Author Topic: AIDS - naukowe oszustwo  (Read 3203 times)

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • WyBudzony
  • *
  • Posts: 2 554
  • Reputacja: +12/-0
AIDS - naukowe oszustwo
« on: (Tue) 08.04.2014, 21:22:23 »
Fragment programu z telewizji greckiej. U pani Pani Marii Papagiannidou stwierdzono w 1985 roku HIV. Przez długie lata zażywała AZT i wskutek tego miała silne objawy chorobowe. Sama się dziwi, że nie zmarła wskutek tych ciężkich dolegliwości. Jak przestała brać AZT objawy zaczęły ustępować...

AIDS - oszustwo naukowe
http://www.youtube.com/watch?v=lwYHUTkaUsw

http://www.youtube.com/watch?v=jY66cXUc0Xk

Źródło: http://www.germanska-nowa-medycyna.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=546

AIDS jest największym oszustwem XX wieku   -  i to z wielu powodów!
 
Dwóch żydowskich naukowców, „Montagnier i Gallo“, znalazło w 1983 roku przeciwciała na smegmę w konserwach krwi. Nadano temu nazwę HIV (Human - Immundefizit  - Virus).
Przynależą do tego, domniemaną „chorobę“, nazwano AIDS (po polsku: zespół nabytego niedoboru odporności).
W rzeczywistości jest to zwykła, zupełnie nieszkodliwa alergia na smegmę, spowodowana szyną powstałą w momencie DHS-u (szok konfliktowy) w którym smegma odgrywała rolę. Można ją porównać do alergii na siano (tzw. alergia sienna) czy do allergii na pomarańcze, przy których albo siano, albo pomarańcze odgrywają rolę. Jest to zwykła reakcja przeciwciał i antygenów.
 
W momencie DHS-u (=szok konfliktowy) pacjent przeżywa równocześnie tzw. wzór szyny, mówimy wówczas, że pacjent „złapał szynę”.
Wszystkie okoliczności obecne w momencie DHS-u, np. osoby, głosy, zapachy, optyczne wrażenia, szczególne smaki, itd. dają w sumie „wzór szyny”.

W przypadku tzw. „osłabionego systemu immunologicznego AIDS”  zasadniczą rolę odgrywają podobno wirusy i T-limfocyty. Jednakże u żadnego pacjenta „z AIDS”  nie znaleziono nigdy HIV (wirusów). Po "infekcji" HIV nikt nie zaobserwował żadnej obligatoryjne symptomatyki.

Jeszcze bardziej dziwną rzeczą, jest fakt, że „AIDS” jako „choroba wirusowa” zachowuje się zupełnie inaczej jak wszystkie inne domniemane „choroby wirusowe”, takie jak np. odra, różyczka, herpes, itd. które zwykle obrazowały się zmianami skóry, tzw. „wykwitami na skórze”. Gdy zmiany na skórze mijały, to stwierdzano obecność przeciwciał. Oznaczało to, że pacjent przebył kiedyś np. odrę. Była to normalna reakcja skóry, która w międzyczasie powróciła do normalnego wyglądu. Różnym wynikom testów przyporządkowane były konkretne objawy skóry.

W przypadku „choroby AIDS” nie ma żadnej typowej „AIDS-symptomatyki”.
Dlaczego akurat w przypadku pozytywnego wyniku testu na HIV (test na smegmę) miałoby być dokładnie odwrotnie i do tego  miałoby być czymś złym. To zupełnie do siebie nie pasuje.
 
Znamy pozytywne wyniki bardzo wielu testów, które pozostają niezmienione czasami całe życie, jeżeli np. pacjent ciągle „wchodzi” na raz położoną szynę.
Oznacza to również: szyna (= przeciwciała) np. matki, która karmi piersią niemowlę, albo szyna (= przeciwciała) znajdujące się w krwi dawcy krwi, zostaje przekazana dalej poprzez  albo mleko matki albo przez transfuzję krwi. Ta wiedza została zdobyta na drodze doświadczenia.
 
Wszystkie allergie, a właściwie przeciwciała (przeciwko pomarańczom, winogronom,...smegmie) ma również karmione piersią niemowlę, ale w słabszym wydaniu, czy osoba, której przetoczono krew, ale tylko przez krótki okres czasu.
 
Najwidoczniej ten wzór szyny jest zapisany nie tylko w mózgu, ale również w płynach organizmu (mleko, serum, itd.), gdzie możemy zmierzyć te przeciwciała przy pomocy różnych testów alergicznych, a nawet ich titer, to znaczy ich koncentrację.
 
Ale ważne jest, żeby dokładnie rozróżnić pomiędzy zupełnie nieszkodliwym przeniesieniem przeciwciał, np. również przeciwciał na smegmę - i objawami, które wywołane zostały przez szok wskutek diagnozy (DHS), gdy pacjentowi postawiono fałszywie diagnozę o śmiertelnej chorobie. Te objawy, rozpoczynające się w momencie DHS-u z powodu diagnozy i prognozy, są  rzeczywistymi „rakami“(przyrostem komórek) i innymi podobnymi chorobami. Te objawy musimy potraktować bardzo poważnie.
 
Konflikty możemy rozwiązać zwykle tylko poprzez zrozumienie Germańskiej Nowej Medycyny (GNM). Pacjent posiadający tę wiedzę uzmysławia sobie, że wszystko, co dotąd słyszał było jednym oszustwem religijnej mafii, której cele są oczywiste: tortury i eliminowanie ludzi.
 
Żelazna Reguła Raka mówi, że każda tzw.choroba zostaje zapoczątkowana przez DHS (Dirk-Hamer-Syndrom), który jest specyficznym, biologicznym szokiem konfliktowym. W sekundzie DHS-u pojawia się w mózgu możliwy do sfotografowania  ślad (HH = Hamerscher Herd, po polsku Ognisko Hamera) w miejscu przyporządkowanym do konkretnego organu  (każda część narządu ma w mózgu swój Ośrodek sterowania, tzw. Relais) i powoduje w organie odpowiednie zmiany: np. rak (przyrost tkanki gruczołowej), martwice, owrzodzenia, paraliż, itd.
 
Głównych argumentów przeciwko AIDS jako samodzielna choroba, dostarczają rozpoznania wynikające z "Ontogenetycznego Systemu Sensownych Biologicznych Specjalnych Programów Natury“ (SBS), trzeciego Prawa Natury oraz z wynikającego z niego 4.Prawa Natury;  „ontogenetycznie uwarunkowanego systemu mikrobów“ (grzyby, bakterie, wirusy jeżeli te ostatnie wogóle istnieją).
Trzecie Prawo Natury porządkuje wszystkie choroby według przynależności do listków zarodkowych, to znaczy według przynależności do endodermy  -  mezodermy   -  ektodermy, które powstają już w pierwszych tygodniach rozwoju embrionalnego. Do każdego z tych listków zarodkowych przynależą wykształcone w procesie rozwoju ewolucyjnego:
Konkretna część  mózgu,
Konkretny rodzaj treści konfliktu,
Konkretna lokalizacja w mózgu,
Konkretna histologia,
Jak również specyficzne spokrewnione z listkami zarodkowymi mikroby.
Ale to nie wszystko.Do tego dochodzi jeszcze:
Prawo Dwufazowości wszystkich Sensownych Biologicznych Specjalnych Programów Natury (SBS), jeżeli dojdzie do rozwiązania konfliktu - czyli 2.Prawo Natury Germańskiej Nowej Medycyny.
 
Dotychczas medycyna akademicka znała przypuszczalnie około 1000 chorób.
Około połowę z nich stanowiły tzw. „zimne choroby“, jak np. rak, (przyp. tłum.: dr Hamer nazywa rakiem narośla na częściach organów z endodermy i archaicznej mezodermy, tzw. zwarte guzy) angina pectoris, stwardnienie rozsiane, niewydolność nerek czy cukrzyca i itd. Druga połowa to tzw. „gorące choroby“,  takie jak np. białaczka, reumatyzm stawów, zapalenie nerek,  a więc tzw. choroby infekcyjne.
Mikroby znajdywane w „zimnych chorobach“ traktowaliśmy  jako „apatogenne“, ponieważ nie powodowały żadnych objawów. Przy „gorących chorobach“ natomiast  mikroby były dla nas dotąd „wysoce zjadliwe“ (wirulentne). To znaczy wydawało nam się, że mikroby owładnęły dany organ, albo go zaaktakowały.
W naszej głupocie myśleliśmy, że przeciwko tym zjadliwym napastnikom mikrobom, czy komórkom rakowym (które podobno chcą nas zniszczyć) ważna jest mobilizacja armii obrończej organizmu, tzw. systemu  immunologicznego. To wyobrażenie było dziecinną fantazją, nic się nie zgadzało. W rzeczywistości nie ma żadnych „jednofazowych zachorowań“. Dotychczas umknęła nam tylko druga komplementarna część. Z tego powodu nasza medycyna już u podstaw była błędna.
Widzieliśmy zawsze tylko „połówki chorób“. I tak dzisiaj mamy około 500 tzw. chorób, czyli Sensownych Biologicznych Specjalnych Programów Natury i każda z nich ma dwie fazy:
pierwsza faza jest zawsze zimną, aktywną, sympatykotoniczną fazą  stresową. Druga faza (jeżeli dojdzie do rozwiązania konfliktu) jest zawsze fazą gorącą, fazą po rozwiązaniu konfliktu, wagotoniczną fazą zdrowienia.
Również nasze wyobrażenie, że należy zniszczyć mikroby, było błędne. Dzisiaj wiemy, że musimy dbać o to, żeby w fazie zdrowienia zawsze była ich wystarczająca ilość, aby organizm mógł optymalnie przchodzić ten proces. Kłamstwo o HIV jest już przysłowiowe: wyobrażano sobie, że HIV-wirus, który nie istnieje (nawet jeden z jego rzekomych odkrywców, pan Montagnier, powiedział w jednym interview dla hiszpańskiej gazety, że jeszcze nigdy nie widział żadnego HIV-wirusa) uśmierca pacjentów z AIDS wskutek kacheksji i niedokrwistośi aplastycznej. Czyli organizm ich nie produkował krwi.
 
To samo zjawisko widzimy jednak również przy „raku“ kości, dokładniej przy zaniku kości szkieletu. Przynależny konflikt   - w zależności od zlokalizowania zaniku  -  jest zawsze specyficznym odczuciem utraty własnej wartości. Towarzyszy mu zawsze anemia. Natomiast fazie zdrowienia tego konfliktu towarzyszy odbudowa tkanki kostnej (kostnina = callus) czyli ponowne uwapnienie kości z objawami białaczki.  (Zobacz informacje na temat białaczki  na stronie <!-- w -->www.germanska-nowa-medycyna.pl<!-- w -->).
 
Jeżeli człowiek, który nie ma pozytywnego wyniku testu na HIV dostanie np. raka, reumatyzm, sarkomę, czy zapalenie płuc, demencję, herpes, gruźlicę czy inne możliwe neurologiczne objawy czy zaburzenia wydzielania, to w medycynie są to wówczas zwykłe "choroby".  Człowiek z tymi samymi objawami, ale z pozytywnym wynikiem testu HIV, jest w rozumieniu medycyny akademickiej "chory " na AIDS.  Prawie że możnaby powiedzieć, że ma „AIDS przerzuty“, które wskazują na rychłą męczeńską śmierć pacjenta.
 
Ale na AIDS zachoruje tylko ten, kto wie, że jest HIV-seropozytywny, albo ten, który myśli, że jest seropozytywny! Dziwne, że jeszcze nikt bliżej się nie przyjrzał temu fenomenowi.  Ta cała historia musi mieć coś wspólnego z psychiką! A dokładnie: jeżeli tylko wówczas ludzie chorują, po tym, jak się dowiedzieli, że są HIV seropozytywni, to najwyższy czas wyobrazić sobie, co dzieje się z psychiką takiego pacjenta, który dostaje taką śmiercionośną diagnozę!
 
Jeżeli pacjent przeżywa konflikt biologiczny (przeważnie konflikt typu rewirowego) i jednocześnie ma szynę z powodu smegmy (np. złapał inflagranti swego przyjaciela z homoseksualnym rywalem) to działa u niego szyna-smegma i pacjent ten będzie HIV seropozytywny. Jest to u homoseksualistów najczęściej występujący przypadek, ponieważ podczas seksualnych praktyk nieobrzezanych homoseksualistów smegma odgrywa dużą rolę.
 
Oto przykład:
Pacjent przeżył wszystkie możliwe szoki konfliktowe, jakie tylko HIV-seropozytywny mógł przeżyć, aczkolwiek był HIV-seronegatywny. Ale ponieważ jego przyjaciel miał pozytywny wynik testu na HIV, był przekonany, że również on sam musi być HIV-seropozytywny, ponieważ od lat miał ze swoim przyjacielem kontakt homoseksualny.   
Przypadek ten możnaby potraktować jako „podwójnie ślepą próbę“, gdyż widać tutaj, że nie ma absolutnie znaczenia czy wynik testu jest pozytywny, czy negatywny. Decydującym jest fakt, czy pacjent w sposób szokowy uzmysławia sobie, czy wierzy, że jest HIV-seropozytywny. Wówczas włączają się dokładnie te same procesy w psychice, jakgdyby był rzeczywiście HIV-seropozytywny.
 
Inny pacjent, który otrzymał transfuzję krwi po wypadku, po wyzdrowieniu zdecydował się  być dawcą krwi. Wkrótce potem otrzymał telefon z informacją, że jest HIV-seropozytywny (DHS!)
Przypuszczał (i słusznie), że HIV - czyli przeciwciała na smegmę  - dostały się do jego organizmu podczas transfuzji krwi. Naturalnie nie miało to nic wspólnego z infekcją. Gdyby zamiast tego badania, sprawdzono u niego obecność przeciwciał na siano, to być może wartości były by również podwyższone, jeżeli dawca krwi, którą pacjent swego czasu otrzymał, miał alergię sienną.
Nasz potencjalny dawca-pacjent przeżył w momencie diagnozy konfkt typu „krwienie, zranienie“ (związany tematycznie z krwią) i do tego jako wyraz skalania, melanomę…
 
Widać, że nie zawsze potrzebny jest DHS „rewirowy“ czy seksualny, aby wystąpiła szyna-smegma. Wprawdzie występuje on częściej, ale w zasadzie smegma-szyna może towarzyszyć również innym SBS-om.
 
Widzimy to u „kompletnych“ mężczyzn, którzy nie zostali okancerowani przez obrzezanie.
Żydi i muzułmanie, są HIV-seronegatywni, tak długo, jak długo pozostają między sobą, ponieważ są obrzezani (= usunięcie napletka, który po stronie wewnętrznej ma komórki produkujące smegmę). Po usunięciu napletka, wraz z całym splotem nerwowym, co z punktu biologii jest kompletnym bezsensem, mężczyzna nie produkuje smegmy. Żołądź pozostaje praktycznie zawsze sucha. Poza tym, z powodu braku nerwów po dolnej stronie penisa, mężczyzna jest sensorycznie wykastrowany.
 
Z biologicznego okaleczenia, dzięki testowi alergicznemu na smegmę, „naukowcy“ zrobili praktycznie broń przeciwko nieobrzezanym: „HIV-pozytywny“.
Najwidoczniej celowo szukano jakiegoś testu na allergię na męską smegmę  -  jak widać poszukiwania się powiodły. Przez to stworzona została możliwość  „wyeliminowania“ wszystkich nieobrzezanych.
„Odkrywcy“ wiedzą o tym naturalnie. I tak, jak możliwe jest zbadanie czy człowiek reaguje „allergicznie“  na pomarańcze, na siano, na mleko, itd. Tak samo można naturalnie sprawdzić, czy ktoś jest allergiczny na smegmę. W GNM nazywamy taką „alergię“ szyną.
 
Ci sami „naukowcy“, którzy nie chcą rozpowszechniać prawdziwych zależności w powstawaniu raka, byli kreatorami kolejnej śmiercionośnej choroby: „słabości systemu immunologicznego AIDS“, jako uzupełnienie do „śmiertelnych chorób nowotworowych“.
Trzeba nareszcie coś zrobić!
Czy nie powinniśmy powstać i doprowadzić do zakończenia tego przestępstwa?


Źródło: <!-- w -->[url=http://www.germanska-nowa-medycyna.pl]www.germanska-nowa-medycyna.pl<!-- w -->[/url]

O tym, jak diagnoza może zabić!

Krótka informacja dr med. Ryke Geerda Hamera
Już w roku 1986, w momencie gdy kreowanie choroby „AIDS“ przez panikarzy leciało na wysokich obrotach, pisałem w swojej książce "Vermächtnis einer Neuen Medizin", że „AIDS” jest największym szwindlem naszego stulecia i zaistniało z wielu powodów!

Głównym argumentem, który przemawia przeciwko AIDS jako samodzielnej choroby, są rozpoznania wywodzące się z Ontogenetycznego Systemu Nowotworów i chorób Nowotworopodobnych oraz wynikającym z niego Ontogenetycznie Uwarunkowanym Systemie Mikrobów (grzyby, bakterie, wirusy). (3. i 4. Prawo Natury)

Teoria o działaniu „złego“ wirusa, który ma na celu zniszczenie systemu obronnego własnego organizmu, niezależnie od procesów psychicznych i mózgowych (praktycznie jak w probówce) jest absolutnie nie do przyjęcia. Teoria ta daje się łatwo obalić na podstawie moich empirycznych badań na ponad 15.000 pacjentach.

Żelazna Reguła Raka, mówi, że każda tzw. choroba, inaczej Specjalny Program Natury rozpoczyna się w momencie DHS®-u, tzn. w momencie specyficznego, biologicznego szoku  konfliktowego, który w tej samej sekundzie pozostawia, widoczny na komputerowej tomografii, ślad w mózgu, w miejscu, które jest ośrodkiem sterowania konkretnego narządu, powodując na nim różne zmiany, takie jak guzy, porażenia, zmiany funkcji, itd.

Ontogenetyczny System Nowotworów (3. Prawo Natury), które odkryłem w roku 1987, porządkuje wszystkie choroby rakowe i inne choroby według przynależności do trzech listków zarodkowych; entodermy, mezodermy i ektodermy, które wytwarzają się już w pierwszych tygodniach rozwoju embrionu. Każdemu listkowi zarodkowemu przynależy, uwarunkowane rozwojem ewolucyjnym, określona, szczególna część mózgu, określony rodzaj treści konfliktu, oraz dokładnie określona histologiczna  budowa komórki.

Ontogenetycznie uwarunkowany System Mikrobów (4. Prawo Natury) przyporządkowuje mikroby do trzech listków zarodkowych, z czego wynika, że najstarsze mikroby, grzyby i mykobakterie, są odpowiedzialne za endodermę, warunkowo mezodermę móżdżka, ale w każdym przypadku tylko za narządy sterowane przez mózg archaiczny i że młodsze mikroby, a mianowicie bakterie, odpowiedzialne są za mezodermę oraz wszystkie narządy, które z niej powstały i że najmłodsze tzw. mikroby, a mianowicie wirusy, które właściwie nie są prawdziwymi mikrobami, to znaczy, nie są żywymi organizmami, odpowiedzialne są wyłącznie za ektodermę, względnie narządy sterowane przez korę mózgową.

„Odpowiedzialne” oznacza, że każda grupa tych mikrobów „pracuje” tylko w określonej grupie narządów, która posiada tą samą budowę histologiczną, tzn. narządy należące do tej grupy pochodzą z tego samego listka zarodkowego.

Wyjątek stanowi tylko „obszar graniczny” mezodermalnych narządów, sterowanych przez móżdżek, w których „pracują” zarówno (w przeważającej części) mykozy (rodzaj grzybów) i mykobakterie (prątki gruźlicy) oraz (w mniejszym stopniu) bakterie, które zwykle odpowiedzialne są za narządy listka środkowego (mezoderma), sterowane przez łożysko nowego mózgu.

Moment, od którego mikrobom wolno „pracować”, nie jest zależny od czynników zewnętrznych, jak dotąd błędnie domniemaliśmy, tylko wyłącznie od naszego komputera mózgu. Jest to zawsze początek fazy zdrowienia, w momencie rozwiązania konfliktu.

Dwufazowość chorób w przypadku, gdy dojdzie do rozwiązania konfliktu (2. Prawo Natury)
Dotychczas znano w tzw. współczesnej medycynie rzekomo około 1000 chorób. Mniej więcej połowa z nich to tzw. „zimne choroby”, jak np: rak, angina pektoris, stwardnienie rozsiane, niewydolność nerek, cukrzyca, itd. Drugą połowę stanowiły „gorące choroby”, do których zaliczamy między innymi np. reumatyzm stawów, zapalenie nerek, białaczkę, albo choroby infekcyjne, itd.

Znalezione w „chorobych zimnych” mikroby miały zawsze appatogenny charakter (mikroby nie wywoujące choroby). W „chorobach gorących” natomiast znajdowaliśmy zawsze mikroby wysoce infekcyjne”. Myśleliśmy wówczas, że „zaatakowały” one narząd, „poraziły go chorobą”. Myśleliśmy, że przeciwko tej złej armii mikrobów, czy komórek rakowych,  które chcą nas unicestwić, wystarczy zmobilizować armię obrończą naszego organizmu, jakim jest system immunologiczny. To wyobrażenie było błędne – nie było w nim krzty prawdy. Teraz musimy zacząć od początku z naszą Germańską Nową Medycyną!

Jaki to ma związek z AIDS?

W przypadku „AIDS” jesteśmy zainteresowani wirusami. Trzecie Prawo Natury, Ontogenetycznie Uwarunkowany System Mikrobów mówi nam, że również wirusy mają w nim swoje miejsce. One są „odpowiedzialne” za wszystkie narządy pochodzące z zewnętrznego listka zarodkowego, a więc z ektodermy i sterowane są przez korę mózgową nowego mózgu. Jak już wspominaliśmy,  „pracują” one  w tych narządach wyłącznie w fazie zdrowienia.

Objawy występujące w tym czasie to; wagotonia, zwykle gorączka, obrzęk naskórka albo błon śluzowych. Ale tylko w błonach śluzowych zbudowanych z nabłonka płaskiego! Jest rzeczą samo przez się zrozumiałą, że takie widoczne gołym okiem objawy występują bez wyjątku razem z całą masą reakcji we krwi oraz w serum.

Co się tyczy „systemu immunologicznego”, tego rozmazanego, niemożliwego do dokładnego sprecyzowania określenia, którego używa się bez zastanowienia i tak jak leci przy każdej okazji w fazie aktywnej, w fazie zdrowienia, w przypadku raka, w przypadku mięsaka (sarkoma), w przypadku białaczki, czy w przypadku wszystkich „chorób infekcyjnych”, to trzeba powiedzieć, że pasuje ono do dotychczasowej całkowitej niewiedzy o istocie choroby oraz kompletnego braku umiejętności, prawidłowej oceny oraz przyporządkowania całej masy serologicznych i hematologicznych faktów oraz symptomów.

Pod pojęciem tzw. HIV-wirusa, jeżeli on w ogóle istnieje (został nazwany wirusem odpowiedzialnym za „osłabienie systemu immunologicznego”) rozumiano przede wszystkim, że „zarażeni” tą śmiertelną chorobą AIDS umierali z powodu wycieńczenia organizmu i zaniku kości, a więc organizm nie produkował krwi.

Ten sam proces znajdujemy w raku kości, (zanik kości) co jest zanikiem kości szkieletu, i czemu towarzyszy anemia, której przyporządkowany jest konflikt typu „utrata własnej wartości”. W zależności od specyficznego odczucia tego konfliktu mamy lokalizacją zmian w kościach w różnych częściach szkieletu. Podczas fazy zdrowienia takiego konfliktu tworzy się (ponowne uwapnienie) nowa tkanka kostna (kostnina) w miejscach ubytku, któremu towarzyszą objawy białaczki.

Jeżeli choremu na „AIDS” uda się w jakiś sposób podbudować swoją wartość, to w medycynie akademickiej wpada z "deszczu pod rynnę", co oznacza, że  zostaje poddany chemio-pseudoterapii, która kończy się śmiercią chorego.

Właściwie to mógłbym przytoczyć wiele argumentów przemawiających przeciwko „AIDS”, ale w tym krótkim streszczeniu jest to niemożliwe. Dlatego też przedstawiam poniżej tylko niektóre z nich, które wydają mi się być ważne:

nikomu nie udało się zaobserwować obowiązkowej symptomatyki po tzw. infekcji wirusem HIV, jaką zwykle obserwuje się w przypadkach infekcji, np. w przypadku odry, czy różyczki - u pacjentów chorych na AIDS nie znaleziono wirusa HIV.

Do Zespołu nabytego uposledzenia odporności przyczyniają się w dużym stopniu podobno T-limfocyty, które „pożerają” tylko jedną 10-cio tysięczną, a więc tylko „ułamek” wirusa. Całego egzemplarza wirusa nie znaleziono dotąd u żadnego pacjenta chorego na AIDS. Ponieważ nie istnieje żadna symptomatyka, „charakterystyczna dla AIDS”, symptomy są interperetowane w sposób zupełnie dowolny:

Jeżeli pacjent uzyskał negatywny wynik testu na obecność przeciwciał HIV i zachoruje np. na raka, reumatyzm stawów, mięsaka, zapalenie płuc, biegunkę, otępienie, upośledzenie inteligencji, grzybice, gruźlicę, gorączkę, opryszczki (półpasiec) albo wykazuje wiele innych symptomów wskazuących na zaburzenia układu nerwowego, albo zaniki funkcji tego układu, to są to wówczas zupełnie zwykłe  choroby, odpowiadającego dotychczasowym wyobrażeniom.

Jeżeli jednak ta sama osoba miała pozytywny wynik testu na obecność przeciwciał HIV, to  natychmiast wszystkie objawy zalicza się do złośliwych „symptomów AIDS”, czy można by to nazwać „AIDS-przerzutów”, które tylko czyhają na szybką, pełną udręk śmierć, pożałowania godnego pacjenta „chorego na AIDS” .

Najbardziej dziwnym jest fakt, że „AIDS” jako wirusowa choroba infekcyjna (zakłada się że nią jest)  zachowuje się zupełnie inaczej jak wszystkie znane dotąd wirusowe choroby infekcyjne, w których uważa się, że pacjent pokonał infekcję, jeżeli stwierdzi się w nim przeciwciała, tzn. jeżeli test na przeciwciała wypadnie pozytywnie.

Jeszcze bardzie zadziwiającym jest fakt, o którym wspominają  wszyscy badacze tylko na marginesie, a który nikogo do tej pory nie zmobilizował do wyciągnięcia wniosków, jest fakt, że na „AIDS” zachoruje tylko ten, kto wie, że jest HIV pozytywny, albo myśli, że jest pozytywny! Osobliwą rzeczą  jest, że nie znalazł się nikt, kto poszedłby tym śladem i dokładniej zbadał ten zadziwiający fenomen.

Znamy całe narody, które w 100% są HIV-pozytywne i nie są chore. Szympansy, aczkolwiek HIV-pozytywne, nie wykazują nawet jednego symptomu, który wskazywałby na obecność AIDS.

Cała ta historia musi mieć coś wspólnego z psychiką. Dokładnie mówiąc: jeżeli człowiek tylko wówczas zachoruje na AIDS, jeżeli powiedziało mu się, że jego test na przeciwciała HIV jest pozytywny, to czas najwyższy, żeby sobie wyobrazić, co dzieje się w psychice takiego pacjenta, który otrzymuje tak druzgocącą diagnozę z rokowaniem 50% na przeżycie! 

Czyżby nasi lekarze byli tak bezduszni i nie mogli sobie wyobrazić, co dzieje się we wnętrzu pacjenta, konfrontowanego z tak druzgocącą diagnozą? Pacjent ten nie wie przecież, że to wszystko tylko szwindel. Ten biedny pacjent traktuje to, co mówi lekarz na serio.




Źródło:http://www.germanska-nowa-medycyna.pl/AIDS (artykuł) - naukowe oszustwo
 
Zanim zaczniesz czytać poniższy tekst przeczytaj informację na temat domniemanego   "układu immunologicznego" oraz krótką informacją doktora Hamera na temat tzw.AIDS. Dopiero potem przystąp do zapoznawania się z przytoczonym poniżej artykułem.
 
Informacje przeciwników panującej dzisiaj medycyny musimy przyjmować krytycznie, ponieważ nie wiedzą oni nic o  odkryciu doktora Hamera i 5 Prawach Natury. Mimo swojej niewiedzy na ten temat przedstawiają przekonywujące dowody na oszustwo naukowe, które jest realizowane na naszych oczach od ponad 200 lat.
A więc mimo, że autorzy tych krytycznych źródeł nie znają GNM i jej praw, umieszczam  ich artykuły  na naszym portalu. Dla lepszego zrozumienia całego oszustwa ważne jest, żeby przeciętny człowiek zapoznał się z tymi oficjalnie przemilczanymi faktami, które niełatwo znaleźć w literaturze medycznej.
 
Krytycy mówią o chorobach, ale my, znawcy GNM wiemy, że również tzw. "chorób" nie ma, są to jedynie Sensowne Biologiczne Specjalne Programy Natury, albo ich fragmenty...(wykluczając zatrucie,  skrajne niedożywienie oraz wypadki i urazy).
 
 

( źródło: <!-- m -->http://www.tajne.org/forum/read.php?f=1&t=106964<!-- m -->

 
Ta sprawa jest szokująca, dla wielu wprost niewiarygodna, zaprzecza wszystkiemu co wiemy na temat apokaliptycznej choroby końca milenium, AIDS. Dla niektórych może ona stanowić wyjaśnienie ich własnego przypadku, "przygody", która miała zakończyć się tragicznie, która przez swą zapowiadaną, rychłą, nieuniknioną kulminację pozbawiła ich sensu istnienia, a która.... trwa, i trwa, i trwa i wbrew logice rodzi w ich umyśle nadzieję, że może nie wszystko jest stracone, może jest cień szansy na przeżycie jeszcze paru lat, "może jestem wybrańcem losu?!". Taka przygoda, dodajmy, może spotkać KAŻDEGO, nawet jeżeli prowadzimy się po katolicku, wystarczy zrobić sobie test na HIV, badanie, które w wielu przypadkach wykonuje się rutynowo. Jeżeli da ono wynik pozytywny, całe nasze bytowanie ulega zmianie, rozpoczyna się przeżycie, którego ukoronowaniem, w sposób nieunikniony, ma być rychła śmierć. Sądzicie, że Was to nie dotyczy, że Wam się to przydarzyć nie może, bo prowadzicie się bez zarzutu? Nic bardziej mylnego! Posłuchajcie....

Wszystko zaczęło się od pytania, które zadałem w USA pewnemu badaczowi Dr Jamesowi DeMeo: "Dlaczego Magic Johnson nie ma już HIV'a a co za tym idzie nie jest chory na AIDS?" Otrzymana odpowiedź brzmiała jak majaczenie wyznawcy teorii spisku lub sfiksowanego dogmatyka: "Bo przestał się leczyć!", dopiero jej późniejsze rozwinięcie i wyjaśnienie pozwoliło mi zrozumieć, że w jego słowach być może kryła się prawda.

James DeMeo, który jest typowym odszczepieńcem oficjalnej nauki: doktor tajemniczej dziedziny, jak on sam potępionej, wydawca buntowniczego i prowokującego magazynu paranaukowego, samotny badacz żyjący na uboczu, z dala od miasta. Zaczął mówić o AIDS tak, jak o jednej ze swych wielu niezwykłych (a dla wielu opętańczych) misji, a ja czułem się zdezorientowany, gdyż swoboda, z jaką operował terminami medycznymi daleko wykraczała poza jego PhD'owską wiedzę. Przez grzeczność wysłuchałem jego wywodów, bardziej zajęty koreańskim daniem w "doskonałej" restauracji w małym miasteczku, niż wgłębianiem się w treść dysertacji. Była kontestatorska, rzucała na matę współczesną medycynę i początkowo wywołała we mnie nawet poczucie pewnej niechęci do tego, niezwykle przekonująco prezentującego się, człowieka. DeMeo jest geografem, propagatorem i badaczem kontynuującym prace nie uznawanych odszczepieńców nauki. Moja wizyta u niego była związana z tematem jednego z odcinków NDW. Akceptowałem jego ekscentryczne poglądy w zakresie, do którego byłem przygotowany, dzięki moim wcześniejszym poszukiwaniom na temat tajemniczej doktryny, którą się zajmuje, ale AIDS i ta rewolucyjna, samozwańcza teoria zaczynały budzić we mnie niepokój co do jego jakiejkolwiek wiarygodności. I pewnie nigdy więcej bym się nad tym nie zastanawiał, gdyby następnego dnia DeMeo nie wręczył mi egzemplarza książki pt. "Wszystko co uważacie na temat AIDS to nieprawda?" autorstwa Christine Maggiore.

Książka Christine Maggiore, mimo intrygującego i przekonującego wstępu, z łatwością była by przeze mnie zaliczona do klasy tanich sensacji, tworzonych z różnych pobudek (niekoniecznie finansowych) przez sfrustrowanych, odrzuconych na boczny tor wyznawców, nie akceptowanych przez ogół, poglądów. Choć często zajmujemy się podobnymi tematami w NDW, to jednak większość z nich nie posiada jednoznacznych aspektów praktycznych a ich wartość jest najbardziej doceniana przez dość wąskie grono zainteresowanych. W książce Christine Maggiore było jednak coś, co mnie, byłego konsultanta naukowego Hoffmann-La Roche w Polsce, uderzyło. Nie słyszałem do tej pory by w ostatnim dziesięcioleciu którykolwiek z ze zdobywców Nagrody Nobla zwariował, a bez wątpienia szaleństwem było dla laureata tej nagrody napisanie wiele mówiącego wstępu do książki Christine Maggiore, typowej książki drugiego obiegu, która obala i zadaje kłam większości oficjalnych opinii medycznych na temat wirusa HIV i epidemii AIDS. Tak to właśnie KARY MULLIS, Laureat Nagrody Nobla z 1993 roku, otrzymanej za wynalezienie (PCR) łańcuchowej reakcji polimerazy (reakcji pozwalającej na dowolne kopiowanie łańcucha DNA, używanej także jako test na HIV) napisał aforystyczny wstęp i udekorował okładkę tej książki swoim jednoznacznym stwierdzeniem: "Christine Maggiore w sposób zrozumiały dla każdego pisze prostą prawdę o AIDS".

Nie miałem wątpliwości, rzeczywiste autorytety współczesnej nauki nie popełniają głupich pomyłek. Stwierdzenia zawarte we wstępie to wystąpienie przeciw loży autorytetów medycyny i farmacji, przeciw, przede wszystkim, potęgom farmaceutycznym z, jak się później okazało, Glaxo-Wellcome na czele. Dla naukowca związanego z przemysłem farmaceutycznym to podcinanie gałęzi, na której się siedzi. Nie miałem wątpliwości, książka Christine Maggiore, przez sam fakt swojego istnienia w kontekście opinii Laureata Nagrody Nobla oraz naukowców takich jak np. Peter H. Duesberg była frapująca. Musiałem ją przeczytać. Natychmiast, jeszcze w drodze powrotnej do San Francisco, wiodącej przez pustynie Kalifornii zabrałem się do tego. Nie rozczarowałem się.

Nie wierzę w wirusa (Gazeta Wyborcza) 04-06-1993

W USA - jak pisze "Time" - żyje kilkudziesięciu mężczyzn zarażonych wirusem HIV pod koniec lat 70., u których do tej pory nie doszło do rozwoju choroby. Lekarze nie są w stanie stwierdzić, dlaczego tak się dzieje. Być może osoby, u których nie pojawia się AIDS, są właścicielami jakiegoś genu chroniącego ich przed spadkiem odporności? A może są one nosicielami innej, łagodniejszej formy wirusa HIV nie wywołującej choroby?

Przed kilku laty (1987 - 1995) znany amerykański wirusolog Peter H. Duesberg, profesor Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley, wysunął kontrowersyjną hipotezę, że HIV wcale nie wywołuje AIDS. Wykrycie wirusa to wyłącznie zasługa niezwykle czułych metod współczesnej biologii molekularnej. HIV jedynie towarzyszy zespołowi AIDS, jest jego wskaźnikiem, nie zaś przyczyną choroby - powiada Duesberg. Zdaniem wirusologa choroba jest konsekwencją długotrwałego używania narkotyków, licznych transfuzji krwi, a w ostatnich latach bezkrytycznego stosowania... AZT.

Duesberg nie jest szarlatanem i cieszy się uznaniem wśród naukowców. Jego teoria uznająca HIV za łagodnego rezydenta ludzkiego organizmu wywołała jednak ostry sprzeciw wielu badaczy AIDS. Artykułów Duesberga nie chciano przez pewien okres publikować w poważnych czasopismach naukowych. Nie zrażony reakcją kolegów Duesberg uparcie powtarzał: "Ścisła korelacja pomiędzy HIV a AIDS to wyłącznie mit. Gdzie bowiem podziewa się wirus w okresie uśpienia?"

(Do dzisiaj nie ma odpowiedzi na to pytanie. Niektórzy w sposób naukowy próbują przekonywać świat, że wirus HIV siedzi sobie przez dwadzieścia lat w węzłach chłonnych ale póki co nikt go w nich nie wykrył.)

Autorka książki to młoda kobieta, która w 1992 roku, pod namową lekarza zrobiła sobie test na HIV. Było to przy okazji rutynowych badań. Lekarz nalegał, więc się zgodziła, bo nie miała żadnych dolegliwości i żadnych symptomów, nie miała żadnych powodów do obaw, była przekonana, że ten problem jej nie dotyczył. Jakież było jej zaskoczenie, jakież przerażenie kiedy okazało się, że wizyta w laboratorium z rutynowej zamieniła się w krytyczną, że wynik testu był pozytywny. Dalsza jej historia była banalna, każdy zrobiłby to samo: kolejne testy, wizyty u kolejnych specjalistów. Nie zważając na pewną niespójność następujących po sobie wyników Christine Maggiore przyjęła do świadomości tragiczną wiadomość. Choć jej stan zdrowia był bardzo dobry, jej choroba była nieunikniona. Żadna próba podniesienia odporności immunologicznej nie miała być skuteczna, byłaby tylko bezsensownym rozbudzaniem płonnych nadziei, należało jedynie czekać na pierwsze symptomy AIDS i wówczas zacząć przyjmować AZT - lekarstwo o okropnych działaniach ubocznych ale przedłużające życie. Życie, które miało trwać pięć do siedmiu lat, nie dłużej!

Długo trwał jej dramat nim, poprzez typową ewolucję poglądów nieuleczalnie chorego, doszła do odrzucenia proponowanych kuracji i poszukiwań własnej recepty na życie z problemem. Jej witalność, potrzeba działania spowodowała, że włączyła się w nurt ruchu samopomocy chorych na AIDS, jej nieustępliwość i dociekliwość zaś doprowadziła ją do zauważenia tego dziwnego fenomenu: mimo upływu czasu, mimo odrzucenia leków stan jej zdrowia wcale się nie pogarszał. Fenomen taki dotyczył zresztą nie tylko jej, lecz wielu innych, u których wykryto wirus HIV. W odróżnieniu od pozostałych, przerażonych, przygnębionych i przybitych sytuacją, w której się znajdowali, niezdolnych do walki, biernie czekających na nieuniknione, Christine Maggiore zaczęła na lewo i prawo zadawać pytanie "dlaczego"? Dlaczego kolejne testy na HIV przynosiły jakościowo różne rezultaty? Dlaczego choroba nie rozwijała się? Być może zadała to samo pytanie, co ja M.: "Dlaczego Magic Johnson wrócił na boisko NBA i gdzie podział się jego wirus HIV?".

Środowisko z zakłopotaniem przyjęło jej dociekliwość. Nie umiano odpowiedzieć na jej pytania, które budziły niezdrowe nadzieje i burzyły dotychczasowy porządek. Musiała zwrócić się z nimi gdzie indziej. Zaczęła penetrować establishment medyczny i naukowy a wnioski, do których doszła zadały kłam wszystkiemu, co wiedziała i czego sama uczyła członków grup samopomocy AIDS. W 1995 roku założyła własną grupę, która szybko stała się dysydentem ruchu AIDS, propagatorką nowego poglądu na AIDS. Siedem lat po wyroku śmierci, choć jej status HIV jest niezmiennie uważany za pozytywny, nie tylko żyje, cieszy się dobrym zdrowiem, ale wychowuje 2 letniego zdrowego synka, którego poczęła mimo, że jest nosicielem HIV, w sposób naturalny. Czwarty raz wznowiła wydanie swej książki, która jest niekończącą się, wiecznie żywą pracą przynoszącą, jak sama mówi, radość i ukojenie cierpiącym.

Tak, Christine Maggiore choć nie jest lekarzem ani decydentem, jest bez wątpienia dysydentem w zakresie poglądów na AIDS i to dysydentem poważnym, który w niezwykle dojrzały, wprost naukowy sposób podejmuje badania i w oparciu o ich wyniki podejmuje próbę obalenia szkodliwych jej zdaniem poglądów na temat epidemii AIDS, dominujących zarówno w społeczeństwie jak i w kręgach władz sanitarnych USA.

Swoją książkę Christine Maggiore rozpoczyna szeregiem standardowych pytań, na które odpowiedzi wydają się być oczywiste i jako takie stanowią odzwierciedlenie utartych poglądów społeczeństwa (nie tylko amerykańskiego) na temat wirusa HIV i epidemii AIDS. Gdyby te odpowiedzi przyjąć za prawdę Christine Maggiore dawno nie byłoby wśród żywych a gdyby jeszcze jakimś cudem żyła na pewno byłaby dzisiaj ciężko chorą i niezdolną do jakiejkolwiek pracy. Christine Maggiore z iście naukową fachowością, poddała głębokiej analizie naukową wiedzę na temat AIDS, dostępną na przestrzeni ostatnich dwudziestu lat, tj. od początku, od wykrycia syndromu i odkryła sposób, w jaki ewoluowała ona w tym okresie. Ta ewolucja wpłynęła bezpośrednio na rozwój i aktualny status "gałęzi" medycyny zajmującej się AIDS oraz na los tysięcy ludzi, u których wykryto wirusa HIV. Czy kierunek tej ewolucji jest właściwy? Z badań literaturowych przeprowadzonych przez autorkę wynika, że nie. Przeprowadzona analiza przyniosła odpowiedzi, na zadane przez autorkę pytania, sprzeczne z powszechnymi poglądami. Konkluzje, które się nasuwają pod wpływem tej lektury są niezwykle ciekawe, rewolucyjne, a przy tym posiadają praktyczne znaczenie dla chorych i zdrowych członków społeczeństwa.
 
 
Christine Maggiore zagląda głęboko w publikowane artykuły naukowe i znajduje w nich prawdy niedostrzegane przez dziennikarzy prasy codziennej, dociera do artykułów prezentujących wyniki zaprzeczające aktualnym opiniom na ten temat. Opublikowany w World Health Organization „Weekly Epidemiological Record” z 26 listopada 1999 roku raport podaje, że sumaryczna ilość rzeczywiście zdiagnozowanych przypadków AIDS w latach 1981 – 1999 w Południowej Afryce, nowym epicentrum AIDS wynosi 12,825 przypadków. Liczba ta jakby jasnowidząco naśmiewała się z podanej na pierwszej stronie,  przez Gazetę Wyborczą z 19 kwietnia 2001, informacji, że w Południowej Afryce jest 5 mln zakażonych (HIV) osób. Ciekawe kiedy i za co przeprowadzono testy stwierdzające zakażenie? Odpowiedź, podobnie do sposobu, w jaki zbierała informacje Christine Maggiore, można  znaleźć w krótkiej notatce w Gazecie Wyborczej z 21 marca 2001, w której czytamy cytuję „Rząd RPA szacuje, że jeden na dziewięciu mieszkańców tego kraju jest nosicielem wirusa HIV. Prawie jedna czwarta zgłaszających się na badania kontrolne kobiet w ciąży jest zarażona wirusem. W RPA żyje z HIV prawie 5 mlm osób” koniec cytatu. (21 marca wg GW Rząd RPA szacował, a 19 kwietnia Gazeta Wyborcza zatwierdziła ten szacunek jako pewnik). Oto jak z danych szacunkowych tworzy się rzetelną informację. Trudno nie mieć zaufania do prezentowanych przez Christine Maggiore opinii skoro według tej samej Gazety Wyborczej z dnia 6 marca 2001, te pięć milionów nosicieli HIV w RPA może spać spokojnie gdyż cytuję „... w wyniku epidemii w roku ubiegłym w RPA zmarło ponad 250 osób”! Oczywiście Gazeta miała na myśli 250.000 osób, tylko się przejęzyczyła..., albo nieświadomie podała informację z innych, bardziej racjonalnych źródeł. Dla porównania w listopadzie 1998 Reuters donosił z Kenii, że wg szacunków ONZ co trzy minuty umiera Kenijczyk. Tymczasem Christine Maggiore odkrywa w oficjalnych raportach, że w latach 1981 – 1998 w Kenii zdiagnozowano 81,492 przypadki AIDS, z których wiele nadal żyje i czuje się dobrze. Cytowane szacowanie ilości zakażonych HIV ma w Afryce swoją historię. World Health Report 1998 zawarty we wspomnianym powyżej WHO „Weekly Epidemiological Record” z 26 listopada 1999, wykorzystany przez Christine Maggiore w jej analizie podaje, że w 1987 w ówczesnym epicentrum AIDS, Ugandzie WHO szacowało liczbę nosicieli HIV na 1 milion. Dziesięć lat później szacunek WHO pozostał niezmieniony i nadal wynosi 1 milion, choć liczba zdiagnozowanych przypadków AIDS do 1999 roku w tym 20 milionowym państwie wynosi mniej niż 55 tysięcy.
Nie ma sensu przytaczanie tu danych o śmiertelności w Afryce wywołanej innymi chorobami, takimi jak na przykład malaria. Z góry wiadomo, że są one hektyczne w porównaniu z AIDS, ale alarmowanie na ich temat nie zapewnia funduszy państwowych, sponsorów prywatnych i lukratywnych karier naukowych, bądź wpływów z patentów. AIDS zaś to wszystko gwarantuje. Strach jest tak wielki i tak umiejętnie podsycany, że wielu nie próbuje nawet z grubsza ocenić napotykanych informacji tylko przyjmuje je ślepo za pewnik.   

 
Przypisek:
Christine Maggiore zmarła 27 grudnia 2008 roku.
Oficjalne media naturalnie rozgłosiły, że śmierć jej była spowodowana HIV.
U Christine zdiagnozowano zapalenie płuc.
Dlaczego?
Ona i jej rodzina należeli do osób, którym nie wolno było zachorować, bo każdy najmniejszy objaw interpretowany byłby jako następstwa HIV.
Christine 3-letnia córeczka zmarła w 2005 roku w dziwnych okolicznościach (podobno alergia na antybiotyk).
Każdy ze znających Germańską Nową Medycynę (GNM) może sobie wyobrazić jaką maszynerię wprowadziło to w ruch...sądy, media, procesy...
To wszystko nie mogło przejść bez śladu na tej walecznej kobiecie.
Christina miała jeszcze synka. Całkiem prawdopodobne, że przeżyła również strach związany z utratą praw rodzicielskich... 
Prawdopodobne jest również, że Christine od śmierci swojej córeczki, czyli od 2005 roku, aż do 2008 roku,  była w aktywności biologicznego konfliktu. Na pewno rozwiązała ten konflikt, ponieważ zapalenie  oskrzeli w kontekście GNM oznacza Sensowny (celowy) Biologiczny Specjalny Program Natury oskrzeli już w fazie zdrowienia.
Inaczej  nie pojawiłby się „stan zapalny” oskrzeli ... który spowodował zwężenie światła tego ważnego w procesie oddychania organu... biologia była tutaj, tak  jak zawsze, konsekwentna.
Poza tym Christina w tej fazie zdrowienia „faszerowana” była różnymi medycznymi „koktailami”... (6 specified drugs, Meyer's cocktail, vitamin C, and calcium IV)

Trudno jest dzisiaj powiedzieć, co naprawdę zabiło tą dzielną kobietę; te koktaile czy wybujały przebieg fazy zdrowienia...
Ale z pewnością nie był to HIV! 
 
 
 
 (źródło: <!-- m -->http://ciekawi.blox.pl/html/1310721,262 ... tml?392078<!-- m -->)
 
Christine Maggiore dowodzi, że AIDS nie jest nową chorobą. Jest to zbiór 29 znanych chorób i stanów, włącznie z infekcjami drożdży, herpes (opryszczki), biegunką, pewnymi rodzajami zapalenia płuc, odmianami raka, salmonellozą i gruźlicą. AIDS jest różnie definiowany w różnych krajach a definicje te to wsparte o opinie naukowe decyzje administracyjne powołanych do tego urzędów.  W USA AIDS składa się z 28 chorób i jednego symptomu nie mającego charakteru choroby. Wiele mówiąca jest ewolucja definicji AIDS. Nazwa AIDS została nadana grupie znanych chorób i symptomów przez CDC (Centers for Disease Control). Pierwsza definicja z 1983 roku składała się tylko z 12 chorób, trzy rewizje przeprowadzone w latach 1985, 1987 i 1993 rozszerzały jej zakres o odpowiednio 7, 6 i 3 nowe choroby oraz parametr krwi, który nie może być uznany za chorobę: ilość komórek T w stosunku do wszystkich limfocytów – Tcell < 200 lub Tcell < 14% wszystkich limfocytów.
 
Choroby te zwą się AIDS u ludzi, którzy cierpią jednocześnie na chorobę odpornościową zwalczającą białka lub przeciwciała uważane za związane z wirusem HIV. Dodanie poziomu komórek T do listy spowodowało podwojenie liczby chorych z dnia na dzień a fakt, że od 1993 ponad połowa zdiagnozowanych przypadków AIDS w USA nie ma żadnych objawów chorobowych wynika bezpośrednio z tej decyzji. Innym dziwnym zjawiskiem jest fakt, że można otrzymać diagnozę AIDS bez przeprowadzenia kiedykolwiek próby na HIV. Jest ona nazywana diagnozą-domniemaniem. Tysiące ludzi otrzymało w USA taką diagnozę mimo, że jedyną różnicą miedzy zapaleniem płuc i AIDS jest pozytywny wynik testu na HIV, który nie jest do tej diagnozy wymagany. Mając to wszystko na uwadze Christine Maggiore nadaje AIDSAIDS nie jest nowy. Żaden ze stanów nie występuje wyłącznie u nosicieli HIV, zaś wszystkie występują u tych, którzy nosicielami HIV nie są a wszystkie te stany posiadają udokumentowane przyczyny i terapie, które nie mają żadnego związku z wirusem HIV.
 
Christine Maggiore donosi, że nie ma żadnego dowodu na to, że to wirus HIV jest przyczyną AIDS. Wprost przeciwnie dane epidemiologiczne i mikrobiologiczne razem wzięte demonstrują, że HIV nie może powodować nie tylko AIDS ale żadnej innej choroby.

Koncepcja, że AIDS jest powodowany przez wirus nie jest faktem naukowym, tylko przekonaniem, które zostało zaprezentowane przez badacza HIV, dr Roberta Gallo z NIH (National Institute of Health) w 1984 roku. HIV jest retrowirusem, typem wirusa skrupulatnie badanego przez 20 lat w ramach rządowego programu walki z rakiem. Szukano wówczas powiązań między rakiem i wirusami, a ponieważ retrowirusy nie mają mechanizmu komórko – bójczego, a tkanka rakowa rośnie szybko, rozpatrywano taki typ wirusa jako potencjalną przyczynę raka. Jednak zdrowi ludzie żyją w harmonii z niezliczoną liczbą nieszkodliwych retrowirusów; niektórych zakaźnych, innych endogennych, czyli produkowanych przez nasze własne DNA. Jeśli w ogóle, to bardzo niewiele, retrowirusów powoduje choroby u ludzi.
 
Christine Maggiore odkryła, że 23 kwietnia 1984 Gallo wraz z Health and Human Services (Amerykańska Służba Zdrowia) zwołał międzynarodową konferencję prasową i na takim forum (a nie na konferencji naukowej) ogłosił swoje odkrycie nowego retrowirusa określonego jako „możliwa przyczyna AIDS”. Choć Gallo nie przedstawił dowodów potwierdzających jego przypuszczenia HHS natychmiast określiło to jako „kolejny cud amerykańskiej medycyny ... triumf nauki nad śmiertelną chorobą”. Później, tego samego dnia Gallo złożył wniosek patentowy na test na przeciwciała znany jako „AIDSTEST”. Następnego dnia „The New York Times” przemienił propozycję Gallo w pewność donosząc na tytułowej stronie o „wirusie, który wywołuje AIDS”. Przedstawienie naukowej hipotezy mediom, bez podania istotnych danych naukowych, jak zrobił Gallo, to złamanie podstawowej zasady procesu naukowego: najpierw publikacja w czasopiśmie naukowym, dyskusja, krytyka, powtórzenie badań przez innych, dopiero potem ogłoszenie tak przyjętej teorii.
Dane, które Gallo użył by skonstruować swoją hipotezę HIV/AIDS zostały opublikowane dopiero kilka dni później. Zamiast ją popierać artykuł ujawniał, że Gallo nie był w stanie wykryć rzeczywistego wirusa HIV u ponad połowy pacjentów uczestniczących w jego doświadczeniu. W rzeczywistości wykrył go jedynie u 41 % chorych na AIDS. Choć u większości wykrył przeciwciała, same one nie wskazują na aktualną infekcję, a w rzeczywistości stanowią potwierdzenie odporności na nią.

Christine Maggiore twierdzi, że publikacja Gallo nie dostarczyła wiarygodnego wyjaśnienia, w jaki sposób retrowirus mógł powodować AIDS. Gallo sugerował, że HIV niszczył komórki odpornościowe, ale 70 lat badań medycznych wykazało, że retrowirusy nie są zdolne do zabijania komórek, a Gallo nie dostarczył dowodu, że HIV – w odróżnieniu od wszystkich innych retrowirusów – jest cytotoksyczny.

Specyficzne światło na całą sprawę rzuca fakt, o którym nie wspominałbym, gdyby nie pewna istotna okoliczność: okazało się, że Gallo tak na prawdę wcale nie był odkrywcą wirusa HIV, tylko, delikatnie mówiąc, ukradł cudze odkrycie i, jak informuje Christine Maggiore, ogłosił je jako własne. W roku 1983 Dr Luc Montagnier z francuskiego Instytutu Pasteura wysłał Gallo „cząstki retrowirusa” pobrane z węzła chłonnego męskiego homoseksualisty. Trudno w to wprost uwierzyć, ale to prawda, gdyż fakt ten wywołał międzynarodową aferę. Rządy USA i Francji, w drodze negocjacji musiały rozwiązać ten problem i uznać również Montagnier'a odkrywcą tego wirusa. Okolicznością, o której wspomniałem wyżej był fakt, że homoseksualista od którego Dr Montagnier pobrał próbki nie był chory na AIDS!

Powszechne przekonanie jest takie, że skoro lekarze ufają otrzymywanym wynikom testu na AIDS, to tym bardziej powinni im ufać pacjenci. Tymczasem Christine Maggiore informuje, że .... większość ludzi jest zdziwiona gdy dowiaduje się, iż:

charakter kategorii medycznej a nie nowej choroby, podkreślając, że żaden ze stanów zaliczanych do
Coś takiego jak test na AIDS w ogóle nie istnieje. Tzw. test na AIDS nie wykrywa, lub diagnozuje AIDS i nie może wykryć wirusa HIV, uważanego za przyczynę AIDS.
Testy ELISA i WESTERN BLOT, używane powszechnie do diagnozowania infekcji wirusem HIV, wykrywają jedynie interakcję między białkami i przeciwciałami uważanymi za specyficzne dla wirusa HIV - nie wykrywają samego wirusa HIV.
W przeciwieństwie do powszechnego przekonania VIRAL LOAD TEST nie mierzy rzeczywistego poziomu wirusa HIV we krwi.
Wszystkie testy na przeciwciała HIV są wysoce niedokładne. Jedną z przyczyn jest olbrzymia ilość wirusów, bakterii i innych antygenów mogących wyzwolić w systemie immunologicznym produkcję przeciwciał również reagujących z wirusem HIV. Jeżeli przeciwciała wyprodukowane w odpowiedzi na inne infekcje i antygeny reagują z białkami HIV otrzymuje się pozytywny wynik testu. Wiele z tych przeciwciał można znaleźć u zdrowych ludzi, czasem nawet 10 lat po przebytej infekcji, wiele z nich u człowieka wolnego od wirusa HIV da fałszywie pozytywny wynik testu na przeciwciała HIV. Lista czynników cytowanych przez Christine Maggiore jako wywołujące pozytywny wynik testu na przeciwciała HIV zawiera ok. 60 pozycji.
Zagadnienie pewności czy dokładności diagnozowania wirusa HIV jest ważne nie tylko z psychologicznego punktu widzenia.
Nie chodzi jedynie o nasze samopoczucie. Władze sanitarne USA w oparciu o istniejące tam ustawodawstwo, w przypadku wykrycia u nich wirusa HIV, poddają przymusowemu leczeniu (z aborcją włącznie) ciężarne kobiety i ich nowonarodzone potomstwo. Leki używane do tego celu, u tych ostatnich powodują nieodwracalne zmiany upośledzające je na całe życie. Na wielu działaniach amerykańskich wzoruje się prawie bezkrytycznie cały świat, w tym również od pewnego czasu Polska. Skutki tego są łatwe do przewidzenia. Wcześniej czy później takie praktyki zostaną wprowadzone i u nas. Paradoksalnie zła sytuacja finansowa chroni nas przed tego typu praktykami ale na jak długo? Pytanie jest o tyle ważne, że codzienna prasa, szczególnie ta dbająca o duży zbyt, nieustannie przynosi alarmujące informacje o rozprzestrzenianiu się AIDS i wzrastającej liczbie zgonów lub zachorowań. Jednak zastrzeżenia budzą źródła, z których te informacje są czerpane oraz obawa o to czy doniesienia te nie są w sposób bezpośredni lub pośredni sponsorowane przez któryś z koncernów farmaceutycznych produkujących leki na AIDS.
 
 

Christine Maggiore zagląda głęboko w publikowane artykuły naukowe i znajduje w nich prawdy niedostrzegane przez dziennikarzy prasy codziennej, dociera do artykułów prezentujących wyniki zaprzeczające aktualnym opiniom na ten temat. Opublikowany w World Health Organization „Weekly Epidemiological Record” z 26 listopada 1999 roku raport podaje, że sumaryczna ilość rzeczywiście zdiagnozowanych przypadków AIDS w latach 1981 – 1999 w Południowej Afryce, nowym epicentrum AIDS wynosi 12,825 przypadków. Liczba ta jakby jasnowidząco naśmiewała się z podanej na pierwszej stronie,  przez Gazetę Wyborczą z 19 kwietnia 2001, informacji, że w Południowej Afryce jest 5 mln zakażonych (HIV) osób. Ciekawe kiedy i za co przeprowadzono testy stwierdzające zakażenie? Odpowiedź, podobnie do sposobu, w jaki zbierała informacje Christine Maggiore, można  znaleźć w krótkiej notatce w Gazecie Wyborczej z 21 marca 2001, w której czytamy cytuję „Rząd RPA szacuje, że jeden na dziewięciu mieszkańców tego kraju jest nosicielem wirusa HIV. Prawie jedna czwarta zgłaszających się na badania kontrolne kobiet w ciąży jest zarażona wirusem. W RPA żyje z HIV prawie 5 mlm osób” koniec cytatu. (21 marca wg GW Rząd RPA szacował, a 19 kwietnia Gazeta Wyborcza zatwierdziła ten szacunek jako pewnik). Oto jak z danych szacunkowych tworzy się rzetelną informację. Trudno nie mieć zaufania do prezentowanych przez Christine Maggiore opinii skoro według tej samej Gazety Wyborczej z dnia 6 marca 2001, te pięć milionów nosicieli HIV w RPA może spać spokojnie gdyż cytuję „... w wyniku epidemii w roku ubiegłym w RPA zmarło ponad 250 osób”! Oczywiście Gazeta miała na myśli 250.000 osób, tylko się przejęzyczyła..., albo nieświadomie podała informację z innych, bardziej racjonalnych źródeł. Dla porównania w listopadzie 1998 Reuters donosił z Kenii, że wg szacunków ONZ co trzy minuty umiera Kenijczyk. Tymczasem Christine Maggiore odkrywa w oficjalnych raportach, że w latach 1981 – 1998 w Kenii zdiagnozowano 81,492 przypadki AIDS, z których wiele nadal żyje i czuje się dobrze. Cytowane szacowanie ilości zakażonych HIV ma w Afryce swoją historię. World Health Report 1998 zawarty we wspomnianym powyżej WHO „Weekly Epidemiological Record” z 26 listopada 1999, wykorzystany przez Christine Maggiore w jej analizie podaje, że w 1987 w ówczesnym epicentrum AIDS, Ugandzie WHO szacowało liczbę nosicieli HIV na 1 milion. Dziesięć lat później szacunek WHO pozostał niezmieniony i nadal wynosi 1 milion, choć liczba zdiagnozowanych przypadków AIDS do 1999 roku w tym 20 milionowym państwie wynosi mniej niż 55 tysięcy.
Nie ma sensu przytaczanie tu danych o śmiertelności w Afryce wywołanej innymi chorobami, takimi jak na przykład malaria. Z góry wiadomo, że są one hektyczne w porównaniu z AIDS, ale alarmowanie na ich temat nie zapewnia funduszy państwowych, sponsorów prywatnych i lukratywnych karier naukowych, bądź wpływów z patentów. AIDS zaś to wszystko gwarantuje. Strach jest tak wielki i tak umiejętnie podsycany, że wielu nie próbuje nawet z grubsza ocenić napotykanych informacji tylko przyjmuje je ślepo za pewnik.
 
autor: Adam Leszczyński 
 
Przypisek:
Christine Maggiore zmarła 27 grudnia 2008 roku.
Oficjalne media naturalnie rozgłosiły, że śmierć jej była spowodowana HIV.
U Christine zdiagnozowano zapalenie płuc.
Dlaczego?
Ona i jej rodzina należeli do osób, którym nie wolno było zachorować, bo każdy najmniejszy objaw interpretowany byłby jako następstwa HIV.
Christine 3-letnia córeczka zmarła w 2005 roku w dziwnych okolicznościach (podobno alergia na antybiotyk).
Każdy ze znających Germańską Nową Medycynę (GNM) może sobie wyobrazić jaką maszynerię wprowadziło to w ruch...sądy, media, procesy...
To wszystko nie mogło przejść bez śladu na tej walecznej kobiecie.
Christina miała jeszcze synka. Całkiem prawdopodobne, że przeżyła również strach związany z utratą praw rodzicielskich... 
Prawdopodobne jest również, że Christine od śmierci swojej córeczki, czyli od 2005 roku, aż do 2008 roku,  była w aktywności biologicznego konfliktu. Na pewno rozwiązała ten konflikt, ponieważ zapalenie  oskrzeli w kontekście GNM oznacza Sensowny (celowy) Biologiczny Specjalny Program Natury oskrzeli już w fazie zdrowienia.
Inaczej  nie pojawiłby się „stan zapalny” oskrzeli ... który spowodował zwężenie światła tego ważnego w procesie oddychania organu... biologia była tutaj, tak  jak zawsze, konsekwentna.
Poza tym Christina w tej fazie zdrowienia „faszerowana” była różnymi medycznymi „koktailami”... (6 specified drugs, Meyer's cocktail, vitamin C, and calcium IV)

Trudno jest dzisiaj powiedzieć, co naprawdę zabiło tą dzielną kobietę; te koktaile czy wybujały przebieg fazy zdrowienia...
Ale z pewnością nie był to HIV!
« Last Edit: (Mon) 09.03.2015, 11:23:20 by BladyMamut »
“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • WyBudzony
  • *
  • Posts: 2 554
  • Reputacja: +12/-0
Re: AIDS - naukowe oszustwo
« Reply #1 on: (Tue) 08.04.2014, 21:22:33 »
Tomasz Gabiś, Mateusz Rolik

RAPORT O AIDS
Pierwodruk: „Stańczyk. Pismo postkonserwatywne”, 2004, nr 1-2 (40-41).

Źródło: www.tomaszgabis.pl]www.tomaszgabis.pl

SPIS TREŚCI

PRZEDMOWA DO WYDANIA INTERNETOWEGO
WSTĘP
1. PARADOKSY I ZAGADKI PARADYGMATU „HIV = AIDS = ŚMIERĆ”
1.1. Pytania bez odpowiedzi
1.2. Założenia teorii a fakty
1.3. Aktywność chorobotwórcza HIV i charakterystyka wirusa
1.4. Korelacja pomiędzy HIV i AIDS
1.5. Testy na HIV – wyrok śmierci?
1.6. Szczepionka na AIDS
1.7. Każdy jest zagrożony?
1.8. Paradoks prostytutek
1.9. Jak produkuje się liczby?
2. AIDS – ALTERNATYWNE WYJAŚNIENIE
2.1. Nieszkodliwy „wirus-pasażer”
2.2. Dlaczego ludzie chorują na AIDS?
2.3. Leki antyretrowirusowe – cudowna terapia czy śmierć na receptę?
2.4. Infekcja czy intoksykacja?
2.5. Podsumowanie
3. AIDS W AFRYCE – EPIDEMIA, KTÓREJ NIE BYŁO
3.1. Afryka jako „praojczyzna HIV”, czyli nauka w służbie rasizmu
3.2. Wirtualna epidemia
3.3. Prawdziwe przyczyny kryzysu zdrowotnego w Afryce
3.4. Prezydent Thabo Mbeki – nadzieja Afryki?
3.5. AIDS w Afryce jako narzędzie panowania i propagandowy kamuflaż
3.6. Afryki droga do odrodzenia
4. POLITYCZNA HISTORIA AIDS
4.1. Geneza AIDS
4.2. Od Wojny z Rakiem do Wojny z AIDS
4.3. Naukowo-polityczne hipotezy i definicje
4.4. Prawica, lewica i AIDS
4.5. Kampania propagandowo-reklamowa na rzecz AIDS – jej cele i skutki
4.6. Kto się boi „Czarnego Luda”?
4.7. Globalna „epidemia”, globalna panika, globalna władza
4.8. Państwo terapeutyczne i farmakracja
4.9. Nauka na usługach farmakracji
4.10. Przyszłość AIDS
ANEKS
Geje przeciw Przedsiębiorstwu AIDS
BIBLIOGRAFIA

PRZEDMOWA DO WYDANIA INTERNETOWEGO

W roku 2008 minęło ćwierć wieku od „odkrycia wirusa wywołującego AIDS”. Ogłosili to światu w maju 1983 roku na łamach pisma „Science” francuscy badacze Françoise Barré-Sinoussi i Luc Montagnier. Za swoje odkrycie uhonorowani zostali po 25 latach Nagrodą Nobla w dziedzinie fizjologii i medycyny (Amerykanina Roberta Gallo pominięto). W opublikowanym na łamach „Gazety Wyborczej” (02.12.2008) artykule Co dalej z wirusem? Najważniejsze pytania o AIDS Sławomir Zagórski napisał o noblistach: „Ich praca to początek wielkiej naukowej epopei, która trwa do dziś. Epopei pełnej wzlotów i upadków, której stawką było znalezienie sposobu na straszną, początkowo wydającą się wręcz nie do pokonania chorobę. Chorobę, która odmieniła losy naszej cywilizacji. Która kazała nam w inny sposób postrzegać seks. I która po raz kolejny pokazała w ostrym świetle nierówności naszego świata”.
Czy jednak „nauka o AIDS” mogła poszczycić się w ostatnich kilku latach jakimiś innymi, ważnymi odkryciami? Niestety, nie. Z artykułu Zagórskiego dowiadujemy się na przykład, iż „ostatnie szacunki wskazują, że wirus zaatakował człowieka już ok. 100 lat temu”. Ale, dodaje Zagórski, „w jaki dokładnie sposób się to stało – lekarze nie mają pojęcia”. Czyli nie mają pojęcia o rzeczy najbardziej istotnej. Lekarze nie wiedzą też, pisze Zagórski, dlaczego niektórzy z nas nie chorują na AIDS.
Mimo intensywnych i kosztownych badań prowadzonych przez ćwierć wieku, nie udało się stworzyć szczepionki przeciwko wirusowi. Kiedy to nastąpi? Nieprędko, a może nigdy, stwierdza Zagórski, i przypomina, że „ostatnie próby to prawdziwy zimny prysznic. Nie dość, że najnowsza wersja szczepionki w niczym nie pomogła, przyjmujący ją ochotnicy łatwiej zakażali się HIV niż osoby nie szczepione”. Do tej pory nie stworzono lekarstwa, które pokonałoby wirusa HIV do końca. Ciągle jest on niezniszczalny. Jak to ujmuje Zagórski: „siedzi sobie w naszym organizmie, jest mu jak u pana Boga za piecem i może, nie dzieląc się, siedzieć tam w ukryciu latami”.
W ciągu pięciu lat, jakie upłynęły od opublikowania na łamach „Stańczyka” naszego raportu, żaden z problemów, jakie przedstawiliśmy, nie przestał być aktualny, na żadne z pytań nie znaleziono odpowiedzi, żadna zagadka nie została rozwiązana. Jest tak, jakby „nauka o AIDS” dreptała w kółko, nie czyniąc żadnych postępów. Czy można temu zaradzić? Zagórski uważa, że tak: „w dziedzinie badań nad AIDS potrzeba »świeżej krwi«, tj. nowych, młodych ludzi, a także nowych, niekonwencjonalnych pomysłów”. A przecież ludzi z nowymi, niekonwencjonalnymi pomysłami nie brakuje, że wymienimy choćby Petera Duesberga, Davida Rasnicka, Roberta Giraldo, Clausa Koehnleina, Roberta Roota-Bernsteina, Eleni Papadopulos-Eleopulos, Harry’ego Rubina i innych bohaterów naszego raportu. Niestety, do dziś nie skorzystano z ich pomysłów, a nawet ich poważnie nie przedyskutowano. Warto więc zatem jeszcze raz je przypomnieć z nadzieją, że wniosą nieco ożywczego powietrza do mocno już skonwencjonalizowanych debat o AIDS.

Tomasz Gabiś, Mateusz Rolik
Wrocław, styczeń 2009.

WSTĘP

W tym roku minęły dwadzieścia trzy lata od chwili, kiedy na świecie pojawiła się nagle nowa groźna choroba, która otrzymała nazwę AIDS i uznana została za największe niebezpieczeństwo dla rodzaju ludzkiego od czasu średniowiecznej „Czarnej Śmierci”. Mimo iż wydawać by się mogło, że powiedziano już o niej wszystko i ustalono bezspornie przyczyny, przebieg i konsekwencje choroby, to dyskusja na jej temat wcale się nie zakończyła. Tyle tylko, że dyskusja ta w niewielkim stopniu przenika do tzw. opinii publicznej, gdyż toczy się na skraju głównego nurtu „nauki o AIDS”, a jedna z jej stron może prezentować swoje tezy i argumenty prawie wyłącznie w książkach, do których trudno dotrzeć, w niskonakładowych specjalistycznych czasopismach naukowych, na łamach innych, nieomal „podziemnych” czasopism lub na stronach internetowych.
Czy może dziwić fakt, że „kwestia AIDS” nadal wzbudza kontrowersje, skoro wybitna wirusolog, uczennica współodkrywcy wirusa HIV Luca Montagniera, francuska uczona prof. Christine Rouzioux przyznała: „Na jakiej zasadzie wirus potrafi przechytrzyć nasz układ odpornościowy, tego wciąż nie rozumiemy” (zob. dyskusja: Jak zatrzymać AIDS?, „Gazeta Wyborcza”, 30 listopada – 1 grudnia 2002). Innymi słowy, uczeni nie potrafią odpowiedzieć na kluczowe pytanie: „W jaki sposób wirus powoduje AIDS?”.
Ale czy wiemy, dlaczego nie wiemy, w jaki sposób HIV powoduje AIDS? Prof. Rouzioux upatruje przyczyny w tym, że „HIV to bardzo inteligentny, przewrotny zarazek”. Taka odpowiedź miałaby sens, gdyby uczona potrafiła odpowiedzieć na nasuwające się kolejne pytania: co sprawia, że jest on taki „przewrotny i inteligentny”, jaka jest natura tej inteligencji, skąd wzięła się ta „przewrotność” wirusa? etc., etc. Niestety, uczona na te pytania odpowiedzi nie zna. Można zatem powiedzieć, że przez 20 lat uczeni od AIDS nie ruszyli z miejsca, wciąż są na początku drogi. Czyż nie należałoby więc zapytać o przyczyny tej naukowej porażki? Być może tkwią one w tym, że główne założenia, na jakich zbudowana jest „nauka o AIDS”, są fałszywe. Może to tym założeniom należy się raz jeszcze przyjrzeć i krytycznie je przeanalizować? Za taką analizą opowiadają się m.in.: dr Peter Duesberg – profesor biologii molekularnej na Uniwersytecie Berkeley, dr Gordon Stewart – emerytowany profesor epidemiologii z uniwersytetu w Glasgow, dr Harvey Bialy – redaktor pisma „Bio/Technology”, dr Robert Giraldo – specjalista od chorób wewnętrznych, tropikalnych i infekcyjnych, dr Heinz Ludwig Sänger – emerytowany profesor biologii molekularnej i wirusologii, były dyrektor Wydziału Badań Wirusologicznych w Instytucie Maxa Plancka, dr Walter Gilbert – profesor biologii molekularnej, laureat Nagrody Nobla w dziedzinie chemii w 1980 roku, dr Andrew Herxheimer – emerytowany profesor farmakologii w Cochrane Center w Oxfordzie, dr David Rasnick – biochemik z Uniwersytetu Berkeley, dr Serge Lang – profesor matematyki Uniwersytetu Yale, dr Charles Thomas – biolog molekularny pracujący wcześniej na Harvardzie, dr Richard Strohman – emerytowany profesor biologii komórkowej Uniwersytetu Berkeley, dr Alfred Hässig – emerytowany profesor immunologii na uniwersytecie w Bernie, były dyrektor banków krwi Szwajcarskiego Czerwonego Krzyża, dr Etienne de Harven – profesor patologii na uniwersytecie w Toronto, dr Karry Mullis – biochemik, laureat Nagrody Nobla w dziedzinie chemii w 1993 roku, dr Eleni Papadopulos-Eleopulos z Wydziału Fizyki Medycznej w Royal Perth Hospital, dr Robert Root-Bernstein – profesor fizjologii na uniwersytecie stanowym Michigan, dr Harry Rubin – profesor biologii molekularnej i komórkowej na Uniwersytecie Berkeley, dr Bernard Forscher – były redaktor „Proceedings of the National Academy of Sciences”.
Niniejszy raport w żadnym razie nie rości sobie pretensji do tego, aby rozstrzygać skomplikowane kwestie naukowe związane z AIDS. Pragniemy jedynie udzielić głosu tym naukowcom i publicystom, którzy kwestionują obowiązujące dziś powszechnie teorie. Czynimy tak nie po to, aby namawiać do bezkrytycznej akceptacji ich (hipo)tez, ale po to, żeby poszerzyć pole poznawczego widzenia tym wszystkim, którzy interesują się AIDS i problematyką z nim związaną.
W dwóch pierwszych rozdziałach referujemy w skrócony i nadzwyczaj uproszczony sposób tezy i argumenty „dysydentów”, odsyłając zarazem tych Czytelników, którzy chcieliby się z nimi lepiej zapoznać, do publikacji wymienionych w bibliografii. Pomijamy przy tym dyskusje i polemiki wewnątrz „obozu dysydentów” – o ile bowiem zgodni są oni co do tego, że obowiązujący w „nauce o AIDS” paradygmat jest błędny, o tyle różnią się w innych kwestiach, takich jak istnienie i rola wirusa HIV, natura „AIDS”, hierarchia przyczyn wywołujących załamanie odporności itp. Skupiamy się na klasycznej już dziś, najlepiej znanej i najbardziej „umiarkowanej” teorii związanej z nazwiskiem profesora Petera Duesberga, skrótowo przedstawionej w artykule Petera Duesberga, Clausa Koehnleina i Davida Rasnicka zatytułowanym Chemiczne przyczyny różnych epidemii AIDS: narkotyki, antywirusowa chemioterapia i niedożywienie (The chemical bases of the various AIDS epidemics: recreational drugs, anti-viral chemotherapy and malnutrition), opublikowanym w czerwcu 2003 roku na łamach „Journal of Biosciences” – piśmie wydawanym przez Indyjską Akademię Nauk. Traktujemy medyczno-naukową część raportu jako punkt wyjścia i podstawę do rozważań o AIDS w szerszym kontekście: politycznym, społecznym, ekonomicznym i psychologicznym. Przy czym, z oczywistych powodów, zajmujemy się przede wszystkim sytuacją w Stanach Zjednoczonych i Europie Zachodniej, poświęcając osobny rozdział Afryce.
Zdajemy sobie sprawę z tego, iż debata o AIDS nie jest debatą łatwą, że dyskurs o AIDS, niezwykle silnie zakorzeniony w uczuciach i interesach, obejmuje kwestie wykraczające daleko poza terytorium, na którym odbywa się spokojna wymiana racjonalnych, naukowych argumentów. Jak pisał brytyjski publicysta Neville Hodgkinson, AIDS stał się z jednej strony ikoną strachu reprezentującą rozpad egzystencji, chorobę i śmierć, a z drugiej – symbolem jedności, współczucia i nadziei, sztandarem, pod którym lekarze i naukowcy – ci kapłani naszych czasów – mogą mobilizować dobroczynne energie do walki z wrogiem ludzkości zdobywając dla tej walki poparcie wszystkich ludzi dobrej woli. Jednak fakt, że kwestia AIDS jest tak silnie nacechowana emocjonalnie, nie może być powodem do przemilczania argumentów wysuwanych przez mniejszość podważającą intelektualną hegemonię sprawowaną przez większość i do przesłaniania sobie oczu czerwoną wstążką, którą nosi „Zeitgeist”.
Zauważamy pewien paradoks: otóż owa dominująca większość nazywa niewielką, choć złożoną z naukowców o wysokich kwalifikacjach, grupkę oponentów „zwolennikami teorii płaskiej Ziemi”. Przed wiekami taka sama niewielka grupka upierała się przy absurdalnym dla większości poglądzie, że Ziemia jest kulista. Dziś mielibyśmy sytuację taką, że olbrzymia większość – od szarego pożeracza wiadomości telewizyjnych i nagłówków w gazetach codziennych począwszy, a na aktorach, piosenkarzach, pracownikach masowych mediów, profesorach uniwersytetów, posłach, ministrach, premierach i prezydentach skończywszy – to wyznawcy idei niekonwencjonalnych, twórczych, oryginalnych, które nie leżą w interesie potężnych i wpływowych grup i instytucji polityczno-finansowo-naukowych, zaś grupka dysydentów to ludzie o przeciętnych umysłach, bez wyobraźni, podążający utartymi ścieżkami myślowymi, widzący tylko to, co mają przed oczyma, i broniący potocznych przekonań i wyobrażeń, które zatem winny być zgodne z interesami owych grup i instytucji. Trzeba uczciwie przyznać, że odczuwamy pewien wewnętrzny opór przed zaakceptowaniem takiego ujęcia stosunków pomiędzy większością a mniejszością. Jednak opór ten absolutnie nie oznacza, iż, nie godząc się na „demokratyzację nauki” i rozstrzyganie naukowych sporów na zasadzie „wygrywa ten, kto ma większość głosów”, wyznajemy tym samym absurdalną opinię, że mniejszość ma z zasady rację.
Nie uważamy również, że wywoływanie przez czyjeś poglądy oburzenia lub nawet „odrazy”, a tak jest niekiedy w przypadku omawianych niżej poglądów, stanowi gwarancję ich prawdziwości („Skłaniam się raczej ku pesymistycznemu poglądowi, a nawet coraz bardziej to podejrzewam, że jeśli jakiś pogląd budzi odrazę, to zapewne rzeczywiście jest prawdziwy”, Ernst Gellner, Postmodernizm, rozum i religia, Warszawa 1997, str. 74). Ale sądzimy, że poruszająca się na marginesie dominującej „nauki o AIDS” mniejszość powinna zostać wysłuchana, gdyż to margines jest, jak pisał Emil Cioran, naturalnym terenem poznania (Brewiarz zwyciężonych, Warszawa 2004, str. 66).
Umberto Eco zauważył, że „funkcja intelektualna polega na wynajdywaniu wątpliwości i ujawnianiu ich” (Pięć pism moralnych, Kraków 1999, str. 11). Czyż prezentowani w naszym raporcie naukowcy i publicyści nie pełnią tej właśnie funkcji? Jesteśmy zatem przekonani, że ich poglądy zasługują na to, aby je poznać i przemyśleć.

Pełna treść artykułu: http://www.tomaszgabis.pl]www.tomaszgabis.pl
« Last Edit: (Mon) 18.08.2014, 00:48:15 by BladyMamut »
“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • WyBudzony
  • *
  • Posts: 2 554
  • Reputacja: +12/-0
Odp: AIDS - naukowe oszustwo
« Reply #2 on: (Mon) 18.08.2014, 00:49:24 »
AIDS-wyjątkowo świńska grypa? cz.1.

Tak się porobiło,że wszelkiego rodzaju akcje nie mają na celu wyłącznie pomagania komuś tam,ale zwykle „coś oprócz tego”.Pół biedy,jeżeli pomoc chociaż w części trafia po pierwsze:bezpośrednio do potrzebujących,po drugie-potrzebujący naprawdę są potrzebującymi,po trzecie-powód istnieje,co nie jest jednoznaczne z punktem drugim,jak można by mylnie uważać.

Fakt,świat jaki jest,każdy widzi:tu zarazy,tam cholery ;-),tu powodzie a gdzie indziej susza.Tylko,jakby tego było jeszcze za mało,człowiek w swej perfidii wynajduje coś jeszcze,czym mógłby sekciarsko wręcz pożonglować. Przeważnie jest to coś,czego inni boją się najbardziej,a więc choroby.Ostatnim przykładem jest grypa -teraz już kozia,bo w Holandii wybito 40 ooo kóz,coby się „wirus” nie przeniósł (chyba na organizatorów paniki),ale w jej temacie zrobiono wystarczająco i to nie tylko w necie (bo nie zapominajmy że kontakt między ludźmi jest ważny i pożądany),aby się zajmować tym,co było.

Wprawdzie o AIDS było tu i ówdzie wspomniane,że „to nie całkiem tak” i ” nie całkiem w ogóle”,ale jakoś ciiii…..sza panuje nad tym tematem,za to organizowane są akcje „szerzenia świadomości o AIDS”….No to ja sobie też świadomość poszerzę-pomyślałam i sprawdziłam,czy coś się w tej mierze zmieniło,bo a nuż jednak wirus HIV się znalazł….  gdziekolwiek;-)

Zanim potępią mnie państwo za znieczulicę dotyczącą milionów chorych Afrykańczyków,proszę najpierw zapoznać się ze źródłami pomocy dla Afryki oraz jej jakością a zrozumieją państwo,dlaczego Afryka głoduje,choruje i -NA CO choruje naprawdę.

To,że Czarny Ląd wydaje się być doświadczalnym terenem wielu koncernów farmaceutycznych,nie powinno akurat budzić zdziwienia.Wątpliwości musi uruchomić pytanie,dlaczego,jeżeli od kilkudziesięciu lat płynie tam tyle pomocy,ciągle jest źle?I dlaczego są miejsca,w których źle nie jest a są i takie,w których jest najgorzej od wielu lat?

Te pytania polecam Państwu niekoniecznie do poduszki,bo sny nie będą sympatyczne.Zajmę się tylko króciutko tematem AIDS,gdyż rozbawiła mnie ostatnio jedna z firm twierdząca,że substancje zawarte w zielonej herbacie-EGCG,czyli epigallocatechin galate (galusan epigallokatechiny)  są świetnym lekarstwem na AIDS.Zieloną herbatę uwielbiam i wiem-a nawet jestem przekonana,że substancje w niej zawarte są doskonałym stymulatorem systemu immunologicznego,a więc naturalnie rzecz biorąc pomagają przezwyciężać zaburzenia w organizmie.Niektórzy uparcie nazywają pewne substnacje przeciwnowotworowymi,ja mówię po prostu:wspomagają nasz system odpornościowy,więc nowotworom trudniej się tam zagnieździć a jak już,to łatwiej je stamtąd wykopać.Zresztą-wszystkim,którzy twierdzą,że lekarstwo na raka nie istnieje,bo „nikt nie dostał za to Nobla”,roześmieję się w twarz i polecę najpierw przyjrzeć się laureatom tejże nagrody w dziedzinie medycyny,za co naprawdę je otrzymali,po drugie-czy ktoś naprawdę uważa,że przemysł czeka na lekarstwo,które pomogłoby zniszczyć biznes zwany rakiem,po trzecie wreszcie -czy uważacie,że nie ma metod ani substancji pomagających zwalczyć nowotwory naturalnie oraz czy myślicie,że prowadząc wyniszczający tryb życia,jedząc byle co,łykając (ew.dając sobie wstrzykiwać) substancje nieobojętne dla organizmu i żyjąc byle jak,nie hodujecie przedwczesnej śmierci?O nowotworach w następnych wpisach i proszę wszystkich chorych,aby nie poddawali się nigdy,przenigdy,bo często i  w dużej mierze do nich należy wybór a lekarstwa macie często pod ręką-przede wszystkim Wasz własny mózg.

Teraz chwilę o AIDS,ponieważ nie wytrzymałam propagandy innej firmy,mówiącej z kolei o „nowym wspaniałym”-oczywiście wyniszczającym organizm syntetycznym „leku”-no jasne,że drogim.Przecież życie kosztuje.

Mottem do tego wpisu powinny być słowa dr Roberta Gallo,z podręcznika nawiasem mówiąc-„Virus Hunting”-a przy okazji-właśnie ów doktor rozpowszechnił hipotezę,że HIV wywołuje AIDS,po czym….opatentował test na wykrywanie przeciwciał.Prawda,że dobry człowiek?Oto i złotouste zdanie doktora:

„Czasami bywa tak,że my,wirolodzy,mamy wirus i szukamy choroby,którą on wywołuje”.

A co,jeżeli nie ma i wirusa?Trzeba go wynaleźć( w tym przypadku chodzi o retrowirusa).Nawet jednak,jeżeli wynajdziemy,niekoniecznie będzie on chciał wywołać jakąkolwiek chorobę.Co wtedy?Namęczyliśmy się,prawie weszliśmy do historii medycyny (w większości jakże niechlubnej)a tu TEN ….nic.No to szukamy najpopularniejszych chorób występujących najlepiej na terenach biedy,gdzie nikt nie zada sobie trudu,aby poddawać w wątpliwość nasze odkrycia,bo wiadomo,bieda to choroby i już,mamy nową cywilizacyjną zarazę.Zaiste.Przebieramy więc w choróbskach,ale nic nie wygląda na nowe,choć tak się staraliśmy od czasu do czasu wypuścić coś z laboratoriów,żeby się pobawić w Boga….znajdujemy co najwyżej mutacje znanych schorzeń.Ale od czego inwencja.Zbieramy objawy,dopasowujemy nazwę i buch,robimy akcję.

W skrócie-AIDS wg pierwotnej definicji z 1983 roku zawierał w sobie zespół 12 chorób,m.in.drożdżaki,nudności, chłoniaki mózgu,opryszczkę,aspergilozę….prawda,że straszne.W 1985 definicję rozszerzono o histoplazmozę,drożdżaki płuc i in.-w sumie o 7.Rok 1987 przyniósł kolejne poszerzenie terminu obejmującego AIDS o gruźlicę,encefalopatię,zespół wyniszczenia i in.-o sześć.1993 -doszły trzy oraz tzw.jeden czynnik niechorobowy.(Dane z „AIDS:The Good News Is HIV Doesn’t Cuase It,Health Action Press,P.Duesberg,J.Yiamoyuannis,1995 oraz US Centers for Disease Control).Wniosek:termin AIDS obejmuje 29 chorób.Hipoteza mówi o tym,że spowodowane jest przez retrowirus HIV upośledzający system odpornościowy.Pomijając trudności z wyizolowaniem rzeczonego sprawcy-czy naprawdę potrzeba wirusa,aby system odpornościowy upośledzić?Jeżeli prześledzimy powody powstawania wszystkich z 29 chorób obejmujących AIDS,można z czystym sumieniem stwierdzić,że równie dobrze można na nie zachorować bez żadnego wirusa,pomijając już „drobny” fakt,że możemy sobie obniżyć odporność bez infekcji ani kontaktów z czyjąkolwiek krwią.A teraz wejdźmy na jakąkolwiek stronę informującą o „lekach” na AIDS i przyjrzyjmy się im dobrze.Jako,że parę ludzi dokonało tego przeglądu za nas,możemy się przyjrzeć i ich zdaniu:www.arv-facts.com./main.html

Jak państwo sądzą,dlaczego Narodowy Instytut Zrowia określa AIDS „narzędziem badawczym”?(NIH and NIAID  Report  The Relationship between AIDS and HIV).

Skąd w „New African” artykuł pod tytułem „Czy rzeczywiście 26 milionów Afrykańczyków umiera na AIDS?Największe kłamsto stulecia w krzyżowym ogniu (pytań).”

Dlaczego na opakowaniu testów jest napis:”Test nie jest uznanym standardem wykrywania na ustalenie obecności lub też nieobecności przeciwciał we krwi ludzkiej.Specyfikacja testu oparta była diagnozach klinicznych oraz na przypadkowych osobach testujących”.

Następnym razem,kiedy ktoś będzie usiłował zarazić państwa najzjadliwszym wirusem (być może jedynym naturalnym,który naprawdę wywołuje choroby) świata-paniką,strachem przed NIEZNANYM,powiedzcie mu:”A kto na tej panice skorzysta?”I koniecznie to sprawdźcie.

A…. strach osłabia m.in. system odpornościowy,więc zamiast się bać,wypijcie kolejną filiżankę zielonej herbaty:-)

Źródło: naturalhealthconsult.wordpress.com
“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • WyBudzony
  • *
  • Posts: 2 554
  • Reputacja: +12/-0
Odp: AIDS - naukowe oszustwo
« Reply #3 on: (Mon) 27.04.2015, 12:01:36 »
Dr Robert Willner Injects "HIV" into himself on TV [ang]
https://www.youtube.com/watch?v=tQCKb1JV-4A

AIDS to nowa nazwa na 25 chorób, które występowały od zawsze. Zespół nabytego niedoboru odporności jest opisywany w książkach już od 90 lat, a jego główne przyczyny to:
* Niedożywienie i głód
* Leki i narkotyki
* Promieniowanie
* Chemioteria

December 7th 1994 Hollywood Roosevelt Hotel, Greensboro, N.C.,
Dr Willner (a medical doctor of 40 years experience) an outspoken whistleblower of the AIDS hoax.

infront of a gathering of about 30 alternative-medicine practitioners and several journalists, Willner stuck a needle in the finger of Andres, 27, a Fort Lauderdale student who says he has tested positive for HIV. Then, wincing, the 65-year-old doctor stuck himself.

In 1993, Dr. Willner stunned Spain by inoculating himself with the blood of Pedro Tocino, an HIV positive hemophiliac. This demonstration of devotion to the truth and the Hippocratic Oath he took, nearly 40 years before, was reported on the front page of every major newspaper in Spain. His appearance on Spain's most popular television show envoked a 4 to 1 response by the viewing audience in favor of his position against the "AIDS hypothesis." When asked why he would put his life on the line to make a point, Dr. Willner replied: "I do this to put a stop to the greatest murderous fraud in medical history. By injecting myself with HIV positive blood, I am proving the point as Dr. Walter Reed did to prove the truth about yellow fever. In this way it is my hope to expose the truth about HIV in the interest of all mankind."

He tested negative multiple times.
He died of a Heart attack 4 months later 15th April 1995

------------

THE FACTS (The Real Truth)
I.         AIDS is caused by drugs and malnutrition (starvation) and the virus has nothing to do with it.
II.      The test for HIV is completely inaccurate, predicts nothing, and can cause severe illness through intense fear.
III.   AZT, the main drug used in treatment, causes AIDS.
The brainwashing has been so incredibly effective that your first impulse will be to think that this book is the product of one of those ridiculous tabloids. However, everything in this book is factually documented. Many of the best and brightest scientists now condemn the AIDS deception and it originators.
The perpetrators of the AIDS fraud are named. They dare not sue their accusers and go to court because their crime would be exposed and their growing tens of millions of dollars in profit would dry up. They have cleverly involved thousands of individu­als and corporations, most of whom are decently motivated, in their despicable scheme. Worse, they have millions of scientists and physicians who, relatively ignorant in their arcane science, trust­ingly accept the deluge of fabricated, sophisticated, and wildly pseudo-scientific speculations as scientific fact. Then, with an army of duped and believing scientist followers, they back up their atrocious scam with the idiotic proposition that the proof of the AIDS hypothesis lies in the fact that so many believe in it.
Although 60 thousand papers have been written with money obtained from AIDS grants, not one of those papers proves scien­tifically that the virus causes AIDS.
The original papers UPON which the AIDS hypothesis was based are a sorry pretense of scientific investigation, based on the worst kind of circumstantial evidence and then presented to the scientific community and the world as proven facts.


The major perpetrator of the scam, Dr. Robert Gallo, has been found guilty of "scientific misconduct," an interesting euphemism for scheming, lying thievery. When finally brought to trial for his real crime, his defense will undoubtedly be that the AIDS hypoth­esis has never been anything but an hypothesis, and thus he will try to escape responsibility.
The facts of this sordid affair, if justice prevails, should convict him of criminal negligence, fraud and manslaughter. The monies that have been wasted in misdirected research, criminally negligent double-blind studies, fraudulent deadly therapy, invalid testing, and illegitimate profiteering, could eradicate the real AIDS from our planet.
After reading this book, some of you will, because of a ten-year media blitz of misinformation, still ask the question, "Then why are so many people dying of a disease we never heard of before?"
The answer:
I.                     AIDS is simply a new name for 25 diseases that have always existed.
II.       The causes of acquired immune deficiency have been listed in medical texts for over 70 years. They are, in order of impor­tance: malnutrition (starvation), drugs, radiation, and che­motherapy.
III.          It appeared to be an epidemic at first, because the drug-addicted segment of the gay population began to suffer the effects from years of drug use. They became an identifiable group when they came out of the closet just prior to the
"epidemic".
IV.    AIDS in Africa is what it has always been slow starvation and malnutrition and it hasn't changed at all, except for the name. Simply compare any AIDS patient with the appearance
of a crack cocaine baby or the horrible television pictures of starving Somalians, or prisoners in the concentration camps of Bosnia-Herzgovena and Nazi Germany. The epidemic in Africa simply does not exist. It has been an invention based on completely false information provided by indigent families seeking funds from charitable agencies and also by AIDS workers seeking to protect lucrative jobs. The statistics re­leased are all unverified estimates that have proven to be 91% wrong.
V.             Hemophiliacs get AIDS in small numbers because of additives and contaminants in their frequent blood transfusions. This book gives you proof it is not HIV.
VI.          AZT, a drug so toxic that it was discarded as a treatment for cancer, and which causes AIDS, is being given to individuals because they tested positive for antibodies to an innocent virus. They will die of an acquired immune deficiency caused by AZT and many of them are perfectly healthy!

http://www.whale.to/c/willner_deadly_deception.html
http://www.virusmyth.com/aids/hiv/rwcall.htm
“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • WyBudzony
  • *
  • Posts: 2 554
  • Reputacja: +12/-0
Odp: AIDS - naukowe oszustwo
« Reply #4 on: (Sun) 26.07.2015, 01:44:43 »
House of Numbers: anatomia epidemii AIDS [napisy pl]
https://www.youtube.com/watch?v=DnZMzDsXw8U

Świat bez HIV/AIDS może być bliżej niż myślisz...
Kanadyjski twórca filmowy Brent Leung, w swoim przełomowym filmie ujawnia alarmujące informacje, kwestionujące oficjalną wersję HIV i AIDS.
„House of Numbers" nie jest filmem „z obrzeży", przedstawiającym opinie rodem z teorii spiskowych. Jest przejrzystym zbiorem wywiadów z niektórymi spośród wybitnych światowych wirusologów i naukowców - laureatów nagrody Nobla, włączając w to byłych ekspertów z CDC (Centers for Disease Control and Prevention), WHO i UNAIDS (The United Nations Joint Programme on HIV/AIDS). Wielu z nich po raz pierwszy wypowiedziało się przeciwko konwencjonalnej mitologii AIDS przed kamerami.
Wśród osób, z którymi przeprowadzono wywiad, są: dr Robert Gallo, dr Luc Montagnier, dr Michael Gottlieb, dr Joe Sonnabend, dr Kary Mullis, James Curran, dr Peter Piot, dr James Chin, dr Peter Duesberg i wielu innych.
Film ten zdobył nagrodę dla najlepszego filmu dokumentalnego, oraz wiele innych, na wielu festiwalach, gdzie był wyświetlany.
“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • WyBudzony
  • *
  • Posts: 2 554
  • Reputacja: +12/-0
Odp: AIDS - naukowe oszustwo
« Reply #5 on: (Thu) 13.08.2015, 16:21:34 »
Dr Robert Willner wstrzykuje sobie HIV w TV [1994] - napisy PL
https://www.youtube.com/watch?v=ccbvfkxMbQU

Poniżej kilka fragmentów z prelekcji Willnera:

Ponieważ to nie jest pierwszy raz, kiedy kłuję się publicznie, robiłem to już kilka razy, dobrze wiem, co potem trafia do gazet. Dlatego przed rozpoczęciem chciałbym wyjaśnić parę kwestii zanim w ogóle zacznę. Chciałbym, żeby było bardzo jasne, że popieram odpowiedzialny seks.Nazywam to odpowiedzialny seks, ponieważ ma on o wiele szerszy zakres niż koncept ‚bezpieczny seks’.
W okresie czasu, kiedy szczególnie młodzież żyjąca w tym kraju jest zastraszona AIDS,
rzekomo śmiertelną chorobą, jako konsekwencją nieodpowiedzialnego zachowania seksualnego, zapomina się przypadkach chorób wenerycznych, czy dzieciach urodzonych poza małżeństwem i korzyści jakie daje małżeństwo.
Ale nie o AIDS to naprawdę interesujące.
Najwidoczniej, nie ma to wpływu na zachowanie seksualne młodych ludzi.
Nawet przez chwilę nie myślałem, że może nie mieć.

Tylko jedna rzecz może wpłynąć na zachowanie seksualne.
Jest to zrozumienie odpowiedzialności jaka związana jest z seksem.
Po pierwsze: masz do czynienia z uczuciami, emocjami oraz życiem drugiego człowieka, kiedy rozpoczynasz związek seksualny.
Po drugie: Możesz również mieć kontakt z sześcioma chorobami wenerycznymi.
Po trzecie: Może zdarzyć się niechciana i nieplanowana ciąża.
Są to bardzo ważne i poważne rzeczy do przemyślenia.
Brak odpowiedzialności i rozumu w tym obszarze może prowadzić do nieopisanego cierpienia drugiego człowieka oraz pociągnąć za sobą niewyobrażalne koszty.
Wiec niech nikt nie twierdzi, że popieram nieprzemyślany seks.
Jednak jestem przeciwnikiem okłamywania młodych ludzi.

Kiedy ogłoszono po raz pierwszy, że dr Robert Gallo odkrył wirusa, który rzekomo powoduje AIDS, to obwieszczenie zostało podane przez Margaret Heckler 23 kwietnia 1984 roku do gazet i mediów, bez ani jednego opublikowanego naukowego dokumentu w jakimkolwiek czasopiśmie medycznym w USA.
I, jak wiemy teraz, bez jakiegokolwiek dowodu, że wirus ten powoduje jakąkolwiek chorobę.
Media podłapały temat. Dla samej sensacji.
I wkrótce wirus, który rzekomo powodował AIDS, stał się wirusem, który powodował AIDS i zostało to udowodnione w prasie. I nigdzie więcej.
Ludzie zadają mi wiele pytań, kiedy pojawiam się przed kamerami i robię to, co wiele osób nazywa „sztuczką”.
Aby sprzedać książkę. Pochodzę z planety Ziemia.
I szczerze wierzę, że te osoby pochodzą z planety Uran.
Jak ktokolwiek może sugerować, że wstrzykuję sobie wirus, który powinien być śmiertelny, w celu sprzedania książki.
To szaleństwo.

Rzucę trochę światła na osobistości z Narodowego Instytutu Zdrowia, a szczególnie na Robert Gallo, Anthony Fauci, William Haseltine, Max Essex i resztę tych skandalistów najgorszego sortu. Bez wątpienia przestępcom winnym ludobójstwa.
Zachęcam ich, aby pozwali mnie do sądu. Marzę o tym, żeby pozwali mnie do sądu!
Ponieważ świadomie wypuścili śmiertelny medykament, a przed sądem miałbym okazję do przedstawienia niezbitego dowodu, tak jak zrobiłem to w książce „Deadly Deception”.

Dlaczego najwybitniejszy wirusolog na świecie, jeden z najbardziej znanych wirusologów, członek National Academy of Science jakim jest Peter Duesberg,
dlaczego ryzykowałby cała swoją karierę? Co mógłby na tym zyskać?
Stracił już swoje laboratorium, finansowanie, nie mogą zabrać mu tytułu profesora, ponieważ ma gwarancje zatrudnienia.
Dlaczego dr Charles A. Thomas, profesor medycyny na Harvardzie, mówi to samo?
Dlaczego Kary Mullis, zdobywca nagrody Nobla za osiągnięcia dziedzinie wirusologii w zeszłym roku, naraża się?
Możliwe, że wiemy coś, czego wy nie rozumiecie, że w momencie gdy z równania zabierzemy wirus, mamy całkowicie prostą do zrozumienia chorobę, łatwe do zrozumienia odpowiedzi i chciałbym przypomnieć tym, którzy nie są tego świadomi,
jeśli nie czytali mojej książki, że wiemy, co powoduje zespół nabytego niedoboru odporności od przynajmniej 70 lat.
Jest to w książkach medycznych. Jest tam po to, żebyście czytali. Przyczyną numer jeden na tej planecie jest niedożywienie i głód. To dzieje się w Afryce.
Spójrzcie na nagłówki w The Sunday Times (London) z 3 października ostatniego roku [1993], THE PLAGUE THAT NEVER WAS http://www.duesberg.com/subject/nhbib.html
gdzie na dwóch stronach widnieje artykuł o pladze, której nigdy nie było.
Artykuł jest o Philippe i Evelyne Krynen, którzy z ekipą 250 osób, ze swoim własnym laboratorium, lekarzami i szpitalem,
którzy przez pięć lat żyli w sercu śmiertelnej epidemii.
Albo rzekomej epidemii, przez 5 lat.

Nie jest wielką tajemnicą, co powoduje AIDS, wiemy o tym od 70 lat.
Numerem drugim powodującym AIDS są narkotyki/medykamenty. [z ang. zarówno narkotyk jak i lek]
I nie myśl tylko ulicznych narkotykach, ponieważ numerem jeden wśród powodów AIDS dzisiaj są dwa medyczne medykamenty.
AZT, medykament odkryty w latach 60, używany w chemioterapii  raka, jednak został wycofany ze względu na to, że był zbyt toksyczny, aby niszczyć raka. Medykament gorszy od raka.
Był używany u ludzi, którzy mieli osłabiony układ odpornościowy.
Wróćmy teraz do innych przyczyn AIDS.
Więc mamy nie tylko uliczne narkotyki oraz medykamenty, przyczyną numer trzy jest promieniowanie.
Tego boją się w Czarnobylu, Nagasaki oraz w Hiroszimie.
Ale przyczyną AIDS numer cztery jest chemioterapia.
Numerem cztery w przypadku śmierci osób z zespołem nabytego niedoboru odporności jest chemioterapia. A najbardziej toksycznym medykamentem w chemioterapii wszechczasów jest AZT [Zidovudine (ZDV), Azydotymidyna], którego teraz używają teraz, żeby leczyć AIDS.
Badanie z Concorde ukończone w zeszłym roku. Możecie to sobie wyobrazić, gdzie jest teraz prasa? [The Concorde Study and Its Impact on Clinical Decision-Making in HIV Care]
Gdzie jesteście ludzie?
Używają medykamentu, który kosztuje setki tysięcy dolarów rocznie i nie przynosi pozytywnych efektów.
Uwierzycie w to? Ale czy ktokolwiek poświęcił czas, żeby przyjrzeć się ulotce dołączanej do medykamentu?
To zabójca DNA. Znaczy to, że jest to terminator, tak jak w filmie.
Czyli niszczy życie. Kiedy zabijasz DNA, niszczysz życie.
W ulotce mówią również o efektach ubocznych. Kiedy zamierzacie nauczyć się, że nie ma czegoś takiego jak efekt uboczny medycynie.
Jest to niechciany efekt bezpośredni. I wiecie jakie są niechciane efekty bezpośrednie AZT?
Chłoniak – rak, jedna z chorób AIDS, jak to nazywają.
Oh, i inny tak zwany efekt uboczny, który tak naprawdę jest niechcianym efektem bezpośrednim.
Pancytopenia. Potrzebujecie definicji?
*Pan – wszystko,
*cyto – komórki,
*penia – utrata.

Utrata wszystkich Twoich komórek. To AIDS.
Jest to definicja AIDS.
Więc AZT z definicji, z dołączonej do niego ulotki, powoduje AIDS. I nikt nie przeżyje przyjmowania AZT.
W końcu doprowadzi do Twojej śmierci. A oni zmniejszają dawki.
Ponieważ to coś zwane AZT zabija ludzi zbyt szybko.
Tak jakby dać komuś dużą dawkę strychniny i umarłby w przeciągu pięciu minut.
Więc następnej osobie podają mniej, zazwyczaj kilka kropel, żeby przeżyli jeszcze cztery lub pięć dni.
A ty byś powiedział, że strychnina jest cudownym lekarstwem. Ten pacjent przeżył pięć razy dłużej. To jest to w jaki sposób przedstawiają to światu.

Co możemy powiedzieć o Narodowym Instytucie Zdrowia [National Institution of Health]? Prywatne i niezależne laboratoria, odkryły, że AZT jest 1000 razy bardziej toksyczny, niż wykazały to laboratoria NIH.
Można zrozumieć 5 procentowy, czy nawet 10 procentowy błąd w wynikach, ale błąd wielkości 10 000% czy nawet błąd wielkości stu tysięcy procent? To się nazywa oszustwo. I rozumiem, że wydostało się to, istnieją nawet listy i dokumenty na udowodnienie tego, ale Centrum Chorób Zakaźnych, ta sama organizacja,
która nie udzieliła pomocy czarnym chorym na syfilis tylko po to, żeby zobaczyć, co się stanie i co spowoduje ta choroba.
Ta sama organizacja, która przyznaje, że nie podda się teraz w sprawie AIDS tylko dlatego, że nikt nie byłby w stanie ponownie zaufać rządowi.

Naukowcy, a raczej ludzie udający naukowców, których w tym przypadku powinno nazywać się indoktrynerami obecnie nie zachowują się inaczej, niż politycy. I teraz mamy chorobę wywołaną przez politykę.
Czy nie jest to dziwne, że tego samego dnia lub dzień później,
Robert Gallo złożył podanie o patent na test na HIV po tym, jak został ogłoszony? Brzmi to jak premedykacja. To znaczy, że miał ten test już dostępny?
I to tego samego lub następnego dnia? Zgłosił podanie o patent.
Miał test i po prostu szukał jakiejś choroby, do której można byłoby go użyć.

Lekarz, który przeprowadza testy, wychwalał się ilościami przeprowadzonych testów.
A kiedy powiedziałem mu o książce, którą napisałem i powiedział do mnie: „Ćśśśś, nic nie mów. Moi pacjenci mogą to usłyszeć.”
Wyszedł mi wynik negatywny. I oczywiście, kiedy rozmawialiśmy o tym co zrobiłem w Cleveland tydzień temu, cóż, powiedział, że musiałbym się pokłóć jeszcze z trzysta razy, żeby zarazić się wirusem.

Rząd Stanów Zjednoczonych twierdzi, że każdego roku umiera 12 tysięcy osób od 1985 do 1992 roku. Dziecko w szkole publicznej powie, że kiedy epidemia się rozpoczyna i jedno dziecko jest zarażone to potem dopadnie ona każdego.
Tak powiedzą. 12 tysięcy osób rocznie przez siedem lat z rzędu?
To nie jest epidemia, z definicji to jest endemia.
I można by się spodziewać, że przez siedem lat, biorąc pod uwagę, że przenosi się drogą płciową, to chorych będzie prawdopodobnie od 15 do 20 milionów ludzi, biorąc pod uwagę aktywność seksualną kraju.

Sam ten fakt powinien poruszyć prasę odnośnie tego, kto mówi prawdę.
I gdy słyszycie kłótnię między politykami i gdy jeden wyzywa drugiego [etykietuje],
zamiast odpowiedzieć na konkretne zarzuty w naukowy sposób, to kto jest kłamcą?
Anthony Fauci i Robert Gallo, zamiast odpowiedzieć na ten konflikt naukowy i rozwiać wątpliwości, które dr Duesberg błyskotliwie wskazał, zamiast odpowiedzieć na te wątpliwości, nazywają go homofobem. Możecie to sobie wyobrazić? Mnie również nazywano homofobem.
Zastanawiam się. Przyszedłem tutaj i daje nadzieje.
Nie tylko dla gejów, ale też dla czarnych, Hiszpanów i innych wyrzutków społeczeństwa, którzy co dziwne, są grupami łączonymi z tak zwanym AIDS.
Widzicie, jeśli należycie do którejkolwiek z tych grup, macie AIDS.
Jednak jeśli nie należycie do żadnej z tych grup, dostajecie bardziej szanowaną diagnozę. Masz gruźlicę, chłoniaka, białaczkę, mięsaka Kaposiego, pneumocystoza
Ponad trzydzieści chorób. Gdzie jest prasa?
Jak mogą kupować historię o wirusie, wiedzącym w jakim kraju jest.
Trzy symptomy w Afryce, ale trzydzieści chorób w Stanach i Europie.
Jak mogą kupować historię, w której wirus ma uprzedzenia?
W Ameryce i Europie woli mężczyzn niż kobiety w stosunku 9:1, ale w Afryce kobiety są już tak samo zagrożone jak mężczyźni?
Wie, czy jesteś homoseksualny czy hetero, czy jesteś stanu wolnego czy w związku małżeńskim, czarny czy biały.
Powinien mieć stałą pracę w Urzędzie Emigracyjnym, ponieważ wykonuje kawał dobrej roboty. To jest to czym karmili publikę i zarówno wy jak i prasa, publikowaliście.
Zabawne jest, że za każdym razem, gdy wbijam sobie igłę, dostaje telefon z jakiegoś dużego programu telewizyjnego. Od podekscytowanych młodych ludzi łaknących prawdy. A trzy dni później dostaję telefon, że program został odwołany przez wyższe szczeble.

Widzicie, wierzyłem, że wirus powoduje AIDS od 1984 do 1988 roku.
I byłem jednym z niewielu lekarzy, którzy chcieli leczyć chorych na AIDS.
Lekarze byli tak przerażeni o swoje życie, że odmawiali leczenia pacjentów.
Przy okazji, ukłucie się w palec nie jest dla mnie niczym nowym.
Zdarzało mi się to wiele razy podczas leczenia chorych na AIDS.
I co jest niesamowite, mimo, że byliśmy tak bardzo narażeni na kontakt z tak bardzo śmiertelną chorobą, zachorowalność personelu medycznego na wszelkiego rodzaju choroby zajmującego się chorymi na AIDS jest o wiele mniejsza niż wśród ogółu społeczeństwa.
Po raz pierwszy w historii nauki. Przemyślcie to sobie.
Jak to może być możliwe? Być może wirus nie ma z tym nic wspólnego.
Nie tylko „być może”. Wirus nie ma z tym nic wspólnego.
W 1988 roku byłem zaproszony na kolację wydawaną przez Burroughs-Wellcome
z okazji świętowania przepchnięcia zgody na leczenie AIDS przy pomocy AZT.
I powiedziano nam, że możemy zadawać pytania w czasie kolacji, ponieważ Margaret Fischl miała przemawiać.
Kiedy wspomniała, że medykament AZT ma 56 objawów ubocznych, podniosłem rękę i zapytałem: „Doktor Fischl, jak przeprowadzasz badanie metodą podwójnie ślepej próby na medykament, który ma 56 efektów ubocznych? Musicie wiedzieć, skoro medykament jest komuś podawany.”
Spojrzała na mnie i na innych lekarzy tam obecnych i powiedziała: „Cóż, placebo ma 31 efektów ubocznych”.
Ponownie podniosłem rękę. „W jaki sposób placebo może mieć 31 efektów ubocznych?” „Jak substancja obojętna może mieć 31 efektów ubocznych?”
Wtedy nie wiedziałem, co w tym jest nie tak.
Ale wiedziałem, że dzieje się coś nie dobrego, dzieje się coś bardzo złego, jednak nie wiedziałem jak śmiertelnie złe to było.
Odpowiedź pojawiła się kilka lat później.
Jak może wiecie FDA wypuściła AZT na rynek po czterech miesiącach badań, zamiast zaplanowanych sześciu.
Skrócili je, ponieważ jedna grupa, w tym badaniu podwójnie ślepej gdzie nikt nie wiedział, co kto brał, czuła się lepiej, niż druga grupa.
I kierowani współczuciem, skrócili badania. Nie winię ich za to.
I faktycznie, grupa która dostała AZT czuła się o wiele lepiej niż grupa, która dostała placebo. Więc wypuścili medykament na rynek.
Ale osiemnaście miesięcy później, ich własna grupa dochodzeniowa z FDA sporządziła raport.
Wiecie, co w nim było?
Biorący udział w badaniu wiedzieli od pierwszego tygodnia, który badany dostał który medykament. Nie było żadnej podwójnie ślepej próby, to nie było tego typu badanie.
Co więcej, członkowie grupy, która dostała AZT przyznali, że niektórzy podzielili się swoim lekiem z członkami z grupy placebo.
Wyjaśnia to 31 efektów ubocznych w grupie placebo. Niektórzy z nich wzięli AZT.
Efekty uboczne.
A tak swoją drogą to takie informacje dyskredytują to badanie jako naukowe.
Podawanie AZT powinno zostać przerwane, a sam specyfik wycofany z użytkowania.
Jednak później w raporcie wyszło coś po czym szczęka opada.
Członkowie grupy na AZT w ciągu czterech miesięcy zostali poddani sześciokrotnie większej liczbie transfuzji krwi niż grupa placebo.
Co się dzieje, kiedy przeprowadzana jest transfuzja krwi? Wyglądasz lepiej, czujesz się lepiej, żyjesz trochę dłużej.
Jednak najważniejszym pytaniem i lekcją, którą można z tej sytuacji wyciągnąć…
Musisz zapytać „dlaczego”?
Dlaczego dawka AZT wymagała sześciokrotnie większej ilości transfuzji krwi w ciągu czterech miesięcy na badanych, niż ludzie na w grupie placebo.
Ponieważ masz do czynienia z zabójczym środkiem i potrzebujesz tych transfuzji krwi, aby przetrwać.
Przypadkowo sprawiają one, że wyglądasz trochę lepiej i zdrowiej od tej drugiej grupy.
Gdy przebrnąłem przez to wszystko, doszedłem do pytania: „Co naprawdę wywołuje AIDS?”. Musiałem to sobie powtórzyć dziesięć czy dwadzieścia razy w mojej książce i powiem to teraz jeszcze raz:
Znamy przyczynę od siedemdziesięciu lat. Dlaczego inni ludzie podczas tego badania zmarli? Powodem numer jeden jest niedożywienie i głód.
W przypadku niektórych badanych było to prawdą, ale było to prawdą tylko z powodu przyczyny numer dwa. Powodem numer dwa są medykament i narkotyki.

Przypominacie sobie, drodzy obecni z prasy, że kilka tygodni temu w gazetach ogłosiliście, że zabijamy naszych seniorów zbyt dużą ilością leków.
A jak ich leczyć? Odstawiając leki.
Jak umierają ci ludzie na tak zwany AIDS? Z powodu nr 2 czyli medykamentów.
Zarówno narkotyków ulicznych jak i leków farmaceutycznych.
Ale jeden wyróżniał się najbardziej i został połączony z 24 pracami naukowymi
na temat mięsaka Kaposiego to Poppers lub azotyn amylu. [wdychane azotyny wywołują relaksację mięśni gładkich w całym organizmie, w tym zwieraczy odbytu]
Bardzo rzadko spotka się przypadek mięsaka Kaposiego w Afryce, ponieważ nie używają tam poppersów. I jest to pierwsza ludzka choroba, której nie możemy przekazać małpom właściwym [antropoidy].
I mówię o potwierdzonych chorobach, ponieważ wirusolodzy wyskakują z ilością chorób większą, niż można to sobie wyobrazić.
I nikt nie zauważył, że większość z nich nigdy się nie rozpowszechniła?
Po prostu zniknęła z nagłówków gazet i nigdy o niej ponownie nie usłyszano.

Ponieważ od początku nie były żadnymi chorobami. Tak jak SMON, choroba z Japonii.
Przez piętnaście lat podejrzewali różne wirusy.
Niesamowite, prawda?
Spędzili nad tym piętnaście lat i wydali wiele milionów na te badania. A zgadnijcie, co zrobili nasi wirusolodzy?
Cóż, nikt się do nich nie umywa.
Przez dwadzieścia lat wojny z rakiem wydali ponad dwadzieścia miliardów dolarów szukając wirusa powodującego raka. I nic nie znaleźli.
Nie tylko nie mogli znaleźć retrowirusa, który byłbym idealnym wyborem, ponieważ nie zabija komórek, ale jest powielany przez komórki, czyli to samo, co robią komórki rakowe, ale nie znaleźli żadnej choroby którą mógłby wywołać. Ale zgadnijcie, co wybrali do przekrętu z AIDS? Był to retrowirus.
Przez dwadzieścia lat wydając dwadzieścia miliardów dolarów nie znaleźli nic, co ten wirus mógłby spowodować, oraz odkryli, że na pewno nie zabija komórek ponieważ gdyby tak było to popełniałby samobójstwo. Potrzebuje komórek, aby móc się replikować, żeby utrzymywać się przy życiu.
Epidemia zakończyła się jeszcze przed rozpoczęciem, czyli to jest niemożliwe.
Ale jest to wirus, na który poświęcili kolejne dwadzieścia miliardów dolarów, ale tym razem w przeciągu tylko dziesięciu lat.
I prosili o więcej. A teraz chcą nam dać szczepionkę.
Widzicie. Oh, z tego mogą być pieniądze.
Nie tylko mają test na HIV, który swoją drogą nie jest testem na wirusa tylko na odporność. Jak mówiłem, jest to pierwsza choroba w historii medycyny, gdzie, jeśli jesteś na nią odporny, umrzesz przez nią.
A teraz, chcą nam dać szczepionkę.
Test na HIV to test na przeciwciała, nie na obecność wirusa.
Cóż, przeciwciała to coś co zdobywasz, gdy użyjesz szczepionki, musisz produkować przeciw ciała, żeby móc walczyć z chorobą.
Pogubiłem się i nie rozumiem.
Skoro mamy już przeciwciała, to dlaczego chcemy tworzyć przeciwciała?
Trochę to zbędne, nie uważacie?

Tak przy okazji, jeśli weźmiecie te same przeciwciała i umieścicie je w laboratorium Gallo, zniszczycie jego kilkumiliardową kulturę, tą, na której zbija fortunę.
Bo widzicie, te przeciwciała niszczą kulturę bakterii.

Gallo został raz spytany przez prasę, co ma do powiedzenia w sprawie wyzwania postawionego przez dr Duesberga.
Odpowiedział: „Skoro się mylimy, czemu tylu ludzi nam wierzy?” [Zobacz na eksperyment Millgrama badający posłuszeństwo]
Właśnie widzę Hitlera i jego szturmowców, mówiących prasie: „Skoro się mylimy, czemu wszyscy robią to, co im każemy?”
Ponieważ oni prowadzą to przedstawienie. Nie patrzymy na jakieś proste kłamstwo naukowe.

Chciałbym powiedzieć jeszcze, że dr Michael Gottlieb, który zdobył sławę jako lekarz, który odkrył pierwsze cztery czy pięć przypadków AIDS, powiedział mi na antenie jakiś czas temu, że uwierzyłby w to co robię, gdybym przyjął w siebie litr krwi.
To już jest transfuzja krwi. I powiedziałem, że „musisz być chyba szalony.”
Co to udowadnia, skoro potrzeba litra krwi, żeby złapać AIDS? To nikt by nie miał wtedy AIDS.

Naprawdę łatwo jest stworzyć epidemię.
Po prostu bierzesz różne choroby, umieszczasz je pod jednym nagłówkiem jako nowa jednostkę chorobową i twierdzisz, że wszystkie zostały wywołane przez jednego wirusa. To bezsens.

Medycznym faktem jest, że antybiotyki są immunosupresyjne.

Kilka lat temu w gazetach doniesiono, że odkryto HIV w próbce krwi, która była przetrzymywana w laboratorium od lat 40tych.
Przeglądali czyjeś próbki i odkryli wirus HIV.
Który tak przy okazji pewnie krążył po świecie od tysięcy lat.
Ale skupmy się na tym jednym przypadku.
Skoro mamy wirus HIV w populacji w próbce krwi z lat 40-tych i w latach 40-tych byli homoseksualiści, ponadto według Alfreda Kinsey’a, [zobacz na film „Syndrom Kinsey’a] 10 do 15% heteroseksualnych par preferowało stosunek analny, gdzie w takim razie jest epidemia?
Nie były to czasy stosowne dla kogoś takiego jak łajdak Robert Gallo w latach czterdziestych, nie był wystarczająco duży, właściwie to pewnie dopiero się urodził, żeby ogłosić chorobę i zrobił przedstawienie na taką skalę.
Zostali złapani wir ciągnący ich w odmęt.
Teraz, kiedy prawda wychodzi na jaw, i odpowiedź brzmi „tak”. To zaszkodzi opinii i zaufaniu wobec NIH oraz CDC, FDA i AMA i mój Boże, jak bardzo jest im to potrzebne. To oburzenie jest konieczne, żeby oczyścić atmosferę.

Wszystko może stać się niszczące. Jest to współczesne, medyczne voodoo.
Jeśli lekarz powie ci, że umrzesz, założę się, że tak będzie.
Jako pierwszy wyłożę pieniądze na stół i powiem, że podbijesz statystyki i umrzesz, bo tak ci powiedziano. To jest amerykańskie voodoo.

Zawsze byłem trochę zdezorientowani przez limfocyty T.
Ponieważ limfocyty T nie są niczym więcej niż leukocytami [białe krwinki] i ich zadaniem jest walka z infekcją.
Ktoś kiedyś przyszedł do mojego gabinetu z bólem brzucha. Zrobiłem morfologię, wskaźnik WBC. To badanie mierzy również poziom limfocytów T.
Jeśli wynik białych krwinek był 5, 6, 7 tysięcy, to nic wielkiego nie było.
To ból brzucha, złe jedzenie lub jakaś infekcja wirusowa.
Wirusy to ciekawa sprawa, zawsze można na nie zwalić jak się nie wie co się dzieje, nawet ja myślę w ten sposób.
Ale kiedy wynik wychodził powyżej 20 tysięcy, wzywałem chirurga.
Ciało wytwarza limfocyty T, kiedy ich potrzebuje.
Jeśli ich nie potrzebujesz, to nie masz ich.
Po co chodzić z dużą ilością limfocytów T, skoro nie ma się niczego do zwalczania.
Powiem wam jedno, co wiadomo od zawsze. Nie ma żadnego związku pomiędzy ciężkością tak zwanego AIDS, a ilością limfocytów T.
Powiem wam dlaczego.
Wyglądacie na trochę zdezorientowanych, kiedy mówię wam,
że nie możecie mieć wysokiego poziomu białych krwinek [Leukocytów] chyba, że macie poważną infekcję. Co znaczy, że jeśli poziom białych krwinek nie jest wysoki, to nie jest źle. Jeśli nic innego nie dzieje się z tobą, to powiedziałbym, że jest to normalne.
Dlaczego chcesz mieć wysoki poziom białych krwinek?

CDC nie leczyło chorych syfilis, pomimo tego, że mieli odpowiednie leki, tylko po to, żeby zobaczyć, co się stanie, to samo CDC przyznało, że pomiędzy 40 a 60% ludzi wpisanych na listę chorych na AIDS nie było nawet badanych testem na obecność wirusa HIV. Nie robi to żadnej różnicy, ponieważ test i tak jest bezwartościowy.

Przy okazji, pozwólcie, że przedstawię wam bardzo ważną zasadę przy zajmowaniu się tematem chorób i śmierci. Odnosi się to zarówno do AIDS jak i do jakiejkolwiek choroby z jaką może borykać ludzkość. Tym zakończę dzisiejsze spotkanie.
Dżuma wybiła połowę populacji Europy.
Pytanie, jakie musisz zadać i na które trzeba odpowiedzieć, jeśli chcesz być racjonalnie myślącą ludzką istotą, to pytanie brzmi: dlaczego dżuma nie wybiła pozostałej połowy?
W USA, w 1919 roku, 80 milionów ludzi zmarło na grypę.
Moje pytanie to dlaczego pozostałe 92 miliony nie zmarło?
Odpowiedź na to pytanie jest prosta i każdy reporter powinien przekazywać to swoim czytelnikom, zarazek nie spowoduje choroby chyba, że natrafi ma odpowiedni grunt.

Quote
„Komary szukają stojących zbiorników wodnych, a nie powodują, że staw staje się nieruchomy”. – Rudolf Yirchow

A odpowiedzą na wszystkie choroby nie jest rozwalenie ludzkiego ciała za pomocą dubeltówki, ale po prostu zapobieganie wywołania choroby. Poprzez życie w spokoju i harmonii, nie tylko z innymi ludźmi, ale z każdym organizmem na tej planecie.
“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • WyBudzony
  • *
  • Posts: 2 554
  • Reputacja: +12/-0
Odp: AIDS - naukowe oszustwo
« Reply #6 on: (Tue) 22.09.2015, 15:08:33 »
Ciekawy materiał o lewakach i ich logice w kontekście HIV/AIDS, a umieszczam w tym wątku, bo jak ktoś się zaznajomił z materiałami powyżej to zobaczy jakie jaja mogą z tego wyjść.

R. Ziemkiewicz o Kameruńczyku, który walcząc z ''rasizmem'' zarażał białe kobiety wirusem HIV
https://www.youtube.com/watch?v=uTLwj-OGu38
“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • WyBudzony
  • *
  • Posts: 2 554
  • Reputacja: +12/-0
Odp: AIDS - naukowe oszustwo
« Reply #7 on: (Fri) 25.09.2015, 14:59:26 »
Dlaczego wybuchła epidemia AIDS

Od ponad 20 lat uczeni i służby medyczne na całym świecie informują nas, że infekcja wirusem HIV oznacza rychłe zachorowanie i śmierć na AIDS. Być może już wkrótce ich głos zostanie zagłuszony głosem innych uczonych, którzy donośnie przekonują, że zależność HIV = AIDS w ogóle nie istnieje.

Jak informuje brytyjski magazyn The Business (9/10 maja 2004 r.), w Kansas (USA) i we Francji pewne osoby, u których wykryto wirusa HIV, złożyły w sądach pozwy przeciwko producentom zestawów diagnostycznych do jego wykrywania. W ten sposób dyskusja na temat paradygmatu HIV=AIDS z podziemnej przeobraża się w publiczną i bez wątpienia zaangażuje największe autorytety naukowe, co więcej - być może przyniesie diametralną zmianę podejścia do epidemii AIDS i spowoduje, że wreszcie zostanie ona zahamowana w bardzo prosty sposób.

Magiczny Magic Johnson

 "Dlaczego Magic Johnson nie ma AIDS?" Takie pytanie zadałem w listopadzie 2000 roku doktorowi Jamesowi DeMeo. Odpowiedź brzmiała: "Bo przestał się leczyć." James DeMeo jest znany w kręgach nauki jako osoba o ekstremalnych poglądach, dlatego informację tę przyjąłem z rezerwą, wietrząc w niej trudną do zweryfikowania sensację. Jednak dr DeMeo nie spekulował. Jako ilustrację swojego stwierdzenia wręczył mi książkę Christine Maggiore, której długi tytuł: "A co, jeśli wszystko co wiedziałeś o Aids było błędne?" sugerował, że zawiera ona opinie na temat AIDS odmienne od oficjalnych. Przeczytałem tę szokującą lekturę i od tego czasu śledzę uważnie wszystkie podawane do publicznej wiadomości informacje na temat AIDS. Nikt bowiem bardziej niż gazety codzienne nie wpływa na opinie ludzi.

Według prasy, epidemia AIDS trwa, jest coraz groźniejsza i wszyscy powinni zrobić sobie test na obecność wirusa HIV. Jednak intuicyjnie wszyscy tego unikają. Dlaczego? Dlatego, że pozytywny wynik wyrzuca człowieka poza nawias społeczeństwa, uniemożliwia dalsze prowadzenie normalnego życia. Jest dobrowolnym skazaniem samego siebie na więzienie, nawet za niepopełnione zbrodnie. A Magic Johnson? Po wykryciu u niego wirusa HIV wrócił do NBA jako zdrowy człowiek. Dr DeMeo jest przekonany, że gdyby poddał się terapii zapobiegającej AIDS, najprawdopodobniej skończyłby nie tylko swoją karierę, ale także może i życie. Zestaw leków stosowanych w terapii AIDS stanowi bowiem niezwykle niebezpieczną i szkodliwą dla organizmu mieszaninę. Magic Johnson wielokrotnie weryfikował wynik testu, a jednak w magiczny sposób został wyleczony z HIV. Czy to możliwe?

Odszkodowanie za zmarnowane życie...

Jak donosi Neville Hodkinson w The Business (http://www.altheal.org/tests/business.htm), pani Kim Bannon złożyła pozew w sądzie w stanie Kansas przeciwko Calypte Biomedical Corporation (CBC) i Roche Diagnostics, dwóm wiodącym producentom zestawów diagnostycznych wirusa HIV. 12 lat temu, podczas rutynowych badań medycznych, jednoznacznie stwierdzono u niej wirusa. Wyrok brzmiał: w granicach od pięciu do siedmiu lat rozwinie się u niej AIDS i wkrótce potem pani Bannon umrze. Kolejne analizy przeprowadzone wielokrotnie w latach 1996-2003 potwierdzały diagnozę. W ciągu tych lat przeżyła horror: psychiczne udręczenie, ból, cierpienie, wstyd, poniżenie i utratę dochodów. Ostatnie dwa lata poświęciła na przeczytanie wszystkiego, co opublikowano na temat wirusa HIV i odkryła, że wiedza, metodologia i założenia, na których opierały się firmy CBC i Roche Diagnostics przy opracowywaniu zestawów testów diagnostycznych są błędne.

We Francji znany działacz praw człowieka, adwokat mecenas Philippe Autrive, złożył skargę przeciw innym producentom testów diagnostycznych, z Institutem Pasteura na czele, w imieniu Marka Griffithsa, mieszkającego we Francji Anglika, u którego zdiagnozowano wirusa HIV w maju 1986 roku, podczas jego kuracji antyheroinowej. Choć diagnoza jest ciągle pozytywna, Mark Griffiths czuje się dobrze i domaga się odszkodowania za podawanie mu niebezpiecznych substancji, narażających go na zagrożenie zdrowia oraz za używanie sfałszowanych materiałów diagnostycznych. Korzystne dla powodów wyroki spowodują lawinę roszczeń, które mogą być bardzo bolesne dla producentów zestawów diagnostycznych i znacznie zmniejszyć ich dochody.

Choroba, która nie jest chorobą

Żeby choć po części zrozumieć, o co chodzi Kim Bannon i Markowi Griffithsowi, trzeba zadać pytanie, jaką chorobą tak naprawdę jest AIDS? Czy w ogóle można zachorować na AIDS? Potoczna odpowiedź na to pytanie jest oczywista - brak odporności immunologicznej, wyniszczenie organizmu przeróżnymi infekcjami, śmierć z pełną świadomością na oczach bezradnych lekarzy - śmiertelna choroba, dżuma XX wieku. To jednak nie jest prawda. AIDS NIE JEST CHOROBĄ w rozumieniu medycyny! Powtarzając za Christine Maggiore: AIDS jest "kategorią medyczną", a może nawet administracyjną. Na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych gwałtowny, skokowy wzrost liczby zachorowań w USA był wynikiem decyzji administracji służby zdrowia, zaliczającej kolejne symptomy znanych chorób do syndromu nabytego braku odporności immunologicznej. Syndrom stanowi 29 symptomów chorób znanych od dawna.

W zależności od kraju i wydanych tam przepisów sanitarnych, mając trzy lub cztery z tych symptomów naraz można zostać uznanym za chorego na AIDS! Można również otrzymać taką "diagnozę" nawet bez pozytywnego wyniku testu na HIV; z drugiej strony, pozytywny wynik testu na HIV jest w zasadzie uważany za rozpoznanie AIDS, nawet jeśli nie towarzyszą temu żadne inne symptomy - traktuje się to jako utajony stan "choroby". I jeszcze jedna niezwykle ważna informacja: z danych zaprezentowanych w książce Christine Maggiore wynika, że opinia publiczna na całym świecie jest fałszywie przekonana, że wirus HIV jest doskonale rozpoznany jako przyczyna AIDS. Tymczasem sprawa wcale nie jest taka prosta.

Dlaczego pozwano producentów testów diagnostycznych?

W 1984 roku dr Robert Gallo z Health and Human Services (HHS), z pominięciem wszelkich zasad obowiązujących przy prezentacji tak ważkich dla ludzkości i medycyny procedur, zwołał międzynarodową konferencję prasową i na niej ogłosił odkrycie nowego retrowirusa (za jakiego uważa się wirusa HIV), określając go jako "MOŻLIWĄ przyczynę AIDS". Pomimo że, jak ustaliła Christine Maggiore, dr Gallo nie przedstawił w czasie tej prezentacji dowodów potwierdzających jego przypuszczenia, nie poddał także swojego odkrycia rutynowej weryfikacji środowisku medycznemu, HHS natychmiast określił je jako "kolejny cud amerykańskiej medycyny (...), triumf nauki nad śmiertelną chorobą". Nieco później tego samego dnia dr Gallo złożył wniosek patentowy na test diagnostyczny na przeciwciała, znany jako AIDSTEST (!).

Już tylko kilku godzin potrzeba było, by "The New York Times" przemienił propozycję dra Gallo w pewność, donosząc następnego dnia na tytułowej stronie o "wirusie, który wywołuje AIDS". Właściciele patentu mogli zacierać ręce... Testy diagnostyczne na obecność HIV nie poszukują bezpośrednio wirusa, ale przeciwciał HIV uważanych za produkt systemu odpornościowego, wytworzonych w odpowiedzi na obecność wirusa w organizmie. Test przeprowadza się, łącząc próbkę osocza krwi pobranej od osoby badanej, z białkami-antygenami uważanymi za składniki wirusa. W efekcie u osób zarażonych HIV powinna zajść reakcja między przeciwciałem obecnym we krwi a białkiem-antygenem zawartym w materiale diagnostycznym; u ludzi zdrowych nie powinna zajść żadna reakcja.

Zachorować na AIDS bez HIV?

Jest to proste i zrozumiałe podejście do problemu diagnozowania wirusa HIV i byłoby całkowicie przekonujące, gdyby nie jeden szkopuł. Nikt nigdy jednoznacznie nie ustalił, jakie białka i dlaczego mają służyć jako diagnostyczne antygeny. Innymi słowy, nikt nigdy nie ustalił, które z białek wykorzystywanych do tego celu jest specyficzne dla wirusa HIV. Wszystko, czym dysponują producenci testów diagnostycznych to domniemanie, że dane białka pochodzą od cząsteczki wirusa HIV, dowodu jednak nie ma. Fotografie, które były opublikowane w artykułach, w licznych gazetach i magazynach, podpisywane jako przedstawiające HIV, nie pochodzą z wyizolowanego materiału, lecz z kultur zawierających mieszaninę cząsteczek pochodzących z komórek przypuszczalnie zakażonych HIV.

Na tym właśnie, w uproszczeniu, polega metoda pozyskiwania materiału diagnostycznego: z pobranych komórek od nosiciela HIV zakłada się hodowlę, domniemając, że wirus, niszcząc komórki, będzie się namnażał i dzięki temu w hodowanej kulturze pojawią się specyficzne dla wirusa białka, które następnie się wyizoluje i wykorzysta jako wskaźniki w reakcji z przeciwciałami. Każde z białek wykorzystywanych w testach na HIV jest znane jako pochodzące z innych potencjalnych źródeł chorobowych, włącznie z normalnymi składnikami komórek uwalnianymi w okresie pobudzenia układu odpornościowego. W praktyce może to oznaczać, że test na HIV da wynik pozytywny w przypadku, gdy w badanej krwi znajdą się przeciwciała wywołane innymi niż HIV czynnikami. Są to na pewno przeciwciała czynników wywołujących symptomy wchodzące w skład syndromu nabytego braku odporności immunologicznej, ale ich lista nie składa się tylko z 29 pozycji, jest znacznie dłuższa: Christine Maggiore cytuje ich około 60 (!).

Przebycie kilku chorób zakaźnych pozostawia w organizmie wystarczająco wyraźny stygmat w postaci przeciwciał; przy odpowiedniej ich kombinacji, test na HIV da wynik pozytywny. Lista zarzutów pod adresem testów na HIV jest znacznie dłuższa. Na przykład Nevill Hodgkinson przytacza w swoim artykule porównanie dwóch zestawów diagnostycznych Western Blot i ELISA. W połowie lat osiemdziesiątych tylko 4% (!) zdiagnozowanych przypadków HIV w teście Western Blot potwierdzało się w teście ELISA. Miejmy nadzieję, że procesy wytoczone producentom testów, podczas których będą się wypowiadać przedstawiciele obu opcji, sprawią, że nasza wiedza o AIDS i HIV stanie się pełniejsza.

-----------------------------

A kiedyś się wszyscy dziwili, że w Związku Radzieckim lekarze psychiatrzy twierdzili iż istnieje schizofrenia bez schizofrenii.

Sekret Salome

Salome Simon uprawiała seks z 50 tysiącami mężczyzn w kraju gnębionym przez AIDS, ale nie zaraziła się wirusem HIV. Lekarze sądzą, że w jej organizmie kryje się klucz do szczepionki na tę chorobę. Mimo 20 lat badań tajemnica jej odporności pozostaje jednak niewyjaśniona. [...] Na poszukiwanie wyjaśnienia tajemnicy Salome wydano miliony dolarów. Jeśli w Majengo kryje się cudowne lekarstwo, zostanie odkryte za późno, by uratować tysiące osób zarażonych wirusem. Badania trwają. "Osobiście wierzę - mówi dr Plummer - że ten program doprowadzi do powstania szczepionki. Nie wiem tylko kiedy". [...] Pięć lat temu zespół immunologów z Oxford University wyprodukował eksperymentalną szczepionkę w oparciu o badania w Nairobi, ale wyniki były niezadowalające i dalsze testy zarzucono.

Źródło: http://uleszka.uprowadzenia.cba.pl/webacja/medalt/aids.htm
“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • WyBudzony
  • *
  • Posts: 2 554
  • Reputacja: +12/-0
Odp: AIDS - naukowe oszustwo
« Reply #8 on: (Sat) 14.05.2016, 13:23:10 »
Pozytywnie sfałszowani – rzetelność testów na AID$ – napisy PL
https://www.youtube.com/watch?v=HXEk8SROVDk

Czy można z pasją wykrywać i leczyć coś na co ma się lipne podstawy? Okazuje się, że można i to przynajmniej przez kilkanaście lat.

Wątpliwości dotyczące istnienia wirusa HIV podano do wiadomości publicznej pierwszego dnia Światowej Konferencji AIDS w Genewie w 1998 roku. W ogromnej sali sesyjnej nr 3 zespół naukowców z całego świata przedstawił swoje wnioski – HIV nigdy nie został zidentyfikowany i nie ma dowodu na to, że wirus ten istnieje.

W październiku 1997 roku „Continuum” opublikowało wywiad z profesorem Luc’em Montagnier, który twierdził, że odkrył HIV. Jego zespół nie był w stanie wyizolować tego wirusa.

Izolacja jest konieczna do zidentyfikowania każdego wirusa. W Instytucie Pasteura w Paryżu opracowano wytyczne służące identyfikacji retrowirusów, za jaki uważa się wirus HIV. Produkty kultury komórkowej muszą krążyć, zaś cząsteczki o takim samym kształcie tworzyć warstwę o konkretnej gęstości zwanej gęstością oczyszczającą. Konieczne jest potwierdzenie w postaci obrazu z mikroskopu elektronowego. W Perth w zachodniej Australii zespół naukowców przewodzi rosnącym zastępom badaczy z całego świata twierdzącym, że HIV – ludzki wirus niedoboru odporności – nie został wyizolowany w celu prawidłowej identyfikacji przez tych, którzy utrzymują, że go odkryli.

Eleni Eleopulos mówi, że według powszechnie stosowanej metody izolacji retrowirusów, HIV nigdy nie został wyizolowany. Każda hipoteza jest jedynie pośrednim założeniem.
To ci jest nazywane AIDS składa się z 29 chorób, z których wszystkie istniały na długo przed erą AIDS. Te choroby są wywoływane przez grzyby, prątki i inne infekcje wytwarzające przeciwciała, które mogą wchodzić w reakcję z tak zwanymi białkami HIV.

Dotychczas wyodrębniono aż 62 stany chorobowe, które mogą dawać wynik pozytywny w teście na obecność HIV. Są wśród nich: grypa i szczepionka przeciw grypie, artretyzm, szczepionka przeciw zapaleniu wątroby typu b, toczeń rumieniowaty układowy, zakażenie drożdżakowe, malaria, gruźlica i trąd.

Etienne de Harven: Jestem absolutnie rozczarowany informacją, że przez około 15 lat nie uwzględniano, i to w najmniejszym stopniu, mikroskopii elektronowej. Dopiero bardzo niedawno, jakieś dwa lata temu, ukazały się dwa opracowania, w których wreszcie zwrócono uwagę na wykorzystanie mikroskopii elektronowej w celu weryfikacji obecności cząsteczek wirusa w próbkach, które były całe te 15 lat były uznawane za czysty wirus. I ku mojemu największemu przerażeniu/rozczarowaniu/zniesmaczeniu, te obrazy nie pokazywały praktycznie niczego innego, jak tylko szczątki komórki.


Alternatywna konferencja AIDS - Amsterdam 1992 rok - napisy PL
https://www.youtube.com/watch?v=fkZkNAjro-g

Przez lata miliony funtów płynęły na badania nad AIDS, lecz niewielka grupa wybitnych lekarzy twierdzi, że możemy się całkowicie mylić. Jeden z ekspertów posunął się tak daleko, że utrzymuje, iż to nie jest choroba przenoszona drogą płciową. Lekarze dysydenci spotkali się w Amsterdamie na konferencji, która z pewnością zirytuje większość naukowców zajmujących się AIDS.

Peter Duesberg: Z całą pewnością nie mieliśmy racji. To jedyny wniosek jaki można wyciągnąć w oparciu o dostępne wyniki. Nie uratowaliśmy ani jednego ludzkiego życia, nie wynaleźliśmy szczepionki, nie osiągnęliśmy niczego dzięki hipotezie o wirusie.
Dr Robert Root-Bernstein: Moim zdaniem HIV może pełnić jakąś rolę w AIDS, ale jest tak wiele osób, u których zdiagnozowano AIDS i które nie mają HIV, że zastanawiam się czy HIV jest w ogóle konieczny, by zapaść na tę chorobę.
“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje