Author Topic: Rak piersi - wykrywanie czy oszukiwanie?  (Read 2158 times)

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • WyBudzony
  • *
  • Posts: 2 560
  • Reputacja: +12/-0
Rak piersi - wykrywanie czy oszukiwanie?
« on: (Fri) 11.04.2014, 23:54:39 »
Rak piersi - wykrywanie czy oszukiwanie?

Co roku rośnie liczba zachorowań na raka piersi, za co częściową winę ponoszą mammograficzne
prześwietlenia rentgenowskie oraz toksyny trafiające do naszego środowiska i żywności.


Kiedy stajemy w obliczu trudnych życiowych problemów, które musimy rozwiązać, aktualne staje się posłanie Jego Świątobliwości DalajLamy mówiące, że „zmiany zachodzą tylko poprzez działanie". Słowa te znakomicie nadają się na hasło akcji, która pobudza do działania miliony kobiet na świecie popierających coroczny Miesiąc Świadomości Raka Piersi (Breast Cancer Awareness Month).

Każdego października od 1985 roku w każdym telewizorze, na plakatach, a także w reklamach można dostrzec łatwo rozpoznawalny symbol Miesiąca Świadomości Raka Piersi - pętelkę z różowejwstążki, którą kobiety z dumą noszą na swoich strojach. Niezliczone dobroczynne biegi, wycieczki, marsze i inne imprezy przynoszą rocznie sto milionów dolarów na walkę z postrachem współczesnejkobiety: rakiem piersi. Tak znane firmy jak Avon, Lee Denim i Revlon przyłączają się do organizowanego przez Fundację Susan G. Komen „Wyścigu dla Kuracji" („Race for the Cure") i „Spaceru dla Nadziei" („Walk for Hope") Szpitala City of Hope w Los Angeles. Do udziału w zbiórkach kaptuje się także popularne gwiazdy.

Co roku w Stanach Zjednoczonych wykrywa się raka piersi u 180 000 kobiet, z których ponad 44 000 umiera na tę chorobę. USA mają jeden z najwyższych na świecie współczynników zapadalności na raka piersi. Pięćdziesiąt lat temu ryzyko zachorowania na raka piersi w ciągu całego życia kobiety wynosiło jeden do dwudziestu, teraz - jeden do ośmiu. Krótko mówiąc, tak zwana „wojna z rakiem" nie zrobiła żadnego wrażenia na epidemii raka piersi, która rozprzestrzenia się w najlepsze, przy czym współczynnik zapadalności na tę chorobę wzrasta o jeden procent rocznie.

Od roku 1995, kiedy to Narodowy Instytut Raka (National Cancer Institute) stwierdził, że „rak piersi jest chorobą, której w żaden sposób nie można zapobiec", motto Miesiąca Świadomości Raka Piersi brzmi: „Wczesne wykrycie jest twoją najlepszą ochroną". Amerykańskie Stowarzyszenie Rakowe (American Cancer Society; w skrócie ACS) wystąpiło z podobną informacją w roku 1997, ogłaszając, że „nie ma realnych sposobów zapobiegania rakowi piersi poza jego wczesnym wykryciem". Dlatego też mammografy znalazły się na pierwszej linii obrony. A sławy takie jak Rosie O'Donnell rozdają darmowe T-shirty z odpowiednim napisem reklamowym, gdy umówisz się w swojej przychodni na prześwietlenie piersi.
Tak więc przyłączmy się wszyscy, przypnijmy różowe wstążeczki, ubierzmy sportowe buty i wyjdźmy na ulice. Zanim jednak dasz się ponieść emocjom i odpowiesz na to wezwanie, dobrze by było, abyś dowiedziała się o kilku sprawach.

KONFLIKTY INTERESÓW

Inicjatorem i głównym sponsorem Miesiąca Świadomości Raka Piersi w roku 1985 była firma Zeneca Pharmaceuticals, znana obecnie jako AstraZeneca. AstraZeneca to firma, która produkuje kontrowersyjny i szeroko stosowany lek na raka piersi, tamoxifen. Wszystkie reklamy w telewizji, radiu i prasie są opłacane i muszą być zatwierdzone przez AstraZenecę.

Dużo mniejznany jest natomiast fakt, że AstraZeneca produkuje też chemiczne środki ochrony roślin. Jeden z jejproduktów, chloroorganiczny pestycyd acetochlor, uznany został za jeden z czynników powodujących raka piersi. Jej fabryka chemiczna położona w Perry w stanie Ohio jest poważnym źródłem potencjalnie rakotwórczych zanieczyszczeń. W roku 1996 wypluła do atmosfery 24 tony substancji uznanych za kancerogeny.

Przez cały Miesiąc Świadomości Raka Piersi panuje głuche milczenie na temat rakotwórczego działania herbicydów, pestycydów, różnych toksycznych chemikaliów i tworzyw sztucznych. Czyżby przyczyny alarmującego wzrostu zachorowań na raka piersi były takie tajemnicze? A może wygodniej jest skupić się na leczeniu choroby, ignorując jej przyczyny? Rzecz w tym, że gdyby ludzie dowiedzieli się, że fabryki i produkty chemiczne AstraZeneci są współodpowiedzialne za epidemię raka piersi, z pewnością zaszkodziłoby to jej kampanii reklamowej.

Wielu ekspertów już 40 lat temu przepowiadało, że ilość zachorowań na raka będzie rosnąć, widząc przyczynę w lawinowym wzroście używania syntetycznych chemikaliów. Od roku 1940 do wczesnych lat osiemdziesiątych, produkcja syntetycznych chemikaliów wzrosła 350 razy. Do środowiska trafiły miliardy ton nie istniejących nigdy wcześniejsubstan-cji. Zaledwie 3 procenty z 75000 związków chemicznych było badanych pod kątem bezpieczeństwa. Te toksyczne bomby z opóźnionym zapłonem są wszędzie - w wodzie, powietrzu i żywności. Znajdują się też w miejscu pracy, szkole, środkach czystości oraz kosmetykach. U kobiet, które mieszkają w pobliżu składowisk toksycznych odpadów, rak piersi występuje 6,5 razy częściej.
Badanie przeprowadzone przez dr Mary Wolff ze szpitala Mt Synaj w Nowym Jorku wykazało, że kobiety z rakiem piersi mają czterokrotnie wyższe stężenie DDE (produkt rozpadu DDT) niż ma to miejsce w przypadkach niezłośliwych guzów.
W innym badaniu szukano wyjaśnienia, dlaczego w społeczności Newton w stanie Massachusetts kobiety o wyższym statusie społeczno-ekonomicznym częściej zapadały na raka piersi niż kobiety o niższym statusie. Badacze przypisywali ten przyrost częstszemu korzystania z usług firm zajmujących się pielęgnacją trawników i pralni chemicznych, które używają kancerogennych chemikaliów.

Związek między pestycydami i rakiem piersi został szczególnie jaskrawo uwidoczniony w badaniu przeprowadzonym w Izraelu. W badaniu tym wykazano istnienie związku między trzema chloroorganicz-nymi pestycydami wykrytymi w produktach mlecznych, a wzrostem 12 różnych rodzajów raka u 10 odmian myszy. W efekcie publicznej wrzawy, która zmusiła w roku 1978 izraelski rząd do wydania zakazu stosowania pestycydów - sześciochlorku benzenu, DDT i lindanu - śmiertelność na raka piersi, która wzrastała nieprzerwanie przez 25 lat, w roku 1986 zmniejszyła się o blisko 8 procent we wszystkich grupach wiekowych i o ponad jedną trzecią wśród kobiet w wieku 25-34 lat.

Amerykańskie Stowarzyszenie Rakowe (ACS) założono w roku 1913 przy wsparciu rodziny Rockefellerów. W jego władzach od dawna zasiadają przedstawiciele przemysłu chemicznego i farmaceutycznego.
Dr med. Samuel Epstein, profesor medycyny pracy i medycyny środowiskowej w Szkole Zdrowia Publicznego Uniwersytetu Illinois powiedział: „ACS ma również bliskie powiązania z przemysłem mammograficznym. Pięciu rentgenologów było prezydentami ASC. Każde działanie ACS odzwierciedla interesy dużych producentów sprzętu mammograficznego, w tym takich firm jak Siemens, DuPont, General Electric, Eastman Kodak i Piker".

Czy może to mieć coś wspólnego z faktem, że ostatnie sprawozdanie Amerykańskiego Stowarzyszenia Rakowego dotyczące zapobiegania rakowi nie wspomina w ogóle o czynnikach środowiskowych albo bezpieczniejszych metodach wykrywania raka?
Dr Epstein bardzo ostro atakuje rakowy establishment. „Zachorowalność na raka wzrosła na przestrzeni minionych dekad do rozmiarów epidemii, podczas gdy nasza zdolność leczenia większości jego rodzajów praktycznie się nie zmieniła. Pomijając istotną rolę tytoniu, są jeszcze inne ważne i od dawna znane przyczyny tej epidemii, które wiążą się z nieświadomym i możliwym do uniknięcia kontaktem ze znajdującymi się w powietrzu, wodzie, miejscu pracy i produktach konsumpcyjnych wytwarzanymi przemysłowo kancerogenami. Mimo to rakowy establishment, Narodowy Instytut Raka i Amerykańskie Stowarzyszenie Rakowe są skoncentrowane na kontroli skutków - diagnozowaniu i leczeniu - oraz na podstawowych badaniach molekularnych, traktując zapobieganie z - nie zawsze życzliwą - obojętnością. Rozważania nad tym brakiem równowagi wskazują na istnienie konfliktu interesów z wielomiliardowym przemysłem leków przeciwrakowych".

Quote
...Zeneca, inicjator Miesiąca Świadomości Raka Piersi i producent rakotwórczych wyrobów petrochemicznych
oraz rakotwórczych odpadów, okazuje się być wytwórcą leku przeciwko rakowi piersi, który wywołuje co najmniej cztery różne typy raka u kobiet, z rakiem piersi włącznie.

TOKSYCZNY TAMOXIFEN

Być może moglibyśmy wybaczyć Zenece powiązania z rakotwórczymi chemikaliami, odkąd wynalazła i opatentowała najpopularniejszy lek przeciwko rakowi piersi, tamo-xifen, wytwarzany pod nazwą Nolvadex. A może jednak nie. Ten wysoce zyskowny lek daje jejrocznie pół miliarda dolarów dochodu.

16 maja 2000 roku New York Times doniósł, że Narodowy Instytut Zdrowia i Środowiska dopisał 14 nowych substancji do listy znanych kancerogenów.9 Jedną z nich był tamoxifen! To oficjalne stanowisko potwierdziło tylko to, co było już od dawna wiadome.
W maju 1995 roku założony przez Proposition 65 komitet ekspertów z Kalifornii poinformował społeczeństwo, że stosowanie ta-moxifenu może powodować raka śluzówki macicy. Zeneca Pharmaceuticals nie skomentowała tego odkrycia.

Wiadomo jest, że tamoxifen wywołuje raka macicy, raka wątroby, raka żołądka oraz raka okrężnicy i odbytu. Już po 2-3 latach stosowania tamoxifen powiększa zapadalność na raka macicy od dwóch do trzech razy. W przypadku raka macicy stosowana jest histerektomia [usunięcie macicy]. Tamoxifen zwiększa poza tym ryzyko udaru, zakrzepów krwi, uszkodzenia oka, nasila także objawy menopauzy i depresji. Jednak najbardziejszokujący jest fakt, że tamoxifen zwiększa ryzyko raka piersi! Magazyn Science opublikował wyniki badań Centrum Medycznego Uniwersytetu Duke z roku 1999, które wykazały, że po okresie od 2 do 5 lat stosowania tamoxifen wywołuje w rzeczywistości wzrost raka piersi!

Tak więc Zeneca, inicjator Miesiąca Świadomości Raka Piersi i producent rakotwórczych wyrobów petrochemicznych oraz rakotwórczych odpadów, okazuje się być wytwórcą leku przeciwko rakowi piersi, który wywołuje co najmniej cztery różne typy raka u kobiet, z rakiem piersi włącznie. Coś tu śmierdzi!

ZAGROŻENIA MAMMOGRAFIĄ

Odkąd rzecznicy Miesiąca Świadomości Raka Piersi twierdzą, że rak piersi jest „chorobą, której w żaden sposób nie można zapobiec", uwaga przesunęła się na wczesne wykrywanie. Kobiety są obecnie zachęcane do poddania się pierwszej mammografii wcześniej niż kiedykolwiek dotąd. Dawniej na prześwietlenie kierowano tylko kobiety w wieku 50 lat i starsze. Teraz kampania skierowana jest do kobiet czterdziestoletnich, a nawet do dwudziestopięciolatek. Jednak wykrywanie raka piersi przy pomocy mammografii to nie to samo co ochrona przed nim.

Pojawiają się wątpliwości co do zasadności i wiarygodności mammogramów. Mammogram jest zdjęciem wykonanym przy użyciu promieni rentgenowskich. Z kolei według Amerykańskiego Stowarzyszenia Rakowego jedyną uznawaną przyczyną raka jest promieniowanie. Kiedy dochodzi do napromieniowania, nie ma żadnej bezpiecznej dawki.
Mający stopnie naukowe z chemii i medycyny dr John Gofman od ponad 20 lat publikuje prace naukowe na temat zagrożeń ze strony słabego promieniowania.
Jego hipoteza brzmi:
Quote
„Promieniowanie medyczne jest bardzo istotną przyczyną (prawdopodobnie najważniejszą) śmiertelności z powodu raka w USA w dwudziestym wieku". Dr Gofman jest przekonany, że medyczne promieniowanie rentgenowskie jest główną przyczyną raka, z rakiem piersi włącznie, a także chorób serca w USA.

Dr Samuel Epstein ostrzega: „Jest jednoznacznie udowodnione, że pierś, szczególnie u kobiet przed menopauzą, jest bardzo wrażliwa na promieniowanie, z szacowanym ryzykiem [raka] wzrastającym o 1 procent wraz z każdym radem [radiation absorbed dose - dawka pochłoniętego promieniowania] promieniowania rentgenowskiego. Zwiększa to o 20 procent ryzyko raka u kobiet, które w latach siedemdziesiątych miały co roku 10 mammografii o przeciętnej dawce dwóch radów, a o ponad 40 procent u kobiet po czterdziestce, które robiły pierwsze mammogramy w latach sześćdziesiątych, niekiedy co roku i niekiedy z jednorazową dawką od 5 do 10 radów w starszych aparatach. Nawet niskie dawki w postaci jednego lub dwóch radów przy pojedynczym naświetleniu, szybko się sumują u kobiet robiących mammografię co roku. Ostatnio udowodniono również, że 1 procent, czyli ponad milion kobiet w samych tylko Stanach Zjednoczonych, ma gen, który czterokrotnie zwiększa ryzyko zapadnięcia na raka piersi w wyniku napromieniowania".

Jak podała w swoim wystąpieniu otwierającym II Światową Konferencję w sprawie Raka Piersi w roku 1999 Sharon Batt, autorka Patient No More: Politics of Breast Cancer (Cierpliwość się wyczerpała - polityka wobec raka piersi):13 „Początki oszustwa mammograficznego sięgają wczesnych lat siedemdziesiątych. Wymyślili je dobrze zorientowani członkowie Amerykańskiego Stowarzyszenia Rakowego i ich przyjaciele z Narodowego Instytutu Raka. Liczba kobiet, które zostały narażone na ryzyko lub zmarły w wyniku tego niemoralnego systemu, nie jest znana, ale można ocenić ją na ogromną. W roku 1978 Irwin J.D. Bross, kierownik działu biostatystyki Instytutu Badań Raka Park Memorial w Roswell, tak skomentował ten program:
Quote
Kobiety powinny były być informowane o zagrożeniu wywoływanym przez promieniowanie, kiedy namawiano je do mammografii. Lekarze napalili się, aby stosować ją na dużą skalę. Poszli za ciosem i prześwietlili nie kilka, lecz ćwierć miliona kobiet. Taki nagły przyrost wystawienia tak dużej liczby kobiet na coś, co mogło przynieść więcej szkody niż pożytku, był przestępstwem i był finansowany przez rząd oraz Amerykańskie Stowarzyszenie Rakowe.
Narodowy Instytut Raka został w roku 1974 ostrzeżony przez profesora Malcolma C. Pike'a z Szkoły Medycznej Uniwersytetu PołudniowejKalifornii, że pewna ilość specjalistów doszła do wniosku, iż poddawanie kobiet poniżej 50 roku życia mammografii jako rutynowej kontroli jest wręcz nieetyczne. Powtarzam... Już w roku 1974 odradzano rządowym ekspertom poddawania temu procederowi zdrowych kobiet!

W roku 1995 Lancet doniósł, że odkąd w roku 1983 wprowadzono badania mammograficzne, liczba przypadków raka przewodowego in situ (DCIS), który stanowi 12 procent wszystkich przypadków raka piersi, wzrosła o 328 procent, z czego 200 procent spowodowane jest stosowaniem mammografii. Ten przyrost dotyczy wszystkich kobiet. Od czasu rozpoczęcia szeroko zakrojonych badań mammograficznych u kobiet przed czterdziestką wzrost ten wyniósł ponad 3 000 procent.

Co więcej, w 5 do 15 procent przypadków mammografia daje fałszywe wyniki, wykrywając nie istniejącego guza. Fałszywe, dodatnie wyniki oznaczają kolejne badania, które narażają kobiety na dodatkowe naświetlenia promieniowaniem rentgenowskim, wywołują stres i mogą nawet prowadzić do zbędnych operacji chirurgicznych.

We wrześniu 2000 roku opublikowano wyniki szeroko zakrojonego, długoterminowego badania naukowego przeprowadzonego w Kanadzie, które udowodniło, że u kobiet po pięćdziesiątce coroczny mam-mogram nie ma większego wpływu na zapobieganie śmiertelnym przypadkom raka niż regularne, fizyczne badanie piersi przez same kobiety. Badanie objęło blisko 40 000 kobiet w wieku od 50 do 59 lat, z których połowa okresowo badała fizycznie własne piersi, a druga połowa, oprócz tego, poddawała się regularnie mammografii. Wszystkie zostały przeszkolone w zakresie badania własnych piersi. W roku 1993, 13 lat od chwili rozpoczęcia badania, w pierwszej grupie, która badała piersi tylko fizycznie, było 610 przypadków inwazyjnego raka piersi i 105 przypadków śmierci, natomiast w drugiej grupie, odpowiednio 622 przypadki raka i 107 przypadków śmierci.
—   Owszem, wykrywano [dzięki mammografii] mniejsze nowotwory, ale ostatecznie współczynnik śmiertelności był taki sam — powiedziała Suzanne Fletcher, profesor medycyny zapobiegawczej z Harvardzkiej Szkoły Medycznej. Co więcej, dodała, że program badań mammograficznych oparty jest na założeniu, że „im wcześniej wykryty, tym lepiej", jednak powyższe badanie „zakwestionowało zasadność tego założenia".
—   Kluczową kwestią — powiedziała Cornelia Baines, współautorka badania i profesor zdrowia publicznego na Uniwersytecie Toronckim — jest fakt, że dołączenie corocznej mammografii do badania fizycznego nie zmniejsza śmiertelności z powodu raka piersi.

Kolejnym głosem w debacie na temat mammografii są wyniki badań naukowych opublikowanych w prestiżowym Journalu of the American Medical Association, z których wynika, że badania mammograficzne dają znikomy przyrost prognozowanej, średniej długości życia u kobiet w wieku powyżej 69 lat, co powinno być brane pod rozwagę, kiedy starsze kobiety decydują się na badania kontrolne. Naj-więcej potencjalnych korzyści mammografia oferuje kobietom w wieku od 50 do 69 lat. Poza tym zakresem, jak wynika z badania, korzyści są znikome.

Kolejny problem z mammogramami polega na tym, że ich interpretacja jest często błędna. W roku 1996 magazyn Archives of Internal Medicine opublikował wyniki testu przeprowadzonego z udziałem 108 rentgenologów z całych Stanów Zjednoczonych. W teście użyto zestawu 79 mam-mogramów, gdzie diagnoza była zweryfikowana przez późniejsze biopsje, operacje chirurgiczne lub w inny sposób. Rentgenolodzy przegapili raka w 21 procentach mammo-gramów, wykryli raka u 10 procent kobiet, które nigdy go nie miały, a 42 procent łagodnych zmian nowotworowych uznali za złośliwe.

W innym badaniu przejrzano kartoteki medyczne 8 779 kobiet po menopauzie, które poddały się mammografii, i wykryto, że kobiety zażywające estrogen miały o 33 procenty więcej fałszywych, dodatnich wyników (tzn. mammogram wykazywał zmiany patologiczne, których nie było) i o 423 procenty więcej fałszywych, negatywnych wyników (na mammogramie nie było widać zmian, które wyszły później na jaw), niż kobiety nie zażywające estrogenu.

Idąc dalej, należy stwierdzić, że mammogramy nie są pewną metodą diagnostyczną i zbyt często prowadzą do zbędnych biopsji piersi - kosztownego, inwazyjnego zabiegu chirurgicznego, który wywołuje silny strach, ból i uraz psychiczny u kobiet, które nie mają raka. Jak podaje Merck Manual z 1998 roku, na każdy przypadek wykrytego raka piersi, przypada od 5 do 10 kobiet, które niepotrzebnie przechodzą bolesną biopsję piersi.

— Podczas gdy panuje ogólna zgoda co do tego, że mammografia ułatwia wczesne wykrycie raka i zwiększa przeżywalność kobiet po menopauzie, nikt nie udowodnił takich korzyści u młodszych kobiet — mówi Dr Epstein.

Dlaczego zatem mimo tych wszystkich dowodów Amerykańskie Stowarzyszenie Rakowe zaleca poddawanie się badaniom mammograficznym raz do roku lub co dwa lata wszystkim kobietom po czterdziestce (a nawet młodszym)? Zróbmy małe obliczenie: 100 dolarów za mammogram u 62 milionów amerykańskich kobiet po czterdziestce i 1 000 dolarów za biopsję u 1 do 2 milionów kobiet daje razem przemysł przynoszący około 8 miliardów dolarów rocznie.

Jest jednak lepsza alternatywa: cyfrowa termografia podczerwona, w którejnie używa się fizycznego nacisku ani promieniowania jonizującego. Można za jejpomocą wykryć raka piersi całe lata wcześniej niż jest to możliwe za pomocą mammografów lub badania fizycznego. Mammografia nie może wykryć guza, dopóki nie osiągnie on pewnej wielkości, czyli może go wykryć dopiero po długim rozwoju. Termo-grafia zdolna jest wykryć zagrożenie rakiem piersi dużo wcześniej, ponieważ zauważa wczesne stadia angiogenezy. Angiogeneza jest to formowanie się nowych naczyń krwionośnych mających dostarczać krew do guza, co jest konieczne do jego dalszego wzrostu.
Nie dziwi więc, że ta znacznie bezpieczniejsza i dużo bardziej efektywna technika diagnostyczna została wściekle zaatakowana przez organizacje świadomości raka piersi.

NATURALNE SPOSOBY ZAPOBIEGANIA RAKOWI

Tak więc z całego tego harmidru, który rozbrzmiewa co roku w październiku, pochłaniając energię wspierających go kobiet i ich ciężko zarobione pieniądze, w rzeczywistości nie wynika nic, co by eliminowało przyczyny tej niszczycielskiej choroby. Zamiast tego, dobre intencje kobiet i płynące z głębi serce życzenia, aby znaleźć przyczynę i lekarstwo na tę chorobę, są zawłaszczane przez wielkie ponadnarodowe korporacje, które namawiają je do stosowania toksycznych leków i metod diagnostycznych powodujących w rzeczywistości jeszcze więcej przypadków raka piersi. Czy znalezienie bezpiecznych, nietoksycznych sposobów leczenia i metod diagnostycznych jest w rzeczywistości dla nich korzystne?
Kobiety same mogą wiele zrobić, aby eliminować raka piersi. Epidemia raka piersi nie jest wcale taka tajemnicza. Przyczyny raka są już znane. Raka powoduje toksyczna żywność, toksyczny styl życia, toksyczne uczucia, toksyczne środowisko, toksyczne leki i toksyczne techniki diagnostyczne. Korporacje zainteresowane są tylko w powiększaniu zysków i rozszerzaniu kontroli, zaś rzeczywiste rozwiązania tego problemu w ogóle ich nie interesują.

Gdy znów rozpocznie się Miesiąc Świadomości Raka Piersi, kobiety powinny zainwestować swój czas i pieniądze w inne projekty, inicjatywy i sposoby leczenia - takie, które naprawdę mogą coś zmienić.

Oto kilka porad, które kobiety mogą wprowadzić w życie od razu, tworząc własny program zapobiegania rakowi piersi:
•   Jedz tyle żywności ekologicznej, ile jest to możliwe; żywność ta nie tylko nie zawiera toksycznych chemikaliów, ale ma ponadto znacznie większe wartości odżywcze.
   Usuń ze swojego otoczenia przemysłowe środki czystości i toksyczne, ogrodowe pestycydy i zastąp je bezpiecznymi, ekologicznymi, które podlegają biodegradacji.
   Pij czystą, filtrowaną wodę.
   Odmawiaj poddania się terapiom hormonalnym, takim jak pigułka antykoncepcyjna lub hormonalna terapia zastępcza [stosowana po menopauzie], jako że mogą one wywołać i ułatwić rozwój raka piersi.
   Szukaj naturalnych sposobów odzyskania równowagi hormonalnej.
   Odtruj organizm i zredukuj stres.
   Zainteresuj się bezpiecznymi technikami diagnostycznymi, takimi jak termografia, zwłaszcza jeśli jesteś już po menopauzie.


Zamiast pozwalać kierującym się własnym interesem wielkim korporacjom oraz innym zainteresowanym agendom ustalać program działania należy wykorzystać Miesiąc Świadomości Raka Piersi do informowania kobiet o prawdziwych przyczynach, sposobach zapobiegania oraz efektywnych metodach leczenia raka piersi, a także pobudzenia ich do działania.

O autorce:
Sherrill Sellman jest psychoterapeutką, wykładowcą, promotorem zdrowia kobiecego praz autorką bestsellerowejksiążki Hormone Heresy: What Women Must Know About Their Hormones (Hormonalna herezja - co kobiety powinny wiedzieć o swoich hormonach). Współpracuje jako autorka artykułów z wieloma międzynarodowymi magazynami w sprawach zdrowia kobiecego.
Z Sherrill skontaktować się można przez e-mail: http://www.ssellman.com. Również poprzez jej stronę można zamówić jej książkę i inne materiały edukacyjne.

Przełożył Michał Berski


Przypisy:
1.   Samuel E. Epstein, The Politics of Cancer (Polityka wobec raka), East Ridge Press, USA, 1998, str. 539.
2.   Sharon Batt, „Cancer, Inc." („Rak, Spółka z o.o."), Sierra Magazine, wrzesień-październik 1999, str. 36.
3.   Sharon Batt, „Cancer... , str. 38.
4.   Samuel E. Epstein, The Politics..., str. 634.
5.   Strona internetowa: http://www.mercola.com/1999/oct/24/breast_cancer_stu-dy_oLpesticides.html .
6.   J. Westin, E. Richter, „Israeli Breast Cancer Anomaly" („Anomalie raka piersi w Izraelu"), Annals oftheNew YorkAcademy of Science, 1990,609: 269-279.
7.   Samuel E. Epstein, The Politics..., str. 468.
8.   Samuel E. Epstein, The Politics... , str. 511.
dalsze przyp
9. „US Report Adds to List of Carcinogens" („Raport [rządu] USA rozszerza listę kancerogenów"), The New York Times, 16 maja, 2000.
10.   Patrz strona internetowa: http://ehis.niehs.nih.gov/roc/ninth/known/tamo-xifen.pdf .
11.   John Gofman, „Radiation for Medical Procedures in the Pathogenesis of Cancer and Ischemic Heart Disease" („Promieniowanie stosowane w zabiegach medycznych w patogenezie raka i chorobie niedokrwiennej serca"), Committee for Nuclear Responsibility, San Francisco, 1999.
12.   Samuel E. Epstein, The Politics..., str. 536.
13.   Sharon Batt, z jej wystąpienia otwierającego II Światową Konferencję w sprawie Raka Piersi, Ottawa, Kanada, 26-29 lipca 1999 roku.
14.   C.J. Wright, C.B. Mueller, „Screening mammografy and public health policy: the need for perspective" („Badania mammograficzne i polityka zdrowia publicznego - konieczność rozważenia"), Lancet, 1 Lipca 1995; 346(8966):29-32.
15.   Journal of the National Cancer Institute, 20 września 2000 roku; 92:14901499.
16.   Patrz strona internetowa Journalu of the National Cancer Institute: http://jnci.oupjournals.org/.
17.   Tamże.
18.   Journal ofthe American Medical Association, 8 grudnia 1999; 282:2156-63.
19.   R.B. Burns, K.M. Freund, A.S. Ash, M. Shwartz, L. Antab, R. Hall, „As mammography use increases, are some providers omitting clinical breast examination?" („Czy w miarę coraz częstszego stosowania mammografii, niektórzy dostawcy [sprzętu mammograficznego] pomijają kliniczne badania piersi?"), Archives of Internal Medicine, 4 kwietnia 1996; 156(7):741-4.
20.   M.B. Laya, E.B. Larson, S.H. Taplin, E. White, „Effect of estrogen replacement therapy on the specify and sensivity of screening mammography" („Wpływ zastępczej terapii estrogenem na precyzję i czułość badań mammograficznych"), Journal of the National Cancer Institute, 15 maja 1996; 88(10):643-9.
21.   Samuel E. Epstein, The Politics..., str. 349.
22.   Patrz strona internetowa czasopisma Alternative Medicine: http://www.alter-nativemedicine.com/whatshot/whatshot74.shtml.
23.   Burton Goldberg, „Alternative Medicine Guide to Women's Health - Series 2" („Alternatywny przewodnik medyczny po zdrowiu kobiety - część 2"), Future Medicine Publishing, Tiburon, CA, 1997, str. 91.

Strony internetowe dotyczące termografii:
http://www.breastthermography.org
http://www.pacificchiro.com
http://www.editherm.com/breasthealth/

Edukacyjne zasoby internetowe:
http://www.alternativemedicine.com
http://www.healthybreastprogram.com
http://www.drsusanlove.com
http://www.ratical.com/radiation/CNR
http://www.ralphmoss.com

Źródło-dwumiesięcznik NEXUS nr 20, listopad-grudzień 2001.
Za: http://www.faceci.com.pl/r_rak_piersi.html

Skąd wzięła się chemioterapia i radioterapia?
Na ile terapie te są skuteczne a na ile szkodzą pacjentom?
 Dlaczego mimo, że są to szkodliwe terapie, przyniosły one tak ogromne zyski ich twórcom
 - przestępcom z obozu Koncentracyjnego w Auschwitz - Oświęcim
Dlaczego ogromne zyski z niszczenia zdrowia ludziom, wciąż osiągają ich następcy?

Medycyna jakiej nie znacie. Wielka Farmacja [2009] (10:00)
https://www.youtube.com/watch?v=6OhoBIZ8Fxg

Podobnie jest z lekami farmakologicznymi i szczepionkami - znane jest coraz więcej afer z nimi związanych.
Kiedy powiemy tym procederom pseudoleczniczym zwanym medycznymi - STOP?



Tomografia komputerowa a rak

Wykonywane coraz częściej obrazowanie metodą tomografii komputerowej (CT) zwiększa ryzyko rozwoju raka. W trakcie badania ekspozycja na promieniowanie może być ponad stukrotnie większa od obserwowanej w klasycznym badaniu rentgenowskim.
Według obliczeń szacunkowych, konsekwencją wszystkich tomografii komputerowych wykonanych w 2007 r. w Stanach Zjednoczonych może być 29 tys. nowotworów. Spośród raków po ekspozycji na promieniowanie 66 proc. wystąpi u kobiet, najczęściej dotyczyć one będą pacjentów, którym badanie CT wykonano między 35-54 rokiem życia.
http://www.pulsmedycyny.com.pl/index/archiwum/12237/1.html
« Last Edit: (Thu) 07.05.2015, 18:50:12 by Anomalia »
“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • WyBudzony
  • *
  • Posts: 2 560
  • Reputacja: +12/-0
Re: Rak piersi - wykrywanie czy oszukiwanie?
« Reply #1 on: (Fri) 11.04.2014, 23:56:18 »
HISTORIE PACJENTEK CHORYCH NA RAKA:

Dr R.Heinecke relacjonuje o pewnej pacjentce cierpiącej na guza piersi, która we Francji została całkowicie wyleczone z tego nowotworu dzięki kseroninie (prokseronina jest w soku z Noni). Jej lekarz zaproponował jej mastektomię. Pacjentka odpowiedziała mu, że wołałaby już umrzeć, niż zgodzić się na to. Tak więc zaproponował leczenie przy pomocy kseroniny (prokseronina jest w soku z Noni). Ów pacjentka zgodziła się na to. Przez dwa tygodnie aplikowano jej czystą kseroninę (prokseronina jest w soku z Noni). Badanie po dwóch tygodniach wykazało, że guz przestał już rosnąć. Interesujące przy tym było to, że komórki raka nie zostały zabite. Kseronina doprowadziła je do tego, że zaczęły z powrotem wykonywać funkcje, takie jak wykonują całkiem zdrowe komórki. Z biegiem czasu organizm kobiety był w stanie pozostałe komórki rakowe zastąpić przez całkiem nowe i zdrowe. Kobieta została całkowicie wyleczona z tego nowotworu.

* * *
Quote
"Jeśli chwalisz coś czego nie rozumiesz, to jest to błąd, ale gorszą rzeczą jest potępianie tego"
- Leonardo da Vinci

Moje zainteresowanie się naturalnymi składnikami diety, wyniknęło stąd, iż musiałam zadbać o stan swojego zdrowia z powodu zaparć ciągnących się od lat i innych dolegliwości. Kiedy dowiedziałam się że mam nowotwór złośliwy piersi, pilnie rozpoczęłam kurację większymi dawkami sokiem noni. Piłam 2 x dziennie po 2 miarki Polinesian NONI. Miałam także kamienie w pęcherzu żółciowym prawdopodobnie spowodowane blokadą cholesterolu w wątrobie i złym wydalaniem soli żółciowych w jelicie. Wszystko przez te wieloletnie zaparcia. Dowiedziałam się, że na 10 kobiet z z guzem piersi, aż 9 miało wcześniej różne problemy jelita. Byłam statystyczną jedną z dziewięciu kobiet w podobnej sytuacji. Zaproponowano mi na zaparcia kaktus opuncji - Nopalin, który pomógł mi odblokować jelito i wątrobę. Od kiedy stosowałam Nopalin oraz rozpoczęłam picie soku noni, natychmiast poczułam poprawę stanu zdrowotnego w całym organizmie. Moja wątroba jest zdrowsza, zniknęły po 2 miesiącach zaparcia, a ja czuję się znacznie lepiej. Ruszył upragniony proces oczyszczania organizmu i zwiększyła się moja nadzieja na zdrowie.
Kiedy do codziennej diety dodałam ZENTHONIC - bogaty w najsilniejszy znany w przyrodzie antyoksydant - MANGOSTAN i wiele innych ochronnych przeciwnowotworowych antyoksydantów, poczułam, iż zmniejszyła się moja chroniczna depresja oraz przygnębienie z powodu choroby i wieloletnich problemów ze zdrowiem. Zenthonic posiada ogrom energii słońca niezbędnej do życia i zdrowego funkcjonowania naszym komórkom, bo składa się z indyjskiego mangostan i wielu koncentratów owoców. Lepiej się czuję. Mam teraz dużo energii, aby w pełni wyzdrowieć.

Czasami wracam do myśli, że mogłabym dziś być bardzo chorą osobą, jakie obserwuję w około siebie po klasycznych terapiach, bez naturalnego wspomagania organizmu. Gdybym posłuchała rad swojego lekarza byłabym wśród tej grupy, a może już by mnie nie było po licznych chemioterapiach i kolejnych przerzutach?
Przecież kiedy pokazałam lekarzowi te naturalne produkty z myślą, że mi pomoże i z wielką w niego nadzieją, lekarz onkolog skwitował te naturalne i nieszkodliwe specyfiki, bo zapewne nigdy nie uczono go na temat naturalnego wspomaganiu organizmu - nie oglądając dokładnie, nie czytając składu, skwitował jednym zdaniem: "złodzieje żerują na ludzkim nieszczęściu".

Lekarz z pewnością nie miał żadnej wiedzy na temat soku NONI, MANGOSTAN i innych naturalnych składników. Pewnie nie korzystał od dawna z wielu konferencji medycznych w kraju i na świecie, gdzie mówi się na temat najnowszych metod leczenia - naturalnych, na temat podstawowych przyczyn choroby jakimi są grzyby i inne pasożyty np. przywry. Nie umiał skorzystać z dobrodziejstw naturalny i nie rozumiał jak można to stosować, bo nie miał wiedzy na ten temat. Zachował się tak, jak o tego typu "wszystkowiedzących ludziach - monopolistach na wiedzę", pisał kiedyś Johann W von Goethe - " Czego człowiek nie rozumie, tym nie włada".

Nie posłuchałam go bo, dla mnie, okazał się on niedouczonym przeciętniakiem i nie stanowił żadnego autorytetu takiego, jak np. prof. Valeria Szedlak-Vadocz, której materiały naukowe pt. "Noni - indiańska morwa", czy "Biologicznie aktywne suplementy" miałam przyjemność wcześniej przeczytać. Przekonała mnie również książka Pana Jacka Skarbka pt. "NONI - Owoc zdrowia".

Zmieniłam szybko lekarza konsultanta potrzebnego mi tylko do okresowych badań. Nigdy nie pokazywałam mu, że biorę jakiekolwiek naturalne produkty wspomagające leczenie i ratujące moje zdrowie. Do dziś często zastanawiam się, dlaczego pewne medyczne prawdy, mimo że są udowodnione ponad wszelką wątpliwość, tak długo muszą czekać na akceptację zarówno przez świat medyczny, jak i ogół społeczeństwa?
Urszula.N, kwiecień 2006

* * *

Anna G. z Monachium we wrześniu 1999 r. wyczuła na swojej piersi lekkie zgrubienie - guz był złośliwy, a dwa tygodnie później został zoperowany. Później spotkała ją seria zabiegów chemioterapii i naświetlania. Po pierwszej chemioterapii czuła się fatalnie i męczyły ja nudności. Na szczęście przyjaciółka przywiozła dla niej z USA naturalny sok z Noni. Miał on wzmocnić osłabiony system immunologiczny Anny. okazał się, iż zadziałał wspaniale. Wszystkie kolejne chemioterapie Anna przeszła bez problemu ku dużemu zaskoczeniu lekarzy obserwujących jej bardzo dobre samopoczucie i wyniki badań krwi.
Anna D. jako dziennikarka po wyzdrowieniu, podzieliła się z czytelniczkami kilkoma cennymi radami:
"Recepta na powodzenie jest następująca: medycyna plus naturalny środek leczniczy plus optymizm".

* * *

Pani Luiza B. miała raka piersi z przerzutami na wątrobę. Przed drugą chemią rozpoczęła kurację z Noni. Dzięki temu okres chemioterapii znosiła z dobrym samopoczuciem z doskonałymi wynikami krwi. Po zastosowaniu dwóch butelek, badania wykazały zniknięcie jednego z guzów na wątrobie i znaczne zmniejszeni się drugiego. Lekarze ze zdziwieniem obserwowali całą kurację oraz wyniki badań Pani Luizy.

* * *

Pewna pozornie "zdrowa" kobieta pragnąc nieco zrzucić wagi i odchudzić się postanowiła zastosować suplementy CaliVita wspomagające odchudzanie, a w tym Polinesian Noni. Już w pierwszym miesiącu zauważyła, iż dzieją się z nią jakieś dziwne rzeczy. Jej organizm co prawda powoli spadał z wagi, jednak z dróg rodnych wydobywały się dziwne "odchody". trwało tak około miesiąca. Po zrobieniu badań ginekologicznych oraz USG okazało się, iż podczas tej nietypowej kuracji odchudzająco - oczyszczającej "zniknęły" zupełnie mięśniaki macicy, które były od dawna zmorą naszej konsumentki. Jaj radości i zdziwieniu nie było końca.

* * *

W czerwcu 1996 dowiedziałam się że mam rak piersi. Byłem zdruzgotana. Kiedy nasz przyjaciel opowiedział nam o soku noni nie wierzyłam, że zwykły sok owocowy może zrobić coś dla mnie. Inny przyjaciel proponował nam witaminy, zapewniając nas, że jeśli będziemy przestrzegać zasad higieny, nie będę potrzebować operacji. Wydawało mi się bardziej prawdopodobne, że witaminy mi pomogą i kupowałam je przez trzy miesiące. Jesienią lekarz mi powiedział że umrę jeżeli nie poddam się operacji i najmniej napromieniowaniu. Byłam tak przestraszona, że wybrałam operację. Żyłam przez 1997 rok w przekonaniu że jestem wyleczona jak przekonał mnie doktor.
Doktorzy powiedzieli mi później, że myśleli, iż czuję się świetnie. W czerwcu 1998 powiedziano mi, że nastąpił przerzut na drugą pierś. Lekarze sugerowali mi wycięcie sutka i żebym nie opóźniała mojej decyzji, ponieważ rodzaj choroby, którą miałam był wieloogniskowy i inwazyjny. Odrzuciłam wycięcie sutka mówiąc im że zgadzam się tylko na biopsję. Powiedziałam, że chcę spróbować soku noni i chcę dać mu szansę. Jeśli wyniki biopsji będą niepomyślne, wtedy zgodzę się na operację. W ten sposób zaczęłam picie 6 miarek po 30ml soku noni dziennie, 3 miarki rano i 3 przed spaniem. Nie miałam żadnych skutków ubocznych i kiedy ponownie poszłam na biopsję 10 sierpnia 1998 roku, rentgenolog powiedział że nie znalazł niczego na mammografia. Powiedział że prawdopodobnie odwołają operację, ale kiedy zobaczyłam się z chirurgiem, powiedział mi, że musiałby zrobić biopsję i wysłać wynik do Londyńskiej Kliniki Raka by stwierdzić czy rak minął.
Cztery dni po biopsji chirurg zadzwonił do mnie z wiadomością:,,,Nie wiemy co zrobiłaś, ale raka nie masz!”
Kiedy odpowiedziałam mu: ,,Wiem co robiłam”,
wtedy doktor sobie przypomniał: ,,Och tak piłaś jakiś sok”.
Odpowiedziałam, ,,Tak jest, piłam sok noni. Co teraz myślisz o tym soku?” ,
a doktor odpowiedział: ''Sprawił że nie czujesz bólu, prawda?''
Adrienne W., Kanada 21 sierpnia 1999

* * *

W grudniu 1998 wyczułam guzek w mojej prawej piersi. W kwietniu 1999 potwierdziła to mammografia. W sierpniu 1999 maiłam już w tym miejscu dwa guzki i doktor chciał zrobić mi operację. Usłyszałam o soku noni i zdecydowałam się spróbować go zamiast operacji. W wrześniu 1999 zaczęłam pić sok noni. W październiku 1999 oba guzki znikły! Po dwóch latach, regularne kontrole i wizyty u lekarza nie wykazują obecności żadnych guzków!
Cyntia B., USA 29 czerwca 2002

* * *

W tym samym czasie, jej 10 letni syn miał dziwne zgrubienie - guz - na piersi. Właściwie dawno zgrubienie to powinno być wycięte, ale rodzice wciąż się z tym wstrzymywali. Z wywiadu okazało się również, iż tak jak większość polskich dzieci, podstawą diety u niego było mleko. Oczywiście natychmiast wyeliminowaliśmy ten produkt z diety, zastępując ją dietą zgodną z grupa krwi. Od kiedy chłopiec rozpoczął kurację Polinesian Noni, guz szybko się wchłonął i nie pozostawił ani śladu po sobie.
(z osobistych doświadczeń autorów serwisu)

* * *

Moja historia opowiada o teściowej Nancy, której nie dawano więcej niż sześć miesięcy życia. Miała raka jajnika, który rozszerzał się na brzuch. Przechodząc operację i chemioterapię, zaczęła picie soku noni. Rak znikał a jej komórki krwi wracały do normalnego stanu. Lekarze byli zdumieni! Nie mogli uwierzyć w jaki sposób jej system immunologiczny dał sobie radę! Obecnie teściowa jest uwolniona od raka i opowiada każdemu o soku noni!
Michelle S., USA 21 kwietnia 2001

* * *

W czerwcu 1996 dowiedziałam się że mam raka piersi. Byłem zdruzgotana. Kiedy nasz przyjaciel opowiedział nam o soku noni nie wierzyłam, że zwykły sok owocowy może zrobić coś dla mnie. Inny przyjaciel proponował nam witaminy, zapewniając nas, że jeśli będziemy przestrzegać zasad higieny, nie będę potrzebować operacji. Wydawało mi się bardziej prawdopodobne, że witaminy mi pomogą i kupowałam je przez trzy miesiące. Jesienią lekarz mi powiedział że umrę jeżeli nie poddam się operacji, albo co najmniej napromieniowaniu. Byłam tak przestraszona, że wybrałam operację.
Żyłam przez 1997rok w przekonaniu że jestem wyleczona. Doktorzy powiedzieli mi później, że myśleli iż czuję się świetnie. W czerwcu 1998 powiedziano mi, że nastąpił przerzut na drugą pierś. Lekarze sugerowali mi wycięcie sutka i żebym nie opóźniała mojej decyzji, ponieważ rodzaj choroby, którą miałam był wieloogniskowy i inwazyjny. Odrzuciłam wycięcie sutka mówiąc im że zgadzam się tylko na biopsję. Powiedziałam, że chcę spróbować soku noni i chcę dać mu szansę. Jeśli wyniki biopsji będą niepomyślne, wtedy zgodzę się na operację. W ten sposób zaczęłam picie 6 mierek (6x30ml) soku noni dziennie, 3 miarki (3 x 30ml) rano i 3 przed spaniem. Nie miałam żadnych skutków ubocznych i kiedy poszłam na biopsję 10 sierpnia, rentgenolog powiedział, że nie znalazł niczego na mammografii. Powiedział że prawdopodobnie odwołają operację, ale kiedy zobaczyłam się z chirurgiem, powiedział mi, że musiałby zrobić biopsję i wysłać wynik do Londyńskiej Kliniki Raka by stwierdzić czy rak minął.
Cztery dni po biopsji chirurg zadzwonił do mnie z wiadomością:, “Nie wiemy co zrobiłaś, ale raka nie masz!”
Kiedy podniosłam telefon, odpowiedziałam “Wiem co robiłam.”
Wtedy doktor sobie przypomniał, “Och tak piłaś jakiś sok.”
Odpowiedziałam: “Tak jest, piłam sok noni. Co teraz myślisz o tym soku?”
a doktor odpowiedział, '' Sprawił że nie czujesz bólu, prawda?'' Adrienne W., Kanada 21 sierpnia 1999

* * *

Cztery lata temu bawiłam się z moją osiemnastomiesięczną córką. W pewnym momencie kopnęła mnie w lewą pierś. Gdy pierś bolała coraz bardziej poszłam do lekarza i on stwierdził, że mam raka piersi. Musiałam usunąć pierś. Potrzebowałam szybko wyzdrowieć ponieważ mam dziecko. Siostra powiedziała mi o noni. Piłam dużo przed operacją i chemoterapią. Doktor stwierdził że trzeba ponowić chemoterapię. Tydzień przed następną chemoterapią dałam mu informacje o noni. On przestudiował wszystko i powiedział mi żebym kontynuowała picie soku. Nie zwiększył już chemoterapii. Dziękuję noni i córce za oszczędzenie mojego życia…jeżeli ona nie kopnęłaby mnie, nie byłoby mnie dzisiaj. Loretta, USA 12 luty 2003

* * *

Jestem 50 letnią kobietą. Miałam dokuczliwe bóle w lewej piersi. Zdiagnozowano je jako rak piersi. Na szczęście miałam sok noni. Kiedy zaczęłam używanie soku wystarczyło 5 dni żeby bóle odeszły. Teraz jestem wolna od bólów i raka! Estera M., Ghana, 30 lipca 2001

* * *

Mam pięćdziesiąt dziewięć lat i przez trzydzieści pięć lat miałam wiele problemów ze zdrowiem. Mogę wspomnieć o kilku: problemy z trawieniem, zaparcia, drożdżaki, artretyzm, wielokrotnie półpasiec, zawroty głowy, utrata słuchu, fibromylagia, bóle pleców i szyi, aż w końcu dopadł mnie rak piersi. Ból był nieodłączną częścią mojego życia. Kiedy mój przyjaciel powiedział mi o soku noni i wszystkich jego korzyściach, zdecydowałam się spróbować. Sok poprawił moje zdrowie. Wszystkie moje obrzmienia zeszły i nic mnie już nie boli. Dziękuję Bogu za ten cudowny owoc, który może pomóc wszystkim ludziom. America C., USA 21 kwietnia 2001

* * *

W grudniu 1998 wyczułam guzek w mojej prawej piersi. W kwietniu 1999 potwierdziła to mammografia. W sierpniu 1999 miałam już w tym miejscu dwa guzki i doktor chciał zrobić mi operację. Usłyszałam o soku noni i zdecydowałam się spróbować go zamiast operacji. W wrześniu 1999 zaczęłam pić sok noni. W październiku 1999 oba guzki znikły!
Po dwóch latach, regularne kontrole i wizyty u lekarza nie wykazują obecności żadnych guzków!
Cyntia B., USA 29 czerwca 2002

* * *

W czerwcu 1996 dowiedziałam się że mam rak piersi. Byłem zdruzgotana. Kiedy nasz przyjaciel opowiedział nam o soku noni nie wierzyłam, że zwykły sok owocowy może zrobić coś dla mnie. Inny przyjaciel proponował nam witaminy, zapewniając nas, że jeśli będziemy przestrzegać zasad higieny, nie będę potrzebować operacji. Wydawało mi się bardziej prawdopodobne, że witaminy mi pomogą i kupowałam je przez trzy miesiące. Jesienią lekarz mi powiedział że umrę jeżeli nie poddam się operacji i najmniej napromieniowaniu. Byłam tak przestraszona, że wybrałam operację. Żyłam przez 1997 rok w przekonaniu że jestem wyleczona jak przekonał mnie doktor.
Doktorzy powiedzieli mi później, że myśleli, iż czuję się świetnie. W czerwcu 1998 powiedziano mi, że nastąpił przerzut na drugą pierś. Lekarze sugerowali mi wycięcie sutka i żebym nie opóźniała mojej decyzji, ponieważ rodzaj choroby, którą miałam był wieloogniskowy i inwazyjny. Odrzuciłam wycięcie sutka mówiąc im że zgadzam się tylko na biopsję. Powiedziałam, że chcę spróbować soku noni i chcę dać mu szansę. Jeśli wyniki biopsji będą niepomyślne, wtedy zgodzę się na operację. W ten sposób zaczęłam picie 6 miarek po 30ml soku noni dziennie, 3 miarki rano i 3 przed spaniem. Nie miałam żadnych skutków ubocznych i kiedy ponownie poszłam na biopsję 10 sierpnia 1998 roku, rentgenolog powiedział że nie znalazł niczego na mammografia. Powiedział że prawdopodobnie odwołają operację, ale kiedy zobaczyłam się z chirurgiem, powiedział mi, że musiałby zrobić biopsję i wysłać wynik do Londyńskiej Kliniki Raka by stwierdzić czy rak minął.
Cztery dni po biopsji chirurg zadzwonił do mnie z wiadomością:,,,Nie wiemy co zrobiłaś, ale raka nie masz!”
Kiedy odpowiedziałam mu: ,,Wiem co robiłam”,
wtedy doktor sobie przypomniał: ,,Och tak piłaś jakiś sok”.
Odpowiedziałam, ,,Tak jest, piłam sok noni. Co teraz myślisz o tym soku?” ,
a doktor odpowiedział: ''Sprawił że nie czujesz bólu, prawda?''
Adrienne W., Kanada 21 sierpnia 1999

Źródło: www.faceci.com.pl

 

*********************


Mammografia nieskuteczna w walce z rakiem?
http://tvnmeteo.tvn24.pl/informacje-pogoda/ciekawostki,49/mammografia-nieskuteczna-w-walce-z-rakiem,90213,1,0.html

Quote
Badania mammograficzne w kierunku wczesnego wykrywania raka piersi nie zmniejszają liczby zgonów na ten nowotwór, wykazali naukowcy z Uniwersytetu Oksfordzkiego. Okazało się, że trwający od 25 lat program regularnych badań mammograficznych wśród Brytyjek nie dał wymiernych korzyści dla całej populacji.

Kiedy brytyjskie ministerstwo zdrowia wprowadzało projekt w życie w 1988 r. liczyło, że regularne badania mammograficzne zmniejszą umieralność na raka piersi aż u 1/3 populacji. Tymczasem tak się nie stało.
- Chociaż liczba kobiet, które umierają na raka piersi, stale się zmniejsza, nie ma dowodów na to, że to dzięki regularnym badaniom mammograficznym wprowadzonym w 1988 r."  - napisali w czasopiśmie "Journal of the Royal Society of Medicine" autorzy badania.
« Last Edit: (Thu) 07.05.2015, 18:40:42 by Anomalia »
“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • WyBudzony
  • *
  • Posts: 2 560
  • Reputacja: +12/-0
Odp: Rak piersi - wykrywanie czy oszukiwanie?
« Reply #2 on: (Sat) 20.12.2014, 12:49:28 »
Nieznajomość matematyki zabija



Czy lekarze rozumieją wyniki badań, którym poddają pacjentów? Niestety nie. A straszenie pacjentów może być dla nich śmiertelne
Artykuł otwarty
To się może przytrafić każdej z was. Zrobiłam mammografię. Dostałam wynik. Pozytywny. - Czy mam raka, doktorze? - zapytałam.

- Czułość testu wynosi 87 proc. To nie oznacza z całą pewnością, że ma pani nowotwór, bo zawsze jest jeszcze szansa, że zalicza się pani do 13 proc. szczęśliwców. Radziłbym wykonać teraz dodatkowe badania, biopsję.

- Ale ryzyko, że mam raka, wynosi jakieś 87 proc.?

- Niestety tak. Przykro mi to mówić.

A mnie przykro tego słuchać. Ponieważ jest to kompletna bzdura. Przetestowałam trzech ginekologów, z podobnym skutkiem. Inspiracją dla mojej maleńkiej prowokacji (nie mam pozytywnego wyniku mammografii) były badania wykonane przez Gerda Gigerenzera i Adriana Edwardsa. Ci zadali podobne pytanie 48 lekarzom o średnim stażu zawodowym wynoszącym 14 lat praktyki. Doświadczonym lekarzom.

Mówili im, że czułość badania wynosi 90 proc., i że w 7 proc. daje on wynik fałszywie pozytywny. "Nowotwór piersi atakuje 0,8 proc. pacjentek. Wasza pacjentka dostała pozytywny wynik testu. Jaka jest szansa, że ma raka?".

Odpowiedzi były bardzo różne. Wahały się od 1 do 90 proc. Zdecydowana większość lekarzy podawała właśnie ten ostatni wynik - 90 proc., a zaledwie czterech podało właściwą wartość - czyli 9 proc.

Generalnie, lekarze mylą pojęcie czułości testu, jego swoistości i mają kłopoty z oszacowaniem ryzyka. A to przecież jest takie ważne dla pacjentów. "Ma pani 9 proc. szans na nowotwór" - brzmi całkiem inaczej niż: "Ma pani 90 proc. szans" - nieprawdaż? Dlaczego więc lekarze straszą pacjentów?

Bo nie rozumieją statystyki.

Who is who, czyli słowniczek

Czułość testu mówi o jego zdolności do zauważenia choroby. Idealnie, stuprocentowo czuły test wykryje ją wszystkim chorym. Czułość na poziomie 90 proc. oznacza, że jeśli kobieta ma raka, prawdopodobieństwo, że dostanie pozytywny wynik wynosi 90/100. Innymi słowy, na 100 kobiet z nowotworem pozytywny wynik dostanie 90, a u pozostałych dziesięciu badanie nie zauważy choroby (mówi się wtedy, że da wynik fałszywie ujemny).

Jednak testy mylą się nie tylko w ten sposób, że "przegapiają" chorobę. Czasami są nadgorliwe, czyli wykazują chorobę tam, gdzie jej nie ma. Mówimy wtedy o wynikach fałszywie pozytywnych. Oczywiście idealny test nie podnosi alarmu bez potrzeby i daje 0 proc. wyników fałszywie pozytywnych. Mówimy wtedy o wysokiej, stuprocentowej swoistości.

Jaka jest szansa, że mam raka, doktorze?

Nowotwór piersi atakuje 0,8 proc. kobiet. To oznacza, że z 1000 kobiet chorych jest osiem, zdrowych - 992. Wyobraźmy sobie, że wszystkie 1000 kobiet ma zrobioną mammografię. Ponieważ czułość testu wynosi 90 proc., pozytywny wynik testu otrzyma tylko siedem z tych ośmiu chorych. Wśród 992 pań, które raka nie mają, 7 proc., czyli około 70, też dostanie wynik pozytywny.

W sumie na 1000 badanych pozytywny wynik otrzyma 70 zdrowych i siedem chorych, razem - 77. Szansa, że mam raka, jeśli mammografia dała wynik pozytywny, wynosi więc 7/77, 1/11, czyli blisko 9 proc. Dziewięć, nie 90.

Straszenie pacjentów może być śmiertelne. W 1987 r. siedmiu z 22 honorowych dawców krwi z Florydy, którzy w badaniach na nosicielstwo HIV otrzymali wynik pozytywny, popełniło samobójstwo. Test, którym ich poddano, był bardzo dokładny - miał zarówno wysoką (99,9 proc.) czułość, jak i wysoką (99,99 proc.) swoistość. Nieszczęśnicy byli więc pewni, że są nosicielami śmiertelnego wirusa. Dla niektórych to brzmiało gorzej niż wyrok śmierci - w tych czasach AIDS był chorobą niosącą ze sobą głęboką stygmatyzację, naznaczenie.

Czy jest możliwe, by ktoś, kto nie jest nosicielem, dostał pozytywny wynik testu, doktorze?

- Absolutnie niemożliwe.

- Nie, na pewno nie.

- W żadnym wypadku.

- Test jest absolutnie pewny.

To nie są wymyślone odpowiedzi. To tylko kilka z dziesiątek podobnych, których udzielili doradcy pacjentów do spraw HIV w 20 niemieckich ośrodkach zdrowia publicznego.

A jaka jest właściwa odpowiedź? Czy jest możliwe, by ktoś, kto nie jest nosicielem, dostał pozytywny wynik testu, doktorze? Tak. Jeśli to jest pacjent spoza grupy ryzyka, szansa, że nie jest chory, mimo pozytywnego wyniku testu wynosi 50 proc.

Czy nie można było tak odpowiedzieć dawcom krwi z Florydy?

Czym jest 25 procent?

"Regularne wykonywanie mammografii zmniejsza ryzyko zgonu na raka piersi o 25 proc." - czytam w ulotce zachęcającej do badania. Co oznacza ten wynik? Innymi słowy - o jakie 25 proc. tu chodzi? To tak zwane ryzyko względne.

Bardzo niewielu pacjentów (jak również niezbyt wielu lekarzy) zdaje sobie sprawę, że imponujący wynik 25 proc. spadku śmiertelności oznacza - w liczbach bezwzględnych - jedną kobietę na 1000. Innymi słowy wśród 1000 kobiet, które nigdy się nie badały, na raka piersi umrze cztery; wśród tych, które regularnie poddają się mammografii - trzy.

Skąd się więc bierze 25 proc.? Ano ta jedna mniej kobieta (trzy zamiast czterech) to jest właśnie jedna czwarta, czyli 25 proc.

Statystycznie rzecz ujmując, badanie wydłuża więc kobiecie życie o jeden (!) dzień. To jest właśnie ten dzień, który spędza ona w przychodni - poddając się prześwietleniu - i potem, w oczekiwaniu na wynik - podsumował sarkastycznie Getzsche.

Wbrew tym marnym - przyznajmy - efektom pacjenci, jak wynika z przeprowadzanych ankiet, wierzą bardzo głęboko w skuteczność mammografii (nawet jeśli ta wiara nie prowadzi ich jeszcze do lekarza). 68 proc. pytanych uważa, że badanie piersi redukuje śmiertelność blisko o połowę, ponad trzy czwarte - że w ciągu dziesięciu lat ratuje życie dziesięciu kobietom na 1000, czyli niemal 20-krotnie przeceniają skuteczność tej metody.

Dlaczego? Bo ani lekarze, ani pacjenci nie rozumieją statystyki i używanych sformułowań. Między innymi określenia "ryzyko względne". Pacjentki są przekonane, że 25 proc. odnosi się do wszystkich kobiet w ogóle, tymczasem liczba ta dotyczy tylko tych, które mają nowotwór sutka.

Jedna ocalona kobieta na 1000 - to jest jasna i klarowna informacja. Ale o ileż mniej imponująca niż rzeczone 25 proc. I - być może dlatego - o wiele rzadziej używana.

Manipulacja

Podawanie ryzyka w wartościach względnych jest bardzo mylące. Dwu-, trzy-, pięciokrotny wzrost ryzyka brzmi alarmująco, tak naprawdę nie mówi nic - tak długo, jak nie wiemy, jakie jest ryzyko bezwzględne. Jeśli wynosi ono tysięczną część promila (czyli jeśli dotyczy zaledwie kilku osób na całą populację Ziemi) - jego pięcio- czy nawet dziesięciokrotny wzrost ciągle trzyma nas w bezpiecznym obszarze "prędzej mnie trafi grom z jasnego nieba".

Niestety, zdarza się, że aby przekonać pacjenta do jakiejś formy terapii, podaje się jej korzyści w wartościach względnych (to są duże, imponujące liczby, np. lek pomaga 60 proc. pacjentów), a możliwe skutki uboczne - w wartościach bezwzględnych (tu występują małe liczby - np. u jednej osoby na 100). Może się okazać - po porównaniu, ze skutki uboczne dotyczą większej liczby pacjentów niż otrzymane korzyści! Przykład?

W październiku 1995 r. komitet bezpieczeństwa leków w Wielkiej Brytanii wydał ostrzeżenie, że trzecia generacja doustnych środków antykoncepcyjnych dwukrotnie (czyli o 100 proc.) zwiększa ryzyko wystąpienia zakrzepów krwi. Informacja ta została przekazana listownie do 190 tys. lekarzy, farmaceutów i szefów jednostek zdrowia publicznego, i ogłoszona w mediach. Wybuchła panika. W efekcie w kolejnych latach liczba aborcji wzrosła o 25 tys., a liczba ciąż u dziewcząt poniżej 16. roku życia - o blisko 1000.

Jak duże było w tym wypadku 100 proc.? Zażywanie pigułki zwiększało niebezpieczeństwo powstania zakrzepów u jednej kobiety na 7000 do dwóch kobiet na 7000.


York kontra New York

Podczas kampanii wyborczej w 2007 r., Rudy Giuliani, były burmistrz Nowego Jorku, powiedział: - Kilka lat temu znaleziono u mnie raka prostaty. Dziękuję Bogu, że jestem obywatelem Stanów Zjednoczonych. Moje szanse na wyleczenie wyniosły 82 proc. Jestem zdrowy. Czy wiecie, jakie miałbym szanse na wyjście z tego, gdybym żył w Wielkiej Brytanii? Zaledwie 44 proc. Takie są właśnie skutki socjalistycznego podejścia do medycyny! - perorował.

Czy faktycznie w Yorku mężczyźni umierają na raka prostaty dwukrotnie częściej niż w Nowym Jorku? Bynajmniej. Ale politycy również - podobnie jak lekarze - nie rozumieją statystyki.

Medycyna posługuje się tzw. wskaźnikami przeżyć. Dla nowotworów określany jest najczęściej odsetek przeżyć pięcioletnich. Wskazuje on, jaki procent pacjentów z rozpoznaną chorobą nowotworową żyje po pięciu latach od postawienia diagnozy.

W 2000 r. wskaźnik przeżyć pięcioletnich dla raka prostaty wynosił w USA 82 proc. W Wielkiej Brytanii na 100 tys. mężczyzn zdiagnozowano raka u 49, z których 28 zmarło przed upływem pięciu lat, co pozwala szacować wskaźnik przeżyć pięcioletnich na 44 proc.

Jednak jakkolwiek bardzo rozpowszechniony, wskaźnik przeżyć pięcioletnich jest bardzo ułomny. Dużo więcej o skuteczności leczenia mówi informacja o śmiertelności, czyli liczbie pacjentów, którzy zmarli z powodu nowotworu. Dlaczego?

Między życiem a przeżyciem

Wyobraźmy sobie grupę mężczyzn, u których zdiagnozowano nowotwór prostaty w wieku 67 lat, i którzy zmarli, gdy osiągnęli 70 lat. Wskaźnik przeżycia pięcioletniego dla tej grupy wynosi oczywiście zero.

A gdyby postawiono im diagnozę wcześniej? Dajmy na to w dzień 60. urodzin (zakładamy, że podobnie jak w poprzednim przypadku wszyscy umierają w wieku 70 lat). Z punktu widzenia pacjenta niewiele się zmieniło w kwestii jego długości życia. Z punktu widzenia medycyny, a przynajmniej współczynnika przeżywalności, zmieniło się wszystko - teraz wynosi on 100 proc. Dlaczego? Bo diagnoza została postawiona wcześniej.

Tylko tyle. Proszę zauważyć: leczenie czy jego brak, a także sama skuteczność terapii nie ma dla wskaźnika pięcioletniego przeżycia najmniejszego znaczenia. Liczy się tylko wiek pacjenta w chwili postawienia diagnozy. Wskaźnik przeżycia nie ma żadnego wpływu na długość życia pacjenta!

Drugim zjawiskiem, które - paradoksalnie - znacznie zwiększa współczynnik przeżycia jest tzw. nadrozpoznawalność. Warto poświęcić jej chwilę, bo jest to bardzo mało znany, a jednocześnie bardzo ważki skutek uboczny stosowania nowoczesnych technik diagnostycznych. "Badania w dziedzinie medycyny dokonały tak olbrzymiego postępu, że dziś - praktycznie rzecz biorąc - nikt już nie jest zdrowy" - mawiał Bertrand Russel. Nadrozpoznawalność (ang. overdiagnosis ) to wykrywanie pseudochoroby, drobnych nieprawidłowości, które wprawdzie odpowiadają patologicznej definicji raka, ale za życia pacjenta nie rozwiną się na tyle, by dać najdrobniejsze nawet objawy. W przypadku nowotworu to stwierdzanie raka w stanie nieprogresywnym, przedinwazyjnym. Lepiej o nim nie wiedzieć (bo po co się denerwować?) i nie leczyć (bo po co narażać się niepotrzebnie na skutki uboczne terapii?), skoro i tak nie zdąży się rozwinąć i zagrozić życiu.

Wyobraźmy sobie teraz 1000 mężczyzn (to mieszkańcy Yorku), u których stwierdzono nowotwór prostaty. To nowotwór progresywny, bo w Wielkiej Brytanii rzadko wykonuje się badania przesiewowe, a raka prostaty diagnozuje się na podstawie objawów. Po pięciu latach od zachorowania 560 z nich umrze. Pozostałych przy życiu 440 da podstawę do wyliczenia współczynnika pięcioletniego przeżycia na 44 proc. A jak sprawa wygląda w Nowym Jorku? Tu niemal wszyscy mężczyźni poddają się badaniom przesiewowym określającym poziom antygenu PSA. Jego podwyższony poziom stwierdzono u 3000 mężczyzn. U 1000 z nich nowotwór ma formę progresywną i 560 z nich umrze w przeciągu pięciu lat. Pozostałych 440 przeżyje. Przeżyje oczywiście także 2000 tych, których zdiagnozowano "na wyrost", ci u których stwierdzono pewne anomalie, ale którzy nigdy na raka nie zachorują. W sumie współczynnik przeżywalności wyniesie 2000+440 /3000, czyli blisko 81 proc.

Im bardziej "przeczulony" test diagnostyczny zostanie zastosowany, im więcej da on wskazań fałszywie dodatnich, fałszywych alarmów, czyli diagnoz na wyrost - tym bardziej wzrośnie więc współczynnik przeżywalności. A jednocześnie - proszę zauważyć - zupełnie nie zmieni się śmiertelność wśród ofiar nowotworu!

(Najwyższą przeżywalność zapewniłby test, który byłby robiony przy urodzeniu, i który wykrywałby nowotwór u każdego niemowlaka).

W Stanach Zjednoczonych badania przesiewowe w kierunku raka gruczołu krokowego przy użyciu testu PSA prowadzono już od roku 1980. W rezultacie znacznie wzrosła liczba wykrywanych przypadków. W Wielkiej Brytanii test PSA wprowadzono później i nie jest on nadal rutynowo stosowany. W związku z tym na Wyspach Brytyjskich liczba wykrywanych nowotworów niemal się nie zmieniła. Pięcioletnia przeżywalność jest znacząco wyższa w USA (nowe dane mówią o 98 proc. przeżyć versus 70 proc. w Wielkiej Brytanii).

A jak wygląda śmiertelność w obu krajach? Jest niemal taka sama. W Stanach Zjednoczonych na raka prostaty umiera 26 mężczyzn na 100 tys., w Wielkiej Brytanii - 27. Porównanie tych liczb wskazuje, że w USA diagnozuje się - i poddaje niepotrzebnemu leczeniu operacyjnemu lub naświetlaniom sporą liczbę niegroźnych nowotworów w stadium przedinwazyjnym. Każda taka kuracja to niepotrzebny stres, ryzyko impotencji i nietrzymania moczu. Może więc socjalistyczna medycyna nie jest taka najgorsza?

Regularność nie ratuje

Gerd Gigerenzer, profesor psychologii na Uniwersytecie w Chicago i dyrektor Harding Center for Risk Literacy bada podejmowanie decyzji przy niepełnym dostępie do informacji. Mimo że zbliża się już do siedemdziesiątki, nigdy nie robi sobie badań okresowych. "To wcale nie jest lekkomyślność" - tłumaczy. Ja się tylko opieram na faktach. Czy ludzie, którzy regularnie się badają rzadziej umierają na raka? Rzadziej umierają z powodu chorób serca czy jakichkolwiek innych chorób? Odpowiedź za każdym razem brzmi: nie. Ale częściej się leczą, biorą więcej lekarstw i więcej się martwią.

Gigerenzer uwielbia natomiast badać innych, w szczególności porywają go badania, które mają określić poziom matematycznego analfabetyzmu i jego wpływ na rozumienie zagrożeń zdrowotnych. W jednym z takich badań, wykonanych przez Lisę Schwartz i Stevena Woloshina z Dartmouth Medical School, proszono, żeby określić w procentach, ile to jest jeden przypadek na 1000. (U jednego na 1000 pacjentów przyjmujących lek B występuje reakcja alergiczna. Ile procent ludzi przyjmujących lek B ma reakcję alergiczną?).

Poprawnej odpowiedzi potrafi udzielić mniej niż jedna czwarta badanych pacjentów i mniej niż trzy czwarte badanych lekarzy.

Jaki z tego wniosek?

Rozmawiamy sprawach życia i śmierci językiem, którego nie rozumiemy.

Quote
Co robić, żeby rozumieć?

1. Pytaj, jakie jest ryzyko bezwzględne


Często rzuca się określeniami typu "100-proc. wzrost ryzyka" lub pięciokrotność ryzyka. To brzmi zatrważająco, ale zawsze wtedy warto dociekać, jakie jest ryzyko wyjściowe. Jeśli (to jest przykład całkowicie zmyślony) się okaże, że jedzenie jabłek daje 100-proc. wzrost ryzyka zachorowania na pewną egzotyczną przypadłość, na którą cierpi siedem osób na Ziemi, to czy warto odmawiać sobie owoców? Stuprocentowy wzrost ryzyka oznacza, że wyniesie ono nie jak jeden do miliarda, tylko jak dwa do miliarda. Prawie zero.

Proś o podanie informacji w liczbach, a nie w procentach. Zapytaj: jeśli 100 osób będzie przyjmować ten lek przez pięć lat, a inne 100 osób nie będzie go przyjmować, co pokażą wyniki po pięciu latach?

2. Nie pytaj lekarza, co by ci doradzał. Zapytaj, co by doradził swojej siostrze lub matce.

To pomaga zmienić perspektywę spojrzenia i skoncentrować się na faktycznych korzyściach i niebezpieczeństwach terapii.

Badania wykonane w Szwajcarii w 1993 r. wykazały, że blisko 16 proc. kobiet w tym kraju poddało się bardzo inwazyjnej operacji usunięcia macicy. Niemniej, kiedy analogiczne statystyki wykonać wyłącznie na grupie kobiet - lekarek oraz małżonek lekarzy, odsetek ten spada do 10 proc.



Źródło: http://wyborcza.pl/1,137662,17000749,Nieznajomosc_matematyki_zabija.html#TRNajCzytSST
“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje

Offline BladyMamut

  • Administrator
  • WyBudzony
  • *
  • Posts: 2 560
  • Reputacja: +12/-0
Odp: Rak piersi - wykrywanie czy oszukiwanie?
« Reply #3 on: (Fri) 30.10.2015, 02:48:15 »
Fragment z książki Aluminium. O tym nie mówi się głośno... - Bert Ehgartner

Rak piersi z powodu dezodorantów?

Philippa Darbre to wesoła, pewna siebie kobieta po pięćdziesiątce. Ma za sobą pełną sukcesów karierę naukową z posadami na różnych brytyjskich uniwersytetach i od 21 lat pracuje na uniwersytecie Reading w północnym Londynie, gdzie zajmuje stanowisko profesora asystenta w dziedzinie onkologii. Prócz prowadzenia działalności badawczej uczy ponad 300 studentów.
Darbre specjalizuje się w raku piersi, najczęstszym nowotworze wśród kobiet i o najwyższej śmiertelności. W ramach tego szerokiego zakresu badań onkologicznych Darbre zajmuje się zwłaszcza rolą hormonów i substancji hormonopodobnych, które prowadzą do powstawania raka lub sprzyjają jego rozwojowi.
Około 15 lat temu w czasie dyskusji ze swoimi studentami Darbre usłyszała coś, o czym nie była już w stanie zapomnieć i co w decydujący sposób wpłynęło na kierunek jej badań. Jeden ze studentów powiedział w czasie dyskusji, że u niego w domu - z powodu licznych wydarzeń w rodzinie — panuje pogląd, iż kosmetyki mogą powodować raka piersi.
To zdanie padło na podatny grunt. Darbre od dawna zastanawiał fakt, że rak piersi występuje nieproporcjonalnie często w tak zwanym zewnętrznym górnym kwadrancie piersi. „Kobieca pierś dzieli się na cztery kwadranty i część środkową wokół sutka i są one mniej więcej równej wielkości" — tłumaczy Darbre. Jeśli więc dokonamy prostego podziału, to prawdopodobieństwo wystąpienia nowotworu w każdym z tych obszarów wynosi 20 procent. „Ale tak nie jest - mówi Darbre - ponieważ w rzeczywistości w owym górnym zewnętrznym kwadrancie tuż obok pachy występuje niemal trzy raz więcej nowotworów niż w pozostałych obszarach piersi".
Onkologia tłumaczy ten fakt w ten sposób, że w tym kwadrancie tkanka jest szczególnie gęsta. Tędy przebiegają drogi limfatyczne do pachy, znajduje się tu także szczególnie dużo gruczołów i przewodów mlecznych prowadzących do sutka. Ponieważ rak tworzy się przede wszystkim z komórek nabłonka ułożonych wzdłuż przewodów mlecznych, byłoby to odpowiednie wytłumaczenie opisanej obserwacji.
Darbre nie zadowoliła się tym i zaczęła szukać w archiwach medycznych danych na temat częstości występowania nowotworów w tym kwadrancie. I mocno się zdziwiła, gdy natknęła się na obszerne badania z lat trzydziestych ubiegłego wieku, opisujące zupełnie inne proporcje:
Wówczas częstość występowania raka piersi w kwadrancie obok dołu pachowego wynosiła około 30 procent, dziś jest to 60 procent - tłumaczy Darbre. - Jednoznacznie przemawia to za tym, że w ciągu tych dziesięcioleci wzrósł negatywny wpływ środowiska i skutki tego są tu widoczne".
Kilka faktów przemawia za tym, że ten negatywny wpływ rzeczy-wiście ma źródło w kosmetykach, tak jak to obwieścił wtedy tamten student. Najbardziej podejrzane są dezodoranty, a dokładniej mówiąc: antyperspiranty.
Już wielokrotnie udowodniono, że skóra nie jest przeszkodą nie do pokonania, nieprzepuszczającą żadnych substancji. W przeciwieństwie do mydła, szamponu czy żelu pod prysznic dezodorant pozostaje na skórze znacznie dłużej. Jego zadaniem jest przecież za¬pewnienie, żeby przez cały dzień — albo jeszcze dłużej - człowiek się nie pocił i ładnie pachniał.
Faktyczną substancją czynną w dezodorantach jest aluminium, najczęściej w połączeniu z chlorem, czyli na przykład pentawodo- rotlenek chlorku glinu. Natychmiast po naniesieniu dezodorantu na skórę substancja czynna wchodzi w reakcję z komórkami skóry. Aluminium przywiera do komórek skóry i zmienia je tak bardzo, że dochodzi do zatkania gruczołów potowych.
„Związki glinu stanowią nawet 25 procent zawartości dezodorantu - tłumaczy Darbre. - To, co nanosimy na skórę, to nie jest mała ilość".
Jony aluminium bardzo trudno zaobserwować. Aby trafić na ich ślad, trzeba je w szczególny sposób oznaczyć, na przykład łącząc je z cząsteczkami fluorescencyjnymi. Już przed laty naukowcy po¬kazali, że aluminium bez trudności przenika przez skórę i że jony tego metalu można później znaleźć w układzie krwionośnym i na¬rządach. Z aluminium wchłanianego za pośrednictwem skażonej żywności wraz z jedzeniem i piciem nie pozostaje w organizmie zbyt dużo, ponieważ układ pokarmowy jest dobrze przystosowany do usuwania niepotrzebnych obcych substancji. Wydalanie przez skórę jest znacznie trudniejsze. W takim przypadku w organizmie pozo¬staje znacznie więcej aluminium. I to oczywiście przede wszystkim w tych miejscach, gdzie aluminium jest wcierane w skórę.
Pytanie o to, czy samo aluminium jest w stanie na tyle zmienić komórki piersi, by wywołać raka, już dawno stało się centralną kwe¬stią w zespole badawczym Darbre111. Ale jak uczciwie odpowiedzieć na to pytanie? Darbre wspólnie z Chrisem Exleyem przeprowadziła analizę, w ramach której zbadano tkankę piersi pod kątem zawar¬tości aluminium. Wykazała ona znaczący spadek jego zawartości wraz z rosnącą odległością od miejsc spryskiwanych dezodorantem w dole pachowym112.
W nowym, jeszcze niepublikowanym doświadczeniu Darbre zde-cydowała się jak najwierniej odtworzyć wpływ aluminium na ko¬mórki piersi. W tym celu poddała komórki w laboratorium działa¬niu bardzo niskiej dawki wodorotlenku chlorku glinu. „Ponieważ wiele osób stosuje dezodoranty przez dłuższy czas, zdecydowaliśmy się oprzeć właśnie na tym długofalowym efekcie". Hodowla pozo¬stawała więc w szafie w roztworze odżywczym przez rok, w stałej temperaturze: komórki z aluminium i - jako preparat kontrolny - komórki bez aluminium.
Podczas mojej wizyty w laboratorium Philippa Darbre rzuca okiem na kultury składowane w roztworze w stałej temperaturze. Wygląda na podekscytowaną, kiedy bada pod mikroskopem prób¬ki lekko różowawego płynu.
„Rzeczywiście wygląda, że to prawda. Niech pan spojrzy". I pokazuje mi normalne hodowle komórkowe bez aluminium. „Od kiedy je założyliśmy kilka miesięcy temu, nie- mai się nie zmieniły". Następnie kładzie pod mikroskopem inne preparaty i nawet ja, laik, na pierwszy rzut oka widzę, że jest między nimi gigantyczna różnica. W hodowlach komórek tkanki piersio¬wej z dodatkiem aluminium widać dziwaczne twory, niekiedy także duże, czarne komórki olbrzymie. „Te twory komórkowe - mówi Darbre - to rak piersi w początkowym stadium".
Ale laboratoryjna hodowla komórek to nie jest żywy organizm i niedopuszczalne jest przenoszenie tych wyników jeden do jednego na człowieka. Z pewnością nie są to jednak wyniki uspokajające. Tym bardziej że inne grupy badawcze w nieco zmienionych warun¬kach otrzymały dokładnie takie same rezultaty.
Na początku 2012 roku grupa naukowców z uniwersytetu w Ge¬newie opublikowała serię doświadczeń z użyciem komórek tkanki piersiowej, które poddano działaniu chlorku glinu"3. Roztwór alu¬minium miał 100 000 razy mniejsze stężenie niż to, które występuje w dezodorantach, był jednak zbliżony do stężenia stwierdzanego w tkance piersiowej. Już po sześciu tygodniach zauważono wyraźne różnice w porównaniu z hodowlą bez dodatku aluminium.
Komórki nabłonka w kobiecej piersi przywierają do przewodów mlecznych, których zadaniem jest produkcja mleka. W laborato¬rium komórki te przyczepiały się do ścianek naczynia. Bez tego kon¬taktu nie mogłyby się rozwijać. Szwajcarscy naukowcy opisywali, że pod wpływem chlorku glinu odczepiały się i zaczynały rozwijać w nietypowy sposób. Bliższe badania wykazały gwałtownie posta¬rzałe, zgrzybiałe komórki oraz liczne pęknięcia w obu łańcuchach podwójnej helisy DNA.
„Uszkodzenia materiału genetycznego zawsze stanowią pierwszą przesłankę powstawania nowotworu" — wyjaśnia Darbre. I konty-nuując ten temat, pozwala mi zajrzeć do swoich przyszłych publi¬kacji.
W ramach bardzo złożonego doświadczenia z udziałem kilku dok-torantów bada ona, czy aluminium wykazuje jeszcze jedno szkodli¬we, wręcz zabójcze działanie: „Próbujemy zmierzyć, czy aluminium wpływa także negatywnie na ruch, na rozsiewanie się komórek rako¬wych — tłumaczy Darbre. - Ma to szczególne znaczenie, ponieważ nikt nie umiera z powodu guzełka w piersi. Kobiety umierają nato¬miast w wyniku rozsiewania się, przerzutów rozprzestrzeniających się na odległe narządy, na przykład płuca lub wątrobę".
I rzeczywiście, to podejrzenie wydaje się bardzo prawdopodobne. Wprawdzie do tej pory obserwacji poddano jedynie próby losowe, „lecz jeśli ta tendencja się utrzyma, wyniki będą wstrząsające".
To, że ta praca u podstaw nie jest szaloną wycieczką bez znaczenia w prawdziwym życiu, Darbre wykazała w dwóch kolejnych pracach opublikowanych niedawno w renomowanych czasopismach.
Była to kooperacja z grupą włoskich naukowców; zajmowano się badaniem zawartości aluminium w płynie piersiowym kobiet, które zachorowały na nowotwór piersi"4. Porównano te wartości z wartościami zmierzonymi u zdrowych kobiet. Łącznie w badaniu wzięło udział 35 kobiet. Przy użyciu pompy próżniowej odessano im z sutka kilka kropli płynu. U kobiet chorujących na nowotwór piersi zawartość aluminium w płynie pobranym z sutka wynosiła przeciętnie 268 mikrogramów na litr (|ig/l). U zdrowych kobiet stwierdzono przeciętne stężenie 131 (j.g/1.
W kobiecej piersi — tak jak w pozostałych częściach ludzkiego organizmu - aluminium w ogóle nie powinno występować i nie pełni tam żadnej funkcji. Ślady aluminium są zatem „śladami cywi¬lizacji". Porównanie ze stężeniem we krwi pokazuje dobitnie, że ta kontaminacja w szczególnym stopniu dotyczy tkanki piersiowej"5. We krwi kontaminacja aluminium to przeciętnie zaledwie 6 pg/1. I nawet w mleku matki średnia wartość jest znacznie niższa, wynosi bowiem 25 pg/1.
Darbre ostrzega, że znacznie wyższe stężenie aluminium w piersi wynika ze stosowania dezodorantów. Dotyczy to nie tylko powsta-wania raka, lecz także niezłośliwych torbieli. Chodzi tu o zatkane przestrzenie w tkance wypełnione płynem. „Jeśli dezodorant potrafi zatkać gruczoł potowy - twierdzi Darbre - to dlaczego nie mógłby zamykać również kanalików z płynem tkankowym?".
Torbiele są przyczyną ogromnego stresu. Kobiety wyczuwają pod palcami w piersi guzek i myślą o najgorszym. Gdy lekarz rozwieje te obawy, najczęściej następuje ogromna ulga. „To zupełnie zro¬zumiałe - mówi Darbre. - Ale zamiast postępować tak jak do tej pory, należy skłonność do torbieli potraktować jako ostrzeżenie". Po pierwsze dlatego, że wiemy, iż skłonność do torbieli oznacza pod¬wyższone ryzyko zachorowania na nowotwór. Po drugie dlatego, że jest to proces odwracalny. „Wiele kobiet opowiadało mi, że torbiele zniknęły, od kiedy przestały używać dezodorantów".
I tak jak rzucenie palenia może zaoszczędzić wielu cierpień, tak samo, jak się wydaje, jest ze stosowaniem zawierających aluminium kosmetyków. Konkretny mechanizm działania nie został jeszcze w stu procentach zbadany we wszystkich szczegółach. Potrzebne byłyby badania, które ktoś musiałby sfinansować. Koncerny farma¬ceutyczne nie zainwestują w to własnych środków, gdyż nie da się na tym zarobić. I to wcale nie jest złośliwość. W naturze systemu leży to, że firmy farmaceutyczne próbują produkować leki, za pomocą których można leczyć choroby lub łagodzić ich objawy. Jeśli jednak badania zmierzałyby w stronę wyeliminowania jakiejś substancji - aby na przykład przestano kupować dezodoranty zawierające alumi¬nium - nie byłoby nic do sprzedania i nie dałoby się na tym zarobić.
Oczywiście poza publiczną służbą zdrowia. Jeśli mniej kobiet chorowałoby na raka piersi i musiałoby być poddanych leczeniu, oszczędności byłyby gigantyczne. Nie mówiąc już o niekończącym się cierpieniu, a także kosztach związanych z tym, że kobiety umie¬rają o wiele za wcześnie, ich dzieci zostają sierotami, a mężowie wdowcami.
Trudno czekać na to, by instytucje odpowiedzialne za ochronę zdrowia obudziły się i z własnej inicjatywy zleciły badania. Najpierw ktoś musiałby nimi porządnie potrząsnąć, aby uświadomić im ko-nieczność całkowitej zmiany sposobu myślenia. Obecnie instytucje te - na tyle, na ile udało mi się je poznać - to zajęte sobą, raczej oderwane od rzeczywistości twory. Właśnie dlatego jesteśmy zdani na obserwacje i wskazania, których w badaniach Darbre i innych naukowców jest cała masa. Trzeba tylko usłyszeć przesłanie i wy¬ciągnąć z niego odpowiednie wnioski.
Odstawienie dezodorantów wymaga nieco cierpliwości, ponie¬waż wiele komórek zostało tak mocno uszkodzonych przez chlorek glinu, że obumarły i odnawiając się, wydzielają wyraźny odór. Kto przetrwa ten etap, będzie mógł odetchnąć i ostatecznie pożegnać się z epoką aluminium. Sama Darbre od 15 lat nie używa żadnych dez¬odorantów. „Myję się dwa razy dziennie, to w zupełności wystarczy".
“Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz”
Nie negocjuje na rozsądnych warunkach z ludźmi, którzy zamierzają mnie pozbawić rozsądku.


Jeśli widzisz uszkodzony post - kliknij "Zgłoś do moderatora". Dziekuje