Author Topic: Cztery łyżki tego “pokarmu dla mózgu” mogą zapobiec chorobie Alzheimer  (Read 3110 times)

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • WyBudzony
  • *
  • Posts: 2 554
  • Reputacja: +12/-0
Cztery łyżki tego “pokarmu dla mózgu” mogą zapobiec chorobie Alzheimera

Na Alzheimera możny użyć olej kokosowy
Cztery łyżki tego “pokarmu dla mózgu” mogą zapobiec chorobie Alzheimera

filmik na youtube tylko bez tłumaczenia polskiego, Dr. Newport mówi jaki efekt daje olej kokosowy w przywracaniu pamięci.
Dr. Newport's effective work on memory loss and Alzheimer's with coconut oil- Part I (10:13)
https://www.youtube.com/watch?v=iScs0uzQZFk


Komentarz dra Mercoli

W powyższym filmie dr Mary Newport omawia ciała ketonowe – alternatywne paliwo dla mózgu, produkowane przez organizm podczas trawienia oleju kokosowego – oraz to, jak ogromną pomoc w walce z chorobą Alzheimera może stanowić olej kokosowy.

To naprawdę niezwykła wiadomość i gorąco zachęcam do obejrzenia filmu w całości i zapoznania się z całą historią dr Newport. Jeśli jej teoria jest słuszna, może to być jedno z największych od wielu lat odkryć w dziedzinie naturalnego zdrowia. Potwierdzeniem jej twierdzeń jest niezwykły powrót do zdrowia jej męża.

Pamiętajcie jednak, że w przeciwieństwie do dr Newport, ja osobiście nie popieram chemicznych metod leczenia alzheimera i jestem przekonany, że przy takim stanie zdrowia jej męża, jego udział w badaniu skuteczności szczepionki jest zdecydowanie przeciwwskazany i nierozważny.

Mimo to uważam, że dr Newport mogła natknąć się na niezwykle skuteczną naturalną strategię zapobiegania i leczenia alzheimera, i o tym chcę mówić.

Charakterystyczną cechą choroby Alzheimera jest “zagłodzenie mózgu”

Jedno z podstawowych paliw, potrzebnych mózgowi, stanowi glukoza, która jest przekształcana w energię.

Mechanizm absorbcji glukozy w mózgu zaczął być badany dopiero niedawno i na razie dowiedzieliśmy się, że mózg faktycznie produkuje własną insulinę, aby przemieniać obecną w krwiobiegu glukozę w potrzebny mu do przetrwania pokarm.

Jak być może już wiecie, cukrzyca jest chorobą, w której reakcja organizmu na insulinę jest osłabiona, aż w końcu ciało przestaje produkować insulinę, niezbędną do regulowania poziomu cukru we krwi, w związku z czym zdolność organizmu do regulowania poziomu lub przetwarzania w energię zawartego w krwi cukru załamuje się.

Kiedy mózg zmniejsza produkcję insuliny, zaczyna dosłownie głodować, jest bowiem pozbawiony energii, pochodzącej z przekształconej glukozy, której potrzebuje do normalnego funkcjonowania.

To samo dzieje się z chorymi na alzheimera – części ich mózgu zaczynają ulegać atrofii, lub głodować, co prowadzi do zaburzeń w ich funkcjonowaniu i – w efekcie – zaburzeń pamięci, mowy, ruchu i osobowości.

W rezultacie, jeśli mózg staje się niewrażliwy na insulinę i traci zdolność do przemiany glukozy w energię, może zacząć zanikać z wygłodzenia.

Wiadomo również, że cukrzycy mają o 65% zwiększone ryzyko zachorowania na alzheimera i obie te choroby są ze sobą silnie powiązane, choć dokładny tego mechanizm nie jest jeszcze znany.

Wydaje się jednak całkiem jasne, że obie mają związek z insulinoopornością ciała oraz mózgu.

Alternatywne pożywienie dla mózgu może natychmiast zatrzymać jego zanikanie

Na szczęście nasz mózg jest w stanie pracować na więcej niż jednym źródle energii i tu do akcji wkracza olej kokosowy.

Istnieje substancja, która może dożywiać mózg i zapobiec jego atrofii. Może nawet zregenerować neurony i przywrócić funkcje nerwowe w mózgu po uszkodzeniu.

Substancją tą są ciała ketonowe, czy też ketokwasy.

Ciała ketonowe są tym, co organizm produkuje, przemieniając tłuszcz (ale nie glukozę) w energię. A głównym źródłem ciał ketonowych są trójglicerydy średniołańcuchowe (MCT), znajdujące się w oleju kokosowym!

Olej kokosowy zawiera około 66 procent MCT.

Korzyści płynące z ciał ketonowych mogą rozciągać się na wiele innych chorób; według dr Newport:

“Co więcej, jest to potencjalna metoda leczenia choroby Parkinsona, choroby Huntingtona, stwardnienia rozsianego i stwardnienia zanikowego bocznego (ALS lub choroba Lou Gehriga), opornej na leki padaczki oraz chwiejnej cukrzycy typu I i cukrzycy typu II, gdzie występuje insulino-oporność.

Ciała ketonowe mogą pomóc mózgowi noworodków i dorosłych przyjść do siebie po utracie tlenu, mogą pomóc wyleczyć serce po ostrym ataku, mogą też skurczyć guzy nowotworowe.”

Trójglicerydy średnio łańcuchowe (MCT) to tłuszcze, które nie są przetwarzane przez organizm w ten sam sposób co trójglicerydy długołańcuchowe. Normalnie, zanim spożyty tłuszcz będzie mógł być rozłożony w układzie trawiennym, musi zostać zmieszany z żółcią z pęcherzyka żółciowego.

Natomiast trójglicerydy średnio łańcuchowe przechodzą bezpośrednio do wątroby, która w naturalny sposób przetwarza ten olej w ketony, z całkowitym pominięciem żółci. Wątroba natychmiast uwalnia ketony do krwi, gdzie są one transportowane do mózgu i wykorzystane jako paliwo.

W rzeczywistości, ketony okazują się korzystniejszym pożywieniem dla mózgu osób chorujących na cukrzycę lub alzheimera.

“W chorobie Alzheimera neurony w niektórych obszarach mózgu nie są w stanie wchłonąć glukozy ze względu na oporność na insulinę i powoli zanikają, a proces ten, jak się okazuje, zaczyna się dziesięć, a nawet dwadzieścia lub więcej lat przed wystąpieniem widocznych objawów”.

Dr Newport stwierdza w swoim artykule:

“Gdyby komórki te miały dostęp do ciał ketonowych, mogłyby przeżyć i nadal funkcjonować”.

Dieta ketonowa – dlaczego unikanie zbóż chroni również przed neurodegeneracją

Innym sposobem na zwiększenie produkcji ketonów w organizmie jest ograniczenie ilości węglowodanów.

Oto, co się dzieje, kiedy stosujecie dietę o wysokiej zawartości tłuszczu i białka, a niskiej zawartości węglowodanów: organizm zaczyna pracować na tłuszczach zamiast na węglowodanach, a nazywa się to ketozą.

Jest to również powód, dla którego nie umieracie z głodu, kiedy na kilka tygodni ograniczycie jedzenie – ciało jest w stanie przerobić zgromadzony tłuszcz na ketony, które są wykorzystywane jako paliwo zamiast glukozy.

Jednakże spożywanie trójglicerydów średnio łańcuchowych, takich jak olej kokosowy, jest lepszym rozwiązaniem, ponieważ ketony produkowane w procesie ketozy nie gromadzą się w krwiobiegu, lecz są w dużej mierze wydalane z moczem.

Badania nad MCT i chorobą Alzheimera

Okazuje się, że mechanizm tego MCT-ketonowego metabolizmu polega na tym, że organizm traktuje MCT jako węglowodany, a nie jako tłuszcz. Dzięki temu energia z ketonów dociera do krwiobiegu, ale bez normalnego skoku poziomu insuliny, charakterystycznego dla wprowadzenia do krwi węglowodanów.

W efekcie więc, olej kokosowy jest tłuszczem, który działa jak węglowodany, jeśli chodzi o paliwo dla mózgu.

W wyniku przeprowadzonych badań terapeutyczny poziom MCT ustalony został na 20 g dziennie. Według obliczeń dr Newport, nieco ponad dwie łyżki oleju kokosowego (około 35 ml lub 7 płaskich łyżeczek) dostarcza wam równowartość 20 g MCT – czyli dawkę wskazaną zarówno jako środek prewencyjny przeciwko degeneracyjnym chorobom neurologicznym, jak i w leczeniu tych chorób.

Pamiętajcie jednak, że ludzie różnie tolerują olej kokosowy i być może będziecie musieli zacząć od małych ilości, i powoli dochodzić do dawek terapeutycznych. Ja zalecałbym zacząć od jednej łyżeczki, przyjętej z posiłkiem w godzinach porannych. Stopniowo, co kilka dni można nieco zwiększać ilość, aż będzie się w stanie tolerować cztery łyżki.

Aby uniknąć problemów żołądkowych, olej kokosowy najlepiej jest przyjmować razem z posiłkiem.

Dla optymalnego zdrowia mózgu potrzebujecie również witaminy B12.

Według zakrojonych na niewielką skalę fińskich badań, opublikowanych niedawno w czasopiśmie Neurology, ludzie, którzy spożywają pokarmy bogate w B12 mogą również zmniejszyć ryzyko zachorowania w przyszłości na alzheimera. Z każdym jednostkowym (pikomolarnym) wzrostem stężenia witaminy B12 (holotranskobalaminy) ryzyko zachorowania na alzheimera zmniejszało się o 2 proc. [PL]

Jednak zdecydowanie nie zgadzam się z zaleceniami żywieniowymi opublikowanymi przez CNN Health, które obejmowały ryby i wzbogacone płatki zbożowe.

Wzbogacone płatki z całą pewnością nie są dobrym źródłem witamin z grupy B w diecie. Co więcej, zawierają one dodatek nieorganicznego żelaza. Nie tylko jest to najgorszy suplement żelaza, ale takie wzbogacone płatki będą podnosić i tak już podwyższony poziom żelaza u tych, którzy go nie potrzebują, jak np. większość dorosłych mężczyzn oraz kobiety po menopauzie.

Podwyższony poziom żelaza zwiększa ryzyko zachorowania na alzheimera.

Nie mogę również polecić zwiększenia spożycia ryb, ponieważ większość ryb jest dziś zatruta. Jedynym wyjątkiem są sardynki, które są bogate w B12 i na tyle małe, że zawierają mniej toksyn w porównaniu do większych ryb.

Idealnym źródłem witaminy B12 będą natomiast:

Wątroba cielęca z ekologicznych hodowli
Dziko żyjący łosoś
Wołowina pochodząca z hodowli swobodnie pasących się zwierząt
Baranina (owce zwykle są karmionego trawą, nawet jeśli produkt nie został określony jako ekologiczny)
Jajka ekologiczne
Witamina B12 w naturalnej postaci występuje tylko w żywności pochodzenia zwierzęcego, co jest jedną z przyczyn, dla których odradzam ścisłą dietę wegetariańską czy wegańską. Te nieliczne produkty roślinne, które są źródłem B12, zawierają w rzeczywistości jej analogi. Analog jest substancją, która blokuje wychwyt prawdziwej witaminy B12, więc zapotrzebowanie organizmu na te składniki odżywcze w rzeczywistości wzrasta.

Istnieje wiele dobrze udokumentowanych przypadków zaburzeń pracy mózgu u wegetarian, wynikających z niedoboru witaminy B12.

Czego unikać, aby utrzymać przenikliwy umysł

Oprócz stosowania terapii ketonowej (olej kokosowy), czy to jako środek zapobiegawczy, czy w ramach leczenia, można podjąć inne kroki, aby zminimalizować ryzyko wystąpienia w przyszłości choroby Alzheimera.

Ważne jest na przykład, aby wiedzieć, jakiej żywności unikać w celu ochrony zdrowia mózgu.

W szczególności, za wrogów optymalnego zdrowia mózgu uznać należy:

*Cukry, a zwłaszcza fruktoza – nadmierne spożycie cukru i ziaren jest wiodącym czynnikiem sprzyjającym insulino-oporności, a strategie ochrony mózgu są bardzo podobne do tych, które pomagają uniknąć cukrzycy.
Nie ma żadnej wątpliwości, że insulino-oporność jest jednym z najbardziej rozpowszechnionych czynników wpływających na uszkodzenia mózgu, ponieważ znacząco przyczynia się do powstawania stanu zapalnego, który przedwcześnie degeneruje mózg.

Najlepiej byłoby ograniczyć całkowite spożycie fruktozy do mniej niż 25 gramów na dobę. Obejmuje to powstrzymanie się od jedzenia zbyt wielu owoców, jeśli normalnie jecie ich dużo. Spożywanie ponad 25 gramów fruktozy dziennie może uszkodzić komórki, tworząc oporność na insulinę i leptynę oraz podnosząc poziom kwasu moczowego.

Jagody są na ogół uboższe w fruktozę, a na przykład dzikie jagody są także bogate w antocyjany i przeciwutleniacze i dobrze znane jest ich korzystne działanie w przypadku alzheimera i innych chorób neurologicznych.

*Zboża – nawet pełne, ekologiczne zboża zmieniają się w organizmie w cukier, powodując skoki poziomu insuliny.
Dla zmaksymalizowania korzyści idealnie by było, gdybyście opracowali plan żywieniowy dostosowany do swojego konkretnego profilu, ponieważ węglowodany pochodzące ze zbóż dla jednych są bardziej szkodliwe, a dla innych mniej. Jestem przekonany, że to niezwykle istotne dla zdrowia każdego człowieka, i bardzo się cieszę, że mogę teraz zaoferować kompletny, darmowy program odżywiania on-line. Wcześniej opłata za ten test wynosiła 29 dolarów, więc proszę wykorzystać tę możliwość bezpłatnej oferty.

*Sztuczne substancje słodzące – Aspartam, na przykład, jest ekscytotoksyną i może dosłownie zniszczyć komórki mózgu. [Ekscytotoksyczność – toksyczność wynikająca z nadmiernego pobudzenia] Istnieje wiele badań wykazujących niebezpieczeństwa aspartamu. Na przykład jedno z takich badań, opublikowane w roku 2000 wykazało, że u myszy aspartam skraca czas reakcji pamięci, utrudnia zachowanie pamięci i uszkadza neurony podwzgórza.
Natomiast wyniki badań opublikowanych w 2002 r. w Nature wskazują, że aspartam może powodować opóźnienie umysłowe, choć mechanizm je powodujący nie jest jeszcze znany.

Kolejne badania na zwierzętach wiążą aspartam z uszkodzeniem mózgu i guzami mózgu, nawet przy małych dawkach. Jestem tak przekonany, że aspartam i inne sztuczne słodziki są niebezpieczne dla zdrowia na wiele sposobów, że napisałem nawet całą książkę na ten temat: Sweet Deception.

*Soja – Niefermentowane produkty sojowe to kolejne produkty, których należy unikać, jeśli chcesz zachować zdrowe funkcjonowanie mózgu.
Jedno z dobrze przygotowanych badań epidemiologicznych łączy spożywanie tofu z nadmiernym starzeniem się mózgu. Ci, którzy jedli tofu co najmniej dwa razy w tygodniu, mieli więcej zaburzeń poznawczych w porównaniu z tymi, którzy rzadko lub nigdy nie jedli twarogu sojowego, a wyniki ich testów poznawczych odpowiadały mniej więcej temu, jakie byłyby ich możliwości gdyby byli o pięć lat starsi.

Ponadto, większa konsumpcja tofu u mężczyzn w średnim wieku wiązała się również z niską masą mózgu. Mózg kurczy się naturalnie z wiekiem, jednak u mężczyzn, którzy spożywali więcej tofu, badanie wykazało przekroczenie normalnych wzorców charakterystycznych dla starzenia się.

Dr Kaayla Daniel napisał znakomitą książkę The Whole Soy Story, w której dogłębnie przedstawiła zagrożenia dla zdrowia związane z soją i którą gorąco polecam każdemu, kto wciąż łudzi się, że soja jest zdrową żywnością.

Dodatkowe wskazówki, jak walcząc z cukrzycą zapobiegać jednocześnie chorobie Alzheimera

Oczywiście, najlepszym sposobem “leczenia” alzheimera jest profilaktyka, a nie lekarstwa.

Nie ma wątpliwości, że insulinooporność jest jednym z najbardziej rozpowszechnionych czynników, wpływających na uszkodzenie mózgu, ponieważ przyczynia się znacząco do stanu zapalnego, który prowadzi do przedwczesnej degeneracji mózgu – podobnie jak niszczy resztę ciała i przyczynia się do wszelkiego rodzaju przewlekłych i zwyrodnieniowych chorób.

Jako ogólną zasadę należałoby przyjąć, że dla optymalnego zdrowia fizycznego i psychicznego najlepiej jest utrzymywać poziom insuliny na czczo poniżej 3.

Co ciekawe, normalizacja poziomu insuliny i leptyny w organizmie zazwyczaj pomaga zwiększyć produkcję insuliny mózgu, co jest dobrą rzeczą.

Oprócz wymienionych już zaleceń dietetycznych, siedem poniższych wskazówek pomoże ci uniknąć alzheimera i utrzymać przenikliwy umysł nawet w podeszłym wieku:

Zoptymalizuj poziom witaminy D poprzez bezpieczne przebywanie na słońcu, bezpieczne solarium i/lub suplementację witaminy D3.
Spożywaj wysokiej jakości tłuszcze zwierzęce omega-3. Aby utrzymać optymalną ilość tłuszczów omega-3, niezbędnych do osiągnięcia dobrego stanu zdrowia i do walki z chorobą Alzheimera, polecam spożywanie wysokiej jakości oleju z kryla. Niedawno przeprowadziłem wywiad z drem Rudim Moerckiem, ekspertem w tej branży, gdzie bardzo szczegółowo jest wyjaśnione, dlaczego tak zdecydowanie zalecam kryla.
Ćwiczenia. Zapewne wiesz, że ćwiczenia są korzystne dla układu sercowo-naczyniowego, ale badania wykazały, że ćwiczenia mogą rownież chronić mózg, a tym samym odpierać alzheimera i inne rodzaje demencji.Badania wykazały, że wśród osób w wieku od 20 do 60 lat szanse na rozwój choroby Alzheimera są prawie czterokrotnie większe u tych, którzy mniej aktywnie spędzali czas wolny w porównaniu z rówieśnikami.Podobnie jak zdrowa dieta, regularna aktywność fizyczna jest jednym z tych działań, które mogą znacząco poprawić wiele aspektów zdrowia fizycznego i emocjonalnego. Dla osób starszych korzystna będzie prosta aktywność, taka jak spacery i lekka gimnastyka. Młodszym więcej korzyści przyniosą intensywniejsze ćwiczenia.
Unikaj rtęci i usuń ją z organizmu. Nawet śladowe ilości rtęci mogą powodować uszkodzenia nerwów, jakie są charakterystyczne w chorobie Alzheimera.Plomby amalgatowe są jednym z głównych źródeł rtęci, jednak trzeba być zdrowym, żeby je bezpiecznie usunąć. Po przystosowaniu się do ulepszonej diety można przeprowadzić odtrucie z rtęci według moich zaleceń, a następnie znaleźć odpowiedniego dentystę, specjalizującego się w usuwaniu amalgamatów i usunąć plomby.Do innych źródeł rtęci należą: większość owoców morza, szczepionki zawierające tiomersal oraz szczepionki przeciw grypie, które zawierają zarówno rtęć, jak i aluminium.
Unikaj aluminium. Aluminium jest powszechnie wiązane z chorobą Alzheimera. Główne jego źródła to najprawdopodobniej woda pitna i antyperspiranty.Również naczynia aluminiowe mogą również być niebezpieczne. Mimo że garnki aluminiowe są zapewne mniej problematyczne niż wyżej wymienione zagrożenia, ja osobiście nie używam naczyń aluminiowych.
Gimnastykuj umysł. Stymulowanie umysłu, takie jak podróże, nauka gry na jakimś instrumencie, czy krzyżówki, wiązane jest ze zmniejszonym ryzykiem alzheimera. Naukowcy podejrzewają, że mentalne wyzwania pomagają mózgowi rozrastać się, dzięki czemu mniej jest podatny na zmiany związane z chorobą Alzheimera.
Unikaj leków antycholinergicznych. Jak wykazano, leki blokujące acetylocholinę – neuroprzekaźnik systemu nerwowego – zwiększają ryzyko wystąpienia demencji. Leki te to m.in. pewne nocne środki przeciwbólowe, leki przeciwhistaminowe i środki nasenne, niektóre leki przeciwdepresyjne, leki pomagające kontrolować oddawanie moczu oraz niektóre narkotyczne środki przeciwbólowe.
Przeprowadzone niedawno badania wykazały, że u tych, którzy przyjmowali jeden z leków, zakwalifikowanych jako “zdecydowanie antycholinergiczny”, czterokrotnie częściej występowały zaburzenia poznawcze. Regularnie przyjmowanie dwóch z tych leków dodatkowo zwiększało ryzyko zaburzeń poznawczych.

Końcowe uwagi na temat zwalczania choroby Alzheimera przy pomocy oleju kokosowego

Szkody wyrządzane mózgowi przez niewłaściwe odżywianie i nieuregulowany poziom insuliny i leptyny rozpoczynają się faktycznie dziesiątki lat przed wystąpieniem jakichkolwiek widocznych objawów choroby Alzheimera. Tak więc niezwykle ważne jest podjęcie decyzji dotyczących zdrowia już teraz, zanim będzie się sobie latami nieświadomie niszczyć mózg i komórki nerwowe, czego później być może nie da się odwrócić.

Jeśli zdecydujecie się na podjęcie terapii z użyciem MCT lub oleju kokosowego, koniecznie zaczynajcie powoli, od małych ilości oleju, i zawsze razem z jedzeniem, aby zminimalizować dyskomfort żołądka. Jeśli dojście do czterech łyżek oleju kokosowego, stanowiących dawkę terapeutyczną, zajmie kilka tygodni, to jest to normalne. Nie wszyscy od początku tolerują taka ilość oleju kokosowego w jednej dawce.

Olej kokosowy lub MCT należy przyjmować rano, jako że przemiana oleju w ketony i dotarcie ich do mózgu zajmuje co najmniej trzy godziny. Stosowanie dawki czterech łyżek dwa razy dziennie może być korzystne dla tych, którzy już cierpią z powodu zwiastunów alzheimera bądź już chorują.

Przy przewidywanych na 2050 rok 15 milionach przypadków choroby Alzheimera w Stanach Zjednoczonych, możecie sobie zapewnić, że nie znajdziecie się wśród ofiar tej tragicznej choroby przez podjęcie teraz działań na rzecz swojego zdrowia.

[W Polsce na alzheimera cierpi ok. 250 tys. osób, a eksperci szacują, że do 2040 roku ich liczba jeszcze się potroi.
Link


źródło: Four Tablespoons of This "Brain Food" May Prevent Alzheimer's



Uwagi:

1. Gdybyście chcieli poeksperymentować z olejem kokosowym, zwróćcie uwagę m.in. na to, czy aby nie jest przypadkiem utwardzony (uwodorniony). Tu fragment z artykułu dr Newport na ten temat:

Panuje błędne przekonanie, że olej kokosowy “zatyka tętnice”. Określenie to zostało ukute w połowie XX w. przez prezesa koncernu Procter & Gamble, producenta Crisco i innych uwodornionych [częściowo utwardzonych] olejów roślinnych. Jednak we wczesnych doświadczeniach na zwierzętach używano uwodornionego oleju kokosowego, o którym wiemy już, że zawiera cieszące się złą sławą trans-tłuszcze, a istotne kwasy tłuszczowe zostały wykluczone z diety.

Największym producentem oleju kokosowego są Filipiny, gdzie kokosy i olej kokosowy są podstawowym produktem żywnościowym [...] Filipiny mają jeden z najniższych wskaźników występowania chorób sercowo-naczyniowych na świecie. Badania wykazały, że stosunek cholesterolu do HDL poprawia się w przypadku nieuwodornionego oleju kokosowego. [...]

Jeśli używacie jakiegokolwiek uwodornionego oleju roślinnego lub oleju zawierającego trans-tłuszcze, przestańcie go używać i pozbądźcie się go! Dobra jest oliwa z oliwek, masło i inne naturalne, nieuwodornione oleje, włącznie z olejem kokosowym. Można stosować wyłącznie olej kokosowy, jednak ponieważ nie zawiera on kwasów tłuszczowych omega-3, to bardzo ważne jest, aby dwa razy w tygodniu jeść łososia lub wystarczająco dużo kwasów tłuszczowych omega-3 z innych źródeł, takich jak kapsułki z olejem z ryb, siemię lniane, olej lniany (nie do gotowania) lub orzechy.

To jeden z przyczynków, dlaczego zawsze warto zajrzeć do źródła informacji.

2. Gdybyście natknęli się gdzieś na argumenty, że ketoza jest bardzo niebezpieczna dla zdrowia, przeczytajcie nasz poprzedni artykuł, A co, jeśli to wszystko było jednym wielkim tłustym kłamstwem. Krótki cytat:

Nieunikniony argument przeciwko diecie Atkinsa był taki, że ketoza jest stanem niebezpiecznym, którego należy unikać za wszelką cenę.

Jednakże, kiedy rozmawiałem ze specjalistami zajmującymi się tym zjawiskiem, wszyscy oni stanęli po stronie Atkinsa sugerując, że być może media i środowiska medyczne mylą ketozę z kwasicą (ketoacidosis), pewnym rodzajem ketozy, który pojawia się u osób z nieleczoną cukrzycą, gdzie może nawet powodować śmierć. „Lekarze boją się ketozy”, mówi Richard Veech, badacz z NIH, który studiował medycynę w Harvardzie, po czym zrobił doktorat na Uniwersytecie w Oksfordzie razem z laureatem nagrody Nobla, Hansem Krebsem, „zawsze martwią się o ketozę cukrzycową, ale ketoza jest normalnym stanem fizjologicznym. Nie jest normalnym, że na każdym rogu stoi McDonald i delikatesy. Normalnym jest, że się głoduje”.

Mówiąc w skrócie, ketoza jest ewolucyjną odpowiedzią na oszczędny gen. Być może ewoluowaliśmy tak, żeby móc wydajnie magazynować tłuszcz na wypadek głodu, mówi Veech, ale dzięki ewolucji wykształciła się u nas także ketoza, żebyśmy mogli w razie potrzeby równie wydajnie ten tłuszcz wykorzystywać. Ketony, zamiast stanowić truciznę, jak często są traktowane przez prasę, sprawiają, że organizm pracuje wydajniej i stanowią zastępcze źródło paliwa dla mózgu. Veech nazywa ketony „magicznymi” i wykazał, że serce i mózg pracują o 25% wydajniej na ketonach niż na cukrze krwi.

link do artykułu o działaniu amalgamatu w organizmie:
http://www.kontestator.eu/artykuly_z_ne ... eimera.php


Źródło: pracownia4.wordpress.com
« Last Edit: (Mon) 18.05.2015, 01:01:48 by Anomalia »
“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • WyBudzony
  • *
  • Posts: 2 554
  • Reputacja: +12/-0
„Nikt nie wie, czym dokładnie jest tzw. choroba Alzheimera”. Rozmowa z Cornelią Stolze.



Publikujemy poniżej naszą rozmowę z Cornelią Stolze, autorką książki Zapomnij o Alzheimerze! Prawda o chorobie, która nie jest chorobą (Vergiss Alzheimer! Die Wahrheit über die Krankheit, die keine ist). Jej wydawcą jest znane wydawnictwo Kiepenheuer & Witsch z Kolonii. Autorka, Cornelia Stolze, z wykształcenia biolog, współpracowała z takimi czasopismami jakCornelia Stolze foto „Die Zeit”, „Stern” „Süddeutsche Zeitung“, „Spiegel”, „Financial Times Deutschland“ i „Geo”. Była redaktorką ds. naukowych w „Berliner Zeitung“ i „Die Woche“ oraz referentką prasową w różnych instytucjach naukowych jak Max-Delbrück-Zentrum für Molekulare Medizin w Berlinie i Max-Planck-Institut für Biochemie. Opublikowała kilka książek popularno-naukowych; główne obszary jej zainteresowania to medycyna, biologia, biotechnologia, genetyka i psychologia, polityka naukowa. Więcej o autorce przeczytać można na jej stronie internetowej CTTTRLKOQ -->http://www.corneliastolze.de



Książkę C. Stolze omawialiśmy szerzej na Nowej Debacie w artykule pt. Zapomnij o Azlheimerze!

Zapraszamy do lektury:

Jak i dlaczego zainteresowała się Pani problematyką choroby Alzheimera?

Na temat natrafiłam przypadkowo. Kiedy przed kilkoma laty zbierałam materiały do artykułu „Handel próbkami tkanek pacjentów i testerów“, dowiedziałam się o skandalu w USA, w który zamieszany był niemiecki naukowiec, specjalista od „choroby Alzheimera” – profesor psychiatrii Harald Hampel, pracujący wówczas w klinice uniwersyteckiej w Monachium (Uniwersytet im. Ludwika Maksymiliana). Okazało się wtedy, że pan Hampel pracował nad stworzeniem testu wczesnego wykrywania „choroby Alzheimera” i propagował te testy publicznie. A przecież uważano, że tego schorzenia nie da się udowodnić za życia. Podręcznikowa wiedza mówiła, że to, czy człowiek choruje tę chorobę czy też nie, można stwierdzić z całą pewnością dopiero na podstawie mikroskopowego badania tkanki mózgowej po jego śmierci. Kiedy zapytałam pana Hampela, czy weryfikuje skuteczność i niezawodność swoich testów także poprzez te patologiczne badania, odpowiedział, że nie. Utrzymywał, że nie jest to konieczne. Byłam wtedy zdumiona, jak naukowiec może tak de facto nienaukowo pracować – bez obawy, że zostanie zdemaskowany. Ponieważ z początku nie byłam pewna, czy czasami nie brak mi jakichś informacji potrzebnych dla zrozumienia tych prac, zasięgnęłam opinii innych ekspertów. Im bardziej wgryzałam się w temat, tym większe bagno, odkrywałam.

W czym, Pani zdaniem, tkwi fundamentalny problem z obowiązująca definicją „choroby Alzheimera”?

Zasadniczy problem polega na tym, że do dzisiaj nikt nie wie, czym dokładnie jest „choroba Alzheimera”. Nie istnieje de facto żadna jej jasna definicja. Nikt nie zna jej przyczyn. Czołowi eksperci wyznają tutaj najrozmaitsze teorie i nie tylko wzajemnie sobie zaprzeczają, ale częściowo przeczą nawet temu, co sami publicznie głoszą. Faktem jest, że nie istnieją żadne jasne kryteria, pozwalające odróżnić tę rzekomą chorobę od innych form demencji. Zarazem istnieją liczne, różnorodne przyczyny powstawania demencji. W praktyce często wrzuca się wszystko do jednego worka i po prostu opatruje etykietą „Alzheimer“ – chociaż nikt nie wie, na co pacjent naprawdę cierpi. Najbardziej fatalne jest to , że z tego powodu wielu pacjentów nie jest poddawanych właściwej terapii, choć wielu z nich, po właściwej diagnozie, można by pomóc w odzyskaniu poprzedniej normalnej sprawności mózgu.

Jakie siły, organizacje, środowiska, lobbies stały za wypromowaniem „choroby Alzheimera”? Kto na niej najbardziej korzysta?

Istnieje wiele grup, które odnoszą finansową korzyść z „choroby Alzheimera”. Jedni bezpośrednio, jak na przykład naukowcy, firmy farmaceutyczne, lekarze. Inni pośrednio – ponieważ etykieta „Alzheimer“ maskuje prawdziwe przyczyny wielu zachorowań na demencję. Niech Pan weźmie na przykład producentów alkoholu. Oni są żywotnie zainteresowani w tym, aby skutki nadużywania alkoholu, które się jakże często zdarzają, zatuszować. A przecież wiemy od dawna, że powtarzające się alkoholowe ekscesy, co znamy na przykładzie aktora Haralda Juhnke, (1929-2005) szkodzą nie tylko wątrobie, ale i mózgowi. Jedną z możliwych późnych konsekwencji picia alkoholu jest tzw. syndrom Korsakowa, któremu towarzyszą dokładnie takie same symptomy, jakie przypisuje się „chorobie Alzheimera“. Kiedy to schorzenie sie pojawi, to dla wszystkich naokoło wygodniej jest, traktowanie dotkniętej nim osoby jako ofiary , na którą los zesłał chorobę – zamiast przyznać, że prawdziwe przyczyny tkwią w nadużywaniu alkoholu. Beneficjenci są tutaj bardzo liczni: producenci piwa, wina i wódki, branża reklamowa, media (np. stacje telewizyjne sponsorowane przez przemysł alkoholowy), bliscy chorych , którzy latami odwracali wzrok, bo woleli nie wiedzieć, jakie są prawdziwe przyczyny ich stanu zdrowia, wreszcie sam dotknięty chorobą, ponieważ w ten sposób zwalnia się z własnej za nią odpowiedzialności itd.

W swojej książce stawia Pani tezę, że ta masowo dziś diagnozowana choroba jest w dużej mierze po prostu medycznym błędem. Na ile pojęcie choroby Alzheimera jest produktem tego, co się w publicystyce nazywa „bad science” czyli nauki nierzetelnej, manipulującej danymi i wynikami badań itp. ?

Zjawisko jest konsekwencją „bad science” w tym sensie, że badania, które doprowadziły do dopuszczenia znajdujących się na rynku medykamentów przeciwko „chorobie Alzheimera“, cierpią na zasadniczą wadę: jak chce się przetestować działanie leku, jeśli choroby, którą mają uleczyć, nie można wiarygodnie zdiagnozować ani też nie można zmierzyć efektów terapii? Obie te rzeczy są de facto niemożliwe. Przyznają to nawet czołowi eksperci od „Alzheimera” w Niemczech, np. w tzw. wytycznych S3 „Demencje“, sporządzonych przez Niemieckie Towarzystwo Neurologiczne oraz Niemieckie Towarzystwo Psychiatrii, Psychoterapii i Neurologii.

Zaletą Pani książki są obserwacje dotyczące działania całego systemu medycyny i służby zdrowia wobec ludzi starych. Jakie problemy dostrzega Pani w tym zakresie?

Zdezorientowani, niepewni starzy ludzie są dla kompleksu medycznego niemal idealną grupą docelową. Często są słabi, samotni i nie potrafią – z powodu swojej dezorientacji – ani skorzystać z niezależnych źródeł informacji, ani skutecznie się bronić. Właśnie dla psychiatrów, czujących się kompetentnymi w kwestii „Alzheimera“, otwiera się tutaj ogromne pole do działania, bowiem prawie wszystkie diagnozy w tej dziedzinie medycyny są mętne a definicje, które stosuje psychiatria można dowolnie rozciągać. Raz postawioną diagnozę trudno zakwestionować, i bardzo rzadko się ją rewiduje.

Co jakiś czas słyszymy o kolejnych przełomowych odkryciach i postępach w leczeniu „choroby Alzheimera”. Jednak Pani pisze w swojej książce, że postępy te są złudzeniem. Dlaczego, pomimo wielomiliardowych nakładów na badania i leczeniem medycyna pozostaje bezsilna wobec „choroby Alzheimera”?

Moje badania wykazują, że medycyna dlatego jest bezsilna, ponieważ w bardzo dużym stopniu uprawia się w tym przypadku niechlujne, nie poddane surowym rygorom naukowym, badania. Wielu z tych, którzy działają na tym polu, w rzeczywistości nie postępuje zgodnie z naukowymi procedurami (zob. wyżej moje wyjaśnienia na temat testów wczesnego wykrywania). Zainteresowani badacze nie kwestionują własnych hipotez – nawet wówczas, kiedy wyniki badań za każdym razem trafiają w próżnię. Wychodzą od modelu choroby, który już dawno okazał się błędny – i badają dalej w tym samym kierunku, zamiast przyznać, że najprawdopodobniej to sam kierunek jest fałszywy. W każdym razie jedno jest pewne: o „przełomach“ nie może być mowy. Nawet jeśli tak często się o nich opowiada. Od powtarzania nie przybywa prawdy.

Z jakim przyjęciem spotkała się Pani książka?

Od chwili ukazania się „Zapomnij o Alzheimerze!“ coś się ruszyło. Liczne gazety, czasopisma, redakcje telewizyjne i radiowe informowały o wykrytych w książce nadużyciach i błędach w diagnostyce i terapii demencji. Wielu bliskich dotkniętych demencją osób, pracownicy socjalni, psychologowie, pielęgniarze, opiekunowie i lekarze, którzy na co dzień mają z nimi do czynienia, rozpoznają w tym swoje własne doświadczenia. Dowodzą tego liczne listy i maile od czytelników, które nadeszły w ostatnich miesiącach. Na przykład Thomas Zimmermann z kliniki uniwersyteckiej Hamburg-Eppendorf napisał : „Wreszcie wiele wyjaśniająca książka na temat Alzheimera, która doskonale koresponduje z moimi doświadczeniami jako badacza w «sieci kompetencji» (Kompetenznetz) odpowiedzialnej za degeneratywne demencje. Życzyłbym sobie, żeby otworzyła oczy wielu ludziom“.

Nacisk na czynniki decyzyjne, aby ukrócić nadużycia wzrósł – i odnosi skutek. Niektórzy z wymienionych w książce badaczy i lekarzy nie pełnią już swoich funkcji. Dotyczy to m.in. wzmiankowanego wyżej lekarza Haralda Hampela. Przez lata ten psychiatra uchodził za gwiazdę badań nad „Alzheimerem”. Uniwersytet we Frankfurcie, na którym od początku 2010 roku Hampel pracował jako kierownik kliniki psychiatrii, psychoterapii i psychosomatyki, chwalił się jego „pionierskimi badaniami“ i jego „międzynarodową rangą“. Jednak 22 marca 2012 roku został zwolniony w trybie natychmiastowym. Kierownictwo kliniki położyło tą decyzją kres kryzysowi, który od miesięcy nabrzmiewał w placówce kierowanej przez Hampela. Wielu byłych pracowników zarzuciło psychiatrze mobbing. Miał m.in. pozbawiać ich pomieszczeń i sprzętu oraz grozić, ze nie przedłuży umowy. Systematycznie miał szykanować niemiłych mu kolegów. Zwalniając 47-letniego wówczas psychiatrę kierownictwo kliniki usunęło w jego osobie lekarza, który dzięki bliskim kontaktom z przemysłem wysforował się na czoło badaczy nad „Alzheimerem”, choć jego naukowa działalność jest bardzo podejrzana.

Również w Niemieckim Towarzystwie Neurologicznym rośnie świadomość problemu. Świadczy o tym niedawno powołana do życia inicjatywa o nazwie „Neurology-First“. Kilkuset członków Towarzystwa wezwało swoją organizację do przeprowadzenia zasadniczych reform. Postulują m.in., aby wzmocnić „zawodową autonomię“ lekarzy poprzez oddzielenie programów dokształcających Towarzystwa od przemysłu farmaceutycznego. Ponadto należy wewnątrz Towarzystwa dokonać „podziału władz pomiędzy lekarzami współpracującymi z przemysłem a tymi, którzy tworzą wytyczne“. Innymi słowy: kto znajduje się w sytuacji konfliktu interesów nie może być autorem wytycznych Towarzystwa . Idzie wszak o to, aby „chronić naszych pacjentów przed błędnymi terapiami i z góry zapobiec powstawaniu podejrzeń, ze zalecenia mogą być motywowane finansowym interesem“.

Interesująca jest także inna sprawa: do dziś żaden z wymienionych w „Zapomnij o Alzheimerze!“ badaczy, lekarzy i producentów leków nie zakwestionował zarzutów o wprowadzanie w błąd, fałszywe obietnice czy stosowanie geszefciarskich trików w dziedzinie „Alzheimera”. Nikt nie podjął kroków prawnych przeciwko treściom zawartym w mojej książce. Kryjąca się za tym strategia jest jasna: byle tylko nie robić szumu! Jednakże jest też faktem, że czołowi eksperci odmawiają wypowiedzi na temat książki i grożą adwokatem, jeśli redakcje będą o niej informować o niej i o zawartych w niej ustaleniach. Znamienne jest też to, iż odmawiają uczestnictwa w dyskusjach publicznych z moim udziałem.

Dziękujemy za rozmowę.

Rozmawiał i przełożył Tomasz Gabiś. Czerwiec, 2013.


CTTTRLKOQ -->http://nowadebata.pl/2013/07/22/nikt-ni ... ia-stolze/
« Last Edit: (Thu) 01.01.1970, 02:00:00 by Guest »
“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • WyBudzony
  • *
  • Posts: 2 554
  • Reputacja: +12/-0
Fragment książki Aluminium. O tym nie mówi się głośno

Aluminium i choroba Alzheimera: wypierane zagrożenie

W większości aktualnych publikacji na temat występujących u ludzi chorób otępiennych, a w szczególności choroby Alzheimera, szerzy się specyficzna fobia w związku z oceną roli aluminium. We wspomnianej już książce o historii aluminium niemieckiej autorki Luitgard Marschall jego wpływ na zdrowie na 285 stronach został skwitowany jednym zdaniem. Na stronie 17 napisano zwięźle: „Jest uważane za nieszkodliwe dla zdrowia". To nieprawda, już choćby ze względu na dowiedzione działanie aluminium jako katalizatora otępienia dializacyjnego, anemii, osteomalacji (rozmiękania kości) oraz aluminozy. Lepiej byłoby, gdyby autorka przyznała: „Nie znam się na tym, nie chcę się tym zajmować i dlatego nic o tym nie piszę".
Konsekwentną ignorancję da się także zauważyć w książce Demenz — was wir daruber wissen, wie wir damit leben18 [Demencja — co o niej wiemy, jak z nią żyjemy], w której 30 prominentnych niemieckich publicystów naukowych rozpatruje wszystkie możliwe aspekty nowej choroby narodowej. Dużo mówi się tam o wpływie stylu życia, palenia papierosów czy odżywiania, podobnie jak o nadziei wiązanej z miłorzębem (Ginkgo biloba), aż do szczepionki na chorobę Alzheimera, tylko o roli aluminium autorzy nie chcą nic wiedzieć. Termin „aluminium" nie pojawia się w indeksie nazw.
Na portalu internetowym Międzynarodowego Towarzystwa Alzheimera na stronie zawierającej czynniki ryzyka19 znajduje się pod¬kreślony grubą fioletową kreską akapit zatytułowany .Aluminium to nie katalizator".
Jak czytamy w tym krótkim akapicie, podobno jest to tylko mit. Zainteresowanie nauki już dawno zwróciło się ku innym tematom.
I najwyraźniej z powodzeniem, gdyż na samej górze czytamy: „Na¬ukowcy zidentyfikowali czynniki, które zwiększają ryzyko choroby Alzheimera". I zaraz potem następuje lista odkryć: „Najważniejszym znanym czynnikiem ryzyka alzheimera jest podeszły wiek".
Potem przytoczona zostaje historia rodzinna. Jeśli jedno z rodzi¬ców, brat, siostra albo własne dziecko zachoruje na alzheimera, my też jesteśmy zagrożeni. Jest to spowodowane, jak ze zdumieniem czytamy, przyczynami genetycznymi lub wpływem środowiska. Możliwe, że jednym i drugim.
Wobec takich wiekopomnych odkryć nie dziwi, że niemal na każdej stronie proponuje się przeznaczanie pieniędzy na dalsze badania.

Międzynarodowa Organizacja Alzheimera będzie mogła dzięki temu odpowiednio wspierać czołowych naukowców z całego świata. o aluminium nie martwi się też przesadnie Deutsche Alzheimer Gesellschafit [Niemieckie Towarzystwo Alzheimera]. Jeśli wpiszemy do wyszukiwarki na ich stronie termin „aluminium", otrzymamy komunikat „nie znaleziono wyników". Można za to znaleźć wyrafinowany spot reklamowy, w którym Roberto Bianco przygotowuje się do występu, potem pośpiesznie wbiega na scenę i intonuje swoją pieśń „Trochę trzeba się zabawić". Niestety, następnie odkrywa, że na widowni siedzą sami długowłosi, obficie wytatuowani rockersi. Lektor komentuje tę scenę poważnym, dobitnym głosem „Pomyliłeś miejsce? - Dla 1,2 miliona ludzi w Niemczech to codzienność".
i tak w ten wesoły, a jednak poważny sposób zdobywa się „awareness", czyli uwagę publiczności. Przez takie kampanie awareness najłatwiej dobrać się ludziom do serc i portfeli.
Na co jednak są przeznaczane zebrane pieniądze?
Jury skupiające wyśmienitych naukowców zajmujących się chorobą Alzheimera przeznacza je na wysoko dotowane badania. Wyniki są potem prezentowane, po odliczeniu kosztów administracyjnych, na ogólnokrajowych konferencjach i poddawane pod dyskusję.
Wróćmy więc do nauki. W lipcu 2011 roku w Paryżu odbyła się, jak trafnie nazwano to spotkanie, Międzynarodowa Konferencja Towarzystwa Alzheimera poświęcona chorobie Alzheimera. Przybyło kilka tysięcy naukowców. Wokół sal plenarnych zebrał się potężny orszak przedstawicieli firm farmaceutycznych, którzy na spektakularnych stoiskach targowych prezentowali swoje najnowsze odkrycia. Na czele ze „Złotymi sponsorami" konferencji, koncernami Pfizer, Novartis czy Lilly. Koncern Janssen zaprezentował swój .Alzheimer's Immunotherapy Programm", koncern Ever „Neuro Pharma", a GE Healthcare, medyczny dział General Electric, któ¬rego obroty z tytułu sprzedaży medycznych systemów diagnostycznych i monitorujących sięgnęły 17 miliardów dolarów, znajdował się oczywiście w gronie „Złotych sponsorów". Amerykański koncern Merck tym razem dołączył tylko do grupy „Srebrnych sponsorów". Najwyraźniej na taśmie produkcyjnej zabrakło tym razem tabletek na alzheimera, które należałoby zareklamować.
W środku, na sali obrad w czasie posiedzenia inauguracyjnego oświadczono, że światowy alarm już dawno został ogłoszony. „Koszty spowodowane na całym świecie otępieniem wynoszą 604 miliar¬dy dolarów" — oznajmił czołowy naukowiec Towarzystwa Alzheimera, William Thies. Alzheimer to jedyna przyczyna śmierci spośród najczęstszych w USA, której nie można zapobiec, wyleczyć ani nawet spowolnić. Na całym świecie cierpi na tę chorobę 35,6 miliona ludzi.
Po tych drastycznych liczbach obrazujących dramatyzm sytuacji przedstawiono najwybitniejsze wyniki badań ostatnich lat. Po wprowadzających słowach Thiesa oczekiwania były już bardzo skromne — bo cóż można zrobić z chorobą, której nie sposób ani zapobiec, ani jej wyleczyć, ani spowolnić? Cóż, można ją badać.
W programie naukowym konferencji znalazło się więc sporo ra¬portów z laboratoriów genetycznych, których w sumie dość podob¬nie brzmiące wyniki i opisy nowych genów podejrzewanych o po¬wodowanie choroby Alzheimera stopniowo składają się na ogólny obraz potwornie drogiej terapii zajęciowej wysoko wyspecjalizowa¬nych nerdów - najczęściej bez najmniejszej szansy na jakiekolwiek praktyczne znaczenie.
Tuż za tym w rankingu popularności znalazły się badania nad stylem życia. Wychodzą one z podstawowego założenia, że pacjen¬ci z najrozmaitszych powodów sami są winni swojej choroby. Ten rodzaj badań jest bardzo popularny w prasie, zajmuje się bowiem tak zrozumiałymi zjawiskami jak nadmiar oglądania telewizji, brak ruchu czy otyłość. To znowu daje redaktorom z działów medycznych prasy bulwarowej pole do tego, by za pomocą ironicznych podtekstów i delikatnego cynizmu dać upust kaznodziejskim zapędom, nie trudząc się przy tym skomplikowanymi obcymi terminami czy odstraszającą metodyką. Do tego jeszcze jakiś fajny materiał
o otyłym nastolatku, który siedzi z frytkami nad konsolą do gier - i już ostrzeżenie gotowe. Tak właśnie wyglądają późniejsi wariaci z alzheimerem.
Najlepsze w badaniach tego rodzaju jest to, że każdy kiwa głową, a nikt nie uważa, że dotyczy to właśnie jego.
Taka też była wymowa głównego wykładu w dniu inauguracji, reklamowanego hasłem, że można byłoby zapobiec trzem milionom przypadków choroby Alzheimera na całym świecie, gdyby ludzie w państwach uprzemysłowionych byli choć troszeczkę zdrowsi
i mądrzejsi. Głosicielką tego przesłania była Deborah Barnes, profesor psychiatrii z Uniwersytetu Kalifornijskiego w San Francisco20. Razem z zespołem wyliczyła siedem czynników, które mają znaczący udział w powstawaniu choroby Alzheimera.
Najważniejszy spośród tych czynników nosi nazwę „niskiego wykształcenia" i odpowiada aż za 19 procent przypadków choroby Alzheimera. Nie mogło również zabraknąć szkodliwego „palenia papierosów" — przypisano mu 14 procent przypadków. W podob-nym wymiarze (13 procent) degeneracji komórek mózgowych zapobiegłby ruch. I gdyby jeszcze pozbyć się depresji, kolejne 11 pro¬cent pozostałoby przy zdrowych zmysłach. Stosunkowo niewielki wpływ mają nadciśnienie krwi (5 procent) i duża nadwaga (2 procent). Podobnie pozbawione znaczenia (2 procent) okazało się unikanie cukrzycy. No ale w końcu 2 procent to 2 procent i ten, kto uniknie cukrzycy - pomijając alzheimera - i tak ma z tego jakąś korzyść.
Oczywiście ze strony krytycznej widowni padło także pytanie, skąd kalifornijska specjalistka neuropsychologii geriatrycznej wzięła swoje odkrycia, skoro obecnie podobno nikt nie wie, jakie właściwie są przyczyny choroby Alzheimera.
To wszystko jest przecież bardzo proste, wyjaśniła Barnes: razem z zespołem przeanalizowała wszystkie dostępne badania, w których zgromadzono dane biograficzne pacjentów cierpiących na chorobę Alzheimera. Tam, gdzie pacjenci z alzheimerem różnią się od normalnej ludności, zgodnie z jej tezą muszą tkwić korzenie całego zła.
Wystarczy więc zlikwidować niskie wykształcenie, palenie i depresje i już mielibyśmy połowę populacji wyleczoną z alzheimera?
Ta teza zawiera jeszcze kilka drobnych niezgodności. Barnes uzna¬ła, że alzheimer na różnych kontynentach musi mieć różne przyczyny. W USA „niskie wykształcenie" ma na sumieniu zaledwie 7 procent przypadków alzheimera, w pozostałych krajach świata natomiast trzy razy tyle. Skąd się to mogło wziąć? Czy Amerykanie są generalnie gorzej wykształceni i niewykształceni alzheimerowcy nie wyróżniają się aż tak bardzo na ich tle? A może brak szkolnych dyplomów jest tam spowodowany znacząco mniejszym deficytem w mózgu?

Deborah Barnes nie pozwoliła, by te zagadkowe szczegóły przytłumiły jej naukową euforię. Przy wtórze braw słuchaczy wygłosiła końcowe przesłanie. „Stosunkowo prosta zmiana stylu życia, czyli jak więcej ruchu czy niepalenie, mogłaby mieć zdecydowany wpływ na liczbę przyszłych przypadków alzheimera - oświadczyła Barnes i jeszcze raz pozwoliła zabłysnąć swoim matematycznym umiejętnościom: „gdyby udało się zredukować ryzyko związane ze stylem życia choćby o 25 procent, moglibyśmy uchronić przed alzheimerem 3 miliony ludzi rocznie".
W dyskusji, która potem nastąpiła, ktoś zauważył krytycznie, że chodzi tu o teoretyczny model matematyczny i że dopiero się okaże, czy da się go przetransferować do „real world". Tak czy owak, przesłanie było pozytywne, a tego badacz choroby Alzheimera, kierujący się poza tym wyłącznie czystymi faktami, potrzebuje przecież od czasu do czasu w swojej ciężkiej pracy.


Aktualny stan badań nad chorobą Alzheimera

Na koniec moich badań na temat choroby Alzheimera zrobię jeszcze jeden eksperyment. Chciałbym uzyskać względnie obiektywny i ak¬tualny obraz opinii naukowców, którzy obecnie zajmują się tą ma¬terią i publikują na ten temat. Interesuje mnie pytanie, czy wszyscy oni uważają, że aluminium nie ma wpływu na powstanie choroby alzheimera. Takie nastawienie propagują bowiem przeglądowe ana¬lizy sponsorowane przez lobby aluminiowe.
W tym celu organizuję proste wyszukiwanie w międzynarodo¬wej bazie danych medycznych Pub-Med. Łączę szukane terminy „aluminium" i „alzheimer", porządkuję je według ich aktualności i otrzymuję ponad 600 trafień53.
Pierwsze badanie przeprowadził zespół badaczy Departamentu Biochemii, Mikrobiologii i Immunologii Uniwersytetu w Otta¬wie w Kanadzie"54. Zaraz na wstępie napisano tam: ,Aluminium jest toksyną z grupy metali, łączoną z licznymi chorobami, między innymi chorobą Alzheimera i chorobą Parkinsona, patologiczny¬mi zmianami w mózgu w przebiegu dializy oraz rozmiękczaniem kości". Podobno nie zbadano jednak do tej pory dostatecznie do¬kładnie molekularnej toksyczności aluminium. Dlatego naukowcy bardzo skrupulatnie opisują wpływ aluminium na kultury komó¬rek ludzkich. „Podstawowe toksyczne działanie aluminium dotyczy przemiany materii w mitochondriach". Te centralne elektrownie każdej komórki ludzkiej ulegają poważnym uszkodzeniom. Na¬ukowcy w swojej pracy drobiazgowo opisują toksyczne działanie aluminium na te podstawowe struktury.
Autorami kolejnej pracy są lekarze egipscy z uniwersytetu w Asjut55. W serii badań wypróbowali oni substancję czynną pod nazwą me- mantyna o udowodnionym działaniu chroniącym przed niektórymi toksynami uszkadzającymi układ nerwowy. Rozważa się zastosowanie memantyny w terapii choroby Alzheimera, jednak wokół jej działania jest wiele kontrowersji. W dostępnych badaniach naukowcy karmi¬li szczury „dobrze znaną trucizną dla nerwów", jak to wyrazili, czyli aluminium w postaci chlorku glinu. W rozmaitych testach zwierzę¬ta zareagowały radykalnym załamaniem zdolności zapamiętywania. „W niskich dawkach memantyna nie wykazywała żadnego działa¬nia na wywołany działaniem aluminium deficyt pamięci" - czytamy w raporcie z badania. Dopiero w maksymalnej dawce naukowcom udało się stwierdzić poprawę i dlatego uważają dalsze badania nad odtruwającym działaniem memantyny za przyszłościowe.
Trzecie miejsce w naukowym rejestrze zajmuje ankieta przepro¬wadzona w amerykańskim stanie Floryda, badająca stan wiedzy róż¬nych mniejszości etnicznych w USA na temat choroby Alzheime¬ra'6. Uczestnicy otrzymali zestaw pytań, w tym także dotyczących ich osobistego stanu zdrowia. 40 procent podało, że miało już kie¬dyś zaburzenia pamięci. Jednak większość pytań dotyczyła przyczyn i skutków choroby Alzheimera.
Problematyczni okazali się zdaniem autorów Amerykanie o afro- karaibskich korzeniach. U tej grupy etnicznej autorzy badań stwier¬dzili największy deficyt wiedzy. Zaraz na pierwszym miejscu wy¬mieniono błędne mniemanie, wielokrotnie wyrażane przez owych „ignorantów", iż aluminium stanowi czynnik ryzyka w chorobie Alzheimera. Z ostrą jak żyletka precyzją autorzy postulują, by „kampanie uświadamiające opinię publiczną w zakresie choroby Alzhe¬imera były szczególnie nastawione na wypełnienie luk w edukacji mniejszości narodowych".
Być może naukowcy z uniwersytetu Atlantic na Florydzie powin¬ni jednak najpierw zasięgnąć informacji na temat przedmiotu włas¬nych badań, zanim zaczną formułować tak światłe zalecenia.
Mogliby w tym celu sięgnąć do kolejnych badań wymienionych w archiwum naukowym PubMed tuż pod ich własnym wpisem. Chodzi o pracę naukowców z indyjskiego uniwersytetu w Pendża- bie57. .Aluminium jest toksyną dla nerwów zarówno u zwierząt, jak i u ludzi" — tak Hindusi rozpoczynają swój raport. Ich zdaniem alu¬minium negatywnie wpływa na produkcję enzymów biologicznych, niezbędnych dla kluczowych mechanizmów przemiany materii. I ponownie wskazują na związane z tym nieprawidłowe funkcjo¬nowanie mitochondriów. „Mechanizm ten bierze udział w powsta¬waniu chorób neurodegeneracyjnych. Toksyczność aluminium jest bardzo ściśle związana z chorobą Alzheimera".
I w takim tonie przebiega dalsza część tej pracy. Kolejna praca po¬chodzi z Hiszpanii58 i rozpoczyna się od stwierdzenia, że aluminium zostało zidentyfikowane w blaszkach neurytycznych i typowych kłębkach u pacjentów z chorobą Alzheimera. W doświadczeniu hiszpańscy naukowcy potraktowali dwie spośród czterech grup myszy aluminium. W porównaniu z myszami, które nie miały kontaktu z aluminium, wykazywały one potem znacznie zmniejszoną aktyw¬ność.
Chińscy farmakolodzy z uniwersytetu Jinan59 przedstawili nato¬miast w swojej pracy możliwość wywołania u myszy choroby Alzheimera. Podobno potrzebny jest do tego D-gal, związek cukru i właśnie aluminium. Po dziesięciodniowej „terapii" u myszy poja¬wiły się problemy z nauką i pamięcią. W ich mózgach znaleziono również typowe starcze płytki i wiele innych charakterystycznych oznak. W swoich wnioskach chińscy naukowcy z radością stwier¬dzili: „połączone podanie D-gal i aluminium to skuteczna droga do ustalenia zwierzęcego modelu choroby Alzheimera; będzie go moż¬na z powodzeniem użyć do badań nad powstawaniem tej choroby i do opracowania terapii".
Na koniec tej krótkiej kwerendy w literaturze zacytuję jeszcze jedną pracę60, która powstała na oddziale neurologii szpitala im. Thomayera w Pradze. Zespół badaczy chciał wyjaśnić, czy takie szkodliwe substancje jak ołów i aluminium częściej występują w mózgach pacjentów z chorobą Alzheimera. W tym celu porów¬nali 29 mózgów osób zmarłych z potwierdzoną diagnozą choroby Alzheimera z grupą kontrolną osób zmarłych w tym samym wieku bez diagnozy alzheimera. Użyli do tego tak zwanej atomowej spek- tometrii absorbcyjnej, której wyniki zinterpretowali przy użyciu nowatorskiej metody matematycznej. Jeśli chodzi o stężenie oło¬wiu, nie znaleźli między tymi grupami żadnych znaczących różnic. Analizując zawartość aluminium w mózgach osób z alzheimerem, stwierdzili natomiast czterokrotnie większe obciążenie tym pier¬wiastkiem. Prascy naukowcy proponują stosowanie ich metody w przyszłości jako standardowej, ponieważ dotychczasowe metody pomiarowe w przypadku mikroelementów często zawodzą lub do¬starczają nieprawidłowych wyników.
Tyle na temat mojej wyprawy do współczesnej nauki, do siedmiu obecnie najbardziej aktualnych prac poświęconych związkowi aluminium z chorobą Alzheimera. Tę listę można byłoby uzupełnić o kilkadziesiąt dalszych prac. Nawet jeśli, jak powiada Chris Exley, badania nad aluminium niezwykle rzadko otrzymują dofinansowa¬nie lub wsparcie ze źródeł publicznych, dążenia do naukowej prawdy nie da się już powstrzymać. Argumenty są zbyt oczywiste. Na całym świecie w dalszym ciągu prowadzone są badania na temat związku aluminium z chorobą Alzheimera. Jak widzieliśmy, niektó¬re zespoły badaczy idą nawet krok dalej i próbują znaleźć metody pozbycia się aluminium z mózgowej przemiany materii i położenia w ten sposób podwalin pod przyszłe farmaceutyczne bestsellery.
Panująca dziś atmosfera świadczy o tym, że zdecydowana więk¬szość naukowców nie wyklucza, że aluminium odgrywa istotną rolę w powstawaniu tej choroby. Każdy może prześledzić te bada¬nia w literaturze i wyrobić sobie własne zdanie: wystarczy wejść na www.pubmed.org i wpisać do wyszukiwarki oba terminy. Tym bar-
lecznicze. Choroba szwagra, i to w wieku jak na alzheimera stosun¬kowo młodym, nie dawała jej spokoju. Podczas odwiedzin u siostry spytała, jakie leki przyjmował Rupert przed diagnozą. „Bardzo nie¬wiele - odpowiedziała. - Pomijając tabletki na nadkwasotę, Rupert był raczej przeciwnikiem »proszków«".
Sonja chciała zobaczyć ten lek i Marianne przyniosła z kuchni opakowanie z tabletkami do ssania o nazwie Talcid.
-   Dostępne bez recepty i całkowicie bezpieczne - powiedziała Marianne i podała Sonji barwne opakowanie, które przypominało pudełko po witaminach. Sonja otworzyła je i przeczytała ulotkę. Po plecach przebiegł jej zimny dreszcz.
-   Bezpieczne - powtórzyła w końcu i potrząsnęła głową. - Od jak dawna on to bierze?
-   Rupert miał zgagę już wtedy, gdy się poznaliśmy. Tabletki zaczął brać dawno temu. Co najmniej dziesięć lat - odparła Marianne.
-   Ale teraz z tym koniec - powiedziała Sonja.
-   Dlaczego? — zapytała Marianne.
-   Ponieważ jest tu napisane, że tego leku nie wolno brać przy chorobie Alzheimera.
Talcid jest produktem koncernu Bayer. Na stronie interneto¬wej firmy61 jest reklamowany jako „najlepiej sprzedający się lek na nadkwasotę". Sprzedawany jest pod hasłem „sprawdzony" w wersji z 500 mg substancji czynnej, „silny" z 1000 mg i w postaci płynnej jako „Talcid Liquid" również z 1000 mg. Saszetkę z lekiem nale¬ży rozerwać i wlać płyn bezpośrednio do jamy ustnej. „Przyjemny smak i przyjemna konsystencja" - brzmi jedna z przytaczanych zalet Talcid Liquid. I dalej: „Już w chwili zażywania powoduje uczucie ulgi w przewodzie pokarmowym".
Substancja czynna w leku Talcid to hydrotalcit. Na pierwszy rzut oka - przynajmniej dla laika — nie ma nic wspólnego z aluminium. W Wikipedii hydrotalcit jest opisywany jako „rzadko występują¬cy minerał z kategorii węglanów". Syntetycznie produkowane hy- drotalcity są stosowane jako stabilizatory w produkcji PCV. „Przy tym - czytamy dalej - reagują one z kwasem solnym powstającym w procesie starzenia się PCV"6z.
I jest to zapewne właśnie ten mechanizm, który powoduje neu¬tralizację kwasów żołądkowych. „Hydrotalcit ma zdolność wiąza¬nia kwasów przez stopniowe oddawanie wodorotlenku aluminium i dlatego znajduje szerokie zastosowanie w przemyśle oraz jako lek.
Mniej przyjemnie brzmią dane na temat bezpieczeństwa produk¬tu. Najpierw pisze się, że nie zbadano dostatecznie, czy substancja czynna może wywoływać raka: „Nie istnieją badania wskazujące na rakotwórczy potencjał wodorotlenku magnezowo-aluminiowego".
W odniesieniu do możliwych negatywnych skutków dla roz¬rodu istnieją przynajmniej dane z doświadczeń na zwierzętach: „Eksperymenty prowadzone z udziałem zwierząt przy wykorzysta¬niu związków aluminium dowodzą szkodliwego oddziaływania na potomstwo" — czytamy w fachowej informacji na temat Talcidu. Do skutków ekspozycji na aluminium zaliczają się „podwyższony procent martwych urodzeń, podwyższona śmiertelność w trakcie porodu i po porodzie, zaburzenia wzrostu i zmiany biochemiczne w mózgu (efekt długofalowy). Aluminium przenika do łożyska i od¬kłada się w tkankach płodu, przede wszystkim w kościach".
Wśród ostrzeżeń można przeczytać, by nie przyjmować Talcidu z napojami zawierającymi kwasy, takimi jak wino czy soki owoco¬we, ponieważ powoduje to zwiększone wchłanianie wodorotlenku glinu. Rupert najwyraźniej nic o tym nie wiedział. Według słów Mariannę chętnie pił sok jabłkowy zmieszany z wodą mineralną, a także wino.
Kluczowe stwierdzenia są zawarte w dwóch ostatnich ostrzeże¬niach:
„Ze względu na zagrożenie przedawkowaniem aluminium należy unikać długotrwałego przyjmowania lub regularnie badać poziom serum aluminium. Nie może on przekroczyć 40 mikrogramów na litr". Informacje kończy ostrzeżenie, które Sonja uznała za szczyt cy¬nizmu. Napisano tam, że należy unikać długotrwałego stosowania „szczególnie w chorobie Alzheimera i innych formach otępienia".
Związek między aluminium i alzheimerem, choć tak bardzo kwe-stionowany przez większość naukowców zajmujących się chorobą
Alzheimera, wydaje się więc jednak dobrze znany producentom le¬ków zawierających aluminium. Nawet jeśli przyznaje się to w infor¬macji fachowej małym druczkiem. Jednak szczególnym świństwem jest wykluczanie pacjentów ze stosowania Talcidu dopiero wtedy, gdy rozwinęła się już u nich choroba Alzheimera lub inne ciężkie formy otępienia i nastąpiły nieodwracalne szkody.
W Talcidzie „sprawdzonym" znajduje się 500 miligramów sub¬stancji czynnej zawierającej aluminium, w Talcidzie „mocnym" i „płynnym" nawet 1000 mg. Rupert profilaktycznie brał dziennie jedną lub dwie tabletki na nadkwasotę. W stanach ostrych by¬wało ich też więcej. Zgodnie z informacjami na ulotce nie był to żaden problem, ponieważ czytamy tam: „Dzienna dawka nie po¬winna przekraczać 12 tabletek, co odpowiada 6000 mg hydrotal- citu .
Jeszcze raz dla przypomnienia: dla żywności ustalono urzędo¬wą górną granicę 1 mg aluminium na kilogram masy ciała. Dla wody pitnej w Unii Europejskiej obowiązuje górna granica 0,2 mg. Jak pamiętamy, jest to ilość, która wystarczy do uśmiercenia ikry (s. 31 nn.). A w przypadku leków nagle owa górna granica jest cał¬kowicie dowolna?
Potencjał szkodliwości jest ogromny. W krajach zachodnich od 20 do 40 procent ludności przynajmniej od czasu do czasu skar¬ży się na nadkwasotę (refluks). Dokładniejszych danych dostar¬czyła ankieta przeprowadzona na reprezentatywnej grupie 8000 dorosłych Francuzów63. Wykazała ona, że jedna trzecia ludności przynajmniej czasowo cierpi na nadkwasotę. Niecałe osiem pro¬cent zmaga się z tym problemem przynajmniej raz w tygodniu. Większość zwraca się o pomoc do lekarza, jedna czwarta idzie do apteki.
I tu napotyka na szeroką ofertę leków dostępnych bez recepty. W większości aptek przegródka ze specyfikami na żołądek zajmuje poczesne miejsce. Nie musisz znosić zgagi - brzmi hasło. To się da leczyć i nawet nie potrzeba recepty.
Kolejną potencjalną grupą klientów są kobiety w ciąży. Co druga z nich skarży się na wysokie ułożenie przepony i wywołaną tym zgagę. Wiele z nich sięga również po leki zawierające aluminium. W tym przypadku ryzyko dla zdrowia rozciąga się dodatkowo na nienarodzone dziecko.
Jak instytucje zatwierdzające leki do obrotu mogą pozwalać na takie postępowanie?
Jak w ogóle jest możliwe, że lek może być sprzedawany bez recep¬ty, skoro „ze względu na przedawkowanie aluminium" konieczne są systematyczne badania krwi?
Czy decydenci dopuszczający do obrotu takie ulotki w opakowa¬niach leku myślą, że wystarczy parę słów, by pacjenci cierpiący z po¬wodu nadkwasoty z własnej inicjatywy zadbali o zbadanie stężenia aluminium w osoczu? Żeby poprosili lekarza rodzinnego o pobranie krwi, wyszukali w pobliżu laboratorium analityczne, które wykonu¬je takie badania, odebrali wyniki i potem odbyli fachową dyskusję ze swoim lekarzem na temat ewentualnego dalszego przyjmowania tego środka?
Z wielu badań wiemy, że ulotki dołączone do opakowania czyta mniejszość konsumentów, zatem wskazówka dotycząca możliwo¬ści zatrucia aluminium wraz z jego ewentualnymi skutkami, otę¬pieniem i alzheimerem służy wyłącznie do zabezpieczenia interesów prawnych producenta.
Gdyby Rupert lub jego żona Mariannę podali teraz producenta do sądu, koncern Bayer byłby bezpieczny - przecież wszystko było napisane. Teoretycznie można sobie to przeczytać i przestrzegać za¬leceń.
A że mało kto to robi - tym lepiej dla interesów firm farmaceu¬tycznych. Doskonała sprzedaż Talcidu pewnie niebawem przeszłaby do historii, gdyby na kolorowym opakowaniu napisano: „Uwaga! Zawiera aluminium! Przy dłuższym zażywaniu może doprowadzić do powstawania złogów aluminium w tkance nerwowej i zagrożenia otępienną chorobą Alzheimera. Konieczna systematyczna kontrola poziomu stężenia aluminium w osoczu!".
Czy czytelnik zażywałby taki lek niemal codziennie przez dziesięć lat? Większość ludzi po takim ostrzeżeniu pewnie dobrze by się za¬stanowiła nad choćby jednokrotnym zażyciem.
Z pewnością część winy spada na farmaceutów, którzy przez cały czas sprzedają te leki tym samym osobom i nieźle zarabiają na „aptekarskiej marży". Ich obowiązkiem powinno być wskazanie pa¬cjentowi tego rodzaju zagrożeń ukrytych w ulotce.
Lekarze rodzinni, którzy często jako pierwsi zalecają zażywanie tych leków, w czasie wizyt kontrolnych powinni regularnie py¬tać pacjenta o to, jakie leki zażywa. Ale nie robią tego, ponieważ w trakcie zwyczajowych trzyminutowych konsultacji nie ma czasu na omówienie aktualnych spraw. Poza tym wielu lekarzy słabo zna się na lekach.
Organy nadzoru farmaceutycznego, których zadaniem jest dba¬łość o ludzkie zdrowie, powinny się upierać przy publikacji takich ostrzeżeń, szczególnie wtedy, gdy obarczonemu ryzykiem lekowi przyznaje się status „bez recepty".
W przypadku Ruperta nikt by do tego nie doszedł, gdyby jego szwagierka nie zaczęła drążyć i nie przeczytała dołączonej do Talcidu ulotki. Mimo że Rupert z powodu wypalenia zawodowego, a póź¬niej coraz jaskrawszych oznak otępienia wielokrotnie był u różnych lekarzy, żaden z nich w najmniejszym stopniu nie zainteresował się jego lekami na nadkwasotę. Również na oddziale neurologii szpitala klinicznego AKH w Wiedniu i później, w trakcie procedury kwali¬fikacyjnej do badań nad szczepionką przeciw chorobie Alzheimera, nikt na to nie wpadł. Teraz, gdy prawdopodobnie jest o wiele za późno, Mariannę wyrzuciła resztę leku.
Podczas gdy tysiące ludzi wystawiają swoje zdrowie na niebezpie-czeństwo, przyjmując wysokie dawki aluminium, miliony przeznaczone na badania naukowe płyną do autorów badań nad szczepionką przeciw chorobie Alzheimera lub poszukiwaczy wadliwych genów. Jak bowiem sugeruje przemysł farmaceutyczny, jedynie zastosowa¬nie takich najbardziej nowoczesnych procedur nauki pewnego dnia doprowadzi do wyleczenia tego strasznego i zupełnie niewytłuma¬czalnego masowego schorzenia.

Strażnicy aluminium

Jak czytaliśmy w rozdziale pierwszym, nasze geny nie dysponują żadnymi mechanizmami chroniącymi nas przed kontaktem z alu-minium. Życie powstało długo przed tym, nim — przy użyciu naj-nowszej techniki — wydobyto aluminium z jego „grobu" głęboko w skorupie ziemskiej. Wobec życia na ziemi aluminium zachowuje się jak nieobliczalny, agresywny kosmita. W swej biologicznie ak¬tywnej postaci jony aluminium są trójdodatnie i w związku z tym skrajnie łatwo wchodzą w reakcje zarówno z substancjami organicz¬nymi, jak i nieorganicznymi.
Ocena, w jakim stopniu problematyczny jest dany związek alumi-nium, zawsze łączy się z podstawowym pytaniem: jak szybko uwal¬nia się jego biologicznie aktywna postać, czyli jony Al3+.
„Każdy związek aluminium pod względem uwalniania jonów Al3+ zachowuje się inaczej" - wyjaśnia ten dylemat specjalista od alumi¬nium Chris Exley. Chodzi o sposób uwalniania postaci biologicznie aktywnej. Niekiedy związek wnika w skórę i dopiero potem uwal¬niają się jony; niekiedy uwalniają się wcześniej. Od rodzaju i roz¬miarów tego uwalniania jonów zależy ich niebezpieczny charakter. „Nie istnieje nietoksyczne aluminium" - ostrzega Exley. Mamy do czynienia jedynie ze stopniowaniem zagrożenia.
Z punktu widzenia historii ewolucji nasz kontakt z aluminium trwa zaledwie sekundę. Ale teraz zalewa ono cywilizację, na wszel¬kie sposoby wdziera się w procesy życiowe, pozostając przy tym najczęściej niewidoczne. Gdyby aluminium powodowało ostre za¬trucia zagrażające życiu, od dawna wiedzielibyśmy, z czym mamy do czynienia i moglibyśmy podjąć skuteczne środki zaradcze. Jed¬nak ostre zatrucia są wyjątkiem. Aluminium natomiast wchodzi na poziomie molekularnym w związki z innymi substancjami, a my tego nie zauważamy albo też tylko ogólnie potrafimy ocenić kon¬sekwencje.
„Istnieje wiele ogólnych mechanizmów obronnych, którymi orga-nizm reaguje na zaburzenia" - opowiada Exley. Na przykład w przy-padku zatrzymania procesów produkcji białek organizm ma do dyspozycji cały szereg funkcjonujących procesów. Każdy z nas jest w większym lub mniejszym stopniu obciążony aluminium, a jednak większość z nas jest zdrowa. „Ciało jest w stanie do pewnego stopnia zrównoważyć obciążenie spowodowane przez aluminium - mówi Exley. - Nikt jednak nie potrafi powiedzieć, jak długo się to będzie udawało i w którym momencie granica obciążenia u człowieka zo-stanie przekroczona".
Istnieją niezliczone procesy, w ramach których aluminium ne-gatywnie wpływa na przemianę materii. Moment przekroczenia górnej granicy i załamania jest indywidualną sprawą każdego czło-wieka. Pewną rolę odgrywa tu materiał genetyczny, podobnie jak styl życia. Do tego dochodzi indywidualne obciążenie większą lub mniejszą ilością aluminium.
Jednak to, co ma miejsce po przekroczeniu granicy i zachorowa¬niu, także nie podlega żadnym jednolitym prawidłowościom. Dla¬tego tak trudno schwytać sprawcę albo w ogóle wpaść na pomysł, że za tymi wszystkimi zróżnicowanymi objawami może kryć się alu¬minium.
Jednym z przykładów takich trudnych do wyobrażenia procesów jest tajemniczy związek między aluminium i ATP (trójfosforanem adenozyny). Substancja ta jest czymś w rodzaju uniwersalnej jed¬nostki energii życiowej. Aluminium wypiera ważny dla życia mag¬nez, wbudowuje się w struktury ATP, zaburzając przepływ energii w organizmie. Konsekwencją może być przewlekłe zmęczenie (zob. s. 112 nn.).
Istnieje wiele tego rodzaju mechanizmów, w których aluminium odgrywa niejasną lub jednoznacznie negatywną rolę. Znanych jest ich obecnie ponad 200. I właśnie ta ogromna ilość niezwykle utrudnia naukowcom jednoznaczną ocenę potencjału szkodliwości aluminium. Gdyby było ono czystą trucizną, powodującą u czło¬wieka natychmiastowe zachorowanie albo u zwierząt natychmiasto¬wą śmierć, sprawa byłaby znacznie prostsza i wówczas już dawno znaleźlibyśmy sposób racjonalnego obchodzenia się z aluminium. A tak wzorce reakcji przebiegają w ukryciu, wiele zjawisk jest dzie¬łem przypadku, wiele też zależy od indywidualnych warunków ge-netycznych. U niektórych osób występuje na przykład dziedzicz¬ny problem z wydalaniem; takie osoby magazynują w organizmie generalnie więcej metali. Wiele zależy również od niezbadanych wyroków układu odpornościowego. Nikt nie potrafi w szczegółach przewidzieć, jakie działania wywołają komórki strażnicze w wyniku zetknięcia się z aluminium. Czy zignorują je, ogłoszą wielki alarm, zapoczątkują produkcję ochronnych przeciwciał „towarzyszy" alu-minium, czy też przykleją aluminium łatkę niebezpiecznego anty¬genu i w konsekwencji zasoby aluminium w organizmie będą powo¬dowały ciągłe podrażnienia i przewlekłe stany zapalne?
W zasadzie jedynym sojusznikiem, jakiego mamy w kontaktach z aluminium, jest krzem, stary towarzysz budowy skorupy ziem¬skiej. Krzemiany glinu tworzą podstawę licznych warstw skalnych i gleb na naszej planecie. Powtórne związanie krążących chaotycz¬nie, hiperaktywnych jonów metalu przez występujący jeszcze czꜬciej półmetal byłoby w związku z tym bardzo pożądane.
Krzem spotykany jest w przyrodzie przeważnie w postaci kwasów krzemowych. Są to bardzo słabe kwasy. Przypominają wodę i nie mają absolutnie żadnego potencjału reakcji chemicznej. Krzem za¬chowuje się zatem zupełnie inaczej niż aluminium. Nie jest uwa¬żany za pierwiastek bardzo ważny dla człowieka, w pewnym sensie wydaje się istotny dla procesów budowy i rozwoju kości, ale me¬chanizmy te nie zostały dokładnie poznane. Ludzkie ciało zawiera około 20 miligramów krzemu na kilogram masy ciała.
Abstrahując od potencjalnej pozytywnej roli krzemu dla kości, wydaje się, że pierwiastek ten przechodzi przez organizm jak woda, specjalnie nie wchodząc w kontakt z innymi substancjami. Chyba że trafi na aluminium. Krzem niezwykle chętnie reaguje z alumi¬nium. Nie tylko w skorupie ziemskiej, gdzie krzemiany glinu stano¬wią najpowszechniejszy związek, lecz także w ludzkim organizmie.
Chris Exley uważa za przekonywającą tezę, że krzem w toku ewo¬lucji i naturalnej selekcji przejął rolę strażnika, którego „zadaniem" jest trzymanie aluminium z dala od procesów życiowych. To, co tutaj wydaje się takie proste, Exley opracował we wszystkich fascy¬nujących szczegółach i wykorzystując całą swoją ogromną wiedzę, opublikował w postaci obszernego teoretycznego projektu na temat wspólnej ewolucji obu pierwiastków. Praca ta nosi piękny tytuł: Darwin, natural selection and the biological essentiality of aluminium and siliconIj6. Wszystkim Czytelnikom, którzy chcieliby się do¬kształcić w tym zakresie, polecam lekturę tego świetnego naukowe¬go opracowania.
Chris Exley podjął już wiele prób zastosowania w praktyce swoich tez na temat krzemu jako „łowcy aluminium" i ich zweryfikowania. Opowiadał mi, że znalezienie odpowiedniej postaci krzemu, która naprawdę by się do tego nadawała, nie było wcale łatwe. Krzem jest dostępny pod różnymi postaciami jako ziemia okrzemkowa lub preparaty krzemowe. Większość z nich okazała się zdaniem Exleya zupełnie nieprzydatna do jego celów. „To działa tak, jakbyś jadł pia¬sek, czyli wcale".
W końcu natrafił na bogatą w krzem naturalną wodę mineralną. Za dobrego kandydata uznał francuską wodę o wysokiej zawartości dwutlenku krzemu, napisał do producenta i poinformował go, że chętnie użyłby tej wody w serii badań naukowych. Przedstawiciele firmy byli zachwyceni i dostarczyli nie tylko potrzebnych uczestni¬kom doświadczenia butelek z wodą, lecz wyłożyli także na badania całkiem ładną sumkę pieniędzy.
Ale, jak opowiadał Exley, firma ta nie tylko produkuje wodę, lecz stanowi także część dużego i znanego na całym świecie koncernu spożywczego, oferującego między innymi szeroki wachlarz pro¬duktów pakowanych w folię aluminiową. Któregoś dnia do Exleya zadzwonił przedstawiciel firmy, z którym Exłey zawsze się kontak¬tował. Oświadczył, że zmienili zdanie i nie są już zainteresowani kontynuacją badań. „Było im zupełnie obojętne, że między nimi i naszym uniwersytetem został zawarty kontrakt. Nie chcieli też z powrotem pieniędzy. Mogliśmy je zatrzymać - jednak pod żad¬nym pozorem nie wolno nam było wymieniać ich jako sponsorów". W czasie tej rozmowy Exley zorientował się, że jego rozmówca nie jest w pokoju sam. W tle słychać było instrukcje ze strony obecnych tam osób. Exley zrozumiał wtedy, że chodzi o politykę firmy i ktoś z samej góry w hierarchii koncernu stwierdził, że te badania mogły¬by zaszkodzić jej wizerunkowi. „Po prostu nie chcieli brać udziału w dyskusji o tym, dlaczego dobrze byłoby stosować wodę mineralną do wyprowadzania aluminium z organizmu". Exley stwierdził, że to logiczne, ponieważ następnym pytaniem, jakie by się pewnie poja¬wiło, mogłoby być to, czy koniecznie trzeba zamykać wszystkie pro¬dukowane przez koncern jogurty aluminiowymi wieczkami. „A na jogurtach robią znacznie większy obrót niż na wodzie mineralnej".
Exley nie dał się zniechęcić i kontynuował badania z użyciem innej wody bogatej w krzem. Gdy spotkaliśmy się ostatnio latem 2012 roku, Chris Exley opowiedział mi o zachęcających wstępnych wynikach, które dowodzą, że ta zasada działa: woda ta nadawała się do wyprowadzania aluminium wraz z moczem z organizmu uczest¬ników badania. Czy będzie to też miało efekt terapeutyczny u osób, które potencjalnie mogą zapaść na choroby otępienne wywołane przez aluminium, to kolejna kwestia, którą zajmie się wraz ze swo¬im zespołem naukowców. Poza kilkoma „zdumiewającymi przypad¬kami" nie istnieją jeszcze na ten temat pewne dane, które można byłoby publicznie ogłosić.
O tym, że to może działać, świadczyły już opublikowane w sierp¬niu 2012 roku wyniki badań przeprowadzonych na myszach przez Exleya wspólnie z zespołem z uniwersytetu w Brescii137. Zwierzę¬tom podano siarczan glinu, a do tego wodę zawierającą albo bardzo mało albo bardzo dużo krzemu. I rzeczywiście, badania dowiodły, że wywołane przez aluminium uszkodzenia mózgu u tych myszy, któ¬re jednocześnie otrzymały krzem, niemal się cofnęły, podczas gdy u myszy w grupie kontrolnej wystąpiły poważne szkody.
Wiemy zatem, że można usunąć aluminium z organizmu, dostar-czając mu wody mineralnej bogatej w dwutlenek krzemu (SiOJ. Jednak jest raczej mało prawdopodobnie, byśmy zdołali w ten spo¬sób całkowicie uwolnić nasze ciało od tego kontrowersyjnego pier¬wiastka, ponieważ do niektórych narządów trudno dotrzeć, a jony krzemu z pewnością nie będą w stanie rozbić każdego związku glinu, aby się z nim następnie połączyć. Pewne jest jednak, że zaskakująco duży procent jonów aluminium łączy się z krzemem i zneutralizo¬wane w ten sposób aluminium dość łatwo może zostać wydalone z moczem lub kałem. A skoro bogata w krzem woda mineralna nie niesie ze sobą żadnych negatywnych skutków dla naszego zdrowia, z pewnością nie zaszkodzi wykorzystać w praktyce najnowsze od¬krycia nauki.
Na moim blogu będę zamieszczał aktualne informacje na ten temat, gdy tylko pojawią się wyniki: http://ehgartner.blogspot.com


Zobacz:
Diatomit - Ziemia Okrzemkowa
https://forum.wybudzeni.com/index.php?topic=1565.0
« Last Edit: (Thu) 29.10.2015, 13:18:44 by BladyMamut »
“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje