekranie widzieliśmy żywą Ewangelię. Cud rozmnożenia”.

Wskazuje na nadprzyrodzony charakter wydarzeń: „Tym, który dyryguje Orkiestrą, jest Duch Święty. ON był tam obecny, choć ani razu nie padło JEGO imię. Działanie, w którym wyczuwa się obecność Boga – choć nie mówi się o NIM – wyczuwa, a raczej widzi na własne oczy, owoce ducha, pokój i radość, jest sto razy bliższe Ewangelii niż wypowiadane o NIM słowa, które rodzą niezgodę, niepokój i gorycz”.

Kto mówiąc o Bogu na co dzień wywołuje „niezgodę, niepokój i gorycz”, wiadomo… Pierwsza Orkiestra pokazała natomiast, kto naprawdę jest ewangeliczny: „Przez chwilę poczuliśmy się lepsi, przeżyliśmy coś w rodzaju katharsis. Odsądzona od czci i wiary młodzież, słuchająca muzyki rockowej, >>Gazeta Wyborcza<<, Program III Polskiego i inne środki przekazu okazały tego dnia swoje – w najgłębszym słowa tego znaczeniu – ewangeliczne oblicze”.

Natchniona teolog Szczerba wyznacza więc nowy sojusz: buntownicy, „Gazeta Wyborcza”, Trójka.

„Gazeta Wyborcza”: Owsiak rozmiękczał młodzież w PRL

Z „Gazetą Wyborczą” to nie od razu Owsiak miał pełną sztamę. W jego książce „O sobie” z 1999 r. odnajdujemy opis, jak koło 1989 r. wściekły „Jurek” wpada do owej redakcji, by dopaść Adama Michnika. Zdenerwował go artykuł jednego z dziennikarzy o tym, jakoby w PRL miał rozmiękczać młodzież i to „było niemal jakieś zadanie odgórne”. A lansowane w latach 80. w Polskim Radiu przez Owsiaka Towarzystwo Chińskich Ręczników było „wentylem” na bitą przez ZOMO Pomarańczową Alternatywę.

„Pojechałem do >>Gazety Wyborczej<<. Jak burza tam wpadłem” – wspominał. „Spadaj. Gdzie jest szef?” – wołał do portiera. Scenka ta dziś wyda się czytelnikom „GW” nieprawdopodobna.

Wówczas jednak dla ludzi podziemia te słowa o Owsiaku były czymś na tyle oczywistym, że w jeszcze nie całkiem jednorodnej politycznie „GW” artykuł przeszedł. Mimo, że „GW” Owsiaka popierała, pisywał na jej łamach. Po prostu nie było tam jeszcze nawyku cenzurowania – tak na chama – oczywistej prawdy.

Jak Komsomoł szukał wspólnego języka z subkulturami


Jak narodziła się koncepcja kontrolowania zbuntowanej, subkulturowej młodzieży w PRL? W 1988 r. Aleksander Oskin, sekretarz ambasady ZSRS w Warszawie, udzielił wywiadu tygodnikowi „Zarzewie”, w którym radził komunistycznym młodzieżówkom, jak postępować z subkulturami. Rozważał: „Do komitetu Komsomołu przychodzi grupa muzyków i mówi: chcemy powołać klub heavy-metalowy”. Zdaniem Oskina może się zdarzyć, że za biurkiem w organizacji siedzieć będzie biurokrata, który ich przegoni: „Jeśli sami znajdą piwnicę, tworzą nieformalny klub >>metalistów<< (tak przetłumaczyła to słowo redakcja – przyp. PL), oklejają go plakatami, informacjami o zespołach, gromadzą płyty i nagrania. Nikt dokładnie nie wie, skąd to wszystko zdobywają. Słuchają muzyki z różnych źródeł. Na przykład zachodnich radiostacji. A te (…) przeplatają muzykę tekstami czysto politycznymi”. By do tego nie dopuścić, należy „znaleźć z takimi grupami wspólny język” i „wypracować formy współpracy”.

Oskin to postać niewątpliwie nietuzinkowa. „Trybuna” w latach 90. obwołała go „jednym z trzech wybitnych szpiegów radzieckich w Polsce”. Z nadania Moskwy „opiekował się” on polskimi komunistycznymi organizacjami młodzieżowymi.

Luzacka radiowa Trójka, Rozgłośnia Harcerska, kontrolowane festiwale – wszystko to była realizacja koncepcji Moskwy. Anarchista Marek Kurzyniec, w latach 80. działacz antysystemowego, ekologicznego ruchu Wolność i Pokój, mówił w wywiadzie dla pisma „Lampa” z 2004 r. o roli Owsiaka w całej tej układance następująco: „Bo faktycznie w podziemiu jedyną formacją, która punktu widzenia niezależnego, niekoncesjonowanego zajmowała się ekologią, toczyła różne dyskusje na ten temat i podejmowała konkretne działania, była Wolność i Pokój. Oczywiście frakcja ekologiczna, bo WiP jako taki był złożony. Po wyjściu z podziemia okazało się, że jest mnóstwo instytucji, taki Polski Klub Ekologiczny albo stowarzyszanie “Wolę Być” założone przez pismo “Na Przełaj” czyli pion młodzieżowy PZPR, czyli Jurek Owsiak. Myśmy dymili, ludzie siedzieli po więzieniach za służbę zastępczą, a on na falach Rozgłośni Harcerskiej lansował Stowarzyszenie Miłośników Chińskich Ręczników, trututu uwolnić słonia, a Sławek Dutkiewicz wtedy gibał, i był po trzymiesięcznej głodówce. No więc powiem szczerze, że jak teraz tę mordę widzę… Mało jest takich osób, ścierwojadów, które budzą moje negatywne emocje, bo staram się być ewangeliczny, Owsiak tak. Mógł trzymać mordę w kubeł”.

Duch Święty działa przez małżeństwo milicjantów

„Wysokie Obcasy” z 11 stycznia 2013. Jerzy Owsiak opowiada o swojej rodzinie „Tata Zbigniew ma bardzo ciekawy rodowód, ponieważ jest ze związku piłsudczyka z kobietą z oddziałów Hallera…. Mając jakieś 17 lat, trafił na Żuławy, gdzie miał zostać rolnikiem, ale życie napisało scenariusz nowy, czyli ojciec wciągnął się w nową Polskę, został funkcjonariuszem milicji, z czasem jej pułkownikiem, komendantem do spraw gospodarczych w Komendzie Głównej”. Z kolei matka „pracowała w sądach jako protokolantka, sekretarka taka, a potem jako księgowa w Banku PKO”.

Było nie do końca tak. Ojciec Jerzego Owsiaka Zbigniew faktycznie był pułkownikiem Milicji Obywatelskiej, ale jego zainteresowania bywały często odległe od „spraw gospodarczych”. Jak wynika z archiwów IPN do pracy w milicji zgłosił się w 1945 r. mając 19 lat. Jak podał – z zamiłowania. W 1946 r. miał już opinię aktywnego działacza partyjnego przychylnie nastawionego do Rządu Jedności Narodowej i Związku Radzieckiego. W opinii służbowej z 1947 r. przełożeni podkreślali, że „w dużej mierze przyczynił się do rozbicia PSL w gminie Mierzeszyn”. Piastował też w tym czasie m.in. stanowisko zastępcy komendanta posterunku ds. polityczno-wychowawczych. W napisanych przez siebie życiorysach Zbigniew Owsiak podkreślał swój negatywny stosunek do kleru. Uważał go za „szkodnika państwa demokratycznego”. Chwalony był za wykłady w Ośrodku Szkoleniowym ZOMO.

W 1962 r. został przeniesiony do KGMO w Warszawie, gdzie w 1973 doszedł do funkcji naczelnika Wydziału II Biura Dochodzeniowo-Śledczego. Powierzono mu m.in. sprawowanie nadzoru i udzielanie pomocy praktycznej terenowym jednostkom MO w sprawach o poważniejsze przestępstwa gospodarcze. Przez kilka kadencji pełnił w Komendzie funkcję I, a wcześniej także II sekretarza egzekutywy POP PZPR.

Jego żona – Maria Owsiak – również pracowała w MO, w Wydziale I komendy wojewódzkiej w Gdańsku, a później jako urzędnik prokuratury wojewódzkiej w Gdańsku. Zbigniew Owsiak podkreślał, że rodzice żony są w partii, a jej siostra – w Komitecie Warszawskim PZPR w Ośrodku Szkolenia Partyjnego.

„Zakryj Owsiaka chińskim ręcznikiem”


Co ma fakt posiadania rodziców w milicji do oceny ich potomka? Nic nie ma. Taki rodowód miało wielu zasłużonych opozycjonistów. Chyba, że ten potomek działa na korzyść formacji politycznej, której rodzice zawdzięczali karierę. Albo z pozycji rzekomo „wolnościowych” zwalcza ich wrogów. Jednocześnie robiąc karierę w państwie, w którym dawni komuniści stali się nową, uwłaszczoną oligarchią.

Na ile redaktorzy muzycznych programów w Trójce czy Rozgłośni Harcerskiej świadomi byli roli przydzielonej im przez mocodawców towarzysza Oskina?

Pewnie bywało różnie. Byli starzy wyjadacze, którzy wiedzieli co jest grane, manipulowali świadomie. Byli też tacy, co po prostu świetnie się bawili. A jako, że nagromadzenie dzieci esbeków, milicjantów i sekretarzy było tam duże, w naturalny sposób jako forma zabawy kręcił ją bunt przeciwko Kościołowi czy patriotyzmowi (wymawianemu z charakterystycznym uśmieszkiem). Ewentualnie – bunt „przeciwko wszystkim”, ale przeciwko komunistycznej władzy jakby słabiej. Poza tym – gdyby dzieciakom coś nieodpowiedniego przyszło do głowy – działała przecież cenzura.

Czy Owsiak inicjujący akcję „Uwolnić słonia” był wówczas autentyczny, spontaniczny, czy świadomie działał na korzyść władzy, odciągając młodzież od buntu przeciw komunistom? Trudno to dziś w pełni ocenić.

W PRL młodzież była nieufna i działalność Owsiaka odnosiła ograniczony skutek. „Uwolnić słonia, zamknąć Kuronia” – takie hasło ośmieszające akcje Owsiaka znalazło się na jednym z poznańskich murów. Obok innego komentarza ekstremistów: „Zakryj Owsiaka chińskim ręcznikiem”. Prawdziwy sukces odniósł dopiero po 1989 r., w stosunku do moich roczników, co opisałem na wstępie.

Jarocin! Sprzedali!

Festiwal w Jarocinie też miał być częścią scenariusza towarzysza Oskina, jednak wydarzenia z udziałem tłumów nie dało się tak łatwo ocenzurować, jak audycji w Polskim Radiu. Komunistyczna władza przegrywała ze spontanicznością młodzieży. W III RP spontaniczność Jarocina, relikt czasu rozkładu PRL, musiała zostać zastąpiona ładem i porządkiem.

1991 rok. Owsiak zostaje wygwizdany na scenie w Jarocinie. „Jarocin! Sprzedali!” – skanduje długo publiczność. Domaga się występu punkowego zespołu Defekt Muzgó. Do Jarocina od lat 80. przyjeżdżała zbuntowana publika.

Po 1989 r. Owsiak postanowił wykorzystać swoją komercyjną popularność do zmienienia klimatu festiwalu. W książce „O sobie” stwierdzi w 1999 r.: „Oni byli mi zupełnie obcy, te wszystkie gwiazdy: Armia, Brygada Kryzys, z tego środowiska ludzie, Kult… po dzień dzisiejszy nie mam z tymi ludźmi żadnego wspólnego języka: dla mnie to jest zupełnie inna filozofia”.

Zacytuje też fragment apelu swojego współpracownika Waltera Chełstowskiego do muzyków: „Spróbujmy szukać jakichś innych wyjść, spróbujmy gdzieś szukać jakichś innych partnerów do tego naszego rock’n’drolla. Ludzi, nawet nie z tego świata, niemal z innej branży, żeby nie było wojny między milicją a nami, między nami a ludźmi, którzy piszą o tej muzyce”.

W 1999 r. Owsiak cieszył się ze zwycięstwa nad alternatywą: „Tym ludziom wydawało się, że te szesnaście tysięcy osób, które przyjeżdżają do Jarocina, to jest wizytówka polskiej muzyki rockowej. A tak wcale nie było. Potem się okazało, że choćby taki zespół Hey sprzedaje z tysiąc razy więcej płyt i Jarocin nie jest mu do niczego potrzebny”.

W książce pokazuje nawet moment, kiedy udało mu się przełamać opory buntowników. To stało się, gdy w czasie Orkiestry udało się zebrać pieniądze na pierwszy sprzęt ratujący dzieci” „I nagle patrzę, że tych ludzi – którzy wcześniej, jak wchodził zespół Hey, to krzyczeli: >>wypierdalaj<<! – nagle coś ogarnęło. Wszystkich. Mamy to zarejestrowane”.

Buntownicy, których nie potrafiła spacyfikować milicja, poddali się obezwładniającej sile dobra.

Wolność, czyli pierwszy wyjazd pod namiot


Jak jest dziś? Z punktu widzenia nastolatków cały czas podobnie. Pierwszy wyjazd pod namiot, na który zgodzili się rodzice, bo słyszeli w telewizji, jak Owsiak dba o bezpieczeństwo. Pierwsza wyprawa z kolegami w rozkrzyczanym kolejowym przedziale. Pierwsza dziewczyna, pierwszy chłopak. Przestrzeń, niebo, alkohol. Pierwszy bunt w rytmie głośnej muzyki. Cudowne poczucie wolności – tak Przystanek Woodstock zapamiętują setki tysięcy nastolatków. To są uczucia, które rzutują – i rzutowały w przypadku wielu z nas – na całe życie.

Polemika z Owsiakiem z pozycji konserwatywnych nie ma sensu, jest kontrskuteczna. Stąd przy okazji kolejnych festiwali Woodstock media z lubością cytują Radio Maryja, „Nasz Dziennik” czy inne media katolickie narzekające po swojemu na demoralizację, pijaństwo czy wulgarne słownictwo w czasie festiwalu.

Zawsze młodzi ludzie będą jeździć latem koncerty. Zawsze będą pić na nich alkohol. Zawsze będą łamać konwenanse. Nie na tym polega negatywna rola Owsiaka.

Twierdzę, że o akurat Owsiaku trzeba mówić nie z pozycji konserwatywnych, a wolnościowych, pokazywać jego rolę jako manipulatora, działającego na korzyść establishmentu. Współcześnie siła manipulacji Owsiaka nie polega na tym, by w czasie Woodstocku te setki tysięcy młodzieży słuchały pogadanek zaproszonych polityków czy celebrytów. Polega na identyfikacji wolności, przygody i buntu z jego osobą.

To nie narzuca jednolitej ideologii, ale wyklucza ostry bunt przeciwko znajomym Owsiaka. Młodzież nie musi uwielbiać obecnych na Woodstocku Komorowskiego, Lisa czy Paradowskiej – tej ostatniej z pewnością większość nawet nie kojarzy.

Ma uodpornić się na bunt przeciwko nim. Oni są od Jurka, możemy się z nimi nie zgadzać, ale nie będziemy na nich bluzgać w naszych piosenkach. Zamiast tego pobluzgamy na tych obciachowych, co do Jurka nie przyjeżdżają, bo nie potrafią się wyluzować.

Owsiak: spalić teczki bezpieki

Sam Owsiak o polityce mówi rzadko, ale zawsze w momentach newralgicznych. W 1993 r., mając lat 21, przecierałem oczy, gdy oglądałem program „Róbta co chceta”, a w nim zdjęcia z rozbitej przez policję manifestacji w rocznicę obalenia rządu Jana Olszewskiego. Szła pod Belweder, gdzie urzędował Lech Wałęsa. Byłem na tej manifestacji, widziałem bicie ludzi i radiowóz wjeżdżający w tłum. A potem „wolnościowego” Owsiaka przestrzegającego przed nienawiścią manifestantów.

„Ta piosenka jest jak hymn!” – krzyczy w czasie jednego pierwszych Woodstocków Owsiak. I ze sceny lecą słowa piosenki „Hipisówka” zespołu Kobranocka, której autorstwo trudno przypisać natchnieniu przez Ducha Świętego:
Modlitw szept w usta wbiegł
O stosunkach, o stosunkach przerywanych
Głupi pech i lęk klech
Na głupotę, na durnotę przekuwany
Wiara w cud, mrowie złud
Które ty opłacasz swoją mrówczą pracą
Dokąd pójść, zewsząd gnój
Zwykły znój, za który nigdy nie zapłacą
„Znów zabierają nam wolność, znów zabijają w nas młodość” – głosi refren, bardzo silnie działający na nastolatków. W czasie, gdy dawna bezpieka rozkrada majątek narodowy, gdy powstają fortuny bezpieczniackich oligarchów, młodzież ma buntować się przeciwko księdzu proboszczowi, bo – to była główna śpiewka pierwszej połowy lat 90. – czarni zastąpili czerwonych.

Co ciekawe, Owsiak wywieszający na woodstockowej scenie „pacyfę” wiele razy szczególnie uaktywnia się, gdy w grę wchodzą interesy polityków zaprzyjaźnionych z wojskowymi. W 2009 r. znów bronić będzie Wałęsy. „Dość tego szmaciarstwa”, „Jakby co mogę przyłożyć z baśki, czyli trzy razy mocno po pysku” – mówi po ukazaniu się książek Sławomira Cenckiewicza i Piotra Gontarczyka oraz Pawła Zyzaka. I ogłasza, że należałoby spalić teczki bezpieki. „Jeśli te sprawy się nie wyjaśniły przez 20 lat, to nie wyjaśnią się przez kolejne 200 lat” – stwierdza w TVN 24.

Gdy trwa IV RP Owsiak krzyczy ze sceny: – Jak was widzę, dostrzegam normalną Polskę. Dziwny ten kraj, ale tu jest normalnie.
A na festiwalu pojawia się Tomasz Lis. – Dzisiaj Polska jest pod tym namiotem. Tu jest Polska! – woła. – Oni nie będą wam mówić, kto jest prawdziwym Polakiem, patriotą, kto jest dobry, a kto zły! Tu jest Polska! Oni nie będą nas dzielić. Bo jeżeli damy się podzielić, przegramy. Ale my wygramy – zapewnia.

Wygrywają. W 2012 r. na Woodstock przyjeżdża Bronisław Komorowski. Rzecznik Woodstocku Krzysztofa Dobies mówi po jego wizycie: „Jedno ze zdań, które zapadło mi w pamięć ze strony Kancelarii Prezydenta, brzmiało tak: mogłoby nas tu w ogóle nie być. Wy byście tak doskonale poprowadzili tę wizytę… Bardzo dziękujemy woodstokowiczom, bo to ich postawa, ich nieprawdopodobna wręcz życzliwość do tego zdarzenia, ich niesamowita… ich piękno w tym, jak rozmawiali, jak przyjęli… Bili brawo, śpiewali sto lat, pozdrawiali i tam nie zdarzyło się nic, nic, co byłoby podbramkową sytuacją”.

Historia zatoczyła koło. Rzecznik festiwalu zbuntowanych przemówił bardziej usłużnie niż działacz Komsomołu wobec I sekretarza KPZR. Postulat towarzysza Oskina został zrealizowany z nawiązką.

W czasie tego samego festiwalu policja zatrzymała dwóch przedstawicieli Fundacji Pro-Prawo do Życia. Demonstrujących z bannerem przedstawiającym zdjęcie zmasakrowanego w wyniku aborcji dziecka z zespołem Downa, podobiznę Adolfa Hitlera i napis „Hitler też zaczynał od zabijania chorych”.

Dostali zarzut prezentowania „treści nieprzyzwoitych”. Przy tej okazji hitowej wypowiedzi udzielił „Gazecie Polskiej Codziennie” rzecznik tamtejszej policji Sławomir Konieczny: „Funkcjonariusze sugerowali organizatorowi, by przeniósł banner w miejsce bardziej ukryte, niewidoczne dla np. dzieci. Nie chciał. To było przyczyną przewiezienia na komisariat”.

Czytaj: demonstruj sobie pan w krzakach, tak żeby nikt nie widział. Bo jak nie, to się do pana przyczepimy i wymyślimy, że masz nielegalny plakat. Wolność a la Jurek Owsiak.

Pacyfizm i durnota klech, czyli czołgi i biskupi na Woodstocku

Sympatia do wojskowych przyniesie zabawne skutki w 2009 r., gdy obecność na Woodstocku promujących wojsko… czołgów zdenerwuje autentycznych pacyfistów. List otwarty do Owsiaka wystosowało stowarzyszenie Młodzi Socjaliści: „Niepokoją nas Pańskie wypowiedzi i działania, nie rozumiemy, gdzie podziała się idea pacyfizmu, wolności i równości. Co oznacza zapraszanie na Woodstock Leszka Balcerowicza, Lecha Wałęsy i obecność Wojska Polskiego? Wszak sam Mrożek nie powstydziłby się takiego absurdu, w którym mówiąc „stop wojnie” pokazuje się czołgi”.

Lewicowcy apelują do Owsiaka, by przestał udawać kogoś innego, niż jest. „Może jednak warto zdjąć tę kolorową zasłonę z pacyfką, na której wypisane zostały jakże nośne hasła o wolności, równości, miłości i muzyce? Może czas otwarcie powiedzieć tym młodym ludziom szukającym idei pokoju i braterstwa, że „tego już tu nie ma!”? Nie zmieni się na pewno jedno – Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy nie przestanie grać, będą bite kolejne rekordy sum ofiarowanych przez Polaków (…) A co się stanie z tymi młodymi ludźmi, których Balcerowicz zachęca do „dobrego oddawania głosów”, Wałęsa do pracy, a Wojsko do służby państwu – nie Pański problem, Pan pomaga chorym dzieciom”.

To znak rozpoznawczy Owsiaka: wcześniej czy później wzbudzi sprzeciw każdej grupy myślącej i ideowej. Dla większości obecnej w mediach karierowiczowskiej młodej „lewicy” z partyjnych młodzieżówek zawsze będzie super, wszak warto się pod niego podłączyć. Gdy pojawia się mało znaczące stowarzyszenie traktujące swoje lewicowe idee serio, natychmiast dochodzi do konfliktu. Bo idee są dla Owsiaka tylko użytecznymi narzędziami do kontrolowania, by bunt kolejnych roczników młodzieży nie wymknął się spod kontroli.
Jeśli jest pacyfizm, to muszą pojawić się czołgi i generałowie, był hymn o durnocie klech, to muszą pojawić się… biskupi – abp Życiński i bp Pieronek. Cóż, to szansa na zwiększenie frekwencji, wszak nastolatek ma kolejny argument w sporze z rodzicami w sprawie wyjazdu na Woodstock: nawet biskupi tam są, będziemy się modlić, a nie demoralizować! Każdy sposób na zwiększenie frekwencji, a co za tym idzie siły rażenia dobry.

Jest hasło „Stop przemocy”? W 2003 r Owsiak napada na stragany sprzedawców okularów. – Ja was, k…, załatwię – krzyczy. Sąd skazał go na 1600 zł grzywny za zniszczenie mienia. W mediach nie ma jakoś czołówek na temat „bandyty Owsiaka”.

Czym jego zachowanie różni się od zachowania atakowanego przez media gniazdowego kibiców Legii Piotra Staruchowicza? Owsiakowi ta sprawa tylko pomaga zachować wizerunek buntownika.

Dziękujemy policji, czyli każdy policjant to j…y morderca

Bo jednocześnie Owsiak pilnuje, by buntowników nie stracić. Na tym samym Woodstocku, na którym był Komorowski. wystąpiła legenda muzyki oi!, grupa The Analogs. Znana z piosenki „Dzieciaki atakujące policję” ze słowami „Hej, dzieciaki, niech zapłoną serca, każdy policjant to j… morderca” oraz „P… a era techno”, w której głosi „Nikt nas nie kupi, nikt na nas nie zarobi”.

Zapewne dla wielu młodych fanów tego zespołu jego występ na Woodstocku to ważne, wzruszające wydarzenie – podziemna dotąd kapela i potężny tłum… Będą o tym opowiadać w szkole. A że Analogsi wystąpili obok tych, których na co dzień zwalczają w swych piosenkach? Że Owsiak z tej samej sceny zachwycał się „sprawnością służb mundurowych”? Że Tomasz Sianecki ze Szkła Kontaktowego rozmawiał z publicznością: „- Czy policja państwu przeszkadza? – Nie! – Wiedziałem, że taka będzie odpowiedź”?
Być może owi nastoletni słuchacze Analogsów kiedyś zrozumieją, że zrobiono z nich idiotów, ale wtedy to już nie będzie miało znaczenia. Owsiak będzie zajmował się robieniem wody z mózgu kolejnym rocznikom.

A dlaczego niezależne zespoły się godzą uczestniczyć w imprezie, o której wiedzą, że jest ściemą? Występ przez setkami tysięcy ludzi to potężna promocja. Nie wątpię, że Analogsi zarobili.

Po śmierci Jana Pawła II dla „GW” najważniejsza stała się konfrontacja światopoglądowa, chęć przemienienia Polaków, zniszczenia ich tradycyjnych wartości. Stąd jej wsparcie dla Palikota, stąd też niedawna wypowiedź Owsiaka o eutanazji, entuzjastycznie przez Ruch Palikota wsparta. Zapowiedź zabijania staruszków brzmi mniej odrażająco, gdy zbieramy pieniądze na pomoc dla nich. Że nie przekonamy większości, iż eutanazja to sposób pomocy starszym ludziom, podobnie jak zakup sprzętu rehabilitacyjnego? Nie szkodzi, ważne, że wprowadzimy ten pogląd jako jeden z uprawnionych, kropla drąży skałę.

Czy III RP padłaby bez Owsiaka?

Zamknięta kasta bogaczy rodem z komunistycznej bezpieki u góry. I zablokowane szanse awansu dla reszty. System III RP bez bezpieczników w rodzaju Owsiaka łatwo mógłby się wywrócić. Wcale nie za sprawą moherów, tylko młodzieży. Szanse rozwoju i awansu w postkomunistycznym systemie młodych ludzi przeważnie ograniczają się do możliwości uzyskania pracy sprzedawcy w sklepie. Chyba, że mają dojścia, są z odpowiednich rodzin.

Ale w III RP młodzież nigdy nie zbuntowała się antysysytemowo na masową skalę. Mimo pojawiania różnych mniejszościowych grup wyczuwających, kto naprawdę tym wszystkim kręci – jak dziś w przypadku ruchu kibicowskiego. Jak po 1989 r. Owsiak odciął od zbuntowanej młodzieży antyokrągłostołową opozycję, tak dziś pozostawać ma bezpiecznikiem nie pozwalającym urosnąć buntowi do niebezpiecznego pułapu. Kreując własne formy buntu, bezpieczne dla władzy.

Głównymi ofiarami Owsiaka są więc sami buntownicy, którzy w późniejszym wieku odkrywają często, że zmarnowali się młodość. Nie na walkę o naiwne ideały. Na bunt sterowany przez establishment, którego efektem jest zniszczenie szans własnego pokolenia.

Tekst ukazał się w miesięczniku „Nowe Państwo”, numer 1 (83)/2013
« Ostatnia zmiana: (Czw) 01.01.1970, 02:00:00 wysłana przez Guest »

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • *
  • Wiadomości: 2 538
  • Reputacja: +12/-0
Odp: O Jerzym Owsiaku – bezpieczniku systemu
« Odpowiedź #1 dnia: (Czw) 12.01.2017, 00:23:38 »
Dziurawe fundacje

Reklama, siedziby i wynagrodzenia pracowników to główne wydatki organizacji pożytku publicznego z pieniędzy uzyskanych z odpisu 1% w naszych PIT-ach

Niedawno zakończył się okres rozliczeń podatkowych. W ubiegłym roku 43% podatników zdecydowało się przekazać 1% należnego podatku dochodowego wybranej organizacji pożytku publicznego (OPP). To dobry moment, by zapytać, jak wielu zrobiło to teraz. Czy w pełni i dobrze wykorzystujemy tę możliwość? Czy sprawdzamy, kto dostaje te środki i czy są one właściwie wydawane? Wreszcie dlaczego ponad połowa z nas nie wsparła żadnej organizacji działającej dla dobra publicznego?

Tylko połowa czy aż połowa?

Jak podaje Ministerstwo Finansów, w pierwszym roku obowiązywania ustawy umożliwiającej przekazywanie OPP 1% należnego podatku dochodowego od osób fizycznych zrobiło to zaledwie ponad 80 tys., tj. 0,3% podatników, przekazując łącznie 10,4 mln zł. W roku kolejnym – już ponad 680 tys. podatników (ok. 3% uprawnionych), a przekazana kwota zwiększyła się do 41,6 mln zł. Zdecydowany wzrost kwoty i liczby podatników widać od rozliczenia podatkowego za rok 2007, gdy uproszczono procedurę (wykresy poniżej).
Za rok 2011 łączna kwota podatku przekazanego na rzecz OPP wyniosła 457,3 mln zł, co stanowiło 0,71% należnego podatku (dane z 15 września 2012 r.). Wnioski o przekazanie OPP części podatku złożyło 43% podatników. Można powiedzieć – jedynie 43%, warto bowiem przypomnieć, że wbrew powszechnemu mniemaniu zadysponowanie 1% podatku absolutnie nie jest darowizną – środki te jako należny podatek i tak zostaną zagospodarowane przez państwo, tyle że niezależnie od woli podatnika.
Dlaczego zatem tylko niespełna połowa podatników wsparła organizacje działające dla dobra społecznego? Oczywiście są przyczyny prozaiczne – komuś obojętna jest wszelka działalność charytatywna albo rozliczenie przygotowuje mu np. firma podatkowa. Być może jednak część społeczeństwa wyczuwa lub wręcz dostrzega nieprawidłowości w działaniach OPP lub w wykorzystywaniu przez nie środków.
Oto Fundacja „Rosa” z pozyskanej z 1% bardzo dużej sumy – aż 6,7 mln zł – niemal połowę wydała na kampanię informacyjno-reklamową. Pieniądze, które podatnicy chcieli przekazać na rozwój i edukację społeczeństwa oraz wsparcie potrzebujących, zasiliły budżet jakiejś komercyjnej firmy reklamowej.
Niektóre fundacje przeistaczają się w prywatny biznes otoczony fałszywym płaszczykiem działalności charytatywnej. Z Fundacji Godne Życie żyje cała rodzina jej założyciela. Fundacja Kidprotect.pl była regularnie okradana przez prezesa/fundatora. Polska Fundacja Pomocy Dzieciom „Maciuś” wpłaty z 1% zamiast na dożywianie dzieci przekazywała do Szwajcarii. Dolnośląska Fundacja Rozwoju Ochrony Zdrowia w sierpniu 2011 r. zapłaciła członkom zarządu ponad 40 tys. zł, a pracownikom niemal 70 tys. zł.

Najwięksi dostają najwięcej

Analiza listy największych beneficjentów 1% podatku z rozliczenia podatkowego za rok 2011 (tabelka obok) wskazuje niekorzystne i pogłębiające się zjawisko znacznego rozwarstwienia przychodów wśród OPP. Z badań opublikowanych 23 kwietnia 2013 r. przez Główny Urząd Statystyczny wynika, że do 50 największych organizacji trafiła ponad połowa (54%) środków przekazanych z 1% PIT. Ba, jedna tylko organizacja zdobyła prawie jedną czwartą wszystkich środków przekazanych przez podatników. Gigantyczna kwota 108 708 265,91 zł zasiliła budżet Fundacji Dzieciom „Zdążyć z Pomocą”, w której przewodniczącą rady fundacji jest znana aktorka Beata Tyszkiewicz. Jak w tym zestawieniu wygląda Ludowo-Uczniowski Klub Sportowy „Skrzyszów”, który z rozliczenia 1% w 2012 r. otrzymał tylko 80 gr?
Z danych Ministerstwa Finansów wynika, że w 2011 r. kolejność największych OPP była prawie identyczna, a trzy pierwsze miejsca zajęły Fundacja Dzieciom „Zdążyć z Pomocą” (ponad 88 mln zł), Fundacja Pomocy Osobom Niepełnosprawnym „Słoneczko” (ponad 9,8 mln zł) i Fundacja Anny Dymnej Mimo Wszystko (ponad 8,1 mln zł).
Widać więc, że największe przychody osiągają fundacje, które już zdobyły i ugruntowały wizerunek medialny. Niebagatelnym czynnikiem jest wielkość posiadanych środków i związana z tym możliwość szerokiej reklamy w mediach. Popularnym sposobem promocji jest także dystrybucja darmowych programów do sporządzania PIT-ów z zakodowanym w nich beneficjentem 1%. W sumie duże środki już posiadane pozwalają na szeroką i skuteczną kampanię reklamową, która z kolei umożliwia pozyskanie jeszcze większych kwot. Tworzy się swoisty samograj: przychody-reklama-przychody. „Te OPP, które są duże i bogate, stają się coraz bogatsze, mniejsze zaś, mimo iż lokalnie mogłyby odgrywać istotną rolę, bo często działają w biednych, najbardziej potrzebujących wsparcia regionach – w kolejnych latach są zagrożone wręcz marginalizacją i znowu tracą – mówił prof. Jerzy Hausner, jeden z inicjatorów ustawy o działalności pożytku publicznego i wolontariacie, w rozmowie opublikowanej w miesięczniku „Sprawy Nauki”. – Coraz częściej pożytek publiczny poddaje się mechanizmom rynkowym. Istnieją takie OPP, które są wręcz fikcją i służą jedynie do transferowania pieniędzy, a nie do realizacji celów statutowych”.
Jak wynika z raportu przygotowanego w 2008 r. przez Zakład Badań Naukowych Polskiego Towarzystwa Socjologicznego, „to właśnie możliwość uzyskania wpływów z 1% podatku była główną motywacją do starania się przez organizacje pozarządowe o status OPP. Odpis podatkowy okazuje się nie tylko zasadniczą motywacją do zmiany statusu organizacji (przyjęcia OPP), ale też widać, że organizacje nie zakładały innej możliwości wykorzystania zapisów ustawy. (…) Status OPP jest raczej elementem wizerunku, a nie kryterium jakości, punktem odniesienia…”.

Przejadanie 1%

Poważnym problemem jest wydawanie przez OPP kwot pozyskanych z 1%. Znaczna część tych środków jest po prostu przejadana – by nie powiedzieć, że marnotrawiona – a już na pewno nie jest wykorzystywana zgodnie z wolą tych, którzy przekazali 1%. Zgodnie z danymi Ministerstwa Finansów podatnicy podatku dochodowego od osób fizycznych, którzy w zeznaniach za 2011 r. złożyli wniosek o przekazanie 1% należnego podatku, średnio przeznaczyli na organizacje pożytku publicznego ok. 41 zł, co oznacza, że ich przeciętny miesięczny dochód wyniósł ok. 3 tys. zł. Jak w zestawieniu z tą sumą wypadają wynagrodzenia w niektórych OPP i kwoty wydawane na reklamę?
Poniżej przychody i wydatki na wynagrodzenia i reklamę z ostatnich dostępnych sprawozdań (za 2011 r.) opublikowanych na stronach Departamentu Pożytku Publicznego Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej.
Jak widać, nawet szanowane OPP nie są wolne od nieprawidłowości. Muszą budzić mieszane uczucia stosunkowo wysokie wynagrodzenia w fundacjach i ich wielkość w stosunku do przychodów. Szokują bardzo duże kwoty wydawane na reklamę, i to z pieniędzy, których przeznaczenie w intencji je przekazujących było zupełnie inne. Fundacja „Rosa” ustanowiona w 2004 r. przez Jacka Sylwestra Lechowskiego, z funduszem założycielskim 4 tys. zł, wydała na reklamę ponad 3 mln zł, co stanowi prawie połowę jej przychodów! Poza tym prawie 1,5 mln zł fundacja ta pożyczyła w 2010 r. spółkom TRINITY AdVENTURE oraz Podatnik.info, mającym ten sam adres co ona. W tym ostatnim podmiocie fundacja dodatkowo kupiła za 150 tys. zł 100% udziałów – by następnie w ubiegłym roku dopożyczyć mu kolejne 630 tys. zł. Zapewne przez przypadek niektóre nazwiska osób z kierownictwa fundacji oraz wymienionych spółek są takie same. Tymczasem podatnik chcący wesprzeć tę fundację mógł przeczytać, że jej celem statutowym jest popieranie wszechstronnego rozwoju i edukacji społeczeństwa, a zwłaszcza działalności społecznej, informacyjnej, wychowawczo-pedagogicznej, oświatowej oraz mającej na celu wsparcie potrzebujących.
Na stronie Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej nie ma jeszcze sprawozdań merytorycznych i finansowych za 2012 r. Organizacje pożytku publicznego zobowiązane są je przekazać ministrowi właściwemu do spraw zabezpieczenia społecznego do 15 lipca roku następującego po roku, za który składane jest sprawozdanie. Bardzo dużo organizacji składa sprawozdania na sam koniec tego okresu, co np. w ubiegłym roku spowodowało utrudnienia w dostępie do systemu i konieczność przedłużenia terminu składania dokumentów. Niektóre podmioty jednak opublikowały niedawno sprawozdania na swoich stronach internetowych. Fundacja Anny Dymnej Mimo Wszystko, która została założona we wrześniu 2003 r., z funduszem założycielskim 5 tys. zł, podaje w najnowszym sprawozdaniu, że jej fundusz statutowy obliczony na koniec 2012 r. to już 36 468 718,31 zł. Fundusz ten powstaje z corocznego przekazywania zysków netto na podstawie uchwały rady fundacji. Obecne aktywa trwałe (ponad 30 mln zł) to głównie budynki (biuro w Krakowie i ośrodek w Radwanowicach), lokaty to 3,6 mln zł, a kwota wydana w ostatnim okresie na wynagrodzenia to 1,6 mln – przy pozyskanych ponad 7,5 mln zł z 1% w 2012 r. Należy jednak podkreślić, że funkcję prezesa fundacji Anna Dymna pełni społecznie.
Fundacja Warszawskie Hospicjum dla Dzieci ustanowiona 4 grudnia 2001 r. przeznaczyła w 2012 r. na reklamę związaną z 1% 560 424,11 zł, a wynagrodzenia pochłonęły 2 488 692,85 zł przy wpływie w ramach 1% podatku w wysokości 3 617 603,05 zł. Najhojniej członków zarządu i pracowników wynagradzała Dolnośląska Fundacja Rozwoju Ochrony Zdrowia. W 2011 r. najwyższe wynagrodzenie brutto wypłacone w sierpniu członkom zarządu (dotyczy dwóch osób) wyniosło 42 278,99 zł, a najwyższe wynagrodzenie brutto wypłacone w sierpniu pracownikom (dotyczy czterech osób) – 69 284,75 zł. W roku 2012 było to tylko nieco mniej – analogicznie: 40 585,06 zł oraz 68 929,79 zł.
Jednak nie tylko w dużych OPP występują nieprawidłowości. Wśród beneficjentów 1% w roku 2012 miejsce 213. zajęła Fundacja Banku Zachodniego WBK SA, ustanowiona w grudniu 1997 r. przez Zarząd Banku Zachodniego WBK SA we Wrocławiu, aktualnie trzeciego co do wielkości w Polsce pod względem aktywów, portfela kredytowego i depozytów. Fundusz założycielski fundacji to skromniutkie 1 tys. zł. Ale to nie koniec niespodzianek. Zgodnie ze statutem, do głównych celów fundacji należy m.in. ochrona zdrowia i pomoc społeczna. I na taki cel fundacja pozyskuje pieniądze. Według ostatniego sprawozdania merytorycznego z marca 2012 r., które udostępnia MPiPS, uzyskany przychód z 1% podatku to ponad 290 tys. zł, a środki zostały wydane na… pomoc pracownikom Banku Zachodniego WBK (!), którzy znaleźli się w bardzo trudnej sytuacji życiowej. Doprawdy trudno zrozumieć, że tak duży bank, mający w ramach grupy kapitałowej aktywa sięgające 103 530,7 mln zł oraz zysk brutto 476,5 mln zł (stan na 31 marca 2013 r.), nie był w stanie wspomóc swoich pracowników w potrzebie i musiał przeznaczyć na to pieniądze wpłacone przez podatników dobrej woli. Zwłaszcza że środki na wynagrodzenia w fundacji przekroczyły w skali roku sumę 300 tys. zł, a najwyższe miesięczne wynagrodzenie dla członka zarządu fundacji wyniosło 19 250 zł. Czy o tak realizowaną działalność charytatywną chodziło ustawodawcy?

Godne życie fundatora

Niepokojące sygnały płyną z publikacji prasowych i kontroli właściwych urzędów. Gdyńska prokuratura przygląda się działalności Polskiej Fundacji Pomocy Dzieciom „Maciuś”. Wcześniejsza kontrola urzędu skarbowego wykazała liczne nieprawidłowości. Na dożywianie dzieci fundacja przeznaczyła tylko niewielki procent otrzymanych wpłat – w 2009 r. 218 tys. zł, rok później – 343 tys. zł. Większość pieniędzy trafiła do firmy SAZ Dialog AG Europe. W 2009 r. do tej szwajcarskiej spółki akcyjnej przekazano 5,1 mln zł, a w 2010 r. – 3,8 mln zł. Sprawa jest o tyle zaskakująca, że o fundacji „Maciuś” zrobiło się głośno za sprawą raportu, w którym ta fundacja zasugerowała (prawdopodobnie zasadnie), że w Polsce żyje ok. 800 tys. głodnych i niedożywionych dzieci. Raport zakwestionował wojewoda pomorski, a samej fundacji zarzucił, że na usługi zewnętrzne wydała więcej niż na statutową działalność charytatywną.
W ostatnim czasie opinię publiczną bulwersowała sprawa Fundacji Kidprotect.pl, która jako pierwsza organizacja w Polsce zajęła się problemem bezpieczeństwa dzieci w internecie oraz pornografią dziecięcą i pedofilią online, a także pomocą dorosłym ofiarom molestowania seksualnego w dzieciństwie. W 2013 r. założyciel i prezes przyznał, że regularnie okradał własną fundację, przeznaczając zdefraudowane środki na zakup markowych ubrań, perfum, biżuterii, okularów, wycieczkę zagraniczną itd. Pobrał dla siebie również ok. 170 tys. zł gotówką z bankomatów. Fundacja Kidprotect.pl, która dwukrotnie była beneficjentem 1% z podatku, rozliczyła pieniądze tylko za 2010 r. W kolejnym okresie sprawozdawczym za rok 2011 już tego nie zrobiła i minister pracy i polityki społecznej wystąpił do sądu rejestrowego z wnioskiem o wykreślenie informacji o posiadanym statusie OPP.
W prasie pojawiły się też pytania dotyczące prowadzonej przez Fundację Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy spółki Złoty Melon. Pokazały one, że mimo iż działania WOŚP są zgodne ze statutem, nie zawsze odpowiadają woli darczyńców. Poważne wątpliwości może budzić statut Fundacji WOŚP, który w razie śmierci fundatora ceduje wszelkie jego statutowe uprawnienia na jego pełnoletnie dziecko bądź działające łącznie pełnoletnie dzieci, a dodatkowo przewiduje możliwość sprawowania przez fundatora i, co za tym idzie, jego następców odpłatnych funkcji w zarządzie fundacji oraz decydowania (poprzez Konwent Fundatorów) o przeznaczeniu (przekazaniu – w razie jej likwidacji) dużego majątku fundacji w zasadzie na dowolny podmiot, byle zgodny z bardzo szerokim statutowym celem działania fundacji. Jak ujawniono w sprawozdaniu rocznym, miesięczne wynagrodzenie członka organu zarządzającego w WOŚP, które określa Konwent Fundatorów, to przeciętnie 12 tys. zł, najwyższe zaś wynosi 18 tys. zł, a same aktywa trwałe to ponad 18 mln zł (w tym budynki i budowle o wartości ponad 15 mln zł). Dla porównania przeciętne wynagrodzenie miesięczne pracownika WOŚP to niewiele ponad 2 tys. zł. Statut WOŚP uwzględniający wszelkie zmiany wprowadzone przez Konwent Fundatorów do 2006 r. został zarejestrowany przez sąd i jest to o tyle dziwne, że uprawnienia fundatora mają charakter praw osobowych i są niezbywalne (OSA 1999 Nr 7/8 poz. 35). Także Sąd Najwyższy (OSNC 2000 Nr 7/8 poz. 124) uznał, że uprawnienia fundatora dotyczące powoływania organów fundacji nie przechodzą na jego następcę prawnego.
Wedle sprawozdania WOŚP z 2012 r. kwota uzyskana z tytułu 1% razem z niewydanymi środkami z roku poprzedniego to ponad 7 mln zł, z czego na zakup sprzętu medycznego przeznaczono tylko 2,3 mln zł. Natomiast aż 4,1 mln zł wydano na częściowe pokrycie kosztu zakupu nowej siedziby fundacji, która w całości kosztowała ponad 8 mln zł.
Można by zadać pytanie, czy Fundacja WOŚP ustanowiona w 1993 r. przez siedem osób fizycznych (Jerzego Owsiaka, Lidię Niedźwiedzką-Owsiak, Bohdana Maruszewskiego, Piotra Burczyńskiego, Pawła Januszewicza, Waltera Chełstowskiego i Beatę Bethke), z bardzo skromnym funduszem założycielskim 2 tys. zł, to taka specyficzna „firma rodzinna” – tyle że dzisiaj już z majątkiem 20 mln zł?
Modelowym przykładem już wprost firmy rodzinnej jest Fundacja, nomen omen, Godne Życie, ustanowiona aktem notarialnym w 2001 r. Jak wynika z informacji dostępnej na stronach MPiPS, a datowanej na 29 marca 2012 r., jej kapitał założycielski (fundusz statutowy) to 1,1 tys. zł. Status OPP Fundacja Godne Życie uzyskała w roku 2004. Co ciekawe, aktem notarialnym z tego samego roku Urząd Miasta Lublin za symboliczną kwotę 190 tys. zł (za tyle w Lublinie nie kupi się nawet kawalerki), do tego w trybie bezprzetargowym (!), sprzedał fundacji okazałą kamienicę w centrum. Płatność rozłożono na raty. Warunkiem było prowadzenie w budynku działalności charytatywnej. Jak informowała w zeszłym roku TVP, fundacja nie wywiązuje się z obowiązku, a kamienica stała się po prostu jej siedzibą, przede wszystkim zaś prywatnym mieszkaniem dyrektora (prezesa) fundacji i jego licznej rodziny. Tymczasem, jak mówiła radna Elżbieta Dados (PiS) w tygodniku „Nowy Tydzień”, „została przekazana, aby biedni mieszkańcy mieli jadłodajnię, a bezdomni noclegownię”. Tomasz Bojarski, fundator założyciel i nieprzerwanie prezes fundacji, na stawiane mu w tej sytuacji zarzuty o rodzinnym interesie odpowiada, że w Lublinie jest już noclegownia i nie widzi potrzeby tworzenia nowej, bo to sprowadziłoby do Lublina bezdomnych z całej Polski. Dodaje też, że nigdy nie ukrywał, że jego rodzina prowadzi fundację.
Faktycznie, nie ukrywa tego nawet kuriozalny statut fundacji, w którym fundator zadbał o swoich sukcesorów. Jak można z niego wyczytać, „Organami Fundacji są Rada Fundacji i Zarząd Fundacji. Członków Rady Fundacji i jej Przewodniczącego powołuje i odwołuje Fundator Założyciel. W przypadku śmierci Fundatora Założyciela w jego miejsce wchodzi najstarszy wiekiem spośród spadkobierców. Gdy uprawniony spadkobierca nie wyrazi zgody na wejście w miejsce Fundatora Założyciela, to według starszeństwa w miejsce Fundatora Założyciela wejdzie kolejny jego spadkobierca”. Mimo to fundacja nadal ma status organizacji pożytku publicznego, z dokumentów finansowych dostępnych na stronach MPiPS wynika, że ostatni uzyskany przychód z 1% to 227 656,61 zł, z czego aż 176 315,31 zł wydano na… działalność sportową i turystyczną. Jak wynika ze sprawozdania merytorycznego firmowanego przez prezesa Tomasza Bojarskiego i wiceprezes Elżbietę Bojarską, owa działalność oznaczała wyjazd wolontariuszy do Düsseldorfu, wyjazd do Madrytu na Światowe Dni Młodzieży, wycieczkę na Roztocze oraz objazdową wycieczkę dookoła Europy. Natomiast na ochronę zdrowia i życia zarząd przeznaczył tylko 10 341 zł. W najnowszym zestawieniu Ministerstwa Finansów za rok 2012 Fundacja Godne Życie zajmuje wśród beneficjentów niezłe 263. miejsce z przychodem z 1% w wysokości 212 365,03 zł. Chciałoby się przekornie rzec: zamierzasz zapewnić sobie i rodzinie godne życie – załóż fundację. I koniecznie uzyskaj status OPP!
Czy można jednak się dziwić, że coraz częściej dochodzi do wykorzystywania i nadużywania szczytnej w zamierzeniu idei OPP, skoro z podanych przykładów widać, że zawodzi państwo polskie? Państwo rozumiane jako organ kontroli i nadzoru realizujący te zadania poprzez swoje agendy, czyli Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej, a konkretnie przez jego Departament Pożytku Publicznego. Jedną z jego funkcji jest kontrola realizowana m.in. w formie obowiązku składania przez OPP sprawozdań merytorycznych oraz finansowych, które następnie są weryfikowane przez właściwych urzędników ministerstwa. Tylko czy tak istotnie się dzieje? Wielokrotnie nagradzana i utytułowana Fundacja Spełnionych Marzeń, powstała w sierpniu 2002 r. z inicjatywy tragicznie doświadczonych Małgorzaty i Tomasza Osuchów, co do której działalności nie można mieć absolutnie żadnych zastrzeżeń, w ostatnim sprawozdaniu merytorycznym, które opublikowano 26 czerwca 2012 r. na stronach MPiPS, ma w większości zerowe rubryki.
Jak pokazują dane Ministerstwa Finansów, w 2012 r. fundacja ta zajęła w tabeli beneficjentów 1% 57. miejsce z przychodem ponad 1 mln  zł. Ktoś, kto sięgnie po to konkretne sprawozdanie merytoryczne, może zatem wyciągnąć mylne wnioski. Ze szkodą dla działalności tej naprawdę wzorcowej fundacji.
Inaczej wygląda sytuacja w przypadku Fundacji „Światło”. Jako jedna z niewielu już zamieściła ona perfekcyjnie wypełnione sprawozdanie merytoryczne za rok 2012. Ale ta fundacja jako jeden z głównych celów statutowych ma wpisane „działania na rzecz budowania dobrego wizerunku sektora organizacji pozarządowej”, więc jakakolwiek wpadka byłaby nie do zaakceptowania.

Reklama poprzez działanie

Organizacje pożytku publicznego niestety coraz częściej skupiają się na zabezpieczaniu własnego bytu i korzyści ludzi, którzy je tworzą. Postępująca zaś oligarchizacja największych OPP sprowadza zasady i ideę wolontariatu do fasady, niejednokrotnie będącej listkiem figowym dla tworów wręcz pasożytniczych czy działających dla samego trwania.
Jakie wnioski z takich danych wyciąga Rada Działalności Pożytku Publicznego, która jest organem opiniodawczo-doradczym ministra właściwego ds. zabezpieczenia społecznego? Stosunkowo niedawno, bo w 2009 r., członek tej rady Jan Jakub Wygnański w czasie posiedzenia sejmowej Komisji Polityki Społecznej i Rodziny mówił: „Ja byłbym zwolennikiem przyjęcia takiej poprawki, która pozwala podatnikowi wskazywać konkretne cele, w rodzaju – zbieramy na pomoc w programie wodnym jakiejś organizacji działającej w Afryce”, a posłanka Magdalena Kochan (PO) stwierdzała: „Pieniądze z podatków powinniśmy odprowadzić do budżetu państwa, a stamtąd redystrybuować”. Jak ostatnio można się dowiedzieć, zespół ds. prawnych i monitoringu rady pracuje nad nowym wzorem sprawozdania z wykonania zadania publicznego. Czy jednak będzie to rozliczanie z faktycznych efektów działań?
A jak bardzo potrzebne są zmiany, pokazało zamieszanie wokół Fundacji Ewy Błaszczyk Akogo? czy Fundacji Radia Zet. Dotyczyło to kosztów kampanii informacyjnej lub reklamowej związanej z pozyskaniem 1% podatku dochodowego od osób fizycznych. Fundacje te w zeszłym roku zostały oskarżone przez niektóre media o to, że zamiast na realizację celów statutowych wydały około połowy środków zdobytych w ramach 1% na sfinansowanie reklam i kampanii informacyjnej. Takie wnioski wyciągnęli dziennikarze z lektury nieprecyzyjnych sprawozdań merytorycznych. W przypadku tych akurat fundacji było to nieprawdą.
Ustawodawca powinien przeanalizować te sytuacje i wprowadzić do ustawy takie modyfikacje, które pozwoliłyby ukrócić marnotrawstwo publicznych pieniędzy bądź wydawanie ich niezgodnie z wolą i oczekiwaniami przekazujących. Ważne wydaje się określenie pułapu, jaką część środków pozyskanych z 1% można przeznaczyć na potrzeby własne (wydatki administracyjne i pensje), a ile na statutowe. Ponieważ są OPP, dla których jedynym dochodem jest właśnie 1% – musi to być wielkość umożliwiająca prowadzenie bieżącej działalności. Dodatkowo niektóre OPP inwestują w papiery wartościowe, czyli – mówiąc wprost – grają na giełdzie. Pytanie, czy powinny tak ryzykownie inwestować środki z 1%. Może należy także się zastanowić nad wprowadzeniem ograniczeń, aby wskaźnik udziału kosztów kampanii reklamowej w przychodach uzyskiwanych przez poszczególne OPP z 1% PIT nie mógł przekroczyć jakiejś brzegowej wartości – np. 5%? A może wręcz należy zakazać promowania się w komercyjnych mediach – prasie, radiu i telewizji? Wymusić, by reklamą OPP stały się ich działania i dokonania? Przy wielkich budżetach reklamowych liderów małe, lokalne organizacje niemal zupełnie tracą szansę na zdobywanie funduszy, a co za tym idzie – na realizację zadań statutowych. A przecież właśnie te OPP, doskonale zorientowane w regionalnych bolączkach i potrzebach, powinny być oczkiem w głowie systemu.
Podatnicy zaś, którzy mogą na tym polu naprawdę wiele zdziałać, często zbyt pobieżnie traktują tę jakże ważną możliwość przekazywania 1% z podatku i nie dokonują właściwej weryfikacji beneficjentów. Dodatkowo może tu zadziałać mechanizm swoistego negatywnego sprzężenia zwrotnego, powodującego wyraźny spadek zaufania do tego sektora i jego stopniowe marginalizowanie. Zaiste przykra to konstatacja.

Autor jest doktorantem w Instytucie Nauk Ekonomicznych Polskiej Akademii Nauk

https://www.tygodnikprzeglad.pl/dziurawe-fundacje/
“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • *
  • Wiadomości: 2 538
  • Reputacja: +12/-0
Odp: O Jerzym Owsiaku – bezpieczniku systemu
« Odpowiedź #2 dnia: (Pon) 16.01.2017, 02:26:32 »
WIELKA ORKIESTRA ZIMOWEJ POMOCY

Nie, to nie pomyłka, autor napisał tak specjalnie - "zimowej", nie "świątecznej".
Pewnie nie wszyscy wiedzą, co to była za akcja "Zimowa pomoc", więc wyjaśnię, iż urządzano ją regularnie w latach trzydziestych. Z wielkim, bezprzykładnym rozmachem - tego dnia na ulicach w całym kraju kwestowali celebryci (nie było jeszcze fenomenu muzyki popularnej, więc rej wiedli gwiazdorzy filmowi i sportowcy), arystokraci i damy z najlepszego towarzystwa, przywódcy państwowi, odbywały się rozmaite festyny, z których cały dochód, oczywiście, przeznaczany był na szczytny cel akcji, pomoc zimową.
W najlepszym tonie było w tym dniu zjadać tylko jeden posiłek, a zaoszczędzone w ten sposób pieniądze wrzucać kwestarzom do puszek; "drugie danie dla biednych". Wszystko to bardzo mocno wspierały media - nie było jeszcze telewizji, ale radio stanowiło już potęgę, a w wyższych warstwach społecznych nie wypadało nie czytać gazet.
Media owe bardzo starannie podkreślały szczytny cel całego przedsięwzięcia - przypomnienie społeczeństwu o ubogich i potrzebujących, o tych, którzy sobie nie radzą, popadli w rozmaite nieszczęścia, niezbędne jest im wsparcie. O tym, że nie wolno ich zostawiać bez tego wsparcia, bo przecież jesteśmy jedną wspólnotą, ein volk.
Bardzo szczytna akcja, prawda? Bez dwóch zdań. Ale jakoś się jej nie wspomina ani nie chwali. Z prostej przyczyny - niestety, odbywała się ona w Niemczech nazistowskich, a główną gwiazdą, która się przy tej charytatywnej i niezwykle szczytnej w deklarowanych celach akcji lansowała, był ich fuhrer, Adolf Hitler.
Uprzedzając ujadanie sfory idiotów, tropiących czujnie za "pisowskością", uprzedzam od razu - nie mam zamiaru, i dla każdego czytelnika z odrobiną rozumu jest to, jak sądzę, oczywiste, uwłaczać Jerzemu Owsiakowi i jego akcji przez porównywanie ich z nazistami.
Byłoby to równie sensowne, jak nurzać w nazizmie każdego, kto domaga się budowy autostrad, dbałości o zdrowie i wychowanie fizyczne młodzieży poprzez popularyzowanie sportu (na przykład poprzez budowę boiska przy każdej szkole) czy walki z okrucieństwem wobec zwierząt, które to sprawy należały, obok wrażliwości społecznej, do najbardziej eksponowanych elementów nazistowskiego programu.

Zespoły grają, dzieciaki zbierają pieniądze, okazując serce i ucząc się działalności społecznej. Super pomysł. Ale to było dawno i nieprawda.

W ogóle nie chodzi tu o Owsiaka, któremu, owszem, pozycja narodowego autorytetu moralnego, omalże ersatzu papieża-Polaka cokolwiek pada na mózg, czego dowodem jego ataki na dyrektora szpitala na Niekłańskiej czy krytyczne media - ale to nie mój problem, osobiście i tak się dziwię, przy tych dawkach uwielbienia, że odbiło mu stosunkowo późno i słabo.
Chodzi o to, jak Owsiaka i wszystkich, którym się on podoba, używa - użyjmy słowa z żargonu antyglobalistów - system. System, państwo, establishment, układ, mniejsza o nazwę, wszyscy wiedzą, o co chodzi.
Bardzo mi się podobała WOŚP, gdy była to spontaniczna akcja zorganizowanych przez popularnego didżeja fanów podwórkowego rocka. Zespoły grają, dzieciaki zbierają pieniądze, okazując serce i ucząc się działalności społecznej. Super pomysł. Ale to było dawno i nieprawda.
Bardzo szybko akcja Owsiaka stała się akcją państwową. Publiczna telewizja, studio i epatowanie widzów liczeniem zebranej mamony, zupełnie, jakby ktoś świadomie kopiował teledysk "Jesus, He Knows Me" Collinsa. Ze spontanicznej akcji zrobiono medialny cyrk, wymagający stałego bicia rekordów.
Co roku serduszko numer 1 musi pójść drożej, co roku ogólny rezultat zbiórki musi być lepszy od zeszłorocznego. Prywatna, spontaniczna dobroczynność tego nie zapewni. Więc w sprawę trzeba było włączyć sponsorów, firmy, kupujące sobie charytatywną reklamę - z każdego opakowania z serduszkiem przeznaczamy złotówkę na Owsiaka, kupując nasze badziewie wspierasz Orkiestrę!
Zaprzęgnięto też do roboty samorządy - w każdej wsi i przysiółku trzeba zorganizować koncert, na to się pieniądze muszą znaleźć. Przy tym wszystkim szybko zanikło jakiekolwiek poczucie sensu; gdyby pieniądze wydane na fajerwerki dać bezpośrednio służbie zdrowia, pożytek byłby pewnie większy. No, ale nie byłoby widowiska, a wszak o nie tu chodzi.
A przecież nie zebrana suma powinna tu być ważna. Twarde dane dowodzą, że, wbrew szerzonej legendzie, pieniądze z WOŚP to i tak kropla w morzu wydatków i potrzeb służby zdrowia (proszę zajrzeć choćby na blog Łukasza Fołtyna - powołam się akurat na niego, bo to wszak nie żaden prawicowiec, tylko wręcz przeciwnie). Więc rzecz nie w kasie, a w zaangażowaniu.
Ale to zaangażowanie właśnie zdominowane czy już wręcz zastąpione zostało przez inercję, zarządzenie, państwowy nakaz - a na pierwszy plan wysunięto cyferki. Trzydzieści pięć milionów!!! Trzydzieści dziewięć milionów!!! Trzydzieści dziewięć milionów osiemset tysięcy siedemset dziewięćdziesiąt dzieeeeeeewięęęęęęć!!!!
Nie ma nigdzie na świecie nic takiego, jak Orkiestra, chwali się Owsiak. Fakt, nie ma - analogia historyczna, której użyłem na wstępie, jest jedyną. Tylko co z tego wynika? Że my jesteśmy normalni, a Ameryka, Niemcy, Australia i wszyscy w ogóle - pozbawieni serc, głupi, zacofani?
A może odwrotnie? Nie ma w krajach cywilizowanych nic takiego jak Orkiestra, bo są tam setki, tysiące mniejszych organizacji charytatywnych, które trafiają z pomocą dokładnie tam gdzie trzeba, bez wydawania pieniędzy na blichtr i widowisko, bez pompy i przepychu, i nie w propagandowym zrywie raz do roku, tylko na co dzień.

Ja nie mówię, żeby nie dawać Owsiakowi pieniędzy (...) Ale nie dawajmy sobie robić wody z mózgu.

Nie ma nic takiego, bo nie ma w normalnych krajach potrzeby urządzania takiego charytatywnego cyrku, podnoszenia zbierania datków na dobroczynność do roli substytutu ideologii i usprawiedliwienia Bóg wie czego, chyba po prostu faktu, że w tym kraju jest jak jest i od lat nikt nic nie umie poprawić.
Ja nie mówię, żeby nie dawać Owsiakowi pieniędzy (choć sam chętniej wspieram Caritas) - proszę, dawajmy. Dzięki temu państwo trochę zaoszczędzi na zakupach aparatury i może paru chorych na raka pożyje dłużej, bo nie będzie trzeba im w ramach oszczędności odbierać chemioterapii.
Ale nie dawajmy sobie robić wody z mózgu. Ten doroczny cyrk nie jest żadnym dowodem naszej szczególnej ofiarności czy solidarności. Wręcz przeciwnie. Jest dowodem, że jesteśmy państwem chorym i chorym społeczeństwem. Normalne i zdrowe państwa nie urządzały nigdy takich imprez. Urządzały je natomiast takie, w których, jak w podanym przykładzie, szczytnością celów maskowano fakt, jak to ujął poeta: "że się przy tym kręcą ciemne młyny".

Rafał A. Ziemkiewicz


Źródło:  http://fakty.interia.pl/opinie/ziemkiewicz/news-wielka-orkiestra-zimowej-pomocy,nId,873573
“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • *
  • Wiadomości: 2 538
  • Reputacja: +12/-0
Odp: O Jerzym Owsiaku – bezpieczniku systemu
« Odpowiedź #3 dnia: (Pon) 16.01.2017, 10:51:23 »
„Jurek Owsiak” nawiązuje

Polskojęzyczna wspólnota rozbójnicza, z którą historyczny naród polski od 1944 roku musi dzielić terytorium państwowe, nie zadowala się wyłącznie utrzymaniem politycznej przewagi, ale stara się też utrzymać w awangardzie przywództwa – również moralnego. Nawiązuje w tym do wypracowanych przez wcześniejsze totalizmy i sprawdzonych już wzorów socjotechniki. Za komuny były to „czyny społeczne” (jak zwykle – grabimy!), wzorowane na bolszewickich „subotnikach”, ale kiedy komuna „upadła”, to już nie wypadało tak ostentacyjnie nawiązywać do socjotechnik bolszewickich tym bardziej, że część RAZWIEDUPR-a, czyli wywiadu wojskowego, przewerbowała się na służbę do niemieckiej BND. Ale i hitlerowska Rzesza też dorobiła się socjotechnik skierowanych na „jednoczenie” społeczeństwa w ramach doktryny „ein Volk, ein Fuhrer, ein Vaterland.

 

Wśród tych socjotechnik, do których można było bezpiecznie nawiązać nawet w fazie demokratycznej transformacji ustrojowej, była inspirowana przez NSDAP w Rzeszy Niemieckiej akcja Winterhilfswerk, czyli akcja Pomocy Zimowej. Tedy Wojskowe Służby Informacyjne uruchomiły „Jurka Owsiaka”, który – być może przy pomocy pierwszorzędnych fachowców z „dywersji ideologicznej” – twórczo zmodyfikował założenia akcji i zamiast „pomocy zimowej”, proklamował „pomoc świąteczną” w przekonaniu, że taka modyfikacja może działać obezwładniająco nie tylko na przedstawicieli „reakcyjnego kleru”, któremu wszak nie wypada bluźnić przeciwko „jednoczeniu” i „pomocy” zwłaszcza „świątecznej” – a w ten sposób może działać obezwładniająco również na katolickie masy, zwłaszcza gdy podkręci się w odpowiednim kierunku tajnych współpracowników, awansowanych w międzyczasie na purpuratów. Najlepiej wyraził te nadzieje wybitny przywódca socjalistyczny Adolf Hitler: „Poprzez tak widoczne demonstracje – mówił – nieustannie poruszamy sumienie naszego narodu i za każdym razem uświadamiamy wam, ze należy się uważać za człowieka społeczności i nie unikać poświęceń”. Toteż nad Wielką Orkiestrą Świątecznej Pomocy w podobnych słowach rozpływał się JE abp Józef Życiński, w swoim czasie – oczywiście „bez swojej wiedzy i zgody” – zarejestrowany przez SB jako TW „Filozof”:

 
Cytuj
„Trzeba wyrazić wielkie uznanie dla tych, którzy potrafią poświęcać swój czas na chłodzie, nieraz wśród mrozu po to, aby spieszyć z pomocą innym. To nie jest tylko akcja, to konkretna forma pomocy dla cierpiących.”

A dlaczego „cierpiący” cierpią? Dlatego, że nie szpitale nie mają dość pieniędzy, by ich leczyć. A dlaczego nie mają? Bo reforma „ochrony zdrowia” została oparta na założeniu, że „pieniądze idą za pacjentem”. Może i „idą” – ale w takiej odległości, że wszelki, nie tylko wzrokowy kontakt, już dawno został z nimi utracony. W rezultacie do „pacjentów” docierają skromne resztki tego, co wcześniej „państwo” odebrało im pod pretekstem, że będzie ich leczyło. Toteż raczej nie „leczy”, tylko pod pozorem „leczenia” realizuje Narodowy Program Eutanazji, zapoczątkowany jeszcze przez premiera Tuska, stojącego na czele obozu zdrady i zaprzaństwa. Działania operacyjne prowadzone przez „Jurka Owsiaka” stanowią nie tylko znakomity kamuflaż dla tego programu, ale w dodatku, dzięki szantażowi moralnemu, pozwalają wyciągnąć od obywateli dodatkowe pieniądze. Czegóż chcieć więcej?

Stanisław Michalkiewicz

http://www.magnapolonia.org/jurek-owsiak-nawiazuje/

Myślisz, że wspierasz Owsiaka?

Jak co roku od 25 lat ruszyła Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy. Akcja zorganizowana przez Jerzego Owsiaka rokrocznie zbiera kilkadziesiąt milionów złotych. Pieniądze przeznacza przede wszystkim na zakup sprzętu medycznego dla szpitali a także na festiwal Przystanek Woodstock oraz na własną działalność.

Orkiestra od lat budzi kontrowersje. W debacie publicznej najczęściej spotkamy sie z zarzutami natury światopoglądowej. Ale nie poglądy Jerzego Owsiaka są najważniejsze dla wolnościowca. Ważne żeby wiedzieć jak to wszystko działa. Poniżej 3 główne zarzuty do WOŚP z wolnościowego punktu widzenia.

1. WOŚP nie pomaga chorym tylko państwowej służbie zdrowia i budżetówce
Jak działa państwowa służba zdrowia i NFZ nie trzeba nikomu tłumaczyć. Od lat są to niewydolne i zbiurokratyzowane instytucje. Co miesiąc państwo rabuje nas z prawie 300 zł na tzw. składkę zdrowotną. To jest suma, która w prywatnych klinikach pozwala wykupić najlepszy pakiet usług. A jaki pakiet otrzymujemy od państwa? Najczęściej pakiet kolejkowy i pakiet najbliższej możliwej wizyty za kilka lat a jeżeli chcemy się leczyć szybko i skutecznie to i tak musimy dodatkowo zapłacić. Jurek Owsiak pomaga państwu utrzymać ten patologiczny system. Kupuje szpitalom sprzęt więc szpitale już nie muszą. Jest to realny zysk dla budżetu NFZ a pośrednio dla całych państwowych finansów. Te zakupy są uwzględniane przez kasjerów z państwowych instytucji. Nie muszą już wydawać na sprzęt medyczny więc wydają gdzie indziej, może na resort obrony Macierewicza, może na samochody służbowe w ministerstwach a może na 500+. Oczywiście w skali budżetu państwa orkiestrowe pieniądze stanowią marginalne kwoty ale kilkadziesiąt baniek rocznie piechotą nie chodzi. Gdyby Jurek Owsiak np. założył swój szpital i za zebrane pieniądze leczył konkretne osoby to wolnościowiec tylko by mu przyklasnął. Jednak zbieranie pieniędzy do państwowej kasy pod płaszczykiem pomocy dzieciom czy starcom jest dla wolnorynkowca, delikatnie mówiąc, farsą i przyczynia się do odroczenia niezbędnych reform.

2. Nie dajesz na WOŚP? Dajesz a nawet o tym nie wiesz
Od lat Wielka Orkiestra zbiera nie tylko prywatne pieniądze do puszek ale żeruje również na pieniądzach podatników. Obecnie są to głownie pieniądze samorządowe, które w skali kraju idą w dziesiątki milionów. Samorządy dają pieniądze nie tylko na organizację finałów, płacąc za koncerty i fajerwerki, ale zapewniają również ochronę imprez przez Policję i służby miejskie. Od początku orkiestrowej działalności Jerzy Owsiak korzystał z wartego kilkadziesiąt milionów złotych czasu antenowego w telewizji publicznej, zarówno na antenie ogólnopolskiej jak i w lokalnych stacjach, oraz z kasy pochodzącej ze spółek skarbu państwa. Na szczęście TVP zaprzestało tego procederu a jak będzie z państwowymi spółkami to się okaże w najbliższych dniach. Jedno jest pewne – samorządy ponownie wydadzą miliony na jurkowe imprezy. Prywatna fundacja żerująca na kasie podatników to zaprzeczenie wolnej konkurencji. To eliminowanie z rynku innych organizacji charytatywnych, które nie mają takich przypływów z publicznych pieniędzy.

3. Brak pełnej informacji o przepływach finansowych
Jak pokazał proces blogera Piotra Wielguckiego, znanego w sieci jako Matka Kurka, z Jerzym Owsiakiem, finanse WOŚP i innych firm szefa orkiestry budzą wiele wątpliwości. Jerzy Owsiak nigdy nie przedstawił publicznie wszystkich finansowych aspektów swojej działalności a dowiedzieliśmy się o nich tylko dzięki rzeczonemu procesowi. Można o nich poczytać na stronie Piotra Wielguskiego kontrowersje.net.
Pełna informacja to podstawowy warunek dla funkcjonowania na rynku. Człowiek, który daje na coś swoje pieniądze, ma prawo wiedzieć jak są one wydawane. Jerzy Owsiak nie dopełnił tego obowiązku a jego rozliczenia nie są tak przejrzyste i nie budzące wątpliwości jak stara się to przedstawiać.

http://wolnosc24.pl/2017/01/15/myslisz-ze-wspierasz-owsiaka-nie-wspierasz-macierewicza-i-morawieckiego-3-wolnosciowe-argumenty-przeciwko-wspieraniu-wosp/


8 wyroków potwierdzających, że Owsiak i WOŚP łamią prawo i ukrywają faktury

Od tego momentu błazeństwa się skończyły, a zaczęła lawinowa kompromitacja, zakończona uzasadnieniem wyroku. Najważniejsze ustalenia sądu.

1. Wyjaśnienia Jerzego Owsiaka

Część tych nieścisłości nie miała charakteru pierwszorzędnego, dotyczyło to takich kwestii, jak wskazywanie, iż od początku istnienia spółki ,,Złoty Melon” pełnił on w niej funkcję prezesa zarządu, a następnie wskazywanie, iż nie wie kto jest prezesem tego podmiotu, czy też wskazywanie, że czternaście godzin dziennie poświęca pracy w fundacji, a następnie, iż całą swoją siłę wkłada w pracę dyrektora graficznego w spółce ,,Złoty Melon”. Pewne nieścisłości dotyczyły jednak zagadnień istotnych z punktu przedmiotu procesu. Świadek Jerzy Owsiak z jednej strony przedstawiał, iż doskonale wie co i do kogo mówi, a następnie podawał, że nie pamięta słów wypowiadanych pod adresem Piotra Wielguckiego (przy czym w pytaniach oskarżonego treść tych słów była przytaczana) w sytuacji, gdy słowa te oskarżony w sposób bezsprzeczny wykazał. Jerzy Owsiak w jednym zdaniu zaprzeczał, aby fundacja organizowała szkolenia dla ratowników medycznych, po czym w kolejnym zdaniu to potwierdzał.

2. Zeznania Doroty Pilarskiej głównej księgowej WOŚP i „Złotego Melona”

Świadek Dorota Pilarska, pełniąca funkcję głównej księgowej w fundacji WOŚP od 15 lat, potwierdziła, iż środki, uzyskane z lokat kapitału, zebranego w czasie zbiórki publicznej, były przeznaczane na zakup nieruchomości. Do zeznań tego świadka sąd podszedł jednak ostrożnie, gdyż świadek był osobą, która sporządzała wykazy operacji finansowych, o które zwracał się sąd, a które wzbudziły szereg wątpliwości. Ponadto, co jest dla sądu zadziwiające, świadek nie potrafiła wytłumaczyć wielu kwestii związanych z działaniem programu księgowego, na którym na co dzień pracuje. (…) Z zeznań samej Doroty Pilarskiej wynikał szereg wątpliwości co do możliwości „odczytania” zawartych w nadesłanej dokumentacji danych ( do szeregu kwestii sama główna księgowa nie była w stanie się jednoznacznie odnieść).

3. Koszty poniesione przez jednostki samorządowe na organizację koncertów WOŚP

Jerzy Owsiak wyraźnie wskazał, iż w czasie organizacji tzw. finału WOŚP W 2014 r. Warszawa jako miasto nie poniosła żadnych kosztów z tego tytułu, podczas gdy Piotr Wielgucki wykazał, iż takie koszty poniesione zostały.

4. Kwoty z „puszek” przekazywane na Przystanek Woodstock

Zastrzeżenia budziły również interpretacje Jerzego Owsiaka, związane z przekazywania jakichkolwiek kwot uzyskanych ze zbiórki publicznej (tzw. ,,puszki”) na organizację przystanku Woodstock, podczas gdy oskarżony wykazał, iż odsetki z kapitału, pochodzącego właśnie ze zbiórki, na taki cel były przeznaczane. Nawet świadek Dorota Pilarska wskazała natomiast, iż na delegacje pracowników fundacji, wysyłanych na Przystanek Woodstock, środki pochodziły z takiego źródła.

5. Zeznania rzecznika WOŚP, Krzysztofa Dobiesa

Świadek Krzysztof Dobies wskazał w swoich zeznaniach, iż korespondencja kierowana do fundacji ze strony oskarżonego pojawiła się dopiero po rozpoczęciu procesu, co jest nieprawdą i w tym zakresie niewątpliwie zeznania tego świadka nie są wiarygodne.

6. Zeznania świadka Jana Mroczkowskiego, członka rady nadzorczej „Złotego Melona”

Podkreślić trzeba jednak, iż również ten świadek przede wszystkim przedstawiał swoje oceny w zakresie racjonalności, ogólnie pisząc, finansowej i gospodarczej strony działalności fundacji. Zauważyć jednak również należy, mimo, iż przeprowadzanie audytu nie jest obowiązkiem fundacji, że świadek ten jest jednym z udziałowców firmy, która przeprowadza kilkukrotnie audyty w fundacji. Zdaniem sądu, z tego względu, do oceny świadka podchodzić należy ostrożnie.

7. Jawność i transparentność WOŚP i Jerzego Owsiaka

Zastrzeżenia budziły, w świetle późniejszego zachowania Jerzego Owsiaka jako prezesa fundacji i spółki ,,Złoty Melon”, deklaracje o woli udostępnienia sądowi wszelkiej żądanej przez sąd dokumentacji tych podmiotów (w zakresie punktu I zarządzeń z kart 769 i 770). Jest to szczególnie zadziwiające, gdy spojrzy się na oświadczenia Jerzego Owsiaka, w zakresie pytań o kwestie księgowe zasadniczo nie miał szczegółowej wiedzy (co do czego trudno mieć pretensje), ale odsyłał on do wiedzy księgowej (sąd przesłuchał Dorotę Pilarską), a z kolei główna księgowa odsyłała w zakresie szczegółowych pytań do dokumentacji, a tej ostatecznie sądowi odmówiono.

8. Dokumentacja księgowa, której Jerzy Owsiak wbrew deklaracjom i zarządzeniom Sądu nie dostarczył

Dokumentacja ta miała ogromne znaczenie dla oceny zasadniczego, w ocenie sądu, zarzutu Piotra Wielguckiego, sprowadzającego się do, pisząc w uproszeniu, twierdzenia, iż przy .wykorzystaniu firmy ,,Mrówka Cała” i ,,Złoty Melon”, przez transakcje tych podmiotów z fundacją, środki pieniężne pozyskiwane ze zbiórek publicznych trafiają w pewnej części do Jerzego Owsiaka.

9. Jakość dokumentacji przesłanej przez księgową Dorotę Pilarską

W ocenie sądu, nadesłana a sporządzona przez Dorotę Pilarską w różnych
formatach dokumentacja księgowa, budziła wątpliwości. Sam oskarżony dobitnie
wykazał, że operacja finansowana, oznaczona tym samym numerem (vide k. 851
i 852), w nadesłanej dokumentacji wskazuje różne kwoty. Z zeznań samej Doroty
Pilarskiej wynikał szereg wątpliwości co do możliwości „odczytania” zawartych
w nadesłanej dokumentacji danych (do szeregu kwestii sama główna księgowa nie
była w stanie się jednoznacznie odnieść).

10. Mechanizm przepływu pieniędzy w trójkącie fundacja WOŚP, spółka ,,Złoty Melon” i firma „Mrówka Cała

(…) Piotr Wielgucki udowodnił samo istnienie mechanizmu transakcji i umów w trójkącie podmiotów (fundacja WOŚP spółka ,,Złoty Melon” i firma „Mrówka Cała”), a nawet ta wątpliwa dokumentacja księgowa mechanizm ten potwierdzała, konieczne było ustalenie zakresu tego mechanizmu, a tym samym zasadności użytych przez oskarżonego w tym zakresie sformułowań, przez zażądanie dokumentacji księgowej w formie, która jednoznacznie udzieliłaby odpowiedzi co do kwot tych transakcji, a której sądowi odmówiono.

http://www.kontrowersje.net/8_wyrok_w_potwierdzaj_cych_e_owsiak_i_wo_p_ami_prawo_i_ukrywaj_faktury
« Ostatnia zmiana: (Pon) 16.01.2017, 10:53:25 wysłana przez BladyMamut »
“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje